Kultura żydowska

Żyjemy w czasach dominacji cywilizacji żydowskiej, a ściślej jej kultury. Cywilizacja według Feliksa Konecznego, to metoda ustroju życia zbiorowego. Dzieje, religie i inne czynniki kulturowe Żydów nazywa Koneczny cywilizacją żydowską. Jest to według niego cywilizacja sakralna. Te czynniki kulturowe to struktura społeczna, język, religia i kultura.

Wojciech Klag w swoim opracowaniu Obraz cywilizacji żydowskiej (podstawowe założenia teorii Feliksa Konecznego), Racjonalia nr 6/2016 (https://czasopisma.upjp2.edu.pl/racjonalia/article/view/2148) pisze:

»Z punktu widzenia Izraela obok języka i religii bardzo istotna jest ekonomia żydowska jako składnik konstytuujący metodę życia zbiorowego Żydów. Według autora Cywilizacji żydowskiej Żydzi od czasów starożytnych pogardzali pracą fizyczną, a w szczególności rolnictwem. Rzadko też trudnili się rzemiosłem – takie zachowanie Izraelitów wynikało z koczowniczego trybu życia. W czasie golusa (wypędzenie Żydów i ich pobyt na obczyźnie – przyp. W. L.) Izraelici odeszli od społecznego modelu opartego o ród, nastąpiła emancypacja rodziny, w której potomkowie Mojżesza zaczęli zajmować się handlem. Było to o tyle pionierskie, że w państwach chrześcijańskich głównym fundamentem ekonomii było oparcie się na własności nieruchomej, np. szewc miał swój dom, w którym świadczył usługi, Żydzi natomiast opierali się na własnościach ruchomych, a przemieszczali się z miejsca na miejsce, handlując. Izraelici też jako pierwsi wprowadzili system bankowy, udzielając kredytów na procent (lichwa). Dzięki polityce kredytowej szybko zdominowali rynek. Lichwą obciążani byli kredytobiorcy nieżydowscy (według autora lichwa w społeczności żydowskiej była zakazana, Tora [Pięcioksiąg Mojżesza – przyp. W. L.] na nią nie pozwalała, była stosowana tylko w rzadkich przypadkach). Badacz cywilizacji także uważa, że system kapitalistyczny, istniejący w Europie już wiele lat, został wprowadzony przez Żydów. Koneczny jest przekonany, że zarówno judaizm, jak i liberalizm są mocno związane z systemem ekonomii kapitalistycznej.

Autor, rozważając relację zachodzącą między cywilizacją a kulturą, skłania się do uznania paradygmatu francuskiego, według którego cywilizacja stoi wyżej od kultury, w opozycji do paradygmatu niemieckiego, który twierdził odwrotnie. Dla Konecznego kultura jest elementem cywilizacji. Autor Cywilizacji żydowskiej stawia kontrowersyjną tezę, że „kulturami cywilizacji żydowskiej będą […] socjalizm (ale nie bolszewizm) oraz narodowy socjalizm (lecz już nie bizantyński faszyzm)”. Wiąże się to z mesjanistycznym oraz apriorycznym charakterem cywilizacji żydowskiej, czego najlepszym przykładem jest cytat:

„Nie zrozumiemy Żydów, póki nie zapoznamy się z ich marzeniami syjonistyczno mesjanicznymi […]. Hans Kohn np. przyznaje w swojej książce Die politische Idee des Judentumns, że socjalizm jest środkiem do mesjanistycznych celów żydowskich […]. Socjalizm jest w ich oczach nowoczesną ewolucją Starego Testamentu. To zapatrywanie podziela większość inteligencji żydowskiej i w tym ich siła. Dlatego Żydzi są socjalistami […].”

Jednak jak zwraca uwagę krakowski profesor, „przyczyn lewicowego, socjalistycznego myślenia należy szukać na wielu płaszczyznach: świadomościowej, kulturowej, ekonomicznej, politycznej itp. Zwracają na to uwagę niektórzy myśliciele proweniencji liberalnej, np. Ludwig von Mises”. Hipotezę, którą postawił filozof krakowski, podzielali też inni wybitni filozofowie XX wieku. Arnold Toynbee twierdzi, że „Marks obrał sobie za bóstwo, zamiast Jahwe, boginię o imieniu «konieczność dziejowa», za swój lud wybrany zamiast Żydów wewnętrzny proletariat świata zachodniego, zaś za królestwo mesjańskie dyktaturę proletariatu, ale znamienne rysy żydowskiej apokaliptyki przebijają wyraźnie pod tym wytartym przebraniem”. Podobnie twierdził Bertrand Russell, który pisze:

„By zrozumieć Marksa psychologicznie, należy posłużyć się następującym słownikiem: Jahwe –materializm dialektyczny, mesjasz – Marks, naród wybrany – proletariat, Kościół – partia komunistyczna, ponowne przyjście – rewolucja, piekło – kara dla kapitalistów, tysiącletnie Królestwo Boże na ziemi – światowa wspólnota komunistyczna.”

Wspólne elementy, których doszukują się inni wybitni myśliciele, zdają się częściowo potwierdzać hipotezę postawioną przez Konecznego.«

W podsumowaniu autor m.in. pisze:

„Po zbadaniu religii żydowskich Koneczny dochodzi do wniosku, że tak naprawdę jedynym paradygmatem łączącym religie żydowskie jest prawo, które jest zawarte w świętej księdze żydowskiej Torze. Tak więc autor Praw dziejowych dopatruje się istnienia kilku religii żydowskich, które różnią się interpretacją uznawanych ksiąg, wraz z komentarzami talmudycznymi prawa zawartego w Torze. Jedność pośród Izraelitów panuje co do uznawania Tory oraz mesjańskiej roli narodu wybranego, który został wywyższony ponad inne nacje przez samego Boga. Z tym przekonaniem wiązał się mesjanizm narodu żydowskiego. To przewartościowanie ludów i wybranie jednego z nich przez Boga umocniło wiarę w misję dziejową Żydów. Mesjanizm zakłada uwolnienie od brzemienia grzechu, władzę Boga nad ludem oraz dążenie do komplementarnego bytu ludzkiego. Żydzi poprzez oparcie się na Torze pielęgnują swoje wybraństwo.

Żydzi już od czasów starożytnych pogardzali pracą fizyczną, ich zainteresowania ukierunkowały się na handel. Jako pierwsi w starożytności wprowadzili pożyczki pieniężne na procent (lichwa). Według badacza dzisiejszy system kapitalistyczny ma swoje źródło właśnie w cywilizacji żydowskiej.”

Pisze więc autor, pewnie za Konecznym, że ich zainteresowania ukierunkowały się na handel. To nie tak było, że Żydzi zainteresowali się handlem, bo to zajęcie lekkie, łatwe i przyjemne, a przy tym przynoszące szybkie i ogromne zyski. Najpierw było rozproszenie. To jest podstawowy warunek, by zaistniał handel taki, jakim znamy go dziś. Rozproszyli się wśród różnych narodów po całym ówczesnym świecie i, utrzymując ze sobą kontakty, doskonale wiedzieli, co wytwarzają lub czego nie wytwarzają poszczególne nacje i w ten sposób dostarczali towary z miejsc, gdzie ich było w nadmiarze do miejsc, gdzie ich brakowało. Oczywiście taki handel nie mógł być handlem wymiennym. Do tego niezbędny był uniwersalny środek wymiany, czyli pieniądz. A wraz z nim pojawiła się lichwa, czyli pożyczanie pieniędzy na procent, by handel mógł się rozwijać. I tak to trwa do dziś. Handel i pieniądz są nadal pod ich całkowitą kontrolą. W blogu „Mistyka finansów” pisałem:

»Dariusz Przywieczerski ukończył Szkołę Główną Planowania i Statystyki (SGPiS) w Warszawie. Po studiach pracował w Centrali Handlu Zagranicznego Paged, w której był zastępcą dyrektora. Od 1974 roku pracował w Komitecie Centralnym PZPR. W 1980 roku został radcą handlowym ambasady PRL-u w Nairobi. Zarabiał pieniądze na dostawach kawy i herbaty do sąsiedniej Ugandy. Po powrocie do kraju w 1985 roku został dyrektorem firmy Universal, eksportera sprzętu AGD. Firma Universal powstała w wyniku prywatyzacji dawnej Centrali Handlu Zagranicznego (CHZ) „Universal”.

Radca handlowy ambasady PRL-u zarabia na handlu kawą i herbatą pomiędzy Kenią i Ugandą. Zapewne wykorzystuje fakt, że jest dyplomatą i może przekraczać granicę bez kontroli celnej. Ale do tego, by uprawiać taki proceder, potrzebne są jeszcze dwie strony. Ta, która po stronie kenijskiej skupuje tę kawę i druga po stronie ugandyjskiej, która ją kupuje i zapewne ma sieć dystrybucji, by ją sprzedać. Nietrudno domyślić się, któż to może być, ale też nietrudno domyślić się, kogo obie strony mogą dopuścić do tak lukratywnego interesu. Żydzi są wszędzie i wszędzie kontrolują obrót towarem.«

Bez rozproszenia Żydzi nie byliby tym, kim są, ale to było jeszcze za mało. Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisze:

»Mojżesz Mendelssohn (ur. 1729, zm. 1786), żyd niemiecki, zapoznał się dzięki polskiemu żydowi Izraelowi Lewi Zamość z pismami drugiego Mojżesza, Mojżesza Majmuniego (Majmonidesa) (ur. 1135 w Kordobie – przyp. W. L.), teoretyka i obrońcy metody pozornego przyjmowania innej wiary. Atoli zmienione warunki, rozluźnienie chrześcijaństwa przez wolnomularstwo, umożliwiały już żydom dążenie do wejścia w życie społeczeństw aryjskich bez przyjmowania chrztu, bez maski pozornej religii.

Jedynym warunkiem społeczeństw aryjskich będzie – osądził Mendelssohn – uznanie się za wiernego poddanego danego państwa, za wiernego członka danego narodu. A więc zamiast pozornej religii, pozorna asymilacja. Dzięki wynalezieniu tej metody wprowadzania w błąd gojów Mendelssohn stał się „wielki” i zjednał sobie wśród żydostwa miano „trzeciego Mojżesza”.«

Według internetowego słownika języka polskiego cywilizacja to: 1. stan rozwoju społeczeństwa w danym okresie historycznym, uwarunkowany stopniem opanowania przyrody przez człowieka; 2. ogół dóbr materialnych, środków i umiejętności osiągnięty przez określone społeczeństwo w danej epoce historycznej.

Natomiast kultura to materialna i umysłowa działalność społeczeństw oraz jej wytwory.

Mały Słownik Języka Polskiego PWN, Warszawa 1968 podaje takie definicje:

Cywilizacja – stan rozwoju społeczeństwa ludzkiego w danym okresie historycznym, ze szczególnym uwzględnieniem kultury materialnej, przeciwstawny stanowi dzikości i barbarzyństwa.

Kultura – całokształt dorobku ludzkości, wytworzonego w ogólnym rozwoju historycznym lub w jego określonej epoce: K. antyczna, grecka, rzymska. K. ludowa, socjalistyczna, narodowa. K. materialna, umysłowa, duchowa.

W mojej ocenie definicja kultury słownika z 1968 roku jest najbliższa temu, co ja nazwałem kulturą żydowską. W jej skład wchodzą m.in. te elementy:

  • religia, której fundamentem jest wybraństwo i mesjanizm narodu żydowskiego
  • rozproszenie
  • asymilacja
  • kontrola handlu na poziomie lokalnym i globalnym
  • kontrola finansów: wyłączność na emisję pieniądza i jego oprocentowanie

Wszystkie wymienione powyżej elementy oddziałują praktycznie na każdego człowieka, poza oczywiście społecznościami, które nie znają pieniądza, takimi jak Indianie amazońscy czy Aborygeni.

Zapewne większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że żyje w tej kulturze. Wszystkie wojny w przeszłości i obecne służą tylko i wyłącznie realizacji celów żydowskiego mesjanizmu. Dzięki rozproszeniu i asymilacji nie wiedzą oni, że wiele osób, z którymi się stykają, to Żydzi. Nie wiedzą, że wszyscy producenci są zależni od Żydów, bo to oni kontrolują całą sieć handlową. Nie są też w stanie wyobrazić sobie, że można funkcjonować, że gospodarki mogą rozwijać się w warunkach nieoprocentowanego pieniądza. W blogu „Lichwa” pisałem:

„Czy mogło by być inaczej? Wyobraźmy sobie sytuację, w której na rynku mamy stałą ilość pieniądza. I te pieniądze, to są pieniądze tych, którzy zdeponowali je w banku i do tego kredyty są nieoprocentowane. Można pójść, że tak powiem, w kosmos i drukować bez ograniczeń i wtedy mamy to, co mamy. A co się stanie, gdy pójdziemy w odwrotnym kierunku? W miarę, gdy na rynku przybywa dóbr i usług, a pieniądza nie możemy wykreować z niczego, to jego wartość rośnie. Za jednostkę możemy kupić więcej. Oznacza to, że za 1 grosz moglibyśmy coś kupić, np. bochenek chleba. Gdyby już grosz był dużo warty, to można by stworzyć nową jednostkę niższego rzędu. Dlaczego nie! Przecież jeszcze do 15 lutego 1971 roku funt brytyjski dzielił się na 20 szylingów i 240 pensów. Wtedy Anglia przeszła na system dziesiętny i zostały tylko pensy. A więc nie zabrakłoby pieniędzy do wymiany dóbr i usług. Wszystko jest możliwe. Samochód zamiast 60 000 zł, mógłby kosztować 60 zł, a może nawet 6 zł. A dziś za jednego Bitcoina możemy kupić takie trzy samochody.

Gdyby tak było, że na rynku jest stała ilość pieniądza to ci, którzy złożyli pieniądze w banku nie otrzymywaliby oprocentowania. Ich pieniądze zyskiwałyby na wartości w miarę upływu czasu i rozwoju gospodarki. Dodatkowo mogliby czerpać zyski z inwestycji poczynionych za ich pieniądze przez firmy, które chciałyby się rozwijać. Z tym oczywiście wiązałoby się ryzyko, bo inwestycje mogłyby być nietrafione. I nie jest to moja fantazja. W tym kierunku zmierza bankowość islamska. Jest coś takiego, gdyby ktoś nie wiedział.

Z tego powyższego wywodu wynika, że przy stałej ilości pieniądza bogacą się wszyscy, nawet ci najmniej zarabiający i nie zostają okradani poprzez inflację. Natomiast nie byłoby miejsca w takiej rzeczywistości dla giełdy i całego tego towarzystwa wzajemnej adoracji, które kręci się wokół niej i tych kredytów bez pokrycia w realnym pieniądzu. Nawet nie trzeba wielkiej wyobraźni, by stwierdzić, że takie rozwiązanie w znacznym stopniu, jeśli nie całkowicie, zlikwidowałoby biedę. Wystarczy spojrzeć na Bitcoina, którego zaprojektowano na określoną ilość i nie więcej. Dziś, tj. 14 maja 2021 roku, jego jednostka jest warta 188 233,42 zł. W listopadzie 2015 roku jego kurs to 1300 zł. Jeszcze na początku września 2020 roku jego kurs wynosił około 40 000 zł. To pokazuje jak dużo jest na rynku pustego pieniądza. To między innymi dlatego nie mamy hiperinflacji, bo ten pieniądz nie dociera do wszystkich, tylko do nielicznych i znajduje ujście w kryptowalutach i nie tylko w nich.

Bitcoin to jest waluta niematerialna. Tak naprawdę to nie wiadomo, kto i po co ją stworzył. Być może jest to pewien eksperyment. Być może kiedyś dojdzie do jego krachu czy gwałtownej utraty jego wartości, by, według mnie, skompromitować ideę pieniądza o stałej ilości na rynku. Wszak przy pieniądzach kombinują ciągle ci sami.”

Pieniądz kreowany bez ograniczeń i oprocentowany, to władza i potęga. Przy stałej ilości pieniądza na rynku nie ma miejsca na korupcję i wszelkiego rodzaju finansowe malwersacje, nie ma też miejsca na inflację, czyli okradanie ludzi w białych rękawiczkach. To dlatego Żydzi stworzyli naukę zwaną ekonomią i mnóstwo teorii traktujących o rynkach finansowych, wolnym rynku, konkurencji, giełdzie itp. Wszystko po to, by wmówić gojom, że inaczej nie można, że świat nie rozwijałby się bez oprocentowanego kredytu. I uwierzyli. Dziś prawie nikt nie potrafi sobie wyobrazić, że może być inaczej. A tak naprawdę oprocentowany kredyt i kreacja pieniądza bez ograniczeń, będąca źródłem inflacji, są po to, by okradać i zubażać gojów, zgodnie z żydowską maksymą: Gazet kusy muter, co znaczy: grabić gojim jest dozwolone. I to jest właśnie kultura żydowska w najczystszej postaci i jej istota.

Gdyby nie było oprocentowanego kredytu, czyli lichwy, gdyby na rynku była stała ilość pieniądza, to świat wyglądałby zupełnie inaczej. Nie wiemy i nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić tego świata, ale chyba jednego możemy być pewni – nie było by wojen, bo nie było by chętnych na pożyczanie na nie pieniędzy. Wojna jest działaniem destrukcyjnym, więc nie było by szans na zwrócenie pieniądza o tej samej nominalnie wielkości, ale o większej sile nabywczej ze względu na poczynione inwestycje. Większa ilość dóbr na rynku, przy stałej ilości pieniądza, powoduje wzrost jego siły nabywczej. Odwrotny proces, czyli drukowanie pieniądza na cele nieprodukcyjne, czy destrukcyjne, jak choćby wojna, to spadek jego siły nabywczej. Tym, którzy go drukują, nigdy go nie zabraknie i spadek siły nabywczej pieniądza im nie szkodzi. Szkodzi tym, którzy go nie drukują. – Oto cała tajemnica wiary… żydowskiej.

Archipelag Polskości

W dniu 8 września Biuletyn Stowarzyszenia Marszu Niepodległości przysłał mi maila. Tym razem jednak nie Robert Bąkiewicz pod nim się podpisał, ale Stowarzyszenie Patriotyzm i Wolność, które zaprasza na wydarzenie Archipelag Polskości, które będzie miało miejsce 24 września w Warszawie. Poniżej treść tego maila:

Stowarzyszenie Patriotyzm i Wolność zaprasza na wydarzenie Archipelag Polskości.

Szczególnie zachęcamy wszelkiego rodzaju organizacje społeczne (stowarzyszenia i fundacje oraz prowadzące działalność w innych formułach) do zbiorowego uczestnictwa w Archipelagu Polskości poprzez co najmniej wystawienia własnego stanowiska/stoiska z emblematami i materiałami danej organizacji, a najlepiej także wystąpienie własnego podmiotu w postaci 10/15-minutowej autoprezentacji na scenie towarzyszącej, podczas kiedy można opisać, pokazać czy ilustrować charakterystykę własnych koncepcji i działań. W tej sprawie należy kontaktować się z sekretariatem Stowarzyszenia Patriotyzm i Wolność: telefonicznie lub mailowo.

Organizacje społeczne mają bardzo mało okazji do wspólnych spotkań, które mogą nie tylko owocować nowymi kontaktami, ale również współpracą. Im więcej organizacji będzie działać wspólnie, tym ich głos będzie bardziej słyszalny. Pragniemy również stworzyć sieć pomocową dla organizacji, wiemy i rozumiemy problemy z jakimi borykają się organizacje. Chcemy wyjść im naprzeciw, jednak do tego potrzebujemy wspólnych spotkań. Archipelag Polskości jest właśnie taką okazją do zapoznania się, podzielenia się doświadczeniem, ale przede wszystkim wspólnie spędzonym czasem.

