Traktat ryski

Po I wojnie światowej była jedyna szansa na odtworzenie państwa polskiego w granicach etnicznych, czyli stworzenie w miarę normalnego państwa. Tak się jednak nie stało. Najwyraźniej wielcy tego świata uznali inaczej. Oni dobrze wiedzieli, że takie państwo nie miałoby wrogów i nie generowałoby konfliktów, ale do tego nie można było dopuścić. Ich wszelkie postulaty zostały uwzględnione w traktacie ryskim. Wykorzystali w tym celu tzw. narodowców, czyli endecję. Paradoksalnie więc „narodowcy” działali wbrew polskiemu interesowi narodowemu, bo jeśli interes narodowy polega na zachowaniu tkanki narodu, to nie polega on na asymilacji, czyli jego rozrzedzaniu. Państwo, w którym mniejszości narodowe stanowią więcej niż 10% populacji nigdy nie będzie państwem stabilnym. Doświadczenie przedrozbiorowej Rzeczypospolitej było aż nadto wymowne, a jednak w Rydze zdecydowano się na „powtórkę z rozrywki”.

Wikipedia tak m.in. pisze:

Traktat ryski (lub inaczej pokój ryski), Traktat pokoju między Polską a Rosją i Ukrainą, podpisany w Rydze dnia 18 marca 1921 r. (Dz.U. Nr 49, poz. 300) – traktat pokojowy zawarty między Rzecząpospolitą Polską a RFSRR i USRR, ratyfikowany przez Naczelnika Państwa marszałka Józefa Piłsudskiego 16 kwietnia 1921; obowiązywał od 30 kwietnia 1921, tj. wymiany dokumentów ratyfikacyjnych przez strony, co nastąpiło w Moskwie. Podpisanie traktatu miało miejsce 18 marca 1921 o godz. 20:30 w Domu Bractwa Czarnogłowych w Rydze. Traktat składał się z 26 artykułów. Obydwie strony zobowiązały się w nim do nieingerowania w sprawy wewnętrzne drugiego państwa.

Traktat zakończył wojnę polsko-bolszewicką z lat 1919–1920, ustalał przebieg granic między tymi państwami oraz regulował inne sporne dotąd kwestie. Poprzedzony był Umową o preliminaryjnym pokoju i rozejmie między Rzecząpospolitą Polską a Rosyjską Federacyjną Socjalistyczną Republiką Rad i Ukraińską Socjalistyczną Republiką Rad, podpisaną w Rydze 12 października 1920. Ustawowa ratyfikacja preliminariów pokojowych i rozejmu przez Sejm RP nastąpiła jednogłośnie 22 października 1920, a dwa dni później to samo uczyniła Rosja radziecka. Samo zawieszenie broni weszło w życie już 18 października 1920 o 24:00.

Okoliczności rozpoczęcia rokowań

Rokowania polsko-sowieckie rozpoczęły się w sierpniu 1920 w Mińsku, w sytuacji zagrożenia przez wojska sowieckie niepodległości Polski. Delegacji polskiej przewodniczył wiceminister spraw zagranicznych, Jan Dąbski, a delegacji sowieckiej Karl Daniszewski. 21 września 1920 negocjacje zostały przeniesione na grunt neutralny do Rygi (Łotwa), a Daniszewskiego zastąpił Adolf Joffe. Po zwycięstwie w Bitwie Warszawskiej i kampanii niemeńskiej polska delegacja miała znacznie korzystniejsze karty w swych rękach. Jako przedstawicieli RP do Rygi wysłano Jana Dąbskiego, Henryka Strasburgera i Leona Wasilewskiego.

Większość składu grupy (poza Wasilewskim i Strasburgerem) należała do stronnictw prawicy, przeciwnej budowie federacji polsko-białorusko-litewskiej i niepodległości Ukrainy. Już na początku właściwych rozmów polska delegacja uznała USRR jako stronę rokowań (sowieckie państwo ukraińskie), wycofując jednocześnie w konsekwencji uznanie dla URL, z którą wiązała Polskę umowa sojusznicza z wiosny 1920. Wyczerpana wojną Polska nie mogła prowadzić dalszych walk o niepodległość Ukrainy, tym bardziej, że sami Ukraińcy nie poparli Petlury w 1920, a państwa zachodnie były niepodległości Ukrainy przeciwne. O sposobie reprezentacji Ukrainy przez delegację sowiecką świadczy najlepiej fakt, że treść traktatu w języku ukraińskim sporządzić musiał Leon Wasilewski.

Postawa polskiej delegacji

Endecja, która zdominowała skład delegacji, była przeciwna koncepcji federacyjnej Józefa Piłsudskiego, preferując bezpośrednie wcielenie (inkorporację) terenów etnicznie mieszanych dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów w skład odrodzonego państwa polskiego, zgodnie z zasadami sformułowanymi przez Romana Dmowskiego na paryskiej konferencji pokojowej (→ linia Dmowskiego). Politycy Narodowej Demokracji byli przekonani o tymczasowości rządów bolszewików w Rosji i możliwości dwustronnej, skierowanej przeciwko Niemcom, współpracy z wkrótce przywróconym rządem postkomunistycznej Rosji, w oparciu o podział ziem Białorusi i Ukrainy pomiędzy Polskę a niekomunistyczną Rosję. Było to połączone z przekonaniem o możliwości asymilacji narodowej (polonizacji i rusyfikacji) przez Polskę i Rosję Białorusinów i Ukraińców (traktowanych przez Narodową Demokrację jako „narody niehistoryczne”) w obrębie tak wytyczonej granicy państwowej i wzajemnej współpracy obu państw w tym zakresie.

Polskie postulaty terytorialne na paryskiej konferencji pokojowej (Linia Dmowskiego) na tle mapy etnograficznej regionu i granic Rzeczypospolitej 1772; źródło: Wikipedia.

Konsekwencją była np. jednostronna rezygnacja delegacji polskiej z włączenia w granice RP Mińska, przeforsowana przez Stanisława Grabskiego w celu uniemożliwienia stworzenia białoruskiego kantonu sfederowanego z Polską. Granicę wytyczono w odległości ok. 30 km na zachód i północny zachód od miasta, pozostawiając je bolszewikom. Ostatnią próbą realizacji przez Piłsudskiego programu federacyjnego drogą faktów dokonanych był przeprowadzony 8 października 1920 tzw. bunt Żeligowskiego i utworzenie Litwy Środkowej.

Położenie Litwy Środkowej; źródło: Wikipedia.

Endecja twierdziła, że powstanie niepodległej Ukrainy na wschód od Zbrucza doprowadzi wcześniej czy później do jej sojuszu z Niemcami i rewizji granic z Polską poprzez oderwanie od niej terenów Galicji Wschodniej i zachodniego Wołynia. Dla Ukraińców Lwów znaczył bowiem więcej niż Kijów. Zwolennicy koncepcji inkorporacyjnej uważali również, że włączenie całej, prawosławnej na wschodzie Białorusi zniweczy (uważane przez nich za realne) plany polonizacyjne ziem zachodniej Białorusi. Na budowę federacji z Litwą i Białorusią także nie chcieli się zgodzić, obawiając się, że Polska zostanie zmuszona do odstąpienia dwu pozostałym państwom – członkom federacji Wilna i Grodna. Niektórzy politycy endeccy (np. Jędrzej Giertych) szli w swych zarzutach jeszcze dalej, oskarżając Józefa Piłsudskiego o szpiegostwo na rzecz Niemiec i realizację poprzez swoją koncepcję federacyjną niemieckiego planu Mitteleuropy. Delegaci Naczelnika Państwa byli przegłosowywani przez większość delegacji wyznaczonej w przeważającej części przez Sejm. Najważniejsze decyzje podjął w październiku 1920, przekraczając mandat negocjacyjny Ministerstwa Spraw Zagranicznych, przewodniczący delegacji Jan Dąbski w osobistej rozmowie z przewodniczącym delegacji sowieckiej Adolfem Joffe w kwestii uznania USRR za stronę rokowań, bez zapewnienia równoległego miejsca w rokowaniach dla URL, a także terminu i linii zawieszenia broni (linię tę Joffe zaaprobował 4 października, a komunikat w tej sprawie wydano dzień później; wzbudził on sensację na arenie międzynarodowej). Ustalenia rozmowy Dąbski-Joffe faktycznie rozstrzygnęły o przebiegu polsko-sowieckiej linii granicznej i sposobie organizacji politycznej terenów Międzymorza Bałtycko-Czarnomorskiego (Białorusi i Ukrainy).

Granica

Polska uzyskała ziemie należące przed trzecim i częściowo II rozbiorem do Rzeczypospolitej, a w latach 1795–1916 stanowiące część zaboru rosyjskiego, zaś od wiosny 1919 zajmowane przez Wojsko Polskie: gubernie grodzieńską i wileńską oraz zachodnie części guberni wołyńskiej z Łuckiem, Równem i Krzemieńcem i mińskiej z Nieświeżem, Dokszycami i Stołpcami. Rosja i Ukraina zrzekły się roszczeń do Galicji Wschodniej, przed 1914 wchodzącej w skład monarchii habsburskiej. Granica polsko-sowiecka przebiegała w zasadzie wzdłuż linii II rozbioru z 1793 (z korekturą na rzecz Polski w postaci części Wołynia i Polesia, z miastem Pińskiem).

Generalnie w kwestii rozstrzygnięć terytorialnych Polska rezygnowała z ziem dawnej Rzeczypospolitej położonych na wschód od granicy ustalonej w Rydze, a Rosja i Ukraina z roszczeń do ziem na zachód od wytyczonej linii granicznej. Polska, poprzez uznanie marionetkowej USRR i równoległe wycofanie uznania dla URL (swego jedynego sojusznika w wojnie polsko-bolszewickiej), rezygnowała faktycznie z realizacji programu federacyjnego, natomiast Rosja aprobowała fakt znalezienia się w granicach Polski całej Galicji, jak też terytoriów dawnego Cesarstwa Rosyjskiego, zamieszkałych w dużej mierze przez ludność niepolską.

xxx

Wikipedia pisze, że rokowania polsko-sowieckie rozpoczęły się w sierpniu 1920 roku, ale nie podaje dokładnej daty. Natomiast portal HISTMAG jest bardziej rzetelny. W artykule Traktat ryski: hańba czy filar bezpieczeństwa na wschodzie (https://histmag.org/Traktat-ryski-hanba-czy-filar-bezpieczenstwa-na-wschodzie-22131) m.in. pisze:

22 lipca 1920 roku, a więc w sytuacji wybitnie niekorzystnej dla władz w Warszawie, minister spraw zagranicznych Eustachy Sapieha wysłał do swojego sowieckiego odpowiednika Gieorgija Cziczerina depeszę, w której informował, że Polska jest gotowa do rozmów i niezwłocznego przerwania działań zbrojnych. Mimo pozytywnej odpowiedzi, Sowieci grali na zwłokę, zanim ostatecznie wskazali Mińsk jako miejsce rokowań. Wreszcie 14 sierpnia, wbrew zdaniu liczącego na zmianę sytuacji na froncie Józefa Piłsudskiego, Rada Obrony Państwa (ROP) wysłała dziesięcioosobową delegację do dzisiejszej stolicy Białorusi. Na jej czele stanął Jan Dąbski, wiceminister spraw zagranicznych, działacz ruchu ludowego. Po długiej podróży Polacy zostali zakwaterowani w fatalnych warunkach: „W Mińsku delegacja polska, zamknięta jak w więzieniu, na każdym kroku pilnowana i szpiegowana, szykanowana przez komendanta kwatery, pozbawiona najbardziej prymitywnych wygód […]” (J. Dąbski).

xxx

Cała ta wojna 1920 roku była jedną wielką ustawką. No bo jak zrozumieć fakt, że bolszewicy niby wyruszają na podbój świata, a wdają się w negocjacje. Polska delegacja wyjeżdża 14 sierpnia na rozmowy, a oni nadal prą na Warszawę. Wojna trwa, a rozmowy obu delegacji są prowadzone w Mińsku do 21 września, po czym obie delegacje przenoszą się do Rygi. Albo jest wojna, albo prowadzi się negocjacje. Jeśli robi się jedno i drugie, to znaczy, że celem tej wojny nie jest zwycięstwo jednej czy drugiej strony, a ukrycie prawdziwych zamiarów.

W sytuacji, gdy bolszewicy nie pokonali jeszcze białych, podbój świata w ich wykonaniu był nierealny. Po co więc ruszyli na Polskę? Ano po to, by dać Polsce pretekst do pokonania ich i zajęcia części Białorusi i Ukrainy, ale nie całej Białorusi i nie całej Ukrainy, bo wówczas jedynym sensownym rozwiązaniem byłaby koncepcja federacyjna Piłsudskiego, gdyż koncepcja asymilacyjna Dmowskiego byłaby nierealna ze względu na słabość nowego państwa i przewagę demograficzną obu wcielonych obszarów.

Jak to się stało, że naczelnik państwa, Piłsudski, który w latach 1918-1920 o wszystkim decydował, zaakceptował skład delegacji, w której większość jej członków była narodowcami, czyli przeciwnikami koncepcji federacyjnej i raptem stał się nieosiągalny? Józef Mackiewicz w swojej powieści Lewa wolna pisze:

Konferencja z bolszewikami w Rydze rozpoczęła się już 21 września, i od początku śledzona była z dużym niepokojem. Od tego czasu, najbardziej logiczną kontrakcją i najprostszą zarazem, zdawała się interwencja u samego Piłsudskiego, przedłożenie mu osobiście wszystkich nagromadzonych materiałów, i wreszcie konkretne zapoznanie się z jego, w tym przedmiocie, stanowiskiem, jeżeli zgoła nie uzyskanie wprost wiążących przyrzeczeń. I oto na tej prostej drodze wyrastała dziwna przeszkoda: do samego Piłsudskiego nie można było albo wcale dotrzeć, albo jedynie bardzo pośrednio. W szefostwie sztabu i osobistej adiutanturze zbywano tłumaczeniem, że naczelny wódz jest pochłonięty całkowicie operacjami wojskowymi.

Wuj Stefan, który był bezwzględnym stronnikiem Piłsudskiego i ufał mu bez zastrzeżeń, rozpraszał ten cień przekonującym argumentem: – To dobry omen. Gdzież jest miejsce wodza naczelnego, jak nie przy armii mającej iść naprzód.

Ale wuj Jerzy uchodzący za złośliwego sceptyka (niektórzy twierdzili: tetryka; ze względu jednak na jego majątki w Słuckiem i pozycję społeczną, włączonego do prezydium Komitetu), wtrącił wprost: – Gdy różni panowie Dąbscy, Grabscy, Barliccy, Kiernikowie i licho wie jak oni się tam nazywają, decydują właśnie w Rydze o losach pokoju i wojny, ba, o losach Polski całej i jej przyszłych granicach, pan Piłsudski, naczelnik tej Polski, siedzi raptem w Wołkowysku, czy jakichś Baranowiczach, i jest nieosiągalny. Darują panowie, ale mi się to wydaje wprost podejrzane.

xxx

Pisze Wikipedia, że delegaci Naczelnika Państwa byli przegłosowywani przez większość delegacji wyznaczonej w przeważającej części przez Sejm. Był to Sejm Ustawodawczy (1919-1922), który tworzyło 13 klubów. Kluby narodowe nie miały w nim większości. Na 394 posłów tylko 151 należało do nich. Kto więc głosował tak, że większość tej delegacji stanowili narodowcy? Widać wyraźnie, że te podziały były fikcyjne i do dziś nic się nie zmieniło. W sprawach zasadniczych przychodzi polecenie z góry i wszyscy, bez względu na orientację, głosują zgodnie z rozkazem. To dotyczyło też Piłsudskiego.

Gdyby była federacja, to Białoruś i Ukraina byłyby państwami. W takiej sytuacji, gdyby któreś z nich zapragnęłoby wyjść z tej federacji, to by wyszło, tak jak było to w przypadku Czechosłowacji. Czesi i Słowacy uznali, że lepiej im będzie oddzielnie. Tu jednak tak nie mogło być. Polska została wyznaczona przez wielkich tego świata do roli awanturnika regionu. I zrobiono wszystko tak, by stworzyć konflikty i wszystkich sąsiadów II RP wrogo do niej usposobić. Podzielono Białoruś, podzielono Ukrainę i jakby tego było mało, to jeszcze podzielono Litwę. I po to był ten tzw. bunt Żeligowskiego. I po to też usunięto Piłsudskiego w cień, by koncepcja federacyjna została odrzucona, a on sam miał alibi, że on to niby chciał, ale ci wredni narodowcy przeforsowali swoje stanowisko.

Kiedy więc bolszewicy 17 września 1939 roku zajęli Kresy, to argumentowali to tym, że występują w obronie ludności tych terenów, bo państwo polskie przestało istnieć. Nie było by tego argumentu, gdyby istniało państwo białoruskie w obrębie federacji lub gdyby istniało samodzielnie. To samo dotyczy Ukrainy. Ktoś oczywiście mógłby powiedzieć, że niepodległe państwo nie gwarantuje jeszcze spokoju, bo obecnie Ukraina jest niepodległym państwem, a problem istnieje. Istnieje, bo został sztucznie wykreowany, a państwo to zostało tak samo sztucznie sklejone, jak II RP. Wyobraźnia tych, którzy skłócają narody jest nieograniczona, a ponieważ to oni rządzą pieniądzem, to stać ich na wszystko, także na wojny. Traktat ryski to też ich dzieło.

Przykład Czechosłowacji dowodzi, że można połączyć dwa zbliżone do siebie pod względem etnicznym, kulturowym i wyznaniowym narody, ale – jak pokazała przyszłość – nawet i to było za mało. Oba narody rozstały się pokojowo. Było to możliwe, choćby z tego względu, że nie było tam masowych przesiedleń ludności o odmiennym wyznaniu. Mieszanie takich narodów zawsze prowadzi do konfliktów, a gdy jeszcze do tego dochodzą zaszłości historyczne, to sytuacja staje się wyjątkowo niebezpieczna. A to wszystko dzieje się w Polsce.

Jagiellonowie

Czasy panowania dynastii jagiellońskiej (1386-1572) uważa się, a przynajmniej niektórzy uważają, za okres największej świetności politycznej, kulturalnej i gospodarczej dawnej Polski. Czy rzeczywiście tak było? Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) tak m.in. pisze:

„Próby syntezy epoki jagiellońskiej zrodziły w XIX i XX wieku wieloznaczne pojęcie tzw. idei jagiellońskiej. Przez tę ideę rozumiano zarówno federacyjny związek między państwami i narodami, koncepcję wielonarodowego państwa w Europie środkowo-wschodniej, jak i ekspansję polską na etnicznie niepolskie ziemie wschodnie, usprawiedliwianą teorią o misji cywilizacyjnej Polaków na wschodzie Europy. Przeciwieństwem tak rozumianej idei jagiellońskiej jest piastowska idea państwa polskiego jednolitego etnicznie.

Polityka dynastyczna Jagiellonów zmierzała do pokonania państwa krzyżackiego, opanowania tronów państw środkowej Europy, zwłaszcza Czech i Węgier, oraz utrzymania związku państw w postaci unii personalnej między Królestwem Polskim i Wielkim Księstwem Litewskim. Dynastia Jagiellonów obdarzyła szlachtę licznymi przywilejami, ograniczając zarazem prawa mieszczan i chłopów, co ostatecznie ukształtowało formę państwa polsko-litewskiego jako tzw. demokrację szlachecką.”

Wraz z nastaniem tej dynastii Polska opuściła Europę zachodnią i stała się częścią Europy wschodniej, którą jest nieprzerwanie do dziś. Patrząc na obecną politykę prowadzoną przez „polski” rząd, można powiedzieć, że idea jagiellońska wiecznie żywa. A skoro tak, to warto chyba bliżej przyjrzeć się tej dynastii. Informacje poniższe pochodzą z Wikipedii.

xxx

Następstwo po Piastach i Andegawenach

Śmierć ostatniego króla z dynastii Piastów, Kazimierza III Wielkiego w 1370 roku bez pozostawienia męskiego potomka, skutkowała – zgodnie z umowami zawartymi za życia monarchy – wstąpieniem na tron Polski siostrzeńca zmarłego króla – potężnego władcy Węgier z rodu Andegawenów, Ludwika I Węgierskiego. Nie rozwiązało to problemu sukcesji po Piastach, gdyż król Ludwik był chorowity i nie miał męskich dziedziców. Możnowładcy małopolscy zdecydowali się unieważnić testament Kazimierza III, promujący jego wnuka Kaźka Słupskiego i podjąć z królem negocjacje dotyczące następstwa tronu.

Ich efektem był, wydany w 1374 roku przez króla Ludwika I w porozumieniu z rycerstwem, przywilej generalny koszycki, w którym szlachta Królestwa Polskiego zgodziła się uznać córkę Ludwika I za następcę tronu, w zamian za zagwarantowanie integralności terytorialnej państwa, nadanie przywilejów ograniczających władzę króla i podatki oraz uzależniających nakładanie obowiązków podatkowych oraz udział w wyprawach wojennych od zgody szlachty. Otwarło to dalszy etap negocjacji pomiędzy przedstawicielami szlachty poszczególnych ziem Polski a królem i możnowładcami, dotyczących następstwa tronu dla jednej z córek Ludwika I i wybranego dla niej męża. Do dnia swojej śmierci w 1382 roku król Ludwik I nie zdołał zabezpieczyć andegaweńskiej sukcesji. Obalenie testamentu Ludwika I przez stany węgierskie i przyjazd do Polski niezamężnej młodszej córki króla Jadwigi Andegaweńskiej jesienią 1384 roku umożliwiły małopolskim magnatom swobodne dysponowanie ręką młodej dziedziczki tronu Królestwa i postawienie warunków ewentualnym kandydatom na jej męża i przyszłego władcę Polski.

Ostatecznie, wbrew zdaniu części szlachty wielkopolskiej, dokonano wyboru współpanującego od 1377 roku na pogrążonej w kryzysie Litwie dwudziestoparoletniego księcia Jagiełły (Jogaily), młodszego syna wielkiego księcia Olgierda (Algirdasa) i kuzyna księcia Witolda (Vytautasa). W umowie zawartej 14 sierpnia 1385 roku w Krewie Jagiełło zobowiązał się przybyć do Polski, przyjąć chrzest w obrządku katolickim i przyłączyć swoje litewskie władztwo do Korony Królestwa Polskiego.

xxx

Tak więc decyzję o wyborze Jagiełły na władcę Polski podjęli magnaci małopolscy, ale konkretnie kto, o tym Wikipedia nie wspomina. Jedynie część szlachty wielkopolskiej sprzeciwiała się, ale najwyraźniej z ich zdaniem nie liczono się. Dlaczego w przypadku przywileju koszyckiego stanowisko szlachty zostało uwzględnione, a w przypadku wyboru nowego króla – nie? Kto tak naprawdę rządził?

xxx

Unia w Krewie

Unia w Krewie lub układ w Krewie, rzadziej umowa krewsko-wołkowyska – akt wydany 14 sierpnia 1385 roku przez wielkiego księcia litewskiego Jagiełłę w Krewie, stanowiący jego zobowiązania przedślubne wobec Królestwa Polskiego. Wydanie aktu stanowiło wynik rozmów prowadzonych między księciem a panami małopolskimi na zamku w Krewie dotyczących małżeństwa królowej Jadwigi z Jagiełłą. Poprzedziły je jednak długoletnie, prawdopodobnie co najmniej od koronacji Jadwigi, negocjacje między stroną litewską a polską, a także z królową Elżbietą Bośniaczką (żona Ludwika Węgierskiego – przyp. W.L.), matką wciąż nieletniej Jadwigi.

Jagiełło zobowiązywał się przyjąć chrześcijaństwo w obrządku katolickim wraz z rodziną, dworem i możnymi oraz dać wolność Polakom wziętym w niewolę i przebywającym na Litwie. Obiecywał podjąć starania w celu odzyskania ziem utraconych przez Polskę i Litwę, a także zapłacić Wilhelmowi Habsburgowi 200 tysięcy florenów jako odszkodowanie, za zerwane zaręczyny z Jadwigą.

Ponadto Jagiełło przyrzekł przyłączyć do Królestwa Polskiego ziemie litewskie i ruskie. Przedmiotem sporu w historiografii jest to, czy akt ten oznaczał włączenie państwa litewskiego do Korony Królestwa Polskiego, czy był jedynie deklaracją woli Jagiełły, nie wprowadzającej nowego stanu prawnego. Część współczesnych historyków skłania się ku stwierdzeniu, że akt był obietnicą i miał formę umowy przedmałżeńskiej, a nie umowy międzypaństwowej czy międzydynastycznej oraz nie był aktem unijnym z prawnego punktu widzenia.

Tło historyczne

Państwo litewskie znalazło się w końcu XIV wieku w trudnej sytuacji. Po gwałtownej ekspansji terytorialnej za panowania Giedymina i Olgierda nastąpił okres stagnacji. Litwa wyczerpana w wyniku ekspansji stała w obliczu rywalizacji z każdym ze swoich sąsiadów: z Polską o Ruś Czerwoną, z zakonem krzyżackim o Żmudź, z wielkim księstwem moskiewskim o panowanie nad całą Rusią. Zagrożeniem również było sąsiedztwo tatarskie. Szczególnie niebezpieczeństwo ze strony Moskwy stawało się coraz bardziej realne po tym, jak armia Dymitra Dońskiego pokonała siły Złotej Ordy w bitwie na Kulikowym Polu w 1380 roku. Do tego dochodziła rywalizacja wewnątrz dynastii. Jagiełło musiał walczyć o władzę najpierw z Kiejstutem, a następnie z jego synem Witoldem. W momencie zawierania układów krewskich między kuzynami doszło do rozejmu i Witold, objąwszy księstwo ojca, wspierał starania Jagiełły o tron polski.

