Burzenie cerkwi

W 1990 roku nakładem wydawnictwa Czytelnik ukazała się książka Teksty Stanisława Cata-Mackiewicza. Została wydana w niewielkim nakładzie 5000 egzemplarzy. Wybrał, opracował oraz wstępem poprzedził Jerzy Jaruzelski. Były to teksty napisane przez Cata-Mackiewicza w okresie 1922-1949. Był on piłsudczykiem, ogarniętym ideą mocarstwowej Polski, apologetą Jagiellonów itd. Z tego, co przeczytałem, to wyłonił się mi obraz kompletnego świra, co w sumie nie dziwi, bo ludzie z terenów byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego cierpią na jakąś dziwną przypadłość całkowitego oderwania się od rzeczywistości i antyrosyjską fobię. Jak już wcześniej napisałem, jedynym – w mojej ocenie – normalnym człowiekiem z tamtych terenów był jego brat Józef Mackiewicz, krytyk Piłsudskiego i jego polityki. Uważał on, że na ziemiach byłego WKL powinno było powstać po I wojnie oddzielne państwo, a to z tego względu, że Korona i WKL to były zupełnie odmienne byty państwowe z ludnością różniącą się diametralnie pod względem mentalnym. Tak się nie stało i cały ten psychiatryk wszedł w obręb II RP, a po II wojnie światowej został przeniesiony na ziemie poniemieckie. I stąd mamy taki kraj Zulu-Gula.

Jest jednak jeden tekst Cata-Mackiewicza, który warto zacytować w całości. To Dzieci na semaforach i zwrotnicach. Redakcja zamieściła takie wyjaśnienie:

Artykuł skonfiskowany w „Słowie” z 31 VII 1938. Opublikowany po 50 latach, w „Kwartalniku Historii Prasy Polskiej” nr XXVII/3 z 1988 r. Autor wyboru otrzymał oryginalny maszynopis artykułu, z poprawkami i własnoręcznym podpisem „Cat”, w listopadzie 1985 od p. Jerzego Roszczyckiego z Warszawy. Dziadek p. Roszczyckiego był w 1938 r. sekretarzem Świętego Synodu Prawosławnego w Warszawie i znał osobiście Mackiewicza, który, po konfiskacie, przysłał mu tekst.

Cat-Mackiewicz pisał:

W miesiącu czerwcu i lipcu br. na terenie wschodnich powiatów woj. lubelskiego na rozkaz władz administracyjnych zburzono 114 cerkwi prawosławnych i domów modlitwy1. W niektórych wypadkach do burzenia przez władze administracyjne używani byli więźniowie-kryminaliści.
Między innymi zburzono w Szczebrzeszynie w powiecie zamojskim cerkiew założoną w r. 1194 w wieku XII2.
Zburzono w Białej Podlaskiej cerkiew zbudowaną w r. 1929 według planów zatwierdzonych przez województwo w miejscowości Kijowiec zbudowaną przez prawosławnych w r. 1936, w Kodniu również w 1936, w Kostomłotach rok temu w 1937, w powiecie biłgorajskim zburzono 5 cerkwi zbudowanych pomiędzy rokiem 1932 a 1938, podobnie w powiecie chełmskim, tomaszowskim, włodawskim, zamojskim. Cerkwie te nigdy nie były kościołami łacińskimi, ani cerkwiami unickimi, wzniosła je ludność prawosławna już w niepodległej Polsce z ofiar pomiędzy sobą uzbieranych. Niektóre z tych cerkwi były bardzo ubogie. Obok akcji burzenia cerkwi szereg popów zostało ukaranych grzywną lub aresztem za odprawianie nabożeństw, w jednym cytowanym przez posła Barana3 w interpelacji wypadku zastosowano do popa uniwersalny środek na dolegliwości państwowe, mianowicie groźbę wywiezienia do Berezy.
Piszący te słowa jest w posiadaniu szeregu dokumentów, listów i opisów, w jaki sposób odbyło się burzenie na oczach ludności prawosławnej jej świątyń. Ludziom, którzy wyrośli w epoce bliskiej tej, kiedy Moskale stosowali odbieranie naszych kościołów i kary na naszych księży, będzie przykro, do tego stopnia obecne obrazki swoją brutalnością i bezwzględnością wobec cudzych uczuć religijnych przypominają tamte czasy.
Ciśnie się na usta pytanie: Po co to było potrzebne? Cerkiew prawosławna, niegdyś ultralojalna wobec cesarzy rosyjskich i narzędzie rusyfikacji na naszych ziemiach, po wybuchu rewolucji straciła wszelkie oparcie. Ta część hierarchii prawosławnej, która znalazła się w Polsce, nie miała oparcia nawet u swoich parafian, ponieważ ci mówili po ukraińsku, rusku, białorusku, popi mówili po rosyjsku. Wobec tego cerkiew uzależniła się od aparatu państwowego i stała się ultralojalna. To samo da się opowiedzieć o mniejszości rosyjskiej, która stała się całkowicie lojalną mniejszością, czego oczywiście o mniejszości ukraińskiej powiedzieć nie można.
Ponieważ w Polsce zamieszkuje 3 762 500 prawosławnych (trzy miliony siedemset sześćdziesiąt dwa i pół tysiąca)4 więc ten fakt, że Cerkiew i jej hierarchowie nie mając podtrzymania od bolszewików, nie mając oparcia u Ukraińców, czy separatystów białoruskich, uzależniała się coraz bardziej od naszych rządów było dla nas faktem pomyślnym i trzeba było upaść na głowę, aby się pozbawić tego atutu przez ukrainizację względnie białorutenizację tej Cerkwi.
Jednak tośmy zrobili.
Jakie są teraz skutki ostatniego wyczynu rozumu państwowego.
Oto po zburzeniu 114 cerkwi:
1) Metropolita Dionizy5, ten ultralojalny metropolita Dionizy wydał z innymi archijerejami prawosławnymi list, który uległ konfiskacie. Trzeba było istotnie kunsztu, aby takiego zdecydowanego ugodowca jak Dionizy pchnąć do roli biskupa Krasińskiego czy Hryniewieckiego6.
2) Ukraińcy i Rosjanie – którzy dotychczas byli między sobą na noże – pogodzili się i idą razem w obronie Cerkwi prawosławnej – wołając głośno o jej prześladowaniu. Niech sobie kto chce z publicystów polskich napisze, że to oskarżenie o prześladowanie jest niesłuszne – ja tego nie napiszę!
3) W roli obrońcy pokrzywdzonego prawosławia wystąpił w sejmie ukraiński nacjonalista dr Baran. Atut prawosławia został nam odebrany, wzięli do rąk go Ukraińcy.
4) W prasie rumuńskiej, niemieckiej, emigracyjnej rosyjskiej burzenie cerkwi odbiło się głośnym echem, a tej prasy skonfiskować nie można – można u nas zakazać pisania o burzeniu cerkwi, tak jak zakazywało się „dla dobra śledztwa” pisania o Bieganku7, ale z tego nic nie wyjdzie, tak jak Bieganki się nie złapało przez zakazy pisania. To wszystko jest tłuczeniem termometrów wskazujących gorączkę, jeszcze jedno zajęcie dla dzieci.
Istotnie porównanie z dziećmi nasuwa się przez cały czas pisania tego artykułu. Widziałem dzieci, które na szynach kolejowych ustawiały piramidkę z kamieni. Czy to były bardzo złe, bardzo zepsute dzieci? Nie – były to po prostu dzieci. Ale strach pomyśleć, co by one mogły poczynić, gdyby się dostały do semaforów, do zwrotnic, jaką spowodowałyby katastrofę. Otóż takie burzenie świątyń prawosławnych to polityka dzieci, które dostały się do semaforów i zwrotnic.
Dzieci te działają w dobrych intencjach. Wiedzą to, co wie każdy, że byłoby dobrze, aby trzy miliony prawosławnych przyjęły rzymski katolicyzm, bo się ich lepiej zwiąże z Polską. Ale, jak to dzieci, zabierają się do tego w sposób naiwny i niszczycielski, chcąc naprawić psują, niszczą, rozbijają. Nie przez złe serce, o nie!
Do wszystkich naszych kłopotów narodowościowych, społecznych, gospodarczych, to burzenie cerkwi dodaje nam jeszcze kwestię religijną. Potrzeba to nam jak dziura w moście!
Inteligentny stolarz nie robi mebli z mokrych desek. W sprawach asymilacji narodowej, religijnej trzeba umieć czekać. Nie nawraca się nikogo metodą burzenia świątyń. Przeciwnie, oddaje się tamtemu wyznaniu wielką usługę, roznieca płomień żarliwości.
A poza tym trzeba pamiętać, że stoimy oko w oko z Bolszewią, gdzie prawosławie jest strasznie prześladowane. Stosując wobec prawosławia politykę tolerancji zyskujemy sobie sympatię tamtej poniewieranej ludności. Gdyby ci, którzy te zarządzenia o burzeniu cerkwi wydają, znali historię, to by wiedzieli, że i Rosja, i Francja otaczały kościoły chrześcijańskie w Turcji swą opieką, a to ze względów politycznych. Pamiętam taki wypadek. Zbudowano dwa mosty przez graniczną rzekę – jeden most zbudowały władze kolejowe sowieckie, a drugi nasze. Sowietnicy zaprosili naszych kolejowców na otwarcie mostu, była też na tym otwarciu ludność pograniczna. Potem nastąpiło otwarcie mostu, poświęcił most ksiądz, potem poświęcił go pop. Ludność – w tych okolicach prawosławna - patrzyła i otwierała gęby ze zdziwienia. U nich popy w łachmanach, żebrzą po kryjomu, u nich cerkwie poburzone lub zamknięte, a tu pop święci most i władze sowieckie musiały na to patrzeć nieruchomo. O! – to była prawdziwa propaganda, to była myśl mocarstwowa, to było przygotowanie do odebrania naszych ziem dziedzicznych, na których mieszka ludność katolicka i prawosławna pospołu. Pamiętam, jak cieszyłem się, gdy usłyszałem, że most sowiecki się załamał i ludność mówiła: „A co, jak bez Boga budowali”.
Burzenie świątyń prawosławnych to jeszcze jeden dowód, że rządzą nami ludzie niedorośli do rządzenia, którzy zmarnują mocarstwowe możliwości Polski.

W 988 roku za czasów Włodzimierza Wielkiego Ruś Kijowska przyjęła chrzest w obrządku wschodnim. Początkowo stolicą metropolii był Kijów. Od 1054 roku trwał rozpad dzielnicowy Rusi Kijowskiej. Stolicą metropolii stał się od 1309 roku Włodzimierz, a od 1328 roku Moskwa. W 1414 roku utworzono drugą metropolię w Kijowie. W miarę wzrostu potęgi Księstwa Moskiewskiego następowało jego stopniowe uniezależnianie się od Konstantynopola. W 1589 roku został utworzony niezależny patriarchat w Moskwie. Słowianie wschodni, kłótliwi i skłonni do anarchii, szczególnie ci z południowo zachodniej części byłej Rusi Kijowskiej, nie chcą poddać się dyktatowi Moskwy. W 1596 roku dochodzi do unii brzeskiej, co oznacza, że ci Słowianie wolą uznać zwierzchnictwo papieża. I tak dochodzi do powstania kościoła greko-katolickiego w obrządku wschodnim. Wykreowano konflikt, który trwa do dziś, a ostatnim jego „owocem” jest wojna na Ukrainie.

Unia brzeska skutkuje tym, że cały obszar Wielkiego Księstwa Litewskiego w obrębie Rzeczypospolitej, poza Litwą, dostaje się pod panowanie cerkwi unickiej. Po rozbiorach Rzeczypospolitej Rosja stopniowo przywraca prawosławie w myśl zasady: czyja władza, tego religia. Ostatnim bastionem unitów jest Chełmszczyzna. Dopiero w roku 1875 udaje się tam przywrócić prawosławie.

Po I wojnie światowej, w latach dwudziestych, zostają zburzone w Warszawie dwie największe cerkwie. Trwa odwracanie skutków intensywnej rusyfikacji Królestwa w latach 1831-1914. Ten fakt zburzenia tych dwóch największych cerkwi oraz zamiana pozostałych cerkwi na kościoły w największych miastach byłego Królestwa jakoś nie oburza prawosławnych, ale to burzenie cerkwi na Chełmszczyźnie – już tak. Jaka to różnica?

Sobór Aleksandra Newskiego na placu Saskim w Warszawie; źródło: Wikipedia.

W latach 1928-38 przeprowadzany został w województwie wołyńskim, w którym odsetek ludności polskiej we wschodnich województwach był najmniejszy, tzw. eksperyment wołyński. Miał on ostatecznie doprowadzić do autonomii tego województwa, a w przyszłości miało ono być podstawą do stworzenia niezależnego państwa ukraińskiego. Jednak w końcowym okresie władze II RP dokonują wolty i w 1937 roku rozpoczyna się akcja przymusowych konwersji lokalnych społeczności na katolicyzm. To dzieje się głównie w dwóch powiatach zachodnich, graniczących z województwem lubelskim, a konkretnie z Chełmszczyzną. Do 1939 roku „nawrócono” na Wołyniu około 10 tys. osób. Jednocześnie od maja do lipca 1938 roku dochodzi do burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie. Czy to była zemsta Ukraińców na Rosjanach za wcześniejszą akcję caratu? Osobami odpowiedzialnymi za przeprowadzenie tej akcji byli sanacyjni oficerowie: Gustaw Paszkiewicz, Brunon Olbrycht, Marian Turkowski. Ci oficerowie zostali w PRL-u oficerami Ludowego Wojska Polskiego.

W wyniku eksperymentu wołyńskiego powstały na Wołyniu oddziały paramilitarne, wyszkolone i wyposażone przez władze sanacyjne. To one przekształciły się w UPA, która oficjalnie powstała w grudniu 1942 roku, a w lipcu 1943 roku mieliśmy rzeź wołyńską. Czy była ona uzasadnieniem i reakcją na wcześniejsze wyburzanie cerkwi na Chełmszczyźnie i zemstą na ludziach, którzy zostali przekonwertowani na katolicyzm? Kim zatem byli ci ludzie, których mordowano na Wołyniu? Czy byli Polakami, czy tą przekonwertowaną ludnością. Nie wiadomo, ile osób tam zamordowano. Dziś mówi się o 100 tysiącach, a jeszcze inni, których ponosi fantazja – o 500 tysiącach. A czy ktoś się zastanawiał, co to znaczy 100 tysięcy osób. Ile osób musiałoby kopać groby, nawet płytkie? Ile czasu by to zajęło? A może ich nie zakopywano? Bolszewicy w Katyniu mieli czas i mnóstwo więźniów do roboty. A może tych ludzi nie grzebano? Jeśli domy i wszelkie zabudowania spalono, to może również zagoniono tam ludzi, tak jak w Jedwabnem. Gdyby tak było, to już nie trzeba tłumaczyć, dlaczego Ukraińcy nie chcą zgodzić się na ekshumację.

A co by było, gdyby nie doszło do unii polsko-litewskiej? Albo inaczej: co by było, gdyby po I wojnie światowej powstała Polska taka jak za Łokietka? Zjednoczone Królestwo Polskie składało się tylko z Wielkopolski i Małopolski. To było naprawdę małe państwo, które nie graniczyło z Księstwem Moskiewskim i nie miało z nim kwestii spornych. Gdyby powstało takie państwo, to Niemcy nie mogłyby upomnieć się o Korytarz, a Związek Radziecki nie mógłby zaatakować pod pretekstem ochrony ludności prawosławnej. Ateistyczny Związek Radziecki upomniał się o prawosławne mniejszości. Nie byłoby Katynia, Wołynia, burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie, konwertowania na katolicyzm. Jakby powiedział Kononowicz – nie byłoby niczego. Nie byłoby niczego z tych wymienionych wyżej zdarzeń. Że Polska nie miałaby dostępu do morza? A ile państw nie ma dostępu do morza i sobie radzi? Że nie byłaby mocarstwem? A kiedy była? Czy dla zwykłego, szarego obywatela ma to jakieś znaczenie? Jak mieszka w bogatym i dobrze zarządzanym państwie, to może sobie pojechać nad jakiekolwiek morze, nad jakie chce. I właśnie dlatego nazwałem Cata-Mackiewicza świrem. Mnie nie interesuje Wschód i wschodni Słowianie. Jeśli mają coś do siebie, to niech załatwiają to między sobą. Nie będę umierać za Kijów!

