Nacjonalizm ukraiński

Każdy człowiek, by działać, potrzebuje jakiegoś bodźca i taki bodziec nazywamy motywacją. Tak samo jest w przypadku państw, narodów czy partii politycznych. Żeby pobudzić większe grupy ludzi do pewnego zgodnego działania, też potrzebna jest motywacja i w tym przypadku tę motywację nazywamy ideologią. To ona określa cel i sposób dochodzenia do niego.

Jedną z takich ideologii jest nacjonalizm ukraiński. Bliższe zapoznanie się z nim ułatwi zrozumienie tego, co dzieje się w tej wojnie na Ukrainie i kto tak naprawdę pociąga za sznurki po obu walczących stronach. Nacjonalizm ten jest kojarzony przeważnie ze Stepanem Banderą (1909-1959), a to był działacz, aktywista i terrorysta. Za głupi na to, by stworzyć ideologię. Wsławił się tym, że w styczniu 1936 roku dokonał udanego zamachu na ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Zginął 15 października 1959 roku w zamachu przeprowadzonym w Monachium przez agenta KGB Bohdana Staszyńskiego. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

Twórcą tej ideologii był Dmytro Doncow. Czy to „Doncow”, to od Donu? Warto, jak sądzę, przybliżyć ją sobie, bo ona wiele wyjaśnia. Ktoś może powiedzieć, że to już nieaktualne, ale jak się obserwuje, jak zachowują się walczący Ukraińcy, to widać wyraźnie, że oni działają dokładnie według założeń programowych tej ideologii. Ciekawe, że ukraiński nacjonalizm nie przeszkadza środowiskom żydowskim w Polsce i na świecie, a polski, nawet nie nacjonalizm tylko patriotyzm, jest dla nich nie do zaakceptowania. Wygląda na to, że ukraiński nacjonalizm jest tylko ich narzędziem do realizacji ich celów.

Poniższe informacje zaczerpnąłem z Wikipedii, którą coraz bardziej cenię, nie za to, co pisze, ale za to czego nie pisze lub przeinacza, bo to jest wskazówka, która naprowadza na właściwy trop.

Nacjonalizm ukraiński

Nacjonalizm ukraiński ( również ukraiński ruch narodowy) – ukraiński nurt myśli politycznej i związany z nim ruch polityczny, powstały w pierwszej połowie XIX wieku.

Jego celem było utworzenie niepodległego i zjednoczonego (z części należących do Czechosłowacji, Polski, Rumunii i ZSRR, a wcześniej – do Austro-Węgier i Rosji) państwa ukraińskiego. Ukraiński ruch narodowy w okresie tworzenia toczył zaciętą walkę z ruchem moskalofilskim.

Nacjonalizm ukraiński w latach 30-tych XX wieku wykazywał wiele cech charakterystycznych dla faszyzmu i nacjonalizmu integralnego, określanego w ukraińskiej literaturze nacjonalistycznej mianem „czynnego nacjonalizmu”, jako przeciwstawienie do tradycyjnych nacjonalizmów europejskich. Jego głównym reprezentantem w XX w. była Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), powstała w 1929 roku w Wiedniu z połączenia kilku mniejszych organizacji, przede wszystkim Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, utworzonej w 1920 roku.

Rozwój ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego zintensyfikował się po przegranej wojnie z Polską w latach 1918-1919. Część oficerów Ukraińskiej Armii Halickiej (UHA) nie pogodziła się z przegraną. Niezadowoleni wyemigrowali do Europy Zachodniej, głównie do Czechosłowacji i tam powołali do życia terrorystyczną i sabotażową Ukraińską Organizację Wojskową (UWO). Najważniejszą rolę w utworzeniu UWO odegrał płk Jewhen Konowalec.

Większość kierowniczej kadry UWO stanowili wojskowi kombatanci wojny polsko-ukraińskiej, która zakończyła się klęską militarną Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej (ZURL) i jej likwidacją. Działacze i wojskowi ZURL byli nastawieni antypolsko. Po przegranej wojnie z Polską o Lwów i Galicję Wschodnią wszystkie środowiska związane z ZURL aż do 1923 roku odmawiały przyjęcia tego faktu do wiadomości i robiły wszystko, aby jak najmocniej zdestabilizować sytuację na tym obszarze. Obywatele II RP narodowości ukraińskiej zbojkotowali Pierwszy Powszechny Spis Ludności w 1921 roku, pobór do Wojska Polskiego i wybory parlamentarne w 1922 roku.

Nacjonalizm integralny

Nacjonalizm integralny – odmiana nacjonalizmu odrzucającego suwerenność narodu na rzecz władzy, która w jego interesie działa, ale jest od niego niezależna. Podstawową cechą takiego nacjonalizmu był antydemokratyzm, zakładający, że w przypadku demokracji narodem mogą rządzić kliki partyjne i cudzoziemcy, co przeczy samemu celowi nacjonalizmu. Pojęcie i zakres nacjonalizmu integralnego sformułował Charles Maurras.

Ukraiński nacjonalizm integralny

Zdaniem części badaczy ukraiński nacjonalizm od lat 20-tych XX wieku, mieszczący w sobie elementy faszyzmu i totalitaryzmu, należy zaliczyć do nacjonalizmów integralnych. Jego twórcą był Dmytro Doncow. Nacjonalizm ten zakładał, że najwyższą wartością jest naród, a najważniejszym celem jest zdobycie niezależnego państwa.

Doktryna została formalnie przyjęta za podstawy ideologiczne OUN na I Kongresie Ukraińskich Nacjonalistów w 1929 roku. Kongres ten w swojej uchwale założył wprowadzenie prawicowego ustroju totalitarnego w odzyskanym państwie, w którym niepodzielną władzę sprawować będzie jeden ruch polityczny z wodzem narodu i elitą. Mówi o tym punkt 16 Uchwały I Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów, zgodnie z którym w narodzie ukraińskim nie ma miejsca na demokrację – rządzić ma nim ponadpartyjna, niedopuszczająca do powstania jakiejkolwiek partii politycznej, obejmująca cały naród ukraiński, monokratyczna Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów.

Cechy charakterystyczne dla ideologii nacjonalizmu ukraińskiego:

Walka o „Wielką Ukrainę”

W połowie XIX wieku szerszego znaczenia nabiera wpływ Naddniestrza na Galicję Wschodnią. Pierwszym zwolennikiem połączenia był Pantelejmon Kulisz, członek Bractwa Cyryla i Metodego. Prześladowany przez władze rosyjskie, przeniósł się do Lwowa w 1891 roku. Kolejnymi byli Mychajło Drahomanow i Mychajło Hruszewski. Na początku XX wieku działali we Lwowie kolejni zwolennicy połączenia obu ziem – Dmytro Antonowycz, Wołodymir Wynnyczenko, Symon Petlura. Przedstawiciele „Wielkiej Ukrainy” rozpoczęli działalność w galicyjskim ruchu spółdzielczym i studenckim. Działania tych, jak i wielu innych osób, miały wpływ na rozwój poczucia narodowego Ukraińców galicyjskich. Po wykształceniu się bloków polityczno-militarnych (Ententa i Państwa Centralne) w pierwszej dekadzie XX wieku, Galicja została uznana przez nacjonalistów ukraińskich za „Piemont Ukrainy”, a państwa centralne za siłę, przy pomocy której oderwie się Ukrainę Naddniestrzańską od Rosji i połączy z Galicją, tworząc niepodległe państwo ukraińskie.

Cel uświęca środki

W ideologii nacjonalistów ukraińskich najwyższą, absolutną wartością jest naród, a najważniejszym celem – zdobycie niezależnego państwa i to za każdą cenę. W wydanej we Lwowie w 1929 roku broszurze „Polskie powstanie 1863 roku” działacz UWO i OUN Mychajło Kołodzinskyj pisał:

Na przykładzie polskich powstańców widzieliśmy, że ludzie, którzy chcieli zdobyć wolność dla swojego narodu, nie przebierali w środkach dla jej osiągnięcia. Dlaczego i my nie mielibyśmy pójść drogami wytyczonymi przez historię? Trzeba krwi, dajmy morze krwi, trzeba terroru, wprowadzimy piekielny, trzeba ofiarować dobra materialne, nie zostawimy sobie niczego. Mając na celu wolne państwo ukraińskie, idźmy doń wszystkimi środkami i wszystkimi drogami. Nie wstydźmy się mordów, grabieży i podpaleń. W walce nie ma etyki. Etyka na wojnie to pozostałości niewolnictwa narzuconego przez zwycięzców – zwyciężonym. Nie dbajmy o dobre imię i opinię w świecie, bo choćbyśmy byli nie wiadomo jak ideowymi w swojej walce, wszyscy nazywać nas będą bandytami. Każda droga, która prowadzi do naszego najwyższego celu, bez względu na to, czy przez innych nazywana jest heroizmem czy podłością, jest naszą drogą.

John Armstrong – amerykański historyk, sowietolog i badacz zagadnień nacjonalizmu – uważa, że ukraiński nacjonalizm czerpał po części wzorce z organizacji rewolucyjnych Rosji carskiej, w tym ruchów nastawionych na terror indywidualny, jak Narodnaja Wola (obrazują to lata 20. i 30. XX wieku – okres wzmożonych zamachów na polskich i radzieckich polityków i urzędników). Od bolszewików przyjął natomiast metody ucisku politycznego.

Antyrosyjskość i antyradzieckość

Według Dmytro Doncowa (twórcy ukraińskiej koncepcji nacjonalizmu, przyjętej w latach 30. XX wieku przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów za podstawę ideologiczną działalności politycznej) głównym wrogiem Ukrainy miała być Rosja, niezależnie od jej formy ustrojowej, kraj o skrajnie odmiennej od Europy cywilizacji. Doncow przypisywał Ukrainie rolę obrońcy Europy przed Rosją i jej nieuchronnym imperializmem, powracającym pod różną nazwą i w różnej postaci (stawiał carat na tej samej płaszczyźnie, co bolszewizm). W odczycie wygłoszonym we Lwowie na II Wszechukraińskim Zjeździe Studentów w lipcu 1913 roku Doncow zaprezentował zarys programu opartego na zwróceniu się ku Europie Zachodniej i zerwaniu związków z Rosją, którą uznał za jednoznacznie nieprzychylną niepodległości Ukrainy. Pogląd ten rozwijał w wydanej w 1921 roku w Wiedniu pracy Podstawy naszej polityki. Doncow przedstawił w niej propozycję polsko–ukraińskiej wspólnoty interesów, skierowanej przeciwko Rosji gotów był nawet do rezygnacji z ubiegania się o włączenie Galicji i Wołynia w skład przyszłego państwa ukraińskiego, uznając, iż niepodległość jest ważniejsza niż zjednoczenie wszystkich ziem ukraińskich.

Doncow zapowiadał zmierzch idei, „którym cześć oddawał wiek XIX”, i proponował nowe, oparte na bezwzględnym poświęceniu organizacji i „żelaznej sile entuzjazmu”. Podkreślał, że taka postawa grupy niezłomnych jednostek wystarczy, by zdobyć niepodległe państwo, zaś w przypadku braku podjęcia stosownych działań Ukraina nigdy się nie odrodzi – zgodnie z doktryną walki narodów jej miejsce zajmie ktoś inny. Dlatego w ideologii nacjonalizmu ukraińskiego ważną rolę odgrywało promowanie odpowiednich wzorców osobowych – głównie postaci związanych z ruchem kozackim, walczących w XVII i XVIII w. z Moskwą i Polską,np. Bohdana Chmielnickiego, Iwana Mazepy, Iwana Gonty i Maksyma Żeleźniaka.

Rewolucja narodowa” jako droga do niepodległości

Punkt 2 uchwały I Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów (Wiedeń, 1929 r.) głosił:

Całkowite usunięcie wszystkich okupantów („zajmańców”) z ziem ukraińskich, co nastąpi w toku rewolucji narodowej i otworzy możliwości rozwoju narodu ukraińskiego (Nacji Ukraińskiej), zabezpieczy tylko system własnych militarnych sił i celowa polityka sojusznicza.

Główną rolę w „rewolucji narodowej”, która miała przynieść niepodległość, mieli odegrać ukraińscy chłopi. Do nich przede wszystkim nacjonaliści kierowali swoją propagandę.

Bezwzględność „rewolucji narodowej”

Czasopismo Prowodu Ukraińskich Nacjonalistów Rozbudowa nacji z listopada-grudnia 1930 roku zapowiadała krwawy przebieg „rewolucji narodowej”:

Kiedy nadejdzie ten nowy, wielki dzień, będziemy bez litości. Nie będzie żadnego zawieszenia broni, nie powtórzy się ani perejasławska, ani hadziacka umowa – przyjdzie nowy Żeleźniak, nowy Gonta. Nie będzie miłosierdzia ani dla wielkiego, ani dla małego, a poeta zaśpiewa: „I zarżnął ojciec syna”. (…) Tylko w morzu krwi, tylko bezwzględnością, tylko w jednym żelaznym szeregu i z jednym wodzem wywalczymy sobie prawa człowieka.

Antydemokratyzm i elitaryzm

Z czasem poglądy Dmytro Doncowa uległy radykalizacji i coraz silniej akcentowany był elitaryzm, głoszący, że władzę w państwie powinna przejąć narodowa dyktatura. Była to podstawowa zasada nacjonalizmu integralnego, zwana przez Doncowa „czynnym nacjonalizmem”. Uchwała I Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów głosiła:

W czasie walk wyzwoleńczych tylko narodowa dyktatura, która ukształtuje się w toku rewolucji narodowej, będzie mogła zabezpieczyć siłę wewnętrzną nacji ukraińskiej oraz jej odporność na zewnątrz.

Elementy faszyzmu

Uchwała II Zboru Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, który miał miejsce w Rzymie w sierpniu 1939 roku, wskazywała, że na czele państwa powinien stać Wódz, wsparty ponadpartyjną (nie dopuszczającą do powstania jakiejkolwiek partii politycznej), hegemoniczną Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów.

Przewodniczący Przywództwa Ukraińskich Nacjonalistów, jako przywódca i reprezentant walk wyzwoleńczych narodu ukraińskiego (Nacji Ukraińskiej) jest jego Wodzem. Za swą działalność i decyzje Przewodniczący PUN odpowiada przed Bogiem, Narodem i przed własnym sumieniem”. (…) Na czele państwa stanie powołany przez zorganizowaną wolę narodu Przewodniczący Państwa – Wódz Narodu. (…) istnienie partii politycznych zakazane będzie w drodze ustawy. Jedyną formą politycznej organizacji społeczeństwa będzie OUN (…). Organizacyjne przywitanie ma formę podniesienia wyprostowanej prawej ręki w prawo-skos wyżej czubka głowy. Obowiązujące słowa przywitania: Sława Ukrainie – odpowiedź: Bohaterom sława.

John Armstrong podkreśla, że mimo zaznaczania roli przywództwa w ruchu, OUN nie zrezygnowała z procedur demokratycznych, takich jak głosowania, zjazdy i wybór zarządu w drodze głosowania delegatów.

Darwinizm społeczny Dmytro Doncowa

Dmytro Doncow w swojej doktrynie uznawał poszczególne „nacje” (narody) za odrębne gatunki, co zgodnie z darwinizmem społecznym powodowało przyjęcie poglądu, że „nacje (narody) pozostają ze sobą w permanentnej wrogości, w stanie ciągłych wojen o byt i przestrzeń”. W wydanej w 1926 roku książce „Nacjonalizm” Doncow odwołuje się wprost do teorii Karola Darwina:

Kto wyobraża sobie narodowości jako odrębne gatunki, które, jak i w świecie organicznym zdane są na wieczną konkurencję między sobą – ten jasno widzi, że nawet dwie spośród nich nie zmieszczą się na jednym skrawku ziemi pod słońcem (…). Teoria Darwina tłumaczy postęp zwycięstwem silniejszego nad słabszym w ciągłej walce o istnienie.

Określenie „rasa” czy „nacja” (naród) w pismach Doncowa jest jednak tożsame z definicją Ludwika Gumplowicza, tzn. jest określeniem socjologicznym, nie zaś definicją rasistowską, zgodnie z tezami Houstona Chamberlaina. Stąd określanie Doncowa jako „rasisty: jest nadużyciem semantycznym.

Ekspansjonizm

Z darwinizmem społecznym wiąże się ekspansjonizm terytorialny, który miał być dowodem żywotności narodu i jego zdolności do przetrwania. Nacjonaliści ukraińscy nie definiowali granic planowanej ekspansji, która miała być logicznym wynikiem ich siły narodowej. Był to maksymalny cel strategiczny tego ruchu; znalazł swoje odzwierciedlenie w Uchwale I Kongresu Nacjonalistów Ukraińskich (pkt 7):

(…) Na drodze do własnego samourzeczywistnienia w formie największej intensywności znaczenia historycznego, nacja zwiększa liczebnie swe siły biofizyczne na jednocześnie poszerzanej bazie terytorialnej (…). Nacja znajduje się stale w stanie własnego rozrostu.

Ustrój gospodarczy

Ustrój miał być oparty na własności prywatnej (choć przewidywano ograniczenie prawa obrotu ziemią i dopuszczano nacjonalizację niektórych zakładów). Nacjonaliści postrzegali przyszłe państwo jako tradycyjne społeczeństwo agrarne, w którym problemy społeczne rozwiąże reforma rolna, tworząca silny stan chłopski. Poglądy nacjonalistów na sprawy gospodarcze z czasem jednak ewoluowały.

Ewolucja ukraińskiego nacjonalizmu

Dmytro Doncow, pisząc Nacjonalizm, opierał się na koncepcjach niemieckich (czytał Fichtego i Herdera), nie jest wiadome, czy znał prace Maurrasa czy D’Annunzio. Stąd Armstrong określa jego nacjonalizm jako zestawienie „fanatycznego romantyzmu” z wpływem tradycji politycznej regionu (podziemne radykalne organizacje, nieufność, a nawet wrogość wobec demokracji parlamentarnej). Ideologia OUN stanowi rzadko spotykany przypadek ewolucji programowej od faszyzmu do swego rodzaju socjaldemokracji. Dynamika tej przemiany, która dokonała się w ciągu zaledwie kilku lat, sprawiła, że transformacja ukraińskiego nacjonalizmu często uważana jest jako posunięcie taktyczne, kamuflowanie rzeczywistej natury. OUN Bandery, decydując się (po uprzedniej współpracy) na walkę z Trzecią Rzeszą, musiała zdystansować się od nazizmu. Aby zyskać sojuszników w demokratycznych państwach Zachodu, musiała wprowadzić do swojego programu elementy demokratyczne. Z drugiej strony, aby zyskać poparcie wschodniej części Ukrainy, należało zradykalizować program społeczny.

Życiorys Doncowa

Dmytro Iwanowycz Doncow (ur. 30 sierpnia 1883 roku w Melitopolu na Zaporożu, zm. 30 marca 1973 w Montrealu) – ukraiński pisarz, dziennikarz, działacz polityczny, doktor prawa. Twórca ukraińskiej koncepcji nacjonalizmu, przyjętej w latach 30. XX wieku przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów za podstawę ideologiczną działalności politycznej, a porzuconej w 1943 roku. Porzuconej – tak pisze Tomasz Stryjek, historyk i politolog, którego cytuje Wikipedia. Ale tak muszą pisać wszyscy ci historycy i politolodzy. Niechby spróbowali inaczej! Rzeź wołyńska trwała od lutego 1943 roku do lutego 1945 roku.

Postulował zwrot polityki ukraińskiej na Zachód – całkowite zerwanie więzi politycznych i kulturalnych Ukraińców i Ukrainy z Rosją i bliską współpracę z Europą Zachodnią.

Rodzina Dmytra pochodziła z Ukrainy Słobodzkiej, tj. z pogranicza północno-wschodniej Ukrainy i południowo-zachodniej Rosji. Jednak ojciec odziedziczył 1500 dziesięcin ziemi w guberni taurydzkiej i przeprowadził się z rodziną do Melitopola i zajął się sprzedażą maszyn rolniczych. Rodzice zmarli w roku 1894 i 1895, musiał więc wcześnie usamodzielnić się. Ukończył szkołę w Carskim Siole, a w 1900 roku rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie w Petersburgu, tam też działał w Hromadzie i w Ukraińskiej Partii Rewolucyjnej.

Już nawet dalej nie trzeba czytać tego życiorysu, bo to wystarczy. Tate zabezpieczył materialnie syna. Jedna dziesięcina to 1,1 hektara. No i jeszcze handel. A szkoła? W innym miejscu Wikipedia pisze, że w Carskim Siole mieściło się elitarne liceum, założone w 1811 roku i przetrwało do 1843 roku. Rok później, jako Liceum Aleksandryjskie, zostało przeniesione do Petersburga, a w 1918 roku zlikwidowane. Z tego wynika, że Doncow ukończył Liceum Aleksandryjskie.

