Państwo na kółkach

Wydaje się, że sprawy zaczynają się powoli krystalizować i połączenie Polski z Ukrainą jest tylko kwestią czasu. W dniu 28 stycznia na kanale „Bezpieczna Polska” w podkaście zatytułowanym Czas zjednoczyć ugrupowania pozasystemowe/ Kaczmarek i Sykulski od 15:00 Sykulski mówi:

To jest chyba ewenement, że mamy do czynienia z dwoma formacjami politycznymi, których liderzy są obecni od 30-tu lat w polityce. Sięgnijmy pamięcią, nie tylko do początku tego wieku, ale jeszcze do lat 90-tych, kiedy powstało Porozumienie Centrum, Kongres Liberalno-Demokratyczny (KLD) z jednym z liderów – Donaldem Tuskiem. To są ludzie, którzy od 30-tu lat są w polityce. To jest ten układ okrągłostołowy, o którym mówimy. Może mnie widzowie skorygują, ale, na ile ja się interesuję polityką, to nie ma innego przypadku średniej wielkości państwa w Europie, gdzie byłby taki system polityczny. Ale wracam do tego, co powiedziałeś, co jest ważne.

Czy 10 kwietnia 2010 roku to ten kluczowy podział i te dwa obozy, dwie Polski, jak niektórzy mówią? I w tym wszystkim pojawia się rok 2022 luty, 24 lutego dokładnie. I pojawia się problem Ukrainy. Pojawiają się takie głosy jak takiego ośrodka eksperckiego, prywatnej firmy pana doktora Jacka Bartosiaka, firma Strategy&Future, której jednym z analityków jest pan Marek Budzisz, który na przełomie maja i czerwca 2022 roku zaproponował, aby – uwaga! – powołać polsko-ukraińskie wspólne państwo, czyli unię polsko-ukraińską, federację polsko-ukraińską. Co ciekawe, ten sam ośrodek ekspercki, ta sama firma pana Bartosiaka bardzo agresywnie lansuje budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. Dodam tylko, że wielu amerykańskich generałów wypowiada się wprost, że jest CPK projektem ściśle wojskowym.

W dalszej części, od 27:20, Sykulski mówi:

Niewiele osób mówi i podnosi temat AfD – Alternative für Deutschland, czyli Alternatywy dla Niemiec i to, jakie siły idą po władzę w Niemczech. My bardzo często, my – konsumenci treści, my łatwo przyjmujemy pewne informacje podawane przez media, gdzie mamy CDU, CSU, SPD, ale tak naprawdę idzie bardzo potężna siła do władzy w Niemczech, która nazywa się AfD. Siła, nazwijmy to wprost, antypolska. Ja, jako geopolityk, analizowałem teksty polityczne ekspertów AfD. Ci ludzie mówią językiem Karla Haushofera, czyli jednego z ojców niemieckiej geopolityki, dla Niemców wybitnego geopolityka, a dla Polaków – no, nie! Doskonale wiemy, kim był Karl Haushofer, jaką rolę dla Polaków widział. I widział rolę Polaków przede wszystkim jako po prostu podwykonawców gospodarki niemieckiej. Nie widział absolutnie miejsca dla niepodległości państwa polskiego. I dokładnie taką samą narrację przyjmują eksperci AfD.

AfD jest to partia rewizjonistyczna – partia, która chce rewizji granic, rewizji układów poczdamskich. Ja się bardzo dziwię, że znajdują się w ogóle takie siły polityczne w polskim parlamencie, które śmią zapraszać polityków AfD do polskiego sejmu, bo niestety są tacy politycy, którzy przyjmują taki pióropusz patriotyzmu bogoojczyźnianego, katolicko-narodowego i tak dalej. I ci sami ludzie, którzy są takimi hurrapatriotami zapraszają polityków AfD do polskiego sejmu, czyli polakożerców. Ludzi, którzy nie chcą istnienia niepodległego państwa polskiego. I ci sami politycy, jeszcze naście lat temu, byli wielkimi przeciwnikami Rosji. Uważali, że Międzymorze to jest jakaś wielka szansa dla Polski. Wiemy doskonale, że Międzymorze to nic innego, jak zderzak strategiczny USA i Wielkiej Brytanii. I ci sami ludzie zapraszają dziś polityków AfD.

x

A więc Marek Budzisz, Ukrainiec jak sądzę, zaproponował na przełomie maja i czerwca 2022 roku powołanie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego. Ja o takiej możliwości pisałem w blogu „Finis Ucrainae” z dnia 25 lutego 2022 roku. Nie było to z mojej strony nic odkrywczego. Już wspólna organizacja Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 roku i przyznanie Ukrainie meczu finałowego pokazało, że polskie interesy zostały podporządkowane ukraińskim i że Zachód traktuje Polskę jak kraj wschodni, że bliżej nam do Ukrainy niż do Czech czy Węgier. Nie ma się na co obrażać, bo przecież w historii było wspólne państwo polsko-ukrańskie. Powstało ono na krótko przed unią lubelską. Było to jednak państwo, które nie obejmowało tzw. Ziem Odzyskanych. Jeśli więc ktoś dziś mówi o wspólnym państwie polsko-ukraińskim, to prawdopodobnie ma na myśli właśnie takie państwo.

Rzeczpospolita po unii lubelskiej w 1569 roku; źródło: Wikipedia.

Było to wspólne państwo polsko-ukraińskie, które nadal nazywano Koroną. Dlaczego ktoś podjął taką decyzję? Połączenie Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego skutkowało tym, że wielcy feudałowie rusińscy i litewscy zdominowali to nowe państwo. Zanim doszło do unii lubelskiej, na mocy unii w Horodle (1413), 47 rodów szlachty polskiej użyczyło 47 rodom bojarów ruskich i litewskich swych herbów. W praktyce po stronie litewskiej i ruskiej tych rodów było więcej. Tak więc proces unifikacji narodowej stanu szlacheckiego zaczął się znacznie wcześniej. Wspólne państwo polsko-ukraińskie trwało do czasów rozbiorów. Skutki powstania takiego potworka, czyli wspólnego państwa polsko-ukraińskiego w unii z okrojonym o połowę WKL, były tragiczne. Bolesław Prus w swoim szkicu literackim „Ogniem i mieczem” tak pisał:

„Tymczasem w Rzeczpospolitej duch militarny tak upadł, że widzieli to nawet posłowie obcych mocarstw. Dalej – klasa rządząca rozdarła się na trzy wrogie potęgi: wielcy kapitaliści, czyli magnaci, politykowali na własną rękę i stopniowo odsuwali mniejszych kapitalistów, czyli szlachtę, swoją potęgą lub pieniędzmi; dwie te zaś siły razem pracowały nad ograniczeniem władzy królewskiej i – powiedzmy dokładniej – nad obaleniem i zgnojeniem wszelkiej władzy i rządu.

Stosunki były takie, że się Gdańsk naigrywał królowi, który, z drugiej strony, gotując się do wojny z Turcją, nie odbywał narad z senatorami z obawy, ażeby sułtan nie dowiedział się przed czasem o wojnie, naturalnie – za pieniądze!… Dodajmy, że oba stany, rycerski i senatorski, ani chciały słyszeć o zasileniu skarbu albo o powiększeniu armii i że ta garść wojska, jaka była podówczas, cierpiała wszelkiego rodzaju nędzę. Dawne to dzieje, ale trudno o nich myśleć bez bólu. Zbytecznym byłoby dodawać, że w tym kopaniu grobu dla ojczyzny, który już był widoczny za Jana Kazimierza i wcześniej, rej wodzili magnaci. Oni przekupywali szlachtę na sejmach, oni politykowali z obcymi mocarstwami, oni swymi jurgieltnikami obsadzali wszelkie urzędy…”

Prus, podobnie jak wielu innych, dobrze analizuje zjawisko, jakim była Rzeczpospolita, ale, podobnie jak inni, nie wyjaśnia, dlaczego tak było. Przecież ci potężni magnaci nie byli polskimi magnatami tylko rusińskimi i litewskimi. Oni zdominowali to nowe państwo, ale nie czuli żadnego związku z Koroną, czyli Polską. Wojny szwedzkie i postawa Radziwiłła są wystarczającym dowodem na to, by nie nazywać ich Polakami, bo nimi nie byli. Szwedzi zaatakowali Koronę, a Litwin poszedł na układy z królem szwedzkim. Jeśli będziemy udawać, że to było jedno państwo i jeden naród, to nigdy nie dokonamy właściwej analizy.

Powojenne przesiedlenia nie zmieniły stanu etnicznego PRL-u, bo na Ziemie Odzyskane przesiedlano przeważnie mniejszości kresowe. Tak więc obecna, dogorywająca już, III RP jest państwem wielonarodowym. I dlatego tak łatwo przychodzi tym „elitom” frymaczenie interesem Polski, która jest dla nich tak samo obca, jak dla Radziwiłła Korona. Dziwi mnie więc oburzenie Leszka Sykulskiego z tego powodu, że obecne „elity” zapraszają do sejmu jawnie wrogich Polsce polityków niemieckich. To przecież nie pierwszy raz. Sasi na tronie Rzeczypospolitej robili wszystko, by doprowadzić do jej rozbiorów.

Norman Davies w książce Boże igrzysko (1999) pisze:

Okres sześćdziesięciu sześciu lat, które dzielą panowanie Jana Sobieskiego od panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, uważa się często za najbardziej żałosny i upokarzający okres w dziejach Polski. Nieszczęścia, jakie spotkały Polskę (Davies uparcie, jak wielu innych, używa słowa „Polska” zamiast „Rzeczpospolita” – przyp. W.L.) w tym czasie, wyjaśnia się na ogół jej podporządkowaniem obcym interesom zagranicznych władców. Właśnie ten okres miał na myśli Thomas Carlyle, opisując Polskę jako „pięknie fosforyzującą kupę próchna”.

Walące się państwa dynastyczne były zjawiskiem częstym w osiemnastowiecznej Europie i nie istnieje nic, co można przyjąć a priori jako wyjaśnienie faktu, że niektóre z nich – takie jak „Anglia-plus-Walia/Irlandia/Szkocja/Hanower”, prosperowały, podczas gdy inne – takie jak „Polska-plus-Litwa/Kurlandia/Saksonia”, ledwo kuśtykały.

x

Czy aby na pewno nie da się wyjaśnić, dlaczego niektóre państwa prosperowały, a inne były „pięknie fosforyzującą kupą próchna”? No to parę informacji z Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1962-1970):

Monarchia parlamentarna. Wiek XVIII. Głównym aktem ustawodawczym parlamentu, zwołanym po zwycięstwie rewolucji, była ustawa o prawach (Bill of Rights, 1689); ustanowiła ona supremację parlamentu nad władzą monarszą i, wraz z ustawą o następstwie tronu (Act of Settlement, 1701), stworzyła podstawy konstytucyjne nowego ustroju. Ustanowienie pełnej odpowiedzialności ministrów przed parlamentem zmuszało monarchę do ich wyboru spośród większości parlamentarnej, wskutek czego umocni się system dwóch partii, rywalizujących ze sobą o zdobycie większości.

W 1702 wstąpiła na tron Anna, ostatnia ze Stuartów; w 1707 przeprowadziła unię realną Anglii i Szkocji, tworzących odtąd (wraz z włączoną wcześniej Walią) Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii; likwidacji uległa tajna rada i parlament szkocki w Edynburgu, a Szkoci otrzymali przedstawicielstwo w obu izbach parlamentu w Londynie.

By mocniej związać Irlandię z Anglią, zniesiono jej raczej pozorną autonomię przez likwidację irlandzkiego parlamentu w Dublinie; w 1800 roku proklamowano unię z Irlandią i państwo brytyjskie w 1801 przybrało nazwę Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii, a w jego parlamencie znaleźli się również przedstawiciele Irlandii. Na obszarze całego państwa zawieszono swobody obywatelskie, stosowano represje wobec wszelkich przejawów opozycji.

x

Mamy więc Zjednoczone Królestwo o jasno i precyzyjnie zaplanowanym ustroju i system dwupartyjny, w którym zapewne obowiązywała dyscyplina partyjna i nie było miejsca na żadne liberum veto czy inne fanaberie. Nawet jeśli posłowie szkoccy czy irlandzcy, bo nieliczni Walijczycy nie liczyli się, mieliby zdanie odrębne, to pewnie ich obowiązywała dyscyplina partyjna. Jednym słowem program rządzącej partii był programem narodu. W 1831 roku Anglia i Walia to 13,9 mln ludności, Szkocja – 2,3 mln, Irlandia – 7,8 mln. W 1871 roku Anglia i Walia to 22,7 mln. Szkocja – 3,4 mln, Irlandia – 5,4 mln. Zmniejszenie się populacji Irlandii to zapewne efekt klęsk głodowych, które zaaplikowali Irlandczykom Anglicy i emigracji. A więc była to unia, ale unia unią, a rządzić i dominować w sensie politycznym musieli Anglicy. Również pod względem zajmowanego obszaru. Nie dziwi więc, że taka unia miała się dobrze. Przy takiej organizacji Ordnung muss sein.

W przypadku potworka politycznego zwanego Rzeczpospolitą było zupełnie inaczej. Zjednoczone Królestwo Polskie (1320-1385) zajmowało obszar 270.000 km2. Wielkie Księstwo Litewskie w momencie unii lubelskiej zajmowało obszar około dwa razy większy. Później po zdobyczach na wschodzie, w okresie największego zasięgu terytorialnego Rzeczypospolitej, było trzy razy większe niż obszar Zjednoczonego Królestwa Polskiego, czyli Polski. W 1618 roku w Rzeczypospolitej było około 4,5 mln Polaków, 0,75 mln Litwinów i 5 mln Rusinów, których dziś nazywamy Ukraińcami. Jeśli dodamy do tego fakt, że w sensie politycznym i gospodarczym Rzeczpospolita została zdominowana przez feudałów rusińskich i litewskich, to możemy wyciągnąć prosty wniosek, że Rzeczpospolita była państwem, w którym pod każdym względem dominowało byłe WKL i jego „kultura”.

Dlaczego więc to państwo nadal nazywano Polską, a jej ludność Polakami, skoro Polacy stanowili w nim mniejszość? Nawet jeśli „elity” tego państwa ulegały spolszczeniu, to było ono bardzo płytkie i uważam, że tak pozostało do dziś. Nawet jeśli ci ludzie uważają się za Polaków, to w głębi duszy co innego im gra. Ta maniakalna nienawiść do Rosji – to te rusińskie (ukraińskie) geny dają znać o sobie. Jeśli więc Marek Budzisz chce połączenia Polski z Ukrainą, to po co? Przecież z logicznego punktu widzenia nie ma to sensu. I RP nie poradziła sobie z Rosją. Po co powielać stare błędy? Chyba że jest jakiś inny cel. Ale na pewno nie jest to polski i Polaków interes.

Niektóre postanowienia unii lubelskiej:

  • wspólny władca wybierany w wolnej elekcji (czyli burdel, serdel, pierdel),
  • wspólny Sejm walny, obradujący w Warszawie, którego izba poselska składała się z 77 posłów koronnych i 50 litewskich, a w skład Senatu weszło 113 senatorów koronnych i 27 litewskich,
  • wspólna polityka obronna i zagraniczna,
  • zachowano odrębne urzędy centralne,
  • zachowano odrębne wojsko polskie i litewskie,
  • zachowano odrębne języki urzędowe (na Litwie język ruski),
  • egzekucja królewszczyzn i podważanie nadań królewskich nie miały zastosowania na Litwie,
  • zachowano w mocy wszystkie dotychczasowe prawa i przywileje, obowiązujące w obu państwach, jak również odrębne sądownictwo i prawo sądowe.

Wikipedia, bo z niej pochodzą te informacje, nie informuje, że wśród tych posłów i senatorów koronnych byli posłowie i senatorowie rusińscy, bo do Korony włączono całą południową część WKL, czyli Ukrainę. W praktyce więc posłowie z byłego WKL dominowali w sejmie. Jeśli doda się do tego dominację magnatów kresowych, to moje twierdzenie, że Polska skończyła się wraz z unią lubelską jest jak najbardziej uzasadnione. Wspólna polityka obronna i zagraniczna oznaczała, że nie było żadnej polityki obronnej i zagranicznej. Bo jak prowadzić spójną politykę obronną, gdy nie ma jednolitego dowodzenia i jednego wojska? Jagiellonowie porozdawali magnatom królewszczyzny, czyli ziemie należące do króla, czyli, jak byśmy dziś powiedzieli – rządowe, bo one nie były własnością króla. On nimi tylko zarządzał, tak jak to, co państwowe, nie należy do rządu, tylko do państwa. Rządy się zmieniają, a państwo pozostaje. I tak samo było w przypadku królów. Innymi słowy magnaci rozkradli ziemię królewską za zgodą i aprobatą Jagiellonów, czyli wszystko to, co zostawił Kazimierz Wielki, czyli dorobek jego ojca Władysława Łokietka. To dało im przewagę nad szlachtą. Gdy ta się zorientowała, to wszczęła tzw. ruch egzekucyjny, dążący do odebrania magnatom tego, co ukradli. Ponieważ działo się to w Koronie za czasów unii personalnej, nie mogło to dotyczyć Litwy. Odrębne prawo i sądownictwo. Skąd my to znamy? PO ma swoje prawo i swoich sędziów, a PiS też ma swoje prawo i swoich sędziów.

Jeśli więc porównamy obie unie, czyli Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Rzeczpospolitą, to trudno się dziwić, że Anglik nazwał Rzeczpospolitą pięknie fosforyzującą kupą próchna. Problem jednak polega, że to nie Polacy dominowali w tym państwie, tylko Rusini i Litwini. I to oni byli tymi warchołami i debilami z wygolonymi łbami. A dziś ich potomkowie robią to samo. A co tam! To nie ich państwo. Ważne, żeby Ruskim dołożyć. Tacy sami debile, jak tamci. I tak jak tamci, też na usługach obcych.

Dlaczego tak się stało, że unia angielska mogła działać jako dobrze zorganizowana i sprawna instytucja, a unia polsko-litewska – nie? Przecież obie unie tworzyli ci sami ludzie – Żydzi. Zapewne jednym z najważniejszych czynników, jeśli nie najważniejszym, było wyspiarskie położenie Anglii. To zapewniało bezpieczeństwo i stabilizację. I z takiej pozycji można było skłócać narody kontynentalne, nie ponosząc żadnych konsekwencji i jednocześnie budować światowe imperium. Nie przypadkiem też pozostałe protestanckie państwa mają takie położenie: Australia, Nowa Zelandia. Stany Zjednoczone mają niegroźnych sąsiadów i z obu stron są otoczone oceanami. Szwajcaria leży w górzystym, trudno dostępnym terenie. Skandynawia to półwysep, też w miarę bezpieczny. Tam można było stworzyć dobrze zorganizowane, bogate państwa i nie zagrożone atakiem sąsiadów. Reszta już nie miała być tak stabilna i bogata.

W przypadku Europy środkowej było inaczej. Typowy obszar przejściowy pomiędzy Niemcami a Rosją. Wprawdzie w tamtym czasie Rosja nie była jeszcze potęgą, ale Żydzi wiedzieli, że będzie, bo to oni byli tymi „konkwistadorami”, którzy penetrowali i kolonizowali Syberię. Takie położenie idealnie nadawało się na stworzenie strefy konfliktogennej. Nie mogło więc tu powstać w miarę silne i stabilne większe państwo. Zatem gdy pojawiło się Zjednoczone Królestwo Polskie, to powstało zagrożenie, że może ono za jakiś czas upomnieć się o swoje ziemie utracone, czyli Śląsk i Pomorze. Unia personalna z WKL i wybór Jagiellona na króla Polski przesunął Polskę z Europy zachodniej do wschodniej. Unia realna doprowadziła do powstania nowego państwa – Rzeczypospolitej, która cały swój wysiłek skierowała na wojny z Moskwą i Turcją. W ten sposób wschodnia granica I Rzeszy została zabezpieczona i niezmienna do czasów rozbiorów.

Powstanie styczniowe

22 stycznia minęła kolejna rocznica wybuchu powstania styczniowego. Z tej okazji na kanale „Myśl Polska” pojawił się program poświęcony temu powstaniu. Komentujący Jan Engelgard, Przemysław Piasta i Adam Śmiech skupili się na trzech tematach:

  • miejsce powstania styczniowego w polityce historycznej III RP
  • główne postacie: Romuald Traugutt i Aleksander Wielopolski
  • powstanie styczniowe w literaturze polskiej

Najciekawszym tematem było miejsce powstania styczniowego w polityce historycznej III RP. Poniższe cytaty nie są dosłowne i są skrótami ich komentarzy. Jan Engelgard powiedział:

Jakie miejsce zajmuje powstanie styczniowe w tzw. polityce historycznej III RP? Bo ja stawiam taką tezę, że obok powstania warszawskiego, powstanie styczniowe jest kluczowym elementem tej polityki historycznej. No bo powstanie warszawskie, wiemy oczywiście z jakich powodów. Ale z jakich powodów powstanie styczniowe jest tak forowane w takiej narracji medialnej? Dlaczego powstanie styczniowe jest uznane przez władze III RP za tak ważne jako pewna forma edukacji patriotycznej?

