“Cud nad Wisłą”

Czasem mam wrażenie, że Polacy lubią mity, żyją nimi i każde ważniejsze wydarzenie, im bardziej oddalamy się od niego w czasie, tym bardziej nimi obrasta i dociekanie prawdy nikogo nie interesuje. Tak było i jest w przypadku tzw. Cudu nad Wisłą. Jedni przypisują to zwycięstwo geniuszowi Piłsudskiego, inni – Rozwadowskiego, jeszcze inni informacjom polskiego wywiadu i złamaniu szyfrów sowieckich. Są również tacy, którzy uważają, że to zasługa francuskiego generała Weyganda. Natomiast Józef Mackiewicz w powieści „Lewa wolna” poświęcił temu zagadnieniu jeden rozdział, który zatytułował „Nie ma cudów”. I z właściwą sobie precyzją i bez emocji opisuje ten słynny manewr. Poniżej fragment tego rozdziału:

Sześć lat temu, jesienią 1914 roku, naczelne dowództwo rosyjskie, po zwycięstwie w Galicji i klęsce w Prusach Wschodnich, projektowało punkt ciężkości operacji wojennych przerzucić na lewy brzeg Wisły. Ale w zamiarze tym uprzedzone zostało przez połączone armie niemiecko-austriackie, które w końcu września 1914-go w łącznej sile około 20 korpusów same przeszły do natarcia po obu stronach górnej Wisły. Przy czym główne uderzenie wojsk niemieckich szło lewym brzegiem Wisły z zadaniem opanowania Dęblina, kluczowego celu całej operacji. Jednocześnie wojska austriackie dokonać miały wzdłuż prawego, południowego brzegu Wisły, manewru oskrzydlającego od południa z wyjściem na tyły przeciwnika, po sforsowaniu Sanu.

Ten na wielką skalę zakrojony ofensywny manewr i jego wykonanie, mimo dużego sukcesu początkowego, oparty był wszakże na strategicznym błędzie. Mianowicie odsłaniał całe lewe skrzydło głównego trzonu natarcia wojsk niemieckich na Dęblin, i podstawiał je pod uderzenie przeciwnika z północy. Błąd strategiczny rzucał się w oczy, i po prostu napraszał się, by go wykorzystać. Dostrzeżony od razu przez dowództwo rosyjskie, nieomal odruchowo wywołał w odpowiedzi kontrmanewr rosyjski.

Polegał on na tym, aby przy jednoczesnym stworzeniu silnej bariery obronnej wokół Dęblina, skoncentrować w rejonie między Warszawą i Łowiczem 2-gą armię, w składzie II-go Syberyjskiego i I-go Syberyjskiego korpusów, do której miały jeszcze dojść dwa korpusy 5-tej armii – w specjalną „Grupę Uderzeniową Naczelnego Wodza”. Osłonięta od zachodu kawaleryjskim korpusem gen. Nowikowa, potężna ta pięść spaść miała na odsłonięte lewe skrzydło głównych, atakujących sił niemieckich, i zadać im druzgocącą klęskę. Ostateczny termin natarcia wydzielonej „Grypy Uderzeniowej Naczelnego Wodza” wyznaczono na 21 października.

Dowództwo niemieckie jednak, uzyskawszy zawczasu informacje o koncentracji „Grupy Uderzeniowej”, zarządziło w ostatniej chwili śpieszny odwrót, aby wyprowadzić wojska spod wzniesionej nad nimi pięści przeciwnika. W ten sposób do rozgromienia Niemców nie doszło. Wszelako klasyczny kontrmanewr rosyjski sam przez się doprowadził do zwycięstwa i odrzucenia niemiecko-austriackiej ofensywy nieomal do przedmieść Krakowa, i prawie do granic Śląska.

Manewr ten, w odwróconym kierunku, powtórzony został przez wojska polskie sześć lat później, w bitwie warszawskiej – przez niektórych przezwanej „Cudem nad Wisłą” – w sierpniu 1920-go roku. Dziwnym bowiem zbiegiem okoliczności wytworzyła się nieomal dosłowna sytuacja strategiczna.

Łuk Wisły z dopływami, na północnym wschodzie Bugu-Narwi, i na południowym wschodzie Sanu – w schematycznym oczywiście ujęciu – tworzy rozwarty X. Odwracając go zatem do góry nogami otrzymamy ten sam rysunek. Przy czym obydwa punkty docelowe: ofensywy niemieckiej w październiku 1914 – Dęblin, oraz ofensywy bolszewickiej w sierpniu 1920 – Warszawa, znajdą się w analogicznym położeniu.

