Rozbiór Ukrainy c.d.

Kilka dni temu prof. Andrzej Nowak na Kanale Zero skomentował wypowiedź europosła Grzegorza Brauna, który miał powiedzieć, że Polska powinna przyłączyć zachodnią część Ukrainy. To był jego komentarz na propozycję prezydenta Rosji, który kilka tygodni temu zaproponował podział Ukrainy na trzy części. Pierwszą częścią miałyby być rejony już zajęte przez Rosję. Druga część, to część środkowa, takie państewko całkowicie zależne od Rosji. Trzecia część, zachodnia – do podziału pomiędzy Polskę, Węgry i Rumunię. Największy udział miałaby w tym Polska, której przypadłyby tereny należące przed II wojną światową do II RP. O podziale Ukrainy mówiono w Ameryce już w październiku 2022 roku. Prof. Nowak uważa, że wzięcie udziału w tym rozbiorze Ukrainy, byłoby zaproszeniem do rozbioru Polski.

Swoje wywody zaczyna Nowak od zagrożenia niemieckiego, którego uosobieniem jest, dla niego, AfD, w której programie jest: „Make Gremany great again”. Dążenie do „Wielkich Niemiec”, to dążenie do odzyskania utraconych w wyniku II wojny światowej ziem na wschodzie. Analogii do obecnej sytuacji szuka on w historii przedwojennej i przestrzega, że udział Polski w rozbiorze Ukrainy, skończy się jej rozbiorem. Twierdzi bowiem Nowak, że bezpośrednio przed wojną II RP, anektując Zaolzie, wzięła udział w rozbiorze Czechosłowacji, a rok później sama została podzielona pomiędzy III Rzeszę i Związek Radziecki. „Znaj proporcjum mocium panie” – chciałoby się powiedzieć. Zajęcie dwóch i pół powiatu, to nie rozbiór. Ale czy inni zachowywali się w tym czasie lepiej? Jednak to Polskę wybrano jako chłopca do bicia. Nie pierwszy to i nie ostatni raz w historii. Zdaje się, że taki był zamysł od utworzenia unii polsko-litewskiej. Chodziło o stworzenia państwa, czy czegoś na kształt państwa, w którym, z natury kłótliwi i skłonni do anarchii wschodni Słowianie, będą dominować. Państwo, które będzie można, w razie potrzeby, podzielić czy zlikwidować, a później na nowo powołać do życia. Państwo, w którym zawsze będzie można zrzucić winę na jakichś mitycznych Polaków, którzy nigdy nie istnieli, bo ci istniejący byli głównie chłopami, a za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów stali się niewolnikami, a ci z natury nie mogli mieć na nic wpływu. Ale taki układ wszystkim odpowiadał i nadal odpowiada. I nawet jak przedwojenne państwo polskie zostało podzielone pomiędzy Niemcy i Związek Radziecki, a później w całości podlegało niemieckiej kontroli i administracji, to i wówczas ci mityczni Polacy, tacy byli zdolni, że zbudowali sieć obozów koncentracyjnych dla Żydów i potężna III Rzesza, która pod butem miała większość kontynentalnej Europy, była wobec nich bezradna. – Polak potrafił!

Rozbiór Czechosłowacji:

  1. Zajęty przez Rzeszę Kraj Sudetów
  2. Tereny zajęte przez Węgry
  3. Ukraina Karpacka (nadana autonomia, później węgierska)
  4. Zaolzie zajęte przez II RP
  5. Późniejszy Protektorat Czech i Moraw
  6. Późniejsza Słowacja

Źródło: Wikipedia.

Zajęcie Zaolzia stało się pretekstem do nazwania Polski hieną, bo rzuciła się na resztki ciała, które wcześniej pożarł większy drapieżnik. Czy rzeczywiście tak było? Nie, nie było. W końcu września 1938 roku na mocy układu monachijskiego – podpisanego przez Niemcy, Wielką Brytanię, Francję i Włochy – Niemcy zajęły tereny, na których mniejszość niemiecka stanowiła większość. I można powiedzieć, że sprawiedliwości stało się zadość. Jednak pojawia się wątpliwość. Dlaczego po I wojnie światowej tak właśnie wyznaczono granicę czesko-niemiecką i czesko-austriacką? Dlaczego od razu nie zrobiono tak jak w Monachium? Jak widać z powyższej mapki, nie mniejszy udział w tym rozbiorze miały Węgry. Natomiast udział II RP w tym był znikomy. Dlaczego więc to właśnie Polska zasłużyła sobie na miano hieny, a Węgry już – nie? Widać wyraźnie, że Polsce nadal przypadała rola chłopca do bicia. W tym momencie, gdy to się działo, Czechosłowacja nadal istniała, tyle że w okrojonym kształcie. Jeśli Niemcy mogli się upomnieć o swoje mniejszości i podobnie Węgry, to dlaczego odmówiono tego prawa Polsce, zwłaszcza że w przypadku Polski był to dosłownie skrawek ziemi. Natomiast aneksja Czech i Moraw nastąpiła w marcu 1939 roku i wówczas zostały one wchłonięte przez Niemcy.

W październiku 1938 roku Niemcy zajmują Kraj Sudetów. W związku z tym 1 października 1938 roku następuje przekształcenie republiki Czechosłowackiej w państwo federacyjne zwane drugą republiką, złożone z Czech, Słowacji i Ukrainy Zakarpackiej. Jego oficjalna nazwa to Republika Czecho-Słowacka, Czecho-Słowacja. Zostało ono zlikwidowane 16 marca 1939 roku, po utworzeniu 14 marca Republiki Słowackiej i aneksji pozostałej części przez III Rzeszę jako Protektorat Czech i Moraw. Słowacja poddaje się Niemcom i uznaje siebie za ich protektorat.

A co na to rząd JKMości? Poniższy fragment pochodzi z blogu Hiena Europy:

Komentarz wydaje się zbyteczny. To jest polityka anglosaska w najlepszym wydaniu, ale dla nich. I o tym warto pamiętać, zwłaszcza teraz, gdy jest tak wielu, którzy chcą robić laskę Srampowi, a jeszcze więcej jest takich, którzy chcą robić laskę Srutinowi. To ostatnie wydaje się być zrozumiałe ze względu na to, że obecnie większość w tym kraju Zulu-Gula, to prawosławni. A sprzedajne kanalie z rządu robią wszystko, by wciągnąć go do wojny na Ukrainie. Parafrazując Piekielnika – powiedzieć, że to dom wariatów, to nic nie powiedzieć.

Putin proponuje podział Ukrainy, Trump chce wycofać Amerykę z wojny na Ukrainie, ale nie mówi nic o tym, że chce zlikwidować bazy w Europie. Innymi słowy, chce się wycofać, ale tak, żeby nie wycofać się. Chce, żeby powojenny porządek w Europie zaprowadziły Niemcy do spółki z Rosją. A jak Niemcy do spółki z Rosją robią porządek w Europie, to oznacza, że będą zmiany w strefie buforowej zwanej krajem Zulu-Gula. Dopiero oficjalne wejście Polski do wojny na Ukrainie dostarczy pretekstu do tego, by później zrobić z niej kozła ofiarnego. Jeśli Rosja ma zabrać większość Ukrainy, to Niemcy też muszą coś dostać i wiadomo, czego chcą. Powojenne przyłączenie do Polski ziem, które zostały utracone ponad 600 lat wcześniej, było z góry zaplanowane, że będzie tymczasowe. To już nie były polskie ziemie. Na to, żeby je odzyskiwać, był czas w XIV wieku, ale wtedy doszło do unii z Litwą i skierowanie Polski na wschód. Kosztem utraconych ziem prowadzono bezsensowne wojny na wschodzie. Inne to już było państwo i inny jego interes. Jeśli więc Putin zabierze większość Ukrainy, a Niemcy odbiorą swoje ziemie wschodnie, to nie pozostanie nic innego, jak połączyć pozostałą cześć Polski z Ukrainą zachodnią, czyli utworzyć banderland. Koniec wojny na Ukrainie otworzy nowy rozdział – wojnę domową w nowym państwie. To już kiedyś przerabialiśmy.

Rzeczpospolita po unii lubelskiej w 1569 roku; źródło: Wikipedia.

Gdy tylko doszło do połączenia Korony z południową częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli z obecną Ukrainą, to niemal od razu zaczęły się powstania na Ukrainie, które praktycznie trwały przez cały czas istnienia Rzeczypospolitej. Wtedy to wszystko działo się na dalekim wschodzie Ukrainy, ale w przyszłości, gdy ten daleki wschód zostanie w Rosji, to ta „powtórka z rozrywki” może zdarzyć się na terenach do niedawna etnicznie polskich, a obecnie zdominowanych przez prawosławnych, wśród których najwięcej jest Ukraińców, czyli tych najbardziej kłótliwych, wrednych i skłonnych do anarchii wśród Słowian wschodnich.

Ten zabieg, włączenie do Korony południowej części Wielkiego Księstwa Litewskiego, miał jeden cel. Chodziło o to, by wywołać wrażenie, że to Polska zdominowała WKL, podczas gdy było dokładnie odwrotnie. Posłowie i senatorowie z ziem ukrainnych stali się posłami i senatorami koronnymi. W ten sposób posłowie i senatorowie koronni dominowali w sejmie i senacie nad posłami i senatorami litewskimi. Jeśli jednak dodałoby się posłów i senatorów z ziem ukrainnych do litewskich, to wówczas okazałoby się, że to posłowie i senatorowie z byłego WKL dominują w polskim sejmie nad posłami i senatorami koronnymi, ale Wikipedia unika takiego rozróżnienia. Podaje tylko łączną ilość posłów i senatorów koronnych, bez wyszczególnienia, ilu z nich było posłami i senatorami z ziem ukrainnych. I tak jest do dziś, co znaczy, że od unii lubelskiej Polska jest zdominowana przez Wschód i w praktyce są to w większości Ukraińcy bądź Żydzi ukraińscy, podszywający się pod Polaków i działający na szkodę państwa polskiego i jego wizerunku w Europie i na świecie.

Zrozumieć Wołyń

Im bardziej wojna na Ukrainie zaostrza się, tym gorsze stają się relacje polsko-ukraińskie, choć ze względu na mnogość Ukraińców w „polskim” rządzie i innych instytucjach państwowych, to raczej należy mówić o pogarszających się relacjach ukraińsko-ukraińskich. Tą kością niezgody, a raczej idealnym narzędziem do ciągłego eskalowania napięcia pomiędzy Polakami i Ukraińcami (a może Ukraińcami i Ukraińcami), jest kwestia Wołynia. Nikomu nie zależy na dochodzeniu prawdy, bo ona, jak zwykle, jest niewygodna dla wszystkich, choć jedynie ona jest ciekawa.

Jak mogło dojść do tej rzezi? Przecież była to zorganizowana akcja, która wymagała uprzedniego przygotowania. Cztery dni wcześniej poinformowano ludność ukraińską, że ludność polska ma być wymordowana. Uderzono jednocześnie w 99 miejscowościach. Czy to, że ludność ta nie spodziewała się tego ataku oznaczało, że to właśnie tę ostrzeżoną zaatakowano? A może zaatakowano tę ludność, którą przed wojną rząd sanacyjny przekonwertował na katolicyzm, obiecując ziemię? Pytań wiele, wątpliwości jeszcze więcej. A skoro tak, to jedyne, co w tym pewne, to to, że starano się tam coś ukryć i ukryto.

Jak było możliwe przeprowadzenie takiej akcji na terenie okupowanym przez Niemców? Gdzie oni wtedy byli? 5 lipca 1943 roku miała miejsce pod Kurskiem największa bitwa pancerna w historii świata, ale Kursk leży daleko na wschód od Wołynia i to tam przebiegała linia frontu. A więc gdzie byli Niemcy? Gdzie było ich Ordnung muss sein? A gdzie pochowały się sługusy Londynu, czyli AK? Czy to był przypadek? Myślę, że wątpię.

Zatarto wszelkie ślady. Spalono domy i zabudowania. A dlaczego to zrobiono? Żeby ktoś nie znalazł w nich ikon i prawosławnych krzyży? A może też po to, by spalić ciała ofiar? Łatwiej spalić, niż kopać groby dla tysięcy zamordowanych. Może właśnie stąd opór przed ekshumacją? Nie ma żadnych dowodów? – Jakieś muszą być. Przecież administracja państwowa działała. W urzędach znajdowały się informacje na temat ludności: kto i gdzie mieszkał. Kto przejął tę dokumentację? Niemcy? Rosjanie? A może jest ona w Londynie albo w Ameryce? W październiku 1947 roku władze ZSRR przeprowadziły, równolegle do Akcji „Wisła”, Akcję „Z” (Zachód), w wyniku której z terenów Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej deportowano na wschód ponad 76 tysięcy Ukraińców oskarżonych o sprzyjanie UPA. A z jakich terenów mogli być przesiedleni, skoro sprzyjali UPA? – Chyba z Wołynia. W lipcu 1944 roku front dotarł do Bugu, a więc Wołyń był już pod radziecką kontrolą. Czy zatem członków UPA, sprawców rzezi, rozproszono na ziemiach poniemieckich, a niewygodnych świadków zesłano w głąb ZSRR?