Przemysław Piasta: Powstanie styczniowe, obok powstania warszawskiego, stało się filarem polskiej edukacji historycznej, uprawianej przez ten poprzedni już rząd. Dlaczego powstanie styczniowe? Dlatego, że w Polsce mamy uporczywy kult straceńczych powstań, uporczywy kult klęsk. I nie jest to nic nowego. Powstały dwie szkoły historyczne. Jedna z nich zaczęła powstanie krytykować, jako powstanie, które wybuchło bez sensu: nie było przygotowane i nie miało politycznych celów. Druga szkoła to taka, która racjonalizowała wybuch powstania, która wskazywała na to, że to powstanie było słuszne, że wprawdzie było klęską, ale ukonstytuowało naszą świadomość narodową. Gdyby nie poświęcenie powstańców, to nie byłoby wolnej Polski. Zupełnie irracjonalny argument, ale argument powtarzany tak często, że po prostu część ludzi wierzy w niego, już z samego faktu osłuchania się. Poza tym niemiło przyznawać się do klęsk, lepiej je racjonalizować, lepiej ubierać je w szaty zwycięstwa i udawać, ze te klęski miały inny wymiar, niż właśnie tylko i wyłącznie wymiar tragiczny.

J. E. W połowie XIX wieku szkoła racjonalizująca była w defensywie. Ona się odrodziła dopiero na początku XX wieku. Natomiast dominowała druzgocąca krytyka. I tak się narodziła szkoła krakowska, która ma olbrzymi dorobek w dziedzinie dyskredytowania powstań. Powstanie to było podstawą do sformułowania programów politycznych. Piłsudczycy uznali się za spadkobierców tej tradycji, właśnie powstania styczniowego, a endecja odwrotnie – właśnie uznała, że należy zakwestionować tę tradycję powstańczo-romantyczną i stworzyć coś innego. Czy kolega Śmiech zgadza się z tym, że obok powstania warszawskiego, to właśnie powstanie styczniowe jest dla dzisiejszych kreatorów polityki historycznej bardzo ważne i kluczowe.

A. Ś. Oczywiście, że tak. Wynika to z bardzo ważnego faktu, który należy podkreślić. Dwie rzeczy chciałbym podkreślić. Pierwsza to jest kwestia rosyjska. Powstanie warszawskie miało wyłącznie ostrze antyrosyjskie. Ta kwestia walki z Niemcami, to jakieś tło. Natomiast podkreśla się, że to było przeciwko Stalinowi. No i powstanie styczniowe jest w tym aspekcie bardzo istotne również, mianowicie walki z Rosją. Walka z Rosją jako świadectwo polskości, świadectwo patriotyzmu, spełnienia obowiązku wobec ojczyzny i narodu. Kwestia rosyjska jest bardzo istotna. Znakomicie ją podsumował Jędrzej Giertych w książce „Kulisy powstania styczniowego”. I ja tu zacytuję, bo to jest podstawowa sprawa: Zadaniem Polaków jest zwalczać Rosję. Sprawa polska jest funkcją sprawy rosyjskiej. Polityka polska o tyle ma sens i rację, o ile szkodzi Rosji, o ile podważa jej potęgę i kładzie tamę jej ekspansji. Gdyby Rosji nie było, Polska właściwie nie miałaby racji istnienia, bo najświętszą sprawą w oczach uczestników tańca chochoła tylko walka narodu naszego z Rosją. I to przede wszystkim walka metodą powstańczą.

To jest jeden aspekt, a drugi aspekt – który chcę podkreślić, to w istocie panowanie nad umysłami polskimi i konsekwencje tego panowania w postaci wywoływania powstań i tragedii, które dotyczą całego narodu – to swego rodzaju pajdokracja. Oczywiście to są rządy dzieci. Tutaj nie mówimy o dzieciach w sensie dosłownym, o nieletnich, aczkolwiek pewne elementy tego występują, w tragiczny sposób, w powstaniu warszawskim. Słynny pomnik Małego Powstańca itd. Natomiast pajdokracja dlatego, że główne skrzypce w powstaniu grali ludzie młodzi w okolicy 20-tego roku życia. I tutaj tę pierwszą refleksję chcę zakończyć zwróceniem uwagi na to przez Dmowskiego. Napisał tak: Wybuchały powstania wbrew woli ogromnej większości społeczeństwa, narzucane nam przez garść przeważnie młodzieży. Przynosiły korzyść naszym kosztem interesom nie naszym. Wyrobiły one nam w świecie reputację narodu, dla którego nic zrobić nie można, bo on sam dla siebie zrobić nic nie umie. Rejestrowano nas jako bezmózgą hołotę polityczną, którą w razie potrzeby można wyzyskać, nie tylko dla obcych, ale nawet dla wrogich Polsce interesów.

I to jest druga sprawa, którą chcę podkreślić, ponieważ czoło tej młodzieży na szczycie wszelkiego rodzaju spisków – wprowadzane przez ludzi myślących kategoriami ludzi bardzo młodych, niedoświadczonych, nie posiadających doświadczenia życiowego – doprowadziło do tego, że tak nas postrzegano i w ten sposób Polska jest traktowana do dzisiaj. Jeżeli dzisiaj rozmawiamy o teraźniejszości, to te wszystkie podpuszczenia, jakie mają miejsce w związku z wojną na Ukrainie, to jest dokładnie takie traktowanie nas, jako bezmózgiej hołoty.

Przemysław Piasta nie zgodził się z tym, że metodyka wywołania powstania styczniowego i warszawskiego była podobna. Stwierdził, że dostrzega tu różnicę, ponieważ powstanie styczniowe, to typowe powstanie pajdokratyczne, kiedy młodzi, raczkujący jeszcze w polityce liderzy, próbują narzucić, skutecznie niestety, swój niewydarzony pomysł całemu społeczeństwu i dokonują tego metodą faktów dokonanych. Natomiast powstanie warszawskie to świadoma decyzja wysokich oficerów. Decyzja podyktowana albo ich wybujałym egoizmem i złym oglądem rzeczywistości, albo zwykłą zdradą. To niestety nie zostało rozstrzygnięte, ponieważ na tymi ludźmi nie odbył się uczciwy sąd, ale tu metodyka jest inna. Powstanie warszawskie zostało z całą premedytacją wykonane, a powstanie styczniowe zostało poniekąd narzucone narodowi wbrew jego woli. Ja przypuszczam, że na początku zanosiło się na krótką ruchawkę, która miała szybko zostać zniesiona. Margrabia Wielopolski miał powiedzieć: wrzód pękł.

W posumowaniu Jan Engelgard mówi: Kto wygrał w tym powstaniu? Jest jeden człowiek, który wygrał – Otto von Bismarck i Prusy. To były zwycięstwa powstania. Natomiast, czy w perspektywie, gdy nam się wmawia, że Polski by nie było, gdyby nie powstanie. Otóż Polska powstała mimo powstania. Tak potem twierdził Dmowski i inni zwolennicy tej teorii, że jeszcze kilka takich powstań i w ogóle może by Polski nie było.

x

W kwestii powstania styczniowego w literaturze polskiej komentujący wymienili: Żeromskiego: Wierną rzekę, Rozdziobią nas kruki wrony; Prusa Lalkę, Orzeszkowej: Gloria victis, Nad Niemnem; Dąbrowskiej Noce i dnie; Rembeka Balladę o wzgardliwym wisielcu. Nie wymienili natomiast książki najważniejszej, bez której zrozumienie, czym było powstanie styczniowe, nie jest możliwe. To oczywiście powieść Żyd J.I. Kraszewskiego. Jeśli „Myśl polska” pomija tę książkę, to może ta „Myśl Polska” nie jest polska?

Co takiego napisał Kraszewski? Pisał, jak rozumowali żydowscy bankierzy, których poznał bliżej jako redaktor kronenbergowskiej „Gazety Codziennej”, mieszkając kilka lat w Warszawie:

„W powietrzu czuć proch, ale dla nas to nic złego. Naturalnie, ofiary będą, ale trzeba się będzie wyślizgiwać, aby nas koła tej wielkiej machiny, druzgocącej wszystko, nie pochwyciły. Ostatecznie jednak dla nas wygrana, ktokolwiek z nich wygra. Albo jeden, albo drugi da nam po skończonej awanturze równouprawnienie. Choćby potrzeba było z naszej strony jakichś ofiar pieniężnych, my się zawsze najmniej zrujnujemy, ocalejemy majątkowo, bo nasze kapitały ukryte dobrze, są mniej dostępne od mienia szlacheckiego, od ziemi, widocznej dla każdego. Byliśmy długo w pogardzie i poniewierce; korzystajmy z dobrej okazji. Zamiast bawić się w patriotyzm, asymilację itp. mrzonki, myślmy przede wszystkim o sobie. Chłop polski nie lubi nas, wiemy o tym, ale chłop jest głupi – nie boimy się go. O szlachtę nam głównie idzie. Wmiesza się ona przez sam punkt honoru w awanturę, pójdzie do lasu, na krwawe pola, za co ją rząd ukarze, zniszczy, wytępi, wydusi, wywłaszczy, a wówczas dla nas droga otwarta.

W każdym narodzie musi się wyrobić ponad masy jakaś inteligencja i rodzaj arystokracji. My jesteśmy materiałem gotowym, my zawładniemy krajem, a panujemy już przez giełdy i przez wielką część prasy nad połową Europy. Ale naszym właściwym królestwem, naszą stolicą, naszym Jeruzalem będzie Polska. My będziemy jej arystokracją, my tu rządzić będziemy. Kraj ten należy do nas, jest nasz.”

Po tym fragmencie chyba już nikt nie będzie miał wątpliwości, dlaczego Żydzi z „Myśli Polskiej” nawet nie zająknęli się o Kraszewskim i jego powieści. Często też cytują Dmowskiego, ale nigdy nie słyszałem, by wspomnieli o jego eseju „Przewrót popowstaniowy”. W mojej ocenie jest to jego najlepsze dzieło.

Całość tego eseju zacytowałem w blogu „Przewrót popowstaniowy”. Tu tylko fragment korespondujący z powyższym cytatem:

„Znacznie głębsze rozbicie inteligencji polskiej wynikło z tłumnego wtargnięcia w jej szeregi Żydów. Przeprowadzona w przeddzień powstania reforma Wielopolskiego zniosła prawne przegrody między nimi a społeczeństwem polskim. Rzucili się wtedy do szkół średnich i uniwersytetów. Wytworzyli liczną inteligencję, biorącą udział w życiu polskim, wnoszącą w nie swoje tendencje, narzucającą mu swe upodobania i swe nienawiści, a w wypadkach nawet, w których usiłowali być jak najwięcej Polakami, nie mogącą się pozbyć swej odrębnej psychiki, swych instynktów. Ta inteligencja, w miarę, jak liczba jej rosła, stawała się coraz słabiej polska, a coraz mocniej żydowską. Wiele idei i wiele dążeń w tym kraju miałoby inne losy, gdyby nie rola Żydów i ich wpływ na umysłowość polską.”

x

Komentujący „Myśli Polskiej” przedstawili powstanie w zadziwiająco jednostronny sposób, próbując obarczyć winą za jego wybuch nieodpowiedzialną młodzież i „polski” charakter narodowy. To, w mojej ocenie, wyjątkowo prymitywne spłycenie tematu.

Natomiast Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) przedstawia to powstanie tak:

Powstanie styczniowe – ostatnie powstanie narodowe przeciw Rosji, rozpoczęte 22 I 1863, zakończone późną jesienią 1864, objęło tereny Królestwa Polskiego, Litwy, Białorusi i części Ukrainy. Klęska poniesiona przez carat w wojnie krymskiej przyspieszyła w Rosji i zaborze rosyjskim kryzys systemu feudalnego, wysuwając – jako kwestię palącą – sprawę likwidacji pańszczyzny oraz uwłaszczenie. Zaostrzająca się walka chłopów o własność ziemi otworzyła patriotom polskim perspektywy porwania ludu do walki przeciw zaborcy.

Zjednoczenie Włoch z pomocą Francji budziło nadzieje na dalsze zwycięstwa sprawy narodowej w Europie. Pierwsze tajne związki studentów i oficerów polskich, powstałe na wyższych uczelniach w Cesarstwie (petersburskie koło oficerskie Z. Sierakowskiego, Związek Trójnicki w Kijowie) przygotowywały powstanie w porozumieniu z rosyjskim ruchem rewolucyjnym. Od 1859 w Warszawie powstawały tajne koła młodzieżowe, kierowane przez N. Jankowskiego, K. Majewskiego, J. Kurzynę. Ziemiaństwo zrzeszone w Towarzystwie Rolniczym, jak również koła burżuazyjnej inteligencji (tzw. millenerzy) trzymały się programu pracy organicznej.

Od czerwca 1860 (pogrzeb generałowej Sowińskiej) młodzież warszawska dla zmobilizowania szerszych grup społecznych urządzała manifestacje uliczne. W lutym 1861 manifestacje te doprowadziły w Warszawie do starcia z wojskiem (pięciu poległych 27 lutego); po tych wypadkach burżuazja i ziemiaństwo włączyły się do ruchu, aby utrzymać go w granicach wyłącznie „moralnej rewolucji”. Władzę objęła Delegacja Miejska, w skład której weszli przedstawiciele warszawskiej finansjery, kupiectwa i duchowieństwa (a więc w praktyce Żydzi przejmowali kontrolę – przyp. W.L.). Ułożono adres do cara z ogólnikowymi żądaniami. Rząd rosyjski zapowiedział niektóre koncesje (utworzenie Rady Stanu, rad miejskich i powiatowych). Dla pozyskania konserwatywnego ziemiaństwa na rzecz ugody mianowano A. Wielopolskiego dyrektorem Komisji Wyznań i Oświecenia Publicznego. Wielopolski nie zdołał jednak pozyskać burżuazji warszawskiej (Żydów – przyp. W.L.) ani opanować sytuacji na wsi; wobec zatargów między chłopami a szlachtą na Podlasiu rozwiązał 4 kwietnia Delegację Miejską, a 6 kwietnia Towarzystwo Rolnicze. Jednakże masakra bezbronnego ludu na placu Zamkowym (8 IV 1861) uniemożliwiła ugodę. Kraj ogarnęło wrzenie. Chłopi niemal powszechnie zaprzestali pracy na pańskim, co zmusiło rząd do wydania (16 maja) zarządzenia zmiany pańszczyzny na okup pieniężny. Jednakże za uwolnienie od pańszczyzny mieli chłopi płacić wysoki okup pieniężny, przekraczający ich możliwości finansowe.

Ruch patriotyczny (obecnie Marsz Niepodległości i inne marsze – przyp. W.L.) przybierał formy manifestacji kościelnych (nabożeństwa, śpiewy) i żałoby narodowej – ogarniając ogół ludności miast i miasteczek. Władze carskie wprowadziły w Królestwie stan wojenny (14 X 1861); wojsko wtargnęło do dwóch warszawskich kościołów, co spowodowało zatarg z duchowieństwem.

W końcu 1861 powstały dwa rywalizujące ze sobą obozy polityczne „białych” i „czerwonych”, zakładające tajne organizacje na terenie kraju. W „czerwonym” Komitecie Miejskim (od maja 1862 Centralnym Komitecie Narodowym) na czoło wysunął się Jarosław Dąbrowski jako naczelnik miasta Warszawy, współpracujący ze spiskującymi oficerami polskimi i rosyjskimi. Sytuacja polityczna w Królestwie Polskim stawała się coraz bardziej napięta, rozszerzała się konspiracja; w Warszawie wykryto spisek wśród rosyjskiej załogi wojskowej. Rząd carski starał się opanować sytuację za pomocą ustępstw liberalnych.

W czerwcu car Aleksander II powołał na namiestnika swego brata, w. ks. Konstantego Mikołajewicza, a Wielopolskiego mianował naczelnikiem rządu cywilnego. Podjęte przez niego reformy (spolszczenie szkół, równouprawnienie Żydów, oczynszowanie chłopów) nie zdołały mu pozyskać „białych”, którzy widząc niepopularność ugody w opinii publicznej zgłaszali pod adresem caratu daleko idące postulaty. Pozostający w ukryciu Centralny Komitet Narodowy ogłosił się jedynie prawowitym, tymczasowym Rządem Narodowym i zawarł formalny sojusz z rosyjską Ziemią i Wolą (zwolennicy rewolucji agrarnej opartej na chłopstwie jako głównej sile rewolucyjnej – przyp. W.L.) dla wspólnej walki a caratem. W celu rozbicia organizacji „czerwonych” zarządzono 14/15 I 1863 z inicjatywy Wielopolskiego brankę. Pod naciskiem kół spiskowych Centralny Komitet Narodowy wyznaczył termin rozpoczęcia powstania na 22 I 1863; walkę zbrojną rozpoczął nocny atak na carskie garnizony; Tymczasem Rząd Narodowy ogłosił Manifest powstańczy i dekrety o uwłaszczeniu chłopów, które otwierały możliwość przekształcenia powstania w wojnę ludową. „Biali” początkowo przeciwdziałali ruchowi zbrojnemu, ale po kilku tygodniach przeszli na jego stronę, by utrzymać nad nim kontrolę, wiążąc losy powstania z interwencją dyplomatyczną mocarstw zachodnich. Zmierzając do opanowania władzy, „biali” przeciwstawili „czerwonemu” dyktatorowi L. Mierosławskiemu własnego dyktatora M. Langiewicza. Po rychłym upadku obu dyktatur władzę zatrzymał tajny Rząd Narodowy.

Tworzone początkowo duże oddziały powstańcze doznawały niepowodzeń. Walka przybrała formę wojny partyzanckiej, toczonej przez dziesiątki niewielkich oddziałów na całym obszarze Królestwa i na przyległych terenach Litwy i Białorusi. Słabo uzbrojone oddziały, zmuszone do koczowania w lasach, staczały potyczki bez żadnego planu wojskowego. Na Ukrainie ruch nie rozwinął się wskutek niechęci chłopów. Powstanie wspomagane było natomiast intensywnie przez społeczeństwo polskie z Galicji i zaboru pruskiego. W ciągu półtora roku stoczono ok. 1200 potyczek, które mimo przejściowych sukcesów, a nawet mimo efektownych zwycięstw, nie mogły wyzwolić ani piędzi terytorium wskutek liczebnej i zbrojnej przewagi nieprzyjaciela.

Rząd Narodowy stał na czele rozgałęzionej w całym kraju organizacji tajnej, dysponował własną administracją, policją, aparatem podatkowym i prasą, a jego rozkazy, sygnowane anonimową pieczątką, spotykały się z ogólnym posłuchem. Od kwietnia do września 1863 ster Rządu pozostawał w rękach „białych”, którzy unikali powoływania pod broń przychylnych w wielu wypadkach powstaniu mas ludowych, oczekując interwencji ze strony mocarstw zachodnich. W maju i wrześniu „czerwoni” zdołali opanować Rząd Narodowy, lecz nie utrzymali się długo u władzy. Latem 1863 M.N. Murawjow metodami brutalnego terroru stłumił powstanie na Litwie; w Warszawie A. Wielopolski otrzymał dymisję, a namiestnikiem został hr. T.F.W. Berg. Faktycznym dyktatorem powstania był od października R. Traugutt; dzięki jego wysiłkom walka zbrojna przetrwała do następnej wiosny. Aresztowany w nocy z 10 na 11 IV 1864, Traugutt zginął 5 VIII 1864 na szubienicy; ostatni naczelnik m. Warszawy, A. Waszkowski, został schwytany w grudniu tego roku, a ostatni dowódca powstańczy ksiądz S. Brzóska – w maju 1865.

Dalszy opór powstańców udaremniła carska reforma uwłaszczeniowa z 2 III 1864, która w praktyce zapewniła chłopom korzyści nadane im przez Rząd powstańczy. Tak więc osiągnięciem powstania styczniowego było przeforsowanie uwłaszczenia na warunkach stosunkowo korzystnych dla chłopa, które musiał uznać rząd carski. Skutki zdwojonych prześladowań w zaborze rosyjskim (całkowita likwidacja autonomii Królestwa, rusyfikacja administracji i szkolnictwa, zsyłki na Syberię, wywłaszczanie uczestników powstania) zostały skompensowane w następnych latach przez szybki wzrost świadomości narodowej w masach, będący pośrednim następstwem powstańczego uwłaszczenia.