Identycznie jak w roku 1914-tym Austriacy zapuścili się u południowego wierzchołka X-u celem sforsowania Sanu w głębokim obejściu – takoż w 1920-tym u północnego wierzchołka X-u zapuściła się 4-ta armia sowiecka celem sforsowania Wisły w głębokim obejściu na Włocławek.

Identycznie jak gros sił niemieckich uderzało na północ od dolnego ramienia X-u (Wisły), z zachodu na wschód, na Dęblin, tak teraz gros sił bolszewickich uderzało na południe od górnego ramienia X-u (Bugu-Narwi), ze wschodu na zachód, na Warszawę.

Identycznie jak w październiku 1914-go Niemcy podstawili pod uderzenie z północy swe odsłonięte lewe skrzydło głównych sił, tak teraz bolszewicy podstawili pod uderzenie z południa swe odsłonięte lewe skrzydło głównych sił.

Identycznie wydzielone zostały z frontów obronnych „Grupy Uderzeniowe Naczelnego Wodza”, w roku 1914 rosyjska, w 1920 polska; z identycznym zadaniem natarcia na otwarte skrzydło nieprzyjaciela; w październiku 1914 spod Warszawy na wojska atakujące Dęblin, w sierpniu 1920 spod Dęblina na wojska atakujące Warszawę od wschodu.

W obydwu wypadkach plan kontrmanewru należał do rzędu nie jakichś oryginalnych, czy zgoła genialnych koncepcji strategicznych, lecz do najbardziej elementarnych założeń sztuki wojennej. – Toteż w roku 1914-tym nikomu nie przyszłoby nawet do głowy wytaczać spór, kto był właściwym autorem tego planu obronnego: naczelny wódz W. Ks. Mikołaj Mikołajewicz, szef sztabu gen. Januszkiewicz, czy gen.- kwatermistrz Daniłow?!

W roku 1920-ym wybuchł zacięty spór o to, kto jest autorem tego kontrmanewru: naczelny wódz Józef Piłsudski, szef sztabu gen. Rozwadowski, czy przybyły do Warszawy na czele misji francuskiej gen. Weygand?…

Nic nowego c.d.

Przyglądając się naszej zawiłej rzeczywistości, nie sposób nie zauważyć, że mamy do czynienia z poważnym kryzysem, choć pewnie nie wszyscy tak uważają. Jego powaga polega na tym, że jest on wielowątkowy i globalny. Mamy więc kryzys cywilizacyjny, gospodarczy, energetyczny, demograficzny i imigracyjny.

Tak liczne skumulowanie niekorzystnych zjawisk rodzi pytanie, którego nie sposób uniknąć: czy to już początek końca? A jeśli tak, to co dalej? Jak zwykle w takich sytuacjach człowiek szuka odpowiedzi w historii. Wszak skoro już coś zdarzyło się, to nasi przodkowie musieli sobie z tym jakoś poradzić. Jakkolwiek przeszłość nie udzieli nam wiążącej odpowiedzi, to jej analiza z pewnością nie zaszkodzi.

We wstępie do swojej powieści „Faraon” B. Prus tak opisywał Egipt z czasów, w których umieścił jej akcję, a działo się to w XI wieku p.n.e.:

„Rodowici Egipcjanie mieli barwę skóry miedzianą, czym chełpili się, gardząc jednocześnie czarnymi Etiopami, żółtymi Semitami i białymi Europejczykami. Ten kolor skóry, pozwalający odróżnić swojego od obcego, przyczyniał się do utrzymania narodowej jedności silniej aniżeli religia, którą można przyjąć, albo język, którego można się wyuczyć.

Z biegiem czasu jednak, kiedy państwowy gmach zaczął pękać, do kraju coraz liczniej napływały obce pierwiastki. Osłabiały one spójność, rozsadzały społeczeństwo, a nareszcie zalały i rozpuściły w sobie pierwotnych mieszkańców kraju.

Faraon rządził państwem przy pomocy armii stałej i milicji czy policji tudzież mnóstwa urzędników, z których powoli utworzyła się arystokracja rodowa. Tytularnie był on prawodawcą, naczelnym wodzem, najbogatszym właścicielem, najwyższym sędzią, kapłanem, a nawet synem bożym i bogiem. Cześć boską odbierał nie tylko od ludu i urzędników, ale niekiedy sam sobie stawiał ołtarze i przed swymi własnymi wizerunkami palił kadzidła.

Obok faraonów, a bardzo często ponad nimi stali kapłani: był to zakon mędrców kierujący losami kraju.

