Belgia c.d.

Tak się złożyło, że przez tydzień, od drugiego do dziewiątego maja, byłem w Belgii. Zaprosiła mnie koleżanka. Mieszkałem u niej w mieście Verviers, liczącym około 50 tys. mieszkańców, położonym w Walonii we wschodniej Belgii. Była to dzielnica domów jednorodzinnych. Mieszkałem więc w walońskim domu, w którym było dużo książek po francusku. Wszystkie te domy były zbudowane w podobnym stylu i tonacji. Jedne większe, inne mniejsze. Ściany tych domów mogły być budowane z różnych materiałów, ale wszystkie były od zewnątrz wyłożone cegłą w mniej więcej tym samym kolorze. Dachy pokryte blachą też w mniej więcej tym samym kolorze, takim ciemnobrązowym czy czymś zbliżonym do tego. Za ogrodzenie służą żywopłoty i nie ma bram, czyli nie ma czegoś takiego jak w Polsce, gdzie ludzie odgradzają się solidnymi płotami i bramami. Jak patrzyłem na te domy, trochę jakby stylizowane na średniowieczne, to miałem wrażenie, jakby czas tam się zatrzymał. To, że te domy były podobne do siebie i w podobnej kolorystyce, stwarzało wrażenie harmonii, porządku, trwałości i niezmienności. Nie ukrywam, że bardzo przyjemnie było przebywać w takim otoczeniu. Gdy więc wylądowałem w Modlinie i jechałem w kierunku Białegostoku i patrzyłem na te podwarszawskie miejscowości, to miałem wrażenie, jakby wielka bomba uderzyła w nie i wszystko bezładnie rozproszyło się. Wszystko przypadkowe, jeden dom taki, drugi inny, jeden nowy, drugi wali się ze starości; jeden wielki chaos. Owszem, są już w Polsce miejsca, które przypominają Zachód, ale są to enklawy, a pomiędzy nimi – syf. Ja oczywiście nie musiałem jechać na Zachód, żeby to dostrzec, ale co innego wiedzieć, a co innego widzieć to na własne oczy.

Mapa Belgii; źródło: Wikipedia.

W blogu Belgia pisałem o historii i współczesności tego państwa, więc tu będzie o tym, co ja widziałem. W sensie geograficznym można podzielić Belgię na trzy części: wschodnia i południowo-wschodnia – górzysta, środkowa – równinna, północna – niziny nadmorskie. Mieszkałem w części górzystej. Na początek wybraliśmy się do miejscowości Spa, czyli do tego słynnego uzdrowiska. To skrót od łacińskiego Sanus per Aquam, czyli zdrowy przez wodę. Tam domy poza centrum są podobne do tych w Verviers i tak samo są nieogrodzone. Ludzie z Verviers często wynajmują tam domy lub mieszkania. Jest to miejscowość typowo górska, to Ardeny.

Następnego dnia pojechałem z koleżanką na przegląd techniczny jej samochodu do niemieckiej części Belgii, do miejscowości Lonzen, jakieś 15-20 km od Verviers. Było tam sześć stanowisk obsługi. Na każdym stanowisku po dwóch pracowników. Przed wjazdem na stanowisko kontroli pracownik pytał o język: francuski czy niemiecki? Wszystkie informacje na stacji obsługi były w obu językach. Również pracownik przy kasie pytał o język.

Wyjazd do Brugii, to praktycznie przejazd przez całą Belgię ze wschodu na zachód. Belgia ma najgęstszą sieć połączeń kolejowych na świecie. Jadąc pociągiem linie kolejowe ciągle się schodzą, rozchodzą, krzyżują. Pociągi te nie są najnowsze, ale są wygodne. Nie ma tam miejscówek, można jechać do wybranej miejscowości drogą okrężną i wysiadać w trakcie podróży, a później wsiadać do innego pociągu. Pociągi często kursują, więc podróżowanie nimi jest bardzo wygodne.

Gdy wsiada się do pociągu w Verviers, to komunikaty głosowe i na monitorze są po francusku. Gdy pociąg wjeżdża do Flandrii, to język zmienia się na flamandzki. Gdy pociąg dociera do Brukseli, to komunikaty są w języku francuskim i flamandzkim, a w Brugii tylko flamandzki. W wagonach na ścianach umieszczone są krótkie rymowanki typu: La regle d’or, Courtois d’abord – co można przetłumaczyć jako Uprzejmość przede wszystkim, to podstawa. To samo oczywiście po flamandzku, ale nawet nie próbowałem tego zapamiętać.

Do Antwerpii dotarłem przez Brukselę, w której najważniejsza jest wizyta na rynku, który po francusku nazywa się Grand-Place, a po flamandzku Grote Markt. W rzeczywistości robi większe wrażenie niż na zdjęciach. W Antwerpii – przede wszystkim wielki, trój-poziomowy dworzec i „diamentowa” ulica tuż obok dworca oraz rynek, obok którego znajduje się największa w Belgii katedra gotycka. Na jednej z witryn sklepowych zobaczyłem ogłoszenie; szukano sprzedawcy, warunek: znajomość francuskiego, flamandzkiego i angielskiego. Wracając przesiadałem się w Leuven, to Flandria. Pociąg zapowiadano po flamandzku i po niemiecku, bo jechał on do niemieckiej części Belgii i tak jest w każdym przypadku, gdy pociąg tam jedzie. A w pociągu jakaś porypana baba z mnóstwem kolczyków w uszach robiła komuś przez smartfon wykład po angielsku. Obok jakiś młody Hiszpan podrywał młodą i urodziwą blondynkę, Walonkę, z którą rozmawiał po francusku, a czasem po hiszpańsku, bo ona znała trochę ten język. Byli jeszcze jacyś Rosjanie z wrzeszczącym dzieciakiem. Komunikaty po flamandzku. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko niemieckiego, ale ten pojawił się następnego dnia.