Powstanie cieszyło się moralnym poparciem międzynarodowego ruchu robotniczego i postępowej opinii całej Europy, co znalazło swój wyraz w wypowiedziach i odezwach K. Marksa, G. Mazziniego, G. Garibaldiego, A.I. Hercena, M.A. Bakunina, a także w udziale setek ochotników różnych narodowości w polskiej partyzantce (np. Włoch F. Nullo, Francuz F. Rochebrune, Ukrainiec A. Potebnia, Rosjanin A.D. Trusow i inni). Organizowana na Zachodzie pomoc na rzecz powstania stała się też bezpośrednią okazją zawiązania Międzynarodówki Robotniczej.

xxx

Hasło to opracował dla Encyklopedii historyk Stefan Kieniewicz. Są tu zawarte wszelkie informacje, by dokonać obiektywnej oceny tego powstania. Wszystko zaczęło się od tajnych związków studentów i oficerów polskich na wyższych uczelniach w Cesarstwie. Nie było więc ono jakimś oderwanym od rzeczywistości zrywem zbuntowanej młodzieży, tylko fragmentem większej całości, sytuacji politycznej powstałej po wojnie krymskiej. Fakt, że były to tajne związki, skłania do wniosku, że była to żydowska inicjatywa, tak zresztą jak w całej Europie. W polskiej rzeczywistości byli to frankiści, w trzecim czy czwartym pokoleniu, wyrosłym w polskiej atmosferze, od dziecka mówiące po polsku.

Zaczęło się od patriotycznej manifestacji ulicznej w czerwcu 1860 roku. Już wtedy Żydzi wiedzieli, czego chcieli. Później nastąpiła eskalacja tego procesu: dalsze manifestacje, starcia z wojskiem, ofiary. Od początku miał miejsce podział na radykalną młodzież i ugodowe ziemiaństwo. Nie powstał on samorzutnie, ktoś musiał tego dokonać. Dokonali tego ci, którzy mogli przeniknąć do obu środowisk i w obu odgrywać rolę patriotów i w obu ustalać sprzeczne cele. Dla kogoś, kto nie chce tego widzieć, Polacy mogą i wyglądają na jakichś schizofreników, szaleńców.

Efekt był taki, że w końcu 1861 roku powstały dwa obozy polityczne: „biali” i „czerwoni”. Brak jednolitej organizacji o ściśle sprecyzowanych celach politycznych musiał doprowadzić do klęski. Tego podziału nie dokonali jednak jacyś młodzi, niedoświadczeni politycznie ludzie. Nic nie działo się przypadkiem. I jeszcze tych dwóch dyktatorów powstania: Mierosławski (czerwony) i Langiewicz (biały). Funkcjonował też Rząd Narodowy, który stał na czele tajnej organizacji, z własną administracją, policją, aparatem podatkowym i prasą. Czy coś takiego rzeczywiście mogło funkcjonować bez wiedzy i zgody rządu carskiego? I czy można się dziwić, że tylu dało się wciągnąć w to powstanie, skoro istniała taka potężna tajna organizacja? I jeszcze te obiecanki cacanki zachodnich rządów i naiwna wiara niektórych, że Zachód pomoże.

Powstanie styczniowe to było ostateczne rozwiązanie kwestii szlacheckiej. To szlachta była tą klasą społeczną, która miała potencjał ekonomiczny i intelektualny. Chłopi byli niewolnikami przykutymi do ziemi; niepiśmienni, rozpijani i dlatego byli głupi. Nie stanowili żadnego zagrożenia. Można się w tym momencie zastanowić, czy gdyby przetrwało Zjednoczone Królestwo Polskie ze zrównoważonymi stanami, to czy taka operacja byłaby możliwa? Raczej nie, bo zróżnicowane społeczeństwo, podzielone na różne klasy, ma sprzeczne cele i raczej trudno byłoby je, jako całość, sprowokować do powstania. W tym wypadku całe społeczeństwo to szlachta. Poszła ona do powstania, bo kierował nią nie patriotyzm, tylko własny interes, chęć odzyskania państwa, które było jej prywatną własnością. I stąd te żądanie powrotu do stanu z roku 1771. Herb powstańców styczniowych składał się z herbu Korony (Orzeł Biały), herbu Litwy (Pogoń), i herbu Rusi (Michał Archanioł). „Czerwoni” dążyli do rewolucji społecznej, obalenia caratu, a „biali” chcieli odzyskania przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Sprzeczne cele i stąd podział. “Ostatecznie jednak dla nas wygrana, ktokolwiek z nich wygra.” W wykonaniu Żydów był to maysterverk. – Tak brzmi w jidysz niemieckie słowo Meisterstück.

Komentatorzy „Myśli Polskiej” są zgodni, co do tego, że powstania styczniowe i warszawskie są bardzo ważne i kluczowe dla dzisiejszych kreatorów polityki historycznej. Nie wyjaśnili jednak dlaczego? A odpowiedź jest bardzo prosta: Is fecit, cui prodest – ten zrobił, komu to przynosi korzyć. A prościej – zrobił ten, kto na tym skorzystał. Engelgard plecie bzdury, mówiąc, że to Bismarck i Prusy skorzystały na powstaniu styczniowym. To przecież po nim Żydzi stali się polską inteligencją. Powstanie warszawskie to była tylko dogrywka, która przypieczętowała stan żydowskiej dominacji. Skoro oni na tym skorzystali, to znaczy, że to oni te powstania wywołali. I ten stan ich dominacji nadal trwa. I dlatego powstanie styczniowe i warszawskie są im tak bliskie. A mnie zbiera się na wymioty, gdy ktoś mnie próbuje faszerować takim tanim patriotyzmem albo wmawiać mi, tak jak czynią to Żydzi z “Myśli Polskiej”, że w Polsce mamy uporczywy kult straceńczych powstań, uporczywy kult klęsk. No mamy, bo to Żydzi piszą tu historię i kontrolują cały system edukacji i nie tylko to.

Tusk w Kijowie: Nie ma rzeczy ważniejszej niż wsparcie Ukrainy. Czy polskie władze zdobyłyby się kiedykolwiek na taką deklarację? Chyba tylko ktoś niedorozwinięty umysłowo mógłby w to uwierzyć. I dzięki temu, że rządzą tu Żydzi, a większość społeczeństwa nie identyfikuje się z narodem polskim, to może sobie ten Tusk mówić, że polskość to nienormalność, a przecież to tuskość to nienormalność, kaczyńskość zresztą też. Problem polega tylko na tym, że tej Polski nie ma już od unii lubelskiej, a Polacy zostali całkowicie zmarginalizowani.

17 stycznia

Parę dni temu minęła 79 rocznica wyzwolenia Warszawy. Dla środowisk lewicowych, tęskniących za PRL-em, było to wyzwolenie, a dla prawicowych – zmiana okupanta. Tym okupantem miał być Związek Radziecki. Spór, w mojej ocenie, jałowy. Obie strony nie wspominają o najważniejszym fakcie, a mianowicie o tym, że wraz z Armią Czerwoną przybyła na teren nowej Polski kolejna fala żydowskich imigrantów. Czy byłoby to możliwe bez wybuchu powstania warszawskiego i zburzenia Warszawy? Czy gdyby Warszawy nie zburzono, to czy możliwe byłoby takie totalne zmarginalizowanie polskiego społeczeństwa? Na portalu DZIEJE.PL w artykule „Upiorne wyzwolenie” – 17 stycznia 1945 r. rozpoczęła się sowiecka okupacja Warszawy można m.in. przeczytać:

W tym samym czasie po drugiej stronie trwała zagłada miasta. Wyburzanie poprzedzał rabunek. Do połowy stycznia 1945 r. z Warszawy na zachód wywieziono ok. 45 tys. wagonów zapełnionych majątkiem mieszkańców oraz maszynami fabrycznymi i surowcami. Apokalipsę obserwowali nieliczni Polacy zmuszeni do niewolniczej pracy przez Niemców. „Nastąpiła głucha detonacja, w oczach naszych cały gmach jak gdyby podskoczył nieco w górę i znikł w obłokach pyłu wapiennego. Gdy tuman pyłu osiadł, oczom naszym ukazała się olbrzymia piramida pogruchotanych cegieł i całych brył muru na miejscu dawnego MSZ przy ulicy Wierzbowej. Całe to makabryczne widowisko przed naszymi oczami rozegrało się kilkadziesiąt metrów od naszej ciężarówki” – wspominał jeden z polskich świadków zburzenia Pałacu Brühla. Ten sam los spotkał sąsiedni Pałac Saski. Ostatnim zniszczonym budynkiem była Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy przy ul. Koszykowej. 16 stycznia 1945 r. Niemcy podpalili magazyn liczący pół miliona woluminów. Straty dla polskiej kultury byłyby jeszcze większe, gdyby nie ofiarna praca kilkudziesięciu muzealników i bibliotekarzy zabezpieczających zbiory za zgodą pragnących je zagrabić Niemców. Setek zaminowanych obiektów Niemcy nie zdążyli wysadzić przed rozpoczęciem sowieckiej ofensywy.

x

Podstawowe pytanie więc brzmi: po co wybuchło powstanie warszawskie? Argument, że dowództwo Armii Krajowej chciało powitać wkraczającą do Warszawy Armię Czerwoną jako legalny rząd czy gospodarz, wydaje się idiotyczny. Warszawę wyzwalały oddziały 1 Armii WP, 47 i 61 Armii 1 Frontu Białoruskiego. Nie znalazłem informacji o liczebności obu tych armii. Natomiast 1 Armia WP liczyła około 70 tys. żołnierzy. Jeśli więc obie armie radzieckie miałyby zbliżoną liczebność, to wojska wyzwalające Warszawę liczyłyby około 200 tys. żołnierzy. Regularne, dobrze uzbrojone i przeszkolone wojsko. I to wojsko miałoby się przestraszyć kilku tysięcy powstańców, słabo uzbrojonych lub bez broni? Tylko chyba ktoś niedorozwinięty umysłowo mógłby uwierzyć w tę bajkę.

Po co więc wybuchło to powstanie? Najpierw ograbiono mieszkańców Warszawy z ich wszelkiego materialnego i kulturalnego dorobku, a później zburzono miasto. A jeszcze później je odbudowano. Jednak w tej nowej Warszawie zamieszkali inni ludzie. O wiele prościej, jakkolwiek brutalnie to by zabrzmiało, było zburzyć miasto i odbudować je, niż eksmitować jego prawowitych mieszkańców z ich domów i mieszkań, bo przecież trzeba by było podać jakiś powód tej eksmisji. Jak wyrzucić z mieszkań kilkaset tysięcy osób? Zburzenie miasta załatwiało ten problem. Ale o tym nie trzeba głośno mówić.

Adam Doboszyński w swoim artykule Dwa narody z lutego 1945 roku pisał:

„Wszak budowa nowego narodu toczyć ma się w atmosferze wolnej od przygniatającego wpływu autorytetów – rodzimych. Zbędny i krepujący balast kultury, tradycji, kamieni martwych, a tak jeszcze wciąż żywych, odrzuci się również. Zniszczenie Warszawy stanowi poważny sukces na drodze do lubelskiego narodu. Historyczne budynki, wspomnienia i powiązania, ludzie żywi, ich mieszkania i pamiątki, wszystko to ciążyło kłodą u nogi.”

Tak więc przedstawiciele obu spierających się stron nie mają racji i nie „widzą” słonia w składzie porcelany. Związek Radziecki nie był ani wyzwolicielem, ani okupantem. Okupantem był ktoś inny. Stalin wykonywał tylko polecenia swoich nieznanych przełożonych. Niemcy również wykonywali polecenia swoich nieznanych przełożonych. Mieli rozkaz zburzyć Warszawę. I dowództwo powstania również wykonywało polecenia swoich nieznanych przełożonych. Mieli rozkaz wywołać powstanie, by dać Niemcom pretekst do zburzenia miasta. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w dniu 31 lipca 1944 roku odbyła się narada najwyższego ciała Polski Podziemnej, przy udziale Delegata Rządu, Dowódcy Armii Krajowej oraz przedstawicieli czterech rządzących stronnictw i wszyscy – bez wyjątku – opowiedzieli się przeciw powstaniu. Tak było rano, ale po południu odbyła się jeszcze jedna narada i nastąpiła zmiana stanowiska. Wszystko teraz zależało od zgody Delegata Rządu i on ją wyraził. – Londyn orzekł, sprawa skończona.

A w świat poszła informacja, że to Polacy, w swoim szaleństwie, rzucili się z gołymi rękami na regularne wojsko i tym samym doprowadzili do zburzenia miasta. I tak do dziś są postrzegani. A to, co robią obecni rządzący i opozycja, tylko utrwali ten przekaz.

Kabaret

Właśnie leci kabarecik – tak chyba w skrócie można podsumować to, co dzieje się w sejmie. Muszę przyznać, że „polscy” politycy są dobrymi aktorami. Akcja nabiera tempa i wygląda na to, że przed nami ciekawy spektakl. W dniu 18 stycznia ukazał się an Interii artykuł Wariant siłowy też jest w grze. Sejm gotowy na powrót Kamińskiego i Wąsika. Poniżej jego fragment:

Większość rządząca zapewnia, że będzie gotowa na każdy scenariusz, gdy po wyjściu na wolność Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik pojawią się w Sejmie, chcąc dalej sprawować wygaszone mandaty poselskie. Mimo tego, rządzący odczuwają niepokój związany z tym, co może się wówczas wydarzyć. – Obawiam się, że Kaczyński zrobi wszystko, żeby destabilizować pracę Sejmu włącznie z wariantem siłowym – mówi Interii Monika Wielichowska, wicemarszałkini Sejmu.

W gorącym konflikcie o przyszłość Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika jest wszystko: rozgrzane do czerwoności emocje, dualizm prawny, wielkie polityczne interesy, wyroki sądów, zainteresowanie nie tylko polskiej, ale też międzynarodowej opinii publicznej. Największy chaos związany z całą sprawą jednak dopiero przed nami.

Wskutek wszczętej przez prezydenta Andrzeja Dudy procedury ułaskawieniowej kwestią czasu jest, kiedy obaj politycy znów wyjdą na wolność. A gdy wyjdą, zapewne stawią się na pierwszym możliwym posiedzeniu Sejmu, żeby dalej sprawować swoje mandaty poselskie. Zjednoczona Prawica jest zdeterminowana, żeby ich w tym wesprzeć. To oznacza wojnę totalną przy Wiejskiej. Czy rządzący są na nią gotowi?

Marszałek Szymon Hołownia ma mieć przygotowany cały wachlarz środków zaradczych – od tych najbardziej “miękkich” aż po siłowe zaprowadzenie porządku, gdyby opozycja chciała doprowadzić do konfrontacji fizycznej.

x

Można by zadać sobie pytanie: po co oni to robią? Przecież w sprawach zasadniczych, najważniejszych dla obywateli, niczym nie różnią się. Tu panuje pełna zgodność. Tak było w przypadku „pandemii”. PiS łamał podstawowe prawa konstytucyjne obywateli, a Platforma Obywatelska nie protestowała. Podobnie jest w przypadku pomocy dla Ukrainy i sprowadzenia milionów obywateli obcego państwa i uprzywilejowania ich w stosunku do obywateli własnego państwa. Skoro w tych fundamentalnych dla obywateli sprawach nie różnią się, to znaczy, że oni o niczym nie decydują, że ktoś inny nimi kieruje. Ale nie są to ludzie przypadkowi. Ktoś ich starannie dobiera na te stanowiska. Może warto więc przyjrzeć się bliżej „bohaterowi” całej tej hucpy, czyli Mariuszowi Kamińskiemu (1965).

Wikipedia tak m.in. pisze:

W 1981 został skazany na rok pobytu w zakładzie poprawczym za zbezczeszczenie Pomnika Wdzięczności Armii Czerwonej. W maju 1983 został zatrzymany według danych ówczesnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych za wznoszenie „wrogich” okrzyków w trakcie „nielegalnej” manifestacji. Zwolniono go w lipcu tego samego roku. Został następnie relegowany z liceum. Był członkiem Federacji Młodzieży Walczącej, współtworzył redakcję wydawanych przez FMW pism podziemnych „Serwis Informacyjny FMW” oraz „Nasze Wiadomości”. W 1984 rozpoczął studia w Instytucie Historii Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego (ukończył je w 1990, broniąc pracy magisterskiej Terroryzm w powstaniu styczniowym napisanej pod kierunkiem Jerzego Skowronka). Od 1984 należał do niejawnego Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Był członkiem tajnego zarządu NZS na Uniwersytecie Warszawskim. Jako przedstawiciel opozycyjnych organizacji studenckich brał udział w jednym z podzespołów Okrągłego Stołu.

Krótko był działaczem Ruchu Obywatelskiego Akcja Demokratyczna. W 1991 pracował w Departamencie Zagrożeń Wewnętrznych Biura Bezpieczeństwa Narodowego, później zatrudniony w administracji zarządu Regionu Mazowsze „Solidarności”, w Głównym Urzędzie Ceł i w TVP.

Syn Arkadiusza i Teresy. Był żonaty z Anną Kasprzyszak – polską dziennikarką, działaczką opozycyjną, doradcą prezydenta Andrzeja Dudy. Jego syn Kacper jest z wykształcenia prawnikiem, byłym działaczem samorządowym (był radnym PiS w Otwocku), zatrudnionym w Banku Światowym z rekomendacji NBP w latach 2018–2023. Obecną, drugą żoną polityka jest Barbara (skończyła prawo na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, od 2004 jako adwokat w Warszawie). W 2021 została wyznaczona przez Krajową Radę Sądownictwa na stanowisko sędzi w Sądzie Rejonowym w Piasecznie.

Mariusz Kamiński deklarował się jako ateista. Mimo to w 2019, podczas zaprzysiężenia na urząd ministra spraw wewnętrznych i administracji, dodał do słów przysięgi formułę „tak mi dopomóż Bóg”.

x

A więc jako szesnastoletni chłopak zbezcześcił Kamiński Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej. Za coś takiego dostawało się w PRL-u wilczy bilet. Niemożliwe było podjęcie studiów, a o dobrej pracy można było tylko pomarzyć. I jeszcze ten udział w nielegalnej manifestacji, czyli recydywa. I aresztowanie tylko na dwa miesiące, a później przyjęcie na studia. Takie coś nie mogło być udziałem przeciętnego obywatela PRL-u. Musiał więc być Kamiński kimś szczególnym, pod specjalną ochroną. I tak się budowało ten kombatancki etos (ulubione słowo Geremka): prawdziwi patrioci, którzy „walczyli” o wolną Polskę. A jak już wywalczyli, no to należała się nagroda. No bo przecież ci, którzy nie „walczyli” nie mogli zostać nagrodzeni. Ale gdyby tylko spróbowali, to władze PRL-u pokazałyby im, gdzie raki zimują. Niektórzy nieświadomi i naiwni próbowali, ale marnie skończyli. Nie wiedzieli, że ta ścieżka kariery była tylko dla wybranych, czy może raczej dla narodu wybranego. Patriotyzm w tym kraju jest zarezerwowany tylko dla jednej nacji. I żadna konkurencja nie jest tolerowana.

Później był działaczem Ruchu Obywatelskiego Akcja Demokratyczna, czyli ROAD – tak światowo, po angielsku się nazwali, żeby zrobić wrażenie na ówczesnym polskim zaścianku. Ruch ten był w opozycji do Porozumienia Centrum braci Kaczyńskich.

No i na koniec syn, który został zatrudniony w Banku Światowym z rekomendacji NBP. Tu już chyba nie ma wątpliwości, z jakiej nacji wywodzi się Kamiński. Czasem wystarczy poczytać życiorysy w Wikipedii i wszystko staje się jasne.

x

O takim Radku Sikorskim (1963) można przeczytać:

W marcu 1981 w I Liceum Ogólnokształcącym w Bydgoszczy, wówczas noszącym imię Ludwika Waryńskiego, pełnił funkcję przewodniczącego uczniowskiego komitetu strajkowego, będącego odpowiedzią na tzw. wydarzenia bydgoskie.

W czerwcu 1981 wyjechał do Wielkiej Brytanii w celu nauki języka angielskiego. Po pół roku, kiedy w Polsce wprowadzony został stan wojenny, wystąpił o azyl polityczny, który przyznano mu w 1982. W Anglii podjął studia w Pembroke College Uniwersytetu w Oksfordzie. Był członkiem Klubu Bullingdona. Po trzyletnim pobycie na tej uczelni ukończył studia, uzyskując tytuł zawodowy Bachelor of Arts na kierunku PPE (politologia, filozofia, ekonomia). Zgodnie z praktyką uniwersytet ten na wniosek Radosława Sikorskiego wystawił mu także dyplom Master of Arts.

Bullingdon Club (Klub Bullingdonu) – elitarny klub towarzyski działający na Uniwersytecie Oksfordzkim. Klub nie ma stałej siedziby. Zyskał rozgłos ze względu na zamożność swych członków oraz urządzane przez nich huczne biesiady. Członkostwo klubu uzyskać można wyłącznie w drodze zaproszenia przez osobę już będącą jego członkiem; wiąże się ono ze znacznymi kosztami, ze względu na obowiązek zakupu klubowego munduru i partycypacji w kosztach wystawnych biesiad i naprawy wyrządzanych przy tej okazji szkód.

