Sport i polityka

Ukraine über alles – tak w trzech słowach można scharakteryzować żydowską politykę wobec Polski. Inaczej tego, co się teraz dzieje nie można nazwać. Już chyba tylko ślepy i głuchy nie widzi i nie słyszy. Gdy się wchodzi na YouTube, to nie sposób nie trafić na jakiś kanał, na którym lektorzy, na różne sposoby, starają się ukryć swój akcent. Słuchanie tego jest męczące i irytujące. Tak jak kiedyś Żydzi hiszpańscy zalewali Turcję, tak dziś Żydzi ukraińscy – Polskę. To pompowanie Ukrainy i Ukraińców staje się powoli groteską, a to za sprawą wyboru trenera reprezentacji narodowej w piłce nożnej. Jego nazwisko miało być znane 17 stycznia, ale ostatecznie ma to nastąpić 31 stycznia. Skąd takie zamieszanie i o co w tym wszystkim chodzi?

Na Interii pojawiła się w niedzielę wieczorem, 23 stycznia, informacja, że trenerem polskiej reprezentacji w piłce nożnej zostanie Ukrainiec Andrzej Szewczenko. Link do oryginalnego tekstu tu: https://sport.interia.pl/raporty/raport-eliminacje-ms-2022/polacy/news-wyciekla-tajemnica-kuleszy-oto-nowy-selekcjoner,nId,5787437.

Interia pisze:

»Wiarygodne ukraińskie media poinformowały, że Andrij Szewczenko zawarł porozumienie z PZPN-em w sprawie objęcia stanowiska selekcjonera reprezentacji Polski. Jedyną przeszkodą jest rozwiązanie kontraktu z Genoą.

PZPN z Szewczenką porozumieli się zarówno co do okresu współpracy (dwa lata), jak i wysokości zarobków. Ukrainiec ma zarabiać 2,5 mln euro rocznie, z czego cześć zapłaci PZPN, a część sponsorzy. Te szczegółowe dane podał kanał vZbirna, należący do byłego rzecznika Szewczenki, a więc osoby dość wiarygodnej.

Szewczenko z dobrym skutkiem prowadził Ukrainę, osiągnął z nią ćwierćfinał na Euro 2020, ale jego przygoda z Genoą była nieudana. Został zwolniony po dziewięciu meczach w Serie A i dwóch w Coppa Italia, ale jego kontrakt obowiązuje do 2023 r. Rozwiązanie go z włoskim klubem powinno to być jednak formalnością. Właściciele Genoi nie mają żadnego interesu w opłacaniu drogiego trenera, który jest im najzwyczajniej niepotrzebny.

Jeśli porozumienie z Genoą uda się zawrzeć, “Szewa” będzie najdroższym selekcjonerem w historii reprezentacji Polski. Do tej pory palmę pierwszeństwa dzierżył Leo Beenhakker, który w ostatnim okresie zarabiał 80 tys. euro miesięcznie, czyli 960 tys. euro rocznie. 

Szewczenko i jego Ukraina mieli kupę szczęścia na ubiegłorocznym Euro 2020. Udało im się wyjść z grupy pomimo dwóch porażek (2-3 z Holandią i 0-1 z Austrią). “Zbirna” wygrała 2-1  Macedonią Północną i to było jej kluczem do awansu. W 1/8 finału pokonała Szwecję 2-1.  W ćwierćfinale, na Stadio Olimpico w Rzymie, Ukraińcy zostali rozbici 0-4 przez Anglię.

Jego Ukraina grała siermiężny, defensywny futbol. Zdarzały jej się kompromitujące porażki, jak 1-7 w towarzyskim meczu z Francją, czy 0-4 w Lidze Narodów z Hiszpanią. Z drugiej strony, na ME pokonał Szwedów, z którymi nie poradziła sobie Polska Paula Sousy.

Wtajemniczeni twierdzą, że zarówno w reprezentacji Ukrainy, jak i w Genoi “Szewa” był twarzą projektu. Pracę trenerską wykonywał za niego Mauro Tassotti – były piłkarze wielkiego Milanu, w którym rozegrał 17 lat (1980-1997).

Warto zaznaczyć, że doświadczenie trenerskie Szewczenki jest niewielkie. Przez pięć lat, z czego jeden sparaliżował COVID-19, prowadził Ukrainę, a Genoę ledwie przez trzy miesiące.

13 stycznia Cezary Kulesza spotkał się z Adamem Nawałką i choć obaj panowie uzgodnili warunki brzegowe współpracy, do podpisania umowy nie doszło. Kulesza ma innego faworyta, teraz okazuje się, że jest nim Szewczenko.«

Tekst przytoczyłem dosłownie, a więc z błędami. Komentujący na Interii często z tego powodu krytykują jej redaktorów. I zachodzą w głowę, kogo oni tam zatrudniają. A często zatrudniają Ukraińców czy może raczej ukraińskich Żydów. Widać to po błędach w składni albo po niewłaściwie dobranych wyrazach. Ot choćby to: „mieli kupę szczęścia”. Nie – mieli dużo szczęścia. Języki bardzo podobne do siebie, a takimi są polski i ukraiński, tak jak i w przypadkach innych do siebie podobnych języków, zawierają pułapki językowe, które z angielska nazywa się „false friends” (fałszywi przyjaciele), to znaczy, że w obu językach brzmią i piszą się tak samo lub bardzo podobnie, a znaczą zupełnie coś innego. A więc nie ma róży bez kolców.

To jednak tylko dygresja, choć przyznam, że i mnie irytuje takie lekceważące podejście do języka i czytających. Choć może jest to zamierzone. Im bardziej niechlujny język, tym bardziej niechlujne myślenie.

Niektórzy komentujący pod cytowanym tekstem twierdzą, że jest to fałszywa informacja, czyli tzw. fake news. Czy tak jest? Przekonamy się o tym za tydzień. Ten tekst, przy wszystkich jego wadach językowych, zawiera jednak ciekawe informacje, które nie pozostawiają cienia wątpliwości, że wielki sport nie jest wolny od polityki, albo raczej, że polityka wykorzystuje go do swych celów.

Z informacji w tym tekście wynika, że Szewczenko będzie najdroższym selekcjonerem w historii reprezentacji Polski. Ma on zarabiać 2,5 mln euro rocznie. Dla PZPN-u górna granica to 1 mln rocznie. Część wynagrodzenia ma zapłacić PZPN, a część sponsorzy. I jakby tego było mało, to wychodzi na to, że z Szewczenki żaden trener, bo reprezentację Ukrainy i klub Genoa trenował Mauro Tassotti. Kontrakt z Genoa ma podpisany do 2023 roku.

No to mamy niezłą układankę!

Polska przegrała swój ostatni mecz w eliminacjach. Mecz, który dla Węgrów był meczem o pietruszkę, a dla Polski meczem o to, czy będzie rozstawiona w barażach, czy będzie dolosowana do drużyn rozstawionych. W przypadku wygranej Polski, byłaby ona rozstawiona. Polska przegrała, wiec została dolosowana i padło na Rosję. Do tego najważniejszego w tych eliminacjach meczu Polska wystawiła skład rezerwowy. Czy to był przypadek? 26 listopada odbywa się losowanie baraży do mistrzostw w Katarze. I od tego momentu wiadomo, że Polska zagra z Rosją. W drugi dzień Świąt, 26 grudnia, Paulo Sousa informuje, że już nie chce trenować reprezentacji Polski. Rozstanie następuje szybko i obie strony wydają się być zadowolone, z tym, że u nas podnosi się wielkie larum. Oburzeni są wszyscy: działacze, dziennikarze, kibice. Tylko czy aby u wszystkich to oburzenie jest autentyczne? A Sousa, trener przecież nie jakiś wyjątkowy, szybko zostaje zatrudniony przez jeden z najsłynniejszych brazylijskich klubów.

Zaczynają się poszukiwania nowego trenera. Z początku kandydatów było wielu, ale jak się okazuje, żaden z nich nie śmiał zagrać przy Jankielu, znaczy przy Szewczence. Tak więc wątek żydowski mamy nie tylko w Panu Tadeuszu, ale i w PZPN-nie. Zresztą, gdzie ich nie ma? Wszystkie działania musiały być skoordynowane: PZPN-nu, włoskiego klubu Genoa i brazylijskiego – Flamengo. Któż mógł utkać taką misterną, międzynarodową intrygę: od Polski poprzez Włochy do Brazylii? Przecież nie prezes Kulesza, bądźmy poważni! Zrobią z niego kozła ofiarnego, a były prezes Boniek powie tak, jak ten udający idiotę Czech z filmu C.K. Dezerterzy, który za każdym razem, gdy go o coś pytano, odpowiadał: Ich weiß nichts (Ja nic nie wiem).

A któż może być sponsorem i zechce wyłożyć takie pieniądze na trenera reprezentacji, której realne szanse na awans do finałów mistrzostw świata są znikome bądź żadne? Przecież sponsor to ktoś, kto inwestuje pieniądze, by mieć jakiś zysk. Niekoniecznie musi to być zysk finansowy. Może to być zysk wizerunkowy, ale w tym wypadku taka reprezentacja musi być widoczna na największych imprezach i odnosić na nich sukcesy, a nie kompromitować się, co jest normą w przypadku polskiej reprezentacji. Któż więc może wyłożyć takie pieniądze? Ten, kto ma ich dużo i nie musi martwić się tym, że mu ich zabraknie, gdy „sponsoring” nie wyjdzie.

O co więc chodzi? Chodzi o ten jedyny mecz. Mecz Polski z Rosją w Moskwie. O to, by tę reprezentację prowadził Ukrainiec. Wszyscy w tym środowisku wiedzą, że to żaden trener i ktoś inny wykona za niego robotę. Nie to jest ważne. Konflikt rosyjsko-ukraiński jest coraz bardziej podgrzewany. Tylko że osiągnięto już tam pewien pułap. Wojny nie będzie, ale jakoś trzeba go eskalować, by móc realizować swoje dalekosiężne cele. I to się obecnie dzieje. Ale gra ukraińskim trenerem nie dotyczy tego konfliktu.

Mecze Polski z Rosją zawsze miały jakiś polityczny podtekst. Tak było na mistrzostwach w Hiszpanii w 1982 roku, zaledwie pół roku po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego. Wtedy piłkarze radzieccy dostali wyraźny rozkaz, bo to słowo jest tu chyba najbardziej odpowiednie, że z Polską nie mogą przegrać. I nie przegrali – zremisowali. Rosjanie byli wtedy słabszą drużyną od Polski. Jednak tamci polscy piłkarze mówili, że bardzo trudno było grać z przeciwnikiem tak specyficznie zmotywowanym. I tak będzie i w tym zbliżającym się (24 marca) meczu. Nie dość, że Rosjanie będą grać z Polakami, to jeszcze Polacy będą mieć ukraińskiego trenera.

Tam wszystko może się zdarzyć. Nic w ludziach nie wyzwala tylu emocji, co sport, a szczególnie piłka nożna. A jeśli jeszcze dojdą do tego różne animozje narodowe i polityczne pomiędzy tymi trzema narodami, to różnie to może być. Czy żeby to osiągnąć, można sobie wyobrazić lepszy scenariusz niż ten, który wypichcili nam najlepsi reżyserzy, nie tylko zresztą filmowi.

Gdyby tam coś się stało, jakieś zamieszki, bijatyki, akty wandalizmu, co mogłoby prowadzić do przerwania czy unieważnienia meczu, to cała wina mogłaby spaść na PZPN, a ogólnie na Polaków, za wybranie takiego trenera i prowokowanie Rosjan. Wpisywałoby się to w ogólną narrację, którą lansują żydowskie polskojęzyczne i nie tylko polskojęzyczne media, że wszystkiemu winni są Polacy. A stąd już tylko mały krok do konkluzji, że najlepszym rozwiązaniem będzie zlikwidowanie ich państwa.

Bądźmy szczerzy, gdyby to Polacy decydowali o wyborze trenera, to nigdy nie wybraliby Ukraińca, a nawet nie braliby pod uwagę takiej kandydatury, choćby ze względu na historię. A to, że z tym Wołyniem było trochę inaczej, niż nam się wmawia, to już inna para kaloszy.

Pozostał jeszcze tydzień. Mam nadzieję, że ten scenariusz, który powyżej nakreśliłem, nie ziści się. Chciałbym bardzo się mylić, ale, jak na razie, wszystko wskazuje na to, że jest on najbardziej realny.

Turcja

W blogu o Kazachstanie cytowałem artykuł Pepe Escobara, który zwracał w nim uwagę m.in. na rolę Turcji w tym rejonie i jej aspiracje polityczne. Trudno się dziwić Turkom, że nawiązują do swojej historii, wszak czyni to każdy naród. Pierwsze państwo Turków to tzw. Pierwszy Kaganat Turecki (552-604), ciągnący się od Morza Czarnego po Mongolię i część Chin. Państwo Wielkich Seldżuków obejmowało w XI wieku część Anatolii, Persję, Irak i Syrię. Jego stolicą był Isfahan w Persji. Imperium Osmańskie (1453-1922) obejmowało większość Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej i południowo-wschodniej Europy.

Położenie Imperium Osmańskiego
Położenie Imperium Osmańskiego; źródło: Wikipedia.

Jest więc, w przypadku Turcji, do czego odwoływać się. Czy zatem może tak być, że za jakiś czas powstanie potężne państwo tureckie, które będzie stanowić przeciwwagę dla Chin, gdy Stany Zjednoczone i Rosja nie będą już w stanie pełnić tej funkcji? I kto może przyczynić się do powstania takiego mocarstwa? Czy nie przypadkiem moja „ulubiona” nacja?

Jeśli tak twierdzę, to wypada to jakoś uzasadnić. Posłużę się cytatem z książki Henryka Rolickiego Zmierzch Izraela. Po raz pierwszy została ona wydana w 1932 roku. Następnie dodam cytaty z Wikipedii, które po części dotyczą opisywanego przez Rolickiego okresu, a po części tego, jak Turcja została zniszczona, jak to on ujął, wypróbowanymi sposobami. W Wikipedii oczywiście nie będzie ani słowa o Żydach. Tam będą tylko chrześcijanie, którzy zajmują się handlem, dyplomacją i szpiegostwem. Dla porządku dodam tylko, że marrani to hiszpańscy i portugalscy Żydzi, którzy pozornie przyjęli chrzest.

»Znaczna część wygnanych z Hiszpanii żydów i uciekających marranów zatrzymała się we Włoszech, szczególnie zaś w królestwie Neapolu. Osiadła tam przede wszystkim przodująca żydostwu rodzina Abarbanelów.

Niebawem jednak, dzięki okrzepnięciu Kościoła katolickiego, rozpoczęła się tzw. przeciwreformacja. Dwie szczególnie potężne postacie dźwignęły Kościół z klęsk: Giovanni Pietro Caraffa, późniejszy papież Paweł IV i Ignacy Loyola, założyciel zakonu jezuitów.

„Zmurszałe papiestwo, o którym wówczas sądzono, że samo przez się runie wśród śmiechu i drwin przeciwników i na które nawet przyjaciele wzruszali jeno ramionami, podnieśli ci dwaj działacze do większej jeszcze potęgi niż za rządów Innocentego III i jego następców, gdyż oparło się ono nie na chwiejnej podpórce rozmarzonej wiary, lecz na mocnym fundamencie niezłomnego przekonania i nie oglądającej się na nie konsekwencji”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

Wskutek podniesienia się powagi Kościoła, urosła także i powaga moralna inkwizycji przeciw marranom; skoro zaś żydzi pomagali pozornym chrześcijanom w oszukiwaniu władz kościelnych i opinii katolickiej, poczęły w nich trafiać represje nawet i na terenie państw włoskich, szczególnie zaś w rzeczypospolitej weneckiej, w królestwie Neapolu i w państwie papieskim. W rezultacie utracili we Włoszech możność swobodnego działania, w końcu zaś w r. 1540 zakazano im pobytu w królestwie Neapolu.

W rezultacie w pierwszej połowie XVI w. żydzi nie mogą już uważać Włoch za swoją bazę i zmuszeni są przenieść swoje centra organizacyjne do Turcji, gdzie podążyły przedtem tłumy żydów i marranów hiszpańskich.

Przybysze ci, tak w Turcji jak i wszędzie indziej, gdziekolwiek dotarli, dzięki swej pozycji w organizacjach żydostwa, objęli kierownictwo nad żydowskim życiem.

„W wieku szesnastym widzimy tych wygnańców niemal wyłącznie wyobrazicielami zdarzeń dziejowych; wszędzie rozbrzmiewają imiona ich prowodyrów; dostarczają oni rabinów, pisarzy, filozofów i nauczycieli. We wszystkich krajach, wyjąwszy Niemcy i Polskę, gdzie nie dotarli nigdy większymi grupami, dzierżą batutę żydzi sefardyjscy”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

I w Turcji żydzi sefardyjscy odtąd nadają ton, a dawniej tu osiadli żydzi poddają się od razu pod ich komendę.

Oparci o zaborczą potęgę turecką mogli marzyć o opanowaniu świata. Omotanie wpływami sułtanów samowładców wydawało się dostateczną rękojmią, że władztwo Izraela nad innymi narodami może stać się rzeczywistością. Ta nadzieja, wraz z rozbiciem Europy przez reformację i niepohamowanym najazdem tureckim mogła podyktować Abarbanelowi przepowiednię okresu mesjańskiego w r. 1531, potem innym kabalistom na r. 1540. Nadzieje te nie spełniają się i ciągle są odraczane przez nowych wróżbitów kabalistycznych.

W połowie XVI w. kilka osób z pierwszorzędnych żydowskich rodów hiszpańskich dochodzi na dworze sułtańskim do decydującego wpływu politycznego. Około r. 1553 zjawia się w Konstantynopolu zbiegła z Portugalii marranka hiszpańska Gracia Mendesia, żona bankiera. Po śmierci męża, należącego do rodu Nassich (patriarchów), prowadziła w Europie rozgałęzione interesy bankowe, pożyczając królom i możnym. Uciekłszy z Portugalii przed inkwizycją, osiadła wśród innych marranów w Antwerpii, potem w Wenecji i Ferrarze, aż powiodło się jej dostać do Konstantynopola, gdzie przeszła otwarcie na judaizm. Wkrótce potem przybył do stolicy tureckiej jej bratanek i zięć Joao Miques, który przeszedł także na judaizm i nazwał się Józef Nassi (patriarcha).

„Nie sam atoli przybył do stolicy tureckiej, lecz w wielkim orszaku pięciuset hiszpańskich (portugalskich) i włoskich żydów. Zaprezentował się tam od razu, jakby jaki książę”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

Tych dwoje wywiera przez lat szereg przemożny wpływ na politykę sułtana Sulejmana. W odpowiedzi na represje papieża Pawła IV skierowane przeciw marranom w Rzymie, żąda sułtan (1556 r.), za podszeptem tych dwojga, zwolnienia marranów, którzy przybyli do Rzymu z Turcji dla celów handlowych, a papież czyni zadość temu żądaniu. Marranów rzymskich nie udało się Nassiemu i jego teściowej obronić przed sądami duchownymi, więc przynajmniej pragnęli wziąć pomstę na papieżu przez zorganizowanie w Turcji i we Włoszech bojkotu gospodarczego państwa papieskiego i jego portu w Ankonie.

„Zainteresowani najbardziej w tej sprawie żydzi pescareńscy i dawni marrani w państwie tureckim nie szczędzili naturalnie zabiegów, aby przeforsować wspólną uchwałę, rzucająca klątwę na port papieski”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

Atoli część żydów sprzeciwiała się ostro temu ze względu na własny interes handlowy i rabinat Safetu (siedziba Sanhedrynu) odmówił rzucenia tej klątwy.

Józef Nassi wkradł się w łaski sułtana dzięki temu, że utrzymywał za pośrednictwem żydów i marranów całą siec szpiegowską w Europie i zbierał dla sułtana wiadomości. Miał daleko sięgające zamiary polityczne, „chciał bowiem rozpocząć z Hiszpanami taniec wojenny i mahometanom z wybrzeży afrykańskich posłać pomoc przeciw podżegaczom stosów”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

Wpływy Nassiego wzmagały się i „ze zgrzytem zębów widzieli nieprzyjaźni żydom mocarze chrześcijańscy, że ich plany krzyżuje tu i ówdzie ręka żydowska, a ich kłopoty wewnętrzne rosną coraz bardziej”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

Sułtan podarował szmat ziemi Józefowi w Palestynie, celem odbudowy Tyberiady (dawnej siedziby Sanhedrynu) z tym, że tylko żydzi mieli tam zamieszkać. Ponadto mianował go „księciem wyspy Naksos” i darował mu tę wyspę i 12 wysp cykladzkich.

W planach Nassiego leżało jeszcze owładnięcie Cyprem, gdzie za czasów rzymskich żydzi wyrżnęli ćwierć miliona Greków. „Marzył o koronie Cypru, którą mu przyrzekł sułtan. Być może, że przeobraziłby wyspę Bogini piękności w państwo żydowskie”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

Nie zapominajmy, że Cypr należał wówczas do Rzeczypospolitej Weneckiej, która wprowadziła niedawno przymusowe getto dla swoich żydów.

Ta przynależność Cypru nie była dla Nassiego przeszkodą. „Na wieść, że arsenał wenecki wskutek wybuchu prochu wyleciał w powietrze (co za dziwny zbieg okoliczności! – przyp. aut.) kazał sułtan, idąc za radą Józefa, wyruszyć flocie do natychmiastowego na tę wyspę ataku”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

W ten sposób rozpoczęła się wojna, która była jedną z najgroźniejszych dla chrześcijaństwa wojen z Turcją. Wyspa Cypr została zdobyta i cała załoga i część ludności wyrżnięta w pień. Na szczęście udało się papieżowi Piusowi V w obronie chrześcijaństwa doprowadzić do skutku koalicję państw chrześcijańskich. W olbrzymiej bitwie morskiej pod Lepanto (1571 r.) zjednoczone floty chrześcijańskie pokonały flotę turecką, lecz Cypr pozostał odtąd przy Turcji. Po bitwie senat wenecki postanowił wysiedlić żydów z Wenecji, jako uczestników spisku Nassiego.

Józef Nassi wspomagał też kacerskie Niderlandy w walce z katolicką Hiszpanią.

„W tym uścisku zwrócili się powstańcy niderlandzcy do Józefa z Naksosu… książę Wilhelm Orański, bohaterska dusza powstania, posłał umyślnego gońca do Józefa z prośbą, aby nakłonił sułtana do wypowiedzenia wojny Hiszpanii, co by spowodować musiało wycofanie z Flandrii wojsk hiszpańskich”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

Następnym żydem, który kierował w wielu wypadkach polityką turecką, był Salomon ben Natan Askenazy, żyd wenecki, były króla polskiego, Zygmunta Augusta, lekarz nadworny. Opuściwszy polski dwór królewski udał się do Turcji, gdzie stanął przy boku wielkiego wezyra Sokollego.

Askenazy po klęsce pod Lepanto wziął w rękę pośrednictwo pokojowe między Turcją, a rzeczpospolitą wenecką. Gdy w r. 1572 umarł Zygmunt August, żyd wenecko-turecki rzucił w czasie elekcji nowego króla polskiego potęgę wpływów tureckich na rzecz Henryka Walezego i zdecydował jego wybór. I tak „decyzja w sprawie elekcji polskiej leżała w ręku stojącego na dalszym planie żyda”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

Po wielu latach po ucieczce Henryka z Polski Askenazy tak pisał doń, jako do króla francuskiego Henryka III: „Najwięcej ja przysłużyłem się Waszej Królewskiej Mości do otrzymania korony polskiej”. – Majer Bałaban, Historia i literatura żydowska.

Wkrótce po elekcji polskiej Askenazy pojawia się w Wenecji, jako poseł sułtański i zawiera pokój w imieniu Turcji.

I tak „gabinety chrześcijańskie ani się domyślały, że biegiem wypadków, które je zmuszały przybrać tę lub inną podstawę, kieruje ręka żydowska”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

Turcja stała się na długo ostoją dla żydów w walce z chrześcijańską Europą. Gdy zaś uznali, że jest im już zbyteczna, czy też nie na rękę nawet, poczęli niszczyć jej siłę wypróbowanymi sposobami.

Leży przede mną książeczka napisana po wojnie światowej przez Merlan Zade Rifaat beja, dostojnika dworskiego byłego sułtana Abdul Hamida, w dwóch językach: tureckim i francuskim. Wydano ją w Constanzy w r. 1923, zaś autor opatrzył ją znamiennym tytułem „L’empire ottoman et les sionistes. Les juifs qui ont ruiné la Turquie”. (Cesarstwo otomańskie a syjoniści. To żydzi zniszczyli Turcję).

Z książki tej dowiemy się nie tylko o machinacjach żydowskich w okresie rewolucji młodotureckiej, w czasie wojny światowej i za rządów Kemala Paszy, lecz także o pewnych fragmentach z dalekiej przeszłości.

„Nie ma wątpliwości, że ci, którzy badają wypadki za panowania sułtanów Azisa i Murada i starają się zgłębić tajemnice i powody następujących po sobie detronizacji obu tych sułtanów, wiedzą, że w tych wypadkach także był palec żydowski i że Nessim Zedler, Nichon i Horonazzi, dzięki wmieszaniu się sułtani – matki Bezmi Alem oraz pani Elizy, zwanej „pięknością wiedeńską”, którą zdołali pozyskać dla swej sprawy, odegrali rolę szatańską”. – Merlan Zade Rifaat bej, L’empire ottoman et les sionistes.

W wieku XVI i XVII Turcja była żydom jeszcze potrzebna, jak widzieliśmy – wyzyskiwali ją bezceremonialnie dla swoich celów, dawała im pośrednio wpływ na politykę państw chrześcijańskich i – rzecz nieoceniona – swobodę wewnętrznego rozwoju.

Swobodny rozwój żydostwa w Turcji i opanowanie tureckiej polityki nie mogły żydom wystarczyć, gdy chodziło o zamierzenia mesjańskie. Dzieło reformacji umożliwiało im próby ponownego usadowienia się w zachodniej Europie.

Korzystając z odpadnięcia Niderlandów od Hiszpanii, które tak popierał Józef Nassi, znajdują sobie marrani portugalscy znakomitą siedzibę w Amsterdamie (1593 r.), gdzie pozwalają im powracać bez przeszkód na judaizm. Dzięki majątkom portugalskich żydów wydziera Holandia handel zamorski z rąk Portugalczyków i staje się bogatym krajem.

Katolicki król hiszpański, Filip II „doczekał się jeszcze, że dwa narody, których najbardziej nienawidził i najkrwawiej prześladował: Niderlandczycy i żydzi, podały sobie niejako rękę do zniszczenia jego dzieła”. – Henryk Graetz, Historia żydów.

Amsterdam stał się dla żydów nową Jerozolimą. Tu działał Abraham Zacuto Lusitano, zaufany doradca palatyna Fryderyka, który swym królestwem zimowym rozpoczął wojnę trzydziestoletnią. Tu wywierał na bieg wypadków w Europie potężny wpływ Manasse ben Izrael (1604-1657), jeden z aktorów rewolucji Cromwellowskiej w Anglii. Tutaj żył, pisał i skupiał koło siebie uczonych chrześcijańskich żydowski filozof Baruch Spinoza.«

A co pisze Wikipedia?

„Zasady handlu pomiędzy Europejczykami a imperium regulowały tzw. kapitulacje, w ramach których Osmanowie przyznali obcym kupcom liczne przywileje, dążąc przede wszystkim do zaopatrzenia rynku w odpowiednią ilość towarów. W rezultacie stopniowo Europejczycy zaczęli obsługiwać także coraz większą część wewnętrznego handlu imperium, a wielu jego poddanych starało się uzyskać prawdziwe lub fikcyjne zatrudnienie w europejskich placówkach dyplomatycznych, co gwarantowało dostęp do podatkowych i handlowych przywilejów. Szczególną rolę odegrali tutaj osmańscy chrześcijanie, którzy w XVII wieku zaczęli odgrywać coraz większą rolę w handlu imperium, korzystając ze swoich powiązań z europejskimi kupcami. W Stambule powstała nowa grecka arystokracja, nazywana fanariotami, która miała liczne powiązania z elitą rządzącą Osmanów oraz chrześcijańskich księstw naddunajskich. Chociaż fanarioci zawdzięczali swoje wpływy przede wszystkim pośrednictwu w handlu chrześcijańskich mocarstw z imperium, to zaalarmowani agresywnymi działaniami katolickich misjonarzy byli jednocześnie antypapiescy. W uformowaniu nowej antykatolickiej ortodoksji szczególną rolę odegrał patriarcha Cyryl Lukaris (zm. 1638) i to ostateczne zerwanie prawosławnych z Rzymem pośrednio wzmocniło imperium.

Fanarioci – potomkowie greckiej arystokracji, pozostałej w imperium osmańskim po podboju Konstantynopola przez Turków w 1453 roku.