  1. “Słowo” było pierwszym pismem polskim, na ile udało się stwierdzić, które próbowało zaprotestować; do tego czasu pisały jedynie na ten temat: wydawane po rosyjsku pismo Kościoła Prawosławnego “Słowo”! oraz ukraińskie “Diło”, organ Ukraińskiego Nacjonalno-Demokratycznego Objednania (UNDO). Historycy podają, dość zgodnie, że rozebrano 127 obiektów (91 cerkwi, 10 kapilc, 26 domów modlitwy). Akcja została podjęta na polecenie władz wojskowych, zwłaszcza Dowództwa Okręgu Korpusu II w Lublinie (gen. Mieczysław Smorawiński). Mackiewicz zapewne wiedział o tym. Obszernie i źródłowo o sprawie: Piotr Stawecki, Następcy Komendanta. Wojsko a polityka wewnętrzna w II Rzeczypospolitej w latach 1935-1939 (Warszawa 1969) oraz Mirosława Papierzyńska-Turek, Między tradycją a rzeczywistością. Państwo i Kościół Prawosławny w Polsce w latach 1918-1939 (Warszawa 1986). ↩︎
  2. Cerkwi tej w końcu nie rozebrano dzięki stanowczej postawie miejscowej inteligencji i kleru katolickiego. ↩︎
  3. Stefan Baran – doktor praw, adwokat, dyrektor Ukraińskiego Banku Spółdzielczego w Tarnopolu, członek władz naczelnych UNDO, poseł z województwa tarnopolskiego. Złożył w Sejmie dwie interpelacje w sprawie Chełmszczyzny – 6 i 21 lipca 1938. Mackiewicz czerpał z nich dane. ↩︎
  4. Autor podaje wyniki spisu z 1931 r. Prawosławie, po Kościele rzymskokatolickim, było drugim, pod względem liczby, wyznaniem w II RP (rzym.-kat. 64,8%, prawosławne 11,8%, grek.-kat. 10,4%, mojżeszowe 9,8%, ewangelickie 2,6%, inne 0,6%). ↩︎
  5. Dionizy – właściwe nazwisko Konstantyn Nikołajewicz Waledyński. Prawosławny Metropolita Warszawy i całej Polski (1923), przedtem biskup chełmski. Prowadził wykłady z teologii na Uniwersytecie Warszawskim (1925-1939). Zasłużony dla autokefalii Kościoła prawosławnego w Polsce, wprowadzonej w 1924. W listopadzie 1938 r. przyczynił się do ustabilizowania stosunków z władzami (dekret Prezydenta RP regulujący stosunki z Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym w Polsce). W 1948 r. złożony z urzędu decyzją władz PRL. ↩︎
  6. Adam Stanisław Krasiński – biskup kamieniecki; przeciwnik Stanisława Augusta, jeden z przywódców Konfederacji Barskiej; później zwolennik reform i Konstytucji 3 Maja. Kwestia niejasna. Być może autorowi chodzi o Kajetana Hryniewieckiego, wojewodę lubelskiego, głośnego opozycjonistę, w końcu jednak pogodzonego z królem,lecz dalej krytyka Konstytucji. ↩︎
  7. Wojciech Bieganek zginął od przedwczesnego wybuchu bomby, podczas próby – jakoby – zamachu na płk. Adama Koca, szefa OZN, w Świdrach Małych pod Warszawą 18 lipca 1937. Incydent do dzisiaj nie wyjaśniony; nie wykluczona prowokacja policyjna. W każdym razie administracji nie na rękę były niezależne dociekania prasy; stąd konfiskaty. ↩︎

Repatrianci

W swoim podkaście geopolitycznym z dnia 28 listopada Leszek Sykulski odniósł się do raportu NIK. Ten fragment zatytułował – Raport NIK: władza wolała emigrantów od repatriantów.

Sykulski stwierdza, że cały system repatriacji jest niewydolny. Władza w Warszawie woli imigrantów od repatriantów. Z raportu wynika, że kolejka Polaków, którzy chcą wrócić do ojczyzny ma być rozładowywana przez 22 lata. Po 24 lutego 2022 władza PiS otworzyła wrota do Polski dla obywateli Ukrainy. Zainteresowanych powrotem jest 15 200 osób. Władza w Warszawie nie ma dla tych ludzi żadnych szybkich procedur. Powrót do Polski ma zająć 22 lata. Nie sposób tego odnieść do strategii multi-kulti, która realizowana jest od kilku lat, gdzie proces osiedlania ponad 300 tys. emigrantów z krajów azjatyckich, kilku milionów Ukraińców, przechodził błyskawicznie, a okazuje się, że zaledwie 15 tysiącom Polaków, którzy chcą wrócić, rzuca się kłody pod nogi. Trudno to inaczej nazwać, niż strategią realizowania polityki multi-kulti, zmiany struktury etnicznej państwa polskiego.

Jest to coś niewiarygodnego, jak doszło do złamania obietnicy zadośćuczynienia krzywdom osób wywiezionych na wschód w czasach stalinowskich. I do dziś nie ma tej sprawiedliwości. Dla 15 tysięcy ludzi nie ma miejsca w Polsce, a jest miejsce dla milionów migrantów z Ukrainy czy setek tysięcy z Azji i Afryki. Mamy do czynienia z realizacją polityki Brukseli, czyli rozwadniania homogeniczności etnicznej. Jest to skrajnie niebezpieczne z punktu widzenia bezpieczeństwa wewnętrznego państwa polskiego i z punktu widzenia także podmiotowości Polski na arenie międzynarodowej. Polska pogrążona w problemach wewnętrznych będzie słabo sobie radziła na arenie międzynarodowej, będzie bardziej podatna na różnego rodzaju projekty związane chociażby z federalizacją unii europejskiej i warto o tym pamiętać, warto mieć to na uwadze, podejmując świadome oczywiście wybory polityczne.

x

Sykulski powiedział o osobach wywiezionych na wschód w czasach stalinowskich, co oczywiście jest nieprawdą. Wywózki miały miejsce po 17 września 1939 roku i wywożono ludzi do Kazachstanu z terenów Polski północno-wschodniej, głównie z województwa łomżyńskiego i podlaskiego. W blogu Zagadka c.d. pisałem:

Pierwsza wywózka, z 9/10.02.1940 roku objęła osadników wojskowych i cywilnych oraz leśników wraz z rodzinami. Druga z 13.04.1940 ogarnęła tych, których członkowie rodzin (głowy domu, bracia, synowie) byli ujęci jako żołnierze WP, policjanci itp., uciekli za granicę lub ukrywali się bądź zostali aresztowani jako konspiratorzy lub „wrogowie ludu” czy tzw. element społecznie niebezpieczny (SOE). Trzecia z 29.06.1940 roku, dotykająca zwłaszcza miast, objęła tzw. bieżeńców, w tym wielu Żydów, głównie tych, którzy zarejestrowali się, że chcą wrócić pod okupację niemiecką. Fakt ten częściowo obala mit o radosnym witaniu Armii Czerwonej przez polskich Żydów wyłącznie ze strachu przed Niemcami. Ostatnia, rozpoczęta na Wileńszczyźnie (zagarniętej wraz z likwidacją Republiki Litewskiej w czerwcu 1940 roku) 14.06.1941 roku, na ziemiach białoruskiej republiki zaczęła się 20 czerwca i została przerwana w momencie niemieckiej agresji.

Niedawno ogłoszono bardzo specyficzne, lecz zarazem wiarygodne źródło „Kronikę panien benedyktynek opactwa Świętej Trójcy w Łomży (1939-1954)”, sporządzoną przez s. Alojzę Piesiewiczównę (Łomża 1955). Zacytujmy jej fragmenty dotyczące dni 20-22.06.1941 roku:

„20 czerwiec. Uroczystość Serca Pana Jezusa. Dzień przeokropny dla Polaków pod zaborem sowieckim. Masowe wywożenie do Rosji. Od wczesnego rana ciągnęły przez miasto wozy z całymi rodzinami polskimi na stację koleją. Wywożono bogatsze rodziny polskie, rodziny narodowców, patriotów polskich, inteligencję, rodziny uwięzionych w sowieckich więzieniach, trudno się było nawet zorientować jaką kategorię ludzi deportowano. Płacz, jęk i rozpacz okropna w duszach polskich.”

x

Podstawowe pytanie, jakie wypada sobie zadać to: po co wywożono tych ludzi? Jeśli ich wywieziono, to co stało się z ich dobytkiem? Nie byli to ludzie biedni. Kto przejmował ich majątki? A jak majątki, to może i nazwiska? Wydaje mi się, że pewien wątek w blogu Węgierska rewolucja rzuca nieco światła na te mroczne wydarzenia z lat 1939-41. Pisałem w nim:

To, co zwróciło moją uwagę, to wątek Kirgistanu. „Z całą rodziną wyemigrowała do ZSRR (Kirgistan).” Dokładnie tak samo jak Alexander Dubczek. Cóż to za zwierz ten Kirgistan? W angielskiej Wikipedii można przeczytać:

„W rdzennej kirgiskiej strukturze społecznej dominowały tradycje koczownicze, które miały wpływ na sposób sprawowania władzy przez rządzących i stosunki społeczne. Proces urbanizacji tej radzieckiej republiki rozpoczął się w momencie zasiedlenia jej przez rosyjskie społeczności (communities), co było efektem realizacji wytycznych i polityki partii komunistycznej. Nie jest jasne, co było przyczyną tego typu decyzji partii. Jasne jest tylko to, że tego typu polityka zmusiła Rosjan pewnego pochodzenia do zasiedlenia Republiki.”

„Rosjan pewnego pochodzenia” – cóż za piękne sformułowanie. Z kolei w polskiej Wikipedii piszą: „W latach 1939-1940 deportowano do Kirgistanu część ludności (w tym Polaków) z terenów wcielonych do ZSRR.” Jak widać na przykładzie Marty Maszaros i Alexandra Dubczeka, z Kirgistanu wracano. A z Kazachstanu do dziś wielu Polaków wrócić nie może. Ci z Kirgistanu mieli zapisany w swoim życiorysie piękny epizod: zsyłka w głąb Związku Radzieckiego. Gotowy „materiał” na prawdziwych patriotów i antykomunistów. Jak widać zsyłka zsyłce nierówna. Nie jest więc niejasne, jak pisze angielska Wikipedia, co było przyczyną tego typu decyzji.

x

Jeśli na jakiś teren wchodzi obca władza, to przede wszystkim przejmuje urzędy, w których są wszelkie dane o miejscowej ludności: ich dane personalne i dane o ich majątku. Najpierw Związek Radziecki, później Niemcy, a po nich znowu Związek Radziecki. Ileż w tym czasie można było tam pozmieniać, ile osób mogło otrzymać nowe nazwisko, przejąc czyjś majątek. Wojny to coś w rodzaju resetu: zmieniają nie tylko granice, ale też tożsamość ludzi nowo przybyłych, którzy z dnia na dzień stają się zasiedziałymi z dziada pradziada. W takiej sytuacji nikt nie jest w stanie dojść prawdy, poza tymi którzy zostali zesłani do Kazachstanu, ale nie do Kirgistanu, w którym „zesłańcy” żyli jak pączki w maśle. I może właśnie po to były te zsyłki, by uwiarygodnić tych z Kirgistanu. A ci z Kazachstanu? Nich tam sobie dożywają. 22 lata to szmat czasu, a jak trzeba będzie, to wydłuży się czas oczekiwania na powrót do „ojczyzny”. Za dużo jest w Polsce ludzi na wysokich stanowiskach, których rodzice czy dziadkowie zajęli miejsce wywiezionych do Kazachstanu, a może nawet zaadoptowali ich nazwiska, by pozwolić powracać dzieciom czy wnukom tych wywiezionych.

Praska Wiosna

Parę dni temu na kanale Powojnie jego autor omawiał wydarzenia Praskiej Wiosny z 1968 roku. Przedstawił wszystkie najważniejsze wydarzenia z tamtego okresu. Na początku nawiązał do rewolucji węgierskiej z 1956 roku i zaakcentował, że Zachód nie zareagował na wydarzenia w Budapeszcie. W związku z tym stwierdził, że należy liczyć tylko na własne siły. W tym czasie w Czechosłowacji I sekretarzem był Antonin Novotny.

W celu większej przejrzystości postanowiłem wypunktować najważniejsze, według autora, wydarzenia tamtego okresu:

  • W 1957 roku umiera prezydent Republiki Antonin Zapotocky; Novotny zostaje przywódcą partii i państwa.
  • Nastają czasy neostalinizmu: zaostrzona cenzura, koncentracja gospodarki na przemyśle ciężkim, kolektywizacja wsi.
  • W 1960 roku uchwalono nową konstytucję: na czechosłowackim godle, zamiast korony, pojawia się czerwona gwiazda.
  • Dojście do władzy Chruszczowa staje się pretekstem do wprowadzenia pewnych reform.
  • Autorytarne rządy Novotnego stają się przyczyną protestów; w 1967 roku dochodzi do starć ze studentami, którzy protestowali przeciwko przerwom w dostawach prądu w akademikach; protestowało około 1000 osób, ale z powodu braku lidera, służby szybko uporały się ze studentami.
  • Siłowe rozwiązania nie wszystkim komunistom podobały się; w komitecie centralnym narodziła się grupa reformatorów na czele z szefem partii na Słowacji Aleksandrem Dubczekiem.
  • W styczniu 1968 roku nad Novotnym zebrały się czarne chmury; podczas plenum dyskutowano o zasadności pełnienia przez niego dwóch funkcji: I sekretarza i prezydenta; zdania były podzielone, ale Novotny zapowiedział, że przekaże funkcję I sekretarza Dubczekowi, którego kandydatura nie wzbudzała żadnych kontrowersji.
  • Trzy tygodnie później w ogólnokrajowej gazecie „Prace” komunista, Josef Smrkovsky, opublikował artykuł „O co dziś chodzi”; napisał, że jego ojczyzna potrzebuje zmian i poparł żądania Słowaków w kwestii szerszej autonomii; został też bliskim współpracownikiem Dubczeka.
  • W marcu 1968 Novotny traci stanowisko prezydenta, zastępuje go Ludvik Svoboda.
  • Dubczek spotyka się w Moskwie z Breżniewem i zapewnia go, że Czechosłowacja nie planuje wystąpić z bloku wschodniego.
  • Wprowadzano reformy, m.in. zniesiono cenzurę prewencyjną.
  • 5 kwietnia Czesi i Słowacy przyjęli program ograniczający działania tajnej policji i zakładający federalizację państwa na dwa narody oraz wprowadzenie demokracji; Czesi i Słowacy mieli otrzymać możliwość swobodnego poruszania się po Europie; nadal zapewniano o chęci pozostania w Układzie Warszawskim i RWPG.
  • Pomimo to Moskwa zapowiedziała na początku maja manewry w Czechosłowacji; w Pradze doszło do protestów.
  • Dubczek jedzie do Moskwy na rozmowy z Breżniewem, który stwierdza, że manewry to konieczność, by zacieśnić przyjaźń.
  • 8 maja narada przywódców państw bloku wschodniego; Breżniew oznajmił przybyłym gościom, że w Czechosłowacji zwycięża kontrrewolucja; szczególnie mocno wspierali go Władysław Gomułka i Walter Ulbricht z NRD
  • Dla ZSRR Czechosłowacja była ważna ze względów strategicznych; w tym czasie nie było w niej wojsk radzieckich.
  • 10 maja manewry odstraszające w Polsce.
  • 20 czerwca ćwiczenia wojsk radzieckich na terenie Czechosłowacji (20 tys. żołnierzy).
  • Kolejny krok milowy Praskiej Wiosny to tekst „Dwa tysiące słów” Ludvika Baculika; odezwa powstała we współpracy ze środowiskiem czeskich intelektualistów; tekst ukazał się w największych gazetach w kraju 26 czerwca 1968 roku; podpisało się pod nim ponad 120 rys. osób; zaatakowano w nim partię i stwierdzono, że panujący ustrój został narzucony siłą przez Moskwę; jednocześnie autor stwierdził, że zmian powinni dokonywać komuniści, bo tylko wtedy uda się uniknąć chaosu.
  • 14 lipca w gmachu Urzędu Rady Ministrów w Warszawie spotkali się przedstawiciele partii i rządów z Bułgarii, Polski, Węgier, NRD i ZSRR; w obradach nie uczestniczyli reprezentanci Czechosłowacji i Rumunii.
  • Władze w Pradze ponownie zadeklarowały, że nie zamierzają opuszczać Układu Warszawskiego.
  • Przygotowania do wojskowej operacji trwały już w najlepsze.
  • Ostatnie spotkanie z Breżniewem i innymi przywódcami w Czernej nad Cisą; domagał się on zaprzestania rehabilitacji ofiar reżimu stalinowskiego oraz zaostrzenia cenzury.
  • Na spotkaniu w Bratysławie czechosłowaccy politycy obiecali przedstawicielom pozostałych państw bloku wierność socjalizmowi; zgodzili się też na to, że ochrona ustroju w Czechosłowacji leży w gestii wszystkich krajów bloku wschodniego; i ten fragment zostanie wykorzystany do inwazji na rzekomo suwerenny kraj.
  • 9 sierpnia Pragę odwiedza Tito, co dla Moskwy stanowiło sygnał, że Praga żąda niezależności.
  • 13 sierpnia wszystko było gotowe do przeprowadzenia inwazji.
  • Ostateczna decyzja została podjęta podczas posiedzenia Biura Politycznego KPZR 16 sierpnia.
  • 18 sierpnia pojawiają się w Moskwie delegacje krajów bloku wschodniego; na zamkniętym spotkaniu Breżniew poinformował Gomułkę, Kadara, Żiwkowa i Ulbrichta, że strona czechosłowacka nie dotrzymała obietnic złożonych w Bratysławie; twierdził, że w Pradze nadal dochodzi do antysocjalistycznych demonstracji, a w służbach nastąpiło rozprzężenie.
  • Decyzja mogła być tylko jedna – porządek w Czechosłowacji miał być zaprowadzony siłą.
  • Rozpoczęła się operacja „Dunaj”.
  • W nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku armie Układu Warszawskiego wkroczyły do Czechosłowacji; inwazji dokonało ponad pół miliona żołnierzy ZSRR, Polski, Węgier, Bułgarii oraz NRD.
  • Oficjalnie doszło do niej w związku z listem, w którym rzekomo czechosłowaccy przywódcy poprosili Kreml o pomoc w zwalczeniu kontrrewolucji.

x

Mamy powyżej opisaną sekwencję zdarzeń w Czechosłowacji od końca lat 50-tych do 1968 roku, a więc 10 lat, w ciągu których przygotowywano się do tej operacji. W blogu Czechosłowacja ’68 pisałem, że na początku lat 60-tych pojawiły się głosy krytyczne wobec Novotnego i kierownictwa, nawet w obrębie rządzącej partii komunistycznej. Później dołączyli literaci, a po nich studenci i w końcu protest rozszerza się na społeczeństwo. Schemat zbliżony do tego zastosowanego w Polsce w marcu 1968 roku. Dochodzi więc do tego, że z byle błahego powodu zaczynają protestować studenci, co pobudza w partii żywioły reformatorskie. Następuje szereg wyreżyserowanych zdarzeń, których kulminacją jest decyzja o rozpoczęciu operacji „Dunaj”, czyli inwazja na Czechosłowację.

