Katastrofa smoleńska

Na temat tzw. katastrofy smoleńskiej powiedziano już chyba wszystko, a i tak nadal nie wiadomo, kto był jej sprawcą czy może raczej inspiratorem. Powołano mnóstwo różnych komisji, prowadzono śledztwa, dokonano wielu ekspertyz – mądrych, bo naukowych. Minęło już 13 lat i dalej nie wiemy, czy to był wypadek czy zamach. Wikipedia opisuje to wydarzenie bardzo obszernie. Ja wybrałem tylko niektóre fragmenty i wytłuściłem parę zdań.

xxx

Katastrofa polskiego Tu-154 w Smoleńsku (również katastrofa smoleńska oraz tragedia smoleńska) – katastrofa lotnicza polskiego samolotu wojskowego, do której doszło w Smoleńsku w sobotę, 10 kwietnia 2010 o godz. 8:41 czasu środkowoeuropejskiego letniego (CEST) (10:41 czasu moskiewskiego letniego). Zginęło w niej 96 osób, wśród nich: prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką Marią Kaczyńską, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, 18 parlamentarzystów, dowódcy wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych RP, pracownicy Kancelarii Prezydenta, szefowie instytucji państwowych, duchowni, przedstawiciele ministerstw, organizacji kombatanckich i społecznych oraz osoby towarzyszące, stanowiący delegację polską na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, a także załoga samolotu.

Piloci próbowali wylądować na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj – byłej bazie wojskowej – w gęstej mgle, przy widzialności zmniejszonej do około 500 metrów. Samolot schodził znacznie poniżej normalnej ścieżki podejścia, aż uderzył w drzewa, co spowodowało niekontrolowaną prawie pełną półbeczkę i uderzył w ziemię, zatrzymując się na zalesionym pasie ziemi w niewielkiej odległości od pasa startowego.

Zarówno rosyjskie, jak i polskie oficjalne dochodzenia nie wykazały żadnych usterek technicznych w samolocie i doszły do wniosku, że załoga nie przeprowadziła podejścia w bezpieczny sposób w danych warunkach pogodowych. Władze polskie stwierdziły poważne braki w organizacji i szkoleniu zaangażowanej jednostki lotniczej, która została następnie rozwiązana. Kilku wysokich rangą członków polskiej armii podało się do dymisji pod naciskiem polityków i mediów.

Na przestrzeni lat katastrofa stała się szeroko poruszanym tematem polskiej debaty publicznej. Dyskutowane były m.in. przyczyny i przebieg wypadku. Równocześnie pojawiły się różne teorie spiskowe dotyczące katastrofy, promowane przez liderów Prawa i Sprawiedliwości, Jarosława Kaczyńskiego i jego zastępcę, Antoniego Macierewicza, którzy sugerowali, że katastrofa mogła być politycznym zabójstwem, a rozbicie się samolotu – skutkiem zamachu lub innego aktu terrorystycznego. Dochodzenia polskie i międzynarodowe nie znalazły żadnych dowodów potwierdzających taką tezę.

Początek

Start z portu lotniczego Warszawa-Okęcie nastąpił o godz. 7:27 UTC+2 (9:27 UTC+4), z 27-minutowym opóźnieniem. Zgodnie z planem lotu, w którym lot nosił oznaczenie „PLF 101 – I – M”, rejs miał trwać 75 minut. Lot odbywał się na wysokości 10 tys. m, z prędkością 800 km na godzinę; o godz. 7:45 UTC+2 samolot przekroczył granicę polskiej przestrzeni powietrznej, a o godz. 8:22 UTC+2 wszedł w rosyjską przestrzeń powietrzną, przekraczając punkt nawigacyjny ASKIL. Zbliżywszy się do celu podróży, rosyjskiego lotniska wojskowego Smoleńsk-Siewiernyj, maszyna rozpoczęła manewr zniżania, po czym okrążyła lotnisko na wysokości 500 m, by podejść do lądowania od strony wschodniej kursem 259 stopni.

Lotnisko

Lotnisko nosiło kryptonim „Korsaż” (dosł. „gorset”); nie było na nim wieży kontroli lotów i kierowanie lotami odbywało się ze startowego punktu dowodzenia. Lotnisko Siewiernyj nie posiadało systemu precyzyjnego naprowadzania Instrument Landing System (ILS), a jedynie dwie radiolatarnie bezkierunkowe (NDB). Zgodnie z raportem Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP) wskazania bliższej radiolatarni były niestabilne i wahały się w zakresie ±10°. Również system świetlny lotniska nie działał w dniu katastrofy poprawnie. Światła drugiej i trzeciej grupy (700–800 m od progu pasa) nie istniały, zaś na światłach pierwszej grupy (900 m od progu pasa) z trzech żarówek świeciła się tylko jedna. Wszystkie światła były również zasłaniane przez rosnące w pobliżu drzewa i krzewy. W pobliżu drogi lądowania występowały także przeszkody lotnicze, które swą wysokością przekraczały dopuszczalne normy (niektóre nawet o 11 metrów).

