Kampania wyborcza zaczyna powoli rozkręcać się. Wydawało mi się, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, a jednak! Zaskoczył mnie Maciej Maciak, który wystąpił na swoim kanale z apelem do Ukraińców. Prosił wszystkich, którzy mają takie możliwości, by wycięli ten fragment i rozpowszechniali, gdzie się da. Poniżej ten fragment od 19:00. Trwa to mniej więcej dwie minuty.
Kochani Ukraińcy, którzy jesteście tutaj w Polsce, bardzo was przepraszamy za decyzje polskich polityków, które ci politycy podejmowali w kwestii waszego kraju. Nie mieliśmy nic z tym wspólnego. Oni zdradzili programy, z którymi szli do wyborów. Po wyborach zaczęli zachowywać się zupełnie inaczej. My ich wybraliśmy dlatego, żeby zaprowadzili tu dobrobyt, żeby zaprowadzili pokój, a oni oszukali nas. Popchnęli was do wojny, oszukali was, że pomogą wam. Podpuścili was polscy politycy i nie tylko polscy. Oczywiście sami by na to nie wpadli, bo są za głupi. Oni was oszukali. My to zmienimy, my to widzimy. Pomóżcie nam wypchnąć ich z polskiego parlamentu, pomóżcie nam dojść do władzy. A gdy osiągniemy władzę, po tych wyborach, na drugi dzień skończy się wam wojna. Są do tego specjalne narzędzia. Pomożemy wam odzyskać władzę we własnym kraju. I tylko my możemy to zrobić. Jeżeli znowu uwierzycie politykom partii telewizyjnych w Polsce, to nie unikniecie… wiecie, że teraz rusza duża fala mobilizacji na Ukrainie. Będą was ściągać z zagranicy. Nie przeżyjecie tego. Pomożecie sobie, pomagając nam. – Mówię teraz za siebie. Nie odpowiadam za te wszystkie akcje przeciwko wam. Ludzie, którzy nawet nie wiedzą, że chodzą na pasku gdzieś tam kogoś zza oceanu, którzy nawet nie rozróżniają nazistów ukraińskich od normalnych obywateli ukraińskich. Ale też możecie sobie samym przyznać, powiedzieć: zawaliliśmy sprawę kiedy nacjonalizm, sterowany z Wall Street, jest udowodnione, się rozwijał nie robiliśmy nic. To się rozwinął. Dziś jesteście w reżimie wojennym. Więc nie popełnijcie tego błędu drugi raz, bo to samo dzieje się w Polsce. Dziś partie telewizyjne w Polsce milutkie. One unikają tematu „wojna”, mówią coś, że trzeba kontakty z Rosją itd.
xxx
Mamy więc kolejnego, który chce przepraszać w imieniu innych za coś, za co oni nie odpowiadają. Bo obecny rząd został wybrany glosami tych, którzy głosowali na PiS. Inni głosowali na inne partie. A jest wielu takich, którzy na wybory nie chodzą. Samo to jest jednak mało istotne. Ważne jest coś innego. Otóż dowiedzieliśmy się, że w „Polsce” mieszkają Ukraińcy, którzy mają prawo wyborcze i zapewne musi to być już spora grupa ludzi, skoro Maciak zdecydował się na taki apel. No bo jeśli prosi ich o pomoc, to ta pomoc może być tylko jednego rodzaju – głosowanie na Ruch DiP.
Kiedyś, gdy w 1918 roku powstało państwo polskie, pojawiło się powiedzenie: ni z tego, ni z owego, mamy Polskę od pierwszego. Ono obrazowało pewne zjawisko, a mianowicie takie, że zachodzą wielkie zmiany, a większość ludzi nadal żyje w poprzedniej epoce. I dziś jest tak samo. I będzie tak, że – ni z tego, ni z owego, nie mamy Polski od pierwszego. Jeszcze większość, zdecydowana większość, nie zdaje sobie sprawy z tego, że III RP skończyła się 24 lutego 2022 roku, tak jak II RP skończyła się 1 września 1939 roku. Ale będzie jeszcze lepszy numer, gdy większość dopiero po wyborach dowie się, że jest coś takiego jak Ruch DiP, który prawdopodobnie uzyska w nich dobry wynik i wprowadzi do sejmu i senatu swoich przedstawicieli. Ale „willa z basenem” nie dla nich. Pierwszeństwo będą mieli Ukraińcy.
Od ponad półtora roku toczy się wojna na Ukrainie i nadal nie widać jej końca. Rosja zajęła wschodnią Ukrainę i tam się okopała. A Ukraina niby walczy, ale nic z tego nie wynika. O co więc w tej wojnie chodzi i kto tak naprawdę o tym wszystkim decyduje? Maciej Maciak na swoim kanale w odcinku 1701 w 47:30 mówi:
Rosji nie można pokonać. Z Rosją można się dogadać. Rosja ma broń nuklearną i nie zawaha się jej użyć. I Rosja dostanie pozwolenie od Stanów Zjednoczonych na małą, lokalną wojnę nuklearną, która zadowoli interesy Wall Street. Będzie po nas.
xxx
To bardzo zaskakujące stwierdzenie. No bo jeśli Rosja musi prosić o zgodę na użycie broni nuklearnej Stany Zjednoczone, to znaczy, że Rosja nie podejmuje samodzielnie decyzji i ktoś inny decyduje o tym, jak ma przebiegać ta wojna. Może warto w tym miejscu przytoczyć fragment z książki Wall Street a rewolucja bolszewicka Antony C. Suttona, w którym dochodzi on do ciekawego wniosku. Pisze on:
Organizacja United Americans powstała w 1920 roku. Wstępować mogli do niej wyłącznie obywatele Stanów Zjednoczonych, a zgodnie z planem jej założycieli miała szybko urosnąć do pięciu milionów członków, „których jedynym celem będzie walka z naukami socjalistów, komunistów, IWW (Industrial Workers of the World, założona w 1905 roku – przyp. W.L.), organizacji rosyjskich i radykalnych stowarzyszeń farmerskich”.
Innymi słowy, United Americans mieli walczyć z wszystkimi instytucjami i grupami, które uchodziły za antykapitalistyczne.
Grunt pod utworzenie United Americans miała przygotować organizacja, którą kierowali Allen Walker z Guaranty Trust Company, Daniel Willard, prezes Baltimore & Ohio Railroad, H.H. Westinghouse z Westinghouse Air Brake Company oraz Otto H. Kahn z Kuhn, Loeb & Company i American International Corporation. Tym panom z Wall Street pomagali wybrani rektorzy uniwersytetów i Newton W. Gilbert (były gubernator Filipin). Oczywiście United Americans zdawała się na pierwszy rzut oka dokładnie tego rodzaju organizacją, jaką finansować i do jakiej wstępować powinni chcieć kapitaliści z establishmentu. Jej powstanie nie powinno nikogo szczególnie zaskakiwać.
Z drugiej strony, jak już widzieliśmy, finansiści ci byli również głęboko zaangażowani we wspieranie nowych rządów radzieckich w Rosji – chociaż było to zakulisowe wsparcie, po którym ślady zostały wyłącznie w aktach rządowych i o których społeczeństwo miało się dowiedzieć dopiero po pięćdziesięciu latach. Działając w United Americans, Walkler, Willard, Westinghouse i Kahn grali podwójną grę. O Otto H. Kahnie, założycielu tej antykomunistycznej organizacji, brytyjski socjalista J.H. Thomas powiedział, że jego twarz „zwrócona jest ku światłu”. Kahn zaś napisał przedmowę do książki Thomasa. W 1924 roku Otto Kahn przemawiał przed League for Industrial Democracy i stwierdził, że łączą go z tą aktywistyczną grupą socjalistyczną wspólne cele. Baltimore & Ohio Railroad (pracodawca Willarda) odegrała czynną rolę w rozwoju Rosji w latach dwudziestych. W 1920 roku, kiedy utworzono United Americans, Westinghouse prowadził w Rosji fabrykę, która została wyłączona spod nacjonalizacji.
United Americans to jedyny – znany autorowi – udokumentowany przykład organizacji pomagającej radzieckiemu reżimowi i stojącej jednocześnie na czele ruchu antyradzieckiego. W żadnym razie nie jest to niemożliwy bieg zdarzeń, a dalsze badania powinny skupić się na następujących pytaniach:
1. Czy istnieją inne przykłady prowadzenia podwójnej gry przez wpływowe grupy uznawane powszechnie za należące do establishmentu?
2. Czy przykłady te dotyczą również innych obszarów? Na przykład, czy istnieją dowody na to, że grupy te wywoływały niepokoje pracownicze?
3. Jaki jest ostateczny cel tych okrążających manewrów? Czy można je powiązać z marksistowskim aksjomatem: teza kontra antyteza daje syntezę? To zagadkowe, dlaczego marksistowski ruch miałby bezpośrednio atakować kapitalizm, jeśli jego celem był komunistyczny świat i jeśli w pełni akceptował tę dialektykę. Jeśli celem jest komunistyczny świat, to jest, jeśli komunizm stanowi oczekiwaną syntezę, kapitalizm zaś stanowi tezę, wówczas coś innego niż kapitalizm i komunizm musi stanowić antytezę. Czy zatem kapitalizm nie mógłby być tezą, komunizm antytezą, a celem synteza grup rewolucyjnych z ich sponsorami, z której powstałby jakiś nieopisany jeszcze system świata?
xxx
Sutton był historykiem, więc musiał opierać się o twarde dowody i nie mógł tego nieopisanego systemu świata nazwać po imieniu z braku właśnie tych dowodów. Problem jednak polega na tym, że ich nie będzie. Ja jednak mogę sobie pozwolić na postawienie kropki nad „i”, z tej racji, że mój blog nie aspiruje do bycia naukowym. Wiadomo więc, że chodzi o żydowski mesjanizm i dążenie do całkowitego podporządkowania sobie reszty ludzkości i zagarnięcia jej własności.
Dalej Sutton pisze:
W sierpniu 1919 roku, sekretarz stanu Robert Lansing otrzymał z National City Bank of New York – w którym wpływy miał Rockefeller – list domagający się oficjalnego komentarza na temat proponowanej pożyczki pięciu milionów dolarów dla admirała Kołczaka. Od J.P. Morgan & Co. i innych bankierów otrzymał zaś kolejny list, proszący o przedstawienie poglądów departamentu na propozycje udzielenia Kołczakowi pożyczki w wysokości dziesięciu milionów funtów szterlingów przez konsorcjum brytyjskich i amerykańskich bankierów.
Sekretarz Lansing powiadomił bankierów, że USA nie uznały Kołczaka i chociaż gotowy był udzielić mu pomocy, to jak napisał, „Departament nie uważa, aby mógł wziąć odpowiedzialność za poparcie takich negocjacji, niemniej nie ma zastrzeżeń do pożyczki, o ile bankierzy uważają jej udzielenie za celowe”.
Następnie, 30 sierpnia, Lansing poinformował amerykańskiego konsula generalnego w Omsku, że „pożyczka została już udzielona w normalnym trybie”. Dwie piąte kwoty wyłożyły banki brytyjskie, a trzy piąte banki amerykańskie. Dwie trzecie całej sumy miało zostać wydane w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, natomiast pozostała jedna trzecia – gdzie tylko życzyć sobie będzie rząd Kołczaka. Zabezpieczeniem pożyczki było rosyjskie złoto (Kołczaka), które przetransportowano do San Francisco. Terminy opisanych wcześniej transportów radzieckiego złota wskazują, że podjęcie współpracy z Sowietami przy sprzedaży złota nastąpiło tuż po umowie z Kołczakiem.
Handel radzieckim złotem i pożyczka dla Kołczaka sugerują również, że twierdzenie Carrolla Quigleya, że grupa Morgana infiltrowała krajową lewicę, stosowało się także do zagranicznych ruchów rewolucyjnych i kontrrewolucyjnych. Latem 1919 roku wojska radzieckie były w odwrocie na Krymie i na Ukrainie, tak więc ten czarny obraz mógł skłonić brytyjskich i amerykańskich bankierów do poprawienia stosunków z siłami antybolszewickimi. Oczywistą taktyką byłoby działanie na dwa fronty, co pozwoliłoby znaleźć się w korzystnej pozycji podczas negocjowania koncesji i interesów niezależnie od tego, czy nowy rząd ustabilizuje się po zwycięstwie rewolucji czy kontrrewolucji. Ponieważ nigdy nie da się z góry przewidzieć wyniku jakiegokolwiek konfliktu, pomysł polega na tym, aby stawiać na wszystkie konie w rewolucyjnym wyścigu. Pomagano więc zarówno Sowietom, jak i antybolszewikom – podczas gdy rząd brytyjski wspierał Denikina na Ukrainie, a rząd francuski pomagał Polakom.
xxx
Tak to w zarysie wyglądało podczas rewolucji październikowej i pewnie podobnie to wygląda obecnie na wojnie na Ukrainie. Naiwnością było by twierdzenie, że w polityce jest inaczej. Ten, kto ma pieniądze, obstawia wszystkie konie, czyli partie polityczne, stowarzyszenia, komitety wyborcze itp. Właśnie w poniedziałek, 14 sierpnia, został zarejestrowany komitet wyborczy Ruchu Dobrobytu i Pokoju. Nie obyło się bez utrudnień, bo w piątek przy próbie rejestracji „padły” serwery PKW. To miało uwiarygodnić Ruch jako stowarzyszenie niezależne od rządu i jakiejkolwiek partii. Taki tani chwyt tych, którzy mają monopol na druk pieniądza. Skoro jednak stosują te tanie chwyty, to znaczy, że jest wielu, którzy się na nie nabierają.
Jak co roku, na początku sierpnia powraca temat powstania warszawskiego. Nie inaczej było i tym razem. Oficjalna narracja jest niezmienna, ale są tacy, którzy pewne wydarzenia tłumaczą inaczej. Do nich należy Maciej Maciak, który na swoim kanale „Musisz to wiedzieć” w odcinku 1699 z dnia 8 sierpnia staje w obronie Armii Czerwonej, która, według niektórych, stała pod Warszawą i nie pomogła powstańcom. Maciak chce udowodnić jak, jego zdaniem, fałszuje się historię. Mówi o tym od 6. do 21. minuty. Poniżej wybrane fragmenty jego wypowiedzi.
Zanim się powstanie warszawskie zaczęło ci, którzy byli w szeregach AK i nie chcieli powstania byli mordowani przez tych, którzy chcieli powstania. I to niezależnie kim byli. Tu kłania się mord na panu Makowieckim z wydziału propagandy AK i innych osobach. Z żonami byli mordowani, bo nie chcieli powstania. To jest kłamstwo, że ludzie ochoczo poszli do powstania. Wcale tak nie było i ja uważam, że póki archiwa brytyjskie i amerykańskie nie będą odtajnione na ten temat, nie powinniśmy niemal żadnych analiz brać za sensowne.
Wszystkim nam, którzy nie znają szczegółów powstania warszawskiego wydaje się, że 1 sierpnia, jak wybuchło powstanie, to po drugiej stronie Wisły stała Armia Czerwona, nazywana Rosjanami i oni tak się przyglądali i nic nie robili. Gdy wybuchło powstanie, to Armia Czerwona była 50 km od Warszawy. W momencie wybuchu powstania cała lewo- i prawobrzeżna Warszawa jest pod kontrolą Niemców. Ale my mamy wrażenie, że Armia Czerwona stoi na drugim brzegu Wisły i się przygląda. A to nieprawda.
Dlaczego z jednej strony Hitler bawił się jak kotek z myszką, a z drugiej strony dowódcy, prawdziwi dowódcy powstania, czyli Brytyjczycy kazali tak długo się opierać? Bo wygląda na to, że był tu wspólny interes Hitlera i Wielkiej Brytanii, czy tam kapitału, który rozpętał II wojnę światową (Maciak nie wie, że II wojnę światową rozpętał Franek Dolas – przyp. W.L.). Jaki to interes?
Co by miał zyskać Hitler, który nie zlikwidował powstania natychmiast? Dwie rzeczy: wiedząc jacy są Rosjanie, wabiłby ich do ataku, do pomocy, cały czas jest powstanie, cały czas powstanie walczy. No chodźcie pomścić! Przedrzyjcie się przez Wisłę, a my was wybijemy, dzięki temu odzyskamy przewagę na polu walki. Z drugiej zaś strony Wielka Brytania mogła podtrzymywać na duchu i rozkazać przywódcom powstania utrzymywać to powstanie, bo opóźniało ono pochód Stalina, Armii Czerwonej do Berlina. W związku z tym szybciej by dotarli alianci zachodni i to oni inaczej może podzieliliby świat. Nie podobało się zapewne, że Stalin będzie pierwszy w Berlinie. Stalin chciał być pierwszy, a też mamy powstanie i duże siły niemieckie. W interesie Londynu było utrzymywać powstanie i przy okazji skorzystać też z pijarowego zagrania, które do dziś pokutuje, że Związek Radziecki, czyli Rosjanie, ich zdaniem, nie pomogli Warszawie. Nie mieli żadnych szans pomóc Warszawie.
Gdy wybuchło powstanie, w trym samym czasie, była wielka bitwa pancerna, zwana bitwą pod Wołominem. Była to największa bitwa pancerna II wojny światowej na terenach Polski. Rosjanie ponieśli potężne straty, właśnie próbując wyzwolić Warszawę. W tej bitwie pod Wołominem Armia czerwona straciła około 300 czołgów w około dwa tygodnie. Straty niemieckie były mniejsze. Z racji tego, że był ten opór niemiecki, bo to był rejon umocniony, Związek Radziecki, Stalin, uznał, że nie będzie szedł lwu w paszczę i postanowili przebijać się na południe, a powstanie trwa. Przebijali się jakieś 40-50 km na południe od Warszawy. Był to przyczółek warecko-magnuszewski.
Nieprawdą jest, że Armia Czerwona nie chciała pomóc Warszawie. Wykorzystuje się ten fake historyczny do tego, aby szczuć nas na Rosjan. Fakty: od 29 sierpnia do 4 września, czyli jeszcze gdy trzymała się Starówka, czy po upadku Starówki, jeszcze toczyły się walki wokół wzgórza 140. Dopiero 10 września Niemcy opuszczają Pragę. Za moment koniec powstania. Gdzie Rosjanie stali pod Warszawą?
xxx
Tako rzecze Maciej Maciak. To są oczywiście wybrane przeze mnie fragmenty, czasem nawet pojedyncze zdania. Jak ktoś chce, to może odsłuchać całości, to tylko 15 minut. Ja wybrałem to, co wydaje mi się najważniejsze i do czego chciałbym się odnieść.
W jednym punkcie zgadzam się z Maciakiem. Było wielu ludzi w AK, którzy uważali, że powstanie nie powinno wybuchnąć. Również ludność cywilna Warszawy była krytycznie do niego nastawiona. W latach 80. miałem okazję rozmawiać ze starszą kobietą, warszawianką, która zapytana o to, jak to było z tym powstaniem, powiedziała, że warszawiacy przeklinali powstańców i byli bardzo negatywnie do nich nastawieni.
W okresie od 28 listopada do 1 grudnia 1943 roku miała miejsce w Teheranie konferencja z udziałem przywódców USA, Anglii i ZSRR. W polskiej sprawie postanowiono:
ustalić nową granicę Polski i ZSRR na tak zwanej linii Curzona
dokonać podziału krajów Europy na alianckie strefy operacyjne – na mocy międzyalianckich uzgodnień Polska znalazła się w strefie operacyjnej Armii Czerwonej.
ustalono też, iż Niemcy zostaną podzielone na strefy okupacyjne, zaś radziecka strefa okupacyjna Niemiec przylegać będzie do Polski, przez którą przebiegały linie komunikacyjne do tej strefy, co de facto przesądzało losy Polski. Ze względu na odbywające się jesienią 1944 roku w USA wybory prezydenckie, na prośbę prezydenta Roosevelta liczącego na głosy Polonii amerykańskiej utajniono postanowienia wielkiej trójki w kwestii polskiej.
To są fakty. Józef Mackiewicz w swojej powieści Nie trzeba głośno mówić napisał, że władze polskie w Londynie nie zostały poinformowane o postanowieniach tej konferencji, ale drogą nieoficjalną dotarły one do nich. Skoro jednak Maciak twierdzi, że to Anglicy podjęli decyzję o wybuchu powstania, to oni o tych postanowieniach wiedzieli.
Jeśli powstanie miało wybuchnąć, to powinno było to się stać tydzień wcześniej, gdy w Warszawie nie było praktycznie wojsk niemieckich. W dniach 23-24 lipca wybuchła wśród Niemców panika, która osiągnęła kulminację 27 lipca. Nawet władze cywilne przejściowo opuściły miasto. A wybuchło w momencie, gdy Niemcy wrócili ze znacznymi siłami. Kto podjął taką decyzję?
22 lipca na antenie Radia Moskwa został ogłoszony Manifest PKWN, który stwierdzał, że jedynym legalnym źródłem władzy w Polsce jest Krajowa Rada Narodowa, a rząd RP na uchodźstwie określano jako władzę nielegalną. Trudno sobie wyobrazić, by taka informacja nie dotarła do dowództwa AK. Sikorski zgadzał się na dużo, zgadzał się nawet na oddanie Kresów, byle tylko Polska mogła być niepodległym państwem. Chciał, by wojsko polskie wyzwalało Polskę razem z Armią Czerwoną, ale na to nie mógł zgodzić się Stalin i alianci zachodni, bo to oznaczało by, że to polskie wojsko w momencie wkroczenia na ziemie polskie byłoby gwarantem niepodległości nowego państwa. Dlatego wojsko to wyprowadzono do Iranu, by później walczyło na zachodzie Europy. I w ten sposób zostało zneutralizowane, a niewygodną osobę w postaci Sikorskiego spuszczono do morza. Chyba za dużo wiedział albo za dużo domyślał się, a że był ambitny, to tak to musiało się skończyć.
Jeśli więc ktoś oskarża Stalina o to, że nie pomógł powstaniu, bez względu na to czy mógł, czy – nie, to ma chyba jakieś problemy z logicznym myśleniem. Ale załóżmy, że Armia Czerwona pomaga powstaniu i wyzwala Warszawę, w której wita ją dowództwo AK. I co? Stalin dzieli się z nim władzą? W powieści Nie trzeba głośno mówić Mackiewicz pisał:
»Był za okupacji sowieckiej (w Wilnie po 17 września 1939 – przyp. W.L.) u nas taki „Konrad”. Jeszcze wtedy ani w Londynie, ani w Warszawie nie myślano o „sojuszu” z nimi, a on już wtedy wpadł na ten pomysł. I jak jego aresztowali, wystąpił w NKGB w roli „politycznego sojusznika”. Dostał tak w zęby, że potoczył się pod stół. Sam opowiadał później. Powiedzieli jemu wyraźnie: nam konkurentów, ani wspólników do podziału władzy nie potrzeba. Ot co. A wy chcecie „wspólnie” zdobywać Wilno! Tamten już raz dostał w zęby za to. A gdy uciekł z transportu w czterdziestym pierwszym, to dziś znowu powtarza to samo. O tacy, to gorsi od zarazy.«
Argument, że powstanie warszawskie opóźniało marsz Armii Czerwonej do Berlina też jest bez sensu, bo to, co ustalono w Teheranie było respektowane przez wszystkie strony. W blogu „Podział Niemiec” cytowałem Churchilla, który pisał w swoim dziele II wojna światowa:
Wszyscy rozumieli, że uzgodnienia dotyczące stref okupacyjnych nie mogą zakłócać operacji wojskowych. Berlin, Pragę i Wiedeń mógł zdobyć ten, kto doszedłby do nich pierwszy.