Kongres Archipelag Polskości jest nie tylko dla przedstawicieli organizacji pozarządowych, ale również dla osób chcących poznać koloryt polskich organizacji i ich dorobek. Archipelag Polskości jest planowany jako doroczne i rozrastające się wydarzenie społeczno-kulturalne. Jego wizja docelowa to zgromadzenie bez mała wszystkich środowisk i organizacji, dla których patriotyzm i wolność są podstawami światopoglądu i działania. Chodzi o połączenie całego archipelagu dążeń historycznych i rekonstrukcyjnych, kulturowych i religijnych, artystycznych i muzycznych, krajoznawczych i etnograficznych, ideowych i wydawniczych, wychowawczych i edukacyjnych czy gospodarczych i samopomocowych. Poszczególne podmioty kultywujące określony rys polskości powinny się wzajemnie inspirować i zapładniać, aby archipelag stawał się pełnią i jednością, w których odzwierciedla się cały blask polskości. Wspólna przestrzeń oraz prezentacje czy stoiska tworzące poszczególne „wyspy” archipelagu mają dawać uczestnikowi paletę zbieżnych wrażliwości dążących ku fundamentalnej jedności. Archipelag Polskości ma na (dalekosiężnym) celu jednoczenie Polaków wokół wspólnych idei i zadań.

Raz jeszcze przypominamy, iż jak archipelag składa się z *wysp*, tak chcemy ukazywać, że nasza*polskość* również. Poprzez Archipelag Polskości pragniemy stworzyć przestrzeń do debaty społecznej i publicznej. W debacie tej będą brać udział przedstawiciele organizacji pozarządowych ogólnopolskich i tych lokalnych, a także przedstawiciele instytucji czy samorządowcy. Proponujemy organizacjom społecznym nie tylko możliwość miejsca na stoisko wystawowe, ale również limitowany czas, w którym mogą zaprezentować się na scenie Archipelagu Polskości.

Do zobaczenia! Stowarzyszenie Patriotyzm i Wolność

W trakcie tego Wydarzenia odbędą się dwie debaty. Pierwsza z nich to Rok 2022 Rokiem Romantyzmu Polskiego. Głosy naprowadzające to:

  • Mariusz Bechta (Templum Novum): Kanonada narodowego romantyzmu.
  • Jan Engelgard (Myśl Polska): Dlaczego pozytywizm jest lepszy od romantyzmu?
  • Krzysztof Koehler (Instytut Książki): Dlaczego staropolszczyzna jest lepsza od romantyzmu?
  • Artur Zawisza (Fundacja Patriotyzm i Wolność): Romantyzm polski jako synthesis polonitatis.

Druga debata to Wyspy organizacji społecznych tworzące archipelag polskości.

Takimi to pierdołami będą zajmować się ci „patrioci” w momencie, gdy do Polski napływają miliony obcych, gdy ukrainizacja języka polskiego postępuje w zastraszającym tempie, gdy tworzenie nowego państwa polsko-ukraińskiego trwa w najlepsze. Zorganizowanie takiego cyrku kosztuje. A kto to finansuje? No kto?

Tak dla porządku – archipelag to grupa wysp położonych blisko siebie, najczęściej o wspólnej genezie i podobnej budowie geologicznej. Nazwa wywodzi się z greckiego archḗ – początek i pḗlagos – morze.

Idea nie jest nowa. Próbę wyjaśnienia tego zjawiska można znaleźć tu: https://oees.pl/magazyny/wyspy-i-archipelagi/. Poniżej fragment:

„Dzięki mediom społecznościowym i innym formom globalnej komunikacji nowo powstające wspólnoty wypracowują wspólny światopogląd. Trwa nieustanna wymiana: nie tylko przepływ towarów i migracje ludzi, ale przede wszystkim transfer myśli, eksport i import idei, koncepcji, kultur oraz zasad. Tak powstają współczesne wyspy – oddolne inicjatywy budowane na wartościach wytwarzanych lokalnie, ale też będących elementami większej, regionalnej (krajowej lub międzynarodowej) wymiany informacji, wrażeń oraz wartości.

Wyspy, jeśli tylko nawiązują i utrzymują ze sobą kontakt, tworzą archipelagi. Archipelagi wartości. Pomiędzy wyspami dochodzi do przepływu wiedzy, wzajemnej inspiracji, a czasem – do znacznie bardziej skomplikowanych procesów społecznych, prowadzących do tworzenia się zaawansowanej sieci, społeczności, plemienia lub grupy skupionej wokół określonego zestawu wartości wspólnych.

Znane z dotychczasowego świata sieci formalne – czy to korporacyjne, czy państwowe – instytucje, ich placówki, oddziały, przedstawicielstwa, sklepy, urzędy i przystanki zaczynają dziś konkurować z archipelagami, a więc z sieciami wysp – instytucjami nowej generacji. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy archipelagi eksplodowały wokół nas.

Najciekawsze wydają się dziś archipelagi wartości tworzące się wokół licznych NGO, które wykorzystują prezentowane wartości do zdobywania funduszy (mikrogranty, crowdfunding). Takim archipelagiem jest choćby Greenpeace – utrzymywany przez swoją społeczność, zdolny do skutecznego działania nawet w ekstremalnie trudnych warunkach, w dowolnym miejscu na świecie.

Archipelagi – mniej lub bardziej trwałe – mogą się także tworzyć wokół znanych ludzi. Dawne grupy oklaskujących fanów przeradzają się w mikrospołeczności zdolne do prowadzenia skomplikowanych operacji. Moim ulubionym przykładem takiego archipelagu jest zbudowana wokół Jurka Owsiaka spo­łeczność Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Czymś w rodzaju archipelagu stał się – przynajmniej na jakiś czas – francuski ruch En Marche!, który wyniósł do władzy prezydenta Macrona.”

Z powyższego cytatu wynika, że tak powstają współczesne wyspy – oddolne inicjatywy budowane na wartościach wytwarzanych lokalnie, ale też będących elementami większej, regionalnej (krajowej lub międzynarodowej) wymiany informacji, wrażeń oraz wartości. A z treści przekazu Stowarzyszenia Patriotyzm i Wolność wynika, że jest odwrotnie, że Archipelag Polskości powstaje odgórnie.

Tak na zdrowy rozum, to nie ma takiej możliwości, by powstawały jakieś ruchy oddolne i jednoczyły się, bo ilu ludzi, tyle pomysłów. Zawsze musi być ktoś, kto tym kieruje i kto wie, do czego dąży. I zawsze muszą być pieniądze. A skąd? Może wszyscy Żydzi, bo to są ich pomysły, składają się na te inicjatywy. Teodor Jeske-Choiński w książce Historia Żydów w Polsce (1919) pisał:

»Kiedy wojenne sądy Francji wzięły za kołnierz Dreyfusa, płynęły do Paryża z całej kuli ziemskiej potoki złota. Ratować rozkazali wodzowie Judy zagrożonego hańbą współwyznawcę, hańba bowiem jego mogłaby zaszkodzić politykom żydowskim we Francji. Najuboższy sklepikarz płacił bez oporu narzucony mu przez kahał haracz. Jakiś handlarz wyszogrodzki przyznał mi się w owym czasie, że płaci miesięcznie trzy ruble na jakiegoś Dreyfusa, pytając, co to za jeden ten Dreyfus i co on takiego zrobił, iż potrzeba aż tyle pieniędzy, żeby go wydostać z rąk „gojów”. Nie wiedział biedaczysko nawet, o co właściwie chodzi, a mimo to był posłusznym bez rezonowania.«

Większość dobrze prosperujących firm, zarówno tych w skali globalnej jak i lokalnej, należy do Żydów, więc zapewne nie mają problemów, by jakąś niewielką część swoich dochodów przeznaczać na cele nie związane bezpośrednio z działalnością gospodarczą. Stworzenie czegoś takiego jak Archipelag Polskości wymaga zaangażowania wielu ludzi, a więc również pieniędzy. No bo jeśli, pragniemy również stworzyć sieć pomocową dla organizacji, wiemy i rozumiemy problemy z jakimi borykają się organizacje, to ta pomoc po części będzie zapewne finansowa, a po części organizacyjna. W ten sposób przejmuje się kontrolę nad całymi tzw. środowiskami patriotycznymi i nie tylko patriotycznymi – nad wszystkimi.

Żydzi zawsze wykorzystywali zdobycze techniki do komunikowania się i przekazywania informacji, umożliwiających podejmowanie właściwych decyzji. Kiedyś Prus w jednej ze swoich nowel, w Placówce czy Anielce, opisał jak wykorzystywali do tego celu pociągi towarowe. Umieszczali po jednym z wagonów takiego pociągu list, który docierał do adresata szybciej niż dochodziły na prowincję jakieś gazety, jeśli w ogóle tam trafiały i szybciej niż informacja rozchodziła się z ust do ust. Dziś wykorzystują internet i media społecznościowe, które należą do nich, do tworzenia takich inicjatyw, jak wyżej opisana.

Działają też oni z dużym wyprzedzeniem. Można zapytać: dlaczego dopiero teraz wyszli z taką inicjatywą? Teraz, gdy do Polski napłynęły miliony Ukraińców. Zapewne chcą wybadać jak liczne jest środowisko patriotyczne w Polsce, by podjąć działania adekwatne do stanu faktycznego.

2 czerwca na kanale eMisjaTV został wyemitowany wywiad z właścicielem łódzkiej kamienicy i jednocześnie znajdującego się w niej sklepu. Chodziło o artykuł jaki zamieściła Gazeta Wyborcza w związku z muralem znajdującym się na tej kamienicy. Mural powstał ponad dwa lata temu. Jego intencją była chęć przypomnienia o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu. Gazeta Wyborcza zarzuciła właścicielowi sianie nienawiści pomiędzy narodami polskim i ukraińskim. Dlaczego zrobiła to dopiero po ponad dwóch latach od jego powstania, gdy pojawili się w Polsce Ukraińcy? A czy właściciel kamienicy już dwa lata wcześniej wiedział, że do Polski napłyną „uchodźcy” z Ukrainy? I czy właściciel sklepu i łódzkiej kamienicy może być Polakiem? Może i tak, ale prawdopodobieństwo, że nim jest, jest znikome.

Gdy w połowie lat 80-tych PRL powoli chylił się ku upadkowi, to przeciętny człowiek nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego, że idą zmiany i to diametralne, że kończy się narodowy socjalizm PRL-u, w którym był tylko jeden naród, jedno państwo i jedna partia, ale Żydzi wiedzieli.

W 1984 roku w czasopiśmie „Nurt” ukazał się artykuł, w którym jego autor Jerzy Tomaszewski oskarżył Armię Krajową o mordowanie ukraińskich cywilów. Wówczas środowisko kombatantów 27. Wołyńskiej Dywizji AK przystąpiło do zbierania relacji świadków na temat wydarzeń z okresu 1943-1944. Efektem zainicjowanych wtedy prac dokumentalnych były publikacje Władysława Siemaszko oraz jego córki Ewy Siemaszko dotyczące zbrodni popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach na Wołyniu.

Gdy Jan Tomasz Gross opublikował swoją książkę Sąsiedzi, to ze strony polskiej pojawiły się głosy, że jest niewiarygodna, bo opiera się na zeznaniach świadków, składanych po wielu latach. W sytuacji, gdy wielu innych świadków już nie żyje, weryfikacja tych zeznań jest niemożliwa. Taki właśnie zarzut sformułował pod adresem pracy Siemaszków Grzegorz Mazur. Zwraca uwagę podobieństwo obu książek. W obu przypadkach oparto się na zeznaniach świadków, ale nie – złożonych bezpośrednio po wydarzeniach, tylko po wielu latach później. I w obu przypadkach książki zostały napisane nie przez historyków zawodowych, tylko przez amatorów. To oczywiście samo w sobie nie jest wadą, ale uwagę zwraca ten sam schemat, co skłania do wniosku, że inspiracja wyszła z tego samego źródła. Tym bardziej zwraca na to uwagę schemat zdziczałych Polaków i bezbronnych Żydów w jednym przypadku i zdziczałych Ukraińców i bezbronnych Polaków – w drugim. I jakby jeszcze brakowało analogii, to nie ma zgody na ekshumację w Jedwabnem i na Wołyniu. A skoro tak, to oznacza to, że jest coś do ukrycia, co podważyłoby obowiązującą w obu przypadkach narrację.

Oczywiście w każdej mistyfikacji musi być ziarno prawdy. Tak jest w przypadku holokaustu. Żydzi ginęli w obozach zagłady, ale nie w takich ilościach, jak wmawia nam żydowska propaganda. Podobnie może być w przypadku rzezi wołyńskiej. Cześć z ofiar to mogła być ludność polska, ale znacznie większą część mogła stanowić ludność rusińska. To, co wiemy, to to, że ludność polska na Wołyniu stanowiła 15% całej zamieszkałej tam ludności. Wiemy też, że akcja mordowania tej ludności rozpoczęła się jednocześnie w 99 miejscowościach i wioskach. Kto tam zamieszkiwał było zapewne wiadome lokalnej administracji. Czy ta dokumentacja dostała się w ręce wycofujących się Niemców, czy może przejęła to nadciągająca Armia Czerwona? Tego nie wiemy i nie dowiemy się, ale z niej moglibyśmy się dowiedzieć prawdy. Wiemy też, że Siemaszkowie nie korzystali z niemieckich i rosyjskich archiwów. Wszystko to jest więc bardzo dziwne i zagadkowe.

Skłócanie narodów to żydowska specjalność, a nie ma do tego lepszego narzędzia, w przypadku Polaków i Ukraińców, niż rzeź wołyńska. A co by się stało, gdyby okazało się, że to nie Polaków tam mordowano? W grudniu 1937 na Wołyniu rozpoczęto akcję przymusowych konwersji lokalnych społeczności na rzymski katolicyzm. W 1938 roku rząd sanacyjny przeprowadził akcję burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie. Odpowiedzialni za to trzej oficerowie sanacyjni zostali po wojnie oficerami LWP. Kim byli, że spotkało ich takie wyróżnienie?

Kto tak uprawia politykę? Przecież polski rząd nie zachowywałby się w ten sposób. Tego typu działania, to są ewidentnie działania zamierzone na skłócanie i sianie nienawiści pomiędzy narodami polskim i tzw. ukraińskim. Czy i taki jest zamiar tych, którzy tworzą Archipelag Polskości i jednocześnie sprowadzają miliony Ukraińców do Polski?

Cele

Niejednokrotnie podkreślałem w swoich blogach, że wszelkie wojny i konflikty są wywoływane sztucznie i służą tylko interesom jednej nacji. Dowodów bezpośrednich na to nie ma, ale pewne fakty i sposób uprawiania polityki przez mocarstwa może skłaniać do takich wniosków. Na portalu ZeroHedge pojawił się 7 września artykuł What Is America’s Goal For The Ukraine War? Answer: We Don’t Have One – Jaki jest cel Ameryki na wojnie na Ukrainie? Odpowiedź: nie mamy żadnego (https://www.zerohedge.com/geopolitical/what-americas-goal-ukraine-war-answer-we-dont-have-one). Jego autorem jest Daniel Davis. Zastanawia się on w nim, czy Ameryka ma cel lub strategię w wojnie na Ukrainie? Pisze on m.in.:

»W piątek sekretarz skarbu Janet Yellen ogłosiła, że G7 zgodziło się na ustalenie maksymalnej ceny na rosyjską ropę. Celem tych zabiegów jest ustalenie globalnej ceny tuż powyżej kosztu wydobycia, aby Moskwa nie osiągnęła zysku na sprzedaży ropy, ale na tyle wysoką, by nie przestała jej wydobywać. Obecny globalny popyt nie może być zaspokojony bez prawie dziewięciu milionów baryłek ropy dziennie dostarczanych przez Rosję, a gdyby Putin nagle wstrzymał wydobycie, to wynikający z tego szok podażowy mógłby spowodować, że cena ropy wzrosłaby drastycznie.

Celem ograniczenia, jak twierdzi Yellen, byłoby „zadanie poważnego ciosu rosyjskim finansom a także ograniczenie zdolności Rosji do prowadzenia niesprowokowanej wojny na Ukrainie oraz przyspieszenie kryzysu rosyjskiej gospodarki”. Zobaczymy, czy G7 będzie w stanie zrealizować swoje zamiary i opracować oraz wdrożyć ogólnoświatowy system limitów cenowych. Jednak wraz z innymi działaniami sponsorowanymi lub wspieranymi przez rząd Stanów Zjednoczonych, nie jest pewne, do czego tak naprawdę dąży Waszyngton.

7 lutego, około trzy tygodnie przed tym, jak Putin wydał rozkaz inwazji rosyjskiej armii na jej słabszego sąsiada, prezydent Biden zagroził „wprowadzeniem najsurowszych sankcji, jakie kiedykolwiek nałożono”, gdyby Rosja zdecydowała się na atak. Cztery dni później doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan wyjaśnił, że prezydent Biden „wierzy, że sankcje mają na celu odstraszenie. A żeby działały, żeby odstraszyć, muszą być ustawione w taki sposób, że jeśli Putin uderzy, to wtedy je odczuje”.

Jednak po tym, jak Putin nie przestraszył się sankcji, Biden skorygował uzasadnienie, twierdząc, że w rzeczywistości „nikt nie spodziewał się, że sankcje zadziałają”. Zamiast tego, kontynuował, sankcje miały na celu pokazanie zachodniego „rozwiązania”, które z czasem Putin poważnie odczuje. Nawet biorąc pod uwagę to nowe twierdzenie o uzasadnieniu sankcji, nie wyjaśnił, do czego miałoby doprowadzić to „rozwiązanie”.

Do tej pory żaden z czołowych przywódców Ameryki nie sprecyzował, w jaki sposób wsparcie dla Kijowa ma przynieść oczekiwane rezultaty. Nikt nie określił, jak ma wyglądać „osłabiona” Rosja, ani skąd będziemy wiedzieć, kiedy ten cel zostanie osiągnięty, ani nawet, dlaczego osłabienie Rosji jest żywotnym interesem USA, dla którego warto podjąć ogromne ryzyko. To nie są pytania akademickie, to są pytania podstawowe. Oto dlaczego:

Jeszcze przed wybuchem wojny Stany Zjednoczone nie miały wizji stanu końcowego, który chcą osiągnąć. Na przykład, jeśli celem Bidena przed 24 lutego było naprawdę powstrzymanie Rosji od rozpoczęcia wojny, powinno być jasne, ponad wszelką wątpliwość, że sama groźba sankcji nie wystarczy, aby przekonać Putina od powstrzymania się od inwazji.

Waszyngton musiałby być bardzo zaangażowany dyplomatycznie zarówno w Kijowie, jak i w Moskwie, aby wykorzystać całą potęgę USA do znalezienia sposobu do uniknięcia wojny. Nie ma dowodów na to, że USA podjęły jakikolwiek poważny wysiłek dyplomatyczny w celu zapobieżenia wojnie. Bez jasno wyartykułowanego celu nie było niczego, co wskazywałoby różnym działom Administracji, jak osiągnąć pożądany rezultat. Wynik był przewidywalny: niepowodzenie tego typu polityki.

Praktycznie jedynym celem wyrażonym przez któregokolwiek członka zespołu bezpieczeństwa narodowego Bidena od początku wojny było wspomniane wcześniej pragnienie Austina, by zobaczyć Rosję „osłabioną”. Ale jeśli Biały Dom nie wie, jak wygląda osłabiona Rosja, to skąd będzie kiedykolwiek wiedział, czy jego działania przybliżają Amerykę do tego celu? I w tym miejscu dokładnie jesteśmy.

Na Ukrainę już wiele razy wysyłano wielomiliardowe wsparcie, w tym trochę nowoczesnego i przestarzałego sprzętu, ale nie jest to spójne wyposażenie wojskowe, zapewniające ukraińskiemu wojsku skuteczne działanie. Biały Dom wprowadza wiele sankcji przeciwko Rosji, ale nie ma jasnego celu, po co je wprowadza.

Ponieważ nie wiemy, co chcemy osiągnąć, nikt nie może powiedzieć Amerykanom, ile będzie kosztował ten wysiłek, jak długo to potrwa, a nawet jak będzie wyglądał sukces. Jeśli brzmi to znajomo, to powinno tak brzmieć: jest to w zasadzie ta sama bezcelowa, niekompetentna polityka zagraniczna, którą Stany Zjednoczone prowadzą od dziesięcioleci.