Decyzje

W trakcie pracy grupy kierowania lotami ppłk Plusnin podjął decyzję o skierowaniu samolotu na lotnisko zapasowe z powodu złych warunków atmosferycznych, jednak ta decyzja ppłk. Plusnina została anulowana przez płk. Krasnokutskiego, który nakazał sprowadzić samolot do wysokości 100 m i wydał decyzję zezwalającą na próbne podejście do lądowania. Około godz. 10:30 czasu moskiewskiego (godz. 8:30 czasu polskiego) kierownik lotów rozmawiał o sytuacji pogodowej na lotnisku z Gieorgijem Połtawczenką, pełnomocnym przedstawicielem prezydenta Rosji w Centralnym Okręgu Federalnym i członkiem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, oraz z Siergiejem Antufjewem, gubernatorem obwodu smoleńskiego; oczekiwali oni na lotnisku na przylot polskiej delegacji.

Na cztery minuty przed katastrofą widzialność z ziemi była oceniana na 200 m. 19 lipca 2010 podano, że o godz. 8:41 czasu polskiego warunki pogodowe na lotnisku były następujące: wiatr przy gruncie 110–130 stopni, prędkość wiatru 2 m/s, widzialność 300–500 m, mgła, zachmurzenie 10 stopni warstwowe, podstawa chmur 40–50 m, temperatura plus 1–2 stopnie Celsjusza. W tych warunkach pogodowych lądowanie byłoby niezgodne z przepisami, lecz pilot otrzymał zgodę na wykonanie próby podejścia do lądowania, by się przekonać, jakie są warunki.

Przebieg katastrofy

Załoga wykonała próbne podejście do lądowania do tzw. wysokości podjęcia decyzji. Zezwalając załodze na wykonanie trzeciego zakrętu kręgu nadlotniskowego, kontroler poinformował, aby na wysokości decyzji być gotowym do odejścia na drugi krąg. Według oficjalnych źródeł rosyjskich podana przez kontrolera wysokość decyzji wynosiła 100 m, według zeznań części świadków, niezgodnie z procedurą, 50 m. Samolot kontynuował manewr schodzenia do wysokości decyzyjnej na autopilocie, sterującym wysokością, kursem i ciągiem i według raportów komisji badających przyczyny katastrofy znalazł się w głębokim parowie, 15 m poniżej poziomu lotniska. Jak podała polska Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP), z zapisu rozmów załogi samolotu wynikało, że dowódca statku powietrznego wydał komendę odejścia na drugi krąg, co nastąpiło 8 sekund po osiągnięciu wysokości decyzji; w tym momencie samolot znajdował się na wysokości 39 metrów nad poziomem lotniska i 91 metrów nad poziomem terenu, zniżając się z prędkością pionową 6,2 m/s. Według Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, (ros.) Межгосударственный авиационный комитет (MAK), organu Wspólnoty Niepodległych Państw badającego katastrofy lotnicze, dowódca statku powietrznego nie wydał komendy odejścia na drugi krąg. Według raportu końcowego MAK załoga samolotu podjęła decyzję o lądowaniu, natomiast według raportu końcowego KBWLLP załoga nie podjęła decyzji o lądowaniu. 17 stycznia 2011 płk Mirosław Grochowski, wiceszef polskiej rządowej komisji badającej okoliczności katastrofy pod Smoleńskiem, potwierdził oficjalnie, że przed katastrofą Tu-154 dowódca samolotu, Arkadiusz Protasiuk, wydał komendę „odchodzimy”, bowiem w grudniu 2010 roku polskim ekspertom z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego udało się ustalić, że stało się to w tym samym momencie, gdy w kabinie pilotów słychać pierwszy komunikat pull up, na 22 sekundy przed katastrofą. Potwierdzenie „odejścia” przez drugiego pilota, Roberta Grzywnę, nastąpiło osiem sekund później.

Międzypaństwowy Komitet Lotniczy przypisał wydarzenia zachodzące w ostatniej fazie lotu błędom załogi wywołanym przez czynniki psychologiczne, a Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego „próbie odejścia na drugi krąg przy wykorzystaniu zakresu pracy ABSU – automatyczne odejście”. W trakcie podchodzenia do lądowania kierownik strefy lądowania, mjr Ryżenko, kilkakrotnie informował załogę samolotu, że maszyna znajduje się na kursie i ścieżce; według strony polskiej były to informacje błędne, gdyż w rzeczywistości położenie samolotu było poza dopuszczalną tolerancją dla radiolokacyjnego systemu lądowania (RSP).

Rekonstrukcja ostatnich chwil lotu Tu-154M według raportów MAK i KBWLLP; źródło: Wikipedia.

Załoga zwiększyła ciąg silników, by nabrać wysokości i przez pewien czas maszyna leciała nisko nad ziemią, ścinając na trasie lotu wierzchołki drzew. Pierwszy kontakt z drzewami nastąpił w odległości 1050 m od progu pasa startowego i 40–45 metrów na lewo od jego osi. Według raportu końcowego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) z 12 stycznia 2011, o godz. 8:41:00 czasu polskiego, ok. 60 m na lewo od osi pasa, samolot stracił część lewego skrzydła o długości ok. 6,5 m w wyniku kolizji z brzozą o średnicy pnia 30–40 cm (tzw. brzoza smoleńska) i po następnych 5–6 sekundach zderzył się z ziemią w położeniu odwróconym; nastąpiło to, jak podano, około 350–500 m od progu pasa startowego, 150 m na lewo od jego osi.

xxx

Z informacji podanych przez Wikipedię nie wynika, kto tak naprawdę podjął decyzję o tym, że ten samolot miał wylądować na lotnisku w Smoleńsku – lotnisku, które nie spełniało żadnych standardów bezpieczeństwa. Kto podjął decyzję, że, pomimo trudnych warunków atmosferycznych w Smoleńsku, załoga miała kontynuować lot na to lotnisko? Skoro nie ma odpowiedzi na te zasadnicze pytania, to uzasadnione jest podejrzenie, że był to zamach, a nie – wypadek. A skoro zamach, to wypada sobie zadać pytanie – kto na tym skorzystał?

