17 stycznia

Parę dni temu minęła 79 rocznica wyzwolenia Warszawy. Dla środowisk lewicowych, tęskniących za PRL-em, było to wyzwolenie, a dla prawicowych – zmiana okupanta. Tym okupantem miał być Związek Radziecki. Spór, w mojej ocenie, jałowy. Obie strony nie wspominają o najważniejszym fakcie, a mianowicie o tym, że wraz z Armią Czerwoną przybyła na teren nowej Polski kolejna fala żydowskich imigrantów. Czy byłoby to możliwe bez wybuchu powstania warszawskiego i zburzenia Warszawy? Czy gdyby Warszawy nie zburzono, to czy możliwe byłoby takie totalne zmarginalizowanie polskiego społeczeństwa? Na portalu DZIEJE.PL w artykule „Upiorne wyzwolenie” – 17 stycznia 1945 r. rozpoczęła się sowiecka okupacja Warszawy można m.in. przeczytać:

W tym samym czasie po drugiej stronie trwała zagłada miasta. Wyburzanie poprzedzał rabunek. Do połowy stycznia 1945 r. z Warszawy na zachód wywieziono ok. 45 tys. wagonów zapełnionych majątkiem mieszkańców oraz maszynami fabrycznymi i surowcami. Apokalipsę obserwowali nieliczni Polacy zmuszeni do niewolniczej pracy przez Niemców. „Nastąpiła głucha detonacja, w oczach naszych cały gmach jak gdyby podskoczył nieco w górę i znikł w obłokach pyłu wapiennego. Gdy tuman pyłu osiadł, oczom naszym ukazała się olbrzymia piramida pogruchotanych cegieł i całych brył muru na miejscu dawnego MSZ przy ulicy Wierzbowej. Całe to makabryczne widowisko przed naszymi oczami rozegrało się kilkadziesiąt metrów od naszej ciężarówki” – wspominał jeden z polskich świadków zburzenia Pałacu Brühla. Ten sam los spotkał sąsiedni Pałac Saski. Ostatnim zniszczonym budynkiem była Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy przy ul. Koszykowej. 16 stycznia 1945 r. Niemcy podpalili magazyn liczący pół miliona woluminów. Straty dla polskiej kultury byłyby jeszcze większe, gdyby nie ofiarna praca kilkudziesięciu muzealników i bibliotekarzy zabezpieczających zbiory za zgodą pragnących je zagrabić Niemców. Setek zaminowanych obiektów Niemcy nie zdążyli wysadzić przed rozpoczęciem sowieckiej ofensywy.

x

Podstawowe pytanie więc brzmi: po co wybuchło powstanie warszawskie? Argument, że dowództwo Armii Krajowej chciało powitać wkraczającą do Warszawy Armię Czerwoną jako legalny rząd czy gospodarz, wydaje się idiotyczny. Warszawę wyzwalały oddziały 1 Armii WP, 47 i 61 Armii 1 Frontu Białoruskiego. Nie znalazłem informacji o liczebności obu tych armii. Natomiast 1 Armia WP liczyła około 70 tys. żołnierzy. Jeśli więc obie armie radzieckie miałyby zbliżoną liczebność, to wojska wyzwalające Warszawę liczyłyby około 200 tys. żołnierzy. Regularne, dobrze uzbrojone i przeszkolone wojsko. I to wojsko miałoby się przestraszyć kilku tysięcy powstańców, słabo uzbrojonych lub bez broni? Tylko chyba ktoś niedorozwinięty umysłowo mógłby uwierzyć w tę bajkę.

Po co więc wybuchło to powstanie? Najpierw ograbiono mieszkańców Warszawy z ich wszelkiego materialnego i kulturalnego dorobku, a później zburzono miasto. A jeszcze później je odbudowano. Jednak w tej nowej Warszawie zamieszkali inni ludzie. O wiele prościej, jakkolwiek brutalnie to by zabrzmiało, było zburzyć miasto i odbudować je, niż eksmitować jego prawowitych mieszkańców z ich domów i mieszkań, bo przecież trzeba by było podać jakiś powód tej eksmisji. Jak wyrzucić z mieszkań kilkaset tysięcy osób? Zburzenie miasta załatwiało ten problem. Ale o tym nie trzeba głośno mówić.

Adam Doboszyński w swoim artykule Dwa narody z lutego 1945 roku pisał:

„Wszak budowa nowego narodu toczyć ma się w atmosferze wolnej od przygniatającego wpływu autorytetów – rodzimych. Zbędny i krepujący balast kultury, tradycji, kamieni martwych, a tak jeszcze wciąż żywych, odrzuci się również. Zniszczenie Warszawy stanowi poważny sukces na drodze do lubelskiego narodu. Historyczne budynki, wspomnienia i powiązania, ludzie żywi, ich mieszkania i pamiątki, wszystko to ciążyło kłodą u nogi.”

Tak więc przedstawiciele obu spierających się stron nie mają racji i nie „widzą” słonia w składzie porcelany. Związek Radziecki nie był ani wyzwolicielem, ani okupantem. Okupantem był ktoś inny. Stalin wykonywał tylko polecenia swoich nieznanych przełożonych. Niemcy również wykonywali polecenia swoich nieznanych przełożonych. Mieli rozkaz zburzyć Warszawę. I dowództwo powstania również wykonywało polecenia swoich nieznanych przełożonych. Mieli rozkaz wywołać powstanie, by dać Niemcom pretekst do zburzenia miasta. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w dniu 31 lipca 1944 roku odbyła się narada najwyższego ciała Polski Podziemnej, przy udziale Delegata Rządu, Dowódcy Armii Krajowej oraz przedstawicieli czterech rządzących stronnictw i wszyscy – bez wyjątku – opowiedzieli się przeciw powstaniu. Tak było rano, ale po południu odbyła się jeszcze jedna narada i nastąpiła zmiana stanowiska. Wszystko teraz zależało od zgody Delegata Rządu i on ją wyraził. – Londyn orzekł, sprawa skończona.

A w świat poszła informacja, że to Polacy, w swoim szaleństwie, rzucili się z gołymi rękami na regularne wojsko i tym samym doprowadzili do zburzenia miasta. I tak do dziś są postrzegani. A to, co robią obecni rządzący i opozycja, tylko utrwali ten przekaz.

Kabaret

Właśnie leci kabarecik – tak chyba w skrócie można podsumować to, co dzieje się w sejmie. Muszę przyznać, że „polscy” politycy są dobrymi aktorami. Akcja nabiera tempa i wygląda na to, że przed nami ciekawy spektakl. W dniu 18 stycznia ukazał się an Interii artykuł Wariant siłowy też jest w grze. Sejm gotowy na powrót Kamińskiego i Wąsika. Poniżej jego fragment:

Większość rządząca zapewnia, że będzie gotowa na każdy scenariusz, gdy po wyjściu na wolność Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik pojawią się w Sejmie, chcąc dalej sprawować wygaszone mandaty poselskie. Mimo tego, rządzący odczuwają niepokój związany z tym, co może się wówczas wydarzyć. – Obawiam się, że Kaczyński zrobi wszystko, żeby destabilizować pracę Sejmu włącznie z wariantem siłowym – mówi Interii Monika Wielichowska, wicemarszałkini Sejmu.

W gorącym konflikcie o przyszłość Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika jest wszystko: rozgrzane do czerwoności emocje, dualizm prawny, wielkie polityczne interesy, wyroki sądów, zainteresowanie nie tylko polskiej, ale też międzynarodowej opinii publicznej. Największy chaos związany z całą sprawą jednak dopiero przed nami.

Wskutek wszczętej przez prezydenta Andrzeja Dudy procedury ułaskawieniowej kwestią czasu jest, kiedy obaj politycy znów wyjdą na wolność. A gdy wyjdą, zapewne stawią się na pierwszym możliwym posiedzeniu Sejmu, żeby dalej sprawować swoje mandaty poselskie. Zjednoczona Prawica jest zdeterminowana, żeby ich w tym wesprzeć. To oznacza wojnę totalną przy Wiejskiej. Czy rządzący są na nią gotowi?

Marszałek Szymon Hołownia ma mieć przygotowany cały wachlarz środków zaradczych – od tych najbardziej “miękkich” aż po siłowe zaprowadzenie porządku, gdyby opozycja chciała doprowadzić do konfrontacji fizycznej.

x

Można by zadać sobie pytanie: po co oni to robią? Przecież w sprawach zasadniczych, najważniejszych dla obywateli, niczym nie różnią się. Tu panuje pełna zgodność. Tak było w przypadku „pandemii”. PiS łamał podstawowe prawa konstytucyjne obywateli, a Platforma Obywatelska nie protestowała. Podobnie jest w przypadku pomocy dla Ukrainy i sprowadzenia milionów obywateli obcego państwa i uprzywilejowania ich w stosunku do obywateli własnego państwa. Skoro w tych fundamentalnych dla obywateli sprawach nie różnią się, to znaczy, że oni o niczym nie decydują, że ktoś inny nimi kieruje. Ale nie są to ludzie przypadkowi. Ktoś ich starannie dobiera na te stanowiska. Może warto więc przyjrzeć się bliżej „bohaterowi” całej tej hucpy, czyli Mariuszowi Kamińskiemu (1965).

Wikipedia tak m.in. pisze:

W 1981 został skazany na rok pobytu w zakładzie poprawczym za zbezczeszczenie Pomnika Wdzięczności Armii Czerwonej. W maju 1983 został zatrzymany według danych ówczesnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych za wznoszenie „wrogich” okrzyków w trakcie „nielegalnej” manifestacji. Zwolniono go w lipcu tego samego roku. Został następnie relegowany z liceum. Był członkiem Federacji Młodzieży Walczącej, współtworzył redakcję wydawanych przez FMW pism podziemnych „Serwis Informacyjny FMW” oraz „Nasze Wiadomości”. W 1984 rozpoczął studia w Instytucie Historii Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego (ukończył je w 1990, broniąc pracy magisterskiej Terroryzm w powstaniu styczniowym napisanej pod kierunkiem Jerzego Skowronka). Od 1984 należał do niejawnego Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Był członkiem tajnego zarządu NZS na Uniwersytecie Warszawskim. Jako przedstawiciel opozycyjnych organizacji studenckich brał udział w jednym z podzespołów Okrągłego Stołu.

Krótko był działaczem Ruchu Obywatelskiego Akcja Demokratyczna. W 1991 pracował w Departamencie Zagrożeń Wewnętrznych Biura Bezpieczeństwa Narodowego, później zatrudniony w administracji zarządu Regionu Mazowsze „Solidarności”, w Głównym Urzędzie Ceł i w TVP.

Syn Arkadiusza i Teresy. Był żonaty z Anną Kasprzyszak – polską dziennikarką, działaczką opozycyjną, doradcą prezydenta Andrzeja Dudy. Jego syn Kacper jest z wykształcenia prawnikiem, byłym działaczem samorządowym (był radnym PiS w Otwocku), zatrudnionym w Banku Światowym z rekomendacji NBP w latach 2018–2023. Obecną, drugą żoną polityka jest Barbara (skończyła prawo na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, od 2004 jako adwokat w Warszawie). W 2021 została wyznaczona przez Krajową Radę Sądownictwa na stanowisko sędzi w Sądzie Rejonowym w Piasecznie.

Mariusz Kamiński deklarował się jako ateista. Mimo to w 2019, podczas zaprzysiężenia na urząd ministra spraw wewnętrznych i administracji, dodał do słów przysięgi formułę „tak mi dopomóż Bóg”.

x

A więc jako szesnastoletni chłopak zbezcześcił Kamiński Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej. Za coś takiego dostawało się w PRL-u wilczy bilet. Niemożliwe było podjęcie studiów, a o dobrej pracy można było tylko pomarzyć. I jeszcze ten udział w nielegalnej manifestacji, czyli recydywa. I aresztowanie tylko na dwa miesiące, a później przyjęcie na studia. Takie coś nie mogło być udziałem przeciętnego obywatela PRL-u. Musiał więc być Kamiński kimś szczególnym, pod specjalną ochroną. I tak się budowało ten kombatancki etos (ulubione słowo Geremka): prawdziwi patrioci, którzy „walczyli” o wolną Polskę. A jak już wywalczyli, no to należała się nagroda. No bo przecież ci, którzy nie „walczyli” nie mogli zostać nagrodzeni. Ale gdyby tylko spróbowali, to władze PRL-u pokazałyby im, gdzie raki zimują. Niektórzy nieświadomi i naiwni próbowali, ale marnie skończyli. Nie wiedzieli, że ta ścieżka kariery była tylko dla wybranych, czy może raczej dla narodu wybranego. Patriotyzm w tym kraju jest zarezerwowany tylko dla jednej nacji. I żadna konkurencja nie jest tolerowana.

Później był działaczem Ruchu Obywatelskiego Akcja Demokratyczna, czyli ROAD – tak światowo, po angielsku się nazwali, żeby zrobić wrażenie na ówczesnym polskim zaścianku. Ruch ten był w opozycji do Porozumienia Centrum braci Kaczyńskich.

No i na koniec syn, który został zatrudniony w Banku Światowym z rekomendacji NBP. Tu już chyba nie ma wątpliwości, z jakiej nacji wywodzi się Kamiński. Czasem wystarczy poczytać życiorysy w Wikipedii i wszystko staje się jasne.

x

O takim Radku Sikorskim (1963) można przeczytać:

W marcu 1981 w I Liceum Ogólnokształcącym w Bydgoszczy, wówczas noszącym imię Ludwika Waryńskiego, pełnił funkcję przewodniczącego uczniowskiego komitetu strajkowego, będącego odpowiedzią na tzw. wydarzenia bydgoskie.

W czerwcu 1981 wyjechał do Wielkiej Brytanii w celu nauki języka angielskiego. Po pół roku, kiedy w Polsce wprowadzony został stan wojenny, wystąpił o azyl polityczny, który przyznano mu w 1982. W Anglii podjął studia w Pembroke College Uniwersytetu w Oksfordzie. Był członkiem Klubu Bullingdona. Po trzyletnim pobycie na tej uczelni ukończył studia, uzyskując tytuł zawodowy Bachelor of Arts na kierunku PPE (politologia, filozofia, ekonomia). Zgodnie z praktyką uniwersytet ten na wniosek Radosława Sikorskiego wystawił mu także dyplom Master of Arts.

Bullingdon Club (Klub Bullingdonu) – elitarny klub towarzyski działający na Uniwersytecie Oksfordzkim. Klub nie ma stałej siedziby. Zyskał rozgłos ze względu na zamożność swych członków oraz urządzane przez nich huczne biesiady. Członkostwo klubu uzyskać można wyłącznie w drodze zaproszenia przez osobę już będącą jego członkiem; wiąże się ono ze znacznymi kosztami, ze względu na obowiązek zakupu klubowego munduru i partycypacji w kosztach wystawnych biesiad i naprawy wyrządzanych przy tej okazji szkód.

Klub został założony ponad 200 lat temu. Niektóre źródła podają, że powstał w 1780 roku i liczył w momencie powstania trzydziestu członków, natomiast w roku 1875 uważany był za „starą oksfordzką instytucję, z wieloma pięknymi tradycjami”. Początkowo klub stanowił forum dla studentów zainteresowanych łowiectwem i krykietem.

Raport z roku 1876 relacjonował, że wśród zajęć członków klubu „krykiet miał znaczenie drugorzędne wobec obiadów oraz że mężczyźni należeli przede wszystkim do klasy ludzi majętnych”. W relacji „The New York Times” z 1913 roku, „Bullingdon jest koronnym wyrazem elitaryzmu istniejącego na Oksfordzie; jest to klub dla synów szlachty, synów wielkich fortun; członkostwo w nim to wyraz przynależności do „błękitnokrwistych” tego uniwersytetu”. Do klubu należał także hrabia Alfred Potocki, ostatni ordynat na Łańcucie.

Za typowy sposób organizowania spotkań Klubu Bullingdona uważa się zamówienie przez jego członków sali w restauracji pod zmyślonym nazwiskiem – większość restauratorów zna reputację klubu i obawia się możliwości wyrządzenia zniszczeń podczas biesiady. Przebieg spotkań zależy jednak w dużej mierze od bieżącego składu osobowego organizacji, a szkody czynione przez bullingdończyków bywały zarówno wynikiem umyślnych aktów wandalizmu, jak i skutkiem ubocznym intensywnego, wielogodzinnego biesiadowania i związanej z tym konsumpcji.

W ostatnich latach działalność klubu była stosunkowo spokojna i nie wzbudzała aż tak dużych kontrowersji, jak wcześniej. Jednak w roku 2005, po zdemolowaniu podczas obiadu XV-wiecznego pubu w hrabstwie Oxfordshire, czterech członków zostało aresztowanych, co odbiło się szerokim echem w prasie brytyjskiej.

The Bullingdon Club stał się nawet przedmiotem debaty w brytyjskiej Izbie Gmin, jako jeden z przykładów nieobyczajnego zachowania w tamtejszym społeczeństwie, a także jako polityczny przytyk pod adresem prominentnych brytyjskich parlamentarzystów, którzy w przeszłości do niego należeli: premiera Davida Camerona, ministra finansów George’a Osborne’a, a także burmistrza Londynu i premiera Borisa Johnsona.

x

Wikipedia nic nie pisze na temat rodziców Sikorskiego i rodziny, z której pochodzi, co skłania do przypuszczeń, że pochodzi on z narodu wybranego. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że jakiś osiemnastoletni chłopak z komunistycznej Polski wyjeżdża do Anglii, dostaje się na elitarny uniwersytet i zostaje przyjęty do elitarnego klubu. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że wyjeżdżając z Polski w czerwcu 1981 roku wiedział, że zostanie tu wprowadzony stan wojenny. Szybko więc, uprzednio, zaliczył epizod kombatancki i już w Anglii mógł starać się o azyl polityczny, bo przecież nie mógł wrócić do kraju, w którym inny Żyd dławił demokrację, a on przecież o nią walczył.

W Anglii należał do klubu, który urządzał huczne biesiady. Czy to był przypadek, czy może nawiązanie do tradycji? Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisze:

Już od XIII wieku rozwija się we Włoszech prąd humanizmu, nawiązujący ideologicznie do spuścizny świata starożytnego. (…) Ogniskami humanizmu są akademie, czyli związki osób, interesujących się starożytnością. Nie należy ich mieszać z ówczesnymi uniwersytetami, choć i te stopniowo dostawały się pod wpływy humanistów.

Akademie te, zakładane zwykle przez ludzi prywatnych, nie miały oficjalnego charakteru; po prostu wielbiciele starożytności schodzili się na zebrania lub biesiady i rozmawiali częstokroć o rzeczach, o których wówczas nie było wolno mówić publicznie.

I tak słynna akademia platońska we Florencji zajmowała się Platonem i usiłowała poglądy filozofa greckiego stosować do dogmatów chrześcijaństwa. Sekundowały jej inne akademie, jak rzymska lub wenecka. Akademia rzymska nigdy nie odbywała jawnych zebrań, lecz zawsze pod osłoną jakiejś uroczystości czy też biesiady, a inne bardzo liczne akademie włoskie ukrywały się także, by uniknąć odpowiedzialności za wolnomyślne poglądy. W ten sposób organizacje te nabrały charakteru związków tajnych, a członkowie ich posługiwali się pseudonimami łacińskimi lub greckimi.

Żydzi wywierają we Włoszech znaczny wpływ na pojęcie cywilizacji klasycznej. Gemistos Plethon, dusza akademii platońskiej we Florencji (zm. 1450) był uczniem żydowskim. Nauczycielem jego był pewien uczony żyd, Elissaios, od którego zapewne przejął elementy orientalne, że celem jego była instauracja kultury i religii antycznej, a środkiem do tego – filozofia Platona i walka z arystotelizmem i scholastycyzmem. Nic dziwnego, że akademie, walczące z filozofią katolicką, biorąc swe nauki od żydów, musiały kryć się ze swoją działalnością.

x

„Przebieg spotkań zależy jednak w dużej mierze od bieżącego składu osobowego organizacji, a szkody czynione przez bullingdończyków bywały zarówno wynikiem umyślnych aktów wandalizmu, jak i skutkiem ubocznym intensywnego, wielogodzinnego biesiadowania i związanej z tym konsumpcji.”

