Włochy

Włochy to państwo, które ma bardzo ciekawą historię, której warto przyjrzeć się bliżej, bo można z niej wyciągnąć ciekawe wnioski. Cechą charakterystyczną tego państwa jest podział na bogatą północ i biedne południe. Skąd on się wziął? To efekt ścierających się na „bucie” wpływów bizantyjskich i zachodnich. Na północy była to dominacja, jakbyśmy dziś powiedzieli, wpływów niemieckich, a na południu bizantyjskich, hiszpańskich i francuskich. Tam, gdzie Ordnung muss sein, tam był porządek i rozwój. Tam, gdzie ścierały się różne wpływy, tam tego porządku i rozwoju było mniej. To jest oczywiście uogólnienie, ale ono ma za zadanie pokazać pewną tendencję, która rzutowała na włoską historię. Wszystkie informacje zawarte w tym blogu pochodzą z Wikipedii, chyba że podane jest źródło.

Historia Włoch – W okresie paleolitu tereny Włoch zamieszkiwali Ligurowie i Sykulowie. W okresie starożytności tereny Włoch znalazły się pod panowaniem Rzymian. Przed okresem rzymskim tereny Włoch były zamieszkiwane przez Fenicjan i Greków. Od średniowiecza do połowy XIX wieku, pomimo że Półwysep Apeniński był spójny pod względem językowym i kulturowym, jego historia składała się z dziejów niezależnych republik i księstw oraz obcych posiadłości i stref wpływów. W 1861 roku doszło do zjednoczenia wszystkich tych państw – ogłoszono powstanie Królestwa Włoch i koronowano Wiktora Emanuela II na króla tego państwa. W początkach XX wieku Włochy stały się państwem faszystowskim. Po II wojnie światowej w referendum konstytucyjnym obywatele Włoch opowiedzieli się za zmianą ustroju państwa na republikę, na czele której stoi prezydent Włoch.

Starożytność

Dzieje starożytnej Italii to przede wszystkim dzieje Rzymu jednoczącego plemiona italskie i celtyckie, podbijającego etruskie i greckie miasta-państwa i rozpoczynającego ekspansję w basenie Morza Śródziemnego. W VIII w. p.n.e. rozpoczęła się kolonizacja Fenicjan (Sardynia i Sycylia) oraz Greków, którzy w VII–VI w. p.n.e. opanowali wschodnią Sycylię i południowe wybrzeża Półwyspu Apenińskiego. W VI–III w. p.n.e., rzymianie dokonali zjednoczenia Półwyspu, który stał się centralnym terytorium imperium Rzymskiego. Podczas panowania cesarza Augusta za granicę Italii uznano Alpy i został dokonany jej pierwszy podział terytorialny na 12 regionów, których nazwy w większości przetrwały do czasów współczesnych.

Średniowiecze

Po upadku cesarstwa zachodniorzymskiego w 476 Włochy znalazły się pod panowaniem germańskiego wodza Odoakra. W 493 roku Odoaker został pokonany i zastąpiony przez Ostrogotów pod wodzą Teodoryka. W 552 roku Ostrogoci zostali wyparci przez Bizantyjczyków, którzy jednak wkrótce stracili część swoich posiadłości na rzecz germańskiego plemienia Longobardów.

Początek średniowiecza to okres rywalizacji bizantyjsko-longobardzkiej na półwyspie. Papieże, których siedziba znajdowała się na terenie Egzarchatu Raweńskiego, otrzymywali od Bizantyjczyków wsparcie przeciw Longobardom i byli od nich w pewnym stopniu zależni. W 751 roku Longobardowie położyli kres istnieniu egzarchatu, kończąc tym samym okres wpływów bizantyjskich na półwyspie, choć jeszcze przez kilka wieków Bizantyjczycy dominowali w jego południowej części. Zagrożone przez Longobardów papiestwo zwróciło się o pomoc do władców frankijskich, co rozpoczęło nowy okres w dziejach Italii. W 756 roku Frankowie pod wodzą Pepina Krótkiego pokonali Longobardów, ofiarowując papieżom władzę nad terytorium dawnego Egzarchatu Raweńskiego (Państwo Kościelne).

Źródło: Wikipedia.

Ostateczne zwycięstwo na Longobardami odniósł Karol Wielki, który zapoczątkował panowanie frankijskie w północnych Włoszech. W 800 roku papież koronował go na cesarza rzymskiego. Godność ta w IX i X w. przynależała do drobnych feudałów północnowłoskich, co stanowiło oś konfliktów politycznych tamtych czasów.

IX, X i XI wiek to okres najazdów normańskich i arabskich na Półwysep Apeniński. W IX w. Arabowie zdobyli Sycylię, którą w wieku XI odebrali im Normanowie, tworzący tam samodzielne królestwo.

W XI w. rozpoczyna się okres świetności niezależnych politycznie miast handlowych Włoch – Genui, Wenecji, Amalfi, Pizy. Papiestwo dąży wtedy do niezależności od cesarstwa ( spór o inwestyturę).

Święte Cesarstwo Rzymskie około 1000 roku; źródło: Wikipedia.
  • 1167 – miasta północnej Italii tworzą Ligę Lombardzką w celu obrony swej tożsamości przed cesarzem rzymskim Fryderykiem I Barbarossą.
  • 1282 – Sycylijskie nieszpory – masakra francuskich najeźdźców.
  • 1309–1377 – Papiestwo rezyduje w Awinionie we Francji po wygnaniu z Rzymu.
  • 1378–1381 – republiki morskie Genui i Wenecji walczą o dominację.

Renesans

Pod koniec wieków średnich Włochy nadal były podzielone politycznie. Na Północy i w Toskanii dominowały bogate komuny, środkowe Włochy znajdowały się pod nominalną władzą rezydujących w Awinionie papieży, w istocie jednak były rozbite na wiele feudalnych małych państw, południe i wyspy okresowo znajdowały się pod obcymi rządami. Rozpoczynający się we Włoszech Renesans przyniósł im rozkwit gospodarczy, nie przyniósł jednak – mimo wielu wysiłków – zjednoczenia politycznego. Włoskie szlaki handlowe pokrywały cały obszar Morza Śródziemnego przyczyniając się do rozpowszechnienia wiedzy i kultury. Był to okres rozkwitu gospodarczego włoskich państw-miast, które osiągnęły faktyczną niezależność od Świętego Cesarstwa Rzymskiego.

Italia około 1494 roku; źródło: Wikipedia.

Renesans włoski rozpoczął się w Toskanii, a jego pierwszym ośrodkiem była Florencja, skąd rozprzestrzenił się w całych Włoszech. Wiek XV to także początek odrodzenia uwolnionego spod dominacji francuskiej papiestwa, co przyczyniło się do zjednoczenia Państwa Kościelnego i odbudowy świetności Rzymu.

W końcu XV w. roszczenia królów Francji do tronu Neapolu i Mediolanu dały początek wojnom włoskim 1494–1559. Przeciwko Francji występowała koalicja państw włoskich i europejskich – Liga Święta. Podczas toczącej się we Włoszech wojny hiszpańsko-francuskiej wojska cesarza Karola V zdobyły i złupiły Rzym (1527, tzw. sacco di Roma), a w jej wyniku Francja zrezygnowała z włoskich roszczeń na mocy pokoju w Cambrai z 1529. Potwierdził to kończący wojny włoskie pokój w Cateau-Cambresis (1559), utrwalający rozdrobnienie Włoch i hiszpańską dominację. Władając Lombardią, Sardynią oraz połączonymi królestwami Neapolu i Sycylii, pozostającymi na prawach wicekrólestwa, Hiszpania utrzymywała w wasalnej zależności większość księstw włoskich. Pewną autonomię miała Republika Genui, natomiast względną niezależność zdołały zachować Wenecja (pozostająca nadal wielką potęgą morską), Wielkie Księstwo Toskanii (pod panowaniem Medyceuszy), Państwo Kościelne i księstwo Sabaudii.

Wiek XVII-XIX

Dalsze dzieje Półwyspu Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga (1929-38) tak opisuje:

Obce rządy (Habsburgowie hiszpańscy – przyp. W.L.) stopniowo doprowadziły kraj do ruiny, zmiana dróg handlowych podcięła dawną pomyślność gospodarczą. Wojna o sukcesję austriacką (1702-14) oddała przodujące we Włoszech stanowisko domowi austriackiemu, z którym w XVIII w. podjęli na terenie włoskim rywalizację Bourbonowie hiszpańscy. Mediolan, Toskania, Parma, Neapol, Sycylia znajdowały się pod obcymi rządami. Niektórzy z tych władców robili dużo dla gospodarczego i kulturalnego podniesienia kraju, ale w opinii publicznej wzbierała coraz mocniej niechęć ku cudzoziemskiemu panowaniu, dążność do oswobodzenia się spod obcego ucisku i zjednoczenia narodowego, której prekursorami byli kolejno Arnold z Brescii, Cola di Rienzi, Savonarola, Juliusz II, Machiavelli, zaś w XVIII wieku poeta Alfieri. Rewolucja francuska otworzyła w dziejach Włoch nowy okres walk o panowanie. Po całym szeregu przeobrażeń terytorialnych utrzymał się Napoleon, który część państw włoskich wcielił bezpośrednio do Francji, część zjednoczył w Królestwo Włoskie, z Neapolu utworzył odrębne państwo pod rządami swego brata Józefa, potem Murata. Pierwszy raz dokonało się faktyczne zjednoczenie niemal całych Włoch pod jednym władcą. Panowanie Napoleona stało się w rozwoju wewnętrznym kraju epoką przełomu. Zniósł on dawny ustrój feudalny, stworzył nowoczesną organizację państwową i społeczną, pchnął potężnie rozwój oświaty i robót publicznych, powołał do życia włoską armię i włoski sztandar, pobudzając przez to potężnie nadzieję całkowitego oswobodzenia i zjednoczenia. Kongres wiedeński, niwecząc dzieło Napoleona, potraktował Włochy jako „pojęcie geograficzne”: na północy przywrócił rządy austriackie; w Lombardii i Wenecji, we Włoszech środkowych i południowych odrestaurował rządy dawnych dynastii. Cały kraj został poddany rządom absolutystyczno-policyjnym, przywołano dawne, przedrewolucyjne urządzenia, myśl liberalna i narodowa była tępiona z największą bezwzględnością. W tych warunkach stały się Włochy klasycznym terenem tajnych stowarzyszeń rewolucyjnych (karbonariusze) oraz spisków patriotycznych. W 1820 wybuchła rewolucja w Neapolu i Piemoncie, która została szybko stłumiona. W 1830 pod wpływem przewrotu lipcowego we Francji, wystąpiły zaburzenia we Włoszech środkowych. Po ich stłumieniu ośrodek życia włoskiego przeniósł się na emigrację, gdzie Mazzini utworzył „Młode Włochy”, jako odgałęzienie „Młodej Europy”.

Risorgimento – „Powstanie”

Klęski Risorgimenta

Odrodzenie włoskiej świadomości było inspirowane przez dwa przeciwstawne ruchy polityczne. Radykalny ruch „Młode Włochy” założony w 1831 roku przez Giuseppe Mazziniego dążył do zjednoczenia państwa poprzez powstanie ludowe. Natomiast skrzydło umiarkowane chciało doprowadzić do zjednoczenia przez utworzenie federacji państw rządzonych przez włoskich książąt. Ruch rewolucyjny został pobudzony już w 1846 roku po wyborze papieża Piusa IX, który wprowadził reformy w państwie kościelnym. W ciągu dwóch lat historia gwałtownie przyśpieszyła, narodziny narodu włoskiego zbiegają się z Wiosną Ludów. Rewolucyjne nastroje, ogarniające mieszczan, ludność wiejską i burżuazję, skłoniły władców do ustępstw na rzecz ruchu liberalno-konstytucyjnego. (…) Po początkowych sukcesach Włochów między ich przywódcami wybuchły spory oraz osłabł zapał monarchów, co wpłynęło na opieszałość prowadzenia działań wojennych. Nieudolność tę wykorzystali Austriacy, którzy w lipcu zwyciężyli pod Custozą. W sierpniu zajęli Mediolan i zmusili Karola Alberta do podpisania rozejmu na niekorzystnych warunkach. Możliwość pokonania Austriaków i zjednoczenia Włochów zostały zaprzepaszczone.

Zakończyła się pierwsza faza walki Włochów o wolność, tzw. „wojna królewska” a rozpoczęła się „wojna ludowa”. Pod koniec 1848 roku doszło do starć między siłami Piemontu a ruchem radykalno-demokratycznym. W Państwie Kościelnym zastraszony papież mianował rząd złożony z radykałów, a następnie uciekł do Gaety w Królestwie Neapolu, gdzie 4 grudnia zwrócił się o pomoc do wielkich mocarstw. Zareagowały Francja i Austria. Wojska francuskie stłumiły rewolucję w Rzymie, gdzie w lutym 1849 roku utworzono republikę. Natomiast wojska austriackie po zwycięskiej bitwie pod Novarą weszły do Toskanii. Przyspieszyło to zwycięstwo sił reakcyjnych w Wenecji, Florencji, Modenie i Parmie. Całe Włochy ogarnęła fala represji. Klęska ruchów niepodległościowych lat 1848–1849 była dużym ciosem dla chcącej zjednoczenia politycznego większości narodu włoskiego.

Zwycięstwa Risorgimenta

Na początku lat pięćdziesiątych na scenie pokazali się nowi politycy. We Francji – Napoleon III Bonaparte, po swym stryju przejął ideę popierania praw narodów uciskanych, a przede wszystkim włoskiego. W Królestwie Sardynii – król Wiktor Emanuel II mianował premierem hrabiego Camillo Cavoura, który postawił sobie za cel, aby Sardynia (Piemont) jako zreformowane państwo znalazło się na czele włoskiego ruchu zjednoczeniowego. W lipcu 1858 roku Napoleon III spotkał się z Cavourem na tajnej konferencji w Plombières, aby uzgodnić warunki ich przyszłego przymierza w przypadku zwycięstwa. Działania wojenne rozpoczęły się w kwietniu 1859 roku. Po kilku drobniejszych przegranych bitwach Austriacy ponieśli klęski: pod Magentą – 4 czerwca i Solferino – 24 czerwca. Jednocześnie, w środkowych Włoszech wybuchła rewolucja. W Toskanii, Parmie i Modenie panujący zostali wygnani. Takiego obrotu sprawy nie przewidział Napoleon, który nie chciał być przywódcą rewolucji. Pod naciskiem Prus i Rosji, w lipcu 1859 roku zaproponował cesarzowi Franciszkowi Józefowi rozejm. Tym faktem Napoleon naraził się wszystkim: Austriakom, którzy pragnęli utrzymać we Włoszech status quo; Francuzom, którzy nie otrzymali obiecanych Nicei i Sabaudii oraz Włochom, którzy uważali się za zdradzonych. Rewolucja rozpoczęta przez Napoleona III i Cavoura wywołała bardzo silne wrażenie na społeczeństwie.

Zjednoczenie

W marcu 1860 roku Królestwo Sardynii odstąpiło Francji Sabaudię i Niceę a Napoleon wyraził zgodę na przyłączenie Toskanii, Modeny, Parmy i Emilii-Romanii do Sardynii. W kwietniu 1860 roku na Sycylii rozpoczął się ruch powstańczy, w Genui zaś powstał komitet złożony z emigrantów sycylijskich – przeważnie mazzinistów, który podjął inicjatywę poparcia powstania przez wyprawę zbrojną. 6 maja na dwóch statkach wypłynął z Genui z „tysiącem czerwonych koszul” Giuseppe Garibaldi. Po pięciu dniach wylądował w Marsali na Sycylii, gdzie w imieniu Wiktora Emanuela II mianował się dyktatorem. Do jego oddziałów zgłaszali się ochotniczo liczni powstańcy. Do końca maja po kilku zwycięstwach Garibaldi zajął całą wyspę. Dzięki tym akcjom stał się bohaterem walki o wolność Włoch. Ustanowił tymczasowy rząd i powszechny obowiązek służby wojskowej. W połowie sierpnia już około 30 000 powstańców przebyło Cieśninę Mesyńską i 7 września triumfalnie wkroczyło do Neapolu. Tymczasem od północy na czele swych wojsk zmierzał Wiktor Emanuel, który uzyskał zgodę od Napoleona na zajęcie Państwa Kościelnego, Marche i Umbrii. Garibaldi, stawiając wyżej sprawę zjednoczenia niż swój program społeczny, polegający na rozdzielnictwie ziemi chłopom oraz ograniczeniu przywilejów arystokracji i kleru, podporządkował się Wiktorowi Emanuelowi. 18 lutego 1861 roku Cavour przekształcił parlament Sardynii – Piemontu w ogólnowłoski. 17 marca 1861 roku parlament proklamował Królestwo Włoch i koronował Wiktora Emanuela II na jego króla, a także ogłosił tymczasową stolicą nowego państwa Turyn (od 1865 roku Florencja).

Rzym stolicą królestwa

Młode państwo włoskie stanęło od razu wobec olbrzymich problemów wewnętrznych i zewnętrznych. Na południu dużym zagrożeniem był bandytyzm – do jego zwalczania używano oddziałów wojskowych, których straty były większe niż podczas wszystkich wojen Risorgimenta. Panował poważny rozłam pomiędzy rządzącymi a obywatelami, systematyczną opozycję wobec rządu stanowił kler katolicki. Ponadto młodemu państwu groziło bankructwo z powodu olbrzymiego długu (ok. 300 milionów lirów) zaciągniętego głównie na działania wojenne przez Królestwo Sardynii – Piemontu, który przeszedł teraz na nowe zjednoczone państwo. Natomiast największym wyzwaniem dla polityków była kwestia Wenecji i Rzymu, które przyłączono do państwa dzięki niezwykle skomplikowanej sytuacji międzynarodowej. W lipcu 1866 wybuchła wojna prusko-austriacka. Dzięki sojuszowi z Prusami Włosi zdobyli Wenecję w październiku 1866. Próby zdobycia Państwa Kościelnego wraz z Rzymem rozpoczął Garibaldi w 1867 roku, lecz dopiero klęska Francji pod Sedanem z Prusami w 1870 pozwoliła Włochom zająć Rzym we wrześniu 1870 roku. W lipcu 1871 roku stolica Królestwa Włoskiego została przeniesiona z Florencji do Rzymu.

x

Zjednoczenie Włoch zbiegło się ze zjednoczeniem Niemiec. Czy przypadkiem? Raczej chyba nie, bo w polityce nie ma przypadków, choć czasem można odnieść takie wrażenie. Jak wspomniałem na początku, wpływy niemieckie na Półwyspie Apenińskim istnieją od czasów upadku Imperium Rzymskiego. W książce, Dno czary Lwa Kaltenbergha Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1965, natrafiłem na taki fragment:

  Cyprian Kamil na dźwięk nazwiska spojrzał z zaciekawieniem na Kleofasa-Telesfora. Osoba i nazwisko Cesarego Cantu nie były mu obce. Nie tylko dlatego, że często i przygodnie obijało się o uszy. Wiedział - jak tu wszyscy - że autor Regionamenti della storia Lombarda nel secolo XVII odpokutował swoje dzieło w austriackim więzieniu, czytał Marguerittę Pusterlę, napisaną w celi więziennej. Miał też w ręku zadziwiające dzieło: tomy aż 35 woluminów Storia universale. I historyczna, nasycona politycznymi aluzjami powieść, i Historia powszechna, pełna na podziw lekko podawanej, ogromnej erudycji autora, czyniły na Cyprianie wrażenie raczej niesympatyczne. Ukazująca pozorną łatwość, lotna, łacińska swada, zastosowana do historycznego poznania, napełniała rodzajem nie tylko nieufności, ale i lęku. (...)
- Nie wiem, jak inni sygnatariusze świętego aliansu, ale Austriacy usiłują nade wszystko stosować w politycznych swych postępkach tradycjonalizm zapożyczający pojęć z czasów bardzo dawnych. Tu w grę wchodzi już nie żaden ancien régime, ale błogosławione wieki średnie. Zwalcza się gwelfa - a jest nim w oczach austriackich nasz Cesare - ponieważ nie jest gibelinem. Gdyby nim był, mógłby sobie pozwolić na największą, a bodaj i otwartą bezbożność.
- Dodać by tu trzeba - wtrącił z uśmieszkiem Telesfor-Kleofas - że nie sam przecie anachronizm działa u tych tu Austriaków. Prawda, że ci z nich, którym wiek, a częściej jeszcze wysokie pochodzenie przyciemnia widzenie - tak, ci trzymają się tradycji nieraz bardzo odległej, bo i czegóż mogą się trzymać? Ale tacy z nich, którzy bezpośrednio zetknęli się z mieszkańcami miast i osiedli italskich... Choćby i mieli ochotę na wspomnienia z przeszłej historii, to im dzień dzisiejszy takie pomysły z głów powybija. Wiedzą oni dobrze, że signor Cesare, jeśli jest gwelfem, to nie przez swoje przywiązanie do papiestwa, w którym by pragnął widzieć zjednoczyciela Włoch. Ich węszyciele mają mają dobre nosy i teraz uchwycili właściwą woń. Nie ten jeden, wielu się mieni papistami - gwelfami właśnie - tylko dlatego, żeby nikt ich nie podejrzewał o gibelizm. Gorsze to pono, niż być agentem któregoś z italskich monarchów. Zresztą, tych tam wszystkich utytułowanych honoracjorów łatwo się rozgrzesza: strasznie im trudno komukolwiek się naprawdę podobać lub bodaj we własnej służbie znaleźć ludzi ufających...
Bartoli znów zamachał gwałtownie rękoma.
- A wstyd, wstyd, fratello! Jakże?! Mógłbyś powiedzieć, że każdy utytułowany, że każdy szlachcic włoski - to już zaraz rojalista burboński, sabaudzki czy, uczciwszy uszy, parmeńskiej Neupergowej?! dajże no spokój. Co najmniej tyle samo domów o wielkich wspomnieniach i tradycji ma dość italskiego rozdrobnienia, co - powiedzmy...
Telesfor-Kleofas uśmiechnął się jawniej i szerzej:
- Tyle ma dość, ile nie ma dość, co? Tyluż jest źle, ilu dobrze?!