Zamieszkiwali głównie w konstantynopolitańskiej dzielnicy Fanarion. Trudnili się handlem dalekosiężnym (a przy tym często szpiegostwem), dochodząc w XVII wieku do wielkiego znaczenia gospodarczego i politycznego. Znali po kilka europejskich języków, byli więc tłumaczami w służbach sułtanów, gdzie mogli wykazać swoje kwalifikacje i lojalność. Jako chrześcijanie często pełnili funkcje ambasadorów Porty Osmańskiej przy dworach europejskich oraz dragomanów (tłumaczy) lub podejmowali się specjalnych misji dyplomatycznych. Zajmowali też wysokie stanowiska w patriarchacie Konstantynopola, niejednokrotnie wpływając na wybór nowego patriarchy.

Konsekwencją wielkich odkryć geograficznych był napływ gigantycznych ilości srebra z hiszpańskiej Ameryki, co doprowadziło do dramatycznego obniżenia wartości osmańskiej srebrnej monety akce. W 1534 roku dochód centralnego skarbca osiągnął pięć milionów złotych dukatów, lecz w 1591 suma ta była warta jedynie połowę swojej dawnej wartości, ponieważ podatki w większości były pobierane w akce. Wartość wynagrodzeń żołnierzy i państwowych urzędników systematycznie spadała, zaś w rezultacie w miejsce dawnej dyscypliny i oddania rozpowszechniła się wśród nich coraz większa niechęć do państwowej służby oraz szerzyło się łapownictwo i sprzeniewierzenia. Chcą jakoś zaradzić sytuacji rząd uciekał się do drastycznych środków, takich jak psucie monety, co jednak pogarszało sytuację. Pomimo kilku reform monetarnych ostatecznie w XVII i XVIII wieku akce zdewaluowało się do tego stopnia, że znikło z rynku i pozostało jedynie monetą rachunkową.

Stopniowo powszechną praktyką stała się również dzierżawa podatków. Dzierżawca podatkowy zobowiązywał się zapłacić określoną sumę pieniędzy z góry w zamian za prawo do ściągania podatków z określonego źródła. Każda suma, którą ściągnął powyżej zapłaconej państwu kwoty, była jego zyskiem. Z punktu widzenia skarbu państwa ten system miał tę zaletę, że gwarantował natychmiastowy dostęp do gotówki. Na dłuższą metę jego oczywistą wadą był jednak fakt, że dzierżawca podatkowy, posiadający krótkoterminową umowę (zazwyczaj na okres trzech lat), nie był zainteresowany utrzymaniem produktywności powierzonego mu źródła podatków, a znaczna część nałożonych obciążeń z założenia nigdy nie docierała do skarbu. Rosnące obciążenia podatkowe stworzyły podatny grunt dla lokalnych rebelii, zaś seria złych zbiorów około 1600 roku jeszcze pogorszyła sytuację. W rezultacie na przełomie XVI i XVII wieku Anatolia stała się ogniskiem działań zbrojnych band, z którymi nie mogły poradzić sobie siły rządowe.”

Mamy więc w tym opisie fanariotów, „chrześcijan”, którzy zajmowali się handlem dalekosiężnym. Co za piękne sformułowanie! Handel międzynarodowy kojarzy się jednoznacznie, więc mamy handel dalekosiężny. Ci „chrześcijanie”, zaalarmowani agresywnymi działaniami katolickich misjonarzy byli jednocześnie antypapiescy. Tacy to byli chrześcijanie, którym przeszkadzała działalność misjonarzy. Nie trzeba też chyba dodawać, jaka nacja miała monopol na dzierżawę podatków.

W 1865 roku powstaje Ruch Młodoosmański, który czerpie inspirację z rewolucji francuskiej, Monteskiusza i Rousseau. Działacze tego ruchu głosili hasła liberalne i postępowe, żądali wprowadzenia konstytucji. Program Młodych Osmanów zawierał wprowadzenie konstytucji i systemu parlamentarnego. Lojalność i patriotyzm opierałyby się na wierze w konstytucję i demokrację, a nie na przynależności do określonej grupy etnicznej, językowej czy wyznaniowej. W 1876 roku w wyniku demonstracji w Stambule doszli do władzy. Ogłoszono konstytucję. (Mnie już do śmierci konstytucja będzie kojarzyć się tylko z jednym człowiekiem – przyp. W.L.). Po przegranej wonie z Rosją i kongresie berlińskim w 1878 roku Turcja powróciła do rządów absolutystycznych. Porażka polityki Młodych Osmanów spowodowała powstanie innych ruchów, m.in. ruchu młodotureckiego. – Jak nie z tej mańki, to z drugiej. I tak aż do osiągnięcia celu.

Powstanie bułgarskie w 1876 roku doprowadziło do nowej wojny turecko-rosyjskiej w 1877-1878 roku. To właśnie na tej wojnie dorobił się fortuny Wokulski. Moskiewski kupiec Suzin powiedział do niego: „Stanisławie Piotrowiczu! bierz wszystkie pieniądze i jedź ze mną na wojnę turecką do Bułgarii”. To właśnie te pieniądze, a nie te ze sklepu Mincla, w który się wżenił, spowodowały, że smalił cholewki do zubożałej arystokratki. Bo z takimi pieniędzmi, to już można. Nie dorobił się ich na handlu z Rosją, jak chcą różnej maści rusofile, odwołujący się do tej niby tradycji. Na tym handlu dorabiali się fabrykanci żydowscy i niemieccy, bo mogli sprzedawać swoje produkty na rynek rosyjski bez cła, bo Królestwo było częścią Imperium Rosyjskiego.

Szczególną rolę w rozbudzeniu aspiracji niepodległościowych Bułgarów odegrał Wasyl Lewski. To rewolucjonista i jeden z bohaterów narodowych Bułgarii. W końcu lat 60-tych XIX wieku rozwinął teorię rewolucyjną, która zakładała zbrojne powstanie Bułgarów przeciw Turcji. Przygotowaniem i prowadzeniem powstania miała zająć się specjalna organizacja, obejmująca zasięgiem cały kraj i mająca przedstawicielstwa w każdym regionie. Plan zakładał przystąpienie do walki bez wsparcia zagranicznego. Lewski poddał krytyce plany Rakowskiego, który wyobrażał sobie, że jest możliwe wywołanie zrywu jedynie wskutek wkroczenia zbrojnych oddziałów z terytorium państw sąsiednich, względnie wywołanie powstania przez ugrupowania emigracyjne.

Lewski opracował również kształt ustroju państwa po ewentualnym sukcesie powstania. Miałoby być ono republiką demokratyczną, opierającą się na ideałach Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela z czasów rewolucji francuskiej, gwarantującą podstawowe wolności obywatelskie. Wychodzi więc na to, że Lewski był masonem. Jego imię nosi najbardziej utytułowany bułgarski klub Lewski Sofia założony w 1914 roku.

Wojna turecko-rosyjska, której przyczyną było rozpoczęcie walk narodowo-wyzwoleńczych na Bałkanach, doprowadziła do dalszego osłabienia Imperium Osmańskiego. Na mocy postanowień kongresu berlińskiego w 1878 roku Osmanowie utracili prawie wszystkie posiadłości na Bałkanach oraz w Tunisie i w Egipcie.

W 1908 roku młodoturcy, czyli bojowe ugrupowanie nacjonalistów, w wyniku rewolucji doszło do władzy, którą utrzymało do 1918 roku. Włochy wykorzystały kryzys imperium, aby zająć w latach 1911-1912 Libię i Trypolitanię. Kraje bałkańskie usunęły Osmanów z Albanii i Macedonii w latach 1912-1913. W 1914 roku imperium przystąpiło do I wojny po stronie państw centralnych. W jej wyniku utraciło ono Syrię, Mezopotamię i nominalnie zwierzchnictwo nad Egiptem i Kuwejtem.

Młodoturcy – nacjonalistyczny i modernistyczny ruch istniejący w Turcji na przełomie XIX i XX wieku, dążący do obalenia monarchii osmańskiej i reorganizacji państwa.

Młodoturcy wywodzili się z tajnych stowarzyszeń kadetów szkól wojskowych i studentów, które powstawały od 1878 roku po anulowaniu (wprowadzonej pod naciskiem polityków młodoosmańskich) konstytucji przez sułtana Abdul Hamida II. Biorąc przykład z podobnych organizacji europejskich, stowarzyszenia te tworzyły głęboko zakonspirowaną sieć komórek, które łączyły pojedyncze osoby.

     Terytorium Turcji Tereny oddane:      Armenii      Grecji      Francji      Wielkiej Brytanii      Włoch      Region autonomiczny, Izmir (Smyrna )
Podział Turcji w wyniku traktatu w Sevres; źródło: Wikipedia.

10 sierpnia 1920 roku w Sevres pod Paryżem wielki wezyr Damad Ferid Pasza podpisał w imieniu Imperium Osmańskiego traktat, dokonujący faktycznie jego rozbioru, praktycznie likwidujący osmańską armię i pozbawiający Osmanów suwerenności na pozostawionym im terytorium. Ustanowiony w tym czasie przez tureckich nacjonalistów w Anatolii rząd Kemala i Wielkie Zgromadzenie Narodowe Turcji odrzuciły traktat i uznały akceptujących jego postanowienia za zdrajców stanu. Kontrola nad pozostałościami dawnego Imperium Osmańskiego została przejęta przez nacjonalistów, którzy w trakcie wojny grecko-tureckiej (1919-1922) obronili terytorium nowo powstałego państwa tureckiego, co uznał traktat w Lozannie z 24 lipca 1923 roku. 1 listopada 1922 roku nacjonaliści, rządzący teraz również w Stambule, ogłosili zniesienie sułtanatu, co oznaczało koniec Imperium Osmańskiego. Jego ostatnie pozostałości zniknęły, gdy 2 marca 1924 roku zniesiono także kalifat.

Granice Turcji ustalone traktatem w Lozannie; źródło: Wikipedia.

Tak więc w sytuacji, gdy trwa monarchia, to Żydzi decydują o tym, że Turcja pozostaje rozczłonkowana, a gdy do władzy dochodzą nacjonaliści i powstaje republika, to już inna para kaloszy, już można Turcji przywrócić pełną “niepodległość”. A tak naprawdę, to rządził ten, który tych “nacjonalistów” wykreował.

Wiek XIX był wiekiem nacjonalizmów. Nacjonalizm był dobry, gdy służył do zniszczenia ustroju zwanego monarchią i zastąpienia go republiką. Inspiratorem i organizatorem tych wszystkich nacjonalizmów byli Żydzi, bo to im konkretnie chodziło o zastąpienie monarchii republiką. Gdyby nacjonalizm był autentycznym ruchem w jakimś narodzie, to dążyłby on do niepodległości, ale niekoniecznie do zmiany ustroju za wszelką cenę. Tak było w Brazylii. Brazylijczykom monarchia nie przeszkadzała, ale ją tam zastąpiono republiką. Znaczy to, że ktoś lepiej wiedział, co dla tego narodu jest lepsze. Dziś, jak wiemy, nacjonalizm jest „be”. Murzyn zrobił swoje murzyn może odejść. Dziś mamy inny etap.

Jak widać na przykładzie Turcji, Żydzi mogą zrobić z każdym imperium, to co uznają za stosowne i co w danym momencie dziejowym jest dla nich korzystne. Być może doszli do wniosku, że na tym etapie Turcja może im się przydać i może zechcą odbudować jej potęgę.

Co się dzieje?

Coś się dzieje! Na razie dzieje się w siedzibie premiera Anglii na Downing Street 10, ale skoro tam, to pewnie i u nas zacznie się coś dziać. Na portalu ZeroHedge ukazał się 20 stycznia artykuł, który informuje o tych zmianach: Anglia znosi wszelkie ograniczenia dotyczące paszportów COVID-owych, masek i pracy. Link do oryginalnego tekstu tu: https://www.zerohedge.com/markets/england-ends-all-covid-passports-mask-mandates-work-restrictions.

»Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson ogłosił w środę, że ograniczenia, w tym przepustki na COVID-19, zalecenia dotyczące noszenia masek i wymogi dotyczące pracy zdalnej, zostaną zniesione w Anglii. Johnson zasugerował również, że zasady kwarantanny mogą zostać zniesione pod koniec marca, gdy pandemia wirusa KPCh (Komunistyczna Partia Chin) stanie się endemiczna.

Od chwili ogłoszenia tej decyzji rząd Wielkiej Brytanii przestaje zmuszać ludzi do pracy zdalnej. Obowiązek posiadania przepustki COVID do klubów nocnych i na masowe imprez nie zostanie odnowiony po jego wygaśnięciu z dniem 26 stycznia. A od czwartku nigdzie w Anglii noszenie masek w pomieszczeniach nie będzie już obowiązkowe.

Wymóg noszenia masek przez uczniów szkół średnich podczas zajęć i w pomieszczeniach ogólnodostępnych również zostanie usunięty z krajowych wytycznych Departamentu Edukacji. W Izbie Gmin słychać było okrzyki aplauzu po tym jak Johnson ogłosił decyzję w tej sprawie.

Osoby, które uzyskały pozytywny wynik testu na COVID-19 oraz te niezaszczepione, które miały z nimi kontakt, nadal muszą się izolować, ale Johnson powiedział, że on „spodziewa się, że te wymogi nie ulegną przedłużeniu”, gdy odpowiednie przepisy wygasną 24 marca.

„Ponieważ COVID staje się endemiczny, będziemy musieli zastąpić wymogi prawne poradami i wskazówkami, wzywając ludzi zarażonych wirusem do ostrożności i troski o innych” – powiedział premier.

Pytany o usunięcie zasad testowania dla zaszczepionych podróżnych udających się do Wielkiej Brytanii, Johnson powiedział, że rząd dokonuje przeglądu ustaleń dotyczących testowania podróżnych i że w nadchodzących dniach można spodziewać się decyzji w tej sprawie.

Odmówił jednak ponownego rozważenia obowiązku szczepień dla pracowników opieki zdrowotnej pierwszego kontaktu, twierdząc, że „dowody są bezsprzeczne, że pracownicy służby zdrowia powinni się szczepić”.

Johnson powiedział parlamentarzystom, że w środę rano rząd zdecydował się usunąć tak zwane środki „Planu B”, ponieważ dane sugerują, że fala Omicron osiągnęła szczyt w całym kraju, i przypisał stabilizację liczby przyjęć do szpitala „niezwykłej kampanii promującej dawki przypominające” i powszechnemu respektowaniu przez społeczeństwo ograniczeń.

Usunięcie środków „Planu B” przeciwko wirusowi KPCh nastąpiło, gdy premier walczył z rosnącą presją wzywającą go do rezygnacji z powodu rzekomego nieprzestrzegania podczas pandemii ograniczeń w trakcie imprez organizowanych na Downing Street 10 – oficjalnej rezydencji premiera.

Nastąpiło ono również po tym, jak pod Numer 10 wpłynęła w poniedziałek petycja podpisana przez ponad 200 000 osób, wzywająca do zniesienia paszportów szczepionkowych i podobnych certyfikatów COVID-owych.

Oddzielna petycja wzywająca do uchylenia mandatów na szczepionki dla pracowników służby zdrowia, która również została dostarczona w poniedziałek pod Numer 10, zawierała około 160 000 podpisów.

Rządy Szkocji i Walii również także ogłosiły usunięcie ograniczeń dotyczących wirusa Omicron, ale obowiązek noszenia masek w pomieszczeniach zamkniętych i przepustki COVID-owe zostaną utrzymane.«

U nas jakby wszyscy jeszcze straszą, choć może nie wszyscy. Prof. Gut oświadczył na Interii: Nie spodziewam się Armagedonu. W tym momencie liczba zajętych szpitalnych łóżek przeznaczonych do leczenia COVID-19 spada i to dość dynamicznie. Zgonów też jest sporo mniej niż w grudniu. Respiratory są wolne w znacznej większości. Lepiej jednak dziś powiedzieć, że jest ogromne zagrożenie, a potem, że kogoś uratowaliśmy niż przesadzić w drugą stronę – wskazał doświadczony wirusolog.

Czy to oznacza zmianę na lepsze, czy tylko, jakby powiedzieli Rosjanie, pieriedyszkę? – Czas pokaże.

Kazachstan

Na samym początku tego roku w Kazachstanie miały miejsce gwałtowne zamieszki. Podobno ich przyczyną były drastyczne podwyżki cen paliw. Trochę to dziwne, bo ropa naftowa jest podstawowym towarem eksportowym tego kraju i źródłem jego największych dochodów. O co więc chodzi? Na początek wypada podać parę podstawowych informacji o tym kraju, bo one ułatwią zrozumienie tego, co tam się dzieje. Informacje te zaczerpnąłem z Wikipedii.

Mapa
Kaganat Turecki; źródło: Wikipedia.

Pod koniec I tysiąclecia p.n.e. tereny obecnego państwa kazachskiego zamieszkiwały koczownicze plemiona. Później weszły one w skład Kaganatu Tureckiego (552-604). W 751 roku na pograniczu dzisiejszego Kazachstanu i Kirgistanu nad rzeką Tałas doszło do wielkiej bitwy pomiędzy wojskami chińskiej Dynastii Tang a wojskami Kalifatu Abbasydów. Zwycięzcami okazali się ci ostatni. Na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia w południowo-wschodnim Kazachstanie rozwija się państwo muzułmańskiej dynastii Karachanidów o tureckim pochodzeniu.

Mapa
Chanat Kazachski; źródło: Wikipedia.

W XIII wieku pojawili się Mongołowie. Od tego wieku istniało tu państwo Biała Orda, a od początku XV wieku Chanat Uzbecki. Od 1470 roku zaczęło się kształtować nowe państwo – Chanat Kazachski (1465-1847). W połowie XVIII wieku Kazachstan przyjął zwierzchnictwo rosyjskie. Do Imperium Rosyjskiego został włączony w 1873 roku.

Literacki język kazachski zaczął powstawać dopiero w XVIII wieku. Za jego twórcę i klasyka uważany jest Abaj Ibrahim Kunabajew. Okresem rozkwitu literatury kazachskiej były pierwsze dekady XX wieku.

W 1920 roku ogłoszono powstanie Kirgiskiej Autonomicznej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, która w 1925 roku zmieniła nazwę na Kazachską ASRR. W 1936 roku Kazachska Socjalistyczna Republika Radziecka, jako republika związkowa, weszła w skład ZSRR.

Mapa Kazachstanu
Mapa Kazachstanu; źródło: Wikipedia.

Na skutek rozpadu Związku radzieckiego 16 grudnia 1991 roku Kazachstan ogłosił niepodległość. Następnie przystąpił do Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP). Kazachstan przystąpił też do Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE). Rozpoczął wymianę handlową z USA i wszedł w skład ONZ. Rok później uchwalił konstytucję, którą dwa lata później poprawiono. W 1993 roku zakończono testowanie bomb atomowych w okolicach Bajkonuru. Język kazachski stał się językiem urzędowym. W 1998 roku stolicą państwa zostało miasto Astana. Dekretem prezydenta z dnia 26 października 2017 roku został wprowadzony nakaz zastąpienia w języku kazachskim cyrylicy alfabetem łacińskim do 2025 roku.

Flaga Kazachstanu

Kolor niebieski na fladze Kazachstanu oznacza niebo oraz narody tureckie i jest związany ze starym kultem Wielkiego Nieba – legendy z dawnej religii koczowników.

Źródło zdjęcia – Wikipedia.

Pionowy złoty ornament nawiązuje do sztuki i kulturalnych tradycji Kazachów i Chanatu Kazachskiego. Złote Słońce to symbol kosmosu i harmonii, a umieszczony pod nim złoty orzeł symbolizuje świat marzeń, ale także wyższy świat, czyli świat Boga.

Godło Kazachstanu

Godło Kazachstanu ma formę zbliżoną do koła, którego wypełnienie ma barwę niebieską, zaś kontury rysunku – złotą. Kolor niebieski to kolor nieba oraz symbol ludów tureckich. W centralnym miejscu godła znajduje się tzw. szanyrak – element konstrukcyjny górnej części jurty, na którym opiera się jej część odpowiadająca dachowi.

Źródło zdjęcia – Wikipedia.

W tradycji kazachskiej symbolizuje on dom, a w szerszym pojęciu także pokój. Umieszczenie go w godle nawiązuje do symbolu nieba, jakim jest niekiedy szanyrak. Po obu bokach godła znajduje się wizerunek Tulpara – mitycznego skrzydlatego konia. Ich postacie wzorowane są na tych znajdujących się na hełmie, jaki posiadała złota figurka człowieka sprzed 2,5 tys. lat, wykopana w rejonie Ałmaty i świadcząca o istnieniu w owym czasie na terenie Kazachstanu wysoko rozwiniętej kultury, spokrewnionej z kulturą dzisiejszych Kazachów.

Wizerunek mitycznych koni symbolizuje służbę, w tym przypadku zarówno służbę obywateli państwa, jak i służbę państwa dla dobra obywateli. Ich skrzydła symbolizują marzenie o zbudowaniu silnego kwitnącego kraju. Świadczyć także mają o czystych zamiarach i dążeniach do osiągnięcia harmonii w społeczeństwie, zgodnego współżycia z przyrodą i pokoju. W dolnej części godła znajduje się napis z nazwą państwa: QAZAQSTAN. Do 1 listopada 2018 roku obowiązywała wersja z zapisem w cyrylicy. Godło Kazachstanu zostało oficjalnie zatwierdzone przez parlament 4 czerwca 1992 roku. Zastąpiło ono godło z czasów Związku Radzieckiego, które w żaden sposób nie nawiązywało do kultury, specyfiki i tradycji Kazachstanu.

Na portalu ZeroHedge ukazał się ciekawy artykuł After Kazakhstan, The color revolution era is over (Po wydarzeniach w Kazachstanie kończy się era kolorowych rewolucji), którego autorem jest Pepe Escobar. Link do oryginalnego tekstu tu: https://www.zerohedge.com/geopolitical/escobar-after-kazakhstan-color-revolution-era-over. Jest to, w mojej ocenie, bardzo ciekawa i gruntowna analiza tego, co wydarzyło się w Kazachstanie. Ma ona tylko jedną wadę. Nie wyjaśnia najważniejszego: jaki był cel tego zamieszania?

»To, co wydarzyło się w Kazachstanie, coraz bardziej przypomina próbę zamachu stanu pod dowództwem USA, Turcji, Wielkiej Brytanii i Izraela, udaremnioną dramatycznie przez ich eurazjatyckich adwersarzy…

Rok 2022 rozpoczął się od „podpalenia” Kazachstanu, poważnego ataku na jedno z kluczowych ogniw integracji eurazjatyckiej. Dopiero zaczynamy rozumieć, co tam się stało.

W poniedziałek rano przywódcy Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ) odbyli nadzwyczajną sesję, aby omówić wydarzenia w Kazachstanie.

Prezydent Kazachstanu Kassym-Jomart Tokayev ujął to zwięźle. Zamieszki były „ukryte za nieplanowanymi protestami”. Celem było „przejęcie władzy” – próba zamachu stanu. Działania były „koordynowane z jednego ośrodka”. I „zagraniczni bojownicy byli zaangażowani w zamieszki”.

Prezydent Rosji Władimir Putin poszedł dalej: podczas zamieszek „wykorzystano technologie Majdanu”, nawiązując do ukraińskiego placu, na którym protesty w 2013 roku obaliły nieprzyjazny NATO rząd.

Broniąc szybkiej interwencji sił pokojowych OUBZ w Kazachstanie, Putin powiedział: „konieczne było natychmiastowe zareagowanie”. OUBZ będzie obecny „tak długo, jak będzie to konieczne”, ale po zakończeniu misji „oczywiście cały kontyngent zostanie wycofany z kraju”. Siły mają wyjść jeszcze w tym tygodniu.

Krótko mówiąc: „Kraje OUBZ pokazały, że nie pozwolą na wprowadzenie chaosu i „kolorowych rewolucji” w obrębie swoich granic”.

Putin był w stałym kontakcie z kazachstańskim sekretarzem stanu Erlanem Karinem, który jako pierwszy użył właściwej terminologii do wydarzeń w swoim kraju: to, co się wydarzyło, to „hybrydowy atak terrorystyczny” zarówno sił wewnętrznych, jak i zewnętrznych, wymierzony w obalenie rządu.

Zawiła sieć hybrydowa

Prawie nikt o tym nie wie, ale w grudniu ubiegłego roku inny zamach stanu został dyskretnie udaremniony w stolicy Kirgistanu, Biszkeku. Kirgiskie źródła wywiadowcze przypisują nagłe pojawienie się wielu organizacji pozarządowych działaniom Wielką Brytanii i Turcji. To wprowadza zupełnie nowy ogląd sytuacji: powiązane z NATO wywiady mogły przygotowywać jednoczesną ofensywę kolorowej rewolucji w Azji Środkowej.

Podczas moich podróży po Azji Środkowej pod koniec 2019 r., przed Covid, było oczywiste, że zachodnie organizacje pozarządowe – fronty wojny hybrydowej – mocno usadowiły się zarówno w Kirgistanie, jak i w Kazachstanie. Jednak są one tylko jednym z ogniw wojny hybrydowej prowadzonej w Azji Środkowej i Azji Zachodniej. Tutaj widzimy skoordynowane działania CIA i US Deep State, MI6 i tureckiego wywiadu.

Kiedy prezydent Tokajew mówił nie wprost o „jednym centrum”, to miał na myśli „tajemną” amerykańsko-turecko-izraelską salę operacyjno-wywiadowczą z siedzibą w południowym centrum biznesowym Ałmaty. W tym „ośrodku” było 22 Amerykanów, 16 Turków i 6 Izraelczyków koordynujących grupy terrorystyczne, szkolone w Azji Zachodniej przez Turków, a następnie stopniowo przerzucane do Ałmaty.

Operacja zaczęła się rozkręcać na dobre, gdy siły kazachstańskie – z pomocą wywiadu Rosji/OUBZ – odzyskały kontrolę nad zdewastowanym lotniskiem w Ałmaty, które miało zostać przekształcone w centrum przyjmowania zagranicznych dostaw wojskowych.

Organizatorzy całego zamieszania musieli być zaszokowani i wściekli na widok tego, jak OUBZ tak szybko zareagowała na operację w Kazachstanie. Kluczowym elementem było to, że sekretarz rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Nikołaj Patruszew już znacznie wcześniej zorientował się o co chodzi w tym zamieszaniu.

Nie jest więc tajemnicą, dlaczego rosyjskie lotnictwo i wojsko transportowane samolotami, a także ogromna niezbędna infrastruktura wsparcia, były praktycznie gotowe do działania.

Już w listopadzie uwaga Patruszewa była skoncentrowany na pogarszającej się sytuacji bezpieczeństwa w Afganistanie. Tadżycki politolog Parviz Mullojanov był jednym z nielicznych, którzy podkreślali, że na dzikich terenach północnego Afganistanu włóczyło się aż 8000 aktywistów salafickich dżihadystów, których ściągnięto z Syrii i Iraku.

Większość z nich to ISIS-Khorasan – lub ISIS, odtworzone w pobliżu granic Turkmenistanu. Część z nich została przetransportowana do Kirgistanu. Stamtąd bardzo łatwo było przekroczyć granicę z Biszkeku i pojawić się w Ałmaty.

Po tym jak imperium opuściło Kabul, Patruszew i jego zespół szybko zorientowali się, w jaki sposób ta rezerwowa armia dżihadystów zostanie wykorzystana wzdłuż 7500-kilometrowej granicy między Rosją a „stanami” Azji Środkowej. Tłumaczy to m.in. rekordową liczbę ćwiczeń przygotowawczych przeprowadzonych pod koniec 2021 r. w 210. rosyjskiej bazie wojskowej w Tadżykistanie.

James Bond mówi po turecku

Szukanie odpowiedzialnych za tę nieudaną kazachską operację z konieczności zaczyna się od tych najczęściej podejrzewanych: od amerykańskiego Deep State, które prawie że „wyjawiło” swoją strategię w raporcie korporacji RAND z 2019 r., Extending Russia. Rozdział 4, dotyczącym „środków geopolitycznych”, szczegółowo opisującym wszystko, od „udzielania śmiercionośnej pomocy Ukrainie”, „promowania zmiany reżimu na Białorusi” i „zwiększania wsparcia dla syryjskich rebeliantów” – wszystkie zakończone niepowodzeniami – po „zmniejszenie wpływów Rosji w Azji Środkowej.”

To była główna koncepcja. Wdrożenie przypadło siłom połączonych wywiadów MI6 i tureckiego.

CIA i MI6 inwestowały w podejrzane firmy w Azji Środkowej co najmniej od 2005 r., kiedy to zachęcały Islamski Ruch Uzbekistanu (IMU), wówczas bliski Talibom, do siania spustoszenia w południowym Kirgistanie. Jednak nic z tego nie wyszło.

