Wojna futbolowa

Polityka to skomplikowana i pogmatwana dziedzina ludzkiej działalności. Najczęściej jest tak, że prawdziwe cele są ukryte, a opinię publiczną karmi się jakimiś zastępczymi tematami. Tak jest obecnie i tak było w przeszłości. Sądzę, że dobrą ilustracją tego problemu jest tzw. wojna futbolowa. Wikipedia tak o niej pisze:

Wojna futbolowa lub wojna stu godzin – krótkotrwały konflikt zbrojny pomiędzy Salwadorem a Hondurasem, który miał miejsce w 1969 roku. Określenie wojna futbolowa stworzone przez Ryszarda Kapuścińskiego i rozpowszechnione przez mass media, wywodzi się z przekonania, że powodem wybuchu wojny był przegrany przez Honduras 15 czerwca 1969 mecz w czasie eliminacji do mistrzostw świata w piłce nożnej. W rzeczywistości stosunki między państwami były napięte już znacznie wcześniej, sam mecz stał się niejako punktem kulminacyjnym fali nacjonalizmu i nienawiści rozpętywanej przez obie strony, co zresztą Ryszard Kapuściński wyraźnie zaznacza.

Salwador i Honduras; źródło zdjęcia: Wikipedia.

Jedną z głównych przyczyn konfliktu było osadnictwo salwadorskich rolników na przygranicznych terenach Hondurasu. Honduraski rząd, ale i duzi posiadacze ziemscy skupieni wokół Krajowej Federacji Rolników i Hodowców, podejmowali działania mające na celu zmuszenie salwadorskich imigrantów do opuszczenia kraju. Wojskowe władze Salwadoru obawiały się, że powrót dużej liczby ubogich, pozbawionych ziemi chłopów może wzmóc żądania przeprowadzenia reformy rolnej, parcelacji majątków wielkich posiadaczy ziemskich, a nawet spowodować rozwój partyzantki antyrządowej.

Podsycana m.in. przez media atmosfera wrogości między obydwoma państwami sięgnęła zenitu po przegraniu przez Honduras meczu piłki nożnej w stolicy sąsiada. Honduraskie radio zaapelowało do obywateli o wypędzenie Salwadorczyków z honduraskiej ziemi. W Salwadorze doszło do masowych demonstracji przeciwko Hondurasowi, a incydenty graniczne doprowadziły do zerwania stosunków dyplomatycznych pomiędzy obydwoma krajami. 14 lipca armia Salwadoru zaatakowała sąsiada. W walkach zginęło ok. 2 tysięcy ludzi. Wojna została zakończona po interwencji Organizacji Państw Amerykańskich, jednak napięcie pomiędzy państwami utrzymało się do 1972. Ostateczne rozwiązanie konfliktu nastąpiło we wrześniu 1992 roku, na skutek wyroku Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze, który 2/3 spornego terytorium przyznał Hondurasowi.

Na kanale Powojnie jego autor powrócił trzy lata temu do tematu tej wojny.

Zanim przejdę do zacytowania wybranych fragmentów z reportażu Kapuścińskiego, wypada, jak zwykle, zacząć od początku. Niestety, ale bez znajomości historii, zrozumienie rzeczywistości jest niemożliwe i dlatego tę historię tak fałszuje się, ukrywa prawdę i przeinacza fakty.

Połowę południowoamerykańskiego kontynentu zajmuje Brazylia. W odróżnieniu od hiszpańskojęzycznej Ameryki, w której dochodzenie do niepodległości miało burzliwy przebieg, w Brazylii odbyło się to w sposób pokojowy. Regent Piotr nad brzegiem rzeki Ipiranga, na wieść o tym, że portugalskie Kortezy anulowały jego wszystkie edykty, krzyknął: Independencia ou Morte, czyli Niepodległość albo śmierć. I tak Brazylia stała się niepodległa. Wiele lat później, daleko na północy, inny przywódca zakrzyknął, już nie po portugalsku, ale po hiszpańsku: Socialismo o muerte. Jak widać, w tamtym rejonie, nikt nie bawi się w żadne subtelności, od razu wykłada kawę na ławę.