Skąd my znamy te akty wandalizmu? Znamy to z wycieczek żydowskiej młodzieży do Oświęcimia. Hotele, w których owa młodzież nocowała, wyglądały po ich wyjeździe jak pobojowiska. Wszystko zniszczone, fekalia w pokojach: na podłodze, na ścianach i na łóżkach. Wygląda na to, że mamy tu wspólny mianownik. Czy zatem ten elitarny klub, jak pisze Wikipedia, nie jest żydowskim klubem lub takim, w którym oni dominują? – I taką to edukację odebrał w Anglii obecny minister spraw zagranicznych tego państwa, które jeszcze nazywają Polską.

Chaos prawny

Spór pomiędzy rządzącą koalicją a opozycją ujawnił stan polskiego prawa, które niby miało spełniać standardy europejskie, a okazuje się, że spełnia standardy, ale… wschodnioeuropejskie, a właściwie to ukraińskie. Nie jest to jednak wynikiem tego, że nikt tu nie potrafił stworzyć jasnego i precyzyjnego prawa, tylko dlatego, że tak miało być. Właśnie takie prawo – niejednoznaczne, które można interpretować na wiele sposobów – jest idealnym narzędziem, gdy chce się w danym państwie wprowadzić chaos, pokazać innym, że jest to państwo niepoważne, a może nawet jest jego karykaturą. Na Interii ukazał się w dniu 14 stycznia artykuł Chaos prawny w Polsce. Oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego. Poniżej jego fragment:

Chaos prawny w Polsce. Dwa wyroki w jednej sprawie

Od kilku tygodni w Polsce panuje chaos prawny. Sytuację komplikują obecnie dwie sprawy – jedna z nich dotyczy osadzenia w więzieniach Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, z kolei druga odwołania prokuratora krajowego Dariusza Barskiego.

Politycy spierają się o prawo łaski udzielone wobec polityków PiS przez prezydenta jeszcze w 2015 roku. Głowa państwa oraz Prawo i Sprawiedliwość utrzymują, że decyzja Andrzeja Dudy sprzed dziewięciu lat pozostaje w mocy, a Kamiński i Wąsik zostali zatrzymani nielegalnie. Koalicja rządząca i większość ekspertów w dziedzinie prawa utrzymuje jednak, że akt łaski został wydany, gdy wyrok był jeszcze nieprawomocny.

Gdy 20 grudnia Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik zostali prawomocnie skazani, marszałek Sejmu Szymon Hołownia, po zaczerpnięciu opinii prawnej Kancelarii Sejmu, zdecydował o wygaszeniu mandatów poselskich Kamińskiego i Wąsika.

Na początku stycznia nieuznawana przez unijny wymiar sprawiedliwości Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego uchyliła decyzję Hołowni. To posunięcie budzi jednak wątpliwości wielu prawników i konstytucjonalistów. Kilka dni później w środę 10 stycznia inna Izba Pracy odrzuciła z kolei wniosek odwoławczy Mariusza Kamińskiego, czym potwierdziła stanowisko marszałka Sejmu.

Dariusz Barski odwołany. Adam Bodnar podjął decyzję

Sprawa Dariusza Barskiego rozpoczęła się z kolei w piątek, gdy minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar odwołał go z funkcji prokuratora krajowego. 

Resort podkreślił, że decyzja zapadła po zleceniu zewnętrznych opinii prawnych. Skład trzech ekspertów (prof. Anna Rakowska, prof. Sławomir Patyra oraz prof. Grzegorz Kuc) stwierdził, że Dariusz Barski został powołany do służby czynnej w sposób nieprawidłowy, dlatego pełniącym obowiązki prokuratora krajowego został Jacek Bilewicz.

Innego zdania są urzędnicy powołani do prokuratury przez PiS. W ich opinii Adam Bodnar złamał ustawę o prokuraturze, ponieważ odwołując szefa PK pominął prezydenta. Nominowani podczas rządów PiS prokuratorzy dodają ponadto, że przepisy nie przewidują takiego stanowiska jak “pełniący obowiązki prokuratora krajowego”.

x

Natomiast 12 stycznia na kanale „Myśli Polskiej” Przemysław Piasta tak skomentował (od 48:40) całe to zamieszanie:

(…) Nic się nie zmieni. PiS jest wygodny dla Platformy, Platforma dla PiS-u, tylko że w tej chwili dochodzimy do coraz większej dysfunkcji ustrojowej państwa, ponieważ jedna i druga strona harcuje już do tego stopnia, że państwo jako instytucja przestaje działać. Mają już dwa różne zestawy sędziów. Wzajemnie tych sędziów nie uznają. Nie uznają różnego rodzaju przepisów. Za chwilę przedstawiciele administracji publicznej nie będą w ogóle się wzajemnie uznawać i może zacząć dochodzić do sytuacji kuriozalnych. Rzecz jasna Platforma czy szeroko rozumiany anty-PiS po przejęciu władzy w wielu kwestiach poszedł po bandzie, co już na tej antenie krytykowałem, chociażby w postaci pierwszej próby przejęcia telewizji przez pana ministra Sienkiewicza, która okazała się w oczywisty sposób sprzeczna z prawem, co słusznie wykazał Krajowy Rejestr Sądowy. A zatem sędziowie spisali się tutaj na medal. Nie zmienia to faktu, że w przypadku wygaszania mandatów poselskich kryminalistów, których sprawy dzisiaj tutaj omawiamy, mamy już do czynienia z dwoma zestawami sądów i z dwoma zestawami rozstrzygnięć, a zatem świadczy to o głębokiej dysfunkcji państwa.

Głęboką dysfunkcją państwa jest konflikt pomiędzy prezydentem a obozem rządowym w zakresie metodyki stosowania i szerokości stosowania prawa łaski przez prezydenta, szczególnie że mamy tutaj w tle wyrok Sądu Najwyższego. Wyrok, w moim mniemaniu, rozsądny i stosunkowo wyważony. Nie dyktowany politycznie, ale właśnie dyktowany pewnym pragmatyzmem ustrojowym. (…) To, co mnie jako obywatela niepokoi, to że obydwie strony harcują, a tymczasem państwo przestaje realnie funkcjonować. No bo, jeśli za chwilę marszałek Sejmu nie uzna wyroku jednej z izb Sądu Najwyższego, a rzecz jasna tak się stanie, a tymczasem druga z izb Sądu Najwyższego wyda wyrok dokładnie sprzeczny, to jest to paraliż ustrojowy państwa. Za chwilę, jeśli obie strony będą parły do konfrontacji, dojdziemy, jako państwo, do tego momentu, kiedy konstytucyjnymi metodami nie jesteśmy w stanie rozwiązać tej dysfunkcji, w którą nas ci ludzie pchają.

(…) Dzisiaj przeczytałem, że prezydent Andrzej Duda rozpoczął procedurę zmierzającą do ułaskawienia Wąsika i Kamińskiego. Paradoksalnie, mimo że byłoby to dla mnie przejawem wyjątkowej społecznej niesprawiedliwości, ponieważ panowie w oczywisty sposób są kryminalistami i zasługują zwyczajnie na to, by gnić w więzieniu, ale paradoksalnie to mogłoby być wyjście z tej patowej sytuacji. No bo, jeśli dwie strony, dwaj przedstawiciele władzy wykonawczej, a zatem prezydent i premier czy szeroko rozumiany obóz rządowy, nie będą wzajemnie uznawali własnych prerogatyw, no to będzie niebezpieczne dla państwa.

Przypominam, że jesteśmy w sytuacji niezwykle niekorzystnej dla Polski, ponieważ Polska otoczona jest przez wrogów. Nie musiało tak być, ale poprzednie rządy, nie tylko rządy PiS-u, ale także rządy obecnej koalicji, doprowadziły do tego, że niewielu mamy zgoła przyjaciół w okolicy. Szczególnie ostatnie osiem lat było dramatyczne. Skonfliktowaliśmy się z unią europejską, skonfliktowaliśmy się z Rosją w zupełnie absurdalny sposób. Popieramy Ukrainę, która nami gardzi i która gotowa jest w wyjątkowo asertywny sposób dbać o swoje interesy, tym bardziej kosztem interesów Polski. I nawet z tymi nielicznymi partnerami, z którymi przez ostatnie lata udawało się utrzymywać względnie przyjazne relacje, takimi jak chociażby Węgry, udało się w tym ostatnim okresie także skonfliktować. Sytuacja jest dramatycznie zła. I w tej sytuacji doprowadzenie do paraliżu ustrojowego państwa jest proszeniem się o kłopoty.

Jeśli ktoś z Państwa uważa, że to już nie te czasy i historia nie wykona nam tych przykrych niespodzianek, które spotkały Polaków w wieku XVIII, to zapewniam Państwa, że się mylicie. Większość z nas, jeszcze stosunkowo niedawno, była przekonana, że to nie te czasy, nie grozi nam wojna w Europie. Tymczasem mamy dużą wojnę tuż za wschodnią granicą. A zatem jest to wyjątkowo niepokojący moment i muszę zgodzić się z kolegami, że na ten moment za bardzo nie widać z niego wyjścia. Nie widać nowej formacji nie widać nowej siły, czy to społecznej czy politycznej, która mogłaby wziąć na siebie odpowiedzialność za kraj, która mogłaby ten kraj uporządkować.

xxx

Trudno nie zgodzić się z analizą dokonaną przez Przemysława Piastę, jednak wnioski, to jakby inna para kaloszy. Jeśli założymy, że ten spór jest autentyczny, to oczywiście możemy krytykować obie strony. Prawdą jest jednak to, że bez względu na to, czy jest on autentyczny czy wykreowany, sytuacja robi się niebezpieczna. Państwo, które jest skłócone ze wszystkimi sąsiadami czeka marny los. To samo dotyczy Ukrainy. Słabe państwo, które walczy z mocarstwem, jest z góry skazane na porażkę. Izolacja Polski na arenie europejskiej będzie miała ten sam efekt. Jednak analogia z XVIII wiekiem i rozbiorami jest raczej chybiona. Tu chodzi o odwrotny proces, o odtworzenie I RP. Wyjątkowe zaangażowanie Polski w wojnę na Ukrainie i wyjątkowa pomoc dla obywateli Ukrainy w Polsce ma przekonać państwa europejskie i opinię publiczna w Europie, że Polska i Ukraina to prawie jeden naród. Tak więc spór ten jest tylko częścią większego scenariusza, który posłusznie realizują obie „skłócone” strony.

Jak zakończyć wojnę, by Ukraina wyszła z niej z twarzą? Wiadomo, że terenów zajętych przez Rosję nie odzyska. Jedyne więc sensowne rozwiązanie, to takie które już w historii było. To połączenie Korony z południową częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego, które dokonało się na krótko przed unią lubelską (1569). Tak powstało wspólne państwo polsko-ukraińskie, które nadal nazywano Koroną, a które już nią nie było. I tak Polska wyszła z Europy i stała się częścią zacofanego tworu zwanego I RP. Czy czeka nas powtórne wyjście z Europy? Gdyby Polska, a ściślej cała Europa Wschodnia, nie była w unii europejskiej i w NATO, to żądania Ukrainy w sprawie wejścia do tych organizacji nie miałyby sensu. Cz to możliwe, by ci najlepsi scenarzyści i reżyserzy już wtedy wiedzieli, po co wciągają państwa tego regionu do unii i NATO?

Połączenie z częścią Ukrainy będzie się wiązało z utratą ziem zachodnich, no ale w zamian „Polska” dostanie zachodnią Ukrainę, czyli nie będzie pokrzywdzona. Oczywiście to będzie wiązało się z wyjściem Polski z unii europejskiej. No, ale skoro jest z nią skłócona, to nie będzie to trudne. Stworzenie takiej strefy buforowej pomiędzy Niemcami a Rosją będzie wymagało jeszcze włączenia Białorusi lub jej części oraz republik bałtyckich. Tylko czy rzeczywiście chodzi o taką strefę? Może oficjalnie tak to będzie tłumaczone, ale prawdziwy cel jest pewnie inny. Wszak I RP była państwem, które sami Żydzi nazywali swoim rajem. Czy chodzi im zatem o odtworzenie tego raju? Czy może raczej ma to mieć jakieś symboliczne znaczenie? Chabad Lubawicz deklaruje chęć stworzenia „nowego Izraela”. Miejsce owego tworu ich zdaniem zostało podyktowane przez historię. To dawne tereny Rzeczpospolitej, dziś Polski i Ukrainy.

Niektórzy twierdzą, że wojna na Ukrainie wybuchła po to, by uniemożliwić powstanie Jedwabnego Szlaku, dzięki któremu towary z Chin mogłyby docierać do Europy najkrótszą drogą i bez pośredników. Trudno uznać tę argumentacje za przekonywującą, bo przecież cały handel jest w rękach żydowskich i nie ma to najmniejszego znaczenia, którędy docierają one do Europy. Tak czy inaczej muszą przejść przez żydowskie centra dystrybucji i o tym, jaka ostatecznie będzie cena tych produktów, decydują Żydzi. W takim razie wypada sobie zadać jeszcze jedno pytanie: A do kogo należą przedsiębiorstwa transportowe? Czy Żydzi byliby na tyle nieroztropni, by pozwolić sobie na uzależnienie od obcych firm przewozowych? Ale o tym nie wolno głośno mówić. – Dlatego twierdzę, że w wojnie na Ukrainie chodzi o dokonanie zmian na mapie politycznej Europy wschodniej i centralnej. I tylko na skutek wojny można ich dokonać, jak również masowych przesiedleń. Nie przypadkiem przecież napływ emigrantów do Europy zachodniej następował po kolorowych rewolucjach.

Braun o frankistach

Na kanale Centrum Edukacyjne Polska Rafał Mossakowski 6 stycznia rozmawiał z Grzegorzem Braunem. W końcowej części tej rozmowy, mniej więcej od 34:20 do 40:00, Grzegorz Braun, zapytany o frankistów wychrzczonych w XVIII wieku w katedrze lwowskiej, wśród których był również jego przodek, tak odpowiedział:

No, weszli do Kościoła, ale weszli też do stanu szlacheckiego, weszli do stanu szlacheckiego, a zatem weszli do narodu politycznego. A zatem ekspresowo skorzystali z tej windy do godności, do stanowisk, także majętności. No i można powiedzieć, był to jeden z bardzo doniosłych aktów zaburzenia naturalnego rozwoju narodu polskiego, ponieważ jego elita została w stopniu nieproporcjonalnym zasilona, zinfiltrowana przez ludzi nie identyfikujących się z tradycją, interesem narodowym, o którym w XVIII wieku mogliśmy mówić, z racją stanu Rzeczypospolitej Polskiej. I tego konsekwencje mamy natychmiastowe. Konsekwencje, jeśli o frankistach mówimy… no, ale jeśli chodzi o wchodzenie Żydów-frankistów, talmudystów i ateistów-sowieciarzy – właśnie twórców i wielopokoleniowych wyznawców religii, bardziej holokaustu, niż Talmudu, co w skutkach, niestety, bardzo często, jak się okazuje, na jedno wychodzi. W skutkach, czyli w praktyce… odnoszenie się do innych spraw, innych narodów, innych nacji, jak właśnie naród polski.

Ale chciałem zestawić z tym faktem wychrzczenia się i uszlachcenia, bo jedno zostało z drugim powiązane przez frankistów, chciałem zwrócić uwagę, że niektórzy Żydzi-sowieciarze, którzy do Polski przybywają albo powracają na sowieckich czołgach czy w taborach sowieckich dywizji… Oni rzeczywiście tworzą łże-elitę, korzystając z przywileju korzyści, który im daje Józef Stalin i jego aparat przemocy. Ale widać, że są zapobiegliwi, bo dokonują zmian nazwisk i imion, często również wstecznie w poprzednich pokoleniach. Ja oglądałem takie dokumenty wykonane przez administrację powojenną. Dokumenty, które mi udostępnił młody historyk, który do tej pory nie zdecydował się publikować tych dokumentów, ponieważ opublikowanie ich groziłoby mu śmiercią cywilną, cywilną śmiercią naukową na pewno. To są dokumenty, w których widzimy, jak w latach 40-tych Żydzi zmieniają swoje imiona i nazwiska, ale zmieniają również, w tym samym dokumencie, w sąsiedniej rubryce, imiona swoich ojców, matek i nawet dziadków i babek. To znaczy zmieniają w oficjalnym państwowym dokumencie imiona osób już nieżyjących. Jest to coś fantastycznego. To jest taki matriks, to jest taka rzeczywistość przetworzona, że wymaga to po prostu badań. I gdyby państwo polskie nie cierpiało tak chronicznego i rozległego niedowładu, to mielibyśmy instytuty naukowe, które takie zadania by podjęły, które by się takimi tematami parały.

x

Jak widać Braun szybko „zszedł” z frankistów i skoncentrował uwagę Żydach, których określił mianem ateistów-sowieciarzy i którzy zmieniali nazwiska. Nazwał tę rzeczywistość rzeczywistością przetworzoną. No cóż, frankiści nie musieli dokonywać takich zabiegów. U nich wszystko odbyło się za jednym razem: ochrzcili się, nabyli szlachectwo i zmienili nazwiska. Nazwiska tworzono od nazw dnia tygodnia, w którym się wychrzcili: Niedzielski, Poniedzielski, Wtorkowski, Środziński, Piątkowski, Sobociński; od nazw miesięcy: Styczyński, Lutyński, Kwieciński, Majewski, Czerwiński, Lipiński, Sierpiński, Wrzesiński, Grudziński; od imion: Adamowicz, Abramowicz, Piotrowski, Pawłowski, Frankowski, Józefowicz, Jasiński, Krysiński, Rafałowski itp.; od nazw miejscowości: Samborski, Warszawski, Białostocki, Poznański, Brzeziński, Radomski; od nazw rzek: Sanocki, Wiślicki itp. Inne przykłady to: Krzyżanowski, Łabędzki, Nowakowski, Nowicki, Nowik, Nowak, Piasecki, Piaszczyński, Pruski, Orzeł itd. W zasadzie ograniczeniem była tylko wyobraźnia. Ci Żydzi, którzy przybywali (Przybylski, Przybył, Przybyłowicz, Przybyłowski) z Niemiec, na ogól nie zmieniali nazwisk, jeśli mieli już niemieckie. Być może jest to przypadek Brauna.

W książce Neofici polscy Teodora Jeske-Choińskiego w spisie neofitów, którzy przyjęli wyznanie rzymsko-katolickie od roku 1800 do 1903 w Warszawie, znajduje się zapis: Braun Aleksander (Abraham Bronstein), lat 31, syn Mośka i Małki Bronsteinów z Warszawy, w roku 1843.

Braun „zapomniał” o litwakach. Pierwotnie określenie „Litwak” oznaczało człowieka pochodzącego z Litwy, Litwina. Litwacy to potoczne określenie Żydów przybywających do Królestwa Polskiego z rosyjskiej strefy osiedlenia, głównie z zachodnich guberni, z terenów Litwy i Białorusi. Główne fale emigracyjne przypadły na lata 1891-1892 i 1905-1907. Wikipedia tak pisze:

Mapa pokazująca procent ludności żydowskiej w strefie osiedlenia około 1905 roku; źródło: Wikipedia.