Coś się zaczęło zmieniać od maja 2021 roku, kiedy Jonathan Powell z MI6 spotkał się z przywództwem Jabhat al-Nusra, które udziela schronienia wielu środkowoazjatyckim dżihadystom. Spotkanie miało miejsce gdzieś na granicy turecko-syryjskiej w pobliżu Idlib. Umowa polegała na tym, że ci „umiarkowani buntownicy” – w terminologii amerykańskiej – przestaną być określani jako „terroryści”, o ile będą postępować zgodnie z antyrosyjskim programem NATO. To była jedna z kluczowych decyzji, po której nastąpiło przerzucanie ich do Afganistanu i innych państw w Azji Środkowej.

Genezy wypadków w Kazachstanie należy szukać w czerwcu 2020 roku, gdy szefem MI6 został Richard Moore, były ambasador w Turcji w latach 2014-2018. Moore może nie jest tak inteligentny jak Kim Philby, ale pasuje do profilu: wściekły rusofob i marzący o stworzeniu Wielkiej Turanii, która promuje panturecką konfederację tureckojęzycznych ludów z Azji Zachodniej i Kaukazu po Środkową Azję, a nawet republiki rosyjskie w dorzeczu Wołgi.

MI6 jest głęboko zakorzeniony we wszystkich „stanach” z wyjątkiem autarkicznego Turkmenistanu, sprytnie wykorzystując panturecką ofensywę jako idealny sposób do przeciwstawienia się Rosji i Chinom.

Sam Erdogan mocno zaangażował się w ideę Wielkiej Turanii, zwłaszcza po utworzeniu w 2009 r. Rady Tureckiej. Co ważne, w marcu przyszłego roku odbędzie się szczyt Rady Konfederacji Państw Tureckojęzycznych w Kazachstanie. Oczekuje się, że miasto Turkiestan w południowym Kazachstanie zostanie nazwane duchową stolicą świata tureckiego.

I tu „turecki świat” wchodzi we frontalne starcie z integrującą rosyjską koncepcją Partnerstwa Wielkiej Eurazji, a nawet z Szanghajską Organizacją Współpracy (SCO), która, co najważniejsze, nie rozważa Turcji jako jej członka.

Wydaje się, że jak na razie, ambicje Erdogana ograniczają się tylko do handlu: po wygraniu wojny w Karabachu przez Azerbejdżan, spodziewa się on wykorzystać Baku do uzyskania dostępu do Azji Środkowej przez Morze Kaspijskie i wraz z tureckim kompleksem przemysłowo-wojskowym liczy na sprzedaż technologii wojskowej do Kazachstanu i Uzbekistanu.

Tureckie firmy już teraz intensywnie inwestują w nieruchomości i infrastrukturę. Równolegle rozwija się „miękka siła” Ankary, która w końcu zaczyna procentować w formie wywierania presji na władze Kazachstanu, zachęcając je do wdrożenia procesu zmiany cyrylicy na alfabet łaciński, począwszy od 2023 roku.

Jednak zarówno Rosja jak i Chiny zdają sobie sprawę, że Turcja wkraczając do Azji Środkowej, reprezentuje NATO, a organizację państw tureckich nieformalnie nazywa się kazachską operacją „protesty paliwowe”.

Wszystko jest bardzo zawikłane. Ten neo-Ottomanizm Erdogana, który popiera Bractwo Muzułmańskie, które nie ma nic wspólnego z ruchem pantureckim, który jest ruchem rasistowskim, zakładającym dominację stosunkowo „czystych” Turków.

Problem polega na tym, że zbliżają się one do siebie, ale też stają się coraz bardziej ekstremalne, w co głęboko zaangażowane są tureckie prawicowe Szare Wilki. To wyjaśnia, dlaczego wywiad z Ankary jest sponsorem i, w wielu przypadkach, obrońcą zarówno ISIS-Khorasan, jak i turańskich rasistów, od Bośni po Sinkiang przez Azję Środkową. Imperium hojnie korzysta z tego toksycznego stowarzyszenia, chociażby w Armenii. To samo stanie się w Kazachstanie, jeśli operacja się powiedzie.

Sprowadź konie trojańskie

Każda kolorowa rewolucja wymaga konia trojańskiego. W naszym przypadku wydaje się, że był nim były szef KNB (Komitet Narodowego Bezpieczeństwa) Karim Massimow, który jest obecnie przetrzymywany w więzieniu i jest oskarżony o zdradę stanu.

Niezwykle ambitny Massimov jest pół-Ujgurem i, teoretycznie, przeszkadzało mu to w jego z góry zaplanowanym dojściu do władzy. Jego powiązania z tureckim wywiadem nie są jeszcze w pełni poznane, w przeciwieństwie do jego bliskich relacji z Joe Bidenem i jego synem.

Były minister spraw wewnętrznych i bezpieczeństwa państwa, generał broni Feliks Kułow, rozsupłał splątaną sieć, wyjaśniając możliwą wewnętrzną dynamikę „przewrotu” wbudowanego w kolorową rewolucję.

Według Kulowa, Massimov i Samir Abish, siostrzeniec niedawno obalonego przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Kazachstanu Nursultana Nazarbayeva, podczas zamieszek nadzorowali „tajne” jednostki „brodatych mężczyzn”. KNB podlegała bezpośrednio Nazarbajewowi, który do zeszłego tygodnia był przewodniczącym Rady Bezpieczeństwa.

Kiedy Tokajew zrozumiał mechanizm zamachu stanu, zdegradował zarówno Massimova jak i Samata Abisha. Wtedy Nazarbajew „dobrowolnie” zrezygnował z dożywotniego przewodnictwa w Radzie Bezpieczeństwa. Abish utrzymał to stanowisko, obiecując powstrzymać „brodatych mężczyzn”, a następnie zrezygnować.

To wszystko wskazywało by bezpośrednio na starcie Nazarbajewa z Tokajewem. Ma to sens, ponieważ podczas swoich 29-letnich rządów Nazarbajew prowadził wielowektorową grę, która była zbyt prozachodnia i która niekoniecznie była korzystna dla Kazachstanu. Przyjął brytyjskie prawo, grał kartą panturecką z Erdoganem i pozwolił wielu organizacjom pozarządowym na promowanie programu atlantyckiego.

Tokajew jest bardzo sprawnym politykiem. Wyszkolony w służbie zagranicznej byłego ZSRR, biegle posługujący się językiem rosyjskim i chińskim, jest całkowicie związany z Rosją i Chinami, co oznacza, że w pełni popiera Euroazjatycką Unię Ekonomiczną. Tokajew, podobnie jak Putin i Xi, rozumie, że destabilizacja Kazachstanu, kluczowego aktora w triadzie, byłaby śmiertelnym ciosem przeciwko integracji eurazjatyckiej.

W końcu Kazachstan reprezentuje 60% PKB Azji Środkowej, posiada ogromne zasoby ropy naftowej, gazu ziemnego i minerałów, ma najnowocześniejsze gałęzie przemysłu wysokich technologii; jest też świecką, jednolitą, konstytucyjną republiką z bogatym dziedzictwem kulturowym.

Tokajewowi nie zajęło dużo czasu zrozumienie zasadności natychmiastowego wezwania na ratunek OUBZ; Kazachstan podpisał traktat w 1994 roku. W końcu Tokajew walczył z kierowanym przez obcych zamachem stanu przeciwko swojemu rządowi.

Putin m.in. podkreślił, że tylko oficjalne kazachskie śledztwo może dotrzeć do sedna sprawy. Nadal nie jest jasne, kto i w jakim stopniu sponsorował buntujące się tłumy. Motywów jest mnóstwo: sabotować pro rosyjsko-chiński rząd, prowokować Rosję, sabotować BRI, eksploatować zasoby mineralne, turbodoładować „islamizację” w stylu Saudów.

Ta kolorowa rewolucja, dokonana została w pośpiechu, zaledwie na kilka dni przed rozpoczęciem rosyjsko-amerykańskich rozmów na temat „gwarancji bezpieczeństwa” w Genewie, stanowiła rodzaj desperackiego kontr-ultimatum ze strony establishmentu NATO.

Azja Środkowa, Azja Zachodnia i przytłaczająca większość Globalnego Południa były świadkami błyskawicznej reakcji eurazjatyckich oddziałów OUBZ, które wykonawszy już swoje zadanie, mają za kilka dni opuścić Kazachstan. Jak żałośnie skończyła się ta kolorowa rewolucja. Może będzie ostatnią. – Strzeżcie się wściekłości upokorzonego imperium.«

Jaki jest więc cel tych zamieszek? Zapewne dalekosiężny i jak sądzę, Kazachstan jest tylko narzędziem, środkiem do celu, jednym z klocków tego domina, a prawdziwym celem jest osłabienie Rosji. To „Extending Russia”, czyli „rozciąganie Rosji”, to rozciąganie w sensie militarnym. Rosja jest już zaangażowana w konflikt na Ukrainie, w konflikt na granicy polsko-białoruskiej i teraz w Kazachstanie. To jest proces rozłożony na długie lata. On ma doprowadzić do tego, by Rosja w zamian za spokój w Azji Centralnej, czy może też inne korzyści, ustąpiła w Europie. A jeśli jeszcze bardziej „rozciągną Rosję”? – Rosyjski wiceminister spraw zagranicznych zasugerował podczas rozmów Rosja-NATO, dotyczących faktycznego podziału stref wpływu w Europie, że Rosja może wysłać wojska do Wenezueli i na Kubę, żeby Amerykanie poczuli, jak to jest, gdy jest się ze wszystkich stron otoczonym bazami wojskowymi. Dodał też, że nie może wykluczyć tego, że w stosunkach rosyjsko-amerykańskich może dojść do kryzysu podobnego do tego kubańskiego z 1962 roku.

Kiedyś, dawno temu, może jakieś 20 lat temu, czytałem jakąś amerykańską prognozę na temat tego, jak będzie wyglądać Europa za 100 lat. Według niej będzie w Europie środkowo-wschodniej potężne państwo, które będzie obejmowało teren Polski, Ukrainy, Białorusi. Ma ono mniej więcej pokrywać się z obszarem I RP. Wtedy ta koncepcja zupełnie do mnie nie trafiała, bo Polska, Białoruś czy Ukraina, to nie są państwa i narody, które mają potencjał do jej zrealizowania. Ale dziś widzę, że pojawiają się już pierwsze oznaki, że to może się ziścić. Czy za 80 lat czy wcześniej? Nie wiemy, ale to idzie w tym kierunku. Ale też dziś wiem, że to Żydzi dążą do stworzenia takiego państwa, a oni mają siły i środki, by ta prognoza stała się rzeczywistością.

Nie da się tego zrobić bez osłabienia Rosji i jej ustępstw w tym rejonie. Chodzi tylko o to, by władze Rosji miały usprawiedliwienie dla swoich decyzji. Zapewne za cenę pokoju, bo wszyscy będą zmęczeni tymi konfliktami i wojnami, wszyscy się zgodzą na takie rozwiązanie. Dlatego też mamy ten sztucznie wykreowany konflikt na polsko-białoruskiej granicy. Konflikt, który ma na celu osłabienie Łukaszenki. Nowa ekipa jest już przygotowywana. A to tylko jedno z ogniw tego przyczynowo-skutkowego łańcucha.

Wojny i konflikty wybuchają zupełnie w innym celu, niż nam się wmawia. Wojna hiszpańsko-amerykańska w 1898 roku trwała tylko niecałe 4 miesiące. Po jej zakończeniu obie strony podpisały traktat, w wyniku którego Hiszpania straciła na rzecz Stanów Zjednoczonych Puerto Rico, Filipiny i wyspę Guam na Pacyfiku. Kuba stała się amerykańskim protektoratem, a nie niezależnym państwem. A wszystko zaczęło się od walki o „niepodległość” Kuby.

Potrzeba było aż dwóch wojen światowych, by powstało państwo Izrael. Zanim ono powstało, było wykupowanie ziemi w Palestynie. Ten sam proces trwa w Polsce. Firmy deweloperskie mają się dobrze. W wielu miastach budowane są apartamentowce i nie tylko. Komu? W Polsce przyrost naturalny jest bliski zeru, jeśli w ogóle jest. Chyba jednak ktoś tam będzie mieszkał. Powoli, powoli zmieniają się nasze realia społeczne i polityczne. I może za jakiś czas okazać się, że „ni z tego, ni z owego nie mamy już Polski od pierwszego”. I jakkolwiek dziwnie by to dla nas zabrzmiało, to osłabianie Rosji, w tym kontekście, nie jest w polskim interesie. A nam cały czas wmawiają, że Rosja chce wojny z Polską.

Kuba

Mówimy – Castro, a w domyśle – Kuba, mówimy – Kuba, a w domyśle – Castro. To oczywiście parafraza wiersza Włodzimierz Iljicz Lenin, którego autorem jest Władimir Władimirowicz Majakowski. Wydaje mi się, że takie skojarzenie jest nadal obecne w umysłach wielu ludzi. Trudno, by było inaczej. Fidel Castro rządził Kubą przez 49 lat. Rewolucjonista – tak myśli wielu ludzi. A był amerykańskim agentem. To jest oczywiście moje prywatne zdanie, ale przedstawiam w tym blogu fakty, które skłaniają mnie do takich wniosków.

Położenie Kuby
Położenie Kuby; źródło: Wikipedia.

Gdy tak patrzę na położenie geograficzne Kuby, to mam wrażenie, że ono zdeterminowało jej losy, podobnie jak zdeterminowało ono losy Polski. Z tą jednak różnicą, że Kuba jest wyspą, a Polska jest krajem lądowym, co umożliwia jej przesuwanie z zachodu na wschód i odwrotnie, a obawiam się, że za jakiś czas znowu zostanie przesunięta na wschód – takie państwo na kółkach.

Mapa Kuby
Mapa Kuby; źródło: Wikipedia.

Kuba jest wydłużoną w układzie równoleżnikowym wyspą. W jej zachodniej części leży Hawana, a we wschodniej – Santiago de Cuba. To dwa największe miasta kraju. Obok Santiago, od jego wschodniej strony, znajduje się amerykańska baza wojskowa Guantanamo, leżąca w pobliżu miasta o tej samej nazwie. Chyba najbardziej znana kubańska piosenka to Guantanamera – Dziewczyna z Guantanamo. Powstała w 1929 roku. Autorstwo muzyki przypisuje się Garcii Fernandezowi, a tekst napisał Jose Marti, kubański poeta i bohater narodowy. Utwór ten pełni rolę nieoficjalnego hymnu Kuby.

27 października 1492 roku Kolumb odkrył Kubę, a następnego dnia, 28 października, wylądował na jej północno-wschodnim wybrzeżu. W 1511 roku Diego Velazquez de Cuellar założył pierwszą hiszpańską osadę na wyspie. W 1515 roku została założona Hawana. W ciągu jednego stulecia miejscowa indiańska ludność przestała praktycznie istnieć. Przede wszystkim z powodu chorób zakaźnych, które przywlekli Europejczycy. W 1529 roku wybuchła na Kubie epidemia odry, która zabiła 2/3 populacji, która przeżyła poprzednią epidemię czarnej ospy.

1 września 1548 roku Gonzalo Perez de Angulo został mianowany gubernatorem Kuby. Przybył do Santiago 4 listopada i od razu zniósł niewolnictwo wszystkich tubylców. Był pierwszym, który urzędował w Hawanie, a nie – Santiago i zbudował w niej pierwszy murowany kościół.

Około 1570 roku Kubę zamieszkiwali Hiszpanie, Murzyni i ludność miejscowa. Rozwój Kuby następował powoli, ale w odróżnieniu od pozostałych wysp Karaibów nie była ona rolną monokulturą. Jej rolnictwo było zróżnicowane, a kolonia była zurbanizowana. W połowie XVIII wieku na Kubie było 50 tys. niewolników, na Barbadosie – 60 tys., w Wirginii – 300 tys., na Dominikanie – 450 tys. Te gospodarki opierały się na wielkich plantacjach trzciny cukrowej.

Wojna siedmioletnia (1756-1763), która wybuchła w całej Europie, skonfliktowała Hiszpanię, sojuszniczkę Francji, z Anglią. Kuba została opanowana przez Anglików, którzy rozwinęli handel z Ameryką Północną i Karaibami, przyczyniając się w ten sposób do szybkiej transformacji kubańskiego społeczeństwa. Po skończonej wojnie, w wyniku pokoju paryskiego z 1763 roku, w zamian za Kubę, która wróciła do Hiszpanii, Anglia otrzymała Florydę, a Francja utraciła Kanadę na rzecz Anglii.

W latach 1791-1804 trwało na Haiti powstanie, które doprowadziło do uzyskania niepodległości od Francji i zniesienia niewolnictwa. To wydawało się szansą dla kubańskich plantatorów, którzy chcieli przekształcić kraj w kraj niewolniczy i monokulturę rolniczą opartą na trzcinie cukrowej. Szacuje się, że pomiędzy 1790 a 1820 rokiem sprowadzono z Afryki na Kubę 325 tys. niewolników. Było to cztery razy więcej niż w latach 1760-1790. Jednak większość kubańskich niewolników pracowała w miastach. Z tego powodu już pod koniec XVIII wieku utrwaliła się praktyka coartacion, czyli samowykupienia się z niewolnictwa – charakterystyczna tylko dla Kuby. Ponieważ brakowało białych do pracy, czarni zdominowali rynek pracy w miastach do tego stopnia, że gdy w połowie XIX wieku biali licznie przybywali na wyspę, to nie byli w stanie usunąć czarnych pracowników. System zróżnicowanego rolnictwa z małymi farmami i niewielką liczbą niewolników sprawnie zaopatrywał miasta w żywność i inne dobra. Było to jedną z przyczyn tego, że w latach 20-tych XIX wieku, gdy pozostałe kolonie Ameryki Łacińskiej zdobywały niepodległość, Kuba pozostawała wierna Hiszpanii. Tak to opisuje angielska Wikipedia. Ale czy rzeczywiście z tego powodu? Polityka wokół Kuby była i nadal jest tak zagmatwana, że trudno zrozumieć, o co w niej chodzi.

Wiek XIX to wiek rewolucji, Wiosny Ludów – rodzących się nacjonalizmów, nie tylko w Europie, ale i w Ameryce Łacińskiej, w której ci wszyscy rewolucjoniści mają jedną wspólną cechę – nienawidzą Hiszpanii, chociaż wielu z nich ma hiszpańskie korzenie, wielu tam pobierało nauki. Byli masonami, jak większość a może wszyscy rewolucjoniści. Może ich „nieznani przełożeni” wpoili im tę nienawiść, bo Hiszpanie wypędzili Żydów z kraju. Cechą charakterystyczną było też to, że rewolucjoniści organizowali się za granicą. W przypadku Kuby były to Stany Zjednoczone. W przypadku Polski, Liga Polska, poprzedniczka Ligi Narodowej, powstała w Szwajcarii.

Wyprawa Lopeza z 1850 roku była próbą najechania i zdobycia Kuby. Kierował nią Narcisio Lopez. W skład ekspedycji wchodziło 420 emigrantów kubańskich i ochotnicy z Ameryki. Zostali oni pokonani przez siły hiszpańskie. Był to w tamtym czasie jeden z wielu tzw. prywatnych rajdów z terytorium Ameryki. Było to w okresie tzw. Manifest Destiny, czyli amerykańskiej koncepcji „Boskiego Przeznaczenia”, gdy Stany Zjednoczone szybko zdobywały nowe terytoria. To wtedy w 1848 roku Amerykanie zaanektowali meksykańskie terytoria na północ od Rio Grande. W tym samym roku prezydent Polk zaproponował zakup Kuby za 100 mln dolarów, ale Hiszpanie odrzucili ofertę. Idea przyłączenia Kuby bardzo odpowiadała zwolennikom niewolnictwa w południowych stanach Ameryki. Liczyli na to, że przejęcie Kuby dałoby im 13 do 15 dodatkowych reprezentantów w Kongresie. To właśnie podczas wyprawy Lopeza po raz pierwszy pojawiła się flaga kubańska.

Flaga Kuby, nazywana przez Kubańczyków La Estrella Solitaria (Samotna Gwiazda), została zaprojektowana w 1848 roku przez redaktora kubańskiej gazety La Verdad (Prawda) i także poetę Miguela Teurbe Tolona. Gwiazda została zapożyczona z flagi Teksasu. Po raz pierwszy flaga w tej postaci pojawiła się 19 maja 1850 roku w mieście Cardenas na północnym wybrzeżu Kuby, gdzie generał Narcisio Lopez z 600 ludźmi podjął nieudaną próbę wyzwolenia kraju spod kolonialnego panowania. Flaga ta jest oficjalnym symbolem Kuby od chwili zdobycia niepodległości, tj. od 20 maja 1902 roku.

Flaga Kuby

Umieszczony na fladze trójkąt jest masońskim symbolem wolności, równości i braterstwa, zaś umieszczona na nim gwiazda, La Estrella Solitaria, miała oświetlać drogę ku wolności.

Od niej pochodzi potoczna nazwa flagi. Naprzemiennie ułożone poziomo trzy niebieskie i dwa białe pasy nawiązują do flagi amerykańskiej. Trzy niebieskie pasy symbolizują dawny podział na trzy części: wschodnią, centralną i zachodnią. Barwa biała uosabia czystość dążeń rewolucjonistów i sprawiedliwość. Dwa białe pasy to też droga ku wolności, a czerwony – krew przelana za wolność. Zdjęcie flagi pochodzi z Wikipedii.

Herb Kuby

Herb Kuby ma postać trójdzielnej tarczy herbowej. W górnej części znajduje się wizerunek wschodzącego słońca, oznaczającego powstanie nowego narodu. Słońce to umieszczone jest nad niebieskim morzem, symbolizującym Atlantyk i podkreśla wyspiarski charakter kraju.

Dwa lądy nad morzem oznaczają dwa kontynenty amerykańskie, pomiędzy którymi leży Kuba. Złoty klucz nad powierzchnią morza nawiązuje do faktu, iż Kuba nazywana była w przeszłości kluczem do Karaibów. Zdjęcie herbu pochodzi z Wikipedii.

Trzy błękitne ukośne pasy przedzielone dwoma białymi, umieszczone w lewym dolnym polu nawiązują do symboliki flagi. Palma królewska umieszczona w prawym dolnym polu ma być przykładem typowego kubańskiego krajobrazu, a zarazem ukazywać potęgę i szlachetność kubańskiej przyrody.

Herb od dołu otoczony jest przez gałązkę dębu ostrolistnego, zwanym też dębem kamiennym, symbolizującym zwycięstwo, stałość i trwałość oraz przez gałązkę lauru, która oznacza sławę, dumę i wspaniałość Kuby. Umieszczony pomiędzy nimi pęk rózg oznacza jedność Kubańczyków.

Ponad tarczą heraldyczną, na drugim końcu pęku róż, umieszczona jest czapka frygijska – symbol rewolucji francuskiej, tutaj będąca symbolem wolności, równości i braterstwa oraz demokracji, zaś pojedyncza gwiazda na czapce ma oznaczać jedność i niepodzielność narodu. Herb przyjęto 24 kwietnia 1906 roku.

Jak widać flaga i herb Kuby są tak nasycone masońskimi symbolami, że bardziej chyba się już nie dało. I jeszcze do tego ten pęk rózg, który jest symbolem idei republikańskiej, ruchów faszystowskich, do 1914 roku ruchów lewicowych i włoskich rewolucjonistów. Jest to też symbol wszechwładzy i siły państwa.

W archiwum Barry University (Miami) znajduje się notka dotycząca Emilii Margarity Teurbe Tolon y Otero, w której historia flagi kubańskiej różni się trochę od tej z Wikipedii. Poniżej jej treść:

„W 1849 roku mąż Emilii, Miguel Teurbe Tolón, poeta i namiętny orędownik niepodległości Kuby, został ogłoszony wrogiem Hiszpanii i zmuszony do emigracji do Nowego Jorku. Rok później w domu Emilii w Matanzas znaleziono korespondencję uznaną przez władze hiszpańskie na Kubie za wywrotową i ona również została deportowana do Stanów Zjednoczonych, gdzie wraz z mężem uczestniczyła w spotkaniach politycznych przeciwko hiszpańskim rządom.

W Nowym Jorku Miguel, mason, został działaczem politycznym wraz z innymi kubańskimi wygnańcami. Jego poezja i artykuły redakcyjne apelowały o wolną i demokratyczną Kubę. Tam dołączył do Consejo Cubano (kubańska junta) wraz z innym masonem Narciso Lópezem, bogatym hiszpańskim generałem urodzonym w Wenezueli, który stacjonował na Kubie i został zmuszony do emigracji za wrogą wobec hiszpańskich rządów działalność. López opowiadał się za aneksją Kuby przez Stany Zjednoczone jako sposobem na uwolnienie Kuby spod korony hiszpańskiej. Poprosił Miguela o zaprojektowanie herbu dla nowego narodu kubańskiego, a Emilię o stworzenie flagi. López poprowadził pierwszą zbrojną wyprawę na Kubę w maju 1850 roku, a flaga Emilii po raz pierwszy załopotała na wietrze w Cárdenas, Matanzas. Wyprawa nie powiodła się i po dwóch kolejnych próbach López został stracony przez Hiszpanów, a ruch aneksji stracił impet.

W 1855 roku, wobec braku Lopeza i rozpadu ruchu, Emilia i Miguel uzyskali amnestię i pozwolono im wrócić na Kubę. Sfrustrowana i zmęczona polityką emigracyjną Emilia rozwiodła się z Miguelem i wróciła do domu. Po powrocie do Matanzas spotkała się z odrzuceniem, nawet przez własną rodzinę (ponieważ rozwiodła się) i została zmuszona do przeniesienia się do Hawany. Samotna i przygnębiona, ponownie wyszła za mąż i przeniosła się do Hiszpanii w 1888 roku, nie mając zamiaru wracać na Kubę. Jej ostatnią wolą było to, by spadek po niej przeznaczono na edukację dzieci na Kubie.

Emilia zmarła w Hiszpanii w 1902 roku. Intensywne poszukiwania przeprowadzone na madryckich cmentarzach pozwoliły w kwietniu 2010 roku na zidentyfikowanie grobu Emilii Teurbe Tolón na cmentarzu Nuestra Señora de La Almudena. Po ekshumacji i przeniesieniu szczątków, Emilia Teurbe Tolón zostanie pochowana 23 sierpnia na nekropolii Colón w Hawanie. Flaga wyhaftowana przez Emilię Teurbe Tolón jest przechowywana w Muzeum Rewolucji w Hawanie.”

W 1868 roku wybuchło na Kubie powstanie, którego celem było uniezależnienie się od Hiszpanii. Jego przywódcą był plantator Carlos Manuel de Cespedes. 27 grudnia 1868 roku wydał dekret, w którym potępiał w teorii niewolnictwo, ale akceptował je w praktyce. Deklarował uwolnienie wszystkich, których właściciele zgodzą się na ich służbę wojskową. Powstanie przerodziło się w 10-letnią wojnę. Większość powstańców była niewolnikami z Dominikany i sąsiednich wysp. Było też wielu chińskich, tzw. kontraktowych pracowników służebnych.

Stany Zjednoczone nie chciały uznać niepodległości Kuby, choć uczyniło to wiele państw europejskich i z Ameryki Łacińskiej. W 1878 roku Hiszpania zgodziła się na udzielenie Kubie większej autonomii. Niewolnictwo zniesiono w 1875 roku, choć w pełni osiągnięto to dopiero w 1886 roku. Przebywający na wygnaniu Jose Marti, poeta, filozof, dziennikarz, tłumacz, profesor i wydawca, utworzył w 1892 roku w Nowym Jorku Kubańską Partię Rewolucyjną i był twórcą jej ideologii. Celem partii było uniezależnienie się od Hiszpanii. 24 lutego 1895 roku rozpoczęły się na Kubie walki przeciwko hiszpańskiej armii. 19 maja 1895 roku w jednej z bitew zginął. Stał się on jednym z bohaterów narodowych Kuby.

Wojska hiszpańskie, liczące 200 tys. żołnierzy, zdziesiątkowały rebeliantów, którzy prowadzili wojnę partyzancką i dokonywali aktów sabotażu. Hiszpanie pacyfikowali ludność wiejską i umieszczali ją w czymś, co nazywało się „reconcentrados”, opisywanym przez międzynarodowych obserwatorów jako „ufortyfikowane miasta”. Jednak najczęściej uważano, że są to prototypy XX wiecznych obozów koncentracyjnych. Szacuje się, że w tych obozach, z powodu chorób i głodu, zmarło od 200 do 400 tys. osób. Takie postępowanie Hiszpanów wywołało protesty w Ameryce i w Europie.

W celu ochrony amerykańskich interesów, został wysłany do Hawany okręt wojenny USS Maine, ale wkrótce po przybyciu eksplodował w porcie i szybko zatonął. W wyniku tej eksplozji 3/4 jego załogi zginęło. Amerykańska prasa i opinia publiczna obwiniała Hiszpanów. W kwietniu 1898 roku Hiszpania i Stany Zjednoczone wypowiedziały sobie wojnę.