Wypada więc dowiedzieć się, kim byli ci gibelini i gwelfowie. Wikipedia tak pisze:

Gibelini i gwelfowie – stronnictwa polityczne rywalizujące we Włoszech na przełomie XII i XIII wieku, głównie w okresie zmagań cesarza Fryderyka II z papiestwem.

Nazwa gwelfowie wywodzi się od włoskiej formy nazwiska popieranych przez nich książąt bawarskich Welf. Welfowie współpracowali z Państwem Kościelnym w walce przeciwko Świętemu Cesarstwu Rzymskiemu, a od XIII wieku byli przeciwnikami władzy cesarskiej we Włoszech.

Gibelini (lub gibelinowie, z wł. ghibellino) byli stronnikami władzy cesarskiej we Włoszech. W pewnym okresie zdołali zdominować część miast włoskich. Nazwa stronnictwa pochodzi od nazwy wirtemberskiego miasta Waiblingen i zarazem zawołania bojowego Hohenstaufów.

Oba stronnictwa nękane były wewnętrznymi sporami, co prowadziło niekiedy do zatarcia głównej linii podziału. Np. we Florencji w początkach XIV w. stronnictwo gwelfów podzieliło się na białych gwelfów – zwolenników ugody z cesarzem (należał do nich Dante Alighieri), i czarnych – radykalnie antycesarskich. Nazwy stronnictw i różnice między nimi przetrwały czasy zasadniczej przyczyny sporów i były w użyciu także po upadku dynastii Hohenstaufów.

Miasta gibelinów to: Arezzo, Forli, Modena, Osimo, Pawia, Pistia, Piza, Siena, Spoleto, Todi.

Miasta gwelfów to: Bolonia, Brescia, Crema, Cremona, Florencja, Genua, Lodi, Mantua, Orvieto, Perugia.

Neogwelfizm (wł. neoguelfismo. Neo- od gr. νέος, néos – nowy; -gwelfizm od wł. guelfismo – gwelifizm) – nazwa oznaczająca ruchy nawiązujące do ideologii gwelfów, działające w wiekach XIX i XX.

W XIX wieku neogwelfizm sprzeciwia się zjednoczeniu Włoch w laickie państwo. W zamian proponuje zjednoczenie pod przywództwem papieża. W XX wieku terminem tym określany jest ruch części katolickich przeciwników faszyzmu. Katolicyzm traktuje jako religię narodową Włochów, a w nich samych widzi naród, który ma moralny i obywatelski prymat nad innymi, jak głosi tytuł manifestu neogwelfizmu.

Najważniejszym ideologiem neogwelfizmu był Vincenzo Gioberti, ale istotny wkład wnieśli również Cesare Balbo i Carlo Cattaneo. Przeciwnikami neogwelfizmu byli przede wszystkim karbonariusze, którzy chcieli świeckich rządów, oraz konserwatywni przedstawiciele katolicyzmu jak Luigi Taparelli, którzy twierdzili, że katolicyzm nie jest szczególnie związany z żadną konkretną narodowością (Ga 3,28), a papież, jako przywódca Kościoła, nie powinien stawać się przywódcą jednej z nich.

Ga 3,28 – List św. Pawła do Galacjan: Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie.

x

Jak widać wpływy niemieckie na Półwyspie są niezwykle trwałe. W spór pomiędzy Świętym Cesarstwem Rzymskim a Bizancjum w 1018 roku zaangażował się Bolesław Chrobry, który po zajęciu Kijowa wysłał poselstwo do Bazylego II, władcy Bizancjum, oferując mu przyjaźń, ale grożąc jednocześnie, że odwoła posiłkowe oddziały ruskie znajdujące się w armii bizantyjskiej, o ile Bazyli nie wycofa się z Italii południowej. Więcej o tym w aktualizacji bloga 1025. Jest to pośredni dowód na to, że Chrobry był wasalem cesarza niemieckiego, a ziemie piastowskie częścią Świętego Cesarstwa Rzymskiego, czyli I Rzeszy.

Okres napoleoński w historii Włoch jest w Wikipedii całkowicie pominięty. Czy przypadkiem? W praktyce to Napoleon zjednoczył je i stworzył nowoczesne państwo. Jednak kongres wiedeński cofnął jego dzieło, ale chyba tylko po to, by wielcy tego świata mogli zorganizować ruch rewolucyjny, sugerując tym samym, że lud ma na coś wpływ. Napoleon stworzył państwo włoskie, tak jak Niemcy stworzyli Piłsudskiemu Królestwo Polskie, które po ich upadku przekształcono w republikę. Rewolucjoniści włoscy, zanim przystąpili do dzieła, mieli już gotowe państwo i Piłsudski również.

Przebieg walk o zjednoczenie Włoch wskazuje na taki scenariusz. Powstały dwa stronnictwa: jedno radykalne, drugie umiarkowane. I to drugie, królewskie, szybko wycofało się. Pozostało tylko te, które miało pozostać. Zaprowadzono rządy republikańskie, a wraz z nimi powszechny obowiązek służby wojskowej. Powstała więc współczesna forma niewolnictwa, bo zmusza się ludzi do zabijania innych, a tym samym narażania własnego życia w imię jakiejś abstrakcyjnej idei zwanej ojczyzną. Mniejsze państwa jednoczy się w większe, chyba tylko po to, by mogły prowadzić wojny z innymi większymi państwami, powstałymi również wskutek zjednoczenia mniejszych. Małego państwa nie stać na utrzymanie armii, która mogłaby zagrozić innemu małemu państwu, a przynajmniej zniszczenia nie byłyby tak wielkie i straty w ludziach byłyby daleko mniejsze.

RAŚ

W czasie niedzielnych marszów w dniu 25 maja, na marszu Trzaskowskiego pojawiły się żółto-niebieskie flagi, co mogło kojarzyć się z flagami Ukrainy, które są niebiesko-żółte. Te pierwsze to barwy Górnego Śląska, na którym działa Ruch Autonomii Śląska (RAŚ). Warto więc sobie przybliżyć ten Ruch, jak i historię tego regionu. Informacje poniższe pochodzą z Wikipedii.

Ruch Autonomii Śląska (RAŚ) – stowarzyszenie utworzone w styczniu 1990 na Górnym Śląsku. Od 27 czerwca 2001 z siedzibą w Katowicach. Głównym celem organizacji jest utworzenie autonomicznego regionu w historycznych granicach Górnego Śląska. Ruch Autonomii Śląska powołuje się na posiadanie autonomii w okresie II Rzeczypospolitej przez województwo śląskie, które działało w ramach Statutu Organicznego, nadanego przez Sejm Ustawodawczy.

Autonomia

Jednym z głównych postulatów RAŚ jest przeprowadzenie szerokiej reformy państwa, polegającej na przekształceniu Rzeczypospolitej Polskiej w państwo regionalne. Celem tego stowarzyszenia jest doprowadzenie do autonomizacji Śląska na skutek takiej reformy państwa. RAŚ odżegnuje się od poglądów separatystycznych – zdaniem tego stowarzyszenia szeroka autonomia w ramach Rzeczypospolitej Polskiej jest najkorzystniejszą formą funkcjonowania dla Śląska.

Według programu RAŚ autonomia miałaby funkcjonować w oparciu o przywrócony Sejm Śląski, regionalny rząd i Skarb Śląski. Regionalny parlament miałby być ciałem jednoizbowym, wybieranym w wyborach większościowych. Sejm Śląski wybierałby ze swego składu rząd, na czele którego stawałby premier. Skarb Śląski zastąpiłby Urzędy Skarbowe, większość zgromadzonych środków pozostawałaby w regionie, a jedynie niewielka ich część byłaby przekazywana do budżetu centralnego. W gestii centralnych władz pozostawałyby m.in. dyplomacja, wojsko i polityka monetarna.

Rejestracja i prawne aspekty działalności

27 czerwca 2001 dokonano wpisu RAŚ do Krajowego Rejestru Sądowego (numer 0000021371). W myśl zapisu RAŚ jest stowarzyszeniem z siedzibą w Katowicach przy ulicy Księdza Norberta Bończyka 9/4. Stowarzyszenie na zewnątrz reprezentuje Zarząd, który także jest upoważniony do zaciągania zobowiązań majątkowych. Zarząd może upoważniać Przewodniczącego i Wiceprzewodniczącego RAŚ większością 2/3 głosów do zaciągania zobowiązań majątkowych.

Narodowy spis powszechny

Najbardziej widocznym sukcesem RAŚ była agitacja przed spisem powszechnym w 2002 roku prowadzona pod hasłem „Masz prawo zadeklarować narodowość śląską”. W spisie powszechnym narodowość śląską zadeklarowało ponad 173 tys. osób. Pełnomocnikiem Spisowym RAŚ był Andrzej Roczniok. Działacze RAŚ twierdzą, że wynik ten nie oddaje całej prawdy, ponieważ rachmistrze spisowi często odmawiali wpisania narodowości śląskiej do formularza.

Współpraca

RAŚ utrzymuje biura w USA, Belgii i Niemczech, jest także od 1993 członkiem Ligi Regionów, organizacji postulującej podział Polski na 12 autonomicznych regionów (jej członkami jest także Unia Wielkopolan, Związek Górnośląski, Związek Podhalan i Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie). Przez dłuższy czas współpracował z organizacjami niemieckiej mniejszości narodowej w Polsce. RAŚ utrzymuje kontakty z niemieckimi organizacjami Ślązaków oraz regionalistami z krajów Unii Europejskiej.

W 1997 RAŚ wziął udział w konferencji Partii Regionalistów Wolnej Bretanii (obok innych organizacji jak np. Liga Celtycka, Partia Walii, Szkocka Partia Narodowa, czy Flamandzka Unia Narodowa). Dwaj przedstawiciele RAŚ brali też udział w konferencji w Bozen, gdzie omawiano przeprowadzanie akcji zbierania funduszy na szkoły niemieckie na Śląsku. Jednak od kilku lat mniejszość niemiecka zaczęła traktować RAŚ jako konkurencję w walce o głosy wyborców na Śląsku.

Część działaczy RAŚ działa na rzecz Związku Ludności Narodowości Śląskiej, który usiłuje na drodze sądowej zalegalizować w Polsce narodowość śląską (20 grudnia 2001 i 17 lutego 2004 Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu odrzucił wniosek w tej sprawie).

Od 2004 Ruch Autonomii Śląska jest członkiem europejskiej partii politycznej Wolnego Sojuszu Europejskiego, zrzeszającej regionalistów, autonomistów i separatystów z różnych krajów Europy.

Ruch współpracuje też ze stowarzyszeniami działającymi na rzecz autonomii Śląska z innych państw. Do tej pory powstały Initiative für Autonomie Schlesiens e.V. (Niemcy), Silesian Autonomy Movement UK (Wielka Brytania) oraz Bevegelsen for Autonomii Silesia (Norwegia).

Przychylne RAŚ stanowisko zajmował pochodzący ze Śląska znany reżyser i senator Kazimierz Kutz, który przed wyborami samorządowymi w 2006 otwarcie poparł RAŚ. RAŚ wspierają także znani na Śląsku i poza nim: pisarz Henryk Waniek, dramaturg Ingmar Villqist oraz artysta plastyk Andrzej Urbanowicz, gdyż ich zdaniem stowarzyszenie prezentuje zaangażowanie w bieżące sprawy regionu, głównie w kwestiach ochrony i promocji górnośląskiej tożsamości narodowej oraz kultury.

Publikacje historyczne byłych działaczy RAŚ

W niektórych publikacjach byłych działaczy RAŚ (m.in. Dariusza Jerczyńskiego czy Bruno Nieszporka) można było znaleźć twierdzenia, że historia Śląska została zafałszowana przez polskich nacjonalistów, natomiast germanizacja i walka z Polakami organizacji takich jak Hakata i Komisja Kolonizacyjna były formą obrony przed polskim nacjonalizmem oraz że Polska „walnie się przyczyniła” się do wybuchu II wojny światowej.

Nieszporek dokonał rewizji ustaleń historycznych dotyczących przyczyn obu wojen światowych, a zwłaszcza II wojny światowej. Za sprawcę tej ostatniej oprócz Hitlera i Stalina uznał także w dużym stopniu Żydów (zwłaszcza amerykańskich), Polaków i USA. W omawianiu przyczyn pierwszej wojny światowej w dużym stopniu posłużył się obszernymi cytatami z Adolfa Hitlera (Mein Kampf). Jerzy Gorzelik, przewodniczący RAŚ, w artykule stanowiącym komentarz do dyskusji wokół tekstów Nieszporka i Jerczyńskiego, opublikowanym w „Jaskółce Śląskiej”, wyraził jednoznacznie negatywny stosunek do wszelkich prób rehabilitacji systemów totalitarnych.

Stosunek do nazwy Auschwitz-Birkenau

W liście Związku Ludności Narodowości Śląskiej do UNESCO, zgłoszonym przez paru członków RAŚ, będących jednocześnie członkami ZLNŚ, proszono, by nie uwzględniono wniosku polskich i żydowskich władz w sprawie zmiany nazwy obozu koncentracyjnego na „Auschwitz-Birkenau. Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady 1940-45”. W uzasadnieniu prośby wskazywano na istnienie w latach 1945–1948 na terenie dawnego obozu nazistowskiego komunistycznego łagru, w którym przetrzymywano m.in. Ślązaków. Działania te wzbudziły protest czołowych postaci świata politycznego, m.in. byłego więźnia Auschwitz Władysława Bartoszewskiego. Ostatecznie Ruch Autonomii Śląska nie poparł wniosku ZLNŚ, który nie został też uwzględniony przez UNESCO. Akcja ta miała na celu zwrócenie uwagi społeczeństwa polskiego na przemilczany i marginalizowany problem powojennych brutalnych obozów pracy, w których przetrzymywano głównie Ślązaków oraz śląskich Niemców bez wyroku, a czasem nawet bez podejrzenia popełnienia przestępstwa.

Kontrowersje wzbudziła także wypowiedź jednego z byłych członków RAŚ, Andrzeja Rocznioka, który stwierdził w 2005, iż po II wojnie światowej istniały „polskie obozy koncentracyjne”. Ta kontrowersyjna opinia po raz kolejny przywróciła debatę nt. odpowiedzialności moralnej za powojenne obozy niewolniczej pracy dla niektórych grup etnicznych (tj. Ślązaków i śląskich Niemców).

Raport Urzędu Ochrony Państwa

W 2000 Urząd Ochrony Państwa w raporcie o bezpieczeństwie państwa ostrzegał, że RAŚ może stanowić „potencjalne zagrożenie dla interesów RP”. RAŚ uznał za nieuprawnione sugestie uznające go za strukturę podległą Związkowi Wypędzonych. Sam katowicki UOP sprawę bagatelizował, ówczesny rzecznik delegatury mjr Zbigniew Nowak w rozmowie z Janem Dziadulem z Polityki mówił: Nie widzimy obecnie żadnych zagrożeń dla polskiej racji stanu na Śląsku, także w działaniach ruchu autonomistów. Zbigniew Nowak stwierdził jednocześnie, w odpowiedzi na sugestie ze strony RAŚ o zagrożeniach wynikających dla kraju z powodu działań UOP w stosunku do legalnych organizacji, iż spośród 30 największych ruchów autonomistycznych i separatystycznych, w większości działających na terenie Unii Europejskiej, wszystkie monitorowane są przez krajowe służby specjalne.

Historia

Górny Śląsk (łac. Silesia Superior; śl. Gōrny Ślōnsk; cz. Horní Slezsko; dś. Aeberschläsing, Oberschläsing; niem. Oberschlesien) – część historycznej krainy Śląska, położona w południowej Polsce oraz w północnej części Czech, w górnym dorzeczu Odry i początkowego biegu Wisły. Wzmiankowana po raz pierwszy w XV w. Pojęcie Górnego Śląska na przestrzeni dziejów używane było jednak w różnym znaczeniu, czasami w odniesieniu do regionu, czasem do konkretnej jednostki administracyjnej. Górny Śląsk można rozważać w kontekście politycznym, kulturowym, gospodarczym oraz etnicznym i trudno jest ściśle wyznaczyć jego granice, które zmieniały się w różnych okresach.

Za rdzeń Górnego Śląska można uznać obszar władzy książąt opolskich. Do niego przyłączyło się morawskie księstwo opawskie (podzielone potem na opawskie i karniowskie) oraz stopniowo kilka mniejszych państw stanowych. Natomiast w XV w. odłączyły się od niego ziemia siewierska oraz księstwa oświęcimskie i zatorskie. Na tej podstawie można przyjąć, że historyczny Górny Śląsk znajduje się na obszarze dzisiejszej Rzeczypospolitej Polskiej i Republiki Czeskiej, na terenie województwa śląskiego, województwa opolskiego i kraju morawsko-śląskiego. Historyczną stolicą Górnego Śląska jest Opole.

Górny Śląsk i inne krainy historyczne na tle współczesnych granic administracyjnych; źródło: Wikipedia (Netzach, praca własna).

Górny Śląsk często utożsamiany jest z województwem śląskim, mimo że prawie połowa jego terytorium to ziemie historycznie małopolskie. Województwo to obejmuje wschodni Górny Śląsk i część Śląska Cieszyńskiego, a poza tym ziemie historycznej Małopolski (m.in. ziemia częstochowska, Zagłębie Dąbrowskie, Żywiecczyzna). Z kolei w województwie opolskim, współcześnie zwykle utożsamianym z terminem Śląsk Opolski, mieści się zachodnia część historycznego Górnego Śląska oraz fragmenty Dolnego Śląska (Brzeg, Namysłów).

