Retrospekcja

W poprzednim blogu cytowałem fragmenty książki Kazimierza Dziewanowskiego Brzemię białego człowieka; Jak zbudowano Imperium Brytyjskie. I tak przypomniało mi się, że mam jeszcze jedną książkę jego autorstwa – Polityka w sercu Europy. Książka ta została wydana w 1995 roku. Autor we wstępie m.in. pisze: Chcę przedstawić pewien pogląd na sens i wagę wydarzeń ostatnich lat dla sprawy polskiej. Chodzi o miejsce naszego kraju w świecie, o kształtujące się na nowo polskie położenie w Europie, o naszą sytuację geopolityczną przy końcu XX wieku i tuż przed nadejściem trzeciego tysiąclecia.

To miejsce w świecie i położenie w Europie, to oczywiście nasze miejsce w unii europejskiej i NATO. Wtedy wszystko było przed nami i dla większości, choć nie dla wszystkich, wydawało się, że jest to jedyne racjonalne rozwiązanie. Warto więc, jak sądzę, wrócić do tamtych nastrojów, emocji, argumentów i porównać je z obecnymi, które coraz częściej sprowadzają się do propozycji wyjścia z unii i budowy nowego układu bezpieczeństwa poza NATO. Ten nowy układ bezpieczeństwa miałby polegać, jak chce doradca prezydenta Ukrainy Arestowicz, na sojuszu z Ukrainą, Białorusią i państwami bałtyckimi. No cóż, sojusz z upadłym państwem gwarantem bezpieczeństwa. Czy może być coś bardziej absurdalnego? Nie musi, jeśli motorem tego wszystkiego są Stany Zjednoczone. Najwyraźniej w tym wszystkim chodzi chyba o zupełnie coś innego niż bezpieczeństwo. Podobnie jak 30 lat wcześniej, jak się dziś przekonujemy, w całej tej hucpie związanej z wchodzeniem państw Europy wschodniej do NATO i unii, wcale nie chodziło o bezpieczeństwo, tylko o coś zupełnie przeciwnego, czyli o wojnę na Ukrainie. Wykreowano oczywiście odpowiednią dramaturgię, że niby to Zachód nie chce w NATO i unii nowych członków. W końcu po długotrwałych negocjacjach zgodził się. Ci wybitni reżyserzy dlatego są wybitni, bo potrafią zadbać o najdrobniejsze detale tak, by ten cyrk sprawiał wrażenie autentyczności.

Wybrałem z tej książki parę fragmentów, które pokazują, jak bardzo obecna narracja jest daleka od tamtej sprzed ponad 25 lat. Śródtytuły są mojego autorstwa. Dziewanowski pisze:

»Nie ma lepszej metody zapobieżenia przyszłym groźbom dla pokoju w Europie, a co za tym idzie – na świecie, niż rozszerzenie granic Unii Europejskiej tak, by objęła w pierwszej kolejności państwa Grupy Wyszehradzkiej i by zostało to dokonane pod patronatem NATO.

Co jest polskim głównym celem narodowym? Jest nim zmiana sensu polskiego położenia geograficznego, likwidacja zagrożeń, które się z nim dotąd wiązały, stworzenie sytuacji, w której ani ponowny rozbiór Polski, ani powtórka roku 1939 nie będą już możliwe.

Aby to osiągnąć, Polska musi stać się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej i jej instytucji. Powinna też stać się pełnym członkiem NATO. Jeżeli tego nie osiągniemy i pozostaniem w szarej strefie, strefie nieustabilizowanej, pozbawionej poczucia bezpieczeństwa, wystawionej na nieskrępowane i niczym nie ograniczone działanie sił potężniejszych niż nasze własne – historia nieuchronnie znów się powtórzy.

Mamy największą od 200-300 lat szansę zapewnienia Polsce trwałego bezpieczeństwa. Wymaga to cierpliwości i konsekwentnego działania, nie wolno nam obrażać się ani ulegać nastrojom ksenofobicznym. Przede wszystkim nie należy opuszczać rąk. Jeszcze dwa albo trzy lata temu o wstąpieniu do NATO nie można było niemal marzyć.