Po tej hiszpańsko-amerykańskiej wojnie, trwającej od 21 kwietnia do 13 sierpnia 1898 roku, Hiszpania i Stany Zjednoczone podpisały traktat paryski, w którym Hiszpanie scedowali na rzecz Stanów Zjednoczonych Puerto Rico, Filipiny i Guam (wyspa na zachodnim Pacyfiku) za 20 milionów dolarów, a Kuba stała się amerykańskim protektoratem. Formalnie niepodległość Kuby datuje się od 20 maja 1902 roku i oficjalnie jest to Republika Kuby. Zgodnie z nową kubańską konstytucją, Stany Zjednoczone zachowały prawo do ingerowania w sprawy wewnętrzne Kuby, nadzorowania finansów i polityki zagranicznej. Na podstawie Poprawki Platta Stany Zjednoczone wydzierżawiły od Kuby bazę morską w zatoce Guantanamo.

Tak więc Kuba stała się krajem całkowicie zależnym od Stanów Zjednoczonych, ale rozwijała się gospodarczo, głównie dzięki amerykańskim inwestycjom w turystykę. Powstawało wiele hoteli, restauracji, kasyn itp.

We wrześniu 1933 roku dochodzi do rewolucji sierżantów. Na jej czele stanął sierżant Fulgencio Batista. Wyłoniono pięcioosobowy komitet, który kierował rządem tymczasowym. Od 1934 roku Batista zdominował kubańską politykę na 25 lat, a więc do 1959 roku, czyli do kolejnej rewolucji kubańskiej.

W 1944 roku skończyła się prezydencka kadencja Batisty. Wyjechał na Florydę. W 1952 roku powrócił, by ubiegać się ponownie o prezydenturę. Jednak, nie będąc pewnym wyników wyborów, dokonał zamachu wojskowego. Powrócił do władzy przy finansowym, wojskowym i logistycznym wsparciu Stanów Zjednoczonych. Batista zawiesił konstytucję, cofnął większość politycznych swobód z prawem do strajku włącznie. Popierał interesy najbogatszych plantatorów trzciny cukrowej.

W tamtym czasie Kuba miała najwyższy w Ameryce Łacińskiej wskaźnik konsumpcji mięsa, warzyw, samochodów, telefonów, radioodbiorników, choć 1/3 populacji nie w pełni z tego korzystała. Była więc Kuba całkiem nieźle rozwiniętym krajem, jak na standardy Ameryki Łacińskiej, a do pewnego stopnia też – na światowe. Jednak Fidel Castro w swojej mowie obronnej, mówiąc „historia mi wybaczy”, stwierdził że problemy kraju dotyczące ziemi, uprzemysłowienia, mieszkalnictwa, bezrobocia, edukacji i zdrowia są problemami tymczasowymi.

Ruch 26 Lipca był awangardowym ruchem rewolucyjnym, którego przywódcą był Fidel Castro. Nazwa tego ruchu pochodzi od daty ataku na koszary Moncada w Santiago 26 lipca 1953 roku. A więc niedaleko od amerykańskiej bazy wojskowej. Atakiem kierował Castro, który był również kandydatem w wyborach prezydenckich, których przeprowadzenie uniemożliwił Batista. Atak miał być początkiem rewolucji. Jednak Castro i jego współtowarzysze zostali złapani, a on sam skazany na 15 lat więzienia. Tu zaczyna się budowanie legendy kombatanckiej. Po dwóch latach wyszedł z więzienia na mocy amnestii, po tym, jak została rozpętana kampania polityczna na rzecz jego uwolnienia. Zaangażowani w nią byli również jezuici, u których Castro pobierał nauki. W 1955 roku wyjechał do Meksyku. Tam, razem z innymi rewolucjonistami, którzy opuścili Kubę, zreorganizował Ruch. Celem było stworzenie dobrze zorganizowanej partyzantki, która obaliłaby Batistę.

2 grudnia 1956 roku 82 osoby wylądowały na Kubie. Przypłynęły jachtem Granma z miasta Tuxpan w stanie Veracruz. Trochę to zabawne, że rewolucjoniści i komuniści wypłynęli z miejscowości w stanie, którego nazwa – Veracruz, oznacza po hiszpańsku „prawdziwy krzyż” (vera cruz). Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem. Z tych 82 osób uratowały się tylko 22 osoby. Reszta zginęła lub została aresztowana. Ci, którzy przetrwali, schronili się w górach Sierra Maestra, położonych w okolicach Santiago i w prowincji Granma. Tam założyli obóz, a w miastach tworzyły się grupy „społecznego oporu” protestujące przeciwko rządom Batisty. Do partyzantów ciągle napływali ochotnicy. Doszło wtedy do wielu potyczek z kubańską armią. I taki był początek kubańskiej rewolucji.

W tym miejscu można sobie zadać pytanie: jak to możliwe, że 82 partyzantów rzuca się na całe państwo, które dysponuje regularną, uzbrojoną armią i policją? Przecież to szaleństwo! Chyba że się wie, że będzie się miało wsparcie potężnego sąsiada. I jeszcze ci partyzanci przejdą pod nosem amerykańskiej bazy w Guantanamo i może nawet ta baza dostarczała broni tym wszystkim „ochotnikom”, którzy dołączali do tych partyzantów w górskim obozie nieopodal tej bazy. Taka to była „rewolucja”.

W 1958 roku Ruch 26 Lipca stał się przewodnią siłą rewolucyjną. Stany Zjednoczone wspierały Castro poprzez nałożenie embarga na dostawy broni dla rządu Batisty. Nie pierwszy to raz, gdy Amerykanie wspierają komunistów. Już pomijając budowę potęgi Związku Radzieckiego, to w decydującym momencie walk wstrzymali dostawy amunicji dla wojsk Kuomintangu, co zdecydowało o zwycięstwie chińskich komunistów. Wprawdzie Batista próbował ratować się zakupami broni na Dominikanie, ale były to tylko półśrodki.

Trasa przemarszów Armii Partyzanckiej; źródło: Wikipedia.

W końcu 1958 roku rebelianci wyszli z gór i wywołali powstanie ludowe. Po tym jak zdobyli miasto Santa Clara, Batista uciekł na Dominikanę, a później do Portugalii. 8 stycznia 1959 roku Castro wkroczył do Hawany.

Tak więc Stany Zjednoczone popierały rewolucję kubańską, a prawdę mówiąc, wyraziły na nią zgodę, bo nic na Kubie nie mogło i nie może dziać się bez ich aprobaty. Nie po to tam mają bazę, by ktoś im robił pod nosem swoje porządki. Efektem zwycięstwa rewolucji było zalegalizowanie partii komunistycznej, egzekucje agentów Batisty, policjantów, żołnierzy. Do tego dochodziła nacjonalizacja i reforma rolna, która wywłaszczała również amerykańskich właścicieli ziemskich. To doprowadziło do zmiany polityki USA wobec Kuby. Można sobie zadać w tym momencie pytanie, może nawet głupie pytanie: to czy oni, Amerykanie, nie wiedzieli, jakie będą skutki tej rewolucji, na którą wyrazili zgodę? Wiedzieli doskonale i o to im właśnie chodziło, bo z Batistą nie dałoby się zrobić tych kryzysów, które wkrótce nastąpiły.

W marcu 1960 roku prezydent Eisenhower zaakceptował plan CIA szkolenia i uzbrojenia kubańskich uchodźców, którzy mieli obalić rząd Castro. Inwazja zwana Inwazją w Zatoce Świń miała miejsce 14 kwietnia 1961 roku za prezydentury Kennedy’ego. Około 1400 kubańskich uchodźców wylądowało w Zatoce Świń. Kubańskie wojsko i jednostki zmilitaryzowane odparły inwazję, zabijając ponad 100 osób i aresztując pozostałych.

Ilustracja
Usytuowanie Zatoki Świń na mapie Kuby; źródło: Wikipedia.

Miejsce to zupełnie nie nadawało się na inwazję, bo to teren nizinny, otoczony bagnami. Nie było więc możliwości, w razie niepowodzenia, ukrycia się w górach, tak jak to było w przypadku rewolucji z 1958 roku. Mówiąc wprost, tamta rewolucja miała się udać, a ta – nie. Miała tylko przekonać opinię publiczną, że Stany Zjednoczone są antykomunistyczne, co nie było prawdą. Nigdy takie nie były. Jak więc, w świetle tych faktów, ocenić wallenrodyzm pułkownika Kuklińskiego? Taki polski Narcisio Lopez, który opowiadał się za aneksją Polski przez Stany Zjednoczone jako sposobem na uwolnienie od Związku Radzieckiego. Co się zresztą dokonało.

W związku z obecnością amerykańskich pocisków balistycznych we Włoszech i Turcji i nieudaną inwazją w Zatoce Świń w 1961 roku, Nikita Chruszczow zgodził się na kubańską propozycję umieszczenia pocisków nuklearnych na wyspie, by zapobiec przyszłej inwazji. Podczas tajnego spotkania Chruszczowa i Castro w lipcu 1962 roku osiągnięto porozumienie i późnym latem rozpoczęła się instalacja wyrzutni rakietowych.

Mapa stworzona przez wywiad amerykański, pokazująca rozmieszczenie pocisków Ziemia-Powietrze na Kubie, 5 września 1962 roku. Źródło: angielska Wikipedia.

To doprowadziło do tzw. kryzysu kubańskiego, który miał miejsce w dniach 16-28 października 1962 roku. Po wykryciu przez wywiad USA na początku sierpnia 1962 roku dziwnych budowli na Kubie oraz nadmiernego ruchu radzieckich statków w kubańskich portach, a następnie wykryciu urządzeń i rakiet, w odpowiedzi na zagrożenia prezydent USA wprowadził blokadę morską Kuby i zażądał wycofania rakiet.

Tak to opisuje Wikipedia, ale czy to możliwe, by Rosjanie tak szybko mogli cokolwiek zdziałać na Kubie? Tajne rozmowy w lipcu, a Amerykanie już na początku sierpnia coś tam zobaczyli. Później opublikowali zdjęcia wykonane ze swojego samolotu szpiegowskiego, na których widoczne są wyrzutnie rakietowe. Francuski dziennik Le Monde początkowo zakwestionował ich autentyczność, ale zapewne przywołany do porządku wycofał się z podejrzeń.

Konflikt został zażegnany, gdy na żądanie prezydenta USA radziecki przywódca Nikita Chruszczow 28 października rozkazał zawrócić statki oraz wyraził zgodę na demontaż wyrzutni rakietowych w zamian za gwarancje nieagresji USA na Kubę, a także wycofanie rakiet amerykańskich z Turcji. Takie rozwiązanie wywołało negatywną reakcję Fidela Castro i doprowadziło do przejściowego ochłodzenia stosunków radziecko-kubańskich. Stany Zjednoczone wycofały swoje i tak już przestarzałe pociski rakietowe z Turcji i Włoch.

Po tych wydarzeniach nastąpił okres, w którym Kuba była jednym z państw socjalistycznych i utrzymywała bliskie kontakty ze Związkiem Radzieckim i innymi państwami tzw. demokracji ludowej. Poważne problemy zaczęły się po upadku Związku Radzieckiego i całego bloku. Brak wymiany handlowej z tymi krajami i amerykańskie embargo nałożone na Kubę w 1963 roku przez prezydenta Kennedy’ego dobiły kubańską gospodarkę. Jakby tego było jeszcze mało, to „pandemia” ograniczyła ruch turystyczny do zera. A turystyka dla Kuby, to najbardziej dochodowa dziedzina gospodarki. Obecnie sytuacja gospodarcza państwa jest tragiczna, co staje się przyczyną masowych protestów. Do takich doszło w lipcu 2021 roku. Wirtualna Polska zamieściła artykuł, w którym relacjonuje te wydarzenia. Link tu: https://wiadomosci.wp.pl/ogromne-protesty-na-kubie-embargo-covid-19-socjalizm-i-frustracja-6660768191564352a. Poniżej fragmenty:

»Największe protesty od lat 90. XX w. przelewają się od niedzieli przez Kubę. Mieszkańcy mają dość kryzysu gospodarczego, który pogłębiły zaostrzone przez Donalda Trumpa sankcje oraz pandemia COVID-19.

Kuba przechodzi obecnie największy kryzys gospodarczy od tzw. “okresu specjalnego” (czas po upadku ZSRR, kiedy załamał się kubański eksport i import, co przełożyło się na niespotykaną w historii porewolucyjnej Kuby recesję). Pandemia koronawirusa i embargo zaostrzone przez prezydenta Donalda Trumpa przyczyniły się do ograniczenia wpływów z turystyki, jednej z głównych gałęzi gospodarki Kuby. Na koniec kadencji wpisał również Kubę na listę krajów wspierających terroryzm, a to z kolei postawiło bariery w handlu na rynku międzynarodowym.

To przekłada się na ogromne braki w sklepach i kłopoty z zaopatrzeniem w podstawowe produkty. Sytuację pogorszyła mocno krytykowana reforma walutowa i “dolaryzacja” gospodarki, która doprowadziła do inflacji.

Pod koniec ubiegłego roku otwarto lepiej zaopatrzone sklepy MLC, gdzie mieszkańcy mogą płacić wyłącznie kartą walutową, a które stały się solą w oku Kubańczyków.

W miejsca, gdzie odbywały się protesty, skierowano specjalne oddziały policji i wojska, których rolę ograniczono jedynie do pilnowania porządku i patrolowania terenu. Mimo to doszło do kilku poważnych incydentów. Protestujący w Hawanie wywrócili na dach pusty radiowóz i obrzucili go kamieniami. Splądrowano też kilka sklepów MLC. W poniedziałek Agencja Reutera potwierdziła, że zostało zatrzymanych kilkadziesiąt osób.

Nie doszło jednak do większych zamieszek ani z policją, ani ze zwolennikami rządu, którzy zorganizowali swoje masowe kontrmanifestacje poparcia dla rządu w wielu miastach.

Podwyżki od stycznia są mordercze. Za antybiotyk na czarnym rynku płaci się 50 dolarów. Ale przecież Kuba produkuje leki. I choć nie popieram interwencji Stanów Zjednoczonych, to gdyby nie to, że mam małe dzieci, przyłączyłabym się do protestów – tłumaczy Wirtualnej Polsce jedna z mieszkanek Kuby, z którą udało nam się skontaktować.

Dodaje, że braki są ogromne, a co gorsza wielu mieszkańców nie ma kart MLC, aby zrobić zakupy w lepiej zaopatrzonych sklepach.

Na protesty na Kubie błyskawicznie zareagowały opozycyjne media kubańskie w Miami a także politycy, głównie związani z Partią Republikańską.

Burmistrz Miami Francis Suarez, wraz z senator Ileaną Garcíą wezwał do “międzynarodowej interwencji prowadzonej przez Stany Zjednoczone w celu ochrony kubańskiego narodu przed krwawą łaźnią”Internet zalały też wpisy prawicowych kongresmenów, powstała również petycja do prezydenta Joe Bidena o interwencję zbrojną na Kubie.

Biały Dom jednak zachowuje spokój. W wydanym oświadczeniu prezydent Joe Biden zaznaczył tylko, że Stany Zjednoczone “stoją po stronie Kubańczyków, których głos wzywa do wolności i uwolnienia z tragicznego uścisku pandemii oraz od dziesięcioleci represji i cierpienia gospodarczego”.

Nie zabrakło też głosu o tonowanie nastrojów oraz zdjęcie blokady. Do rządu USA zaapelował lewicowy prezydent Meksyku Andrés Manuel López Obrador.

Jeśli chcemy pomóc Kubie, pierwsza rzecz, którą powinniśmy zrobić, to zawiesić blokadę, o co wnioskuje większość krajów świata. Byłby to prawdziwie humanitarny gest. Żaden kraj na świecie nie powinien być otoczony, zablokowany. To jest przeciwieństwo praw człowieka – oświadczył.

Do słów Joe Bidena odniósł się z kolei były lewicowy prezydent Boliwii Evo Morales, który wytknął mu hipokryzję. – Skoro Joe Biden prosi rząd kubański o wysłuchanie swego ludu, sam powinien najpierw wysłuchać 28 memorandów ONZ uchwalonych od 1992 roku wzywających do zakończenia blokady.

Blokada Kuby trwa nieprzerwanie od ponad 60 lat. Pierwsze sankcje zostały nałożone na wyspę przez prezydenta USA Dwighta Eisenhowera. Był to odwet za znacjonalizowanie na wyspie m.in. zakładów amerykańskich potentatów naftowych, takich jak Texaco, którzy odmówili przetwarzania rosyjskiej ropy naftowej importowanej na Kubę. Całkowitą blokadę wyspy zatwierdził jednak dopiero John F. Kennedy 7 lutego 1963 roku.

Od 1992 roku na forum ONZ głosowana jest rezolucja wzywająca Stany Zjednoczone do zdjęcia sankcji. W ostatnim głosowaniu 23 czerwca 2021 roku za usunięciem blokady głosowały 184 kraje, przeciw opowiedziały się tylko Stany Zjednoczone i Izrael. Kolumbia i Ukraina wstrzymały się od głosu.«

Czym sobie zasłużyli Kubańczycy na takie traktowanie, na taką dyskryminację? Przy takiej blokadzie żaden kraj nie jest w stanie stanąć na nogi. Dlatego Kubańczycy jeżdżą amerykańskimi samochodami z lat 40-tych i 50-tych. I to, że są w stanie utrzymać je na chodzie, dobrze o nich świadczy. Ale jeżdżą też samochodami z dawnych demoludów. Często widać Fiata 126p. I nikt nie zgadnie, ile on tam kosztuje? A kosztuje 10 tys. dolarów! To świadczy o tym, jak mało jest towarów na kubańskim rynku. Mówiąc wprost – wielu Polaków nie byłoby stać na zakup Fiata 126p, o którym może nawet wielu nie pamięta, a może nawet nie zna. Ja tylko raz w ciągu ostatnich paru lat widziałem ten samochód na drodze.

Jest oczywiście też i inna Kuba, ta dla zagranicznych turystów, elegancka, z luksusowymi hotelami i otoczeniem wokół nich, z dobrym jedzeniem i wyszukanymi trunkami, z domami i działkami obywateli innych krajów.

Przypadek Kuby pokazuje też coś, o czym wielu mówi, a czemu inni żarliwie zaprzeczają i uznają za teorie spiskowe, a mianowicie to, że istnieje jakiś tajny rząd światowy. Mamy „pandemię” i wszystkie rządy wykonują polecenia WHO, czyli agendy ONZ-tu. Ale gdy w ONZ 184 kraje głosują za zdjęciem sankcji wobec Kuby, a dwa się sprzeciwiają i sankcje są nadal utrzymywane, to świadczy to o tym, że ONZ jest marionetkową organizacją na usługach tajnego rządu światowego i mającą tylko i wyłącznie legitymizować jego działalność.

Kalendarz

Kupiłem sobie kalendarz, taki ścienny, na nowy rok – „Góry świata”, widoki gór z wszystkich kontynentów. Wprawdzie z Afryki jest widok wulkanu Kilimandżaro, a wulkany mają zupełnie inną genezę niż góry, ale to drobiazg. Wulkan to też góra i jama to także góra – Fudżijama. Ważne są napisy. To, że na naszych kalendarzach, oprócz polskich nazw miesięcy i tygodni, umieszczane są też ich nazwy po angielsku i niemiecku nie dziwi – wszak „jesteśmy w Europie”. Tym razem zaszła jednak zmiana, bo doszedł język ukraiński. Niby drobiazg, ale świadczący o tym, że coś w naszej rzeczywistości się zmienia. Po co język ukraiński? Dla tych licznych Ukraińców, którzy tu już mieszkają? Gdy ktoś przyjeżdża do obcego kraju i chce w nim mieszkać, to uczy się języka tego kraju. Jest to naturalne. A jeśli ktoś chce w takim kraju wprowadzić drugi język urzędowy, to zaczyna od takich drobiazgów. To nie jest coś, czego można dokonać z dnia na dzień. To jest proces rozłożony na lata.

Jakiś czas temu jeden z polityków stwierdził, wypowiadając się również w imieniu innych, że oni chcą stworzyć z Ukraińców polską inteligencję. Z tego, co mi wiadomo, to polską inteligencję tworzą Żydzi, którzy jeszcze przed powstaniem styczniowym w 1863 roku postanowili, że nią zostaną i cel ten, m.in. poprzez wywołanie tego powstania, zrealizowali. O co więc tu chodzi?

Od pewnego czasu zauważyłem, że pojawiają się na YouTube vlogi młodych Ukrainek, które opowiadają o swoich wrażeniach z pobytu w Polsce, ale nie tylko. Jest taki, na którym jedna z nich opowiada różne ciekawostki z życia polskich aktorów. Na innym jakiś Ukrainiec opowiada i pokazuje stan grobów tych, którzy już umarli. Jest też kanał historyczny, na którym zachwala się ideę Rzeczypospolitej Trojga Narodów, jako dobry sposób na obronę przed Rosją. Są też inne, na których słyszę akcent ukraiński. A to wszystko wchodzi mi bez mojego udziału i szukania tego typu vlogów czy kanałów. One wszystkie mają po, co najmniej, kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy wejść. To już sporo. Tak sobie pomyślałem: czy to Ukraińcy są tacy dynamiczni i przedsiębiorczy? Skąd mają pieniądze na takie inwestycje, bo to jest inwestycja. Jeśli prowadzą takie vlogi czy kanały, to nie mogą pracować gdzie indziej, bo to wymaga czasu i zaangażowania. Nie da się tego robić po godzinach. Ale akcent ukraiński słyszę też w Polskim Radiu, o czym wspomniałem w poprzednim blogu. Skoro jest to, w pewnym sensie, zmasowana akcja i na szeroką skalę, to nie dzieje się to spontanicznie i nie może to być dziełem przypadkowych ludzi. To wymaga skoordynowanego działania wielu osób i pieniędzy. I dopiero, gdy to skojarzyłem, zrozumiałem, że to nie Ukraińcy, tylko ukraińscy Żydzi, choć mogą też wysługiwać się Ukraińcami. Dlatego poprzedni blog był o tym, jak jest zorganizowana żydowska diaspora w Ameryce. Podobnie jest ona zorganizowana w Polsce i dzięki temu możliwe jest robienie z „Ukraińców” polskiej inteligencji.

Relacje polsko-ukraińskie są od wieków zatrute jakimś jadem, który ktoś wstrzyknął obu nacjom i nadal wstrzykuje im dawki przypominające. Dziel i rządź – uniwersalna, ponadczasowa zasada. Obecnie została ona jeszcze wzbogacona o segregację sanitarną: lepsi – zaszczepieni i gorsi – niezaszczepieni.

Jak zwykle wypada zacząć od początku i chociaż trochę poznać historię tego, co działo się na wschód od naszych granic.

Napływ Słowian w dorzecze Dniepru i Dźwiny rozpoczął się w V lub VI wieku n.e. Wyprawy handlowe Dźwiną, Dnieprem, Wołgą i Donem zetknęły z plemionami słowiańskimi podróżujących tędy kupców i wojowników normańskich oraz chazarskich.

Kaganat Chazarski w latach 650-850; źródło: Wikipedia.

W VII wieku ziemie w środkowym i górnym dorzeczu Dniepru dostały się na ponad dwa wieki pod panowanie koczowniczych Chazarów. W okresie największego rozkwitu państwa chazarskiego w VIII wieku kaganowi chazarskiemu płaciło trybut (podatek) 25 plemion i księstw, w tym władca Kijowa. W drugiej połowie IX wieku Kaganat został zdobyty przez Waregów, którzy przenieśli swoją siedzibę do Kijowa.

Kaganat Chazarski, Chazaria – państwo chazarskie powstałe w II połowie VII wieku w wyniku rozpadu kaganatu zachodniotureckiego położonego nad Wołgą i Donem. Władcą kaganatu, czyli federacji koczowniczych plemion był kagan – zwierzchnik arystokracji i ludu. Władcy uzależnionych plemion płacili kaganowi trybut i dostarczali niezbędnych kontyngentów wojskowych. Kronikarze arabscy piszą o dualizmie najwyższej władzy chazarskiej. Wielki Kagan, który pokazywał się poddanym jedynie cztery razy w roku, miał swojego zastępcę, kagan-bega, malika, który dowodził wojskiem i kierował sprawami państwa, czyli posiadał rzeczywistą władzę. Tak pisze Wikipedia. A może było odwrotnie, kagan-beg tylko wykonywał rozkazy, a prawdziwa władza była ukryta.

Wielki Kagan, który pochodził zazwyczaj z rodziny dynastycznej, a od IX wieku musiał być wyznawcą judaizmu, władał państwem przez okres czterdziestu lat, po którym był zwalniany bądź zabijany. Jako posiadacz boskiej siły był gwarantem pomyślności poddanych. W grodzie Itil, stolicy kaganatu, rezydowało siedmiu sędziów: po dwóch dla wyznawców islamu, chrześcijaństwa i judaizmu oraz jeden dla pogan.

Pierwszymi historycznymi władcami ruskimi byli prawdopodobnie Normanowie (książę Ruryk I), którzy przybyli na późniejsze ziemie ruskie przed rokiem 860. Założenie Nowogrodu Wielkiego przez Ruryka w 862 roku uważa się za początek historii Rusi. Ruryk zdołał skupić pod swymi rządami część Normanów, plemion wschodniosłowiańskich oraz plemion ugrofińskich i utworzył pierwsze państwo ruskie – Ruś Nowogrodzką. Ruryk był także założycielem dynastii Rurykowiczów, która sprawowała rządy na Rusi do 1598 roku.

Księstwa Rusi Kijowskiej po 1054 roku; źródło: Wikipedia.

Wyprawa następcy Ruryka, księcia nowogrodzkiego Olega Mądrego, na Kijów (882) doprowadziła do zjednoczenia północnych i południowych księstw oraz powstania Rusi Kijowskiej poprzez przeniesienie stolicy z Nowogrodu Wielkiego do Kijowa. Była ona na początku luźnym związkiem księstw, które ok. II połowy XI wieku zachowały szeroką autonomię. Książęta kijowscy Oleg i Igor Rurykowicze podpisali z Bizancjum układy handlowe, które gwarantowały krajowi zyskowny handel.

Decydujący cios kaganatowi, po którym już nie wrócił do dawnej potęgi, zadał w 965/966 roku władca Rusi Kijowskiej Światosław I. W czasie ruskiej wyprawy zbrojnej zniszczył najważniejsze ośrodki chazarskie: Itil (położony w delcie Wołgi), Samandar i Sarkel, co położyło kres państwowości chazarskiej.

Książę Włodzimierz I Wielki (958-1015) w 988 roku przyjął chrzest i uczynił z chrześcijaństwa obrządku greckiego oficjalną religię państwową. Panujący w latach 1019-1054 Jarosław I Mądry umocnił pozycję Kościoła na Rusi Kijowskiej. Ustanowione przez niego zasady dziedziczenia tronu w oparciu o regułę senioratu (władzę ma sprawować najstarszy męski przedstawiciel rodu [senior]) nie zapobiegły rozpadowi politycznej jedności kraju. W roku śmierci Jarosława (1054) dokonał się rozłam chrześcijaństwa na rzymskokatolickie i prawosławne.

W XII wieku Ruś Kijowska podzieliła się na konkurujące ze sobą dzielnice. Na północy powstała Republika Nowogrodzka, na północnym zachodzie – Księstwo Połockie, na południowym zachodzie – Księstwo Księstwo Halicko-Włodzimierskie. W centralnej części powstały Księstwa Kijowskie, Turowskie i Smoleńskie, na północnym wschodzie księstwa Rostowsko-Suzdalskie i Riazańskie, na południowym wschodzie – Czernihowskie i Perejasławskie. Z czasem uległy one dalszemu rozdrobnieniu, przy czym książęta, którym udało się zawładnąć Kijowem, stali wyżej w hierarchii feudalnej od pozostałych książąt i posługiwali się tytułem wielkiego księcia.

W latach 1237-1240 Batu-chan dokonał inwazji na Ruś. 6 grudnia 1240 roku zdobył i zburzył Kijów, mordując i uprowadzając w niewolę jego mieszkańców. Podbił wówczas wszystkie ziemie będące pod jurysdykcją władców ruskich z wyjątkiem księstw Połockiego, Pińskiego i Republiki Nowogrodzkiej. Mongołowie nie sprawowali bezpośrednich rządów w podległych księstwach, ograniczając się do zatwierdzania kandydatów do tronów książęcych, którzy pełnili funkcje zwierzchnie nad resztą książąt z tytułem wielkiego księcia i którzy mieli prawo zwracania się o pomoc do chana Złotej Ordy.

Tytuł wielkiego księcia był związany z obowiązkiem podatkowym (trybutem) wobec chanatu (forma monarchii). Wielki książę był inkasentem daniny na rzecz chana, płacił ją osobiście i bezpośrednio oraz windykował z podległych książąt ruskich. Z tego powodu znaczna część Rusi zachodniej i centralnej poddała się w XIV wieku władcy Wielkiego Księstwa Litewskiego, który nie płacił trybutu na rzecz chana.

