Iran

Od jakiegoś czasu starszą nas wojną Izraela z Iranem, co ma być, według tych straszących, początkiem wojny światowej. Strach ma wielkie oczy, jak mówi przysłowie, a niektórzy uważają, że prawda nas wyzwoli. Może więc ta prawda, a właściwie wiedza ułatwi zrozumienie tego, o co chodzi z tym Iranem. Jego historia, jak sądzę, jest mało znana i kojarzy się nam jedynie z wyjściem armii Andersa do tego państwa. Wszyscy wiedzą, co się zdarzyło 17 września 1939 roku, ale pewnie mało kto wie, że 17 września 1941 roku weszły do Teheranu wojska brytyjskie i sowieckie. Warto więc, chociaż pobieżnie, zapoznać się z historią Iranu, bo może się okazać, że nie taki diabeł straszny, jak go malują.

Iran pod względem ustrojowym to republika islamska. Obowiązuje w niej trójpodział władzy. Władza wykonawcza to prezydent, rząd oraz Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Władza ustawodawcza to Islamskie Zgromadzenie Konstytucyjne, którego 290 członków wybieranych jest na czteroletnią kadencję w głosowaniu powszechnym i tajnym. Nad zgodnością uchwalanych przez parlament z zasadami islamu ustaw czuwa Rada Strażników Konstytucji, złożona z 12 teologów i prawników. Do rozstrzygania ewentualnych sporów pomiędzy parlamentem a Radą Strażników powołana została Rada Arbitrażowa, której orzeczenia mają charakter ostateczny. Władza sądownicza jest sprawowana przez niezawisłe sądy, które kontroluje Zwierzchnik Sądownictwa. Sędziowie orzekają na podstawie obowiązującego prawa, które wzorowane jest na religijnym prawie szariatu. Oznacza to, że kodeks cywilny musi być zgodny z ideą i wartościami islamu szyickiego.

Największym autorytetem Islamskiej Republiki Iranu jest Najwyższy Przywódca, nazywany też Najwyższym Prawnikiem Muzułmańskim, wybierany dożywotnio przez tzw. Zgromadzenie Ekspertów. Obecnie Najwyższym Przywódcą jest Ali Chamenei, wyłoniony przez Zgromadzenie jako następca myśli i polityki Ajatollaha Chomeiniego, lidera islamskiej rewolucji z 1979 roku.

Iran posiada 9% udokumentowanych światowych zasobów ropy naftowej. Jednak to nie ropa, ale gaz ziemny jest surowcem, który całkowicie odmienił sytuację tego państwa. Ma on 18% globalnych zasobów gazu, dzieląc największe na świecie pole gazowe z Katarem. Ma on jeszcze trzy dodatkowe pola gazowe na swoich wodach terytorialnych. Gospodarka Iranu opiera się na sprzedaży i eksporcie ropy i gazu oraz wszystkich produktów pochodnych.

W lipcu 2015 roku została zawarta umowa pomiędzy sześcioma mocarstwami (USA, Francja, Wielka Brytania, Chiny, Rosja, Niemcy) a Iranem, która miała na celu ograniczenie rozwoju programu nuklearnego tego państwa, w zamian za stopniowe znoszenie sankcji. Stany Zjednoczone wycofały się z tego porozumienia, a unia europejska pozostała przy nim.

Informacje zawarte w tym blogu pochodzą z Wikipedii, natomiast fragment dotyczący Białej Rewolucji, o której Wikipedia nie wspomina, pochodzi z encyklopedii Britannica.

xxx

Przełomowym wydarzeniem w historii Iranu było przybycie na jego terytorium Ariów1 pod koniec II tysiąclecia p.n.e. Dynastia Sasanidów (224-651 n.e.) uczyniła zaratusztrianizm2 religią państwową, prześladując inne wyznania, takie jak m.in. manicheizm. Arabski podbój Iranu zakończył się w połowie VIII wieku. Najazd arabski i związane z nim pojawienie się islamu to najważniejsze, obok przybycia Ariów, wydarzenie w historii Iranu. Prawdziwą dla niego tragedią był najazd Mongołów, którzy w pierwszej połowie XIII wieku zniszczyli wiele ważnych ośrodków miejskich i znaczną część sieci irygacyjnej. Następnie na teren Iranu wkroczyły plemienne federacje turkmeńskie. Jedna z nich pokonała pozostałe. Zorganizowana była w szyicki tarikat3, działający pod przywództwem Safawidów. W 1501 roku ich przywódca Isma’il I (1501-1524) ogłosił się szachinszachem (królem królów) i wkrótce opanował cały dzisiejszy Iran.

Safawidzi (1501-1736) rozpoczęli nowy etap w historii Iranu, doprowadzając do masowego nawrócenia jego mieszkańców na szyicką wersję islamu, jednocząc cały Iran na okres ponad dwóch stuleci. Następnie panuje dynastia Afszarydów (1736-1749), a jej wybitny przywódca militarny, ale nie polityczny, Nadir Szah (1736-1747), pokonuje Afganów na wschodzie i Osmanów na zachodzie. Założona przez niego dynastia szybko ulega marginalizacji, a władzę nad większą częścią Iranu przejmuje Karim Chan (1750-1779) z plemienia Zandów (dynastia kurdyjska). Później do władzy dochodzi perska dynastia Kadżarów pochodzenia turkmeńskiego. Włada ona Persją w latach 1794-1925.

Nowa dynastia musiała stawić czoła rosnącej obecności na terenie Iranu dwóch europejskich mocarstw, Wielkiej Brytanii i Rosji. W roku 1800 brytyjska misja dyplomatyczna uzyskała otwarcie Zatoki Perskiej dla swojego handlu, rozpoczynając tym samym erę stopniowego wiązania Iranu z ekonomicznymi interesami Brytyjczyków. Natomiast w latach 1804–1813 i 1826–1828 Iran stoczył dwie przegrane wojny z Rosją, w wyniku których utracił Zakaukazie i musiał przyznać Rosjanom przywileje konsularne i handlowe.

Kolejnym niepowodzeniem była przegrana wojna z Wielką Brytanią w latach 1856–1857, w wyniku której Iran ostatecznie musiał wyrzec się pretensji do Heratu4. Kolejne traktaty, zawierane w wyniku militarnych bądź ekonomicznych nacisków – które były możliwe ponieważ stopniowo zwiększało się uzależnienie rządu od zagranicznych pożyczek – przyznawały europejskim mocarstwom coraz większe prawne i ekonomiczne przywileje. Mimo swojej słabości Iran nie stracił jednak całkowicie suwerenności. Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze jego okupacja nie wydawała się potencjalnym źródłem wielkich korzyści gospodarczych. Po drugie Rosja i Wielka Brytania rywalizowały o wpływy w Iranie, nawzajem uniemożliwiając sobie jego całkowite zdominowanie. Częściowo pod naciskiem europejskim podczas panowania szacha Nasera ad-Dina (1848–1896) Iran zaczął się powoli modernizować.

W 1862 roku Brytyjczycy na podstawie wcześniej uzyskanej koncesji rozpoczęli budowę sieci telegraficznej, w roku 1868 stworzono pocztę, a w roku 1889 Brytyjczycy stworzyli Bank Szachinszacha, posiadający monopol na emitowanie pieniądza. Za czasów Nasera ad-Dina otwarto także pierwszy uniwersytet. Największe znaczenie dla przyszłości miało jednak uzyskanie przez Brytyjczyków koncesji na wydobywanie ropy naftowej w roku 1901. Kolejnym posunięciem zwiększającym uzależnienie Iranu od obcych mocarstw było utworzenie w roku 1879 Perskiej Brygady Kozackiej, dowodzonej przez rosyjskich oficerów, która wkrótce stała się jedyną zdyscyplinowaną i nowoczesną formacją perskiej armii. W ten sposób Iran rozpoczynał wiek XX z siecią łączności, bankiem emisyjnym i kompanią naftową przynoszącą państwu większość dochodów, ale będącą w rękach Wielkiej Brytanii oraz jedyną skuteczną jednostką wojskową znajdującą się pod wpływem Rosji.

xxx

Iran w XX wieku

W trakcie I wojny światowej Iran był neutralny. Po wybuchu rewolucji październikowej oraz klęsce Osmanów jedyną potęgą w regionie pozostała Wielka Brytania, która okupowała południe i zachód kraju. Rząd Wosugh ad-Doule był probrytyjski. W 1919 roku Brytyjczycy zawarli z nim traktat, który uczynił z Iranu ich protektorat. Wywołało to gwałtowne protesty społeczne. W sytuacji pogłębiającej się anarchii społecznej Brytyjczycy poparli pucz wojskowy z 21 lutego 1921 roku, który wyniósł na rząd ich protegowanego Tabatabajego. Udało się mu zawrzeć traktat z ZSRR, zgodnie z którym ZSRR uznał niepodległość Iranu i rezygnował z przywilejów przyznanych wcześniej Rosji carskiej. Jednak już w maju 1921 roku Tabatabaji został zdymisjonowany przez szacha na żądanie dowodzącego wojskiem Rezy-chana. Od tej pory sprawował on faktyczną władzę i w 1923 roku formalnie został premierem. Wywodzący się z brygady kozackiej Reza-chan zreformował siły zbrojne. Początkowo dążył on do ustanowienia w Iranie republiki, ale sprzeciwiali się temu duchowni. Ostatecznie w 1925 roku doprowadził on do detronizacji Kadżarów, a w grudniu tego samego roku do zatwierdzenia przez Konstytuantę swojego wyboru na szacha.

Operacja Y

Brytyjsko-sowiecka inwazja na Iran – wspólne działania zbrojne wojsk brytyjskich i sowieckich przeciwko Iranowi, przeprowadzone w sierpniu i wrześniu 1941 roku podczas II wojny światowej.

Iran pod panowaniem szacha Rezy Szacha Pahlawiego stał się od początku wojny terenem infiltracji wielkich mocarstw, w tym niemieckiej. Obecność niemieckich obywateli niepokoiła władze Wielkiej Brytanii i ZSRR, mimo ogłoszenia przez Iran neutralności. Brytyjczycy chcieli ponadto zająć roponośne obszary Iranu oraz korzystać z kolei transirańskiej do dostarczania materiałów wojennych do ZSRR. Ze względów strategicznych operacja okupowania tego kraju zabezpieczyła tyły sił brytyjskich stacjonujących w Egipcie oraz południową granicę ZSRR przed niespodziewanym uderzeniem wojsk niemieckich. W tej sytuacji gen. por. Edward Quinan, dowódca sił brytyjskich w Iraku, zwanych Iraqforce, otrzymał rozkaz przygotowania się do okupacji pól naftowych w Abadanie i Naft-Shah oraz portów Bushirem i Bandar-e-Szachpur. 12 sierpnia władze ZSRR i Wielkiej Brytanii wręczyły rządowi Iranu notę, w której wyraziły nadzieję, że Irańczycy sami podejmą kroki wobec niemieckich agentów. Sowieci dołączyli listę rzekomych szpiegów. Żądano też zgody na wkroczenie wojsk obu krajów do Iranu. Odpowiedź z 21 sierpnia okazała się dla obydwu państw niesatysfakcjonująca. Następnego dnia ogłoszono pogotowie bojowe w wojskach brytyjskich, a 25 sierpnia w wojskach radzieckich. Brytyjczycy mieli zająć porty i obszary roponośne na południu Iranu, zaś Sowieci – północną część kraju z miejscowościami Ardabil, Tebriz, Urmia.

Działania dyplomatyczne

Równocześnie z działaniami zbrojnymi toczyły się rozmowy dyplomatyczne. Już 25 sierpnia, tj. 1. dnia inwazji, ambasador brytyjski Reader Bullard i sowiecki M. Smirnow spotkali się z Rezą Szachem Pahlawim. W wyniku tego następnego dnia został zdymisjonowany dotychczasowy premier irański Ali Mansur, a jego miejsce zajął bardziej ugodowy Mohammad Ali Chan Fourughi. Poinformował on natychmiast Medżlis, że zostanie ogłoszone zawieszenie broni, a także przyjęte warunki stawiane przez Brytyjczyków i Sowietów. Zyskało to aprobatę parlamentu. W tym samym czasie Reza Szach Pahlawi usiłował bezskutecznie uzyskać mediację amerykańskiego prezydenta Franklina Delano Roosevelta, powołując się na zapisy Karty Atlantyckiej. W tej sytuacji rozpoczęto negocjacje, które do 6 września przyniosły zgodę irańskiego rządu na okupację brytyjską południa, a sowiecką północy kraju. Z Iranu mieli być wydaleni Niemcy podejrzewani o działalność szpiegowską, a linie kolejowe wykorzystane do przewozu sprzętu i wyposażenia wojskowego do ZSRR w ramach Lend-Lease.

Ze względu jednak na niewykonanie niektórych żądań wojska brytyjskie i sowieckie wznowiły swój marsz w głąb Iranu, grożąc okupacją Teheranu. W nocy z 15 na 16 września sowieckie radio oskarżyło Irańczyków o nieszczere zamiary, „niewybaczalną powolność” i niechęć do wyrzucenia z kraju hitlerowskich agentów. Następnego dnia Reza Szach Pahlawi na nadzwyczajnym posiedzeniu parlamentu abdykował na rzecz swojego syna Mohammada Rezy Pahlawiego, a następnie został uwięziony przez Brytyjczyków, wywieziony do Południowej Afryki, gdzie zmarł w więzieniu w 1944 r. 17 września do Teheranu weszły wspólnie wojska brytyjskie i sowieckie, przypieczętowując podwójną okupację kraju.

Kryzys irański

Kryzys irański – nieudana próba rozciągnięcia przez ZSRR swojej strefy wpływów na Iran poprzez wsparcie tamtejszych ruchów separatystycznych na przełomie 1945 i 1946 roku.

Po zakończeniu działań wojennych w 1945 roku Brytyjczycy wycofali się z Iranu, natomiast wojska radzieckie opóźniały swój powrót do kraju. Józef Stalin starał się o uzyskanie dla ZSRR koncesji na wydobywanie ropy naftowej w 5 północnych prowincjach Iranu. Jednocześnie Sowieci usiłowali zapewnić sobie bazę polityczną w Iranie, współpracując z lewicowym ugrupowaniem Tude oraz współtworząc nową Demokratyczną Partię Azerbejdżanu (niechętną Tude). 22 stycznia 1946 miejscowi separatyści ogłosili natomiast powstanie niezależnej Republiki Kurdyjskiej.

Zaniepokojone ekspansywną polityką radziecką rządy USA i Wielkiej Brytanii zdecydowały się na dyplomatyczną konfrontację i ostatecznie wymogły na Stalinie podpisanie 26 marca 1946 układu, na mocy którego wojska radzieckie ostatecznie opuściły Iran. Politycy partii Tude zostali usunięci z rządu, parlament irański odrzucił ustawę przyznającą ZSRR naftowe koncesje, a separatystyczne republiki Azerów i Kurdów zostały zlikwidowane przez irańskie wojsko.

Zamach stanu w Iranie (1953)

Zamach stanu, w rezultacie którego odsunięto od władzy irańskiego demokratycznego premiera Mohammada Mosaddegha w 1953 roku. Zamach zaaranżowany został przez Wielką Brytanię (ponad nazwą „Operation Boot”) i Stany Zjednoczone (pod nazwą Projekt TPAJAX).

Mossadegh starał się ograniczyć absolutną władzę szacha, co gwarantowała konstytucja z 1906 roku, dzięki jego polityce Iran stał się krajem demokratycznym. Dokonana została również nacjonalizacja irańskiego przemysłu naftowego, kontrolowanego przez należącą do rządu Wielkiej Brytanii, Anglo-Persian Oil Company (obecnie znana jako BP). Zamach stanu przeprowadzony został przez jednostki wojskowe generała Fazlollaha Zahediego. W wyniku zamachu szach Mohammad Reza Pahlawi mógł dalej rządzić krajem jako monarcha absolutny. Aż do czasu obalenia szacha w lutym 1979 roku jego rządy opierały się głównie na wsparciu ze strony Stanów Zjednoczonych.

W sierpniu 2013 roku, CIA oficjalnie przyznała się do tego, że była zaangażowana zarówno w planowanie i wykonanie zamachu; przekupywanie irańskich polityków, wojskowych, urzędników oraz szerzenie propuczystowskiej propagandy. CIA określiła zamach jako przeprowadzony „pod kierunkiem CIA” i jako „akt polityki zagranicznej USA, opracowany i zatwierdzony na najwyższych szczeblach władzy”.

Dojście do władzy Frontu Narodowego

Gdy w 1949 roku doszło do nieudanego zamachu na szacha. Ten, wstrząśniętym tym wydarzeniem i ośmielony sympatią społeczeństwa, zaczął pełnić coraz bardziej aktywną rolę w polityce. Szybko powołał Irańskie Zgromadzenie Ustawodawcze, mające zmienić konstytucję na jego korzyść.

Mossadegh uważał, że ten wzrost siły politycznej szacha nie jest demokratyczny, a według niego szach powinien „panować, ale nie rządzić”, tak jak ma to miejsce w monarchiach konstytucyjnych w Europie. Zwolennicy Mossadegha i inni przeciwnicy szacha połączyli się, tworząc koalicję znaną jako Front Narodowy. Głównym celem koalicji była nacjonalizacja ropy naftowej.

W wyborach w 1951 roku Front Narodowy zdobył większość w parlamencie. Premierem mianowany został Mossadegh, który dla celów taktycznych zawarł sojusz ze zwolennikami ajatollaha Abolghasema Kaszaniego, który w ramach koalicji został marszałkiem parlamentu. Stosunki między szachem i premierem były złe. Szach nieprzychylnie patrzył na nacjonalizację ropy przeprowadzoną przez rząd Frontu przy powszechnym poparciu społecznym.

Nacjonalizacja ropy

Pod koniec 1951 roku Parlament Iranu jednomyślnie zatwierdził ustawę o nacjonalizacji ropy. Kierunek ten był bardzo popularny wśród większości Irańczyków i wywołał pośród społeczności ogromną falę nacjonalizmu oraz przyczynił się do długotrwałego konfliktu z Wielką Brytanią. Nacjonalizacja spowodowała olbrzymi wzrost poparcia dla premiera, który stał się bohaterem narodowym. Iran znalazł się w centrum światowej polityki, a wielu Irańczyków czuło, że po raz pierwszy od stuleci objęli oni kontrolę nad sprawami kraju. Wielu oczekiwało, że nacjonalizacja spowoduje ogromny wzrost bogactwa mieszkańców.

Wielka Brytania, nie będąc w stanie samodzielnie usunąć rządu Mosaddegha, zwróciła się o pomoc do USA, które jednak wówczas uznały, że rząd Iranu nie godzi w amerykańskie interesy w regionie, a administracja była zbytnio zajęta wojną koreańską. Mohammad Mosaddegh próbował negocjować z brytyjskim koncernem, jednak ten odrzucił jego oferty. Plan Mosaddegha oparty był na kompromisie między rządem Wenezueli Rómulo Gallegosa a amerykańską Creole Petroleum z 1948 roku i zakładał podział zysków z ropy 50 na 50 między Iran a Wielką Brytanię. Brytyjczycy wbrew amerykańskim zaleceniom odrzucili tę propozycję i zaczęli organizować próbę obalenia rządu Mossadegha.

Sytuację Mossadegha, oprócz działań wywiadu amerykańskiego, któremu udało się sprowokować rozłam w rządzącej partii, na skutek którego od Mosaddegha odwróciło się kilku czołowych współpracowników, pogorszyła wolta islamistów, którzy zerwali koalicję ze względu na brak dążeń Mossadegha do budowy państwa islamskiego i jego politykę zmierzającą do rozdziału religii i państwa. Islamiści w późniejszym czasie opowiedzieli się za obaleniem Mosaddegha i poparli pucz. Brytyjczycy, wiedząc, że pomimo kryzysu Mossadegh uważany jest powszechnie za bohatera narodowego, rozpoczęli proces przekupywania parlamentarzystów i kandydatów startujących w wyborach planowanych na wiosnę 1952 roku. Akcja propagandowa nie udała się, a Front Narodowy odniósł zwycięstwo głównie dzięki szerokiemu poparciu na obszarach miejskich.

Rząd amerykański zrewidował swoje stanowisko, gdy urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych objął popierany przez Partię Republikańską Dwight Eisenhower. Brytyjczykom za pomocą propagandy i fałszywych informacji wywiadowczych udało się przekonać Eisenhowera i jego doradców o konieczności reakcji w Iranie w obawie przed objęciem rządów przez komunistów i dostaniem się Iranu w strefę wpływów Związku Radzieckiego. Rząd oskarżony został o współpracę z lewicową i proradziecką partią Tude, która choć popierała rząd, do rządu nigdy nie weszła.

Przeprowadzenie puczu

W marcu 1953 roku amerykański sekretarz stanu John Foster Dulles nakazał CIA (kierowanemu przez jego brata Allena Dullesa) sporządzenie planów obalenia Mossadegha. W kwietniu CIA przeznaczyło na obalenie rządu Iranu milion dolarów. Akcja, znana jako operacja Ajax, skoncentrowała się wokół irańskiego monarchy, którego starano się przekonać do obalenia Mossadegha, początkowo głównie na drodze prób przekupienia władcy i jego najbliższej rodziny. Wywiad rozpoczął też akcję propagandową wymierzoną w rząd. Według niego nacjonaliści i socjaliści związani z rządem mieli rzekomo planować akcję wymierzoną w najwyższych przywódców religijnych. W rezultacie rząd utracił poparcie religijnej części społeczeństwa. CIA do współpracy pozyskało część duchownych, środowisko działaczy pronazistowskich z okresu II wojny światowej oraz lojalistów monarchii.

Oficjalnym pretekstem do rozpoczęcia przewrotu był dekret Mossadegha o rozwiązaniu parlamentu w obliczu kryzysu parlamentarnego oraz dalsze ograniczenie funkcji szacha. W sierpniu 1953 roku szach w końcu zgodził się na obalenie Mossadegha po groźbie Kermita Roosevelta odsunięcia również i jego od urzędu. Monarcha zdymisjonował premiera drogą pisemnego dekretu. Wkrótce po ogłoszeniu treści dekretu na ulicach miast wybuchły masowe zamieszki, z których część była finansowana przez amerykański rząd. W walkach ulicznych starli się ze sobą zwolennicy i przeciwnicy monarchy. Do roli przyszłego premiera wybrany został przez CIA i MI6, generał Fazlollah Zahedi.

Pierwsza próba puczu nie udała się z powodu braku większego odzewu armii, a premier wezwał swoich zwolenników do rozejścia się do domu. Zahedi wykorzystał sytuację i nawiązał kontakt z częścią radykalnych islamistów. Plan puczu zakładał odegranie przez agentów podszywających się pod działaczy partii Tude próby komunistycznego przewrotu. Agenci wyszli na ulice i dokonywali aktów chuligaństwa w dzielnicach biznesowych. Zahedi jeszcze 19 sierpnia skierował wojsko mające stłumić wystąpienie rzekomych komunistów oraz obalić sympatyzujący z nimi rząd. W obronie rządu wystąpili cywilni zwolennicy Frontu Narodowego i bojówki partii Tude. W starciach ulicznych zginęło od 300 do 800 osób.

Następstwa

Po interwencji wojska wielu bliskich współpracowników obalonego premiera (w tym ministrów), jego zwolenników i członków Frontu Narodowego zostało poddanych torturom, straconych lub trafiło do więzień. Sam Mossadegh po procesie pokazowym został skazany na trzy lata więzienia i areszt domowy. Nowy rząd cofnął reformy poprzednika i przywrócił brytyjskie interesy gospodarcze w kraju. Obalony premier został osadzony w areszcie domowym w Ahmadabad-e Mosaddegh niedaleko Kazwinu, gdzie zmarł w 1967 roku. Brutalne represje spotkały również partię Tude. Służby bezpieczeństwa szacha aresztowały około czterech tysięcy członków partii, z których kilkudziesięciu zostało skazanych na kary śmierci lub zmarło w wyniku tortur. Kilkuset członków zostało natomiast skazanych na dożywotnie więzienie. Nowy reżim aresztował też około czterystu sympatyków Tude w siłach zbrojnych (22 pułkowników, 69 majorów, 100 kapitanów, 193 poruczników, 19 podoficerów i 63 kadetów), z których kilkunastu zginęło po torturach.

Po dwudziestu miesiącach kierowania rządem Zahedi został przez szacha oskarżony o zdefraudowanie znacznych funduszy. W ten sposób szach pozbył się polityka, którego uważał za zbyt samodzielnego. Szach przeprowadził delegalizację wszystkich partii o profilu republikańskim.

W celu umocnienia swojej władzy monarcha utworzył służby SAWAK, na czele których jako pierwszy stanął Hasan Pakrawan. W tworzeniu służby uczestniczyli doradcy brytyjscy i amerykańscy, a jej podstawowym celem było zwalczanie opozycji.

Według Stephena Kinzera pucz w Iranie był pierwszym puczem amerykańskim, który obalił demokratyczny i legalnie wybrany rząd. Sukces puczu przyczynił się do decyzji o organizacji przez CIA zamachu stanu w Gwatemali, który przeprowadzono rok później. CIA wówczas obaliło demokratycznie wybrany lewicujący rząd Jacobo Arbenza Guzmána, którego reformy (rewolucja gwatemalska) zagroziły amerykańskiej United Fruit Company. Pucz przyczynił się do poprawy sytuacji geopolitycznej USA. Iran obok należącej do NATO Turcji stał się drugim proamerykańskim rządem państwa graniczącego z ZSRR w tym regionie świata.

Pucz a rewolucja islamska

Osoby związane z Mossadeghem zdominowały pierwszy rząd Iranu po rewolucji z 1979 roku. Pierwszym premierem porewolucyjnego Iranu został bliski współpracownik Mossadegha Mehdi Bazargan. W późniejszym czasie, na skutek rozłamu pomiędzy siłami konserwatywno-islamskimi a liberałami i sekularystami, spuścizna Mossadegha została w dużej mierze zignorowana przez siły islamskie kształtujące Irańską Republikę Islamską. Współcześnie Mossadegh pozostaje najbardziej popularną postacią historyczną wśród opozycji irańskiej. Mossadegh stał się jednym z symboli zamieszek w Iranie z 2009 roku. Według Kinzera, Mossadegh jest dla większości Irańczyków najbardziej żywym symbolem walki Iranu o demokrację, a we współczesnych protestach opozycji jej przedstawiciele często noszą obrazy przedstawiające byłego premiera.

Rząd Republiki Islamskiej przedstawia znaczenie Mossadegha w sposób zupełnie inny, niż robią to współczesne książki historyczne publikowane na Zachodzie. Władze ignorują jego dokonania. W podręcznikach szkolnych premierowi poświęcona jest niewielka treść informacji, a władze kreują ajatollaha Kaszaniego na prawdziwego lidera działań na rzecz nacjonalizacji ropy.

Biała Rewolucja

Lata 1960-63 to okres intensywnego rozwoju państwa irańskiego. W 1962 roku wprowadzono reformę rolną. Wielka własność ziemska została rozdzielona pomiędzy drobnych rolników. Byli właściciele ziemscy, czyli feudałowie, otrzymali rekompensatę w postaci udziałów w irańskich przedsiębiorstwach będących własnością państwa. Rolnicy i robotnicy również otrzymali swoje udziały. To był początek. Podjęto walkę z analfabetyzmem, zreformowano system opieki zdrowotnej, kobiety uzyskały należne im prawa.

Protesty i porażka

Nowa polityka szacha nie podobała się szyickim przywódcom, którzy uważali, że liberalne prawa kobiet są sprzeczne z wartościami islamskimi. Reformy szacha zburzyły tradycyjne podstawy władzy duchowej. Rozwój sądów świeckich ograniczał władzę duchownych nad prawem i orzecznictwem, a reforma systemu edukacji jeszcze bardziej podważała ich monopol w tej dziedzinie. Paradoksalnie to reforma edukacji była jedyną wdrożoną przez szacha, która przetrwała.

W 1963 roku mało znany członek ulamy, Ruhollah Chomeini – profesor filozofii w Kom, ostro wypowiedział się przeciwko reformom Białej Rewolucji. W odpowiedzi rząd zlikwidował szkołę i aresztował Chomeiniego. Następnie został on wydalony z kraju. Przez Turcję i Irak dotarł do Francji. W trakcie pobytu na emigracji Chomeini ukończył swoją religijno-polityczną doktrynę „rząd prawnika”, która stworzyła teoretyczne podstawy rządom szyickiego państwa islamskiego kierowanego przez duchowieństwo.

Stosunki ze Stanami Zjednoczonymi

Stosunki ze Stanami Zjednoczonymi pozostały bliskie, czego wyrazem była rosnąca dominacja kultury zachodniej w kraju oraz rosnąca liczba doradców amerykańskich, którzy niezbędni byli do przeprowadzenia reform gospodarczych szacha i, co ważniejsze, do pomocy w rozwoju irańskiej armii, która stanowiła kamień węgielny polityki zagranicznej państwa. Dzięki amerykańskiej pomocy i specjalistycznej wiedzy stała się ona najpotężniejszą, najlepiej wyposażoną siłą w regionie i jedną z największych sił zbrojnych na świecie.

W dalszej części pisze Britannica, że dekada lat 60-tych była okresem dynamicznego rozwoju gospodarki irańskiej, który zależał w dużym stopniu od udzielonych kredytów i eksportu ropy. Jak zwykle po tak szybkim okresie przychodzi załamanie gospodarki spowodowane rosnącymi odsetkami od zaciągniętych kredytów, a sytuację pogorszył jeszcze kryzys naftowy z 1973 roku.

x

Czy nie przypomina to sytuacji Polski z lat 70-tych i kryzysu lat 80-tych? W przypadku Iranu mamy dynamiczny rozwój w latach 60-tych, oparty na zaciągniętych kredytach i eksporcie ropy oraz kryzys w latach 70-tych, zakończony rewolucją islamską. W przypadku Polski mamy rozwój w latach 70-tych, oparty na zaciągniętych kredytach i eksporcie węgla oraz kryzys lat 80-tych, zakończony upadkiem komunizmu, czyli w pewnym sensie też rewolucją. I czy to nie ci sami scenarzyści pisali scenariusze dla obu państw?