Tak się złożyło, że 9 maja, gdy w Moskwie obchodzono 80-tą rocznicę zwycięstwa nad faszyzmem, ja, po raz pierwszy w życiu, stanąłem na niemieckiej ziemi, niejako od zakrystii, bo od zachodniej strony. Gdy wyjeżdżałem do Belgii, to wiedziałem, że muszę tam pojechać. Tam, to znaczy do Akwizgranu. Pociąg z Verviers jedzie tam tylko pół godziny. Wsiadłem do pierwszego wagonu od lokomotywy, więc gdy wysiadałem, od razu trafiłem na trzech policjantów, którzy stali przy schodach, którymi schodziło się do tunelu prowadzącego do miasta, ale zupełnie mnie olali. Nie było żadnego halt!, ani hände hoch! Poczułem się jak w domu. Po tym flamandzkim, to niemiecki wydawał się całkiem przyjaznym językiem, bo coś rozumiałem.

Akwizgran, czyli Aachen, a po francusku Aix-la-Chapelle. La chapelle to po francusku kaplica. I o nią właśnie mi chodziło. Karol Wielki (742-814), król Franków (768-814), cesarz rzymski (800-814), władca imperium Karolingów, wybrał Akwizgran na swoją siedzibę. W 936 roku Otton I koronował się w katedrze akwizgrańskiej. Od tego momentu aż do roku 1531 koronowało się tam 31 królów niemieckich. Karol Wielki stworzył pierwsze europejskie imperium od czasu upadku cesarstwa zachodniorzymskiego. Od jego imienia pochodzi w języku polskim słowo król. Karol Wielki zmarł 28 stycznia 814 roku i został pochowany w katedrze w Akwizgranie.

Imperium Franków; źródło: Wikipedia.

Na dworze Karola Wielkiego, który uważał się za spadkobiercę cesarzy rzymskich, pracowano z zapałem nad odnową tradycji rzymskiego rzemiosła. Kaplica, którą Karol Wielki wzniósł ok. 800 r. w swym pałacu w Akwizgranie, jest wierną kopią słynnego kościoła wybudowanego w Rawennie około trzech wieków wcześniej. – E.H. Gombrich O sztuce Dom Wydawniczy REBIS 2009.

Można więc powiedzieć, że Akwizgran to historyczna stolica pierwszej unii europejskiej, a obecną jej stolicą jest Bruksela. W sumie można by powiedzieć, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, a mnie udało się odwiedzić obie te stolice.

10 maja nad ranem jechałem autostradą z Verviers do Charleroi. To trzypasmowa autostrada do Paryża. Po bokach obsadzona gęsto drzewami. Jadąc nią miało się wrażenie, że jedzie się w tunelu z drzew. Na całej tej długości była oświetlona.

x

Stolicą Flandrii jest Bruksela i tam mieści się parlament Flandrii. Również w niej mieści się parlament regionu Brukseli i, o czym wszyscy wiedzą, parlament europejski. Stolicą Walonii jest Namur i tam mieści się parlament waloński. Czy Niemcy w swojej części mają swój parlament, tego nie wiem. Flamandowie mówią po flamandzku, a Walonowie po francusku. Językami urzędowymi są flamandzki, francuski i niemiecki. Wszyscy mieszkają na swoich miejscach historycznych. Każdy mówi w swoim języku i wiadomo, kto kim jest. Jedni i drudzy mają swoje parlamenty i mogą zabiegać o swoje interesy. Są jeszcze Murzyni i Arabowie, ale ich łatwo poznać po kolorze skóry. I to podoba mi się w Belgii: wiadomo kto kim jest. Natomiast w Polsce mamy zupełnie odmienną sytuację. Nie wiadomo, kto kim jest. Wszyscy są Polakami, ale mają różne interesy, które są realizowane nieformalnie. Mieliśmy i mamy przesiedlenia, co nigdy nie sprzyja stabilizacji, a wręcz przeciwnie. Mamy mniejszości narodowe rozporoszone są po całym państwie. Mniejszości, które mają przywileje, których nie mają Polacy, czyli ci, których nie zalicza się do mniejszości narodowych, a więc są dyskryminowani we własnym niby państwie, choć prawdopodobnie stanowią w nim mniejszość. I to jest właśnie kraj Zulu-Gula. Już od dłuższego czasu nie utożsamiam się z tym państwem i ludźmi w nim mieszkającymi, ale po krótkim pobycie w Belgii, całkowicie wyzbyłem się jakichkolwiek złudzeń. To, czy taki czy inny pawian zostanie pawianem numer jeden, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. To dla mnie jakiś cyrk ta kampania prezydencka i inne wybory zresztą też. Nie spodziewałem się, że ten krótki wyjazd okaże się taką cezurą w moim życiu. Ale mleko już się rozlało.

18 thoughts on “Belgia c.d.