W XIII wieku Księstwo Halicko-Włodzimierskie stało się, wobec zniszczenia Kijowa i Rusi centralnej, drugim obok państw tzw. Rusi Zaleskiej (Twer, Włodzimierz nad Klaźmą, Moskwa, Republika Nowogrodu) ruskim ośrodkiem państwowym, prowadzącym samodzielną politykę dynastyczną i zagraniczną oraz podejmującym próby zjednoczenia Rusi. W grudniu 1253 roku książę halicko-włodzimierski Daniel I (założyciel Lwowa) został koronowany w Drohiczynie przez legata papieskiego na króla Rusi. Daniel Halicki związał się małżeństwami dynastycznymi z Piastami mazowieckimi.

W 1338 roku potomek Daniela I, Bolesław Jerzy I, książę i pan Rusi, szukając pomocy przeciwko bojarom (klasa panująca Rusi), zawarł układ z Kazimierzem Wielkim i uznał go za dziedzica Rusi. W 1349 roku, po ponownej wyprawie zbrojnej, Kazimierz Wielki przyłączył do Korony Ruś Czerwoną ze Lwowem i Haliczem. Wołyń z Łuckiem i Włodzimierzem zajął książę litewski Lubart.

Wielkie Księstwo Litewskie w XIII-XV wieku; źródło: Wikipedia.

Na powyższej mapie widać, że Kaganat Krymski, to miejsce, w którym formowała się w XV wieku społeczność wojskowa Kozaków zaporoskich. Czy to by oznaczało, że państwo chazarskie miało swój udział w jej tworzeniu?

W wyniku ostatecznych rozgraniczeń dawne terytoria księstwa zostały podzielone pomiędzy Koronę (Ruś Czerwona) i Wielkie Księstwo Litewskie, które zatrzymało Wołyń i Podole kamienieckie, zaś król Polski przyjął tytuł księcia Rusi, co podkreślało odrębny charakter wcielonych terytoriów. Ten stan utrzymał się do unii lubelskiej (1569), gdy do Rusi Koronnej dołączył Wołyń, Podole i pozostałe ziemie na Ukrainie.

W 1320 roku, po klęsce Księstwa Kijowskiego w bitwie nad rzeką Irpień, Litwa przejściowo uzależniła od siebie Kijowszczyznę. Rurykowicze kijowscy zostali pozbawieni władzy. W XIII i XIV wieku większość zachodnich księstw ruskich przeszła w strefę wpływów nabierającej znaczenia Litwy. Po upadku Księstwa Halicko-Włodzimierskiego, stanowiącego przeciwwagę dla wpływów litewskich, większość ziem należących do Rusi Zachodniej i Centralnej została w konsekwencji podporządkowana WKL. Stąd rywalizacja księstw Rusi północnej, później Wielkiego Księstwa Moskiewskiego z WKL, a po unii lubelskiej Carstwa Moskiewskiego z Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

W latach 1331-1362 Księstwo kijowskie znajdowało się we władzy Rurykowiczów podporządkowanych Złotej Ordzie. W 1362 roku wielki książę Olgierd Giedymowicz po bitwie nad Sinymi Wodami zajął i wcielił do WKL Kijów. Bezpośrednie wcielenie księstw ruskich do WKL (usunięcie książąt lokalnych) nastąpiło dopiero po zawarciu unii polsko-litewskiej w 1385 roku.

5 marca 1569 roku, w przededniu unii lubelskiej (1 lipca 1569), sejm koronny, przy aprobacie posłów z Podlasia, przegłosował włączenie województwa podlaskiego do Korony. 26 maja 1569 roku włączono do Korony z terytorium WKL, edyktem Zygmunta Augusta jako dziedzicznego wielkiego księcia litewskiego, województwo wołyńskie, a 6 czerwca województwo kijowskie i bracławskie. Unia lubelska powołała Rzeczpospolitą jako związek państwowy dwóch równorzędnych podmiotów: Korony i Litwy. W tym samym czasie władcy Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, przyjmując tytuł „Cara Wszechrusi”, nie uznawany przez WKL i Koronę, rozpoczęli rywalizację z Rzeczpospolitą o władzę nad ziemiami dawnej Rusi Kijowskiej, wchodzącymi w skład Korony i Litwy.

Rzeczpospolita Obojga Narodów w granicach z 1635 roku oraz ziemie utracone na wschodzie w latach 1657-1686; źródło: Wikipedia.

W 1596 roku w wyniku unii brzeskiej większość biskupów Cerkwi prawosławnej w granicach Rzeczypospolitej przyjęła zwierzchnictwo papieża. Wobec oporu wiernych za panowania Władysława IV została przywrócona autokefaliczna struktura Cerkwi prawosławnej w Rzeczypospolitej, Cerkwi podległej kanonicznie patriarchatowi Konstantynopola.

W drugiej połowie XVI wieku na pograniczu Naddnieprza, tzw. Dzikich Polach (historyczna nazwa Zaporoża), uformowała się społeczność wojskowa Kozaków zaporoskich, chroniąca pogranicze przed Tatarami i uczestnicząca w wojnach pierwszej połowy XVII wieku w ramach wojsk Rzeczypospolitej. Kozaczyzna od końca XVI wieku była jednocześnie ośrodkiem powstań kozackich w obronie swego niezależnego statusu, a z czasem i statusu ludności ruskiej w Rzeczypospolitej.

Mapa hipsometryczna Ukrainy; źródło: Wikipedia.

Kozacy zaporoscy (kozacy niżowi) to społeczność zorganizowana na sposób wojskowy, której początki sięgają XV wieku i związane są z południwo-wschodnimi kresami WKL. Centrum Kozaczyzny znajdowało się na Zaporożu – nizinnym, stepowym kraju położonym w dolnym biegu Dniepru za ciągnącymi się na długości 80 km odcinkami skalnych progów rzecznych. Mówiono o nich porohy, stąd kraj za porohami – Zaporoże oraz Kozacy zaporoscy. Kozacy odegrali ważną role w dziejach Europy wschodniej, zwłaszcza Ukrainy, Polski i Rosji. Szczyt rozwoju ich organizacji przypada na XVII wiek, gdy przez pewien czas stanowili samodzielny czynnik polityczny. Kozaczyznę zaporoską zlikwidowała w latach 1775-1780 caryca Katarzyna II. Dzisiejsza Ukraina uznaje dzieje Kozaków za integralną część własnej historii i jedno z najważniejszych źródeł tożsamości narodowej.

Na Dnieprze, na trudno dostępnych wyspach, Kozacy budowali ufortyfikowane obozy zwane siczami, w których obywały się rady kozackie, gdzie przyjmowano gości z zewnątrz, gdzie pewna część „rycerskiego bractwa” pozostawała na zimę. Reszta powracała do chutorów (wiejska zagroda na słabo zaludnionych obszarach), wsi i miasteczek. Była również grupa Kozaków na stale osiadła w miasteczkach, często też we własnych posiadłościach ziemskich, a część służyła w prywatnych pocztach magnackich. Dlatego też często stosuje się rozróżnienie na Kozaków zaporoskich (niżowych), grodzkich i dworskich. Społeczność kozacka stanowiła żywioł z trudem podporządkowujący się jakiejkolwiek władzy i nie mieszczący się w ramach podziałów stanowych, na których oparty był system ustrojowy dawnej Rzeczypospolitej. Kozacy uważali się za część państwa i rządzącego nim „narodu politycznego”. Tego statusu konsekwentnie odmawiała im jednak szlachta.

W końcu XVI wieku doszło do serii powstań Kozaków zaporoskich przeciwko Koronie. Pierwszymi były powstanie Kosińskiego (1591-1593) i powstanie Nalewajki (1594-1596). W 1637 roku wybuchło w Naddnieprzu powstanie Pawluka, którego stłumienie doprowadziło do przejściowego ograniczenia praw Kozaczyzny. Najpoważniejszym było powstanie w latach 1648-1655 pod wodzą Bohdana Chmielnickiego. Objęło ono terytorialnie Naddnieprze, Wołyń, Podole, Ruś Czerwoną po Zamość i znaczny obszar WKL. Od ugody zborowskiej (1649) Kozacy posiadali system autonomicznych rządów określanych jako Hetmanat (Hetmańszczyzna) lub Wojsko Zaporoskie. W styczniu 1654 roku Hetmanat w ugodzie perejasławskiej poddał Ukrainę naddnieprzańską pod władzę cara Rosji z zachowaniem autonomii i przywilejów kozackich. Konsekwencją ugody była długoletnia (1654-1667) wojna Rzeczpospolitej z Carstwem Rosyjskim, toczona na obszarze Rzeczpospolitej po środkową Wisłę. W 1658 roku została zawarta pomiędzy Hetmanatem a Rzeczpospolitą unia hadziacka, przekreślająca podległość Ukrainy od Rosji i ustanawiająca Księstwo Ruskie jako trzeci człon Rzeczypospolitej (obok Korony i Litwy). Postanowienia unii nie weszły jednak w życie. Kończący działania wojenne rozejm andruszowski z 1667 roku rozstrzygał, że Rzeczpospolita utraciła na rzecz Rosji Zadnieprze, czyli województwo czernihowskie i większość (ok. 140 tys. km2) województwa kijowskiego. Podział Ukrainy pomiędzy Rzeczpospolitą a Carstwo Rosyjskie został potwierdzony w 1686 roku traktatem Grzymułtowskiego, który oprócz cesji Zadnieprza uznawał władze Rosji nad Kijowem i jego okręgiem. Również w 1686 roku prawosławna metropolia kijowska, podległa dotąd Patriarchatowi Konstantynopola, została podporządkowana Patriarchatowi Moskiewskiemu.

Tak to opisuje Wikipedia, jednak nie dowiemy się z niej, jak to się stało, że takie potężne państwo chazarskie raptem przestało istnieć, a w jego miejsce pojawiły się księstwa ruskie. Pisze, że w drugiej połowie IX wieku Kaganat został zdobyty przez Waregów, którzy przenieśli swoją siedzibę do Kijowa. Decydujący cios kaganatowi, po którym już nie wrócił do dawnej potęgi, zadał w 965/966 roku władca Rusi Kijowskiej Światosław I. Jednak na jednej z map widać, że jeszcze w XV wieku resztki tego państwa zachowały się na Krymie.

Jak pisał w latach 30-tych Adolf Nowaczyński w jednym ze swoich felietonów: „Kaganowicz! Szara eminencja Kaganowicz! prawa ręka dyktatora. Kaganowicz jest bratem rodzonym narzeczonej Józefa Stalina, Rebeki Kaganowicz”. A więc państwo chazarskie przestało istnieć, ale jego wpływy w tym rejonie nadal trwają. Jedne potężne państwa upadają, w ich miejsce powstają nowe, a rządzą zawsze ci sami.

Wikipedia nie pisze, co było przyczyną buntów kozackich. Zresztą nie tylko ona. Tak naprawdę, to nikt o tym nie pisze, a to jest klucz do zrozumienia realiów tamtych czasów i nie tylko tamtych. Bez podania prawdziwych przyczyn wybuchu tych powstań, nie zrozumiemy też nacjonalizmu ukraińskiego i dlaczego doszło do rzezi wołyńskiej. Komuś bardzo zależy na tym, by nienawiść pomiędzy narodami polskim i ukraińskim nie wygasła i stale ją podgrzewa. Obecnie czyni to, nie owijając w bawełnę, mówiąc wprost, że chce zrobić z Ukraińców polską inteligencję. Tylko czy aby na pewno z Ukraińców?

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela z 1932 roku pisze:

»Kwestia żydowska w Polsce zaostrzyła się nie tylko dzięki napływowi żydów niemieckich w okresie wojny trzydziestoletniej. Żydostwo zachowywało się bowiem bezwzględnie wobec ludności chrześcijańskiej i prowokowało ją swą zuchwałą postawą.

Czy to nie przypomina nam przypadkiem obecnej sytuacji? Czyż zachowanie rządów wszystkich państw wobec swoich obywateli nie jest zuchwałą postawą?

„Wierząc w przepowiednie kłamliwego Zoharu oczekiwali w r. 1648 przybycia mesjasza i doby zbawienia, w której mieli zapanować nad światem i z tego powodu poczynali sobie bezwzględniej i niefrasobliwiej niż zwykle”. – Hneryk Graetz Historia żydów.

Za tę butę żydowską zapłaciła Rzeczpospolita krwawym buntem Chmielnickiego.

Możnowładcy na wschodzie oddali kozactwo w pacht rozwydrzonemu żydostwu. W liście do Władysława IV, czytanym już po śmierci króla na sejmie konwokacyjnym (1648), Chmielnicki skarży się na ucisk ze strony magnatów, po czym pisze:

„Czem rozzuchwaleni żydzi takie nam zbytki czynią, że i w tureckiej niewoli niepodobna, aby chrześcijanie takie biedy mieli ponosić”. – Miscellanea Adam Mniszek, Rękopis Bibl. Ossol.

Jakie to biedy doznawane były od żydów?

„Trzy domy magnackie kolonizowały Ukrainę i Małą Ruś: Koniecpolscy, Wiśniowieccy i Potoccy, którzy nałożone na kozaków uciążliwe podatki wypuszczali w dzierżawę swoim plenipotentom żydowskim. Kozacy musieli opłacać podatek od każdego nowonarodzonego dziecka, od każdej świeżo zaślubionej pary. Aby nie można było ominąć tej daniny, arendarze żydowscy przechowywali u siebie klucze od kościołów greckich i ilekroć duchowny miał chrzcić dziecko lub połączyć ślubem jakie stadło, musiał o nie prosić arendarza, który je wręczał dopiero po uiszczeniu daniny”. – Henryk Graetz Historia żydów.

Po wybuchu powstania jeden z jego wodzów, Krzywonos, w liście do ks. Dominika Zasławskiego radził żydów „aż do Wisły zawrócić, bo ta wojna zaczęła się od żydów”. – Miscellanea Adam Mniszek, Bibl. Ossol.

Hasłem, którym Chmielnicki rozagitował tłumy było „Polacy oddali nas w niewolę przeklętemu nasieniu żydowskiemu”. – Henryk Graetz Historia żydów.

Toteż całe kozactwo i zbuntowany lud ruski rzucił się przede wszystkim na żydów, a potem na szlachtę, która ich żydom oddała. Ofiarą padło także wielu księży katolickich, z czego ukuli później historycy zarzut, że przyczyną buntu była zbyt obcesowa propaganda katolicka. Sądzę jednak, że nie trzeba aż tak daleko idących przypuszczeń, aby wyjaśnić zwrócenie się kozaków przeciw duchowieństwu katolickiemu.

„Salwandy w swej Histoire de Jean Sobieski Paryż r. 1829 pisze, że wielu socynianów przyłączyło się do kozaków. My wiemy o jednym tylko wypadku, dotyczącym Grzegorza Niemierycza, który podróżował z Ruarusem i Wiszowatym i był autorem polskiej książki Modlitwy i Pieśni wydanej w r. 1653 i kilku rozpraw w języku łacińskim. Mając znaczne posiadłości na Ukrainie, a głównie po lewej stronie Dniepru, w kraju kozaków, przechylał się Niemierycz do kościoła wschodniego i miał namawiać swych współwyznawców do tego samego, spodziewając się przez to pozyskać wielki wpływ na zwolenników tego kościoła i użyć go na posunięcie naprzód sprawy socyniańskiej… Salwandy pisze również, że szlachta socyniańska wywołała powstanie chłopów w okolicach Krakowa i Poznania.” – Hr. W. Krasiński Zarys dziejów reformacji w Polsce.

Jak nam już wiadomo, „bracia” mieli zwykle w swym repertuarze powstania chłopskie, tak „bracia włoscy” jak „bracia niderlandzcy”, „bracia angielscy”, jak „bracia czescy”, „bracia niemieccy”, jak wreszcie „bracia polscy”. Skoro byli wśród kozaków, to na pewno nie zachęcali ich do łagodnego obchodzenia się z duchownymi katolickimi.«

Z kolei Stanisław Staszic w artykule O przyczynach szkodliwości żydów i środkach usposobienia ich, aby się społeczeństwu użytecznymi stali pisze:

„Któż się z nas nie przypatrzył do jakiego stopnia zuchwałości gwałtowność żydów wzniosła się na Podolu i na Ukrainie, gdy z włościan żaden ojciec nie mógł rozporządzić postanowieniem swoich dzieci, żadna nie mogła pójść za mąż, jeżeli żyd nie dał pozwolenia, jeżeli żydowi nie opłaciła kunicy.” Opłacić kunicę – uiścić opłatę pańszczyźnianą.

Skąd się wziął ukraiński nacjonalizm?

Amerykański historyk John Armstrong, jak pisze Wikipedia, uważa, że pierwszych śladów tworzenia się ideologii ukraińskiego nacjonalizmu należy doszukiwać się w twórczości pisarzy ukraińskich: Tarasa Szewczenki, Iwana Franki, Mykoły Kostomarowa oraz w szczególności historyka Mychajła Hruszewskiego, który być może bardziej niż ktokolwiek inny zasługuje na tytuł ojca ukraińskiego nacjonalizmu. Wskazuje on, że inspiracją dla początków tej ideologii mógł być również dziewiętnastowieczny nacjonalizm niemiecki, a także działalność ludności polskiej w Galicji. Tezę o dziewiętnastowiecznych korzeniach nacjonalizmu ukraińskiego podziela historyk ukraiński Jarosław Hrycak, który za obszar jego formowania uważa austriacką Galicję. Jego zdaniem podstawową inspiracją dla rozwoju ruchu narodowego Ukraińców stanowiło przekonanie o związku Ukrainy z Europą Zachodnią oraz naśladownictwo polskiego nacjonalizmu. Pierwszym przedstawicielem nowoczesnego nacjonalizmu był Mykoła Michnowśkij (mason, jak pisze Wikipedia), który przed I wojną światową postulował powstanie niepodległego państwa ukraińskiego. Sformułował on hasło: „Ukraina dla Ukraińców”.

No cóż, można sobie tworzyć teorie, doktoryzować się na nich, wydawać książki i zarabiać na nich. Czemu nie! Jakiż to związek mieli Kozacy zaporoscy z Europą? I doszukiwać się z całą powagą nacjonalizmu ukraińskiego w XIX wieku? Można! Problem tylko polega na tym, że XIX wiek w Europie był wiekiem nacjonalizmu. W całej Europie. I nie tylko w Europie. W Ameryce Południowej też. 7 września 1822 roku nad brazylijską rzeką Ipiranga padły słynne słowa Independencia ou Morte! (Niepodległość albo śmierć), wypowiedziane przez regenta Piotra, pretendenta do brazylijskiego tronu. Chodziło oczywiście o uniezależnienie się od Portugalii, by wpaść w objęcia Stanów Zjednoczonych. Wiele lat później padły bliźniacze słowa, już nie po portugalsku, a po hiszpańsku – Socialismo o muerte. A dziś wszystkie rządy, we wszystkich językach, stręczą nam podobne hasło: szczepionka albo śmierć.

Nacjonalizm ukraiński ma te same korzenie, co polski. Mamy „Ukrainę dla Ukraińców” i mamy „Polskę dla Polaków”. Mamy „Wielką Polskę” i „Wielką Ukrainę”. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by zauważyć, że takie podejście musi prowadzić do konfliktu. Trudno, by było inaczej. Ruch narodowy na Ukrainie tworzył mason Michnowśkij, a ruch narodowy w Polsce tworzył mason Dmowski. Te chore ideologie, oderwane od rzeczywistości, bo oba narody nie miały i nie mają możliwości, by zrealizować te zamiary, służą tylko i wyłącznie jednemu celowi – konfrontacji. A komu służy skłócanie wszystkich ze wszystkimi?

O rzezi wołyńskiej szerzej pisałem w blogu 11 lipca ’43. Tu zacytuję tylko jego fragmenty:

»Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) – ukraińska nacjonalistyczna organizacja polityczno-wojskowa została założona w 1929 roku w Wiedniu. Kierowała się ona ideologią ukraińskiego nacjonalizmu, dążąc do zbudowania na ziemiach uznawanych przez nią za ukraińskie nieodległego państwa o ustroju zbliżonym do faszyzmu. W praktyce działała konspiracyjnie, głównie w II Rzeczypospolitej, prowadząc działalność terrorystyczną, dywersyjną, szkoleniową i propagandowo-oświatową. W 1940 roku doszło do rozłamu OUN na dwie frakcje, następnie organizacje: OUN-B (banderowców pod przywództwem Stepana Bandery) oraz OUN-M (melnykowców pod przywództwem Andrija Melnyka).

OUN była od początku w II RP organizacją nielegalną i opowiadała się przeciwko polityce ugody polsko-ukraińskiej, reprezentowanej ze strony ukraińskiej przez UNDO (Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne) – ukraińską partię legalnie działającą w Polsce, ze strony polskiej – przez wpływową część obozu piłsudczyków.

Polityka ugody prowadzona w Małopolsce Wschodniej przez UNDO i obóz piłsudczyków załamała się w 1938 roku wobec zbliżenia rządzącej części obozu sanacyjnego (Edward Rydz-Śmigły, Adam Koc) do haseł nacjonalistycznych środowisk obozu endecji w Polsce. Jednocześnie Henryk Józewski, wojewoda wołyński (1928-1929 i 1930-1938), zwolennik budowy niepodległej Ukrainy w oparciu o Wołyń, zostaje zwolniony. Natomiast Wojsko Polskie przeprowadziło akcję tzw. drugiej pacyfikacji, połączonej z masowym burzeniem cerkwi na terenach etnicznie mieszanych. Istotną rolę odegrał tu gen. Gustaw Paszkiewicz. Przeprowadzenie tej operacji uzasadniano potrzebą konsolidacji narodowej w obliczu zaostrzającej się sytuacji międzynarodowej. W konsekwencji doprowadziło to dalszej eskalacji konfliktu narodowościowego na terenach etnicznie mieszanych.

Wyburzanie cerkwi na Chełmszczyźnie miało miejsce od maja do lipca 1938, rozbiórki dokonywali wynajmowani robotnicy, więźniowie, saperzy lub strażacy. Głównodowodzącym akcji był gen. Brunon Olbrycht (zastąpiony 21 maja przez płk. Mariana Turkowskiego), zaś nowym wojewodą lubelskim został jawny zwolennik polonizacji major Jerzy de Tramecourt. Olbrycht 20 stycznia 1938 przedstawił szczegółowe wytyczne w sprawie prowadzenia akcji: na szczeblu powiatowym mieli być powołani kierownicy-oficerowie pochodzący z lokalnych jednostek wojskowych, stojący na czele zespołów terenowych. Olbrycht podkreślał również wagę oprawy ideowej całego przedsięwzięcia, konsekwentnego podkreślania ważności działań polonizacyjnych. Szczególną rolę wyznaczał Towarzystwu Rozwoju Ziem Wschodnich, którego nowe placówki nakazał powoływać w każdym powiecie, gdzie powstał zespół terenowy. W kwietniu tego samego roku Olbrycht przedstawił również postulat nasycenia terenu księżmi rzymskokatolickimi.

W tekście wytłuściłem trzy nazwiska i zrobiłem to celowo. To gen. Gustaw Paszkiewicz, gen. Brunon Olbrycht i płk Marian Turkowski. Wszyscy oni byli oficerami sanacyjnymi, odpowiedzialnymi za akcję wyburzania cerkwi na Chełmszczyźnie. I jakoś tak się dziwnie złożyło, że wkrótce po wojnie wszyscy oni wstąpili do Ludowego Wojska Polskiego. Taką informację zamieszcza Wikipedia. Dziwne? Sanacyjni oficerowie w LWP! I jakoś tym Ukraińcom, których w wysokich władzach PRL-u nie brakowało, nie przeszkadzało to. Innym decydentom również. Czyżby więc były to jakieś szczególne osoby? Wychodzi na to, że tak.

Po stronie polskiej mamy dwie koncepcje: asymilacyjną Dmowskiego i federacyjną Piłsudskiego. Po stronie ukraińskiej mamy koncepcję nacjonalistów ukraińskich, dla których część terytorium II RP jest ziemią ukraińską. Obie polskie koncepcje stoją w sprzeczności do ukraińskiej. Wprawdzie obóz piłsudczykowski szukał porozumienia ze stroną ukraińską, ale jakoś tak dziwnie w 1938 roku zbliżył się do stanowiska endecji. I wkrótce po tym następuje akcja wyburzania cerkwi na Chełmszczyźnie. A wcześniej, bo w grudniu 1937 roku, ma miejsce na Wołyniu akcja przymusowej konwersji miejscowej ludności na rzymski katolicyzm, czyli tzw. asymilacja. Z drugiej strony mamy działającą na terenie II RP nielegalną, terrorystyczną organizację OUN i ciągłe szkolenie młodzieży, i nie tylko jej, w duchu nienawiści do wszystkiego co nieukraińskie, a w szczególności do wszystkiego, co polskie.

O ile w przypadku polskiej strony źródło finansowania było znane, bo było nim państwo, o tyle w przypadku Ukraińców, niemających własnego państwa, źródło finansowania było zewnętrzne. Skoro jednak członków OUN dzielono według stopnia wtajemniczenia, to nie można wykluczyć, że korzenie tej organizacji są masońskie, podobnie jak naszej endecji, o czym pisałem w blogu „Endecja”.

Czy musiało dojść do tej tragedii? Zapewne tak, bo niektóre fakty przedstawione powyżej skłaniają do takich wniosków. I RP była sztucznym tworem, skleconym z dwóch państw, które zupełnie nie pasowały do siebie. I to potwierdziły przyszłe jej losy. Tak więc odtworzenie jej w postaci II RP było świadomą decyzją wielkich tego świata, którzy zdawali sobie sprawę z tego, że powstanie państwo, dla którego wszyscy jego sąsiedzi będą wrogami. I o to chodziło! Bo żeby był rozwój, to musi być konflikt. Tak uważają ci, którzy rządzą tym światem. Ale ten rozwój to nie ma być taki przypadkowy, on musi realizować pewne cele pewnej nacji. Gdyby zaś tak, jak uważał Józef Mackiewicz, powstało oddzielne państwo w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego, to nie byłoby 17 września 1939, Katynia, Wołynia. Tak jednak nie mogło być.«

Jak widać relacje polsko-ukraińskie są dalekie od dobrosąsiedzkich. I nic nie wskazuje na to, by uległy poprawie w dającej przewidzieć się przyszłości. Przyczyna takiego stanu jest prozaiczna: w Polsce nie rządzą Polacy, a na Ukrainie – Ukraińcy.

Diaspora

O tym, że Żydzi odgrywają dominującą rolę w światowej polityce i gospodarce decydują nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim sposób organizacji tej rozproszonej społeczności. Dobrze to opisuje Marian Miszalski w swojej książce Ukryta wojna cicha kapitulacja (Polityka polska wobec żydowskiego rasizmu), Capital sp. zo.o., Warszawa 2019. Wybrałem fragmenty z rozdziału Jak zorganizowana jest żydowska diaspora w dzisiejszej Ameryce i z rozdziału Żydowska „metoda sieci” w Polsce. Miszalski pisze:

»Po wojnie w 1967 roku Żydzi zrozumieli, że bez dostatecznie silnego żydowskiego lobby politycznego w Ameryce przyszłość Izraela jest nader niepewna. I właśnie od schyłku lat 60. i początku lat 70. rozpoczyna się intensywna rozbudowa tego lobby. Nie oszczędzano na kosztach i nakładach na polityczną inwestycję.

Jedną z uzupełniających „technik budowlanych” było właśnie (i jest nadal) wysyłanie z Izraela do Ameryki młodych, zdolnych agentów – „słupów” – wyposażonych w środki finansowe, wystarczająco duże, do założenia własnego przedsiębiorstwa. Z pomocą miejscowych Żydów i ulokowanej wcześniej agentury, przedsiębiorstwo rozrasta się – ale głównym zadaniem agenta jest finansowanie z zarabianych pieniędzy organizacji żydowskich – za pośrednictwem fundacji, którą zakłada.

Śledząc biografie wielu takich przybyszów, wyrastających niebywale szybko na „biznesmenów-sponsorów”, łatwo odkrywamy pewną prawidłowość: większość przybywa do Ameryki jako młodzi ludzie, po służbie wojskowej w Izraelu; stosunkowo szybko uzyskują amerykańskie obywatelstwo; słabo znają Amerykę; pierwsze zatrudnienie znajdują więc w amerykańsko-żydowskich „think tankach”, „instytutach badawczych”, czy w innych żydowskich organizacjach. Potem, nie opuszczając tych organizacji, zakładają własne biznesy… O dziwo – zawsze udane, szybko rozrastające się, nigdy nie plajtujące… Potem na bazie tych biznesów, zakładają fundacje, wspierające rozmaite inicjatywy żydowskie – wchodząc zarazem do ich zarządów, rad, czy „ciał doradczych”. Ich zadaniem jest rozbudowa i zagęszczanie sieci organizacji żydowskich w Ameryce, stanowiących bazę dla żydowskiego lobby politycznego. Zapewne mają i inne, bardziej szczegółowe zadania.

Nazwałbym to agenturalnym wsparciem diaspory i jej lobby politycznego. Jest to metoda zagęszczania istniejącej sieci.

