W tym krótkim video (Francuskie miasto, które znaczy o wiele więcej; Paradoks Bordeaux) znalazłem parę ciekawych informacji, którymi chcę się podzielić. Bordeaux ma interesującą historię, mało pewnie znaną, szczególnie poza Francją. „Dawniej drugi co do wielkości, po Londynie, port na świecie, położony 100 km od oceanu, miasto francuskie przez długi czas angielskie, zapasowa stolica Francji, światowa stolica wina. Bordeaux zawsze grało w innej lidze.” – Tak na wstępie charakteryzuje to miasto autor tego video.
Nikt o tym nie pamięta, ale Bordeaux w 18. wieku było drugim co do wielkości portem na świecie po Londynie. I stąd wywożono mnóstwo towarów: kawę, oczywiście wino, ale także cukier i kakao. Jednak ten kwitnący handel skrywał swą ciemną stronę – handel trójstronny. Z Bordeaux wypływały okręty z towarami, by w Afryce wymieniać je na niewolników, następnie przetransportować ich przez Atlantyk i sprzedać ich w koloniach. I właśnie z tego powodu na początku 19. wieku port w Bordeaux chyli się ku upadkowi. W tym czasie handel trójstronny kończy się. Buduje się większe statki, które nie mogą wpływać w ujścia rzek. Na tym korzystają inne porty położone nad brzegiem morza. Bordeaux leży nad Garonną. (1:34 – 2:04)
Żeby zrozumieć Bordeaux trzeba poznać pewne fakty. Przez długi czas było to angielskie miasto. W 1152 roku królowa Francji, pochodząca z północnej Akwitanii, poślubiła Henryka II Plantagenet, od 1154 króla Anglii. Wraz z tym małżeństwem Bordeaux i cała Akwitania przechodzi pod jego rządy. W efekcie Bordeaux przez prawie 300 lat było angielskim miastem. Wsławiło się ono tym, że było też zapasową stolicą Francji, gdy Paryż pozostawał pod obcymi wpływami. W 1870 roku Napoleon I został pokonany w wojnie z Prusami. 4 września proklamowano w Paryżu republikę jednak Prusy nie odstąpiły od jego okupacji. I wtedy Bordeaux stało się po raz pierwszy w swojej historii stolicą Francji. Było nią przez 4 miesiące do marca 1871. Następnie rząd zdecydował, by przenieść swą siedzibę do Wersalu. (9:30 – 10:32)
W czasie I wojny światowej, od września do grudnia 1914 roku Bordeaux staje się ponownie stolicą Francji. W czerwcu 1940 roku rząd francuski znowu przenosi tam stolicę, by z dala od Paryża od nowa zorganizować państwo. (10:55 – 11:12)
Bordeaux to nie tylko zapasowa stolica Francji, to także światowa stolica wina. Rejon Bordeaux to 95 000 ha winnic, czyli 1/6 wszystkich winnic we Francji. Uprawą winorośli zajmowano się tu od dawna. Gdy rzymianie podbili Galię w I wieku p.n.e., postanowili założyć tu winnice, ale wraz z upadkiem Imperium Rzymskiego winnice z Bordeaux podupadły. Odrodziły się dopiero dzięki Anglikom. Wykorzystali oni to, że obszar ten jest bardziej nasłoneczniony niż Anglia. W pierwszym okresie były to wina lekkie. Na początku 14. wieku Bordeaux eksportowało 850 000 hektolitrów wina do Anglii. To prawie 5 razy więcej niż obecnie. To, co w Bordeaux zrozumiano bardzo wcześnie, to nie tylko jak produkować wino, ale także jak zorganizować jego zakupy u producentów, jak je magazynować, jak je sprzedawać i eksportować. To właśnie dlatego potrzebowało ono dużego portu. Rozwinęło ono także bardzo pomysłowy system – system przedsiębiorców handlowych. Kupowali oni wina u producentów, magazynowali je i sprzedawali, zwłaszcza za granicę. Wcześniej zamieszkiwali w dzielnicy Chartron. I ci bogaci handlowcy budowali te piękne budynki, wielkie kamienice, które dodają uroku tej dzielnicy. Obecnie jest to dzielnica mieszkaniowa i straciła swoje pierwotne przeznaczenie, co nie zaszkodziło przemysłowi winnemu w Bordeaux, który eksportuje wina do ponad 170 krajów na świecie na 195 uznawanych przez ONZ. (11:45 – 13,25)
x
Na początek małe sprostowanie. Wikipedia tak pisze:
Henryk II Plantagenet lub Andegaweński, Curtmantle, Fitzempress (ur. 5 marca 1133 w Le Mans, zm. 6 lipca 1189 w Chinon) – od 1151 hrabia Andegawenii, od 1154 król Anglii, w różnych czasach kontrolował także część Walii, Szkocji, północną Irlandię i zachodnią Francję.