Pomimo zwycięskiego marszu armii Eisenhowera, prezydent Truman w drugiej połowie kwietnia stanął w obliczu groźnego kryzysu. Od pewnego czasu ze wszystkich sił starałem się uzmysłowić rządowi Stanów Zjednoczonych, jak wielkie zmiany zachodzą w sferach politycznej i wojskowej. Nasze zachodnie armie wkrótce znajdą się poza granicami stref okupacyjnych, ściskając Niemców między nami a zbliżającymi się ze wschodu Rosjanami.
12 czerwca prezydent odpowiedział na moją depeszę z 4 czerwca stwierdzając, że trójstronne porozumienie o okupacji Niemiec zostało zatwierdzone przez prezydenta Roosevelta „po długich rozważaniach i szczegółowych dyskusjach” ze mną i w związku z tym nie jest możliwe odwlekanie wycofywania wojsk amerykańskich ze strefy sowieckiej w celu wywarcia nacisku na osiągnięcie porozumienia w innych sprawach.
Trzeba jednak zauważyć, że właściwym momentem do działania w tych sprawach był czas, tak jak to wyjaśniłem we wcześniejszych rozdziałach, kiedy wojska potężnych sojuszników stały naprzeciw siebie w polu, zanim Amerykanie i w mniejszym zakresie Brytyjczycy dokonali odwrotu, na obszarze o długości 400 mil i szerokości sięgającej w niektórych miejscach 120 mil. W ten sposób oddaliśmy Rosjanom samo serce i wielki obszar Niemiec.
1 lipca armie Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii rozpoczęły wycofywanie się do przeznaczonych dla nich stref. Towarzyszyły im tłumy uciekinierów. Rosja Sowiecka usadowiła się w sercu Europy. Rozpoczął się etap groźny w skutkach dla całej ludzkości.
xxx
Po co w takim razie było powstanie, skoro nie chodziło o opóźnienie marszu Armii Czerwonej do Berlina, nie chodziło też o przejęcie władzy w Warszawie, bo Stalin nie zgodziłby się na to, pomijając już fakt, że garstka powstańców nie mogła przeciwstawić się regularnej, potężnej armii? I dlaczego Niemcy w trakcie walk konsekwentnie niszczyli miasto, bez względu na to, czy to było konieczne, czy – nie? Kto im tak kazał?
Miasto zniszczono, a potem odbudowano i zasiedlono zupełnie nowymi ludźmi, którzy wkroczyli do Warszawy wraz z Armią Czerwoną. Dlaczego tak się nie stało w Pradze, Budapeszcie, Bukareszcie i Sofii? Czym sobie Polacy zasłużyli na taki los? Co jest wyjątkowego w tym miejscu pomiędzy Niemcami a Rosją, że tu nie może być normalnie?
Unia lubelska (1569) to moment, w którym powstaje nowe państwo – Rzeczpospolita Obojga Narodów. Jest to zupełnie inne państwo, niż te stworzone przez Piastów. Największy wpływ na jego ustrój wywarł Jan Zamoyski. Zapewne jest on kojarzony z tym, że zbudował miasto Zamość, założył Akademię Zamojską i z sentencją: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Cytat ten pochodzi z aktu fundacyjnego tej akademii z 1600 roku. W powszechnej świadomości zachował się jako wybitna jednostka. Jak jednak stało się, że osiągnął tak wysoką pozycję w państwie i stał się najpotężniejszym magnatem ówczesnej Rzeczypospolitej?
Ja twierdzę, że państwa protestanckie są bogatsze od katolickich – nie mówiąc o prawosławnych, wśród których nie ma żadnego tak bogatego, jak choćby katolicka Austria czy protestancka Szwecja – bo tak chcą Żydzi, którzy rządzą pieniądzem i nie tylko nim. To samo dotyczy również najbogatszych ludzi. To dotyczy również, w mojej ocenie, Zamoyskiego. Trafiłem ostatnio na wywiad z profesorem Wojciechem Tygielskim poświęcony osobie Zamoyskiego Magnat wszech czasów. Jan Zamoyski, zamieszczony na kanale Muzeum Historii Polski, w którym są ciekawe informacje o tym, jak Zamoyski stał się tak potężny. Jednak wypada zacząć od Wikipedii, w której są informacje uzupełniające i sporo wyjaśniające. Pisze ona m.in.:
Jan Saryusz Zamoyski (Jan Zamojski) herbu Jelita (ur. 19 marca 1542, zm. 3 czerwca 1605) – sekretarz królewski od 1565, podkanclerzy koronny od 1576, kanclerz wielki koronny od 1578 i hetman wielki koronny Rzeczypospolitej Obojga Narodów od roku 1581. Generalny starosta krakowski w latach 1580–1585, starosta bełski, malborski, grodecki, jaworowski, krzeszowski, tykociński i dorpacki, starosta międzyrzecki w 1580 roku, starosta knyszyński w 1574 roku. Doradca króla Zygmunta II Augusta i Stefana Batorego. Główny przeciwnik sukcesora po Batorym, Zygmunta III Wazy. Humanista-mecenas, filolog i mówca, magnat.
Wczesne lata: królewskie wsparcie
Jan Saryusz Zamoyski urodził się 19 marca 1542 roku w Skokówce, a jego rodzicami byli Stanisław, kasztelan chełmski i Anna Herburtówna z Miżyńca. W 1551 ojciec i rodzina Zamoyskiego przyjęli wyznanie kalwińskie. Kalwinistą był także jego stryj Florian. Pierwsze nauki Jan odebrał w kalwińskim gimnazjum w Krasnymstawie, a następnie został wysłany na studia do Paryża, skąd po kilku latach przeniósł się do protestanckiego Strasburga, a następnie do Padwy, gdzie przeszedł na katolicyzm. W latach 1561-1563 studiował prawo w Padwie. W 1563 został wybrany rektorem (w tamtym czasie oznaczało to, że był on przewodniczącym związku studentów – przyp. W.L.) akademii padewskiej. Tam też napisał po łacinie swe dzieło „De senatu Romano libri duo” („O Senacie Rzymskim Księgi Dwie”), broszurę o starożytnym Rzymie, w której doszukiwał się odniesień zasad konstytucyjnych republiki rzymskiej do Korony Królestwa Polskiego. W oparciu o to dzieło uzyskał doktorat. Od początku studiów poważnie interesował się polityką. Po powrocie do kraju został mianowany sekretarzem króla Zygmunta II Augusta. W ostatnich latach jego panowania uczestniczył w porządkowaniu archiwum koronnego na Wawelu. Przez trzy lata czytał i segregował dokumenty, poznając system polityczny i gospodarczy państwa oraz sposoby tworzenia magnackich majątków.
Niektórzy historycy przypisują Zamoyskiemu, po wygaśnięciu dynastii Jagiellonów w 1572, ogromny wpływ na ustanowienie w Rzeczypospolitej elekcji viritim, tj. wyboru króla przez ogół szlachty. Jest to jednak opinia przesadzona i niewątpliwie inspirowana relacją nadwornego kronikarza Zamoyskiego, Reinholda Heidensteina, co do którego wiarygodności można mieć wiele zastrzeżeń. Był ponoć przyjacielem Mikołaja Sienickiego i Hieronima Ossolińskiego. Poseł na sejm konwokacyjny 1573 roku z województwa bełskiego. Podpisał konfederację warszawską 1573 roku.
Był w opozycji do magnaterii, która chciała zaoferować polski tron Habsburgom. Podczas elekcji w 1573 popierał Henryka III Walezego. Z poselstwem do nowo wybranego króla Henryka III Walezego udał się do Francji w 1573 roku. Poseł na sejm koronacyjny 1574 roku z województwa bełskiego. Podczas elekcji w 1575 jego faworytem był wrogi Habsburgom Stefan Batory. Był pomysłodawcą wyboru Anny Jagiellonki na króla Polski i przydania jej za małżonka Stefana Batorego. Za panowania Batorego został jego najbliższym politycznym współpracownikiem. W tym czasie był jednym z najpotężniejszych ludzi w kraju, król mianował go kanclerzem wielkim oraz hetmanem wielkim koronnym. Wkrótce stał się jednym z najbogatszych polskich magnatów. Wspierał politykę Batorego przeciwną Habsburgom i imperium osmańskiemu oraz opowiadał się po stronie Batorego w jego dążeniach do wzmocnienia władzy królewskiej i osłabienia magnaterii. Choć nie miał większego doświadczenia wojskowego, wziął na siebie część przygotowań do wojny z Rosją w latach 1579–1581 (zaczął studiować traktaty z dziedziny wojskowości i poznawać organizację różnych armii niedługo przed wyprawą), podczas której zdobył Wieliż i Zawołocze. W zastępstwie króla dowodził całą polską armią podczas oblężenia Pskowa. W 1584 przyczynił się do ujęcia i stracenia banity Samuela Zborowskiego, co sprawiło, że stracił popularność w masach szlacheckich, a nawet rozpoczęto przeciw niemu w 1585 sąd sejmowy, który zajął się analizą legalności jego działań.
Lata późniejsze: w opozycji do tronu
Po śmierci Batorego w 1586 roku jako kanclerz wielki koronny obecny był na sejmie koronacyjnym Zygmunta III Wazy w Krakowie w 1587/1588 roku. Pomógł Zygmuntowi III Wazie w zdobyciu polskiego tronu, pokonując siły wspierające kandydata Habsburgów, arcyksięcia austriackiego Maksymiliana III Habsburga w bitwie pod Byczyną w 1588, kiedy to magnaci wspierający Maksymiliana próbowali siłą zdobyć stolicę Polski, Kraków. Arcyksiążę został uwięziony na zamku w Krasnymstawie, następnie w Zamościu, po czym na mocy paktów będzińsko-bytomskich jako jeden z warunków zwrócenia wolności, zrzekł się pretensji do polskiego tronu. Zamoyski był sygnatariuszem traktatu bytomsko-będzińskiego.
Mimo wszystko, na samym początku rządów Zygmunta III, Zamoyski, który wiernie służył królom Rzeczypospolitej, dołączył do opozycjonistów walczących z polityką Zygmunta III, chcącego wzmocnić władzę królewską i przeobrazić Rzeczpospolitą w monarchię absolutną poprzez przymierze z Habsburgami w celu zapewnienia sobie ich pomocy w odzyskaniu szwedzkiego tronu. Nowy król obawiał się wpływów kanclerza, a zgodnie z prawem Rzeczypospolitej nie był w stanie odwołać go ze stanowiska. Z kolei Zamoyski traktował króla jak pionka w grze i ignoranckiego obcokrajowca. Jako przeciwnik króla przestrzegał przed niepotrzebną ingerencją Rzeczypospolitej w wojny dynastyczne w Szwecji, zwłaszcza że ciągle istniało zagrożenie ze strony Imperium osmańskiego. Jego polityka i działania przeciwstawiały się (lub ewentualnie próbowały uniknąć) tendencjom w kierunku absolutyzmu, które charakteryzowały pozostałe państwa Europy. Otwarty konflikt między kanclerzem a królem wybuchł podczas sejmu w 1592 r., kiedy Zamoyski odkrył, że Zygmunt spiskuje, aby scedować koronę polską dla Habsburgów w zamian za ich wsparcie w walce o szwedzki tron.
Majątek
W ciągu swojego życia zdążył bardzo się wzbogacić. Pozostawił swojemu spadkobiercy 11 miast i ponad 200 wsi oraz jako dzierżawca dóbr królewskich 12 miast i 612 wsi. Jego roczny dochód szacowany był na 200 000 złotych. W 1580 założył miasto Zamość, a w 1589, w celu utrzymania pozycji rodu i zapobieżenia rozdrobnieniu majątku, utworzył Ordynację Zamojską, którą zarządzało po nim kolejno piętnastu ordynatów i która przetrwała do 1944 r. Zamoyski dbał o racjonalne wydawanie pieniędzy, oferował rzemieślnikom tanie kredyty, sprowadzał kupców, budował huty żelaza i szkła oraz cegielnie. W 1595 r. ufundował Akademię Zamojską. Posiadał własne wojsko, w skład którego wchodziło 4000 piechoty (głównie piechoty węgierskiej) oraz 2000 jazdy.
Stosunek do religii
Jan Zamoyski patrzył na sprawy religii bardziej poprzez sprawy polityki niż teologii. Jego ojciec i stryj byli kalwinistami, a sam zamienił kalwinizm na katolicyzm dopiero na studiach w Padwie. Pierwsze trzy żony Jana Zamoyskiego były wyznania protestanckiego. Również i jego siostry były kalwinistkami, przyrodnia siostra Zofia wyszła za mąż za kalwinistę Łukasza Działyńskiego, a podobnie siostrzenicę kalwinistkę Annę Oleśnicką wydał za luteranina Jana Dulskiego. Wielu wyznawców protestantyzmu przebywało też na jego dworze i mimo że nie mogli osiedlać się w Zamościu, to cieszyli się swobodą religijną w jego Ordynacji. Kanclerz był też jednym z twórców unii brzeskiej i był przychylnie nastawiony do kościołów wschodnich, czemu dał wyraz pozwalając się osiedlać w Zamościu Ormianom i Grekom. Jan Zamoyski nie lubił ostentacyjnej pobożności, czemu dał wyraz zalecając, by na jego nagrobku nie było żadnych symboli religijnych.
xxx
Pod tym filmem znajduje się informacja:
Był zaangażowany w osadzenie na tronie aż trzech polskich władców, stworzył podwaliny największego magnackiego rodu w naszych dziejach, założył własne miasto, akademię, wykreował nawet własne stronnictwo polityczne. Wicekról, magnat wszech czasów, polski Richelieu, a może Machiavelli i – o czym mało kto wie – przede wszystkim pierwszy Polak, który odniósł sukces za granicą.
Gdy Jan Zamoyski zaczynał karierę, miał w posiadaniu 4 wsie. Skończył z 23 miastami i 819 wsiami zespolonymi w Ordynację Zamojską, która formalnie przetrwała do 1945 roku. Czy można go uznać za najwybitniejszego w naszej historii polityka czasów demokracji szlacheckiej. Dlaczego nie został królem Polski? Jakie drugie dno miała słynna sprawa Zborowskich?
W „Innych historiach Polski” Cezary Korycki wraz z profesorem Wojciechem Tygielskim będą rozmawiać o biografii Jana Zamoyskiego, odsłaniając przy tym kulisy jego wyjątkowo błyskotliwej kariery.
Poniżej wybrane fragmenty tej rozmowy:
Co ułatwiło karierę?
Zmiana dynastyczna. Na dworze Zygmunta Augusta był sekretarzem królewskim. Dramatyczne wydarzenie, wielkie znaczenie mają obrady sejmowe. Wybór króla przez posłów, na których można wywierać wpływ, jeśli się jest człowiekiem potrafiącym sugestywnie przemawiać, przekonywać posłów. To był ten atut, który ułatwiał mu karierę. Zaczyna się od Henryka Walezego. Zamoyski dostaje od Walezego dwa starostwa, czyli własność królewską. Istotą było to, że podatki od takiej dzierżawy były małe, a dochody bardzo duże. Cały problem polegał na tym, że ci, którzy dostali te darowizny dożywotnio, uważali, że są one dziedziczne i w związku z tym nie oddawali ich i powstawały wielkie fortuny magnackie na tym bazujące.
Decydujący w karierze Zamoyskiego jest Batory.
Jest w tym czasie przywiązanie do idei jagiellońskiej i dynastii jagiellońskiej. W przypadku Batorego jest to wybór podzielony, kontrowersyjny. Zawsze pojawia się pewny kandydat habsburski. Ostatecznie Anna Jagiellonka zostaje wybrana na królową, a jej mężem zostaje Stefan Batory – książę siedmiogrodzki. Nie zna polskiego, nie ma dworu, nie ma zaplecza. Batory wybiera Zamoyskiego i od tego zaczyna się jego kariera. W krótkim czasie kumuluje w swoich rękach najwyższe urzędy w państwie. Te urzędy czynią go pierwszym ministrem czy wicekrólem. Zbudował własne stronnictwo polityczne, wiedząc jak to się robi. Wiążąc ze sobą klientów, zostając ich patronem, dba też o ich kariery, a mając dostęp do króla, możliwości dbania o te kariery są ogromne. No i potem zyskuje się wdzięczność tych ludzi, których się tam jakoś awansowało. Ci pociągają następnych. Jest to system klientarny, który brzmi niedobrze. Rozwija się bardzo szybko w Rzeczypospolitej i mam wrażenie, że to wynika po pierwsze z faktu, że z natury rzeczy gospodarka i biurokracja takiego kraju jest stosunkowo słaba. Mamy wielki kraj, słabo powiązany ze sobą i nie ma funduszy centralnych z powodów owych podatków, o których wspomniałem, żeby zorganizować aparat państwowy, który będzie temu państwu służył. Więc alternatywą staje się system klientarny, w którym to pierwszy minister swoimi ludźmi może załatwić wiele spraw, również państwowych.
Jaką wizję ustroju i państwa miał Zamoyski?
Tego nie wiemy na pewno. Czytając listy Zamoyskiego miałem wrażenie, że myśli w kategoriach prywatnych, że jego stronnictwo to program sam w sobie: dojście do władzy, która będzie spersonalizowana w jego osobie. Zamoyski przez atrakcyjność swojej kariery stworzył stronnictwo polityczne, które podobało się innym. Inni też tak chcieli, więc zaczął się proces lawinowego powstawania fakcji magnackich, które na pewno długofalowo dla ustroju, dla nowoczesności, dla reform – nie były korzystne.
Gdy zaczynał karierę miał w posiadaniu 4 wsie. Kończył z 23 miastami i 819 wsiami zespolonymi w Ordynację Zamoyską, która formalnie przetrwała do 1945 roku.
Magnat wszech czasów, a na pewno prekursor magnaterii – karierze urzędowej towarzyszyła kariera majątkowa w postaci różnych królewszczyzn, które skrupulatnie łączył, kumulował i które dawały mu majątek będący podstawą… trzeba pamiętać, że bogactwo w ówczesnej Rzeczypospolitej nie polegało przede wszystkim na pieniądzach, polegało na dobrach ziemskich. Pieniądze były potrzebne dość rzadko. Bardzo wiele rzeczy, choćby z powodu ustroju pańszczyźnianego, czy specyficznego typu handlu, były dostępne dla takiego magnata bez użycia pieniędzy. To wpływa niedobrze na system spoleczno-gospodarczy, bo jest on zbyt naturalny.
Bogactwo Zamoyskiego
Ordynacja to jest taka forma, która ma zapobiec dzieleniu majątku. Ordynacja zakłada, że dziedzicem całości, opisanej jako ordynacja, będzie najstarszy syn. Zamoyski zaczynał jako pierwszy, ale miał swoich następców, jeśli chodzi o tę formę spadku.
W 1580 roku zakłada Zamość. Ważna jest jego organizacja i pomysł, żeby to była wielostronna, funkcjonalna stolica latyfundium. Specyfiką polskiego ustroju była decentralizacja. Magnaci nie żyli w miastach. Mamy wielkie państwo, a do tego jeszcze zdecentralizowane i mające mnóstwo stolic, takich małych królewiątek, ordynacji itp.
Elekcja
Batory umiera nagle i zaczyna się wolna elekcja. Najważniejsi kandydaci to arcyksiążę Maksymilian Habsburg i Zygmunt Waza, potomek Jagiellonów. Rola Zamoyskiego w tej elekcji jest ogromna. Ma za sobą pokaźne stronnictwo, z którego korzysta w czasie elekcji. Obóz Zborowskich popiera Habsburga. Dochodzi do wyścigu dwóch wybranych władców, wybranych legalnie, podzielili się elektorzy. Maksymilian Habsburg ma dużo bliżej z Wiednia do Krakowa, niż Zygmunt Waza, który musi płynąć przez morze. Kluczową sprawą jest to, kto pierwszy dotrze do Krakowa i tam się koronuje. To będzie rozstrzygające w całym tym sporze elekcyjnym. Maksymilian dociera do Krakowa dużo szybciej, ale tam też dociera Zamoyski ze swoimi ludźmi. Fortyfikuje Kraków, broni go przed wojskiem arcyksięcia Maksymiliana i broni skutecznie. W związku z tym Maksymilian odstępuje od oblężenia Krakowa, a w tym czasie Zygmunt dociera do Krakowa, czyli zawdzięcza koronę Zamoyskiemu. Z punktu widzenia Zygmunta posiadanie takiego ministra musi być czymś kłopotliwym. Zygmunt nie życzy sobie takiego niezależnego magnata i kłopoty w ich wzajemnych relacjach stają się oczywiste. Jego pozycja słabnie.
Czy ta biografia polityczna jest w naszej historii jakąś ważną cezurą i czy od niej coś się zaczęło?
Ja uważam, że tak, że właśnie to stworzenie systemu zależności społeczno-politycznej, całego skomplikowanego systemu patronatu, klienteli – po raz pierwszy na taką skalę i w takim wydaniu i na takim poziomie świadomości, bo Zamoyski był świadom swoich obowiązków jako patron. On wiedział, że on musi być ojcem chrzestnym swojego zwolennika czy dzierżawcy. On budował cały system osób, które były od niego zależne, ale on też wiedział, że on musi się im odwzajemniać i że nie jest tak, że on ma tylko same korzyści, on ma też bardzo poważne obowiązki. Otóż wydaje mi się, że stworzenie takiego, jak na owe czasy, nowoczesnego sposobu myślenia politycznego, nowoczesnego systemu, było dość przełomowe, bo na nim, tak mi się wydaje, chętnie się wzorowali ci, którzy następnie uczynili ten system klientarnym, jednym z zasadniczych wyznaczników ustroju Rzeczypospolitej, o którym się mówi, że potem zmierzał on do oligarchii. Ale na ten temat są też dyskusje, czy to była oligarchia, ale na pewno był to system, w którym wyjątkowo dużą rolę odgrywały więzi nieformalne. Więzi nieformalne zawsze, pod każdą szerokością geograficzną odgrywały i odgrywają wielką rolę. Ale z całą pewnością wtedy właśnie z powodu słabości państwa, jakim była Rzeczpospolita, słabości administracji centralnej, słabo rozwiniętej biurokracji, rola tego systemu była szczególnie duża.
xxx
Właściwie to należało by zacząć od początku, ale odpowiedź pana profesora na ostatnie pytanie aż prosi się o skomentowanie. Cóż za ekwilibrystyka, intelektualne wygibasy, by nie nazwać rzeczy po imieniu. Wcześniej wyraźnie powiedział: Zamoyski przez atrakcyjność swojej kariery stworzył stronnictwo polityczne, które podobało się innym. Inni też tak chcieli, więc zaczął się proces lawinowego powstawania fakcji magnackich, które na pewno długofalowo dla ustroju, dla nowoczesności, dla reform – nie były korzystne.