Dziś prawie nie można wyobrazić sobie nadzwyczajnej roli, jaką stan kapłański odegrywał w Egipcie. Byli oni nauczycielami młodych pokoleń, wróżbitami, a więc doradcami ludzi dorosłych, sędziami zmarłych, którym ich wola i wiedza gwarantowała nieśmiertelność. Nie tylko spełniali drobiazgowe obrządki religijne przy bogach i faraonach, ale jeszcze leczyli chorych jako lekarze, wpływali na bieg robót publicznych jako inżynierowie tudzież na politykę jako astrologowie, a nade wszystko – znawcy własnego kraju i jego sąsiadów.

W historii Egiptu pierwszorzędne znaczenie mają stosunki, jakie istniały między stanem kapłańskim a faraonami. Najczęściej faraon ulegał kapłanom, składał bogom hojne ofiary i wznosił świątynie. Wówczas żył długo, a jego imię i wizerunki, ryte na pomnikach, przechodziły od pokolenia do pokolenia, pełne chwały. Wielu jednak faraonów panowało krótko, a niektórych znikały nie tylko czyny, ale nawet nazwiska. Parę razy zaś trafiało się, że upadła dynastia, a klaff, czapkę faraonów otoczoną wężem, przywdziewał kapłan.

Egipt rozwijał się, dopóki jednolity naród, energiczni królowie i mądrzy kapłani współdziałali sobie dla pomyślności ogółu. Lecz nadeszła epoka, że lud skutkiem wojen zmniejszył się liczebnie, w uścisku i zdzierstwie utracił siły, napływ zaś obcych przybyszów podkopał rasową jedność. A gdy jeszcze w powodzi azjatyckiego zbytku utonęła energia faraonów i mądrość kapłanów, i dwie te potęgi rozpoczęły między sobą walkę o monopol obdzierania ludu, wówczas Egipt dostał się pod władzę cudzoziemców, i światło cywilizacji przez kilka tysięcy lat płonące nad Nilem – zagasło.”

Brzmi znajomo? „Nihil novi sub sole” – Nic nowego pod słońcem, jak głosi starożytna maksyma. W 1972 roku słynna włoska dziennikarka Oriana Fallaci przeprowadziła wywiad z cesarzem Etiopii Hajle Syllasje.

Co sądzi Wasza Wysokość o nowym pokoleniu, które jest niezadowolone? Mam na myśli studentów, którzy burzą się na uniwersytetach, szczególnie w Addis Abebie i…

Młodzież to młodzież. Nie da się zmienić niestosownych zachowań młodzieży. Zresztą nie są one niczym nowym, na świecie nigdy nie dzieje się nic nowego. Proszę zastanowić się nad przeszłością: przekona się pani, że nieposłuszeństwo młodzieży jest odwieczne.

Józef Mackiewicz w powieści “Lewa wolna” pisze: Opowiadał przyjaciel, który przedostał się od Kołczaka. Tam w Omsku, czy Tomsku, czy innym Irkucku, był kinematograf gdzie pokazywali: dwie pary pederastów, później dwie pary lesbijek, później mężczyzna z kozą, później kobieta z psem…

Nic nowego

Na jednym z filmów zamieszczonych na YouTube usłyszałem takie zdanie: “Państwa walczące w I wojnie światowej zorientowały się po niej, że są zadłużone u tego samego wierzyciela.” Ależ to przecież nic nowego. Mamy taką wspaniałą powieść, która zasługiwała na Nobla, i w której wszystko, czego obecnie doświadczamy, zostało opisanie. Bolesław Prus skończył pisać “Faraona” 2.V. 1895, godz. 3 po południu. I co tam jest napisane?

” – Ty, panie, słuchasz dzisiaj rad fenickich, a tymczasem nasi Żydzi wykryli, że Fenicja chce wywołać wojnę między Egiptem i Asyrią… Podobno nawet co najprzedniejsi kupcy i bankierzy feniccy zobowiązali się do tego strasznymi przysięgami…

– Na cóż im ta wojna?… – wtrącił książę z udaną obojętnością.

– Na co!… – zawołała Sara. – Będą wam i Asyryjczykom dostarczać broni, towarów i wiadomości, a za wszystko każą sobie dziesięć razy drożej płacić… Będą od waszych i asyryjskich żołnierzy wykupywać zrabowane przedmioty i niewolników… Czyliż tego mało?… Egipt i Asyria zrujnują się, ale Fenicja pobuduje nowe składy na bogactwa.”

I jeszcze jeden cytat.

“Nie było tu żywych obrazów, ale jakby wystawa przemysłowa.