Syn Godfryda V Plantageneta i Matyldy, córki Henryka I Beauclerc, króla Anglii. W 1151 odziedziczył po ojcu Andegawenię, w 1152 ożenił się z Eleonorą, dziedziczką Akwitanii, a w 1154 został królem Anglii. Jako taki przeprowadził szereg reform wewnętrznych. Skonfliktowany z Thomasem Becketem, arcybiskupem Canterbury. W roku 1171 podbił Irlandię, w 1175 podporządkował sobie Szkocję. Od 1173 walczył z królami Francji, którzy popierali jego zbuntowanych synów – najpierw Henryka Młodego Króla, później Ryszarda Lwie Serce. W pamięci wielu pokoleń potomnych pozostał jako ojciec Ryszarda Lwie Serce, którego legenda zdominowała historię całego rodu angielskich Plantagenetów.
x
To, co zwróciło moją uwagę, to fakt, że Bordeaux eksportuje wina do 170 krajów. Jak to możliwe? Kto i w jaki sposób stworzył taką „pajęczynę”? Odpowiedź mamy poniekąd w tym video. Zaczęło się od tych hurtowników czy właścicieli składów win – jak zwał, tak zwał. Producent musi skupić się na produkcji, nie może rozdrabniać się na dystrybucję. Mógłby oczywiście zatrudnić ludzi, którzy zajmowaliby się handlem, ale co oni mogliby zrobić? Zająć się handlem obwoźnym? Tworzyć własną sieć dystrybucji? Jak? Szukać w innych miastach kontaktów? Jakich? Przypadkowych? To wszystko ładnie wygląda w teorii, ale w praktyce rozbija się o wiele barier. Ludzie, którzy potencjalnie wyraziliby chęć współpracy, chcieliby od razu otrzymywać jakieś wynagrodzenie, a każda inwestycja wymaga kapitału. Skąd go wziąć? Można pójść do banku i wziąć kredyt, ale jaka jest gwarancja, że inwestycja się powiedzie i że zostanie on spłacony. Kto zechce ponieść ryzyko?
Zupełnie inaczej przedstawia się ten problem w przypadku nacji rozproszonej po całym świecie, wszędzie zasymilowanej, mającej monopol na emisję pieniądza i bankowość, a przy tym nacji stanowiącej monolit – wszędzie, gdzie są, popierają się i pomagają sobie nawzajem. W takiej sytuacji stworzenie sieci dystrybucji jakiegokolwiek towaru staje się bardzo proste. Gdy ma się w jednym ręku handel, to ma się również wpływ na produkcję, a to oznacza, że producenci są zależni od tych, którzy rządzą handlem. Przekonał się o tym kiedyś na własnej skórze Henry Ford.
Jak to działa w praktyce? W blogu Handel cytowałem fragment powieści Bałuckiego:
Michał Bałucki w swojej powieści z 1885 roku W żydowskich rękach pisał:
„Jeszcze baraku nie rozpoczęto budować, kiedy przemyślny Żyd, w budce naprędce z desek ukleconej założył filię swojej szynkowni, zaopatrzył ją w różne wiktuały i tym sposobem zagarniał cały prawie zarobek robotników do swej kieszeni. Teraz urządził on już porządną kantynę, zasobną we wszystko, czego nie tylko prosty robotnik, ale rękodzielnicy i inżynierowie potrzebować mogli. Rozumie się, że za to Habe kazał sobie dobrze płacić, toteż mu płacono, bo wyboru nie było. Miasteczko było daleko, a w bliskości nikt Habemu konkurencji nie robił. Szynkarz z Zagajowa, katolik, próbował parę razy dowozić do baraku artykuły żywności i wódkę, ale Habe obniżył w tym czasie ceny u siebie, wszystko pchało się do niego, zwłaszcza że dawał na kredyt, a szynkarz zagajowski wracał do domu z niesprzedanym towarem, lamentując nad stratą, jaką poniósł. Dziedzic Zagajowa, gdy się do niego doniosło, robił usiłowania, aby Habemu zabroniono szynkować na jego gruncie, ale odpowiedziano mu z rządu, że nie mają do tego prawa, bo Habe szynkuje na gruncie kolejowym. Na to nie było rady, a Habe zacierał ręce z radości, że mu się udało wcisnąć znowu do wsi, z której go kiedyś tak sromotnie wygnano i na złość Czujce tuż pod jego okiem prowadzić swój handel. Dla nasycenia się tą uciechą często zajeżdżał do kantyny, przesiadywał tam chętnie, to robiąc obrachunki ze swoim szynkarzem, to zamawiając sobie ludzi do roboty; gdyż – jak wiemy – Habe zajmował się dostawą materiałów do budowy.”