  1. Lubię Pana czytać. Na ten czas jestem skazany tylko na Pana. Nic już nic w internetach nie pobudza mnie intelektualnie. Cały czas szukam kogoś Panu tożsamego . Swego czasu żarlem pełnymi garściami z zezowatego Zorro. To on mnie nauczył “fachu”. Ale od dłuższego czasu już się zepsuł i z żalem obserwowałem zjazd jakosciowy i merytoryczny.

    Like

      • Zapracował Pan sobie na to. To co Pan robi ma olbrzymią wartość.

        Trzeba to mówić aby miał Pan informacje zwrotną że to co Pan robi nie jest pozbawione sensu.

        Sam tak miałem jak uważałem się za idiotę i ktoś zauważył jakieś moje spostrzeżenia jako ciekawe i doznałem szoku. Potem podzieliłem się dalszymi moimi spostrzeżeniami i szok był coraz większy.

        Jednak nie jestem aż takim idiotą jak o sobie myślałem hehe.

        System promuje pedagogikę wstydu. Byłem jej ofiarą.

        Like

  2. Co pan sadzi o domniemanym scislym zwiazku powstania belgijskiego z naszym nieszczesnym powstaniem listopadowym,po ktorego wybuchu car Mikolaj I mial powiedziec ze “Polakow wiecej nie bedzie”?.A jako ze byl pan niedawno w Belgii-czy mieszkancy tego szczesliwego krolestwa maja cos w rodzaju poczucia byc “narodem belgijskim”-jak by tego pojecia nie rozumiec?.

    Like

    • Czytałem gdzieś, że powstanie listopadowe uratowało powstanie w Belgii i dzięki temu powstało to państwo. Car wiedział, co mówił i tak się stało. Po powstaniu listopadowym nastąpiła intensywna rusyfikacja w Królestwie Polskim i germanizacja w Wielkopolsce, która była wtedy najludniejszą polską dzielnicą. W tym samym czasie na tzw. ziemiach zabranych, pod zaborem rosyjskim, tworzono nowy naród polski z ludności tego zaboru, głównie poprzez naukę języka polskiego, bo na katolicyzm część tej ludności już wcześniej przeciągnęli jezuici. I w ten sposób powstał nowy naród polski. Resztki tego starego narodu polskiego, czyli chłopi, byli niewolnikami, więc nie mieli na nic wpływu. Dziś potomkowie tych chłopów, tacy jak choćby ja, nie mają nadal na nic wpływu w tym państwie zdominowanym przez tych nowych Polaków, a możliwości awansu mają tylko do pewnego etapu. Później jest szlaban.

      Belgia to sztuczne państwo. Flamandowie sobie, Walonowie sobie. Tolerują się wzajemnie, bo nie mają wyjścia. Nie ma więc narodu belgijskiego, tak jak nie ma narodu brytyjskiego. Anglik jest Anglikiem, Szkot – Szkotem, a Walijczyk – Walijczykiem. Ale to sztuczne państwo jest bardzo wygodne do życia. I chyba jedni i drudzy zdają sobie sprawę z tego, że nie warto kruszyć kopii o jakąś abstrakcyjną ideę. Kiedyś, w XIX wieku, gdy Walonia była bogata ze względu na rozwój przemysłu i dostęp do francuskiego rynku, to chciała się odłączyć od biednej Flandrii. Po II wojnie światowego, gdy odbudowywano Flandrię i zainwestowano tam mnóstwo kapitału, to Flandria stała się bogatsza i chciała się odłączyć od Walonii, czego echa słyszy się do dziś.

      Taki podział to efekt reformacji. Po niej powstała protestancka Holandia, a Flandria pozostała katolicka i Walonia też i prawdopodobnie stąd to połączenie, bo to była domena Habsburgów. Jak jednak widać wspólne wyznanie to za mało. Szczegółowo o historii i współczesności Belgii pisałem w blogu “Belgia”.

      Like

  3. Rozumiem, że tydzień w schludnej dzielnicy Belgii zrobił wrażenie – ale nie przesadzaj z tym idealizowaniem. Belgia to kraj z potężnymi problemami: napięcia etniczne między Walonią a Flandrią, rosnąca przestępczość, zamachy terrorystyczne, radykalizacja, strefy, do których policja wchodzi niechętnie. Jeśli chcesz wierzyć, że to raj – proszę bardzo – ale to tylko ładna okładka książki, w której treść już dawno się rozlała.

    A Polska? Tak, jest brzydko, byle jak i czasem bez ładu. Ale to nie jest dzicz, tylko kraj, który wyrwał się z komunizmu i próbuje coś zbudować. Czasem topornie, czasem śmiesznie – ale własnymi rękami. To nie jest Zulu-Gula, tylko trudna ojczyzna, która nie potrzebuje ludzi, co z pogardą odwracają się na pięcie po jednej wycieczce zagranicznej. Jeśli masz tylko tyle do powiedzenia, że tu „pawiany” i „cyrk” – to może problem nie leży w Polsce, tylko w tobie.

    Like

    • A ty gdzie mieszkasz? Nie w Belgii przypadkiem? Kochasz Polskę na odległość? Po co ta dwulicowość, która charakteryzuje większość z tych, którzy wyjechali. Ja niczego nie idealizuję i nie jest tak, że po raz pierwszy w życiu zobaczyłem Zachód, czyli bogate, czyste, dobrze zorganizowane państwa, tak jak to się widzi z perspektywy Polski i zachłysnąłem się tym. 40 lat temu byłem w Singapurze, który jest takim Zachodem na Dalekim Wschodzie. W 1989 roku byłem w Wiedniu. Miałem więc okazję, by przyzwyczaić się do Zachodu.