  • Toczyliśmy wieloletnią wojnę w Afganistanie, której cele nigdy nie zostały sprecyzowane; nikt u władzy nawet nie określił, jak będzie wyglądał sukces, a zatem nie odniesiono żadnego zwycięstwa;
  • Rozpoczęliśmy wojnę w Iraku w 2003 roku, która prawie zakończyła się w 2011 roku, by powrócić tam ponownie w 2014 roku. Żaden prezydent nie zawracał sobie głowy wyznaczeniem osiągalnego celu wojskowego, ani nawet stwierdzeniem, co Armia ma osiągnąć, aby Amerykanie wiedzieli, kiedy operacja mogłaby się pomyślnie zakończyć. I tak to trwa do dnia dzisiejszego, ani sukcesu, ani zakończenia wojny.
  • Tak samo było w przypadku naszych działań w Syrii, Libii, Somalii, Nigrze i wielu innych miejscach w Afryce: rząd nie sprecyzował żadnych celów wojskowych, których osiągnięcie przyniosłoby korzyść naszemu krajowi i zasygnalizowało zakończenie misji.

Koszty wszystkich tych niepowodzeń dla Stanów Zjednoczonych były ogromne, a teraz tworzymy nową misję bez jasnego celu i bez możliwego do zidentyfikowania stanu końcowego. Wojna rosyjsko-ukraińska trwa już pół roku. Niebezpieczeństwo nie polega na tym, że za sześć lat nadal będziemy próbować odgadnąć cele administracji, choć ten smutny wniosek jest całkowicie możliwy, ale na tym, że ta wojna może pewnego dnia rozlać się poza granice Ukrainy i wciągnąć nas w konflikt, w którym nigdy nie powinniśmy uczestniczyć i na którym nigdy nie skorzystamy.«

Jak więc widać, autor artykułu wyraźnie daje do zrozumienia, że Ameryka nie ma jasno sprecyzowanego celu w wojnie na Ukrainie. Mało tego! Dodaje, że podobna sytuacja miała miejsce w Afganistanie oraz ma miejsce w obecnie trwających wojnach, m.in. w Syrii. Daniel Davis nie próbuje jednak wyjaśnić, jakie są tego przyczyny i czy rzeczywiście w tych amerykańskich działaniach brak celu. To, że władze nie potrafią czy nie chcą podać prawdziwego celu, nie oznacza, że go nie ma, bo idąc dalej tropem autora, wypadałoby zadać sobie pytanie, czy nie mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją w Wietnamie i jeszcze wcześniej w Korei?

Cel oczywiście jest – i zawsze ten sam. Stany Zjednoczone, jako projekt masoński, od początku powstania służą narodowi wybranemu jako narzędzie do terroryzowania reszty świata, do skłócania narodów, do siania wśród nich nienawiści i do wzajemnego wyniszczania się w wojnach i konfliktach zbrojnych, sprowokowanych przez ten twór. W blogu „Novus ordo” pisałem:

Dalekowzroczni założyciele Stanów Zjednoczonych spojrzeli zarówno w przeszłość, jak i w przyszłość, zdając sobie sprawę z tego, że ich działania będą miały długotrwałe konsekwencje dla przyszłych pokoleń.

W styczniu 1776 roku Thomas Paine zainspirował Kolonie wizją nowej ery amerykańskiej. W Common Sense napisał: „Sprawa Ameryki jest w dużej mierze sprawą całej ludzkości… To nie jest sprawa dnia, roku czy wieku; potomność jest praktycznie zaangażowana w to wyzwanie i w mniejszym lub większym stopniu odczuje skutki naszego obecnego działania, które będą trwały nawet do końca świata (even to the end of time)”.

Ile trzeba wysiłku, by ten cel ukryć? Wszelkie media są w to zaangażowane, tysiące analityków, ekspertów od geopolityki, historyków, socjologów i kto tam jeszcze – wszyscy oni tłumaczą nam „zawiłości” polityki międzynarodowej. Świat zmierza w kierunku wielobiegunowości, mówią nam, jakby to było czymś nowym. Tak przecież było, gdy Imperium Brytyjskie (jednobiegunowość) chyliło się ku upadkowi. To czas I i II wojny światowej. Później przyszła dwubiegunowość, a po niej znowu jednobiegunowość. A teraz ma wrócić wielobiegunowość. I co z tego? Cały czas na wierzchu ta sama nacja: Alles für Juden.

Afganizacja Ukrainy

Wojna na Ukrainie przedłuża się i nic na to nie wskazuje, by miała się szybko skończyć. O tym świadczy sposób prowadzenia działań i zachowanie obu stron. Wygląda na to, jakby chodziło o to, by zginęło jak najwięcej Ukraińców o patriotycznej i nazistowskiej orientacji. Ciekawą analizę tej wojny prezentuje Pepe Escobar w artykule, który pojawił się na portalu ZeroHedge: Escobar: Ukraine – Somewhere Between Afghanization And Syrianization – Escobar: Ukraina – gdzieś pomiędzy afganizacją a syrianizacją (https://www.zerohedge.com/geopolitical/escobar-ukraine-somewhere-between-afghanization-and-syrianization). Poniżej jego treść:

»Ukraina jest skończona jako naród – żadna ze stron nie odpuści w tej wojnie. Pytanie tylko, czy będzie to finał w stylu afgańskim czy syryjskim…

Rok po szokującym upokorzeniu Amerykanów w Kabulu – i na progu kolejnego poważnego ataku w Donbasie – istnieją powody, by sądzić, że Moskwa obawia się Waszyngtonu, który zechce zrewanżować się w formie „afganizacji” Ukrainy.

Ponieważ nie widać końca dostaw zachodniej broni i środków finansowych, napływających do Kijowa, należy uznać, że wojna na Ukrainie prawdopodobnie przekształci się w kolejny niekończący się konflikt. Podobnie jak afgański dżihad w latach 80-tych, który wykorzystywał uzbrojonych i finansowanych przez Stany Zjednoczone partyzantów, by wciągnąć Rosję w głąb – sojusznicy Ukrainy wykorzystają te sprawdzone w wojnie metody do prowadzenia długotrwałej batalii, która może rozprzestrzenić się na przygraniczne terytorium Rosji.

Jednak ta amerykańska próba kryptoafganizacji w najlepszym razie przyspieszy to, co rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu określa jako „zadanie” Specjalnej Operacji Wojskowej (SOW) na Ukrainie, co oznacza, że dla Moskwy najważniejsza jest teraz Odessa.

Nie musiało do tego dojść, ale od niedawnego zamachu na Darię Duginę u bram Moskwy, stało się jasne, że pole bitwy na Ukrainie zaczyna podlegać procesowi „syrianizacji”.

Podobnie jak zagraniczna wojna zastępcza w Syrii w ostatniej dekadzie, linie frontu wokół znaczących ukraińskich miast z grubsza się ustabilizowały. Przegrywając na większych polach bitew, Kijów coraz częściej stosował taktykę terrorystyczną.

Żadna ze stron nie była w stanie całkowicie opanować ogromnego teatru wojennego. Tak więc armia rosyjska zdecydowała się na utrzymanie minimalnych sił na polu walki – w przeciwieństwie do strategii, którą stosowała w Afganistanie w latach 80. XX wieku.

Przypomnijmy kilka faktów z Syrii: Palmyra została wyzwolona w marcu 2016 r., następnie stracona i odzyskana w 2017 r. Aleppo zostało wyzwolone dopiero w grudniu 2016 r. Deir Ezzor we wrześniu 2017 r. Kawałek północnej Hamy w grudniu i styczniu 2018 r. Przedmieścia Damaszku wiosną 2018 roku. Idlib oraz ponad 25 procent terytorium Syrii – wciąż nie są wyzwolone. To wiele mówi o sposobie prowadzenia tej wojny.

Dowództwo rosyjskie nigdy nie podjęło decyzji o przerwaniu dostaw zachodniej broni dostarczanej z różnych stron do Kijowa. Inna sprawa, to metodyczne niszczenie tej broni na terytorium Ukrainy – z dużym powodzeniem. To samo dotyczy rozbijania sieci najemników.

Moskwa doskonale zdaje sobie sprawę, że wszelkie negocjacje z tymi, którzy pociągają za sznurki w Waszyngtonie, i dyktują wszelkie warunki marionetkom w Brukseli i Kijowie, są daremne. Walka w Donbasie i poza nim jest prowadzona przez ludzi wyjątkowo zdeterminowanych.

Tak więc wojna będzie trwała, niszcząc to, co zostało z Ukrainy, tak jak zniszczyła większą część Syrii. Różnica polega na tym, że gospodarczo, znacznie bardziej niż w Syrii, to, co zostało z Ukrainy, stanie się ruiną. Tylko terytorium pod kontrolą Rosji zostanie odbudowane, w tym znaczna część ukraińskiej infrastruktury przemysłowej.

To, co pozostało, reszta Ukrainy, i tak już zostało rozkradzione, ponieważ Monsanto, Cargill i Dupont przejęły już 17 milionów hektarów pierwszorzędnej, żyznej ziemi uprawnej, ponad połowę tego, co Ukraina nadal posiada. W praktyce posiadaczami tej ziemi są BlackRock, Blackstone i Vanguard – najważniejsi udziałowcy agrobiznesu, posiadający wszelkie grunty, które naprawdę mają znaczenie na niesuwerennej Ukrainie.

Wybiegając w przyszłość, do końca roku Rosjanie spróbują odciąć Kijów od dostaw broni NATO. Gdy to się stanie, Anglo-Amerykanie w końcu przeniosą marionetkowy reżym do Lwowa. A kijowski terroryzm, prowadzony przez wyznawców Bandery, nadal będzie „nową normalnością” w stolicy.

Podwójna gra Kazachów

Jak na razie, to nie ma wątpliwości, że nie jest to zwykła wojna polegająca na podboju terytoriów. Jest to z pewnością część Wojny o Korytarze Gospodarcze, ponieważ Stany Zjednoczone nie szczędzą wysiłków, by sabotować i niszczyć liczne kanały komunikacyjne w projektach integracyjnych Eurazji, niezależnie od tego, czy są one prowadzone przez Chiny (Inicjatywa Jedwabnego Szlaku), czy przez Rosję (Euroazjatycka Unia Gospodarcza – EUG).

Tak jak wojna zastępcza w Syrii zmieniła sytuację polityczną w Azji Zachodniej (np. Erdogan ocieplający stosunki z Asadem), tak wojna na Ukrainie, jako konflikt lokalny, jest wojną o rekonfigurację obecnego porządku światowego, w którym Europa staje się ofiarą lokalnego konfliktu. W skali globalnej oznacza to powstanie wielobiegunowości.

Wojna zastępcza w Syrii trwa już dekadę i jeszcze się nie skończyła. To samo może się stać z wojną zastępczą na Ukrainie. W obecnej sytuacji Rosja zajęła obszar, który w przybliżeniu odpowiada obszarowi Węgier i Słowacji. To wciąż jest dalekie od wypełnienia „zadania” – i musi trwać, dopóki Rosja nie zajmie całej ziemi aż do Dniepru i Odessy, łącząc ją z separatystyczną Republiką Naddniestrza.

To bardzo pouczające widzieć, jak ważni euroazjatyccy gracze reagują na takie geopolityczne zawirowania, a to prowadzi nas do Kazachstanu i Turcji.

Telegram Rybar (ponad 640 tys. obserwujących) i grupa hakerów Beregini ujawniły w śledztwie, że Kazachstan sprzedawał broń Ukrainie, co oznacza de facto zdradę swoich rosyjskich sojuszników w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Należy również wziąć pod uwagę fakt, że Kazachstan jest także częścią Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO) i EUG, dwóch euroazjatyckich ośrodków, dążących do stworzenia wielobiegunowego porządku światowego.

W wyniku skandalu Kazachstan został zmuszony do oficjalnego ogłoszenia wstrzymania eksportu wszelkiej broni do końca 2023 roku. Zaczęło się od ujawnienia przez hakerów, w jaki sposób Technoexport, kazachska firma, sprzedawała Kijowowi, za pośrednictwem jordańskich pośredników, transportery uzbrojone, systemy przeciwpancerne i amunicję na zlecenie Wielkiej Brytanii. Samą transakcję nadzorował brytyjski attaché wojskowy w stolicy Kazachstanu Nur-Sułtanie.

Nur-Sułtan, zgodnie z przewidywaniami, próbował odeprzeć zarzuty, argumentując, że Technoexport nie wnosił o licencje eksportowe. To jednak okazało się nieprawdą. Zespół Rybar odkrył, że Technoexport wykorzystał do tego celu jordańską firmę Blue Water Supplies, ale sprawiedliwości stało się zadość. Wszystkie dokumenty kontraktowe znalazły się w komputerach ukraińskiego wywiadu. Ponadto hakerzy dowiedzieli się o kolejnej umowie z Kazspetsexport, za pośrednictwem bułgarskiego kupca, na sprzedaż kazachskich Su-27, turbin samolotowych i śmigłowców Mi-24. Miały one zostać dostarczone do USA, ale ich ostatecznym celem była Ukraina.

Wisienką na tym środkowoazjatyckim torcie jest to, że Kazachstan również sprzedaje znaczne ilości rosyjskiej, a nie kazachskiej ropy, do Kijowa. Wydaje się więc, że Nur-Sultan, być może nieoficjalnie, w jakiś sposób przyczynia się do „afganizacji” wojny na Ukrainie. Nie potwierdzają tego oczywiście żadne przecieki dyplomatyczne, ale można się założyć, że Putin miał kilka rzeczy do powiedzenia na ten temat prezydentowi Kassymowi-Jomartowi Tokajewowi na ich niedawnym, serdecznym spotkaniu.

Balansowanie Sułtana

Turcja jest o wiele bardziej złożonym przypadkiem. Ankara nie jest członkiem SCO, OUBZ ani EUG. Nadal zabezpiecza swoje interesy, kalkulując, na jakich warunkach dołączyć do integrujących się państw Eurazji, ale nie przeszkadza jej to, by za pomocą kilku sztuczek Moskwa mogła uniknąć konsekwencji zachodnich sankcji i embarga.

Tureckie firmy, praktycznie wszystkie powiązane z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem i jego Partią Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), zarabiają mnóstwo pieniędzy i rozkoszują się swoją nową rolą hurtowni na skrzyżowaniu dróg między Rosją a Zachodem. W Stambule mówią otwarcie, że to, czego Rosja nie może kupić od Niemiec czy Francji, kupuje „od nas”. I faktycznie kilka firm z UE jest w to zamieszanych.

Balansowanie Ankary jest słodkie jak dobra baklawa. Otrzymuje ona wsparcie gospodarcze od bardzo ważnego partnera w samym środku niekończącego się, bardzo poważnego tureckiego kryzysu gospodarczego. Zgadzają się niemal we wszystkim: rosyjski gaz, systemy rakietowe S-400, budowa przez Rosjan elektrowni atomowej, turystyka (Stambuł jest zapchany rosyjskimi turystami), tureckie owoce i warzywa.

Ankara i Moskwa wykorzystują zasady solidnej podręcznikowej geopolityki. Grają w to otwarcie, w świetle reflektorów. To nie znaczy, że są sojusznikami. To tylko pragmatyczny biznes między państwami. I tak przykładowo, stosunki gospodarcze mogą złagodzić napięcia w sferze polityki i odwrotnie.

Oczywiście działające wspólnie państwa Zachodu zupełnie zapomniały, jak działają normalne relacje pomiędzy państwami. To jest żałosne. Turcja jest traktowana przez Zachód jak zdrajca, tak samo jak Chiny.

Oczywiście Erdogan też musi grać pod publiczkę, więc co jakiś czas mówi, że Kijów powinien odzyskać Krym. W końcu jego firmy robią interesy także z Ukrainą – drony Bayraktar i nie tylko. – A potem będzie prozelityzm: Krym jest już teoretycznie gotowy na tureckie wpływy, na którym Ankara może propagować ideę panislamizmu, a przede wszystkim panturkizmu, wykorzystując historyczne relacje między półwyspem a Imperium Osmańskim.

Czy Moskwa się martwi? Nie za bardzo. Jeśli chodzi o te Bayraktary TB2 sprzedane Kijowowi, to będą one nadal bezlitośnie obracane w pył. Żadnych urazów, to tylko interesy.«

Napisałem na wstępie, że jest to ciekawa analiza, bo dostarcza informacji, które wyjaśniają, o co tak naprawdę chodzi w tej wojnie. Ukraińcy są cynicznie wykorzystywani jako mięso armatnie, zmuszani do walki w wojnie, której wynik jest z góry wiadomy, podobnie jak to było z Polakami w kampanii wrześniowej. Ukraina jako państwo już nie istnieje.

Wszystkie najżyźniejsze ziemie należą do firm BlackRock, Blackstone i Vanguard, a więc do firm, które mają nie tylko największe udziały w agrobiznesie, ale w każdym biznesie. Kto jest właścicielem tych firm, tego my nie wiemy, ale nietrudno domyślić się, że Żydzi. Czy jest to zatem wojna o korytarze gospodarcze, jak pisze autor? Jeśli wszystko należy do jednej nacji, to nie ma znaczenia, czy górą jest Ameryka czy Eurazja. Nie ma znaczenia, czy transport odbywa się drogą morską czy lądową, jeśli kanały dystrybucji również kontroluje ta sama nacja.

Adolf Nowaczyński w książce Mocarstwo anonimowe (1921) cytuje szkic O kahale (1870) nawróconego rosyjskiego Żyda Brafmanna. Poniżej jego fragment:

„Wszystkie państwa, wszyscy prawie panujący zadłużyli się u żydów po uszy i są od nich zależni. Giełda reguluje te wszystkie długi. Odraczamy terminy ich płatności, udzielamy nowych pożyczek dla rządów, abyśmy coraz silniej trzymali je w swych rękach. Lecz nie tylko sami panujący; musimy uzależnić od siebie: prezydentów rzeczypospolitych, ministeria, parlamenty; wszystko to powinno nam się poddać, powinno ulegać naszej władzy jeszcze bardziej niż dzisiaj, zupełnie absolutnie, bezwzględnie, bezapelacyjnie. Powinniśmy ująć w swe ręce – rzecz oczywista – wszystko to, co nam się jeszcze wymyka, a więc resztę kapitału, wszystkie koleje żelazne, całą żeglugę, wszystką ziemię, lasy, bogactwa mineralne, resztę fabryk. Musimy kierować dowolnie dochodami skarbów państwowych, budżetami wszystkich krajów, nie wypuszczając ze swych rąk ceł i podatków.”

Widać wyraźnie, że wojna ta jest sztucznie wywołana, tak jak wszystkie poprzednie i obecne. Gdyby cały świat chciał nałożyć sankcje na Rosję i konsekwentnie je utrzymywać, to znacznie osłabiłby Rosję, ale może jeszcze więcej zaszkodziłby sobie. Jest to zbyt wielkie państwo, zbyt wiele bogactw posiada, by z nim walczyć. O tym dobrze wiedzą ci, którzy tym wszystkim kierują. Jednak zbyt wiele państw nie chce sobie szkodzić i ograniczać handel z Rosją, a te, które to robią, to w większości udają, że robią i drogą okrężną nadal z nią handlują. Tylko kraje słabe, wasalne, takie jak Polska, próbują je utrzymać, ale w ten sposób nie szkodzą Rosji tylko sobie. Wszystko wskazuje na to, że takie zadanie wyznaczyli jej wielcy tego świata, bo nikt o zdrowych zmysłach nie szkodzi sobie dobrowolnie.

O co więc w tej wojnie chodzi? W wojnie, w której każda ze stron zachowuje się tak, jakby chciała, by trwała ona jak najdłużej. Widać, że teren jest „oczyszczany”. Z jednej strony mamy wielomilionową emigrację do Polski, z drugiej – świadome wysyłanie żołnierzy ukraińskich na pewną śmierć.

