Komunizm

Jakiś czas temu przeglądałem swoje stare notatki i natknąłem się na taką charakterystykę komunizmu, która, jak sądzę, najlepiej oddaje jego istotę:

Jeśli ktoś zrozumie, że komunizm nie ma na celu podzielenia bogactwa, ale jest w rzeczywistości metodą na konsolidację i kontrolę bogactwa, wtedy pojawiający się paradoks z bogaczami finansującymi socjalizm nie staje się w ogóle paradoksem. Staje się logiczne, że jest perfekcyjnym narzędziem dla poszukujących władzy megalomanów. Komunizm, a bardziej dokładnie socjalizm, nie jest ruchem uciskanych mas, a ekonomicznej elity. – Gary Allen.

Dla porównania, definicja komunizmu w Encyklopedii PWN:

Komunizm [łac. communis ‘wspólny’, ‘powszechny’], ideologia postulująca równość i wspólnotę w organizacji życia społecznego oraz racjonalność w kierowaniu życiem gospodarczym, głosząca nieuchronność upadku kapitalizmu i potrzebę działań dla osiągnięcia tego celu; w teorii marksistowskiej najwyższa, bezklasowa forma organizacji społecznej, następująca po kapitalizmie;

Skoro Gary Allen tak trafnie opisał istotę komunizmu, to wypada przybliżyć sobie jego osobę. Angielska Wikipedia m.in. tak go charakteryzuje:

»Frederick Gary Allen (2 sierpnia 1936 – 29 listopada 1986) był amerykańskim konserwatywnym pisarzem i teoretykiem spiskowym. Allen promował pogląd, że międzynarodowa bankowość i politycy podejmują kluczowe decyzje w poszczególnych krajach, a nie ci – wyselekcjonowani w oficjalnych wyborach.

Jako student, Allen studiował historię na Uniwersytecie Stanforda w Palo Alto w Kalifornii i studiował również na Uniwersytecie Stanu Kalifornia w Long Beach. Był wybitnym członkiem Towarzystwa Johna Bircha Roberta W. Welcha Jr., którego był rzecznikiem. Od 1964 roku współpracował z czasopismami takimi jak Conservative Digest i American Opinion. Był także autorem przemówień dla George’a Wallace’a, byłego gubernatora Alabamy, podczas jego wewnątrzpartyjnej kampanii w wyborach prezydenckich w USA w 1968 roku przeciwko Richardowi M. Nixonowi i Hubertowi H. Humphreyowi. Był doradcą konserwatywnego milionera z Teksasu Nelsona Bunkera Hunta.

Allen wraz z Larry Abrahamem wydali w 1971 roku książkę None Dare Call It Conspiracy (Nikt nie ma odwagi nazwać tego spiskiem). Przedmowę napisał John G. Schmitz z 35. okręgu wyborczego w Kalifornii, kandydat Amerykańskiej Partii Niezależnej w wyborach prezydenckich w USA w 1972 r. Sprzedała się ona w ponad czterech milionach egzemplarzy podczas kampanii prezydenckiej w 1972 roku.

W książce tej Allen i Abraham twierdzą, że nowoczesne systemy polityczne i gospodarcze w większości rozwiniętych krajów są wynikiem powszechnego spisku elity władzy, establishmentu, dla którego również używa terminu Wtajemniczeni (Insiders). Według autorów, wtajemniczeni wykorzystują elementy Manifestu Komunistycznego Karola Marksa, aby wprowadzać swój socjalistyczno-komunistyczny program:

  • Ustanowić system podatku dochodowego jako środek wyłudzania pieniędzy od zwykłego człowieka;
  • Ustanowić bank centralny, celowo tak nazwany, aby ludzie myśleli, że jest częścią rządu;
  • Uczynić ten bank posiadaczem długu publicznego;
  • Doprowadzić dług narodowy i odsetki od niego, powstałe w wyniku wojen (lub wszelkiego rodzaju wydatków budżetowych), począwszy od I wojny światowej, do stanu, w którym ich spłacenie stanie się niemożliwe.

Cytuje on stwierdzenie Rady ds. Stosunków Zagranicznych w swojej analizie nr 7 z 1959 r., wykonanej na zlecenie Senatu Stanów Zjednoczonych: „USA muszą dążyć do: A. Zbudowania nowego ładu międzynarodowego”.

W lutym 1980 r. Allen rozpoczął współpracę z asystentem badawczym Samem Wellsem, z którym współpracował aż do śmierci. Wells kontynuował jego pracę, pomagając wdowie Allena w wydawaniu biuletynu zawierającego jego analizy polityczne i ekonomiczne.

Allen napisał także książki o Radzie Stosunków Zagranicznych i Komisji Trójstronnej, twierdząc, że termin „Nowy Porządek Świata” jest używany przez tajemniczą elitę, dążącą do zniszczenia suwerenności narodowej. Ostatnia książka Allena, Powiedz „Nie!” dla nowego porządku świata, została opublikowana pośmiertnie w styczniu 1987 r.«

Oczywiście Allen, tak jak wszyscy poruszający tego typu tematy, nie mógł napisać wprost o kogo chodzi, więc pisał o „poszukujących władzy megalomanach”, „międzynarodowej bankowości i politykach”, „elicie władzy”.

Już w książce z 1971 roku pisał on o tym, co dziś już jest faktem, czyli doprowadzenie do niemożności spłacenia długu przez jakiekolwiek państwo. Wojna na Ukrainie jest tego namacalnym dowodem. Przecież ani Stany Zjednoczone, ani Anglia, ani Polska nie mają własnych banków. By wspomagać Ukrainę muszą te państwa pożyczać pieniądze w swoich bankach centralnych lub w międzynarodowych, co na jedno wychodzi, bo ich właścicielami są ci sami ludzie.

Tak więc Allen wytłumaczył nam przyczynę wszelkich wojen i konfliktów, począwszy od I wojny światowej. A dlaczego od I wojny światowej? Ano pewnie dlatego, że w 1913 powstał Fed, czyli System Rezerwy Federalnej, czyli bank centralny Stanów Zjednoczonych. Na efekty nie trzeba było długo czekać – tylko jeden rok.

Willem Middelkoop w książce Wielki reset pisze:

„Na początku pierwszego dziesięciolecia XX wieku najsłynniejszym i najpotężniejszym bankierem amerykańskim był John Pierpont Morgan. Gdy został zmuszony do wykorzystania prywatnego majątku, aby uporać się z paniką bankową w 1907 roku, uznał, że czas opracować nową architekturę systemu finansowego. Wkrótce nowojorscy bankierzy przedstawili wspaniały pomysł. Koncepcja polegała na tym, aby ustanowić nowy bank centralny, którym kierowaliby jego właściciele – nowojorscy bankierzy.

W listopadzie 1910 roku republikański senator Nelson W. Aldrich dołączył do grupy najpotężniejszych bankierów z Wall Street, którzy zebrali się na potajemnie zorganizowanej dziesięciodniowej konferencji na Jekyll Island, wyspie należącej do Morgana. W programie tego spotkania znalazła się tylko jedna sprawa, mianowicie ustanowienie nowego banku centralnego.

Ustalono, że ten bank musi uzyskać monopolistyczną wyłączność na druk dolarów i powinien stać się prywatną organizacją należącą do założycieli, czyli bankierów z Wall Street. Nie zostanie nazwany bankiem centralnym i będzie działać tak, jakby kierował nim rząd.

Sto lat po ustanowieniu Systemu Rezerwy Federalnej nadal nie wiadomo, kto dokładnie ma w nim udziały i za ile je nabył. Doskonale jednak wiadomo, że udziałowcami są przede wszystkim banki z Wall Street.”

Może właśnie dlatego ten świat wygląda, tak jak wygląda, bo rządzą nim ludzie anonimowi, a co za tym idzie, nie ponoszący żadnej odpowiedzialności za podejmowane przez siebie decyzje.

Marsz Powstania Warszawskiego

Zbliża się kolejna rocznica powstania warszawskiego i Robert Bąkiewicz przysłał mi maila. Oczywiście nie tylko mnie, ale pewnie dziesiątkom tysięcy innych osób, które kiedyś udostępniły mu swoje adresy pocztowe. W swoim mailu Pamiętamy o Bohaterach! pisze on m.in.:

»Szanowni Pastwo,

z nieustającym podziwem wspominam męstwo konspiratorów Polskiego Państwa Podziemnego, którzy 1 sierpnia 1944 r. karnie stanęli na wezwanie swoich zwierzchników i przez kolejne przeszło dwa miesiące toczyli nierówny, ale zacięty bój o wyzwolenie stolicy. Sama decyzja Komendy Głównej budziła od początku kontrowersje i nadal jest przedmiotem sporów historyków. Nie umniejsza to jednak w żaden sposób przykładnej dyscypliny żołnierzy AK, jak również i tych organizacji, które wskazywały na konieczność stosowania „ekonomii krwi”.

Chylimy czoła, wspominając ich bohaterstwo

Tak jak to zwykle bywało w naszej historii, przeważającą część powstańców stanowili ludzie młodzi, pełni życia. Wchodzili w dorosłość i kształtowali swoje charaktery w horrorze okupacyjnej rzeczywistości, w której każdego dnia groziła im śmierć. Niezliczone tysiące, niekończące się szeregi młodych Polaków celująco zdały egzamin z miłości do Ojczyzny, stając się wzorami do naśladowania dla kolejnych pokoleń. Dzięki twórczości tzw. pokolenia Kolumbów – twórców literackich, którzy wchodzili w dorosłość podczas II wojny światowej i wtedy na ogół debiutowali, możemy zajrzeć w umysły naszych bohaterów i poznać ich rozterki, marzenia, cele.

Pamiętamy też o cierpieniach cywilnej ludności Warszawy, która złożyła wyjątkowo dużą daninę krwi – nie tylko wskutek bezpośrednich działań bojowych, ale także przeprowadzanych przez Niemców z premedytacją masakr.

Żołnierzom i mieszkańcom stolicy składamy hołd

Roty Marszu Niepodległości, przy wsparciu Straży Narodowej i Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, po raz kolejny przygotowują największe społeczne obchody upamiętniające sierpniowy zryw. Z całego serca zapraszam Państwa 1 sierpnia o godz. 17.00. Tradycyjnie zbierzemy się na Rondzie Dmowskiego, by przejść potem w Marszu Powstania Warszawskiego przez Aleje Jerozolimskie i Nowy Świat na Plac Krasińskich. Nasze zgromadzenie zakończy wystąpienie słowno-muzyczne w wykonaniu Norberta „Smoły” Smolińskiego. Zachęcam do przynoszenia na wydarzenie biało-czerwonych flag!

Każdy z nas współtworzy Marsz Powstania Warszawskiego

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jak w poprzednich latach odpowiedzą Państwo pozytywnie na zaproszenie. Po Marszu Niepodległości jest to drugie najliczniejsze z naszych wydarzeń. Tworzymy je oddolnie, z własnej inicjatywy i polegając na życzliwości patriotów, którzy nie tylko dołączają do obchodów, lecz także pomagają nam od strony materialnej. Przemarsz – wbrew pozorom – nakłada na nas konieczność wydatkowania sporych sum, które przeznaczamy na: nagłośnienie, wóz organizacyjny, druk plakatów, ulotek oraz banerów, zabezpieczenie logistyczne oraz ochronę. Ufam, że i tym razem postanowią Państwo partycypować w kosztach przygotowania Marszu Powstania Warszawskiego. Każda wpłata jest dla nas bezcenną pomocą, ale i widomym znakiem, że czują się Państwo współgospodarzami i współorganizatorami rozumiejącymi potrzebę działania razem na rzecz kultywowania pamięci o naszych bohaterach. Uprzejmie dziękując za datki, z niecierpliwością oczekuję spotkania 1 sierpnia na Rondzie Dmowskiego!«

Jak widać Żydzi konsekwentnie postępują zgodnie ze swoją maksymą: wasze ulice, nasze kamienice. Najpierw były procesje, potem doszły pochody pierwszomajowe, a teraz mamy marsze: A ty maszeruj, maszeruj, głośno krzycz – niech żyje nam Wołodia Iljicz. Nie wiem, czym się kierują ci, którzy uczestniczą w Marszu Powstania Warszawskiego i w Marszu Niepodległości? Pewnie część przychodzi tam służbowo, ale większość chyba – nie. Co chcą w ten sposób zyskać? Przecież taki marsz nie ma mocy sprawczej, niczego w ten sposób nie można osiągnąć. Jedyne sensowne wytłumaczenie jego organizowania, to utrwalanie w społeczeństwie pewnej postawy, rzekomo patriotycznej, którą Bąkiewicz tak definiuje:

„Niezliczone tysiące, niekończące się szeregi młodych Polaków celująco zdały egzamin z miłości do Ojczyzny, stając się wzorami do naśladowania dla kolejnych pokoleń.”

A więc miłość do Ojczyzny polega na tym, żeby z gołymi rękami rzucić się na doskonale uzbrojonego wroga i zginąć. I to ma być wzór do naśladowania dla kolejnych pokoleń. Żadnego wyrachowania, pragmatyzmu, tylko fałszywie rozbudzone emocje i bezmyślność. I taki ma być patriotyzm. Żadnej refleksji, żadnego wyciągania wniosków, no bo jak ktoś zacznie analizować, drążyć temat, to może dotrzeć do niewygodnych faktów i zmienić swój pogląd na to powstanie. A jak będzie maszerował albo oglądał przekazy z takiego marszu, to nie będzie czytał czy szukał w internecie wiedzy, która mogłaby zmienić jego stosunek do niego.

Drugie, co uderza w tym przekazie, to te „niezliczone tysiące, niekończące się szeregi młodych Polaków”. Generał Jerzy Kirchmayer, jak podaje Wikipedia, ocenił, że stan liczebny jednostek AK w Warszawie wynosił około 50 tys. zaprzysiężonych (mężczyzn i kobiet). Zaprzysiężonych, co nie znaczy, że wszyscy oni wzięli udział w powstaniu. Takie to były te niezliczone tysiące, niekończące się szeregi młodych Polaków.

I ten Bąkiewicz każe nam wspominać i czcić „bohaterów” tego kretyńskiego powstania warszawskiego i nie zająknie się nawet nad tym, że państwo polskie od 24 lutego przestało już praktycznie istnieć, bo jeśli to państwo za główny cel postawiło sobie pomoc dla Ukrainy i jej obywateli, to znaczy, że nie jest to już państwo polskie i że Polacy stali się obywatelami drugiej, a może nawet i trzeciej kategorii, a wszystko jest dla obywateli obcego państwa. Tego nie widzi i wcale go to nie martwi. Taki to jego „patriotyzm”, żydowski patriotyzm.

Dowództwu AK i ówczesnym politykom mniej chodziło o Polskę, a bardziej o pobicie Niemców, jak pisał o tym Mackiewicz, a obecnemu „polskiemu” rządowi znowu chodzi mniej o Polskę, a bardziej o pobicie Rosji. Cóż za zadziwiająca analogia! Kto za tym stoi i komu to służy? – że się posłużę tym starym, wyświechtanym komunistycznym zapytaniem z czasów PRL-u.

A wspomniany wyżej Kirchmayer? Wikipedia tak o nim m.in. pisze:

»Jerzy Maria Józef Kirchmayer ps. Andrzej, Adam (ur. 1895 w Krakowie, zm. 1959 w Otwocku) – oficer dyplomowany Wojska Polskiego w II RP, generał brygady Ludowego Wojska Polskiego, współautor planu akcji zbrojnej AK „Burza”, historyk wojskowości, pisarz, publicysta, szef Oddziału Historycznego Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, zastępca profesora w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk.

Syn Kazimierza, adwokata i Wandy z domu Mataczyńskiej. Szkołę powszechną ukończył we Lwowie, a w 1914 roku gimnazjum – Zakład Naukowo-Wychowawczy Ojców Jezuitów w Chyrowie k. Przemyśla (obecnie Ukraina).«

Jakoś tak jest, że jezuici dziwnie mi się kojarzą. W blogu „Peru” pisałem:

„Tupac Amaru II (Jose Gabriel Condorcanqui y Noguera) 1741-1781 – przywódca zakończonego klęską indiańskiego powstania przeciwko Hiszpanom w 1780 roku w Peru. Potomek inkaskiego przywódcy Tupaca Amaru urodził się w Tincie w prowincji Cuzco. Otrzymał jezuickie wychowanie w szkole w San Francisco de Borja. Studiował na uniwersytecie w Limie. Tutaj też kontynuował studia u jezuitów, co znacząco wpłynęło na jego wiarę. Był bogatym plantatorem koki, przedsiębiorcą przewozowym, właścicielem kopalni kruszców i licznych stad bydła. Swoje interesy prowadził w Limie i Buenos Aires.

W tym miejscu można by zapytać, co skłoniło człowieka bogatego, wykształconego i o ustalonej pozycji społecznej do podjęcia takich działań? Czyżby wychowanie jezuickie? A może tę pozycję osiągnął właśnie dzięki jezuitom i w pewnym momencie dostał propozycję nie do odrzucenia? A może po prostu chodziło o budowanie legendy powstań antyhiszpańskich, po to, by Indianie poparli w przyszłości kogoś, kto wystąpi przeciwko Hiszpanom, choć nie będzie Indianinem?”

Dalej Wikipedia pisze:

„Po agresji III Rzeszy na Polskę był zastępcą szefa Oddziału III (Operacyjnego) sztabu Armii „Pomorze”, został ciężko ranny w Puszczy Kampinoskiej. W okresie okupacji niemieckiej w szeregach Związku Walki Zbrojnej (przemianowanej następnie na Armię Krajową), był szefem sztabu Okręgu Warszawa Województwo i oficerem Oddziału III Komendy Głównej. W konspiracji stracił nogę.

W lipcu 1944 zgłosił się do Ludowego Wojska Polskiego. Początkowo organizował służbę historyczną. Był najpierw kierownikiem Wojskowego Biura Historycznego w Wojskowym Instytucie Naukowo-Wydawniczym, a następnie szefem Oddziału Historycznego Sztabu Generalnego WP. Następnie był oficerem do specjalnych poruczeń szefa Sztabu Generalnego (1947). Po wypełnieniu misji specjalnej, skierowany do Akademii Sztabu Generalnego, gdzie był dyrektorem nauk, a następnie wykładowcą.

W 1948 został usunięty z wojska. W 1950 aresztowany przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego pod fałszywymi zarzutami, rok później skazany na karę dożywotniego więzienia. W październiku 1955 zwolniony, w kwietniu 1956 zrehabilitowany. Pracował następnie w Instytucie Historii Polskiej Akademii nauk na stanowisku zastępcy profesora. Zmarł 11 kwietnia 1959 roku.”