Dlaczego w tej operacji wzięło udział około pół miliona żołnierzy i niewyobrażalna ilość sprzętu wojskowego? Solidarność pacyfikowało 30 tys. milicjantów i 70 tys. żołnierzy. A przecież był to ruch na skalę znacznie większą, niż to, co wydarzyło się w Czechosłowacji. Również na Węgrzech w 1956 roku było podobnie i do tego doszły tam jeszcze zniszczenia.

Pojałtański porządek w Europie trwał do 1989 roku i nic nie mogło go wzruszyć do czasu zaplanowanego upadku Związku Radzieckiego. Gdy więc Amerykanie wcześniej dotarli do Niemiec i zajęli tereny przyszłej NRD, to musieli się z nich wycofać, co też nastąpiło. Nie było więc żadnych szans na to, by jakieś państwo z Układu Warszawskiego wyrwało się z objęć Związku Radzieckiego i wpadło w objęcia Zachodu, czyli Ameryki. A jednak doszło do takich prób. Co więcej, Amerykanie, poprzez swoje rozgłośnie radiowe, zachęcali do nich. O co zatem chodziło w tym wszystkim?

Skoro kruk krukowi oka nie wykole, co oznacza, że supermocarstwa nie walczą ze sobą bezpośrednio, czego dowód w blogu Syberia, to znaczy, że wojska radzieckie nie musiały stacjonować w Czechosłowacji, pomimo że jej terytorium wdziera się klinem w Niemcy i jej granica zachodnia jest bardziej wysunięta na zachód niż Berlin. Zatem tłumaczenie inwazji tym, że – wobec rosnącego napięcia i groźby wojny nuklearnej – Związek Radziecki chciał rozlokować swoje wojska na granicy z Niemcami Zachodnimi jest bez sensu. Podobnie jak tłumaczenie, że Związek Radziecki chciał ulokować na tej granicy pociski z głowicami nuklearnymi, ale żeby to ukryć, użył takiej ilości sprzętu i ludzi, by ta „igła w stogu siana” nie została znaleziona.

Jeśli nie o to chodziło, jeśli Związek Radziecki wiedział, że Zachód nie zareaguje, to po co było tak brutalne działanie w przypadku Węgier i tak monstrualna akcja w przypadku Czechosłowacji? Po to, by w światowej opinii publicznej wyrobić przekonanie, że Związek Radziecki to imperium zła, jak to ujął swego czasu Ronald Reagan. Gdy więc nastały czasy Solidarności, to jesienią 1981 roku najczęściej powtarzanym pytaniem było: wejdą, nie wejdą? Obawa przed interwencją radziecką była wśród ludu powszechna. Tylko po co mieliby wchodzić, skoro w Polsce wojska radzieckie, w odróżnieniu od Czechosłowacji roku 1968, stacjonowały? To był jednak dobry pretekst, by Jaruzelski mógł użyć własnego wojska. Stan wojenny został w Polsce wprowadzony bezprawnie, bo w tym czasie obradował sejm i tylko on mógł podjąć taką decyzję. To dziś nie przeszkadza politykom wszelkich opcji biegać do Jaruzelskiej, którą wykreowano na gwiazdę mediów internetowych. Polityka to cyrk, a politycy nie są nawet marionetkami, są klaunami.

W okresie powojennym wylansowano Związek Radziecki na imperium zła i tym imperium pozostaje Rosja jako jego spadkobierczyni. Ten wizerunek, wykreowany m.in. poprzez interwencje radzieckie na Węgrzech i w Czechosłowacji, jest obecnie wykorzystywany w wojnie na Ukrainie. Straszą nas cały czas tym, że Rosja zaatakuje, że trzeba temu przeciwdziałać, czyli wykonać uderzenie wyprzedzające, a ono z kolei pociągnie za sobą reakcję Rosji. Wszystko więc wskazuje na to, że tym razem NATO będzie walczyć z Rosją w strefie zgniotu, jaką jest Polska od unii polsko-litewskiej. Wtedy to było przedmurze Europy. Jeśli NATO zaatakuje z terytorium Polski, to Rosja odpowie tym samym i zaatakuje terytorium, z którego zostaną wystrzelone rakiety.

Imperium brytyjskie, którego ostoją są obecnie Stany Zjednoczone, zostało stworzone przez Żydów. Również imperium rosyjskie zostało przez nich stworzone. Dzięki temu, że nimi rządzą, mogą kreować konflikty na całym świecie. Ich cel jest zawsze taki sam – skłócać i osłabiać narody rdzenne. Dzięki temu mogą nad nimi panować, a więc również nad całym światem.

Funt szterling

Donald Trump obiecał, że jak zostanie prezydentem, to zakończy wojnę na Ukrainie w ciągu godziny. Natomiast, gdybym ja został prezydentem Stanów Zjednoczonych, to w ciągu godziny uszczęśliwiłbym całą ludzkość, czyli zakończyłbym wszystkie wojny na świecie poprzez zakaz kreowania pieniądza bez pokrycia. Niestety, nie zostanę nim, w związku z czym świat nadal będzie musiał męczyć się z tymi dwiema żydowskimi plagami. Inna sprawa, że nawet gdybym nim został, to nie poradziłbym sobie z nimi. Są one nie do usunięcia, a to znaczy, że wszelkie inne pomysły na uczynienie ludzi szczęśliwymi są tylko mrzonką. I żadne wybory niczego tu nie zmienią. Wojny istnieją tylko dlatego, że światowe mocarstwo może kreować pieniądz bez pokrycia i w ten sposób finansować je, dobrze wynagradzać żołnierzy i najemników. Bez tego żadna wojna nie byłaby możliwa. Wcześniej też były wojny, ale nigdy na taką skalę i nigdy światowe. Wtedy fałszowano złote monety i z tej samej ilości złota bito więcej monet o mniejszej jego zawartości, wciskając je ludziom jako pełnowartościowe. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że oderwałem się od rzeczywistości, mówiąc delikatnie. Ale to już było…, jak śpiewała Maryla Rodowicz.

Ale to już było i nie wróci więcej
I choć tyle się zdarzyło
To do przodu wciąż wyrywa głupie serce
Ale to już było znikło gdzieś za nami
Choć w papierach lat przybyło
To naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami

Cały czas jesteśmy tacy sami i wierzymy w demokrację, w to, że w końcu ktoś zrobi z tym wszystkim porządek. Ale jak dotychczas – „Na Zachodzie bez zmian”. A co już było? Po części o tym w blogu Pieniądze i wojny. A było to, że nie kreowano pieniądza bez pokrycia i świat się nie zawalił. Wprost przeciwnie, nie było wielkich wojen, a gospodarka kwitła. To była tzw. epoka wiktoriańska – czas funta szterlinga i Anglii jako fabryki świata. I choć tyle się zdarzyło, to już znikło gdzieś za nami. A w Wikipedii można przeczytać:

Pochodzenie słowa

Funt szterling jest często oznaczany symbolem £ (rzadko L). Symbol jest pisaną w starym stylu wielką literą L, przekreśloną poziomo dla podkreślenia, że jest to skrót. Skrót pochodzi od łacińskiego słowa libra oznaczającego zarówno wagę, jak i jednostkę masy – funt. Z tej przyczyny nazwa waluty jest często tłumaczona na języki obce i szczególnie w językach romańskich może to powodować nieporozumienia, np. w hiszpańskim i portugalskim libra, rumuńskim lira, francuskim livre.

W celu odróżnienia jednostki pieniężnej od jednostki wagi dodano słowo „szterling”, co w przypadku srebra można przetłumaczyć z angielskiego jako „najwyższej próby”. Pierwotnie szterlingiem nazywano srebrną monetę jednopensową ważącą 1,555 grama, co stanowiło 1/240 funta trojańskiego (aptekarskiego). Z czasem, gdy z utratą siły nabywczej waluty pens był wypierany w powszechnym użyciu przez funta, nazwa ta zaczęła oznaczać funta.

Podział

Funt szterling dzieli się na 100 pensów, którego symbolem jest „p” i tak często jest określany w mowie potocznej w języku angielskim. Do 15 lutego 1971 funt dzielił się na 240 pensów (skrótowo zapisywanych „d” od słowa denar), bądź na 20 szylingów („l”, bądź „s” od solid). Pens po przejściu na system dziesiątkowy w 1971 z racji różnicy wartości był początkowo nazywany nowym pensem.

Historia

Szterling został wprowadzony do obiegu przez angielskiego króla Henryka II w 1158 i był wymienialny na srebro. W 1816 zmieniono wymienialność funta ze srebra na złoto i utrzymywano ją do 1914. W tym czasie kurs funta utrzymywał się na poziomie około $4,9 za £1. W roku 1926 powrócono do wymienialności na złoto, jednak w tym czasie w obiegu nie były już używane złote monety, a banknoty, które można było wymieniać na sztaby złota. System waluty sztabowo-złotej został ostatecznie porzucony 21 września 1931 podczas wielkiego kryzysu. Po wycofaniu się z systemu waluty złotej funt został zdewaluowany o 20%. Funt stał się całkowicie wymienialny w 1946, co było warunkiem udzielenia 3,75 miliarda dolarów pożyczki przez Stany Zjednoczone. Po wycofaniu się z powiązania funta ze złotem próbowano ustabilizować kurs waluty poprzez związanie wartości funta z innymi walutami począwszy od amerykańskiego dolara. Jednak próby były nieudane, co pociągnęło za sobą 30% dewaluację w 1949.

W połowie lat 60. wystąpiła kolejna presja na obniżenie wartości waluty. W 1966 w obliczu spadającego kursu waluty rząd brytyjski wprowadził restrykcyjne ograniczenia dewizowe. Jednym z nich był zakaz wywozu przez turystów z kraju więcej niż 50 funtów (zniesiony w 1970). W tym czasie, w listopadzie 1967, funt został zdewaluowany o 14,3% do poziomu 2,41 dolara. W 1976 nastąpił kolejny kryzys. Kurs funta spadł w stosunku do dolara do poziomu 1,57 i Wielka Brytania była zmuszona zaciągnąć pożyczkę w MFW w wysokości 2,3 miliarda funtów. Najniższy historyczny kurs funt osiągnął w lutym 1985, gdy za funta można było otrzymać jedynie 1,05 dolara.

W 1988 rząd Margaret Thatcher zdecydował się związać funta z marką niemiecką, a w 1990 włączono go do systemu ERM (mechanizm stabilizacji kursów walut państw EWG) z kursem do niemieckiej marki na poziomie około 2,90 marki za funt. Już w 1992 funt został zmuszony do opuszczenia systemu po tzw. Czarnej Środzie (16 września), kiedy to grupa spekulantów z George’em Sorosem na czele przeprowadziła spekulacyjny atak na funta, który Sorosowi przyniósł zysk przeszło miliarda dolarów, a funtowi spadek wartości o 25% w ciągu kilku dni.

x

Mamy więc taką sytuację, że od 1816 roku do 1914 roku, a więc przez 100 lat, kurs funta do dolara utrzymywał się na poziomie 1:5. Później wszystko zmieniło się. W 1913 roku powstał Fed, czyli bank centralny Stanów Zjednoczonych, co w zasadzie wszystko wyjaśnia. Co się dzieje, gdy pieniądz nie jest kreowany z niczego? W blogu Pieniądze pisałem:

„Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by waluta, która zyskuje na wartości ze względu na wzrastającą ilość dóbr i usług, była dzielona na mniejsze jednostki. Wówczas zyskują wszyscy ci, którzy oszczędzają, a ci, którzy pożyczają muszą spłacać w walucie, która jest już znacznie więcej warta niż wówczas, gdy w niej pożyczali i w tym są ukryte odsetki od pożyczonego kapitału. Koszt kredytu jest tylko po stronie kredytobiorcy, zupełnie tak jak obecnie, ale zyskują nie finansowi macherzy, tylko ci, którzy oszczędzają.”

A Wikipedia pisze:

Od XVIII wieku walutą Wielkiej Brytanii jest funt szterling (pound sterling), który od 15 lutego 1971 jest równy 100 pensom (pence). Wcześniej jeden funt był równy 20 szylingom, zaś jeden szyling (shilling) – 12 pensom (pence). Jeszcze wcześniej 1 pens dzielił się na dwie półpensówki (halfpenny) lub na 4 ćwiartki (farthings).

Funt oznaczany był symbolem “£”, szyling literą “s.”, pens “d.” Obecnie, dla rozróżnienia między “starym” pensem a nowym, stosuje się oznaczenie tego ostatniego “p.”; szyling wyszedł z użycia, a oznaczenie funta symbolem “£” pozostało bez zmian. Przykładowo zapis £2 5s. 3d. lub analogicznie “2/5/3” oznaczał: “2 funty, 5 szylingów, 3 pensy”. Jeżeli podano tylko dwie cyfry, oznaczało to szylingi i pensy, np. “5/3” oznacza to samo, co “5s. 3d.”, czyli 5 szylingów i 3 pensy.

Wartość 5 szylingów (1/4 funta) odpowiadała koronie (crown), zaś pół korony stanowiły dwa szylingi i sześć pensów (2s. 6d.). Ceny artykułów wysokiej jakości oraz honoraria przedstawicieli wolnych zawodów (lekarzy, adwokatów itp.) liczone były w gwineach. 1 gwinea (guinea, gn.) stanowiła funta i szyling, czyli 1gn. = £1 1s = 21s.

x

Być może komuś ten system monetarny wydaje się zawiły, ale nie ma innego sposobu, by zachować wartość pieniądza w czasie, a tym samym wartość pracy w czasie. Dzieje funta szterlinga są na to dowodem. Przez sto lat zachowywał swoją wartość, a właściwie ją zwiększał. I po to były potrzebne te szylingi, pensy, półpensówki i ćwiartki – po to, by móc dokonywać drobnych zakupów. W 1931 roku, po wycofaniu się z systemu waluty złotej, funt został zdewaluowany o 20%, w 1949 – o 30%, w 1967 roku – o 14,3%. W 1976 roku kurs funta spadł do poziomu 1,57 za dolara. W 1985 roku spadł do najniższego w historii poziomu 1,05 za dolara. I to wszystko w ciągu 54 lat.

Zwykli ludzie zyskują tylko tylko w takim systemie, jaki panował w Wielkiej Brytanii w latach 1816-1914. Nawet gdyby odkładali na swoje emerytury jakieś grosze, to im dłużej by żyli, tym więcej by mieli. Jak w bajce, nieprawdaż? Czy któraś z partii, czy któryś z polityków czy kandydatów na prezydenta – czy one i oni proponują takie rozwiązanie problemów społecznych?

Rozmowa

Kilka dni temu Tomasz Piekielnik analizował rozmowę telefoniczną kanclerza Niemiec Olafa Scholza z prezydentem Władimirem Putinem. Poświęcił temu tematowi kilka minut (od 28 do 35 minuty). Poniżej częściowy i niedosłowny skrót tej analizy.

Rzecznik niemieckiego rządu poinformował, że Olaf Scholz wezwał Władimira Putina do rozpoczęcia rozmów z Kijowem. Miałyby one otworzyć drogę do „sprawiedliwego i trwałego pokoju”. Była to pierwsza rozmowa przywódców Rosji i Niemiec od grudnia 2022 roku. Rozmowa trwała ponad godzinę i tak do końca nie dowiemy się, o czym rozmawiali, bo ja odnoszę wrażenie, że takie ważne rozmowy mają dwa oblicza. Oblicze oficjalne, czyli te, o którym donosi prasa i drugie oblicze – to część za zamkniętymi drzwiami. Czy dajecie Państwo wiarę temu, że Olaf Scholz dzwonił do Putina, by Rosja zasiadła do stołu negocjacyjnego? Przecież do tego nie trzeba wzywać Putina, ponieważ deklarował to od dawna, ale oczywiście ma warunki, podobnie jak Zełeński. Więc nikogo do niczego nie trzeba wzywać. Natomiast tłem jest zmuszanie przez Amerykę Europy, aby kontynuowała tę wojnę już bez wsparcia Stanów Zjednoczonych. To po pierwsze. Po drugie – w tle pojawia się informacja, jakby groźba ze strony Zełeńskiego, że Ukrainie potrzeba tylko kilku miesięcy i będzie miała gotową broń atomową. Czy to nie brzmi jak groźba ze strony Zełeńskiego? Jaką mielibyśmy wówczas wojnę?

Natomiast, w mojej opinii, to coś, co dostrzegam na drugiej stronie medalu, jest o wiele istotniejsze. Moim zdaniem Olaf Scholz rozmawiał telefonicznie z Władimirem Putinem ponad godzinę po to, aby przekazać Rosji, potwierdzić Rosji dotychczasową politykę względem tzw. sprawy ukraińskiej. A ja dostrzegam, że ta polityka jest, użyję teraz tego słowa, prorosyjska. Niemcom na rękę jest taka polityka. Z ich punktu widzenia polityka prorosyjska, w okolicznościach geopolitycznych oddzielenia Niemiec od Rosji co najmniej buforem, jakim jest Polska, o Białorusi nie wspominam, było zawsze świetną grą. Zresztą w historii bywało tak, że jak się ktoś umawiał, jeśli chodzi o te mocarstwa, to my na tym traciliśmy. Przypomnijmy sobie chociażby rozbiory Polski. I uważam, że tego dotyczyła ta rozmowa.