W czasie rewolucji 1905 roku aresztowany za działalność rewolucyjną. Wyszedł na wolność na mocy powszechnej amnestii po manifeście październikowym Mikołaja II. Teraz już wiem, po co są te amnestie. Rząd niby taki surowy i „walczy” z przeciwnikami politycznymi, a później wprowadza się amnestię i ich wypuszcza, by dalej mogli „walczyć” z rządem. Tak się kreuje bohatera. Po zwolnieniu Doncow przeniósł się do Kijowa, gdzie wstąpił do Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej, z którą był związany do 1914 roku. W 1906 roku na łamach moskiewskiej „Ukrainskoj Żyzni” opublikował pierwszy artykuł, w 1910 wydał pierwszą książkę „Szkoła i religia”. W 1907 ponownie aresztowany – przebywał w areszcie osiem miesięcy, po czym opuścił granice Imperium Rosyjskiego, wyjeżdżając do Lwowa na terytorium Austro-Węgier. W latach 1909-1911 kontynuował studia prawnicze w Wiedniu.

W 1914 roku brał udział w organizowaniu we Lwowie Związku Wyzwolenia Ukrainy. W latach 1914-1916 kierował w Wiedniu Służbą Informacyjną Ukraińskiego Klubu Parlamentarnego w Reichsracie Przedlitawii (parlament austriacki), wydając równocześnie biuletyn „Korrespondenz”. W tym okresie skierował do niemieckich kół politycznych trzy memoriały o konieczności utworzenia państwa ukraińskiego.

Między rokiem 1916 a 1917 był kierownikiem Biura Narodów Rosji w Bernie i wydawcą biuletynu tegoż biura. Po wybuchu rewolucji lutowej w Rosji i obaleniu caratu wyjechał do Lwowa, gdzie uzyskał doktorat na Wydziale Prawa Uniwersytetu Lwowskiego. W latach 1912-1939 mieszkał we Lwowie i wydawał różne pisma. Był współorganizatorem Ukraińskiej Partii Pracy Narodowej.

2 września 1939 roku został internowany w Berezie Kartuskiej. Uwolniony po dwóch tygodniach w konsekwencji bolszewickiego najazdu na Polskę. A powodu represji policyjnych NKWD wobec działaczy ukraińskich emigrował przez Gdańsk i Berlin do Bukaresztu, gdzie przez dwa lata wydawał dziennik „Batava” (1940-1941).

W 1943 wyjechał do Pragi, gdzie pisał artykuły o tematyce ukraińskiej do prasy niemieckiej. Również w tym roku z powodu różnic ideologicznych rozeszły się drogi jego oraz kierownictwa OUN-B (OUN-Bandera), które zmierzało do odrzucenia zasad ustroju autorytarnego i „czynnego nacjonalizmu” na rzecz ustroju demokratycznego.

Od maja 1945 przebywał w amerykańskiej strefie okupacyjnej Niemiec, by przez Paryż, Londyn i USA dostać się do Kanady, gdzie zamieszkał. W latach 1949-1952 wykładał literaturę ukraińską na francuskojęzycznym Uniwersytecie w Montrealu oraz dużo publikował. Umarł w 1973 roku w Montrealu. Pochowany na cmentarzu South Bound Brook w Bound Brook, New Jersey.

Podsumowanie

Nie da się więc ukryć, że Dmytro Doncow, twórca ukraińskiego nacjonalizmu, był Żydem, co wcale nie dziwi, bo wszystkie te ideologie tworzyli Żydzi. Tworzyli je po to, by skłócać pomiędzy sobą narody osiadłe, by zwalczały się nawzajem i tym samym osłabiały się. I taki jest podstawowy cel tej obecnej wojny, co nie zmienia faktu, że i inne cele są przy tej okazji realizowane.

Tate odziedziczył 1500 dziesięcin w guberni taurydzkiej, która obejmowała Krym i część południowej Ukrainy na północ od Krymu. To jest 1650 hektarów ziemi. Po kim odziedziczył? O tym Wikipedia nie informuje. W powieści Rękopis znaleziony w Saragossie Jana Potockiego, która jest powieścią o masonach, jest taki fragment, w którym bankier Moro mówi do jej głównego bohatera tak:

„W obecnej chwili (1739 – przyp. W.L.) wszyscy wtajemniczeni zajmują się umieszczaniem swoich funduszów po rozmaitych krajach i gdyby którykolwiek z nich stracił je nieszczęsnym wypadkiem, wówczas wszyscy przybylibyśmy mu na pomoc. Senor miałeś stryja w Indiach, który umarł, nie zostawiwszy ci prawie nic. Puściłem pogłoskę, że odziedziczyłeś znaczny spadek, ażeby nikt nie dziwił się twoim nagłym bogactwom. Trzeba będzie zakupić majątki w Brabancji, w Hiszpanii, a nawet w Ameryce; pozwolisz, że ja się tym zajmę.”

I ten „biedny” chłopiec wyrusza z tej guberni taurydzkiej do najbardziej elitarnego liceum w ówczesnej Rosji. Tam nie trafiali przypadkowi ludzie. Te wszystkie elitarne szkoły czy uczelnie typu Oxford, Harvard, Yale itp. nie reprezentują, jak podejrzewam, jakiegoś wyjątkowego poziomu nauczania. One są od tego, by poznawały się tam dzieci elit, które to dzieci później będą zajmować eksponowane stanowiska w różnych firmach, urzędach, bankach itp. I tak będą się rozpoznawać, nawet jeśli nie uczyli się tam w tym samym czasie – taki rodzaj hasła.

Dla Doncowa nie było granic. Wszędzie czuł się jak u siebie w domu. Wszędzie wydawał jakieś pisma. Studia prawnicze rozpoczął w 1900 roku w Petersburgu, kontynuował w latach 1909-1911 w Wiedniu, a po wybuchu rewolucji lutowej w 1917 roku wyjechał do Lwowa i tam uzyskał doktorat na Wydziale Prawa Uniwersytetu Lwowskiego. W 1939 roku dostaje się do Bukaresztu, w 1943 roku jest już w Pradze, a w 1945 w amerykańskiej strefie okupacyjnej Niemiec i stamtąd do Paryża, Londynu, Ameryki i ostatecznie Kanady. I w Montrealu na uniwersytecie wykłada literaturę ukraińską. Tak mogą tylko Żydzi.

Tę ideologię wykorzystywali Amerykanie, począwszy od 2014 roku, a może i jeszcze wcześniej. Wszak Ukraina w unii, to nic innego, jak dążenie do Europy, co jest jednym z wyznaczników tej ideologii. Drugim jest antyrosyjskość i antyradzieckość. Trzecim jest polsko-ukraińska wspólnota interesów skierowana przeciwko Rosji, czego właśnie doświadczamy. A to przecież nie wszystko. A co się stanie, gdy dojdzie do jakiegoś porozumienia pomiędzy Rosją a Ameryką i nastąpi podział Ukrainy? Czy oni, wyznawcy tej ideologi, pogodzą się z tym? Czy może przejdą do realizacji innych jej elementów, jak choćby terroryzmu? Jest ich w Polsce mnóstwo. Mają broń i wszystko inne, co jest potrzebne do jego wdrożenia. Wszystko oczywiście pod kontrolą mądrzejszych, bo ci nacjonaliści nie zdają sobie sprawy, że są tylko narzędziem w ręku innych. Destabilizacja Polski to kolejny krok na drodze do jej wypchnięcia z unii.

Życiorys

Kiedy tak zastanawiałem się nad obecną sytuacją polityczną, wojną na Ukrainie i zalewem Polski (czy to jeszcze jest Polska i czy to w ogóle kiedykolwiek była Polska?) przez „uchodźców”, którzy nie są żadnymi uchodźcami, bo uchodźcy nie nadaje się numeru PESEL, który przysługuje, a właściwie przysługiwał jeszcze do niedawna, tylko obywatelom Polski, a teraz nadaje się go przybywającym tu obywatelom Ukrainy, a więc to nie uchodźcy, a państwo to faktycznie jest, jak już wielokrotnie pisałem, Rzeczpospolitą Ukraińską – kiedy więc tak zastanawiałem się na tą sytuacją, to przypomniał mi się wiersz Adama Asnyka Daremne żale.

Daremne żale - próżny trud, 
Bezsilne złorzeczenia! 
Przeżytych kształtów żaden cud 
Nie wróci do istnienia.

No właśnie! To, co się dzieje, to są rzeczy nieodwracalne. Ukraina jest rozdarta i trudno sobie wyobrazić, by została ponownie sklejona. A jeśli ten podział się dokona, co jest bardziej prawdopodobne niż ponowne połączenie, to co dalej? Wschodnia Ukraina do Rosji – to naturalne, a co z zachodnią?

We wszystkich analizach dotyczących wpływu tej wojny na sytuację światową mówi się o zerwaniu łańcuchów dostaw, o zmniejszeniu dostaw ropy i gazu z Rosji i przechodzeniu na energie odnawialną, co jest istotą Wielkiego Resetu, o rewolucji w rolnictwie, o przeniesieniu siedziby globalistów do centralnej Azji i utworzeniu tam centrum decyzyjnego dla całego świata i o wielu innych skutkach tej wojny. Ale nikt nie widzi lub nie chce widzieć albo udaje, że nie widzi, że Ukraina jest już podzielona i że konsekwencje tego będą poważne. Ta część Europy zmieni się diametralnie: przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia.

A ja tak z ciekawości zajrzałem do Wikipedii i przeczytałem życiorys Adama Asnyka. Czytanie takich życiorysów może czasem przypominać śledztwo. Co tam piszą i czego nie piszą, to może prowadzić do ciekawych wniosków. Zabawiłem się więc w Sherlocka Holmesa i przeprowadziłem prywatne dochodzenie. Wikipedia m.in. pisze:

»Adam Prot Asnyk urodził się w 1838 roku w Kaliszu, zmarł w 1897 roku w Krakowie. Polski poeta i dramatopisarz; w czasie powstania styczniowego (1863-1864) członek Rządu Narodowego (1863), doktor filozofii (1866), w latach 1889-1894 redaktor dziennika „Nowa Reforma”, inicjator i pierwszy prezes Towarzystwa Szkoły Ludowej.

Pochodził z rodziny szlacheckiej. Był synem Kazimierza, powstańca listopadowego, który po odbyciu kary zesłania osiedlił się w Kaliszu i trudnił się handlem skórami (na czym dorobił się znacznego majątku i następnie otworzył hotel i księgarnię), i Konstancji z Zagórowskich. Został ochrzczony w miejscowym kościele św. Mikołaja Biskupa, ojcem chrzestnym został Walenty Stanczukowski. W 1849 rozpoczął naukę w Wyższej Szkole Realnej w Kaliszu, w której w 1853 złożył egzamin dojrzałości. W Kaliszu mieszkał do 1856, po czym wyjechał do Warszawy, gdzie podjął studia w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Marymoncie (1856), następnie w Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie (1857-1859) oraz na uniwersytetach we Wrocławiu (1859-1860), gdzie działał w Towarzystwie Literacko-Słowiańskim, Paryżu (1861) i Heidelbergu (1861-1862). Brał udział w ruchu spiskowym; w powstaniu styczniowym był członkiem wrześniowego Rządu Narodowego. W latach 1864-1867 przebywał za granicą, w 1866 uzyskał doktorat z filozofii na Uniwersytecie Ruprechta i Karola w Heidelbergu. Po powrocie do kraju mieszkał we Lwowie, a w 1870 osiadł w Krakowie. Debiutował w 1870 roku na łamach dziennika „Kaliszanin” wierszem Rodzinnemu miastu.

W styczniu 1882 roku został wydawcą krakowskiego dziennika „Reforma”, przemianowanego w listopadzie tego roku na „Nową Reformę”, której redaktorem odpowiedzialnym był od grudnia 1889 do stycznia 1895. Od 1884 był radnym miejskim w Krakowie. W 1889 został posłem do galicyjskiego Sejmu Krajowego. Był jednym z założycieli Towarzystwa Szkoły Ludowej w Krakowie (1882) i członkiem honorowym TSL. Podejmował wyprawy wysokogórskie w Tatry. Wiele podróżował po Europie. W 1888 roku odbył podróż do Włoch, na Sycylię, Maltę i północne wybrzeże Afryki, zakończoną w Marsylii. W 1894 odbył podróż na Cejlon i do Indii. Został pochowany w Krypcie Zasłużonych na Skałce w Krakowie.

W czasie okupacji niemieckiej (1939-1945) całość twórczości Adama Asnyka trafiła na niemieckie listy proskrypcyjne jako szkodliwa i niepożądana, z przeznaczeniem do zniszczenia.

W czasie Obchodu XVIII Wieków Kalisza (1960) na pl. Konstytucji odsłonięto pomnik Adama Asnyka.«

Mamy więc powstańca, zesłańca, który po odbyciu kary zesłania osiedla się w Kaliszu. Nie wiemy więc skąd pochodził ojciec Asnyka. Z kontekstu wynika, że nie z Kalisza, bo gdyby z Kalisza, to napisaliby, że powrócił do Kalisza. Właściwie to nic o nim nie wiemy, poza tym, że był szlachcicem bez ziemi. Przyjechał do obcego miasta i zaczął handlować skórami i dorobił się na tym handlu znacznego majątku. Skąd pomysł na handel skórami? I jakimi skórami? Jak został zesłany, to pewnie na Syberię, a nie na Krym. Na Syberii nie brakowało skór, a może raczej futer, bo wtedy, w tamtym ostrym klimacie dzikie zwierzęta miały bardzo ciepłe i ładne futerka, takie jakie lubią wszystkie kobiety. I tylko na takich futerkach, a nie skórach można było się dorobić fortuny. Musiał więc na tym „zesłaniu” ojciec Asnyka nawiązać kontakty z miejscowymi handlarzami futrami. Pierwszy krok został zrobiony. Zesłanie okazało się początkiem dobrego interesu.

Dlaczego Kalisz? Bo Kalisz to było wtedy miasto na granicy prusko-rosyjskiej. Szły więc futra z Syberii do Kalisza, do ojca Asnyka, „szlachcica”. A z Kalisza do Prus. Przecież zwykły szlachcic nie pojechałby do obcego miasta i nie zaczął tam uprawiać międzynarodowego handlu skórami, bo na ten handel ma monopol tylko jedna nacja. Musiał to być bardzo intratny handel, skoro stać go było na otworzenie hotelu i księgarni. Do takiego handlu Żydzi nikogo obcego nie dopuszczą. Skoro ojciec Asnyka był Żydem, to i on nim był, bo jego matka – z Zagórowskich, prawdopodobnie była również z tej nacji. Te nazwiska typu Zagórowski, Zagórski (za górami) mogą sugerować, że tak było.

Adam Asnyk odebrał bardzo „wszechstronne” wykształcenie. W 1856 roku studiował w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego. W latach 1857-1859 – w Akademii Medyko-Chirurgicznej, w latach 1859-1860 – na uniwersytecie we Wrocławiu działał w Towarzystwie Literacko-Słowiańskim, czyli zetknął się z panslawizmem, w 1861 – w Paryżu, w latach 1861-1862 – w Heidelbergu. W 1863 roku w powstaniu. W latach 1864-1867 przebywał za granicą. W 1866 roku uzyskał doktorat z filozofii na Uniwersytecie w Heidelbergu. Gdyby nie to, że był Żydem, to musiałby być masonem, bo tylko oni mogą się tak szybko przemieszczać z miejsca na miejsce i tylko dla nich uczelnie stoją otworem i mogą je zmieniać jak rękawiczki i nie istnieją dla nich żadne granice. Taki Kościuszko zrobił zadymę w Polsce, a potem, jak gdyby nigdy nic, wyjechał do Ameryki i nikt go nie zatrzymywał. Ostatecznie uzyskał Asnyk doktorat z filozofii, czyli że nie musiał się wykazać żadną konkretną wiedzą i nikt tak naprawdę nie mógł jej zweryfikować. Ale brzmi poważnie – doktor filozofii.

Tak więc Asnyk nie musiał mieć żadnego konkretnego zawodu, bo tate zabezpieczył go materialnie. Jak się okazuje i z „patriotyzmu” można coś wyciągnąć. Syn poszedł w ślady ojca i też „walczył” w powstaniu. W 1862 roku wrócił z Heidelbergu, a w 1864 ponownie wyjechał za granicę i nikt go nie zatrzymywał. Walczył przeciwko rządowi carskiemu, a ten pozwolił mu swobodnie opuścić kraj. „Patriotyczny biznes” to musiał być całkiem niezły biznes. Wprawdzie bardziej przypominał on biuro podróży, ale to szczegół. Ważne, żeby kochać ojczyznę i wszędzie się z tym obnosić, no i oczywiście obracać się w odpowiednim kółku.

Ostatecznie został Asnyk wydawcą dziennika w Krakowie. Co jak co, ale prasa musi być w rękach Żydów. Był też radnym miejskim w Krakowie i posłem do galicyjskiego Sejmu Krajowego oraz jednym z założycieli Towarzystwa Szkoły Ludowej. A więc wszystkie kluczowe stanowiska w ich rękach, łącznie z edukacją ludu.

W 1960 roku odsłonięto w Kaliszu pomnik Adama Asnyka. 11 listopada 2021 roku na Głównym Rynku w Kaliszu miało miejsce spalenie Statutu kaliskiego. Spotkało się to z bardzo ostrą krytyką niektórych środowisk. W blogu „Riposta” pisałem:

»W niedzielę w Kaliszu zorganizowano marsz “Kalisz wolny od faszyzmu”. To odpowiedź na wydarzenia, do których doszło podczas marszu 11 listopada. Grupa osób wznosząc antysemickie hasła, spaliła wówczas tekst Statutu Kaliskiego.

Manifestujący spotkali się w niedzielę o godz. 16 pod pomnikiem poety Adama Asnyka. Organizatorzy w mediach społecznościowych napisali: “W dniu Święta Niepodległości Kalisz został pohańbiony. Hordy przybyłych z różnych miejsc w Polsce faszystów, zwołanych przez Wojciecha Olszańskiego vel Aleksandra Jabłonowskiego, wykrzykiwały na ulicach naszego Miasta obrzydliwe hasło: ‘Śmierć Żydom’. Spalono publicznie, przed gmachem ratusza, najważniejszy dla Kalisza dokument – “Statut kaliski” z 1264.”.«

No i teraz już można zrozumieć dlaczego na miejsce protestu wybrano pl. Konstytucji, na którym znajduje się pomnik Asnyka. Pamiętam, że wtedy zastanawiałem się, dlaczego akurat przed jego pomnikiem, co on miał z tym wspólnego? Wtedy nie rozumiałem, a teraz już – tak. Ciągnie swój do swego. Czasem więc warto czytać życiorysy różnych osób, bo wiele można się z nich dowiedzieć, a Wikipedia też musi coś napisać, bo gdyby chciała wszystko ukryć, to nic nie napisałaby.

Konflikty społeczne

Ludzie dorośli, w odróżnieniu od dzieci, zatracili, z wielu względów, zdolność do zadawania prostych, podstawowych pytań. Nikt nie pyta skąd się biorą konflikty społeczne, zwane też czasem rewolucjami. Skąd się bierze to „niezadowolenie” społeczne? Być może wielu wydaje się, że są to zjawiska tak naturalne jak to, że pada deszcz czy świeci słońce. Bo przecież towarzyszą nam one od zarania dziejów. Czasem przybierały one postać powstań chłopskich, czasem wojen religijnych, a później strajków robotniczych, a jeszcze później rozkwitły ruchy anarchistyczne. W czasach najnowszych doświadczamy ruchów migracyjnych na wielką skalę. Jeszcze nie tak dawno temu wydawało się nam, że te ostanie nas nie dotyczą albo dotyczą w niewielkim stopniu. Ale jak mówi przysłowie: co się odwlecze, to nie uciecze.

Skąd więc biorą się te wszystkie niepokoje społeczne? Kto za tym stoi? Komu to służy? Dobrze to tłumaczy, jak sadzę, Zbigniew Krasnowski (Tadeusz Gluziński) w książce Socjalizm, komunizm, anarchizm z 1936 roku. Krasnowski pisze:

»Umysł ludzki jest tak niedoskonały, natura ludzka jest tak niejednolita, że wszelkie wysiłki nadania społeczności ludzkiej form bytu jednakowo pomyślnych dla wszystkich muszą zawieść. Byli, są i będą zawsze ludzie w mniejszym lub większym stopniu niezadowoleni, zwłaszcza, że brak jest miary zadowolenia; każdy człowiek pragnie mierzyć swoje zadowolenie miarą własną.

Jeżeli trudno jest wobec tego osiągnąć zadowolenie wszystkich jednostek danego społeczeństwa, to w każdym razie można i należy dążyć do zadowolenia przynajmniej jego większości. A kiedy w danym kraju większość może być zadowolona? Może to nastąpić tylko wówczas, gdy posiada ona możność rozwijania w swoim kraju ojczystym wszystkich dziedzin swego życia według własnych chęci i własnych potrzeb. Zadowolenie to można osiągnąć tym łatwiej, że w podobnych warunkach bytu – geograficznych, klimatycznych, rasowych, chęci i potrzeby ludzkie zbliżają się do siebie.