Sytuacja, w której Polska sąsiaduje z państwem upadłym i angażuje się w pomoc finansową i wojskową dla niego, nie wróży niczego dobrego. W praktyce będzie to oznaczać, że i Polska stanie się bankrutem, bo jej zadłużenie przerośnie jakiekolwiek możliwości jego obsługi, nie mówiąc o jego spłacie. Rząd „polski” doskonale zdaje sobie z tego sprawę i świadomie do tego dąży. Nie można też wykluczyć, że działania terrorystyczne przeniosą się na teren Polski, zwłaszcza że taka organizacja (tzw. kamraci) jest również tworzona na jej terenie. Może się więc okazać za jakiś czas, że oba państwa będą przeznaczone do likwidacji. I być może z części jednego i drugiego powstanie nowe państwo, które będzie początkiem odtwarzania tzw. I Rzeczypospolitej.

A tymczasem pojawiają się nowe zagrożenia z powodu napływu tak wielkiej ilości ludzi z państwa, które pod każdym względem jest słabiej rozwinięte. Łódzki sanepid ujawnił informację, że w ostatnim czasie kilkunastokrotnie wzrosła ilość osób zakażonych wirusem HIV. Zapewne podobna sytuacja jest w innych dużych miastach. Pojawiają się również nowe rodzaje przestępstw, nowe sposoby włamań, których w Polsce od dawna nie było. A to dopiero początek.

Za naszą granicą z Ukrainą, która to granica praktycznie nie istnieje, dzieją się rzeczy, które diametralnie zmienią oba państwa. Ci Ukraińcy, którzy tu przyjechali, już stąd nie wyjadą, a to oznacza radykalną zmianę stosunków narodowościowych. Dla Polaków, w dłuższej perspektywie, oznacza to pogorszenie ich statusu w tym państwie, sprowadzenie ich do roli obywateli trzeciej kategorii. Obawiam się jednak, że większość z nich jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, mimo że żydowsko-ukraińskie władze tego państwa wcale nie kryją swoich zamiarów i ich działania są nad wyraz czytelne.

Więzień c.d.

W poniedziałek 29 sierpnia pojawiła się na Interii informacja o zatrzymaniu przez policję Wojciecha Olszańskiego. Pojawiła się ona nie tylko na Interii, ale na wielu głównych portalach informacyjnych. Prawie że była to informacja dnia. W artykule Prorosyjski streamer Wojciech O., pseudonim “Jaszczur”, zatrzymany przez policję (https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-prorosyjski-streamer-wojciech-o-pseudonim-jaszczur-zatrzyman,nId,6250998) Interia pisze:

»Policja zatrzymała 62-letniego Wojciecha O., znanego w sieci prorosyjskiego streamera, antysemitę i antyszczepionkowca. Z kolei Sąd Rejonowy w Ostródzie nie uwzględnił wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie mężczyzny.

O zatrzymaniu Wojciecha O. w “jednym z lokali gastronomicznych” poinformował Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Informację tę potwierdziła Polskiej Agencji Prasowej ostródzka policja. Do zatrzymania doszło w niedzielę po południu w okolicach Grunwaldu

LIDER PROROSYJSKICH FASZYSTÓW WOJCIECH OLSZAŃSKI ZATRZYMANY

Uzbrojona jednostka policji zatrzymała Wojciecha Olszańskiego. Lider prorosyjskich faszystów został wyciągnięty z gospody, gdzie naradzał się i prowadził spotkanie liderów bojówek faszystowskich z całego kraju.

Przedstawiono mu zarzut publicznego nawoływania do waśni na tle narodowościowym i znieważenia członków narodu żydowskiego z powodu przynależności narodowościowej – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Elblągu Sławomir Karmowski.

Do takich publicznych wypowiedzi Wojciecha O. miało dojść podczas odbywającego się w miniony weekend na Polach Grunwaldzkich tzw. zlotu Kamractwa. Rzecznik prokuratury przekazał, że podczas przesłuchania podejrzany nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.

Sąd nie uwzględnił wniosku o areszt

Ponieważ jest to dochodzenie, zarzuty przedstawiła policja, a akta sprawy trafiły w poniedziałek do Prokuratury Rejonowej w Ostródzie, która po zapoznaniu się z nimi wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące.

Sąd nie uwzględnił tego wniosku i zastosował wobec Wojciecha O. dozór policji. Postanowienie jest nieprawomocne i prokuratura prawdopodobnie będzie składać zażalenie.

Prorosyjski antysemita

Wojciech O., posługujący się pseudonimami “Jaszczur” i “Aleksander Jabłonowski”, z zawodu jest aktorem. Występował w teatrze i filmach pełnometrażowych m.in. w “Quo Vadis”. 

“Jaszczur” głosi w sieci poparcie dla Rosji Władimira Putina i białoruskiego reżimu Alaksandra Łukaszenki, przekonywał, że pandemia koronawirusa nie istnieje, jest również antyszczepionkowcem, antysemitą, a za największego wroga Polski uważa Stany Zjednoczone.

Miał grozić śmiercią posłom i dziennikarzom

To nie pierwsze kłopoty Wojciecha O. z prawem. Przed bydgoskim sądem odpowiada za grożenie śmiercią posłom i dziennikarzom domagającym się obowiązkowych szczepień przeciw COVID-19. 

Niezależnie O. usłyszał również zarzuty dotyczące napaści, czy publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych. 11 listopada 2021 r. uczestniczył w spaleniu Statutu Kaliskiego – przywileju tolerancyjnego dla Żydów, wydanego przez księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego w 1264 r.«

Jak wspomniałem na początku, informacja ta pojawiła się w wielu ogólnopolskich serwisach informacyjnych, co skłania do wniosku, że trwa lansowanie Wojciecha Olszańskiego i jego środowiska. Przed spaleniem Statutu kaliskiego prawie nikt o nim nie słyszał, a teraz jego zatrzymanie staje się niemal wydarzeniem dnia. Taka darmowa reklama. Tylko człowiek systemu, udający antysystemowca, może być nią obdarowany.

Interia nazywa Olszańskiego prorosyjskim faszystą i jest on faktycznie prorosyjski, ale jest również wyznawcą idei panslawizmu, a więc idei sprzecznej z ideą narodową, którą propaguje, bo idea narodowa polega na ochronie tożsamości własnego narodu, a więc tego wszystkiego, co go odróżnia od innych narodów. Popularyzuje on również postać Bolesława Piaseckiego, jednego z twórców Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”. Jest również apologetą PRL-u, co akurat nie dziwi, bo ustrój PRL-u to narodowy socjalizm.

Czy Olszański jest faszystą? Nie! Jest narodowym socjalistą. Faszyzm najkrócej można scharakteryzować tak, jak zrobił to sam Mussolini: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Z kolei nazizm, czyli narodowy socjalizm, odwołuje się do narodu i wiary w rasowe posłannictwo narodu niemieckiego. Tak więc w faszyzmie mamy do czynienia z kultem państwa, w nazizmie – z kultem narodu. I to właśnie z tym kultem mamy do czynienia w przypadku Olszańskiego.

Adolf Hitler przemawiający podczas wiecu w 1933 roku w Norymberdze; źródło: Wikipedia.

W ostatnią niedzielę sierpnia miał miejsce na Polach Grunwaldzkich parteitag, czyli zjazd partii tzw. kamratów. Jego przebieg można obejrzeć na kanale Centrum Edukacyjne Polska. W swojej symbolice, rekwizytach, organizacji przypomina on te nazistowskie parteitagi z Norymbergi, oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji, ale jest wódz, który przemawia do zgromadzonych na świeżym powietrzu członków partii i jest tak samo ekspresyjny, jak ten, na którym się wzoruje. W końcu jest aktorem i nawet, według mnie, bardzo dobrym aktorem.

Wśród tych kamratów dominuje też wilcza symbolika i wilcze ich zawycia, które imitują wycie wilków. Dziwne, bo to kojarzy się raczej z Ukraińcami i ich zwyczajami. Adolf Nowaczyński w książce Mocarstwo anonimowe (1921) cytuje Czesława J. Słobodę (Z korespondencji w filosemickiej „Gazecie Polskiej”. Rok 1919):

„Dodać do tego zespolenie się dusz ukraińskich i żydowskich w nienawiści do Polaków. Żydzi buczaccy, wyrażając swe sympatie Ukraińcom, zbierają 20 milionów w złocie na prowadzenie walki z Polakami. W sokole polskim urządzają syjoniści demonstracyjne mityngi, kończące się okrzykiem Nieder mit den Polen, hoch Ukraina (Precz z Polakami, górą Ukraina). Stowarzyszenia żydowskie kulturalne na kresach wykluczają język polski.”

Olszański jest również radykalnie antysemicki, co może wzbudzać, jak w wielu tego typu przypadkach, podejrzenia co do autentyczności tego antysemityzmu, bo może być zupełnie odwrotnie. We wspomnianej wyżej książce Nowaczyński cytuje też Adama Skierskiego, który w 1919 roku pisał:

»Otóż jest faktem, że żydzi, w krajach „diaspory” wkręcili się do wszystkich organizacji społecznych i politycznych, które mogą dążyć do jakiejkolwiek akcji. Wystarczy powiedzieć, że są nawet żydzi… antysemici! A są nimi po to, aby kontrolować i kanalizować ruch, zasadniczo skierowany przeciwko sobie. Natomiast nieżydzi tj. „goje”, nie są przyjmowani do żadnej organizacji żydowskiej. Kiedy żydzi codziennie zmieniają religię i „nawracają” się na katolicyzm, odwrotny proces jest dla katolika praktycznie niemożliwy.

W rezultacie żydzi posiadają kompletne informacje o wszystkich organizacjach nie-żydowskich, ale goje wiedzą o organizacjach żydowskich to tylko, co żydzi sami chcą podać do ich wiadomości. Łatwo jest zrozumieć skutki takiego stanu rzeczy w polityce. Wszelka akcja polityczna, aby mieć szanse powodzenia, musi się opierać na głębokiej znajomości wszystkich czynników politycznych, działających na danym terenie. Otóż, niestety, mało spotyka się polityków w społeczeństwach nie-żydowskich, którzy zdają sobie sprawę z tego, że w ciągu XIX wieku żydzi, dzięki swej emancypacji, stali się poważnym czynnikiem politycznym we wszystkich krajach „diaspory” i są dziś prawdziwym „Mocarstwem Anonimowym”. A jednak prawie zawsze nie są brani w rachubę, jako czynnik polityczny. Nic więc dziwnego, że rachuby te często swych autorów zawodzą!«

Olszański, pomimo że tworzy organizację paramilitarną z ciągotkami do terroryzmu, chce stworzyć partię polityczną i wziąć udział w wyborach. Chce zdobyć władzę na drodze demokratycznej, tak samo jak Hitler. Ja chciałbym tylko przypomnieć, że NSDAP w wyborach nigdy nie przekroczyła 37%. To był jej najlepszy wynik. Jeśli więc Hitler doszedł do władzy, to na zasadzie gierek ówczesnej elity politycznej Niemiec, która liczyła na to, że będzie on całkowicie uzależnioną od niej marionetką. Stało się jednak inaczej. A może raczej stało się tak, jak to zostało wyreżyserowane. A jaki scenariusz napisano Olszańskiemu? Pewnie za jakiś czas się przekonamy.

Wrzesień

1 września kojarzy się nie tylko z rozpoczęciem nowego roku szkolnego, ale również z agresją niemiecką na Polskę w 1939 roku. I jak co roku pojawiają się w tym czasie różnego rodzaju artykuły prasowe, internetowe, programy telewizyjne, jakieś uroczystości itp. Ja otrzymałem maila od Stowarzyszenia Marszu Niepodległości, pod którym podpisał się Robert Bąkiewicz. Pisze on m.in.:

„83 lata temu we wczesnych godzinach rannych 1 września 1939 r. bez wypowiedzenia wojny Niemcy zaatakowały nasz kraj, dając początek wyjątkowemu w swej brutalności konfliktowi, który przerodził się w kolejną wojnę światową. Osamotniona i opuszczona przez sojuszników Polska, walcząca od 17 września z jeszcze drugim napastnikiem, opierała się nawale do początku października. Mimo przegranej kampanii, władze Rzeczypospolitej nigdy nie podpisały aktu kapitulacji. Walkę kontynuowały odtworzone za granicą jednostki Wojska Polskiego i stale rosnące szeregi organizacji podziemnych.”

Dlaczego napisał „we wczesnych godzinach rannych”, a nie o 4.45? Czyżby przypominanie o dokładnej dacie rozpoczęcia agresji było niewygodne? O tej samej godzinie czasu polskiego, czyli o 5.45 ukraińskiego, Rosja zaatakowała Ukrainę i tak jak Niemcy zaatakowali Polskę z trzech stron, tak i Rosjanie weszli na Ukrainę z trzech stron.

Władze Rzeczypospolitej nie podpisały aktu kapitulacji, bo uciekły za granicę, a poza tym, gdyby go podpisały, to nie było by partyzantki walczącej z Niemcami w interesie Anglii i Związku Radzieckiego. Jedyne podbite państwo, które tak bardzo zaangażowało się w walkę z Niemcami i jedyne, które doświadczyło takich zmian terytorialnych i masowych przesiedleń po zakończeniu tej wojny. Dziś jest Polska jedynym takim państwem w Europie, które tak bardzo angażuje się w wojnę na Ukrainie. Czy skala zmian jej dotyczących, po zakończeniu tej wojny, będzie podobna to tych dokonanych po II wojnie światowej? Przesiedlenia już mamy.

W dalszej części pisze on:

„Od samego początku stało się jasne, że agresor prowadził wojnę z pogwałceniem konwencji międzynarodowych i zupełną pogardą dla prawa. Praktyki niemieckie w kampanii wrześniowej były złowieszczą zapowiedzią losu, jaki przeznaczono ludności podbijanych ziem. Było to w pełni zgodne z ostatnim przed atakiem rozkazem Adolfa Hitlera, w którym znalazły się jego słowa ”Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni, nasza przewaga daje nam wszystkie prawa”. Jako ich rozwinięcie można potraktować cytat z tajnej instrukcji dla niemieckich mediów masowych z 24 października 1939 roku: „Dla wszystkich w Niemczech, aż do ostatniej dziewki od krów, musi się stać jasne, że polskość równa się podczłowieczeństwu. Polacy, Żydzi i Cyganie znajdują się na tym samym szczeblu ludzkiej niepełnowartościowości. Gdyby tego rodzaju tenor zniknął z niemieckiej prasy, a wobec polactwa znalazła zastosowanie zasada tolerancji, to w ciągu niewielu lat zostalibyśmy przez polactwo rasowo podminowani, co dla niemczyzny stanowiłoby niezwykle duże niebezpieczeństwo. Nie ma więc powodu, aby publikować głębsze rozważania i artykuły o braku kultury w Polsce i o polskim podczłowieczeństwie. Wystarczy, jeśli taki lejtmotyw będzie pobrzmiewać w sposób hasłowy i pojawiać się incydentalnie w postaci pojęć «polska gospodarka», «polski upadek» i podobnych. Należy to czynić tak długo, aż każdy obywatel Niemiec będzie miał zakodowane w podświadomości, że każdego Polaka – obojętne czy to robotnika rolnego czy intelektualistę – należy traktować jak robactwo”.”

To, co zwróciło moją uwagę w tym fragmencie, to słowo „polactwo”. A więc Ziemkiewicz nie był oryginalny. A może nawet zaczerpnął z tego samego źródła. Instrukcja dla niemieckich mediów, to klasyczna nazistowska propaganda mająca na celu wzbudzenie nienawiści Niemców do Polaków i Polaków do Niemców. Kto tymi mediami kierował i był odpowiedzialny za ich propagandę, tego chyba nie muszę dodawać. Skłócanie narodów i podżeganie do wzajemnej nienawiści, to zawsze była i jest żydowska specjalność.

Dalej pisze:

„Spośród strat, jakie poniosła Polska w okresie wojny, najbardziej bolesne były straty ludzkie, oceniane na ok. 6 mln obywateli. Bezpośrednie działania militarne i jeszcze bardziej okupacja doprowadziły do niepowetowanych ubytków. Wskaźnik zniszczeń na 1 mieszkańca był w Polsce najwyższy na świecie. Polityka rabunkowa przyczyniła się do ogromnej eksploatacji krajowych zasobów, dochodu społecznego i majątku narodowego. Do tej pory nie została ostatecznie załatwiona sprawa zwrotu zagrabionych i zniszczonych w czasie wojny dzieł sztuki i dóbr kultury. Przez wiele lat oba państwa niemieckie (RFN i NRD) stanowczo odmawiały jakichkolwiek rozmów na temat odszkodowań indywidualnych dla poszkodowanych obywateli, pomimo tego, że uregulowano roszczenia obywateli państw zachodnioeuropejskich i Izraela. Przemilczana została odpowiedzialność za planowe zniszczenie Warszawy i wielu innych miejscowości oraz za krzywdy i utratę mienia ofiar przymusowych wysiedleń. Pomimo partyjnych zmian u steru władzy kolejne gabinety w Berlinie akceptują słowa wieloletniego rzecznika rządu Steffana Seiberta, który we wrześniu 2017 r. oznajmił, że „Nie ma absolutnie żadnego powodu, aby rząd federalny wątpił w skuteczność zrzeczenia się reparacji z 1953 r. zgodnie z prawem międzynarodowym”. Chodzi tu o zrzeczenie się reparacji wojennych polskich komunistów wobec NRD. Nawet gdyby uznać ten akt nie w pełni suwerennego państwa pod kuratelą sowiecką za mający moc prawną, nie dotyczy to RFN, z którą ówczesna Polska nie utrzymywała stosunków dyplomatycznych.

Jak co roku, w rocznicę rozpętania II wojny światowej, Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, Roty Marszu Niepodległości oraz Straż Narodowa organizują pikietę pod ambasadą Republiki Federalnej Niemiec, na którą serdecznie Państwa zapraszam. Nasze zgromadzenie ma za zadanie nagłaśniać wciąż nieuregulowany temat niemieckiej odpowiedzialności i konieczność wypłaty reparacji wojennych dla Polski. Jest to szczególnie ważne w tym momencie dziejowym, gdy podejmowane są próby odwrócenia roli katów i ofiar oraz wykrzywienia prawdy historycznej. W czwartek 1 września spotkamy się o godz. 18.00 na ul. Jazdów 12/2.”

Można oczywiście domagać się od Niemiec odszkodowania za straty poniesione podczas II wojny światowej, ale trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że Niemcy mogą odbić piłeczkę i zażądać odszkodowania za ziemie utracone na wschodzie na rzecz Polski. A poza tym, jeśli słabszy będzie domagał się od silniejszego, to może się tylko domagać. Jest więc to postawa typowo antypolska, zaprogramowana na jątrzenie w relacjach polsko-niemieckich. Jest to tym bardziej groźnie, że „polski rząd” naraził się Rosji poprzez popierane Ukrainy. Taka postawa tych „narodowców” i „rządu polskiego”, to prowokowanie drugiego układu Ribbentrop-Mołotow. I jakoś dziwnie ci „narodowcy” nie widzą słonia w składzie porcelany, czyli milionów Ukraińców w Polsce i wyraźnego już dążenia „rządu polskiego” do zastępowania Polaków Ukraińcami, do zbudowania nowego społeczeństwa, w którym Polacy będą zupełnym marginesem.

Zatem każda rocznica jest dobra, by jątrzyć. A powinna to być okazja do pewnej refleksji nad tym, co się wtedy zdarzyło i dlaczego tak się zdarzyło. Można oczywiście snuć różnego rodzaju dywagacje na temat błędów rządu, dyplomacji i generalicji, ale to droga donikąd, fałszywy trop. Nie było żadnych błędów, wszystko realizowano zgodnie z instrukcjami nieznanych przełożonych. Mówiąc wprost – robiono wszystko, by tę wojnę przegrać.

Polska ogłosiła mobilizację powszechną 30 sierpnia, ale pod naciskiem sojuszników odwołała ją i ogłosiła ponownie 31 sierpnia. Odroczenie mobilizacji spowodowało trudny do opanowania chaos: 1 września oddziały osiągnęły zaledwie 70% gotowości bojowej.