      Opisałem to, co widziałem. Nie pisałem o tym, o czym każdy wie, czyli o Murzynach i Arabach okupujących centra miast belgijskich. Natomiast są tam miejsca, w których ich nie ma i tam ludzie żyją spokojnie. O historii Belgii od najdawniejszych czasów do współczesności pisałem w blogu “Belgia”. Tam wyjaśniłem, dlaczego połączono dwa tak różne narody i dlaczego najpierw Walonowie chcieli oddzielić się od Flamandów, a po II wojnie światowej – Flamandowie od Walonów.

      Napięcia etniczne w Belgii? Napięcia etniczne pomiędzy Ukraińcami a Polakami nabrzmiewają. Zamachy terrorystyczne? A w Polsce to ich nie ma? Ukrainiec zarąbał kobietę w biały dzień na dziedzińcu UW. Co to jest? A mówią, że to Polak. – Srolak! Polskie nazwisko, a korzenie ukraińskie. W Belgii to ja na odległość poznam Murzyna i Araba, a w Polsce nie mam szans by na odległość odróżnić Ukraińca od Polaka. Nawet nie wiem, czy ktoś z kim rozmawiam jest Polakiem, bo tu wszyscy są “Polakami”. W Belgii wszystko jest przejrzyste: Flamand jest Flamandem i ma swoje interesy, podobnie Walon, Murzyni i Arabowie też mają swoje interesy. A w tym kraju Zulu-Gula nic nie jest przejrzyste i to jest chore. Że podoba mi się porządek urbanistyczny i architektoniczny? A co w tym złego? To jest poczucie estetyzmu. Co w tym złego, że widzę w Polsce syf? Ja przecież tylko stwierdzam fakt. Można sobie wybudować willę z basenem i odgrodzić się od syfu, ale czasem trzeba wyjść poza to ogrodzenie.

      Ja mam ze sobą problem? To wy macie ze sobą problem, bo nie potraficie spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, kim jesteście. Ja wiem, kim jestem i wielokrotnie o tym pisałem w komentarzach. Jestem potomkiem chłopów pańszczyźnianych, czyli niewolników. Konstytucja 3 maja, której tekst jest dostępny na stronach sejmowych, zapewniała wolność wszystkim chłopom, którzy przybywali do I RP z zagranicy, ale nie zdobyła się na ten akt w stosunku do miejscowych chłopów. II RP też ich gnębiła, podobnie PRL. Ja ma kochać jakąś abstrakcyjną ideę, którą nazywają Polską? Wracaj do Polski, skoro ją tak kochasz, ale nie wciskaj ludziom kitu. Te napięcia etniczne między Walonią i Flandrią, rosnąca przestępczość, zamachy terrorystyczne, radykalizacja strefy, do której policja wschodzi niechętnie – to wszystko jest w Polsce. Z tą tylko różnicą, że policja u nas niechętnie, a wręcz unika karania Ukraińców, ale o tym nie trzeba głośno mówić. Jak powstaną dzielnice ukraińskie, to będzie dokładnie tak samo jak w Belgii, poza tym, co opisałem w tym blogu. Tylko tyle i aż tyle.

      Like

  4. Twoja relacja niby pełna dystansu, ale jednak wybrzmiewa z niej coś dobrze znanego – zawiedzenie Polską i równoczesne idealizowanie Zachodu. Piszesz, że wiesz, kim jesteś, ale z każdego akapitu przebija raczej to, że wciąż tego szukasz. Raz mówisz o chłopskim pochodzeniu i krzywdzie, innym razem o estetyzmie, porządku, przejrzystości – jakbyś próbował się odnaleźć w świecie, który zawsze był gdzieś indziej, nigdy tu, nigdy twój.

    To nie jest zarzut, tylko obserwacja – że piszesz tak, jak wielu, którzy oderwali się od swojej ziemi, swojego języka, swojej wspólnoty i teraz próbują ją zrozumieć z zewnątrz. Ale to „z zewnątrz” często zamienia się w pogardę. A stamtąd już krok do idealizowania wszystkiego, co inne – bo „u nich to przynajmniej wiadomo, kto jest kim”. Tylko że ta tęsknota za jasnym podziałem, za wyraźną tożsamością, przypomina sposób myślenia niektórych środowisk – tych, które potrzebują wybrać sobie „lepszy naród”, „czystszy porządek”, „bardziej cywilizowane wartości”, żeby zbudować sobie własne „ja”.

    Problem w tym, że człowiek naprawdę pewny swojej tożsamości nie musi deptać cudzej, ani udowadniać, że wszystko tu to dym, a światło jest tylko tam.

    ps. mieszkam od zawsze w lubelskim, czyli praktycznie ta sama okolica co Twoja 😉

    Like

    • Piszesz, że wiesz, kim jesteś, ale z każdego akapitu przebija raczej to, że wciąż tego szukasz. Raz mówisz o chłopskim pochodzeniu i krzywdzie, innym razem o estetyzmie, porządku, przejrzystości – jakbyś próbował się odnaleźć w świecie, który zawsze był gdzieś indziej, nigdy tu, nigdy twój.