Możność rozwijania przez naród w swoim kraju ojczystym wszystkich dziedzin życia, a więc – gospodarczej, kulturalnej i politycznej, według własnych chęci i własnych potrzeb stanowi przyrodzone prawo zwierzchnictwa, czyli przyrodzone prawo gospodarza kraju. Nieodzownym przeto warunkiem zadowolenia większości danego narodu jest zachowanie w całej pełni jego praw gospodarza, bez naruszania ich przez żywioły obce.

Czy można myśleć o zadowoleniu ogółu ludności rdzennej, a choćby tylko jej większości, w okresie rozproszenia żydowskiego, zwłaszcza od czasu tzw. równouprawnienia żydów, a więc od czasu nie tylko faktycznej, lecz i oficjalnej utraty przez narody rdzenne ich praw gospodarza w krajach ojczystych na rzecz rozproszonego w nich żywiołu żydowskiego? Nie. O tym zadowoleniu z obecnego ustroju społecznego myśleć nie można. Wszak życie ludności rdzennej obecnie rozwija się nie według chęci i potrzeb jej większości, ale w przystosowaniu do chęci i potrzeb żydostwa, a więc idzie po linii potrzeb znikomej części ogółu ludności, w dodatku części całkowicie obcej rasowo i kulturalnie, czyli przesiąkniętej odrębnymi swoistymi chęciami i potrzebami.

Większość w narodzie rdzennym została zatem obarczona obowiązkami we wszystkich dziedzinach swego życia na rzecz obcego żywiołu żydowskiego, bowiem „prawom” żydowskim muszą muszą odpowiadać „obowiązki”, czyli ciężary ludności rdzennej, skutkiem czego ustrój społeczny musi być przez ludność rdzenną odczuwany jako ustrój krzywdzący, jakkolwiek może ona nie rozumieć, gdzie tkwi istotna przyczyna jej zła i jej krzywdy. Stąd pochodzi stałe niezadowolenie ludności rdzennej z obecnego ustroju społecznego.

Sami żydzi nie przeczą (w chwilach szczerości), że żydostwo wpływa rozstrzygająco na budowę ustroju społecznego w krajach tzw. kulturalnych, a tym samym na zniekształcenie – z punktu widzenia narodów rdzennych – obecnej budowy gospodarczej w tych krajach.

Skrzypek żydowski, Bronisław Huberman, znany ze swoich oświadczeń w sprawach natury politycznej, podczas wymiany zdań na temat wpływu żydostwa na życie narodów rdzennych w krajach Europy, m.in. powiedział:

Uważam, że my żydzi, jesteśmy w Europie jedynymi Europejczykami. Był jeszcze jeden naród – starzy „Ateńczycy”, lecz oni znikli. Utrzymuję, że my, żydzi, wytworzyliśmy dla Europy wszystkie wartości, które obecnie istnieją w życiu kulturalnym, ekonomicznym i politycznym. Musimy jednak tworzyć dalej… – „Hajnt”, nr 35, 10 II 1931 r. „Bron. Huberman wypowiada swoje wrażenia z podróży do Erec Izrael”, A. Alperin, koresp. Z Paryża.

W jakim celu wytwarzali żydzi dla Europy wartości ekonomiczne (a tylko o nie chodzi nam w danym wypadku)? Czy w dbałości o dobro narodów rdzennych? Nie. Ich wysiłki myślowe musiały być skierowane na zabezpieczenie potrzeb żydostwa w warunkach jego bytu w rozproszeniu. Ponieważ zaś potrzeby żydowskie w tych warunkach mogą być zabezpieczone jedynie kosztem otoczenia, kosztem ludności rdzennej, przeto „wartości ekonomiczne”, którymi tak się chełpił ten żyd, muszą stanowić ciężary dla narodów rdzennych. Jedną z tych „wartości” jest układ stosunków gospodarczych, czyli obecna budowa gospodarcza, która opiera się na zaprzeczeniu zasad gospodarki narodowej, narodowej w sensie potrzeb każdego narodu rdzennego w jego kraju ojczystym.

Niezadowolenie z obecnego ustroju społecznego, a więc tarcia i nieporozumienia wśród ludności rdzennej, muszą być obecnie, jak wynika z powyższego, zjawiskiem „normalnym”.

Jeżeli niezadowolenie jakiejś jednostki, albo wielu jednostek, w łonie jakiejś warstwy społecznej danego narodu jest dla niego okolicznością niepożądaną i zgubną, bo powoduje wewnętrzne tarcia i tamuje pomyślny rozwój całości, to z punktu widzenia interesów narodu żydowskiego wszelkie tego rodzaju niezadowolenia i niesnaski istniejące w łonie narodów osiadłych są okolicznościami nie tylko pożądanymi, ale wręcz koniecznymi dla dalszego jego bytu, jako narodu pasożytującego. Niezadowolenie bowiem w łonie narodu osiadłego pociąga za sobą jego osłabienie. Wskutek czego naród żydowski otrzymuje możność łatwiejszego przedostania się do wnętrza tego narodu bez odpowiedniego sprzeciwu, który niewątpliwie musiałby powstać, gdyby ten naród nie został uprzednio osłabiony.

W interesie przeto żydostwa leży, aby możliwie potęgować w łonie narodów poszczególnych wszelkie tarcia i nieporozumienia albo sztucznie je na powierzchnię życia wydobywać.

Praktyka życiowa wskazuje, że najłatwiejszym sposobem wywołania niezadowolenia jest krytyka dotychczasowych stosunków w danym środowisku panujących. Krytykować łatwiej, niż dokonywać czegoś nawet według wzorów krytyki, zwłaszcza gdy krytyk nie może czy też nie chce sam zabrać się do pracy w celu wskazania słuszności swego twierdzenia. Tego rodzaju krytyka ma charakter złośliwy; oparta jest na zlej woli.

Praktyka życiowa musiała pouczyć czynniki żydowskie, że drogą takiej właśnie krytyki istniejących stosunków w otoczeniu najłatwiej wywołać tarcia i nieporozumienia, niezbędne dla żydostwa do jego bytu w rozproszeniu, a to tym bardziej, że, dzięki warunkom rozproszenia, żydostwo nie ma ani możności, ani potrzeby wykazywania na własnym przykładzie wzorów lepszego postępowania.

Tą drogą żydostwo szło dotąd i idzie nadal. Ma krytykę dla otoczenia, lecz nie dla siebie. Uczyniło sobie fach z krytyki stosunków istniejących w łonie pozostałej rodziny narodów. Stosując krytykę od zarania swej historii, czynniki żydowskie musiały wypracować pewne hasła, które by najskuteczniej działały na otoczenie w kierunku jego rozbicia wewnętrznego.

Wolność”

Jednym właśnie z takich haseł jest hasło „wolności”. Inaczej hasło „wolność” musiało wyrazić się w okresie walki żydostwa z Rzymem i z Grecją; inną treść musiało mieć np. w Polsce w wiekach średnich, kiedy to dla rozkładu szlachty polskiej, jako warstwy przewodniej, podsunięto „liberum veto”; inną treść musiało otrzymać w krajach niemieckich, przeznaczonych na penetrację żydowską po wyrzuceniu żydów z Hiszpanii, kiedy to „uciemiężeni” w swoim sumieniu przez Kościół katolicki Niemcy musieli walczyć o „wolność” i „protestować” przeciw zależności zarówno swego sumienia, jak i swego kraju, od Stolicy Apostolskiej („protestantyzm”); w inną treść musiało być obleczone w Anglii w wieku XIX, kiedy to rozwinięto „liberalizm”, który uwarunkował rozrost żydostwa nie tylko w tym kraju, ale pośrednio też na całym świecie. I tak dalej w większych i mniejszych prądach życia ludzkiego.

Na zewnątrz hasło to w różnych okresach coraz to inny wyraz otrzymuje, istota jego jednak jest ta sama: dążność do opanowania otoczenia.

Ale hasło „wolność”, przez czynniki żydowskie od zarania historii żydowskiej stosowane, nie zabezpieczyłoby interesów żydowskich, bo obejmuje ono nie tyle zakres dóbr materialnych pozostałych narodów, ile dotyka dziedziny ich dóbr duchowych. A przecież w gruncie rzeczy nie o zagadnienie dóbr duchowych żydostwu chodzi.

O cóż bowiem walczy ono z pozostałą rodziną narodów? Czy o „wolność”? Nie.

Walczy o możność bytu w rozproszeniu, a więc o możność pasożytowania na organizmach narodowych, czyli o możność eksploatowania ich w dziedzinie materialnej. Walka żydostwa z pozostałą rodziną narodów w dziedzinie ich dóbr duchowych jest jedynie środkiem do tym łatwiejszego opanowania narodów i zagrabienia ich dóbr materialnych, bowiem dopiero po osłabieniu, bądź po zniszczeniu podstawowych dóbr duchowych narody tracą swoją odporność na najazd obcy.

Dlatego też żydostwo musiało mieć na swoich usługach hasło jeszcze inne, które by nie tylko odpowiadało potrzebie żydowskiej rozsadzania otoczenia od wewnątrz, jak hasło „wolność”, lecz które by jednocześnie otwierało drogę bezpośrednią do opanowania dóbr materialnych otoczenia. Takim hasłem, zadość czyniącym obu wymienionym warunkom i stosowanym przez czynniki żydowskie od dawien dawna aż do dni ostatnich, jest hasło „wspólnoty” wszystkich dóbr na świecie.

Wspólnota”

Hasło „wspólnoty” (łac. communa) wszystkich dóbr na świecie, a więc zaprzeczenie podstaw światopoglądu człowieka osiadłego, zatem – zmuszanie ludzi osiadłych do rozumowania właściwego koczownikom – jest hasłem, które musi wywołać zamieszanie w pojęciach i w układzie stosunków ustalonych u otoczenia, wśród którego żydostwo przebywa.

Zamieszanie powstaje tym łatwiej, że żaden układ stosunków społecznych nie może być doskonały, a w każdym społeczeństwie istnieją jednostki lub całe grupy ludzi niezadowolonych z istniejącego stanu rzeczy i skutkiem tego skorych do jego „poprawy”. A czynnikom żydowskim o to właśnie idzie, aby w dążeniu do stałego podważania ustroju społecznego można było oprzeć się na rzeszach niezadowolonych spośród narodów rdzennych, jako na sprzymierzeńcach żydostwa w jego walce z otoczeniem.«

To, co się teraz dzieje na Ukrainie, to nie tylko wojna, która jest przedłużeniem żydowskich praktyk ingerencji w społeczeństwa, to też wywołanie migracji na wielką skalę i dokonująca się wymiana społeczeństwa polskiego na ukraińskie. Polacy są marginalizowani i zostaną zmarginalizowani, co spowoduje ich niechęć do „uchodźców” ukraińskich. Ale ci „uchodźcy” będą lepiej traktowani niż mniejszość ukraińska, która mieszka w Polsce. To z kolei wywoła konflikty pomiędzy tymi dwoma grupami. Tak się skłóca społeczeństwa i rządzi się nimi wedle własnego uznania i dla własnej korzyści.

Żydzi uważają, że są jedynymi Europejczykami, że to, co zostało stworzone w dziedzinie kultury, ekonomii i polityki, to ich dzieło. Trudno się z tym nie zgodzić. Ja przynajmniej zgadzam się z tym. Wszyscy ci filozofowie typu Spinoza, Kant, Hegel, Marks byli Żydami. Co więcej, nawet Józef Popper-Lynkeus, twórca nazizmu, był Żydem. A wśród nazistów było wielu Żydów. Zatem kto jest odpowiedzialny za holokaust? Kto finansował Hitlera i całą ówczesną niemiecką elitę polityczną, która wyniosła Hitlera na stanowisko kanclerza? Naziści w ostatnich wolnych wyborach dostali od narodu niemieckiego tylko 37% głosów i nie byliby w stanie samodzielnie rządzić. Jeśli uważa się za naród wybrany, który wynosi się ponad innych i o wszystkim decydował i decyduje, to i za wszystko ponosi się odpowiedzialność. Za wszystko, bez wyjątków. Skoro nazizm był dziełem Europejczyków…

Ostateczny cel socjalizmu

Krąży po internecie taki krótki film z 2018 roku zatytułowany „Co przykrywa wojna na Ukrainie? Niebiańska Jerozolima”. Zdaje się, że jego popularność wzrosła na skutek wybuchu wojny na Ukrainie. Ta koncepcja, czyli przeniesienie Izraela na teren południowej Ukrainy, jest dla wielu przyczyną wybuchu tej wojny. Sam pomysł nie jest nowy i Żydzi rozważali takie rozwiązanie na początku XX wieku, jeśli nie wcześniej. Po rewolucji październikowej powstawały żydowskie okręgi autonomiczne. Na Ukrainie: pierwszy – w guberni chersońskiej, drugi – na Zaporożu, trzeci – w powiecie krzyworoskim. Na Krymie: pierwszy – w okolicy Eupatorii i zachodnio-dżankojskiego okręgu, drugi – Łarinosielski, nazwany tak na cześć Łuria Łarina, jednego z najczynniejszych działaczy na polu osadnictwa Żydów na roli.

A jak sami Żydzi widzą ten problem? Poniżej druga część rozdziału Tożsamość socjalizmu i komunizmu oraz ich cel ostateczny. B. Ostateczny cel socjalizmu. Cytat pochodzi z książki Socjalizm, komunizm, anarchizm wydanej w 1936 roku. Jej autorem jest Zbigniew Krasnowski.

»Aby zaś przekonać się, na czym istotnie polega treść idei socjalizmu i w czyim interesie jest on przez czynniki żydowskie tak usilnie w życie wprowadzany, warto zapoznać się z rozumowaniem myśliciela żydowskiego, dr. Chaima Żytłowskiego, który na przykładzie obrazowym wyjaśnia istotę „celu ostatecznego” i „maksymalizmu”:

Dzika miejscowość – pisał dr Chaim Żytłowski – winna być obrócona w zdrowe ludzkie osiedle. Duże skały mają być wysadzone dynamitem, aby można było przeprowadzić koleje i drogi bite. Trujące błota mają być osuszone, stepy – nawodnione i zalesione, dzikie zwierzęta – wyniszczone. Lecz gospodarze tej dzikiej miejscowości nie chcą, aby ją obrócić w ludzkie osiedle.

Ma się rozumieć, można sobie wyobrazić, że ta okolica „sama przez się” może również poprawić się. Błota wysychają, nawet skały rozpadają się. Ma się rozumieć, można również iść na kompromis z gospodarzami. W tym roku osuszyć kawałek błota, w następnym drugi i tak stopniowo, stopniowo, przy pomocy Boskiej, okolica się zaludni.

Ale możliwy jest inny wypadek: maksymalistyczny. Otóż ci, którzy zainteresowani są w zmianie, starają się sami stać się gospodarzami okolicy. A kiedy dawni gospodarze zostali wypędzeni, biorą się należycie do pracy – z całą wiedzą techniczną i z całą miłością oraz oddaniem się swemu ideałowi.

Może zdarzyć się, że nie jest to sprawa mała, może zdarzyć się, że każdy nowy krok w tej dzikiej nieznanej okolicy wymaga ofiar. Lecz urzeczywistnienie ideału jest zapewnione: ci, którzy stali na drodze do niego, zostali usunięci.

W tym wypadku urzeczywistnienie celu ostatecznego (lub ideału) można począć liczyć od tej chwili, kiedy okolica przeszła pod władzę nowych gospodarzy.

Maksymalizm zmierza do tego, aby socjaliści stali się gospodarzami obecnego życia społecznego i aby przystąpili do przebudowy i budowy swoich ideałów. A maksymaliści wierzą, że nie ma żadnych teoretycznych zastrzeżeń, które by mogły przeszkodzić urzeczywistnieniu ich celu końcowego już obecnie i to w zakresie maksymalnym w tylko co wyjaśnionym sensie… – „Fraje szriften far idiszen socjalistiszen gedank”, Zamelbuch, Wilno, 1926 r., September – „Kilka myśli o „celu ostatecznym” i „maksymalizmie”, dr Chaim Żytłowski.

Kim są „gospodarze tej dzikiej miejscowości” , którzy nie chcą, aby ją obrócić „w ludzkie siedlisko”? To są narody rdzenne, które nie chcą dopuścić, aby ich kraje ojczyste zostały opanowane przez żywioł obcy. A kto są ci, którzy „są zainteresowani w zmianie” i którzy „starają się sami stać się gospodarzami okolicy”? To są członkowie narodu żydowskiego, którego byt w warunkach rozproszenia musi być oparty na pasożytowaniu na narodach rdzennych.

Kiedy następuje dla żydostwa urzeczywistnienie jego ideału, że „dawni gospodarze zostali wypędzeni”, a ono już może wziąć się „należycie do pracy: z całą wiedzą techniczną i z całą miłością oraz oddaniem się swemu ideałowi”? Ten warunek następuje wówczas, gdy „socjaliści stali się gospodarzami obecnego życia społecznego”… Od tej chwili „okolica przeszła pod władzę nowych gospodarzy”, czyli właściwie żydostwa…

Od tej chwili „okolica” poczyna obracać się „w ludzkie osiedle”, czyli dany kraj staje się całkowicie dostępny najazdowi żydowskiemu.

Od tej chwili czynniki żydowskie, świadome swoich celów i zadań – w przeciwieństwie do otoczenia, nierozumiejącego o co chodzi – mogą wziąć się do pracy, wyrażając się słowami dr. Żytłowskiego, „z całą wiedzą techniczną i z całą miłością oraz oddaniem się swemu ideałowi”…

Ponieważ żywioł żydowski jest obecnie rozproszony na całym świecie, więc aby ten „ideał” osiągnąć, należy zniszczyć życie narodów rdzennych w skali światowej, na podobieństwo Rosji z jej wywrotem październikowym z roku 1917. Mówiąc tedy symbolicznie słowami żydów samych:

Światowy październik rozwiąże światowe zagadnienie żydowskie”… – „Di Woch”, nr 15, 23 X 1925 r. – „Krym czy Palestyna”.

Dr I. Szechtman: Dwa „państwa przyszłości”

I tak myśli ogół społeczeństwa żydowskiego. Wskazując na niknące ostatnio wśród żydostwa wpływy Bundu jako wyraziciela poglądów co do możności ujarzmienia narodów rdzennych za pomocą częściowego u nich przewrotu, znany publicysta żydowski, dr I. Szechtman, w marcu 1935 r., m.in. pisał:

I naród (żydowski, przyp. tłum.) wewnętrznie odwrócił się od golusu (obecnego bytu w krajach rozproszenia, przyp. tłum.), od jego doświadczeń i rozczarowań, od jego zwycięstw i porażek. Wyschły ostatnie złudzenia. Psychologicznie przezwyciężono wszystkie oczekiwania, związane zazwyczaj z teraźniejszością i przyszłością bytu w golusie. Wszystkie rozczarowania skierowano na radykalną przebudowę zbankrutowanych form narodowego i społecznego bytu golusowego. Przy tym przebudowa nie może być stopniowa, częściowa, niedostrzegalna, ale – przeciwnie – radykalna, kategoryczna, zapierająca oddech: jej sens i patos polegają na całkowitym zaprzeczeniu form życia golusowego. To zaprzeczenie i zwalczanie golusu poszły dwiema całkowicie różnymi drogami: przez syjonistyczne państwo żydowskie i przez sowieckie państwo przyszłości. Między tymi dwoma „państwami przyszłości” istnieje przepaść. Oba zawierają jednak cechę wspólną: stanowcze i radykalne zaprzeczenie golusu. Oba wychodzą z założenia całkowitej przebudowy ustroju narodu żydowskiego. Tylko bowiem taka ideologia jest do przyjęcia dla narodu żydowskiego, który utracił wszystkie złudzenia co do możliwości przystosowania się do bytu golusowego… – „Der Moment”, nr 54, 4 III 1935 r. – „Rozważania o dawniejszym bohaterze”, dr I. Szechtman, Paryż.

A zatem, aby żydostwo mogło istnieć, muszą być wytworzone dwa „państwa przyszłości”: jedno w Erec Israel, a drugie – w pozostałej części kuli ziemskiej na wzór ustroju sowieckiego, czyli pierwsze, jako metropolia, a drugie – jako kolonie żydowskie, przeznaczone dla narodu „wybranego” do eksploatacji gojów.

