Afery

Rozproszenie i asymilacja, pozorna asymilacja, dają taką przewagę, że narody rdzenne są bezbronne. Jeśli doda się do tego monopol na emisję pieniądza i w handlu, to sytuacja wydaje się beznadziejna i taką w zasadzie jest. Zapewne większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy i daje się wciągać w żydowskie gierki, takie jak choćby demokracja i wmawianie ludziom, że coś od nich zależy. Cóż, widocznie tak już musi być.

Antoni Słonimski w jednej ze swoich kronik tygodniowych z 1938 roku, Kroniki Tygodniowe 1927-1939 PIW 1956, pisze:

Jeśli chodzi o handel zamorski, to co prawda i bez kolonii doskonale dajemy sobie radę. Czytałem niedawno o pewnej aferze, której piekielna zawiłość przejęła mnie dreszczem podziwu. Pewien eksporter wysyłał na Jawę czy na Borneo wielkie transporty cukierków. Przy wyładowaniu skrzyń w porcie rozleciała się jakaś skrzynia, i wysypał się piasek. Konsul honorowy, który był przy tym obecny, bardzo się przeraził. Ale firma, która sprowadzała te dziwne cukierki z Polski, nie zgłosiła żadnej pretensji. Cóż by to znaczyć mogło? Okazało się, że spryciarz wysyłający cukierki miał umowę z firmą na Jawie, że będzie jej darmo wysłał żwir i piasek. Jako eksportujący wyroby cukiernicze, miał demon handlowy prawo kupowania cukru po cenach eksportowych, i cukier ten ze znacznym zyskiem sprzedawał na rynku wewnętrznym. Okazało się, że można zarabiać duże sumy na bezinteresownym wysyłaniu skrzyń z piaskiem. To się nazywa kręcić bicze z piasku. Tego rodzaju geniusze mieliby w koloniach prawdziwe żerowisko. Mnie osobiście bardzo by smakowało życie kolonialne, bo lubię podróże i tak naczytałem się książek dla młodzieży, że został mi na długo jeszcze głód egzotyki i przyrody.

Z kolei Stefan Zbigniew Różycki w książce Geolog detektywem Wiedza Powszechna 1979 opisuje takie przypadki:

O innym, jeszcze ciekawszym wypadku z kamieniami w beczkach opowiadał mi dr J. Zwierzycki, który prawie przez trzydzieści lat pracował w Indonezji jako rządowy geolog holenderski. Pewnego dnia, w okresie międzywojennym, wezwano go do portu w Surabaja dla obejrzenia dziwnego ładunku, który nadszedł z Polski na trudny do ustalenia adres. Były to beczki wypełnione głazami narzutowymi. Po bliższych dochodzeniach okazało się, że jest to ładunek wysłany na adres fikcyjny do kraju egzotycznego w celu uzyskania premii eksportowej, którą wtedy wypłacano w Polsce eksporterom.

Zabawna i głośna afera o posmaku geologicznym miała miejsce na kilka lat przed wojną. W dziennikach pojawiła się sensacyjna wiadomość o odkryciu piasków złotodajnych na Polesiu, budząc zainteresowanie w sferach finansowych i przemysłowych. Zanosiło się na „gorączkę złota”. Ceny gruntów w tej części Polesia zaczęły zwyżkować. Z ostatecznym zawieraniem transakcji powstrzymano się do momentu uzyskania odpowiednich ekspertyz geologicznych. Do Instytutu Geologicznego dostarczone zostały próbki piasków, w których istotnie znalazły się drobne grudki złota, takie jakie występują w złożach aluwialnych (rzecznych – przyp. W.L.). W próbkach pobranych z wierceń wskazanych przez „odkrywcę” również było złoto.