Rewolucja islamska

W styczniu 1979 roku szach pod naciskiem opozycji opuścił Iran. Lider opozycji islamskiej Ruhollah Chomeini przebywający na emigracji we Francji utworzył Irańską Radę Rewolucyjną, a po powrocie do kraju Tymczasowy Rząd Rewolucyjny. Nowy rząd przeprowadził nacjonalizację mienia należącego do rodziny cesarskiej a z przyczyn ideologicznych zerwał stosunki dyplomatyczne z Izraelem i Republiką Południowej Afryki. W kwietniu tego samego roku proklamowano utworzenie Islamskiej Republiki Iranu. 4 listopada 1979 studenci zajęli amerykańską ambasadę w Teheranie, wzięli 66 zakładników (z czego 13 od razu zwolniono). Spowodowało to izolację państwa na arenie międzynarodowej. 2–3 grudnia 1979 przyjęto konstytucję. Konstytucja powstała przy współudziale 45 organizacji międzynarodowych. Iran stał się republiką opartą na zasadach islamu i prawie szariatu. Wyłoniono nowy parlament oraz (po raz pierwszy w historii Iranu) prezydenta. W tym samym roku rozwiązano Irańską Radę Rewolucyjną i powołano Radę Strażników Rewolucji Islamskiej. Po sukcesie rewolucji nasiliły się tendencje separatystyczne w Kurdystanie, Azerbejdżanie Irańskim oraz Beludżystanie. Wkrótce także doszło do sporów w łonie samych rewolucjonistów. Do 1982 roku trwały ciężkie walki partyzanckie z Ludowymi Mudżahedinami którzy dążyli do zbrojnego obalenia sprawujących władzę islamistów.

Iran współczesny

Po śmierci ajatollaha Chomejniego w 1989 roku rzeczywistym przywódcą kraju został Ali Chamenei. Po rozpadzie ZSRR Iran starał się przywrócić dawną pozycję mocarstwa regionalnego, stać się rozjemcą w potencjalnych konfliktach między nowo powstałymi państwami, prowadzić politykę poszanowania granic i regionalnej współpracy. Iran przyczynił się w tym czasie do ożywienia działalności Organizacji Współpracy Gospodarczej, łączącej azjatyckie muzułmańskie państwa niearabskie. W polityce wobec państw powstałych po rozpadzie ZSRR nie kierowano się względami religijnymi, lecz pragmatycznymi. Iran utrzymywał dobre relacje z chrześcijańską Armenią przeciwko szyickiemu Azerbejdżanowi, wobec faktu, że to państwo zbliżyło się do Stanów Zjednoczonych i Turcji. Iran brał udział w próbach rozwiązania konfliktów i ustabilizowaniu sytuacji w Górskim Karabachu i w Tadżykistanie.

Po zamachu terrorystycznym na World Trade Center prezydent Chatami udzielił poparcia USA w wojnie z afgańskimi Talibami. Dyplomacja irańska odegrała pozytywną rolę podczas konferencji w Bonn. Mimo to kilka dni później prezydent USA George W. Bush umieścił Iran na „osi zła” obok Iraku i KRL-D.

Głównymi wyzwaniami, przed jakimi staje Iran, jest rozwiązanie problemów gospodarczych, walka z bezrobociem, zaś w polityce zagranicznej rozwiązanie problemu energii atomowej, nad którą prowadzone przez Iran badania budzą najwięcej kontrowersji. Według rządów niektórych państw, w szczególności USA i Izraela, Iran zmierza do budowy broni nuklearnej. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej od kilku już lat nie może wyegzekwować od Iranu kompletu wymaganych dokumentów ani dostępu do wszystkich ośrodków badawczych, jednakże monitorując główny ośrodek wzbogacania uranu nie stwierdziła nieprawidłowości. Według szacunków Iran posiada już wystarczającą ilość materiałów rozszczepialnych, by stworzyć jeden ładunek atomowy. Władze Iranu zaprzeczają tym doniesieniom i twierdzą, że chodzi o pokojowe wykorzystanie energii jądrowej, jednakże niedopełnienie obowiązków wynikających z układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej sprowadziło na Iran embargo nałożone przez Radę Bezpieczeństwa ONZ.

xxx

Na podstawie powyższych informacji można powiedzieć, że od samego początku XIX wieku rozpoczyna się nowy rozdział w historii Iranu – kontakt z europejskimi mocarstwami: z Wielką Brytanią i Rosją. Wielka Brytania podporządkowuje sobie Iran w sensie gospodarczym, a Rosja militarnym. Po I wojnie światowej, z racji rewolucji październikowej, Wielka Brytania zdominowała Iran i zrobiła z niego swój protektorat.

Jednak wybuch II wojny światowej zaburza ten stan. Dochodzi do czegoś, co można by nazwać rozbiorem Iranu. Wielka Brytania i Związek Radziecki dzielą między siebie Iran. 25 sierpnia 1941 roku dochodzi do inwazji obu państw. To ciekawe, bo przecież Związek Radziecki prowadzi od 22 czerwca 1941 roku wojnę z Hitlerem. Ale jakoś tak się dziwnie złożyło, że Hitlerowi pod koniec lipca pozostało tylko 300 km do Moskwy i miał do niej wolną drogę. Jednak zdecydował w tym momencie, by skierować swoje wojska na Ukrainę. Pod Moskwę wrócił dopiero na początku października. A w międzyczasie Związek Radziecki zaangażował się w Iranie, by stworzyć sobie korytarz do przerzutu broni na front radziecko-niemiecki. Dzięki temu obie strony mogły nadal wysyłać setki tysięcy żołnierzy na śmierć.

W tym czasie następuje zmiana władzy w Iranie. Reza Szach Pahlawi zostaje usunięty, a jego miejsce zajmuje jego syn – Mohammad Reza Pahlawi, który dotrwa do 1979 roku, czyli do rewolucji islamskiej.

22 sierpnia 1953 roku CIA przeprowadza zamach stanu wymierzony w premiera, nowym mianowano szwagra szacha, a władca został praktycznie dyktatorem Iranu. Nowy rząd został wybrany w praktyce przez CIA i MI6. Oznacza to, że dyktator Iranu stał się nim dzięki CIA i MI6. A to oznacza, że to właśnie CIA i MI6 rządziło w Iranie.

W 1963 roku doszło do aresztowania opozycyjnego duchownego Ruhollaha Chomejniego, ale po protestach zwolniono go. Gdy kontynuował działalność opozycyjną rząd zmusił go do wyjazdu z kraju. Powrócił dopiero, gdy w 1979 roku wybuchła rewolucja islamska. Powstał wówczas Tymczasowy Rząd Rewolucyjny. Zupełnie tak samo jak w 1917 roku w Rosji po wybuchu rewolucji lutowej. Wtedy też powstał rząd tymczasowy Kiereńskiego. Tymczasowy Rząd Rewolucyjny w Iranie dokonał „rewolucyjnych” zmian:

  • przeprowadził nacjonalizację mienia należącego do rodziny cesarskiej
  • zerwał stosunki dyplomatyczne z Izraelem i RPA
  • studenci zajęli amerykańską ambasadę w Teheranie
  • przyjęto konstytucję, która powstała przy współudziale 45 organizacji międzynarodowych
  • wyłoniono nowy parlament oraz prezydenta, po raz pierwszy w historii Iranu

I to miała być rewolucja!? Amerykanie nie wysilili się. Poszli po najmniejszej linii oporu. Udostępnili swoją ambasadę studentom, bo jak inaczej dostaliby się oni do niej? Konstytucja powstała przy udziale 45 organizacji międzynarodowych, co w praktyce oznacza, że to nie rząd irański decydował o jej kształcie. Stosunki z Izraelem zerwano chyba tylko po to, by uczynić z niego swojego oficjalnego wroga. A RPA przy tym to taki kwiatek do kożucha. Tylko jak można zerwać stosunki z Izraelem, skoro w 1973 roku szach Reza Pahlawi w wywiadzie, którego udzielił Orianie Fallaci, stwierdził, że Iran nie ma ambasady w Jerozolimie, ale w Iranie są izraelscy eksperci.

Dekada lat 60-tych to był okres, w którym oprócz dynamicznego rozwoju gospodarki następował również intensywny rozwój i modernizacja irańskiej armii. I to wszystko dzięki Amerykanom, którzy wyszkolili irańskie kadry wojskowe i wyposażyli irańską armię w nowoczesne uzbrojenie. Nie byłoby potężnej armii niemieckiej i radzieckiej bez amerykańskiego wsparcia, bez którego nie byłoby II wojny światowej. Ale już pod koniec lat 60-tych ci, którzy doprowadzili do powstania świata dwubiegunowego, zdali sobie sprawę z tego, że radziecko-amerykańska konfrontacja wypala się, a użycie broni atomowej nie wchodzi w rachubę. Trzeba było więc wykreować nowy konflikt i nowe zagrożenie. Idealnym narzędziem do tego stał się świat arabski ze swoim terroryzmem i Iran, który Stany Zjednoczone wykreowały na imperium zła. Pierwszym etapem było stworzenie silnej gospodarki i potężnej armii, drugim – było dokonanie rewolucji islamskiej, bo przecież gdyby Iran nadal był demokratycznym krajem na wzór europejski, to nie mógłby być zagrożeniem dla demokratycznego świata. A zatem bardzo naiwnie prorokował o „końcu historii” Francis Fukuyama, gdy nastąpił upadek komunizmu w Europie Wschodniej w 1989 roku.

I nawet w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu, jak mówi przysłowie, ale zrobili tam przywódcę islamskiej rewolucji i wyekspediowali go z powrotem do Iranu. Zamach stanu z 1953 roku, zorganizowany przez Amerykanów i Anglików, dawał do zrozumienia Irańczykom wprost: „Żadnych marzeń panowie”. Iran stał się całkowicie zależny od Stanów Zjednoczonych. Czy w takim państwie, którego wojsko i aparat bezpieczeństwa zostały stworzone i kontrolowane przez Amerykanów i Anglików, mogło dojść do rewolucji islamskiej bez ich wiedzy i zgody? Chyba tylko człowiek bardzo naiwny może uwierzyć w taki scenariusz. Czy zatem należy bać się Iranu, czy może jednak kogoś innego, kto tam pociąga za sznurki?

  1. Ariowie – indoirański odłam ludów indoeuropejskich. ↩︎
  2. Zaratusztrianizm (zaratustryzm) – irańska religia wywodząca się od Zaratusztry powstała pomiędzy 1500 a 500 rokiem p.n.e., głosząca ustawiczną walkę dobra i zła we wszechświecie. ↩︎
  3. Tarika (arab. dosłownie: droga, ścieżka) – nazwa używana w islamie pierwotnie (w IX-X wieku) na określenie sposobu postępowania jednostki mającej skłonności mistyczne, następnie zaś w stosunku do reguły bractwa sufickiego (sufizm- zbiorcze określenie rozmaitych nurtów mistycznych w islamie) lub samego bractwa. W odniesieniu do tego ostatniego używa się także nazwy “tarikat”. ↩︎
  4. Herat – prowincja w zachodnim Afganistanie. ↩︎

Zakaz

W dniu 19 października Rada Najwyższa Ukrainy zdecydowała o zakazie działalności organizacji religijnych powiązanych z Federacją Rosyjską, co w praktyce oznacza delegalizację Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego. O tym Interia w artykule Historyczna decyzja w Ukrainie. Emocje podczas głosowania. Poniżej jego treść:

Rada Najwyższa Ukrainy zdecydowała o zakazie działalności organizacji religijnych powiązanych z Federacją Rosyjską. Decyzja polityków oznacza zdelegalizowanie Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego.

Projekt ustawy został przyjęty w pierwszym czytaniu. Głos “za” oddało 267 deputowanych, a 15 było przeciwnych tego typu rozwiązaniom.

Zmiany w przepisach dotyczących organizacji religijnych zaproponował prezydent Wołodymyr Zełenski. W swoim przemówieniu 1 grudnia 2022 roku ogłosił, że zlecił Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony przedstawienie projektu ustawy, która znacząco ograniczy działalność Cerkwi mającej swoje duchowne przywództwo w Moskwie.

Wcześniej Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przeprowadziła szereg przeszukań w miejscach kultu, na terenach klasztorów i diecezji należących do Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego. Funkcjonariusze w wielu przypadkach znajdowali dokumenty potwierdzające działalność antyukraińską.

Oficjalne statystyki podają, że od początku wojny wobec przedstawicieli moskiewskiej Cerkwi wszczęto 67 postępowań karnych. Wśród wielu przestępstw, aż 20 dotyczyło zdrady stanu, kolaboracji i bezpośredniej pomocy Rosji.

Emocje na sali parlamentarnej

Debaty dotyczące ustawy i dzień głosowania były przepełnione emocjami, które wyrzucali z siebie posłowie różnych frakcji parlamentarnych.

W pewnym momencie doszło do kłótni, która o mały włos nie przerodziła się w fizyczną agresję. Posłowie, którzy nie zgadzali się z proponowanymi przepisami twierdzili, że ich wprowadzenie ma charakter wojny religijnej i znacząco ogranicza wolność wyznania setek tysięcy wiernych w całym kraju. 

“Sprawa, kiedy frakcja zmieniła nazwę i koło, ale prorosyjskie ideały są niezmienne. Głosowanie jest pokazowe, bez zbędnych ceregieli. (…) Mam jedno ciągłe pytanie, co ci miłośnicy ‘rosyjskiego pokoju’ pod cyniczną nazwą Platforma dla Życia i Pokoju, robią w murach naszego ukraińskiego parlamentu?” – napisał poseł Oleg Dunda.

Polityk odniósł się do partii Platforma dla Życia i Pokoju, która jako jedyna frakcja niemal w całości zagłosowała przeciwko zaproponowanym przepisom.

xxx

Czy to oznacza początek wojny religijnej na Ukrainie? Czy to oznacza, że ta trwająca wojna na Ukrainie będzie wygaszana? Trudno przewidzieć, co tam się stanie. Jeśli Ukraina przegra wojnę militarną, a zachowa swoją Cerkiew, to Rosja nie będzie mogła powiedzieć, że rządzi tam niepodzielnie, zgodnie z zasadą: czyja religia, tego władza.

Jeśli ktoś jest bardziej zainteresowany tą tematyką, to pisałem o tym w blogach „Czyja władza, tego religia” i „Czyja religia, tego władza”. W każdym razie, ze względu na to, że po 24 lutego 2022 roku ilość prawosławnych w Polsce gwałtownie wzrosła i być może są już większością – biorąc pod uwagę konsekwencje unii lubelskiej, podporządkowanie Królestwa Polskiego Rosji, przesiedlenia mniejszości kresowych pod II wojnie światowej – to nie powinno być dla nas obojętne, co się tam dzieje, bo spory te mogą się tu przenieść. Mamy przecież w tej Polsce prawosławnych sympatyzujących z Rosją i tych sympatyzujących z Ukrainą. Warto więc wiedzieć, o co w tym sporze chodzi i przybliżyć sobie prawosławie. Wypada też pamiętać o tym, że w Rosji katolicyzm nie jest uznawany za oficjalną religię czy może w tym wypadku raczej – wyznanie. Tam uznaje się prawosławie, islam, judaizm i buddyzm.

Frekwencja

Kolejne wybory za nami i można powiedzieć, że nic się nie zmieniło, bo partia wygrywająca nie jest w stanie utworzyć samodzielnie rządu, a partie przegrywające mogą stworzyć koalicję większościową. Jednym słowem ci, którzy przegrali będą rządzić. Taki to urok demokracji. Ale nie ma to najmniejszego znaczenia, bo i tak wcześniej wszystko ustalono. Wydaje się, że preferencje głosujących nie zmieniają się. Jest jednak jedna zasadnicza zmiana. Dotyczy ona frekwencji. W tych wyborach była ona wyjątkowo wysoka, najwyższa od 1989 roku w wyborach do sejmu, a więc od pierwszych, jeszcze częściowo, wolnych wyborów. Wówczas były dwie tury głosowania. W pierwszej frekwencja wyniosła 62,70%, w drugiej – 25,31%. Później wyglądało to tak, jak w poniższej tabeli.

19891991199319972001200520072011201520192023
62,70%43,20%52,13%47,93%46,29%40,57%53,88%48,92%50,92%61,74%74,38%

Co takiego stało się pomiędzy 2019 a 2023 rokiem? Zanim jednak o tym, to wypada sobie przypomnieć, co stało się w 1989 roku i czy to nie miało wpływu na frekwencję aż do obecnych wyborów. Informacje na ten temat zaczerpnąłem z Wikipedii.

Przy Okrągłym Stole ustalono, że w wyborach do Sejmu PRL 65% mandatów (299) miało przypaść stronie rządowej. O pozostałe 35% mieli ubiegać się bezpartyjni, czyli opozycja. 10% miało być wyłonione z tzw. listy krajowej, ogólnopolskiej listy obejmującej 35 kandydatów, którzy też reprezentowali stronę rządową. O takiej liczbie kandydatów zadecydowała Rada Państwa.

W wyborach 4 czerwca 1989 roku strona opozycyjna uzyskała 160 ze 161 mandatów dla kandydatów bezpartyjnych. W głosowaniu do Senatu 92 kandydatów „Solidarności” zdobyło mandaty – na 100 możliwych. Z listy krajowej, z 35 kandydatów, tylko dwóch uzyskało więcej niż 50% głosów ważnych. W ramach pozostałych 261 mandatów dla ugrupowań koalicyjnych, czyli rządowych, żaden z kandydatów nie uzyskał więcej niż 50% ważnych głosów. Dwie osoby z największym poparciem przechodziły do drugiej tury. Porażką zakończył się też start przedstawicieli opozycji spoza KO „S”, z których żaden nie został wybrany do Sejmu lub Senatu.

8 czerwca zorganizowano spotkanie Komisji Porozumiewawczej. Pojawiła się wówczas propozycja unieważnienia głosowania na krajową listę wyborczą i powtórnego głosowania na nią w drugiej turze. Strona solidarnościowa nie sprzeciwiała się zmianie ordynacji wyborczej i przeniesieniu tych mandatów na okręgi wyborcze przeznaczone wyłącznie dla kandydatów strony rządowej (koalicyjnej). Decyzję w tej sprawie powierzono Radzie Państwa, która 12 czerwca 1989 roku wydała dekret zmieniający ordynację wyborczą oraz uchwałę tworzącą 33 nowe mandaty wyłącznie dla kandydatów strony rządowej. Było to rozwiązanie kontrowersyjne, bo doszło do zmiany zasad wyborów w trakcie ich trwania, co uważano za ważny precedens. 18 czerwca odbyło się głosowanie w drugiej turze. Wybrano 295 posłów i 8 senatorów. Frekwencja wyniosła 25,31%.

Zarówno strona rządowa jak i opozycyjna były zaskoczone frekwencją – 62,70%. Obie strony spodziewały się wyższej. Jednak fakt, że prawie 40% uprawnionych do głosowania nie poszło na wybory, świadczy o tym, że była wtedy w Polsce spora grupa ludzi, którzy nie dali się nabrać na ten cyrk, który zaczął się od Okrągłego Stołu. I przez 34 lata, aż do ostatnich wyborów, była to najwyższa frekwencja. Cóż więc się stało, że w porównaniu do poprzednich wyborów (61,74%) nastąpił wzrost do 74,38%, a więc o ponad 12%. Przez tyle lat niewiele się zmieniało, aż tu nagle taki skok.

Gdyby te zmiany zachodziły stopniowo, z wyborów na wybory, to można by domniemywać, że następuje zmiana w nastawieniu elektoratu, ale tak nie było. Owszem, w poprzednich wyborach zdarzały się duże różnice: 1991 (43,20%) – 1993 (52,13%); 2005 (40,57%) – 2007 (53,88%); 2015 (50,92) – 2019 (61,74%). Nigdy jednak frekwencja nie przekroczyła tej z wyborów z 1989 roku. Te różnice można więc było przypisać wahaniom nastrojów stałego elektoratu. Gdzie jest zatem przyczyna tak radykalnej zmiany? Może we frekwencji wyborczej w największych miastach w Polsce?

WarszawaPoznańKrakówGdańskWrocławŁódźKatowiceSzczecin
84,92%82,92%81,95%81,50%81,16%79,28%78,73%77,88%

Czy to nowi „Polacy” podnieśli tak frekwencję, na poziom dotychczas w Polsce nieosiągalny? Osiedlają się oni głównie w największych polskich miastach i w nich była największa frekwencja wyborcza. Czy zatem już dorobiliśmy się „rodzimych” yuppies? – Young Ukrainian Professionals. No cóż, śmiesznie to brzmi, ale – jaki kraj, tacy profesjonaliści.

W wyborach w 2019 roku frekwencja wyniosła 61,74%, do głosowania było uprawnionych 30,2 mln, głosowało – 18,7 mln. W 2023 roku frekwencja wyniosła 74,38%, uprawnionych do głosowania było 28,9 mln, głosowało – 21,4 mln. Z tego wynika, że przybyło 2,7 mln głosujących. Skąd przybyło? Czy z Ukrainy? Szacuje się, że od 2014 roku osiedliło się w Polsce około 2-3 mln Ukraińców. Przez ten czas wielu z nich, a może nawet większość, zdobyło już polskie obywatelstwo i może głosować. Czy zatem to oni wpłynęli na wzrost frekwencji? Bardzo możliwe, że tak, choć nie należy zapominać o tym, że w tej kampanii mocno zachęcano ludzi do pójścia na wybory. Zaangażowano do tego różnych celebrytów, a nawet najbardziej popularnych sportowców, jak Iga Świątek czy Robert Lewandowski. Odniosłem wrażenie, że rządzącym tym razem bardziej zależało na frekwencji niż na samym wyniku głosowania. Stary rząd nabroił i taktycznie wycofuje się, a nowy powie: to nie my, to oni. I jak to zwykle bywa w demokracji, nikt nie ponosi odpowiedzialności za podejmowane decyzje, co czyni ją idealnym ustrojem dla rządzących.

Robi się, w mojej ocenie, coraz bardziej niebezpiecznie. Tak wysoka frekwencja, najwyższa w III RP, daje władzy mocny argument, legitymizuje ją, jak nigdy dotąd. I ta władza ten argument wykorzysta, gdy będzie chciała wprowadzić jakieś drastyczne zmiany w obowiązującym prawie. Czy ci ludzie już zapomnieli, co się działo w trakcie tej „pandemii”? Wszystkie partie zgodnie działały, nikt nie protestował. Czy ci ludzie nie widzą tego, że rząd PiS sprowadził miliony Ukraińców i dał im większe prawa niż obywatelom tego państwa? I żadna partia, żadna „opozycja” nie protestowała. Kim więc są ci, którzy poszli głosować? A kim byli ci, którzy w 1989 roku nie poszli głosować? Może to właśnie w większości byli Polacy – te 40%. A dziś? Te 30%, które nie poszło na wybory, kim oni są? Czy takie są proporcje Polaków i „Polaków” z korzeniami z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego? Bo im zapewne sprowadzenie milionów Ukraińców do Polski nie przeszkadza. Czy to oznacza, że Polska w Polsce dramatycznie kurczy się, a Ukraina w Polsce rozpiera się? I to wszystko na naszych oczach.

Takie to wnioski chodzą mi po głowie po tych wyborach. Nie wiem, czy słuszne.

Palestyna c.d.

W poprzednim blogu „Palestyna” cytowałem fragmenty wywiadu Oriany Fallaci z Jasirem Arafatem. We wrześniu 1982 roku w Tel Awiwie przeprowadziła ona wywiad z Arielem Szaronem, który był premierem Izraela w latach 2001-2006 (Oriana Fallaci, Wywiad z władzą, Świat Książki, 2016). Są w nim informacje, których zabrakło w tym poprzednim. Poniżej fragmenty tego wywiadu.

Dobiegł końca pierwszy etap wojny, a właściwie pańskiej wojny, panie generale. Palestyńczycy Arafata opuszczają Bejrut. Odchodzą z podniesionym czołem, po dwóch i pół miesiąca oporu stawianego potężnej armii izraelskiej, otoczeni sympatią, która wcześniej nie istniała lub istniała tylko częściowo. Choć wszyscy pamiętają, że oni pierwsi najechali na Liban, gdzie zachowywali się jak władcy, teraz zgodnie przyznają, że naród palestyński powinien mieć dom, ojczyznę, a Arafat nie bez racji mówi o zwycięstwie politycznym. Mają rację także ci, którzy twierdzą, że z politycznego punktu widzenia dał im pan prezent. Czy tego się pan spodziewał?

Chciałem, żeby opuścili Bejrut, Liban, i to się spełniło. Arafat może mówić, co chce, to bez znaczenia. Liczą się fakty, postępy, konsekwencje tych faktów w przyszłości. Może naprawdę wierzy, że odniósł zwycięstwo polityczne, ale czas pokaże, że jego porażka ma charakter głównie polityczny, nie militarny. Militarnie… gdybym miał analizować tę wojnę w imieniu Arafata, nie uznałbym jej za porażkę militarną. Armia izraelska jest naprawdę potężna, a terrorystów z OWP było tylko dziesięć tysięcy, włącznie z Syryjczykami, przeciw nim użyliśmy znacznych sił. Politycznie natomiast jego porażka jest całkowita. Absolutna, całkowita. Wyjaśnię pani, z jakiego powodu. Siła OWP wynikała z tego, że była ona ośrodkiem międzynarodowego terroryzmu. Ośrodek ten mógł istnieć pod warunkiem, że dysponował krajem, w którym można było stworzyć państwo w państwie. Tym krajem był Liban. Z Libanu wyruszali na operacje na całym świecie, w Libanie mieli główną kwaterę militarną i polityczną. Teraz są rozproszeni w ośmiu odległych od siebie krajach, od Algierii po Jemen, od Iraku po Sudan, nie mając żadnej nadziei na powrót do tego, co robili. Żadnej. Na Środkowym Wschodzie widzimy zupełnie nową sytuację, która umożliwi nam pokojowe współistnienie z Palestyńczykami. Przedwczoraj zatelefonował do mnie Henry Kissinger, mówiąc, że w tym regionie rozpoczyna się owa era, otwierają się nowe możliwości rozwiązania kwestii palestyńskiej. Powiedział mi, że Izrael będzie miał od dwunastu do osiemnastu miesięcy na znalezienie rozwiązania zanim OWP odzyska siły.

Panie generale, kto jest pańskim prawdziwym wrogiem? Arafat czy Związek Radziecki?

Miss Fallaci, powinna pani zrozumieć, że bez pomocy Związku Radzieckiego kraje arabskie nie rozpoczęłyby wojny w Izraelu w 1948 roku. Wystąpiły przeciw nam, ponieważ miały poparcie Związku Radzieckiego, militarne i polityczne. Jeśli chodzi o OWP, to wspiera ją Związek Radziecki, który doskonale rozumie, że w erze atomowej terroryzm jest jedynym sposobem prowadzenia wojny bez ryzyka konfliktu nuklearnego. Chcąc rozwijać swój ekspansjonizm, Związek Radziecki potrzebuje OWP, Arafata. A jeśli pani twierdzi, że Arafat nie jest komunistą, odpowiem, że Sowietów to nie interesuje. Zależy im wyłącznie na tym, by był narzędziem gry, by był w ich rękach. Syria jest państwem komunistycznym? Nie. Mimo to Związek Radziecki dał Syrii tysiąc dwieście czołgów, setki dział, wiele nowoczesnych odrzutowców. Libia jest państwem komunistycznym? Nie. Mimo to Związek Radziecki dał Libii tysiąc dziewięćset czołgów, działa i odrzutowce. Wszyscy mówią o Amerykanach, o broni amerykańskiej. Zapewniam panią, że stan liczebny broni dostarczonej przez Związek Radziecki w tej części świata zdecydowanie przewyższa broń, którą Izrael kupuje od Amerykanów.

A cztery miliony Palestyńczyków, którzy nie należą do OWP, żyją rozproszeni po świecie albo stłoczeni w blaszanych barakach lub betonowych ruderach w tak zwanych obozach w Syrii, Libanie, zachodnim Brzegu Jordanu, Gazie? Co chce pan z nimi zrobić, z tymi nowymi Żydami skazanymi na tułaczkę w diasporze, podobnie jak niegdyś wy? Jak to możliwe, że właśnie wy nie pojmujecie ich tragedii? Że nie chcecie przyznać im prawa do posiadania domu, ojczyzny?

Przecież mają ojczyznę, Palestynę, które teraz nazywa się Jordania, a właściwie Transjordania.

Jordania króla Husajna?

Oczywiście. Myślę o tym od dwunastu lat i im częściej myślę, tym bardziej jestem przekonany, że to najlepsze rozwiązanie. Mówił to także Sadat. Zaraz wyjaśnię. Do 1922 roku obszar Izraela, który Anglicy nazwali Palestyną, składał się z dwóch części: Cisjordanii, którą wy nazywacie Zachodnim Brzegiem Jordanu, czyli ziem rozciągających się od rzeki Jordan po Morze Śródziemne, oraz Transjordanii, czyli obszaru, który Churchill dał ojcu Husajna, żeby uporządkować królestwo Haszymidów. W Transjordanii siedemdziesiąt procent ludności to Palestyńczycy, większość członków parlamentu to Palestyńczycy, podobnie jak prawie wszyscy ministrowie i premierzy. Pozostałych trzydzieści procent to Beduini Husajna. Sytuacja naprawdę idealna.

Tak więc wszyscy Palestyńczycy powinni spakować walizki i przenieść się do Transjordanii?

Przecież tam mieszkają!

Nie, mówię o uchodźcach stłoczonych w Libanie, Syrii, Gazie, Zachodnim Brzegu Jordanu…

Jedni mogliby pozostać w krajach, w których przebywają, inni przeprowadzić się do Transjordanii.

A co zrobimy z królem Husajnem? Zabijemy go, wyślemy do Monte Carlo, żeby prowadził kasyno?

Nie interesują mnie indywidualne przypadki ani Husajn. Może pozostać tam, gdzie jest, dlaczego nie? Grecy wybrali sobie króla angielsko-niemieckiego, więc Palestyńczycy mogą mieć króla Haszymidów.

Rozumiem. A Beduini? Co z nimi zrobimy? Wymordujemy ich, wrzucimy do morza jak Wietnamczyków niemile widzianych w Hanoi i gazety znowu zaczną pisać o boat people, czy rozproszymy ich jak Palestyńczyków, żeby utworzyli Organizację Wyzwolenia Beduinów OWB zamiast OWP?

Beduini są częścią ludności jordańskiej, a właściwie transjordańskiej. Mogą pozostać, gdzie chcą, jak Husajn. Jak już mówiłem, indywidualne przypadki mnie nie interesują. Mnie interesuje tylko to, że Palestyna już istnieje, istnieje państwo palestyńskie, nie ma więc potrzeby zakładać kolejnego. Nie zgodzimy się na drugie państwo palestyńskie. Nigdy. Wszyscy domagają się takiego rozwiązania, a mianowicie stworzenia drugiego państwa palestyńskiego, drugiej Palestyny w Judei i Samarii, czyli na obszarze, który wy nazywacie Cisjordanią lub Zachodnim Brzegiem Jordanu. Na co ja odpowiadam – to nie nastąpi. Nie pozwolimy ruszyć Judei i Samarii. Ani Gazy.