Do budowy takiej gęstej siatki organizacyjnej w Ameryce Żydzi przywiązują ogromną wagę. Myślę, że nie mniejszą, niż przywiązywali do sztucznego tworzenia państwa Izrael w przeszłości. Nakłady finansowe na rozbudowę tej siatki są dzisiaj z pewnością ogromne. Doskonale przecież zdają sobie sprawę, że bez żydowskich wpływów na politykę amerykańską, Izrael nie przetrwałby długo.

O Żydach amerykańskiej diaspory powiadają w Ameryce, że „gdzie dwóch Żydów, tam sześć żydowskich organizacji: każdy należy do jednej, obydwaj tworzą trzecią, a każda z tych organizacji należy do jeszcze innej”… Rzeczywiście: amerykańska diaspora żydowska opleciona jest gęstą siecią żydowskich organizacji o rozmaitym charakterze: politycznym, ekonomicznym, oświatowym, kulturalnym, społecznym, charytatywnym. Spełniają dwie funkcje: po pierwsze – cementują wewnętrznie żydowską mniejszość narodową, ułatwiając zarazem jej polityczną kontrolę przez najważniejsze żydowskie ośrodki władzy; po wtóre – są narzędziem szybkiej mobilizacji całej diaspory; po trzecie – intensywnie poszukują kontaktów i partnerów pośród nieżydowskich amerykańskich organizacji, by wciągnąć Amerykanów na orbitę swego oddziaływania.

W Ameryce istnieje dzisiaj ponad 80 żydowskich organizacji o charakterze ogólnokrajowym (nie licząc lokalnych, stanowych), które propagują syjonizm i całkowite poparcie dla polityki Izraela. 51 z tych 80 ogólnokrajowych organizacji tworzy osobną, nadrzędną organizację kontrolną: Konferencję Prezesów Głównych Amerykańsko-Żydowskich Organizacji. Jej zasadnicze cele: „Jednoczenie różnych grup w jednolitą siłę działającą dla dobra Izraela” oraz: „Wzmacnianie i podtrzymywanie specjalnych relacji Izraela i Stanów Zjednoczonych”.

Niezależnie od tych 81 organizacji żydowskich o charakterze ogólnoamerykańskim – istnieje ponad 1,5 tysiąca innych, o najrozmaitszym charakterze (organizacje religijne, charytatywne, studenckie, organizacje non profit, pozarządowe organizacje polityczne, edukacyjne lub propagandowe, „think tanki” – czy ośrodki analityczno-propagandowe, najczęściej pod nazwą „instytutów” – fundacje). Żadna inna mniejszość narodowa w Ameryce – choćby i znacznie liczniejsza – nie założyła tylu swoich organizacji, co Żydzi! Niektóre z nich powstały w końcowych latach ubiegłego wieku i w początkach obecnego, ale prawdziwy „rozkwit” miał miejsce w latach 60. i 70. XX wieku (od czasu prezydentury J.F. Kennedy’ego i po jego śmierci, a zwłaszcza po wojnie 1967 roku). Towarzyszyła mu żydowska penetracja amerykańskiego życia publicznego jako sposób zdobywania politycznych wpływów. Jak wspomniałem – niemal wszystkie te organizacje nakładają się na siebie, zazębiają się, jedne uczestniczą w drugich, drugie w trzecich, trzecie – w pierwszych… – a członkowie zarządu, rady czy kierownictwa jednej organizacji zasiadają w zarządzie, radzie czy kierownictwie innej organizacji… jeszcze innej… Sieć staje się przez to jeszcze bardziej gęsta, zwarta. To właśnie metoda i struktura antycznej „falangi” albo „żółwia” przeniesiona w warunki walki politycznej innej epoki. Metoda zorganizowanego rasizmu w warunkach demokratycznych.

Z czego bierze się ten uderzający fenomen? Niewielka mniejszość – a tyle organizacji?…

To nie fenomen – to metoda. Metoda zwiększania swych wpływów obejmująca wymianę pozyskiwanych informacji, propagandowe nagłaśnianie swych żądań, narzucanie żydowskiego punktu widzenia i promowanie „swoich” autorytetów. Jest to metoda budowania coraz silniejszego lobby politycznego. Ilość śpiewaków w tym chórze jest niewielka, bo diaspora nie jest zbyt liczna – ale tworzy ją wiele wzajemnie nagłaśniających się „chórków”, współpracujących ze sobą ściśle na co dzień, koordynujących swe działania. Tworzą też skonsolidowaną kadrę „dyrygentów”. Zagłuszają w ten sposób głosy innych mniejszości. Głosy innych mniejszości, nawet znacznie większych, są przez to słabiej słyszalne.

(Powtórzmy raz jeszcze, że metoda tworzenia wielości rozmaitych organizacji połączonych ze sobą i powiązanych kadrowo – stosowana przez Żydów także w dzisiejszej Polsce, w której – wskutek dziwnej polityki kolejnych polskich rządów – osiedla się z polskimi paszportami coraz więcej Żydów. Już w lutym 2008 roku ówczesny wicepremier i szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Grzegorz Schetyna zadeklarował, że nakazał podległym mu wojewodom „potwierdzić obywatelstwo polskie emigrantom marcowym bardzo szybko, w błyskawicznej procedurze”. Jednak jeszcze wcześniej, bo w maju 2000 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski oświadczył w izraelskim Knesecie, że kilka tysięcy żydowskich emigrantów marcowych już otrzymało z powrotem polskie obywatelstwo! Ilu zatem Żydów osiedliło się w Polsce po 1989 roku? Wedle spisu powszechnego z 2002 roku – narodowość żydowską podało niespełna 1400 obywateli. Dziś szacuje się tylko to najnowsze osadnictwo żydowskie w Polsce na ponad 40 tysięcy: prawie 30-krotny wzrost w niespełna 30 lat. A przecież przed 1989 rokiem – wedle obliczeń profesora Bogusława Wolniewicza – mieszkało już w Polsce co najmniej 50 tysięcy obywateli pochodzenia żydowskiego. Osadnictwo żydowskie w Polsce rozbudowywane jest systematycznie, nieustannie).

Wracajmy jednak do Ameryki.

Taka gęsta sieć organizacyjna (ponad półtora tysiąca organizacji!), wielopoziomowa i szeroko zarzucona, oplatająca 6 milionów amerykańskich Żydów, zapewnia wielką spójność działania całej diaspory. To bardzo skuteczna metoda egzekwowania „jednolitego frontu”. W tę sieć naganiana i łowiona jest także naiwna, mało interesująca się polityką i światem część społeczności amerykańskiej.

Jednym z filarów żydowskiego lobby w Ameryce jest Konferencja Prezesów Głównych Amerykańsko-Żydowskich Organizacji, skupiająca 51 żydowskich organizacji o ogólnokrajowym charakterze. Jej głównym celem jest zaprzęganie amerykańskiej polityki do realizowania żydowskiej racji stanu, żydowskich interesów i polityki Izraela – pod stwarzanym uporczywie pozorem, że żydowska racja stanu, żydowskie interesy i żydowska polityka są tożsame z interesami pozostałych Amerykanów i Stanów Zjednoczonych.

W „Izraelskim lobby w Ameryce” autorzy, profesor John J. Mearsheimer z Uniwersytetu Chicagowskiego i profesor Stephen M. Walt z Uniwersytetu Harvarda, piszą celnie:

„W kraju demokratycznym nieliczna grupa ludności może wywierać znaczny wpływ na pozostała część, jeśli tylko jest silnie zaangażowana w osiągnięcie swych celów, podczas gdy reszta obywateli jest wobec nich obojętna”.

Stany Zjednoczone są dziś najdoskonalszym przykładem głębokiej słuszności tego twierdzenia.

Przy tej okazji autorzy wyjaśniają mechanizm, dzięki któremu w polityce amerykańskiej Żydzi odgrywają tak dużą rolę, sami będąc w zdecydowanej mniejszości. Ich wyjaśnienie – to klucz do zrozumienia, w jaki sposób Żydzi podporządkowują sobie tak wielu amerykańskich polityków:

  • w Stanach Zjednoczonych władza jest rozproszona; w kraju demokratycznym nawet nieliczne grupy mogą wywierać znaczący wpływ na pozostałą część narodu, jeśli tylko są silnie zaangażowane w osiągnięcie swych celów (co potwierdza trafność uwagi Miltona Friedmana o demokracji amerykańskiej: że to nie „rządy większości”, ale „dobrze zorganizowanych mniejszości”…);
  • udział w wyborach jest w Ameryce bardzo kosztowny, przy czym systemu finansowania kampanii wyborczych nie poddaje się ścisłej kontroli; żydowskie lobby polityczne kieruje finansowe dotacje dla popieranych przez siebie, wygodnych i posłusznych kandydatów; sprawdza ich posłuszeństwo i uległość żydowskim zamiarom, zapraszając na spotkania z organizacjami żydowskimi, gdzie testuje się – zadawanymi im pytaniami – ich identyfikację i wolę popierania interesów żydowskich; kandydaci wystarczająco zamożni (lub wspierani z innych źródeł) mogą pozwolić sobie na niezależność ocen i osądów, ale mniej zamożni łatwo ulegają pokusie żydowskich pieniędzy;
  • kandydaci na polityków, kongresmanów, senatorów czy polityków lokalnych chętnie spełniają życzenia takiej mniejszości, gdy wiedzą, że dla reszty obywateli nie są to sprawy pierwszoplanowe.

Przypomnijmy: niewielka grupa etniczna, dobrze zorganizowana etc., skoncentrowana na sobie, umocniona rasistowskim spojrzeniem na świat, spojona gęstą siecią tak wielu organizacji – może w takim tyglu narodowości, sentymentów i religii, jakim jest Ameryka łatwo osiągnąć bardzo wpływową pozycję.

Zarówno żydowskie osadnictwo w Polsce jak i żydowskie roszczenia materialne wobec Polski oraz prowadzona wobec Polski propagandowa wojna psychologiczna, świadczą dobitnie o wielkiej wadze, jaką żydowskie ośrodki kierownicze w Ameryce i Izraelu przywiązują do zdobycia w Polsce decydujących wpływów. Nie ma innego kraju na świecie, któremu te ośrodki kierownicze poświęcałyby tyle uwagi i wysiłku. Nic też dziwnego, że temu celowi towarzyszy taka sama metoda tworzenia i umacniania wpływów, jaka sprawdziła się w Ameryce: metoda sieci.

Zauważmy, że wraz z niejasnym wzrostem ludności pochodzenia żydowskiego w Polsce, po roku 1989 wzrasta wartość majątku, jakiego domagają się żydowskie centra kierownicze: żydowskie lobby polityczne w Ameryce i państwo Izrael. Jeszcze kilka lat temu żydowscy rasiści żądali majątku wartości 65 miliardów dolarów, teraz – już 300 miliardów.

…Czy nie w podobny sposób powstawało państwo Izrael? Czyż metoda, zastosowana przy tworzeniu państwa Izrael (masowe, zorganizowane osadnictwo w Palestynie pod przygotowaną wcześniej własność ziemi, wykupywanej od Turków), nie jest powtarzana, w przypadku trwającej dziś piątej już próby zastąpienia Polski – Judeopolonią?… Tworząc Izrael w Palestynie walczono z Arabami i Anglikami zbrojnym terrorem. Czy propagandowy terror i polityczny szantaż wobec Polski – który poznaliśmy, aż za dobrze – w połączeniu z napędzanym osadnictwem żydowskim w Polsce i wyłudzaniem nieruchomości – nie jest łagodniejszą tylko kontynuacją metody zastosowanej przy tworzeniu Izraela w Palestynie: tworzenia Judeopolonii w dzisiejszej Polsce?…

W Polsce mamy zatem liczne elementy „sieci”:

  • koncern medialny „Agora”, w którym spore udziały ma grandziarz, „filantrop” i najprawdopodobniej agent zaufania („słup”) tajnych służb żydowskich – Jerzy Soros;
  • filosemickie szabes-gojstwo, uprawiane przez „Tygodnik Powszechny”, wydawnictwo „Więź”, „Znak”;
  • Fundacja Batorego (założona w 1988 roku);
  • Żydowski Instytut Historyczny (finansowany z budżetu państwa);
  • Muzeum Historii Żydów Polskich (ekspozycja bardziej propagandowa niż historyczna);
  • Fundacja Ronalda S. Laudera, finansuje: żydowskie Biuro i Centrum Młodych w Gdańsku, żydowskie Centrum Edukacyjne i Klub Młodzieży w Łodzi, żydowskie Centrum Edukacji im. Mojżesza Schorra, żydowski miesięcznik „Midrasz”;
  • Loża B’nai B’rith (utworzona w Polsce w 2007 roku);
  • Żydowskie Centrum Wolontariatu;
  • Stowarzyszenie Dzieci Holokaustu;
  • Stowarzyszenie Drugie Pokolenie – Potomkowie Ocalałych z Holokaustu (utworzone w 2010 roku);
  • Żydowska Ogólnopolska Organizacja Młodzieżowa (cel: integracja młodzieży żydowskiej);
  • Stowarzyszenie Midrasz;
  • Stowarzyszenie Żydowskich Kombatantów i Poszkodowanych w II wojnie światowej;
  • Związek Postępowych Gmin Żydowskich „Beit Polska”. Zajmuje się przeprowadzaniem konwersji na judaizm. Wpisany do rejestru Kościołów i związków wyznaniowych;
  • Beit Kraków (założona w 2011 roku) – osobna organizacja od ww.; reprezentuje judaizm reformowany;
  • Gmina Wyznaniowa Starozakonnych RP w Warszawie;
  • Izraelicka Niezależna Gmina Wyznaniowa w Poznaniu;
  • Niezależna Gmina Wyznania Mojżeszowego w Gdańsku;
  • Fundacja Monumentum Iudaicum Lodzense (współzałożyciele: Urząd Miasta Łodzi i Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego z Nowego Jorku, czyli jeden z filarów przedsiębiorstwa holocaust z jego bezpodstawnymi żądaniami majątkowymi wobec Polski…);
  • Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi;
  • Fundacja Cmentarza Żydowskiego „Gęsia”;
  • Fundacja Rodziny Nissbaumów;
  • Fundacja im. Mojżesza Schorra;
  • Stowarzyszenie Żydowskie Czulent (prowadzi żydowski klub młodzieżowy w Krakowie);
  • Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego (prowadzi „monitoring przejawów antysemityzmu w Polsce” – działalność donosicielska, oparta na żydowskiej interpretacji „antysemityzmu”);
  • Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce (członek Światowego Kongresu Żydów, którego przewodniczący Singer, w 1996 roku, wypowiedział, w imieniu Kongresu, wojnę propagandowo-psychologiczną Polsce, nasilającą się z roku na rok);
  • Polskie Biuro Jewish Agency – Fundacja Agencji Żydowskiej „Sochnut”;
  • Centrum Edukacyjne Kultury Żydowskiej;
  • Fundacja Chai, reprezentująca Chabad Lubawicz w Polsce;
  • Muzeum Galicja w Krakowie;
  • Federacja Stowarzyszeń Żydowskich (cel: „koordynacja działań organizacji żydowskich”, odpowiednik amerykańskiej Konferencji Prezesów).

Nie są to wszystkie ogniwa „sieci” w Polsce, sieci intensywnie rozbudowywanej, w formę organizacyjną „falangi”. I – podobnie jak w Ameryce – dla wzmocnienia rozmaitych ogniw tej sieci, delegowani są – w zależności od potrzeb – zadaniowani ekstra funkcjonariusze. I tak, na przykład, zaprzestania ekshumacji w Jedwabnem, zażądali od ówczesnego ministra sprawiedliwości, Lecha Kaczyńskiego, dwaj „rabini” nasłani z zagranicy. Lech Kaczyński uległ ich dziwacznemu, rasistowskiemu żądaniu, chociaż prawo polskie wymaga ekshumacji, celem ustalenia prawdy. Ci dwaj zagraniczni rabini (prawdopodobnie zadaniowani przez tajne służby Izraela, o ile nie ich agenci) powiedzieli Lechowi Kaczyńskiemu, ze prawo żydowskie zakazuje ekshumacji, a Kaczyński chętnie w to uwierzył…).

Dla porównania: 148-tysięczna mniejszość narodowa niemiecka, ma w Polsce 3 organizacje (Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Niemców na Śląsku Opolskim, Rada Niemców Górnośląskich, Związek Młodzieży Mniejszości Niemieckiej w RP), a 51-tysięczna mniejszość ukraińska – 11 (w tym dwie ściśle zawodowe: ukraińskich nauczycieli i ukraińskich lekarzy).

Poza terrorem zbrojnym – mamy tu zatem wszystkie te elementy, jakie towarzyszyły 50-letniemu budowaniu żydowskiego państwa Izrael na terenach zamieszkałych przez Palestyńczyków i wszystkie elementy, jakich używano do budowy żydowskiego lobby politycznego w Ameryce. Tylko skala przedsięwzięcia jest na razie mniejsza. Ale licząc od 1989 roku (rząd Mazowieckiego) – budowa Judeopolonii trwa w Polsce dopiero 30 lat. I wyraźnie nabiera rozmachu i tempa.«

Wybrałem te fragmenty dlatego, że w następnym blogu chcę poruszyć problem mniejszości ukraińskiej w Polsce i bez przybliżenia tego, jak działają Żydzi, trudno będzie zrozumieć proces zmierzający do osiedlenia w Polsce jak największej ilości Ukraińców i zrobienia z nich polskiej inteligencji, jak to swego czasu ujął jeden z „polskich” polityków. Nie pamiętam, czy to był Schetyna, czy ktoś inny. Fakt, że Ukraińcy są coraz bardziej widoczni i słychać ich wszędzie, m.in. w Polskim Radiu (ja ich i ich akcent słyszę w I Programie PR), w internecie. Zajmują wiele eksponowanych stanowisk w różnych instytucjach, uczelniach itp. Jest tylko jeden problem. Czy Ukraińcy są tacy przedsiębiorczy, ekspansywni i zdolni? Dlaczego nie? – zapyta ktoś. Skoro w Kanadzie mogą, to dlaczego nie w Polsce? No właśnie! A może to nie Ukraińcy, tylko ukraińscy Żydzi? Ukraińcy pracują na pewno na budowach i w wielu innych podobnych miejscach, ale wyżej? I tu zaczynają się schody i dlatego wypada potraktować ten problem oddzielnie.

Miszalski napisał, że mniejszość niemiecka w Polsce ma 3 organizacje, a trzy razy mniej liczna, według niego, mniejszość ukraińska ma ich 11, a więc Ukraińcy lepiej zorganizowani od Niemców. A ja myślałem, że naród, który walczył w obu wojnach światowych na dwa fronty, jest najlepiej zorganizowanym narodem na świecie, a tu masz ci babo placek! – Ukrainer über alles.

Moją uwagę zwrócił fakt, że niektóre żydowskie instytucje mają w swojej nazwie „centrum edukacyjne”, „centrum edukacji”, a i samo słowo „centrum” też pojawia się często. Tak od razu skojarzyło mi się to z kanałem internetowym Centrum Edukacyjne Polska, zwanym wcześniej Centrum Edukacyjne Powiśle. Kanał o nie imponującym zasięgu, jak na internetowe standardy, ale, jak podejrzewam, również z czosnkowym rodowodem. Żydzi zagospodarowują cały internet, nawet jego zakamarki.

Statystyka

Kto jak kto, ale nikt nie dysponuje taką wiedzą o zdrowiu ludzi i wszelkich trendach z nim związanych, jak firmy ubezpieczające ich na życie. Tu chodzi o biznes i takie firmy minimalizują swoje ryzyko, starając się ubezpieczać tylko zdrowych. Może to brzmi brutalnie, ale instytucja, która ma zarabiać, nie może sobie pozwolić na działalność charytatywną i miękkie serce. W przeciwnym razie szybko znikłaby z rynku. Ale są też tego brutalnego faktu dobre strony. Nikt, poza tymi firmami, nie dysponuje takimi dokładnymi danymi i do tego danymi z wielu lat. – „Bezcenne, za wszystko inne zapłacisz kartą Visa/Mastercard”.

Na portalu ZeroHedge pojawił się artykuł What If The Largest Experiment On Human Beings In History Is A Failure? (Co się stanie, jeśli największy w historii eksperyment na ludziach zakończy się niepowodzeniem?). Jego autorem jest Robert Malone. Link do oryginalnego tekstu tu: https://www.zerohedge.com/medical/what-if-largest-experiment-human-beings-history-failure.

Doświadczony kolega analityk giełdowy wysłał mi dzisiaj link, a kiedy go otworzyłem, ledwo mogłem uwierzyć w to, co czytałem. Co za nagłówek. „Dyrektor ds. ubezpieczeń na życie w firmie Indiana twierdzi, że liczba zgonów wśród osób w wieku 18-64 lat wzrosła o 40%”.

To zdanie powyżej, będące tytułem artykułu, jest też linkiem do pełnego tekstu, omawianego w tym artykule. Jednak o po jego kliknięciu pojawia się taki komunikat:

451: Unavailable due to legal reasons

We recognize you are attempting to access this website from a country belonging to the European Economic Area (EEA) including the EU which enforces the General Data Protection Regulation (GDPR) and therefore access cannot be granted at this time. For any issues, contact info@franklinnews.org or call (847) 497-5230.

Tytuł artykułu dotyczy prawdziwych informacji, skrywanych w szarej, wypłowiałej kopercie agenta ubezpieczeniowego, pełnej tabel aktuarialnych.

Ludzie często piszą do Jill i do mnie. Ludzie, których nigdy nie spotkaliśmy. Dzwonią, przyjeżdżają na farmę po wcześniejszym umówieniu lub niezapowiedziani, zapychają nasz e-mail swoimi pytaniami. Wszyscy czegoś chcą; czasu, uwagi, wywiadu. Wielu chce nam opowiedzieć o swoim strachu, chorobie, koszmarach lub o czymś, co często wydaje się być wręcz paranoidalnym spiskiem. A potem, z biegiem czasu, te obawy i „spiski” się potwierdzają. Jak powiedział mi niedawno Jan Jekielek (starszy redaktor „The Epoch Times”), coraz trudniej jest powiedzieć, które z nich to tylko teorie spiskowe, a które są prawdziwą rzeczywistością.

Jeden z gości na farmie powiedział mi, że przewidział ogromną liczbę zgonów w ciągu trzech lat w następstwie szczepionek genetycznych i że chodzi o „Wielki Reset” i program Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), dotyczący wyludniania. Próbowałem go uspokoić, twierdząc, że moim zdaniem jest to wysoce nieprawdopodobne, podczas gdy sam myślałem o tym, jak łatwo ludzie wpadają w tego rodzaju konspiracyjne teorie i jak muszę uważać, aby nie podążać tym tokiem myślenia, zwłaszcza że stykam się z tak wieloma osobami podejmującymi głupie i cyniczne decyzje w dziedzinie zdrowia publicznego. W tamtym czasie znałem WEF tylko jako gospodarza dużej corocznej imprezy w Davos w Szwajcarii, gdzie super bogaci z krajów zachodnich brali udział w różnych prezentacjach, pili najlepsze wino i brylowali w najlepszym towarzystwie. Jaki byłem głupi! Cóż to była za długa, dziwna podróż. Wątpię, czy nawet Hunter S. Thompson mógł to sobie wyobrazić w stanie swojego największego narkotykowego i alkoholowego upojenia. Wystarczy powiedzieć, że nominuję Ralpha Steadmana na oficjalnego ilustratora pandemii SARS-CoV-2 albo zmartwychwstałego Hieronima Boscha.

Ale odbiegam od tematu, o którym aż się boję mówić.

Dochodzę do wniosku, że największy w historii eksperyment na ludziach nie powiódł się. Ale, jeśli ten raczej zwięzły raport starszego dyrektora ds. ubezpieczeń na życie w firmie Indiana jest prawdziwy, to „Zbrodnie przeciwko ludzkości” Reinera Fuellmicha, nawołujące do zorganizowania nowych procesów norymberskich, ukazują wszystko w zupełnie nowym świetle i pobrzmiewają o wiele bardziej proroczo.

Oto, co w tym raporcie Margaret Menge, współpracownika The Center Square, oświeciło mnie.

»Szef firmy ubezpieczeniowej OneAmerica z siedzibą w Indianapolis powiedział, że śmiertelność wśród osób w wieku produkcyjnym wzrosła aż o 40% w porównaniu z poziomem sprzed pandemii.

„W tej chwili odnotowujemy najwyższy wskaźnik zgonów, jaki zaobserwowaliśmy w historii tego biznesu – nie tylko w OneAmerica” – powiedział dyrektor generalny firmy Scott Davison podczas konferencji prasowej online w tym tygodniu. „Dane są spójne dla każdego, kto działa w tej branży”.

OneAmerica to firma ubezpieczeniowa o wartości 100 miliardów dolarów, która od 1877 roku ma swoją siedzibę w Indianapolis. Firma zatrudnia około 2400 pracowników i sprzedaje ubezpieczenia na życie, w tym grupowe ubezpieczenia na życie firmom w tym stanie.

Davison powiedział, że wzrost liczby zgonów oznacza „trudny do wyobrażenia trend”, ale to nie osoby starsze umierają, a „przede wszystkim osoby w wieku produkcyjnym od 18 do 64 lat”, które są pracownikami firm, które mają grupowe ubezpieczenia na życie w firmie OneAmerica.

„I to, co widzieliśmy tylko w trzecim kwartale, widzimy też w czwartym, widzimy że śmiertelność wzrosła o 40% w stosunku do tego, co było przed pandemią” – powiedział.

„Aby uzmysłowić sobie skalę zjawiska, to jedna, zdarzająca się raz na 200 lat, katastrofa, oznaczałaby wzrost o 10% w porównaniu z sytuacją sprzed pandemii” – powiedział. „Więc 40% jest po prostu niewyobrażalne.”«

Więc co napędza ten bezprecedensowy wzrost śmiertelności z jakiejkolwiek przyczyny?

Większość składanych oświadczeń z tytułu zgonów nie jest klasyfikowana jako zgony związane z COVID-19,

Davison powiedział: „Dane pokazują nam, że zgony, które są zgłaszane jako zgony związane z COVID, znacznie zaniżają rzeczywistą liczbę zgonów wśród osób w wieku produkcyjnym w wyniku pandemii. Oczywiście nie wszystkie zgony w świadectwach zgonu są opisywane jako związane z COVID, ale i tak jest ich bardzo dużo”.

W dużym uproszczeniu, na podstawie mojej lektury, należy dojść do wniosku, że jeśli ten raport jest prawdziwy, a zgadzają się z nim aktuariusze ubezpieczeń na życie, to mamy do czynienia zarówno z ogromną ludzką tragedią, jak i z głęboką porażką polityki rządu USA i amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej, służącym do obsługi i ochrony obywateli, którzy płacą za tę „usługę”.

Jeśli to prawda, to tak agresywnie promowane szczepionki genetyczne zawiodły, i tak nachalna kampania federalna, mająca na celu zapobieganie wczesnemu leczeniu lekami ratującymi życie, przyczyniła się do masowych, możliwych do uniknięcia zgonów.

Co gorsze, raport ten sugeruje, że federalne nakazy szczepień w miejscu pracy doprowadziły do czegoś, co wydaje się być prawdziwą zbrodnią przeciwko ludzkości. To prawdopodobnie częstsze zgony pracowników, którzy zostali zmuszeni do przyjęcia toksycznej szczepionki, w porównaniu z ogólną populacją stanu Indiana.

Co więcej, przeżywamy również najbardziej masową, globalnie skoordynowaną kampanię propagandową i cenzurę w historii ludzkości. Wszystkie główne środki masowego przekazu i firmy zajmujące się technologiami mediów społecznościowych zsynchronizowały działania, aby stłumić i powstrzymywać wszelkie dyskusje na temat zagrożeń związanych z genetycznymi szczepionkami i/lub alternatywnymi wczesnymi metodami leczenia.

Jeśli ten raport jest prawdziwy, to ktoś powinien być pociągnięty do odpowiedzialności. Nie mówimy tu tylko o zignorowaniu pierwszej poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych i zmieszaniem jej z błotem, posługując się przy tym armią pancernej piechoty wspomaganej sztuczną inteligencją. Ten artykuł brzmi tylko jak zdawkowy opis masowego zdarzenia, możliwego do uniknięcia, spowodowanego nakazem eksperymentalnej procedury medycznej. Takiego, w którym wszystkie możliwości, by ofiary same poinformowały się o potencjalnych zagrożeniach, zostały metodycznie wyeliminowane zarówno z internetu, jak i ze świadomości społecznej przez międzynarodową skorumpowaną klikę działającą pod flagą „Inicjatywy Zaufanych Wiadomości”. George Orwell przekręca się w grobie.

Mam nadzieję, że się mylę. Obawiam się, że mam rację.