Odwołując się do wspólnych dla nas, „Europejczyków”, antycznych korzeni, wypada przywołać słynną łacińską maksymę: is fecit, cui prodest, co oznacza, że uczynił ten, dla kogo to było korzystne. Najbardziej podejrzani wydają się być Rosjanie, bo przecież prezydent Lech Kaczyński prowadził antyrosyjską politykę i przestrzegał Europę przed rosyjskim imperializmem. Czy to jednak rzeczywiście tak szkodziło Rosjanom? Państwo całkowicie podporządkowane Stanom Zjednoczonym, które nie miało i nadal nie ma żadnej mocy sprawczej, nie może stanowić jakiegokolwiek zagrożenia dla Rosji, a tym bardziej – ujadanie jego marionetkowego prezydenta. Trudno więc sobie wyobrazić, by Rosjanie byli tak niepraktyczni i podejmowali działania, które niczego nie zmieniają. Jednak nie można wykluczyć ich współudziału w tym zamachu. Ale żeby to wszystko zrozumieć, wypada spojrzeć na to w szerszym historycznym kontekście, a przede wszystkim wydaje się, że przyszłość dała nam odpowiedź. Trzeba było na to czekać 12 lat.

xxx

Zanim jednak przejdę do konkluzji, wypada uświadomić sobie, co jest istotą żydowskiej religii i wywodzącej się z niej żydowskiej mentalności. Henryk Rolicki w swojej książce Zmierzch Izraela (1932) pisze:

Jedynym kluczem do zrozumienia żydostwa jest znajomość jego historii. Religia żydowska, to religia historyczna i polityczna. W przekroju teraźniejszości żydostwo dla każdego stanowić musi zagadkę niezgłębioną, coś nienaturalnego, po prostu niesamowitego. W świetle historii rozjaśniają się mroki tajemnicy.

„Korzenie całej religii żydowskiej tkwią w historii żydowskiego ludu. Początkiem jej jest akt historyczny: wywędrowanie z Egiptu. We wszystkich jej chwilach zwrotnych znajdujemy historyczne zdarzenia. Z nich czerpie ona swą siłę, w głębiach żydowskiego charakteru narodowego leży jej tajemnica: formą jej rozwoju jest polityka.” – Heinrich Kohn, Die politische Idee des Judentums.

Jak to? Polityka? Co ma polityka do wierzeń religijnych? Odpowie nam na to cytowany filozof żydowski:

„Etyczno-polityczne idee stanowiły rdzeń żydostwa. Mojżesz, a po nim wszyscy wielcy przywódcy ludu, których działalność rozwijała się pozornie w całości na terenie religijnym, nie troszczyli się o religię, lecz o Królestwo Boże. Ale w tym pojęciu właśnie polityka jest religią, jest entuzjastycznym dążeniem, skierowanym bezpośrednio ku Absolutowi, ku Bogu, jest jedyną rzeczywistością życia, mieszczącą w sobie wszystkie inne. Nie jest więc już ona jakimś zajęciem pośród innych, jakąś płaszczyzną świadomości pomiędzy innymi, lecz jest ustosunkowaniem się człowieka, woli ludzkiej, w sposób, obejmujący całe życie, do żądań, jakie mu stawia Absolut. A w innym znaczeniu polityką jest tak uregulować stosunki ludzkie i życie codzienne każdego pojedynczego człowieka, aby były po upływie tego okresu skierowane ku celowi ostatecznemu. To skierowanie nazwali żydzi sprawiedliwością.” – Heinrich Kohn, Die politische Idee des Judentums. (Czy zatem partia Prawo i Sprawiedliwość nazywa się tak przypadkowo? – przyp. W.L.).

Powiedzmy sobie to w języku mniej filozoficznym. Oto prawodawcy religijni żydów nie troszczyli się o religię, lecz o zapewnienie Jehowie królestwa Bożego na ziemi. Był to cel polityczny i religia, którą głosili, stała się religią polityczną. Ubierając swój cel polityczny w szatę religijną, uzyskiwali zaszeregowanie całego plemienia i późniejszych pokoleń w jeden zastęp bojowników politycznych. Innym znowu zadaniem było tak uregulować całe prawodawstwo, by każdy czyn jednostki mógł zostać skierowany ku ostatecznemu celowi politycznemu i w ten sposób stać się czynem politycznym. Głównym środkiem działania kierownictwa Izraela było stworzenie dla mas specjalnej etyki; sprawiedliwym, a więc działającym zgodnie z żydowską etyką, jest tylko ten żyd, którego każdy czyn zmierza ku osiągnięciu ostatecznego celu politycznego, czyli ku zapewnieniu królestwa Jehowy.