A jednak! Czegoś o rzezi wołyńskiej możemy się dowiedzieć. Wiele lat później i daleko od Wołynia miało miejsce inne ludobójstwo – ludobójstwo w Rwandzie. Wyjątkowo sugestywny rys psychologiczny tego, co tam się stało dał nam Ryszard Kapuściński. Zacytowałem go w blogu Ludobójstwo. Poniżej ten ten rys:

Ten końcowy fragment nieodparcie nasuwa skojarzenia z Wołyniem. Ci, którzy dokonali rzezi na Wołyniu, również dysponowali odpowiednią bronią i użycie siekier, pił, wideł itp. nie było konieczne i nie było konieczne zaangażowanie okolicznej ludności. A jednak! Skąd u Kapuścińskiego taka interpretacja? Czyżby coś wiedział o Wołyniu, czego my nie wiemy? Pewnie wiedział, ale w swoim zapatrzeniu w Ukrainę nie zająknął się o nim, chociaż o głodzie na Ukrainie pisał i wszelką winą obarczał Stalina.

Być może cytat z blogu Ukraińskość ułatwi zrozumienie tego co stało się na Wołyniu i dlaczego tak się stało. Ten cytat wzięty został z Sienkiewicza, z jego Ogniem i mieczem.

Podobieństwa pomiędzy obiema rzeziami można ująć w parę punktów:

  • użycie podobnych narzędzi zbrodni, pomimo że mordujący byli wyposażeni w broń
  • szowinizm ukraiński i szowinizm klanu Akazu
  • ideologia szowinizmu ukraińskiego – Dmytro Doncow; ideologia klanu Akazu – profesorowie wydziałów historii i filozofii uniwersytetu ruandyjskiego; a więc ktoś z góry definiuje ludowi wroga
  • organizacje paramilitarne na Wołyniu, utworzone przez rząd sanacyjny w latach 1928-38 w okresie tzw. eksperymentu wołyńskiego, przekształcone w UPA; paramilitarna organizacja Interahamwe w Ruandzie
  • na Wołyniu w rzeź zostali zaangażowani zwykli ludzie, często sąsiedzi mordowanych; w Rwandzie zbrodnia była produktem masowego, ludowego wystąpienia
  • na Wołyniu nie było Niemców, którzy dalej na tym terenie sprawowali władzę; nie było też oddziałów AK; w Rwandzie w pewnym momencie wszystkie wojska opuszczają kraj
  • w Rwandzie apel: Śmierć! Śmierć! Groby z ciałami Tutsi są wypełnione do dopiero do połowy. Śpieszcie się, aby zapełnić je do końca!; w Polsce (obecnie): Śmierć wrogom ojczyzny! Śmierć! Śmierć! Śmierć!; czyżby Wojciech Olszański był potomkiem tych, którzy mordowali na Wołyniu, a obecnie tylko zmodyfikował hasło?

Najważniejszą informacją w tej wyliczance jest przedostatni punkt: brak wojsk, których obecność mogłaby przeszkodzić ludobójstwu. W przypadku Rwandy opuściły ją nie tylko wojska francuskie, ale również wojska ONZ. Ktoś, kto, w obu przypadkach, podjął te decyzje, ten ktoś jest odpowiedzialny za te masakry. Każde państwo, nawet najsłabsze, jest na tyle silne, by powstrzymać wszelkie akty anarchii. Jeśli jednak tego nie robi, to znaczy, że nie chce tego zrobić. Gdy więc naziści tłumaczyli się, że wykonywali rozkazy, to dobrze tłumaczyli się. Odpowiedzialność zawsze spoczywa na tych, którzy wydają rozkazy, a nie na ich wykonawcach. Ci jednak zawsze pozostają anonimowi i agresję poszkodowanych kierują na wykonawców rozkazów. Ci ostatni nie są od tego, by wdawać się w filozoficzno-moralne dywagacje i zastanawiać się nad tym czy je wykonywać, czy – nie. Jednak rządzący zawsze starają się przerzucić odpowiedzialność na wykonawców rozkazów czy, tak jak w przypadku Wołynia, na zdziczały tłum. Ktoś jednak pozwolił na to, by ten opętany tłum wyzwolił w sobie najbardziej zwyrodniałe instynkty, drzemiące w nim od dawna, a które tak sugestywnie opisał Sienkiewicz.

Obecnie mamy taką sytuację, że kwestia rzezi wołyńskiej jest najbardziej sporną w relacjach polsko-ukraińskich i potencjalnie mogącą być źródłem gwałtownych reakcji z obu stron. Jest to więc dla polityków idealne narzędzie do dzielenia i nastawiania do siebie wrogo różnych grup społecznych. Strona polska domaga się ekshumacji i przeprosin, a strona ukraińska nie zgadza się na nią i nie chce przepraszać. Wygląda na to, że po obu stronach są ludzie, którzy wykonują zadania zlecone, czyli polecenia swoich nieznanych przełożonych. Cała energia skierowana jest na to, by wzbudzać w ludziach emocje, a one, jak wiemy, nie są dobrym doradcą.

Ten krótki filmik pojawił się na YouTube dwa dni temu. Ten przekaz to same emocje i nic więcej. Około 5:28 Kukiz mówi: …moi koledzy Ukraińcy, ta biedota, bo takich ludzi znam na tej Ukrainie, tam gdzie jeżdżę, do takiego jednego miasteczka, z którym jestem rodzinnie związany, co przyjeżdżam, to grób więcej. Nie wymienił nazwy tego miasteczka. Bolesław Prus w jednej ze swoich Kronik Tygodniowych wspomniał o miejscowości na Ukrainie o nazwie Kukizowa. Mamy więc pewien trop. Czy Kukiz jest Ukraińcem? A może jest Żydem ukraińskim? Bo przecież tworzenie nazwiska od miejscowości, w której się mieszkało lub przyjęło chrzest, było dość powszechne wśród Żydów.

Nie tędy droga! Ale przecież rządzący dobrze wiedzą, że dla nich to jedyna droga, by utrzymywać swój elektorat w stanie wrzenia. Nic nie wskazuje na to, by ta sporna kwestia została wyciszona, jak zrobiono to za czasów PRL-u. Takie czy inne wygaszanie, czy zakończenie wojny na Ukrainie, będzie prawdopodobnie skutkowało eskalacją napięć w kwestii Wołynia. A może jednak wyciszą, gdy dojdzie do połączenia części byłej już III RP z częścią Ukrainy? Bo przecież częścią tego obecnego tworu, tymczasowego i wspólnego z racji nieograniczonego dotowania, jest województwo kijowskie. To już jest wspólne państwo, jeszcze nie nazwane, jeszcze bez granic, tak jak Polska w czasie wojny 1920 roku. Kto to wie, jaki scenariusz wysmażą nam najlepsi scenarzyści, a najlepsi reżyserzy go wyreżyserują? A zaczęli kombinować już od 1984 roku. O tym w drugiej części bloga 11 lipca 43.

Burzenie cerkwi

W 1990 roku nakładem wydawnictwa Czytelnik ukazała się książka Teksty Stanisława Cata-Mackiewicza. Została wydana w niewielkim nakładzie 5000 egzemplarzy. Wybrał, opracował oraz wstępem poprzedził Jerzy Jaruzelski. Były to teksty napisane przez Cata-Mackiewicza w okresie 1922-1949. Był on piłsudczykiem, ogarniętym ideą mocarstwowej Polski, apologetą Jagiellonów itd. Z tego, co przeczytałem, to wyłonił się mi obraz kompletnego świra, co w sumie nie dziwi, bo ludzie z terenów byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego cierpią na jakąś dziwną przypadłość całkowitego oderwania się od rzeczywistości i antyrosyjską fobię. Jak już wcześniej napisałem, jedynym – w mojej ocenie – normalnym człowiekiem z tamtych terenów był jego brat Józef Mackiewicz, krytyk Piłsudskiego i jego polityki. Uważał on, że na ziemiach byłego WKL powinno było powstać po I wojnie oddzielne państwo, a to z tego względu, że Korona i WKL to były zupełnie odmienne byty państwowe z ludnością różniącą się diametralnie pod względem mentalnym. Tak się nie stało i cały ten psychiatryk wszedł w obręb II RP, a po II wojnie światowej został przeniesiony na ziemie poniemieckie. I stąd mamy taki kraj Zulu-Gula.

Jest jednak jeden tekst Cata-Mackiewicza, który warto zacytować w całości. To Dzieci na semaforach i zwrotnicach. Redakcja zamieściła takie wyjaśnienie:

Artykuł skonfiskowany w „Słowie” z 31 VII 1938. Opublikowany po 50 latach, w „Kwartalniku Historii Prasy Polskiej” nr XXVII/3 z 1988 r. Autor wyboru otrzymał oryginalny maszynopis artykułu, z poprawkami i własnoręcznym podpisem „Cat”, w listopadzie 1985 od p. Jerzego Roszczyckiego z Warszawy. Dziadek p. Roszczyckiego był w 1938 r. sekretarzem Świętego Synodu Prawosławnego w Warszawie i znał osobiście Mackiewicza, który, po konfiskacie, przysłał mu tekst.

Cat-Mackiewicz pisał:

W miesiącu czerwcu i lipcu br. na terenie wschodnich powiatów woj. lubelskiego na rozkaz władz administracyjnych zburzono 114 cerkwi prawosławnych i domów modlitwy1. W niektórych wypadkach do burzenia przez władze administracyjne używani byli więźniowie-kryminaliści.
Między innymi zburzono w Szczebrzeszynie w powiecie zamojskim cerkiew założoną w r. 1194 w wieku XII2.
Zburzono w Białej Podlaskiej cerkiew zbudowaną w r. 1929 według planów zatwierdzonych przez województwo w miejscowości Kijowiec zbudowaną przez prawosławnych w r. 1936, w Kodniu również w 1936, w Kostomłotach rok temu w 1937, w powiecie biłgorajskim zburzono 5 cerkwi zbudowanych pomiędzy rokiem 1932 a 1938, podobnie w powiecie chełmskim, tomaszowskim, włodawskim, zamojskim. Cerkwie te nigdy nie były kościołami łacińskimi, ani cerkwiami unickimi, wzniosła je ludność prawosławna już w niepodległej Polsce z ofiar pomiędzy sobą uzbieranych. Niektóre z tych cerkwi były bardzo ubogie. Obok akcji burzenia cerkwi szereg popów zostało ukaranych grzywną lub aresztem za odprawianie nabożeństw, w jednym cytowanym przez posła Barana3 w interpelacji wypadku zastosowano do popa uniwersalny środek na dolegliwości państwowe, mianowicie groźbę wywiezienia do Berezy.
Piszący te słowa jest w posiadaniu szeregu dokumentów, listów i opisów, w jaki sposób odbyło się burzenie na oczach ludności prawosławnej jej świątyń. Ludziom, którzy wyrośli w epoce bliskiej tej, kiedy Moskale stosowali odbieranie naszych kościołów i kary na naszych księży, będzie przykro, do tego stopnia obecne obrazki swoją brutalnością i bezwzględnością wobec cudzych uczuć religijnych przypominają tamte czasy.
Ciśnie się na usta pytanie: Po co to było potrzebne? Cerkiew prawosławna, niegdyś ultralojalna wobec cesarzy rosyjskich i narzędzie rusyfikacji na naszych ziemiach, po wybuchu rewolucji straciła wszelkie oparcie. Ta część hierarchii prawosławnej, która znalazła się w Polsce, nie miała oparcia nawet u swoich parafian, ponieważ ci mówili po ukraińsku, rusku, białorusku, popi mówili po rosyjsku. Wobec tego cerkiew uzależniła się od aparatu państwowego i stała się ultralojalna. To samo da się opowiedzieć o mniejszości rosyjskiej, która stała się całkowicie lojalną mniejszością, czego oczywiście o mniejszości ukraińskiej powiedzieć nie można.
Ponieważ w Polsce zamieszkuje 3 762 500 prawosławnych (trzy miliony siedemset sześćdziesiąt dwa i pół tysiąca)4 więc ten fakt, że Cerkiew i jej hierarchowie nie mając podtrzymania od bolszewików, nie mając oparcia u Ukraińców, czy separatystów białoruskich, uzależniała się coraz bardziej od naszych rządów było dla nas faktem pomyślnym i trzeba było upaść na głowę, aby się pozbawić tego atutu przez ukrainizację względnie białorutenizację tej Cerkwi.
Jednak tośmy zrobili.
Jakie są teraz skutki ostatniego wyczynu rozumu państwowego.
Oto po zburzeniu 114 cerkwi:
1) Metropolita Dionizy5, ten ultralojalny metropolita Dionizy wydał z innymi archijerejami prawosławnymi list, który uległ konfiskacie. Trzeba było istotnie kunsztu, aby takiego zdecydowanego ugodowca jak Dionizy pchnąć do roli biskupa Krasińskiego czy Hryniewieckiego6.
2) Ukraińcy i Rosjanie – którzy dotychczas byli między sobą na noże – pogodzili się i idą razem w obronie Cerkwi prawosławnej – wołając głośno o jej prześladowaniu. Niech sobie kto chce z publicystów polskich napisze, że to oskarżenie o prześladowanie jest niesłuszne – ja tego nie napiszę!
3) W roli obrońcy pokrzywdzonego prawosławia wystąpił w sejmie ukraiński nacjonalista dr Baran. Atut prawosławia został nam odebrany, wzięli do rąk go Ukraińcy.
4) W prasie rumuńskiej, niemieckiej, emigracyjnej rosyjskiej burzenie cerkwi odbiło się głośnym echem, a tej prasy skonfiskować nie można – można u nas zakazać pisania o burzeniu cerkwi, tak jak zakazywało się „dla dobra śledztwa” pisania o Bieganku7, ale z tego nic nie wyjdzie, tak jak Bieganki się nie złapało przez zakazy pisania. To wszystko jest tłuczeniem termometrów wskazujących gorączkę, jeszcze jedno zajęcie dla dzieci.
Istotnie porównanie z dziećmi nasuwa się przez cały czas pisania tego artykułu. Widziałem dzieci, które na szynach kolejowych ustawiały piramidkę z kamieni. Czy to były bardzo złe, bardzo zepsute dzieci? Nie – były to po prostu dzieci. Ale strach pomyśleć, co by one mogły poczynić, gdyby się dostały do semaforów, do zwrotnic, jaką spowodowałyby katastrofę. Otóż takie burzenie świątyń prawosławnych to polityka dzieci, które dostały się do semaforów i zwrotnic.
Dzieci te działają w dobrych intencjach. Wiedzą to, co wie każdy, że byłoby dobrze, aby trzy miliony prawosławnych przyjęły rzymski katolicyzm, bo się ich lepiej zwiąże z Polską. Ale, jak to dzieci, zabierają się do tego w sposób naiwny i niszczycielski, chcąc naprawić psują, niszczą, rozbijają. Nie przez złe serce, o nie!
Do wszystkich naszych kłopotów narodowościowych, społecznych, gospodarczych, to burzenie cerkwi dodaje nam jeszcze kwestię religijną. Potrzeba to nam jak dziura w moście!
Inteligentny stolarz nie robi mebli z mokrych desek. W sprawach asymilacji narodowej, religijnej trzeba umieć czekać. Nie nawraca się nikogo metodą burzenia świątyń. Przeciwnie, oddaje się tamtemu wyznaniu wielką usługę, roznieca płomień żarliwości.
A poza tym trzeba pamiętać, że stoimy oko w oko z Bolszewią, gdzie prawosławie jest strasznie prześladowane. Stosując wobec prawosławia politykę tolerancji zyskujemy sobie sympatię tamtej poniewieranej ludności. Gdyby ci, którzy te zarządzenia o burzeniu cerkwi wydają, znali historię, to by wiedzieli, że i Rosja, i Francja otaczały kościoły chrześcijańskie w Turcji swą opieką, a to ze względów politycznych. Pamiętam taki wypadek. Zbudowano dwa mosty przez graniczną rzekę – jeden most zbudowały władze kolejowe sowieckie, a drugi nasze. Sowietnicy zaprosili naszych kolejowców na otwarcie mostu, była też na tym otwarciu ludność pograniczna. Potem nastąpiło otwarcie mostu, poświęcił most ksiądz, potem poświęcił go pop. Ludność – w tych okolicach prawosławna - patrzyła i otwierała gęby ze zdziwienia. U nich popy w łachmanach, żebrzą po kryjomu, u nich cerkwie poburzone lub zamknięte, a tu pop święci most i władze sowieckie musiały na to patrzeć nieruchomo. O! – to była prawdziwa propaganda, to była myśl mocarstwowa, to było przygotowanie do odebrania naszych ziem dziedzicznych, na których mieszka ludność katolicka i prawosławna pospołu. Pamiętam, jak cieszyłem się, gdy usłyszałem, że most sowiecki się załamał i ludność mówiła: „A co, jak bez Boga budowali”.
Burzenie świątyń prawosławnych to jeszcze jeden dowód, że rządzą nami ludzie niedorośli do rządzenia, którzy zmarnują mocarstwowe możliwości Polski.