A jeszcze wcześniej powiedział: Mamy wielki kraj, słabo powiązany ze sobą i nie ma funduszy centralnych z powodów owych podatków, o których wspomniałem, żeby zorganizować aparat państwowy, który będzie temu państwu służył. Więc alternatywą staje się system klientarny, w którym to pierwszy minister swoimi ludźmi może załatwić wiele spraw, również państwowych. Pan profesor odwraca kota ogonem. Nie było funduszy centralnych, bo Jagiellonowie zubożyli skarb królewski, wydając pieniądze na swoje dynastyczne interesy oraz umożliwiając magnatom przejmowanie królewszczyzn, z których państwo później nie miało już dochodów. Ten system klientarny nie był alternatywą, tylko konsekwencją świadomego okradania państwa.
Z kolei Wikipedia pisze: Po powrocie do kraju został mianowany sekretarzem króla Zygmunta II Augusta. W ostatnich latach jego panowania uczestniczył w porządkowaniu archiwum koronnego na Wawelu. Przez trzy lata czytał i segregował dokumenty, poznając system polityczny i gospodarczy państwa oraz sposoby tworzenia magnackich majątków. I wtedy zapewne Zamoyski zorientował się, że istotą tego bogacenia jest dożywotnia dzierżawa królewszczyzn, obciążona niewielkim podatkiem i dająca ogromne dochody. Gdy nadeszła odpowiednia chwila, to już wiedział, co robić.
Nie twierdzę, że to Zamoyski wymyślił ten ustrój, on tylko wprowadził go w życie, czym przyczynił się do przyszłego upadku Rzeczypospolitej. Studia w Paryżu, Strasburgu i Padwie były m.in. po to, by go przygotować do tej funkcji. Zapewne tam go nauczono, jak zbudować własne stronnictwo i jak uzależniać od siebie i podporządkowywać sobie ludzi. Tej wiedzy nie było w ówczesnej Polsce, bo chociaż Polska piastowska była państwem europejskim, to jednak peryferyjnym. Tę wiedzę przekazali mu „starsi i mądrzejsi”. W pierwszej połowie XVI wieku Strasburg był stolicą anabaptyzmu i miastem protestanckim. Zamoyski był kalwinem, a kalwinizm jest najbardziej zbliżony do judaizmu. Nie przypadkiem więc chyba odwiedził to miasto.
Początek kariery Zamoyskiego to czas reformacji. Szlachta masowo przechodzi na kalwinizm. Zygmunt I był pierwszym władcą w Europie, który oficjalnie uznał reformację, przyjmując w 1525 roku na rynku krakowskim hołd od Albrechta brandenburskiego, wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego i nadając mu dobra zakonne jako lenno świeckie. Za czasów Zygmunta Augusta, którego sekretarzem zostaje Zamoyski, siły reformacji jeszcze wzrosły. Zygmunt August, jeszcze jako królewicz, propagował reformację, ale później, jako król, zatrudnił Zamoyskiego, który wtedy był już katolikiem. Jeśli można to jakoś sensownie wytłumaczyć, to chyba tylko tym, że oni wszyscy byli członkami tajnych stowarzyszeń.
Po 1989 roku popularne było w Polsce powiedzenie, że pierwszy milion trzeba ukraść, a potem to już można było działać zgodnie z prawem, a nawet zostać filantropem. Podobnie było w przypadku Zamoyskiego. Henryk Walezy, choć krótko był królem, to zdążył nadać mu dwa starostwa, które stały się dla niego trampoliną, odskocznią do dalszej kariery politycznej i finansowej. Opłacało się studiować w Paryżu. Można więc powiedzieć, że Zamoyski uwłaszczył się na państwowym.
Pisze Wikipedia, że Zamoyski był humanistą-mecenasem. Ten humanizm to chyba wyniósł ze studiów w Padwie. Od XIII wieku rozwija się we Włoszech prąd humanizmu, nawiązujący ideologicznie do spuścizny świata starożytnego. Humanizm staje się ruchem propagującym indywidualizm, wolność myślenia w zakresie religijnym, dając tym samym podstawy umysłowe reformacji, a później w XVII i XVIII wieku racjonalizmowi i tzw. religii naturalnej lóż wolnomularskich.
Utarło się przekonanie, że ustrój Rzeczypospolitej, czyli demokracja szlachecka, to anarchia i nierząd. Nic bardziej błędnego. To nie było tak, że jakiś szlachcic mógł zerwać obrady sejmowe, bo krzyknął „veto”. Jeśli tak zrobił, to tylko dlatego, że tak mu kazał jego magnat, od którego był całkowicie zależny. Niechby tylko spróbował inaczej! Ten ustrój był tak zaplanowany, by robił wrażenie chaosu i anarchii, ale nic nie działo się wtedy przypadkiem. Zupełnie tak samo jak obecnie. Dziwi się Leszek Sykulski w jednym ze swoich podkastów, że rząd kupuje czołgi u Amerykanów, Niemców i Koreańczyków, że zamiast inwestować w systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, dokonuje takich bezsensownych zakupów, że takie zachowanie rządu jest chaotyczne i nieracjonalne. Dziwi się też, że Amerykanie powoli wycofują się z roli głównego drażniącego się z Rosją i cedują tę funkcję na Polskę. Nic tu jednak nie dzieje się przypadkiem. Wszystko jest dokładnie zaplanowane, tak jak za czasów Zamoyskiego. Znowu, tym razem III RP, ma być awanturnikiem, nieodpowiedzialnym państwem. Ci, którzy do tego dążą byli na stypendiach w Ameryce i zostali odpowiednio przeszkoleni. Wcześniej, ich poprzednicy, jeździli po instrukcje do Moskwy, a jeszcze wcześniej, tacy jak Zamoyski, jeździli na studia do Europy zachodniej.
Jakoś tak się dziwnie składa, że najczęściej, gdy mówi się o staropolskiej tradycji i obyczajach, to nawiązuje się do czasów I RP, czyli Rzeczypospolitej Obojga Narodów, co samo w sobie jest nielogiczne, bo jak obojga nardów, to nie – jednego. Inna sprawa, że była to Rzeczpospolita Pięciorga Narodów: żydowskiego, ukraińskiego, białoruskiego, litewskiego i polskiego. W takiej sytuacji trudno było znaleźć wspólny mianownik dla tego multi-kulti potworka. A jednak znaleziono!
Polska piastowska była nowoczesnym państwem europejskim z silną władzą królewską, była monarchią stanową, w której wszystkie stany były w równowadze. Za Jagiellonów nastąpiła diametralna zmiana. Jeden stan, czyli szlachta, zdominował i podporządkował sobie pozostałe, a tym samym całe państwo. Jego ustrojem była tzw. demokracja szlachecka. I pod nią stworzono nową ideologię. Tą ideologią był sarmatyzm. Pojawił się on pod koniec XVI wieku, a więc po unii lubelskiej (1569), gdy powstało to nowe państwo, zwane oficjalnie Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Wymyślono Sarmatów, którzy niby mieli zamieszkiwać tereny, na których w przyszłości miała powstać RON. W ten sposób szlachta, która była rozproszona na całym terytorium tego państwa, otrzymała wspólną tożsamość i stała się jego jedynym spoiwem. A żeby to spoiwo było bardziej zwięzłe, to szlachta ruska musiała przechodzić na katolicyzm. Bez wyjątkowej pozycji szlachty w tym państwie, unia polsko-litewska nie przetrwałaby nawet 10 lat.
Wikipedia tak we wstępie opisuje sarmatyzm:
Sarmatyzm – utrwalone przez działaczy polskiego oświecenia określenie ideologii przyjętej i propagowanej przez szlachtę polską od końca XVI do drugiej połowy XVIII wieku. Opierała się ona na przekonaniu, że szlachta polska pochodzi od Sarmatów – starożytnego ludu zamieszkującego początkowo tereny między dolną Wołgą a Donem.
Już Jan Długosz twierdził, że protoplastami Polaków byli starożytni Sarmaci, a wiek XVI legendę tę umocnił. Legenda głosiła, że w zamierzchłych czasach rycerskie plemię Sarmatów opuściło stepy czarnomorskie, opanowując tereny, na których z czasem powstać miała Rzeczpospolita Obojga Narodów. Zagarnąwszy te ziemie, rycerze sarmaccy ludność autochtoniczną obrócili w niewolników, zwanych teraz plebejami, a sami przekształcili się w szlachtę. Tylko szlachta jest wyłącznym potomkiem Sarmatów, ona jest „narodem”, do którego należeć powinno wyłączne kierownictwo w państwie. Sarmatyzm już w samym założeniu zawierał tendencje separatystyczne, odśrodkowe w stosunku do kultury ogólnoeuropejskiej, której wspólnym mianownikiem był humanizm. Idealizowanie przeszłości sarmackiej przez szlachtę skutkowało konserwatyzmem, który przejawiał się we wszystkich dziedzinach życia.
Sarmatyzm jako ideologia sankcjonował hegemonię szlachty nad innymi stanami społeczeństwa polskiego. Jak zauważał Jan Sowa, szlachta uznawała siebie za „grupę etnicznie i narodowo odmienną od chłopów i mieszczaństwa”, przyznając sobie jedyne prawo do kształtowania narodowości polskiej. Przedstawiciele szlachty nie dostrzegali nękających Rzeczpospolitą Obojga Narodów w XVII i XVIII wieku problemów gospodarczych. Stanisław Orzechowski w XVI wieku pisał na przykład: „Polska zewsząd doskonała jest tak, iż jej nic przydać ani ująć nic nie może”, a Wacław Rzewuski w 1756 roku deklarował: „nie masz pod słońcem narodu, który by z nami w szczęściu się zrównał”.
Sarmatyzm głosił anarchiczną wolność szlachty od obowiązków pełnionych wobec państwa, przywiązanie do wartości życia wiejskiego (motywowane dążeniem do osłabienia mieszczaństwa) oraz światopoglądowy partykularyzm. Zrazu odegrał ważną rolę w barokowej literaturze polskiej i miał ogromny wpływ na kształtowanie umysłowości, obyczajowości i ideologii polskiej szlachty. Według opinii Tadeusza Mańkowskiego: „teoria sarmackiej genezy narodu i państwa polskiego w tym świetle to nie mit, ani też bajanie niekrytycznych umysłów kronikarzy, lecz wyraz poszukiwania swojego «ja» przez bardziej oświecone warstwy narodu, poszukiwanie tradycji historycznych przez naród, który poczuł się na siłach i chce coś znaczyć, szukanie swego miejsca wśród innych narodów o odległej przeszłości”. Jednak w epoce saskiej, jak zauważa Marta Krajewska, „nurt zrodzony z historycznej legendy a będący afirmacją kultury narodowej stał się z biegiem czasu synonimem zacofania i ciemnoty”.
Wpływ sarmatyzmu można dostrzec we współczesnym społeczeństwie polskim. Do tradycji sarmackich nawiązuje myśl konserwatywna (Krzysztof Koehler, Jarosław Marek Rymkiewicz, pismo „Fronda”), a etos szlachecki jest wciąż obecny w kulturze popularnej (Trylogia Henryka Sienkiewicza oraz jej filmowe adaptacje).
xxx
Z kolei Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) m.in. pisze:
Główne elementy tej ideologii stanowiły:
nieograniczona wolność osobista szlachty
ksenofobia
samouwielbienie
megalomania narodowo-stanowa połączona z wiarą w posłannictwo dziejowe
nietolerancja
dewocja
orientalizacja obyczaju i upodobań estetycznych
Niechęć do cudzoziemców, mająca dawniej jedynie podłoże ekonomiczne, wyrosła teraz z postawy ideowej: szlachcic polski, głoszący hasła nieograniczonej wolności, z przerażeniem widział utwierdzające się dookoła monarchie absolutystyczne; ponieważ szlachta innych krajów „zdradziła ideały wolności rycerskiej”, trzeba się było odciąć od reszty Europy, z której szła zaraza „tyranii”. Stąd wyrosło przekonanie, że Polska ma najlepszy ustrój społeczno-polityczny, stąd samouwielbienie i megalomania.
Ponieważ w tych czasach prowadzono wojny z narodami niekatolickimi, urosło przekonanie, że prawdziwym Polakiem noże być tylko katolik. Wynikiem tego był odwrót od dawnej tolerancji religijnej i wzrastający ucisk różnowierców. Wzrosło przekonanie, że Polacy są narodem wybranym przez Boga, przeznaczonym do swoistej misji dziejowej jako przedmurze chrześcijaństwa przed nawałą muzułmańską. W parze z tym rósł fanatyzm religijny połączony z powierzchowną dewocją: odpusty, kalwarie, pielgrzymki do miejsc cudownych, procesje pokutnicze biczowników, koronacje obrazów kościelnych – były zjawiskami powszechnymi, zwłaszcza w czasach saskich. Jednocześnie obok ortodoksji religijnej szerzyła się wiara w gusła i zabobony, przekonanie o siłach nadprzyrodzonych wróżbitów i czarownic, których procesy stały się nagminne.
Sarmatyzm, jako zjawisko skomplikowane, zawierał w sobie mnóstwo sprzeczności. Afiszujący przepych występował obok jaskrawej nędzy, nieuctwo obok przejawów głębokiej wiedzy. W rezultacie sarmatyzm stał się przyczyną regresji politycznej i kulturalnej. Hasła wolności w praktyce przerodziły się w anarchię i przyniosły upadek znaczenia państwa („nierządem Polska stoi”).
xxx
Natomiast Stanisław Cynarski w pracy Sarmatyzm – ideologia i styl życia m.in. pisze:
Sarmackie hasła ekspansji
Przekonanie o sarmackim pochodzeniu Polaków stwarzało podstawę do przypisywania ich potomkom szczególnej roli dziejowej, którą mieli odegrać na wschodzie przez podporządkowanie sobie Moskwy. Wszak w całej Sarmacji europejskiej jedynie Moskwa nie należała do Polski. Marcin Paszkowski wyraźnie stwierdzał, że Polacy-Sarmaci są dziedzicami ziem nad Oką, Wołgą i Donem. Prawa do tych terytoriów zawdzięczali, zdaniem Paszkowskiego i innych pisarzy, pochodzeniu ze Wschodu, z Sarmacji. Rosjan nazywa on w Posiłku Bellony Sauromackiej (Kraków 1608) pasierbami Sarmatów, nie mającymi prawa do ziem starożytnej Sarmacji. Interwencja magnatów polskich i udział ich w dymitriadzie, a następnie wyprawa Zygmunta III, stały się zachętą do pism wzywających Sarmatów do podboju.
xxx
Jakub Niedźwiedź w pracy Sarmatyzm, czyli tradycja wynaleziona m.in. pisze:
Mit etnogenezy
Większość XX-wiecznych autorów twierdzi, że sarmacki mit etnogenetyczny jest kluczowy dla poczucia wspólnoty szlachty Rzeczypospolitej. Cytowany wcześniej Jacek Kowalski pisze, że w krótkim czasie „wszyscy szlachetni mieszkańcy Rzeczypospolitej utożsamili swoich przodków, a zatem i samych siebie – z Sarmatami”, a w swojej opinii nie jest ani pierwszy, ani odosobniony.
Tymczasem mit sarmacki nie był jedynym mitem etnogenetycznym w dawnej Rzeczypospolitej. Już w I połowie XVI wieku w latopisach litewskich pojawia się opowieść o rzymskim uchodźcy Palemonie, który wraz z trzystu towarzyszami opłynął Europę i osiedlił się na Litwie. Od Palemona miały się więc wywodzić najważniejsze rody litewskie. Opowieść tę podjął i spopularyzował Maciej Stryjkowski w swojej niezwykle poczytnej kronice (1582). W kolejnym stuleciu Palemon był już na Litwie powszechnie znany wśród wykształconej szlachty, m.in. dzięki pośrednictwu szkół jezuickich, zaś apogeum „palemonizmu” przypada na II połowę XVII i I połowę XVIII wieku. Szlachta i magnateria Wielkiego Księstwa Litewskiego odwoływały się więc w swoich tekstach nie do mitu sarmackiego, lecz palemońskiego.
Wiele wskazuje na to, że mit palemoński był w stosunku do mitu sarmackiego konkurencyjny, choć ta rywalizacja mogła mieć zmienną dynamikę. Przeszłość WKL, również ta mityczna, opowiadana przez historyków, mówców i poetów, stała się jednym z czynników integrujących szlachtę litewską i odróżniającą ją od szlachty koronnej. To poczucie odrębności historycznej było szczególnie ważne od II połowy XVII wieku, kiedy większość szlachty litewskiej mówiła już po polsku.
Inną genealogię przedstawiała szlachta ruska ze wschodnich terenów Korony. W literaturze II połowy XVI i I połowy XVII wieku pisarze ruscy z Wołynia lub Kijowszczyzny, tworzący po łacinie, po polsku i po ukraińsku, odwoływali się nie tyle do mitu sarmackiego, ile do tradycji Rusi Kijowskiej. Z kolei dla szlachty mającej korzenie niemieckie – z Prus Królewskich lub Inflant – tradycja sarmacka i palemońska były zupełnie zewnętrzne. Widać to np. w łacińskim panegiryku napisanym przez Józefa Bakę dla Jana Ludwika Platera z okazji objęcia przez niego urzędu wojewody inflanckiego w 1736 roku. Baka umieszcza jego przodków w Westfalii i Saksonii. Mimo braku sarmackich lub palemońskich antenatów XVIII-wieczni Platerowie chcieli się widzieć jako wierni synowie Rzeczypospolitej.
Etnogenetyczny mit sarmacki nie mógł być zatem spoiwem narodowym szlachty zamieszkującej dawną Rzeczpospolitą, jak chcieliby to widzieć liczni historycy i historycy literatury. Owszem, zapewne spajał on część szlachty koronnej i był podstawą wczesnonowożytnej polskiej tożsamości narodowej. Jednak Rzeczypospolitej nie zamieszkał wyłącznie naród Polaków. Choć nasza wiedza nie jest jeszcze w pełni zadowalająca, możemy mówić o co najmniej dwóch, o ile nie o trzech innych wczesnonowożytnych narodach tego państwa: litewskim, ruskim i może pruskim. Narody te miały własne mity etnogenetyczne i własne, odmienne od polskiej, narracje historyczne.
Przedmurze, spichlerz i szabla
Topos przedmurza (antemurale) Europy lub chrześcijaństwa w literaturze polskiej XVII wieku był wielokrotnie omawiany. Autorzy podejmujący tę kwestię udowodnili, że topos ten jest charakterystyczny nie tylko dla sarmatyzmu, występuje bowiem u innych narodów, m.in. u Węgrów, Wenecjan, Chorwatów itd. Również literatura ukraińska lub rosyjska końca XVII wieku podejmowała ten wątek. Widoczne jest to np. w poezjach ukraińskiego poety Łazarza Baranowicza, który wzywa Rusinów i Polaków do wspólnego pokonania Imperium Osmańskiego.
Topos (komunał, ogólnie przyjęty sąd – przyp. W.L.) przedmurza podkreślał wyjątkowość państwa na tle Europy. Podobną funkcję pełnił motyw europejskiego spichlerza, którym miała być Rzeczpospolita (a przynajmniej Korona). To przekonanie wyrażane w polskich tekstach z XVII wieku również nie było odosobnione, ponieważ podobne poglądy znajdziemy w literaturze węgierskiej. Jeszcze dziś niektórzy węgierscy historycy traktują topos przedmurza i spichlerza z całkowitą powagą: „Węgry stały się ostatnim bastionem chrześcijaństwa. Produkty rolnicze węgierskich równin (zboże i bydło) były tak samo kluczowe dla Europy, jak sławne kopalnie złota w Siedmiogrodzie”.
Być może warto byłoby jeszcze raz zastanowić się nad tym, jak funkcjonowały oba te toposy dawniej i jak funkcjonują dziś. Już pobieżny rzut oka pozwala nam powiedzieć, że nie są one specyficzne dla jednego narodu lub państwa, ale zapewne charakteryzują dużą część wschodniej i bałkańskiej części Europy, łącznie z Rosją. Na tę wspólnotę zwracali uwagę już dawno temu m.in. Jerzy Mańkowski, Endre Angyal i Janusz Maciejewski.
Ta wspólnota wschodnioeuropejska nie ogranicza się wyłącznie do idei. Dodaje się do niej podobieństwo stylu: męskiego stroju, fryzur, zarostu i broni. Taki „styl” bywa często określany jako staropolski lub sarmacki. Tymczasem dobrze urodzeni mieszkańcy całej wschodniej i południowej części kontynentu, zarówno szlachta, jak mieszczanie, używali bardzo podobnych, krzywych szabel, nosili podobne szerokie szarawary wpuszczane w wysokie buty, jeśli zaś byli zamożni, na wierzch zakładali długie suknie podbite drogim futrem. Również tzw. malarstwo sarmackie nie było cechą specyficzną sztuki Rzeczypospolitej, gdyż podobne reprezentacyjne portrety, przedstawiające wąsatych szlachciców z szablami i w szubach znajdziemy w Siedmiogrodzie, na Wołoszczyźnie, w Kijowie i Moskwie.
xxx
Sarmatyzm był więc zjawiskiem złożonym i niejednorodnym. Zaznaczył się we wszystkich dziedzinach życia. Jednak w wielu z nich nie ograniczał się do ziem Rzeczypospolitej, ale był charakterystyczny dla całej Europy wschodniej, co podkreśla Jakub Niedźwiedź, sugerując, że była to ideologia wymyślona. A skoro tak, to po co ją wymyślono i kto tego dokonał? Wydaje się, że odpowiedzi na to pytanie udziela Stanisław Cynarski, który pisze, że ideologia ta usprawiedliwiała ekspansję na wschód i dążenie do podporządkowania sobie Moskwy. I te sarmackie hasła ekspansji na wschód są charakterystyczne tylko dla Rzeczypospolitej. Bo każde działanie, każda próba ekspansji musi mieć jakąś podbudowę ideologiczną. I prawdopodobnie na użytek polityki wymyślono teorię o Sarmatach, zamieszkujących kiedyś obszar całej Europy wschodniej. A kto tego dokonał? Najlepsi na świecie scenarzyści i reżyserzy, mistrzowie w kreowaniu wszelkiego rodzaju konfliktów.
xxx
Inaczej pochodzenie szlachty opisuje Norman Davies w swojej książce Boże igrzysko (1999). Oczywiście źródłem dla niego są prace polskich historyków, których zresztą obficie cytuje. Pisze on m.in.:
A zatem, mimo że szlachta wymyślała najbardziej fantastyczne legendy na temat swego sięgającego dalekiej przeszłości pochodzenia, był to w gruncie rzeczy stan, który wyłonił się najpóźniej. W XVI w. wciąż jeszcze udoskonalała prawa i instytucje, które miały zadecydować o jej supremacji w następnym okresie. Nikt jednak nie może na serio poddawać w wątpliwość faktu, że za życia Rzeczypospolitej polsko-litewskiej szlachta odgrywała pierwszoplanową rolę w życiu politycznym, społecznym i kulturalnym. Zorganizowała państwo tak, aby odpowiadało jej interesom, a wszystkie inne stany zaprzęgła do realizacji własnych celów. Jeśli w wyniku polityki tolerancji religijnej czasem nazywano Polskę i Litwę rajem żydów, jeszcze słuszniej można by ją nazwać rajem szlachty. Ci, którzy ją krytykowali, dodawali, iż oznaczało to, że była także czyśćcem mieszczan i piekłem chłopów.