Pierwsi litwacy, ok. 70 tysięcy rodzin, przybyli do Królestwa Polskiego na początku lat 90. XIX wieku, w ramach represji po zamachu na cara Aleksandra II Romanowa. Żydzi ze strefy osiedlenia byli lepiej zasymilowani niż Żydzi z Królestwa Polskiego, w większości przejęli kulturę rosyjską i na co dzień posługiwali się językiem rosyjskim. Zostali niechętnie przyjęci przez Polaków, którzy widzieli w nich narzędzie rusyfikacji, a także przez żydów ortodoksyjnych, którzy nazywali ich szajgecami (młodzieńcami).

Wśród szerokich mas żydowskich propagowali separatyzm, a zwalczali asymilację narodową i kulturową, co spowodowało jej czasowe ustanie. Pod koniec XIX wieku byli już dominującą siłą wśród Żydów w Polsce. Drugi wielki napływ tej ludności przypadł na lata 1905–1907 i był związany z wydarzeniami rewolucji 1905 roku.

Osiedlali się najchętniej w okolicach dużych ośrodków przemysłowych, szczególnie Warszawy i Łodzi. W Warszawie, ze względu na dobrą znajomość rynku rosyjskiego, litwacy szybko zmonopolizowali niektóre rodzaje handlu, zakładając kantory, składy, domy komisowe i biura agentowe. Większość litwaków zginęła podczas Holokaustu.

x

Jeśli do tych ateistów-sowieciarzy doda się frankistów i litwaków, to określenie tej rzeczywistości jako matriks i rzeczywistość przetworzona wydaje się najwyraźniej niewystarczające. Były więc trzy główne fale napływu Żydów na ziemie polskie: w XVIII, XIX i XX wieku. Choć właściwie to cztery, bo po III rozbiorze Rzeczypospolitej, gdy Warszawę zajęli Prusacy, napłynęło do niej mnóstwo Żydów niemieckich. Po 1807 roku, po pokoju w Tylży, Prusacy wycofali się, ale Żydzi zostali. Wydaje się więc, że jednym z celów Holokaustu było ukrycie tej masy Żydów, którzy mieszkali w Polsce. Liczba jego ofiar jest wielokrotnie zawyżona, a więc potomkowie tych czterech fal imigracyjnych nadal żyją w Polsce. Tylko dzięki zmianom nazwisk i pozornej asymilacji przeciętny człowiek nie jest w stanie zorientować się, jak wielu z nich mieszka w tym kraju.

Żydzi po II wojnie światowej przybywali do Polski nie tylko na radzieckich czołgach, ale też wielu z nich dotarło tu w ramach przesiedleń ludności z Kresów. Przecież we wszystkich kresowych miasteczkach ludność żydowska stanowiła zdecydowaną większość. Zaraz po wojnie Wałbrzych był największym skupiskiem ludności żydowskiej w nowej Polsce. Jeśli więc zreasumujemy te wszystkie wydarzenia, to nie da się zanegować tego, że korzenie żydowskie może mieć w Polsce kilka milionów ludzi. Jeśli dodamy do tego fakt, że większość przesiedlanej z Kresów ludności, to mniejszości narodowe, to twierdzenie, że obecnie w Polsce Polacy stanowią mniejszość nie jest bezzasadne. A to oznacza, że tzw. nowi Polacy stanowią tu większość. Warto o tym wszystkim pamiętać, gdy się patrzy na ten powyborczy cyrk. Tak kłócą się o konstytucję i praworządność, a w kwestii ukraińskiej idealna zgoda. To chyba nawet coś więcej niż cyrk.

Wandea

W dniu 29 grudnia 2023 wszedł na ekrany polskich kin film „Wandea. Zwycięstwo albo śmierć”. Ja miałem okazję obejrzeć go w sobotę 6 stycznia. Ten obraz to jedna wielka rzeź. To, co wydarzyło się w Wandei, począwszy od 1793 roku, to ludobójstwo. Szacuje się, że ofiar mogło być około 120 tys. z 815 tys. zamieszkujących Wandeę. Przekaz filmu wydawał się prosty: walka chłopów w obronie króla i wiary katolickiej. Ja jednak, oglądając ten film, zastanawiałem się, czy to rzeczywiście było możliwe, by ci chłopi mogli być tak zdeterminowani i czy rzeczywiście byli gotowi oddać życie za króla i wiarę. O ile w przypadku jednostek jestem skłonny uwierzyć w taką motywację, to w przypadku całej społeczności wydaje mi się to wątpliwe. Czy mógł być tam jeszcze jakiś dodatkowy powód? Dlaczego akurat Wandea? Czym się różniła od reszty Francji?

Wandea na tle mapy Francji; źródło: Wikipedia.

W artykule na portalu „Historia Do Rzeczy” można przeczytać:

Wandejczycy wyrażali sprzeciw wobec upadku władzy królewskiej oraz szykanowania wiary katolickiej. Z chwilą rozpoczęcia rewolucji francuskiej mieszkańcy Wandei nie opuścili króla, ani nie dali się porwać wichrowi radykalnych przemian. Czarę goryczy przelało zabicie Ludwika XVI oraz zapowiadany pobór do wojska, który spowodowałby wyjazd na wojnę wszystkich zdolnych do pracy mężczyzn.

x

Z kolei na stronie „ciekawostki historyczne.pl” w artykule „Powstanie wandejskie, czyli ludobójstwo Francuzów rękami… Francuzów” jego autor, Marcin Moneta, m.in. pisze:

Powstanie antyrepublikańskie wybuchło w jednej z najbiedniejszych części kraju, a jego motorem byli ci, żyjący najniżej w społecznej hierarchii, czyli chłopi. Teoretycznie to właśnie oni powinni byli w największym stopniu popierać Rewolucję, bo przecież w obronie ludu obalono króla. A jednak – choć w pierwszym okresie Wandejczycy rzeczywiście sprzyjali władzom rewolucyjnym, a ancien régime traktowali z dystansem – z czasem doktrynerstwo, szaleństwo i dyktatorskie zapędy rewolucjonistów zaczęły budzić coraz większy opór wśród przywiązanych do tradycyjnych wartości, prostych ludzi, którzy pragnęli po prostu sprawiedliwego i uczciwego życia, a także szacunku dla wartości, w które wierzyli. To właśnie uderzenie w sferę wartości pchnęło rolników z Wandei do postawienia kos na sztorc i wojny z republiką pod hasłem „Bóg i Król”.

Bezpośrednią przyczyną rewolty były obowiązkowe powołania do wojska dla tysięcy mężczyzn z prowincji, często jedynych żywicieli rodzin, którzy musieli porzucić swoje gospodarstwa, by pójść do armii. Gniew narastał jednak stopniowo już wcześniej, wraz z coraz dotkliwszymi szykanami republiki wobec – znienawidzonego przez rewolucjonistów – Kościoła katolickiego.

Byli jednak i tacy, którzy mimo krwi na rękach jeszcze długo pławili się w zaszczytach i służyli Francji – nieważne z której strony zarządzanej. Generał Turreau – dowódca kolumn piekielnych – nie tylko nie położył głowy, ale nawet został zrehabilitowany. Po obaleniu jakobinów rewolucyjna Francja uznała, że jedynie wykonywał rozkazy. Później Turreau z powodzeniem służył pod Napoleonem, jednak gdy cesarzowi powinęła się noga, okazało się, że tak jak i Wandejczycy, których mordował, w głębi serca jest… rojalistą. Gdy Burbonowie odzyskali władzę w 1814 roku, generał bez skrępowania przeszedł na służbę do króla Ludwika XVIII. Do dziś jego nazwisko widnieje na Łuku Triumfalnym w sercu francuskiej stolicy, obok innych zasłużonych…

x

Na portalu historycznym Dzieje.pl autor, Michał Szukała, w artykule Do kin trafiła „Wandea. Zwycięstwo albo śmierć” – film o zapomnianym ludobójstwie, m.in. pisze:

Najgroźniejsze dla republiki miały okazać się działania jej przywódców. Ratunkiem dla nowego reżimu miał być pobór 300 tysięcy rekrutów, którzy mieli odeprzeć inwazję europejskich monarchii. Chłopi mieli zostać zmuszeni do porzucenia swoich gospodarstw tuż przed porą zasiewów. Powstanie będące reakcją na decyzję władz w Paryżu wybuchło w położonej w zachodniej Francji Wandei, której mieszkańcy spoglądali dotąd na rewolucję z nadzieją lub umiarkowanym dystansem. Ich zapatrywania zmienił nie tylko pobór, ale również zamordowanie Ludwika XVI oraz zastępowanie przez władze lokalnych duchownych, którzy nie chcieli złożyć przysięgi na tak zwaną konstytucję cywilną kleru, której zapisy faktycznie podporządkowywały Kościół państwu. Wściekłość Wandejczyków zwróciła się przeciwko urzędnikom reżimu rewolucyjnego, a nawet duchownym, którzy stanęli po jego stronie.

x

„Polska Zbrojna” zamieszcza artykuł Grzegorza Kucharczyka „Wandea – heroizm i Ludobójstwo”, a w nim m.in.:

Eskalacja antykatolickiej polityki republiki zbiegła się z egzekucją króla Ludwika XVI (21 stycznia 1793) i zarządzeniem przez władze rewolucyjne powszechnego poboru do wojska (la levée en masse) w marcu 1793 roku. Pierwsze z tych wydarzeń było dla Wandejczyków potwierdzeniem, że w Paryżu zainstalował się reżim depczący wszystkie uświęcone od wieków tradycje religijne i polityczne Francji. Drugie zostało odebrane jako niedopuszczalna uzurpacja republikańskiego rządu, nie do pomyślenia w czasach monarchii, która opierała swój wysiłek militarny na profesjonalnej armii. Wandejscy chłopi nie chcieli składać daniny krwi na rzecz reżimu powszechnie uznawanego przez nich za bezbożny i antyfrancuski.

Wiosną 1793 roku powstanie wybuchło spontanicznie w całej Wandei. Od początku było ono ludowe. Jeśli gdzieś można było znaleźć we Francji doby rewolucji obszar, na którym działała maksyma o „wolności, równości i braterstwie” (sztandarowe hasło rewolucji), to paradoksalnie właśnie tam. Dowódców oddziałów powstańczych wyłaniano w jawnych i powszechnych wyborach. Przyznawał to później nawet sam Napoleon: „W armii wandejskiej panowała ta wielka zasada [równości]”.

Istniał jednak pewien przymus. Odczuli go niektórzy przedstawiciele wandejskiej szlachty, którzy zmuszani byli przez chłopów do objęcia dowództwa nad poszczególnymi oddziałami Armii Katolickiej i Królewskiej. Legendarnego dowódcę wojsk powstańczych François de Charette’a trzeba było dosłownie wyciągać spod łóżka. Nie tak drastycznie, ale jednak z pewnym przymuszeniem „skłoniono” do udziału w powstaniu innych wybitnych dowódców wandejskiego zrywu – markiza Charles’a de Bonchampsa i hrabiego Henriego de La Rochejaqueleina.

x

Na stronie „Wielka Historia” Anna Winkler w artykule „Rzeź w Wandei. Dzieci rozdeptałem końmi i wymordowałem kobiety” m.in. pisze:

W departamencie wrzało od miesięcy – pierwsze wystąpienia pojawiły się już w 1792 roku. Ale wieść o poborze, w połączeniu ze świeżym jeszcze wspomnieniem królobójstwa (Ludwik XVI został zgilotynowany w styczniu 1793 roku) i prześladowaniami księży, którzy odmówili złożenia przysięgi wierności państwu, przesądziła sprawę.

Było to – jak zaznacza profesor Grzegorz Kucharczyk w książce Chrystofobia. 500 lat nienawiści do Jezusa i Kościoła – klasyczne powstanie chłopskie. „Lud stał się inspiratorem powstania przeciw «ludowej» rewolucji” – pisze nie bez ironii wykładowca UAM i kierownik jednej z pracowni Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk.

x

Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) zamieszcza taką informację:

Wandea – departament w zachodniej Francji, wydzielony w 1790 z zachodniej części dawnego Poitou. Wojny wandejskie,1793-96, nazwa powstań chłopskich pod hasłem obrony religii i monarchii, w okresie rewolucji francuskiej; pierwsze z nich wybuchło 10 III 1793 w Wandei jako protest przeciw powołaniu pospolitego ruszenia (włącznie z księżmi) na wojnę z Austrią, jak też przeciw straceniu króla; podsycane przez rojalistów i kler oraz wspierane przez Anglię, wkrótce objęło Bretanię, Poitou i Andegawenię (30 tys. ludzi); głównym przywódcą był woźnica Jacques Cathelineau; po początkowych sukcesach powstanie zostało stłumione przez gen. L. Hoche’a; wybuchło znowu w latach 1799-180 i 1815.

x

Z przytoczonych wyżej fragmentów wynika, że iskrą zapalną był przymusowy podbór do wojska. Do tego doszła antykościelna polityka rewolucyjnej władzy i zgilotynowanie króla. Jedynie Marcin Moneta sygnalizuje: A jednak – choć w pierwszym okresie Wandejczycy rzeczywiście sprzyjali władzom rewolucyjnym, a ancien régime traktowali z dystansem – z czasem doktrynerstwo, szaleństwo i dyktatorskie zapędy rewolucjonistów zaczęły budzić coraz większy opór wśród przywiązanych do tradycyjnych wartości, prostych ludzi…

Jednak dopiero w Wikipedia wyjaśnia ten problem całościowo. Pisze m.in. tak:

Zamieszkująca Wandeę ludność początkowo nie wykazywała wrogości wobec zmian rewolucyjnych. Jej zeszyty akcesyjne z listą skarg i propozycji do Stanów Generalnych nie różniły się od zeszytów innych prowincji. Zeszyty zawierały skargi na nadużycia senioralne i domagały się ogólnej reformy podatkowej i sądowniczej. Wandea była jedną z dwunastu prowincji, które w pierwszej turze wybrały najwięcej deputowanych. W większości dołączyli oni później do klubu jakobinów. Samo zaś obalenie monarchii nie wywołało większego oporu w prowincji.

Przed rewolucją Kościół w Wandei posiadał ok. 10% ziemi, darowanej mu w zapisach testamentowych miejscowych mieszkańców w ciągu setek lat. W intencji darczyńców zapisy te miały stanowić podstawę utrzymania księży, zakonów i kościołów, a także służyć do walki z ubóstwem oraz utrzymania szkół i szpitali. W listopadzie 1789 roku Zgromadzenie Narodowe skonfiskowało dobra kościelne i wyemitowało asygnaty, za pomocą których można było te dobra nabyć. Dało to możliwości wzbogacenia się skorumpowanym urzędnikom, a społeczności lokalne zostały pozbawione możliwości zaspokajania potrzeb w zakresie lecznictwa, opieki społecznej i szkolnictwa. Następnym punktem zapalnym był dekret o zaprzysiężeniu księży na wierność narodowi. W wielu parafiach ludność nie chciała wpuścić zaprzysiężonych księży do kościołów i interweniowała znienawidzona przez ludność Gwardia Narodowa. W styczniu 1791 roku w Saint-Christophe-du-Ligneron (w okolicy Machecoul) były pierwsze ofiary śmiertelne wśród parafian broniących niezaprzysiężonych księży. W sierpniu 1792 roku w miasteczku Breissure Gwardia Narodowa wymordowała większość z około pięciuset nieuzbrojonych parafian – zakładników, wziętych z ludności miejscowej przeciwstawiającej się eksmisji sióstr z pobliskiego klasztoru.

Przede wszystkim antykościelne postępowanie władz rewolucyjnych, w drugiej kolejności stracenie Ludwika XVI 21 stycznia 1793 wywołało niezadowolenie w Wandei. Do wybuchu powstania przyczyniła się także kryzysowa sytuacja ekonomiczna, spowodowana między innymi wojną z państwami pierwszej koalicji. Bezpośrednim powodem wybuchu rewolty była jednak ustawa Konwentu z 23 lutego o powołaniu 300 tys. rekrutów, z czego 4 tys. miało pochodzić z Wandei. Niezadowolenie wywołała droga, którą rekrutacja miała się odbyć. W przypadku nieznalezienia odpowiedniej liczby ochotników, każda gmina miała sama wyznaczyć odpowiednią grupę ludzi, nieistotne czy w drodze losowania, przez wybór czy w inny sposób. Otworzyło to pole do intryg i wysyłania do armii osób niewygodnych z punktu widzenia rewolucji czy wewnętrznego układu sił.

xxx

Pisze więc na początku Wikipedia, że samo obalenie monarchii nie wywołało większego oporu w prowincji. Natomiast w dalszej części dodaje, że Kościół w Wandei posiadał 10% ziemi, którą chłopi przekazali mu w zamian za opiekę socjalną, czyli ubezpieczenie społeczne oraz utrzymywanie szpitali i szkół. Skonfiskowanie dóbr kościelnych oznaczało dla nich utratę tego wszystkiego, czego dorabiali się przez wieki. I to była ta specyfika Wandei. Ale nie tylko to. Był jeszcze jeden czynnik, o którym pisze Wikipedia, ale w części poświęconej rewolucji francuskiej, a nie – Wandei:

„Żyrondyści wciąż mieli największy wpływ na władzę. Koalicja antyfrancuska miała znaczny potencjał militarny. W związku z tym w lutym 1793 Konwent uchwalił pobór 300 tys. żołnierzy. Na początku marca uzbrojeni chłopi zaczęli zbierać się w grupy, żeby stawiać opór poborowi na wojnę w obronie niepopularnej rewolucji. Główną przyczyną niepopularności wśród chłopstwa były aresztowania niekonstytucyjnych księży, którzy odmówili złożenia przysięgi obywatelskiej na wierność narodowi i konstytucji francuskiej. W niektórych rejonach prawie wszyscy księża odmówili złożenia przysięgi. Księża byli filarami społeczności i w Wandei, częściej niż gdzie indziej, księża pochodzili ze społeczności, w których posługiwali.”

Ostatnie zdanie dopełnia obraz i dlatego łatwiej zrozumieć, skąd u tych ludzi taka determinacja. Natomiast motyw obrony króla i wiary katolickiej został, przez środowiska konserwatywne i katolickie, wyniesiony do rangi symbolu. W ich mniemaniu walka o szczytne idee jest czymś wznioślejszym, czymś, na czym można zbudować legendę, a nawet system wartości. A walka o obronę własnego interesu i tego, co przez wieki udało im się wypracować? – To brzmi tak przyziemnie. Ale prawda jest taka, że łatwiej przeżyć śmierć ojca, niż utratę ojcowizny. Taka jest ludzka natura.

A w całej tej francuskiej rewolucji wcale nie chodziło o wolność, równość i braterstwo – choć to ostatnie to może dla masonów – bo żadnej wolności i równości nie było i nie ma, tylko o odsunięcie od władzy i wpływów starej arystokracji, która swoje bogactwo zawdzięczała wyprawom krzyżowym i nadaniom ziemi z racji tych wypraw, które były wyprawami łupieżczymi pod hasłami obrony Ziemi Świętej przed muzułmanami. Innymi słowy – złodzieje starej daty walczyli z kandydatami na złodziei młodej daty.

Nowa arystokracja, zwana burżuazją, powoli zdobywała teren. W Wikipedii można przeczytać o sytuacji w przedrewolucyjnej Francji m.in. i to:

„Najwyżej stała grupa ok. 4 tys. rodzin „przedstawionych” królowi – osób stale towarzyszących królowi, tworzących jego dwór, oraz książąt krwi. Ich utrzymanie pochłaniało ok. 33 milionów liwrów rocznie ze szkatuły królewskiej. To z tej grupy rekrutowało się wyższe duchowieństwo i wyżsi oficerowie. Żyli oni stale na skraju bankructwa, chcąc ratować swoje majątki, w pewnym momencie zaczęli brać za żony córki bogatych mieszczan, co znacznie zbliżyło ich ekonomicznie do wielkiej burżuazji.”