W 988 roku za czasów Włodzimierza Wielkiego Ruś Kijowska przyjęła chrzest w obrządku wschodnim. Początkowo stolicą metropolii był Kijów. Od 1054 roku trwał rozpad dzielnicowy Rusi Kijowskiej. Stolicą metropolii stał się od 1309 roku Włodzimierz, a od 1328 roku Moskwa. W 1414 roku utworzono drugą metropolię w Kijowie. W miarę wzrostu potęgi Księstwa Moskiewskiego następowało jego stopniowe uniezależnianie się od Konstantynopola. W 1589 roku został utworzony niezależny patriarchat w Moskwie. Słowianie wschodni, kłótliwi i skłonni do anarchii, szczególnie ci z południowo zachodniej części byłej Rusi Kijowskiej, nie chcą poddać się dyktatowi Moskwy. W 1596 roku dochodzi do unii brzeskiej, co oznacza, że ci Słowianie wolą uznać zwierzchnictwo papieża. I tak dochodzi do powstania kościoła greko-katolickiego w obrządku wschodnim. Wykreowano konflikt, który trwa do dziś, a ostatnim jego „owocem” jest wojna na Ukrainie.

Unia brzeska skutkuje tym, że cały obszar Wielkiego Księstwa Litewskiego w obrębie Rzeczypospolitej, poza Litwą, dostaje się pod panowanie cerkwi unickiej. Po rozbiorach Rzeczypospolitej Rosja stopniowo przywraca prawosławie w myśl zasady: czyja władza, tego religia. Ostatnim bastionem unitów jest Chełmszczyzna. Dopiero w roku 1875 udaje się tam przywrócić prawosławie.

Po I wojnie światowej, w latach dwudziestych, zostają zburzone w Warszawie dwie największe cerkwie. Trwa odwracanie skutków intensywnej rusyfikacji Królestwa w latach 1831-1914. Ten fakt zburzenia tych dwóch największych cerkwi oraz zamiana pozostałych cerkwi na kościoły w największych miastach byłego Królestwa jakoś nie oburza prawosławnych, ale to burzenie cerkwi na Chełmszczyźnie – już tak. Jaka to różnica?

Sobór Aleksandra Newskiego na placu Saskim w Warszawie; źródło: Wikipedia.

W latach 1928-38 przeprowadzany został w województwie wołyńskim, w którym odsetek ludności polskiej we wschodnich województwach był najmniejszy, tzw. eksperyment wołyński. Miał on ostatecznie doprowadzić do autonomii tego województwa, a w przyszłości miało ono być podstawą do stworzenia niezależnego państwa ukraińskiego. Jednak w końcowym okresie władze II RP dokonują wolty i w 1937 roku rozpoczyna się akcja przymusowych konwersji lokalnych społeczności na katolicyzm. To dzieje się głównie w dwóch powiatach zachodnich, graniczących z województwem lubelskim, a konkretnie z Chełmszczyzną. Do 1939 roku „nawrócono” na Wołyniu około 10 tys. osób. Jednocześnie od maja do lipca 1938 roku dochodzi do burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie. Czy to była zemsta Ukraińców na Rosjanach za wcześniejszą akcję caratu? Osobami odpowiedzialnymi za przeprowadzenie tej akcji byli sanacyjni oficerowie: Gustaw Paszkiewicz, Brunon Olbrycht, Marian Turkowski. Ci oficerowie zostali w PRL-u oficerami Ludowego Wojska Polskiego.

W wyniku eksperymentu wołyńskiego powstały na Wołyniu oddziały paramilitarne, wyszkolone i wyposażone przez władze sanacyjne. To one przekształciły się w UPA, która oficjalnie powstała w grudniu 1942 roku, a w lipcu 1943 roku mieliśmy rzeź wołyńską. Czy była ona uzasadnieniem i reakcją na wcześniejsze wyburzanie cerkwi na Chełmszczyźnie i zemstą na ludziach, którzy zostali przekonwertowani na katolicyzm? Kim zatem byli ci ludzie, których mordowano na Wołyniu? Czy byli Polakami, czy tą przekonwertowaną ludnością. Nie wiadomo, ile osób tam zamordowano. Dziś mówi się o 100 tysiącach, a jeszcze inni, których ponosi fantazja – o 500 tysiącach. A czy ktoś się zastanawiał, co to znaczy 100 tysięcy osób. Ile osób musiałoby kopać groby, nawet płytkie? Ile czasu by to zajęło? A może ich nie zakopywano? Bolszewicy w Katyniu mieli czas i mnóstwo więźniów do roboty. A może tych ludzi nie grzebano? Jeśli domy i wszelkie zabudowania spalono, to może również zagoniono tam ludzi, tak jak w Jedwabnem. Gdyby tak było, to już nie trzeba tłumaczyć, dlaczego Ukraińcy nie chcą zgodzić się na ekshumację.

A co by było, gdyby nie doszło do unii polsko-litewskiej? Albo inaczej: co by było, gdyby po I wojnie światowej powstała Polska taka jak za Łokietka? Zjednoczone Królestwo Polskie składało się tylko z Wielkopolski i Małopolski. To było naprawdę małe państwo, które nie graniczyło z Księstwem Moskiewskim i nie miało z nim kwestii spornych. Gdyby powstało takie państwo, to Niemcy nie mogłyby upomnieć się o Korytarz, a Związek Radziecki nie mógłby zaatakować pod pretekstem ochrony ludności prawosławnej. Ateistyczny Związek Radziecki upomniał się o prawosławne mniejszości. Nie byłoby Katynia, Wołynia, burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie, konwertowania na katolicyzm. Jakby powiedział Kononowicz – nie byłoby niczego. Nie byłoby niczego z tych wymienionych wyżej zdarzeń. Że Polska nie miałaby dostępu do morza? A ile państw nie ma dostępu do morza i sobie radzi? Że nie byłaby mocarstwem? A kiedy była? Czy dla zwykłego, szarego obywatela ma to jakieś znaczenie? Jak mieszka w bogatym i dobrze zarządzanym państwie, to może sobie pojechać nad jakiekolwiek morze, nad jakie chce. I właśnie dlatego nazwałem Cata-Mackiewicza świrem. Mnie nie interesuje Wschód i wschodni Słowianie. Jeśli mają coś do siebie, to niech załatwiają to między sobą. Nie będę umierać za Kijów!

  1. “Słowo” było pierwszym pismem polskim, na ile udało się stwierdzić, które próbowało zaprotestować; do tego czasu pisały jedynie na ten temat: wydawane po rosyjsku pismo Kościoła Prawosławnego “Słowo”! oraz ukraińskie “Diło”, organ Ukraińskiego Nacjonalno-Demokratycznego Objednania (UNDO). Historycy podają, dość zgodnie, że rozebrano 127 obiektów (91 cerkwi, 10 kapilc, 26 domów modlitwy). Akcja została podjęta na polecenie władz wojskowych, zwłaszcza Dowództwa Okręgu Korpusu II w Lublinie (gen. Mieczysław Smorawiński). Mackiewicz zapewne wiedział o tym. Obszernie i źródłowo o sprawie: Piotr Stawecki, Następcy Komendanta. Wojsko a polityka wewnętrzna w II Rzeczypospolitej w latach 1935-1939 (Warszawa 1969) oraz Mirosława Papierzyńska-Turek, Między tradycją a rzeczywistością. Państwo i Kościół Prawosławny w Polsce w latach 1918-1939 (Warszawa 1986). ↩︎
  2. Cerkwi tej w końcu nie rozebrano dzięki stanowczej postawie miejscowej inteligencji i kleru katolickiego. ↩︎
  3. Stefan Baran – doktor praw, adwokat, dyrektor Ukraińskiego Banku Spółdzielczego w Tarnopolu, członek władz naczelnych UNDO, poseł z województwa tarnopolskiego. Złożył w Sejmie dwie interpelacje w sprawie Chełmszczyzny – 6 i 21 lipca 1938. Mackiewicz czerpał z nich dane. ↩︎
  4. Autor podaje wyniki spisu z 1931 r. Prawosławie, po Kościele rzymskokatolickim, było drugim, pod względem liczby, wyznaniem w II RP (rzym.-kat. 64,8%, prawosławne 11,8%, grek.-kat. 10,4%, mojżeszowe 9,8%, ewangelickie 2,6%, inne 0,6%). ↩︎
  5. Dionizy – właściwe nazwisko Konstantyn Nikołajewicz Waledyński. Prawosławny Metropolita Warszawy i całej Polski (1923), przedtem biskup chełmski. Prowadził wykłady z teologii na Uniwersytecie Warszawskim (1925-1939). Zasłużony dla autokefalii Kościoła prawosławnego w Polsce, wprowadzonej w 1924. W listopadzie 1938 r. przyczynił się do ustabilizowania stosunków z władzami (dekret Prezydenta RP regulujący stosunki z Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym w Polsce). W 1948 r. złożony z urzędu decyzją władz PRL. ↩︎
  6. Adam Stanisław Krasiński – biskup kamieniecki; przeciwnik Stanisława Augusta, jeden z przywódców Konfederacji Barskiej; później zwolennik reform i Konstytucji 3 Maja. Kwestia niejasna. Być może autorowi chodzi o Kajetana Hryniewieckiego, wojewodę lubelskiego, głośnego opozycjonistę, w końcu jednak pogodzonego z królem,lecz dalej krytyka Konstytucji. ↩︎
  7. Wojciech Bieganek zginął od przedwczesnego wybuchu bomby, podczas próby – jakoby – zamachu na płk. Adama Koca, szefa OZN, w Świdrach Małych pod Warszawą 18 lipca 1937. Incydent do dzisiaj nie wyjaśniony; nie wykluczona prowokacja policyjna. W każdym razie administracji nie na rękę były niezależne dociekania prasy; stąd konfiskaty. ↩︎

Repatrianci

W swoim podkaście geopolitycznym z dnia 28 listopada Leszek Sykulski odniósł się do raportu NIK. Ten fragment zatytułował – Raport NIK: władza wolała emigrantów od repatriantów.