Te cele żydostwo zdoła osiągnąć przez „światowy październik”, swoisty „cel ostateczny” pasożyta.«

Ten światowy październik to po prostu światowa rewolucja. I to się dzieje. Zaczęło się parę lat temu od kryzysu migracyjnego na Zachodzie, poprzedzonego przez kolorowe rewolucje w Afryce i konflikty zbrojne na Bliskim Wschodzie. Później doszła sztucznie wywołana „pandemia”, a teraz wojna. To wszystko, to jedna wielka, nieustająca rewolucja, mająca na celu wyniszczanie i osłabianie narodów rdzennych i w konsekwencji ich podporządkowanie. Wojna to najbardziej gwałtowna, niszcząca forma rewolucji. Po niej ta część Europy będzie wyglądała zupełnie inaczej, bo każda wojna przynosi wielkie zmiany. Zmiany, których nie można by było wprowadzić w warunkach pokojowych. Po wojnach ludzie są bardziej skłonni do zaakceptowania nawet największych zmian, nawet jeśli są one dla nich niekorzystne. I po to są te wojny wywoływane. Ta obecna, wygląda na to, że jest elementem tej permanentnej rewolucji i nie została wywołana po to, by przenieść tam Izrael.

Jak na razie przepowiednia Henry Kissingera z 2012 roku o tym, że za 10 lat nie będzie Izraela, nie sprawdza się. 11 marca ukazał się na portalu Interia artykuł Trwa wielka operacja przerzutu ukraińskich Żydów (https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-ukraina-rosja/aktualnosci/news-trwa-wielka-operacja-przerzutu-ukrainskich-zydow,nId,5885967). Mamy więc do czynienia z kolejną operacją Most. Ilu z tych Żydów wyjedzie do Izraela, a ilu zostanie w Polsce? Oto jest pytanie! Interia pisze:

»Tysiące ukraińskich Żydów jadą przez Polskę do Izraela. Trwająca dziś operacja była przygotowywana kilka tygodni przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę – podaje “Rzeczpospolita”. Trwa 16. dzień inwazji Rosji na Ukrainę.

Jak podaje dziennik, główny szlak przerzutu ukraińskich Żydów wiedzie przez Polskę. Inne przez Rumunię, Węgry i w mniejszej skali przez Mołdawię. Centrum dowodzenia znajduje się w hotelu Novotel w centrum Warszawy, działa tu tymczasowy oddział ambasady izraelskiej, pracują przedstawiciele organizacji, w tym Agencji Żydowskiej, zajmujący się organizowaniem aliji, powrotu do kraju przodków, czyli migracji do Izraela.

“Pierwszy lot z Warszawy odbył się w poprzedni wtorek. Potem kolejne dwa. Na piątek i sobotę szykujemy następne” – powiedział “Rzeczpospolitej” Szmuel Szpak, główny menedżer operacji przerzutu, wcześniej przez cztery i pół roku szef Agencji Żydowskiej na Ukrainie (ewakuował się z Kijowa wraz z pracownikami ambasady izraelskiej pod koniec lutego).

Poinformował, że przygotowania zaczęły się pod koniec stycznia. Na uwagę gazety, że to dużo wcześniej, niż Putin zaczął wojnę, odpowiedział: “Mieliśmy informacje”. Szmuel Szpak dodał, że jego organizacja zawczasu przygotowała schronisko przy polskiej granicy koło Lwowa. Tam trafiali ukraińscy Żydzi, których potem kierowano do sąsiednich krajów.

W Warszawie – jak czytamy – procedura trwa trzy doby: potwierdzenie przez ambasadę prawa do aliji, wypełnienie koniecznych dokumentów, wydanie wizy i skierowanie na lotnisko. Paszport dostaje się już w Izraelu.

Dotychczas z Polski wyleciały, jak mówi Szpak, “setki” osób. “Gotowi jesteśmy na kilka tysięcy” – podkreśla Szpak.«

Bardzo wymowne i dające do myślenia jest to “mieliśmy informacje”. Skąd mieli? Wiadomo skąd mieli. Są Żydami, to mieli je od Żydów, co pośrednio oznacza, że to oni kierują tą wojną po obu stronach i oni decydowali o tym, kiedy ona wybuchnie. I przenieśli ambasadę Izraela z Kijowa do Warszawy. A zatem mamy teraz w Rzeczpospolitej Ukraińskiej dwie ambasady Izraela. Jedna jest w samym centrum Warszawy na skrzyżowaniu dwóch głównych warszawskich ulic: Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich. Tak więc ambasada Izraela na Ukrainie mieści się w Warszawie w Alejach Jerozolimskich. – To ja już nie wiem, w jakim państwie ja żyję. Czy to jest Polin czy Rzeczpospolita Ukraińska?

Socjalizm i komunizm

Żeby zrozumieć ten świat, to, co wydarzyło się wcześniej i to, co dzieje się teraz, to wypadało by zapytać tych, którzy tym wszystkim trzęsą. Ale czy oni powiedzieliby nam, o co im tak naprawdę chodzi? Nie powiedzą. W 2012 roku Henry Kissinger stwierdził, że za 10 lat nie będzie Izraela. I co? Minęło 10 lat, a Izrael ma się dobrze. Trzeba więc zainteresować się tym, co mówią w swoim gronie i jak rozumieją pewne pojęcia, które nam przedstawiają zupełnie inaczej.

Takie podejście jest przedstawione w książce Socjalizm, komunizm, anarchizm, której autorem jest Zbigniew Krasnowski. Po raz pierwszy książkę tę wydano w 1936 roku. Zbigniew Krasnowski to pseudonim Tadeusza Gluzińskiego, który pod pseudonimem Henryk Rolicki wydał książkę Zmierzch Izraela. W książce Socjalizm, komunizm, anarchizm jest zamieszczonych mnóstwo cytatów z tzw. żargonowej prasy żydowskiej, w której wypowiadają się liczni politycy i ideolodzy żydowscy lat 20-tych i 30-tych XX wieku. To nie ma znaczenia, że to prawie 100 lat temu. Jak wielokrotnie podkreślałem, u Żydów nic nie zmienia się. Oni od 2000 lat robią to samo i tymi samymi metodami.

Poniżej część pierwsza rozdziału Tożsamość socjalizmu i komunizmu oraz ich ostateczny cel. A. Tożsamość socjalizmu i komunizmu:

»„Komunizm” i „socjalizm” – są to pojęcia co do swojej treści tożsame, jakkolwiek szeroki ogół dopatruje się zasadniczej w nich różnicy. Takie różniczkowanie ruchu przez szeroki ogół ludności narodów rdzennych jest zjawiskiem dla czynników żydowskich wielce dogodnym. W ten sposób bowiem udaje się im skierować w łożysko akcji wywrotowej, także spośród społeczeństw rdzennych, kategorie ludzi, które w zasadzie są jej przeciwne i nie dałyby się do niej wciągnąć, gdyby zdawały sobie jasno sprawę z tożsamości idei, ukrytej pod różnymi nazwami – „komunizmu”, „bolszewizmu”, „socjalizmu”, „marksizmu” itd.

Są ludzie, którym np. zdaje się, że „socjalizm” jest ruchem niemającym na celu wywrotu społecznego w świecie w ogóle, a w ich kraju w szczególności, a to w przeciwieństwie do „komunizmu” i „bolszewizmu”, i oto – na podstawie tego złudzenia z tych lub innych powodów wstępują do organizacji o nazwie z dodatkiem – „socjalistyczna”, czego by nie uczynili, gdyby ona miała nazwę z dodatkiem „komunistyczna” lub „bolszewicka”.

Układ stosunków na terenie Rosji, który wprowadzono w tym kraju po wywrocie październikowym 1917 r., oceniono w świecie na ogół jako szkodliwy dla najszerszych warstw tego kraju.

Ale jaką nazwę przyswojono ustrojowi, który zaprowadzono w Rosji? Temu ustrojowi przyswojono nazwę „bolszewicki”, „sowiecki” albo – „komunistyczny”.

Czy wraz z krytycyzmem pod adresem ustroju w Rosji, zachwiała się wiara szerokich mas w „socjalizm”? Nie. „Socjalizm” na ogół pozostał w opinii swej nienaruszony.

A jakiż ustrój wprowadzają w życie ci komuniści? Posłuchajmy, co mówią o tym oficjalni przywódcy zwalczającego komunizm socjalizmu.

W dniu 20 grudnia 1925 r. odbyło się w Wiedniu zebranie przedstawicieli miejscowych organizacji „socjalistycznych”, a na nim jeden z wybitniejszych przywódców tego kierunku na terenie Austrii, Otto Bauer, żyd, wygłosił referat „o perspektywach rozwoju ekonomicznego w Rosji sowieckiej”.

Najważniejsze dla nas jako socjal-demokratów – mówił – jest to, że obecnie istnieje nadzieja, iż jakkolwiek nie zostało jeszcze udowodnione, to jednak za kilka lat tam, w Rosji, może być udowodnione, że można obyć się bez kapitalizmu. Wyobraźcie sobie, jak to będzie musiało wzmóc socjalizm w całej Europie.

Nie zaszliśmy jednak jeszcze tak daleko. To, co dzieje się teraz w Rosji, jeszcze nie jest socjalizmem, lecz nie jest również kapitalizmem. Kraj znajduje się w stanie przejściowym. Jego gospodarka zawiera w sobie wiele elementów kapitalistycznych, lecz również bardzo dużo socjalistycznych. Wielki przemysł, handel zagraniczny, duże części handlu wewnętrznego znajdują się w posiadaniu pastwa, druga część w – rękach spółdzielni. Kapitalizm został usunięty z dużej części gospodarki… Widzimy postęp, tendencję rozwoju…

Dlatego też socjalizm na całym świecie jak najsilniej jest zainteresowany, aby ten olbrzymi eksperyment rosyjskiej rewolucji nie mógł być podważony przez wrogie siły kapitalistyczne. Tym się tłumaczy nasz punkt widzenia, na którym myśmy zawsze stali i będziemy stali, że klasa robotnicza wszystkich krajów jest jak najsilniej zainteresowana w ochronie republiki sowieckiej. Cokolwiek nas oddziela od bolszewików, w stosunku do kapitalistycznej wrogości musimy z nią (republiką sowiecką) całkowicie się solidaryzować… – „Di Cukunft” (Nowy Jork) nr 3 z 1926 r. „marzec”. – „Kolonizacja żydowska w Rosji sowieckiej”, Wł. Kosowski (miesięcznik w żargonie).

A zatem „socjal-demokrata”, Otto Bauer, a więc „socjalista” spoza terenu Rosji, twierdzi, że w tym kraju buduje się ustrój „socjalistyczny”.

Walka między odłamami – „socjalistycznym” i „komunistycznym” – w wielu krajach istniejąca – jest sprawą „rodzinną” i nie dowodzi bynajmniej odrębności idei, na której odłamy te się opierają. Wszak istnieje również walka w łonie każdego z tych odłamów z osobna, jak oto na przykład w łonie rosyjskiej partii „komunistycznej” między grupą Leona Bronsteina – „Trockiego” z jeden strony, a grupą Józefa Dżugaszwili – „Stalina”, z drugiej strony. W walce tej obie grupy są jednakowo „bolszewickie”, inaczej „komunistyczne”, inaczej „socjalistyczne”. Obie usiłują zniszczyć obecny ustrój społeczny, by zmienić go na komunistyczny.

Nieustająca rewolucja

Zresztą nie chodzi o ostateczne zrealizowanie teorii socjalistycznej, komunistycznej czy innej, chodzi o sam proces tarć i nieporozumień w łonie narodów rdzennych; chodzi o „nieustającą rewolucję”, według wyrażenia Trockiego.

Organ syjonistyczny z powodu 80-tej rocznicy urodzin przywódcy obozu socjalistycznego na terenie Niemiec, Edwarda Bernsteina, żyda, w styczniu 1930 r. pisał:

Edward Bernstein uronił raz w trakcie gorącej dyskusji słowo, które wywołało największy oddźwięk. Edward Bernstein wyraził się, że dla niego nie cel stanowi istotę rzeczy, ale sam ruch. Ruch (tj. socjalistyczny, oparty, jak wiadomo, na teorii walki klas – przyp. tł.) jest ważniejszy niż cel ostateczny… – „Hajnt”, nr 8, 9 I 1930 r. – „Na jubileusz 80-lecia, Edwarda Bernsteina”.

To nieoględnie uronione zdanie jasno uwydatnia zasady polityki żydowskiej. Na to samo wskazuje również charakterystyka Trockiego na podstawie jego pamiętników, skreślona przez publicystę żydowskiego A. Riklisa.

W całej książce – pisał ten publicysta w styczniu 1930 r. – nie mówi się o tym, czy rewolucja rosyjska jest w mniemaniu Trockiego rzeczywistym zwycięstwem, czy też porażką. Trocki nie stara się nawet udowodnić, że system komunistyczny uczynił Rosję bądź szczęśliwszą, bądź piękniejszą. Jego nie interesuje pacjent, lecz tylko operacja… – „Hajnt”, nr 27, 31 I 1930 r. – „Trocki i stała rewolucja”, A. Riklis.

Żydów nie interesują pacjenci – narody rdzenne, żydów nie interesują wyniki projektowanej przebudowy świata; żydów interesuje sam proces operacji, sam proces walki w łonie narodów rdzennych i połączonego z nią ich osłabienia, sam ruch.«

A więc „Never ending story”, czyli ta nieustająca rewolucja, choć może tu bardziej pasowałby język niemiecki i „Die unendliche Geschichte”, bo język żargonowy, to właśnie taki zepsuty niemiecki, czyli jidysz. Mamy powyżej cytat z „Di Cukunft”, czyli „die Zukunft”, co znaczy po niemiecku „przyszłość”. Ale to taka ciekawostka.

Istotą żydowskiego działania jest więc nieustająca rewolucja i niekończące się wojny i konflikty zbrojne, w których cierpią i osłabiają się inne narody. O to chodzi w każdym konflikcie. Zatem odpowiedź na pytanie: kto zrobił rewolucję w Kijowie w 2014 roku sama się narzuca. Zresztą nie tylko w Kijowie. Wszystkie te kolorowe rewolucje były dziełem tych samych ludzi. Podobnie jest z trwającą obecnie wojną na Ukrainie. Cierpią i giną niewinni ludzie, kraj jest niszczony i jego podział jest tylko kwestią czasu. A jako bonus mają oni jeszcze ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej i stworzenie nowej Ukrainy na terenie Rzeczpospolitej Ukraińskiej lub na jej części. I nowe konflikty, które za jakiś czas mogą doprowadzić do połączenia wschodniej części Rzeczpospolitej Ukraińskiej z obecną zachodnią Ukrainą. – A o tym, jaki jest ich ostateczny cel, to w następnym blogu.

Neofici polscy c.d.

W tym blogu druga cześć poświęcona neofitom polskim z okresu XIX wieku. Opis pochodzi z książki Teodora Jeske-Choińskiego Neofici polscy wydanej w 1904 roku. Pod koniec XVIII wieku Polska traci niepodległość i na krótki okres do 1807 roku Warszawa i ziemie aż do obecnej wschodniej granicy są pod zaborem pruskim. To bardzo istotnie, bo wraz z Prusakami przybywają tu masowo Żydzi niemieccy. Po 1807 roku, wskutek wojen napoleońskich, Prusacy wycofują się, ale Żydzi zostają. Warto to wiedzieć, bo ci Ukraińcy i Żydzi ukraińscy, którzy tu przyjechali, też tu zostaną. Warto też pamiętać o tym, że powstanie styczniowe było dziełem neofitów. Po 30-40 latach byli już oni na tyle zasymilowani, że mogli uchodzić za Polaków. Polacy tego powstania nie chcieli, o czym świadczy postawa elit skupionych wokół Andrzeja Zamoyskiego i jego Towarzystwa Rolniczego. A powstanie i tak wybuchło.

Jakie będą konsekwencje przyjęcia i uprzywilejowania mniejszości, która, jeśli jeszcze nie jest, to bardzo szybko stanie się większością w tym kraju. I jak ona go zmieni? Jakieś dziwne milczenie panuje na temat tej podmiany narodów. A teraz właśnie rodzą się nowi neofici polscy. Już ponad milion Ukraińców i „Ukraińców” przyjechało do Polski, a ilu jeszcze przyjedzie? A ilu już tu jest od lat? Za jakiś czas oni wszyscy będą „Polakami”. Takiej wędrówki ludów nie było tu od czasów II wojny światowej. I jeśli coś złego będzie się działo w tym kraju, to oczywiście winni będą Polacy. A Polacy od czasów unii lubelskiej stanowią w niby własnym kraju mniejszość i na nic nie mają wpływu. A czy wcześniej mieli?

Jeske-Choiński tak opisuje to, co działo się w XIX wieku, szczególnie w jego pierwszej połowie:

»Neofici XIX stulecia wyznania rzymsko-katolickiego.

Pod koniec XVIII stulecia zaczynają się zmieniać warunki, w jakich się Żydzi polscy rozwijali. W żadnym państwie chrześcijańskim nie było Żydom przez szereg wieków tak dobrze, tak wygodnie, jak w Polsce. Byli oni tu u siebie, w swoim własnym domu, rządzili się sami, posiadali pełną autonomię, tworzyli rzeczywiste państwo w państwie.

Począwszy od Bolesława Pobożnego (w r. 1264) aż do Stanisława Augusta Poniatowskiego, opiekowali się wszyscy książęta i królowie polscy narodem „wybranym”, zasłaniając go przywilejami i dekretami przeciw rasowej i religijnej nienawiści ludności rdzennej. Nie tylko udzielili mu prawa wolnego handlu w całym państwie z wyjątkiem miast, opartych ma prawie magdeburskim, lecz zgodzili się także bez oporu na jego samorząd.

Żydzi rozlawszy się po Europie, zatrzymali swój ustrój społeczny z egzylarchatów babilońskich. Jak w Babilonii, tworzyli wszędzie, gdzie się osiedlili, zwartą grupę, odgrodzoną od reszty ludności wysokim murem odrębności rasowo-narodowo-religijnej – państwo zorganizowane doskonale, sklejone mocnym cementem rządu despotycznego. Na czele każdej gminy stał kahał, którego członkowie nie różnili się niczym od „tyranów” greckich miast lub kacyków murzyńskich. Będąc nie tylko bezpodzielnymi rządcami gminy, ale równocześnie jej sądem i policją, rzucili do stóp swoich za pomocą małej i wielkiej klątwy (cherem) wszystkich prawowiernych talmudystów.

Rządziły się w Polsce kahały, jak szare gęsi, tym potężniejsze, groźniejsze, że do atrybucji dawniejszych dodano im jeszcze prawo miecza (jus gladii), prawo karania śmiercią heretyków, odszczepieńców od zakonu mojżeszowego.

Żydom było mało jeszcze tej autonomii, jakiej nie mieli w żadnym innym państwie europejskim. Zachciało im się potężnego państwa w państwie, zszeregowania wszystkich Żydów polskich i litewskich – centralnego rządu nad całą Judeą, mieszkającą na ziemiach polskich, litewskich i ruskich. W tym celu stworzyli instytucję, zwaną synodami, czyli zjazdy delegatów z Krakowa, Poznania, Lublina, Lwowa i sześciu innych delegatów powołanych przez rabinów.

Synody były najwyższą władzą prawodawczą Żydów, rozproszonych na całym obszarze ziemi b. Rzeczypospolitej polskiej. Rozstrzygały one w ostatniej instancji, bez apelacji wszelkie spory między rabinami, kahałami a stronami prywatnymi, rozciągały nadzór nad handlem i przemysłem, ustanawiały miary i wagi – słowem, były rządem absolutnym ludu żydowskiego.

Żydom było w Polsce, jak „u Pana Boga za piecem”. Nie czuli tu wcale niewoli, wygnania, braku „świątyni”. Jak za dawnych dobrych czasów egzylarchatów babilońskich, komentowali i dopełniali Talmud, wydawali: egzegezy, komentarze, suplementy, traktaty rabiniczne, zasypując nimi całą Europę.

Dziś trudno po prostu zrozumieć, jak rząd polski mógł przez szereg wieków znosić tak dobrze zorganizowane, tak świadomie odrębne państwo w państwie, jak mógł cierpieć obok siebie drugą władzę, silniejszą od niego samego. Dopiero król Stanisław August pojął dziwactwo takich stosunków. On to zniósł w roku 1764 synody generalne.

Na niewiele jednak zdała się przenikliwość Stanisława Augusta, miejsce bowiem zniesionych synodów zajęły kahały, tak samo despotyczne, jak zjazdy generalne. I niewiele zaszkodziła samorządowi Żydów polskich surowość rządów pruskich w Warszawie (1796-1807), która wytrąciła z rąk rabinów sądownictwo i zakazała im stosować do prawowiernych talmudystów wielką i małą klątwę, publiczne i tajemne kary kościelne. Rządy robiły swoje a kahały swoje. Rządy ogłaszały dekrety, kahały zaś przyjmowały te dekrety do wiadomości z uśmiechem ironicznym. Bo jakąż siłę mogły mieć rozporządzenia wobec narodu, który uważał wszelkie rozkazy i zakazy, wychodzące od innowierców, za niemocne pogróżki? Dopóki lud żydowski chciał ulegać tylko swoim kahałom, były wszelkie dekrety martwą literą. A lud żydowski ufał swojemu „rządowi” bezwzględnie mniej więcej aż do r. 1830.