Klub został założony ponad 200 lat temu. Niektóre źródła podają, że powstał w 1780 roku i liczył w momencie powstania trzydziestu członków, natomiast w roku 1875 uważany był za „starą oksfordzką instytucję, z wieloma pięknymi tradycjami”. Początkowo klub stanowił forum dla studentów zainteresowanych łowiectwem i krykietem.

Raport z roku 1876 relacjonował, że wśród zajęć członków klubu „krykiet miał znaczenie drugorzędne wobec obiadów oraz że mężczyźni należeli przede wszystkim do klasy ludzi majętnych”. W relacji „The New York Times” z 1913 roku, „Bullingdon jest koronnym wyrazem elitaryzmu istniejącego na Oksfordzie; jest to klub dla synów szlachty, synów wielkich fortun; członkostwo w nim to wyraz przynależności do „błękitnokrwistych” tego uniwersytetu”. Do klubu należał także hrabia Alfred Potocki, ostatni ordynat na Łańcucie.

Za typowy sposób organizowania spotkań Klubu Bullingdona uważa się zamówienie przez jego członków sali w restauracji pod zmyślonym nazwiskiem – większość restauratorów zna reputację klubu i obawia się możliwości wyrządzenia zniszczeń podczas biesiady. Przebieg spotkań zależy jednak w dużej mierze od bieżącego składu osobowego organizacji, a szkody czynione przez bullingdończyków bywały zarówno wynikiem umyślnych aktów wandalizmu, jak i skutkiem ubocznym intensywnego, wielogodzinnego biesiadowania i związanej z tym konsumpcji.

W ostatnich latach działalność klubu była stosunkowo spokojna i nie wzbudzała aż tak dużych kontrowersji, jak wcześniej. Jednak w roku 2005, po zdemolowaniu podczas obiadu XV-wiecznego pubu w hrabstwie Oxfordshire, czterech członków zostało aresztowanych, co odbiło się szerokim echem w prasie brytyjskiej.

The Bullingdon Club stał się nawet przedmiotem debaty w brytyjskiej Izbie Gmin, jako jeden z przykładów nieobyczajnego zachowania w tamtejszym społeczeństwie, a także jako polityczny przytyk pod adresem prominentnych brytyjskich parlamentarzystów, którzy w przeszłości do niego należeli: premiera Davida Camerona, ministra finansów George’a Osborne’a, a także burmistrza Londynu i premiera Borisa Johnsona.

x

Wikipedia nic nie pisze na temat rodziców Sikorskiego i rodziny, z której pochodzi, co skłania do przypuszczeń, że pochodzi on z narodu wybranego. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że jakiś osiemnastoletni chłopak z komunistycznej Polski wyjeżdża do Anglii, dostaje się na elitarny uniwersytet i zostaje przyjęty do elitarnego klubu. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że wyjeżdżając z Polski w czerwcu 1981 roku wiedział, że zostanie tu wprowadzony stan wojenny. Szybko więc, uprzednio, zaliczył epizod kombatancki i już w Anglii mógł starać się o azyl polityczny, bo przecież nie mógł wrócić do kraju, w którym inny Żyd dławił demokrację, a on przecież o nią walczył.

W Anglii należał do klubu, który urządzał huczne biesiady. Czy to był przypadek, czy może nawiązanie do tradycji? Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisze:

Już od XIII wieku rozwija się we Włoszech prąd humanizmu, nawiązujący ideologicznie do spuścizny świata starożytnego. (…) Ogniskami humanizmu są akademie, czyli związki osób, interesujących się starożytnością. Nie należy ich mieszać z ówczesnymi uniwersytetami, choć i te stopniowo dostawały się pod wpływy humanistów.

Akademie te, zakładane zwykle przez ludzi prywatnych, nie miały oficjalnego charakteru; po prostu wielbiciele starożytności schodzili się na zebrania lub biesiady i rozmawiali częstokroć o rzeczach, o których wówczas nie było wolno mówić publicznie.

I tak słynna akademia platońska we Florencji zajmowała się Platonem i usiłowała poglądy filozofa greckiego stosować do dogmatów chrześcijaństwa. Sekundowały jej inne akademie, jak rzymska lub wenecka. Akademia rzymska nigdy nie odbywała jawnych zebrań, lecz zawsze pod osłoną jakiejś uroczystości czy też biesiady, a inne bardzo liczne akademie włoskie ukrywały się także, by uniknąć odpowiedzialności za wolnomyślne poglądy. W ten sposób organizacje te nabrały charakteru związków tajnych, a członkowie ich posługiwali się pseudonimami łacińskimi lub greckimi.

Żydzi wywierają we Włoszech znaczny wpływ na pojęcie cywilizacji klasycznej. Gemistos Plethon, dusza akademii platońskiej we Florencji (zm. 1450) był uczniem żydowskim. Nauczycielem jego był pewien uczony żyd, Elissaios, od którego zapewne przejął elementy orientalne, że celem jego była instauracja kultury i religii antycznej, a środkiem do tego – filozofia Platona i walka z arystotelizmem i scholastycyzmem. Nic dziwnego, że akademie, walczące z filozofią katolicką, biorąc swe nauki od żydów, musiały kryć się ze swoją działalnością.

x

„Przebieg spotkań zależy jednak w dużej mierze od bieżącego składu osobowego organizacji, a szkody czynione przez bullingdończyków bywały zarówno wynikiem umyślnych aktów wandalizmu, jak i skutkiem ubocznym intensywnego, wielogodzinnego biesiadowania i związanej z tym konsumpcji.”

Skąd my znamy te akty wandalizmu? Znamy to z wycieczek żydowskiej młodzieży do Oświęcimia. Hotele, w których owa młodzież nocowała, wyglądały po ich wyjeździe jak pobojowiska. Wszystko zniszczone, fekalia w pokojach: na podłodze, na ścianach i na łóżkach. Wygląda na to, że mamy tu wspólny mianownik. Czy zatem ten elitarny klub, jak pisze Wikipedia, nie jest żydowskim klubem lub takim, w którym oni dominują? – I taką to edukację odebrał w Anglii obecny minister spraw zagranicznych tego państwa, które jeszcze nazywają Polską.

Chaos prawny

Spór pomiędzy rządzącą koalicją a opozycją ujawnił stan polskiego prawa, które niby miało spełniać standardy europejskie, a okazuje się, że spełnia standardy, ale… wschodnioeuropejskie, a właściwie to ukraińskie. Nie jest to jednak wynikiem tego, że nikt tu nie potrafił stworzyć jasnego i precyzyjnego prawa, tylko dlatego, że tak miało być. Właśnie takie prawo – niejednoznaczne, które można interpretować na wiele sposobów – jest idealnym narzędziem, gdy chce się w danym państwie wprowadzić chaos, pokazać innym, że jest to państwo niepoważne, a może nawet jest jego karykaturą. Na Interii ukazał się w dniu 14 stycznia artykuł Chaos prawny w Polsce. Oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego. Poniżej jego fragment:

Chaos prawny w Polsce. Dwa wyroki w jednej sprawie

Od kilku tygodni w Polsce panuje chaos prawny. Sytuację komplikują obecnie dwie sprawy – jedna z nich dotyczy osadzenia w więzieniach Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, z kolei druga odwołania prokuratora krajowego Dariusza Barskiego.

Politycy spierają się o prawo łaski udzielone wobec polityków PiS przez prezydenta jeszcze w 2015 roku. Głowa państwa oraz Prawo i Sprawiedliwość utrzymują, że decyzja Andrzeja Dudy sprzed dziewięciu lat pozostaje w mocy, a Kamiński i Wąsik zostali zatrzymani nielegalnie. Koalicja rządząca i większość ekspertów w dziedzinie prawa utrzymuje jednak, że akt łaski został wydany, gdy wyrok był jeszcze nieprawomocny.

Gdy 20 grudnia Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik zostali prawomocnie skazani, marszałek Sejmu Szymon Hołownia, po zaczerpnięciu opinii prawnej Kancelarii Sejmu, zdecydował o wygaszeniu mandatów poselskich Kamińskiego i Wąsika.

Na początku stycznia nieuznawana przez unijny wymiar sprawiedliwości Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego uchyliła decyzję Hołowni. To posunięcie budzi jednak wątpliwości wielu prawników i konstytucjonalistów. Kilka dni później w środę 10 stycznia inna Izba Pracy odrzuciła z kolei wniosek odwoławczy Mariusza Kamińskiego, czym potwierdziła stanowisko marszałka Sejmu.

Dariusz Barski odwołany. Adam Bodnar podjął decyzję

Sprawa Dariusza Barskiego rozpoczęła się z kolei w piątek, gdy minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar odwołał go z funkcji prokuratora krajowego. 

Resort podkreślił, że decyzja zapadła po zleceniu zewnętrznych opinii prawnych. Skład trzech ekspertów (prof. Anna Rakowska, prof. Sławomir Patyra oraz prof. Grzegorz Kuc) stwierdził, że Dariusz Barski został powołany do służby czynnej w sposób nieprawidłowy, dlatego pełniącym obowiązki prokuratora krajowego został Jacek Bilewicz.

Innego zdania są urzędnicy powołani do prokuratury przez PiS. W ich opinii Adam Bodnar złamał ustawę o prokuraturze, ponieważ odwołując szefa PK pominął prezydenta. Nominowani podczas rządów PiS prokuratorzy dodają ponadto, że przepisy nie przewidują takiego stanowiska jak “pełniący obowiązki prokuratora krajowego”.

x

Natomiast 12 stycznia na kanale „Myśli Polskiej” Przemysław Piasta tak skomentował (od 48:40) całe to zamieszanie:

(…) Nic się nie zmieni. PiS jest wygodny dla Platformy, Platforma dla PiS-u, tylko że w tej chwili dochodzimy do coraz większej dysfunkcji ustrojowej państwa, ponieważ jedna i druga strona harcuje już do tego stopnia, że państwo jako instytucja przestaje działać. Mają już dwa różne zestawy sędziów. Wzajemnie tych sędziów nie uznają. Nie uznają różnego rodzaju przepisów. Za chwilę przedstawiciele administracji publicznej nie będą w ogóle się wzajemnie uznawać i może zacząć dochodzić do sytuacji kuriozalnych. Rzecz jasna Platforma czy szeroko rozumiany anty-PiS po przejęciu władzy w wielu kwestiach poszedł po bandzie, co już na tej antenie krytykowałem, chociażby w postaci pierwszej próby przejęcia telewizji przez pana ministra Sienkiewicza, która okazała się w oczywisty sposób sprzeczna z prawem, co słusznie wykazał Krajowy Rejestr Sądowy. A zatem sędziowie spisali się tutaj na medal. Nie zmienia to faktu, że w przypadku wygaszania mandatów poselskich kryminalistów, których sprawy dzisiaj tutaj omawiamy, mamy już do czynienia z dwoma zestawami sądów i z dwoma zestawami rozstrzygnięć, a zatem świadczy to o głębokiej dysfunkcji państwa.

Głęboką dysfunkcją państwa jest konflikt pomiędzy prezydentem a obozem rządowym w zakresie metodyki stosowania i szerokości stosowania prawa łaski przez prezydenta, szczególnie że mamy tutaj w tle wyrok Sądu Najwyższego. Wyrok, w moim mniemaniu, rozsądny i stosunkowo wyważony. Nie dyktowany politycznie, ale właśnie dyktowany pewnym pragmatyzmem ustrojowym. (…) To, co mnie jako obywatela niepokoi, to że obydwie strony harcują, a tymczasem państwo przestaje realnie funkcjonować. No bo, jeśli za chwilę marszałek Sejmu nie uzna wyroku jednej z izb Sądu Najwyższego, a rzecz jasna tak się stanie, a tymczasem druga z izb Sądu Najwyższego wyda wyrok dokładnie sprzeczny, to jest to paraliż ustrojowy państwa. Za chwilę, jeśli obie strony będą parły do konfrontacji, dojdziemy, jako państwo, do tego momentu, kiedy konstytucyjnymi metodami nie jesteśmy w stanie rozwiązać tej dysfunkcji, w którą nas ci ludzie pchają.

(…) Dzisiaj przeczytałem, że prezydent Andrzej Duda rozpoczął procedurę zmierzającą do ułaskawienia Wąsika i Kamińskiego. Paradoksalnie, mimo że byłoby to dla mnie przejawem wyjątkowej społecznej niesprawiedliwości, ponieważ panowie w oczywisty sposób są kryminalistami i zasługują zwyczajnie na to, by gnić w więzieniu, ale paradoksalnie to mogłoby być wyjście z tej patowej sytuacji. No bo, jeśli dwie strony, dwaj przedstawiciele władzy wykonawczej, a zatem prezydent i premier czy szeroko rozumiany obóz rządowy, nie będą wzajemnie uznawali własnych prerogatyw, no to będzie niebezpieczne dla państwa.

Przypominam, że jesteśmy w sytuacji niezwykle niekorzystnej dla Polski, ponieważ Polska otoczona jest przez wrogów. Nie musiało tak być, ale poprzednie rządy, nie tylko rządy PiS-u, ale także rządy obecnej koalicji, doprowadziły do tego, że niewielu mamy zgoła przyjaciół w okolicy. Szczególnie ostatnie osiem lat było dramatyczne. Skonfliktowaliśmy się z unią europejską, skonfliktowaliśmy się z Rosją w zupełnie absurdalny sposób. Popieramy Ukrainę, która nami gardzi i która gotowa jest w wyjątkowo asertywny sposób dbać o swoje interesy, tym bardziej kosztem interesów Polski. I nawet z tymi nielicznymi partnerami, z którymi przez ostatnie lata udawało się utrzymywać względnie przyjazne relacje, takimi jak chociażby Węgry, udało się w tym ostatnim okresie także skonfliktować. Sytuacja jest dramatycznie zła. I w tej sytuacji doprowadzenie do paraliżu ustrojowego państwa jest proszeniem się o kłopoty.

Jeśli ktoś z Państwa uważa, że to już nie te czasy i historia nie wykona nam tych przykrych niespodzianek, które spotkały Polaków w wieku XVIII, to zapewniam Państwa, że się mylicie. Większość z nas, jeszcze stosunkowo niedawno, była przekonana, że to nie te czasy, nie grozi nam wojna w Europie. Tymczasem mamy dużą wojnę tuż za wschodnią granicą. A zatem jest to wyjątkowo niepokojący moment i muszę zgodzić się z kolegami, że na ten moment za bardzo nie widać z niego wyjścia. Nie widać nowej formacji nie widać nowej siły, czy to społecznej czy politycznej, która mogłaby wziąć na siebie odpowiedzialność za kraj, która mogłaby ten kraj uporządkować.

xxx

Trudno nie zgodzić się z analizą dokonaną przez Przemysława Piastę, jednak wnioski, to jakby inna para kaloszy. Jeśli założymy, że ten spór jest autentyczny, to oczywiście możemy krytykować obie strony. Prawdą jest jednak to, że bez względu na to, czy jest on autentyczny czy wykreowany, sytuacja robi się niebezpieczna. Państwo, które jest skłócone ze wszystkimi sąsiadami czeka marny los. To samo dotyczy Ukrainy. Słabe państwo, które walczy z mocarstwem, jest z góry skazane na porażkę. Izolacja Polski na arenie europejskiej będzie miała ten sam efekt. Jednak analogia z XVIII wiekiem i rozbiorami jest raczej chybiona. Tu chodzi o odwrotny proces, o odtworzenie I RP. Wyjątkowe zaangażowanie Polski w wojnę na Ukrainie i wyjątkowa pomoc dla obywateli Ukrainy w Polsce ma przekonać państwa europejskie i opinię publiczna w Europie, że Polska i Ukraina to prawie jeden naród. Tak więc spór ten jest tylko częścią większego scenariusza, który posłusznie realizują obie „skłócone” strony.

Jak zakończyć wojnę, by Ukraina wyszła z niej z twarzą? Wiadomo, że terenów zajętych przez Rosję nie odzyska. Jedyne więc sensowne rozwiązanie, to takie które już w historii było. To połączenie Korony z południową częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego, które dokonało się na krótko przed unią lubelską (1569). Tak powstało wspólne państwo polsko-ukraińskie, które nadal nazywano Koroną, a które już nią nie było. I tak Polska wyszła z Europy i stała się częścią zacofanego tworu zwanego I RP. Czy czeka nas powtórne wyjście z Europy? Gdyby Polska, a ściślej cała Europa Wschodnia, nie była w unii europejskiej i w NATO, to żądania Ukrainy w sprawie wejścia do tych organizacji nie miałyby sensu. Cz to możliwe, by ci najlepsi scenarzyści i reżyserzy już wtedy wiedzieli, po co wciągają państwa tego regionu do unii i NATO?

Połączenie z częścią Ukrainy będzie się wiązało z utratą ziem zachodnich, no ale w zamian „Polska” dostanie zachodnią Ukrainę, czyli nie będzie pokrzywdzona. Oczywiście to będzie wiązało się z wyjściem Polski z unii europejskiej. No, ale skoro jest z nią skłócona, to nie będzie to trudne. Stworzenie takiej strefy buforowej pomiędzy Niemcami a Rosją będzie wymagało jeszcze włączenia Białorusi lub jej części oraz republik bałtyckich. Tylko czy rzeczywiście chodzi o taką strefę? Może oficjalnie tak to będzie tłumaczone, ale prawdziwy cel jest pewnie inny. Wszak I RP była państwem, które sami Żydzi nazywali swoim rajem. Czy chodzi im zatem o odtworzenie tego raju? Czy może raczej ma to mieć jakieś symboliczne znaczenie? Chabad Lubawicz deklaruje chęć stworzenia „nowego Izraela”. Miejsce owego tworu ich zdaniem zostało podyktowane przez historię. To dawne tereny Rzeczpospolitej, dziś Polski i Ukrainy.

Niektórzy twierdzą, że wojna na Ukrainie wybuchła po to, by uniemożliwić powstanie Jedwabnego Szlaku, dzięki któremu towary z Chin mogłyby docierać do Europy najkrótszą drogą i bez pośredników. Trudno uznać tę argumentacje za przekonywującą, bo przecież cały handel jest w rękach żydowskich i nie ma to najmniejszego znaczenia, którędy docierają one do Europy. Tak czy inaczej muszą przejść przez żydowskie centra dystrybucji i o tym, jaka ostatecznie będzie cena tych produktów, decydują Żydzi. W takim razie wypada sobie zadać jeszcze jedno pytanie: A do kogo należą przedsiębiorstwa transportowe? Czy Żydzi byliby na tyle nieroztropni, by pozwolić sobie na uzależnienie od obcych firm przewozowych? Ale o tym nie wolno głośno mówić. – Dlatego twierdzę, że w wojnie na Ukrainie chodzi o dokonanie zmian na mapie politycznej Europy wschodniej i centralnej. I tylko na skutek wojny można ich dokonać, jak również masowych przesiedleń. Nie przypadkiem przecież napływ emigrantów do Europy zachodniej następował po kolorowych rewolucjach.

Braun o frankistach

Na kanale Centrum Edukacyjne Polska Rafał Mossakowski 6 stycznia rozmawiał z Grzegorzem Braunem. W końcowej części tej rozmowy, mniej więcej od 34:20 do 40:00, Grzegorz Braun, zapytany o frankistów wychrzczonych w XVIII wieku w katedrze lwowskiej, wśród których był również jego przodek, tak odpowiedział:

No, weszli do Kościoła, ale weszli też do stanu szlacheckiego, weszli do stanu szlacheckiego, a zatem weszli do narodu politycznego. A zatem ekspresowo skorzystali z tej windy do godności, do stanowisk, także majętności. No i można powiedzieć, był to jeden z bardzo doniosłych aktów zaburzenia naturalnego rozwoju narodu polskiego, ponieważ jego elita została w stopniu nieproporcjonalnym zasilona, zinfiltrowana przez ludzi nie identyfikujących się z tradycją, interesem narodowym, o którym w XVIII wieku mogliśmy mówić, z racją stanu Rzeczypospolitej Polskiej. I tego konsekwencje mamy natychmiastowe. Konsekwencje, jeśli o frankistach mówimy… no, ale jeśli chodzi o wchodzenie Żydów-frankistów, talmudystów i ateistów-sowieciarzy – właśnie twórców i wielopokoleniowych wyznawców religii, bardziej holokaustu, niż Talmudu, co w skutkach, niestety, bardzo często, jak się okazuje, na jedno wychodzi. W skutkach, czyli w praktyce… odnoszenie się do innych spraw, innych narodów, innych nacji, jak właśnie naród polski.