Sykulski stwierdza, że cały system repatriacji jest niewydolny. Władza w Warszawie woli imigrantów od repatriantów. Z raportu wynika, że kolejka Polaków, którzy chcą wrócić do ojczyzny ma być rozładowywana przez 22 lata. Po 24 lutego 2022 władza PiS otworzyła wrota do Polski dla obywateli Ukrainy. Zainteresowanych powrotem jest 15 200 osób. Władza w Warszawie nie ma dla tych ludzi żadnych szybkich procedur. Powrót do Polski ma zająć 22 lata. Nie sposób tego odnieść do strategii multi-kulti, która realizowana jest od kilku lat, gdzie proces osiedlania ponad 300 tys. emigrantów z krajów azjatyckich, kilku milionów Ukraińców, przechodził błyskawicznie, a okazuje się, że zaledwie 15 tysiącom Polaków, którzy chcą wrócić, rzuca się kłody pod nogi. Trudno to inaczej nazwać, niż strategią realizowania polityki multi-kulti, zmiany struktury etnicznej państwa polskiego.

Jest to coś niewiarygodnego, jak doszło do złamania obietnicy zadośćuczynienia krzywdom osób wywiezionych na wschód w czasach stalinowskich. I do dziś nie ma tej sprawiedliwości. Dla 15 tysięcy ludzi nie ma miejsca w Polsce, a jest miejsce dla milionów migrantów z Ukrainy czy setek tysięcy z Azji i Afryki. Mamy do czynienia z realizacją polityki Brukseli, czyli rozwadniania homogeniczności etnicznej. Jest to skrajnie niebezpieczne z punktu widzenia bezpieczeństwa wewnętrznego państwa polskiego i z punktu widzenia także podmiotowości Polski na arenie międzynarodowej. Polska pogrążona w problemach wewnętrznych będzie słabo sobie radziła na arenie międzynarodowej, będzie bardziej podatna na różnego rodzaju projekty związane chociażby z federalizacją unii europejskiej i warto o tym pamiętać, warto mieć to na uwadze, podejmując świadome oczywiście wybory polityczne.

x

Sykulski powiedział o osobach wywiezionych na wschód w czasach stalinowskich, co oczywiście jest nieprawdą. Wywózki miały miejsce po 17 września 1939 roku i wywożono ludzi do Kazachstanu z terenów Polski północno-wschodniej, głównie z województwa łomżyńskiego i podlaskiego. W blogu Zagadka c.d. pisałem:

Pierwsza wywózka, z 9/10.02.1940 roku objęła osadników wojskowych i cywilnych oraz leśników wraz z rodzinami. Druga z 13.04.1940 ogarnęła tych, których członkowie rodzin (głowy domu, bracia, synowie) byli ujęci jako żołnierze WP, policjanci itp., uciekli za granicę lub ukrywali się bądź zostali aresztowani jako konspiratorzy lub „wrogowie ludu” czy tzw. element społecznie niebezpieczny (SOE). Trzecia z 29.06.1940 roku, dotykająca zwłaszcza miast, objęła tzw. bieżeńców, w tym wielu Żydów, głównie tych, którzy zarejestrowali się, że chcą wrócić pod okupację niemiecką. Fakt ten częściowo obala mit o radosnym witaniu Armii Czerwonej przez polskich Żydów wyłącznie ze strachu przed Niemcami. Ostatnia, rozpoczęta na Wileńszczyźnie (zagarniętej wraz z likwidacją Republiki Litewskiej w czerwcu 1940 roku) 14.06.1941 roku, na ziemiach białoruskiej republiki zaczęła się 20 czerwca i została przerwana w momencie niemieckiej agresji.

Niedawno ogłoszono bardzo specyficzne, lecz zarazem wiarygodne źródło „Kronikę panien benedyktynek opactwa Świętej Trójcy w Łomży (1939-1954)”, sporządzoną przez s. Alojzę Piesiewiczównę (Łomża 1955). Zacytujmy jej fragmenty dotyczące dni 20-22.06.1941 roku:

„20 czerwiec. Uroczystość Serca Pana Jezusa. Dzień przeokropny dla Polaków pod zaborem sowieckim. Masowe wywożenie do Rosji. Od wczesnego rana ciągnęły przez miasto wozy z całymi rodzinami polskimi na stację koleją. Wywożono bogatsze rodziny polskie, rodziny narodowców, patriotów polskich, inteligencję, rodziny uwięzionych w sowieckich więzieniach, trudno się było nawet zorientować jaką kategorię ludzi deportowano. Płacz, jęk i rozpacz okropna w duszach polskich.”

x

Podstawowe pytanie, jakie wypada sobie zadać to: po co wywożono tych ludzi? Jeśli ich wywieziono, to co stało się z ich dobytkiem? Nie byli to ludzie biedni. Kto przejmował ich majątki? A jak majątki, to może i nazwiska? Wydaje mi się, że pewien wątek w blogu Węgierska rewolucja rzuca nieco światła na te mroczne wydarzenia z lat 1939-41. Pisałem w nim:

To, co zwróciło moją uwagę, to wątek Kirgistanu. „Z całą rodziną wyemigrowała do ZSRR (Kirgistan).” Dokładnie tak samo jak Alexander Dubczek. Cóż to za zwierz ten Kirgistan? W angielskiej Wikipedii można przeczytać:

„W rdzennej kirgiskiej strukturze społecznej dominowały tradycje koczownicze, które miały wpływ na sposób sprawowania władzy przez rządzących i stosunki społeczne. Proces urbanizacji tej radzieckiej republiki rozpoczął się w momencie zasiedlenia jej przez rosyjskie społeczności (communities), co było efektem realizacji wytycznych i polityki partii komunistycznej. Nie jest jasne, co było przyczyną tego typu decyzji partii. Jasne jest tylko to, że tego typu polityka zmusiła Rosjan pewnego pochodzenia do zasiedlenia Republiki.”

„Rosjan pewnego pochodzenia” – cóż za piękne sformułowanie. Z kolei w polskiej Wikipedii piszą: „W latach 1939-1940 deportowano do Kirgistanu część ludności (w tym Polaków) z terenów wcielonych do ZSRR.” Jak widać na przykładzie Marty Maszaros i Alexandra Dubczeka, z Kirgistanu wracano. A z Kazachstanu do dziś wielu Polaków wrócić nie może. Ci z Kirgistanu mieli zapisany w swoim życiorysie piękny epizod: zsyłka w głąb Związku Radzieckiego. Gotowy „materiał” na prawdziwych patriotów i antykomunistów. Jak widać zsyłka zsyłce nierówna. Nie jest więc niejasne, jak pisze angielska Wikipedia, co było przyczyną tego typu decyzji.

x

Jeśli na jakiś teren wchodzi obca władza, to przede wszystkim przejmuje urzędy, w których są wszelkie dane o miejscowej ludności: ich dane personalne i dane o ich majątku. Najpierw Związek Radziecki, później Niemcy, a po nich znowu Związek Radziecki. Ileż w tym czasie można było tam pozmieniać, ile osób mogło otrzymać nowe nazwisko, przejąc czyjś majątek. Wojny to coś w rodzaju resetu: zmieniają nie tylko granice, ale też tożsamość ludzi nowo przybyłych, którzy z dnia na dzień stają się zasiedziałymi z dziada pradziada. W takiej sytuacji nikt nie jest w stanie dojść prawdy, poza tymi którzy zostali zesłani do Kazachstanu, ale nie do Kirgistanu, w którym „zesłańcy” żyli jak pączki w maśle. I może właśnie po to były te zsyłki, by uwiarygodnić tych z Kirgistanu. A ci z Kazachstanu? Nich tam sobie dożywają. 22 lata to szmat czasu, a jak trzeba będzie, to wydłuży się czas oczekiwania na powrót do „ojczyzny”. Za dużo jest w Polsce ludzi na wysokich stanowiskach, których rodzice czy dziadkowie zajęli miejsce wywiezionych do Kazachstanu, a może nawet zaadoptowali ich nazwiska, by pozwolić powracać dzieciom czy wnukom tych wywiezionych.

Praska Wiosna

Parę dni temu na kanale Powojnie jego autor omawiał wydarzenia Praskiej Wiosny z 1968 roku. Przedstawił wszystkie najważniejsze wydarzenia z tamtego okresu. Na początku nawiązał do rewolucji węgierskiej z 1956 roku i zaakcentował, że Zachód nie zareagował na wydarzenia w Budapeszcie. W związku z tym stwierdził, że należy liczyć tylko na własne siły. W tym czasie w Czechosłowacji I sekretarzem był Antonin Novotny.

W celu większej przejrzystości postanowiłem wypunktować najważniejsze, według autora, wydarzenia tamtego okresu:

  • W 1957 roku umiera prezydent Republiki Antonin Zapotocky; Novotny zostaje przywódcą partii i państwa.
  • Nastają czasy neostalinizmu: zaostrzona cenzura, koncentracja gospodarki na przemyśle ciężkim, kolektywizacja wsi.
  • W 1960 roku uchwalono nową konstytucję: na czechosłowackim godle, zamiast korony, pojawia się czerwona gwiazda.
  • Dojście do władzy Chruszczowa staje się pretekstem do wprowadzenia pewnych reform.
  • Autorytarne rządy Novotnego stają się przyczyną protestów; w 1967 roku dochodzi do starć ze studentami, którzy protestowali przeciwko przerwom w dostawach prądu w akademikach; protestowało około 1000 osób, ale z powodu braku lidera, służby szybko uporały się ze studentami.
  • Siłowe rozwiązania nie wszystkim komunistom podobały się; w komitecie centralnym narodziła się grupa reformatorów na czele z szefem partii na Słowacji Aleksandrem Dubczekiem.
  • W styczniu 1968 roku nad Novotnym zebrały się czarne chmury; podczas plenum dyskutowano o zasadności pełnienia przez niego dwóch funkcji: I sekretarza i prezydenta; zdania były podzielone, ale Novotny zapowiedział, że przekaże funkcję I sekretarza Dubczekowi, którego kandydatura nie wzbudzała żadnych kontrowersji.
  • Trzy tygodnie później w ogólnokrajowej gazecie „Prace” komunista, Josef Smrkovsky, opublikował artykuł „O co dziś chodzi”; napisał, że jego ojczyzna potrzebuje zmian i poparł żądania Słowaków w kwestii szerszej autonomii; został też bliskim współpracownikiem Dubczeka.
  • W marcu 1968 Novotny traci stanowisko prezydenta, zastępuje go Ludvik Svoboda.
  • Dubczek spotyka się w Moskwie z Breżniewem i zapewnia go, że Czechosłowacja nie planuje wystąpić z bloku wschodniego.
  • Wprowadzano reformy, m.in. zniesiono cenzurę prewencyjną.
  • 5 kwietnia Czesi i Słowacy przyjęli program ograniczający działania tajnej policji i zakładający federalizację państwa na dwa narody oraz wprowadzenie demokracji; Czesi i Słowacy mieli otrzymać możliwość swobodnego poruszania się po Europie; nadal zapewniano o chęci pozostania w Układzie Warszawskim i RWPG.
  • Pomimo to Moskwa zapowiedziała na początku maja manewry w Czechosłowacji; w Pradze doszło do protestów.
  • Dubczek jedzie do Moskwy na rozmowy z Breżniewem, który stwierdza, że manewry to konieczność, by zacieśnić przyjaźń.
  • 8 maja narada przywódców państw bloku wschodniego; Breżniew oznajmił przybyłym gościom, że w Czechosłowacji zwycięża kontrrewolucja; szczególnie mocno wspierali go Władysław Gomułka i Walter Ulbricht z NRD
  • Dla ZSRR Czechosłowacja była ważna ze względów strategicznych; w tym czasie nie było w niej wojsk radzieckich.
  • 10 maja manewry odstraszające w Polsce.
  • 20 czerwca ćwiczenia wojsk radzieckich na terenie Czechosłowacji (20 tys. żołnierzy).
  • Kolejny krok milowy Praskiej Wiosny to tekst „Dwa tysiące słów” Ludvika Baculika; odezwa powstała we współpracy ze środowiskiem czeskich intelektualistów; tekst ukazał się w największych gazetach w kraju 26 czerwca 1968 roku; podpisało się pod nim ponad 120 rys. osób; zaatakowano w nim partię i stwierdzono, że panujący ustrój został narzucony siłą przez Moskwę; jednocześnie autor stwierdził, że zmian powinni dokonywać komuniści, bo tylko wtedy uda się uniknąć chaosu.
  • 14 lipca w gmachu Urzędu Rady Ministrów w Warszawie spotkali się przedstawiciele partii i rządów z Bułgarii, Polski, Węgier, NRD i ZSRR; w obradach nie uczestniczyli reprezentanci Czechosłowacji i Rumunii.
  • Władze w Pradze ponownie zadeklarowały, że nie zamierzają opuszczać Układu Warszawskiego.
  • Przygotowania do wojskowej operacji trwały już w najlepsze.
  • Ostatnie spotkanie z Breżniewem i innymi przywódcami w Czernej nad Cisą; domagał się on zaprzestania rehabilitacji ofiar reżimu stalinowskiego oraz zaostrzenia cenzury.
  • Na spotkaniu w Bratysławie czechosłowaccy politycy obiecali przedstawicielom pozostałych państw bloku wierność socjalizmowi; zgodzili się też na to, że ochrona ustroju w Czechosłowacji leży w gestii wszystkich krajów bloku wschodniego; i ten fragment zostanie wykorzystany do inwazji na rzekomo suwerenny kraj.
  • 9 sierpnia Pragę odwiedza Tito, co dla Moskwy stanowiło sygnał, że Praga żąda niezależności.
  • 13 sierpnia wszystko było gotowe do przeprowadzenia inwazji.
  • Ostateczna decyzja została podjęta podczas posiedzenia Biura Politycznego KPZR 16 sierpnia.
  • 18 sierpnia pojawiają się w Moskwie delegacje krajów bloku wschodniego; na zamkniętym spotkaniu Breżniew poinformował Gomułkę, Kadara, Żiwkowa i Ulbrichta, że strona czechosłowacka nie dotrzymała obietnic złożonych w Bratysławie; twierdził, że w Pradze nadal dochodzi do antysocjalistycznych demonstracji, a w służbach nastąpiło rozprzężenie.
  • Decyzja mogła być tylko jedna – porządek w Czechosłowacji miał być zaprowadzony siłą.
  • Rozpoczęła się operacja „Dunaj”.
  • W nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku armie Układu Warszawskiego wkroczyły do Czechosłowacji; inwazji dokonało ponad pół miliona żołnierzy ZSRR, Polski, Węgier, Bułgarii oraz NRD.
  • Oficjalnie doszło do niej w związku z listem, w którym rzekomo czechosłowaccy przywódcy poprosili Kreml o pomoc w zwalczeniu kontrrewolucji.

x

Mamy powyżej opisaną sekwencję zdarzeń w Czechosłowacji od końca lat 50-tych do 1968 roku, a więc 10 lat, w ciągu których przygotowywano się do tej operacji. W blogu Czechosłowacja ’68 pisałem, że na początku lat 60-tych pojawiły się głosy krytyczne wobec Novotnego i kierownictwa, nawet w obrębie rządzącej partii komunistycznej. Później dołączyli literaci, a po nich studenci i w końcu protest rozszerza się na społeczeństwo. Schemat zbliżony do tego zastosowanego w Polsce w marcu 1968 roku. Dochodzi więc do tego, że z byle błahego powodu zaczynają protestować studenci, co pobudza w partii żywioły reformatorskie. Następuje szereg wyreżyserowanych zdarzeń, których kulminacją jest decyzja o rozpoczęciu operacji „Dunaj”, czyli inwazja na Czechosłowację.

