Republika Wenecka

1 czerwca wybrano nowego pawiana nr 1 nieistniejącego już w praktyce państwa, zwanego III RP. W chwili obecnej jesteśmy w stanie przejściowym, czyli czymś takim jak lata 1939-45. Było to zupełnie bez znaczenia czy wybrany zostanie ten czy inny pawian. Decyzje co do losów tego obszaru, pomiędzy Rosją a Niemcami, zapadają gdzie indziej, choć panuje na nim ustrój republikański. Może więc warto przyjrzeć się temu, jak on działał w najdłużej istniejącej w historii Republice Weneckiej. Wikipedia tak pisze:

Republika Wenecka, Rzeczpospolita Wenecka, Najjaśniejsza Republika Wenecka (wł. Serenissima Repubblica di Venezia, wenecki Repùblega de Venèsia) – północnowłoska republika kupiecka, istniejąca od 697 roku do 15 maja 1797 roku. Najdłużej nieprzerwanie funkcjonujące państwo o ustroju republikańskim w historii. W średniowieczu jedna z największych potęg handlowych i politycznych w basenie Morza Śródziemnego i jedno z najbogatszych miast Europy. Republika Wenecka była najpotężniejszą i zarazem najtrwalszą z powstałych w średniowieczu miejskich komun włoskich. Jako jedno z nielicznych państw włoskich odegrała również wielką rolę w historii nie tylko Italii, ale całej Europy i basenu Morza Śródziemnego. Od czasów wypraw krzyżowych po zmagania z Imperium Osmańskim, Republika Wenecka była dla Europy głównym pośrednikiem i uczestnikiem kontaktów z muzułmańskim Bliskim Wschodem – zarówno tych pokojowych, jak i wojennych.

Źródło; Wikipedia (Netzach – Praca własna).

Doża Wenecji (wł. doge, wec. doxe) – najwyższy urzędnik w Republice Weneckiej. Wybierany dożywotnio najpierw przez arengo, zgromadzenie ogółu dorosłych obywateli republiki, później przez kolegium elektorów, które z kolei było wybierane przez 480-osobową wielką radę – przedstawicieli bogatych rodów (patrycjuszy).

Na czele państwa weneckiego stał obieralny – de iure dożywotnio – doża, który zazwyczaj wywodził się z wąskiego grona kilku najważniejszych rodów. Ustrój republiki był bardzo konserwatywny i zapewniał starej oligarchii kupieckiej monopol władzy. Oligarchia ta miała również bezpośredni wpływ na rządy poprzez liczne rady i sądy, które krępowały poczynania doży. Władza, w rozbudowanym z czasem państwie, całkowicie spoczywała w rękach Wenecjan, którzy wszelkie terytoria przyłączone do republiki traktowali jak kolonie. Ten miejski partykularyzm stał się jedną z przyczyn niemożności podjęcia przez Wenecję próby zjednoczenia Italii – mimo całej posiadanej przez nią potęgi i bogactwa.

Powstanie Wenecji i początki republiki (VIII – X wiek)

Wenecja, jako miasto została założona w 452 roku. W VI wieku włączona została do restaurowanego Cesarstwa Rzymskiego pod egidą Bizancjum. Pierwszym historycznie potwierdzonym dożą (księciem) Wenecji był Orso Ipato panujący od roku 726 i rok ten uznaje się za datę powstania Republiki Weneckiej. Miasto wciąż podlegało wówczas władzy bizantyńskiej, jednak wpływy Konstantynopola sukcesywnie słabły. Bizancjum samorządność Republiki uznało w 887 roku. W ciągu kolejnych wieków (IX–XI) Republika Wenecka stała się ważnym centrum handlu między Europą Zachodnią a Bizancjum i Azją, co zawdzięczała w znacznej mierze przywilejom nadawanym przez cesarzy bizantyńskich. W tym też czasie Republika rozpoczęła budowę swego imperium terytorialnego podporządkowując sobie szereg miast i wysp Dalmacji i wypierając z tego regionu wpływy Konstantynopola.

Wzrost znaczenia Wenecji w dobie krucjat (XI – XIII wiek)

Nowy rozdział w historii Wenecji rozpoczął się wraz z powstaniem ruchu krucjatowego. Dysponująca znaczną flotą Wenecja czerpała zyski z przewożenia krzyżowców oraz dzięki przywilejom handlowym w nowo powstałych na Bliskim Wschodzie państwach łacińskich. W handlu lewantyńskim Wenecja zajęła wkrótce pierwsze miejsce.

Przełomowe znaczenie dla budowy imperium weneckiego na Morzu Śródziemnym miała IV krucjata, w trakcie której wenecki doża Enrico Dandolo skłonił dowodzących krucjatą do ataku łacinników na Konstantynopol. Mimo potępienia tego projektu ze strony papiestwa doszło do zdobycia i złupienia przez krzyżowców najpotężniejszego ówcześnie chrześcijańskiego miasta. Na opanowanych terenach europejskiej części Bizancjum powstały państwa krzyżowe (w tym Cesarstwo Łacińskie). Jednak największym beneficjentem wyprawy i upadku Bizancjum stała się Republika Wenecka, która całkowicie zdominowała handel w tym regionie i w ciągu kilku lat opanowała rozliczne miasta i wyspy strzegące drogi z Wenecji do Konstantynopola (m.in. Wyspy Jońskie, liczne peloponeskie porty, Cyklady, Eubeę i Kretę). Do Wenecji trafiły wówczas liczne łupy, w tym wspaniałe dzieła sztuki zrabowane w Konstantynopolu. Przejawem wzrostu potęgi Wenecji było rozpoczęcie w 1284 roku wybijania złotego dukata, który stał się ważną monetą obiegową Europy i był używany aż do upadku republiki w XVIII wieku.

Rozwój handlu weneckiego zaczął kolidować z interesami innych miast włoskich z Genuą na czele. Między obydwiema republikami doszło na tle rywalizacji handlowej do licznych wojen. Jedna z poważniejszych wybuchła pod koniec XIII wieku, a jej przyczyną było zamknięcie przez Wenecję dostępu do Adriatyku obcym okrętom. Mimo zwycięstwa militarnego Genueńczyków w bitwie morskiej pod Curzolą (1298), Genua z powodu sporów wewnętrznych nie była w stanie kontynuować wojny i w konsekwencji doszło do rozgraniczenia wpływów między republikami.

Republika Wenecka w późnym średniowieczu (XIV- XV wiek)

Destabilizacja północnych Włoch po upadku wpływów Świętego Cesarstwa Rzymskiego w drugiej połowie XIII wieku w Italii zmusiła Wenecjan do wzmożonej aktywności politycznej na swym najbliższym, lądowym zapleczu. Na początku XIV wieku Republika wzięła udział w wojnie o Ferrarę oraz w walkach przeciw agresywnemu rodowi Scaligieri z Werony. By zabezpieczyć swe interesy od strony lądu rządzący republiką oligarchowie postanowili opanować najbliższe Wenecji tereny nadpadańskie. Pierwszą zdobyczą w tym regionie było Treviso, zajęte w 1339 roku.

Ostatnie lata Republiki (1718 – 1797)

Klęska 1718 roku ostatecznie zepchnęła Wenecję do roli państwa drugorzędnego i unaoczniła rządzącym Republiką oligarchom słabość militarną państwa. Nie przyczyniło się to jednak do prób zreformowania państwa. Elita władzy, wciąż dostatnia i doskonale radząca sobie w utrzymaniu swej przewagi politycznej i majątkowej nie była zainteresowana zmianami. Dlatego też w XVIII wieku wenecka polityka międzynarodowa polegała na zachowaniu ścisłej neutralności i bierności wobec toczących się konfliktów. Mimo pokoju Republika nie odzyskała już na morzu swej dawnej świetności. Pozostała jednak ważnym ośrodkiem kultury i sztuki promieniującej na całą Europę. Wenecjanie przodowali wciąż w malarstwie, muzyce, teatrze. Do miasta świętego Marka przybywali podróżnicy z całej Europy by poczuć atmosferę słynnych weneckich karnawałów i trwonić pieniądze na koncerty, operę, teatr, czy kurtyzany. Ożywienie myśli politycznej w dobie oświecenia nie stało się w Republice zaczątkiem reform państwowych. Republika aż do końca swego istnienia pozostała oligarchią urządzoną według średniowiecznych wzorców. Gdy w roku 1789 we Francji wybuchła rewolucja, jej idee i hasła szybko przeniknęły do Wenecji rządzonej w sposób despotyczny. Toteż gdy w czasie wojny z Austrią Napoleon Bonaparte przekroczył granice Republiki, witany był tam początkowo jako wyzwoliciel. Gdy Napoleon zażądał przeprowadzenia demokratycznych reform w państwie, 12 maja 1797 Wielka Rada w czasie burzliwego posiedzenia olbrzymią większością głosów obaliła tysiącletni porządek Republiki, powołując prowizoryczny rząd ludowy, zaś 15 maja 1797 abdykował doża Ludovico Manin. Nie zmieniło to jednak losu bezsilnej już Wenecji, którą Bonaparte poświęcił w imię taktycznego pokoju z Austrią, dlatego na podstawie układu w Campo Formio, zawartego 17 października 1797, większość posiadłości weneckich wraz z samym miastem została przyznana Austrii.

x

Wikipedia nie pisze zbyt wiele na temat ustroju Republiki Weneckiej. W Encyklopedii Powszechnej Wydawnictwa Gutenberga (1929-38) można przeczytać:

Od XI wieku uzyskała Wenecja niezawisłość, doża Vitale Falieri (1084-1096) uzyskał od cesarza bizantyjskiego Istrię i Dalmację. Na przełomie XII i XIII wieku nastąpiła organizacja władz państwowych; najwyższą władzę posiadała Wielka Rada (Consiglio Maggiore), złożona z sędziwych patrycjuszów, obok niej istniała Mała Rada (Signoria), składająca się z doży i sześciu rajców, z czasem wytworzyła się Rada Czterdziestu (Quarantia) z władzą sądowniczą i polityczną, wreszcie w 1260 Senat (Consiglio de’ Pregadi) o decydującym wpływie na politykę zagraniczną Wenecji. Na początku XIV wieku ustaliła się ostatecznie arystokratyczno-oligarchiczna forma rządów, po ustanowieniu Rady Dziesięciu (Consiglio de’ Dieci); organem jej od XVI wieku była państwowa inkwizycja.

Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970):

Rywalizacja w latach 800-812 między państwem Karola Wielkiego a Bizancjum o zwierzchnictwo nad Wenecją przyczyniła się do umocnienia faktycznej niezależności republiki od 1 połowy IX wieku. Głównym jej ośrodkiem stała się od roku 810 wyspa Rivoalto (Rialto) – zalążek przyszłej Wenecji. Dogodne położenie i przywileje nadane przez cesarzy bizantyjskich sprzyjały bogaceniu się mieszczaństwa.

W miarę wzrostu potęgi politycznej Wenecji jej ustrój wewnętrzny przekształcał się stopniowo w oligarchiczną republikę (rolę doży sprowadzono do funkcji reprezentacyjnych), rządzoną przez około 200 rodów arystokratycznych; dostęp do najwyższych godności mieli przedstawiciele zaledwie kilku z nich. Ustrój ten utrwaliły zwłaszcza ustawy z 1297 i 1299, oddając rządy rodom, które aktualnie uczestniczyły w Radzie; pozostałe grupy ludności (rzemieślnicy, nawet bogaci kupcy) były całkowicie pozbawione udziału w rządach (zgromadzenie ludowe ostatecznie zlikwidowano w 1423 roku). Próby obalenia oligarchii (1299, 1310, 1354 – M. Falieri) zostały udaremnione. Najwyższym organem władzy była istniejąca od 1187 Wielka Rada; sprawami zagranicznymi i kolonii zajmował się senat; sądownictwo spoczywało w ręku Quarantii (Rady Czterdziestu) i podległych jej kolegiów; właściwy rząd tworzyła 10-osobowa signoria; ustroju strzegł rozgałęziony system policji politycznej.

x

Republika Wenecka była republiką kupiecką, a więc żydowską. Tym chyba najprościej można wytłumaczyć fakt, że ani imperium Karola Wielkiego, ani bizantyjskie nie podporządkowało jej sobie. I może też właśnie dlatego władcy Bizancjum tak hojnie obdarzali przywilejami (monopolami) handlowymi tę republikę. Nie inaczej było w przypadku nowo powstałych państw łacińskich na Bliskim Wschodzie w okresie krucjat. Na pośrednictwie handlowym pomiędzy Bliskim Wschodem i Europą wyrosła jej potęga.

„Ustrój republiki był bardzo konserwatywny i zapewniał starej oligarchii kupieckiej monopol władzy. Oligarchia ta miała również bezpośredni wpływ na rządy poprzez liczne rady i sądy, które krępowały poczynania doży.”

Czy zatem stara oligarchia kupiecka Republiki Weneckiej to odpowiednik obecnego deep state? Jeśli uznamy, że doża to odpowiednik dzisiejszych prezydentów i premierów, to znaczyłoby to, że oni nie mają na nic wpływu, co wcale nie dziwi. Faktyczna władza jest głęboko ukryta. Być może jest tak, jak w przypadku organizacji masońskich i obowiązują stopnie wtajemniczenia. Urzędnicy na szczeblu wojewódzkim znają urzędników na szczeblu centralnym, a ci znają swoich przełożonych, którzy nie są jeszcze tymi, którzy faktycznie sprawują władzę.

Republika Wenecka trwała przez 1100 lat. Jej świetność i potęga skończyła się wraz z odkryciem Nowego Świata i pojawieniem się nowych szlaków handlowych, ale ona jeszcze przez trzysta lat prowadziła różne wojny. Skąd miała na to pieniądze? Prawdopodobnie zyski z handlu z Bliskim Wschodem zostały zainwestowane w Nowym Świecie i część z nich przeznaczano na finansowanie wojen, które być może prowadzono po to, by odwrócić uwagę od faktycznych celów oligarchów. I może właśnie dlatego nie byli oni zainteresowani zjednoczeniem pod swoim przewodnictwem Italii. Gdy już ugruntowali swoją przewagę w Ameryce (1776), to uznali (1797), że Republika Wenecka nie jest już im potrzebna. Wygląda więc na to, że potomkowie wielkich rodów kupieckich nadal rządzą światem z ukrycia. Teraz przerzucili swój kapitał do Chin i opłacają różnych dziennikarzy, naukowców, ekonomistów i całą resztę, by robili nam wodę z mózgu, tłumacząc nam na różne sposoby rzeczywistość tego świata.

Włochy

Włochy to państwo, które ma bardzo ciekawą historię, której warto przyjrzeć się bliżej, bo można z niej wyciągnąć ciekawe wnioski. Cechą charakterystyczną tego państwa jest podział na bogatą północ i biedne południe. Skąd on się wziął? To efekt ścierających się na „bucie” wpływów bizantyjskich i zachodnich. Na północy była to dominacja, jakbyśmy dziś powiedzieli, wpływów niemieckich, a na południu bizantyjskich, hiszpańskich i francuskich. Tam, gdzie Ordnung muss sein, tam był porządek i rozwój. Tam, gdzie ścierały się różne wpływy, tam tego porządku i rozwoju było mniej. To jest oczywiście uogólnienie, ale ono ma za zadanie pokazać pewną tendencję, która rzutowała na włoską historię. Wszystkie informacje zawarte w tym blogu pochodzą z Wikipedii, chyba że podane jest źródło.

Historia Włoch – W okresie paleolitu tereny Włoch zamieszkiwali Ligurowie i Sykulowie. W okresie starożytności tereny Włoch znalazły się pod panowaniem Rzymian. Przed okresem rzymskim tereny Włoch były zamieszkiwane przez Fenicjan i Greków. Od średniowiecza do połowy XIX wieku, pomimo że Półwysep Apeniński był spójny pod względem językowym i kulturowym, jego historia składała się z dziejów niezależnych republik i księstw oraz obcych posiadłości i stref wpływów. W 1861 roku doszło do zjednoczenia wszystkich tych państw – ogłoszono powstanie Królestwa Włoch i koronowano Wiktora Emanuela II na króla tego państwa. W początkach XX wieku Włochy stały się państwem faszystowskim. Po II wojnie światowej w referendum konstytucyjnym obywatele Włoch opowiedzieli się za zmianą ustroju państwa na republikę, na czele której stoi prezydent Włoch.

Starożytność

Dzieje starożytnej Italii to przede wszystkim dzieje Rzymu jednoczącego plemiona italskie i celtyckie, podbijającego etruskie i greckie miasta-państwa i rozpoczynającego ekspansję w basenie Morza Śródziemnego. W VIII w. p.n.e. rozpoczęła się kolonizacja Fenicjan (Sardynia i Sycylia) oraz Greków, którzy w VII–VI w. p.n.e. opanowali wschodnią Sycylię i południowe wybrzeża Półwyspu Apenińskiego. W VI–III w. p.n.e., rzymianie dokonali zjednoczenia Półwyspu, który stał się centralnym terytorium imperium Rzymskiego. Podczas panowania cesarza Augusta za granicę Italii uznano Alpy i został dokonany jej pierwszy podział terytorialny na 12 regionów, których nazwy w większości przetrwały do czasów współczesnych.

Średniowiecze

Po upadku cesarstwa zachodniorzymskiego w 476 Włochy znalazły się pod panowaniem germańskiego wodza Odoakra. W 493 roku Odoaker został pokonany i zastąpiony przez Ostrogotów pod wodzą Teodoryka. W 552 roku Ostrogoci zostali wyparci przez Bizantyjczyków, którzy jednak wkrótce stracili część swoich posiadłości na rzecz germańskiego plemienia Longobardów.

Początek średniowiecza to okres rywalizacji bizantyjsko-longobardzkiej na półwyspie. Papieże, których siedziba znajdowała się na terenie Egzarchatu Raweńskiego, otrzymywali od Bizantyjczyków wsparcie przeciw Longobardom i byli od nich w pewnym stopniu zależni. W 751 roku Longobardowie położyli kres istnieniu egzarchatu, kończąc tym samym okres wpływów bizantyjskich na półwyspie, choć jeszcze przez kilka wieków Bizantyjczycy dominowali w jego południowej części. Zagrożone przez Longobardów papiestwo zwróciło się o pomoc do władców frankijskich, co rozpoczęło nowy okres w dziejach Italii. W 756 roku Frankowie pod wodzą Pepina Krótkiego pokonali Longobardów, ofiarowując papieżom władzę nad terytorium dawnego Egzarchatu Raweńskiego (Państwo Kościelne).

Źródło: Wikipedia.

Ostateczne zwycięstwo na Longobardami odniósł Karol Wielki, który zapoczątkował panowanie frankijskie w północnych Włoszech. W 800 roku papież koronował go na cesarza rzymskiego. Godność ta w IX i X w. przynależała do drobnych feudałów północnowłoskich, co stanowiło oś konfliktów politycznych tamtych czasów.

IX, X i XI wiek to okres najazdów normańskich i arabskich na Półwysep Apeniński. W IX w. Arabowie zdobyli Sycylię, którą w wieku XI odebrali im Normanowie, tworzący tam samodzielne królestwo.

W XI w. rozpoczyna się okres świetności niezależnych politycznie miast handlowych Włoch – Genui, Wenecji, Amalfi, Pizy. Papiestwo dąży wtedy do niezależności od cesarstwa ( spór o inwestyturę).

Święte Cesarstwo Rzymskie około 1000 roku; źródło: Wikipedia.
  • 1167 – miasta północnej Italii tworzą Ligę Lombardzką w celu obrony swej tożsamości przed cesarzem rzymskim Fryderykiem I Barbarossą.
  • 1282 – Sycylijskie nieszpory – masakra francuskich najeźdźców.
  • 1309–1377 – Papiestwo rezyduje w Awinionie we Francji po wygnaniu z Rzymu.
  • 1378–1381 – republiki morskie Genui i Wenecji walczą o dominację.

Renesans

Pod koniec wieków średnich Włochy nadal były podzielone politycznie. Na Północy i w Toskanii dominowały bogate komuny, środkowe Włochy znajdowały się pod nominalną władzą rezydujących w Awinionie papieży, w istocie jednak były rozbite na wiele feudalnych małych państw, południe i wyspy okresowo znajdowały się pod obcymi rządami. Rozpoczynający się we Włoszech Renesans przyniósł im rozkwit gospodarczy, nie przyniósł jednak – mimo wielu wysiłków – zjednoczenia politycznego. Włoskie szlaki handlowe pokrywały cały obszar Morza Śródziemnego przyczyniając się do rozpowszechnienia wiedzy i kultury. Był to okres rozkwitu gospodarczego włoskich państw-miast, które osiągnęły faktyczną niezależność od Świętego Cesarstwa Rzymskiego.

Italia około 1494 roku; źródło: Wikipedia.

Renesans włoski rozpoczął się w Toskanii, a jego pierwszym ośrodkiem była Florencja, skąd rozprzestrzenił się w całych Włoszech. Wiek XV to także początek odrodzenia uwolnionego spod dominacji francuskiej papiestwa, co przyczyniło się do zjednoczenia Państwa Kościelnego i odbudowy świetności Rzymu.

W końcu XV w. roszczenia królów Francji do tronu Neapolu i Mediolanu dały początek wojnom włoskim 1494–1559. Przeciwko Francji występowała koalicja państw włoskich i europejskich – Liga Święta. Podczas toczącej się we Włoszech wojny hiszpańsko-francuskiej wojska cesarza Karola V zdobyły i złupiły Rzym (1527, tzw. sacco di Roma), a w jej wyniku Francja zrezygnowała z włoskich roszczeń na mocy pokoju w Cambrai z 1529. Potwierdził to kończący wojny włoskie pokój w Cateau-Cambresis (1559), utrwalający rozdrobnienie Włoch i hiszpańską dominację. Władając Lombardią, Sardynią oraz połączonymi królestwami Neapolu i Sycylii, pozostającymi na prawach wicekrólestwa, Hiszpania utrzymywała w wasalnej zależności większość księstw włoskich. Pewną autonomię miała Republika Genui, natomiast względną niezależność zdołały zachować Wenecja (pozostająca nadal wielką potęgą morską), Wielkie Księstwo Toskanii (pod panowaniem Medyceuszy), Państwo Kościelne i księstwo Sabaudii.

Wiek XVII-XIX

Dalsze dzieje Półwyspu Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga (1929-38) tak opisuje:

Obce rządy (Habsburgowie hiszpańscy – przyp. W.L.) stopniowo doprowadziły kraj do ruiny, zmiana dróg handlowych podcięła dawną pomyślność gospodarczą. Wojna o sukcesję austriacką (1702-14) oddała przodujące we Włoszech stanowisko domowi austriackiemu, z którym w XVIII w. podjęli na terenie włoskim rywalizację Bourbonowie hiszpańscy. Mediolan, Toskania, Parma, Neapol, Sycylia znajdowały się pod obcymi rządami. Niektórzy z tych władców robili dużo dla gospodarczego i kulturalnego podniesienia kraju, ale w opinii publicznej wzbierała coraz mocniej niechęć ku cudzoziemskiemu panowaniu, dążność do oswobodzenia się spod obcego ucisku i zjednoczenia narodowego, której prekursorami byli kolejno Arnold z Brescii, Cola di Rienzi, Savonarola, Juliusz II, Machiavelli, zaś w XVIII wieku poeta Alfieri. Rewolucja francuska otworzyła w dziejach Włoch nowy okres walk o panowanie. Po całym szeregu przeobrażeń terytorialnych utrzymał się Napoleon, który część państw włoskich wcielił bezpośrednio do Francji, część zjednoczył w Królestwo Włoskie, z Neapolu utworzył odrębne państwo pod rządami swego brata Józefa, potem Murata. Pierwszy raz dokonało się faktyczne zjednoczenie niemal całych Włoch pod jednym władcą. Panowanie Napoleona stało się w rozwoju wewnętrznym kraju epoką przełomu. Zniósł on dawny ustrój feudalny, stworzył nowoczesną organizację państwową i społeczną, pchnął potężnie rozwój oświaty i robót publicznych, powołał do życia włoską armię i włoski sztandar, pobudzając przez to potężnie nadzieję całkowitego oswobodzenia i zjednoczenia. Kongres wiedeński, niwecząc dzieło Napoleona, potraktował Włochy jako „pojęcie geograficzne”: na północy przywrócił rządy austriackie; w Lombardii i Wenecji, we Włoszech środkowych i południowych odrestaurował rządy dawnych dynastii. Cały kraj został poddany rządom absolutystyczno-policyjnym, przywołano dawne, przedrewolucyjne urządzenia, myśl liberalna i narodowa była tępiona z największą bezwzględnością. W tych warunkach stały się Włochy klasycznym terenem tajnych stowarzyszeń rewolucyjnych (karbonariusze) oraz spisków patriotycznych. W 1820 wybuchła rewolucja w Neapolu i Piemoncie, która została szybko stłumiona. W 1830 pod wpływem przewrotu lipcowego we Francji, wystąpiły zaburzenia we Włoszech środkowych. Po ich stłumieniu ośrodek życia włoskiego przeniósł się na emigrację, gdzie Mazzini utworzył „Młode Włochy”, jako odgałęzienie „Młodej Europy”.

Risorgimento – „Powstanie”

Klęski Risorgimenta

Odrodzenie włoskiej świadomości było inspirowane przez dwa przeciwstawne ruchy polityczne. Radykalny ruch „Młode Włochy” założony w 1831 roku przez Giuseppe Mazziniego dążył do zjednoczenia państwa poprzez powstanie ludowe. Natomiast skrzydło umiarkowane chciało doprowadzić do zjednoczenia przez utworzenie federacji państw rządzonych przez włoskich książąt. Ruch rewolucyjny został pobudzony już w 1846 roku po wyborze papieża Piusa IX, który wprowadził reformy w państwie kościelnym. W ciągu dwóch lat historia gwałtownie przyśpieszyła, narodziny narodu włoskiego zbiegają się z Wiosną Ludów. Rewolucyjne nastroje, ogarniające mieszczan, ludność wiejską i burżuazję, skłoniły władców do ustępstw na rzecz ruchu liberalno-konstytucyjnego. (…) Po początkowych sukcesach Włochów między ich przywódcami wybuchły spory oraz osłabł zapał monarchów, co wpłynęło na opieszałość prowadzenia działań wojennych. Nieudolność tę wykorzystali Austriacy, którzy w lipcu zwyciężyli pod Custozą. W sierpniu zajęli Mediolan i zmusili Karola Alberta do podpisania rozejmu na niekorzystnych warunkach. Możliwość pokonania Austriaków i zjednoczenia Włochów zostały zaprzepaszczone.

Zakończyła się pierwsza faza walki Włochów o wolność, tzw. „wojna królewska” a rozpoczęła się „wojna ludowa”. Pod koniec 1848 roku doszło do starć między siłami Piemontu a ruchem radykalno-demokratycznym. W Państwie Kościelnym zastraszony papież mianował rząd złożony z radykałów, a następnie uciekł do Gaety w Królestwie Neapolu, gdzie 4 grudnia zwrócił się o pomoc do wielkich mocarstw. Zareagowały Francja i Austria. Wojska francuskie stłumiły rewolucję w Rzymie, gdzie w lutym 1849 roku utworzono republikę. Natomiast wojska austriackie po zwycięskiej bitwie pod Novarą weszły do Toskanii. Przyspieszyło to zwycięstwo sił reakcyjnych w Wenecji, Florencji, Modenie i Parmie. Całe Włochy ogarnęła fala represji. Klęska ruchów niepodległościowych lat 1848–1849 była dużym ciosem dla chcącej zjednoczenia politycznego większości narodu włoskiego.

Zwycięstwa Risorgimenta

Na początku lat pięćdziesiątych na scenie pokazali się nowi politycy. We Francji – Napoleon III Bonaparte, po swym stryju przejął ideę popierania praw narodów uciskanych, a przede wszystkim włoskiego. W Królestwie Sardynii – król Wiktor Emanuel II mianował premierem hrabiego Camillo Cavoura, który postawił sobie za cel, aby Sardynia (Piemont) jako zreformowane państwo znalazło się na czele włoskiego ruchu zjednoczeniowego. W lipcu 1858 roku Napoleon III spotkał się z Cavourem na tajnej konferencji w Plombières, aby uzgodnić warunki ich przyszłego przymierza w przypadku zwycięstwa. Działania wojenne rozpoczęły się w kwietniu 1859 roku. Po kilku drobniejszych przegranych bitwach Austriacy ponieśli klęski: pod Magentą – 4 czerwca i Solferino – 24 czerwca. Jednocześnie, w środkowych Włoszech wybuchła rewolucja. W Toskanii, Parmie i Modenie panujący zostali wygnani. Takiego obrotu sprawy nie przewidział Napoleon, który nie chciał być przywódcą rewolucji. Pod naciskiem Prus i Rosji, w lipcu 1859 roku zaproponował cesarzowi Franciszkowi Józefowi rozejm. Tym faktem Napoleon naraził się wszystkim: Austriakom, którzy pragnęli utrzymać we Włoszech status quo; Francuzom, którzy nie otrzymali obiecanych Nicei i Sabaudii oraz Włochom, którzy uważali się za zdradzonych. Rewolucja rozpoczęta przez Napoleona III i Cavoura wywołała bardzo silne wrażenie na społeczeństwie.