W mojej opinii Olaf Scholz być może wie o kolejnych wariantach rozwoju konfliktu czy innej wojny na Ukrainie i rozważa warianty, które nie będą deeskalacją tej wojny. Oczywiście wzywa formalnie Putina do rozmów pokojowych, ale coś mi podpowiada, że tutaj zapewnia Putina o tym, że Niemcy w razie „W”, to nie będą się włączać do działań, do których nie tylko gotowa, ale wręcz nawołuje, jest Polska. Mowa o strącaniu rosyjskich rakiet nad Ukrainą, co będzie oznaczać, że wykonujemy kroki stanowiące wojnę napastniczą z punktu widzenia Rosji i ściągamy tym samym ryzyko kontrataków z jej strony. I chciałbym się mylić, chciałbym, żeby faktycznie rozmawiano tam tylko o pokoju, aby kanclerz Niemiec Olaf Scholz reprezentował spójną politykę względem wojny na Ukrainie. Spójną, ale też z punktu widzenia bezpieczeństwa Europy i Polski, jednolitą z polską. A tu widzimy, że Niemcy są bardziej zachowawczy, a Polska jest bardziej agresywna, co jest na rękę Stanom Zjednoczonym i uważam, że przez władzę zza Waszyngtonu po prostu zamówione.

x

Nie pierwszy to raz, gdy Piekielnik w sposób radykalny formułuje swoje wnioski. Wcześniej mówił o wymazaniu Polski z mapy Europy, choć nie sprecyzował tego dokładnie, a teraz mówi o rozbiorach Polski, choć takich nie było. Były rozbiory Rzeczypospolitej. W każdym razie nawiązanie do XVIII-wiecznych rozbiorów jest w obecnej sytuacji jak najbardziej zasadne. Warto więc przypomnieć, jak to było z tymi rozbiorami:

  • Konfederacja barska (1768-72) staje się pretekstem do I rozbioru Rzeczypospolitej w 1772 roku,
  • Konstytucja 3 maja (1791) staje się pretekstem do zawiązania konfederacji targowickiej (1792), a ta usprawiedliwieniem II rozbioru w 1793 roku,
  • II rozbiór staje się powodem do insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku,
  • Insurekcja kościuszkowska skutkuje III rozbiorem w 1795 roku.

Mamy więc tu ciąg ściśle ze sobą powiązanych wypadków, które miały doprowadzić do likwidacji Rzeczypospolitej. Wymagało to oczywiście skoordynowanej współpracy państw zaborczych i „patriotów”. Trwało to 23 lata. Po co jednak ona była potrzebna, skoro po 123 latach ponownie odtworzono to państwo, które podobno stwarzało było tyle kłopotów? Wydaje się to nielogiczne. Jakiś cel jednak był. Chodziło o stworzenie nowego narodu polskiego na terenach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. W XIX wieku w Wielkopolsce, najludniejszej dzielnicy – germanizacja, w Królestwie Polskim pod rosyjskim zaborem – rusyfikacja, a na Kresach – polonizacja. O tym w blogach Jezuici i Poniatowski.

Dziś sekwencja jest taka, że wojna na Ukrainie zaczęła się praktycznie w 2014 roku, a więc trwa już 10 lat. Od inwazji Rosji na Ukrainę mijają dwa lata i dziewięć miesięcy, a więc prawie trzy lata. Ten moment oznacza również koniec III RP – 24 lutego 2022 roku. I znowu mamy idealną współpracę mocarstw zachodnich z „polskimi” politykami. To, co teraz mamy, to typowy okres przejściowy: jedno państwo jest likwidowane, a drugie jeszcze nie powstało.

  • Likwidacja granicy polsko-ukraińskiej; po części jest to również rozpad unii europejskiej, bo jej zewnętrzna granica, czyli właśnie granica polsko-ukraińska nie istnieje.
  • Napływ milionów Ukraińców, którzy automatycznie uzyskują większe prawa niż obywatele upadającego państwa.
  • Tworzenie drugiego języka urzędowego.
  • Oddawanie wszystkiego Ukrainie za darmo oznacza, że państwo to stanowi już część wspólną i przypomina finansowanie jakiegoś regionu w danym państwie.
  • Gotowość do wysłania wojska na daleki wschód Ukrainy i zaangażowanie się w wojnę, tak jakby to była część integralna danego państwa wymagająca obrony.

To tylko niektóre cechy tego okresu przejściowego. Nie ulega już wątpliwości, że zmiana na stanowisku prezydenta w Stanach Zjednoczonych oznacza oficjalne wycofanie się tego państwa z wojny na Ukrainie. Trampydło, jak obiecało, tak zrobi. Obiecało, że zakończy wojnę na Ukrainie, tylko nie dopowiedziało, że zakończy ją dla Ameryki, oczywiście oficjalnie, bo nieoficjalnie dalej będzie udzielać kredytów Polsce. W sytuacji, gdy – jak twierdzi Piekielnik – Niemcy zapewniają Rosję, że nie będą angażować się w tę wojnę, to zapewne wepchną w nią Polskę. Tłumaczenie będzie takie, że jak nikt nie pomoże Ukrainie, to wyprodukuje ona bombę atomową i będzie wszystkich szantażować. Tłumaczenie oczywiście naiwne, bo to, kto może mieć broń nuklearną, jest ściśle kontrolowane. Nie po to przecież zabrano Ukrainie na początku jej niepodległego bytu tę broń, by teraz pozwolić jej na jej posiadanie. Ale jest to dobry argument, by wciągnąć Polskę do wojny. A gdy ta potrwa parę lat, to później już nikt nie będzie pamiętał, z jakich powodów tak się stało. Pozostanie tylko awanturnicza Polska i ona będzie głównym winowajcą tej przeciągniętej już wtedy ponad miarę wojny. I jakie wówczas będzie najlepsze rozwiązanie? – Zlikwidowanie jej.

W swoim kolejnym komentarzu w dniu 19 listopada Piekielnik mówił m.in. o kolejnej fali uchodźców z Ukrainy, o czym wcześniej donosiła Rzeczpospolita. Jeżeli sytuacja na Ukrainie eskaluje – użycie pocisków ATACMS, to czy Rosja odpowie? – pyta Piekielnik. To jest logiczna konsekwencja. Jeżeli działania będą eskalować, to więcej ludności ukraińskiej będzie z Ukrainy wyjeżdżać. Z jakich regionów będą wyjeżdżać? Z terenów, na które rozszerzą się działania zbrojne. Z tych, które Ukraińcy uznają, że mogą być następne i z każdego innego obszaru. I w ten sposób stworzy się kolejna fala migracji. I gdy łączymy fakty, to zastanawiajmy się zawsze, co jest pierwsze – jajko czy kura? Czy taka migracja jest skutkiem działań wojennych i eskalacji wojny, czy eskalacja wojny jest po to, by wywołać ruchy migracyjne, które dotkną wielu milionów Ukraińców. Według Piekielnika z Ukrainy może zechcieć wyjechać 1,5 do 2 mln ludzi. Zdaniem Marii Janyski, posłanki KO i szefowej sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji, scenariusz napływu dużej liczby uchodźców wzmacnia decyzja Joe Bidena, który w niedzielę (17.11.24) zezwolił Ukrainie na użycie rakiet dalekiego zasięgu na terytorium Rosji – pocisków ATACMS.

Jeśli eskalacja działań jest po to, by wywołać ruchy migracyjne, to znaczy, że cała ta wojna jest właśnie w tym celu. Chodzi więc o przesiedlenie jak największej liczby ludności, szczególnie tej ze wschodniej Ukrainy. Zapewne będzie to ludność, przynajmniej w większości, antyrosyjska, reprezentująca tzw. nacjonalizm ukraiński. A czyż Putin, uzasadniając inwazję na wschodnie rejony Ukrainy, nie mówił o tym, że jednym z celów tej „operacji specjalnej” jest denazyfikacja Ukrainy? Tylko czy miał na myśli całą Ukrainę, czy tylko jej wschodnią część? Bo jeśli tak, to znaczy to, że zaczęły się przygotowania do zajęcia przez Rosję Ukrainy zadnieprzańskiej. Z drugiej strony trwają przygotowania do aneksji zachodnich ziem Polski przez Niemcy. O tym świadczy choćby zamykanie kopalni węgla kamiennego na tym terenie. Co ciekawe, o budowie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego wypowiedział się w marcu 2022 roku na kanale Media Narodowe mec. Kazimierz Frąckiewicz, autor książki Polskość Kresów Wschodnich. Było to na kilka dni przed wybuchem wojny na Ukrainie. Tego video już nie ma, ale ja mam zwyczaj zapisywania tego, o czym jest mowa w zamieszczanych przeze mnie video, zgodnie z rzymską maksymą: VERBA VOLANT, SCRIPTA MANENT (Słowa ulatują, pismo pozostaje). Treść tej wypowiedzi w blogu Unia polsko-ukraińska.

O co zatem w tym wszystkim chodzi? Jeśli nastąpi kolejna fala migracji, to Polska stanie się, jeśli już nie jest, państwem, w którym ludność prawosławna będzie ludnością dominującą. Jeśli utrzyma się trend napływu ludności, w większości muzułmańskiej, to może za jakiś czas, może za pięćdziesiąt lat, dojść do zderzenia się na tych ziemiach dwóch fundamentalizmów: prawosławnego i muzułmańskiego. O tym, jak ekspansywne jest prawosławie na terenie Polski, pisałem w blogu Czyja religia, tego władza. Już niejednokrotnie wspominałem o tym, że Żydzi planują na wiele lat do przodu. Ten cel może wydawać się dziś absurdalny. Ja jednak nie wykluczałbym tej możliwości całkowicie, bo po co te masowe przesiedlania ludności prawosławnej do Polski, skoro jest tyle miejsca na Ukrainie, nawet tej pomniejszonej o Ukrainę zadnieprzańską? I po co to sprowadzanie tych ciapatych, którzy prawdopodobnie w większości są muzułmanami?

Hasbara

W dniu 13 listopada Tomasz Piekielnik wyjaśniał na swoim kanale, czym jest hasbara. Czym jest hasbara – pytał Piekielnik – czyli jak Żydzi oraz państwo Izrael wpływają na to, co mówi się o nich na świecie. A zależy im, by mówiono tylko dobrze. I wpływają, w mojej ocenie, w sposób brawurowy, w sposób bardzo zawiły na mówców, na polityków, komentatorów, nawet na dziennikarzy. W mojej opinii poddają się też temu ludzie w Polsce. Ofiarami hasbary w Polsce są Wojciech Cejrowski, Michał Rachoń i TV Republika oraz Artur Bartoszewicz.

W pewnym momencie zastanawia się Piekielnik, jakimi mechanizmami docierają do obywateli innych państw propagatorzy misji hasbara? Ale obywatelami innych państw są też dziennikarze i politycy. Mogą to być podobne mechanizmy, jakimi docierają do lekarzy koncerny farmaceutyczne. Hasbara to machina gigantyczna, potworna machina manipulacji poprzez propagandę.

Następnie przechodzi on do analizy definicji hasbary, którą zamieszcza Wikipedia. Pisze ona:

„Hasbara (hebr. הַסְבָּרָה) – posługiwanie się dyplomacją publiczną na rzecz państwa Izrael, tj. starania mające na celu bezpośrednie komunikowanie się z obywatelami innych państw w celu informowania ich i wpływania na nich, aby wspierali lub tolerowali cele rządu izraelskiego.”

Piekielnik analizuje dokładnie tę definicję, słowo po słowie, ale nie wyjaśnia, co ono znaczy po hebrajsku, a znaczy ono, według tłumacza Google, „reklama”. W dalszej części Wikipedia pisze:

Wśród wczesnych syjonistów powszechne było nazywanie ich wysiłków komunikacyjnych „propagandą”. Na przykład termin ten został użyty przez Theodora Herzla na III Kongresie Syjonistycznym w 1899 r., kiedy prosił kolegów syjonistów z audytorium o „zaangażowanie się w propagandę”. Chociaż w tamtym czasie termin „propaganda” był neutralnym terminem opisowym, w międzyczasie związał się z podejściem manipulacyjnym. Obecnie termin ten jest zwykle używany w stosunku do komunikacji izraelskiego rządu lub proizraelskich grup wsparcia tylko przez ich krytyków lub przeciwników, aby przedstawić tę komunikację jako wprowadzającą w błąd i manipulującą.

Później użyto terminu hasbara. Termin ten został formalnie wprowadzony do słownika syjonistycznego przez Nachuma Sokołowa. Hasbara jest trudny do przetłumaczenia na angielski, ale z grubsza oznacza „wyjaśnianie”. Jest to strategia komunikacyjna, która „stara się wyjaśnić działania, niezależnie od tego, czy są uzasadnione”. Ponieważ skupia się na wyjaśnianiu swoich działań, hasbara została nazwana „podejściem reaktywnym i opartym na zdarzeniach”.

Dzisiaj izraelscy praktykujący mają tendencję do określania swoich wysiłków komunikacyjnych jako „dyplomacja publiczna”, a nie hasbara, co wskazuje na zmianę strategii. Uważają, że skupienie się na „wyjaśnianiu” jest zbyt defensywne i wolą aktywnie określać program, będąc mniej reaktywnym i bardziej proaktywnym, przechodząc do bardziej kompleksowego, długoterminowego podejścia strategicznego.

x

Mamy więc tu do czynienia z typowym żydowskim gmatwaniem, robieniem ludziom wody z mózgu.

»Hasbara jest trudny do przetłumaczenia na angielski, ale z grubsza oznacza „wyjaśnianie”. Jest to strategia komunikacyjna, która „stara się wyjaśnić działania, niezależnie od tego, czy są uzasadnione”. Ponieważ skupia się na wyjaśnianiu swoich działań, hasbara została nazwana „podejściem reaktywnym i opartym na zdarzeniach”.«

Konia z rzędem temu, kto rozumie, o co chodzi w tym bełkocie!

Słowo hasbara zostało zaadoptowanie przez syjonistów, a więc tych Żydów, którzy dążyli do utworzenia państwa Izrael na terenie Palestyny. Nazwali się tak od góry Syjon w Jerozolimie. Wtedy większość Żydów nie była syjonistami, więc w tamtym czasie – gdy pojawił się pomysł stworzenia takiego państwa, czyli pod koniec I wojny światowej i później – syjoniści chcieli wytłumaczyć światu, a pewnie i innym Żydom, co to jest syjonizm i o co im chodzi. I stąd ta propaganda i hasbara. Natomiast obecnie terminem bardziej oddającym rzeczywistość, bo przecież Izrael istnieje już od 1948 roku, jest dyplomacja publiczna. Już niczego nie trzeba wyjaśniać, więc wykorzystywanie słowa hasbara do tłumaczenia zachowań współczesnych Żydów z Izraela jest zwykłą dezinformacją.

O dyplomacji publicznej Wikipedia m.in. pisze:

„Dyplomacja publiczna poszerza zakres działania dyplomatów poza sfery bilateralnej współpracy międzyrządowej, kierując swe przekazy do szeroko pojętej zagranicznej opinii publicznej. Co więcej, posługuje się bardziej wyrafinowanymi technikami przekazu, czerpiąc źródła w teorii marketingu, zarówno politycznego jak i gospodarczego. Nastawiona jest przy tym, w przeciwieństwie do tradycyjnie pojmowanej dyplomacji, bardziej na wielostronną, otwartą i jawną współpracę oraz promocję, niż na tajne układy, protokoły, czy walkę o wpływ i jednostronne narzucanie swojego stanowiska.”

Jeśli więc w pewnym momencie Piekielnik mówi, że ofiarami hasbary są Cejrowski, Rachoń i TV Republika oraz Bartoszewicz i dodaje, że czynią to nieświadomie, to po dwakroć „myli się”. Są „ofiarami” dyplomacji publicznej i czynią to świadomie. Są po prostu szabesgojami.

W czasie marcowej hucpy w 1968 roku, podczas robotniczych manifestacji, pojawiły się transparenty z hasłem: Syjoniści do Syjamu. Któż mógł wymyślić takie hasło? Ówcześni robotnicy mówili – Żydzi, a raczej – Żydy. A czy mogli znać taki egzotyczny wówczas kraj jak Syjam, czyli dzisiejszą Tajlandię? A więc, wbrew pozorom, nie tak trudno zdemaskować zasymilowanych Żydów, o których Piekielnik nawet nie zająknął się. A przecież to oni stanowią największe zagrożenie, a nie jacyś tam szabesgoje i jakaś tam hasbara – z akcentem na ostatnią sylabę.

x

Żydzi są specyficznym narodem i niełatwo jest zrozumieć istotę żydostwa. Oni sami nie ułatwiają tego, wręcz przeciwnie. W związku z tym próba zrozumienia tego zjawiska, jakim są Żydzi, wymaga pewnego wysiłku intelektualnego. Podejmowałem w tym kierunku pewne próby m.in. w blogach Syjonizm, Kryzys sueski, Diaspora.

Niepodległość

W dniu 11 listopada Tomasz Piekielnik podzielił się na swoim kanale refleksjami na temat niepodległości Polski. Ze względu na zasięg tego kanału, tematykę, którą poruszył i wnioski do jakich doszedł – warto zapoznać się z tymi refleksjami, bo chyba to pierwszy przypadek, gdy ktoś mówi tak otwarcie o możliwości wymazania Polski z mapy Europy.

Piekielnik powiedział, że w latach 1772, 1793, i 1795 ziemie państwa polskiego, czyli ziemie narodu polskiego, zostały podzielone między trzy mocarstwa: Rosję, Niemcy (dawniej Prusy) i Austrię. Polska zniknęła z mapy świata i Europy na 123 lata. Pytanie: Jak długo będziemy cieszyć się dziś niepodległością? Ale ważniejsze pytanie brzmi: Czy dziś jest nasza Polska niepodległa?

Według definicji słownikowej – mówił Piekielnik – niepodległość oznacza niezależność jednego państwa (narodu) od innych państw:

  • w sprawach wewnętrznych (wykonywanie przez nie zwierzchnictwa terytorialnego i prawa do normowania stosunków wewnętrznych;
  • i w stosunkach zewnętrznych (zdolność do samodzielnego, niezależnego od jakiegokolwiek podmiotu występowania w stosunkach międzynarodowych.

Zgodnie z tą definicją Rzeczpospolita (1569-1795) nie była państwem niepodległym, bo nie była państwem w świetle tej definicji. Był to zlepek księstw, które w wielu dziedzinach prowadziły własną politykę wewnętrzną i zagraniczną (stronnictwa: ruskie, pruskie i francuskie). Zatem nie można tu mówić o utracie niepodległości tylko o wymazaniu z mapy Europy.