Kryzys sueski

Często powtarzam i będę to do znudzenia powtarzał, że żeby zrozumieć jakiś konflikt, czy cokolwiek innego, to trzeba zacząć od początku. Jeśli próbuje się analizować go na tle bieżących dla tego konfliktu wydarzeń, to wyjdzie z tego chaos i kupa frazesów, z których nic nie wynika. Jedno z haseł Marca ’68 głosiło: „Syjoniści do Syjamu”. Pojawiło się ono na jakimś spędzie robotników, spontanicznym – czyli zorganizowanym przez partię. Ktoś z żydowskich propagandystów przedobrzył, bo jak się tak zastanowić, to nie ma wątpliwości, że żaden robotnik nie wymyślił go. A zapewne intencją autora tego hasła było ich ośmieszyć, a sam nie pomyślał. No bo skoro robotnik, niby taki głupi, to skąd wiedziałby, że jest takie państwo jak Syjam (obecnie Tajlandia)? A gdyby wiedział, to wiedziałby też, gdzie ono leży, że to daleko od… no właśnie!… od czego? Czy użyłby słowa syjonista? Jeszcze w tamtych czasach! Pewnie znał tylko słowo „Żyd”. Czy on wiedział, że było takie zjawisko jak syjonizm i że słowo to pochodzi od Syjonu, czyli wzgórza w Jerozolimie? To był raczej przekaz do Żydów w Polsce, by ich zachęcić, czy może zastraszyć i tym samym skłonić do wyjazdu do Izraela. Oni na pewno wiedzieli, gdzie leży wzgórze Syjon.

Gdy tylko powstało w 1948 roku na Bliskim Wschodzie państwo Izrael, od razu zaczęły się wojny. Już pierwsza z nich pomiędzy Izraelem i Egiptem w latach 1948-1949 nie wróżyła dobrze na przyszłość. I tak jest do dziś. Rejon ten jest źródłem niekończących się konfliktów i wojen. A wszystko to za sprawą jednego państwa. Ale czy ten pomysł, pomysł osiedlenia Żydów w Palestynie mógł się skończyć inaczej?

Nie sposób zrozumieć tego, co działo się na Bliskim Wschodzie po powstaniu państwa Izrael, bez wyjaśnienia, chociaż pobieżnego, czym był, czy może nadal jest syjonizm. Pisałem o tym szerzej w blogu „Syjonizm”. Tu zacytuję tylko jego fragmenty.

»Syjonizm – ruch narodowy i towarzysząca mu ideologia, stworzone około 1895 r. przez T. Herzla, głoszące konieczność stworzenia żydowskiego państwa na obszarze Palestyny w celu przetrwania Żydów jako narodu; po powstaniu Izraela (w 1948r.) – ideologia państwowa. – To definicja słownikowa.

Twórca syjonizmu postawił przed żydostwem ideał państwa żydowskiego w Palestynie, albo też w Argentynie. Istotne znaczenie syjonizmu nie leżało w samym haśle, lecz w drodze, na którą wstąpiono, celem jego realizacji. Herzl planował przegrupowanie całego osiedlenia żydowskiego, co musiało za sobą pociągnąć przebudowę jego dotychczasowym form organizacyjnych.

Pragnąc w jedno złączyć żydostwo zachodnie i wschodnie, musiał Herzl, a za nim ruch syjonistyczny, stwierdzić wyraźnie, że czynnikiem jednoczącym żydostwo nie jest religia mojżeszowa ani stosunek do przepisów Talmudu. Wszak żydostwo zachodnie, wychowane w atmosferze niewiary religijnej, którą samo zresztą wytworzyło, nie dałoby się wtłoczyć z powrotem w ramy organizacji religijnej. A więc żydostwo to naród.

Żydostwo nie jest religią. Jest to żyjący szczep ludu, który ze swego narodowego charakteru w biegu dziejów stworzył religię, stworzył określoną postawę polityczno-obyczajową wobec świata. – Heinrich Kohn, Die politische Idee des Judentums.

Syjonizm oparł się na fakcie istnienia narodowości żydowskiej. Programem jego stało się wywalczenie pełni praw w takich warunkach, by nie była ona, jak za czasów rewolucji francuskiej, okupiona zrzeczeniem się własnego poczucia ludowego. – Ignaz Zollschan, Revision des juedischen Nationalismus.

Syjonizm – to nie Palestyna.

Jest to zupełnym błędem, jak to często – nie zawsze w dobrej wierze – czynią przeciwnicy syjonizmu, twierdząc, że państwo jest kwintesencją syjonizmu, albo przynajmniej podstawą, na której syjonizm się wznosi. Przeciwnie syjonizm jest, jak każdy wie, kto zajmował się tym zagadnieniem, daleko starszego pochodzenia niż państwo żydowskie i był już do pewnego stopnia udoskonalony teoretycznie, zanim Herzl zaczął się interesować żydowskimi sprawami. – Przedmowa Wartburga do pracy Herzla „Der Judenstaat”.

Nacjonalizm żydowski żywi więc dalej tradycyjne zamiary żydowskie narzucania światu swej władzy. Nie jest ruchem religijnym, wyrzeka się religii jako łącznika żydostwa, a mimo to jest ruchem mesjańskim. Jasny to chyba dowód, jeszcze jeden z szeregu wielu poprzednich, że mesjanizm żydowski jest celem politycznym, a nie religijnym.

Gdyby się chciało zastosować schematy Hegla, to można by rozwój od chwili otwarcia granic getta trafnie oznaczyć w ten sposób, że przyjęło by się za twierdzenie (tezę – przyp. aut.) żydostwo, za przeczenie (antytezę – przyp. aut.) asymilację, za syntezę – syjonizm. – Wilhelm Stein, Wandlungen im Zionismus, zamieszczone w „Vom Judentum”.

A więc syjonizm jest połączeniem żydostwa z asymilacją. W jaki sposób? Oto żydostwo było życiem wewnętrznym w diasporze bez praw obywatelskich i politycznych, asymilacja była zrzeczeniem się życia wewnętrznego za pełnię praw, zaś synteza obojga, syjonizm – to życie wewnętrzne z pełnią praw w diasporze.«

Kryzys sueski to militarna agresja Wielkiej Brytanii, Francji i Izraela na Egipt, która rozpoczęła się 29 października 1956 roku. Agresja została poprzedzona decyzją Egiptu o nacjonalizacji Kanału Sueskiego w dniu 26 lipca 1956 roku. Jednak rzeczywistą przyczyną było pragnienie utrzymania przez Wielką Brytanię i Francję kontroli nad kanałem. Państwa te dla realizacji swoich celów posłużyły się Izraelem, którego statki handlowe nie mogły korzystać z Kanału Sueskiego.

Tak to opisuje Wikipedia, z której czerpię informacje do tego bloga. Jednak jej stwierdzenie, że Wielka Brytania i Francja posłużyły się Izraelem, należy potraktować z przymrużeniem oka, podobnie jak wiele innych, co nie zmienia faktu, że jest w niej wiele ciekawych informacji, często porozrzucanych w różnych miejscach, ale są.

Kanał został zbudowany w latach 1859-1869 z państwowych funduszy Francji i Egiptu pod kierunkiem F.M. Lessepsa. Zbudowano go na Przesmyku Sueskim pomiędzy deltą Nilu i wyżyną półwyspu Synaj, łącząc Morze Śródziemne z Morzem Czerwonym. W 1875 roku egipskie długi zagraniczne zmusiły chedywa Isma’ila do sprzedania egipskich akcji Brytyjczykom, co zapewniło im decydujący głos w sprawach kanału. Przejmując nad nim całkowitą kontrolę, utworzyli oni w strefie kanału swoje posterunki i bazy wojskowe.

Ferdynand de Lesseps uzyskał w 1854 roku zgodę od wicekróla Muhammada Saida Paszy (Egipt był częścią Imperium Otomańskiego) zgodę na rozpoczęcie prac przy kanale. Lesseps zdobył poparcie wicekróla i wielu francuskich akcjonariuszy, którzy zainwestowali w Kampanię Kanału Sueskiego. Brytyjczycy, pomimo że mogli wiele zyskać na powstaniu krótszej drogi do Indii, nie kupowali akcji. Choć kanał miał skrócić drogę z Londynu do Bombaju o 7334 km, rząd brytyjski starał się projekt udaremnić. Krytykowano go jako „fizycznie niewykonalny i zbyt kosztowny, aby przynieść zyski”.

Uroczyste otwarcie kanału, z udziałem wielu koronowanych głów i książąt, nastąpiło 17 listopada 1869 roku. Po wykupieniu akcji przez ówczesnego premiera Anglii Benjamina Disraeli’ego, kanał od 1882 roku znalazł się pod pełną kontrolą Wielkiej Brytanii, dla której miał wielkie strategiczno-wojskowe znaczenie. Wtedy to utworzyli w strefie kanału swoje posterunki i bazy wojskowe. W 1888 roku w Konstantynopolu (Stambule) podpisano międzynarodową konwencję o wolności żeglugi na Kanale Sueskim. Zawarta umowa ogłaszała kanał strefą pozostającą pod brytyjską kontrolą.

Wikipedia nie podaje, co stało się z francuskimi akcjami. Skoro jednak kanał znalazł się pod całkowitą brytyjską kontrolą, to może oznaczać, że Disraeli wykupił też akcje francuskie. Ale dlaczego Francuzi sprzedali akcje Anglikom? Czy dlatego, że tymi akcjonariuszami byli Żydzi? I Żydzi francuscy sprzedali je Żydom angielskim. A może akcje francuskie posiadali tzw. rozproszeni akcjonariusze, których głos wcale się nie liczył? Brak tej informacji nie pozwala na jednoznaczne określenie, w jaki sposób Anglicy zdobyli kontrolę nad kanałem.

Po proklamowaniu niepodległości Egiptu w 1922 roku status kanału nie uległ zmianie, a egipsko-brytyjska umowa z 1936 roku gwarantowała Wielkiej Brytanii prawo do utrzymywania baz wojskowych w jego strefie. Przez całą II wojnę światową Brytyjczycy kontrolowali kanał, czerpiąc spore zyski z żeglugi po nim.

Po przegranej w 1949 roku pierwszej wojnie izraelsko-arabskiej (1948-1949) Egipt zamknął Kanał Sueski dla izraelskiej żeglugi oraz zablokował rejon Zatoki Akaba (pomiędzy półwyspem Synaj a półwyspem Arabskim). Było to w sprzeczności z postanowieniami Konwencji Konstantynopolskiej z 1888 roku. Jednak Egipt usprawiedliwiał swoją decyzję stanem wojny z Izraelem. Z kolei Izrael oskarżał Egipt o złamanie warunków zawieszenia broni, ale nie podjął żadnych działań zmierzających do złamania blokady.

Wojna domowa w Palestynie rozpoczęła się 30 listopada 1947 roku, dzień po przyjęciu rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 181 w sprawie podziału Palestyny na dwa państwa: żydowskie i arabskie. Jej bezpośrednią kontynuacją była I wojna izraelsko-arabska, która rozpoczęła się po proklamacji niepodległości Izraela w dniu 14 maja 1948 roku. Wojna ta zakończyła się zwycięstwem Żydów, którym udało się przejąć kontrolę nad większością terytorium przyszłego państwa żydowskiego.

Do czasu I wojny światowej większość Bliskiego Wschodu znajdowała się pod panowaniem Imperium Osmańskiego. W 1917 roku Brytyjczycy pokonali wojska tureckie, zajmując całość terytorium Palestyny, Syrii i Libanu.

Źródło zdjęcia: Wikipedia.

Do końca wojny obszar ten pozostawał pod brytyjską administracją wojskową. Od samego początku Brytyjczycy starali się uzyskać międzynarodowy mandat na sprawowanie kontroli nad Palestyną. Osiągnęli to podczas konferencji w San Remo, kiedy to 25 kwietnia 1920 roku formalnie przyznano Wielkiej Brytanii mandat do Palestyny, a Francji do Syrii i Libanu. W konferencji tej wzięli udział przedstawiciele ruchu syjonistycznego i społeczności arabskiej w Palestynie.

Dla strony żydowskiej ważne były brytyjskie obietnice utworzenia w Palestynie „żydowskiej siedziby narodowej” zawarte w deklaracji Balfoura z 1917 roku. Już wtedy pojawił się początek przyszłego konfliktu izraelsko-arabskiego. Rosnące osadnictwo żydowskie w Palestynie budziło coraz większe niezadowolenie społeczności arabskiej. Z tego powodu doszło do pierwszych wystąpień arabskich – zniszczono żydowską osadę Tel Chaj. Natomiast społeczność żydowska, czując się zagrożona ze strony arabskich sąsiadów, rozpoczęła tworzenie własnej paramilitarnej organizacji samoobronnej – Hagany.

W sierpniu 1951 roku brytyjski minister spraw zagranicznych Anthony Eden udzielił Egiptowi pełnych praw do decydowania o Kanale Sueskim. Tym samym udzielił Egiptowi prawa do decydowania o przepuszczaniu lub blokowaniu izraelskich statków pragnących korzystać z kanału lub Cieśniny Tirańskiej. Problem, zignorowany początkowo przez Wielką Brytanię, został podjęty przez międzynarodową społeczność i 1 września 1951 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję nr 95, która nazwała zamknięcie Kanału Sueskiego „nadużyciem ograniczającym prawo” i wezwała Egipt do otwarcia kanału dla wszystkich statków i wszystkich towarów. W odpowiedzi Egipt anulował układ egipsko-brytyjski z 1936 roku, zmuszając wojska brytyjskie do opuszczenia w 1954 roku strefy Kanału Sueskiego.

I tu się zaczyna cyrk na kółkach, bo inaczej nie da się tego nazwać. W 1949 roku Egipt, po przegranej wojnie z Izraelem, zamknął kanał dla żeglugi izraelskiej i zablokował rejon Zatoki Akaba. A jakaż to była wtedy „żegluga izraelska” kraju, który dopiero co powstał i jeszcze się dobrze nie ogarnął na nowym miejscu. W sierpniu 1951 roku minister Eden udziela Egiptowi pełnych praw do decydowania o przepuszczaniu lub blokowaniu izraelskich statków. Jednym słowem, o wszystkim decyduje Egipt, pomimo że w strefie kanału Anglicy nadal mają swoje bazy wojskowe. We wrześniu 1951 roku Rada Bezpieczeństwa wzywa Egipt do otwarcia kanału, a Egipt w odpowiedzi zmusza wojska brytyjskie do opuszczenia w 1954 roku strefy kanału. W jaki sposób? Przegrał wojnę z Izraelem, ledwo co powstałym państwem, a tu tupnął nogą i Anglicy wzięli nogi za pas. Zupełnie tak jak u nas w 1956 roku. Gomułka też tupnął nogą i Rosjanie, z Chruszczowem na czele, odlecieli do Moskwy, pomimo że ich wojska już szły na Warszawę i też się tego tupnięcia tak przestraszyły, że aż zawróciły do baz w zachodniej Polsce. A w Budapeszcie nie przestraszyły się. – Kabaret.

W Egipcie postępowała stopniowa radykalizacja nastrojów społecznych i w 1952 roku oficerowie armii przeprowadzili zamach stanu, który zakończył rządy króla Faruka I, będącego brytyjską marionetką i wprowadzili pół-dyktaturę wojskową. Nowy rząd prowadził agresywną politykę antyizraelską, wspierając m.in. rajdy fedainów (samopoświęcający się dla islamu) na Izrael, na co izraelska armia odpowiadała rajdami niszczącymi arabskie obozy szkoleniowe w strefie Gazy (obszar graniczny Egiptu z Izraelem).

Rewolucja egipska (gdzie się nie obejrzysz, to tylko rewolucje!) 1952 roku, to rewolucja Wolnych Oficerów, przewrót wojskowy przeprowadzony w Kairze 23 lipca 1952 roku przez tajne ugrupowanie Wolnych Oficerów. To także rewolucja społeczna, jaka po nim nastąpiła.

Wolni Oficerowie – nielegalna, konspiracyjna organizacja wojskowa powstała w armii egipskiej w 1949 roku. Jej członkowie zorganizowali rewolucję egipską w 1952 roku i utworzyli po niej w kraju nową elitę władzy. Powstała ona z inicjatywy Gamala Abdela Nasera. W 1951 roku kierownictwo organizacji liczyło dziesięciu wojskowych w stopniu majora lub podpułkownika, urodzonych pomiędzy 1917 a 1922 rokiem, pochodzących, z nielicznymi wyjątkami, ze średnich warstw społecznych. Do 1952 roku grupa Wolnych Oficerów liczyła 327 członków na ogólną liczbę 5500 oficerów egipskich.

Tajna i nielegalna organizacja, a więc nie ma wątpliwości, że masońska, a skoro powstała z inicjatywy Nasera, to znaczy, że i on był masonem, a jego „nieznanymi przełożonymi” byli zapewne Żydzi.

Wolni Oficerowie nie sformułowali konkretnego programu politycznego. Program ogólny sformułowany w 1951 roku zakładał walkę z nierównościami i niesprawiedliwością społeczną, wymianę klasy panującej, zlikwidowanie zależności od Wielkiej Brytanii i podjęcie walki z imperializmem, likwidację feudalizmu, rozwój gospodarki przy ważnej roli inicjatywy prywatnej i równocześnie aktywnym udziale państwa. Członkowie organizacji sympatyzowali z różnymi środowiskami politycznymi. Niektórzy należeli do Stowarzyszenia Braci Muzułmanów. Spora grupa należała w przeszłości do partii Młody Egipt. Niektórzy mieli związek z Komunistycznym Demokratycznym Ruchem Wyzwolenia Narodowego. Ali Sabri (generał i polityk tureckiego pochodzenia) kontaktował się z ambasadą Stanów Zjednoczonych. W ten sposób o Wolnych Oficerach wiedziała amerykańska dyplomacja i wywiad, odnosząc się przychylnie do organizacji. W marcu 1952 roku wyższy urzędnik CIA Kermit Roosevelt rozmawiał w Kairze z niektórymi członkami organizacji, po czym w sporządzonej analizie uznał ich organizację za korzystną dla swojego kraju, alternatywną wobec rządów króla egipskiego Faruka, co oznaczało, że USA powinny zaakceptować przeprowadzenie przez nich wojskowego przewrotu.

Członkowie organizacji sympatyzowali z różnymi środowiskami politycznymi. To zupełnie tak samo, jak w Meksyku, gdzie przywódca powstania Miguel Hidalgo y Costilla spotykał się w swoim domu z wieloma osobami i to zarówno Indianami, Metysami, Kreolami i półwyspiarzami. Niektórzy należeli do partii Młody Egipt. W Turcji w XIX wieku istniała masońska organizacja Młoda Turcja. A wszystko i tak pod kontrolą tych, którzy w całym świecie dokonywali przewrotów politycznych w imię „szczytnego” celu, jakim było szerzenie demokracji.

Według wspomnień as-Sadata Wolni Oficerowie rozpoczęli przygotowania do obalenia monarchii w styczniu 1952 roku i planowali prowadzić je przez najbliższe trzy lata. Masowe demonstracje w Kairze w końcu miesiąca miały skłonić przewodniczącego organizacji Gamala Abdela Nasera do przesunięcia terminu na listopad 1952 roku. Natychmiastowe wystąpienie uniemożliwiały niedostateczne wpływy Wolnych Oficerów w kairskim garnizonie. Ostatecznie jednak Naser zdecydował o przeprowadzeniu przewrotu w nocy z 22 na 23 lipca, obawiając się, że organizacja zostanie wykryta i rozbita. Po zwycięskiej rewolucji Wolni Oficerowie utworzyli nowy rząd – Radę Rewolucyjnych Dowódców.

Wystąpienie wojskowych obaliło monarchię króla Faruka I, a władza przeszła w ręce Rady Rewolucyjnych Dowódców. Przeprowadzili oni reformę rolną, która zlikwidowała w Egipcie wielką własność ziemską, co doprowadziło do utraty politycznych wpływów przez dominującą dotąd z życiu publicznym warstwę ziemiańską i wprowadzili państwową kontrolę gospodarki, do 1956 roku dość ograniczoną. Egipska konstytucja została zawieszona, a partie polityczne zdelegalizowane. Szczególnym represjom poddano organizacje skrajnej lewicy i prawicy: egipskich komunistów oraz Braci Muzułmańskich. Do znacznych zmian doszło w egipskiej polityce zagranicznej. Dążąc do dominacji w świecie arabskim i rywalizując z Irakiem, Egipt pozostał w najgorszych stosunkach z Izraelem, przyjął orientację proradziecką i pomoc wojskową ZSRR. W rezultacie walki o władzę w obozie zwycięskich oficerów autorytarną władzę w kraju zdobył najbardziej popularny z przywódców wojskowych – Gamal Abdel Naser.

Marionetka brytyjska – król Faruk I, jak pisze Wikipedia, została zastąpiona amerykańską marionetką, czyli Naserem, a ten zwrócił się o pomoc wojskową do Związku Radzieckiego, który swoje istnienie zawdzięcza żydowskiemu kapitałowi z Ameryki. Nawet nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że to państwo jest nadal finansowane przez Amerykę.

Nasilający się konflikt izraelsko-arabski skomplikował budowę Wielkiej Tamy Asuańskiej w Egipcie. Koszt budowy był szacowany na 1,5 mld dolarów. Tama miała nawodnić pustynię oraz dostarczyć Egiptowi energii elektrycznej, umożliwiając tym samym rozwój przemysłu. Początkowo tama miała być współfinansowana przez Stany Zjednoczone, Francję i Wielką Brytanię, ale po uznaniu przez Egipt Chińskiej Republiki Ludowej rząd amerykański i jego sojusznicy wycofali się ze swoich obietnic. Reakcją Nasera było nawiązanie stosunków ze Związkiem Radzieckim, który zaproponował pokrycie około jednej trzeciej kosztów budowy tamy. ZSRR zaoferował także pomoc radzieckich inżynierów, sprzęt budowlany oraz pomoc wojskową. W konsekwencji we wrześniu 1955 roku Egipt zawarł z Czechosłowacją umowę na dostawy sprzętu wojskowego. W wyniku tego porozumienia w ciągu roku (do października 1956) do Egiptu dostarczono 230 czołgów, 300 transporterów opancerzonych, 500 dział i moździerzy, 170 samolotów bojowych oraz kilkanaście okrętów. Dodatkowo do Egiptu docierał sprzęt wojskowy zakupiony przez Syrię we Włoszech i Czechosłowacji.

A więc planowano wojnę, ale jak tu walczyć, gdy nie ma czym? Stąd te pośpieszne zamówienia. Rozumiem, że można szybko nauczyć obsługi czołgów, transporterów opancerzonych, dział i moździerzy, ale z okrętami, a tym bardziej z samolotami, to tak szybko się nie da.

W ten sposób Egipt bardzo szybko zdobył przewagę wojskową nad Izraelem. Wywołało to wzrost pewności u Egipcjan i w rezultacie 2 marca 1956 roku prezydent Naser zażądał od Izraela przywrócenia granic określonych w rezolucji nr 181 z 1947 roku.

Na przełomie czerwca i lipca 1956 roku ostatnie brytyjskie oddziały wojskowe opuściły strefę kanału, a następnie ewakuowały się z Egiptu. 26 lipca 1956 roku prezydent Naser ogłosił nacjonalizację Kanału Sueskiego. W „Suez Canal Company” 44% akcji posiadały brytyjskie firmy i banki. W momencie nacjonalizacji całość przeszła na własność skarbu Egiptu. Naser spodziewał się, że wysokie opłaty za korzystanie z kanału pomogą Egiptowi zebrać fundusze na budowę Wielkiej Tamy Asuańskiej. W praktyce jednak opłaty te całkowicie zablokowały ruch przez kanał.

1 sierpnia 1956 roku odbyło się w Londynie pierwsze spotkanie przedstawicieli Stanów Zjednoczonych (ambasador Robert Daniel Murphy), Wielkiej Brytanii (sekretarz spraw zagranicznych Selwyn Lloyd) i Francji (minister spraw zagranicznych Christian Pineau). Wkrótce po tym spotkaniu zostało zawarte porozumienie brytyjsko-francuskie w sprawie interwencji zbrojnej w Egipcie. Dokument porozumienia podpisali brytyjski premier Anthony Eden i francuski premier Guy Mollet. Siedzibę wspólnego sztabu umiejscowiono w Londynie, a dowódcami zostali generał Stockwell i admirał Barjot. Inwazję na Egipt planowano przeprowadzić we współpracy z Izraelem. Czas realizacji planu przewidywano na 1956 rok.

Co tam robił przedstawiciel Stanów Zjednoczonych? Chyba nakreślił plan operacji i wydał rozkazy.

Na przełomie sierpnia i września sztabowcy wojskowi Izraela, Francji i Wielkiej Brytanii zaczęli opracowywać plany wspólnej operacji. Natomiast politycy zajęli się przygotowaniem właściwego usprawiedliwienia dla rozpoczęcia wojny. Na arenie międzynarodowej polityki oświadczono, że do agresji doszło na mocy zawartej 19 października 1954 roku umowy brytyjsko-egipskiej, która regulowała tryb i zasady wycofania wojsk brytyjskich z Egiptu. Umowa zakładała, że Brytyjczycy mają prawo obsadzać swoimi wojskami strefę Kanału Sueskiego w przypadku zagrożenia wolności żeglugi na tym szlaku wodnym. A tym zagrożeniem dla wolności żeglugi miała być nowa wojna izraelsko-arabska.

Mamy tu do czynienia ze sztucznym kreowaniem konfliktu. Już zmieniliśmy rząd w Egipcie na taki, który nie będzie brytyjską marionetką, bo wtedy „cały misterny plan w p…”, tylko na rewolucyjny, młodych niepokornych oficerów, antyizraelski oczywiście, który będzie parł do konfrontacji.

W dniach 22-24 października 1956 roku w miejscowości Sevres pod Paryżem odbyła się tajna narada przedstawicieli rządu Izraela (premier Dawid Ben Gurion, dyrektor departamentu w ministerstwie obrony Szimon Peres, szef sztabu Mosze Dajan), Francji (minister obrony Maurice Bourges-Maunoury, minister spraw zagranicznych Christian Pineau, szef sztabu Maurice Challe) i Wielkiej Brytanii (sekretarz spraw zagranicznych Selwyn Lloyd i jego asystent Patrick Dean).Podpisano tzw. protokół z Sevres, w którym zaplanowano, że Izrael dokona inwazji na półwysep Synaj, zaś Francja i Wielka Brytania wystąpią jako „rozjemcy” i wkroczą do Egiptu, aby „rozdzielić walczące strony”, przejmując przy okazji kontrolę nad Kanałem Sueskim.

Źródło: http://www.swiat-obrazow.pl.

29 października 1956 roku o godzinie 17:00 Izrael rozpoczął operację „Kadesz”. Jej nazwa pochodziła od nazwy starożytnego miasta Kadesz na półwyspie Synaj, wspomnianego w Księdze Powtórzonego Prawa (piąta księga Tory, czyli Pięcioksięgu Mojżeszowego). Osiągnięcie sukcesu zależało od zrealizowania głównych celów:

  • zdobycie Strefy Gazy i usunięcie z jej terenu baz fedainów
  • zdobycie Al-Arisz i Abu Ageili na półwyspie Synaj, dwóch głównych baz egipskich sił zbrojnych
  • zdobycie Szarm el-Szejk, który był bazą sił blokujących Cieśninę Tirańską, będącą wyjściem na Morze Czerwone

Osiągnięcie tych celów rozgromiło by egipską armię, zmuszając ją do wycofania się z Synaju i umożliwiło by lądowanie brytyjskich i francuskich wojsk w strefie Kanału Sueskiego.

29 października Izrael zaatakował Egipt, który 30 października wezwał swoich arabskich sojuszników – Syrię i Jordanię – do uderzenia na Izrael z drugiej strony. 30 października Francja i Wielka Brytania wystosowały 24-godzinne ultimatum, w którym zażądały od Izraela i Egiptu wstrzymania walk i wycofania wszystkich wojsk na odległość 10 mil od brzegów Kanału Sueskiego, pod pretekstem bezpieczeństwa żeglugi. Jednak izraelskie wojska nie doszły jeszcze na taką odległość od kanału, a przyjęcie ultimatum przez Egipt oznaczało by konieczność wycofania się znad kanału i z Synaju. Egipt odrzucił ultimatum, natomiast Izrael wyraził gotowość jego przyjęcia.

31 października dowództwo izraelskiej armii, nie dostrzegając żadnych ruchów wojsk syryjskich i jordańskich, rozpoczęło generalne natarcie na Synaju przy użyciu całości sił uderzeniowych.

31 października, po wystosowaniu ultimatum, Francja i Wielka Brytania przegrupowały swoje morskie siły uderzeniowe na odległość 50 mil morskich od wybrzeży Egiptu. Przed północą 31 października brytyjskie bombowce z Malty i Cypru zaatakowały cele w Egipcie, a nad ranem 1 listopada brytyjskie i francuskie samoloty startujące z pokładów lotniskowców rozpoczęły bombardowanie egipskich obiektów wojskowych. W ciągu dwóch dni zniszczono 255 egipskich samolotów. W reakcji na bombardowania prezydent Naser zarządził ewakuacje wojsk egipskich z Synaju i ich koncentrację w rejonie Aleksandrii i Port Saidu.