Zjednoczenie

W marcu 1860 roku Królestwo Sardynii odstąpiło Francji Sabaudię i Niceę a Napoleon wyraził zgodę na przyłączenie Toskanii, Modeny, Parmy i Emilii-Romanii do Sardynii. W kwietniu 1860 roku na Sycylii rozpoczął się ruch powstańczy, w Genui zaś powstał komitet złożony z emigrantów sycylijskich – przeważnie mazzinistów, który podjął inicjatywę poparcia powstania przez wyprawę zbrojną. 6 maja na dwóch statkach wypłynął z Genui z „tysiącem czerwonych koszul” Giuseppe Garibaldi. Po pięciu dniach wylądował w Marsali na Sycylii, gdzie w imieniu Wiktora Emanuela II mianował się dyktatorem. Do jego oddziałów zgłaszali się ochotniczo liczni powstańcy. Do końca maja po kilku zwycięstwach Garibaldi zajął całą wyspę. Dzięki tym akcjom stał się bohaterem walki o wolność Włoch. Ustanowił tymczasowy rząd i powszechny obowiązek służby wojskowej. W połowie sierpnia już około 30 000 powstańców przebyło Cieśninę Mesyńską i 7 września triumfalnie wkroczyło do Neapolu. Tymczasem od północy na czele swych wojsk zmierzał Wiktor Emanuel, który uzyskał zgodę od Napoleona na zajęcie Państwa Kościelnego, Marche i Umbrii. Garibaldi, stawiając wyżej sprawę zjednoczenia niż swój program społeczny, polegający na rozdzielnictwie ziemi chłopom oraz ograniczeniu przywilejów arystokracji i kleru, podporządkował się Wiktorowi Emanuelowi. 18 lutego 1861 roku Cavour przekształcił parlament Sardynii – Piemontu w ogólnowłoski. 17 marca 1861 roku parlament proklamował Królestwo Włoch i koronował Wiktora Emanuela II na jego króla, a także ogłosił tymczasową stolicą nowego państwa Turyn (od 1865 roku Florencja).

Rzym stolicą królestwa

Młode państwo włoskie stanęło od razu wobec olbrzymich problemów wewnętrznych i zewnętrznych. Na południu dużym zagrożeniem był bandytyzm – do jego zwalczania używano oddziałów wojskowych, których straty były większe niż podczas wszystkich wojen Risorgimenta. Panował poważny rozłam pomiędzy rządzącymi a obywatelami, systematyczną opozycję wobec rządu stanowił kler katolicki. Ponadto młodemu państwu groziło bankructwo z powodu olbrzymiego długu (ok. 300 milionów lirów) zaciągniętego głównie na działania wojenne przez Królestwo Sardynii – Piemontu, który przeszedł teraz na nowe zjednoczone państwo. Natomiast największym wyzwaniem dla polityków była kwestia Wenecji i Rzymu, które przyłączono do państwa dzięki niezwykle skomplikowanej sytuacji międzynarodowej. W lipcu 1866 wybuchła wojna prusko-austriacka. Dzięki sojuszowi z Prusami Włosi zdobyli Wenecję w październiku 1866. Próby zdobycia Państwa Kościelnego wraz z Rzymem rozpoczął Garibaldi w 1867 roku, lecz dopiero klęska Francji pod Sedanem z Prusami w 1870 pozwoliła Włochom zająć Rzym we wrześniu 1870 roku. W lipcu 1871 roku stolica Królestwa Włoskiego została przeniesiona z Florencji do Rzymu.

x

Zjednoczenie Włoch zbiegło się ze zjednoczeniem Niemiec. Czy przypadkiem? Raczej chyba nie, bo w polityce nie ma przypadków, choć czasem można odnieść takie wrażenie. Jak wspomniałem na początku, wpływy niemieckie na Półwyspie Apenińskim istnieją od czasów upadku Imperium Rzymskiego. W książce, Dno czary Lwa Kaltenbergha Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1965, natrafiłem na taki fragment:

  Cyprian Kamil na dźwięk nazwiska spojrzał z zaciekawieniem na Kleofasa-Telesfora. Osoba i nazwisko Cesarego Cantu nie były mu obce. Nie tylko dlatego, że często i przygodnie obijało się o uszy. Wiedział - jak tu wszyscy - że autor Regionamenti della storia Lombarda nel secolo XVII odpokutował swoje dzieło w austriackim więzieniu, czytał Marguerittę Pusterlę, napisaną w celi więziennej. Miał też w ręku zadziwiające dzieło: tomy aż 35 woluminów Storia universale. I historyczna, nasycona politycznymi aluzjami powieść, i Historia powszechna, pełna na podziw lekko podawanej, ogromnej erudycji autora, czyniły na Cyprianie wrażenie raczej niesympatyczne. Ukazująca pozorną łatwość, lotna, łacińska swada, zastosowana do historycznego poznania, napełniała rodzajem nie tylko nieufności, ale i lęku. (...)
- Nie wiem, jak inni sygnatariusze świętego aliansu, ale Austriacy usiłują nade wszystko stosować w politycznych swych postępkach tradycjonalizm zapożyczający pojęć z czasów bardzo dawnych. Tu w grę wchodzi już nie żaden ancien régime, ale błogosławione wieki średnie. Zwalcza się gwelfa - a jest nim w oczach austriackich nasz Cesare - ponieważ nie jest gibelinem. Gdyby nim był, mógłby sobie pozwolić na największą, a bodaj i otwartą bezbożność.
- Dodać by tu trzeba - wtrącił z uśmieszkiem Telesfor-Kleofas - że nie sam przecie anachronizm działa u tych tu Austriaków. Prawda, że ci z nich, którym wiek, a częściej jeszcze wysokie pochodzenie przyciemnia widzenie - tak, ci trzymają się tradycji nieraz bardzo odległej, bo i czegóż mogą się trzymać? Ale tacy z nich, którzy bezpośrednio zetknęli się z mieszkańcami miast i osiedli italskich... Choćby i mieli ochotę na wspomnienia z przeszłej historii, to im dzień dzisiejszy takie pomysły z głów powybija. Wiedzą oni dobrze, że signor Cesare, jeśli jest gwelfem, to nie przez swoje przywiązanie do papiestwa, w którym by pragnął widzieć zjednoczyciela Włoch. Ich węszyciele mają mają dobre nosy i teraz uchwycili właściwą woń. Nie ten jeden, wielu się mieni papistami - gwelfami właśnie - tylko dlatego, żeby nikt ich nie podejrzewał o gibelizm. Gorsze to pono, niż być agentem któregoś z italskich monarchów. Zresztą, tych tam wszystkich utytułowanych honoracjorów łatwo się rozgrzesza: strasznie im trudno komukolwiek się naprawdę podobać lub bodaj we własnej służbie znaleźć ludzi ufających...
Bartoli znów zamachał gwałtownie rękoma.
- A wstyd, wstyd, fratello! Jakże?! Mógłbyś powiedzieć, że każdy utytułowany, że każdy szlachcic włoski - to już zaraz rojalista burboński, sabaudzki czy, uczciwszy uszy, parmeńskiej Neupergowej?! dajże no spokój. Co najmniej tyle samo domów o wielkich wspomnieniach i tradycji ma dość italskiego rozdrobnienia, co - powiedzmy...
Telesfor-Kleofas uśmiechnął się jawniej i szerzej:
- Tyle ma dość, ile nie ma dość, co? Tyluż jest źle, ilu dobrze?!

Wypada więc dowiedzieć się, kim byli ci gibelini i gwelfowie. Wikipedia tak pisze:

Gibelini i gwelfowie – stronnictwa polityczne rywalizujące we Włoszech na przełomie XII i XIII wieku, głównie w okresie zmagań cesarza Fryderyka II z papiestwem.

Nazwa gwelfowie wywodzi się od włoskiej formy nazwiska popieranych przez nich książąt bawarskich Welf. Welfowie współpracowali z Państwem Kościelnym w walce przeciwko Świętemu Cesarstwu Rzymskiemu, a od XIII wieku byli przeciwnikami władzy cesarskiej we Włoszech.

Gibelini (lub gibelinowie, z wł. ghibellino) byli stronnikami władzy cesarskiej we Włoszech. W pewnym okresie zdołali zdominować część miast włoskich. Nazwa stronnictwa pochodzi od nazwy wirtemberskiego miasta Waiblingen i zarazem zawołania bojowego Hohenstaufów.

Oba stronnictwa nękane były wewnętrznymi sporami, co prowadziło niekiedy do zatarcia głównej linii podziału. Np. we Florencji w początkach XIV w. stronnictwo gwelfów podzieliło się na białych gwelfów – zwolenników ugody z cesarzem (należał do nich Dante Alighieri), i czarnych – radykalnie antycesarskich. Nazwy stronnictw i różnice między nimi przetrwały czasy zasadniczej przyczyny sporów i były w użyciu także po upadku dynastii Hohenstaufów.

Miasta gibelinów to: Arezzo, Forli, Modena, Osimo, Pawia, Pistia, Piza, Siena, Spoleto, Todi.

Miasta gwelfów to: Bolonia, Brescia, Crema, Cremona, Florencja, Genua, Lodi, Mantua, Orvieto, Perugia.

Neogwelfizm (wł. neoguelfismo. Neo- od gr. νέος, néos – nowy; -gwelfizm od wł. guelfismo – gwelifizm) – nazwa oznaczająca ruchy nawiązujące do ideologii gwelfów, działające w wiekach XIX i XX.

W XIX wieku neogwelfizm sprzeciwia się zjednoczeniu Włoch w laickie państwo. W zamian proponuje zjednoczenie pod przywództwem papieża. W XX wieku terminem tym określany jest ruch części katolickich przeciwników faszyzmu. Katolicyzm traktuje jako religię narodową Włochów, a w nich samych widzi naród, który ma moralny i obywatelski prymat nad innymi, jak głosi tytuł manifestu neogwelfizmu.

Najważniejszym ideologiem neogwelfizmu był Vincenzo Gioberti, ale istotny wkład wnieśli również Cesare Balbo i Carlo Cattaneo. Przeciwnikami neogwelfizmu byli przede wszystkim karbonariusze, którzy chcieli świeckich rządów, oraz konserwatywni przedstawiciele katolicyzmu jak Luigi Taparelli, którzy twierdzili, że katolicyzm nie jest szczególnie związany z żadną konkretną narodowością (Ga 3,28), a papież, jako przywódca Kościoła, nie powinien stawać się przywódcą jednej z nich.

Ga 3,28 – List św. Pawła do Galacjan: Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie.

x

Jak widać wpływy niemieckie na Półwyspie są niezwykle trwałe. W spór pomiędzy Świętym Cesarstwem Rzymskim a Bizancjum w 1018 roku zaangażował się Bolesław Chrobry, który po zajęciu Kijowa wysłał poselstwo do Bazylego II, władcy Bizancjum, oferując mu przyjaźń, ale grożąc jednocześnie, że odwoła posiłkowe oddziały ruskie znajdujące się w armii bizantyjskiej, o ile Bazyli nie wycofa się z Italii południowej. Więcej o tym w aktualizacji bloga 1025. Jest to pośredni dowód na to, że Chrobry był wasalem cesarza niemieckiego, a ziemie piastowskie częścią Świętego Cesarstwa Rzymskiego, czyli I Rzeszy.

Okres napoleoński w historii Włoch jest w Wikipedii całkowicie pominięty. Czy przypadkiem? W praktyce to Napoleon zjednoczył je i stworzył nowoczesne państwo. Jednak kongres wiedeński cofnął jego dzieło, ale chyba tylko po to, by wielcy tego świata mogli zorganizować ruch rewolucyjny, sugerując tym samym, że lud ma na coś wpływ. Napoleon stworzył państwo włoskie, tak jak Niemcy stworzyli Piłsudskiemu Królestwo Polskie, które po ich upadku przekształcono w republikę. Rewolucjoniści włoscy, zanim przystąpili do dzieła, mieli już gotowe państwo i Piłsudski również.

Przebieg walk o zjednoczenie Włoch wskazuje na taki scenariusz. Powstały dwa stronnictwa: jedno radykalne, drugie umiarkowane. I to drugie, królewskie, szybko wycofało się. Pozostało tylko te, które miało pozostać. Zaprowadzono rządy republikańskie, a wraz z nimi powszechny obowiązek służby wojskowej. Powstała więc współczesna forma niewolnictwa, bo zmusza się ludzi do zabijania innych, a tym samym narażania własnego życia w imię jakiejś abstrakcyjnej idei zwanej ojczyzną. Mniejsze państwa jednoczy się w większe, chyba tylko po to, by mogły prowadzić wojny z innymi większymi państwami, powstałymi również wskutek zjednoczenia mniejszych. Małego państwa nie stać na utrzymanie armii, która mogłaby zagrozić innemu małemu państwu, a przynajmniej zniszczenia nie byłyby tak wielkie i straty w ludziach byłyby daleko mniejsze.

Polska i Czechy

Często zastanawiałem się, dlaczego relacje polsko-czeskie były takie, mówiąc delikatnie, dziwne, żeby nie powiedzieć chłodne. Przecież Czesi są pod względem kulturowym i językowym nam najbliżsi. A jednak wśród ludności tego państwa, zwanego oficjalnie Polską, lekceważący czy nawet pogardliwy stosunek do Czechów nie jest rzadkością. Tym bardziej to dla mnie dziwne, bo ja zawsze byłem nastawiony pozytywnie do nich. Skąd zatem to się wzięło i co było tego przyczyną, tych dziwnych relacji polsko-czeskich? I znów, jak w poprzednim blogu, szukając odpowiedzi, zajrzałem do książki Normana Daviesa Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK 1999. Pisze on tak:

Charakterystyka i powiązania Kościoła chrześcijańskiego w Polsce w pierwszych stuleciach nie były jednak proste. Apologeci katoliccy średniowiecza i epok późniejszych zawsze zwracali uwagę wyłącznie na zwierzchnictwo Rzymu i łaciński obrządek. Tymczasem Polanie przyjęli chrześcijaństwo z Czech; w tym kontekście nie należy zapominać, że aż do końca XI w. słowiańska liturgia tradycji Cyryla i Metodego współistniała na ziemiach czeskich z popieranym przez Niemców Kościołem łacińskim. Chociaż nie ma bezpośrednich dowodów na to, że chrzest władcy Wiślan z rąk Metodego wywarł jakikolwiek trwały wpływ na życie religijne na terenach położonych na północ od Karpat, nie ma wątpliwości, że znaczny procent słownictwa religijnego w języku polskim wywodzi się z form czeskich i słowiańskich, nie zaś niemieckich czy łacińskich. Takie słowa, jak „chrzest”, „kazanie”, „kościół”, „pacierz” czy „ksiądz”, dostarczają oczywistych przykładów. Zarówno Wojciech, jak i jego przyrodni brat Gaudenty, byli członkami książęcego rodu Sławnikowiców, patronów słowiańskiego obrządku; można więc oczekiwać, że przenieśli oni te sympatie na teren Polski.

Stosunki Polski z Czechami miały kapitalne znaczenie. Jako starsze z dwóch najważniejszych królestw Słowian Zachodnich, Czechy odgrywały doniosłą rolę w kulturalnym i politycznym rozwoju Polski. Czesi, wcześniej zjednoczeni w obrębie państwa wielkomorawskiego, nawiązali kontakty z zachodnim chrześcijaństwem i cesarstwem niemieckim co najmniej o wiek wcześniej niż Polanie i spełniali rolę głównego filtra, przez który docierała do Polski wiedza o Zachodzie. To właśnie z Pragi – w osobach Dubrawy i Wojciecha – po raz pierwszy dotarła do Polaków religia chrześcijańska. To z Pragi docierała do nich wiedza o subtelnościach powiązań z Niemcami, ponieważ Czechy zostały królestwem elektorskim cesarstwa na prawach inwestytury. To czeski język obdarzył ich praktycznie całym słownictwem z zakresu polityki, religii i życia społecznego. Niektórzy historycy podkreślają, że w tym stadium dziejów Polaków i Czechów w ogóle nie należało uważać za dwa odrębne narody. W pierwszej połowie XI w. istniała realna szansa utworzenia – pod przywództwem czeskim czy polskim – trwale zjednoczonego państwa Słowian Zachodnich.

Wzajemna poufałość nie przeszkodziła jednak powszechnej wówczas fali sąsiedzkich wojen. Nadała raczej szczególny koloryt ich wzajemnym stosunkom: każdy z dwóch słowiańskich braci wtrącał się w najbardziej prywatne sprawy wewnętrzne drugiego, jeśli tylko dostrzegał u niego najmniejszą oznakę słabości. Właśnie podczas jednego z takich momentów słabości – w 990 r., podczas trójstronnej walki dynastycznej Piastów, Przemyślidów, Sławnikowiców – Mieszko I po raz pierwszy namówił Ślężan i Wiślan do nieposłuszeństwa wobec Czechów. W 1003 r. Bolesław Chrobry zdobył Pragę i na krótko został wyniesiony na tron czeski. Morawy – po Dunaj i Cisę – utrzymał do roku 1017. W dwadzieścia lat później król czeski odpłacił pięknym za nadobne. Korzystając z okazji, jaka się nadarzyła w postaci wybuchu powstania pogańskiego w latach 1035-37, Brzetysław zdobył Kraków i Gniezno i uwiózł ciało św. Wojciecha. Władał Śląskiem do 1050 r.

W czasie wojen pomiędzy Polakami a cesarstwem królowie czescy często stawali po stronie cesarstwa, wdzierając się daleko w głąb kraju i prowokując najazdy odwetowe ze strony Polaków. W okresie rozbicia dzielnicowego przejściowo ustalili swoje zwierzchnictwo nad Śląskiem, Wielkopolską, Małopolską, a nawet Mazowszem. W r. 1300 Wacław II, który był już królem czeskim i księciem małopolskim, został ukoronowany na króla Polski i Gniezna. Rządził osobiście aż do swojej śmierci w pięć lat później. Jego syn, Wacław III, został zamordowany w czasie podróży do Polski, którą podjął, aby przejąć tron po zmarłym ojcu. Ten krótki okres supremacji czeskiej nie przyciąga większej uwagi polskich historyków. Jednak w oczach obserwatora z zewnątrz jest to jedna z nielicznych okazji zjednoczenia się w obliczu silniejszego wroga, jaką dzieje ofiarowały ludom Europy Środkowej. W każdym razie był to ostateczny impuls do podjęcia dzieła ponownego zjednoczenia królestwa polskiego za panowania Łokietka.

x

Pisze więc Davies, że słowiańscy bracia wtrącali się w prywatne sprawy każdego z nich. Ten okres był również, według niego, szansą na zjednoczenie. Czy wynikało to z kłótliwości jednych i drugich? Taka sugestia, nawet jeśli bardzo subtelna, zawarta jest w jego opisie relacji polsko-czeskich. Taki wniosek można by było wyciągnąć przy założeniu, że były to niepodległe państwa. W praktyce Czesi i Polacy, a raczej ich księstwa czy królestwa, były częścią Świętego Cesarstwa Rzymskiego, czyli I Rzeszy, a władcy Czech i Polski byli wasalami cesarza i papieża. Z tej racji realizowali ich politykę, której celem było niedopuszczenie do zjednoczenia się Słowian Zachodnich, bo gdyby tak się stało, to powstałoby państwo jednolite pod względem etnicznym, kulturowym i religijnym, czyli, mówiąc ogólnie, cywilizacyjnym. Trudno byłoby w nim o jakieś konflikty natury wyznaniowej czy innej. W tej strefie tak być nie mogło. Zamiast tego stworzono tu „państwo” wielokulturowe, wielowyznaniowe, zróżnicowane w sensie gospodarczym i cywilizacyjnym, czyli źródło wszelkich konfliktów. I tak to trwa do dziś. Wojna na Ukrainie i irracjonalne zaangażowanie się „Polski” w ten konflikt jest tego dowodem.

Starcie Słowian Zachodnich z cesarstwem niemieckim musiało skończyć się ich porażką. Cała Europa Zachodnia to obszar, który został podbity przez Rzym, a więc podlegał jego wpływom, czerpał z jego dorobku i doświadczenia. I to tę wiedzę i doświadczenie zachowały państwa, które powstały na terenie byłego imperium. Wprawdzie tylko niewielka część obszaru I Rzeszy znajdowała się w granicach Rzymu, ale to wystarczyło. W takiej sytuacji zetknięcie się I Rzeszy ze Słowianami Zachodnimi musiało doprowadzić do ich wasalizacji, bo ziemie, na których oni mieszkali nie wchodziły w skład Rzymu i nie mogli dorównać Niemcom pod żadnym względem. Ten podział trwa do dziś i wejście „Polski” do unii niczego nie zmieniło. A jej wyjście z unii również niczego nie zmieni, bo to też już było.

Tak więc w zależności o tego, jaki przyjmiemy punkt wyjścia, takie otrzymamy wyjaśnienie. Jeśli przyjmiemy, że Czechy i Polska były państwami niezależnymi, to zachowania ich władców wydają się co najmniej dziwne lub niezrozumiałe, a nawet nielogiczne. Jeśli natomiast założymy, że władcy Polski i Czech byli wasalami Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a oba państwa były częścią I Rzeszy, to wszystko układa się w logiczną całość.

1025

W tym roku w kwietniu, podobno 12-tego, przypadła okrągła tysięczna rocznica koronacji Bolesława Chrobrego, co uważane jest w powszechnej świadomości za symbol uniezależnienia się państwa polskiego od cesarza niemieckiego. Jednak w praktyce sytuacja była bardziej skomplikowana i ta niezależność Piastów była bardziej symboliczna niż faktyczna. Dobrze to wyjaśnia Norman Davies w książce Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK 1999. Wprawdzie nie nazywa on rzeczy po imieniu, bo cenzura nie dopuściłaby wtedy do druku tej pracy, ale z informacji przez niego podanych wyłania się stan odmienny od oficjalnej narracji. Pisze on:

Status monarchii nigdy nie był jasno określony. Choć praktycznie rzecz biorąc, Piastowie byli niewątpliwie panami we własnym domu, ich stosunki z władcą Świętego Cesarstwa Rzymskiego oraz władcami innych sąsiednich krajów były przedmiotem stałych modyfikacji i kompromisów. W dokumentach łacińskich z XI i XII w. w odniesieniu do Piastów używano najczęściej tytułu Dux. Tłumaczony na angielski jako Duke i na niemiecki jako Herzog, tytuł ten w nieokreślony sposób implikuje pewien sposób subordynacji wobec dostojnika wyższego rangą w hierarchii feudalnej. Niemieccy historycy interpretowali go zazwyczaj jako oznakę stosunku zwierzchności władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego wobec Piastów. W gruncie rzeczy może słuszniej byłoby interpretować go jako odpowiednik „wodza” czy „dowódcy”.

Gdy jednak na mocy testamentu Krzywoustego z 1138 r. królestwo zostało podzielone między jego synów, tytuł wybrany dla „księcia senioralnego”, który miał zatrzymać prowincję krakowską i sprawować zwierzchnictwo nad braćmi, nie brzmiał Dux, lecz Princeps. Tytuł Dux tłumaczy się na ogół na polski jako „książę”, dla rozróżnienia między pozycją nie koronowanego księcia a pozycją króla (rex), przy czym słowo”król” jest zniekształconym imieniem Karol i pochodzi od imienia Karola Wielkiego. Koronacja nie była jednakże niezawodną oznaką statusu panującego. Gdy podczas uroczystości w Gnieźnie w 1000 r. Otto III włożył swoją własną koronę na głowę Bolesława Chrobrego, wyniósł go w ten sposób do godności patriciusa, czyli „członka starszyzny rzymskiej” i ogłosił „bratem i pomocnikiem w Cesarstwie”. Niektórzy historycy widzą w tym akt łaski okazałej przez cesarza wasalowi; inni gest przyjaźni między równymi. Zgoda Ottona na formalną koronację Bolesława przez ćwierć wieku nie doczekała się realizacji z powodu nieprzejednanej postawy jego następcy, Henryka II. Stała się faktem, za sprawą cichej zgody papieża, w r. 1025 podczas bezkrólewia po śmierci Henryka.

Od tego czasu koronacja i uznanie władców polskich bynajmniej nie następowały automatycznie. Szereg następców Chrobrego uznawał nadrzędną władzę cesarza. W r. 1033 podczas zjazdu w Magdeburgu Mieszko II (990-1034) uznał zwierzchnictwo nowego cesarza niemieckiego Konrada II, czyniąc z Polski lenno cesarskie. Natomiast Kazimierz II Odnowiciel (1016-58), który odbudował państwo po buncie w 1037 r., nie był nigdy koronowany. Bolesław II Szczodry poszedł w ślady swego poprzednika i imiennika i, korzystając z kłopotów cesarza Henryka IV, koronował się na króla w 1076 r. Władysław Herman (1034-1102) nie był koronowany i uznał zwierzchnictwo cesarza. Jego starszy syn Zbigniew starał się pozyskać poparcie cesarza przeciwko swemu młodszemu bratu, Bolesławowi III Krzywoustemu. Ten ostatni zaś był łupieżczym wojownikiem i żadna ochrona nie była mu potrzebna. Nie zatroszczył się o to, aby się koronować, ale w 1135 r. drogą podbojów wymógł na cesarzu zwierzchność nad Pomorzem.

W okresie rozbicia dzielnicowego (1138-1320 – przyp. W.L.), który miał teraz nastąpić, niekończące się walki o tron krakowski uniemożliwiały koronacje królewskie. Od czasu do czasu – jak to miało miejsce w przypadku Bolesława Kędzierzawego (1120-73), księcia Mazowsza, który w r. 1157 złożył hołd cesarzowi Fryderykowi Barbarossie – odzywały się echa cesarskiego zwierzchnictwa. Po śmierci Henryka II Pobożnego (1191-1241) w bitwie pod Legnicą nastąpił ostateczny upadek koncepcji pryncypatu. Dopiero w 1320 r., kiedy Łokietek otrzymał zgodę papieża na wyniesienie do godności monarchy ponownie zjednoczonego królestwa, królestwo polskie, corona regni Poloniae, i tytuł królewski, rex Poloniae, rozpoczęły swą nieprzerwaną karierę.

Na przestrzeni pierwszych stuleci akty hołdu i koronacji stanowiły broń w ręku książąt walczących o umocnienie swej niepewnej władzy. Same w sobie nie były jednak dokładną miarą władzy politycznej. Słabi władcy mogli się do nich odwołać, szukając ochrony i wsparcia, władcy silni zaś używali ich jako oznak swego powodzenia i niezależności lub też jako broni dyplomatycznej. Równie dobrze jednak można je było bezkarnie ignorować. Zwłaszcza we wczesnym okresie władcy cesarstwa niemieckiego woleli naturalnie myśleć, że należy im się posłuszeństwo Piastów – czy to w roli przyjaciół, czy też sprzymierzeńców lub wasali; mieli zaś po temu kilka wyraźnych precedensów, na których mogli się opierać. Sami Piastowie natomiast woleli oczywiście uważać się za władców niepodległego królestwa, którego związki z cesarstwem miały wyłącznie przelotne znaczenie. Oni także mieli własne precedensy.

x

Z tego, co napisał Davies wynika, że Piastowie bardziej byli wasalami cesarza niemieckiego niż królami niezależnego państwa. A czy cichą zgodę papieża, jak on napisał, można uznać za akt o międzynarodowym znaczeniu? Problem z koronacją Bolesława Chrobrego dotyczy też jej daty. Wikipedia tak pisze:

„Trwa spór co do daty koronacji. Niektórzy historycy uważają, że Chrobry od 1000 roku starał się o papieską zgodę na koronację, potwierdzającą akt dokonany podczas zjazdu gnieźnieńskiego. Niezależne źródła proweniencji niemieckiej jednoznacznie potwierdzają, że Bolesław, korzystając z krótkiego bezkrólewia w Niemczech po śmierci Henryka II, kazał się koronować w 1025 roku (dokładna data ani miejsce nie jest znane). Inni uważają (Johannes Fried) iż w 1025 dokonano tylko odnowienia koronacji z roku 1000 (tzw. srebrna, koronacje wielokrotne są spotykane w tym czasie). Przeciwko temu poglądowi protestuje Jerzy Wyrozumski, który zaznacza, że w świetle tekstu z epitafium władcy, jak również według późniejszej polskiej tradycji, symboliczny akt włożenia diademu cesarskiego na głowę polskiego władcy przez Ottona III w 1000 roku nie był przez współczesnych uznawany za jakikolwiek ekwiwalent koronacji. Nie wyklucza to wspomnianego wcześniej faktu, że polski książę starał się uzyskać koronę wkrótce po zjeździe, niemniej starania te zakończyły się niepowodzeniem ze względu na śmierć przychylnych Bolesławowi cesarza Ottona III i papieża Sylwestra II. Istnieją również podania, że korona pierwotnie przeznaczona dla polskiego władcy trafiła ostatecznie na Węgry, gdzie spoczęła na skroniach tamtejszego władcy Stefana.”