Hiszpańskie kolonie w Ameryce Łacińskiej sięgały od Meksyku po Patagonię. To, co było w Ameryce Południowej, to było wicekrólestwo Peru. Dzieliło się ono na mniejsze jednostki terytorialne, zwane audiencjami. I gdy nastał czas wojen napoleońskich w Europie, to skutki ich były również odczuwalne w Ameryce Południowej. W latach 1810-25 praktycznie wszystkie te audiencje stały się niepodległymi państwami, niepodległymi od Hiszpanii. Ta niepodległość oznaczała jednak popadniecie w zależność od powstałego w 1776 roku państwa zwanego Stanami Zjednoczonymi, czyli z deszczu pod rynnę.

Na północy było wicekrólestwo Nowej Hiszpanii, które obejmowało Meksyk i całą Amerykę Środkową. Meksyk, podobnie jak państwa Ameryki Południowej, stał się niepodległy w tym samym okresie, w 1821 roku. Początkowo w obrębie jego terytorium znajdował się obszar kontynentalnej Ameryki Środkowej. W 1823 roku powstało państwo zwane Zjednoczonymi Prowincjami Ameryki Środkowej. Obejmowało ono obszar Gwatemali, Hondurasu, Kostaryki, Nikaragui i Salwadoru. Pierwszym państwem, które opuściło tę federację był Honduras (1838). Rozwiązanie jej nastąpiło w 1841, gdy opuścił ją Salwador.

Monarchie tym różnią się od republik, że w monarchiach niewolnicy nie mają prawa głosu, natomiast w republikach – mają. Republiki charakteryzują się tym, że istnieją w nich partie polityczne, które zabiegają o głosy niewolników, zwanych w nich obywatelami. System republikański jest daleko wygodniejszy dla rządzących, bo w nim rządzący nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje czyny. Po wyborach przychodzą nowi ludzie, a o poprzednikach już nikt nie pamięta. Jest to nieomal władza boska, jak powiedział Churchill, bo tylko Bóg przed nikim nie odpowiada. To tłumaczy, dlaczego Stany Zjednoczone tak lubią demokrację. Natomiast zaczadzeni propagandą niewolnicy łudzą się, że mają na coś wpływ.

Demokracja w Ameryce Łacińskiej to często naprzemienne rządy lewicy i prawicy, która, gdy lewica zagalopuje się za mocno w swoich reformach, reaguje, co przejawiało się najczęściej w formie puczów wojskowych, czyli odsunięciem lewicy od władzy.

x

Ryszard Kapuściński w swoim reportażu Wojna futbolowa, zamieszczonym w książce pod tym samym tytułem (Czytelnik, 1981), opisał tło i przebieg tej wojny. Niektórzy zarzucają mu, że tytuł tego reportażu jest mylący, bo ta wojna nie wybuchła z powodu meczu piłkarskiego. Oczywiście, że nie z tego powodu, ale był to, jak sądzę, świadomy z jego strony zabieg marketingowy. Jaki inny tytuł przyciągnąłby tylu czytelników? Natomiast na jego końcu wyjaśnia on, z jakich powodów wybuchła ta wojna. Poniżej wybrane przeze mnie fragmenty:

Luis Suarez powiedział, że będzie wojna, a we wszystko, co mówił Luis – wierzyłem. Mieszkaliśmy razem w Meksyku, Luis dawał mi lekcje Ameryki Łacińskiej. Czym jest i jak ją rozumieć. Potrafił przewidzieć wiele wydarzeń. W swoim czasie przewidział upadek Goularta w Brazylii, upadek Boscha w Dominikanie i Jimeneza w Wenezueli. Na długo przed powrotem Perona wierzył, że stary caudillo będzie znowu prezydentem Argentyny, zapowiedział też rychłą śmierć dyktatora Haiti – Franşoisa Duvaliera, któremu wszyscy dawali wiele lat życia. Luis umiał poruszać się po sypkich piaskach tutejszej polityki, w których tacy amatorzy jak ja grzęźli beznadziejnie, co krok popełniając błędy.