Wobec braku pewnych informacji, badania nad początkami szlachty od dawna odznaczają się dużą liczbą wątpliwych hipotez. Jedna z takich teorii rozważa możliwość obcej inwazji w czasach prehistorycznych. Zrodziła się z chęci ukucia teorii na modłę zwycięstwa Normanów w Anglii czy Waregów w Rosji i znajduje niewielkie potwierdzenie w faktach. Inna podobnego typu teoria podkreśla znaczenie rodów; w XIX w. cieszyła się ona dużym uznaniem. Twórcami jej byli uczeni, którzy interesowali się głównie folklorem niemieckim, dopiero później zastosowano ją do historii krajów słowiańskich i Polski. Jej podstawowa hipoteza brzmiała, że zarówno państwo, jak i społeczeństwo powstały na drodze fuzji licznych spokrewnionych ze sobą rodów, które poprzednio żyły w stanie naturalnej wolności. Sugerowała ona, że wcześni władcy słowiańscy – z książętami piastowskimi włącznie – nie byli niczym więcej, jak tylko wodzami plemiennymi (starosta rodowy) lub naczelnikami (nadpatriarcha) oraz że szlachta wywodziła się z rodów czystych pod względem etnicznym, podczas gdy stany niższe były skutkiem mieszania się rodów z niewolnikami, jeńcami i cudzoziemcami. Podejmowano próby przyrównywania szlachty nie tylko do niemieckiego „Geschlechtsverband” i bałkańskiej „rozszerzonej rodziny”, czyli zadrugi, ale również do prawa brehonów w Irlandii i do klanów górali szkockich.
Teoria rodów znalazła duże poparcie w specyficznych cechach polskiej heraldyki. W Polsce herbów nigdy nie nadawano, ani pojedynczym osobom – jak w Anglii – ani też pojedynczym rodzinom – jak w Niemczech – ale jedynie większym grupom ludzi, którzy mieli wspólną tarczę herbową, zawołanie i godło. Polski szlachcic nie miał więc własnego herbu. Herb, którego używał, dzielił z dziesiątkami innych, którzy nawet nie musieli być z nim spokrewnieni. Taka wspólnota herbowa była w Europie zjawiskiem wyjątkowym. Co więcej, użycie słowa ród na określenie grupy heraldycznej nieuchronnie wzmacniało błędne wrażenie, że podstawę więzi stanowiło pokrewieństwo.
Hipotezą być może najbardziej przekonywającą jest ta, która pojawienie się rodów herbowych wiąże z inną wyjątkową cechą sposobu życia polskiej szlachty, a mianowicie „naganą szlachecką”. W Polsce nie istniało kolegium heraldyczne, nie było też żadnej cieszącej się publicznym autorytetem instytucji, gdzie trzymano by do publicznego wglądu rejestry nadania tytułu i herbów szlacheckich. Jeśli czyjś tytuł do szlachectwa został zakwestionowany, jedynym miejscem, w którym mógł dowieść swych racji, były sądy. W takich przypadkach – szczególnie częstych w XV w. – od pozwanego wymagano przedstawienia sześciu zaprzysiężonych świadków, którzy mogliby potwierdzić jego szlacheckie pochodzenie wstecz do trzech pokoleń, ze strony zarówno ojca, jak i matki. Jeśli mu się to udało, otrzymywał od sądu odpowiednie zaświadczenie. Jeśli nie – groziły mu najsurowsze kary. Jednak bez względu na to, czy się udało, czy nie, było to przecież ogromnie kłopotliwe i upokarzające. Można też z dużym prawdopodobieństwem założyć, że ród herbowy powstał po to, aby uchronić swych członków przed koniecznością stawania w obliczu takiej próby. Wiążąc się z publicznym stowarzyszeniem powszechnie znanych osób, szlachcic mógł się ustrzec od złośliwych poddających w wątpliwość jego rangę i status. W niezbyt prawdopodobnym przypadku ewentualnych prześladowań, mógł zawsze liczyć na to, że wśród członków jego rodu znajdzie się sześciu takich, którzy wystąpią jako świadkowie w jego obronie. Z takiego punktu widzenia „ród herbowy” tworzył coś w rodzaju towarzystwa wzajemnej adoracji. Służył interesom zarówno stanu szlacheckiego jako całości, jak i interesom jego poszczególnych członków; eliminował też potrzebę istnienia kolegium heraldycznego, do którego król lub jego urzędnicy mogli byli się odwoływać, stosując je jako narzędzie kontroli.
Jedną z konsekwencji „wspólnoty herbowej” była niezwykła prostota aspektu technicznego polskiej heraldyki. Nie trzeba było śledzić zawiłych labiryntów dziedziczności i małżeńskich związków ani też modyfikować czy tworzyć nowych herbów w miarę rozwoju zmieniających się wciąż wydarzeń. Nie znano sztuki opisywania i zestawiania herbów, nie stosowano rozróżnienia między starszą i młodszą linią rodu. Każdy ród miał jedno proste godło, jedną dewizę i jeden herb, które przez wieki pozostawały nie zmienione. Wszystkie herby, jakie kiedykolwiek istniały, dadzą się pomieścić w jednym dość szczupłym tomie.
xxx
Sarmatyzm nie był ideologią czy zjawiskiem polskim. Pojawił się dopiero po powstaniu Rzeczypospolitej Obojga Narodów, gdy szlachta uzyskała dominującą pozycję w tym nowym państwie. Ukształtował on ją w sensie mentalnym, ale jego oddziaływanie przeniosło się na nowe społeczeństwo, które wyłoniło się po powstaniu styczniowym i po I wojnie światowej. Było to społeczeństwo wieloetniczne ze znacznym odsetkiem ludności o wschodniej mentalności z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz z Rosji z okresu Królestwa Polskiego. I do dziś sarmatyzm jest obecny w świadomości przeciętnego „Polaka”. W dużym stopniu przyczyniła się do tego popularyzacja epopei narodowej – „Pana Tadeusza” i Trylogii oraz odwoływanie się do tradycji I RP, jako polskiej tradycji. Tematyka Polski piastowskiej praktycznie nie istnieje. Trudno oczywiście mówić o tradycji piastowskiej, bo byt tego państwa został przerwany dawno temu i jeśli nawet była takowa, to uległa ona zatarciu. Tak jak Ukraińcy nie mają żadnej tradycji poza banderowską, tak współcześni „Polacy” nie mają innej poza sarmatyzmem, bez którego poznania nie można zrozumieć mentalności polskiego społeczeństwa oraz obecnej polskiej rzeczywistości.
Po I wojnie światowej była jedyna szansa na odtworzenie państwa polskiego w granicach etnicznych, czyli stworzenie w miarę normalnego państwa. Tak się jednak nie stało. Najwyraźniej wielcy tego świata uznali inaczej. Oni dobrze wiedzieli, że takie państwo nie miałoby wrogów i nie generowałoby konfliktów, ale do tego nie można było dopuścić. Ich wszelkie postulaty zostały uwzględnione w traktacie ryskim. Wykorzystali w tym celu tzw. narodowców, czyli endecję. Paradoksalnie więc „narodowcy” działali wbrew polskiemu interesowi narodowemu, bo jeśli interes narodowy polega na zachowaniu tkanki narodu, to nie polega on na asymilacji, czyli jego rozrzedzaniu. Państwo, w którym mniejszości narodowe stanowią więcej niż 10% populacji nigdy nie będzie państwem stabilnym. Doświadczenie przedrozbiorowej Rzeczypospolitej było aż nadto wymowne, a jednak w Rydze zdecydowano się na „powtórkę z rozrywki”.
Wikipedia tak m.in. pisze:
Traktat ryski (lub inaczej pokój ryski), Traktat pokoju między Polską a Rosją i Ukrainą, podpisany w Rydze dnia 18 marca 1921 r. (Dz.U. Nr 49, poz. 300) – traktat pokojowy zawarty między Rzecząpospolitą Polską a RFSRR i USRR, ratyfikowany przez Naczelnika Państwa marszałka Józefa Piłsudskiego 16 kwietnia 1921; obowiązywał od 30 kwietnia 1921, tj. wymiany dokumentów ratyfikacyjnych przez strony, co nastąpiło w Moskwie. Podpisanie traktatu miało miejsce 18 marca 1921 o godz. 20:30 w Domu Bractwa Czarnogłowych w Rydze. Traktat składał się z 26 artykułów. Obydwie strony zobowiązały się w nim do nieingerowania w sprawy wewnętrzne drugiego państwa.
Traktat zakończył wojnę polsko-bolszewicką z lat 1919–1920, ustalał przebieg granic między tymi państwami oraz regulował inne sporne dotąd kwestie. Poprzedzony był Umową o preliminaryjnym pokoju i rozejmie między Rzecząpospolitą Polską a Rosyjską Federacyjną Socjalistyczną Republiką Rad i Ukraińską Socjalistyczną Republiką Rad, podpisaną w Rydze 12 października 1920. Ustawowa ratyfikacja preliminariów pokojowych i rozejmu przez Sejm RP nastąpiła jednogłośnie 22 października 1920, a dwa dni później to samo uczyniła Rosja radziecka. Samo zawieszenie broni weszło w życie już 18 października 1920 o 24:00.
Okoliczności rozpoczęcia rokowań
Rokowania polsko-sowieckie rozpoczęły się w sierpniu 1920 w Mińsku, w sytuacji zagrożenia przez wojska sowieckie niepodległości Polski. Delegacji polskiej przewodniczył wiceminister spraw zagranicznych, Jan Dąbski, a delegacji sowieckiej Karl Daniszewski. 21 września 1920 negocjacje zostały przeniesione na grunt neutralny do Rygi (Łotwa), a Daniszewskiego zastąpił Adolf Joffe. Po zwycięstwie w Bitwie Warszawskiej i kampanii niemeńskiej polska delegacja miała znacznie korzystniejsze karty w swych rękach. Jako przedstawicieli RP do Rygi wysłano Jana Dąbskiego, Henryka Strasburgera i Leona Wasilewskiego.
Większość składu grupy (poza Wasilewskim i Strasburgerem) należała do stronnictw prawicy, przeciwnej budowie federacji polsko-białorusko-litewskiej i niepodległości Ukrainy. Już na początku właściwych rozmów polska delegacja uznała USRR jako stronę rokowań (sowieckie państwo ukraińskie), wycofując jednocześnie w konsekwencji uznanie dla URL, z którą wiązała Polskę umowa sojusznicza z wiosny 1920. Wyczerpana wojną Polska nie mogła prowadzić dalszych walk o niepodległość Ukrainy, tym bardziej, że sami Ukraińcy nie poparli Petlury w 1920, a państwa zachodnie były niepodległości Ukrainy przeciwne. O sposobie reprezentacji Ukrainy przez delegację sowiecką świadczy najlepiej fakt, że treść traktatu w języku ukraińskim sporządzić musiał Leon Wasilewski.
Postawa polskiej delegacji
Endecja, która zdominowała skład delegacji, była przeciwna koncepcji federacyjnej Józefa Piłsudskiego, preferując bezpośrednie wcielenie (inkorporację) terenów etnicznie mieszanych dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów w skład odrodzonego państwa polskiego, zgodnie z zasadami sformułowanymi przez Romana Dmowskiego na paryskiej konferencji pokojowej (→ linia Dmowskiego). Politycy Narodowej Demokracji byli przekonani o tymczasowości rządów bolszewików w Rosji i możliwości dwustronnej, skierowanej przeciwko Niemcom, współpracy z wkrótce przywróconym rządem postkomunistycznej Rosji, w oparciu o podział ziem Białorusi i Ukrainy pomiędzy Polskę a niekomunistyczną Rosję. Było to połączone z przekonaniem o możliwości asymilacji narodowej (polonizacji i rusyfikacji) przez Polskę i Rosję Białorusinów i Ukraińców (traktowanych przez Narodową Demokrację jako „narody niehistoryczne”) w obrębie tak wytyczonej granicy państwowej i wzajemnej współpracy obu państw w tym zakresie.
Polskie postulaty terytorialne na paryskiej konferencji pokojowej (Linia Dmowskiego) na tle mapy etnograficznej regionu i granic Rzeczypospolitej 1772; źródło: Wikipedia.
Konsekwencją była np. jednostronna rezygnacja delegacji polskiej z włączenia w granice RP Mińska, przeforsowana przez Stanisława Grabskiego w celu uniemożliwienia stworzenia białoruskiego kantonu sfederowanego z Polską. Granicę wytyczono w odległości ok. 30 km na zachód i północny zachód od miasta, pozostawiając je bolszewikom. Ostatnią próbą realizacji przez Piłsudskiego programu federacyjnego drogą faktów dokonanych był przeprowadzony 8 października 1920 tzw. bunt Żeligowskiego i utworzenie Litwy Środkowej.
Położenie Litwy Środkowej; źródło: Wikipedia.
Endecja twierdziła, że powstanie niepodległej Ukrainy na wschód od Zbrucza doprowadzi wcześniej czy później do jej sojuszu z Niemcami i rewizji granic z Polską poprzez oderwanie od niej terenów Galicji Wschodniej i zachodniego Wołynia. Dla Ukraińców Lwów znaczył bowiem więcej niż Kijów. Zwolennicy koncepcji inkorporacyjnej uważali również, że włączenie całej, prawosławnej na wschodzie Białorusi zniweczy (uważane przez nich za realne) plany polonizacyjne ziem zachodniej Białorusi. Na budowę federacji z Litwą i Białorusią także nie chcieli się zgodzić, obawiając się, że Polska zostanie zmuszona do odstąpienia dwu pozostałym państwom – członkom federacji Wilna i Grodna. Niektórzy politycy endeccy (np. Jędrzej Giertych) szli w swych zarzutach jeszcze dalej, oskarżając Józefa Piłsudskiego o szpiegostwo na rzecz Niemiec i realizację poprzez swoją koncepcję federacyjną niemieckiego planu Mitteleuropy. Delegaci Naczelnika Państwa byli przegłosowywani przez większość delegacji wyznaczonej w przeważającej części przez Sejm. Najważniejsze decyzje podjął w październiku 1920, przekraczając mandat negocjacyjny Ministerstwa Spraw Zagranicznych, przewodniczący delegacji Jan Dąbski w osobistej rozmowie z przewodniczącym delegacji sowieckiej Adolfem Joffe w kwestii uznania USRR za stronę rokowań, bez zapewnienia równoległego miejsca w rokowaniach dla URL, a także terminu i linii zawieszenia broni (linię tę Joffe zaaprobował 4 października, a komunikat w tej sprawie wydano dzień później; wzbudził on sensację na arenie międzynarodowej). Ustalenia rozmowy Dąbski-Joffe faktycznie rozstrzygnęły o przebiegu polsko-sowieckiej linii granicznej i sposobie organizacji politycznej terenów Międzymorza Bałtycko-Czarnomorskiego (Białorusi i Ukrainy).
Granica
Polska uzyskała ziemie należące przed trzecim i częściowo II rozbiorem do Rzeczypospolitej, a w latach 1795–1916 stanowiące część zaboru rosyjskiego, zaś od wiosny 1919 zajmowane przez Wojsko Polskie: gubernie grodzieńską i wileńską oraz zachodnie części guberni wołyńskiej z Łuckiem, Równem i Krzemieńcem i mińskiej z Nieświeżem, Dokszycami i Stołpcami. Rosja i Ukraina zrzekły się roszczeń do Galicji Wschodniej, przed 1914 wchodzącej w skład monarchii habsburskiej. Granica polsko-sowiecka przebiegała w zasadzie wzdłuż linii II rozbioru z 1793 (z korekturą na rzecz Polski w postaci części Wołynia i Polesia, z miastem Pińskiem).
Generalnie w kwestii rozstrzygnięć terytorialnych Polska rezygnowała z ziem dawnej Rzeczypospolitej położonych na wschód od granicy ustalonej w Rydze, a Rosja i Ukraina z roszczeń do ziem na zachód od wytyczonej linii granicznej. Polska, poprzez uznanie marionetkowej USRR i równoległe wycofanie uznania dla URL (swego jedynego sojusznika w wojnie polsko-bolszewickiej), rezygnowała faktycznie z realizacji programu federacyjnego, natomiast Rosja aprobowała fakt znalezienia się w granicach Polski całej Galicji, jak też terytoriów dawnego Cesarstwa Rosyjskiego, zamieszkałych w dużej mierze przez ludność niepolską.
xxx
Wikipedia pisze, że rokowania polsko-sowieckie rozpoczęły się w sierpniu 1920 roku, ale nie podaje dokładnej daty. Natomiast portal HISTMAG jest bardziej rzetelny. W artykule Traktat ryski: hańba czy filar bezpieczeństwa na wschodzie (https://histmag.org/Traktat-ryski-hanba-czy-filar-bezpieczenstwa-na-wschodzie-22131) m.in. pisze:
22 lipca 1920 roku, a więc w sytuacji wybitnie niekorzystnej dla władz w Warszawie, minister spraw zagranicznych Eustachy Sapieha wysłał do swojego sowieckiego odpowiednika Gieorgija Cziczerina depeszę, w której informował, że Polska jest gotowa do rozmów i niezwłocznego przerwania działań zbrojnych. Mimo pozytywnej odpowiedzi, Sowieci grali na zwłokę, zanim ostatecznie wskazali Mińsk jako miejsce rokowań. Wreszcie 14 sierpnia, wbrew zdaniu liczącego na zmianę sytuacji na froncie Józefa Piłsudskiego, Rada Obrony Państwa (ROP) wysłała dziesięcioosobową delegację do dzisiejszej stolicy Białorusi. Na jej czele stanął Jan Dąbski, wiceminister spraw zagranicznych, działacz ruchu ludowego. Po długiej podróży Polacy zostali zakwaterowani w fatalnych warunkach: „W Mińsku delegacja polska, zamknięta jak w więzieniu, na każdym kroku pilnowana i szpiegowana, szykanowana przez komendanta kwatery, pozbawiona najbardziej prymitywnych wygód […]” (J. Dąbski).
xxx
Cała ta wojna 1920 roku była jedną wielką ustawką. No bo jak zrozumieć fakt, że bolszewicy niby wyruszają na podbój świata, a wdają się w negocjacje. Polska delegacja wyjeżdża 14 sierpnia na rozmowy, a oni nadal prą na Warszawę. Wojna trwa, a rozmowy obu delegacji są prowadzone w Mińsku do 21 września, po czym obie delegacje przenoszą się do Rygi. Albo jest wojna, albo prowadzi się negocjacje. Jeśli robi się jedno i drugie, to znaczy, że celem tej wojny nie jest zwycięstwo jednej czy drugiej strony, a ukrycie prawdziwych zamiarów.
W sytuacji, gdy bolszewicy nie pokonali jeszcze białych, podbój świata w ich wykonaniu był nierealny. Po co więc ruszyli na Polskę? Ano po to, by dać Polsce pretekst do pokonania ich i zajęcia części Białorusi i Ukrainy, ale nie całej Białorusi i nie całej Ukrainy, bo wówczas jedynym sensownym rozwiązaniem byłaby koncepcja federacyjna Piłsudskiego, gdyż koncepcja asymilacyjna Dmowskiego byłaby nierealna ze względu na słabość nowego państwa i przewagę demograficzną obu wcielonych obszarów.
Jak to się stało, że naczelnik państwa, Piłsudski, który w latach 1918-1920 o wszystkim decydował, zaakceptował skład delegacji, w której większość jej członków była narodowcami, czyli przeciwnikami koncepcji federacyjnej i raptem stał się nieosiągalny? Józef Mackiewicz w swojej powieści Lewa wolna pisze:
Konferencja z bolszewikami w Rydze rozpoczęła się już 21 września, i od początku śledzona była z dużym niepokojem. Od tego czasu, najbardziej logiczną kontrakcją i najprostszą zarazem, zdawała się interwencja u samego Piłsudskiego, przedłożenie mu osobiście wszystkich nagromadzonych materiałów, i wreszcie konkretne zapoznanie się z jego, w tym przedmiocie, stanowiskiem, jeżeli zgoła nie uzyskanie wprost wiążących przyrzeczeń. I oto na tej prostej drodze wyrastała dziwna przeszkoda: do samego Piłsudskiego nie można było albo wcale dotrzeć, albo jedynie bardzo pośrednio. W szefostwie sztabu i osobistej adiutanturze zbywano tłumaczeniem, że naczelny wódz jest pochłonięty całkowicie operacjami wojskowymi.
Wuj Stefan, który był bezwzględnym stronnikiem Piłsudskiego i ufał mu bez zastrzeżeń, rozpraszał ten cień przekonującym argumentem: – To dobry omen. Gdzież jest miejsce wodza naczelnego, jak nie przy armii mającej iść naprzód.
Ale wuj Jerzy uchodzący za złośliwego sceptyka (niektórzy twierdzili: tetryka; ze względu jednak na jego majątki w Słuckiem i pozycję społeczną, włączonego do prezydium Komitetu), wtrącił wprost: – Gdy różni panowie Dąbscy, Grabscy, Barliccy, Kiernikowie i licho wie jak oni się tam nazywają, decydują właśnie w Rydze o losach pokoju i wojny, ba, o losach Polski całej i jej przyszłych granicach, pan Piłsudski, naczelnik tej Polski, siedzi raptem w Wołkowysku, czy jakichś Baranowiczach, i jest nieosiągalny. Darują panowie, ale mi się to wydaje wprost podejrzane.
xxx
Pisze Wikipedia, że delegaci Naczelnika Państwa byli przegłosowywani przez większość delegacji wyznaczonej w przeważającej części przez Sejm. Był to Sejm Ustawodawczy (1919-1922), który tworzyło 13 klubów. Kluby narodowe nie miały w nim większości. Na 394 posłów tylko 151 należało do nich. Kto więc głosował tak, że większość tej delegacji stanowili narodowcy? Widać wyraźnie, że te podziały były fikcyjne i do dziś nic się nie zmieniło. W sprawach zasadniczych przychodzi polecenie z góry i wszyscy, bez względu na orientację, głosują zgodnie z rozkazem. To dotyczyło też Piłsudskiego.