– Raczcie spojrzeć, dostojni – mówił. – Za dziewiętnastej dynastii te rzeczy przysyłali nam cudzoziemcy: z kraju Punt mieliśmy wonności, z Syrii złoto, żelazną broń i wozy wojenne. Oto wszystko. Lecz wówczas Egipt wyrabiał… Spójrzcie na te olbrzymie dzbany: ile tu kształtów, a jakie rozmaite kolory!… Albo sprzęty: to krzesło wyłożone jest dziesięcioma tysiącami kawałków złota, perłowej masy i kolorowych drzew… Zobaczcie ówczesne szaty: jaki haft, jaka delikatność tkanin, ile kolorów… A miecze brązowe, a szpilki, branzolety, zausznice, a narzędzia rolnicze i rzemieślnicze… Wszystko to robione u nas, za dziewiętnastej dynastii.

Przeszedł do następnej grupy przedmiotów.

– A dziś – patrzcie. Dzbany są małe i prawie bez ozdób, sprzęty proste, tkaniny grube i jednostajne. Ani jeden z tegoczesnych wyrobów nie może równać się pod względem rozmiarów, trwałości czy piękności z dawnymi. Dlaczego?…

Posunął się się znowu kilka kroków i otoczony pochodniami mówił:

– Oto jest wielka liczna towarów, które nam przywożą Fenicjanie z rozmaitych okolic świata. Kilkadziesiąt pachnideł, kolorowe szkła, sprzęty, naczynia, tkaniny, wozy, ozdoby, wszystko to przychodzi do nas z Azji i jest przez nas kupowane.

Czy rozumiecie teraz, dostojnicy: za co Fenicjanie wydzierali zboże, owoce i bydło pisarzom i faraonowi?… Za te właśnie obce wyroby, które zniszczyły naszych rzemieślników jak szarańcza trawę.”

Nic się nie zmieniło. Jedyna różnica to taka, że Fenicjan zastąpili Żydzi.

Gdyby ktoś czytał “Faraona” jeszcze 20-30 lat temu, to mógłby uznać, że jest to powieść nudna. O czym on tam pisze! Egipt – XI wiek przed naszą erą! A jednak! Z tej powieści, prawie z każdej jej kartki, emanuje współczesność. Teraz, gdy przeczytałem ją ponownie, dostrzegam to, czego nie mógłbym zauważyć, gdy czytałem ją wiele lat temu. Nie zwróciłbym uwagi na fragment, w którym opisana jest postać, która, kropka w kropkę, przypomina osobę o nazwisku Jonny Daniels.

A więc, żeby nie być gołosłownym, cytuję:

“Rada kapłańska nie dlatego rozpędza dwadzieścia tysięcy wojska i otwiera bramy Egiptu bandytom, ażeby napełnić skarb faraona…

– Tylko?…

– Tylko dlatego, ażeby przypodobać się królowi Assarowi. A ponieważ jego świątobliwość nie godził się na oddanie Asyryjczykom Fenicji, więc wy chcecie osłabić państwo w inny sposób: przez rozpuszczenie najemników i wywołanie wojny na naszej zachodniej granicy…

– Biorę bogów na świadectwo, że zdumiewasz nas, wasza dostojność!… – zawołał Mentezufis.

– Cienie bogów bardziej zdumiałyby się usłyszawszy, że w tym samym Egipcie, w którym spętano królewską władzę, jakiś chaldejski oszust wpływa na losy państwa…

– Uszom nie wierzę!… – odparł Mentezufis. – Co wasza dostojność mówisz o jakimś Chaldejczyku?… Namiestnik zaśmiał się szyderczo.

– Mówię o Beroesie… Jeżeli ty, święty mężu, nie słyszałeś o nim, zapytaj czcigodnego Mefresa, a gdyby i on zapomniał, niech odwoła się do Herhora i Pentuera… Oto wielka tajemnica waszych świątyń!… Obcy przybłęda, który jak złodziej dostał się do Egiptu, narzuca członkom najwyższej rady traktat tak haniebny, że moglibyśmy podpisać go dopiero po przegraniu bitew, po utracie wszystkich pułków i obu stolic.

I pomyśleć, że zrobił to jeden człowiek, najpewniej szpieg króla Assara!…A nasi mędrcy tak dali się oczarować jego mowie, że gdy faraon nie pozwolił im wyrzec się Fenicji, to oni przynajmniej rozpuszczają pułki i wywołują wojnę na granicy zachodniej…”

Tak! Nihil novi sub sole – Nic nowego pod słońcem. To stara rzymska maksyma. Rzymianie czerpali z mądrości Egiptu. Ale nie tylko oni. Teodor Jeske-Choiński w swojej książce “Historia Żydów w Polsce” pisze: “Julian Ochorowicz twierdzi, że w etyce egipskiej, w ‘Księdze Umarłych’, znajdują się najwyraźniej sformułowane przykazania, ‘których część później ogłosił Mojżesz Żydom, zastosowawszy je do warunków uciekającego z Egiptu ludu i do potrzeb z jego charakteru wynikających.’