Wygląda więc na to, że tej koronacji nie było, bo skoro papież dał ciche przyzwolenie, czyli nieoficjalne, to oficjalnie nie powstało żadne królestwo. Żeby to wszystko zrozumieć, to trzeba sobie uświadomić, czym było Święte Cesarstwo Rzymskie.

Mapa Świętego Cesarstwa Rzymskiego około 1000 r. z Niemcami, Włochami, Czechami i Burgundią; źródło: Wikipedia. Ta mapa wyjaśnia też, dlaczego Włochy dzielą się na bogatą północ i biedne południe.

I Rzesza, prawie 1000-letnia, była zlepkiem księstw i księstewek. Miała ona w miarę stabilne granice na zachodzie, północy i południu. Natomiast na wschodzie te granice były płynne, dynamiczne. Tu księstwa rywalizowały ze sobą o ziemię i ludność zamieszkującą sporny teren. Często zapewne w tych kłótniach rozjemcami byli cesarz i papież. I tak zapewne trzeba patrzeć na wojny Piastów z władcami innych księstw w ramach I Rzeszy, a nie jak na wojny polsko-niemieckie. Na powyższej mapie ziemie polskie oznaczone są jako królestwo, co jest nieprawdą, bo to mapa z około 1000 roku. Nie jest też żadną tajemnicą, że za Piastów osadnictwo niemieckie było bardzo intensywne, mieszczaństwo było praktycznie niemieckie, a miasta zakładano na prawie magdeburskim. Ustrój tych ziem pewnie był zbliżony do tego w Cesarstwie, a wiec zrównoważone stany, w miarę rozwinięte mieszczaństwo i zasobny skarb oraz silna władza centralna. W praktyce można powiedzieć, że ziemie polskie były częścią Świętego Cesarstwa Rzymskiego, czyli I Rzeszy, a Piastowie byli wasalami cesarza. No bo czy w innych warunkach możliwy by był tak intensywny napływ ludności niemieckiej na ziemie polskie? Kraków w pewnym okresie był miastem bardziej niemieckim niż polskim.

x

Konsekwencje podziału Imperium Rzymskiego na część zachodnią i wschodnią trwają do dziś. Początkowo chrześcijaństwo szerzyło się w Europie zachodniej. Stąd nastąpiła jego ekspansja na tereny Europy środkowej. Podobny proces rozwijał się od części wschodniej, czyli od Bizancjum. Zderzenie tych dwóch prądów miało miejsce na ziemiach polskich.

Podział imperium rzymskiego po śmierci Teodozjusza I w 395 roku; źródło: Wikipedia.

Za panowania Włodzimierza Wielkiego (960-1015) dochodzi do chrztu Rusi w 988 roku. Jego następcą był Jarosław Mądry (978-1054). W roku śmierci Jarosława, czyli w 1054, dochodzi do wielkiej schizmy wschodniej, czyli podziału na chrześcijaństwo zachodnie i wschodnie. I w tym samym roku Ruś wchodzi w okres rozbicia dzielnicowego.

W 1169 roku Andrzej Bogolubski, książę włodzimierski, oddziela na Rusi rolę wielkiego księcia od miejsca rezydowania. Od tej pory w Kijowie zasiadali książęta pozostający najczęściej w stosunku lennym do książąt ruskich, a następnie obcych. Przerwanie szlaków handlowych północ-południe – co było wynikiem utworzenia Cesarstwa Łacińskiego (1204-1261) w wyniku czwartej wyprawy krzyżowej (1202-1204) i utworzenie szlaków handlowych wschód-zachód – osłabiło Ruś Kijowską. W 1240 roku, na skutek najazdu mongolskiego, większość księstw ruskich utraciła niezależność polityczną na rzecz Złotej Ordy. Tatarzy nie przejęli bezpośrednio rządów w podległych księstwach, wybierali kandydata do tronu we Włodzimierzu, który z kolei pełnił funkcję zwierzchnią nad pozostałymi księstwami.

Księstwa Rusi Kijowskiej po śmierci Jarosława Mądrego w 1054 roku; źródło: Wikipedia.

Zanim jednak doszło do rozbicia dzielnicowego Rusi Kijowskiej, to było to potężne księstwo. O wyprawach Piastów na Ruś Wikipedia tak pisze:

Do schyłku X wieku państwa polskie i ruskie rozwijały swoje terytoria oddzielnie, nie stykając się ze sobą. Do Mieszka I należały Grody Czerwieńskie (późniejsza Ruś Czerwona lub jej zachodnia część), które siłą zagarnął w 981 roku książę kijowski Włodzimierz, czym zapoczątkował polsko-ruską rywalizację o te ziemie. W roku 1018 Bolesław Chrobry w wyniku udanej wyprawy kijowskiej, nie tylko odzyskał dla Polski Grody Czerwieńskie, ale też zdobył stolicę Rusi. Wysyłane przez niego z Kijowa listy do obu cesarzy oraz bite monety z napisami cyrylicą wskazują, że w chwili koronacji w 1025 roku Bolesław Chrobry i jego syn Mieszko II mogli czuć się pretendentami do zwierzchnictwa nad Rusią Kijowską. Na pewno też w skład Korony Chrobrego wchodziły ziemie Rusi Czerwieńskiej.

Kolejni Piastowie (Bolesław Śmiały, Kazimierz Sprawiedliwy, Leszek Biały) jeszcze kilkakrotnie interweniowali w sprawy Rusi, osadzając na tronie w Kijowie i Haliczu podległych im książąt. Poza tym poprzez żony niektórych Piastów istniały relacje dynastyczne z Rurykowiczami.

W czasie rozbicia dzielnicowego, gdy większa część ziem ruskich pozostawała w zależności od Złotej Ordy, nastąpił upadek Rusi Kijowskiej. Według tradycyjnej historiografii rosyjskiej, czołową rolę na Rusi przejęło wówczas prowincjonalne księstwo włodziemiersko-suzdalskie (później moskiewskie), a czynnik religijny (przeniesienie patriarchatu) dał początek ideologii Trzeciego Rzymu i ekspansji Moskwy na całą Ruś pod pretekstem zbierania ziem ruskich. Jak jednak wykazał ukraiński historyk Mychajło Hruszewski, bezpośrednią legalną kontynuację politycznej władzy książąt kijowskich posiadali wówczas książęta halicko-włodzimierscy, którym faktycznie podlegał Kijów i którzy wciąż uznawali się za panów Rusi. W roku 1253 Daniel Halicki został nawet koronowany na króla Rusi i jego państwo nosiło nazwę Królestwa Rusi.

x

A zatem Bolesław Chrobry, który w 1018 roku zdobył Kijów, działał, podobnie jak późniejsi Piastowie, jako wasal cesarza i papieża, bo i faktycznie takim był. Celem tych wszystkich wypraw było przeciągniecie Rusi na stronę Świętego Cesarstwa Rzymskiego kosztem Bizancjum, a narzędziem do jego realizacji byli Piastowie. To działo się jeszcze przed schizmą w 1054 roku.

Po rozbiciu dzielnicowym Rusi Kijowskiej nie następuje ponowne zjednoczenie. Utrwala się podział na księstwa, z części których powstało Księstwo Moskiewskie i te, które weszły w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego. Zatem ani Moskwa, ani WKL nie były królestwami. To też zapewne stanowiło jakiś argument czy usprawiedliwienie do późniejszych prób podporządkowania sobie takiego księstwa. Powstaje małe Królestwo Polskie złożone z Wielkopolski i Małopolski. To Królestwo Łokietka. Jego syn, Kazimierz Wielki, dorzuca do tego Ruś Halicką. I nadal to niewielkie obszarowo Królestwo łączy się z rozległym WKL. I w ten sposób ten nowy twór staje się formalnie Królestwem. Jagiełło, wielki książę litewski, zostaje królem Polski.

„Pod koniec XV wieku zaczęła się też kształtować ideologia suwerenności Korony i dążenie do zrzucenia zwierzchnictwa cesarstwa i papiestwa. W roku 1555 sejm piotrkowski zrzucił zależność od papieży (od zjazdu w Sulejowie w roku 1318 papieże byli suwerenami Królestwa Polskiego). Za czasów ostatnich Jagiellonów przyjęto również zasadę suwerenności królów Polski od cesarzy, czego symbolem było zamknięcie korony Chrobrego złotymi kabłąkami i globem z krzyżem.” – Wikipedia. Jak to się stało, że przez tyle czasu cesarze i papieże nie zgadzali się na suwerenność swoich wschodnich prowincji, aż w końcu ulegli. Jakież tu siły zadziałały?

A więc następuje zmiana suwerena. Ziemie polskie wydostają się spod cesarskiej i papieskiej dominacji (wyjście z unii europejskiej) i stają się dodatkiem do WKL (wejście w strefę wpływów Bizancjum). Ich wyższy stopień rozwoju gospodarczego (wcześniej część I Rzeszy) i przewaga cywilizacyjna służyć będą od tej chwili interesom „Królestwa Rusi”, co oznaczało zapoczątkowanie permanentnego konfliktu z Moskwą, a później z Rosją. Czy to nie przypomina obecnej sytuacji? – Wszystko dla Ukrainy.

Wychodzi więc na to, że na ziemiach polskich nigdy nie było suwerennego państwa polskiego i obecnie też go nie ma. Jest to strefa zgniotu, w której ścierają się ze sobą ideologie wschodniej i zachodniej części byłego imperium. Zmieniają się tylko nazwy. Raz była to Rzeczpospolita Obojga Narodów, raz Napoleon, Hitler czy Stany Zjednoczone; z drugiej strony Wielkie Księstwo Moskiewskie, Cesarstwo Rosyjskie, Związek Radziecki, Rosja – to wszystko to Bizancjum. To dalej konflikt Rzym – Bizancjum. Czy prawdziwy, czy wykreowany? To już inna para kaloszy. Obecna wojna na Ukrainie to tylko kontynuacja tego zderzenia, zapoczątkowanego przez Stany Zjednoczone, a kończyć je pewnie będzie Europa. Po drugiej stronie Bizancjum – niezmienne i ortodoksyjne, jak niezmienne i ortodoksyjne jest prawosławie, które samo w sobie jest zagadkowe. O tym pisałem w blogu Arianie.

x

Aktualizacja z dnia 31 maja 2025

We wprowadzeniu do książki Dzieje Bizancjum Georg Ostrogorski PWN 1968, natrafiłem na taką uwagę:

“A.F. Grabski starał się odtworzyć stosunki Polski z Bizancjum w XI wieku. Opierając się na źródłach bizantyjskich, rozpatrując politykę Bazylego II w stosunku do Rusi Kijowskiej, konflikty między Bizancjum a państwem niemieckim na terenie Italii południowej i stanowisko, jakie w tych zagadnieniach zajmował Bolesław Chrobry, wówczas sojusznik cesarza niemieckiego.

Zdaniem autora Bolesław, po zajęciu w 1018 r. Kijowa, wysłał do Bazylego II poselstwo ofiarując mu przyjaźń, ale grożąc jednocześnie, iż odwoła posiłkowe oddziały ruskie znajdujące się w armii bizantyjskiej, o ile Bazyli nie wycofa się z Italii południowej.”

Sojusznik cesarza niemieckiego – tak to ładnie wyrażono w tym wprowadzeniu, ale jaki interes i korzyść miałby Chrobry, jako władca Polski, z wycofania się Bazylego z południowej Italii? Był wasalem cesarza niemieckiego i wykonywał jego rozkazy? Bo czy w innym wypadku taki prowincjonalny książę mógł grozić władcy Bizancjum?

Rzeź galicyjska c.d.

W piątek 11 kwietnia wysłuchałem komentarza Macieja Maciaka na jego kanale Musisz to wiedzieć. Już od dłuższego czasu nie zaglądałem tam, ale ponieważ nie znalazłem niczego ciekawego, to, jak mówią, na bezrybiu i rak ryba. Maciak komentował wypowiedź Brauna, który okazał się być zwolennikiem obowiązkowej służby wojskowej. Powiedział on też, że Braun jest austriackim Żydem i że ukraiński nacjonalizm wywodzi się z Galicji, że to Austriacy go stworzyli. Na taką zbitkę słowną, Galicja plus Austriacy, mój procesor zaczął iskrzyć, pojawił się ogień i kłęby dymu. Gdy one opały, wyłonił się napis rzeź galicyjska.

Mam na swojej stronie parę blogów, które mnie uwierają, zamieściłem je w poczuciu niedosytu, że tak naprawdę niczego nie wyjaśniłem. Jednym z nich jest blog Rzeź galicyjska. Nie dotarłem wtedy do faktów, które zmieniłyby mój punkt widzenia i interpretacji tej rzezi. W związku z tym starałem się znaleźć jakieś uzasadnienie dla niej i usprawiedliwić chłopów, którzy mieli tak brutalnie rozprawić się ze szlachtą. Zamieściłem więc obszerny cytat z Rozdroża Marii Dąbrowskiej, która opisywała trudne położenie chłopów od czasu I RP, w której stali się niewolnikami. I tak ich usprawiedliwiałem:

„Rzeź galicyjska nie wzięła się znikąd. Gdyby relacje chłopsko-szlacheckie wyglądały inaczej, Austriacy i Żydzi nie byliby w stanie sprowokować chłopów. To, że doszło do tak drastycznych wydarzeń, oznaczało tylko to, że chłopi byli ludźmi, którzy czuli i cierpieli z racji swego poniżenia. Taka jest ludzka natura: niezgłębiona, tajemnicza, wybuchowa, a nade wszystko nieobliczalna. Szlachta miała wszelkie instrumenty ku temu, by poniżać chłopa: czasem biła go, czasem linczowała, czasem zabijała, ale najczęściej zmuszała go do niewolniczej pracy, wyzyskując wszelkie jego siły witalne. Chłop nie mógł odpowiedzieć tym samym. Nie mógł rozłożyć w czasie swojej zemsty w taki sposób, jak to czyniła szlachta. Gdy więc nadarzyła się okazja, emocje wzięły górę.”

Sam nie bardzo wierzyłem w to, co wtedy napisałem, ale to było ponad 4 lata temu, a więc niewiele ponad rok od założenia bloga i wyszło tak, jak wyszło. Dziś, dzięki Maciakowi, coś zaiskrzyło i wróciłem do tematu. Wikipedia pisze:

Rabacja galicyjska rozpoczęła się 19 lutego, choć do pierwszych napadów na dwory doszło już 18 lutego. Zbrojne gromady chłopów zrabowały i zniszczyły w ciągu kilku dni w drugiej połowie lutego 1846 roku ponad 500 dworów w cyrkułach: tarnowskim (tu zagładzie uległo ponad 90% dworów), bocheńskim, sądeckim, wielickim, jasielskim. Chłopi oblegali również miasta, np. Limanową i Grybów. Zamordowano, często w bardzo okrutny sposób (stąd określanie tych wydarzeń terminem rzeź) od ponad 1200 do 3000 osób, niemal wyłącznie ziemian, urzędników dworskich i rządowych. Bandy atakowały także mniejsze oddziały powstańcze zmierzające do Krakowa. W okolicach Jasła buntowi chłopskiemu przeciwko właścicielom rodzinnej wsi Smarzowy – Boguszom, przewodził Jakub Szela, który wkrótce miał objąć kontrolę nad większym terytorium. Szereg posiadłości pomiędzy Bogoniowicami a Grybowem rozgrabiły oddziały Antoniego Korygi. Jak ustalił i podkreślał prof. Stefan Kieniewicz, mimo skali wydarzeń, ani jeden Żyd nie padł ofiarą [powstańców]. Nie atakowano również Niemców. Nieliczną część ofiar stanowili księża, którzy choć nie cieszyli się posłuchem ze strony chłopstwa, to byli potrzebni jednak dla utrzymania kultu kościelnego.

Rzeź galicyjska, Jan Nepomucen Lewicki; źródło: Wikipedia. Jak widać, za każdą ściętą głowę Austriacy płacili tym, którzy im ją dostarczyli.

Gdy powstanie krakowskie zostało stłumione i chłopi przestali być potrzebni Austriakom, wojsko przywróciło spokój. Jakub Szela został internowany, a następnie przesiedlony na Bukowinę. Bardzo szybko w Galicji zapanował spokój, jednak długo jeszcze pamiętano o rabacji galicyjskiej, która swoim zasięgiem objęła przede wszystkim Tarnowskie, Sanockie, Nowosądeckie i część Jasielskiego. Krwawe wystąpienia chłopskie miały miejsce przede wszystkim na tym obszarze, gdzie rozwinął się masowy ruch trzeźwości, propagowany przez Kościół katolicki, który w ciągu roku przyniósł spadek spożycia alkoholu do kilku procent wielkości wcześniejszej. Prawdopodobnie brak możliwości utopienia chłopskich krzywd w alkoholu stał się przyczyną nasilenia drastyczności buntu.

x

Z tej informacji wynika, że największe nasilenie rzezi przypadło na okolice Tarnowa, a więc zamieszkałe w większości, jak sądzę, przez ludność polską. Do takiego, a nie innego zachowania chłopów miało dojść również na skutek braku alkoholu. Szelę, gdy wykonał swoje zadanie, przeniesiono na Bukowinę. A o samym Szeli Wikipedia tak m.in. pisze:

Jakub w „młodym wieku” miał rzekomo spalić ojcowską chałupę, co zarzucano mu w 1846 r., jednak do tej pory nie znalazło to potwierdzenia w źródłach. Podobnie nie wiadomo, czy był w wojsku. Prawdopodobnie w 1805 r. został zamustrowany do wojska, do 35 pułku piechoty. Kilka miesięcy potem w bitwie pod Ulm (8–15 października 1805) trafił do niewoli, skąd po wypuszczeniu (lub ucieczce) wrócił do domu. Tam odciął sobie siekierą palce mały i serdeczny, zaś środkowy trwale uszkodził, wszystkie w lewej dłoni. Okaleczenie to uwolniło go od służby wojskowej. Ojciec Jakuba, który zmarł w 1807 r., najprawdopodobniej wydziedziczył go (być może po spaleniu domu), przekazując schedę jego żyjącemu bratu Kazimierzowi, który dzięki temu stał się najbogatszym chłopem (kmieciem) we wsi, dysponując ponad 32 morgami ziemi (ponad 18 ha).

Mimo że Jakub Szela nie umiał czytać ani pisać, w imieniu gminy Smarzowa, jako jej reprezentant (deputowany, plenipotent), wraz ze Stanisławem (zwanym Wojciechem) Białasem prowadził spór z rodziną dziedziców – Boguszami. Język niemiecki Szela znał w niewielkim stopniu, korzystając z usług tzw. pokątnych adwokatów i pisarzy (Winkeladvokat, Winkelschreiber). Jako reprezentant chłopów Szela bywał upokarzany, więziony i bity. Po uwięzieniu w kajdanach w końcu grudnia 1832 r. został zaprowadzony na nabożeństwo do kościoła. Stanie na mrozie przed świątynią zakończyło się groźnymi odmrożeniami. To spowodowało, że zaczął myśleć o zemście. Jakub Szela, stawiając opór dziedzicowi, z jednej strony jako deputowany wsi Smarzowy podtrzymywał w jej imieniu tradycję sporu wsi z dziedzicami o niwę (działka, grunt – przyp. W.L.) Kopaliny, datowanego co najmniej od 1781 roku, przy czym rozgałęziony w Smarzowej i okolicy ród Szelów jako taki był stratny na podziale Kopalin przed laty. Ziarno niezgody zasiane było więc już w poprzednim pokoleniu, problem nierozwiązany jednakże narastał, aby w lutym 1846 roku znaleźć krwawy finał.

W 1846 Szela przewodził w okolicach Jasła buntowi chłopskiemu przeciwko właścicielom rodzinnej wsi Smarzowej – Boguszom. Rychło zapanował nad większym terytorium, obejmując swoim zasięgiem ponad 100 wsi. Agresja chłopów skierowana była przeciwko panom, właścicielom majątków ziemskich, i związanym z nimi urzędnikom (zwanych m.in. „ciarachami”, „surdutowymi” czy pogardliwie „panami-Polakami”), a sporadycznie też przeciw księżom. Ich furia uderzyła we wszystkich niebędących chłopami – oszczędzili jedynie urzędników cesarskich, Żydów i Niemców. Krwawe wystąpienia chłopów trwały dwa dni, ale do sporadycznych ekscesów dochodziło jeszcze przez wiele tygodni.

x

Z tych informacji wynika, że Szela mógł być chory psychicznie lub mógł być austriackim agentem lub jednym i drugim. Sama rabacja trwała dwa dni i w tym czasie spalono 500 dworów i wyrżnięto od 1200 do 3000 ludzi. Wygląda więc na to, że akcja była doskonale zorganizowana i że taką operację mogły przeprowadzić zdyscyplinowane i wyszkolone oddziały. Sam Szela, z kolei, był może bardziej wyszkolonym żołnierzem niż chłopem. I jeszcze to przeniesienie na Bukowinę, tak jak przywódców powstania warszawskiego ewakuowano do Anglii i Kanady.

Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) pisze:

Szela Jakub, ur. 15 VII 1787 w Smarzowej (pow. jasielski), zm. 1866 w Sołce (Bukowina), przywódca chłopski w powstaniu 1846 w Galicji, syn zagrodnika, z zawodu cieśla; był wieloletnim pełnomocnikiem wsi w procesie z dziedzicem Boguszem o odszkodowanie za nieprawny zabór gruntów i przeciążanie pańszczyzną; składał skargi w gubernium, znosił areszty i chłosty za stawianie oporu wobec dworu. Podczas powstania chłopskiego 1846 w Galicji stanął (20 II) na czele okolicznych chłopów i rozgromił kilkanaście dworów na pograniczu Tarnowskiego i Jasielskiego (m.in. zabijając rodzinę Boguszów); starał się zorganizować walkę w skali ogólnokrajowej; wysuwał hasło odmowy pańszczyzny na folwarkach; 1 kwietnia wystąpił do gubernatora z memoriałem w imieniu 50 wsi o obniżenie pańszczyzny do jednego dnia rocznie z morgi i o zamianę reszty na czynsz; po przeprowadzeniu pacyfikacji wsi przez wojsko austr. internowany 20 IV 1846 w Tarnowie, w lutym 1848 przesiedlony na Bukowinę.

Z kolei Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga (1929-1938) pisze:

Szela Jakób, przywódca chłopów z czasów rzezi galicyjskiej 1846 (zm. 1866), za namową starosty Breindla stanął na czele urlopników, z którymi zaczął pamiętną rzeź galicyjską w powiatach bocheńskim, rzeszowskim i tarnowskim. W ten sposób rząd austriacki sparaliżował wybuch zamierzonego powstania, gdyż chłopi z zaciekłością mordowali szlachtę, dwory jej zaś grabili i palili. Po pacyfikacji kraju rząd austriacki ofiarował S. osadę w Glitt na Bukowinie, lecz i tu spotkał się z pogardą sąsiadów, którzy go unikali. Umarł w obłąkaniu.

x

Ten wspomniany powyżej starosta to nie Breindl tylko Breinl, zapewne literówka. To był Joseph Breinl von Wallerstern. Tę narrację w Wikipedii, powtarzającą się w innych źródłach, można ująć w następujących punktach:

  • rabacja trwała w praktyce dwa dni
  • zniszczono 500 dworów i zabito 1200-3000 osób
  • chłopi mieli pomóc Austriakom w stłumieniu powstania krakowskiego
  • w tarnowskim zniszczono 90% dworów, ponadto niszczono i mordowano w cyrkułach bocheńskim, wielickim, sądeckim i jasielskim
  • najbardziej krwawe wystąpienia były tam, gdzie rozwinął się ruch trzeźwości
  • Szela nie umiał pisać i czytać
  • Szela prowadził długotrwały spór z rodziną dziedziców – Boguszami i w związku z tym był więziony, bity i upokarzany
  • za głównego podżegacza, zachęcającego chłopów do mordów, uważany jest starosta tarnowski Breinl

W sumie nie ma w tym żadnej logiki. Jeśli chłopi byli potrzebni Austriakom do zwalczania powstania krakowskiego, to dlaczego całą akcje przeprowadzono poza terenem objętym tym powstaniem. Jedynie Bochnia i Wieliczka znajdowały się na granicy terenów objętych powstaniem i rabacją.

Obszar Galicji objęty powstaniem chłopskim (czerwony) w odniesieniu do powstania krakowskiego (niebieski); źródło: Wikipedia.

Największych zniszczeń i zapewne mordów dokonano w cyrkule tarnowskim, a więc daleko poza terenem objętym powstaniem krakowskim. Jeśli rodzina Boguszów tak dokuczyła Szeli, to dlaczego mordowano tych, którzy nie mieli z tym nic wspólnego?

Po pacyfikacji kraju rząd austriacki ofiarował S. osadę w Glitt na Bukowinie, lecz i tu spotkał się z pogardą sąsiadów, którzy go unikali. Umarł w obłąkaniu.

…lecz i tu spotkał się z pogardą sąsiadów… – to sugeruje, że i w stronach rodzinnych towarzyszyła mu ta pogarda. A skoro tak, to czy możliwe byłoby, by chłopi poszli z nim mordować szlachtę? Raczej niemożliwe. Jednak kluczem do wyjaśnienia tej zagadki galicyjskiej jest słowo urlopnicy.

…za namową starosty Breindla stanął na czele urlopników, z którymi zaczął pamiętną rzeź galicyjską w powiatach bocheńskim, rzeszowskim i tarnowskim.

Słownik Języka Polskiego PWN: urlopnik, przestarzałe, żołnierz korzystający urlopu. Jak śpiewał Andrzej Rosiewicz w przeboju Chłopcy radarowcy:

To się wtedy okazało, 
Że to nie są milicjanci,
Że to byli przebierańcy.

A więc to nie byli chłopi, tylko urlopnicy, czyli żołnierze, którzy dostali urlop na wykonanie pewnego zadania. Wojsko to wojsko, a rozkaz, to rozkaz. I zapewne chętnych nie brakowało, bo można było dobrze zarobić. Z jakiego wojska byli ci żołnierze? – Z austriackiego. Czy mogli to być ci, którzy pochodzili z terenów objętych rabacją? Mordowaliby szlachtę z terenów, z których pochodzili? Wojsko desantowe – bo skoro główna akcja trwała dwa dni, to był to desant – musiało pochodzić z Galicji Wschodniej. Wojsko ewakuowało się, a jedynego świadka przeniesiono na Bukowinę. Wobec tego Wyspiański mógł napisać w Weselu: Myśmy wszystko zapomnieli… Mego dziadka piłą rżnęli.

Szela był na analfabetą i miał doświadczenie szeregowego żołnierza. Nie mógł więc dowodzić tak skomplikowaną operacją wojskową, jaką była rabacja. Był słupem. Nie ulega wątpliwości, że ścisłe i nieformalne dowództwo musiało być austriackie. Rzeź galicyjska była operacją wojskową, podobnie jak była nią rzeź wołyńska. UPA powstała ze zmilitaryzowanych, uzbrojonych i wyszkolonych przez Piłsudskiego oddziałów na Wołyniu w okresie tak zwanego eksperymentu wołyńskiego z lat 1928-38. Oczywiście nie można wykluczyć, że jakaś niewielka ilość chłopów mogła wziąć udział w tej rzezi, ale sami chłopi nie byliby w stanie zorganizować się. Jeśli ktoś w to wierzy, to jest naiwny.

