Flaga na urzędzie

Jakieś dwa tygodnie temu było głośno o akcji europosła Grzegorza Brauna, który zdjął ukraińską flagę z Urzędu Miasta w Białej Podlaskiej. Jako że w pierwszym tygodniu maja miałem okazję przebywać w Belgii, to nasunęły mi się pewne refleksje, o czym już w wspomniałem w poprzednim blogu. Podróże kształcą i pozwalają z dystansem spojrzeć na państwo, w którym mieszka się. Po wybuchu wojny na dalekim wschodzie Ukrainy nad wieloma polskimi urzędami zawisły ukraińskie flagi. W mieście, w którym mieszkam, było podobnie. Taka flaga wisiała na ścianie starostwa. Później ją zdjęto. Podobnie było w wielu miejscach, ale do dziś nadal powiewają na pomniku Mickiewicza w Poznaniu czy na Kopcu Kościuszki w Krakowie. Zapewne takich miejsc jest dużo w tym państwie, które ja nazywam Rzeczpospolitą Ukraińską. Ich wszechobecność skłania jednak do zadania pytania: czyje to państwo?

Onet Wiadomości 30 kwietnia pisał:

Podczas wieczornego wiecu Grzegorza Brauna na placu Wolności w Białej Podlaskiej doszło do drabinowego “szturmu” na budynek urzędu miasta. Z balkonu została zdjęta flaga Ukrainy. Wisiała ona na urzędzie od lutego 2022 r. jako wyraz solidarności z walczącą Ukrainą.

Grzegorz Braun spotkał się w środowy wieczór ze swoimi zwolennikami w Białej Podlaskiej w woj. lubelskim. Spotkanie rozpoczęło się od skandowania nazwiska polityka, który w tym czasie podpisywał gaśnice. Braun mówił do swoich sympatyków, że jako prezydent doceniłby Białą Podlaską. — Może stolicy to nie, ale siedzibę prezydenta można by tutaj przenieść — stwierdził.

Wyborcza.pl Białystok z dnia 13 maja:

Flaga Ukrainy zawisła obok polskiej na budynku wydziału prawa Uniwersytetu w Białymstoku po ataku Rosji na ten kraj jako wyraz solidarności z narodem ukraińskim. Przed majowymi świętami ją zdjęto. Powody są niejasne.

O zniknięciu flagi ukraińskiej z frontowej ściany budynku wydziału prawa Uniwersytetu w Białymstoku – mieszczącego się w centrum podlaskiej stolicy, przy ul. Mickiewicza – poinformował w sieci białostocki przedsiębiorca Robert Kozicki, prezes jednej ze znanych firm branży nieruchomości. Przyznał, że domagał się tego od władz wydziału prawa.

Bo flaga raziła go w oczy

W poście zamieszczonym na jednym z portali społecznościowych – zatytułowanym „Dwie flagi – jeden kraj” – Kozicki napisał: „Instytucje publiczne mają obowiązek reprezentować wyłącznie interes i symbole Rzeczypospolitej. Tym bardziej, że Ukraina do dziś nie przyznała się do zbrodni dokonanych na polskiej ludności na Wołyniu, nie poniosła odpowiedzialności ani nie przeprosiła w sposób jednoznaczny. Dopóki to się nie stanie, między naszymi narodami nie… – reszta dostępna po wykupieniu abonamentu.

Michał Litwiniuk, prezydent Białej Podlaskiej, tydzień temu na instagramie:

Flaga ukraińska na Urzędzie Miasta to symbol wielkiej solidarności mieszkańców naszego miasta z uciekającymi przed bestialską napaścią kobietami i dziećmi.

To także symbol naszej solidarności z naszym państwem i polską racją stanu, z wysiłkiem naszego państwa i naszych sojuszników, by nie pozwolić zatriumfować złu rosyjskiego imperializmu, którego ostrze jest wymierzone w najważniejsze polskie interesy.

To wyraz solidarności i uznania wobec bohaterskiej postawy naszych sąsiadów broniących swojej ojczyzny, swoich rodzin, swojej ziemi przed bezprawną, łamiącą wszystkie standardy prawa międzynarodowego agresją.

AI o fladze na Urzędzie Miasta w Białej Podlaskiej:

Ukraińska flaga na urzędzie miasta w Zbójnej prawdopodobnie oznacza wyrażenie solidarności z Ukrainą, wsparcie dla ukraińskiej społeczności lub symboliczne wyrażenie poparcia dla ukraińskiego narodu w obliczu obecnej sytuacji politycznej. Flaga Ukrainy jest symbolem państwowym, składającym się z dwóch poziomych pasów: niebieskiego na górze i żółtego na dole.

Dlaczego ukraińska flaga na urzędzie miasta?

Wyrażenie solidarności:

  • W obecnej sytuacji politycznej, obecność ukraińskiej flagi na urzędzie miasta może być postrzegana jako wyraz wsparcia dla Ukrainy i jej narodu.
  • Wsparcie dla ukraińskiej społeczności:
  • Jeśli w Zbójnej istnieje ukraińska społeczność, obecność flagi może być wyrazem solidarności z nią i pokazem, że miasto jest otwarte i wspierające.
  • Symboliczne wyrażenie poparcia:
  • Flaga Ukrainy na urzędzie miasta może być symbolicznym gestem, pokazującym poparcie dla Ukrainy i jej aspiracji politycznych.

Jakie inne działania mogą towarzyszyć obecności flagi?

  • Organizowanie akcji charytatywnych:
  • Urząd miasta może organizować zbiórki pieniędzy lub materiałów na rzecz Ukrainy.
  • Organizowanie wydarzeń kulturalnych:
  • Może być organizowane imprezy, koncerty lub wystawy, które mają na celu wsparcie Ukrainy i promocję jej kultury.

Włączenie do programu szkoleniowego: Urząd miasta może wprowadzić do programów edukacyjnych informacje na temat Ukrainy i jej historii.

x

Nie mam najmniejszej wątpliwości, że flaga obcego państwa nie może wisieć na urzędach reprezentujących władzę państwową w terenie, ani na żadnych budynkach urzędów centralnych reprezentujących Państwo Polskie. Jeśli flagi obcego państwa wiszą na takich budynkach, to pojawia się wątpliwość: czyje to państwo, czyje interesy ono reprezentuje i jakiej narodowości są urzędnicy, którzy to akceptują? To jest kwestia bezdyskusyjna. Dyskutować można o tym, czy flaga ukraińska powinna wisieć na budynku uniwersytetu czy innych budynkach publicznych, ale niebędących urzędami państwowymi. Sposobów wyrażania solidarności jest mnóstwo. Jeśli ktoś ma taką potrzebę, to może to robić na różne sposoby. Ja takiej potrzeby nie czuję i nie solidaryzuję się z narodem ukraińskim, ani z żadnym innym. Jednak mam tego świadomość, że mieszkam w państwie, w którym ludzie z korzeniami z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego stanowią zdecydowaną większość. Sytuacja, w której ci ludzie, w tym wypadku pochodzenia ukraińskiego, chcą narzucać innym swoją narrację i w ten sposób terroryzować pozostałych, jest chora. Nie tylko ludzie z korzeniami polskimi z terenów Polski piastowskiej, ale również ludność prawosławna, sympatyzująca z Rosją, może czuć pewien dyskomfort, że ktoś próbuje narzucać jej inny system wartości i sposób interpretacji wojny na dalekim wschodzie Ukrainy, a więc tam, gdzie większość ludności skłania się ku Rosji. Na pozostałym obszarze Ukrainy nie ma wojny i sympatyzowanie z „cierpiącym” narodem ukraińskim wydaje się być wyjątkową hipokryzją.

Na Zachodzie mamy takie państwa jak Belgia czy Wielka Brytania, w których żyją obok siebie różne narody. Każdy z nich od wieków na swoim miejscu i w niezmiennych granicach. Każdy ma swoje przedstawicielstwo czy parlament i w nim zabiega o swoje interesy. Nikt nie udaje kogoś, kim nie jest. Flamand jest Flamandem, Walon Walonem, Szkot Szkotem, Walijczyk Walijczykiem. Natomiast w Polsce mamy przysłowiowy groch z kapustą. Wszystko jest wymieszane, granice ciągle zmieniane, ludność przesiedlana i wszyscy są „Polakami”. Jak chaotyczne jest to społeczeństwo, tak chaotyczny jest porządek urbanistyczny i architektoniczny, prawny, organizacja państwa i jego instytucji itd.

„I Have a Dream” – Żeby to wszystko zmienić, potrzeba na to wspólnej woli i pracy wielu pokoleń. Przede wszystkim trzeba zaakceptować fakt, że Polska jest państwem wieloetnicznym i wielowyznaniowym. Dlaczego prezydent Białej Podlaskiej nie chce przyznać się do tego, że jest Ukraińcem, tylko udaje, że solidaryzuje się z „walczącym” narodem ukraińskim, który już milionami przeniósł się do Polski. Skoro Ukraińcy chcą rządzić w Polsce, to nie ma problemu. Niech robią to oficjalnie i oficjalnie ponoszą konsekwencje swoich rządów, ale w takim państwie mniejszość polska powinna mieć swoje prawa, a nie być dyskryminowana, tak jak to się obecnie dzieje. Gdyby ktoś chciał uporządkować to państwo, to należało by przeprowadzić referenda we wszystkich miastach i wsiach, w których ich mieszkańcy zadeklarowaliby swoją narodowość. Tam, gdzie dominowaliby Ukraińcy, tam by rządzili, a tam, gdzie dominowałaby ludność białoruska czy litewska, to ona by tam zabiegała o swoje interesy. I tak samo w przypadku ludności polskiej. Po wielu latach mogłyby, na skutek migracji, ukształtować się bardziej zwarte i ludniejsze społeczności, które miałyby swoje państewka w obrębie Polski. Być może wtedy to państwo, jak całość, stałoby się bardziej przyjazne dla zwykłego obywatela, bez względu na jego korzenie i mniej byłoby tej wszechogarniającej hipokryzji ze strony krypto-Ukraińców i Ukraińców.

Marzenia takie można mieć, ale zdaję sobie sprawę z tego, że polska rzeczywistość nie stwarza nawet najmniejszych szans na ich ziszczenie się. Od unii polsko-litewskiej, czyli wyjścia Polski piastowskiej z ówczesnej unii europejskiej, obszar pomiędzy Niemcami a Rosją stał się strefą zgniotu, zwaną wcześniej przedmurzem. Tu nie było i nie ma miejsca na trwałe granice, a tym samym nie było możliwe ukształtowanie się jednolitych narodów, mieszkających na zwartym obszarze. Nie po to jezuici szli za Batorym na wschód. Szli po to, by przeciągnąć cześć ludności prawosławnej na katolicyzm. W Połocku, największym ośrodku prawosławia na Białorusi, zbudowali swoją twierdzę. Gdy to już dokonało się, to w XIX-tym wieku wyuczono tę ludność języka polskiego i w ten sposób powstał na wschodzie nowy naród polski. Było to możliwe, bo te społeczności, poddane tym zabiegom, nie były w pełni wykształcone pod względem językowym i świadomości narodowej. Dla tego nowego narodu polskiego stworzono nową ideologię, czyli patriotyzm, zawarty w haśle: Bóg, Honor, Ojczyzna – choć ono samo zostało wyartykułowane znacznie później. Nie było tu odniesienia do tradycji historycznych, zwyczajów, do krajobrazu. Ojczyzna sprowadzała się tu do abstrakcyjnej idei i mogła być wszędzie, gdzie byli ci Polacy. Natomiast katolicyzm, który jest czymś powszechnym, tu stał w opozycji do prawosławia. W ten sposób skłócono te społeczności – te, które przyjęły katolicyzm z tymi, które pozostały przy prawosławiu. Te, które stały się katolickie, zostały pewnie obdarzone jakimiś przywilejami, jak choćby możliwość kształcenia dzieci chłopskich, tak jak to było w Królestwie Polskim, w którym dzieci chłopskie mogły kształcić się w rosyjskich szkołach i uczelniach, pod warunkiem, że przeszły na prawosławie.

Ta niechęć czy nawet nienawiść pozostała i gdy przesiedlano do nowej Polski, na ziemie poniemieckie, ludność z Kresów, to przesiedlono również te konflikty. Jeszcze na krótko przed wybuchem II wojny światowej, w 1937 i 1938 roku, rząd sanacyjny, przeprowadził akcję konwertowania ludności prawosławnej Wołynia na katolicyzm. W ten sposób kilkanaście tysięcy ludzi stało się katolikami i to właśnie oni, jako „Polacy”, byli mordowani w czasie rzezi wołyńskiej. A dziś wmawia się nam, że na Wołyniu mordowano Polaków i tak zaostrza się i tak już napięte stosunki polsko-ukraińskie, a raczej ukraińsko-ukraińskie na terenie Polski, czyli aktualnie – Rzeczypospolitej Ukraińskiej. Rząd ukraiński, udający rząd polski, nie będzie miał najmniejszych skrupułów, by wysłać wojsko polskie na Ukrainę, gdy tylko skończą się wybory pawiana nr 1, a to będzie oznaczać dalszą eskalację konfliktu ukraińsko-ukraińskiego na terenie tego państwa, w którym przyszło nam żyć.

Belgia c.d.

Tak się złożyło, że przez tydzień, od drugiego do dziewiątego maja, byłem w Belgii. Zaprosiła mnie koleżanka. Mieszkałem u niej w mieście Verviers, liczącym około 50 tys. mieszkańców, położonym w Walonii we wschodniej Belgii. Była to dzielnica domów jednorodzinnych. Mieszkałem więc w walońskim domu, w którym było dużo książek po francusku. Wszystkie te domy były zbudowane w podobnym stylu i tonacji. Jedne większe, inne mniejsze. Ściany tych domów mogły być budowane z różnych materiałów, ale wszystkie były od zewnątrz wyłożone cegłą w mniej więcej tym samym kolorze. Dachy pokryte blachą też w mniej więcej tym samym kolorze, takim ciemnobrązowym czy czymś zbliżonym do tego. Za ogrodzenie służą żywopłoty i nie ma bram, czyli nie ma czegoś takiego jak w Polsce, gdzie ludzie odgradzają się solidnymi płotami i bramami. Jak patrzyłem na te domy, trochę jakby stylizowane na średniowieczne, to miałem wrażenie, jakby czas tam się zatrzymał. To, że te domy były podobne do siebie i w podobnej kolorystyce, stwarzało wrażenie harmonii, porządku, trwałości i niezmienności. Nie ukrywam, że bardzo przyjemnie było przebywać w takim otoczeniu. Gdy więc wylądowałem w Modlinie i jechałem w kierunku Białegostoku i patrzyłem na te podwarszawskie miejscowości, to miałem wrażenie, jakby wielka bomba uderzyła w nie i wszystko bezładnie rozproszyło się. Wszystko przypadkowe, jeden dom taki, drugi inny, jeden nowy, drugi wali się ze starości; jeden wielki chaos. Owszem, są już w Polsce miejsca, które przypominają Zachód, ale są to enklawy, a pomiędzy nimi – syf. Ja oczywiście nie musiałem jechać na Zachód, żeby to dostrzec, ale co innego wiedzieć, a co innego widzieć to na własne oczy.

Mapa Belgii; źródło: Wikipedia.

W blogu Belgia pisałem o historii i współczesności tego państwa, więc tu będzie o tym, co ja widziałem. W sensie geograficznym można podzielić Belgię na trzy części: wschodnia i południowo-wschodnia – górzysta, środkowa – równinna, północna – niziny nadmorskie. Mieszkałem w części górzystej. Na początek wybraliśmy się do miejscowości Spa, czyli do tego słynnego uzdrowiska. To skrót od łacińskiego Sanus per Aquam, czyli zdrowy przez wodę. Tam domy poza centrum są podobne do tych w Verviers i tak samo są nieogrodzone. Ludzie z Verviers często wynajmują tam domy lub mieszkania. Jest to miejscowość typowo górska, to Ardeny.

Następnego dnia pojechałem z koleżanką na przegląd techniczny jej samochodu do niemieckiej części Belgii, do miejscowości Lonzen, jakieś 15-20 km od Verviers. Było tam sześć stanowisk obsługi. Na każdym stanowisku po dwóch pracowników. Przed wjazdem na stanowisko kontroli pracownik pytał o język: francuski czy niemiecki? Wszystkie informacje na stacji obsługi były w obu językach. Również pracownik przy kasie pytał o język.

Wyjazd do Brugii, to praktycznie przejazd przez całą Belgię ze wschodu na zachód. Belgia ma najgęstszą sieć połączeń kolejowych na świecie. Jadąc pociągiem linie kolejowe ciągle się schodzą, rozchodzą, krzyżują. Pociągi te nie są najnowsze, ale są wygodne. Nie ma tam miejscówek, można jechać do wybranej miejscowości drogą okrężną i wysiadać w trakcie podróży, a później wsiadać do innego pociągu. Pociągi często kursują, więc podróżowanie nimi jest bardzo wygodne.

Gdy wsiada się do pociągu w Verviers, to komunikaty głosowe i na monitorze są po francusku. Gdy pociąg wjeżdża do Flandrii, to język zmienia się na flamandzki. Gdy pociąg dociera do Brukseli, to komunikaty są w języku francuskim i flamandzkim, a w Brugii tylko flamandzki. W wagonach na ścianach umieszczone są krótkie rymowanki typu: La regle d’or, Courtois d’abord – co można przetłumaczyć jako Uprzejmość przede wszystkim, to podstawa. To samo oczywiście po flamandzku, ale nawet nie próbowałem tego zapamiętać.

Do Antwerpii dotarłem przez Brukselę, w której najważniejsza jest wizyta na rynku, który po francusku nazywa się Grand-Place, a po flamandzku Grote Markt. W rzeczywistości robi większe wrażenie niż na zdjęciach. W Antwerpii – przede wszystkim wielki, trój-poziomowy dworzec i „diamentowa” ulica tuż obok dworca oraz rynek, obok którego znajduje się największa w Belgii katedra gotycka. Na jednej z witryn sklepowych zobaczyłem ogłoszenie; szukano sprzedawcy, warunek: znajomość francuskiego, flamandzkiego i angielskiego. Wracając przesiadałem się w Leuven, to Flandria. Pociąg zapowiadano po flamandzku i po niemiecku, bo jechał on do niemieckiej części Belgii i tak jest w każdym przypadku, gdy pociąg tam jedzie. A w pociągu jakaś porypana baba z mnóstwem kolczyków w uszach robiła komuś przez smartfon wykład po angielsku. Obok jakiś młody Hiszpan podrywał młodą i urodziwą blondynkę, Walonkę, z którą rozmawiał po francusku, a czasem po hiszpańsku, bo ona znała trochę ten język. Byli jeszcze jacyś Rosjanie z wrzeszczącym dzieciakiem. Komunikaty po flamandzku. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko niemieckiego, ale ten pojawił się następnego dnia.

Tak się złożyło, że 9 maja, gdy w Moskwie obchodzono 80-tą rocznicę zwycięstwa nad faszyzmem, ja, po raz pierwszy w życiu, stanąłem na niemieckiej ziemi, niejako od zakrystii, bo od zachodniej strony. Gdy wyjeżdżałem do Belgii, to wiedziałem, że muszę tam pojechać. Tam, to znaczy do Akwizgranu. Pociąg z Verviers jedzie tam tylko pół godziny. Wsiadłem do pierwszego wagonu od lokomotywy, więc gdy wysiadałem, od razu trafiłem na trzech policjantów, którzy stali przy schodach, którymi schodziło się do tunelu prowadzącego do miasta, ale zupełnie mnie olali. Nie było żadnego halt!, ani hände hoch! Poczułem się jak w domu. Po tym flamandzkim, to niemiecki wydawał się całkiem przyjaznym językiem, bo coś rozumiałem.

Akwizgran, czyli Aachen, a po francusku Aix-la-Chapelle. La chapelle to po francusku kaplica. I o nią właśnie mi chodziło. Karol Wielki (742-814), król Franków (768-814), cesarz rzymski (800-814), władca imperium Karolingów, wybrał Akwizgran na swoją siedzibę. W 936 roku Otton I koronował się w katedrze akwizgrańskiej. Od tego momentu aż do roku 1531 koronowało się tam 31 królów niemieckich. Karol Wielki stworzył pierwsze europejskie imperium od czasu upadku cesarstwa zachodniorzymskiego. Od jego imienia pochodzi w języku polskim słowo król. Karol Wielki zmarł 28 stycznia 814 roku i został pochowany w katedrze w Akwizgranie.