Tym razem swoją opinię o czekającej nas wojnie Luis wygłosił po odłożeniu gazety, w której przeczytał sprawozdanie z meczu piłki nożnej rozegranego między reprezentacjami Hondurasu i Salwadoru. Obie drużyny walczyły o prawo udziału w mistrzostwach świata, zapowiedzianych na lato 1970 roku w Meksyku.

W Ameryce Łacińskiej, mówił, granica między futbolem a polityką jest niezmiernie wąska. Długa jest lista rządów, które upadły lub zostały obalone przez wojsko, ponieważ drużyna narodowa poniosła porażkę. Zawodnicy drużyny, która przegrała, są nazywani później w prasie zdrajcami ojczyzny. Kiedy Brazylia zdobyła w Meksyku mistrzostwo świata, mój kolega – Brazylijczyk, emigrant polityczny, był zrozpaczony: „Prawica wojskowa – powiedział – ma zapewnione co najmniej pięć lat spokojnych rządów”. W drodze do tytułu mistrzowskiego Brazylia pokonała Anglię. Wychodzący w Rio de Janeiro dziennik „Jornal dos Sportes” w artykule pt. „Jezus broni Brazylii” tak wyjaśnia przyczynę wygranej: „Ilekroć piłka leciała w stronę naszej bramki i gol wydawał się nieuchronny, Jezus spuszczał nogę z obłoków i wykopywał piłkę na aut”. Do artykułu dołączono rysunki ilustrujące to nadprzyrodzone zjawisko.

Kto idzie na stadion, może stracić życie. Oto mecz, w którym Meksyk przegrywa z Peru 1:2. Rozgoryczony kibic meksykański woła ironicznym tonem: Viva Mexico! W kilka chwil później ginie zmasakrowany przez tłum. Ale czasem rozbudzone emocje znajdują ujście w innej formie. Po meczu, w którym Meksyk pokonał Belgię 1:0, pijany ze szczęścia Augusto Mariaga – naczelnik więzienia dla skazanych na dożywocie w Chilpancingo (Meksyk, stan Guerrero), biega z pistoletem w ręku, strzela w powietrze i z okrzykiem: Viva Mexico! otwiera wszystkie cele wypuszczając na wolność 142 groźnych, ciężkich przestępców. Sąd uniewinnia Mariagę, „ponieważ – czytamy w uzasadnieniu wyroku – działał w uniesieniu patriotycznym”.

– Myślisz, że warto pojechać do Hondurasu? – spytałem Luisa, który redagował wtedy poważny i wpływowy tygodnik „Siempre”. – Myślę, że warto – odpowiedział – na pewno coś się zdarzy. Następnego dnia rano byłem w Tegucigalpie.

x

Skradając się przez las spytałem żołnierza, dlaczego biją się z Salwadorem. Odpowiedział, że nie wie, że to są sprawy rządowe. Spytałem go, jak może walczyć, nie wiedząc, w imię jakiej sprawy przelewa krew. Odpowiedział, że żyjąc na wsi lepiej nie zadawać pytań, bo człowiek pytający wzbudza podejrzliwość sołtysa. Sołtys wyznaczy go później do robót publicznych. Pracując tam, chłop musi zaniedbać gospodarkę i rodzinę, czeka go jeszcze większy głód. A przecież wystarczy już tej zwyczajnej biedy, która i tak jest. Trzeba tak żyć, żeby nazwisko człowieka nie obijało się władzy o uszy. Władza, jeśli usłyszy jakieś nazwisko, zaraz je zapisuje i taki rozpoznany człowiek ma potem dużo kłopotów. Sprawy rządowe nie są na rozum chłopa ze wsi, bo rządowi mają świadomość, a chłopu nikt świadomości nie da.

x

Wojna futbolowa trwała sto godzin. Jej ofiary: sześć tysięcy zabitych, kilkanaście tysięcy rannych. Około pięćdziesięciu tysięcy ludzi straciło domy i ziemię. Zniszczono wiele wiosek.

W wyniku interwencji państw Ameryki Łacińskiej oba kraje zaprzestały działań wojennych, ale do dzisiaj na granicy Hondurasu i Salwadoru wybuchają zbrojne utarczki, giną ludzie i płoną wsie.