Mamy więc tu do czynienia z wielką mistyfikacją. Rzeź galicyjska została utrwalona w świadomości potomnych jako mord, którego dokonali chłopi na szlachcie. I byli to chłopi polscy, bo przecież rzecz działa się w Galicji zachodniej, a więc na terenach, gdzie dominowała ludność polska. Jaki więc był cel tej mistyfikacji? To był czas, gdy po rzeziach na Ukrainie pozostało tylko wspomnienie. Jej wschodnia część znalazła się w Rosji, a zachodnia – w Austrii. Czy ktoś wybiegał bardzo daleko w przyszłość i uwzględniał możliwość powstania wspólnego państwa polsko-ukraińskiego? Po części takim państwem była II RP, a po powojennych przesiedleniach również PRL i III RP. Obecnie wizja wspólnego państwa polsko-ukraińskiego, już oficjalnie, staje się coraz bardziej realna. Czy rzeź galicyjska ma być za jakiś czas wykorzystana jako kontrargument przeciwko tym, którzy uważają, że Ukraińcy i Polacy mają niewiele ze sobą wspólnego?

Jakoś tak dziwnie się dzieje, że obecnie do zaostrzania sytuacji wewnętrznej w Rzeczypospolitej Ukraińskiej wykorzystuje się rzeź wołyńską, a Ukraińcy nie kwapią się z kontrargumentem w postaci rzezi galicyjskiej. Czy ten argument czeka na swój czas, gdy po burzliwym okresie przyjdzie czas na „pojednanie”? – My wprawdzie odpowiadamy za rzeź wołyńską, ale i wy macie swoje grzechy i niczym się od nas nie różnicie. A może nie do pojednania, a jeszcze większego zaognienia relacji polsko-ukraińskich, które bardziej są relacjami ukraińsko-ukraińskimi? Za jakiś czas przekonamy się, czy tak będzie.

Faszoda

W blogu Syberia pisałem o tym, że główne mocarstwa nie walczą ze sobą bezpośrednio. Tak było w przypadku, gdy mocarstwo lądowe, Rosja, zetknęło się z mocarstwem morskim, Wielką Brytanią, w Kalifornii. Mocarstwo lądowe wycofało się, sprzedając jednocześnie za bezcen Alaskę. Podobnie było w przypadku, gdy Francja i Wielka Brytania „skrzyżowały szpady” w Afryce. W Wikipedii można przeczytać:

Incydent w Faszodzie – kulminacyjny punkt brytyjsko-francuskiego konfliktu o granice posiadłości kolonialnych w Afryce Wschodniej, który miał miejsce w 1898 roku i omal nie doprowadził Wielkiej Brytanii i Francji do wojny. Skończył się korzystnie dla strony brytyjskiej, gdyż jego skutkiem było ograniczenie działalności Francji w strefie wpływów brytyjskich w Afryce.

Tło

Pod koniec XIX wieku europejskie mocarstwa prowadziły w Afryce gwałtowną ekspansję. Ten okres nazywany jest wyścigiem o Afrykę. Największą rolę odegrały wówczas dwa mocarstwa: Wielka Brytania i Francja.

Francuzi prowadzili ekspansję w głąb Afryki z jej atlantyckiego wybrzeża, podporządkowując sobie kolejne terytoria Sahelu położone wzdłuż południowej granicy Sahary, czyli obszar współczesnego Senegalu, Mali, Nigru i Czadu. Ich głównym celem było uzyskanie połączenia pomiędzy rzeką Niger a Nilem, co zapewniłoby Francuzom kontrolę nad całym handlem w Sahelu (kontrolę nad szlakami karawanowymi biegnącymi przez Saharę uzyskali już wcześniej).

Celem Brytyjczyków było połączenie ich posiadłości w Afryce Południowej (współczesne obszary RPA, Botswany, Zimbabwe i Zambii) z posiadłościami w Afryce Wschodniej (dzisiejsza Kenia) i dorzeczem Nilu. Zdobycie kontroli nad Sudanem (który wówczas obejmował również obszar dzisiejszej Ugandy) było kluczem dla realizacji tych ambicji, szczególnie, że Egipt był już pod kontrolą brytyjską.

Źródło zdjęcia: Wikipedia.

Jeśli wyznaczyć linie pomiędzy Kapsztadem a Kairem (proponowana przez Cecila Rhodesa „czerwona linia”) oraz pomiędzy Dakarem a Somali Francuskim (dzisiejsze Dżibuti), to okazuje się, że przecinają się one w okolicach Faszody (dzisiejsze Kodok), co wyjaśnia jej strategiczne znaczenie. Francuska oś wschód-zachód i brytyjska oś północ-południe nie mogły istnieć równocześnie; naród kontrolujący skrzyżowanie tych osi mógł zrealizować swoje plany jako jedyny.

Faszoda miała także swoje znaczenie dla sporu pomiędzy Wielką Brytanią a Francją o legalność brytyjskiej okupacji Egiptu. Wielu francuskich polityków żałowało decyzji o nieprzyłączeniu się do okupacji. Planowali zmusić Brytyjczyków do wycofania się z Egiptu, a placówka nad Nilem mogła stanowić bazę dla francuskich kanonierek. Istniały także plany przegrodzenia Nilu tamą, co odcięłoby Brytyjczyków od zasobów wodnych. Te plany były bardzo trudne w realizacji, jednak wywołały obawy wśród Brytyjczyków, którzy – dla zapewnienia Egiptowi bezpieczeństwa – postanowili przejąć kontrolę nad Nilem.

Przebieg

Latem 1896 Francuzi wysłali z Libreville nad Zatoką Gwinejską oddział 11 oficerów marynarki i 150 afrykańskich żołnierzy pod dowództwem kapitana Jean-Baptiste’a Marchanda, by objąć protektorat nad okolicami Faszody, w której znajdowała się niewielka twierdza. Mieli połączyć się z dwiema innymi ekspedycjami idącymi przez Abisynię, z których jedna, wychodząca z Dżibuti, dowodzona była przez Christiana de Bonchamps, weterana ekspedycji kapitana Williama Stairsa do Katangi.

Ekspedycja Marchanda, po przejściu z zachodu na wschód kontynentu, dotarła do Faszody nad Nilem Białym 10 lipca 1898 roku, jednak ekspedycji Bonchampsa to się nie udało, ze względu na sprzeciw Etiopczyków wobec przemarszu i wypadek w wąwozie rzeki Baro. 18 września w Faszodzie pojawiła się flotylla brytyjskich kanonierek. Brytyjczykami dowodził Horatio Kitchener, zwycięzca spod Omdurmanu, który odbijał Sudan w imieniu egipskiego kedywa. Obie strony rościły sobie prawa do Faszody.

Informacje o spotkaniu dotarły do Londynu i Paryża, gdzie rozpaliły poczucie narodowej dumy obu imperialnych narodów. Obie strony oskarżały się wzajemnie o ekspansjonizm i agresję. Doszło do trwającego dwa miesiące międzynarodowego kryzysu, a oba mocarstwa zmobilizowały swoje floty.

Na morzu przewaga liczebna, techniczna i organizacyjna Wielkiej Brytanii była znaczna. Wojska lądowe Francji były liczniejsze, jednak nie mogły zagrozić Brytyjczykom bez odpowiedniego wsparcia morskiego.

Fakty te były znane Théophile’owi Delcassému, nowo powołanemu ministrowi spraw zagranicznych Francji. Dbał on o utrzymanie sojuszu z Wielką Brytanią, spodziewając się przyszłego konfliktu z Cesarstwem Niemieckim, i nie widział żadnej korzyści w ewentualnym konflikcie kolonialnym. Nalegał na pokojowe rozwiązanie sporu. W tym czasie społeczeństwo francuskie zaczęło kwestionować racjonalność wojny z powodu sporu w odległej Afryce, a później afera Dreyfusa odwróciła uwagę opinii publicznej od Sudanu. 3 listopada 1898 roku rząd Francji nakazał wycofanie oddziałów wojskowych, nie rozgłaszając tego faktu.

Skutki

W marcu 1899 roku Francuzi i Brytyjczycy doszli do porozumienia, zgodnie z którym źródła Nilu i Kongo miały stanowić granicę ich stref wpływów. Niektórzy historycy uważają rozwiązanie konfliktu i wzrost potęgi Niemiec za przyczyny ustanowienia entente cordiale. Incydent był ostatnim sporem kolonialnym między Wielką Brytanią a Francją.

Z kolei Britannica tak opisuje ten incydent:

Spory wynikały ze wspólnego dążenia każdego kraju, aby połączyć swoje rozproszone posiadłości kolonialne w Afryce. Celem Wielkiej Brytanii było połączenie Ugandy z Egiptem poprzez linię kolejową z Przylądka Dobrej Nadziei do Kairu, podczas gdy Francja, nacierając na wschód od zachodniego wybrzeża, miała nadzieję rozszerzyć swoje panowanie na całą Afrykę Środkową i Sudan.

Aby spełnić ekspansjonistyczne aspiracje Francji, francuski minister spraw zagranicznych,Gabriel Hanotaux w 1896 r. zorganizował wyprawę 150 ludzi pod dowództwem Jean-Baptiste Marchanda. Równie zdeterminowany, by odzyskać Sudan, brytyjski oddział pod dowództwem Sir (później Lorda) Horatio Herberta Kitchenera otrzymał jednocześnie rozkaz, aby ruszyć na południe z Egiptu (gdzie Brytyjczycy byli okopani od 1882 r.) w górę rzeki Nil. Marchand dotarł do Faszody 10 lipca 1898 r. i zajął opuszczony egipski fort; Kitchener, który musiał najpierw zdobyć Omdurman i Chartum, dotarł do Faszody dopiero 18 września. W napiętej konfrontacji, która nastąpiła, ani Marchand, ani Kitchener nie byli gotowi zrezygnować ze swoich roszczeń do fortu, ale ponieważ obaj chcieli uniknąć starcia militarnego, zgodzili się, że nad fortem powinny powiewać flagi egipskie, brytyjskie i francuskie.

Nowy francuski minister spraw zagranicznych, Théophile Delcassé, świadomy międzynarodowych implikacji incydentu i pragnący uzyskać brytyjskie poparcie przeciwko Niemcom, postanowił zignorować reakcję oburzonej opinii publicznej. 4 listopada polecił Marchandowi wycofanie się z Faszody, ale nadal popierał francuskie roszczenia do szeregu mniejszych posterunków, które miały utrzymać otwarty francuski korytarz do Białego Nilu. Chociaż brytyjski premier i minister spraw zagranicznych, lord Salisbury, odrzucili również tę propozycję, rządy Francji i Wielkiej Brytanii ostatecznie zgodziły się (21 marca 1899 r.), że dział wodny rzek Nil i Kongo powinien wyznaczać granicę między ich strefami wpływów.

Następnie Francuzi skonsolidowali wszystkie swoje zdobycze na zachód od działu wodnego, podczas gdy pozycja Brytyjczyków w Egipcie została potwierdzona. Rozwiązanie kryzysu doprowadziło do anglo-francuskiej Ententy z 1904 r.

O tym incydencie wspomniał również Ryszard Kapuściński w swoim eseju o Rwandzie. Poniżej ten fragment z blogu Ludobójstwo:

Mitterrand był pod silną presją proafrykańskiego lobby. O ile większość metropolii europejskich radykalnie zerwała ze swoim dziedzictwem kolonialnym, o tyle w wypadku Francji jest inaczej. Po dawnej epoce pozostała jej bowiem duża, czynna i dobrze zorganizowana armia ludzi, którzy zrobili kariery w administracji kolonialnej, spędzili (nieźle!) życie w koloniach, a teraz w Europie są już obcy, czują się nieprzydatni, niepotrzebni. Jednocześnie wierzą głęboko, że Francja jest nie tylko krajem europejskim, ale także wspólnotą wszystkich ludów kultury i języka francuskiego, że, słowem, Francja to także globalna przestrzeń kulturalno-językowa: Francophonie. Filozofia ta przełożona na uproszczony język geopolityki mówi, że jeśli ktoś gdzieś na świecie atakuje kraj frankojęzyczny, to niemal tak, jakby uderzył w samą Francję. W dodatku urzędników i generałów z lobby proafrykańskiego uwiera jeszcze dotkliwie kompleks Faszody. Kilka słów na ten temat. Otóż w XIX wieku, kiedy kraje Europy dzieliły między siebie Afrykę, Londynem i Paryżem rządziła dziwaczna (choć wówczas zrozumiała) obsesja, aby swoje posiadłości na tym kontynencie mieć ułożone w linii prostej i aby istniała między nimi terytorialna ciągłość. Londyn chciał mieć taką linię z północy na południe – z Kairu do Cape Town, a Paryż – z zachodu na wschód, tj. z Dakaru do Dżibuti. Jeżeli teraz weźmiemy mapę Afryki i wykreślimy na niej dwie prostopadłe linie, to skrzyżują się one w południowym Sudanie, w miejscu, gdzie nad Nilem leży mała rybacka wioska – Faszoda. Panowało wówczas w Europie przekonanie, że kto będzie miał Faszodę, ten zrealizuje swój ekspansjonistyczny ideał jednoliniowego kolonializmu. Między Londynem i Paryżem zaczął się wyścig. Obie stolice wysłały w kierunku Faszody swoje ekspedycje militarne. Pierwsi dotarli Francuzi. 16 lipca 1898 roku, pokonując pieszo straszliwą trasę z Dakaru, doszedł do Faszody kapitan J.D. Marchard i zatknął tu francuską flagę. Oddział Marcharda składał się ze stu pięćdziesięciu Senegalczyków – dzielnych i oddanych mu ludzi. Paryż szalał z radości. Francuzów rozpierała duma. Ale dwa miesiące później dotarli tu także Anglicy. Dowodzący ekspedycją lord Kitchener ze zdumieniem stwierdził, że Faszoda jest już zajęta. Nie zważając na to, wywiesił również flagę brytyjską. Londyn szaleje z radości. Anglików rozpiera duma. Oba kraje żyją teraz w gorączce nacjonalistycznej euforii. Z początku żadna strona nie chce ustąpić. Wiele wskazywało na to, że I wojna światowa rozpocznie się już wówczas, w 1898 roku – o Faszodę. W końcu (ale to długa historia) Francuzi musieli się wycofać. Zwyciężyła Anglia. Wśród starych, francuskich kolonów epizod Faszody jest ciągle bolesną raną i nawet dziś na wiadomość, że Anglophones gdzieś próbują się ruszyć, od razu rzucają się do ataku.

x

A więc Francuzi musieli się wycofać. W takim razie można by zapytać: to po co było to całe przedsięwzięcie? Czy ci ludzie, którzy podejmowali decyzję o marszu na Faszodę nie wiedzieli, że Anglia nie zgodzi się na kontrolę Nilu w jego górnym biegu, co miałoby wpływ na Sudan i Egipt, znajdujące się w angielskiej strefie wpływu? Przez dwa miesiące trwał ten kryzys. W końcu nowy minister spraw zagranicznych Francji nakazał wycofanie się Francuzów z Faszody. Wikipedia pisze, że to dlatego, że spodziewano się konfliktu z Cesarstwem Niemieckim i pomoc Wielkiej Brytanii byłaby wskazana. A skoro tak, to znaczy, że na 16 lat przed wybuchem I wojny światowej wiedziano już, że ona wybuchnie i kto z kim będzie walczył przeciwko komu. Oczywiście takie stanowisko rządu francuskiego nie podobało się opinii publicznej we Francji. Co innego przegrać po walce, a co innego poddać się bez niej. Coś zatem musiało być na rzeczy i sprawę tę należało jakoś wyciszyć czy skierować uwagę opinii publicznej na inne tory. Być może po to właśnie na nowo rozniecono tlącą się w tamtym czasie aferę Dreyfusa, którego oskarżono wcześniej o szpiegostwo na rzecz Niemiec. Czy nie po to wykorzystano ją, by zatuszować niechlubne wycofanie się z Faszody i wykreować nowego wroga – Niemcy, a z Anglii zrobić sojusznika?

Incydent w Faszodzie potwierdza tylko, po tym jak Rosja wycofała się z Ameryki Północnej, że Wielka Brytania została wybrana przez Żydów na to, by stać się najpotężniejszym imperium, ważniejszym od innych, któremu należy się pierwszeństwo pomiędzy potęgami, a inne miały ustępować, gdy dochodziło do bezpośredniego kontaktu. W takiej sytuacji, gdy po wybuchu I wojny światowej, Anglia przystąpiła do niej po stronie Francji, to Niemcom nie pozostało nic innego, jak tylko odwołać się do siły wyższej: Gott Strafe England (Boże ukarz Anglię). Taki napis mógł przeczytać dzielny wojak Szwejk, gdy przebywał w swojej ulubionej praskiej piwiarni, w której, po decyzji Anglii, do denek kufli przyklejano nalepki z takim właśnie napisem. Oczywiście decyzja była odgórna.

Faktem jest, że Rosja wycofała się z Ameryki Północnej a Francja – z Faszody, wbrew zdrowemu rozsądkowi i logice. Jaka zatem siła zmusiła te dwa mocarstwa do podjęcia takich decyzji? Jeśli komuś wydaje się, że to, co obecnie obserwujemy na Ukrainie, na Bliskim czy Dalekim Wschodzie, w Ameryce – to jakaś rywalizacja mocarstw, że kształtuje się świat wielobiegunowy, to jest w błędzie. Świat był, jest i jeszcze długo pozostanie jednobiegunowy. A ci, którzy tym rządzą, ustawiają sobie te mocarstwa – które sami sobie wykreowali – jak pionki i figury na szachownicy i przesuwają je wedle własnego uznania.

Król i parlament

W poprzednim blogu pisałem o zarazie w Londynie w roku 1665, a wcześniej o pożarze w 1666 roku. Czy te zdarzenia były przypadkowe, czy raczej ktoś je sprowokował? To brzmi jak teoria spiskowa, ale umiejscowienie ich w ówczesnej angielskiej rzeczywistości ułatwi zrozumienie tego, co tak naprawdę tam się działo. Jeśli nawet nie da to jednoznacznej odpowiedzi, to przynajmniej skłoni do refleksji nad złożonością tego świata, a to już jest jakiś krok w kierunku prawdy. Dobrze ten okres, moim zdaniem, został opisany, choć monotonnym językiem, w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1962-70). Żeby jednak lepiej zrozumieć, o czym ona pisze, to warto pamiętać o tym, że Tudorowie to dynastia narodowa. Henryk VIII uniezależnił kościół angielski od papiestwa, a jego córka Maria była gorliwą katoliczką, z kolei jej następczyni – Elżbieta, wprost przeciwnie. Szkocka dynastia Stuartów miała swą gałąź katolicką i protestancką. Za pierwszych Stuartów, katolików, doszło do unii personalnej Anglii i Szkocji, a ostatnia ze Stuartów, Anna, protestantka, doprowadziła do unii realnej. Kościół anglikański to raczej schizma niż protestantyzm. W pewnym sensie, upraszczając to wszystko, można pokusić się o pewne uogólnienie, że tak naprawdę był to spór starej arystokracji, wzbogaconej jeszcze na krucjatach, z Żydami, poprzebieranymi za purytanów, o władzę w państwie, które miało zbudować największe na świecie imperium, nie tylko kolonialne, ale przede wszystkim finansowe.

x

Epoka Tudorów

Legitymując się wątpliwym prawem do tronu, Henryk VII Tudor pokonał Ryszarda III pod Bosworth (1485) i, choć uśmierzanie opozycji trwało jeszcze 12 lat, zyskał poparcie poddanych. Jego panowanie położyło podwaliny pod rządy absolutne zarówno w Anglii, jak i w Irlandii, w której drastycznie ograniczono uprawnienia parlamentu. Henryk VII zgromadził znaczne środki w skarbie, co uniezależniało go od uchwał podatkowych parlamentu; zreorganizowana przez króla Izba Gwiaździsta1 stała się narzędziem władzy, skierowanym głównie przeciw lokalnym potentatom. Wzrost znaczenia władz centralnych ułatwiła ogólna koniunktura gospodarcza. Rosła pozycja miejscowego kupiectwa, głównie kosztem hanzeatów. Od XVI wieku nabierało znaczenia angielskie sukiennictwo, zużytkowujące miejscową wełnę eksportowaną dawniej na kontynent.

Henryk VIII (panujący 1509-47) poprowadził dalej dzieło centralizacji władzy. Przy poparciu klas posiadających parlament poddał królowi (1534) sądową władzę nad kościołem w Anglii i uznał króla za jego głowę. Opór niektórych dostojników (kanclerz i kardynał John Fisher oraz kanclerz Morus, ścięci 1535) nie pociągnął za sobą społeczeństwa. Sekularyzacja klasztorów (1536-39) znacznie ożywiła obrót ziemią, ułatwiła jej intensywne wykorzystanie, jak też przebudowę gospodarki w kierunku kapitalistycznym.

Dalszy rozwój reformacji dokonywał się z oporami, ale konsekwentnie. Spory wyznaniowe w Anglii były w znacznym stopniu refleksem walk politycznych. Próbę rekatolizacji podjęła córka Henryka VIII i następczyni Edwarda VI, Maria I, która poślubiła Filipa II, króla hiszpańskiego. Po jej śmierci Elżbieta I przywróciła anglikanizm. Katolicyzm począł oznaczać dla Anglików zależność od papiestwa i znienawidzonych Habsburgów hiszpańskich. Poparcie Elżbiety przez społeczeństwo wiązało się z jej polityką skierowaną przeciw Hiszpanii: jej panowanie (1558-1603) cechowała zgodność polityki państwa z potrzebami ekspansji gospodarczej i z ogólnymi interesami klas posiadających.

Od połowy XVI wieku trwała ekspansja gospodarcza żywsza niż w większości krajów Europy. Rozpoczęto eksploatację bogactw mineralnych (metale, węgiel kamienny), przebudowano rolnictwo. Postęp w gospodarce wiejskiej prowadził do nasilenia ogradzania, które przyniosło wzrost zysków wielkim i średnim właścicielom i użytkownikom, lecz pozbawiło ziemi znaczną liczbę drobnych posiadaczy. Rosły miasta, ale przemysł, skrępowany w ośrodkach tradycyjnego rzemiosła ograniczeniami cechowymi, rozwijał się głównie na wsi (chałupnictwo jako uzupełnienie zajęć rolnych) i w nowych centrach miejskich. Rynki zbytu znajdował przemysł (zwłaszcza sukiennictwo) głównie w strefie bałtyckiej i na Bliskim Wschodzie.

W 1566-70 powstała giełda londyńska, od 1518 tworzono nowe uprzywilejowane kompanie handlowe (Lewantyńska, Moskiewska, Wschodnia, Wschodnioindyjska). Wojny z Hiszpanią i poparcie udzielane zbuntowanym Niderlandom wiązały się z walką przeciw hiszpańsko-portugalskiemu monopolowi handlu z koloniami. Tworzono podstawy wielkiej floty handlowej; angielscy podróżnicy (Richard Chancellor, M. Frobisher i J. Davis) poszukiwali krótszej drogi do Indii; wśród ustawicznych walk rosła bezwzględna eksploatacja Irlandii. Udzielane przez królową koncesje przyspieszały rozwój ówczesnego przemysłu i handlu. Mimo dochodu przynoszonego przez nie Koronie i roli w akumulacji kapitału – pod koniec panowania Elżbiety zaczęły one jednak wpływać hamująco na inicjatywę kapitalistyczną, wywołując żywe protesty Izby Gmin.

Kryzys społeczeństwa i państwa w XVII wieku

Panowanie pierwszych Stuartów, Jakuba I i Karola I, wiąże się z unią personalną Anglii i Szkocji (od 1603). Głosząc teorię o nadrzędnym i nadprzyrodzonym charakterze uprawnień króla, Stuartowie forsowali ją w praktyce sądowej i weszli rychło w otwarty konflikt z parlamentem. Względy dynastyczne skłoniły Jakuba I do ustępstw na rzecz Hiszpanii i katolików. Sprzyjały temu sfery dworskie, gdy tymczasem opinia publiczna upatrywała interes kraju w popieraniu protestantów na kontynencie i w wojnie z Hiszpanią. Walka o władzę przybrała charakter konfliktu politycznego – parlamentu z królem, konfliktu konstytucyjnego – prawa powszechnego (Common Law) z prerogatywą królewską, wreszcie konfliktu społecznego – między „krajem” i „dworem”. Ocena wydarzeń, prowadzących wprost ku rewolucji i wojnie domowej, jest przedmiotem otwartego sporu w nauce; ówczesne ugrupowania i orientacje polityczne nie pokrywały się z klasami społecznymi. Król i jego dążenia absolutystyczne (próba Jakuba I rządów bez parlamentu 1614-1621) znajdowały poparcie w zacofanych, feudalnych środowiskach ziemiaństwa, głównie w północno-zachodniej połowie kraju. Rósł opór przeciw pasożytnictwu dworu i arbitralnie narzucanym ciężarom fiskalnym. Ogólnym podłożem wydarzeń był żywy rozwój gospodarczy kraju i zmiany w układzie sił społecznych. Za Jakuba I zaznaczył się kryzys majątkowy arystokracji oraz spadek jej wpływów. Wzrosły natomiast od drugiej połowy XVI wieku znaczenie i świadomość gentry2, której – wraz z bogatym mieszczaństwem rozwijających się ośrodków (zwłaszcza Londynu i portów) przypada główna rola w wyborach parlamentarnych. Ożywieniu gospodarczemu i politycznemu towarzyszył od czasów Elżbiety I rozkwit kultury i oświaty.

Karol I kontynuował politykę ojca, napotykając od początku opór parlamentu. Opozycja religijna (kalwińska) i polityczna znalazła wyraz w rozpowszechnieniu purytanizmu i uzyskała większość w Izbie Gmin. Król trzykrotnie rozwiązywał parlament, ale nie zdołał zapewnić sobie jego uległości: postawiono w stan oskarżenia królewskiego faworyta, księcia G. V. Buckinghama, potępiono arbitralne posunięcia prawne i fiskalne króla. W zamian za przyznany podatek król zatwierdził szereg żądań parlamentu. Aresztowanie 9 posłów oznaczało zerwanie króla z rządami parlamentarnymi. Swe rządy osobiste (1629-40) Karol I sprawował przy pomocy hr. Th. Strafforda oraz arcybiskupa W. Lauda. Posłuszne królowi sądy sformułowały wygodne dla niego podstawy prawne pobierania podatków i udzielania koncesji gospodarczych (monopoli), Laud zwalczał opozycję purytańską w kościele anglikańskim, Strafford zaś pacyfikował Irlandię. Trudniej było Karolowi reorganizować kościół w Szkocji. Próba reformy w duchu anglikańskim (ustanowienie biskupów) doprowadziła tam do powstania. Zmusiło to Karola do zwołania (13 IV 1640) Parlamentu Krótkiego3, lecz ten przeciwstawił się królowi . Niepowodzenia Strafforda w wojnie ze Szkotami, którzy wkroczyli do Anglii i żądali okupu, spowodowały zwołanie Parlamentu Długiego4 (3 XI 1640), co stanowiło początek rewolucji angielskiej 1640-1660. Ośrodkiem walki z polityką króla stała się Izba Gmin. Zniosła Izbę Gwiaździstą oraz kościelny Sąd Wysokiej Komisji, zapewniła sobie ciągłość działania. Strafford i Laud zostali przez nią skazani na śmierć i straceni, szereg orzeczeń sądowych z okresu rządów osobistych uznano za nieprawne.

W łonie Izby Gmin zarysowały się różnice w kwestiach religii i stosunku do króla, który w styczniu 1642 roku opuścił Londyn, w sierpniu zaś rozpoczął działania wojenne przeciw stronnikom parlamentu. W toku wojny domowej armia parlamentu została zreorganizowana (Armia Nowego Wzoru). Jej trzon stanowili independenci, głównymi dowódcami byli Th. Fairfax i O. Cromwell. Karol pobity pod Naseby (1645), został wyparty ze środkowej Anglii i oddał się w ręce Szkotów, którzy wydali go parlamentowi. Wkrótce wystąpiły sprzeczności w łonie armii (independenci i radykalne ugrupowania religijno-społeczne) oraz między armią a prezbiteriańskim5 parlamentem; po stronie króla stanęli Szkoci. Po łatwym zwycięstwie armia parlamentu usunęła z gmachu znaczną część posłów, pozostali (Parlament Kadłubowy) – mimo oporu Izby Lordów – skazali króla na śmierć (1649). Dnia 19 V 1649 Anglię proklamowano republiką (commonwealth). Do władzy, dzięki armii, doszedł O. Cromwell jako lord protektor (od 1653). W okresie republiki zniesiono liczne instytucje i prawa utrudniające przemianę gospodarki i struktury społeczeństwa w kierunku kapitalistycznym. Cromwell opanował Irlandię i Szkocję; w wojnie z Hiszpanią uzyskał m.in. Jamajkę. Wielkie znaczenie miało wykonywanie uchwalonego w 1651 Aktu nawigacyjnego6. Po raz pierwszy interesy handlu angielskiego stały się czynnikiem decydującym o polityce państwa (wojna z Holandią 1652-54). Klasy posiadające odczuwały jednak niepewność wobec arbitralnych decyzji gubernatorów wojskowych, co po śmierci O. Cromwella doprowadziło do przywrócenia monarchii Stuartów.

