Pisałem już wcześniej, że wielka literatura tym różni się od zaściankowej, że porusza tematy fundamentalne dla ludzkiej egzystencji. Do niej niewątpliwie zalicza się powieść Jonathana Swifta Podróże Guliwera. Pewnie dla wielu znana jest jej wersja dla dzieci. Wikipedia tak o niej pisze:
Podróże Guliwera (ang. Gulliver’s Travels) – popularny skrót tytułu powieści Jonathana Swifta napisanej w 1726 roku, stanowiącej połączenie satyry na ludzką naturę z parodią popularnych w tamtym okresie „powieści podróżniczych”. Powieść ta stanowi najbardziej znaną pracę Swifta, jest jednocześnie zaliczana do klasyki literatury angielskiej. Pełny tytuł to “Travels into Several Remote Nations of the World. In Four parts. By Lemuel Gulliver, First a Surgeon, and then a Captain of Several Ships”, czyli “Podróże do wielu odległych narodów świata, w 4 częściach, opisane przez Lemuela Guliwera, najpierw lekarza okrętowego, później kapitana kilku statków”.
Książka zdobyła ogromną popularność już wkrótce po wydaniu (John Gay stwierdził, że stanowi lekturę uniwersalną, czytaną przez wszystkie warstwy społeczne), ukazuje się drukiem praktycznie nieprzerwanie od roku pierwszej publikacji.
Współcześni czytelnicy Swifta postrzegali Podróże Guliwera jako powieść z kluczem, starając się rozszyfrować aluzje do działających na scenie politycznej stronnictw, a nawet konkretnych postaci. W kolejnych częściach książki Swift poddał krytyce obyczajowość brytyjską początku XVIII wieku (kompromitacja polityki, sądownictwa, ustroju parlamentarnego, nauki, filozofii), atakował nietolerancję, pychę, głupotę, donosicielstwo, intrygi.
George Orwell powiedział, że gdyby miał wybrać sześć książek, które miałyby ocaleć, podczas gdy wszystkie inne uległyby zniszczeniu, Podróże Guliwera z pewnością znalazłyby się wśród nich.
Książka przedstawia się jako zwykła powieść podróżnicza, której narratorem jest „Lemuel Guliwer, początkowo lekarz pokładowy, później kapitan kilku statków”. Z uwagi na drastyczne często fragmenty, książka doczekała się szeregu wariantów dostosowanych do różnych czytelników. Oryginalna książka jest ostrą, brutalną satyrą. Jej opublikowanie świadczy o znacznej wolności słowa w ówczesnej Wielkiej Brytanii.
x
W powieści tej opisane są cztery podróże Guliwera. Pierwsza prowadzi do krainy Liliputów, w drugiej bohater trafia do krainy gigantów, gdzie sam gra rolę liliputa. Trzecia podróż wiedzie go na wyspę Laputa do królestwa muzyków i matematyków, czwarta – do kraju rządzonego nie przez ludzi, którzy zachowują się tam jak dzikie i trudne do poskromienia zwierzęta, lecz przez mądre konie Houyhnhnmy. Podróże Guliwera uważane są za pierwszą w historii krytykę czasów nowożytnych, arcydzieło satyry społecznej i politycznej poddające krytyce obyczajowość społeczeństwa, którego jedynym drogowskazem stała się chytrość i pogoń za zyskiem. – Tak charakteryzował tę powieść wydawca, czyli Wydawnictwo Siedmioróg Wrocław 2022. Z tego wydania pochodzą wybrane przeze mnie cytaty. Niestety przekład jest zły i może stąd brak nazwiska tłumacza. Dziwna to praktyka, z którą spotykam się po raz pierwszy. Choć, z drugiej strony, czy w kraju Zulu-Gula może jeszcze coś dziwić? A może to Ukrainiec i dlatego nie ma nazwiska?
x
W Lilipucie:
Jakkolwiek państwo nasze w oczach cudzoziemca zdaje się być kwitnące, musimy jednak z dwiema plagami walczyć: z buntem wewnętrznym i najazdem z zewnątrz, którym nam grozi potężny nieprzyjaciel. Co do pierwszego, to trzeba ci wiedzieć, że od siedemdziesięciu księżyców były w tym państwie dwie partie sobie przeciwne pod nazwami Tramecksan i Slamecksan, tak nazwane od wysokich i niskich klocków, czyli obcasów u trzewików, którymi się różnili.