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Mojżesz czerpał ze źródeł wiedzy egipskiej. Był przecież mężem Egipcjanki, Sefory, córki kapłana, i jako zięć i uczeń egipskiego mędrca, miał dostęp do tajemnic jego wiedzy.”

28 czerwca 1919

28 czerwca 2019 roku obchodziliśmy 100 rocznicę podpisania traktatu wersalskiego. Polskę reprezentował tam Dmowski i Paderewski. Dmowski przemawiał w dwóch językach: angielskim i niemieckim. Nie miał zaufania do tłumaczy. Wielu zwolenników Dmowskiego i endecji utrzymuje, że Polska odzyskała niepodległość właśnie wtedy, a nie dnia 11 listopada 1918 roku. W tym dniu Niemcy podpisały akt bezwarunkowej kapitulacji. Czy rzeczywiście było tak, że Polska odzyskała niepodległość dzięki Dmowskiemu i jego umiejętnie prowadzonej grze dyplomatycznej w Wersalu? I czy tylko to decydowało?

Józef Mackiewicz w swojej powieści “Lewa wolna” o wojnie 1920 roku pisał tak:

“W listopadzie 1918-go roku kordon padł.

To, co potem zaczęło się na tych ziemiach, było więc praktycznie nie tyle bezpośrednio skutkiem rewolucji bolszewickiej z 7-go listopada 1917-go roku, lecz bezpośrednim skutkiem rewolucji niemieckiej z 9-go listopada 1918-go roku.

Cesarskie Niemcy pokonane zostały na zachodzie, i dnia 11-go listopada 1918-go roku zmuszone do kapitulacji i podpisania podyktowanych im przez zwycięzców warunków zawieszenia broni. Wszelako paragraf 12-ty tych warunków, który nakazywał wprawdzie Niemcom natychmiastowe wycofanie ich wojsk z Austrii, Węgier, Bułgarii i Turcji, nakazywał im jednocześnie pozostawać gdzie stali w Rosji tak długo, dopóki Alianci ich przebywanie tam będą uważać – „za pożądane ze względu na wewnętrzna sytuację tych terenów”. W ten sposób kordon regularnych wojsk niemieckich, osłaniających przed rewolucją bolszewicką od Narwy po Dniepr, miał być utrzymany w dalszym ciągu, tym razem w dyspozycji zwycięskich mocarstw zachodnich.

Ale nie stało się zadość paragrafowi 12-mu. Dwa dni przedtem, 9-go listopada, w Niemczech wybuchła rewolucja i od razu przerzucać się zaczęła na wojska polowe. Zwoływano mityngi, powstawały „Rady żołnierzy”, gdzieniegdzie zrywano oficerom epolety, odznaki bojowe, krzyże. Wiele oddziałów z czerwonymi kokardami na mundurach, wypowiadało posłuszeństwo dowódcom, demonstracyjnie ruszyło do domów. Kordon wschodni zaczął się kruszyć, łamać i odtaczać w bezładzie na zachód. Tylko najbardziej zdyscyplinowane jednostki zatrzymały się gdzieś na linii Niemna.

Dnia 13-go listopada 1918-go roku bolszewicy unieważnili postanowienia pokojowe pokoju brzeskiego i ruszają na podbój świata.

Wachmistrz Leopold Kaczmarek był Polakiem rodem z Poznańskiego, zawodowym podoficerem armii niemieckiej. Był ostatnim wachmistrzem w pułku pruskich czarnych huzarów, jednej z tych nielicznych jednostek wojskowych, które po rewolucji 1918 roku w Niemczech, zachowały dyscyplinę i posłuszeństwo wyższym rozkazom. Wprawdzie po rozpadnięciu się frontu wschodniego, pułk odpłynął aż spod Dniepra, ale zgodnie z postanowieniem zachodnich aliantów zatrzymał się na linii górnego Niemna, i dopiero pod naporem bolszewików odszedł na linię górnej Narwi.

Dnia 25-go stycznia 1919 roku marszałek Foch wydał rozkaz do oddziałów niemieckich zgrupowanych wokół ośrodka Białystok – Grodno, aby przekazały Polsce terytorium do linii Brześć – Narwa – Krynki – Kuźnica – Nowy Dwór – Sopoćkinie, i przepuściły wojska polskie przeznaczone do odparcia nawały bolszewickiej. Rozkaz wykonany został w początku lutego, ale tym samym dalsze pozostawanie z bronią u nogi na tym terytorium stawało się bezprzedmiotowe. Pułk czarnych huzarów ściągnął w porządku z Bielska do Białegostoku, i począł ładować się do pociągów.

