Ponary

W dniu 18 października 2025 na YouTube pojawiło się video kanału Okupowana Polska. Było ono poświęcone zbrodni w Ponarach i zatytułowane: Jak Litwini mordowali Polaków? Kulisy zbrodni w Ponarach. Poniżej fragment komentarza narratora.

Zanim Ponary stały się symbolem masowych mordów, na ich terenie znajdowało się niepozorne osiedle przeznaczone dla robotników PKP. Miejsce to posiadało wysoki standard oraz było całkiem dobrze skomunikowane z większymi ośrodkami. Na jego terenie znajdowała się stacja kolejowa, z której można było dotrzeć do Wilna, Grodna czy Kowna.

Charakter tego miejsca, radykalnie choć jeszcze nie dramatycznie, zmienił się wraz z wybuchem wojny i nastaniem tzw. drugiej okupacji sowieckiej. W jej trakcie sowieci wybudowali podziemny skład paliw, który stanowił zaopatrzenie dla znajdującego się nieopodal lotniska polowego w Chazbijewiczach. Tempo prac prowadzonych przez sowietów było naprawdę imponujące. Przerwało je dopiero rozpoczęcie operacji Barbarossa, a co za tym idzie, zajęcie Wileńszczyzny przez Wehrmacht. W pierwszej kolejności Niemcy dokładnie zbadali teren dawnej sowieckiej bazy, a następnie wyłączyli ją z użytku i zakazali zbliżać się do niej. Aby uchronić ten teren przed obecnością postronnych, otoczono go drutem kolczastym oraz minami, a następnie przeznaczono na miejsce masowej kaźni.

Jeśli chodzi o topografię terenu i najbliższą okolicę, to Ponary wprost idealnie odpowiadały Niemcom do uczynienia z niej miejsca masowej egzekucji. Z jednej strony znajdowały się w sporej odległości od większych skupisk, a z drugiej posiadały z nimi nowoczesne połączenie kolejowe, które można było wykorzystać do deportacji więźniów.

Dawna baza sowiecka była również nie zniszczona, ogrodzona i zabezpieczona. Oddelegowanym do likwidowania wrogów politycznych oddziałom Einsatzgruppen nie pozostawało nic innego, jak przystąpić w tym miejscu do realizowania swego zbrodniczego rzemiosła. Niemcy zajęli Ponary pod koniec czerwca, a pierwsze egzekucje przeprowadzili już w drugim tygodniu lipca 1941 roku. Z przerwami przeprowadzano je do lata 1944 roku.

x

W Wikipedii można przeczytać:

Zbrodnia w Ponarach – zbiorowe egzekucje przeprowadzane przez okupantów niemieckich i ich litewskich kolaborantów, w czasie II wojny światowej, w latach 1941–1944, nieopodal miejscowości Ponary pod Wilnem.

W okresie pierwszej okupacji sowieckiej w Ponarach rozpoczęto budowę podziemnych magazynów paliwa lotniczego. Gdy w czerwcu 1941 roku Wileńszczyzna została opanowana przez wojska niemieckie, nowy okupant wybrał niedokończone magazyny na miejsce masowych egzekucji. Rozstrzeliwano tam Żydów z Wilna i innych miejscowości, a obok nich także przedstawicieli polskiej inteligencji i członków polskiego ruchu oporu, sowieckich jeńców wojennych, działaczy komunistycznych, Romów. Wykonawcami egzekucji byli przede wszystkim członkowie litewskiej formacji kolaboracyjnej Ypatingasis būrys.

Masowe egzekucje w Ponarach były największą zbrodnią popełnioną w okresie okupacji niemieckiej na Kresach Północno-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Dokładna liczba ofiar pozostaje trudna do ustalenia ze względu na fakt, że w ostatnim okresie wojny Niemcy ekshumowali masowe groby i spalili większość zwłok. W literaturze przedmiotu szacowano ją zwykle na około 100 tys. osób. Monika Tomkiewicz, autorka wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej monografii na temat zbrodni ponarskiej, ocenia natomiast, że liczba zamordowanych sięgnęła 80 tys. osób, w tym 72 tys. Żydów i 1,5–2 tys. Polaków.