Gdyby była federacja, to Białoruś i Ukraina byłyby państwami. W takiej sytuacji, gdyby któreś z nich zapragnęłoby wyjść z tej federacji, to by wyszło, tak jak było to w przypadku Czechosłowacji. Czesi i Słowacy uznali, że lepiej im będzie oddzielnie. Tu jednak tak nie mogło być. Polska została wyznaczona przez wielkich tego świata do roli awanturnika regionu. I zrobiono wszystko tak, by stworzyć konflikty i wszystkich sąsiadów II RP wrogo do niej usposobić. Podzielono Białoruś, podzielono Ukrainę i jakby tego było mało, to jeszcze podzielono Litwę. I po to był ten tzw. bunt Żeligowskiego. I po to też usunięto Piłsudskiego w cień, by koncepcja federacyjna została odrzucona, a on sam miał alibi, że on to niby chciał, ale ci wredni narodowcy przeforsowali swoje stanowisko.
Kiedy więc bolszewicy 17 września 1939 roku zajęli Kresy, to argumentowali to tym, że występują w obronie ludności tych terenów, bo państwo polskie przestało istnieć. Nie było by tego argumentu, gdyby istniało państwo białoruskie w obrębie federacji lub gdyby istniało samodzielnie. To samo dotyczy Ukrainy. Ktoś oczywiście mógłby powiedzieć, że niepodległe państwo nie gwarantuje jeszcze spokoju, bo obecnie Ukraina jest niepodległym państwem, a problem istnieje. Istnieje, bo został sztucznie wykreowany, a państwo to zostało tak samo sztucznie sklejone, jak II RP. Wyobraźnia tych, którzy skłócają narody jest nieograniczona, a ponieważ to oni rządzą pieniądzem, to stać ich na wszystko, także na wojny. Traktat ryski to też ich dzieło.
Przykład Czechosłowacji dowodzi, że można połączyć dwa zbliżone do siebie pod względem etnicznym, kulturowym i wyznaniowym narody, ale – jak pokazała przyszłość – nawet i to było za mało. Oba narody rozstały się pokojowo. Było to możliwe, choćby z tego względu, że nie było tam masowych przesiedleń ludności o odmiennym wyznaniu. Mieszanie takich narodów zawsze prowadzi do konfliktów, a gdy jeszcze do tego dochodzą zaszłości historyczne, to sytuacja staje się wyjątkowo niebezpieczna. A to wszystko dzieje się w Polsce.
Czasy panowania dynastii jagiellońskiej (1386-1572) uważa się, a przynajmniej niektórzy uważają, za okres największej świetności politycznej, kulturalnej i gospodarczej dawnej Polski. Czy rzeczywiście tak było? Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) tak m.in. pisze:
„Próby syntezy epoki jagiellońskiej zrodziły w XIX i XX wieku wieloznaczne pojęcie tzw. idei jagiellońskiej. Przez tę ideę rozumiano zarówno federacyjny związek między państwami i narodami, koncepcję wielonarodowego państwa w Europie środkowo-wschodniej, jak i ekspansję polską na etnicznie niepolskie ziemie wschodnie, usprawiedliwianą teorią o misji cywilizacyjnej Polaków na wschodzie Europy. Przeciwieństwem tak rozumianej idei jagiellońskiej jest piastowska idea państwa polskiego jednolitego etnicznie.
Polityka dynastyczna Jagiellonów zmierzała do pokonania państwa krzyżackiego, opanowania tronów państw środkowej Europy, zwłaszcza Czech i Węgier, oraz utrzymania związku państw w postaci unii personalnej między Królestwem Polskim i Wielkim Księstwem Litewskim. Dynastia Jagiellonów obdarzyła szlachtę licznymi przywilejami, ograniczając zarazem prawa mieszczan i chłopów, co ostatecznie ukształtowało formę państwa polsko-litewskiego jako tzw. demokrację szlachecką.”
Wraz z nastaniem tej dynastii Polska opuściła Europę zachodnią i stała się częścią Europy wschodniej, którą jest nieprzerwanie do dziś. Patrząc na obecną politykę prowadzoną przez „polski” rząd, można powiedzieć, że idea jagiellońska wiecznie żywa. A skoro tak, to warto chyba bliżej przyjrzeć się tej dynastii. Informacje poniższe pochodzą z Wikipedii.
xxx
Następstwo po Piastach i Andegawenach
Śmierć ostatniego króla z dynastii Piastów, Kazimierza III Wielkiego w 1370 roku bez pozostawienia męskiego potomka, skutkowała – zgodnie z umowami zawartymi za życia monarchy – wstąpieniem na tron Polski siostrzeńca zmarłego króla – potężnego władcy Węgier z rodu Andegawenów, Ludwika I Węgierskiego. Nie rozwiązało to problemu sukcesji po Piastach, gdyż król Ludwik był chorowity i nie miał męskich dziedziców. Możnowładcy małopolscy zdecydowali się unieważnić testament Kazimierza III, promujący jego wnuka Kaźka Słupskiego i podjąć z królem negocjacje dotyczące następstwa tronu.
Ich efektem był, wydany w 1374 roku przez króla Ludwika I w porozumieniu z rycerstwem, przywilej generalny koszycki, w którym szlachta Królestwa Polskiego zgodziła się uznać córkę Ludwika I za następcę tronu, w zamian za zagwarantowanie integralności terytorialnej państwa, nadanie przywilejów ograniczających władzę króla i podatki oraz uzależniających nakładanie obowiązków podatkowych oraz udział w wyprawach wojennych od zgody szlachty. Otwarło to dalszy etap negocjacji pomiędzy przedstawicielami szlachty poszczególnych ziem Polski a królem i możnowładcami, dotyczących następstwa tronu dla jednej z córek Ludwika I i wybranego dla niej męża. Do dnia swojej śmierci w 1382 roku król Ludwik I nie zdołał zabezpieczyć andegaweńskiej sukcesji. Obalenie testamentu Ludwika I przez stany węgierskie i przyjazd do Polski niezamężnej młodszej córki króla Jadwigi Andegaweńskiej jesienią 1384 roku umożliwiły małopolskim magnatom swobodne dysponowanie ręką młodej dziedziczki tronu Królestwa i postawienie warunków ewentualnym kandydatom na jej męża i przyszłego władcę Polski.
Ostatecznie, wbrew zdaniu części szlachty wielkopolskiej, dokonano wyboru współpanującego od 1377 roku na pogrążonej w kryzysie Litwie dwudziestoparoletniego księcia Jagiełły (Jogaily), młodszego syna wielkiego księcia Olgierda (Algirdasa) i kuzyna księcia Witolda (Vytautasa). W umowie zawartej 14 sierpnia 1385 roku w Krewie Jagiełło zobowiązał się przybyć do Polski, przyjąć chrzest w obrządku katolickim i przyłączyć swoje litewskie władztwo do Korony Królestwa Polskiego.
xxx
Tak więc decyzję o wyborze Jagiełły na władcę Polski podjęli magnaci małopolscy, ale konkretnie kto, o tym Wikipedia nie wspomina. Jedynie część szlachty wielkopolskiej sprzeciwiała się, ale najwyraźniej z ich zdaniem nie liczono się. Dlaczego w przypadku przywileju koszyckiego stanowisko szlachty zostało uwzględnione, a w przypadku wyboru nowego króla – nie? Kto tak naprawdę rządził?
xxx
Unia w Krewie
Unia w Krewie lub układ w Krewie, rzadziej umowa krewsko-wołkowyska – akt wydany 14 sierpnia 1385 roku przez wielkiego księcia litewskiego Jagiełłę w Krewie, stanowiący jego zobowiązania przedślubne wobec Królestwa Polskiego. Wydanie aktu stanowiło wynik rozmów prowadzonych między księciem a panami małopolskimi na zamku w Krewie dotyczących małżeństwa królowej Jadwigi z Jagiełłą. Poprzedziły je jednak długoletnie, prawdopodobnie co najmniej od koronacji Jadwigi, negocjacje między stroną litewską a polską, a także z królową Elżbietą Bośniaczką (żona Ludwika Węgierskiego – przyp. W.L.), matką wciąż nieletniej Jadwigi.
Jagiełło zobowiązywał się przyjąć chrześcijaństwo w obrządku katolickim wraz z rodziną, dworem i możnymi oraz dać wolność Polakom wziętym w niewolę i przebywającym na Litwie. Obiecywał podjąć starania w celu odzyskania ziem utraconych przez Polskę i Litwę, a także zapłacić Wilhelmowi Habsburgowi 200 tysięcy florenów jako odszkodowanie, za zerwane zaręczyny z Jadwigą.
Ponadto Jagiełło przyrzekł przyłączyć do Królestwa Polskiego ziemie litewskie i ruskie. Przedmiotem sporu w historiografii jest to, czy akt ten oznaczał włączenie państwa litewskiego do Korony Królestwa Polskiego, czy był jedynie deklaracją woli Jagiełły, nie wprowadzającej nowego stanu prawnego. Część współczesnych historyków skłania się ku stwierdzeniu, że akt był obietnicą i miał formę umowy przedmałżeńskiej, a nie umowy międzypaństwowej czy międzydynastycznej oraz nie był aktem unijnym z prawnego punktu widzenia.
Tło historyczne
Państwo litewskie znalazło się w końcu XIV wieku w trudnej sytuacji. Po gwałtownej ekspansji terytorialnej za panowania Giedymina i Olgierda nastąpił okres stagnacji. Litwa wyczerpana w wyniku ekspansji stała w obliczu rywalizacji z każdym ze swoich sąsiadów: z Polską o Ruś Czerwoną, z zakonem krzyżackim o Żmudź, z wielkim księstwem moskiewskim o panowanie nad całą Rusią. Zagrożeniem również było sąsiedztwo tatarskie. Szczególnie niebezpieczeństwo ze strony Moskwy stawało się coraz bardziej realne po tym, jak armia Dymitra Dońskiego pokonała siły Złotej Ordy w bitwie na Kulikowym Polu w 1380 roku. Do tego dochodziła rywalizacja wewnątrz dynastii. Jagiełło musiał walczyć o władzę najpierw z Kiejstutem, a następnie z jego synem Witoldem. W momencie zawierania układów krewskich między kuzynami doszło do rozejmu i Witold, objąwszy księstwo ojca, wspierał starania Jagiełły o tron polski.
Elementem koniecznym zawarcia małżeństwa z królową Polską było przyjęcie chrześcijaństwa przez Jagiełłę, a także rozpoczęcie chrystianizacji na Litwie, na co nalegali możni i episkopat polski. Starania o chrystianizację Litwy pojawiały się dużo wcześniej. Pierwszy władca zjednoczonej Litwy Mendog przyjął chrzest w 1251 roku, porzucił jednak wiarę niewiele później. Późniejsi władcy byli, z wyjątkiem Wojsiełka, poganami. Również niektórzy książęta dzielnicowi przyjmowali chrzest, zwykle w obrządku prawosławnym.
Strona polska niejednokrotnie podejmowała próby chrystianizacji Litwy i włączenia jej do metropolii gnieźnieńskiej. Najpierw w 1253 roku arcybiskup gnieźnieński wyświęcił biskupa litewskiego Wita. Następnie w czasie walk o Ruś Kazimierz Wielki dwukrotnie, w 1340 i 1357 roku, składał propozycję chrystianizacji Litwy w papieskim Awinionie. Po jego śmierci próbę taką podjął w 1373 Dobrogost z Nowego Dworu.
Sam Jagiełło zobowiązał się w układzie zawartym z zakonem krzyżackim na wyspie Dubisie w 1384 roku do przyjęcia chrztu w ciągu następnych czterech lat trwania rozejmu. Witold, w czasie gdy z pomocą zakonu prowadził wojnę z Jagiełłą, ochrzcił się rok później i przyjął imię Wigand. Jagiełło prawdopodobnie przez jakiś czas rozważał przyjęcie prawosławia wraz z ręką Zofii, córki wielkiego księcia moskiewskiego Dymitra Dońskiego, porzucił jednak tę myśl, kiedy wyklarowała się perspektywa ożenku z Jadwigą.
xxx
Można powiedzieć, że unia w Krewie została zawarta na gębę czy, jak to się mówi, na wariackich papierach i Jagiełło miał wolną rękę. Tak naprawdę Polska nic na niej nie zyskiwała i nie miała interesu w jej zawarciu. Interes miał Kościół katolicki i to on podejmował kluczowe decyzje, zasłaniając się małopolskimi magnatami. Polska była tylko narzędziem w rekach Zachodu. Jako państwo frontowe na styku katolicyzmu i prawosławia idealnie nadawała się do wykorzystania. Starcie się tych dwóch wyznań, to niekończący się konflikt. Unia brzeska potwierdziła, że był to jedyny cel tej unii. A ta niby misja cywilizacyjna Polaków na wschodzie to naprawdę żenujący argument. Polska, jako wówczas peryferyjne państwo Europy zachodniej i pod każdym względem słabiej od niej rozwinięte, nie mogła pełnić tej funkcji.
xxx
Odzyskanie dostępu do Bałtyku
Narzucając Księstwu Moskiewskiemu pokój nad rzeką Ugrą latem 1408 roku oraz odnosząc wielkie zwycięstwo militarne nad zakonem krzyżackim w 1410 roku Unia Jagiellońska zdobyła pozycję europejskiego mocarstwa. Władysław II Jagiełło wykorzystał zwycięstwa koalicji do ostatecznej stabilizacji wewnętrznych relacji na Litwie, odzyskania dla niej Żmudzi od Krzyżaków i narzucenia litewskiej dominacji Twerowi, Riazaniowi i Nowogrodowi Wielkiemu. Polska nie uzyskała żadnych bezpośrednich korzyści terytorialnych z odniesionych sukcesów.
Kolejne konflikty zbrojne z zakonem krzyżackim (wojna głodowa i wojna golubska) pozwoliły Litwie odzyskać wszelkie straty i zawrzeć w 1422 roku ostateczny pokój. Jednocześnie król Władysław II konsekwentnie unikał rozproszenia sił Unii i pomimo włączenia się w ogólnoeuropejską politykę poprzez interwencję w pogrążonych w wojnie domowej Czechach, nie zdecydował się na zaangażowanie militarne. Zawarty w 1435 pokój w Brześciu Kujawskim z zakonem krzyżackim podkreślił przewagę Królestwa Polskiego, lecz ponownie nie przyniósł państwu korzyści terytorialnych.
Pomimo podjęcia przez Inflanty polityki zbliżenia z Unią Jagiellońską i przejściowego narzucenia dominacji Nowogrodowi Wielkiemu, Kazimierz IV Jagiellończyk zaniechał dalszej ekspansji na północ i aktywnej polityki wschodniej, angażując siły głównie w opanowanie dla dynastii jagiellońskiej tronów Węgier i Czech. Skutkowało to wybuchem wojny z Węgrami, zjednoczonymi przez narodowego króla Macieja Korwina, która przyniosła Polsce znaczne zniszczenia oraz zainspirowała zakon krzyżacki do podjęcia próby odzyskania suwerenności na tle konfliktu o obsadę biskupstwa warmińskiego. Będąca efektem krzyżackiego wystąpienia wojna popia zakończyła się zwycięstwem Polski popartej przez miasta pruskie, ale Zakon zdołał utrzymać władanie posiadanych przez niego ziem.
Zaangażowany w liczne konflikty Kazimierz IV Jagiellończyk nie zdołał aktywnie przeciwdziałać wzrostowi znaczenia Księstwa Moskiewskiego – panujący w księstwie moskiewskim od 1466 roku książę Iwan III Srogi, rozbijając 14 lipca 1471 roku wojska nowogrodzkie nad Szełonią włączył Nowogród Wielki do moskiewskiej strefy wpływów, a w 1480 roku odpierając nad Ugrą mongolską interwencję odzyskał pełną suwerenność Moskwy, która zaczęła zagrażać integralności terytorialnej Wielkiego Księstwa Litewskiego.
xxx
Tak więc związek Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem Litewskim polegał na tym, że jedna strona tylko dawała, a druga brała, nie dając w zamian nic. Królestwo Polskie nie odnosiło żadnych korzyści z takiego związku. Czy to nie przypomina obecnych relacji z Ukrainą?
xxx
Rozwój centralnych instytucji państwa stanowego pod rządami Jagiellonów
Jagiełło objęte w 1385 roku rządy w Polsce zmuszony był dzielić z działającymi w nowych warunkach instytucjami monarchii stanowej tworzonymi, wiele lat celem przełamania separatyzmu regionalnego, przez – jednoczących królestwo po okresie rozbicia dzielnicowego – ostatnich Piastów. Wymuszona współpraca sprzyjała rozwojowi idei rozdzielenia władzy monarchy od interesu królestwa – państwa, rozumianego jako niezależny podmiot, reprezentowany przez magnatów, przedstawicieli szlachty, patrycjat niektórych miast i uczonych uniwersyteckich, działających w ramach ukształtowanych prawem zwyczajowym instytucji. Główną zwyczajową instytucją konsultacyjną Korony stanowiła stała rada doradców monarchy (consilii regis) – zapewniała ona konsultację władcy z magnatami i ustalenie sposobu wdrożenia podjętych decyzji, równoważąc jednocześnie wpływy lokalne i rodowe. Udział w konsultacjach zobowiązywał do lojalności wobec uchwalonych jednomyślnie postanowień. Skład rady był przedmiotem sporu pomiędzy monarchą a rywalizującymi wzajemnie stanami, doprowadzając do wytworzenia się dwóch odmiennych niesformalizowanych instytucji: Władysław II Jagiełło dobierał autonomicznie skład tajnej (wąskiej, prywatnej) rady (privatum concilium), lecz musiał liczyć się ze zdaniem wszystkich osób politycznie aktywnych tworzących nieformalną „wielką radę” (colloquium, conventio).
W okresie panowania do 1399 roku jako król-małżonek królowej Jadwigi Władysław II Jagiełło pozostawał pod kontrolą magnackiej grupy współtwórców Unii w Krewie, widzących w nowym królu dowódcę wojskowego i wykonawcę ich postulatów politycznych. Sytuację zmienił uroczysty hołd przedstawicieli szlacheckich elit i reprezentacji społeczeństwa na zjeździe w Korczynie w sierpniu 1399 roku, który po śmierci Jadwigi potwierdził dalsze uprawnienie króla Władysława II do sprawowania władzy w Polsce. Zapewniwszy sobie poparcie stanu szlacheckiego król Władysław II Jagiełło doprowadził do rozszerzenia grupy doradców i współpracowników o konkurujących ze sobą reprezentantów wszystkich ziem i rodów Królestwa, oficjalnie dokumentując to deklaracją radomską z 11 marca 1401 roku będącej polskim aktem unii wileńsko-radomskiej. Uniezależniwszy się w ten sposób od grupy najwybitniejszych oligarchów król uzyskał możliwość pozyskania we własnym zakresie wiedzy o stanie kraju. Dążąc do unikania zebrań wielkiej rady i presji szlachty, do końca panowania Władysław II Jagiełło rządził za pomocą ciągłych objazdów i spotkań z wybranymi doradcami, w czasie których rozstrzygano spory i podejmowano bieżące decyzje polityczne w niewielkim, zależnym od króla gronie.
Autorytet Jagiełły znacznie wzrósł w wyniku decydującego zwycięstwa nad zakonem krzyżackim w 1410 roku i w dalszych latach panowania samodzielne nominacje królewskie i objazdowy system rządów nie były kwestionowane. Władysław II uznając tradycyjny system awansów magnatów w Małopolsce podejmował decyzje personalne co do innych dzielnic według własnego uznania, tworząc własne stronnictwo, i tym samym system rządów skutkował wzrostem znaczenia małopolskich oligarchów, będących najbliższymi doradcami króla w stosunku do innych dzielnic oraz tworzonej przez nich nieformalnej wąskiej rady przy decydującym wpływie autorytetu króla na rozstrzyganie spraw królestwa.
Sytuację zmieniła fala niezadowolenia z prowadzonej w latach 1411–1419 nieskutecznej polityki wobec zakonu krzyżackiego – regularnie spotykająca się na wyprawach pospolitego ruszenia i coraz bardziej świadoma swojego znaczenia szlachta wystąpiła z własnymi żądaniami politycznymi, wymuszając zmiany w grupie doradców królewskich, gdyż żądania prawne zmierzały do zagwarantowania osobistej i majątkowej wolności w obrębie całego stanu szlacheckiego i ochrony przed nadużyciami królewskich urzędników.
W październiku 1423 roku zjazd dostojników koronnych w Warcie podjął uchwały prawodawcze pomimo nieobecności króla Władysława II Jagiełły. Wytworzony w czasie panowania Jagiełły zwyczaj sejmowania i osiągania konsensu zakończył monopol dworu królewskiego na możliwość budowania kariery i dysponowanie najważniejszymi informacjami o państwie. Sejm za pośrednictwem osób zgromadzonych miał możliwość pozyskania wiadomości z prowincji oraz dawał osobom zaangażowanym w politykę możliwości uzyskania awansu, chociaż monarcha pozostawał głównym dysponentem stanowisk, intratnych dóbr i dochodów.
xxx
Z tego nieco przydługiego cytatu wynika, że Piastowie pozostawili scentralizowane, z silną władzą królewską państwo, a już za Jagiełły władza ta stała się jakby rozmyta. Nie bardzo było wiadomo, kto rządził: król, sejm, magnateria czy szlachta, stała rada doradców monarchy, tajna prywatna rada, nieformalna „wielka rada”? Ale w tym szaleństwie była metoda. Zrobiono wszystko, by dobrze ukryć faktyczną władzę i zakamuflować jej prawdziwe cele. I chyba nietrudno domyślić się, kto tak naprawdę rządził.
xxx
Znaczenie dóbr królewskich dla finansowania wydatków państwowych
Najistotniejszym źródłem dochodów monarchów z dynastii Jagiellonów w Polsce były dochody z dóbr królewskich – nieruchomości znajdujących się w jego bezpośrednim posiadaniu. Jagiellonowie odziedziczyli po Piastach prawo do dużych tronowych majątków ziemskich, obejmujących scaloną w 1368 roku przez Kazimierza III Wielkiego domenę, na którą składały się pola uprawne, lasy i łąki oraz kopalnie. Własne majątki Jagiellonów na Litwie stanowiące majątek ziemski stopniowo przeszły w ręce magnaterii jako darowizny, zastawy lub zabezpieczenie wydatków dostojników. Władcom pozostały dobra przejmowane po wygasłych rodach oraz majątek osobisty hospodarski finansowany z danin, ceł, myt i karczem.
Szacunkowo ocenić można rozmiar domeny królewskiej na około 30% powierzchni Królestwa Polskiego. Obejmowała ona około 300 miast i ponad 3500 wsi. Po reformie Kazimierza III Wielkiego kompleksami dóbr królewskich administrował starosta lub wielkorządca, oddając część dochodów skarbowi. Pozostała część stanowiła utrzymanie budynków publicznych i twierdz oraz administracji sądowej i policyjnej, a także dochód starosty.