Gdy się spojrzy na przedwojenną granicę polsko-niemiecką, to rzuca się w oczy jej wyjątkowo niekorzystny dla Polski przebieg. Umożliwiał on zaatakowanie Polski z trzech stron: od zachodu, północy i południa. Jeśli dodamy do tego przewagę militarną i gospodarczą Niemiec, to jedyną rozsądną decyzją było by niepodejmowanie jakiejkolwiek walki z Niemcami, czyli poddanie się.

Ktoś może powiedzieć, że rząd miał gwarancje Anglii i Francji, że na wypadek niemieckiego ataku kraje te pomogą i zaatakują Niemcy od tyłu i dlatego podjął decyzję o zbrojnym oporze. Skąd rząd mógł wiedzieć, że nie zaatakują? Ano stąd, że w takich układach silniejszy tylko mówi, że pomoże. Mógł też wiedzieć i wiedział, że rok wcześniej, gdy Niemcy zajęły Czechy, Czechosłowacja miała gwarancje Francji i Związku Radzieckiego, z tym że Związek Radziecki zastrzegł, że pomoże, gdy Francja pierwsza zaatakuje Niemcy. Francja tego nie zrobiła, to i Związek Radziecki miał wymówkę. I tak „wśród serdecznych przyjaciół (Francja, Związek Radziecki) psy zająca (Czechosłowację) zjadły”.

4 października 1938 roku wiceminister spraw zagranicznych ZSRR mówi francuskiemu ambasadorowi w Moskwie, że nie widzi innego wyjścia, aniżeli czwarty rozbiór Polski, a w niecałe dwa miesiące później rząd radziecki potwierdza ważność paktu o nieagresji z 1932 roku. Podobnie wypowiada się 2 czerwca 1939 roku ambasador radziecki w Polsce. Tak działa układanie się z potężniejszymi.

W kwietniu 1939 roku sztaby francuski i angielski ustaliły, że los Polski będzie zależał nie od wyników początkowych zmagań, lecz od ostatecznego rezultatu wojny. W sierpniu 1939 roku, w czasie pertraktacji w Moskwie, francuscy sojusznicy zgodzili się na wkroczenie na terytorium Polski Armii Czerwonej. A czemu mieli się nie zgodzić? Zgodzili się wcześniej na zajęcie Czech i Moraw przez Hitlera. Byli konsekwentni.

W 1939 roku Władysław Studnicki, niemający zaplecza politycznego, napisał broszurę pt. „Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej”, która krytykowała ewentualne zawarcie paktu sojuszniczego z Wielką Brytanią. Argumentował, że Londyn zamierza wciągnąć ZSRR do koalicji, za co Anglia może „zapłacić” mu wschodnimi województwami Polski. Broszura ta, wydana jeszcze w czerwcu 1939 roku, została skonfiskowana przez rząd polski. Słuszność tez postawionych przez Studnickiego odnośnie polsko-brytyjskiego sojuszu potwierdził jednak rozwój późniejszych wydarzeń.

W trakcie kampanii wrześniowej też nie popełniono żadnych błędów. Dowództwo wojskowe, zdominowane przez masonów, tak prowadziło działania, by odnosić klęski, nawet tam, gdzie była szansa na zwycięstwo, jak np. w bitwie nad Bzurą.

Po zamachu majowym w 1926 roku była już inna Polska. W administracji państwowej, w dyplomacji i w wojsku pojawiają się ludzie Piłsudskiego. Wielu z nich to masoni. Czy można zatem dziwić się, że zachowywali się tak, jak się zachowywali. Bliżej im było do masonerii i jej celów niż do państwa i narodu polskiego. To musiało „zaowocować” w tym tragicznym wrześniu.

Takich przykładów, że ta wojna, i nie tylko ta, miała już wcześniej przygotowany scenariusz, jest więcej na blogach 1 września i 17 września. Po co więc są te wojny? Rabbi Reiehhorn, w mowie wygłoszonej w Pradze w 1869 roku nad trumną rabina ben Jehudy, powiedział: Pchać będziemy chrześcijan do wojen, wyzyskując ich pychę i ich głupotę. Wyginą i zostawią miejsca wolne dla naszych.

Warto o tym wiedzieć z okazji zbliżającej się rocznicy agresji niemieckiej na Polskę, ale też warto wiedzieć, że obecnie trwająca wojna na Ukrainie również ma z góry przygotowany scenariusz i zmiany po niej mogą być równie brzemienne w skutkach, jak te, których dokonano po II wojnie światowej.

Bolesław Piasecki

Niektóre środowiska, jak to skupione wokół kanału internetowego Centrum Edukacyjne Polska i Wojciecha Olszańskiego, Ukraińca i przebierańca, udającego polskiego patriotę, a także wokół tygodnika Myśl Polska o orientacji narodowo-demokratycznej – popularyzują osobę Bolesława Piaseckiego jako wzór patriotyzmu i realizmu politycznego zarazem. W związku z tym wypadało by przybliżyć sobie tę postać. Poniższe informacje pochodzą z Wikipedii.

Bolesław Piasecki (1915-1979) – polski polityk nacjonalistyczny, prawnik i publicysta. W latach 1935-39 przywódca Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”, więzień polityczny w Berezie Kartuskiej, oficer Wojska Polskiego. W okresie II wojny światowej twórca Konfederacji Narodu (później scalonej z AK). Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia „Pax”. W latach 1971-1979 członek Rady Państwa PRL. Poseł na Sejm PRL IV, V, VI i VII kadencji.

Urodził się w rodzinie urzędniczej jako syn Ludomira i Pelagii z domu Kotnowskiej. Jego ojciec był agronomem. Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim w 1935 roku. Był jednym z założycieli Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”, głoszącego poglądy antykomunistyczne i antysemickie.

Obóz Narodowo-Radykalny

Obóz Narodowo-Radykalny to ugrupowanie o charakterze faszystowskim, założone 14 kwietnia 1934 roku przez młodzieżowych działaczy Obozu Wielkiej Polski, rozwiązane 10 lipca 1934 roku przez władze sanacyjne. Później działało nielegalnie. W 1935 roku rozpadło się na RNR „Falanga” i ONR „ABC”. Nazwy te są umowne i zostały nadane frakcjom przez historyków od nazw pism, wokół których koncentrowało się życie intelektualne tych dwóch frakcji – dziennika „ABC” i czasopisma „Falanga”.

Falanga – symbol używany przez polskich nacjonalistów, głównie przez środowiska związane z ruchem narodowo-radykalnym, będący stylizowanym wizerunkiem ręki trzymającej miecz. Źródło: Wikipedia.

Powstanie ONR było rezultatem rozłamu w warszawskim okręgu Stronnictwa Narodowego. Jego przyczyną był konflikt pomiędzy grupą działaczy wywodzących się z Ruchu Młodych Obozu Wielkiej Polski, umownie grupa ta jest określana jako „młodzi”, a przywódcami Stronnictwa Narodowego, umownie określanymi jako „starzy”.

Różnice wynikały z odmiennej koncepcji zdobycia władzy. „Starzy” opowiadali się za strategią legalnego zdobycia władzy, a „młodzi” dążyli do obalenia sanacji przemocą, drogą tzw. „rewolucji narodowej”. „Młodzi”, po dojściu do władzy Hitlera, byli zafascynowani hitleryzmem. Pismo Awangarda Państwa Narodowego (redagowane przez młodych narodowców z Poznania) jasno stwierdza, że hitleryzm wywarł decydujący wpływ na poglądy członków ONR. Gdy w Warszawie pojawiły się ulotki: „Hitler – endek dwa bratanki”, pismo ONR „Sztafeta” chwaliło akcję jako „dobrą robotę propagandową”. W tym samym piśmie 7 czerwca 1934 roku napisano o państwie Hitlera: „Cieszymy się, że znalazł się w Europie wielki kraj, który wymierzył żydom cios tak potężny”.

ONR „ABC” to była grupa skupiona wokół Henryka Rossmana, a RNR „Falanga” wokół Bolesława Piaseckiego. Falanga była organizacją nielegalną, co powoduje trudności w ustaleniu liczby członków. Szacuje się, że w okresie największej aktywności mogło należeć do niej około 5000 osób. Według oficjalnych danych w czerwcu 1938 roku do organizacji należało 607 członków. O liczebności sympatyków można także wnioskować na podstawie danych o dystrybucji głównego pisma Falangi. W lutym 1938 roku sprzedaż wynosiła 4500 egzemplarzy na terenie Warszawy i okolic oraz 25.000 na terenie całego kraju.

Działalność terrorystyczna

RNR posiadał zorganizowaną bojówkę, która nosiła nazwę Narodowa Organizacja Bojowa „Życie i Śmierć dla Narodu”. Początkowa nazywała się ona „Oddział Bojowy z Mieczem”. Bojówka występowała ostro przeciwko Żydom. Jej działalność polegała na demolowaniu żydowskich sklepów, lokali i mieszkań. Szczególne nasilenie działalności terrorystycznej przypada na okres wiosny i lata 1937. Wtedy właśnie Falanga zaatakowała pochód pierwszomajowy Bundu. Zginęło jedno dziecko, a kilka osób zostało rannych. Dokonano też kilku ataków bombowych na siedziby Związku Nauczycielstwa Polskiego. W jednym z nich, w Łodzi, zginęła jedna osoba a cztery zostały ranne. 1 maja 1938 roku RNR podłożył bombę na placu Muranowskim w Warszawie. Dwie osoby zostały ranne. Tego samego dnia we Lwowie członkowie Falangi rzucili petardy na pochód 1-majowy. 40 osób zostało rannych, z czego 7 ciężko. – To tylko niektóre z wyczynów RNR. Ruch ten cieszył się poparciem niektórych kręgów polskiego ziemiaństwa, które w części finansowało jego działalność.

Ideologia

RNR w zakresie organizacji, części ideologii i form zewnętrznych (elementy kultu wodza, salut rzymski, stylistyka symbolów partyjnych itp.) wyraźnie nawiązywał do faszystowskich wzorów włoskich i niemieckich. Również w Hiszpanii działała partia o podobnym profilu i o nazwie Falanga. Program organizacji został opublikowany w 1937 roku.

Falanga otwarcie opowiadała się totalitaryzmem i przeciwko demokracji. Państwo miało być zorganizowane hierarchicznie, w którym każda jednostka podlega zwierzchnikowi, a na czele państwa znajduje się wódz. Program Falangi postulował budowę katolickiego Państwa Narodu Polskiego. Państwo to miało być zarządzane przez Organizację Polityczną Narodu, która miała ogrywać rolę monopartii. Wszystkie inne miały być zlikwidowane. Partia ta miała także kontrolować życie gospodarcze.

Falanga proponowała wprowadzenie gospodarki planowej, którą zarządzać miała Polityczna Organizacja Narodu za pośrednictwem swoich sekcji zawodowych. Była to forma korporacjonizmu. Państwo miało prowadzić działalność gospodarczą, udzielać kredytów, a także decydować o cenach towarów. Postulowano także upaństwowienie każdego przedsiębiorstwa, w którym decydującym źródłem dochodu nie jest praca właściciela.

Antysemityzm Falangi polegał na przekonaniu, że Żydzi są największymi wrogami narodu polskiego. Wszystkie negatywne zdaniem Falangi zjawiska, takie jak demokracja, komunizm czy kapitalizm, były wiązane z Żydami. Propaganda Falangi szczególnie mocno propagowała tezę, że komunizm jest spiskiem żydowskim, którego celem jest zdobycie władzy nad światem.

Specyficzną cechą ideologii Falangi, jako ugrupowania nacjonalistycznego, było uznawanie polskości słowiańskich mniejszości narodowych np. Ukraińców, Białorusinów czy Litwinów. Postulowano asymilację tych mniejszości i walkę z jednostkami wrogimi Polsce. Odmawiano mniejszościom prawa do budowy własnego państwa, nie uznawano tych mniejszości za odrębne od narodu polskiego. Tak to opisuje Wikipedia. Ja określiłbym to jako polslawizm, czyli taką skromniejszą odmianę panslawizmu.

Lata wojny i okupacji

W kampanii wrześniowej Piasecki walczył jako porucznik broni pancernych. Po niej aresztowany przez Gestapo i więziony do kwietnia 1940 roku. Z więzienia został zwolniony po interwencji jednej z wpływowych rodzin włoskich. Po włączeniu się w pracę konspiracyjną założył organizację pod nazwą Konfederacja Narodu. Był także dowódcą Uderzeniowych Batalionów Kadrowych, które do maja 1943 stoczyły 32 potyczki z Niemcami, a po ich scaleniu w 1943 z Armią Krajową, był w stopniu porucznika dowódcą III batalionu 77 Pułku Piechoty AK, walczącego na Nowogródczyźnie. Uniknął internowania w czasie akcji „Burza”. Po powrocie do centralnej Polski kontynuował działalność konspiracyjną, tym razem przeciwko Polskiemu Komitetowi Wyzwolenia Narodowego. W listopadzie 1944 aresztowany przez władze wojskowe i uwięziony w Lublinie. Kilkakrotnie przesłuchiwany przez gen. Iwana Sierowa. W liście do niego zadeklarował wsparcie dla reform społecznych wprowadzanych przez nowe władze, reformy rolnej i nacjonalizacji przemysłu oraz zgłosił chęć wyprowadzenia ludzi z podziemia zbrojnego. Opisał także swoją drogę życiową, działalność antysanacyjną, obóz w Berezie, aresztowanie przez Gestapo, konspirację i antyhitlerowską partyzantkę. W tym samym czasie przedstawił władzom państwowym memoriał, który zawierał główne tezy powstającego środowiska „Dziś i Jutro”. W lipcu został zwolniony z więzienia.

„Dziś i Jutro”

Dziś i Jutro – katolicki tygodnik społeczny, czasopismo wydawane w Polsce od 25 listopada 1945 roku do 1956 roku przez grupę katolików popierających działania władzy komunistycznej.

Inicjatorem pomysłu był Bolesław Piasecki, który uzyskał akceptację Władysława Gomułki na uruchomienie pisma i utworzenie wokół niego środowiska ludzi pragnących współtworzyć nową polską rzeczywistość. 17 sierpnia 1945 roku Piasecki otrzymał oficjalną zgodę władz komunistycznych na wydawanie tygodnika „Dziś i Jutro”. Dotacje na rzecz gazety przekazali: Jerzy Hagmajer (3000 dolarów), Bolesław Piasecki (1000 dolarów) i prymas Hlond (500 dolarów). Wiedząc, że zgromadzone środki finansowe wystarczą zaledwie na kilka miesięcy, B. Piasecki przystąpił do budowy zaplecza gospodarczego. Na bazie firm „Inco” i „Veritas” utworzył wielobranżowe przedsiębiorstwo ZZG (skrót ten oznacza Zjednoczone Zespoły Gospodarcze). W ZZG znalazło zatrudnienie wielu byłych oficerów i żołnierzy Armii Krajowej. Ze środowiska skupionego wokół tego czasopisma wywodzi się większość późniejszych działaczy „Pax”.

Stowarzyszenie „Pax”

W grudniu 1944 roku Bolesław Piasecki nawiązał współpracę z NKWD i w ten sposób stał się częścią establishmentu komunistycznych władz. Stowarzyszenie „Pax” zostało utworzone w 1947 roku przez Piaseckiego i innych działaczy przedwojennego Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”. Zrzeszało on katolików współpracujących z władzami komunistycznymi. Tworzyło ono ruch „księży patriotów”, atakowało Episkopat Polski za „dążenie do przywrócenia kapitalizmu”, popierało uwięzienie Stefana Wyszyńskiego. Stowarzyszenie posiadało prawie monopol na wydawanie „katolickiej” prasy. Prym wśród niej wiódł dziennik „Słowo Powszechne”. Miało też ono własne wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Pax”.

Po 1989 roku Stowarzyszenie straciło na znaczeniu i przestało prowadzić działalność polityczną. Od 1993 roku jego kontynuacją jest Stowarzyszenie „Civitas Christiana”. W 1997 roku zostało ono oficjalnie uznane przez Kościół katolicki w Polsce za organizację katolicką i zmieniło nazwę na Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana”.

W Polsce Ludowej

Bezpośrednio po wojnie współpracował Piasecki z UB. Nadano mu pseudonim „Tatar”. Brał udział w operacji rozpracowania środowiska polskiej emigracji politycznej w Londynie. Według raportów pułkownik Julii Brystygierowej, poprzez tę współpracę chciał wzmocnić swoją pozycję wobec władzy. W 1953 roku drogi polskiego Kościoła katolickiego i Piaseckiego rozeszły się, po tym jak próbował on przekonać kardynała Stefana Wyszyńskiego, by uznał on prawo PZPR-u do typowania kandydatów na stanowiska biskupie.

Piasecki sceptycznie odnosił się do politycznej odwilży w 1956 roku. W tym samym roku poparł proradziecką i stalinowską frakcję natolińczyków w walce o władzę z puławianami, którzy według niego byli zdominowani przez Żydów. Od 1956 roku był posłem na Sejm PRL IV, V, VI i VII kadencji. W latach 1971-199 był członkiem Rady Państwa. W marcu 1968 roku wraz z całym „Paksem” popierał antyinteligencką i antysemicką nagonkę zorganizowaną przez frakcję Mieczysława Moczara.

Bolesław Piasecki zmarł po ciężkiej chorobie 1 stycznia 1979 roku. Na wiadomość o jego śmierci, kardynał Stefan Wyszyński, prymas Polski, odprawił mszę św. i upoważnił ks. Stefana Piotrowskiego, by podczas pogrzebu powiadomił o tym wiernych. W dniu 4 stycznia trumna z jego zwłokami została wystawiona w Pałacu Prymasowskim w Warszawie. Uroczystości pogrzebowe odbyły się tego samego dnia na cmentarzu na Powązkach w Warszawie.

I co z tego wynika?

Bolesław Piasecki musiał być jakąś wyjątkowa osobą. Aresztowany przez Gestapo, zostaje zwolniony po interwencji wpływowej włoskiej rodziny. Uniknął internowania w czasie akcji „Burza”, a przecież tam na Litwie masowo wywożono akowców do obozów. W jaki sposób zjednał sobie komunistów? Ledwie go wypuścili, a on znowu „walczył” przeciwko nim. I znowu go uwięzili, a później wypuścili i w nagrodę pozwolili mu wydawać tygodnik katolicki. Mało tego! Pozwolili mu, a może po prostu podarowali dwie firmy: Inco i Veritas, które stały się zaczątkiem wielkiego przedsiębiorstwa wielobranżowego. Dzięki temu był jednym z najbogatszych Polaków czasów, w których żył w PRL-u. I to wszystko w czasie, gdy komuniści niszczyli polską spółdzielczość – tzw. bitwa o handel. Właśnie ona na tym polegała. Nie na niszczeniu drobnego handlu, jak się powszechnie uważa, tylko na przejmowaniu przez państwo spółdzielni produkcyjnych i handlowych. I na tak oczyszczonym rynku pozwala się Piaseckiemu prowadzić prywatne przedsiębiorstwa.

Stowarzyszenie „Pax”, kierowane przez Piaseckiego, poparło aresztowanie kardynała Wyszyńskiego, a sam Piasecki nakłaniał Wyszyńskiego, by uznał on prawo PZPR-u do typowania kandydatów na stanowiska biskupie. A po śmierci Piaseckiego Wyszyński odprawia mszę świętą i każe to jeszcze rozgłosić. Cyrk! To kim był Wyszyński i jaką mu rolę wyznaczyli do odegrania jego nieznani przełożeni?