Następnie Piekielnik wymienia 7 cech niepodległego państwa:

  1. Sprawy wewnętrzne (ustawodawstwo podległe UE, Ukrainie, USA).
  2. Sprawy zagraniczne (skandaliczne antypolskie wypowiedzi ministrów).
  3. Administracja państwowa i sądownictwo (przychylność administracji dla obcego kapitału.
  4. Najwyższe urzędy (świece chanukowe, podległość innym narodom).
  5. Wojsko i obronność (podległość na rzecz NATO, czyli mocarstw zachodnich).
  6. Finanse i gospodarka (ministrowie to często wysłannicy „city of London” lub bankierzy).
  7. Media oraz ideologia narodowa (brak polskich mediów, wszechobecna koszerność).

Ważne pytania:

  1. Czy utratą niepodległości jest wymazanie z map? – Niekoniecznie.
  2. Co poprzedza utratę niepodległości? – To, co się dzieje dziś.
  3. W jakim kierunku zmierza Polska? – Jednak uważam, że w kierunku punktu pierwszego. Czy to się wydarzy za rok, dziesięć czy trzydzieści lat – choć uważam, że być może szybciej – jest tylko kwestią czasu. Jest też kwestią definicji, co to będzie.

Wniosek końcowy

W mojej ocenie Polska utraciła już suwerenność! W mojej opinii święto 11 listopada powinniśmy traktować jako domaganie się przywrócenia suwerenności i niepodległości we wszystkich obszarach, które tu dla Państwa komentowałem. W mojej opinii mówienie, że tego dnia obchodzimy i czcimy istnienie naszej niepodległości, z całym szacunkiem dla wszystkich Państwa, jest jednak pewnego rodzaju złudzeniem.

Rekomendacje

  1. Budujmy świadomość, wiedzę, rozeznanie.
  2. Dostrzegajmy manipulację mediów i polityków.
  3. Demaskujmy wilki w owczej skórze.

x

Na wstępie Piekielnik powiedział, że ziemie państwa polskiego, narodu polskiego, zostały podzielone pomiędzy trzy mocarstwa. Jest to oczywiście nieprawda. Polska utraciła niepodległość w 1385 roku, gdy powstała unia personalna pomiędzy Koroną a Wielkim Księstwem Litewskim. Królem został Litwin, a nie Polak. Realizował on litewskie interesy. Po bitwie pod Grunwaldem Litwa odzyskała Żmudź a Polska nic nie zyskała. Taki to był interes.

Rzeczpospolita Iluś Tam Narodów była państwem wielonarodowym i była unią, czyli związkiem państw, choć WKL trudno było nazywać państwem. W związku z tym w latach 1772, 1793 i 1795 nastąpiło wymazanie z mapy Europy tworu zwanego Rzeczpospolitą, a nie – Polską. Była to unia, dziwna unia, w skład której wchodził związek byłej Korony z południową częścią WKL i północna część WKL. I jedno i drugie na miano państwa nie zasługiwało.

Cechą charakterystyczną tego tworu, sięgającego od morza do morza, było to, że dominowali w nim Słowianie wschodni i szybko zmarginalizowali Słowian zachodnich, czyli rdzenną ludność Korony. Słowianie wschodni, jako jednostki, są często bardzo utalentowani i zdolni, tego im odmówić nie można. Natomiast jako społeczności są białymi Murzynami. Nigdy nie stworzyli własnych państw, a Rosjanie, którzy je mają, zawdzięczają to Waregom, czyli Skandynawom, którzy zjednoczyli ziemie Słowian wschodnich i stworzyli Wielkie Księstwo Moskiewskie. To było dzieło Rurykowiczów. Romanowowie szybko stali się dynastią niemiecką i to za ich czasów Rosja stała się imperium. Ci Słowianie wschodni, którzy pozostali poza WKM, znaleźli się w obrębie WKL, czyli w zbiorze księstw i tam uwidoczniły się ich najgorsze cechy. Powstała więc pomiędzy Rosją a I Rzeszą strefa buforowa, idealna do tego, by dokonywać tu różnych eksperymentów, jak choćby ciągłe zmiany granic. O tym w blogu Klocki Lego.

W pewnym momencie Piekielnik wspomniał o tym, że Niemcy zmieniają słowa Roty. Zamiast „nie będzie Niemiec dzieci nam germanił”, na „nie będzie Krzyżak dzieci nam germanił”. Cechą charakterystyczną okresu porozbiorowego była germanizacja Wielkopolski – najludniejszej polskiej dzielnicy i rusyfikacja ludności polskiej w Królestwie Polskim. A więc na ziemiach rdzennie polskich wynaradawiano Polaków, a w tym samym czasie na ziemiach zaboru rosyjskiego, czyli na tzw. Kresach, następowała intensywna i masowa polonizacja miejscowej ludności. Ten proces to nic innego jak zastępowanie jednego, oryginalnego narodu, drugim – sztucznie stworzonym. I ten sztucznie stworzony naród dominuje dziś w tej „polskiej” rzeczywistości. O tym szerzej w blogu Zrozumieć Polskę.

Piekielnik akcentował też sprawy polityki wewnętrznej i zagranicznej, zależności od międzynarodowego kapitału i wszechobecnej koszerności. Zapomniał wszakże o jeszcze jednej bardzo ważnej sprawie, a mianowicie o religii i konflikcie na tle wyznaniowym, jaki paraliżował Rzeczpospolitą za sprawą unii brzeskiej. Ten konflikt trwa do dziś i może jest ważniejszy od pozostałych. O tym pisałem w blogach Czyja władza, tego religia i Czyja religia, tego władza.

Podsumowując, Piekielnik stwierdza, że kwestia likwidacji państwa, zwanego III RP, jest tylko kwestią czasu. Czy zostanie ona wymazana z mapy Europy, czy stanie się inaczej, tego nie sprecyzował. Niemniej mówi, jako pierwszy, tak otwarcie o likwidacji tego państwa. Ja od początku wojny na Ukrainie twierdzę, że ona po to wybuchła, by można było dokonać zmian granic w strefie buforowej. Niemcy odzyskają swoje ziemie wschodnie, czyli „polskie” zachodnie. Rosjanie pewnie „łykną” Ukrainę zadnieprzańską. A co zrobić, by poszkodowani byli zadowoleni, przynajmniej żeby tak to wyglądało dla świata? Połączyć to, co zostanie, w nowe państwo, zgodnie z zasadą: Ein Reich, zwei Völker – jak chce Ukrainiec Budzisz.

I to właśnie po to jest ta cała propaganda wokół Polski, która tak „bardzo” chce pomagać Ukrainie i wmawianie światu, że Polacy tak pomagają Ukraińcom, tak ich kochają, że wszystko im oddają i chcą wysłać swoje wojska na Ukrainę. Później zbiorą to wszystko do kupy i powiedzą światu, że w takim wypadku najlepszym rozwiązaniem będzie stworzenie jednego państwa polsko-ukraińskiego.

Plan

Mamy w Ameryce nowego starego prezydenta, z którym wielu Polaków w kraju i za granicą wiąże nadzieje, przede wszystkim na szybkie zakończenie wojny na Ukrainie. Sam Trump powiedział, że jak zostanie prezydentem, to zakończy wojnę na Ukrainie w godzinę. W swoim ostatnim podkaście geopolitycznym Leszek Sykulski nie pozostawia na Trumpie suchej nitki. Jego krytyka jest bezwzględna i trudno nie zgodzić się z nim.

Sykulski zaakcentował fakt, że kampanię prezydencką Trumpa sfinansowały głównie firmy zbrojeniowe, takie jak m.in. Boeing, Lockheed Martin, GM, Microsoft. Natomiast kampanię Kamali Harris – Google, Microsoft, Apple, Netflix, Amazon, Facebook. A firma Johnson & Johnson wyłożyła pieniądze na oboje kandydatów. To dowodzi, że mieliśmy do czynienia z pewnego rodzaju teatrem. Wielcy gracze podzielili swoje wpływy i obsadzili jedną i drugą stronę.

Donald Trump – twierdzi Sykulski – jest politykiem zdominowanym przez lobby izraelskie i wylicza jego „dokonania” z okresu pierwszej prezydentury:

  • zerwał jednostronne porozumienie nuklearne z Iranem
  • przeniósł siedzibę ambasady amerykańskiej z Tel Awiwu do Jerozolimy
  • za jego kadencji została przyjęta ustawa 447, na mocy której Stany Zjednoczone stały się adwokatem Izraela w sprawie tzw. mienia bezspadkowego

Dalej Sykulski wylicza:

  • Polska jest systemowo podporządkowana Stanom Zjednoczonym, a więc nie ma większego znaczenia czy w Waszyngtonie rządzi polityk X czy Y.
  • Trumpa popierały wszystkie środowiska gospodarcze, które chcą zaostrzenia relacji z Chinami. Donald Trump jest dla nich najlepszym gwarantem utrzymania tego kursu.
  • Trump może naciskać na Rosję i Ukrainę na zamrożenie tego konfliktu.
  • Stany Zjednoczone nie wyślą swoich żołnierzy, aby utrzymywać pokój na Ukrainie, natomiast mogą one naciskać na to, aby pokój na Ukrainie utrzymywali Polacy, Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi.
  • Perspektywa przenoszenia odpowiedzialności za utrzymanie pokoju na Ukrainie na Polskę jest koszmarną wizją. To pokazuje, jak bardzo wasalnym państwem względem Stanów Zjednoczonych jest państwo polskie.

Reasumując, Sykulski mówi, że Donald Trump jest politykiem głęboko związanym z deep state, z lobby proizraelskim; wybór Trumpa to bardzo dobra wiadomość dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, to bardzo dobra wiadomość dla Benjamina Netanjahu, to jest także bardzo dobra wiadomość dla tych wszystkich środowisk żydowskich, które podnoszą kwestię zwrotu tzw. mienia bezspadkowego; Donald Trump będzie prowadził bardzo twardą politykę przeciwko Chinom, a państwa, takie jak Polska, będą wykorzystywane jako pionki na euroazjatyckiej szachownicy przez administrację amerykańską.

x

W The Wall Street Journal, który cytuje Sykulski, ukazał się 6 listopada artykuł Trump obiecał zakończyć wojnę na Ukrainie. Teraz musi zdecydować jak. W nim jest informacja o tym, że doradcy do spraw polityki zagranicznej, zbliżeni do prezydenta-elekta, wysunęli cztery różne wersje planu, który skutecznie zamroziłby linię frontu. Jedna z nich, to ta, w której proponuje się, by to Polacy, Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi, poprzez obecność swoich wojsk zamrozili tę linię frontu. Jakie to były te pozostałe wersje, tego nie wiem, bo tylko początek wspomnianego artykułu jest dostępny bezpłatnie. Podejrzewam jednak, że pozostałe to zwykła ściema, by odwrócić uwagę od tego, co zostanie zaakceptowane i uznane za najlepsze rozwiązanie.

W mojej ocenie jest to bardzo niebezpieczna i najgorsza z możliwych dla Polski wersja wydarzeń. Przede wszystkim dlatego, że w praktyce sprowadzałaby się ona do obecności wojsk polskich na Ukrainie. Inne państwa pewnie obiecają, że wyślą swoje wojska później, a to później będzie takie samo jak w 1939 roku. Czym innym byłoby ich wysłanie do walki z Rosją na tym froncie, a czym innym – wysłanie ich jako wojsk rozjemczych, sił pokojowych czy innych. To zostałoby odebrane przez Ukraińców jako polska okupacja, a to oznaczałoby nawiązanie do „tradycji” I RP z jej niekończącymi się powstaniami na Ukrainie.

Leszek Sykulski nie pozostawił suchej nitki na Trumpie, co nie dziwi, bo on reprezentuje stronnictwo ruskie. PO, to stronnictwo pruskie, a PiS – amerykańskie. To jest tradycja tej strefy buforowej, zwanej przez Sykulskiego zderzakiem strategicznym. Od czasów unii z Litwą mamy taką sytuację, że nie było tu państwa w takim znaczeniu jak na Zachodzie. Nie było silnej władzy centralnej. Zamiast niej byli potężni feudałowie – bojarzy litewscy i rusińscy, którzy udawali polskich magnatów. Oni rywalizowali ze sobą. Czasem zawierali sojusze między sobą, a czasem szukali wsparcia za granicą. I tak powstawały stronnictwa ruskie, pruskie, francuskie, austriackie a nawet – szwedzkie. Tak było w przypadku bojara litewskiego – Sapiehy. To wschodni Słowianie, którzy nigdy nie stworzyli własnego państwa. O Ukraińcach i Białorusinach, to nawet nie warto wspominać. Natomiast Rosjanie mają państwo tylko dzięki temu, że część plemion wschodniosłowiańskich zwróciło się do Waregów – czyli Normanów, bo tak ich nazywano w Rosji – o pomoc, o to, by im zorganizowali państwo. Ci wszystkich wzięli za mordę, zjednoczyli ruskie ziemie i tak powstało Wielkie Księstwo Moskiewskie. To było dzieło Rurykowiczów – Waregów. Natomiast imperium budowali Romanowowie – dynastia, w której dominował pierwiastek niemiecki.

Pozostali wschodni Słowianie, którzy nie weszli w skład Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, znaleźli się w obrębie Wielkiego Księstwa Litewskiego, w którym nie było silnej władzy centralnej, tylko potężni rusińscy i litewscy feudałowie, zwani bojarami. Jeśli nie silna władza centralna, to anarchia. Ciekawe, że w tym samym czasie I Rzesza również była zlepkiem mniejszych czy większych księstw, ale tam anarchii nie było i potężna Rosja, której wojska były w Berlinie w 1762 roku jakoś nie zdecydowała się na jej podbicie. W tym przypadku plan był inny. Strefa buforowa miała powstać tam, gdzie dominowali wschodni Słowianie – kłótliwi w swojej masie, zawistni i skłonni do anarchii. To oni w większości tworzą współczesny naród polski i to tzw. polskie piekiełko. Teren Wielkiego Księstwa Litewskiego i zdominowanej przez nie Korony idealnie nadawał się do stworzenia takiej strefy. I tak też się stało. Nie miało znaczenia, że przez pewien czas nie było tu państwa, bo powstania wybuchały. Jak powstało państwo po I wojnie światowej, to uaktywniono Ukraińców. Po II wojnie światowej zmobilizowano robotników na czele ze słynną Ukrainką – Anną Walentynowicz. Schyłek III RP to masowy napływ Ukraińców, co bardzo źle wróży na przyszłość. Anarchia, warcholstwo, awanturnictwo, zawiść, kompleksy – to cechy Słowian wschodnich, szczególnie Ukraińców. Jeżeli więc dojdzie do wysłania wojsk polskich na Ukrainę w charakterze sił pokojowych, to będzie to klasyczne dolewanie oliwy do ognia, ale Amerykanie, którzy o tym zdecydują, dobrze znają historię tych ziem. Bo tylko ktoś, kto dobrze ją zna – wie, że przez cały okres trwania I RP istniało wspólne państwo polsko-rusińskie, które nazywano Koroną – mógłby wpaść na pomysł wysłania wojska polskiego na Ukrainę. Iście diabelski plan. Czy zostanie zrealizowany? Czas pokaże.

Rzeczpospolita po unii lubelskiej (1569); Korona sięga daleko na wschód, aż za Kijów, a Wielkie Księstwo Litewskie już nie jest takie wielkie; źródło: Wikipedia.

Jeśli ktoś jeszcze nie rozumie, dlaczego rządzący w Warszawie prowadzą taką politykę wobec Ukrainy, jaką prowadzą, to ta mapa powinna im wszystko wyjaśnić. Wschodni Słowianie zdominowali twór zwany Rzeczpospolitą i dominowali również w kolejnych jej klonach, choć już jako Polacy z Kresów. Ich nieznani przełożeni nie muszą się wysilać, by ich przekonać do wykonywania nawet najbardziej nieetycznych i podłych rozkazów. A jednym z nich jest przecież oddanie wszystkiego Ukrainie za darmo, chyba że uznamy, że już mamy wspólne państwo. I tak chyba jest. I w takim wypadku zaciąganie kredytów na zakup broni na wojnę w województwie kijowskim jest jak najbardziej uzasadnione. Że mamy już to wspólne państwo, to świadczy o tym również objęcie opieką socjalną i zdrowotną Ukraińców, pierwszeństwo w przyjmowaniu do pracy, do szkół i na uczelnie, wprowadzanie języka ukraińskiego jako drugiego języka urzędowego itp. Co z tego wyjdzie za jakiś czas? Drugi Bliski Wschód?

Krach finansowy

W dniu 3 listopada Tomasz Piekielnik zamieścił na swoim kanale krótką analizę tego, co dzieje się w światowych finansach i zastanawiał się nad tym, czy ostatnie decyzje Warrena Buffeta nie są oznaką zbliżającego się krachu finansowego. Poniżej wybrane przeze mnie fragmenty jego wypowiedzi.

Warren Buffet zgromadził gotówkę większą niż polskie państwo jest w stanie ściągnąć w podatkach przez dwa lata. Sprzedał duży pakiet akcji firmy Apple, a wcześniej – Bank of America, a jeszcze wcześniej – innych firm. I dziś zgromadził gotówkę ponad 330 miliardów dolarów. Dlatego warto się temu przyjrzeć, bo być może czeka nas kryzys finansowy i nie tylko finansowy.

Dane, które zgromadziłem, pokazują, że albo gospodarkami, czyli państwami rządzą szaleńcy, albo ci ludzie wiedzą, o co chodzi i kreują wydarzenia w świecie finansów, nawet takie jak kryzys czy krach. Warto się tym interesować, bo w mojej ocenie Warren Buffet, to nie tylko guru inwestowania. Nie brak słów, także w świecie finansów, że Warren Buffet, to nie wybitny inwestor, który potrafi – dzięki swoim zmysłom, logice i… no właśnie!, jakimś dodatkowym jeszcze czynnikom – podejmować świetne decyzje inwestycyjne, ale to człowiek, który podejmuje te decyzje dlatego, że kreuje wydarzenia, które towarzyszą tym decyzjom. Wydarzenia, które potem skutkują określonymi wzrostami czy spadkami na rynkach finansowych. Obojętnie, jaka jest prawda, warto śledzić jego ruchy, bo one dowodzą dobitnie, że może się coś wydarzyć na rynkach finansowych. I w mojej opinii tak właśnie się staje.