Prawdziwa przyczyna tej wojny była następująca: Salwador – najmniejszy kraj Ameryki Środkowej, ma największą gęstość zaludnienia na kontynencie amerykańskim (ponad 160 osób na km kw.). Jest ciasno, tym bardziej, że większość ziemi znajduje się w rękach czternastu wielkich klanów obszarniczych. Mówi się nawet, że „Salwador jest własnością czternastu rodzin”. Tysiąc latyfundystów posiada dokładnie dziesięć razy więcej ziemi, niż ma jej łącznie sto tysięcy chłopów. Dwie trzecie ludności wiejskiej nie ma ziemi. Część bezrolnej biedoty od lat emigrowała do Hondurasu, gdzie było dużo ziemi bezpańskiej. Honduras (112 tys. km kw.) jest blisko sześć razy większy od Salwadoru, ale posiada o połowę mniej ludności (około 2,5 miliona). Była to emigracja cicha, nielegalna, ale latami tolerowana przez rząd Hondurasu.

Chłopi z Salwadoru osiedlali się w Hondurasie, zakładali wsie i wiedli żywot nieco lepszy niż w swoim kraju. Było ich 300 tysięcy.

W latach 60-tych zaczęły się niepokoje wśród chłopstwa Hondurasu, które domagało się ziemi. Rząd uchwalił dekret o reformie rolnej. Ponieważ był to rząd oligarchiczny i uzależniony od Stanów Zjednoczonych, dekret nie przewidywał ani podziału latyfundiów, ani podziału ziem należących do amerykańskiego koncernu United Fruit, który na terenie Hondurasu posiada wielkie plantacje bananowe. Rząd chciał obdzielić chłopów Hondurasu ziemią, zajmowaną w tym czasie przez chłopów Salwadoru. Oznaczało to, że 300 tysięcy emigrantów salwadorskich ma wrócić do swojego kraju, w którym nie mieli nic. Oligarchiczny rząd Salwadoru sprzeciwił się przyjęciu tych ludzi, obawiając się chłopskiej rewolucji.

Rząd Hondurasu nalegał, rząd Salwadoru odmawiał. Stosunki między obu krajami były napięte. Po obu stronach granicy gazety prowadziły kampanię nienawiści, oszczerstw i wyzwisk. Wyzywali się od hitlerowców, karłów, pijaków, sadystów, pająków, agresorów, złodziei itd. Robili pogromy i palili sklepy.

W tych okolicznościach doszło do spotkań piłkarskich między reprezentantami Hondurasu i Salwadoru. Decydujący mecz odbył się na neutralnym terenie, w Meksyku (wygrał Salwador 3:2). kibiców Hondurasu posadzono po jednej stronie stadionu, kibiców Salwadoru – po drugiej, a pośrodku usiadło pięć tysięcy policjantów meksykańskich uzbrojonych w tęgie pały.

Piłka nożna pomogła zaognić jeszcze bardziej nastroje szowinizmu i histerii hurrapatriotycznej, tak potrzebnych do rozpętania wojny i wzmocnienia władzy oligarchii w obu krajach.

Pierwszy zaatakował Salwador, który miał znacznie silniejszą armię i liczył na łatwe zwycięstwo. Wojna zakończyła się impasem. Granica pozostała ta sama. Jest to granica wytyczona na oko w buszu, w górzystym terenie, do którego obie strony zgłaszają pretensje. Część emigrantów wróciła do Salwadoru, część nadal żyje w Hondurasie.

Oba rządy były zadowolone z wojny, ponieważ przez kilka dni Honduras i Salwador zajmowały czołowe miejsca w prasie światowej i były obiektem zainteresowania międzynarodowej opinii. Małe kraje z trzeciego, czwartego i dalszych światów mają szanse wzbudzić żywsze zainteresowanie dopiero wówczas, kiedy zdecydują się na przelew krwi. Smutna to prawda, ale tak jest.