Dlaczego w tej operacji wzięło udział około pół miliona żołnierzy i niewyobrażalna ilość sprzętu wojskowego? Solidarność pacyfikowało 30 tys. milicjantów i 70 tys. żołnierzy. A przecież był to ruch na skalę znacznie większą, niż to, co wydarzyło się w Czechosłowacji. Również na Węgrzech w 1956 roku było podobnie i do tego doszły tam jeszcze zniszczenia.

Pojałtański porządek w Europie trwał do 1989 roku i nic nie mogło go wzruszyć do czasu zaplanowanego upadku Związku Radzieckiego. Gdy więc Amerykanie wcześniej dotarli do Niemiec i zajęli tereny przyszłej NRD, to musieli się z nich wycofać, co też nastąpiło. Nie było więc żadnych szans na to, by jakieś państwo z Układu Warszawskiego wyrwało się z objęć Związku Radzieckiego i wpadło w objęcia Zachodu, czyli Ameryki. A jednak doszło do takich prób. Co więcej, Amerykanie, poprzez swoje rozgłośnie radiowe, zachęcali do nich. O co zatem chodziło w tym wszystkim?

Skoro kruk krukowi oka nie wykole, co oznacza, że supermocarstwa nie walczą ze sobą bezpośrednio, czego dowód w blogu Syberia, to znaczy, że wojska radzieckie nie musiały stacjonować w Czechosłowacji, pomimo że jej terytorium wdziera się klinem w Niemcy i jej granica zachodnia jest bardziej wysunięta na zachód niż Berlin. Zatem tłumaczenie inwazji tym, że – wobec rosnącego napięcia i groźby wojny nuklearnej – Związek Radziecki chciał rozlokować swoje wojska na granicy z Niemcami Zachodnimi jest bez sensu. Podobnie jak tłumaczenie, że Związek Radziecki chciał ulokować na tej granicy pociski z głowicami nuklearnymi, ale żeby to ukryć, użył takiej ilości sprzętu i ludzi, by ta „igła w stogu siana” nie została znaleziona.

Jeśli nie o to chodziło, jeśli Związek Radziecki wiedział, że Zachód nie zareaguje, to po co było tak brutalne działanie w przypadku Węgier i tak monstrualna akcja w przypadku Czechosłowacji? Po to, by w światowej opinii publicznej wyrobić przekonanie, że Związek Radziecki to imperium zła, jak to ujął swego czasu Ronald Reagan. Gdy więc nastały czasy Solidarności, to jesienią 1981 roku najczęściej powtarzanym pytaniem było: wejdą, nie wejdą? Obawa przed interwencją radziecką była wśród ludu powszechna. Tylko po co mieliby wchodzić, skoro w Polsce wojska radzieckie, w odróżnieniu od Czechosłowacji roku 1968, stacjonowały? To był jednak dobry pretekst, by Jaruzelski mógł użyć własnego wojska. Stan wojenny został w Polsce wprowadzony bezprawnie, bo w tym czasie obradował sejm i tylko on mógł podjąć taką decyzję. To dziś nie przeszkadza politykom wszelkich opcji biegać do Jaruzelskiej, którą wykreowano na gwiazdę mediów internetowych. Polityka to cyrk, a politycy nie są nawet marionetkami, są klaunami.

W okresie powojennym wylansowano Związek Radziecki na imperium zła i tym imperium pozostaje Rosja jako jego spadkobierczyni. Ten wizerunek, wykreowany m.in. poprzez interwencje radzieckie na Węgrzech i w Czechosłowacji, jest obecnie wykorzystywany w wojnie na Ukrainie. Straszą nas cały czas tym, że Rosja zaatakuje, że trzeba temu przeciwdziałać, czyli wykonać uderzenie wyprzedzające, a ono z kolei pociągnie za sobą reakcję Rosji. Wszystko więc wskazuje na to, że tym razem NATO będzie walczyć z Rosją w strefie zgniotu, jaką jest Polska od unii polsko-litewskiej. Wtedy to było przedmurze Europy. Jeśli NATO zaatakuje z terytorium Polski, to Rosja odpowie tym samym i zaatakuje terytorium, z którego zostaną wystrzelone rakiety.

Imperium brytyjskie, którego ostoją są obecnie Stany Zjednoczone, zostało stworzone przez Żydów. Również imperium rosyjskie zostało przez nich stworzone. Dzięki temu, że nimi rządzą, mogą kreować konflikty na całym świecie. Ich cel jest zawsze taki sam – skłócać i osłabiać narody rdzenne. Dzięki temu mogą nad nimi panować, a więc również nad całym światem.

Funt szterling

Donald Trump obiecał, że jak zostanie prezydentem, to zakończy wojnę na Ukrainie w ciągu godziny. Natomiast, gdybym ja został prezydentem Stanów Zjednoczonych, to w ciągu godziny uszczęśliwiłbym całą ludzkość, czyli zakończyłbym wszystkie wojny na świecie poprzez zakaz kreowania pieniądza bez pokrycia. Niestety, nie zostanę nim, w związku z czym świat nadal będzie musiał męczyć się z tymi dwiema żydowskimi plagami. Inna sprawa, że nawet gdybym nim został, to nie poradziłbym sobie z nimi. Są one nie do usunięcia, a to znaczy, że wszelkie inne pomysły na uczynienie ludzi szczęśliwymi są tylko mrzonką. I żadne wybory niczego tu nie zmienią. Wojny istnieją tylko dlatego, że światowe mocarstwo może kreować pieniądz bez pokrycia i w ten sposób finansować je, dobrze wynagradzać żołnierzy i najemników. Bez tego żadna wojna nie byłaby możliwa. Wcześniej też były wojny, ale nigdy na taką skalę i nigdy światowe. Wtedy fałszowano złote monety i z tej samej ilości złota bito więcej monet o mniejszej jego zawartości, wciskając je ludziom jako pełnowartościowe. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że oderwałem się od rzeczywistości, mówiąc delikatnie. Ale to już było…, jak śpiewała Maryla Rodowicz.

Ale to już było i nie wróci więcej
I choć tyle się zdarzyło
To do przodu wciąż wyrywa głupie serce
Ale to już było znikło gdzieś za nami
Choć w papierach lat przybyło
To naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami

Cały czas jesteśmy tacy sami i wierzymy w demokrację, w to, że w końcu ktoś zrobi z tym wszystkim porządek. Ale jak dotychczas – „Na Zachodzie bez zmian”. A co już było? Po części o tym w blogu Pieniądze i wojny. A było to, że nie kreowano pieniądza bez pokrycia i świat się nie zawalił. Wprost przeciwnie, nie było wielkich wojen, a gospodarka kwitła. To była tzw. epoka wiktoriańska – czas funta szterlinga i Anglii jako fabryki świata. I choć tyle się zdarzyło, to już znikło gdzieś za nami. A w Wikipedii można przeczytać:

Pochodzenie słowa

Funt szterling jest często oznaczany symbolem £ (rzadko L). Symbol jest pisaną w starym stylu wielką literą L, przekreśloną poziomo dla podkreślenia, że jest to skrót. Skrót pochodzi od łacińskiego słowa libra oznaczającego zarówno wagę, jak i jednostkę masy – funt. Z tej przyczyny nazwa waluty jest często tłumaczona na języki obce i szczególnie w językach romańskich może to powodować nieporozumienia, np. w hiszpańskim i portugalskim libra, rumuńskim lira, francuskim livre.

W celu odróżnienia jednostki pieniężnej od jednostki wagi dodano słowo „szterling”, co w przypadku srebra można przetłumaczyć z angielskiego jako „najwyższej próby”. Pierwotnie szterlingiem nazywano srebrną monetę jednopensową ważącą 1,555 grama, co stanowiło 1/240 funta trojańskiego (aptekarskiego). Z czasem, gdy z utratą siły nabywczej waluty pens był wypierany w powszechnym użyciu przez funta, nazwa ta zaczęła oznaczać funta.

Podział

Funt szterling dzieli się na 100 pensów, którego symbolem jest „p” i tak często jest określany w mowie potocznej w języku angielskim. Do 15 lutego 1971 funt dzielił się na 240 pensów (skrótowo zapisywanych „d” od słowa denar), bądź na 20 szylingów („l”, bądź „s” od solid). Pens po przejściu na system dziesiątkowy w 1971 z racji różnicy wartości był początkowo nazywany nowym pensem.

Historia

Szterling został wprowadzony do obiegu przez angielskiego króla Henryka II w 1158 i był wymienialny na srebro. W 1816 zmieniono wymienialność funta ze srebra na złoto i utrzymywano ją do 1914. W tym czasie kurs funta utrzymywał się na poziomie około $4,9 za £1. W roku 1926 powrócono do wymienialności na złoto, jednak w tym czasie w obiegu nie były już używane złote monety, a banknoty, które można było wymieniać na sztaby złota. System waluty sztabowo-złotej został ostatecznie porzucony 21 września 1931 podczas wielkiego kryzysu. Po wycofaniu się z systemu waluty złotej funt został zdewaluowany o 20%. Funt stał się całkowicie wymienialny w 1946, co było warunkiem udzielenia 3,75 miliarda dolarów pożyczki przez Stany Zjednoczone. Po wycofaniu się z powiązania funta ze złotem próbowano ustabilizować kurs waluty poprzez związanie wartości funta z innymi walutami począwszy od amerykańskiego dolara. Jednak próby były nieudane, co pociągnęło za sobą 30% dewaluację w 1949.

W połowie lat 60. wystąpiła kolejna presja na obniżenie wartości waluty. W 1966 w obliczu spadającego kursu waluty rząd brytyjski wprowadził restrykcyjne ograniczenia dewizowe. Jednym z nich był zakaz wywozu przez turystów z kraju więcej niż 50 funtów (zniesiony w 1970). W tym czasie, w listopadzie 1967, funt został zdewaluowany o 14,3% do poziomu 2,41 dolara. W 1976 nastąpił kolejny kryzys. Kurs funta spadł w stosunku do dolara do poziomu 1,57 i Wielka Brytania była zmuszona zaciągnąć pożyczkę w MFW w wysokości 2,3 miliarda funtów. Najniższy historyczny kurs funt osiągnął w lutym 1985, gdy za funta można było otrzymać jedynie 1,05 dolara.

W 1988 rząd Margaret Thatcher zdecydował się związać funta z marką niemiecką, a w 1990 włączono go do systemu ERM (mechanizm stabilizacji kursów walut państw EWG) z kursem do niemieckiej marki na poziomie około 2,90 marki za funt. Już w 1992 funt został zmuszony do opuszczenia systemu po tzw. Czarnej Środzie (16 września), kiedy to grupa spekulantów z George’em Sorosem na czele przeprowadziła spekulacyjny atak na funta, który Sorosowi przyniósł zysk przeszło miliarda dolarów, a funtowi spadek wartości o 25% w ciągu kilku dni.

x

Mamy więc taką sytuację, że od 1816 roku do 1914 roku, a więc przez 100 lat, kurs funta do dolara utrzymywał się na poziomie 1:5. Później wszystko zmieniło się. W 1913 roku powstał Fed, czyli bank centralny Stanów Zjednoczonych, co w zasadzie wszystko wyjaśnia. Co się dzieje, gdy pieniądz nie jest kreowany z niczego? W blogu Pieniądze pisałem:

„Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by waluta, która zyskuje na wartości ze względu na wzrastającą ilość dóbr i usług, była dzielona na mniejsze jednostki. Wówczas zyskują wszyscy ci, którzy oszczędzają, a ci, którzy pożyczają muszą spłacać w walucie, która jest już znacznie więcej warta niż wówczas, gdy w niej pożyczali i w tym są ukryte odsetki od pożyczonego kapitału. Koszt kredytu jest tylko po stronie kredytobiorcy, zupełnie tak jak obecnie, ale zyskują nie finansowi macherzy, tylko ci, którzy oszczędzają.”