Elementem koniecznym zawarcia małżeństwa z królową Polską było przyjęcie chrześcijaństwa przez Jagiełłę, a także rozpoczęcie chrystianizacji na Litwie, na co nalegali możni i episkopat polski. Starania o chrystianizację Litwy pojawiały się dużo wcześniej. Pierwszy władca zjednoczonej Litwy Mendog przyjął chrzest w 1251 roku, porzucił jednak wiarę niewiele później. Późniejsi władcy byli, z wyjątkiem Wojsiełka, poganami. Również niektórzy książęta dzielnicowi przyjmowali chrzest, zwykle w obrządku prawosławnym.

Strona polska niejednokrotnie podejmowała próby chrystianizacji Litwy i włączenia jej do metropolii gnieźnieńskiej. Najpierw w 1253 roku arcybiskup gnieźnieński wyświęcił biskupa litewskiego Wita. Następnie w czasie walk o Ruś Kazimierz Wielki dwukrotnie, w 1340 i 1357 roku, składał propozycję chrystianizacji Litwy w papieskim Awinionie. Po jego śmierci próbę taką podjął w 1373 Dobrogost z Nowego Dworu.

Sam Jagiełło zobowiązał się w układzie zawartym z zakonem krzyżackim na wyspie Dubisie w 1384 roku do przyjęcia chrztu w ciągu następnych czterech lat trwania rozejmu. Witold, w czasie gdy z pomocą zakonu prowadził wojnę z Jagiełłą, ochrzcił się rok później i przyjął imię Wigand. Jagiełło prawdopodobnie przez jakiś czas rozważał przyjęcie prawosławia wraz z ręką Zofii, córki wielkiego księcia moskiewskiego Dymitra Dońskiego, porzucił jednak tę myśl, kiedy wyklarowała się perspektywa ożenku z Jadwigą.

xxx

Można powiedzieć, że unia w Krewie została zawarta na gębę czy, jak to się mówi, na wariackich papierach i Jagiełło miał wolną rękę. Tak naprawdę Polska nic na niej nie zyskiwała i nie miała interesu w jej zawarciu. Interes miał Kościół katolicki i to on podejmował kluczowe decyzje, zasłaniając się małopolskimi magnatami. Polska była tylko narzędziem w rekach Zachodu. Jako państwo frontowe na styku katolicyzmu i prawosławia idealnie nadawała się do wykorzystania. Starcie się tych dwóch wyznań, to niekończący się konflikt. Unia brzeska potwierdziła, że był to jedyny cel tej unii. A ta niby misja cywilizacyjna Polaków na wschodzie to naprawdę żenujący argument. Polska, jako wówczas peryferyjne państwo Europy zachodniej i pod każdym względem słabiej od niej rozwinięte, nie mogła pełnić tej funkcji.

xxx

Odzyskanie dostępu do Bałtyku

Narzucając Księstwu Moskiewskiemu pokój nad rzeką Ugrą latem 1408 roku oraz odnosząc wielkie zwycięstwo militarne nad zakonem krzyżackim w 1410 roku Unia Jagiellońska zdobyła pozycję europejskiego mocarstwa. Władysław II Jagiełło wykorzystał zwycięstwa koalicji do ostatecznej stabilizacji wewnętrznych relacji na Litwie, odzyskania dla niej Żmudzi od Krzyżaków i narzucenia litewskiej dominacji Twerowi, Riazaniowi i Nowogrodowi Wielkiemu. Polska nie uzyskała żadnych bezpośrednich korzyści terytorialnych z odniesionych sukcesów.

Kolejne konflikty zbrojne z zakonem krzyżackim (wojna głodowa i wojna golubska) pozwoliły Litwie odzyskać wszelkie straty i zawrzeć w 1422 roku ostateczny pokój. Jednocześnie król Władysław II konsekwentnie unikał rozproszenia sił Unii i pomimo włączenia się w ogólnoeuropejską politykę poprzez interwencję w pogrążonych w wojnie domowej Czechach, nie zdecydował się na zaangażowanie militarne. Zawarty w 1435 pokój w Brześciu Kujawskim z zakonem krzyżackim podkreślił przewagę Królestwa Polskiego, lecz ponownie nie przyniósł państwu korzyści terytorialnych.

Pomimo podjęcia przez Inflanty polityki zbliżenia z Unią Jagiellońską i przejściowego narzucenia dominacji Nowogrodowi Wielkiemu, Kazimierz IV Jagiellończyk zaniechał dalszej ekspansji na północ i aktywnej polityki wschodniej, angażując siły głównie w opanowanie dla dynastii jagiellońskiej tronów Węgier i Czech. Skutkowało to wybuchem wojny z Węgrami, zjednoczonymi przez narodowego króla Macieja Korwina, która przyniosła Polsce znaczne zniszczenia oraz zainspirowała zakon krzyżacki do podjęcia próby odzyskania suwerenności na tle konfliktu o obsadę biskupstwa warmińskiego. Będąca efektem krzyżackiego wystąpienia wojna popia zakończyła się zwycięstwem Polski popartej przez miasta pruskie, ale Zakon zdołał utrzymać władanie posiadanych przez niego ziem.

Zaangażowany w liczne konflikty Kazimierz IV Jagiellończyk nie zdołał aktywnie przeciwdziałać wzrostowi znaczenia Księstwa Moskiewskiego – panujący w księstwie moskiewskim od 1466 roku książę Iwan III Srogi, rozbijając 14 lipca 1471 roku wojska nowogrodzkie nad Szełonią włączył Nowogród Wielki do moskiewskiej strefy wpływów, a w 1480 roku odpierając nad Ugrą mongolską interwencję odzyskał pełną suwerenność Moskwy, która zaczęła zagrażać integralności terytorialnej Wielkiego Księstwa Litewskiego.

xxx

Tak więc związek Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem Litewskim polegał na tym, że jedna strona tylko dawała, a druga brała, nie dając w zamian nic. Królestwo Polskie nie odnosiło żadnych korzyści z takiego związku. Czy to nie przypomina obecnych relacji z Ukrainą?

xxx

Rozwój centralnych instytucji państwa stanowego pod rządami Jagiellonów

Jagiełło objęte w 1385 roku rządy w Polsce zmuszony był dzielić z działającymi w nowych warunkach instytucjami monarchii stanowej tworzonymi, wiele lat celem przełamania separatyzmu regionalnego, przez – jednoczących królestwo po okresie rozbicia dzielnicowego – ostatnich Piastów. Wymuszona współpraca sprzyjała rozwojowi idei rozdzielenia władzy monarchy od interesu królestwa – państwa, rozumianego jako niezależny podmiot, reprezentowany przez magnatów, przedstawicieli szlachty, patrycjat niektórych miast i uczonych uniwersyteckich, działających w ramach ukształtowanych prawem zwyczajowym instytucji. Główną zwyczajową instytucją konsultacyjną Korony stanowiła stała rada doradców monarchy (consilii regis) – zapewniała ona konsultację władcy z magnatami i ustalenie sposobu wdrożenia podjętych decyzji, równoważąc jednocześnie wpływy lokalne i rodowe. Udział w konsultacjach zobowiązywał do lojalności wobec uchwalonych jednomyślnie postanowień. Skład rady był przedmiotem sporu pomiędzy monarchą a rywalizującymi wzajemnie stanami, doprowadzając do wytworzenia się dwóch odmiennych niesformalizowanych instytucji: Władysław II Jagiełło dobierał autonomicznie skład tajnej (wąskiej, prywatnej) rady (privatum concilium), lecz musiał liczyć się ze zdaniem wszystkich osób politycznie aktywnych tworzących nieformalną „wielką radę” (colloquium, conventio).

W okresie panowania do 1399 roku jako król-małżonek królowej Jadwigi Władysław II Jagiełło pozostawał pod kontrolą magnackiej grupy współtwórców Unii w Krewie, widzących w nowym królu dowódcę wojskowego i wykonawcę ich postulatów politycznych. Sytuację zmienił uroczysty hołd przedstawicieli szlacheckich elit i reprezentacji społeczeństwa na zjeździe w Korczynie w sierpniu 1399 roku, który po śmierci Jadwigi potwierdził dalsze uprawnienie króla Władysława II do sprawowania władzy w Polsce. Zapewniwszy sobie poparcie stanu szlacheckiego król Władysław II Jagiełło doprowadził do rozszerzenia grupy doradców i współpracowników o konkurujących ze sobą reprezentantów wszystkich ziem i rodów Królestwa, oficjalnie dokumentując to deklaracją radomską z 11 marca 1401 roku będącej polskim aktem unii wileńsko-radomskiej. Uniezależniwszy się w ten sposób od grupy najwybitniejszych oligarchów król uzyskał możliwość pozyskania we własnym zakresie wiedzy o stanie kraju. Dążąc do unikania zebrań wielkiej rady i presji szlachty, do końca panowania Władysław II Jagiełło rządził za pomocą ciągłych objazdów i spotkań z wybranymi doradcami, w czasie których rozstrzygano spory i podejmowano bieżące decyzje polityczne w niewielkim, zależnym od króla gronie.

Autorytet Jagiełły znacznie wzrósł w wyniku decydującego zwycięstwa nad zakonem krzyżackim w 1410 roku i w dalszych latach panowania samodzielne nominacje królewskie i objazdowy system rządów nie były kwestionowane. Władysław II uznając tradycyjny system awansów magnatów w Małopolsce podejmował decyzje personalne co do innych dzielnic według własnego uznania, tworząc własne stronnictwo, i tym samym system rządów skutkował wzrostem znaczenia małopolskich oligarchów, będących najbliższymi doradcami króla w stosunku do innych dzielnic oraz tworzonej przez nich nieformalnej wąskiej rady przy decydującym wpływie autorytetu króla na rozstrzyganie spraw królestwa.

Sytuację zmieniła fala niezadowolenia z prowadzonej w latach 1411–1419 nieskutecznej polityki wobec zakonu krzyżackiego – regularnie spotykająca się na wyprawach pospolitego ruszenia i coraz bardziej świadoma swojego znaczenia szlachta wystąpiła z własnymi żądaniami politycznymi, wymuszając zmiany w grupie doradców królewskich, gdyż żądania prawne zmierzały do zagwarantowania osobistej i majątkowej wolności w obrębie całego stanu szlacheckiego i ochrony przed nadużyciami królewskich urzędników.

W październiku 1423 roku zjazd dostojników koronnych w Warcie podjął uchwały prawodawcze pomimo nieobecności króla Władysława II Jagiełły. Wytworzony w czasie panowania Jagiełły zwyczaj sejmowania i osiągania konsensu zakończył monopol dworu królewskiego na możliwość budowania kariery i dysponowanie najważniejszymi informacjami o państwie. Sejm za pośrednictwem osób zgromadzonych miał możliwość pozyskania wiadomości z prowincji oraz dawał osobom zaangażowanym w politykę możliwości uzyskania awansu, chociaż monarcha pozostawał głównym dysponentem stanowisk, intratnych dóbr i dochodów.

xxx

Z tego nieco przydługiego cytatu wynika, że Piastowie pozostawili scentralizowane, z silną władzą królewską państwo, a już za Jagiełły władza ta stała się jakby rozmyta. Nie bardzo było wiadomo, kto rządził: król, sejm, magnateria czy szlachta, stała rada doradców monarchy, tajna prywatna rada, nieformalna „wielka rada”? Ale w tym szaleństwie była metoda. Zrobiono wszystko, by dobrze ukryć faktyczną władzę i zakamuflować jej prawdziwe cele. I chyba nietrudno domyślić się, kto tak naprawdę rządził.

xxx

Znaczenie dóbr królewskich dla finansowania wydatków państwowych

Najistotniejszym źródłem dochodów monarchów z dynastii Jagiellonów w Polsce były dochody z dóbr królewskich – nieruchomości znajdujących się w jego bezpośrednim posiadaniu. Jagiellonowie odziedziczyli po Piastach prawo do dużych tronowych majątków ziemskich, obejmujących scaloną w 1368 roku przez Kazimierza III Wielkiego domenę, na którą składały się pola uprawne, lasy i łąki oraz kopalnie. Własne majątki Jagiellonów na Litwie stanowiące majątek ziemski stopniowo przeszły w ręce magnaterii jako darowizny, zastawy lub zabezpieczenie wydatków dostojników. Władcom pozostały dobra przejmowane po wygasłych rodach oraz majątek osobisty hospodarski finansowany z danin, ceł, myt i karczem.

Szacunkowo ocenić można rozmiar domeny królewskiej na około 30% powierzchni Królestwa Polskiego. Obejmowała ona około 300 miast i ponad 3500 wsi. Po reformie Kazimierza III Wielkiego kompleksami dóbr królewskich administrował starosta lub wielkorządca, oddając część dochodów skarbowi. Pozostała część stanowiła utrzymanie budynków publicznych i twierdz oraz administracji sądowej i policyjnej, a także dochód starosty.

Upadek domeny koronnej podczas rządów Jagiellonów

Piastowska domena ulegała stopniowemu zmniejszeniu od czasów panowania Ludwika Węgierskiego, jej redukcję pogłębiły nadania i alienacje na rzecz magnatów i sojuszników z okresu panowania Władysława II Jagiełły. Do znacznego zubożenia domeny królewskiej doszło w trakcie prowadzonej przez Władysława III wojny domowej na Węgrzech w latach 1440–1444: poprzez masowe zastawy na rzecz możnych osób prywatnych finansujących węgierską politykę królewską pożyczkami, król pozbawił się posiadania znacznej części dóbr. Upadek domeny osłabił państwo, a fortuny magnackie powstawały kosztem dóbr koronnych. Jak wskazuje Paweł Jasienica w „Polsce Jagiellonów”:

Skarb koronny popadł w ruinę, z której nie miał się już nigdy podźwignąć. Na zawsze przepadł główny wspornik polityki piastowskiej, czyli zdecydowana przewaga materialna panującego nad poddanymi. W przyszłości miało być w Polsce akurat odwrotnie – bogate możnowładztwo, szczególnie duchowne, nędzarskie państwo.

xxx

Wielokrotnie pisałem, że Polska, czyli wówczas Królestwo Polskie, skończyła się wraz z unią lubelską, co nie do końca jest prawdą. Wówczas skończyła się niejako formalnie, urzędowo. Po prostu powstało nowe państwo o nazwie Rzeczpospolita, której częścią była Korona, powiększona o południową część Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli obecną Ukrainę. Jednak początek końca zaczął się od unii w Krewie, czyli od unii personalnej. To, co się wtedy stało z Koroną Królestwa Polskiego, można porównać do tego, co zrobiono po 1989 roku z PRL-em. Po prostu magnaci rozkradli cały dorobek Piastów, a Korona służyła Jagiellonom do realizacji ich celów dynastycznych, czyli ponosiła koszty prowadzonych przez nich wojen i innych zabiegów związanych z interesem dynastii. Miał więc rację Hajle Syllasje, mówiąc do Oriany Fallaci, że w świecie nigdy nie dzieje się nic nowego. A żeby było jeszcze śmieszniej, to w XVI wieku powstał ruch egzekucyjny, czyli ruch polityczny średniej szlachty, którego postulatem było przeprowadzenie reform w dziedzinie sądownictwa, skarbowości i wojska oraz żądanie zwrotu nieprawnie trzymanych przez magnatów królewszczyzn i ograniczenia praw Kościoła. Czy po części nie przypomina to pisowskiej repolonizacji sprzedanych przedsiębiorstw? Nihil novi sub sole.

Polska piastowska była małym, ale u schyłku jej istnienia – nowoczesnym europejskim państwem z silną władzą królewską. Była monarchią stanową, w której wszystkie stany były w równowadze. W epoce jagiellońskiej nastąpiła diametralna zmiana. Jeden stan, czyli szlachta, został uprzywilejowany, co oznaczało, że pozostałe – dyskryminowane. Mieszczaństwo skarlało, a z chłopów zrobiono niewolników. Polska stała się krajem feudalnym i zacofanym pod każdym względem. Stała się krajem wschodnioeuropejskim. Czesi mieli więcej szczęścia, bo od 1520 roku byli pod Habsburgami. Trochę mniej szczęścia mieli Węgrzy, bo połowa Węgier była pod Turkiem, a druga połowa pod Habsburgami, ale i tak lepiej na tym wyszli niż Polacy.

Kiedyś, gdy w 2005 roku przekraczałem w Cieszynie granicę polsko-czeską, to uderzyło mnie to, że po polskiej stronie był bałagan, pełno śmieci i wszystko sprawiało wrażenie jakiegoś chaosu. Po przekroczeniu granicy – jak nożem uciął; porządek, czysto, nawet na budowach wszystko równo poukładane. Całe życie zastanawiałem się, skąd taka różnica? Dziś już wiem. Gdyby Jadwiga Andegaweńska wyszła za Wilhelma Habsburga, to Polska nadal byłaby, jako podmiot podległy, w Europie zachodniej i dziś być może byłaby krajem takim jak Czechy. Stało się inaczej. I tak to trwa do dziś. Idea jagiellońska dominuje w „polskiej” polityce, zarówno tej wewnętrznej jak i zagranicznej. Inna sprawa, że o tym, żeby tak było decydują wielcy tego świata, tak jak to oni wcześniej zdecydowali, że Jadwiga Andegaweńska miała poślubić dzikiego Litwina.

Czyja religia, tego władza

Choć reformacja wprowadziła w Europie zachodniej zasadę „czyja władza, tego religia”, to w Rosji, pomimo próby w postaci unii brzeskiej, działała i nadal działa odwrotna zasada – czyja religia, tego władza. Dla Rosji prawosławie jest instrumentem jej polityki, podobnie jak w przypadku Żydów, dla których religia i polityka to jedno. W liście do redakcji zamieszczonym w Przeglądzie Prawosławnym Nr 7 (457) lipiec 2023 są informacje, które mogą posłużyć za argument, że Rosja wykorzystuje prawosławie do celów politycznych. Poniżej obszerne fragmenty tego listu:

Szanowna Redakcjo, jestem czytelnikiem „Przeglądu Prawosławnego” od sierpnia 2021 roku i każdego miesiąca czytam z dużym zainteresowaniem publikowane w tym czasopiśmie artykuły. Miłym zaskoczeniem było dla mnie pojawienie się w najnowszym numerze artykułu o moim rodzinnym mieście – Płocku. Niemniej na koniec tego artykułu mój entuzjazm zmalał i dlatego ośmielam się napisać do Państwa o swoich wątpliwościach.

W artykule tym zawarto informację, jakoby marszałek Józef Piłsudski nakazał zburzyć Sobór Przemienienia Pańskiego w Płocku w trakcie uroczystości wręczenia odznaczeń państwowych w 1921 roku w Płocku za obronę miasta przed atakiem bolszewików w sierpniu 1920 roku.

Jestem płocczaninem z dziada pradziada, a moi przodkowie byli obecni w Płocku od 1866 roku. Interesuję się zarazem historią Płocka, jak również okresem dwudziestolecia międzywojennego w Polsce. Nigdy nie natrafiłem na jakiekolwiek źródło historyczne, które mogłoby potwierdzić tę relację. Niemniej, jako jedynie pasjonat historii, nie ośmieliłbym się samodzielnie podważyć tej informacji. Z uwagi na swoje wątpliwości zwróciłem się z prośbą o komentarze do trzech lokalnych historyków, którzy są autorami licznych książek, artykułów naukowych czy felietonów historycznych do prasy codziennej. Wszyscy niezależnie od siebie, nie dosyć, że podobnie jak ja stwierdzili, że nigdy o takim zdarzeniu nie słyszeli, to wręcz uznali to za mało prawdopodobne czy wręcz za fake news. Co należy odnotować, jeden z moich rozmówców jest wiceprezesem Towarzystwa Naukowego Płockiego, a jego centrum zainteresowań naukowych jest właśnie dwudziestolecie międzywojenne. W rozmowie ze mną podkreślił, że takie stwierdzenie jest kompletnie niepodobne do Piłsudskiego, który nie był nigdy nacjonalistą, a zarazem raczej był obojętny religijnie (choć żywił szacunek dla Matki Bożej Ostrobramskiej).

Warto podkreślić, że uroczystość z udziałem marszałka Piłsudskiego miała miejsce w 1921 roku, podczas gdy rozbiórka cerkwi miała miejsce dopiero w 1929 roku.

Moja rodzina pochodzi z Polesia, stąd także moje zainteresowanie historią tego regionu. Trudno mi pogodzić doniesienie o Piłsudskim jako nakazującym zburzenie cerkwi prawosławnej, podczas gdy wiem, że zawsze odwiedzając służbowo Polesie w pierwszej kolejności decydował się na odwiedziny prawosławnego biskupa diecezji pińsko-poleskiej, a dopiero później wojewody poleskiego. To o czymś musiało przecież świadczyć. Warto także wspomnieć, że najtragiczniejsza w skutkach akcja rewindykacji cerkwi prawosławnych z lat 1937-1938 miała miejsce po śmierci marszałka.

Tym bardziej przykro mi było czytać ten artykuł w maju 2023 roku – miesiącu, w którym przypadła 88 rocznica śmierci marszałka.

Warto przytoczyć fragment dziennika Płockiego, wydanego 18 maja 1935 roku (nr 115, s. 3), informujący o prawosławnym nabożeństwie żałobnym, które miało miejsce 16 maja 1935 roku w Płocku, w którym wzięli udział parafianie oraz żołnierze wyznania prawosławnego garnizonu płockiego (w sumie około czterystu osób).

Nabożeństwo odprawił o. protoijerej Wiktor Karwowski. Po nabożeństwie parafianie wysłali depesze do wdowy po marszałku o treści: „Wzniósłszy modły przed tronem Przenajświętszego Pana za duszę ś.p. Marszałka Polski mieszkańcy Płocka wyznania prawosławnego proszą o przyjąć wyrazy szczerego współczucia i głębokiego żalu spowodu (pisownia oryginalna) tak wielkiej straty, która dotknęła JWPanią Marszałkową oraz całą Polskę”. Czy parafianie po sześciu latach po zburzeniu cerkwi wystosowaliby takiej treści list, gdyby to faktycznie z winy Piłsudskiego rozebrano płocki sobór? Ośmielam się stwierdzić, że nie.

Prawosławie w Płocku ma piękną i długą historię, czasem burzliwą, warto zaznaczyć, że parafia i cmentarz powstały kilkadziesiąt lat wcześniej niż np. w Łodzi. Po zburzeniu cerkwi jej rolę w Płocku przejęła kaplica mieszcząca się przy ochronce dla dzieci prawosławnych – czyli również podobnie jak w przypadku cerkwi św. Olgi w Łodzi.

xxx

Informacja, która zwraca uwagę w liście czytelnika, to to, że jego przodkowie byli obecni w Płocku od 1866 roku. Skąd oni się tam wzięli? Tak jak wojna ze Szwecją zrujnowała gospodarkę i demografię Korony, tak wojny napoleońskie zmieniły skład etniczny na ziemiach polskich, na które Rosja wcześniej nie wkraczała. A za nią podążało prawosławie. Na zajętych terenach Rosja zawsze stawia cerkwie.

Przed tymi wojnami granica zaboru pruskiego sięgała do linii Curzona. Napoleon wydzielił z tego zaboru Księstwo Warszawskie, by pozyskać rekruta i zachęcić Polaków do walki przeciwko Rosji. Po jego klęsce wojska rosyjskie dotarły do Saksonii, co oznacza, że cały obszar Księstwa Warszawskiego znalazł się pod rosyjską okupacją. Na kongresie wiedeńskim ustalono, że Wielkopolska przypadnie Prusom, a reszta zostanie przy Rosji. I tak powstało Królestwo Polskie, zwane też Królestwem Kongresowym. Do czasu powstania listopadowego było to samodzielne państwo, posiadające własną konstytucję, Sejm, wojsko, szkolnictwo, językiem urzędowym był polski – połączone z Rosją unią personalną, czyli wspólnym monarchą. Taki stan trwał w latach 1815-1832. Później od 1833 do 1917 trwał „stan oblężenia”. Stopniowo ograniczano autonomię Królestwa Polskiego, a po powstaniu styczniowym w 1867 roku zniesiono autonomię polityczno-administracyjną.

Tak więc po powstaniu listopadowym rozpoczął się powolny proces rusyfikacji, który uległ znacznemu nasileniu po powstaniu styczniowym. Przejawiało się to nie tylko w tym, że narzucano język rosyjski, ale, co ważniejsze, w obsadzaniu stanowisk w administracji i podobnych instytucjach ludnością z głębi Rosji.

Wraz z napływem ludności prawosławnej, bo tylko taka mogła zajmować wyższe stanowiska urzędowe, zaczęto budować cerkwie. I w ten sposób w całym Królestwie Polskim, we wszystkich jego większych miastach pojawiły się prawosławne świątynie. Tak właśnie Rosja znaczyła swój teren. Po 1917 roku Rosja przestała istnieć, ale pozostały cerkwie, a co ważniejsze pozostała ludność prawosławna, a pewnie i dużo wojskowych, bo przecież nie mieli gdzie wracać. Bolszewicy ich nie potrzebowali. Z drugiej strony, gdy Niemcy w 1916 roku zaczęli tworzyć nowe państwo polskie, to pewnie częściowo oparli się na istniejącej administracji, czyli carskiej.

Cerkiew św. Tatiany Rzymianki w Warszawie w budynku Pałacu Staszica po jego przebudowie w stylu bizantyjsko-rosyjskim w latach 90-tych XIX wieku; istniała do 1924 roku. Źródło: Wikipedia.