Wiadomo wszystkim, że wysokie klocki bardziej się zgadzają z naszą starą konstytucją. A choć tak się ma sprawa, cesarz postanowił używać tylko niskich klocków, tak w sprawowaniu rządu, jako też we wszystkich od woli monarszej zależnych urzędach. Mogłeś nawet zauważyć, że klocki Jego Cesarskiej Mości są przynajmniej o durr niższe niż któregokolwiek z dworzan (durr to ich czternasta część ciała).
Niechęci dwóch partii – mówił dalej – w takim wysokim są stopniu, że ani nie jedzą, ani nie piją ze sobą, ani do siebie nie mówią. Rozumiemy, że tramecksani, czyli wysokie klocki, przeważają nas liczbą, ale w naszych rękach jest władza. Niestety! Lękamy się, żeby syn cesarski, następca tronu, nie miał skłonności do klocków wysokich, zwłaszcza, jak łatwo dostrzec, że jeden jego klocek wyższy jest od drugiego, dlatego idąc, trochę kuleje. Otóż wśród wewnętrznego zamieszania grozi nam najazdem wyspa Blefusku, która jest drugim wielkim cesarstwem świata, tak prawie obszernym i mocnym jak nasze państwo. Bo co się tyczy opowiadań twoich, jakoby znajdowały się na świecie inne państwa, stany, zamieszkane przez ludzi tak wielkich i tak ogromnych jak ty jesteś, filozofowie nasi bardzo w to wątpią i wolą raczej twierdzić, żeś spadł z księżyca lub z jakiejś innej gwiazdy, ponieważ stu ludzi twojej wielkości w krótkim czasie wyjadłoby w państwie naszego cesarza wszystkie owoce, wszystkie bydlęta i całą żywność.
Ponadto nasi dziejopisarze od sześciu tysięcy księżyców o żadnych innych krajach, prócz państw Liliputu i Blefusku, wzmianki nie czynią. Te dwa straszne mocarstwa, jak ci nadmieniłem, przez trzydzieści sześć księżyców toczyły ze sobą uporczywą wojnę, której powód był następujący: wszyscy się na to zgadzają, że początkowo zawsze tłuczono jaja przed jedzeniem z grubszego końca, ale dziad cesarza miłościwie nam panującego, gdy jeszcze był dzieckiem, mając jeść jajo i nadłamawszy je zgodnie ze starożytnym zwyczajem, nieszczęśliwym jakimś przypadkiem skaleczył sobie palec, skąd się wzięło, że cesarz, ojciec jego, pod surowymi karami wydał prawo, żeby od owego czasu jaja z cieńszego końca tłuczono. Lud tą ustawą był tak oburzony, że dziejopisarze nasi wspominają o sześciu z tego powodu rozruchach, w których jeden cesarz utracił życie, a drugi koronę. To zamieszanie i niezgody wewnętrzne wzniecali zawsze królowie Blefusku (Putin – przyp. W.L.), a kiedy bunty poskramiano, winowajcy uciekali do ich kraju. Szacuje się, że jedenaście tysięcy ludzi na przestrzeni tego czasu wolało ponieść śmierć niż poddać się prawu tłuczenia jaj z cieńszego końca. Napisano kilkaset wielkich tomów o tym zdarzeniu i udostępniono ludowi, ale księgi Grubo-Końców zakazane są od dawna, a ich partia uznana za niegodną posiadania urzędów. W czasie tych ustawicznych zamieszek królowie Blefusku często przez posłów swoich oskarżali nas o zbrodnie, jakobyśmy kardynalnie gwałcili przykazania naszego wielkiego proroka Lustroga, objawione w pięćdziesiątym czwartym rozdziale Brundrecalu (to jest ich Alkoranu), co jednak, myślę, jest tylko przekręceniem tekstu, który brzmi: Wszyscy wierni tłuc będą jaja z końca wygodniejszego”.