Podział na Śląsk pruski i Śląsk Austriacki

W 1526 Śląsk przeszedł pod władzę Habsburgów, a od 1742 (koniec I wojny śląskiej) stał się częścią Prus z wyłączeniem księstw cieszyńskiego i opawskiego, a także części karniowskiego i nyskiego. Śląsk został tym samym podzielony na część pruską i austriacką, i ta międzypaństwowa granica przetrwała do I wojny światowej. W monarchii austriackiej Habsburgów obszarów tych nie nazywano Górnym Śląskiem a Śląskiem Austriackim. Po I wojnie światowej nazwa Śląsk Austriacki wyszła z użycia, natomiast część Śląska, która weszła w skład Czechosłowacji nazwano Śląskiem Czeskim (termin ten ukuto już w XVIII w., odwołując się do ziem Korony Czeskiej). Stosowano tu ponadto nazwy nowych subregionów, m.in. Śląsk Cieszyński (Těšínsko), Śląsk Opawski (Opavsko), a po I wojnie światowej: Kraj Sudetów (Sudetenland), Kraik hulczyński (Hlučínsko) czy Zaolzie. Odrębność kulturowa wytworzona w przeszłości między np. Śląskiem Cieszyńskim a dawnym obszarem Śląska pruskiego utrzymuje się również współcześnie. W polskiej części Śląska Cieszyńskiego mieszkańcy określają siebie jako Cieszyniacy, ewentualnie Ślązacy (czasem dodając cieszyńscy), co ma ich odróżniać od mieszkańców z dawnego Śląska pruskiego – Górnoślązaków, z którymi relacje w przeszłości nie były najlepsze. Rodzima ludność z dawnego Śląska Austriackiego na terenie Czech ma co najwyżej tożsamość śląską w odmianie opawskiej czy cieszyńskiej, ale zwykle nie jest ona dominującym składnikiem tożsamości regionalnej. Termin Górny Śląsk jest tu traktowany raczej jako pojęcie historyczne, używane niechętne ze względu na uwikłanie w dawne spory narodowościowe.

Wschodnia i zachodnia część Górnego Śląska

W 1945 niemal cały historyczny Śląsk znalazł się w granicach państwa polskiego. Wówczas na wschodnim Górnym Śląsku osiedlono stosunkowo niewielu przesiedleńców. Częściowa wymiana ludności dotyczyła przede wszystkim zachodniej i centralnej części Górnego Śląska – lokowano tu ludność z Kresów Wschodnich (głównie z południowo-wschodnich województw II Rzeczypospolitej: lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego); osiedlali się tam też migranci z centralnej i wschodniej Polski Polski, a także z Zagłębia Dąbrowskiego czy polskiej części Galicji oraz Polacy powracający do kraju z Europy Zachodniej. W miastach prawobrzeżnej części Śląska Opolskiego (rozumianego tu jako dawna rejencja opolska) jak Bytom, Zabrze, Gliwice, oraz zwłaszcza w centrach miast takich jak np. Opole, Racibórz, Koźle, Dobrodzień, Pyskowice, Strzelce Opolskie, Krapkowice, Olesno miejsce po częściowo ewangelickiej ludności niemieckiej zajęła napływowa katolicka ludność polska. W efekcie w centrach miast przeważała tam polska ludność napływowa, a ich obrzeża, wioski i niewielkie miasta w dalszym ciągu zamieszkiwała rodzima ludność śląska, której nie objęły wysiedlenia, jednak spora część tej rodzimej ludności wyjechała dobrowolnie do Niemiec w późniejszych powojennych latach w okresie Polski Ludowej. Na Dolnym Śląsku wymiana ludności była praktycznie całkowita. Z czechosłowackiej części Śląska po II wojnie światowej również wysiedlono ludność niemiecką. Współcześnie zmniejsza się liczba osób deklarujących się jako Polacy czy Ślązacy w czeskiej części Śląska Cieszyńskiego.

W następnych powojennych latach, w okresie całego PRL-u i później, na (polskim) Górnym Śląsku masowo w bardzo dużej ilości osiedlała się ludność z całej Polski (tj. ludność napływowa z różnych części Polski) wskutek rozwoju przemysłu i rozbudowy nowych osiedli, a nawet całych miast (np. Tychy), co zdecydowanie zwiększyło liczbę ludności regionu. Ludność ta często osiedlała się na Górnym Śląsku ze względu na podejmowanie się pracy m.in. w przemyśle (kopalnie, huty), jako że przemysł, zwłaszcza górniczy, stanowił bardzo ważną część gospodarki PRL-u. Najwięcej napływowych na Górnym Śląsku pochodziło z okolic Kielc, Krakowa, Częstochowy czy Łodzi, choć faktycznie ludność napływowa pochodziła z całej Polski, także też innych okolic niż wymienione. Podobnie zresztą sytuacja wyglądała w sąsiednim, małopolskim Zagłębiu Dąbrowskim, w którym również osiedlała się ludność napływowa z całej Polski m.in. wskutek rozwoju przemysłu czy budowy nowych osiedli.

W 1945 utworzono województwo śląsko-dąbrowskie obejmujące przedwojenny polski Górny Śląsk, dawną rejencję opolską oraz Zagłębie Dąbrowskie. W 1950 wydzielono osobne województwa katowickie i opolskie. Granica między tymi województwami przypominała do pewnego stopnia granice między „polskim” a „niemieckim” Górnym Śląskiem z 1922. Przesunięto jednak bardziej uprzemysłowione Gliwice, Bytom i Zabrze do przemysłowego województwa katowickiego, natomiast województwo opolskie miało mieć bardziej charakter rolniczy. Jego terytorium powiększono o dolnośląskie powiaty: brzeski i namysłowski. Od tego czasu termin Śląsk Opolski, obok nazwy Opolszczyzna, stosowany jest zwykle w odniesieniu właśnie do województwa opolskiego.

Górny Śląsk a Dolny Śląsk

Na Śląsku ludność słowiańskiego pochodzenia pojawiła się w VII w. Na Dolnym Śląsku napływ ludności niemieckiej doprowadził z czasem do jej germanizacji i już w średniowieczu dominowali tu ekonomicznie i kulturowo Niemcy. Bardzo wcześnie, bo w II poł. XVI w. dominującą religią stał się protestantyzm. Jeszcze w XVIII w. polska strefa językowa obejmowała niektóre dolnośląskie miasta wraz z okolicami takie jak Oława, Trzebnica, Namysłów. Między XVIII a XIX w. polsko-niemiecka granica językowa przebiegała mniej więcej jak ta oddzielająca Górny Śląsk od Dolnego Śląska wyznaczona przez rzeki: Stobrawa, Odra, Nysa Kłodzka.

Na Górnym Śląsku kolonizacja niemiecka nie była tak intensywna, m.in. przez naturalną barierę w postaci rzeki Odry i gęstej puszczy. Ludność wiejska tworzyła społeczności lokalne, zachowując swój sposób życia i język. Kontrreformacja osiągała tu sukcesy i po wojnie trzydziestoletniej znaczna część ludności z protestanckich kolonii niemieckich przeszła na katolicyzm. Za czasów pruskich ta część Śląska była raczej zapomniana i zacofana. Radykalnie zmieniło się to w II poł. XIX w., kiedy silnie rozwinął się tu przemysł. W okresie międzywojennym wschodnia część Górnego Śląska należała do II Rzeczypospolitej, natomiast część zachodnia oraz Dolny Śląsk były częścią Rzeszy.

x

Po 1989 roku powstała Liga Regionów, czyli organizacja, która postulowała podział Polski na 12 regionów. W jej skład wchodziły następujące organizacje: Unia Wielkopolan, Związek Górnośląski, Związek Podhalan i Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Nie jest przypadkiem, że wszystkie te organizacje, poza Związkiem Podhalan, powstały na terenach, które już za czasów piastowskich graniczyły bezpośrednio z niemieckimi księstwami I Rzeszy. I Rzesza to był model państwa czy federacji oparty na regionalizmie. Składała się ona z mnóstwa większych czy mniejszych księstw. Polska Piastów, jak pisałem w blogu 1025, była częścią tej Rzeszy, a Piastowie – wasalami cesarza niemieckiego. Tak więc tereny te stały się miejscem zderzenia się żywiołów niemieckiego i polskiego. Naturalną rzeczą było to, że żywioł niemiecki okazał się silniejszy i bardziej ekspansywny. Skutkiem tego na przestrzeni wieków wytworzyły się nowe społeczności czy narody – kaszubski i śląski, a raczej górnośląski. Również Wielkopolska miała podobne doświadczenia. Natomiast na Podhalu zaznaczyły się wpływy austriackie, czyli też niemieckie.

Po rozpadzie dzielnicowym Łokietek zdołał zjednoczyć (czy może tak zaplanowano?) tylko Wielkopolskę i Małopolskę. Śląsk pozostał poza tym zjednoczonym państwem. Unia personalna z Litwą, która oznaczała w praktyce wyjście zjednoczonego państwa z ówczesnej unii europejskiej, była początkiem unifikacji obu państw, czyli Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. W tym czasie (1386-1569) Jagiellonowie intensywnie pracowali nad likwidacją w miarę rozwiniętego za czasów I Rzeszy społeczeństwa polskiego. Zlikwidowali mieszczaństwo, a z chłopów zrobili niewolników. Musiało być tak jak w WKL. I wtedy doszło do unii realnej w 1569 roku.

Nie wszystko jednak udało się Jagiellonom. Żeby więc dobić naród polski, zorganizowano najazd Szwedów, zwany potocznie potopem szwedzkim. W tym czasie zniszczono ziemie byłego Królestwa Polskiego. Natomiast tereny byłego WKL zostały zajęte przez Rosję, która niczego w nim nie zniszczyła. Tak przygotowywano teren pod stworzenie nowego narodu polskiego.

W XIX wieku w Wielkopolsce prowadzono intensywną germanizację, a w Królestwie Polskim – rusyfikację. W tym samym czasie, pod zaborem rosyjskim, jezuici – po tym jak caryca Katarzyna II nie zgodziła się na kasację ich zakonu, co uczyniono w całej Europie – wraz z tamtejszą arystokracją, którą już wcześniej spolszczono, intensywnie uczyli miejscową ludność języka polskiego. Bardzo możliwe, że równocześnie nadawano edukowanej młodzieży polskie nazwiska. Skoro wcześniej 47 rodów bojarów rusińskich i litewskich zaadoptowało 47 herbów szlachty polskiej, stając się w ten sposób polskimi szlachcicami, to dlaczego by nie powtórzyć tego z masami, nadając im już nie herby tylko nazwiska?

W ten sposób stworzono na wschodzie nowy naród polski, który ze starym narodem polskim, już wtedy zmarginalizowanym, nie miał nic wspólnego. I ten nowy naród zdominował odrodzoną II RP. W PRL-u nic nie zmieniło się. Po powojennych przesiedleniach społeczeństwo polskie stało się jeszcze bardziej wschodnie w mentalności i sposobie myślenia. Konająca III RP zaprosiła miliony Ukraińców, utrwalając tym samym wschodni charakter społeczności ją zamieszkujących.

Nowy naród polski, ukształtowany na wschodzie, składał się ze społeczności byłego WKL. Nie były one w pełni wykształcone w sensie językowym i narodowościowym i dlatego było to możliwe. Jednak trzeba było stworzyć mu jakąś podstawę ideologiczną, jakiś system wartości. I tak narodził się Polak-katolik. Odwoływano się w tym przypadku do jakiejś mętnej idei polskości i katolicyzmu, który odróżniał ich od pozostałej ludności prawosławnej tych terenów.

W przypadku Ślązaków mamy do czynienia z zupełnie odmiennym procesem. Przede wszystkim jest to społeczność czy naród, który odróżnia się od nowego narodu polskiego tym, że od pokoleń mieszkają na tym samym terenie i ma własną gwarę czy język, jak oni utrzymują. I ten język i to niezmienne trwanie na tym samym terenie stało się podstawą do wytworzenia pewnych tradycji i systemu wartości. Ich patriotyzm to ich język – ich i nikogo innego, krajobraz i tradycja. To są konkrety. W przypadku Polaka-katolika mamy do czynienia z czymś nieokreślonym, bo przecież każdy, kto mówi po polsku i jest katolikiem, bez względu na to czy mieszka w Polsce, na Białorusi czy na Ukrainie – może uważać się za Polaka i za takiego jest uważany w Polsce. Wszak dla Srokowskiego z Gazety Warszawskiej Polska to przede wszystkim Lwów i Kresy. A dla mnie Kresy to nie Polska. I kto tu jest Polakiem? – On czy ja?

Oczywiście w przypadku Ślązaków nie jest to tak jednoznacznie jak wyżej napisałem. Są zapewne tacy, którym bliżej do Niemców, inni może nie odżegnują się od związków z Polską, a może są też tacy, którzy akceptują związki z jednymi i drugimi. Mamy też na Śląsku do czynienia z mniejszością niemiecką i ludnością napływową. Nie można też wykluczyć działania służb specjalnych, które te środowiska rozbijają i skłócają. Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że RAŚ ma jasno sprecyzowany cel: uznanie gwary śląskiej za język i zdobycie możliwie jak najszerszego zakresu autonomii.

Przedstawiciele RAŚ pojawili się na marszu Trzaskowskiego, bo on im obiecuje, że uzna gwarę śląską za język. Czy środowiska PiS-u i Nawrocki odmawiają im tego? Bardzo możliwe, bo ich elektorat to w dużym stopniu przedstawiciele nowego narodu polskiego, dla którego nie bardzo wiadomo, co jest najważniejsze. Czy to, żeby Polska była Polską, co nic nie znaczy? Czy to, żeby Ukraińcy przeprosili za Wołyń? Czy może jeszcze coś innego, równie nieprecyzyjnego?

Jeśli Trzaskowski wywiąże się ze swojej obietnicy wobec RAŚ, co wcale nie jest takie pewne, to będzie to w jakimś stopniu pozytywny gest w stosunku do dawnej Polski i starych Polaków, którzy, może w niewielkim stopniu, ale jednak, byli tym elementem, którzy złożył się na powstanie śląskiej społeczności lub narodu śląskiego, jak chcą Ślązacy.

Wybory ’25 c.d.

W komentarzu na swoim kanale, po pierwszej turze wyborów prezydenckich, Tomasz Piekielnik zwrócił uwagę na interesujący fakt. Niestety, zamiast od razu przenieść jego słowa na „papier”, czyli na mój blog, odłożyłem to na później i teraz nie odnajduję tego wątku, co oznacza, że został usunięty. No cóż, czasem zdarza się, że oficer prowadzący coś przeoczy, ale w tym wypadku szybko naprawił swój błąd.

Chodziło o to, że kandydaci, którzy zdobyli najmniejsze poparcie: Bartoszewicz Artur – 95 640 głosów, Maciak Maciej – 36 371, Woch Marek Marian – 18 338, że oni musieli zebrać 100 tys. podpisów. Artur Bartoszewicz chwalił się, że zebrał ich 250 tys. Jak to się więc stało, że uzyskali oni mniejsze poparcie, niż ilość zebranych podpisów. Czy tu nie było jakiegoś fałszerstwa? – pytał Piekielnik. No właśnie! Nie można wykluczyć tego, że część ludzi składała podpisy, ale nie zamierzała głosować na tego kandydata. To jest nieuczciwe i aż ciśnie się na usta słynna sentencja z filmu Wielki Szu: „Graliśmy uczciwie: Ty oszukiwałeś, ja oszukiwałem – wygrał lepszy”. Ale też nie można wykluczyć innej możliwości, że podpisy te zostały zebrane nieuczciwie lub że ich nie zebrano w wymaganej ustawą ilości. Nieuczciwie, to oznaczałoby, że mogły być kupione, choć niekoniecznie, w jakiejś firmie posiadającej w dużej ilości dane personalne ludzi, jak choćby operatorzy telefonii komórkowych czy banki. W drugim przypadku oznacza to, że nie zebrano wymaganej ilości podpisów, a Państwowa Komisja Wyborcza i tak zaakceptowała taką listę. Kto ma do nich dostęp? Kto może kontrolować jakość pracy tej komisji? Jeśli było trzynastu kandydatów, to znaczy, że trzeba było sprawdzić, a nie policzyć, 1 300 000 danych, to znaczy sprawdzić imię i nazwisko i numer PESEL. Ilu ludzi musiałoby to robić i ile czasu zajęłoby to im? A jak sprawdzić czy oni nie oszukiwali? A co jeśli na tych listach znajdowali się obywatele Ukrainy, którzy mają nadane te numery? Pytania można mnożyć, a odpowiedzi na nie nie ma. Wydaje się, że tu działa reguła: ROMA LOCUTA, CAUSA FINITA (Rzym orzekł, sprawa skończona). Ktoś może oczywiście założyć, że Komisja działa uczciwie, ale to jest tylko założenie. Ja założyłem sobie, że działa ona nieuczciwie, choć nie mam na to dowodów, to działanie Platformy Obywatelskiej z 2007 roku, o czym niżej, jest dla mnie wystarczającym powodem, by uważać całą klasę polityczną za skorumpowaną i pozbawioną wszelkich skrupułów w swoim postępowaniu.

Pojawiły się już opinie o możliwości sfałszowania wyników wyborów, a to m.in. z tego względu, że tak równomierny rozkład głosów zwycięzców pierwszej tury jest nienaturalny. Przytaczane jest w tym wypadku słynne stwierdzenie Stalina, że nieważne, kto jak głosuje tylko, kto liczy głosy. Czy jest zatem taka możliwość, że przy liczeniu głosów można dokonać zmian? Komisje w lokalach wyborczych zliczają głosy i na tym etapie, etapie pojedynczego lokalu wyborczego, fałszowanie wyników wyborów nie ma sensu, bo rodzaj tego fałszerstwa trzeba by uzgodnić we wszystkich lokalach wyborczych w całym państwie. Wyniki glosowania w tych lokalach są przekazywane do gmin, które sumują wyniki ze wszystkich lokali wyborczych na swoim terenie. Taki zbiorczy wynik wysyłają do województwa, które sumuje wyniki z wszystkich gmin i wysyła do PKW, która sumuje wyniki ze wszystkich województw. Karta do głosowania jest anonimowa, skąd więc biorą się informacje o tym, kto ma takie a takie wykształcenie, do jakiej grupy wiekowej zalicza się, czy jest z miasta czy ze wsi itp. Prawdopodobnie są to informacje od ankieterów, którzy przed lokalami wyborczymi pytają ludzi o to, jak głosowali. Czy taka próbka może być wiarygodna i czy ankietowani mówią im prawdę? Czy cokolwiek z tego, co nam mówią o wyborach jest prawdziwe?

Czy można zatem sfałszować wyniki wyborów? A jeśli tak, to na jakim etapie? Na etapie lokali wyborczych, jak napisałem wyżej, wydaje się to bez sensu i raczej niemożliwe. Podobnie ma się sprawa na etapie województw. Pozostaje więc etap centralny, czyli PKW. Komisja ta może podać wyniki wyborów takie, jakie jej zlecili nieznani przełożeni. Skoro nikt nie może skontrolować PKW, to jest rzeczą naturalną, że tam mogą dokonywać się tego typu procedery. Tam nie trzeba z nikim koordynować swoich decyzji. Tylko PKW zna prawdziwe wyniki głosowania i nikt inny i nikt inny nie ma wglądu do tych informacji.

Demokracja jest najbardziej szatańskim ustrojem, jaki kiedykolwiek wymyślono. Najlepiej jej istotę ujął Winston Churchill w definicji, której tylko część, zaznaczona kursywą, jest powszechnie znana. Poniżej pełna wersja.

Monarchia była ustrojem, w którym władzę dziedziczono lub nowego władcę wybierała wąska grupa ludzi. Jej wadą było to, że cała odpowiedzialność spoczywała na monarsze. W demokracji nikt nie ponosi odpowiedzialności za swoje czyny, bo po wyborach przychodzi nowa władza wybrana w demokratycznych wyborach, a stara odchodzi w siną dal. Stąd permanentną cechą tego ustroju jest wszechogarniająca korupcja i brak odpowiedzialności za słowo.

W 2007 roku Platforma Obywatelska przeprowadziła akcję zbierania podpisów pod petycją do sejmu w sprawie zmiany ordynacji wyborczej z proporcjonalnej na większościową, czyli żeby wybory do sejmu odbywały się w okręgach jednomandatowych. W praktyce chodziło o to, by ludzie, którzy uzyskali minimalne poparcie, nie zostawali posłami. A tak się dzieje w ordynacji proporcjonalnej. PO zebrała ponad 700 tys. podpisów. Jednym z nich był mój. Później wszystkie one trafiły do sejmowej niszczarki. To był moment, który pozbawił mnie wszelkich złudzeń i powiedziałem sobie, że ja w tym cyrku uczestniczyć nie będę. I od tego momentu na żadne wybory nie chodzę, bo uwłaczałoby to mojej godności jako człowieka.