Okres restauracji Stuartów

Restauracja Stuartów (1660) utrwaliła główne zdobycze rewolucji. Ugruntowano uprawnienia parlamentu, ograniczono prerogatywy królewskie; wkrótce wprowadzono ustawy ograniczające uprawnienia katolików. Mimo to Karol II usiłował prowadzić politykę zagraniczną sprzeczną z życzeniami parlamentu, korzystając z tajnych subsydiów francuskich. W tych warunkach spotkały Anglię niepowodzenia w dalszych wojnach z Holandią (1665-67, 1673-74).W epoce ogólnej depresji gospodarka angielska 2 połowy XVII wieku rozwijała się słabiej niż w poprzednim stuleciu, ale rosła w stosunku do konkurentów. W przeciwieństwie do przemysłu handel zagraniczny skrępowany był jeszcze koncesjami, które stopniowo przełamywano. Szczególną role odegrały londyńskie sfery finansowe, zainteresowane w handlu zagranicznym. Gospodarka kolonialna w Ameryce Północnej i Środkowej oraz w Indiach przyczyniła się także do wzrostu produkcji w kraju; wielkie znaczenie dla gromadzenia kapitału miał handel z koloniami hiszpańskimi i portugalskimi (m.in. handel niewolnikami). Na morzach Anglia skutecznie konkurowała z Holandią. Przewrót w handlu zagranicznym i polityce gospodarczej wywołało zniesienie ceł wywozowych na pszenicę i wprowadzenie premii wywozowych (od 1673, z przerwami). Był to rezultat znacznej intensyfikacji wskutek przemian kapitalistycznych i wzrostu popytu.

Kiedy Karolowi II udało się skupić wokół siebie grupę reakcyjnych polityków, z której wyłoniło się stronnictwo torysów, opozycja skonsolidowała się również (późniejsi wigowie; oba stronnictwa od ok. 1680). Pamięć wojny domowej i rządów armii skłaniała obie strony do unikania przemocy. Następca Karola II, katolik Jakub II, prowokował jednak opozycję, dopuszczając katolików do rządów, organizując w Irlandii armię katolicką i gromadząc wojsko pod Londynem. Gdy urodził mu się syn, co stwarzało możliwość kontynuacji monarchii katolickiej, przywódcy opozycji ofiarowali (1688) tron namiestnikowi Niderlandów Wilhelmowi Orańskiemu, mężowi Marii (która była protestancką córką Jakuba II). Jakubowi pozwolono uciec do Francji, jego zaś stronnicy – poza Irlandią – nie stawiali oporu. Bezkrwawy przewrót nazwano później Wspaniałą Rewolucją – Glorious Revolution.

Monarchia parlamentarna. Wiek XVIII.

Głównym aktem ustawodawczym parlamentu, zwołanego po zwycięstwie rewolucji, była ustawa o prawach (Bill of Rights, 1689); ustanowiła ona supremację parlamentu nad władzą monarszą i, wraz z ustawą o następstwie tronu (Act of Settlement, 1701), stworzyła podstawy konstytucyjne nowego ustroju. Ustanowienie pełnej odpowiedzialności ministrów przed parlamentem zmuszało monarchę do ich wyboru spośród większości parlamentarnej, wskutek czego umocnił się system dwóch partii, rywalizujących ze sobą o zdobycie większości. Zwycięstwo rewolucji i parlamentu wzmogło siłę żywiołów kapitalistycznych. W 1694 powołano Bank Angielski, mający wyłączne prawo emisji banknotów; umocniła się pozycja City londyńskiej, ciągnącej dodatkowe zyski ze stałego wzrostu zadłużenia państwa; nowych bodźców doznała polityka ekspansji morskiej i kolonialnej. Rozpoczął się cykl wojen, w których Anglia – zmieniając ciągle partnerów – miała niezmiennie jako swego przeciwnika Francję, głównego wówczas konkurenta do supremacji handlowo-kolonialnej i pretendenta do dominacji nad kontynentem europejskim. Wojny toczyły się w Europie, Azji i Ameryce. W wojnie 1689-97 Anglia w sojuszu z Holandią i innymi państwami protestanckimi zahamowała ambicje francuskie, lecz dopiero wojna o sukcesję hiszpańską (1701-13) przyniosła załamanie potęgi wojskowej Francji i wyniszczenie jej gospodarki. Na mocy pokoju w Utrechcie (1713) Wielka Brytania uzyskała od Hiszpanii Gibraltar i Minorkę, a w Ameryce Północnej posiadłości francuskie: Akadię (odtąd Nowa Szkocja), Nową Fundlandię i posiadłości nad Zatoką Hudsona.

W 1702 wstąpiła na tron Anna, ostatnia ze Stuartów; w 1707 przeprowadziła unię realną Anglii i Szkocji, tworzących odtąd (wraz z włączoną wcześniej Walią) Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii7; likwidacji uległa tajna rada i parlament szkocki w Edynburgu, a Szkoci otrzymali przedstawicielstwo w obu izbach parlamentu w Londynie. Jednak poczucie odrębności narodowej i trudności procesu integracji powodowały opór Szkotów. Gdy w 1714, po śmierci bezdzietnej królowej, tron zjednoczonego państwa objął (zgodnie z aktem o sukcesji 1701) elektor Hanoweru, Jerzy I, prawnuk Jakuba I Stuarta, Szkoci poparli Jakuba Edwarda, syna Jakuba II; ich powstanie (1715), z którym sympatyzowała partia torysów, zostało szybko stłumione. Za Jerzego I i jego syna, Jerzego II, partią większości byli wigowie; ich dążeniu do maksymalnego zredukowania władzy i wpływów monarchy sprzyjały obcość narodowa i językowa obu pierwszych Hanowerczyków na tronie brytyjskim oraz ich duża obojętność wobec problemów politycznych Anglii.

Za rządów R. Walpole’a (1721-42) ustaliła się instytucja gabinetu jako kolektywnego ciała rządzącego, związanego łączną odpowiedzialnością, stanowiącego jednocześnie kierownictwo partii większości; premier jako głowa rządu i większości parlamentarnej, był więc faktycznie najpotężniejszym człowiekiem u władzy. Różnorodny system wyborczy, w miastach korzystny dla grup rządzących, a oparty na własności ziemskiej w hrabstwach, decydował o szczupłości liczby wyborców do Izby Gmin (ok. 250 tys. wyborców na 6,5 mln ludności w Anglii i Walii w połowie XVIII wieku), co przy jawności głosowania czyniło z tej Izby ostoję ziemiaństwa i bogatego mieszczaństwa, która utrzymywała znaczenie, adoptując powoli rodziny nowobogackie. Sukcesy gospodarcze i wzrost potęgi imperialnej oraz pewien klimat wolności zapewniał popularność ustroju i zgodę między rządzącymi i rządzonymi – z wyjątkiem Szkocji. Tam raz jeszcze (1745) doszło do powstania (jakobici), krwawo stłumionego i zakończonego złamaniem ustroju klanowego w północnej, górzystej części kraju.

x

O co w tym całym zamieszaniu chodziło? Za Henryka VII władza królewska rosła w siłę. Podobnie było za Henryka VIII, który stał się również głową kościoła angielskiego. Jego córka, Maria I, zwana przez purytanów krwawą Marią, podjęła próbę rekatolizacji Anglii, a jej następczyni, Elżbieta, przywraca anglikanizm. Po jej śmierci, w anglikańskiej Anglii, królami zostają katoliccy Stuartowie ze Szkocji. Później pojawia się, jak Filip z konopi, Cromwell, który tworzy Armię Nowego Typu, czyli zawodową i dokonuje rewolucji. Powstaje republika, ale nie wszyscy są zadowoleni z rewolucyjnego zamordyzmu i dochodzi do restauracji monarchii, która jednak nie cofa zdobyczy rewolucji, ale je utrwala, co oznacza wzmocnienie roli parlamentu i osłabienie władzy królewskiej. Po faktycznym zwycięstwie rewolucji, pomimo przywrócenia monarchii, powstaje Bank Anglii, który ma monopol na emisję pieniądza i zadłużanie państwa. Wzrosła również rola City. Rządy parlamentu oznaczają praktycznie to, że nikt nie ponosi odpowiedzialności za podejmowane decyzje, które tak naprawdę nie wiadomo kto podejmuje. Kto za tym stał? First things first, jak mawiają Anglicy, czyli najpierw rzeczy podstawowe.

Cytowana powyżej encyklopedia tak pisze:

„Wyprawy Rzymian do Brytanii zapoczątkował Juliusz Cezar (55 i 54 p.n.e.). Podbój Galii przez Rzymian wzmógł wpływy rzymskie również w Brytanii: zacieśniły się kontakty handlowe, osiedlili się rzymscy kupcy, na wzór rzymski wprowadzono monetę srebrną. Ułatwiło to Rzymianom podbój terenów późniejszej Anglii (43 n.e.), jednak panowanie rzymskie pozostawało nie ustabilizowane na pograniczu Dewonu, Walii i na północy. Próby podboju północnej części wyspy zawiodły, a Hadrian polecił usypać wał (123 n.e.) jako granicę Brytanii rzymskiej.”

Po śmierci Hadriana, Antoninus Pius zbudował kolejny mur 160 km na północ od muru Hadriana. Antoninus nie był w stanie podbić północnych plemion. Gdy Marek Aureliusz został cesarzem, wycofał się spod tego muru i uznał Mur Hadriana za główną linię obrony. Obszar pomiędzy murami nazywa się Nizinami Szkockimi lub Nizinami Centralnymi. Zdjęcie i informacja – angielska Wikipedia. Tak więc teren, który podbili Rzymianie, to teren współczesnej Anglii. Nie podbili oni Walii i Szkocji. A kto tam z nimi przybył i pozostał?

W 410 roku legiony rzymskie wycofały się z Wyspy, którą opanowały germańskie plemiona Anglów i Sasów. W katach 1016-35 Anglia stanowiła część wielkiego mocarstwa skandynawskiego. W 1066 roku książę Normanów Wilhelm, po bitwie pod Hastings, usunął rządy anglosaskie i wprowadził rządy normandzkie. Stworzył ustrój feudalny, rozdawał ziemię rycerzom normandzkim i stworzył finanse państwowe. Jego dzieło kontynuowała dynastia andegaweńska Plantagenetów. Henryk II wzmocnił władzę królewską kosztem czynników feudalnych. Poprawił system sprawiedliwości, poddał kościół wpływom państwa. Jego syn Jan doprowadził absolutyzm królewski do samowoli i spowodował bunt poddanych, których musiał uspokoić wydaniem w 1215 roku Wielkiej Karty Wolności. Za panowania Henryka III, przywódca opozycji hr. Leicester, pokonawszy króla w bitwie pod Lewes (1264), zwołał w 1265 do Londynu pierwszy parlament, w którym obok baronów wzięli udział przedstawiciele hrabstw i miast. Tak powstała angielska Izba Gmin, która w przeciwieństwie do reprezentacji stanowych na kontynencie, obejmowała przedstawicieli zarówno szlachty (gentry) jak i mieszczaństwa, a przez to zbliżała się do przedstawicielstwa ogólnonarodowego. – Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga (1929-38).

Po co te wszystkie informacje? Arnold Zweig, który był Żydem, w powieści Czas dojrzał Czytelnik 1960 pisał:

„Wczoraj opowiadał jej, że tą drogą ciągnęły już rzymskie kohorty i kupcy, którzy wieźli tędy do stolicy świata sól, wosk, bursztyny i skóry. – Może byli wśród nich także przodkowie naszych praojców, bo przecież trzy czy cztery gminy żydowskie znad Renu pochodzą jeszcze z czasów rzymskiego imperium.” I dalej: „Ta Europa czy Ewropa – jej imię pochodzi z hebrajskiego Erew, wieczór, zachód…”

Skoro więc Żydzi rozproszyli się po całym Imperium Rzymskim, to musieli również przybyć z Rzymianami do Anglii. Legiony rzymskie wycofały się, a Żydzi zostali. Zbigniew Krasnowski w książce Socjalizm, komunizm, anarchizm (1936), wznowionej przez Dom Wydawniczy „Ostoja” w 2021 roku, pisze:

Skrzypek żydowski, Bronisław Huberman, znany ze swoich oświadczeń w sprawach natury politycznej, podczas wymiany zdań na temat wpływu żydostwa na życie polityczne narodów rdzennych w krajach Europy, m.in. powiedział:

Uważam, że my, żydzi, jesteśmy w Europie jedynymi Europejczykami. Był jeszcze jeden naród – starzy Ateńczycy, lecz oni znikli. Utrzymuję, że my, żydzi, wytworzyliśmy dla Europy wszystkie wartości, które obecnie istnieją w życiu kulturalnym, ekonomicznym i politycznym. Musimy jednak tworzyć dalej…

Z kolei ten sam autor w książce Światowa polityka żydowska (1934) wznowionej przez Dom Wydawniczy „Ostoja” w 2021 roku pisze:

Wszystkie kraje posiadają „swoich” żydów. Pozostając żydami, to jest należąc do jednego, lecz rozproszonego narodu, żydzi pod firmą „Anglików”, „Amerykanów”, „Niemców” itd. itd. załatwiają na zewnątrz interesy tych poszczególnych narodów, jako rzekomi ich członkowie i decydują o ich losach. I nie można temu się dziwić: wszak przywilej „równouprawnienia” do tego ich uprawnia.

x

Czy zatem wszystko to, co się działo w Anglii przed rewolucją, w trakcie i po niej, nie było dziełem Żydów, którzy po obu stronach barykady mieli swoich wykonawców i dyktowali im, co mają robić? Nie udało się Rzymianom podbić Walii i Szkocji, a Żydzi nie mieli z tym problemu. Nie pomogło „Braveheart”. Na pieniądze, podstęp, intrygi nie ma mocnych. Czy w takiej sytuacji ta zaraza z 1665 roku i ten pożar z 1666 roku były dziełem przypadku, sił natury? „Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają”, jak pisał Szekspir. Niektórzy jednak uważają, że to nie Szekspir, tylko Francis Bacon napisał te dzieła. Czyżbyśmy zatem mieli do czynienia z teatrem w teatrze? Jak patrzeć na czołowych przywódców świata? Czy to nie są aktorzy, którzy mają pewne role do odegrania, tak jak ci z czasów angielskiej rewolucji i restauracji?

  1. Izba Gwiaździsta, Sąd Izby Gwiaździstej – angielski sąd o specjalnych uprawnieniach, który zaczął kształtować się w czasach panowania króla Edwarda (pierwsza wzmianka pochodzi z 1398 roku. Wywodził się ze średniowiecznej Rady Królewskiej, późniejszej Tajnej Rady. Za panowania Karola I Stuarta służył do walki z antyrojalistyczną purytańską opozycją. ↩︎
  2. Gentry – ziemiaństwo angielskie lub inne rodziny żyjące na pewnym poziomie majątkowym nieposiadające tytułów szlacheckich. ↩︎
  3. Krótki Parlament – określenie parlamentu angielskiego obradującego od 13 kwietnia do 13 maja 1640 roku. Zwołany został przez Karola I. Parlament odrzucił jego żądania uchwalenia podatków i wszczął krytykę polityki króla. Na skutek powstania silnej opozycji rozwiązany przez króla po 23 dniach obrad. ↩︎
  4. Długi Parlament – okres obrad parlamentu angielskiego zwołanego przez króla Karola I w 1640 roku, zakończony w 1653 roku pod bitwie pod Worcester, formalnie rozwiązany w 1660 roku. Długi Parlament uchwalił szereg ustaw, które ograniczały władzę króla. ↩︎
  5. Prezbiterianizm – krąg protestanckich kościołów reformowanych charakteryzujących się ustrojem opartym na władzy prezbiterów, czyli starszych zborów (duchownych i świeckich). Kościoły prezbiteriańskie swoją genezę wywodzą z reformacji szwajcarskiej. ↩︎
  6. Akty nawigacyjne – XVII-wieczne angielskie ustawy dotyczące handlu i prawa morskiego. Wprowadzały protekcjonistyczny i merkantylistyczny system handlowy, którego celem miała być ochrona Anglii i jej kolonii przed konkurencją innych państw kolonialnych. ↩︎
  7. Anglia+Walia+Szkocja=Wielka Brytania. Wielka Brytania+Irlandia Północna=Zjednoczone Królestwo. Tak to definiuje angielska Wikipedia. ↩︎

Zaraza

Były pewne zdarzenia w historii, które ze względu na swój przebieg skłaniają do snucia pewnych teorii, które nazywa się teoriami spiskowymi. Tak było w przypadku zarazy, która nawiedziła Londyn w 1665 roku i pożaru w 1666 roku. Daniel Defoe w swoim Dzienniku roku zarazy PIW 2022 szczegółowo opisał jej przebieg. Poniżej parę wybranych fragmentów z tego dziennika.

Doktor zarazy; w XVII, XVIII i XIX wieku medycy zajmujący się ofiarami epidemii, nosili maski z dziobami wypełnionymi ziołami i cieczami, mającymi chronić ich przed zabójczymi miazmatami; zdjęcie: fragment okładki cytowanej książki.

Było to jakoś na początku września 1664 roku, kiedy, tak jak inni moi sąsiedzi, usłyszałem w potocznej rozmowie, że zaraza powróciła do Holandii, a grasowała tam bardzo gwałtownie, zwłaszcza w Amsterdamie i Rotterdamie w roku 1663, dokąd, jak powiadają, została zawleczona, zdaniem jednych – z Włoch, zdaniem innych – z Lewantu, razem z towarami przywiezionymi do kraju przez flotę turecką; inni znów powiadają, że przywleczono ją z Krety, jeszcze inni, że z Cypru. Mniejsza o to zresztą, skąd się wzięła, ale wszyscy twierdzili zgodnie, że powróciła znów do Holandii.

Nie mieliśmy wówczas takich rzeczy jak drukowane gazety, które by szerzyły pogłoski i dawały sprawozdania z różnych wydarzeń, uzupełniając je ludzką fantazją, jak to się czasem praktykowało za mojej pamięci. Ale podobnych informacji dostarczały listy kupców oraz innych, którzy utrzymywali korespondencję z zagranicą, i z nich to podawano sobie nowiny jedynie z ust do ust; tak więc wiadomości nie szerzyły się błyskawicznie wśród ogółu, jak się to dzieje obecnie. Jednakże rząd zdawał się otrzymywać prawdziwe sprawozdania i wiele odbywało się narad, w jaki sposób zapobiec przesiąkaniu tych wieści na zewnątrz; wszystko zachowywano w ścisłej tajemnicy. Toteż pogłoski ucichły, ludzie zaczęli je puszczać w niepamięć jako przedmiot mało nas dotyczący i, jak ufaliśmy, nieprawdziwy, aż dopiero pod koniec listopada, a może nawet na początku grudnia 1664 roku dwóch ludzi, rzekomo Francuzów, zmarło na zarazę przy ulicy Long Acre, a raczej w górnym końcu Drury Lane. Rodzina, u której przebywali, starała się to ukryć w miarę możności, ponieważ jednak zaczęto o tym przebąkiwać w sąsiedztwie, doszło to do uszu Sekretarzy Stanu, ci zaś, uważając za swój obowiązek dowiedzieć się bliższych szczegółów, polecili dwóm lekarzom i chirurgowi przeprowadzenie oględzin zwłok, co też uczynili; stwierdziwszy oczywiste oznaki choroby na ciałach obu nieboszczyków, wyrazili głośno opinię, że zmarli oni na zarazę. Po czym oznajmili ją pisarzowi parafialnemu, który z kolei powiadomił Radę Miejską.

x

Nadeszła tymczasem połowa lipca i zaraza, która dotąd grasowała raczej na przeciwległym krańcu miasta, zaczęła zwracać się ku wschodowi, a więc w stronę dzielnicy, gdzie mieszkałem. Jak można było zauważyć, zaraza nie zmierzała prosto do nas; gród bowiem, to znaczy miasto w obrębie murów, nie odczuwał zarazy; nie przerzuciła się także przez rzekę do Southwark; bo chociaż zmarło tam w tym tygodniu 1268 osób na wszelkiego rodzaju choroby, z czego można podejrzewać, że ponad dziewięćset na zarazę, jednakże w całym mieście, w obrębie murów, zmarło zaledwie dwadzieścia osiem osób, w Southwark tylko dziewiętnaście, łącznie z parafią Lambeth; natomiast w samej tylko parafii St. Giles i St. Martin-in-the-Fields było czterysta dwadzieścia jeden zgonów.

Rozumieliśmy jednak, że morowe powietrze szerzy się przeważnie w parafiach podmiejskich, gdzie, jako że były bardzo gęsto zaludnione, i to przez ubogich, zaraza znajdowała więcej ofiar niż w grodzie, jak to dalej jeszcze zaznaczę. Zauważyliśmy więc, powiadam, że choroba zbliża się ku nam, a mianowicie poprzez parafie Clerkenwell, Cripplegate, Shoreditch i Bishopsgate, z których dwie ostatnie graniczą z Aldgate, Whitechapel i Stepney, mór zatem grasował najzacieklej i najgwałtowniej w tych dzielnicach, nawet wówczas, gdy zaczął wygasać w parafiach zachodnich, skąd wziął początek.

Ponieważ rozpoczęła się ucieczka z grodu, mogłem zaobserwować, że dwór wywędrował wcześnie, a mianowicie już w czerwcu, i udał się do Oksfordu, gdzie Panu Bogu podobało się go oszczędzić; jak słyszałem, zaraza nie dosięgła go nawet w najlżejszym stopniu, za co, jak mogłem zauważyć, nikt z rodziny królewskiej nie złożył nigdy żadnego dowodu wdzięczności, nie wprowadzili też niemal żadnych reform, a choć powiedzenie im tego byłoby daremne, to ich wołające o pomstę do nieba grzechy zdolne były, jak można śmiało stwierdzić, nie odstępując od zasad miłosierdzia chrześcijańskiego, przyczynić się znacznie do ściągnięcia Sądu Bożego na cały naród.

Oblicze Londynu uległo teraz dziwnej zmianie; mam na myśli skupienie zabudowań grodu, jurydyk miejskich, przedmieść, Westminster, Southwark itd., jeżeli bowiem chodzi o dzielnicę miasta zwaną City, inaczej mówiąc, w obrębie murów, zaraza dotknęła ją w bardzo niewielkim stopniu. Na ogól jednak oblicze miasta uległo moim zdaniem znacznej zmianie; smutek i troska przesłaniały wszystkie twarze; bo jeśli niektóre dzielnice nie były jeszcze skazane na zagładę, to jednak wszyscy zdawali się głęboko przejęci, a widząc, że zaraza zbliża się w sposób widoczny, uważali, że zarówno oni, jak ich rodziny są w największym niebezpieczeństwie.

x

Jeżeli mówię o szeregach zamkniętych domów, to nie chcę przez to powiedzieć, że zostały zamknięte na rozkaz urzędów, ale że bardzo wiele osób wyjechało wraz z dworem, dlatego że wymagały tego pełnione przez nich funkcje albo dlatego że były w jakowyś sposób z nim związane, inni znów opuścili miasto ze strachu przed zarazą, co sprawiło, że niektóre ulice wyglądały po prostu rozpaczliwie. Jednakże strach nawet w przybliżeniu nie osiągnął takich rozmiarów w City, zwanym tak w pojęciu nieco oderwanym, a to przede wszystkim dlatego, że choć z początku ogarnęła ludzi nieopisana trwoga, jednakże z uwagi na to, jak już nadmieniłem, iż zaraza występowała zrazu z częstymi przerwami, żyli na przemian w obawie bądź też beztrosko, te odpływy zaś i przypływy następowały kilkakrotnie, tak iż oswoili się z nimi całkowicie; toteż nawet wówczas, gdy nawrót zarazy wydawał się gwałtowny, widząc, że na razie mór nie szerzy się ani w City, ani w dzielnicach wschodnich i południowych, ludzie zaczęli nabierać odwagi, a może, powiedziałbym, hartu. Wprawdzie dużo osób uciekło, jak to mogłem zaobserwować, jednakże byli to przeważnie mieszkańcy zachodnich krańców miasta oraz tego, co nazywamy sercem grodu, to znaczy z kręgu ludzi najzamożniejszych i niezwiązanych z rzemiosłem ani handlem. Jednakże większość pozostałej ludności została i zdawała się znosić cierpliwie najgorsze; w jurydykach miejskich więc, jak również na przedmieściach w Southwark i na wschodnich peryferiach, na przykład w Wapping, Retcliff, Stepney, Rotherhithe itp., ludność na ogół pozostawała na miejscu z wyjątkiem niektórych zamożnych rodzin, niezwiązanych z miastem, jak już wspomniałem, żadnymi interesami zawodowymi.

W tym miejscu nie należy zapominać, że zarówno gród, jak przedmieścia były w okresie tego nawiedzenia niezwykle gęsto zaludnione, to znaczy w chwili największego nasilenia moru; bo choć dożyłem czasów, kiedy mogłem zaobserwować dalszy wzrost zaludnienia i większe niż kiedykolwiek tłumy napływały do Londynu, by się tam osiedlić, to jednak mieliśmy zawsze wrażenie, że ilość osób, które po skończonej wojnie i rozwiązaniu armii oraz Restauracji, czyli przywróceniu monarchii i powrocie rodziny królewskiej, tłumnie przybyły do Londynu, by zająć się handlem lub służyć dworowi w zamian za wynagrodzenie, posady, przywileje itp., była tak znaczna, że miasto liczyło przypuszczalnie o z górą sto tysięcy mieszkańców więcej niż pierwotnie; nie dość na tym, byli tacy, którzy twierdzili, że liczba ich wzrosła w dwójnasób, gdyż przybyły tu wszystkie zrujnowane rodziny stronników partii królewskiej. Żołnierze weterani zajęli się przeważnie handlem lub rzemiosłem i osiedlili się tu wraz z rodzinami. W ślad za dworem powróciło wystawne życie i nowe mody. Ludzie odzyskali dawną wesołość i zamiłowanie do zbytku, a radość z powodu przywrócenia monarchii ściągnęła bardzo wiele rodzin do stolicy.

Często myślałem sobie, że tak jak Rzymianie rozpoczęli oblężenie Jerozolimy w chwili, gdy zebrali się tam Żydzi na święto Paschy, wskutek czego zaskoczono niezliczone rzesze ludzi, którzy kiedy indziej znajdowaliby się w różnych okolicach kraju, tak samo zaraza wtargnęła do Londynu w chwili, gdy na skutek wcześniej wymienionych okoliczności liczba mieszkańców wzrosła niepomiernie. Ponieważ młodzieńczy i wesoły dwór przyciągał ogromny napływ ludzi, co znów wywoływało wielkie ożywienie przemysłu i handlu, zwłaszcza w dziedzinie mody i elegancji, zjeżdżały tam z kolei liczne zastępy rzemieślników, rękodzielników i tym podobnych ludzi, przeważnie ubogich, żyjących z pracy rąk własnych. I przypominam sobie najdokładniej, że w memoriale, który złożyłem lordowi majorowi, dotyczącemu doli ubogich, liczyłem, że w grodzie i pod miastem znajdują się setki, a może nawet tysiące tkaczy trudniących się wyrobem wstążek, z których większość zamieszkuje w parafiach Shoredith, Stepney, Whitechapel i Bishopsgate. położonych w obrębie Spitalfields; to znaczy takiego Spitalfields, jakim było wówczas, teraz bowiem jest pięć razy większe.