A więc oficer dyplomowany Wojska Polskiego w II RP, generał brygady Ludowego Wojska Polskiego, współautor planu akcji zbrojnej AK „Burza”, w lipcu 1944 roku zgłosił się do Ludowego Wojska Polskiego. Później, dla uwiarygodnienia, skazany na karę dożywotniego więzienia, a następnie zwolniony, zrehabilitowany i zatrudniony w PAN na ciepłej posadce.

Jeśli jeszcze do tego dodamy to, o czym pisał Józef Mackiewicz:

„W ostatniej chwili szef BIP-u AK pułkownik Rzepecki-”Rejent”, wystawiał masowo legitymacje AK członkom komunistycznych i prokomunistycznych formacji „Armii Ludowej”, „Polskiej Armii Ludowej”, „Korpusowi Bezpieczeństwa” podziemnych władz cywilnych, członkom PPR-u i innym, którzy walczyli razem w powstaniu warszawskim ramię przy ramieniu.”

Ilu z tych jeszcze żyjących, trzęsących się na wózkach inwalidzkich, „bohaterów”, to komuniści i prokomuniści? Czy można jeszcze bardziej zakłamać historię powstania warszawskiego? Ewidentni zdrajcy, agenci wrogich państw, płatne pachołki Anglii i Związku Radzieckiego są czczeni jako bohaterowie i patrioci.

AK była organizacją zbrodniczą, której celem było wymordowanie polskich patriotów i zburzenie Warszawy. Bez tego nie mógłby powstać PRL w kształcie, w jakim powstał, czyli państwo, którego społeczeństwo składałoby się z ludzi niewyrobionych politycznie, wielonarodowe na skutek akcji przesiedleńczej i z żydowską elitą i inteligencją. Ta elita i inteligencja nie zaistniałyby, gdyby nie zburzono Warszawy i po odbudowie nie zasiedlono jej nowymi ludźmi. A Żydzi odwracają kota ogonem i ze zdrajców robią bohaterów.

W tym procederze burzenia miasta brali udział wszyscy: AK, Anglosasi, Sowieci i Niemcy. To przecież Niemcy zburzyli Warszawę, a czy musieli? Nic na tym nie zyskali, ale zrobili to. Powód dało im AK, a oni to skwapliwie wykorzystali, wykonując zapewne polecenia swoich nieznanych przełożonych.

Że tak było świadczą afery i nieuregulowanie kwestii gruntów warszawskich, bo zburzyć można, ale grunt pozostaje. Większość przedwojennych właścicieli nigdy ich nie odzyskała, chyba że byli Żydami.

Akcja “Burza”

Już za parę dni, za dni parę zacznie się kolejne świętowanie rocznicy powstania warszawskiego, z którym nieodłącznie wiąże się tzw. akcja „Burza”. I po raz kolejny ci, którzy powinni być uznani za zdrajców i skazani na wieczne potępienie, będą wspominani w glorii chwały. To jest majstersztyk żydowskiej polityki historycznej. Tak to jest, gdy ma się monopol na interpretację przeszłości. O ile o powstaniu warszawskim słyszeli chyba wszyscy, to o akcji „Burza” raczej niewielu. Wypada więc temat przybliżyć, zwłaszcza że łączy się on z samym powstaniem.

»Akcja „Burza” – operacja wojskowa zorganizowana i podjęta przez oddziały Armii Krajowej przeciw wojskom niemieckim w końcowej fazie okupacji niemieckiej, bezpośrednio przed wkroczeniem Armii Czerwonej, prowadzona w granicach II Rzeczypospolitej. Trwała od 4 stycznia 1944, kiedy Armia Czerwona przekroczyła na Wołyniu ustaloną w traktacie ryskim granicę polsko-radziecką, do stycznia 1945. Rozkaz jej rozpoczęcia wydał w listopadzie 1943 Komendant Główny Armii Krajowej gen. Tadeusz Komorowski. Do akcji „Burza” zmobilizowano łącznie ok. 100 tys. żołnierzy i oficerów Armii Krajowej.

Po przekroczeniu przez Armię Czerwoną wschodniej granicy II Rzeczypospolitej i odrzuceniu wysuniętej przez władze RP oferty współdziałania wojskowego z ZSRR, 12 stycznia 1944 Komendant Główny Armii Krajowej wydał rozkaz nr 126, zapowiadający wsparcie Armii Czerwonej w walce z Niemcami w miarę naszych sił i interesów państwowych. 26 października 1944 jego następca gen. Leopold Okulicki wydał rozkaz zakończenia akcji.

Stosunek władz polskich do ZSRR

Generał Władysław Sikorski stał na stanowisku, że Sowietów należy witać jako sprzymierzeńców, ale jeśli stosunek Rosjan do nas stanie się jawnie wrogi, należy ujawnić tylko administrację cywilną, a oddziały AK wycofać w głąb kraju, by ocalić je przed całkowitym zniszczeniem. Komendant Główny Armii Krajowej gen. Stefan Grot-Rowecki był przekonany o wrogiej postawie Sowietów i chciał zgody na podjęcie przygotowań do stawienia oporu ich armiom.

Cele

  • Uświadomienie władzom ZSRR, że na wyzwolonych z okupacji niemieckiej terenach Polski w granicach sprzed 1939 gospodarzami są Polacy, uznający władzę Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie, który był jedynym reprezentantem państwa polskiego.
  • Zanegowanie alianckiego podziału na strefy operacyjne, w myśl którego Polska znajdowała się w radzieckiej strefie operacyjnej i wojska aliantów zachodnich ani oddziały im podporządkowane tu nie operowały.
  • Skłonienie ZSRR do uznania władzy Rządu RP w Londynie (reprezentowanego przez Delegaturę Rządu na Kraj) w Polsce i granicy wschodniej sprzed 1939 roku (którą ZSRR uznał postanowieniami traktatu ryskiego w 1921) i praw Polski do jej terenów wschodnich, bezprawnie zagarniętych na mocy postanowień paktu Ribbentrop-Mołotow po agresji ZSRR na Polskę w dniu17 września 1939 roku.
  • Spowodowanie przybycia do Polski sił aliantów zachodnich i jednostek Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie, a w pierwszej kolejności 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej.

Konsekwencje

Z politycznego punktu widzenia nie osiągnięto jednak pozytywnych rezultatów. Alianci zachodni, informowani przez wywiad AK o przeprowadzanych przez NKWD masowych aresztowaniach żołnierzy podziemia, dowódców AK i przedstawicieli Delegatury Rządu na Kraj, nie zareagowali w stopniu umożliwiającym zmianę polityki sowieckiej wobec Polski i jej obywateli.

Ogółem na skutek działań sowieckich służb bezpieczeństwa, głównie NKWD, w więzieniach i obozach zamknięto 50 tys. żołnierzy AK, uczestniczących w akcji „Burza”, głównie za odmowę wstąpienia do kontrolowanej przez ZSRR armii Berlinga. Konsekwencją działań NKWD był terror wobec Polaków zamieszkujących tereny wschodnie. Regularnie urządzano obławy na członków Armii Krajowej, np. na Lubelszczyźnie jesienią 1944, oraz na przełomie 1944 i 1945 na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie. Z samego Wilna deportowano 35 tys. Polaków, wymuszając oświadczenia, iż wyjeżdżają oni z własnej woli; w miejsce wywiezionych osiedlano Rosjan.«

Tak to opisuje Wikipedia i co do tych faktów, to chyba raczej trudno mieć zastrzeżenia, choć widać pewne niedopowiedzenia, ale mniej więcej tak było. A dlaczego tak było? Odpowiedź na to pytanie zawsze będzie interpretacją, a ta, z założenia, jest subiektywna, ale czy to oznacza, że musi mijać się z prawdą?

Co wiedziano w tamtym czasie, na przełomie 1943 i 1944 roku? Na konferencji w Teheranie w dniach 28 listopada – 1 grudnia 1943 roku postanowiono m.in.:

  • Ustalono nową granicę wschodnią Polski i ZSRR na tak zwanej linii Curzona.
  • Dokonano podziału krajów Europy na alianckie strefy operacyjne – na mocy międzyalianckich uzgodnień Polska znalazła się w strefie operacyjnej Armii Czerwonej.
  • Ustalono, iż Niemcy zostaną podzielone na strefy okupacyjne, zaś radziecka strefa okupacyjna Niemiec przylegać będzie do Polski, przez którą przebiegały linie komunikacyjne do tej strefy, co de facto przesądzało losy Polski. Ze względu na odbywające się jesienią 1944 roku w USA wybory prezydenckie, na prośbę prezydenta Roosevelta liczącego na głosy Polonii amerykańskiej utajniono postanowienia wielkiej trójki w kwestii polskiej.

Józef Mackiewicz w swojej powieści, po części fabularnej po części dokumentalnej, Nie trzeba głośno mówić, pisał:

W tym czasie w Polsce, powstałe już dawno państwo podziemne rozrasta się coraz bardziej. Działający dotychczas „Związek Walki Zbrojnej” (ZWZ), przyjmuje z początkiem 1942 roku nazwę: Armia Krajowa, na czele której staje generał Stefan Rowecki, używający pseudonimów: „Rakoń”, „Kalina”, „Jan”, „Tur”, głównie jednak „Grot”, którym podpisuje dokumenty publikowane w podziemiu. Akcja podziemna w Polsce wspierana jest wydatnie przez, mniej lub więcej regularne, loty i zrzuty z Anglii; z mniejszym lub większym ryzykiem lotników i skoczków. Do Polski przybywa w ten sposób materiał wybuchowy, broń i amunicja, a przede wszystkim dolary papierowe, dolary złote, funty papierowe i suwereny, marki niemieckie i okupacyjne „młynarki”; łącznicy, emisariusze, instruktorzy.

Generał Rowecki był również zdecydowanym zwolennikiem kolaboracji polsko-sowieckiej i on to, z chwilą wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, położył duży nacisk na powiększenie obszaru dywersji na niemieckich tyłach w kierunku wschodnim, oraz w myśl wskazań gen. Sikorskiego powołał w tym celu organizację wywiadowczą pod kryptonimem „Wachlarz”. Wysłał do Mińska majora Sokołowskiego dla podjęcia na Białorusi wspólnej z partyzantką sowiecką walki przeciwko Niemcom. Wkrótce potem, 14 lutego 1942, depeszował do naczelnego wodza w Londynie:

„Organizacja Wachlarz jest już mocno ustawiona w terenie. Operację przerwania wszystkich linii kolejowych mógłbym powtórzyć kilkakrotnie w różnych odstępach czasu i w chwili najbardziej dotkliwej dla transportu niemieckiego, jeżeli otrzymam wydatnie zwiększoną ilość lotów. Dla wydatnego przeprowadzenia operacji konieczne jest zwiększenie zasięgu lotów do rejonu Wilno i rejonu Lwów, co motywowałem w meldunku nr 146.”

Dalej Mackiewicz pisze:

Konferencja w Teheranie zakończyła się 1 grudnia. Rząd polski w Londynie nie był powiadomiony o zapadłych na tej konferencji decyzjach. Ale to, o czym dowiadywał się z różnych źródeł nieurzędowych, nie mogło zostawić wątpliwości, że zarówno w Ameryce, jak i Anglii dojrzała już ostateczna decyzja oddania Sowietom całej Europy środkowowschodniej. Poprzednio, w końcu października, połączony sztab zachodnich aliantów, „Cossak”, definitywnie wyłączył Polskę, Czechosłowację i inne kraje wschodniej Europy z planów inwazji kontynentalnej. Przyjęta została zasada, że kraje te wchodzą w strefę działania armii czerwonej i stanowią przedmiot politycznego zainteresowania Sowietów. Decyzje powzięte w Teheranie były tylko konsekwencją logiczną poprzednich postanowień i ich przypieczętowaniem. – W stosunku do Polski z tym szczególnym wyjątkiem, że miała być ona oddana Sowietom przy udziale jej własnego rządu i przy udziale podległych temu rządowi agend w kraju. Od tej chwili nastąpiły naciski ze strony angielskiej o usunięcie pewnych członków rządu polskiego, których uważano za przeszkodę, jak też zwielokrotniona w porównaniu do lat ubiegłych presja, aby w Polsce usunięte zostały resztki antysowieckich animozji i nastąpiło pełne podporządkowanie wymogom Stalina.

W tym czasie Sowiety szczególnie domagały się wyłączenia z rządu polskiego generała Sosnkowskiego, który po tajemniczej śmierci gen. Sikorskiego 5 lipca w Gibraltarze, mianowany został na jego miejsce wodzem naczelnym. Do ataków na gen. Sosnkowskiego przyłączyły se pewne wpływowe czynniki polskie. Chodziło o rzecz ważną.

W obliczu zbliżających się wojsk czerwonych do granic Polski, odbyły się w Londynie długotrwałe narady rządu polskiego. Wódz Naczelny, gen. Sosnkowski, zdołał na posiedzeniu 25 października, przeforsować uchwałę, którą następnie w formie tajnej instrukcji, datowanej 27 tegoż miesiąca, przesłał 1 listopada do Warszawy, zawiadamiając Komendanta Głównego AK, że „Kraj z Sowietami współpracować nie będzie”. Na wypadek wkroczenia Sowietów na terytorium Polski:

„... 
B.II. Władze krajowe i Siły Zbrojne w kraju pozostają nadal w konspiracji i oczekują dalszych decyzji Rządu Polskiego.”

Wszelako dowódca Armii Krajowej, generał Bór-Komorowski (używający w korespondencji z Londynem pseudonimu „Lawina”), odmówił wykonania instrukcji Naczelnego Wodza. W depeszy datowanej 26. XI. 1943, do gen. Sosnkowskiego, donosił:

„Na podstawie przesłanej przez P. Generała za L. 5989 instrukcji Rządu dla kraju, wydałem do obszarów i okręgów rozkaz, który przedstawiam. Jak z treści jego wynika, nakazałem ujawnienie się wobec wkraczających Rosjan dowódcom i oddziałom, które wezmą udział w zwalczaniu uchodzących Niemców. Zadaniem ich w tym momencie będzie dokumentować swym wystąpieniem istnienie Rzeczypospolitej. - W tym punkcie rozkaz mój jest niezgodny z instrukcją Rządu...”

Generał Bór zdawał sobie sprawę z wytworzonego stanu faktycznego. W tym czasie AK, a zwłaszcza „Kierownictwo Walki Cywilnej” i prawie wszystkie podległe mu agendy, były w znacznym stopniu zinfiltrowane przez agentów sowieckich, czynniki komunistyczne bądź prokomunistyczne. Zwrócił na to uwagę szef II Oddziału w Londynie już w sierpniu 1942, notując ten fakt z niepokojem. „Lawina” nie ukrywa tego stanu rzeczy i otwarcie donosi o nim w punkcie drugim depeszy:

„2. Przygotowuję w największej tajemnicy, na wypadek drugiej okupacji sowieckiej, zawiązkową sieć dowódczą nowej organizacji... Będzie to odrębna sieć, nie związana z szeroką organizacją AK, rozszyfrowanej w dużej mierze przez czynniki pozostające na służbie sowieckiej...”

Jednakże w załączniku nr 1 do 2100 PZP i 1300/III, z dnia 20.XI. 43, dodaje:

„Wszystkie nasze przygotowania wojenne zmierzają do działań zbrojnych przeciwko Niemcom. W żadnym wypadku nie może dojść do działań zbrojnych przeciwko Rosjanom wkraczającym na ziemie nasze w ślad za Niemcami...”

W dalszym ciągu swej depeszy, dowódca AK przedstawia własne dyspozycje, zawarte w jego rozkazie na wypadek wkroczenia wojsk sowieckich:

„V. Stosunek do Rosjan: 1) Znajdującym się na ziemiach naszych sowieckim oddziałom partyzanckim nie należy w żadnym wypadku utrudniać prowadzenia walki z Niemcami. Unikać obecnie zatargów z oddziałami sowieckimi. Te nasze oddziały, które już miały tego rodzaju zatargi... powinny być przesunięte na inny teren. Z naszej strony dopuszczalna jest tylko akcja samoobrony. 2) Należy przeciwdziałać tendencji ludności terenów wschodnich do ucieczki na zachód przed niebezpieczeństwem rosyjskim... 3) Miejscowy dowódca polski winien się zgłosić wraz z mającym się ujawnić przedstawicielem władzy cywilnej u dowódcy oddziałów sowieckich i stosować się do jego życzeń...”

Depesza dowódcy AK, który odmawia podporządkowania się instrukcji naczelnego wodza i dobrowolnie odwraca jego rozkazy, datowana w Warszawie 26 listopada 1943, idzie w sposób zagadkowy niezmiernie długo… Dociera do rąk naczelnego wodza w Londynie dopiero po miesiącu i pięciu dniach, 1 stycznia 1944 roku. – Na trzy dni przed przekroczeniem wschodniej granicy Rzeczypospolitej przez armie czerwone.

W innym miejscu Mackiewicz pisze:

Jeśli szefem takiego BIP-u, czyli biura informacji i propagandy, czyli dyktatorem prasy i polityki AK, weryfikacji patriotycznej, cenzorem publicystyki i literatury, czystości linii, słowem, kontrolerem ducha narodowego, jest jakiś podpułkowniczek, nie wiem czy dyplomowany, który poza tym lewą nogą jest po tamtej stronie. Jeżeli weźmiesz, że członkiem Komendy Głównej jest taki Kirchmayer, znam go dobrze, który nie ukrywa, że jest duszą po sowieckiej stronie… A zastępca szefa sztabu, już jawny prosowietczyk, Tatar. Jeżeli weźmiesz, że w cywilnych władzach jest jeszcze gorzej pod tym względem…

I dalej:

W Warszawie, w okolicy i na terenie bezpośredniego frontu na wschód od Wisły i zapleczu, znajduje się duża ilość antybolszewickich oddziałów „wschodnich”. Jako to: kozackich, czysto rosyjskich, muzułmańskich, ukraińskich, turkmeńskich, wołgo-tatarskich, litewskich i in. Poza tym w licznych niemieckich oddziałach Waffen-SS, SS, i policji, są całe grupy lub oddzielne kompanie złożone z tych ludzi.

We wszystkich tych formacjach, bez różnicy narodowości, panuje jednostronny nastrój antypolski. Niezależnie od propagandy niemieckiej, wywołany jest rozpowszechnionym przekonaniem, jakoby na podstawie stwierdzonych faktów, że polska AK nie bierze do niewoli, lecz rozstrzeliwuje na miejscu i bez sądu, każdego b. obywatela sowieckiego ujętego z bronią lub bez broni, w mundurze niemieckim. Przy tym niezależnie od indywidualnej winy grabieży lub gwałtu, popełnionego na ludności cywilnej, lecz rzekomo z zasady, jako „zdrajcę ojczyzny”. Ponieważ w tym wypadku „zdrada ojczyzny” zachodzi nie w stosunku do Polski, lecz do Sowietów, zaś ogólnie biorąc ustroju bolszewickiego, o wyzwolenie z którego ci ludzie właśnie walczą – przeto ustaliło się wśród nich jednolite nastawienie, że polska AK jest nie tylko stroną walczącą z Niemcami, lecz czynnym wykonawcą sojuszu z bolszewizmem. – Przykład: porucznik Ter-Zade-Bek z 1-go batalionu azerbejdżańskiego (111 „Bergmann”) oświadczył mi: „Dla mnie osobiście, polska AK jest przedłużeniem sowieckiego NKWD. Tyle że NKWD rozstrzela mnie po przesłuchaniu, zaś AK bez przesłuchania.”