Według mnie, każdy powinien sam rozstrzygać, który koniec do tłuczenia jest wygodniejszy, a przynajmniej ustanowienie tego należy zostawić Najwyższemu Sędziemu. Grubo-Końce tyle względów u króla Blefusku, tyle tajnej pomocy i wsparcia w swoim własnym kraju znaleźli, że z tego powodu między dwoma państwami już przez trzydzieści sześć księżyców panuje krwawa wojna z odmiennym szczęściem dla stron walczących. W tej wojnie straciliśmy czterdzieści okrętów liniowych i wiele pomniejszych statków, i trzydzieści tysięcy najlepszych naszych majtków i żołnierzy. Uważa się, że nieprzyjaciel nieco większą poniósł stratę. Jakkolwiek jest, teraz szykują (Putin – przyp. W.L.) wielką flotę w celu wkroczenia do naszego kraju.
x
W krainie gigantów:
Zacząłem od opowiadania, że nasze stany złożone są z dwóch wysp zawierających trzy potężne królestwa pod jednym monarchą, nie licząc stanów, które mamy w Ameryce. Rozwodziłem się dużo nad urodzajem naszej ziemi i umiarkowanego powietrza. Opisałem potem ustanowienie naszego Parlamentu, złożonego po części ze znakomitego ciała, nazwanego Izbą Lordów, osób krwi najszlachetniejszej, dawnych dziedziców i panów najpiękniejszych majętności w kraju. Opowiadałem, jak im najtroskliwszą dają edukację, tak w naukach, jak i sztuce wojennej, aby mogli być urodzonymi króla i królestwa konsyliarzami, prawodawcami państwa, członkami Najwyższej Izby Sprawiedliwości, od której nie ma apelacji, i gorliwymi obrońcami monarchy i ojczyzny przez swoje męstwo, postępki i wierność; że ci panowie są ozdobą i bezpieczeństwem królestwa, godnymi następcami swoich sławnych przodków, których dostojeństwa były nagrodą znakomitej cnoty i których potomstwa wyrodnego nie widziano. Razem z nimi zasiada w tej Izbie wielu świętych mężów, tytułowanych biskupami, których szczególną powinnością jest czuwać nad religią i tymi, co ją opowiadają, że na to wysokie dostojeństwo król i najmądrzejsi jego doradcy wybierają spośród duchowieństwa ludzi świątobliwych i uczonych i że ci biskupi są duchownymi ojcami kleru i narodu.
Dodałem, że drugą część tego Parlamentu stanowi zacne zgromadzenie, nazwane Izbą Gmin, złożone z osób szlachetnych, wybranych w głosowaniu powszechnym przez obywateli z powodu ich rozumu i miłości do ojczyzny, żeby wyrażali mądrość całego narodu. Powiedziałem, że te dwa ciała czynią najzacniejsze w Europie zgromadzenie, któremu wraz z królem przekazane jest prawodawstwo.
Potem opisałem nasze sądy, gdzie zasiadają wielebni mędrcy, rzetelni tłumacze prawa, którzy wyrokami swymi rozstrzygają kłótnie prywatnych osób, którzy karzą zbrodnie, a niewinności bronią. Nie zaniedbałem powiedzieć o mądrej ekonomii naszych dochodów, o waleczności i doskonałej dyscyplinie naszych wojsk lądowych i morskich. Wymieniłem liczbę ludu, podając, ile milionów liczy każda sekta religijna i partia polityczna. Nie opuściłem ani naszych zabaw, ani widowisk publicznych, ani żadnych szczegółów, które mogły czynić zaszczyt mojej ojczyźnie. Zakończyłem krótkim opisaniem wypadków i zdarzeń w ciągu ostatnich stu lat w Anglii.