      A co ma piernik do wiatraka? Czy człowiek o chłopskim pochodzeniu nie może być wyczulony na subtelności? Zawsze irytowało mnie w tym kraju Zulu-Gula niechlujstwo, bylejakość, słowem syf. I jeśli porównywałem wcześniej Polskę, to nie z Zachodem, bo wiedziałem, że to przepaść, tylko z Czechami. Nigdy nie zapomnę, gdy 2007 roku przekraczałem granicę w Cieszynie. Po polskiej stronie brud, bałagan, a po czeskiej czysto, schludnie, nawet na budowach porządek. Czeskie miasteczka są zadbane i nie przeszkodziły im lata komunizmu, na który w tym kraju wszyscy wszystko zwalają, chociaż już minęło 36 lat od jego upadku. Różnica polega na tym, że Czesi byli pod Habsburgami, a Polacy po Jagiellonami, którzy zrobili z chłopów niewolników, a z państwa syf. W Singapurze wystarczyło niecałe 20 lat, by z zapyziałego portu powstało nowoczesne miast-państwo o bardzo wysokim poziomie życia.

      Ja nie oderwałem się od żadnej wspólnoty, bo mieszkam na południowym Podlasiu, gdzie ludność pochodzenia ukraińskiego i białoruskiego stanowi zdecydowaną większość i zawsze czułem jakąś barierę pomiędzy mną a nimi. Na ziemiach poniemieckich większość ludności stanowią przesiedleńcy z Kresów, czyli tzw. mniejszości i ci, których ja nazywam nowymi Polakami. A kto to taki, to m.in. w ostatnim blogu. Ja zawsze czułem się obco tu, gdzie mieszkam. Mój ojciec trafił tu w latach 50-tych z nakazu pracy. To jest dla mnie obca ziemia, ale też wiem, że od czasu unii lubelskiej ten kraj jest zdominowany przez ludność z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Korzenie mojej rodziny to pogranicze Mazowsza i Małopolski. Ja nie utożsamiam się z niczym, co jest wschodnie. Byłe kiedyś w Wilnie i było to dla mnie obce miasto.

      Państwo, które przyjmuje miliony Ukraińców i daje im większe prawa niż miejscowym nie może być moim państwem, które w tej chwili jest w praktyce Rzeczpospolitą Ukraińską. Nie czuje żadnego związku z Białorusinami, Ukraińcami i wszystkim innymi, którzy tu mieszkają i którym to nie przeszkadza. Ja wiem, kim jestem, a ty jesteś przedstawicielem tego nowego narodu polskiego, dla którego jest wygodnie wszystko sprowadzić do wspólnego mianownika. Ja chcę mieć swoją tożsamość, tak jak Ślązacy swoją.

      Skoro ponad 96% mieszkańców Polski (wg GUS 2021) deklaruje narodowość polską, to twierdzenie, że „nie wiadomo kto kim jest”, brzmi absurdalnie. Polska jest jednym z najbardziej etnicznie jednolitych krajów Europy, a to, że ludzie różnią się poglądami, stylami życia czy pochodzeniem regionalnym, nie oznacza jeszcze, że panuje tu jakaś tożsamościowa mgła.

      Deklarować to sobie można, a skoro tak, to skąd Związek Ukraińców w Polsce i inne związki mniejszości? Po 24 lutego 2022 roku napłynęło do Polski mnóstwo Ukraińców, którym nadano numery PESEL, co oznacza, że tu już zostaną. Polska jest w tej chwili krajem Multi-kulti.

      W Polsce tożsamość narodowa jest wspólna, mimo różnic. Można mieć niemieckie, ukraińskie, białoruskie, “żydowskie” czy nawet romskie korzenie – ale nadal być obywatelem Polski i żyć w jednym społeczeństwie. To, że ktoś mówi innym językiem w domu albo ma inne tradycje, nie znaczy, że nie wiadomo, kim jest. Wręcz przeciwnie – przynależność narodowa w Polsce jest zaskakująco spójna, zwłaszcza na tle Europy.
      Więc jeśli ktoś mówi, że tu „nic nie jest przejrzyste”, to raczej mówi o sobie – o własnym zagubieniu, nie o stanie społeczeństwa.

      Przemawia przez ciebie typowa wschodnia dwulicowość i obłuda. Ja nie utożsamiam się z tym narodem, o którym ty piszesz i z którym się utożsamiasz. I nie wmawiaj mi, że jestem zagubiony. Wiem, kim jestem, a wy wstydzicie się swoich korzeni i dlatego wygodniej wam mówić, że w Polsce wszyscy to Polacy.

      Like

      • Jeżeli, jak chce propaganda Polakami w III RP są Żydzi, Niemcy, Ruscy, Ukraińcy i inni to kim jesteśmy my, którzy nie utożsamiają się z tymi wymienionymi a tu mieszkający ?

        Like

      • Sam często zadaję sobie to pytanie. Propaganda pewnie odpowiedziałaby, że też jesteśmy Polakami, co mnie osobiście nie satysfakcjonuje.

        Like

  5. Skoro ponad 96% mieszkańców Polski (wg GUS 2021) deklaruje narodowość polską, to twierdzenie, że „nie wiadomo kto kim jest”, brzmi absurdalnie. Polska jest jednym z najbardziej etnicznie jednolitych krajów Europy, a to, że ludzie różnią się poglądami, stylami życia czy pochodzeniem regionalnym, nie oznacza jeszcze, że panuje tu jakaś tożsamościowa mgła.