Jeszcze w 2022 roku Buffet określał Apple jako jednego z „czterech gigantów” Berkshire (sp. Buffeta – przyp. W.L.), odpowiadającego za większość wartości firmy. Zatem, jeśli Warren Buffet mocno wycofuje się z firmy Apple, to uważa, że albo sama firma, albo cały rynek, czyli branża, w której działa Apple, albo cała giełda spadnie i to mocno. Bo jeżeli uważa, że nie warto trzymać swoich kapitałów w akcjach tej firmy – technologicznej czy innych, jak Bank of America, lepiej mieć gotówkę, to znaczy, że z tą gotówką zamierza niebawem coś zrobić i warto to śledzić, bo to powie nam, w jakim kierunku będzie zmieniał się rynek finansowy.

Od wielu kwartałów Warren Buffet sprzedaje akcje spółek, które posiada, po to, żeby je spieniężyć, po to, żeby dysponować gotówką. Warto więc zadać pytanie: co się wydarzy z rynkami finansowymi? Ale warto też zadać sobie pytanie: czy dług publiczny może rosnąć do nieba? A jeżeli nie, to gdzie znajduje się granica możliwości zadłużania się? W Polsce zadłużenie przekroczy w przyszłym roku 60% PKB, a to oznacza, że czeka nas dyscyplina budżetowa, cięcia wydatków. Na ten moment zadłużenie przekroczyło już grubo 1 bilion 800 miliardów złotych. Deficyt w budżecie centralnym przekracza 240 miliardów złotych. Do tego poza skarbem państwa istnieją różnego rodzaju fundusze. Jest ich prawie dwadzieścia. Tam lokowany jest również dług, bo te fundusze mają możliwość emitowania obligacji.

Deficyt w USA w 2024 roku przekroczy 1,8 biliona dolarów. To tyle brakuje w kasie rządu Stanów Zjednoczonych. Nie miejmy złudzeń, bezkrytyczne zadłużanie musi pchnąć władze zza Waszyngtonu, tak nazywam deep state, który w istocie pociąga za sznurki na świecie, nie tylko w kwestii tego, gdzie wybuchnie jakaś wojna, czytaj: gdzie będzie wprowadzona demokracja, ale także, co z finansami światowymi. I tutaj mamy do czynienia z dwoma kierunkami, którymi, moim zdaniem, Ameryka będzie podążać. Po pierwsze, krach i kryzys, ale nie taki, który będzie niespodzianką. Czemu miałby on służyć? Temu, żeby zdewaluować wartość swego długu. Krach i kryzys jest też powodem do różnego rodzaju działań, które na co dzień nie przejdą, na które społeczeństwa w normalnych okolicznościach się nie zgodzą. To po pierwsze. Po drugie – wojny. Wojny to sytuacje, które powodują także reset w dziedzinie finansów. A po ich zakończeniu następuje jakaś odbudowa. I gospodarki, które wezmą udział w tych odbudowach, znacznie zyskają. Zwróćmy uwagę, co się stało w Stanach Zjednoczonych po II wojnie światowej. Po pierwsze amerykańska gospodarka nie została zniszczona działaniami wojennymi, bo tam żadne inwazje nie miały miejsca. Co działo się po tym czasie? Gospodarka amerykańska zaczęła się mocno rozwijać za sprawą kilku okoliczności, ale jedną z nich był fakt, że Ameryka wykreowała swoją walutę światową. Zrezygnowała z pokrycia dolara w złocie, co spowodowało możliwość wykreowania tej waluty w takiej ilości, o jakiej nie byłoby mowy, gdyby dolar miał pokrycie w złocie lub skorelowany był sztywno z jakimś innym dobrem lub kruszcem.

I co się dzieje dzisiaj? Dzisiaj mówi się nam o wprowadzeniu waluty cyfrowej. Co jest potrzebne na świecie, aby się wydarzyło, aby społeczeństwa przyjęły nowe mechanizmy finansowe, nową walutę, obojętnie jak ją nazwiemy, jednak walutę zupełnie inną? To podobnie jak po II wojnie światowej rozpoczęły się działania na dolarze. Co potrzeba, aby na świecie się wydarzyło, abyśmy przyjęli nowe mechanizmy finansowe w ramach tzw. wielkiego resetu? I tu odpowiedź jest jasna – wojna, duża wojna.

x

Piekielnik poruszył tu kilka zagadnień, do których wypada się odnieść. Buffet sprzedał akcje i zgromadził potężną gotówkę. Nawet jeśli sprzedał je w kilku transakcjach, to i tak były to sumy dla nas niewyobrażalne. Jednak Piekielnik nie powiedział, komu on je sprzedał. Kto mógł kupić te akcje? Czy inni prywatni inwestorzy, może nie tak potężni, ale też wielcy, kupiliby akcje, których wyzbywa się największy z nich? Mało to prawdopodobne. Kto zatem dysponuje tak wielkimi pieniędzmi, że w każdej chwili może je wyłożyć? Są to fundusze emerytalne, firmy ubezpieczeniowe i inne tego typu instytucje, które dysponują nieprzerwanym dopływem pieniędzy. Kto na tym tarci? Zwykły człowiek, którego zmuszono do lokowania części swojej składki emerytalnej w takich funduszach. Być może później, gdy akcje tych spółek, które Buffet sprzedał, spadną na tyle nisko, że znowu staną się atrakcyjne, to odkupi je on, bo co zrobi z tą gotówką? A może kupi tanio inne akcje i sprzeda je później, gdy ich cena wzrośnie, jakiemuś funduszowi emerytalnemu czy innemu. Do tego, by przeprowadzać takie operacje potrzebny jest jeden warunek: wszyscy ludzie we wszystkich tych instytucjach muszą ze sobą współpracować i wykonywać polecenia, które otrzymują. To jest możliwe tylko wtedy, gdy należą do tej samej nacji handlowej, bo handel akcjami, to też handel. Celem podstawowym jest tu nie tyle zysk, ile zubożenie pozostałych nacji.

Czy do tego, by wprowadzić walutę cyfrową, potrzebna jest rewolucja w postaci wojny czy krachu finansowego? Przebieg „pandemii” i zachowania większości ludzi podczas niej dowodzą, że – nie. Zresztą waluta cyfrowa już istnieje i ludzie powszechnie z niej korzystają, więc jest to tylko kwestia czasu, gdy zupełnie się do niej przyzwyczają. Gotówka istnieje po to, by nie odcinać ludziom starszym dostępu do pieniędzy, ale też po to, by mógł istnieć czarny rynek i szara strefa, w których również Żydzi działają.

Czy dług publiczny może rosnąc do nieba? – pyta Piekielnik. I twierdzi, że nie może, bo ogranicza ten proceder dyscyplina budżetowa, która nie pozwala na to, by deficyt budżetowy był większy, niż 60% PKB, ale za chwilę dodaje, że rząd lokuje swój dług również w funduszach pozabudżetowych, których jest prawie dwadzieścia. A więc dług może rosnąć do nieba. Dlaczego nie? Jeśli inflacja może…

„Największą hiperinflacją w historii była hiperinflacja na Węgrzech po zakończeniu II wojny światowej, gdzie w 1946 roku największym nominałem był banknot 100 000 000 000 000 000 000 (100 trylionów, gdzie trylion to jedynka z 18 zerami) pengő (przygotowano już do wprowadzenia banknot o nominale miliard bilionów (tryliarda) pengő , tj. jedynki z 21 zerami; zamiast opisu cyfrowego na banknocie znajdowało się oznaczenie „Egymilliárd B.-pengő”), a inflacja wyniosła 41 900 000 000 000 000 (41,9 biliarda) % w skali miesiąca, co oznaczało podwajanie się cen przeciętnie w ciągu każdych 15 godzin. Gdy w sierpniu 1946 roku wprowadzono tam forinta, przyjęto przelicznik 1:400 000 000 000 000 000 000 000 000 000, co oznacza, iż jeden forint otrzymał wartość czterystu tysięcy kwadrylionów (gdzie kwadrylion to jedynka z 24 zerami) pengő.” – Wikipedia. Więcej o hiperinflacji na Węgrzech w blogu Hiperinflacja c.d.

Krach i kryzys jest po to, by zdewaluować wartość swego długu – mówi Piekielnik. I tak było w Republice Weimarskiej po I wojnie światowej. Jak to działa? Więcej o tym w blogu Hiperinflacja. Fragment poniżej.

»Wskutek orzeczenia sądowego o spłacie kredytów z wiosny 1923, stanowiącego, że „marka marce równa” (niem. eine Mark gleich eine Mark), przedwojenne pożyczki zaciągnięte w markach złotych były spłacane w markach papierowych w stosunku 1:1. Wielu rolników i przedsiębiorców mogło szybko spłacić zaciągnięte wcześniej kredyty. Również skarb państwa spłacił długi wojenne w ten sposób – wykupując obligacje wojenne w kwocie 154 miliardów marek, których wartość nabywcza w listopadzie 1923 stanowiła 15,4 fenigów z 1913.

Und hier ist der Hund begraben (I tu jest pies pogrzebany). A więc skorzystali, rolnicy i przedsiębiorcy, tak pisze Wikipedia, poprawna politycznie. Bullock pisze o obszarnikach i przemysłowcach, a to zupełnie co innego. Ale warto było do niej zajrzeć, bo nie mogłem zrozumieć, z jakiego powodu inflacja w postępie arytmetycznym, przekształciła się w inflację w postępie geometrycznym, czyli hiperinflację. Nic takiego się wtedy w Niemczech nie działo, poza tym jednym orzeczeniem sądowym. Właśnie po nim nastąpiła ta zmiana. I skorzystał skarb państwa, jak zwykle bezlitosny i bezduszny wobec swoich obywateli. Okradł tych patriotycznie nastawionych, którzy kupowali obligacje wojenne. Taka była „wdzięczność” rządu niemieckiego. Ale nie łudźmy się – inne rządy nie są lepsze. Z drugiej strony, ci obywatele sami są sobie winni, jeśli wierzą rządowi: „Karl Helfferich ówczesny sekretarz stanu w Urzędzie Skarbu Rzeszy (niem. Reichsschatzamt), popierał politykę zadłużania. Jak sugerował Helfferich w swoim przemówieniu przed Reichstagiem w 1915 r., wykup obligacji wojennych po zwycięskiej wojnie mógł być finansowany z reparacji wojennych uzyskanych przez Niemcy od przegranych.«

Co było pierwsze, kura czy jajko? Czy wojny wywołują kryzysy i krachy finansowe, czy odwrotnie? Wielki kryzys z 1929 roku nie wybuchł po I wojnie światowej przed II wojną światową. Wybuchł dokładnie pośrodku. Jego celem było pozbycie się z amerykańskiego systemu bankowego ludzi nienależących do nacji handlowej.

15 sierpnia 1971 roku prezydent Nixon zawiesił wymienialność dolara na złoto, co oznaczało, że od tego momentu można było drukować go bez ograniczeń. To jednak nie było wynikiem II wojny światowej, bo nastąpiło to 26 lat po jej zakończeniu. To niemal zbiegło się z decymalizacją funta, przeprowadzoną 15 lutego 1971 roku. Od tego momentu funt odpowiadał 100 nowym pensom. Wcześniej było inaczej. Wikipedia tak pisze:

„Wcześniej jeden funt był równy 20 szylingom, zaś jeden szyling (shilling) – 12 pensom (pence). Jeszcze wcześniej 1 pens dzielił się na dwie półpensówki (halfpenny) lub na 4 ćwiartki (farthings).

Funt oznaczany był symbolem “£”, szyling literą “s.”, pens “d.” Obecnie, dla rozróżnienia między “starym” pensem a nowym, stosuje się oznaczenie tego ostatniego “p.”; szyling wyszedł z użycia, a oznaczenie funta symbolem “£” pozostało bez zmian. Przykładowo zapis £2 5s. 3d. lub analogicznie “2/5/3” oznaczał: “2 funty, 5 szylingów, 3 pensy”. Jeżeli podano tylko dwie cyfry, oznaczało to szylingi i pensy, np. “5/3” oznacza to samo, co “5s. 3d.”, czyli 5 szylingów i 3 pensy.

Wartość 5 szylingów (1/4 funta) odpowiadała koronie (crown), zaś pół korony stanowiły dwa szylingi i sześć pensów (2s. 6d.).

Ceny artykułów wysokiej jakości oraz honoraria przedstawicieli wolnych zawodów (lekarzy, adwokatów itp.) liczone były w gwineach. 1 gwinea (guinea, gn.) stanowiła funta i szyling, czyli 1gn. = £1 1s = 21s.”

Być może nam ten system wydaje się idiotyczny, ale w tym „szaleństwie” była metoda. W XIX wieku funt był najmocniejszą walutą świata i nie tracił na wartości. Być może wcześniej też tak było. Co zrobić, gdy towarów i usług przybywa, a pieniędzy – nie. Funt szterling (pound sterling) był bity w standardzie „sterling”, czyli próbie srebra 925 (na 1000), dolar – 900. W Niemczech obowiązywał standard 800. W PRL-u wybito z okazji XXX-lecia PRL monetę „kolekcjonerską” o próbie 625, czyli g… wartą, bo srebro w próbie poniżej 750 traci swoje walory. Tak więc, gdy funt zyskiwał na wartości, co oznaczało, że można było za niego kupić znacznie więcej, niż wcześniej, to trzeba było stworzyć nowe monety o mniejszej wartości tak, by można było kupować tańsze towary. To był system, w którym człowiek pracy nie był oszukiwany, przynajmniej w tym sensie, że pieniądze, które zarobił nie traciły na wartości. O tym pisałem w blogu Pieniądze.

„Żydzi rządzą pieniądzem od bardzo dawna, ale przed nimi byli Fenicjanie i to prawdopodobnie od nich wiele się nauczyli. Wmówili wszystkim, że rozwój może następować, gdy na rynku jest coraz więcej pieniędzy, a kredyt musi być oprocentowany. A dlaczego nie może być rozwoju, gdy ilość pieniądza jest stała? Gdy ilość pieniądza jest stała, a następuje rozwój, czyli pojawia się na rynku więcej dóbr i usług, to pieniądz zyskuje na wartości. Zysk oszczędzającego polegałby nie na dopisaniu mu odsetek, tylko na tym, że po jakimś czasie za te same pieniądze mógłby nabyć więcej dóbr i usług. Ryzyko kredytobiorcy polegałoby na tym, że w momencie spłaty kredytu ta sama nominalnie ilość pieniędzy miałaby znacznie większą moc nabywczą niż w momencie jego zaciągnięcia. Rola banku sprowadzałaby się do pośrednictwa pomiędzy oszczędzającymi, a kredytobiorcami. I mógłby on tylko pożyczyć pieniądze tych, którzy je tam wcześniej zdeponowali. Nie byłoby żadnej giełdy, żadnych funduszy inwestycyjnych i temu podobnych wynalazków. Po co? Pieniądz zyskiwałby na wartości w miarę rozwoju i upływu czasu. Wszystko byłoby odwrotnie niż teraz. A czy w takiej sytuacji możliwe byłyby jakieś wojny i konflikty zbrojne?”

No właśnie! Okres od 1815 do 1914 był praktycznie okresem bez wielkich wojen. Wtedy funt szterling był walutą światowa i najdroższą. Wszystko skończyło się w 1913, gdy powstał Fed.

Czy potrzebny jest kryzys finansowy i krach, by wybuchła wojna? Chyba nie! „Polski” minister spraw zagranicznych robi laskę Amerykanom, by pozwolili mu wciągnąć państwo polskie do wojny na Ukrainie. I pewnie tak się stanie. Wszystko rząd może zrobić, nie pytając swoich obywateli o zgodę. Jednak jedna rzecz jest najtrudniejsza – zmiana granic. I to już się dzieje. Ukrainie już je zmieniono. Wojna na małym skrawku Ukrainy dała też powód do przesiedlenia milionów Ukraińców z terenów nieobjętych wojną do Polski, co w warunkach pokojowych nie byłoby możliwe. Gdy Polska włączy się do wojny na Ukrainie, to będzie to pierwszy krok do zmiany jej granic.

I jeszcze jedno. W czasie wojen nie ma miejsca na kryzysy finansowe, krachy i hiperinflację, bo wtedy prowadzenie ich byłoby niemożliwe. One występują po wojnach i w czasie pokoju.

Czy zatem możliwy jest świat bez wojen, kryzysów finansowych, inflacji i hiperinflacji? Bez nieograniczonego kreowania pieniądza i giełd jest pewnie możliwy, choć całkowite wyeliminowanie wojen wydaje się mało prawdopodobne, czego uczy nas historia, to realne byłoby wyeliminowanie wojen światowych i znaczne ograniczenie lokalnych, czego dowodzi wiek XIX.

Poniatowski

Ostatnie lata istnienia Rzeczypospolitej Iluś Tam Narodów to panowanie Stanisława Augusta Poniatowskiego herbu Ciołek, czyli jednego z tych 47 herbów szlachty polskiej zaadoptowanych przez 47 rodów bojarów litewskich i rusińskich w 1413 roku na mocy unii horodelskiej. I taki to był „Piast”. Wettinowie doprowadzili do tego, że RITN stała się protektoratem Rosji, co oznaczało, że nic bez jej zgody nie mogło się dziać. Sejm praktycznie został zlikwidowany. Jego niektóre funkcje przejęły sejmiki, wojsko zredukowane do minimum, a emisja pieniądza ograniczona, co oznaczało zastój gospodarczy. Wybór króla Norman Davies opisał tak:

„Droga Poniatowskiego istotnie nieźle została przetarta. Pole elekcyjne otoczono rosyjskimi żołnierzami oraz dworakami Czartoryskich. 6 września 1764 r. ci spośród szlachty Rzeczypospolitej, którzy już wcześniej nie opuścili z oburzeniem pola elekcyjnego, jednobrzmiącym okrzykiem ogłosili wybór swego nowego króla. Jak zauważył sam zwycięzca, była to najmniej kłopotliwa elekcja w dziejach Rzeczypospolitej.”