Kim byli ci bogaci mieszczanie i wielka burżuazja, tego chyba nie muszę nikomu tłumaczyć. Ale nie cała stara arystokracja żyła na skraju bankructwa, o czym może świadczyć fakt, że arystokraci walczyli w Wandei po stronie chłopów.

Aktualizacja:

Krótko po wrzuceniu tego bloga na stronę wszedłem na YouTube i od razu pojawił mi się poniższy film czy video, jak kto woli.

Postęp

W dzisiejszym świecie, w którym następuje niezwykle szybki rozwój techniki, szczególnie tej związanej z komputerami i informatyką, ludzie na ogół nie zastanawiają się nad tym, po co to wszystko. Oczywiście do pewnego momentu ten rozwój jest jak najbardziej korzystny, szczególnie gdy chodzi o zastosowanie tego postępu w naukach medycznych czy choćby w internecie. Jest jednak pewna granica, której nie wolno przekraczać. Chodzi tu oczywiście o ingerowanie w ciało i mózg ludzki. O tym pisze w swojej książce Cyber pułapka (2023) ks. prof. Andrzej Zwoliński. Poniżej wybrane fragmenty.

Badacze i analitycy współczesnej cywilizacji wskazują, że w nowożytności miały miejsce dwie próby zawładnięcia ludzką osobą. Pierwszą z nich był krwawy despotyzm związany z totalitarnymi ideologiami XX wieku: komunizmem i faszyzmem. Druga próba polegała na planach podporządkowania człowieka radykalnym wersjom biotechnologii (neuronauce, inżynierii genetycznej, eugenice, klonowaniu). Ta druga próba wciąż trwa – próbuje zredukować osobę ludzką do przejściowego elementu ewolucji kosmicznej, kreśląc fantastyczne wizje jej przyszłości. Totalitaryzmy okazały swoją najgłębszą zawartość i była nią, jak się okazało, nienawiść do człowieka. Podobnie tragiczne skutki może nieść ze sobą projekt sprowadzający człowieka do jego cielesności. Skutkiem próby całkowitej naturalizacji człowieka będzie wielka demoralizacja humanistyczna i despotyzm, tego, co organiczne. Jest bowiem ogromna sprzeczność pomiędzy próbą wejścia nauki i techniki w ludzką sferę intencjonalną, moralną, poznawczą i decyzyjną, a perspektywą lepszego panowania nad samym sobą w samostanowieniu. Gdy podporządkowuje się samostanowienie temu, co organiczne, prowadzi to do podważenia wolności człowieka. Dokonuje się organiczno-naturalistycznej redukcji człowieka. Takie niebezpieczeństwo stwarza tzw. transhumanizm, próbujący przekroczyć granice człowieczeństwa zakreślone w sferze prawa natury i kondycji ludzkiej otrzymanej od Stwórcy.

x

Transhumanizm (czasem skracany do >H lub H+) – ruch intelektualny, kulturowy oraz polityczny postulujący możliwość i potrzebę (ale nie konieczność) wykorzystania nauki i techniki, w szczególności neurotechnologii, biotechnologii i nanotechnologii, do przezwyciężenia ludzkich ograniczeń i poprawy kondycji ludzkiej. – Wikipedia.

x

Sztuczny człowiek jako plan

Postacią z historii myśli ludzkiej, która odrodziła się w wielu powieściach science fiction w XX wieku, jest Golem z tradycji żydowskiej. Hebrajskie słowo golem oznacza twór nieukształtowany, niemający jeszcze formy. Nie jest to człowiek, lecz potencjał materii. To Adam, zanim Bóg obdarzył go życiem. Powtarzanie aktu przejścia od nieukształtowanej materii do żywej istoty było przede wszystkim doświadczeniem mistycznym, rytuałem ekstatycznym, odtwarzającym boski akt stwórczy. W kabale Golema tworzą sprawiedliwi i to wtedy, gdy są najbliżsi Bogu. Celem tego rytuału była zmiana stanu świadomości, osiągnięcie ekstazy, nie zaś tworzenie życia.

Michał Anioł Stworzenie Adama, fresk z Kaplicy Sykstyńskiej; źródło: Wikipedia.

Golem pojawił się w XII wieku jako istota człekopodobna, poruszająca się i funkcjonująca dzięki mocom stwórczym człowieka, które są mu dane przez Boga. Należało wpierw zgłębić tajemnicę świętych liter, by móc odtworzyć ten akt. Litery obdarzone są siłą, dzięki nim człowiek może uczynić stworzenie z dziewiczej ziemi, ugniatać je i zakopywać w ziemi, zataczać kręgi i sferę wokół stworzenia. Rytuał ten powtarzany 442 razy (inny wariant mówi że 462) sprawia, że stworzenie podnosi się żywe dzięki sile zawartej w tradycji liter.

Tradycja Golema, ożywiona w XVII, zrodziła szereg podań, np. o Golemie, który służył jako parobek (chełmońscy Żydzi), który zbuntował się i wymknął spod kontroli swojego twórcy. Najsłynniejsza jest historia Golema, którego stworzył rabbi Low, żyjący w Pradze, który ulepił go z wody i gliny, ognia i powietrza, a ożywił go słowem met (prawda) napisanym na kartce, którą włożył mu w usta lub też nakreślił na jego czole. Po wymazaniu słowa Golem pozostawał martwym posągiem, a nie żywym sługą (met). Golem był obdarzony wielką siłą, pracował fizycznie. Pewnego razu, gdy rabin zapomniał wyciągnąć kartkę z jego ust, Golem zaczął niszczyć wszystko wokół siebie, co spowodowało, że rabbi – przestraszony tym, co uczynił – zniszczył tę figurę. Jako mit nowoczesności golem oznacza sztucznego człowieka obdarzonego nadnaturalną siłą, która może jednak wymknąć się spod kontroli. Elementy tego mitu można znaleźć w historii maszyn, które wspomagają prace człowieka, są mu pomocne, lecz muszą też budzić jego respekt.

x

Golem (hebr. ‏גולם‎ lub ‏גלם‎; jid. ‏גולם‎ gojlem) – istota utworzona z gliny na kształt człowieka, ale pozbawiona duszy rozumiejącej neszama, a zatem również zdolności mowy.

Hebrajskie słowo golem pojawia się w Biblii tylko raz, w Księdze Psalmów 139:16, który to werset tradycja talmudyczna wkłada w usta Adama. W tym miejscu bywa ono tłumaczone jako „zarodek, embrion”, ale prawdopodobnie oznacza coś bezkształtnego, pozbawionego formy. W średniowieczu utożsamiano je z greckim pojęciem bezkształtnej materii – stgr. ἡ ὕλη (hē hýlē). Część tradycji żydowskiej traktuje również Adama przed obdarzeniem go bożym tchnieniem jako golema.

Tworzenie golema przez ludzi wiąże się z powtarzaniem procesu bożej kreacji. Jako że uważano, iż została ona dokonana za pomocą liter alfabetu hebrajskiego, również przez odpowiednie ich układy próbowano ponowić ten akt. Pierwsze przekazy o golemie utworzonym przez człowieka zawiera Talmud. Później na stałe praktyki te związane były z magicznym wykorzystaniem traktatu Sefer Jecira (Księga Stworzenia) i odtworzeniem podanej tam struktury boskiej kreacji. – Wikipedia.

x

Biotechnologiczne eksperymenty z człowiekiem

W miarę rozwoju techniki kontakt maszyny i człowieka staje się coraz bliższy. Kolejnym etapem ich „zbliżenia” jest nakładanie urządzenia elektronicznego na skórę, niczym kalkomania czy zmywalny tatuaż. Taki mocowany na sobie plaster zawiera czujniki, tranzystory, odbiornik radiowy, anteny bezprzewodowe, cewki przewodzące i baterie słoneczne. Pozostają one niewyczuwalne po przyklejeniu na skórę. Układy elektroniczne są umieszczone na elastycznym podkładzie, a następie na małym arkuszu cienkiego plastiku. Po zwilżeniu wodą przylegają do skóry i pozostają na jej powierzchni. Ten pomysł to kolejny krok w połączeniu świata elektroniki i biologii bez potrzeby inwazji chirurgicznej – wszczepień bezpośrednio do organizmu. Owe elektroniczne plastry mogą zawierać różnego rodzaju urządzenia, jak sterowniki zmechanizowanych protez, mogą też umożliwiać posługiwanie się komputerem czy pomagać w komunikowaniu się z innymi ludźmi lub dokonywać stałej obserwacji kondycji pacjenta.

Jedną z najbardziej produktywnych interdyscyplinarnych dziedzin badań stało się poszukiwanie tzw. sztucznej inteligencji (AI – artifical intelligence; polski odpowiednik: SI), która połączyła technikę komputerową, psychologię, matematykę, naukę o zachowaniu i neurologię. Później ta dziedzina zróżnicowała się na różne poddyscypliny.

„Poprawa” człowieka z czasem zaczęła dotyczyć wszelkich dziedzin życia ludzkiego. Do najbardziej spektakularnych działań należą próby powiększenia możliwości ludzkiego mózgu. Interfejs mózg-komputer (ang. brain-computer interface – BCI) pozwala na bezpośrednią komunikację pomiędzy mózgiem a odpowiednim urządzeniem zewnętrznym. Celem działań w tej dziedzinie jest poprawa ludzkich zmysłów albo czynności ruchowych. Neuroprotetyka ma na celu przywrócenie uszkodzonego słuchu, wzroku i czynności ruchowych. Badania nad BCI rozpoczęły się w latach 70-tych XX wieku na University of California Los Angeles (UCLA), gdzie też po raz pierwszy w historii użyto wyrażenia „interfejs mózg-komputer”. Głównym zastosowaniem BCI pozostaje medycyna, zwłaszcza prace nad umożliwieniem komunikacji zewnętrznej pacjentom w ciężkich stadiach takich chorób, jak stwardnienie rozsiane, udar mózgu czy mózgowe porażenie dziecięce. BCI znalazło zastosowanie wojskowe oraz w rozrywce – na przykład popularne „czytniki myśli” czy interfejsowe gry komputerowe.

Zwolennicy ulepszania człowieka za pomocą środków technologicznych nadają owym środkom szczególne znaczenie: poprzez nie bowiem człowiek zmierza do osiągnięcia celu, który sam wybiera, na który wskazuje i zaznacza jako ważny. Często odwołuje się przy tym do tzw. imperatywu technologicznego, który opiera się na konieczności sięgnięcia po jakąś technologię, jeżeli jest ona dostępna. Wiąże się to z niebezpieczeństwem rozminięcia się z etyką, co zachodzi zwłaszcza wówczas, gdy zastosowanie biotechniki może wiązać się z ryzykiem dla przyszłych istot ludzkich lub dla przyjmującej ją jednostki.

Postczłowiek w braterstwie z komputerem

Do bardzo niebezpiecznych działań należy eksperymentowanie z wprowadzeniem elektronicznych implantów w obszar mózgu człowieka. Zwłaszcza gdy docelowo wiąże się to z marzeniem stworzenia cyborga, za jakiego uważa się robota wyposażonego w biologiczny mózg. Ma do tego prowadzić testowanie maszyn wyposażonych w neurony pobrane od zwierząt czy ludzi. Ludzkie ciała i mózgi są traktowane jako czynniki hamujące rozwój człowieka, gdyż wiążą go z licznymi ograniczeniami. Podłączenie ich do maszyn miałoby na celu uwolnienie od tych barier.

Konstrukcje „sztucznych owadów”, czy całych zespołów maszyn podłączonych do ciała ludzkiego, wskazują na różnego rodzaju szanse, lecz i zagrożenia związane z mechanicznym podejściem do człowieka. Nikt nie może przewidzieć dalszych skutków tego typu ingerencji, zwłaszcza dla zdrowia fizycznego i psychicznego tych, którzy im się poddają. Nieznane są także skutki społeczne tej specyficznej koegzystencji człowieka i maszyny, a także przyszłość przewidywanych ich ściślejszych relacji.

Obserwacja i badania kodu genetycznego doprowadziły do idei zamiany krzemowej budowy tradycyjnych podzespołów komputerów na pracujące dzięki wykorzystaniu kwasu DNA. Byłyby to tzw. biologiczne komputery, które mogą zastąpić wielkie bazy danych. Można je wykorzystać m.in. do stworzenia inteligentnych leków, które same potrafią zlokalizować niebezpieczeństwo, a następnie zaradzić mu, wspomagając pracę układu odpornościowego. Pierwsze tego typu próby już się dokonały: w 2004 roku naukowcy Instytutu Nauki Weizmanna skonstruowali rodzaj komputera, który mógł diagnozować komórki nowotworowe, a potem zaaplikować im lekarstwo.

Ideałem człowieka w erze komputerowej jest postczłowiek, zwany też Nadczłowiekiem czy Supermanem. To przyszła istota ludzka, której zakres możliwości został znacznie poszerzony, przezwyciężając ograniczenia natury ludzkiej, w tym także tymczasowość egzystencji związaną ze śmiertelnością. W perspektywie tej koncepcji jest zbudowanie sztucznej inteligencji, która przewyższa swoich twórców, pozostając na ich służbie. Postczłowiek miałby być genialny, inteligencją przewyższający jakiegokolwiek człowieka obecnie żyjącego, byłby niepodatny na choroby ani proces starzenia się oraz obdarzony większym potencjałem dostępnych mu przyjemności, wolny od wszelkiej skazy cielesnej. Sposobem dotarcia do tego typu ideału nowego człowieka jest między innymi molekularna nanotechnologia, inżynieria genetyczna, substancje regulujące samopoczucie, terapie przeciw starzeniu się organizmu, interfejsy neurologiczne, zaawansowane narzędzia zarządzania informacjami, które poprawią pamięć oraz synteza człowieka z maszyną. Z tej koncepcji postczłowieka wyrasta tzw. posthumanizm, który wiąże się ze zmianą postrzegania miejsca człowieka w świecie. Człowiek przestaje być centrum świata i miarą wszechrzeczy. Posthumanizm przekonuje o konieczności odejścia od antropocentrycznego punktu widzenia, wskazując powiązania człowieka ze światem zwierząt i roślin i ze wszystkim co nieludzkie. I tak na przykład studia nad zwierzętami (animal studies) postrzegane są jako część debaty posthumanistycznej.

Z ideą postczłowieka wiąże się także postgenderyzm, czyli ruch społeczny, polityczny i kulturalny, który postuluje dobrowolną eliminację płci społecznej (gender). Ma to nastąpić poprzez zastosowanie zaawansowanej biotechnologii i wspomaganych technik reprodukcyjnych. Za twórcę tego ruchu uważa się kanadyjskiego futurystę George’a Dvorsky’ego, który w eseju napisanym wraz z socjologiem dr. Jamesem Hughesem, pt. Postgenderism: Beyond the Gender Binary (2008) pierwszy użył terminu „postgenderyzm”. Postgenderyści uważają, że obecność ról społecznych i różnic między płciami, które ograniczają jednostkę, wynikają ze zbyt niskiego rozwoju społeczeństwa. Sądzą, że gdyby istniała możliwość reprodukcji wspomaganej technologicznie, seks dla reprodukcji przestałby być potrzebny. Postgenderowi ludzie mieliby zaś możliwość – zgodnie ze swoją wolą – zarówno zajść w ciążę, jak i być ojcem dziecka, co oznaczałoby eliminacje określonych ról społecznych poszczególnych płci. Ważny dla propagowania idei postgenderyzmu był esej feministki socjalistycznej z 1991 roku Donny Haraway, pt. A Cyborg Manifesto: Science, Technology and Socialist-Feminism in the Late Twentieth Century (Manifest Cyborga: Nauka, technologia i socjalistyczny feminizm pod koniec XX wieku). Proponuje ona, by wysiłki nauki zmierzały w kierunku uwolnienia kobiet od obowiązków reprodukcyjnych, gdyż dopiero wówczas będą wolne od swoich biologicznych ograniczeń. Przekroczenie identyfikacji płci ma się dokonać m.in. przez postępy w klonowaniu ludzi, partenogenezę i konstruowanie sztucznej macicy.

Przedmiotem analiz Nowego Człowieka są przede wszystkim konsekwencje – dla indywidualnego i społecznego życia ludzi – wprowadzenia najnowszego typu technologii. Jednym z wątków tych analiz jest „sztuczne ciało” jako efekt nałożenia technik komputerowych na naturalne fizyczne uposażenie człowieka, które otrzymujemy rodząc się ludźmi. Już E. Fromm przestrzegał przed zjawiskiem, które nazwał „robotyzmem” i które rozumiał jako modyfikowanie psychofizycznego ustroju człowieka, czy przedłużanie jego życia, co niesie za sobą zmiany typu kultury. Za szczególnie niebezpieczne uznawano wówczas różnego rodzaju „maszyny telepatyczne”, które podpowiadają człowiekowi, co ma czynić, myśleć, czy co ma uważać za dobre, a więc manipulują jego stanami emocjonalnymi i popędami. Wizje te w dużej części spełniły się już, na przykład w cyberseksie.

x

Niektórzy wprost przestrzegają przed biblijną Bestią, która już nadeszła. Jej znakiem, zgodnie z dowolnie odczytywanym fragmentem Apokalipsy św. Jana (Ap 13,11-18), są właśnie „chipy” („otrzymują znamię na prawą rękę lub czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia” -Ap 13,16-17). Twierdzi się nawet, że uważać należy na smart card (ang. karty płatnicze), które są „podstawą znaku Bestii”. Stąd wielu uwrażliwia całe społeczności na przyjmowanie technologii mikrochipów identyfikacyjnych, w tym elektronicznych dowodów osobistych czy tzw. bezpiecznych kart ubezpieczeniowych. Groźby upatruje się nawet w kodach kreskowych czy coraz powszechniejszych tagach RFID (radio-frequency identification – przyp. W.L.).

Lęki i obawy związane z urządzeniami elektronicznymi najnowszej generacji wiążą się z ideą magicznego człowieka, stworzonego technikami magicznymi Golema. Ta żydowska tradycja wiąże się bowiem z ideą tworzenia, będącego imitacją mocy stwórczej Boga, czyli z prowokowaniem konfliktu z mocą Stwórcy. Pełne pychy wejście w kompetencje Boga, bez zważania na granice natury i daną człowiekowi kondycję i możliwości, było odczytywane jako grzeszny bunt i konkurowanie z Bogiem. Grzech pychy jest odejściem człowieka od prawdy o sobie samym i oddaniem się grzesznemu marzycielstwu o swobodnej samokreacji.

Myśliciel i analityk współczesności Karl Jaspers stwierdził: „Człowiek po raz drugi włamał się w organizm natury i ją opuścił, by w niej stworzyć dzieło, którego by ona nie tylko nigdy nie stworzyła, ale które nadto zaczyna z nią teraz rywalizować o władzę i potęgę”. Już F. Bacon postulował, aby rozwoju konstrukcji teoretycznych i polepszania ludzkiej kondycji nie traktować oddzielnie, czy nawet jako przymiotów przeciwstawnych, jak to czyniła myśl starogrecka. Dlatego konieczne jest – postulował – aby pilnować zbieżności prawdy i pożytku, a nigdy nie podporządkowywać prawdy pożytkowi. Należy ustanawiać między nimi stosunek należności. Praktyczny pożytek (practicita), bez prawdy, jest dla Bacona czymś arbitralnym, przypadkowym, niezdolnym do postępu i rozwoju. Pogoń za natychmiastowym wynikiem praktycznym, bez namysłu nad jej sensem i pożytkiem, jest typowa dla magii i alchemii – zachłannych w dążeniu do praktycznych rezultatów, przy ignorowaniu braków i luk w teoriach, którymi magowie i alchemicy posługują się w swoim działaniu. Są to teorie subiektywne, niemożliwe do skodyfikowania i naukowej weryfikacji. Bacon zaś twierdził, że do realizacji dzieł należy bardziej dążyć z tego powodu, że są rękojmiami prawdy, niż ze względu na wygody życiowe.

xxx

Pisze autor, że istotą komunizmu i faszyzmu (chyba powinno być – nazizmu) była nienawiść do człowieka. Podobne tragiczne skutki, pisze dalej, może nieść ze sobą projekt sprowadzający człowieka do jego cielesności. Otóż, ten projekt jest sam w sobie nienawiścią do człowieka od samego początku pojawienia się takiej idei. Nie ma w tym nic dziwnego, bo Golem wywodzi się z tradycji żydowskiej, a w tej tradycji nienawiść do ludzi, których Żydzi za ludzi nie uważają, jest ciągle obecna. Stąd cała ta nowoczesna technologia – którą wprowadza się pod pozorem udogodnień, wygód, poprawy ludzkiego zdrowia i organizmu człowieka – ma na celu zniszczenie człowieka: podporządkowanie go i sprowadzenie go do roli posłusznej maszyny, pozbawionej własnej woli, niezdolnej do samodzielnego myślenia i bezpłciowej.