W 2008 roku wziąłem udział w Marszu JOW, czyli Ruchu na Rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Wtedy miałem jeszcze złudzenia co do tego rozwiązania, ale później, po bliższym przyjrzeniu się tzw. Regule JOW i innym pomysłom typu demokracji szwajcarskiej, wyzwoliłem się z wszelkich złudzeń. O tym pisałem w blogu Pomysły. Jednak na udział w Marszu zdecydowałem się dlatego, że chciałem z bliska zobaczyć, jak to jest zorganizowane. Szedłem więc w tym pochodzie od Placu Zamkowego do Sejmu i słuchałem, co mówili idący tuż za mną studenci z Koszalina. Przyjechali na ten pochód, bo im opłacono przejazd w obie strony i po jego zakończeniu dostali jeszcze darmowy obiad. Szli i co chwila skandowali: zdrowo, zdrowo, jednomandatowo! Byli też studenci z Wrocławia, bo to siedziba Ruchu JOW. Oprócz nich było sporo ludzi starszych. Nie był to wielki pochód. Może wzięło w nim udział około dwustu osób. Ale warto było pojechać. Teraz nie mam żadnych złudzeń, że te wszystkie protesty, czy to rolników, hutników, górników i innych, są akcjami zorganizowanymi, a ludzie biorący w nich udział opłaceni w takiej czy innej formie.

„Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają.” – Szekspir. Te wybory, jak wszystkie inne i cała otoczka wokół nich, to oczywiście teatr. Scenariusz został już dawno napisany, role rozdzielone. Jedynie naiwny elektorat wierzy, że to tak naprawdę i tłumnie głosuje, sądząc, że ma na coś wpływ. Demokracja to opium dla mas.

Krzyżowcy

W dniu 18 maja pojawił się na bułgarskim kanale Pogled Info wywiad z izraelskim analitykiem Sajmonem Cipisem. W nim wypowiedział się on m.in. na temat unii europejskiej i jej polityki wobec Rosji. Poniżej ten fragment.

Czym obecnie jest unia europejska? To blok, który powinien rozszerzać się tylko o państwa europejskie. Jednak UE to blok, który obejmuje również państwa, które do Europy nie należą. To Norwegia i Szwecja, które, w sensie terytorialnym, nie leżą na kontynencie europejskim. Od Europy oddzielone są dwoma morzami: Bałtyckim i Północnym. To oznacza, że UE nie jest blokiem tylko dla państw europejskich. To jedno, a drugie to fakt, że UE ze swoją wojenną retoryką jest gotowa pójść na wojnę, ponieść jej koszty tylko po to, by dołączyć do siebie nowych członków. Mam tu na myśli Gruzję, którą UE starała się przyłączyć, czego skutkiem była wojna z Rosją w 2008 roku. Obecnie chce ona wciągnąć w swoją strukturę Ukrainę, co skutkuje wojną we Wschodniej Europie pomiędzy Rosją i Ukrainą. Natomiast zamiar wciągnięcia Gruzji jest nadal aktualny. Tym razem jednak działania prowadzone są od wewnątrz poprzez popieranie w Gruzji euroentuzjastów. UE jest gotowa zapłacić każdą cenę za pozyskanie nowych członków. To oznacza, że UE jest nie tylko blokiem ekonomicznym i geopolitycznym. Za tym kryje się coś innego. Pragnę zwrócić uwagę, że kiedy UE osiągnęła swoje apogeum na przełomie lat 80-tych i 90-tych, gdy UE świętowała upadek Związku Radzieckiego, nastąpiła jej ekspansja, czyli powiększenie o nowych członków. Byłe radzieckie republiki – takie jak Litwa, Łotwa, Estonia, Mołdawia – uzyskały początkowo status kandydatów i weszły w obręb strefy Schengen.

Skłoniło mnie to do zadania sobie wielu pytań. Dlaczego UE nie zachęca do wstąpienia w swoje szeregi takich państw Azji Środkowej jak Kazachstan, Uzbekistan, Kirgistan, Tadżykistan, Azerbejdżan. To także były radzieckie republiki. Żadne z tych państw nie otrzymało propozycji wstąpienia do UE. Również Turcja, którą przyjęto do NATO, ale odmawia się jej statutu pełnego członka UE. Jeśli państwa te nie są zapraszane do unii, to co jest tego przyczyną? Wszystkie te państwa, to państwa muzułmańskie. Wobec tego można dojść do wniosku, że UE to nie blok makroekonomiczny i nie blok geopolityczny. UE to blok religijny. Pragnę zwrócić uwagę, że wszyscy członkowie UE i wszystkie państwa ubiegające się o członkostwo w UE, wszystkie bez wyjątku, są państwami chrześcijańskimi.

UE chciała wciągnąć w swoją strefę Gruzję. Sądzę, że w najbliższej przyszłości, jeśli UE przetrwa, ale załóżmy, że przetrwa, to nie mam wątpliwości, że zechce ona przyjąć Armenię i Białoruś. UE czeka tylko na koniec rządów Łukaszenki. Ale ani w przeszłości, ani obecnie i w przyszłości UE nie zaproponuje członkostwa państwom Azji Środkowej i Turcji, dopóki te państwa są muzułmańskie. Trzeba więc mieć na uwadze to, że UE to, nie tyle blok europejski, to blok chrześcijański.

Nie jest ważne, że niektóre państwa UE nie są katolickie. Dla UE nie jest ważne czy ma do czynienia z kościołem grecko-katolickim, katolickim, protestanckim czy prawosławnym. Najważniejsze jest, by skupić wokół siebie tylko chrześcijańskie państwa. I dlatego UE to blok religijny, a NATO wydaje się być niczym innym tylko wojskiem rycerzy krzyżowców. Ja nie żartuję, mówię jak najbardziej poważnie. Przyjmowanie nowych członków w swe struktury wydaje się być krucjatą Świętego Rzymskiego imperium, której celem jest podporządkowanie sobie imperium Bizantyjskiego. Jeśli przyjrzeć się bliżej wszystkim głównodowodzącym wojsk europejskich i wszystkim sekretarzom generalnym NATO, to oni wszyscy, bez wyjątku, są rycerzami krzyżowymi. I dlatego UE jawi się jako blok religijny Świętego Rzymskiego imperium, którego celem jest odtworzenie wielkiego katolickiego imperium. Sworzniem religijnym UE jest Watykan. Stolicą Kościoła katolickiego jest Watykan, który mieści się w granicach Rzymu. I tak mamy do czynienia z krucjatą Watykanu i UE z pomocą swojej armii krzyżowców, czyli NATO. Wszyscy mianowani oficerowie i generałowie są kawalerami mieczowymi, krzyżowcami. Są tam różne reguły i zakony, ale wszyscy są krzyżowcami.

I tak dochodzę do wniosku, że jednym wyjaśnieniem faktu, że UE jest gotowa iść na wojnę i walczyć o to, by pozyskać nowe państwa członkowskie, jest to, że jest to blok religijny, który prowadzi wojnę w Europie Wschodniej. Stąd te pogróżki w stronę Rosji, że jeśli nie ustąpi i nie zgodzi się na warunki UE w kwestii rosyjsko-ukraińskiego konfliktu, to przywódcy Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec, oznajmili że w razie odmowy Rosji do dalszych negocjacji z Ukrainą i w przypadku odmowy Rosji pójścia na kompromis, to oni są zdecydowani wysłać więcej broni i zaostrzyć sankcje. I jeśli to wszystko nie pomoże, to oni są gotowi wysłać swoje wojska, będące zresztą częścią NATO.

Gdyby to był blok makroekonomiczny, to chodziłoby o wolny rynek, nowe rynki zbytu, nowe terytoria do zagospodarowania, o euro-integrację. Ale tu nie o to chodzi. Cel, to stopniowa transformacja historycznych kościołów protestanckich, prawosławnych i chrześcijańskich w katolickie. To długotrwały proces, który stopniowo zachodzi. I każde państwo UE, czy to będzie Rumunia, Bułgaria czy Polska, tak czy inaczej, wcześniej czy później, znajdzie się w sytuacji, że jeśli tam jest prawosławie, to będzie przekształcone w katolicyzm. To jest krucjata. Według mnie jest to jedyne wyjaśnienie, które tłumaczy to, że ta elita, która rządzi Europą, nie jest zainteresowana pokojem. Oni są zainteresowani kontynuowaniem wojny, ponieważ są oni częścią procesu zwanego krucjatą.

x

Jest to, w mojej opinii, bardzo ciekawy pogląd, choć rodzi się pytanie: czy to możliwe? A jeśli tak, to jaką rolę odgrywały w konflikcie rosyjsko-ukraińskim Stany Zjednoczone? Przecież to one sfinansowały i zorganizowały kijowski Majdan w 2014 roku. Czy to możliwe, by były one marionetką w rękach Watykanu? A City of London? Z drugiej strony, jeśli spojrzymy w znacznie szerszym przedziale czasowym, to może ujrzymy rzeczy w innym świetle. Wszak schizma wschodnia to rok 1054, początek reformacji to rok 1517. Unia brzeska, czyli rozłam w prawosławiu, to rok 1596. Być może, jeśli przyjmiemy taką perspektywę, to może projekt unii europejskiej to początek jednoczenia chrześcijaństwa i powrót do korzeni. Ale z drugiej strony unia działa tak, jakby chciała chrześcijaństwo zmarginalizować czy nawet zniszczyć, bo jak inaczej wytłumaczyć jej politykę migracyjną, czyli sprowadzanie ludności, która nie ma z nim nic wspólnego. A może później będą zmuszeni zostać chrześcijanami? Może ten rozkładający się Kościół katolicki to tylko zasłona dymna?

Trudno jest człowiekowi niewtajemniczonemu znaleźć odpowiedzi na te pytania i rozwiać wątpliwości, ale z pewnością warto zwracać uwagę na tego typu opinie, zwłaszcza, że Cipis przedstawił argumenty na poparcie swoich wywodów. W każdym razie, po zapoznaniu się z jego zdaniem, inaczej można spojrzeć na tę tzw. koalicję chętnych.

Flaga na urzędzie

Jakieś dwa tygodnie temu było głośno o akcji europosła Grzegorza Brauna, który zdjął ukraińską flagę z Urzędu Miasta w Białej Podlaskiej. Jako że w pierwszym tygodniu maja miałem okazję przebywać w Belgii, to nasunęły mi się pewne refleksje, o czym już w wspomniałem w poprzednim blogu. Podróże kształcą i pozwalają z dystansem spojrzeć na państwo, w którym mieszka się. Po wybuchu wojny na dalekim wschodzie Ukrainy nad wieloma polskimi urzędami zawisły ukraińskie flagi. W mieście, w którym mieszkam, było podobnie. Taka flaga wisiała na ścianie starostwa. Później ją zdjęto. Podobnie było w wielu miejscach, ale do dziś nadal powiewają na pomniku Mickiewicza w Poznaniu czy na Kopcu Kościuszki w Krakowie. Zapewne takich miejsc jest dużo w tym państwie, które ja nazywam Rzeczpospolitą Ukraińską. Ich wszechobecność skłania jednak do zadania pytania: czyje to państwo?

Onet Wiadomości 30 kwietnia pisał:

Podczas wieczornego wiecu Grzegorza Brauna na placu Wolności w Białej Podlaskiej doszło do drabinowego “szturmu” na budynek urzędu miasta. Z balkonu została zdjęta flaga Ukrainy. Wisiała ona na urzędzie od lutego 2022 r. jako wyraz solidarności z walczącą Ukrainą.

Grzegorz Braun spotkał się w środowy wieczór ze swoimi zwolennikami w Białej Podlaskiej w woj. lubelskim. Spotkanie rozpoczęło się od skandowania nazwiska polityka, który w tym czasie podpisywał gaśnice. Braun mówił do swoich sympatyków, że jako prezydent doceniłby Białą Podlaską. — Może stolicy to nie, ale siedzibę prezydenta można by tutaj przenieść — stwierdził.

Wyborcza.pl Białystok z dnia 13 maja:

Flaga Ukrainy zawisła obok polskiej na budynku wydziału prawa Uniwersytetu w Białymstoku po ataku Rosji na ten kraj jako wyraz solidarności z narodem ukraińskim. Przed majowymi świętami ją zdjęto. Powody są niejasne.

O zniknięciu flagi ukraińskiej z frontowej ściany budynku wydziału prawa Uniwersytetu w Białymstoku – mieszczącego się w centrum podlaskiej stolicy, przy ul. Mickiewicza – poinformował w sieci białostocki przedsiębiorca Robert Kozicki, prezes jednej ze znanych firm branży nieruchomości. Przyznał, że domagał się tego od władz wydziału prawa.

Bo flaga raziła go w oczy

W poście zamieszczonym na jednym z portali społecznościowych – zatytułowanym „Dwie flagi – jeden kraj” – Kozicki napisał: „Instytucje publiczne mają obowiązek reprezentować wyłącznie interes i symbole Rzeczypospolitej. Tym bardziej, że Ukraina do dziś nie przyznała się do zbrodni dokonanych na polskiej ludności na Wołyniu, nie poniosła odpowiedzialności ani nie przeprosiła w sposób jednoznaczny. Dopóki to się nie stanie, między naszymi narodami nie… – reszta dostępna po wykupieniu abonamentu.

Michał Litwiniuk, prezydent Białej Podlaskiej, tydzień temu na instagramie:

Flaga ukraińska na Urzędzie Miasta to symbol wielkiej solidarności mieszkańców naszego miasta z uciekającymi przed bestialską napaścią kobietami i dziećmi.

To także symbol naszej solidarności z naszym państwem i polską racją stanu, z wysiłkiem naszego państwa i naszych sojuszników, by nie pozwolić zatriumfować złu rosyjskiego imperializmu, którego ostrze jest wymierzone w najważniejsze polskie interesy.

To wyraz solidarności i uznania wobec bohaterskiej postawy naszych sąsiadów broniących swojej ojczyzny, swoich rodzin, swojej ziemi przed bezprawną, łamiącą wszystkie standardy prawa międzynarodowego agresją.

AI o fladze na Urzędzie Miasta w Białej Podlaskiej:

Ukraińska flaga na urzędzie miasta w Zbójnej prawdopodobnie oznacza wyrażenie solidarności z Ukrainą, wsparcie dla ukraińskiej społeczności lub symboliczne wyrażenie poparcia dla ukraińskiego narodu w obliczu obecnej sytuacji politycznej. Flaga Ukrainy jest symbolem państwowym, składającym się z dwóch poziomych pasów: niebieskiego na górze i żółtego na dole.

Dlaczego ukraińska flaga na urzędzie miasta?

Wyrażenie solidarności:

  • W obecnej sytuacji politycznej, obecność ukraińskiej flagi na urzędzie miasta może być postrzegana jako wyraz wsparcia dla Ukrainy i jej narodu.
  • Wsparcie dla ukraińskiej społeczności:
  • Jeśli w Zbójnej istnieje ukraińska społeczność, obecność flagi może być wyrazem solidarności z nią i pokazem, że miasto jest otwarte i wspierające.
  • Symboliczne wyrażenie poparcia:
  • Flaga Ukrainy na urzędzie miasta może być symbolicznym gestem, pokazującym poparcie dla Ukrainy i jej aspiracji politycznych.

Jakie inne działania mogą towarzyszyć obecności flagi?

  • Organizowanie akcji charytatywnych:
  • Urząd miasta może organizować zbiórki pieniędzy lub materiałów na rzecz Ukrainy.
  • Organizowanie wydarzeń kulturalnych:
  • Może być organizowane imprezy, koncerty lub wystawy, które mają na celu wsparcie Ukrainy i promocję jej kultury.

Włączenie do programu szkoleniowego: Urząd miasta może wprowadzić do programów edukacyjnych informacje na temat Ukrainy i jej historii.

x

Nie mam najmniejszej wątpliwości, że flaga obcego państwa nie może wisieć na urzędach reprezentujących władzę państwową w terenie, ani na żadnych budynkach urzędów centralnych reprezentujących Państwo Polskie. Jeśli flagi obcego państwa wiszą na takich budynkach, to pojawia się wątpliwość: czyje to państwo, czyje interesy ono reprezentuje i jakiej narodowości są urzędnicy, którzy to akceptują? To jest kwestia bezdyskusyjna. Dyskutować można o tym, czy flaga ukraińska powinna wisieć na budynku uniwersytetu czy innych budynkach publicznych, ale niebędących urzędami państwowymi. Sposobów wyrażania solidarności jest mnóstwo. Jeśli ktoś ma taką potrzebę, to może to robić na różne sposoby. Ja takiej potrzeby nie czuję i nie solidaryzuję się z narodem ukraińskim, ani z żadnym innym. Jednak mam tego świadomość, że mieszkam w państwie, w którym ludzie z korzeniami z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego stanowią zdecydowaną większość. Sytuacja, w której ci ludzie, w tym wypadku pochodzenia ukraińskiego, chcą narzucać innym swoją narrację i w ten sposób terroryzować pozostałych, jest chora. Nie tylko ludzie z korzeniami polskimi z terenów Polski piastowskiej, ale również ludność prawosławna, sympatyzująca z Rosją, może czuć pewien dyskomfort, że ktoś próbuje narzucać jej inny system wartości i sposób interpretacji wojny na dalekim wschodzie Ukrainy, a więc tam, gdzie większość ludności skłania się ku Rosji. Na pozostałym obszarze Ukrainy nie ma wojny i sympatyzowanie z „cierpiącym” narodem ukraińskim wydaje się być wyjątkową hipokryzją.

Na Zachodzie mamy takie państwa jak Belgia czy Wielka Brytania, w których żyją obok siebie różne narody. Każdy z nich od wieków na swoim miejscu i w niezmiennych granicach. Każdy ma swoje przedstawicielstwo czy parlament i w nim zabiega o swoje interesy. Nikt nie udaje kogoś, kim nie jest. Flamand jest Flamandem, Walon Walonem, Szkot Szkotem, Walijczyk Walijczykiem. Natomiast w Polsce mamy przysłowiowy groch z kapustą. Wszystko jest wymieszane, granice ciągle zmieniane, ludność przesiedlana i wszyscy są „Polakami”. Jak chaotyczne jest to społeczeństwo, tak chaotyczny jest porządek urbanistyczny i architektoniczny, prawny, organizacja państwa i jego instytucji itd.

„I Have a Dream” – Żeby to wszystko zmienić, potrzeba na to wspólnej woli i pracy wielu pokoleń. Przede wszystkim trzeba zaakceptować fakt, że Polska jest państwem wieloetnicznym i wielowyznaniowym. Dlaczego prezydent Białej Podlaskiej nie chce przyznać się do tego, że jest Ukraińcem, tylko udaje, że solidaryzuje się z „walczącym” narodem ukraińskim, który już milionami przeniósł się do Polski. Skoro Ukraińcy chcą rządzić w Polsce, to nie ma problemu. Niech robią to oficjalnie i oficjalnie ponoszą konsekwencje swoich rządów, ale w takim państwie mniejszość polska powinna mieć swoje prawa, a nie być dyskryminowana, tak jak to się obecnie dzieje. Gdyby ktoś chciał uporządkować to państwo, to należało by przeprowadzić referenda we wszystkich miastach i wsiach, w których ich mieszkańcy zadeklarowaliby swoją narodowość. Tam, gdzie dominowaliby Ukraińcy, tam by rządzili, a tam, gdzie dominowałaby ludność białoruska czy litewska, to ona by tam zabiegała o swoje interesy. I tak samo w przypadku ludności polskiej. Po wielu latach mogłyby, na skutek migracji, ukształtować się bardziej zwarte i ludniejsze społeczności, które miałyby swoje państewka w obrębie Polski. Być może wtedy to państwo, jak całość, stałoby się bardziej przyjazne dla zwykłego obywatela, bez względu na jego korzenie i mniej byłoby tej wszechogarniającej hipokryzji ze strony krypto-Ukraińców i Ukraińców.