A Wikipedia pisze:

Od XVIII wieku walutą Wielkiej Brytanii jest funt szterling (pound sterling), który od 15 lutego 1971 jest równy 100 pensom (pence). Wcześniej jeden funt był równy 20 szylingom, zaś jeden szyling (shilling) – 12 pensom (pence). Jeszcze wcześniej 1 pens dzielił się na dwie półpensówki (halfpenny) lub na 4 ćwiartki (farthings).

Funt oznaczany był symbolem “£”, szyling literą “s.”, pens “d.” Obecnie, dla rozróżnienia między “starym” pensem a nowym, stosuje się oznaczenie tego ostatniego “p.”; szyling wyszedł z użycia, a oznaczenie funta symbolem “£” pozostało bez zmian. Przykładowo zapis £2 5s. 3d. lub analogicznie “2/5/3” oznaczał: “2 funty, 5 szylingów, 3 pensy”. Jeżeli podano tylko dwie cyfry, oznaczało to szylingi i pensy, np. “5/3” oznacza to samo, co “5s. 3d.”, czyli 5 szylingów i 3 pensy.

Wartość 5 szylingów (1/4 funta) odpowiadała koronie (crown), zaś pół korony stanowiły dwa szylingi i sześć pensów (2s. 6d.). Ceny artykułów wysokiej jakości oraz honoraria przedstawicieli wolnych zawodów (lekarzy, adwokatów itp.) liczone były w gwineach. 1 gwinea (guinea, gn.) stanowiła funta i szyling, czyli 1gn. = £1 1s = 21s.

x

Być może komuś ten system monetarny wydaje się zawiły, ale nie ma innego sposobu, by zachować wartość pieniądza w czasie, a tym samym wartość pracy w czasie. Dzieje funta szterlinga są na to dowodem. Przez sto lat zachowywał swoją wartość, a właściwie ją zwiększał. I po to były potrzebne te szylingi, pensy, półpensówki i ćwiartki – po to, by móc dokonywać drobnych zakupów. W 1931 roku, po wycofaniu się z systemu waluty złotej, funt został zdewaluowany o 20%, w 1949 – o 30%, w 1967 roku – o 14,3%. W 1976 roku kurs funta spadł do poziomu 1,57 za dolara. W 1985 roku spadł do najniższego w historii poziomu 1,05 za dolara. I to wszystko w ciągu 54 lat.

Zwykli ludzie zyskują tylko tylko w takim systemie, jaki panował w Wielkiej Brytanii w latach 1816-1914. Nawet gdyby odkładali na swoje emerytury jakieś grosze, to im dłużej by żyli, tym więcej by mieli. Jak w bajce, nieprawdaż? Czy któraś z partii, czy któryś z polityków czy kandydatów na prezydenta – czy one i oni proponują takie rozwiązanie problemów społecznych?

Rozmowa

Kilka dni temu Tomasz Piekielnik analizował rozmowę telefoniczną kanclerza Niemiec Olafa Scholza z prezydentem Władimirem Putinem. Poświęcił temu tematowi kilka minut (od 28 do 35 minuty). Poniżej częściowy i niedosłowny skrót tej analizy.

Rzecznik niemieckiego rządu poinformował, że Olaf Scholz wezwał Władimira Putina do rozpoczęcia rozmów z Kijowem. Miałyby one otworzyć drogę do „sprawiedliwego i trwałego pokoju”. Była to pierwsza rozmowa przywódców Rosji i Niemiec od grudnia 2022 roku. Rozmowa trwała ponad godzinę i tak do końca nie dowiemy się, o czym rozmawiali, bo ja odnoszę wrażenie, że takie ważne rozmowy mają dwa oblicza. Oblicze oficjalne, czyli te, o którym donosi prasa i drugie oblicze – to część za zamkniętymi drzwiami. Czy dajecie Państwo wiarę temu, że Olaf Scholz dzwonił do Putina, by Rosja zasiadła do stołu negocjacyjnego? Przecież do tego nie trzeba wzywać Putina, ponieważ deklarował to od dawna, ale oczywiście ma warunki, podobnie jak Zełeński. Więc nikogo do niczego nie trzeba wzywać. Natomiast tłem jest zmuszanie przez Amerykę Europy, aby kontynuowała tę wojnę już bez wsparcia Stanów Zjednoczonych. To po pierwsze. Po drugie – w tle pojawia się informacja, jakby groźba ze strony Zełeńskiego, że Ukrainie potrzeba tylko kilku miesięcy i będzie miała gotową broń atomową. Czy to nie brzmi jak groźba ze strony Zełeńskiego? Jaką mielibyśmy wówczas wojnę?

Natomiast, w mojej opinii, to coś, co dostrzegam na drugiej stronie medalu, jest o wiele istotniejsze. Moim zdaniem Olaf Scholz rozmawiał telefonicznie z Władimirem Putinem ponad godzinę po to, aby przekazać Rosji, potwierdzić Rosji dotychczasową politykę względem tzw. sprawy ukraińskiej. A ja dostrzegam, że ta polityka jest, użyję teraz tego słowa, prorosyjska. Niemcom na rękę jest taka polityka. Z ich punktu widzenia polityka prorosyjska, w okolicznościach geopolitycznych oddzielenia Niemiec od Rosji co najmniej buforem, jakim jest Polska, o Białorusi nie wspominam, było zawsze świetną grą. Zresztą w historii bywało tak, że jak się ktoś umawiał, jeśli chodzi o te mocarstwa, to my na tym traciliśmy. Przypomnijmy sobie chociażby rozbiory Polski. I uważam, że tego dotyczyła ta rozmowa.

W mojej opinii Olaf Scholz być może wie o kolejnych wariantach rozwoju konfliktu czy innej wojny na Ukrainie i rozważa warianty, które nie będą deeskalacją tej wojny. Oczywiście wzywa formalnie Putina do rozmów pokojowych, ale coś mi podpowiada, że tutaj zapewnia Putina o tym, że Niemcy w razie „W”, to nie będą się włączać do działań, do których nie tylko gotowa, ale wręcz nawołuje, jest Polska. Mowa o strącaniu rosyjskich rakiet nad Ukrainą, co będzie oznaczać, że wykonujemy kroki stanowiące wojnę napastniczą z punktu widzenia Rosji i ściągamy tym samym ryzyko kontrataków z jej strony. I chciałbym się mylić, chciałbym, żeby faktycznie rozmawiano tam tylko o pokoju, aby kanclerz Niemiec Olaf Scholz reprezentował spójną politykę względem wojny na Ukrainie. Spójną, ale też z punktu widzenia bezpieczeństwa Europy i Polski, jednolitą z polską. A tu widzimy, że Niemcy są bardziej zachowawczy, a Polska jest bardziej agresywna, co jest na rękę Stanom Zjednoczonym i uważam, że przez władzę zza Waszyngtonu po prostu zamówione.

x

Nie pierwszy to raz, gdy Piekielnik w sposób radykalny formułuje swoje wnioski. Wcześniej mówił o wymazaniu Polski z mapy Europy, choć nie sprecyzował tego dokładnie, a teraz mówi o rozbiorach Polski, choć takich nie było. Były rozbiory Rzeczypospolitej. W każdym razie nawiązanie do XVIII-wiecznych rozbiorów jest w obecnej sytuacji jak najbardziej zasadne. Warto więc przypomnieć, jak to było z tymi rozbiorami:

  • Konfederacja barska (1768-72) staje się pretekstem do I rozbioru Rzeczypospolitej w 1772 roku,
  • Konstytucja 3 maja (1791) staje się pretekstem do zawiązania konfederacji targowickiej (1792), a ta usprawiedliwieniem II rozbioru w 1793 roku,
  • II rozbiór staje się powodem do insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku,
  • Insurekcja kościuszkowska skutkuje III rozbiorem w 1795 roku.

Mamy więc tu ciąg ściśle ze sobą powiązanych wypadków, które miały doprowadzić do likwidacji Rzeczypospolitej. Wymagało to oczywiście skoordynowanej współpracy państw zaborczych i „patriotów”. Trwało to 23 lata. Po co jednak ona była potrzebna, skoro po 123 latach ponownie odtworzono to państwo, które podobno stwarzało było tyle kłopotów? Wydaje się to nielogiczne. Jakiś cel jednak był. Chodziło o stworzenie nowego narodu polskiego na terenach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. W XIX wieku w Wielkopolsce, najludniejszej dzielnicy – germanizacja, w Królestwie Polskim pod rosyjskim zaborem – rusyfikacja, a na Kresach – polonizacja. O tym w blogach Jezuici i Poniatowski.

Dziś sekwencja jest taka, że wojna na Ukrainie zaczęła się praktycznie w 2014 roku, a więc trwa już 10 lat. Od inwazji Rosji na Ukrainę mijają dwa lata i dziewięć miesięcy, a więc prawie trzy lata. Ten moment oznacza również koniec III RP – 24 lutego 2022 roku. I znowu mamy idealną współpracę mocarstw zachodnich z „polskimi” politykami. To, co teraz mamy, to typowy okres przejściowy: jedno państwo jest likwidowane, a drugie jeszcze nie powstało.

  • Likwidacja granicy polsko-ukraińskiej; po części jest to również rozpad unii europejskiej, bo jej zewnętrzna granica, czyli właśnie granica polsko-ukraińska nie istnieje.
  • Napływ milionów Ukraińców, którzy automatycznie uzyskują większe prawa niż obywatele upadającego państwa.
  • Tworzenie drugiego języka urzędowego.
  • Oddawanie wszystkiego Ukrainie za darmo oznacza, że państwo to stanowi już część wspólną i przypomina finansowanie jakiegoś regionu w danym państwie.
  • Gotowość do wysłania wojska na daleki wschód Ukrainy i zaangażowanie się w wojnę, tak jakby to była część integralna danego państwa wymagająca obrony.

To tylko niektóre cechy tego okresu przejściowego. Nie ulega już wątpliwości, że zmiana na stanowisku prezydenta w Stanach Zjednoczonych oznacza oficjalne wycofanie się tego państwa z wojny na Ukrainie. Trampydło, jak obiecało, tak zrobi. Obiecało, że zakończy wojnę na Ukrainie, tylko nie dopowiedziało, że zakończy ją dla Ameryki, oczywiście oficjalnie, bo nieoficjalnie dalej będzie udzielać kredytów Polsce. W sytuacji, gdy – jak twierdzi Piekielnik – Niemcy zapewniają Rosję, że nie będą angażować się w tę wojnę, to zapewne wepchną w nią Polskę. Tłumaczenie będzie takie, że jak nikt nie pomoże Ukrainie, to wyprodukuje ona bombę atomową i będzie wszystkich szantażować. Tłumaczenie oczywiście naiwne, bo to, kto może mieć broń nuklearną, jest ściśle kontrolowane. Nie po to przecież zabrano Ukrainie na początku jej niepodległego bytu tę broń, by teraz pozwolić jej na jej posiadanie. Ale jest to dobry argument, by wciągnąć Polskę do wojny. A gdy ta potrwa parę lat, to później już nikt nie będzie pamiętał, z jakich powodów tak się stało. Pozostanie tylko awanturnicza Polska i ona będzie głównym winowajcą tej przeciągniętej już wtedy ponad miarę wojny. I jakie wówczas będzie najlepsze rozwiązanie? – Zlikwidowanie jej.

W swoim kolejnym komentarzu w dniu 19 listopada Piekielnik mówił m.in. o kolejnej fali uchodźców z Ukrainy, o czym wcześniej donosiła Rzeczpospolita. Jeżeli sytuacja na Ukrainie eskaluje – użycie pocisków ATACMS, to czy Rosja odpowie? – pyta Piekielnik. To jest logiczna konsekwencja. Jeżeli działania będą eskalować, to więcej ludności ukraińskiej będzie z Ukrainy wyjeżdżać. Z jakich regionów będą wyjeżdżać? Z terenów, na które rozszerzą się działania zbrojne. Z tych, które Ukraińcy uznają, że mogą być następne i z każdego innego obszaru. I w ten sposób stworzy się kolejna fala migracji. I gdy łączymy fakty, to zastanawiajmy się zawsze, co jest pierwsze – jajko czy kura? Czy taka migracja jest skutkiem działań wojennych i eskalacji wojny, czy eskalacja wojny jest po to, by wywołać ruchy migracyjne, które dotkną wielu milionów Ukraińców. Według Piekielnika z Ukrainy może zechcieć wyjechać 1,5 do 2 mln ludzi. Zdaniem Marii Janyski, posłanki KO i szefowej sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji, scenariusz napływu dużej liczby uchodźców wzmacnia decyzja Joe Bidena, który w niedzielę (17.11.24) zezwolił Ukrainie na użycie rakiet dalekiego zasięgu na terytorium Rosji – pocisków ATACMS.

Jeśli eskalacja działań jest po to, by wywołać ruchy migracyjne, to znaczy, że cała ta wojna jest właśnie w tym celu. Chodzi więc o przesiedlenie jak największej liczby ludności, szczególnie tej ze wschodniej Ukrainy. Zapewne będzie to ludność, przynajmniej w większości, antyrosyjska, reprezentująca tzw. nacjonalizm ukraiński. A czyż Putin, uzasadniając inwazję na wschodnie rejony Ukrainy, nie mówił o tym, że jednym z celów tej „operacji specjalnej” jest denazyfikacja Ukrainy? Tylko czy miał na myśli całą Ukrainę, czy tylko jej wschodnią część? Bo jeśli tak, to znaczy to, że zaczęły się przygotowania do zajęcia przez Rosję Ukrainy zadnieprzańskiej. Z drugiej strony trwają przygotowania do aneksji zachodnich ziem Polski przez Niemcy. O tym świadczy choćby zamykanie kopalni węgla kamiennego na tym terenie. Co ciekawe, o budowie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego wypowiedział się w marcu 2022 roku na kanale Media Narodowe mec. Kazimierz Frąckiewicz, autor książki Polskość Kresów Wschodnich. Było to na kilka dni przed wybuchem wojny na Ukrainie. Tego video już nie ma, ale ja mam zwyczaj zapisywania tego, o czym jest mowa w zamieszczanych przeze mnie video, zgodnie z rzymską maksymą: VERBA VOLANT, SCRIPTA MANENT (Słowa ulatują, pismo pozostaje). Treść tej wypowiedzi w blogu Unia polsko-ukraińska.