    Właśnie w Belgii, którą autor tak chwalisz, tożsamości są ostro podzielone – Flamand nie chce być Walonem, Walon ma swoje interesy, a imigranci żyją obok, niekoniecznie razem. Tam naprawdę wiadomo „kto kim jest” – bo często nikt nie chce być razem.

    W Polsce tożsamość narodowa jest wspólna, mimo różnic. Można mieć niemieckie, ukraińskie, białoruskie, “żydowskie” czy nawet romskie korzenie – ale nadal być obywatelem Polski i żyć w jednym społeczeństwie. To, że ktoś mówi innym językiem w domu albo ma inne tradycje, nie znaczy, że nie wiadomo, kim jest. Wręcz przeciwnie – przynależność narodowa w Polsce jest zaskakująco spójna, zwłaszcza na tle Europy.

    Więc jeśli ktoś mówi, że tu „nic nie jest przejrzyste”, to raczej mówi o sobie – o własnym zagubieniu, nie o stanie społeczeństwa.

    Like

  6. Ja też nie utożsamiam się z państwem polskim – z jego elitami, instytucjami, decyzjami, które coraz częściej zapadają gdzieś poza naszymi granicami, „na telefon” z zewnątrz. Kiedy jeden z ministrów powiedział, że Polska „należy do kogoś z zewnątrz”, coś w wielu ludziach pękło. Trudno było dalej udawać, że jesteśmy suwerenni. Coraz bardziej widać, że żyjemy w państwie, które nosi polskie imię, ale działa według cudzych interesów, a ci, którzy nami rządzą, są bardziej zarządcami niż gospodarzami – wykonawcami poleceń, strażnikami systemu, a nie przedstawicielami narodu.

    Stąd właśnie ten nieskonsultowany z nikim napływ Ukraińców, stąd przywileje, które dla zwykłych obywateli są niezrozumiałe i niesprawiedliwe. Ludzie czują, że coś jest nie tak – że państwo nie służy już wspólnocie, ale realizuje agendę, której nie wybieraliśmy.

    A mimo to – nie wyrzekam się polskości. Bo Polska to dla mnie nie partia, nie ustawa, nie urząd. Polska to coś znacznie głębszego: język dzieciństwa, pejzaże, które znam na pamięć, głos dziadków, którzy pamiętali wojnę, zapach ziemi po deszczu i rzędy krzyży na wiejskim cmentarzu. To nie tylko miejsce – to pamięć i tożsamość.

    Państwo można zmienić, można stracić, można wpaść na chwilę w cudze ręce. Ale ojczyzna to coś, co się nosi w sercu. To, o czym pisał Norwid – nie państwo, lecz duchowa przestrzeń wspólnoty. Nie granice, tylko zada­nie moralne. Polska w jego poezji to nie triumf, lecz odpowiedzialność. To miejsce, gdzie człowiek staje wobec historii, cierpienia, krzywdy – i nie odwraca się. I nie gardzi też ludźmi, którzy mówią tym samym co ja językiem, choć może mniej dostali od życia, mniej widzieli, są bardziej podatni na propagandę – wszechobecną, głośną, bezczelną. Może wielu z nich nie wie, komu naprawdę służy dzisiejsze państwo – ale to nie powód, by ich przekreślać. To też nasi – część tej samej opowieści, nawet jeśli dziś pogubiona. Ludzie których trzeba odzyskać dla Polski.

    Like

    • Państwo można zmienić, można stracić, można wpaść na chwilę w cudze ręce. Ale ojczyzna to coś, co się nosi w sercu. To, o czym pisał Norwid – nie państwo, lecz duchowa przestrzeń wspólnoty. Nie granice, tylko zada­nie moralne. Polska w jego poezji to nie triumf, lecz odpowiedzialność.

      Wielokrotnie pisałem w swoich blogach, że w XIX wieku stworzono na terenie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego nowy naród polski, składający się ze społeczności nie w pełni wykształconych pod względem językowym i narodowym. Nie można było odwołać się w tym przypadku do wielowiekowej tradycji, krajobrazu i wspólnej historii. Ludność Polski doświadczyła potopu szwedzkiego, którego pamięć przetrwała w ludzie. Gdy ktoś, najczęściej dziecko, powtarzało jakieś natrętne pytanie, typu kiedy coś tam, to odpowiedź była: “kiedy, kiedy! jak szły Szwedy”. Szwedy nie szły przez WKL i nie zniszczyły go. Dla tego nowego narodu, bez historii i własnej tradycji trzeba było stworzyć nową ideologię, w której nie było miejsca na żadne konkrety i stąd bredzenie Norwida, że nie państwo, lecz duchowa przestrzeń wspólnoty i – nie granice tylko, zadanie moralne.