Z tego wszakże można wnosić, ilu ogółem było ludzi w mieście; i często mnie, przyznaję, dziwiło, że pomimo tak ogromnej liczby osób, które od razu na początku wyjechały, tyle ich jeszcze, jak się okazuje, pozostało.

x

Muszę się jednak cofnąć do zarania tych zdumiewających czasów. Kiedy obawy ludności zaczęły dopiero się budzić, wzmogło je w dziwny sposób kilka szczególnych znaków i graniczy to niemal z cudem, że zestawiwszy je ze sobą, ludzie nie powstali jak jeden mąż i nie porzucili swoich siedzib, opuszczając miasto, które Niebo zdawało się przeznaczyć na nową Haceldamę1 skazaną na zagładę, na zmiecenie z powierzchni ziemi wraz ze wszystkim, co tam się znajduje. Wymienię tylko parę tych znaków, w istocie jednak były one tak liczne, że dziwiłem się często, iż ktokolwiek (zwłaszcza niewiasty) odważył się pozostać w mieście.

Po pierwsze, na kilka miesięcy przed zarazą ukazała się na niebie ognista gwiazda czy też kometa, tak jak w zeszłym roku na krótko przed pożarem. Stare kobiety i flegmatyczni hipochondrycy płci odmiennej, których mógłbym niemal także nazwać starymi babami, zauważyli, zwłaszcza potem, ale dopiero kiedy minęły te dopusty Boże, iż obie komety przeleciały wprost nad miastem, tak blisko domów, iż niewątpliwie zwiastowały coś bardzo ważnego, i to tylko dla miasta; że kometa przed zarazą miała barwę przyćmioną, bladą, a ruszała się ciężko, uroczyście i powoli, natomiast kometa przed pożarem była jaskrawa i błyszcząca, a nawet, jak mówili niektórzy, płomienna, poruszała się zaś szybko i zamaszyście, z czego wynika, że jedna z nich zwiastowała karę ciężką, powolną, lecz surową, straszną i budzącą trwogę, jaką była zaraza, druga zapowiadała cios nagły, szybki i ognisty – pożogę. Nie dość na tym, niektórzy opowiadali szczegółowo, że kiedy ujrzeli kometę poprzedzającą pożar, zdawało im się nie tylko, iż przelatuje szybko i z impetem, co można było dostrzec gołym okiem, ale nawet słyszeli szum potężnego pędu, groźnego i strasznego, wprawdzie odległy, ale dość wyraźny.

Widziałem obie te gwiazdy i, wyznać muszę, miałem głowę tak nabitą powszechnie panującymi zabobonami, że i ja byłem skłonny dopatrywać się w nich zwiastunów i ostrzeżenia, że zbliża się Sąd Boży, a zwłaszcza kiedy po pierwszej komecie, po której nastąpiła zaraza, ukazała się druga podobna, mogłem sobie tylko powiedzieć, że Pan Bóg nie dość jeszcze srogo ukarał nasze miasto.

Nie mogłem jednakże nadać tym znakom takiego znaczenia wyższej natury, jak to czynili inni, wiedziałem bowiem również, że astronomowie przypisują podobne zjawiska przyczynom naturalnym, że ruchy planet, a nawet dewiacje są obliczone albo też uczonym zdaje się, że potrafią je obliczyć, nie można więc ich naprawdę nazwać zwiastunami ani prognostykami, a tym bardziej sprawcami podobnych klęsk, jak wojna, ogień czy mór.

Ale niech sobie moje myśli czy też myśli filozofów będą, jakie chcą, a raczej były, jakie chciały; owe znaki wywarły niezwykły wpływ na umysły prostych ludzi, którzy prawie wszyscy mieli złe przeczucia, że zbliża się straszny kataklizm i kara Boska grozi miastu; a stało się to na widok tej komety oraz na głos pierwszego dzwonu na trwogę, jakim była śmierć dwóch osób zmarłych w grudniu w parafii St. Giles.

x

Jednakże przezorności lorda majora (burmistrz – przyp. W.L.) i Rady Miejskiej w obrębie grodu, sądom pokoju zaś poza obrębem murów, wspomaganym pieniężnie ze wszystkich stron, zawdzięczamy, iż udało się zachować spokój wśród ubogiej ludności oraz w miarę sił zaspokoić jej potrzeby.

Ponadto dwie okoliczności powstrzymały motłoch od wybryków. Przede wszystkim nawet ludzie bogaci nie gromadzili zapasów żywności w swoich domach, choć powinni byli w istocie to uczynić, i gdyby byli dość przezorni, by tak postąpić, jak zrobili nieliczni, i zamknęli się całkowicie, może łatwiej uniknęliby plagi. Okazało się jednak, że jest inaczej, motłoch więc nie dobrałby się do zapasów żywności, gdyby się był włamał do owych domów, choć rzecz jasna, mało do tego brakowało, a pociągnęłoby to za sobą całkowitą ruinę miasta, nie było bowiem wojsk regularnych, które mogły im stawić opór, nie dałoby się też zrekrutować wyćwiczonych oddziałów dla obrony miasta, gdyż brak było mężczyzn zdolnych do noszenia broni.

Ale czujność lorda majora i tych radnych miejskich, których można było zgromadzić (wielu bowiem nawet spośród nich zmarło, wielu zaś wyjechało), zapobiegła temu nieszczęściu, a osiągnęli to przy pomocy najłagodniejszych i najbardziej ludzkich środków, jakie można sobie wyobrazić, wspierając najbardziej zrozpaczonych zasiłkami pieniężnymi, innym dostarczając zarobków, a przede wszystkim powierzając im dozór nad domami zapowietrzonymi. Że zaś było takich bardzo wiele, twierdzono, że w pewnej chwili zamknięto dziesięć tysięcy domów, każdego zaś pilnowało dwóch stróżów, a mianowicie jeden w nocy, drugi w dzień, nastręczało to sposobności zatrudnienia od razu wielu biedaków.

Kobiety i dziewki służebne, które zostały zwolnione przez chlebodawców, przeznaczono do opieki nad chorymi w całym mieście, to zatrudniło wielki ich zastęp.

Druga okoliczność, nader smętna w istocie, była również w pewien sposób zbawienna, a mianowicie zaraza grasująca straszliwie od połowy sierpnia do połowy października zmiotła przez ten czas od trzydziestu do czterdziestu tysięcy tych biedaków, którzy, gdyby pozostali przy życiu, staliby się wskutek skrajnej nędzy nieznośnym ciężarem, inaczej mówiąc, całe miasto nie byłoby w stanie łożyć tak znacznych sum ani dostarczyć im żywności; byliby więc z czasem, na to, by utrzymać się przy życiu, zmuszeni plądrować bądź sam gród, bądź graniczące z nim osiedla, a więc rozpętaliby zarówno w całym kraju, jak i w mieście najskrajniejszą panikę i zamieszanie.

x

Winienem jeszcze tutaj uczynić inną uwagę na użytek potomności, a to w jaki sposób ludzie zarażają się jedni od drugich; mianowicie, że zdrowi nie zarażali się bezpośrednio od chorych, ale od tych, którzy miewali się dobrze. Muszę jeszcze wytłumaczyć, że gdy mówię o chorych, mam na myśli tych, o których wiadomo, że są chorzy, leżą w łóżku, kurują się, mają na ciele obrzęki i wrzody, i tym podobne tumory. Tych wszyscy się wystrzegali; leżeli oni w łóżku albo stan ich był taki, że nie sposób go było zataić.

Gdy mówię: „ci, którzy się dobrze miewają”,mam na myśli tych, którzy ulegli zarazie, nosili ją w sobie i we krwi, na pozór wszakże nie znać było jej następstw; nie dość na tym, oni sami nie zdawali sobie z tego sprawy, niejedni nawet przez kilka dni. Ci tchnęli śmierć wszędzie i na każdego, co się do nich zbliżył, co mówię, nawet ich odzież kryła w sobie miazmaty choroby, ręce zarażały wszystko, czego się dotknęły, zwłaszcza gdy były gorące i spocone, a mieli wielką skłonność do potów.

Tymczasem nie sposób było rozpoznać takich osób, a one same, jak już mówiłem, nie wiedziały, że są zapowietrzone. To właśnie byli ci, którzy tak często padali zemdleni na ulicy, gdyż czasem chodzili po mieście do ostatka, do chwili kiedy zaczynali się pocić, robiło im się słabo, siadali pod jakimiś drzwiami i umierali. Prawdę powiedziawszy, gdy się tak stało, starali się co sił dobrnąć do drzwi własnego domu; niekiedy zdołali wejść pod swój dach i od razu umierali; czasem znów chodzili dopóty, dopóki nie wystąpiły na nich znamiona choroby, a jeszcze o tym nie wiedzieli i umierali w godzinę albo dwie po powrocie do domu, póki zaś byli poza nim, czuli się dobrze. To właśnie byli ludzie niebezpieczni, takich to zdrowi ludzie powinni się najwięcej obawiać, skądinąd wszakże nie sposób było ich rozpoznać.

W tym leży przyczyna, dlaczego jest rzeczą niemożliwą w okresie nawiedzenia zapobiec szerzeniu się epidemii, choćby się stosowało największą czujność, jaka jest w ludzkiej mocy, a mianowicie dlatego, że nie sposób odróżnić osób zapowietrzonych od zdrowych, a także trudno, aby ci, co ulegli zarazie, jasno zdawali sobie z tego sprawę.

To, jak sądzę, jest przyczyną, że tyle osób mówi o tym, iż powietrze jest skażone i zepsute i że nie warto zważać na to, z kim się przestaje, zaraza bowiem jest w powietrzu.

Zaraza była tak silna, tak zajadła, tak wszędzie przenikała, udzielała się zaś tak niepostrzeżenie, że najskrupulatniejsza ostrożność nie mogła uchronić nas przed nią, póki byliśmy na miejscu. Niech mi wszakże wolno będzie nadal żywić przeświadczenie – mam zaś wiele przykładów świeżo zachowanych w pamięci, dostatecznych, by mnie utrwalić w tym przekonaniu, i nie sądzę, by ktokolwiek oparł się ich oczywistej wymowie – że nikt w całym narodzie nie nabawił się choroby czy też zarazy inaczej, niż w zwykły sposób zarażając się, czy to bezpośrednio przez odzież, dotknięcie czy smród od kogoś, kto już poprzednio jej uległ.

Dowodzi tego również droga, którą epidemia dotarła do Londynu, a mianowicie przez towary przywiezione z Holandii, a sprowadzone tam z Lewantu; pierwszy jej wypadek nastąpił w domu przy Long Acre, dokąd towary owe zostały dostarczone i gdzie po raz pierwszy je rozpakowano; po czym zaraza szerzyła się z domu do domu przez niebaczne obcowanie z chorymi oraz zarażanie się funkcjonariuszy parafialnych, mających do czynienia z umarłymi itd. Są to znane prawdy potwierdzające założenie podstawowe, że zaraza przenosiła się z ludzi na ludzi i z domu do domu, a nie w żaden inny sposób.

x

Muszę wspomnieć jeszcze o przebiegu zarazy; jak się zaczęła na jednym krańcu miasta, posuwała się stopniowo, powoli przechodząc z jednej dzielnicy do drugiej i podobnie jak ciemna chmura, gdy przeciąga nad naszymi głowami, w miarę jak gęstnieje i ciężko zawisa w powietrzu w jednym końcu, jaśnieje i rozprasza się w drugim, tak plaga posuwała się z zachodu na wschód; gdy wzmagała się na wschodzie, przygasała na zachodzie, dzięki czemu te dzielnice miasta, których jeszcze nie dosięgła zaraza, albo te, które opuściła po wyładowaniu na nich swojej furii, były niejako oszczędzone na to, aby pomagać i otaczać opieką pozostałe dzielnice. Tymczasem, gdyby zaraza rozszerzyła się od razu na cały gród i przedmieścia, szalejąc wszędzie z jednakową siłą, tak jak to się stało w niektórych miastach za granicą, pochłonęłaby wszystkich ludzi, umierałoby ich po dwadzieścia tysięcy dziennie, jak podobno było w Neapolu; nie mogliby też wspomagać się i wspierać jedni drugich.

W ostatnim tygodniu września plaga osiągnęła swój punkt szczytowy i furia jej zaczynała się uciszać. Pamiętam, że mój przyjaciel doktor Heath, gdy przyszedł mnie odwiedzić w poprzednim tygodniu, zapewnił mnie, że groza nasilenia złagodnieje za kilka dni. Jednakże widziałem raport z tego tygodnia, a podawał on cyfry najwyższe w całym roku, a mianowicie 8287 zgonów na wszelkie choroby. Wytknąłem mu to z wyrzutem i zapytałem, na czym opiera swoje twierdzenie. Moje pytanie nie zaskoczyło go tak, jak sądziłem. „Widzi pan – odrzekł – sądząc po liczbie chorych i zapowietrzonych, powinno było w ostatnim tygodniu umrzeć dwadzieścia tysięcy osób zamiast ośmiu tysięcy, gdyby epidemia była równie silna jak przed dwoma tygodniami; wówczas bowiem zabijała ludzi w dwa albo trzy dni, teraz śmierć nie następuje nigdy przed upływem tygodnia lub dziesięciu dni. Wtedy nawet jedna osoba na pięć nie powracała do zdrowia, podczas gdy teraz, jak to mogłem zaobserwować, umierają najwyżej dwie osoby na pięć. I wspomni pan moje słowa, następny raport wykaże mniejszą liczbę zgonów, i przekona się pan, że więcej osób powraca do zdrowia, niż dotąd bywało; bo choć mnóstwo jest wszędzie ludzi zapowietrzonych i tyleż ich co dzień ulega zarazie, jednakże nie tyle osób umrze, jak bywało dotychczas, gdyż złośliwość epidemii złagodniała”. To powiedziawszy, wyraził nadzieje, a nawet więcej niż nadzieję, bo przekonanie, że epidemia osiągnąwszy swój punkt szczytowy, poczyna zanikać; tak też było istotnie, gdyż w następnym tygodniu, który był, jak już powiedziałem, ostatnim tygodniem września, raport zmalał prawie o dwa tysiące.

x

Złośliwość zarazy wyczerpała się, a także zima już wkrótce nadciągnęła, powietrze było czyste i chłodne, zaczęły się nawet ostre, coraz bardziej siarczyste mrozy, toteż większość chorych wyzdrowiała i w miecie zapanowały lepsze warunki zdrowotne. Były wprawdzie nawroty zarazy nawet w grudniu i raporty znowu podniosły się o blisko sto wypadków zgonu, ale to znów minęło i niebawem życie powróciło do dawnego trybu. Aż dziw brał, jak nagle zaludniło się miasto, tak iż cudzoziemiec nie zauważyłby, ilu ludzi zginęło. Nie brakowało też mieszkańców w dawnych siedzibach, bardzo mało domów, a nawet żaden nie stał pustką, a jeżeli się to zdarzyło, nie brak było czynszowników chcących je wynająć.

Pragnąłbym móc powiedzieć, że tak jak stolica zmieniła oblicze, tak zmienił się również charakter jej mieszkańców. Nie wątpię, że wielu z nich miało nadal głębokie poczucie wyzwolenia i że byli serdecznie wdzięczni Wszechwładnej Ręce, która ochroniła ich w tak niebezpiecznej dobie. Byłoby nader niesprawiedliwie sądzić inaczej w mieście tak ludnym, zamieszkałym przez ludzi tak nabożnych, jakimi się okazali londyńczycy przez cały czas nawiedzenia, jednakże wyjąwszy to, czego można się było dopatrzyć w niektórych rodzinach i na niektórych twarzach, trzeba przyznać, że postępowanie ludzi było na ogół takie samo jak przed nawiedzeniem i dała się zauważyć zaledwie bardzo niewielka różnica.

Nie brakło nawet takich, którzy twierdzili, że było jeszcze gorzej, że moralność poczęła upadać coraz bardziej właśnie od tego czasu, że ludzie jak marynarze z chwilą, gdy ustanie sztorm, stawali się jeszcze gorsi i głupsi, jeszcze śmielsi i bardziej zatwardziali w grzechu i niemoralności, niż było przedtem, ale nie chcę się tak zagłębiać. Wymagałoby to opowiadania nie byle jak długiego, by wyliczyć szczegółowo wszystkie stopnie, poprzez które zwykły bieg rzeczy został w tym mieście w końcu przywrócony i począł toczyć się swoim dawnym trybem.

xxx

Z tego, co napisał Defoe, zaraza dotarła do Londynu z Holandii, a tam – z Włoch, Lewantu, Krety lub z Cypru. Informacje o niej rozchodziły się poprzez listy kupców. Natomiast rząd otrzymywał prawdziwe informacje i zachowywał je w tajemnicy. Skąd jednak otrzymywał je, o tym autor nie wspomina. Pod koniec 1664 roku upubliczniono fakt śmierci dwóch osób z powodu zarazy. Nie atakowała ona równomiernie w całym mieście, a samego centrum, czyli City, praktycznie nie dotknęła. Rząd, czyli dwór, uciekł do Oksfordu. Początkowo zaraza atakowała z częstymi przerwami. Ponadto nie szerzyła się w City i w dzielnicach wschodnich i południowych. W okresie zarazy samo centrum i przedmieścia były gęsto zaludnione, a po jej ustąpieniu liczba ludności znacznie wzrosła. Ludzie wracali, by zając się handlem i służyć dworowi. Tak działo się po przywróceniu monarchii i powrocie rodziny królewskiej. Ciekawy jest wątek dwóch komet, z których jedna pojawiła się przed zarazą w 1665 roku, a druga – przed pożarem w 1666 roku. Pierwsza miała barwę przyćmioną i poruszała się wolno, druga była jasna, błyszcząca i poruszała się szybko i szum jej potężnego pędu był słyszalny. Zaraza pozbawiła życia od trzydziestu do czterdziestu tysięcy biedaków na ogólną liczbę ofiar szacowaną na siedemdziesiąt do stu tysięcy. Ci biedacy, gdyby przeżyli, byliby dla miasta wielkim ciężarem, jak to ujął Defoe. Zaraza uaktywniała się lub słabła w sposób podobny do tego, jak porusza się chmura nad miastem. Najwyższa tygodniowa cyfra zgonów, to prawie osiem tysięcy trzysta. Największe jej nasilenie miało miejsce od lipca do końca września, a więc trzy miesiące. Po zarazie miasto nadzwyczaj szybko zaludniło się. Nie było opustoszałych domów, żaden nie był niezamieszkały, a jeżeli tak się działo, to nie brakowało czynszowników chcących je wynająć.

Można powiedzieć, że zaraza atakowała wybiórczo i stąd stosunkowo niewielka liczba zmarłych. Gdyby działała z jednakową siłą na terenie całego miasta, to pochłonęłaby wszystkich mieszkańców. Umierałoby po dwadzieścia tysięcy dziennie, jak podobno działo się w Neapolu. Pojawiają się wątpliwości. Jeśli w Londynie i w Neapolu grasowała ta sama zaraza, to dlaczego w Londynie działała wybiórczo i z przerwami, a w Neapolu – nie? W tym miejscu wypada uzmysłowić sobie, co działo się w Anglii przed zarazą. A działo się dużo.

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (pierwsze wydanie 1932), wznowionej przez Dom Wydawniczy „Ostoja”, pisze:

Ostatnie lata wojny trzydziestoletniej przypadają na okres, w którym Anglia pod rządami Karola I Stuarta, żonatego z Burbonką, Marią Henrietą, gorliwą katoliczką, jest terenem walk zawziętych. Z jednej strony stoi król, oparty o państwowy kościół anglikański, reprezentujący raczej schizmę niż reformację religijną, z drugiej zaś obóz purytanów, opartych o parlament. Walki króla z parlamentem wypełniają dzieje panowania Karola I.

W r. 1641 bawi w Anglii Komeniusz, wezwany przez parlament, zaś rok później wybucha wojna domowa (1642-1645). Jako jeden z podrzędnych wodzów wypływa na jej falach Olivier Cromwell. Po zaprzestaniu kroków wojennych (1645) toczą się rokowania długotrwałe między purytanami a królem, zakończone wybuchem drugiej wojny domowej (1648), w tym właśnie czasie, gdy na kontynencie zawierano Traktat Westfalski, kończący wojnę trzydziestoletnią.

Na czele najradykalniejszego skrzydła purytanów, tzw. niezależnych purytanów, staje Cromwell i zwycięża wojska szkockie, stojące u boku króla. Odtąd już można mówić w Anglii o dyktaturze rewolucyjnej; nawet parlament zostaje zmuszony siłą do uznania faktów, a potem rozpędzony. Król zostaje skazany na śmierć i ścięty (1649), jak później Ludwik XVI we Francji.

Cromwell w całym kraju rzeziami i mordami wymusza sobie posłuszeństwo; przeprowadza wywłaszczenie katolików, topi w strumieniach krwi powstanie katolickie w Irlandii w r. 1650 i w r. 1653 po zwycięstwach nad flotą holenderską przyjmuje tytuł Lorda Protektora, zmieniony potem na tytuł Wysokiego Lorda Protektora.

Ruch purytański zanieśli do Anglii w XVI w. anabaptyści, ci sami, co fundowali „Nową Jerozolimę” w Monastyrze pod władzą Jana z Lejdy, dobrowolnego wykonawcy wyroków śmierci. Toteż sympatie dla Izraela nie były wcale platoniczne. Nie zapominajmy, że żydów oficjalnie w Anglii nie było, jeszcze w r. 1290 zostali wygnani z wyspy. Co najwyżej nieliczni marrani, bardzo kryjący się przed okiem niepowołanym, bardziej jeszcze niż w Hiszpanii, opanowanej inkwizycją, mogli się byli przyczaić i trwać przez pokolenia. Marranów hiszpańskich do połowy XVI w. do kraju nie puszczano. A tu teraz chrześcijanie sami stają się dzięki reformacji nie już półżydami, ale wprost żydami nieobrzezanymi.

Ducha żydowskiego purytanizm czerpał tak samo z kalwinizmu jak i anabaptyzmu. Rzeczywiście głębsza analiza wiary i etyki kalwińskiej, a już szczególnie purytańskiej, daje w rezultacie judaizm. „To pokrewieństwo i ta tożsamość nie ulegają żadnej wątpliwości i jesteśmy w prawie wnioskować, jak to czyni wyraźnie wybitny ekonomista (Sombart – przyp. autora), że purytanizm to judaizm.” – George Batault, Kwestia żydowska.

Taki kierunek religijny narzuciła Anglii dyktatura Cromwella i w jego imię Anglia i Irlandia spłynęły krwią. Lecouteulx de Cantelen w swych „Les sectes et sociétes secretes” zapewnia, że Cromwell był „wysoko wtajemniczony w misteria masonerii”. Za jego rządów poczynają się próby ponownego wprowadzenia do Anglii żydów, wypędzonych stamtąd w 1290 r. Akcję tę w porozumieniu z Cromwellem przeprowadza Manasse ben Izrael z Amsterdamu.

x

Mamy więc tu do czynienia z dziwną zarazą, podobnie jak dziwny był ten pożar w następnym roku. Wyglądało to tak, jakby ktoś stopniowo oczyszczał teren pod nową kolonizację. Najpierw pozbyto się części ludzi i zajęto ich domy. To działo się poza City, które zarazy nie doświadczyło. W następnym roku, dla odmiany, City zostało pochłonięte przez pożar. Później je odbudowano i ktoś stał się właścicielem tego terenu i wszystkiego, co na nim powstało. Marrani, czyli hiszpańscy Żydzi, od połowy XVI wieku stopniowo osiedlają się w Anglii, a rewolucja Cromwella, czyli rewolucja angielska, otwiera szeroko Żydom wrota do Anglii. To jednak za mało, by podporządkować sobie i wykorzystać państwo, które będzie budowało imperium i stolicę świata, przynajmniej tę finansową i gospodarczą. Chyba jednak uznano, że sami nie dadzą rady podporządkować go sobie i zjednali sobie pomocników, czyli protestantów, zwanych na gruncie angielskim purytanami I chyba po to potrzebna była reformacja. U protestantów zbawienie osiąga się poprzez wiarę, a u katolików poprzez uczynki, co oznacza, że protestant może pozwolić sobie na wszelkie występki i zbrodnie, ale jeśli będzie głęboko wierzył, czyli czytał Biblię, to będzie zbawiony. Nie miał więc moralnych problemów purytanin, by wyrżnąć Indian w Ameryce. Katolik natomiast musi zasłużyć na to zbawienie poprzez dobre uczynki, miłosierdzie itp. W nagrodę za to, że Anglosasi robią Żydom laskę, ci odwdzięczają się im szerszym strumieniem pieniądza, który trafia do państw protestanckich i dlatego społeczeństwa te są bogatsze od pozostałych. Bo to nie jest tak, że bogactwo bierze się z pracy. Owszem bierze się z niej, ale ta praca musi być odpowiednio wynagradzana, by ludzie chcieli pracować, a nawet bardzo ciężko pracować. Jeśli praca nie jest odpowiednio wynagradzana, to rodzi się zniechęcenie, apatia i obojętność, czyli brak motywacji. Chińczycy zawsze byli pracowici, jak wszyscy Azjaci, ale jak wyglądały komunistyczne Chiny wcześniej, a jak wyglądają dziś? Liberia to państwo, w którym 80% populacji to protestanci. Ci Murzyni nie robią nic innego, tylko modlą się całymi dniami w zborach i Liberia wygląda tak, jak wygląda. Z samego czytania Biblii nie ma bogactwa.

Tak więc Stany Zjednoczone to zbrojne ramię żydostwa, służące im do podporządkowywania sobie całego świata. Ale nie tylko armia tego państwa do tego służy. Nie przypadkiem najlepsze i najbardziej prestiżowe uczelnie są w Stanach Zjednoczonych i w Anglii. Dzięki temu kształcą się tam studenci i stypendyści ze wszystkich państw, stając się w ten sposób agentami Anglosasów, a w praktyce Żydów.

I po to była potrzebna rewolucja w Anglii oraz zaraza i pożar Londynu.

  1. Haceldama – krwawe pole; pole koło Jerozolimy, które kapłani kupili za trzydzieści judaszowych srebrników. ↩︎

Imperium Mongolskie

Największe w dziejach imperium lądowe i drugie co do wielkości po Imperium Brytyjskim – Imperium Mongolskie raczej słabo zachowało się w świadomości tych, którzy chociaż trochę interesują się historią. Wydaje się jednak, że dla zrozumienia dziejów świata wiedza na jego temat jest niezbędna. Warto zatem, chociaż pobieżnie, uzupełnić tę lukę. O początkach Mongolii Wikipedia pisze tak:

Najwcześniejsze informacje o dziejach Mongolii pochodzą z chińskich kronik w których pojawiły się wzmianki o ludzie meng-ku najeżdżającym ówczesne Chiny. W IV wieku p.n.e. na terenach zamieszkanych przez mongolskich, tureckich i tunguskich koczowników powstało silne państwo Xiongnu, którego mieszkańcy przez wielu naukowców uważani są za przodków Hunów. Rozpadło się ono w I wieku p.n.e. w wyniku walk wewnętrznych i naporu chińskiej armii. Hunowie (jeśli to było ich państwo) powędrowali na zachód i w III wieku n.e. dotarli do Europy, przyczyniając się wraz z Gotami i Wandalami do upadku Rzymu. Południową część Xiongnu zagarnęły Chiny, a północną objęli we władanie tureccy i mongolscy koczownicy. Był wśród nich między innymi lud Rouran, którzy według niektórych teorii byli przodkami Awarów, którzy w VI wieku najechali Europę. W tym samym czasie mieszkańcy Mongolii uwolnili się spod chińskiej dominacji. W XI wieku władzę nad stepami przejął protomongolski szczep Kitanów. Ich panowanie zakończyło się w 1125 roku, gdy podbił ich tunguski szczep Dżurdżenów, którego sprzymierzeńcem byli Tatarzy.

W roku 1198 Temudżyn objął tron i nadano mu tytuł chana wszystkich chanów (Czyngis-chana). Czyngis podporządkował sobie tereny od Wielkiego Muru po jezioro Bajkał na północy i od Ałtaju na wschodzie do gór Chingan na zachodzie i w 1206 r. proklamował Wielkie Imperium Mongolskie. Połączone siły Mongołów prowadzone przez Czyngisa podbiły północne Chiny, Imperium Choroezimskie (Iran, Azerbejdżan, Afganistan, Pakistan) i tereny Azji Centralnej, sprowadzając do swojej stepowej stolicy Karakorum przebogate łupy. Następcy Temudżyna zagarnęli Ruś, dzisiejsze: Afganistan, Iran i Irak, resztę Chin oraz Tybet, tworząc tym samym jedno z największych państw w historii świata – imperium mongolskie. Rządzenie tak gigantycznym terytorium było niezmiernie trudne, więc mongolskie imperium zostało podzielone około 1261 roku na trzy części. Mongolia znalazła się w jednej części z Chinami pod władzą mongolskiej dynastii Yuan. W roku 1264 władca tego państwa Kubilaj przeniósł stolicę z Karakorum do Chanbałyku (dzisiejszy Pekin). Władza Mongołów w Chinach zakończyła się w roku 1368, gdy w wyniku antymongolskiego powstania władzę w Chinach przejęła dynastia Ming.