Ta rozmowa ciągnęła się przez pięć audiencji, a każda audiencja trwała po kilka godzin. Król Jegomość słuchał wszystkiego z wielką pilnością, notując krótko, co mówiłem, i pytania, które mi chciał zadawać. Gdy zakończyłem moje długie mowy, Król Jegomość na szóstej audiencji, przejrzawszy, co sobie z nich zapisał, miał wiele wątpliwości, pytań i zarzutów względem każdego artykułu. Spytał mnie najpierw, jaką otrzymuje edukację młodzież szlacheckiego urodzenia dla wykształcenia ciała i duszy i czym się najwięcej zajmuje w latach do nauki najzdatniejszych. Co się robi, by zapewnić wakujące miejsce w Izbie Lordów, kiedy zgaśnie jakiś dom szlachetny, co musi czasem się przytrafić? Jakie przymioty potrzebne są tym, których na nowych wynoszą lordów? Czy widzimisię monarchy albo suma wręczona jakiejś damie lub pierwszemu ministrowi, albo też chęć wzmocnienia partii nieprzyjaznej obywatelom nie bywają powodem do takich promocji? Jaką znajomość praw krajowych posiadają lordowie i w jaki sposób stają się zdolni do ostatecznego rozsądzania praw swych współobywateli? Czy od chciwości, stronniczości i popędów są wolni, tak że przekupstwo lub inne niegodne względy nie mają do nich dostępu? Czy ci święci biskupi, o których mówiłem, do godności swojej zawsze przychodzą przez umiejętności teologiczne i pobożność? Czy nie czynią czasem podłości? Albo czy nie wchodzą w intrygi, będąc jeszcze prostymi kapłanami? Czy nigdy taki święty lord nie był zaprzedany jakiemuś możnemu panu, za którego staraniem doszedł do biskupstwa i czy w takim razie nie idzie potem zawsze ślepo za zdaniem swego dobrodzieja na zgromadzeniach Izby Lordów?
Chciał wiedzieć, jak lud obiera tych, których do Izby Gmin wysyła dla wyrażenia mądrości narodu. Czy ktoś nieznany, lecz z pełnym workiem złota nie może za pomocą przekupstwa zyskać większości głosów i zostać wyniesiony nad panów i najzacniejszą w okolicy szlachtę? Dlaczego z taką gwałtownością ubiegają się o to, aby być wybranymi na zgromadzenie Parlamentu, gdy ten wybór wielkie ze sobą niesie troski i wydatki, a żadnego nie przynosi zysku, często pociągając za sobą zubożenie całego rodu? Ponieważ twierdziłem, że brak wynagrodzenia dla członków Parlamentu jest próbą najwyższej cnoty i ducha obywatelskiego, Król Jegomość wątpił, by to zawsze było szczere. Pytał, czy te osoby są zupełnie bezinteresowne i czynią to jedynie z wielkiej miłości do ojczyzny, czy też spodziewają się koszty swoje odebrać z lichwą od słabego i złego monarchy i sprzedajnych ministrów, poświęcając dobro publiczne? Król Jegomość tyle mi pytań zadawał, tyle zarzutów czynił, iż roztropność nie pozwala mi ich wszystkich powtarzać.
Co do sądów, chciał także, żebym mu wyjaśnił kilka kwestii, co uczyniłem z wielką dokładnością, bo sam zostałem niegdyś prawie zniszczony przez długie prowadzenie sprawy, mimo że ją w końcu ze zwrotem kosztów wygrałem. Spytał mnie, ile przeważnie kosztuje praca prawnika, czy nie za wiele? Czy adwokaci mają wolność bronienia spraw niesprawiedliwych? Czy religia lub polityka odgrywają jakąś rolę w wymiarze sprawiedliwości? Czy adwokaci znają gruntownie ogólne podstawowe zasady sprawiedliwości, czy też poprzestają na mniemaniach o prawie i zwyczajach danego kraju? Czy adwokaci i sędziowie mają moc ustanawiania tych praw, które tłumaczą, jak im się wydaje i podoba? Cy ci prawnicy nigdy nie występują jako obrońcy i oskarżyciele tego samego przestępstwa i nie cytują swoich poprzednich opinii, zmieniając je wedle potrzeb? Czy stan ten jest bogaty, czy ubogi? Czy za obronę lub konsultację biorą zapłatę i czy mogą być wybierani do Izby Gmin?