Mapa Palestyny (Autonomii Palestyńskiej); źródło: Wikipedia.

Te ziemie są okupowane, panie generale. Obszar, który nazwaliście Samarią i Judeą, to ziemie zdobyte przez Husajna i zamieszkane przez blisko pół miliona Palestyńczyków, pomijając trzydzieści tysięcy Izraelczyków, którzy po 1967 roku osiedlili się tam jako osadnicy. Wszyscy twierdzą, że powinniście je zwrócić! Także Amerykanie!

Nie zwrócimy tego, co do nas należy. Judea i Samaria należą do nas od tysięcy lat. Od zawsze. Judea i Samaria to Izrael! Podobnie jak strefa Gazy. Nawet jeśli dla niektórych Biblia się nie liczy, nawet jeśli nie ma takiej świadomości, to jest to kwestia naszego bezpieczeństwa i przetrwania. Kwestia zasadnicza, ponieważ obszar ten zamieszkuje dwie trzecie ludności izraelskiej. Bez Judei i Samarii przestaniemy istnieć. Powtarzam, nie pozwolimy na przekształcenie tych obszarów w drugie państwo palestyńskie. Nigdy! Nie łudźcie się!

xxx

Z powyższej mapki wynika, że Zachodni Brzeg Jordanu to mniej więcej prostokąt o bokach 50×150 km, a więc jego powierzchnia wynosi około 7500 km2 . Strefa Gazy to powierzchnia niewiele większa od powierzchni Krakowa. O co więc tak naprawdę chodzi, skoro według Szarona 70% ludności Jordanii to Palestyńczycy? Jordania to kraj o powierzchni 88 000 km2, zamieszkały przez 7 mln ludzi. Jordania, podobnie jak inne kraje tego regionu ma bogate zasoby wód głębinowych. Tak na marginesie, Polska ma jedne z największych zasobów tych wód w Europie. W Wikipedii na temat Jordanii można m.in. przeczytać:

W 1921 roku Wielka Brytania, która zdołała uzyskać od Ligi Narodów mandat nad tym terytorium, stworzyła na wschód od rzeki Jordan emirat Transjordanii. W 1945 Transjordania przystąpiła do Ligi Arabskiej. 25 maja 1946 Emirat Transjordanii formalnie uzyskał od Wielkiej Brytanii pełną niezależność i ogłosił niepodległość jako Królestwo Transjordanii. Jordania stała się królestwem rządzonym przez Abd Allaha ibn Husajna. Dwa lata później w reakcji na utworzenie Izraela wojska jordańskie zaatakowały nowo powstałe państwo i zajęły Zachodni Brzeg Jordanu (Cisjordanię) oraz Stare Miasto w Jerozolimie. Po zajęciu Zachodniego Brzegu i Wschodniej Jerozolimy Abdullah usiłował zdusić wszelkie ślady tożsamości narodowej palestyńskich Arabów. W odpowiedzi na to 8 września 1948 Liga Arabska prowadzona przez Egipt ogłosiła utworzenie w Strefie Gazy rządu Całej Palestyny.

W 1949 roku podpisano zawieszenie broni, które de facto oznaczało porażkę Jordanii, gdyż było dla niej mniej korzystnie niż wcześniejsze ustalenia ONZ. W 1950 ogłoszono utworzenie Jordańskiego Królestwa Haszymidzkiego, do którego włączono nowo zdobyte ziemie palestyńskie czego nie uznały inne państwa arabskie. W tym czasie znacznie wzrosły wpływy palestyńskie. Palestyńczycy w chwili ogłoszenia utworzenia królestwa stanowili aż 2/3 całej ludności Jordanii. Lepiej wykształceni i zorganizowani Palestyńczycy nie byli chętni do uznania zwierzchnictwa monarchii haszymidzkiej. Popularne wśród nich były idee panarabskie a król Abd Allah postrzegany był przez Palestyńczyków jako jeden ze sprawców klęski Arabów w walce z Izraelem.

W latach 50. XX wieku wśród palestyńskich uchodźców w Jordanii ukształtowały się organizacje niepodległościowe: Al-Fatah (Palestyński Ruch Wyzwolenia Narodowego) i Ruch Arabskich Nacjonalistów, który przekształcił się w Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny. Od początku przynależności Zachodniego Brzegu do Jordanii Palestyńczycy tworzyli zbrojne oddziały, które następnie dokonywały na terytorium Izraela aktów dywersji, atakowały pojazdy, posterunki wojskowe lub kibuce. Skutki działań militarnych Palestyńczyków były znikome. Czyniąc starania o konsolidację społeczeństwa i ukształtowanie jednego narodu jordańskiego, jordański monarcha nie brał pod uwagę odrębnej tożsamości Palestyńczyków i dążył do asymilacji mieszkańców Zachodniego Brzegu a państwo faworyzowało rdzennych Jordańczyków w dostępie do stanowisk publicznych. Polityka ta doprowadziła do zamachu na króla w roku 1951; Abd Allah został zamordowany przez Palestyńczyka Mustafę Szukriego Aszu.

Do 1967 król Husajn rywalizował o wpływy na ruch palestyński z prezydentem Egiptu Gamalem Abdel Naserem, który był wówczas bardziej popularny wśród Palestyńczyków niż jakikolwiek polityk palestyński. Palestyńczycy wierzyli w antyizraelską retorykę prezydenta Egiptu i jego zapewnienia o możliwości stworzenia „niepodległej Palestyny”. W rzeczywistości Abdel Naser zwiększył w 1963 zainteresowanie sprawą palestyńską. Media egipskie zaprzestały atakowania jordańskiej monarchii – w zamian za to król Husajn zgodził się, by na terytorium jego kraju ukształtował się niezależny ruch palestyński. Rezultatem tych uzgodnień było utworzenie Organizacji Wyzwolenia Palestyny, której bazą wypadową uczyniono Jordanię.

Wojna sześciodniowa (5–10 czerwca 1967) zakończyła się całkowitą klęską Arabów. Siły jordańskie zostały rozbite, a Zachodni Brzeg 8 czerwca opanowany przez przeciwników. Z zajętych przez Izrael terenów uciekło do Jordanii kolejne 400 tysięcy Palestyńczyków (w 1949 przybyło tu ok. 400 tys. ludzi z terenów zajętych przez Izrael).

Palestyńskie organizacje, uzyskujące bezpośrednią pomoc z ZSRR, zaczęły ulegać coraz większej radykalizacji w duchu lewicowym. Ich przywódcy doszli również do przekonania, że monarchia jordańska jest słaba i może zostać łatwo obalona. Niektórzy, jak George Habasz, twierdzili wprost, że walka z Haszymidami jest obowiązkiem Palestyńczyków tak samo, jak dążenie do zniszczenia Izraela. W listopadzie 1968 doszło do pierwszych starć między oddziałami armii jordańskiej a formacjami palestyńskimi. Napięcia jordańsko-palestyńskie podsycała Syria, rządzona od 1963 przez arabskich nacjonalistów.

W wojnie arabsko-izraelskiej w 1973 roku Jordania w zasadzie nie uczestniczyła, poza jedną brygadą walczącą na terytorium Syrii. Z własnego terytorium Izraela nie atakowano. Po wybuchu pierwszej intifady król Jordanii zrzekł się w 1988 roku Zachodniego Brzegu na rzecz Palestyńczyków.

xxx

Mamy więc tutaj do czynienia z bardzo zagmatwaną sytuacją i przypadek Ariela Szarona jeszcze bardziej ją komplikuje. W Wikipedii można m.in. przeczytać:

Likwidacja osiedli w Strefie Gazy

W 2004 roku Ariel Szaron wbrew opinii swojej partii (Likudu) rozpoczął promocję planu likwidacji żydowskich osiedli w Strefie Gazy. Plan zakładał wycofanie do końca 2005 roku wszystkich 21 osiedli ze Strefy Gazy wraz ze stacjonującymi tam oddziałami Izraelskich Sił Obronnych (IDF) oraz 4 osiedli z Zachodniego Brzegu Jordanu.

Projekt ten wzbudził ostry sprzeciw prawicowych polityków oraz samych osadników i związanych z nimi środowisk, które zorganizowały wielotysięczne manifestacje. Wśród podobnej atmosfery 9 lat wcześniej (1995) ofiarą zamachu padł premier Icchak Rabin, toteż izraelskie służby bezpieczeństwa wzmocniły ochronę ówczesnego szefa rządu.

Badania opinii publicznej pokazywały jednak, że ponad 2/3 Izraelczyków popierało plan Szarona. Taką też proporcją głosów (64:44) przyjął Kneset pierwszą część planu, dotyczącą odszkodowań dla wycofanych osadników. Zostało to przez sporą część międzynarodowej opinii publicznej uznane za historyczny ruch ze strony władz Izraela, które zdały się zamanifestować tym samym gotowość trwałego wycofania z części ziem, które od wojny sześciodniowej (1967) pozostają pod kontrolą Izraela, a które uważane są za fragment Ziemi Obiecanej. Równocześnie Szaron miał wielki udział w przeforsowaniu planu (popieranego przez większą część izraelskiej opinii publicznej) budowy 3500 domów na Zachodnim Brzegu, łączących wschodnią, arabską część Jerozolimy z największym osiedlem żydowskim Ma’ale Adummim, co prawdopodobnie uniemożliwiłoby podział miasta i utworzenie tam podwójnej stolicy Państwa Izrael i przyszłego państwa palestyńskiego. Wykonanie tego planu, po wyrażeniu wobec niego dezaprobaty przez amerykańskie koła rządowe, jak i samego George’a W. Busha, zwykle popierającego nawet budzące największe wątpliwości działania izraelskie, zostało zawieszone na 2 lata.

Kiedy stało się jasne, że premier nie cofnie się przed zlikwidowaniem osiedli, grupa ultraprawicowych rabinów na czele z Josefem Dajanem rzuciła na Szarona starożytną klątwę, wzywając Anioła Śmierci, aby zabił szefa rządu. Żołnierze zniszczyli buldożerami wszystkie pozostałości po osadnictwie (poza budynkiem synagogi) i oficjalnie opuścili Strefę Gazy 11 września 2005 roku, zamykając ogrodzenie graniczne w Kissufim.

O ile poczynania te spotkały się z oburzeniem skrajnie prawicowych członków m.in. Likudu i członków ruchu osadniczego, to badania opinii publicznej wskazywały na to, że społeczeństwo izraelskie wspierało plan Szarona.

27 września 2005 roku Szaron zwyciężył w wewnątrzpartyjnym referendum, uzyskując 52% głosów przeciwko 48%. Referendum to zostało zainicjowane przez Binjamina Netanjahu, który następnie w proteście przeciwko polityce Szarona opuścił władze partii.

Założenie Kadimy

18 listopada 2005 roku opuścił szeregi partii Likud, której był przewodniczącym i poprosił prezydenta o rozpisanie przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Jednocześnie poinformował o utworzeniu nowej partii centrowej Kadima (Naprzód). Sondaże wskazywały, iż Szaron najprawdopodobniej ponownie zostanie premierem, a jego nowej partii przyznawały nawet 40 miejsc w 120-osobowym Knesecie. Po opuszczeniu przez Szarona Likudu zwolnione przez niego miejsce lidera przejął 20 grudnia 2005 jego długoletni rywal wewnątrzpartyjny, Binjamin Netanjahu.

Choroba i śmierć

Trafił do szpitala 18 grudnia 2005, po tym, jak ucierpiał na skutek niewielkiego udaru mózgu. W trakcie trwającej kilka dni hospitalizacji stwierdzono także niewielki obszar niedokrwienny w sercu premiera. Wyznaczono mu operację kardiochirurgiczną na 5 stycznia 2006 roku.

4 stycznia 2006 Szaron doznał ciężkiego udaru mózgu i został przewieziony ze swego rancza Havat Hashikmim na pustyni Negew do szpitala Hadassa w Jerozolimie. Tam przeprowadzono operację mózgu premiera. Mimo że stan Szarona określany był jako stabilny, lekarze opisali udar jako znaczny. Po siedmiogodzinnej operacji mającej na celu zahamowanie krwotoku do mózgu i usunięcie zakrzepłej krwi neurolodzy ocenili szanse na wyzdrowienie jako bardzo niskie. Szaron pozostawał odtąd w śpiączce.

Tego samego dnia Szaron został uznany za tymczasowo niezdolnego do pełnienia swoich funkcji. Jego uprawnienia przejął dotychczasowy wicepremier, Ehud Olmert. Poprowadził on Kadimę do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych z 28 marca 2006 r., zostając samemu premierem koalicyjnego rządu 4 maja tegoż roku.

Zmarł 11 stycznia 2014 w szpitalu Tel ha-Szomer w Tel Awiwie, po 8 latach śpiączki.

xxx

Z przytoczonych wyżej cytatów wynika, że Jordania jest państwem palestyńskim. W kwietniu 1972 roku Oriana Fallaci przeprowadziła wywiad z Husajnem, królem Jordanii (Oriana Fallaci, Wywiad z historią, Świat Książki, 2016). Poniżej fragment:

Wasza Wysokość, ale kto rozkazuje w Jordanii? Na posterunkach zatrzymują fedaini, na granicach atakują fedaini, w wioskach decydują fedaini. Nie jest już paradoksem stwierdzenie, że ustanowili oni państwo wewnątrz pańskiego państwa. (fedain – w krajach muzułmańskich członek zbrojnej organizacji o charakterze religijno-politycznym – przyp. W.L)

Wiele rzeczy nie jest w porządku, wiem. Nadużycia, zajmowanie pozycji, na które nie mogę pozwolić. Czasami wywołuje to tarcia. Rozmawiałem o tym długo z ich przywódcami, powoływałem się na porozumienia, których zobowiązali się przestrzegać, a których często nie przestrzegali. Jordania jest państwem suwerennym. Jednocześnie Jordania jest krajem, który płaci za represje Izraelczyków. Na te moje słowa ich przywódcy zareagowali jak rozsądni ludzie i sądzę, że pewne rzeczy się zmienią. Ale dalecy jesteśmy od stwierdzenia, że wszystko odbywa się tak, jak bym chciał, by się odbywało. A jednak… kiedy mnie pytają, dlaczego nie powstrzymuję fedainów, dlaczego ich nie wyrzucam… odpowiadam: nie powstrzymam ich, nie wyrzucę ich. Nie dlatego, że nie mogę, ale dlatego, że nie chcę. To nieprawda, że jestem więźniem fedainów, tak jak mówi izraelska propaganda. To nieprawda, że nie mogę ich kontrolować. Prawdą jest, że nie chcę ich kontrolować. Ponieważ oni mają wszelkie prawo, by walczyć, by stawiać opór. Cierpią od dwudziestu lat, a Izraelczycy okupują ich ziemię. Ta ziemia jest również terytorium jordańskim, kto, jeśli nie Jordania, powinien im pomóc? Proszę nie zapominać, że duża część mojej ludności jest palestyńska, proszę nie zapominać, że tragedia uchodźców jest bardziej oczywista tutaj niż gdzie indziej. Muszę być z nimi.

Ale oni nie są z panem, Wasza Wysokość. Nie znalazłam wśród fedainów wiele przyjaźni wobec pana. Często zaś spotykałam się, jakby to powiedzieć, z wrogością.

Kiedy ludzie cierpią z powodu nadużyć i noszą w sercach gniew, ich działania mają niekontrolowane konsekwencje. Boli mnie to, ale nie zniechęca. Dojdziemy do porozumienia, ich przywódcy nie są głupcami, a ja jestem optymistą. Oczywiście jest to męczące, czasem bolesne. Ale w życiu trzeba dokonywać wyborów i potem być im wiernym. Ja wybrałem, że przyjmę fedainów, i jestem wierny mojemu wyborowi. Nawet jeśli moja postawa może się wydawać donkiszotowska albo naiwna… pewnego dnia będziemy przecież musieli dojść do pokojowego rozwiązania.

Wasza Wysokość, pan naprawdę wierzy w pokojowe rozwiązanie?

Tak, wierzę. Zawsze akceptowałem rezolucję zaproponowaną przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, zawsze o nią walczyłem i nadal będę walczył. Moja postawa jest jasna: mówię i powtarzam, że wszystko, co mogą zrobić Izraelczycy, to wycofać się z terytoriów zajętych w 1967 roku. Nie ma innego sposobu osiągnięcia pokoju. Ale Izraelczycy nie chcą się wycofać, nie chcą pokoju.

Przyjmując rezolucję Rady Bezpieczeństwa, przyznaje pan Izraelowi prawo do istnienia. Słowem, nie zaprzecza pan, że Izrael jest faktem historycznym, niedającym się wyeliminować.

Nie, nie zaprzeczam. Przyjęcie tej rezolucji zakłada automatycznie uznanie Izraela. Oznacza to, że wierzę w możliwość pokojowego współżycia z Izraelem.

Ale jest to dokładnym przeciwieństwem tego, czego chcą fedaini, Wasza Wysokość! Fedaini chcą zniszczyć Izrael, nie uznają prawa Izraela do istnienia. Fedaini uważają za swego wroga, a wręcz zdrajcę, każdego, kto przyjmie rezolucję zaproponowaną przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Odrzucają każdy pokojowy kompromis, nie uchylają się od wojny, domagają się wojny. Wasza Wysokość, jak może pan pogodzić swoją pozycję z pozycją fedainów?

Pozornie jest nie do pogodzenia, ale jestem pewny, że prędzej czy później fedaini przekonają się, iż trzeba osiągnąć pokojowy kompromis. Ponieważ również inne pastwa arabskie przekonają ich o takiej konieczności. Poza tym, jeśli dobrze się zastanowić, nie ma dużej różnicy między moim poszukiwaniem pokoju a ich wolą wojny. Na zachodzie może się to wydawać paradoksem, ale u nas, którzy mamy bardziej elastyczną mentalność, paradoksu nie ma, zarówno ja, jak i fedaini chcemy, żeby uznano nasze prawa. A ja nigdy nie zaakceptuję pokoju, który nie uzna naszych praw, ich praw. Powiem pani, że jeśli Izrael przyjąłby rezolucję Rady Bezpieczeństwa, ataki komandosów by ustały, komandosi nie mieliby dłużej racji bytu. To upór Izraelczyków prowokuje istnienie komandosów, a nie odwrotnie.

Pozwoli pan, że się nie zgodzę, Wasza Wysokość. Fedainom wcale nie wystarczy, że Izraelczycy wycofają oddziały z okupowanych terytoriów. Jeśli Izraelczycy wycofaliby oddziały, fedaini kontynuowaliby ataki coraz głębiej. Również dlatego Izraelczycy się nie wycofają.

Ja muszę wierzyć, chce wierzyć, że tak nie jest. Ja muszę wierzyć w pokój, ktoś musi weń wierzyć…

Wasza Wysokość, mówiąc o państwie palestyńskim, które chcą ustanowić, przywódcy fedainów wciąż powtarzają, że będzie ono obejmowało terytorium na lewym (powinno być na prawym – przyp. W.L.) brzegu Jordanu: słowem Zachodni Brzeg. Ale czy terytorium to nie należy do Jordanii?

Tak, ale jest niemal całkowicie zamieszkałe przez Palestyńczyków, to Palestyna. Zatem to normalne, że Palestyńczycy chcą prędzej czy później o nie się upomnieć. A żeby dochować wierności wyborom, jakich dokonałem, jest równie normalne, że ja się nie sprzeciwiam. Kiedy nadejdzie właściwy moment, poproszę Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu, żeby zdecydowali, czy chcą zostać z Jordanią, czy dostać niepodległość. Powiem im: sami zdecydujcie o waszej przyszłości. Następnie zaakceptuję ich decyzję.

xxx

Ta więc przez 300 lat, do I wojny światowej, obszar ten wchodził w skład Imperium Osmańskiego, a jego mieszkańcami byli Arabowie. W 1916 roku dochodzi do tajnego porozumienia pomiędzy Anglią i Francją w sprawie powojennego podziału tego obszaru. Zapewne nie dzieje się to bez wpływu organizacji żydowskich. W następnym roku pojawia się deklaracja Balfoura, która sugeruje, że Żydzi powinni mieć w Palestynie swoje miejsce. Następuje wykup ziemi od Turków, którzy też pewnie dostali propozycję nie do odrzucenia. W okresie międzywojennym osadnictwo żydowskie nabiera tempa. Po wojnie w 1946 roku powstaje Jordania. W 1948 roku powstaje Izrael i Jordania napada na nowe państwo. Zajmuje Zachodni Brzeg Jordanu. W 1967 roku Izrael, w czasie wojny sześciodniowej odzyskuje te tereny. W 1988 roku król Jordanii zrzekł się na rzecz Palestyńczyków Zachodniego Brzegu. W 2004 roku premier Izraela Szaron wysunął plan likwidacji żydowskich osiedli w Strefie Gazy i pomimo że 2/3 Izraelczyków popierało pan Szarona, to nie doszło do jego realizacji, a jemu samemu ktoś chyba pomógł zejść z tego świata.

Widać więc, że po obu stronach są siły ekstremalne, które dążą do eskalacji tego konfliktu i nie są zainteresowane żadnym pokojowym rozwiązaniem. Jedni chcą unicestwienia Izraela, a drudzy – ani piędzi żydowskiej ziemi dla Palestyńczyków. W konflikt zaangażowane są pośrednio różne państwa, m.in. Iran, które dostarczają broń i wspierają te siły finansowo. W takiej sytuacji nie dziwi, że konflikt ten trwa już ponad 100 lat i końca nie widać. Od jakiegoś czasu coraz częściej straszą nas różni analitycy tym, że wojna Izraela z Iranem jest coraz bardziej prawdopodobna i że może to być początek trzeciej wojny światowej.

A przecież wystarczyło by odciąć dostawy broni i zaprzestać finansowania obu stron i konflikt skończyłby się z dnia na dzień. Takie proste, ale jakoś nikt nie „może” wpaść na ten pomysł. Wszystko zaczyna się od pieniędzy. Bez nich nie było by produkcji broni i walczący, gdyby nie dostawali wynagrodzenia, to pewnie nie walczyliby. Samą ideą człowiek nie wyżywi się. Ten, kto ma monopol na emisję pieniądza, ten jest źródłem tego nieszczęścia, jakim są wojny, konflikty zbrojne, zamachy terrorystyczne, niepokoje społeczne itp.

Palestyna

Na Bliskim Wschodzie bez zmian. Znowu mamy wojnę. Która to już z kolei? I o co w niej chodzi? Trudno to wszystko ogarnąć. Historia tego rejonu jest bardzo skomplikowana, niemniej jednak warto się chyba z nią zapoznać. Może choć trochę ułatwi to zrozumienie tego, co tam się dzieje.

Teodor Jeske-Choiński w książce Historia Żydów w Polsce (1919) tak pisze o początkach:

„Ziemię obiecaną” zdobył następca Mojżesza, Jozue, syn Nuna, około r. 1450 przed Chr. Nie całe jednak państwo podbił. Niektóre prowincje Palestyny, właściwie Filistyny (Filistynę przerobili Grecy na Palestynę), nie poddały się najeźdźcom i utrudniły im rządy nad całą „ziemią obiecaną”. Ammonici, Moabici, Midianici, Amalekici, Filistyni i Amoryci kąsali nowych władców ze wszystkich strom, szarpiąc bezustannie. Ammonici, Midianici i Filistyni wygarbowali Żydom skórę kilka razy.

W porównaniu z prastarymi mieszkańcami Palestyny, byli koczownicy izraelscy barbarzyńcami. Olśniła ich wysoka kultura Filistynów, Moabitów, Amorytów itd., oślepił ich blask tej kultury babilońsko-asyryjskiej, uczącej ich rzeczy, o których nie mieli pojęcia (rolnictwa, budownictwa, rzemieślnictwa, handlu, literatury). Zlawszy się z prastarymi mieszkańcami zdobytego kraju, przesiąkli Żydzi ich pojęciami i łączyli się z nimi mieszanym małżeństwem i hołdem dla ich bożków.

Dawid jako wojownik pobił: Filistynów, Amalekitów, Edomitów, Moabitów, Ammonitów, Syryjczyków z Damaszku i resztę Amorytów. Jako gospodarz państwa zabrał Amorytom ich gniazdo, gród Syjon, który uczynił stolicą Judei, nazwawszy go nasamprzód miastem Dawida, a potem Jerozolimą – ozdobił Jerozolimę wspaniałym pałacem – stworzył skarb państwowy – zorganizował kult religijny. Niezwykłych zdolności odmówić mu nie można. Udało się nawet rozbitą na kilkanaście części „ziemię obiecaną” złączyć w jednolitą całość. Umarł w roku 993 przed Chr.

Dawid budował państwo żydowskie, a Salomon polerował je kulturą starszych narodów. Zbudował wspaniałą świątynię, której dotąd Żydzi nie posiadali, zbudował nowy pałac królewski, fortecę, magazyny, koszary dla żołnierzy – słowem, cywilizował nieokrzesany naród żydowski. Nie Żydzi pracowali pod jego batutą, lecz mistrzowie sąsiednich państw, głównie Fenicjanie, znakomici kupcy, architekci i cieśle.

Salomon zszedł z tego świata (953 r. przed Chr.), sławny, uwielbiany do dnia dzisiejszego przez Żydów. Chlubą ich był, bo ucywilizował ich, zbogacił i złączył w jedno, dobrze zorganizowane państwo.

Nie długo cieszył się Izrael swoim jednolitym państwem. Zaraz po śmierci Salomona zaczęły się kłótnie pomiędzy Judaitami a Izraelitami. Izraelici, liczniejsi i zdolniejsi od synów pokolenia Judy, twierdzili, że im należy się panowanie nad całym narodem – Judaici, dopiero przez Dawida i Salomona rozsławieni, nie chcieli ustąpić z zajętego stanowiska. Spory skończyły się powtórnym rozłamem „ziemi obiecanej” na dwie części, na królestwa: izraelskie i judajskie.

Tak utalentowanych, wybitnych władców, jakimi byli Saul, Dawid i Salomon, nie wydał już naród żydowski aż do niewoli asyryjskiej i babilońskiej. Gasła powoli siła obu królestw (izraelskiego i judajskiego), a z nią razem Zakon Mojżeszowy. Daremnie nawoływali prorocy (od roku 800 przed Chr. mniej więcej) Żydów do posłuszeństwa dla Jehowy. Lud izraelski i judajski wolał bałwochwalstwo.

Królestwo izraelskie zniszczył asyryjski król, Salmanazar VI, do szczętu (w r. 726 przed Chr.), a judajskie babiloński Nabuchodonozor (586r.). Obaj najeźdźcy zabrali do swoich państw kwiat narodu żydowskiego, zostawiwszy na miejscu tylko ubogi proletariat. Nabuchodonozor zrabował świątynię jerozolimską.

Nieposłuszni Żydzi stracili wolność. Izraelici nie wrócili nigdy do Palestyny. Przewiezieni przez króla asyryjskiego do Medii, zlali się z obcymi ludami – zginęli na zawsze. Ostali się tylko Judaici. Żydzi nazywają się dotąd niesłusznie Izraelem. Potomkami Judy są i dlatego należy się im nazwa: judeus, juif, Jude, Żyd.

Po pięćdziesięcioletniej niewoli babilońskiej wróciło pod komendą Serubabela do Palestyny tylko 42 360 Judaitów. Bogaci kupcy żydowscy zostali w stolicy Nabuchodonozora. Milej im było we wspaniałym, wesołym, rozpustnym Babelu, aniżeli w zniszczonej, smutnej Jerozolimie. „Używali życia” zwyczajem bogaczy. Część ich przeniosła się do nowej stolicy perskiej, do Suzy, gdzie ich król, Artakserkses, gościnnie przyjął.

Wróciwszy do Palestyny, zabrali się Żydzi do odbudowania świątyni jerozolimskiej. Robota ta trwała aż do roku 516. W roku tym poświęcono nową, drugą świątynię Jehowy.

Nowa jednak świątynia Jehowy nie podziałała tak na Judaitów, jak się ich prawowierni lewici spodziewali. Widząc, że się Zakon Mojżeszowy jeszcze chwieje, prosili o pomoc Ezdrasza i Nehemiasza, owych mężów mocnych energicznych rąk, którzy mieszkali w Babilonii. Ezdrasz był potomkiem arcykapłanów, Nehemiasz podczaszym króla Artakserksesa I.

Obaj ci mężowie byli wiernymi sługami Jehowy i szczerymi patriotami żydowskimi. Zrozumieli oni, że obojętność Judaitów dla Jehowy musi ich ostatecznie wymazać z karty żyjących narodów, zepchnąć w przepaść nicości. I postanowili ratować swoich ziomków.

Ezdrasz ruszył 458 r. przed Chr. do Jerozolimy, zabrawszy ze sobą 1600 mężów, razem z żonami i dziećmi. Włosy sobie rwał, gdy zastał w stolicy Judaitów mnóstwo nieposłusznych zakonowi Mojżeszowemu. Nehemiasz mianowany przez króla perskiego na lat dwanaście paszą (gubernatorem) Palestyny, przybył do Jerozolimy i zajął się odbudowaniem zniszczonej stolicy Judaitów.

Jak Ezdrasz, zrozumiał także on, że naród słaby, otoczony zewsząd możnymi wrogami, jeśli nie chce zginąć, roztopić się w potężnej fali obcych żywiołów, powinien się od nich odciąć, zasklepić się w skorupie swoich tradycji, swoich zwyczajów i obyczajów. By odciąć Żydów od możnych sąsiadów, rozkazał Nehemiasz razem z Ezdraszem zerwać wszelkie stosunki z innowiercami, odwrócić się od nich z pogardą, zrzec się żon wziętych z innych narodów i wypędzić je z domu z dziećmi spłodzonymi w małżeństwach mieszanych. Albowiem „Żyd powinien czuć się lepszym, wyższym od swoich chwilowych panów”.

Nie szczędząc wymowy i zapału, przekonali Ezdrasz i Nehemiasz swoich ziomków, że są nasieniem świętym i narodem osobliwym, wybranym, że zawładną całym światem, jeżeli będą posłuszni Staremu Zakonowi. Żydzi uwierzyli w końcu w ich obietnicę i poddali się ich rozkazom. Pozbyli się żon pochodzących z innych ludów, i ich dzieci, nawrócili się do przymierza z Jehową, utworzyli jednolity, zwarty naród, odcięty od bałwochwalców. Działalność proroków nie była już potrzebna. Judaici stali się prawowiernymi wyznawcami Jehowy i służyli Mu gorliwie.