W drugiej połowie XIII wieku imperium mongolskie pod rządami Kubilaj-chana (1215–1294), wnuka Czyngis-chana, osiągnęło szczyt swojego rozwoju terytorialnego. Mongołowie opanowali południowe Chiny, Koreę, a po nieudanych inwazjach na Japonię przeszli w bojach Indochiny, docierając do Jawy i Sumatry. Naturalnym żądaniem Kubilaj-chana było dążenie do uznania jego zwierzchnictwa przez inne państwa. Dwukrotne wezwania odrzuciła Japonia, która swoją odmową skierowała na siebie gniew Mongołów.

x

Opis tego, co działo się za panowania Czyngis-chana i później jest dosyć ogólnikowy. Bardzo szczegółowo opisuje to Wikipedia pod hasłem imperium mongolskie. Jest to jednak opis bardzo szczegółowy, w którym umyka ogólny obraz, co utrudnia zrozumienie, czym było to imperium.

W Encyklopedii Powszechnej Wydawnictwa Gutenberga 1929-1938 opis jest bardziej ogólny, a więc pozwalający ogarnąć całość:

Historia Mongolii rozpoczyna się z chwilą, kiedy Temudżyn zjednoczył swe plemię Bide z sąsiednimi plemionami w lud Kike Mongol („Niebiescy t. j. wschodni Mongołowie”) i został obwołany naczelnym władcą (Dżingis-Chanem, 1206), podbił Chiny, Turkestan, wyprawił się aż na Ruś, stworzył wielkie zdobywcze państwo. Politykę tę kontynuowali po jego śmierci (1227) synowie i wnukowie, z których Batu wyprawił się na Europę, ujarzmił Ruś, spustoszył Polskę (bitwa pod Legnicą 1241), Morawy, Węgry, Dalmację. Rezultatem tej wyprawy było założenie nad dolną Wołgą państwa mongolskiego („Złota Orda”). Hulagu zdobył 1256 Persję, zniszczył 1258 kalifat Abbasydów, następcy jego przyjęli islam. W Azji środkowej założył państwo mongolskie 1227 Dżagataj; tam wyrósł też drugi wielki zdobywca, Timur, który zjednoczył potęgę Mongołów i Turków i poprowadził ich ku nowym podbojom. 1379 zdobył Persję i Indie północ., wkroczył do M. Azji, gdzie 1402 pobił Osmanów, ujarzmił Gruzję i zamierzał wyruszyć na Wschód, lecz 1405 zmarł. Walka pomiędzy jego krewnymi doprowadziła do rozpadnięcia się państwa. Baber założył 1526 w Indiach państwo Wielkiego Mogoła, które trwało do podboju angielskiego.

Z kolei Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) pisze:

W w. XII Mongolię zamieszkiwały różne skłócone ze sobą szczepy pasterskie (Tatarzy, Kereici, Merkici, Najmanowie i in.). Zjednoczył je twórca imperium mongolskiego Czyngis-chan; sukcesy osiągnięte w międzyplemiennych walkach przyniosły mu 1206 panowanie nad całą Mongolią. W ciągu kilku lat umocnił swoją władzę i zreorganizował armię; od 1211 prowadził wyprawy wojskowe przeciw tunguskim Dżurdżenom, którzy opanowali północne Chiny i Chińczykom, a 1219 rozpoczął podbój Chorezmu (obecnie Uzbekistan i Turkmenistan – przyp. W.L.). W okresie tych wypraw wojska mongolskie dotarły na stepy czarnomorskie, gdzie zadały klęskę Połowcom i wojskom ruskim nad Kałką 1223. Jeszcze za życia Czyngis-chan podzielił 1224 swoje państwo między synów. Najstarszy, Dżuczi, otrzymał ziemie leżące na zachód od Irtyszu, na których później powstała Złota Orda. Czagataj otrzymał część Turkiestanu Zachodniego i Wschodniego, Ügedej objął tron wielkiego chana (z siedzibą ustaloną w Karakorum), zarządzając bezpośrednio Mongolią zachodnią i obszarami Tarbagataju. Najmłodszemu synowi, Tułujowi (Toli), przypadła reszta Mongolii. Po śmierci Czyngis-chana imperium szybko się rozpadło. Mimo zatargów i wojen między władcami poszczególnych dzielnic podboje mongolskie trwały nadal; 1231 Mongołowie podbili Koreę, 1236-41 syn Dżucziego, Batuchan, najechał wschodnią i południową Europę; za panowania Möngkego (1251-59) Mongołowie podbili m.in. Tybet i terytoria Wietnamu (1257 – część północną, 1282 – południową). Brat Möngkego, Hulagu, zajął zachodnią Persję, zdobył 1258 stolicę kalifatu Abbasydów – Bagdad, i założył w Persji państwo Hulagidów (Ilchanów). Drugi jego brat, Kubilaj, 1260 ogłosił się wielkim chanem, 1264 przeniósł stolicę państwa z Karakorum do Pekinu, dając początek mongolskiej dynastii na tronie chińskim (Jüan); 1279 podbił ostatecznie południowe Chiny. Wojska mongolskie niszczyły podbijane obszary, burząc liczne miasta i mordując często ludność.

Po utracie władzy w Chinach (1368) Mongolia stanowiła kraj feudalnie rozdrobniony i słaby ekonomicznie; podstawą systemu gospodarczego była nadal ekstensywna gospodarka pasterska. Władza chana zależała od poparcia możnych feudałów. Na początku XV w. Ojraci (Mongołowie zach.) wypowiedzieli chanowi posłuszeństwo, a ich władca, Dajsun-chan, opanował Mongolię. Po śmierci Dajan-chana (czy Mosze Dajan to daleki potomek? – przyp. W.L.) w 1543, ostatniego chana ogólnomong., Mongolia rozpadła się ostatecznie na kilka niezależnych księstw.

x

Polska była trzykrotnie najeżdżana przez Mongołów. Pierwszy najazd miał miejsce w 1241 roku. Po obu stronach walczyło po 10 tys. wojowników. Straty polskie były znacznie większe niż mongolskie. Drugi najazd – na przełomie 1259 i 1260 roku. Siły polskie to 3 tys. jazdy i 6 tys. piechoty, mongolskie – 30 tys. Trzeci najazd – na przełomie 1287 i 1288 roku. Wojsko polskie to 15 tys. zbrojnych i 5 tys. jazdy, mongolskie – 30 tys. jazdy. Po stronie mongolskiej walczyły wojska ruskie księcia łuckiego Mścisława, księcia wołyńskiego Włodzimierza oraz księcia halickiego Lwa.

Wikipedia tak pisze o bitwie pod Legnicą w czasie pierwszego najazdu (wytłuszczenie – W.L.):

Pierwsza faza walki była pomyślna dla rycerstwa księcia śląskiego. Szybko jednak sytuacja się zmieniła, ponieważ z pola bitwy uciekł oddział dowodzony przez Mieszka II opolskiego. Ucieczka tego księcia została spowodowana dywersyjnym działaniem wysłannika mongolskiego, który zbliżył się do szyku rycerzy, nawołując ich po polsku: „Bieżajcie, bieżajcie” do odwrotu.

Armia Henryka Pobożnego poszła w rozsypkę dopiero po zastosowaniu przez Mongołów bojowych gazów trujących i wprowadzeniu do walki odwodu. Sam Henryk Pobożny został pojmany, doprowadzony do obozowiska Mongołów, gdzie zmuszono go do ukorzenia się nad zwłokami poległego jeszcze pod Sandomierzem Moksza, dowódcy mordwińskich (z terenów Rusi – przyp. W.L.) posiłków, a następnie zabito go przez ścięcie.

Klęska pod Legnicą wstrzymała na długie lata proces jednoczenia państwa polskiego. W latach po najeździe utrwaliły się czynniki decentralizujące, prowadzące do jeszcze większego rozdrobnienia dzielnicowego. Sytuacja taka osłabiła możliwości obronne ziem polskich, a także pozycję polityczną Polski w tej części Europy.

Natomiast podsumowując okres wszystkich najazdów pisze:

W maju 1223 w bitwie nad rzeką Kałką wojska rusko-połowieckie zostały pokonane przez armię imperium mongolskiego – w ten sposób Mongołowie stanęli u wrót Europy. W sierpniu 1227 umarł Czyngis-chan – jego imperium uległo podziałowi: zachodnia część przypadła w spadku jego wnukowi Batu-chanowi, który w 1236 stanął na czele inwazji na Europę. W grudniu 1240 Mongołowie zdobyli Kijów i ostatecznie podbili Ruś Kijowską, która weszła w skład Złotej Ordy.

Najazdy Mongołów, choć przyniosły duże straty ludnościowe i gospodarcze (zwłaszcza I najazd w 1241), to nie spowodowały uzależnienia Polski od imperium mongolskiego. Wstrzymały natomiast proces jednoczenia państwa polskiego i osłabiły jego siłę – dopiero w 1320 Władysław I Łokietek został koronowany na króla Polski. Tę datę uznaje się za moment odtworzenia zjednoczonego Królestwa Polskiego.

x

O organizacji i aspektach polityki Wikipedia m.in. pisze:

Ród Bordziginów i jego ułus

Dynastią imperium był dawny ród rządzący plemienia Mongołów, Bordżiginowie. W trakcie walki Czyngis-chana o przywództwo zginęli właściwie wszyscy jego wujowie i najbliżsi kuzyni i odtąd za należących do Bordżiginów uważano jedynie potomków Jesügeja, to jest Czyngis-chana i jego czterech braci – Kasara, Kaczi’una, Temüge Otczigina i Belgüteja. Zgodnie ze stepowym zwyczajem mongolskie podboje były uważane za wspólną własność imperialnej rodziny (ałtan orug) jako całości, włącznie z jej żeńskimi członkami i chociaż przewodził jemu kagan w rezultacie imperium było rządzone jak firma rodzinna. Imperialny klan rościł sobie prawo do kolektywnej kontroli nad imperium jako częścią wspólnego ułusu […]. Oczekiwał on przydzielania określonej części wszystkich łupów, włącznie z plemiennymi grupami, oraz prawa do konsultacji przy rządzeniu imperium. Znajdowało to wyraz w instytucji kurułtaju, w którym brali udział wszyscy członkowie imperialnego klanu, wybierając nowego chana i podejmując istotne decyzje. Znajdowało to także wyraz w idei rządów jako ciągłego dżargu, prawnego dochodzenia nad dystrybucją łupów, w którym biorą udział wszystkie zainteresowane strony. W sumie zatem każdy członek rodziny panującej miał prawo do udziału (kubi) we wszelkich korzyściach wiążących się z istnieniem imperium. Oprócz podziału łupów wojennych przejawiało się to w przydzielaniu przez Czyngis-chana w różnych okresach jego panowania tzw. ułusów, który to termin zależnie od kontekstu jest tłumaczony na języki europejskie jako „nadanie”, „patrymonium”, „apanaż” lub „państwo”. Ułusy rozdzielone przez Czyngis-chana w zasadzie były nadaniami grup ludzi mających służyć poszczególnym członkom rodziny, jednak wraz z nimi przydzielano także pozwalające się utrzymać koczownikom pastwiska. Czterej bracia Czyngis-chana otrzymali ułusy po wschodniej stronie pasma Wielkiego Czinganu, podczas gdy jego trzej synowie Dżoczi, Czagataj i Ugedej mieli swoje apanaże na zachód od Ałtaju. Pomiędzy nimi znajdowały się ziemie należące do panującego Wielkiego Chana i potomków Tołuja. Nie były to wszystkie apanaże przydzielone przez Czyngis-chana – posiadane przez nas źródła nie są ze sobą całkowicie zgodne w tej kwestii, ale według niektórych z nich swój ułus miała otrzymać m.in. także matka Czyngis-chana Höelün, jego syn z żony niższej rangi Kolgen, jego córka Ałakaj-beki, a nawet pewni zasłużeni dowódcy.

Strategia działania

Armia Imperium miała kilka podstawowych reguł działania:

Atakowała zawsze w kilku kierunkach jednocześnie utrudniając rozpoznanie, który kierunek ataku jest głównym i wymuszając podzielenie sił przeciwnika. Armia mongolska, również dla zmylenia przeciwnika starała się zawsze wracać z wyprawy inną drogą niż na nią przybyła. Stosowała pozorowane odwroty, które często miały na celu wywabienie przeciwnika z dobrze ufortyfikowanych pozycji i podprowadzenie go pod ustawione w zasadzce główne siły. Taką taktykę najczęściej stosował jeden z najważniejszych wodzów wojen z Chinami i Chorezmem, Dżebe. Typowy żołnierz Wielkiej Ordy potrafił strzelać z konia do tyłu, dzięki czemu zadawał często więcej strat przeciwnikowi w czasie pozorowanego odwrotu niż w czasie bezpośredniego ataku.

W przeciwieństwie do innych armii Wielkiego Stepu, Mongołowie szybko opanowali techniki zdobywania miast. Imperium w każdej większej kampanii wysyłało jednostki inżynieryjne, które na miejscu przy pomocy jeńców budowały machiny oblężnicze, czasem jak podczas zdobywania Riazania obudowywały całe mury miejskie własnymi fortyfikacjami, lub jak podczas zdobywania Urgenczu zatapiały miasto zmieniając nurty okolicznych rzek.

Mongołowie stosowali także ataki dywersyjne na domniemanych sojuszników swoich wrogów (takim był pierwszy atak na Polskę w 1241 roku, który miał na celu uniemożliwienie ewentualnej pomocy dla atakowanych Węgier). Mongołowie prowadzili swoje wojny do ostatecznego zwycięstwa, czyli do pełnego podporządkowania lub wybicia danego ludu. Stąd często atakowali państwa które przyjęły uchodźców z ludów toczących z nimi wojnę. Takie były przyczyny ataku na Połowców, którzy przyjęli Merkitów w 1223 roku, i na Węgry, które przyjęły Połowców, a także na Indie, które przyjęły część armii chorezmijskiej.

W armii Imperium funkcjonowały specjalne jednostki, które specjalizowały się w aktach szczególnego okrucieństwa. Były to jednostki zwykle niezbyt liczne i faktyczna liczba aktów czystego okrucieństwa nie była wcale tak duża, jednak dbano o maksymalne „rozreklamowanie” tych aktów. Wywoływało to zwykle panikę ludności cywilnej, jej ucieczkę ze zdobywanych terenów i powstawanie chaosu i trudności politycznych na jeszcze nie zajętych terenach.

Stosowała na masową skalę działania wywiadowcze i kontrwywiadowcze. Wielki Chan, dzięki posiadaniu dużych ilości wolnej gotówki i złota tworzył przed planowanym atakiem siatkę agentów na terytorium przeciwnika. Agenci ci czasami służyli mu tylko cenną informacją, ale czasami prowadzili też w odpowiednim dla niego momencie działania destabilizujące atakowane państwo, a także starali się przekupywać wrogich dowódców wojskowych, często z dużym powodzeniem.

Jednocześnie w armii Wielkiego Chana istniały specjalne jednostki kontrwywiadowcze zajmujące się łapaniem potencjalnych szpiegów w czasie przemarszu wojska. Jednostki te, na wszelki wypadek, „oczyszczały” teren, po którym przechodziła armia ze wszystkich cywilów. Wszyscy przypadkowi podróżnicy, handlowcy itp. byli wyłapywani i zwykle zabijani. Dzięki temu wróg nie był w stanie przeprowadzać rozpoznania i zawsze był zaskakiwany ogromem armii mongolskiej dopiero w momencie samego ataku.

xxx

W praktyce więc cała Azja, poza terenami na północy kontynentu, została podbita przez Mongołów. Co ciekawe ta część stała się później początkowym terenem ekspansji Rosji na wschód. Jak to stało się, że w tak krótkim czasie tak potężny kontynent stał się łupem niepozornego państwa azjatyckiego? I dlaczego tak szybko nastąpiło wycofanie się Mongołów z podbitych terenów? Czyżby chodziło tu o innego rodzaju podporządkowanie? Ciekawe jest również to, że Mongołowie doszli tylko do Europy środkowej i zniszczyli Polskę, Morawy, Węgry i Dalmację. Dlaczego nie poszli dalej na zachód? To są pytania, na które nie znajduję odpowiedzi. Być może pewną wskazówkę można znaleźć w książce Ryszarda Kapuścińskiego Imperium Czytelnik 2001. Pisze tak:

Czy można sobie wyobrazić cywilizację ludzką bez tego wkładu, który wnieśli do niej koczownicy? Weźmy Złotą Ordę i państwo Timuridów. Były to największe imperia średniowiecza. Najdłuższy epos literatury światowej, który nazywa się „Manas” i liczy 40 tomów, jest epopeją narodową ludu koczowniczego – Kirgizów. Weźmy rozkwit sztuki indyjskiej pod rządami koczowniczej dynastii Wielkiego Mogoła. Należy wymienić takie zjawisko, jak islam, który trzynaście wieków wpływa na dzieje świata i jest ciągle religią w stanie ekspansji, mającą wyznawców na wielkim obszarze globu, od Senegalu do Indonezji, od Mongolii po Zanzibar.

Ale przede wszystkim w ciągu tych tysiącleci, które nie znały samolotu, a jeszcze wcześniej nie znały statku parowego, koczownicy, ten jedyny lud, który posiadł wspaniałą i niebezpieczną sztukę pokonywania martwych przestrzeni, tworzyli przez sam fakt swoich ciągłych wędrówek pierwszy w dziejach naprawdę światowy system mass-communications, przenosząc z miasta do miasta, z kontynentu na kontynent, z jednego krańca na drugi nie tylko złoto, korzenie i daktyle, ale książki i listy, wiadomości polityczne i relacje z odkryć, oryginały i kopie wielkich dzieł myśli i wyobraźni, co pozwalało w tamtych wiekach rozproszenia i izolacji wymieniać osiągnięcia i rozwijać kulturę.

W dalszej części Kapuściński pisze:

Następnego dnia rozmowa z profesorem Ayudinem Mirsalinoglu Mamedowem. Ciekawy, mądry, ucieszony, bo właśnie po raz pierwszy od 1917 roku pozwolono im założyć Kulturalne Towarzystwo Turkologiczne. Profesor od lat redaguje czasopismo poświęcone turkologii. Nie wszyscy wiedzą, że język turecki (lub: języki tureckie) jest drugim, po rosyjskim, językiem Imperium. W języku tym mówi tam około 60 milionów ludzi. Azerbejdżanin nie tylko porozumie się w Ankarze, ale także w Taszkencie i w Jakucku. Wszędzie żyją jego turkojęzyczni bracia. W jakimś sensie były ZSRR to słowiańsko-tureckie mocarstwo. Pomysł Sołżenicyna polegał na tym, żeby się pozbyć elementu tureckiego, żeby zostało tylko mocarstwo słowiańskie.

Azerbejdżanie nazywają się tak dopiero od 1937 roku. Przedtem wpisywano im do dowodu osobistego – Turek. Teraz czują się Azerbejdżanami, Turkami i muzułmanami.

x

Szybki podbój, a później szybkie wycofanie się. Jakby nie pozostało śladu, jak choćby język jak w przypadku Imperium Brytyjskiego. Może więc było tak jak w przypadku Księstwa Warszawskiego, które po upadku Napoleona przekształciło się w Królestwo Polskie pod rosyjskim nadzorem. Wtedy, po powstaniu listopadowym, wszelkie urzędy i inne instytucje zostały opanowane przez Rosjan, którzy dla nich budowali cerkwie i zamieniali kościoły na cerkwie. Po rozpoczęciu I wojny światowej Rosjanie wycofali się, ale zapewne większość tych urzędników i prawosławnego kleru pozostała. Po paru pokoleniach mogli już uchodzić za Polaków, ale czy rzeczywiście nimi byli? Więcej o tym w blogu Czyja religia, tego władza. Podobna sytuacja miała miejsce po II wojnie światowej, gdy na czołgach Stalina dotarły do Polski masy Żydów gorszego gatunku. O tym w blogu Szachy.

Czy zatem imperium Czyngis-chana było narzędziem do opanowania największego kontynentu przez pewien koczowniczy naród? A czy później ci koczownicy przedzierzgnęli się w żeglarzy, odkryli i opanowali Nowy Świat, morza i oceany? A jeśli tak, to czym były i są te wszystkie wojny, konflikty, wędrówki ludów i komu służą?

Kompania

Już wielokrotnie na tym blogu podkreślałem, że żeby zrozumieć teraźniejszość, odpowiedzi trzeba szukać w historii. Nie jest to żadna odkrywcza myśl, ale większość o tym zapomina. Żeby uzmysłowić sobie, czym są współczesne korporacje, wypada zapoznać się z historią tej wyjątkowej, najsłynniejszej chyba Kompanii Wschodnioindyjskiej. Jej dzieje opisuje Kazimierz Dziewanowski w książce Brzemię białego człowieka; Jak zbudowano Imperium Brytyjskie Oficyna Wydawnicza Rytm 1996. Poniżej wybrane fragmenty:

I znów przejawiło się tutaj to, co było tak charakterystyczne dla Anglii elżbietańskiej i co ją różniło od innych państw europejskich owego czasu: symbioza interesów państwa i poszczególnych przedsiębiorczych obywateli. Śledząc angielskie dzieje tych lat, wciąż i wciąż spotykamy przykłady działań pojedynczych obywateli albo ich grup, podszeptujących monarchii i rządowi rozmaite przedsięwzięcia zgodne z ich prywatnym interesem, ale które leżały też w interesie władzy. W końcu postępowanie państwa angielskiego stawało się wypadkową dalekosiężnych celów państwowych i mniejszych, jednostkowych czy grupowych interesów tworzącej się klasy średniej, kupiectwa, finansów, części rzemiosła, poszczególnych portów, a także, oczywiście, arystokracji. Jakże inaczej wyglądało to wówczas w Hiszpanii, w Rosji, we Francji! Na przykład w Hiszpanii cała działalność zamorska, podbijanie nowych kontynentów i zakładanie kolonii, wyprawy odkrywcze i penetracja lądów, zakładanie miast i ochrona szlaków żeglugowych – wszystko to było w rękach państwa, odbywało się to z inicjatywy, wykonywane było i znajdowało się pod kontrolą urzędników. Początkowo osiągnięto wielkie sukcesy, ale później – jak zwykle gdy racje państwowe zbyt przeważają nad interesami jednostek – dzieło okazało się nietrwałe.

Naturalnie również w tych krajach, jak wszędzie na świecie, różne grupy, najczęściej arystokracja i feudałowie, usiłowały wywierać nacisk na władców, by skierować dążenia państwa w stronę dla nich korzystną; jednakże wola władcy, utożsamiana z interesem państwa, miała tam zawsze wagę przemożną i znaczenie rozstrzygające, nie mogło zaś być mowy o uzgadnianiu postępowania, o jakimkolwiek – jakbyśmy to powiedzieli na sposób dzisiejszy – partnerstwie. Wszelka próba zajęcia pozycji partnerskiej była w tych krajach zwykle karana śmiercią. Inaczej było w Anglii. I nie ulega wątpliwości, że właśnie ten odmienny układ stosunków w państwie stał się podstawą olbrzymich, światowych osiągnięć niepozornej wyspy.

Pewne jest wszelako, że w roku 1599 grupa kupców założyła towarzystwo handlowe pod nazwą Kompanii Wschodnioindyjskiej. Pod koniec zaś roku 1600, tuż przed Sylwestrem, królowa Elżbieta złożyła swą pieczęć pod doniosłym dokumentem: Kartą Kompanii.

Pełna nazwa Kompanii brzmiała: Towarzystwo Kupców Londyńskich do Handlu z Indiami Wschodnimi. Przywilej królewski dawał im monopol handlu na obszarach od Przylądka Dobrej Nadziei aż po Cieśninę Magellana, a więc na olbrzymich przestrzeniach. Oczywiście nie zdawano sobie jeszcze sprawy, jak wielkie jest to terytorium i jak ogromne są wody, o których była mowa w Karcie Kompanii – zorientowano się w tym dopiero w osiemnastym stuleciu. (…) Ciężar prowadzenia interesów kompanijnych wziął na siebie sir Thomas Smythe (niektórzy piszą jego nazwisko Smyth lub po prostu Smith), który został pierwszym zarządcą Kompanii.

x

W roku 1601, a więc wkrótce po założeniu towarzystwa, wysłano na wschód pierwszą wielką wyprawę sfinansowaną już przez spółkę. W skład jej weszły cztery okręty, z których największy pływał przedtem pod czarną flagą (a więc piracki – przyp. W.L.) i był silnie uzbrojony. Królowa (która oczywiście uczestniczyła finansowo w tym przedsięwzięciu) okazała szczególne poczucie humoru, nazywając ten okręt: „Scourge of Malice”, co znaczy plaga albo przekleństwo złośliwości. Uczestnicy wyprawy nie mieli jednak ochoty żeglować pod taką nazwą, więc zmienili ją na „Czerwonego Smoka” – „Red Dragon”. Dowódcą całości mianowano Jamesa Lancastera.

Wszystkie okręty Lancastera powróciły bezpiecznie do kraju, przywożąc towary o wartości ponad miliona funtów. Za jednym zamachem „trzypokojowa Kompania” stała się potężnym towarzystwem handlowym, zaś James Lancaster bożyszczem tłumów, co spotęgowało się jeszcze, gdy – nie mając rodziny – przekazał zgromadzoną fortunę miastu Basingstoke, przeznaczając ją na cele dobroczynne.

W ten sposób Kompania Wschodnioindyjska rozpoczęła daleki rejs, który miał z niej uczynić najniezwyklejsze w dziejach towarzystwo kupieckie, jakie kiedykolwiek istniało; godną poprzedniczkę innych sławnych firm, które też wycisnęły swój ślad w dziejach, jak Rothschildowie i Rockefellerowie, jak Krup i Ford, jak General Motors, Shell czy Exxon. Ale Kompania Wschodnioindyjska przewyższała wszystkich razem, skłonnością do ryzyka, żądzą zysku i bezwzględnością. A także dokonaniami.

Druga ekspedycja wysłana przez Kompanię w roku 1601 również została uwieńczona powodzeniem. Przekonano się jednak, że pozostawieni przez Lancastera kupcy założyli faktorię nie na Sumatrze, lecz w Bantam na wyspie Jawie. Uznali mianowicie – i słusznie – że Jawa jest lepszym punktem zakupu korzeni. Przy okazji natknęli się na zagadnienie bilansu handlowego. Mówiąc prościej, nie mieli czym płacić za skupowane przyprawy. Można je było wprawdzie kupić bez trudu za złoto i srebro, jednakże przewidywana wymiana na angielskie sukno zupełnie się nie powiodła. W parnym klimacie tropikalnym nikt nie potrzebował tkanin, które były przydatne na dalekiej północy. Przywiezione zapasy tego towaru zgniły w magazynie. Zorientowano się natomiast, że indonezyjscy i malajscy handlarze poszukują lekkich i delikatnych tkanin bawełnianych z Indii. Postanowiono więc w Londynie, że kolejna, trzecia wyprawa zawinie po drodze do któregoś z miast zachodniego wybrzeża Indii, aby zaopatrzyć się tam w odpowiedni ładunek tkanin, przedtem zaś złoży wizytę w Adenie (Jemen – przyp. W.l.).

Wiązano z tą wyprawą wielkie nadzieje i ambicje. Zachęcona dwoma kolejnymi sukcesami Kompania z rozmachem wkraczała na wschodnie rynki. Postanowiono nawiązać stosunki z Wielkim Mogołem i osadzić na jego dworze specjalnego wysłannika, który miał postępować i zachowywać się w taki sposób, jakby był ambasadorem udzielnego księstwa. Do spełnienia tej roli wybrano Williama Hawkinsa, kupca o wielkim doświadczeniu zdobytym w krajach Lewantu, władającego językiem tureckim. Wystarano się o list uwierzytelniający od następcy Elżbiety – króla Jakuba, w którym zwracał się do Akbara o zezwolenie na założenie stałych stacji handlowych na terytorium cesarstwa. W chwili gdy Jakub podpisywał ów list w Londynie, nie wiedziano jeszcze, że Akbar zmarł, a tron po nim objął Dżehangir.