Marzenia takie można mieć, ale zdaję sobie sprawę z tego, że polska rzeczywistość nie stwarza nawet najmniejszych szans na ich ziszczenie się. Od unii polsko-litewskiej, czyli wyjścia Polski piastowskiej z ówczesnej unii europejskiej, obszar pomiędzy Niemcami a Rosją stał się strefą zgniotu, zwaną wcześniej przedmurzem. Tu nie było i nie ma miejsca na trwałe granice, a tym samym nie było możliwe ukształtowanie się jednolitych narodów, mieszkających na zwartym obszarze. Nie po to jezuici szli za Batorym na wschód. Szli po to, by przeciągnąć cześć ludności prawosławnej na katolicyzm. W Połocku, największym ośrodku prawosławia na Białorusi, zbudowali swoją twierdzę. Gdy to już dokonało się, to w XIX-tym wieku wyuczono tę ludność języka polskiego i w ten sposób powstał na wschodzie nowy naród polski. Było to możliwe, bo te społeczności, poddane tym zabiegom, nie były w pełni wykształcone pod względem językowym i świadomości narodowej. Dla tego nowego narodu polskiego stworzono nową ideologię, czyli patriotyzm, zawarty w haśle: Bóg, Honor, Ojczyzna – choć ono samo zostało wyartykułowane znacznie później. Nie było tu odniesienia do tradycji historycznych, zwyczajów, do krajobrazu. Ojczyzna sprowadzała się tu do abstrakcyjnej idei i mogła być wszędzie, gdzie byli ci Polacy. Natomiast katolicyzm, który jest czymś powszechnym, tu stał w opozycji do prawosławia. W ten sposób skłócono te społeczności – te, które przyjęły katolicyzm z tymi, które pozostały przy prawosławiu. Te, które stały się katolickie, zostały pewnie obdarzone jakimiś przywilejami, jak choćby możliwość kształcenia dzieci chłopskich, tak jak to było w Królestwie Polskim, w którym dzieci chłopskie mogły kształcić się w rosyjskich szkołach i uczelniach, pod warunkiem, że przeszły na prawosławie.

Ta niechęć czy nawet nienawiść pozostała i gdy przesiedlano do nowej Polski, na ziemie poniemieckie, ludność z Kresów, to przesiedlono również te konflikty. Jeszcze na krótko przed wybuchem II wojny światowej, w 1937 i 1938 roku, rząd sanacyjny, przeprowadził akcję konwertowania ludności prawosławnej Wołynia na katolicyzm. W ten sposób kilkanaście tysięcy ludzi stało się katolikami i to właśnie oni, jako „Polacy”, byli mordowani w czasie rzezi wołyńskiej. A dziś wmawia się nam, że na Wołyniu mordowano Polaków i tak zaostrza się i tak już napięte stosunki polsko-ukraińskie, a raczej ukraińsko-ukraińskie na terenie Polski, czyli aktualnie – Rzeczypospolitej Ukraińskiej. Rząd ukraiński, udający rząd polski, nie będzie miał najmniejszych skrupułów, by wysłać wojsko polskie na Ukrainę, gdy tylko skończą się wybory pawiana nr 1, a to będzie oznaczać dalszą eskalację konfliktu ukraińsko-ukraińskiego na terenie tego państwa, w którym przyszło nam żyć.

Belgia c.d.

Tak się złożyło, że przez tydzień, od drugiego do dziewiątego maja, byłem w Belgii. Zaprosiła mnie koleżanka. Mieszkałem u niej w mieście Verviers, liczącym około 50 tys. mieszkańców, położonym w Walonii we wschodniej Belgii. Była to dzielnica domów jednorodzinnych. Mieszkałem więc w walońskim domu, w którym było dużo książek po francusku. Wszystkie te domy były zbudowane w podobnym stylu i tonacji. Jedne większe, inne mniejsze. Ściany tych domów mogły być budowane z różnych materiałów, ale wszystkie były od zewnątrz wyłożone cegłą w mniej więcej tym samym kolorze. Dachy pokryte blachą też w mniej więcej tym samym kolorze, takim ciemnobrązowym czy czymś zbliżonym do tego. Za ogrodzenie służą żywopłoty i nie ma bram, czyli nie ma czegoś takiego jak w Polsce, gdzie ludzie odgradzają się solidnymi płotami i bramami. Jak patrzyłem na te domy, trochę jakby stylizowane na średniowieczne, to miałem wrażenie, jakby czas tam się zatrzymał. To, że te domy były podobne do siebie i w podobnej kolorystyce, stwarzało wrażenie harmonii, porządku, trwałości i niezmienności. Nie ukrywam, że bardzo przyjemnie było przebywać w takim otoczeniu. Gdy więc wylądowałem w Modlinie i jechałem w kierunku Białegostoku i patrzyłem na te podwarszawskie miejscowości, to miałem wrażenie, jakby wielka bomba uderzyła w nie i wszystko bezładnie rozproszyło się. Wszystko przypadkowe, jeden dom taki, drugi inny, jeden nowy, drugi wali się ze starości; jeden wielki chaos. Owszem, są już w Polsce miejsca, które przypominają Zachód, ale są to enklawy, a pomiędzy nimi – syf. Ja oczywiście nie musiałem jechać na Zachód, żeby to dostrzec, ale co innego wiedzieć, a co innego widzieć to na własne oczy.

Mapa Belgii; źródło: Wikipedia.

W blogu Belgia pisałem o historii i współczesności tego państwa, więc tu będzie o tym, co ja widziałem. W sensie geograficznym można podzielić Belgię na trzy części: wschodnia i południowo-wschodnia – górzysta, środkowa – równinna, północna – niziny nadmorskie. Mieszkałem w części górzystej. Na początek wybraliśmy się do miejscowości Spa, czyli do tego słynnego uzdrowiska. To skrót od łacińskiego Sanus per Aquam, czyli zdrowy przez wodę. Tam domy poza centrum są podobne do tych w Verviers i tak samo są nieogrodzone. Ludzie z Verviers często wynajmują tam domy lub mieszkania. Jest to miejscowość typowo górska, to Ardeny.

Następnego dnia pojechałem z koleżanką na przegląd techniczny jej samochodu do niemieckiej części Belgii, do miejscowości Lonzen, jakieś 15-20 km od Verviers. Było tam sześć stanowisk obsługi. Na każdym stanowisku po dwóch pracowników. Przed wjazdem na stanowisko kontroli pracownik pytał o język: francuski czy niemiecki? Wszystkie informacje na stacji obsługi były w obu językach. Również pracownik przy kasie pytał o język.

Wyjazd do Brugii, to praktycznie przejazd przez całą Belgię ze wschodu na zachód. Belgia ma najgęstszą sieć połączeń kolejowych na świecie. Jadąc pociągiem linie kolejowe ciągle się schodzą, rozchodzą, krzyżują. Pociągi te nie są najnowsze, ale są wygodne. Nie ma tam miejscówek, można jechać do wybranej miejscowości drogą okrężną i wysiadać w trakcie podróży, a później wsiadać do innego pociągu. Pociągi często kursują, więc podróżowanie nimi jest bardzo wygodne.

Gdy wsiada się do pociągu w Verviers, to komunikaty głosowe i na monitorze są po francusku. Gdy pociąg wjeżdża do Flandrii, to język zmienia się na flamandzki. Gdy pociąg dociera do Brukseli, to komunikaty są w języku francuskim i flamandzkim, a w Brugii tylko flamandzki. W wagonach na ścianach umieszczone są krótkie rymowanki typu: La regle d’or, Courtois d’abord – co można przetłumaczyć jako Uprzejmość przede wszystkim, to podstawa. To samo oczywiście po flamandzku, ale nawet nie próbowałem tego zapamiętać.

Do Antwerpii dotarłem przez Brukselę, w której najważniejsza jest wizyta na rynku, który po francusku nazywa się Grand-Place, a po flamandzku Grote Markt. W rzeczywistości robi większe wrażenie niż na zdjęciach. W Antwerpii – przede wszystkim wielki, trój-poziomowy dworzec i „diamentowa” ulica tuż obok dworca oraz rynek, obok którego znajduje się największa w Belgii katedra gotycka. Na jednej z witryn sklepowych zobaczyłem ogłoszenie; szukano sprzedawcy, warunek: znajomość francuskiego, flamandzkiego i angielskiego. Wracając przesiadałem się w Leuven, to Flandria. Pociąg zapowiadano po flamandzku i po niemiecku, bo jechał on do niemieckiej części Belgii i tak jest w każdym przypadku, gdy pociąg tam jedzie. A w pociągu jakaś porypana baba z mnóstwem kolczyków w uszach robiła komuś przez smartfon wykład po angielsku. Obok jakiś młody Hiszpan podrywał młodą i urodziwą blondynkę, Walonkę, z którą rozmawiał po francusku, a czasem po hiszpańsku, bo ona znała trochę ten język. Byli jeszcze jacyś Rosjanie z wrzeszczącym dzieciakiem. Komunikaty po flamandzku. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko niemieckiego, ale ten pojawił się następnego dnia.

Tak się złożyło, że 9 maja, gdy w Moskwie obchodzono 80-tą rocznicę zwycięstwa nad faszyzmem, ja, po raz pierwszy w życiu, stanąłem na niemieckiej ziemi, niejako od zakrystii, bo od zachodniej strony. Gdy wyjeżdżałem do Belgii, to wiedziałem, że muszę tam pojechać. Tam, to znaczy do Akwizgranu. Pociąg z Verviers jedzie tam tylko pół godziny. Wsiadłem do pierwszego wagonu od lokomotywy, więc gdy wysiadałem, od razu trafiłem na trzech policjantów, którzy stali przy schodach, którymi schodziło się do tunelu prowadzącego do miasta, ale zupełnie mnie olali. Nie było żadnego halt!, ani hände hoch! Poczułem się jak w domu. Po tym flamandzkim, to niemiecki wydawał się całkiem przyjaznym językiem, bo coś rozumiałem.

Akwizgran, czyli Aachen, a po francusku Aix-la-Chapelle. La chapelle to po francusku kaplica. I o nią właśnie mi chodziło. Karol Wielki (742-814), król Franków (768-814), cesarz rzymski (800-814), władca imperium Karolingów, wybrał Akwizgran na swoją siedzibę. W 936 roku Otton I koronował się w katedrze akwizgrańskiej. Od tego momentu aż do roku 1531 koronowało się tam 31 królów niemieckich. Karol Wielki stworzył pierwsze europejskie imperium od czasu upadku cesarstwa zachodniorzymskiego. Od jego imienia pochodzi w języku polskim słowo król. Karol Wielki zmarł 28 stycznia 814 roku i został pochowany w katedrze w Akwizgranie.

Imperium Franków; źródło: Wikipedia.

Na dworze Karola Wielkiego, który uważał się za spadkobiercę cesarzy rzymskich, pracowano z zapałem nad odnową tradycji rzymskiego rzemiosła. Kaplica, którą Karol Wielki wzniósł ok. 800 r. w swym pałacu w Akwizgranie, jest wierną kopią słynnego kościoła wybudowanego w Rawennie około trzech wieków wcześniej. – E.H. Gombrich O sztuce Dom Wydawniczy REBIS 2009.

Można więc powiedzieć, że Akwizgran to historyczna stolica pierwszej unii europejskiej, a obecną jej stolicą jest Bruksela. W sumie można by powiedzieć, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, a mnie udało się odwiedzić obie te stolice.

10 maja nad ranem jechałem autostradą z Verviers do Charleroi. To trzypasmowa autostrada do Paryża. Po bokach obsadzona gęsto drzewami. Jadąc nią miało się wrażenie, że jedzie się w tunelu z drzew. Na całej tej długości była oświetlona.

x

Stolicą Flandrii jest Bruksela i tam mieści się parlament Flandrii. Również w niej mieści się parlament regionu Brukseli i, o czym wszyscy wiedzą, parlament europejski. Stolicą Walonii jest Namur i tam mieści się parlament waloński. Czy Niemcy w swojej części mają swój parlament, tego nie wiem. Flamandowie mówią po flamandzku, a Walonowie po francusku. Językami urzędowymi są flamandzki, francuski i niemiecki. Wszyscy mieszkają na swoich miejscach historycznych. Każdy mówi w swoim języku i wiadomo, kto kim jest. Jedni i drudzy mają swoje parlamenty i mogą zabiegać o swoje interesy. Są jeszcze Murzyni i Arabowie, ale ich łatwo poznać po kolorze skóry. I to podoba mi się w Belgii: wiadomo kto kim jest. Natomiast w Polsce mamy zupełnie odmienną sytuację. Nie wiadomo, kto kim jest. Wszyscy są Polakami, ale mają różne interesy, które są realizowane nieformalnie. Mieliśmy i mamy przesiedlenia, co nigdy nie sprzyja stabilizacji, a wręcz przeciwnie. Mamy mniejszości narodowe rozporoszone są po całym państwie. Mniejszości, które mają przywileje, których nie mają Polacy, czyli ci, których nie zalicza się do mniejszości narodowych, a więc są dyskryminowani we własnym niby państwie, choć prawdopodobnie stanowią w nim mniejszość. I to jest właśnie kraj Zulu-Gula. Już od dłuższego czasu nie utożsamiam się z tym państwem i ludźmi w nim mieszkającymi, ale po krótkim pobycie w Belgii, całkowicie wyzbyłem się jakichkolwiek złudzeń. To, czy taki czy inny pawian zostanie pawianem numer jeden, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. To dla mnie jakiś cyrk ta kampania prezydencka i inne wybory zresztą też. Nie spodziewałem się, że ten krótki wyjazd okaże się taką cezurą w moim życiu. Ale mleko już się rozlało.

Gotyk

Średniowiecze to okres, który jest dziś powszechnie uznawany za okres ciemnoty i zabobonu. Tak oczywiście nie było. Dowodem na to są choćby kościoły gotyckie, które swoimi rozmiarami i konstrukcją dowodziły tego, że ich budowniczowie dysponowali ogromną wiedzą w zakresie budownictwa i techniki, co w świecie ciemnoty i zabobonu raczej nie byłoby możliwe. Jednak architektoniczny styl gotycki jest dość zagadkowy, bo inspiracją dla jego twórców była idea Niebieskiej Jerozolimy. W związku z tym pożar katedry Notre-Dame w Paryżu w 2019 roku wydaje się być jeszcze bardziej zagadkowy. Co więcej, w tamtym czasie podpalano we Francji również inne kościoły gotyckie. Nigdzie indziej tego nie robiono. Może więc warto przybliżyć sobie ten styl. Wikipedia m.in. tak pisze:

Gotyk – styl w architekturze i innych dziedzinach sztuk plastycznych (rzeźbie, malarstwie i sztuce sepulkralnej), który powstał przed połową XII wieku we Francji i szybko rozprzestrzenił się w Anglii, następnie w wielu innych państwach Europy.

Powstanie gotyku związane jest z rozwijającymi się pod koniec średniowiecza kulturami dworską, rycerską i mieszczańską.

Nazywanie stylu gotyckim zaczęło się w epoce odrodzenia i znaczyło to wówczas tyle, co barbarzyński. Goci – germańscy barbarzyńcy – od V wieku zalewali cesarstwo rzymskie, dlatego tę „barbarzyńską” sztukę nazwano gotykiem.

Architektura gotycka

Architektura gotycka (gotyk) – styl w architekturze europejskiej okresu późnego średniowiecza, od XII do początku XVI wieku. Za wzorcowy przykład budynku gotyckiego na ogół uważa się gotycką katedrę, choć w rzeczywistości był to również okres rozwoju architektury świeckiej (mieszczańskiej i rezydencjonalnej). Architektura gotycka w zamierzeniu jej twórców miała w doskonały sposób odzwierciedlać boską naturę i wielbić Boga. Strzelista, ogromna bryła kościoła stała się symbolem czasów, w których religijność charakteryzowała się wielkim pragnieniem wzniesienia się ku Bogu. W bryle dominują kierunki pionowe. Ich powtarzalność w bliskim sąsiedztwie, rozczłonkowanie bryły, delikatna dekoracja tworzą budowle ekspresyjne i lekkie. Barwne światło przenikające do wnętrza przez wysokie witraże stwarza wrażenie uduchowienia, a powtarzające się we wnętrzu wertykalne linie i znaczna odległość do sklepienia kierują wzrok ku górze.

Historia powstania

Za początek gotyku umownie uważa się rok 1144, kiedy za sprawą opata Sugeriusza przebudowano chór w opactwie Saint Denis, które było wtedy nekropolią (miejscem pochówku królów Francji). Przebudowa ta była wiązana z odnalezieniem pism neoplatońskich Pseudo-Dionizego Areopagity. Następnie był stopniowo przejmowany przez pozostałe państwa Europy (najwcześniej, ok. 1175 przez Anglię, po 1200 roku przez Niemcy). Pierwszym obiektem uznanym jako gotycki jest Bazylika św. Dionizego w Saint-Denis, związana z osobą opata Sugeriusza. Miejscem narodzin gotyku był region Ile-de-France, jednak pewne rozwiązania konstrukcyjne umożliwiające jego powstanie (np. sklepienie krzyżowo-żebrowe) zaczęły pojawiać się już na przełomie XI i XII wieku w Normandii (Évreux, Jumièges, Lessay), północnych Włoszech (kościoły w Rivolta d’Adda i w Mediolanie) i Anglii (katedra w Durham, lata budowy 1093–1128). Łuk ostry pojawia się np. w Burgundii, m.in. w sklepieniu kościoła benedyktynów w Cluny z przełomu XI i XII wieku. Etapy bezpośrednio poprzedzające ukształtowanie się stylu mogą ilustrować kościoły klasztorne w Saint-Germer-de-Fly (dep. Oise) i Saint Martin-des-Champs (Paryż).

Wnętrze kościoła mariackiego w Stargardzie; źródło: Wikipedia (Kapitel – praca własna).

Ideą Sugera było stworzenie ziemskiego odpowiednika Niebieskiej Jerozolimy, budynku o wysokim stopniu linearności i przenikniętego światłem, inspirowanego pismami Pseudo-Dionizego Areopagity. Cienkie kolumny, okna z witrażami i ogólne wrażenie wertykalizmu i lekkości złożyły się na architekturę, której elementy ulegną nasileniu w ciągu dalszego rozwoju stylu gotyckiego.

Budownictwo sakralne

Wznoszone kościoły często odznaczały się ogromnymi rozmiarami. Wysokość wież często przekracza 100 m (np. Katedra w Salisbury – 123,0 m, w Ulm – 161,5 m) a sklepienia nawy głównej wznoszą się średnio 20–30 m nad poziomem posadzki. Rozmach wiąże się nie tylko z rozwojem sztuki budowlanej, ale także z rosnącą pozycją mieszczaństwa, które w wielu przypadkach było fundatorem budowli stawianych w poszczególnych miastach. Skromniejsze kościoły powstawały przy ośrodkach zakonnych hołdujących regule ubóstwa. Cechami najbardziej charakterystycznymi dla gotyckich kościołów są ich ogrom i strzelistość. Gotyckie kościoły były budowane niejednokrotnie przez dziesiątki lat. Zmieniająca się niekiedy sytuacja materialna fundatorów powodowała przerywanie budowy niedokończonych wież (stąd w wielu gotyckich kościołach wieże mają różną wysokość) i wystroju elewacji. Dzieła kończono czasem po latach, w innej epoce i w innym stylu.

x

W Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN 1962-70 można m.in. przeczytać:

Gotyk od początku swego istnienia kształtował się jako styl sakralny, związany z doktryną kościoła, dlatego sztuka religijna wysunęła się w okresie jego trwania na pierwsze miejsce, przewyższając swym znaczeniem sztukę świecką. Za najwyższe artystyczne osiągnięcie gotyku uznać należy francuską katedrę, związaną z domeną królewską, urzeczywistniającą ideał „Jeruzalem Niebieskiego”, podobnie jak starochrześcijańska bazylika urzeczywistniała ideał pałacu cesarskiego, a masywna budowla romańska – feudalnego zamku. W warunkach wzmożonej pobożności, obudzonej wyprawami krzyżowymi, powstawały katedry gotyckie w wyniku zbiorowego wysiłku ekonomicznego, społecznego i duchowego, niejednokrotnie w ciągu wielu lat i pokoleń, pod kierunkiem architekta, „magistra operis”.