Ruch narodowy, jak już pisałem poprzednio, to fałszywa flaga. Jest tak samo zażydzony, jak przed wojną. W sensie ideologicznym jest zbliżony do nacjonalizmu ukraińskiego, tylko posługuje się inną symboliką. Państwo miało być zarządzane przez Organizację Polityczną Narodu, która miała ogrywać rolę monopartii. Natomiast Kongres Ukraińskich Nacjonalistów w 1929 roku w swojej uchwale założył wprowadzenie prawicowego ustroju totalitarnego w odzyskanym państwie, w którym niepodzielną władzę sprawować będzie jeden ruch polityczny z wodzem narodu i elitą. Mówi o tym punkt 16 Uchwały I Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów, zgodnie z którym w narodzie ukraińskim nie ma miejsca na demokrację – rządzić ma nim ponadpartyjna, niedopuszczająca do powstania jakiejkolwiek partii politycznej, obejmująca cały naród ukraiński, monokratyczna Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Jest to tzw. ukraiński nacjonalizm integralny. Wygląda na to, że to ci sami fachmani tworzyli ideologie nacjonalistyczne dla obu narodów i nie tylko dla nich.

Jak już kiedyś wspomniałem, ustrój PRL-u to narodowy socjalizm: jeden naród, jedno państwo, jedna partia. W takim ustroju Piasecki musiał dobrze się czuć, bo był on ideologicznie bardzo zbliżony do tego, co on proponował przed wojną. Natomiast w sensie materialnym czuł się znacznie lepiej niż przed wojną. Ale nie przeszkadzało mu to, że przed wojną proponował upaństwowienie każdego przedsiębiorstwa, w którym decydującym źródłem dochodu nie jest praca właściciela. A przecież w tak wielkiej firmie jak ZZG decydującym źródłem dochodu nie była jego praca.

Rodzi się zatem pytanie: po co władcy PRL-u pozwolili na powstanie takiego dziwoląga, na tle rzeczywistości PRL-u, jak Stowarzyszenie „Pax”? Czy chodziło o hibernację innego dziwoląga, zwanego RNR „Falanga” i w odpowiednim momencie przywrócenie go do życia? Dotację na rzecz powstającej gazety „Dziś i Jutro” w wysokości 3000 dolarów przekazał w 1945 roku Jerzy Hagmajer, a na kanale Centrum Edukacyjne Polska (u Żydów zawsze musi być nazwa „Polska” odmieniana na wszelkie sposoby, tak m.in. się ich poznaje) często występuje Marcin Hagmajer. Czy zbieżność nazwisk przypadkowa? Wątpię.

A sam Piasecki? W momencie wybuchu wojny miał 24 lata i pomimo tak młodego wieku i braku doświadczenia powierzano mu dowódcze stanowiska w wojsku i partyzantce. Ktoś go najwyraźniej prowadził i przygotowywał do wykonywania zadań, które mu później powierzano. Nie była to osoba przypadkowa. – Jak to było pod Troją? Strzeżcie się Greków, gdy przynoszą dary. Strzeżcie się tych, którzy krzyczą – Polska.

Polskość

W poprzednim blogu wspomniałem o cytacie Tuska, że „polskość to nienormalność”. Sam Tusk, zapytany kiedyś na jednym ze spotkań z wyborcami, powiedział, że to cytat z listu Józefa Piłsudskiego, że „polskość wydaje mu się czasami nienormalnością”. Powołał się również na swój artykuł, w którym wyjaśniał, dlaczego uważa polskość za nienormalność. Poniżej pełny jego tekst.

Donald Tusk Polak rozłamany, miesięcznik „ZNAK”, listopad 1987:

»Polskość jako zadany temat… Wydawałoby się: tylko usiąść i pisać. A tu pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa?

Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń?

Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje bark brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię; i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę; Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza, stajemy się normalniejsi.

Jest jakiś tragiczny rozziew w polskości – między wyobrażeniem a spełnieniem, planem a realizacją. Jest ona etosem pechowców, etosem przegranych i zarazem niepogodzonych ze swą przegraną. Wolność jest w nim wartością najwyższą -[—-] [wycięte przez cenzurę – Ustawa z dnia 31 VII 1981 r. o kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt 6 (Dz. U. nr 20 poz. 99, zm.: 1983 Dz. U. nr 44 poz. 204)] porywa się na czyny wielkie z mizernym zwykle skutkiem. Polskość w rzeczy samej jest nieadekwatną do ponurej rzeczywistości projekcją naszych zbiorowych kompleksów. Piękniejsza od Polski jest ucieczką od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem.

Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami. I trudno, by było inaczej. „Czym jest nasze życie? – pisał Andrzej Bobkowski w Szkicach piórkiem (ile w nich trafnych uwag o polskości!). – Nawijaniem na kawałek tekturki krótkich kawałków nitki bez możności powiązania ich ze sobą. Gdzie mam szukać metryki urodzenia mojego dziadka? Gdzie odnaleźć ślad prababki? Do czego przyczepić cofającą się wstecz myśl? Do niczego – do opowiadań, prawie do legend tego kraju, który wynajął sobie w Europie pokój przechodni i przez dziesięć wieków usiłuje urządzić się w nim z wszelkimi wygodami i ze złudzeniem pokoju z osobnym wejściem, wyczerpując całą swą energię w kłótniach i walkach z przechodzącymi. Jak myśleć o urządzeniu tego pokoju ładnymi meblami, bibelotami, serwantkami, gdy błocą ciągłe podłogę, rozbijają i obtłukują przedmioty? To nie jest życie, to ciągła tymczasowość życia motyla i dlatego w charakterze naszym jest może tyle cech przypominających tego owada. Jakim cudem mamy być mrówkami?…”

Gdy spisuję te luźne uwagi, czuję w każdym momencie, że coś umyka, że z wielkim trudem formułuję nawet banalne myśli. Refleksja zniekształcona jest nastrojem, emocją, a i te są zmienne. Bo choć polskość wywołuje skojarzenia kreślone przez historię, jest ona także przecież dzianiem się, jest niepewnym spojrzeniem w przyszłość. I szarpię się między goryczą i wzruszeniem, dumą i zażenowaniem. Wtedy sądzę — tak po polsku, patetycznie – że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem.«

Tak zdefiniowana przez Tuska polskość jest nienormalnością, ale nienormalnością czyją? Grupy ludzi, którzy poprzez swoje postępowanie tworzyli taki wizerunek Polaka, czy tych, którzy nam wmawiają, że tak jest? Jedni i drudzy to margines. Można by go więc zapytać, a co ma z tym wspólnego jego i nie tylko jego współczesny wyborca? To, o czym on pisał, to historia, na którą obecnie żyjący Polacy nie mieli żadnego wpływu. Nie mieli też wpływu ich przodkowie, bo obecne polskie społeczeństwo ma w dużym stopniu chłopskie korzenie. A to, że karmi się nas w programach szkolnych, w literaturze, w filmach, w sztuce tym wystruganym z patyka obrazem Polaka, to inna sprawa. Wszystkie te „polskie” powstania wywoływali Żydzi, ale o tym ani Tusk, ani nikt inny nie odważy się powiedzieć, bo wie, czym to grozi. Nikt też nie powie, jaki procent społeczeństwa brał udział w tych powstaniach. Jeśli w powstaniu warszawskim wzięło udział 40 czy 50 tys. powstańców, to jaki to był procent ówczesnego społeczeństwa? Tak więc prawie wszyscy warszawiacy byli przeciwko powstaniu, a nam się robi z tego tradycję narodową i gloryfikuje wariatów. A wmawianie współczesnym Polakom, że są nienormalni albo przynajmniej, że wywodzą się z nienormalnego narodu, to żydowska specjalność. W ich rękach jest cała propaganda, mogą więc pisać i mówić wszystko, co im ślina na język przyniesie, bezpośrednio lub przez swoich usłużnych szabesgojów.

Jednak zdefiniowanie polskości wcale nie jest takie proste. W okresie I RP szlachta, która uważała się za naród, twierdziła, że wywodzi się od Sarmatów. Może więc sarmackość to nienormalność? Chłopi nie byli wówczas narodem, bo byli niewolnikami. Gdy więc w drugiej połowie XIX wieku warstwa szlachecka straciła na znaczeniu, nie tyko z powodu powstań, ale też ze względu na pojawienie się w Europie taniego zboża z Ameryki, to pojawił się problem – zabrakło narodu polskiego (tego szlacheckiego), który można by było obarczyć winą za wszelkie zło. Trzeba było go stworzyć od nowa. Ale z kogo? Inteligencją polską byli już Żydzi, mieszczaństwo to Niemcy i Żydzi, pozostali więc tylko chłopi. I wymyślili Żydzi ruch narodowy.

Twórcami ideologii narodowej byli Zygmunt Balicki i Jan Ludwik Popławski, obaj Żydzi. Wzięli sobie do pomocy Dmowskiego, który napisał parę książek, w których opisał, czym jest ruch narodowy, jakie ma cele i do czego dąży. Te książki były chyba pisane na zamówienie, bo jest w nich, w moim odczuciu, jakaś sztuczność, tak jakby były pisane na siłę. Ich styl mocno kontrastuje z tym, w jakim pisał Dmowski pod koniec życia, jak choćby w Przewrocie popowstaniowym.

Ideologia Narodowej Demokracji tworzyła się pod wpływem pozytywizmu i początkowo miała charakter agnostyczny. Katolicyzm szanowano jako „instytucję narodową”, ale podporządkowywano interesowi narodowemu (koncepcja „etyki narodowej” Zygmunta Balickiego). Stopniowo postępowało jednak zbliżanie endecji do katolicyzmu, czego zwieńczeniem była publikacja R. Dmowskiego Kościół, Naród i Państwo, w której stwierdził, że „Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę”. – Wikipedia.

Mamy więc tu drugą definicję polskości, tym razem w wykonaniu Dmowskiego: Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Definicja polskości zapewne stworzona na żydowskie zamówienie, bo katolicyzm, to jedyne, co łączyło chłopów. Dmowski całe życie był deistą, dopiero na krótko przed śmiercią przyjął chrzest. Doskonała definicja, która wpisywała się w ideologię endecji, w której doktryna asymilacyjna odgrywała niebagatelną rolę. Chodzi oczywiście o asymilację ludności kresowej, która to asymilacja była rozumiana jako przejście na katolicyzm. Tak więc każdy, kto przeszedł na katolicyzm, stawał się Polakiem. Czuć tu na kilometr żydowskie macki. Czyż można sobie wyobrazić lepsze narzędzie do rozwadniania narodu?

Skoro Dmowski nie był katolikiem, to pewnie nie mógł znać powiedzenia generała zakonu jezuitów Goswina Nickela (1652-1664), że miłość ojczyzny jest „zarazą i najpewniejszą śmiercią miłości chrześcijańskiej”. Tak więc łączenie katolicyzmu z ideologią narodową, to jak łączenie wody z ogniem. Ale jakie to wygodne narzędzie do robienia ludziom wody z mózgu: nasz chrześcijański obowiązek, miłość bliźniego – każą nam pomagać uchodźcom, przyjmować ich do domu, nawet jeśli są oni naszymi wrogami. Ruch narodowy to fałszywa flaga.

Po 1989 roku środowiska endeckie starały się odbudować Stronnictwo Narodowe. Część działała także w Zgromadzeniu Chrześcijańsko-Narodowym. Formalnym spadkobiercą emigracyjnego SN było Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne, które w 2001 roku zostało przerejestrowane na Ligę Polskich Rodzin. Oprócz LPR organizacjami odwołującymi się do idei Narodowej Demokracji są aktualnie Ruch Narodowy (wraz z Młodzieżą Wszechpolską) oraz Obóz Narodowo-Radykalny.

W maju 2016 roku działacze i posłowie związani z ruchem Kukiz ’15 oraz publicysta Rafał Ziemkiewicz założyli Stowarzyszenie „Endecja”, które miało odwoływać się do tradycji Narodowej Demokracji. Celem „Endecji” miało być promowanie idei Romana Dmowskiego oraz konsolidowanie środowisk narodowych.

Wydaje się więc, że zdefiniowanie polskości nie jest takie proste. Nie jest nią odwoływanie się Tuska do tradycji szlacheckiej i powstańczej, bo współcześni Polacy niewiele z nią mają wspólnego. Nie jest nią również odwoływanie się do katolicyzmu, bo katolikiem może być każdy. Jedno wszakże wydaje się pewne, że polskość według Tuska i narodowców, to nienormalność. Kim zatem są Polacy i czy polskość można zdefiniować?

W mojej ocenie Polacy, w swojej masie, są potomkami chłopów z Wielkopolski, Małopolski, Mazowsza i pewnie jakichś enklaw kresowych. Jakiś niewielki procent mogą stanowić potomkowie szlachty, przedwojennej inteligencji i mieszczaństwa. I ci Polacy to jest tylko część obecnego społeczeństwa polskiego. Nie mają więc Polacy jakiejś wyrazistej tożsamości i dlatego trzeba było zaserwować im jakąś tożsamość zastępczą w postaci tradycji szlacheckiej, powstań i katolicyzmu. A ten katolicyzm narzucono Polakom siłą. Wcale tak nie było, że zawsze wszyscy Polacy byli katolikami. Na Górnym Śląsku wielu było protestantami. W 1810 roku wydano zakaz używania języka polskiego w nabożeństwach odprawianych w kościołach ewangelickich. Z tego faktu można wysnuć wniosek, że spora część ludności polskiej była wyznania protestanckiego, bo gdyby to było zjawisko marginalne, to nie odprawiano by tych nabożeństw w języku polskim. Dążono więc do schematu: Polak – katolik, Niemiec – protestant. Ktoś więc projektował tak, by wszyscy Polacy byli katolikami, co niemal automatycznie antagonizowało ich z protestantami i prawosławnymi.

Wszelkie ideologie, w tym narodowe, są dziełem Żydów i mają na celu skłócanie narodów. Idea Wielkiej Polski i idea Wielkiej Ukrainy są sprzeczne ze sobą i rodzą konflikty i nienawiść. Czy może być bardziej idiotyczna ideologia dla państwa, które powstało po 123 latach jako państwo słabe z wieloma mniejszościami? Albo dla państwa, które jest pod względem obszaru największym w Europie i jeszcze mu mało, choć nie poradziło sobie z tym, co miało?

Czy zatem polskość to nienormalność? A jeśli tak, to może Polacy są nienormalni? Nie! Są normalni. Nigdy masowo nie brali udziału w żydowskich hucpach, zwanych powstaniami. Wiara jest natomiast rzeczą prywatną każdego człowieka. Jeśli więc ktoś ją ostentacyjnie manifestuje, to wypada zadać sobie pytanie, czy to nie jest przypadkiem zasymilowany Żyd?

Czy to Polska?

Pojawiła się ostatnio informacja, że Ukraina swój mecz w Lidze Narodów w roli gospodarza rozegra w Krakowie na stadionie Cracovii (https://sport.interia.pl/liga-narodow/news-reprezentacja-ukrainy-znow-zagra-w-polsce-tym-razem-w-krakow,nId,6224414). Poprzednie dwa mecze w tej lidze rozegrała ona w Łodzi na stadionie ŁKS. Ktoś może zapytać: I co z tego? To z tego, że jak ktoś nie zna historii polskiej piłki nożnej, to nic z tego, ale jak ktoś zna, to może zapytać: Przypadek czy świadome działanie? Czy to przypadek, że Ukraińcy wybrali stadiony najstarszych polskich klubów? Najstarsze polskie kluby piłkarskie to: Pogoń Lwów (1904), Cracovia i Wisła (1906), ŁKS (1908), Widzew Łódź (1910), Polonia Warszawa (1911), KS Warta z Poznania (1912), Legia, która powstała na Wołyniu w 1916 roku. I to właśnie na stadionie Legii Szachtar (Górnik) Donieck będzie rozgrywał swoje mecze w Lidze Mistrzów. Podobno nie ma przypadków, są tylko znaki. A skoro tak, to ukrainizacja „Polski” trwa w najlepsze. Piszę słowo Polska w cudzysłowie, bo to nie jest żadna Polska, co postaram się uzasadnić.

Piłka nożna to najbardziej popularny sport na świecie, a zatem również doskonałe narzędzie propagandy. Jak już się ludzie naoglądają, że Ukraina i ukraińskie kluby grają w Polsce, to z czasem pojawi się w ich umysłach skojarzenie, że Polska i Ukraina, to to samo. A skoro tak, to i połączenie obu państw wyda się dla nich rzeczą naturalną. I o to chodzi wielkim tego świata.

Niektórzy komentujący w internecie nie mogą zrozumieć, dlaczego akurat w Polsce Ukraińcy rozgrywają swoje mecze. Inni im tłumaczą, że to wymóg UEFA, by nie rozgrywać meczów w kraju, w którym toczy się wojna. No dobrze, ale dlaczego w Polsce? Równie blisko mają Ukraińcy na Słowację, na Węgry, do Rumunii, z którymi to państwami graniczy Ukraina.

Położenie Ukrainy w Europie; źródło: Wikipedia.

Ekspansja w kierunku południowo-wschdnim zaczęła się wcześnie, bo już za Kazimierza Wielkiego, którego to państwo miało kształt kiszki zorientowanej w kierunku północno-zachodnim i południowo-wschodnim. Za jego panowania przyłączono do jego królestwa Ruś Halicką i Podole. Skąd takie parcie na wschód? Otoczenie króla, a szczególnie Esterka, miało zapewne duży wpływ na jego politykę. Później było już tylko gorzej. Przybycie Bony (1519) otworzyło polski dwór królewski dla tajnych związków humanistycznych i dla Żydów. Zygmunt August, jej syn, odebrał odpowiednie wychowanie i wykształcenie, należał do tajnych związków. I to za jego panowania doszło do unii lubelskiej (1569). Na krótko przed zaprzysiężeniem tej unii (1 lipca), wyszły z kancelarii koronnej przywileje o wcieleniu do Korony Podlasia (5 marca), Wołynia (27 maja) i Kijowszczyzny (6 czerwca). A więc od tego momentu, to, co my dziś nazywamy Ukrainą, zostało włączone do Korony i tworzyło z nią jedno państwo. Natomiast z tak okrojoną Litwą była unia. Była to unia dwóch państw. I prawie od razu zaczęły się w tym wspólnym państwie powstania kozackie (1591-1704). Potem przyszły rzeź humańska i wołyńska. Tak więc wspólne państwo polsko-ukraińskie, to bardzo zły wybór, ale o tym bardzo dobrze wiedzą wiedzą reżyserzy tej hucpy i dlatego znowu do tego dążą.

Można więc bez wielkiej przesady powiedzieć, że Polska jako państwo narodowe skończyła się wraz z unią lubelską i włączeniem do Korony Podlasia, Wołynia i Kijowszczyzny. Natomiast polski chłop, wolny w Królestwie, stawał się powoli, w tej unii i tym wspólnym państwie, niewolnikiem.

Połączenie Korony z Wielkim Księstwem Litewskim, rozczłonkowanym w ostatniej chwili, trzy albo cztery razy większym pod względem obszaru, w którym panował ustrój feudalny, oznaczało praktycznie zdominowanie jej elit przez tych potężnych feudałów. To ci wszyscy Wiśniowieccy, Czartoryscy, Radziwiłłowie, Sapiehowie, Pacowie itp. Oni wszyscy przeszli na katolicyzm i już byli Polakami, wprawdzie tylko z nazwy, ale byli.

Jeremi Wiśniowiecki, „Polak”, pacyfikował w swoim państwie powstanie Chmielnickiego i dziś Ukraińcy nienawidzą za to Polaków. Ktoś to doskonale obmyślił. Stworzył on ustrój zwany demokracją szlachecką, w której to demokracji rządzili wielcy feudałowie, ale nie na tyle wielcy, by być całkowicie niezależnymi. Był jeszcze ktoś nad nimi. I dziś na Ukrainie nadal rządzą tacy feudałowie, zwani obecnie oligarchami.

Powstanie po pierwszej wojnie światowej państwa polskiego, zwanego II Rzeczpospolitą, w takim kształcie, w jakim powstało, było najgorszym z możliwych. To jednak nie był przypadek i wszędzie w Europie, gdzie powstawały nowe państwa, ich kształt i wytyczane granice niemal od razu rodziły niezadowolenie i konflikty. I dokładnie o to chodziło reżyserom tego wersalskiego porządku.