Można więc w tym momencie zadać sobie pytanie: czy tak wybrany król mógł, jak to się mówi, urwać się w pewnym momencie z rosyjskiego łańcucha? Chyba tylko naiwny mógłby w to uwierzyć. A drugie pytanie to: dlaczego część szlachty z oburzeniem opuściła pole elekcyjne? Przecież mogła zostać i głosować przeciw, skoro była taka oburzona. Wygląda więc na to, że i ona była krótko trzymana.

Norman Davies w książce Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK, 1999 pisze m.in. tak:

Rozbiór Polski, którego dokonano w trzech etapach w latach 1772, 1793 i 1795, był wydarzeniem bezprecedensowym w nowożytnych dziejach Europy. Chociaż zwycięskie mocarstwa z zasady pozbawiały pokonanych rywali posiadłości terytorialnych, a także nie sprzeciwiały się podziałowi łupów w Indiach, Ameryce czy Afryce, nie zdarzył się przypadek, aby rozmyślnie i z zimną krwią unicestwiły jedno z historycznych państw Europy. Polskę poddano politycznej wiwisekcji przez okaleczenie, amputację i wreszcie całkowite rozczłonkowanie, jako jedyne usprawiedliwienie podając, że pacjent niezbyt dobrze się czuł. Agonia Rzeczypospolitej zbiegła się w czasie z okresem panowania jej ostatniego króla, Stanisława Augusta Poniatowskiego (1732-98).

Żartownisie z epoki oświecenia ostrzyli swój dowcip na nieszczęściach Rzeczypospolitej. Fryderyk II, król pruski, protestant i jeden z najbardziej wścibskich sąsiadów Polski, pisał chełpliwie” „spożyjemy (…) jedna hostię – Polskę, i jeżeli nie zbawi to naszych dusz, to na pewno będzie z wielką korzyścią dla naszych państw”. Voltaire wymyślił słynny bon mot: „Jeden Polak – to sam urok, dwóch Polaków – awantura, trzech Polaków – o, to już Sprawa Polska”. Ich publiczność chichotała elegancko, wierząc, że Polska w ten czy inny sposób zasłużyła na swój los. Kanclerz rosyjski, Michał Woroncow, powiedział w 1763 r., że Polska jest bezustannie pogrążona w chaosie i że dopóki zachowa swój obecny ustrój, nie będzie zasługiwała na to, aby ją uznać za jedno z mocarstw Europy.

Nie da się oczywiście zaprzeczyć, że przypinana Polsce etykieta „Rzeczypospolitej Anarchii” nie była z gruntu bezzasadna. Przez blisko 50 lat, licząc od Sejmu Niemego 1717 r., politycy byli zupełnie bezsilni w kwestii naprawy wielu z jej poważnych dolegliwości. Państwo wciąż jeszcze było Rzeczpospolitą dwojga narodów, gdzie ścieranie się sprzecznych interesów obu części składowych – Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego – skutecznie utrudniało wszelkie próby reform. Monarchia była nadal monarchią elekcyjną – zabawką w rękach międzynarodowej dyplomacji. Działalność sejmu nadal paraliżowało liberum veto. Konstytucja nadal dopuszczała zawiązywanie konfederacji. Mimo 11 milionów ludności oraz obszaru wynoszącego 730 380 kilometrów kwadratowych – czyli większego niż obszar Francji lub Hiszpanii – wciąż jeszcze brak było centralnego skarbu, a szeregi armii królewskiej praktycznie liczyły nie więcej niż 12 000 ludzi. „Złota wolność”, którą większość szlacheckich obywateli nauczyła się uważać za chlubę swojej Rzeczypospolitej, straciła swe znaczenie w kraju, w którym dziewięć dziesiątych ludności żyło w ubóstwie i niewolo i gdzie z zasady wszystkie sprawy załatwiano obietnicami francuskiego złota lub groźba rosyjskiego przymusu. Przez blisko 50 lat Rzeczpospolitą traktowano jak rosyjski protektorat i rządzono w niej metodami, które w życiu cywilnym uznano by za normalne gangsterstwo. Dopóki rosyjscy gangsterzy dostawali swoją dolę, a polscy naiwniacy i frajerzy przyjmowali ich opiekę, panował spokój. Ale gdy tylko podopieczni próbowali zrzucić sobie z karku niepożądanych opiekunów, nieuchronnie zaczynały się kłopoty.

Trudnych do pojęcia wydarzeń okresu rozbiorów zupełnie nie da się we właściwy sposób zrozumieć, jeśli się sobie nie uprzytomni, że wewnętrzne kłopoty Polski systematycznie podsycali jej potężniejsi sąsiedzi. Rosja już od ponad wieku miesza się w wewnętrzne sprawy państwa. To Piotr I nalegał, aby mianowano go „opiekunem” prawosławnej mniejszości, i on uknuł skuteczną intrygę zmierzającą do osadzenia dynastii Wettinów na polskim tronie; on też wreszcie zmusił Sejm Niemy do zatwierdzenia ograniczeń skarbu, wojska i reform – restrykcji, które miały przyczynić do sparaliżowania życia publicznego. Nie tylko Rosja, ale także Szwecja, Prusy, Francja i Austria używały Polski jako pola bitwy, na którym można było tanim kosztem rozwiązywać własne spory. Mówiąc po prostu, słabość Polski znakomicie odpowiadała celom jej sąsiadów. Według ówczesnego frazesu, Polska była „karczmą Europy”. Co więcej, gdy tylko Polacy próbowali podjąć jakiekolwiek kroki w kierunku zaprowadzenia porządku w swoim domu zarówno Rosja, jak i Prusy podejmowały własne kroki, aby upewnić się, że nic się nie zmieni. W r. 1764, gdy sejm konwokacyjny powołał komisję finansową dla wprowadzenia powszechnego systemu ceł na wzór innych państw nowożytnych, Fryderyk pruski zainstalował w Marienwerder (Kwidzynie) komorę celną i baterię dział, z których bombardował i terroryzował polskie statki dla wymuszenia cła, dopóki nie zrezygnowano z wszelkich nowych propozycji. W tym samym roku Rosjanie zorganizowali najnowszą ze swych ekspedycji wojskowych, której zadaniem było dopilnowanie, aby nadchodząca elekcja królewska przebiegła zgodnie z planem. Jeżeli w okresie, który miał teraz nastąpić, Polacy istotnie sami przyczynili się do katastrofy, to raczej dlatego, że desperacko próbowali wyzwolić się z anarchii, niż dlatego, że rzekomo pragnęli się w niej tarzać. Dla wszystkich powinno być jasne, że despoci z Petersburga i Berlina, którzy własnym poddanym odmawiali większości swobód obywatelskich, nigdy nie mogliby stać się prawdziwymi orędownikami jakiejkolwiek prawdziwej „złotej wolności” w Polsce.

x

Chociaż zwycięskie mocarstwa z zasady pozbawiały pokonanych rywali posiadłości terytorialnych, a także nie sprzeciwiały się podziałowi łupów w Indiach, Ameryce czy Afryce, nie zdarzył się przypadek, aby rozmyślnie i z zimną krwią unicestwiły jedno z historycznych państw Europy.

Czy rzeczywiście było to jedno z historycznych państw Europy? Rzeczpospolita nie była państwem, a jeśli już, to raczej quasi-państwem. Dalej Davies pisze:

Przez blisko 50 lat, licząc od Sejmu Niemego 1717 r., politycy byli zupełnie bezsilni w kwestii naprawy wielu z jej poważnych dolegliwości. Państwo wciąż jeszcze było Rzeczpospolitą dwojga narodów, gdzie ścieranie się sprzecznych interesów obu części składowych – Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego – skutecznie utrudniało wszelkie próby reform.

Jeśli było to państwo dwóch narodów, to używanie określenia „Rzeczpospolita Anarchii” jest zwyczajnym nadużyciem i zafałszowaniem obrazu historii. Bo jeśli jeden naród zabiega o swoje interesy – choć w tym wypadku należałoby powiedzieć, że to feudałowie czy bojarzy litewscy i rusińscy bronili swoich interesów – to nazywanie tego anarchią jest lekką przesadą. I jak w ogóle cokolwiek naprawiać, jeśli były to różne państwa? Postanowienia unii lubelskiej według Wikipedii to m.in.:

  • wspólny władca i wspólny sejm
  • wspólna polityka obronna i zagraniczna
  • odrębne urzędy centralne, tytuły i dostojeństwa z zakresem kompetencji identycznym w obu krajach
  • jednakowa moneta bita osobno w każdym państwie
  • odrębne wojsko polskie i litewskie
  • odrębne języki urzędowe (na Litwie język ruski)
  • zachowano w mocy wszystkie dotychczasowe prawa i przywileje obowiązujące w obu państwach, jak również odrębne sądownictwo i prawo sądowe

Mamy więc tu do czynienia z dwoma państwami, choć używanie tego terminu w stosunku do Litwy jest pewnym nadużyciem, bo WKL było raczej luźnym związkiem księstw, w którym nie było typowej dla państw silnej władzy centralnej i sprawnej administracji. Takim państwem było Królestwo Polskie nazywane również Koroną. I to właśnie ono było tym historycznym państwem, które zostało zlikwidowane przez Jagiellonów w trakcie ich rządów w okresie unii personalnej w latach 1385-1569.

Monarchia była nadal monarchią elekcyjną – zabawką w rękach międzynarodowej dyplomacji. Działalność sejmu nadal paraliżowało liberum veto. Konstytucja nadal dopuszczała zawiązywanie konfederacji.

Nie wiadomo kto stworzył ustrój Rzeczypospolitej. Wiadomo tylko, że na mocy dwóch statutów z 1530 i 1538 roku Zygmunt Stary zatwierdził, że wybór króla po śmierci jego syna, Zygmunta Augusta, miał się odbywać na zasadzie wolnej elekcji. Powstał więc ustrój, który całkowicie sparaliżował działanie obu państw w ramach jednej unii. To oczywiście znakomicie ułatwiło ingerowanie obcych mocarstw w sprawy tworu zwanego Rzeczpospolitą, ale też ułatwiało potężnym bojarom rusińskim i litewskim prowadzenie własnej polityki i układanie się z obcymi mocarstwami, czego wynikiem były stronnictwa ruskie, pruskie i francuskie, a wcześniej również szwedzkie.

„W czasie wojny domowej na Litwie (zwanej też wojną sapieżyńską) w 1700 Kazimierz Jan Sapieha stanął na czele rodu Sapiehów w ich walce o utrzymanie uprzywilejowanej pozycji w Wielkim Księstwie. 18 listopada 1700 został pokonany w bitwie pod Olkienikami przez szlachtę litewską, dowodzoną przez Michała Serwacego Wiśniowieckiego. W styczniu 1702 roku podpisał akt pacyfikacji Wielkiego Księstwa Litewskiego. W 1705 roku potwierdził pacta conventa Stanisława Leszczyńskiego. W 1708 roku oddał buławę swojemu bratankowi Janowi Sapieże. W czasie wojny północnej wraz z całym swoim rodem należał do stronnictwa proszwedzkiego.

Według niechętnej Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu opinii niektórych współczesnych jego ojciec Stanisław miał być w rzeczywistości nieślubnym synem hetmana wielkiego litewskiego Kazimierza Jana Sapiehy i pewnej Żydówki, a adoptował go Franciszek Poniatowski, żonaty z Heleną Niewiarowską (Jerzy Łojek Dzieje zdrajcy. Stanisław Szczęsny Potocki Wydawnictwo Śląsk, Katowice, 1988). Trzeba pamiętać jednak, że pomówienia tego typu należały do kanonu publicystki politycznej okresu staropolskiego i nie należy przywiązywać do nich zbyt dużej wagi.” – Wikipedia.

To Piotr I nalegał, aby mianowano go „opiekunem” prawosławnej mniejszości, i on uknuł skuteczną intrygę zmierzającą do osadzenia dynastii Wettinów na polskim tronie; on też wreszcie zmusił Sejm Niemy do zatwierdzenia ograniczeń skarbu, wojska i reform – restrykcji, które miały przyczynić do sparaliżowania życia publicznego.

No właśnie! Unia spowodowała, że w granicach Rzeczypospolitej więcej było prawosławnych niż katolików, a zgodnie z zasadą, że czyja religia, tego władza, to władza Rosji nad znacznym obszarem tego quasi-państwa stała się faktem. I na kogo on tak nalegał? Znowu ta forma bezosobowa, czyli to jacyś jego nieznani przełożeni wyznaczyli go na opiekuna tej ludności. I to pewnie oni wymusili takie, a nie inne zachowanie Sejmu Niemego.

Nie tylko Rosja, ale także Szwecja, Prusy, Francja i Austria używały Polski jako pola bitwy, na którym można było tanim kosztem rozwiązywać własne spory. Mówiąc po prostu, słabość Polski znakomicie odpowiadała celom jej sąsiadów.

Jakie to były własne spory, które te państwa rozwiązywały na terytorium Rzeczypospolitej? O tym Davies nie wspomina, ale w dalszej części pisze tak (wytłuszczenia W.L.):

Polityka ekspansji Rosji wobec Europy Wschodniej – a zwłaszcza wobec Polski, realizowana była w dwóch formach. Z jednej strony, ugrupowanie militarystyczne otwarcie opowiadało się za bezpośrednimi aneksjami. Wyznawcy tej polityki uważali, że interesom Rosji najlepiej służy zajmowanie przy każdej nadarzającej się okazji terytorium należącego do jej sąsiadów. Prezes admiralicji i prezydent Kolegium Wojennego Zachar Czernyszew jasno wyraził ten pogląd, gdy – podczas posiedzenia rady zwołanej przez nową carycę Katarzynę dla omówienia problemów, jakie wyłoniły się w związku ze śmiercią króla Polski – zaproponował inwazję na polskie Inflanty oraz na tereny województw połockiego, witebskiego i mścisławskiego. Miał niewątpliwie poparcie tych, którzy w poprzednich latach – gdy wojska rosyjskie znalazły się w Berlinie – namawiali ówczesną cesarzową Elżbietę do rozbioru zuchwałego królestwa pruskiego. Politycy natomiast wykazywali większą ostrożność. Panin – główny doradca Katarzyny w sprawach zagranicznych – trzymał się starszych i bardziej zakonspirowanych reguł rosyjskiej gry, która polegała na rozbrojeniu rywali obietnicami zapewnienia im ochrony: ofiara nie była łapczywie pożerana, lecz zjadana powoli i spokojnie – kawałek po kawałku. (…) Według planu Panina, Rzeczpospolita miała nadal pełnić funkcję placówki Rosji w Europie – podporządkowanego jej protektoratu, który ciągłymi manipulacjami można było minimalnym kosztem utrzymać w stałej zależności. Na początku Katarzyna bez wątpienia przychylała się do tych zamiarów; jedną z istotnych tendencji politycznych okresu rozbiorów jest stopniowe przechodzenie władczyni Rosji od polityki natychmiastowej konsumpcji do polityki powolnego przeżuwania.

Poglądy Prus były nieco odmienne. W porównaniu z Rosją było to państwo małe, a godna podziwu skuteczność działania nie zawsze chroniła je przed skutkami nienasyconych ambicji. Zajęcie Śląska w r. 1740 zainicjowało dwudziestoletni okres wojen, które omal nie zakończyły się unicestwieniem samego podżegacza. W r. 1762, gdy skarb był pusty, a Berlin okupowany przez wojska rosyjskie, Prusy uratowała tylko nagła śmierć cesarzowej Elżbiety, po której w samą porę tron objął Piotr III – gorący zwolennik Fryderyka. Prusy były w gruncie rzeczy beztroskim międzynarodowym pasożytem. Trzykrotnie w latach 1656, 1720 i 1733 – uczestniczyły w nieudanych planach rozbioru Rzeczypospolitej. W r. 1752, w swoim Testamencie politycznym, Fryderyk przyrównał polskiego sąsiada do „karczocha gotowego do zjedzenia, listek po listku”. „Królestwo w Prusach” nie posiadało jeszcze bowiem skonsolidowanej bazy terytorialnej. Posiadłości Hohenzollernów były rozproszone w Europie Północnej w postaci nie powiązanych ze sobą terytorialnie zlepków poszczególnych ziem. Dwie największe części składowe – Brandenburgia i Prusy (Wschodnie) Książęce, wciąż jeszcze przedzielał szeroki pas należących do Polski Prus (Zachodnich) Królewskich, w których Fryderyk widział pierwszy listek swojego karczocha. Po kryzysie z r. 1762 jego polityka nie nabrała żadnych przejawów skruchy, stała się natomiast bardziej ostrożna. Gangsterstwo uprawiane samotnie okazało się zbyt ryzykowne. Teraz Fryderykowi zależało na stworzeniu gangu.

Trzeciemu sąsiadowi Rzeczypospolitej – Austrii – brak było zarówno dynamizmu Prus, jak i naturalnych zasobów Rosji. Wyczerpani wojną siedmioletnią Austriacy dysponowali terenem aż zbyt rozległym, aby zapewnić pole do działania swojej rozlatującej się administracji. Nie mieli żadnych planów ekspansji. Górska granica w Karpatach, oddzielająca Austrię od Polski i w ogóle od północnej Europy, ciągnęła się nieprzerwanie – poza jedną wąską szczeliną Spiszu. Austriacy byli przynajmniej katolikami jak Polacy; wciąż jeszcze pamiętali legendarny rok 1683, kiedy to Sobieski przełamał oblężenie Wiednia. Nienawidzili Prus i bali się Rosji. Wydawało się rzeczą nie do pomyślenia, że mogliby dołączyć do napastników, którzy szykowali atak na Polskę. A jednak to zrobili.

No właśnie! Nie mieli żadnego powodu, a mimo to zrobili to. Davies nie wyjaśnia, dlaczego to zrobili. Wydaje się, że najprostszym wytłumaczeniem jest to, że ktoś ich do tego zmusił. Kto? I po co? By odwrócić uwagę od prawdziwych motywów.