Związek gotyku ze sztuką religijną miał charakter tak organiczny, a możliwości rozwojowe wydawały się tak niewyczerpane, że styl gotycki trwał w niektórych krajach, np. w Anglii, Belgii i Niemczech, do XVIII wieku, przeciwstawiając się głównie w dziedzinie architektury, częściowo i złotnictwa, renesansowi i barokowi; w innych zaś krajach od czasu do czasu zaznaczał się echem, jak w sztuce 2 połowy quattrocenta, w manieryzmie włoskim, a nawet w sztuce baroku i rokoka. W XVIII wieku nastąpiło odrodzenie sztuki gotyckiej w Anglii (Gothic Revival), co ostatecznie doprowadziło do ukształtowania się neogotyku, którego tradycje w wielu krajach i środowiskach przetrwały niemal do dnia dzisiejszego.

x

Na ciekawą informację natrafiłem w książce „Architektura Style i detale” Wydawnictwo „Arkady”, 2008. To praca zbiorowa pod redakcją Emily Cole. O gotyku w Europie Północnej i Środkowej można przeczytać:

„W średniowieczu większa część Europy Północnej i Środkowej leżała w granicach Świętego Cesarstwa Rzymskiego lub (jak Niderlandy) pozostawała pod kontrolą niemieckiego arcybiskupstwa w Kolonii. Początkowo na terenach tych gotyk nie spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem i pierwsze budowle gotyckie powstały dopiero w połowie XIII wieku, kiedy styl ten panował już na dobre we Francji, Anglii i Hiszpanii. Później jednak, szybko zdobył uznanie i rozwijał się, wprowadzając indywidualne rozwiązania, które zaowocowały jednymi z najpiękniejszych dzieł późnego gotyku w Europie.”

Jest tu więc potwierdzenie tego, o czym pisałem w blogu 1025, że Polska Piastów nie była państwem niepodległym tylko częścią Świętego Cesarstwa Rzymskiego, czyli I Rzeszy.

x

Z kolei E.H. Gombrich w książce O sztuce Dom Wydawniczy REBIS 2009 pisze:

Zachodnia Europa zawsze różniła się od Wschodu, gdzie style artystyczne utrzymywały się przez tysiące lat i wydawało się, że nie ma powodu, by kiedykolwiek miały ulec zmianie. Zachodu nigdy nie cechowała taka bezwładność. Był zawsze pełen niepokoju, po omacku poszukiwał nowych rozwiązań i idei. Styl romański nie przetrwał nawet dwunastego stulecia. Ledwie artyści zdołali przesklepić kościoły i oryginalnie zakomponować majestatyczne rzeźby, a już nowe koncepcje spowodowały, że normańskie i romańskie kościoły zaczęły sprawiać wrażenie niekształtnych i przestarzałych. Nowatorskie pomysły pojawiły się w północnej Francji, tworząc zręby stylu gotyckiego. Na pierwszy rzut oka można by je traktować głównie w kategoriach wynalazku technicznego, lecz po przyjrzeniu się im z bliska okazuje się, że wniosły one dużo więcej.

Ideałem architektów stało się wznoszenie kościołów w sposób, który przypomina nam konstrukcję współczesnych oranżerii. Tyle że oni nie znali stalowych konstrukcji i żelaznych dźwigarów – musieli wykonać je z kamienia, co wymagało bardzo wielu skomplikowanych obliczeń. Pod warunkiem wykonania ich prawidłowo możliwe stało się zbudowanie kościoła całkiem nowego rodzaju: budowli z kamienia i szkła, jakiej świat dotychczas nie widział. Do tego sprowadza się podstawowa idea gotyckich katedr, którą rozwinięto w północnej Francji w drugiej połowie XII w.


Błędem byłoby jednak postrzeganie tych kościołów wyłącznie w kategoriach zdobyczy inżynieryjnych. To talent artysty sprawił, że zauważamy i podziwiamy śmiałość zastosowanych rozwiązań. Przyglądając się świątyni doryckiej , uzmysławiamy sobie funkcję, jaką pełni szereg kolumn dźwigających ciężar płaskiego dachu. Stojąc w gotyckim wnętrzu, zaczynamy pojmować zasady skomplikowanej gry sił naporu i przyciągania, które podtrzymują strzeliste sklepienie. Nie dostrzegamy masywnych filarów i pozbawionych podziałów ścian. Cale wnętrze wydaje się utkane z cienkich łuków i żeber; ich sieć pokrywa sklepienie i spływa po murach nawy, zbiegając się na filarach, które przeobraziły się w wiązki kamiennych prętów. Nawet okna wypełnia dekoracja z przeplatających się linii zwana maswerkiem. – Katedra Kolońska; źródło: Wikipedia (Mkill – praca własna).

Wielkie katedry – kościoły biskupie – projektowano pod koniec XII i na początku XIII w. z takim rozmachem, ze niewiele spośród nich zostało ukończonych w zaplanowanym kształcie. Mimo to i mimo wielu przekształceń, jakim je z czasem poddawano, wejście do tych ogromnych przestrzeni, których rozmiary wydają się gigantyczne w porównaniu z ludzką skalą, pozostaje niezapomnianym przeżyciem. Z trudem możemy sobie wyobrazić, jakie wrażenie budowle te wywierały na tych, którzy znali jedynie masywne i ponure konstrukcje romańskie. Stare kościoły przez swą moc i potęgę przekazywały treści związane z Kościołem Wojującym, dającym schronienie przed naporem zła. Nowe katedry pozwalały wiernym wejrzeć w inną rzeczywistość. Musiały im się jawić jako Jeruzalem niebiańskie, gdy w kazaniach i hymnach słuchali o jego bramach z pereł, fundamentach zdobnych bezcennymi kamieniami i ulicach z czystego złota, przezroczystego jak szkło (Apokalipsa św. Jana 21). Teraz wizja ta zstąpiła z niebios na ziemię. Mury kościołów nie były już zimne i posępne. Były uformowane z witraży, które migotały wszystkimi barwami na podobieństwo rubinów i szmaragdów. Filary, żebra i maswerki połyskiwały złotem. Wszystko, co było ciężkie, przyziemne i monotonne, zostało wyeliminowane. Wierni, którzy oddawali się kontemplacji tego piękna, czuli, iż zbliżają się do zrozumienia tajemnic pozazmysłowej rzeczywistości.

Te cudowne budowle, oglądane nawet z daleka, zdawały się głosić chwałę niebios. Fasada katedry Notre-Dame w Paryżu jest chyba najdoskonalszą realizacją stylu gotyckiego. Tak klarowny i wyrazisty jest układ portali i okien, tak giętkie i wdzięczne są linie maswerków galerii, że zapominamy o realnym ciężarze masy kamieni i cała konstrukcja zdaje się wyrastać przed nami jak miraż.


Podobne wrażenie lekkości i nieważkości wywierają rzeźby, które zapełniają portale na podobieństwo niebiańskich gospodarzy. Podczas gdy romański mistrz z Arles nadał figurom świętych formę solidnych filarów, dobrze osadzonych w architektonicznej ramie, mistrz, który wyrzeźbił północny portal gotyckiej katedry w Chartres, ożywił każdy z posagów. Wydaje się, że figury poruszają się, wpatrują w siebie nawzajem z powagą, a spowijające je fałdy szat sugestywnie oddają kształt ludzkiego ciała. Posągi są wyraźnie oznaczone atrybutami, tak by były rozpoznawalne dla każdego, kto zna Stary Testament. Nie mamy problemu z rozpoznaniem Abrahama, starca trzymającego przed sobą syna Izaaka, którego ma złożyć w ofierze. Możemy z łatwością wskazać Mojżesza z tablicami Dziesięciu Przykazań oraz palem z wężem miedzianym, który uratował Izraelitów od zagłady. – Katedra Kolońska; źródło: Wikipedia (Erika Mlejova – praca własna).

x

Portal powyżej jest bardzo podobny do tego opisanego przez Gombricha w katedrze w Chartres.
Czym zatem były te gotyckie katedry? Kto je budował i w jaki sposób? Ich budowa wymagała zapewne zaawansowanej wiedzy technicznej i matematycznej. Jednak nie mniej ciekawym wątkiem jest idea, jaka przyświecała ich twórcom. Była to idea Niebieskiej Jerozolimy. Czym więc są one dla Żydów? Czy wyprawy krzyżowe miały wpływ na miejsce ich powstawania? Wszak rycerstwo Francji, Anglii i Świętego Cesarstwa Rzymskiego miało chyba największy udział w krucjatach i tam powstało ich najwięcej i największych. Renesans, również w architekturze, był w opozycji do średniowiecza, które we Włoszech określano jako coś pośredniego pomiędzy starożytnością a odrodzeniem. Czy określenie rzymski katolicyzm powstało w opozycji do kościołów narodowych czy może raczej do katolicyzmu wielkich katedr, który można by nazwać katolicyzmem jerozolimskim ze względu na wyprawy krzyżowe, po których to właśnie zaczęły powstawać te katedry? Czy fakt, że papieże w czasie wielkiej schizmy obrali sobie za siedzibę Awinion – będący eksklawą państwa papieskiego, ale na terenie Francji – mógł być związany z walkami, jakbyśmy to dziś powiedzieli, frakcyjnymi pomiędzy katolicyzmem rzymskim i jerozolimskim? Różne pytania nasuwają się, a odpowiedzi brak. Tym bardziej zagadkowy był pożar katedry Notre-Dame. Czy to był jakiś znak?

Wielka Schizma

Śmierć papieża i zbliżający się wybór nowego, to okazja do zastanowienia się nad tym, czym był i jest Kościół katolicki. W powieści Mario Puzo The Family Arrow Books 2003, w prologu, jest bardzo zwięzły opis okresu zwanego renesansem, zdarzeń, jakie poprzedzały go i jaki był wówczas stan Kościoła katolickiego. Są to uwagi bardzo ogólne, ale może właśnie dlatego pozwalają na szersze spojrzenie na tamte czasy i na ludzką naturę, a także na prawdziwe pochodzenie władzy i jej charakter. Poniżej ten prolog, a jego wersja oryginalna – na końcu bloga.

x

Gdy czarna śmierć przetoczyła się przez Europę, uśmiercając połowę populacji, wielu obywateli w desperacji odwróciło się od Niebios ku Ziemi. Tu, aby zrozumieć świat materialny, bardziej filozoficznie nastawieni próbowali zgłębić sens istnienia i rozwikłać wielką tajemnicę Życia, podczas gdy biedni mieli jedynie nadzieję na ulżenie swoim cierpieniom.

I tak Bóg zszedł na Ziemię jako Człowiek, a surowa doktryna religijna średniowiecza straciła swoją moc i została zastąpiona studiowaniem wielkich starożytnych cywilizacji Rzymu, Grecji i Egiptu. Gdy dążenie do nowych krucjat osłabło, starożytni bohaterowie odrodzili się, a starożytne wojny toczono na nowo. Człowiek oddalił się od Boga, a Rozum triumfował.

Był to czas wielkich osiągnięć w filozofii, sztuce, medycynie i muzyce. Kultura rozkwitała z wielką pompą i ceremonią. Ale nie obyło się bez kosztów. Starych praw zaniechano zanim powstały nowe. Odejście od Boga i wiary w wieczne zbawienie oraz przejście do kultu Człowieka i nagrody w życiu doczesnym, co nazwano humanizmem, było, w istocie, trudną przemianą.

Wtedy Rzym nie był Świętym Miastem; był miejscem bezprawia. Na ulicach rabowano obywateli, plądrowano domy, szerzyła się prostytucja, a setki ludzi mordowano każdego tygodnia.

Ponadto kraj, który znamy obecnie jako Włochy, jeszcze nie istniał. Zamiast tego istniało pięć wielkich potęg: Wenecja, Mediolan, Florencja, Neapol i Rzym. W granicach „buta” znajdowało się wiele niezależnych miast-państw rządzonych przez stare rodziny pod wodzą lokalnych królów, feudałów, książąt lub biskupów. Wewnątrz kraju sąsiedzi walczyli z sąsiadami o terytorium. A ci, którzy podbijali, zawsze byli czujni – ponieważ kolejny konkurent mógł się niebawem pojawić.

Z zewnątrz groziła interwencja obcych mocarstw, które chciały rozszerzyć swoje imperia. Władcy Francji i Hiszpanii rywalizowali o terytorium, a „barbarzyńscy” Turcy, którzy nie byli chrześcijanami, wkraczali na terytorium Państwa Kościelnego.

Kościół i państwo walczyły o suwerenność. Po parodii Wielkiej Schizmy – kiedy było dwóch papieży w dwóch miastach z podzieloną władzą i zmniejszonymi dochodami – utworzenie nowej siedziby tronu w Rzymie, z jednym tylko papieżem, dało książętom kościoła nową nadzieję. Stając się jeszcze silniejszymi niż wcześniej, duchowi przywódcy kościoła musieli jedynie walczyć z doczesną władzą królów, królowych i książąt małych miast i lenn.

Mimo to Kościół Rzymskokatolicki pogrążył się w chaosie, gdyż bezprawie nie ograniczało się tylko do obywateli. Kardynałowie wysyłali na ulice swoje sługi uzbrojone w kamienie i kusze, by walczyli z rzymską młodzieżą. Mężczyźni na wysokich stanowiskach w kościele – którym nie wolno było się żenić – odwiedzali kurtyzany i utrzymywali wiele kochanek. Oferowano i przyjmowano łapówki. Oficjalne duchowieństwo na najwyższym szczeblu było gotowe przyjąć pieniądze za odpuszczenie grzechów i zredagować ponownie święte papieskie bulle, aby unieważnić najstraszniejsze zbrodnie.

Wielu rozczarowanych obywateli mówiło, że wszystko w Rzymie jest na sprzedaż. Za odpowiednią sumę można kupić kościoły, księży, odpusty, a nawet przebaczenie Boga.

Z niewieloma wyjątkami mężczyźni, którzy zostawali księżmi, wstępowali do kościoła, ponieważ byli drugimi synami – od urodzenia przygotowywanymi do zawodów kościelnych. Nie mieli prawdziwego powołania religijnego, ale ponieważ Kościół nadal miał władzę, aby ogłosić króla królem i obdarzyć wielkimi dobrami ziemskimi, każda włoska rodzina arystokratyczna oferowała prezenty i łapówki, aby synowie zostali mianowani do kolegium kardynalskiego.

Był to renesans, czasy kardynała Rodriga Borgii i jego rodziny.

x

Średniowiecze to wiara w Boga, renesans to wiara w człowieka. Średniowiecze to poznanie poprzez wiarę, renesans – poprzez rozum, czyli doświadczenie i obserwację.

Niezależne miasta-państwa rządzone były przez stare rody pod wodzą lokalnych królów, feudałów, książąt lub biskupów, czyli że te stare rody to to, co dziś określamy mianem deep state. Wygląda więc na to, że prawdziwa władza zawsze była ukryta, a to, co nam przedstawia się jako władzę, to tylko kukiełki, którymi kierują nieznani przełożeni.

Każda włoska rodzina arystokratyczna oferowała prezenty i łapówki, aby ich synowie zostali mianowani do kolegium kardynalskiego. Tak więc prawdziwa władza miała swoich ludzi wszędzie i na każdym szczeblu. Kolegium kardynalskie to kolegium, które kształciło kardynałów, a więc tych, którzy wybierali papieża.

„Po parodii Wielkiej Schizmy…” – Czym zatem była ta Wielka Schizma? Wikipedia tak m.in. pisze:

Wielka schizma zachodnia (także schizma zachodnia, schizma papieska lub wielka schizma; samo określenie wielka schizma może być jednak używane także w odniesieniu do wielkiej schizmy wschodniej) – okres trwający od 1378 do 1417 roku, kiedy to brak zgody kardynałów, kierujących się głównie pobudkami politycznymi, powodował, że do tytułu głowy Kościoła katolickiego rościło sobie pretensje dwóch, a nawet trzech papieży jednocześnie.

Geneza Wielkiej Schizmy

W roku 1309 papież Klemens V przeniósł siedzibę Kurii Rzymskiej do Awinionu na terenie hrabstwa Venaissin w Prowansji rozpoczynając okres tzw. niewoli awiniońskiej papieży. Jego kolejni następcy (Jan XXII, Benedykt XII, Klemens VI, Innocenty VI i Urban V) rezydowali do roku 1376 w Awinionie, jedynie Urban V w latach 1367–1370 na krótko powrócił do Rzymu. Wszyscy oni byli Francuzami popieranymi i uzależnionymi politycznie od monarchii francuskiej. Kuria Rzymska została zdominowana przez Francuzów, a w gronie kolegium kardynalskiego nasilały się spory pomiędzy frakcjami narodowymi (głównie francuską i włoską). Urząd papieski był wykorzystywany politycznie przez królów Francji, a w Kościele szerzyły się symonia, nepotyzm, rozwiązłość i brak dyscypliny. Skutkowało to stopniowym upadkiem autorytetu papiestwa. Dopiero Grzegorz XI powrócił w 1377 roku do Rzymu za namową Katarzyny ze Sieny (później ogłoszonej świętą).

Początek schizmy

27 marca zmarł w Rzymie papież Grzegorz XI. Zwołano tam pierwsze konklawe 1378 roku, które wybrało Bartolomea Prignano, arcybiskupa Bari. Wstąpił on na tron papieski jako Urban VI. Wątpliwe okoliczności wyboru oraz kontrowersyjne rządy Urbana VI spowodowały bunt większości kardynałów. Przeciwnicy Urbana VI zgromadzili się na zwołanym przez niego konsystorzu w Anagni, gdzie miało dojść do pojednania zwaśnionych stronnictw. Niezadowoleni buntownicy wobec braku ustępstw ze strony papieża przenieśli się do Fondi, gdzie 2 sierpnia wydali odezwę w której stwierdzali nieważność wyboru Urbana VI, jako dokonanego pod przymusem. 9 sierpnia wezwali papieża do ustąpienia, ale dalszy sprzeciw z jego strony doprowadził do tego, iż zbuntowani kardynałowie potwierdzili złożenie go z urzędu i odbyli drugie konklawe 1378 roku. 20 września wybrano a 21 września ogłoszono wybór kardynała Roberta z Genewy, byłego arcybiskupa Cambrai, który przybrał imię Klemens VII. Datę tę można uznać za początek wielkiej schizmy zachodniej.

Klemens VII ekskomunikował Urbana VI, ale nie udało mu się uzyskać powszechnego uznania ani też zdobyć zbrojnie Rzymu, mimo poparcia wielu krajów europejskich i Kurii Rzymskiej. W końcu musiał osiąść w Awinionie. W ten sposób Kościół katolicki podzielił się na dwie obediencje: rzymską i awiniońską, a poszczególne kraje deklarowały poparcie w stosunku do papieży rezydujących w Rzymie lub w Awinionie.

Mapa pokazująca kraje przyjmujące obediencję Awinionu (czerwony) i Rzymu (fioletowy) w czasie schizmy zachodniej; źródło: Wikipedia.

Rzymskich papieży uznawała Anglia, Dania, Flandria, Irlandia, Litwa (wprowadzająca od 1386 roku chrześcijaństwo), Norwegia, Polska, Szwecja, Święte Cesarstwo Rzymskie (w większości), Węgry, północne Włochy i zakon krzyżacki, a awiniońskich papieży uznawały Aragonia, Burgundia, Cypr, Francja, Kastylia i León, Nawarra, Sabaudia, Szkocja, Zakon Joannitów.

Niektóre z księstw Świętego Cesarstwa Rzymskiego w przeciwieństwie do samego cesarza deklarowały poparcie dla papieża awiniońskiego. Niektóre z nich w trakcie trwania wielkiej schizmy zmieniały popierane strony. Portugalia generalnie popierała Rzym, ale w trakcie kryzysu z lat 1383–1385 (tzw. portugalskie interregnum) pretendenci do tronu popierali przeciwne strony. Królestwo Neapolu początkowo popierało papieży awiniońskich, a później rzymskich.

Papieże i antypapieże wielkiej schizmy zachodniej; źródło: Wikipedia.