Na stronie „II wojna światowa”, w artykule Ziemie Odzyskane – historie wysiedlonych ( https://warhist.pl/artykul/ziemie-odzyskane-historie-wysiedlonych/) czytamy (wytłuszczenia – W.L.):

»II Rzeczpospolita borykała się z licznymi problemami związanymi z koniecznością pogodzenia silnie zróżnicowanego społeczeństwa. Mniejszości narodowe stanowiły pokaźny odsetek ogółu mieszkańców. Szacuje się, że 14% całości stanowili Ukraińcy. W spisie powszechnym z 1931 roku odnotowano 9-procentowy odsetek Żydów, 3-procentowy Białorusinów i 2-procentowy Niemców. Szczególnie liczna mniejszość ukraińska już wtedy domagała się daleko idącej niezależności, zgłaszając nawet postulaty utworzenia własnego niepodległego państwa. W czasie II wojny światowej ukraińscy nacjonaliści dokonali rzezi Polaków nazwanej później zbrodnią wołyńską. Pod koniec wojny zdawano sobie sprawę, że pokojowa koegzystencja dwóch narodów, zwłaszcza po tak krwawych doświadczeniach, nie będzie możliwa. Hekatomba II wojny światowej doprowadziła do mocnego zaburzenia proporcji liczebności społeczeństwa. W konsekwencji Polsce pozostawiono ziemie rdzennie polskie oraz poniemieckie, gdzie z kolei znajdowała się znaczna ilość zamieszkujących te rejony Niemców. Nowa Rzeczpospolita ponownie stała się państwem wielonarodowym, ale tym razem władze, głównie z polecenia moskiewskich mocodawców, wdrożyły w życie radykalny plan etnicznego ujednolicenia. Zapoczątkował on kolejną fazę przemieszczeń, stając się niezwykle ważnym elementem wspólnej historii Polski i Niemiec.

Największym przedsięwzięciem niemieckich projektantów nowego ładu na wschodzie były wysiedlenia Zamojszczyzny. Operację rozpoczęto pod koniec 1941 roku, jednakże z pełną mocą ruszyła dopiero w drugiej połowie 1942 roku. Wysiedlenia objęły głównie ludność zamieszkującą rejon Zamościa, Biłgoraju i Hrubieszowa. Do połowy 1943 roku Niemcom udało się wysiedlić ponad 110 tys. ludzi, z czego aż 30 tys. dzieci, z których znaczną część odesłano do Rzeszy, by tam poddać przymusowej germanizacji. Polacy trafiali do niemieckich fabryk w Rzeszy lub obozów koncentracyjnych. Przy okazji wysiedleń Niemcy dokonywali pacyfikacji polskich wsi, wdrażając tym samym w życie eksterminacyjną politykę stosowaną na podbitych terytoriach polskich. Historyk Zygmunt Mańkowski określił Zamojszczyznę mianem „poligonu doświadczalnego” dla planów niemieckiego osadnictwa w Europie Środkowej. Jednocześnie skomentował sposób rugowania Polaków: „Tryb wysiedlenia przewidywał następujące czynności: – jednostki Schutzpolizei, żandarmerii i pomocnicze miały otaczać wyznaczone wsie, spędzać ludność na plac i tu dokonywać pierwszej segregacji. Po przejrzeniu dokumentów wyłączyć miano osoby podlegające innym zarządzeniom (np. Ukraińców)” (za: portal Dzieje.pl).«

Tak więc PRL stał się państwem wielonarodowym, bo pojawił się problem Niemców, których na tzw. Ziemiach Odzyskanych mieszkało ok. 7 mln. Trzeba było ich wysiedlić i wysiedlono. Ale czy wszystkich? Nie wszystkich. Większość wyjechała, ale wielu zostało, szczególnie na Śląsku Opolskim. Na miejsce wysiedlonych przesiedlono ludność z Kresów. Wikipedia podaje takie dane – przesiedleni z:

  • Ukraińskiej SRR – 770 tys.
  • Białoruskiej SRR – 270 tys.
  • Litewskiej SRR – 200 tys.
  • Migracja spontaniczna (ucieczka ludności kresowej przed frontem latem 1944 i mobilizacja do armii Berlinga w latach 1944-1945) – 300 tys.
  • Ucieczka ludności kresowej przed ukraińskimi czystkami etnicznymi 1942-1944 – 300 tys.
  • Razem około 1.800 tys.

Zofia Lewartowska w artykule Polskie przesiedlenia – historia nieznana (https://www.lwow.com.pl/przes1.html) pisze:

„W chwili rejestracji, po stwierdzeniu autentyczności obywatelstwa polskiego, delikwent otrzymywał zaświadczenie o złożeniu papierów. Sytuację miał nadal otwartą: istniała jeszcze możliwość zmiany decyzji i pozostania. Tracił ją po odbiorze karty ewakuacyjnej, opiewającej na to, co zabiera ze sobą. Był to arkusik formatu zeszytowego, dwujęzyczny, polsko-ukraiński, zawierający podstawowe wiadomości o właścicielu karty, członkach rodziny, których zabiera i co z sobą przewozi z przedmiotów użytku domowego.”

Ten krótki fragment zawiera bardzo istotnie informacje, a mianowicie to, że przesiedleniu podlegali obywatele polscy, co nie oznacza automatycznie, że to byli Polacy. A jak jeszcze do tego dodamy, że informacje o właścicielu karty spisywano w języku polskim i ukraińskim, to mogło to oznaczać, że taki „Polak” nie znał nawet polskiego, tylko ukraiński. I siłą rzeczy narzuca się następne pytanie: Czy większość tych przesiedleńców to byli Polacy czy „Polacy”? W tym momencie przypomniało mi się, jak jeszcze nie tak dawno temu ktoś argumentował, że Polakiem może być osoba, która nie zna polskiego. Ciekawe. Czy gdybyśmy spotkali osobę, która się uważa za Anglika i nie zna angielskiego, to potraktowalibyśmy ją poważnie? No cóż, w czasie ideologicznego przygotowywania nas do koncepcji wspólnego państwa polsko-ukraińskiego trzeba być przygotowanym i na takie idiotyzmy.

Kto w takim razie mieszka na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Prawdopodobnie większość ludzi, którzy tam mieszkają, to przesiedleni z Kresów Ukraińcy, Białorusini, Litwini i oczywiście Żydzi. Bezpośrednio po wojnie Wałbrzych był ich największym skupiskiem. Dowodów bezpośrednich na to nie znajdziemy, ale pośrednie są.

Wystarczy zwrócić uwagę na to jak działają samorządy w takich miastach jak Gdańsk czy Wrocław. Jest to typowe działanie na korzyść Niemców, a tak lubią działać Ukraińcy. Prezydent Gdańska, niejaka Dulkiewicz, pomimo że urodziła się w Polsce, to mówi z wyraźnym akcentem ukraińskim. W jakim więc środowisku wychowywała się? Ktoś, kto się nią opiekował zapewne mówił z takim akcentem, a może i najczęściej w takich środowiskach przebywa. Prezydent Wrocławia jawnie wysyła pieniądze samorządowe na Ukrainę. Marta Czech, rzeczniczka Konfederacji, mówi z wyraźnym akcentem ukraińskim i pochodzi z Wrocławia. Mirosław Czech, działacz ukraiński w Polsce, urodził się w Wałczu. Olga Tokarczuk, ukraińska Żydówka, mieszka we Wrocławiu. Znany pajac i przebieraniec, Wojciech Olszański, Ukrainiec, udający polskiego patriotę, pochodzi z Dolnego Śląska, a jego kolega, Marcin Osadowski – ze Stargardu Szczecińskiego. Takie przykłady można mnożyć bez końca, choć wiem, że to słaby argument, bo wybiórczy. W takim razie wypada odwołać się do prawa wielkich liczb i przeanalizować, jak głosuje „Polska”.

Mieszkam w południowej części województwa podlaskiego, w której prawosławni Białorusini i Ukraińcy stanowią większość. To jest obszar na południe od Białegostoku do Bugu. Polska jest podzielona: jedni głosują na PiS, drudzy na Platformę. Gdy się patrzy na mapę wyborczą Polski, to od razu rzuca się w oczy pewna prawidłowość, która trwa od samego początku III RP. Tzw. Ziemie Odzyskane i kosmopolityczna Warszawa głosują na Platformę, a reszta – na PiS. Nikt nie zauważa, albo udaje, że nie widzi, że ta południowa część Podlasia głosuje tak samo, jak Ziemie Odzyskane. To jest temat tabu. Ilekroć próbowałem wstawić taki komentarz na Interii, to nawet nie wyświetlił się na sekundę. Nadal obowiązuje PRL-owska narracja, że w Polsce Polacy i katolicy to większość, co prawdą nie jest. Być może katolicy tak, ale katolikiem może być każdy, co wcale nie znaczy, że jest Polakiem. Jeśli więc prawosławni Białorusini i Ukraińcy na Podlasiu głosują tak samo, jak ci na Ziemiach Odzyskanych, to znaczy, że ci na tych ziemiach, to w większości potomkowie przesiedlonych z Kresów tzw. mniejszości narodowych.

Jeśli polityk, taki jak Donald Tusk, mówi, że polskość to nienormalność i nie boi się, że straci elektorat, to wie, że temu elektoratowi takie stwierdzenie spodoba się i wie, że takich ludzi jest dużo, ale to nie Polacy. Jeśli grafoman Ziemkiewicz pisze książkę Polactwo i wie, że się sprzeda, to też wie, że bardzo wielu ludziom w Polsce takie sformułowanie spodoba się. Polakom zapewne nie, ale kto tam by się nimi przejmował.

Unia lubelska skutkowała tym, że wschodnie elity zdominowały ten nowy twór, a powojenne przesiedlenia utrzymały wielonarodowy charakter PRL-u, jaki charakteryzował II RP. Ostatnie wydarzenia na Ukrainie spowodowały to, że do Polski napłynęły miliony Ukraińców, ale też napływa mnóstwo Białorusinów, co widać choćby po blogach młodych Białorusinek. Wcześniej były tylko młodych Ukrainek.

Po tym masowym w ostatnich latach napływie Ukraińców do Polski do pracy i po tym, co się wydarzyło po 24-tym lutego tego roku, Polska już jest, albo wkrótce będzie krajem, w którym Polacy będą stanowili mniejszość.

Mamy więc kraj Zulu-Gula, w którym nacja, która jest zmarginalizowana i na nic nie ma wpływu, obarczana jest winą za wszelkie zło w tym kraju. Czyż można sobie wyobrazić lepszy układ dla rządzących i dla tych, którzy ich wspierają. Jak to dobrze wpływa na samopoczucie: to nie my, to Polacy.

15 sierpnia

Czy 15 sierpnia wypada pisać o czymś innym, niż o bitwie warszawskiej? Narosło wokół niej tyle mitów, niedomówień, fałszów i sporów, szczególnie o to, kto był autorem tego „genialnego” manewru, który takim wcale nie był. Gorzej – był zwykłym podręcznikowym manewrem, który rosyjskie dowództwo próbowało wykonać w 1914 roku na tym samym terenie, tyle że w odwróconej sytuacji. Wtedy wojska niemieckie i austriackie zapuściły się daleko na południowy wschód, aż po widły Wisły i Sanu. Rosjanie, którzy obchodzili Warszawę od północnego-zachodu, chcieli zaatakować przeciwnika od tyłu. Jednak dowództwo niemiecko-austriackie dostrzegło zagrożenie i nakazało wycofać wojska pod Kraków.

A czy dowództwo sowieckie popełniło tak szkolny błąd, że pozwoliło na rozjechanie się frontu północno-zachodniego i południowo-zachodniego? I tu sprawa się komplikuje. Wszystko to wyjaśnia Józef Mackiewicz w powieści Lewa wolna. Pisze m.in. tak:

»Józef Piłsudski brał osobiście udział, jesienią 1914 roku, w bitwie na lewym brzegu Wisły, po stronie niemiecko-austriackiej, i wycofał się później z zaczątkiem swoich legionów, na Kraków. Tym bardziej więc, jeżeli interesował się później sztuką wojenną, musiał pamiętać operacyjny przebieg tamtej bitwy. Ale nawet gdyby jej nie pamiętał, nie potrzebowała być ona wzorem dla operacji w sierpniu 1920 roku, gdyż operacja ta narzucała się sama przez się zarówno generałowi Rozwadowskiemu, jak generałowi Weygand, jak innym oficerom sztabu.

To co nastąpiło, było bowiem fatalnym dla sowieckiego dowództwa rozwarciem nożyc pomiędzy „północno-zachodnim frontem” Tuchaczewskiego i „południowo-zachodnim” Jegorowa. W chwili gdy Tuchaczewski zbliżał się do Warszawy, Jegorow zbliżał się do Lwowa. Ale pomiędzy tymi wysuniętymi naprzód klinami frontów powstała w praktyce pustka. A była to właśnie pustka, odsłaniająca lewe skrzydło frontu Tuchaczewskiego. Naczelne dowództwo sowieckie dostrzegło ten błąd 11 sierpnia, i nakazało 1-szej konnej armii Budiennego: „Bez najmniejszej zwłoki…” zawrócić spod Lwowa i ruszyć w kierunku na Zamość – Hrubieszów. Istotnie, uderzenie z tego kierunku Budiennego mogłoby przekreślić manewr polskiej „Grupy Uderzeniowej” od Dęblina na północ. W myśl starej maksymy strategicznej, że „kto okrąża, może być okrążony”. Ale Budienny nie pośpieszył „bez zwłoki” na Zamość – Hrubieszów. A to za sprawą przewodniczącego Rewolucyjnej Rady Wojennej południowo-zachodniego frontu, Józefa Dżugaszwili Stalina. Stalin był pewny rozbicia Polski i palił się do zdobycia Lwowa, i przeniesienia czym prędzej rewolucji światowej w zapowiedzianym bałkańskim kierunku. Decyzja Stalina znaczyła więcej niż decyzja Jegorowa. Budienny nie usłuchał więc od razu rozkazów naczelnego dowództwa. Stoi u bram Lwowa i wdaje się w polemikę, że „dopiero po upadku Lwowa należy przystąpić do wykonania nowego zadania”. A tymczasem drogi czas mija. Tę korespondencję, prowadzoną drogą radiową, przechwytuje i odszyfrowuje pułkownik Jan Kowalewski w sztabie generalnym w Warszawie. Traktuje się ją za jedyną przyczynę opieszałości Budiennego. – Sytuacja dla sztabu polskiego leży jak na dłoni. Lewe skrzydło Tuchaczewskiego stoi wciąż otworem.

To wszakże, o czym sztab polski nie wiedział, a o czym zresztą nie był poinformowany i Tuchaczewski, to osobista ingerencja Lenina, zaniepokojonego nagłym zwrotem na wewnętrznym froncie kontrrewolucyjnym w Rosji. Jeszcze 2 sierpnia depeszował on tajnym szyfrem do Stalina, do którego miał zawsze szczególne zaufanie:

Przed chwilą przeprowadziliśmy w Biurze Politycznym podział frontów, abyście się zajęli wyłącznie Wranglem. W związku z powstaniami, szczególnie na Kubaniu, a następnie również na Syberii, niebezpieczeństwo ze strony Wrangla staje się olbrzymie, i w łonie KC wzmaga się dążenie do niezwłocznego zawarcia pokoju z burżuazyjną Polską. Proszę was, abyście bardzo wnikliwie rozważyli, jaka jest sytuacja z Wranglem i przedstawili waszą opinię. – Lenin.

W odpowiedzi, w depeszy z 4 sierpnia, Stalin aktualizuje sytuacje wytworzoną, według niego, na froncie krymskim, przewiduje konieczność przerzucenia tam części kawalerii. Depesza ta rozminęła się z wysłaną tegoż dnia drugą depeszą Lenina, w której przynagla on Stalina:

Na jutro, szósta wieczór, wyznaczono plenum KC. Postarajcie się przysłać do tego czasu waszą opinię o charakterze trudności u Budiennego i na froncie Wrangla, jak również o naszych perspektywach wojennych na obu tych frontach. Od waszej opinii mogą zależeć doniosłe decyzje polityczne. – Lenin.

A owego 11 sierpnia, w którym naczelne dowództwo nakazuje Budiennemu „bez najmniejszej zwłoki” ruszyć na Zamość – Hrubieszów, Stalin otrzymuje nową depeszę:

Zwycięstwo nasze w Polsce jest wielkie i będzie całkowite, jeżeli dobijemy Wrangla. Podejmujemy tutaj wszelkie środki po temu. Naciśnijcie również i wy, aby w wyniku obecnego uderzenia odebrać za wszelką cenę cały Krym. Od tego zależy teraz wszystko. – Lenin.

Tymczasem Wrangel nie tylko się utrzymał, ale rozpocząwszy jeszcze 25 lipca natarcie w kierunku na Kachowkę, zmusił południowo-zachodni front sowiecki do przerzucenia znacznych sił na front krymski. Nic więc dziwnego, że akurat w tych i następnych dniach Stalin, zaabsorbowany narastającymi wypadkami na południowym odcinku frontu, i w dodatku przykuty uwagą do niego przez tajne napomnienia Lenina, wahał się i nie mógł być zwolennikiem oderwania od południa masy kawalerii, by rzucić ją daleko od Krymu w sukurs Tuchaczewskiemu, który zresztą wydawał się zupełnym zwycięzcą na swym północnym froncie.

Tymczasem lewe skrzydło Tuchaczewskiego wciąż wisi w powietrzu… Rozpoczęty 16-go atak polskiej „Grupy Uderzeniowej” od Dęblina, już 17-go zdobywa Białą Podlaską i Siedlce. Rozpędzając uciekające oddziały bolszewickie, osiąga 18-go Drohiczyn nad Bugiem. Był to dla całego frontu sowieckiego cios, zagrażający zupełnym obejściem i przecięciem odwrotu. Bezprzykładny, zwycięski pochód rewolucji, zaczyna raptownie zarysowywać się jako bezprzykładna klęska.

Tuchaczewski rzuca się od mapy do telefonu, od telefonu do mapy, i znów do telefonu i znów do mapy… A na mapie sytuacja jest taka:

Na południu, pod Lwowem, nie ruszyła wprawdzie, ale istnieje wciąż masa 1-ej konnej armii Budiennego. A na północy, daleko wysunięta na zachód, 4-a armia, pod dowództwem obecnie towarzysza Szuwajewa, wraz z konnym korpusem Gaja… Tymczasem lewe skrzydło obrony Warszawy, to znaczy 5-tej armii polskiej Sikorskiego, uwikłanej w boje z 15-tą armią sowiecką, samo wisi w powietrzu. A praktycznie objęte jest dalekim zagonem Gaja aż po Włocławek i dalej…

I oto w oczach Tuchaczewskiego zamajaczył plan uratowania jeszcze w ostatniej chwili zwycięskiego pochodu rewolucji światowej:

Ściągnąć w kułak 4-tą armię, odwrócić konnicę Gaja frontem z zachodu na wschód, i uderzyć tym kułakiem w tyły 5-tej armii polskiej: na Płońsk – Warszawę!… A jednocześnie konnicą Budiennego w tyły polskiej grupy uderzeniowej, frontem na ukośne przecięcie do Warszawy!… W ten sposób, aby stworzyć olbrzymie obcęgi obejmujące z północnego zachodu i południowego wschodu główne siły polskie, zaangażowane w bojach z 15-ą, 3-ą i 16-ą armiami sowieckimi, zewrzeć je w śmiertelnym zacisku w samej stolicy Polski!

Plan był dobry i logiczny – na papierze… Ale czy podciągnie na czas Budienny? Czy 15-ta, 3-cia, a zwłaszcza rozbita już częściowo 16-ta armie, wytrzymają przez ten czas nacisk polski?… Czy przede wszystkim 4-ta armia zdolna będzie do przegrupowania? Czy ściągnie na czas, daleko wyrzucony ku zachodowi III korpus konny, by uderzyć nim na Płońsk?!… Oto pytania.