Wróciwszy do Zakonu Mojżeszowego, mieli się Żydzi za najmądrzejszych mędrców świata. Nie wiedzieli, że uczeni kapłani egipscy uprzedzili ich o kilka tysięcy lat, i że genialny Mojżesz kształcił się w tajemnej szkole nadnilowego państwa. Czego ich Mojżesz nie nauczył, to dopełniły ludy mieszkające dawno przed najazdem Jozuego w Palestynie i wysoko kulturalni Babilończycy, Asyryjczycy, Syryjczycy i Fenicjanie. Przyswoili sobie dużo od owych kulturalnych narodów.

xxx

Gdybym więc chciał się posłużyć żydowską retoryką, to pewien ciąg wyglądałby tak:

patriotyzm – nacjonalizm – szowinizm – faszyzm – nazizm – judaizm

Oczywiście w retoryce żydowskiej brakuje tego ostatniego elementu, co świadczy o wyjątkowej obłudzie tego narodu. Ale chociażby z tego względu warto znać historię narodu żydowskiego, ale też i uczyć się od niego.

Od 538 roku Palestyna weszła w skład imperium perskiego. W 332 roku p.n.e. podbił ją Aleksander Wielki. Następnie podlegała macedońskiej dynastii Ptolemeuszów, a później hellenistycznej dynastii Seleucydów. Od 63 roku p.n.e. podległa imperium rzymskiemu, a od 6 roku n.e. – rzymska prowincja. Powstania żydowskie w latach 66-70 i 132-135 (powstanie Bar-Kochby) zakończyły się klęską i częściowym wypędzeniem Żydów z Palestyny. W międzyczasie w 70. roku Tytus, syn Wespazjana, zdobywa Jerozolimę i burzy świątynię, co oznaczało koniec żydowskiej kasty kapłańskiej, a początek – rabinackiej. Od 395 roku Palestyna stała się częścią cesarstwa wschodniorzymskiego. W latach 634-640 została podbita przez Arabów. W latach 1099-1291 istniało w Palestynie, założone przez krzyżowców Królestwo Jerozolimskie, które później zdobyli egipscy mamelucy. W latach 1516-1918 wchodziła ona w skład imperium osmańskiego.

Pod koniec 1917 roku tereny Palestyny zajęły wojska brytyjskie. Po zakończeniu wojny w 1918 roku powstały:

  • Francuski Protektorat (Syria i Liban)
  • Brytyjski Protektorat (Palestyna, Transjordania i Irak)

Jak jednak do tego doszło, to o tym pisze Marian Miszalski w swojej książce Ukryta wojna cicha kapitulacja? (Polityka polska wobec żydowskiego rasizmu) – 2019. Poniżej wybrane fragmenty:

Na przełomie XIX i XX wieku, w światowym ruchu syjonistycznym wytworzyły się dwa odmienne, ale nie wykluczające się kierunki. Pierwszy zmierzał do utworzenia państwa żydowskiego „gdzieś w świecie” (najpierw projektowano w Ugandzie, potem na Madagaskarze, także na polskim Polesiu, nawet w Związku Sowieckim), aż zwyciężył projekt lokalizacji takiego państwa w Palestynie, będącej wówczas pod panowaniem tureckiego Imperium Osmańskiego. Projekt ten wymagał olbrzymich nakładów pieniężnych – na wykup ziemi z rąk tureckich, na korumpowanie europejskich polityków, na sfinansowanie masowej żydowskiej emigracji do Palestyny, w której wówczas „mieszkało zaledwie kilka tysięcy Żydów pogrążonych w najniższym stanie materialnym i umysłowym. Żydzi sefardyjscy mieli tam kilka chederów, a Aszkenazi – nic. Cała ludność wiodła po większej części byt żebraczy, utrzymywała się z pomocy diaspory z innych krajów („chalukka”). Kraj był arabski, rząd turecki, element żydowski w samej Jerozolimie ledwo widoczny, poza Jerozolimą nie liczył się wcale. W 1880 roku dopiero ruch syjonistyczny zaczął zbierać fundusze na wykup ziemi w Palestynie pod żydowskie osadnictwo. Inicjatorem ruchu był Dawid Bear Gordon z Wilna i Zebi Hirsh Kallacher z Leszna. Teodor Herzl pojawi się później: dopiero w 1886 roku wydał w Wiedniu książkę Der Judenstaat”. – F. Koneczny, Cywilizacja żydowska, Kraków 1935.

W maju 1916 roku (gdy trwała jeszcze I wojna światowa) zawarty został tajny pakt między Francją a Wielką Brytanią, nazwany później paktem Sykes-Picot (od nazwisk negocjatorów, ministrów spraw zagranicznych obydwu krajów). Jako że Imperium Osmańskie władające dotąd Bliskim Wschodem zostało w I wojnie światowej pokonane przez Ententę – tym tajnym paktem Francuzi i Brytyjczycy podzielili Bliski Wschód na swoje strefy wpływów w przyszłości (podobnie jak później, w Jałcie, Roosevelt, Churchill i Stalin tajnym porozumieniem podzielili na strefy wpływów Europę). Na mocy tajnego paktu Sykes-Picot, spisku angielsko-francuskiego, ustalona brytyjska strefa wpływów obejmowała Mezopotamię (dzisiejszy Irak), południową część Wielkiej Syrii i Palestynę (dzisiejszy Izrael i Autonomię Palestyńską), a francuska strefa wpływów – pozostałą część Wielkiej Syrii (dzisiejszy Liban i resztę Syrii).

Europejska opinia publiczna nie wiedziała o tym pakcie. Miejscowa ludność arabska nie wiedziała o tym pakcie. Na Bliskim Wschodzie obecne były oddziały wojskowe Francji i Wielkiej Brytanii, walczące tam z sojusznikiem Niemiec – Imperium Osmańskim.

W Imperium Osmańskim niepodległościowe dążenia ludności arabskiej wobec Turków reprezentował emir Fajsal I, wybitny polityk arabski, dążący do utworzenia zjednoczonego państwa arabskiego na terenach dzisiejszej Syrii, Iraku i Palestyny. Pod koniec wojny, w 1916 roku, zorganizował antytureckie powstanie arabskie, wspomagając Anglików i Francuzów. W zamian Anglicy obiecali mu utworzenie jednolitego państwa arabskiego.

W zamian za walkę z Turkami – Anglicy obiecali więc Fajsalowi poparcie dla arabskich dążeń niepodległościowych, dokładnie to samo, co w deklaracji Balfoura z 1917 roku obiecywali Żydom. Tyle że od Żydów nie wymagali walki z Turkami… – za mało było jeszcze Żydów w Palestynie… W 1918 roku Fajsal ogłosił zatem powstanie niepodległego państwa arabskiego i rozpoczął organizowanie jego administracji. Potem stanął na czele delegacji arabskiej na Konferencji Pokojowej w Paryżu. Ale wcześniejszy, tajny pakt Sykes-Picot z 1916 roku, lokował Syrię we francuskiej strefie wpływów, a Irak – w angielskiej… Toteż na Konferencji Wersalskiej w 1919 roku Fajsalowi i delegacji arabskiej stanowczo odmówiono prawa do występowania „w imieniu wszystkich Arabów” – podczas gdy Światowej Organizacji Syjonistycznej przyznano prawo reprezentowania wszystkich Żydów… Konferencja Wersalska odmówiła Arabom prawa do własnego państwa. Gdy później Liga Narodów przyznała oficjalnie mandat powierniczy nad Syrią Francji – wojska francuskie zbrojną interwencją szybko położyły kres polityce Fajsala.

…Zatem pod koniec I wojny światowej Anglicy obiecywali na Bliskim Wschodzie Żydom to samo, co Arabom – własne państwa.

Ludność arabska zdecydowanie dominowała na tych terenach: w 1881 w Palestynie zamieszkiwało zaledwie 25 tysięcy Żydów. W 1922 – wskutek, początkowo dopiero organizowanej emigracji – było ich już 80 tysięcy: nie stanowili jeszcze nawet 10 procent miejscowej ludności arabskiej. Ale z początkiem 1937 roku było ich już ok. 400 tysięcy (z czego prawie połowa przybyła z Polski)! Daje to wyobrażenie o intensywności żydowskiej akcji osiedleńczej i środkach finansowych do niej użytych!

Niepodległościowe dążenie Arabów do utworzenia własnego państwa, skonfrontowało się więc z planami Światowej Organizacji Syjonistycznej, która dążyła do utworzenia w Palestynie państwa żydowskiego, drogą intensywnego, imigracyjnego osadnictwa żydowskiego i działań zbrojnych. Wykorzystując trudną sytuację militarno-finansową Wielkiej Brytanii u schyłku wojny – Światowej Organizacji Syjonistycznej udało się wreszcie, w 1917 roku, pozyskać od Wielkiej Brytanii tzw. Deklarację Balfoura, dość mgliście obiecującą Żydom utworzenie w Palestynie, w przyszłości, państwa żydowskiego.

Słynna potem deklaracja Balfoura nie była żadnym dokumentem międzynarodowym, uzgodnionym z kimkolwiek spośród zwycięzców I wojny światowej!

Była deklaracją złożoną tylko przez Wielką Brytanię i tylko Światowej Organizacji Syjonistycznej, i tylko pośrednio: skierowana była na ręce Waltera Rotschilda, wpływowego żydowskiego bankiera, stojącego wówczas na czele Syjonistycznej Federacji Wielkiej Brytanii i Irlandii. Cała ta deklaracja składała się z kilku zaledwie zdań; oto jej treść:

                                                                                     Ministerstwo Spraw Zagranicznych, 2 XI 1917 roku.

      Drogi Lordzie Rotschild,
      W imieniu Rządu Jej Królewskiej Mości z przyjemnością przekazuję  Panu następującą deklarację sympatii z dążeniami żydowskich syjonistów, jaka została przedstawiona i przyjęta przez Gabinet. Rząd Jej Królewskiej Mości przychylnie zapatruje się na utworzenie w Palestynie narodowego domu dla narodu żydowskiego i dołoży wszelkich starań, aby umożliwić osiągnięcie tego celu, przy czym jest rzeczą zupełnie zrozumiałą, że nie uczyni on nic, co mogłoby zaszkodzić obywatelskim czy religijnym prawom istniejących w Palestynie społeczności nieżydowskich oraz prawom i statusowi politycznemu, z jakich Żydzi korzystają w każdym innym kraju. Byłbym wdzięczny, gdyby zechciał Pan zapoznać  z tą deklaracją Federację Syjonistów.
      Balfour - minister spraw zagranicznych Rządu Jej Królewskiej Mości.

Zatem gdy Fajsal zabiegał o utworzenie na Bliskim Wschodzie państw arabskich i odprawiony został z kwitkiem – Światowa Organizacja Syjonistyczna zabiegała o utworzenie tam państwa żydowskiego i uzyskała deklarację Balfoura. Nie bez znaczenia była finansowa “podszewka” tej angielskiej przychylności, ale to osobny temat…

W 1919 roku podpisany zostaje Traktat Wersalski. Artykuł 22 traktatu stanowi, że zwycięskie kraje Ententy, Francja i Wielka Brytania:

(...) zostały zobowiązane, by objąć zarząd na terytoriach odebranych Turcji na Bliskim Wschodzie, na warunkach, które uniemożliwiają nadużycia, jak handel niewolnikami, bronią i alkoholem, zapewnią wolność sumienia i religii (z tymi tylko ograniczeniami, których może wymagać utrzymanie porządku publicznego dobrych obyczajów), zabronić wznoszenia fortec, tworzenia stacji wojskowych i morskich oraz szkolenia wojskowego tubylców, o ile nie jest to konieczne ze względów policyjnych lub obrony terytorium, wreszcie zapewnić innym członkom Ligi Narodów równe warunki wymiany i handlu.

Nie ma tu ani słowa o tworzeniu tam państwa arabskiego. Przeciwnie – Konferencja Paryska uznaje miejscową ludność arabską za “niedojrzałą do stworzenia państwa”! Wprawdzie nie mówi też wprost i wyraźnie o tworzeniu państwa żydowskiego – ale deklaracja Balfoura nie jest kwestionowana…

Artykuł 22 Traktatu Wersalskiego z 1919 roku konkretyzuje się formalnie w latach następnych: w roku 1920 Liga Narodów powierza oficjalnie Mandat nad Palestyną (dzisiejszy Irak i południowa część dzisiejszej Syrii) Wielkiej Brytanii, a Mandat Nad Wielką Syrią (reszta dzisiejszej Syrii i Liban) powierza Francji. Tajny pakt Sykes-Picot zostaje teraz w pełni usankcjonowany prawnie. W 1922 roku w Palestynie mieszka zaledwie 80 tysięcy Żydów.

Jeszcze przed objęciem swych mandatów przez Anglię i Francję, w 1920 roku (rok po Traktacie Wersalskim), dochodzi do ostrych starć arabsko-żydowskich na terenie Palestyny, w Jerozolimie, w dzielnicy Nebi Musa. Tak wielkiego napływu żydowskich imigrantów trudno było nie zauważyć. W następnym roku mają miejsce potężne protesty ludności arabskiej w Jaffie.

W 1930 roku konflikt nabiera nowego wymiaru. Szejk Izz-ad-Din al-Kassan, w odpowiedzi na gwałtowny wzrost żydowskich imigrantów i ich militaryzację, tworzy militarną organizację arabską „Czarna Ręka”, skierowaną tak przeciw Brytyjczykom, jak i Żydom. Nie dowierza już ani jednym, ani drugim. Po zabójstwie szejka, w 1935 roku, mają miejsce potężne manifestacje w Hajfie i Jerozolimie. Arabowie domagają się: całkowitego zakazu żydowskiej emigracji do Palestyny, zgody na utworzenie parlamentu i rządu arabskiego, arabskiego państwa w Palestynie, Wielkiej Republiki Arabskiej.

W kwietniu 1936 roku mają miejsce potężne rozruchy arabskie, które Anglicy tłumią: zginęło ok. 100 Żydów i ok. tysiąca Arabów; szkody materialne wyceniono na ponad 3,5 miliona funtów.

W 1937 roku w Palestynie jest już ponad 400 tysięcy Żydów! Ściągani są z Europy (głównie Polski), z Egiptu, Bliskiego Wschodu, z północnych krajów afrykańskich. Z Ameryki…

„Wypuściwszy dżina z butelki” deklaracją Balfoura – rząd brytyjski ocenia teraz, że lepiej oprzeć się jednak na miejscowym czynniku arabskim jako, mimo wszystko, liczniejszym i bardziej znaczącym w tym rejonie. Anglicy zaczynają ostro ograniczać żydowski napływ do Palestyny z obawy, że nie utrzymają równowagi – co niebywale rozjątrza syjonistów. Rodzi się żydowski terroryzm antybrytyjski.

Po wojnie Żydzi w Palestynie wznawiają i intensyfikują antybrytyjski i antyarabski terroryzm. To właśnie Żydzi wprowadzają na Bliski Wschód terror jako metodę walki politycznej, którą legitymizują pośród ściąganych tu zewsząd Żydów. Terroryzm Na Bliskim Wschodzie jest wynalazkiem żydowskim.

W 1948 roku Żydzi popełniają słynną zbrodnię ludobójstwa na mieszkańcach arabskiej wioski w Deir Yassin: mordują w masowej egzekucji 254 mieszkańców wioski. Ten akt terroru, wzorowany na ludobójczych egzekucjach hitlerowskich, pomyślany jest jako decydujący detonator dla wypędzenia Arabów, dla arabskiego exodusu z obszaru Palestyny: ma za cel wywołanie paniki wśród rolniczej ludności palestyńskiej i „nakłonienie” jej do masowej emigracji z Palestyny. Jeszcze w tym samym roku dokonują kolejnych zamachów terrorystycznych w Lydd i Jerozolimie (w tym – na hotel „Semiranda”).

Żydzi w Palestynie wprowadzili do terroryzmu nową „jakość”: świadomie mordowali ludzi niewinnych. Czy tylko wzorowali się na bolszewikach i hitlerowcach, czy był to ich własny „wynalazek”, wynikający z ich cywilizacyjnego ukształtowania? Ówczesny terrorysta, Icchak Szamir, jako późniejszy premier Izraela, w pełni usprawiedliwił ten rodzaj terroru… – co nie przeszkadzało mu potępiać antyizraelski terroryzm arabski, wzorowany i skopiowany z żydowskiego, a zmierzający do utworzenia państwa palestyńskiego, w miejsce obecnej autonomii palestyńskiej.

Wskutek żydowskiego terroru, z Palestyny wypędzonych zostaje do 1948 roku ok. 1 miliona Palestyńczyków (podczas, gdy w tym samym czasie ściągnięto do Palestyny ponad 700 tysięcy Żydów!). Przywódcy żydowskich organizacji terrorystycznych – przyszli politycy Izraela (Begin, Szamir i inni) nie ukrywają, że ich celem jest wypędzenie Arabów z terytorium Palestyny, gdzie budować chcą „Wielki Izrael”.

W 1948 roku Żydzi proklamują powstanie państwa Izrael. W ciągu trzech lat – do roku 1951 – ściągnięto do Izraela 685 tysięcy Żydów (w tym 300 tysięcy z Europy); druga fala osadnictwa miała miejsce w latach 1951-1957: ściągnięto 160 tysięcy; w ramach trzeciej fali w latach 1961-1964 – sprowadzono do Izraela 215 tysięcy Żydów. Między tymi trzema falami nie było przerw: napływ osadników trwał; wzrósł znów po wojnie 6-dniowej. Niezależnie od tego w latach 1948-1974 z komunistycznej Rosji wypuszczono ok. 125 tysięcy Żydów, a w ramach operacji „Most”, na przełomie lat 80. i 90. – dalszych 100 tysięcy.

To sztucznie utworzone państwo (na ziemiach wykupionych od Turków i zasiedlonych masową zorganizowaną emigracją Żydów z innych krajów) pilnie „potrzebowało mieszkańców”. W latach 1949-1950, w ramach tajnej operacji „Magic Carpet” (nazwanej później Operacją nadejścia Mesjasza”…), przerzuconych zostaje do Izraela 49 tysięcy Żydów z Jemenu i Arabii saudyjskiej. W latach 1951-1952, w ramach tajnej operacji „Ezra i Nehemias”, przerzuconych zostaje z Iraku ok. 120 tysięcy Żydów. W latach 1961-1964 zorganizowana została, w ramach operacji „Yakhim”, emigracja 97 tysięcy żydów z Maroka do Izraela, przy czym nie obeszło się bez skandalu: premier Izraela – Ben Gurion, umówił się z władcą Maroka – Hassanem II, że Izrael zapłaci za tę emigrację 500 milionów dolarów, plus 100 dolarów za każdego z 50 tysięcy emigrantów, a za każdego następnego – 250 dolarów. Jednak prawie jedna trzecia marokańskich Żydów, zamiast do Izraela – udała się do Francji, Kanady i Stanów Zjednoczonych; Izrael nie chciał za nich zapłacić…

xxx

Miszalski napisał, że Żydzi proklamowali w 1948 roku powstanie państwa Izrael i to wymaga pewnego uzupełnienia. Wikipedia tek m.in. pisze:

W 1947 r. ONZ przedstawił projekt podziału Palestyny na dwie części: żydowską i arabską, zakładający oddanie ponad połowy terytorium Palestyny państwu żydowskiemu (Izraelowi) oraz umiędzynarodowienie Jerozolimy. Doprowadziło to do wybuchu walk między stroną arabską i żydowską w Palestynie, m.in. do Masakry w Dajr Jasin. W przeddzień wygaśnięcia mandatu brytyjskiego (1948) sąsiednie państwa arabskie: Egipt, Transjordania, Irak, Liban i Syria zaatakowały powstające państwo Izrael, poniosły jednak klęskę. Izrael utrzymał całe przeznaczone dla siebie przez ONZ terytorium, a także zajął zachodnią Jerozolimę i znaczną część ziem przewidzianych dla państwa arabskiego, usuwając przy tym, lub nie zezwalając na powrót zbiegłej przed działaniami wojennymi, autochtonicznej ludności arabskiej. Pozostałą część Palestyny podzieliły między siebie Transjordania, która, po zajęciu Zachodniego Brzegu Jordanu przyjęła niedługo potem nazwę Jordanii, oraz Egipt, który sprawował kontrolę nad Strefą Gazy.

Podczas wojny sześciodniowej w 1967 Izrael zajął całe terytorium Zachodniej Palestyny i zajęte wtedy terytorium okupuje do dnia dzisiejszego, mimo protestów społeczności międzynarodowej. Na okupowanych terenach, zasiedlanych niezgodnie z prawem międzynarodowym przez Izraelczyków, wybuchły dwa powstania palestyńskie (tzw. intifady), skierowane przeciwko izraelskiej okupacji.

Wojska Izraela opuściły strefę Gazy we wrześniu 2005 roku. 20 maja 2011 roku, prezydent USA Barack Obama ogłosił, iż jego zdaniem powołanie państwa palestyńskiego w granicach sprzed 1967 roku doprowadziłoby do pokoju w tym rejonie.

Źródło zdjęcia: Wikipedia.

xxx

Czy rzeczywiście powstanie państwa palestyńskiego w granicach sprzed 1967 roku doprowadziłoby do pokoju w tym rejonie? W marcu 1972 roku w Ammanie Oriana Fallaci przeprowadziła wywiad z Jasirem Arafatem przewodniczącym Organizacji Wyzwolenia Palestyny (Oriana Fallaci, Wywiad z historią, Świat Książki, 2016). W 1965 roku, po powstaniu organizacji Al-Fatah, Arafat przyjął imię Abu Ammar, to znaczy Ten, który Buduje, Ojciec Budowniczy. Poniżej fragment tego wywiadu:

Abu Ammar, jak długo to wszystko potrwa? Jak długo będziecie mogli stawiać opór?

Nawet nie próbujemy dokonywać takich obliczeń. Jesteśmy dopiero na początku tej wojny. Teraz zaczynamy przygotowywać się do tego, co będzie długą, bardzo długą wojną. Zapewne wojną, która rozciągnie się na pokolenia. Nie jesteśmy pierwszym pokoleniem, które walczy: świat nie wie albo zapomina, że w latach dwudziestych nasi ojcowie już walczyli z syjonistycznym najeźdźcą. Byli wówczas słabi, bo zbyt osamotnieni w obliczu bardzo silnych przeciwników, wspieranych przez Anglików, Amerykanów, imperialistów tego świata. Ale my jesteśmy silni, od stycznia 1965 roku, to znaczy od dnia, kiedy narodził się ruch Al-Fatah, jesteśmy dla Izraela bardzo groźnym przeciwnikiem. Fedaini zdobywają doświadczenie, mnożą ataki i poprawiają partyzantkę, a ich liczba zawrotnie wzrasta. Pyta pani, jak długo będziemy mogli stawiać opór. Pytanie jest błędne. Powinna pani zapytać, jak długo wytrzymają Izraelczycy. Ponieważ nie zatrzymamy się, dopóki nie wrócimy do naszego domu i nie zniszczymy Izraela. Jedność świata arabskiego uczyni to możliwym.

Abu Ammar, powołujecie się zawsze na jedność świata arabskiego. Ale doskonale wiecie, że nie wszystkie państwa arabskie są skłonne przystąpić do wojny o Palestynę i że dla tych, które już w niej uczestniczą, porozumienie pokojowe jest możliwe, a wręcz pożądane. Powiedział to nawet Naser. Jeśli dojdzie do takiego porozumienia, czego życzy sobie również Rosja, co wtedy zrobicie?

Nie zgodzimy się na nie. Nigdy! Będziemy prowadzić wojnę z Izraelem sami, dopóki nie odzyskamy Palestyny. Kres Izraela jest celem naszej walki, a ona nie dopuszcza ani kompromisów, ani mediacji. Punkty tej walki, czy się to podoba naszym przyjaciołom, czy nie, pozostaną zawsze zapisane w zasadach, które wymieniliśmy w 1965 roku wraz z utworzeniem Al-Fatah. Po pierwsze: rewolucyjna przemoc jest jedynym sposobem, by oswobodzić ziemie naszych ojców; po drugie: celem tej przemocy jest likwidacja syjonizmu we wszystkich jego formach politycznych, ekonomicznych, wojskowych i wyrzucenie go na zawsze z Palestyny; po trzecie: nasza akcja rewolucyjna musi być niezależna od wszelkiej kontroli partyjnej czy państwowej; po czwarte: akcja ta będzie długotrwała. Znamy intencje niektórych przywódców arabskich: rozwiązać konflikt przez porozumienie pokojowe. Kiedy to nastąpi, przeciwstawimy się.

Wniosek: wy zupełnie nie chcecie pokoju, którego wszyscy sobie życzą.

Nie! Nie chcemy pokoju. Chcemy wojny, zwycięstwa. Pokój oznacza dla nas zniszczenie Izraela i nic więcej. To, co wy nazywacie pokojem, to pokój dla Izraela i imperialistów. Dla nas to niesprawiedliwość i wstyd. Będziemy walczyć aż do zwycięstwa. Jeśli będzie to konieczne, przez dziesiątki lat, przez pokolenia.

xxx

Czym jest syjonizm? Słownik wyrazów obcych PWN z 1959 roku podaje taką definicję:

Syjonizm – burżuazyjno-nacjonalistyczny kierunek polityczny, który powstał w osiemdziesiątych latach XIX w. wśród burżuazji żydowskiej w Austrii, Niemczech, Rosji i innych krajach, stawiając sobie za zasadniczy cel utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie. Ruchem syjonistycznym kierowała od 1897 r. Światowa Organizacja Syjonistyczna (powstała w Bazylei).

Z kolei Słownik wyrazów obcych PWN z 2002 roku tak definiuje to słowo:

Syjonizm – ruch narodowy i towarzysząca mu ideologia, stworzone około 1895 r. przez T. Herzla, głoszące konieczność stworzenia żydowskiego państwa na obszarze Palestyny w celu przetrwania Żydów jako narodu; po powstaniu Izraela (w 1948 r.) – ideologia państwowa. (od Syjon, wzgórze w Jerozolimie)

No to pozostaje jeszcze Wikipedia, która m.in. tak opisuje syjonizm:

Syjonizm (od nazwy wzgórza Syjon w Jerozolimie, na którym stała Świątynia Jerozolimska) – ruch polityczny i społeczny, dążący do odtworzenia żydowskiej siedziby narodowej na terenach starożytnego Izraela, będących w okresie międzywojennym mandatem Wielkiej Brytanii (Brytyjski Mandat Palestyny). Syjonizm doprowadził do powstania państwa Izrael w 1948. Współcześnie jego celem jest także utrzymanie jedności narodu żydowskiego żyjącego w rozproszeniu i jego więzi z Izraelem. Ruch zapoczątkowany pod koniec XIX wieku miał wiele nurtów i postaci, powszechnie utożsamiany z syjonizmem politycznym, interpretowanym w różny sposób: jako patriotyzm żydowski, jako ruch narodowowyzwoleńczy i państwowotwórczy, jako kierunek kulturalny i społeczny, wreszcie jako ruch religijny. Poza syjonizmem politycznym mówiono o syjonizmie duchowym, którego celem była nowa tożsamość żydowska (Ahad ha-Am), odrodzenie języka hebrajskiego (Eliezer ben-Yehuda) i powstanie literatury i kultury w tym języku.

Od I wieku n.e. większość Żydów mieszkała poza Palestyną. Tylko niewielka ich liczba stale przebywała na terenach, które były kiedyś ich państwem. Zgodnie z doktryną judaizmu, Żydzi powrócą do Eretz Israel (Ziemia Izraela) po przyjściu mesjasza. Pomimo tego twierdzenia w XIX wieku pojawił się ruch religijny postulujący wcześniejszy powrót do Ziemi Izraela. Uzyskał on znaczące poparcie. Nawet przed 1882 (gdy wydana została książka Autoemancipation Leo Pinskera), uważanym za datę pojawienia się syjonizmu praktycznego (politycznego), Żydzi imigrowali do Palestyny. Nie były to procesy masowe, ale dochodziło do tzw. presyjonistycznych aliji (żydowska emigracja do Palestyny).

W sierpniu 1897 na I Światowym Kongresie Syjonistycznym w Bazylei (Szwajcaria) powstała Światowa Organizacja Syjonistyczna. Ruch wysunął hasło: Ziemia bez ludu, dla ludu bez ziemi. Oprócz zabiegów o autonomię dla ludności żydowskiej w ramach Imperium Osmańskiego, syjoniści propagowali osadnictwo rolne, przemysł oraz nową kulturę hebrajską. Symbolem przynależności do organizacji było płacenie corocznej składki, tzw. szekla. Syjoniści stworzyli własny bank oraz Żydowski Fundusz Narodowy (Keren Kajemet le-Israel).

Ruch syjonistyczny od początku był podzielony ze względu na założenia ideologiczne i wizję przyszłego państwa oraz na zakres projektu. Tzw. syjoniści-maksymaliści wzywali do kolonizacji całości ziem opisanych w Biblii jako kraj Izraela, podczas gdy tzw. minimaliści byli zwolennikami ograniczonego terytorialnie państwa. Początkowo nie brano pod uwagę dążeń narodowych ludności arabskiej, która dominowała liczebnie na terytorium Palestyny. Poniżej demografia Palestyny w latach 1800-1947.

Rok18001880191519311947
Żydzi6,7 tys.24 tys.87 tys.174 tys.630 tys.
Arabowie268 tys.525 tys.590 tys.837 tys.1,31 mln

xxx

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisze:

W r. 1856 Mojżesz Montefiore (Blumenberg) zakłada pod Jaffą plantację pomarańcz. W tym samym czasie powstaje związek mający skupić ogół żydostwa, Alliance Israelite Universelle założony przez Adolfa (Mojżesza Icka) Crémieux.

Założona przez byłego członka rządu francuskiego Alliance Israelite Universelle poszła w ślady Mojżesza Montefiore i ufundowała w r. 1869 w Palestynie szkołę rolniczą hebrajsko-francuską.

I tak wyniki rewolucji francuskiej, nadanie żydom pełni praw, w rezultacie zagroziły ich istnieniu. Nie pomógł i socjalizm. Wyrzekał się wprawdzie ojczyzny, a więc nie wymagał też asymilacji, ale aż do pierwszych lat XX w. żądał wyrzeczenia się narodowości wszelkiej, a więc także i żydowskiej. Toteż żydzi i w międzynarodówce musieli uprawiać fałszywą grę; musieli odżegnywać się od tego, jakoby uważali się za żydów. Tak więc zdobycze rewolucji francuskiej i socjalizm rozprzęgły żydostwo.