Modus operandi

Przed II wojną światową Ponary (lit. Paneriai, jid. Ponar) były niewielkim osiedlem wypoczynkowym przeznaczonym dla pracowników Polskich Kolei Państwowych. Swą nazwę wzięło od pobliskiej stacji kolejowej, położonej przy linii Grodno – Wilno – Kowno. Leżały na południe od Wilna, od miasta dzieliła je odległość około 10 kilometrów. W pobliżu Ponar, prostopadle do wspomnianej linii kolejowej, przebiegała droga na Grodno, zwana potocznie „grodzieńką”.

W drugiej połowie 1940 roku, w odległości około trzech kilometrów na północny wschód od stacji Ponary, okupacyjne władze sowieckie rozpoczęły budowę podziemnych magazynów paliwa lotniczego. Docelowo miały one zaopatrywać lotnisko wojskowe w pobliskich Chazbijewiczach. Sowieci otoczyli teren budowy dwumetrowym płotem z drutu kolczastego oraz wysiedlili mieszkańców najbliżej położonych domów. Na terenie „bazy”, jak ochrzciła ją okoliczna ludność, zbudowano także kilka drewnianych szop. Prac budowlanych nie zdołano jednak ukończyć przed wybuchem wojny sowiecko-niemieckiej. Po niedokończonych magazynach pozostało sześć wykopanych dołów. Największy miał średnicę około 40 metrów i głębokość około 5–6 metrów, pozostałe średnicę 8 metrów i głębokość 5 metrów. Doły były połączone rowami o średnicy 1 × 1 metr, w których docelowo miały się znaleźć rurociągi.

Latem 1941 roku nowi okupanci wybrali ponarską „bazę” na miejsce masowych egzekucji. Za decyzją tą przemawiało kilka czynników. Ponary leżały w niewielkiej odległości od Wilna, a przebiegające w pobliżu droga i linia kolejowa umożliwiały szybki i łatwy transport ofiar. Fakt, iż teren „bazy” był ogrodzony i otoczony lasami, ułatwiał zachowanie zbrodni w tajemnicy. Wreszcie wykopane przez Sowietów doły bez trudu można było przekształcić w masowe groby. Niemcy wykonali w „bazie” i w jej okolicach pewne dodatkowe prace budowlane. Teren wokół miejsca straceń otoczono czterometrową siatką zwieńczoną drutem kolczastym i częściowo zaminowano. W ogrodzeniu wybudowano dwie bramy. Większa, dwuskrzydłowa, znajdowała się przy szosie „grodzieńce”, nieopodal przejazdu kolejowego. Mniejsza, od strony wsi Nowosiołki, przeznaczona była dla samochodów ciężarowych. Biegnący przed nią odcinek leśnej drogi częściowo wzmocniono drewnianymi podkładami. Na drzewach wokół „bazy” rozwieszono tablice ostrzegające przed minami. Miejscową ludność ostrzeżono, że zbliżanie się do ogrodzonego terenu będzie karane rozstrzelaniem na miejscu. Z relacji świadków wynika, że zginęło co najmniej kilka osób, które złamały ten zakaz. Na terenie bazy stale przebywało około 10–12 członków Ypatingasis būrys, którzy pełnili służbę wartowniczą.

x

Józef Mackiewicz w powieści Nie trzeba głośno mówić Wydawnictwo Kontra, Londyn 2017, pisze:

W roku 1940 bolszewicy założyli w Ponarach, na spiłowanym kawałku lasu i odebranych od ludności terenach, jakieś przedsiębiorstwo państwowe, wielkie place otaczając mocnym płotem i drutem kolczastym. Z tak zniwelowanego terenu skorzystali Niemcy w roku 1941 i użyli pod miejsce kaźni Żydów. Do Ponar podwożono ciężarówkami, a później całymi transportami kolejowymi, Żydów i tu ich zabijano.