Sobór w Pizie

Sytuacja zmieniła się znacząco w 1408, gdy większość kardynałów z obydwu obediencji wypowiedziało posłuszeństwo swoim papieżom (Benedyktowi XIII i Grzegorzowi XII). 23 kardynałów zwołało wspólnie sobór do Pizy na dzień 25 marca 1409 roku na którym zebrało się reprezentatywne grono ponad 300 biskupów, przedstawicieli kapituł katedralnych i uniwersytetów. Inicjatywa przezwyciężenia panującej w Kościele katolickim schizmy uzyskała wsparcie znacznej części świata katolickiego, zmęczonego przedłużającą się schizmą i brakiem dobrej woli ze strony obydwu pretendentów do tronu papieskiego.

Sobór zdetronizował niemogących się porozumieć papieży – Grzegorza XII i Benedykta XIII – uznając ich za heretyków. Równocześnie na konklawe zwołanym podczas soboru wybrano Pietro Philargiego na papieża (urzędującego pod imieniem Aleksander V). W efekcie powstała trzecia obediencja – pizańska. Aleksandra V i jego następcę – Jana XXIII – poparły: Anglia, Francja, Litwa, Polska, Portugalia, Skandynawia (państwa unii kalmarskiej: Dania, Norwegia, Szwecja), Święte Cesarstwo Rzymskie, Węgry, północne Włochy, Zakon Krzyżacki oraz łacińskie posiadłości w Grecji i na Cyprze, a nieco później także królestwo Neapolu. Wybór Aleksandra V, jak i jego następcy nie został uznany przez papieży rzymskiego i awiniońskiego. Aleksander V zmarł 3 maja 1410 roku w Bolonii, gdzie 14 maja rozpoczęło się konklawe 1410 roku, które 17 maja wybrało na papieża Neapolitańczyka – kardynała-diakona Baldassare Cossę. Wstąpił on na tron jako Jan XXIII. Sprawował formalnie swój urząd do 29 maja 1415 roku, kiedy to sobór w Konstancji pozbawił go stanowiska.

Zakończenie schizmy na soborze w Konstancji

16 listopada 1414 roku rozpoczął się sobór powszechny w Konstancji zwołany przez Jana XXIII (pizańskiego następcę Aleksandra V), który w tym czasie cieszył się największym poparciem. Jednym z głównych zadań soboru było zakończenie wielkiej schizmy. Sobór sugerował wszystkim trzem urzędującym papieżom abdykację i wybór nowego. 2 marca 1415 roku sobór nakłonił Jana XXIII do wygłoszenia obietnicy dobrowolnego zrzeczenia się tronu, którą powtórzył w bulli wydanej 8 marca. 20 marca uciekł on jednak z Konstancji w obawie przed wysuniętymi przeciwko niemu oskarżeniami. Został jednak wkrótce schwytany i uwięziony a 29 maja sobór pozbawił go formalnie urzędu, czemu się podporządkował.

4 lipca 1415 roku pełnomocnicy rzymskiego papieża Grzegorza XII przeczytali zgromadzonym dokument zwołujący sobór. Papież rzymski – Grzegorz XII – nie chciał uznać soboru, którego sam nie zwołał, jednakże wybrał rozwiązanie kompromisowe i dla siebie zarazem honorowe – „zwołał” sobór, który już od dobrych kilku miesięcy obradował i zatwierdził z mocą wsteczną podjęte na nim decyzje. Uznanie tego dokumentu przez zgromadzonych było ukłonem w jego stronę. Od tego momentu decyzje soboru uznawane są oficjalnie przez Kościół katolicki. Uczestnicy po potwierdzeniu dokumentu zagłosowali za przyjęciem abdykacji Grzegorza XII. Sobór uznał także wszystkie dokumenty wydane przez Grzegorza. Po uzyskaniu jego oświadczenia, że nie będzie ubiegał się o tron papieski ustanowił go kardynałem-biskupem i legatem w Ankonie przyznając mu w Kościele pierwsze miejsce po przyszłym papieżu.

Pomimo podporządkowania się pizańskiego Jana XXIII i rzymskiego Grzegorza XII soborowym decyzjom o złożeniu ich z urzędu, awinioński Benedykt XIII odmawiał zrzeczenia się tytułu. Rezydował on wówczas w Peñíscola a poparcia udzielały mu Aragonia, Kastylia i León, Nawarra, Szkocja i hrabstwo Armagnac. Na przełomie lat 1416/1417 Aragonia, Kastylia i León oraz Nawarra przychyliła się do stanowiska soboru i 27 lipca 1417 roku sobór w Konstancji uznał Benedykta XIII za schizmatyka i ekskomunikował, pozbawiając go tym samym tytułu. Opuścili go też wszyscy popierający go kardynałowie. Szkocja trwała w swoim poparciu tylko do roku 1418. De facto i de iure pozbawiony władzy nie uznał swojej detronizacji aż do śmierci. Nie miało to jednak większego znaczenia praktycznego.

8 listopada podczas soboru w Konstancji rozpoczęło się dość wyjątkowe, ze względu na sposób głosowania, konklawe 1417 roku. Już po 3 dniach – 11 listopada – wybrano kardynała-diakona Oddone Colonnę, który wstąpił na tron Piotrowy jako Marcin V. Inauguracja jego pontyfikatu 21 listopada 1417 roku w Konstancji zakończyła formalnie okres wielkiej schizmy zachodniej.

Konklawe 1417 roku

Konklawe 8-11 listopada 1417 – konklawe, które odbyło się na Soborze w Konstancji i formalnie zakończyło wielką schizmę zachodnią. W jego wyniku papieżem został Marcin V. Było to jedyne w historii konklawe, które odbyło się na terenie Niemiec i jedyne, w którym dopuszczono jako elektorów duchownych spoza Kolegium Kardynalskiego. Było także pierwszym, w którym uczestniczył Polak – arcybiskup gnieźnieński Mikołaj Trąba.

Konsekwencje wielkiej schizmy

Wielka schizma zachodnia i związane z nią negatywne zjawiska doprowadziły do ujawnienia się licznych głosów krytyki pod adresem Kościoła katolickiego i papiestwa. Była niewątpliwym katalizatorem reformacji i okazją do szerzenia swoich tez przez jej prekursorów: Johna Wycliffe’a i Jana Husa. Schizma doprowadziła też do ustalenia Rzymu jako faktycznej, a nie tylko tytularnej, siedziby papieży.

Wśród historyków i teologów, a także znawców prawa kanonicznego nie ma zgody co do tego, którzy z panujących podczas wielkiej schizmy papieży mieli legalne prawo do posługiwania się tym tytułem. Kościół katolicki za prawowitych uznaje papieży obediencji rzymskiej (Urbana VI, Bonifacego IX, Innocentego VII, Grzegorza XII), papieży awiniońskich uznając za uzurpatorów. Wydaje się, że obecnie także papieże pizańscy nie są uznawani przez Watykan, jednakże aż do XX w. Annuario Pontificio ich wymieniało. Także wybrany w 1492 na papieża Rodrigo de Borgia y Borja przybrał imię Aleksander VI uznając niejako prawo do tytułu Aleksandra V. Sytuacja uznania dla papieży pizańskich staje się problematyczna, gdy na tron Piotrowy w 1958 roku wstąpił Angelo Giuseppe Roncalli i przybrał imię Jan XXIII co z kolei świadczy o nieuznawaniu obediencji pizańskiej za legalną przez Kościół katolicki.

Papieże obediencji awiniońskiej i pizańskiej są tradycyjnie nazywani antypapieżami.

x

Mamy więc tu do czynienia z bardzo skomplikowaną i zawiłą materią. Wyboru Urbana VI dokonano pod przymusem. Jednak Wikipedia nie informuje pod jakim przymusem. Jakie to były siły? Zbuntowani kardynałowie na oddzielnym konklawe wybrali swojego papieża Klemensa VII, który nie zdołał pokonać Urbana VI, papieża rzymskiego, i ostatecznie osiadł w Awinionie, który był eksklawą państwa papieskiego, czyli obszarem położonym poza tym państwem, ale należącym do niego. Eksklawą było też Westerplatte. Niektóre księstwa Świętego Cesarstwa Rzymskiego (I Rzesza), w przeciwieństwie do cesarza, deklarowały poparcie dla papieża awiniońskiego. Niektóre w trakcie trwania schizmy zmieniały popierane strony. Portugalia raz tak, raz siak. Podobnie Królestwo Neapolu. Jakaś zawiła gra tam się toczyła.

Później pojawia się trzeci papież, pizański. Poparła go praktycznie cała katolicka Europa, nie został jedynie uznany przez papieża rzymskiego i papieża awiniońskiego. Następnie Jan XXIII, a więc papież pizański, zwołał sobór powszechny w Konstancji, który to sobór pozbawił go tronu. Decyzjom soboru podporządkował się też, czyli ustąpił, papież rzymski Grzegorz XII, natomiast awinioński Benedykt XIII – nie. Ostatecznie sobór uznał go za schizmatyka i w lipcu 1417 ekskomunikował, pozbawiając go tym samym tytułu. W listopadzie 1417 roku, na wyjątkowym konklawe, papieżem został Marcin V. Było to wyjątkowe konklawe, bo niezgodne z dotychczasową procedurą. Czy zatem wszyscy jego następcy, aż do chwili obecnej, byli antypapieżami? A ten, którego wkrótce wybiorą?

Czym była wielka schizma zachodnia? Kłótnią wielkich rodzin arystokratycznych, które faktycznie sprawowały władzę? A może chodziło tylko o podważenie autorytetu Kościoła, czyli przygotowanie gruntu pod reformację? A może była jeszcze jakaś inna przyczyna? W każdym razie dotarcie do istoty władzy wydaje się niemożliwe z pozycji przeciętnego człowieka. Jedno wszakże wydaje się pewne, jeśli uwzględnimy wszystko, co wiązało się z tą schizmą, że władza papieska nie pochodziła od Boga.

xxx

As the black death swept through Europe, devastating half the population, many citizens in desperation turned their eyes from the Heavens to Earth. There, in order to master the physical world, the more philosophically inclined tried to uncover the secrets of existence and unravel Life’s great mysteries, while the poor hoped only to overcome their suffering.

And so it was that God fell to Earth as Man, and the rigid religious doctrine of the Middle Ages lost its power and was replaced by the study of great ancient civilizations of Rome, Greece, and Egypt. As the thirst for the Crusades began to fade, Olympian heroes were reborn and Olympian battles were fought anew. Man pitted his mind against the heart of God, and Reason reigned.

This was the time of great accomplishments in philosophy, the arts, medicine, and music. Culture flourished with great pomp and ceremony. But not without cost. Old laws were broken before new ones were created. The shift from the strict adherence to the world of God and the belief in eternal salvation to the honor of Man and reward in the material world called humanism was, in truth, a difficult transition.

Then, Rome was not the Holy City; it was a lawless place. In the streets, citizens were robbed, house were plundered, prostitution was rampant, and hundreds of people were murdered each week.

Moreover, the country we now know as Italy did not yet exist. Instead, there were five great powers: Venice, Milan, Florence, Naples, and Rome. Within the boundaries of the “boot”, there were many independent city-states ruled by old families led by local kings, feudal lords, dukes, or bishops. Inside the country, neighbor fought neighbor for territory. And those who conquered were always on guard – for the next conquest was close at hand.

From outside the country, there came the threat of invasion by foreign powers who wished to expand their empires. The rulers of France and Spain vied for territory, and the “barbarian” Turks, who were not Christians, were moving in on the Papal States.

Church and state wrestled for sovereignty. After the travesty of the Great Schism – when there were two Popes in two cities with divided power and reduced revenue – the formation of the new seat of the throne in Rome, with only one Pope, gave the princes of the church new hope. Emerging even stronger than before, the spiritual leaders of the church had only to fight the temporal power of the kings, queens, and dukes of the small cities and fiefdoms.

Still, the Holy Roman Catholic Church was in turmoil, for the lawless behavior was not limited to citizens only. Cardinals sent their servants armed in stones and crossbows into the streets to fight with Roman youths; men of high position in the church – forbiden to marry – visited courtesans and kept many mistresses; bribes were offered and taken; and official clergy at the highest levels were ready to accept money to deliver dispensations from the laws and write up sacred papal bulls to pardon the most terrible crimes.

It was said by many a disillusioned citizens that everything in Rome was for sale. Enough money could buy churches, priests, pardons, and even the forgiveness of God.

With very few exceptions, men who became priests entered the church because they were second sons – trained from birth for professions in the church. They had no true religious calling, but because the church still held the power to declare a king a king, and to bestow great blessings on earth, every aristocratic Italian family offered gifts and bribes to get sons named to the college of cardinals.

This was the Renaissance; the time of cardinal Rodrigo Borgia and his family.

Polska i Czechy

Często zastanawiałem się, dlaczego relacje polsko-czeskie były takie, mówiąc delikatnie, dziwne, żeby nie powiedzieć chłodne. Przecież Czesi są pod względem kulturowym i językowym nam najbliżsi. A jednak wśród ludności tego państwa, zwanego oficjalnie Polską, lekceważący czy nawet pogardliwy stosunek do Czechów nie jest rzadkością. Tym bardziej to dla mnie dziwne, bo ja zawsze byłem nastawiony pozytywnie do nich. Skąd zatem to się wzięło i co było tego przyczyną, tych dziwnych relacji polsko-czeskich? I znów, jak w poprzednim blogu, szukając odpowiedzi, zajrzałem do książki Normana Daviesa Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK 1999. Pisze on tak:

Charakterystyka i powiązania Kościoła chrześcijańskiego w Polsce w pierwszych stuleciach nie były jednak proste. Apologeci katoliccy średniowiecza i epok późniejszych zawsze zwracali uwagę wyłącznie na zwierzchnictwo Rzymu i łaciński obrządek. Tymczasem Polanie przyjęli chrześcijaństwo z Czech; w tym kontekście nie należy zapominać, że aż do końca XI w. słowiańska liturgia tradycji Cyryla i Metodego współistniała na ziemiach czeskich z popieranym przez Niemców Kościołem łacińskim. Chociaż nie ma bezpośrednich dowodów na to, że chrzest władcy Wiślan z rąk Metodego wywarł jakikolwiek trwały wpływ na życie religijne na terenach położonych na północ od Karpat, nie ma wątpliwości, że znaczny procent słownictwa religijnego w języku polskim wywodzi się z form czeskich i słowiańskich, nie zaś niemieckich czy łacińskich. Takie słowa, jak „chrzest”, „kazanie”, „kościół”, „pacierz” czy „ksiądz”, dostarczają oczywistych przykładów. Zarówno Wojciech, jak i jego przyrodni brat Gaudenty, byli członkami książęcego rodu Sławnikowiców, patronów słowiańskiego obrządku; można więc oczekiwać, że przenieśli oni te sympatie na teren Polski.

Stosunki Polski z Czechami miały kapitalne znaczenie. Jako starsze z dwóch najważniejszych królestw Słowian Zachodnich, Czechy odgrywały doniosłą rolę w kulturalnym i politycznym rozwoju Polski. Czesi, wcześniej zjednoczeni w obrębie państwa wielkomorawskiego, nawiązali kontakty z zachodnim chrześcijaństwem i cesarstwem niemieckim co najmniej o wiek wcześniej niż Polanie i spełniali rolę głównego filtra, przez który docierała do Polski wiedza o Zachodzie. To właśnie z Pragi – w osobach Dubrawy i Wojciecha – po raz pierwszy dotarła do Polaków religia chrześcijańska. To z Pragi docierała do nich wiedza o subtelnościach powiązań z Niemcami, ponieważ Czechy zostały królestwem elektorskim cesarstwa na prawach inwestytury. To czeski język obdarzył ich praktycznie całym słownictwem z zakresu polityki, religii i życia społecznego. Niektórzy historycy podkreślają, że w tym stadium dziejów Polaków i Czechów w ogóle nie należało uważać za dwa odrębne narody. W pierwszej połowie XI w. istniała realna szansa utworzenia – pod przywództwem czeskim czy polskim – trwale zjednoczonego państwa Słowian Zachodnich.

Wzajemna poufałość nie przeszkodziła jednak powszechnej wówczas fali sąsiedzkich wojen. Nadała raczej szczególny koloryt ich wzajemnym stosunkom: każdy z dwóch słowiańskich braci wtrącał się w najbardziej prywatne sprawy wewnętrzne drugiego, jeśli tylko dostrzegał u niego najmniejszą oznakę słabości. Właśnie podczas jednego z takich momentów słabości – w 990 r., podczas trójstronnej walki dynastycznej Piastów, Przemyślidów, Sławnikowiców – Mieszko I po raz pierwszy namówił Ślężan i Wiślan do nieposłuszeństwa wobec Czechów. W 1003 r. Bolesław Chrobry zdobył Pragę i na krótko został wyniesiony na tron czeski. Morawy – po Dunaj i Cisę – utrzymał do roku 1017. W dwadzieścia lat później król czeski odpłacił pięknym za nadobne. Korzystając z okazji, jaka się nadarzyła w postaci wybuchu powstania pogańskiego w latach 1035-37, Brzetysław zdobył Kraków i Gniezno i uwiózł ciało św. Wojciecha. Władał Śląskiem do 1050 r.

W czasie wojen pomiędzy Polakami a cesarstwem królowie czescy często stawali po stronie cesarstwa, wdzierając się daleko w głąb kraju i prowokując najazdy odwetowe ze strony Polaków. W okresie rozbicia dzielnicowego przejściowo ustalili swoje zwierzchnictwo nad Śląskiem, Wielkopolską, Małopolską, a nawet Mazowszem. W r. 1300 Wacław II, który był już królem czeskim i księciem małopolskim, został ukoronowany na króla Polski i Gniezna. Rządził osobiście aż do swojej śmierci w pięć lat później. Jego syn, Wacław III, został zamordowany w czasie podróży do Polski, którą podjął, aby przejąć tron po zmarłym ojcu. Ten krótki okres supremacji czeskiej nie przyciąga większej uwagi polskich historyków. Jednak w oczach obserwatora z zewnątrz jest to jedna z nielicznych okazji zjednoczenia się w obliczu silniejszego wroga, jaką dzieje ofiarowały ludom Europy Środkowej. W każdym razie był to ostateczny impuls do podjęcia dzieła ponownego zjednoczenia królestwa polskiego za panowania Łokietka.

x

Pisze więc Davies, że słowiańscy bracia wtrącali się w prywatne sprawy każdego z nich. Ten okres był również, według niego, szansą na zjednoczenie. Czy wynikało to z kłótliwości jednych i drugich? Taka sugestia, nawet jeśli bardzo subtelna, zawarta jest w jego opisie relacji polsko-czeskich. Taki wniosek można by było wyciągnąć przy założeniu, że były to niepodległe państwa. W praktyce Czesi i Polacy, a raczej ich księstwa czy królestwa, były częścią Świętego Cesarstwa Rzymskiego, czyli I Rzeszy, a władcy Czech i Polski byli wasalami cesarza i papieża. Z tej racji realizowali ich politykę, której celem było niedopuszczenie do zjednoczenia się Słowian Zachodnich, bo gdyby tak się stało, to powstałoby państwo jednolite pod względem etnicznym, kulturowym i religijnym, czyli, mówiąc ogólnie, cywilizacyjnym. Trudno byłoby w nim o jakieś konflikty natury wyznaniowej czy innej. W tej strefie tak być nie mogło. Zamiast tego stworzono tu „państwo” wielokulturowe, wielowyznaniowe, zróżnicowane w sensie gospodarczym i cywilizacyjnym, czyli źródło wszelkich konfliktów. I tak to trwa do dziś. Wojna na Ukrainie i irracjonalne zaangażowanie się „Polski” w ten konflikt jest tego dowodem.

Starcie Słowian Zachodnich z cesarstwem niemieckim musiało skończyć się ich porażką. Cała Europa Zachodnia to obszar, który został podbity przez Rzym, a więc podlegał jego wpływom, czerpał z jego dorobku i doświadczenia. I to tę wiedzę i doświadczenie zachowały państwa, które powstały na terenie byłego imperium. Wprawdzie tylko niewielka część obszaru I Rzeszy znajdowała się w granicach Rzymu, ale to wystarczyło. W takiej sytuacji zetknięcie się I Rzeszy ze Słowianami Zachodnimi musiało doprowadzić do ich wasalizacji, bo ziemie, na których oni mieszkali nie wchodziły w skład Rzymu i nie mogli dorównać Niemcom pod żadnym względem. Ten podział trwa do dziś i wejście „Polski” do unii niczego nie zmieniło. A jej wyjście z unii również niczego nie zmieni, bo to też już było.