24 sierpnia 1608 roku u zachodnich wybrzeży Indii pojawił się pierwszy w dziejach okręt pod banderą angielską. Był to sześciusettonowy „Hector”, poprzednik słynnej w następnych latach floty żaglowców Kompanii, zwanych „Eastindiamen”. „Hector” zarzucił kotwicę u ujścia rzeki Tapti, nad którą leżał główny port cesarstwa – Surat. Było to sto siedemdziesiąt mil na północ od dzisiejszego Bombaju. Anglicy wiedzieli, że Surat jest bogatym i ludnym miastem, obfitującym w cenne towary. Miał też dodatkową, ważną zaletę: nie dostał się dotąd pod kontrolę portugalską, a trzeba pamiętać, że Portugalczycy nadal uważali, iż handel z Indiami jest ich wyłączną, prawnie się im należącą domeną.

x

Zaalarmowani pojawieniem się angielskiej konkurencji Portugalczycy podjęli usilne starania i zamotali sieć intryg, by pokrzyżować Hawkinsowi plany. Możliwości mieli niemałe. O ile on był człowiekiem nowym, słabo znającym kraj i nie mającym, tak jak Portugalczycy, oparcia w sieci faktorii i zaprzyjaźnionych kupców hinduskich, o tyle oni działali już w Indiach od długiego czasu. Hawkins nawiązał wprawdzie dobre stosunki z samym władcą, ale Portugalczycy mieli w kieszeni licznych dostojników dworskich, mieli też mocne wpływy w rodzinie cesarskiej. Doświadczenie wszystkich czasów uczy, że cesarze są wprawdzie ważni i wspaniali, ale urzędnicy, choć mniej widoczni, mogą – jeśli zechcą – przyspieszyć każdą sprawę albo przeciwnie, utopić ją w bagnie niemożności i biurokracji. To samo doświadczenie wskazuje, że jeśli chce się osiągnąć coś u władzy, lepiej na dworze mieć znajomego kancelistę niż cesarza.

O ile Portugalia mogła zamknąć przed Kompanią indyjskie porty, to Kompania była w zamian w stanie ugodzić boleśnie indyjski handel zamorski. Plan był prosty: kupcy z Suratu handlowali głównie z portami Morza Czerwonego. Middleton i Hawkins popłynęli więc do Cieśniny Bab-el-Mandeb i zablokowali ją. Zatrzymywali wszystkie żaglowce indyjskie i pod groźbą armat zmuszali do wymiany wiezionych przez nie ładunków na towary angielskie, znajdujące się na okrętach Middletona. Na dodatek wszystkie jednostki z Suratu musiały przed zwolnieniem zapłacić duży okup. Ten dość niezwykły rodzaj działalności handlowej prędko spowodował oczekiwany skutek. Społeczność i władze Suratu zorientowały się, że dalsza uległość wobec Portugalczyków narazić ich może na całkowite bankructwo. Oprócz bowiem strat handlowych Surat mógł się jeszcze spodziewać innych szkód. Był mianowicie portem, przez który co roku przeciągały liczne rzesze pielgrzymów udających się na Półwysep Arabski, do świętych miast islamu: Mekki i Medyny. Było jasne, że wystraszeni pielgrzymi zaczną unikać Suratu i jego żaglowców, inne zaś miasta tylko czekały na taka okazję.

Surat znalazł się między młotem i kowadłem, a cesarz Dżehangir – który nie miał własnej floty, pogardzał marynarzami i cenił tylko wojsko lądowe – nie mógł mu pomóc. I oto znów okazało się, że ten, kto rządzi falami, może też dyktować swą wolę na lądzie. Anglicy prędko przyswajali tę naukę. – Głównym jednak przeciwnikiem byli nie kupcy z Suratu, ale Portugalczycy. We wrześniu 1612 roku w Swally Hole zakotwiczyły dwa okręty przybyłe z Anglii.

Widząc, że władze portowe w Suracie zlękły się angielskich represji, Portugalczycy z Goa postanowili położyć kres zamieszaniu i raz na zawsze skończyć z angielskimi wypadami w głąb portugalskiej strefy wpływów, jak to określilibyśmy dzisiaj. Przed Suratem pojawiła się flota portugalska, która nie zwlekając zaatakowała oba okręty spod flagi świętego Jerzego. Portugalczycy mieli wielką przewagę liczebną.

Czekało ich jednak gorzkie rozczarowanie. Widząc zbliżającego się wroga, jeden z okrętów: „Red Dragon” podniósł kotwicę i chwyciwszy zręcznie wiatr przepłynął między dwiema jednostkami portugalskimi, dając do każdej ognia pełną burtą. Następnie wpędził trzy galeony nieprzyjaciela na mieliznę, gdzie je zasypał ogniem, wyrządzając im wielkie szkody. W tym czasie drugi okręt „Ozeander”, otworzył tak celny i skuteczny ogień do pozostałych Portugalczyków, że nie mogli się nawet pokazać na pokładzie i nie byli zdolni do manewrowania. Na koniec resztki floty z Goa wycofały się pośpiesznie do portu macierzystego.

Było to pierwsze bezpośrednie starcie angielsko-portugalskie w Indiach. Wykazało ono, że umiejętności angielskich budowniczych okrętów, żeglarzy i kanonierów zdecydowanie przewyższają wszystko, co mogli im przeciwstawić Portugalczycy. Fakt, że Anglia musiała otworzyć sobie drogę na oceany wtedy, gdy były one już pod władzą innych mocarstw, że musiała dokonać tego w walce – przynosił teraz owoce. Brytyjscy żeglarze przywykli do przeciwności, a ich okręty budowano z myślą o torowaniu sobie drogi siłą.

Pierwsze zwycięstwo morskie Kompanii wywarło głębokie wrażenie w Suracie i na dworze cesarskim w Agrze. Niebawem, bo w roku 1613, cesarz wydał firman zezwalający Anglikom na prowadzenie handlu i na ustanowienie w Suracie stałej stacji handlowej, czyli faktorii, w której osiadła grupa kupców przysłanych przez Kompanię. Przewodził im Tomasz Aldworth.

Nie był to naturalnie koniec kłopotów z Portugalczykami. Wicekról Goa powtórzył w roku 1614 atak morski na Surat, pragnąc zniszczyć faktorię i ukarać miasto. I znowu miał pecha. Akurat w tym czasie znajdowały się w Swally Hole cztery okręty pod dowództwem Nicholasa Downtowna, które odparły atak, zadając Portugalczykom poważne straty i zmuszając ich do odwrotu. Druga porażka ostatecznie nadwątliła prestiż portugalski i skłoniła cesarza do oświadczenia, ze jeden Portugalczyk pobije wprawdzie trzech Hindusów, ale jeden Anglik może pobić trzech Portugalczyków.

x

W ten sposób pierwsi Anglicy osiedlili się na stałe w Indiach, gdzie mieli być odtąd bez przerwy obecni aż do roku 1947. Od razu też okazało się, że piękne maksymy na temat spokojnego handlu i błędów Portugalczyków budujących zamorskie twierdze zawiodły w zetknięciu z rzeczywistością. Od początku Kompania wdała się w działania zbrojne i dlatego musiała zadbać o umocnienie faktorii w Suracie. Spokojny handel jest bowiem możliwy tylko wtedy, gdy inni mu się nie sprzeciwiają. Trzeba jednak zauważyć, że owe starcia zbrojne, w jakie Kompania wdała się u wybrzeży Indii, wynikały z konfliktu między Europejczykami. Z wyjątkiem akcji Middletona na Morzu Czerwonym Kompania unikała na razie wszelkich starć z Hindusami. Wiadomo nawet, że w owym okresie (zapewne pod wpływem Thomasa Smythe’a) agenci Kompanii byli obowiązani postępować wobec Hindusów przyjaźnie, aby tym mocniej uwidocznić różnicę między Anglikami a ich konkurentami z Półwyspu Iberyjskiego. Portugalczycy, którzy byli już mocno osadzeni w Indiach, mieli wicekróla wraz z licznym garnizonem w Goa i panowali dotąd na wodach indyjskich, postępowali wobec Hindusów tak samo, jak z początku próbowali postąpić wobec agentów Kompanii Wschodnioindyjskiej – wszystkie sporne sprawy rozstrzygali gwałtem i armatami.

We wrześniu 1615 roku do Suratu zawinęła pokaźna eskadra okrętów Kompanii. Przywiozła z Londynu człowieka, który otrzymał instrukcję, by akredytować się jako pierwszy ambasador Kompanii na dworze cesarskim. Dziś wydaje się to nieco dziwne, przypomina sytuację, jaka by powstała, gdyby w którejś ze stolic akredytowano ambasadora General Motors albo Exxonu. Wtedy jednak zasady prawa międzynarodowego i protokołu dyplomatycznego nie były tak rozwinięte i trzeba pamiętać, że Kompania zdążyła już udowodnić, że zajmuje się nie tylko handlem, ale potrafi też strzelać i dysponuje okrętami wojennymi. Jej pretensje dyplomatyczne nie wydały się więc nikomu przesadne.

Indyjscy władcy sprzedający lub wydzierżawiający ziemie Anglikom nie podejrzewali, co z tego w przyszłości wyniknie. Proces stopniowego osadzania się Kompanii w Indiach trwał długo, przez całe siedemnaste stulecie. Wokół Fortu Świętego Jerzego, Fortu Williama i zamku w Bombaju wyrosły trzy miasta: Madras, Kalkuta i Bombaj. Dwa z nich: Kalkuta i Bombaj, należą dziś do największych na świecie. W ten sposób faktorie handlowe zamieniły się z biegiem czasu w ogromne, kipiące życiem miasta, a główne zadanie Kompanii, czyli sprzedaż angielskich i kupno indyjskich towarów, zostało uzupełnione obowiązkami, którymi Anglikom w ogóle nie wolno się było na początku zajmować: administrowaniem, ściąganiem opłat i podatków, wymierzaniem sprawiedliwości, zarządzaniem portami, z których korzystali teraz również obcy kapitanowie i kupcy.

Wszystko to: bicie monety w obcym kraju, stawianie fortec, zaciąganie żołnierzy, ogłaszanie stanu wojennego i zawieranie pokoju stało się dla Kompanii możliwe tylko dlatego, że władza cesarska w Indiach, która powstała w wyniku najazdu, nie zdołała na trwałe zjednoczyć ogromnego, podzielonego na setki wyznań, plemion i kast państwa. Zwróćmy przy tym uwagę na upór, konsekwencję i cierpliwość, z jaką Anglicy postępowali. Na pozór interesowali się tylko handlem. Prawdopodobnie większość z nich, łącznie z dyrektorami Kompanii, szczerze początkowo sądziła, że chodzi tylko o handel. Pamiętamy, jak wytykano Portugalczykom, że tracą siły i pieniądze, starając się umacniać swe posiadłości zamorskie. Teraz Anglicy postępowali tak samo.

Czasy zmieniały się. Przyprawy korzenne nie były już jedynym celem. Z wolna rosło przekonanie, że przeznaczenie Anglii leży na wielkich przestrzeniach globu. W roku 1687 kolejny gubernator Kompanii w Indiach, sir Josiah Child, napisał w liście do prezydencji bombajskiej: „Wzrost naszych dochodów jest przedmiotem naszej troski na równi z rozwojem handlu. To winno uczynić z nas naród w Indiach”. I pisał też, że ma na celu „ustanowienie takiej siły cywilnej i wojskowej, zapewnienie tak znacznych dochodów (…), aby stały się one podwaliną angielskiego panowania w Indiach po wieczne czasy”. – Był to już inny język i inne cele.

x

Teraz Kompania wpadła z deszczu pod rynnę. Uratowawszy się przed bezpośrednim atakiem (większość parlamentarna domagała się wnikliwego zbadania, czym właściwie zajmuje się Kompania – przyp. W.L.), znalazła się w obliczu bankructwa. Aż trudno w to uwierzyć – wielu posłów nie chciało dać temu wiary – ale tak jednak rzeczywiście było. Kompania miała w tym momencie długi wynoszące około sześciu milionów funtów. Utrzymywała przecież w Indiach trzydziestotysięczną armię. Płaciła rocznie milion funtów jako daninę i różne opłaty na rzecz cesarza, nababa Bengalu i rozmaitych dostojników indyjskich. Prowadziła liczne wojny, a jej zyski pomniejszała rabunkowa działalność poszczególnych urzędników. Udziałowcy domagali się dywidend, a teraz rząd wymusił nową osiemsettysięczną opłatę. Wyglądało na to, że nie opłacił się Kompanii ani podbój Bengalu, ani następne nabytki. Można było natomiast dojść do wniosku, że napisane przed stu pięćdziesięciu laty przestrogi pierwszego dyrektora, Thomasa Smythe’a – były słuszne i prorocze. Smythe nawoływał, by Anglicy nie powtarzali błędu popełnionego przez Portugalczyków i Hiszpanów: by nie wznosili za morzami fortyfikacji, nie zakładali garnizonów, nie utrzymywali armii i nie prowadzili podbojów, a zajmowali się wyłącznie handlem. „Szukajcie zysku w spokojnym handlu” – pisał. Ale nie posłuchano jego słów.

Teraz ambicje i zobowiązania Kompanii zdecydowanie przekroczyły jej możliwości. Cóż z tego, że taki geniusz ekspansji jak Clive był gotowy podporządkować spółce całe cesarstwo indyjskie, kiedy Kompania, jej dyrektorzy i urzędnicy, jej agenci, kupcy i udziałowcy nie potrafili sobie z tą zdobyczą poradzić. W lipcu 1772 roku dyrekcja ogłosiła, że brakuje jej miliona i dwustu dziewięćdziesięciu trzech tysięcy funtów, by spłacić zobowiązania, jakie czekały ją w najbliższych trzech miesiącach. Poinformowała rząd, że uratować ją może tylko pożyczka państwowa w wysokości co najmniej miliona. (…) W Anglii szybko narastało przekonanie, że praktyka rządzenia wielkim krajem przez spółkę handlową jest błędna i nie da się jej naprawić.

Cztery lata później (w roku 1776) wspaniały wykład teoretyczny na ten temat ogłosił Adam Smith w swych Badaniach nad naturą i przyczynami bogactwa narodów. (…) Z całą jasnością swego wybitnego umysłu ukazał on podstawową sprzeczność tkwiącą w rządach Kompanii. Pierwszym interesem władcy każdego społeczeństwa – pisał – jest, aby wciąż wzrastała zamożność ludu. Według Smitha chodziło nie o interes polityczny władcy (by poddani byli zadowoleni i nie buntowali się), albowiem w odróżnieniu od Makiawela, nie zajmował się istotą władzy i techniką skutecznej polityki. Wskazywał na interes ekonomiczny suwerena. Kiedy jednak suwerenną władzę sprawuje spółka handlowa, podporządkowuje ona swój interes, jako władcy, swemu interesowi kupieckiemu, te dwa zaś interesy są sprzeczne. Spółka będzie po to używała władzy, aby wprowadzić i umocnić swój monopol handlowy, będzie więc hamować i wypaczać rozwój gospodarczy ludu, którym włada. Wiadomo, że na przykład w Indiach brytyjscy urzędnicy zmuszali chłopów do zaorania pól obsianych makiem, aby utrzymać wysoką cenę opium, które mieli na składzie. Oczywistym interesem Kompanii, jako władcy, było to, aby poddani tanio kupowali towary europejskie, natomiast by sprzedawali swoje produkty drogo. Jako spółka handlowa mająca monopol na prowadzenie handlu między Indiami a Europą, Kompania była zainteresowana czymś odwrotnym: zmuszaniem Hindusów do kupowania dostarczanych przez nią towarów po najwyższych cenach i sprzedawania własnych produktów kupowanych przez Kompanię – możliwie tanio. W ten jednak sposób, dbając o umocnienie swego monopolu, Kompania działała wbrew własnemu interesowi jako władcy. Wszystko to prowadziło do ruiny rządzonego przez monopolistę narodu. Smith z niezwykłą przenikliwością, na podstawie jedynego znanego mu wówczas przykładu: rządów Kompanii Wschodnioindyjskiej w Bengalu, wskazał na wielkie niebezpieczeństwa płynące z połączenia w jednym ręku władzy suwerennej i monopolu gospodarczego.

Dyrektorzy Kompanii byli wybierani corocznie, a glosować mógł każdy udziałowiec dysponujący akcjami o wartości pięciuset funtów. Zrozumiałe, że taki system umożliwiał ludziom rozporządzającym odpowiednim kapitałem rozmaite manipulacje wyborcze. Odbywało się to albo przez pośpieszne skupowanie udziałów przed zebraniem wyborczym, albo poprzez dzielenie posiadanych akcji na pięćsetfuntowe portfele, z którymi występowali ludzie głosujący tak, jak sobie tego życzył rzeczywisty właściciel. Zarówno Clive, jak i Sulivan (oraz jego przyjaciele, wśród których byli znani dostojnicy, tacy jak lord Verney i lord Shelburne) chętnie posługiwali się oboma sposobami. Ci ostatni utworzyli w roku 1769 blok wyborczy dysponujący akcjami wartości stu tysięcy funtów, co dawało im dwieście głosów. Walka wewnętrzna w łonie Kompanii w połączeniu z coraz trudniejszą sytuacją finansową i poruszeniem opinii publicznej wywołanym zarówno ekscesami nababów, jak i napływającymi z Indii wiadomościami o skandalach i nadużyciach sprawiły, że rząd poczuł się zmuszony do energicznej interwencji. Normalną koleją rzeczy, w obliczu zamierzeń rządowych, wkroczył również parlament. Kompania była bezradna. Zdobyła się wprawdzie na wysłanie do Indii specjalnej komisji złożonej z czterech inspektorów, których zadaniem było zaprowadzenie porządku i opracowanie projektu reform, ale statek wiozący ich do Madrasu zatonął, a inspektorzy zginęli. Później parlament zakazał Kompanii podejmowania na własną rękę podobnych działań. Spółka została więc ubezwłasnowolniona.

xxx

Kazimierz Dziewanowski był, jak sądzę, masonem wysokiego stopnia. Jego przodek, jako oficer napoleoński, brał udział w szarży pod Somosierrą. Pisze on, że to, co różniło Anglików epoki elżbietańskiej od innych narodów ówczesnej Europy, to symbioza interesów państwa i poszczególnych przedsiębiorczych obywateli. I stąd dominacja Imperium Brytyjskiego. Tego nie było w innych monarchiach, w których monarcha rządził silną ręką i nie było mowy o jakimkolwiek partnerstwie. Jednak nie wyjaśnia, dlaczego tylko w Anglii było to możliwe. Dlaczego w momencie pojawienia się tego imperium, niewątpliwie morskiego, dwa dotychczasowe, czyli Hiszpania i Portugalia, musiały ustąpić? Wprawdzie zachowały swoje kolonie, ale na morzach już nie dominowały. A w tym czasie imperium lądowe, czyli Rosja, rozwijało się nadal. Doszło do takich rozmiarów, że w pewnym momencie graniczyło w Kalifornii z Imperium Hiszpańskim. Gdy jednak imperium morskie zetknęło się tam z tym lądowym, to lądowe wycofało się za miedzę, oddając przy tym Alaskę. Więcej o tym w blogu Syberia.

Zanim pojawiło się Imperium Brytyjskie, to hiszpańskie i portugalskie rozwijały się, pomimo że były to „skostniałe” monarchie. Wynika z tego wniosek, że upadek tych imperiów nastąpił w sposób zaplanowany. Miejsce Hiszpanów na morzu zajęli Anglicy, a Portugalczyków – Holendrzy. Wszystko to się zbiegło w czasie, mniej więcej, z odkryciem Ameryki, reformacją i hiszpańską inkwizycją. Najpierw Hiszpanie rabowali złoto i srebro należące do Indian w Ameryce i zwozili je do Hiszpanii. Po drodze o swoje upominał się niejaki Francis Drake, pirat, czyli złodziej, na usługach królowej angielskiej. By stworzyć nowe imperium potrzeba było dużo kasy, a to były czasy, gdy nie można było drukować pieniędzy bez ograniczeń. Złoto i srebro zmagazynowano w Hiszpanii, a później zaczęto je przenosić do Anglii i Holandii. Do tego była potrzebna inkwizycja, czyli pretekst do emigracji części Żydów z Hiszpanii i Portugalii i osiedlania się w innych krajach Europy, tak jak obecnie wojna na Ukrainie jest pretekstem do osiedlania milionów Ukraińców w Rzeczypospolitej Ukraińskiej.

Gdy już złoto i srebro zdeponowano we właściwym miejscu, to można było zacząć budowę nowego imperium i trzeba było jakoś ogłosić Urbi et Orbi, że się ono narodziło. W przypadku Hiszpanii było to słynne zwycięstwo Anglii nad niepokonaną dotychczas hiszpańską Armadą. To była oczywiście ustawka, więcej o tym w blogu Armada . Podobnie rzecz się miała w przypadku Portugalii. W tym wypadku taką ustawką była ta bitwa morska w 1612 roku, gdy dwa angielskie okręty pokonały portugalskie. Dziewanowski nie opisuje dokładnie przebiegu tej bitwy i nie wiadomo, ile było tych portugalskich okrętów. Pisze tylko, że angielskie były zdolne do manewrów, czyli sterowne, bez względu na kierunek wiatru, a portugalskie – nie, a było ich dużo. Być może dlatego, że wyjaśnił to w opisie klęski Armady. Chodziło o to, że angielskie okręty były długie i wąskie z kilem, a hiszpańskie to takie balie wspomagane wiosłami, gdy wiatr był niesprzyjający. To oczywiście dawało angielskim przewagę, bo mogły one szybko ustawić się burtą do wrogiego okrętu i wykorzystać wszystkie działa. Hiszpanie natomiast prowadzili na morzu walkę w stylu lądowym, czyli podpłynięcie do wrogiego okrętu, wejście na pokład wroga i wyrżnięcie go. I taka Armada płynęła w kierunku Anglii. Wiał południowo-zachodni wiatr i pchał ją na południowo-zachodnie wybrzeże Anglii. Załogi angielskich, sterownych, ale nielicznych w porównaniu z Armadą, mogły tylko się przyglądać, jak Hiszpanie dopłyną do Plymouth, a tam już na nich czekała cała bezbronna Anglia, która nie miała wojsk lądowych i do dziś ich nie ma, ale zawsze jest gotowa wysłać je na Ukrainę. I stało się coś dziwnego, bo hiszpański głównodowodzący, książę Medina-Sidonia, zamiast dopłynąć do portu, nakazał płynąć wzdłuż Kanału, by połączyć się z siłami księcia Parmy z Niderlandów i razem mieli zaatakować Anglię. Nic oczywiście z tego nie wyszło i Anglicy na swoich zwrotnych okrętach strzelali do Hiszpanów jak do kaczek.

Podobną ustawkę uskuteczniono, tyle że na mniejszą skalę, w Indiach. Tutaj ta porażka Portugalczyków miała przekonać Hindusów, że Anglicy są niezwyciężeni i że opór przeciwko nim nie ma sensu. Dominacja Anglików w Indiach była, jak pisze Dziewanowski, wynikiem tego, że władza, która dokonała podboju tego państwa, nie potrafiła go zjednoczyć.

Islam dotarł do Indii około 712 roku, a więc w tym samym czasie, gdy Arabowie dokonywali podboju Europy. W XIV wieku niemal cały półwysep znalazł się pod panowaniem muzułmańskim. Później nastąpił rozpad a następnie ponowne zjednoczenie pod rządami Wielkich Mogołów, czyli dynastii pochodzenia turecko-mongolskiego.

Źródło: Wikipedia.
Źródło: Wikipedia.

I w tym czasie pojawia się w Indiach Kompania, która z czasem staje się państwem w państwie. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że spółka handlowa mogła być tylko spółką żydowską, bo handel od najdawniejszych czasów pozostaje w rękach żydowskich. Skoro islam zadomowił się w Indiach od VIII-go wieku, to również Żydzi musieli tam być. Więcej o tym w blogu Islam a Żydzi. Marek Arpad Kowalski w książce Kolonie Rzeczypospolitej Bellona 2005 pisze:

„Spośród innych, nie misjonarzy, lecz podróżników, najczęściej wymieniany jest niejaki Gaspar da Gama, zwany też Gaspar da India. (ok. 1455-1510). Był to Żyd urodzony w Poznaniu, stąd zalicza się go patriotycznie do naszych rodaków, tyle że we wczesnej młodości opuścił wraz z rodzicami Polskę. Początkowo przebywał w Palestynie, stamtąd około 1470 roku udał się do Indii, gdzie w 1498 roku zetknął się z wyprawą Vasco da Gamy, służąc jej jako tłumacz i znawca miejscowych obyczajów. Przyjął chrzest, podczas którego otrzymał nazwisko dowódcy portugalskiej wyprawy, a zapewne Vasco da Gama był także jego ojcem chrzestnym. Uczestniczył później w wielu ekspedycjach morskich. Znał dobrze wybrzeża Afryki Wschodniej, co w pierwszych latach po przetarciu szlaku przez Vasco da Gamę, pomagało portugalskim żeglarzom w docieraniu do Indii słabo jeszcze znaną drogą. Ale trudno uznać go za przedstawiciela Polski wśród pierwszych odkrywców; był Portugalczykiem z wyboru.”

Znali więc Żydzi dobrze Indie i zapewne przekazali Kompanii tę wiedzę, a oni już wiedzieli, co z nią zrobić. Stworzyli własne państwo w Indiach, które oficjalnie było angielską kolonią. I tak – chowając się za plecami Anglików, czy szerzej Brytyjczyków – podbili świat, stworzyli największe imperium morskie, a na lądzie – Stroganowowie, kupiecki ród, kolonizując Syberię, tworzył największe imperium lądowe. Jeśli „Anglicy” mogli zapanować na morzu, to tylko dlatego, że Żydzi hiszpańscy i portugalscy byli w stanie wywierać wpływ na monarchów tych państw i ich elity, jak choćby na księcia Medinę-Sidonię, by nie przeszkadzali w budowie nowego „niezwyciężonego” imperium. Później było podobnie, gdy Hitler zaatakował Anglię z powietrza i nadaremnie przekonywał go wcześniej admirał Raeder do działania w basenie Morza Śródziemnego, w Północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie, bo tam było najsłabsze ogniwo Imperium i tam Niemcy powinni skierować wszystkie swoje siły, bo prawie nie było tam angielskich wojsk. Zanim w końcu Hitler zdecydował się, to Anglicy naprawili byli ten błąd.

Donald Trump, po objęciu urzędu Prezydenta Stanów Zjednoczonych, oświadczył, że chce przejąć kontrolę nad Kanałem Panamskim, bo mu nie odpowiada, że to Chińczycy kontrolują go. I słowo stało się ciałem. Ostatnio pojawiła się informacja, że grupa amerykańskich i szwajcarskich inwestorów, wspierana przez BlackRock, podjęła decyzję o zakupie większościowego pakietu udziałów w spółce CK Hutchison z Hongkongu. Tak w praktyce wygląda przejęcie kontroli nad Kanałem przez Amerykanów. Jacyś tajemniczy inwestorzy kupują od innych tajemniczych inwestorów pakiet kontrolny akcji Kanału. Spółka CK Hutchison jest tak samo chińska jak BlackRock amerykański.

x

Czym była Kompania Wschodnioindyjska? Połączyła w jednym ręku władzę suwerena i monopol gospodarczy, jak pisał Adam Smith i który wskazywał na niebezpieczeństwa płynące z takiego mariażu. Władza suwerena i monopol gospodarczy to socjalizm. A więc Kompania była państwem socjalistycznym, pierwszym państwem socjalistycznym na świecie. Mamy zatem kwadraturę koła: monopol państwa w dziedzinie władzy i monopol gospodarczy – źle; wolny rynek – też źle, bo, prędzej czy później, zostanie on zmonopolizowany przez wielkie korporacje, które uzależnią od siebie suwerena. Ale dlaczego on zostanie zdominowany przez wielkie korporacje? Bo władza „suwerena” otworzy przed nimi własny rynek. A dlaczego otworzy? Bo żadna gospodarka nie może obecnie istnieć w izolacji od reszty świata. W Indiach przetestowano wszystko, nawet szwindle wyborcze. Żydzi stworzyli Imperium Brytyjskie, by, chowając się za plecami Anglików, podbić świat, nie podbijając go oficjalnie. Jest ono, a konkretniej Stany Zjednoczone, ich narzędziem do terroryzowania świata w sensie gospodarczym, ale też i militarnym, jeśli zachodzi taka potrzeba. I to jest ta symbioza interesów państwa i poszczególnych przedsiębiorczych obywateli, którymi są Żydzi.