Ale chciałem zestawić z tym faktem wychrzczenia się i uszlachcenia, bo jedno zostało z drugim powiązane przez frankistów, chciałem zwrócić uwagę, że niektórzy Żydzi-sowieciarze, którzy do Polski przybywają albo powracają na sowieckich czołgach czy w taborach sowieckich dywizji… Oni rzeczywiście tworzą łże-elitę, korzystając z przywileju korzyści, który im daje Józef Stalin i jego aparat przemocy. Ale widać, że są zapobiegliwi, bo dokonują zmian nazwisk i imion, często również wstecznie w poprzednich pokoleniach. Ja oglądałem takie dokumenty wykonane przez administrację powojenną. Dokumenty, które mi udostępnił młody historyk, który do tej pory nie zdecydował się publikować tych dokumentów, ponieważ opublikowanie ich groziłoby mu śmiercią cywilną, cywilną śmiercią naukową na pewno. To są dokumenty, w których widzimy, jak w latach 40-tych Żydzi zmieniają swoje imiona i nazwiska, ale zmieniają również, w tym samym dokumencie, w sąsiedniej rubryce, imiona swoich ojców, matek i nawet dziadków i babek. To znaczy zmieniają w oficjalnym państwowym dokumencie imiona osób już nieżyjących. Jest to coś fantastycznego. To jest taki matriks, to jest taka rzeczywistość przetworzona, że wymaga to po prostu badań. I gdyby państwo polskie nie cierpiało tak chronicznego i rozległego niedowładu, to mielibyśmy instytuty naukowe, które takie zadania by podjęły, które by się takimi tematami parały.

x

Jak widać Braun szybko „zszedł” z frankistów i skoncentrował uwagę Żydach, których określił mianem ateistów-sowieciarzy i którzy zmieniali nazwiska. Nazwał tę rzeczywistość rzeczywistością przetworzoną. No cóż, frankiści nie musieli dokonywać takich zabiegów. U nich wszystko odbyło się za jednym razem: ochrzcili się, nabyli szlachectwo i zmienili nazwiska. Nazwiska tworzono od nazw dnia tygodnia, w którym się wychrzcili: Niedzielski, Poniedzielski, Wtorkowski, Środziński, Piątkowski, Sobociński; od nazw miesięcy: Styczyński, Lutyński, Kwieciński, Majewski, Czerwiński, Lipiński, Sierpiński, Wrzesiński, Grudziński; od imion: Adamowicz, Abramowicz, Piotrowski, Pawłowski, Frankowski, Józefowicz, Jasiński, Krysiński, Rafałowski itp.; od nazw miejscowości: Samborski, Warszawski, Białostocki, Poznański, Brzeziński, Radomski; od nazw rzek: Sanocki, Wiślicki itp. Inne przykłady to: Krzyżanowski, Łabędzki, Nowakowski, Nowicki, Nowik, Nowak, Piasecki, Piaszczyński, Pruski, Orzeł itd. W zasadzie ograniczeniem była tylko wyobraźnia. Ci Żydzi, którzy przybywali (Przybylski, Przybył, Przybyłowicz, Przybyłowski) z Niemiec, na ogól nie zmieniali nazwisk, jeśli mieli już niemieckie. Być może jest to przypadek Brauna.

W książce Neofici polscy Teodora Jeske-Choińskiego w spisie neofitów, którzy przyjęli wyznanie rzymsko-katolickie od roku 1800 do 1903 w Warszawie, znajduje się zapis: Braun Aleksander (Abraham Bronstein), lat 31, syn Mośka i Małki Bronsteinów z Warszawy, w roku 1843.

Braun „zapomniał” o litwakach. Pierwotnie określenie „Litwak” oznaczało człowieka pochodzącego z Litwy, Litwina. Litwacy to potoczne określenie Żydów przybywających do Królestwa Polskiego z rosyjskiej strefy osiedlenia, głównie z zachodnich guberni, z terenów Litwy i Białorusi. Główne fale emigracyjne przypadły na lata 1891-1892 i 1905-1907. Wikipedia tak pisze:

Mapa pokazująca procent ludności żydowskiej w strefie osiedlenia około 1905 roku; źródło: Wikipedia.

Pierwsi litwacy, ok. 70 tysięcy rodzin, przybyli do Królestwa Polskiego na początku lat 90. XIX wieku, w ramach represji po zamachu na cara Aleksandra II Romanowa. Żydzi ze strefy osiedlenia byli lepiej zasymilowani niż Żydzi z Królestwa Polskiego, w większości przejęli kulturę rosyjską i na co dzień posługiwali się językiem rosyjskim. Zostali niechętnie przyjęci przez Polaków, którzy widzieli w nich narzędzie rusyfikacji, a także przez żydów ortodoksyjnych, którzy nazywali ich szajgecami (młodzieńcami).

Wśród szerokich mas żydowskich propagowali separatyzm, a zwalczali asymilację narodową i kulturową, co spowodowało jej czasowe ustanie. Pod koniec XIX wieku byli już dominującą siłą wśród Żydów w Polsce. Drugi wielki napływ tej ludności przypadł na lata 1905–1907 i był związany z wydarzeniami rewolucji 1905 roku.

Osiedlali się najchętniej w okolicach dużych ośrodków przemysłowych, szczególnie Warszawy i Łodzi. W Warszawie, ze względu na dobrą znajomość rynku rosyjskiego, litwacy szybko zmonopolizowali niektóre rodzaje handlu, zakładając kantory, składy, domy komisowe i biura agentowe. Większość litwaków zginęła podczas Holokaustu.

x

Jeśli do tych ateistów-sowieciarzy doda się frankistów i litwaków, to określenie tej rzeczywistości jako matriks i rzeczywistość przetworzona wydaje się najwyraźniej niewystarczające. Były więc trzy główne fale napływu Żydów na ziemie polskie: w XVIII, XIX i XX wieku. Choć właściwie to cztery, bo po III rozbiorze Rzeczypospolitej, gdy Warszawę zajęli Prusacy, napłynęło do niej mnóstwo Żydów niemieckich. Po 1807 roku, po pokoju w Tylży, Prusacy wycofali się, ale Żydzi zostali. Wydaje się więc, że jednym z celów Holokaustu było ukrycie tej masy Żydów, którzy mieszkali w Polsce. Liczba jego ofiar jest wielokrotnie zawyżona, a więc potomkowie tych czterech fal imigracyjnych nadal żyją w Polsce. Tylko dzięki zmianom nazwisk i pozornej asymilacji przeciętny człowiek nie jest w stanie zorientować się, jak wielu z nich mieszka w tym kraju.

Żydzi po II wojnie światowej przybywali do Polski nie tylko na radzieckich czołgach, ale też wielu z nich dotarło tu w ramach przesiedleń ludności z Kresów. Przecież we wszystkich kresowych miasteczkach ludność żydowska stanowiła zdecydowaną większość. Zaraz po wojnie Wałbrzych był największym skupiskiem ludności żydowskiej w nowej Polsce. Jeśli więc zreasumujemy te wszystkie wydarzenia, to nie da się zanegować tego, że korzenie żydowskie może mieć w Polsce kilka milionów ludzi. Jeśli dodamy do tego fakt, że większość przesiedlanej z Kresów ludności, to mniejszości narodowe, to twierdzenie, że obecnie w Polsce Polacy stanowią mniejszość nie jest bezzasadne. A to oznacza, że tzw. nowi Polacy stanowią tu większość. Warto o tym wszystkim pamiętać, gdy się patrzy na ten powyborczy cyrk. Tak kłócą się o konstytucję i praworządność, a w kwestii ukraińskiej idealna zgoda. To chyba nawet coś więcej niż cyrk.

Wandea

W dniu 29 grudnia 2023 wszedł na ekrany polskich kin film „Wandea. Zwycięstwo albo śmierć”. Ja miałem okazję obejrzeć go w sobotę 6 stycznia. Ten obraz to jedna wielka rzeź. To, co wydarzyło się w Wandei, począwszy od 1793 roku, to ludobójstwo. Szacuje się, że ofiar mogło być około 120 tys. z 815 tys. zamieszkujących Wandeę. Przekaz filmu wydawał się prosty: walka chłopów w obronie króla i wiary katolickiej. Ja jednak, oglądając ten film, zastanawiałem się, czy to rzeczywiście było możliwe, by ci chłopi mogli być tak zdeterminowani i czy rzeczywiście byli gotowi oddać życie za króla i wiarę. O ile w przypadku jednostek jestem skłonny uwierzyć w taką motywację, to w przypadku całej społeczności wydaje mi się to wątpliwe. Czy mógł być tam jeszcze jakiś dodatkowy powód? Dlaczego akurat Wandea? Czym się różniła od reszty Francji?

Wandea na tle mapy Francji; źródło: Wikipedia.

W artykule na portalu „Historia Do Rzeczy” można przeczytać:

Wandejczycy wyrażali sprzeciw wobec upadku władzy królewskiej oraz szykanowania wiary katolickiej. Z chwilą rozpoczęcia rewolucji francuskiej mieszkańcy Wandei nie opuścili króla, ani nie dali się porwać wichrowi radykalnych przemian. Czarę goryczy przelało zabicie Ludwika XVI oraz zapowiadany pobór do wojska, który spowodowałby wyjazd na wojnę wszystkich zdolnych do pracy mężczyzn.

x

Z kolei na stronie „ciekawostki historyczne.pl” w artykule „Powstanie wandejskie, czyli ludobójstwo Francuzów rękami… Francuzów” jego autor, Marcin Moneta, m.in. pisze:

Powstanie antyrepublikańskie wybuchło w jednej z najbiedniejszych części kraju, a jego motorem byli ci, żyjący najniżej w społecznej hierarchii, czyli chłopi. Teoretycznie to właśnie oni powinni byli w największym stopniu popierać Rewolucję, bo przecież w obronie ludu obalono króla. A jednak – choć w pierwszym okresie Wandejczycy rzeczywiście sprzyjali władzom rewolucyjnym, a ancien régime traktowali z dystansem – z czasem doktrynerstwo, szaleństwo i dyktatorskie zapędy rewolucjonistów zaczęły budzić coraz większy opór wśród przywiązanych do tradycyjnych wartości, prostych ludzi, którzy pragnęli po prostu sprawiedliwego i uczciwego życia, a także szacunku dla wartości, w które wierzyli. To właśnie uderzenie w sferę wartości pchnęło rolników z Wandei do postawienia kos na sztorc i wojny z republiką pod hasłem „Bóg i Król”.

Bezpośrednią przyczyną rewolty były obowiązkowe powołania do wojska dla tysięcy mężczyzn z prowincji, często jedynych żywicieli rodzin, którzy musieli porzucić swoje gospodarstwa, by pójść do armii. Gniew narastał jednak stopniowo już wcześniej, wraz z coraz dotkliwszymi szykanami republiki wobec – znienawidzonego przez rewolucjonistów – Kościoła katolickiego.

Byli jednak i tacy, którzy mimo krwi na rękach jeszcze długo pławili się w zaszczytach i służyli Francji – nieważne z której strony zarządzanej. Generał Turreau – dowódca kolumn piekielnych – nie tylko nie położył głowy, ale nawet został zrehabilitowany. Po obaleniu jakobinów rewolucyjna Francja uznała, że jedynie wykonywał rozkazy. Później Turreau z powodzeniem służył pod Napoleonem, jednak gdy cesarzowi powinęła się noga, okazało się, że tak jak i Wandejczycy, których mordował, w głębi serca jest… rojalistą. Gdy Burbonowie odzyskali władzę w 1814 roku, generał bez skrępowania przeszedł na służbę do króla Ludwika XVIII. Do dziś jego nazwisko widnieje na Łuku Triumfalnym w sercu francuskiej stolicy, obok innych zasłużonych…

x

Na portalu historycznym Dzieje.pl autor, Michał Szukała, w artykule Do kin trafiła „Wandea. Zwycięstwo albo śmierć” – film o zapomnianym ludobójstwie, m.in. pisze:

Najgroźniejsze dla republiki miały okazać się działania jej przywódców. Ratunkiem dla nowego reżimu miał być pobór 300 tysięcy rekrutów, którzy mieli odeprzeć inwazję europejskich monarchii. Chłopi mieli zostać zmuszeni do porzucenia swoich gospodarstw tuż przed porą zasiewów. Powstanie będące reakcją na decyzję władz w Paryżu wybuchło w położonej w zachodniej Francji Wandei, której mieszkańcy spoglądali dotąd na rewolucję z nadzieją lub umiarkowanym dystansem. Ich zapatrywania zmienił nie tylko pobór, ale również zamordowanie Ludwika XVI oraz zastępowanie przez władze lokalnych duchownych, którzy nie chcieli złożyć przysięgi na tak zwaną konstytucję cywilną kleru, której zapisy faktycznie podporządkowywały Kościół państwu. Wściekłość Wandejczyków zwróciła się przeciwko urzędnikom reżimu rewolucyjnego, a nawet duchownym, którzy stanęli po jego stronie.

x

„Polska Zbrojna” zamieszcza artykuł Grzegorza Kucharczyka „Wandea – heroizm i Ludobójstwo”, a w nim m.in.:

Eskalacja antykatolickiej polityki republiki zbiegła się z egzekucją króla Ludwika XVI (21 stycznia 1793) i zarządzeniem przez władze rewolucyjne powszechnego poboru do wojska (la levée en masse) w marcu 1793 roku. Pierwsze z tych wydarzeń było dla Wandejczyków potwierdzeniem, że w Paryżu zainstalował się reżim depczący wszystkie uświęcone od wieków tradycje religijne i polityczne Francji. Drugie zostało odebrane jako niedopuszczalna uzurpacja republikańskiego rządu, nie do pomyślenia w czasach monarchii, która opierała swój wysiłek militarny na profesjonalnej armii. Wandejscy chłopi nie chcieli składać daniny krwi na rzecz reżimu powszechnie uznawanego przez nich za bezbożny i antyfrancuski.

Wiosną 1793 roku powstanie wybuchło spontanicznie w całej Wandei. Od początku było ono ludowe. Jeśli gdzieś można było znaleźć we Francji doby rewolucji obszar, na którym działała maksyma o „wolności, równości i braterstwie” (sztandarowe hasło rewolucji), to paradoksalnie właśnie tam. Dowódców oddziałów powstańczych wyłaniano w jawnych i powszechnych wyborach. Przyznawał to później nawet sam Napoleon: „W armii wandejskiej panowała ta wielka zasada [równości]”.

Istniał jednak pewien przymus. Odczuli go niektórzy przedstawiciele wandejskiej szlachty, którzy zmuszani byli przez chłopów do objęcia dowództwa nad poszczególnymi oddziałami Armii Katolickiej i Królewskiej. Legendarnego dowódcę wojsk powstańczych François de Charette’a trzeba było dosłownie wyciągać spod łóżka. Nie tak drastycznie, ale jednak z pewnym przymuszeniem „skłoniono” do udziału w powstaniu innych wybitnych dowódców wandejskiego zrywu – markiza Charles’a de Bonchampsa i hrabiego Henriego de La Rochejaqueleina.

x

Na stronie „Wielka Historia” Anna Winkler w artykule „Rzeź w Wandei. Dzieci rozdeptałem końmi i wymordowałem kobiety” m.in. pisze:

W departamencie wrzało od miesięcy – pierwsze wystąpienia pojawiły się już w 1792 roku. Ale wieść o poborze, w połączeniu ze świeżym jeszcze wspomnieniem królobójstwa (Ludwik XVI został zgilotynowany w styczniu 1793 roku) i prześladowaniami księży, którzy odmówili złożenia przysięgi wierności państwu, przesądziła sprawę.

Było to – jak zaznacza profesor Grzegorz Kucharczyk w książce Chrystofobia. 500 lat nienawiści do Jezusa i Kościoła – klasyczne powstanie chłopskie. „Lud stał się inspiratorem powstania przeciw «ludowej» rewolucji” – pisze nie bez ironii wykładowca UAM i kierownik jednej z pracowni Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk.

x

Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) zamieszcza taką informację:

Wandea – departament w zachodniej Francji, wydzielony w 1790 z zachodniej części dawnego Poitou. Wojny wandejskie,1793-96, nazwa powstań chłopskich pod hasłem obrony religii i monarchii, w okresie rewolucji francuskiej; pierwsze z nich wybuchło 10 III 1793 w Wandei jako protest przeciw powołaniu pospolitego ruszenia (włącznie z księżmi) na wojnę z Austrią, jak też przeciw straceniu króla; podsycane przez rojalistów i kler oraz wspierane przez Anglię, wkrótce objęło Bretanię, Poitou i Andegawenię (30 tys. ludzi); głównym przywódcą był woźnica Jacques Cathelineau; po początkowych sukcesach powstanie zostało stłumione przez gen. L. Hoche’a; wybuchło znowu w latach 1799-180 i 1815.

x

Z przytoczonych wyżej fragmentów wynika, że iskrą zapalną był przymusowy podbór do wojska. Do tego doszła antykościelna polityka rewolucyjnej władzy i zgilotynowanie króla. Jedynie Marcin Moneta sygnalizuje: A jednak – choć w pierwszym okresie Wandejczycy rzeczywiście sprzyjali władzom rewolucyjnym, a ancien régime traktowali z dystansem – z czasem doktrynerstwo, szaleństwo i dyktatorskie zapędy rewolucjonistów zaczęły budzić coraz większy opór wśród przywiązanych do tradycyjnych wartości, prostych ludzi…

Jednak dopiero w Wikipedia wyjaśnia ten problem całościowo. Pisze m.in. tak:

Zamieszkująca Wandeę ludność początkowo nie wykazywała wrogości wobec zmian rewolucyjnych. Jej zeszyty akcesyjne z listą skarg i propozycji do Stanów Generalnych nie różniły się od zeszytów innych prowincji. Zeszyty zawierały skargi na nadużycia senioralne i domagały się ogólnej reformy podatkowej i sądowniczej. Wandea była jedną z dwunastu prowincji, które w pierwszej turze wybrały najwięcej deputowanych. W większości dołączyli oni później do klubu jakobinów. Samo zaś obalenie monarchii nie wywołało większego oporu w prowincji.

Przed rewolucją Kościół w Wandei posiadał ok. 10% ziemi, darowanej mu w zapisach testamentowych miejscowych mieszkańców w ciągu setek lat. W intencji darczyńców zapisy te miały stanowić podstawę utrzymania księży, zakonów i kościołów, a także służyć do walki z ubóstwem oraz utrzymania szkół i szpitali. W listopadzie 1789 roku Zgromadzenie Narodowe skonfiskowało dobra kościelne i wyemitowało asygnaty, za pomocą których można było te dobra nabyć. Dało to możliwości wzbogacenia się skorumpowanym urzędnikom, a społeczności lokalne zostały pozbawione możliwości zaspokajania potrzeb w zakresie lecznictwa, opieki społecznej i szkolnictwa. Następnym punktem zapalnym był dekret o zaprzysiężeniu księży na wierność narodowi. W wielu parafiach ludność nie chciała wpuścić zaprzysiężonych księży do kościołów i interweniowała znienawidzona przez ludność Gwardia Narodowa. W styczniu 1791 roku w Saint-Christophe-du-Ligneron (w okolicy Machecoul) były pierwsze ofiary śmiertelne wśród parafian broniących niezaprzysiężonych księży. W sierpniu 1792 roku w miasteczku Breissure Gwardia Narodowa wymordowała większość z około pięciuset nieuzbrojonych parafian – zakładników, wziętych z ludności miejscowej przeciwstawiającej się eksmisji sióstr z pobliskiego klasztoru.

Przede wszystkim antykościelne postępowanie władz rewolucyjnych, w drugiej kolejności stracenie Ludwika XVI 21 stycznia 1793 wywołało niezadowolenie w Wandei. Do wybuchu powstania przyczyniła się także kryzysowa sytuacja ekonomiczna, spowodowana między innymi wojną z państwami pierwszej koalicji. Bezpośrednim powodem wybuchu rewolty była jednak ustawa Konwentu z 23 lutego o powołaniu 300 tys. rekrutów, z czego 4 tys. miało pochodzić z Wandei. Niezadowolenie wywołała droga, którą rekrutacja miała się odbyć. W przypadku nieznalezienia odpowiedniej liczby ochotników, każda gmina miała sama wyznaczyć odpowiednią grupę ludzi, nieistotne czy w drodze losowania, przez wybór czy w inny sposób. Otworzyło to pole do intryg i wysyłania do armii osób niewygodnych z punktu widzenia rewolucji czy wewnętrznego układu sił.

xxx

Pisze więc na początku Wikipedia, że samo obalenie monarchii nie wywołało większego oporu w prowincji. Natomiast w dalszej części dodaje, że Kościół w Wandei posiadał 10% ziemi, którą chłopi przekazali mu w zamian za opiekę socjalną, czyli ubezpieczenie społeczne oraz utrzymywanie szpitali i szkół. Skonfiskowanie dóbr kościelnych oznaczało dla nich utratę tego wszystkiego, czego dorabiali się przez wieki. I to była ta specyfika Wandei. Ale nie tylko to. Był jeszcze jeden czynnik, o którym pisze Wikipedia, ale w części poświęconej rewolucji francuskiej, a nie – Wandei:

„Żyrondyści wciąż mieli największy wpływ na władzę. Koalicja antyfrancuska miała znaczny potencjał militarny. W związku z tym w lutym 1793 Konwent uchwalił pobór 300 tys. żołnierzy. Na początku marca uzbrojeni chłopi zaczęli zbierać się w grupy, żeby stawiać opór poborowi na wojnę w obronie niepopularnej rewolucji. Główną przyczyną niepopularności wśród chłopstwa były aresztowania niekonstytucyjnych księży, którzy odmówili złożenia przysięgi obywatelskiej na wierność narodowi i konstytucji francuskiej. W niektórych rejonach prawie wszyscy księża odmówili złożenia przysięgi. Księża byli filarami społeczności i w Wandei, częściej niż gdzie indziej, księża pochodzili ze społeczności, w których posługiwali.”