Rok 1767 był rokiem, w którym nadszedł nadir „polskiej anarchii”; wtedy też wyraźnie zaznaczyły się zgubne prowokacje Rosjan. Najpierw zawiązały się dwie zbrojne konfederacje dysydentów – konfederacja protestantów w Toruniu i konfederacja prawosławnych w Słucku. Ocenę stopnia religijnej motywacji obu tych wydarzeń umożliwia fakt, że konfederację w Toruniu zawiązał pewien rosyjski oficer; rozpoczął on swoją działalność od zaaresztowania wszystkich – z zarządem miejskim włącznie – którzy sprzeciwiali się woli cesarzowej. Następnie w Radomiu powstał ruch o charakterze poważniejszym, który stopniowo przerodził się w „konfederację generalną” obejmując cały kraj. Niektórzy spośród członków tej konfederacji – na przykład Radziwiłłowie na Litwie – zmierzali do detronizacji króla. Inni próbowali po prostu udaremnić wysuwany przez niego program reform. Jeszcze inni myśleli, że ratują Kościół. Wszystkimi manipulowano. Przy tej okazji Repninowi nie tylko udawało się reżyserować posunięcia zarówno opozycji, jak i króla; zdołał wręcz namówić Stanisława Augusta, aby przyłączył się do konfederatów. W październiku odkrył karty. Zaaranżowawszy nadzwyczajne posiedzenie sejmu, szybciutko zaaresztował czterech czołowych przywódców opozycji i zakutych w łańcuchy wysłał ich do Kaługi. Po czym mianowani przez Repnina ludzie zawiesili sejm na rzecz specjalnej komisji, która zabrała się do wydania tak zwanych „praw kardynalnych”, mających na celu przedłużenie władzy anarchii. Utwierdzono monopol szlachty na prawa polityczne. Utrzymano liberum veto. Elekcje królewskie miały być „wolne”. Krótko mówiąc, „złota wolność” objawiała się jako oczywiste mydlenie oczu. Jedyną osobą uprawnioną do wprowadzenia zmian była cesarzowa Rosji. Przywrócono system z r. 1717.

Tu już niczego nie trzeba komentować. Davies napisał wprost, czym była ta „polska anarchia”.

W r. 1768 reperkusje brutalności Rosjan wobec Rzeczypospolitej nabrały gwałtownego rozmachu. 29 lutego zebrane w Barze konsorcjum rozczarowanej szlachty zawiązało pod wodzą marszałków Michała Krasińskiego i Józefa Puławskiego nową konfederację, z udziałem członków rodu Potockich, Sapiehów i Krasińskich. Rozpoczęli wojnę, której Rosjanie nie byli w stanie stłumić przez blisko cztery lata. Stworzyli takie ideały i rozbudzili takie wątpliwości wobec podstawowych pryncypiów, jakich nie znano od dziesiątków lat; one to właśnie miały stać się punktem wyjścia dla współczesnego nacjonalizmu polskiego. Jednocześnie zaś sprowokowali gwałtowne skutki uboczne, które całkowicie wymknęły się spod ich kontroli. Na Ukrainie siły konfederatów zaatakowała od tyłu tak zwana koliszczyzna – powstanie chłopów i Kozaków, które krwawo rozprawiło się ze szlachtą, Żydami i duchowieństwem. Powstanie na krótko odwróciło uwagę wojsk rosyjskich i królewskich, które wspólnie wyruszyły przeciwko konfederatom. W Humaniu (Umań) doprowadziło ono do masakry, której rozmiary przeszły do legendy. Około dwudziestu tysięcy ludności katolickiej i żydowskiej zapędzono do kościołów i synagog i z zimna krwią wymordowano.

Stworzyli takie ideały i rozbudzili takie wątpliwości wobec podstawowych pryncypiów, jakich nie znano od dziesiątków lat; one to właśnie miały stać się punktem wyjścia dla współczesnego nacjonalizmu polskiego.

„Celem konfederacji było zniesienie ustaw narzuconych przez Rosję, zwłaszcza zapewniających równouprawnienie innowiercom. Przez niektórych historyków uważana jest za pierwsze polskie powstanie narodowe. Ogólną nazwą konfederacji barskiej określa się 66 lokalnych konfederacji Korony i Litwy. Przedstawiciele tych 66 cząstkowych związków tworzyli zorganizowany pod koniec października 1769 naczelny organ władzy zwany Generalnością.

24 lutego 1768 Rzeczpospolita podpisała z Rosją traktat wieczystej przyjaźni, mocą którego stawała się protektoratem rosyjskim. Katarzyna II gwarantowała nienaruszalność granic i ustroju wewnętrznego tego państwa.26 lutego uchwalono prawa kardynalne, wpisując równouprawnienie innowierców jako nienaruszalne prawo Rzeczypospolitej.” – Wikipedia.

Tym punktem wyjścia dla polskiego nacjonalizmu miał być więc katolicyzm.

Konflikt rysował się bardzo wyraźnie. Głównymi protagonistami byli z jednej strony carowa Rosji, która starała się zachować status quo, z drugiej zaś polscy reformatorzy, którzy domagali się zmian. Carowa mogła liczyć na stałe poparcie ze strony czołowych polskich magnatów, których przywileje zobowiązała się utrzymać, dysydentów religijnych, których oburzenie stale podsycała, polskiej armii, którą dowodzili magnaci, polskiego Kościoła, którego biskupi pozostawali na rosyjskim żołdzie, oraz większości członków polskiego sejmu, w którym roiło się od przekupionych magnatów i rosyjskich agentów. Reformatorzy natomiast mogli liczyć jedynie na okresowe poparcie ze strony niezdecydowanego króla i garstki szlachty, która stanowiła opozycję wobec podstawowej opozycji magnackiej, na sporadyczne zainteresowanie ze strony zagranicznych przeciwników Rosji – Francji, Szwecji czy Turcji – na mniejszość sejmową oraz na rodzące się w całym kraju uczucie patriotyzmu. Siły były więc od samego początku bardzo nierówne. Ugrupowanie rosyjskie nie cieszyło się wprawdzie powszechnym poparciem, ale miało za sobą prawo, liczebną przewagę, zawodową armię oraz jednolitą politykę, którą kierował Petersburg. Reformatorzy mieli niewiele poza własnym rozumem, umiejętnością improwizacji oraz poczuciem moralnej wyższości własnych dążeń i celów.

Skoro reformatorzy mieli niewiele, to po co wszczynali powstanie? Może nie mieli rozumu, a może, co bardziej prawdopodobne, również wykonywali polecenia carowej lub swoich nieznanych przełożonych. Konsekwencją konfederacji barskiej był pierwszy rozbiór Rzeczypospolitej w 1772 roku.

(…) W ciągu czterech lat od r. 1788 do 1792 zwolennicy reform w sejmie znieśli wszystkie ograniczenia, które przyczyniały się do zniewolenia Rzeczypospolitej. Czyniąc to, podważali podstawy rosyjskiego protektoratu w Polsce i dokonali przewrotu w systemie, który panował od czasu nieszczęsnego układu z 1717 r. Było oczywiste, że rząd rosyjski oraz polska klientela Rosji będą interweniować przy pierwszej nadarzającej się okazji – tak też się istotnie stało. W ten sposób podjęta przez króla naiwna próba nawiązania autentycznego przymierza z Rosją dała początek Sejmowi Czteroletniemu; Sejm Czteroletni – Konstytucji 3 maja; Konstytucja – konfederacji targowickiej; konfederacja – wojnie rosyjsko-polskiej w r. 1792; wojna – drugiemu rozbiorowi w r. 1793; drugi rozbiór – powstaniu narodowemu Kościuszki w r. 1794; powstanie wreszcie – trzeciemu rozbiorowi i ostatecznej zagładzie państwa. W sytuacji, w której najmniejsze nawet posunięcie mogło sprowokować nieobliczalne konsekwencje, jedyną szansą przetrwania dla Rzeczypospolitej było trwanie w absolutnym bezruchu. Tymczasem, robiąc jeden malutki niewinny krok, król strącił lawinę, której narastający impet wpędził cały kraj w totalną katastrofę.

Trwanie w absolutnym bezruchu nie dostarczyłoby pretekstu do rozbiorów. A więc ci, którzy doprowadzali do tych ruchów, nie byli żadnymi patriotami, tylko takimi samymi cynikami jak pozostali, których nazwano zdrajcami.

Dla każdego, kto nie był pozbawiony poczucia rzeczywistości, było rzeczą jasną, że działalność Sejmu Czteroletniego, zapoczątkowana w październiku 1788 r. łączyła się z poważnym ryzykiem rosyjskiej interwencji. W odróżnieniu od wszystkich swoich poprzedników, sejm ten odmówił rozwiązania się po upływie zwyczajowych sześciu tygodni, przekształcając się w legalną konfederację, zdecydowaną kontynuować rozpoczęte dzieło, dopóki nie zostaną podjęte istotne uchwały prawne. Pod przewodnictwem energicznego marszałka, Stanisława Małachowskiego (1736-1809), wysunął szereg projektów i utworzył liczne komisje w celu odzyskania niepodległości narodowej oraz zapewnienia rozwoju gospodarki. Korzystając z tego, że Rosja zajęta była kryzysem we Francji oraz wojną turecką, zdołał wysunąć żądania idące o wiele dalej, niż to byłoby możliwe w normalnej sytuacji. W grudniu 1789 r. był świadkiem demonstracji zorganizowanej przez przedstawicieli 141 miast, którzy w czarnych strojach przemaszerowali przed nim na znak protestu przeciwko wyłączaniu ich z życia politycznego kraju. W r. 1790 rozpisano nowe wybory i doszedł nowy komplet posłów, aby przyspieszyć przebieg prac. Wreszcie, 3 maja 1791 r., stał się sceną starannie przygotowanego coup d’etat. „Stronnictwo patriotyczne” Kołłątaja, działając w porozumieniu z Małachowskim i za wiedzą króla, wybrało dzień, w którym dwie trzecie posłów było nieobecnych z powodu ferii świątecznych (Wielkanoc przypadała na 24 kwietnia – przyp. W.L.). Przygotowany w tajemnicy projekt ustawy odczytano przed na wpół pustą salą. Głosy protestu w sprawie quorum uciszono. Króla namówiono do złożenia podpisu.

W oczach carskiej biurokracji sejm oczywiście beznadziejnie się skompromitował. Jego kontakty z francuskim Zgromadzeniem Narodowym uznano za dowód istnienia międzynarodowej konspiracji rewolucyjnej. Trzeba więc było go zdławić, razem z wszystkimi jego dokonaniami. Zadaniu temu mieli przewodzić główni polscy najemnicy carycy Katarzyny – Stanisław Szczęsny Potocki, dwóch bezrobotnych hetmanów – Franciszek Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski, oraz bracia Kossakowscy. Oni to właśnie zebrali się zimą w Petersburgu i zsynchronizowawszy własne plany z zamiarami swych rosyjskich mecenasów, 27 kwietnia 1792 r. podpisali akt konfederacji, która miała na celu obalenie polskiego sejmu i polskiej Konstytucji. Dla zachowania form, fakt istnienia aktu ukryli aż do czasu, gdy przedostali się na południowo-wschodnie kresy Polski, do miasteczka Targowica na Ukrainie. Tam też, 14 maja, oficjalnie rozwinęli sztandary; zaledwie cztery dni później przyłączyły się do nich rosyjskie wojska. Nadchodziła próba sił, do której szykowali się Kościuszko i Poniatowski.

x

Wszystko to, co powyżej zostało opisane, było dziełem wielkich feudałów litewskich i rusińskich, z których zrobiono magnatów polskich. Dlaczego Wielkie Księstwo Litewskie, które było luźnym związkiem księstw feudalnych, nie zostało wchłonięte przez Wielkie Księstwo Moskiewskie? Czy postąpiono tak świadomie? Połączono je z małym Królestwem Polskim, wydawałoby się, że wbrew wszelkiej logice. A jednak był w tym jakiś plan. Słowianie wschodni są kłótliwi, wredni, zawistni, skłonni do anarchii. Jeśli nie stało się tak w Rosji, to tylko dlatego, że rządzili nimi Waregowie, czyli dawni Szwedzi. Dzieje unii polsko-litewskiej, to tak naprawdę dzieje podmiany narodów. Naród polski zastąpiono Słowianami wschodnimi. Zaczęło się od unii horodelskiej w 1413 roku, później, po 1569 roku, wkroczyli do akcji Jezuici, którzy przeciągali prawosławnych na katolicyzm. Wojna za Szwecją zniszczyła Koronę, czyli ludność rdzennie polską i jej dobytek. Całe WKL zajęła Rosja. W praktyce całe terytorium Rzeczypospolitej zostało zajęte przez Szwecję i Rosję, a mimo to oba państwa wycofały się. Z jakichś powodów było jeszcze za wcześnie na rozbiór. Później, za Sasów, Rzeczpospolita staje się protektoratem Rosji. Za Poniatowskiego sytuacja już dojrzewa do rozbiorów. Dlaczego jednak wypadło na Rzeczpospolitą? W 1762 roku wojska rosyjskie stacjonują w Berlinie, a Prusy są słabym rozczłonkowanym państwem. Dlaczego więc Rosja, mająca ponoć zapędy imperialne i sięgająca w tamtym czasie już do Oceanu Spokojnego, nie „połknęła” Prus? Dlaczego prawie tysiącletnia Rzesza, będąca zlepkiem mniejszych czy większych księstw, przez cały czas swego istnienia nie została zaatakowana przez Rosję czy Francję, będącą w XVII wieku najpotężniejszym państwem w Europie? Napoleon też jej krzywdy nie zrobił. Dlaczego uwzięto się na Rzeczpospolitą?

Dlaczego Rosja „podzieliła się” Rzeczpospolitą z Prusami i Austrią w sytuacji, gdy cały ten twór, który trudno nazwać państwem, był jej protektoratem? Skąd taki altruizm? Wydaje się, że odpowiedź przyniosła przyszłość. Wojny napoleońskie skutkują powstaniem Księstwa Warszawskiego, które powstało chyba tylko po to, by po kongresie wiedeńskim Rosja mogła je zająć, oddając Prusom Wielkopolskę, która była wówczas najludniejszą dzielnicą ziem polskich, i Austrii Kraków z przyległościami. W ten sposób na rdzennie polskich ziemiach mogło dojść do intensywnej germanizacji i podobnie intensywnej rusyfikacji w Królestwie Polskim, co skutkowało też wymianą administracji na rosyjską, budową cerkwi i związanym z tym prawosławnym osadnictwem. W tym samym czasie na terenie zaboru rosyjskiego, czyli terenie byłego WKL rozpoczęto intensywną polonizację. Szczególnie wyróżnił tu się bojar Czartoryski, który, w oparciu o Uniwersytet Wileński, stworzył w Wilnie i okolicach szereg polskich szkół. I tak doszło do podmiany narodów. Polaków z ziem polskich zastąpiono wschodniosłowiańskimi „Polakami”. I do tego właśnie były potrzebne rozbiory, by Niemcy i Rosjanie mogli zmarginalizować Polaków z ziem polskich i w efekcie umożliwić dominację „Polaków” ze wschodu. A Austria była im potrzebna jako alibi.

Gdy więc po latach odrodziła się Rzeczpospolita II Iluś Tam Narodów, to nie mogła ona powstać bez Kresów, czyli byłego WKL. Ale jak to zrobić? Tu z pomocą przyszli bolszewicy. Wyruszyli na podbój Europy w sytuacji, gdy biali jeszcze nie zostali pokonani. Doszli do Warszawy, a później zawrócili. Piłsudski, pomimo że miał wolną drogę na Moskwę, zatrzymał się tam, gdzie miał się zatrzymać, by stworzyć pretekst do włączenia tych ziem do nowo tworzonego państwa, no bo przecież na tych ziemiach stworzono nowych „Polaków”. I co? Teraz cała wielowiekowa robota miła pójść na nic. Tak być nie mogło. Po II wojnie światowej sytuacja trochę skomplikowała się i mogło tak się stać, że całe to towarzystwo pozostałoby za Bugiem. Ale od czego były przesiedlenia. Niemców wygnano za Odrę, a na ich miejsce sprowadzono „Polaków”. Minęło parędziesiąt lat i może niektórzy z tych „Polaków” poczuli się Polakami. Trzeba było zatem zwiększyć stężenie procentowe wschodnich Słowian w Rzeczypospolitej III Iluś Tam Narodów. I tak ileś tam milionów Ukraińców przesiedlono do III RP.

Ileż zatem wysiłku kosztowało zarówno „patriotów” jak i „zdrajców”, by doprowadzić do rozbiorów. Dwie trzecie Sejmu było stronnikami Rosji, ale jakoś nie zdążyli na obrady, bo gdyby zdążyli, to musieliby zagłosować przeciw przyjęciu Konstytucji 3 maja, a to oznaczałoby, że nie byłoby Targowicy, a więc i pretekstu do II rozbioru, no i okazałoby się, że „cały misterny plan w pi..”. A na to nie można było pozwolić. Marszałek Sejmu Stanisław Małachowski zarządził obrady pomimo braku quorum i tym samym skazał Rzeczpospolitą na II rozbiór. Ale jest uznawany za wielkiego patriotę.

I po co to wszystko było? Pomiędzy Niemcami a Rosją stworzono strefę permanentnego chaosu, konfliktogenną. To stwarza możliwość wywoływania tu konfliktów niemal na zawołanie. Tylko Słowianie wschodni, których nie trzyma się na smyczy, tak jak w Rosji, dają taką gwarancję. I mamy tego dowód na Ukrainie, ale też i w Polsce, gdzie rząd oddał wszystko Ukrainie i rozbroił się całkowicie na jej rzecz, prawdopodobnie na polecenie Stanów Zjednoczonych. Czyż nie przypomina to sytuacji Rzeczypospolitej za czasów rosyjskiego protektoratu, gdy została ona całkowicie rozbrojona za sprawą Rosji?