Imperium Franków; źródło: Wikipedia.

Na dworze Karola Wielkiego, który uważał się za spadkobiercę cesarzy rzymskich, pracowano z zapałem nad odnową tradycji rzymskiego rzemiosła. Kaplica, którą Karol Wielki wzniósł ok. 800 r. w swym pałacu w Akwizgranie, jest wierną kopią słynnego kościoła wybudowanego w Rawennie około trzech wieków wcześniej. – E.H. Gombrich O sztuce Dom Wydawniczy REBIS 2009.

Można więc powiedzieć, że Akwizgran to historyczna stolica pierwszej unii europejskiej, a obecną jej stolicą jest Bruksela. W sumie można by powiedzieć, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, a mnie udało się odwiedzić obie te stolice.

10 maja nad ranem jechałem autostradą z Verviers do Charleroi. To trzypasmowa autostrada do Paryża. Po bokach obsadzona gęsto drzewami. Jadąc nią miało się wrażenie, że jedzie się w tunelu z drzew. Na całej tej długości była oświetlona.

x

Stolicą Flandrii jest Bruksela i tam mieści się parlament Flandrii. Również w niej mieści się parlament regionu Brukseli i, o czym wszyscy wiedzą, parlament europejski. Stolicą Walonii jest Namur i tam mieści się parlament waloński. Czy Niemcy w swojej części mają swój parlament, tego nie wiem. Flamandowie mówią po flamandzku, a Walonowie po francusku. Językami urzędowymi są flamandzki, francuski i niemiecki. Wszyscy mieszkają na swoich miejscach historycznych. Każdy mówi w swoim języku i wiadomo, kto kim jest. Jedni i drudzy mają swoje parlamenty i mogą zabiegać o swoje interesy. Są jeszcze Murzyni i Arabowie, ale ich łatwo poznać po kolorze skóry. I to podoba mi się w Belgii: wiadomo kto kim jest. Natomiast w Polsce mamy zupełnie odmienną sytuację. Nie wiadomo, kto kim jest. Wszyscy są Polakami, ale mają różne interesy, które są realizowane nieformalnie. Mieliśmy i mamy przesiedlenia, co nigdy nie sprzyja stabilizacji, a wręcz przeciwnie. Mamy mniejszości narodowe rozporoszone są po całym państwie. Mniejszości, które mają przywileje, których nie mają Polacy, czyli ci, których nie zalicza się do mniejszości narodowych, a więc są dyskryminowani we własnym niby państwie, choć prawdopodobnie stanowią w nim mniejszość. I to jest właśnie kraj Zulu-Gula. Już od dłuższego czasu nie utożsamiam się z tym państwem i ludźmi w nim mieszkającymi, ale po krótkim pobycie w Belgii, całkowicie wyzbyłem się jakichkolwiek złudzeń. To, czy taki czy inny pawian zostanie pawianem numer jeden, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. To dla mnie jakiś cyrk ta kampania prezydencka i inne wybory zresztą też. Nie spodziewałem się, że ten krótki wyjazd okaże się taką cezurą w moim życiu. Ale mleko już się rozlało.

Gotyk

Średniowiecze to okres, który jest dziś powszechnie uznawany za okres ciemnoty i zabobonu. Tak oczywiście nie było. Dowodem na to są choćby kościoły gotyckie, które swoimi rozmiarami i konstrukcją dowodziły tego, że ich budowniczowie dysponowali ogromną wiedzą w zakresie budownictwa i techniki, co w świecie ciemnoty i zabobonu raczej nie byłoby możliwe. Jednak architektoniczny styl gotycki jest dość zagadkowy, bo inspiracją dla jego twórców była idea Niebieskiej Jerozolimy. W związku z tym pożar katedry Notre-Dame w Paryżu w 2019 roku wydaje się być jeszcze bardziej zagadkowy. Co więcej, w tamtym czasie podpalano we Francji również inne kościoły gotyckie. Nigdzie indziej tego nie robiono. Może więc warto przybliżyć sobie ten styl. Wikipedia m.in. tak pisze:

Gotyk – styl w architekturze i innych dziedzinach sztuk plastycznych (rzeźbie, malarstwie i sztuce sepulkralnej), który powstał przed połową XII wieku we Francji i szybko rozprzestrzenił się w Anglii, następnie w wielu innych państwach Europy.

Powstanie gotyku związane jest z rozwijającymi się pod koniec średniowiecza kulturami dworską, rycerską i mieszczańską.

Nazywanie stylu gotyckim zaczęło się w epoce odrodzenia i znaczyło to wówczas tyle, co barbarzyński. Goci – germańscy barbarzyńcy – od V wieku zalewali cesarstwo rzymskie, dlatego tę „barbarzyńską” sztukę nazwano gotykiem.

Architektura gotycka

Architektura gotycka (gotyk) – styl w architekturze europejskiej okresu późnego średniowiecza, od XII do początku XVI wieku. Za wzorcowy przykład budynku gotyckiego na ogół uważa się gotycką katedrę, choć w rzeczywistości był to również okres rozwoju architektury świeckiej (mieszczańskiej i rezydencjonalnej). Architektura gotycka w zamierzeniu jej twórców miała w doskonały sposób odzwierciedlać boską naturę i wielbić Boga. Strzelista, ogromna bryła kościoła stała się symbolem czasów, w których religijność charakteryzowała się wielkim pragnieniem wzniesienia się ku Bogu. W bryle dominują kierunki pionowe. Ich powtarzalność w bliskim sąsiedztwie, rozczłonkowanie bryły, delikatna dekoracja tworzą budowle ekspresyjne i lekkie. Barwne światło przenikające do wnętrza przez wysokie witraże stwarza wrażenie uduchowienia, a powtarzające się we wnętrzu wertykalne linie i znaczna odległość do sklepienia kierują wzrok ku górze.

Historia powstania

Za początek gotyku umownie uważa się rok 1144, kiedy za sprawą opata Sugeriusza przebudowano chór w opactwie Saint Denis, które było wtedy nekropolią (miejscem pochówku królów Francji). Przebudowa ta była wiązana z odnalezieniem pism neoplatońskich Pseudo-Dionizego Areopagity. Następnie był stopniowo przejmowany przez pozostałe państwa Europy (najwcześniej, ok. 1175 przez Anglię, po 1200 roku przez Niemcy). Pierwszym obiektem uznanym jako gotycki jest Bazylika św. Dionizego w Saint-Denis, związana z osobą opata Sugeriusza. Miejscem narodzin gotyku był region Ile-de-France, jednak pewne rozwiązania konstrukcyjne umożliwiające jego powstanie (np. sklepienie krzyżowo-żebrowe) zaczęły pojawiać się już na przełomie XI i XII wieku w Normandii (Évreux, Jumièges, Lessay), północnych Włoszech (kościoły w Rivolta d’Adda i w Mediolanie) i Anglii (katedra w Durham, lata budowy 1093–1128). Łuk ostry pojawia się np. w Burgundii, m.in. w sklepieniu kościoła benedyktynów w Cluny z przełomu XI i XII wieku. Etapy bezpośrednio poprzedzające ukształtowanie się stylu mogą ilustrować kościoły klasztorne w Saint-Germer-de-Fly (dep. Oise) i Saint Martin-des-Champs (Paryż).

Wnętrze kościoła mariackiego w Stargardzie; źródło: Wikipedia (Kapitel – praca własna).

Ideą Sugera było stworzenie ziemskiego odpowiednika Niebieskiej Jerozolimy, budynku o wysokim stopniu linearności i przenikniętego światłem, inspirowanego pismami Pseudo-Dionizego Areopagity. Cienkie kolumny, okna z witrażami i ogólne wrażenie wertykalizmu i lekkości złożyły się na architekturę, której elementy ulegną nasileniu w ciągu dalszego rozwoju stylu gotyckiego.

Budownictwo sakralne

Wznoszone kościoły często odznaczały się ogromnymi rozmiarami. Wysokość wież często przekracza 100 m (np. Katedra w Salisbury – 123,0 m, w Ulm – 161,5 m) a sklepienia nawy głównej wznoszą się średnio 20–30 m nad poziomem posadzki. Rozmach wiąże się nie tylko z rozwojem sztuki budowlanej, ale także z rosnącą pozycją mieszczaństwa, które w wielu przypadkach było fundatorem budowli stawianych w poszczególnych miastach. Skromniejsze kościoły powstawały przy ośrodkach zakonnych hołdujących regule ubóstwa. Cechami najbardziej charakterystycznymi dla gotyckich kościołów są ich ogrom i strzelistość. Gotyckie kościoły były budowane niejednokrotnie przez dziesiątki lat. Zmieniająca się niekiedy sytuacja materialna fundatorów powodowała przerywanie budowy niedokończonych wież (stąd w wielu gotyckich kościołach wieże mają różną wysokość) i wystroju elewacji. Dzieła kończono czasem po latach, w innej epoce i w innym stylu.

x

W Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN 1962-70 można m.in. przeczytać:

Gotyk od początku swego istnienia kształtował się jako styl sakralny, związany z doktryną kościoła, dlatego sztuka religijna wysunęła się w okresie jego trwania na pierwsze miejsce, przewyższając swym znaczeniem sztukę świecką. Za najwyższe artystyczne osiągnięcie gotyku uznać należy francuską katedrę, związaną z domeną królewską, urzeczywistniającą ideał „Jeruzalem Niebieskiego”, podobnie jak starochrześcijańska bazylika urzeczywistniała ideał pałacu cesarskiego, a masywna budowla romańska – feudalnego zamku. W warunkach wzmożonej pobożności, obudzonej wyprawami krzyżowymi, powstawały katedry gotyckie w wyniku zbiorowego wysiłku ekonomicznego, społecznego i duchowego, niejednokrotnie w ciągu wielu lat i pokoleń, pod kierunkiem architekta, „magistra operis”.

Związek gotyku ze sztuką religijną miał charakter tak organiczny, a możliwości rozwojowe wydawały się tak niewyczerpane, że styl gotycki trwał w niektórych krajach, np. w Anglii, Belgii i Niemczech, do XVIII wieku, przeciwstawiając się głównie w dziedzinie architektury, częściowo i złotnictwa, renesansowi i barokowi; w innych zaś krajach od czasu do czasu zaznaczał się echem, jak w sztuce 2 połowy quattrocenta, w manieryzmie włoskim, a nawet w sztuce baroku i rokoka. W XVIII wieku nastąpiło odrodzenie sztuki gotyckiej w Anglii (Gothic Revival), co ostatecznie doprowadziło do ukształtowania się neogotyku, którego tradycje w wielu krajach i środowiskach przetrwały niemal do dnia dzisiejszego.

x

Na ciekawą informację natrafiłem w książce „Architektura Style i detale” Wydawnictwo „Arkady”, 2008. To praca zbiorowa pod redakcją Emily Cole. O gotyku w Europie Północnej i Środkowej można przeczytać:

„W średniowieczu większa część Europy Północnej i Środkowej leżała w granicach Świętego Cesarstwa Rzymskiego lub (jak Niderlandy) pozostawała pod kontrolą niemieckiego arcybiskupstwa w Kolonii. Początkowo na terenach tych gotyk nie spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem i pierwsze budowle gotyckie powstały dopiero w połowie XIII wieku, kiedy styl ten panował już na dobre we Francji, Anglii i Hiszpanii. Później jednak, szybko zdobył uznanie i rozwijał się, wprowadzając indywidualne rozwiązania, które zaowocowały jednymi z najpiękniejszych dzieł późnego gotyku w Europie.”

Jest tu więc potwierdzenie tego, o czym pisałem w blogu 1025, że Polska Piastów nie była państwem niepodległym tylko częścią Świętego Cesarstwa Rzymskiego, czyli I Rzeszy.

x

Z kolei E.H. Gombrich w książce O sztuce Dom Wydawniczy REBIS 2009 pisze:

Zachodnia Europa zawsze różniła się od Wschodu, gdzie style artystyczne utrzymywały się przez tysiące lat i wydawało się, że nie ma powodu, by kiedykolwiek miały ulec zmianie. Zachodu nigdy nie cechowała taka bezwładność. Był zawsze pełen niepokoju, po omacku poszukiwał nowych rozwiązań i idei. Styl romański nie przetrwał nawet dwunastego stulecia. Ledwie artyści zdołali przesklepić kościoły i oryginalnie zakomponować majestatyczne rzeźby, a już nowe koncepcje spowodowały, że normańskie i romańskie kościoły zaczęły sprawiać wrażenie niekształtnych i przestarzałych. Nowatorskie pomysły pojawiły się w północnej Francji, tworząc zręby stylu gotyckiego. Na pierwszy rzut oka można by je traktować głównie w kategoriach wynalazku technicznego, lecz po przyjrzeniu się im z bliska okazuje się, że wniosły one dużo więcej.

Ideałem architektów stało się wznoszenie kościołów w sposób, który przypomina nam konstrukcję współczesnych oranżerii. Tyle że oni nie znali stalowych konstrukcji i żelaznych dźwigarów – musieli wykonać je z kamienia, co wymagało bardzo wielu skomplikowanych obliczeń. Pod warunkiem wykonania ich prawidłowo możliwe stało się zbudowanie kościoła całkiem nowego rodzaju: budowli z kamienia i szkła, jakiej świat dotychczas nie widział. Do tego sprowadza się podstawowa idea gotyckich katedr, którą rozwinięto w północnej Francji w drugiej połowie XII w.


Błędem byłoby jednak postrzeganie tych kościołów wyłącznie w kategoriach zdobyczy inżynieryjnych. To talent artysty sprawił, że zauważamy i podziwiamy śmiałość zastosowanych rozwiązań. Przyglądając się świątyni doryckiej , uzmysławiamy sobie funkcję, jaką pełni szereg kolumn dźwigających ciężar płaskiego dachu. Stojąc w gotyckim wnętrzu, zaczynamy pojmować zasady skomplikowanej gry sił naporu i przyciągania, które podtrzymują strzeliste sklepienie. Nie dostrzegamy masywnych filarów i pozbawionych podziałów ścian. Cale wnętrze wydaje się utkane z cienkich łuków i żeber; ich sieć pokrywa sklepienie i spływa po murach nawy, zbiegając się na filarach, które przeobraziły się w wiązki kamiennych prętów. Nawet okna wypełnia dekoracja z przeplatających się linii zwana maswerkiem. – Katedra Kolońska; źródło: Wikipedia (Mkill – praca własna).

Wielkie katedry – kościoły biskupie – projektowano pod koniec XII i na początku XIII w. z takim rozmachem, ze niewiele spośród nich zostało ukończonych w zaplanowanym kształcie. Mimo to i mimo wielu przekształceń, jakim je z czasem poddawano, wejście do tych ogromnych przestrzeni, których rozmiary wydają się gigantyczne w porównaniu z ludzką skalą, pozostaje niezapomnianym przeżyciem. Z trudem możemy sobie wyobrazić, jakie wrażenie budowle te wywierały na tych, którzy znali jedynie masywne i ponure konstrukcje romańskie. Stare kościoły przez swą moc i potęgę przekazywały treści związane z Kościołem Wojującym, dającym schronienie przed naporem zła. Nowe katedry pozwalały wiernym wejrzeć w inną rzeczywistość. Musiały im się jawić jako Jeruzalem niebiańskie, gdy w kazaniach i hymnach słuchali o jego bramach z pereł, fundamentach zdobnych bezcennymi kamieniami i ulicach z czystego złota, przezroczystego jak szkło (Apokalipsa św. Jana 21). Teraz wizja ta zstąpiła z niebios na ziemię. Mury kościołów nie były już zimne i posępne. Były uformowane z witraży, które migotały wszystkimi barwami na podobieństwo rubinów i szmaragdów. Filary, żebra i maswerki połyskiwały złotem. Wszystko, co było ciężkie, przyziemne i monotonne, zostało wyeliminowane. Wierni, którzy oddawali się kontemplacji tego piękna, czuli, iż zbliżają się do zrozumienia tajemnic pozazmysłowej rzeczywistości.

Te cudowne budowle, oglądane nawet z daleka, zdawały się głosić chwałę niebios. Fasada katedry Notre-Dame w Paryżu jest chyba najdoskonalszą realizacją stylu gotyckiego. Tak klarowny i wyrazisty jest układ portali i okien, tak giętkie i wdzięczne są linie maswerków galerii, że zapominamy o realnym ciężarze masy kamieni i cała konstrukcja zdaje się wyrastać przed nami jak miraż.


Podobne wrażenie lekkości i nieważkości wywierają rzeźby, które zapełniają portale na podobieństwo niebiańskich gospodarzy. Podczas gdy romański mistrz z Arles nadał figurom świętych formę solidnych filarów, dobrze osadzonych w architektonicznej ramie, mistrz, który wyrzeźbił północny portal gotyckiej katedry w Chartres, ożywił każdy z posagów. Wydaje się, że figury poruszają się, wpatrują w siebie nawzajem z powagą, a spowijające je fałdy szat sugestywnie oddają kształt ludzkiego ciała. Posągi są wyraźnie oznaczone atrybutami, tak by były rozpoznawalne dla każdego, kto zna Stary Testament. Nie mamy problemu z rozpoznaniem Abrahama, starca trzymającego przed sobą syna Izaaka, którego ma złożyć w ofierze. Możemy z łatwością wskazać Mojżesza z tablicami Dziesięciu Przykazań oraz palem z wężem miedzianym, który uratował Izraelitów od zagłady. – Katedra Kolońska; źródło: Wikipedia (Erika Mlejova – praca własna).

x

Portal powyżej jest bardzo podobny do tego opisanego przez Gombricha w katedrze w Chartres.
Czym zatem były te gotyckie katedry? Kto je budował i w jaki sposób? Ich budowa wymagała zapewne zaawansowanej wiedzy technicznej i matematycznej. Jednak nie mniej ciekawym wątkiem jest idea, jaka przyświecała ich twórcom. Była to idea Niebieskiej Jerozolimy. Czym więc są one dla Żydów? Czy wyprawy krzyżowe miały wpływ na miejsce ich powstawania? Wszak rycerstwo Francji, Anglii i Świętego Cesarstwa Rzymskiego miało chyba największy udział w krucjatach i tam powstało ich najwięcej i największych. Renesans, również w architekturze, był w opozycji do średniowiecza, które we Włoszech określano jako coś pośredniego pomiędzy starożytnością a odrodzeniem. Czy określenie rzymski katolicyzm powstało w opozycji do kościołów narodowych czy może raczej do katolicyzmu wielkich katedr, który można by nazwać katolicyzmem jerozolimskim ze względu na wyprawy krzyżowe, po których to właśnie zaczęły powstawać te katedry? Czy fakt, że papieże w czasie wielkiej schizmy obrali sobie za siedzibę Awinion – będący eksklawą państwa papieskiego, ale na terenie Francji – mógł być związany z walkami, jakbyśmy to dziś powiedzieli, frakcyjnymi pomiędzy katolicyzmem rzymskim i jerozolimskim? Różne pytania nasuwają się, a odpowiedzi brak. Tym bardziej zagadkowy był pożar katedry Notre-Dame. Czy to był jakiś znak?

Wielka Schizma

Śmierć papieża i zbliżający się wybór nowego, to okazja do zastanowienia się nad tym, czym był i jest Kościół katolicki. W powieści Mario Puzo The Family Arrow Books 2003, w prologu, jest bardzo zwięzły opis okresu zwanego renesansem, zdarzeń, jakie poprzedzały go i jaki był wówczas stan Kościoła katolickiego. Są to uwagi bardzo ogólne, ale może właśnie dlatego pozwalają na szersze spojrzenie na tamte czasy i na ludzką naturę, a także na prawdziwe pochodzenie władzy i jej charakter. Poniżej ten prolog, a jego wersja oryginalna – na końcu bloga.

x

Gdy czarna śmierć przetoczyła się przez Europę, uśmiercając połowę populacji, wielu obywateli w desperacji odwróciło się od Niebios ku Ziemi. Tu, aby zrozumieć świat materialny, bardziej filozoficznie nastawieni próbowali zgłębić sens istnienia i rozwikłać wielką tajemnicę Życia, podczas gdy biedni mieli jedynie nadzieję na ulżenie swoim cierpieniom.

I tak Bóg zszedł na Ziemię jako Człowiek, a surowa doktryna religijna średniowiecza straciła swoją moc i została zastąpiona studiowaniem wielkich starożytnych cywilizacji Rzymu, Grecji i Egiptu. Gdy dążenie do nowych krucjat osłabło, starożytni bohaterowie odrodzili się, a starożytne wojny toczono na nowo. Człowiek oddalił się od Boga, a Rozum triumfował.