W dalszej części pisze:

13 lipca na baszcie, na szczycie góry Zamkowej, wysoko nad miastem załopotał sztandar czerwony ze znakami sierpa i młota.

Depesza d-cy Okręgu-Wilno AK Ldz. 13199/tjn. 13. VII. 44 brzmiała:

„W zależności od Sowietów zamierzam: 1) Pozostać w rej. Wilna, częścią wspierać armię sowiecką w jej walce z Niemcami. Chcę wywalczyć uznanie nas przez Sowiety jako AK.”

Od 16 lipca żołnierze AK zaczęli znikać z ulic miasta. Tego dnia dowódca „Wilk”-Krzyżanowski zarządził koncentrację w rejonie Taboryszki-Turgiele, a sam ze sztabem udał się na rozmowy z generałem Iwanem Czerniachowskim, dowódcą sowieckiego 3-go Białoruskiego Frontu. Tam został aresztowany. Ogółem aresztowano i zesłano do Kaługi około 50 oficerów AK, głównie pod zarzutem kolaboracji z Niemcami. Część żołnierzy zesłano również. Część się rozproszyła, lub próbowała przedzierać lasami do Polski. Poważna część wlała się dobrowolnie w szeregi tworzącego się komunistycznego wojska polskiego. Tych skierowano głównie w rejon Lublina.

I dalej:

W Chełmie utworzony został przez rząd sowiecki: Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN), który 22 lipca ogłosił manifest do narodu. Ale i po ogłoszeniu tego „Manifestu Lipcowego”, ani rząd polski na emigracji w Londynie, ani jego podziemne agendy w kraju, ani dowództwo Armii Krajowej, w niczym nie zmieniło uprzednio wytyczonej linii politycznej. Zwłaszcza w najistotniejszym dla chwili bieżącej punkcie instrukcji, mianowicie współdziałania i współpracy z Armią Czerwoną.

W nocy na 31 lipca, 2-gi pułk piechoty AK stoczył na kierunku sandomierskim zaciętą bitwę z Niemcami. Szef sztabu pułku donosząc o tym Komendzie Głównej wskazywał, że osłonił przy tym prawe skrzydło nacierających wojsk sowieckich, ułatwiając im przez to posuwanie się na zachód w celu utworzenia ważnego przyczółka na Wiśle.

I na koniec:

… W dwa miesiące po tamtym, najstraszniejszym 5 sierpnia, nastąpił 5 października wymarsz oddziałów AK do niewoli (niemieckiej – przyp. W.L.). (…) W ostatniej chwili szef BIP-u AK pułkownik Rzepecki-”Rejent”, wystawiał masowo legitymacje AK członkom komunistycznych i prokomunistycznych formacji „Armii Ludowej”, „Polskiej Armii Ludowej”, „Korpusowi Bezpieczeństwa” podziemnych władz cywilnych, członkom PPR-u i innym, którzy walczyli razem w powstaniu warszawskim ramię przy ramieniu.

Mam nadzieję, że te długie cytaty nie zmęczyły czytających, ale one były niezbędne do zrozumienia, czym była AK i jej „bohaterowie”. Mackiewicz w swojej powieści przedstawiał fakty, by uświadomić innym, jak było. On ich nie interpretował i nie oceniał. To pozostawił czytelnikowi. Ja już mogę dokonywać ich interpretacji, a czytający mogą, bez względu na moją ocenę, wyrobić sobie własne zdanie, właśnie w oparciu o te fakty.

Argumenty wysuwane przez propagandę AK, że akcja „Burza” i łączące się z nią powstanie warszawskie, miały zademonstrować Sowietom, że AK powita ich w roli gospodarza, były z gatunku tych kretyńskich. Bo niby dlaczego Sowieci mieliby ich uznać za gospodarzy? Armia Czerwona, solidnie dozbrojona przez Anglosasów, była wówczas najpotężniejszą armią lądową na świecie. I ta armia miałaby „przestraszyć się” stu tysięcy partyzantów rozproszonych na okupowanym przez Niemców terytorium? No, ale kłamstwo i niedorzeczności powtarzane od zakończenia wojny do dziś robią swoje. Kropla drąży skałę. Choć trudno w to uwierzyć, ale nawet najtwardsza skała poddaje się erozji wodnej. To tylko kwestia czasu. Skoro we wszystkich publikacjach i programach szkolnych uznawane jest to za dogmat wiary, to po pewnym czasie już nikt się nie zastanawia, czy tego typu uzasadnienie ma sens, chociażby z czysto logicznego punktu widzenia.

Żeby zrozumieć postawę przywódców AK i ich pokrętną argumentację, to do tego nie potrzeba być doktorem czy profesorem i produkować opasłe tomy, w których dzieli się włos na czworo. Wystarczy chłopski rozum, taki jak mój, bo ja należę do plebsu i wszelkie „naukowe” wywody meczą mnie. Otóż sprawa jest bardzo prosta: AK i cały ten ruch oporu był finansowany przez Anglosasów. A kto płaci ten wymaga.

Jak wiadomo Anglosasi współpracowali ze Stalinem. I na konferencji w Teheranie zgodzono się, że Polska będzie w radzieckiej strefie wpływów. To przesądzało o wszystkim. Po co więc była ta cała akcja „Burza” i powstanie warszawskie, skoro przywódcy AK doskonale wiedzieli, co postanowiono na tej konferencji? Ano po to, by wyeliminować tę patriotycznie nastawioną część polskiego społeczeństwa. Tych nieświadomych, prostolinijnych ludzi, myślących bardziej sercem niż rozumem, że jak ojczyzna w potrzebie, to trzeba ją ratować. Od początku wojny Niemcy i Rosjanie, czy raczej naziści i bolszewicy, mordowali polską inteligencję, a akcja „Burza” i powstanie warszawskie rozprawiło się z tymi, którzy zachowali jeszcze jakieś patriotyczne uczucia.

Wikipedia pisze:

Regularnie urządzano obławy na członków Armii Krajowej, np. na Lubelszczyźnie jesienią 1944, oraz na przełomie 1944 i 1945 na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie. Z samego Wilna deportowano 35 tys. Polaków, wymuszając oświadczenia, iż wyjeżdżają oni z własnej woli; w miejsce wywiezionych osiedlano Rosjan.

Deportowano dokąd? Na przełomie 1944 i 1945 roku? Przecież nie na ziemie zachodnie, bo w styczniu 1945 roku „wyzwolono” dopiero Warszawę. Czyli do obozów. A Bór-Komorowski w swoim rozkazie pisał: „Należy przeciwdziałać tendencji ludności terenów wschodnich do ucieczki na zachód przed niebezpieczeństwem rosyjskim…” I ta kanalia została ewakuowana do Anglii i spokojnie dożyła tam do 1966 roku, pobierając pewnie wysoką emeryturę. Czy trzeba lepszego dowodu na to, że był angielskim agentem?

Sikorski chciał, by wojsko polskie szło do Polski najkrótszą drogą, wspólnie z Armią Czerwoną, ale niezależne od niej. Na to nie mógł zgodzić się Stalin i Anglosasi, bo oni ustalili, że Polska będzie w radzieckiej strefie wpływów. Natomiast niezależne od Stalina wojsko polskie na terenie Polski byłoby gwarantem jej niezależności od niego. Na to ani on, ani Anglosasi zgodzić się nie mogli i stąd wyprowadzenie wojska polskiego na Bliski Wschód. Do Polski najkrótszą drogą mogło iść tylko wojsko polskie całkowicie podległe Stalinowi. Pozostała jeszcze kwestia skłonienia dowództwa AK do współpracy z Sowietami, czyli do przeprowadzenia akcji “Burza”. Na to Sikorski prawdopodobnie nie godził się i stąd ta „katastrofa” w Gibraltarze 4 lipca 1943 roku. Czyj to był pomysł, tego pewnie nigdy się nie dowiemy, ale wykonawcami byli Anglicy, bo to na ich terenie działał rząd londyński. I bez dostępu do utajnionych angielskich archiwów poznajemy sprawcę, zgodnie ze starą zasadą: is fecit, cui prodest (ten zrobił, komu to przynosi korzyść).

Powojenna Polska miała być państwem, w którym elitą będą Żydzi i oni będą rządzić w tym państwie. By tak się stało, należało wyeliminować polską inteligencję, i tak nieliczną, i tę część polskiej ludności, która zachowała w sobie jakąś dozę patriotyzmu. O ile wyeliminowanie inteligencji nie stanowiło problemu, bo kto do niej należał, decydował status społeczny, o tyle patriotów można było wyeliminować, angażując ich w walkę z okupantem. I po to była Akcja „Burza”.

Powstanie warszawskie było po to, by zburzyć miasto, tak by nowe, odbudowane miasto zasiedlić odpowiednimi ludźmi. W ten sposób pozbywano się z Warszawy niewygodnej dla nowej władzy warstwy ludzi, zasiedziałej, z utrwalonym systemem wartości. W latach 80-tych miałem okazję rozmawiać z warszawianką, która przeżyła powstanie. Ona powiedziała, że większość ówczesnych mieszkańców Warszawy przeklinała tych powstańców. Trudno się im dziwić. Oni już przeczuwali, że dla wielu z nich będzie oznaczać to utratę ich dorobku, często dorobku wielu pokoleń.

Tak więc Anglosasi współpracowali ze Związkiem Radzieckim, by zlikwidować w Polsce polską inteligencję i patriotyczne społeczeństwo, by stworzyć PRL, czyli państwo, w którym elitą będą Żydzi, a resztę tego społeczeństwa będą stanowić polscy chłopi i mniejszości narodowe ze wschodu, przesiedlone do nowej Polski i na tzw. Ziemie Odzyskane, czyli Ukraińcy, Białorusini, Litwini. – Taka nijaka mieszanka, która w żaden sposób nie będzie w stanie zagrozić żydowskiej dominacji w tym kraju.

I na koniec taka zagadka. Jeśli Anglosasi współpracowali ze Związkiem Radzieckim, oczywiście na polecenie swoich nieznanych przełożonych, by wyeliminować polską inteligencję i polskich patriotów, wysługując się przy tym sowicie opłacanymi osobnikami z dowództwa AK, to czy ci Anglosasi, sowicie opłacający osobników z ukraińskiego rządu, współpracują z Rosją, by wyeliminować ukraińskich patriotów, kimkolwiek by oni byli? – Oto jest pytanie!

Kolejny etap

Wszystko wskazuje na to, że wojna na Ukrainie wkroczy w kolejną fazę, fazę wojny partyzanckiej. Najwyraźniej armia ukraińska nie jest w stanie zrealizować celów, jakie przed nią postawiono. W takim wypadku jedyną szansą na kontynuowanie tej wojny, żeby uniknąć kapitulacji, jest wojna partyzancka, którą prowadzi się wówczas, gdy wróg jest zbyt silny, by z nim walczyć na otwartym polu. A to oznacza przedłużenie konfliktu na nieokreślony jeszcze czas. Być może będzie to wojna hybrydowa.

W dniu 9 lipca na portalu ZeroHedge ukazał się artykuł UK Military Begins Training 10,000 Ukrainians On British Soil Amid Calls For “Insurgency” – Brytyjskie wojsko rozpoczyna w Wielkiej Brytanii szkolenie 10 000 Ukraińców, które ma ich zachęcić do dalszego oporu (https://www.zerohedge.com/geopolitical/uk-military-begins-training-10000-ukrainians-british-soil-amid-calls-insurgency). Poniżej jego treść:

»Wielka Brytania potwierdziła rozpoczęcie u siebie nowego programu szkolenia tysięcy ukraińskich żołnierzy, który ma trwać co najmniej kilka tygodni dla każdej partii rekrutów.

Wielka Brytania była jednym z pierwszych państw, które rozpoczęło duże dostawy broni do Kijowa wkrótce po rosyjskiej inwazji na kraj 24 lutego. Szczegóły dotyczące zakresu tego nowego programu szkoleniowego świadczą o tym, że wojna ta przybiera charakter wojny zastępczej, pomimo że zachodni politycy długo nie akceptowali tego typu wojny. W sobotę The Guardian podał szczegóły na podstawie oświadczeń ministerstwa obrony:

Nawet 10 tys. ukraińskich żołnierzy przyjedzie do Wielkiej Brytanii na kilkutygodniowe specjalistyczne szkolenia wojskowe. Pierwsza grupa spotkała się w czwartek z sekretarzem obrony Benem Wallace’em, potwierdziło Ministerstwo Obrony.

Ambitny program okrzyknięto kolejną fazą wsparcia Londynu dla Ukrainy w krytycznym momencie upadku rządu Borisa Johnsona, który zrezygnował ze stanowiska premiera. Powszechnie wiadomo, że Wielka Brytania wraz z USA przeszkoliła już tysiące ukraińskich żołnierzy w poprzednich latach, począwszy od 2014 roku i początku konfliktu w Donbasie.

Sekretarz obrony Ben Wallace zapowiedział: „Wykorzystując światowej klasy doświadczenie armii brytyjskiej, pomożemy Ukrainie odbudować jej siły i wzmocnić jej opór, broniąc suwerenności swojego kraju i prawa do wyboru własnej przyszłości”.

Jednym z dowodów na to, jak ogromny i bezprecedensowy jest zakres tego programu, jest to, że do prowadzenia szkolenia Ukraińców potrzeba wielu brytyjskich oddziałów wojskowych, w tym specjalnych. Wielka Brytania od początku wojny przekazała już 2,3 miliarda funtów pomocy ukraińskim siłom obronnym.

Około 1050 brytyjskich pracowników jest rozmieszczanych w czterech tajnych lokalizacjach Ministerstwa Obrony w północno-zachodniej, południowo-zachodniej i południowo-wschodniej części Wielkiej Brytanii”, ujawnia The Guardian.

Interesujące jest również to, że Ukraińcy są w dużej mierze ochotnikami, którzy nie mają żadnego formalnego przeszkolenia wojskowego, o czym świadczy tempo strat po stronie ukraińskiej. Kijowscy urzędnicy przyznali, że w wyniku ataku rosyjskich wojsk, straty po stronie ukraińskiej w ciągu ostatniego miesiąca wynoszą średnio około 200 osób dziennie.

„Szkolenie umożliwi rekrutom ochotnikom z niewielkim lub zerowym doświadczeniem wojskowym nabycie praktycznych umiejętności w walce na froncie” – kontynuuje The Guardian. „Oparty na podstawowym szkoleniu żołnierzy w Wielkiej Brytanii, kurs ten obejmuje obsługę broni, pierwszą pomoc na polu bitwy, orientację w terenie, taktykę patrolowania i prawo konfliktów zbrojnych”.

Pomimo tego, że Moskwa bez wątpienia postrzega to jako ogromną prowokację i eskalację brytyjskiego zaangażowania w wojnę, brytyjskie ministerstwo obrony jest zaskakująco otwarte i bezczelne w kwestii szkolenia, zapraszając nawet ekipy informacyjne do sfilmowania niektórych z trwających kursów, odbywających się w tajnym miejscu.

Ta pierwsza partia ukraińskich wojowników podobno przybyła do Wielkiej Brytanii kilka dni temu, w chwili, gdy siły ukraińskie wydają się być w powolnym odwrocie w Donbasie, gdy prowincja Ługańska jest pod całkowitą kontrolą Rosji, a linie frontu są nieustannie przesuwane w głąb ukraińskiego terytorium dzięki przewadze rosyjskiej artylerii.

Urzędnicy amerykańscy i brytyjscy ostatnio prowokacyjnie wzywali do „powstania” w okupowanych przez Rosję częściach Ukrainy, szczególnie na wschodzie. I tak przykładowo w ubiegły czwartek amerykańscy senatorowie Richard Blumenthal (D-CT) i senator Lindsey Graham (R-SC) odwiedzili stolicę Ukrainy i spotkali się z prezydentem Zełenskim. Blumenthal ogłosił, że ma nadzieję zobaczyć „powstanie” na zajętym przez Rosję terytorium.

„Artyleria dalekiego zasięgu jest bardzo, bardzo ważna. Ale równie ważna jest walka wręcz, którą mamy nadzieję zobaczyć na wschodniej Ukrainie, na terytorium już zajętym przez Rosjan” – powiedział Blumenthal. W świetle nowych informacji brytyjskiego Ministerstwa Obrony na temat rozmiaru programu szkoleniowego dla Ukrainy, pozostaje jedno główne pytanie: czy ten nowy program szkoleniowy na dużą skalę, organizowany w Wielkiej Brytanii, przygotowuje się do zapoczątkowania właśnie takiego scenariusza rebelii? Biorąc pod uwagę charakter programu „ochotniczy bojownik”, na to wygląda.

Obecnie Stany Zjednoczone prowadzą znacznie skromniejszy program, skoncentrowany na dodatkowym szkoleniu ukraińskich oficerów: „Stany Zjednoczone zapewniają również szkolenie ukraińskiej armii, a starsi oficerowie studiują w Fort Leavenworth w Kansas”, zauważa The Guardian. Większość szkoleń organizowanych do tej pory przez Pentagonu zlokalizowana była w Polsce lub innych sąsiednich krajach NATO. Jednak jest możliwe, a nawet prawdopodobne, że amerykańskie agencje wywiadowcze, takie jak CIA, mogą prowadzić większe tajne programy na terytorium USA lub w Europie.«

Natomiast Rosjanie zdają się konsekwentnie realizować zamierzony przez siebie cel. Na tym samym portalu w dniu 11 lipca pojawił się artykuł Putin Signs Decree Offering Citizenship To All Ukrainians – Putin podpisuje dekret przyznający obywatelstwo wszystkim Ukraińcom (https://www.zerohedge.com/geopolitical/putin-signs-decree-offering-citizenship-all-ukrainians). W nim m.in. można przeczytać:

»Miesiąc temu Rosja zaczęła oferować paszporty ukraińskim obywatelom prorosyjskich separatystycznych republik w regionie Donbasu. Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał niezwykle kontrowersyjny dekret nadający „wszystkim obywatelom Ukrainy” „prawo do ubiegania się o obywatelstwo Federacji Rosyjskiej według uproszczonej procedury”.