Rosja

W latach 1987-1991 była gorbomania. Później przyszło uwielbienie Jelcyna, które nie uzyskało jednak własnej nazwy. I nadal jeszcze wielu ludzi zakłada a priori, że politycy rosyjscy są przepełnieni dobrymi chęciami. Żadni politycy z żadnego innego kraju, a zwłaszcza z krajów demokratycznych, nie mają automatycznie tak wielkiego kredytu zaufania.

Tak więc nadal nie brak ludzi, którzy z uporem i zaciekłością występują przeciw rozszerzeniu NATO, którzy biorą rosyjskie obietnice za rzeczywistość i w każdej sytuacji przyznają rację Rosji. Kampania, jaką toczy w tej sprawie tak szacowny, mający wielkie tradycje i autorytet dziennik jak „New York Times”,wskazuje, że nadal dla wielu opinia najwybitniejszych polityków USA czy Niemiec, nie mówiąc już o politykach krajów Europy Środkowej i Wschodniej, liczy się mniej niż pogróżki Żyrinowskiego czy Graczowa.

Tak bywało dawniej i tak bywa teraz. Ale historia historia ostatnich pięćdziesięciu lat dowodzi, że choć Rosja ma na zachodzie – i zawsze miała – wielu oddanych, nawet fanatycznych kibiców, to jej polityka tworzy więcej przeciwników niż przyjaciół.

Choć czasem trudno się oprzeć zwątpieniu, to jednak faktem pozostaje, że na świecie jest więcej trzeźwych ludzi, niż to się z pozoru wydaje.

Powiedzmy szczerze: ekipa Billa Clintona była z początku skłonna zaakceptować Rosję z dorobkiem inwentarza i przyjąć za dobrą monetę wszystko, co Moskwa mówiła. Można by to nazwać postawieniem wszystkiego na jedną kartę lub raczej, jak mówią Anglosasi, wkładaniem wszystkich jajek do jednego koszyka. Tak to wyglądało od początku kadencji aż do konferencji na szczycie, która miała miejsce w Vancouverze. Jednak wrażenie, jakie wywarł na świecie jej przebieg i składane przez amerykańską delegację deklaracje wywołały tak duże zaniepokojenie w byłych republikach radzieckich,a zwłaszcza na Ukrainie, w krajach Europy Środkowej i Wschodniej i wreszcie w Niemczech, że konieczna okazała się poprawka. Pospieszono zapewnić zaniepokojonych, że taka interpretacja stanowiska amerykańskiego nie jest słuszna. Szczególnie starano się uspokoić Ukrainę. Odtąd datuje się powolna, ale stała ewolucja stosunku USA do Ukrainy.

Ukraina

Po czterech latach, w czasie których w światowej polityce (i wśród polityków) utarł się pogląd, że Ukraina jest przykładem nieudanych reform demokratycznych i gospodarczych, nastąpiła zmiana. Dziś coraz częstsze są głosy wskazujące, że Ukrainie udało się przeprowadzić kilka trudnych operacji politycznych, w rezultacie których jej pozycja uległa wzmocnieniu.

Amerykanie niejednokrotnie już oświadczali, że Ukraina staje się ich „strategicznym partnerem”. W tym sensie wypowiadał się prezydent Bill Clinton na spotkaniu w Pradze, mówił sekretarz obrony Richard Perry, wspomniał też o tym Strobe Talbott. Pozycja Ukrainy uległa poprawie i wzmocnieniu w Europie Zachodniej, a szczególnie w Niemczech. Jak do tego doszło?

Po pierwsze: Ukraina mądrze rozegrała sprawę rakiet i układu o nierozpowszechnianiu broni masowego rażenia.

Gdyby uparła się i postanowiła zachować broń – a niemało było tych, którzy jej to doradzali – straciłaby poparcie państw zachodnich, a na dłuższą metę nie uzyskałaby żadnych korzyści wojskowych, choćby ze względu na koszta i trudności z utrzymaniem broni w stanie operacyjnym. Rosja miałaby okazję rozpętać wielką kampanię antyukraińską, zyskałaby poparcie dla swych żądań przywrócenia kontroli nad republikami byłego ZSRR, umocniłaby też swą pozycję jedynego wiarygodnego rozmówcy Ameryki i Unii Europejskiej.