Był to czas wielkich osiągnięć w filozofii, sztuce, medycynie i muzyce. Kultura rozkwitała z wielką pompą i ceremonią. Ale nie obyło się bez kosztów. Starych praw zaniechano zanim powstały nowe. Odejście od Boga i wiary w wieczne zbawienie oraz przejście do kultu Człowieka i nagrody w życiu doczesnym, co nazwano humanizmem, było, w istocie, trudną przemianą.

Wtedy Rzym nie był Świętym Miastem; był miejscem bezprawia. Na ulicach rabowano obywateli, plądrowano domy, szerzyła się prostytucja, a setki ludzi mordowano każdego tygodnia.

Ponadto kraj, który znamy obecnie jako Włochy, jeszcze nie istniał. Zamiast tego istniało pięć wielkich potęg: Wenecja, Mediolan, Florencja, Neapol i Rzym. W granicach „buta” znajdowało się wiele niezależnych miast-państw rządzonych przez stare rodziny pod wodzą lokalnych królów, feudałów, książąt lub biskupów. Wewnątrz kraju sąsiedzi walczyli z sąsiadami o terytorium. A ci, którzy podbijali, zawsze byli czujni – ponieważ kolejny konkurent mógł się niebawem pojawić.

Z zewnątrz groziła interwencja obcych mocarstw, które chciały rozszerzyć swoje imperia. Władcy Francji i Hiszpanii rywalizowali o terytorium, a „barbarzyńscy” Turcy, którzy nie byli chrześcijanami, wkraczali na terytorium Państwa Kościelnego.

Kościół i państwo walczyły o suwerenność. Po parodii Wielkiej Schizmy – kiedy było dwóch papieży w dwóch miastach z podzieloną władzą i zmniejszonymi dochodami – utworzenie nowej siedziby tronu w Rzymie, z jednym tylko papieżem, dało książętom kościoła nową nadzieję. Stając się jeszcze silniejszymi niż wcześniej, duchowi przywódcy kościoła musieli jedynie walczyć z doczesną władzą królów, królowych i książąt małych miast i lenn.

Mimo to Kościół Rzymskokatolicki pogrążył się w chaosie, gdyż bezprawie nie ograniczało się tylko do obywateli. Kardynałowie wysyłali na ulice swoje sługi uzbrojone w kamienie i kusze, by walczyli z rzymską młodzieżą. Mężczyźni na wysokich stanowiskach w kościele – którym nie wolno było się żenić – odwiedzali kurtyzany i utrzymywali wiele kochanek. Oferowano i przyjmowano łapówki. Oficjalne duchowieństwo na najwyższym szczeblu było gotowe przyjąć pieniądze za odpuszczenie grzechów i zredagować ponownie święte papieskie bulle, aby unieważnić najstraszniejsze zbrodnie.

Wielu rozczarowanych obywateli mówiło, że wszystko w Rzymie jest na sprzedaż. Za odpowiednią sumę można kupić kościoły, księży, odpusty, a nawet przebaczenie Boga.

Z niewieloma wyjątkami mężczyźni, którzy zostawali księżmi, wstępowali do kościoła, ponieważ byli drugimi synami – od urodzenia przygotowywanymi do zawodów kościelnych. Nie mieli prawdziwego powołania religijnego, ale ponieważ Kościół nadal miał władzę, aby ogłosić króla królem i obdarzyć wielkimi dobrami ziemskimi, każda włoska rodzina arystokratyczna oferowała prezenty i łapówki, aby synowie zostali mianowani do kolegium kardynalskiego.

Był to renesans, czasy kardynała Rodriga Borgii i jego rodziny.

x

Średniowiecze to wiara w Boga, renesans to wiara w człowieka. Średniowiecze to poznanie poprzez wiarę, renesans – poprzez rozum, czyli doświadczenie i obserwację.

Niezależne miasta-państwa rządzone były przez stare rody pod wodzą lokalnych królów, feudałów, książąt lub biskupów, czyli że te stare rody to to, co dziś określamy mianem deep state. Wygląda więc na to, że prawdziwa władza zawsze była ukryta, a to, co nam przedstawia się jako władzę, to tylko kukiełki, którymi kierują nieznani przełożeni.

Każda włoska rodzina arystokratyczna oferowała prezenty i łapówki, aby ich synowie zostali mianowani do kolegium kardynalskiego. Tak więc prawdziwa władza miała swoich ludzi wszędzie i na każdym szczeblu. Kolegium kardynalskie to kolegium, które kształciło kardynałów, a więc tych, którzy wybierali papieża.

„Po parodii Wielkiej Schizmy…” – Czym zatem była ta Wielka Schizma? Wikipedia tak m.in. pisze:

Wielka schizma zachodnia (także schizma zachodnia, schizma papieska lub wielka schizma; samo określenie wielka schizma może być jednak używane także w odniesieniu do wielkiej schizmy wschodniej) – okres trwający od 1378 do 1417 roku, kiedy to brak zgody kardynałów, kierujących się głównie pobudkami politycznymi, powodował, że do tytułu głowy Kościoła katolickiego rościło sobie pretensje dwóch, a nawet trzech papieży jednocześnie.

Geneza Wielkiej Schizmy

W roku 1309 papież Klemens V przeniósł siedzibę Kurii Rzymskiej do Awinionu na terenie hrabstwa Venaissin w Prowansji rozpoczynając okres tzw. niewoli awiniońskiej papieży. Jego kolejni następcy (Jan XXII, Benedykt XII, Klemens VI, Innocenty VI i Urban V) rezydowali do roku 1376 w Awinionie, jedynie Urban V w latach 1367–1370 na krótko powrócił do Rzymu. Wszyscy oni byli Francuzami popieranymi i uzależnionymi politycznie od monarchii francuskiej. Kuria Rzymska została zdominowana przez Francuzów, a w gronie kolegium kardynalskiego nasilały się spory pomiędzy frakcjami narodowymi (głównie francuską i włoską). Urząd papieski był wykorzystywany politycznie przez królów Francji, a w Kościele szerzyły się symonia, nepotyzm, rozwiązłość i brak dyscypliny. Skutkowało to stopniowym upadkiem autorytetu papiestwa. Dopiero Grzegorz XI powrócił w 1377 roku do Rzymu za namową Katarzyny ze Sieny (później ogłoszonej świętą).

Początek schizmy

27 marca zmarł w Rzymie papież Grzegorz XI. Zwołano tam pierwsze konklawe 1378 roku, które wybrało Bartolomea Prignano, arcybiskupa Bari. Wstąpił on na tron papieski jako Urban VI. Wątpliwe okoliczności wyboru oraz kontrowersyjne rządy Urbana VI spowodowały bunt większości kardynałów. Przeciwnicy Urbana VI zgromadzili się na zwołanym przez niego konsystorzu w Anagni, gdzie miało dojść do pojednania zwaśnionych stronnictw. Niezadowoleni buntownicy wobec braku ustępstw ze strony papieża przenieśli się do Fondi, gdzie 2 sierpnia wydali odezwę w której stwierdzali nieważność wyboru Urbana VI, jako dokonanego pod przymusem. 9 sierpnia wezwali papieża do ustąpienia, ale dalszy sprzeciw z jego strony doprowadził do tego, iż zbuntowani kardynałowie potwierdzili złożenie go z urzędu i odbyli drugie konklawe 1378 roku. 20 września wybrano a 21 września ogłoszono wybór kardynała Roberta z Genewy, byłego arcybiskupa Cambrai, który przybrał imię Klemens VII. Datę tę można uznać za początek wielkiej schizmy zachodniej.

Klemens VII ekskomunikował Urbana VI, ale nie udało mu się uzyskać powszechnego uznania ani też zdobyć zbrojnie Rzymu, mimo poparcia wielu krajów europejskich i Kurii Rzymskiej. W końcu musiał osiąść w Awinionie. W ten sposób Kościół katolicki podzielił się na dwie obediencje: rzymską i awiniońską, a poszczególne kraje deklarowały poparcie w stosunku do papieży rezydujących w Rzymie lub w Awinionie.

Mapa pokazująca kraje przyjmujące obediencję Awinionu (czerwony) i Rzymu (fioletowy) w czasie schizmy zachodniej; źródło: Wikipedia.

Rzymskich papieży uznawała Anglia, Dania, Flandria, Irlandia, Litwa (wprowadzająca od 1386 roku chrześcijaństwo), Norwegia, Polska, Szwecja, Święte Cesarstwo Rzymskie (w większości), Węgry, północne Włochy i zakon krzyżacki, a awiniońskich papieży uznawały Aragonia, Burgundia, Cypr, Francja, Kastylia i León, Nawarra, Sabaudia, Szkocja, Zakon Joannitów.

Niektóre z księstw Świętego Cesarstwa Rzymskiego w przeciwieństwie do samego cesarza deklarowały poparcie dla papieża awiniońskiego. Niektóre z nich w trakcie trwania wielkiej schizmy zmieniały popierane strony. Portugalia generalnie popierała Rzym, ale w trakcie kryzysu z lat 1383–1385 (tzw. portugalskie interregnum) pretendenci do tronu popierali przeciwne strony. Królestwo Neapolu początkowo popierało papieży awiniońskich, a później rzymskich.

Papieże i antypapieże wielkiej schizmy zachodniej; źródło: Wikipedia.

Sobór w Pizie

Sytuacja zmieniła się znacząco w 1408, gdy większość kardynałów z obydwu obediencji wypowiedziało posłuszeństwo swoim papieżom (Benedyktowi XIII i Grzegorzowi XII). 23 kardynałów zwołało wspólnie sobór do Pizy na dzień 25 marca 1409 roku na którym zebrało się reprezentatywne grono ponad 300 biskupów, przedstawicieli kapituł katedralnych i uniwersytetów. Inicjatywa przezwyciężenia panującej w Kościele katolickim schizmy uzyskała wsparcie znacznej części świata katolickiego, zmęczonego przedłużającą się schizmą i brakiem dobrej woli ze strony obydwu pretendentów do tronu papieskiego.

Sobór zdetronizował niemogących się porozumieć papieży – Grzegorza XII i Benedykta XIII – uznając ich za heretyków. Równocześnie na konklawe zwołanym podczas soboru wybrano Pietro Philargiego na papieża (urzędującego pod imieniem Aleksander V). W efekcie powstała trzecia obediencja – pizańska. Aleksandra V i jego następcę – Jana XXIII – poparły: Anglia, Francja, Litwa, Polska, Portugalia, Skandynawia (państwa unii kalmarskiej: Dania, Norwegia, Szwecja), Święte Cesarstwo Rzymskie, Węgry, północne Włochy, Zakon Krzyżacki oraz łacińskie posiadłości w Grecji i na Cyprze, a nieco później także królestwo Neapolu. Wybór Aleksandra V, jak i jego następcy nie został uznany przez papieży rzymskiego i awiniońskiego. Aleksander V zmarł 3 maja 1410 roku w Bolonii, gdzie 14 maja rozpoczęło się konklawe 1410 roku, które 17 maja wybrało na papieża Neapolitańczyka – kardynała-diakona Baldassare Cossę. Wstąpił on na tron jako Jan XXIII. Sprawował formalnie swój urząd do 29 maja 1415 roku, kiedy to sobór w Konstancji pozbawił go stanowiska.

Zakończenie schizmy na soborze w Konstancji

16 listopada 1414 roku rozpoczął się sobór powszechny w Konstancji zwołany przez Jana XXIII (pizańskiego następcę Aleksandra V), który w tym czasie cieszył się największym poparciem. Jednym z głównych zadań soboru było zakończenie wielkiej schizmy. Sobór sugerował wszystkim trzem urzędującym papieżom abdykację i wybór nowego. 2 marca 1415 roku sobór nakłonił Jana XXIII do wygłoszenia obietnicy dobrowolnego zrzeczenia się tronu, którą powtórzył w bulli wydanej 8 marca. 20 marca uciekł on jednak z Konstancji w obawie przed wysuniętymi przeciwko niemu oskarżeniami. Został jednak wkrótce schwytany i uwięziony a 29 maja sobór pozbawił go formalnie urzędu, czemu się podporządkował.

4 lipca 1415 roku pełnomocnicy rzymskiego papieża Grzegorza XII przeczytali zgromadzonym dokument zwołujący sobór. Papież rzymski – Grzegorz XII – nie chciał uznać soboru, którego sam nie zwołał, jednakże wybrał rozwiązanie kompromisowe i dla siebie zarazem honorowe – „zwołał” sobór, który już od dobrych kilku miesięcy obradował i zatwierdził z mocą wsteczną podjęte na nim decyzje. Uznanie tego dokumentu przez zgromadzonych było ukłonem w jego stronę. Od tego momentu decyzje soboru uznawane są oficjalnie przez Kościół katolicki. Uczestnicy po potwierdzeniu dokumentu zagłosowali za przyjęciem abdykacji Grzegorza XII. Sobór uznał także wszystkie dokumenty wydane przez Grzegorza. Po uzyskaniu jego oświadczenia, że nie będzie ubiegał się o tron papieski ustanowił go kardynałem-biskupem i legatem w Ankonie przyznając mu w Kościele pierwsze miejsce po przyszłym papieżu.

Pomimo podporządkowania się pizańskiego Jana XXIII i rzymskiego Grzegorza XII soborowym decyzjom o złożeniu ich z urzędu, awinioński Benedykt XIII odmawiał zrzeczenia się tytułu. Rezydował on wówczas w Peñíscola a poparcia udzielały mu Aragonia, Kastylia i León, Nawarra, Szkocja i hrabstwo Armagnac. Na przełomie lat 1416/1417 Aragonia, Kastylia i León oraz Nawarra przychyliła się do stanowiska soboru i 27 lipca 1417 roku sobór w Konstancji uznał Benedykta XIII za schizmatyka i ekskomunikował, pozbawiając go tym samym tytułu. Opuścili go też wszyscy popierający go kardynałowie. Szkocja trwała w swoim poparciu tylko do roku 1418. De facto i de iure pozbawiony władzy nie uznał swojej detronizacji aż do śmierci. Nie miało to jednak większego znaczenia praktycznego.

8 listopada podczas soboru w Konstancji rozpoczęło się dość wyjątkowe, ze względu na sposób głosowania, konklawe 1417 roku. Już po 3 dniach – 11 listopada – wybrano kardynała-diakona Oddone Colonnę, który wstąpił na tron Piotrowy jako Marcin V. Inauguracja jego pontyfikatu 21 listopada 1417 roku w Konstancji zakończyła formalnie okres wielkiej schizmy zachodniej.

Konklawe 1417 roku

Konklawe 8-11 listopada 1417 – konklawe, które odbyło się na Soborze w Konstancji i formalnie zakończyło wielką schizmę zachodnią. W jego wyniku papieżem został Marcin V. Było to jedyne w historii konklawe, które odbyło się na terenie Niemiec i jedyne, w którym dopuszczono jako elektorów duchownych spoza Kolegium Kardynalskiego. Było także pierwszym, w którym uczestniczył Polak – arcybiskup gnieźnieński Mikołaj Trąba.

Konsekwencje wielkiej schizmy

Wielka schizma zachodnia i związane z nią negatywne zjawiska doprowadziły do ujawnienia się licznych głosów krytyki pod adresem Kościoła katolickiego i papiestwa. Była niewątpliwym katalizatorem reformacji i okazją do szerzenia swoich tez przez jej prekursorów: Johna Wycliffe’a i Jana Husa. Schizma doprowadziła też do ustalenia Rzymu jako faktycznej, a nie tylko tytularnej, siedziby papieży.

Wśród historyków i teologów, a także znawców prawa kanonicznego nie ma zgody co do tego, którzy z panujących podczas wielkiej schizmy papieży mieli legalne prawo do posługiwania się tym tytułem. Kościół katolicki za prawowitych uznaje papieży obediencji rzymskiej (Urbana VI, Bonifacego IX, Innocentego VII, Grzegorza XII), papieży awiniońskich uznając za uzurpatorów. Wydaje się, że obecnie także papieże pizańscy nie są uznawani przez Watykan, jednakże aż do XX w. Annuario Pontificio ich wymieniało. Także wybrany w 1492 na papieża Rodrigo de Borgia y Borja przybrał imię Aleksander VI uznając niejako prawo do tytułu Aleksandra V. Sytuacja uznania dla papieży pizańskich staje się problematyczna, gdy na tron Piotrowy w 1958 roku wstąpił Angelo Giuseppe Roncalli i przybrał imię Jan XXIII co z kolei świadczy o nieuznawaniu obediencji pizańskiej za legalną przez Kościół katolicki.

Papieże obediencji awiniońskiej i pizańskiej są tradycyjnie nazywani antypapieżami.

x

Mamy więc tu do czynienia z bardzo skomplikowaną i zawiłą materią. Wyboru Urbana VI dokonano pod przymusem. Jednak Wikipedia nie informuje pod jakim przymusem. Jakie to były siły? Zbuntowani kardynałowie na oddzielnym konklawe wybrali swojego papieża Klemensa VII, który nie zdołał pokonać Urbana VI, papieża rzymskiego, i ostatecznie osiadł w Awinionie, który był eksklawą państwa papieskiego, czyli obszarem położonym poza tym państwem, ale należącym do niego. Eksklawą było też Westerplatte. Niektóre księstwa Świętego Cesarstwa Rzymskiego (I Rzesza), w przeciwieństwie do cesarza, deklarowały poparcie dla papieża awiniońskiego. Niektóre w trakcie trwania schizmy zmieniały popierane strony. Portugalia raz tak, raz siak. Podobnie Królestwo Neapolu. Jakaś zawiła gra tam się toczyła.

Później pojawia się trzeci papież, pizański. Poparła go praktycznie cała katolicka Europa, nie został jedynie uznany przez papieża rzymskiego i papieża awiniońskiego. Następnie Jan XXIII, a więc papież pizański, zwołał sobór powszechny w Konstancji, który to sobór pozbawił go tronu. Decyzjom soboru podporządkował się też, czyli ustąpił, papież rzymski Grzegorz XII, natomiast awinioński Benedykt XIII – nie. Ostatecznie sobór uznał go za schizmatyka i w lipcu 1417 ekskomunikował, pozbawiając go tym samym tytułu. W listopadzie 1417 roku, na wyjątkowym konklawe, papieżem został Marcin V. Było to wyjątkowe konklawe, bo niezgodne z dotychczasową procedurą. Czy zatem wszyscy jego następcy, aż do chwili obecnej, byli antypapieżami? A ten, którego wkrótce wybiorą?

Czym była wielka schizma zachodnia? Kłótnią wielkich rodzin arystokratycznych, które faktycznie sprawowały władzę? A może chodziło tylko o podważenie autorytetu Kościoła, czyli przygotowanie gruntu pod reformację? A może była jeszcze jakaś inna przyczyna? W każdym razie dotarcie do istoty władzy wydaje się niemożliwe z pozycji przeciętnego człowieka. Jedno wszakże wydaje się pewne, jeśli uwzględnimy wszystko, co wiązało się z tą schizmą, że władza papieska nie pochodziła od Boga.

xxx

As the black death swept through Europe, devastating half the population, many citizens in desperation turned their eyes from the Heavens to Earth. There, in order to master the physical world, the more philosophically inclined tried to uncover the secrets of existence and unravel Life’s great mysteries, while the poor hoped only to overcome their suffering.

And so it was that God fell to Earth as Man, and the rigid religious doctrine of the Middle Ages lost its power and was replaced by the study of great ancient civilizations of Rome, Greece, and Egypt. As the thirst for the Crusades began to fade, Olympian heroes were reborn and Olympian battles were fought anew. Man pitted his mind against the heart of God, and Reason reigned.

This was the time of great accomplishments in philosophy, the arts, medicine, and music. Culture flourished with great pomp and ceremony. But not without cost. Old laws were broken before new ones were created. The shift from the strict adherence to the world of God and the belief in eternal salvation to the honor of Man and reward in the material world called humanism was, in truth, a difficult transition.

Then, Rome was not the Holy City; it was a lawless place. In the streets, citizens were robbed, house were plundered, prostitution was rampant, and hundreds of people were murdered each week.

Moreover, the country we now know as Italy did not yet exist. Instead, there were five great powers: Venice, Milan, Florence, Naples, and Rome. Within the boundaries of the “boot”, there were many independent city-states ruled by old families led by local kings, feudal lords, dukes, or bishops. Inside the country, neighbor fought neighbor for territory. And those who conquered were always on guard – for the next conquest was close at hand.