Skłania to do wniosku, że cele wojenne Putina obejmują całkowitą aneksję terytoriów zajętych przez siły rosyjskie, zwłaszcza podbitych regionów na wschodzie i południu.

Jak można było się spodziewać, rząd ukraiński jest wściekły z powodu nowego dekretu, w którym minister spraw zagranicznych Ukrainy stwierdza: „Nielegalne wydawanie paszportów… jest rażącym naruszeniem suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy, a także norm i zasad międzynarodowego prawa humanitarnego”.

Tymczasem, kolejnym dowodem intencji Rosji wobec wschodniej Ukrainy jest to, że w ostatnich dniach obsadziła ona szereg najwyższych stanowisk w administracji nadzorującej lokalne i regionalne gminy ukraińskie.

The Moscow Times opisał ten „desant” w regionach ściśle pozostających pod rosyjską kontrolą wojskową:

Coraz więcej rosyjskich urzędników otrzymuje wysokie stanowiska w okupowanych częściach Ukrainy, co zdaniem analityków jest próbą wzmocnienia więzi z Moskwą przed ewentualnym procesem aneksji.

Tylko w tym tygodniu nominacje objęły byłego deputowanego rosyjskiego parlamentu, przedstawicieli władz regionalnych i wysokiego rangą funkcjonariusza Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB).

W dalszej części raportu czytamy: „Prawdopodobnie najbardziej głośna jak dotąd nominacja miała miejsce we wtorek, kiedy były deputowany rosyjskiego parlamentu Andriej Kozenko został mianowany zastępcą szefa „administracji wojskowo-cywilnej” dla okupowanych obszarów ukraińskiego regionu Zaporoża. Będzie nadzorował gospodarkę i integrację z Rosją, jak podano w oficjalnym oświadczeniu”.

„W przeddzień nominacji Kozenki w obwodzie zaporoskim, szefem rządu w okupowanym regionie chersońskim został były oficer FSB Siergiej Jelisiejew”, dodaje The Moscow Times.«

Wszystko wskazuje na to, że dojdzie do podziału Ukrainy i że jest to tylko kwestia czasu. Sądząc po tym, jak Anglicy i Amerykanie szkolą Ukraińców do walki partyzanckiej, to wojna ta nie skończy się tak szybko. Najwyraźniej wielcy tego świata chcą jeszcze przy jej okazji załatwić wiele innych spraw, co byłoby utrudnione lub wręcz niemożliwe w warunkach pokojowych. Dla Polski i Polaków to bardzo zły scenariusz.

Na wspomnianym portalu pojawił się 12 lipca kolejny artykuł poświęcony Ukrainie US Is Paying $1.7 Billion To Health Care Workers… In Ukraine – Stany Zjednoczone płacą 1,7 miliarda dolarów pracownikom służby zdrowia… na Ukrainie (https://www.zerohedge.com/geopolitical/us-paying-17-billion-health-care-workers-ukraine). Poniżej jego treść:

»Gdy wojna na Ukrainie wkracza w swój szósty miesiąc, pomoc wojskowa z Zachodu staje się rutyną, a USA wiodą prym po tym, jak od lutego wysłały Kijowowi 7 miliardów dolarów pomocy.

Ale administracja Bidena nie tylko wspiera ukraińskie wojsko i jej gospodarkę, wraz z ogromnymi kwotami pomocy humanitarnej wysyłanej regularnie w związku z problemem uchodźców wewnętrznych – USA zamierzają teraz płacić ukraińskim pracownikom służby zdrowia.

„Ukraina otrzymuje dodatkowe 1,7 miliarda dolarów pomocy od rządu USA i Banku Światowego na wypłatę pensji zaniedbanym przez państwo pracownikom służby zdrowia i świadczenie innych podstawowych usług” – donosi Politico we wtorek.

Fundusze na służbę zdrowia pojawiły się po tym, jak minister zdrowia Ukrainy Wiktor Liaszko poinformował o zniszczeniu części infrastruktury medycznej i szpitalnej oraz ograniczeniu dostępności do opieki medycznej, stwierdzając jednocześnie, że wypłata wynagrodzenia pracownikom służby zdrowia z miesiąca na miesiąc staje się coraz trudniejsza z powodu trwającej wojny.

1.7 miliarda dolarów to nie tylko kolejne wsparcie finansowe; to inwestycja, która przybliża nas do zwycięstwa” – powiedział Liashko w oświadczeniu.

Fundusze są przekazywane przez amerykańską Agencję Rozwoju Międzynarodowego (USAID), Departament Skarbu i Bank Światowy.

Pomoc ta pomoże demokratycznemu rządowi Ukrainy w świadczeniu podstawowych usług dla ludności Ukrainy” – powiedziała w oświadczeniu sekretarz skarbu Janet Yellen.

Jak dotąd USAID udzieliło Kijowowi wsparcia budżetowego w wysokości 4 miliardów dolarów, ponieważ ukraiński rząd zabiega o wypłatę pensji urzędnikom i pracownikom z działu podstawowych usług oraz emerytom.

Podsumowując te wysiłki, uruchamiając nową pomoc dla pracowników służby zdrowia, administrator USAID Samantha Power stwierdziła, że „atak Putina na sektor usług publicznych Ukrainy trwa nadal, Stany Zjednoczone śpieszą ze wsparciem finansowym, aby pomóc rządowi utrzymać dostawy prądu, zapewnić niezbędne usługi niewinnym obywatelom i wynagrodzenia pracownikom służby zdrowia, którzy ratują życie walczącym na pierwszej linii.

Co ciekawe, jest to kolejny przypadek, gdy przywódcy USA wyrzucają miliardy w błoto na Ukrainie, i ciągle mówią o „zwycięstwie” – które wciąż jest kluczowym słowem, które pozostało niezdefiniowane.

Tulsi Gabbard niedawno cytowała słowa sekretarza prasowego Pentagonu, Johna Kirby’ego, podkreślające tę sprzeczność…

„Prezydent Zełenski jest demokratycznie wybranym prezydentem suwerennego narodu i tylko on może zdecydować, jak ma wyglądać zwycięstwo i jak chce je osiągnąć”. —John F. Kirby (sekretarz prasowy Pentagonu), 29 kwietnia 2022 r.

Jeśli przekazanie amerykańskiej suwerenności przywódcy innego kraju nie jest zdradą, to co nią jest?

Na ironię zakrawa fakt, że własna infrastruktura Ameryki – od mostów przez sieci elektryczne po systemy wodociągowe i kanalizacyjne – w wielu miastach wymaga wymiany lub remontu, nie wspominając już o tym, że nie tak dawno temu Demokraci mieli obsesję na punkcie „darmowej” opieki zdrowotnej. Ale teraz wydaje się, że priorytetem Waszyngtonu jest opieka zdrowotna na Ukrainie.«

Jak widać Stany Zjednoczone i Wielka Brytania angażują się wszechstronnie w tę wojnę. Jeśli słowo „zwycięstwo” nie zostało zdefiniowane, to oznacza, że cel jest inny. Jedynym państwem Europy kontynentalnej, oprócz Ukrainy, tak bardzo zaangażowanym jest Polska. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania leżą z dala od wojny, więc ich jej skutki nie będą dotyczyć. Krajami „biorącymi” pożyczki są Polska i Ukraina. I na pewno nie będą w stanie ich spłacić. A skoro tak, to będą musiały się zgodzić na wszelkie warunki, jakie im zostaną podyktowane po zakończeniu tej wojny.

O co zatem w tym wszystkim chodzi? Nie sposób tego pojąć, jeśli nie odwołamy się do historii. Józef Mackiewicz, uciekając z Wilna przed bolszewikami, zatrzymał się na parę tygodni w Warszawie. Było to chyba w maju i czerwcu 1944 roku, a więc na krótko przed wybuchem powstania. Co tam zaobserwował, opisał w swojej powieści Nie trzeba głośno mówić:

„Miasto, w które wpompowuje się miliony dolarów, funtów i złotych monet. Nie licząc dziesiątków milionów w „młynarkach” i markach niemieckich. Ktoś mi mówił, nie wiem czy prawda, że dotychczas zwalono do jednego AK około 30 milionów dolarów w „miękkich” i z pół miliona „twardych” w złocie; pięćdziesiąt milionów „młynarek” i prawie dwa tysiące suwerenów brytyjskich. A ile otrzymała Delegatura, tego już nie wiem. Drugie tyle, albo i więcej. Z tego się przecie nie strzela. Strzela się z dodatkowych zrzutów broni i amunicji. Pieniądze idą normalną drogą w obrót, i jak zauważyłeś, obraca cała Warszawa. Poza własnym potencjałem gospodarczym. To jedno miasto. A teraz weź zaplecze. Chłop w tej Ge-ge ma się znakomicie. Niemcy niszczą inteligencję, a chłopu dają jakieś tam kredyty, ziarno siewne, maszyny, premie i różne inne rzeczy. Tylko, naturalnie, nie trzeba o tym głośno mówić. Chłop, słowem, przyjeżdża z babą do miasta po legendarne „fortepiany”, które ładuje na wóz, obrazy i materiały. To wszystko razem stwarza ruch i szaloną spekulację handlową. Naturalnie nastrojów to na wsi w niczym nie zmienia. Bo o ile strona materialna jest świetna, o tyle strona moralna z pejczem do Murzyna. Ale to inna sprawa.”

Te 30 milionów dolarów w „miękkich”, to jest około 1,5 miliarda dzisiejszych dolarów. Jak widać finansowanie szło ze wszystkich stron: ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, a nawet Niemiec, bo skąd te marki? I jeszcze te „młynarki”, czyli pieniądze tej Ge-ge.

Polską inteligencję i tzw. element patriotyczny „zutylizowano” w czasie II wojny światowej. Posłużono się w tym celu AK. Bez tego nie mógłby powstać PRL, czyli państwo, w którym inteligencją polską stali się Żydzi. W ten sposób Polacy jako naród przestali się liczyć, bo naród bez głowy jest narodem bezwolnym. A poza tym, poprzez przesiedlenia, zaaplikowano mu znaczną dawkę mniejszości narodowych z Kresów i to wszystko wymieszano. I z tej mieszanki powstało wyjątkowo nijakie społeczeństwo. Dlatego w procesie łączenia Polski z Ukrainą Polacy nie są problemem. Problemem są Ukraińcy, a właściwie ta ich cześć, która uważa się za patriotów. Z nimi trzeba zrobić porządek. Oni przecież marzą o Wielkiej Ukrainie, a tu nie o nią chodzi, tylko o odtworzenie I RP. Połączenie Polski i Ukrainy jest tylko etapem na tej drodze, ale nie da się tego zrobić, jeśli nie wyeliminuje się tych patriotów, których my nazywamy banderowcami.

Putin na początku wojny jasno powiedział, jaki jest jej cel: demilitaryzacja i denazyfikacja Ukrainy. Demilitaryzacji to na razie nie widać, ale żeby jej dokonać, to trzeba zlikwidować tych, którzy walczą. Wówczas cała broń stanie się złomem, a ukraińscy nacjonaliści zostaną bohaterami, tyle że martwymi.

Tak więc rządy wszystkich państw zaangażowanych w tę wojnę współpracują ze sobą. I wszystkie te rządy, łącznie z ukraińskim, każdy na swój sposób, podpuszczają banderowców, wciągają ich coraz bardziej do wojny. Dokładnie to samo zrobiono z Polakami w 1944. Anglia współpracowała ze Związkiem Radzieckim, wykorzystując do tego celu AK. No bo skoro Anglia oddała w Jałcie Polskę Stalinowi, to trudno, by skrycie robiła co innego. Tak pewnie kazali postępować angielskim politykom ich nieznani przełożeni. I teraz Anglia też współpracuje z Rosją. I nie tylko ona.

11 lipca ’43

W zeszłym roku w rocznicę rzezi wołyńskiej zamieściłem blog na ten temat. Dziś na tę rzeź patrzę trochę inaczej. Przede wszystkim dlatego, że rok temu nie wiedziałem jeszcze o czymś takim jak eksperyment wołyński. W pewnym uproszczeniu można go tak scharakteryzować: wszystko dla Ukraińców, nic dla Polaków. Obecnie, odnoszę takie wrażenie, że mamy powtórkę tego eksperymentu, tyle że nie ograniczoną do jednego województwa, ale dokonywaną na terenie całego kraju.

Eksperyment wołyński wdrażano w latach 1928-1938. Z tego wynika, że decyzję o jego przeprowadzeniu podjął Piłsudski, a wykonawcą był Henryk Józewski. W tamtych czasach, po zamachu majowym, nic nie mogło się dziać bez zgody Piłsudskiego. A skoro tak, to jest on pośrednio odpowiedzialny za powstanie UPA, bo UPA powstała z organizacji paramilitarnych tworzonych na terenie województwa wołyńskiego przez państwo polskie i na jego koszt.

Jeśli prześledzi się pewną sekwencję wydarzeń, to można dojść do wniosku, że to II RP i jej władze konsekwentnie przygotowywały grunt pod tę rzeź wołyńską.

Przymusowe konwersje

W grudniu 1937 na Wołyniu, wbrew opinii wojewody Henryka Józewskiego, rozpoczęto akcję przymusowych konwersji lokalnych społeczności na rzymski katolicyzm, co uzasadniano potrzebą powrotu do polskości osób zruszczonych w epoce zaborów. Pierwszą miejscowością, w której przeprowadzono akcję, były Hrynki, gdzie oddział Korpusu Ochrony Pogranicza, po znieważeniu przez mieszkańców wsi portretów dostojników państwowych, odebrał dokumenty 40 chłopom, zabronił mieszkańcom opuszczania Hrynek po zachodzie słońca i otoczył wieś. Rezultatem końcowym tych działań było przejście z prawosławia na katolicyzm 572 chłopów. Podobnymi metodami „nawrócono” na Wołyniu do 1939 10 tys. osób. Rząd konsekwentnie twierdził, że wszyscy konwertyci dobrowolnie zmienili religię, środowiska ukraińskie i prawosławne utrzymywały natomiast, że większość przechodzących na katolicyzm czyniła to pod wpływem szantażu i przymusu, lub też za sprawą zatargów z lokalnym klerem prawosławnym. Obecnie wiadomo, że KOP, główny wykonawca akcji nawracania, stosował głównie obietnice nadania chłopom ziemi po przejściu na katolicyzm, przekonywał, że ich przodkowie należeli do katolickiej szlachty zagrodowej, stosował również aresztowania i zastraszanie prawosławnych.

W akcji nawracania na katolicyzm uczestniczyło czynnie duchowieństwo rzymskokatolickie, bezpośrednio promujące swoją religię wśród ludności oraz systematycznie rozszerzające sieć parafialną, by osoby formalnie nawrócone nie wróciły de facto do prawosławia, nie mogąc uczęszczać do kościołów rzymskokatolickich. Niektóre parafie były przy tym zakładane na terenach, gdzie żyły tylko niewielkie grupy katolików, lub nawet nie było żadnych wiernych, zwłaszcza na terenach niezurbanizowanych.

Konsekwencją zmiany polityki polskiej na Wołyniu na prowadzoną z pozycji siły było rozszerzenie wpływów OUN (do tej pory działającej przede wszystkim w Małopolsce Wschodniej) na Wołyń i radykalizacja nastrojów społeczeństwa ukraińskiego na Wołyniu, a także dyskredytacja polityki ugodowej prowadzonej przez reprezentowane w Sejmie RP ukraińskie ugrupowania polityczne. Miało to znaczące konsekwencje, gdy aparatu państwa polskiego na tym obszarze miało po wrześniu 1939 zabraknąć.

Burzenie cerkwi

W 1938 roku Wojsko Polskie przeprowadziło akcję tzw. drugiej pacyfikacji, połączonej z masowym burzeniem cerkwi na terenach etnicznie mieszanych. Istotną rolę odegrał tu gen. Gustaw Paszkiewicz. Przeprowadzenie tej operacji uzasadniano potrzebą konsolidacji narodowej w obliczu zaostrzającej się sytuacji międzynarodowej. W konsekwencji doprowadziło to dalszej eskalacji konfliktu narodowościowego na terenach etnicznie mieszanych.

Wyburzanie cerkwi na Chełmszczyźnie miało miejsce od maja do lipca 1938, rozbiórki dokonywali wynajmowani robotnicy, więźniowie, saperzy lub strażacy. Głównodowodzącym akcji był gen. Brunon Olbrycht (zastąpiony 21 maja przez płk. Mariana Turkowskiego, zaś nowym wojewodą lubelskim został jawny zwolennik polonizacji major Jerzy de Tramecourt. Olbrycht 20 stycznia 1938 przedstawił szczegółowe wytyczne w sprawie prowadzenia akcji: na szczeblu powiatowym mieli być powołani kierownicy-oficerowie pochodzący z lokalnych jednostek wojskowych, stojący na czele zespołów terenowych. Olbrycht podkreślał również wagę oprawy ideowej całego przedsięwzięcia, konsekwentnego podkreślania ważności działań polonizacyjnych. Szczególną rolę wyznaczał Towarzystwu Rozwoju Ziem Wschodnich, którego nowe placówki nakazał powoływać w każdym powiecie, gdzie powstał zespół terenowy. W kwietniu tego samego roku Olbrycht przedstawił również postulat nasycenia terenu księżmi rzymskokatolickimi.

Oficerowie sanacyjni w LWP

W tekście wytłuściłem trzy nazwiska i zrobiłem to celowo. To gen. Gustaw Paszkiewicz, gen. Brunon Olbrycht i płk Marian Turkowski. Wszyscy oni byli oficerami sanacyjnymi, odpowiedzialnymi za akcję wyburzania cerkwi na Chełmszczyźnie. I jakoś tak się dziwnie złożyło, że wkrótce po wojnie wszyscy oni wstąpili do Ludowego Wojska Polskiego. Taką informację zamieszcza Wikipedia. Dziwne? Sanacyjni oficerowie w LWP! I jakoś tym Ukraińcom, których w wysokich władzach PRL-u nie brakowało, nie przeszkadzało to. Innym decydentom również. Czyżby więc były to jakieś szczególne osoby? Wychodzi na to, że tak.

Sienkiewicz

Aż trudno nie zacytować tu Sienkiewicza, który w Ogniem i mieczem pisze:

„Rozbójniczy ruch Zaporoża i ludowe powstanie ukraińskiej czerni potrzebowały jakichś wyższych haseł niż rzeź i rozbój, niż walka z pańszczyzną i z magnackimi latyfundiami. Zrozumiał to dobrze Chmielnicki i korzystając z tlejących rozdrażnień, zobopólnych nadużyć i ucisków, jakich nigdy w onych surowych czasach nie brakowało, socjalną walkę zamienił w religijną, rozniecił fanatyzm ludowy i zaraz w początkach przepaść między oboma obozami wykopał – przepaść, którą nie pergaminy i układy, ale krew tylko mogła wypełnić.”