xxx

W zasadzie Kapuściński wszystko wyjaśnił. Problem narastał od początku lat 60-tych. Ktoś potrzebował ziemi. Czy to byli obszarnicy z Krajowej Federacji Rolników i Hodowców, czy amerykański koncern United Fruit, czy może rząd, który chciał dać ziemię chłopom honduraskim? W każdym razie rząd zaordynował reformę rolną. Reforma rolna, jakkolwiek brzmiałoby to pięknie, polega na tym, że zabiera się jednym, a daje drugim. I najczęściej jest tak, że zabiera się najsłabszym. Padło więc na salwadorskich chłopów. Zanim doszło to tej wojny, ich wysiedlenia trwały od lat. Dlaczego jednak wcześniej rząd Hondurasu tolerował to osadnictwo? Czy dlatego, że granica pomiędzy obu krajami nie została dokładnie wytyczona, a rząd nie miał pomysłu na zagospodarowanie tego terenu?

Na początku, przynajmniej od pewnego momentu, było tak: w obu Amerykach mieszkali czerwoni, w Afryce – czarni, w Azji – żółci. Tylko na zachodnim półwyspie Azji, zwanym Europą, mieszkali biali. I to oni podbili cały świat, a przynajmniej ich rękami tego dokonano. Wcześniej te ludy żyły według własnych praw. Jednak ich podbój przez białych zburzył całkowicie ich sposób życia, organizacji i ich system wartości. Skąd wzięła się przewaga białych? Czy dlatego, że państwa Europy Zachodniej powstały na gruzach Imperium Rzymskiego i odziedziczyły po nim jego dorobek? Bardzo możliwe. Czy to właśnie tam trzeba szukać klucza do zrozumienia obecnej rzeczywistości?

Podbojów kolonialnych dokonywały monarchie. Monarchia to był taki ustrój, w którym władza pochodziła od Boga. Ten stan akceptowali rządzący i rządzeni. Grzechem byłoby zatem dążenie do obalenia monarchii, bo byłoby to wbrew prawom boskim. Czy nie po to więc powstało chrześcijaństwo, by umożliwiło powstanie takiej właśnie organizacji państwowej? Przez trzysta lat panowała monarchia hiszpańska nad Ameryką od Meksyku do Patagonii. Nie było tam państw i granic. W takiej sytuacji trudno sobie wyobrazić, by doszło tam do czegoś takiego jak wojna pomiędzy sąsiadującymi państwami.

Pierwszym zaburzeniem tego boskiego porządku była reformacja, która wysunęła zasadę czyja władza, tego religia. A więc pierwsze miejsce należało się władzy świeckiej, choć państwa protestanckie nadal były monarchiami. Dopiero rewolucja francuska postawiła sprawę jasno: teraz państwo jest bogiem. I obaliła monarchię. Wiek XIX był wiekiem ruchów narodowo-wyzwoleńczych, no bo to narody miały być tkanką tych państw, a w nich już byli nie niewolnicy tylko obywatele. Co jednak miało spajać te narody? W monarchii tę funkcję spełniał monarcha. W państwach był to patriotyzm, czyli miłość do ojczyzny, a w praktyce – do państwa. Ale czym był ten patriotyzm? W tym samym XIX wieku stworzono na wschodzie, pod rosyjskim zaborem, nowy naród polski z nie w pełni wykształconych pod względem językowym społeczności prawosławnych, które wcześniej nie miały swego monarchy. Zaaplikowano im język polski i, w opozycji do prawosławia, katolicyzm. W ten sposób narodził się Polak-katolik, który był skonfliktowany ze wszystkim, co rosyjskie, bo dotyczyło to ludzi, którzy mieszkali na terenach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, do których to ziem rościła sobie prawo Rosja.

Jak jednak stworzyć patriotyzm tam, gdzie ludzie mówią tym samym językiem i wszyscy są katolikami? Czym różnił się chłop salwadorski od chłopa honduraskiego? Mówili tym samym językiem i byli katolikami. To był problem całej Ameryki Łacińskiej. W pewnym momencie z pomocą przyszła piłka nożna. Kiedyś trafiłem na blog pewnego Niemca, który zamieszczał na nim relacje ze swoich podróży po Ameryce Południowej. W Peru zapuszczał się w najbardziej niebezpieczne dzielnice Limy, pomimo ostrzeżeń, że jest tam bardzo niebezpiecznie dla białych. On jednak nie przejmował się tym. Przed wejściem do takiej dzielnicy zakładał koszulkę piłkarskiej reprezentacji Peru i to było najlepsze zabezpieczenie.