Tak więc w zależności o tego, jaki przyjmiemy punkt wyjścia, takie otrzymamy wyjaśnienie. Jeśli przyjmiemy, że Czechy i Polska były państwami niezależnymi, to zachowania ich władców wydają się co najmniej dziwne lub niezrozumiałe, a nawet nielogiczne. Jeśli natomiast założymy, że władcy Polski i Czech byli wasalami Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a oba państwa były częścią I Rzeszy, to wszystko układa się w logiczną całość.

1025

W tym roku w kwietniu, podobno 12-tego, przypadła okrągła tysięczna rocznica koronacji Bolesława Chrobrego, co uważane jest w powszechnej świadomości za symbol uniezależnienia się państwa polskiego od cesarza niemieckiego. Jednak w praktyce sytuacja była bardziej skomplikowana i ta niezależność Piastów była bardziej symboliczna niż faktyczna. Dobrze to wyjaśnia Norman Davies w książce Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK 1999. Wprawdzie nie nazywa on rzeczy po imieniu, bo cenzura nie dopuściłaby wtedy do druku tej pracy, ale z informacji przez niego podanych wyłania się stan odmienny od oficjalnej narracji. Pisze on:

Status monarchii nigdy nie był jasno określony. Choć praktycznie rzecz biorąc, Piastowie byli niewątpliwie panami we własnym domu, ich stosunki z władcą Świętego Cesarstwa Rzymskiego oraz władcami innych sąsiednich krajów były przedmiotem stałych modyfikacji i kompromisów. W dokumentach łacińskich z XI i XII w. w odniesieniu do Piastów używano najczęściej tytułu Dux. Tłumaczony na angielski jako Duke i na niemiecki jako Herzog, tytuł ten w nieokreślony sposób implikuje pewien sposób subordynacji wobec dostojnika wyższego rangą w hierarchii feudalnej. Niemieccy historycy interpretowali go zazwyczaj jako oznakę stosunku zwierzchności władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego wobec Piastów. W gruncie rzeczy może słuszniej byłoby interpretować go jako odpowiednik „wodza” czy „dowódcy”.

Gdy jednak na mocy testamentu Krzywoustego z 1138 r. królestwo zostało podzielone między jego synów, tytuł wybrany dla „księcia senioralnego”, który miał zatrzymać prowincję krakowską i sprawować zwierzchnictwo nad braćmi, nie brzmiał Dux, lecz Princeps. Tytuł Dux tłumaczy się na ogół na polski jako „książę”, dla rozróżnienia między pozycją nie koronowanego księcia a pozycją króla (rex), przy czym słowo”król” jest zniekształconym imieniem Karol i pochodzi od imienia Karola Wielkiego. Koronacja nie była jednakże niezawodną oznaką statusu panującego. Gdy podczas uroczystości w Gnieźnie w 1000 r. Otto III włożył swoją własną koronę na głowę Bolesława Chrobrego, wyniósł go w ten sposób do godności patriciusa, czyli „członka starszyzny rzymskiej” i ogłosił „bratem i pomocnikiem w Cesarstwie”. Niektórzy historycy widzą w tym akt łaski okazałej przez cesarza wasalowi; inni gest przyjaźni między równymi. Zgoda Ottona na formalną koronację Bolesława przez ćwierć wieku nie doczekała się realizacji z powodu nieprzejednanej postawy jego następcy, Henryka II. Stała się faktem, za sprawą cichej zgody papieża, w r. 1025 podczas bezkrólewia po śmierci Henryka.

Od tego czasu koronacja i uznanie władców polskich bynajmniej nie następowały automatycznie. Szereg następców Chrobrego uznawał nadrzędną władzę cesarza. W r. 1033 podczas zjazdu w Magdeburgu Mieszko II (990-1034) uznał zwierzchnictwo nowego cesarza niemieckiego Konrada II, czyniąc z Polski lenno cesarskie. Natomiast Kazimierz II Odnowiciel (1016-58), który odbudował państwo po buncie w 1037 r., nie był nigdy koronowany. Bolesław II Szczodry poszedł w ślady swego poprzednika i imiennika i, korzystając z kłopotów cesarza Henryka IV, koronował się na króla w 1076 r. Władysław Herman (1034-1102) nie był koronowany i uznał zwierzchnictwo cesarza. Jego starszy syn Zbigniew starał się pozyskać poparcie cesarza przeciwko swemu młodszemu bratu, Bolesławowi III Krzywoustemu. Ten ostatni zaś był łupieżczym wojownikiem i żadna ochrona nie była mu potrzebna. Nie zatroszczył się o to, aby się koronować, ale w 1135 r. drogą podbojów wymógł na cesarzu zwierzchność nad Pomorzem.

W okresie rozbicia dzielnicowego (1138-1320 – przyp. W.L.), który miał teraz nastąpić, niekończące się walki o tron krakowski uniemożliwiały koronacje królewskie. Od czasu do czasu – jak to miało miejsce w przypadku Bolesława Kędzierzawego (1120-73), księcia Mazowsza, który w r. 1157 złożył hołd cesarzowi Fryderykowi Barbarossie – odzywały się echa cesarskiego zwierzchnictwa. Po śmierci Henryka II Pobożnego (1191-1241) w bitwie pod Legnicą nastąpił ostateczny upadek koncepcji pryncypatu. Dopiero w 1320 r., kiedy Łokietek otrzymał zgodę papieża na wyniesienie do godności monarchy ponownie zjednoczonego królestwa, królestwo polskie, corona regni Poloniae, i tytuł królewski, rex Poloniae, rozpoczęły swą nieprzerwaną karierę.

Na przestrzeni pierwszych stuleci akty hołdu i koronacji stanowiły broń w ręku książąt walczących o umocnienie swej niepewnej władzy. Same w sobie nie były jednak dokładną miarą władzy politycznej. Słabi władcy mogli się do nich odwołać, szukając ochrony i wsparcia, władcy silni zaś używali ich jako oznak swego powodzenia i niezależności lub też jako broni dyplomatycznej. Równie dobrze jednak można je było bezkarnie ignorować. Zwłaszcza we wczesnym okresie władcy cesarstwa niemieckiego woleli naturalnie myśleć, że należy im się posłuszeństwo Piastów – czy to w roli przyjaciół, czy też sprzymierzeńców lub wasali; mieli zaś po temu kilka wyraźnych precedensów, na których mogli się opierać. Sami Piastowie natomiast woleli oczywiście uważać się za władców niepodległego królestwa, którego związki z cesarstwem miały wyłącznie przelotne znaczenie. Oni także mieli własne precedensy.

x

Z tego, co napisał Davies wynika, że Piastowie bardziej byli wasalami cesarza niemieckiego niż królami niezależnego państwa. A czy cichą zgodę papieża, jak on napisał, można uznać za akt o międzynarodowym znaczeniu? Problem z koronacją Bolesława Chrobrego dotyczy też jej daty. Wikipedia tak pisze:

„Trwa spór co do daty koronacji. Niektórzy historycy uważają, że Chrobry od 1000 roku starał się o papieską zgodę na koronację, potwierdzającą akt dokonany podczas zjazdu gnieźnieńskiego. Niezależne źródła proweniencji niemieckiej jednoznacznie potwierdzają, że Bolesław, korzystając z krótkiego bezkrólewia w Niemczech po śmierci Henryka II, kazał się koronować w 1025 roku (dokładna data ani miejsce nie jest znane). Inni uważają (Johannes Fried) iż w 1025 dokonano tylko odnowienia koronacji z roku 1000 (tzw. srebrna, koronacje wielokrotne są spotykane w tym czasie). Przeciwko temu poglądowi protestuje Jerzy Wyrozumski, który zaznacza, że w świetle tekstu z epitafium władcy, jak również według późniejszej polskiej tradycji, symboliczny akt włożenia diademu cesarskiego na głowę polskiego władcy przez Ottona III w 1000 roku nie był przez współczesnych uznawany za jakikolwiek ekwiwalent koronacji. Nie wyklucza to wspomnianego wcześniej faktu, że polski książę starał się uzyskać koronę wkrótce po zjeździe, niemniej starania te zakończyły się niepowodzeniem ze względu na śmierć przychylnych Bolesławowi cesarza Ottona III i papieża Sylwestra II. Istnieją również podania, że korona pierwotnie przeznaczona dla polskiego władcy trafiła ostatecznie na Węgry, gdzie spoczęła na skroniach tamtejszego władcy Stefana.”

Wygląda więc na to, że tej koronacji nie było, bo skoro papież dał ciche przyzwolenie, czyli nieoficjalne, to oficjalnie nie powstało żadne królestwo. Żeby to wszystko zrozumieć, to trzeba sobie uświadomić, czym było Święte Cesarstwo Rzymskie.

Mapa Świętego Cesarstwa Rzymskiego około 1000 r. z Niemcami, Włochami, Czechami i Burgundią; źródło: Wikipedia. Ta mapa wyjaśnia też, dlaczego Włochy dzielą się na bogatą północ i biedne południe.

I Rzesza, prawie 1000-letnia, była zlepkiem księstw i księstewek. Miała ona w miarę stabilne granice na zachodzie, północy i południu. Natomiast na wschodzie te granice były płynne, dynamiczne. Tu księstwa rywalizowały ze sobą o ziemię i ludność zamieszkującą sporny teren. Często zapewne w tych kłótniach rozjemcami byli cesarz i papież. I tak zapewne trzeba patrzeć na wojny Piastów z władcami innych księstw w ramach I Rzeszy, a nie jak na wojny polsko-niemieckie. Na powyższej mapie ziemie polskie oznaczone są jako królestwo, co jest nieprawdą, bo to mapa z około 1000 roku. Nie jest też żadną tajemnicą, że za Piastów osadnictwo niemieckie było bardzo intensywne, mieszczaństwo było praktycznie niemieckie, a miasta zakładano na prawie magdeburskim. Ustrój tych ziem pewnie był zbliżony do tego w Cesarstwie, a wiec zrównoważone stany, w miarę rozwinięte mieszczaństwo i zasobny skarb oraz silna władza centralna. W praktyce można powiedzieć, że ziemie polskie były częścią Świętego Cesarstwa Rzymskiego, czyli I Rzeszy, a Piastowie byli wasalami cesarza. No bo czy w innych warunkach możliwy by był tak intensywny napływ ludności niemieckiej na ziemie polskie? Kraków w pewnym okresie był miastem bardziej niemieckim niż polskim.

x

Konsekwencje podziału Imperium Rzymskiego na część zachodnią i wschodnią trwają do dziś. Początkowo chrześcijaństwo szerzyło się w Europie zachodniej. Stąd nastąpiła jego ekspansja na tereny Europy środkowej. Podobny proces rozwijał się od części wschodniej, czyli od Bizancjum. Zderzenie tych dwóch prądów miało miejsce na ziemiach polskich.

Podział imperium rzymskiego po śmierci Teodozjusza I w 395 roku; źródło: Wikipedia.

Za panowania Włodzimierza Wielkiego (960-1015) dochodzi do chrztu Rusi w 988 roku. Jego następcą był Jarosław Mądry (978-1054). W roku śmierci Jarosława, czyli w 1054, dochodzi do wielkiej schizmy wschodniej, czyli podziału na chrześcijaństwo zachodnie i wschodnie. I w tym samym roku Ruś wchodzi w okres rozbicia dzielnicowego.

W 1169 roku Andrzej Bogolubski, książę włodzimierski, oddziela na Rusi rolę wielkiego księcia od miejsca rezydowania. Od tej pory w Kijowie zasiadali książęta pozostający najczęściej w stosunku lennym do książąt ruskich, a następnie obcych. Przerwanie szlaków handlowych północ-południe – co było wynikiem utworzenia Cesarstwa Łacińskiego (1204-1261) w wyniku czwartej wyprawy krzyżowej (1202-1204) i utworzenie szlaków handlowych wschód-zachód – osłabiło Ruś Kijowską. W 1240 roku, na skutek najazdu mongolskiego, większość księstw ruskich utraciła niezależność polityczną na rzecz Złotej Ordy. Tatarzy nie przejęli bezpośrednio rządów w podległych księstwach, wybierali kandydata do tronu we Włodzimierzu, który z kolei pełnił funkcję zwierzchnią nad pozostałymi księstwami.

Księstwa Rusi Kijowskiej po śmierci Jarosława Mądrego w 1054 roku; źródło: Wikipedia.

Zanim jednak doszło do rozbicia dzielnicowego Rusi Kijowskiej, to było to potężne księstwo. O wyprawach Piastów na Ruś Wikipedia tak pisze:

Do schyłku X wieku państwa polskie i ruskie rozwijały swoje terytoria oddzielnie, nie stykając się ze sobą. Do Mieszka I należały Grody Czerwieńskie (późniejsza Ruś Czerwona lub jej zachodnia część), które siłą zagarnął w 981 roku książę kijowski Włodzimierz, czym zapoczątkował polsko-ruską rywalizację o te ziemie. W roku 1018 Bolesław Chrobry w wyniku udanej wyprawy kijowskiej, nie tylko odzyskał dla Polski Grody Czerwieńskie, ale też zdobył stolicę Rusi. Wysyłane przez niego z Kijowa listy do obu cesarzy oraz bite monety z napisami cyrylicą wskazują, że w chwili koronacji w 1025 roku Bolesław Chrobry i jego syn Mieszko II mogli czuć się pretendentami do zwierzchnictwa nad Rusią Kijowską. Na pewno też w skład Korony Chrobrego wchodziły ziemie Rusi Czerwieńskiej.

Kolejni Piastowie (Bolesław Śmiały, Kazimierz Sprawiedliwy, Leszek Biały) jeszcze kilkakrotnie interweniowali w sprawy Rusi, osadzając na tronie w Kijowie i Haliczu podległych im książąt. Poza tym poprzez żony niektórych Piastów istniały relacje dynastyczne z Rurykowiczami.

W czasie rozbicia dzielnicowego, gdy większa część ziem ruskich pozostawała w zależności od Złotej Ordy, nastąpił upadek Rusi Kijowskiej. Według tradycyjnej historiografii rosyjskiej, czołową rolę na Rusi przejęło wówczas prowincjonalne księstwo włodziemiersko-suzdalskie (później moskiewskie), a czynnik religijny (przeniesienie patriarchatu) dał początek ideologii Trzeciego Rzymu i ekspansji Moskwy na całą Ruś pod pretekstem zbierania ziem ruskich. Jak jednak wykazał ukraiński historyk Mychajło Hruszewski, bezpośrednią legalną kontynuację politycznej władzy książąt kijowskich posiadali wówczas książęta halicko-włodzimierscy, którym faktycznie podlegał Kijów i którzy wciąż uznawali się za panów Rusi. W roku 1253 Daniel Halicki został nawet koronowany na króla Rusi i jego państwo nosiło nazwę Królestwa Rusi.

x

A zatem Bolesław Chrobry, który w 1018 roku zdobył Kijów, działał, podobnie jak późniejsi Piastowie, jako wasal cesarza i papieża, bo i faktycznie takim był. Celem tych wszystkich wypraw było przeciągniecie Rusi na stronę Świętego Cesarstwa Rzymskiego kosztem Bizancjum, a narzędziem do jego realizacji byli Piastowie. To działo się jeszcze przed schizmą w 1054 roku.

Po rozbiciu dzielnicowym Rusi Kijowskiej nie następuje ponowne zjednoczenie. Utrwala się podział na księstwa, z części których powstało Księstwo Moskiewskie i te, które weszły w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego. Zatem ani Moskwa, ani WKL nie były królestwami. To też zapewne stanowiło jakiś argument czy usprawiedliwienie do późniejszych prób podporządkowania sobie takiego księstwa. Powstaje małe Królestwo Polskie złożone z Wielkopolski i Małopolski. To Królestwo Łokietka. Jego syn, Kazimierz Wielki, dorzuca do tego Ruś Halicką. I nadal to niewielkie obszarowo Królestwo łączy się z rozległym WKL. I w ten sposób ten nowy twór staje się formalnie Królestwem. Jagiełło, wielki książę litewski, zostaje królem Polski.

„Pod koniec XV wieku zaczęła się też kształtować ideologia suwerenności Korony i dążenie do zrzucenia zwierzchnictwa cesarstwa i papiestwa. W roku 1555 sejm piotrkowski zrzucił zależność od papieży (od zjazdu w Sulejowie w roku 1318 papieże byli suwerenami Królestwa Polskiego). Za czasów ostatnich Jagiellonów przyjęto również zasadę suwerenności królów Polski od cesarzy, czego symbolem było zamknięcie korony Chrobrego złotymi kabłąkami i globem z krzyżem.” – Wikipedia. Jak to się stało, że przez tyle czasu cesarze i papieże nie zgadzali się na suwerenność swoich wschodnich prowincji, aż w końcu ulegli. Jakież tu siły zadziałały?

A więc następuje zmiana suwerena. Ziemie polskie wydostają się spod cesarskiej i papieskiej dominacji (wyjście z unii europejskiej) i stają się dodatkiem do WKL (wejście w strefę wpływów Bizancjum). Ich wyższy stopień rozwoju gospodarczego (wcześniej część I Rzeszy) i przewaga cywilizacyjna służyć będą od tej chwili interesom „Królestwa Rusi”, co oznaczało zapoczątkowanie permanentnego konfliktu z Moskwą, a później z Rosją. Czy to nie przypomina obecnej sytuacji? – Wszystko dla Ukrainy.

Wychodzi więc na to, że na ziemiach polskich nigdy nie było suwerennego państwa polskiego i obecnie też go nie ma. Jest to strefa zgniotu, w której ścierają się ze sobą ideologie wschodniej i zachodniej części byłego imperium. Zmieniają się tylko nazwy. Raz była to Rzeczpospolita Obojga Narodów, raz Napoleon, Hitler czy Stany Zjednoczone; z drugiej strony Wielkie Księstwo Moskiewskie, Cesarstwo Rosyjskie, Związek Radziecki, Rosja – to wszystko to Bizancjum. To dalej konflikt Rzym – Bizancjum. Czy prawdziwy, czy wykreowany? To już inna para kaloszy. Obecna wojna na Ukrainie to tylko kontynuacja tego zderzenia, zapoczątkowanego przez Stany Zjednoczone, a kończyć je pewnie będzie Europa. Po drugiej stronie Bizancjum – niezmienne i ortodoksyjne, jak niezmienne i ortodoksyjne jest prawosławie, które samo w sobie jest zagadkowe. O tym pisałem w blogu Arianie.

x

Aktualizacja z dnia 31 maja 2025

We wprowadzeniu do książki Dzieje Bizancjum Georg Ostrogorski PWN 1968, natrafiłem na taką uwagę:

“A.F. Grabski starał się odtworzyć stosunki Polski z Bizancjum w XI wieku. Opierając się na źródłach bizantyjskich, rozpatrując politykę Bazylego II w stosunku do Rusi Kijowskiej, konflikty między Bizancjum a państwem niemieckim na terenie Italii południowej i stanowisko, jakie w tych zagadnieniach zajmował Bolesław Chrobry, wówczas sojusznik cesarza niemieckiego.

Zdaniem autora Bolesław, po zajęciu w 1018 r. Kijowa, wysłał do Bazylego II poselstwo ofiarując mu przyjaźń, ale grożąc jednocześnie, iż odwoła posiłkowe oddziały ruskie znajdujące się w armii bizantyjskiej, o ile Bazyli nie wycofa się z Italii południowej.”

Sojusznik cesarza niemieckiego – tak to ładnie wyrażono w tym wprowadzeniu, ale jaki interes i korzyść miałby Chrobry, jako władca Polski, z wycofania się Bazylego z południowej Italii? Był wasalem cesarza niemieckiego i wykonywał jego rozkazy? Bo czy w innym wypadku taki prowincjonalny książę mógł grozić władcy Bizancjum?