      Takie podejście jest dla mnie obce, podobnie jak cala literatura polska powstała na Kresach. Jednak ta dziwaczna ideologia została narzucona wszystkim Polakom, tym starym z dawnej Polski i tym nowym z Kresów. Narzucono mi tę ideologię w szkole i przyznam, że nie rozumiałem jej. Wszystko to było dla mnie jakieś sztuczne. W blogu “Epopeja narodowa” pisałem, że dla mnie “Pan Tadeusz” to szajs, bo owszem, w formie jest to dzieło wyjątkowe, ale w treści to szajs, bo przecież gawędy szlacheckie nie mogą być epopeją narodową, bo ograniczają się do jednej klasy społecznej. I jeszcze ten idiotyzm: “Litwo, ojczyzno moja”. Jeśli jednak są ludzie, dla których Kresy są bliskie, to ja do nich nic nie mam, ale oni są mi obcy mentalnie. Ja tylko stwierdzam fakt. Faktem jest również to, że Polska jest krajem wielonarodowym i wieloetnicznym. Ludzie tu mieszkający i mający różne korzenie, mają też często różne interesy i różne systemy wartości. Jerzy Stuhr uważał się za obywatela Mitteleuropy i gardził miejscową ludnością. A takich gardzących tą ludnością jest wielu, choćby Olga Tokarczuk.

      Like

  7. Rozumiem, że piszesz z głębokiego poczucia odrębności – ale twoje podejście wydaje się równie ideologiczne, jak to, które krytykujesz.

    Mówisz o „nowym narodzie polskim” stworzonym na terenach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, jakby to był produkt propagandy, a nie naturalny proces dziejowy. A przecież każda wspólnota narodowa jest w jakimś sensie konstruktem – łączy ludzi, którzy dzielą język, pamięć, doświadczenia, nawet jeśli nie mają identycznych historii lokalnych. Nie tylko Polska tak powstawała – cała Europa XIX wieku budowała tożsamości narodowe, często na gruzach dawnych struktur. I nie ma w tym nic nienaturalnego. Trzeba po prostu mieć odwagę to przyjąć – zamiast obrażać się, że ktoś inny nie ma tak „czystej genealogii”.

    Piszesz, że „bredzeniem” jest wizja Norwida. Że nie ma tam konkretu. Że to nie program polityczny? Bo Norwid pisał nie dla strategów, tylko dla sumień. I choć dziś może się to wydawać „sztuczne” albo zbyt wzniosłe – to jego wizja przetrwała właśnie dlatego, że była duchowa, a nie ideologiczna. Przetrwała rozbiory, wojny i PRL.

    „Pan Tadeusz” może cię nie ruszać – masz do tego prawo. Ale stwierdzenie, że to „szajs”, bo opisuje tylko jedną klasę, to jakby powiedzieć, że Chłopi Reymonta są bez wartości, bo nie pokazują fabrykantów z Łodzi. Literatura zawsze coś wybiera – ale jeśli jej nie rozumiesz, to nie znaczy, że jest pusta. Może po prostu nie trafiła w twój kod kulturowy.

    Ta pogarda stuhra tokarczuk i innych michników nie bierze się znikąd – ona wyrasta z kompleksu i potrzeby dystansowania się od własnych korzeni. Dla wielu przedstawicieli tzw. elity kulturalnej, jak Stuhr czy Tokarczuk, bycie „światowym” to przede wszystkim odcięcie się od tego, co swojskie, wiejskie, katolickie i narodowe. Ich Europa to kraina bez ciemnogrodu, bez pielgrzymek, bez kiełbasy i Bożego Ciała. A że 80% społeczeństwa żyje inaczej? Tym gorzej dla społeczeństwa.

    Ta pogarda to często maskowanie własnego wstydu – że jest się stąd, z Polski, z tej „zaściankowej prowincji”, którą trzeba sobie przepracować, wyśmiać, a najlepiej przefarbować na „europejskość”. I tak powstaje postawa: my – oświeceni, oni – ciemni. My z Europy, oni z bazaru. My z nagrodami, oni z Radia Maryja.

    Tyle że ta Europa, którą oni chcą reprezentować, nie ma dla Polski serca – tylko miejsce przy stoliku, o ile będziemy grzeczni. Więc kiedy Tokarczuk mówi, że „Polacy kolonizowali”, a Stuhr śmieje się z własnego języka i religii – to tak naprawdę zdradzają własne poczucie bycia gorszym, które próbują zrekompensować pogardą dla tych, którzy się tego nie wstydzą.

    To nie wyższość – to estetycznie zapakowany kompleks niższości, sprzedawany jako kultura wyższa. I tylko szkoda, że za tę „nowoczesność” płaci się odcięciem od ludzi, wśród których się wyrosło.

    Like

    • Mówisz o „nowym narodzie polskim” stworzonym na terenach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, jakby to był produkt propagandy, a nie naturalny proces dziejowy.

      W takim razie od początku.

      Na mocy unii horodelskiej z 1413 roku 47 rodów bojarów litewskich i rusińskich adoptowało 47 herbów szlachty polskiej i w ten sposób stali się “Polakami”. Na krótko przed unia lubelską wyłączono z WKL Podlasie, Wołyń, Kijowsszczyznę i województwo bracławskie i włączono do Korony, a więc włączono do niej całą Ukrainę. I ten twór nadal nazywano Koroną. Z tak okrojonym WKL “Korona” weszła w unię w 1569 roku. Powstało więc praktycznie wspólne państwo polsko-ukraińskie. I to trwało przez cały okres trwania I RP. Nowe państwo zwane Rzeczpospolitą miało swój sejm w Warszawie. W jego skład wchodzili posłowie i senatorowie z WKL i Korony. Posłowie i senatorowie z Ukrainy występowali w nim jako posłowie i senatorowie koronni. W ten sposób wyglądało to na to, że posłowie i senatorowie koronni dominują nad litewskimi, podczas gdy było dokładnie odwrotnie posłowie i senatorowie litewscy i ukraińscy dominowali nad koronnymi. W ten sposób Rzeczpospolita stała się państwem zdominowanym politycznie przez Wschód.