Mamy więc tu do czynienia z tak zwanym posthumanizmem, w odróżnieniu od humanizmu, w którym człowiek był centrum świata i miarą wszechrzeczy. Humanizm to prąd, który pojawił się na początku renesansu i podważał średniowieczny porządek, w którym to Bóg był w centrum świata i był miarą wszechrzeczy. Początkowo pojawił się on we Włoszech i duży wpływ na niego wywarli Żydzi, działając w różnego rodzaju tajnych związkach. Humanizm wyostrzył konflikt pomiędzy wiarą a wiedzą. Negował metodę średniowiecznych scholastyków, którzy uważali, że poznanie jest możliwe w oparciu o metodę dedukcji, bez udziału obserwacji i eksperymentu, które były podstawą dla humanistów. Stąd taki rozwój w renesansie magii, alchemii i astrologii.

Autor dobrze opisał zjawisko i zagrożenia z niego płynące, ale wydaje się, że daje do zrozumienia czytelniom, że jest to proces, którego ludzie nie kontrolują lub wymyka się spod tej kontroli. Tak sugeruje tytuł książki Cyber pułapka. W mojej ocenie tak nie jest. Wszystko jest pod kontrolą i rozwija się w zamierzonym kierunku. Natomiast ci bezkrytyczni użytkownicy, którzy tak chętnie akceptują te zmiany, nie zdają sobie sprawy z zagrożenia i w stosunku do nich ten tytuł ma uzasadnienie.

Ludzie, by być aktywnymi i twórczymi w swojej pracy, potrzebują pieniędzy. Jeśli je mają, to mają motywację do pracy. Tam, gdzie są pieniądze, ludzie pracują efektywniej. I rozwijają się te dziedziny nauki i przemysłu, gdzie te pieniądze są. Gdzie ich nie ma, nie ma rozwoju i bogactwa. Tak więc o tym, czy jakaś branża przemysłowa, czy dziedzina nauki się rozwija, decydują pieniądze, a ściślej ci, którzy mają monopol na ich kreowanie i dystrybucję. Jeśli więc te branże nowych technologi i biotechnologii rozwijają się tak dynamicznie, to znaczy, że ten, kto rozdziela pieniądze, kieruje ich największy strumień do tych właśnie branż. I one rozwijają się, ale w tym kierunku, w jakim chce ten, który daje te pieniądze. I dlatego wszystko jest pod kontrolą.

Jest tylko jeden naród na świecie, który cechuje:

  • rozproszenie i asymilacja
  • monopol na kreowanie pieniądza
  • monopol na światowy handel
  • monopol medialny

To te najważniejsze czynniki, a są jeszcze inne, które są niezbędne, by rządzić światem i decydować o jego rozwoju w pożądanym dla siebie kierunku. W blogu „Dobry interes” zamieściłem krótkie video z wypowiedzią Brauna, w której opowiadał o tym, jak jego przodek stał się Polakiem. Teraz pojawia się tam komunikat: „This video is private”. Ja jednak mam ten zwyczaj, że zapisuję treść prezentowanego video, więc każdy może sobie przeczytać, ale już nie obejrzeć i wysłuchać. Szybko się zorientowali, że Braun tą wypowiedzią zdemaskował się. Tak działa monopol medialny. I pomimo, że on zgasił im świece chanukowe, to oni „zgasili” mu to video – tak w ramach „rewanżu”. I tak działa monopol medialny.

Zagadka

O pakcie Ribbentrop-Mołotow to pewnie każdy słyszał, ale o tym, że ostateczne ustalenie stref wpływów nastąpiło dopiero pod koniec września 1939 roku, to pewnie większość nie wie. Dlaczego tak się stało? Dlaczego od razu nie ustalono nowej granicy niemiecko-radzieckiej? To są pytania, na które odpowiedzi nie znajduję i raczej wątpię, bym je znalazł. Pozostają więc tylko domysły.

Wikipedia tak m.in. pisze:

Pakt Ribbentrop–Mołotow, też: pakt Hitler–Stalin – umowa międzynarodowa z 23 sierpnia 1939 roku, będąca formalnie paktem o nieagresji pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich, która zgodnie z tajnym protokołem dodatkowym, stanowiącym załącznik do oficjalnego dokumentu umowy, dotyczyła rozbioru terytoriów lub rozporządzenia niepodległością suwerennych państw: Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii i Rumunii. Bywa także określany jako IV rozbiór Polski.

Główne postanowienia paktu

  • Kraje bałtyckie: (Estonia, Łotwa) i Finlandia staną się strefą wpływów i przyszłym terytorium ZSRR, a północna granica Litwy (z Łotwą) stanowić ma granicę pomiędzy strefami interesów Niemiec i ZSRR.
  • Na obszarach należących do państwa polskiego strefy interesów Niemiec i ZSRR będą rozgraniczone wzdłuż linii rzek Narwi, Wisły i Sanu.
  • Strona radziecka podkreśla swoje zainteresowanie Besarabią, ze strony niemieckiej stwierdza się zupełne niezainteresowanie tym terytorium.
Źródło zdjęcia: Wikipedia.

Późniejsze modyfikacje ustaleń paktu

Już w trakcie trwania II wojny światowej, 28 września 1939, kiedy doszło do spotkania nacierających z zachodu Niemców z nacierającą ze wschodu Armią Czerwoną, a los Polski był w tej kampanii przesądzony, doszło do doprecyzowania postanowień niemiecko-sowieckich. Podpisano w Moskwie niemiecko-radziecki traktat o granicach i przyjaźni zwany drugim układem Ribbentrop–Mołotow.

Dokonano wówczas następujących modyfikacji: ZSRR zgodził się na odstąpienie Niemcom Lubelszczyzny oraz wschodniej części Mazowsza w zamian za zgodę Niemiec na oddanie Litwy do sowieckiej strefy wpływów. Wkrótce (10 października) Wileńszczyzna została przekazana Litwie w zamian za zgodę na stacjonowanie garnizonów radzieckich na jej terytorium. Podobne układy wymuszono 29 września i 5 października na Estonii i Łotwie.

Źródło zdjęcia: Wikipedia.

x

Dlaczego na początku ustalono strefę wpływu Związku Radzieckiego na Wiśle? Czy już wtedy wiedziano, że polskie wojsko dostanie rozkaz niewalczenia z Armią Czerwoną, a główne siły zostaną skierowane na front zachodni? Dlaczego po miesiącu Stalin oddał Hitlerowi wschodnie Mazowsze, Lubelszczyznę i powiat suwalski, zwany też Trójkątem Suwalskim? A w zamian dostał tylko skrawek Wileńszczyzny, powiat łomżyński z miejscowością Jedwabne i powiat grajewski? Gdybym nie „znał” Stalina, to bym powiedział, że zrobił głupi interes, ale ponieważ go „znam”, to powiem, że zrobił dziwny interes. A może po prostu wykonał polecenie swoich nieznanych przełożonych?

Getta żydowskie w okupowanej Europie Wschodniej w latach 1941-1942. Źródło: Wikipedia.

Pierwszym gettem na terenie okupowanej Polski było utworzone 8 października 1939 roku getto w Piotrkowie Trybunalskim. Później powstawały one w innych miastach. Był to czysty zabieg logistyczny. Skupionych na niewielkim obszarze Żydów łatwiej było wywozić do obozów koncentracyjnych i obozów zagłady.

Na powyższej mapie widać jak na dłoni, gdzie mieszkało najwięcej Żydów, a właściwie żydowskiej biedoty, której koszty utrzymania coraz bardziej uwierały bogatych amerykańskich i zachodnioeuropejskich Żydów. Kolejnym etapem „ostatecznego rozwiązania” było utworzenie obozów zagłady.

Niemieckie, nazistowskie obozy eksterminacji lokalizowane w okupowanej Polsce. Źródło: Wikipedia.

Z 8 obozów zagłady istniejących na terenie Europy 6 zlokalizowano w Polsce. Pozostałe dwa to obóz na Białorusi i obóz w Chorwacji. Jednak większość historyków nie uznaje tych dwóch obozów za obozy zagłady. W chorwackim obozie ginęli przeważnie Serbowie, a w białoruskim – znaczny odsetek innych narodowości. W związku z tym można uznać, że wszystkie obozy zagłady w czasie II wojny światowej znajdowały się na terenie okupowanej Polski. Były to: Oświęcim, Chełmno nad Nerem, Treblinka, Majdanek, Sobibór, Bełżec. Cztery z nich – Treblinka, Majdanek, Sobibór i Bełżec – zlokalizowano na terenach, które Stalin „odstąpił” Hitlerowi i praktycznie wszystkie zostały umiejscowione wzdłuż granicy, którą ustalono pod koniec września 1939 roku. Do Oświęcimia zwożono głównie Żydów z Europy Zachodniej, Południowej i Południowo-Wschodniej. 

Podstawowe pytanie brzmi: czy decyzja o ostatecznym rozwiązaniu została podjęta w styczniu 1942 roku? Wydaje się to mało prawdopodobne, bo zorganizowanie tylu gett oraz obozów koncentracyjnych i zagłady wymagało dużo czasu. Było to też bardzo skomplikowane organizacyjnie przedsięwzięcie. Taką decyzję musiano podjąć znacznie wcześniej. Bardzo możliwe, że jeszcze przed wojną. Na to może wskazywać zmiana granicy pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Radzieckim na terenie Polski pod koniec września 1939 roku. Natomiast początkowe, z 23 sierpnia, rozgraniczenie stref wpływu miało na celu ograniczenie pola manewru polskiemu wojsku walczącemu na froncie zachodnim. A może podstawowym celem wojny niemiecko-radzieckiej było właśnie zajęcie tych terenów, na których mieszkało dużo Żydów? Sposób prowadzenia wojny przez Hitlera wskazuje, że wcale mu nie zależało na zwycięstwie nad Związkiem Radzieckim.

Wojny mają na celu ukrycie prawdziwych zamiarów tych, którzy je wywołują. Warto o tym pamiętać, bo dotyczy to również obecnie trwającej wojny na Ukrainie. I nigdy też nie służą interesom tych, którzy biorą w nich udział. Zawsze korzysta ten trzeci i zawsze ten sam. Jak trzeba, to nawet kosztem własnego narodu.

Gaszenie świec

W poprzednim blogu „Dobry interes” cytowałem krótką wypowiedź Brauna. Ostatnie zdanie brzmiało: „I w XVIII wieku, gdzieś tam we Lwowie, jakiś Braun się spolonizował”. W 1759 roku, a więc w XVIII wieku, odbył się chrzest frankistów we Lwowie. Z tego wniosek, że jakiś Braun był frankistą, a to oznacza, że Grzegorz Braun również jest frankistą. Frankiści niby zasymilowali się i spolonizowali się. Czy rzeczywiście tak się stało? Frankiści to była żydowska sekta i żeby zrozumieć to zjawisko, to trzeba zacząć od początku i od wyjaśnienia pewnych pojęć.

Pierwsze pięć ksiąg Starego Testamentu to Tora. Uczeni żydowscy przez wieki wykładali i komentowali pięcioksiąg Mojżesza, czyli Torę. Wszystko to zostało zebrane i uporządkowane. Tak powstała Miszna (w roku 200), czyli pierwsza, główna część Talmudu. I dalej nie można już było komentować Tory. Chciałoby się powiedzieć: Roma locuta, causa finita (Rzym orzekł, sprawa skończona). Natomiast można było komentować Misznę. I tak powstała druga część Talmudu, czyli Gemara (w roku 500). I obie te części to Talmud, czyli Nauka. Tajny, mistyczny wykład Biblii to Kabała, a jej treść zawarta jest w księdze Zohar.

Ideologia frankistów wyrosła na gruncie sabataizmu i mesjanizmu XVII i XVIII wieku. Frankiści nie uznawali Talmudu i kodeksów rabinicznych, a doktrynę swoją oparli na Kabale i księdze Zohar. Potępieni i wyklęci przez talmudystów 18 VI 1756 na sejmie czterech ziem (waad) w Brodach (uchwałę potwierdził synod rabinów w Starym Konstantynowie), prześladowani przez władzę świecką za tajemne praktyki, frankiści znaleźli opiekuna w biskupie lwowsko-kamienieckim M. Dembowskim w zamian za gotowość przyjęcia chrześcijaństwa. – Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-19770).

x

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisze (wytłuszczenie W.L.):

Talmud nadał średniowiecznym skupiskom żydowskim w chrześcijańskiej Europie, a także pod władzą muzułmańską swoiste piętno. Tysięczne, drobiazgowe przepisy religijne, a szczególnie zaś przepisy tyczące tzw. czystości lewickiej, utrudniły masom żydowskim kontakt z ludnością, wśród której żyli. „Ogrodzenie Zakonu”, zapoczątkowane przez reformy Ezdrasza i Nehemiasza (V w. p.n.e. – przyp. W.L.), poprowadzone dalej przez Faryzeuszów zostało przez talmudystów babilońskich spotęgowane do ostatecznych granic. W końcu duch nienawiści do chrześcijaństwa, jakim przesiąknięty jest Talmud, sprawił, że masy żydowskie w ślepej zaciekłości nieraz nawet wbrew własnym interesom materialnym zdradzały wobec ludności chrześcijańskiej prawdziwy swój do niej stosunek.

W rezultacie Talmud odosobnił Żydów, pozbawił ich bezpośredniego wpływu politycznego na ogół państw chrześcijańskich i stworzył faktyczne getto żydowskie na wieki przedtem, zanim powstało ono prawnie.

Odseparowana od Żydów cywilizacja chrześcijańska, pozbawiona tak wspaniale fermentujących „drożdży rozkładu”, mogła iść własnymi drogami i zwróciła się przeciwko żydostwu, popierającemu islam w Hiszpanii i Ziemi Świętej. Pochód Krzyżowców w Palestynie, Egipcie i na półwyspie iberyjskim poczyna żydostwu zagrażać poważnie. Niepodobna go zahamować, skoro nie posiada się w społecznościach chrześcijańskich dostatecznych wpływów, skoro brak tego czynnika, którym ongiś w walce z cesarstwem rzymskim było żydostwo hellenistyczne.

Żydzi odgrodzeni drutem kolczastym Talmudu, byli organicznie niezdolni do wchodzenia w głąb życia społeczeństw innych i podstępnej działalności rozkładającej wewnątrz nich.

x

Nawiązanie takiego kontaktu między żydostwem, a cywilizacją chrześcijańską, miała umożliwić filozofia Mojżesza Majmuni, znanego w Europie pod nazwą Majmonidesa.

Majmonides stał się niejako duchowym ojcem reformacji, racjonalizmu, a w końcu żydostwa liberalnego XIX w. „Odegrał on względem żydostwa poniekąd rolę zbawiciela”. – Henryk Graetz Historia żydów.

Urodził się w r. 1135 w Kordobie; przodkowie jego przez osiem pokoleń wstecz byli uczonymi w Talmudzie i członkami kolegium rabinicznego. Przeniósłszy się wraz z ojcem do Fezu w Afryce północnej, przyjął pozornie islam, równocześnie pracował nad komentarzem do Miszny.

Pierwszym dziełem młodego filozofa była apologia tych, którzy pozornie przyjmują inną wiarę. Mając lat czterdzieści, uchodził już Majmuni za miarodajny autorytet rabiniczny. W 1180 roku ukończył drugie swoje wielkie dzieło: Miszna-Tora, będące czymś w rodzaju kodyfikacji Talmudu.

W Misznie-Torze „filozofię, etykę, obrzędy i iżby tak rzec uczuciową stronę judaizmu, wyrażającą się w nadziei zbawienia mesjanistycznego, wszystko jednakowo uwzględniono w tej księdze” – Henryk Graetz Historia żydów.

Z drugiej strony, równolegle z działalnością Majmuniego, marzenia mesjańskie poczęli szerzyć kabaliści. Ożywicielem kabały w żydostwie jest w owym czasie Mojżesz Nachmani (Bonastruc de Porta ur. ok. 1195 zm. ok. 1270 roku).

Kabalistyka żydowska, ściśle związana z pojętym po żydowsku mesjanizmem, była w dużej mierze skarbnicą tajnej tradycji politycznej. Istotą jej były tajemnice, czyli misteria, o których zdobyciu bez wtajemniczenia nie można było marzyć. Była nauką dla wybranych, chrześcijanie zaś bywali niekiedy za pomocą fałszywego klucza wtajemniczani w kabałę dla konkretnych celów polityki żydowskiej.

„Kabała mogła się pochwalić, że głębiej niż filozofia religii Majmuniego, pozwoliła zajrzeć w tajemnice judaizmu, że wykazała jego związek z wyższym światem i przyszłym ukształtowaniem rzeczy.” – Henryk Graetz Historia żydów.

Te tajemnice judaizmu – to więc „związek z wyższym światem” i „przyszłe ukształtowanie rzeczy”. To pierwsze – to właśnie owe małe misterium, to filozofia Kabały, to fantazje, dzięki którym to, co z początku było ciemne, wcale nie staje się jasne; to drugie, to „przyszłe ukształtowanie rzeczy” – to właśnie owe „wielkie tajemnice”, to ten sam „tajemniczy koniec”, o którym pisał Józef Chasdaj do króla Chazarów, to właśnie odpowiedź na pytanie, w jaki sposób Bóg Izraela nie da „zgasnąć płomieniowi panowania żydowskiego wśród narodów świata”.

Oto najwyższa tajemnica Kabały, o której pisze Graetz, że „wślizgnęła się do kół żydowskich nowa księga, stawiająca nieznaną jeszcze przed stu laty Kabałę obok Biblii i Talmudu, a nawet ponad nimi”.

Spełnienie warunków przymierza z Jehową, czyli opanowanie świata przez żydów i metody wiodące do tego celu – oto wielka tajemnica Kabały, czyli prastarej tradycji boskiej, oto „święte świętych” tej najwyższej księgi Izraela, postawionej ponad Torą i Talmudem. Oto najbardziej tajony sens religii żydowskiej, tej religii politycznej, dla której cały aparat dogmatyczny i obrzędowy jest niczym więcej, jak środkiem, czyniącym z odurzonych tłumów uległe rzesze wyznawców i parawanem zarazem, zakrywającym szczelnie to tajemnicze, polityczne „święte świętych”.

x

Sabbataj Cwi, żyd sefardyjski (ur. 1626, zm. 1676) od wczesnej młodości był kabalistą i począł działać w Smyrnie (obecnie Izmir – przyp. W.L.), jako kontynuator Lurii i jego kabały praktycznej (k. praktyczna to system magii i egzorcyzmów – przyp. W.L.). Objawiwszy się w Smyrnie, jako oczekiwany mesjasz w r. 1648, udał się potem do Konstantynopola i do Salonik i tam „wziął uroczyście ślub mistyczny z Torą. W rozumieniu kabalistycznym miało to znaczyć, że Tora, córka niebios, połączyła się z Mesjaszem, synem niebios, nierozerwalnymi więzami, czyli że jest on wcieloną Torą i może ją zastąpić” – H. G. Historia żydów.