„To, co wyszło na dobre indywiduum żydowskiemu, stało się pułapką dla żydostwa”. – S. Bernstein, Der Zionismus, sein Wesen und seine Organisation.

xxx

Powyższe cytaty nie zostały tu zamieszczone przypadkowo. Najważniejsze w nich są daty. Daty to liczby, a liczby – jak mówią – nie kłamią, a skoro liczby nie kłamią, to i daty też. Jak to się stało, że przez prawie 2000 lat żyli Żydzi w diasporze i jakoś nie rozpłynęli się w narodach, pośród których żyli. Owszem wielu żyło w gettach, ale to nie oni decydowali o kondycji żydostwa, zwłaszcza że w zwartych skupiskach żyli przeważnie w Europie Wschodniej, a więc w państwach zacofanych pod każdym względem w stosunku do państw Europy Zachodniej. Gdyby rzeczywiście kryzys dopadł żydostwo, to nie byliby w stanie stworzyć Alliance Isrealite Universelle, ani Światowej Organizacji Syjonistycznej, a to się im udało nadzwyczaj łatwo i szybko.

Co takiego się stało w owym czasie, że Żydzi przypomnieli sobie o tamtym zadupiu? Wiadomo, że nasza cywilizacja czy kultura wywodzi się z rejonu Morzą Śródziemnego. Wszystkich nas, „Europejczyków”, łączą antyczne korzenie. Wiemy, że tam kwitło życie gospodarcze, rozwijał się handel, a więc i kultura i sztuka. Tam, jeszcze w średniowieczu, były potężne republiki – bogate miasta-państwa typu Wenecja, Genua itp. Wszystko to jednak upadło wraz z odkryciem Ameryki. Rejon północnego Atlantyku stał się miejscem intensywnego życia gospodarczego, wymiany handlowej pomiędzy Europą a Ameryką. A tam, gdzie kiedyś Fenicjanie żyli i obsługiwali cały rejon Morza Śródziemnego, nic się nie działo, nudy – jak na polskim filmie.

Co takiego więc stało się, że Żydzi przypomnieli sobie o swojej porzuconej „ziemi obiecanej”? Ano w latach 1859-69 powstał Kanał Sueski. I wkrótce rejon ten stał się jednym z najbardziej, jeśli nie najbardziej, newralgicznym punktem na ziemi. Droga z Azji do Europy uległa skróceniu. To niewątpliwie miało wpływ na rozwój handlu, a co za tym idzie i gospodarki. Ten, kto kontrolował ten rejon, decydował o wielu sprawach i mógł wywoływać światowe kryzysy, kiedy tylko chciał. Czy w tym miejscu mogło zabraknąć Żydów? I trzeba pamiętać, że to Francuzi budowali ten kanał. Decyzję o przekopie podjęto zapewne przynajmniej parę lat wcześniej.

Ponieważ Palestyna była wtedy obszarem słabo zaludnionym, to nie wchodziła w rachubę asymilacja i rozproszenie się wśród miejscowej ludności. W grę wchodziło tylko osadnictwo. I tak to się zaczęło i zaczęto tworzyć ideologię, która usprawiedliwiałby te działania, bo kanał już był, a mesjasz nie nadchodził. Dla Żydów to żaden problem, bo to przecież oni są autorami wszelkich ideologii.

Jeśli jeszcze dodamy do tego, że złoża ropy naftowej w Persji zostały odkryte na początku XX wieku, a na Półwyspie Arabskim w drugiej połowie lat 30-tych, to będziemy mieli prawie pełny obraz tego, co tam się działo. Prawie pełny, bo do tego trzeba jeszcze dodać relacje żydowsko-arabskie. Żydzi, jak wiadomo, wymyślili nie tylko chrześcijaństwo, ale też islam. I tak jak spenetrowali wszelkie instytucje chrześcijańskie, tak samo było w przypadku islamu. Oznacza to, że to oni zarządzają konfliktem arabsko-żydowskim, czego dowodem jest cytowana wyżej wypowiedź Jasira Arafata. I to oni decydują o tym, że nie ma jednego państwa arabskiego, tylko jest ich wiele, i że nie ma wśród nich jedności. Skoro powstały inne państwa arabskie, to dlaczego nie powstało państwo palestyńskie? No właśnie dlatego, by był konflikt. I nie ma czegoś takiego, o czym mówią niektórzy, że Żydzi w Izraelu są otoczeni morzem arabskim i że dni Izraela są policzone. Nadal jest to miejsce newralgiczne w skali świata i każdy kryzys w tym rejonie może być potencjalnie kryzysem światowym. I dopóki tak jest, to Izrael tam będzie trwał.

Książka

W poprzednim blogu cytowałem fragmenty z książki Ministerstwo spraw obcych Krzysztofa Balińskiego. Została ona wydana w 2019 roku przez wydawnictwo Capital sp. z o.o. Poświęcona jest ona stosunkom polsko-żydowskim. Książka liczy sobie 520 stron formatu C5 (162×229), a więc większego niż standardowy format A5 (148×210). Drobny druk i rzadkie akapity nie ułatwiają czytania. Nie wiadomo też w jakim nakładzie została wydana, co obecnie jest normą. Zawiera jednak bardzo dużo informacji o Żydach, metodach ich działania – informacji, których często próżno szukać gdzie indziej. Można wręcz powiedzieć, że informacji demaskujących ich. A jednak została wydana i jak można się domyślać przez samych Żydów.

Wikipedia tak o nim pisze:

Krzysztof Andrzej Baliński (ur. 9 czerwca 1947 w Będzinie) – polski dyplomata i politolog specjalizujący się w problematyce krajów arabskich. Ambasador Polski w Syrii (1991–1994), z akredytacją w Jordanii (1991–1995).

Życiorys

Krzysztof Baliński urodził się w 1947 w Będzinie. Należał do młodzieżowych organizacji okresu PRL: ZMS i ZSP. Od 1970 członek PZPR. W 1971 ukończył studia na Wydziale Filologicznym UJ (kierunek filologia orientalna). Później odbył staż asystencki w Katedrze Orientalistyki UJ i studia podyplomowe w Institut d’Etudes Politiques w Paryżu w latach 1978–1979. Studiował także w Damaszku.

W latach 1973–1975 pracował jako tłumacz w Ambasadzie PRL w Damaszku. W latach 1983–1987 pracował w Ambasadzie PRL w Trypolisie. W latach 1988–1991 był naczelnikiem Wydziału Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki w Departamencie II i Departamencie Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Oceanii. W latach 1991–1994 był ambasadorem nadzwyczajnym i pełnomocnikiem RP w Syrii i Jordanii. W 2001 uzyskał I stopień służbowy urzędnika Służby Cywilnej. W latach 2009–2012 był naczelnikiem Wydziału w Centrum Operacyjnym.

Krzysztof Baliński jest członkiem Polskiego Towarzystwa Orientalistycznego. Posiadał uprawnienia tłumacza przysięgłego języka arabskiego. Autor publikacji poświęconych problematyce międzynarodowej i polskiej dyplomacji zamieszczanych m.in. w tygodnikach Nasza Polska, Tygodnik Solidarność i Głos. Od 2012 stały współpracownik Warszawskiej Gazety i Polski Niepodległej.

xxx

Poniżej parę wybranych wycinkowo fragmentów z tej książki:

Regułą stało się, że gdy PiS lub raczej prezes partii, natrafia w kontekście afer na przedstawiciela pewnej mniejszości narodowej, jego radykalizm słabnie, a pochodzenie aferzysty staje się okolicznością łagodzącą i usprawiedliwia nawet największe świństwa. Przykładem bariery etnicznej, na którą PiS natrafił przy rozliczaniu afer i aferzystów jest Amber Gold i GetBack. Głowni bohaterowie afery GetBack mają dziwne powiązania z Izraelem. Za akrobacjami finansowymi Amber Gold, a konkretnie OLT, stali Ihor Kołomojski i Wadim Rabinowicz, oligarchowie z Ukrainy (i obywatele Izraela), a przekręt miał być narzędziem służącym do przejęcia LOT-u. Przy czym Kołomojski to wyznawca i główny sponsor sekty Chabad-Lubawicz na Ukrainie, z którą powiązani są prezydent i premier rządu polskiego. Przypomnijmy też, że na liście Macierewicza zabrakło Geremka, że PiS umieścił akta rezydentury SB w Paryżu w zbiorze zastrzeżonym, i że cała akcja lustracyjna była głównie wymierzona w ludzi o poglądach narodowo-katolickich, a Lech Kaczyński we wrześniu 2006 r., podczas wizyty w Tel Awiwie udostępnił archiwa IPN Izraelowi.

À propos KOR – jego pomysłodawcą i patronem był mason Jan Józef Lipski, prezes założonego w 1955 r. Klubu Krzywego Koła, z którego wyrósł KOR. Ale Lipski to także jeden z mentorów i wychowawców braci Kaczyńskich. Bywał częstym gościem w ich domu.

Gdy w 1976 r. powstał KOR, okazało się, że jego członkowie są bliscy ideowo wywodzącej się z Bundu przedwojennej żydowskiej partii socjalistycznej. Adam Michnik pisał: „Marek Edelman powiedział kiedyś, że KOR to to samo, co Bund. Te same ideały, te same wartości. Dla mnie – mówił Marek – Bund i KOR to ciągłość”. Tymczasem Bundowcy żądali autonomii dla Żydów w ramach państwa polskiego.

Matkami chrzestnymi Lecha i Jarosława były siostry bliźniaczki Ludmiła i Zofia Woźnickie, Żydówki uratowane przez Polaków z getta warszawskiego, z racji koligacji z Wandą Wasilewską, i nie tylko, osoby wpływowe. Przyjaźniły się blisko z Jadwigą Kaczyńską, toteż kiedy i ona w 1949 r. powoła bliźniaki, poprosiła siostry Woźnickie, by zostały matkami chrzestnymi chłopców.

Według medialnych doniesień cichym współwłaścicielem „Art-B” był Izraelczyk Meir Bar (członkiem Rady NBP był wówczas były prezes Centralnego Banku Izraela). W rabunku mienia państwowego główną role odgrywali zatem ludzie służb specjalnych Izraela, a sama nazwa przedsięwzięcia to nie skrót od „Artyści Biznesu”, lecz od nazwiska współwłaściciela firmy, agenta Mosadu Artura Birmana.

Stan wojenny nie był niczym innym jak czasem na przygotowanie powrotu stalinowskiej żydokomuny do władzy. Dowód na to stanowi przebieg tzw. „transformacji ustrojowej”, od rozmów SB w ośrodkach internowania poprzez Magdalenkę po „okrągły stół”. Dowodem są także ludzie wyznaczający kierunek „transformacji” w Polsce – w latach 1945-47 decydował o tym „triumwirat” Berman, Minc, Zambrowski (przy wykorzystaniu agenta NKWD Bieruta), w 1989 r. decydował triumwirat Geremek, Kuroń, Michnik (przy wykorzystaniu agenta Sorosa Leszka Balcerowicza). A co Mazowiecki miał na myśli nawołując do „grubej kreski”, jeśli nie odkreślenie przeszłości PRL-owskiej żydokomuny?

Uchwałą Kominternu funkcjonariusze aparatu partyjnego Komunistycznej Partii Polski przerzuceni zostali za granicę. Ich najważniejszym skupiskiem stała się Francja. Jedną z poważnych akcji, przeprowadzoną tam przez komunistów z Polski pod nadzorem NKWD był przerzut materiałów propagandowych i kampanie dążące do skompromitowania w oczach Francuzów środowisk polonijnych, m.in. poprzez zarzucanie im związków z „reakcyjnym antysemickim podziemiem” w kraju. 45 procent bojowców Brygady Międzynarodowej z Polski, która walczyła w Hiszpanii, było Żydami.

Doszło przy tym do innej bezprecedensowej sytuacji. Jeden po drugim ministrem spraw zagranicznych zostaje dwóch potomków funkcjonariuszy KPP (i oficerów zbrodniczej Informacji Wojskowej) – Cimoszewicz i Meller. W jakim innym kraju możliwa byłaby tak żelazna logika postępowania, precyzja w obsadzie kluczowego stanowiska?

Wszystkie ciągnące się od 1917 r. rewolucje, w tym oczywiście rewolucja bolszewicka, miały naturę żydowską. Kolejny przykład to krótkotrwałe rządy bolszewickie ustanowione w 1919 r. w Bawarii i na Węgrzech. W tym czasie ruch komunistyczny w Niemczech kierowany był przez Ligę Spartakusa pod przewodnictwem Róży Luksemburg i Karla Liebknechta. Wojną domową w Hiszpanii sterowali rosyjscy emisariusze, przeważnie żydowskiego pochodzenia.

Bez ideologów, polityków i filozofów pochodzenia żydowskiego trudno jest sobie wyobrazić takie wydarzenia jak rewolucja seksualna 1968 roku. Virginie Linhard, córka lidera francuskich maoistów pisała: „Maj ’68 był stymulowany i kierowany przez Żydów”. Przekonanie, że w awangardzie szkodliwych ideologii, których celem jest zniszczenie zachodniej cywilizacji harcują osoby pochodzenia żydowskiego wzmacnia postać prekursorki gender Judith Butler, amerykańskiej Żydówki z rodzin przybyłych do USA z Rosji i Węgier. Koncepcje Butler dotyczące legalizacji zoofilii, kazirodztwa i pedofilii, promowania zachowań homoseksualnych, traktowania prostytucji jako normalnej działalności gospodarczej oparte są na Szkole Frankfurckiej i psychoanalizie Freuda.

Odsłoną radykalizmu i myślenia wywrotowego był także libertarianizm, czyli tzw. prawicowy rewolucjonizm. W tej kolejnej próbie obalenia cywilizacji łacińskiej, uderzającej we wspólnotowy wymiar życia społecznego, postulującej utopijny ideał życia bez instytucji państwa, rolę zasadniczą odegrały przesycone rewolucyjnym myśleniem publikacje trzech postaci narodowości żydowskiej: Ludwiga von Mises, Ayn Rand, Murraya Rothbarda. I wreszcie współczesny przykład Sorosa, znanego z wielkiej wyrozumiałości dla komunistów.

x

Konstatacja, że wszystkie rewolucje, rewolty i ruchy wywrotowe miały naturę żydowską lub były przeważnie kierowane przez emisariuszy żydowskiego pochodzenia, odnosi się w całości do Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC) w Południowej Afryce, który zasadniczo był żydowskim tworem. Ludzie tacy jak Lionel Bernstein, Dennis Goldberg, Arthur Goldreich, Hazel Goldreich i James Kantor byli nieodłączną częścią tego wywrotowego ruchu, a Nelson Mandela ich marionetką. ANC działa w ścisłym sojuszu z Południowoafrykańską Partią Komunistyczną, też w dużej mierze tworem żydowskim. Dwóch liderów partii Joe Slovo i jego żona Ruth First prowadzili lub – używając współczesnej terminologii – byli oficerami prowadzącymi młodego Mandeli, wylansowali go na przywódcę ANC, wcześniej brutalnie usuwając z tego stanowiska chrześcijańskiego, umiarkowanego działacza Alberta Luthulę.

Częścią marksistowskiej ideologii wcielanej w życie przez Mandelę był obóz dla więźniów politycznych na terenie Angoli oraz torturowanie i mordowanie oponentów, w praktyce wyłącznie czarnych. ANC wymierzało swoje partyzanckie akcje także w czarnych urzędników państwowych, nauczycieli, prawników i biznesmenów, a nawet prostych chłopów, tj. każdego, kto miał inną niż marksistowska wizję południowej Afryki. Mandelę szkolono w Moskwie, ale nie tylko – partycypował w tym także Mosad.

Znany południowoafrykański sędzia Richard Goldstone pisał: „Żydzi odgrywali znaczącą rolę w jego karierze. Był nim adwokat Lazar Sidelsky, który – wbrew zwyczajom owych czasów – przyjął młodego Mandelę do pracy w swojej kancelarii w Johannesburgu”. Można tu wymienić postacie takie jak Solly Sachs i jego syn, późniejszy minister sprawiedliwości w rządzie Mandeli; Joe Slovo, późniejszy minister budownictwa mieszkaniowego; Gill Marcus, późniejszy gubernator Banku Centralnego i Artur Chaskalson, późniejszy prezes Trybunału Konstytucyjnego. Żydem był również Cyril Harris naczelny rabin RPA, którego Mandela nazywał „mój rabin”, a który w maju 1994 r., podczas uroczystej inauguracji Mandeli na stanowisko prezydenta, wygłosił poruszające orędzie. Amerykański rabin Marc Schneier w kontekście inspirującej roli, jaką Żydzi odegrali zarówno w ruchu na rzecz praw obywatelskich w Stanach Zjednoczonych jak i w walce o obalenie apartheidu w Afryce Południowej pisał: „żadna grupa społeczna nie zapewniła tak wiele i tak konsekwentnego wsparcia Nelsonowi Mandeli, jak amerykańscy i południowoafrykańscy Żydzi”.

x

Finansowana przez Sorosa Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar organizują szkolenia dla sędziowskiej „kasty nadzwyczajnych ludzi” na temat, jak paraliżować polskie sądownictwo. Okazuje się, że warsztaty ze szkodzenia Polsce odbywają się w Muzeum Historii Żydów Polskich-Polin.

A wiedzieć trzeba, że wytrawni gracze polityczni władzy nie oddadzą, że po ’89 dwa razy wymykała się im się z rąk, i dwa razy ją odzyskali. Fenomen ten tłumaczy też koncepcja „kolejnych eszelonów”, sformułowana przez Irenę Lasotę. Zgodnie z nią władza, czyli układ, wyłania własną opozycję oraz własną prawicę, lewicę i centrum, i w razie kryzysu wysyła do walki kolejne „eszelony”. Stracony, czyli skompromitowany eszelon natychmiast zastępowany jest następnym i tak ad infinitum. Dowodem kolejne kryzysy – Październik ’56, Grudzień ’70, Czerwiec ’76, Marzec ’68, Sierpień ’80 oraz szczytowe osiągnięcie tej strategii „transformacja ustrojowa” po ’89. Czy zatem środowiska nie wywodzące się rodzinnie z kręgów stalinowskich nie były organizowane od podstaw przez agentów wpływu lub infiltrowane i zręcznie pociągane nitkami niczym marionetki.

Rasowe podziały w łonie partii już u zarania PRL pogłębiało to, że Sowieci mieli większe zaufanie do przedstawicieli mniejszości narodowych niż do Polaków. W instalowaniu polskiego komunizmu wykorzystywano doświadczenia bolszewickie z okresu rewolucji, kiedy do kierowniczych struktur ogólnorosyjskiego aparatu terroru wprowadzano przedstawicieli mniejszości narodowych w stopniu nieporównywalnym z ich liczebnością w całym społeczeństwie.

Donald Tusk wydał wojewodom tajne zarządzenie, by w trybie administracyjnym pozytywnie załatwiali prośby o przekazanie własności żydowskim spadkobiercom, którzy nie legitymują się żadnymi dokumentami. Oficjalnego potwierdzenia takiego stanu rzeczy nie ma, a służby prasowe Kancelarii Premiera zaprzeczały jego istnieniu. Wystarczy jednak prześledzić przebieg zdarzeń. W tym kontekście zaskakuje, z jaką skutecznością żydowska propaganda rozpuściła w świecie legendę o wszechobecnym bogactwie Żydów przedwojennej Polski. Skupieni wokół „biznesu Holokaustu” cwaniacy nie chcą pamiętać o najliczniejszych ofiarach – żydowskiej biedocie, wymazują z pamięci słowa Ringelbluma o niskim statusie majątkowym i społecznym większości mieszkańców getta, mówią natomiast o majątkach, których nigdy nie było i… żądają za nie odszkodowań. Jeszcze inne kłamstwo: podatki płacone przez Żydów stanowiły 40 procent dochodów budżetowych międzywojennej Polski. W rzeczywistości na trzy miliony polskich Żydów jeden milion uzależniony był od pomocy organizacji dobroczynnych, 50 procent nie było w stanie zapłacić 5 złotych komunalnego podatku, a 75 procent było sklasyfikowanych jako biedota. Będące w powszechnym użyciu określenie „żydowska szkapa” może być dobrą ilustracją tego stanu rzeczy.

Po ’89 kanonu polskiego interesu narodowego nie sformułowano nie tylko dlatego, że zabrakło woli podjęcia takiego wysiłku, ale dlatego, że nie było komu tego zrobić. Dyplomację przejęli bowiem ludzie wywodzący się z najbardziej antypolskich struktur agenturalnych Stalina, „specjaliści” od zwalczania polskiego nacjonalizmu, ludzie gruntownie pozbawieni poczucia lojalności wobec kraju, w którym żyją, formacja której związek z polskością sprowadzał się do miejsca zamieszkania, a nawet gorzej – V kolumna świadomie wchodząca w układ z obcymi na szkodę interesu Rzeczypospolitej, ludzie którzy gwarantowali nie tyle obronę polskich interesów, co bezwzględną z nimi walkę. Skutki tego odczuwamy do dzisiaj. Nie funkcjonujemy w świecie w sposób autonomiczny; nie rozróżniamy, co służy Polsce, a co zagranicy; nie wypracowaliśmy uczciwej diagnozy swego międzynarodowego otoczenia, opartej o przemyślany zespół interesów; nie uświadamiamy sobie, iż członkostwo w UE czy NATO nie jest celem samym w sobie, lecz instrumentem realizowania interesów narodowych. Nie zdaliśmy sobie też sprawy, że dotychczasową diagnozę wypracowali inni, i inne niż polskie przyświecały im cele. Pierwszym warunkiem podjęcia zadania samodzielnego zdefiniowania interesu narodowego jest suwerenność intelektualna, i to ona nakazuje, aby nie podejmować działań służących innym. Podejście charakterystyczne dla cywilizacji, którą Feliks Koneczny nazwał łacińską, postuluje, by wszelka strategia polityczna (i społeczna) oparta była o dokładne rozpoznanie rzeczywistości i w oparciu o to rozpoznanie, formułowane były cele działań.

Człowiekiem, który wyzwanie zdefiniowania polskiej racji stanu starał się podjąć był Lech Kaczyński. (…) Jego wykładnia interesu narodowego była następująca: Jest tylko jedno globalne mocarstwo; przemożny wpływ na amerykańską politykę mają Żydzi; jeśli Polska ułoży się z Żydami, zwiąże ich z Polską, to bezpieczeństwo Polski stanie się interesem żydowskim i uda się wyzwolić nasz kraj z geopolitycznego przekleństwa. Innymi słowy – im więcej Żydów i ich interesów w Polsce, tym większe bezpieczeństwo kraju. Rozumowanie egzotyczne, bo Żydzi układają się bezpośrednio z naszymi oponentami, mają w Moskwie i Berlinie silne avoiry oraz wyrobiony i skuteczny nawyk układania się wyłącznie z silniejszymi. Tego rodzaju infantylne postawy obecne są i dzisiaj w środowiskach prawicy laickiej – Polska powinna stać u boku jakiegoś państwa, niezależnie od tego, czy jej się to opłaca, czy nie.

Gdy dziś słyszy się prezydenta RP, który mówi, że stosunki z Ukrainą są bezalternatywne, niezależnie od tego, czy Polsce się to opłaca, a członek gabinetu politycznego ministra spraw zagranicznych w odpowiedzi na zarzut, że Ukraina nigdy nie zwróci nam kredytu, mówi: „Powstrzymywanie Rosji musi kosztować. Odda, nie odda – warto zainwestować” – to trzeba poważnie rozważyć, czy nie chodzi tu o jakąś chorobę psychiczną. A chodziło o udzielony w grudniu 2015 r. kredyt w wysokości 4 miliardów złotych.

Polacy weszli w II wojnę z powszechnym wyobrażeniem polskich Żydów jako narodu zdrajców polskiej sprawy – Judaszów. Powszechne wśród nich stereotypy – postrzegania Polaków, zwłaszcza katolickiego kleru, jako Hamanów – wrogów narodu żydowskiego i nieznajomość języka polskiego powodowały, że żyli wprawdzie w tym samym kraju, lecz w innym niż reszta mieszkańców Polski świecie. Był to świat odizolowany od świata polskich „gojów” przez setki lat tak szczelnie, że nie wszyscy mieli świadomość tego, że mieszkają w Polsce. Zdecydowana ich większość wybuch II wojny sklasyfikowała tak jak wszystkie toczone na ziemiach Polski wojny, czyli jako tylko i wyłącznie „polską sprawę”.

Prezes warszawskiego Judenratu senator Adam Czerniaków podjął negocjacje i współpracę z niemieckim okupantem, co Polacy odczytali jednoznacznie jako zdradę Polski. Jak wynika z jego zapisków, codziennie w siedzibie SS negocjował z niemieckimi władzami warunki współpracy, po czym natychmiast, z jak największą skrupulatnością wprowadzał je w życie. Gdy przyszła wojna, gdy wiadomo było, że państwo polskie nie ma szans, aby wyjść z niej zwycięsko, niepomny senatorskiej przysięgi, przyjął postawę cudzoziemską. Uznał, że wojna nie jest „żydowską sprawą”, i że szkoda czasu na zachowanie chociażby pozorów lojalności wobec przedstawicieli upadającej Polski. Niemców uznał za władzę legalną. W pierwszych miesiącach, a nawet latach okupacji Żydzi żyli w symbiozie z okupantem. Z zapisków Czerniakowa wynika, że zbudowanie sieci żydowskich gett nie było realizacją niemieckich planów zagłady, lecz realizacją planów żydowskich dotyczących zbudowania w Polsce żydowskich terytorialnych autonomii. Henryk Makower w swym Pamiętniku z getta warszawskiego pisał: „mieliśmy więc właściwie powód do radości, bo nam dali takie duże i ładne getto w śródmieściu”. Innymi słowy – pod niemiecką kuratelą Żydzi wcielali w życie rzuconą w Sejmie 20 lat wcześniej ideę Izaaka Grünbauma o żydowskich autonomicznych prowincjach jako formy żydowskiej państwowości. W tym samym czasie Warszawiacy to ludność zaszczuta niemieckimi łapankami, egzekucjami i wywózkami do obozów koncentracyjnych. Sam Ringelblum pisał: „opowiadają, że chrześcijanie założyli żydowskie opaski, aby chronić się przed aresztowaniem”. W ciągu trzech pierwszych lat wojny, gdy Niemcy byli skoncentrowani na mordowaniu Polaków, zaś polscy Żydzi żyli w miarę bezpiecznie za wzniesionymi przez siebie murami autonomii terytorialnej, Polakom nie towarzyszyło współczucie i pomoc polskich Żydów.

xxx

W ostatnim rozdziale zatytułowanym Oko za oko, ząb za ząb autor zastanawia się jak bronić Polski, jak bronić jej wizerunku i proponuje:

Może publikując rodowody prawdziwych beneficjentów zwycięstwa katolickiej i narodowej „Solidarności”? Może przypominając, kto nami rządzi?

Może uświadamiając Polakom, że dla wychowanków Kominternu każda prawdziwa Polska będzie „faszystowska”?

A może rozgłaszać wszem i wobec, że czołowi stalinowcy, którym w Polsce robiło się coraz ciaśniej, przewerbowali się z agentów Kominternu na agentów nowojorskich organizacji żydowskich, z nadzieją na likwidację znienawidzonej polskiej państwowości?

A może dać przyzwolenie na głoszenie tezy, że stworzone po wojnie ubeckie katownie to były „żydowskie katownie”? A może zastosować logikę strony żydowskiej i w miejscu każdej katowni UB wmurować tablice z nazwiskami zbrodniarzy, którzy torturowali i mordowali najwspanialszych polskich patriotów?

Broniąc zatem Polski i jej wizerunku, odpłacajmy pięknym za nadobne, przypominając nieprzerwanie judenraty, żydowskich kapo, żydowskich szmalcowników oraz zbrodnie żydowskiej policji w warszawskim getcie, a także, że Niemcy założyli organizację „Żagiew”, w której służyli Żydzi specjalnie przeszkoleni do wyłapywania swoich ziomków, nie tylko w Warszawie, ale w całym dystrykcie warszawskim, że na tym polu świadczyli Niemcom nieocenione usługi, bo nikt lepiej nie potrafi rozpoznać Żyda wśród Polaków, niż właśnie oni, że w ręce Niemców wydali 50 000 Żydów, 6 000 Polaków, którzy ukrywali Żydów, i ponad 1 500 księży, którzy Żydom pomagali.

Batalię medialną z Żydami wygrać można tylko wtedy, gdy Polska powstanie z kolan. Wystarczy głosić prawdę. Mamy źródła, które ujawnią, co Żydzi ukrywają – haniebny udział w zagładzie własnego narodu, tysiące żydowskich policjantów Hitlera i ich zbrodnie w warszawskim getcie, i to że Mordechaja Anielewicza zdradzili ziomkowie, a pierwsze strzały w getcie oddali Żydzi do Żydów za współpracę z Niemcami, że największymi wspólnikami Niemców w dziele wymordowania Narodu żydowskiego byli sami Żydzi.

Władze RP powinny wspierać publikacje i badania naukowe na temat bierności amerykańskich środowisk żydowskich wobec Zagłady podczas II wojny.

Bronić polski i jej wizerunku można, nękając Izrael za podejście do Palestyńczyków, dwulicową politykę w sprawie imigrantów, i za to że w Izraelu żyją prawdziwi faszyści, rasiści i nacjonaliści.

I czas najwyższy przygotować się solidnie nie tyle do obrony, co do kontrataku i ofensywy. Gdy przypominać będziemy światu dzień po dniu, kto, jak i w jakim celu zaprowadził komunizm w Polsce, sami się zreflektują, że lepiej Polski nie atakować, bo straty mogą dla nich być większe niż korzyści. Co do ofensywy – im więcej będziemy mówić na temat reparacji wojennych od Niemców, tym mniej Niemcy będą mówić o „polskich obozach”.

xxx

Cała książka jest utrzymana w takiej tonacji, jak wybrane powyżej fragmenty. Po jej lekturze pozostaje wrażenie, że Żydzi zdominowali świat. Wszystkie kluczowe dziedziny życia pozostają pod ich kontrolą. Czy można się temu w jakiś sposób przeciwstawić, walczyć z tym? Autor podaje przykłady, co należy robić, tylko nie mówi – jak? Jak można nagłaśniać jakiekolwiek żydowskie zbrodnie, oszustwa, wszczynanie wojen czy rewolucji, jeśli wszelkie środki masowego przekazu są przez nich kontrolowane? Jak powiadomić świat o tym, co wyprawiają w Polsce, skoro MSZ jest w ich rękach i kontrolują oni wszelkie organizacje polonijne? Jak zmienić rządy na drodze demokratycznej, skoro wszystkie partie, od skrajnie prawicowych poprzez centrum do skrajnie lewicowych, są ich dziełem i są przez nich kontrolowane? Jak wmurować tablice pamiątkowe w miejscach katowni UB, skoro pozwolenie na to będzie zależało od Żydów ulokowanych we wszelkich urzędach?