Prawdopodobnie część tych ludzi pozostała przy prawosławiu, część przeszła na katolicyzm, bo być może ułatwiało to im karierę w nowym państwie, czyli II RP. W tym nowym państwie rozebrano część z tych cerkwi, co spotkało się z negatywną oceną ludności prawosławnej i do dzisiaj to trwa, szczególnie gdy chodzi burzenie cerkwi na Chełmszczyźnie. Jednak sposób, w jaki Rosja znaczyła swój teren, musiał rodzić negatywną ocenę miejscowej ludności, co widać na powyższym zdjęciu. To, co zrobiono z Pałacem Staszica, który przerobiono na cerkiew, wołało o pomstę do nieba. Ta architektura pasowała w tym otoczeniu, jak pięść do nosa. Jak zareagowaliby Rosjanie, gdyby im obok Kremla postawiono gotycką katedrę? Ona tam również pasowałaby, jak pięść do nosa. Czy można zatem dziwić się władzom nowego państwa, że przywróciła Pałacowi Staszica dawny wygląd? Czy prawosławni mogli mieć o to pretensje? A o inne zburzone w Warszawie cerkwie? One również nie pasowały do otoczenia.

xxx

Nie tylko Cerkiew jest narzędziem rosyjskiej polityki. Jest nim również panslawizm. Z okazji zjazdu neosłowiańskiego w Pradze w lipcu 1908 roku Ignacy Daszyński w swoich Pamiętnikach (Książka i Wiedza, 1957) pisze:

„Neoslawizm” był dalszym wydaniem dawnego panslawizmu, kiedy to ideologia „słowiańska” stała się forpocztą zaborczej polityki caratu, idącego konsekwentnie do „zatknięcia krzyża” (oczywiście rosyjskiego) na meczecie Aja Sofia w Konstantynopolu. Przedziwny pochód pychy i reakcji rosyjskiej, panslawizm, miał za zadanie przygotowanie gruntu dla państwowości rosyjskiej wśród narodów bałkańskich, we wschodniej Galicji i w północnych Węgrzech. Czesi oddali się mu z całym zaufaniem, począwszy od wędrówki Palackyego do Moskwy, a skończywszy na polityce dra Kramarza, ożenionego z Rosjanką i wędrującego również „ad limina apostolorum” do progów rządu rosyjskiego za czasów krwawego Stołypina po rady i wskazówki, a także po pomoc przeciw polityce Niemców w Austrii.

Panslawizm i jego rola przygotowawcza dla państwowości rosyjskiej da się w bajeczny sposób przyrównać do dzisiejszego „Kominternu” i „Sowietów”. Ta sama apostolska międzynarodowa propaganda na korzyść państwa rosyjskiego przy pomocy „toczącego się” – nie rubla, a dolara, czy czerwońca, ta sama krytyka wypierania się wzajemnego w razie niemiłej potrzeby międzynarodowej, to samo osłanianie ideologiczne celów państwowości sowieckiej liśćmi socjalizmu, a raczej komunizmu. Tylko że żadna partia polska nie ma dziś odwagi tumanienia własnego narodu na rzecz Sowietów.

Atmosfera neoslawizmu, w której porusza się narodowa demokracja, miała się później rozszerzyć w górnych warstwach polskich, aby rozbroić Polaków wobec rządu rosyjskiego. Odtąd spodziewa się Rosja, że w żadnej imprezie państwowej Polacy nie pomieszają jej szyków. Warto więc było polskich endeków animować do neoslawistycznego bałamucenia się. Hasła takich zjazdów torowały drogę w przyszłość polskiej polityce ugodowej. Zabrzmią one wyraźnie i dźwięcznie jako „obrona Słowiańszczyzny” w pierwszych tygodniach wojny światowej i dadzą łatwą, bez przeszkód, mobilizację chłopów i robotników polskich do armii rosyjskiej. Będą za to dziękowali jenerałowie rosyjscy… Neoslawizm odegrał na korzyść rządu rosyjskiego swą historyczną rolę w Polsce. A o to chodziło. Pierwszą praktyczną zdobyczą rządu i nacjonalizmu rosyjskiego, osiągniętą wobec Polski przez ideologię „neoslawizmu”, miało być wyodrębnienie Chełmszczyzny, stworzenie guberni chełmskiej i oderwanie jej od Królestwa. Neoslawiści rosyjscy uważali teraz Polaków za obowiązanych do przyjęcia tego „słowiańskiego” dobrodziejstwa! „Polacy winni się wyrzec panowania w Chełmszczyźnie, inaczej okażą się nieszczerymi Słowianami”. Ale najsmutniejszą rzeczą było, że polscy narodowi demokraci sami byli po części tego zdania, bo gdy Koło Polskie w Wiedniu zamierzało zaprotestować publicznie przeciw temu krajaniu Kongresówki, wysłali do Wiednia swoich posłów (pan Dymsza), aby uciszyli protest Koła Polskiego i zmusili je do milczenia. Targ ziemią Kongresówki, targ między endecją a rządem rosyjskim, już się był rozpoczął.

xxx

Dlaczego Rosja tak uparła się na Chełmszczyznę? O burzeniu cerkwi na Chełmszczyźnie przez rząd II RP wiedzą i pamiętają prawosławni, ale czy wiedzą i pamiętają wcześniejsze działania rządu carskiego? Czy raczej wyznają zasadę, że jak Kali ukraść krowę, to dobrze, ale jak Kalemu ukraść krowę, to źle? O tym, co działo się tam wcześniej, pisze Roman Grabowski w pracy Likwidacja unickiej diecezji chełmskiej i próby jej wznowienia (http://naszaprzeszlosc.pl/files/tom071_12.pdf). Poniżej wybrane fragmenty:

W 1839 roku po likwidacji Cerkwi unickiej w Rosji, diecezja chełmska w Królestwie Polskim była jedyną diecezją unicką w granicach Cesarstwa Rosyjskiego. Na niej skupiły się wszystkie zabiegi rusyfikacyjne rządu. Jednym z najważniejszych dekretów uzależniających zupełnie Cerkiew unicką od rządu był ukaz z dnia 18(30) czerwca 1866 roku. Całe duchowieństwo przyjęto na pensję rządową.

Dekretem cara Aleksandra II z dn. 16 marca 1871 administratorem diecezji został M. Popiel, pochodzący z Galicji i całkowicie zaprzedany rządowi. Od tej chwili los unii w Królestwie Polskim był faktycznie przesądzony. W krótkim czasie nowy administrator oczyścił liturgię greckokatolicką z wszelkich naleciałości łacińskich. Katedrę chełmską przekształcono w cerkiew prawosławną. Dnia 2 października 1873 r. ks. M. Popiel wydał okólnik do duchowieństwa, nakazując od 1(13) stycznia 1874 r odprawiać nabożeństwa według rytu wschodniego. Wobec oporu duchowieństwa w ciągu tygodnia osadzono w więzieniach dwudziestu czterech księży. Do r. 1875 aresztowano ogółem siedemdziesięciu czterech księży. Równocześnie w parafiach ludność wystąpiła gwałtownie w obronie swego wyznania. Do najtragiczniejszych zajść doszło w Drelowie i Pratulinie, gdzie ogółem zginęło dziewiętnaście osób w starciu z wojskiem. Wszystkie buntujące się parafie zostały w sposób bezwzględny spacyfikowane przy pomocy kontrybucji, bicia i zsyłania opornych w głąb Rosji. Opanowawszy przy pomocy wojska sytuację, dn. 25 marca 1875 r. ks. M. Popiel udał się na czele delegacji do Petersburga, gdzie w dniu 11 maja 1875 r. Świątobliwy Synod Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej dokonał formalnego połączenia unitów z Cerkwią rosyjską.

xxx

Mamy więc taką sytuację, że rząd carski pacyfikował buntujące się unickie parafie i nie obyło się bez ofiar, a rząd II RP burzył cerkwie i ofiar nie było. Po co właściwie rząd II RP burzył te cerkwie? Nawet jeśli były takie opuszczone, to jeszcze nie był to powód do ich niszczenia. Wygląda na to, że chodziło jedynie o to, by pogorszyć relacje katolicko-prawosławne, skłócać jednych z drugimi.

Tak bezwzględne potraktowanie unitów na Chełmszczyźnie pokazuje, że dla Rosji nie są najgroźniejsze inne religie – takie jak islam, buddyzm, judaizm, które uznaje, obok prawosławia, za oficjalne religie Federacji Rosyjskiej – ale Cerkiew unicka, najbliższa prawosławiu.

Z listu czytelnika do Przeglądu Prawosławnego wynika, że prawosławni mieszkańcy Płocka byli nastawieni pozytywnie do Piłsudskiego i on sam – również. Zapewne nie wie tego, co ja, jako mieszkaniec południowego Podlasia, wiem. Przegląd Prawosławny jest wydawany w Białymstoku, a jego redaktorem naczelnym jest poseł Eugeniusz Czykwin, który reprezentuje środowisko podlaskich prawosławnych. Dla nich Piłsudski to bandyta. Skąd ta różnica? Rodzina autora listu pochodziła z Polesia, może z części ukraińskiej. Jako obserwator z zewnątrz, nie potrafię tego wyjaśnić. Widać jednak, że nie jest to środowisko jednolite, że są tam podziały, a jak jeszcze doda się grekokatolików, to sprawa jeszcze bardziej komplikuje się. I oni wszyscy mieszkają w Polsce.

W tym samym numerze Przeglądu Prawosławnego jest informacja o nowej cerkwi:

„Słubice to jedno z najdalej wysuniętych na zachód Polski, położone nad Odrą, liczące niespełna siedemnaście tysięcy mieszkańców miasto w województwie lubuskim, tuż przy granicy z Niemcami. 10 czerwca, w słoneczną sobotę, arcybiskup wrocławski i szczeciński Jerzy w asyście licznie przybyłych na tę uroczystość duchownych konsekrował pierwszą w historii powiatu słubickiego świątynię prawosławną, cerkiew Opieki Przenajświętszej Bogarodzicy.

Jest ona pomniejszoną kopią XII-wiecznej cerkwi Opieki Przenajświętszej Bogarodzicy na rzece Nerii, jednej z najpiękniejszych staroruskich świątyń. Obecnie parafię tworzy nieco ponad trzydzieści rodzin. Ukraińcy, Grecy, Niemcy, Polacy, Mołdawianie, Rosjanie, Łemkowie, Rumuni. Niektórzy przyjeżdżają z drugiej strony Odry. Z miłością w Chrystusie bez podziałów, tworzą żywą parafię. Wielka w tym zasługa ich proboszcza.”

Źródło zdjęcia: Przegląd Prawosławny Nr 7 (457) lipiec 2023.

Tak właśnie Rosja znaczy swój teren. Duża cerkiew dla trzydziestu rodzin. Kto to sfinansował? Jest więc już cała Polska pokryta cerkwiami: od morza do Tatr, od Bugu do Odry. Rosja wcale nie musi najeżdżać Polski. Już dawno to zrobiła. Wszystko zaczęło się od unii lubelskiej. Od tego momentu elity Wielkiego Księstwa Litewskiego powoli podporządkowywały sobie Koronę. To się jednak działo na poziomie elit. Na bardziej masową skalę nastąpiło to za czasów Królestwa Kongresowego. Rząd carski zachęcał też chłopów do przechodzenia na prawosławie, stwarzając ich dzieciom możliwość uczenia się w rosyjskich szkołach i na rosyjskich uczelniach. Był to proces rutenizacji i rusyfikacji, przede wszystkim w sferze mentalnej. Po II wojnie światowej skala zmian była jeszcze większa, a to za sprawą przesiedleń, głównie mniejszości kresowych, na ziemie poniemieckie. Przesiedlenie kilku milionów Ukraińców po 24 lutego 2022 roku na obszar całej Polski diametralnie odmienia w niej stosunki narodowościowo-wyznaniowe. Nie będzie więc chyba wielką przesadą stwierdzenie, że obecnie jest ona państwem bardziej prawosławnym niż katolickim. A to oznacza, że podziały, jakie dokonują się obecnie w prawosławiu, mogą mieć poważny wpływ na sytuację społeczną i polityczną w Polsce.

Czyja władza, tego religia

Trwająca na Ukrainie wojna jest relacjonowana przez główne media w sposób jednostronny, nieobiektywny i niepełny. Niepełny, gdyż pomijają one ważniejszy konflikt, który może być o wiele bardziej brzemienny w skutkach. Chodzi oczywiście o konflikt religijny. Cuius regio, eius religio – czyja władza, tego religia; sentencja streszczająca ugodę zawartą przez cesarza Karola V z książętami niemieckimi po II wojnie religijnej, zawarta w ustaleniach pokoju augsburskiego z 1555 roku.

To, co się dzieje na Ukrainie powinno nas interesować, bo przecież Polska, ten multikulturowy tygiel, Rzeczpospolita Pięciorga Narodów (Żydów, Ukraińców, Białorusinów, Litwinów i Polaków), również może stać się miejscem tego konfliktu, bo mieszkają tu prawosławni, z których wielu, może większość, to Ukraińcy.

Wszystko zaczęło się od unii brzeskiej z 1596 roku, a więc rozbicia prawosławia. Unia Korony z Wielkim Księstwem Litewskim wytworzyła sytuację, w której drugi człon tej unii, czyli WKL, zamieszkiwała ludność prawosławna. W myśl zasady „czyja władza, tego religia” postanowiono tę ludność przeciągnąć na stronę stronę Kościoła katolickiego i tak powstał Kościół grekokatolicki. Po wojnie polsko-rosyjskiej (1654-1667), zwanej też potopem rosyjskim, Rzeczpospolita traci województwo smoleńskie, czernihowskie i połowę województwa kijowskiego (250 tys. km kwadr.), a więc niewiele mniej niż obecna powierzchnia Polski. Po rozbiorach Rosja stopniowo przywraca prawosławie na zajętych terenach. Tylko w zaborze austriackim grekokatolicyzm miał się dobrze i przetrwał. To wystarczyło, by stworzyć tam tzw. ukraiński Piemont, a mówiąc wprost – zarzewie konfliktu.

Obecnie spór toczy się wokół tego, komu ma podlegać Ukraińska Cerkiew Prawosławna: Rosji czy Ukrainie? Na stronie Instytutu Europy Środkowej znajduje się artykuł Tomos dla Ukrainy – konsolidacja czy podział społeczeństwa? z dnia 18 kwietnia 2019 roku. Poniżej jego wybrane fragmenty.

xxx

15 grudnia 2018 r. odbył się sobór zjednoczeniowy ukraińskich Kościołów prawosławnych. Do wydarzenia doszło w symbolicznym miejscu – Soborze Mądrości Bożej (Sofia Kijowska) w Kijowie. Na zjeździe powołano Kościół Prawosławny Ukrainy poprzez zjednoczenie Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego, Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego (oba uznawane za niekanoniczne) oraz części parafii Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego. Na czele nowo utworzonego Kościoła stanął jeden z metropolitów Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego – Epifaniusz (Serhij Dumenko). 6 stycznia 2019 r. ekumeniczny patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I nadał Epifaniuszowi tzw. tomos – akt prawny, według którego nowy Kościół Prawosławny Ukrainy został uznany za kanoniczny i autokefaliczny. Jeszcze w październiku 2018 r., przed nadaniem tomosu, patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I anulował akt prawny z 1686 r., na podstawie którego patriarchat moskiewski przyjął kijowską metropolię pod swój zarząd. Zgodnie z założeniem obecnych władz Ukrainy utworzenie nowej Cerkwi powinno sprzyjać konsolidacji społeczeństwa ukraińskiego. Jednocześnie duża liczba parafii oraz miejsc sakralnych podporządkowanych Ukraińskiemu Kościołowi Prawosławnemu Patriarchatu Moskiewskiego może doprowadzić do głębokiego rozłamu w społeczeństwie Ukrainy.

Tomos w kontekście polityki wewnętrznej Ukrainy. Chociaż zgodnie z Konstytucją Ukrainy religia jest oddzielona od polityki, a Ukraina pozostaje państwem świeckim, to jednak w ostatnich latach zaangażowanie dużej części przedstawicieli władz i polityków w życie religijne jest dość widoczne. Kwestia utworzenia niezależnego od Federacji Rosyjskiej Kościoła prawosławnego to jeden z postulatów kampanii wyborczej obecnego prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki. Jego starania o powołanie niezależnego od Moskwy Kościoła odbierane są jako dążenie do przywrócenia historycznej łączności z Konstantynopolem i odrodzenia niezależności ukraińskiego Kościoła prawosławnego. Połączenie Kościołów oraz oddzielenie się od Rosji są przychylnie odbierane przez mieszkańców zachodniej i środkowej Ukrainy, którzy taką inicjatywę rozpatrują w kategoriach sukcesu polityki prezydenta. Przełożyło się to na zwiększenie poparcia dla niego w wyborach 31 marca 2019 r.

Nadanie tomosu w kontekście stosunków z Rosją. Reakcja Federacji Rosyjskiej w związku z nadaniem tomosu Kościołowi Prawosławnemu Ukrainy była negatywna. Jeszcze w trakcie przygotowań do zjednoczenia ukraińskiego Kościoła prawosławnego Moskwa zadeklarowała, że nie uzna nowej Cerkwi ukraińskiej za kanoniczną. Stanowisko Rosji wynika z tego, że utworzenie Kościoła, który nie jest podporządkowany Moskwie, ogranicza jej wpływ zarówno na życie religijne, jak i polityczne oraz kulturalne na Ukrainie. Proces podporządkowywania Kościołów rosyjskich na Ukrainie utrudnia również fakt, że należą do nich najważniejsze miejsca sakralne w państwie, mające znaczenie symboliczne dla rosyjskiej polityki historycznej. Wśród najważniejszych świątyń znajdują się m.in.: ławra Peczerska w Kijowie, ławra Poczajowska w obwodzie tarnopolskim, sobór Przemienienia Pańskiego w Odessie, sobór Przemienienia Pańskiego w Dnieprze. Szybkie podporządkowanie wszystkich parafii patriarchatu moskiewskiego w najbliższym czasie nie jest więc możliwe.

Z jednej strony, utworzenie niezależnego od Moskwy Kościoła prawosławnego oraz deklaracja władz o podporządkowaniu rosyjskich parafii Kościołowi prawosławnemu na Ukrainie spowodowały duże napięcie w życiu religijnym mieszkańców Ukrainy. Jednak z drugiej, dzięki zjednoczeniu Kościołów prawosławnych nadanie tomosu i uznanie ukraińskiego Kościoła prawosławnego za Cerkiew kanoniczną stworzyły podstawy integracji społeczeństwa ukraińskiego na płaszczyźnie religijnej i w zakresie kształtowania tożsamości narodu.

xxx

Takie jest stanowisko strony proukraińskiej. Natomiast stanowisko prorosyjskie zostało przedstawione w artykule Byle zniszczyć Cerkiew w Przeglądzie Prawosławnym nr 7 (457) lipiec 2023. Poniżej wybrane fragmenty (przypisy – W.L.):

Na wschodzie bez zmian, chciałoby się powiedzieć, bo minął kolejny miesiąc prześladowań Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi, największej spośród wszystkich wspólnot religijnych Ukrainy, uznawanej przez wszystkie lokalne Cerkwie prawosławne, liczącej przed wojną ponad 12 tysięcy parafii, 12 551 duchownych, 262 monastery i 4620 mnichów i mniszek. I choć nie przestają zatrważać siłą przejmowane świątynie, prawie zawsze z udziałem zwolenników PCU, czyli powstałej w 2018 roku z połączenia niekanonicznych struktur, a wspieranej przez państwo Prawosławnej Cerkwi Ukrainy, której patriarcha ekumeniczny nadał tomos o autokefalii, a radości z jej powstania nie krył sekretarz stanu USA Mike Pompeo, to w centrum uwagi pozostaje los Kijowsko-Pieczerskiej Ławry1 , z pieczarami z relikwiami kijowsko-pieczerskich świątyń, monasterem z dwustu mnichami, seminarium i akademią z trzystu studentami i seminarzystami, pracowniami pisania ikon.

Władze starały się doprowadzić do wysiedlenia braci już w końcu marca – w obronie świętości stanęli wierni. Potem przesunięto termin na Paschę, też nie wyszło. Teraz, na początku czerwca, minister kultury i polityki informacyjnej Oleksandr Tkaczenko dał mnichom trzy dni na opuszczenie Ławry, zastrzegając że w przypadku odmowy władze nie zawahają się użyć siły. Te zapowiedzi studzi adwokat monasteru o. Nikita Czekman, metropolita Kliment, przewodniczący wydziału informacyjnego UPC także zwraca uwagę, że o tym nawet nie może być mowy.

Już kilka miesięcy ministerstwo kultury, a zwłaszcza Zespół Historyczny Kijowsko-Pieczerska Ławra, nie dostarcza sądowi dokumentów potwierdzających podstawy do jednostronnego rozwiązania umowy wynajmu budynków ławry – mówi hierarcha.

Przygotowawcze posiedzenia sądu raz po raz przesuwane są na kolejny miesiąc. O jakim wysiedleniu można mówić, jeśli posiedzenie sądu w tej sprawie nawet się nie rozpoczęło?

Masowe odbieranie cerkwi trwa (w samej obłasti kijowskiej nielegalnie przerejestrowano ponad sto chramów2). Kto pomaga we wzniecaniu wrogości religijnej na Ukrainie? Zdaniem metropolity czerkaskiego Fieodosija – media. A niektóre, te najbardziej aktywne, otrzymują granty z zachodnich ambasad. – Wiemy, że media otrzymują granty z finansową pomocą z zachodnich ambasad, wiemy jakich. Dlatego będziemy zwracać się z pytaniem: czy te ambasady wiedzą, że pieniądze, przeznaczone na czerkaskie media, służą wzniecaniu wrogości religijnej i nienawiści w kraju? Zresztą w całej Ukrainie prowadzona jest walka z prawosławną Cerkwią, z naszą Ukraińską Prawosławną Cerkwią.

Tymczasem ciekawą hipotezę na temat planów odnośnie zachodniej Ukrainy przedstawił hierarcha cypryjskiej cerkwi, metropolita Neofit. Jego zdaniem są ludzie, którzy nie chcą obecności prawosławia w całej zachodniej Ukrainie. – Wrogowie wiedzą, że prawosławni, rodziny, wspólnoty jednoczą się wokół świątyni. I oni mówią: zniszczyłem cerkiew, zabiłem duchownego, nastraszyłem biskupa, i ludzie po prostu odejdą. Kiedy nie będą mieli świątyni, nie będzie możliwości sprawowania Liturgii, przejdą do bezpieczniejszych miejsc. Taki jest ich plan – mówi metropolita w wywiadzie na YouTube. – W Ukrainie chcą przeprowadzić pewien eksperyment. Chcą całą Zachodnią Ukrainę uczynić unicką. I wtedy zdziwią się nasi bracia hagioryci3, biskupi, którzy współsłużą z PCU. Zobaczą, że epifaniuszowcy służą z unitami.

Co na to świat? Przynajmniej ten prawosławny?

Głos w sprawie tego co dzieje się na Ukrainie zabrał hierarcha jerozolimskiej Cerkwi, egzarcha Grobu Pańskiego na Cyprze, metropolita wsostrski Tymoteusz (Margaritis). Jego zdaniem próby wypędzenia mnichów UPC z Kijowsko-Pieczerskiej Ławry są moralnym przestępstwem i nielicującym z chrześcijańską postawą przejawem nienawiści. – Nie wiem, czy decyzja ministra kultury Ukrainy jest umocowana prawnie, ale z moralnego punktu widzenia jest to przestępstwo, jeśli nastaje na to by mnisi pozostawili swoje kielie4.

Zdaniem hierarchy, PCU robi wszystko, żeby nie dopuścić do pojednania z hierarchami UPC. – Siłowe przejęcie cerkwi i prześladowania biskupów, duchownych i wiernych UPC i wypędzenie mnichów z Ławry, co jest naocznym przejawem nienawiści, nie licującym z chrześcijańskimi wartościami, przyczynia się do pogłębienia rozdziału między nią (PCU) i kanoniczną UPC. Zamiast przyjmować wszystkich mnichów z miłością, jak swoich braci w wierze i pozwolić im służyć w ich rodzinnej obitieli5, PCU, niestety, udowadnia, że jest pozbawiona miłości Chrystusowej i walczy z nimi.

Metropolita Tymoteusz stwierdził, że szantaż i surowe środki, jakie stosują władze ukraińskiego państwa wobec mnichów Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi są nie do przyjęcia. Przypomniał, że prześladowani obecnie mnisi uczynili z zapuszczonej w latach ateistycznej władzy Kijowsko-Pieczerskiej Ławry duchowe centrum, namodlone miejsce i przystań dla pocieszenia wiernych. – Wszyscy modlimy się, żeby Pan otworzył umysły państwowym urzędnikom Ukrainy, pozwolił im naprawić swoje antychrześcijańskie działania, tak by zaprzestali wykorzystywania Cerkwi w swoich politycznych grach, pozostawili mnichów w spokoju, a Ławra mogła kontynuować dalej swoją misję.

W wielu cerkwiach prawosławnych na świecie zanoszona jest modlitwa za pokój na Ukrainie. Serbowie swoją XVII już pielgrzymkę na Świętą Górę Atos poświęcają „braciom i siostrom” z Ukrainy, modląc się, by znieśli wszystkie prześladowania i nadal trwali w prawosławnej wierze.