From outside the country, there came the threat of invasion by foreign powers who wished to expand their empires. The rulers of France and Spain vied for territory, and the “barbarian” Turks, who were not Christians, were moving in on the Papal States.

Church and state wrestled for sovereignty. After the travesty of the Great Schism – when there were two Popes in two cities with divided power and reduced revenue – the formation of the new seat of the throne in Rome, with only one Pope, gave the princes of the church new hope. Emerging even stronger than before, the spiritual leaders of the church had only to fight the temporal power of the kings, queens, and dukes of the small cities and fiefdoms.

Still, the Holy Roman Catholic Church was in turmoil, for the lawless behavior was not limited to citizens only. Cardinals sent their servants armed in stones and crossbows into the streets to fight with Roman youths; men of high position in the church – forbiden to marry – visited courtesans and kept many mistresses; bribes were offered and taken; and official clergy at the highest levels were ready to accept money to deliver dispensations from the laws and write up sacred papal bulls to pardon the most terrible crimes.

It was said by many a disillusioned citizens that everything in Rome was for sale. Enough money could buy churches, priests, pardons, and even the forgiveness of God.

With very few exceptions, men who became priests entered the church because they were second sons – trained from birth for professions in the church. They had no true religious calling, but because the church still held the power to declare a king a king, and to bestow great blessings on earth, every aristocratic Italian family offered gifts and bribes to get sons named to the college of cardinals.

This was the Renaissance; the time of cardinal Rodrigo Borgia and his family.

Polska i Czechy

Często zastanawiałem się, dlaczego relacje polsko-czeskie były takie, mówiąc delikatnie, dziwne, żeby nie powiedzieć chłodne. Przecież Czesi są pod względem kulturowym i językowym nam najbliżsi. A jednak wśród ludności tego państwa, zwanego oficjalnie Polską, lekceważący czy nawet pogardliwy stosunek do Czechów nie jest rzadkością. Tym bardziej to dla mnie dziwne, bo ja zawsze byłem nastawiony pozytywnie do nich. Skąd zatem to się wzięło i co było tego przyczyną, tych dziwnych relacji polsko-czeskich? I znów, jak w poprzednim blogu, szukając odpowiedzi, zajrzałem do książki Normana Daviesa Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK 1999. Pisze on tak:

Charakterystyka i powiązania Kościoła chrześcijańskiego w Polsce w pierwszych stuleciach nie były jednak proste. Apologeci katoliccy średniowiecza i epok późniejszych zawsze zwracali uwagę wyłącznie na zwierzchnictwo Rzymu i łaciński obrządek. Tymczasem Polanie przyjęli chrześcijaństwo z Czech; w tym kontekście nie należy zapominać, że aż do końca XI w. słowiańska liturgia tradycji Cyryla i Metodego współistniała na ziemiach czeskich z popieranym przez Niemców Kościołem łacińskim. Chociaż nie ma bezpośrednich dowodów na to, że chrzest władcy Wiślan z rąk Metodego wywarł jakikolwiek trwały wpływ na życie religijne na terenach położonych na północ od Karpat, nie ma wątpliwości, że znaczny procent słownictwa religijnego w języku polskim wywodzi się z form czeskich i słowiańskich, nie zaś niemieckich czy łacińskich. Takie słowa, jak „chrzest”, „kazanie”, „kościół”, „pacierz” czy „ksiądz”, dostarczają oczywistych przykładów. Zarówno Wojciech, jak i jego przyrodni brat Gaudenty, byli członkami książęcego rodu Sławnikowiców, patronów słowiańskiego obrządku; można więc oczekiwać, że przenieśli oni te sympatie na teren Polski.

Stosunki Polski z Czechami miały kapitalne znaczenie. Jako starsze z dwóch najważniejszych królestw Słowian Zachodnich, Czechy odgrywały doniosłą rolę w kulturalnym i politycznym rozwoju Polski. Czesi, wcześniej zjednoczeni w obrębie państwa wielkomorawskiego, nawiązali kontakty z zachodnim chrześcijaństwem i cesarstwem niemieckim co najmniej o wiek wcześniej niż Polanie i spełniali rolę głównego filtra, przez który docierała do Polski wiedza o Zachodzie. To właśnie z Pragi – w osobach Dubrawy i Wojciecha – po raz pierwszy dotarła do Polaków religia chrześcijańska. To z Pragi docierała do nich wiedza o subtelnościach powiązań z Niemcami, ponieważ Czechy zostały królestwem elektorskim cesarstwa na prawach inwestytury. To czeski język obdarzył ich praktycznie całym słownictwem z zakresu polityki, religii i życia społecznego. Niektórzy historycy podkreślają, że w tym stadium dziejów Polaków i Czechów w ogóle nie należało uważać za dwa odrębne narody. W pierwszej połowie XI w. istniała realna szansa utworzenia – pod przywództwem czeskim czy polskim – trwale zjednoczonego państwa Słowian Zachodnich.

Wzajemna poufałość nie przeszkodziła jednak powszechnej wówczas fali sąsiedzkich wojen. Nadała raczej szczególny koloryt ich wzajemnym stosunkom: każdy z dwóch słowiańskich braci wtrącał się w najbardziej prywatne sprawy wewnętrzne drugiego, jeśli tylko dostrzegał u niego najmniejszą oznakę słabości. Właśnie podczas jednego z takich momentów słabości – w 990 r., podczas trójstronnej walki dynastycznej Piastów, Przemyślidów, Sławnikowiców – Mieszko I po raz pierwszy namówił Ślężan i Wiślan do nieposłuszeństwa wobec Czechów. W 1003 r. Bolesław Chrobry zdobył Pragę i na krótko został wyniesiony na tron czeski. Morawy – po Dunaj i Cisę – utrzymał do roku 1017. W dwadzieścia lat później król czeski odpłacił pięknym za nadobne. Korzystając z okazji, jaka się nadarzyła w postaci wybuchu powstania pogańskiego w latach 1035-37, Brzetysław zdobył Kraków i Gniezno i uwiózł ciało św. Wojciecha. Władał Śląskiem do 1050 r.

W czasie wojen pomiędzy Polakami a cesarstwem królowie czescy często stawali po stronie cesarstwa, wdzierając się daleko w głąb kraju i prowokując najazdy odwetowe ze strony Polaków. W okresie rozbicia dzielnicowego przejściowo ustalili swoje zwierzchnictwo nad Śląskiem, Wielkopolską, Małopolską, a nawet Mazowszem. W r. 1300 Wacław II, który był już królem czeskim i księciem małopolskim, został ukoronowany na króla Polski i Gniezna. Rządził osobiście aż do swojej śmierci w pięć lat później. Jego syn, Wacław III, został zamordowany w czasie podróży do Polski, którą podjął, aby przejąć tron po zmarłym ojcu. Ten krótki okres supremacji czeskiej nie przyciąga większej uwagi polskich historyków. Jednak w oczach obserwatora z zewnątrz jest to jedna z nielicznych okazji zjednoczenia się w obliczu silniejszego wroga, jaką dzieje ofiarowały ludom Europy Środkowej. W każdym razie był to ostateczny impuls do podjęcia dzieła ponownego zjednoczenia królestwa polskiego za panowania Łokietka.

x

Pisze więc Davies, że słowiańscy bracia wtrącali się w prywatne sprawy każdego z nich. Ten okres był również, według niego, szansą na zjednoczenie. Czy wynikało to z kłótliwości jednych i drugich? Taka sugestia, nawet jeśli bardzo subtelna, zawarta jest w jego opisie relacji polsko-czeskich. Taki wniosek można by było wyciągnąć przy założeniu, że były to niepodległe państwa. W praktyce Czesi i Polacy, a raczej ich księstwa czy królestwa, były częścią Świętego Cesarstwa Rzymskiego, czyli I Rzeszy, a władcy Czech i Polski byli wasalami cesarza i papieża. Z tej racji realizowali ich politykę, której celem było niedopuszczenie do zjednoczenia się Słowian Zachodnich, bo gdyby tak się stało, to powstałoby państwo jednolite pod względem etnicznym, kulturowym i religijnym, czyli, mówiąc ogólnie, cywilizacyjnym. Trudno byłoby w nim o jakieś konflikty natury wyznaniowej czy innej. W tej strefie tak być nie mogło. Zamiast tego stworzono tu „państwo” wielokulturowe, wielowyznaniowe, zróżnicowane w sensie gospodarczym i cywilizacyjnym, czyli źródło wszelkich konfliktów. I tak to trwa do dziś. Wojna na Ukrainie i irracjonalne zaangażowanie się „Polski” w ten konflikt jest tego dowodem.

Starcie Słowian Zachodnich z cesarstwem niemieckim musiało skończyć się ich porażką. Cała Europa Zachodnia to obszar, który został podbity przez Rzym, a więc podlegał jego wpływom, czerpał z jego dorobku i doświadczenia. I to tę wiedzę i doświadczenie zachowały państwa, które powstały na terenie byłego imperium. Wprawdzie tylko niewielka część obszaru I Rzeszy znajdowała się w granicach Rzymu, ale to wystarczyło. W takiej sytuacji zetknięcie się I Rzeszy ze Słowianami Zachodnimi musiało doprowadzić do ich wasalizacji, bo ziemie, na których oni mieszkali nie wchodziły w skład Rzymu i nie mogli dorównać Niemcom pod żadnym względem. Ten podział trwa do dziś i wejście „Polski” do unii niczego nie zmieniło. A jej wyjście z unii również niczego nie zmieni, bo to też już było.

Tak więc w zależności o tego, jaki przyjmiemy punkt wyjścia, takie otrzymamy wyjaśnienie. Jeśli przyjmiemy, że Czechy i Polska były państwami niezależnymi, to zachowania ich władców wydają się co najmniej dziwne lub niezrozumiałe, a nawet nielogiczne. Jeśli natomiast założymy, że władcy Polski i Czech byli wasalami Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a oba państwa były częścią I Rzeszy, to wszystko układa się w logiczną całość.

1025

W tym roku w kwietniu, podobno 12-tego, przypadła okrągła tysięczna rocznica koronacji Bolesława Chrobrego, co uważane jest w powszechnej świadomości za symbol uniezależnienia się państwa polskiego od cesarza niemieckiego. Jednak w praktyce sytuacja była bardziej skomplikowana i ta niezależność Piastów była bardziej symboliczna niż faktyczna. Dobrze to wyjaśnia Norman Davies w książce Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK 1999. Wprawdzie nie nazywa on rzeczy po imieniu, bo cenzura nie dopuściłaby wtedy do druku tej pracy, ale z informacji przez niego podanych wyłania się stan odmienny od oficjalnej narracji. Pisze on:

Status monarchii nigdy nie był jasno określony. Choć praktycznie rzecz biorąc, Piastowie byli niewątpliwie panami we własnym domu, ich stosunki z władcą Świętego Cesarstwa Rzymskiego oraz władcami innych sąsiednich krajów były przedmiotem stałych modyfikacji i kompromisów. W dokumentach łacińskich z XI i XII w. w odniesieniu do Piastów używano najczęściej tytułu Dux. Tłumaczony na angielski jako Duke i na niemiecki jako Herzog, tytuł ten w nieokreślony sposób implikuje pewien sposób subordynacji wobec dostojnika wyższego rangą w hierarchii feudalnej. Niemieccy historycy interpretowali go zazwyczaj jako oznakę stosunku zwierzchności władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego wobec Piastów. W gruncie rzeczy może słuszniej byłoby interpretować go jako odpowiednik „wodza” czy „dowódcy”.

Gdy jednak na mocy testamentu Krzywoustego z 1138 r. królestwo zostało podzielone między jego synów, tytuł wybrany dla „księcia senioralnego”, który miał zatrzymać prowincję krakowską i sprawować zwierzchnictwo nad braćmi, nie brzmiał Dux, lecz Princeps. Tytuł Dux tłumaczy się na ogół na polski jako „książę”, dla rozróżnienia między pozycją nie koronowanego księcia a pozycją króla (rex), przy czym słowo”król” jest zniekształconym imieniem Karol i pochodzi od imienia Karola Wielkiego. Koronacja nie była jednakże niezawodną oznaką statusu panującego. Gdy podczas uroczystości w Gnieźnie w 1000 r. Otto III włożył swoją własną koronę na głowę Bolesława Chrobrego, wyniósł go w ten sposób do godności patriciusa, czyli „członka starszyzny rzymskiej” i ogłosił „bratem i pomocnikiem w Cesarstwie”. Niektórzy historycy widzą w tym akt łaski okazałej przez cesarza wasalowi; inni gest przyjaźni między równymi. Zgoda Ottona na formalną koronację Bolesława przez ćwierć wieku nie doczekała się realizacji z powodu nieprzejednanej postawy jego następcy, Henryka II. Stała się faktem, za sprawą cichej zgody papieża, w r. 1025 podczas bezkrólewia po śmierci Henryka.

Od tego czasu koronacja i uznanie władców polskich bynajmniej nie następowały automatycznie. Szereg następców Chrobrego uznawał nadrzędną władzę cesarza. W r. 1033 podczas zjazdu w Magdeburgu Mieszko II (990-1034) uznał zwierzchnictwo nowego cesarza niemieckiego Konrada II, czyniąc z Polski lenno cesarskie. Natomiast Kazimierz II Odnowiciel (1016-58), który odbudował państwo po buncie w 1037 r., nie był nigdy koronowany. Bolesław II Szczodry poszedł w ślady swego poprzednika i imiennika i, korzystając z kłopotów cesarza Henryka IV, koronował się na króla w 1076 r. Władysław Herman (1034-1102) nie był koronowany i uznał zwierzchnictwo cesarza. Jego starszy syn Zbigniew starał się pozyskać poparcie cesarza przeciwko swemu młodszemu bratu, Bolesławowi III Krzywoustemu. Ten ostatni zaś był łupieżczym wojownikiem i żadna ochrona nie była mu potrzebna. Nie zatroszczył się o to, aby się koronować, ale w 1135 r. drogą podbojów wymógł na cesarzu zwierzchność nad Pomorzem.

W okresie rozbicia dzielnicowego (1138-1320 – przyp. W.L.), który miał teraz nastąpić, niekończące się walki o tron krakowski uniemożliwiały koronacje królewskie. Od czasu do czasu – jak to miało miejsce w przypadku Bolesława Kędzierzawego (1120-73), księcia Mazowsza, który w r. 1157 złożył hołd cesarzowi Fryderykowi Barbarossie – odzywały się echa cesarskiego zwierzchnictwa. Po śmierci Henryka II Pobożnego (1191-1241) w bitwie pod Legnicą nastąpił ostateczny upadek koncepcji pryncypatu. Dopiero w 1320 r., kiedy Łokietek otrzymał zgodę papieża na wyniesienie do godności monarchy ponownie zjednoczonego królestwa, królestwo polskie, corona regni Poloniae, i tytuł królewski, rex Poloniae, rozpoczęły swą nieprzerwaną karierę.

Na przestrzeni pierwszych stuleci akty hołdu i koronacji stanowiły broń w ręku książąt walczących o umocnienie swej niepewnej władzy. Same w sobie nie były jednak dokładną miarą władzy politycznej. Słabi władcy mogli się do nich odwołać, szukając ochrony i wsparcia, władcy silni zaś używali ich jako oznak swego powodzenia i niezależności lub też jako broni dyplomatycznej. Równie dobrze jednak można je było bezkarnie ignorować. Zwłaszcza we wczesnym okresie władcy cesarstwa niemieckiego woleli naturalnie myśleć, że należy im się posłuszeństwo Piastów – czy to w roli przyjaciół, czy też sprzymierzeńców lub wasali; mieli zaś po temu kilka wyraźnych precedensów, na których mogli się opierać. Sami Piastowie natomiast woleli oczywiście uważać się za władców niepodległego królestwa, którego związki z cesarstwem miały wyłącznie przelotne znaczenie. Oni także mieli własne precedensy.

x

Z tego, co napisał Davies wynika, że Piastowie bardziej byli wasalami cesarza niemieckiego niż królami niezależnego państwa. A czy cichą zgodę papieża, jak on napisał, można uznać za akt o międzynarodowym znaczeniu? Problem z koronacją Bolesława Chrobrego dotyczy też jej daty. Wikipedia tak pisze:

„Trwa spór co do daty koronacji. Niektórzy historycy uważają, że Chrobry od 1000 roku starał się o papieską zgodę na koronację, potwierdzającą akt dokonany podczas zjazdu gnieźnieńskiego. Niezależne źródła proweniencji niemieckiej jednoznacznie potwierdzają, że Bolesław, korzystając z krótkiego bezkrólewia w Niemczech po śmierci Henryka II, kazał się koronować w 1025 roku (dokładna data ani miejsce nie jest znane). Inni uważają (Johannes Fried) iż w 1025 dokonano tylko odnowienia koronacji z roku 1000 (tzw. srebrna, koronacje wielokrotne są spotykane w tym czasie). Przeciwko temu poglądowi protestuje Jerzy Wyrozumski, który zaznacza, że w świetle tekstu z epitafium władcy, jak również według późniejszej polskiej tradycji, symboliczny akt włożenia diademu cesarskiego na głowę polskiego władcy przez Ottona III w 1000 roku nie był przez współczesnych uznawany za jakikolwiek ekwiwalent koronacji. Nie wyklucza to wspomnianego wcześniej faktu, że polski książę starał się uzyskać koronę wkrótce po zjeździe, niemniej starania te zakończyły się niepowodzeniem ze względu na śmierć przychylnych Bolesławowi cesarza Ottona III i papieża Sylwestra II. Istnieją również podania, że korona pierwotnie przeznaczona dla polskiego władcy trafiła ostatecznie na Węgry, gdzie spoczęła na skroniach tamtejszego władcy Stefana.”

Wygląda więc na to, że tej koronacji nie było, bo skoro papież dał ciche przyzwolenie, czyli nieoficjalne, to oficjalnie nie powstało żadne królestwo. Żeby to wszystko zrozumieć, to trzeba sobie uświadomić, czym było Święte Cesarstwo Rzymskie.

Mapa Świętego Cesarstwa Rzymskiego około 1000 r. z Niemcami, Włochami, Czechami i Burgundią; źródło: Wikipedia. Ta mapa wyjaśnia też, dlaczego Włochy dzielą się na bogatą północ i biedne południe.

I Rzesza, prawie 1000-letnia, była zlepkiem księstw i księstewek. Miała ona w miarę stabilne granice na zachodzie, północy i południu. Natomiast na wschodzie te granice były płynne, dynamiczne. Tu księstwa rywalizowały ze sobą o ziemię i ludność zamieszkującą sporny teren. Często zapewne w tych kłótniach rozjemcami byli cesarz i papież. I tak zapewne trzeba patrzeć na wojny Piastów z władcami innych księstw w ramach I Rzeszy, a nie jak na wojny polsko-niemieckie. Na powyższej mapie ziemie polskie oznaczone są jako królestwo, co jest nieprawdą, bo to mapa z około 1000 roku. Nie jest też żadną tajemnicą, że za Piastów osadnictwo niemieckie było bardzo intensywne, mieszczaństwo było praktycznie niemieckie, a miasta zakładano na prawie magdeburskim. Ustrój tych ziem pewnie był zbliżony do tego w Cesarstwie, a wiec zrównoważone stany, w miarę rozwinięte mieszczaństwo i zasobny skarb oraz silna władza centralna. W praktyce można powiedzieć, że ziemie polskie były częścią Świętego Cesarstwa Rzymskiego, czyli I Rzeszy, a Piastowie byli wasalami cesarza. No bo czy w innych warunkach możliwy by był tak intensywny napływ ludności niemieckiej na ziemie polskie? Kraków w pewnym okresie był miastem bardziej niemieckim niż polskim.

x

Konsekwencje podziału Imperium Rzymskiego na część zachodnią i wschodnią trwają do dziś. Początkowo chrześcijaństwo szerzyło się w Europie zachodniej. Stąd nastąpiła jego ekspansja na tereny Europy środkowej. Podobny proces rozwijał się od części wschodniej, czyli od Bizancjum. Zderzenie tych dwóch prądów miało miejsce na ziemiach polskich.

Podział imperium rzymskiego po śmierci Teodozjusza I w 395 roku; źródło: Wikipedia.

Za panowania Włodzimierza Wielkiego (960-1015) dochodzi do chrztu Rusi w 988 roku. Jego następcą był Jarosław Mądry (978-1054). W roku śmierci Jarosława, czyli w 1054, dochodzi do wielkiej schizmy wschodniej, czyli podziału na chrześcijaństwo zachodnie i wschodnie. I w tym samym roku Ruś wchodzi w okres rozbicia dzielnicowego.