Upadek domeny koronnej podczas rządów Jagiellonów
Piastowska domena ulegała stopniowemu zmniejszeniu od czasów panowania Ludwika Węgierskiego, jej redukcję pogłębiły nadania i alienacje na rzecz magnatów i sojuszników z okresu panowania Władysława II Jagiełły. Do znacznego zubożenia domeny królewskiej doszło w trakcie prowadzonej przez Władysława III wojny domowej na Węgrzech w latach 1440–1444: poprzez masowe zastawy na rzecz możnych osób prywatnych finansujących węgierską politykę królewską pożyczkami, król pozbawił się posiadania znacznej części dóbr. Upadek domeny osłabił państwo, a fortuny magnackie powstawały kosztem dóbr koronnych. Jak wskazuje Paweł Jasienica w „Polsce Jagiellonów”:
Skarb koronny popadł w ruinę, z której nie miał się już nigdy podźwignąć. Na zawsze przepadł główny wspornik polityki piastowskiej, czyli zdecydowana przewaga materialna panującego nad poddanymi. W przyszłości miało być w Polsce akurat odwrotnie – bogate możnowładztwo, szczególnie duchowne, nędzarskie państwo.
xxx
Wielokrotnie pisałem, że Polska, czyli wówczas Królestwo Polskie, skończyła się wraz z unią lubelską, co nie do końca jest prawdą. Wówczas skończyła się niejako formalnie, urzędowo. Po prostu powstało nowe państwo o nazwie Rzeczpospolita, której częścią była Korona, powiększona o południową część Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli obecną Ukrainę. Jednak początek końca zaczął się od unii w Krewie, czyli od unii personalnej. To, co się wtedy stało z Koroną Królestwa Polskiego, można porównać do tego, co zrobiono po 1989 roku z PRL-em. Po prostu magnaci rozkradli cały dorobek Piastów, a Korona służyła Jagiellonom do realizacji ich celów dynastycznych, czyli ponosiła koszty prowadzonych przez nich wojen i innych zabiegów związanych z interesem dynastii. Miał więc rację Hajle Syllasje, mówiąc do Oriany Fallaci, że w świecie nigdy nie dzieje się nic nowego. A żeby było jeszcze śmieszniej, to w XVI wieku powstał ruch egzekucyjny, czyli ruch polityczny średniej szlachty, którego postulatem było przeprowadzenie reform w dziedzinie sądownictwa, skarbowości i wojska oraz żądanie zwrotu nieprawnie trzymanych przez magnatów królewszczyzn i ograniczenia praw Kościoła. Czy po części nie przypomina to pisowskiej repolonizacji sprzedanych przedsiębiorstw? Nihil novi sub sole.
Polska piastowska była małym, ale u schyłku jej istnienia – nowoczesnym europejskim państwem z silną władzą królewską. Była monarchią stanową, w której wszystkie stany były w równowadze. W epoce jagiellońskiej nastąpiła diametralna zmiana. Jeden stan, czyli szlachta, został uprzywilejowany, co oznaczało, że pozostałe – dyskryminowane. Mieszczaństwo skarlało, a z chłopów zrobiono niewolników. Polska stała się krajem feudalnym i zacofanym pod każdym względem. Stała się krajem wschodnioeuropejskim. Czesi mieli więcej szczęścia, bo od 1520 roku byli pod Habsburgami. Trochę mniej szczęścia mieli Węgrzy, bo połowa Węgier była pod Turkiem, a druga połowa pod Habsburgami, ale i tak lepiej na tym wyszli niż Polacy.
Kiedyś, gdy w 2005 roku przekraczałem w Cieszynie granicę polsko-czeską, to uderzyło mnie to, że po polskiej stronie był bałagan, pełno śmieci i wszystko sprawiało wrażenie jakiegoś chaosu. Po przekroczeniu granicy – jak nożem uciął; porządek, czysto, nawet na budowach wszystko równo poukładane. Całe życie zastanawiałem się, skąd taka różnica? Dziś już wiem. Gdyby Jadwiga Andegaweńska wyszła za Wilhelma Habsburga, to Polska nadal byłaby, jako podmiot podległy, w Europie zachodniej i dziś być może byłaby krajem takim jak Czechy. Stało się inaczej. I tak to trwa do dziś. Idea jagiellońska dominuje w „polskiej” polityce, zarówno tej wewnętrznej jak i zagranicznej. Inna sprawa, że o tym, żeby tak było decydują wielcy tego świata, tak jak to oni wcześniej zdecydowali, że Jadwiga Andegaweńska miała poślubić dzikiego Litwina.
Choć reformacja wprowadziła w Europie zachodniej zasadę „czyja władza, tego religia”, to w Rosji, pomimo próby w postaci unii brzeskiej, działała i nadal działa odwrotna zasada – czyja religia, tego władza. Dla Rosji prawosławie jest instrumentem jej polityki, podobnie jak w przypadku Żydów, dla których religia i polityka to jedno. W liście do redakcji zamieszczonym w Przeglądzie Prawosławnym Nr 7 (457) lipiec 2023 są informacje, które mogą posłużyć za argument, że Rosja wykorzystuje prawosławie do celów politycznych. Poniżej obszerne fragmenty tego listu:
Szanowna Redakcjo, jestem czytelnikiem „Przeglądu Prawosławnego” od sierpnia 2021 roku i każdego miesiąca czytam z dużym zainteresowaniem publikowane w tym czasopiśmie artykuły. Miłym zaskoczeniem było dla mnie pojawienie się w najnowszym numerze artykułu o moim rodzinnym mieście – Płocku. Niemniej na koniec tego artykułu mój entuzjazm zmalał i dlatego ośmielam się napisać do Państwa o swoich wątpliwościach.
W artykule tym zawarto informację, jakoby marszałek Józef Piłsudski nakazał zburzyć Sobór Przemienienia Pańskiego w Płocku w trakcie uroczystości wręczenia odznaczeń państwowych w 1921 roku w Płocku za obronę miasta przed atakiem bolszewików w sierpniu 1920 roku.
Jestem płocczaninem z dziada pradziada, a moi przodkowie byli obecni w Płocku od 1866 roku. Interesuję się zarazem historią Płocka, jak również okresem dwudziestolecia międzywojennego w Polsce. Nigdy nie natrafiłem na jakiekolwiek źródło historyczne, które mogłoby potwierdzić tę relację. Niemniej, jako jedynie pasjonat historii, nie ośmieliłbym się samodzielnie podważyć tej informacji. Z uwagi na swoje wątpliwości zwróciłem się z prośbą o komentarze do trzech lokalnych historyków, którzy są autorami licznych książek, artykułów naukowych czy felietonów historycznych do prasy codziennej. Wszyscy niezależnie od siebie, nie dosyć, że podobnie jak ja stwierdzili, że nigdy o takim zdarzeniu nie słyszeli, to wręcz uznali to za mało prawdopodobne czy wręcz za fake news. Co należy odnotować, jeden z moich rozmówców jest wiceprezesem Towarzystwa Naukowego Płockiego, a jego centrum zainteresowań naukowych jest właśnie dwudziestolecie międzywojenne. W rozmowie ze mną podkreślił, że takie stwierdzenie jest kompletnie niepodobne do Piłsudskiego, który nie był nigdy nacjonalistą, a zarazem raczej był obojętny religijnie (choć żywił szacunek dla Matki Bożej Ostrobramskiej).
Warto podkreślić, że uroczystość z udziałem marszałka Piłsudskiego miała miejsce w 1921 roku, podczas gdy rozbiórka cerkwi miała miejsce dopiero w 1929 roku.
Moja rodzina pochodzi z Polesia, stąd także moje zainteresowanie historią tego regionu. Trudno mi pogodzić doniesienie o Piłsudskim jako nakazującym zburzenie cerkwi prawosławnej, podczas gdy wiem, że zawsze odwiedzając służbowo Polesie w pierwszej kolejności decydował się na odwiedziny prawosławnego biskupa diecezji pińsko-poleskiej, a dopiero później wojewody poleskiego. To o czymś musiało przecież świadczyć. Warto także wspomnieć, że najtragiczniejsza w skutkach akcja rewindykacji cerkwi prawosławnych z lat 1937-1938 miała miejsce po śmierci marszałka.
Tym bardziej przykro mi było czytać ten artykuł w maju 2023 roku – miesiącu, w którym przypadła 88 rocznica śmierci marszałka.
Warto przytoczyć fragment dziennika Płockiego, wydanego 18 maja 1935 roku (nr 115, s. 3), informujący o prawosławnym nabożeństwie żałobnym, które miało miejsce 16 maja 1935 roku w Płocku, w którym wzięli udział parafianie oraz żołnierze wyznania prawosławnego garnizonu płockiego (w sumie około czterystu osób).
Nabożeństwo odprawił o. protoijerej Wiktor Karwowski. Po nabożeństwie parafianie wysłali depesze do wdowy po marszałku o treści: „Wzniósłszy modły przed tronem Przenajświętszego Pana za duszę ś.p. Marszałka Polski mieszkańcy Płocka wyznania prawosławnego proszą o przyjąć wyrazy szczerego współczucia i głębokiego żalu spowodu (pisownia oryginalna) tak wielkiej straty, która dotknęła JWPanią Marszałkową oraz całą Polskę”. Czy parafianie po sześciu latach po zburzeniu cerkwi wystosowaliby takiej treści list, gdyby to faktycznie z winy Piłsudskiego rozebrano płocki sobór? Ośmielam się stwierdzić, że nie.
Prawosławie w Płocku ma piękną i długą historię, czasem burzliwą, warto zaznaczyć, że parafia i cmentarz powstały kilkadziesiąt lat wcześniej niż np. w Łodzi. Po zburzeniu cerkwi jej rolę w Płocku przejęła kaplica mieszcząca się przy ochronce dla dzieci prawosławnych – czyli również podobnie jak w przypadku cerkwi św. Olgi w Łodzi.
xxx
Informacja, która zwraca uwagę w liście czytelnika, to to, że jego przodkowie byli obecni w Płocku od 1866 roku. Skąd oni się tam wzięli? Tak jak wojna ze Szwecją zrujnowała gospodarkę i demografię Korony, tak wojny napoleońskie zmieniły skład etniczny na ziemiach polskich, na które Rosja wcześniej nie wkraczała. A za nią podążało prawosławie. Na zajętych terenach Rosja zawsze stawia cerkwie.
Przed tymi wojnami granica zaboru pruskiego sięgała do linii Curzona. Napoleon wydzielił z tego zaboru Księstwo Warszawskie, by pozyskać rekruta i zachęcić Polaków do walki przeciwko Rosji. Po jego klęsce wojska rosyjskie dotarły do Saksonii, co oznacza, że cały obszar Księstwa Warszawskiego znalazł się pod rosyjską okupacją. Na kongresie wiedeńskim ustalono, że Wielkopolska przypadnie Prusom, a reszta zostanie przy Rosji. I tak powstało Królestwo Polskie, zwane też Królestwem Kongresowym. Do czasu powstania listopadowego było to samodzielne państwo, posiadające własną konstytucję, Sejm, wojsko, szkolnictwo, językiem urzędowym był polski – połączone z Rosją unią personalną, czyli wspólnym monarchą. Taki stan trwał w latach 1815-1832. Później od 1833 do 1917 trwał „stan oblężenia”. Stopniowo ograniczano autonomię Królestwa Polskiego, a po powstaniu styczniowym w 1867 roku zniesiono autonomię polityczno-administracyjną.
Tak więc po powstaniu listopadowym rozpoczął się powolny proces rusyfikacji, który uległ znacznemu nasileniu po powstaniu styczniowym. Przejawiało się to nie tylko w tym, że narzucano język rosyjski, ale, co ważniejsze, w obsadzaniu stanowisk w administracji i podobnych instytucjach ludnością z głębi Rosji.
Wraz z napływem ludności prawosławnej, bo tylko taka mogła zajmować wyższe stanowiska urzędowe, zaczęto budować cerkwie. I w ten sposób w całym Królestwie Polskim, we wszystkich jego większych miastach pojawiły się prawosławne świątynie. Tak właśnie Rosja znaczyła swój teren. Po 1917 roku Rosja przestała istnieć, ale pozostały cerkwie, a co ważniejsze pozostała ludność prawosławna, a pewnie i dużo wojskowych, bo przecież nie mieli gdzie wracać. Bolszewicy ich nie potrzebowali. Z drugiej strony, gdy Niemcy w 1916 roku zaczęli tworzyć nowe państwo polskie, to pewnie częściowo oparli się na istniejącej administracji, czyli carskiej.
Cerkiew św. Tatiany Rzymianki w Warszawie w budynku Pałacu Staszica po jego przebudowie w stylu bizantyjsko-rosyjskim w latach 90-tych XIX wieku; istniała do 1924 roku. Źródło: Wikipedia.
Prawdopodobnie część tych ludzi pozostała przy prawosławiu, część przeszła na katolicyzm, bo być może ułatwiało to im karierę w nowym państwie, czyli II RP. W tym nowym państwie rozebrano część z tych cerkwi, co spotkało się z negatywną oceną ludności prawosławnej i do dzisiaj to trwa, szczególnie gdy chodzi burzenie cerkwi na Chełmszczyźnie. Jednak sposób, w jaki Rosja znaczyła swój teren, musiał rodzić negatywną ocenę miejscowej ludności, co widać na powyższym zdjęciu. To, co zrobiono z Pałacem Staszica, który przerobiono na cerkiew, wołało o pomstę do nieba. Ta architektura pasowała w tym otoczeniu, jak pięść do nosa. Jak zareagowaliby Rosjanie, gdyby im obok Kremla postawiono gotycką katedrę? Ona tam również pasowałaby, jak pięść do nosa. Czy można zatem dziwić się władzom nowego państwa, że przywróciła Pałacowi Staszica dawny wygląd? Czy prawosławni mogli mieć o to pretensje? A o inne zburzone w Warszawie cerkwie? One również nie pasowały do otoczenia.
xxx
Nie tylko Cerkiew jest narzędziem rosyjskiej polityki. Jest nim również panslawizm. Z okazji zjazdu neosłowiańskiego w Pradze w lipcu 1908 roku Ignacy Daszyński w swoich Pamiętnikach (Książka i Wiedza, 1957) pisze:
„Neoslawizm” był dalszym wydaniem dawnego panslawizmu, kiedy to ideologia „słowiańska” stała się forpocztą zaborczej polityki caratu, idącego konsekwentnie do „zatknięcia krzyża” (oczywiście rosyjskiego) na meczecie Aja Sofia w Konstantynopolu. Przedziwny pochód pychy i reakcji rosyjskiej, panslawizm, miał za zadanie przygotowanie gruntu dla państwowości rosyjskiej wśród narodów bałkańskich, we wschodniej Galicji i w północnych Węgrzech. Czesi oddali się mu z całym zaufaniem, począwszy od wędrówki Palackyego do Moskwy, a skończywszy na polityce dra Kramarza, ożenionego z Rosjanką i wędrującego również „ad limina apostolorum” do progów rządu rosyjskiego za czasów krwawego Stołypina po rady i wskazówki, a także po pomoc przeciw polityce Niemców w Austrii.
Panslawizm i jego rola przygotowawcza dla państwowości rosyjskiej da się w bajeczny sposób przyrównać do dzisiejszego „Kominternu” i „Sowietów”. Ta sama apostolska międzynarodowa propaganda na korzyść państwa rosyjskiego przy pomocy „toczącego się” – nie rubla, a dolara, czy czerwońca, ta sama krytyka wypierania się wzajemnego w razie niemiłej potrzeby międzynarodowej, to samo osłanianie ideologiczne celów państwowości sowieckiej liśćmi socjalizmu, a raczej komunizmu. Tylko że żadna partia polska nie ma dziś odwagi tumanienia własnego narodu na rzecz Sowietów.
Atmosfera neoslawizmu, w której porusza się narodowa demokracja, miała się później rozszerzyć w górnych warstwach polskich, aby rozbroić Polaków wobec rządu rosyjskiego. Odtąd spodziewa się Rosja, że w żadnej imprezie państwowej Polacy nie pomieszają jej szyków. Warto więc było polskich endeków animować do neoslawistycznego bałamucenia się. Hasła takich zjazdów torowały drogę w przyszłość polskiej polityce ugodowej. Zabrzmią one wyraźnie i dźwięcznie jako „obrona Słowiańszczyzny” w pierwszych tygodniach wojny światowej i dadzą łatwą, bez przeszkód, mobilizację chłopów i robotników polskich do armii rosyjskiej. Będą za to dziękowali jenerałowie rosyjscy… Neoslawizm odegrał na korzyść rządu rosyjskiego swą historyczną rolę w Polsce. A o to chodziło. Pierwszą praktyczną zdobyczą rządu i nacjonalizmu rosyjskiego, osiągniętą wobec Polski przez ideologię „neoslawizmu”, miało być wyodrębnienie Chełmszczyzny, stworzenie guberni chełmskiej i oderwanie jej od Królestwa. Neoslawiści rosyjscy uważali teraz Polaków za obowiązanych do przyjęcia tego „słowiańskiego” dobrodziejstwa! „Polacy winni się wyrzec panowania w Chełmszczyźnie, inaczej okażą się nieszczerymi Słowianami”. Ale najsmutniejszą rzeczą było, że polscy narodowi demokraci sami byli po części tego zdania, bo gdy Koło Polskie w Wiedniu zamierzało zaprotestować publicznie przeciw temu krajaniu Kongresówki, wysłali do Wiednia swoich posłów (pan Dymsza), aby uciszyli protest Koła Polskiego i zmusili je do milczenia. Targ ziemią Kongresówki, targ między endecją a rządem rosyjskim, już się był rozpoczął.
xxx
Dlaczego Rosja tak uparła się na Chełmszczyznę? O burzeniu cerkwi na Chełmszczyźnie przez rząd II RP wiedzą i pamiętają prawosławni, ale czy wiedzą i pamiętają wcześniejsze działania rządu carskiego? Czy raczej wyznają zasadę, że jak Kali ukraść krowę, to dobrze, ale jak Kalemu ukraść krowę, to źle? O tym, co działo się tam wcześniej, pisze Roman Grabowski w pracy Likwidacja unickiej diecezji chełmskiej i próby jej wznowienia (http://naszaprzeszlosc.pl/files/tom071_12.pdf). Poniżej wybrane fragmenty:
W 1839 roku po likwidacji Cerkwi unickiej w Rosji, diecezja chełmska w Królestwie Polskim była jedyną diecezją unicką w granicach Cesarstwa Rosyjskiego. Na niej skupiły się wszystkie zabiegi rusyfikacyjne rządu. Jednym z najważniejszych dekretów uzależniających zupełnie Cerkiew unicką od rządu był ukaz z dnia 18(30) czerwca 1866 roku. Całe duchowieństwo przyjęto na pensję rządową.
Dekretem cara Aleksandra II z dn. 16 marca 1871 administratorem diecezji został M. Popiel, pochodzący z Galicji i całkowicie zaprzedany rządowi. Od tej chwili los unii w Królestwie Polskim był faktycznie przesądzony. W krótkim czasie nowy administrator oczyścił liturgię greckokatolicką z wszelkich naleciałości łacińskich. Katedrę chełmską przekształcono w cerkiew prawosławną. Dnia 2 października 1873 r. ks. M. Popiel wydał okólnik do duchowieństwa, nakazując od 1(13) stycznia 1874 r odprawiać nabożeństwa według rytu wschodniego. Wobec oporu duchowieństwa w ciągu tygodnia osadzono w więzieniach dwudziestu czterech księży. Do r. 1875 aresztowano ogółem siedemdziesięciu czterech księży. Równocześnie w parafiach ludność wystąpiła gwałtownie w obronie swego wyznania. Do najtragiczniejszych zajść doszło w Drelowie i Pratulinie, gdzie ogółem zginęło dziewiętnaście osób w starciu z wojskiem. Wszystkie buntujące się parafie zostały w sposób bezwzględny spacyfikowane przy pomocy kontrybucji, bicia i zsyłania opornych w głąb Rosji. Opanowawszy przy pomocy wojska sytuację, dn. 25 marca 1875 r. ks. M. Popiel udał się na czele delegacji do Petersburga, gdzie w dniu 11 maja 1875 r. Świątobliwy Synod Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej dokonał formalnego połączenia unitów z Cerkwią rosyjską.
xxx
Mamy więc taką sytuację, że rząd carski pacyfikował buntujące się unickie parafie i nie obyło się bez ofiar, a rząd II RP burzył cerkwie i ofiar nie było. Po co właściwie rząd II RP burzył te cerkwie? Nawet jeśli były takie opuszczone, to jeszcze nie był to powód do ich niszczenia. Wygląda na to, że chodziło jedynie o to, by pogorszyć relacje katolicko-prawosławne, skłócać jednych z drugimi.
Tak bezwzględne potraktowanie unitów na Chełmszczyźnie pokazuje, że dla Rosji nie są najgroźniejsze inne religie – takie jak islam, buddyzm, judaizm, które uznaje, obok prawosławia, za oficjalne religie Federacji Rosyjskiej – ale Cerkiew unicka, najbliższa prawosławiu.
Z listu czytelnika do Przeglądu Prawosławnego wynika, że prawosławni mieszkańcy Płocka byli nastawieni pozytywnie do Piłsudskiego i on sam – również. Zapewne nie wie tego, co ja, jako mieszkaniec południowego Podlasia, wiem. Przegląd Prawosławny jest wydawany w Białymstoku, a jego redaktorem naczelnym jest poseł Eugeniusz Czykwin, który reprezentuje środowisko podlaskich prawosławnych. Dla nich Piłsudski to bandyta. Skąd ta różnica? Rodzina autora listu pochodziła z Polesia, może z części ukraińskiej. Jako obserwator z zewnątrz, nie potrafię tego wyjaśnić. Widać jednak, że nie jest to środowisko jednolite, że są tam podziały, a jak jeszcze doda się grekokatolików, to sprawa jeszcze bardziej komplikuje się. I oni wszyscy mieszkają w Polsce.
W tym samym numerze Przeglądu Prawosławnego jest informacja o nowej cerkwi:
„Słubice to jedno z najdalej wysuniętych na zachód Polski, położone nad Odrą, liczące niespełna siedemnaście tysięcy mieszkańców miasto w województwie lubuskim, tuż przy granicy z Niemcami. 10 czerwca, w słoneczną sobotę, arcybiskup wrocławski i szczeciński Jerzy w asyście licznie przybyłych na tę uroczystość duchownych konsekrował pierwszą w historii powiatu słubickiego świątynię prawosławną, cerkiew Opieki Przenajświętszej Bogarodzicy.
Jest ona pomniejszoną kopią XII-wiecznej cerkwi Opieki Przenajświętszej Bogarodzicy na rzece Nerii, jednej z najpiękniejszych staroruskich świątyń. Obecnie parafię tworzy nieco ponad trzydzieści rodzin. Ukraińcy, Grecy, Niemcy, Polacy, Mołdawianie, Rosjanie, Łemkowie, Rumuni. Niektórzy przyjeżdżają z drugiej strony Odry. Z miłością w Chrystusie bez podziałów, tworzą żywą parafię. Wielka w tym zasługa ich proboszcza.”
Źródło zdjęcia: Przegląd Prawosławny Nr 7 (457) lipiec 2023.