Jesteśmy jedną Cerkwią i dlatego cierpienia ukraińskich wiernych są także naszymi cierpieniami – powiedział kierownik ruchu „Pielgrzymka Vidovdan”. Pielgrzymi przejdą tysiąc kilometrów (przez Serbię, Macedonię Północną i Grecję), na Atos dotrą na Preobrażenije6. „Nie oddamy świętości Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi” – takie jest hasło tegorocznej pielgrzymki.

xxx

Tak więc spór polega na tym, czy Ukraińska Prawosławna Cerkiew stanie się zależna od władz Ukrainy, co w praktyce sprowadza się do podziału prawosławia. Jest to ten sam przypadek, który pojawił się po unii lubelskiej. Wtedy problemem były ziemie przyłączone. Teraz problemem jest to, że niezależność Ukrainy od Rosji nie jest możliwa, gdy na jej terenie funkcjonuje Cerkiew podległa Rosji. Nawet gdyby Ukrainie udało się w tej wojnie pokonać Rosję, co jest mało prawdopodobne, to zwycięstwo to będzie pyrrusowe. Prawosławie na Ukrainie, według Wikipedii, wyznaje 70% ludności, katolicyzm 11% (w większości grekokatolicy), a oni zamieszkują przeważnie na terenie byłej Galicji wschodniej. To pokazuje prawdziwą skalę problemu.

Galicja na mapie współczesnej Europy; źródło: Wikipedia.

Tytuł artykułu w Przeglądzie Prawosławnym Byle zniszczyć Cerkiew trafia w sedno problemu. Kościół katolicki już został zaorany. Protestantyzm to farsa. Pozostała jeszcze Cerkiew, ortodoksyjna, jak sama nazwa wskazuje, ale nie to jest najważniejsze. Prawosławie to narzędzie, którym posługuje się Rosja, by rozszerzać swoje niewidzialne wpływy za granicą, szczególnie za tą bliższą zagranicą. W praktyce oznacza to, że Rosja w przeszłości realizowała i nadal realizuje zasadę “czyja religia, tego władza”. Ci, którzy starszą Polaków tym, że imperializm rosyjski nie ograniczy się do Ukrainy, nie wiedzą lub udają, że nie wiedzą, że takim był imperializm bolszewicki. Imperializm rosyjski posługuje się bardziej wyrafinowanymi metodami, przynajmniej jeśli chodzi o Europę, a zwłaszcza o Słowian. Ale o tym, jak to wyglądało w praktyce w Królestwie Polskim i co z tego zostało do dziś, to w następnym blogu.

  1. Ławra – większy, o szczególnym znaczeniu, męski klasztor (monaster) podległy bezpośrednio synodowi. ↩︎
  2. Chram – dawna świątynia pogańska; w języku rosyjskim i ukraińskim nadal jest powszechnie lub zamiennie używanym określeniem świątyni. ↩︎
  3. Określenie hagiryta stanowi synonim nazwy athoski (od góry Athos). ↩︎
  4. Kiele – (kielia – pokój, izba, komnata, cela), najmniejsza wspólnotamonastyczna ↩︎
  5. Obitiel – klasztor, monastyr. ↩︎
  6. Preobrażenije – Przemienienie Pańskie – 19 sierpnia; zwane też Świętem Spasa. ↩︎
Tomos dla Ukrainy – konsolidacja czy podział społeczeństwa?

Bandyta z LWP

W miesięczniku Przegląd Prawosławny nr 7 lipiec 2023 w rubryce Notatki z Wiejskiej, ukazał się felieton Nie boję się autorstwa posła ludności prawosławnej z województwa podlaskiego Eugeniusza Czykwina. Wraca on w nim do wydarzeń z przełomu stycznia i lutego 1946 roku, czyli pacyfikacji prawosławnych wsi przez Romualda Rajsa ps. Bury. Poniżej fragment tego felietonu dotyczący tych wydarzeń.

xxx

Prawosławny duchowny, którego cenię za zaangażowanie w pozaparafialne życie naszej Cerkwi, zapytał, czy nie boje się mówić w Sejmie o żołnierzach wyklętych w kontekście tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce na Białostocczyźnie po zakończeniu działań wojennych. Odpowiedziałem, że do Sejmu wybrany zostałem przez prawosławnych mieszkańców województwa podlaskiego i jeśli nie ja, to kto będzie zabiegał o rozwiązanie ważnych dla naszej społeczności problemów, a takim, wciąż nierozwiązanym, jest problem zadośćuczynienia rodzinom ofiar powojennego podziemia.

W obecnej kadencji podjąłem kolejną próbę uregulowania tej bolesnej dla prawosławno-białoruskiej mniejszości sprawy. Niestety, podpisany przez 45 posłów, reprezentujących wszystkie, z wyjątkiem posłów Zjednoczonej Prawicy, kluby i koła poselskie, projekt wciąż oczekuje na skierowanie do pierwszego czytania.

Z prośbą – apelem w tej sprawie zwróciłem się do Marszałek Elżbiety Witek w czasie plenarnego posiedzenia 14 czerwca. Powiedziałem:

„Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Zakończenie działań wojennych nie przyniosło pokoju ludności zamieszkującej obecne województwo podlaskie, należącej do mniejszości prawosławno-białoruskiej. Szczególne miejsce w tamtych tragicznych wydarzeniach zajmuje dowodzony przez Romualda Rajsa ps. Bury oddział Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, który na przełomie stycznia i lutego 1946 roku spacyfikował pięć zamieszkałych przez prawosławnych wsi, mordując 82 osoby, w tym kobiety i dzieci. 30 czerwca 2005 roku prokuratura Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku, po przeprowadzonym śledztwie, stwierdziła, cytuję:

Spośród wszystkich motywów, które determinowały działania Burego i części jego podwładnych, czynnikiem łączącym było skierowanie działania przeciwko określonej grupie osób, które łączyła więź oparta na wyznaniu prawosławnym, i związanym z tym określaniu przynależności tej grupy osób do narodowości białoruskiej. Reasumując, zabójstwa i usiłowanie zabójstwa tych osób należało rozpatrywać jako zmierzające do wyniszczenia części tej grupy narodowej i religijnej, a zatem uznawane za zbrodnie ludobójstwa, wchodzącą do kategorii zbrodni przeciwko ludzkości.

W 1995 roku Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego prawomocnie uchylił wyrok sądu z 1949 roku, skazujący Romualda Rajsa na karę śmierci, a jego rodzinie z budżetu państwa wypłacono zadośćuczynienie.

By umożliwić rodzinom ofiar zadośćuczynienie, choćby porównywalne do tego, jakie otrzymały rodziny sprawców tych zbrodni, konieczne jest uchwalenie ustawy, której projekt, podpisany przez 45 posłów, złożony został do laski marszałkowskiej w maju ubiegłego roku. (Dzwonek) Mimo że uprawnione instytucje, Prokurator Generalny, Prokuratura Generalna, Naczelna Rada Adwokacka, IPN, do których Pani Marszałek Elżbieta Witek zwróciła się o opinię, nie zakwestionowały potrzeby uchwalenia takiej ustawy, Pani Marszałek nie nadała projektowi numeru, uniemożliwiając rozpoczęcie nad nim prac. W demokratycznym państwie prawa, jakim jest Polska, mamy więc sytuację, w której rodzinom ofiar takiego prawa się odmawia. W imieniu tych rodzin, które doznawały i wciąż doznają szykan i upokorzeń – gloryfikujące Romualda Rajsa marsze w Hajnówce są tego przykładem – proszę Panią Marszałek o niezwłoczne skierowanie projektu do pierwszego czytania, a Wysoką Izbę o uchwalenie ustawy jeszcze w tej kadencji. Decyzje, czy i w jakiej wysokości rodzinom ofiar będą przyznawane zadośćuczynienia, powinny pozostawać w wyłącznej kompetencji prawodawcy, czyli parlamentu, i nie mogą być blokowane jednoosobowo przez Panią Marszałek. Dziękuje za uwagę. (Oklaski)”.

xxx

Może należało by zacząć od tego, kim był Romuald Rajs? Dla ludności prawosławnej tamtych terenów to Polak i katolik, co ułatwia podtrzymywanie antagonizmów pomiędzy Polakami i Białorusinami. Dla mnie jest on przede wszystkim bandytą, zwyrodnialcem, sadystą i psychopatą, a nie – bohaterem narodowym. Wszystkie organizacje narodowe, zarówno te przedwojenne, jak i te obecne, są dziełem jednej, specyficznej mniejszości narodowej. I mam takie wrażenie, że on również do niej należał lub był przez nią sterowany. Kim więc był Romuald Rajs? W Wikipedii można znaleźć informacje, które ułatwią odpowiedź na to pytanie, bo to, że jakaś organizacja nazwie się narodową, to jeszcze nic nie znaczy. O Rajsie Wikipedia pisze obszernie. Ja wybrałem pewne fragmenty i wytłuściłem najistotniejsze, moim zdaniem, fakty. Te wybrane fragmenty też są długie, jeśli więc ktoś przeczyta tylko wytłuszczony tekst, to szybko zorientuje się, że to bandyta i zwyrodnialec, który mordował nie tylko ludność białoruską i nie kierowała nim chęć wyniszczenia tej grupy narodowej, bo to było niemożliwe. Nie mógł tego dokonać jakiś niewielki oddział partyzancki. Celem było zantagonizowanie dwóch społeczności południowego Podlasia: polskiej i białoruskiej, katolickiej i prawosławnej. I to mu się udało tak dobrze, że trwa to do dziś. Wydaje mi się, że taki stan stronie białoruskiej jak najbardziej odpowiada i nie interesuje jej prawda. Podobnie jak prawda nie interesuje polityków PiS-u, którzy robią z niego bohatera. A kogo ona dzisiaj interesuje?

xxx

Romuald Adam Rajs, także Rais lub Reiss, ps. „Bury” (ur. 30 listopada 1913 w Jabłonce (Podkarpacie – przyp. W.L.), zm. 30 grudnia 1949 w Białymstoku) – podoficer zawodowy Wojska Polskiego, żołnierz Związku Walki Zbrojnej-Armii Krajowej oraz podziemia antykomunistycznego.

„Bury” ponosi odpowiedzialność za szereg zbrodni wojennych. Z jego rozkazu rozstrzeliwano jeńców litewskich. Po wojnie dowodzony przez niego oddział spacyfikował szereg wsi na Podlasiu, dokonując zbrodni przeciwko ludności cywilnej narodowości białoruskiej, wyznania prawosławnego, m.in. w Puchałach Starych, w Zaleszanach oraz we wsiach Zanie, Szpaki i Końcowizna (1946). W 2005 roku Instytut Pamięci Narodowej określił czyny „Burego” jako noszące znamiona ludobójstwa.

Pamięć o czynach Rajsa kultywowana jest głównie przez polskie środowiska nacjonalistyczne na Podlasiu. Od roku 2016 Obóz Narodowo-Radykalny organizował w Hajnówce marsze ku czci „Burego”.

Młodość

Był synem Stanisława (1868–1914) i Eleonory z domu Szaler (1880–1966). Jeden z przodków Eleonory, Piotr Ocipka, brał udział w powstaniu listopadowym. Ojciec był rządcą folwarku w Jabłonce. Rajs miał sześcioro rodzeństwa, dwaj bracia zmarli we wczesnym dzieciństwie.

Romuald Rajs rozpoczął naukę w roku 1920 w siedmioklasowej Publicznej Szkole Powszechnej im. Króla Władysława Jagiełły w Sanoku. W 1925 roku rozpoczął naukę w Państwowym Gimnazjum im. Królowej Zofii w Sanoku, gdzie w roku szkolnym 1926/1927 jako uczeń klasy II został uznany za nieuzdolnionego. Wrócił do szkoły powszechnej, którą ukończył w roku 1930. W 1930 roku wstąpił do Szkoły Podoficerskiej Piechoty dla Małoletnich w Koninie. W 1933 roku ukończył Szkołę Podoficerską w Koninie i kurs spadochronowy w Biedrusku. W stopniu kaprala przydzielony został w tym samym roku do 85 pułku piechoty w Nowej Wilejce, a w 1936 roku przeniesiony do 13 pułku piechoty, gdzie został dowódcą plutonu. W 1938 roku ponownie został przeniesiony do konnego plutonu zwiadu 85 pułku piechoty.

Kampania 1939 roku

Niewiele wiadomo o udziale Rajsa w kampanii wrześniowej w 1939 roku. 31 sierpnia wraz z 85 pułkiem piechoty został przeniesiony w rejon Łowicza i walczył w Armii „Prusy”. Był dowódcą plutonu, jego zadanie polegało na rozpoznaniu przedpola. Jego macierzysta jednostka (85 pp) została rozproszona 5–6 września w walkach pod Tomaszowem Mazowieckim. Po przekroczeniu Wisły z 17 żołnierzami, jego oddział został rozbity 15 września pod Lublinem. Wraz z pięcioma żołnierzami cofał się w stronę Kowla i Berezy Kartuskiej. Na trasie Kowel-Bereza Kartuska został zatrzymany przez oddział uzbrojonych Białorusinów i odesłany do Lidy w celu złożenia broni i zdania koni. Rajs został wkrótce zwolniony i wrócił do Wilna. Poszukiwał pracy.

Działalność w Armii Krajowej

W połowie 1940 roku w związku z jego działalnością w ZWZ został zatrzymany i osadzony w obozie pracy, gdzie najpierw spędził dwa miesiące pracując na torfowiskach. Następnie został przeniesiony do fabryki mebli w Nowej Wilejce. Utracił wtedy łączność z organizacją. Po zajęciu Wileńszczyzny przez wojska niemieckie nawiązał kontakt z bliżej nieznaną organizacją konspiracyjną. W 1942 roku podporządkował się Gracjanowi Frógowi „Góralowi”. Do jego obowiązków należało werbowanie nowych ochotników. Zdobywał także broń. W 1942 roku miał pod swoją komendą pełny pluton.

Od 21 października 1943 został szkoleniowcem 3 Wileńskiej Brygady AK, a także dowódcą 1 kompanii szturmowej. Brygadą dowodził por. Gracjan Fróg „Szczerbiec”. W listopadzie Komenda Okręgu chciała pozbawić „Szczerbca” samodzielnego dowództwa. Jego grupa miała wejść w skład oddziału „Łupaszki”. „Szczerbiec” odmówił wykonania rozkazu. Z tego względu 20 grudnia 1943 roku Komenda Okręgu AK przysłała do oddziału trzech oficerów. Oficerowie zostali aresztowani, a dwóch z nich wychłostano. Część kary wymierzył „Bury” osobiście. Nie wyciągnięto żadnych konsekwencji wobec uczestników puczu. Według Jerzego Kułaka właśnie „Bury” był osobą, która zorganizowała pucz (w obronie „Szczerbca”).

8 stycznia 1944 jego oddział został zaatakowany przez Niemców we wsi Mikuliszki. Oddziałem niemieckim dowodził por. Gregor Schnabel, komendant żandarmerii w Oszmianie. Walka trwała ok. czterech godzin. Niemcy ponieśli poważne straty i wycofali się. Po stronie AK poległo pięciu żołnierzy (m.in. „Szczepcio”), a dziewięciu odniosło rany. Po zakończeniu walki rozstrzelano wziętych do niewoli litewskich policjantów. Część z nich „Bury” rozstrzelał osobiście. Dwóch Białorusinów i jednego Niemca puścił wolno. Był to pierwszy i zarazem jeden z największych sukcesów w historii oddziału. W okresie tym kilkakrotnie rozstrzelał wziętych do niewoli jeńców. Za męstwo okazane w walce pod Mikuliszkami został odznaczony Krzyżem Walecznych.

Oddział napadał na posterunki policji i urzędy, zniszczono dokumentację urzędową w Miednikach i Miżniunach. Likwidowano szpicli oraz donosicieli, ale mniej gorliwym wymierzano jedynie karę chłosty. 1 marca „Bury” przeprowadził udaną akcję na posterunek litewskiej policji w Mickuniach. 17 marca wziął udział w natarciu na Czarny Bór. Akcja zakończyła się niepowodzeniem. W końcu marca 3. Brygada zdobyła Nowe Troki. W lipcu 1944 roku brał udział w operacji Ostra Brama, której celem było wyzwolenie Wilna zanim zrobi to Armia Czerwona. 3. Brygada liczyła wtedy ponad siedmiuset żołnierzy. W toku walk opanował Kolonię Wileńską, a następnie wyparł Niemców z umocnień broniących dostępu do dzielnicy Belmont. 3. Brygada utraciła ponad czterdziestu żołnierzy. „Bury” w trakcie walk wykazał się zdolnościami dowódczymi, a jego kompania pomimo strat zachowała sprawność bojową. Za odwagę wykazaną w tych bojach odznaczony został Krzyżem Virtuti Militari V klasy i otrzymał awans na porucznika. Większość oddziałów AK została wkrótce rozbrojona przez Sowietów, natomiast „Bury” uniknął rozbrojenia. Po aresztowaniu dowódcy swojego oddziału przez NKWD, Rajs przejął dowództwo nad 3. Brygadą, którą skierował do Puszczy Rudnickiej, a po miesiącu ją rozwiązał.

W październiku 1944 roku przedostał się do Białegostoku, gdzie na przełomie listopada i grudnia zgłosił się do Ludowego Wojska Polskiego pod fałszywym nazwiskiem Jerzy Góral. Od stycznia 1945 roku dowodził plutonem w batalionie Ochrony Lasów Państwowych w Hajnówce. Do jego zadań należało zwalczanie kłusownictwa i ochrona lasów przed nielegalnym wyrębem. W maju 1945 roku skontaktował się z mjr. Zygmuntem Szendzielarzem, który na Białostocczyźnie odtwarzał w tym czasie 5. Wileńską Brygadę AK. Rajs zdezerterował wraz z 29 żołnierzami i przyłączył się do oddziału Szendzielarza. 9 maja 1945 roku został dowódcą 2. szwadronu 5. Brygady. Pod dowództwem „Burego” 2. szwadron przeprowadził kilka akcji bojowych, atakował pododdziały Armii Czerwonej, rozbrajał posterunki Milicji Obywatelskiej, likwidował komunistycznych aktywistów oraz agenturę UB. 27 czerwca zginął Antoni Subocz „Wesoły”; był to jedyny poległy partyzant w historii 2. szwadronu. Oddziały Rajsa były wtedy cały czas w ruchu.

Działalność w Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym

Ostatnia koncentracja 5. Brygady odbyła się 7-8 września 1945 roku w gajówce Stoczek. Tutaj mjr. Zygmunt Szendzielarz wydał rozkaz rozwiązania 5. Wileńskiej Brygady AK. Odtąd walka z komunistycznym reżimem miała być prowadzona metodami politycznymi. Dowódcy wchodzących w jej skład 3. i 4. szwadronu podporządkowali się rozkazowi, natomiast Rajs postanowił walczyć dalej. Szendzielarz ostrzegł Rajsa, że źle to się dla niego skończy.

W końcu sierpnia 1945 roku nawiązał kontakt z komendantem Okręgu III Białystok Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, mjr. Janem Szklarkiem ps. „Kotwicz” i wraz ze swoim szwadronem przeszedł do tej organizacji. Został awansowany do stopnia kapitana i 16 września objął funkcję szefa Pogotowia Akcji Specjalnej (PAS) w Okręgu NZW Białystok. Jego oddział, nazywany odtąd 3. Wileńską Brygadą NZW, stanowiący największe ugrupowanie NZW na Białostocczyźnie, stoczył wiele walk z grupami operacyjnymi MBP, KBW i MO. Według oceny Jerzego Kułaka nie nadawał się na stanowisko dowódcze w sztabie, ale był „świetnym oficerem liniowym” Oddział „Burego” w chwili przejścia do NZW liczył około dwudziestu ludzi, uzbrojonych w automaty i cztery erkaemy. 20 września 1945 roku, zaledwie cztery dni po oficjalnym powitaniu II szwadronu w szeregach NZW, mjr. Florian Lewicki „Kotwicz” wydał kpt. „Buremu” rozkaz, który mówił między innymi:

„[…] wskutek 1. agresywnego stosunku PPR […], 2. załamania się elementów konspiracyjnych na terenie 8. kompanii na skutek silnego obsadzenia terenów tej kompanii przez wywiad wrogi […]” oddział PAS ma przeprowadzić pacyfikację terenów południowo-wschodnich powiatu bielskiego. Akcja miała być wymierzona nie tylko w siatkę agenturalną resortu bezpieczeństwa, powinna mieć również charakter „odwetu na wrogiej ludności do sprawy konspiracyjnej”.

Z powodu szczupłości sił rozkaz z 20 września 1945 roku dla oddziału kpt. Rajsa wkrótce zawieszono. Rajs udał się na urlop, podczas którego skupił się na zapewnieniu bezpieczeństwa przybyłej z Wileńszczyzny żonie i synowi. Genowefa Rajs najpierw zamieszkała w Elblągu, a następnie w Węgrowie. Na Białostocczyznę Rajs powrócił dopiero w połowie stycznia 1946 roku. W końcu grudnia 1945 roku jego oddział liczył około 90 ludzi, podzielonych na trzy plutony i był już na tyle liczny, że mógł przystąpić do działań. Na przełomie 1945 i 1946 podjęta została decyzja o wymarszu tej organizacji na teren powiatu Bielsk Podlaski. Celem wymarszu było między innymi zademonstrowanie siły organizacji NZW. Podczas wymarszu Rajs stosował brutalne metody walki.

Po 1944 roku tereny powiatu Bielsk Podlaski uważane były przez organizacje konspiracyjne za niebezpieczne dla partyzantki niepodległościowej ze względu na liczniejszą niż gdzie indziej agenturę NKWD i MBP, składającą się w znacznej części z osób narodowości białoruskiej, najczęściej również byłych członków Komunistycznej Partii Polski (KPP) i Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi (KPZB). Organizacje konspiracyjne zwalczały ją z całą bezwzględnością. Osobom, na których padł choćby cień podejrzenia o współpracę z NKWD czy MBP, groziła śmierć. Komitet Powiatowy PPR w Bielsku na koniec 1944 r. liczył 212 działaczy, z których 144 było narodowości białoruskiej.

Zgodnie z rozkazem „Kotwicza” z 20 września 1945 roku „Bury” miał przeprowadzić wespół z oddziałem ppor. Jana Boguszewskiego „Bitnego” pacyfikację południowo-wschodnich terenów powiatu bielskiego. W myśl rozkazu pacyfikacja miała dotyczyć pracowników i konfidentów UB, ponadto nakazano zorganizowanie odwetu na wrogiej ludności. Do wykonania rozkazu „Bury” przystąpił dopiero w końcu stycznia 1946 roku. Na czele oddziału liczącego około 100 żołnierzy rozbroił 16 stycznia pluton KBW pod Hermanami. Był nieefektywnie ścigany przez grupę operacyjną UB-KBW dowodzoną przez ppłk. Dmitrenkę. 21 stycznia przekroczył rzekę Nurzec. 26 stycznia oddział przeszedł przez wsie Augustynówka i Milejczyce. Następnego dnia przejechał przez Wólkę Wygonowską. Stamtąd partyzanci Rajsa skierowali się na wschód, w stronę Grabowca. 27 stycznia oddział dotarł do wsi Łozice. 28 stycznia nad ranem do wsi Łozice zaczęli zjeżdżać furmani, wyznaczeni dla odrobienia szarwarku. Oddział dokonał selekcji i wybrał od 40 do 50 najlepszych zaprzęgów, które przez najbliższe dni służyły partyzantom.

29 stycznia oddział Rajsa, udając pododdział KBW, wkroczył do Zaleszan. Założono sowieckie epolety, a komendy wydawano po rosyjsku. Mieszkańcy nie wiedzieli z kim mają do czynienia. Lekceważyli przybyły do wsi oddział, odmówili spełnienia części świadczeń. „Bury” po otrzymaniu meldunku o wrogim stosunku wsi do jego żołnierzy wyraził zgodę na spalenie wsi. Śmierć poniosło łącznie 14 osób, które straciły życie w podpalonych domach, od kul lub zmarły później w wyniku odniesionych ran.

31 stycznia dokonano mordu w Puchałach Starych, w czasie którego rozstrzelano 30 prawosławnych białoruskich chłopów (furmanów), uwalniając przy tym uprzednio kilka osób. 2 lutego 1946 roku nastąpił atak oddziałów NZW na miejscowości Zanie, Szpaki i Końcowizna. Wymienione wsie zostały częściowo spalone, a w Zaniach i Szpakach łącznie zamordowano 31 osób cywilnych. Po tych zbrodniach część podziemia poakowskiego nie chciała wierzyć, że zbrodni tej rzeczywiście dokonał „Bury” i utrzymywała, że jest to „sowiecka prowokacja”. Wyczynami „Burego” zainteresowało się podziemie WiN-owskie, które odnotowało w raporcie dla Komendy Obwodowej w Bielsku Podlaskim:

»Oddziały partyzanckie NZW pod dowództwem „Burego”, „Bitnego” i „Rekina” terroryzują spokojną ludność polską. Chłop za niechętne odezwanie się dostaje w twarz. Legitymowany przechodzień za niezręczne wydobywanie dokumentów jest zwykle bity do krwi. Jeżdżą tylko furami, pieszo nigdy. Furmani są przetrzymywani przez tydzień czasu przy oddziale. Każdy furman za najmniejsze uchybienie dostaje lanie. Ludność jest terroryzowana.«

W odpowiedzi na czyny „Burego” kilku duchownych prawosławnych zaangażowało się w akcję zbierania podpisów pod petycją do rządu ZSRR z prośbą o „wzięcie w opiekę ludności prawosławnej zamieszkującej Białostocczyznę”. W akcję był zaangażowany ks. Mikołaj Wincukiewicz z Bielska Podlaskiego. W petycji było napisane: „Rząd Polski gnębi Białorusinów, pali wsie białoruskie, rzuca dzieci w ogień i w związku z tym Białorusini proszą Rząd Radziecki o wzięcie ich pod swoją opiekę.” Petycja była adresowana do władz w Moskwie i Mińsku. Wyjazdy do ZSRR były wspierane przez starostę bielskiego R. Woźniaka oraz wojewodę białostockiego Stefana Dybowskiego. W efekcie do końca 1946 roku z woj. białostockiego wyjechało wtedy 36 388 osób narodowości białoruskiej.