Rzeź

O świcie (godzina 3 nad ranem) 11 lipca 1943 roku oddziały UPA dokonały skoordynowanego ataku na 99 polskich miejscowości, głównie w powiatach horochowskim i włodzimierskim pod hasłem Śmierć Lachom. Po otoczeniu wsi, by uniemożliwić mieszkańcom ucieczkę, dochodziło do rzezi i zniszczeń. Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków i innych narzędzi zbrodni. Polskie wsie po wymordowaniu ludności były palone, by uniemożliwić ponowne osiedlenie się. Była to akcja dobrze przygotowana i zaplanowana. Na przykład akcję w pow. włodzimierskim poprzedziła koncentracja oddziałów UPA w lasach zawidowskich (na zachód od Porycka), w rejonie Marysin Dolinka, Lachów oraz w rejonie Zdżary, Litowież, Grzybowica. Na cztery dni przed rozpoczęciem akcji we wsiach ukraińskich odbyły się spotkania, na których uświadamiano miejscową ludność o konieczności wymordowania wszystkich Polaków.

Zabójstw dokonywano z wielkim okrucieństwem. Wsie i osady polskie ograbiono i spalono. Po dokonanych masakrach do wsi na furmankach wjeżdżali chłopi z sąsiednich wsi ukraińskich, zabierając całe mienie pozostałe po zamordowanych Polakach. Główna akcja trwała do 16 lipca 1943. W całym zaś lipcu 1943 celem napadów stało się co najmniej 530 polskich wsi i osad. Wymordowano wówczas siedemnaście tysięcy Polaków, co stanowiło kulminację czystki etnicznej na Wołyniu.

Organizacja

Była to, jak pisze Wikipedia, akcja zorganizowana i wcześniej zaplanowana. Wszystko to działo się na terenach okupowanych przez Niemców. Trudno sobie wyobrazić, by mogło to się dziać bez ich wiedzy i aprobaty. Również polityka sanacyjna wobec mniejszości ukraińskiej sprawiała wrażenie, jakby celowo dążono do tego, by tej ludności dostarczyć pretekstu do zemsty. A skoro tak, to prawdziwi sprawcy tej rzezi musieli być bardzo wysoko umiejscowieni w hierarchii społecznej i prawdopodobnie wykonywali polecenia swoich nieznanych przełożonych.

Tyko jakoś dziwnie się składa, że cała obecna, a i wcześniejsza narracja koncentrowała się na okrucieństwie bezpośrednich sprawców. Cała akcja została przeprowadzona tak, by nie zostało nic, co mogłoby podważyć tę oficjalną narrację: tłum dzikich, rozwydrzonych Ukraińców wymordował całą ludność polską. Jest to dokładnie ten sam typ narracji, jaki stosuje się wobec Polaków, oskarżając ich o mord w Jedwabnem i nie tylko tam. W tym wypadku ludność polska jest przedstawiana jako dziki, rozwydrzony tłum. Polacy się bronią, zaprzeczają i oburzają się na taki sposób ich traktowania i jednocześnie oburzają się, gdy Ukraińcy nie chcą ich przeprosić za rzeź wołyńską. Tylko czy rzeczywiście to oni muszą przepraszać? Nacja, która skłóca Polaków z Ukraińcami robi to perfekcyjnie. Jednym się posługuje, by wykończyć drugi, a później zrobi to samo z tym drugim.

Kogo mordowano na Wołyniu?

Zasadnicze pytanie brzmi: Kogo mordowano na Wołyniu? Czy to była ludność polska, czy polska i ukraińska, czy może w przewadze ukraińska, którą wcześniej, w 1937 roku, zmuszono do przejścia na katolicyzm? Na te pytania odpowiedzi nie uzyskamy, bo wszelkie ślady zatarto. To jednak nie oznacza, że takich informacji nie ma. Są! Na tym terenie funkcjonowała polska administracja i dysponowała ona dokładną informacją na temat ludności zamieszkałej na terenie, na którym dokonano rzezi. Państwo polskie przestało istnieć na tym terenie, ale pozostały urzędy z całą ich dokumentacją. Czy zabrali ją ze sobą wycofujący się Niemcy, czy może wpadła ona w ręce komunistów radzieckich? I na te pytania odpowiedzi nie uzyskamy.

Cóż zatem pozostaje? Zabawić się w Sherlocka Holmesa i wykorzystać jego metodę dedukcji? Chyba tylko to.

Od czego się zaczęło?

W 1984 roku w czasopiśmie „Nurt” ukazał się artykuł, w którym jego autor Jerzy Tomaszewski oskarżył Armię Krajową o mordowanie ukraińskich cywilów. Wówczas środowisko kombatantów 27. Wołyńskiej Dywizji AK przystąpiło do zbierania relacji świadków na temat wydarzeń z okresu 1943-1944. Efektem zainicjowanych wtedy prac dokumentalnych były publikacje Władysława Siemaszko oraz jego córki Ewy Siemaszko dotyczące zbrodni popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach na Wołyniu.

Jerzy Tomaszewski (1930-2014) – polski historyk i politolog, profesor nauk humanistycznych. Pełnił m.in. funkcję kierownika Centrum Badania i Nauczania Dziejów i Kultury Żydów w Polsce im. Mordechaja Anielewicza. Od 1970 roku zasiadał w Radzie Naukowej, a od 1985 w Zarządzie Żydowskiego Instytutu Historycznego, był członkiem komitetu redakcyjnego Biuletynu ŻIH i rocznika „Polin. Studies in Polish Jewry”. To czasopismo historyczne wydawane od 1986 roku w Londynie przez Institute for Polish-Jewish Studies w Oksfordzie.

Władysław Siemaszko (ur. 1919 w Kurytybie) – polski prawnik, działacz kresowy, od lat 80. XX wieku badacz tragedii polskiej ludności na Wołyniu w okresie II wojny światowej.

Syn polskiego dyplomaty. Mieszkał na Wołyniu w latach 1924-1944. W 194o skazany przez sąd sowiecki na karę śmierci (zamienioną na 10 lat łagru). Osadzony w więzieniu w Łucku do czerwca 1941, uniknął masowej egzekucji przeprowadzonej przez NKWD. W latach 1942-1944 walczył w AK jako oficer 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty. W 1945 aresztowany przez władze radzieckie, a następnie przekazany polskim władzom komunistycznym. W więzieniu przebywał do 1948 roku. Po wojnie ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Do chwili przejścia na emeryturę pracował jako radca prawny.

Ewa Siemaszko (ur. 1947 w Bielsku-Białej) – polska inżynier technolog żywienia, od 1990 roku również badaczka ludobójstwa dokonanego na wołyńskich Polakach podczas II wojny światowej.

Jest córka Władysława Siemaszki, absolwentką Wydziału Technologii Rolno-Spożywczej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie i Podyplomowego Studium Pedagogicznego. W latach 1970-1973 była asystentką w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Katowicach, później pracowała w pozaszkolnej oświacie żywieniowej i jako nauczycielka.

Od 1990 zbiera i opracowuje dokumenty dotyczące losów ludności polskiej na Wołyniu podczas II wojny światowej. Była współautorką wystaw „Zbrodnie NKWD na Kresach Wschodnich II RP: czerwiec-lipiec 1941” w Muzeum Niepodległości w warszawie w 1992 roku oraz „Wołyń naszych przodków” zorganizowanej w październiku 2002 w Domu Polonii w Warszawie. Od 2002 roku, wspólnie z Jarosławem Kosiatym, prowadzi serwis internetowy Wołyń naszych przodków, gdzie udostępnionych został ponad pół tysiąca starych fotografii, wspomnień i innych dokumentów, poświęconych życiu Polaków na kresowym Wołyniu. Współpracuje z Towarzystwem Miłośników Wołynia i Polesia, Stowarzyszeniem „Wspólnota Polska” oraz IPN.

Takie to informacje przekazuje nam Wikipedia o tych, którzy zostali wyznaczeni do rozpętania tej burzy o Wołyniu. Wtedy, w 1984 roku, jeszcze nikt, poza wtajemniczonymi, nie podejrzewał nawet w jakim celu. Ale oni już wiedzieli, że Związek Radziecki upadnie i że powstanie państwo zwane Ukrainą. Życiorysy tych osób, nawet takie lakoniczne, nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości co do ich pochodzenia.

Władysław Siemaszko nie miał matki i jego córka – też. Zawsze myślałem, że żeby zrobić dziecko, to udział kobiety jest niezbędny, a tu się okazuje, że – nie! No cóż, człowiek uczy się całe życie, a i tak umiera głupi. Poza tym, że nie miał matki, to miał „wielkie szczęście”, uniknął masowej egzekucji przeprowadzonej przez NKWD. Walczył w AK, no bo jakże inaczej można było zostać bohaterem? Następnie aresztowany przez władze radzieckie, które przekazały go polskim władzom komunistycznym, a te uwięziły go i po trzech latach zwolniły i pozwoliły mu, temu „wrogowi PRL-u”, skończyć studia. Jednym słowem – w czepku urodzony.

Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945 – dwutomowa książka autorstw Władysława i Ewy Siemaszków (ojca i córki), wydana w 2000 roku. Opisuje zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na ludności Wołynia w czasie II wojny światowej.

Dzieło składa się z dwóch tomów, z których pierwszy liczy 1000 stron, a drugi 440. Tom I rozpoczyna przedmowa Ryszarda Szawłowskiego i Wstęp autorów. Następnie autorzy w 11 rozdziałach omawiają zbrodnie dokonane w poszczególnych powiatach województwa wołyńskiego, w układzie terytorialno-chronologicznym. Tom II rozpoczyna rozdział o zbrodniach dokonanych poza Wołyniem oraz lista osób odpowiedzialnych, zdaniem autorów, za ludobójstwo. Większość II tomu zajmują aneksy – relacje świadków, dokumenty i zdjęcia. Dzieło kończy bibliografia licząca 2534 pozycje, indeks miejscowości i spis treści.

Na wydanie pracy autorzy uzyskali dofinansowanie m.in. z Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Pomimo to starania o wydanie „Ludobójstwa…” trwały ponad rok. Autorzy natrafiali na niechęć wydawców, którzy – zdaniem Ewy Siemaszko – nie chcieli poruszać tematu zbrodni UPA z powodu „zmowy milczenia” i „nieoficjalnej cenzury”.

“Ludobójstwo…” pomimo iż zostało napisane przez historyków-amatorów, znalazło uznanie w świecie naukowym i jest uznawane przez polskich historyków za najważniejszą pozycję omawiającą temat rzezi wołyńskiej. Szczególnie dobre opinie zbiera ze względu na bogatą warstwę faktograficzną, dokonaną rekonstrukcję wydarzeń oraz sporządzenie możliwie najpełniejszej listy ofiar.

Najczęściej pojawiające się głosy krytyczne, to m.in.:

  • oparcie „Ludobójstwa…” głównie na wspomnieniach świadków, często spisywanych kilkadziesiąt lat po wojnie,
  • niekorzystanie przez autorów z nieopublikowanych źródeł ukraińskich, radzieckich i niemieckich,
  • zakreślenie zbyt szerokich ram czasowych dla ludobójstwa, tj. 1939–1945.

Historyk powinien przede wszystkim prowadzić badania podstawowe, badania źródłowe i opierać się na dokumentach z epoki. Profesor Makarczuk mówiąc o świadkach, ma świętą rację – od tamtych czasów minęło 50-60 lat. Który ze świadków jest w miarę wiarygodny? (…) Bo przecież nie chodzi o to, aby sięgać po relacje, relacje mogą być jedynie uzupełnieniem (Grzegorz Mazur [w:] „Polska-Ukraina trudne pytania”, t.6, s. 104) – Wikipedia. 

Grzegorz Mazur (1952) jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale w jego przypadku Wikipedia też nie wspomina o rodzicach.

Głosy polemiczne wzbudza także emocjonalna zdaniem krytyków przedmowa Ryszarda Szawłowskiego, w której autor uznał dokonane zbrodnie za „ludobójstwo ukraińskie” (a nie za ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich bądź przez UPA), a także postawił tezę, że z powodu bezwzględności i okrucieństwa sprawców oraz zakłamywania i relatywizacji, „przewyższa” ono znacznie ludobójstwo niemieckie i sowieckie.

Ryszard Klemens Szawłowski lub Richard Szawłowski (1929-2020) – polski politolog, specjalista z zakresu prawa międzynarodowego, historyk amator.

Ukończył studia na Uniwersytecie Warszawskim, doktoryzował się w 1959. Był profesorem na Uniwersytecie Łódzkim, niemieckich uniwersytetach: Uniwersytecie Humboldta w Berlinie i Federalnym Instytucie Sowietologii w Bonn, szkockim Uniwersytecie w Glasgow, kanadyjskim Uniwersytecie Calgary oraz Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie (PUNO) w Londynie. Członek Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie.

W swoich książkach przedstawia m.in. zbrodnie ukraińskich i białoruskich nacjonalistów na Polakach w latach okupacji 1939–1941. Profesor Szawłowski pierwszy wprowadził do historii i publicystyki pojęcie „wojny polsko-sowieckiej 1939” w odniesieniu do agresji sowieckiej 17 września 1939 roku. Po raz pierwszy ukazał on też uwarunkowania polityczne, prawnomiędzynarodowe oraz psychologiczne tej wojny, oraz obraz zbrodni wojennych popełnionych przez armię sowiecką i zbrodnie band białoruskich i ukraińskich na narodzie polskim.

W artykule Genocidium atrox, publikowanym również jako Trzy ludobójstwa postawił tezę o równoważności zbrodni dokonanych przez III Rzeszę, ZSRR i nacjonalistów ukraińskich, przy nadaniu tym ostatnim kwalifikacji wyższej od zbrodni nazistowskich i sowieckich.

W przypadku Szawłowskiego Wikipedia nie podaje żadnych informacji o rodzicach, co jest w jej przypadku standardem, gdy chodzi o osoby pochodzenia żydowskiego. Zresztą w przypadku tej osoby, jej kariera międzynarodowa zdradza jej pochodzenie.

Gdy Jan Tomasz Gross opublikował swoją książkę Sąsiedzi, to ze strony polskiej pojawiły się głosy, że jest niewiarygodna, bo opiera się na zeznaniach świadków, składanych po wielu latach. W sytuacji, gdy wielu innych świadków już nie żyje, weryfikacja tych zeznań jest niemożliwa. Taki właśnie zarzut sformułował pod adresem pracy Siemaszków Grzegorz Mazur. Zwraca uwagę podobieństwo obu książek. W obu przypadkach oparto się na zeznaniach świadków, ale nie – złożonych bezpośrednio po wydarzeniach, tylko po wielu latach później. I w obu przypadkach książki zostały napisane nie przez historyków zawodowych, tylko przez amatorów. To oczywiście samo w sobie nie jest wadą, ale uwagę zwraca ten sam schemat, co skłania do wniosku, że inspiracja wyszła z tego samego źródła.

W tym roku jest zupełnie inaczej niż rok temu. Jest więcej szumu. W internecie kanał „wRealu24” zaprezentował trzy debaty, każda z udziałem czterech osób, na temat Wołynia. W jednej z nich wzięła udział Ewa Siemaszko i w pewnym momencie powiedziała:

„Wielu, wielu świadków jednak nie zdecydowało się na przekazanie swoich przeżyć ze względu na traumę i również ze względu na lęk przed zemstą Ukraińców. A więc po kilkudziesięciu latach okazało się, że ludzie są tak ciężko psychicznie doświadczeni, że nawet nie byli w stanie przekazywać swoich przeżyć i tym samym wiele faktów nie zostało odnotowanych.”

Czy rzeczywiście boją się, czy bali się, zemsty Ukraińców? A może kogoś o wiele bardziej potężnego? A może wiedzą coś, o czym nikt inny nie może się dowiedzieć? Coś, co mogło by obnażyć fałsz tej oficjalnej narracji, że nacjonaliści ukraińscy mordowali Polaków. A może mordowali Ukraińców, o których później powiedziano, że to byli Polacy?

Wzajemną nienawiść Ukraińców do Polaków i na odwrót można podsycać tylko poprzez wbijanie pomiędzy nich klina w postaci rzezi wołyńskiej. Znamienne jest to, że historię tych wydarzeń i ich interpretację stręczą nam Żydzi. Wszystkie osoby wymienione powyżej należą do tej nacji. W sytuacji, gdy w Polsce przebywa kilka milionów Ukraińców, a może i więcej, podgrzewanie tego tematu, bez próby dochodzenia do prawdy, jest dążeniem do potęgowania tej nienawiści i niepokojów społecznych.

Szokujący sondaż

W poprzednim blogu wspomniałem o tym, że nowe państwo polsko-ukraińskie może powstać z połączenia Ukrainy pomniejszonej o ziemie zajęte przez Rosję oraz Polski pomniejszonej o tzw. Ziemie Odzyskane. Uderz w stół, a nożyce się odezwą – jak mówi przysłowie.

Na portalu “salon24” pojawił się 6 lipca artykuł zatytułowany Szokujący sondaż: Niemcy gotowi oddać Putinowi terytorium Ukrainy (https://www.salon24.pl/newsroom/1237772,szokujacy-sondaz-niemcy-gotowi-oddac-putinowi-terytorium-ukrainy). Poniżej jego treść:

»Niemieckie kanały telewizyjne RTL i ntv zapytały swoich odbiorców, czy Ukraina powinna oddać terytorium Rosji, aby osiągnąć “pokój”. Większość ankietowanych odpowiedziała na pytanie twierdząco.

Wyniki sondażu

Rosyjska inwazja na Ukrainę trwa już 132 dni. Według sondażu Forsa przeprowadzonego na zlecenie RTL i ntv większość Niemców opowiada się obecnie za tym, by Ukraina poszła na duże ustępstwa wobec Rosji.

Za pozostawieniem Rosji obszarów na wschodzie i południu Ukrainy opowiedziało się 47 proc. badanych. 41 procent osób w Niemczech było przeciwnych. 12 procent nie miało zdania w sprawie.

Burza w internecie

W mediach społecznościowych wielu użytkowników skrytykowało pytanie jako “kolonialistyczne”, “haniebne” i “mylące”. Trwa teraz gorąca dyskusja, czy Putin chciałby tego samego, czego chcą ankietowani Niemcy.

Ukraińscy użytkownicy internetu są wściekli. Sugerują przekazanie Kremlowi krajów związkowych takich jak Turyngia czy Meklemburgia-Pomorze Przednie.