W 1169 roku Andrzej Bogolubski, książę włodzimierski, oddziela na Rusi rolę wielkiego księcia od miejsca rezydowania. Od tej pory w Kijowie zasiadali książęta pozostający najczęściej w stosunku lennym do książąt ruskich, a następnie obcych. Przerwanie szlaków handlowych północ-południe – co było wynikiem utworzenia Cesarstwa Łacińskiego (1204-1261) w wyniku czwartej wyprawy krzyżowej (1202-1204) i utworzenie szlaków handlowych wschód-zachód – osłabiło Ruś Kijowską. W 1240 roku, na skutek najazdu mongolskiego, większość księstw ruskich utraciła niezależność polityczną na rzecz Złotej Ordy. Tatarzy nie przejęli bezpośrednio rządów w podległych księstwach, wybierali kandydata do tronu we Włodzimierzu, który z kolei pełnił funkcję zwierzchnią nad pozostałymi księstwami.

Księstwa Rusi Kijowskiej po śmierci Jarosława Mądrego w 1054 roku; źródło: Wikipedia.

Zanim jednak doszło do rozbicia dzielnicowego Rusi Kijowskiej, to było to potężne księstwo. O wyprawach Piastów na Ruś Wikipedia tak pisze:

Do schyłku X wieku państwa polskie i ruskie rozwijały swoje terytoria oddzielnie, nie stykając się ze sobą. Do Mieszka I należały Grody Czerwieńskie (późniejsza Ruś Czerwona lub jej zachodnia część), które siłą zagarnął w 981 roku książę kijowski Włodzimierz, czym zapoczątkował polsko-ruską rywalizację o te ziemie. W roku 1018 Bolesław Chrobry w wyniku udanej wyprawy kijowskiej, nie tylko odzyskał dla Polski Grody Czerwieńskie, ale też zdobył stolicę Rusi. Wysyłane przez niego z Kijowa listy do obu cesarzy oraz bite monety z napisami cyrylicą wskazują, że w chwili koronacji w 1025 roku Bolesław Chrobry i jego syn Mieszko II mogli czuć się pretendentami do zwierzchnictwa nad Rusią Kijowską. Na pewno też w skład Korony Chrobrego wchodziły ziemie Rusi Czerwieńskiej.

Kolejni Piastowie (Bolesław Śmiały, Kazimierz Sprawiedliwy, Leszek Biały) jeszcze kilkakrotnie interweniowali w sprawy Rusi, osadzając na tronie w Kijowie i Haliczu podległych im książąt. Poza tym poprzez żony niektórych Piastów istniały relacje dynastyczne z Rurykowiczami.

W czasie rozbicia dzielnicowego, gdy większa część ziem ruskich pozostawała w zależności od Złotej Ordy, nastąpił upadek Rusi Kijowskiej. Według tradycyjnej historiografii rosyjskiej, czołową rolę na Rusi przejęło wówczas prowincjonalne księstwo włodziemiersko-suzdalskie (później moskiewskie), a czynnik religijny (przeniesienie patriarchatu) dał początek ideologii Trzeciego Rzymu i ekspansji Moskwy na całą Ruś pod pretekstem zbierania ziem ruskich. Jak jednak wykazał ukraiński historyk Mychajło Hruszewski, bezpośrednią legalną kontynuację politycznej władzy książąt kijowskich posiadali wówczas książęta halicko-włodzimierscy, którym faktycznie podlegał Kijów i którzy wciąż uznawali się za panów Rusi. W roku 1253 Daniel Halicki został nawet koronowany na króla Rusi i jego państwo nosiło nazwę Królestwa Rusi.

x

A zatem Bolesław Chrobry, który w 1018 roku zdobył Kijów, działał, podobnie jak późniejsi Piastowie, jako wasal cesarza i papieża, bo i faktycznie takim był. Celem tych wszystkich wypraw było przeciągniecie Rusi na stronę Świętego Cesarstwa Rzymskiego kosztem Bizancjum, a narzędziem do jego realizacji byli Piastowie. To działo się jeszcze przed schizmą w 1054 roku.

Po rozbiciu dzielnicowym Rusi Kijowskiej nie następuje ponowne zjednoczenie. Utrwala się podział na księstwa, z części których powstało Księstwo Moskiewskie i te, które weszły w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego. Zatem ani Moskwa, ani WKL nie były królestwami. To też zapewne stanowiło jakiś argument czy usprawiedliwienie do późniejszych prób podporządkowania sobie takiego księstwa. Powstaje małe Królestwo Polskie złożone z Wielkopolski i Małopolski. To Królestwo Łokietka. Jego syn, Kazimierz Wielki, dorzuca do tego Ruś Halicką. I nadal to niewielkie obszarowo Królestwo łączy się z rozległym WKL. I w ten sposób ten nowy twór staje się formalnie Królestwem. Jagiełło, wielki książę litewski, zostaje królem Polski.

„Pod koniec XV wieku zaczęła się też kształtować ideologia suwerenności Korony i dążenie do zrzucenia zwierzchnictwa cesarstwa i papiestwa. W roku 1555 sejm piotrkowski zrzucił zależność od papieży (od zjazdu w Sulejowie w roku 1318 papieże byli suwerenami Królestwa Polskiego). Za czasów ostatnich Jagiellonów przyjęto również zasadę suwerenności królów Polski od cesarzy, czego symbolem było zamknięcie korony Chrobrego złotymi kabłąkami i globem z krzyżem.” – Wikipedia. Jak to się stało, że przez tyle czasu cesarze i papieże nie zgadzali się na suwerenność swoich wschodnich prowincji, aż w końcu ulegli. Jakież tu siły zadziałały?

A więc następuje zmiana suwerena. Ziemie polskie wydostają się spod cesarskiej i papieskiej dominacji (wyjście z unii europejskiej) i stają się dodatkiem do WKL (wejście w strefę wpływów Bizancjum). Ich wyższy stopień rozwoju gospodarczego (wcześniej część I Rzeszy) i przewaga cywilizacyjna służyć będą od tej chwili interesom „Królestwa Rusi”, co oznaczało zapoczątkowanie permanentnego konfliktu z Moskwą, a później z Rosją. Czy to nie przypomina obecnej sytuacji? – Wszystko dla Ukrainy.

Wychodzi więc na to, że na ziemiach polskich nigdy nie było suwerennego państwa polskiego i obecnie też go nie ma. Jest to strefa zgniotu, w której ścierają się ze sobą ideologie wschodniej i zachodniej części byłego imperium. Zmieniają się tylko nazwy. Raz była to Rzeczpospolita Obojga Narodów, raz Napoleon, Hitler czy Stany Zjednoczone; z drugiej strony Wielkie Księstwo Moskiewskie, Cesarstwo Rosyjskie, Związek Radziecki, Rosja – to wszystko to Bizancjum. To dalej konflikt Rzym – Bizancjum. Czy prawdziwy, czy wykreowany? To już inna para kaloszy. Obecna wojna na Ukrainie to tylko kontynuacja tego zderzenia, zapoczątkowanego przez Stany Zjednoczone, a kończyć je pewnie będzie Europa. Po drugiej stronie Bizancjum – niezmienne i ortodoksyjne, jak niezmienne i ortodoksyjne jest prawosławie, które samo w sobie jest zagadkowe. O tym pisałem w blogu Arianie.

x

Aktualizacja z dnia 31 maja 2025

We wprowadzeniu do książki Dzieje Bizancjum Georg Ostrogorski PWN 1968, natrafiłem na taką uwagę:

“A.F. Grabski starał się odtworzyć stosunki Polski z Bizancjum w XI wieku. Opierając się na źródłach bizantyjskich, rozpatrując politykę Bazylego II w stosunku do Rusi Kijowskiej, konflikty między Bizancjum a państwem niemieckim na terenie Italii południowej i stanowisko, jakie w tych zagadnieniach zajmował Bolesław Chrobry, wówczas sojusznik cesarza niemieckiego.

Zdaniem autora Bolesław, po zajęciu w 1018 r. Kijowa, wysłał do Bazylego II poselstwo ofiarując mu przyjaźń, ale grożąc jednocześnie, iż odwoła posiłkowe oddziały ruskie znajdujące się w armii bizantyjskiej, o ile Bazyli nie wycofa się z Italii południowej.”

Sojusznik cesarza niemieckiego – tak to ładnie wyrażono w tym wprowadzeniu, ale jaki interes i korzyść miałby Chrobry, jako władca Polski, z wycofania się Bazylego z południowej Italii? Był wasalem cesarza niemieckiego i wykonywał jego rozkazy? Bo czy w innym wypadku taki prowincjonalny książę mógł grozić władcy Bizancjum?

Rzeź galicyjska c.d.

W piątek 11 kwietnia wysłuchałem komentarza Macieja Maciaka na jego kanale Musisz to wiedzieć. Już od dłuższego czasu nie zaglądałem tam, ale ponieważ nie znalazłem niczego ciekawego, to, jak mówią, na bezrybiu i rak ryba. Maciak komentował wypowiedź Brauna, który okazał się być zwolennikiem obowiązkowej służby wojskowej. Powiedział on też, że Braun jest austriackim Żydem i że ukraiński nacjonalizm wywodzi się z Galicji, że to Austriacy go stworzyli. Na taką zbitkę słowną, Galicja plus Austriacy, mój procesor zaczął iskrzyć, pojawił się ogień i kłęby dymu. Gdy one opały, wyłonił się napis rzeź galicyjska.

Mam na swojej stronie parę blogów, które mnie uwierają, zamieściłem je w poczuciu niedosytu, że tak naprawdę niczego nie wyjaśniłem. Jednym z nich jest blog Rzeź galicyjska. Nie dotarłem wtedy do faktów, które zmieniłyby mój punkt widzenia i interpretacji tej rzezi. W związku z tym starałem się znaleźć jakieś uzasadnienie dla niej i usprawiedliwić chłopów, którzy mieli tak brutalnie rozprawić się ze szlachtą. Zamieściłem więc obszerny cytat z Rozdroża Marii Dąbrowskiej, która opisywała trudne położenie chłopów od czasu I RP, w której stali się niewolnikami. I tak ich usprawiedliwiałem:

„Rzeź galicyjska nie wzięła się znikąd. Gdyby relacje chłopsko-szlacheckie wyglądały inaczej, Austriacy i Żydzi nie byliby w stanie sprowokować chłopów. To, że doszło do tak drastycznych wydarzeń, oznaczało tylko to, że chłopi byli ludźmi, którzy czuli i cierpieli z racji swego poniżenia. Taka jest ludzka natura: niezgłębiona, tajemnicza, wybuchowa, a nade wszystko nieobliczalna. Szlachta miała wszelkie instrumenty ku temu, by poniżać chłopa: czasem biła go, czasem linczowała, czasem zabijała, ale najczęściej zmuszała go do niewolniczej pracy, wyzyskując wszelkie jego siły witalne. Chłop nie mógł odpowiedzieć tym samym. Nie mógł rozłożyć w czasie swojej zemsty w taki sposób, jak to czyniła szlachta. Gdy więc nadarzyła się okazja, emocje wzięły górę.”

Sam nie bardzo wierzyłem w to, co wtedy napisałem, ale to było ponad 4 lata temu, a więc niewiele ponad rok od założenia bloga i wyszło tak, jak wyszło. Dziś, dzięki Maciakowi, coś zaiskrzyło i wróciłem do tematu. Wikipedia pisze:

Rabacja galicyjska rozpoczęła się 19 lutego, choć do pierwszych napadów na dwory doszło już 18 lutego. Zbrojne gromady chłopów zrabowały i zniszczyły w ciągu kilku dni w drugiej połowie lutego 1846 roku ponad 500 dworów w cyrkułach: tarnowskim (tu zagładzie uległo ponad 90% dworów), bocheńskim, sądeckim, wielickim, jasielskim. Chłopi oblegali również miasta, np. Limanową i Grybów. Zamordowano, często w bardzo okrutny sposób (stąd określanie tych wydarzeń terminem rzeź) od ponad 1200 do 3000 osób, niemal wyłącznie ziemian, urzędników dworskich i rządowych. Bandy atakowały także mniejsze oddziały powstańcze zmierzające do Krakowa. W okolicach Jasła buntowi chłopskiemu przeciwko właścicielom rodzinnej wsi Smarzowy – Boguszom, przewodził Jakub Szela, który wkrótce miał objąć kontrolę nad większym terytorium. Szereg posiadłości pomiędzy Bogoniowicami a Grybowem rozgrabiły oddziały Antoniego Korygi. Jak ustalił i podkreślał prof. Stefan Kieniewicz, mimo skali wydarzeń, ani jeden Żyd nie padł ofiarą [powstańców]. Nie atakowano również Niemców. Nieliczną część ofiar stanowili księża, którzy choć nie cieszyli się posłuchem ze strony chłopstwa, to byli potrzebni jednak dla utrzymania kultu kościelnego.

Rzeź galicyjska, Jan Nepomucen Lewicki; źródło: Wikipedia. Jak widać, za każdą ściętą głowę Austriacy płacili tym, którzy im ją dostarczyli.

Gdy powstanie krakowskie zostało stłumione i chłopi przestali być potrzebni Austriakom, wojsko przywróciło spokój. Jakub Szela został internowany, a następnie przesiedlony na Bukowinę. Bardzo szybko w Galicji zapanował spokój, jednak długo jeszcze pamiętano o rabacji galicyjskiej, która swoim zasięgiem objęła przede wszystkim Tarnowskie, Sanockie, Nowosądeckie i część Jasielskiego. Krwawe wystąpienia chłopskie miały miejsce przede wszystkim na tym obszarze, gdzie rozwinął się masowy ruch trzeźwości, propagowany przez Kościół katolicki, który w ciągu roku przyniósł spadek spożycia alkoholu do kilku procent wielkości wcześniejszej. Prawdopodobnie brak możliwości utopienia chłopskich krzywd w alkoholu stał się przyczyną nasilenia drastyczności buntu.

x

Z tej informacji wynika, że największe nasilenie rzezi przypadło na okolice Tarnowa, a więc zamieszkałe w większości, jak sądzę, przez ludność polską. Do takiego, a nie innego zachowania chłopów miało dojść również na skutek braku alkoholu. Szelę, gdy wykonał swoje zadanie, przeniesiono na Bukowinę. A o samym Szeli Wikipedia tak m.in. pisze:

Jakub w „młodym wieku” miał rzekomo spalić ojcowską chałupę, co zarzucano mu w 1846 r., jednak do tej pory nie znalazło to potwierdzenia w źródłach. Podobnie nie wiadomo, czy był w wojsku. Prawdopodobnie w 1805 r. został zamustrowany do wojska, do 35 pułku piechoty. Kilka miesięcy potem w bitwie pod Ulm (8–15 października 1805) trafił do niewoli, skąd po wypuszczeniu (lub ucieczce) wrócił do domu. Tam odciął sobie siekierą palce mały i serdeczny, zaś środkowy trwale uszkodził, wszystkie w lewej dłoni. Okaleczenie to uwolniło go od służby wojskowej. Ojciec Jakuba, który zmarł w 1807 r., najprawdopodobniej wydziedziczył go (być może po spaleniu domu), przekazując schedę jego żyjącemu bratu Kazimierzowi, który dzięki temu stał się najbogatszym chłopem (kmieciem) we wsi, dysponując ponad 32 morgami ziemi (ponad 18 ha).

Mimo że Jakub Szela nie umiał czytać ani pisać, w imieniu gminy Smarzowa, jako jej reprezentant (deputowany, plenipotent), wraz ze Stanisławem (zwanym Wojciechem) Białasem prowadził spór z rodziną dziedziców – Boguszami. Język niemiecki Szela znał w niewielkim stopniu, korzystając z usług tzw. pokątnych adwokatów i pisarzy (Winkeladvokat, Winkelschreiber). Jako reprezentant chłopów Szela bywał upokarzany, więziony i bity. Po uwięzieniu w kajdanach w końcu grudnia 1832 r. został zaprowadzony na nabożeństwo do kościoła. Stanie na mrozie przed świątynią zakończyło się groźnymi odmrożeniami. To spowodowało, że zaczął myśleć o zemście. Jakub Szela, stawiając opór dziedzicowi, z jednej strony jako deputowany wsi Smarzowy podtrzymywał w jej imieniu tradycję sporu wsi z dziedzicami o niwę (działka, grunt – przyp. W.L.) Kopaliny, datowanego co najmniej od 1781 roku, przy czym rozgałęziony w Smarzowej i okolicy ród Szelów jako taki był stratny na podziale Kopalin przed laty. Ziarno niezgody zasiane było więc już w poprzednim pokoleniu, problem nierozwiązany jednakże narastał, aby w lutym 1846 roku znaleźć krwawy finał.

W 1846 Szela przewodził w okolicach Jasła buntowi chłopskiemu przeciwko właścicielom rodzinnej wsi Smarzowej – Boguszom. Rychło zapanował nad większym terytorium, obejmując swoim zasięgiem ponad 100 wsi. Agresja chłopów skierowana była przeciwko panom, właścicielom majątków ziemskich, i związanym z nimi urzędnikom (zwanych m.in. „ciarachami”, „surdutowymi” czy pogardliwie „panami-Polakami”), a sporadycznie też przeciw księżom. Ich furia uderzyła we wszystkich niebędących chłopami – oszczędzili jedynie urzędników cesarskich, Żydów i Niemców. Krwawe wystąpienia chłopów trwały dwa dni, ale do sporadycznych ekscesów dochodziło jeszcze przez wiele tygodni.

x

Z tych informacji wynika, że Szela mógł być chory psychicznie lub mógł być austriackim agentem lub jednym i drugim. Sama rabacja trwała dwa dni i w tym czasie spalono 500 dworów i wyrżnięto od 1200 do 3000 ludzi. Wygląda więc na to, że akcja była doskonale zorganizowana i że taką operację mogły przeprowadzić zdyscyplinowane i wyszkolone oddziały. Sam Szela, z kolei, był może bardziej wyszkolonym żołnierzem niż chłopem. I jeszcze to przeniesienie na Bukowinę, tak jak przywódców powstania warszawskiego ewakuowano do Anglii i Kanady.

Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) pisze:

Szela Jakub, ur. 15 VII 1787 w Smarzowej (pow. jasielski), zm. 1866 w Sołce (Bukowina), przywódca chłopski w powstaniu 1846 w Galicji, syn zagrodnika, z zawodu cieśla; był wieloletnim pełnomocnikiem wsi w procesie z dziedzicem Boguszem o odszkodowanie za nieprawny zabór gruntów i przeciążanie pańszczyzną; składał skargi w gubernium, znosił areszty i chłosty za stawianie oporu wobec dworu. Podczas powstania chłopskiego 1846 w Galicji stanął (20 II) na czele okolicznych chłopów i rozgromił kilkanaście dworów na pograniczu Tarnowskiego i Jasielskiego (m.in. zabijając rodzinę Boguszów); starał się zorganizować walkę w skali ogólnokrajowej; wysuwał hasło odmowy pańszczyzny na folwarkach; 1 kwietnia wystąpił do gubernatora z memoriałem w imieniu 50 wsi o obniżenie pańszczyzny do jednego dnia rocznie z morgi i o zamianę reszty na czynsz; po przeprowadzeniu pacyfikacji wsi przez wojsko austr. internowany 20 IV 1846 w Tarnowie, w lutym 1848 przesiedlony na Bukowinę.

Z kolei Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga (1929-1938) pisze:

Szela Jakób, przywódca chłopów z czasów rzezi galicyjskiej 1846 (zm. 1866), za namową starosty Breindla stanął na czele urlopników, z którymi zaczął pamiętną rzeź galicyjską w powiatach bocheńskim, rzeszowskim i tarnowskim. W ten sposób rząd austriacki sparaliżował wybuch zamierzonego powstania, gdyż chłopi z zaciekłością mordowali szlachtę, dwory jej zaś grabili i palili. Po pacyfikacji kraju rząd austriacki ofiarował S. osadę w Glitt na Bukowinie, lecz i tu spotkał się z pogardą sąsiadów, którzy go unikali. Umarł w obłąkaniu.

x

Ten wspomniany powyżej starosta to nie Breindl tylko Breinl, zapewne literówka. To był Joseph Breinl von Wallerstern. Tę narrację w Wikipedii, powtarzającą się w innych źródłach, można ująć w następujących punktach:

  • rabacja trwała w praktyce dwa dni
  • zniszczono 500 dworów i zabito 1200-3000 osób
  • chłopi mieli pomóc Austriakom w stłumieniu powstania krakowskiego
  • w tarnowskim zniszczono 90% dworów, ponadto niszczono i mordowano w cyrkułach bocheńskim, wielickim, sądeckim i jasielskim
  • najbardziej krwawe wystąpienia były tam, gdzie rozwinął się ruch trzeźwości
  • Szela nie umiał pisać i czytać
  • Szela prowadził długotrwały spór z rodziną dziedziców – Boguszami i w związku z tym był więziony, bity i upokarzany
  • za głównego podżegacza, zachęcającego chłopów do mordów, uważany jest starosta tarnowski Breinl

W sumie nie ma w tym żadnej logiki. Jeśli chłopi byli potrzebni Austriakom do zwalczania powstania krakowskiego, to dlaczego całą akcje przeprowadzono poza terenem objętym tym powstaniem. Jedynie Bochnia i Wieliczka znajdowały się na granicy terenów objętych powstaniem i rabacją.