W związku z pacyfikacją województwa rozpoczętą przez MBP Rajs wycofał oddział do byłych Prus Wschodnich. 16 lutego 1946 roku stoczył pod Orłowem walkę z radziecko-polską grupą operacyjną, którą przegrał. 16 członków jego oddziału zostało zabitych, a trzech aresztowanych. 28 kwietnia w Brzozowie-Antoniach rozbito grupę operacyjną UBP-KBW-MO. Rajs wydał rozkaz rozstrzelania wziętych do niewoli kilkunastu funkcjonariuszy UBP i MO. W październiku 1946 roku rozwiązał oddział, zrezygnował z pracy w sztabie i wyjechał do Elbląga.

W lutym 1947 roku przyjechał do Jeleniej Góry, od marca pracował w urzędzie gminy Karpacz, którą to pracę załatwił mu jego podwładny z okresu wileńskiego. W październiku zwolnił się z pracy w gminie i odtąd wraz z żoną prowadził pralnię, którą kupił kilka miesięcy wcześniej. Utrzymywał kontakt z ppłk „Błękitem” i innymi dowódcami NZW. Usiłował nawiązać kontakt z „Łupaszką”, który jednak kontaktu nie podjął. W listopadzie 1948 roku Bury zawiesił działalność pralni.

Aresztowanie

UB dzięki agentom posiadało wiedzę na temat kontaktów, lokali i rodziny Rajsa. Umożliwiło to jego aresztowanie. Wydany został przez łączniczkę i aresztowany 11 listopada pozornie jako podejrzany o kradzież w sklepie w Karpaczu. W drodze na miejscowy posterunek MO zdołał zbiec. Noc spędził w lesie, przedostał się do Jeleniej Góry i zatrzymał się w mieszkaniu Jurasowa. Tu 17 listopada 1948 roku został aresztowany i przewieziony do siedziby WUBP we Wrocławiu. 18 listopada został przewieziony do MBP w Warszawie. Tutaj rozpoczęto śledztwo. Podczas przesłuchań prawdopodobnie nie stosowano wobec niego przymusu fizycznego.

xxx

Z poniższej lektury wyłania się obraz postaci zagadkowej i dwuznacznej, która współpracowała z obiema stronami. Bo jak wytłumaczyć fakt, że żołnierz podziemia zgłasza się do Ludowego Wojska Polskiego i zostaje przyjęty, a następnie przez cztery miesiące dowodzi plutonem w batalionie Ochrony Lasów Państwowych w Hajnówce? Później dezerteruje, a od marca 1947 roku zostaje zatrudniony w komunistycznym urzędzie gminy w Karpaczu i dostaje zezwolenie od komunistycznych władz na prowadzenie pralni. W końcu zostaje zlikwidowany. Najwyraźniej spełnił swoje zadanie i był już niewygodny. Murzyn zrobił swoje i murzyn może odejść. A dziś z bandyty i zwyrodnialca niektóre środowiska próbują zrobić bohatera i patriotę. Kim więc są ci ludzie, którzy to czynią?

Narodowe Zjednoczenie Wojskowe to organizacja, która istniała w latach 1944-1956. Powstała po upadku powstania warszawskiego. W listopadzie 1944 roku w Grodzisku Mazowieckim doszło do spotkania przedstawicieli Stronnictwa Narodowego, na którym utworzono Narodowe Zjednoczenie Wojskowe. Początkowo funkcjonowało ono jako Narodowy Związek Zbrojny. W 1947 roku, wobec przewagi sił komunistycznych i spadku nadziei na wybuch III wojny światowej, część członków NZW ujawniła się po uchwaleniu przez Sejm amnestii 22 lutego 1947 roku. Reszta struktur terenowych pozostawała w konspiracji do początku lat 50-tych. Najdłużej działała Komenda Powiatowa NZW Bielsk Podlaski, która ujawniła się w Warszawie dopiero jesienią 1956 roku.

Narodowe Zjednoczenie Wojskowe realizowało koncepcję państwa narodu polskiego, która odwoływała się do idei „Wielkiej, Wolnej, Sprawiedliwej, Katolickiej Polski Narodowej” oraz „Polski dla Polaków”. Była to koncepcja endecji i jej przedwojennej partii, czyli Stronnictwa Narodowego. Tak jak przed wojną, tak i obecnie, wszelkie narodowe partie, jak i inne, są zdominowane przez Żydów, jeśli nie ilościowo, to intelektualnie. Koncepcja takiej Polski jest z założenia błędna i nierealna, bo od unii lubelskiej mamy państwo wielonarodowe i wielowyznaniowe – Rzeczpospolitą Pięciorga Narodów: Żydów, Rusinów (Ukraińców), Białorusinów, Litwinów i Polaków. Takim państwem była też II RP, takim był narodowo-socjalistyczny PRL, którego propaganda wmawiała, że PRL to jedno państwo, jeden naród i jeden przywódca, czyli partia i takim była III RP, która zakończyła swój żywot 24 lutego 2022 roku. Jeśli więc taka koncepcja jest nierealna, to po co ten cyrk? Tylko i wyłącznie po to, by skłócać ludzi, wzbudzać wśród nich nienawiść do innych narodowości, wyznań i religii, bo zgodnie z heglowską zasadą, przyjętą przez marksistów, rozwój może odbywać się tylko poprzez konflikt przeciwieństw, który jest niezbędny do przeprowadzenia zmian. I to jest tzw. proces dialektyczny, czyli rozwój poprzez sprzeczności. Takie procesy mogą się dziać na szczeblu globalnym, jak trwająca obecnie wojna na Ukrainie lub lokalnym, czego przykładem mogą być relacje polsko-białoruskie na Podlasiu. Tak też się dzieje w polityce, czego przykładem jest podział na lewicę i prawicę.

KUL

W związku z dwuznacznym stanowiskiem hierarchów kościelnych w sprawie rzezi wołyńskiej pojawia się pytanie: czym jest Kościół katolicki w Polsce i komu służy? Instytucja, która według endeków i innych “patriotów” jest nieodzownym elementem polskości, po raz kolejny daje dowód, że jest jej wrogiem. I tak sobie skojarzyłem, że jest przecież w Polsce Katolicki Uniwersytet Lubelski, czyli KUL. I w pewnym sensie jest on częścią tego Kościoła. Może więc poznanie historii tej części ułatwi zrozumienie, czym jest całość. Informacje poniższe pochodzą z Wikipedii; (wytłuszczenia W.L.).

xxx

Universitas Lublinensis Ioannis Pauli II, skr. KUL, w latach 1918–1928 Uniwersytet Lubelski) – polski uniwersytet katolicki z siedzibą w Lublinie. Jest kościelną szkołą wyższą o pełnych prawach publicznych szkół wyższych. Najstarsza uczelnia Lublina i trzeci najstarszy funkcjonujący uniwersytet w Polsce.

Został założony 27 lipca 1918 roku jako Uniwersytet Lubelski z inicjatywy ówczesnego rektora Akademii Duchownej w Petersburgu (powstałej w 1842 roku) ks. Idziego Radziszewskiego. Po wyrażeniu zgody na utworzenie uniwersytetu przez konferencję biskupów polskich w Warszawie z udziałem Achillesa Ratti (późniejszego papieża Piusa XI), uruchomiono naukę na wydziałach: Teologicznym, Prawa Kanonicznego, Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych oraz Nauk Humanistycznych. Pierwszym rektorem KUL został Radziszewski, a większość kadry uczelni stanowili wykładowcy Akademii, której ówczesny Uniwersytet Lubelski stał się kontynuatorem.

Katolicki Uniwersytet Lubelski powstał z inicjatywy ks. Idziego Radziszewskiego, który zbierał fundusze na powstanie katolickiej uczelni w Polsce wśród Polonii w Petersburgu, w miejsce likwidowanej przez władze bolszewickie Akademii Duchownej w Petersburgu. Głównymi fundatorami byli przemysłowiec Karol Jaroszyński i inżynier Franciszek Skąpski.

Na miejsce dla takiej uczelni wybrano Lublin. W 1918 roku pomysł zyskał akceptację polskich biskupów oraz nuncjusza Stolicy Apostolskiej i 27 lipca 1918 roku decyzją Zjazdu Biskupów Królestwa Polskiego została powołana uczelnia pod nazwą Uniwersytet Lubelski. Księgozbiór Akademii Petersburskiej stał się zaczątkiem księgozbioru nowego Uniwersytetu. Jesienią 1918 roku Uniwersytet rozpoczął działalność. Początkowo korzystał z bazy lokalowej seminarium duchownego. Obejmował wtedy 4 wydziały: Teologiczny (otwarty w 1918), Prawa Kanonicznego, Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych oraz Nauk Humanistycznych.

W 1928 r. zmieniono nazwę uczelni na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Przed II wojną światową KUL zdobywał uprawnienia państwowe oraz, mimo że miał status uczelni prywatnej, otrzymał prawo do dotacji państwowych. Otrzymał także własny gmach – był to budynek podominikański usytuowany przy Alejach Racławickich, blisko centrum miasta.

KUL była pierwszą wyższą uczelnią, która wznowiła działalność na skrawku wyzwolonej Polski. Już 2 sierpnia 1944 roku KUL uzyskał pozwolenie od nowych komunistycznych władz na wznowienie działalności, a 3 listopada 1944 roku podjęto zajęcia akademickie (na inauguracji roku szkolnego obecni byli m.in. przedstawiciele PKWN i oficjalny reprezentant ZSRR w Lublinie – Nikołaj Bułganin). Uczelnię udało się reaktywować dzięki inicjatywie ks. prof. Antoniego Słomkowskiego. Zaczęli tu wykładać profesorowie przesiedleni z Kresów Wschodnich, głównie z Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie i Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Początkowo nowe władze sprzyjały katolickiej uczelni, później jednak stała się ona celem ataków. Doszło do nacjonalizacji podstawowego źródła finansowania KUL, jakim był liczący 7 tys. ha majątek rolny Fundacji hr. Potulickich w Potulicach koło Nakła. W 1949 roku zabroniono przyjmowania nowych studentów na niektóre świeckie kierunki, pozbawiono funkcji rektora ks. Słomkowskiego – za to, że nie chciał zalegalizować na uczelni komórki młodzieżowej organizacji komunistycznej. Uniwersytet był stale inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa, utrudniano życie studentom i wykładowcom, cenzurowano publikacje uczelni.

Dopiero lata 90. XX wieku przyniosły poprawę sytuacji. Część pieniędzy KUL zaczął otrzymywać z budżetu państwa, zniesiono cenzurę, uczelnia zaczęła rozwijać bazę dydaktyczną. W 1991 r. KUL odzyskał Fundację Potulicką, a w 2003 r. założył grupę kapitałową CGFP sp. z o.o. mającą w swych zasobach ziemię o areale 5000 ha. Z danych księgowych wynika jakim majątkiem obraca cała grupa kapitałowa i jak duże finansowanie posiada KUL.

xxx

O Akademii Duchownej w Petersburgu Wikipedia tak pisze:

Cesarska Rzymskokatolicka Akademia Duchowna w Petersburgu (ros. Императорская римско-католическая духовная академия) – wyższa szkoła teologiczna istniejąca w latach 1842–1918 w Petersburgu.

W 1773 roku po kasacie zakonu jezuitów prowadzony przez nich w Wilnie Uniwersytet Wileński Stowarzyszenia Jezusowego Księstwa Litewskiego został przemianowany na Szkołę Główną Wielkiego Księstwa Litewskiego. 4 kwietnia 1803 roku na jego bazie powstał Imperatorski Uniwersytet Wileński. W 1833 roku z wydziału teologicznego tej uczelni po połączeniu z Głównym Seminarium Wileńskim utworzono Wileńską Rzymskokatolicką Akademię Duchowną. W 1842 roku przeniesiono ją do Petersburga. Po wizytacji uczelni 18 grudnia 1844 roku Mikołaj I zatwierdził statut uczelni i wydał rozporządzenie nadające jej nazwę Cesarskiej Rzymskokatolickiej Akademii Duchownej. Gdy w 1847 roku podpisano konkordat pomiędzy Rosją a Stolicą Apostolską Akademia została podporządkowana arcybiskupowi mohylewskiemu. Po likwidacji w 1867 roku Warszawskiej Akademii Duchownej jej studentów przeniesiono do działającej w Petersburgu uczelni.

W lutym 1918 roku z inicjatywy Radziszewskiego w Piotrogrodzie Komitet Organizacyjny mający za zadanie zorganizowanie uniwersytetu katolickiego, a 23 października 1918 roku Edward Ropp metropolita mohylewski przekazał tworzącemu się Uniwersytetowi w Lublinie prawo piotrogrodzkiej Akademii do otwarcia wydziału teologicznego w roku akademickim 1918/19. Gdy w grudniu 1918 roku został otwarty Uniwersytet Lubelski w gronie jego wykładowców znaleźli się również profesorzy Akademii, a zaczątkiem biblioteki uniwersytetu były księgozbiory wykładowców zakupione przez Karola Jaroszyńskiego.

xxx

Mamy więc taką sytuację, że zakon jezuitów został skasowany w całej Europie, ale nie w Rosji i ta prawosławna Rosja, niby tak wroga katolicyzmowi, bardzo przychylnie odnosi się do jezuitów. Można więc powiedzieć, że korzenie KUL są jezuickie. Ciekawymi postaciami są też dwaj fundatorzy Karol Jaroszyński i Franciszek Skąpski.

Karol Jaroszyński, Karol Lucjan Jan Jaroszyński herbu własnego, ros. Карл Иосифович Ярошински, Charles Jaroszynski (ur. 13 grudnia 1878 w Kijowie, zm. 8 września 1929 w Warszawie) – polski przedsiębiorca, finansista i filantrop.

Syn Józefa Klemensa Jaroszyńskiego herbu własnego (1826–1885), właściciela rozległych dóbr, szeregu cukrowni na Podolu i banku w Kijowie, i Karoliny Borsza-Drzewieckiej herbu Nałęcz (ok. 1837–1921). Uczęszczał do Szkoły Męskiej Towarzystwa Popierania Szkoły Średniej oraz Pierwszego Gimnazjum Klasycznego w Kijowie (do 1896); absolwent wydziału handlowego Szkoły Realnej w Moskwie (Московское реальное училище) (1899). Finansista z polskiej rodziny szlacheckiej, zamieszkałej na Podolu w okolicach Winnicy. Właściciel dóbr Antopol, Krzyżopol, Wapniarka. Nazywany też rosyjskim Vanderbiltem. W 1909 r. powiększył swój majątek rozbijając bank w Casino de Monte-Carlo – wygrał wówczas w ruletkę w przeliczeniu 774 kg złota (1 mln rubli). W marcu 1916 jego majątek oceniano na kwotę 26,1 mln rubli, 300 mln rub. w długach wekslowych oraz 950 mln rub. w złocie i nieruchomościach, łącznie 1 mld 276 mln rubli. Ostrożne szacując, byłoby to ponad 200 mld obecnych polskich zł. Można więc przyjąć, że był jednym z najbogatszych i wpływowych ludzi w Imperium Rosyjskim i najbogatszym Polakiem na przełomie XIX i XX wieku. Był wówczas największym właścicielem cukrowni w świecie, gdyż był właścicielem lub współwłaścicielem 53 cukrowni i rafinerii cukru m.in. w Gniewaniu, Czarnominie, Kordelewce, Tomaszpolu, Stepanówce, Woronowicy, Odessie, Mariańsku, Gorodiszczach, Tule, Czerkasach, Michajłowskim Chutorze, Woroneżu, Krupcu, Malowiskach, Makarińcu, Iwnii, Perewerziewce i Suprunówce; 12 banków.

Prowadził znaczącą działalność filantropijną. W 1917 nabył za 1 mln rubli dom senatora Połowcowa na potrzeby bursy dla polskich studentów przy Nab. Kriukowa 12 (Крюкова наб.к.) w Petersburgu (DS „Zgoda”). Wspierał utworzenie Uniwersytetu Lubelskiego. Był prezesem „Komitetu Organizacyjnego Uniwersytetu Katolickiego” i jednym z głównych (obok Franciszka Skąpskiego) fundatorów. Na jego powstanie wpłacił w latach 1918–1922 bardzo duże kwoty, a następnie wspierał go finansowo do końca życia.

Według wspomnień Jałowieckiego, w 1917 r. Jaroszyński miał mieć kontakty z bolszewikami (możliwe, że dzięki domniemanej przynależności do masonerii) i mógł z wyprzedzeniem wiedzieć o planowanym przez nich przewrocie. Podczas wojny domowej w Rosji był uczestnikiem tzw. „intrygi bankowej”, której celem było finansowe wsparcie sił antybolszewickich przez aliantów. 14 grudnia 1917 r. komisja śledcza Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich wydała nakaz jego aresztowania. Ukrywał się przez pewien czas w mieście, w sierpniu 1918 r. wyjechał do Kijowa, a następnie do Odessy, skąd na wiosnę 1920 r. ewakuował się na pokładzie francuskiego torpedowca do Paryża, a po kilku miesiącach przeniósł się do Warszawy. Zamieszkał w pałacu Sobańskich.

Pełnił wówczas funkcje:

  • doradcy finansowego Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego (1921–1922)
  • dyrektora Banku Rosyjsko-Polskiego SA w Warszawie (1921–1923)
  • prezesa Banku Zjednoczonych Przemysłowców SA w Warszawie
  • prezesa Rady Banku Leśnego SA w Wilnie”.

W tym czasie był też głównym udziałowcem (56%) Banku Towarowego SA w Warszawie (1922). Jego działalność finansowa w Polsce nie powiodła się jednak i popadł w problemy finansowe. W 1923 r. wyjechał do Rzymu, w 1926 r. powrócił do Warszawy, zamieszkując w małym mieszkaniu przy ul. Smoczej 7. Po przekazaniu kolejnej darowizny na Katolicki Uniwersytet Lubelski w 1928 r. znalazł się w bardzo złej sytuacji materialnej.

Pod koniec życia cierpiał na problemy zdrowotne po zamachu na jego życie w Operze Paryskiej, gdzie ukłuto go zatrutą igłą, prawdopodobnie z powodu działalności antybolszewickiej.

Zmarł w szpitalu św. Ducha w Warszawie na dur brzuszny i został pochowany na cmentarzu Powązkowskim w grobowcu rodzinnym przy reprezentacyjnej al. Katakumbowej (filar 44), jednak wkrótce ciało przeniesiono do grobu w odległym miejscu cmentarza (kw. 227, rz. 3, m. 23).

xxx

O drugim fundatorze, Franciszku Skąpskim, Wikipedia nie zamieściła odrębnej informacji, natomiast pisze o nim na swoim blogu Grzegorz Wysok. Grzegorz Piotr Wysok (http://grzegorzwysok.blogspot.com/2008/10/inynier-franciszek-skpski-fundator-i.html). Inżynier Franciszek Skąpski – fundator i współorganizator KUL – był masonem. Poniżej treść tego artykułu:

Obserwując degrengoladę panującą od dłuższego czasu w murach lubelskiej uczelni – gdzie bez problemów wykładane są heretyckie doktryny nie mające nic wspólnego z katolicyzmem (np. teologia w ujęciu o. Hryniewicza – głoszącego nie istnienie piekła i tzw. powszechne zbawienie; “Kongresy chrześcijańskie” z udziałem rabinów i Moniki Olejnik itp.) warto przypomnieć postać współorganizatora i fundatora tej uczelni inżyniera Franciszka Skąpskiego (1881-1966) będącego wybitnym polskim masonem.

W skrócie można o nim powiedzieć co następuje. Był to niezwykle bogaty przedsiębiorca budowlany w przedrewolucyjnej Rosji, wydawca polskiej gazety codziennej “Dziennik Petersburski” ukazującej się w czasie I wojny światowej a wyrażającej dyskretnie poglądy obozu piłsudczykowskiego sprzyjającego Państwom Centralnym a wrogiego Aliantom i polskiemu obozowi narodowemu z Dmowskim na czele. Działał też w harcerstwie pełniąc po wybuchu rewolucji funkcję komendanta piotrogrodzkiej chorągwi i Towarzystwie Gimnastycznym “Sokół”. Jednocześnie był członkiem konspiracyjnego POW (Polska Organizacja Wojskowa) finansując z własnych środków jej działalność, a od 1917 sprawując funkcję komendanta na Rosję. Jako zwolennik Piłsudskiego a jednocześnie osoba bardzo wpływowa Franciszek Skąpski odegrał decydującą rolę w obaleniu planu Narodowej Demokracji utworzenia w Rosji potężnej Armii Polskiej stojącej w obozie antyniemieckim gdy po obaleniu caratu pojawiła się realnie taka możliwość.

To, że masonem był polityk związany z Piłsudskim, niszczyciel armii polskiej, zwolennik Niemiec i Austrii nie dziwi. Ale Franciszek Skąpski był też… współfundatorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i w latach 1918-1922 jego Kuratorem. Jakie były powody, że mason a w latach późniejszych również zwolennik i propagator hinduistycznej i okultystycznej nauki, wyznawca filozofii Bo Yn Ra, Hatha i Radża Jogi itp., członek loży Ebdar – Tempel zu Brunn, jawny odstępca od kościoła, tłumacz i wydawca dzieł z zakresu wiedzy tajemnej – przeznaczył znaczne kwoty pieniężne (podobno 1 mln rubli w złocie) na KUL?

Sam inżynier Skąpski w swoim spisanym w 1958 życiorysie nie tłumaczy jasno swych motywów, podkreśla jedynie swój kryzys religijny spowodowany jakoby politycznymi sugestiami spowiednika, z którymi się nie zgadzał i co odwiodło go od kościoła.

Nie można formułować zbyt kategorycznych sądów jednak przynajmniej jako hipotezę można przyjąć, że mogła tu wchodzić w grę długoplanowa polityka masonerii zmierzająca do zdobycia wpływu na Kościół poprzez próby zbudowania instytucji, która formować będzie inteligencje katolicką i księży w duchu dla masonerii pożądanym. Urabiać kadry, rozmiękczać ortodoksyjność nauczania, propagować miły wolnomularzom “katolicyzm postępowy” tak aby uniwersytet z założenia katolicki stał się źródłem fermentu i zamieszania – czego złowrogie skutki niestety obserwujemy nie od dziś. W liście F. Skąpskiego do księdza rektora Idziego Radziszewskiego z 30.08.1918 roku znalazłem ciekawy i znamienny fragment: “Lublin przyjął z entuzjazmem wieść o uniwerku, ale koniecznie uniwerku katolickim, żeby Żydów nie przyjmować, ale ja się temu wedle możności opieram”. To też jest jakaś wskazówka!

xxx

Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia ten fragment: W 1991 r. KUL odzyskał Fundację Potulicką, a w 2003 r. założył grupę kapitałową CGFP sp. z o.o. mającą w swych zasobach ziemię o areale 5000 ha.” Stanisław Didier w swojej książce Rola neofitów w dziejach Polski (1934) w rozdziale Okres pozytywizmu pisze:

Przywódcy żydostwa polskiego nie zniechęcili się wstrętami czynionymi wychrztom przez światlejszą część naszego społeczeństwa. Rzucono hasło małżeństw mieszanych. Wynaleziono wielu zubożałych arystokratów pragnących pozłocić swe herby. W krótkim czasie przedstawiciele najstarszej arystokracji polskiej weszli w związki rodzinne z potomkami frankistów, a także z neofitami. Wołowscy, Łascy, Epsteinowie, Kronenbergowie, Blochowie, Rotwandowie, Reichmanowie, Halpertowie, Goldfederowie koligacą się z Woronieckimi, Rzyszczewskimi, Potulickimi, Lasockimi, Ilińskimi, Skarbkami, Morsztynami, Wielopolskimi, Kościelskimi, Jundziłłami, Wodzyńskimi, Hołyńskimi, Poklewskimi i in.

xxx

Z przedstawionych powyżej informacji wynika, że KUL miał dwóch fundatorów. Jeden z nich był Żydem, a drugi masonem. Można więc powiedzieć, że jest to żydowski uniwersytet, a jego kadrę w dużej części stanowią Żydzi. I to oni decydują o linii programowej tej uczelni.

Z drugiej strony, jeśli zastanowić się tak ogólnie nad Kościołem katolickim jako instytucją, to jest raczej niemożliwe, by nie była ona żydowskim wynalazkiem i nie pozostawała pod ich kontrolą. Kościół dysponuje danymi dotyczącymi aktów chrztu. W jego archiwach znajdują się również akty chrztu Żydów od najdawniejszych czasów. To bardzo wrażliwe dane, które mogłyby być wykorzystane na różne sposoby. Na to zapewne nie pozwoliliby oni. A skoro tak , to hierarchowie Kościoła katolickiego muszą tak postępować, jak tego chcą Żydzi. Inna sprawa, że część z tych hierarchów to Żydzi, a im wyżej w hierarchii, tym ich więcej. I stąd takie ich zachowanie w sprawie rzezi wołyńskiej.