Żywo musi nas zainteresować Jehowa, ów Bóg izraelski, mający zakrólować nad światem. Przekonujemy się, że nie jest to Bóg uniwersalny, Bóg dla wszystkich, lecz typowe bóstwo plemienne, bóstwo Izraela.

Księga Izajasza tak głosi ludowi izraelskiemu: „To mówi Pan: praca egipska i kupiectwo etiopskie i Sabaim, mężowie wysocy do ciebie przyjdą i twoi będą; za tobą chodzić będą, okowami w okowy pójdą i tobie kłaniać się i modlić będą; tylko w tobie jest Bóg, a nie masz prócz ciebie Boga” (XLV 14).

Albo w innym miejscu: „będą otworzone bramy twoje ustawicznie, we dnie i w nocy nie będą zamknięte, aby noszono do ciebie moc narodów i króle ich, aby przywiedziono. Bo naród i królestwo, które tobie nie służyło, zginie. I przyjdą do ciebie, kłaniając się, synowie tych, którzy cię trapili. I będziesz ssać mleko narodów, a piersiami królów karmion będziesz” (LXI 5).

Jak widzimy, owo królestwo Jehowy nie jest wcale pomyślane nieziemsko; jest to królestwo z tego świata, zapewniające działaczom tego kultu polityczno-religijnego, uczestnikom przymierza z Jehową niedwuznaczne korzyści w postaci władztwa nad innymi narodami.

Środki działania ulegają zmianom; gdy zawiodą jedne, sięga się po inne. A tajemniczość celu ostatecznego uzasadnia dostatecznie utajenie środków, dla których jedynym kryterium etycznym jest „sprawiedliwość”, czyli ich wartość praktyczna dla osiągnięcia celu. Stąd odwieczna, powszechna opinia, że żydzi hołdują zasadzie: cel uświęca środki.

Kierownicy Izraela zmiany metod narzucają gwałtem i rewolucyjnie swoim rzeszom. Takie rewolucje wewnątrz Izraela nie niosą jednak ze sobą pogardy dla przeszłości. Są to bowiem rewolucje w zakresie używania środków, metod działania. Dziś odrzucone, mogą kiedyś w przyszłości znaleźć znowu swą wartość.

Rewolucje w Izraelu nie dotykają dogmatu. Jest nim przymierze z Jehową i cel ostateczny. Na tych dogmatach zasadza się niezmienność dziejowa Izraela.

xxxxxxxx

Z reguły tak jest, że żeby zrozumieć teraźniejszość, trzeba cofnąć się w czasie, czyli poznać przeszłość. W wypadku katastrofy smoleńskiej trzeba dokonać odwrotnego zabiegu, czyli wybiec w przyszłość. Od roku 2010 przejść do roku 2022. Wybuch wojny na Ukrainie wydaje się wyjaśniać zagadkę katastrofy smoleńskiej. Ta katastrofa miała na celu podtrzymanie, a nawet zintensyfikowanie nastrojów antyrosyjskich w polskim społeczeństwie. Smoleńsk, a więc pośrednio Rosjanie, miał się kojarzyć ze wszystkim, co najgorsze w historii Polski. Miał utrwalić przekonanie, że Rosjanie to nasi najwięksi wrogowie, a każdy kto z nimi walczy to nasz przyjaciel i powinniśmy mu pomagać w tej walce. Żeby ten stan permanentnej wrogości do Rosjan podtrzymywać, wymyślono miesięcznice. Już nie rocznice, tylko miesięcznice, żeby ludzie nie zapomnieli. Oznacza to, że już wtedy ci najwybitniejsi scenarzyści i reżyserzy planowali wojnę na Ukrainie, w której agresorem będzie Rosja, a Polska będzie pomagać Ukrainie. Katastrofa smoleńska miała też zneutralizować, przynajmniej częściowo, negatywne nastawienie części Polaków do Ukraińców z powodu rzezi wołyńskiej.

Dla tych, którzy interesują się polityką, nie jest tajemnicą, że bracia Kaczyńscy to Żydzi. Czy można zatem przyjąć, że Lech Kaczyński, wsiadając do tego samolotu, wiedział, że z niego nie wysiądzie? W oparciu o przytoczony powyżej cytat z książki Rolickiego, nie można wykluczyć, że wiedział. W każdym bądź razie wypada zdawać sobie sprawę z tego, czym jest dla Żyda polityka, że polityka i religia to dla niego jedno i to samo. Bez tej wiedzy trudno będzie zrozumieć zachowania polskich polityków, z których większość jest Żydami. A wszyscy wiemy, że emocje mające podłoże religijne wyzwalają o wiele większą motywację do działania, niż inne bodźce. Natomiast reszcie stworzyli Żydzi chrześcijaństwo, które bardziej koncentruje się na życiu pozagrobowym, niż doczesnym, które jest religią nie z tego świata.

Kto więc był sprawcą tej katastrofy? Zapewne ci najlepsi na świecie scenarzyści i reżyserzy, którzy wykorzystali do tego pewne polskie i rosyjskie służby.