Z teoretycznego punktu widzenia obecność złota na Polesiu mogłaby mieć pewne uzasadnienie, gdyż leży ono na peryferiach krystalicznego Masywu Wołyńskiego, w którym złota wprawdzie nie wykryto, ale obecności jego nie można było całkowicie wykluczyć. W dodatku parę świeżo wówczas wykonanych wierceń potwierdzało, że skały krystaliczne tego masywu sięgają dalej na północ poza znane ich wychodnie na powierzchni. Pod piaskami mogły więc występować jeszcze nie znane formacje skalne, z których rozmycia pochodziłby piasek złotonośny. Zwróciło jednak naszą uwagę, że skład mineralogiczny dostarczonych próbek piasku jest zupełnie odmienny od piasku występującego w innych miejscach tego regionu. Obecne w nich były również – i to w obfitości – minerały nadzwyczaj rzadkie na Niżu Wschodnioeuropejskim. Zaczęło to budzić wątpliwości, czy „poleskie pisaki złotodajne” istotnie pochodzą z Polesia.

Wszczęte szczegółowe dochodzenie potwierdziło, że mamy tu do czynienia ze sprytnie zorganizowaną aferą. Oto pewien handlarz drewnem kupił na Polesiu duże obszary leśne, na których wyrąbał las i drewno sprzedał. Został mu piaszczysty, nieurodzajny teren, nie przedstawiający większej wartości. Chciał się go pozbyć, ale nie znajdował nabywcy. Postanowił więc znaleźć sposób na wzbudzenie zainteresowania tymi gruntami. Sprowadził, zdaje się z Alaski, kilka worków prawdziwego pisaku złotonośnego i parę metrów w głąb zasypał nim otwór wiercenia. Następnie zgłosił do urzędu górniczego odkrycie złota, przedstawiając odpowiednie próbki piasku komisyjnie pobrane z otworu. Sądził, że teraz szybko znajdzie nabywców na grunty, których chciał się pozbyć.. Sądził też, że uzyska za nie dobrą cenę. Niestety, próba oszustwa została szybko wyjaśniona przez geologów. Wcześniej, nim znalazł się naiwny kupiec tych ogołoconych z lasu piasków. „Złoty” interes się nie udał. Był on jednak tak zręcznie przygotowany, że aferzysty nie można było pociągnąć do odpowiedzialności sądowej.

Podobne afery „złotodajne” nierzadko zdarzały się w Ameryce. Tam jednak liczono na szybką zwyżkę kursów akcji na podstawie rozpowszechnianych plotek o odkryciu bogatych złoży. Sensacje tego typu „wybuchały” również na Uralu i stąd powstało rosyjskie powiedzenie: „gornoje dieło – tiomnoje dieło” – „górnicza sprawa – ciemna sprawa”.

x

Mamy więc w obu przypadkach opis pewnych działań, ale nie ma w nich nic o tym, jak mogło do nich dojść. To mogło być możliwe tylko w sytuacji, gdy ma się rozległe kontakty na całym świecie wśród ludzi, którzy wymieniają się informacjami niezbędnymi do podejmowania tego typu działań. To muszą być osoby, które zajmują różne stanowiska w różnych krajach, począwszy od dyplomacji a skończywszy na handlu. Tylko w takiej sytuacji można mieć dostęp do odpowoednich informacji. Tak może działać tylko jedna nacja.

Jan Stanisław Bystroń w książce Dzieje obyczajów w dawnej Polsce; wiek XVI-XVIII PIW 1976 pisze:

„Żyd umiał liczyć, umiał się obchodzić z pieniądzem, miał szerokie stosunki z współwyznawcami w całym chyba ówczesnym świecie…”

Skoro więc w tamtym czasie potrafili się komunikować ze sobą, to tym bardziej mogli to robić w okresie międzywojennym. Zapewne było w tamtym czasie wiele innych afer o podobnej skali, o których się nigdy nie dowiemy. O niektórych w blogu Afera, ale były też inne, które wymagały zaangażowania wielu ludzi, a ich skala i rozmach przerastały wszystko, co wcześniej ta nacja wymyśliła. O tym pisałem w blogach Liga Morska i Kolonialna, Liberyjska prowokacja i Brazylijska prowokacja.