Tak właśnie Rosja znaczy swój teren. Duża cerkiew dla trzydziestu rodzin. Kto to sfinansował? Jest więc już cała Polska pokryta cerkwiami: od morza do Tatr, od Bugu do Odry. Rosja wcale nie musi najeżdżać Polski. Już dawno to zrobiła. Wszystko zaczęło się od unii lubelskiej. Od tego momentu elity Wielkiego Księstwa Litewskiego powoli podporządkowywały sobie Koronę. To się jednak działo na poziomie elit. Na bardziej masową skalę nastąpiło to za czasów Królestwa Kongresowego. Rząd carski zachęcał też chłopów do przechodzenia na prawosławie, stwarzając ich dzieciom możliwość uczenia się w rosyjskich szkołach i na rosyjskich uczelniach. Był to proces rutenizacji i rusyfikacji, przede wszystkim w sferze mentalnej. Po II wojnie światowej skala zmian była jeszcze większa, a to za sprawą przesiedleń, głównie mniejszości kresowych, na ziemie poniemieckie. Przesiedlenie kilku milionów Ukraińców po 24 lutego 2022 roku na obszar całej Polski diametralnie odmienia w niej stosunki narodowościowo-wyznaniowe. Nie będzie więc chyba wielką przesadą stwierdzenie, że obecnie jest ona państwem bardziej prawosławnym niż katolickim. A to oznacza, że podziały, jakie dokonują się obecnie w prawosławiu, mogą mieć poważny wpływ na sytuację społeczną i polityczną w Polsce.
Trwająca na Ukrainie wojna jest relacjonowana przez główne media w sposób jednostronny, nieobiektywny i niepełny. Niepełny, gdyż pomijają one ważniejszy konflikt, który może być o wiele bardziej brzemienny w skutkach. Chodzi oczywiście o konflikt religijny. Cuius regio, eius religio – czyja władza, tego religia; sentencja streszczająca ugodę zawartą przez cesarza Karola V z książętami niemieckimi po II wojnie religijnej, zawarta w ustaleniach pokoju augsburskiego z 1555 roku.
To, co się dzieje na Ukrainie powinno nas interesować, bo przecież Polska, ten multikulturowy tygiel, Rzeczpospolita Pięciorga Narodów (Żydów, Ukraińców, Białorusinów, Litwinów i Polaków), również może stać się miejscem tego konfliktu, bo mieszkają tu prawosławni, z których wielu, może większość, to Ukraińcy.
Wszystko zaczęło się od unii brzeskiej z 1596 roku, a więc rozbicia prawosławia. Unia Korony z Wielkim Księstwem Litewskim wytworzyła sytuację, w której drugi człon tej unii, czyli WKL, zamieszkiwała ludność prawosławna. W myśl zasady „czyja władza, tego religia” postanowiono tę ludność przeciągnąć na stronę stronę Kościoła katolickiego i tak powstał Kościół grekokatolicki. Po wojnie polsko-rosyjskiej (1654-1667), zwanej też potopem rosyjskim, Rzeczpospolita traci województwo smoleńskie, czernihowskie i połowę województwa kijowskiego (250 tys. km kwadr.), a więc niewiele mniej niż obecna powierzchnia Polski. Po rozbiorach Rosja stopniowo przywraca prawosławie na zajętych terenach. Tylko w zaborze austriackim grekokatolicyzm miał się dobrze i przetrwał. To wystarczyło, by stworzyć tam tzw. ukraiński Piemont, a mówiąc wprost – zarzewie konfliktu.
Obecnie spór toczy się wokół tego, komu ma podlegać Ukraińska Cerkiew Prawosławna: Rosji czy Ukrainie? Na stronie Instytutu Europy Środkowej znajduje się artykuł Tomos dla Ukrainy – konsolidacja czy podział społeczeństwa? z dnia 18 kwietnia 2019 roku. Poniżej jego wybrane fragmenty.
xxx
15 grudnia 2018 r. odbył się sobór zjednoczeniowy ukraińskich Kościołów prawosławnych. Do wydarzenia doszło w symbolicznym miejscu – Soborze Mądrości Bożej (Sofia Kijowska) w Kijowie. Na zjeździe powołano Kościół Prawosławny Ukrainy poprzez zjednoczenie Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego, Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego (oba uznawane za niekanoniczne) oraz części parafii Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego. Na czele nowo utworzonego Kościoła stanął jeden z metropolitów Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego – Epifaniusz (Serhij Dumenko). 6 stycznia 2019 r. ekumeniczny patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I nadał Epifaniuszowi tzw. tomos – akt prawny, według którego nowy Kościół Prawosławny Ukrainy został uznany za kanoniczny i autokefaliczny. Jeszcze w październiku 2018 r., przed nadaniem tomosu, patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I anulował akt prawny z 1686 r., na podstawie którego patriarchat moskiewski przyjął kijowską metropolię pod swój zarząd. Zgodnie z założeniem obecnych władz Ukrainy utworzenie nowej Cerkwi powinno sprzyjać konsolidacji społeczeństwa ukraińskiego. Jednocześnie duża liczba parafii oraz miejsc sakralnych podporządkowanych Ukraińskiemu Kościołowi Prawosławnemu Patriarchatu Moskiewskiego może doprowadzić do głębokiego rozłamu w społeczeństwie Ukrainy.
Tomos w kontekście polityki wewnętrznej Ukrainy. Chociaż zgodnie z Konstytucją Ukrainy religia jest oddzielona od polityki, a Ukraina pozostaje państwem świeckim, to jednak w ostatnich latach zaangażowanie dużej części przedstawicieli władz i polityków w życie religijne jest dość widoczne. Kwestia utworzenia niezależnego od Federacji Rosyjskiej Kościoła prawosławnego to jeden z postulatów kampanii wyborczej obecnego prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki. Jego starania o powołanie niezależnego od Moskwy Kościoła odbierane są jako dążenie do przywrócenia historycznej łączności z Konstantynopolem i odrodzenia niezależności ukraińskiego Kościoła prawosławnego. Połączenie Kościołów oraz oddzielenie się od Rosji są przychylnie odbierane przez mieszkańców zachodniej i środkowej Ukrainy, którzy taką inicjatywę rozpatrują w kategoriach sukcesu polityki prezydenta. Przełożyło się to na zwiększenie poparcia dla niego w wyborach 31 marca 2019 r.
Nadanie tomosu w kontekście stosunków z Rosją. Reakcja Federacji Rosyjskiej w związku z nadaniem tomosu Kościołowi Prawosławnemu Ukrainy była negatywna. Jeszcze w trakcie przygotowań do zjednoczenia ukraińskiego Kościoła prawosławnego Moskwa zadeklarowała, że nie uzna nowej Cerkwi ukraińskiej za kanoniczną. Stanowisko Rosji wynika z tego, że utworzenie Kościoła, który nie jest podporządkowany Moskwie, ogranicza jej wpływ zarówno na życie religijne, jak i polityczne oraz kulturalne na Ukrainie. Proces podporządkowywania Kościołów rosyjskich na Ukrainie utrudnia również fakt, że należą do nich najważniejsze miejsca sakralne w państwie, mające znaczenie symboliczne dla rosyjskiej polityki historycznej. Wśród najważniejszych świątyń znajdują się m.in.: ławra Peczerska w Kijowie, ławra Poczajowska w obwodzie tarnopolskim, sobór Przemienienia Pańskiego w Odessie, sobór Przemienienia Pańskiego w Dnieprze. Szybkie podporządkowanie wszystkich parafii patriarchatu moskiewskiego w najbliższym czasie nie jest więc możliwe.
Z jednej strony, utworzenie niezależnego od Moskwy Kościoła prawosławnego oraz deklaracja władz o podporządkowaniu rosyjskich parafii Kościołowi prawosławnemu na Ukrainie spowodowały duże napięcie w życiu religijnym mieszkańców Ukrainy. Jednak z drugiej, dzięki zjednoczeniu Kościołów prawosławnych nadanie tomosu i uznanie ukraińskiego Kościoła prawosławnego za Cerkiew kanoniczną stworzyły podstawy integracji społeczeństwa ukraińskiego na płaszczyźnie religijnej i w zakresie kształtowania tożsamości narodu.
xxx
Takie jest stanowisko strony proukraińskiej. Natomiast stanowisko prorosyjskie zostało przedstawione w artykule Byle zniszczyć Cerkiew w Przeglądzie Prawosławnym nr 7 (457) lipiec 2023. Poniżej wybrane fragmenty (przypisy – W.L.):
Na wschodzie bez zmian, chciałoby się powiedzieć, bo minął kolejny miesiąc prześladowań Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi, największej spośród wszystkich wspólnot religijnych Ukrainy, uznawanej przez wszystkie lokalne Cerkwie prawosławne, liczącej przed wojną ponad 12 tysięcy parafii, 12 551 duchownych, 262 monastery i 4620 mnichów i mniszek. I choć nie przestają zatrważać siłą przejmowane świątynie, prawie zawsze z udziałem zwolenników PCU, czyli powstałej w 2018 roku z połączenia niekanonicznych struktur, a wspieranej przez państwo Prawosławnej Cerkwi Ukrainy, której patriarcha ekumeniczny nadał tomos o autokefalii, a radości z jej powstania nie krył sekretarz stanu USA Mike Pompeo, to w centrum uwagi pozostaje los Kijowsko-Pieczerskiej Ławry1 , z pieczarami z relikwiami kijowsko-pieczerskich świątyń, monasterem z dwustu mnichami, seminarium i akademią z trzystu studentami i seminarzystami, pracowniami pisania ikon.
Władze starały się doprowadzić do wysiedlenia braci już w końcu marca – w obronie świętości stanęli wierni. Potem przesunięto termin na Paschę, też nie wyszło. Teraz, na początku czerwca, minister kultury i polityki informacyjnej Oleksandr Tkaczenko dał mnichom trzy dni na opuszczenie Ławry, zastrzegając że w przypadku odmowy władze nie zawahają się użyć siły. Te zapowiedzi studzi adwokat monasteru o. Nikita Czekman, metropolita Kliment, przewodniczący wydziału informacyjnego UPC także zwraca uwagę, że o tym nawet nie może być mowy.
Już kilka miesięcy ministerstwo kultury, a zwłaszcza Zespół Historyczny Kijowsko-Pieczerska Ławra, nie dostarcza sądowi dokumentów potwierdzających podstawy do jednostronnego rozwiązania umowy wynajmu budynków ławry – mówi hierarcha.
Przygotowawcze posiedzenia sądu raz po raz przesuwane są na kolejny miesiąc. O jakim wysiedleniu można mówić, jeśli posiedzenie sądu w tej sprawie nawet się nie rozpoczęło?
Masowe odbieranie cerkwi trwa (w samej obłasti kijowskiej nielegalnie przerejestrowano ponad sto chramów2). Kto pomaga we wzniecaniu wrogości religijnej na Ukrainie? Zdaniem metropolity czerkaskiego Fieodosija – media. A niektóre, te najbardziej aktywne, otrzymują granty z zachodnich ambasad. – Wiemy, że media otrzymują granty z finansową pomocą z zachodnich ambasad, wiemy jakich. Dlatego będziemy zwracać się z pytaniem: czy te ambasady wiedzą, że pieniądze, przeznaczone na czerkaskie media, służą wzniecaniu wrogości religijnej i nienawiści w kraju? Zresztą w całej Ukrainie prowadzona jest walka z prawosławną Cerkwią, z naszą Ukraińską Prawosławną Cerkwią.
Tymczasem ciekawą hipotezę na temat planów odnośnie zachodniej Ukrainy przedstawił hierarcha cypryjskiej cerkwi, metropolita Neofit. Jego zdaniem są ludzie, którzy nie chcą obecności prawosławia w całej zachodniej Ukrainie. – Wrogowie wiedzą, że prawosławni, rodziny, wspólnoty jednoczą się wokół świątyni. I oni mówią: zniszczyłem cerkiew, zabiłem duchownego, nastraszyłem biskupa, i ludzie po prostu odejdą. Kiedy nie będą mieli świątyni, nie będzie możliwości sprawowania Liturgii, przejdą do bezpieczniejszych miejsc. Taki jest ich plan – mówi metropolita w wywiadzie na YouTube. – W Ukrainie chcą przeprowadzić pewien eksperyment. Chcą całą Zachodnią Ukrainę uczynić unicką. I wtedy zdziwią się nasi bracia hagioryci3, biskupi, którzy współsłużą z PCU. Zobaczą, że epifaniuszowcy służą z unitami.
Co na to świat? Przynajmniej ten prawosławny?
Głos w sprawie tego co dzieje się na Ukrainie zabrał hierarcha jerozolimskiej Cerkwi, egzarcha Grobu Pańskiego na Cyprze, metropolita wsostrski Tymoteusz (Margaritis). Jego zdaniem próby wypędzenia mnichów UPC z Kijowsko-Pieczerskiej Ławry są moralnym przestępstwem i nielicującym z chrześcijańską postawą przejawem nienawiści. – Nie wiem, czy decyzja ministra kultury Ukrainy jest umocowana prawnie, ale z moralnego punktu widzenia jest to przestępstwo, jeśli nastaje na to by mnisi pozostawili swoje kielie4.
Zdaniem hierarchy, PCU robi wszystko, żeby nie dopuścić do pojednania z hierarchami UPC. – Siłowe przejęcie cerkwi i prześladowania biskupów, duchownych i wiernych UPC i wypędzenie mnichów z Ławry, co jest naocznym przejawem nienawiści, nie licującym z chrześcijańskimi wartościami, przyczynia się do pogłębienia rozdziału między nią (PCU) i kanoniczną UPC. Zamiast przyjmować wszystkich mnichów z miłością, jak swoich braci w wierze i pozwolić im służyć w ich rodzinnej obitieli5, PCU, niestety, udowadnia, że jest pozbawiona miłości Chrystusowej i walczy z nimi.
Metropolita Tymoteusz stwierdził, że szantaż i surowe środki, jakie stosują władze ukraińskiego państwa wobec mnichów Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi są nie do przyjęcia. Przypomniał, że prześladowani obecnie mnisi uczynili z zapuszczonej w latach ateistycznej władzy Kijowsko-Pieczerskiej Ławry duchowe centrum, namodlone miejsce i przystań dla pocieszenia wiernych. – Wszyscy modlimy się, żeby Pan otworzył umysły państwowym urzędnikom Ukrainy, pozwolił im naprawić swoje antychrześcijańskie działania, tak by zaprzestali wykorzystywania Cerkwi w swoich politycznych grach, pozostawili mnichów w spokoju, a Ławra mogła kontynuować dalej swoją misję.
W wielu cerkwiach prawosławnych na świecie zanoszona jest modlitwa za pokój na Ukrainie. Serbowie swoją XVII już pielgrzymkę na Świętą Górę Atos poświęcają „braciom i siostrom” z Ukrainy, modląc się, by znieśli wszystkie prześladowania i nadal trwali w prawosławnej wierze.
Jesteśmy jedną Cerkwią i dlatego cierpienia ukraińskich wiernych są także naszymi cierpieniami – powiedział kierownik ruchu „Pielgrzymka Vidovdan”. Pielgrzymi przejdą tysiąc kilometrów (przez Serbię, Macedonię Północną i Grecję), na Atos dotrą na Preobrażenije6. „Nie oddamy świętości Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi” – takie jest hasło tegorocznej pielgrzymki.
xxx
Tak więc spór polega na tym, czy Ukraińska Prawosławna Cerkiew stanie się zależna od władz Ukrainy, co w praktyce sprowadza się do podziału prawosławia. Jest to ten sam przypadek, który pojawił się po unii lubelskiej. Wtedy problemem były ziemie przyłączone. Teraz problemem jest to, że niezależność Ukrainy od Rosji nie jest możliwa, gdy na jej terenie funkcjonuje Cerkiew podległa Rosji. Nawet gdyby Ukrainie udało się w tej wojnie pokonać Rosję, co jest mało prawdopodobne, to zwycięstwo to będzie pyrrusowe. Prawosławie na Ukrainie, według Wikipedii, wyznaje 70% ludności, katolicyzm 11% (w większości grekokatolicy), a oni zamieszkują przeważnie na terenie byłej Galicji wschodniej. To pokazuje prawdziwą skalę problemu.
Galicja na mapie współczesnej Europy; źródło: Wikipedia.
Tytuł artykułu w Przeglądzie Prawosławnym Byle zniszczyć Cerkiew trafia w sedno problemu. Kościół katolicki już został zaorany. Protestantyzm to farsa. Pozostała jeszcze Cerkiew, ortodoksyjna, jak sama nazwa wskazuje, ale nie to jest najważniejsze. Prawosławie to narzędzie, którym posługuje się Rosja, by rozszerzać swoje niewidzialne wpływy za granicą, szczególnie za tą bliższą zagranicą. W praktyce oznacza to, że Rosja w przeszłości realizowała i nadal realizuje zasadę “czyja religia, tego władza”. Ci, którzy starszą Polaków tym, że imperializm rosyjski nie ograniczy się do Ukrainy, nie wiedzą lub udają, że nie wiedzą, że takim był imperializm bolszewicki. Imperializm rosyjski posługuje się bardziej wyrafinowanymi metodami, przynajmniej jeśli chodzi o Europę, a zwłaszcza o Słowian. Ale o tym, jak to wyglądało w praktyce w Królestwie Polskim i co z tego zostało do dziś, to w następnym blogu.
Ławra – większy, o szczególnym znaczeniu, męski klasztor (monaster) podległy bezpośrednio synodowi. ↩︎
Chram – dawna świątynia pogańska; w języku rosyjskim i ukraińskim nadal jest powszechnie lub zamiennie używanym określeniem świątyni. ↩︎
Określenie hagiryta stanowi synonim nazwy athoski (od góry Athos). ↩︎
W miesięczniku Przegląd Prawosławny nr 7 lipiec 2023 w rubryce Notatki z Wiejskiej, ukazał się felieton Nie boję się autorstwa posła ludności prawosławnej z województwa podlaskiego Eugeniusza Czykwina. Wraca on w nim do wydarzeń z przełomu stycznia i lutego 1946 roku, czyli pacyfikacji prawosławnych wsi przez Romualda Rajsa ps. Bury. Poniżej fragment tego felietonu dotyczący tych wydarzeń.
xxx
Prawosławny duchowny, którego cenię za zaangażowanie w pozaparafialne życie naszej Cerkwi, zapytał, czy nie boje się mówić w Sejmie o żołnierzach wyklętych w kontekście tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce na Białostocczyźnie po zakończeniu działań wojennych. Odpowiedziałem, że do Sejmu wybrany zostałem przez prawosławnych mieszkańców województwa podlaskiego i jeśli nie ja, to kto będzie zabiegał o rozwiązanie ważnych dla naszej społeczności problemów, a takim, wciąż nierozwiązanym, jest problem zadośćuczynienia rodzinom ofiar powojennego podziemia.
W obecnej kadencji podjąłem kolejną próbę uregulowania tej bolesnej dla prawosławno-białoruskiej mniejszości sprawy. Niestety, podpisany przez 45 posłów, reprezentujących wszystkie, z wyjątkiem posłów Zjednoczonej Prawicy, kluby i koła poselskie, projekt wciąż oczekuje na skierowanie do pierwszego czytania.
Z prośbą – apelem w tej sprawie zwróciłem się do Marszałek Elżbiety Witek w czasie plenarnego posiedzenia 14 czerwca. Powiedziałem:
„Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Zakończenie działań wojennych nie przyniosło pokoju ludności zamieszkującej obecne województwo podlaskie, należącej do mniejszości prawosławno-białoruskiej. Szczególne miejsce w tamtych tragicznych wydarzeniach zajmuje dowodzony przez Romualda Rajsa ps. Bury oddział Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, który na przełomie stycznia i lutego 1946 roku spacyfikował pięć zamieszkałych przez prawosławnych wsi, mordując 82 osoby, w tym kobiety i dzieci. 30 czerwca 2005 roku prokuratura Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku, po przeprowadzonym śledztwie, stwierdziła, cytuję:
Spośród wszystkich motywów, które determinowały działania Burego i części jego podwładnych, czynnikiem łączącym było skierowanie działania przeciwko określonej grupie osób, które łączyła więź oparta na wyznaniu prawosławnym, i związanym z tym określaniu przynależności tej grupy osób do narodowości białoruskiej. Reasumując, zabójstwa i usiłowanie zabójstwa tych osób należało rozpatrywać jako zmierzające do wyniszczenia części tej grupy narodowej i religijnej, a zatem uznawane za zbrodnie ludobójstwa, wchodzącą do kategorii zbrodni przeciwko ludzkości.
W 1995 roku Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego prawomocnie uchylił wyrok sądu z 1949 roku, skazujący Romualda Rajsa na karę śmierci, a jego rodzinie z budżetu państwa wypłacono zadośćuczynienie.
By umożliwić rodzinom ofiar zadośćuczynienie, choćby porównywalne do tego, jakie otrzymały rodziny sprawców tych zbrodni, konieczne jest uchwalenie ustawy, której projekt, podpisany przez 45 posłów, złożony został do laski marszałkowskiej w maju ubiegłego roku. (Dzwonek) Mimo że uprawnione instytucje, Prokurator Generalny, Prokuratura Generalna, Naczelna Rada Adwokacka, IPN, do których Pani Marszałek Elżbieta Witek zwróciła się o opinię, nie zakwestionowały potrzeby uchwalenia takiej ustawy, Pani Marszałek nie nadała projektowi numeru, uniemożliwiając rozpoczęcie nad nim prac. W demokratycznym państwie prawa, jakim jest Polska, mamy więc sytuację, w której rodzinom ofiar takiego prawa się odmawia. W imieniu tych rodzin, które doznawały i wciąż doznają szykan i upokorzeń – gloryfikujące Romualda Rajsa marsze w Hajnówce są tego przykładem – proszę Panią Marszałek o niezwłoczne skierowanie projektu do pierwszego czytania, a Wysoką Izbę o uchwalenie ustawy jeszcze w tej kadencji. Decyzje, czy i w jakiej wysokości rodzinom ofiar będą przyznawane zadośćuczynienia, powinny pozostawać w wyłącznej kompetencji prawodawcy, czyli parlamentu, i nie mogą być blokowane jednoosobowo przez Panią Marszałek. Dziękuje za uwagę. (Oklaski)”.
xxx
Może należało by zacząć od tego, kim był Romuald Rajs? Dla ludności prawosławnej tamtych terenów to Polak i katolik, co ułatwia podtrzymywanie antagonizmów pomiędzy Polakami i Białorusinami. Dla mnie jest on przede wszystkim bandytą, zwyrodnialcem, sadystą i psychopatą, a nie – bohaterem narodowym. Wszystkie organizacje narodowe, zarówno te przedwojenne, jak i te obecne, są dziełem jednej, specyficznej mniejszości narodowej. I mam takie wrażenie, że on również do niej należał lub był przez nią sterowany. Kim więc był Romuald Rajs? W Wikipedii można znaleźć informacje, które ułatwią odpowiedź na to pytanie, bo to, że jakaś organizacja nazwie się narodową, to jeszcze nic nie znaczy. O Rajsie Wikipedia pisze obszernie. Ja wybrałem pewne fragmenty i wytłuściłem najistotniejsze, moim zdaniem, fakty. Te wybrane fragmenty też są długie, jeśli więc ktoś przeczyta tylko wytłuszczony tekst, to szybko zorientuje się, że to bandyta i zwyrodnialec, który mordował nie tylko ludność białoruską i nie kierowała nim chęć wyniszczenia tej grupy narodowej, bo to było niemożliwe. Nie mógł tego dokonać jakiś niewielki oddział partyzancki. Celem było zantagonizowanie dwóch społeczności południowego Podlasia: polskiej i białoruskiej, katolickiej i prawosławnej. I to mu się udało tak dobrze, że trwa to do dziś. Wydaje mi się, że taki stan stronie białoruskiej jak najbardziej odpowiada i nie interesuje jej prawda. Podobnie jak prawda nie interesuje polityków PiS-u, którzy robią z niego bohatera. A kogo ona dzisiaj interesuje?
xxx
Romuald Adam Rajs, także Rais lub Reiss, ps. „Bury” (ur. 30 listopada 1913 w Jabłonce (Podkarpacie – przyp. W.L.), zm. 30 grudnia 1949 w Białymstoku) – podoficer zawodowy Wojska Polskiego, żołnierz Związku Walki Zbrojnej-Armii Krajowej oraz podziemia antykomunistycznego.