Ostatnie zdanie dopełnia obraz i dlatego łatwiej zrozumieć, skąd u tych ludzi taka determinacja. Natomiast motyw obrony króla i wiary katolickiej został, przez środowiska konserwatywne i katolickie, wyniesiony do rangi symbolu. W ich mniemaniu walka o szczytne idee jest czymś wznioślejszym, czymś, na czym można zbudować legendę, a nawet system wartości. A walka o obronę własnego interesu i tego, co przez wieki udało im się wypracować? – To brzmi tak przyziemnie. Ale prawda jest taka, że łatwiej przeżyć śmierć ojca, niż utratę ojcowizny. Taka jest ludzka natura.

A w całej tej francuskiej rewolucji wcale nie chodziło o wolność, równość i braterstwo – choć to ostatnie to może dla masonów – bo żadnej wolności i równości nie było i nie ma, tylko o odsunięcie od władzy i wpływów starej arystokracji, która swoje bogactwo zawdzięczała wyprawom krzyżowym i nadaniom ziemi z racji tych wypraw, które były wyprawami łupieżczymi pod hasłami obrony Ziemi Świętej przed muzułmanami. Innymi słowy – złodzieje starej daty walczyli z kandydatami na złodziei młodej daty.

Nowa arystokracja, zwana burżuazją, powoli zdobywała teren. W Wikipedii można przeczytać o sytuacji w przedrewolucyjnej Francji m.in. i to:

„Najwyżej stała grupa ok. 4 tys. rodzin „przedstawionych” królowi – osób stale towarzyszących królowi, tworzących jego dwór, oraz książąt krwi. Ich utrzymanie pochłaniało ok. 33 milionów liwrów rocznie ze szkatuły królewskiej. To z tej grupy rekrutowało się wyższe duchowieństwo i wyżsi oficerowie. Żyli oni stale na skraju bankructwa, chcąc ratować swoje majątki, w pewnym momencie zaczęli brać za żony córki bogatych mieszczan, co znacznie zbliżyło ich ekonomicznie do wielkiej burżuazji.”

Kim byli ci bogaci mieszczanie i wielka burżuazja, tego chyba nie muszę nikomu tłumaczyć. Ale nie cała stara arystokracja żyła na skraju bankructwa, o czym może świadczyć fakt, że arystokraci walczyli w Wandei po stronie chłopów.

Aktualizacja:

Krótko po wrzuceniu tego bloga na stronę wszedłem na YouTube i od razu pojawił mi się poniższy film czy video, jak kto woli.

Postęp

W dzisiejszym świecie, w którym następuje niezwykle szybki rozwój techniki, szczególnie tej związanej z komputerami i informatyką, ludzie na ogół nie zastanawiają się nad tym, po co to wszystko. Oczywiście do pewnego momentu ten rozwój jest jak najbardziej korzystny, szczególnie gdy chodzi o zastosowanie tego postępu w naukach medycznych czy choćby w internecie. Jest jednak pewna granica, której nie wolno przekraczać. Chodzi tu oczywiście o ingerowanie w ciało i mózg ludzki. O tym pisze w swojej książce Cyber pułapka (2023) ks. prof. Andrzej Zwoliński. Poniżej wybrane fragmenty.

Badacze i analitycy współczesnej cywilizacji wskazują, że w nowożytności miały miejsce dwie próby zawładnięcia ludzką osobą. Pierwszą z nich był krwawy despotyzm związany z totalitarnymi ideologiami XX wieku: komunizmem i faszyzmem. Druga próba polegała na planach podporządkowania człowieka radykalnym wersjom biotechnologii (neuronauce, inżynierii genetycznej, eugenice, klonowaniu). Ta druga próba wciąż trwa – próbuje zredukować osobę ludzką do przejściowego elementu ewolucji kosmicznej, kreśląc fantastyczne wizje jej przyszłości. Totalitaryzmy okazały swoją najgłębszą zawartość i była nią, jak się okazało, nienawiść do człowieka. Podobnie tragiczne skutki może nieść ze sobą projekt sprowadzający człowieka do jego cielesności. Skutkiem próby całkowitej naturalizacji człowieka będzie wielka demoralizacja humanistyczna i despotyzm, tego, co organiczne. Jest bowiem ogromna sprzeczność pomiędzy próbą wejścia nauki i techniki w ludzką sferę intencjonalną, moralną, poznawczą i decyzyjną, a perspektywą lepszego panowania nad samym sobą w samostanowieniu. Gdy podporządkowuje się samostanowienie temu, co organiczne, prowadzi to do podważenia wolności człowieka. Dokonuje się organiczno-naturalistycznej redukcji człowieka. Takie niebezpieczeństwo stwarza tzw. transhumanizm, próbujący przekroczyć granice człowieczeństwa zakreślone w sferze prawa natury i kondycji ludzkiej otrzymanej od Stwórcy.

x

Transhumanizm (czasem skracany do >H lub H+) – ruch intelektualny, kulturowy oraz polityczny postulujący możliwość i potrzebę (ale nie konieczność) wykorzystania nauki i techniki, w szczególności neurotechnologii, biotechnologii i nanotechnologii, do przezwyciężenia ludzkich ograniczeń i poprawy kondycji ludzkiej. – Wikipedia.

x

Sztuczny człowiek jako plan

Postacią z historii myśli ludzkiej, która odrodziła się w wielu powieściach science fiction w XX wieku, jest Golem z tradycji żydowskiej. Hebrajskie słowo golem oznacza twór nieukształtowany, niemający jeszcze formy. Nie jest to człowiek, lecz potencjał materii. To Adam, zanim Bóg obdarzył go życiem. Powtarzanie aktu przejścia od nieukształtowanej materii do żywej istoty było przede wszystkim doświadczeniem mistycznym, rytuałem ekstatycznym, odtwarzającym boski akt stwórczy. W kabale Golema tworzą sprawiedliwi i to wtedy, gdy są najbliżsi Bogu. Celem tego rytuału była zmiana stanu świadomości, osiągnięcie ekstazy, nie zaś tworzenie życia.

Michał Anioł Stworzenie Adama, fresk z Kaplicy Sykstyńskiej; źródło: Wikipedia.

Golem pojawił się w XII wieku jako istota człekopodobna, poruszająca się i funkcjonująca dzięki mocom stwórczym człowieka, które są mu dane przez Boga. Należało wpierw zgłębić tajemnicę świętych liter, by móc odtworzyć ten akt. Litery obdarzone są siłą, dzięki nim człowiek może uczynić stworzenie z dziewiczej ziemi, ugniatać je i zakopywać w ziemi, zataczać kręgi i sferę wokół stworzenia. Rytuał ten powtarzany 442 razy (inny wariant mówi że 462) sprawia, że stworzenie podnosi się żywe dzięki sile zawartej w tradycji liter.

Tradycja Golema, ożywiona w XVII, zrodziła szereg podań, np. o Golemie, który służył jako parobek (chełmońscy Żydzi), który zbuntował się i wymknął spod kontroli swojego twórcy. Najsłynniejsza jest historia Golema, którego stworzył rabbi Low, żyjący w Pradze, który ulepił go z wody i gliny, ognia i powietrza, a ożywił go słowem met (prawda) napisanym na kartce, którą włożył mu w usta lub też nakreślił na jego czole. Po wymazaniu słowa Golem pozostawał martwym posągiem, a nie żywym sługą (met). Golem był obdarzony wielką siłą, pracował fizycznie. Pewnego razu, gdy rabin zapomniał wyciągnąć kartkę z jego ust, Golem zaczął niszczyć wszystko wokół siebie, co spowodowało, że rabbi – przestraszony tym, co uczynił – zniszczył tę figurę. Jako mit nowoczesności golem oznacza sztucznego człowieka obdarzonego nadnaturalną siłą, która może jednak wymknąć się spod kontroli. Elementy tego mitu można znaleźć w historii maszyn, które wspomagają prace człowieka, są mu pomocne, lecz muszą też budzić jego respekt.

x

Golem (hebr. ‏גולם‎ lub ‏גלם‎; jid. ‏גולם‎ gojlem) – istota utworzona z gliny na kształt człowieka, ale pozbawiona duszy rozumiejącej neszama, a zatem również zdolności mowy.

Hebrajskie słowo golem pojawia się w Biblii tylko raz, w Księdze Psalmów 139:16, który to werset tradycja talmudyczna wkłada w usta Adama. W tym miejscu bywa ono tłumaczone jako „zarodek, embrion”, ale prawdopodobnie oznacza coś bezkształtnego, pozbawionego formy. W średniowieczu utożsamiano je z greckim pojęciem bezkształtnej materii – stgr. ἡ ὕλη (hē hýlē). Część tradycji żydowskiej traktuje również Adama przed obdarzeniem go bożym tchnieniem jako golema.

Tworzenie golema przez ludzi wiąże się z powtarzaniem procesu bożej kreacji. Jako że uważano, iż została ona dokonana za pomocą liter alfabetu hebrajskiego, również przez odpowiednie ich układy próbowano ponowić ten akt. Pierwsze przekazy o golemie utworzonym przez człowieka zawiera Talmud. Później na stałe praktyki te związane były z magicznym wykorzystaniem traktatu Sefer Jecira (Księga Stworzenia) i odtworzeniem podanej tam struktury boskiej kreacji. – Wikipedia.

x

Biotechnologiczne eksperymenty z człowiekiem

W miarę rozwoju techniki kontakt maszyny i człowieka staje się coraz bliższy. Kolejnym etapem ich „zbliżenia” jest nakładanie urządzenia elektronicznego na skórę, niczym kalkomania czy zmywalny tatuaż. Taki mocowany na sobie plaster zawiera czujniki, tranzystory, odbiornik radiowy, anteny bezprzewodowe, cewki przewodzące i baterie słoneczne. Pozostają one niewyczuwalne po przyklejeniu na skórę. Układy elektroniczne są umieszczone na elastycznym podkładzie, a następie na małym arkuszu cienkiego plastiku. Po zwilżeniu wodą przylegają do skóry i pozostają na jej powierzchni. Ten pomysł to kolejny krok w połączeniu świata elektroniki i biologii bez potrzeby inwazji chirurgicznej – wszczepień bezpośrednio do organizmu. Owe elektroniczne plastry mogą zawierać różnego rodzaju urządzenia, jak sterowniki zmechanizowanych protez, mogą też umożliwiać posługiwanie się komputerem czy pomagać w komunikowaniu się z innymi ludźmi lub dokonywać stałej obserwacji kondycji pacjenta.

Jedną z najbardziej produktywnych interdyscyplinarnych dziedzin badań stało się poszukiwanie tzw. sztucznej inteligencji (AI – artifical intelligence; polski odpowiednik: SI), która połączyła technikę komputerową, psychologię, matematykę, naukę o zachowaniu i neurologię. Później ta dziedzina zróżnicowała się na różne poddyscypliny.

„Poprawa” człowieka z czasem zaczęła dotyczyć wszelkich dziedzin życia ludzkiego. Do najbardziej spektakularnych działań należą próby powiększenia możliwości ludzkiego mózgu. Interfejs mózg-komputer (ang. brain-computer interface – BCI) pozwala na bezpośrednią komunikację pomiędzy mózgiem a odpowiednim urządzeniem zewnętrznym. Celem działań w tej dziedzinie jest poprawa ludzkich zmysłów albo czynności ruchowych. Neuroprotetyka ma na celu przywrócenie uszkodzonego słuchu, wzroku i czynności ruchowych. Badania nad BCI rozpoczęły się w latach 70-tych XX wieku na University of California Los Angeles (UCLA), gdzie też po raz pierwszy w historii użyto wyrażenia „interfejs mózg-komputer”. Głównym zastosowaniem BCI pozostaje medycyna, zwłaszcza prace nad umożliwieniem komunikacji zewnętrznej pacjentom w ciężkich stadiach takich chorób, jak stwardnienie rozsiane, udar mózgu czy mózgowe porażenie dziecięce. BCI znalazło zastosowanie wojskowe oraz w rozrywce – na przykład popularne „czytniki myśli” czy interfejsowe gry komputerowe.

Zwolennicy ulepszania człowieka za pomocą środków technologicznych nadają owym środkom szczególne znaczenie: poprzez nie bowiem człowiek zmierza do osiągnięcia celu, który sam wybiera, na który wskazuje i zaznacza jako ważny. Często odwołuje się przy tym do tzw. imperatywu technologicznego, który opiera się na konieczności sięgnięcia po jakąś technologię, jeżeli jest ona dostępna. Wiąże się to z niebezpieczeństwem rozminięcia się z etyką, co zachodzi zwłaszcza wówczas, gdy zastosowanie biotechniki może wiązać się z ryzykiem dla przyszłych istot ludzkich lub dla przyjmującej ją jednostki.

Postczłowiek w braterstwie z komputerem

Do bardzo niebezpiecznych działań należy eksperymentowanie z wprowadzeniem elektronicznych implantów w obszar mózgu człowieka. Zwłaszcza gdy docelowo wiąże się to z marzeniem stworzenia cyborga, za jakiego uważa się robota wyposażonego w biologiczny mózg. Ma do tego prowadzić testowanie maszyn wyposażonych w neurony pobrane od zwierząt czy ludzi. Ludzkie ciała i mózgi są traktowane jako czynniki hamujące rozwój człowieka, gdyż wiążą go z licznymi ograniczeniami. Podłączenie ich do maszyn miałoby na celu uwolnienie od tych barier.

Konstrukcje „sztucznych owadów”, czy całych zespołów maszyn podłączonych do ciała ludzkiego, wskazują na różnego rodzaju szanse, lecz i zagrożenia związane z mechanicznym podejściem do człowieka. Nikt nie może przewidzieć dalszych skutków tego typu ingerencji, zwłaszcza dla zdrowia fizycznego i psychicznego tych, którzy im się poddają. Nieznane są także skutki społeczne tej specyficznej koegzystencji człowieka i maszyny, a także przyszłość przewidywanych ich ściślejszych relacji.

Obserwacja i badania kodu genetycznego doprowadziły do idei zamiany krzemowej budowy tradycyjnych podzespołów komputerów na pracujące dzięki wykorzystaniu kwasu DNA. Byłyby to tzw. biologiczne komputery, które mogą zastąpić wielkie bazy danych. Można je wykorzystać m.in. do stworzenia inteligentnych leków, które same potrafią zlokalizować niebezpieczeństwo, a następnie zaradzić mu, wspomagając pracę układu odpornościowego. Pierwsze tego typu próby już się dokonały: w 2004 roku naukowcy Instytutu Nauki Weizmanna skonstruowali rodzaj komputera, który mógł diagnozować komórki nowotworowe, a potem zaaplikować im lekarstwo.

Ideałem człowieka w erze komputerowej jest postczłowiek, zwany też Nadczłowiekiem czy Supermanem. To przyszła istota ludzka, której zakres możliwości został znacznie poszerzony, przezwyciężając ograniczenia natury ludzkiej, w tym także tymczasowość egzystencji związaną ze śmiertelnością. W perspektywie tej koncepcji jest zbudowanie sztucznej inteligencji, która przewyższa swoich twórców, pozostając na ich służbie. Postczłowiek miałby być genialny, inteligencją przewyższający jakiegokolwiek człowieka obecnie żyjącego, byłby niepodatny na choroby ani proces starzenia się oraz obdarzony większym potencjałem dostępnych mu przyjemności, wolny od wszelkiej skazy cielesnej. Sposobem dotarcia do tego typu ideału nowego człowieka jest między innymi molekularna nanotechnologia, inżynieria genetyczna, substancje regulujące samopoczucie, terapie przeciw starzeniu się organizmu, interfejsy neurologiczne, zaawansowane narzędzia zarządzania informacjami, które poprawią pamięć oraz synteza człowieka z maszyną. Z tej koncepcji postczłowieka wyrasta tzw. posthumanizm, który wiąże się ze zmianą postrzegania miejsca człowieka w świecie. Człowiek przestaje być centrum świata i miarą wszechrzeczy. Posthumanizm przekonuje o konieczności odejścia od antropocentrycznego punktu widzenia, wskazując powiązania człowieka ze światem zwierząt i roślin i ze wszystkim co nieludzkie. I tak na przykład studia nad zwierzętami (animal studies) postrzegane są jako część debaty posthumanistycznej.

Z ideą postczłowieka wiąże się także postgenderyzm, czyli ruch społeczny, polityczny i kulturalny, który postuluje dobrowolną eliminację płci społecznej (gender). Ma to nastąpić poprzez zastosowanie zaawansowanej biotechnologii i wspomaganych technik reprodukcyjnych. Za twórcę tego ruchu uważa się kanadyjskiego futurystę George’a Dvorsky’ego, który w eseju napisanym wraz z socjologiem dr. Jamesem Hughesem, pt. Postgenderism: Beyond the Gender Binary (2008) pierwszy użył terminu „postgenderyzm”. Postgenderyści uważają, że obecność ról społecznych i różnic między płciami, które ograniczają jednostkę, wynikają ze zbyt niskiego rozwoju społeczeństwa. Sądzą, że gdyby istniała możliwość reprodukcji wspomaganej technologicznie, seks dla reprodukcji przestałby być potrzebny. Postgenderowi ludzie mieliby zaś możliwość – zgodnie ze swoją wolą – zarówno zajść w ciążę, jak i być ojcem dziecka, co oznaczałoby eliminacje określonych ról społecznych poszczególnych płci. Ważny dla propagowania idei postgenderyzmu był esej feministki socjalistycznej z 1991 roku Donny Haraway, pt. A Cyborg Manifesto: Science, Technology and Socialist-Feminism in the Late Twentieth Century (Manifest Cyborga: Nauka, technologia i socjalistyczny feminizm pod koniec XX wieku). Proponuje ona, by wysiłki nauki zmierzały w kierunku uwolnienia kobiet od obowiązków reprodukcyjnych, gdyż dopiero wówczas będą wolne od swoich biologicznych ograniczeń. Przekroczenie identyfikacji płci ma się dokonać m.in. przez postępy w klonowaniu ludzi, partenogenezę i konstruowanie sztucznej macicy.

Przedmiotem analiz Nowego Człowieka są przede wszystkim konsekwencje – dla indywidualnego i społecznego życia ludzi – wprowadzenia najnowszego typu technologii. Jednym z wątków tych analiz jest „sztuczne ciało” jako efekt nałożenia technik komputerowych na naturalne fizyczne uposażenie człowieka, które otrzymujemy rodząc się ludźmi. Już E. Fromm przestrzegał przed zjawiskiem, które nazwał „robotyzmem” i które rozumiał jako modyfikowanie psychofizycznego ustroju człowieka, czy przedłużanie jego życia, co niesie za sobą zmiany typu kultury. Za szczególnie niebezpieczne uznawano wówczas różnego rodzaju „maszyny telepatyczne”, które podpowiadają człowiekowi, co ma czynić, myśleć, czy co ma uważać za dobre, a więc manipulują jego stanami emocjonalnymi i popędami. Wizje te w dużej części spełniły się już, na przykład w cyberseksie.

x

Niektórzy wprost przestrzegają przed biblijną Bestią, która już nadeszła. Jej znakiem, zgodnie z dowolnie odczytywanym fragmentem Apokalipsy św. Jana (Ap 13,11-18), są właśnie „chipy” („otrzymują znamię na prawą rękę lub czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia” -Ap 13,16-17). Twierdzi się nawet, że uważać należy na smart card (ang. karty płatnicze), które są „podstawą znaku Bestii”. Stąd wielu uwrażliwia całe społeczności na przyjmowanie technologii mikrochipów identyfikacyjnych, w tym elektronicznych dowodów osobistych czy tzw. bezpiecznych kart ubezpieczeniowych. Groźby upatruje się nawet w kodach kreskowych czy coraz powszechniejszych tagach RFID (radio-frequency identification – przyp. W.L.).

Lęki i obawy związane z urządzeniami elektronicznymi najnowszej generacji wiążą się z ideą magicznego człowieka, stworzonego technikami magicznymi Golema. Ta żydowska tradycja wiąże się bowiem z ideą tworzenia, będącego imitacją mocy stwórczej Boga, czyli z prowokowaniem konfliktu z mocą Stwórcy. Pełne pychy wejście w kompetencje Boga, bez zważania na granice natury i daną człowiekowi kondycję i możliwości, było odczytywane jako grzeszny bunt i konkurowanie z Bogiem. Grzech pychy jest odejściem człowieka od prawdy o sobie samym i oddaniem się grzesznemu marzycielstwu o swobodnej samokreacji.