Powstawały państwa, a ich obywatele mieli prawa, ale też i obowiązki. W praktyce jednak jedynym trwałym i niezmiennym prawem obywateli jest ich prawo głosu, czyli prawo wyboru władzy. Pozostałe to obowiązki, z których najważniejszym jest obowiązek obrony ojczyzny w razie niebezpieczeństwa. Oznacza to, że państwo w zamian za ochronę, jaką oferuje obywatelowi, wątpliwą zresztą, żąda od niego, by w razie potrzeby stanął w jego obronie, czyli żeby oddał za nie swoje życie. I po to właśnie tresuje się obywateli w duchu jakiegoś patriotyzmu. Wojna pomiędzy Salwadorem a Hondurasem zakończyła się niczym. Chłopi po obu stronach frontu walczyli w interesie oligarchów obu państw i międzynarodowych korporacji. Tylko oni tracili życie i swoje skromne majątki.

Państwa to organizacje przestępcze, rządy to zalegalizowane przez obywateli, czyli współczesnych niewolników, bezkarne mafie. Ta legalizacja odbywa się poprzez głosowanie. Przedstawiciele tych mafii mówią wprost – nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy, czyli – zabierzemy ci wszystko i nic nam nie zrobisz. Skoro tak, to znaczy, że obywatel jest niewolnikiem, bo jeśli można mu zabrać jego własność, to znaczy, że to nie jest jego własność. Cała polityka sprowadza się więc do tego, że rządzący przekonują swoich niewolników, że oni mają na coś wpływ, podczas gdy w praktyce nie decydują o niczym.

18 thoughts on “Wojna futbolowa

    • Czasem tak jest. Zdarzyło mi się to parę razy, że mój komentarz zniknął. Nie wiem od czego to zależy.

      Like

  1. Odtwarzam więc (z pamięci)…

    A propos “najlepszych zabezpieczeń”:
    Oglądam na YT vlogi naszych młodszych włóczęgów penetrujących planetę i u niejakiego Casha,który przemierza motocyklem Argentynę widzę taką scenkę:
    Koleś kupił ładną koszulkę z długim rękawem aby chronić przedramiona przed słońcem w czasie jazdy. Koszulka futbolowa – z logo jednej z tamtejszych drużyn…
    Wjeżdża do wioski w północnym interiorze i zaraz dopadają go lokalsi:
    – A ty nasz, amigo?
    – Dlaczego “nasz” – przecież ja z Polski…
    – No bo nosisz koszulkę naszych piłkarzy!
    – A jak pojadę do sąsiedniego stanu?
    – To lepiej wcześniej kup nową…

    Co do modus operandi państw za pomocą współczesnej emanacji “demokracji” (czyli karykatury tej greckiej):
    Pełna zgoda.

    Like

    • Dziękuję. Nie zwiększyłem częstotliwości. Przeważnie co 3-4 dni. Czasem częściej, czasem rzadziej.

      Pozdrawiam

      Like

      • Też zwróciłem na to uwagę że system władzy został odwrócony tzn. Od monarchii czyli normalności gdzie władza spływa od Boga w dół do kmiecia zostało wszystko postawione na głowie i na dzień dzisiejszy “władza idzie od kmiecia do Boga”.

        Iście szatańskie.

        Like

      • Ostatnio obserwuje imć. Chodoroskiego i ogółem jeżeli chodzi o jego diagnozę to nie jest ona jakoś bardzo oddalona od prawidłowej (jego własna wersja i jego ogląd, jego narracja) to jego działanie i propozycja “naprawy” obecnego stanu rzeczy zapala mi czerwone światła w kokpicie.

        Wokól niego powstaje organizacja i kanalizuje on różne organizacje w kwestii budowania jakiegoś konstruktu społeczno politycznego. On oferuje coś na kształt zreformowanego rządzenia “od kmiecia w górę ” co mi się nie podoba z samej natury i jest rodzajem potwarzy dla samego stwórcy.