15 lipca 1410

Bitwa pod Grunwaldem uważana jest chyba za największy triumf polskiego oręża. Czy rzeczywiście tak należy patrzeć na tę bitwę? Być może w sensie militarnym był to sukces, ale w politycznym – klęska. O tym aspekcie politycznym i braku wymiernych korzyści z tej wojny nie mówi się. Warto więc z okazji kolejnej rocznicy powrócić do tamtych wydarzeń, zwłaszcza że mają one wiele wspólnego, z tym, co dzieje się obecnie, czyli bezinteresownym wspieraniem Ukrainy. Zdaje się to być niezmienna cecha „polskiej” polityki od Grunwaldu. Choć z drugiej strony, gdy zagłębimy się w temat, to okazuje się, że było zupełnie inaczej. Poniżej wybrane fragmenty z Wikipedii:

Bitwa pod Grunwaldem (zwana w języku niemieckim pierwszą bitwą pod Tannenbergiem „Schlacht bei Tannenberg”, a w języku litewskim bitwą pod Żalgirisem „Žalgirio mūšis”) – jedna z największych bitew w historii średniowiecznej Europy (pod względem liczby uczestników), stoczona na polach pod Grunwaldem 15 lipca 1410 roku, w czasie trwania wielkiej wojny między siłami zakonu krzyżackiego, wspomaganego przez rycerstwo zachodnioeuropejskie (głównie z Czech, z wielu księstw śląskich, z Pomorza Zachodniego i z pozostałych państw Świętego Cesarstwa Rzymskiego) oraz Prusów pod dowództwem wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena, a połączonymi siłami polskimi i litewskimi (złożonymi głównie z Polaków, Litwinów i Rusinów) oraz niewielkich wojsk tatarskich wspieranymi lennikami obu tych krajów (Hospodarstwo Mołdawskie, księstwo mazowieckie, księstwo płockie, księstwo bełskie, Podole i litewskie lenna na Rusi) oraz najemnikami z Czech, Moraw i z księstw Śląska oraz uciekinierami ze Złotej Ordy i chorągwiami prywatnymi (między innymi chorągiew z Nowogrodu Wielkiego księcia Lingwena Semena), pod dowództwem króla Polski Władysława II Jagiełły i wielkiego księcia litewskiego Witolda.

Bitwa ta zakończyła się zwycięstwem wojsk polsko-litewskich i pogromem sił krzyżackich, nie została jednak wykorzystana do całkowitego zniszczenia zakonu. Nie zdobyto Malborka – stolicy Zakonu – ponieważ wygasał rozejm Witolda z inflancką gałęzią Zakonu na północy (korzystny w czasie bitwy) i wojska litewskie rozpoczęły odwrót, niepewna była także sytuacja na południowych granicach Królestwa, zagrożonych atakiem przez ówczesnego sojusznika Zakonu, węgierskiego króla Zygmunta Luksemburczyka. Pomimo poddawania się wojskom królewskim przez pruskie miasta (Olsztynek, Morąg, Dzierzgoń, Główne Miasto Gdańsk, Stare Miasto Toruń, Chełmno, Elbląg), obrońca Malborka, komtur Świecia Henryk von Plauen, miał w dyspozycji jeszcze ponad 200 czynnych braci rycerzy oraz 362 komturie zakonne rozsiane po całej Europie, do których słał listy o pomoc. Marsz wojska dowodzonego przez Jagiełłę na Malbork był powolny. Do 22 lipca 1410 roku – kiedy to pod Malbork dotarły pierwsze oddziały armii polsko-litewskiej – zamek w Malborku był już gotowy do obrony, a jego oblężenie okazało się nieskuteczne. Okres ten kończy zwycięska bitwa rycerstwa polskiego pod Koronowem i I pokój toruński.

Podłoże

W XIII wieku stosunki polsko-krzyżackie były dobre, lecz wiek XIV – wraz ze wzrostem potęgi zakonu – przyniósł zmianę. Będąc królem Polski, Wacław II Czeski zawarł z Brandenburczykami umowę, na mocy której miał oddać Pomorze Gdańskie w zamian za Nową Marchię. Ostatecznie do zamiany nie doszło z powodu śmierci króla, jednak w 1308 Brandenburgia postanowiła skorzystać ze słabości państwa Władysława Łokietka i zajęła Pomorze. Książę zmuszony był zwrócić się o pomoc do Krzyżaków, którzy wyparli najeźdźców. Za swoją pomoc zażądali jednak wysokiej zapłaty, przewyższającej wartość odbitych ziem. Wobec odmowy zapłaty przez Władysława zagarnęli całe Pomorze Gdańskie w 1309 roku. Osłabiona w tym czasie Polska, podzielona wciąż na dzielnice, nie była w stanie natychmiast przeciwstawić się agresji, co spowodowało utratę tych ziem na długie lata.

W 1320 roku królem Polski został Władysław I Łokietek, który wygrał proces z Krzyżakami przed sądem papieskim w Inowrocławiu. Wyrok z 1321 roku nakazał im zwrot Pomorza Gdańskiego Polsce, ale zakon, mimo polskich akcji dyplomatycznych i orzeczeń sądów papieskich, nie zamierzał zwrócić tych ziem.

W 1331 doszło do zawarcia groźnego dla Polski sojuszu Jana Luksemburskiego z Krzyżakami. Ci ostatni, licząc na wspólną akcję pod Kaliszem, najechali kraj od północy. Łokietek postanowił zaatakować część ich sił. 27 września 1331 roku doszło do starcia pod Płowcami na Kujawach. Bitwa nie została jednoznacznie rozstrzygnięta, lecz to strona polska zrealizowała swój cel – kampania Krzyżaków na ziemiach polskich została przerwana. Jednak już 9 kwietnia 1332 roku zakon ponownie napadł na Polskę, zagarniając Kujawy i ziemię dobrzyńską.

25 kwietnia 1333 na tronie polskim zasiadł syn poprzedniego króla, Kazimierz. Okazał się władcą niezwykle sprawnie poruszającym się w świecie dyplomacji. W 1335 doprowadził do I Zjazdu Wyszehradzkiego, na którym za cenę 20 tysięcy kop groszy praskich oraz uznanie zwierzchności Jana Luksemburskiego nad Śląskiem, król Czech zrzekł się wszelkich praw do korony polskiej. Oznaczało to ostateczne przekreślenie sojuszu czesko-krzyżackiego. Ponadto usiłowano rozstrzygnąć sprawę utraconych przez Polskę ziem – jednak ponieważ rezultaty nie zadowalały króla polskiego, zdecydował się on na oddanie sprawy pod sąd papieski. Wyrok z 16 września 1339 nakazywał zwrot Kujaw, ziemi dobrzyńskiej i Pomorza Gdańskiego. Był to już drugi wygrany przez stronę polską proces, ale Krzyżacy ponownie nie zgodzili się na oddanie zagrabionych ziem.

Tymczasem zmarł książę Rusi Halickiej Bolesław Jerzy II, który przed śmiercią uczynił swym sukcesorem Kazimierza, co postawiło przed polską polityką zagraniczną nowe wyzwanie. Król musiał dokonać wyboru, gdyż Polska nie była wówczas na tyle silna, by podjąć się walki na dwóch frontach.

Kazimierz Wielki uznał, że lepszym nabytkiem dla Korony byłoby uzyskanie terenów księstwa ruskiego, w związku z czym spór z zakonem należało załagodzić. W tych warunkach doszło w roku 1343 do zawarcia pokoju w Kaliszu, dzięki któremu zapewniony został rozejm, a Polska odzyskała Kujawy i ziemię dobrzyńską. Poza tym Kazimierz Wielki zachował tytuł władcy Pomorza Gdańskiego, co w przyszłości mogło stanowić podstawę do ewentualnych roszczeń ze strony polskiej.

Kolejny kryzys we wzajemnych stosunkach nastąpił w 1401, tuż po zawarciu przez Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie unii wileńsko-radomskiej. Młodszy brat króla Władysława Jagiełły, Świdrygiełło, przeciwnik porozumienia polsko-litewskiego, stanął na czele buntu przeciw Witoldowi. Postanowił także poszukać wsparcia u Krzyżaków, którzy byli zainteresowani osłabieniem Litwy – jednak znów udało się zapobiec wojnie i w 1404 roku strony zawarły pokój w Raciążku (niedaleko Ciechocinka – przyp. W.L.), gdzie Witold przedstawił także polskie postulaty dotyczące kwestii utraconych ziem. Polska odkupiła ziemię dobrzyńską.

Pokój w Raciążku – porozumienie polsko-litewsko-krzyżackie z 22 maja 1404 roku dotyczące wykupu przez Królestwo Polskie ziemi dobrzyńskiej i zamku w Złotorii oraz potwierdzenia praw Krzyżaków do Żmudzi.

Przyczyny

Wiosną 1409, dzięki zabiegom wielkiego księcia litewskiego Witolda, wybuchło antykrzyżackie powstanie na Żmudzi. Wielki mistrz zakonu, Ulrich von Jungingen, wystąpił do króla Polski, Władysława Jagiełły, o zachowanie neutralności Polski w konflikcie Zakonu z Litwą popierającą Żmudź. Król odmówił. W konsekwencji wielki mistrz zmienił kierunek ataku i w pierwszych dniach sierpnia 1409 roku oddziały zakonne przekroczyły granice Polski, zajęły ziemię dobrzyńską i najechały Kujawy i Wielkopolskę. Jagiełło szybko odzyskał Kujawy i odbił Bydgoszcz, ale działania militarne kampanii 1409 roku na tym zakończono. 8 października 1409 roku pod zamkiem bydgoskim zawarto rozejm, który miał obowiązywać „do dnia św. Jana” – 24 czerwca 1410 roku.

Znaczenie bitwy

Wynik bitwy miał istotny wpływ na ówczesne stosunki polityczne, ponieważ wyniósł dynastię jagiellońską do rangi najważniejszych w Europie. Według niektórych badaczy (np. Stefan Maria Kuczyński, Paweł Jasienica), zwycięstwo odniesione głównie siłami polskimi, spowodowało pewien kryzys w stosunkach polsko-litewskich i miało wpływ na postawę króla, który obawiając się dalszego wzrostu znaczenia Korony w Unii miał opóźniać pościg za niedobitkami wojsk zakonu krzyżackiego i nie zdobył Malborka.

xxx

Dla pełnego zrozumienia, o co w tym wszystkim chodziło, wypada wspomnieć jeszcze o paru faktach.

Bitwa nad Strawą

Bitwa nad Strawą (Strewą) – bitwa pomiędzy Wielkim Księstwem Litewskim a zakonem krzyżackim, która miała miejsce 2 lutego 1348 roku nad rzeką Strawą na Litwie. Bitwa okazała się klęską wojsk litewskich.

Zimą 1348 roku oddziały krzyżackie i sojusznicze w liczbie około 4000 zbrojnych pod dowództwem wielkiego komtura Winrycha von Kniprode (późniejszego wielkiego mistrza) wkroczyły na teren Litwy właściwej. Po przekroczeniu Niemna napotkały idące im naprzeciw wojska litewskie w liczbie około 9000 ludzi. Do starcia doszło nad rzeką Strawą, dopływem Niemna, w pobliżu dzisiejszych Żyżmorów, mniej więcej w połowie drogi między Kownem a Trokami.

Straty strony litewskiej wyniosły 6000 zabitych, czyli 2/3 całego stanu wojska. Śmierć w bitwie ponieśli m.in. książęta Narymunt i Monwid. Natomiast wojska krzyżackie straciły tylko 60 ludzi, w tym 8 rycerzy zakonnych.

Historycy uważają, że bitwa nad Strawą miała charakter przełomowy. Henryk Łowmiański podnosi, że od tego czasu Litwa nie mogła Krzyżakom stawić czoła o własnych siłach w polu. W latach 1300-1315 Krzyżacy byli skutecznie odpierani przez wojska litewskie pod wodzą Witenesa, a później przez Giedymina. Potem jednakże siła litewskiego oporu osłabła i Litwini nie byli w stanie dopowiadać na wciąż organizowane rejzy krzyżackie. Nieudaną próbą odwrócenia skutków klęski nad Strawą był najazd Litwinów na Prusy w 1370 roku i bitwa pod Rudawą, która również okazała się klęską. Przełom nastąpił dopiero po zawarciu unii z Polską.

Bitwa pod Rudawą

Bitwa pod Rudawą (bitwa nad Rudawą, Rudną) – bitwa pomiędzy Wielkim Księstwem Litewskim a zakonem krzyżackim, która miała miejsce 17 lutego 1370 w pobliżu zamku Rudawa (niem. Rudau, lit. Rūdava, dziś wieś Mielnikowo) nad rzeką Rudawą (Rudną, Rudą, dziś Sławnaja) na terenie Sambii. Starcie okazało się klęską wojsk litewskich.

Państwo zakonu krzyżackiego z zaznaczeniem miejsca bitwy pod Rudawą; źródło: Wikipedia.

Wojska litewskie w liczbie około 17 000 dowodzone przez wielkich książąt Olgierda i Kiejstuta wkroczyły od północy na teren Prus, kierując się w stronę Królewca i dalej Zalewu Wiślanego. Ich celem było złamanie potęgi państwa krzyżackiego, które od czasów bitwy nad Strawą w 1348 uzyskało znaczną przewagę w zmaganiach z Litwą, a pod rządami wielkiego mistrza Winrycha von Kniprode przeżywało rozkwit gospodarczy. Wielcy książęta z dynastii Giedymina uważali, że granicą ich wpływów jest rzeka Łyna, w związku z tym dążyli do włączenia wschodniej części Prus w obszar Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wyprawa z lutego 1370 roku miała osiągnąć również ten cel.

Naprzeciw wojskom litewskim wyszły oddziały krzyżackie i sojusznicze w liczbie ok. 10 000 na czele z wielkim mistrzem Winrychem von Kniprode. Lewe skrzydło wojska litewskiego pod dowództwem wielkiego księcia Olgierda składało się głównie z Rusinów oraz Tatarów, zaś prawe, dowodzonego przez księcia trockiego Kiejstuta złożone było z Litwinów oraz Żmudzinów.

Starcie okazało się klęską wojsk litewskich. Według źródeł krzyżackich, w bitwie pod Rudawą zginęło 1000 lub 3500 Litwinów, jednak straty w czasie całej kampanii mogły wynieść ponad 5 tysięcy. Krzyżacy stracić mieli 26 rycerzy oraz 100 lub 300 innych zbrojnych. W bitwie zginął jednak wielki marszałek i komtur królewiecki Henning Schindekopf (zabity podobno przez litewskiego bojara Wojszwiłłę, gdy unosił przyłbicę swojego hełmu), oraz kilku innych dowódców, między innymi komtur brandenburski Kunon von Hattstein oraz radzyński Petzolt von Korwitz.

Wodzowie litewscy, Kiejstut i Olgierd, zdołali ujść z pola bitwy, podobnie jak towarzyszący im ich synowie Jagiełło i Witold oraz inni dowódcy. Niemal całkowicie jednak zostały rozbite oddziały ruskie, które podlegały Litwie.

Klęska pod Rudawą skłoniła wielkich książąt litewskich do szukania pomocy u sąsiadów, czego dalekosiężnym rezultatem była unia polsko-litewska w Krewie w 1385 roku.

Pokój toruński

Pokój toruński – traktat pokojowy zawarty 1 lutego 1411 na wiślanej wyspie Kępa Bazarowa w Toruniu, między Polską i Litwą a Krzyżakami, kończący tzw. wielką wojnę z lat 1409–1411.

Postanowienia

  • Królestwo Polskie odzyskało ziemię dobrzyńską z zamkami w Złotorii i Bobrownikach.
  • Zakon krzyżacki zrezygnował ze Żmudzi na okres życia Władysława Jagiełły i Witolda.
  • Księstwo Mazowieckie odzyskało Zawkrze.
  • Toruń, po pięciomiesięcznej przynależności do Polski, na mocy traktatu przeszedł ponownie pod panowanie Krzyżaków, podobnie jak cała ziemia chełmińska.
  • Obie strony postanowiły też, że kupcy obu państw mogą swobodnie i bez przeszkód, według dawnych zwyczajów, używać dróg wodnych i lądowych.
  • Zakon krzyżacki jako odszkodowanie i za wykup jeńców zobowiązał się zapłacić 10 milionów groszy czeskich.
  • Kwestia Santoka i Drezdenka miały być poddane sądowi arbitrażowemu.
  • Ziemie, miasta i zamki zdobyte przez obie strony wrócą pod poprzednią władzę, a poddani zakonu, składający w czasie wojny przysięgę na wierność królowi polskiemu, zostali z niej zwolnieni.

xxx

Jak widać w wyniku tej bitwy, jednej z największych bitew średniowiecza, Korona odzyskała ziemię dobrzyńską, czyli prawie nic, Litwa natomiast odzyskała Żmudź. Tak naprawdę, to z tych postanowień wynika, że żadna strona praktycznie nic nie straciła i nic nie zyskała. Coś tam trochę pozmieniano, by stworzyć pozory prawdziwego traktatu.

Jednak co innego zwraca uwagę i wręcz zdumiewa. Nie przypadkiem przytoczyłem opis obu bitew: nad Strawą i pod Rudawą. Jeśli Litwini i Rusini ponieśli tak wielkie straty przy wręcz minimalnych zakonu krzyżackiego, to musiało to świadczyć o wielkiej przewadze w sposobie prowadzenia walki i być może uzbrojenia. Jeśli w bitwie pod Rudawą litewscy wodzowie zdołali uciec z pola walki wraz z synami, a jednym z nich był Jagiełło, to jak ten Jagiełło mógł pokonać Krzyżaków pod Grunwaldem? Nie miejmy złudzeń! Zakon krzyżacki dysponował nie tylko dobrze wyszkolonymi rycerzami, ale również doświadczeniem wyniesionym z wypraw krzyżowych. Jego starcie z tą wschodnią zbieraniną musiałoby się skończyć tak, jak podczas tych dwóch wcześniejszych bitew. A jednak skończyło się klęską. W związku z tym najprostszym wytłumaczeniem tego faktu jest po prostu to, że była to ustawka.

Dlaczego ustawka? Po prostu dlatego, że zakon krzyżacki swoją rolę już spełnił. Pogańskie ludy zostały nawrócone. W konfrontacji z prawosławiem nie było już argumentu, a do tego powoli szykowano się do reformacji. Jakoś trzeba było się z tego wywinąć i uznano, że najlepszym sposobem będzie upozorowanie klęski. I zrobiono to tak, by zakon nie ucierpiał i dlatego Jagiełło nie poszedł na Malbork, a jak poszedł to tak, by nic z tego nie wynikło.

Na tym jednak nie koniec. Bezpośrednią przyczyną wybuchu konfliktu było powstanie antykrzyżackie na Żmudzi. Wiosną 1409, dzięki zabiegom wielkiego księcia litewskiego Witolda, wybuchło antykrzyżackie powstanie na Żmudzi. Wielki mistrz zakonu, Ulrich von Jungingen, wystąpił do króla Polski, Władysława Jagiełły, o zachowanie neutralności Polski w konflikcie Zakonu z Litwą popierającą Żmudź. Król odmówił. W konsekwencji wielki mistrz zmienił kierunek ataku i w pierwszych dniach sierpnia 1409 roku oddziały zakonne przekroczyły granice Polski.

Nie zdobyto Malborka, ponieważ wygasał rozejm Witolda z inflancką gałęzią Zakonu na północy (korzystny w czasie bitwy) i wojska litewskie rozpoczęły odwrót. Oznacza to, że wojska krzyżackie z Inflant nie wzięły udziału w bitwie. Nie wzięły, bo miały pretekst w postaci powstania antykrzyżackiego. A jak wiadomo powstania nie wybuchają przypadkowo. A więc wielki książę litewski Witold działał na zlecenie Krzyżaków. I jakoś tak przypadkiem rozejm Witolda z inflancką gałęzią Zakonu wygasł zaraz po zakończeniu bitwy i on musiał wracać na Żmudź, a więc nie mógł brać udziału w zdobywaniu Malborka.

Wiadomo że Piastowie nie radzili sobie z Krzyżakami i nie radzili też sobie Litwini i Rusini. W takim razie unia mogła być dobrym rozwiązaniem w obronie przed nimi. I tak się stało. I okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Połączone siły polsko-litewskie pokonały największą potęgę w Europie. Teraz ta nowa „potęga” mogła przeciwstawić się rosnącej w siłę Moskwie i obronić ziemie WKL przed jej zakusami. Co tam Moskwa! Skoro wspólnym wysiłkiem pokonaliśmy największą potęgę w Europie, to nikt nam nie groźny. Szable w dłoń!

Wygląda więc na to, że już wtedy najlepsi na świecie scenarzyści i reżyserzy działali i wprowadzali w życie swoje scenariusze. Scenariusze, które dziś odgrzewają: razem pokonamy Rosję, razem, znaczy – Polska i Ukraina. A wszystko zaczęło się od podłożenia się zakonu krzyżackiego niczego nieświadomej zbieraninie ze wschodu, bo taką ona była w porównaniu z tym Zakonem i jego wielowiekowym doświadczeniem. W końcu skoro zbudowało się wtedy największy na świecie zamek z cegły, to chyba o czymś to świadczy. W porównaniu z nimi Słowianie byli na innym etapie rozwoju i świadomości. I nie ma sensu się na to obrażać, tylko zastanowić się nad tym i wyciągnąć wnioski, bo mam wrażenie, że obecna intryga ukraińska może być podobnego kalibru.

I to by było na tyle na kolejną rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Może zamiast wydurniać się na Polach Grunwaldzkich w każdą rocznicę tej bitwy, wziąć do ręki jakąś książkę albo poszukać w internecie informacji o niej.

Obchody rocznicy 11 lipca ’43

80-ta rocznica rzezi wołyńskiej jest doskonałą okazją do eskalowania konfliktu polsko-ukraińskiego. Ciągłe epatowanie tą zbrodnią, jej okrucieństwem jest skutecznym sposobem na podsycanie emocji i podgrzewanie atmosfery wzajemnej wrogości. Nie tędy droga, ale chyba tak ma być. Jednym z przejawów zarządzania tym konfliktem było, w mojej ocenie, emocjonalne wystąpienie Piotra Korczarowskiego, dziennikarza telewizji eMisja, przed pomnikiem powstania warszawskiego po zakończeniu marszu dedykowanego pamięci Polaków, którzy zginęli w trakcie rzezi z 11 lipca 1943 roku.

Poniżej wybrane fragmenty jego wypowiedzi:

Witajcie moi przyjaciele, witajcie wy wszyscy, którzy nie tylko czujecie się Polakami, ale widać po was, że nie wyrwano was z polskich korzeni. To jest bardzo ważne. Ostatnio powiedział, uświadomił mi to pan Stanisław Srokowski, jakże też związany z naszym środowiskiem. Mówi: Zobacz ilu Polaków po II wojnie światowej zostało wyrwanych z polskich korzeni, które przez setki lat były kultywowane, choćby właśnie tam na Kresach. To była gruba kreska, która oddzieliła nas od naszej Polski i my tu o nią właśnie dziś walczymy. O kontynuację tej wielkiej, pięknej naszej Polski, w której czujemy się jak w domu. A jak się czujemy naprawdę teraz? To widać po pierwsze po tych pustkach, których widzowie nie widzą. Ale my zdajemy sobie sprawę, że jest nas niewielu, ale nie aż tak niewielu.

Był przede wszystkim w Warszawie powstańczej słynny legion wołyński i to byli dokładnie ci sami, którzy mordowali rok wcześniej naszych przodków w Małopolsce i na Wołyniu, tam na naszych Kresach.

Jak powiedziałem wszystko to było oparte na tym, że oni chcieli walczyć z Rosją i ja tu widzę właśnie uzasadnienie, dlaczego obecnie władze Polski tak chętnie wybielają te zbrodnie ukraińskie, bo oni uważają, zresztą to chyba Roman Dmowski powiedział, że są ludzie w Polsce, którzy bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę. I to jest właśnie obecny rząd, który z najgorszym diabłem pójdzie, byle na Moskala.

xxx

O jakiej naszej Polsce Mówi Srokowski? O Kresach, na których Polacy zawsze byli mniejszością? Polacy wyrwani z polskich korzeni? Przecież w większości na ziemie poniemieckie przesiedlano mniejszości kresowe, najwięcej Ukraińców. Nawet karta przesiedleńca była drukowana w dwóch językach: polskim i ukraińskim. Dlaczego Kresy mają być ważniejsze od Polski? Kim jest Srokowski?

Jeśli w Warszawie walczył legion wołyński, to znaczy, że na Wołyniu działało zorganizowane wojsko lub partyzantka. Kto to wszystko zorganizował i kto im płacił? Przecież nie zrobili tego ci chłopi z widłami czy piłami.

Są ludzie w Polsce, którzy bardziej nienawidzą Rosji, niż kochają Polskę – tak miał powiedzieć Dmowski. Znamienne jest to, że nie powiedział, że są Polacy w Polsce, którzy bardziej nienawidzą Rosji, niż kochają Polskę. I chyba dobrze wiedział, co powiedział. Większość tego, co napisał Dmowski, to jakaś grafomania, teksty czy książki pisane na zlecenie, bo prawdopodobnie był masonem. Jednak pod koniec życia chyba przejrzał na oczy i napisał bardzo wartościowy esej Przewrót popowstaniowy. Można go w całości przeczytać w blogu o tym samym tytule. Tu tylko krótki fragment (wytłuszczenia W.L.):

Rosnąca szybko warstwa oświecona, tzw. inteligencja, kształtowała się bardzo niejednolicie. Powstanie potężnie podcięło siłę cywilizacji polskiej na Litwie i Rusi. Skutkiem tego, w tych głównie stronach, zaczęła się zjawiać młodzież polska, zrywająca z tradycją do tego stopnia, że aż głosząca pogardę dla wszystkiego, co polskie. Żyła ona pod urokiem rewolucyjnej umysłowości rosyjskiej. Różnice cywilizacyjne i moralne między Polską zachodnią a wschodnią pogłębiły się, później zaczęły się one znów zacierać, ale nierychło jeszcze czas naprawi to, co te lata popowstaniowe zrobiły.