Kaczmarek jechał, jak zawsze, na swym czarnym koniu o białych pęcinach, z tyłu za trzecim szwadronem; jak zawsze postawny, mocny w siodle, małomówny, można by rzec o nim: wyniosły w dyscyplinie. A później, nie zsiadając z konia, krążył po odtajałej ze śniegu, brukowanej polnym kamieniem, rampie towarowej, wydawał ostanie zlecenia i instrukcje głosem przywykłym do niepowtarzania dwa razy rzeczy zbędnych. Dopatrzył wzorowo załadunku swego szwadronu. Nikt go jakoś nie zapytał, w jakim wagonie umieścił sam swego konia i siebie. Być może dlatego, iż nikomu do głowy nawet nie przyszło, by wachmistrz Kaczmarek, podoficer starej służby i czterech lat wojny, mógł nie działać w myśl jakiegoś wydanego rozkazu. Gdy ostatni koń i ostatni huzar trzeciego szwadronu znaleźli swoje miejsce w wagonach, wachmistrz precyzyjnym drgnięciem przegubu lewej dłoni położył cugle na szyi swego wierzchowca; koń wykonał mechaniczny wolt i, ostrożnie stawiając swe białe pęciny na oślizgłym bruku, zszedł z rampy towarowej. Kaczmarek nie pożegnał się z nikim; nie spiesząc, stępa odjechał do stojącego o 25 wiorst na południe pułku ułanów polskich.

Dnia 25 listopada 1918 roku bolszewicy zajęli opuszczony przez Niemców Bobrujsk. 8 grudnia Mińsk. Tegoż dnia, w Dyneburgu, proklamowali uroczystym aktem utworzenie Sowieckiej Litwy, 16 grudnia, w Polsce, na I Zjeździe połączonej SDKPiL oraz PPS-Lewicy, zorganizowała się “Komunistyczna Partia Robotnicza Polski”. Dnia 3 stycznia 1919 roku bolszewicy zajęli Rygę, a 6 stycznia Wilno. Już w połowie stycznia podeszli do Możejek, Szawel, Olity, Grodna, dalej na południu osiągając linię rzek Kotry – Niemna – Zelwianki i Różanki, aż do Prużan i Kobrynia. Wkrótce, 27 lutego 1919, proklamują w Wilnie utworzenie utworzenie na terytorium dawnego W. Ks. Litewskiego nowego tworu komunistycznego pod nazwą Lit-Bieł, do którego wejść mają ziemie litewsko-białoruskie, czyli gubernie: Kowieńska, Wileńska, Mińska, grodzieńska, a także częściowo Kurlandzka i Ziemia Białostocka.

Tymczasem na północy, w krajach bałtyckich, napotkali na opór ze strony niemieckich formacji ochotniczych generała von der Goltza i podległych mu de facto wojsk rzekomo rosyjskich, awanturnika Bermondt-Awałowa, nie uznawanego przez generałów rosyjskich. Już 22 stycznia von der Goltz wypiera bolszewików z Rygi. W portach bałtyckich pojawia się flota brytyjska, nie biorąca zresztą udziału w walkach. W Estonii tworzy się rosyjska tzw. “Armia Północna” pod wodzą gen. Judenicza. Jednocześnie Estończycy, Łotysze, Litwini i Białorusini proklamują niepodległość swych krajów, śpiesznie organizując własne oddziały. W ogólnym chaosie i wzajemnie kolidujących aspiracjach narodowo-terytorialnych, dochodzi do licznych konfliktów. – W międzyczasie Polska zgłasza pretensje do terytoriów dawnej Rzeczypospolitej sprzed rozbiorów 1772 roku.

W takim stanie rzeczy wojska polskie, przepuszczane przez linie niemieckie, już 9 lutego 1919 r. zetknęły się po raz pierwszy z bolszewikami pod Skidlem na Niemnie, a niebawem również wzdłuż rzek Zelwianki i Rózanki, koło Prużan i Kobrynia. Brakowało kawalerii. Wtedy zażądano posiłków.”