“Powtórka z rozrywki”

Wszystko wskazuje na to, że działania zmierzające do wprowadzenia wojska polskiego do wojny na Ukrainie są powoli, ale konsekwentnie wdrażane. O tym mówi Leszek Sykulski na swoim kanale w odcinku nr 705 z dnia 10 czerwca. Poniżej fragmenty jego wypowiedzi.

Dziś chciałbym wrócić do tematu wypowiedzi Andersa Rasmussena, byłego sekretarza generalnego NATO (2009-2014 – przyp. W.L.). W dniu 7 czerwca 2023 roku brytyjski dziennik Guardian opublikował informację, że były sekretarz generalny NATO Anders Rasmussen, który pełni obecnie funkcję oficjalnego doradcy prezydenta Ukrainy Wołodymira Zełeńskiego, oświadczył, że grupa państw NATO może być skłonna do wysłania wojsk na Ukrainę, jeśli państwa członkowskie, w tym Stany Zjednoczone, nie zapewniłyby Kijowowi takich namacalnych gwarancji bezpieczeństwa na szczycie sojuszu w Wilnie.

Warto zauważyć, że Rasmussen, który jest obecnie doradcą prezydenta Zełeńskiego, był również jednym z autorów bardzo istotnego dokumentu, a mianowicie kijowskiego traktatu bezpieczeństwa, razem z szefem kancelarii prezydenta Ukrainy Andrijem Jermakiem. Anders Rasmussen ostrzegł, że jeżeli nawet jakaś grupa państw zapewni Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa, to być może inni członkowie NATO nie będą chcieli, aby kwestia członkostwa Ukrainy w NATO została w Wilnie zatwierdzona. I tutaj warto zauważyć, że Jens Stoltenberg, obecny sekretarz generalny NATO powiedział, że kwestia gwarancji bezpieczeństwa będzie na porządku dziennym w Wilnie, ale dodał, że NATO, zgodnie z artykułem 5-tym traktatu waszyngtońskiego zapewnia pełnoprawne gwarancje bezpieczeństwa tylko pełnoprawnym członkom. I tutaj Rasmussen powiedział:

„Jeśli NATO nie może uzgodnić jasnej ścieżki rozwoju dla Ukrainy, istnieje wyraźna możliwość, że niektóre kraje podejmą działania indywidualnie. Wiemy, że Polska jest bardzo zaangażowana w konkretną pomoc dla Ukrainy i nie wykluczam takiej możliwości, że Polska zaangażuje się jeszcze mocniej, w tym kontekście, na szczeblu narodowym, a za nią pójdą kraje bałtyckie, być może z uwzględnieniem możliwości wysłania wojska na miejsce.”

Mamy tutaj wyraźną deklarację, że Polska mogłaby zaangażować się jeszcze mocniej i wysłać swoje wojsko na Ukrainę. Kolejny cytat z Rasmussena:

„Myślę, że Polacy poważnie zastanowiliby się nad wejściem i utworzeniem koalicji chętnych, gdyby Ukraina nie dostała nic w Wilnie. Nie należy lekceważyć polskich odczuć. Polacy czują, że Europa zachodnia zbyt długo nie słuchała ich ostrzeżeń przed prawdziwą rosyjską mentalnością.”

Mamy tutaj bardzo charakterystyczne uchwycenie czegoś, co można nazwać romantyczną częścią polskiego charakteru narodowego. Pokazanie poprzez fakt, że nie zostali docenieni przez Europę zachodnią, czy przez wiele lat nie byli doceniani przez Europę zachodnią, będą starali się właśnie pokazać swoje zaangażowanie, czy pewną swoją nadgorliwość, jeśli chodzi o kwestię włączenia się do wojny na Ukrainie. I to jest oczywiście pytanie, czy Anders Rasmussen mówi tutaj tylko i wyłącznie o swoich odczuciach, czy jest to forma pewnego oddziaływania psychologicznego, czy rzeczywiście operuje konkretnymi informacjami, czy ma konkretną wiedzę, że takie plany są przygotowywane, jeśli chodzi o wejście sił Rzeczypospolitej, potencjalnie oczywiście, na Ukrainę? Trzeba również dodać, iż były sekretarz generalny NATO powiedział, że szukanie takiej pomocy wojskowej przez Ukrainę byłoby, jego zdaniem, całkowicie legalne.

Oczywiście wszystko rozbija się o ten lipcowy szczyt sojuszu północnoatlantyckiego w Wilnie. No i w tym momencie warto też zauważyć, że Rasmussen też dodał, że konieczne jest, aby Ukraina otrzymała pisemne gwarancje bezpieczeństwa i to jeszcze, jego zdaniem, najlepiej przed szczytem, ale – uwaga! – poza ramami sojuszu północnoatlantyckiego. Zdaniem Andersa Rasmussena takie gwarancje miałyby obejmować, z jednej strony wspólną wymianę informacji wywiadowczych, ale z drugiej strony także wspólne szkolenie żołnierzy, zwiększoną produkcję amunicji, no i dostawy broni, które miałyby Ukrainie wystarczać do powstrzymywania Rosji przed kolejnymi atakami. Trzeba również podkreślić, że były sekretarz generalny NATO ostrzegł, że same gwarancje bezpieczeństwa nie wystarczą i że potrzebne są konkretne kroki.