Jeszcze przed ostatnim powstaniem psychika inteligencji polskiej była wcale jednolita; w okresie popowstaniowym uległa ona głębokiemu rozbiciu. Wytworzyły się odłamy inteligencji tak mało wspólnego mające między sobą, jakby należały do różnych narodów. Ścierały się między sobą trzy jej typy: zachodni, wyrosły na tradycjach polskich i wpływach europejskich; wschodni, wychowany przez rewolucję rosyjską i jej literaturę; wreszcie żydowsko-polski, reprezentowany przez spolszczonych Żydów i zżydzonych Polaków. Ostatnie dwa w postępowaniu i nawet w ideach często zbliżały się do siebie, ile że w rewolucji rosyjskiej pierwiastek żydowski coraz silniejszą odgrywał rolę. Różnice między tymi trzema typami były o wiele głębsze, niż te, które wytworzył podział narodu pomiędzy trzy państwa. Stwierdzaliśmy to w naszych latach uniwersyteckich, kiedy porozumienie się z młodzieżą Galicji i Poznańskiego przychodziło nam o wiele łatwiej, aniżeli w naszej dzielnicy z młodzieżą typu wschodniego lub żydowsko-polskiego.

xxx

Te typy nie zniknęły. Nie wiem tylko dlaczego w tym kraju Zulu-Gula nie może być normalnie? Brytania – nazwa stosowana potocznie od I połowy XVII wieku na oznaczenie zjednoczonych w 1603 roku unią personalną królestw Anglii (z Walią) i Szkocji, przyjęta oficjalnie od czasu unii realnej (wspólny parlament) obu państw w 1707 roku; nawracano w ten sposób do starej nazwy wyspy z czasów celtyckich i rzymskich sprzed najazdów germańskich Anglów i Sasów. – Wielka Encyklopedia Powszechna PWN.

Mamy więc Wielką Brytanię, w skład której wchodzi Anglia, Walia i Szkocja. Walijczyk czy Szkot mówi po angielsku, tak jak Anglik, ale on nadal jest Walijczykiem czy Szkotem. Nawet Irlandczyk mówi po angielsku tak jak Anglik, ale on też nadal jest Irlandczykiem. Dlaczego więc w Polsce Białorusin czy Ukrainiec, mówiący po polsku jak Polak, nazywa się Polakiem? Jest obywatelem polskim, ale jest prawosławnym Białorusinem czy prawosławnym Ukraińcem lub Ukraińcem grekokatolikiem. Dlaczego wszyscy w Polsce, którzy mówią po polsku mają być Polakami? Czyj to wymysł? – Wiadomo czyj. Dlaczego część wschodniej Polski nie miałaby się nazywać Białorusią, druga część – Ukrainą? Wtedy ci ludzie ze wschodnimi korzeniami musieliby zachowywać się bardziej odpowiedzialnie, bo wówczas nie było by tak, że to Polak zrobił to, czy tamto, tylko było by, że Białorusin, Ukrainiec, Litwin, czy inny czort zrobiło to, czy tamto.

Już wielokrotnie pisałem, że Polska jako państwo skończyła się wraz z unią lubelską. Powstało wtedy nowe – zwane Rzeczpospolitą. W jej skład weszła Korona, do której dołączono Podlasie, Wołyń, Kijowszczyznę i województwo bracławskie oraz tak okrojone Wielkie Księstwo Litewskie. Jednak gwoździem do trumny dla narodu polskiego i jego dorobku materialnego była wojna polsko-szwedzka w latach 1655-1660, zwana też potopem szwedzkim. I nie przypadkowo tak została nazwana, bo zniszczenia były takie, jak po potopie. Relatywnie były one znacznie większe, niż te po I i II wojnie światowej. Wikipedia tak pisze:

Wojna i okupacja prawie całego kraju przez potop wojsk szwedzkich spowodowały w Rzeczypospolitej ogromne straty demograficzne na skutek działań wojennych, głodu, chorób i epidemii (nawet do 40% całej populacji Rzeczypospolitej) zniszczenia materialne (ponad 50% całego majątku), wielkie straty dóbr kulturalnych, zagrabionych przez okupanta, a wreszcie utratę zwierzchnictwa nad Prusami Książęcymi i przypieczętowanie tego samego odnośnie do Inflant. Traktaty welawsko-bydgoskie pozwoliły na umocnienie Brandenburgii na arenie międzynarodowej.

Kolejnym skutkiem wojny są też niepowetowane straty materialne i kulturowe. Pomimo że większość polskich zamków i twierdz poddawała się Szwedom bez walki, zostały zniszczone i złupione jako potencjalne miejsca oporu. Wiele ze świetnych niegdyś rezydencji (Zamek Ogrodzieniec, Zamek w Chęcinach, Zamek w Olsztynie) po potopie szwedzkim nigdy nie zostało odbudowanych i nie odzyskało świetności; wizerunki niektórych znamy tylko dzięki pracom szwedzkiego wojskowego – Erika Dahlbergha. Rozgrabiono nie tylko biblioteki i skarbce, wywożono także relikwie świętych (np. św. Stanisława z Krakowa) czy detale architektoniczne (np. marmurowe delfiny z fontanny w zamku królewskim w Warszawie).

Okupacja Rzeczypospolitej przez Szwecję i Rosję w listopadzie 1655 roku; źródło: Wikipedia.

Pisze Wikipedia o zniszczeniach w Rzeczypospolitej, ale to były zniszczenia w Koronie i to tylko tej sprzed unii, bo jej część ukraińska została zajęta przez Rosję. Szwedzi niszczyli nawet te zamki i twierdze, które nie stawiały oporu. Można więc sobie zadać pytanie: po co? Jedyna sensowna odpowiedź jest taka, że dla samego zniszczenia. Po to, by Korona, czyli Polska była jak najsłabsza, by mogła być łatwiej zdominowana przez, jak to nazwał Dmowski, typ wschodni. Zrujnowana demograficznie i gospodarczo Korona nie mogła oprzeć się dominacji elit z Wielkiego Księstwa Litewskiego, którego Rosja nie zniszczyła, bo niby czemu miałaby niszczyć swoje? Nawet Szwedzi nie zniszczyli tej części WKL, którą zajęli. Ktoś powie, bo Radziwiłł się poddał. No tak, ale mimo że polskie zamki i twierdze poddawały się, to i tak Szwedzi je niszczyli.

I tak powstała ta nowa „Polska”. Polakiem stawał się każdy, kto zmienił wyznanie i język. Wikipedia pisze, że z Wołynia wywodziły się polskie rody magnackie: Ostrogscy, Zasławscy, Zbarscy, Czartoryscy, Wiśniowieccy, Koreccy, Wielhorscy, Czetwretyńscy, Woronieccy, Sanguszkowie, Poryccy. Same rusińskie rody, ale „Polacy”. Nic więc dziwnego, że dla wielu „Polaków” Kresy to ich prawdziwa ojczyzna, a Polska, czyli dawna Korona, Śląsk czy Pomorze – dla nich to nie istnieje.

xxx

Na szczycie NATO w Wilnie 11 lipca prezydent Duda powiedział: Polska nie załatwia nic dla siebie, lecz dla NATO i wschodniej flanki sojuszu, a także dba o interes Ukrainy.

Czy można sobie wyobrazić sytuację, w której prezydent jakiegokolwiek kraju w Europie odważyłby się powiedzieć coś takiego do obywateli państwa, którego jest prezydentem? W mojej ocenie, raczej trudno, ale „Polska” to nie państwo, to stan umysłu. Skoro jednak prezydent Duda powiedział coś takiego, to znaczy, że wie, że może coś takiego powiedzieć. No cóż, skoro w perspektywie jest wspólne państwo polsko-ukraińskie, a raczej ukraińskie, w którym Ukraińcy będą stanowić większość, to wydaje się to zrozumiałe. Zresztą i teraz ludzie z kresowymi korzeniami stanowią większość w tym państwie, więc dla nich taka deklaracja jak najbardziej odpowiada.

Nie tylko prezydent Duda dba o interes Ukrainy. Właśnie teraz rozgrywany jest turniej tenisowy w Wimbledonie w Londynie. To najstarszy na świecie turniej tenisowy i najbardziej prestiżowy. Marzeniem każdego tenisisty czy tenisistki jest wygranie go. I tak się złożyło, że właśnie wczoraj, w 80-tą rocznicę rzezi wołyńskiej, „polska” tenisistka Iga Świątek, grająca z ukraińską flagą na czapeczce, zajmująca obecnie pierwsze miejsce w światowym rankingu, grała mecz z Ukrainką, która w trzy miesiące po urodzeniu dziecka wróciła na kort. Był to mecz ćwierćfinałowy, a więc o prawo gry w półfinale, a stamtąd już tylko krok do wielkiego finału. I „polska” tenisistka podłożyła się Ukraince. Była to wyjątkowa okazja do gry w tym wielkim finale, bo losowanie ułożyło się dla niej bardzo szczęśliwie i z najbardziej wymagającą tenisistką mogła spotkać się dopiero w finale. Jak widać polityka okazała się ważniejsza. I tym sposobem Iga Świątek, podobnie jak prezydent Duda, zadbała o interes Ukrainy. Konsekwencje dla niej są takie, że nie wygra tego turnieju i nie wiadomo czy kiedykolwiek go wygra, bo jest wiele młodych utalentowanych tenisistek, które za rok czy dwa będą w stanie wygrywać z najlepszymi. Może też stracić pierwszą pozycję w rankingu, jeśli goniąca ją Białorusinka Sabalenka wygra ten turniej. Ale co Tam! Interes Ukrainy najważniejszy.

xxx

Unia lubelska to był akt, którego podstawowym celem było kreowanie konfliktów. Połączenie dwóch tak różnych organizmów państwowych, w których dominowały odmienne i wrogie sobie wyznania, musiało generować konflikty. Polityka nowego państwa była, jakbyśmy to dziś powiedzieli, jednowektorowa: cała para na wschód. Najbardziej jednak brzemienną w skutkach była decyzja włączenia do Korony części Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli Podlasia, Wołynia, Kijowszczyzny i województwa bracławskiego. I to było państwo polsko-ukraińskie. Tu najgroźniejszy był konflikt na tle wyznaniowym, bo ten konflikt tak naprawdę nigdy nie wygasa. Pośrednio też wchodziła Rzeczpospolita w konflikt z Rosją, która rościła sobie prawo do ingerencji tam, gdzie mieszkali wyznawcy prawosławia.

Wojny na kierunku północno-wschodnim z Rosją i Szwecją osłabiały państwo i stworzyły Szwecji pretekst do zaatakowania Rzeczypospolitej, a właściwie jej części, czyli Korony. Istotą szwedzkiej doktryny było utworzenie z Morza Bałtyckiego wewnętrznego morza Szwecji i stąd wojny o Inflanty. Po co jednak Szwecja zaatakowała całą Koronę, a nie ograniczyła się do południowego wybrzeża Bałtyku? Po to, jak pisałem wyżej, by ją zniszczyć. Nie było tam żadnego innego powodu. Pozostaje tylko pytanie: Kto jej kazał zniszczyć Koronę?

Unia z WKL to dla Polaków jedno wielkie nieszczęście. Polska jako państwo Polaków przestała istnieć, a Polacy jako naród tylko na tym tracili. Przed unią w Koronie nie było praktycznie niewolnictwa. Dopiero Rzeczpospolita stworzyła chłopa pańszczyźnianego, czyli niewolnika. Po unii naród polski został sprowadzony cywilizacyjnie, kulturowo i gospodarczo na dno. Dziś to państwo, to wschodni syf. To już jest Ukraina.

Dlaczego Wołyń?

Zbliża się kolejna, tym razem okrągła, 80-ta rocznica rzezi wołyńskiej z 11 lipca 1943 roku. Dlaczego akurat Wołyń? I dlaczego w tym miejscu Wołynia, czyli blisko granicy z województwem lubelskim i lwowskim, czyli Galicją Wschodnią? Po co był tzw. eksperyment wołyński? Pytania można mnożyć. Wypada więc przytoczyć parę faktów, które skłonią do refleksji, bo dotarcie do prawdy będzie trudne.

Galicja Wschodnia i Wołyń; źródło: Wikipedia.

Województwo wołyńskie

Województwo wołyńskie liczyło w 1931 roku około 2 mln ludzi z tego:

  • 70% – Ukraińcy
  • 15% – Polacy (około 1/3 ludności polskiej zamieszkiwała w miastach)
  • 10% – Żydzi
  • 2,3% – Niemcy
  • 2,7% – inne narodowości

Spośród czterech województw południowo-wschodnich II RP, tj. stanisławowskiego, tarnopolskiego, lwowskiego i wołyńskiego, to właśnie województwo wołyńskie miało najmniejszy odsetek ludności polskiej.

Szkolenie Ukraińców w organizacjach paramilitarnych

W legalnej organizacji „Łuh” przeszkolono wojskowo co najmniej 50 tysięcy młodych Ukraińców. Tajnym celem szkolenia było przygotowanie ukraińskiej młodzieży do „odwojowania” z rąk sowieckich Ukrainy Kijowskiej, tzw. Wielkiej Ukrainy. Oficjalnie, to Towarzystwo Gimnastyczno-Pożarnicze, działające głównie na terenach Polski południowo-wschodniej, posiadało w 1927 roku 627 oddziałów terenowych. Tymczasem, podobnie jak pozostałe, od początku było infiltrowane przez terrorystyczne UWO (Ukraińska Organizacja Wojskowa) i OUN. Skutkiem tego w Małopolsce Wschodniej wyszkolono za polskie pieniądze armię partyzancką zdolną do przekształcenia się w armię regularną i złożoną zarówno z emigrantów, jak i z młodzieży ukraińskiej.

I tak też się stało. UPA powstała pod koniec 1942 roku. Nikt w ciągu pół roku nie mógł by stworzyć takiej armii i wyszkolić tylu ludzi, by mogli oni wykonać tak skomplikowaną pod względem logistycznym i organizacyjnym operację, jaką była rzeź wołyńska.

Eksperyment wołyński

Przez 11 lat Henryk Józewski, przyjaciel i protegowany Piłsudskiego, był wojewodą wołyńskim. Eksperyment wołyński był ewenementem na skalę światową. Z ocalałych dokumentów wiemy, że w administracji Józewskiego nie brakowało ruso- i ukrainofilów, z pochodzenia rdzennych Rosjan, których lojalność do państwowości polskiej była wątpliwa. Byli to naczelnicy wydziałów, referenci bezpieczeństwa, prezes Urzędu Ziemskiego. Jak wykazały późniejsze dochodzenia, prawie wszyscy z nich byli podejrzewani o szpiegostwo! Zamiast asymilacji następowała więc dramatyczna ukrainizacja Wołynia. 

W dziedzinie szkolnictwa i edukacji młodzieży też nastąpiło dramatyczne pogorszenie. Polacy musieli wręcz prosić o zgodę na założenie polskiej szkoły. Polskie dzieci musiały przymusowo uczyć się języka ruskiego. Powołano trzy gimnazja ukraińskie: w Krzemieńcu, Łucku i Równem. W gimnazjach tych młodzież wychowywana była w duchu ukraińskiego szowinizmu. Dalszą edukację młodzież ta odbierała we Lwowie, skąd wracała na Wołyń przygotowana do samodzielnego zakładania terrorystycznych komórek. 

Eksperyment wołyński był jednym z wielu przedsięwzięć władz sanacyjnych, mających na celu zjednanie ludności ukraińskiej kolejnymi koncesjami, kosztem polskiego stanu posiadania. 

Henryk Józewski

Po zawarciu sojuszu z Petlurą w 1919 roku został Józewski wiceministrem spraw wewnętrznych Ukraińskiej Republiki Ludowej i tak sam określał swój status:

(…) byłem Polakiem – mężem zaufania Polski i byłem Polakiem – wiceministrem ukraińskim, mężem zaufania Ukrainy. Nie byłem narzędziem Polski w ukraińskim rządzie, nie byłem agentem albo wtyczką. Polska mogła mieć do mnie zaufanie. W mierze nie mniejszej mogła mieć do mnie zaufanie Ukraina.

Odegrał znaczącą rolę w przygotowywaniu wyborów parlamentarnych w 1928 r. Wraz z Kazimierzem Świtalskim i Walerym Sławkiem współtworzył Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem (BBWR) i był odpowiedzialny za budowę jego struktur regionalnych oraz stworzenie list kandydatów w przyszłych wyborach. Po ich przeprowadzeniu, wiosną 1928 r., Józewski wyjechał z Warszawy do Łucka, gdzie objął funkcję wojewody wołyńskiego. To zwolennik budowy niepodległej Ukrainy w oparciu o Wołyń.

Przymusowe konwersje

W grudniu 1937 na Wołyniu, wbrew opinii wojewody Henryka Józewskiego, rozpoczęto akcję przymusowych konwersji lokalnych społeczności na rzymski katolicyzm, co uzasadniano potrzebą powrotu do polskości osób zruszczonych w epoce zaborów. Do 1939 roku „nawrócono” na Wołyniu 10 tys. osób. Rząd konsekwentnie twierdził, że wszyscy konwertyci dobrowolnie zmienili religię, środowiska ukraińskie i prawosławne utrzymywały natomiast, że większość przechodzących na katolicyzm czyniła to pod wpływem szantażu i przymusu, lub też za sprawą zatargów z lokalnym klerem prawosławnym.

Wyburzanie cerkwi na Chełmszczyźnie

Wojsko Polskie przeprowadziło akcję tzw. drugiej pacyfikacji, połączonej z masowym burzeniem cerkwi na terenach etnicznie mieszanych. Istotną rolę odegrał tu gen. Gustaw Paszkiewicz. Przeprowadzenie tej operacji uzasadniano potrzebą konsolidacji narodowej w obliczu zaostrzającej się sytuacji międzynarodowej. W konsekwencji doprowadziło to dalszej eskalacji konfliktu narodowościowego na terenach etnicznie mieszanych. Wyburzanie cerkwi na Chełmszczyźnie miało miejsce od maja do lipca 1938, rozbiórki dokonywali wynajmowani robotnicy, więźniowie, saperzy lub strażacy. Głównodowodzącym akcji był gen. Brunon Olbrycht zastąpiony 21 maja przez płk. Mariana Turkowskiego. Wszyscy oni zostali w PRL-u oficerami Ludowego Wojska Polskiego.

Akcja

11 lipca 1943 roku około godziny 3.00 oddziały UPA dokonały skoordynowanego ataku na 99 polskich miejscowości, głównie w powiatach horochowskim i włodzimierskim, które leżały obok siebie w południowo-zachodniej części województwa i graniczyły z województwem lubelskim, czyli z Chełmszczyzną. Była to akcja przygotowana i zaplanowana: przykładowo akcję w powiecie włodzimierskim poprzedziła koncentracja oddziałów UPA w lasach zawidowskich. Na cztery dni przed rozpoczęciem tej akcji we wsiach ukraińskich odbyły się spotkania, na których uświadamiano miejscową ludność o konieczności wymordowania wszystkich Polaków.

Dziwnie to wygląda. Na cztery dni przed akcją rozgłoszono o zamiarze wymordowania Polaków. To tak, jakby ktoś celowo chciał nagłośnić ten zamiar. Trudno sobie wyobrazić, by taka informacja nie dotarła do zainteresowanych, a mimo to wydawali się być zaskoczeni. A może atak nastąpił tam, gdzie mówiono o tym otwarcie i dlatego ludzie byli zaskoczeni, bo sądzili, że będzie dotyczył kogo innego.

xxx

Powyższe informacje pochodzą z artykułu Lucyny Kulińskiej Kto zapomina historię powtarza ją. Refleksja nad polską polityką wschodnią z artykułu Henryk Józewski – twórca „eksperymentu wołyńskiego” z portalu HistMag i z Wikipedii. Natomiast wszystko zostało obszernie opisane na blogu „Eksperyment wołyński” i tam też są linki do wspomnianych artykułów, choć link do artykułu Kulińskiej nie działa, ale artykuł ten jest w całości na tym blogu.

Wybór miejsca wydaje się logiczny, bo jeśli chce się przeprowadzić czystkę etniczną, to robi się ją w miejscu, gdzie ludności polskiej jest najmniej, czyli na Wołyniu. A tam w miejscu, gdzie jest ona najliczniejsza. To ma być argument, że właśnie chodzi o motyw nacjonalistyczny, a nie o to, by skłócić na wieki Polaków i Ukraińców. I ten motyw ma ukryć tego, kto napisał ten scenariusz i wyreżyserował cały spektakl.

Źródło zdjęcia: Wikipedia. Najjaśniejszym kolorem zaznaczony jest powiat włodzimierski.

Nie ulega wątpliwości, że taka, zakrojona na szeroką skalę akcja, nie mogła być przeprowadzona bez wiedzy i akceptacji Niemców. W tamtym czasie front znajdował się pod Kurskiem i tam 5 lipca 1943 roku rozegrała się największa pancerna bitwa w dziejach świata. Bitwa nierozstrzygnięta, ale od tego momentu inicjatywa przechodzi w ręce sowieckie. Tak więc na Wołyniu Niemcy nadal rządzili. 4 lipca ginie w katastrofie generał Sikorski. 10 lipca wojska angielskie, kanadyjskie i amerykańskie lądują na Sycylii, co oznacza otwarcie drugiego frontu. Karta się odwraca.

Czy ci, którzy podjęli decyzję o przeprowadzeniu tej akcji nie wiedzieli o tym, że Niemcy powoli przegrywają wojnę i to nie oni będą decydować o losach Europy? Raczej mało prawdopodobne. Dla nacjonalistów ukraińskich oznaczało to, że nie będzie żadnego państwa ukraińskiego, bo nie będzie wsparcia ze strony Niemiec. Po co więc dokonali tej rzezi? Po to, o czym napisałem wyżej, by skłócić obie nacje, a właściwie po to, by spotęgować to skłócenie i nienawiść. Dziś widać, jak dalekowzroczne było to posunięcie. Sprowadzono do „Polski” miliony Ukraińców, nie mówiąc o tych, których przesiedlono po II wojnie światowej, co gwarantuje konflikt na długie lata. Czegóż więcej trzeba tym, którzy tym wszystkim zarządzają?

Ukraińcy, czy ci nacjonaliści ukraińscy, byli tylko narzędziem w ręku tych najlepszych na świecie scenarzystów i reżyserów. Domaganie się dziś od nich przeprosin, to tylko podsycanie konfliktu i eskalowanie wzajemnej nienawiści. Wszyscy ci, którzy do tego nawołują i uważają się za patriotów i prawdziwych Polaków, działają wbrew interesom tej „Polski” i normalnych Polaków, których chyba jeszcze trochę zostało w tym kraju Zulu-Gula. Tym interesem jest dotarcie do prawdy. Obie strony, czyli ukraińska i ta niby polska, są kontrolowane i sterowane przez tych scenarzystów i reżyserów. Jest to po prostu mistrzowskie zarządzanie konfliktem. Bez tego, co stało się 11 lipca 1943 roku, nie było by to możliwe.

Nieformalne związki

W związku z „próbą” zamachu stanu w Rosji i działaniami Prigożyna pojawiło się i nadal pojawia mnóstwo artykułów, komentarzy, prób interpretacji tych wydarzeń. Odnoszę jednak wrażenie, że to wszystko ma raczej służyć zaciemnieniu obrazu, niż wyjaśnieniu tego, o co w tym zamieszaniu chodziło. Ponieważ ci, którzy rządzą tym światem, nie zmieniają swoich metod i zasad działania, to wypada odwołać się do tego, co już było, a co daje się jakoś sensownie wytłumaczyć. Wytłumaczyć nie znaczy udowodnić. Działań opartych o nieformalne związki nie da się udowodnić i wypada zdawać sobie z tego sprawę. Jeśli ktoś myśli, że gdzieś są jakieś twarde dowody w postaci dokumentów, zamkniętych w niedostępnych archiwach, to jest bardzo naiwny.

xxx

Tym, co już było i co zmieniło oblicze świata, jak żadne inne w XX wieku, była rewolucja bolszewicka w Rosji w 1917 roku. Antony C. Sutton w swojej książce Wall Street a rewolucja bolszewicka (1974), Wektory 2017, w podrozdziale Intencje i cele Trockiego pisze:

W rezultacie możemy wywieść następującą sekwencję zdarzeń: Trocki podróżował z Nowego Jorku do Piotrogrodu z paszportem, który otrzymał dzięki interwencji Woodrowa Wilsona, z otwartym zamiarem „kontynuowania” rewolucji. Rząd brytyjski był bezpośrednio odpowiedzialny za uwolnienie Trockiego z kanadyjskiego aresztu w 1917 roku, lecz mogły też istnieć inne „naciski”. Lincoln Steffens, amerykański komunista, pełnił funkcję łącznika między Wilsonem a Charlesem R. Crane’em oraz między Crane’em a Trockim. Ponadto, podczas gdy Crane nie zajmował żadnego oficjalnego stanowiska, jego syn Richard był osobistym asystentem sekretarza stanu Roberta Lansinga, a Crane senior bezzwłocznie otrzymywał szczegółowe raporty o postępie rewolucji bolszewickiej. Co więcej, ambasador William Dodd (ambasador USA w Niemczech za czasów Hitlera) powiedział, że Crane odegrał aktywną rolę w rewolucji Kiereńskiego. Listy Steffensa potwierdzają, że Crane postrzegał przewrót Kiereńskiego jako krok w trwającej rewolucji.

Interesujące jest jednak nie tyle to, że istniała komunikacja między tak różnymi osobami jak Crane, Steffens, Trocki i Woodrow Wilson, ile to, że istniała przynajmniej pewna zgoda co do dalszej procedury – to jest co do tego, że Rząd Tymczasowy jest faktycznie „tymczasowy” oraz że powinno dojść do „re-rewolucji”.