Nie dekrety rządów chrześcijańskich podkopały powagę kahałów. Niebezpieczeństwo szło z innej strony.

W Europie środkowej i zachodniej, głównie w Niemczech, rozłamywał się naród żydowski na dwie części. Jedna z nich, znacznie większa, stała wiernie przy Talmudzie i wszystkich tradycjach żydowskich, druga, bardzo nieliczna, domagała się reformy zmurszałej synagogi. Filozof Mojżesz Mendelssohn (1729-1786) dał, jak wiadomo, hasło do tego przewrotu.

Razem z urzędnikami pruskimi przybyła do Warszawy gromada Żydów niemieckich z Brandenburgii, z Holsztynu, z Prus Wschodnich i Zachodnich, z W. Księstwa Poznańskiego i ze Śląska, którzy przynieśli ze sobą nowe wyobrażenia i pojęcia. Z biegiem lat napływało coraz więcej tych „Niemców”, jak ich Żydzi polscy nazywali. Najwięcej dostarczyły ich Królewiec, Berlin, Kurlandia, Czechy, Śląsk i miasta poznańskie. Byli oni w istocie Niemcami, mówili bowiem po niemiecku i odróżniali się od Żydów polskich innymi zwyczajami, obyczajami i inną, własną synagogą, w której językiem urzędowym był język niemiecki.

Żydzi niemieccy, bardziej oświeceni, lepiej wykształceni od polskich, nie pozwolili się okiełzać kahałowi, przygotowywali dla siebie powoli synagogę postępową, reformowaną, która uderzyła z czasem taranem w bożnicę prawowierną, odrywając od niej wyznawców śmielszej natury i pełniejszej szkatuły. Przykład „Niemców” oddziaływał tu i ówdzie, głównie w większych miastach. Żydzi zamożniejsi zaczęli chować dzieci staranniej, posyłać je do szkół publicznych – oddalali się z każdym rokiem więcej od Talmudu i kahału.

Zrozumieli w końcu i niektórzy Żydzi polscy, że trzeba zdjąć z siebie starą, zużytą skórę i przywdziać nową, odpowiadającą lepiej zmienionym warunkom życia. Z łona tych to Żydów bardziej oświeconych, samodzielniejszych, wyszła „Szkoła rabinów”, założona w Warszawie w r. 1826, która uczyła oprócz Talmudu i języka hebrajskiego, przedmiotów wykładanych w gimnazjach chrześcijańskich i dawała uczniom te same prawa, jakie dawały gimnazja rządowe. Otwierała ona wstęp do Akademii medycznej.

Rozumie się, że Judea prawowierna robiła wszystko, aby zniszczyć robotę Żydów postępowych. Dyrektor „Szkoły rabinów”, Antoni Eizenbaum, musiał przez cały czas walczyć z przemożnym oporem talmudystów. By zapełnić szkołę, zwabiał do niej chłopców z proletariatu żydowskiego, ze sfer najuboższych, dla których oświata była doskonałym „interesem”, szkoła rabinów bowiem dawała swoim niezamożnym wychowańcom w alumnacie rządowym pięcioletnie bezpłatne utrzymanie. Powoli jednak przekonywali się do szkoły i bogatsi Żydzi. Z niej wyszli pierwsi pionierzy cywilizacji, pierwsi uświadomieni przeciwnicy zaśniedziałych tradycji żydowskich jak: Izaak Fruchtman, Izaak Kramsztyk, Hilary Nussbaum, Jakób Rotwand, Henryk Szmideberg i inni.

Żydzi postępowi mimo rosnącego ciągle ich zastępu, tworzyli w porównaniu z prawowiernymi zachowawcami stronnictwo tak nieliczne, iż trzeźwiejsi spomiędzy nich zrozumieli wkrótce bezowocność walki z talmudystami. Zrażeni, osamotnieni, odrywali się postępowcy po pewnym czasie zupełnie od swojego ludu, przecinali gwałtownie nic tradycji, łączącą ich ze starym zakonem – przechodzili do wyznań chrześcijańskich. Pewna część neofitów XIX stulecia rekrutuje się z byłych reformatorów i marzycieli żydowskich.

Wielu zmieniło wiarę ze względów praktycznych, czego dowodem wzmagający się zawsze ruch neoficki, kiedy prawodawstwo ścisnęło Żydów ograniczeniami. Największy procent neofitów przypada na lata ostatnie, od r. 1888 począwszy, kiedy Żydom zaczęto utrudniać przystęp do szkół, do uniwersytetów, do adwokatury i urzędów. I prawo, zabraniające Żydom obcym stałego pobytu w granicach państwa rosyjskiego, stworzyło mnóstwo neofitów. Najmniej nowych wyznawców przybyło chrześcijaństwu w epoce, przyjaznej dla Żydów, od r. 1862 do 1885.

Neofici katoliccy, pochodzący przeważnie ze sfer najuboższych, byli niewątpliwie Żydami polskimi z dziada i pradziada, czego dowodem, że, korzystając z prawa, które dozwalało nowochrzceńcom przyodziewać się razem z chrztem w nowe nazwiska, przyjmowali prawie wszyscy, z bardzo nielicznymi wyjątkami, nazwisko polskie.

Metryki neofitów aż do r. 1826 są tak samo niedokładne, jak metryki XVI, XVII i XVIII wieku, z tą tylko różnicą, że podają teraz już zawsze nazwiska. Notują one imię i nazwisko neofity, rzadko jego wiek, zajęcie i miejsce pochodzenia. Tu i ówdzie spotyka się nawet jeszcze w pierwszej połowie XIX w. metrykę z samym tylko na chrzcie przyjętym imieniem.

Jak w stuleciach poprzednich, wybierają sobie neofici katoliccy aż do r. 1850 tylko możnych rodziców chrzestnych, których opieka ułatwiała im dalsze życie wśród nowych współwyznawców. Chętną do tej służby chrześcijańskiej okazała się przede wszystkim rodzina Poniatowskich, naśladując przykład króla Stanisława Augusta, jego ojca i braci. Trzyma Żydów do chrztu aż do roku 1811 książę Józef Poniatowski z siostrzenicą Aleksandrą z Tyszkiewiczów Potocką, trzymał ich cały legion od r. 1820 minister St. hr. Grabowski, syn króla Stanisława Augusta i pani Grabowskiej, z siostrą, wojewodziną Izabelą Sobolewską i z siostrzenicą, hrabianką Marią Kwilecką, dalej: książęta Lubomirscy, Sapiehowie, hrabiowie Zamojscy, Zabiełłowie, Potoccy, Tyszkiewicze, Małachowscy, Łubieńscy, Chodkiewicze, Gutakowscy, Platerowie. Najwięcej jednak synów i córek chrzestnych posiadał książę namiestnik Paszkiewicz, który stawał albo sam w kościele, albo posyłał w swoim zastępstwie którego z wyższych urzędników. Czasami zapisały księgi kościelne nazwisko ks. Paszkiewicza jako ojca chrzestnego kilka razy tego samego dnia. Księżna Joanna Łowicka nie odmawiała także neofitom swej łaski. Minister Grabowski posunął do tego stopnia gorliwość chrześcijańską, że nadał jednemu ze swoich synów chrzestnych, Lichtenbaumowi z Rawy, własne nazwisko, nazwał go Grabowskim.

Zakryci możną opieką rodziców chrzestnych, nie obawiali się neofici kahału i torowali sobie łatwo wygodną drogę przez trudności życia. Wielu też z nich wydostawało się szybko z błota proletariatu i wypływało na jasne wody dobrobytu.

Neofici XIX stulecia wyznania ewangelickiego i kalwińskiego.

Nie kościół rzymsko-katolicki pociągał Żydów postępowych. Którzy byli w istocie oświeconymi lub uważali się za oświeconych, garnęli się przeważnie do wyznań protestanckich, do augsbursko-ewangelickiego i augsbursko-reformowanego. Ci wszyscy: Adelsteinowie, Bambergowie, Berensy, Bondyowie, Brühlowie, Brunerowie, Ehrlichowie, Fabianowie, Frankensteiny, Flammowie, Grassowie, Grünbergi, Ginsowie, Hirszendorfy, Hirszbergi, Hertzowie, Hirszfeldy, Janaszowie, Kantorowie, Klaczki, Kürsty, Leowie, Lewandowscy, Liviusowie, Lubelscy, Markusfeldy, Neumanny, Neumarki, Olszewscy, Płońscy, Philippy, Rotwandy, Rosenfeldy, Rosengartenowie, Rosenowie, Seltmanowie, Salingery, Sandbankowie, Schoenfeldy, Tausigowie, Wolffsohny, Welische, Wertheimowie, Wigdorowie, (ewangelicy) i: Arztowie, Baumgarteny, Bergerowie, Blumy, Blumbergi, Blumfeldy, Buchnery, Cederbaumy, Chwatowie, Cohnowie, Conradiowie, Ehrenfriedy, Ehrlichy, Engelhardty, Fleszowie, Freundowie, Freundensohny, Giwartowscy, Glücksbergowie, Goldbergi, Gordony, Hirszbandowie, Hirszenfeldtowie, Kronenbergi, Landyowie, Levy’owie, Librowicze, Littauerowie, Loeve’owie, Loewensteiny, Masłowscy, Mejery, Neumanny, Neumarki, Okręty, Olszewicze, Payzery, Rappaporty, Regelmany, Reichmany, Rosenfeldy, Rosenthale, Rosenzweigi, Schiffowie, Seemany, Seifmany, Sonnenfeldy, Steinmany, Sternowie, Sunderlandy, Szlejfszteiny, Wolfowie, (kalwini) – ci wszyscy, którzy wynieśli się ponad kapotowy motłoch żydowski, czy wyższą kulturą, czy urzędem, czy majątkiem, stanowiący inteligencję żydowską, odrywając się od swojego narodu, spieszyli w objęcia Lutra albo Kalwina.

Złożyły się na to różne powody.

Na wytworzenie sympatii do protestantyzmu wpłynęła nasamprzód ta okoliczność, że do wyznań protestanckich należeli w Królestwie Polskim przeważnie Niemcy, a pierwsi postępowi Żydzi XIX stulecia byli Żydami niemieckimi.

Zarzewie buntu przeciw kahałom przyniósł do Warszawy pod sam koniec XVIII stulecia zamożny Żyd niemiecki, Izaak Flatau. Nie chcąc się bratać z miejscową ludnością żydowską, założył dla siebie i dla swojej rodziny osobny dom modlitwy przy ulicy Daniłowiczowskiej. Z tego prywatnego domu modlitwy wyszła później synagoga postępowa.

Pomiędzy r. 1820 a 1830 napłynęło do Królestwa Polskiego, głównie do Warszawy,wielkie mnóstwo Żydów niemieckich. Wszyscy ci przybysze gromadzili się dokoła domu modlitwy Flatau’a, podtrzymywanego dalej przez jego następców. Z przybyszami łączyli się Żydzi polscy, którzy rozbierali się z jakichkolwiek powodów z chałatów i zrywali z obyczajami swoich przodków.. Dlatego zastępu buntowników, chociaż nie byli właściwie buntownikami, bo trzymali się ściśle dawnego prawowiernego rytuału, zbudowano w r. 1843 synagogę, zwaną „niemiecką”. Zasługiwała ona rzeczywiście na tę nazwę, językiem bowiem kazalnicy i kancelarii był w niej język niemiecki. W zamiarze osłabienia wpływów niemieckich, które groziły zgermanizowaniem wszystkich postępowych Żydów polskich, stworzyło kilku wychowańców szkoły rabinów (Fruchtman, Kramsztyk, Nussbaum, Rotwand, Szmidberg) w r. 1852 drugą synagogę postępową, zwaną polską.

Wszyscy Żydzi postępowi, niemieccy i polscy, przyjęli później język ludności rdzennej za swój. Do r. 1850 jednak nie można ich było uważać za „zasymilowanych”. Zachwycała ich kultura niemiecka, ich językiem ulubionym był niemiecki, czego dowodem, że w księgach kościelnych podpisywali się do tego czasu po niemiecku. Przeto gdy który z nich uważał, czy za właściwe czy za potrzebne, rozstać się z zakonem mojżeszowym, przyjmował jedno z wyznań protestanckich, czyli „niemieckich”, jak ludność polska nazywa dotąd protestantyzm.

Najwyraźniejszym dowodem, że Żydzi postępowi kochali się aż do r. 1850 w niemczyźnie, jest fakt, iż bardzo niewielu neofitów-protestantów korzystało z prawa, pozwalającego nowochrzceńcom zmieniać nazwiska. Na kilkaset neofitów-ewangelików przyjęło tylko trzech nazwiska polskie: Kwieciński, Płoński i Zbrojewski. Reszta zatrzymała swoje nazwiska niemieckie, albo zadowoliła się drobnymi zmianami w pisowni, np.: Kahn zamiast Kohn, Stokviss, zamiast Stokfisz, Bruner zamiast Brüner. Byli nawet tacy, którzy, przystępując do chrztu z nazwiskami polskimi, zmieniali je na niemieckie, jak: Dorembus na Ehrlich, Cieciura na Neuman, Śpiewak na Kantor.

Niemczyzna, wprowadzona do Polski przez obcych przybyszów, była modna w gromadzie postępowych Żydów warszawskich, co jest niewątpliwie pierwszą przyczyną, dla której neofici oświeceni przyjmowali chętniej wyznania protestanckie, niż rzymsko-katolickie.

A potem wydawał się prawdopodobnie postępowcom żydowskim protestantyzm bardziej postępowym, odpowiadającym lepiej ich „oświeceniu” od wiary katolickiej. I większe trudności stawiane kandydatom na chrześcijan przez duchowieństwo katolickie (dłuższe przygotowanie w zasadach wiary, kontrola nad prywatnym życiem katechumenów, ściślejszy egzamin przed dopełnieniem chrztu) odstraszały niezawodnie odszczepieńców żydowskich, obałamuconych kulturą połowiczną.

Potrzeba było nieraz Żydowi metryki chrztu do jakiegoś interesu, albo urzędu, do którego tylko chrześcijanin miał przystęp, ale zaraz, natychmiast, a tu żądał ksiądz katolicki kilkutygodniowego przygotowania. Więc szło się do pastorów, mniej wymagających pod tym względem.

Lecz nie sama tylko inteligencja żydowska wzmacniała nieliczne gminy protestanckie w Królestwie Polskim. Ewangelicyzm i kalwinizm przyjmowali także neofici z proletariatu. Tych nawracali głównie misjonarze angielscy, którzy pracowali w Warszawie między r. 1840 a 1856 bardzo gorliwie. Pastorowie Jan Krystian Reichardt, Jan Krystian Henryk Wett, Fryderyk Jerzy Kleinhenn, Ferdynand Wilhelm Becker i inni. Wprowadzili do owczarni chrześcijańskiej kilkuset Żydów. Zabrali się oni do roboty bardzo zręcznie. Upatrzywszy sobie kilku zdolniejszych, wymowniejszych neofitów, wychowali ich na misjonarzy i puszczali między Żydów. Żyd trafiał zawsze łatwiej, prędzej do Żyda, umiał do niego przemówić, przekonać go, nawrócić. Wielkie zasługi położyli dla wyznań protestanckich w Królestwie Polskim misjonarze pochodzenia żydowskiego: Cukertort, Rozenfeld, Goldberg i Rappaport.

Prawie wszyscy neofici-protestanci chrzcili się w Warszawie, dokąd przybywali na naukę i chrzest z różnych miast i miasteczek Królestwa Polskiego. Przyjęło w Warszawie w stuleciu XIX wyznanie protestanckie: trzydziestu lekarzy, dwudziestu sześciu prawników, szesnastu techników, trzech chemików, pięciu weterynarzy, jeden doktor filozofii, dwunastu studentów uniwersytetu, jedenastu nauczycieli, dwóch dziennikarzy, jeden artysta, dwóch aptekarzy, jeden geometra, siedmiu księgarzy, jeden klasyfikator owczarń, dwóch optyków, dwóch dentystów, dwudziestu urzędników, piętnastu typografów, dwóch fotografów i około siedemdziesięciu bankierów, przemysłowców, fabrykantów, buchalterów, zamożniejszych kupców. Reszta neofitów protestantów wyszła z proletariatu żydowskiego. Najchętniej chrzcili się introligatorzy i krawcy, nawracani głównie przez misjonarzy angielskich.

W trudnym położeniu znalazło się wielu neofitów, kiedy urzędnicy stanu cywilnego zaczęli domagać się dokładnych dat i nazwisk (od r. 1826). Wprawdzie nakazał sąd pruski w r. 1797 wszystkim Żydom tak zwanych Prus Południowych przyjmować nazwiska rodowe, nie wszyscy jednak poddali się temu rozkazowi. Stawał neofita do protokołu chrztu i pytano go o nazwisko rodowe i o nazwisko rodziców. Bardzo często nie znał ani jednego ani drugiego. Więc urabiał sobie nazwisko swoje od imienia ojca, syn Abrahama – Abramowicz, Dawida – Dawidowicz; jako zaś nazwisko matki podawał imię jej ojca.

Nie wszyscy neofici-protestanci dochowali wiary przyjętemu pierwotnie wyznaniu. Wielu kalwinów przeszło później na ewangelicyzm i odwrotnie albo katolicyzm. Bardzo często chrzcili rodzice nasamprzód dzieci a dopiero później siebie samych. Zdarzało się także, iż jedna i ta sama rodzina rozproszyła się na kilka wyznań. Jeden brat zostawał ewangelikiem, drugi kalwinem, trzeci katolikiem. Chrzcząc się, zmieniał jeden brat nazwisko, drugi zatrzymywał dawniejsze.«

W tym ostatnim akapicie jest uchwycona cała istota żydostwa: pozorna asymilacja, przyjmowanie jednej wiary chrześcijańskiej, przechodzenie na drugą, zmiana nazwiska, niejednoczesne chrzczenie całej rodziny. Wszystko to w zależności od sytuacji i koniunktury i wszystko to po to, by przenikać wszystkie środowiska, wszystkie warstwy społeczne. Może więc być sobie pan Rappaport i pan Kwieciński i nikt nawet nie domyśli się, że to bracia. I tym sposobem może jeden pan pracujący w ministerstwie, wielki patriota, przekazywać poufne informacje bratu lub kuzynowi, który stara się o wygranie przetargu w tym ministerstwie. Nie dziwi taka postawa tych „protestantów”, bo to byli bogaci Żydzi i to oni organizowali tu życie gospodarcze i do robienia interesów potrzebne były im te zabiegi. Biedni to mogli co najwyżej: „stare majtuchy, szmaty skupuję!”.

Jeske-Choiński opisał przenikanie Żydów do katolicyzmu i protestantyzmu, ale jest jeszcze prawosławie. Zdrowy rozsądek każe wnioskować, że również i ono było penetrowane przez Żydów. W końcu, gdy Prusacy opuścili Warszawę, to parę lat później przyszli Moskale. Carscy urzędnicy byli prawosławnymi. W blogu „Powstanie, rewolucja czy prowokacja” pisałem:

„Podczas gdy za panowania Aleksandra I cała niemal ziemia była własnością szlachty i tylko jej przysługiwało prawo nabywania gruntów, zaś włościanie, kupcy, mieszczanie i rzemieślnicy nie mogli ani nabywać majątków, ani piastować urzędów, ani synów nawet do wyższych zakładów naukowych oddawać nie mieli prawa, to już po powstaniu listopadowym sytuacja w pewnym sensie odwróciła się: szlachta wydziedziczona i zdegradowana za udział w powstaniu została pozbawiona wielu praw obywatelskich, zaś chłopi i mieszczanie, którzy decydowali się przejść na prawosławie, mieli otwarty dostęp do szkół i kariery w administracji rosyjskiej.”

Trudno byłoby uwierzyć w to, że Żydzi nie skorzystaliby z takiej okazji. Zapewne było wielu takich, którzy przeszli na prawosławie. Tak więc Żydzi są wszędzie. Może warto o tym pamiętać, gdy obserwujemy tę wojnę na Ukrainie. A czy banderowcy o tym wiedzą? Czy wiedzą o tym, że ich ideologię wymyślili Żydzi, a nie żaden Bandera. Ja wiem, że ideologię endecji wymyślił Żyd, początkowo socjalista (tylko mi powiedzcie, kim ja mam być?), a później narodowiec – Zygmunt Balicki. Jest taka wieś w Małopolsce – Balice.

Dziwnym państwem była przez wieki Polska (Korona), później Rzeczpospolita Obojga Narodów, później II Rzeczpospolita, później PRL, później III Rzeczpospolita. W każdym z tych państw ich władze i elity faworyzowały obcych kosztem własnego narodu. I dziś historia zatacza koło i nacja tu rządząca ściąga swoich rodaków z Ukrainy i ich faworyzuje, a przy okazji korzystają Ukraińcy, którzy nie mają pojęcia o tym, że są po to, by ukryć prawdę.