We wrześniu 2022 roku szef kancelarii prezydenta Ukrainy Andrij Jermak i Anders Rasmussen przedstawili Wołodymirowi Zełeńskiemu rekomendacje dotyczące takiego strategicznego partnerstwa między Ukrainą a państwami gwarantami tego ukraińskiego bezpieczeństwa. Przedstawione wówczas propozycje opierały się na idei stworzenia koalicji państw gwarantów bezpieczeństwa dla Ukrainy. Te gwarancje powinny być oparte na systemie porozumień w ramach dokumentu o wspólnym partnerstwie strategicznym. Kijowski traktat bezpieczeństwa miałby zjednoczyć taką podstawową, fundamentalną grupę państw sojuszniczych i Ukrainę. I to jest bardzo istotne, bo do tej grupy państw gwarantów bezpieczeństwa Ukrainy miałyby należeć takie państwa jak: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Kanada, Polska, Włochy, Niemcy, Francja, Australia, Turcja a także państwa skandynawskie i bałtyckie.

Wiemy, że spora część państw NATO nie będzie chciała włączenia Ukrainy do NATO, nie chcąc oczywiście konfrontować się bezpośrednio militarnie z Rosją, czy też dążyć do starcia dwóch bloków polityczno-militarnych, czyli NATO i Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, stąd te wszystkie pomysły na takie alternatywne formy bezpieczeństwa dla Ukrainy, no i niestety, Polska jest w każdej z tych propozycji wymieniana jako jeden z tych podstawowych gwarantów bezpieczeństwa dla Ukrainy, gdzie kompletnie nie mówi się o żadnych warunkach wstępnych, nie mówi się o rozwiązaniu tych problemów, które istnieją w stosunkach polsko-ukraińskich. Mówi się cały czas o tym bezwarunkowym wspieraniu Ukrainy, no i wielką tragedią, w mojej ocenie, byłoby włączenie Polski do nie naszej wojny, do cudzej wojny. Niestety widać próby takiego psychologiczno-informacyjnego oddziaływania na społeczeństwo polskie, aby przygotowywać się do zwiększonego wsparcia dla Ukrainy, jeszcze zwiększonego, mimo tego ogromnego, bezwarunkowego wsparcia, które zostało już przekazane. W mojej ocenie jest to absolutnie sprzeczne z polską racją stanu i z polskim interesem narodowym, a czynienie z Polski zakładnika bezpieczeństwa Ukrainy jest kompletnie irracjonalne, jeśli chodzi o politykę realną.

xxxxxxxx

Wszystko więc wskazuje na to, że losy Polski rozstrzygną się na lipcowym szczycie NATO w Wilnie. NATO jest paktem obronnym, przynajmniej w teorii, a więc stanie w obronie każdego pełnoprawnego członka sojuszu, gdy zostanie on zaatakowany. Ponieważ oficjalnie NATO nie prowadzi wojny z Rosją i Rosja nie atakuje żadnego członka NATO, więc nie ma powodu, dla którego miałoby ono zaatakować Rosję czy zaangażować się oficjalnie w wojnę na Ukrainie. Jak zatem wciągnąć Polskę do wojny na Ukrainie? Ano tak, by pozwolić jej działać niejako poza strukturami NATO, indywidualnie. Wówczas, gdyby Rosja, po wejściu wojska polskiego na Ukrainę, zaatakowała Polskę, to NATO nie musiałoby reagować, gdyż miałoby wytłumaczenie, że Polska działała poza strukturami NATO, podjęła indywidualną decyzję i musi ponieść konsekwencje swojej decyzji, gdyż była to jej decyzja suwerenna. W ten sposób Polska wyszłaby na awanturnika, bo przecież NATO nie wydało Polsce rozkazu do wprowadzenia wojsk na Ukrainę, tylko stworzyło jej taką możliwość, a to przecież nie to samo.

NATO nie zgodzi się na szczycie w Wilnie na przyjęcie Ukrainy do sojuszu, bo takie były ustalenia z Rosją. Więc na otarcie łez przygotowuje pocieszenie w postaci gwarancji bezpieczeństwa. Tymi gwarantami miałyby być Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Kanada, Polska, Włochy, Niemcy, Francja, Australia, Turcja a także państwa skandynawskie i bałtyckie. Jak widać brakuje tu pozostałych państw, członków NATO, które graniczą z Ukrainą, a więc Słowacji, Węgier i Rumunii. Natomiast Rasmussen, w kontekście wysłania wojsk na Ukrainę, wyraźnie mówi o Polsce i ewentualnie krajach bałtyckich, które chyba mają stanowić tu tylko taki kwiatek do kożucha. Tak więc trwa powolne wciąganie Polski do wojny, która nie jest w jej interesie, a która doprowadzi do jej likwidacji w takim kształcie terytorialnym, w jakim obecnie się znajduje. Nie pierwszy to raz.

4 października 1938 roku, po podpisaniu układu monachijskiego, wiceminister spraw zagranicznych ZSRR Władimir Potiomkin powiedział ambasadorowi francuskiemu w Moskwie Robertowi Coulondre: „Nie widzę dla nas innego wyjścia, aniżeli czwarty rozbiór Polski.” Postanowienia układu monachijskiego prowadziły prostą drogą do rozbioru Czechosłowacji, bo czymże była aneksja Czech i Moraw oraz utworzenie podporządkowanej Niemcom Słowacji? Więc Potiomkin mówił francuskiemu ambasadorowi: Skoro zgodziliście się na rozbiór Czechosłowacji, to zgodzicie się też na rozbiór Polski.