Idąc za praktyczną namową swego współwyznawcy, mesjasz, „przyprowadzony przed sułtana, zrzucił wnet żydowskie nakrycie głowy na ziemię na znak pogardy, służący podał mu biały turban i zielony płaszcz i w ten sposób odbyło się przejście na wiarę mahometańską” – H.G. Historia żydów.

Albowiem „właśnie przez przyjęcie islamu stwierdził Sabbataj swe posłannictwo. Jest to misterium kabalistyczne, już przed wiekami obwieszczane. Jak pierwszy zbawca, Mojżesz musiał jakiś czas bawić na dworze Faraona w pozornej postaci Egipcjanina, tak samo, ostatni zbawiciel musiał zostać Turkiem” – H.G. Historia żydów.

Sabbateizm wywarł w Polsce olbrzymi wpływ na żydostwo w XVII i XVIII w. Przez wnuka Sabbataja Cwi, Berachię, urzędującego jako wcielenie Sabbataja, jako mesjasz w Salonikach, wyświęcony został na następnego mesjasza Jakub Lejbowicz, znany w naszych dziejach pod swym przybranym imieniem: Frank.

x

W tym samym czasie, w którym na ziemiach polskich rozpoczyna swój zdobywczy pochód wśród mas żydowskich, oparty na kabale praktycznej, chasydyzm – pojawia się wśród żydostwa zagadkowy ruch nie wyjaśniony dotąd w swej istocie – tzw. ruch frankistów.

W roku 1755 przybywa do Polski Jakub Lejbowicz Frank, żyd, urodzony na Podolu, lecz nie znający języka polskiego, wychowany w Turcji, gdzie przystał do sekty Sabbatejczyków. Towarzyszy mu liczny orszak zwolenników. Pojawienie się ich oraz zachowanie wywołuje zgorszenie wśród talmudycznego żydostwa i na skutek denuncjacji żydowskich Frank zostaje postawiony przed sąd biskupa kamienieckiego, Dębowskiego. W rezultacie dochodzi w 1757 roku dochodzi w Kamieńcu Podolskim do dysputy przed forum kościelnym między rabinami a frankistami. Tymczasem biskup Dębowski mianowany zostaje arcybiskupem lwowskim i postanawia przenieść dalszy ciąg dysput do Lwowa; nagle jednak umiera wśród tajemniczych okoliczności. Następcą jego w archidiecezji lwowskiej jest Władysław Aleksander Łubieński, lecz zaraz po objęciu nowego swego stanowiska zostaje mianowany arcybiskupem gnieźnieńskim i pozostawia we Lwowie w charakterze administratora archidiecezji ks. Mikulskiego. Ks. Mikulski, złudzony obietnicami frankistów, że przejdą na chrześcijaństwo pod warunkiem odprawienia publicznej dysputy z rabinami, organizuje tę dysputę we Lwowie, mimo ostrzeżeń nuncjusza papieskiego, ks. Serra, który nie ufa zbytnio w szczerość żydowskich sekciarzy. W lipcu 1759 roku w archikatedrze lwowskiej w asystencji tłumów publiczności, a szczególnie gawiedzi żydowskiej, rozpoczynają się pamiętne dysputy. Frankiści twierdzą, że wierzą w Trójcę Św. I w to, że Mesjasz już przyszedł i zarzucają talmudystom uprawianie mordów rytualnych. Rabini bronią się jak mogą, zaś sąd kościelny przyznaje zwycięstwo w dyspucie frankistom. Kazanie ks. Mikulskiego w katedrze kończy dysputę namową frankistów, by niezwłocznie dali się ochrzcić.

Frankiści jakiś czas zwlekają, lecz w końcu przechodzą na chrześcijaństwo. Sam Frank pod naciskiem przyjmuje we Lwowie „chrzest z wody” i jedzie do Warszawy, aby przyjąć uroczyście chrzest. Obrzęd odbywa się z wielką paradą, a trzyma go do chrztu przez zastępstwo sam król, August III Sas. Znaczna część frankistów uzyskuje wkrótce nobilitację. Niebawem – już po elekcji Stanisława Augusta – wybucha w związku z nobilitacjami burza na sejmie 1764 roku, lecz mimo to nobilitacje frankistów mają dalej miejsce bądź to za pomocą różnych kruczków prawnych, bądź też dzięki uprawianym przez króla nobilitacjom sekretnym.

Istotnie od czasów tzw. marranów hiszpańskich nie widziały dzieje tak tłumnego przejścia żydów na chrześcijaństwo. W okresie Sejmu Czteroletniego liczba neofitów frankistowskich wynosiła w Polsce 24.000 osób. W samej Warszawie osiadło 6 tysięcy frankistów.

„Po dyspucie Lwowskiej zebrało się w Konstantynowie wielu rabinów, którzy, po długich rozprawach, doszli do wniosku, że nie ma innego sposobu uwolnienia się od frankistów, jak znaglić ich do przyjęcia chrześcijaństwa, że im samym należy przyłożyć się do tego. Dużo pieniędzy wydano na zachody około tej sprawy i istotnie przyspieszono chrzest sekciarzy”- Hilary Nusbaum, Historia żydów.

Skoro więc żydzi talmudyści sfinansowali chrzest chachama (drugi zastępca przewodniczącego Sanhedrynu – przyp. W.L.) i mesjasza, to nie jest rzeczą nieprawdopodobną, że dostarczali mu pieniędzy i później, ogałacając Polskę ze złota. Przemawia za tym i szereg innych faktów. Oto w Offenbachu pod Frankfurtem „pierwszorzędne domy bankierskie we Frankfurcie pośpieszyły z oświadczeniem swej gotowości do usług. Do rzędu tych wierzących należeli i Rothschildowie frankfurccy” – A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Nie omieszkał Frank wobec swych uczniów wychwalać żydów polskich. „Żydzi polscy wiedzą więcej od was. Pewna rzecz toczy się między nimi, co widzieli przeze mnie w r. 1756, gdym ją sprawił między nimi. Przed wami obawiałem się odkryć moje uczynki, bom im pewną rzecz ukazał w księdze pod tytułem: En Jankiew (Oko Jakuba) i jeden wiersz, który im wyjaśniłem, rabinowi samemu.” – Księga Słów Pańskich, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Chacham i mesjasz wyjaśnił żydom talmudycznym rzeczy tak tajemne, że obawiał się je odkryć własnym adeptom. Zwalczany wśród wrzawy, chrzcił się i żył w przepychu za pieniądze swych wrogów. Czy nie zbliżamy się do jądra zagadki?

Zjawienie się Franka w Polsce nie było przypadkowe. Miał on jakąś wielką misję do spełnienia, której istotę postaram się wyświetlić. Przybył nie sam, lecz na czele orszaku żydów tureckich i włoskich, a więc sefardyjskich. Wejście do Polski sam Frank uważał za spełnienie misji, której ciężar przyjął niechętnie. Miał więc Frank wyraźne rozkazy, którym musiał ulec. W Polsce miało żydostwo coś wielkiego do zdziałania, do czego żydów polskich kierownictwo uznało za niezdatnych. I sam Frank napomyka o tym wyraźnie. „Ja pójdę i wejdę do Polski, bo grunt podniesienia jest w Polsce. Tam będzie zbudowany piękny budynek, jakiego człowiek żaden nie widział, odkąd świat światem.” – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Misja Franka miała jakiś cel wybitnie ziemski, tak nauczał stale. „Trzebaż wam było zrozumieć, iż rzecz ta nie dana mądrym i uczonym, tylko takim prostakom jak ja,bo mądrzy patrzą w niebo, bo choć tam nic nie widzą, a my na ziemię patrzeć powinniśmy.” – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Przeciwstawiał się tu Frank uczonym, a nierealnym rabinom talmudycznym, nie umiejącym spojrzeć na ziemię. Zwalczał talmudyczną uczoność tak samo, jak czynił to w tym samym czasie Izrael z Międzyborza, odnowiciel chasydyzmu. Obaj równocześnie, każdy na swój sposób, uderzali mocno w zakrzepłe organizacje talmudyczne. Chasydyzm miał – jak mówiłem wyżej – uzdolnić żydowskie masy do ofensywy rewolucyjno-mesjańskiej. Frank wyłuskał z łona żydostwa pewną część, kilkanaście tysięcy, by ich poprowadzić do przyjęcia chrztu i do nobilitacji.

Czy chodziło mu o prawdziwą nobilitację? Tę kwestię możemy rozstrzygnąć niedwuznacznie na podstawie własnych jego słów.

Powiadam wam: kto się nie pomiesza z narodami, daremna praca jego”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

To pomieszanie z narodami, ta asymilacja miała mu służyć do osiągnięcia własnych celów. Miała to więc być asymilacja pozorna, taka sama, jaką równocześnie wśród zachodniego żydostwa głosił Mojżesz Mendelssohn. I tak ujawnia się przed nami ciekawy stosunek Franka do współczesnych mu reformatorów polityki żydowskiej. Jedną ręką bratał się z Izraelem z Międzyborza, drugą z Mojżeszem Mendelssohnem. Stanął między nimi,a wszyscy trzej równocześnie godzili w Talmud, który dotychczas był podstawą organizacyjną szerokich mas żydowskich.

Im bardziej pozorna miała być ta asymilacja, tym bardziej należało dbać o zachowanie tych pozorów. A więc przede wszystkim zmiana nazwisk żydowskich na polskie. Czynią to wszyscy frankiści, a nawet sam mistrz przyjmuje nazwisko: Dobrucki.

„Gdy mi wspomożenie moje nadejdzie, wymażę imiona wasze, nawet dzieci wasze nie będą znane po waszemu imieniu. Dam wam nowe nazwiska, równie jak i dzieciom waszym. Powiadam wam: co tylko czynię, czynię dla waszego dobra”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Asymilacja ma wyznawcom Franka zapewnić wejście do Daas, przez co rozumie on najwyższy stopień wtajemniczenia, coś jakby raj na ziemi.

„Pierwsze poswatanie się z narodami będzie początkiem wejścia do Daas, jak stoi: Wejeosu kulom agudo achas (wszystko uczyni jeden związek). Jakub się tylko pięty Ezawa (Ezaw symbolizuje Polskę – przyp. autora) trzymał, my zaś postaramy się, by ciało jego złączyło się z jego ciałem”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Mając tak wykrętne zamiary, musiał Frank zarówno osobę swą, jak i swe wypowiedzenia okrywać tajemniczością. Nawet uczniów swych nie wtajemniczał w swoje cele, lecz czynił z nich narzędzia swoich zamiarów. Nauki swoje ubierał w szatę nieprzejrzystości, posługiwał się alegoriami i symbolami, jak wolnomularze. Polskę nazywał „Ezaw” lub „sukcesja Boska”, Francja – to „kraj Filistrów” lub „kraj zepsucia”, Rzesza niemiecka – to „Egipt”, Turcja to „stan Izmaela”, chrześcijaństwo zwie się „religią Edomu”, czasem zwie się także „Ezaw”, jak ongiś Rzym nazywała księga Zohar. Siebie zwie „Pan” albo „Jakub”.

„Gdy wam opowiem jaką historyjkę, to jest ona wam obcą, lecz gdy ja co mówię, okrywam to trojaką zasłoną”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Celem lepszego mistyfikowania niewtajemniczonych rabinów talmudycznych, Frank udaje człowieka nie posiadającego zbyt wielkiej wiedzy judaistycznej. Przyznaje się do tego w ścisłym kole uczniów: „Chciałem odkryć prawdę, lecz mi mówiono… musisz odmienić mowę twoją i udawać prostaka”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Fałszywą grę kazał prowadzić wszystkim swoim adeptom i nakazywał, „aby się żaden nie wydał, iż jest z moich ludzi, tylko żeby byli – tak jak inne przechrzty”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Oszustwo miało być jego metodą walki, oszustwo tak przebiegłe, że o takim jego stopniu nie mogą mieć pojęcia narody europejskie.

„Zapewne, będę się starał iść z wielką mocą i siłą, lecz około owej mocy musimy krążyć ze słodkimi słowy i oszukaństwem, póki wszystko nie przejdzie do rąk naszych”. – Księga Słów, cytuje A. Kraushar Frank i Frankiści polscy.

Pierwszym oszukaństwem w granicach Polski jest już dysputa kamieniecka; toczy się ona w języku hebrajskim. Biskup Dębowski osłonił wprawdzie frankistów, lecz chciał pójść za daleko w rozumieniu żydowskim. Nakazał niszczyć egzemplarze Talmudu. Zagadkowa jego śmierć uratowała talmudystów kamienieckich i lwowskich. „Żydzi mówili, że była to kara Boża, jaka spotyka każdego, zawsze i wszędzie, kto śmie się targnąć na Izraela” – Z.I. Sulima Historia Franka i Frankistów.

Frank zostawił w Polsce swych adeptów, sam zaś schronił się do Turcji i wrócił dopiero pod koniec dysputy lwowskiej. W międzyczasie przeszedł na islam wraz z kilkudziesięciu uczniami, tak jak jego poprzednik, Sabbataj Cwi.

Przed dysputą lwowską postawili frankiści szereg tez, o które mieli się spierać z rabinami talmudycznymi. Główną ich tezą była wiara w prawdziwość Trójcy Św. W tym mieściło się oszustwo, które raz już zostało wypróbowane przez żydów w okresie poprzedzającym reformację. Wszak już Reuchlin, pionier reformacji, występował wobec papieża z twierdzeniem, że na podstawie kabały można udowodnić dogmaty chrześcijaństwa. Teraz w dwieście kilkadziesiąt lat później na tym oparł swoją grę Frank.

Księga Zohar, a za nią Sabbataj Cwi głosili istnienie Trójcy, lecz całkiem innej niż chrześcijańska wiara, gdyż jej trzecią osobą była niewiasta (Szechina). I to qui pro quo miało i w dyspucie lwowskiej święcić triumfy.

Frankiści powoływali się wprost na księgę Zohar i na jej Trójcę. „Żydzi oświadczyli, że za tekst Zoharu, jako księgi wyklętej, oni odpowiadać nie będą” – Z. I. Sulima Historia Franka i Frankistów.

Czytelnik, zdaje się, nie zapomniał, że księga Zohar nie tylko nie była nigdy wyklęta, lecz przeciwnie stawiano ją ponad Torą i Talmudem. Odpowiedź żydów talmudystów była więc naigrawaniem się z pełnego dobrej wiary, prowadzącego dysputę ks. Mikulskiego. Rzecz ta nabiera jeszcze smaku, gdy zauważymy, że w dyspucie lwowskiej brał udział po stronie talmudystów Izrael z Międzyborza, wielbiciel Zoharu, odnowiciel chasydyzmu!

Aby tym łatwiej nadać sobie pozór dobrej wiary, wystąpili frankiści przeciw talmudystom z zarzutem uprawiania mordów rytualnych. Trzeba wiedzieć, że w owym czasie procesy o mord rytualny nie należały w Polsce do rzadkości. Wystąpienie z takim zarzutem przez ludzi należących do żydostwa, groziło rozdmuchaniem ruchu przeciwżydowskiego w całym kraju. Mimo to jednak frankiści chwycili się tego zarzutu i podtrzymywali go podczas dysputy. Ale za to któż mógł wątpić w szczerość intencji tych żydów, którzy takie oskarżenie rzucają w oczy swym współwyznawcom i to w obecności kleru rzymsko-katolickiego i tłumów zgromadzonych we lwowskiej katedrze? Żydzi talmudyści zbijali zarzut, jak umieli. Powoływali się nawet na świadectwa „katolickiego” pisarza, Hugona Grotiusa!

A przecież Hugo Grotius był to uczeń Izraela ben Manassego, różokrzyżowiec, as reformacji i propagator wspólnego frontu przeciwrzymskiego w kościele wschodnim!

A więc pozorny islam i pozorny katolicyzm. Udoskonalona kontynuacja zaleceń Mojżesza Majmuniego. Nie trafiło to wśród żydów polskich na nieprzygotowany grunt. Wszak już w XVI wieku Ezofowicze, rodzina żydów sefardyjskich, przechodzili w Polsce na chrześcijaństwo i otrzymali herb Leliwa, a jeden z nich zostaje za Zygmunta I podskarbim litewskim. Michał Ezofowicz w liście do króla Zygmunta tak pisze o sobie i swej rodzinie:

„My słuchamy drugiego Mojżesza (Majmuniego – przyp. autora)” – B. Z. Czy istnieją czysto polskie polskie rodziny szlacheckie? Dłuższe studium, zamieszczone w „Naszym Przeglądzie” z r. 1928 (patrz nr 166).

Król, niewtajemniczony w arkany żydowskiej religii politycznej, nie wiedział oczywiście, że Majmuni sam był pozornym mahometaninem i zalecał pozorne przyjmowanie obcych religii.

„W Herbarzu szlachty polskiej znajdujemy setki takich rodzin, uszlachconych w wieku XVII, a nobilitacji towarzyszył chrzest” – B. Z. Czy istnieją czysto polskie polskie rodziny szlacheckie? („Nasz Przegląd” nr 172).

Po raz pierwszy jednak spotykamy w XVIII w. na terenie Polski tajną organizację żydowską, która cała przechodzi na chrześcijaństwo, zachowując swój ustrój wewnętrzny. Od XV wieku w Hiszpanii nie widziały dzieje takiego zdarzenia.

xxx

Dziwnym i niezrozumiałym faktem było to, że do takiej dysputy doszło i to jeszcze w archikatedrze lwowskiej. Żydzi, którzy mieli praktycznie własne państwo w Rzeczypospolitej, własne sądownictwo, ci Żydzi zgodzili się na to, by sędzią w ich sporze był chrześcijanin i jeszcze ksiądz. To była jakaś hucpa. Rzecz wyjątkowa w dziejach żydostwa. Już samo to powinno było wzbudzić podejrzenia. Skoro jednak tak się nie stało, to kim był biskup Dembowski (Dębowski), ks. Mikulski? Kim byli ci wszyscy, którzy przyczynili się do zalegalizowania pobytu frankistów na terenie Rzeczypospolitej? Dziećmi we mgle? No, nie sądzę. Jedynie nuncjusz papieski, ks. Serra, nie wierzył frankistom. Bardzo to dziwne. Nawet to, że 7 stycznia 1760 roku Frank został aresztowany pod zarzutem oszustwa i uwięziony w twierdzy w Częstochowie, nie zmienia oceny tych ludzi. W 1772 roku, przed pierwszym rozbiorem, zostaje uwolniony i przechodzi na służbę rosyjską. Jednak ziarno zostało zasiane i wydało obfite plony.

W odezwie do Żydów Frank pisał: … ja bym ten kraj nazwał prędzej żydowskim niż polskim. Judzką, nie polską ziemią, bo te miliony mieszczan i chłopów polskich dla żydów jedynie żyją, na nich w pocie czoła pracują i sam Bóg po Palestynie musiał Polskę dla żydów na nową ziemię obiecaną, a Kraków na nową Jerozolimę przeznaczyć.

„W każdym miejscu łupina poprzedza owoc.” – Tak zapisano w cytowanej wyżej Księdze Słów. A łupiny, to według Zoharu pierwiastek zły, to chrześcijaństwo. Mamy więc zoharystę, frankistę – Grzegorza Brauna, który gasi świece chanukowe w Sejmie. Co on tak naprawdę chciał w ten sposób osiągnąć? Czy świece chanukowe palą się w Sejmie, czy nie, to nie ma znaczenia, bo „te miliony mieszczan i chłopów polskich dla żydów jedynie żyją, na nich w pocie czoła pracują…”. Czyż to nie jest nasza obecna rzeczywistość?