Neofici polscy

Wchodzę dzisiaj na Interię (05.03.22), nie dlatego, że ją tak bardzo lubię, tylko dlatego, że mam na niej pocztę. Wchodzę więc i czytam tytuł na pierwszej stronie: „Zełenski: Tak naprawdę nie mamy już granicy z Polską, jesteśmy razem.” Wielce to wymowny tytuł, bo dwuznaczny. Kogo on tak naprawdę miał na myśli? Polaków i Ukraińców, czy Żydów polskich i ukraińskich.

Nie da się zrozumieć tego konfliktu, jeśli nie uwzględnimy w niej roli Żydów. Jeśli tego nie zrobimy, zawsze będziemy podążać fałszywym tropem. Oczywiście wszystkie media głównego nurtu i te niszowe nie mogą o nich mówić, więc wszystkie te ich analizy nie warte funta kłaków.

Kiedyś była taka komedia „Poszukiwany, poszukiwana”, w której jeden z bohaterów zainstalował sobie w łazience aparaturę do pędzenia bimbru. Gdy odkryła to jego „gosposia”, to przekonywał ją, że służy ona do badania zawartości cukru w cukrze i że te badania są ściśle tajne. Tak mi się ona przypomniała, gdy zadałem sobie pytanie: ilu z tych ukraińskich „uchodźców” jest Ukraińcami, a ilu ukraińskimi Żydami?

Przedsiębiorcy ukraińscy, którzy przeniosą swoje firmy z Ukrainy, mają w Polsce do dyspozycji bezpłatne lokale, zwolnienia z podatków i inną pomoc. Ilu z nich jest Ukraińcami? Wielu z tych „uchodźców” ma pieniądze, nawet dużo, bardzo dużo. Nawet stać ich na to, by wykupywać mieszkania w Warszawie czy innych miastach. Ilu z nich jest Ukraińcami?

Na naszych oczach odbywa się diametralna zmiana stosunków narodowościowych w Polsce. W Polsce, która nigdy nie była krajem jednolitym narodowościowo. To mit, który zaszczepiła w tym kraju komuna. Widocznie z jakichś powodów zależało jej na tym, by te konflikty i napięcia wygasić. Stąd prawie wszyscy byli Polakami i katolikami. Dzisiaj widać wyraźnie jak wielu „uchodźców” jedzie do Wrocławia, Koszalina i do innych miast na zachodzie Polski. Często przyjeżdżają po nich na granicę ludzie z tamtych terenów, często do dzisiaj mówiący, z wyczuwalnym dla mnie, akcentem ukraińskim. To znaczy, że mieszka tam dużo Ukraińców lub ukraińskich Żydów. Teraz dopiero widać, jaki to jest multi-kulti kraj. A to dopiero początek.

„Ja u was wywołam taki ruch robotniczy, który was wszystkich zmiażdży z całą waszą siłą…” – Lasal – powiązanie polityki z gospodarką („Najer Hajnt”, nr 87, 14 IV 1925 r.); za Zbigniew Krasnowski – Socjalizm, komunizm, anarchizm. Zbigniew Krasnowski to pseudonim Tadeusza Gluzińskiego autora książki Zmierzch Izraela, którą napisał pod pseudonimem Henryk Rolicki. Tam chodziło o strajk górników w Anglii, który miał miejsce w 1926 roku. No więc ten ruch migracyjny też nas zmiażdży. Nawet nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jak mocno.

To, jak obecnie odbywa się zmiana proporcji narodowościowych w Polsce, to możemy obserwować na bieżąco. W pewnym sensie można powiedzieć, że jest to operacja gwałtowna, bo od początku inwazji minęło 9 dni, a już do Polski przyjechało około 800 tys. uchodźców. To dane oficjalne. A jak jest naprawdę? Według oficjalnych danych, do czasu wybuchu wojny, było już ponad 3 miliony Ukraińców. A według nieoficjalnych? Podobno jest ich około 8 milionów. Ale czy to możliwe? Nie chce mi się wierzyć. Te zmiany będą większe, niż te w wyniku II wojny światowej.

Warto jednak prześledzić, jak odbywało się przenikanie Żydów do polskiego społeczeństwa. Nie tak gwałtowne, bardziej rozłożone w czasie i dyskretne. To, co jest podobne, to to, że w obu przypadkach pojawili się hojni sponsorzy. Obecnie jest to państwo „polskie”. Wtedy to była elita ówczesnego społeczeństwa i Kościół katolicki.

Dobrze to opisuje Teodor Jeske-Choiński w swojej pracy Neofici polscy (1904). Pisze on:

»Porządkując materiały do studium o frankistach, sprawdzałem w warszawskich kancelariach kościelnych daty, podane przez Aleksandra Kraushara w jego cennym dziele p. t. „Frank i frankiści”. Znalazłszy, czego szukałem, wertowałem przez ciekawość „Księgi urodzonych”, dalej: może znajdzie się jeszcze jaki neofita, nie należący do grupy frankistów? Rezultat był nadspodziewany, w samym bowiem Św. Krzyżu wykopałem z pyłów i kurzów pożółkłych ksiąg blisko stu Żydów, ochrzczonych w XVIII stuleciu.

Poszukiwania tego rodzaju mają to do siebie, iż podniecają, jak narkotyk. Ciekawość rośnie z rosnącym materiałem. Chciałoby się znaleźć dużo, jak najwięcej, czego się szuka w pewnym kierunku – zbieracza ogarnia namiętność.

W ten sposób stało się, iż pracowałem cztery lata w różnych kancelariach kościelnych, warszawskich i niewarszawskich, iż prócz „ksiąg urodzonych” wertowałem konstytucje, herbarze, pamiętniki, różne dzieła historyczne itd. – i wykierowałem się wypadkiem, mimo woli, na pierwszego, zdaje się, „heraldyka żydowskiego”.

Na pierwszego i zapewne ostatniego… Bo wątpię, żeby znalazł się ktoś drugi tak ciekawy, komu by się chciało przeczytać kilka milionów metryk w czterech językach (łacińskim, polskim, niemieckim i rosyjskim), redagowanych z nużącą jednostajnością. A trzeba czytać koniecznie wszystkie, jedna po drugiej, nowochrzczeńcy bowiem żydowscy nie mają swoich ksiąg osobnych, lecz są zapisani w ogólnych „Księgach urodzonych”.

Zrazu traktowałem tę szperaninę jako zabawkę, jako zaspokojenie osobistej ciekawości. Gdy jednak materiał urósł do poważnych rozmiarów, postanowiłem wydać słownik neofitów polskich.

Zapyta kto: jaki cel może mieć taki słownik? Odpowiem na to: jest to materiał historyczny, jak każdy inny. Wydaje się słowniki szlachty (herbarze), literatów, artystów, lekarzy, prawników itd. Dlaczego by ludzi nie miało obchodzić, ilu Żydów przyjęło wiarę chrześcijańską, gdzie kiedy, dlaczego i z jakich sfer się nasi neofici rekrutowali? Ciekawość ta jest bardzo naturalna w społeczeństwie, które miesza się coraz więcej z rasą żydowską. Krew semicka wsiąka od pewnego czasu wszędzie, we wszystkie sfery, a z tą krwią wsiąkają jej instynkty, tradycje, poglądy. Warszawianin sprzed laty pięćdziesięciu nie poznałby już dziś swojej kochanej Warszawki, a za sto lat, gdyby mu wolno było wrócić na ziemię, czułby się w niej zupełnie obcym. Przyszłemu psychologowi rozwoju i przemian naszej duszy narodowej wyjaśni słownik neofitów polskich niejedną zagadkę – powie mu, dlaczego pewne poglądy i zapatrywania, wierzenia, pewne „ideały”, których przeszłość polska nie znała, wysunęły się na czoło naszej cywilizacji.

Wszyscy neofici żydowscy, chrzczeni w Polsce aż do roku 1500, usuwają się zupełnie spod kontroli szperacza. Nikt ich nie zapisywał, a jeśli ich gdzie notowano, to nie wiadomo gdzie. Bardzo rzadko sięgają księgi najstarszych kościołów poza rok 1500. Kroniki zaś dawniejsze nie mówią nic o neofitach.

Pierwszych znanych autentycznych neofitów spotykamy około r. 1500.

Był wówczas w. księciem litewskim Aleksander, syn Kazimierza Jagiellończyka. Wziął on po ojcu oprócz korony wielkoksiążęcej spuściznę bardzo nieprzyjemną, bo znaczne długi, zaciągnięte u Żydów. Księciu sprzykrzyła się prawdopodobnie zależność finansowa od natrętnych wierzycieli, przeto, korzystając z ówczesnej burzy antysemickiej, jaka, wypadłszy z Hiszpanii, obiegła wichrem całą Europę zachodnią i środkową, wypędził dekretem z r. 1495 Żydów z wszystkich ziem podległych jego berłu. Ubodzy, nie mający nic do stracenia, przenieśli się do Polski, nie wszyscy jednak Żydzi litewscy nie mieli nic do stracenia. Wielu z nich dorobiło się na dzierżawie: podatków, myt, gorzelni, soli, wosku i mostów znacznych fortun, które dekret książęcy wszystkie zobowiązania między rządem a dzierżawcami, druzgotał bez miłosierdzia. Nie chcąc się oddalać od źródeł swoich majątków, wyrzekła się część poborców i celników żydowskich wiary przodków i przyjęła chrzest. Lecz tylko nazwiska wybitniejszych spomiędzy tych neofitów utrwaliły się w dokumentach. Mniejsi, nie zajmujący urzędów koronnych, wsiąkali niepostrzeżenie w społeczeństwo chrześcijańskie.

Najstarszymi na Litwie neofitami są Oszejkowie. Kodeks dyplomatyczny Rzyszczewskiego wymienia (I, 352) ochrzczonego zaraz po wydaniu dekretu Aleksandra, Żyda Stanisława Oszejkę, którego król Jan Olbracht nobilitował w r. 1499, nadawszy mu herb „Merawy”.

W tym samym czasie ochrzcił się Abraham (Abram) Józefowicz (Ezofowicz), syn Joska Rachejewicza, najbogatszy Żyd litewski XVI stulecia. Handlując skórami, solą i wódką i dzierżawiąc podatki i myta, dorobił się znacznej fortuny, iż stał się Rotszyldem litewskim. Od Abrahama Ezofowicza, który na chrzcie przyjął imię Jan, wywodzą się Józefowicze-Hlebiccy herbu Leliwa.

Zygmunt I lubił Żydów, otaczał się nimi chętnie, na co ówczesna szlachta polska sarkała, czego dowodem wzmianki, rozrzucone w Aktach Tomicianach. Do jego protegowanych czy wierzycieli należał także jakiś neofita Stefan Fiszel, nobilitowany w r. 1507, przyjęty do herbu przez Korabitów. I ten nowochrzczeniec musiał się królowi wielce przysłużyć, otrzymał bowiem wielkopolskie starostwo Powidz, od którego utworzył sobie nazwisko „Powidzki” i stał się protoplastą domu Powidzkich herbu Korab. Ten Stefan Powidzki, starosta powidzki, piastował później zaszczytną godność wojskiego kruszwickiego.

Chrzcić w większej liczbie zaczęli się Żydzi w Polsce i na Litwie dopiero w XVIII stuleciu, na co złożyły się dwa powody: działalność księdza Turczynowicza i agitacja znanego apostaty żydowskiego Franka.

Żył na Litwie w XVIII stuleciu ksiądz Józef Stefan Turczynowicz, kanonik piltyński, proboszcz w Dzięciole, a następnie administrator parafii św. Stefana w Wilnie, kapłan wielce gorliwy.

Zdarzyło się, że do tego księdza Turczynowicza zgłosił się jakiś rybak z prośbą wysłuchania spowiedzi, gdyż, jak mówił, za trzy dni będzie brał udział w połowie ryb i ma przeczucie, że utonie. Ksiądz Turczynowicz, chcąc przekonać rybaka, że przeczucia zawodzą, odmówił proszącemu rozmyślnie spowiedzi i kazał mu przyjść po dokonanym połowie.

Lecz przeczucie nie zawiodło rybaka… Utonął w istocie.

Wypadek ten zmartwił do tego stopnia świątobliwego kapłana, że postanowił wyrzec się godności kościelnych i poświęcić się pracy misjonarskiej. W tym celu chciał udać się do Afryki, gdy mu jednak zwrócono uwagę, że i w domu może działać pożytecznie, nawracając innowierców, został w Wilnie i rozpoczął działalność misjonarską pomiędzy Żydami.

W Wilnie i różnych miastach litewskich wyszukiwał prozelitów, zwracając się głównie do ubogich. Skąpym groszem swoim dzielił się z niezamożnymi Żydami, przygarniał ich do siebie, karmił, przyodziewał, nauczał, a chętnych nawracał i chrzcił. Rozszerzając swoją działalność, wziął sobie do pomocy kilku młodych misjonarzy, założył konfraternię. Okazało się jednak, że Żydzi byli bardzo oporni, że nie chcieli się ukorzyć przed krzyżem. Daleko chętniejsze w tym względzie były Żydówki. Dlatego zwinął ksiądz Turczynowicz konfraternię męską i założył stowarzyszenie żeńskie, z którego wykwitł zakon „Mariawitek”, potwierdzony przez papieża Benedykta XIV. W r. 1737 oddano Mariawitkom w Wilnie kościół św. Łazarza, a w kilka lat potem rozporządzał już nowy zakon na Litwie siedemnastu klasztorami. Z Litwy przeszły Mariawitki do Korony.

Klasztory Mariawitek stały się schroniskami wszystkich Żydówek, które uważały za konieczne oderwać się z jakichkolwiek przyczyn od swojego ogniska domowego. Która zapłonęła miłością do jakiego chrześcijanina albo poróżniła się z rodziną, albo nie miała z czego żyć, albo przeniosła w istocie wiarę chrześcijańską nad swoją narodową – wszystkie spieszyły pod ciepłe opiekuńcze skrzydła Mariawitek, pewne, że znajdą w świątobliwych siostrach troskliwe matki. Bo Mariawitki nie tylko karmiły, przyodziewały i uczyły swoje „dzieci”. Przygotowując je do chrztu, wyszukiwały im możnych zwykle rodziców chrzestnych, opiekunów, mężów, posady, wszystko w ogóle, czego która z nich potrzebowała. Było to niezbędne, neofitki bowiem, odcięte od swojego pnia, odtrącone przez własne rodziny, stawały się bezdomnymi sierotami.

Obliczono, ze Mariawitki ochrzciły aż do roku 1820 około 2000 Żydówek, które wyszły w znacznej części za mąż za chrześcijan. Sam ks. Turczynowicz (umarł w r. 1773) ochrzcił 500 katechumenów.

Aleksander Kraushar w swojej książce o „Franku i frankistach” przypuszcza, że część neofitów, nobilitowanych przez króla Stanisława Augusta „na prośbę stanów litewskich” w r. 1764 i 1765, należała do zwolenników Franka. Domysł to mylny, wszyscy bowiem na sejmie koronacyjnym Stanisława Augusta i w roku następnym nobilitowani neofici, należeli już do „dystyngowanych z tego gatunku”, posiadali znaczniejsze fortuny, byli przyjęci na Litwie do lepszego towarzystwa, a niektórzy z nich, jak Jeleńscy i Dziokowscy, zajmowali urzędy obywatelskie, a nawet, jak Zawojscy i Jakubowscy, wyższe stopnie oficerskie w wojsku.

Zważywszy, że frankiści przybyli do Warszawy dopiero w r. 1760, nobilitacja zaś odbyła się w roku 1764, trudno przypuścić, by towarzysze Franka mieli czas nauczyć się w tak krótkim czasie języka polskiego, którego nie znali, przyswoić sobie zwyczaje i obyczaje zgoła obcego dla nich społeczeństwa, dorobić się majątku, koligacji, urzędów obywatelskich i stopni oficerskich. Za mało lat czterech na taką przemianę. Wiadomo zresztą, że frankiści aż do śmierci swojego naczelnika, do r. 1791, a nawet aż do śmierci jego córki Ewy, do r. 1816 trzymali się kupy, tworzyli zwartą szczelnie i zamkniętą gromadę, nie brali udziału w sprawach społeczeństwa, do którego się przyłączyli. Dopiero około r. 1810 zaczyna się ten i ów frankista odrywać od „tajnej sekty” i zbliżać do narodu polskiego. Przed tą datą wycofali się powoli z ruchu frankistowskiego jedyni: Golińscy, Krysińscy i Łabęccy. Neofici, nobilitowani w roku 1764 i 1765 są, jako chrześcijanie z nielicznymi wyjątkami, starsi od frankistów o lat kilkanaście, kilkadziesiąt. Są to przeważnie Żydzi litewscy, prawdopodobnie „dzieci” księdza Turczynowicza i jego Mariawitek, a niektórzy z nich, jak Dziokowscy i Zawojscy, jeszcze dawniejsi.

Nie tylko na Litwie chrzcili się Żydzi przed frankistami. Posiadamy neofitów już sprzed roku 1758. Spotyka się ich wprawdzie niewielu między r. 1700 a 1760, ale są, czego świadectwem spis Żydów ochrzczonych od roku 1700 do 1800 w Warszawie, Nieszawie, Kłodawie, Poddębicach, Wartkowicach, Łęczycy, Włocławku, Radomiu, Kamieńcu Podolskim, Łucku, Winnicy.

Prawie wszyscy neofici XVIII stulecia z nielicznymi wyjątkami (Berens, Delmonte, Elij, Golson, Hoffmann, Lebrecht, Lichtenstein, Lozzo, Octobar, Peterman, Reichfeld, Wiglin i inni) przyjmowali nazwiska polskie. Nie wszyscy stawali w stuleciu XVIII do chrztu św. z gotowym nazwiskiem, spotyka się bowiem jeszcze i w tym stuleciu metryki tylko z imionami nowochrzceńców, ale zdarza się to już teraz rzadziej, aniżeli dawniej.

Nazwiska neofitów powstawały: jedne od miejscowości, z których katechumeni pochodzili, np. Dobrzyński z Dobrzynia, Grodziński z Grodziska, Dubelski i Rubliński z Lublina (ze zmianą pierwszej litery zamiast „Lubelski i Lubliński”), Łęczycki z Łęczycy, Łoskowski z Łoskowa, Łowicki z Łowicza, Rymanowski z Rymanowa, Słomczyńska ze Słomczyna, Staszewski i Stachowski ze Staszewa, Wędrogińska z Wędrogina, Żelechowski z Żelechowa, Jarocki z Jarocina – inne od imion żydowskich lub chrześcijańskich, np. Jakubowski i Jakubski – (Jakób), Piotrowski – (Piotr), Pawłowski – (Paweł), Lewicki i Lewiński – (Lewi), Józefowicz – (Józef). Jeszcze inne od miesięcy, w których się neofici chrzcili jak: Styczyński (chrzczony w styczniu), Lutomski, Lutyński, Lutnicki (w lutym), Marzecki, Marczewski, Marczyński, Markowski (w marcu), Kwietniewski, Kwieciński, Kwiatkowski, Kwiatkiewicz (w kwietniu), Majewski, Majowski, Majecki (w maju), Czerwiecki, Czerwiński, Czerwieński (w czerwcu), Lipiński, Lipczyński, Lipowski, Lipecki (w lipcu), Sierpiński, Sierpowski, Sierpecki ( w sierpniu), Wrześniewski, Wrzesiński, Wrzesieński, Wrześniowski (we wrześniu), Październicki, Paździerski (w październiku), Listopski (w listopadzie), Grudziński (w grudniu).

Którzy chrzcili się w niedzielę, nazwali się: Niedzielskimi, Niedzieleckimi, Niedzielewiczami – którzy przybyli z dalszych stron: Przybyłowiczami, Przybyłowskimi albo Przybylskimi.

Nazwiska, pochodzące od miesięcy, nadawali neofitom głównie księża, spełniający obrzęd chrztu. Jednemu z misjonarzy warszawskich zabrakło już widocznie konceptu, bo nazwał jakiegoś neofitę, chrzczonego w październiku (po łacinie october) Octobar, zmieniwszy literę e na a; drugiego zaś, ochrzczonego w czerwcu (po łacinie junius) Juneckim; trzeciego, ochrzczonego w kwietniu (aprilis), Aprilewiczem.

Zdaje się, że aż do r. 1825 byli przeważnie księża fabrykantami nazwisk neofickich, metryki bowiem łacińskie mówią prawie zawsze: ego (nazwisko księdza) baptisavi judeum (albo judeam), conversum ex infidelitate judaica (albo ex perfidia judaica, ex lege mosaica), cui imposui (któremu nadałem), nomen (imię) et cognomen (nazwisko) itd. Dopiero od r. 1825 zmienia się redakcja metryk. Od tego czasu przyjmują neofici nowe nazwisko „z woli własnej i rodziców chrzestnych”.

Zdarzało się także w XVIII stuleciu, że rodzice chrzestni nadawali nowochrzceńcom nazwiska własne, albo bez zmiany, albo w przeróbce. I tak trzymał Rybskiego do chrztu (w r. 1738) Rybiński, a Jurowskiego w r. 1772 pani Jurowa.