Gdyby natomiast Ukraina oddała broń bez oporu i przetargów – oczywiście również nie uzyskałaby niczego. Tak to jest w życiu i polityce, że upór nie zawsze popłaca, ale zbytnia ustępliwość tym bardziej nie przynosi korzyści. Wykazując elastyczność, lecz broniąc twardo swych interesów, Ukraina osiągnęła maksimum i stała się ważnym partnerem Zachodu.

Najzręczniej, jak było można, Ukraina rozegrała też trudną sprawę Krymu, zmuszając tym Rosję do niechętnej, ale koniecznej powściągliwości. Ostrożny i inteligentny sposób postępowania dał Ukrainie inicjatywę, a nawet przewagę. Umocniło to jej pozycję z Zachodem.

Tak doszło do zmiany postawy USA. Rosja przestała być dla administracji Clintona jedynym partnerem. Ukraina stała się partnerem drugim, a chwilami równorzędnym. Prezydent Clinton i czołowi przedstawiciele administracji mówią dziś, że niepodległość Ukrainy leży w strategicznym interesie Ameryki.

To wszystko nie byłoby jednak wystarczające, gdyby polityka prezydenta Leonida Kuczmy nie zaczęła przynosić pozytywnych zmian w gospodarce. Ale i tu rysują się budzące nadzieję perspektywy.

Dla Polski tworzy to doskonałą, wymarzoną przez pokolenia sytuację. Na zachodniej granicy demokratyczne Niemcy, których przywództwo mówi dziś o Polsce jak o faktycznym sojuszniku. Na dużej części granicy wschodniej – przyjazna Ukraina, która umacnia dobre stosunki z demokratyczną Europą i Stanami Zjednoczonymi.

Polska musi dostosować do tego swą politykę. Powinniśmy wychodzić Ukrainie jak najdalej naprzeciw, być aktywni, udowadniać nasze przyjazne nastawienie. Powinniśmy to zawsze robić delikatnie i z wyczuciem, by nie wzbudzać podejrzeń, że zmierzamy do jakichś dalszych, ukrytych celów. Nie mamy, nie możemy i nie powinniśmy mieć innych celów niż sąsiedztwo niezależnej i prozachodniej Ukrainy. Będzie to dla nas niezwykle ważna gwarancja bezpieczeństwa i wielkie umocnienie naszej własnej pozycji.

Myślę, że taka konfiguracja polityczna otwiera też dalszą, korzystną perspektywę ułożenia w przyszłości równorzędnych i przyjaznych stosunków z Rosją. Sądzę, że istnienie niezawisłej i pomyślnie się rozwijającej Ukrainy jest warunkiem ułożenia w przyszłości dobrosąsiedzkich stosunków w całym regionie. Nie będzie on wtedy przypominał wagi obciążonej na jednej szali żelaznym, wielotonowym blokiem, a na drugiej – koszem wypełnionym różnymi drobiazgami.

Sposób, w jaki Rosja ułoży swe stosunki z Ukrainą zdecyduje o charakterze przyszłego państwa rosyjskiego.

Nieswojo to powiedzieć, ale powstający układ zaczyna przypominać marzenie Józefa Piłsudskiego, by Polska znalazła w Europie miejsce, w którym mogłaby się poczuć bezpieczna. Marzenie, którego nie mógł zrealizować. Dlatego słusznie publicysta „Rzeczpospolitej” Jan Skórzyński przypomniał okrzyk Piłsudskiego: Niech żyje wolna Ukraina! – Jan Skórzyński, Kijów-Warszawa, co może zrobić Polska, „Rzeczpospolita”, 24 sierpnia 1995. Wystąpienie Piłsudskiego miało miejsce w Winnicy, 17 maja 1920 roku.«