Obszar Galicji objęty powstaniem chłopskim (czerwony) w odniesieniu do powstania krakowskiego (niebieski); źródło: Wikipedia.

Największych zniszczeń i zapewne mordów dokonano w cyrkule tarnowskim, a więc daleko poza terenem objętym powstaniem krakowskim. Jeśli rodzina Boguszów tak dokuczyła Szeli, to dlaczego mordowano tych, którzy nie mieli z tym nic wspólnego?

Po pacyfikacji kraju rząd austriacki ofiarował S. osadę w Glitt na Bukowinie, lecz i tu spotkał się z pogardą sąsiadów, którzy go unikali. Umarł w obłąkaniu.

…lecz i tu spotkał się z pogardą sąsiadów… – to sugeruje, że i w stronach rodzinnych towarzyszyła mu ta pogarda. A skoro tak, to czy możliwe byłoby, by chłopi poszli z nim mordować szlachtę? Raczej niemożliwe. Jednak kluczem do wyjaśnienia tej zagadki galicyjskiej jest słowo urlopnicy.

…za namową starosty Breindla stanął na czele urlopników, z którymi zaczął pamiętną rzeź galicyjską w powiatach bocheńskim, rzeszowskim i tarnowskim.

Słownik Języka Polskiego PWN: urlopnik, przestarzałe, żołnierz korzystający urlopu. Jak śpiewał Andrzej Rosiewicz w przeboju Chłopcy radarowcy:

To się wtedy okazało, 
Że to nie są milicjanci,
Że to byli przebierańcy.

A więc to nie byli chłopi, tylko urlopnicy, czyli żołnierze, którzy dostali urlop na wykonanie pewnego zadania. Wojsko to wojsko, a rozkaz, to rozkaz. I zapewne chętnych nie brakowało, bo można było dobrze zarobić. Z jakiego wojska byli ci żołnierze? – Z austriackiego. Czy mogli to być ci, którzy pochodzili z terenów objętych rabacją? Mordowaliby szlachtę z terenów, z których pochodzili? Wojsko desantowe – bo skoro główna akcja trwała dwa dni, to był to desant – musiało pochodzić z Galicji Wschodniej. Wojsko ewakuowało się, a jedynego świadka przeniesiono na Bukowinę. Wobec tego Wyspiański mógł napisać w Weselu: Myśmy wszystko zapomnieli… Mego dziadka piłą rżnęli.

Szela był na analfabetą i miał doświadczenie szeregowego żołnierza. Nie mógł więc dowodzić tak skomplikowaną operacją wojskową, jaką była rabacja. Był słupem. Nie ulega wątpliwości, że ścisłe i nieformalne dowództwo musiało być austriackie. Rzeź galicyjska była operacją wojskową, podobnie jak była nią rzeź wołyńska. UPA powstała ze zmilitaryzowanych, uzbrojonych i wyszkolonych przez Piłsudskiego oddziałów na Wołyniu w okresie tak zwanego eksperymentu wołyńskiego z lat 1928-38. Oczywiście nie można wykluczyć, że jakaś niewielka ilość chłopów mogła wziąć udział w tej rzezi, ale sami chłopi nie byliby w stanie zorganizować się. Jeśli ktoś w to wierzy, to jest naiwny.

Mamy więc tu do czynienia z wielką mistyfikacją. Rzeź galicyjska została utrwalona w świadomości potomnych jako mord, którego dokonali chłopi na szlachcie. I byli to chłopi polscy, bo przecież rzecz działa się w Galicji zachodniej, a więc na terenach, gdzie dominowała ludność polska. Jaki więc był cel tej mistyfikacji? To był czas, gdy po rzeziach na Ukrainie pozostało tylko wspomnienie. Jej wschodnia część znalazła się w Rosji, a zachodnia – w Austrii. Czy ktoś wybiegał bardzo daleko w przyszłość i uwzględniał możliwość powstania wspólnego państwa polsko-ukraińskiego? Po części takim państwem była II RP, a po powojennych przesiedleniach również PRL i III RP. Obecnie wizja wspólnego państwa polsko-ukraińskiego, już oficjalnie, staje się coraz bardziej realna. Czy rzeź galicyjska ma być za jakiś czas wykorzystana jako kontrargument przeciwko tym, którzy uważają, że Ukraińcy i Polacy mają niewiele ze sobą wspólnego?

Jakoś tak dziwnie się dzieje, że obecnie do zaostrzania sytuacji wewnętrznej w Rzeczypospolitej Ukraińskiej wykorzystuje się rzeź wołyńską, a Ukraińcy nie kwapią się z kontrargumentem w postaci rzezi galicyjskiej. Czy ten argument czeka na swój czas, gdy po burzliwym okresie przyjdzie czas na „pojednanie”? – My wprawdzie odpowiadamy za rzeź wołyńską, ale i wy macie swoje grzechy i niczym się od nas nie różnicie. A może nie do pojednania, a jeszcze większego zaognienia relacji polsko-ukraińskich, które bardziej są relacjami ukraińsko-ukraińskimi? Za jakiś czas przekonamy się, czy tak będzie.

Wybory ’25

Wybory prezydenckie, czyli wybór pawiana nr 1, coraz bliżej. Zarejestrowano już chyba dwunastu pawianów, a jeśli Państwowa Komisja Wyborcza zatwierdzi pozostałych, to będzie ich siedemnastu. Dotychczas zatwierdziła 15-tu. To znacznie więcej niż w poprzednich wyborach. Wtedy było ich dziesięciu, jedenastu. W związku z tym Tomasz Piekielnik na swoim kanale zastanawia się nad tym, czy to możliwe, by kandydaci bez zaplecza partyjnego mogli zebrać wymaganą liczbę 100 tys. podpisów. Poniżej zapis jego wypowiedzi na ten temat, który poruszył w końcowej części swego komentarza.

Niektórzy kandydaci, bo jest ich co najmniej jeden, zebrali podpisy w liczbie 100 tys., czy ponad 100 tys., powiedzmy 250 tys., bez struktur, bez nawet, co potwierdzają internauci, zbliżonej z tą liczbą liczby wizyt na swojej stronie internetowej, na której można było pobrać dokument do podpisów wyborczych, rejestrować się i tak dalej. I prezydent Komorowski wyjaśnia, jak to się dzieje – kandydaci na prezydenta kupili podpisy? Komorowski mówi (polsatnews.pl):

– Mogę się zakładać, że absolutna większość osób, które kandydują, a nie mają zaplecza politycznego, po prostu kupiła te głosy od wyspecjalizowanych firm – uznał Komorowski, odnosząc się do rekordowej liczby osób deklarujących zebranie 100 tys. podpisów, by móc startować w wyborach głowy państwa. Z kolei Leszek Miller ocenił, że prezydenta powinno wybierać Zgromadzenie Narodowe.

Stwierdzenie faktu przez pana Bronisława Komorowskiego, należy tak ocenić te słowa, niż uznać za tezę, choć pan Komorowski mówi, że może się o to założyć, to pamiętajmy, że kandydował w wyborach prezydenckich, był czołowym politykiem Platformy Obywatelskiej, zatem zapewne do jego uszu dochodziły konkretne informacje, sygnały, wiadomości i fakty dotyczące tego, jak zbiera się podpisy w trakcie wyborów prezydenckich. Komorowski dalej mówi:

– Mam swoją opinię w tej kwestii. Uważam, że przestał działać próg, który wprowadzono do ustawy, żeby nie było ogromnej ilości „planktonu politycznego” w prezydenckiej kampanii wyborczej. To było tych 100 tys. podpisów.

Jeszcze raz twierdzę, w mojej opinii, były prezydent stwierdza pewien fakt. Zadajmy sobie pytanie: jak ktoś bez zaplecza politycznego, deklarujący wykonywanie, powiedzmy sobie szczerze takiej, a nie innej aktywności zawodowej, etatowo, nazwijmy to dydaktycznej – lub inni kandydaci jeszcze jakąś inną dziwną działalność deklarują, że wykonują – nazwijmy to redaktorsko-nijaką. Jeżeli oni zebrali po 100 tys. podpisów, a jeden 250 tys., to w opinii, wyrażonej przez prezydenta Komorowskiego, musieli kupić podpisy. Tylko pytanie za czyje, skoro najprawdopodobniej nie za swoje. Kto za tym się kryje? Kto za tym stoi? Czy oni sami to wiedzą, czy może nawet nie wiedzą i nie chcą wiedzieć? Może podejrzewają, a nie wnikają. Może cieszą się, że jakaś fala podpływa, to na niej zabiorą się gdzieś dalej. Kto wie jak jest naprawdę? Ale nie ulega wątpliwości, że trafnie, w mojej opinii, w wywiadzie na kanale w pewnej debacie pan Grzegorz Braun, konkretnie na kanale pani Moniki Jaruzelskiej, w pewnej debacie powiedział wprost do swojego adwersarza: pan chyba nawet nie wie, kto za tym stoi, za zebraniem tych podpisów. Bo to jest fizycznie niemożliwe, żeby zebrać bez zaplecza politycznego, bez ludzi, bez struktur tak gigantyczną ilość podpisów.

Wyobraźcie sobie Państwo, ile to jest ludzi – 250 tysięcy czy nawet 100 tysięcy ludzi. Tu nie chodzi o to, że ktoś może mieć tego typu obserwatorów. Na tym kanale, gdzie z ogromną przyjemnością goszczę Państwa, niebawem dobijemy do 200 tys. subskrypcji. Ale w mojej opinii, jeśli wyraziłbym tego typu prośbę zbierania podpisów, to okazałoby się, że niewielki ułamek tej liczby, to byłyby podpisy faktycznie zebrane. Bo czym innym jest kogoś oglądać, a czym innym jest wydrukować dokument, podpisać, porozmawiać z rodziną, ze znajomymi, żeby może też podpisali, wybrać się na pocztę i wysłać czy zanieść osobiście. I nazwijmy to tzw. „konwersja” w tym przypadku wyniosłaby może 10 może 20%, ale gwarantuję Państwu, że moje szacunki są dość optymistyczne, nawet gdyby to wszystko rozlało się jakoś lawinowo. Zatem pytanie, jak uzbierano te podpisy w przypadku niektórych osób, co uważa na ten temat pan prezydent Komorowski, ja mogę tylko powiedzieć: cóż, nie da się temu, co mówił prezydent Komorowski czy dostrzegł pan Grzegorz Braun, logicznie zaprzeczyć. Ale Państwu pozostawiam własną ocenę, możecie Państwo uważać, jak tylko sobie Państwo życzycie.

x

Nazywam tych ludzi pawianami, choć wiem, że obrażam pawiany. Za dużo już w swoim życiu widziałem, by tzw. polityków traktować poważnie. Widziałem budowę „drugiej Polski”. Wtedy w radiowej Trójce była satyryczna audycja „60 minut na godzinę”, a w niej „Dyrekcja cyrku w budowie”, bo to był cyrk. Jak można było zaciągać kredyty w dewizach i musieć je później spłacać w tych dewizach, skoro złoty nie był wymienialny na nie? Plan był taki, że te dewizy uzyska się że sprzedaży towarów wyprodukowanych w fabrykach wybudowanych za kredyty dewizowe. Problem jednak polegał na tym, że Zachód dał kredyty, ale nie udostępnił swojego rynku zbytu dla tych towarów. To musiało skończyć się katastrofą i tak się skończyło. I to był właśnie ten cyrk w budowie.

Później przyszła kolej na budowę „drugiej Japonii” i, co naturalne, nic z tego nie wyszło. Jedyne, co się udało, to Matka Boska w klapie marynarki. Do trzech razy sztuka, chciałoby się powiedzieć. Może tym razem się uda? „Drugą Irlandię” budował człowiek, który zawsze stał habacht (na baczność), gdy rozmawiał ze swoimi niemieckimi przełożonymi. I tym razem nic z tego nie wyszło. Kolejny projekt jest już realizowany bez rozgłosu i nikt nie chce go firmować. Dlaczego? Czyżby uważali, że budowa „drugiej Ukrainy” to obciach? A jednak, w odróżnieniu od poprzednich, nieudanych projektów, wygląda na to, że ten zakończy się powodzeniem. Jak zatem wierzyć w obietnice polityków, które są tylko słowami rzucanymi na wiatr, jak śpiewała kiedyś Dalida:

Paroles et paroles et paroles et paroles et paroles
Et encore des paroles que tu sèmes au vent
Słowa, słowa, słowa, słowa, słowa
I jeszcze raz słowa, które rzucasz na wiatr

Tak więc to, co mówią politycy, czyli nasze pawiany, to tylko słowa. Ważniejsze i prawdziwe jest to, o czym nie mówią, a nie mówią o budowie drugiej Ukrainy na terenie Rzeczypospolitej Ukraińskiej, która w praktyce już nią jest.

A więc mamy aferę: Afera jest panie Ferdku, jakby powiedział Boczek ze „Świata według Kiepskich”. To nie możliwe, by osoba bez zaplecza politycznego mogła zebrać 100 tys. podpisów, ale możliwe, gdy kupi te podpisy od wyspecjalizowanych firm, jak powiedział Komorowski. Co to za wyspecjalizowane firmy, tego nie sprecyzował. Kto zatem winny? Ten, który kupił te podpisy, czy ta wyspecjalizowana firma?

Taką ilość podpisów można zebrać inaczej. Można to zrobić w potężnych korporacjach i kazać pracownikom podpisać się pod nazwiskiem jakiegoś kandydata. Można też wydrukować dane personalne z ewidencji ludności, która jest obecnie zarządzana centralnie i podpisać się pod różnymi nazwiskami. I taka osoba nawet nie będzie wiedzieć, że poparła jakiegoś kandydata. Przecież weryfikacją tych list zajmuje się Państwowa Komisja Wyborcza i nikt inny nie ma do nich dostępu. A jak ta komisja sprawdza autentyczność tych podpisów i liczy je? Czort jeden wie czy ona je liczy i sprawdza. A może nikt tam nie dostarcza tych 100 tysięcy podpisów, tylko tak nam się mówi. Oczywiście zbierają je, by ludzie widzieli, że oni je zbierają, ale ile ich zbiorą, to ich słodka tajemnica. Jednym słowem teatr. A jeszcze czasem komisja może zakwestionować jakieś podpisy albo stwierdzić, że na listach znalazły się dane osobowe nieboszczyków, jak to się stało w przypadku dwóch, jeszcze nie zarejestrowanych, kandydatów. To nawet nie teatr, to kabaret. Być może jest jeszcze wiele innych sposobów na tego typu akcje. Ja tylko pokazałem, że możliwości w tym względzie są nieograniczone. Jednak wybrano tylko jedną opcję, czyli kupowanie podpisów i to jest nagłaśniane.

A więc po nitce do kłębka. Piekielnik wziął na tapetę dwóch. Artur Bartoszewicz to ten, który zebrał 250 tys. podpisów, a Maciej Maciak (Ruch Dobrobytu i Pokoju, czyli willa z basenem dla każdego) to ten, który prowadzi działalność redaktorsko-nijaką. Co do pierwszego, to niewiele można o nim powiedzieć, poza tym, że nie wie, kto mu zebrał te podpisy i kto za tym stoi. Tak go poinformował Braun. A skoro on tak powiedział, to wie, że ktoś za tym stoi, ale nie podzielił się tą informacją z widzami kanału Moniki Jaruzelskiej: wiem, ale nie powiem.

Więcej wiemy o Macieju Maciaku, który jest założycielem Ruchu Dobrobytu i Pokoju i ma na YouTube swój kanał Musisz to wiedzieć. Wiadomo też, że od początku wojny na Ukrainie był on nastawiony antyukraińsko i opowiadał się za współpracą z Białorusią i Rosją. Często też jest gościem białoruskiego kanału internetowego.

A więc mamy już przygotowaną scenę do przeprowadzenia wariantu rumuńskiego na wypadek, gdyby głosowanie w sposób kontrolowany wymknęło się spod kontroli i tzw. kandydat niezależny, a raczej zależny od swoich nieznanych przełożonych, zdobył nadspodziewanie dużo głosów. Gdyby to był Maciej Maciak, to wiadomo by było, że to niewidzialna ręka wszechmogącego Putina ingerowała w wybory i jedyną obroną przed tym demonem będzie wprowadzenie stanu wyjątkowego czy wojennego, bo przecież bezpieczeństwo państwa jest najważniejsze. W przypadku Bartoszewicza ta nadzwyczajna ilość podpisów wystarczyłaby do skierowania podejrzeń na wschód. I właśnie dlatego uznano, że doszło do kupienia podpisów, bo kto inny oprócz Putina mógłby dysponować takimi pieniędzmi? Ingerencja Rosji w wybory w Polsce to również argument za tym, by budować koalicję chętnych i wysłać wojsko, również polskie, na Ukrainę.

x

Dziś mamy kolejną rocznicę katastrofy smoleńskiej. O tym w blogu Katastrofa smoleńska.

Faszoda

W blogu Syberia pisałem o tym, że główne mocarstwa nie walczą ze sobą bezpośrednio. Tak było w przypadku, gdy mocarstwo lądowe, Rosja, zetknęło się z mocarstwem morskim, Wielką Brytanią, w Kalifornii. Mocarstwo lądowe wycofało się, sprzedając jednocześnie za bezcen Alaskę. Podobnie było w przypadku, gdy Francja i Wielka Brytania „skrzyżowały szpady” w Afryce. W Wikipedii można przeczytać:

Incydent w Faszodzie – kulminacyjny punkt brytyjsko-francuskiego konfliktu o granice posiadłości kolonialnych w Afryce Wschodniej, który miał miejsce w 1898 roku i omal nie doprowadził Wielkiej Brytanii i Francji do wojny. Skończył się korzystnie dla strony brytyjskiej, gdyż jego skutkiem było ograniczenie działalności Francji w strefie wpływów brytyjskich w Afryce.

Tło

Pod koniec XIX wieku europejskie mocarstwa prowadziły w Afryce gwałtowną ekspansję. Ten okres nazywany jest wyścigiem o Afrykę. Największą rolę odegrały wówczas dwa mocarstwa: Wielka Brytania i Francja.

Francuzi prowadzili ekspansję w głąb Afryki z jej atlantyckiego wybrzeża, podporządkowując sobie kolejne terytoria Sahelu położone wzdłuż południowej granicy Sahary, czyli obszar współczesnego Senegalu, Mali, Nigru i Czadu. Ich głównym celem było uzyskanie połączenia pomiędzy rzeką Niger a Nilem, co zapewniłoby Francuzom kontrolę nad całym handlem w Sahelu (kontrolę nad szlakami karawanowymi biegnącymi przez Saharę uzyskali już wcześniej).

Celem Brytyjczyków było połączenie ich posiadłości w Afryce Południowej (współczesne obszary RPA, Botswany, Zimbabwe i Zambii) z posiadłościami w Afryce Wschodniej (dzisiejsza Kenia) i dorzeczem Nilu. Zdobycie kontroli nad Sudanem (który wówczas obejmował również obszar dzisiejszej Ugandy) było kluczem dla realizacji tych ambicji, szczególnie, że Egipt był już pod kontrolą brytyjską.

Źródło zdjęcia: Wikipedia.

Jeśli wyznaczyć linie pomiędzy Kapsztadem a Kairem (proponowana przez Cecila Rhodesa „czerwona linia”) oraz pomiędzy Dakarem a Somali Francuskim (dzisiejsze Dżibuti), to okazuje się, że przecinają się one w okolicach Faszody (dzisiejsze Kodok), co wyjaśnia jej strategiczne znaczenie. Francuska oś wschód-zachód i brytyjska oś północ-południe nie mogły istnieć równocześnie; naród kontrolujący skrzyżowanie tych osi mógł zrealizować swoje plany jako jedyny.