Potem zaczął mówić o ekonomii i powiedział mi, że jego zdaniem pomyliłem się w tym temacie, ponieważ podałem, że podatki przynoszą tylko pięć lub sześć milinów na rok, a tymczasem rozchód nierównie sięga dalej i dwukrotnie przewyższa dochody. Bardzo dokładnie sobie zanotował to, co mówiłem, sądząc, że się z naszej ekonomii może czegoś nauczyć. Nie mogę pojąć – mówił – jak królestwo śmie czynić większe wydatki nad intraty i zjadać dobra swoje, jak jakiś prywatny człowiek.
Pytał mnie, kim są nasi wierzyciele i skąd bierzemy pieniądze, aby im zapłacić. Mocno dziwił się, że podejmujemy tak kosztowne i wyczerpujące wojny. Zapewne – mówił – że albo jesteście narodem niespokojnym i kłótliwym, albo też macie bardzo złych sąsiadów, a wasi generałowie muszą być bogatsi od waszych królów. Co wy macie za sprawę do innych państw oprócz wysp waszych, cóż macie z nimi za interesy oprócz handlu i traktatów, czyż musicie myśleć o ich podboju, czyż nie dosyć jest pilnować portów i brzegów swoich?
A najbardziej temu się dziwił, żeśmy utrzymywali najemne wojska w czasie pokoju i wolności narodu. Mówił mi, że jeżeli nami rządzą wybrani przez nas członkowie Parlamentu, nie może pojąć, kogo się mamy obawiać i przeciw komu wojnę toczyć. Pytał się mnie, czy dom prywatnego człowieka nie lepiej bywa strzeżony przez niego samego, przez jego dzieci i sługi domowe niż przez hultajów przypadkowo najętych, bardzo mizernie płatnych, którzy zarzynając nas, sto razy więcej mogliby zyskać.
Śmiał się bardzo z mojej dziwacznej (jak mu się podobało nazywać) arytmetyki, gdy mu wyliczyłem, ile nas jest, a uczyniłem to, porównując wiele stronnictw religijnych i politycznych. Czemu – powiedział – zmusza się ludzi mających przekonania przeciwne publicznemu dobru, aby je zmieniali, zamiast zmuszać ich, aby je ukrywali? Pierwsze jest tyranią, niewykonanie drugiego słabością. Nie można nikomu zabronić, aby trzymał truciznę w swoim domu, ale koniecznie należy zakazać jej publicznej sprzedaży.
Uczynił mi uwagę, że między zabawami naszej szlachty wspomniałem o grze hazardowej. Chciał wiedzieć, od jakiego wieku powszechnie na tę zabawę sobie pozwalają. Wiele na nią czasu tracą? Czy niekiedy przez nią majątków swoich nie trwonią? Czy ludzie podli i nikczemni nie mogą czasem przez swoją w tym rzemiośle sprawność zgromadzić wielkich bogactw, trzymać lordów naszych w uległości, przyzwyczajać ich do złego towarzystwa, odrywać ich zupełnie od doskonalenia rozumu i staranności w interesach domowych, a przez straty, które mogą ponosić, nauczać ich, żeby tej samej używali bezecnej sprawności, przez którą sami zostali zrujnowani?
Dziwiła go niewypowiedzianie historia naszego ostatniego stulecia. Był to według niego tylko okropny łańcuch sprzysiężeń, buntów, zabójstw, rzezi, rewolucji, wygnań i najszkaradniejszych skutków, które chciwość, partyjniactwo, hipokryzja, zdrada, okrucieństwo, zajadłość, szaleństwo, nienawiść, zazdrość, żądza, złość i ambicja mogły wydać.