Myśliciel i analityk współczesności Karl Jaspers stwierdził: „Człowiek po raz drugi włamał się w organizm natury i ją opuścił, by w niej stworzyć dzieło, którego by ona nie tylko nigdy nie stworzyła, ale które nadto zaczyna z nią teraz rywalizować o władzę i potęgę”. Już F. Bacon postulował, aby rozwoju konstrukcji teoretycznych i polepszania ludzkiej kondycji nie traktować oddzielnie, czy nawet jako przymiotów przeciwstawnych, jak to czyniła myśl starogrecka. Dlatego konieczne jest – postulował – aby pilnować zbieżności prawdy i pożytku, a nigdy nie podporządkowywać prawdy pożytkowi. Należy ustanawiać między nimi stosunek należności. Praktyczny pożytek (practicita), bez prawdy, jest dla Bacona czymś arbitralnym, przypadkowym, niezdolnym do postępu i rozwoju. Pogoń za natychmiastowym wynikiem praktycznym, bez namysłu nad jej sensem i pożytkiem, jest typowa dla magii i alchemii – zachłannych w dążeniu do praktycznych rezultatów, przy ignorowaniu braków i luk w teoriach, którymi magowie i alchemicy posługują się w swoim działaniu. Są to teorie subiektywne, niemożliwe do skodyfikowania i naukowej weryfikacji. Bacon zaś twierdził, że do realizacji dzieł należy bardziej dążyć z tego powodu, że są rękojmiami prawdy, niż ze względu na wygody życiowe.

xxx

Pisze autor, że istotą komunizmu i faszyzmu (chyba powinno być – nazizmu) była nienawiść do człowieka. Podobne tragiczne skutki, pisze dalej, może nieść ze sobą projekt sprowadzający człowieka do jego cielesności. Otóż, ten projekt jest sam w sobie nienawiścią do człowieka od samego początku pojawienia się takiej idei. Nie ma w tym nic dziwnego, bo Golem wywodzi się z tradycji żydowskiej, a w tej tradycji nienawiść do ludzi, których Żydzi za ludzi nie uważają, jest ciągle obecna. Stąd cała ta nowoczesna technologia – którą wprowadza się pod pozorem udogodnień, wygód, poprawy ludzkiego zdrowia i organizmu człowieka – ma na celu zniszczenie człowieka: podporządkowanie go i sprowadzenie go do roli posłusznej maszyny, pozbawionej własnej woli, niezdolnej do samodzielnego myślenia i bezpłciowej.

Mamy więc tu do czynienia z tak zwanym posthumanizmem, w odróżnieniu od humanizmu, w którym człowiek był centrum świata i miarą wszechrzeczy. Humanizm to prąd, który pojawił się na początku renesansu i podważał średniowieczny porządek, w którym to Bóg był w centrum świata i był miarą wszechrzeczy. Początkowo pojawił się on we Włoszech i duży wpływ na niego wywarli Żydzi, działając w różnego rodzaju tajnych związkach. Humanizm wyostrzył konflikt pomiędzy wiarą a wiedzą. Negował metodę średniowiecznych scholastyków, którzy uważali, że poznanie jest możliwe w oparciu o metodę dedukcji, bez udziału obserwacji i eksperymentu, które były podstawą dla humanistów. Stąd taki rozwój w renesansie magii, alchemii i astrologii.

Autor dobrze opisał zjawisko i zagrożenia z niego płynące, ale wydaje się, że daje do zrozumienia czytelniom, że jest to proces, którego ludzie nie kontrolują lub wymyka się spod tej kontroli. Tak sugeruje tytuł książki Cyber pułapka. W mojej ocenie tak nie jest. Wszystko jest pod kontrolą i rozwija się w zamierzonym kierunku. Natomiast ci bezkrytyczni użytkownicy, którzy tak chętnie akceptują te zmiany, nie zdają sobie sprawy z zagrożenia i w stosunku do nich ten tytuł ma uzasadnienie.

Ludzie, by być aktywnymi i twórczymi w swojej pracy, potrzebują pieniędzy. Jeśli je mają, to mają motywację do pracy. Tam, gdzie są pieniądze, ludzie pracują efektywniej. I rozwijają się te dziedziny nauki i przemysłu, gdzie te pieniądze są. Gdzie ich nie ma, nie ma rozwoju i bogactwa. Tak więc o tym, czy jakaś branża przemysłowa, czy dziedzina nauki się rozwija, decydują pieniądze, a ściślej ci, którzy mają monopol na ich kreowanie i dystrybucję. Jeśli więc te branże nowych technologi i biotechnologii rozwijają się tak dynamicznie, to znaczy, że ten, kto rozdziela pieniądze, kieruje ich największy strumień do tych właśnie branż. I one rozwijają się, ale w tym kierunku, w jakim chce ten, który daje te pieniądze. I dlatego wszystko jest pod kontrolą.

Jest tylko jeden naród na świecie, który cechuje:

  • rozproszenie i asymilacja
  • monopol na kreowanie pieniądza
  • monopol na światowy handel
  • monopol medialny

To te najważniejsze czynniki, a są jeszcze inne, które są niezbędne, by rządzić światem i decydować o jego rozwoju w pożądanym dla siebie kierunku. W blogu „Dobry interes” zamieściłem krótkie video z wypowiedzią Brauna, w której opowiadał o tym, jak jego przodek stał się Polakiem. Teraz pojawia się tam komunikat: „This video is private”. Ja jednak mam ten zwyczaj, że zapisuję treść prezentowanego video, więc każdy może sobie przeczytać, ale już nie obejrzeć i wysłuchać. Szybko się zorientowali, że Braun tą wypowiedzią zdemaskował się. Tak działa monopol medialny. I pomimo, że on zgasił im świece chanukowe, to oni „zgasili” mu to video – tak w ramach „rewanżu”. I tak działa monopol medialny.

Zagadka

O pakcie Ribbentrop-Mołotow to pewnie każdy słyszał, ale o tym, że ostateczne ustalenie stref wpływów nastąpiło dopiero pod koniec września 1939 roku, to pewnie większość nie wie. Dlaczego tak się stało? Dlaczego od razu nie ustalono nowej granicy niemiecko-radzieckiej? To są pytania, na które odpowiedzi nie znajduję i raczej wątpię, bym je znalazł. Pozostają więc tylko domysły.

Wikipedia tak m.in. pisze:

Pakt Ribbentrop–Mołotow, też: pakt Hitler–Stalin – umowa międzynarodowa z 23 sierpnia 1939 roku, będąca formalnie paktem o nieagresji pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich, która zgodnie z tajnym protokołem dodatkowym, stanowiącym załącznik do oficjalnego dokumentu umowy, dotyczyła rozbioru terytoriów lub rozporządzenia niepodległością suwerennych państw: Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii i Rumunii. Bywa także określany jako IV rozbiór Polski.

Główne postanowienia paktu

  • Kraje bałtyckie: (Estonia, Łotwa) i Finlandia staną się strefą wpływów i przyszłym terytorium ZSRR, a północna granica Litwy (z Łotwą) stanowić ma granicę pomiędzy strefami interesów Niemiec i ZSRR.
  • Na obszarach należących do państwa polskiego strefy interesów Niemiec i ZSRR będą rozgraniczone wzdłuż linii rzek Narwi, Wisły i Sanu.
  • Strona radziecka podkreśla swoje zainteresowanie Besarabią, ze strony niemieckiej stwierdza się zupełne niezainteresowanie tym terytorium.
Źródło zdjęcia: Wikipedia.

Późniejsze modyfikacje ustaleń paktu

Już w trakcie trwania II wojny światowej, 28 września 1939, kiedy doszło do spotkania nacierających z zachodu Niemców z nacierającą ze wschodu Armią Czerwoną, a los Polski był w tej kampanii przesądzony, doszło do doprecyzowania postanowień niemiecko-sowieckich. Podpisano w Moskwie niemiecko-radziecki traktat o granicach i przyjaźni zwany drugim układem Ribbentrop–Mołotow.

Dokonano wówczas następujących modyfikacji: ZSRR zgodził się na odstąpienie Niemcom Lubelszczyzny oraz wschodniej części Mazowsza w zamian za zgodę Niemiec na oddanie Litwy do sowieckiej strefy wpływów. Wkrótce (10 października) Wileńszczyzna została przekazana Litwie w zamian za zgodę na stacjonowanie garnizonów radzieckich na jej terytorium. Podobne układy wymuszono 29 września i 5 października na Estonii i Łotwie.

Źródło zdjęcia: Wikipedia.

x

Dlaczego na początku ustalono strefę wpływu Związku Radzieckiego na Wiśle? Czy już wtedy wiedziano, że polskie wojsko dostanie rozkaz niewalczenia z Armią Czerwoną, a główne siły zostaną skierowane na front zachodni? Dlaczego po miesiącu Stalin oddał Hitlerowi wschodnie Mazowsze, Lubelszczyznę i powiat suwalski, zwany też Trójkątem Suwalskim? A w zamian dostał tylko skrawek Wileńszczyzny, powiat łomżyński z miejscowością Jedwabne i powiat grajewski? Gdybym nie „znał” Stalina, to bym powiedział, że zrobił głupi interes, ale ponieważ go „znam”, to powiem, że zrobił dziwny interes. A może po prostu wykonał polecenie swoich nieznanych przełożonych?

Getta żydowskie w okupowanej Europie Wschodniej w latach 1941-1942. Źródło: Wikipedia.

Pierwszym gettem na terenie okupowanej Polski było utworzone 8 października 1939 roku getto w Piotrkowie Trybunalskim. Później powstawały one w innych miastach. Był to czysty zabieg logistyczny. Skupionych na niewielkim obszarze Żydów łatwiej było wywozić do obozów koncentracyjnych i obozów zagłady.

Na powyższej mapie widać jak na dłoni, gdzie mieszkało najwięcej Żydów, a właściwie żydowskiej biedoty, której koszty utrzymania coraz bardziej uwierały bogatych amerykańskich i zachodnioeuropejskich Żydów. Kolejnym etapem „ostatecznego rozwiązania” było utworzenie obozów zagłady.

Niemieckie, nazistowskie obozy eksterminacji lokalizowane w okupowanej Polsce. Źródło: Wikipedia.

Z 8 obozów zagłady istniejących na terenie Europy 6 zlokalizowano w Polsce. Pozostałe dwa to obóz na Białorusi i obóz w Chorwacji. Jednak większość historyków nie uznaje tych dwóch obozów za obozy zagłady. W chorwackim obozie ginęli przeważnie Serbowie, a w białoruskim – znaczny odsetek innych narodowości. W związku z tym można uznać, że wszystkie obozy zagłady w czasie II wojny światowej znajdowały się na terenie okupowanej Polski. Były to: Oświęcim, Chełmno nad Nerem, Treblinka, Majdanek, Sobibór, Bełżec. Cztery z nich – Treblinka, Majdanek, Sobibór i Bełżec – zlokalizowano na terenach, które Stalin „odstąpił” Hitlerowi i praktycznie wszystkie zostały umiejscowione wzdłuż granicy, którą ustalono pod koniec września 1939 roku. Do Oświęcimia zwożono głównie Żydów z Europy Zachodniej, Południowej i Południowo-Wschodniej. 

Podstawowe pytanie brzmi: czy decyzja o ostatecznym rozwiązaniu została podjęta w styczniu 1942 roku? Wydaje się to mało prawdopodobne, bo zorganizowanie tylu gett oraz obozów koncentracyjnych i zagłady wymagało dużo czasu. Było to też bardzo skomplikowane organizacyjnie przedsięwzięcie. Taką decyzję musiano podjąć znacznie wcześniej. Bardzo możliwe, że jeszcze przed wojną. Na to może wskazywać zmiana granicy pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Radzieckim na terenie Polski pod koniec września 1939 roku. Natomiast początkowe, z 23 sierpnia, rozgraniczenie stref wpływu miało na celu ograniczenie pola manewru polskiemu wojsku walczącemu na froncie zachodnim. A może podstawowym celem wojny niemiecko-radzieckiej było właśnie zajęcie tych terenów, na których mieszkało dużo Żydów? Sposób prowadzenia wojny przez Hitlera wskazuje, że wcale mu nie zależało na zwycięstwie nad Związkiem Radzieckim.

Wojny mają na celu ukrycie prawdziwych zamiarów tych, którzy je wywołują. Warto o tym pamiętać, bo dotyczy to również obecnie trwającej wojny na Ukrainie. I nigdy też nie służą interesom tych, którzy biorą w nich udział. Zawsze korzysta ten trzeci i zawsze ten sam. Jak trzeba, to nawet kosztem własnego narodu.

Gaszenie świec

W poprzednim blogu „Dobry interes” cytowałem krótką wypowiedź Brauna. Ostatnie zdanie brzmiało: „I w XVIII wieku, gdzieś tam we Lwowie, jakiś Braun się spolonizował”. W 1759 roku, a więc w XVIII wieku, odbył się chrzest frankistów we Lwowie. Z tego wniosek, że jakiś Braun był frankistą, a to oznacza, że Grzegorz Braun również jest frankistą. Frankiści niby zasymilowali się i spolonizowali się. Czy rzeczywiście tak się stało? Frankiści to była żydowska sekta i żeby zrozumieć to zjawisko, to trzeba zacząć od początku i od wyjaśnienia pewnych pojęć.

Pierwsze pięć ksiąg Starego Testamentu to Tora. Uczeni żydowscy przez wieki wykładali i komentowali pięcioksiąg Mojżesza, czyli Torę. Wszystko to zostało zebrane i uporządkowane. Tak powstała Miszna (w roku 200), czyli pierwsza, główna część Talmudu. I dalej nie można już było komentować Tory. Chciałoby się powiedzieć: Roma locuta, causa finita (Rzym orzekł, sprawa skończona). Natomiast można było komentować Misznę. I tak powstała druga część Talmudu, czyli Gemara (w roku 500). I obie te części to Talmud, czyli Nauka. Tajny, mistyczny wykład Biblii to Kabała, a jej treść zawarta jest w księdze Zohar.

Ideologia frankistów wyrosła na gruncie sabataizmu i mesjanizmu XVII i XVIII wieku. Frankiści nie uznawali Talmudu i kodeksów rabinicznych, a doktrynę swoją oparli na Kabale i księdze Zohar. Potępieni i wyklęci przez talmudystów 18 VI 1756 na sejmie czterech ziem (waad) w Brodach (uchwałę potwierdził synod rabinów w Starym Konstantynowie), prześladowani przez władzę świecką za tajemne praktyki, frankiści znaleźli opiekuna w biskupie lwowsko-kamienieckim M. Dembowskim w zamian za gotowość przyjęcia chrześcijaństwa. – Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-19770).

x

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisze (wytłuszczenie W.L.):

Talmud nadał średniowiecznym skupiskom żydowskim w chrześcijańskiej Europie, a także pod władzą muzułmańską swoiste piętno. Tysięczne, drobiazgowe przepisy religijne, a szczególnie zaś przepisy tyczące tzw. czystości lewickiej, utrudniły masom żydowskim kontakt z ludnością, wśród której żyli. „Ogrodzenie Zakonu”, zapoczątkowane przez reformy Ezdrasza i Nehemiasza (V w. p.n.e. – przyp. W.L.), poprowadzone dalej przez Faryzeuszów zostało przez talmudystów babilońskich spotęgowane do ostatecznych granic. W końcu duch nienawiści do chrześcijaństwa, jakim przesiąknięty jest Talmud, sprawił, że masy żydowskie w ślepej zaciekłości nieraz nawet wbrew własnym interesom materialnym zdradzały wobec ludności chrześcijańskiej prawdziwy swój do niej stosunek.

W rezultacie Talmud odosobnił Żydów, pozbawił ich bezpośredniego wpływu politycznego na ogół państw chrześcijańskich i stworzył faktyczne getto żydowskie na wieki przedtem, zanim powstało ono prawnie.

Odseparowana od Żydów cywilizacja chrześcijańska, pozbawiona tak wspaniale fermentujących „drożdży rozkładu”, mogła iść własnymi drogami i zwróciła się przeciwko żydostwu, popierającemu islam w Hiszpanii i Ziemi Świętej. Pochód Krzyżowców w Palestynie, Egipcie i na półwyspie iberyjskim poczyna żydostwu zagrażać poważnie. Niepodobna go zahamować, skoro nie posiada się w społecznościach chrześcijańskich dostatecznych wpływów, skoro brak tego czynnika, którym ongiś w walce z cesarstwem rzymskim było żydostwo hellenistyczne.

Żydzi odgrodzeni drutem kolczastym Talmudu, byli organicznie niezdolni do wchodzenia w głąb życia społeczeństw innych i podstępnej działalności rozkładającej wewnątrz nich.

x

Nawiązanie takiego kontaktu między żydostwem, a cywilizacją chrześcijańską, miała umożliwić filozofia Mojżesza Majmuni, znanego w Europie pod nazwą Majmonidesa.

Majmonides stał się niejako duchowym ojcem reformacji, racjonalizmu, a w końcu żydostwa liberalnego XIX w. „Odegrał on względem żydostwa poniekąd rolę zbawiciela”. – Henryk Graetz Historia żydów.

Urodził się w r. 1135 w Kordobie; przodkowie jego przez osiem pokoleń wstecz byli uczonymi w Talmudzie i członkami kolegium rabinicznego. Przeniósłszy się wraz z ojcem do Fezu w Afryce północnej, przyjął pozornie islam, równocześnie pracował nad komentarzem do Miszny.

Pierwszym dziełem młodego filozofa była apologia tych, którzy pozornie przyjmują inną wiarę. Mając lat czterdzieści, uchodził już Majmuni za miarodajny autorytet rabiniczny. W 1180 roku ukończył drugie swoje wielkie dzieło: Miszna-Tora, będące czymś w rodzaju kodyfikacji Talmudu.

W Misznie-Torze „filozofię, etykę, obrzędy i iżby tak rzec uczuciową stronę judaizmu, wyrażającą się w nadziei zbawienia mesjanistycznego, wszystko jednakowo uwzględniono w tej księdze” – Henryk Graetz Historia żydów.

Z drugiej strony, równolegle z działalnością Majmuniego, marzenia mesjańskie poczęli szerzyć kabaliści. Ożywicielem kabały w żydostwie jest w owym czasie Mojżesz Nachmani (Bonastruc de Porta ur. ok. 1195 zm. ok. 1270 roku).

Kabalistyka żydowska, ściśle związana z pojętym po żydowsku mesjanizmem, była w dużej mierze skarbnicą tajnej tradycji politycznej. Istotą jej były tajemnice, czyli misteria, o których zdobyciu bez wtajemniczenia nie można było marzyć. Była nauką dla wybranych, chrześcijanie zaś bywali niekiedy za pomocą fałszywego klucza wtajemniczani w kabałę dla konkretnych celów polityki żydowskiej.

„Kabała mogła się pochwalić, że głębiej niż filozofia religii Majmuniego, pozwoliła zajrzeć w tajemnice judaizmu, że wykazała jego związek z wyższym światem i przyszłym ukształtowaniem rzeczy.” – Henryk Graetz Historia żydów.

Te tajemnice judaizmu – to więc „związek z wyższym światem” i „przyszłe ukształtowanie rzeczy”. To pierwsze – to właśnie owe małe misterium, to filozofia Kabały, to fantazje, dzięki którym to, co z początku było ciemne, wcale nie staje się jasne; to drugie, to „przyszłe ukształtowanie rzeczy” – to właśnie owe „wielkie tajemnice”, to ten sam „tajemniczy koniec”, o którym pisał Józef Chasdaj do króla Chazarów, to właśnie odpowiedź na pytanie, w jaki sposób Bóg Izraela nie da „zgasnąć płomieniowi panowania żydowskiego wśród narodów świata”.

Oto najwyższa tajemnica Kabały, o której pisze Graetz, że „wślizgnęła się do kół żydowskich nowa księga, stawiająca nieznaną jeszcze przed stu laty Kabałę obok Biblii i Talmudu, a nawet ponad nimi”.

Spełnienie warunków przymierza z Jehową, czyli opanowanie świata przez żydów i metody wiodące do tego celu – oto wielka tajemnica Kabały, czyli prastarej tradycji boskiej, oto „święte świętych” tej najwyższej księgi Izraela, postawionej ponad Torą i Talmudem. Oto najbardziej tajony sens religii żydowskiej, tej religii politycznej, dla której cały aparat dogmatyczny i obrzędowy jest niczym więcej, jak środkiem, czyniącym z odurzonych tłumów uległe rzesze wyznawców i parawanem zarazem, zakrywającym szczelnie to tajemnicze, polityczne „święte świętych”.

x

Sabbataj Cwi, żyd sefardyjski (ur. 1626, zm. 1676) od wczesnej młodości był kabalistą i począł działać w Smyrnie (obecnie Izmir – przyp. W.L.), jako kontynuator Lurii i jego kabały praktycznej (k. praktyczna to system magii i egzorcyzmów – przyp. W.L.). Objawiwszy się w Smyrnie, jako oczekiwany mesjasz w r. 1648, udał się potem do Konstantynopola i do Salonik i tam „wziął uroczyście ślub mistyczny z Torą. W rozumieniu kabalistycznym miało to znaczyć, że Tora, córka niebios, połączyła się z Mesjaszem, synem niebios, nierozerwalnymi więzami, czyli że jest on wcieloną Torą i może ją zastąpić” – H. G. Historia żydów.