O co zatem w tym wszystkim chodzi? Jeśli nastąpi kolejna fala migracji, to Polska stanie się, jeśli już nie jest, państwem, w którym ludność prawosławna będzie ludnością dominującą. Jeśli utrzyma się trend napływu ludności, w większości muzułmańskiej, to może za jakiś czas, może za pięćdziesiąt lat, dojść do zderzenia się na tych ziemiach dwóch fundamentalizmów: prawosławnego i muzułmańskiego. O tym, jak ekspansywne jest prawosławie na terenie Polski, pisałem w blogu Czyja religia, tego władza. Już niejednokrotnie wspominałem o tym, że Żydzi planują na wiele lat do przodu. Ten cel może wydawać się dziś absurdalny. Ja jednak nie wykluczałbym tej możliwości całkowicie, bo po co te masowe przesiedlania ludności prawosławnej do Polski, skoro jest tyle miejsca na Ukrainie, nawet tej pomniejszonej o Ukrainę zadnieprzańską? I po co to sprowadzanie tych ciapatych, którzy prawdopodobnie w większości są muzułmanami?

Hasbara

W dniu 13 listopada Tomasz Piekielnik wyjaśniał na swoim kanale, czym jest hasbara. Czym jest hasbara – pytał Piekielnik – czyli jak Żydzi oraz państwo Izrael wpływają na to, co mówi się o nich na świecie. A zależy im, by mówiono tylko dobrze. I wpływają, w mojej ocenie, w sposób brawurowy, w sposób bardzo zawiły na mówców, na polityków, komentatorów, nawet na dziennikarzy. W mojej opinii poddają się też temu ludzie w Polsce. Ofiarami hasbary w Polsce są Wojciech Cejrowski, Michał Rachoń i TV Republika oraz Artur Bartoszewicz.

W pewnym momencie zastanawia się Piekielnik, jakimi mechanizmami docierają do obywateli innych państw propagatorzy misji hasbara? Ale obywatelami innych państw są też dziennikarze i politycy. Mogą to być podobne mechanizmy, jakimi docierają do lekarzy koncerny farmaceutyczne. Hasbara to machina gigantyczna, potworna machina manipulacji poprzez propagandę.

Następnie przechodzi on do analizy definicji hasbary, którą zamieszcza Wikipedia. Pisze ona:

„Hasbara (hebr. הַסְבָּרָה) – posługiwanie się dyplomacją publiczną na rzecz państwa Izrael, tj. starania mające na celu bezpośrednie komunikowanie się z obywatelami innych państw w celu informowania ich i wpływania na nich, aby wspierali lub tolerowali cele rządu izraelskiego.”

Piekielnik analizuje dokładnie tę definicję, słowo po słowie, ale nie wyjaśnia, co ono znaczy po hebrajsku, a znaczy ono, według tłumacza Google, „reklama”. W dalszej części Wikipedia pisze:

Wśród wczesnych syjonistów powszechne było nazywanie ich wysiłków komunikacyjnych „propagandą”. Na przykład termin ten został użyty przez Theodora Herzla na III Kongresie Syjonistycznym w 1899 r., kiedy prosił kolegów syjonistów z audytorium o „zaangażowanie się w propagandę”. Chociaż w tamtym czasie termin „propaganda” był neutralnym terminem opisowym, w międzyczasie związał się z podejściem manipulacyjnym. Obecnie termin ten jest zwykle używany w stosunku do komunikacji izraelskiego rządu lub proizraelskich grup wsparcia tylko przez ich krytyków lub przeciwników, aby przedstawić tę komunikację jako wprowadzającą w błąd i manipulującą.

Później użyto terminu hasbara. Termin ten został formalnie wprowadzony do słownika syjonistycznego przez Nachuma Sokołowa. Hasbara jest trudny do przetłumaczenia na angielski, ale z grubsza oznacza „wyjaśnianie”. Jest to strategia komunikacyjna, która „stara się wyjaśnić działania, niezależnie od tego, czy są uzasadnione”. Ponieważ skupia się na wyjaśnianiu swoich działań, hasbara została nazwana „podejściem reaktywnym i opartym na zdarzeniach”.

Dzisiaj izraelscy praktykujący mają tendencję do określania swoich wysiłków komunikacyjnych jako „dyplomacja publiczna”, a nie hasbara, co wskazuje na zmianę strategii. Uważają, że skupienie się na „wyjaśnianiu” jest zbyt defensywne i wolą aktywnie określać program, będąc mniej reaktywnym i bardziej proaktywnym, przechodząc do bardziej kompleksowego, długoterminowego podejścia strategicznego.

x

Mamy więc tu do czynienia z typowym żydowskim gmatwaniem, robieniem ludziom wody z mózgu.

»Hasbara jest trudny do przetłumaczenia na angielski, ale z grubsza oznacza „wyjaśnianie”. Jest to strategia komunikacyjna, która „stara się wyjaśnić działania, niezależnie od tego, czy są uzasadnione”. Ponieważ skupia się na wyjaśnianiu swoich działań, hasbara została nazwana „podejściem reaktywnym i opartym na zdarzeniach”.«

Konia z rzędem temu, kto rozumie, o co chodzi w tym bełkocie!

Słowo hasbara zostało zaadoptowanie przez syjonistów, a więc tych Żydów, którzy dążyli do utworzenia państwa Izrael na terenie Palestyny. Nazwali się tak od góry Syjon w Jerozolimie. Wtedy większość Żydów nie była syjonistami, więc w tamtym czasie – gdy pojawił się pomysł stworzenia takiego państwa, czyli pod koniec I wojny światowej i później – syjoniści chcieli wytłumaczyć światu, a pewnie i innym Żydom, co to jest syjonizm i o co im chodzi. I stąd ta propaganda i hasbara. Natomiast obecnie terminem bardziej oddającym rzeczywistość, bo przecież Izrael istnieje już od 1948 roku, jest dyplomacja publiczna. Już niczego nie trzeba wyjaśniać, więc wykorzystywanie słowa hasbara do tłumaczenia zachowań współczesnych Żydów z Izraela jest zwykłą dezinformacją.

O dyplomacji publicznej Wikipedia m.in. pisze:

„Dyplomacja publiczna poszerza zakres działania dyplomatów poza sfery bilateralnej współpracy międzyrządowej, kierując swe przekazy do szeroko pojętej zagranicznej opinii publicznej. Co więcej, posługuje się bardziej wyrafinowanymi technikami przekazu, czerpiąc źródła w teorii marketingu, zarówno politycznego jak i gospodarczego. Nastawiona jest przy tym, w przeciwieństwie do tradycyjnie pojmowanej dyplomacji, bardziej na wielostronną, otwartą i jawną współpracę oraz promocję, niż na tajne układy, protokoły, czy walkę o wpływ i jednostronne narzucanie swojego stanowiska.”

Jeśli więc w pewnym momencie Piekielnik mówi, że ofiarami hasbary są Cejrowski, Rachoń i TV Republika oraz Bartoszewicz i dodaje, że czynią to nieświadomie, to po dwakroć „myli się”. Są „ofiarami” dyplomacji publicznej i czynią to świadomie. Są po prostu szabesgojami.

W czasie marcowej hucpy w 1968 roku, podczas robotniczych manifestacji, pojawiły się transparenty z hasłem: Syjoniści do Syjamu. Któż mógł wymyślić takie hasło? Ówcześni robotnicy mówili – Żydzi, a raczej – Żydy. A czy mogli znać taki egzotyczny wówczas kraj jak Syjam, czyli dzisiejszą Tajlandię? A więc, wbrew pozorom, nie tak trudno zdemaskować zasymilowanych Żydów, o których Piekielnik nawet nie zająknął się. A przecież to oni stanowią największe zagrożenie, a nie jacyś tam szabesgoje i jakaś tam hasbara – z akcentem na ostatnią sylabę.

x

Żydzi są specyficznym narodem i niełatwo jest zrozumieć istotę żydostwa. Oni sami nie ułatwiają tego, wręcz przeciwnie. W związku z tym próba zrozumienia tego zjawiska, jakim są Żydzi, wymaga pewnego wysiłku intelektualnego. Podejmowałem w tym kierunku pewne próby m.in. w blogach Syjonizm, Kryzys sueski, Diaspora.

Niepodległość

W dniu 11 listopada Tomasz Piekielnik podzielił się na swoim kanale refleksjami na temat niepodległości Polski. Ze względu na zasięg tego kanału, tematykę, którą poruszył i wnioski do jakich doszedł – warto zapoznać się z tymi refleksjami, bo chyba to pierwszy przypadek, gdy ktoś mówi tak otwarcie o możliwości wymazania Polski z mapy Europy.

Piekielnik powiedział, że w latach 1772, 1793, i 1795 ziemie państwa polskiego, czyli ziemie narodu polskiego, zostały podzielone między trzy mocarstwa: Rosję, Niemcy (dawniej Prusy) i Austrię. Polska zniknęła z mapy świata i Europy na 123 lata. Pytanie: Jak długo będziemy cieszyć się dziś niepodległością? Ale ważniejsze pytanie brzmi: Czy dziś jest nasza Polska niepodległa?

Według definicji słownikowej – mówił Piekielnik – niepodległość oznacza niezależność jednego państwa (narodu) od innych państw:

  • w sprawach wewnętrznych (wykonywanie przez nie zwierzchnictwa terytorialnego i prawa do normowania stosunków wewnętrznych;
  • i w stosunkach zewnętrznych (zdolność do samodzielnego, niezależnego od jakiegokolwiek podmiotu występowania w stosunkach międzynarodowych.

Zgodnie z tą definicją Rzeczpospolita (1569-1795) nie była państwem niepodległym, bo nie była państwem w świetle tej definicji. Był to zlepek księstw, które w wielu dziedzinach prowadziły własną politykę wewnętrzną i zagraniczną (stronnictwa: ruskie, pruskie i francuskie). Zatem nie można tu mówić o utracie niepodległości tylko o wymazaniu z mapy Europy.

Następnie Piekielnik wymienia 7 cech niepodległego państwa:

  1. Sprawy wewnętrzne (ustawodawstwo podległe UE, Ukrainie, USA).
  2. Sprawy zagraniczne (skandaliczne antypolskie wypowiedzi ministrów).
  3. Administracja państwowa i sądownictwo (przychylność administracji dla obcego kapitału.
  4. Najwyższe urzędy (świece chanukowe, podległość innym narodom).
  5. Wojsko i obronność (podległość na rzecz NATO, czyli mocarstw zachodnich).
  6. Finanse i gospodarka (ministrowie to często wysłannicy „city of London” lub bankierzy).
  7. Media oraz ideologia narodowa (brak polskich mediów, wszechobecna koszerność).

Ważne pytania:

  1. Czy utratą niepodległości jest wymazanie z map? – Niekoniecznie.
  2. Co poprzedza utratę niepodległości? – To, co się dzieje dziś.
  3. W jakim kierunku zmierza Polska? – Jednak uważam, że w kierunku punktu pierwszego. Czy to się wydarzy za rok, dziesięć czy trzydzieści lat – choć uważam, że być może szybciej – jest tylko kwestią czasu. Jest też kwestią definicji, co to będzie.

Wniosek końcowy

W mojej ocenie Polska utraciła już suwerenność! W mojej opinii święto 11 listopada powinniśmy traktować jako domaganie się przywrócenia suwerenności i niepodległości we wszystkich obszarach, które tu dla Państwa komentowałem. W mojej opinii mówienie, że tego dnia obchodzimy i czcimy istnienie naszej niepodległości, z całym szacunkiem dla wszystkich Państwa, jest jednak pewnego rodzaju złudzeniem.

Rekomendacje

  1. Budujmy świadomość, wiedzę, rozeznanie.
  2. Dostrzegajmy manipulację mediów i polityków.
  3. Demaskujmy wilki w owczej skórze.

x

Na wstępie Piekielnik powiedział, że ziemie państwa polskiego, narodu polskiego, zostały podzielone pomiędzy trzy mocarstwa. Jest to oczywiście nieprawda. Polska utraciła niepodległość w 1385 roku, gdy powstała unia personalna pomiędzy Koroną a Wielkim Księstwem Litewskim. Królem został Litwin, a nie Polak. Realizował on litewskie interesy. Po bitwie pod Grunwaldem Litwa odzyskała Żmudź a Polska nic nie zyskała. Taki to był interes.

Rzeczpospolita Iluś Tam Narodów była państwem wielonarodowym i była unią, czyli związkiem państw, choć WKL trudno było nazywać państwem. W związku z tym w latach 1772, 1793 i 1795 nastąpiło wymazanie z mapy Europy tworu zwanego Rzeczpospolitą, a nie – Polską. Była to unia, dziwna unia, w skład której wchodził związek byłej Korony z południową częścią WKL i północna część WKL. I jedno i drugie na miano państwa nie zasługiwało.