Dalekim echem spływały z tych wzgórz, het, w wielokilometrowy krąg, pojedyncze strzały, krótkie, urywane, trwające nieraz wiele godzin, albo na przemian terkoczące seriami broni maszynowej. Nieraz kilka takich dni z rzędu, przeważnie ku wieczorowi, lub rankiem. Bywały tygodnie, a nawet miesiące przerwy, a później znów, zależnie od kierunku i siły wiatru, od pory roku, mgły czy słońca, rozchodziły się mniej lub bardziej wyraźne postukiwania strzałów.

(…) Wiadomo, że mordowano tam żydowskich mieszkańców Wilna, co mogło stanowić kilkadziesiąt tysięcy. Poza tym zwożono Żydów transportami z pobliskich miasteczek Ostlandu. Rodzinami z getta, bądź też z robót sezonowych, po zakończeniu których nie wracali. Nikt nie był o tym uprzedzony, ani nie wiedział, czy po ostatniej masowej egzekucji nastąpi jeszcze jedna, czy też dłuższa przerwa.

x

Cała ta historyjka o budowie podziemnych magazynów paliwa lotniczego jest zmyślona, by odwrócić uwagę od faktu, że bolszewicy przygotowali nazistom teren pod miejsce kaźni Żydów. Jeśli miałyby to być magazyny paliwa lotniczego, to dlaczego nie próbowano ich budować w pobliżu czy na lotnisku, jak to zazwyczaj czyni się? I dla jakiego lotniska? Polowego? Wojskowego? Na zadupiu zwanym Chazbijewiczami? Jakie tam mogło być lotnisko? Jeśli już, to jakaś łąka, na której mogły lądować awionetki czy inne lekkie samoloty. A poza tym nie buduje się lotnisk, a tym bardziej magazynów paliw, przy samej granicy, bo lotnictwo sąsiada może je łatwo zbombardować. Ale nie to jest ważne. Gdy Japończycy zaatakowali Pearl Harbor, to zniszczyli parę zdezelowanych okrętów, bo te sprawne wyszły odpowiednio wcześniej w morze. Nie zbombardowali też bazy paliw, która tam się znajdowała, bo nie było takiego rozkazu, bo nie mogło go być. W przypadku takiego zbombardowania dominacja Stanów Zjednoczonych na Pacyfiku skończyłaby się, ale nie to było w planie.

I nie było w planie zbudowanie w Ponarach magazynów paliwa lotniczego. Bolszewicy ogrodzili ten teren wysokim płotem i dodatkowo drutem kolczastym, czyli budowali obóz koncentracyjny, by nikt nie mógł stamtąd uciec. Wykopali 6 dołów. Jeden o średnicy 40 metrów i głębokości 5-6 metrów, pozostałe o średnicy 8 metrów i głębokości 5 metrów. Prace rozpoczęto, jak informuje Wikipedia, w 1940 roku, o czym też wspomina Mackiewicz. A więc zajęło to około roku, może 6 do 9 miesięcy. I tym czasie tylko tyle? Dziwnie ospałe było to tempo, jak na państwo, które wcześniej budowało potężne fabryki, huty, zapory wodne, linie kolejowe, drogi itp. Najwyraźniej tylko tyle mieli zrobić.

W przypadku masowych mordów są dwie metody pozbywania się zwłok: krematoria lub wielkie doły. Tak właśnie było w Ponarach. Gdy morduje się kilkadziesiąt tysięcy osób, nawet w odstępach czasowych, to nie sposób wykopać tyle grobów, bo kto miałby to zrobić i gdzie. W warunkach pokojowych jest czas na grzebanie zwłok, czas na przygotowanie nowych cmentarzy i wystarcza do tego stosunkowo niewielka ilość grabarzy, bo nic tu nie dzieje się nagle.