W blogu Mistyka finansów pisałem:

»Dariusz Przywieczerski ukończył Szkołę Główną Planowania i Statystyki (SGPiS) w Warszawie. Po studiach pracował w Centrali Handlu Zagranicznego Paged, w której był zastępcą dyrektora. Od 1974 roku pracował w Komitecie Centralnym PZPR. W 1980 roku został radcą handlowym ambasady PRL-u w Nairobi. Zarabiał pieniądze na dostawach kawy i herbaty do sąsiedniej Ugandy. Po powrocie do kraju w 1985 roku został dyrektorem firmy Universal, eksportera sprzętu AGD. Firma Universal powstała w wyniku prywatyzacji dawnej Centrali Handlu Zagranicznego (CHZ) „Universal”.

Radca handlowy ambasady PRL-u zarabia na handlu kawą i herbatą pomiędzy Kenią i Ugandą. Zapewne wykorzystuje fakt, że jest dyplomatą i może przekraczać granicę bez kontroli celnej. Ale do tego, by uprawiać taki proceder, potrzebne są jeszcze dwie strony. Ta, która po stronie kenijskiej skupuje tę kawę i druga po stronie ugandyjskiej, która ją kupuje i zapewne ma sieć dystrybucji, by ją sprzedać. Nietrudno domyślić się, któż to może być, ale też nietrudno domyślić się, kogo obie strony mogą dopuścić do tak lukratywnego interesu. Żydzi są wszędzie i wszędzie kontrolują obrót towarem.«

Handel jest tym rodzajem działalności, który generuje największe dochody i najszybciej, co pozwala na szybkie bogacenie się. Z tego względu jest on pod całkowitą kontrolą Żydów. Nie muszą oni zajmować się produkcją, bo ta jest całkowicie zależna od handlu. Przekonał się o tym kiedyś Henry Ford. Gdy doda się do tego fakt, że Żydzi mają monopol na emisję pieniądza, to ich władza wydaje się absolutna. To wszystko jest możliwe dzięki temu, że jest to nacja rozproszona i asymiluje się wszędzie tam, gdzie pojawia się. Opanowuje wszelkie dziedziny życia gospodarczego, politycznego, naukowego i kulturalnego oraz kontroluje media. W ten sposób ma władzę w każdym państwie i kieruje polityką każdego z nich. Jak chce to wywołuje wojny i kryzysy gospodarcze, a jak chce, to je kończy. Przenika ona też do sądów i administracji i dlatego sprawcy wszelkich afer pozostają bezkarni lub nie udaje się ich wykryć.

Jeśli więc ktoś twierdzi, że ten stan jest wynikiem ich pracowitości, przedsiębiorczości, zdolności, pomysłowości, to jest to tylko część prawdy. Wszystkie te zalety nie zadziałałyby, a przynajmniej nie w takim stopniu, gdyby nie to rozproszenie i asymilacja. To właśnie one pozwalają na kontrolowanie świata. I jest to jedyna nacja, która wszędzie na świecie czuje się jak u siebie, a to w praktyce oznacza, że ten świat do niej należy.

12 thoughts on “Afery

  1. Bardzo interesujący tekst Pan tu zapodał. Afery były, są i będą. Faktycznie że żydostwo prowadziło i prowadzi gangsterkę na szeroką skalę. I jak tu ich kochać? Nijak nie można. Nie mamy na to żadnego wpływu ,jedynie pogarda pod ich adresem.

    Like

    • Oczywiście, że nie mamy na to żadnego wpływu, ale nie powinniśmy poddawać się emocjom. Oni właśnie na to liczą. Przede wszystkim nie powinniśmy im ulegać. Ja wiem, że to trudne, ale od tego trzeba zacząć.

      Like

  2. Gangsterka

    Gdy poukładać sobie te puzzle to wychodzi, że, tak obcmokana przez propagandę włoska “Cosa Nostra ” mogłaby buty pucować tej ” koszernej “.

    Like

    • Tak wychodzi i tak zapewne jest. Może właśnie dlatego ta “Cosa Nostra” jest tak obcmokana, by odwrócić uwagę.

      Like

  3. Od zawsze podchodziłam do spraw emocjonalnie i już nie zmienię się. Nie te lata i czas. Zresztą nie mam zamiaru się zmieniać , ponieważ w niczym mi to nie przeszkadza.

    Like

Leave a reply to Wiesław Liźniewicz Cancel reply