Głupie pytanie, głupia odpowiedź”

“Takie ankiety można bardzo krótko podsumować słowami “głupia odpowiedź na równie głupie pytanie”. Prawdziwe pytanie brzmi: jaki jest cel takich badań, kto na nich korzysta i czy zaangażowani dziennikarze mogą z czystym sumieniem zadawać takie pytania” – skomentował jeden z użytkowników Twittera.«

Prawdziwe pytanie brzmi: jaki jest cel takich badań, kto na nich korzysta i czy zaangażowani dziennikarze mogą z czystym sumieniem zadawać takie pytania – skomentował jeden z użytkowników Twittera.

No właśnie! Jaki jest cel takich badań? Ale nie odpowiedział na postawione przez siebie pytanie. A czy zaangażowani dziennikarze mogą zadawać takie pytania? Zaangażowani pewnie – nie! Ale niezaangażowani jak najbardziej, bo stawianie pytań ukierunkowuje myślenie i ułatwia analizę problemu. Tak więc nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.

Sondaż ten nie pojawił się przypadkowo i nie przypadkowo postawiono w nim takie pytanie. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale zwiastuje pewne zmiany. W tym wypadku chodzi o oswajanie tzw. opinii publicznej z faktem, że być może jedynym sposobem na zakończenie tego konfliktu będzie zgoda Ukrainy na zaakceptowanie faktu, że tych ziem nie odzyska. Ale jak mają wyjść z twarzą z tej wojny władze Ukrainy? Zgodzić się mogą, ale w zamian muszą dostać jakąś rekompensatę. Czymś takim może być wspólne państwo polsko-ukraińskie. Wtedy Zełenski powie Ukraińcom: wprawdzie tracimy ziemie na wschodzie, ale zyskujemy znacznie więcej na zachodzie. W przypadku władz polskich argumentacja będzie odwrotna: wprawdzie tracimy ziemie na zachodzie, ale ile zyskujemy na wschodzie! To właśnie dlatego stręczą nam od jakiegoś czasu pomysł na unię czy wspólne państwo polsko-ukraińskie. A że używają do tego pokrętnej argumentacji typu udział polski w odbudowie Ukrainy i inne bzdury, to już inna para kaloszy.

Z kolei Ryszard Czarnecki na tym samym portalu w artykule Olaf Scholtz – zakładnik niemieckiej „Ostpolitik” i zwolennik „status quo ante” (https://www.salon24.pl/u/ryszardczarnecki/1237777,olaf-scholz-zakladnik-niemieckiej-ostpolitik-i-zwolennik-status-quo-ante) analizuje politykę zagraniczną niemieckich socjaldemokratów. Artykuł ten pojawił się w dniu 7 lipca. Pierwotnie ukazał się on w „Gazecie Polskiej Codziennie” w dniu 4 lipca. Czarnecki pisze m.in.:

»Moskwa i Berlin: oni zawsze grają razem…

W rozważaniach o „Ostpolitik” kanclerzy Brandta i Schmidta w czasach Niemieckiej Republiki Federalnej oraz Schrödera w czasach Republiki Federalnej Niemiec często pomijane są jeszcze trzy aspekty.

Pierwszy z nich to oczekiwanie sporej części społeczeństwa niemieckiego, aby „dogadać się” z Rosją – „czerwoną” czyli Sowietami, a potem z Rosją Putina, bo jest to korzystne gospodarczo i geopolityczne dla Bonn/Berlina. Stąd zresztą nie wierzę, że pomimo sporych ataków medialnych koalicja SPD/Zieloni- liberałowie z FDP przestanie funkcjonować i w Niemczech nastąpią wcześniejsze wybory. Cały czas bowiem spora część Niemców, nawet jeśli nie jest to większość, ale akceptuje politykę głaskania Rosji, nawet jeśli Rosja jest militarnym agresorem. To problem zresztą nie tylko Niemców, ale też Francuzów oraz – o czym się w Polsce mniej mówi – Włochów. W zeszłym tygodniu spędziłem cztery dni w Rzymie i informowano mnie o sondażach, z których wynika, że 39% Włochów za wojnę w Europie Wschodniej oskarża Rosję, ale 37% uważa, że to „wina”… Ukrainy, USA czy szeroko rozumianego Zachodu.

Drugi powód, dla którego SPD grała z ZSRS, a następnie z Federacją Rosyjską, to fakt reprezentowania interesów niemieckich firm zainteresowanych ekspansją na Wschód – wielkim sowieckim (rosyjskim) rynkiem zbytu lub inwestycjami tam.

Wreszcie trzeci powód, to swoista socjaldemokratyczna „poprawność polityczna” w myśl której należy mieć szczególne relacje z najpotężniejszymi ofiarami Niemiec Hitlera i eksterminacji prowadzonej przez Berlin w latach II wojny światowej – konkretnie wobec Żydów i Rosjan, bo to załatwi sprawę tzw. „deutsche Schuld”, czyli niemieckiej winy , niemieckiego długu, który już oczywiście w znacznie mniejszym stopniu obejmuje Polaków, mimo że z ręki Niemców zginęło sześć milionów obywateli Rzeczypospolitej.

To wszystko sprawiło, że Olaf Scholz jest taki, jaki jest i ani nie potrafi  ani nie chce zerwać pępowiny łączącej niemieckich socjaldemokratów z Rosją – krajem, z którym przecież od lat robi się interesy i od lat ustala się europejskie „status quo”.«

Jak widać Czarnecki również ostro gimnastykuje się, by usprawiedliwić bierną postawę Niemców w tej wojnie i niechęć do angażowania się po którejś ze stron. Nie jest to bynajmniej wynikiem polityki SPD, tylko wynikiem polityki zagranicznej Niemiec, która jest od lat konsekwentnie realizowana bez względu na opcję polityczną, która aktualnie sprawuje rządy. Koncepcja tzw. Mitteleuropy nie została przez Niemców zapomniana i może się szybciej odrodzić i urzeczywistnić niż nam się wydaje. A może tak stać się tylko w porozumieniu z Rosją.

Jakby tego było mało, to mamy jeszcze dymisję rządu Borisa Johnsona. Tego samego, który zapewniał w lutym, że zmieni nazwisko na Johnsoniuk. Powodem dymisji miała być niby afera obyczajowa w rządzie, ale to tylko pretekst. Powód jest zapewne daleko poważniejszy. Być może nowy rząd, który pojawi się za parę miesięcy, bo do tego czasu Johnson będzie nadał sprawował rządy, zmieni swoją politykę wobec Ukrainy i zgodzi się na przyszły pokój w zamian za oddanie Rosji wschodniej Ukrainy. Johnson wyjdzie z twarzą, bo to nie jego wina, że miał takich ministrów. Jednym słowem: podpuścił Ukraińców, zachęcał do konfrontacji z Rosją i zmył się. Klasyka brytyjskiej dyplomacji w stosunku do słabszych. Polska przerabiała to w 1939 i w 1944 roku.

Ukrainizacja Polski

W dniu 4 lipca odbyła się w sejmie konferencja prasowa Konfederacji pod tytułem: Ukrainizacja Polski – pełzająca czy już galopująca? Na początku, z charakterystycznym dla siebie ukraińskim zaśpiewem, głos zabrała Marta Czech. Stwierdziła, że „ukrainizacja Polski przybiera na wadze i powadze”. Wspomniała też, że „media coraz bardziej regularnie używają terminu przesiedleńcy”. Powiedziała też, że Ukraińcy mają przywileje etniczne i zacytowała ministra edukacji Czarnka, zwracającego się do nauczycieli: „Jeśli ktoś przyjął do klasy ucznia z Ukrainy i go nie wypromował, to jest to skandal”. Natomiast jeśli uczeń jest Polakiem, to, jeśli nie przeszedł promocji do następnej klasy, skandalem to nie jest, jak się możemy domyślać. – skomentowała Marta Czech. (Za moich czasów uczeń przechodził z klasy do klasy albo otrzymywał promocję lub zostawał na drugi rok – przyp. W.L.)

Dodajmy jeszcze szerzącą się i wciąż nasilającą się presję poprawności politycznej, jeśli chodzi o kwestie prawdy historycznej, o cenzurę historyczną, zwłaszcza w przypadku ludobójstwa na Wołyniu, ludobójstwa na Polakach, dokonanego przez Ukraińców, przez Ukraińską Armię Powstańczą. Zacytowała też Jarosława Kaczyńskiego. Podczas jego wizyty w Toruniu miał mówić nam o wspólnej przyszłości z Ukrainą i o obowiązku miłości wobec Ukrainy.

Włodzimierz Skalik stwierdził, że pomoc dla Ukraińców jest finansowana z kredytu, a obecne zadłużenie Polski wynosi 1 bilion 700 miliardów złotych. I ten dług będzie nadal gwałtownie rosnąć. W dużych miastach ilość Ukraińców wynosi od 10 do 30%. Powołał się na profesora Bogusława Wolniewicza, filozofa, który twierdził, że jeśli na jakimś terenie egzystują społeczeństwa o dwóch zasadniczo odmiennych kulturach, o zasadniczo odmiennych korzeniach cywilizacyjnych, to z całą pewnością takie zjawisko jest glebą, na której będą rosły konflikty i gdy opadną te emocje związane z pomocą, euforia związana z pomocą, gdy spotkamy się z szarą rzeczywistością dnia codziennego, z całą pewnością te negatywne zjawiska, o których ostrzegał profesor Bogusław Wolniewicz, ujawnią się i również tego się obawiamy.

W związku z tym, że cała ta akcja przesiedleńcza jest akcją zorganizowaną, prowadzoną metodami zorganizowanymi i metodycznymi, odpór należy również dać w sposób przemyślany, mądry i zorganizowany. I Konfederacja Korony Polskiej zakończyła właśnie prace nad dokumentem, który ma pomóc nakreślić politykę, która ma zastopować ukrainizację Polski, ma zastopować banderyzację Polski. – kontynuował Skalik.

Zastanawiamy się bardzo często, mówił Skalik, jak tak szkodliwe dla Polski i Polaków procesy mogą na taką skale być kreowane i prowadzone przez polityków rządzących i wspieranych przez totalną opozycję i wydaje się, że być może, przynajmniej w części, odpowiedzią są pewne kompromitujące materiały, nagrania spec służb Ukrainy pozyskane na przestrzeni ostatnich lat, nawet dekad, m.in. w domach uciech organizowanych i prowadzonych przez obywateli Ukrainy na terenie wschodniej Polski. Być może właśnie te kompromitujące polityków materiały powodują, że jesteśmy dzisiaj bezwolni. Nie mają odwagi sprzeciwić się temu niebezpiecznemu zjawisku, więc angażują się i go kreują.

Poseł Grzegorz Braun przedstawił projekt Konfederacji zatytułowany Stop ukrainizacji Polski. Jest to jedyny w swoim rodzaju program zatrzymania procesów dezintegracji, dekompozycji, nie tylko etnicznej, ale w skutkach również politycznej, również terytorialnej, być może, dekompozycji państwa polskiego, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Główna teza jaką stawiamy w tym dokumencie – stop ukrainizacji Polski.

Do rozwiązania tego problemu, mówi Braun, trzeba dwóch rzeczy. Po pierwsze trzeba zdecydowanie postawić tamę temu dziś niekontrolowanemu procesowi. Od pierwszych dni było to de facto niekontrolowane przez służbę graniczną przepuszczanie na nasze terytorium osób nieznanych bliżej i nieokreślonych co do statusu, co do zamiarów, co do celów przybywających do Polski z Ukrainy.

I druga rzecz, trzeba rozwiązań dedykowanych, a nie wciągania przybyszów z Ukrainy do polskiego systemu opieki socjalnej, ale uwaga, o zgrozo!, niektórzy chcieliby, żeby wielkim, szybkim krokiem było to wciąganie Ukraińców do polskiego systemu prawno-ustrojowego jako wyborców. My się temu stanowczo przeciwstawiamy.

Mówimy o tym dziś, kontynuuje Braun, ponieważ wypadki następują w lawinowym tempie. To, co jeszcze parę tygodni temu było kamieniem obrazy i punktem w akcie oskarżenia wobec nas, mianowicie słowo przesiedleńcy w miejsce słowa uchodźcy, to słowo jest już dzisiaj używane w świecie polityki, na takim forum chociażby jak szczyt NATO madrycki. Już tam w Madrycie mówiono otwartym tekstem o przesiedleniach ludności. Otóż, jeśli tak, no to, Szanowni Państwo, nie igrajmy dłużej z ogniem.

Dziś zbiera się Rada Bezpieczeństwa Narodowego, zwołana przez prezydenta belwederskiego Dudę i wygląda na to, że polityka bezwzględnego żyrowania upadłości państwa ukraińskiego przez Polaków, że ta polityka ma być kontynuowana. Wygląda na to, że wprowadzenie Polski w rolę strony wojującej, na którą spaść mogą koszta finansowe, polityczne, socjalne, ale także groźba odwetu militarnego, wygląda na to, że ta polityka nie jest dzisiaj przez nikogo kwestionowana.

Konfederacja Korony Polskiej mówi w tych wszystkich sprawach stanowcze veto. I w sprawie wciągania Polski w wojnę i w sprawie świadomego nadawania państwu polskiemu zupełnie innych, nowych rysów na poziomie transformacji ludnościowej, na poziomie już nie transformacji, a rewolucji demograficznej w Polsce, która wynika z bieżących działań i zaniedbań rządu i Prezydenta Rzeczypospolitej. Konfederacja Korony Polskiej mówi: stop ukrainizacji Polski. – Tako rzecze Grzegorz Braun.

Konfederacja stroi się w rejtanowskie piórka, jak zawsze zresztą, stara się pozyskać wyborów, przekonać ich, że tylko ona jest w stanie zadbać o interesy Polski i Polaków. Traktować tego poważnie nie wypada. Niemniej jednak warto czasem wsłuchać się w to, co oni mówią. Szczególnie Braun, który w swojej wypowiedzi, tak nieświadomie czy świadomie, przekazał pewne informacje, które potwierdzają mój scenariusz wydarzeń.

również terytorialnej, być może, dekompozycji państwa polskiego, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Ta terytorialna dekompozycja oznacza po prostu oderwanie od państwa jakiejś jej części. A jakiej? W grę mogą wchodzić tylko tzw. Ziemie Odzyskane. Wygląda na to, że nie na długo były odzyskane. Tak może stać się, gdy nastąpi połączenie Polski z Ukrainą. Polski pomniejszonej o wspomniane ziemie i Ukrainy pomniejszonej o część zajętą przez Rosję.

Od pierwszych dni było to de facto niekontrolowane przez służbę graniczną przepuszczanie na nasze terytorium osób nieznanych bliżej i nieokreślonych co do statusu, co do zamiarów, co do celów przybywających do Polski z Ukrainy.

Chyba tylko ktoś naiwny może uwierzyć w to, że to przepuszczanie było niekontrolowane. Służba graniczna dostała takie polecenie i je realizowała. A ci wszyscy ludzie i tak są kontrolowani, bo oni wszyscy posługują się telefonami komórkowymi. Polskie i ukraińskie służby doskonale wiedzą ilu Ukraińców jest na terenie Polski. To tylko my nie wiemy.

Już tam w Madrycie mówiono otwartym tekstem o przesiedleniach ludności.

Skoro tak mówiono na szczycie NATO, to znaczy, że tak naprawdę Europa zachodnia i Anglosasi już zdecydowali, że tak ma być, że ma powstać nowe państwo. Polska, czyli państwo na kółkach, zostanie przesunięta na wschód i to nowe państwo zyska nową nazwę. I tak jest od wieków: raz na wschód, raz na zachód i znowu na wschód. Przecież w takich warunkach nie mogło powstać normalne państwo i normalny naród: brak niezmiennego terytorium, brak zakorzenienia i ciągłe mieszanie narodów. Tylko jedna nacja czuje się doskonale w takich warunkach. Czy zatem zasada: „is fecit, cui prodest” (ten zrobił, komu to przynosi korzyść) nie potwierdza, że sprawcą całego tego zamieszania jest właśnie ta nacja?

Wygląda na to, że wprowadzenie Polski w rolę strony wojującej, na którą spaść mogą koszta finansowe, polityczne, socjalne, ale także groźba odwetu militarnego, wygląda na to, że ta polityka nie jest dzisiaj przez nikogo kwestionowana.

Skoro ta polityka nie jest przez nikogo kwestionowana, to znaczy, że politycy wszystkich partii i ugrupowań realizują politykę swoich nieznanych przełożonych i są tylko zwykłymi figurantami.

…a rewolucji demograficznej w Polsce, która wynika z bieżących działań i zaniedbań rządu i Prezydenta Rzeczypospolitej.

To nie są działania bieżące i zaniedbania rządu i Prezydenta Rzeczpospolitej, to jest świadome i planowe działanie i to od lat.

Dwie rzeczy skłaniają do wniosku, że wielkim tego świata chodzi o stworzenie wspólnego państwa polsko-ukraińskiego. Pierwsza to dążenie do wciągnięcia Polski w tę wojnę, czyli wprowadzenie Polski w rolę strony wojującej, jak to ujął Braun. Jeśli tak się stanie, to wszelkie postanowienia pokojowe, będą dotyczyły również Polski, jako strony w tym konflikcie, ale strony przegranej, a ze stroną przegraną nie dyskutuje się, tylko stawia się jej warunki. Bo chyba nikt o zdrowych zmysłach nie sądzi, że Ukraina z pomocą Polski może pokonać Rosję. Zresztą w planach reżyserów tej wojny nie ma takiej opcji. Gdyby była, to pozwoliliby na to Hitlerowi.

Druga rzecz to dążenie do nadania Ukraińcom praw wyborczych. Może tak się stać, że ci, którzy będą decydować o powojennym ładzie w tej części Europy, zechcą przeprowadzić referendum w obu państwach na temat tego, czy oba narody chcą połączenia. No bo skoro one tak się kochają, tak pomaga jeden drugiemu, tak są sobie bliskie, że to prawie jak jeden naród i jedno państwo. Wiadomo, że biedniejszy jest bardziej skłonny do tego typu fuzji, ale bogatszy, czyli Polska – nie. Gdy jednak Ukraińcy w Polsce będą przeważać, bądź stanowić zbliżoną siłę wyborczą, to wynik takiego referendum będzie przesądzony.

Jest jeszcze problem tego rosnącego zadłużenia Polski, którego nie będzie ona w stanie spłacić, nie mówiąc o Ukrainie. Jednak stworzenie nowego państwa będzie skutkowało likwidacją tamtych dwóch i tym samym ich długów. Dlatego trwa takie zadłużanie na potęgę. To oczywiście oznacza, że to nowe państwo i jej elita polityczna będą stworzone i zależne od wierzycieli tych byłych państw. Owi wierzyciele mogą umorzyć dług, ale na własnych warunkach. Na tym właśnie polega władza pieniądza i tak ją wykorzystują Żydzi do realizacji swoich celów.