Wnioski

Dziś, z perspektywy czasu, widać, że to była pusta retoryka, która miała na celu przekonać elektorat do właściwego głosowania w trakcie referendum akcesyjnego. Coś, co miało nam dać trwały pokój, okazało się iluzją. Obecnie nikt już nie pamięta, wielu nie może pamiętać z racji wieku, jak to wtedy było, jaka była atmosfera. Gdy więc słyszymy polityków, którzy zapewniają nas, że teraz to będzie lepiej, to warto pamiętać o tym, co było wcześniej i co z tego zostało. A nie zostało nic. W sensie gospodarczym trochę się poprawiło, ale dystans do Europy nie zmniejszył się. W sensie bezpieczeństwa pogorszyło się i to bardzo. I wcale nie dlatego, że Rosja nam zagraża, bo nie zagraża. Jeśli ludzie boją się czegoś, to Ukraińców, wśród których jest wielu wojujących nacjonalistów i co gorsza, wielu z nich ma broń. Ale największe niebezpieczeństwo grozi nam ze strony Ameryki, bo to ona decyduje o wszystkim, co dzieje się w tym rejonie. Oczywiście nie należy zapominać o tym, kto rządzi Ameryką.

Właściwie to należało by zadać sobie podstawowe pytanie: dlaczego upadł Związek Radziecki? Oficjalnie, to dlatego, że nie wytrzymał wyścigu zbrojeń z Ameryką i zbyt duże wydatki na zbrojenia doprowadziły gospodarkę radziecką do ruiny. Tylko po co Związek Radziecki ścigał się z Ameryką? Przecież miał broń atomową i przyparty do muru mógł jej użyć, ale nie użył. No właśnie! Obecnie straszą nas tym, że jeśli Rosja przegra wojnę konwencjonalną na Ukrainie, to w desperacji swojej zdecyduje się na użycie ultima ratio regum (napis umieszczany na działach francuskich za panowania Ludwika XIV), czyli ostatniego argumentu królów, czyli w przypadku Rosji broni atomowej. Tak to tłumaczy znany amerykański politolog John Mearsheimer, który twierdzi, że podrażniona rosyjska duma nie pozwoli Rosjanom na pogodzenie się z porażką. Rosja nie użyje tej broni, bo wie, że walczy z NATO, a nie z jakąś parodią państwa, które nazywa się Ukrainą. A poza tym, to w tej wojnie chodzi o odtworzenie I RP.

Dlaczego więc upadł Związek Radziecki? Dlatego, że pewna opcja wyczerpała się i trzeba było poszukać nowej, by wykreować nowy konflikt. Bez rozpadu Związku Radzieckiego nie mogło by dojść do wojny na Ukrainie, a ponadto nie było by argumentu, że Rosja chce odbudować imperium, czyli powrócić do terytorium z czasów ZSRR.

Już w latach 90-tych Amerykanie uznali, że ich strategicznym partnerem w Europie wschodniej będzie Ukraina, a to oznacza, że Polska zostanie zmarginalizowana i jej interes zostanie podporządkowany interesom Ameryki. W praktyce to już się dzieje. W Polsce dokonuje się wymiana społeczeństwa. Polskie społeczeństwo jest wymieniane na ukraińskie. Dzieje się to na dwa sposoby. Pierwszy to przesiedlenia ludności ukraińskiej na teren całej Polski. Drugi to fizyczne wyniszczanie Polaków, szczególnie starszych, poprzez ograniczanie im dostępu do służby zdrowia. Kulminacja nastąpiła w czasie tzw. pandemii. W żadnym innym kraju w Europie nie było tylu zgonów. Było to przygotowanie do przyjęcia pierwszej fali przesiedleńców. ZUS-owskie oszczędności z tytułu nadmiernych zgonów Polaków można było przeznaczyć dla obywateli Ukrainy.

„Nieswojo to powiedzieć, ale powstający układ zaczyna przypominać marzenie Józefa Piłsudskiego, by Polska znalazła w Europie miejsce, w którym mogłaby się poczuć bezpieczna.” Dlaczego było nieswojo to powiedzieć? Bo wcześniej Dziewanowski napisał:

„Piłsudski pragnął zapobiec niszczeniu Polski przez swary partyjne i prywatę (nazwał nawet Polaków narodem idiotów), ale sam nie zdołał ani skutecznie zreformować ustroju, ani go uzdrowić. Sanacja władzy i kraju z choroby prywaty nie powiodła się, bo to wszak nigdy nie jest w pełni możliwe.”