        Z natury jestem monarchistą (bo to jest naturalny system organizacji życia zbiorowego)i niejako żyje w świecie równoległym do obecnego, Króla przecież mamy, zasady działania w tej monarchii też już mamy więc nie rozumiem dlaczego mamy razem z Panem Chodorowskim reformować księstwo księcia tego świata. Przecież ten świat idzie na zatracenie, przecież próba uzdrowienia Babilonu spelzła na niczym (próbowaliśmy uzdrowić Babilon ale się nie udało) i jasno ma on iść na zatracenie i upadek. Grzech musi dojrzeć aby zobrazować do czego prowadzi odstępstwo (upadł upadł wielki Babilon a jego upadek był ogromny)

        Więc Pana Chodoroskiego podejrzewam o bycie zwodzicielem. A conajmniej nie tędy droga.

        A tak swoją drogą to Pan Chodorowski nie oferuje żadnej rewolucyjnej zmiany. To co proponuje to wyczytałem już w Zielonej książeczce Muamara Kaddafiego.

        Pozdrawiam.

        P.S

        Marek Tomasz Chodorowski-autor książki Bestia, cywilizacją nad przepaścią. Nie czytałem ale oglądałam prawie wszystko na tubce. Mnóstwo ciekawych spostrzeżeń i dobra pożywka, aczkolwiek warto “zjeść serek i nie dać się złapać “.

        Like

      • Nie czytałem i nie znam autora. Na stronie “lubimyczytać” są opinie czytelników, przeważnie pozytywne, ale jedna zdecydowanie negatywna. Poniżej jej treść:

        Wiele sobie obiecywałem po tej książce, jednak w miarę czytania, zauważyłem, że jest o wszystkim i o niczym.

        Autor skacze po tematach, czasem w ogóle nie dając czytelnikowi jakiegokolwiek punktu odniesienia. Na przykład ni z gruszki ni z pietruszki zaczyna opisywać teledysk czy tam koncert Madonny. Po co? Dlaczego? W związku z czym? Nie wiadomo.

        Ponadto w książce (przynajmniej do momentu do którego ją przeczytałem zanim rzuciłem w kąt, tak mniej więcej do połowy),nie ma kompletnie niczego odkrywczego, żadnych szokujących informacji. Wszystko to co w tej książce napisano można znaleźć bez problemu na YouTube i to o wiele lepiej opisane.

        Podsumowując – jak dla mnie, pieniądze stracone, żałuje że książkę kupiłem.

        Liked by 1 person

  2. Lubie Pana i uważam i Pańska opinia nie jest dla mnie obojętna. Chociaż swoją opinię już mam. Chodzi o Konecznego. Człowiek pięknie referuje świat i ja to kupuje. koleś zrobił bardzo wartościową syntezę wiedzy jaką zgromadził i dał nam pewne narzędzia do pracy nad rzeczywistością nam zadaną. Czy podziela Pan mój pogląd iż na pracy Konecznego można pracować jak na fundamencie????

    Like

    • Konecznego czytałem bardzo dawno temu i wypadałoby sobie odświeżyć jego poglądy, ale zgadzam się z Panem, że uporządkował on nam wiedzę i spojrzenie na świat i otaczającą nas rzeczywistość.

      Like

      • In vino veritas – w winie prawda, taką sentencję ukuli Rzymianie. Tak to już jest, że jak człowiek wypije, to język mu się rozwiązuje. Służby specjalne działają według zasady: worek, korek i rozporek, czyli pieniądze, alkohol, kobiety, czyli że na każdego jest hak.

        Like

  3. Ale nie przeszkadza mi to w posiadaniu rodziny z dwojgiem szkrabów więc proszę mnie nie kwalifikować jako jakiegoś idioty czy ekstremisty. Chociaż de facto ekstremistą jestem. Tak jak Pan.

    Like

    • Czy ja jestem ekstremistą? Być może poruszam się po krawędzi tego, co jest rzeczywistością i zbaczam nieco w krainę wyobraźni, ale ekstremizmem nie nazwałbym tego.

      Like

Leave a comment