Płońsk przyciąga wzrok na mapie. Płońsk staje się magicznym punktem, węzłowym punktem wymarzonej operacji. Płońsk na tyłach 5-tej armii generała Sikorskiego, stanowi w tej chwili najsłabszy jej punkt. Ba, groźny punkt dla całego systemu obrony – natarcia, gdyby miał być przebity…«

Ostatecznie Tuchaczewski został rozbity. 88 tysięcy ludzi przeszło granicę pruską, ponad 30 tysięcy zostało zabitych, przeszło 70 tysięcy poddało się do niewoli. Porzucono 235 dział i 1023 karabiny maszynowe, ogromną ilość broni ręcznej, amunicji, koni i różnego sprzętu wojennego.

»Generał baron Wrangel, który w rezultacie klęski Denikina, wewnętrznych intryg sztabowych i zaciekłej gry politycznej, objął główne dowództwo nad pobitą kontrrewolucją rosyjską, zdawało się, podjął się rzeczy beznadziejnej. Wszystko, co się uratowało na Krym, było w stanie opłakanym. I to pod każdym względem: wojskowym, moralnym, politycznym. Ludzie grabili, bo nie było co jeść, oficerowie przepijali, co jeszcze zachowało się w kieszeni, politycy do zachrypnięcia dyskutowali i obrzucali siebie inwektywami. Tak się rzecz przedstawiała wiosną i na początku lata 1920 roku.

Jednakże generał Słaszczew, mimo iż popadał coraz bardziej w nałóg kokainy i pijaństwa, potrafił – rozporządzając siłą 3 tysięcy bagnetów i 2 tysięcy szabel – odeprzeć wszystkie ataki 13-tej armii bolszewickiej na przesmyk Perekopu. I na Krymie przystąpiono z wolna do reorganizacji wojska, porządkowania tyłów. Ponieważ krytykowano bez końca reakcyjną politykę i hasła społeczne – a raczej ich brak – przy starym rządzie Denikina, Wrangel powołał nowych ludzi. Na czele rządu cywilnego postawił byłego współzałożyciela rosyjskiej socjaldemokracji, Piotra Struwe, ongiś towarzysza Lenina, później oponenta, konkurenta, a wreszcie wroga. Opracowany został program reform rolnych i demokratyzacji przyszłego ustroju.

Dnia 7 lipca 1920 roku Francja uznała rosyjski rząd Wrangla de facto, wysuwając szereg warunków, które Wrangel skwapliwie przyjął. Po tym dyplomatycznym sukcesie przyszła francuska pomoc materialna. Broń, amunicja, mundury, obfite wyposażenie, stare czołgi i stare samoloty. A bolszewicy nie mieli żadnych. W ten sposób dobrze uzbrojona i zaopatrzona armia Wrangla osiągnęła siłę 40 tysięcy ludzi; uzupełniana zbiegami z armii czerwonej, przeszła niebawem do akcji zaczepnej.

Do wieczora 22 sierpnia wojska gen. Wrangla dotarły na całej długości swego frontu do lewego brzegu dolnego Dniepru. 23-go rozpoczął się szturm na sowiecki przyczółek mostowy u wsi Kachowka. Atak wszakże został przez bolszewików odparty. Ponawiane wciąż na nowo próby przeistoczyły się w długotrwałą bitwę o sforsowanie Dniepru na odcinku Kachowka – Borysław.

Był to kluczowy punkt koncepcji strategicznej Wrangla. Przewodnia myśl jego kampanii. Jeszcze w końcu 1919 roku, nie zdając sobie dostatecznie sprawy z istotnych zamiarów i postawy politycznej Piłsudskiego, Wrangel złożył Denikinowi memoriał, w którym proponował poniechać szukania głównego oparcia na ziemiach kozackich, a przesunąć ciężar operacyjny na zachód, szukając połączenia z frontem polskim. Do koncepcji tej doszedł na skutek głębokiej niechęci, jaką powziął do budzącego się separatyzmu kozackiego, i nastrojów w oddziałach kozackich, które coraz częściej odmawiały prowadzenia walki poza granicami rodzinnych chutorów. Sądził natomiast, że przy poparciu dyplomatycznym Francji, uda się ustalić dobre stosunki z Polską, usuwając na razie na plan dalszy spór o przyszłe granice. „Główna rzecz” mawiał „rozbić bolszewików. A tam (dalej) zobaczymy…” Gdy więc po ustąpieniu Denikina objął naczelne dowództwo, powrócił do swej przewodniej myśli, i główną oś natarcia kierował na północny zachód dla nawiązania łączności z frontem polskim.

Zwycięstwo wojsk polskich pod Warszawą odciążyło kontrrewolucję. Wrangel, oczyszczając od bolszewików teren na wschód, zajmując Mariupol, zbliżając się do Taganrogu i zagrażając jednocześnie Zagłębiu Donieckiemu, ponawia uderzenie na Kachówkę, a zarazem poleca 1-szej armii gen. Kutiepowa rozbić 13-tą armię sowiecką. W dniach od 1 do 6 września, 13-ta armia czerwona ponosi klęskę i zostaje odrzucona. Kutiepow zajmuje Aleksandrowsk. 2-ga armia generała Dracenko forsuje Dniepr koło Nikopola. Wojska Wrangla podchodzą do Jekaterynosławia, zajmują Sinielnikowo, Sławgorod. Natrafiają jeszcze na uparty opór wojsk czerwonych, ale wobec definitywnej klęski poniesionej na froncie polskim, nie może to już trwać długo. Rzecz wydaje się przesądzona.

Jest już jesień i zimne wiatry wieją nad stepem. W szeleście suchych traw nie słychać już cykania owadów. A ludzie, nie obeznani z tajnikami polityki i wojny, twierdzą, że jako po jesieni następuje zima, jako po pacierzu amen, tak do wiosny nie będzie już bolszewizmu.

Nierzadkie były krótkie dnie, w ciągu których dymiły, i długie noce, w ciągu których łuną na chmurach odbijały płonące stogi siana, składy po stacjach kolejowych i w miasteczkach. Wewnętrzny porządek w państwie rozpadał się tej jesieni od dołu, rozpadał w oczach z braku transportu, przerwanych komunikacji, przeciętych łączności. Ustały dostawy żywności do miast prowincjonalnych, administracja w niektórych nie działała zupełnie. Narastał kompletny chaos.

Od południa napierał, powstrzymywany ostatkiem sił, Wrangel. A przed milionowym wojskiem polskim droga na stolicę rewolucji leżała, praktycznie, otworem.

Z ust do ust podawano sobie nazwy miejscowości, do których naprawdę lub rzekomo mieli już wkroczyć Polacy. Widziano ich podobno tam, widziano ówdzie. Oczekiwano z dnia na dzień, później prawie z godziny na godzinę.

Tymczasem, na rozkaz naczelnego wodza, wojska polskie posuwają się jakoś dziwnie. Dnia 8 października dotarły o 16 wiorst na zachód od Mińska. Władze bolszewickie uciekają z miasta. Mińsk pozostawiony sam sobie, leży przez kilka dni na ziemi niczyjej. A wojska polskie stoją, nie posuwają się naprzód. Po kilku dniach, bolszewicy ostrożnie wracają. Ludność nie wie, co ma o tym myśleć… Jakaś strategiczna tajemnica? Nikt nie pojmuje… Krążą pogłoski o jakichś rokowaniach. – Czy być może?…

Teraz dopiero nadchodzą spóźnione gazety moskiewskie. Jest w nich nowa mowa Lenina, wygłoszona na zjeździe robotników i pracowników przemysłu garbarskiego w Moskwie:

Towarzysze!… Wiedzieliśmy, że do wyzwolenia mas pracujących Polski możemy przyczynić się bynajmniej nie tyle siłą militarną, a przede wszystkim siłą naszej propagandy…

Mieliśmy możność wysłuchania referatu polskiego robotnika, przedstawiciela jednego z wielkich związków zawodowych Polski, który przedarł się z Warszawy i opowiadał o tym, jak robotnicy w Warszawie patrzyli na Armię Czerwoną jako na wybawicielkę, jak oczekiwali Armii Czerwonej, nie uważając jej za swego wroga, lecz przeciwnie, za swego przyjaciela w walce przeciw burżuazyjnym ciemiężcom Polski.

Pokój Wersalski uczynił z Polski państwo buforowe, które ma odgrodzić Niemcy od zetknięcia się z radzieckim komunizmem, i które Ententa traktuje jako oręż przeciwko bolszewikom… Oto dlaczego owa wojna z Polską okazała się w stopniu bardziej bezpośrednim wojną przeciwko Entencie… Rozbijając armię polską rozbijamy Pokój Wersalski…

Gdyby Polska stała się radziecka, gdyby robotnicy warszawscy otrzymali od Rosji Radzieckiej pomoc, na którą czekali i którą z radością witali, Pokój Wersalski zostałby rozbity. Francja nie miałaby wówczas buforu odgradzającego Niemcy od Rosji Radzieckiej… Sprawa wzięła taki obrót, że jeszcze kilka dni zwycięskiej ofensywy Armii Czerwonej, a nie tylko Warszawa zostałby zdobyta – to nie byłoby tak istotne – lecz rozbity zostałby Pokój Wersalski.

Jak wam wiadomo, zabrakło nam tylko odrobiny sił, aby dojść do Warszawy i przekazać władzę robotnikom warszawskim, aby zwołać warszawskie Rady Delegatów Robotniczych i Chłopskich, aby powiedzieć im: „Szliśmy wam na pomoc”. Nastąpiła porażka wojenna.

Teraz cofnęliśmy się bardzo a bardzo daleko na północy. Wrangel zaś w tym czasie raz po raz usiłuje nacierać. Wrangel wziął to, wziął tamto, zagraża Zagłębiu Donieckiemu. Stoimy znowu w obliczu trudnej sytuacji, w obliczu nowej próby imperialistów zdławienia Republiki Radzieckiej dwiema rękami: poprzez ofensywę polską i ofensywę Wrangla.

Wskutek porażki, którą zadano nam pod Warszawą, wskutek ofensywy, która trwa na froncie zachodnim, i na froncie Wrangla, sytuacja nasza jest znów niezwykle ciężka. Musze wobec tego zakończyć swój krótki referat apelem do towarzyszy i wskazaniem na to, że teraz trzeba znów natężyć wszystkie siły, że zwycięstwo nad Wranglem jest obecnie naszym głównym i podstawowym zadaniem!

Towarzysze! Od was zależy, by nadchodząca ofensywa przeciwko Wranglowi, do której przygotowujemy wszystkie siły swoje, została przeprowadzona możliwie jak najpomyślniej i jak najszybciej. Przed nadejściem zimy należy odzyskać Krym! Od waszej pomocy zależy, jak szybko poradzimy sobie ostatecznie z Wranglem i zapewnimy całkowity spokój!

Ludzie czytają, i popatrują po sobie: Co to wszystko ma znaczyć? Mówi o klęsce w wojnie z Polską, a wszystkie siły wzywa przeciwko Wranglowi? Czy nie omyłka jakaś? – Ale nie, powiedział wyraźnie:

„Zwycięstwo nad Wranglem jest obecnie naszym głównym i podstawowym zadaniem”… Co się za tym kryje? Przecież Polska rozporządza siłą dwudziestokrotnie większą niż Wrangel…

Dnia 2 października ukazuje się odezwa:

   „Towarzysze! Carski generał Wrangel wzmaga ofensywę... Popierany przez kapitalistów francuskich posuwa się naprzód.
   Niebezpieczeństwo jest wielkie! 
   Towarzysze! Niechaj wszyscy jak jeden mąż powstaną do obrony przed Wranglem! Niech wszystkie komitety niezamożnych chłopów wytężą swe siły, niech pomogą Armii Czerwonej!
   Wszyscy na pomoc Armii Czerwonej dla pobicia Wrangla! 
   Śmierć obszarnikom-ciemiężcom! - Lenin.”

Znowu tylko o Wranglu?… Znowu ani jednego słowa o „jaśnie panach polskich”?…

Dnia 11 października generał Wrangel udzielił wywiadu prasowego, w którym oświadczył:

Polska winna wejść z nami w porozumienie, i związać na swym froncie największą ilość wojsk bolszewickich. Jeżeli te warunki zostaną spełnione, do przyszłej wiosny 1921 roku nastąpi ostateczny upadek bolszewizmu.

Wywiad opublikowany został z trzydniowym opóźnieniem i ukazał się w czasopiśmie Wola Rossii w numerze z dnia 14 października. O dwa dni za późno…

13 października gruchnęła w Mińsku, w Homlu, w Kijowie… Wszędzie! Wieść, że dnia poprzedniego, 12 października, zawarty został rozejm wojskowy i wstępny traktat pokojowy pomiędzy Polską i bolszewikami!

Towarzysze! – wołał Lenin 15 października, na trzeci dzień po podpisaniu rozejmu z Polską, na naradzie przewodniczących komitetów wykonawczych guberni moskiewskiej. – Towarzysze! Wstępna umowa z Polską został podpisana dopiero co!… pomimo ciężkiej sytuacji, pokój został podpisany na warunkach mniej korzystnych dla Polski, niż je miała przedtem… Kiedy wojska nasze cofały się, Wrangel zaś wzmógł swój napór – zawarliśmy pokój na warunkach korzystniejszych… A zatem zostaliśmy zwycięzcami! Jak to się stać mogło, ze Rosja Radziecka, znękana wojną domową, otoczona wrogami, odcięta od wszelkich źródeł zaopatrzenia, okazała się zwycięzcą? Nad tym właśnie trzeba się zastanowić, aby zrozumieć mechanikę rewolucji. Potwierdza się naocznie, że rewolucja rosyjska jest tylko jednym ogniwem w łańcuchu rewolucji międzynarodowej…

Towarzysze! Pamiętajcie, że praca jednoczy, a kapitał rozdziela… Stało się tak, że kiedy zebrali się przeciwko nam trzej ostatni sojusznicy, to zaczęli od tego, że wzięli się za łby… Obecnie docierają do nas wiadomości, że Wrangel i Francja zgrzytają zębami, rozumieją bowiem, jaki to pokój zawarliśmy z Polską!… Francja, Polska i Wrangel, jeden drugiemu podstawia nogę… Oto dlaczego okazaliśmy się zwycięzcami. Oto dlaczego zrujnowana, słaba, zacofana Rosja Radziecka zwycięża siły bez porównania potężniejsze od niej.

Towarzysze! Przechodząc do naszej obecnej sytuacji wewnętrznej, muszę powiedzieć, że główną wrogą nam siłą jaka pozostała, jest Wrangel… Kiedy walczyliśmy z Polakami, Wrangel gromadził swe siły… W myśl wstępnej umowy z Polską rozejm nastąpi dopiero 18-go. Cała prasa francuska i kapitaliści usiłują wciągnąć Polskę w dalszą wojnę. Wrangel śpieszy wykorzystać wszystkie posiadane stosunki, aby udaremnić zawarcie pokoju, wie bowiem, że bolszewicy przypuszczą atak na niego. Z tego wynika teraz dla nas jedyny wniosek: wszystkie siły przeciwko Wranglowi! Bo Wrangel stanowi główne niebezpieczeństwo… By wstępną umowę z Polską przekształcić w pokój ostateczny, musimy w najkrótszym czasie zmiażdżyć Wrangla… A wtedy rzeczywiście zwyciężymy zarówno na tym froncie, jak na froncie międzynarodowym!

Dnia 12 listopada obrona Perekopu został przełamana. Tegoż dnia wieczorem depeszował Frunze do Lenina:

Ostatnie gniazdo rosyjskiej kontrrewolucji zostało zburzone!

Rozpoczęła się agonia tego, co było ostatnią formą zbrojnej, zorganizowanej akcji antybolszewickiej.

Dnia 16 listopada, po raz trzeci odtworzona 4-ta armia czerwona, pod wodzą tego samego towarzysza Szuwajewa, który uciekał z Ciechnowa, uciekał z Grodna, który uciekał z Kobrynia – wkraczała do Teodozji. 18-go zajęła Jałtę.«

Czy da się to wszystko, co się wtedy działo, jakoś wyjaśnić? Średniowieczny angielski teolog William of Occam sformułował zasadę, że do objaśniania rzeczywistości nie należy używać większej liczby niezależnych bytów, niż jest to absolutnie konieczne. Zasada ta zwie się brzytwą Occama (Ockhama). W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że im prostsze wyjaśnienie, tym bliższe prawdy, co ma zastosowanie nie tylko w naukach, szczególnie przyrodniczych, ale też w polityce.

Podstawowe pytanie brzmi: kto z kim tak naprawdę walczył? Lenin nazywa Wrangla carskim generałem. A jego generałowie to nie byli carscy? Przecież nie wykształcił ich w ciągu trzech lat. Mówi on o kontrrewolucji i tego samego określenia używa Mackiewicz. A przecież to nie była kontrrewolucja! Ale zabieg sprytny, bo zaciemnia interpretację.

27 lutego/12 marca 1917 roku na posiedzeniu Konwentu Seniorów Dumy został powołany Komitet Tymczasowy Dumy – organ wykonawczy Dumy. Był on złożony z przedstawicieli wszystkich partii politycznych. 28 lutego/13 marca przejął praktycznie wykonywanie obowiązków rządu Rosji i wyznaczył swych komisarzy do istniejących ministerstw.

2 marca/15 marca car Mikołaj II uznał, że utrzymanie władzy jest niemożliwe i, na żądanie umiarkowanych polityków i monarchistów, abdykował na rzecz młodszego brata, wielkiego księcia Michała Aleksandrowicza. Wskutek ciężkiej sytuacji w kraju wielki książę nie przyjął korony i zrzekł się jej następnego dnia, przekazując całą władzę Tymczasowemu Komitetowi Dumy.

Kierownictwo rewolucji próbowały objąć dwa ośrodki władzy powstałe 27 lutego/12 marca. Były to powołany przez Dumę i popierany przez centrystów i umiarkowanych – Komitet Tymczasowy Dumy i Piotrogrodzka Rada (Sowiet), zdominowana przez eserów i socjaldemokratów. 2/15 marca Komitet Tymczasowy Dumy, w porozumieniu z Komitetem Wykonawczym Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, powołał Rząd Tymczasowy Gieorgija Lwowa.

Czy w takim przypadku można mówić o rewolucji, skoro car dobrowolnie zrzekł się władzy? A skoro to nie była rewolucja, to nie można też mówić o kontrrewolucji.

1/14 września Rząd Tymczasowy proklamował ustrój republikański Rosji. 25 września/8 października w wyniku nowych wyborów w sekcji robotniczej Rady Piotrogrodzkiej większość uzyskali bolszewicy na czele z Trockim, który został nowym przewodniczącym Rady.

Październik był klasycznym „coup d’etat”, przechwyceniem władzy państwowej przez znikomą mniejszość, dokonanym – z uwagi na demokratyczne konwencje epoki – przy zachowaniu pozorów uczestnictwa mas, ale bez ich zaangażowania. Do działań rewolucyjnych wprowadzono metody bardziej odpowiednie dla stanu wojny, niż polityki. – Tak pisał Richard Pipes w książce „Rewolucja rosyjska”.

Tak więc to, co działo się w Rosji po abdykacji cara, to nie była kontrrewolucja, tylko walka o władzę pomiędzy bolszewikami, a tymi, których oni od tej władzy odsunęli. Jeśli Wrangel na czele rządu cywilnego stawia Piotra Struwe, współzałożyciela rosyjskiej socjaldemokracji, ongiś towarzysza Lenina, to kto tu z kim walczy? Swoi ze swoimi? A do tego towarzystwa doszedł jeszcze socjalista Piłsudski.

W takim kontekście wyjaśnienie tych „dziwnych” zachowań Piłsudskiego staje się proste. W tej wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku żadnej ze stron nie chodziło o wygranie. Chodziło o to, by była wojna, by ludzie zabijali się, nienawidzili się, by byli ze sobą ciągle skłóceni. Chodziło też o to, by było jak najwięcej strat materialnych, co prowadzi do zubożenia wielu warstw społecznych i gospodarek walczących państw. W takich warunkach tylko jedna nacja zyskuje i dominuje nad pozostałymi. I taki był zawsze i jest nadal cel wszelkich wojen i konfliktów, które ta nacja wywołuje.