Bałucki nie wyjaśnił tu, dlaczego Żyd Habe mógł obniżyć cenę. Ktoś nieznający realiów handlu mógłby sobie pomyśleć, że to jakieś tajemne sztuczki Żydów i ich zmysł do interesu. Jednak prawda jest bardziej prozaiczna, co też oni starają się ukryć i bardzo jest im na rękę, gdy ktoś mówi o nich, że mają smykałkę do handlu i interesów. Po prostu Habe miał niższą cenę zakupu niż szynkarz z Zagajowa.
A dlaczego miał niższą cenę? Bo Habe to Żyd, który zaopatrywał się w żydowskiej hurtowni – bo innych przecież nie ma – w której zaopatrywał się szynkarz z Zagajowa. Żyd Żydowi zawsze da niższą cenę zakupu i tak następuje eliminacja z rynku niepożądanych konkurentów. W ten sposób można powiedzieć, że ci, którzy utrzymują się na rynku są bardziej przedsiębiorczy, kreatywni, zdolni itp. I jeszcze mówić: dlaczegoś biedny? – boś głupi, dlaczegoś głupi? – boś biedny. To ulubiona fraza Żydów.
x
W blogu Mistyka finansów pisałem:
Dariusz Przywieczerski ukończył Szkołę Główną Planowania i Statystyki (SGPiS) w Warszawie. Po studiach pracował w Centrali Handlu Zagranicznego Paged, w której był zastępcą dyrektora. Od 1974 roku pracował w Komitecie Centralnym PZPR. W 1980 roku został radcą handlowym ambasady PRL-u w Nairobi. Zarabiał pieniądze na dostawach kawy i herbaty do sąsiedniej Ugandy. Po powrocie do kraju w 1985 roku został dyrektorem firmy Universal, eksportera sprzętu AGD. Firma Universal powstała w wyniku prywatyzacji dawnej Centrali Handlu Zagranicznego (CHZ) „Universal”.
Radca handlowy ambasady PRL-u zarabia na handlu kawą i herbatą pomiędzy Kenią i Ugandą. Zapewne wykorzystuje fakt, że jest dyplomatą i może przekraczać granicę bez kontroli celnej. Ale do tego, by uprawiać taki proceder, potrzebne są jeszcze dwie strony. Ta, która po stronie kenijskiej skupuje tę kawę i druga po stronie ugandyjskiej, która ją kupuje i zapewne ma sieć dystrybucji, by ją sprzedać. Nietrudno domyślić się, któż to może być, ale też nietrudno domyślić się, kogo obie strony mogą dopuścić do tak lukratywnego interesu. Żydzi są wszędzie i wszędzie kontrolują obrót towarem.
x
Jeśli tak jest, a wygląda, że tak jest, to wypada zadać sobie pytanie: kto dystrybuuje chińskie towary po całym świecie? Czy nie od tego kogoś są uzależnione Chiny? To samo pytanie można zadać w przypadku innych państw sprzedających swoje wyroby po całym świecie. Rozproszenie nie tylko umożliwia dominację w handlu, ono również wymusza konieczność uczenia się języków narodów, wśród których się przebywa. Z czasem te zdolności przenoszą się na potomstwo. Nie dziwi zatem to, że większość wybitnych tłumaczy, ale też i pisarzy ma żydowskie korzenie. To samo dotyczy innych dziedzin życia, takich jak choćby nauka, sztuka, edukacja, polityka itp. – wymieniać można bez końca. Żydzi są w pewnym sensie czymś w rodzaju spoiwa w każdym narodzie, w każdym społeczeństwie. Warto o tym pamiętać, gdy próbuje się zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość – zarówno tę najbliższą, jak i globalną.