Idąc za praktyczną namową swego współwyznawcy, mesjasz, „przyprowadzony przed sułtana, zrzucił wnet żydowskie nakrycie głowy na ziemię na znak pogardy, służący podał mu biały turban i zielony płaszcz i w ten sposób odbyło się przejście na wiarę mahometańską” – H.G. Historia żydów.

Albowiem „właśnie przez przyjęcie islamu stwierdził Sabbataj swe posłannictwo. Jest to misterium kabalistyczne, już przed wiekami obwieszczane. Jak pierwszy zbawca, Mojżesz musiał jakiś czas bawić na dworze Faraona w pozornej postaci Egipcjanina, tak samo, ostatni zbawiciel musiał zostać Turkiem” – H.G. Historia żydów.

Sabbateizm wywarł w Polsce olbrzymi wpływ na żydostwo w XVII i XVIII w. Przez wnuka Sabbataja Cwi, Berachię, urzędującego jako wcielenie Sabbataja, jako mesjasz w Salonikach, wyświęcony został na następnego mesjasza Jakub Lejbowicz, znany w naszych dziejach pod swym przybranym imieniem: Frank.

x

W tym samym czasie, w którym na ziemiach polskich rozpoczyna swój zdobywczy pochód wśród mas żydowskich, oparty na kabale praktycznej, chasydyzm – pojawia się wśród żydostwa zagadkowy ruch nie wyjaśniony dotąd w swej istocie – tzw. ruch frankistów.

W roku 1755 przybywa do Polski Jakub Lejbowicz Frank, żyd, urodzony na Podolu, lecz nie znający języka polskiego, wychowany w Turcji, gdzie przystał do sekty Sabbatejczyków. Towarzyszy mu liczny orszak zwolenników. Pojawienie się ich oraz zachowanie wywołuje zgorszenie wśród talmudycznego żydostwa i na skutek denuncjacji żydowskich Frank zostaje postawiony przed sąd biskupa kamienieckiego, Dębowskiego. W rezultacie dochodzi w 1757 roku dochodzi w Kamieńcu Podolskim do dysputy przed forum kościelnym między rabinami a frankistami. Tymczasem biskup Dębowski mianowany zostaje arcybiskupem lwowskim i postanawia przenieść dalszy ciąg dysput do Lwowa; nagle jednak umiera wśród tajemniczych okoliczności. Następcą jego w archidiecezji lwowskiej jest Władysław Aleksander Łubieński, lecz zaraz po objęciu nowego swego stanowiska zostaje mianowany arcybiskupem gnieźnieńskim i pozostawia we Lwowie w charakterze administratora archidiecezji ks. Mikulskiego. Ks. Mikulski, złudzony obietnicami frankistów, że przejdą na chrześcijaństwo pod warunkiem odprawienia publicznej dysputy z rabinami, organizuje tę dysputę we Lwowie, mimo ostrzeżeń nuncjusza papieskiego, ks. Serra, który nie ufa zbytnio w szczerość żydowskich sekciarzy. W lipcu 1759 roku w archikatedrze lwowskiej w asystencji tłumów publiczności, a szczególnie gawiedzi żydowskiej, rozpoczynają się pamiętne dysputy. Frankiści twierdzą, że wierzą w Trójcę Św. I w to, że Mesjasz już przyszedł i zarzucają talmudystom uprawianie mordów rytualnych. Rabini bronią się jak mogą, zaś sąd kościelny przyznaje zwycięstwo w dyspucie frankistom. Kazanie ks. Mikulskiego w katedrze kończy dysputę namową frankistów, by niezwłocznie dali się ochrzcić.

Frankiści jakiś czas zwlekają, lecz w końcu przechodzą na chrześcijaństwo. Sam Frank pod naciskiem przyjmuje we Lwowie „chrzest z wody” i jedzie do Warszawy, aby przyjąć uroczyście chrzest. Obrzęd odbywa się z wielką paradą, a trzyma go do chrztu przez zastępstwo sam król, August III Sas. Znaczna część frankistów uzyskuje wkrótce nobilitację. Niebawem – już po elekcji Stanisława Augusta – wybucha w związku z nobilitacjami burza na sejmie 1764 roku, lecz mimo to nobilitacje frankistów mają dalej miejsce bądź to za pomocą różnych kruczków prawnych, bądź też dzięki uprawianym przez króla nobilitacjom sekretnym.

Istotnie od czasów tzw. marranów hiszpańskich nie widziały dzieje tak tłumnego przejścia żydów na chrześcijaństwo. W okresie Sejmu Czteroletniego liczba neofitów frankistowskich wynosiła w Polsce 24.000 osób. W samej Warszawie osiadło 6 tysięcy frankistów.

„Po dyspucie Lwowskiej zebrało się w Konstantynowie wielu rabinów, którzy, po długich rozprawach, doszli do wniosku, że nie ma innego sposobu uwolnienia się od frankistów, jak znaglić ich do przyjęcia chrześcijaństwa, że im samym należy przyłożyć się do tego. Dużo pieniędzy wydano na zachody około tej sprawy i istotnie przyspieszono chrzest sekciarzy”- Hilary Nusbaum, Historia żydów.

Skoro więc żydzi talmudyści sfinansowali chrzest chachama (drugi zastępca przewodniczącego Sanhedrynu – przyp. W.L.) i mesjasza, to nie jest rzeczą nieprawdopodobną, że dostarczali mu pieniędzy i później, ogałacając Polskę ze złota. Przemawia za tym i szereg innych faktów. Oto w Offenbachu pod Frankfurtem „pierwszorzędne domy bankierskie we Frankfurcie pośpieszyły z oświadczeniem swej gotowości do usług. Do rzędu tych wierzących należeli i Rothschildowie frankfurccy” – A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Nie omieszkał Frank wobec swych uczniów wychwalać żydów polskich. „Żydzi polscy wiedzą więcej od was. Pewna rzecz toczy się między nimi, co widzieli przeze mnie w r. 1756, gdym ją sprawił między nimi. Przed wami obawiałem się odkryć moje uczynki, bom im pewną rzecz ukazał w księdze pod tytułem: En Jankiew (Oko Jakuba) i jeden wiersz, który im wyjaśniłem, rabinowi samemu.” – Księga Słów Pańskich, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Chacham i mesjasz wyjaśnił żydom talmudycznym rzeczy tak tajemne, że obawiał się je odkryć własnym adeptom. Zwalczany wśród wrzawy, chrzcił się i żył w przepychu za pieniądze swych wrogów. Czy nie zbliżamy się do jądra zagadki?

Zjawienie się Franka w Polsce nie było przypadkowe. Miał on jakąś wielką misję do spełnienia, której istotę postaram się wyświetlić. Przybył nie sam, lecz na czele orszaku żydów tureckich i włoskich, a więc sefardyjskich. Wejście do Polski sam Frank uważał za spełnienie misji, której ciężar przyjął niechętnie. Miał więc Frank wyraźne rozkazy, którym musiał ulec. W Polsce miało żydostwo coś wielkiego do zdziałania, do czego żydów polskich kierownictwo uznało za niezdatnych. I sam Frank napomyka o tym wyraźnie. „Ja pójdę i wejdę do Polski, bo grunt podniesienia jest w Polsce. Tam będzie zbudowany piękny budynek, jakiego człowiek żaden nie widział, odkąd świat światem.” – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Misja Franka miała jakiś cel wybitnie ziemski, tak nauczał stale. „Trzebaż wam było zrozumieć, iż rzecz ta nie dana mądrym i uczonym, tylko takim prostakom jak ja,bo mądrzy patrzą w niebo, bo choć tam nic nie widzą, a my na ziemię patrzeć powinniśmy.” – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Przeciwstawiał się tu Frank uczonym, a nierealnym rabinom talmudycznym, nie umiejącym spojrzeć na ziemię. Zwalczał talmudyczną uczoność tak samo, jak czynił to w tym samym czasie Izrael z Międzyborza, odnowiciel chasydyzmu. Obaj równocześnie, każdy na swój sposób, uderzali mocno w zakrzepłe organizacje talmudyczne. Chasydyzm miał – jak mówiłem wyżej – uzdolnić żydowskie masy do ofensywy rewolucyjno-mesjańskiej. Frank wyłuskał z łona żydostwa pewną część, kilkanaście tysięcy, by ich poprowadzić do przyjęcia chrztu i do nobilitacji.

Czy chodziło mu o prawdziwą nobilitację? Tę kwestię możemy rozstrzygnąć niedwuznacznie na podstawie własnych jego słów.

Powiadam wam: kto się nie pomiesza z narodami, daremna praca jego”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

To pomieszanie z narodami, ta asymilacja miała mu służyć do osiągnięcia własnych celów. Miała to więc być asymilacja pozorna, taka sama, jaką równocześnie wśród zachodniego żydostwa głosił Mojżesz Mendelssohn. I tak ujawnia się przed nami ciekawy stosunek Franka do współczesnych mu reformatorów polityki żydowskiej. Jedną ręką bratał się z Izraelem z Międzyborza, drugą z Mojżeszem Mendelssohnem. Stanął między nimi,a wszyscy trzej równocześnie godzili w Talmud, który dotychczas był podstawą organizacyjną szerokich mas żydowskich.

Im bardziej pozorna miała być ta asymilacja, tym bardziej należało dbać o zachowanie tych pozorów. A więc przede wszystkim zmiana nazwisk żydowskich na polskie. Czynią to wszyscy frankiści, a nawet sam mistrz przyjmuje nazwisko: Dobrucki.

„Gdy mi wspomożenie moje nadejdzie, wymażę imiona wasze, nawet dzieci wasze nie będą znane po waszemu imieniu. Dam wam nowe nazwiska, równie jak i dzieciom waszym. Powiadam wam: co tylko czynię, czynię dla waszego dobra”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Asymilacja ma wyznawcom Franka zapewnić wejście do Daas, przez co rozumie on najwyższy stopień wtajemniczenia, coś jakby raj na ziemi.

„Pierwsze poswatanie się z narodami będzie początkiem wejścia do Daas, jak stoi: Wejeosu kulom agudo achas (wszystko uczyni jeden związek). Jakub się tylko pięty Ezawa (Ezaw symbolizuje Polskę – przyp. autora) trzymał, my zaś postaramy się, by ciało jego złączyło się z jego ciałem”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Mając tak wykrętne zamiary, musiał Frank zarówno osobę swą, jak i swe wypowiedzenia okrywać tajemniczością. Nawet uczniów swych nie wtajemniczał w swoje cele, lecz czynił z nich narzędzia swoich zamiarów. Nauki swoje ubierał w szatę nieprzejrzystości, posługiwał się alegoriami i symbolami, jak wolnomularze. Polskę nazywał „Ezaw” lub „sukcesja Boska”, Francja – to „kraj Filistrów” lub „kraj zepsucia”, Rzesza niemiecka – to „Egipt”, Turcja to „stan Izmaela”, chrześcijaństwo zwie się „religią Edomu”, czasem zwie się także „Ezaw”, jak ongiś Rzym nazywała księga Zohar. Siebie zwie „Pan” albo „Jakub”.

„Gdy wam opowiem jaką historyjkę, to jest ona wam obcą, lecz gdy ja co mówię, okrywam to trojaką zasłoną”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Celem lepszego mistyfikowania niewtajemniczonych rabinów talmudycznych, Frank udaje człowieka nie posiadającego zbyt wielkiej wiedzy judaistycznej. Przyznaje się do tego w ścisłym kole uczniów: „Chciałem odkryć prawdę, lecz mi mówiono… musisz odmienić mowę twoją i udawać prostaka”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Fałszywą grę kazał prowadzić wszystkim swoim adeptom i nakazywał, „aby się żaden nie wydał, iż jest z moich ludzi, tylko żeby byli – tak jak inne przechrzty”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Oszustwo miało być jego metodą walki, oszustwo tak przebiegłe, że o takim jego stopniu nie mogą mieć pojęcia narody europejskie.

„Zapewne, będę się starał iść z wielką mocą i siłą, lecz około owej mocy musimy krążyć ze słodkimi słowy i oszukaństwem, póki wszystko nie przejdzie do rąk naszych”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Pierwszym oszukaństwem w granicach Polski jest już dysputa kamieniecka; toczy się ona w języku hebrajskim. Biskup Dębowski osłonił wprawdzie frankistów, lecz chciał pójść za daleko w rozumieniu żydowskim. Nakazał niszczyć egzemplarze Talmudu. Zagadkowa jego śmierć uratowała talmudystów kamienieckich i lwowskich. „Żydzi mówili, że była to kara Boża, jaka spotyka każdego, zawsze i wszędzie, kto śmie się targnąć na Izraela” – Z.I. Sulima Historia Franka i Frankistów.

Frank zostawił w Polsce swych adeptów, sam zaś schronił się do Turcji i wrócił dopiero pod koniec dysputy lwowskiej. W międzyczasie przeszedł na islam wraz z kilkudziesięciu uczniami, tak jak jego poprzednik, Sabbataj Cwi.

Przed dysputą lwowską postawili frankiści szereg tez, o które mieli się spierać z rabinami talmudycznymi. Główną ich tezą była wiara w prawdziwość Trójcy Św. W tym mieściło się oszustwo, które raz już zostało wypróbowane przez żydów w okresie poprzedzającym reformację. Wszak już Reuchlin, pionier reformacji, występował wobec papieża z twierdzeniem, że na podstawie kabały można udowodnić dogmaty chrześcijaństwa. Teraz w dwieście kilkadziesiąt lat później na tym oparł swoją grę Frank.

Księga Zohar, a za nią Sabbataj Cwi głosili istnienie Trójcy, lecz całkiem innej niż chrześcijańska wiara, gdyż jej trzecią osobą była niewiasta (Szechina). I to qui pro quo miało i w dyspucie lwowskiej święcić triumfy.

Frankiści powoływali się wprost na księgę Zohar i na jej Trójcę. „Żydzi oświadczyli, że za tekst Zoharu, jako księgi wyklętej, oni odpowiadać nie będą” – Z. I. Sulima Historia Franka i Frankistów.

Czytelnik, zdaje się, nie zapomniał, że księga Zohar nie tylko nie była nigdy wyklęta, lecz przeciwnie stawiano ją ponad Torą i Talmudem. Odpowiedź żydów talmudystów była więc naigrawaniem się z pełnego dobrej wiary, prowadzącego dysputę ks. Mikulskiego. Rzecz ta nabiera jeszcze smaku, gdy zauważymy, że w dyspucie lwowskiej brał udział po stronie talmudystów Izrael z Międzyborza, wielbiciel Zoharu, odnowiciel chasydyzmu!

Aby tym łatwiej nadać sobie pozór dobrej wiary, wystąpili frankiści przeciw talmudystom z zarzutem uprawiania mordów rytualnych. Trzeba wiedzieć, że w owym czasie procesy o mord rytualny nie należały w Polsce do rzadkości. Wystąpienie z takim zarzutem przez ludzi należących do żydostwa, groziło rozdmuchaniem ruchu przeciwżydowskiego w całym kraju. Mimo to jednak frankiści chwycili się tego zarzutu i podtrzymywali go podczas dysputy. Ale za to któż mógł wątpić w szczerość intencji tych żydów, którzy takie oskarżenie rzucają w oczy swym współwyznawcom i to w obecności kleru rzymsko-katolickiego i tłumów zgromadzonych we lwowskiej katedrze? Żydzi talmudyści zbijali zarzut, jak umieli. Powoływali się nawet na świadectwa „katolickiego” pisarza, Hugona Grotiusa!

A przecież Hugo Grotius był to uczeń Izraela ben Manassego, różokrzyżowiec, as reformacji i propagator wspólnego frontu przeciwrzymskiego w kościele wschodnim!

A więc pozorny islam i pozorny katolicyzm. Udoskonalona kontynuacja zaleceń Mojżesza Majmuniego. Nie trafiło to wśród żydów polskich na nieprzygotowany grunt. Wszak już w XVI wieku Ezofowicze, rodzina żydów sefardyjskich, przechodzili w Polsce na chrześcijaństwo i otrzymali herb Leliwa, a jeden z nich zostaje za Zygmunta I podskarbim litewskim. Michał Ezofowicz w liście do króla Zygmunta tak pisze o sobie i swej rodzinie:

„My słuchamy drugiego Mojżesza (Majmuniego – przyp. autora)” – B. Z. Czy istnieją czysto polskie polskie rodziny szlacheckie? Dłuższe studium, zamieszczone w „Naszym Przeglądzie” z r. 1928 (patrz nr 166).

Król, niewtajemniczony w arkany żydowskiej religii politycznej, nie wiedział oczywiście, że Majmuni sam był pozornym mahometaninem i zalecał pozorne przyjmowanie obcych religii.

„W Herbarzu szlachty polskiej znajdujemy setki takich rodzin, uszlachconych w wieku XVII, a nobilitacji towarzyszył chrzest” – B. Z. Czy istnieją czysto polskie polskie rodziny szlacheckie? („Nasz Przegląd” nr 172).

Po raz pierwszy jednak spotykamy w XVIII w. na terenie Polski tajną organizację żydowską, która cała przechodzi na chrześcijaństwo, zachowując swój ustrój wewnętrzny. Od XV wieku w Hiszpanii nie widziały dzieje takiego zdarzenia.

xxx

Dziwnym i niezrozumiałym faktem było to, że do takiej dysputy doszło i to jeszcze w archikatedrze lwowskiej. Żydzi, którzy mieli praktycznie własne państwo w Rzeczypospolitej, własne sądownictwo, ci Żydzi zgodzili się na to, by sędzią w ich sporze był chrześcijanin i jeszcze ksiądz. To była jakaś hucpa. Rzecz wyjątkowa w dziejach żydostwa. Już samo to powinno było wzbudzić podejrzenia. Skoro jednak tak się nie stało, to kim był biskup Dembowski (Dębowski), ks. Mikulski? Kim byli ci wszyscy, którzy przyczynili się do zalegalizowania pobytu frankistów na terenie Rzeczypospolitej? Dziećmi we mgle? No, nie sądzę. Jedynie nuncjusz papieski, ks. Serra, nie wierzył frankistom. Bardzo to dziwne. Nawet to, że 7 stycznia 1760 roku Frank został aresztowany pod zarzutem oszustwa i uwięziony w twierdzy w Częstochowie, nie zmienia oceny tych ludzi. W 1772 roku, przed pierwszym rozbiorem, zostaje uwolniony i przechodzi na służbę rosyjską. Jednak ziarno zostało zasiane i wydało obfite plony.

W odezwie do Żydów Frank pisał: … ja bym ten kraj nazwał prędzej żydowskim niż polskim. Judzką, nie polską ziemią, bo te miliony mieszczan i chłopów polskich dla żydów jedynie żyją, na nich w pocie czoła pracują i sam Bóg po Palestynie musiał Polskę dla żydów na nową ziemię obiecaną, a Kraków na nową Jerozolimę przeznaczyć.

„W każdym miejscu łupina poprzedza owoc.” – Tak zapisano w cytowanej wyżej Księdze Słów. A łupiny, to według Zoharu pierwiastek zły, to chrześcijaństwo. Mamy więc zoharystę, frankistę – Grzegorza Brauna, który gasi świece chanukowe w Sejmie. Co on tak naprawdę chciał w ten sposób osiągnąć? Czy świece chanukowe palą się w Sejmie, czy nie, to nie ma znaczenia, bo „te miliony mieszczan i chłopów polskich dla żydów jedynie żyją, na nich w pocie czoła pracują…”. Czyż to nie jest nasza obecna rzeczywistość?

Grzegorz Braun, jako frankista, sytuuje się najwyżej w żydowskiej hierarchii, tak jak księga Zohar stoi ponad Biblią i Talmudem. Czy ktoś mu podskoczy? A jeśli nawet, to będzie to tylko gra, kabaret. I mamy dalszy ciąg:

„Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Grzegorza Brauna i Monikę Jaruzelską wpłynęło do Prokuratury Okręgowej w Warszawie – przekazał Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Aktywiści zarzucają dziennikarce i jej gościowi głoszenie zakazanych treści oraz rozpowszechnianie je (powinno być „ich” – przyp. W.L.) w sieci.” – Tak wczoraj, czyli 26 grudnia, informowała Interia. No cóż, przedstawienie musi trwać. Tylko, o co tak naprawdę chodziło Braunowi z tą jego sejmową hucpą?