Pisze Baliński, że Pierwszym warunkiem podjęcia zadania samodzielnego zdefiniowania interesu narodowego jest suwerenność intelektualna, i to ona nakazuje, aby nie podejmować działań służących innym. Podejście charakterystyczne dla cywilizacji, którą Feliks Koneczny nazwał łacińską, postuluje, by wszelka strategia polityczna (i społeczna) oparta była o dokładne rozpoznanie rzeczywistości i w oparciu o to rozpoznanie, formułowane były cele działań, ale nie próbuje sam zdefiniować, na czym polega ten interes i czym on jest.

Z pojęciem interesu narodowego łączy się pojęcie narodu. „Naród, historycznie wytworzona, trwała wspólnota ludzi ukształtowana na gruncie wspólnych losów dziejowych, kultury, języka, terytorium i życia ekonomicznego, przejawiająca się w świadomości narodowej jej członków.” – Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970). Jeśli więc trzymać się tej definicji, to interes narodowy polega na ochronie tej wspólnoty, jej kultury, języka i życia ekonomicznego. To dało by się zastosować do Polski piastowskiej. Natomiast w przypadku I RP, II RP, PRL-u i III RP ta definicja narodu i interesu narodowego nie mogła być zastosowana ze względu na wielonarodowy charakter tych państw. Dlatego Żydzi wszędzie dążą do tworzenia państw wielonarodowych, bo w nich dokładne określenie interesu narodowego nie jest możliwe, a oni w takich społecznościach czują się jak w ryba w wodzie.

To dokładne rozpoznanie rzeczywistości, o którym wspomina Koneczny, stało się udziałem obecnie rządzących i stąd trudność w zdefiniowaniu tego interesu narodowego, bo trzeba by powiedzieć – którego narodu? Kaczyński ma z tym najwyraźniej problem, bo przecież I RP to był Paradis Judaeorum (raj dla Żydów), nie tylko ze względu na przywileje, ale i ze względu na największe ich skupisko w Europie. A jednak zdecydowali się na likwidację tego państwa. Łatwo się likwiduje państwa nijakie, czyli wielonarodowe, takie jak I RP, bo nikt się z nimi nie identyfikuje, nie czuje wspólnoty i nikt nie protestuje, gdy się je kasuje. Czy m.in. nie po to ściągnięto do Polski miliony Ukraińców i kolorowych?

Żydzi dokonali rozbioru I RP rękami zaborców. Ta Rzeczpospolita zawadzała. Gdyby jej nie rozebrano, to był by pewien problem. Napoleon podbił całą Europę kontynentalną i w państwach podbitych wprowadzał ustrój republikański. Gdyby nie rozbiory Rzeczypospolitej, to Napoleon musiałby ją podbić, a właściwie zająć, bo tam nie było czego podbijać. W takim jednak wypadku trudno było by skłonić ludność tego państwa do udziału w wyprawie na Moskwę. A tak, atakując Rosję pod pozorem obalenia monarchii, zyskał wiernego sojusznika, bo dał mu państwo, ale jednocześnie skonfliktował go na trwałe z Rosją. Podobnie było również w przypadku IV-tego rozbioru Rzeczypospolitej 17 września 1939 roku. II RP stała na drodze do bezpośredniej konfrontacji nazizmu z komunizmem. Hitler podbił prawie całą kontynentalną Europę i w tym wypadku ustrój komunistyczny Związku Radzieckiego był pretekstem do ataku na to państwo. A przecież II RP to też Paradis Judaeorum.

Obecnie wydaje się, że Żydzi postanowili odbudować dawną Rzeczpospolitą. Światowe centrum przenoszą do Chin, co siłą rzeczy marginalizuje, przynajmniej po części, Amerykę, Europę Zachodnią i Rosję. Jeśli ten dziwaczny twór zostanie odtworzony, to nastąpi osłabienie unii europejskiej, ale być może wzmocnienie Niemiec, jeśli odzyskają utracone na rzecz Polski ziemie. Trudno jednak odgadnąć, jaki scenariusz napisali ci niewątpliwie wybitni scenarzyści.

Skoro więc Baliński dokładnie opisuje działania Żydów i ich dominację w niemal każdej dziedzinie życia i proponuje pewne działania, ale nie mówi, jak to zrobić, jak np. przełamać monopol informacyjny Żydów, to rodzi się podejrzenie, że jest to zwykła podpucha. Próba skierowania energii ludzi na jałowe działania może tylko prowadzić do frustracji i zniechęcenia lub też do jakichś gwałtownych, niekontrolowanych wybuchów niezadowolenia. Nie tędy droga. Kim zatem jest Krzysztof Baliński, angażujący się po prawej stronie polskiej sceny politycznej? Sam pisze, że MSZ zdominowali Żydzi. Wypada więc zadać sobie pytanie: jakim cudem on tam trafił?

To dokładne rozpoznanie rzeczywistości w naszym wypadu polega przede wszystkim na poznaniu czy uświadomieniu sobie, czym jest w istocie judaizm? Jego istotą jest rozproszenie i asymilacja. Oznacza to, że Żydzi są wszędzie i wszędzie wnikają w tkankę narodów, wśród których mieszkają, asymilują się, czyli upodobniają się do rdzennych mieszkańców danego terenu. W ten sposób stają się dla nich nierozpoznawalni, a oni się rozpoznają między sobą i dzięki temu mogą tworzyć związki nieformalne i wykorzystywać wszelkie instytucje i organizacje danego państwa dla własnej korzyści.

Jak to działa w praktyce? Bolesław Prus w powieści Emancypantki wkłada w usta jednej z głównych jej postaci takie słowa:

„Niech pani wyobrazi sobie, że mój pryncypał, dzięki stosunkom z zagranicą, no i telegramom, na kilkanaście albo i na kilkadziesiąt godzin wcześniej niźli reszta śmiertelników wie o spadaniu lub wnoszeniu się rozmaitych wartości pieniężnych. To pozwala mu kupować z zyskiem jedne papiery i sprzedawać z zyskiem, a przynajmniej bez straty, inne rozmaitym biedakom czy naiwnym, którzy nie otrzymują depesz z zagranicy.

Niech pani doda, że w specjalnej kancelarii mego pryncypała roją się jak muchy w jatce: lichwiarze, kupcy zbożowi, leśni, okowiciani, cukrowi i mnóstwo niewyraźnych figur, między którymi nie brak nawet pana Zgierskiego. Wszyscy ci ludzie działający niby to samoistnie i na własny rachunek są tylko agentami naszego banku. Tam dostają instrukcje, według których kupują i sprzedają zboże, wełnę, domy, place, sumy spadkowe – wszystko, co pani chce. Nie zdziwiłbym się, gdyby w naszym biurze sprzedawano nawet kobiety do tureckich haremów albo niewolników południowo-amerykańskim plantatorom.”

Co w takiej sytuacji można zrobić? O tym częściowo w zakładce „Dlaczego blog”. A poza tym, to wypada uczyć się od Żydów, pomagać sobie wzajemnie, szczególnie rodzinie, przyjaciołom i sprawdzonym znajomym. To jest jakby początek budowania pewnej wspólnoty, czyli tworzenie czegoś od podstaw, od dołu, czyli na obszarze, do którego nie docierają wpływy żydowskie. Wszelkie próby działania od góry spalą na panewce, bo tam wszędzie rządzą Żydzi. A do tego namawiają nas oni i nazywają taką postawę patriotyzmem. W państwie wielonarodowym nie ma miejsca na patriotyzm, bo nie ma w nim wspólnego interesu, a przynajmniej tak jest w przypadku III RP i dlatego wmawia się nam, że naszym interesem jest obrona przed Rosją, czyli pomaganie Ukrainie. To jest jednak interes żydowski, a nie – polski.

Wybory

Kampania wyborcza w pełni, obiecankom cacankom nie ma końca, ale o najważniejszej sprawie żadna partia nie mówi. A tą najważniejszą sprawą jest to, czy rząd wyśle wojsko na Ukrainę, bo jeśli to zrobi, to konsekwencje tego dla polskiego społeczeństwa będą poważne. Jedynie Leszek Sykulski, coś tam przebąkuje, ale jego głos jest raczej mało słyszalny, podobnie jak Ruchu Dobrobytu i Pokoju. Natomiast partie głównego nurtu przekonują, że musimy pomagać Ukrainie, bo jak nie, to Rosja na nas napadnie, bo Rosja ma imperializm w genach. Problem polega na tym, że Rosja nigdy na Polskę nie napadła. Nie napadł też na Polskę Związek Radziecki. Związek Radziecki napadał na Kresy II RP, czyli ziemie dawnej Rusi Kijowskiej, a później – Wielkiego Księstwa Litewskiego. Etnicznie polskie ziemie zajęła Rosja po kongresie wiedeńskim, ale na to wyraziły zgodę Prusy, Austria i Anglia. Wtedy Zachód sprzedał Polskę, czyli Księstwo Warszawskie, carowi. Jedynie Wielkopolska miała więcej szczęścia, bo została w strefie oddziaływania Zachodu. Później ten sam Zachód sprzedał Polskę Stalinowi. W obu przypadkach potrzebna była zgoda tegoż Zachodu. Z której więc strony grozi nam większe niebezpieczeństwo? Z jednej strony, ze strony Zachodu, a z drugiej strony, ze strony tych, których korzenie tkwią w obszarze byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, a którzy dziś deklarują, że są Polakami. Oczywiście Rosja, jeśli nadarzy się jej okazja, też nie będzie miała skrupułów. I będzie tak, jak w bajce Krasickiego: Wśród serdecznych przyjaciół, psy zająca zjadły.

Problem jednak polega na tym, że rząd polski bardziej dba o interesy Ukrainy, niż Polski? Ja wielokrotnie w swoich blogach podkreślałem, że to państwo jest tylko z nazwy polskie, a obywatele tego państwa to nie tylko Polacy, a może nawet przede wszystkim nie tylko Polacy. Krzysztof Baliński – dyplomata i politolog, specjalizujący się w problematyce krajów arabskich, ambasador Polski w Syrii (1991-1994) i Jordanii (1991-1995) – w swojej książce Ministerstwo spraw obcych (2019) pisze:

Odbierając Polsce Kresy żydokomuna głosiła: będziecie państwem narodowościowo jednolitym. Tyle że poza granicami pozostawiła miliony Polaków, a w obecne granice przesiedliła z Kresów prawie wszystkich Żydów i setki tysięcy Ukraińców. Repatriacja oznacza powrót do Ojczyzny, ale wśród tzw. repatriantów było 65 procent osób pochodzenia żydowskiego. Pochodzili z obszaru całego ZSRR, z miejsc tak egzotycznych jak Gruzja i Armenia, często nie mieli z Polską nic wspólnego, często po polsku nie mówili. U zarania III RP wydawało się, że Polska przypomni sobie o rodakach w Kazachstanie, że sprowadzi ich do Macierzy. Stało się inaczej. Nastawienie do Polaków na Wschodzie się pogorszyło. Kto ponosi za to winę? Wszystkie rządy w jednakowym stopniu. I wszyscy, których zainstalował tu Stalin, Beria, generał Sierow i Berman. Nie ma znaczenia, kto jest u władzy.

Rządy się zmieniały, nie zmieniała się stała ekipa w MSW i MSZ, która zajmuje się repatriacją. To oni stworzyli „genialny” system repatriacji, który repatriację zablokował. To na ich zdecydowany opór napotkały starania potomków zesłańców o powrót do Ojczyzny. To oni jednoznacznie wykazali – repatriacji „etnicznych Polaków” nie będzie. Możliwe, że rację mają ci, którzy twierdzą, że wielu spośród tych, co rządzą dziś Polską, zdaje sobie sprawę, że Polacy w Kazachstanie są bardziej Polakami niż oni sami. I że wyznają oraz wprowadzają w życie doktrynę – Polacy mają z Polski uciekać, a nie do niej wracać.

Miejsce potomków zesłańców w Kazachstanie jest tutaj, w Ojczyźnie. Oni wszyscy już dawno powinni tu być. Zaniechania w tym względzie to jedna z największych hańb III RP, która nic nie zrobiła dla rozwiązania tej bolesnej narodowej sprawy, nie spełniła moralnej i historycznej powinności. (…)

Wbrew pozorom narodowość (w tym żony) ma znaczenie. I trzeba o niej mówić, bo jest podstawą wiarygodności polityka, bo prędzej czy później może podważyć poczucie lojalności wobec państwa. I przedstawiciela mniejszości narodowej należy pytać: Czy można od niego oczekiwać obrony polskiego interesu narodowego? Czy nie dojdzie u niego do konfliktu lojalności? Czy borykając się z kryzysem tożsamości etnicznej, daje gwarancję pokazywania Polski dumnej, a nie takiej, której mamy się wstydzić? Czy zadanie kreowania obrazu Polski za granicą powinno spoczywać na barkach potomków ludzi wywodzących się z najbardziej antypolskich struktur? Czy Żyd powinien zajmować się stosunkami z Izraelem, Niemiec działać na odcinku niemieckim, na czeskim – Czech, na rosyjskim – Rosjanin, na chińskim – Chińczyk? Czy Ukrainiec musi pracować w komórce wschodniej Agencji Wywiadu? I wreszcie, czy nad stosunkami z Polonią amerykańską pieczę musi sprawować obcoplemieniec, a nad repatriacją Polaków z Kazachstanu ukraiński Żyd?

Temat drążyć można innymi pytaniami: Czy z podejściem PiS do Majdanu nie ma nic wspólnego wiceprezes tej partii, Ukrainiec z Przemyśla, który w 2004 roku osobiście woził do Kijowa bele pomarańczowego płótna, bo zabrakło go na Ukrainie? Czy powodem tego – że pion śledczy IPN nie osądził ani jednego zbrodniarza UPA, a nawet wszystkich skazanych rezunów zrehabilitował i zaliczył w poczet osób „represjonowanych przez PRL ze względów politycznych” – nie jest to, że wiele stanowisk w IPN obsadzono Ukraińcami?

Czy tak „ospałe” badanie akt katyńskich i nieśmiałe rozliczanie komunistycznych zbrodniarzy, nie ma związku z tym, że wiele stanowisk w IPN przejęli potomkowie owych zbrodniarzy? Pytania takie prowokują do snucia teorii spiskowych – łatwo nakłonić obywatela naszego państwa do działania na korzyść innego państwa i szkodzenia krajowi, w którym mieszka. Prowokują też do ocen – polscy Żydzi są „polscy” tylko dlatego, że tu mieszkają, a w istocie stanowią mniejszość nie bez powodu nazwaną przez Stefana Żeromskiego „krajowymi cudzoziemcami”.

Uderza, że nikt z wypowiadających się w mediach na temat kadr MSZ, czy to ze strony szczeropolskiej (licencja ks. prof. Czesława S. Bartnika), czy to obozu kosmopolitów nie wymienia czynnika narodowościowego. Mówi się i pisze niemal o wszystkim, o wykształceniu, o przeszłości partyjnej, preferencjach seksualnych, współpracy z SB, ale nie ma słowa o narodowości ocenianego dyplomaty. Anna Fotyga wspominała: „gdy byłam ministrem, i wspominam niektóre konkretne sytuacje, to dostrzegam, że były osoby czy grupy osób, które próbowały sterować wydarzeniami. Przyjdzie czas, że ktoś pewnie będzie musiał oczyścić ministerstwo z takich grup”. O jakich grupach mówiła? Wyraźnie widać lobby niemieckie i rosyjskie, mocna jest grupa związana ze służbami – spekulowano. Ale nikomu na myśl nie przyszła etniczna jaczejka Schnepfa.

W starych demokracjach uznaje się za oczywiste, że opinia publiczna zna przeszłość ludzi, którzy rządzą, którzy w jakikolwiek sposób decydują o losach obywateli. Prześwietla się każdego, nie wyłączając prezydenta, ministra i jego kierowcy. W demokracjach tak – w Polsce niekoniecznie. Tu dla ludzi, którzy swymi mackami opanowali państwo, wszelkie pytania o narodowość, pochodzenie etniczne są ohydnym „grzebaniem w życiorysach”. A prawda o tym, kto w Polsce rządzi wprost poraża. W ostatnim ćwierćwieczu, mimo twierdzeń, że stosunki polsko-żydowskie są na najwyższym poziomie, nigdy nie były one normalne, lecz wciąż zafałszowane. Dlaczego? Bo po stronie polskiej określali je ludzie pochodzenia żydowskiego. Jeśli na temat tych stosunków odbywają się jakieś dyskusje, to biorą w nich udział prawie zawsze te same osoby, o podobnym pochodzeniu, o podobnych poglądach, zazwyczaj proponowane przez stronę żydowską. Rozmawiają zawsze na tematy też zazwyczaj proponowane przez stronę żydowską. Przyglądając się uczestnikom tych dyskusji, można odnieść wrażenie, że w 40-milionowym narodzie nie ma nawet kilku osób, które mają coś do powiedzenia w tej sprawie. Stosunki te opanowali całkowicie związani z formacją „Wyborczej” politycy, dziennikarze, naukowcy, pisarze, a tzw. dialog polsko-żydowski, uwzględniwszy skład narodowościowy biorących w nim po obu stronach udział, stał się jawnie dialogiem żydowsko-żydowskim.

Pierwszy po ’89 przykład – panel dyskusyjny między „Żydami i Polakami” zwołany w budynku francuskiego Senatu. Stronę polską reprezentowali Adam Michnik i Dawid Warszawski, co nie tylko Żydom przypominało najlepszy humor Horacego Safrina i jego Przy szabasowych świecach. Korporacja ta uporczywie broni przy tym zawzięcie swej wyłączności i monopolu na kontakty z zagranicą. I tu pytanie: Czy gdyby w świecie reprezentowali nas Polacy kierowani poczuciem narodowej dumy, ludzie inni niż mentalni spadkobiercy kominternowskich funkcjonariuszy propagandy, V kolumna świadomie wchodząca w układ z antypolskimi kręgami na szkodę Rzeczypospolitej, byłoby naszym wrogom tak łatwo sięgać po amunicję antypolonizmu? (…)

2 marca 1946 roku Centralny Komitet Żydów informował ministra administracji o jednym z kontyngentów repatriacyjnych, który przybył do Polski. Obejmował 220 tysięcy osób. Było w nim 65 proc. (tj. 140 tysięcy) osób pochodzenia żydowskiego. Pochodzili z obszaru całego ZSRR, z miejsc tak egzotycznych jak Gruzja i Armenia, zwykle nie mieli z Polską nic wspólnego, najczęściej po polsku nie mówili. Dokument podaje, że 28 tysięcy z nich trafiło do Szczecina i okolic, a prawie 90 tysięcy na Dolny Śląsk. Wojewódzki komisarz do spraw produktywizacji ludności żydowskiej pisał: 90 proc. pracuje w Wojsku Polskim, MO oraz UB, „często pod zmienionymi nazwiskami”. (Aktem służącym zmianie nazwisk był Dekret Krajowej Rady Narodowej z 10 listopada 1945 roku.) Tylko 50 osób trudni się rzemiosłem. Na dużą skale zmieniano również nazwiska w wojsku. Jedno ze źródeł podaje, iż „w ramach przyjmowania obywatelstwa polskiego, w oparciu o służbę w LWP, tylko w jednym rzucie wystąpiła grupa 650 oficerów Armii Radzieckiej pochodzenia żydowskiego”.

W 2013 roku do dolnośląskiego urzędu wojewódzkiego wpłynęło za pośrednictwem polskiego konsulatu w Tel Awiwie 1800 wniosków Izraelczyków, którzy chcą uzyskać potwierdzenie polskiego obywatelstwa. Aplikujący jako ostatni adres zamieszkania podali Dolny Śląsk. Problem w tym, że załączane do wniosków dokumenty są często fałszywe. Tu o patologie nietrudno. Aplikujący mogą wejść w nieprawdziwą tożsamość albo, co częstsze, zmienić nazwisko lub jego część. W Izraelu funkcjonuje portal internetowy, na którym można sobie wybrać rodzinę. Petent wchodzi na stronę, dopasowuje życiorys, zmienia nazwisko lub jego człon, po czym składa wniosek o odzyskanie obywatelstwa (no i niejako przy okazji wniosek do sądu o odzyskanie nieruchomości). Skala fałszowania dokumentów jest masowa. (…)

Starając się zyskać poparcie światowego lobby, Jaruzelski w swych kontaktach na Zachodzie oskarżał Polaków o „antysemityzm”, występował jako przyjaciel Żydów, który rozgromił pierwszą „Solidarność”, gdyż była „antysemicka” i „nacjonalistyczna”. Kreowaniu takiego obrazu sprzyjała komitywa z „Adasiem” Michnikiem. Są tego przykłady. Podaje je Aleksander Smolar na łamach podziemnego „Aneksu” z 1986 roku (nr 41-42). Potwierdza to żydowski publicysta Michael Kaufman w wydanej w 1989 r. książce Mad dreams saving grace, Poland: A Nation in Conspiracy. Według Kaufmana podczas wizyty w Polsce prezesa Światowego Kongresu Żydów Edgara Bronfmana rządowi oficjele wciąż powtarzali oskarżenia, że Solidarność wyrażała antysemickie poglądy i postawy. Kaufman potwierdził, że w zniszczeniu pierwszej „Solidarności” Jaruzelski i Kiszczak sprzęgli swoje wysiłki z nurtem żydowskim w „S”, reprezentowanym przez „bandę czworga” – Kuronia, Geremka, Mazowieckiego, Michnika.

Podejście gen. Jaruzelskiego do antysemityzmu potwierdza to, że w stanie wojennym twarzą jego rządów był Jerzy Urban i inni propagandyści narodowości żydowskiej, tacy jak płk Górnicki. Gen. Jaruzelski był architektem „okrągłego stołu”, przy którym, po obu jego stronach, główne role grały osoby narodowości żydowskiej. Jak oceniał mecenas Siła-Nowicki, „przy okrągłym stole 80 procent uczestników nie miało pochodzenia polskiego”. Można się tylko domyślać, że miały pochodzenie żydowskie (i w mniejszym stopniu ukraińskie). W czasach rządów gen. Jaruzelskiego krążył po Warszawie kawał, niby o modzie: Co dzisiaj nosi się w Warszawie? Żydów na rękach! Z całą zatem odpowiedzialnością można określić zachowanie Jaruzelskiego jako skrajnie filosemickie, a nawet rzucić tezę, że: Jaruzelski w Magdalence przekazał władzę Żydom.

Powiedzenie o „noszeniu Żydów na rękach” potwierdzają mocne zabiegi Jaruzelskiego o poparcie środowisk żydowskich za granicą w formule „jak bida, to do pana Żyda”, i że poparcie to dostawał. O tym, że antysemitą nie był najdobitniej świadczy to, że w chwili rozpadu Związku Sowieckiego i montowania przez Kiszczaka tzw. transformacji, Jaruzelski proces ten dopinał lub ustalał w Nowym Jorku z Davidem Rockefellerem. Jedynymi świadkami zawarcia 25 września 1985 r. „Paktu Jaruzelski-Rockefeller” były dwie osoby: szefowa sekretariatu Davida Rockefellera Patricia Smalley oraz polski tłumacz, wicedyrektor jednego z departamentów MSZ, Jerzy Sokalski. (…)

Można zatem domniemywać, że Jaruzelski ustalił zasady tzw. transformacji gospodarczej zgodnie z życzeniami Rockefellera i w zamian otrzymał „certyfikat na nietykalność własną” i swoich towarzyszy. Bez wątpienia spotkanie stanowiło punkt zwrotny w dziejach najnowszych Polski. Doprowadziło ostatecznie do tego, co na użytek gawiedzi nazwano „transformacją ustrojową”, a co ambasador USA w Warszawie John R. Davis Junior nazwał wprost „układem Jaruzelski-Geremek” (patrz: jego odtajnione depesze z 1989 r.) i do tego, że Jaruzelski został pierwszym prezydentem III RP. W maju 1988 r. Jaruzelski spotkał się, także w Nowym Jorku, z Georgem Sorosem. Obecny system polityczny w Polsce, którego istota polega na tym, że jeden działacz fundacji Sorosa, czyli Fundacji Batorego decyduje, kto może być prezydentem i kto będzie premierem, a także kto znajdzie się na listach wyborczych, jest kwintesencją tamtego paktu.

xxx

„A prawda o tym, kto w Polsce rządzi wprost poraża. W ostatnim ćwierćwieczu, mimo twierdzeń, że stosunki polsko-żydowskie są na najwyższym poziomie, nigdy nie były one normalne, lecz wciąż zafałszowane. Dlaczego? Bo po stronie polskiej określali je ludzie pochodzenia żydowskiego.” – No właśnie! Dlaczego więc Baliński nie chce przyznać, że Jaruzelski też miał żydowskie korzenie? O tym pisałem w blogu „Generał”. Cytuje też on Siłę-Nowickiego, że przy „okrągłym stole” 80% uczestników nie miało polskiego pochodzenia. A sam Siła-Nowicki (1913-1994)? Wikipedia jego życiorys zaczyna od 1935 roku, gdy został absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Dalej jednak można przeczytać:

Swą działalność w AK kontynuował w Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość” w Lublinie, gdzie w latach 1945–1946 był także wiceprezesem zarządu wojewódzkiego Stronnictwa Pracy. Został aresztowany wraz z podkomendnymi 16 września 1947 w Nysie podczas próby ucieczki na Zachód. W czasie śledztwa był torturowany. Podczas niejawnej rozprawy 3 listopada 1948 w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie, oprócz Władysława Siły-Nowickiego i mjr. Hieronima Dekutowskiego, na ławie oskarżonych zasiedli ich podkomendni: kpt. Stanisław Łukasik ps. „Ryś”, por. Jerzy Miatkowski ps. „Zawada” – adiutant, por. Roman Groński ps. „Żbik”, por. Edmund Tudruj ps. „Mundek”, por. Tadeusz Pelak ps. „Junak”, por. Arkadiusz Wasilewski ps. „Biały”. Wszystkich oskarżonych, w celu propagandowym i osobistego ich poniżenia, odziano w mundury Wehrmachtu. Zostali skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie.

Trafił do celi dla „kaesowców” (skazanych na karę śmierci – przyp. W.L), gdzie przebywało wówczas ponad sto osób. Na przełomie stycznia i lutego 1949 podjęli oni próbę ucieczki – postanowili wywiercić dziurę w suficie i przez strych dostać się na dach jednopiętrowych zabudowań gospodarczych, a stamtąd zjechać na powiązanych prześcieradłach i zeskoczyć na chodnik przy ulicy Rakowieckiej. Kiedy do zrealizowania planu zostało ledwie kilkanaście dni, jeden z więźniów kryminalnych uznał, że akcja jest zbyt ryzykowna i wsypał uciekinierów, licząc na złagodzenie wyroku. Władysław Siła-Nowicki i Hieronim Dekutowski trafili na kilka dni do karceru, gdzie siedzieli nago, skuci w kajdany. Bolesław Bierut dzięki wstawiennictwu spowinowaconej z rodziną Nowickich Aldony Dzierżyńskiej, siostry Feliksa Dzierżyńskiego (dwaj bracia Dzierżyńskiego ożenili się z dwiema siostrami ojca Władysława Siły-Nowickiego), zamienił mu wyrok na dożywocie. Na pozostałych współoskarżonych w sprawie wykonano w dniu 7 marca 1949 karę śmierci w warszawskim więzieniu mokotowskim. Wyrok dożywocia odbywał w Warszawie, Rawiczu, Wronkach i Strzelcach Opolskich. Z więzienia wyszedł w wyniku amnestii 1 grudnia 1956. Został zrehabilitowany w 1957.

Po wyjściu z więzienia był obrońcą w procesach rehabilitacyjnych żołnierzy AK i WiN. Od 1961 działał w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej. Był doradcą prawnym Episkopatu Polski. Był jednym z sygnatariuszy Listu 59.

xxx

Jak widać walka o Polskę i patriotyzm to niebezpieczne zajęcie. Jednym się „udawało” i unikali kary śmierci, zostawali zrehabilitowani, a inni, niczego nieświadomi, ginęli. Były więc jakby dwie kategorie tych patriotów. Warto o tym wiedzieć, zanim komuś przyjdzie do głowy walczyć o Polskę. Trzeba pamiętać o tych, którzy w odróżnieniu od Siły-Nowickiego, zostali zamordowani, a on żył sobie w PRL-u jak pączek w maśle i jeszcze załapał się na III RP. Czy m.in. nie po to był Październik ’56, by niektórzy, których wcześniej nie zamordowano, mogli wyjść z więzień z piękną kombatancką kartą jako nieposzlakowani Polacy i wielcy patrioci?

To nie jest tak, jak pisze Baliński, że Jaruzelski przekazał w Magdalence władzę Żydom. Oni ją mieli od 1945 roku formalnie, a nieformalnie – od bardzo dawna. W Magdalence dokonała się tylko wymiana ekip żydowskich i zapoczątkowanie przemian ustrojowych. Wymyślono Solidarność, by przekonać opinię publiczną, że tu wszystko dzieje się spontanicznie, a nie, że to wszystko jest zaplanowane, bo wówczas pojawiło by się pytanie: kto zaplanował?

„Obecny system polityczny w Polsce, którego istota polega na tym, że jeden działacz fundacji Sorosa, czyli Fundacji Batorego decyduje, kto może być prezydentem i kto będzie premierem, a także kto znajdzie się na listach wyborczych, jest kwintesencją tamtego paktu.” – I takie też będą obecne wybory.

Kurier

Swego czasu stwierdzenie prezydenta Andrzeja Dudy, że „tu jest Polin”, wywołało oburzenie wśród wielu ludzi. Na to zareagowali od razu inni Żydzi, którzy zaczęli skandować „tu jest Polska, a nie Polin”. Jakkolwiek wypowiedź Andrzeja Dudy mogła być bulwersująca, to jednak powiedział on prawdę. Nie na tym to polega, by się obrażać, tylko przyjąć ten fakt do wiadomości i starać się znaleźć swoje miejsce w tej rzeczywistości, jeśli ktoś oczywiście nie zamierza stąd wyjechać. Tym punktem zwrotnym, po którym Żydzi stopniowo stawali się elitą tego kraju, jego inteligencją, było powstanie styczniowe. Stopniowo też zaczęli przejmować monopol nad tym, co można nazwać postawą patriotyczną. I to oni wmawiali reszcie społeczeństwa, co jest patriotyzmem, a co nim nie jest. Oni pisali historię Polski i dokonywali ocen tego, co było w niej złe, a co dobre. Oni decydowali o tym, co należy przemilczeć, a o czym trzeba głośno mówić. Tak więc większość z tych, których określa się dziś mianem patriotów, bohaterów walczących o Polskę, to Żydzi. Jednym z nich jest Jan Nowak-Jeziorański, słynny kurier. Wikipedia tak o nim pisze:

Jan Nowak-Jeziorański, właśc. Zdzisław Antoni Jeziorański pseud. „Janek”, „Jan Nowak”, „Jan Zych” (ur. 2 października 1914 w Berlinie, zm. 20 stycznia 2005 w Warszawie) – polski polityk, politolog, działacz społeczny, dziennikarz, podporucznik Wojska Polskiego, kurier i emisariusz Komendy Głównej Armii Krajowej i Rządu RP w Londynie, cichociemny, wieloletni dyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Kawaler Orderu Orła Białego.