Rodzi się więc podstawowe pytanie: czy, gdyby niemieckie wojska utrzymały swoją pozycję daleko na wschodzie, to czy, w zamian za ten wysiłek, państwa alianckie zgodziłyby się przyznać Polsce Wielkopolskę? I drugie: czy w tej sytuacji pretensje do Piłsudskiego, że nie wsparł Powstania Wielkopolskiego, które wybuchło w grudniu 1918 roku, są zasadne? I jeszcze jedno: jaka Polska powstałaby, gdyby podczas konferencji wersalskiej wojska niemieckie stały daleko na wschodzie? 9 listopada 1918 roku wybuchła rewolucja w Niemczech. Czy bez wsparcia bolszewików miałaby szansę powodzenia? 13 listopada 1918 roku bolszewicy unieważniają postanowienia pokojowe pokoju brzeskiego i ruszają na podbój świata. Powstanie Wielkopolskie wybuchło 27 grudnia 1918 roku. Dnia 25 stycznia 1919 roku marszałek Foch wydaje rozkaz do oddziałów niemieckich, by opuściły terytorium i przepuściły wojska polskie. Rozkaz został wykonany na początku lutego 1919 roku. 9 lutego wojska polskie po raz pierwszy zetknęły się z bolszewikami. A więc na początku 1919 roku wojska polskie stopniowo zastępowały wojska niemieckie, a front niemiecko-bolszewicki stawał się powoli frontem polsko-bolszewickim. Traktat wersalski podpisano 28 czerwca 1919 roku. Do momentu jego podpisania, od czterech miesięcy, wojsko polskie stanowiło zaporę przed nawałą bolszewicką, dążącą już nie tyle do podboju Europy, co świata.

Dmowski był wybitną osobowością. Mało kto wie, że był synem kamieniarza, a więc pierwszym polskim politykiem, który nie wywodził się ze szlachty czy arystokracji. Powinniśmy sobie jednak zdawać sprawę z tego, że dyplomacja nie poparta silą niewiele zdziała. Mógłby sobie Dmowski przemawiać i w dziesięciu językach… Na nikim nie zrobiłoby to wrażenia. Ale miał w ręku jeden argument: polskie wojsko było zaporą dla bolszewików. Po zakończeniu I wojny nikomu na Zachodzie nie chciało się walczyć, ani nie mieli na to siły, ani środków. Jedynie polskie wojsko miało chęci. Jest zapewne w tym jakiś udział Piłsudskiego, ale wypada przypomnieć o tym, że powstania styczniowego nie poparli chłopi. A w wojnie 1920 roku, w krytycznym momencie, wojsko polskie liczyło ponad 900 tysięcy żołnierzy. Poparcie mas stało się faktem. To oczywiście wcześniejsza, jeszcze pod zaborami, praca endecji. Tak więc dobrze znać fakty, bo gdy ich nie znamy, to tworzymy mity.

Ma rację Mackiewicz: jedynie prawda jest ciekawa. Ale prawdy możemy dociec, gdy znamy wszystkie fakty, które pozwalają na właściwą ocenę sytuacji. Warto o tym pamiętać.

Witam na moim blogu

Na tym blogu będę starał się przedstawiać prawdę albo przynajmniej próbował do niej dochodzić. Czy będzie to zamiar udany, czy – nie, ocenią czytający go.

“Jedynie prawda jest ciekawa” – to motto Józefa Mackiewicza. Prawda jest ciekawa, ale niewygodna dla wszystkich i wszyscy starają się ją ukryć albo zniekształcić. Za głoszenie prawdy, uparte jej głoszenie, Józef Mackiewicz cierpiał nędzę. Dzięki temu, że pozostał sobie i swoim przekonaniom wierny, to my, z jego dzieł, możemy dowiedzieć się prawdy.

Blog ten jest poświęcony polityce i historii. Obecnie, jak chyba nigdy dotąd w dziejach ludzkości, nie manipulowano tak historią. Na naszych oczach dokonuje się fałszerstwo na niespotykaną skalę. A to wszystko dzięki internetowi i mediom społecznościowym. Jedynym ratunkiem wydaje się wykorzystanie tych mediów w celu obrony. Zgodnie z rzymską maksymą: kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

Dużo miejsca będzie zajmować tematyka żydowska. Nie sposób jednak jej uniknąć, jeśli chce się pisać prawdę. Polska dla Żydów była i jest szczególnym miejscem. Nigdzie społeczność żydowska nie była tak liczna w stosunku do pozostałej ludności i nigdzie nie osiągnęła takich wpływów. Po drugiej wojnie światowej jej przewaga stała się jeszcze większa. Polacy stracili w niej swą warstwę inteligencką, a Żydzi – zachowali. Dlatego jest to gra do jednej bramki. Nie można napisać prawdziwej historii Polski, bez uwzględnienia w niej Żydów i ich wpływów na jej bieg. A dlaczego się ich nie uwzględnia? Najwyraźniej ten, który kontroluje system edukacji, prasę, wydawnictwa – ten sobie tego nie życzy.