Grzegorz Braun, jako frankista, sytuuje się najwyżej w żydowskiej hierarchii, tak jak księga Zohar stoi ponad Biblią i Talmudem. Czy ktoś mu podskoczy? A jeśli nawet, to będzie to tylko gra, kabaret. I mamy dalszy ciąg:

„Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Grzegorza Brauna i Monikę Jaruzelską wpłynęło do Prokuratury Okręgowej w Warszawie – przekazał Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Aktywiści zarzucają dziennikarce i jej gościowi głoszenie zakazanych treści oraz rozpowszechnianie je (powinno być „ich” – przyp. W.L.) w sieci.” – Tak wczoraj, czyli 26 grudnia, informowała Interia. No cóż, przedstawienie musi trwać. Tylko, o co tak naprawdę chodziło Braunowi z tą jego sejmową hucpą?

Dobry interes

Pewne wypowiedzi zawierają więcej treści, niż nam się wydaje. Czasem może być w nich nawet jakiś ukryty przekaz. By je jednak właściwie odczytać, potrzebna jest pewna wiedza. Wydaje się, że tak jest w przypadku jednej, krótkiej refleksji. Kiedyś, w 2015 roku, Grzegorz Braun udzielił wywiadu, w którym m.in. powiedział (można go wysłuchać tu: https://iluminata.pl/prawo-i-sprawiedliwosc-poleglo-na-w-ukrainie/):

„Proszę pana, ja jestem człowiekiem wywodzącym się z 1000-letniej tradycji chrześcijańskiej Korony Polskiej. W przyszłym roku będziemy mieli 1050 lecie chrztu Polski. Ja jestem, proszę pana, jak pan z mojego nazwiska może wnioskować, jestem jednym z tych ludzi, którzy wywodzą się z rodzin, które kiedyś zapragnęły być Polakami. Kiedyś Polska to był taki dobry interes i to był taki cudowny kraj, że ludzie tutaj pchali się drzwiami i oknami. I w XVIII wieku, gdzieś tam we Lwowie, jakiś Braun się spolonizował.”

Ostatnie zdanie może być pewną wskazówką. Teodor Jeske-Choiński w książce Historia Żydów w Polsce (1919) pisze:

Zżymali się talmudyści, nie chcieli dysputować z odszczepieńcami, ale zmuszeni do tego przez rząd polski, stawili się do Lwowa i kłócili się z Frankiem aż trzy miesiące (latem 1759 r.). Struwszy swoich wrogów długą dysputą, zatarł Frank z radości ręce i rozkazał swoim ludziom przejść na katolicyzm.

Chrzest frankistów zaczął się we wrześniu 1759 r. Od września aż do grudnia ochrzciło się we Lwowie około 500 kontrtalmudystów obojej płci. Frank przyjął na chrzcie imię Józef.

Na tym powinien był Frank zakończyć swoją działalność. Wprowadził swoich zwolenników do wiary, panującej w Polsce, zabezpieczył ich raz na zawsze przeciw nienawiści talmudystów, zapewnił im opiekę rządu i możnych panów, ułatwił im walkę o byt, otworzywszy dla nich źródła zarobkowania, zamknięte przez prawowiernych Judaitów.

x

To między innymi z tego powodu Polska, to był dobry interes i cudowny kraj. Ale nie tylko. Przede wszystkim z innego powodu. Żeby to zrozumieć wypada prześledzić napływ Żydów na ziemie polskie na przestrzeni wieków. Marian Miszalski w książce Żydowskie lobby polityczne w Polsce (2018) pisze (wytłuszczenia autor):

W połowie XIV wieku szacunkowe dane mówią o 10-20 tysiącach Żydów osiadłych w ówczesnej Polsce. Już sam „rozrzut” tych szacunków (20 tysięcy to dwa razy więcej niż 10 tysięcy…) wskazuje na bardzo skąpe wiarygodne źródła historyczne. We Wrocławiu, jednym z największych wówczas polskich miast, mieszka w tym czasie 130 rodzin żydowskich. Takich miast nie miała Polska wiele… Wydaje się więc, że liczba 20 tysięcy Żydów żyjących w Polsce w połowie XIV wieku jest zawyżona.

Następne cztery wieki to okres niebywale intensywnego napływu i rozrostu ludności żydowskiej w Polsce: w połowie XVIII wieku liczba Żydów zamieszkujących I Rzeczpospolitą szacowana jest na 750 tysięcy. Ponad 37-krotny wzrost (gdyby przyjąć 20 tysięcy w połowie XIV wieku) – gdy w tym czasie ludność Polski ogółem wzrosła w najlepszym razie tylko 7-krotnie (ludność Polski w wieku XIV szacowana jest na 1,9 do 3,3 miliona, a w wieku XVIII na 12 do 14 milionów)… (Miszalski nie dodaje, że wśród tych 12-14 milionów było tylko 4 miliony Polaków. – przyp. W.L.) Bez wątpienia uprzywilejowane, szczególnie korzystne na tle innych ówczesnych państw warunki prawne żydowskiego osadnictwa w Polsce (gwarantowana Żydom przez państwo polskie wyjątkowa autonomia) spowodowały ten uderzający napływ i rozrost żydostwa w I Rzeczypospolitej.

Autonomia żydowska nie polegała na wyodrębnieniu dla Żydów określonej części Polski, w której rządziliby się własnymi prawami – wszak zamieszkiwali po wsiach, miasteczkach i miastach w całej Rzeczypospolitej. Autonomia ludności żydowskiej w I Rzeczypospolitej polegała na tym, że miała ona pewną własną strukturę władzy, obowiązującą tylko Żydów i niezależną od władzy miejscowej, opartą na własnym prawie i sieci gmin wyznaniowych żydowskich (kahałów), które na wyższym szczeblu komunikowały się ze sobą obradami swych reprezentantów na żydowskich sejmikach ziemskich, a od 1580 roku na samej górze był „żydowski sejm”: najpierw sejm Żydów Koronnych, potem obradujący dwa razy w roku tzw. Sejm Czterech Ziem (Wielkopolski, Małopolski, Litwy i Ukrainy) – Wielki Waad – utworzony przez króla Stefana Batorego.

Był to absolutny wyjątek, fenomen w skali europejskiej: trzyszczeblowy autonomiczny samorząd społeczności żydowskiej w Polsce, wyposażony w przywileje, różniący się właściwie od „państwa w państwie” tylko brakiem własnego wojska. Ten żydowski trzyszczeblowy samorząd miał własny system poboru podatków, własne sądownictwo – nie tylko religijne, ale również cywilne i karnewłasne szkolnictwo, a ów żydowski Sejm Czterech Ziem utrzymywał własne kontakty międzynarodowe. Nie było w ówczesnej Europie podobnej instytucji. Tak ukształtowana wyjątkowa autonomia ludności żydowskiej przetrwała w Polsce do czasów sejmu elekcyjnego Stanisława Augusta Poniatowskiego, tj. do roku 1764.

Ilu więc Żydów mieszkało na ziemiach polskich za Piastów? Nie ma pewnych źródeł, pozostają oceny szacunkowe, pośrednie. Jeśli we Wrocławiu, jednym z największych wówczas miast polskich, w latach 1350-1370 mieszkało tylko 130 rodzin żydowskich, a osadnictwo żydowskie na Śląsku rozpoczęło się już w XI wieku – ich liczba nie była wielka: raczej 10 niż 20 tysięcy w wieku XIV i prędzej już 20 niż 30 tysięcy w wieku XV. Ta niewielka liczba potwierdzałaby przypuszczenie, że początkowo sprowadzali się głównie „fachowcy-finansiści”, wprawni poborcy podatkowi i pośrednicy kapitałowi, którzy ściągali pod swe potrzeby pomocników, swoich krewnych i znajomych, a uzyskiwane od władców w zamian za skarbowe usługi przywileje stworzyły z czasem podatny grunt pod większe osadnictwo żydowskie.

Dla wieku XVI szacunki populacji żydowskiej oscylują między 100 a 150 tysięcy, co przy szacowanej na 7,5 miliona liczbie mieszkańców Polski daje już 1,3 procent ludności żydowskiej, ale spotkałem się z szacunkami mówiącymi o 0,6 procent ludności żydowskiej w Polsce w roku 1576 (autor nie podawał jednak, jaką przyjął wielkość całej ludności Polski).

W połowie wieku XVII liczba Żydów szacowana jest na ok. 250 tysięcy, a ludność Polski liczy – według niektórych źródeł – ok. 11 milionów; Żydzi stanowiliby zatem ok. 2,3 procent; ale inne szacunki mówią, że w XVII wieku ludność żydowska w Polsce stanowi ok. 350-500 tysięcy (więc ok. 4,5 procent), a jeszcze inne – że „ w roku 1648 żydzi stanowili od 4,5 do 5 procent ogółu ludności w Polsce i było ich 400 tysięcy” (ludność Polski musiałaby liczyć tylko ok. 8 milionów). Być może szacunki ludności polskiej na 11 milionów w XVII wieku pochodzą sprzed wojen szwedzkich, a na 8 milionów – z okresu powojennego: rzeczywiście, wojny szwedzkie spustoszyły i wyludniły Polskę. Dlaczego jednak to wyludnienie nie dotknęło ludności żydowskiej, zamieszkującej polskie ziemie, a przeciwnie – w okresie tym Żydów raczej przybywa niż ubywa?…

W połowie XVIII wieku: jedne źródła podają, że Rzeczpospolita liczyła w 1750 roku 12 milionów mieszkańców, inne – że 14 milionów; dość zgodnie przyjmowana jest liczba 750 tysięcy Żydów; podobne dane znalazłem dla roku 1764 – podawana przez historyków liczba Żydów to nadal ok. 750 tysięcy. Przyjmując, że Polska miała wówczas ok. 14 milionów mieszkańców – Żydów byłoby 5,3 procent; przyjmując 12-milionową ludność Polski, procent Żydów byłby wyższy – ok. 6,2.

Dalej jednak zaczyna się wspomniana na wstępie łamigłówka statystyczno-demograficzna. Stefan Korboński podaje, że „po rozbiorach pod zabór rosyjski dostało się 1127 tysięcy Żydów, pod austriacki – 800 tysięcy, pod pruski – 50 tysięcy”. Wynikałoby stąd, że tylu Żydów – łącznie 1 milion 997 tysięcy – zamieszkiwało I Rzeczpospolitą tuż przed rozbiorami i zaraz po III rozbiorze (rok 1795) dostało się pod zaborcze władze. Skąd ten skok ilościowy – wzrost o ponad 1,2 miliona w porównaniu o roku 1764, w ciągu raptem 30 lat?… Jeśli Korboński ma rację, to Żydzi stanowiliby tuż przed i tuż po III rozbiorze Polski 16 albo 12 procent ludności polskiej (w zależności od tego, czy szacuje się jej ludność na 12 czy 14 milionów; a może szacunki ludności Polski są mylne?…); już w latach 1750-1764 musiało ich być w Polsce znacznie więcej niż 750 tysięcy.

Sądzimy, że udało się nam rozwiązać tę historyczno-demograficzną zagadkę. Otóż w 1754 roku przeprowadzono w Polsce spis ludności żydowskiej w celu wyliczenia podatków, jakie ludność ta powinna płacić. Mocą przywilejów nadanych ludności żydowskiej w Polsce całkowitą ewidencję ludności żydowskiej prowadziły nie władze państwowe lub lokalne, ale kahały – żydowskie gminy wyznaniowe, które przez cały okres istnienia nagminnie i poważnie zaniżały jej liczebność wobec władz I Rzeczypospolitej. Kahały płaciły więc podatki na podstawie tej zaniżanej liczebności. Ale władze kahalne doskonale wiedziały, ilu Żydów zamieszkuje daną gminę: ściągały podatki od wszystkich Żydów, ale wpłacały państwu znacznie pomniejszane kwoty, tylko od tej zaniżanej liczby. Resztę władze (zarządy) kahalne zatrzymywały dla siebie i obracały tym pieniądzem – i stąd brała się w decydującym stopniu duża zamożność władz kahalnych, w tym wielu rabinów i cadyków.

Abstrahując od rozmaitych szacunków – niebywała dynamika wzrostu żydowskiej populacji w Polsce między XIV a XVIII wiekiem jest faktem. Okres ten nazywany jest „złotym wiekiem Żydów w Polsce”, a Polska – „żydowskim rajem” (paradis Iudaeorum).

Jakie były przyczyny tego niebywale gwałtownego wyżu demograficznego pośród wschodnioeuropejskiego żydostwa w stosunkowo krótkim okresie historycznym?

Pierwsza – to niewątpliwie wyjątkowo korzystna, uprzywilejowana sytuacja prawna Żydów w Polsce w porównaniu z ich sytuacją w innych krajach europejskich (przynajmniej do czasu rewolucji francuskiej i epoki napoleońskiej), zachęcająca do emigracji z Zachodu i osiedlania się w Polsce.

Drugi powód – to specyfika tej społeczności, o której zwięźle wspomniał już w XVII wieku Sebastian Miczyński, profesor filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, w swej „Kronice”, pisząc o Żydach: „ w wieku 12 lat żenią się, na wojnach nie giną, od powietrza nie umierają, więc się namnożyli”.

Wszystkie te czynniki razem wzięte plus nieustanna imigracja do Polski działające w dłuższym czasie mogły (zwłaszcza w prymitywnej w końcu pod względem medycznym epoce I Rzeczypospolitej, naznaczonej licznymi wojnami) procentować szybkim rozrostem demograficznym Żydów, tym bardziej że śmiertelność wśród chłopstwa była szczególnie wysoka.

x

Podsumowując wywód Miszalskiego można te dane – jak on sam przyznaje, szacunkowe – ująć w tabeli dla zobrazowania tendencji.

WiekLudność PolskiLudność żydowskaProcent Żydów
XIV1,3 mln10-20 tys.0,7-1,8
XV1,9-3,3 mln20-30 tys.1-1,8
XVI7,5 mln100-150 tys.1,3
XVII11 mln350-500 tys.4,5
XVIII14 mln750 tys.5,3
XVIII14 mln2 mln12

Widać wyraźnie, że do diametralnej zmiany dochodzi w XVII wieku. W mojej ocenie dwie daty są tu kluczowe. Rok 1423 – statut warcki i rok 1569 – unia lubelska, w wyniku której powstało nowe państwo – Rzeczpospolita. O statucie warckim tak pisze Wikipedia (wytłuszczenie W.L.):

Statut warcki – prawo nadane przez Władysława II Jagiełłę w 28 października 1423 roku na sejmie walnym w Warcie.

Statut warcki był kolejnym prawem wpływającym na ówczesną gospodarkę i nadawał prawną podstawę do przejmowania gospodarstw sołtysich i większych kmiecych na zasadzie wykupu po cenie oszacowanej przez szlachcica (feudała), nierzadko w wyniku rugi całkowitej lub częściowej. Był odbiciem nastrojów panujących już za czasów Kazimierza III Wielkiego, kiedy to szlachta pałała niechęcią do bogatych, wolnych dotąd sołtysów i chłopów.

Przepis pozwalał na likwidowanie sołectw przez szlachtę na włościach nadanych im przez władców Polski stanowiących władzę centralną. Grunty tak pozyskane włączano do dużych gospodarstw folwarcznych. Funkcjonowanie folwarków szlacheckich oparte było na przymusowej, odrobkowej sile roboczej – tzw. pańszczyźnie dlatego ich wydajność gospodarcza była niższa niż sołectw, pomimo tego folwarki przynosiły duże dochody szlachcie.

Statut warcki jednocześnie ograniczał prawo chłopów do opuszczania wsi, co miało zapobiec ich migracji. Zakaz ten nie powstrzymał jednak dużej części zbuntowanych sołtysów i chłopów przed zbieganiem na wschód, gdzie często zasilali szeregi społeczności kozackich.

Prawa i konsekwencje wynikające ze statutu:

  • prawo rugowania krnąbrnych sołtysów;
  • ograniczał w dalszym stopniu władzę sądową starostów (mieli oni sądzić tylko zbrodnie obejmujące gwałt, rozbój, podpalenie i najście na dom);
  • nadawał większe kompetencje wojewodom w ustalaniu miar i cen w miastach wyrobów rzemieślniczych (tzw. taksy wojewodzińskie), co było ograniczeniem samorządności miejskiej;
  • ograniczenie prawa chłopów do opuszczania wsi;
  • zezwolenie na tworzenie dogodnych podstaw prawnych dla folwarków szlacheckich;
  • ograniczał rozwój miast;
  • wysokie kary za ukrywanie chłopów zbiegłych z majątków szlacheckich.

Jest to jedna z najważniejszych dat w historii Polski. Od tego momentu zaczyna się proces stopniowego ograniczania praw chłopów, co w konsekwencji doprowadzi do ich niewolnictwa. Unia z 1569 roku spowodowała powstanie nowego państwa. Nastąpiło połączenie dwóch zupełnie nieprzystających do siebie państw. Jedno było w miarę nowoczesne, ze zrównoważonymi stanami i silną władzą królewską, drugie – na wskroś feudalne. Jeśli więc w Wielkim Księstwie Litewskim chłopi byli niewolnikami, to również takimi musieli zostać w Koronie.

x

W Ilustrowanej Kronice Polaków (1967) pisano:

Cechą ustroju społeczno-politycznego, jaki ugruntował się w Rzeczypospolitej na przełomie XVI i XVII wieku, było zalegalizowane konstytucjami i powszechnie wykonywane władztwo szlachty nad poddanymi chłopami i częściowo nad mieszczaństwem prywatnych miast, faktyczne władztwo potężnych magnatów nad „klientelą” szlachecką (nad drobną szlachtą żyjącą z dzierżaw, szlachtą zagrodową i gołotą), a nawet szlachtą średnią, siedzącą na paru wioskach w sąsiedztwie skoncentrowanych latyfundiów, czyli magnackich dóbr, i – co najistotniejsze – faktyczna niezależność magnatów od władzy centralnej. Wielu ją wykorzystywało lekceważąc wolę króla, opinię sejmu czy sejmiku, wyrok trybunału, decyzje urzędników, a wszyscy podporządkowywali swoim interesom interes Rzeczypospolitej. Z magnatem liczyli się wszyscy, nawet król; magnatowi mógł się tylko przeciwstawić drugi magnat, a wtedy dochodziło do wojny prywatnej o małym zasięgu albo nawet do wojny domowej obejmującej znaczną połać kraju.

Największe latyfundia były na Litwie (Radziwiłłowie), Rusi Czerwonej (Buczaccy-Jazłowieccy, Herburtowie, Krasiccy, Pileccy, Sieniawscy, Zamoyscy) oraz na Wołyniu, Podolu i w Kijowszczyźnie (Wiśniowieccy, Ostrogscy, Zasławscy, Zbarscy, Koniecpolscy, Sanguszkowie, Koreccy). Na Rusi Czerwonej magnaci skupili 25 proc. ogólnej liczby wsi, a na Wołyniu do Ostrogskich i Zasławskich należy bez mała 1/3 powierzchni tej prowincji. Na przełomie XVI i XVII w. potężny magnat kresowy Konstanty Wasyl Ostrogski miał ok. 100 miast i zamków i 1 300 wsi (były to łącznie dobra dziedziczne i królewszczyzny); majątki te przynosiły Ostrogskiemu dochód większy od dochodu państwa: ok. miliona dwustu tysięcy dukatów. W dobrach dziedzicznych i królewszczyznach należących do hetmana Stanisława Koniecpolskiego w samych tylko woj. bracławskim i kijowskim żyło blisko 120 tys. mieszkańców. Magnat, im bogatszy, tym liczniejszą miał klientelę szlachecką. Mógł on zawsze liczyć na głosy swych klientów na sejmikach i na szable w każdej potrzebie.

xxx

Właściwie to trudno taki twór nazywać państwem. Był to raczej luźny związek feudalnych państewek. A jeśli doda się do tego fakt, że na tym obszarze funkcjonowało dobrze zorganizowane państwo żydowskie, to dla takiego tworu pozostaje chyba tylko jedno określenie – cyrk. I dziś, nie przypadkiem, mamy podobną sytuację. Kto zdecydował o przesiedleniu na teren Polski milionów Ukraińców i nadaniu im praw, których nie mają obywatele tego tworu, zwanego III RP? Kto zdecydował o bezalternatywnej pomocy finansowej i wojskowej dla Ukrainy? Przecież nie te kukiełki typu Kaczyński, Morawiecki czy Tusk. W I RP król nie miał nic do gadania i w III RP rząd nie ma nic do gadania. Prawdziwa władza była i jest ukryta. Nadzwyczajnie trwały układ. III RP niczym nie różni się od I RP. I nikt o tym nie mówi, natomiast o hucpie Brauna – wszyscy.