Podczas drugiej audiencji Jego Królewska Mość powtórzył znowu wszystko, co mu powiedziałem. Porównał swoje pytania z odpowiedziami, które mu dawałem, a potem wziąwszy mnie na swoje ręce i łagodnie głaszcząc, wyraził się w tych słowach, których nigdy nie zapomnę, jak i tonu, którym je wymówił:
– Mój malutki przyjacielu, Grildrigu, uczyniłeś nadzwyczajną pochwałę swego kraju. Dowiodłeś, że niewiedza, lenistwo i występek są właściwymi przymiotami do ubiegania się o miano prawodawcy, że prawa bywają wyjaśniane, tłumaczone i stosowane przez osoby, których interes i umiejętności skłaniają do zepsucia, zawikłania i omijania praw. Pierwotne zasady instytucji waszego rządu mogłyby jeszcze uchodzić, ale widzę odmieniły je występki. Z tego nawet, coś mi powiadał, nie widzę, żeby jedna przynajmniej cnota była potrzebna dla dostąpienia urzędu. Nie widzę, żeby ludzie zaliczani byli do szlachty przez swoje cnoty, żeby kapłani wynoszeni byli na dostojeństwa przez świątobliwość i wiedzę, żołnierze przez męstwo, sędziowie przez nieposzlakowaną opinię, senatorowie przez miłość do ojczyzny, ministrowie przez mądrość. Lecz co do ciebie – kończył król – któryś większą część swego życia spędził w podróżach, chce wierzyć, iż występkami swego kraju nie całkiem jesteś zarażony. Ale z tego wszystkiego, coś mi opowiadał i z odpowiedzi, jakie z największym trudem od ciebie wydobyłem, sądzę, iż większa część twoich rodaków jest najszkodliwszym rodzajem robaków, jakiemu natura na powierzchni ziemi czołgać się pozwoliła.
xxx
Powieść ta składa się z czterech części. Wybrałem fragmenty z części pierwszej i drugiej, bo dotyczą one polityki. Opis walczących ze sobą mocarstw, to metafora stosunków pomiędzy Anglią i Francją w XVIII wieku. W trzeciej części akcja toczy się na latającej wyspie Laputa. To królestwo muzyków i matematyków, którzy całkowicie oddają się nauce i sztuce, ale nie potrafią zastosować tej wiedzy w praktyce. To satyra na Royal Society, czyli brytyjską akademię nauk. W czwartej części autor opisuje krainę rządzoną przez konie, w której ludzie są zdegradowani do roli dzikich i trudnych do okiełznania zwierząt.
x
Czytając te dwa zacytowane fragmenty, nie sposób odnieść wrażenia, że to wszystko jest nadal aktualne, pomimo że Swift pisał to w 1726 roku, a więc trzysta lat temu. Mamy więc tam cesarza, który popiera „klocki niższe”, a jego syn, następca tronu, skłania się ku „klockom wyższym”. My mieliśmy prezydenta, „prawicowego”, który wspierał „lewą nogę”. Po roku 1989 z czasem ukształtował się u nas system dwupartyjny. I my też mamy swoje klocki niższe i wyższe. Wiadomo więc skąd to przyszło.
Opis relacji dwóch państw, czyli Liliputu i Blefusku, pasuje jak ulał do wojny na Ukrainie. Obecne zawirowania na linii Rosja – Stany Zjednoczone obrazują, jak doskonałym systemem rządzenia jest system dwupartyjny. Pozwala on na stworzenie klarownego podziału: jeden jest za wojną na Ukrainie (Biden), drugi – przeciw (Trump). Gdyby rządził monarcha, to taka jego zmiana stanowiska stawiałaby go w bardzo negatywnym świetle. Oznaczało by to, że władca jest niepoważny i jak pijany odbija się raz od jednej, raz od drugiej ściany. Również system trójpartyjny nie byłby wskazany, bo uniemożliwiałby klarowny podział. Ten system, stworzony w Anglii, narzuca ona lub jej zbrojne ramię, czyli Stany Zjednoczone, państwom Trzeciego Świata, a więc również Rzeczypospolitej Ukraińskiej.