Dwa narody

Na Wirtualnej Polsce, z flagą ukraińską, ale bez polskiej, więc może na Wirtualnej Ukrainie, ale nie! – nie może być „na” w odniesieniu do Ukrainy, więc w Wirtualnej Ukrainie ukazał się 27 czerwca artykuł po ukraińsku Polska może stać się państwem dwóch narodów (https://vpolshchi.pl/pol-sha-mozhe-stati-derzhavoyu-dvoh-nar-6784465994951200a). Tłumacz Google przetłumaczył go na polski. Jego treść zamieszczam poniżej, bez poprawek:

„Poparcie społeczne i udział społeczeństwa polskiego w sprawie ukraińskiej są jednoznaczne. Jednocześnie na fali entuzjazmu będziemy musieli pamiętać, jakie wielkie wyzwania czekają w takich praktycznych obszarach, jak rynek pracy, edukacja, opieka zdrowotna czy mieszkalnictwo”. – napisali. Eksperci WiseEuropa w swoim najnowszym raporcie. W raporcie eksperci postrzegają Polskę jako nowy kraj dla migrantów. Jakie wyzwania stoją przed krajem?

Polska jako nowy kraj migrantów

Rosyjska inwazja na Ukrainę 24 lutego wywołała kryzys migracyjny na niespotykaną od czasów II wojny światowej skalę. Napływ ludzi uciekających przed wojną jest imponujący, zwłaszcza w Polsce i innych krajach, które do niedawna trudno nazwać krajami migracyjnymi, piszą eksperci WiseEuropa. Fakt, że Polska przyjęła największą liczbę uchodźców z Ukrainy, tłumaczą tym, że społeczeństwo ukraińskie ukształtowało się w Polsce już przed wojną. Jednak dziesięć lat temu Polska nie była krajem imigracji, a wręcz przeciwnie, ze względu na masową emigrację do Europy Zachodniej po 2004 roku saldo migracji było wyraźnie ujemne. A skala napływu migrantów do Polski była znacznie mniejsza niż do Europy Zachodniej i niektórych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. 

Eksperci z WiseEuropa w swoim raporcie zauważają, że masowa migracja Ukraińców do Polski miała miejsce w 2014 roku, przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę na pełną skalę 24 lutego. Podkreśla się, że masowy napływ migrantów odbywał się bez skoordynowanej, wspólnej polityki migracyjnej w Polsce w formie dokumentu strategicznego.

Co mają na myśli eksperci? Polityka migracyjna w Polsce często koncentruje się na ułatwieniu dostępu do rynku pracy, ale bez uwzględniania innych kwestii. Często liberalizacja jest decyzją poszczególnych instytucji, którą trudno uznać za spójną lub z długofalową wizją – mówi WiseEuropa. Osobno eksperci zwracają uwagę na problem edukacji, który może się wkrótce pojawić. W Polsce jest wiele ukraińskich dzieci i młodzieży, uczniów i studentów, którzy będą musieli w jakiś sposób kontynuować naukę.

„Napływ uchodźców z wojny z Ukrainy przyczynia się do zmiany statusu Polski z kraju przechodzącego z emigracji na imigrację. Transformacja ta jest najszybsza we współczesnej historii Europy. Należy przyjąć, że niezależnie od wyniku wojny i jej konsekwencje dla rozwoju gospodarczego Ukrainy, Polska, z wyraźną przewagą Polaków, ale z rosnącym udziałem Ukraińców” – czytamy w raporcie.

Eksperci podkreślają: Polska będzie miała zróżnicowane społeczeństwo, należy rozumieć, że jest to migracja dłuższa, a nie krótkoterminowa.

Jak zmienia się rynek pracy w Polsce

Brak wystarczającej liczby pracowników na rodzimym rynku, od kilku lat rynek pracy w Polsce coraz bardziej koncentruje się na imigrantach. W tym zakresie obowiązuje elastyczna regulacja zezwoleń na pracę czasową, pozwala ona na zatrudnienie cudzoziemca. W swoim raporcie eksperci zwracają uwagę, że większość uchodźców z Ukrainy w Polsce to kobiety. Szybko znajdują pracę. Większość z nich przyjechała bez wcześniejszego doświadczenia zawodowego w Polsce. Jednak ponad połowa z nich ma wyższe wykształcenie, a na Ukrainie byli zatrudnieni jako specjaliści, np. nauczyciele i pracownicy oświaty, pracownicy usług, handlu i tak dalej. Raport WiseEuropa stwierdza, że ​​znaczna liczba uchodźców jest zatrudniona na stanowiskach niższych niż ich specjalizacja. Tłumaczą to faktem, że prawdopodobnie migranci ci nie zdecydowali się na stałe osiedlenie się w Polsce i na lokalnym rynku pracy. Dlatego często zgadzają się na pracę, którą łatwiej jest odejść. Innym aspektem jest bariera językowa, która często jest dobrym powodem, dla którego migranci nie pracują w swojej specjalności, ale zgadzają się na pracę w innej dziedzinie.

Eksperci twierdzą, że w dłuższej perspektywie rynek pracy w Polsce się zmieni. Na przykład niektóre „męskie” zawody zostaną przystosowane do wykonywania przez kobiety. Jednak właściwe wykorzystanie potencjału migrantów wymaga pewnych rozwiązań. Oto kwestie nakreślone w raporcie WiseEuropa:

  • bariera językowa, bo wielu uchodźców nie mówi po polsku;
  • dostępne oferty pracy często różnią się od wniosków migrantów, tj. mają inne kompetencje;
  • firmy i zespoły będą musiały przyzwyczaić się do wielokulturowości, aby nie było konfliktów w zespole;
  • większość uchodźców to matki z dziećmi, ich możliwości aktywności zawodowej są dość ograniczone, ponieważ istnieje obowiązek opieki;
  • migranci często nie znają rzeczywistego stanu rynku pracy w Polsce, dlatego często godzą się na pracę przy niższych płacach i warunkach pracy.

Edukacja w Polsce ukraińskich uchodźców

Eksperci uważają, że Polska powinna dać uczniom z Ukrainy możliwość włączenia się do polskiego systemu edukacji poprzez włączenie do regularnych zajęć i powołanie wydziałów przygotowawczych od 1 września 2022 roku. „Decyzje te nie powinny być tymczasowe, ale gwarantować wystarczające finansowanie samorządom i angażować wszystkich ukraińskich studentów, a także tych, którzy przyjechali do Polski przed wojną” – czytamy w raporcie WiseEuropa.

Jedną z rekomendacji sugerowanych przez ekspertów jest kontynuacja edukacji uczniów ukraińskich w polskich szkołach z pełnym wsparciem tożsamości narodowej, czyli nowym modelem łączącym elementy systemu polskiego i ukraińskiego.

Kolejną kwestią jest uznawanie kwalifikacji ukraińskich nauczycieli. Eksperci sugerują, że powinno istnieć przejściowe zwolnienie z wymogu znajomości języka polskiego, szkolenia i zatrudniania specjalistów oraz intensywnej nauki języka polskiego.

W swoim nowym raporcie eksperci WiseEuropa zwracają również uwagę na inne, zróżnicowane obszary społeczeństwa, które zmieniają się ze względu na dużą liczbę Ukraińców w Polsce. Na przykład prawo, opieka zdrowotna, polityka integracyjna dla migrantów, rynek mieszkaniowy itp.

Vladyslav Yatsenko, dziennikarz VPolshchi

Poparcie społeczne i udział społeczeństwa polskiego w sprawie ukraińskiej są jednoznaczne.

A więc eksperci WiseEuropa wiedzą, że społeczeństwo polskie popiera to, co robi „polski” rząd w sprawie ukraińskiej. No bo jak mogło by być inaczej, skoro są to eksperci „Mądrej Europy”. Tak to działa. Tworzy się różne think tanki, zatrudnia ekspertów, których zadaniem jest oswajanie społeczeństwa z zamiarami rządu. Później media powołują się na te think tanki jako źródło wiarygodnych i poważnych analiz, a następnie, po uprzednim urobieniu społeczeństwa, przechodzi się do praktycznej realizacji rządowych planów.

Napływ ludzi uciekających przed wojną jest imponujący, zwłaszcza w Polsce i innych krajach, które do niedawna trudno nazwać krajami migracyjnymi, piszą eksperci WiseEuropa. Fakt, że Polska przyjęła największą liczbę uchodźców z Ukrainy, tłumaczą tym, że społeczeństwo ukraińskie ukształtowało się w Polsce już przed wojną. 

Skoro społeczeństwo ukraińskie w Polsce ukształtowało się jeszcze przed wojną, to oznacza, że to nie wojna była przyczyną napływu tylu Ukraińców. A czy bez wydatnej pomocy rządu i różnego rodzaju ulg zachodnie korporacje zatrudniałyby ich tak chętnie?

Eksperci podkreślają: Polska będzie miała zróżnicowane społeczeństwo, należy rozumieć, że jest to migracja dłuższa, a nie krótkoterminowa.

To oznacza, że nie będzie to żadna dłuższa migracja, tylko przesiedlenie, a zróżnicowane społeczeństwo, to brak asymilacji. Zresztą przy tak wielkim napływie obcej ludności i ich uprzywilejowaniu asymilacja nie jest możliwa.

 W swoim raporcie eksperci zwracają uwagę, że większość uchodźców z Ukrainy w Polsce to kobiety.

Chodzi tu młode kobiety z dziećmi. W praktyce oznacza to, że za jedno pokolenie, czyli za 25 lat, będzie to już nowe społeczeństwo, bo polskie, starzejące się, powoli wymiera, a wielu młodych wyjechało za granicę.

Eksperci uważają, że Polska powinna dać uczniom z Ukrainy możliwość włączenia się do polskiego systemu edukacji poprzez włączenie do regularnych zajęć i powołanie wydziałów przygotowawczych od 1 września 2022 roku. „Decyzje te nie powinny być tymczasowe, ale gwarantować wystarczające finansowanie samorządom i angażować wszystkich ukraińskich studentów, a także tych, którzy przyjechali do Polski przed wojną” – czytamy w raporcie WiseEuropa.

Decyzje te nie powinny być tymczasowe, czyli powoli przejmujemy bazę polskiego systemu edukacji. Nie ma znaczenia, że wojna skończy się za jakiś czas. Działania są długofalowe i mają zupełnie inny cel niż oficjalne deklaracje.

Jedną z rekomendacji sugerowanych przez ekspertów jest kontynuacja edukacji uczniów ukraińskich w polskich szkołach z pełnym wsparciem tożsamości narodowej, czyli nowym modelem łączącym elementy systemu polskiego i ukraińskiego.

A więc szykuje się nam nie tylko przejęcie bazy polskiego systemu edukacji, ale również modyfikacja jego programu, a w konsekwencji jego zmiana na ukraiński, no bo czym jest wsparcie tożsamości narodowej, jak nie stopniową zamianą jednej tożsamości na drugą? Kto kontroluje edukację, ten kontroluje przyszłość i modeluje przyszłe społeczeństwo.

Ten artykuł to bardzo ogólnikowe omówienie tego raportu, który jest bardzo obszerny i jest zatytułowany Gościnna Polska 2022+ z podtytułem: Jak mądrze wesprzeć Polskę i Polaków w pomocy osobom uciekającym przed wojną w Ukrainie? (https://wise-europa.eu/wp-content/uploads/2022/06/Raport-Goscinna-Polska-2022.pdf). Plus przy roku 2022 sugeruje, że to ma być gościnna Polska na lata.

We wprowadzeniu redaktorzy projektu Maciej Bukowski i Maciej Duszczyk piszą m.in.:

„Wreszcie kluczowym wyzwaniem w dłuższym okresie będzie zapobieganie konfliktom, jakie mogą zaistnieć między Ukraińcami a Polakami a także między poszczególnymi grupami Ukraińców. Tak duży napływ cudzoziemców w krótkim czasie oddziałuje bowiem na codzienne życie społeczeństwa przyjmującego – zarówno obywateli Polski jak i imigrantów przebywających już w Polsce od dawna, co może powodować konflikty. W krótkim okresie, ze względu na wyjątkowość sytuacji wojennej, można ich łatwo uniknąć, jednak napięcia z pewnością pojawią się z czasem, narastając zwłaszcza w niektórych – szczególnie wrażliwych – obszarach. W szczególności osoby korzystające z usług publicznych świadczonych przez samorządy mogą doświadczyć pogorszenia się poziomu życia ze względu na obecność znacznej liczby uchodźców wojennych, którzy również będą mogli korzystać ze wsparcia państwa. Podobna sytuacja może mieć również miejsce na rynku pracy, z możliwymi negatywnymi skutkami, zwłaszcza na poziomie lokalnym. Ryzyka te należy identyfikować, monitorować i rozwiązywać za pomocą odpowiednio dostosowanych polityk publicznych, w tym kampanii komunikacyjnych. Obszar ten jest przedmiotem zainteresowania rozdziałów siódmego i ósmego.”

W krótkim okresie, ze względu na wyjątkowość sytuacji wojennej, można ich łatwo uniknąć, jednak napięcia z pewnością pojawią się z czasem, narastając zwłaszcza w niektórych – szczególnie wrażliwych – obszarach.

Skoro napięcia pojawią się z czasem, to znaczy, że autorzy raportu doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że przyjmowanie Ukraińców w Polsce nie jest tymczasowe i że w pewnym momencie Polacy w swojej masie zorientują się, że stają się obywatelami trzeciej kategorii. Jednak sami Polacy, jako masa, nie zorganizują się. Ktoś będzie musiał ich poprowadzić. Autorzy raportu zapewne wiedzą, że tacy ludzie są już do tych funkcji przygotowywani i stąd ich pewność, że tak będzie.

W szczególności osoby korzystające z usług publicznych świadczonych przez samorządy mogą doświadczyć pogorszenia się poziomu życia ze względu na obecność znacznej liczby uchodźców wojennych, którzy również będą mogli korzystać ze wsparcia państwa. Podobna sytuacja może mieć również miejsce na rynku pracy, z możliwymi negatywnymi skutkami, zwłaszcza na poziomie lokalnym.

Tu autorzy raportu wyraźnie piszą, kto będzie miał pierwszeństwo w dostępie do usług samorządowych i do rynku pracy. Tak więc budowa państwa ukraińskiego w Polsce i wymiana Polaków na Ukraińców trwa od lat, a tocząca się wojna tylko przyspieszyła ten proces. To jest działanie metodą faktów dokonanych. Nawet jeśli ta wojna skończy się za jakiś czas, to ci ludzie już tak będą zakorzenieni w tej, już wtedy, ukraińskiej rzeczywistości, że o ich powrocie na Ukrainę nikt nawet nie wspomni.

Najbardziej charakterystyczne w całej tej propagandzie, w której już otwarcie mówi się o unii polsko-ukraińskiej, wspólnym państwie, jest to, że wszędzie pojawiają się ukraińskie flagi, a polskich brak, wszędzie mówi się o problemach Ukraińców, a o problemach Polaków – wcale. Nawet raport tych ekspertów jest w tonacji niebiesko-żółtej, a bieli i czerwieni nie ma. To chyba najlepszy dowód ku czemu to zmierza.

Krok po kroku

Po drugiej wojnie światowej, po zmianie granic i masowych przesiedleniach ludności z Kresów, zamieszkałych w zdecydowanej większości przez mniejszości narodowe, Polska, zwana PRL-em, nadal była państwem o znacznym ich odsetku. Była to ludność ukraińska, dodatkowo rozproszona po kraju po akcji „Wisła”, białoruska, litewska, niemiecka i żydowska. Jednak władze PRL-u wmawiały ludziom, że PRL to kraj jednolity narodowo i wyznaniowo. Jakiś cel w tym miały. Wszystko wskazuje na to, że wykorzystały pewną, znaną skądinąd ideologię: jeden naród, jedno państwo, jeden przywódca (jedna partia). To oczywiście nie zmieniało faktu, że te mniejszości były, miały swoje organizacje, towarzystwa kulturalne itp. Jednak tego nie nagłaśniano, raczej wyciszano. Wygląda więc na to, że ustrojem PRL-u był narodowy socjalizm.

Wszystko się zmieniło po 1989 roku i nagle okazało się, że te mniejszości są, co więcej, okazało się, że należą się im szczególne prawa z racji bycia mniejszościami. To, że wszyscy ci ludzie byli obywatelami tego państwa i mieli takie same prawa, jak pozostali, to nie wystarczało. Trzeba było ich uprzywilejować. A uprzywilejowanie, czasem nawet symboliczne, skłóca. I o to chodzi.

Dziś mamy już zupełnie inną sytuację i „polski” rząd otwarcie realizuje, zapowiadaną już od jakiegoś czasu, akcję tworzenia z Ukraińców polskiej inteligencji. W praktyce sprowadza się to do tworzenia w Polsce państwa ukraińskiego. Krok po kroku, powoli, ale konsekwentnie.

W dniu 29 czerwca ukazał się na Interii artykuł Lwowska drużyna wystąpi w lidze polskiej. Wiemy gdzie zagra (https://sport.interia.pl/siatkowka/ekstraklasa-mezczyzn/news-lwowska-druzyna-wystapi-w-lidze-polskiej-wiemy-gdzie-zagra,nId,6124073). Poniżej jego treść:

»Nigdy wcześniej w sięgającej początku XXI wieku historii PlusLigi nie wystąpił w niej zespół zagraniczny. Klub Barkom-Każany Lwów będzie pierwszym. Ukraińscy siatkarze wystąpią w krakowskiej hali Hutnika, na najważniejsze mecze mają się przenieść do TAURON Areny.

Plotki dotyczące występów klubu ze Lwowa w polskiej lidze siatkówki krążyły już od jakiegoś czasu zarówno w Polsce jak i w Ukrainie. Głośno było o tym przed poprzednim sezonem 2021/22, gdy mówiono o tym, że lwowianie za rok dołączą do PlusLigi.

W marcu 2022 r., niecały miesiąc po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, władze ligi siatkówki oficjalnie potwierdziły udział klub Barkom- Każany Lwów w polskich rozgrywkach, które zostaną poszerzone z 14 do 16 zespołów.

Barkom-Każany Lwów zagra w rozgrywkach siatkarskiej PlusLigi

Mamy wyjątkowy czas, wspólnie uznaliśmy że nasi ukraińscy przyjaciele spełniają wymogi i jednocześnie zasługują na nasze wsparcie oraz solidarność – powiedział prezes zarządu Polskiej Ligi Siatkówki, Artur Popko, cytowany w oficjalnym komunikacie.

Właśnie ogłoszono terminarz PlusLigi na sezon 2022/23. Drugim obok lwowskiego beniaminkiem będzie BBTS Bielsko-Biała. W zaplanowanej na pierwszy weekend października 1. kolejce bielszczanie zmierzą się u siebie z Cuprum Lubin, a Barkom-Każany na wyjeździe z Treflem Gdańsk. No dobrze, a gdzie będzie występowała drużyna ze Lwowa w roli gospodarza? Lwów jest położony z dala od frontu działań wojennych, jednak rosyjscy agresorzy kilkukrotnie wystrzelili rakiety w miasto leżące tuż obok polskiej granicy. Niestety, kilka z nich dosięgło celu, nie jest bezpiecznie. 