Był także neofita, którego ks. Stanisław Mikorski nazwał Idzikowskim, bo chrzcił go w kłodawskim kościele św. Idziego.

Neofici polscy, przyjmowali różne istniejące nazwiska polskie, głównie jednak upodobali sobie kilka nazwisk, jak: Dobrowolski (z dobrej woli ochrzczony, Dąbrowski, Krzyżanowski (krzyż), Lewicki i Lewiński, Majewski, Kwieciński, Kwiatkowski, Nawrocki (nawrócony), Józefowicz i Grudziński. Jest każdego tego nazwiska po kilkanaście odmiennych, nie spokrewnionych ze sobą rodzin neofickich.

Do jakich sfer żydowskich neofici XVIII stulecia należeli, trudno oznaczyć, metryki bowiem nie mówią nigdy, czym się chrzczony katechumen poprzednio zajmował. Bardzo rzadko podają one dawniejsze imię żydowskie neofity, jego rodziców, miejsce pochodzenia, słowem, jakieś bliższe określenie, zadowalając się datą chrztu, imieniem i przyjętym nazwiskiem, a dość często nawet tylko samym imieniem ochrzczonego lub ochrzczonej. Główne księgi kościołów większych miast grzeszą pod tym względem pobieżnością. W mniejszych parafiach spotyka się tu i ówdzie dane dokładniejsze.

Ponieważ jednak Żydzi nie zajmowali w Polsce stanowisk wybitniejszych i trudnili się wszyscy, z wyjątkiem kilkudziesięciu rodzin rabinicznych, handlem, przeto nie omyli się, kto zaliczy neofitów do klasy handlującej. Nie przeszkadzało im to wcale piąć się szybko w górę po drabinie społecznej, do czego pomagali im rodzice chrzestni, dobierani zwykle tak, aby mogli zaspokoić ambicje neofitów, którzy nie na to zmieniali wiarę, by walać się dalej w brudzie motłochu. Metryki XVIII stulecia wymieniają jako rodziców chrzestnych neofitów prawie zawsze tylko bardzo możnych panów owego czasu, dygnitarzy dworskich i koronnych, ministrów, biskupów, opatów, wojewodów itd. a często nawet samego króla.

Rodzina Poniatowskich miała szczególne upodobanie w pomaganiu neofitom.

Już ojciec Stanisława Augusta trzymał do chrztu Tatarów i Żydów, po nim odziedziczył ten sport król, króla naśladowali jego bracia i krewni. Rozumie się, że hojny aż do marnotrawstwa władca, nie był skąpym dla swoich dzieci chrzestnych, że popierał je swoją szkatułą i swoimi wpływami monarszymi.«

Można sobie zadać pytanie, czym tak naprawdę był i jest Kościół katolicki, skoro jego niektórzy słudzy tak bardzo angażowali się w nawracanie akurat Żydów, albo kim byli ci kapłani? Czy nie byli przypadkiem Żydami? Henryk Rolicki w swej książce Zmierzch Izraela pisze:

»W 1391 roku miał miejsce wielki pogrom Żydów w Sewilli i spalenie synagog, a zaraz potem fala rozruchów rozlała się po całej Hiszpanii. Żydzi, zastraszeni nastrojem tłumów, wypróbowanym obyczajem postanowili wdziać maskę i tłumnie jęli przyjmować chrzest. Więcej niż połowa Żydów hiszpańskich przyjęła pozornie chrześcijaństwo. Ci pozorni chrześcijanie, uprawiający skrycie judaizm, otrzymali później w historii nazwę marranów („przeklęci”).

„W ciągu dwudziestu lat dziesiątki tysięcy żydów przyjęło chrzest, całe gminy przeszły na łono Kościoła, bożnice zamieniły się w kościoły, miejsce rodałów zajęły ołtarze, miejsce gwiazdy Dawidowej, krzyże. Rabini zmienili się w nader krótkim czasie w księży, zdolniejsi zajęli krzesła biskupie, bogatsi posiedli berła komturskie w zakonach rycerskich Alkantara i Kalatrawa; kobiety żydowskie lub ich córki stały się przeoryszami klasztorów, a również i wśród urzędników świeckich zajęli marrani pierwsze miejsca. Bogaci koligowali się z arystokracja rodową i złocili swym majątkiem zblakłe herby podupadłej szlachty. Wydostawszy się z getta, pobudowali marrani pałace i zajęli najpiękniejsze dzielnice miast”. – Majer Bałaban Historia i literatura żydowska.«

W innym miejscu w tej samej książce Rolicki pisze:

»Cześć anabaptystów praktykowała wszeteczeństwa seksualne idąc śladami adamitów oraz braci i sióstr wolnego ducha, o których mówiłem dawniej. Jan Henryk Bullinger, jeden z głównych pisarzy reformacji wyznania helweckiego (reformowanego), w XVI w. tak ich opisuje:

„Niektórzy z tych wolnych braci, diabelnie rozpustni, namówili lekkomyślne kobiety, że nie mogą być zbawione, jeżeli swej czci niewieściej nie porzuca. I do tego nadużywali bluźnierczego słowa Bożego; jeśli kto nie porzuci i nie starci wszystkiego, co kocha, nie może być zbawiony. Oprócz tego trzeba dla Chrystusa cierpieć wszelką hańbę i poniżenie. Wszak i Chrystus powiada, że celnicy i jawnogrzesznice w niebie będą mieć pierwszeństwo przed sprawiedliwymi, więc kobiety powinny stać się jawnogrzesznicami i wyrzec się swej czci, a za to będą w niebie wyższe nad kobiety uczciwe”. – cytuje K. Kautsky Historia komunizmu.

Taki sam obrzędowo-mistyczny stosunek do wyuzdania spotykamy jeszcze później w XVIII w. w tzw. lożach adopcyjnych (kobiecych) wolnomularstwa, w XIX w. w orgiach sekt satanistycznych, zaś w XX w. w obrzędach sekty mariawitów w Polsce.«

Jak opisał Jeske-Choiński asymilację Żydów w XIX wieku w Polsce, to w następnym blogu.

Rzeczpospolita Ukraińska

W bogu „Finis Ucrainae” z piątku 25 lutego pisałem: „Finis Ucrainae oznacza również finis Poloniae, to znaczy koniec Rzeczpospolitej Polskiej i początek Rzeczpospolitej Ukraińskiej”. Jeszcze nie minął więc tydzień, a już można śmiało powiedzieć, że dzień 24.02.2022 jest dniem powstania nowego państwa o nazwie Rzeczypospolita Ukraińska. Wprawdzie to wszystko działa jeszcze nieformalnie, ale intencje rządzących nie pozostawiają złudzeń.

To, co się dzieje w tym kraju, można zdefiniować w jednym krótkim zdaniu: Alles für Ukrainer. To „Ukrainer” znaczy dosłownie w tym wypadku „Ukraińców”. Ukraina to w języku niemieckim „Ukraine”. Świadomie go użyłem. Należę, jak sądzę, do tej mniejszości w tym kraju, której język niemiecki podoba się, co nie znaczy, że ta sympatia przenosi się na Niemców. Wprost przeciwnie. Niczego dobrego po nich nie można się spodziewać. Zresztą nie tylko po nich. Ale przecież nie z sympatii użyłem tego języka, tylko ze względu na pewne zaszłości, jeszcze z czasów II wojny światowej. A to tylko oznacza, że budowę państwa ukraińskiego w tym kraju będą zapewne popierać nasi „przyjaciele” zza Odry. Zresztą to „zza Odry” też się pewnie za jakiś czas skończy.

Ukraińców przybywających do Polski nazywa się uchodźcami, tych wyjeżdżających do Rosji – migrantami. Takie podwójne standardy. Podobnie jak w przypadku tych „uchodźców” w Rzeczypospolitej Ukraińskiej. Dla nich jest wszystko: darmowe leczenie, zakwaterowanie, 500+ i inne zasiłki, osobne oddziały w szpitalach. Nawet, jeśli przyjeżdżają tu Ukraińcy, którzy pobierali emeryturę na Ukrainie, mają prawo do emerytury w tym kraju. Skoro wcześniej ten bandycki proukraiński rząd wymordował kilkaset tysięcy ludzi, jak nie więcej, zamykając im dostęp do usług medycznych, to teraz ma pieniądze dla tych, którzy tu nigdy nie pracowali. Na oficjalnej stronie ZUS-u są już informacje po ukraińsku. Nie tylko zresztą tam.

Na Interii też jest cały blok w tym języku. Podejrzewam, że na innych portalach jest podobnie, ale nawet nie chce mi się sprawdzać. Zapewne już niedługo będziemy mieli dwa języki urzędowe. Wszystko jest doskonale zorganizowane, tak jakby to wszystko już wcześniej było przygotowane. No bo jak to jest? Dopiero co zaczęła się wojna, a ZUS już ma swoich stronach wersję ukraińską. Takich rzeczy nie da się zrobić w ciągu dwóch czy trzech dni. A wszystko inne też już było przygotowane. Znaczy to, że wojna została zaplanowana znacznie wcześniej i zaplanowano też, ile ma trwać i jakie zmiany ma przynieść. Tylko my nic nie wiemy.

Na portalu ZeroHedge ukazał się artykuł zatytułowany: „Dokąd uciekają ukraińscy uchodźcy.” (https://www.zerohedge.com/geopolitical/where-ukrainian-refugees-are-fleeing). I są też komentarze. Te najtrafniejsze, według mnie, to:

Poland invaded by Nazis once again. I odpowiedź na ten komentarz:

i wonder how many of these refugees are banderites? they’ll be right at home in the neo-nazi minded EU

Looks like Eastern Europe is being targeted for Socialist invasion, thats the punishment for opposing EU refugee, migration and Carbon policy – instant state sponsored population replacement.

Ten ostatni dokładnie oddaje to, co dzieje się w tym kraju: instant state sponsored population replacement, czyli szybka podmiana społeczeństwa, finansowana przez państwo.

W innym artykule: „Luongo: Pierwsze salwy, jakie będą następne kroki Putina na Ukrainie?” (https://www.zerohedge.com/geopolitical/luongo-opening-salvos-thrown-what-are-putins-next-steps-ukraine) jest zamieszczona mapka, która nie pozostawia złudzeń, co do tego, że skutkiem tej wojny będzie podział Ukrainy na dwie części. Wprawdzie są tam jeszcze inne mapki, inne warianty podziału Ukrainy, ale takie bez sensu, że chyba są tam tylko po to, by przekaz nie był tak czytelny.

Widać na tej mapce wyraźnie, że Rosjanie chcą okrążyć całą wschodnią Ukrainę. Jeśli to im się uda, to będzie to faktyczny podział Ukrainy. Rozprawią się z banderowcami po swojej stronie. A pozostali schronią się w kraju, który jeszcze oficjalnie nazywa się Rzeczpospolitą Polską, a którego już praktycznie, poza nazwą, nie ma.

Tak ja to widzę i nie zetknąłem się w tych analizach czy artykułach, które dotychczas przeczytałem, chociażby ze zbliżonymi sądami czy opiniami. Być może się mylę. Skoro inni też się mylą, to dlaczego ja miałbym być od nich lepszy?

To, co mnie jednak bardzo dziwi, to to, że nikt nie próbuje opisywać tego, co tu się na tym ukraińsko-ukraińskim pograniczu dzieje. Nawet dziś francuski dziennik Le Figaro, jak donosi Interia, zamieścił mapkę krajów udzielających pomocy Ukrainie, mapkę na której nie było Polski. Dopiero po zwróceniu mu uwagi, że to ten kraj jest najbardziej zaangażowany w tę pomoc, skorygował swoją informację. Wczoraj też jakaś niemiecka artystka zamieściła na Twitterze, czy na czymś podobnym, swoją grafikę z namalowanymi rybkami w barwach narodowych krajów, które pomagają Ukrainie. I polskiej rybki tam nie było. Dopiero po zwróceniu jej uwagi, że jest w błędzie, łaskawie domalowała jakąś taką małą. Wredni są ci Niemcy, nie lubią Polaków.

Skąd więc ta „ignorancja”? Nie wierzę w to, że w Le Figaro, jakby nie było, w jednym z najstarszych i najpoważniejszych dzienników francuskich, pracują tak niezorientowani ludzie. Oni doskonale wiedzą, co tu się dzieje. Jeśli jednak taki przekaz idzie w Europę, to jest to działanie, że się tak wyrażę uczenie, podprogowe. Przekaz jest prosty: cała Europa pomaga Ukrainie, tylko Polska – nie. Dalsze tego typu działania będą miały na celu mocniejszy przekaz: nie chcemy w Europie takiej czarnej owcy. Nic tu nie dzieje się przypadkiem i tłumaczenie tego czyjąś ignorancją jest wielką naiwnością lub wręcz głupotą. Chociaż obawiam się, że ci którzy tak to tłumaczą, doskonale wiedzą, co to za zabieg.

Po powstaniu styczniowym polską inteligencją stali się Żydzi. Pozbyli się tych, których nie wykończyły poprzednie powstania. Ci powstańcy dali się nabrać Żydom, którzy im wmówili, że jest szansa na odtworzenie tego kraju, w którym oni, czyli szlachta, znów będą panami i że będzie jak dawniej. Tu działał motyw ekonomiczny, a nie żaden patriotyzm. A motyw ekonomiczny jest o wiele bardziej stymulujący, niż jakiś nieokreślony patriotyzm, który chleba nie daje. Teraz Żydzi wmawiają Ukraińcom, że będą polską elitą, ale jak mają nią być, skoro to miejsce jest już zajęte? Posłużą się nimi, by zepchnąć Polaków w niebyt. A gdy już to zrobią, to pokażą Ukraińcom, gdzie raki zimują. Ale to bardzo odległa perspektywa.

To, co w tej chwili dzieje się na Ukrainie, to jedna wielka tragedia. Naród od pokoleń podzielony. Tak ułożyła się mu historia. A od 2014 roku dzieje się tam coś, co spowoduje, że nie da się tych dwóch części znowu połączyć. Tam cały czas trwa wojna, całe 8 lat, cały czas trwa bombardowanie tych republik zaanektowanych przez Rosję. I tam ginęli i giną cywile. Może część z nich to Rosjanie, ale też i Ukraińcy. I jakoś nikt nad nimi się nie ulitował, nikt się nimi nie interesował i nadal nie interesuje. A dla innych Ukraińców uchylają nieba. Perfidia posunięta do granic tego, co ludzki umysł jest w stanie zaakceptować. Ale taki jest ten dzisiejszy świat.

Na stronie The Corbett Report w artykule „Kryzys ukraiński: Co musisz wiedzieć”(https://corbettreport.substack.com/p/the-ukraine-crisis-what-you-need?s=r) autor pisze:

»A może powinniśmy zacząć historię w lutym 2014 roku, kiedy ukraiński parlament uchwalił (niekonstytucyjną) ustawę o pozbawieniu prezydentury Wiktora Janukowycza.

Ale dlaczego nie wrócić do ostrzału snajperskiego na Majdanie pod koniec tego miesiąca, który, jak później pokazano, był koordynowany przez opozycję, aby siać chaos i dzięki niemu dokonać zmiany reżimu?

Z drugiej strony moglibyśmy wrócić myślami do niesławnej rozmowy telefonicznej Victorii Nuland „pieprzyć UE”, podczas której, jako ówczesna asystentka sekretarza stanu USA, do spółki z ambasadorem USA na Ukrainie Geoffreyem R. Pyattem, zorganizowała ukraiński rząd po zamachu stanu.

Albo możemy spojrzeć wstecz do 2013 roku, kiedy Nuland przyznała, że Stany Zjednoczone wydały 5 miliardów dolarów na działania „promocyjne demokracji” na Ukrainie.

Ale chyba najlepiej zacząć od 1990 roku, kiedy sekretarz stanu USA James Baker obiecał Michaiłowi Gorbaczowowi, że NATO nie rozszerzy się „ani na cal na wschód” po zjednoczeniu Niemiec i kiedy niemiecki dyplomata Jürgen Chrobog zapewnił Rosjan „że nie będziemy rozszerzać NATO za Łabę”.

A może powinniśmy zacząć narrację od II wojny światowej, kiedy Bandera i jego ukraińscy nacjonalistyczni bracia kolaborowali z nazistami w dążeniu do utrzymania niezależności od Rosji?

A może powinniśmy wrócić do Hołodomoru, kiedy Stalin celowo zagłodził ponad trzy miliony Ukraińców w ramach próby zdławienia ukraińskich ruchów nacjonalistycznych.

Albo do 1918, kiedy, według Putina, współczesne państwo ukraińskie stworzył Lenin, który odrzucił wniosek Doniecka i Krzywego Rogu o włączenie do Rosji Sowieckiej jako odrębnego podmiotu, i zamiast tego nalegał, aby utworzono „jeden rząd dla całej Ukrainy”.«

Piłsudski nie jest z mojej bajki, podobnie jak Dmowski, ale z jednym stwierdzeniem Piłsudskiego zgadzam się: „dzisiaj Zachód jest parszywieńki”. Jak widać nic się nie zmieniło od tamtego czasu. Potraktowali Ukraińców jak jakąś dzicz. I nas to też czeka. Poszczują jednych na drugich. Skłócone i podzielone społeczeństwa są wyjątkowo łatwe do manipulacji. Jest to masa plastyczna, którą można uformować w dowolny sposób.

Dziwna wojna

Na Ukrainie toczy się dziwna wojna. We wrześniu 1939 roku masoński rząd II RP uciekł. Naród został, bo, nawet gdyby chciał, to nie miał gdzie uciec. Choć z drugiej strony byli tacy, którzy wyjeżdżali, nie bacząc na powagę sytuacji w kraju, na wycieczki do egzotycznych krajów. Szczególnie upodobali sobie Kazachstan, a organizatorem tych wycieczek było bardzo znane i dobrze wtedy prosperujące biuro podróży o sympatycznej nazwie NKWD (nie znaju kagda wiernus damoj). I faktycznie, niektórzy do dziś stamtąd nie powrócili. W przypadku Ukrainy mamy odwrotną sytuację. Rząd został, a naród ucieka. Ucieka, bo ma gdzie uciec.

„Państwo polskie” uchyla nieba tym „uchodźcom”. Mamy więc paranoiczną sytuację. Z jednej strony jest budowany mur na granicy z Białorusią, a granica z Ukrainą jest otwarta i przelewają się przez nią tysiące osób (podobno 150 tys. dziennie), od których nie wymaga się świadectw szczepienia, nie testuje się ich, nie podlegają kwarantannie. A co na to profesorowie Horban i Simon? Gdzie się pochowali? Jeszcze niedawno straszyli nas, że jak nie zaszczepimy się w 100%, to będą setki tysięcy zakażeń dziennie. Teraz niezaszczepieni Ukraińcy rozjeżdżają się po całym kraju, a profesorowie siedzą w jakichś mysich dziurach i nawet łepka nie wychylą. Jak szybko można zgasić człowieka!

Wiedzą o tym dobrze również sportowcy i działacze. Interia pisze (28.02): „PZPN poinformował, że przyjęto zmiany w uchwałach zarządu. Na ich mocy Ukraińcy grający w naszym kraju nie będą wliczani do limitu piłkarzy spoza Unii Europejskiej.

W PKO Ekstraklasie obowiązuje limit obcokrajowców spoza Unii Europejskiej, którzy jednocześnie mogą przebywać na boisku. Obecnie w jednym czasie na murawie może być dwóch takich piłkarzy. Do tego limitu, na mocy dzisiejszej uchwały Polskiego Związku Piłki Nożnej, nie będą wliczani Ukraińcy. Taki projekt zgłosił prezes PZPN Cezary Kulesza i został on przyjęty.

Wskutek wojny do naszego kraju przyjedzie sporo imigrantów. Wśród nich będą też na pewno piłkarze. Ta zmiana ma na celu umożliwienie im łatwiejszego znalezienia klubu.”

Skąd ten pośpiech? Wojna dopiero się zaczęła i nie wiadomo, jak długo potrwa, może skończy się wkrótce. Ale nie! Oni już chyba wiedzą, że nie skończy się tak szybko, bo bez sensu byłoby ściąganie tu ukraińskich piłkarzy, którzy mieliby zaraz wracać na Ukrainę. Czy zatem mamy już do czynienia z UZPN?

„Sankcje FIFA i UEFA nie uratują życia ludziom w Ukrainie, ale są naprawdę ważne w walce z rosyjskim najeźdźcą. Czekaliśmy na nie może o dwa dni za długo. Wykluczenie jest do odwołania, więc widać, że władze światowej i europejskiej piłki pozostawiają sobie furtkę – mówi Interii Tomasz Frankowski, europoseł i były reprezentant Polski.”