Cechą charakterystyczną tego tworu, sięgającego od morza do morza, było to, że dominowali w nim Słowianie wschodni i szybko zmarginalizowali Słowian zachodnich, czyli rdzenną ludność Korony. Słowianie wschodni, jako jednostki, są często bardzo utalentowani i zdolni, tego im odmówić nie można. Natomiast jako społeczności są białymi Murzynami. Nigdy nie stworzyli własnych państw, a Rosjanie, którzy je mają, zawdzięczają to Waregom, czyli Skandynawom, którzy zjednoczyli ziemie Słowian wschodnich i stworzyli Wielkie Księstwo Moskiewskie. To było dzieło Rurykowiczów. Romanowowie szybko stali się dynastią niemiecką i to za ich czasów Rosja stała się imperium. Ci Słowianie wschodni, którzy pozostali poza WKM, znaleźli się w obrębie WKL, czyli w zbiorze księstw i tam uwidoczniły się ich najgorsze cechy. Powstała więc pomiędzy Rosją a I Rzeszą strefa buforowa, idealna do tego, by dokonywać tu różnych eksperymentów, jak choćby ciągłe zmiany granic. O tym w blogu Klocki Lego.

W pewnym momencie Piekielnik wspomniał o tym, że Niemcy zmieniają słowa Roty. Zamiast „nie będzie Niemiec dzieci nam germanił”, na „nie będzie Krzyżak dzieci nam germanił”. Cechą charakterystyczną okresu porozbiorowego była germanizacja Wielkopolski – najludniejszej polskiej dzielnicy i rusyfikacja ludności polskiej w Królestwie Polskim. A więc na ziemiach rdzennie polskich wynaradawiano Polaków, a w tym samym czasie na ziemiach zaboru rosyjskiego, czyli na tzw. Kresach, następowała intensywna i masowa polonizacja miejscowej ludności. Ten proces to nic innego jak zastępowanie jednego, oryginalnego narodu, drugim – sztucznie stworzonym. I ten sztucznie stworzony naród dominuje dziś w tej „polskiej” rzeczywistości. O tym szerzej w blogu Zrozumieć Polskę.

Piekielnik akcentował też sprawy polityki wewnętrznej i zagranicznej, zależności od międzynarodowego kapitału i wszechobecnej koszerności. Zapomniał wszakże o jeszcze jednej bardzo ważnej sprawie, a mianowicie o religii i konflikcie na tle wyznaniowym, jaki paraliżował Rzeczpospolitą za sprawą unii brzeskiej. Ten konflikt trwa do dziś i może jest ważniejszy od pozostałych. O tym pisałem w blogach Czyja władza, tego religia i Czyja religia, tego władza.

Podsumowując, Piekielnik stwierdza, że kwestia likwidacji państwa, zwanego III RP, jest tylko kwestią czasu. Czy zostanie ona wymazana z mapy Europy, czy stanie się inaczej, tego nie sprecyzował. Niemniej mówi, jako pierwszy, tak otwarcie o likwidacji tego państwa. Ja od początku wojny na Ukrainie twierdzę, że ona po to wybuchła, by można było dokonać zmian granic w strefie buforowej. Niemcy odzyskają swoje ziemie wschodnie, czyli „polskie” zachodnie. Rosjanie pewnie „łykną” Ukrainę zadnieprzańską. A co zrobić, by poszkodowani byli zadowoleni, przynajmniej żeby tak to wyglądało dla świata? Połączyć to, co zostanie, w nowe państwo, zgodnie z zasadą: Ein Reich, zwei Völker – jak chce Ukrainiec Budzisz.

I to właśnie po to jest ta cała propaganda wokół Polski, która tak „bardzo” chce pomagać Ukrainie i wmawianie światu, że Polacy tak pomagają Ukraińcom, tak ich kochają, że wszystko im oddają i chcą wysłać swoje wojska na Ukrainę. Później zbiorą to wszystko do kupy i powiedzą światu, że w takim wypadku najlepszym rozwiązaniem będzie stworzenie jednego państwa polsko-ukraińskiego.

Plan

Mamy w Ameryce nowego starego prezydenta, z którym wielu Polaków w kraju i za granicą wiąże nadzieje, przede wszystkim na szybkie zakończenie wojny na Ukrainie. Sam Trump powiedział, że jak zostanie prezydentem, to zakończy wojnę na Ukrainie w godzinę. W swoim ostatnim podkaście geopolitycznym Leszek Sykulski nie pozostawia na Trumpie suchej nitki. Jego krytyka jest bezwzględna i trudno nie zgodzić się z nim.

Sykulski zaakcentował fakt, że kampanię prezydencką Trumpa sfinansowały głównie firmy zbrojeniowe, takie jak m.in. Boeing, Lockheed Martin, GM, Microsoft. Natomiast kampanię Kamali Harris – Google, Microsoft, Apple, Netflix, Amazon, Facebook. A firma Johnson & Johnson wyłożyła pieniądze na oboje kandydatów. To dowodzi, że mieliśmy do czynienia z pewnego rodzaju teatrem. Wielcy gracze podzielili swoje wpływy i obsadzili jedną i drugą stronę.

Donald Trump – twierdzi Sykulski – jest politykiem zdominowanym przez lobby izraelskie i wylicza jego „dokonania” z okresu pierwszej prezydentury:

  • zerwał jednostronne porozumienie nuklearne z Iranem
  • przeniósł siedzibę ambasady amerykańskiej z Tel Awiwu do Jerozolimy
  • za jego kadencji została przyjęta ustawa 447, na mocy której Stany Zjednoczone stały się adwokatem Izraela w sprawie tzw. mienia bezspadkowego

Dalej Sykulski wylicza:

  • Polska jest systemowo podporządkowana Stanom Zjednoczonym, a więc nie ma większego znaczenia czy w Waszyngtonie rządzi polityk X czy Y.
  • Trumpa popierały wszystkie środowiska gospodarcze, które chcą zaostrzenia relacji z Chinami. Donald Trump jest dla nich najlepszym gwarantem utrzymania tego kursu.
  • Trump może naciskać na Rosję i Ukrainę na zamrożenie tego konfliktu.
  • Stany Zjednoczone nie wyślą swoich żołnierzy, aby utrzymywać pokój na Ukrainie, natomiast mogą one naciskać na to, aby pokój na Ukrainie utrzymywali Polacy, Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi.
  • Perspektywa przenoszenia odpowiedzialności za utrzymanie pokoju na Ukrainie na Polskę jest koszmarną wizją. To pokazuje, jak bardzo wasalnym państwem względem Stanów Zjednoczonych jest państwo polskie.

Reasumując, Sykulski mówi, że Donald Trump jest politykiem głęboko związanym z deep state, z lobby proizraelskim; wybór Trumpa to bardzo dobra wiadomość dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, to bardzo dobra wiadomość dla Benjamina Netanjahu, to jest także bardzo dobra wiadomość dla tych wszystkich środowisk żydowskich, które podnoszą kwestię zwrotu tzw. mienia bezspadkowego; Donald Trump będzie prowadził bardzo twardą politykę przeciwko Chinom, a państwa, takie jak Polska, będą wykorzystywane jako pionki na euroazjatyckiej szachownicy przez administrację amerykańską.

x

W The Wall Street Journal, który cytuje Sykulski, ukazał się 6 listopada artykuł Trump obiecał zakończyć wojnę na Ukrainie. Teraz musi zdecydować jak. W nim jest informacja o tym, że doradcy do spraw polityki zagranicznej, zbliżeni do prezydenta-elekta, wysunęli cztery różne wersje planu, który skutecznie zamroziłby linię frontu. Jedna z nich, to ta, w której proponuje się, by to Polacy, Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi, poprzez obecność swoich wojsk zamrozili tę linię frontu. Jakie to były te pozostałe wersje, tego nie wiem, bo tylko początek wspomnianego artykułu jest dostępny bezpłatnie. Podejrzewam jednak, że pozostałe to zwykła ściema, by odwrócić uwagę od tego, co zostanie zaakceptowane i uznane za najlepsze rozwiązanie.

W mojej ocenie jest to bardzo niebezpieczna i najgorsza z możliwych dla Polski wersja wydarzeń. Przede wszystkim dlatego, że w praktyce sprowadzałaby się ona do obecności wojsk polskich na Ukrainie. Inne państwa pewnie obiecają, że wyślą swoje wojska później, a to później będzie takie samo jak w 1939 roku. Czym innym byłoby ich wysłanie do walki z Rosją na tym froncie, a czym innym – wysłanie ich jako wojsk rozjemczych, sił pokojowych czy innych. To zostałoby odebrane przez Ukraińców jako polska okupacja, a to oznaczałoby nawiązanie do „tradycji” I RP z jej niekończącymi się powstaniami na Ukrainie.

Leszek Sykulski nie pozostawił suchej nitki na Trumpie, co nie dziwi, bo on reprezentuje stronnictwo ruskie. PO, to stronnictwo pruskie, a PiS – amerykańskie. To jest tradycja tej strefy buforowej, zwanej przez Sykulskiego zderzakiem strategicznym. Od czasów unii z Litwą mamy taką sytuację, że nie było tu państwa w takim znaczeniu jak na Zachodzie. Nie było silnej władzy centralnej. Zamiast niej byli potężni feudałowie – bojarzy litewscy i rusińscy, którzy udawali polskich magnatów. Oni rywalizowali ze sobą. Czasem zawierali sojusze między sobą, a czasem szukali wsparcia za granicą. I tak powstawały stronnictwa ruskie, pruskie, francuskie, austriackie a nawet – szwedzkie. Tak było w przypadku bojara litewskiego – Sapiehy. To wschodni Słowianie, którzy nigdy nie stworzyli własnego państwa. O Ukraińcach i Białorusinach, to nawet nie warto wspominać. Natomiast Rosjanie mają państwo tylko dzięki temu, że część plemion wschodniosłowiańskich zwróciło się do Waregów – czyli Normanów, bo tak ich nazywano w Rosji – o pomoc, o to, by im zorganizowali państwo. Ci wszystkich wzięli za mordę, zjednoczyli ruskie ziemie i tak powstało Wielkie Księstwo Moskiewskie. To było dzieło Rurykowiczów – Waregów. Natomiast imperium budowali Romanowowie – dynastia, w której dominował pierwiastek niemiecki.

Pozostali wschodni Słowianie, którzy nie weszli w skład Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, znaleźli się w obrębie Wielkiego Księstwa Litewskiego, w którym nie było silnej władzy centralnej, tylko potężni rusińscy i litewscy feudałowie, zwani bojarami. Jeśli nie silna władza centralna, to anarchia. Ciekawe, że w tym samym czasie I Rzesza również była zlepkiem mniejszych czy większych księstw, ale tam anarchii nie było i potężna Rosja, której wojska były w Berlinie w 1762 roku jakoś nie zdecydowała się na jej podbicie. W tym przypadku plan był inny. Strefa buforowa miała powstać tam, gdzie dominowali wschodni Słowianie – kłótliwi w swojej masie, zawistni i skłonni do anarchii. To oni w większości tworzą współczesny naród polski i to tzw. polskie piekiełko. Teren Wielkiego Księstwa Litewskiego i zdominowanej przez nie Korony idealnie nadawał się do stworzenia takiej strefy. I tak też się stało. Nie miało znaczenia, że przez pewien czas nie było tu państwa, bo powstania wybuchały. Jak powstało państwo po I wojnie światowej, to uaktywniono Ukraińców. Po II wojnie światowej zmobilizowano robotników na czele ze słynną Ukrainką – Anną Walentynowicz. Schyłek III RP to masowy napływ Ukraińców, co bardzo źle wróży na przyszłość. Anarchia, warcholstwo, awanturnictwo, zawiść, kompleksy – to cechy Słowian wschodnich, szczególnie Ukraińców. Jeżeli więc dojdzie do wysłania wojsk polskich na Ukrainę w charakterze sił pokojowych, to będzie to klasyczne dolewanie oliwy do ognia, ale Amerykanie, którzy o tym zdecydują, dobrze znają historię tych ziem. Bo tylko ktoś, kto dobrze ją zna – wie, że przez cały okres trwania I RP istniało wspólne państwo polsko-rusińskie, które nazywano Koroną – mógłby wpaść na pomysł wysłania wojska polskiego na Ukrainę. Iście diabelski plan. Czy zostanie zrealizowany? Czas pokaże.

Rzeczpospolita po unii lubelskiej (1569); Korona sięga daleko na wschód, aż za Kijów, a Wielkie Księstwo Litewskie już nie jest takie wielkie; źródło: Wikipedia.

Jeśli ktoś jeszcze nie rozumie, dlaczego rządzący w Warszawie prowadzą taką politykę wobec Ukrainy, jaką prowadzą, to ta mapa powinna im wszystko wyjaśnić. Wschodni Słowianie zdominowali twór zwany Rzeczpospolitą i dominowali również w kolejnych jej klonach, choć już jako Polacy z Kresów. Ich nieznani przełożeni nie muszą się wysilać, by ich przekonać do wykonywania nawet najbardziej nieetycznych i podłych rozkazów. A jednym z nich jest przecież oddanie wszystkiego Ukrainie za darmo, chyba że uznamy, że już mamy wspólne państwo. I tak chyba jest. I w takim wypadku zaciąganie kredytów na zakup broni na wojnę w województwie kijowskim jest jak najbardziej uzasadnione. Że mamy już to wspólne państwo, to świadczy o tym również objęcie opieką socjalną i zdrowotną Ukraińców, pierwszeństwo w przyjmowaniu do pracy, do szkół i na uczelnie, wprowadzanie języka ukraińskiego jako drugiego języka urzędowego itp. Co z tego wyjdzie za jakiś czas? Drugi Bliski Wschód?