Dzieciństwo i wczesna młodość

Urodził się w nocy z 2 na 3 października 1914 w Berlinie (w piśmiennictwie znaleźć można błędną informację podającą jako jego miejsce urodzenia Warszawę). Był synem Wacława (1869–1918), urzędnika Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Przezorność”, i Elżbiety z Piotrowskich (1880–1975). Jego przodek Józef Jeziorański z Buska wraz z żoną Ewą Orłowską byli żydowskimi frankistami (wyznawcami sekty Jakuba Franka) i zostali ochrzczeni w 1759 we Lwowie. Syn Józefa, Ignacy Jeziorański (1746–1846), ożenił się Marianną Lanckorońską (1768–1846) i miał z nią syna Jana Aleksandra (1796–1862; żonatego z Joanną Aleksandrą Teresą Wołowską), który był pradziadkiem Jana Nowaka.

Zdzisław Jeziorański największe zasługi i sławę zdobył jako „Jan Nowak”. Pod tym okupacyjnym pseudonimem prowadził wojenną działalność kurierską, a w latach późniejszych używał go także przed mikrofonami Radia Wolna Europa.

Lata przed II wojną światową

Uczęszczał do Gimnazjum Państwowego im. Adama Mickiewicza w Warszawie (był w jednej klasie z Janem Kottem i Ryszardem Matuszewskim). Był harcerzem 3 Warszawskiej Drużyny Harcerzy im. ks. Józefa Poniatowskiego. Po ukończeniu studiów ekonomicznych w 1936 był starszym asystentem w katedrze ekonomiki Uniwersytetu w Poznaniu. 29 czerwca 1937 ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Artylerii im. Marcina Kątskiego i został skierowany do odbycia dalszej służby wojskowej w 2. Dywizjonie Artylerii Konnej im. gen. Józefa Sowińskiego. Jako bombardier podchorąży artylerii, w 1939 został wzięty do niewoli przez Niemców na Wołyniu.

Okres wojny

Po ucieczce z niewoli od 1940 działał w podziemiu, od 1941 w ZWZ (przemianowanym w 1942 na Armię Krajową). Brał udział w Akcji „N” – zakonspirowanej komórce rozprowadzającej materiały propagandowe, których celem było obniżenie morale żołnierzy niemieckich. Od 1940 lub 1941 pracował także z polecenia ZWZ w administracji niemieckiej, aby uzyskać dokumenty okupanta pomocne polskim organizacjom konspiracyjnym. W 1940 zadebiutował jako publicysta polityczny, drukując w podziemnym wydawnictwie „Znak” esej o Konstytucji 3 maja.

W 1943 zgłosił się, jako ochotnik, na funkcję kuriera AK do władz polskich poza krajem. Pod przybranym nazwiskiem Jan Kwiatkowski został wysłany do Poselstwa Polskiego w Sztokholmie. Po przekazaniu poczty wrócił do kraju. Po sukcesie tej wyprawy powierzono mu znacznie poważniejszą funkcję, ponieważ jako emisariusz miał dotrzeć do rządu RP w Londynie. To właśnie na potrzeby tej misji przybrał pseudonim Jan Nowak. Wyruszył w 1943. W Anglii odbył rozmowy zarówno z przedstawicielami rządu polskiego, jak i władz angielskich, również z premierem Winstonem Churchillem (marzec 1944).

Z Anglii został przetransportowany do Włoch. W nocy z 25 na 26 lipca 1944 leciał na pokładzie samolotu, który wyruszył z bazy lotniczej w Brindisi, i wylądował w pobliżu Tarnowa (ten sam samolot zabrał na pokład szczątki rakiety V-2 i kilku polskich polityków – akcja Most III), a następnie dotarł do Warszawy jako ostatni emisariusz przed wybuchem powstania warszawskiego. W przeddzień kapitulacji, działając z rozkazu komendanta AK gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, wyruszył do Londynu. Wywiózł setki dokumentów i zdjęć. Jako emisariusz Armii Krajowej zyskał przydomek Kurier z Warszawy. Używał wówczas fałszywych dokumentów, w których występowało nazwisko Jan Nowak oraz data urodzenia 15 maja 1913, później często błędnie podawana jako faktyczna data urodzin Zdzisława Jeziorańskiego.

Okres emigracji po 1945

Po wojnie pozostał na Zachodzie. Mieszkał w Londynie, Monachium i Waszyngtonie. W latach 1948–1951 pracował w redakcji polskiej brytyjskiej rozgłośni BBC. Jego działalność w Wielkiej Brytanii pomogła w uświadomieniu zachodniej opinii publicznej o skali zbrodni hitlerowskich na terenie Polski. Pracował wówczas dla BBC w Sekcji Polskiej.

Radio Wolna Europa

Pod koniec 1951 podjął się kierowania Rozgłośnią Polską Radia Wolna Europa. Organizował ją przez kilka miesięcy, tworząc przede wszystkim zespół pracowników. Pierwsza audycja została nadana do kraju 3 maja 1952. Rozgłośnią Polską RWE kierował nieprzerwanie do 1 stycznia 1976, kiedy to zastąpił go Zygmunt Michałowski.

Kongres Polonii Amerykańskiej

Po odejściu z RWE przez 20 lat działał w Kongresie Polonii Amerykańskiej (dyrektor krajowy 1980–1996), był też konsultantem Narodowej Rady Bezpieczeństwa USA. Przez wiele lat był aktywny na forach polonijnych, a dzięki znaczącym wpływom w elitach władzy USA odegrał istotną rolę w przyjęciu Polski do NATO. Członek Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie (od 1985).

Ostatnie lata życia w Polsce

Po raz pierwszy po wojnie przyjechał do Polski w sierpniu 1989 na zaproszenie Lecha Wałęsy. Potem już regularnie odwiedzał kraj, aż do stałego zamieszkania w Polsce w 2002. Przez cały okres pobytu w Polsce, podobnie jak na emigracji, był zaangażowany aktywnie w działalność polityczną.

W wyborach prezydenckich w 1995 Nowak-Jeziorański poparł Lecha Wałęsę, uważając go za gwarancję kontynuacji prozachodniej polityki zagranicznej Polski. Został przez niego zaproszony do debaty telewizyjnej z Aleksandrem Kwaśniewskim, któremu wspólnie z Jerzym Markiem Nowakowskim zadawał pytania.

W czasie kampanii wyborczej w 2000 nie popierał ponownej elekcji Aleksandra Kwaśniewskiego. Ostatecznie poparł kandydaturę Andrzeja Olechowskiego.

Zwycięstwo Sojuszu Lewicy Demokratycznej w wyborach parlamentarnych w 2001 uznał za ważny krok w kierunku integracji z Unią Europejską i, mimo swego sceptycznego podejścia do lewicy postkomunistycznej, w wywiadzie dla polskiego radia powiedział: Ja mogę nie lubić tego rządu, ale on został wyłoniony w wolnych wyborach i jest moim rządem, bo jest rządem polskim.

xxx

Jest w tym życiorysie parę faktów, które budzą zdziwienie i zastanawiają. Ale przede wszystkim Wikipedia nie ukrywa, że Nowak-Jeziorański był Żydem. Po ucieczce z niewoli niemieckiej w 1940 roku pracował w administracji niemieckiej, aby uzyskać dokumenty okupanta pomocne polskim organizacjom konspiracyjnym. Dziwni byli ci Niemcy, zupełnie nie zdawali sobie sprawy z tego, kogo zatrudnili. A może wiedzieli, może tak miało być. Szybko stał się bardzo ważną osobą, bo jako emisariusz prowadził w Anglii rozmowy z przedstawicielami rządu polskiego, a nawet z samym Winstonem Churchillem.

Po wojnie działał w tzw. propagandzie, a później w Kongresie Polonii Amerykańskiej, co wydaje się naturalne, bo Żydzi kontrolują Polonię na całym świecie. Jednak najistotniejszą informacją w całym jego życiorysie jest to, że wywiózł steki dokumentów i zdjęć. Wywiózł zapewne do Anglii, czego Wikipedia nie dodaje. Co to były za dokumenty i zdjęcia, tego nie wiemy, ale możemy się domyślać, że chodziło o ludzi, którzy byli zaangażowani w politykę. I w ten sposób Londyn miał wpływ na to, co działo się w Polsce, jeśli nawet nie za PRL-u, to po 1989 roku. Zajęcia czy zawody przechodzą z ojca na syna i wnuka. Był więc Nowak-Jeziorański angielskim agentem i takim pewnie pozostał do końca życia.

Czy wobec faktu, że ktoś wywiózł z Polski setki dokumentów i zdjęć do innego państwa, można tego kogoś nazywać Polakiem i patriotą?

Szpieg

W 1966 roku pojawił się na ekranach kin czeski film Pociągi pod specjalnym nadzorem. Parafrazując ten tytuł, mógłbym napisać: ludzie pod specjalnym nadzorem. Tak! Jest taka kategoria ludzi i do nich niewątpliwie zalicza się Ryszard Kukliński. Warto prześledzić jego życiorys, zwłaszcza okres młodości i początek kariery w Wojsku Polskim, bo wygląda na to, że już od najmłodszych ktoś rozpiął nad nim parasol ochronny. Wikipedia tak pisze o tym okresie:

Ryszard Jerzy Kukliński, ps. „Jack Strong”, „Mewa” (ur. 13 czerwca 1930 w Warszawie, zm. 11 lutego 2004 w Tampie) – pułkownik ludowego Wojska Polskiego, zastępca szefa Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, od 1970 agent wywiadu amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), na krótko przed wprowadzeniem stanu wojennego (1981) ewakuowany przez CIA do Berlina Zachodniego, pośmiertnie awansowany do stopnia generała brygady Wojska Polskiego.

W latach 1971–1981 Kukliński przekazał na Zachód ponad 40 tys. stron dokumentów dotyczących PRL, ZSRR i Układu Warszawskiego. Dokumenty te dotyczyły sowieckich planów inwazji na kraje Europy Zachodniej w okresie zimnej wojny, a także m.in. planów użycia przez ZSRR broni nuklearnej, danych technicznych najnowszych sowieckich broni m.in. czołgu T-72 i rakiet Strzała-2, rozmieszczenia radzieckich jednostek przeciwlotniczych na terenach Polski i NRD, metod stosowanych przez Armię Radziecką w celu uniknięcia namierzenia jej obiektów przez satelity szpiegowskie oraz planów wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.

Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych Zbigniew Brzeziński określił go mianem pierwszego polskiego oficera w NATO.

Młodość

Urodził się 13 czerwca 1930 w Warszawie jako jedyne dziecko Stanisława Wincentego Kuklińskiego (1901–1943) i Anny z domu Kotaniec (1900–1963). Sam Kukliński we wczesnej młodości posługiwał się jednak jeszcze dwiema innymi datami urodzenia. Jego ojciec podczas II wojny światowej handlował drewnem. Został 13 maja 1943 aresztowany za działalność konspiracyjną, zginął w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen. Informacje te ujawnił sam Kukliński w 1987 w wywiadzie dla paryskiej „Kultury”. Twierdził także, że jego ojciec był członkiem PPS-u. Po aresztowaniu ojca Kukliński wyjechał do stryja mieszkającego na wsi pod Radomiem. Jak sam twierdził, należał do Armii Krajowej i walczył w powstaniu warszawskim, innym razem przypisywał sobie przynależność do grupy „Miecz i Pług”, natomiast kolejnym do organizacji „Młot i Sierp”. Z zeznań świadków i jego własnych zeznań przed komisją partyjną wynika jednak, że nie należał do żadnej organizacji podziemnej w okresie okupacji. 6 sierpnia 1944 ponoć wywieziono go do Niemiec. Raz utrzymywał, że wywieziono go pociągiem wraz z grupą Żydówek i przebywał na Dolnym Śląsku, według innej swojej relacji miał przebywać w obozie koncentracyjnym za pobicie niemieckich nastolatków. W konspiracji używać miał pseudonimu „Bil”. Pisał nawet, że trzy tygodnie walczył na froncie. Wydaje się najbardziej prawdopodobne, że Kuklińskiego jako młodocianego wywieziono na teren Rzeszy wraz z matką.

Po zakończeniu wojny Kukliński zamieszkał we Wrocławiu przy ul. Blaszanej 15. Początkowo usiłował uczyć się zawodu ślusarza w Zakładach Wodociągowo-Kanalizacyjnych, ale 17 września 1945 został przyjęty do Miejskiej Straży Ochrony Obiektów. Najpierw powierzono mu rolę gońca, następnie został strażnikiem w fabryce mydła. 6 stycznia 1946 wstąpił do PPR (legitymacja numer 0655929). Od 7 marca do 13 kwietnia tego roku był aresztowany jako podejrzany o napad rabunkowy, ale został zwolniony. Przyczyna zwolnienia nie jest znana, w 1992 dokumenty dotyczące tego okresu usunięto z akt sądowych. Na temat życia Kuklińskiego w tym okresie nie ma wielu konkretnych informacji. Miał on także przez pewien czas należeć do Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej i jako członek tej formacji wziąć udział w referendum ludowym, przeprowadzonym przez Krajową Radę Narodową w czerwcu 1946.

Pierwsze lata służby w Wojsku Polskim

1 października 1947 został przyjęty do Oficerskiej Szkoły Piechoty nr 1 we Wrocławiu. W 1950 został oskarżony o przynależność do AK, „Miecza i Pługa” oraz „Sierpa i Młota”. Decyzją szefa Sztabu Generalnego z 27 lipca 1950 został wydalony z uczelni i na początku sierpnia skierowany do odbycia zasadniczej służby wojskowej bez zaliczenia trzech lat pobytu w szkole do okresu służby. Po 2 tygodniach, 10 sierpnia, po interwencji gen. Stanisława Popławskiego został przywrócony do szkoły, którą ukończył we wrześniu 1950 roku, uzyskując stopień chorążego. Promocja na pierwszy stopień oficerski (chorążego) odbyła się 3 września 1950 roku. Po ukończeniu szkoły został rozkazem ministra obrony narodowej z 23 września 1950 r. skierowany do dyspozycji Departamentu Personalnego MON zamiast działu kadr jednego z okręgów wojskowych i po dwóch miesiącach skierowany do 9 Pułku Piechoty w Pile na stanowisko dowódcy plutonu. W 1951 roku otrzymał awans na podporucznika. W latach od 1951 do 1952 roku odbywał kurs metodyczno-strzelecki przy Wyższej Szkole Piechoty w Rembertowie, po jego ukończeniu został dowódcą kompanii w 9 Pułku Zmechanizowanym. W październiku 1952 wziął ślub z Joanną.

W maju 1953 roku został szefem sztabu 15 batalionu przeciwdesantowego w 3 Brygadzie Przeciwdesantowej w Kołobrzegu. W 1954 roku został dowódcą 18 batalionu przeciwdesantowego (skadrowanego) w 3 Brygadzie Przeciwdesantowej. W 1956 roku służył w 5 Kołobrzeskim Pułku Piechoty.

1 listopada 1956 roku został skierowany na roczny Kurs Doskonalenia Oficerów Piechoty w Wesołej przy Akademii Sztabu Generalnego WP w Rembertowie, który ukończył 25 sierpnia 1957 roku. Po kursie dalej służył w 5 Kołobrzeskim Pułku Piechoty na stanowisku pomocnika szefa sztabu ds. operacyjnych. Pod koniec października 1957 roku został przeniesiony na własną prośbę do 3 Brygady Obrony Wybrzeża w Kołobrzegu, a po jej przeformowaniu w 1958 roku był w 82 Pułku Zmechanizowanym, gdzie służbę pełnił do 30 września 1961 roku. W Kołobrzegu Kukliński działał w klubie jachtowym, który powstał w 1956 roku jako Klub Morski Kołobrzeg LPŻ.

W latach od 1958 do 1960 roku uczył się w I Liceum Kołobrzeskim (Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika) dla pracujących, gdzie zdał maturę. W 1961 roku rozpoczął studia w Akademii Sztabu Generalnego WP.

Podjęcie współpracy z kontrwywiadem wojskowym

W 1964 roku jako współpracownik polskiego kontrwywiadu i wywiadu wojskowego, będąc studentem ASG WP, maskował zadania wykonywane przez oficera polskiego kontrwywiadu wojskowego mjr Kominka, pływając z Kołobrzegu do Szwecji swoim prywatnym jachtem. W tym samym roku ukończył studia na ASG i został awansowany do stopnia majora, a następnie przeniesiony do Warszawy, gdzie służył jako oficer sztabowy, m.in. przygotowując plany inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację.

Przynajmniej od 1962 roku Kukliński współpracował z kontrwywiadem wojskowym – Zarządem II Szefostwa Wojskowej Służby Wewnętrznej. Zdaniem niektórych badaczy od końca lat 40. współpracował z Informacją Wojskową, a w czasie przed wstąpieniem do szkoły oficerskiej ze Służbą Bezpieczeństwa.

Po studiach w ASG WP służył w Oddziale Szkolenia Operacyjnego Sztabu Generalnego (SG WP), następnie był szefem Oddziału Planowania Ogólnego w Zarządzie Operacyjnym i ostatecznie szefem Oddziału I – zastępcą szefa Zarządu I Operacyjnego SG WP. Na początku służby w Sztabie Generalnym rozpoczął działalność w wojskowym klubie żeglarskim „Atol”, którego został prezesem.

W 1965 roku brał udział w grze wojennej na północy Polski (Czersk koło Bornego Sulinowa), gdzie marszałek Andriej Grieczko pokazał kilkudziesięciu najwyższym rangą oficerom LWP mobilne wyrzutnie rakiet z głowicami jądrowymi. Na przełomie lat 1965–1966 był współautorem ćwiczenia egzaminacyjnego dla wyższej kadry dowódczej w Żaganiu.

W lutym 1967 roku uczestniczył w delegacji MON, której przewodniczył gen. Bolesław Chocha – w rozmowie osobistej z Kuklińskim wyraził on swoje wątpliwości w sprawie zagrożeń wynikających dla Polski ze strategii wojennej ze strony ZSRR w stosunku do NATO, z którą została zapoznana polska delegacja. W 1967 odbył szkolenie w ośrodku szkolenia wywiadowczego.

xxx

To jest tylko fragment obszernej informacji, jaką zamieszcza o Kuklińskim Wikipedia. Jednak ten pierwszy okres jego życia wydaje się najciekawszym, bo najbardziej zagadkowym. Jest w nim wiele luk, niedomówień i niejasności. Tygodnik Przegląd zamieścił 14 kwietnia 2014 roku artykuł Mity, legendy i celowe kłamstwa – część I (https://www.tygodnikprzeglad.pl/mity-legendy-i-celowe-klamstwa-czesc-1/), który jest fragmentem książki Franciszka Puchały Szpieg CIA w polskim sztabie generalnym. O Ryszardzie Kuklińskim bliżej prawdy (Bellona, Warszawa 2014). Poniżej fragmenty tego artykułu:

Białe i czarne plamy w życiorysie

W opracowaniach na temat Kuklińskiego mamy do czynienia z jego fałszowanym życiorysem, zwłaszcza z lat wojny i powojennego pobytu we Wrocławiu. Pomija się jego służbę w Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli (MKNiK) w Wietnamie, a eksponuje rzekome nawiązanie kontaktu z agentami CIA dopiero w 1972 r. Zasadne jest pytanie, dlaczego. (…)

Rodzice Ryszarda nie mieli żadnego konkretnego zawodu. Ojciec podejmował się różnych prac fizycznych, pracował w fabryce pilników, był woźnym, a w okresie okupacji handlował drewnem opałowym. 13 maja 1943 r. Stanisław Kukliński został aresztowany przez gestapo i wszelki ślad po nim zaginął. Pojawia się tu wiele wątpliwości. Nie wiadomo, dlaczego dopiero w 1987 r., kiedy Ryszard Kukliński już sześć lat mieszkał w USA, w wywiadzie zamieszczonym w paryskiej „Kulturze” podał, że ojciec przebywał w al. Szucha, a następnie na Pawiaku i w obozie koncentracyjnym Oranienburg-Sachsenhausen, gdzie zginął tuż przed jego wyzwoleniem. Ujawnił też, że ojciec był członkiem Polskiej Partii Socjalistycznej. 20 marca 1950 r., odpowiadając na wiele szczegółowych pytań zadawanych mu podczas przesłuchań na zebraniu partyjnym POP przy 1. Batalionie OSP nr 1 we Wrocławiu (towarzysze: Bernat, Czabański, Dyniewicz, Jabłoński, Kowalski, Kowalczyk, Kubisz, Miszka, Rapacz, Ruda, Rutkowski i inni), nie wspominał o tym.

PO ARESZTOWANIU OJCA Ryszard Kukliński wyjechał z Warszawy i zamieszkał u wuja Walentego Kuklińskiego w miejscowości Stara Wieś, gmina Stromiec, powiat Radom. Tu powstają kolejne wątpliwości, bo młodociany Kukliński, jako 14-letnie dziecko, należał rzekomo do Armii Krajowej (AK) i walczył w powstaniu warszawskim. Chętnie o tym piszą jego apologeci. Czy było to realne? Czy tak było naprawdę? Kukliński podawał, że w szóstym dniu powstania został wywieziony do Niemiec. W międzyczasie przebywał na wsi. W szkole oficerskiej raz powiadał, że należał do organizacji „Miecz i Pług”, innym razem, że do organizacji „Młot i Sierp”. Używał pseudonimu Bil. Pisał nawet, że trzy tygodnie walczył na froncie. Z tego powodu zaczęły się wspomniane już jego kłopoty w OSP nr 1.

Z opinii uzyskanej w Związku Powstańców Warszawskich (ul. Długa 18 w Warszawie) wynikało, że jeśli Kukliński nie poda swojego kryptonimu i nazwy swojej drużyny (oddziału) oraz kryptonimu dowódcy, to jego uczestnictwa w powstaniu nie da się potwierdzić. Związek nie ma odpowiedniej ewidencji, a weryfikacja jest prowadzona na podstawie relacji świadków. W okresie od 17 do 25 sierpnia 1950 r. na polecenie Komisji Partyjnej Kukliński zebrał oświadczenia od: matki – Anny Kuklińskiej, Stefana Kurka, Aleksandra Rembiszewskiego, Antoniego Wierzbickiego, Walentego Wieteski, Walentego Kuklińskiego, Władysława Górskiego i Jadwigi Płońskiej, poświadczone urzędowo przez różne instytucje.

Ze wszystkich oświadczeń jednoznacznie wynikało, że w okresie okupacji nie należał on do żadnej organizacji podziemnej. Także w zeznaniach przed Okręgową Komisją Partyjną sam Kukliński stwierdził, że do żadnej organizacji nie należał, mimo że chciał. Na dowód tego opowiedział, jak kolega Stanisław Olka zaprowadził go do kapitana straży pożarnej przy ul. Długiej w Warszawie. Kapitan obejrzał go i powiedział, że jest za mały (miał wtedy 11 lat) i że kiedy zajdzie potrzeba, to go powiadomią i przyjmą do organizacji „Miecz i Pług”. Z kolei starszy kolega, Stanisław Kumiński, mieszkający przy ul. Przejazd, obiecał mu, że zapisze go do organizacji „Młot i Sierp”, ale tu też go nie przyjęto. Musiał się zadowolić pomaganiem Kumińskiemu w rozklejaniu ulotek. Warto dodać, że jednym z organizatorów konspiracyjnej organizacji komunistycznej pod tą nazwą w 1940 r. był późniejszy gen. Teodor Kufel. W 1942 r. organizacja ta weszła w skład Polskiej Partii Robotniczej. Po wybuchu powstania warszawskiego walczył w batalionie Czwartaków (dowódca 2. kompanii na Starym Mieście i na Żoliborzu). Po wojnie gen. Kufel był m.in. szefem WSW.

Zastanawiające jest, dlaczego Informacja Wojskowa rzekomą przynależnością Kuklińskiego do organizacji podziemnych zainteresowała się dopiero pod koniec jego nauki w szkole oficerskiej, w 1950 r. Dobrze tam przecież wiedziano, że przywódcy organizacji „Miecz i Pług” kolaborowali z Niemcami.

Jak Kukliński znalazł się po wojnie na terenie Dolnego Śląska? Raz twierdził, że z pl. Mirowskiego w Warszawie, przez Wrocław został wywieziony do Berlina (Alexanderplatz). W Niemczech przebywał w Bettlern, Halbau i Leubus (Bielany, Iłowa i Lubiąż – przyp. red.). Wraz z grupą kobiet żydowskich miał być załadowany do pociągu i wieziony nie wiadomo dokąd. (…) Innym razem twierdził, że trafił do obozu koncentracyjnego, bo pobił niemieckich chłopców. Po zwolnieniu przez Armię Radziecką miał rzekomo wrócić do Warszawy. Ponieważ nie było tam warunków do życia, wyjechał do Wroc­ławia znanego mu z okresu wywózki. Czy tak było? Nie wiadomo.

Wydaje się bardziej prawdopodobne, że Kuklińskiego jako młodocianego wywieziono na teren ówczesnych Niemiec wraz z matką. 15-letni Kukliński zamieszkał we Wrocławiu przy ul. Blaszanej 15. Czy sam? Nie wiadomo. Początkowo usiłował się uczyć zawodu ślusarza. Starał się o to w Zakładach Wodociągowo-Kanalizacyjnych i jako datę urodzenia podał 13 czerwca 1927 r. Prawdziwą datę urodzenia, zgodną z metryką (1930 r. – przyp. red.), podał dopiero w życiorysie złożonym w Oficerskiej Szkole Piechoty nr 1. W napisanym oświadczeniu unieważnił poprzednio pisane życiorysy, gdzie jako datę urodzenia podawał 13 czerwca 1927, innym razem 1928 r.

Faktycznie do formacji zmilitaryzowanej, jaką wówczas była Miejska Straż Ochrony Obiektów, został przyjęty jako 15-latek, 17 września 1945 r. Najpierw powierzono mu rolę gońca. Następnie został strażnikiem, wyposażono go w mundur i broń. Warto dodać, że w okresie, kiedy Kukliński służył w Straży Ochrony Obiektów, pracował tam także Paweł Christ. Służył on wcześniej w Wehrmachcie. Jego żona Elżbieta z domu Moris nigdy nie nauczyła się języka polskiego i na co dzień posługiwała się niemieckim. (…)

Różne okoliczności wskazują na to, że w tym czasie, gdy Kukliński pracował w Straży Ochrony Obiektów we Wrocławiu, Służba Bezpieczeństwa i Informacja Wojskowa pozyskiwały tam współpracowników. Nad obiema służbami pieczę sprawowali oficerowie radzieckich służb specjalnych. Od 7 marca do 13 kwietnia 1946 r. Kukliński przebywał w areszcie śledczym we Wrocławiu podejrzany o napad rabunkowy z bronią w ręku. Czy był winny? Do końca nie wiadomo. Niezależnie od tego prawdopodobnie wtedy został zwerbowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Wiadomo, że w takich okolicznościach Służba Bezpieczeństwa często pozyskiwała informatorów. 1 października 1947 r., mając formalnie 19 lat i kilka miesięcy, a faktycznie nieco ponad 17 lat, Ryszard Kukliński znalazł się w Oficerskiej Szkole Piechoty nr 1 (OSP nr 1) we Wroc­ławiu. Wtedy przypuszczalnie Służba Bezpieczeństwa przekazała go Informacji Wojskowej. Warto zauważyć, że do 22 listopada 1947 r. dowódcą OW IV i przewodniczącym Wojewódzkiego Komitetu Bezpieczeństwa we Wrocławiu był radziecki generał polskiego pochodzenia Stanisław Popławski, późniejszy dowódca Wojsk Lądowych i II wiceminister obrony narodowej. (…)

Kukliński znalazł się w szkole po zwolnieniu z aresztu śledczego. Jak już wspomniano, w 1950 r. został oskarżony o przynależność do AK oraz organizacji „Miecz i Pług”, a także „Sierp i Młot”. Decyzją ówczesnego szefa Sztabu Generalnego WP gen. broni Władysława Korczyca 27 lipca 1950 r., a więc niemal po trzech latach nauki został wydalony z uczelni. Nie zaliczono mu trzech lat pobytu w szkole i na początku sierpnia tegoż roku skierowano go do odbycia zasadniczej służby wojskowej w Okręgu Wojskowym IV. Wówczas to nastąpiło wydarzenie bezprecedensowe: jeszcze przed upływem dwóch tygodni od pierwszej decyzji ze Sztabu Generalnego WP do komendanta szkoły przyszło pismo o przywróceniu Kuklińskiego do szkoły. 10 sierpnia tegoż roku został z powrotem przyjęty na zaopatrzenie w szkole. Benjaminowi Weiserowi opowiadał, że był „zesłany” do jednostki wojskowej w Pile na trzy miesiące. Jeżeli tak było, to nie powinien być promowany we wrześniu 1950 r. Powstaje jednak pytanie, jak wydalony ze szkoły oficerskiej został oficerem i skąd nabrał niezwykłych umiejętności systemowego gromadzenia informacji szpiegowskich. Niełatwo na nie odpowiedzieć.

Przetrzebioną teczkę Kuklińskiego odtwarzano w 1958 r., gdy nie istniała już Informacja Wojskowa, a Wojskowa Służba Wewnętrzna (WSW) z Zarządem Kontrwywiadu Wojskowego w jej strukturze organizacyjnej. Zachowały się akta personalne z okresu pracy Kuklińskiego w Straży Ochrony Obiektów we Wrocławiu. Natomiast nie odnaleziono jego podania o przyjęcie do Oficerskiej Szkoły Piechoty nr 1. Nie wiadomo, na czyje polecenie jeszcze w 1992 r. usunięto z akt sądowych dokumenty śledztwa prowadzonego przeciwko niemu z okresu, gdy pracował we wspomnianej Straży Ochrony Obiektów. Na temat tej pracy też nie ma jasności. Kukliński twierdził, że po wojnie zapisał się do Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej (ORMO) i jako członek tej formacji w wieku 16 lat brał udział w referendum ludowym („3 razy tak”), przeprowadzonym przez Krajową Radę Narodową w czerwcu 1946 r. Wtedy to ekipa radzieckich służb specjalnych pod kierownictwem płk. Arona Pałkina, naczelnika wydziału „D” Komitetu (Ministerstwa) Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR, zainstalowana w Warszawie, nadzorowała operację fałszowania wyników referendum.