Ważne to jest teraz, by powiedzieć „w Ukrainie”, a nie – „na Ukrainie”. Trzeba się mieć na baczności, bo mówienie „na Ukrainie” jest źle widziane. Nie tylko w języku polskim są takie wyjątki, że mówi się „na” zamiast „w”. W języku francuskim mówi się „en Pologne”, „en France”, „en Ukraine”, czyli w Polsce, we Francji, w Ukrainie, ale też mówi się „au Maroc”, „au Canada” i… o zgrozo!… „aux États-Unis”. To „au” i „aux”, to odpowiednik naszego „na”. Może nie każdy to wie, ale kiedyś duża część Stanów Zjednoczonych należała do Francji i stąd to „na Stanach Zjednoczonych”. Sprawa była bardzo prozaiczna. Napoleon potrzebował dużo kasy na podbój Europy i sprzedał francuskie kolonie w Ameryce Północnej. Po co więc zubażać język w imię poprawności politycznej? Te wszystkie jego nieregularności i wyjątki czynią go ludzkim i urozmaiconym, a przez to bogatszym.

Paranoja sięga zenitu. W ostatnim meczu ligowym Robert Lewandowski wystąpił w roli kapitana zespołu z Monachium, by móc założyć tę kapitańską opaskę w barwach narodowych Ukrainy. Rano postanowiłem założyć opaskę w barwach ukraińskiej flagi. To co się dzieje jest nieakceptowalne. Musimy wspierać Ukrainę. Jestem przeciwko wojnie i nie sądziłem, że do niej dojdzie. – powiedział Lewandowski w rozmowie z telewizją „Sky”. Wszyscy oni ćwierkają z jednego klucza. Niechby tylko spróbowali inaczej! Wszyscy oni są w kieszeni u tych, którzy urządzają te wszystkie hucpy.

I taką hucpą jest ta dziwna wojna. Wojna, która ma doprowadzić do podziału Ukrainy i fizycznego unicestwienia rezunów i banderowców: murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Bo w nowej rzeczywistości, tej która właśnie pączkuje, nie ma dla nich miejsca.

Nie wiem, czy znalazłby się taki drugi przypadek, w którym jedno państwo tak bardzo zaangażowałoby się w pomoc drugiemu, w którym toczy się wojna. „Państwo polskie” i „polski rząd” bardziej dbają o obywateli „obcego” państwa niż „swojego”. Dla nich jest teraz wszystko, łącznie z pracą i mieszkaniami. Dla nich otwierają w szpitalach oddzielne oddziały. A swoim obywatelom pozamykali je pod pozorem pandemii, co skutkowało, z braku opieki, nadmiarowymi zgonami. Polacy stają się, niby we własnym kraju, obywatelami trzeciej kategorii, bo obywatelami pierwszej kategorii są Żydzi.

Ta hucpa to też podmiana społeczeństwa. Za jakiś czas okaże się, że Ukraińcy stanowią w tym kraju większość, która zapewne opowie się za połączeniem wschodniej Polski z zachodnią Ukrainą. Podobno wielu wjeżdżających do Polski Ukraińców nie ma dokumentów. Jak nie ma, to się im wyrobi. To nic nowego. Rosjanie też wymienili ludność na Krymie tak, by większość stanowiła ludność rosyjska. I teraz mają argument.

W mieście, w którym mieszkam, w Bielsku Podlaskim, leżącym w południowej części województwa podlaskiego, tej części Polski, która nigdy nie należała do Korony, tylko do Wielkiego Księstwa Litewskiego (a więc mieszkam na Kresach), starostwo powiatowe wywiesiło, obok flagi polskiej, flagę ukraińską. Mam więc poważne powody, by zapytać: czy to jest jeszcze Polska (wiem, że to nigdy nie była Polska), czy już Ukraina? No bo skoro na ścianie urzędu wisi taka flaga, to chyba nie przypadkiem. Dotychczas, jeśli już, to wisiała tam flaga unii europejskiej, co było zrozumiałe, skoro w niej jeszcze jesteśmy. Jednak jest w tym kraju coraz więcej zwolenników tzw. polexitu. Nie wiem, czy oni zdają sobie sprawę z tego, czym to będzie skutkowało. I jakie będzie zdziwienie Ukraińców, gdy wykopią Polskę z unii, a oni tak do niej szli? A muszą wykopać, jeśli ma dojść do podziału Ukrainy i w konsekwencji do połączenia jej zachodniej części ze wschodnią Polską. W unii taki numer nie mógłby przejść.

Dziwna jest ta wojna. Wszystkie największe portale internetowe wyłączyły możliwość komentowania przez czytających. Widać mają coś do ukrycia. I my tak naprawdę nie wiemy, co tam się dzieje. Nie ma korespondentów wojennych, którzy niemalże z pola walki informowaliby nas o sytuacji na froncie. Nie mamy żadnych informacji z drugiej strony. A przecież obiektywne podejście wymagałoby zapoznania się z argumentami Rosjan. To wszystko teatr. Rosja dysponuje takim potencjałem militarnym i armią, która mogłaby zająć Ukrainę w ciągu paru dni, gdyby chciała. No właśnie! Gdyby chciała. Ale nie chce. A skoro tak, to znaczy, że cel jest inny niż nam się mówi. Choć z drugiej strony Putin jasno powiedział, jaki jest jego cel. Nie powiedział tylko, dlaczego chce to zrobić.

Mamy w tym wypadku, jak zresztą w każdym konflikcie, do czynienia z klasycznym procesem dialektycznym, w którym zderzenie przeciwieństw, czyli tezy i antytezy, prowadzi do syntezy. Konflikt przeciwieństw jest niezbędny do wprowadzenia zmian. Widocznie ktoś na górze uznał, że w tym rejonie Europy nadszedł czas na zmiany, a nic tak nie sprzyja im i nic tak ich nie usprawiedliwia, jak wojna. Pod jej pretekstem można wszystko zrobić, wszystko zmienić. Wszak wojna, jak mawiał von Clausewitz, jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami. Po tym konflikcie, który nie wiadomo jak długo potrwa, ta część Europy będzie wyglądała zupełnie inaczej.

Zamiana Polaków na Ukraińców to wielki koszt, to są zapewne miliardy złotych. Ktoś będzie musiał za to zapłacić. No a kto? Jeśli większość ludzi w tym kraju będą stanowić Ukraińcy, to oni będą musieli uregulować ten dług. Oni albo ich dzieci. Nie ma nic za darmo. Nie spłacą tego długu, bo to będzie za wielkie obciążenie, to będą bezlitośnie wykorzystywani przez tych, którzy organizują im całą tę operację Most bis. Nie znają swojej historii i nie wiedzą, że powstanie Chmielnickiego w pierwszej kolejności skierowane było przeciwko Żydom, którzy bezlitośnie ich wykorzystywali i poniżali. I dlatego Chmielnicki poprosił Moskwę o ich przygarnięcie, bo I RP była rajem, ale dla Żydów. A dla innych – nie tylko dla ukraińskiego ludu, dla polskiego również – była piekłem. Za jakiś czas ta ich Polszcza będzie dla nich tym, czym była I RP.

Finis Ucrainae

W poprzednim blogu napisałem, że politycy to zwykli gangsterzy i złodzieje, ale nie tylko. Jak pokazują ostatnie wydarzenia, to także mordercy, którzy nie mają żadnych skrupułów, gdy chodzi o realizację chorej ideologii chorego narodu, którego oni są podwykonawcami. Jak nie – wymyślona pandemia, w efekcie której zamknięto ludziom dostęp do opieki medycznej, co skutkowało większą niż normalnie liczbą zgonów – to bezsensowna wojna, w której najbardziej ucierpią cywile. Po co są te ataki na ludność cywilną? Tylko i wyłącznie po to, by stworzyć falę uchodźców. Cieszy się Putin i „polski rząd”, który już nie będzie musiał udawać. Będzie mógł otwarcie, bo ze względów humanitarnych, ściągać masy Ukraińców. Prezydent Duda z trudem powstrzymywał uśmiech we wczorajszym przemówieniu. Mieszkania też czekają, nie tylko na Żydów, na Ukraińców też. O to zadbali developerzy.

Finis Ucrainae oznacza również finis Poloniae, to znaczy koniec Rzeczpospolitej Polskiej i początek Rzeczpospolitej Ukraińskiej. Ta wojna jest po to, by zlikwidować państwo ukraińskie w takiej postaci, w jakiej ono obecnie istnieje i stworzyć nowy porządek w tej części Europy. Słowa Putina nie pozostawiają złudzeń. Stwierdził on, że chce zdemilitaryzować i zdenazyfikować Ukrainę. Denazyfikacja, to nic innego jak debanderyzacja Ukrainy, a to oznacza, że jedyna ideologia spajająca tę obecną ukraińską państwowość nie jest już potrzebna. A skoro tak, to oznacza to po prostu likwidację państwa ukraińskiego w tej postaci. Innymi słowy rozbiór Ukrainy, a następnie rozbiór Polski. Dlaczego Polska nie może, tak jak Czechy, być od tysiąca lat w jednym miejscu? Dlaczego tu ciągle musi się wszystko zmieniać: granice i ludzie?

A to bardzo specyficzna część Europy. To pas ziemi ciągnący się od Bałtyku po Morze Czarne. Jego wyróżnikiem przez wieki było to, że zamieszkiwali go ludzie, którzy mieli problemy z określeniem własnej tożsamości narodowej, określając siebie jako tutejsi i którzy mówili innym językiem niż władza państwa, którego byli mieszkańcami. To również pas ziemi pomiędzy Rosją i Niemcami. Taka sytuacja była doskonałą okazją do ciągłych zmian. Centralne miejsce przez dwa wieki zajmowało państwo, do którego przylgnęła nazwa państwa na kółkach. Lata mijały, a sytuacja nie zmieniała się. Rozpad Związku Radzieckiego i powstanie nowych państw w tym pasie, to nawiązanie do tej wiekowej tradycji. Jakież pole do kombinacji wytworzyło się w takiej przestrzeni!

Gdy się to wszystko zaczęło wczoraj, czyli 24 lutego 2022 roku, to zajrzałem do Wikipedii, która na bieżąco aktualizowała dane o początku ataku. Z niej pochodzą poniższe informacje. Zawsze powtarzałem i będę powtarzał do znudzenia, że nie można zrozumieć teraźniejszości bez poznania tego, co było wcześniej. A pewne fakty skłaniają do wniosku, że tu chodzi bardziej o Polskę niż o Ukrainę, że to jest wstęp do przemodelowania tej części Europy.

Po długotrwałych wojnach z Turcją i Tatarami Chanat Krymski został ostatecznie w 1783 roku zdobyty przez Imperium Rosyjskie, a jego terytorium bezpośrednio wcielone do państwa rosyjskiego. W ramach tego imperium Półwysep Krymski wchodził w skład guberni rosyjskich utworzonych na ziemiach zdobytych w wojnach z Turcją, czyli tzw. Noworosji (południowo-wschodnia Ukraina, Mołdawia, Naddniestrze i południowo-zachodnia Rosja). W różnych okresach czasu należał on do guberni noworosyjskiej, taurydzkiej (historyczny Chanat Krymski) i generałgubernatorstwa noworosyjskiego. Lekceważąc tę tradycję, władze radzieckie przyłączyły w 1921 roku większość Noworosji do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. W trakcie II wojny światowej wysiedlono z półwyspu większość ludności niemieckiej, tatarskiej, greckiej, włoskiej, ormiańskiej oraz bułgarskiej. Wysiedlenia te objęły ok. 25% całej ludności Półwyspu Krymskiego i ok 50% ludności nierosyjskiej.

W 1946 roku władze Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej zlikwidowały Krymską Autonomiczną Socjalistyczną Republikę Radziecką, przekształcając ją w obwód krymski w składzie RFSRR.

W lutym 1954 roku Krym, decyzją Nikity Chruszczowa, został przyłączony do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Odbyło się to z okazji 300-lecia ugody perejasławskiej. Ugoda ta została zawarta 18 stycznia 1654 roku w Perejasławiu (w pobliżu Kijowa) pomiędzy Hetmanatem (Wojsko Zaporoskie) i Bohdanem Chmielnickim a Walerym Buturlinem, występującym jako pełnomocnik cara Rosji Aleksego I, na mocy której Ukraina została poddana jego władzy.

Terytorium Hetmanatu (fiolet), Siczy (sepia) i Ukrainy Słobodzkiej (zieleń); źródło: Wikipedia.

Jeszcze w ramach ZSRR Krym uzyskał ponownie status republiki autonomicznej w 1991 roku. Po uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę, prorosyjskie władze Krymu ogłosiły w 1992 roku niezawisłość od Ukrainy na podstawie wyników referendum niepodległościowego. Jednak na skutek nacisków Kijowa, półwysep nadal pozostawał w granicach państwa ukraińskiego. Władze ukraińskie zgodziły się w 1992 roku na autonomię półwyspu, funkcjonującego od tej pory jako Autonomiczna Republika Krymu.

Krym składa się z Republiki Autonomicznej Krymu i wydzielonego miasta Sewastopol. Według ostatniego spisu powszechnego na Ukrainie z 2001 roku pierwszy podmiot zamieszkiwało 58% Rosjan, 24% Ukraińców, 12% Tatarów krymskich i ponad 1% Białorusinów, a w Sewastopolu Rosjanie stanowili 72% populacji, Ukraińcy 22%. Łącznie na Krymie ludność rosyjska stanowiła 60% mieszkańców.

Specyficzny charakter Krymu związany jest także z obecnością na tym terenie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, która ma w Sewastopolu swoją bazę.

Jednym z najważniejszych dokumentów podpisanych w sprawie Krymu było memorandum budapeszteńskie z 1994 roku. Na jego mocy „Ukraina otrzymała od Rosji, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii gwarancje integralności terytorialnej w zamian za przekazanie Federacji Rosyjskiej arsenału jądrowego z epoki radzieckiej (wówczas trzeciego na świecie pod względem wielkości)”.

Dziś widać ile warte są rosyjskie gwarancje, nie mówiąc o brytyjskich. Parę czy paręnaście dni temu odwiedził Warszawę brytyjski premier i powiedział, że w trudnej sytuacji Polska zawsze może liczyć na Wielką Brytanię. Gdy to przeczytałem, to uśmiałem się prawie do łez. A śmiech to zdrowie, więc jestem bardzo wdzięczny brytyjskiemu premierowi, bo ostatnio mam mało okazji do śmiechu.

Tendencje separatystyczne na wschodzie i południu Ukrainy są następstwem rewolucji z lutego 2014 roku, zwanej Euromajdanem, która odsunęła od władzy prezydenta Wiktora Janukowycza. Przyczyną wybuchu masowych, antyrządowych protestów na Ukrainie, które przerodziły się na ulicach Kijowa w rewolucję, było odłożenie podpisania przez prezydenta umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Wobec tego zachodnia i centralna Ukraina zbuntowały się przeciwko władzy prorosyjskiej Partii Regionów.

Nikt już dziś nie ma wątpliwości, że ta rewolucja była dziełem Amerykanów, a przecież wcześniej w trakcie rozmów radziecko-amerykańskich ustalono, że Ukraina to dla Związku Radzieckiego i później dla Rosji, to bliska zagranica i jej strefa wpływów. Na ingerencję Stanów Zjednoczonych w tym rejonie zgody nie było.

W wyniku działań Rosji w okresie luty – marzec 2014 roku została zaanektowana Autonomiczna Republika Krymu wraz z miastem wydzielonym Sewastopol. Na terenie wschodniej Ukrainy, kontrolowanym przez Federację Rosyjską, proklamowano samozwańcze republiki ludowe: charkowską, doniecką oraz ługańską.

Z kryzysem ukraińsko-rosyjskim związane są żądania Rosji, która domaga się gwarancji nierozszerzania NATO i ograniczenia aktywności na jego wschodniej flance.

9 i 10 stycznia 2022 roku odbyły się w Genewie rozmowy USA – Rosja na temat przedstawionych przez Rosję w połowie grudnia 2021 roku żądań w strefie bezpieczeństwa europejskiego.

12 stycznia 2022 roku odbyło się posiedzenie Rady NATO – Rosja z udziałem przedstawicieli członków NATO. Delegacja rosyjska podtrzymywała na nim żądania dotyczące prawnie wiążących „gwarancji bezpieczeństwa” w zakresie nierozszerzania NATO:

  • nierozmieszczania w krajach graniczących z Rosją systemów uderzeniowych mogących zniszczyć cele na jej obszarze,
  • nierozlokowywania w Europie rakiet średniego i pośredniego zasięgu,
  • likwidacji infrastruktury powstałej na terytorium członków, którzy wstąpili do NATO po 1997 roku,
  • wycofania z tych państw sił natowskich.

21 lutego 2022 roku Władimir Putin podpisał deklarację uznającą niepodległość i suwerenność dwóch separatystycznych republik: Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Tuż przed godziną 6:00 czasu moskiewskiego 24 lutego Władimir Putin ogłosił, że podjął decyzję o rozpoczęciu operacji wojskowej na Ukrainie. W przemówieniu Putin powiedział, że nie ma planów okupacji terytorium Ukrainy, że narody Ukrainy mają prawo do niezależności. Stwierdził, że Rosja zamierza „zdemilitaryzować i zdenazyfikować” Ukrainę i wezwał ukraińskich żołnierzy do złożenia broni.

Putin wysunął pod adresem NATO żądania, na które ono nie może się zgodzić. Wszak to Rosjanie zaakceptowali kiedyś rozszerzenie NATO na kraje Europy środkowej. A teraz im się odmieniło. Putin nie chce okupować Ukrainy, ale chce prawnie wiążących „gwarancji bezpieczeństwa”. Kto jak kto, ale on chyba doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ile warte są te prawnie wiążące gwarancje. O co więc tak naprawdę chodzi?

24 lutego 2022 roku o godzinie 5:45 czasu lokalnego (4:45 czasu polskiego) rozpoczęła się inwazja Rosji na Ukrainę. Ataki rakietowe wymierzono w różne części Ukrainy, m.in. w Kijów i Charków. Ukraińska Służba Graniczna potwierdziła, że jej granice z Rosją i Białorusią zostały zaatakowane: „Ataki na oddziały graniczne, posterunki graniczne i punkty kontrolne przeprowadza się z użyciem artylerii, ciężkiego sprzętu i broni strzeleckiej. Odbywa się to w obwodach ługańskim, sumskim, charkowskim, czernihowskim i żytomierskim”.

Informacja Wikipedii o godzinie ataku na Ukrainę została wczoraj, tj. 24 lutego, około południa zmieniona. Obecnie informuje ona, że inwazja rozpoczęła się o godzinie 5:00 czasu lokalnego (4:00 czasu polskiego). Dziś, tj. 25 lutego, pojawił się na portalu salon24 artykuł zatytułowany: „O 4:48 obudził ich dźwięk wybuchów i strzałów. Poruszająca relacja z Ukrainy”. Link: https://www.salon24.pl/newsroom/1207884,o-4-48-obudzil-ich-dzwiek-wybuchow-i-strzalow-poruszajaca-relacja-z-ukrainy

Dlaczego więc Wikipedia zmieniła tak szybko godzinę. Ktoś tam w końcu załapał, że o 4:45 1 września 1939 roku Niemcy napadły na Polskę. Podobno nie ma przypadków, są tylko znaki. Jakby tego było mało, to przypominam, że Polska została zaatakowana z trzech stron: z zachodu, północy i południa. Ukraina została zaatakowana też z trzech stron: ze wschodu, północy i południa. To jest bardo niebezpieczna i czytelna aluzja, że tak naprawdę zaczęło się końcowe odliczanie dla Polski jako państwa w tej postaci i że bardziej w tej wojnie to o nią chodzi.

Cały konflikt został sztucznie wykreowany. Chodzi o to, jak zmienić obecny porządek i wyjść z tego z twarzą. Inwazja to działanie metodą faktów dokonanych. To już się stało, choć nie wiemy, jak długo to potrwa i co jeszcze złego może się wydarzyć. Jednak kiedyś nadejdzie taki moment, że obie strony zasiądą do stołu i „wynegocjują” to, co już dawno zostało ustalone. Obie pewnie pójdą na jakieś ustępstwa. Putin odstąpi od swoich żądań w zamian za wschodnią Ukrainę: taka ugoda perejasławska bis. A Zachód, jak to ma w zwyczaju, poświęci dla dobra sprawy Polskę, która i tak od unii lubelskiej skierowana jest na Wschód i bliżej jej do niego niż do Zachodu. Jeśli wschodnia Ukraina odpadnie, to zachodnia będzie mogła istnieć tylko w połączeniu ze wschodnią Polską, a zachodnia Polska przypadnie Niemcom. I będzie tak jak w bajce: „Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”.

Prawdziwy cel jest dalekosiężny i chodzi o odtworzenie państwa zwanego I RP, które to państwo było rajem dla Żydów i ma być nim w przyszłości. To ma być prawdziwy Polin. Takie jest moje zdanie, a czy tak się stanie? Czas pokaże, tylko że na to trzeba będzie jeszcze długo czekać. Dla wielu z nas za długo. Może to i lepiej.