„Bury” ponosi odpowiedzialność za szereg zbrodni wojennych. Z jego rozkazu rozstrzeliwano jeńców litewskich. Po wojnie dowodzony przez niego oddział spacyfikował szereg wsi na Podlasiu, dokonując zbrodni przeciwko ludności cywilnej narodowości białoruskiej, wyznania prawosławnego, m.in. w Puchałach Starych, w Zaleszanach oraz we wsiach Zanie, Szpaki i Końcowizna (1946). W 2005 roku Instytut Pamięci Narodowej określił czyny „Burego” jako noszące znamiona ludobójstwa.
Pamięć o czynach Rajsa kultywowana jest głównie przez polskie środowiska nacjonalistyczne na Podlasiu. Od roku 2016 Obóz Narodowo-Radykalny organizował w Hajnówce marsze ku czci „Burego”.
Młodość
Był synem Stanisława (1868–1914) i Eleonory z domu Szaler (1880–1966). Jeden z przodków Eleonory, Piotr Ocipka, brał udział w powstaniu listopadowym. Ojciec był rządcą folwarku w Jabłonce. Rajs miał sześcioro rodzeństwa, dwaj bracia zmarli we wczesnym dzieciństwie.
Romuald Rajs rozpoczął naukę w roku 1920 w siedmioklasowej Publicznej Szkole Powszechnej im. Króla Władysława Jagiełły w Sanoku. W 1925 roku rozpoczął naukę w Państwowym Gimnazjum im. Królowej Zofii w Sanoku, gdzie w roku szkolnym 1926/1927 jako uczeń klasy II został uznany za nieuzdolnionego. Wrócił do szkoły powszechnej, którą ukończył w roku 1930. W 1930 roku wstąpił do Szkoły Podoficerskiej Piechoty dla Małoletnich w Koninie. W 1933 roku ukończył Szkołę Podoficerską w Koninie i kurs spadochronowy w Biedrusku. W stopniu kaprala przydzielony został w tym samym roku do 85 pułku piechoty w Nowej Wilejce, a w 1936 roku przeniesiony do 13 pułku piechoty, gdzie został dowódcą plutonu. W 1938 roku ponownie został przeniesiony do konnego plutonu zwiadu 85 pułku piechoty.
Kampania 1939 roku
Niewiele wiadomo o udziale Rajsa w kampanii wrześniowej w 1939 roku. 31 sierpnia wraz z 85 pułkiem piechoty został przeniesiony w rejon Łowicza i walczył w Armii „Prusy”. Był dowódcą plutonu, jego zadanie polegało na rozpoznaniu przedpola. Jego macierzysta jednostka (85 pp) została rozproszona 5–6 września w walkach pod Tomaszowem Mazowieckim. Po przekroczeniu Wisły z 17 żołnierzami, jego oddział został rozbity 15 września pod Lublinem. Wraz z pięcioma żołnierzami cofał się w stronę Kowla i Berezy Kartuskiej. Na trasie Kowel-Bereza Kartuska został zatrzymany przez oddział uzbrojonych Białorusinów i odesłany do Lidy w celu złożenia broni i zdania koni. Rajs został wkrótce zwolniony i wrócił do Wilna. Poszukiwał pracy.
Działalność w Armii Krajowej
W połowie 1940 roku w związku z jego działalnością w ZWZ został zatrzymany i osadzony w obozie pracy, gdzie najpierw spędził dwa miesiące pracując na torfowiskach. Następnie został przeniesiony do fabryki mebli w Nowej Wilejce. Utracił wtedy łączność z organizacją. Po zajęciu Wileńszczyzny przez wojska niemieckie nawiązał kontakt z bliżej nieznaną organizacją konspiracyjną. W 1942 roku podporządkował się Gracjanowi Frógowi „Góralowi”. Do jego obowiązków należało werbowanie nowych ochotników. Zdobywał także broń. W 1942 roku miał pod swoją komendą pełny pluton.
Od 21 października 1943 został szkoleniowcem 3 Wileńskiej Brygady AK, a także dowódcą 1 kompanii szturmowej. Brygadą dowodził por. Gracjan Fróg „Szczerbiec”. W listopadzie Komenda Okręgu chciała pozbawić „Szczerbca” samodzielnego dowództwa. Jego grupa miała wejść w skład oddziału „Łupaszki”. „Szczerbiec” odmówił wykonania rozkazu. Z tego względu 20 grudnia 1943 roku Komenda Okręgu AK przysłała do oddziału trzech oficerów. Oficerowie zostali aresztowani, a dwóch z nich wychłostano. Część kary wymierzył „Bury” osobiście. Nie wyciągnięto żadnych konsekwencji wobec uczestników puczu. Według Jerzego Kułaka właśnie „Bury” był osobą, która zorganizowała pucz (w obronie „Szczerbca”).
8 stycznia 1944 jego oddział został zaatakowany przez Niemców we wsi Mikuliszki. Oddziałem niemieckim dowodził por. Gregor Schnabel, komendant żandarmerii w Oszmianie. Walka trwała ok. czterech godzin. Niemcy ponieśli poważne straty i wycofali się. Po stronie AK poległo pięciu żołnierzy (m.in. „Szczepcio”), a dziewięciu odniosło rany. Po zakończeniu walki rozstrzelano wziętych do niewoli litewskich policjantów. Część z nich „Bury” rozstrzelał osobiście. Dwóch Białorusinów i jednego Niemca puścił wolno. Był to pierwszy i zarazem jeden z największych sukcesów w historii oddziału. W okresie tym kilkakrotnie rozstrzelał wziętych do niewoli jeńców. Za męstwo okazane w walce pod Mikuliszkami został odznaczony Krzyżem Walecznych.
Oddział napadał na posterunki policji i urzędy, zniszczono dokumentację urzędową w Miednikach i Miżniunach. Likwidowano szpicli oraz donosicieli, ale mniej gorliwym wymierzano jedynie karę chłosty. 1 marca „Bury” przeprowadził udaną akcję na posterunek litewskiej policji w Mickuniach. 17 marca wziął udział w natarciu na Czarny Bór. Akcja zakończyła się niepowodzeniem. W końcu marca 3. Brygada zdobyła Nowe Troki. W lipcu 1944 roku brał udział w operacji Ostra Brama, której celem było wyzwolenie Wilna zanim zrobi to Armia Czerwona. 3. Brygada liczyła wtedy ponad siedmiuset żołnierzy. W toku walk opanował Kolonię Wileńską, a następnie wyparł Niemców z umocnień broniących dostępu do dzielnicy Belmont. 3. Brygada utraciła ponad czterdziestu żołnierzy. „Bury” w trakcie walk wykazał się zdolnościami dowódczymi, a jego kompania pomimo strat zachowała sprawność bojową. Za odwagę wykazaną w tych bojach odznaczony został Krzyżem Virtuti Militari V klasy i otrzymał awans na porucznika. Większość oddziałów AK została wkrótce rozbrojona przez Sowietów, natomiast „Bury” uniknął rozbrojenia. Po aresztowaniu dowódcy swojego oddziału przez NKWD, Rajs przejął dowództwo nad 3. Brygadą, którą skierował do Puszczy Rudnickiej, a po miesiącu ją rozwiązał.
W październiku 1944 roku przedostał się do Białegostoku, gdzie na przełomie listopada i grudnia zgłosił się do Ludowego Wojska Polskiego pod fałszywym nazwiskiem Jerzy Góral. Od stycznia 1945 roku dowodził plutonem w batalionie Ochrony Lasów Państwowych w Hajnówce. Do jego zadań należało zwalczanie kłusownictwa i ochrona lasów przed nielegalnym wyrębem. W maju 1945 roku skontaktował się z mjr. Zygmuntem Szendzielarzem, który na Białostocczyźnie odtwarzał w tym czasie 5. Wileńską Brygadę AK. Rajs zdezerterował wraz z 29 żołnierzami i przyłączył się do oddziału Szendzielarza. 9 maja 1945 roku został dowódcą 2. szwadronu 5. Brygady. Pod dowództwem „Burego” 2. szwadron przeprowadził kilka akcji bojowych, atakował pododdziały Armii Czerwonej, rozbrajał posterunki Milicji Obywatelskiej, likwidował komunistycznych aktywistów oraz agenturę UB. 27 czerwca zginął Antoni Subocz „Wesoły”; był to jedyny poległy partyzant w historii 2. szwadronu. Oddziały Rajsa były wtedy cały czas w ruchu.
Działalność w Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym
Ostatnia koncentracja 5. Brygady odbyła się 7-8 września 1945 roku w gajówce Stoczek. Tutaj mjr. Zygmunt Szendzielarz wydał rozkaz rozwiązania 5. Wileńskiej Brygady AK. Odtąd walka z komunistycznym reżimem miała być prowadzona metodami politycznymi. Dowódcy wchodzących w jej skład 3. i 4. szwadronu podporządkowali się rozkazowi, natomiast Rajs postanowił walczyć dalej. Szendzielarz ostrzegł Rajsa, że źle to się dla niego skończy.
W końcu sierpnia 1945 roku nawiązał kontakt z komendantem Okręgu III Białystok Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, mjr. Janem Szklarkiem ps. „Kotwicz” i wraz ze swoim szwadronem przeszedł do tej organizacji. Został awansowany do stopnia kapitana i 16 września objął funkcję szefa Pogotowia Akcji Specjalnej (PAS) w Okręgu NZW Białystok. Jego oddział, nazywany odtąd 3. Wileńską Brygadą NZW, stanowiący największe ugrupowanie NZW na Białostocczyźnie, stoczył wiele walk z grupami operacyjnymi MBP, KBW i MO. Według oceny Jerzego Kułaka nie nadawał się na stanowisko dowódcze w sztabie, ale był „świetnym oficerem liniowym” Oddział „Burego” w chwili przejścia do NZW liczył około dwudziestu ludzi, uzbrojonych w automaty i cztery erkaemy. 20 września 1945 roku, zaledwie cztery dni po oficjalnym powitaniu II szwadronu w szeregach NZW, mjr. Florian Lewicki „Kotwicz” wydał kpt. „Buremu” rozkaz, który mówił między innymi:
„[…] wskutek 1. agresywnego stosunku PPR […], 2. załamania się elementów konspiracyjnych na terenie 8. kompanii na skutek silnego obsadzenia terenów tej kompanii przez wywiad wrogi […]” oddział PAS ma przeprowadzić pacyfikację terenów południowo-wschodnich powiatu bielskiego. Akcja miała być wymierzona nie tylko w siatkę agenturalną resortu bezpieczeństwa, powinna mieć również charakter „odwetu na wrogiej ludności do sprawy konspiracyjnej”.
Z powodu szczupłości sił rozkaz z 20 września 1945 roku dla oddziału kpt. Rajsa wkrótce zawieszono. Rajs udał się na urlop, podczas którego skupił się na zapewnieniu bezpieczeństwa przybyłej z Wileńszczyzny żonie i synowi. Genowefa Rajs najpierw zamieszkała w Elblągu, a następnie w Węgrowie. Na Białostocczyznę Rajs powrócił dopiero w połowie stycznia 1946 roku. W końcu grudnia 1945 roku jego oddział liczył około 90 ludzi, podzielonych na trzy plutony i był już na tyle liczny, że mógł przystąpić do działań. Na przełomie 1945 i 1946 podjęta została decyzja o wymarszu tej organizacji na teren powiatu Bielsk Podlaski. Celem wymarszu było między innymi zademonstrowanie siły organizacji NZW. Podczas wymarszu Rajs stosował brutalne metody walki.
Po 1944 roku tereny powiatu Bielsk Podlaski uważane były przez organizacje konspiracyjne za niebezpieczne dla partyzantki niepodległościowej ze względu na liczniejszą niż gdzie indziej agenturę NKWD i MBP, składającą się w znacznej części z osób narodowości białoruskiej, najczęściej również byłych członków Komunistycznej Partii Polski (KPP) i Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi (KPZB). Organizacje konspiracyjne zwalczały ją z całą bezwzględnością. Osobom, na których padł choćby cień podejrzenia o współpracę z NKWD czy MBP, groziła śmierć. Komitet Powiatowy PPR w Bielsku na koniec 1944 r. liczył 212 działaczy, z których 144 było narodowości białoruskiej.
Zgodnie z rozkazem „Kotwicza” z 20 września 1945 roku „Bury” miał przeprowadzić wespół z oddziałem ppor. Jana Boguszewskiego „Bitnego” pacyfikację południowo-wschodnich terenów powiatu bielskiego. W myśl rozkazu pacyfikacja miała dotyczyć pracowników i konfidentów UB, ponadto nakazano zorganizowanie odwetu na wrogiej ludności. Do wykonania rozkazu „Bury” przystąpił dopiero w końcu stycznia 1946 roku. Na czele oddziału liczącego około 100 żołnierzy rozbroił 16 stycznia pluton KBW pod Hermanami. Był nieefektywnie ścigany przez grupę operacyjną UB-KBW dowodzoną przez ppłk. Dmitrenkę. 21 stycznia przekroczył rzekę Nurzec. 26 stycznia oddział przeszedł przez wsie Augustynówka i Milejczyce. Następnego dnia przejechał przez Wólkę Wygonowską. Stamtąd partyzanci Rajsa skierowali się na wschód, w stronę Grabowca. 27 stycznia oddział dotarł do wsi Łozice. 28 stycznia nad ranem do wsi Łozice zaczęli zjeżdżać furmani, wyznaczeni dla odrobienia szarwarku. Oddział dokonał selekcji i wybrał od 40 do 50 najlepszych zaprzęgów, które przez najbliższe dni służyły partyzantom.
29 stycznia oddział Rajsa, udając pododdział KBW, wkroczył do Zaleszan. Założono sowieckie epolety, a komendy wydawano po rosyjsku. Mieszkańcy nie wiedzieli z kim mają do czynienia. Lekceważyli przybyły do wsi oddział, odmówili spełnienia części świadczeń. „Bury” po otrzymaniu meldunku o wrogim stosunku wsi do jego żołnierzy wyraził zgodę na spalenie wsi. Śmierć poniosło łącznie 14 osób, które straciły życie w podpalonych domach, od kul lub zmarły później w wyniku odniesionych ran.
31 stycznia dokonano mordu w Puchałach Starych, w czasie którego rozstrzelano 30 prawosławnych białoruskich chłopów (furmanów), uwalniając przy tym uprzednio kilka osób. 2 lutego 1946 roku nastąpił atak oddziałów NZW na miejscowości Zanie, Szpaki i Końcowizna. Wymienione wsie zostały częściowo spalone, a w Zaniach i Szpakach łącznie zamordowano 31 osób cywilnych. Po tych zbrodniach część podziemia poakowskiego nie chciała wierzyć, że zbrodni tej rzeczywiście dokonał „Bury” i utrzymywała, że jest to „sowiecka prowokacja”. Wyczynami „Burego” zainteresowało się podziemie WiN-owskie, które odnotowało w raporcie dla Komendy Obwodowej w Bielsku Podlaskim:
»Oddziały partyzanckie NZW pod dowództwem „Burego”, „Bitnego” i „Rekina” terroryzują spokojną ludność polską. Chłop za niechętne odezwanie się dostaje w twarz. Legitymowany przechodzień za niezręczne wydobywanie dokumentów jest zwykle bity do krwi. Jeżdżą tylko furami, pieszo nigdy. Furmani są przetrzymywani przez tydzień czasu przy oddziale. Każdy furman za najmniejsze uchybienie dostaje lanie. Ludność jest terroryzowana.«
W odpowiedzi na czyny „Burego” kilku duchownych prawosławnych zaangażowało się w akcję zbierania podpisów pod petycją do rządu ZSRR z prośbą o „wzięcie w opiekę ludności prawosławnej zamieszkującej Białostocczyznę”. W akcję był zaangażowany ks. Mikołaj Wincukiewicz z Bielska Podlaskiego. W petycji było napisane: „Rząd Polski gnębi Białorusinów, pali wsie białoruskie, rzuca dzieci w ogień i w związku z tym Białorusini proszą Rząd Radziecki o wzięcie ich pod swoją opiekę.” Petycja była adresowana do władz w Moskwie i Mińsku. Wyjazdy do ZSRR były wspierane przez starostę bielskiego R. Woźniaka oraz wojewodę białostockiego Stefana Dybowskiego. W efekcie do końca 1946 roku z woj. białostockiego wyjechało wtedy 36 388 osób narodowości białoruskiej.
W związku z pacyfikacją województwa rozpoczętą przez MBP Rajs wycofał oddział do byłych Prus Wschodnich. 16 lutego 1946 roku stoczył pod Orłowem walkę z radziecko-polską grupą operacyjną, którą przegrał. 16 członków jego oddziału zostało zabitych, a trzech aresztowanych. 28 kwietnia w Brzozowie-Antoniach rozbito grupę operacyjną UBP-KBW-MO. Rajs wydał rozkaz rozstrzelania wziętych do niewoli kilkunastu funkcjonariuszy UBP i MO. W październiku 1946 roku rozwiązał oddział, zrezygnował z pracy w sztabie i wyjechał do Elbląga.
W lutym 1947 roku przyjechał do Jeleniej Góry, od marca pracował w urzędzie gminy Karpacz, którą to pracę załatwił mu jego podwładny z okresu wileńskiego. W październiku zwolnił się z pracy w gminie i odtąd wraz z żoną prowadził pralnię, którą kupił kilka miesięcy wcześniej. Utrzymywał kontakt z ppłk „Błękitem” i innymi dowódcami NZW. Usiłował nawiązać kontakt z „Łupaszką”, który jednak kontaktu nie podjął. W listopadzie 1948 roku Bury zawiesił działalność pralni.
Aresztowanie
UB dzięki agentom posiadało wiedzę na temat kontaktów, lokali i rodziny Rajsa. Umożliwiło to jego aresztowanie. Wydany został przez łączniczkę i aresztowany 11 listopada pozornie jako podejrzany o kradzież w sklepie w Karpaczu. W drodze na miejscowy posterunek MO zdołał zbiec. Noc spędził w lesie, przedostał się do Jeleniej Góry i zatrzymał się w mieszkaniu Jurasowa. Tu 17 listopada 1948 roku został aresztowany i przewieziony do siedziby WUBP we Wrocławiu. 18 listopada został przewieziony do MBP w Warszawie. Tutaj rozpoczęto śledztwo. Podczas przesłuchań prawdopodobnie nie stosowano wobec niego przymusu fizycznego.
xxx
Z poniższej lektury wyłania się obraz postaci zagadkowej i dwuznacznej, która współpracowała z obiema stronami. Bo jak wytłumaczyć fakt, że żołnierz podziemia zgłasza się do Ludowego Wojska Polskiego i zostaje przyjęty, a następnie przez cztery miesiące dowodzi plutonem w batalionie Ochrony Lasów Państwowych w Hajnówce? Później dezerteruje, a od marca 1947 roku zostaje zatrudniony w komunistycznym urzędzie gminy w Karpaczu i dostaje zezwolenie od komunistycznych władz na prowadzenie pralni. W końcu zostaje zlikwidowany. Najwyraźniej spełnił swoje zadanie i był już niewygodny. Murzyn zrobił swoje i murzyn może odejść. A dziś z bandyty i zwyrodnialca niektóre środowiska próbują zrobić bohatera i patriotę. Kim więc są ci ludzie, którzy to czynią?
Narodowe Zjednoczenie Wojskowe to organizacja, która istniała w latach 1944-1956. Powstała po upadku powstania warszawskiego. W listopadzie 1944 roku w Grodzisku Mazowieckim doszło do spotkania przedstawicieli Stronnictwa Narodowego, na którym utworzono Narodowe Zjednoczenie Wojskowe. Początkowo funkcjonowało ono jako Narodowy Związek Zbrojny. W 1947 roku, wobec przewagi sił komunistycznych i spadku nadziei na wybuch III wojny światowej, część członków NZW ujawniła się po uchwaleniu przez Sejm amnestii 22 lutego 1947 roku. Reszta struktur terenowych pozostawała w konspiracji do początku lat 50-tych. Najdłużej działała Komenda Powiatowa NZW Bielsk Podlaski, która ujawniła się w Warszawie dopiero jesienią 1956 roku.
Narodowe Zjednoczenie Wojskowe realizowało koncepcję państwa narodu polskiego, która odwoływała się do idei „Wielkiej, Wolnej, Sprawiedliwej, Katolickiej Polski Narodowej” oraz „Polski dla Polaków”. Była to koncepcja endecji i jej przedwojennej partii, czyli Stronnictwa Narodowego. Tak jak przed wojną, tak i obecnie, wszelkie narodowe partie, jak i inne, są zdominowane przez Żydów, jeśli nie ilościowo, to intelektualnie. Koncepcja takiej Polski jest z założenia błędna i nierealna, bo od unii lubelskiej mamy państwo wielonarodowe i wielowyznaniowe – Rzeczpospolitą Pięciorga Narodów: Żydów, Rusinów (Ukraińców), Białorusinów, Litwinów i Polaków. Takim państwem była też II RP, takim był narodowo-socjalistyczny PRL, którego propaganda wmawiała, że PRL to jedno państwo, jeden naród i jeden przywódca, czyli partia i takim była III RP, która zakończyła swój żywot 24 lutego 2022 roku. Jeśli więc taka koncepcja jest nierealna, to po co ten cyrk? Tylko i wyłącznie po to, by skłócać ludzi, wzbudzać wśród nich nienawiść do innych narodowości, wyznań i religii, bo zgodnie z heglowską zasadą, przyjętą przez marksistów, rozwój może odbywać się tylko poprzez konflikt przeciwieństw, który jest niezbędny do przeprowadzenia zmian. I to jest tzw. proces dialektyczny, czyli rozwój poprzez sprzeczności. Takie procesy mogą się dziać na szczeblu globalnym, jak trwająca obecnie wojna na Ukrainie lub lokalnym, czego przykładem mogą być relacje polsko-białoruskie na Podlasiu. Tak też się dzieje w polityce, czego przykładem jest podział na lewicę i prawicę.