W blogu „Kryzys przysięgowy” pisałem o tym, że w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1962-1970) jest informacja o tym, że to sam Piłsudski kreował te swary partyjne i prywatę. Cóż, najwyraźniej to bydle uważało, że to Ukraińcy są mądrzy i nieskazitelni, ale oni, stanowiący najliczniejszą mniejszość narodową w Polsce międzywojennej, nie byli niczemu winni, podobnie jak inne mniejszości, tylko Polacy. To bydle szczerze nienawidziło Polski i Polaków i cały czas dążyło do jej zniszczenia.

24 sierpnia 1995 roku ukazał się w „Rzeczpospolitej” artykuł Jana Skórzewskiego Kijów-Warszawa, co może zrobić Polska. Czy Polak tak zatytułowałby ten artykuł? Raczej napisałby Warszawa-Kijów, co może zrobić Polska. Bo taka jest perspektywa Polaka. Wygląda na to, że autor tego artykułu jest (był) Ukraińcem. Niby drobiazg, ale tak m.in. poznaje się Ukraińców. Ukrainizacja Polski trwa od lat, jeszcze przedwojennych i wcześniejszych. Na sile przybrała po powojennych przesiedleniach na ziemie poniemieckie, a po 24 lutego mamy już do czynienia z końcowym odliczaniem.

7 thoughts on “Retrospekcja

  1. TYLKO INTRONIZACJA JEZUSA CHRYSTUSA NA KRÓLA POLSKI WYZWOLI NASZ NARÓD OD SIŁ PIEKIELNYCH. TA WALKA TRWA OD 2000 LAT. AMEN. WYMIANA NARODU POLSKIEGO TRWA JUŻ OD 300 LAT.

    Like

    • niepoprawne teologicznie:
      INTRONIZACJA JEZUSA CHRYSTUSA NA KRÓLA POLSKI
      z pozabiblijnego objawienia Celakówny

      Katolik nie ma obowiązku wierzyć w prywatne pozabiblijne i jeszcze niezatwierdzone przez KK objawienia

      Pan Jezus jest królem Wszechświata ( święto na koniec roku katolickiego)
      Matka Boża jest królową Polski.

      Poprawne teolog.:
      Intronizacja Najśw. Serca P. Jezusa – czyli Społeczne Panowanie Jezusa Chrystusa w pańśtwach i narodach
      Encyklika Quas Primas Papież Pius XI

      Like

  2. “Powinniśmy wychodzić Ukrainie jak najdalej naprzeciw, być aktywni, udowadniać nasze przyjazne nastawienie. Powinniśmy to zawsze robić delikatnie i z wyczuciem, by nie wzbudzać podejrzeń, że zmierzamy do jakichś dalszych, ukrytych celów. Nie mamy, nie możemy i nie powinniśmy mieć innych celów niż sąsiedztwo niezależnej i prozachodniej Ukrainy.”

    Autor Kazimierz Dziewanowski wykazuje się skrajną naiwnością w tej książce. Ukraina jak zobaczy, że więcej nie wydrze z zachodu moment zwróci się w stronę Azji. Z resztą to już nie ma znaczenia dziś, bo ten fikcyjny twór znika z mapy. Byle z jak największymi stratami, bo potem te siły skierują przeciw Polsce, gdyby byli silni, ale na szczęście tak nie będzie.

    Zabawne, że ani słowa jakie plemię żmijowe na prawdę steruje Ukrainą. A plany Izraela nad Morzem Czarnym nadal w grze stąd to zniszczenie sieci energetycznej i wyganianie lokalnej ludności głównie do Polski. Wyżyłują Polskę ile się da. 1 mln tylko pracuje podają. Ja myślę, że jednak więcej. Nie mniej… Co robi pozostałe 7 do 9 mln?

    Like

    • “Autor Kazimierz Dziewanowski wykazuje się skrajną naiwnością w tej książce.” – Proszę wziąć pod uwagę fakt, że książka została napisana na początku lat 90-tych, a Dziewanowski był prawdopodobnie masonem i jako taki mógł znać prawdziwe intencje tych, którzy odpowiadali za zmianę ówczesnej rzeczywistości.

      Liked by 1 person

      • Ale żeby planować na pokolenia, to trzeba mieć prawdziwą wiedzę o tym, co dzieje się na świecie i w jakim kierunku sprawy się potoczą. Przeciętny człowiek tej wiedzy nie ma.

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s