Układ monachijski był pierwszym krokiem do likwidacji Czechosłowacji. Na swoją kolej czekała Polska. Celem tych zabiegów było odwrócenie skutków I wojny światowej i doprowadzenie do sytuacji, w której Niemcy będą graniczyć ze Związkiem Radzieckim. Bez tego atak Niemiec na ten kraj 22 czerwca 1941 roku nie byłby możliwy. Wszyscy do tej wojny dążyli, tylko udawali, że robią wszystko, by do niej nie dopuścić. Potęgi zawierały sojusze czy pakty z małymi państwami, nie mając najmniejszego zamiaru wywiązywać się ze swoich zobowiązań.

31 marca 1939 roku Anglia udziela Polsce jednostronnie gwarancji niepodległości, obiecując pomoc wojskową w przypadku zagrożenia. Jaką pomoc? Anglia była potęgą morską, a nie – lądową. Obiecywać każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej. Ta obiecanka, która przekształciła się w sierpniu w sojusz, była tylko alibi dla Hitlera i sanacyjnych polityków. Dla Hitlera, bo 28 kwietnia wypowiedział polsko-niemiecką deklarację o niestosowaniu przemocy z 26 stycznia 1934 roku. Dla sanacyjnych polityków, bo mogli powiedzieć: „Wprawdzie jesteśmy w beznadziejnej sytuacji militarno-strategicznej, ale mamy sojusznika – Anglię!” Doszła też, jako sojusznik, Francja, która wcześniej olała Czechy. Ale kto by tam przejmował się takimi szczegółami!

Jak wiadomo Czechy nie walczyły z Niemcami w 1939 roku, ale nie dlatego, że Czesi nie chcieli walczyć. Czescy generałowie chcieli walczyć, ale masoński rząd Benesza miał inne polecenie i dlatego aresztował nawet jednego z nich. Chodziło o to, by nie zniszczyć tego, co dla Hitlera było najcenniejsze – fabryki Skody. Z kolei masoński rząd II RP miał polecenie, by wciągnąć kraj do wojny. Tu nie było niczego wartościowego, z punktu widzenia Hitlera, więc można było kraj zniszczyć.

Dziś sytuacja zaczyna rozwijać się w podobnie niebezpiecznym kierunku. Znowu to państwo jest traktowane przez Zachód instrumentalnie. Podobnie jak w 1939 roku, masoński rząd III RP przebiera nóżkami, by wciągnąć Polskę do bezsensownej wojny z potężnym przeciwnikiem. Tym razem – z Rosją. Najwyraźniej w tym miejscu, pomiędzy Niemcami a Rosją, nie może być normalnie i stabilnie.

Wyprawa kijowska

Wyprawa kijowska jest chyba mało znanym epizodem wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku. Może więc wypada ją sobie przybliżyć, zwłaszcza że, w świetle bieżących wydarzeń, staje się ona jakby bardziej aktualna. Wypada jednak zacząć od wcześniejszych wydarzeń, które ją poprzedziły.

W marcu 1917 roku, podobnie jak w całym imperium rosyjskim, na Ukrainie dokonała się rewolucja lutowa. Władzę cywilną, za zgodą Rządu Tymczasowego, pełniła Ukraińska Centralna Rada (UCR). W UCR narastały stopniowo tendencje autonomiczne, które po rewolucji październikowej przerodziły się w separatyzm. W listopadzie 1917 roku UCR ogłosiła deklarację niepodległości Ukrainy i proklamowała Ukraińską Republikę Ludową. 16 grudnia Rada Komisarzy Ludowych Rosji radzieckiej uznała niepodległość Ukrainy. Natomiast rewolucyjna część uczestników I Ogólnoukraińskiego Zjazdu Rad (w Kijowie) przeciwstawiła się UCR i 24 grudnia w Charkowie utworzyła rząd Ukrainy radzieckiej. Do lutego 1918 roku rządy UCR na Ukrainie zostały obalone. 8 lutego do Kijowa wkroczyły wojska rewolucyjne. 9 lutego przedstawiciele UCR podpisali w Brześciu traktat pokojowy z Niemcami i w tym miesiącu wojska niemieckie i austro-węgierskie, pod pozorem pomocy UCR, wkroczyły na Ukrainę.

Zajęcie Ukrainy przez wojska niemieckie i austro-węgierskie; źródło: Wikipedia.

28 kwietnia władze niemieckie rozwiązały UCR, a 29 kwietnia na hetmana Ukrainy wyznaczyły generała Skoropadskiego, całkowicie im uległego. W listopadzie 1918 roku wybuchło na Ukrainie powstanie ogólnonarodowe, a więc w tym samym czasie, gdy w Berlinie wybuchła rewolucja bolszewicka i żołnierze niemieccy masowo dezerterują i wracają do Niemiec. Część działaczy UCR utworzyła Dyrektoriat (przewodniczący W. Wynnyczenko, następnie S. Petlura), nawiązujący politycznie do działalności UCR. W tym samym czasie w mieście Sudź powstaje robotniczo-chłopski rząd Ukrainy, który 29 listopada 1918 roku proklamował obalenie hetmana Skoropadskiego i ustanowienie władzy radzieckiej.