Z drugiej strony, interpretując intencje Trockiego, należy zachować ostrożność – był mistrzem podwójnych gier. Oficjalne dokumenty wyraźnie ukazują sprzeczne działania. Na przykład 23 marca 1918 roku Wydział Dalekiego Wschodu w Departamencie Stanu USA otrzymał dwa raporty dotyczące Trockiego – jeden kłóci się z drugim. Pierwszy, datowany na dwudziestego marca i nadany z Moskwy, odnosi się do rosyjskiej gazety „Rosyjskie słowo” i cytuje wywiad z Trockim, w którym ten stwierdził, że jakikolwiek sojusz ze Stanami Zjednoczonymi jest niemożliwy:

Radziecka Rosja nie może sprzymierzyć się (…) z kapitalistyczną Ameryką, gdyż byłaby to zdrada. Możliwe, że Amerykanie zabiegają o takie zbliżenie z nami ze względu na ich niechęć wobec Japonii, lecz w żadnym razie nie może być mowy o jakimkolwiek sojuszu z burżuazyjnym państwem.

Drugi raport, również pochodzący z Moskwy, to wiadomość datowana 17 marca 1918 roku, trzy dni wcześniej, wysłana przez ambasadora Francisa: „Trocki prosi o pięciu amerykańskich oficerów jako inspektorów armii organizowanej do obrony oraz o personel i sprzęt kolejowy”.

Ta prośba skierowana do USA jest oczywiście sprzeczna z odrzuceniem „sojuszu”.

Nim opuścimy Trockiego, należy wspomnieć jeszcze o procesach pokazowych lat trzydziestych, a w szczególności o oskarżeniach i procesach „antyradzieckiego bloku prawicowców i trockistów” z 1938 roku. Te parodie procesów sądowych, które Zachód niemal jednogłośnie potępił, mogą rzucić nieco światła na intencje Trockiego.

Sednem stalinowskiego oskarżenia było to, że trockiści byli opłacanymi agentami międzynarodowego kapitalizmu. K.G. Rakowski, jeden z podsądnych w 1938 roku, powiedział lub został nakłoniony do powiedzenia: „Byliśmy awangardą obcej agresji, międzynarodowego faszyzmu, i to nie tylko w ZSRR, lecz także w Hiszpanii, Chinach, na całym świecie”. W orzeczeniu „sądu” znalazło się stwierdzenie: „Nie istnieje na świecie nikt, kto przyniósł ludowi tyle cierpienia i nieszczęść co Trocki. To najnikczemniejszy agent faszyzmu”.

Chociaż może to być jedynie obelga powszechna pośród międzynarodowych komunistów w latach trzydziestych i czterdziestych, godne uwagi jest to, że wątki tego samooskarżenia zgadzają się z prezentowanymi w tym rozdziale świadectwami. Ponadto, jak zobaczymy później, Trocki był w stanie zdobyć poparcie wśród międzynarodowych kapitalistów, którzy przypadkiem wspierali także Mussoliniego i Hitlera.

Dopóki widzimy wszystkich międzynarodowych rewolucjonistów i wszystkich międzynarodowych kapitalistów jako zaciekłych wrogów, nie dostrzegamy kluczowej kwestii – że w rzeczywistości istniała pewna współpraca między międzynarodowymi kapitalistami a międzynarodowymi rewolucjonistami, w tym faszystami. I nie ma żadnych powodów, aby z góry wykluczać z tego sojuszu Trockiego.

Tę roboczą wstępną ocenę będziemy mogli rozwinąć, kiedy przyjrzymy się historii Michaiła Gruzenberga, głównego agenta bolszewików w Skandynawii, który pod pseudonimem Aleksander Gumberg był również doradcą Chase National Bank w Nowym Jorku, a później doradcą Floyda Odluma z Atlas Corporation. O tej podwójnej roli wiedzieli – i akceptowali ją – zarówno Sowieci, jak i jego amerykańscy pracodawcy. Historia Gruzenberga to przykład sojuszu międzynarodowej rewolucji z międzynarodowym kapitalizmem.

Spostrzeżenia pułkownika MacLeana, że Trocki miał „silne podziemne wpływy” oraz że jego „możliwości były tak duże, że wydano rozkazy, aby okazać mu wszelkie względy”, nie kłócą się w żadnym przypadku z interwencją Coultera-Gwatkina na rzecz Trockiego, czy jeśli o to chodzi, z późniejszymi stalinowskimi oskarżeniami w pokazowych procesach trockistów w latach trzydziestych. Nie kłócą się również z przypadkiem Gruzenberga. Z drugiej strony jedyne potwierdzone bezpośrednie powiązanie między Trockim a międzynarodową bankowością stanowił jego kuzyn Abram Givatovzo, który był prywatnym bankierem w Kijowie przed rosyjską rewolucją i w Sztokholmie po rewolucji. Chociaż Givatovzo deklarował antybolszewizm, w rzeczywistości działał na rzecz Sowietów w transakcjach walutowych w 1918 roku.

Czy wydarzenia te potwierdzają istnienie jakiejś międzynarodowej sieci? Po pierwsze mamy Trockiego, rosyjskiego internacjonalistycznego rewolucjonistę z powiązaniami w Niemczech, któremu pomaga dwóch rzekomych zwolenników księcia Lwowa w Rosji (Aleinikoff i Wolf, Rosjanie mieszkający w Nowym Jorku). Tych dwóch zachęca do działania liberalnego kanadyjskiego zastępcę poczmistrza generalnego, który z kolei wstawia się u prominentnego majora brytyjskiej armii w kanadyjskim sztabie wojskowym. Wszystkie te powiązania są weryfikowalne.

Krótko mówiąc, relacje lojalności bywają czasem inne, niż się wydaje. Możemy jednak domniemywać, że Trocki, Aleinikoff, Wolf, Coulter i Gwatkin, działając na rzecz konkretnego wspólnego celu, mieli również jakiś wyższy wspólny cel, wykraczający ponad lojalność wobec państwa czy ponad etykiety polityczne. Należy podkreślić, że nie istnieje żaden absolutny dowód na to, że tak było. W tym momencie jest to jedyne logiczne założenie przyjęte na podstawie faktów. Tego rodzaju wyższa lojalność mogła wynikać z samej przyjaźni, chociaż rozważanie takiej poliglotycznej kombinacji wymaga znacznego wysiłku wyobraźni. Mogła jednak wynikać również z innych motywów. Obraz wciąż jest niekompletny.

xxx

No właśnie! Działając na rzecz konkretnego wspólnego celu, mieli również jakiś wyższy wspólny cel, wykraczający ponad lojalność wobec własnego państwa czy ponad etykiety polityczne, czyli ponad partie polityczne. W jednym z poprzednich blogów cytowałem Henryka Rolickiego, który w swojej książce Zmierzch Izraela cytował Heinricha Kohna z jego Die politische Idee des Judentums:

Korzenie całej religii żydowskiej tkwią w historii żydowskiego ludu. Początkiem jej jest akt historyczny: wywędrowanie z Egiptu. We wszystkich jej chwilach zwrotnych znajdujemy historyczne zdarzenia. Z nich czerpie ona swą siłę, w głębiach żydowskiego charakteru narodowego leży jej tajemnica: formą jej rozwoju jest polityka.

Rolicki od siebie dodaje: „Ubierając swój cel polityczny w szatę religijną, uzyskiwali zaszeregowanie całego plemienia i późniejszych pokoleń w jeden zastęp bojowników politycznych”.

Czyli zarówno Żyd – Heinrich Kohn jak i Henryk Rolicki mówią wprost o tym, o czym Sutton pisze tak wymijająco: jakiś wyższy wspólny cel, wykraczający ponad lojalność wobec własnego państwa czy ponad etykiety polityczne.

xxx

W końcowym rozdziale Sojusz bankierów z rewolucją Sutton m.in. pisze:

Jaki motyw tłumaczy tę koalicję kapitalistów z bolszewikami? Rosja była wówczas – jak i dzisiaj – największym niezagospodarowanym rynkiem rynkiem na świecie. Co więcej, Rosja, wtedy i teraz, była największym potencjalnym konkurentem Stanów Zjednoczonych i tym samym największym potencjalnym zagrożeniem dla amerykańskiej przemysłowej i finansowej supremacji. Rzut oka na mapę świata wystarczy, aby zobaczyć różnicę między ogromnym terytorium Rosji a mniejszymi Stanami Zjednoczonymi. Ludzi z Wall Street musi przerażać myśl o Rosji jako drugim, obok Ameryki, gigancie przemysłowym.

Dlaczego jednak pozwalać Rosji stać się konkurencją i zagrożeniem dla amerykańskiej supremacji? Pod koniec XIX wieku Morgan, Rockefeller i Guggenheim ujawnili swe monopolistyczne skłonności. W Railroad and Regulation 1877-1916 Gabriel Kolko pokazał, że to właściciele kolei, a nie rolnicy, chcieli państwowej kontroli nad koleją, aby zachować swoje monopole i zlikwidować konkurencję. Przedstawione tu dowody można zatem najprościej wyjaśnić wzrostem ambicji i poszerzeniem horyzontów syndykatu finansistów z Wall Street na skalę globalną. Gigantyczny rosyjski rynek miał zostać zmonopolizowany i przemieniony w techniczną kolonię, którą eksploatować będzie kilku wpływowych amerykańskich finansistów i kontrolowane przez nich korporacje. To, co kontrolowane przez amerykański przemysł Międzystanowa Komisja Handlu i Federalna Komisja Handlowa mogły uczynić dla tego przemysłu w kraju, planowany socjalistyczny rząd mógł zrobić dla niego za granicą – przy odpowiednim wsparciu i zachętach ze strony Wall Street i Waszyngtonu.

Gdyby to wyjaśnienie wydawało się zbyt radykalne, należy przypomnieć, że Trocki powołał carskich generałów do skonsolidowania Armii Czerwonej, to Trocki prosił o amerykańskich oficerów do kontrolowania rewolucyjnej Rosji i o wstawiennictwo za Sowietami, to Trocki zdławił pierwsze wolnościowe tendencje w rewolucji rosyjskiej, a następnie robotników i chłopów, należy też zauważyć, że oficjalna historia całkowicie ignoruje siedemsettysięczną Armię Zieloną, złożoną z byłych bolszewików oburzonych zdradą rewolucji, którzy walczyli i z białymi, i z czerwonymi. Innymi słowy, sugestia jest taka, że rewolucja bolszewicka stanowiła sojusz etatystów: etatystycznych rewolucjonistów i etatystycznych finansistów zjednoczonych przeciwko prawdziwie wolnościowym tendencjom w Rosji.

Czytelnik musi zadać sobie teraz pytanie, czy ci bankierzy byli również skrytymi bolszewikami? Nie, oczywiście, że nie. Ci finansiści nie wyznawali żadnej ideologii. Wielką nadinterpretacją byłoby założyć, że ich pomoc dla bolszewików była motywowana ideologicznie w jakimkolwiek ścisłym sensie. Finansiści kierowani byli pragnieniem władzy i dlatego wspierali wszelkie polityczne stronnictwa, które mogłyby im dać dostęp do władzy: Trockiego, Lenina, cara, Kołczaka, Denikina – wszyscy otrzymali większą lub mniejszą pomoc. Wszyscy poza tymi, którzy pragnęli prawdziwie wolnego i indywidualistycznego społeczeństwa.

Pomoc nie ograniczała się do etatystycznych bolszewików i etatystycznych antybolszewików. W swojej książce Mussolini and Fascism: The View from America (Mussolini i faszyzm: Spojrzenie z Ameryki) John P. Diggis zauważył w odniesieniu do Thomasa Lamonta z Guaranty Trust, że

ze wszystkich liderów amerykańskiego biznesu Thomas W. Lamont najsilniej popierał faszyzm. Lamont, który kierował wpływową siecią bankową J.P. Morgana, był kimś w rodzaju konsultanta biznesowego faszystowskiego rządu we Włoszech.

W 1926 roku, w kluczowym dla Mussoliniego momencie, Lamont zapewnił włoskiemu dyktatorowi pożyczkę w wysokości stu milionów dolarów. Można również przypomnieć, że dyrektor Guaranty Trust był ojcem Corlissa Lamonta, amerykańskiego komunisty. Takie bezstronne podejście do bliźniaczych systemów totalitarnych, komunizmu i faszyzmu, nie ograniczało się tylko do rodziny Lamontów. Na przykład Otto Kahn, dyrektor American International Corporation oraz Kuhn, Loeb & Co., był pewien, że amerykański kapitał zainwestowany we Włoszech znajdzie tam bezpieczeństwo, wsparcie, możliwości i nagrodę. To ten sam Otto, który w 1924 roku przekonywał socjalistyczną League of Industrial Democracy, że jej cele są jego celami. Różnią się zaś jedynie – zdaniem Otto Kahna – co do sposobu ich osiągnięcia.

Po obu stronach Atlantyku bankierzy dostrzegali zalety i potencjał marksizmu. Na przykład lord Milner był angielskim bankierem, który cieszył się wpływami w brytyjskiej polityce wojennej i który jednocześnie był zwolennikiem marksizmu. W Nowym Jorku w 1903 roku utworzono socjalistyczny klub „X”. Do jego członków należeli nie tylko komunista Lincoln Steffens, socjalista William English Walling i komunistyczny bankier Morris Hillquit, lecz również filozof John Dewey, James T. Shotwell, Charles Edward Russell i Rufus Weeks (wiceprezes New York Life Insurance Company). Na corocznym spotkaniu Economic Club w Astor Hotel w Nowym Jorku przemawiali socjaliści.

Z tych nieprawdopodobnych źródeł pochodzi współczesny internacjonalistyczny ruch obejmujący nie tylko finansistów – Carnegiego, Paula Warburga, Otto Kahna, Bernarda Barucha i Herberta Hoovera – lecz również Carnegie Foundation i jej córkę International Conciliation.

Lew Trocki również deklarował się jako internacjonalista. Wspominaliśmy z pewnym zainteresowaniem o jego powiązaniach na najwyższych szczeblach czy przyjaciołach w Kanadzie. Trocki nie był zatem prorosyjski, proaliancki czy proniemiecki, jak wielu go przedstawiało. Był zwolennikiem rewolucji i światowej dyktatury. Jednym słowem był internacjonalistą. Bolszewików i bankierów łączył zatem internacjonalizm. Rewolucja i międzynarodowe finanse wcale się ze sobą nie kłócą, jeżeli celem rewolucji jest ustanowienie bardziej scentralizowanej władzy. Międzynarodowa finansjera woli robić interesy z centralnymi rządami. Ostatnie, czego pragnie społeczność bankowa, to leseferystyczna gospodarka i zdecentralizowana władza, gdyż prowadziłyby one do rozproszenia władzy.

Oto zatem wyjaśnienie, które zgadza się z przedstawionymi dowodami. Ta garstka bankierów i spekulantów nie była bolszewikami, komunistami, socjalistami, demokratami czy nawet Amerykanami. Nade wszystko ludzie ci pragnęli rynków, najlepiej zmonopolizowanych i międzynarodowych – a zmonopolizowanie światowego rynku stanowiło ich najwyższy cel. Chcieli rynków, które można by eksploatować monopolistycznie bez obawy o konkurencję ze strony Rosji, Niemiec czy kogokolwiek innego – w tym amerykańskich biznesmenów spoza zaklętego kręgu. Ta zamknięta grupa była apolityczna i amoralna. W 1917 roku interesował ją tylko jeden cel: zmonopolizowanie rosyjskiego rynku pod intelektualną ochroną i przykrywką ligi na rzecz egzekwowania pokoju.

Wall Street faktycznie osiągnęła swój cel. Kontrolowane przez ten syndykat amerykańskie firmy zaczęły budować Związek Radziecki, a obecnie wprowadzają radziecki kompleks wojskowo-przemysłowy w epokę komputerów.

Dzisiaj cel ten nie stracił na aktualności. John D. Rockefeller wyłożył go w swojej książce The Second American Revolution (Druga rewolucja amerykańska) – na której okładce widnieje pięcioramienna gwiazda. W książce znajduje się otwarty apel o humanizm, to jest apel o to, aby naszym najwyższym priorytetem stała się praca na rzecz innych. Innymi słowy, jest to obrona kolektywizmu. Humanizm to kolektywizm. Warto zauważyć, że Rockefellerowie, którzy od wieku promują te humanistyczną ideę, nie rozdali innym własnego majątku. Przypuszczalnie w ich zaleceniu zawarte jest założenie, że to my wszyscy mamy pracować na rzecz Rockefellerów. Książka Rockefellera propaguje kolektywizm pod płaszczykiem „umiarkowanego konserwatyzmu|” i „dobra społecznego”. W praktyce nawołuje do kontynuowania wcześniejszego poparcia Morgana-Rockefellera dla kolektywistycznych przedsięwzięć i znoszenia praw jednostki.

Krótko mówiąc, idea dobra społecznego była i pozostaje narzędziem i wymówką dla autokreacji elitarnego kręgu, który apeluje o pokój na świecie i ludzką przyzwoitość. Jednak dopóki czytelnik patrzy na historię świata przez pryzmat nieuchronnego marksistowskiego konfliktu między kapitalizmem a komunizmem, cele takiego sojuszu między międzynarodowymi finansistami a międzynarodowymi rewolucjonistami pozostają niezrozumiałe. To samo tyczy się groteskowości propagowania dobra społecznego przez grabieżców. Jeśli sojusze te wciąż wymykają się zrozumieniu czytelnika, powinien zastanowić się nad oczywistym faktem, że te same międzynarodowe grupy zawsze chętnie wskazują, co inni powinni robić, lecz wyraźnie nie chcą zostać pierwszymi z tych, którzy oddadzą swój majątek i władzę. Ich usta są otwarte, lecz ich kieszenie zamknięte.

Tę technikę, którą monopoliści wykorzystują do kantowania społeczeństwa, wyłożył na początku XX wieku Frederick C. Howe w książce The Confessions of a Monopolist. Po pierwsze, twierdzi Howe, polityka to nieodzowna część biznesu. Kontrolowanie poszczególnych gałęzi przemysłu wymaga kontrolowania Kongresu i regulatorów, dzięki czemu można zaprząc społeczeństwo do pracy dla monopolisty. Zatem, zdaniem Howe’a, monopolista powinien kierować się dwiema zasadami: „Po pierwsze, niech społeczeństwo pracuje dla ciebie. Po drugie, uczyń z tego biznes”. Są to, jak napisał Howe, podstawowe „zasady wielkiego biznesu”.

xxx

Jeśli jest tak, jak to opisał Sutton, to interpretacja otaczającej nas rzeczywistości może być zgoła odmienna od tej oficjalnej. Jeśli rewolucja bolszewicka w Rosji została sfinansowana przez finansistów z Wall Street, to znaczy, że Związek Radziecki, a raczej jego politycy byli zależni od tych finansistów. A to może oznaczać, że jego upadek na początku lat 90-tych, podobnie jak całego bloku komunistycznego, był zaplanowany. Oficjalne tłumaczenie, że komunizm zbankrutował, nie trzyma się kupy, bo przecież ten sam komunizm w Chinach nadal trwał.

Upadek czy bankructwo Związku Radzieckiego miało swoje konsekwencje w postaci oderwania od niego całego bloku komunistycznego i przeciągnięcie go na stronę unii europejskiej oraz powstanie niepodległych państw, znajdujących się wcześniej w obrębie ZSRR. Dziś już wiemy, że najbardziej brzemienną w skutki była decyzja o powstaniu niepodległej Ukrainy. To oznaczało, że prędzej czy później dojdzie do wojny rosyjsko-uraińskiej, dlatego że już wcześniej taka wojna była. Działo się to w latach 1917-1921. Wówczas Zachodnioukraińska Republika Ludowa, powstała na terenie byłej Galicji wschodniej dążyła do utworzenia niepodległego państwa i przeciągnięcia na swoją stronę reszty Ukrainy. Ostatecznie w wyniku traktatu ryskiego z 1921 roku ustalono, że Galicja wschodnia, czyli ZRUL wejdzie w skład II RP. Dziś ten sam schemat jest ponownie wykorzystywany, tylko że trochę inaczej, bo Ukraina jest, przynajmniej teoretycznie, niepodległym państwem, ale najwyraźniej to za mało. Ona chce do unii europejskiej i do NATO. Ale nie wszyscy na Ukrainie tego chcą i stąd konflikt.

Czy Rosja, powstała po upadku Związku Radzieckiego, jest niezależna od Stanów Zjednoczonych, a właściwie od finansistów z Wall Street? Wydaje się to mało prawdopodobne, a jeśli tak, to oznacza, że w wojnie na Ukrainie Rosja realizuje cele tych finansistów. Podobnie jest w przypadku Ukrainy. Zresztą sami Amerykanie przyznali, że wydali kilka miliardów dolarów na zorganizowanie cyrku zwanego Majdanem. A skoro tak, to znaczy, że konflikt został wywołany sztucznie. I prawdopodobnie tak samo jest w przypadku „zamachu stanu” dokonanego w Rosji przez Prigozyna i jego Grupę Wagnera. Czy fakt, że Prigożyn ze swoim prywatnym wojskiem schronił się na Białorusi nie oznacza, że rozpoczął się proces przeciągania Białorusi na stronę Zachodu? W ten sposób możliwe byłoby odtworzenie I Rzeczypospolitej. Tylko po co? Może nie chodzi o nią, tylko o coś zupełnie innego?

Procent ludności żydowskiej w strefie osiedlenia około 1905 roku; źródło: Wikipedia.

Strefa osiedlenia (również granica osiedlenia, ros. черта оседлости – czerta osiedłosti) – zachodnia część Imperium Rosyjskiego stanowiąca około 20% jego europejskiej części, istniejąca w latach 1791–1917, w której nakazywano zamieszkiwać społeczności żydowskiej, utworzona 23 grudnia 1791 roku na mocy ukazu carycy Katarzyny II. W skład tej strefy wchodziły zachodnie gubernie rosyjskie, utworzone po rozbiorach Polski, także gubernie południowo-zachodnie nadczarnomorskie. – Wikipedia.

Rafał Żebrowski w swoim artykule Rocznica wydania ukazu o ustanowieniu „strefy osiedlenia” dla Żydów (https://www.jhi.pl/artykuly/rocznica-wydania-ukazu-o-ustanowieniu-strefy-osiedlenia-dla-zydow,243) m.in. pisze:

Na początku XX w. w s.o. żyło ok. 5 mln. wyznawców judaizmu, co stanowiło blisko 40% wszystkich Żydów na świecie. Natomiast poza nią stale mieszkało ich tylko ok. 200 tys. Słusznie więc wówczas podnoszono, że gdyby pozwolono im wszystkim rozproszyć się po całym Imperium, wówczas stanowiliby na tyle niewielki procent ogółu ludności, że napięcia i konflikty byłyby mniejsze niż w małych miasteczkach strefy, w których Żydzi niejednokrotnie stanowili większość, a w wielu jej guberniach – po kilkanaście procent mieszkańców, znajdując z trudem źródła utrzymania, często zmuszeni do korzystania z pomocy społecznej.

Trudno ocenić rolę s.o. w dziejach narodu żydowskiego. Niewątpliwie warunki życia były w niej bardzo trudne, zwłaszcza dla ubogich. Jednak trudno nie zauważyć, iż skupienie Żydów w miasteczkach strefy sprawiło, że większość z nich zachowała tradycyjną kulturę i hierarchię wartości. To właśnie głównie oni, wraz ze współwyznawcami w Królestwie Polskim i Galicji, przenieśli jidyszkejt (ducha żydowskiego), równocześnie w walny sposób przyczyniając się do powstania nowoczesnej kultury żydowskiej. To oni stali się bohaterami klasycznych dzieł Szołema Alejchema i Mendełe Mojcher Sforima. Dla przyszłości duże znaczenie miała także emigracja Żydów ze s.o. i ich udział w rozwoju skupiska żydowskiego w USA (2 mln. emigrantów w latach 1881-1914).

xxx

Rewolucja i i międzynarodowe finanse wcale się ze sobą nie kłócą, jeżeli celem rewolucji jest ustanowienie bardziej scentralizowanej władzy, a zmonopolizowanie światowego rynku stanowi najwyższy cel bankierów i spekulantów. W książce Druga amerykańska rewolucja znajduje się otwarty apel o humanizm, to jest apel o to, aby naszym najwyższym priorytetem stała się praca na rzecz innych. Innymi słowy, jest to obrona kolektywizmu. Humanizm to kolektywizm. Tak to interpretuje Sutton.

A poniżej fragment z blogu Konfucjanizm:

„W tym systemie, w którym wszystko zostało podporządkowane społecznemu życiu jednostki, jej stosunek do drugiego człowieka jest sprawą zasadniczej wagi. Właściwy stosunek do bliźniego (żen) to jedno z podstawowych pojęć konfucjanizmu. Termin żen należy do tych, które w tłumaczeniu oddać najtrudniej. Żen jest bowiem główną z cnót człowieka szlachetnego, a zarazem jego podstawowym obowiązkiem wobec całego otoczenia. Zwykle termin ten oddaje się w sinologii europejskiej przez humanitarność, cnota humanitarności, to jest to ludzki do bliźniego stosunek, właściwy stosunek do ludzi.”

Nie przypadkiem więc całą produkcję przenosi się do Chin i robi się z nich fabrykę świata, czyli monopol na światową produkcję. Nie tylko ze względu na liczbę ludności, ale przede wszystkim na mentalność Chińczyków i ich kolektywny styl życia. Ich nie trzeba formować do wymogów globalistów, bo oni zostali takimi uformowani przez konfucjanizm. Europejczyków, tych indywidualistów, nie da się przerobić. Można ich co najwyżej zutylizować poprzez mieszanie z czarnymi, muzułmanami i innymi. I to wszystko dzieje się na naszych oczach.