Skoro w ciągu dwóch dni zniszczono 255 egipskich samolotów, to znaczy, że one stały gdzieś na lotniskach, bo pewnie Egipt nie miał pilotów, którzy mogliby je obsługiwać.

2 listopada izraelskie oddziały dotarły w pobliże kanału, zatrzymując się w odległości 10 km od jego wschodniego brzegu. Dalej jednak Izraelczycy prowadzili działania wojenne na południu półwyspu Synaj, kończąc je 5 listopada zdobyciem miasta Szarm el-Szejk i odblokowaniem Cieśniny Tirańskiej.

Dlaczego oddziały izraelskie zatrzymały się 10 km od kanału? Nie chciały go zająć? Zapewne takie były ustalenia, że nie miały go zająć.

Stany Zjednoczone nie były zainteresowane dalszym trwaniem konfliktu i ewentualnym przejęciem kontroli nad kanałem, gdyż mogło by to grozić eskalacją konfliktu na cały region. Ponadto administracja prezydenta Dwighta D. Eisenhowera została zaskoczona powstaniem węgierskim i radziecką interwencją zbrojną na Węgrzech. Eisenhower obawiał się, że Naser może oficjalnie zwrócić się do Związku Radzieckiego z prośbą o pomoc wojskową. Mogło by to doprowadzić do dalszego wzrostu napięcia z Blokiem Wschodnim i spowodować konflikt pomiędzy Zachodem i ZSRR i ostatecznie przekształcić zimną wojnę w prawdziwy konflikt zbrojny na skalę globalną. Dlatego Eisenhower wezwał Radę Bezpieczeństwa ONZ do wymuszenia zawieszenia broni w Egipcie. Jednak Wielka Brytania i Francja, jako stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ zawetowali projekt rezolucji.

Wówczas Stany Zjednoczone zaapelowały do Zgromadzenia Ogólnego ONZ, proponując przyjęcie rezolucji wzywającej do zawieszenia broni, wycofania wojsk i otwarcia Kanału Sueskiego dla powszechnej żeglugi. Zgromadzenie Ogólne zwołało nadzwyczajne posiedzenie i 2 listopada 1956 roku przyjęło rezolucję. W tej nowej sytuacji Izrael, na prośbę Francji i Wielkiej Brytanii, poprosił Zgromadzenie Ogólne o sprecyzowanie treści rezolucji. Było to „granie na czas”, z którego korzystały europejskie mocarstwa przygotowujące swoje siły inwazyjne do lądowania w Egipcie.

5 listopada wieczorem brytyjscy spadochroniarze zajęli lotnisko El Gamil i opanowali teren egipskiej bazy wojskowej. Zaczęły tu lądować kolejne samoloty transportowe z oddziałami desantowymi. 6 listopada brytyjska piechota morska wylądowała na plażach Port Saidu w pobliżu kanału. Po południu francuscy komandosi zajęli mosty w Al-Raswa i opanowali Port Fuad. W ten sposób prawie 30 tys. brytyjskich i francuskich żołnierzy opanowało 20 km strefę kanału. Chaotyczne i niezbyt dobrze zorganizowane walki trwały jeszcze do 7 listopada. Zdesperowany Naser nakazał wówczas zatopienie w kanale 47 lub 49 statków, blokując na nim żeglugę do 1957 roku.

Prezydent Eisenhower zagroził Wielkiej Brytanii, że sprzeda amerykańskie rezerwy funta szterlinga i tym samym spowoduje załamanie się brytyjskiej waluty. Dodatkowo Arabia Saudyjska ogłosiła embargo na dostawy ropy naftowej do Wielkiej Brytanii i Francji, a Stany Zjednoczone odmówiły uzupełnienia braków w dostawach paliwa do czasu szybkiego wycofania wojsk brytyjskich i francuskich z Egiptu.

W wyniku tych nacisków 6 listopada 1956 roku zostały wstrzymane wszystkie działania wojenne w Egipcie. Następnie 6 grudnia Izrael przesunął swoje oddziały na odległość 30 km od kanału, a 22 grudnia Wielka Brytania i Francja wycofały swoje oddziały z Egiptu. 7 marca 1957 roku Izrael zakończył wycofywanie swoich wojsk z półwyspu Synaj i Strefy Gazy.

W sensie materialnym wojna przyniosła większe straty Egiptowi. Ostatecznie jednak jej wybuch był korzystny dla Egiptu. Próba przejęcia kanału zakończyła się przegraną koalicji i ponowną jego nacjonalizacją przez rząd Egiptu. Armia izraelska odnotowała 197 zabitych, Brytyjczycy – 56, Francja – 10, Egipt – 650.

Efekty polityczne konfliktu okazały się dla Francji i Wielkiej Brytanii wysoce negatywne. Zadecydowała o tym postawa Stanów Zjednoczonych, dla których konflikt ten był bardzo niewygodny. Groźba kryzysu gospodarczego spowodowała upadek rządu brytyjskiego premiera Anthony Edena. Nowy rząd Harolda MacMillana wycofał wojsko z Egiptu. Podobnie zadecydowali Francuzi. Konflikt wykazał, że Wielka Brytania nie może już praktycznie prowadzić całkowicie samodzielnej polityki zagranicznej, gdyż w każdym poważnym konflikcie międzynarodowym decydującą rolę ogrywają relacje pomiędzy „supermocarstwami”, tj. Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim.

Francja odebrała zachowanie Stanów Zjednoczonych w konflikcie jako rodzaj „zdrady”, która uświadomiła jej, że nie można opierać swojej polityki na zbyt ścisłym aliansie z tym krajem, gdyż interesy obu państw są często sprzeczne. Konstatacja ta na długo określiła politykę zagraniczną Francji.

Naser, pomimo militarnej klęski w tym konflikcie, stał się rodzajem arabskiego bohatera. Wokół niego zaczął się krystalizować ruch panarabski, postulujący wyzwolenie wszystkich krajów arabskich spod kontroli Zachodu. Spadek znaczenia międzynarodowego Francji i Wielkiej Brytanii na skutek konfliktu przyspieszył proces dekolonizacji na całym świecie. Egipt ponownie przejął kontrolę nad kanałem, a Izrael zgodnie z rezolucją ONZ opuścił na wiosnę 1957 roku Synaj i Strefę Gazy, które przeszły pod tymczasową kontrolę międzynarodowych sił pokojowych UNEF. Sumaryczny efekt konfliktu był jednak dla tego państwa, w ogólnym bilansie, pozytywny.

Kryzys sueski doprowadził do tego, że rozgrywającymi na Bliskim Wschodzie stały się Stany Zjednoczone i Związek Radziecki. Jedni popierali Izrael, drudzy – Arabów. Wobec pewnej równowagi sił rozpoczęła się era czegoś, co można by nazwać „never ending story”. I tak to trwa do dziś. Po co jednak te sztucznie kreowane konflikty i wojny? Po to, by skłonić Żydów z całego świata do osiedlania się w nowym żydowskim państwie, przekonania ich, że państwo to jest niezbędne do zrealizowania mesjanistycznych celów Żydów. Tak ja to rozumiem i nie znajduję lepszego wytłumaczenia dla tego, co tam się dzieje. Być może dla Żydów ten etap kończy się powoli i zanim zniszczą ten świat i siebie w dążeniu do realizacji tych celów, to może jeszcze zechcą, likwidując państwo Izrael, odtworzyć ten swój raj na ziemi, jakim była dla nich I RP, co dla nas oznacza koniec III RP i państwa polskiego. I RP, przynajmniej przez pewien okres, była centrum światowego żydostwa, które przeniosło się do niej z Hiszpanii. I może stąd ten sentyment.

To, co się obecnie dzieje, to końcowe odliczanie. To elektroniczne kreowanie pieniądza bez ograniczeń i w mniejszym stopniu podobne jego drukowanie, oznacza, że proces zadłużania wszystkiego i wszystkich zmierza ku końcowi. Tak dokonuje się przejmowanie na własność wszystkiego: państw i wszelkiej jego własności, gmin, firm i własności osób fizycznych, będących dłużnikami. Jeszcze do niedawna brakowało pieniędzy na służbę zdrowia. A teraz na „walkę z pandemią” nie brakuje. Cud, cud! Jeśli ktoś wierzy w to, że to z jego podatków, to musi być bardzo naiwny. Zresztą, większość tych firm, w których ludzie pracują i płacą podatki, też jest zadłużona.

Don’t cry for me Poland

No i stało się! W drugi dzień świąt gruchnęła wiadomość, że Paulo Sousa, trener polskiej reprezentacji, olał nas. Nie pierwszy to raz w naszej historii, że ktoś nas olewa i traktuje jak zaścianek. Był taki, co się nazywał Henryk Walezy i uciekł do Francji, bo tam czekała na niego lepsza posadka. Czy zatem powinniśmy być zaskoczeni? A może to zaścianek dlatego, że można tu robić przekręty, które gdzie indziej nie przeszłyby? W każdym razie Sousa może nam zaśpiewać, jak w tytule, a my nie powinniśmy płakać po nim. A tak na marginesie, to może wątek Evity Peron warty byłby rozwinięcia?

Kiedy tak słuchałem i czytałem o tym zdarzeniu, to przypomniała mi się piosenka Astrud Gilberto Non-Stop to Brazil, bo Sousa ucieka do Brazylii. Leciało to tak: “Silver Jet, Take me, I’m all set… Fly me, Where the air of Rio sings… Love waits at the end of the sky, So fly me to Brazil”. Może więc Sousa siedzi już w tym Silver Jet i szepcze mu cicho do ucha – fly me to Brazil. Pierwszy raz usłyszałem ten utwór w 1981 roku, wpadł mi w ucho i zapamiętałem. A to jeden z jej tych mniej znanych. Tak więc chodzi on teraz za mną, bo afera dopiero się rozwija. Jak to szło? „Panie Ferdku, afera jest!”

Piłka nożna jest najpopularniejszym sportem i dlatego każdy kraj stara się, by jego reprezentacja odnosiła jak największe sukcesy, bo dla wielu państw jest to jedyny sposób, by o nich ktoś usłyszał. Wszyscy się interesują piłką nożną: bogaci i biedni. To uniwersalny język, który dociera do wszystkich. Kiedy pisałem blog „Peru”, to obejrzałem sobie parę filmików na YouTube. Wrzucał je tam pewien Niemiec, który podróżował po Ameryce Południowej. W Peru zapuszczał się w niebezpieczne dzielnice Limy i innych miast. Mieszkańcy go ostrzegali, ale on zabezpieczył się. Chodził w koszulce reprezentacji Peru. To bardzo charakterystyczna koszulka. Pamiętam ją z meczu Polska-Peru z 1978 roku z mistrzostw świata w Argentynie. Jest biała z ukośnym czerwonym pasem, biegnącym od lewego ramienia do prawego biodra. Nawiązuje do barw narodowych: dwa boczne, pionowe, czerwone pasy i biały, pomiędzy nimi, z godłem.

A więc afera jest! Wszyscy z tego piłkarskiego światka są oburzeni postawą Sousy i wszyscy wściekle go atakują. Podejrzewam, że cały ten klangor jest po to, by ukryć prawdziwego sprawcę tej kompromitacji. Bo jest to kompromitacja, a może nie kompromitacja, tylko tak miało być. Trener nijaki, znikąd, bez sukcesów, dostaje reprezentację, która awansowała już do finałów mistrzostw Europy. Wszystkim z tego piłkarskiego, zgniłego światka wydawało się, że to dla Sousy i jego współpracowników wielki zaszczyt i wyróżnienie, a tu się okazało, że on miał ich wszystkich w „głębokim poważaniu”. I zapewne stąd ta wściekłość. A może i ona jest udawana? Może oni wszyscy dobrze wiedzą, co tu jest grane, tylko każdy odgrywa swoją rolę.

A kto jest sprawcą tej kompromitacji? Ten kto zatrudnił Sousę i podpisał z nim kontrakt w takiej formie, w jakiej to zrobił. To były prezes PZPN-u Zbigniew Boniek. Nie wiemy, jak została sporządzona umowa z Sousą, więc trudno z tym dyskutować.

Jeden z najbardziej znanych dziennikarzy sportowych, Mateusz Borek, tak pojechał po Sousie, że wyzwał go od kupców, którzy tylko liczą pieniądze i jeszcze powiedział, że wszyscy Portugalczycy to kupcy, którzy panoszą się po całej Europie i są agentami trenerów i piłkarzy na tym najwyższym, niższym i najniższym poziomie. Nie wiem, czy on nie wie, czy boi się powiedzieć, że ci wszyscy Portugalczycy, ci kupcy, to portugalscy Żydzi. To zbyt lukratywny interes, by dopuścić tam gojów. Wszędzie, gdzie są duże pieniądze, tam siedzą Żydzi. Nie przypadkiem przecież Krzysztof Piątek, po strzeleniu bramki Izraelowi na Stadionie Narodowym, nie wykonał swojej cieszynki, polegającej na skrzyżowaniu przedramion na wzór skrzyżowanych pistoletów. Taki był rozkaz, a może tylko sugestia. On wie, kto rządzi transferami piłkarzy. Zresztą, agentem Lewandowskiego też jest Żyd. Natomiast Tomasz Frankowski, były piłkarz Jagiellonii Białystok, przyznał kiedyś w jednym z wywiadów, że pieniądze inwestuje w nieruchomości i doradza mu w tym jakiś białostoker. Białostoker to Żyd urodzony w Białymstoku i mieszkający w Ameryce lub taki, którego rodzina pochodziła z Białegostoku. Frankowski poznał go, gdy grał w klubie Chicago Fire w 2008 roku.

Tak więc wszyscy oskarżają Sousę, a powinni Bońka, ale go nie ruszą, bo boją sie, że stracą swoje ciepłe posadki. To wyjątkowa gnida. W 1978 roku w czasie meczu z Argentyną, w momencie, gdy Deyna strzelał karnego, ta kanalia podśmiewała się z niego, mrucząc pod nosem tak, by on słyszał: strzeli, nie strzeli, strzeli, nie strzeli. Nie strzelił. Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że Boniek tym kontraktem z Sousą załatwiał jakieś swoje interesy kosztem PZPN-u i polskiej reprezentacji. W końcu związał się z rejonem śródziemnomorskim i środowiskami piłkarskimi z tych państw, zna tam mnóstwo ludzi. Może nawet Sousa coś mu odpalał za przysługę. Prawdy nie dowiemy się, ale śmierdzi to jakimś wielkim przekrętem, bo Sousa, ze względu na brak osiągnięć w trenowaniu klubów i całkowity brak doświadczenia w byciu selekcjonerem, czyli trenerem reprezentacji – nie powinien był być zatrudniony na tym stanowisku.

To wszystko, co powyżej, to tylko wstęp. Ucieczka Sousy do Brazylii jest dobrą okazją, by przybliżyć początki piłki nożnej w Ameryce Południowej. Ucieka do klubu Flamengo.

W Wikipedii można przeczytać, że CR Flamengo to Clube de Regatas do Flamengo, brazylijski klub piłkarski z Rio de Janeiro. Flamengo jest najbardziej popularnym klubem piłkarskim nie tylko w Brazylii, ale także w całej Ameryce Południowej. Liczbę fanów drużyny szacuje się na ok. 40 mln.

Flamengo zostało założone w 15 listopada 1895 jako klub wioślarski. Sekcja piłkarska powstała w 1911 roku po tym, jak kilku niezadowolonych piłkarzy Fluminense FC odeszło ze swojego poprzedniego klubu. Największe sukcesy klub święcił na przełomie lat 70-tych i 80-tych.

Słownik internetowy portugalsko-polski tłumaczy słowo „flamengo” jako flamandzki. Czy to oznacza, że jego założycielami byli jacyś Flamandowie?

Historia piłki nożnej w Ameryce Południowej zaczyna się od Argentyny, Urugwaju i Brazylii. Opisuje to Stefan Szczepłek w swojej książce z 2007 roku Moja historia futbolu. Pisze on:

»Brytyjscy misjonarze

Wszystko to działo się w czasach, w których parowce pasażerskie pływały już po morzach i oceanach stadami, eksportując z Wielkiej Brytanii na cały świat ludzi i myśli. Marynarze, studenci, robotnicy, misjonarze, inżynierowie, wyjeżdżający z Wysp do pracy lub do szkół, zabierali w podróż piłkę. Pierwsze kluby w wielu krajach założyli przybysze z Wielkiej Brytanii. Wiele z nich ma z tego powodu do dziś angielskie nazwy.

Futbol w Argentynie jest niewiele młodszy od brytyjskiego, może dlatego, że w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku Buenos Aires i okolice zamieszkiwało około 40 tysięcy Brytyjczyków. Pierwszy klub – Buenos Aires FC – Anglicy założyli już w maju 1865 roku. Liga amatorska rozpoczęła rozgrywki zaledwie trzy lata po angielskiej – w roku 1891, jest więc poza Wyspami Brytyjskimi najstarsza na świecie. Jej twórcą był także Szkot Alexander Watson Hutton. McGregor (twórca ligi angielskiej – przyp. W.L.) pochodził z Glasgow, a Hutton przybył do Argentyny z Edynburga. Był dyrektorem i profesorem angielskiej szkoły, nic więc dziwnego, że z pięciu klubów, które przystąpiły do pierwszych rozgrywek ligowych, cztery założyli Brytyjczycy i głównie oni w nich grali. Zwyciężył Saint Andrews, przed Old Caledonians i Rosario Railway. W następnych sześciu latach dominował Lomas Athletic, aż wreszcie przyszła pora na zespół Alumni. W pierwszej dekadzie XX wieku to był najlepszy klub w Argentynie i podobno jeden z najlepszych na świecie, co jednak, wobec braku rywalizacji, trudno sprawdzić. W ciągu 12 lat Alumni dziewięciokrotnie zdobywali mistrzostwo i siedem razy Puchar Argentyny. Zawodnicy tego klubu, studenci lub absolwenci English High School, uchodzili za wzory dżentelmeńskiej postawy na boisku, co sprawiało, że porównywano ich do słynnych angielskich Corinthians.

Kluby o nazwach znanych dziś w całym świecie powstały w odstępie kilku lat. Najstarszy – Quilmes, założony przez brytyjskich pracowników kolei w 1887, Rosario Central – w 1889, River Plate – 1901, Racing Club – 1903, Estudiantes La Plata, Independiente i Boca Juniors – 1905, Huracan – 1908.

Tylko Independiente ma argentyńskie korzenie. River Plate założyli Anglicy, Racing – Francuzi, nadając nazwę na cześć słynnego klubu paryskiego (przyjęli też jego błękitne barwy). Boca Juniors zawdzięcza swoje powstanie Irlandczykowi, mieszkającemu wśród emigrantów z Włoch. Nie mogli dojść do porozumienia jakie barwy nadać klubowi, ustalili więc, że przyjmą kolory kraju, którego statek pierwszy wpłynie do portu. Doczekali się na parowiec pod banderą szwedzką i dlatego ukochany klub Diego Maradony nosi barwy niebiesko-żółte.

Herbaciany baron funduje puchar

Odpowiednikiem Huttona w Urugwaju był William Leslie Poole, profesor uniwersytetu w Montevideo, który już w 1891 roku powołał do życia Albion Cricket Club (z sekcją piłkarską) złożony z robotników, pracujących przy budowie linii kolejowych. Piłkarskie życie małego Urugwaju do dziś ogranicza się do stolicy – Montevideo. Od historii meczów derbowych dwóch najlepszych klubów – Penarolu (zał. 1891, oczywiście przez angielskich robotników kolejowych, jako Central Uruguay Railway Cricket Club) i National (1899, rdzennie urugwajski), starsza jest tylko ta z Glasgow – między Celtikiem a Rangersami.

Federacja piłkarska w Argentynie powstała w roku 1893, a w Urugwaju siedem lat później. 16 maja 1901 roku doszło w Montevideo do spotkania Urugwaj-Argentyna (2:3), pierwszego meczu międzypaństwowego, jaki rozegrano poza Wyspami Brytyjskimi. Wkrótce te mecze stały się tradycją, rozgrywano je o puchar ufundowany przez „barona herbacianego”, Sir Thomasa Liptona. Także ministerstwa edukacji obydwu krajów dbały, by mecze piłkarskie stały się okazją do utrzymywania przyjaźni pomiędzy dwoma krajami, oddzielonymi jedynie La Platą.

Rozrywka wyższych sfer

W Brazylii również twórcą futbolu był Anglik Charles Miller, pracownik angielskiego przedsiębiorstwa budującego linie kolejowe wokół Sao Paulo, po latach także londyńskiego banku i towarzystwa ubezpieczeniowego. Za datę narodzin piłki nożnej w kraju, który od lat jest jej symbolem, uważa się rok 1894. Wtedy to Miller, urodzony w Sao Paulo, ale wysłany przez rodziców na kilka lat do szkoły w Anglii, w drodze powrotnej przywiózł do Sao Paulo dwie piłki. Miller był najlepszym strzelcem drużyny Sao Paulo Athletic Club, którą doprowadził do mistrzostwa kraju. Rozgrywki, rozpoczęte w roku 1901, nosiły nazwę Campeonato Paulista de Futebol. Brały w nich udział przede wszystkim drużyny złożone z Brytyjczyków. Takie same rozgrywki, o mistrzostwo stanu Rio de Janeiro – Liga Metropolitana, rozpoczęły się w roku 1905. Pierwszym mistrzem został klub Fluminense z Rio de Janeiro, założony przez Anglika Oscara Coxa dla arystokratów.

Futbol w Brazylii w okresie pionierskim stanowił rozrywkę ludzi bogatych, ale nawet status robotników z Europy był wyższy niż kolorowych tubylców, którzy grali w piłkę między sobą. Kiedy w roku 1901 doszło do pierwszego spotkania czegoś w rodzaju reprezentacji Sao Paulo i Rio de Janeiro, drużyna Sao Paulo pojechała pociągiem sypialnym, na miejscu rozegrała dwa mecze, po których bawiła się w restauracji, wspólnie z przeciwnikami. Piłkarze mogli sobie na to pozwolić, bo byli dobrze sytuowani. Mecze stawały się okazją do towarzyskich spotkań, na które elitarni kibice – biznesmeni pomnażający swoje dochody na plantacjach kawy, trzciny cukrowej, w bankach czy elektrowniach – wkładali smokingi lub garnitury, a ich partnerki najlepsze suknie.

Kluby były często kilkusekcyjne, a uprawiano w nich sporty popularne w Anglii – krykiet, wioślarstwo, jeździectwo, szermierkę. To dlatego w nazwach klubów, kojarzących się dziś wyłącznie z futbolem, pozostały nazwy innych sportów. Flamengo Rio de Janeiro to Clube de Regatas do Flamengo, Botafogo Rio to Botafogo de Futebol e Regatas, a przy nazwie klubu Vasco da Gama nie ma słowa o futbolu – Clube de Regatas Vasco da Gama. Znany klub piłkarski w argentyńskiej La Plata nosi nazwę Gimnasia y Esgrima (gimnastyka i szermierka). Nawet w Mediolanie słychać echo angielskich ojców klubu. AC Milan założony w roku 1899, najpierw przez 20 lat nosił nazwę Milan Foot-Ball and Cricket Club.

Corinthians – drużyna dżentelmenów

Wpływ na powstawanie i rozwój południowo-amerykańskich klubów mieli nie tylko pracujący tam Brytyjczycy. Przyczyniły się do tego także wizyty brytyjskich klubów. W 1910 roku do Brazylii przyjechali Koryntczycy.

Corinthian Football Club (C.F.C) uważany był na przełomie XIX i XX wieku za najlepszy klub amatorski na świecie. Jan Weyssenhoff, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i wileńskiego, doktor fizyki, współpracownik Alberta Einsteina podczas pracy w Zurychu, autor wydanej w roku 1926 przez Ossolineum pracy „Sztuka gry w piłkę nożną”, tak pisze o Corinthians:

„Nie jest nawet klubem podobnym do innych, a pewnym rodzajem reprezentatywki amatorskiej angielskiej, czemś w rodzaju akademji futbalowej, gdyż do C.F.C. nie można zapisać się jak do zwykłego klubu, ale trzeba być wybranym na Koryntczyka. Liczba Koryntczyków jest statutowo ograniczona do 50. Po zostaniu Koryntczykiem nie przestaje się być członkiem swojego dawnego klubu. Corinthian FC nie posiadał doniedawna własnego boiska, co było nawet zastrzeżone w statucie, a członkowie jego zjeżdżali się tylko od czasu do czasu na rozegranie meczów w Anglii lub na odbycie tournée po Ameryce, Afryce, Australii lub Europie. W końcu XIX wieku i w pierwszych latach XX wieku Corinthian posiadał bezsprzecznie najlepszą drużynę na świecie (w linji napadu dotychczas podobno nie zrównaną) i odnosił takie zwycięstwa, jak np. 10:3 nad Bury lub 11:3 nad Manchesterem United, najlepszemi drużynami zawodowemi Anglji… Członkowie Corinthians uchodzą od dawna za wzór prawdziwych sportsmenów-amatorów. Najsławniejszym z nich i najlepszym futbalistą wszystkich czasów był Gilbert Oswald Smith (Oxford University, Old Carthusians). Skończył uniwersytet w Oxfordzie, był 21 razy reprezentantem napadu Anglji”.

Tyle Weyssenhoff, który pisał te słowa w roku 1925 lub 1926. Corinthians robił takie wrażenie, że Real Madryt (założony w roku 1902) przyjął barwy na jego cześć – białe koszulki symbolizujące czystość i granatowe spodenki. W roku 1910 Corinthians wyjechał na tournée po Ameryce Południowej. Jego gra w Sao Paulo tak się podobała, że pięciu Brazylijczyków – malarz pokojowy i czterej niewykwalifikowani robotnicy – założyli klub o nazwie Corinthians. Już cztery lata później zdobyli mistrzostwo stanu. W roku 2000 w Rio de Janeiro odbywały się pierwsze klubowe mistrzostwa świata. W finale spotkały się dwie drużyny brazylijskie, Corinthians wygrał po rzutach karnych z Vasco da Gama, kończąc w ten efektowny sposób brazylijską historię piłki w XX wieku.«

Jest jeszcze jedna rzecz wiążąca się z brazylijską piłką nożną, o której wspomina Szczepłek, a o której, jak sądzę, warto wiedzieć:

»Pozostało też po nim coś, co znane jest jako „gest Garrinchy”. Kiedy zawodnik drużyny przeciwnej leży kontuzjowany, trzeba wybić piłkę na aut. Wie o tym cały świat. Garrincha zrobił to pierwszy, na stadionie Maracana w Rio, podczas meczu Botafogo – Fluminense, w marcu 1960 roku.«

Garrincha to taka sama legenda brazylijskiej piłki nożnej jak Pele, tylko mniej znana. Po przebytej chorobie Heinego-Medina, czyli polio, miał jedną nogę krótszą o parę centymetrów, co nie przeszkadzało mu, by swoimi zwodami ośmieszać przeciwników. Po prawdzie, to miał jeden zwód, który wszyscy znali, a i tak się nabierali. Pele i Garrincha nigdy nie latali na mecze tym samym samolotem. Brazylijczycy uznali, że gdyby doszło do katastrofy lotniczej, to Brazylia nie przeżyłaby tego. Gdy grali razem, Brazylia nigdy nie przegrała.

W cytowanej książce Szczepłek zamieścił zdjęcie z mistrzostw świata w Szwecji w 1958 roku. Na ławce rezerwowej siedzi Pele, a obok niego Garrincha. Widać na tym zdjęciu wyraźnie jego prawy dziurawy but, z którego wystaje duży palec. Czasy się zmieniły. Czy można sobie wyobrazić Neymara w dziurawym bucie?

Jak widać początki piłki nożnej były zupełnie inne od tego, co się z nią obecnie wyprawia. To najpopularniejszy na świecie sport i według mnie najtrudniejszy, bo gra w nim najwięcej zawodników. Owszem, w rugby może grać 15-tu, ale tam można trzymać piłkę w rękach, podobnie w futbolu amerykańskim, w którym gra 11 zawodników. W piłce nożnej można grać nogą i głową i jest jeszcze „instytucja” spalonego, który dodatkowo utrudnia grę i wymaga bardzo precyzyjnej współpracy obrońców, a jego jednoznaczne stwierdzenie, w wielu sytuacjach, jest bardzo trudne, pomimo wykorzystywania zaawansowanej technologii. To cały urok piłki nożnej, ale też jest i druga strona medalu. Popularność przyciąga wielki kapitał, a wraz z nim pojawiają się wielkie afery i przekręty, których obecnie doświadczamy. Tak jest nie tylko w Polsce. Może więc nie jesteśmy zaściankiem? Może jesteśmy w Europie? Parafrazując więc słynną sentencję Romana Dmowskiego, Zbigniew Boniek mógłby powiedzieć: Jestem Europejczykiem – więc mam obowiązki europejskie.