      Posłowie i senatorowie ze wschodu, by nimi zostać musieli przejść na katolicyzm. Z tym wiązały się przywileje, których pozbawieni byli pozostali bojarzy litewscy i rusińscy. To wywoływało ich niezadowolenie i to z tego powodu dochodziło na Ukrainie do buntów i powstań, a nie dlatego, że to panowie polscy gnębili lud rusiński.

      Unia skutkowała tym, że Rzeczpospolita weszła w konflikt z Moskwą, która uważała ziemie WKL za swoją strefę wpływów i dążyła do ich odzyskania po utracie w wyniku rozpadu dzielnicowego Rusi Kijowskiej. Batory poszedł na Moskwę, a za nim szli jezuici, którzy na Białorusi konwertowali miejscową ludność prawosławną na katolicyzm. zaczęli się okopywać w Połocku, czyli największym ośrodku prawosławia na Białorusi. Zakładali też kolegia. W jednym z nich, we Lwowie, kształcił się Chmielnicki i Wiśniowiecki.

      Wiek XIX to wiek rozbiorów. W Wielkopolsce trwała intensywna germanizacja, a w Królestwie Polskim, po powstaniu listopadowym, rusyfikacja. Natomiast na Kresach, pod byłym zaborem rosyjskim, trwała intensywna polonizacja polegająca na tworzeniu powszechnego szkolnictwa podstawowego. Bardzo intensywnie na Litwie zaangażował się w to jakiś Czartoryski i tak stworzył w Wilnie i w okolicach “Polaków” z Litwinów. I po to były właśnie rozbiory Rzeczypospolitej. Po to, by stworzyć na wschodzie nowy naród polski. Po I wojnie odrodziła się nowa Rzeczpospolita, którą zdominował nowy naród stworzony na wschodzie. To nie był proces naturalny. To obecne zaangażowanie Polski po stronie Ukrainy jest właśnie wynikiem stworzenia tego sztucznego narodu, którego podstawową cechą jest maniakalna rusofobia.

      Ale stwierdzenie, że to „szajs”, bo opisuje tylko jedną klasę, to jakby powiedzieć, że Chłopi Reymonta są bez wartości, bo nie pokazują fabrykantów z Łodzi.

      Epopeja narodowa, jak sama nazwa wskazuje, ma być narodową, czyli dotyczyć całego narodu, a nie jednej warstwy czy klasy. Tego warunku “Pan Tadeusz” nie spełnia. Napisałem wyraźnie, że pod względem formy, jest to dzieło wyjątkowe, ale pod względem treści jest to szajs. Po prostu Mickiewicz bawił się słowami i rymami. Takie świecidełko i nic poza tym.

      Like

  8. Wygląda na to, że cały Twój blog to jeden wielki wysiłek, by udowodnić, że Polska i Polacy to sztuczny twór bez głębi, bez historii, bez sensu. Krok po kroku, wpis po wpisie – próbujesz przekonać, że wszystko, co polskie, to albo imitacja, albo wynik przypadku, a już na pewno coś gorszego niż zachodnie wzorce czy „stara Europa”.

    Odmawiasz polskości tradycji, ciągłości, tożsamości – i robisz to z taką zaciekłością, że trudno nie odnieść wrażenia, że nie chodzi Ci o uczciwą diagnozę, ale o całkowitą delegitymizację polskiej wspólnoty. Jakbyś z góry uznał, że nie da się tej wspólnoty ani naprawić, ani zrozumieć – można ją tylko ośmieszyć, rozłożyć na części i pokazać światu jako przykład historycznego nieporozumienia.

    To już nie jest z Twej strony sceptycyzm ani rozczarowanie. To świadome, metodyczne wymazywanie wartości, które dla wielu są fundamentem: języka, krajobrazu, pamięci, kultury.

    Nasuwa się pytanie. Po co to robisz?

    Like

    • O czym jest mój blog napisałem w zakładce “Dlaczego blog” na górnym pasku w lewym rogu i we wstępniaku “Witam na moim blogu” na stronie głównej. Niczego nie robię z zaciekłością, po prostu analizuję fakty i wyciągam wnioski, a to nie jest ośmieszanie. Ten proces tworzenia nowego narodu polskiego na Kresach nie jest przykładem historycznego nieporozumienia i nigdy nie użyłem takiego sformułowania. To proces uruchomiony przez wielkich tego świata, by stworzyć pomiędzy Niemcami a Rosją strefę wiecznie niestabilną. Połączenie Polski z WKL musiało doprowadzić do konfliktu z Rosją, bo Rosja nigdy nie zgodzi się, by tereny WKL, czyli dawnej Rusi Kijowskiej, znalazły się poza jej strefą wpływu. Konflikt jest nierozwiązywalny, bo jeszcze dochodzi do tego konflikt religijny w obrębie prawosławia. Gdyby nie doszło do połączenia Polski z WKL, to Polska byłaby zupełnie innym krajem. Pewnie takim jak Czechy. Taka polskość, o której ty piszesz, nie jest moją polskością. Ale to wasz kraj i wasza polskość. Ja mam prawo mieć własny system wartości. Inni mogą mieć inny, ich sprawa.

      Like

Leave a reply to Wiesław Liźniewicz Cancel reply