Anglia jest monarchią, ale nie ma własnego parlamentu, ma go Wielka Brytania. Jej parlament jest dwuizbowy. Składa się z Izby Lordów i Izby Gmin. Nie bardzo wiadomo w jaki sposób wybierani są członkowie Izby Lordów, która do XIX wieku odgrywała główną rolę w Parlamencie. Obecnie Izba Gmin decyduje o wszystkim. W jej skład wchodzi 650 deputowanych wybieranych w wyborach powszechnych, w jednomandatowych okręgach wyborczych. O ich specyfice pisałem w blogu Pomysły.
O systemie prawnym Wielkiej Brytanii Wikipedia tak pisze:
„System prawny Anglii znacznie różni się od systemów prawnych państw kontynentalnych. Różnice te wynikają przede wszystkim z faktu, że w odróżnieniu od całościowo oraz licznie skodyfikowanych i uregulowanych ustawowo dziedzin prawa w państwach na kontynencie europejskim w Anglii (jak i w pozostałych częściach Wielkiej Brytanii) system prawa stanowionego dotyka tylko niektórych gałęzi prawa, przy czym cała reszta opiera się na prawie precedensowym.
System prawny Anglii charakteryzuje się występowaniem obok siebie zarówno prawa ustawowego (statutory law), jak i prawa precedensowego (case albo common law). Pierwsze składa się z szeregu różnych aktów prawa stanowionego, w szczególności ustaw (statutes). W Anglii nie ma konstytucji w sensie formalnym, nie istnieje szczególny akt prawny o randze ponad ustawowej, co jest typowe dla krajów Europy kontynentalnej i USA. Z kolei angielskie prawo common law jest tworzone na podstawie rozstrzygnięć uprzednio przyjętych we wcześniej wydanych wyrokach sądowych, które noszą miano precedensów.”
Z kolei Swift tak m.in. pisze:
„Maksyma sędziów brzmi, że cokolwiek osądzono przedtem, osądzono dobrze. Dlatego z wielką starannością chowają wszystkie dawniejsze dekrety, nawet te, które dyktowała niewiedza i które są przeciwne słuszności i zdrowemu rozumowi. Nazywają je precedensami, czyli zbiorem zasad prawnych. Przywodzi się je jako mające powagę dla uzasadnienia niesprawiedliwych wyroków i sędziowie zawsze się do nich stosują i sądzą według tych przykładów.”
Powyższy cytat wyjaśnia, dlaczego Wielka Brytania nie ma konstytucji. Wprawdzie rządzący we wszystkich państwach, gdzie ona obowiązuje, jej nie przestrzegają, ale dzięki niej możemy przynajmniej dokonać oceny ich działań. I dlatego wiemy, że stan wojenny w Polsce został wprowadzony niezgodnie z konstytucją, czyli nielegalnie, bo w czasie jego wprowadzania obradował Sejm i tylko on mógł podjąć taką decyzję. Również dzięki temu wiemy, że Zełeński sprawuje swój urząd nielegalnie. Co z taką wiedzą może zrobić przeciętny obywatel? Ano tylko tyle, że wie, że władza jest niepoważna i nie przestrzega prawa, które sama ustanawia. A to oznacza, że legitymizowanie takiej władzy poprzez udział w wyborach nie ma sensu. Jednak ta prosta prawda nie dociera do zdecydowanej większości obywateli. W Anglii natomiast wypracowano taki system prawny, w którym udowodnienie władzy, że łamie prawo jest prawie niemożliwe, co więcej, można w nim usprawiedliwić każdą, nawet największą zbrodnię, powołując się na wcześniejsze precedensy. Iście szatański wynalazek.
Nie mogę pojąć – mówił – jak królestwo śmie czynić większe wydatki nad intraty i zjadać dobra swoje, jak jakiś prywatny człowiek. Pytał mnie, kim są nasi wierzyciele i skąd bierzemy pieniądze, aby im zapłacić.
To są te dwa fundamentalne zagadnienia, pytania, które wyjaśniają wszystko. Państwa mogą się zadłużać, bo mają od kogo pożyczać pieniądze. A kim są ci, którzy pożyczają je i skąd oni je biorą? Reszta, czyli wszelkiego rodzaju teorie geopolityczne i ekonomiczne, to zwykłe robienie ludziom wody z mózgu.