A co się stanie, gdy wymorduje się kilkanaście tysięcy osób w ciągu jednego dnia w sytuacji, gdy ludność ta nie jest stłoczona w obozie koncentracyjnym, tylko rozproszona po wioskach i osadach? Kto miałby wykopać tyle grobów? Skoro ludność ta była rozproszona, to nie można było wykopać jednego wielkiego dołu, bo kto miałby do niego zwieźć te zwłoki i czym? A poza tym, kto miałby ten wieki dół wykopać i czym? – Siekierami? W takiej sytuacji pozostaje tylko jedna metoda: wymordować wszystkich, by nie było świadków, a ciała spalić wraz z wszelkimi zabudowaniami, tak by nie pozostał żaden ślad. Całą operację rozpoczęto w niedzielę o trzeciej nad ranem, by nie doszło do sytuacji, że ktoś poszedł w pole, no bo raczej w niedzielę rano w pole nie poszedł, a jeśli już to – do kościoła.

To wszystko działo się w sytuacji, gdy front był daleko na wschodzie. I jak to się stało, że państwo, które kierowało się zasadą Ordnung muss sein, pozwoliło na działania obcych sił paramilitarnych na terenie mu podległym?

9 thoughts on “Ponary

  1. ” A poza tym nie buduje się lotnisk, a tym bardziej magazynów paliw, przy samej granicy, bo lotnictwo sąsiada może je łatwo zbombardować. ”

    Chyba że jest się zbyt pewnym siebie i szykuje się dużą zmasowaną inwazję na zachód.

    Like

  2. “. Gdy Japończycy zaatakowali Pearl Harbor, to zniszczyli parę zdezelowanych okrętów, bo te sprawne wyszły odpowiednio wcześniej w morze. Nie zbombardowali też bazy paliw, która tam się znajdowała, bo nie było takiego rozkazu, bo nie mogło go być. W przypadku takiego zbombardowania dominacja Stanów Zjednoczonych na Pacyfiku skończyłaby się, ale nie to było w planie.”

    Nie porównywał bym aż tak olbrzymich rzeczy z jakaś pipidowką w Ponarach. Nie ten kaliber. Tam w Pearl harbor to była ewidentna strategiczna ustawka, ale w Ponarach bez sensu rozmienia się Pan na drobne że tam “specjalnie Sowieci przygotowali Niemcom POLE do eksterminacji ” .

    Naprawdę? Poproszę mi wierzyć że Niemcy by dali sobie radę bez ruskich w takiej dziedzinie.

    Like

  3. “Gdy morduje się kilkadziesiąt tysięcy osób, nawet w odstępach czasowych, to nie sposób wykopać tyle grobów, bo kto miałby to zrobić i gdzie”

    Naprawdę? Pan to napisał?

    To jest jakiś technologiczny problem? Rozumiem że budowanie wieżowców to jest technologiczny problem. Ale parę godzin pracy 10 buldożerów zrobi ten projekt i wykona pojemną jamę aby pomieścić to co Pan uważa za niemożliwe.

    Niesamowite.

    Like

    • Dzisiaj tak z partyzanta i z szybkiej pobieżnej lustracji tekstu ale obiecuję że jutro przy%¥€®&olę się bardziej. Tudzież odwołam swoje zarzuty. Na ten czas odczuwam to co Pan popełnił jak zbrodnię na logice. Do jutra

      Like

    • Ale parę godzin pracy 10 buldożerów zrobi ten projekt i wykona pojemną jamę aby pomieścić to co Pan uważa za niemożliwe. Niesamowite.

      Rozumiem więc, że te 10 buldożerów było, oprócz siekier, pił, młotków i tego typu narzędzi na wyposażeniu ukraińskich nazistów. Zapewne pożyczyli im je naziści niemieccy, którzy wtedy kontrolowali ten teren. I pewnie użyczyli im też transporterów wojskowych do zbierania zwłok i przewożenia ich do dołów wykopanych przez te buldożery. Zatem wypada również żądać przeprosin i kajania się nie tylko od współczesnych Ukraińców, ale również od Niemców. Poprzez swoją bierność naziści niemieccy są tak samo winni jak naziści ukraińscy.

      Like

  4. ” Skoro ludność ta była rozproszona, to nie można było wykopać jednego wielkiego dołu, bo kto miałby do niego zwieźć te zwłoki i czym?” Sugeruje Pan że rozproszenie ludności determinuje brak możliwości technicznych wykopania dołów śmierci. Ok

    Idźmy z tym dalej.

    Like

Leave a reply to plebanzenobiusz Cancel reply