Faszoda miała także swoje znaczenie dla sporu pomiędzy Wielką Brytanią a Francją o legalność brytyjskiej okupacji Egiptu. Wielu francuskich polityków żałowało decyzji o nieprzyłączeniu się do okupacji. Planowali zmusić Brytyjczyków do wycofania się z Egiptu, a placówka nad Nilem mogła stanowić bazę dla francuskich kanonierek. Istniały także plany przegrodzenia Nilu tamą, co odcięłoby Brytyjczyków od zasobów wodnych. Te plany były bardzo trudne w realizacji, jednak wywołały obawy wśród Brytyjczyków, którzy – dla zapewnienia Egiptowi bezpieczeństwa – postanowili przejąć kontrolę nad Nilem.

Przebieg

Latem 1896 Francuzi wysłali z Libreville nad Zatoką Gwinejską oddział 11 oficerów marynarki i 150 afrykańskich żołnierzy pod dowództwem kapitana Jean-Baptiste’a Marchanda, by objąć protektorat nad okolicami Faszody, w której znajdowała się niewielka twierdza. Mieli połączyć się z dwiema innymi ekspedycjami idącymi przez Abisynię, z których jedna, wychodząca z Dżibuti, dowodzona była przez Christiana de Bonchamps, weterana ekspedycji kapitana Williama Stairsa do Katangi.

Ekspedycja Marchanda, po przejściu z zachodu na wschód kontynentu, dotarła do Faszody nad Nilem Białym 10 lipca 1898 roku, jednak ekspedycji Bonchampsa to się nie udało, ze względu na sprzeciw Etiopczyków wobec przemarszu i wypadek w wąwozie rzeki Baro. 18 września w Faszodzie pojawiła się flotylla brytyjskich kanonierek. Brytyjczykami dowodził Horatio Kitchener, zwycięzca spod Omdurmanu, który odbijał Sudan w imieniu egipskiego kedywa. Obie strony rościły sobie prawa do Faszody.

Informacje o spotkaniu dotarły do Londynu i Paryża, gdzie rozpaliły poczucie narodowej dumy obu imperialnych narodów. Obie strony oskarżały się wzajemnie o ekspansjonizm i agresję. Doszło do trwającego dwa miesiące międzynarodowego kryzysu, a oba mocarstwa zmobilizowały swoje floty.

Na morzu przewaga liczebna, techniczna i organizacyjna Wielkiej Brytanii była znaczna. Wojska lądowe Francji były liczniejsze, jednak nie mogły zagrozić Brytyjczykom bez odpowiedniego wsparcia morskiego.

Fakty te były znane Théophile’owi Delcassému, nowo powołanemu ministrowi spraw zagranicznych Francji. Dbał on o utrzymanie sojuszu z Wielką Brytanią, spodziewając się przyszłego konfliktu z Cesarstwem Niemieckim, i nie widział żadnej korzyści w ewentualnym konflikcie kolonialnym. Nalegał na pokojowe rozwiązanie sporu. W tym czasie społeczeństwo francuskie zaczęło kwestionować racjonalność wojny z powodu sporu w odległej Afryce, a później afera Dreyfusa odwróciła uwagę opinii publicznej od Sudanu. 3 listopada 1898 roku rząd Francji nakazał wycofanie oddziałów wojskowych, nie rozgłaszając tego faktu.

Skutki

W marcu 1899 roku Francuzi i Brytyjczycy doszli do porozumienia, zgodnie z którym źródła Nilu i Kongo miały stanowić granicę ich stref wpływów. Niektórzy historycy uważają rozwiązanie konfliktu i wzrost potęgi Niemiec za przyczyny ustanowienia entente cordiale. Incydent był ostatnim sporem kolonialnym między Wielką Brytanią a Francją.

Z kolei Britannica tak opisuje ten incydent:

Spory wynikały ze wspólnego dążenia każdego kraju, aby połączyć swoje rozproszone posiadłości kolonialne w Afryce. Celem Wielkiej Brytanii było połączenie Ugandy z Egiptem poprzez linię kolejową z Przylądka Dobrej Nadziei do Kairu, podczas gdy Francja, nacierając na wschód od zachodniego wybrzeża, miała nadzieję rozszerzyć swoje panowanie na całą Afrykę Środkową i Sudan.

Aby spełnić ekspansjonistyczne aspiracje Francji, francuski minister spraw zagranicznych,Gabriel Hanotaux w 1896 r. zorganizował wyprawę 150 ludzi pod dowództwem Jean-Baptiste Marchanda. Równie zdeterminowany, by odzyskać Sudan, brytyjski oddział pod dowództwem Sir (później Lorda) Horatio Herberta Kitchenera otrzymał jednocześnie rozkaz, aby ruszyć na południe z Egiptu (gdzie Brytyjczycy byli okopani od 1882 r.) w górę rzeki Nil. Marchand dotarł do Faszody 10 lipca 1898 r. i zajął opuszczony egipski fort; Kitchener, który musiał najpierw zdobyć Omdurman i Chartum, dotarł do Faszody dopiero 18 września. W napiętej konfrontacji, która nastąpiła, ani Marchand, ani Kitchener nie byli gotowi zrezygnować ze swoich roszczeń do fortu, ale ponieważ obaj chcieli uniknąć starcia militarnego, zgodzili się, że nad fortem powinny powiewać flagi egipskie, brytyjskie i francuskie.

Nowy francuski minister spraw zagranicznych, Théophile Delcassé, świadomy międzynarodowych implikacji incydentu i pragnący uzyskać brytyjskie poparcie przeciwko Niemcom, postanowił zignorować reakcję oburzonej opinii publicznej. 4 listopada polecił Marchandowi wycofanie się z Faszody, ale nadal popierał francuskie roszczenia do szeregu mniejszych posterunków, które miały utrzymać otwarty francuski korytarz do Białego Nilu. Chociaż brytyjski premier i minister spraw zagranicznych, lord Salisbury, odrzucili również tę propozycję, rządy Francji i Wielkiej Brytanii ostatecznie zgodziły się (21 marca 1899 r.), że dział wodny rzek Nil i Kongo powinien wyznaczać granicę między ich strefami wpływów.

Następnie Francuzi skonsolidowali wszystkie swoje zdobycze na zachód od działu wodnego, podczas gdy pozycja Brytyjczyków w Egipcie została potwierdzona. Rozwiązanie kryzysu doprowadziło do anglo-francuskiej Ententy z 1904 r.

O tym incydencie wspomniał również Ryszard Kapuściński w swoim eseju o Rwandzie. Poniżej ten fragment z blogu Ludobójstwo:

Mitterrand był pod silną presją proafrykańskiego lobby. O ile większość metropolii europejskich radykalnie zerwała ze swoim dziedzictwem kolonialnym, o tyle w wypadku Francji jest inaczej. Po dawnej epoce pozostała jej bowiem duża, czynna i dobrze zorganizowana armia ludzi, którzy zrobili kariery w administracji kolonialnej, spędzili (nieźle!) życie w koloniach, a teraz w Europie są już obcy, czują się nieprzydatni, niepotrzebni. Jednocześnie wierzą głęboko, że Francja jest nie tylko krajem europejskim, ale także wspólnotą wszystkich ludów kultury i języka francuskiego, że, słowem, Francja to także globalna przestrzeń kulturalno-językowa: Francophonie. Filozofia ta przełożona na uproszczony język geopolityki mówi, że jeśli ktoś gdzieś na świecie atakuje kraj frankojęzyczny, to niemal tak, jakby uderzył w samą Francję. W dodatku urzędników i generałów z lobby proafrykańskiego uwiera jeszcze dotkliwie kompleks Faszody. Kilka słów na ten temat. Otóż w XIX wieku, kiedy kraje Europy dzieliły między siebie Afrykę, Londynem i Paryżem rządziła dziwaczna (choć wówczas zrozumiała) obsesja, aby swoje posiadłości na tym kontynencie mieć ułożone w linii prostej i aby istniała między nimi terytorialna ciągłość. Londyn chciał mieć taką linię z północy na południe – z Kairu do Cape Town, a Paryż – z zachodu na wschód, tj. z Dakaru do Dżibuti. Jeżeli teraz weźmiemy mapę Afryki i wykreślimy na niej dwie prostopadłe linie, to skrzyżują się one w południowym Sudanie, w miejscu, gdzie nad Nilem leży mała rybacka wioska – Faszoda. Panowało wówczas w Europie przekonanie, że kto będzie miał Faszodę, ten zrealizuje swój ekspansjonistyczny ideał jednoliniowego kolonializmu. Między Londynem i Paryżem zaczął się wyścig. Obie stolice wysłały w kierunku Faszody swoje ekspedycje militarne. Pierwsi dotarli Francuzi. 16 lipca 1898 roku, pokonując pieszo straszliwą trasę z Dakaru, doszedł do Faszody kapitan J.D. Marchard i zatknął tu francuską flagę. Oddział Marcharda składał się ze stu pięćdziesięciu Senegalczyków – dzielnych i oddanych mu ludzi. Paryż szalał z radości. Francuzów rozpierała duma. Ale dwa miesiące później dotarli tu także Anglicy. Dowodzący ekspedycją lord Kitchener ze zdumieniem stwierdził, że Faszoda jest już zajęta. Nie zważając na to, wywiesił również flagę brytyjską. Londyn szaleje z radości. Anglików rozpiera duma. Oba kraje żyją teraz w gorączce nacjonalistycznej euforii. Z początku żadna strona nie chce ustąpić. Wiele wskazywało na to, że I wojna światowa rozpocznie się już wówczas, w 1898 roku – o Faszodę. W końcu (ale to długa historia) Francuzi musieli się wycofać. Zwyciężyła Anglia. Wśród starych, francuskich kolonów epizod Faszody jest ciągle bolesną raną i nawet dziś na wiadomość, że Anglophones gdzieś próbują się ruszyć, od razu rzucają się do ataku.

x

A więc Francuzi musieli się wycofać. W takim razie można by zapytać: to po co było to całe przedsięwzięcie? Czy ci ludzie, którzy podejmowali decyzję o marszu na Faszodę nie wiedzieli, że Anglia nie zgodzi się na kontrolę Nilu w jego górnym biegu, co miałoby wpływ na Sudan i Egipt, znajdujące się w angielskiej strefie wpływu? Przez dwa miesiące trwał ten kryzys. W końcu nowy minister spraw zagranicznych Francji nakazał wycofanie się Francuzów z Faszody. Wikipedia pisze, że to dlatego, że spodziewano się konfliktu z Cesarstwem Niemieckim i pomoc Wielkiej Brytanii byłaby wskazana. A skoro tak, to znaczy, że na 16 lat przed wybuchem I wojny światowej wiedziano już, że ona wybuchnie i kto z kim będzie walczył przeciwko komu. Oczywiście takie stanowisko rządu francuskiego nie podobało się opinii publicznej we Francji. Co innego przegrać po walce, a co innego poddać się bez niej. Coś zatem musiało być na rzeczy i sprawę tę należało jakoś wyciszyć czy skierować uwagę opinii publicznej na inne tory. Być może po to właśnie na nowo rozniecono tlącą się w tamtym czasie aferę Dreyfusa, którego oskarżono wcześniej o szpiegostwo na rzecz Niemiec. Czy nie po to wykorzystano ją, by zatuszować niechlubne wycofanie się z Faszody i wykreować nowego wroga – Niemcy, a z Anglii zrobić sojusznika?

Incydent w Faszodzie potwierdza tylko, po tym jak Rosja wycofała się z Ameryki Północnej, że Wielka Brytania została wybrana przez Żydów na to, by stać się najpotężniejszym imperium, ważniejszym od innych, któremu należy się pierwszeństwo pomiędzy potęgami, a inne miały ustępować, gdy dochodziło do bezpośredniego kontaktu. W takiej sytuacji, gdy po wybuchu I wojny światowej, Anglia przystąpiła do niej po stronie Francji, to Niemcom nie pozostało nic innego, jak tylko odwołać się do siły wyższej: Gott Strafe England (Boże ukarz Anglię). Taki napis mógł przeczytać dzielny wojak Szwejk, gdy przebywał w swojej ulubionej praskiej piwiarni, w której, po decyzji Anglii, do denek kufli przyklejano nalepki z takim właśnie napisem. Oczywiście decyzja była odgórna.

Faktem jest, że Rosja wycofała się z Ameryki Północnej a Francja – z Faszody, wbrew zdrowemu rozsądkowi i logice. Jaka zatem siła zmusiła te dwa mocarstwa do podjęcia takich decyzji? Jeśli komuś wydaje się, że to, co obecnie obserwujemy na Ukrainie, na Bliskim czy Dalekim Wschodzie, w Ameryce – to jakaś rywalizacja mocarstw, że kształtuje się świat wielobiegunowy, to jest w błędzie. Świat był, jest i jeszcze długo pozostanie jednobiegunowy. A ci, którzy tym rządzą, ustawiają sobie te mocarstwa – które sami sobie wykreowali – jak pionki i figury na szachownicy i przesuwają je wedle własnego uznania.

Król i parlament

W poprzednim blogu pisałem o zarazie w Londynie w roku 1665, a wcześniej o pożarze w 1666 roku. Czy te zdarzenia były przypadkowe, czy raczej ktoś je sprowokował? To brzmi jak teoria spiskowa, ale umiejscowienie ich w ówczesnej angielskiej rzeczywistości ułatwi zrozumienie tego, co tak naprawdę tam się działo. Jeśli nawet nie da to jednoznacznej odpowiedzi, to przynajmniej skłoni do refleksji nad złożonością tego świata, a to już jest jakiś krok w kierunku prawdy. Dobrze ten okres, moim zdaniem, został opisany, choć monotonnym językiem, w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1962-70). Żeby jednak lepiej zrozumieć, o czym ona pisze, to warto pamiętać o tym, że Tudorowie to dynastia narodowa. Henryk VIII uniezależnił kościół angielski od papiestwa, a jego córka Maria była gorliwą katoliczką, z kolei jej następczyni – Elżbieta, wprost przeciwnie. Szkocka dynastia Stuartów miała swą gałąź katolicką i protestancką. Za pierwszych Stuartów, katolików, doszło do unii personalnej Anglii i Szkocji, a ostatnia ze Stuartów, Anna, protestantka, doprowadziła do unii realnej. Kościół anglikański to raczej schizma niż protestantyzm. W pewnym sensie, upraszczając to wszystko, można pokusić się o pewne uogólnienie, że tak naprawdę był to spór starej arystokracji, wzbogaconej jeszcze na krucjatach, z Żydami, poprzebieranymi za purytanów, o władzę w państwie, które miało zbudować największe na świecie imperium, nie tylko kolonialne, ale przede wszystkim finansowe.

x

Epoka Tudorów

Legitymując się wątpliwym prawem do tronu, Henryk VII Tudor pokonał Ryszarda III pod Bosworth (1485) i, choć uśmierzanie opozycji trwało jeszcze 12 lat, zyskał poparcie poddanych. Jego panowanie położyło podwaliny pod rządy absolutne zarówno w Anglii, jak i w Irlandii, w której drastycznie ograniczono uprawnienia parlamentu. Henryk VII zgromadził znaczne środki w skarbie, co uniezależniało go od uchwał podatkowych parlamentu; zreorganizowana przez króla Izba Gwiaździsta1 stała się narzędziem władzy, skierowanym głównie przeciw lokalnym potentatom. Wzrost znaczenia władz centralnych ułatwiła ogólna koniunktura gospodarcza. Rosła pozycja miejscowego kupiectwa, głównie kosztem hanzeatów. Od XVI wieku nabierało znaczenia angielskie sukiennictwo, zużytkowujące miejscową wełnę eksportowaną dawniej na kontynent.

Henryk VIII (panujący 1509-47) poprowadził dalej dzieło centralizacji władzy. Przy poparciu klas posiadających parlament poddał królowi (1534) sądową władzę nad kościołem w Anglii i uznał króla za jego głowę. Opór niektórych dostojników (kanclerz i kardynał John Fisher oraz kanclerz Morus, ścięci 1535) nie pociągnął za sobą społeczeństwa. Sekularyzacja klasztorów (1536-39) znacznie ożywiła obrót ziemią, ułatwiła jej intensywne wykorzystanie, jak też przebudowę gospodarki w kierunku kapitalistycznym.

Dalszy rozwój reformacji dokonywał się z oporami, ale konsekwentnie. Spory wyznaniowe w Anglii były w znacznym stopniu refleksem walk politycznych. Próbę rekatolizacji podjęła córka Henryka VIII i następczyni Edwarda VI, Maria I, która poślubiła Filipa II, króla hiszpańskiego. Po jej śmierci Elżbieta I przywróciła anglikanizm. Katolicyzm począł oznaczać dla Anglików zależność od papiestwa i znienawidzonych Habsburgów hiszpańskich. Poparcie Elżbiety przez społeczeństwo wiązało się z jej polityką skierowaną przeciw Hiszpanii: jej panowanie (1558-1603) cechowała zgodność polityki państwa z potrzebami ekspansji gospodarczej i z ogólnymi interesami klas posiadających.

Od połowy XVI wieku trwała ekspansja gospodarcza żywsza niż w większości krajów Europy. Rozpoczęto eksploatację bogactw mineralnych (metale, węgiel kamienny), przebudowano rolnictwo. Postęp w gospodarce wiejskiej prowadził do nasilenia ogradzania, które przyniosło wzrost zysków wielkim i średnim właścicielom i użytkownikom, lecz pozbawiło ziemi znaczną liczbę drobnych posiadaczy. Rosły miasta, ale przemysł, skrępowany w ośrodkach tradycyjnego rzemiosła ograniczeniami cechowymi, rozwijał się głównie na wsi (chałupnictwo jako uzupełnienie zajęć rolnych) i w nowych centrach miejskich. Rynki zbytu znajdował przemysł (zwłaszcza sukiennictwo) głównie w strefie bałtyckiej i na Bliskim Wschodzie.

W 1566-70 powstała giełda londyńska, od 1518 tworzono nowe uprzywilejowane kompanie handlowe (Lewantyńska, Moskiewska, Wschodnia, Wschodnioindyjska). Wojny z Hiszpanią i poparcie udzielane zbuntowanym Niderlandom wiązały się z walką przeciw hiszpańsko-portugalskiemu monopolowi handlu z koloniami. Tworzono podstawy wielkiej floty handlowej; angielscy podróżnicy (Richard Chancellor, M. Frobisher i J. Davis) poszukiwali krótszej drogi do Indii; wśród ustawicznych walk rosła bezwzględna eksploatacja Irlandii. Udzielane przez królową koncesje przyspieszały rozwój ówczesnego przemysłu i handlu. Mimo dochodu przynoszonego przez nie Koronie i roli w akumulacji kapitału – pod koniec panowania Elżbiety zaczęły one jednak wpływać hamująco na inicjatywę kapitalistyczną, wywołując żywe protesty Izby Gmin.

Kryzys społeczeństwa i państwa w XVII wieku

Panowanie pierwszych Stuartów, Jakuba I i Karola I, wiąże się z unią personalną Anglii i Szkocji (od 1603). Głosząc teorię o nadrzędnym i nadprzyrodzonym charakterze uprawnień króla, Stuartowie forsowali ją w praktyce sądowej i weszli rychło w otwarty konflikt z parlamentem. Względy dynastyczne skłoniły Jakuba I do ustępstw na rzecz Hiszpanii i katolików. Sprzyjały temu sfery dworskie, gdy tymczasem opinia publiczna upatrywała interes kraju w popieraniu protestantów na kontynencie i w wojnie z Hiszpanią. Walka o władzę przybrała charakter konfliktu politycznego – parlamentu z królem, konfliktu konstytucyjnego – prawa powszechnego (Common Law) z prerogatywą królewską, wreszcie konfliktu społecznego – między „krajem” i „dworem”. Ocena wydarzeń, prowadzących wprost ku rewolucji i wojnie domowej, jest przedmiotem otwartego sporu w nauce; ówczesne ugrupowania i orientacje polityczne nie pokrywały się z klasami społecznymi. Król i jego dążenia absolutystyczne (próba Jakuba I rządów bez parlamentu 1614-1621) znajdowały poparcie w zacofanych, feudalnych środowiskach ziemiaństwa, głównie w północno-zachodniej połowie kraju. Rósł opór przeciw pasożytnictwu dworu i arbitralnie narzucanym ciężarom fiskalnym. Ogólnym podłożem wydarzeń był żywy rozwój gospodarczy kraju i zmiany w układzie sił społecznych. Za Jakuba I zaznaczył się kryzys majątkowy arystokracji oraz spadek jej wpływów. Wzrosły natomiast od drugiej połowy XVI wieku znaczenie i świadomość gentry2, której – wraz z bogatym mieszczaństwem rozwijających się ośrodków (zwłaszcza Londynu i portów) przypada główna rola w wyborach parlamentarnych. Ożywieniu gospodarczemu i politycznemu towarzyszył od czasów Elżbiety I rozkwit kultury i oświaty.