Problem z Żydami polega na tym, że są przeważnie ukryci. Udają chrześcijan różnych wyznań. Żyd wie z kim ma do czynienia, a my – nie! Jeśli ma nam do sprzedania towar czy usługę, to będzie bardzo miły, można by rzec – do rany przyłóż. Gdy jednak uzna, że nieżyd jest mu niewygodny, jego obecność jest sprzeczna z jego interesem, jest jego konkurentem i – w najgorszym wypadku, gdy Żyd zawdzięcza coś nieżydowi, to jego nienawiść urasta do rozmiarów nieznanych człowiekowi o innej etyce i systemie wartości. Jeśli nie będzie w stanie sam pokonać tego, którego tak bardzo nienawidzi, to poprosi innych Żydów o pomoc. Nie są to czcze słowa. Sam tego doświadczyłem. Nie ma szans na obronę, jeśli nie wiemy z kim mamy do czynienia lub gdy dowiemy się zbyt późno. Dlatego tak ważne jest poznanie tej nacji, jej systemu wartości, sposobów postępowania i zachowań wobec nieżydów. Ci, którzy żyli przed nami i ostrzegali nas przed nimi, mieli rację. Warto korzystać z tego, co nam przekazali. To wszystko jest nadal aktualne. Żydzi nie zmieniają się i nie zmieniają swoich zasad i zachowań wobec nieżydów. I co najważniejsze – Żydzi są wśród nas, więcej ich jest, o wiele więcej, niż nam się wydaje.

Dlaczego blog

Kiedy przegląda się strony internetowe, kanał YouTube itp., to odnosi się wrażenie, że wszystko płynie. Dziś jest to, jutro tamto, dziś takie komentarze, jutro inne. A wszystko to ginie po paru dniach gdzieś w zakamarkach internetu. Wracać do tego można, ale komu się chce?! Na tym blogu chcę, by rzeczy ważne zawsze były łatwo dostępne i można było do nich wrócić w każdej chwili. Jak mawiali Rzymianie: Repetitio est mater studiorum – Powtarzanie jest matką (podstawą) uczenia się. Od siebie mógłbym dodać, że nie tylko uczenia się, ale i zapamiętywania, utrwalania.

Szczególnie dotyczy to polityki i historii, a więc dziedzin, które wzajemnie przeplatają się, z których najwięcej do nas dociera poprzez media, publicystykę i wydawnictwa. Zafałszowania, przeinaczenia, kłamstwa są w tych dziedzinach na porządku dziennym. Wbrew pozorom uporządkowanie tego bałaganu nie jest takie skomplikowane, pod warunkiem, że znamy fakty. A o te fakty coraz trudniej. I ja je, w miarę moich skromnych możliwości, będę starał się zamieszczać.

Po co ten blog? To pytanie jest może jeszcze bardziej zasadne niż pierwsze, ale ono nasunęło mi się dopiero teraz, tzn. w marcu 2022 roku. Ktoś słusznie może zapytać, po co takie drobiazgowe analizowanie zjawiska, jakim są Żydzi, żyjący w diasporze i wnikający we wszystkie społeczeństwa, ich instytucje i organizacje? Skoro niczego nie można zmienić, a tak twierdzę, to jaki to ma sens?

Taki ma sens, że znając zjawisko nie damy się wciągnąć w fałszywe projekty, przedsięwzięcia, cudowne sposoby uzdrowienia państwa poprzez stworzenie nowej partii, nowej waluty czy w jakieś awantury, protesty, marsze a nawet powstania i wojny. Ten świat, jakim go znamy, z Żydami jako narodem dominującym we wszystkich najważniejszych dziedzinach życia społecznego i gospodarczego, ten świat musi się dopełnić.

To, co może zrobić zwykły człowiek, to mieć świadomość tego stanu i umieć znaleźć się w tym świecie i radzić sobie w nim. Zdobyć możliwie jak najlepsze wykształcenie, praktyczny zawód, nauczyć się tego światowego języka, przynajmniej tego jednego. Ale musi też mieć świadomość, że wokół niego może być wielu wrogich mu ludzi, zwłaszcza wtedy, gdy będzie chciał działać w branżach tradycyjnie zarezerwowanych dla Żydów, takich jak choćby handel czy polityka. Ta wiedza umożliwi mu podejmowanie mądrych decyzji życiowych, a może nawet ułatwi mu rozpoznawanie tych tak bardzo dobrze zamaskowanych osobników, od których niczego dobrego nie można spodziewać się.