Udało nam się uzyskać informację, że lwowiacy wystąpią w hali Hutnika Kraków, dodatkowo na stronie TVP Sport czytamy, że na najważniejsze mecze drużyna może przenieść się do TAURON Areny. To będzie spora atrakcja dla krakowskich kibiców, od powstania PlusLigi dwie dekady temu żadna drużyna z tego miasta nie uczestniczyła w jej rozgrywkach.«

Autor artykułu dokonał pewnego psychologicznego zabiegu, a mianowicie, nie napisał „ukraińska drużyna” tylko „lwowska drużyna”, odwołując się do emocji wielu Polaków. Lwów odegrał wyjątkową rolę po odzyskaniu przez Polskę niepodległości po pierwszej wojnie światowej. Dostarczył wykwalifikowanych kadr, ludzi, którzy rozjeżdżali się po całym kraju, by organizować i budować nowe państwo. Jednak II wojna światowa zlikwidowała polski Lwów. Obecnie jest to już inne miasto i inni ludzie tam mieszkają. Nie ma powrotu do przeszłości. Polskiego Lwowa już nie będzie, a Kraków powoli staje się ukraińskim miastem, zresztą nie tylko Kraków.

Można chyba bez przesady powiedzieć, że Jałta stanowiła gwóźdź do trumny narodu polskiego. Jej skutki były o wiele gorsze niż unii lubelskiej. Po niej nastąpiło zdominowanie nowego państwa przez potężnych feudałów z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz migracja części ludności polskiej na wschód. I ten naród gdzieś tam rozrzedzał się w tych bezkresnych przestrzeniach wschodu. Nie było jednak, poza nieliczną elitą WKL, migracji ze wschodu do Korony. Dopiero masowe przesiedlenia po II wojnie światowej zmieniły diametralnie strukturę ludności w tej nowej Polsce. Nie było tak, że przesiedlono tylko Polaków. A może nawet było tak, że przesiedlono przeważnie ludność niepolską, bo przecież mnóstwo Polaków pozostało na Kresach. To nowe państwo, czyli PRL, nie było więc państwem jednolitym etnicznie. III RP wpisała się w ten model. No bo jak wytłumaczyć fakt, że ten niby polski rząd robił wszystko, by utrudniać Polakom z Kazachstanu powrót do kraju. Przecież polski rząd tak nie zachowałby się i nie wydawałby tysiącami polskich paszportów Żydom z Izraela i nie sprowadzałby milionami Ukraińców, którzy nie uciekali przed wojną, bo wszyscy oni pochodzą z trenów, które nie są objęte działaniami wojennymi.

Jeśli więc Ukraińcy są tak ochoczo przyjmowani w tym kraju i goszczeni przez wielu, to wypada zadać sobie pytanie: Kim są ci ludzie, którzy tak się zachowują? Polakami? A może Polakami ukraińskiego pochodzenia albo Ukraińcami z polskim obywatelstwem. Jeśli uwzględnimy przesiedlenia po II wojnie światowej, akcję „Wisła”, napływ paru milionów Ukraińców po 2014 roku i paru milionów po 24-tym lutego tego roku, to może się okazać, że tzw. mniejszość ukraińska w Polsce nie jest żadną mniejszością tylko większością. Może więc niepotrzebnie niektórzy denerwują się, że Polacy są tacy naiwni czy głupi, że są tak pomocni i życzliwi Ukraińcom, że nawet śpiewają z nimi „Czerwoną Kalinę”. Być może nawet są tacy, ale większość, to prawdopodobnie obywatele polscy ukraińskiego pochodzenia. Teraz dopiero wychodzi szydło z worka.

Taka akcja, podmiany społeczeństwa, nie byłaby możliwa, gdyby nie przesiedlenia po II wojnie światowej, które diametralnie zmieniły strukturę społeczeństwa, które nazywa się polskim. Takie coś jest możliwe, bo państwo polskie jest zdominowane przez różnego rodzaju mniejszości. Oczywiście kierują tym wszystkim Żydzi, ale wysługują się również mniejszościami, ostatnio najaktywniej Ukraińcami.

I RP była państwem multi-kulti, ale dotyczyło to elit władzy, szlachty, magnaterii. Zaczęło się od unii horodelskiej z 1413. W celu powiązania feudałów litewskich z polskimi, 47 rodzin możnowładców i szlachty polskiej przyjęło do swych herbów 47 rodzin panów i bojarów litewskich. Od unii lubelskiej (1569) zaczęła się dominacja potężnych feudałów z WKL, z których wielu, jeśli nie wszyscy, byli już pełnoprawnymi szlachcicami polskimi. Trudno więc dziwić się, że w XIX wieku wybuchały idiotyczne powstania, a później to najbardziej kretyńskie – warszawskie, skutkujące zburzeniem miasta. A co tam! Zburzę miasto i wyjadę na emeryturę do Kanady, jak było w przypadku tego, który poprzez zburzenie tego miasta chciał poruszyć sumienie świata. Sumienia świata nie poruszył, a pozostawił po sobie tylko ruiny i zgliszcza. Tak mógł postąpić tylko człowiek, który miał bardzo luźny związek z tym państwem, a ludzie w nim mieszkający byli mu zupełnie obojętni, może nawet obcy.

Jest więc Polska krajem, którego nie tylko elity są od wieków obce, ale też jej społeczeństwo jest mocno wymieszane od czasów powojennych przesiedleń. Jednak tym, którzy za to odpowiadają, jest jeszcze za mało. Zapragnęli totalnego zmarginalizowania Polaków. Nie ma bardziej stosownego do tego pretekstu jak wojna. Wojna usprawiedliwia masowe przesiedlenia i dlatego sztucznie wykreowano konflikt rosyjsko-ukraiński. Ja oczywiście nie neguję, że przy jego okazji załatwia się jeszcze wiele innych spraw, jak choćby potęgowanie światowego kryzysu, ale to jest główny powód wywołania tej wojny – zmarginalizowanie Polaków i zastąpienie ich Ukraińcami.

Jest tylko jedno pytanie, na które nie potrafię sobie odpowiedzieć: Skąd u Żydów taka nienawiść do Polaków, a pobłażliwość wobec Ukraińców, którzy dokonywali na nich w przeszłości wielu na szeroką skalę zakrojonych pogromów, których na taką skalę w Polsce nigdy nie było?

Ukraińska Republika Radziecka

Wojna na Ukrainie trwa i nic nie wskazuje na to, by szybko skończyła się. Pompowanie w to upadłe państwo dziesiątek miliardów dolarów trwa w najlepsze. Wsparcie idzie z Ameryki i z Europy. Nie pierwszy to raz tak się dzieje. Różnica polega na tym, że poprzednio budowano, a teraz niszczy się. Adolf Nowaczyński w książce z 1934 roku Plewy i perły tak opisywał wcześniejszy eksperyment:

»Dwie ciekawe książki, godne polecenia dla tych wszystkich nielicznych, którzy nie zapomnieli jeszcze do cna, że istnieje nie tylko daleki Wschód, ale i bliski.

Francuska: Le probleme de l’interpendence de l’Ukraine et de la France (Problem współzależności Ukrainy i Francji), 1931. Autor: deputowany Emanuel Evain, członek parlamentarnej komisji dla spraw zagranicznych. Przedmowa E. Soulier.

Sowiecka, ale w niemieckim języku wydana książka przez charkowskie biuro „zur Förderung der kulturellen Verbindungen mit dem Ausland(promowanie więzi kulturalnych z zagranicą) pod tytułem: „Der ökonomische, soziale und kulturelle Aufbau der ukrainischen Räte-Republik(Struktura gospodarcza, społeczna i kulturalna ukraińskiej Republiki Rad), 1931.

Propaganda co się zowie. A jak daleko w ogóle sięga i jakie przybrała rozmiary, tego jeszcze inne dowody także, że np. w Ameryce… w Milwaukee wychodzi słownik ukraińsko-angielski: „Pocket Dictionary of Ukrainian-English”… a w Nowym Jorku jako osobny przedruk z „Ukrainian Review” broszura nieprzyjemna: „Western-Ukraine under Polish Yoke:(jarzmem)

Jest ich dużo tych Ukraińców i zaczynają się mocno krzątać po świecie. Co się to i dziwić? Jeżeli w Wielkiej Brytanii zaczynają rościć pretensje autonomiczne i Szkocja, i Walia, jeżeli wyspa Malta chce zrzucić swoje „jarzmo”, to tym zaraźliwym ruchem (mocno zatrącającym masowymi psychozami) przejmują się łatwo i inni. Równocześnie i równolegle narodowościowe ruchy centrypetalne i centryfugalne: paneuropa, panislamizm, panamerykanizm, pansemityzm… I wprost przeciwnie: Islandia chce oderwać się od Danii, Ulster od Irlandii. Malta chce być niezależną itp.

O Ukrainie sowieckiej często się dowiadujemy to i owo z telegramów agencji ATE. Ale bywały to przeważnie tak zwane „nowiny tatarskie”, zawsze Hiobowe i alarmistyczne. A to bunty, a to głody, a to mordowania komisarzów ludowych, a to nieurodzaj na zboże i pomór na bydło. Jako próbkę sugestii dajemy taki telegram jeszcze z zeszłego roku:

„LONDYN, 25.11. (ATE) – W angielskich kołach handlowych wielkie wrażenie wywołały obszerne raporty i sprawozdania otrzymane przez angielską izbę handlową od przedstawicieli firm angielskich, handlujących z Sowietami. Według nadesłanych sprawozdań Sowiety nie są w stanie opanować anarchii, jaka wytworzyła się na Ukrainie, gdzie role tzw. „kułaków” odgrywają obecnie kolektywy rolne, sprzeciwiające się dostarczaniu zboża. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy sytuacja na Ukrainie uległa od dawna nienotowanemu zaostrzeniu. Napady terrorystyczne i zabójstwa komunistów zdarzają się prawie codziennie w rozmaitych okręgach. Wzmogła się wśród ludności propaganda oddzielenia Ukrainy od Sowietów”.

Otóż takich i tym podobnych telegramów ATE, czytało się już sporo powtarzanych raz po raz. A że się obietnice nie bardzo spełniały, więc nie sposób nie odnosić się do tego chronicznego… „oddzielenia” się od USSR z pewnym sceptycyzmem.

Raczej też pouczać się z nowych publikacji choćby i propagandowych czy przyjacielskich (Evain).

Sowiecka „Kanada”, składająca się z dziewięciu dawnych guberni małoruskich, podzielona jest obecnie na 365 rejonów. Ukraińcy przeważają zwartą masą jednolitą w 80 proc. Rosjan na obszarze USSR jest dwa miliony, Niemców pół miliona, Polaków 550 000, a zwartą masą w 70 proc. w tzw. „rejonie Marchlewskiego” ze „stolicą” Zwiachlem. Żydów 7 proc., ale ich się systematycznie wysiedla. Poza obszarem USSR zostali Ukraińcy jeszcze w dawnej guberni Woronezkiej i w obszarze Donieckim. Restów nie jest portem ukraińskim. Wschodni Donbas też nie należy do USSR. Centralą władz administracyjnych i militarnych jest Charków, stolicą kulturalną, obyczajową, literacką, artystyczną Kijów.

Ukraina Sowiecka jest jedną z najbogatszych, jeżeli nie najbogatszą w swych głębinach ziemią na naszej planecie. W jej łonie złożone są skarby nad skarbami. Oczywiście przede wszystkim czarnoziem, po czym węgiel, nafta, rtęć, żelazo, cynk, mangan, grafit, sól, fosforyty, kaolin, glina fajansowa i jeszcze rozmaite metale, jakich tylko człowiek zapragnie. Klimat dla cukru i tytoniu idealny. Trzy „strumyki”: Dniepr, Dniestr, Bug.

Do tego wszystkiego przybyło w ostatnich latach: poprawiona i najgęstsza w Sowietach sieć kolejowa. Dalej: rozbudowa Donbasu i portu w Odessie, dalej: Dnieprostrój to jest największa na całym świecie hiperamerykańska hydrocentrala i tama rzeczna. Dalej: Magnitogorsk, to jest największy w Europie piec dla żelaza. Dalej: fabryka traktorów w Charkowie, druga z rzędu pod względem produkcji maszyn na świecie. To już jest gotowe. „Robią się zaś przedsięwzięcia jeszcze inne, na dość olbrzymią skalę, służące do wzmożenia przemysłu metalurgicznego i chemicznego do granic w Europie niebywałych. Wszystko z pomocą i pod kierunkiem Europejczyków i Amerykanów z państw ultrakapitalistycznych. Wszystko kosztem czasowej (podobno) degradacji materiału ludzkiego i roboczego do poziomu Asyryjczyków, Egipcjan i… prostych cyfr… numerów… jak w „Sing-Singu”… człowiek numer 1737, kobieta numer 7345…

W każdym atoli razie duży rozwój i rozrost potęgi w USSR skonstatować się daje. Różne książki i dzieła, a tu i ówdzie, korespondencje w pismach mówią o tym wyraźnie. Kiereński twierdzi, że (od czasu jego wyjazdu) to tylko fikcja i bluff… Ale procent bluffu, fikcji, przesady, megalomanii i imponowania Europie (dognać i przegnać) nie jest jednakże tak wielki, żeby te wszystkie sukcesy należało ignorować i ich nie widzieć. Tym bardziej, że jak gospodarczo, tak i kulturalnie w USSR poziom podniósł się wydatnio. Przymus szkolny już wydał swe rezultaty. Analfabetów w USSR nie ma. Ławra Peczerska zamieniona na Muzeum Narodowe Ukraińskie. Duży pono rozkwit literatury, dramatu, malarstwa, muzyki, cztery wielkie teatry operowe, dużo szkół specjalnych, laboratoriów.

Że są wielkie kłopoty, komplikacje i awantury z kołchozami, sowchozami, kolektywizacją agrarną, kampaniami zbożowymi, mechanizacją, maszynizacją uprawy roli i chlebozagotówkiem, to też nie ulega żadnej wątpliwości. Że bywają lokalne borby z kułakami, psucie traktorów i obrabiarek, tu i ówdzie głód, a tam strzelanina to także prawda.«

x

Co z tego wynika? Wynika to, że państwa kapitalistyczne: Ameryka i kraje Europy zachodniej, wtłoczyły niewyobrażalną ilość pieniędzy w ZSRR, czyli ideologicznego przeciwnika, a więc wroga. Zrobiły tak, mając pełną świadomość, że dług ten nigdy nie zostanie spłacony. Wydawać więc by się mogło, że było to jakieś działanie bez sensu. Jednak tak nie było. To tylko z punktu widzenia przeciętnego człowieka wygląda tak, że on swój dług musi spłacić, bo jeśli – nie, to zostanie zlicytowany.

W przypadku państw jest inaczej. Państwa nie bankrutują, ale stają się zakładnikami międzynarodowego kapitału. Chyba nikt zdroworozsądkowo myślący nie ma wątpliwości, że Związek Radziecki nie spłacił swoich długów. I prawdopodobnie wcale nie musiał, bo państwem tym rządzili Żydzi, podobnie jak i pozostałymi. Chodziło tylko o to, by słabo rozwinięte państwo, jakim była Rosja carska, przekształcić w państwo dysponujące potężnym przemysłem, by takie państwo mogło przeciwstawić się innemu państwu, w które również międzynarodowy kapitał wtłoczył mnóstwo pieniędzy. Tylko przy względnej równowadze sił konflikt pomiędzy takimi państwami może trwać długo i skutecznie wyniszczać walczące strony. Dokładnie ten sam schemat działania zastosowano obecnie na Ukrainie. Bez pomocy Ameryki i unii europejskiej Ukraina nie miałaby szans na przedłużanie tej wojny na czas nieokreślony. Ale bez odpowiedniego zachowania Rosji, czyli zaangażowania tylko części swojego potencjału wojennego, również ten scenariusz nie byłby możliwy do realizacji. Dobry reżyser, jak widać, zadba o wszystko i ma zapewne w zanadrzu alternatywne scenariusze.

Jeśli więc Związek Radziecki nie spłacił swojego przedwojennego długu, to tym bardziej nie spłacił go powojenny Związek Radziecki, oddzielony od Zachodu żelazną kurtyną. Zapewne nie zrobiła tego po 1990 roku Rosja, bo zgodziła się na rozszerzenie NATO na kraje Europy środkowej, pomimo że amerykańscy prezydenci obiecywali Gorbaczowowi, że tego nie uczynią. A skoro tak, to musiała zgodzić się na wejście do wojny z Ukrainą pod pretekstem zagrożenia swojego bezpieczeństwa z uwagi na możliwość rozmieszczenia pocisków nuklearnych bezpośrednio przy jej granicy. Ale Chiny i Korea Północna też posiadają broń jądrową i graniczą z Rosją. Że Chiny dziś współpracują z Rosją? Dziś tak, a w przyszłości może być różnie. A i w przeszłości relacje rosyjsko-chińskie nie zawsze były sielanką.

Skąd te wszystkie państwa mają pieniądze na tę wojnę na Ukrainie? Ano zadłużają się u międzynarodowego kapitału, czyli u Żydów. A oni skąd mają pieniądze? Oni je drukują, a obecnie druk ten jest coraz częściej zastępowany elektronicznym kreowaniem pieniądza. Ktoś, kto ma monopol na ten proceder, nie martwi się tym, że jakieś państwo, samorząd czy firma nie spłaci długu. Ten ktoś dodrukuje sobie nowych pieniędzy, a ci wszyscy dłużnicy staną się niewolnikami tego, od kogo pożyczyli. Tak więc pieniądz jest narzędziem, które umożliwia Żydom uzależnianie od siebie wszystkich pozostałych nacji i państw. Jest on dla nich tylko narzędziem, a nie – celem samym w sobie, tak jak dla innych nacji, którym Żydzi to wmówili, we własnym zresztą interesie.

No to teraz jest już chyba jasne, skąd „polski” rząd ma pieniądze na pomoc wojskową dla Ukrainy i na utrzymywanie w Polsce kilku milionów Ukraińców. Oba państwa są już tak zadłużone, że zgodzą się na wszystko. Ukrainę zrujnowała wojna, a Polskę – tworzenie nowego społeczeństwa i pomoc Ukrainie walczącej z Rosją. Nie jest to jednak wynik głupoty rządów obu państw, tylko wynik ich świadomego działania. W obu państwach rządzą Żydzi i realizują cel światowego żydostwa, które chce nowego porządku w Europie wschodniej i konsekwentnie do tego dąży.