W wyjaśnieniach dla Komisji Kontroli Partyjnej w 1950 r. Kukliński zeznał, że świadomie kłamał, podając, że urodził się w 1927 r. Do Polskiej Partii Robotniczej wstąpił dobrowolnie 6 stycznia 1946 r. (nr legitymacji 0655929), a nie pod przymusem. Miał wtedy formalnie skończone 18, a praktycznie 16 lat. Wydalenie z PZPR wiązało się wtedy z usunięciem ze szkoły oficerskiej. Do akt jego sprawy kierowanej do szefa SG WP były dołączone dokumenty Informacji Wojskowej. Powrót pchor. Kuklińskiego do szkoły nastąpił zanim Komisja Kontroli Partyjnej przy Okręgu Wojskowym IV, pracująca od 17 sierpnia, podjęła decyzję w jego sprawie (26 sierpnia 1950 r.). Chociaż ukarano go naganą partyjną, ponownie został członkiem PZPR.

Powrotem Kuklińskiego do szkoły oficerskiej zajmował się też dowódca Wojsk Lądowych, II wiceminister ON, wspomniany już gen. Stanisław Popławski. Otrzymał on stosowne pismo w tej sprawie. Przewodniczący Państwowej Komisji Egzaminacyjnej płk Pawluczenkow, podlegający gen. Popławskiemu, dopuścił Kuklińskiego do egzaminów. Zaliczył on wówczas kilka przedmiotów, pozostałe zaś zaliczono mu na podstawie ocen okresowych z III roku nauki. W porozumieniu z płk. Pawluczenkowem komendant szkoły wystąpił z wnioskiem o mianowanie Kuklińskiego na stopień chorążego, tj. pierwszy wówczas stopień oficerski. (…)

Promocja na pierwszy stopień oficerski odbyła się 3 września 1950 r., ale Ryszard Kukliński w niej nie uczestniczył. W Zarządzeniu Prezydenta RP Bolesława Bieruta z 1 września 1950 r. został wymieniony na przedostatnim miejscu, niezgodnie ani z kolejnością alfabetyczną, ani też z lokatą uzyskaną według otrzymanych ocen. Po promocji chor. Kukliński nie został skierowany do dyspozycji oddziału kadr jednego z okręgów wojskowych, jak to było zazwyczaj praktykowane. Rozkazem ówczesnego ministra obrony narodowej marsz. Konstantego Rokossowskiego z 23 września 1950 r. został skierowany do dyspozycji samej centrali – Departamentu Personalnego MON. Stanowisko dowódcy plutonu w 49. pułku piechoty 14. DP w Pile objął dopiero po upływie około dwóch miesięcy. Trudno było ustalić, co Kukliński przez ten czas robił. Według znawców szpiegowskiego rzemiosła wystarczyło to do odbycia krótkiego szkolenia specjalnego w Szkole Informacji Wojskowej w Wesołej koło Warszawy. Zadziwiające jest, że sprawą Kuklińskiego, jednego z wielu podchorążych OSP nr 1, zajmowali się generałowie Korczyc i Popławski, oficerowie wysoko usytuowani w hierarchii służbowej, oddelegowani do Wojska Polskiego z Armii Radzieckiej, bliscy współpracownicy ministra obrony narodowej marsz. Konstantego Rokossowskiego. (…)

Będąc młodszym oficerem, Ryszard Kukliński ubiegał się o zatarcie kary nagany partyjnej nałożonej mu przez Komisję Partyjną OW IV we Wrocławiu w sierpniu 1950 r. 4 lutego 1954 r. poparła go Komisja Partyjna JW 3985. Komisja Partyjna przy Zarządzie Politycznym POW (majorowie: Muniak – przewodniczący, Furmanek, Niedzielski, Kawa – członkowie) również wystąpiła o zatarcie kary do Komisji Partyjnej Wojska Polskiego. Kara została zatarta. Jednak już 7 października w tym samym roku Kukliński znowu został pociągnięty do odpowiedzialności przez egzekutywę POP JW 3985 za nadużywanie alkoholu, zagubienie legitymacji partyjnej i wystawianie dokumentów nienależnych danym osobom. Komisja Partyjna Pomorskiego Okręgu Wojskowego 5 listopada 1954 r. ukarała go naganą partyjną z ostrzeżeniem, po czym wydano mu nowy dokument. We wszystkich opiniach podkreślano jednak jego właściwą postawę polityczną i duże zaangażowanie w pracy partyjnej. Jej uhonorowaniem było wybranie go w skład Komitetu Partyjnego IC MON, gdzie pracował m.in. w komisji ideologicznej.

Sławomir Cenckiewicz przypisuje Ryszardowi Kuklińskiemu przyjaźń z gen. Czesławem Kiszczakiem. W nawiązaniu do ucieczki Kuklińskiego płk Stanisław Radaj twierdził, że był on poza podejrzeniami, bo był na „ty” z gen. Kiszczakiem. Warto zauważyć, że Kiszczak w latach 1957-1965 był szefem kontrwywiadu Marynarki Wojennej. W 1967 r. został zastępcą szefa WSW gen. Teodora Kufla i odpowiadał za kontrwywiad wojskowy. Kiedy Kukliński kontynuował podróże jachtowe na Zachód, gen. Kiszczak był szefem Zarządu II – Wywiadu SG WP (1972-1978), a potem szefem WSW (1979-1981). Szefem tej służby w latach 1957-1964 był gen. Aleksander Kokoszyn. Będąc absolwentem kursów NKWD w Smoleńsku, po wojnie służył w organach Informacji Wojskowej. Od grudnia 1948 r. był m.in. szefem Wydziału I Głównego Zarządu tej służby odpowiedzialnego za ochronę kontrwywiadowczą Instytucji Centralnych MON. W 1964 r. zastąpił go gen. Teodor Kufel. Później, w latach 1979-1981, był szefem Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie. (…)

Sekwencja zdarzeń, zestawienie różnych faktów z jego życiorysu z dużym prawdopodobieństwem może świadczyć o tym, że zanim rozpoczął współpracę z CIA i BND, był współpracownikiem służb specjalnych PRL. Po dezercji Kuklińskiego nikt z jego przełożonych nie został ukarany. Powtórzmy – w systemie, w którym istniała niemal powszechna podejrzliwość, a czujność była doprowadzona do absurdu, niezrozumiałe jest niewykrycie przez co najmniej 10 lat działalności szpiegowskiej oficera. W innych wypadkach byłoby to nie do pomyślenia. (…)

xxx

1 października 2016 roku Tygodnik Przegląd zamieścił artykuł Roberta Walenciaka Pompowanie szpiega (https://www.tygodnikprzeglad.pl/pompowanie-szpiega/). Poniżej fragmenty:

Nasuwa się pytanie, jak to możliwe, że w Sztabie Generalnym, miejscu szczególnie chronionym, mógł działać agent, w dodatku taki, który specjalnie nie krył się z tym, że ma zbyt wiele pieniędzy.

Pisze o tym m.in. gen. Franciszek Puchała w książce „Szpieg CIA w polskim Sztabie Generalnym”. Cytuje opowieść ppłk. Józefa Putka, który w latach 70. odpowiadał za ochronę kontrwywiadowczą Sztabu Generalnego. Putek regularnie rozmawiał z Kuklińskim i pytał go: „Rysiu, skąd masz tyle pieniędzy? Ja jestem podpułkownikiem, ty jesteś podpułkownikiem. Ja pracuję w Sztabie Generalnym, ty pracujesz w Sztabie Generalnym. Ja mam dwoje dzieci, ty masz dwoje dzieci. Ja mam pracującą żonę, ty masz pracującą żonę. Ale ja nie mam takiego domu, zachodniego samochodu, jachtu. Rysiu, skąd masz na to pieniądze?”. Mówił, że oszczędził w Wietnamie. Ale za te oszczędności kupił samochód… Nie mógł więc się rozliczyć. Oficer obiektowy napisał o tym raport do swojego zwierzchnika. Był nim płk Gendera, szef oddziału, który odpowiadał za Sztab Generalny.

Ciąg dalszy opisuje w książce „Nogi Pana Boga” Marek Barański:

„– Zawsze gdy namawiałem Gonderę, żebyśmy ostrzej wzięli się za Kuklińskiego, gdy zwracałem mu uwagę na nietypowe zachowanie tego oficera, Gondera nakazywał zostawić go w spokoju. »To porządny człowiek«, mówił, »zostaw go« i »nie czepiaj się«, »nie zapominaj, że to kolega Kiszczaka«…
– Godził się pan z tym, tak po prostu?
– A co miałem robić? Ja spełniałem swój obowiązek, meldowałem. To przełożeni nie reagowali, nie ja.
– Nie reagowali?
– Często odnosiłem wrażenie, że go kryli. (…) Tak, Kukliński był pod jakimś szczególnym parasolem. Wkrótce miałem się o tym przekonać (…). Był ostatni kwartał 1978 r. (…) Mimo że była już mniej więcej dziewiętnasta, byłem ciągle w pracy. Miałem zwyczaj wchodzić do pokojów, w których pracowali oficerowie Sztabu, bez pukania. (…) Tego wieczoru wparowałem tak do pokoju Kuklińskiego. Był już wtedy zastępcą szefa Zarządu I, czyli operacyjnego. Tu zapadały najważniejsze decyzje. Kukliński miał gabinet na pierwszym piętrze. Okna, które wychodziły na więzienie na Rakowieckiej, były zasłonięte roletami. Cześć, wołam od progu, jak to ja… A on stoi przy biurku z aparatem fotograficznym, lampa na biurku jest zapalona. W tej samej sekundzie, gdy ja wchodzę, Kukliński upuszcza aparat do przygotowanej, odsuniętej szuflady i jednocześnie nogą zatrzaskuje drzwi sejfu, który ma za plecami. On wiedział, że widziałem, a ja wiem, co zobaczyłem. Nie interweniowałem ze strachu – nie miałem przy sobie broni, ale on mógł mieć. Obaj zgodnie zagadaliśmy sytuację jakimiś banałami. Wróciłem do siebie i napisałem raport: że zastałem go na fotografowaniu dokumentów, że to działanie bez wątpienia wrogie itd. 
– Był jakiś odzew?
– Owszem. Po kilku tygodniach (…) dostałem rozkaz wyjazdu do Kudowy na kurs przygotowujący do służby za granicą. Po pół roku wyjechałem na drugie pół do Ismailii, jako żołnierz XII Zmiany Polskiej Jednostki Specjalnej. Po powrocie skierowano mnie na inne stanowisko. Do pracy w Sztabie Generalnym już nie wróciłem. Po zniknięciu Kuklińskiego mój nowy szef zaprosił mnie na obiad. Po drodze powiedział mi, że Kukliński przepadł, że nie ma go od kilku dni. Pytał, co ja o tym sądzę. »Spieprzyliście sprawę – powiedziałem. – Uciekł wam. Mieliście przecież moje raporty…«. Wtedy dowiedziałem się, że teczka Kuklińskiego była pusta. Moje raporty zniknęły jak kamfora. 

Pytanie brzmi: dlaczego nie uciekł pod koniec 1978 r., kiedy był na widelcu? Został przecież złapany na fotografowaniu dokumentów, nie był w stanie rozliczyć się ze swojego majątku. Wtedy się nie bał, a przeląkł się w listopadzie 1981 r., kiedy nic mu nie groziło?”.

Wniosek jest oczywisty – ktoś trzymał nad Kuklińskim parasol ochronny. Kto? Odpowiedź może być dwojaka: albo jeszcze ważniejszy agent CIA, wyżej umocowany, albo służby radzieckie.

Pierwsza ewentualność jest mało prawdopodobna – ryzyko dekonspiracji takiego agenta byłoby zbyt wielkie. Nie ma zresztą sensu poświęcać kogoś ważniejszego dla stojącego niżej w hierarchii. Zostają więc radzieccy…

xxx

Z powyższych cytatów wyłania się obraz osoby zagadkowej, która miała dużo do ukrycia. Jest wiele niewiadomych, jeśli chodzi o początkowy okres życia Kuklińskiego. Przede wszystkim prawie nic nie wiadomo o jego rodzicach. Portal Historykon.pl podaje, że urodził się w rodzinie robotniczej o tradycjach katolickich i związanych z PPS. Ojciec był żołnierzem „Miecza i Pługa”. Z kolei na portalu Histmag w artykule Ryszard Kukliński: Musiałem wybrać – służyć narodowi czy Czerwonemu Imperium jego autorka Anna Szczykutowicz pisze, że „dzieciństwo przerywa mu wojna, w czasie której pomaga kolegom zamkniętym w żydowskim getcie. Jego ojciec, żołnierz AK, zostaje aresztowany przez gestapo”.

W czasie okupacji, 6 sierpnia 1944 roku, a więc w trakcie powstania warszawskiego, wywieziono go do Niemiec. Ale kto i jak? Tego nie wiadomo. 6 stycznia 1946 roku wstąpił do PPR-u. Od 7 marca do 13 kwietnia aresztowany jako podejrzany o napad rabunkowy, ale został zwolniony. Przyczyna zwolnienia nie jest znana. W 1992 roku dokumenty dotyczące tego okresu usunięto z akt sądowych.

W 1950 roku oskarżony o przynależność do AK, „Miecza i Pługa” i „Sierpa i Młota”. Decyzją szefa Sztabu Generalnego z 27 lipca 1950 roku został wydalony z uczelni – Oficerskiej Szkoły Piechoty. Po dwóch tygodniach, 10 sierpnia, po interwencji radzieckiego generała polskiego pochodzenia, Stanisława Popławskiego, został przywrócony do szkoły. 23 września 1950 roku skierowany do dyspozycji Departamentu Personalnego MON, zamiast do działu kadr jednego z okręgów wojskowych.

To tyko niektóre fakty z życiorysu Kuklińskiego, które nie pozostawiają wątpliwości, że był on osobą pod szczególnym nadzorem. Tylko pod czyim? Robert Walenciak w artykule Pompowanie szpiega skłania się do wniosku, że był to parasol radziecki. Do prawdy w tym wypadu zapewne nie dojdziemy, bo wywiady to szpiedzy, często podwójni, potrójni czy może jeszcze jacyś inni. Wszystko tam jest ściśle tajne i zagmatwane. Dostępu do żadnych archiwów nigdy mieć nie będziemy, co często niczego nie załatwia, bo dokumenty są z nich usuwane. Pozostają więc tylko domysły, a te każdy może podważyć, bo brak dowodów.

Co w takim razie pozostaje? Metoda pośrednia, czyli wnioskowanie. W przypadku wywiadów wszystko jest tajne, ale w przypadku wojen wszystko jest jawne, bo wojny dzieją się na naszych oczach, czy oczach tych, którzy wcześniej żyli. Mamy więc do czynienia z faktami, których nikt nie podważa. Z tych faktów można wyciągnąć wnioski. Ja wielokrotnie w swoich blogach udowadniałem, na podstawie tych faktów, że wszystkie te wojny to ustawki. Tak było w przypadku wojny 1920 roku, wojny niemiecko-radzieckiej czy ataku na Pearl Harbor w grudniu 1941 roku, o czym pisałem w blogu „7 grudnia”. Jeśli więc te wojny są ustawkami, to znaczy, że zostały wyreżyserowane, tj. prowadzone według wcześniej napisanego scenariusza. A jeśli tak, to znaczy, że z góry było wiadomo, kto ma być zwycięzcą w takiej wojnie, a kto – przegranym. A to oznacza, że te wszystkie wywiady, ci szpiedzy, podwójni, potrójni, do n-tej potęgi, to jedna wielka ściema, zasłona dymna. Wszystko to tylko po to, by wmówić naiwnym, że konflikt jest autentyczny, że oni walczą ze sobą tak na poważnie, że wykradają sobie jakieś tajemnice wojskowe, projekty nowych broni itp. Jedyne, co w tych wojnach jest prawdziwe, to to, że giną niewinni, niczego nieświadomi ludzie. I to jest prawdziwa tragedia.

Na takie dictum ktoś może powiedzieć, że ja zupełnie sfiksowałem, naćpałem się czegoś i teraz bredzę. Ale był, jakieś 500 lat temu poeta, któremu przypisuje się sentencję: Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają.

Oczywiście nie jest tak, że ta zabawa w wywiad jest beztroska. By to wszystko było wiarygodne, to muszą być ofiary i są. Nie przypadkiem więc obaj synowie Kuklińskiego zginęli w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach.

Dom wariatów c.d.

Od początku wojny na Ukrainie wmawia się nam, że to nasza wojna i że musimy bronić Ukrainy, bo jeśli nie, to czeka nas ten sam los. Skąd takie pomysły i dlaczego nas tak straszą? I czy oni wierzą w to, co mówią? To są echa pewnego artykułu Juliusza Mieroszewskiego, zamieszczonego w paryskiej „Kulturze” w 1974 roku. Wikipedia tak m.in. o nim pisze:

Jeśli chodzi o stosunek do ZSRR, początkowo był zwolennikiem walki przeciwko niemu „na wszystkich dostępnych nam polach i w każdej dostępnej nam formie”, jednakże w latach późniejszych uznał stosowanie metod siłowych za bezcelowe, nieskuteczne. Dawał wyraz przekonaniu, iż zmiany zachodzące w imperium sowieckim w konsekwencji muszą doprowadzić do jego rozpadu. Zauważał jednak, że problem rosyjski w dalszym ciągu będzie dla Polski aktualny i wymagający rozwiązania. Proponował „demokratyzację” ZSRR, swoisty „eksport europejskości”, co miałoby neutralizować zgubne skutki mechanizmów komunizmu, zarówno wewnątrz imperium, jak i w państwach satelickich. Tego zadania miała się podjąć Polska jako państwo najbardziej zbliżone do Zachodu – zarówno pod względem geograficznym, jak i kulturowym.

W 1974 na łamach „Kultury” sformułował, wraz z Jerzym Giedroyciem, fundamentalną dla polskiej myśli politycznej koncepcję, iż suwerenność Ukrainy, Litwy i Białorusi (ULB) jest czynnikiem sprzyjającym niepodległości Rzeczypospolitej, natomiast zdominowanie tych krajów przez Rosję otwiera drogę do zniewolenia także Polski.

xxx

Ten tekst Juliusza Mieroszewskiego jest uznawany za kamień milowy polskiej myśli politycznej dotyczącej polityki wschodniej. Dziw bierze, że do tej pory nie jest ogólnodostępny w sieci – publicyści z kręgu paryskiej „Kultury” dążyli do upowszechniania ich myśli szerszemu ogółowi. Dziś argumenty Juliusza Mieroszewskiego znalazłyby wielu oponentów – docenić należy odwagę autora piszącego ten tekst w 1974 roku. Artykuł Mieroszewskiego pt. Rosyjski „kompleks Polski” i obszar ULB, pojawił się w numerze 9 (324) paryskiej „Kultury” w 1974 roku. – Tak piszą administratorzy strony, na której został umieszczony ten tekst. Tu link do całego tekstu, który pojawił się na linkowanej stronie 15 maja 2011 roku. https://web.archive.org/web/20110515115116/http://lubczasopismo.salon24.pl/nieuczesane/post/305065,j-mieroszewski-rosyjski-kompleks-polski-i-obszar-ulb

Poniżej wybrane fragmenty:

Jeżeli dla uproszczenia obszar obejmujący Ukrainę, Litwę i Białoruś określimy literami ULB – to należy stwierdzić, że w przeszłości – a poniekąd i dziś – obszar ULB był czymś więcej niż „kością niezgody” pomiędzy Polską a Rosją. Obszar ULB determinował formę stosunków polsko-rosyjskich, skazując nas albo na imperializm, albo na satelictwo.

Jest szaleństwem przypuszczać, że poprzez uznanie problemów ULB za wewnątrzpaństwową sprawę rosyjską – Polska może wyprostować swoje stosunki z Rosją. Rywalizacja pomiędzy Polską a Rosją na tych obszarach miała zawsze na celu ustalenie przewagi, a nie dobrosąsiedzkich stosunków polsko-rosyjskich.

Z punktu widzenia rosyjskiego, wcielenie obszarów ULB do imperium rosyjskiego jest niezbędnym warunkiem umożliwiającym zredukowanie Polski do statusu satelickiego. W perspektywie Moskwy Polska musi być satelicka w takiej czy innej formie. Historia uczy Rosjan, że Polska prawdziwie niepodległa sięgała zawsze po Wilno i Kijów i usiłowała ustalić swoją przewagę na obszarach ULB. Gdyby powyższe dążenia historyczne Polaków zostały uwieńczone powodzeniem – byłoby to równoznaczne z likwidacją pozycji imperialnej Rosji w Europie. Innymi słowy, Polska nie może być prawdziwie niepodległa, jeżeli Rosja ma zachować status imperialny w Europie.

Ja również nie wierzę w system „albo my, albo oni” – nie wierzę, byśmy byli kiedykolwiek w możności odepchnąć Rosję z rogatek Przemyśla pod Smoleńsk. Uważam również, że system powyższy – choć głęboko historycznie zakorzeniony – jest dziś anachronizmem, barbarzyńskim anachronizmem. Ukraińcy, Litwini i Białorusini w dwudziestym wieku nie mogą być pionkami w historycznej grze polsko-rosyjskiej.

Pragnąłem wykazać, że system „my albo oni” – choć czerpie swą moc z wielowiekowej tradycji – jest w gruncie rzeczy zatrutym źródłem. Musimy szukać kontaktów i porozumienia z Rosjanami gotowymi przyznać pełne prawo do samostanowienia Ukraińcom, Litwinom i Białorusinom i, co również ważne, musimy sami zrezygnować raz i na zawsze z Wilna, Lwowa i z jakiejkolwiek polityki czy planów, które by zmierzały do ustanowienia w sprzyjającej koniunkturze naszej przewagi na Wschodzie kosztem cytowanych wyżej narodów. Tak Polacy, jak i Rosjanie muszą zrozumieć, że tylko nieimperialistyczna Rosja i nieimperialistyczna Polska miałyby szansę ułożenia i uporządkowania swych wzajemnych stosunków. Musimy zrozumieć, że każdy imperializm jest zły, zarówno polski, jak rosyjski – zarówno zrealizowany, jak i potencjalny, czekający na koniunkturę.

xxx

To są fragmenty, ale zachęcam do przeczytania całości, choćby pobieżnie. Jeśli ten tekst jest uznawany za kamień milowy polskiej myśli politycznej dotyczącej polityki wschodniej, to ręce opadają. Przede wszystkim, jeśli już, to myśli politycznej tych, którzy utożsamiają się z byłym Wielkim Księstwem Litewskim. Do nich należy zapewne Giedroyć i Mieroszewski, choć ten ostatni był prawdopodobnie krakowskim Żydem. Ten tekst to jakieś grafomaństwo. Autor nie wspomina o tym, skąd się wzięło WKL. A przecież jest to podstawa, by zrozumieć stosunek Rosji do tych ziem, które on nazywa ULB.

To ziemie byłej Rusi Kijowskiej. W wyniku jej rozbicia dzielnicowego i mongolskich najazdów stała się ona łatwym łupem dla Litwinów. Państwo litewskie było słabym państwem i nie miało szans, by samodzielnie utrzymać na dłuższą metę kontrolę nad tak ogromnym obszarem i obronić je przed zakusami rosnącej w siłę Moskwy. Taki był interes WKL czy ULB, jak zawał, tak zwał. Nigdy to nie był interes Polski. Po unii lubelskiej, która się dokonała za rządów Jagiellona – Zygmunta Augusta, a więc nie Polaka, Korona została całkowicie zdominowana przez WKL i jej interes był ważniejszy, niż interes Korony. Interesem Korony było odzyskanie ziem utraconych na zachodzie, a interes WKL koncentrował się na wschodzie. Polegał on na utrzymaniu ziem byłej Rusi Kijowskiej oraz dążeniu do odzyskania tego, co wcześniej ono straciło na rzecz Moskwy. I takie zadanie miał też Batory, który nie mówił po polsku. Pacta conventa zawierały punkt, mówiący o tym, że każdy król elekcyjny będzie dążył do odzyskania ziem utraconych przez WKL. O tym autor nie wspomina i nawet nie wyjaśnia, dlaczego to Polska miałaby się tam angażować.

Cały konflikt autor rozpatruje w kategoriach skrajnych: albo imperializm, abo satelictwo. A więc interes WKL czy ULB nazywa polskim imperializmem, czyli że to Polacy dążyli do zdominowania WKL, by Rosja nie podporządkowała go sobie. A przecież było dokładnie odwrotnie. To Litwini chcieli zachować swoje zdobycze imperialne i nie dopuścić do ich utraty na rzecz Moskwy. To był konflikt elit WKL z Moskwą. I ten stan trwa do dziś. Obecna Polska jest również zdominowana przez wschodnie elity, a emigracja „polska” też, bo paryska „Kultura”, to Giedroyć, a Giedroyć to Litwa. I te wschodnie elity są antyrosyjskie i to one straszą rosyjskim imperializmem. Czasem mam wrażenie, że na tym wschodzie był tylko jeden normalny człowiek – Józef Mackiewicz. On pisał po polsku, ale nie uważał się za Polaka. Utożsamiał się z tym, co kiedyś było Wielkim Księstwem Litewskim i często podkreślał w swojej twórczości różnice pomiędzy Polską a ziemiami byłego WKL. Niestety reszta uważa się za Polaków i według własnych kryteriów definiuje interes Polski, który tak naprawdę jest interesem byłego WKL.

Państwa we władaniu dynastii Jagiellonów pod koniec XV wieku; źródło: Wikipedia. Na tej mapie widać wyraźnie jak daleko na wschód sięgało WKL.
Korona Królestwa Polskiego i Wielkie Księstwo Litewskie przed unią lubelską (1561); źródło: Wikipedia. Tu widać ziemie utracone przez WKL na rzecz Moskwy. I to do ich odzyskania zobowiązywali się królowie elekcyjni.
Wielkie Księstwo Litewskie (ciemny czerwony) w ramach Rzeczypospolitej ok. 1635; źródło: Wikipedia. Widać na tej mapie, że nie doszło do odzyskania na wschodzie wszystkich ziem, będących we władaniu Jagiellonów pod koniec XV wieku. Gdzie zatem ten polski imperializm? Włączenie do Korony południowej części WKL dokonało się za życia ostatniego Jagiellona – Zygmunta Augusta.

O co tak naprawdę chodzi w tym dziejowym konflikcie, w którym Rosję oskarża się o imperializm? Jest to konflikt prawosławia kijowskiego z prawosławiem moskiewskim. Jako że prawosławie kijowskie od początku było słabsze od moskiewskiego, to od początku szukało pomocy na zewnątrz, a że Polska była najbliżej, to ona właśnie jako pierwsza została wciągnięta w tę hucpę. To słowo nie zostało tu użyte przypadkowo. I dziś jest tak samo. Ukraina szuka pomocy na zewnątrz.

Dla Rosji podstawą jej polityki jest podporządkowanie wszystkich państw, w których dominuje prawosławie. Ziemie byłej Rusi Kijowskiej to prawosławie, a więc zgodnie z rosyjską doktryną, muszą podlegać Rosji. I wedle tych wschodnich elit, zainstalowanych w Polsce, jest to imperializm rosyjski. A Rosja te ziemie definiuje jako bliską zagranicę i nie zamierza tolerować nikogo, kto będzie chciał ten stan zmienić. Mamy więc tu do czynienia nie z imperializmem, tylko z wojną religijną, choć być może jest to wyższa forma imperializmu. O tym jednak nikt nie wspomina, bo to oznaczało by przeniesienie go na zupełnie inną płaszczyznę.

Czy Polsce coś grozi ze strony Rosji? Czy Rosja może zaatakować Polskę? Jeśli Polska sprowokuje, to różnie może być. Jednak Rosja nie musi atakować Polski, bo Polska jest już, w pewnym sensie, podbita przez Rosję. Rosja podbija Polskę prawosławiem od czasu, gdy po kongresie wiedeńskim „łyknęła” lwią część byłego Księstwa Warszawskiego. Na ziemiach Królestwa Polskiego zainstalowała swoją administrację, w której dominowali prawosławni Rosjanie. Napłynęło więc do Królestwa mnóstwo prawosławnych, którzy rozproszyli się po całym jego obszarze. A że potrzebne były im cerkwie, to i je zbudowano. Po upadku caratu ci ludzie nie wrócili do Rosji bolszewickiej, bo nie mieli do czego wracać. To było już trzecie czy czwarte pokolenie, ludzie zasymilowani, zajmujący często wysokie stanowiska, pewnie od urodzenia mówiący po polsku. Zostali w Polsce. Po II wojnie światowej z Kresów przesiedlano głównie mniejszości kresowe, czyli prawosławnych. Po 24 lutego 2022 – wyłącznie prawosławnych. Bardzo możliwe, że już obecnie prawosławni mieszkańcy Polski stanowią większość. Wprawdzie część z nich może być prawosławnymi kijowskimi, ale gdy wojna skończy się, a skończy się zwycięstwem Rosji, to oni wrócą do cerkwi moskiewskiej. Prawosławni zawsze będą bardziej lojalni wobec Rosji niż Polski. I na tym polega ten podbój.

Ci przybysze ze wschodu, poprzez swoje antyrosyjskie fobie, wciągają Polskę w wojnę z Rosją, wmawiając, że jest to polski interes. A przecież tak nie jest i tak nie było. Jan Długosz (1415-1480) pisał:

„… I ja, piszący te Kroniki, czuję niemałą pociechę z ukończenia wojny pruskiej [trzynastoletniej], odzyskania krajów z dawna od Królestwa Polskiego odpadłych i przyłączenia Prus do Polski (…) Byłbym jeszcze szczęśliwszy, gdybym doczekał się odzyskania (…) i zjednoczenia z Polską Śląska, ziemi lubuskiej i słupskiej (…) Z radością zstępowałbym do grobu i słodszy miałbym w nim odpoczynek”.

Jak obcy i niezrozumiały wydźwięk ma dla mnie to, co napisał Juliusz Mieroszewski i jak bardzo to kontrastuje z tym, o czym pisał Długosz. Od unii lubelskiej nie ma już Polski. Jest coś innego. Jest kraj Zulu-Gula, który jeszcze nazywają Polską.