Że Polska, to był taki cudowny kraj, to wyjaśnienie tego mamy w cytowanym z książki Miszalskiego fragmencie. Pozostaje jeszcze do „odcyfrowania” pierwsza część tego zdania: „Kiedyś Polska to był taki dobry interes…” Dlaczego to był taki dobry interes, że ludzie, a konkretnie Żydzi, pchali się tu drzwiami i oknami? Na to mamy odpowiedź w statucie warckim z 1423 roku. Proces dostosowywania prawa Korony do „standardów” Wielkiego Księstwa Litewskiego trwał przez cały okres unii personalnej (o tym w szczegółach pisałem w blogu „Jak powstawał ustrój I RP”). Sprowadzał się on do stopniowego ograniczania praw chłopów, aż do zrobienia z nich niewolników oraz do zmarginalizowania mieszczaństwa. Jednocześnie następowało wzmacnianie pozycji szlachty. Na mocy unii w Horodle z 1413 roku nastąpiła adopcja przez przedstawicieli co najmniej 47 polskich rodów heraldycznych (z których do dziś ustalono tylko część) do swoich herbów i zawołań tyluż panów i bojarów litewskich. Jednak w Wikipedii, która podaje tę informację, jest uzupełnienie:

Szlachta polska podzieliła się wówczas swoimi herbami, wspólnością rodową i przywilejami stanowymi z członkami niższego kulturalnie narodu, obcego pochodzeniem, obyczajami, a niekiedy mową, z którym w czasach nie tak odległych prowadziła wiekowe walki. Wszystko to stało się możliwe po zaledwie 28 latach współżycia politycznego, zapoczątkowanego związkiem krwi rodzimych dynastii, przechodzeniem wyższych warstw społecznych Wielkiego Księstwa Litewskiego na katolicyzm, a także wspólnie stoczonymi bitwami nad Worsklą (1399; lewy dopływ Dniepru – przyp. W.L.) oraz pod Grunwaldem.

Zestawienie pieczęci z aktów horodelskich z pocztem 47 wymienionych w tekstach aktów rodów adoptujących, wykazuje nadwyżkę kilku rodów adoptujących. Wynika stąd, że dany poczet nie jest pełny, na co też wskazuje słówko etc., umiejscowione na samym końcu tekstu aktu. Jest to ważne spostrzeżenie, gdyż stwierdza, że więcej rodów litewskich zostało adoptowanych w Horodle, niż jest ich wymienionych w tekstach. Zasób tych rodów daje się jeszcze obliczyć drogą zbadania sfragistyki bojarskiej z najbliższego czasu po Horodle, oraz późniejszej heraldyki litewskiej.

W sumie więc u progu powstania nowego państwa, czyli Rzeczypospolitej, chłop był niewolnikiem, co oznacza, że nie mógł przenieść się do miasta i stać się z czasem mieszczaninem, a skarlałe mieszczaństwo niewiele mogło. Jednocześnie na samej górze hierarchii społecznej przewagę osiągnęli członkowie niższego kulturalnie narodu. I na tak przygotowany grunt wkroczyli Żydzi, którzy zdominowali handel, rzemiosło i usługi, zarówno na wsi, jak i w miastach. Wchodzili więc w ten obszar, jak w masło, a obszar był wielki, jak wielkie było Wielkie Księstwo Litewskie. Cały ten obszar z „wypierdkiem” zwanym Koroną był do ich dyspozycji. Do tego „wypierdka” włączono, na krótko przed unią lubelską, całą południową część WKL. I tak powiększona Korona dominowała pod względem obszaru nad pozostałą, okrojoną już, częścią WKL. W ten sposób można było odnieść wrażenie, że to Polacy zdominowali WKL, podczas gdy faktycznie było na odwrót. I tak powstało wspólne państwo polsko-ukraińskie, które nadal nazywano Koroną i które było w unii z Litwą.

Czegoś takiego, tak potężnego obszaru, czyli mówiąc wprost – rynku zbytu, pozbawionego jakiejkolwiek konkurencji, nie mogli mieć Żydzi w Europie zachodniej. To był rzeczywiście dobry interes, choć tak po prawdzie, to był fantastyczny interes.

Ale po co była ta unia, skoro Korona była tylko dodatkiem do WKL? Taki sojusz nie miał szans na skuteczne przeciwstawienie się rosnącej w siłę Moskwie. Czy chodziło o dokończenie reformacji (1517) na wschodzie i rozbicie prawosławia? Unia z katolicką Koroną i włączenie do niej całej południowej, prawosławnej części WKL stwarzało taką możliwość i tak się stało. Podział trwa do dziś. Dlaczego nie włączono do Korony katolickiej części WKL, czyli Litwy, co byłoby bardziej naturalne? Widać wyraźnie, że chodziło o kreowanie konfliktów, a nie zapobieganie im. Jednak nie dotyczyło to Żydów. Oni żyli tu jak u Pana Boga za piecem i dlatego to był dla nich taki dobry interes i cudowny kraj. Jednak odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, że ten kraj jest nadal dla nich dobrym interesem i cudownym krajem. Trudno więc dziwić się, że przodkowie Brauna zapragnęli być „Polakami”.

A może chodziło też jeszcze o coś innego? O likwidację Królestwa Polskiego. Jakie ono było, takie było, ale pewnie prędzej czy później upomniałoby się o Śląsk i Pomorze. I-sza Rzesza to był związek różnych księstw i księstewek, które nie byłyby w stanie obronić się przed agresją z zewnątrz. Natomiast zjednoczenie, którego dokonał Łokietek, mogło stać się realnym zagrożeniem. Nie było jeszcze wówczas silnych Prus i Austrii. Przypadek Odsieczy Wiedeńskiej tego dowodzi. Osadzenie na polskim tronie Litwina dawało gwarancję, że polityka takiego państwa zostanie skierowana na wschód. I tak się stało. Unia personalna przekształciła się w unię realną, z polskiego chłopa zrobiono niewolnika, polską szlachtę zdominowała szlachta litewska i ruska. Powstanie Rzeczpospolitej oznaczało likwidację Polski, z której pozostał chyba tylko język. I przez dwa wieki Rzeczpospolita osłaniała Rzeszę od wschodu i południowego wschodu, a gdy Prusy i Austria stały się na tyle silne, że same się broniły, to zlikwidowały ten śmieszny twór.

Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia kwestia szlachty: czy była ona polska, czy nie? O tym problemie pisałem w blogu „Szlachta” i tam cytowałem fragmenty z książki Boże igrzysko Normana Daviesa. Między innymi ten poniższy:

„Teoria rodów znalazła duże poparcie w specyficznych cechach polskiej heraldyki. W Polsce herbów nigdy nie nadawano, ani pojedynczym osobom – jak w Anglii – ani też pojedynczym rodzinom – jak w Niemczech – ale jedynie większym grupom ludzi, którzy mieli wspólną tarczę herbową, zawołanie i godło. Polski szlachcic nie miał więc własnego herbu. Herb, którego używał, dzielił z dziesiątkami innych, którzy nawet nie musieli być z nim spokrewnieni. Taka wspólnota herbowa była w Europie zjawiskiem wyjątkowym. Co więcej, użycie słowa ród na określenie grupy heraldycznej nieuchronnie wzmacniało błędne wrażenie, że podstawę więzi stanowiło pokrewieństwo.

Jedną z konsekwencji wspólnoty herbowej była niezwykła prostota aspektu technicznego polskiej heraldyki. Nie trzeba było śledzić zawiłych labiryntów dziedziczności i małżeńskich związków ani też modyfikować czy tworzyć nowych herbów w miarę rozwoju zmieniających się wciąż wydarzeń. Nie znano sztuki opisywania i zestawiania herbów, nie stosowano rozróżnienia między starszą i młodszą linią rodu. Każdy ród miał jedno proste godło, jedną dewizę i jeden herb, które przez wieki pozostawały nie zmienione. Wszystkie herby, jakie kiedykolwiek istniały, dadzą się pomieścić w jednym dość szczupłym tomie.”

Niestety, ani Davies, ani nikt inny nie próbuje wytłumaczyć, dlaczego tak się stało. Przecież, na zdrowy rozum, to taka uprzywilejowana grupa powinna bronić dostępu do swego środowiska ludziom przypadkowym. Bo co to za szlachta, którą można liczyć na pęczki? A tu mamy kuriozalną na skalę światową sytuację. 47 polskich rodów szlacheckich użycza swoich herbów nie wiadomo dokładnie jakiej ilości litewskich i rusińskich rodów bojarskich. W moim przekonaniu jest tylko jedno logiczne wytłumaczenie. Zarówno polska szlachta, jak i bojarzy litewscy i rusińscy, to były warstwy społeczne zdominowane przez Żydów. W tym wypadku zadziałała solidarność plemienna i wspólny interes. Rzeczpospolita to był taki dobry interes i cudowny kraj – ale tylko dla wybranych.

Szopka

Chociaż do Nowego Roku jeszcze dwa tygodnie, to w Brukseli już pojawiła się szopka noworoczna. Wprawdzie nie w sensie dosłownym, ale to, co stało się 14 grudnia 2023 roku, to właśnie szopka. Na czwartkowym szczycie unii europejskiej debatowano nad długoterminową pomocą finansową dla Ukrainy oraz rozpoczęciem procesu akcesyjnego tego „państwa” do struktur unijnych. Premier Victor Orban wyszedł z sali, gdy zaczęło się głosowanie w sprawie rozpoczęcia procesu akcesyjnego Ukrainy do unii europejskiej. Tym sposobem umożliwił pozostałym 26 członkom unii podjęcie jednomyślnej decyzji w tej sprawie. Orban stwierdził, że nie chciał brać udziału w tej złej decyzji i dlatego wyszedł z sali. Jednocześnie jednak zablokował długoterminową pomoc finansową dla Ukrainy. Stanowisko Węgier wydaje się dosyć jasne: rozmowy akcesyjne – raczej tak, pomoc finansowa – nie. Takie rozwiązanie, jak nieobecność w sprawie akcesji Ukrainy do unii, wskazał Orbanowi Olaf Scholtz. Jeden z unijnych dyplomatów stwierdził, że pomimo nieobecności Orbana, głosowanie odbyło się zgodnie z prawem.

Na kanale „Myśl Polska” w odcinku Akcja „Chanuka”, pod jego koniec, od 58 minuty, pojawiła się krótka ocena tego, co wydarzyło się w Brukseli. Prowadzący, Jan Engelgard, stwierdził, że to Orban jest zwycięzcą tego szczytu. Z czym nie do końca zgodził się Przemysław Piasta.

Stwierdził on, że nie było to widowiskowe zwycięstwo, nie osiągnął wszystkich celów swoich marzeń, ale Orban jest mistrzem polityki realnej, czyli osiąga rzeczy możliwe do osiągnięcia. Osiągnął to, co chciał osiągnąć. Będzie jeszcze miał wiele okazji do zablokowania członkostwa Ukrainy w unii, zwłaszcza że z czasem to nie eurokraci, a właśnie państwa narodowe będą rozpatrywały tę kwestię w kontekście własnego, także gospodarczego, interesu. A to jest problem dla wielu krajów unii europejskiej. No cóż, czasami nie należy podejmować walki, jeśli jest się przekonanym, że z tej walki nie wyjdzie się zwycięzcą.

Jan Engelgard: Orban wygrał wszystko, co chciał, to znaczy odblokował pieniądze dla Węgier, chyba 10 miliardów, zablokował 50 miliardów pomocy dla Ukrainy i dwa: jak chcecie rozpocząć akcesję, proszę bardzo, nie będę przeszkadzał.

Mateusz Piskorski stwierdził, że przystąpienie Ukrainy do unii europejskiej nie jest w niczyim interesie. Nie jest to na rękę żadnemu państwu unii. Jest to na rękę Stanom Zjednoczonym, które chcą Europę podminować, osłabić – ewentualnie Wielkiej Brytanii. Jest chyba 57 różnych procedur, przy których potrzebna będzie zgoda wszystkich krajów członkowskich, w tym oczywiście ostateczną decyzję podejmą parlamenty 27 krajów członkowskich. Natomiast perspektywa członkostwa Ukrainy w unii, to jest rok 2030. Czy naprawdę wierzymy, że Ukraina w obecnym kształcie przetrwa do 2030 roku? Czy sama unia europejska przetrwa w takiej postaci do tego 2030 roku?

Olaf Swolkień: Ja tylko dodam, że kilka dni wcześniej Orban wysłał swoich polityków na rozmowy z amerykańskimi republikanami, gdzie Węgrzy przekonywali ich do wstrzymania pomocy dla Ukrainy. Więc to pokazuje, że on prowadzi naprawdę taką politykę światową. Gra na wielu fortepianach, czego my nie jesteśmy w stanie absolutnie pojąć.

Pod tym filmem pojawiło się mnóstwo pozytywnych dla Orbana komentarzy. Jeden z nich: „Obyśmy kiedyś mieli w Sejmie takich skutecznych patriotów polskich, jak Orban jest węgierskim”. Pod nim osiem odpowiedzi w podobnym tonie i jedna, jakbym to powiedział, trzeźwa: „Przypomnij jak zadbał o naród podczas covidiozy. Entuzjazm?”

x

W moim przekonaniu mamy do czynienia z klasyczną szopką. Orban, niby stawiający się unii, gdy dochodzi do decydującej debaty, podkula pod siebie ogon i robi się łagodny jak baranek. Wprawdzie oświadcza, że proces akcesji Ukrainy do unii zawsze może zablokować węgierski parlament, ale chyba sam nie wierzy w to, co mówi. Po raz kolejny mamy dowód, że cała ta polityka na pokaz, to teatrzyk dla naiwnych. Jeśli komuś się wydaje, że Orban to taki niezależny polityk, to nic bardziej błędnego.

Ja nie mam i nie miałem wątpliwości, że Orban jest zupełnie kimś innym, niż przedstawiają to media. W blogu „Victor Orban” cytowałem fragmenty z krótkiego filmu o nim z kanału „Powojnie”. M.in. to:

„Najważniejszym wydarzeniem w pierwszych latach politycznej działalności Orbana było przemówienie, które wygłosił 16 czerwca 1989 roku w Budapeszcie. Tego dnia oficjalnie pochowano bohaterów antykomunistycznego powstania w 1956 roku. W dniu pogrzebu rozpoczęła się wielka polityczna kariera Viktora Orbana, która trwa do dziś. Wówczas nieznany opozycyjny polityk wygłosił mowę, która stała się jednym z symboli upadającego komunizmu na Węgrzech. Domagał się jak najszybszego wycofania wojsk radzieckich oraz wolnych wyborów.

Orban miał wtedy 26 lat. Pod wrażeniem jego charyzmy i odwagi był słynny Węgier George Soros. Jego fundacja Społeczeństwa Otwartego zaproponowała mu stypendium w Wielkiej Brytanii. Orban propozycję przyjął. Przez kolejne 9 miesięcy studiował na naukach politycznych w Oksfordzie. Jego osobistym opiekunem w Anglii był polsko-brytyjski filozof Zbigniew Pełczyński były żołnierz Armii Krajowej. W styczniu 1990 roku Orban wrócił do ojczyzny. Chciał zostać parlamentarzystą pierwszego postkomunistycznego zgromadzenia narodowego.”

W dalszej części komentowałem:

W przypadku Żydów bywa tak, że czasem zdjęcia z młodości lub z późnej starości uwydatniają żydowskie rysy twarzy. Nie zawsze tak bywa, a może nawet częściej tak nie bywa. Jednak w przypadku Orbana tak właśnie było. Znamienne jest również to, że stypendium w Anglii załatwił i sfinansował mu Soros. Ten sam, którego później wyrzucił z Węgier. Nie sądzę, by on sam na to wpadł. Może nawet sam Soros mu doradził. Cóż mogło go bardziej uwiarygodnić w oczach Węgrów i nie tylko ich, jak nie taka zdecydowana postawa wobec żydowskiego „filantropa”? Takim gestem pozyskał zapewne sympatię i zaufanie wielu wyborców.

Na obecną politykę Orbana w stosunku do unii europejskiej i Rosji wypada więc patrzeć przez pryzmat jego pochodzenia. I dopiero na tym tle widać, że nie jest to żadna niezależna polityka. Orban odgrywa rolę, jaką mu wyznaczyli jego nieznani przełożeni. Zresztą nie tylko on. A polityka ta jest niezwykle wyrafinowana i wielowątkowa.

x

Blog o Orbanie zamieściłem 20 czerwca 2022 roku, a więc 1,5 roku temu. I teraz sprawdza się to, o czym wtedy pisałem. Natomiast nazwałem to szopką nie tylko ze względu na zachowanie Orbana, ale przede wszystkim na fakt, że unia rozpoczyna procedurę akcesyjną w stosunku do państwa, które jest w stanie wojny i które ma nie wiadomo jakie granice. Część obszaru tego państwa została już włączona do innego. Czy można zatem poważnie traktować zamiary unii, a raczej tych, którzy nią kierują? O co więc w tym wszystkim chodzi? Orban mógł swoim głosem zablokować rozpoczęcie tej procedury. Gdyby jednak tak zrobił, oznaczałoby to koniec wojny na Ukrainie, a w każdym razie brak jakiejkolwiek motywacji do walki ze strony Ukraińców, co na jedno wychodzi. A na to wielcy tego świata nie mogą pozwolić. Najwyraźniej jest jeszcze na to za wcześnie.

Mateusz Piskorski w swojej wypowiedzi zadał pytanie: „Czy sama unia europejska przetrwa w takiej postaci do tego 2030 roku?” Czyżby coś wiedział? Powiedział wyraźnie „w takiej postaci”. Czy to oznacza, że jakieś państwa mogą z niej wystąpić, czyli, mówiąc wprost, zostać wyrzucone? III RP, ze względu na zaangażowanie w pomoc finansową i militarną dla Ukrainy, jest już państwem upadłym i zupełnie nieprzystającym do unii, choćby dlatego, że żadne inne państwo tej unii aż tak nie pomaga Ukrainie. Już dziś ze względu na swoje zadłużenie, którego wielkości nie znamy, mogłaby zostać postawiona w stan upadłości. Ktoś jednak uważa, że jeszcze za wcześnie. Jeśli Ukraina zostanie odcięta od Morza Czarnego i Krymu, to tak okrojone państwo nie będzie mogło samodzielnie funkcjonować. Co więc pozostanie? Odtworzenie przedrozbiorowej Rzeczypospolitej? Takiego państwa, w skład którego wchodziłyby okrojona Ukraina, III RP bez ziem poniemieckich, Białoruś i państwa bałtyckie. Trudno oczywiście powiedzieć czy tak się stanie. Jednak większe zaangażowanie III RP w wojnę na Ukrainie może taki scenariusz uczynić bardziej prawdopodobnym.