Karol I kontynuował politykę ojca, napotykając od początku opór parlamentu. Opozycja religijna (kalwińska) i polityczna znalazła wyraz w rozpowszechnieniu purytanizmu i uzyskała większość w Izbie Gmin. Król trzykrotnie rozwiązywał parlament, ale nie zdołał zapewnić sobie jego uległości: postawiono w stan oskarżenia królewskiego faworyta, księcia G. V. Buckinghama, potępiono arbitralne posunięcia prawne i fiskalne króla. W zamian za przyznany podatek król zatwierdził szereg żądań parlamentu. Aresztowanie 9 posłów oznaczało zerwanie króla z rządami parlamentarnymi. Swe rządy osobiste (1629-40) Karol I sprawował przy pomocy hr. Th. Strafforda oraz arcybiskupa W. Lauda. Posłuszne królowi sądy sformułowały wygodne dla niego podstawy prawne pobierania podatków i udzielania koncesji gospodarczych (monopoli), Laud zwalczał opozycję purytańską w kościele anglikańskim, Strafford zaś pacyfikował Irlandię. Trudniej było Karolowi reorganizować kościół w Szkocji. Próba reformy w duchu anglikańskim (ustanowienie biskupów) doprowadziła tam do powstania. Zmusiło to Karola do zwołania (13 IV 1640) Parlamentu Krótkiego3, lecz ten przeciwstawił się królowi . Niepowodzenia Strafforda w wojnie ze Szkotami, którzy wkroczyli do Anglii i żądali okupu, spowodowały zwołanie Parlamentu Długiego4 (3 XI 1640), co stanowiło początek rewolucji angielskiej 1640-1660. Ośrodkiem walki z polityką króla stała się Izba Gmin. Zniosła Izbę Gwiaździstą oraz kościelny Sąd Wysokiej Komisji, zapewniła sobie ciągłość działania. Strafford i Laud zostali przez nią skazani na śmierć i straceni, szereg orzeczeń sądowych z okresu rządów osobistych uznano za nieprawne.

W łonie Izby Gmin zarysowały się różnice w kwestiach religii i stosunku do króla, który w styczniu 1642 roku opuścił Londyn, w sierpniu zaś rozpoczął działania wojenne przeciw stronnikom parlamentu. W toku wojny domowej armia parlamentu została zreorganizowana (Armia Nowego Wzoru). Jej trzon stanowili independenci, głównymi dowódcami byli Th. Fairfax i O. Cromwell. Karol pobity pod Naseby (1645), został wyparty ze środkowej Anglii i oddał się w ręce Szkotów, którzy wydali go parlamentowi. Wkrótce wystąpiły sprzeczności w łonie armii (independenci i radykalne ugrupowania religijno-społeczne) oraz między armią a prezbiteriańskim5 parlamentem; po stronie króla stanęli Szkoci. Po łatwym zwycięstwie armia parlamentu usunęła z gmachu znaczną część posłów, pozostali (Parlament Kadłubowy) – mimo oporu Izby Lordów – skazali króla na śmierć (1649). Dnia 19 V 1649 Anglię proklamowano republiką (commonwealth). Do władzy, dzięki armii, doszedł O. Cromwell jako lord protektor (od 1653). W okresie republiki zniesiono liczne instytucje i prawa utrudniające przemianę gospodarki i struktury społeczeństwa w kierunku kapitalistycznym. Cromwell opanował Irlandię i Szkocję; w wojnie z Hiszpanią uzyskał m.in. Jamajkę. Wielkie znaczenie miało wykonywanie uchwalonego w 1651 Aktu nawigacyjnego6. Po raz pierwszy interesy handlu angielskiego stały się czynnikiem decydującym o polityce państwa (wojna z Holandią 1652-54). Klasy posiadające odczuwały jednak niepewność wobec arbitralnych decyzji gubernatorów wojskowych, co po śmierci O. Cromwella doprowadziło do przywrócenia monarchii Stuartów.

Okres restauracji Stuartów

Restauracja Stuartów (1660) utrwaliła główne zdobycze rewolucji. Ugruntowano uprawnienia parlamentu, ograniczono prerogatywy królewskie; wkrótce wprowadzono ustawy ograniczające uprawnienia katolików. Mimo to Karol II usiłował prowadzić politykę zagraniczną sprzeczną z życzeniami parlamentu, korzystając z tajnych subsydiów francuskich. W tych warunkach spotkały Anglię niepowodzenia w dalszych wojnach z Holandią (1665-67, 1673-74).W epoce ogólnej depresji gospodarka angielska 2 połowy XVII wieku rozwijała się słabiej niż w poprzednim stuleciu, ale rosła w stosunku do konkurentów. W przeciwieństwie do przemysłu handel zagraniczny skrępowany był jeszcze koncesjami, które stopniowo przełamywano. Szczególną role odegrały londyńskie sfery finansowe, zainteresowane w handlu zagranicznym. Gospodarka kolonialna w Ameryce Północnej i Środkowej oraz w Indiach przyczyniła się także do wzrostu produkcji w kraju; wielkie znaczenie dla gromadzenia kapitału miał handel z koloniami hiszpańskimi i portugalskimi (m.in. handel niewolnikami). Na morzach Anglia skutecznie konkurowała z Holandią. Przewrót w handlu zagranicznym i polityce gospodarczej wywołało zniesienie ceł wywozowych na pszenicę i wprowadzenie premii wywozowych (od 1673, z przerwami). Był to rezultat znacznej intensyfikacji wskutek przemian kapitalistycznych i wzrostu popytu.

Kiedy Karolowi II udało się skupić wokół siebie grupę reakcyjnych polityków, z której wyłoniło się stronnictwo torysów, opozycja skonsolidowała się również (późniejsi wigowie; oba stronnictwa od ok. 1680). Pamięć wojny domowej i rządów armii skłaniała obie strony do unikania przemocy. Następca Karola II, katolik Jakub II, prowokował jednak opozycję, dopuszczając katolików do rządów, organizując w Irlandii armię katolicką i gromadząc wojsko pod Londynem. Gdy urodził mu się syn, co stwarzało możliwość kontynuacji monarchii katolickiej, przywódcy opozycji ofiarowali (1688) tron namiestnikowi Niderlandów Wilhelmowi Orańskiemu, mężowi Marii (która była protestancką córką Jakuba II). Jakubowi pozwolono uciec do Francji, jego zaś stronnicy – poza Irlandią – nie stawiali oporu. Bezkrwawy przewrót nazwano później Wspaniałą Rewolucją – Glorious Revolution.

Monarchia parlamentarna. Wiek XVIII.

Głównym aktem ustawodawczym parlamentu, zwołanego po zwycięstwie rewolucji, była ustawa o prawach (Bill of Rights, 1689); ustanowiła ona supremację parlamentu nad władzą monarszą i, wraz z ustawą o następstwie tronu (Act of Settlement, 1701), stworzyła podstawy konstytucyjne nowego ustroju. Ustanowienie pełnej odpowiedzialności ministrów przed parlamentem zmuszało monarchę do ich wyboru spośród większości parlamentarnej, wskutek czego umocnił się system dwóch partii, rywalizujących ze sobą o zdobycie większości. Zwycięstwo rewolucji i parlamentu wzmogło siłę żywiołów kapitalistycznych. W 1694 powołano Bank Angielski, mający wyłączne prawo emisji banknotów; umocniła się pozycja City londyńskiej, ciągnącej dodatkowe zyski ze stałego wzrostu zadłużenia państwa; nowych bodźców doznała polityka ekspansji morskiej i kolonialnej. Rozpoczął się cykl wojen, w których Anglia – zmieniając ciągle partnerów – miała niezmiennie jako swego przeciwnika Francję, głównego wówczas konkurenta do supremacji handlowo-kolonialnej i pretendenta do dominacji nad kontynentem europejskim. Wojny toczyły się w Europie, Azji i Ameryce. W wojnie 1689-97 Anglia w sojuszu z Holandią i innymi państwami protestanckimi zahamowała ambicje francuskie, lecz dopiero wojna o sukcesję hiszpańską (1701-13) przyniosła załamanie potęgi wojskowej Francji i wyniszczenie jej gospodarki. Na mocy pokoju w Utrechcie (1713) Wielka Brytania uzyskała od Hiszpanii Gibraltar i Minorkę, a w Ameryce Północnej posiadłości francuskie: Akadię (odtąd Nowa Szkocja), Nową Fundlandię i posiadłości nad Zatoką Hudsona.

W 1702 wstąpiła na tron Anna, ostatnia ze Stuartów; w 1707 przeprowadziła unię realną Anglii i Szkocji, tworzących odtąd (wraz z włączoną wcześniej Walią) Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii7; likwidacji uległa tajna rada i parlament szkocki w Edynburgu, a Szkoci otrzymali przedstawicielstwo w obu izbach parlamentu w Londynie. Jednak poczucie odrębności narodowej i trudności procesu integracji powodowały opór Szkotów. Gdy w 1714, po śmierci bezdzietnej królowej, tron zjednoczonego państwa objął (zgodnie z aktem o sukcesji 1701) elektor Hanoweru, Jerzy I, prawnuk Jakuba I Stuarta, Szkoci poparli Jakuba Edwarda, syna Jakuba II; ich powstanie (1715), z którym sympatyzowała partia torysów, zostało szybko stłumione. Za Jerzego I i jego syna, Jerzego II, partią większości byli wigowie; ich dążeniu do maksymalnego zredukowania władzy i wpływów monarchy sprzyjały obcość narodowa i językowa obu pierwszych Hanowerczyków na tronie brytyjskim oraz ich duża obojętność wobec problemów politycznych Anglii.

Za rządów R. Walpole’a (1721-42) ustaliła się instytucja gabinetu jako kolektywnego ciała rządzącego, związanego łączną odpowiedzialnością, stanowiącego jednocześnie kierownictwo partii większości; premier jako głowa rządu i większości parlamentarnej, był więc faktycznie najpotężniejszym człowiekiem u władzy. Różnorodny system wyborczy, w miastach korzystny dla grup rządzących, a oparty na własności ziemskiej w hrabstwach, decydował o szczupłości liczby wyborców do Izby Gmin (ok. 250 tys. wyborców na 6,5 mln ludności w Anglii i Walii w połowie XVIII wieku), co przy jawności głosowania czyniło z tej Izby ostoję ziemiaństwa i bogatego mieszczaństwa, która utrzymywała znaczenie, adoptując powoli rodziny nowobogackie. Sukcesy gospodarcze i wzrost potęgi imperialnej oraz pewien klimat wolności zapewniał popularność ustroju i zgodę między rządzącymi i rządzonymi – z wyjątkiem Szkocji. Tam raz jeszcze (1745) doszło do powstania (jakobici), krwawo stłumionego i zakończonego złamaniem ustroju klanowego w północnej, górzystej części kraju.

x

O co w tym całym zamieszaniu chodziło? Za Henryka VII władza królewska rosła w siłę. Podobnie było za Henryka VIII, który stał się również głową kościoła angielskiego. Jego córka, Maria I, zwana przez purytanów krwawą Marią, podjęła próbę rekatolizacji Anglii, a jej następczyni, Elżbieta, przywraca anglikanizm. Po jej śmierci, w anglikańskiej Anglii, królami zostają katoliccy Stuartowie ze Szkocji. Później pojawia się, jak Filip z konopi, Cromwell, który tworzy Armię Nowego Typu, czyli zawodową i dokonuje rewolucji. Powstaje republika, ale nie wszyscy są zadowoleni z rewolucyjnego zamordyzmu i dochodzi do restauracji monarchii, która jednak nie cofa zdobyczy rewolucji, ale je utrwala, co oznacza wzmocnienie roli parlamentu i osłabienie władzy królewskiej. Po faktycznym zwycięstwie rewolucji, pomimo przywrócenia monarchii, powstaje Bank Anglii, który ma monopol na emisję pieniądza i zadłużanie państwa. Wzrosła również rola City. Rządy parlamentu oznaczają praktycznie to, że nikt nie ponosi odpowiedzialności za podejmowane decyzje, które tak naprawdę nie wiadomo kto podejmuje. Kto za tym stał? First things first, jak mawiają Anglicy, czyli najpierw rzeczy podstawowe.

Cytowana powyżej encyklopedia tak pisze:

„Wyprawy Rzymian do Brytanii zapoczątkował Juliusz Cezar (55 i 54 p.n.e.). Podbój Galii przez Rzymian wzmógł wpływy rzymskie również w Brytanii: zacieśniły się kontakty handlowe, osiedlili się rzymscy kupcy, na wzór rzymski wprowadzono monetę srebrną. Ułatwiło to Rzymianom podbój terenów późniejszej Anglii (43 n.e.), jednak panowanie rzymskie pozostawało nie ustabilizowane na pograniczu Dewonu, Walii i na północy. Próby podboju północnej części wyspy zawiodły, a Hadrian polecił usypać wał (123 n.e.) jako granicę Brytanii rzymskiej.”

Po śmierci Hadriana, Antoninus Pius zbudował kolejny mur 160 km na północ od muru Hadriana. Antoninus nie był w stanie podbić północnych plemion. Gdy Marek Aureliusz został cesarzem, wycofał się spod tego muru i uznał Mur Hadriana za główną linię obrony. Obszar pomiędzy murami nazywa się Nizinami Szkockimi lub Nizinami Centralnymi. Zdjęcie i informacja – angielska Wikipedia. Tak więc teren, który podbili Rzymianie, to teren współczesnej Anglii. Nie podbili oni Walii i Szkocji. A kto tam z nimi przybył i pozostał?

W 410 roku legiony rzymskie wycofały się z Wyspy, którą opanowały germańskie plemiona Anglów i Sasów. W katach 1016-35 Anglia stanowiła część wielkiego mocarstwa skandynawskiego. W 1066 roku książę Normanów Wilhelm, po bitwie pod Hastings, usunął rządy anglosaskie i wprowadził rządy normandzkie. Stworzył ustrój feudalny, rozdawał ziemię rycerzom normandzkim i stworzył finanse państwowe. Jego dzieło kontynuowała dynastia andegaweńska Plantagenetów. Henryk II wzmocnił władzę królewską kosztem czynników feudalnych. Poprawił system sprawiedliwości, poddał kościół wpływom państwa. Jego syn Jan doprowadził absolutyzm królewski do samowoli i spowodował bunt poddanych, których musiał uspokoić wydaniem w 1215 roku Wielkiej Karty Wolności. Za panowania Henryka III, przywódca opozycji hr. Leicester, pokonawszy króla w bitwie pod Lewes (1264), zwołał w 1265 do Londynu pierwszy parlament, w którym obok baronów wzięli udział przedstawiciele hrabstw i miast. Tak powstała angielska Izba Gmin, która w przeciwieństwie do reprezentacji stanowych na kontynencie, obejmowała przedstawicieli zarówno szlachty (gentry) jak i mieszczaństwa, a przez to zbliżała się do przedstawicielstwa ogólnonarodowego. – Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga (1929-38).

Po co te wszystkie informacje? Arnold Zweig, który był Żydem, w powieści Czas dojrzał Czytelnik 1960 pisał:

„Wczoraj opowiadał jej, że tą drogą ciągnęły już rzymskie kohorty i kupcy, którzy wieźli tędy do stolicy świata sól, wosk, bursztyny i skóry. – Może byli wśród nich także przodkowie naszych praojców, bo przecież trzy czy cztery gminy żydowskie znad Renu pochodzą jeszcze z czasów rzymskiego imperium.” I dalej: „Ta Europa czy Ewropa – jej imię pochodzi z hebrajskiego Erew, wieczór, zachód…”

Skoro więc Żydzi rozproszyli się po całym Imperium Rzymskim, to musieli również przybyć z Rzymianami do Anglii. Legiony rzymskie wycofały się, a Żydzi zostali. Zbigniew Krasnowski w książce Socjalizm, komunizm, anarchizm (1936), wznowionej przez Dom Wydawniczy „Ostoja” w 2021 roku, pisze:

Skrzypek żydowski, Bronisław Huberman, znany ze swoich oświadczeń w sprawach natury politycznej, podczas wymiany zdań na temat wpływu żydostwa na życie polityczne narodów rdzennych w krajach Europy, m.in. powiedział:

Uważam, że my, żydzi, jesteśmy w Europie jedynymi Europejczykami. Był jeszcze jeden naród – starzy Ateńczycy, lecz oni znikli. Utrzymuję, że my, żydzi, wytworzyliśmy dla Europy wszystkie wartości, które obecnie istnieją w życiu kulturalnym, ekonomicznym i politycznym. Musimy jednak tworzyć dalej…

Z kolei ten sam autor w książce Światowa polityka żydowska (1934) wznowionej przez Dom Wydawniczy „Ostoja” w 2021 roku pisze:

Wszystkie kraje posiadają „swoich” żydów. Pozostając żydami, to jest należąc do jednego, lecz rozproszonego narodu, żydzi pod firmą „Anglików”, „Amerykanów”, „Niemców” itd. itd. załatwiają na zewnątrz interesy tych poszczególnych narodów, jako rzekomi ich członkowie i decydują o ich losach. I nie można temu się dziwić: wszak przywilej „równouprawnienia” do tego ich uprawnia.

x

Czy zatem wszystko to, co się działo w Anglii przed rewolucją, w trakcie i po niej, nie było dziełem Żydów, którzy po obu stronach barykady mieli swoich wykonawców i dyktowali im, co mają robić? Nie udało się Rzymianom podbić Walii i Szkocji, a Żydzi nie mieli z tym problemu. Nie pomogło „Braveheart”. Na pieniądze, podstęp, intrygi nie ma mocnych. Czy w takiej sytuacji ta zaraza z 1665 roku i ten pożar z 1666 roku były dziełem przypadku, sił natury? „Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają”, jak pisał Szekspir. Niektórzy jednak uważają, że to nie Szekspir, tylko Francis Bacon napisał te dzieła. Czyżbyśmy zatem mieli do czynienia z teatrem w teatrze? Jak patrzeć na czołowych przywódców świata? Czy to nie są aktorzy, którzy mają pewne role do odegrania, tak jak ci z czasów angielskiej rewolucji i restauracji?

  1. Izba Gwiaździsta, Sąd Izby Gwiaździstej – angielski sąd o specjalnych uprawnieniach, który zaczął kształtować się w czasach panowania króla Edwarda (pierwsza wzmianka pochodzi z 1398 roku. Wywodził się ze średniowiecznej Rady Królewskiej, późniejszej Tajnej Rady. Za panowania Karola I Stuarta służył do walki z antyrojalistyczną purytańską opozycją. ↩︎
  2. Gentry – ziemiaństwo angielskie lub inne rodziny żyjące na pewnym poziomie majątkowym nieposiadające tytułów szlacheckich. ↩︎
  3. Krótki Parlament – określenie parlamentu angielskiego obradującego od 13 kwietnia do 13 maja 1640 roku. Zwołany został przez Karola I. Parlament odrzucił jego żądania uchwalenia podatków i wszczął krytykę polityki króla. Na skutek powstania silnej opozycji rozwiązany przez króla po 23 dniach obrad. ↩︎
  4. Długi Parlament – okres obrad parlamentu angielskiego zwołanego przez króla Karola I w 1640 roku, zakończony w 1653 roku pod bitwie pod Worcester, formalnie rozwiązany w 1660 roku. Długi Parlament uchwalił szereg ustaw, które ograniczały władzę króla. ↩︎
  5. Prezbiterianizm – krąg protestanckich kościołów reformowanych charakteryzujących się ustrojem opartym na władzy prezbiterów, czyli starszych zborów (duchownych i świeckich). Kościoły prezbiteriańskie swoją genezę wywodzą z reformacji szwajcarskiej. ↩︎
  6. Akty nawigacyjne – XVII-wieczne angielskie ustawy dotyczące handlu i prawa morskiego. Wprowadzały protekcjonistyczny i merkantylistyczny system handlowy, którego celem miała być ochrona Anglii i jej kolonii przed konkurencją innych państw kolonialnych. ↩︎
  7. Anglia+Walia+Szkocja=Wielka Brytania. Wielka Brytania+Irlandia Północna=Zjednoczone Królestwo. Tak to definiuje angielska Wikipedia. ↩︎