To są informacje z Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1962-1970), natomiast Wikipedia pisze: Tymczasowy Robotniczo-Chłopski Rząd Ukrainy – drugi w kolejności radziecki rząd (pierwszym była Ukraińska Ludowa Republika Rad), utworzony 28 listopada 1918 w Kursku. Utworzony został w celu zamaskowania agresji Rosji Radzieckiej na Ukraińską Republikę Ludową.

Mamy więc dwie interpretacje rzeczywistości: PRL-owską z WEP, czyli proradziecką i obecną z Wikipedii, czyli raczej proukraińską. Wedle WEP powstaje w mieście Sudź robotniczo-chłopski rząd Ukrainy, a według Wikipedii powstaje w Kursku Tymczasowy Robotniczo-Chłopski Rząd Ukrainy.

W listopadzie 1918 roku w Galicji Wschodniej została utworzona nacjonalistyczna Zachodnioukraińska Republika Ludowa (ZURL). Władze ZURL uznały Dyrektoriat i udzieliły mu poparcia. Główny wysiłek ZURL koncentrował się na walce z Polską (1-22 listopada walki polsko-ukraińskie o Lwów). W lipcu 1919 wojska polskie zajęły Galicję Wschodnią, która tym sposobem znalazła się w granicach Polski.

We wrześniu 1919, w walkach z kontrrewolucyjnymi wojskami Denikina, oddziały Dyrektoriatu, w skład których weszła armia ZURL, poniosły porażkę, a następnie zostały wyparte przez armię radziecką w trakcie jej ofensywy przeciwko Denikinowi. Po walkach z wojskami Denikina (poł. 1919 – pocz. 1920) Ukraina znalazła się pod władzą radziecką. 21-22 kwietnia 1920 roku Petlura w imieniu Dyrektoriatu zawarł porozumienie z Polską w kwestii wspólnej akcji zbrojnej przeciw Rosji radzieckiej. Wojska Dyrektoriatu uczestniczyły w zainicjowanej przez Piłsudskiego tzw. wyprawie kijowskiej.

xxx

Tak więc na Ukrainie dokonały się dwie rewolucje. Jedna, bolszewicka – na prawie całym obszarze Ukrainy; druga – nacjonalistyczna, antybolszewicka – na terenie byłej Galicji Wschodniej. Trudno sobie wyobrazić, że Piłsudski nie zdawał sobie sprawy z tego, że wkraczając na tereny objęte rewolucją bolszewicką, nie zyska tam poparcia. A jednak podjął taką decyzję.

Józef Mackiewicz w swojej powieści Lewa wolna tak opisuje wyprawę kijowską (wytłuszczenia W.L.):

Komendant, mając prawie niczym nie skrępowaną władzę nad Polską, pragnie stworzyć tę Polskę istotnie samodzielną i tak silną, by była po wsze czasy zdolna do samoobrony. Więc musi być to Polska terenowo dostatecznie obszerna. Poza tym taka, która by się mogła oprzeć o narody, równie jak Polska zagrożone przez imperializm rosyjski. Takim oparciem powinna być w pierwszym rzędzie samodzielna Ukraina, w sojuszu z Polską. Dlatego Naczelnik zawarł sojusz z atamanem Petlurą. I planuje wielką ofensywę na Ukrainie.

Dnia 25 kwietnia 1920 roku, Piłsudski, nie oglądając się na bolszewicką koncentrację na północy, rzucił na tak zwaną Wyprawę Kijowską, trzy armie polskie: 3-cią pod własnym dowództwem, 2-gą pod dowództwem gen. Listowskiego, oraz 6-tą gen. Iwaszkiewicza. – Łącznie: 109 batalionów, 64 szwadrony i 104 baterie.

Już w tym czasie bolszewicy zdążyli skoncentrować na północnym odcinku frontu 130.000 wojska, pozostawiając na obszarze Wołynia i Ukrainy zaledwie 36.000, gdyż 1-a Konna Armia Budiennego dopiero się przegrupowywała w północnym Kaukazie.

W tę pustkę uderzył właśnie Piłsudski, wprowadzając w nią gros doborowych sił polskich. Zapytany, dosyć zresztą lękliwie, przez szefa sztabu, czy nie obawia się o los osłabionych jeszcze bardziej, 1-szej i 4-tej armii, które izolowane i bez odwodów stoją na północ od Polesia, odpowiedział: One czują się tam dobrze.

Dwie słabe armie sowieckie, 12-ta na Wołyniu i Ukrainie, 14-ta na Podolu, otrzymały rozkaz cofania się, wciągając przeciwnika w próżnię. Jedynie dla zmylenia wysunąć miały silne straże tylne, i toczyć boje opóźniające. Ariergardy bolszewickie, angażując się w walki, traciły jednak sporo sprzętu i materiału wojskowego, oraz dużo jeńców, z których większość przechodziła dobrowolnie na stronę polską.

W tych warunkach jedynym lokalnym sukcesem strategicznym, jaki wojska polskie mogły odnieść na Ukrainie, było – zdaniem fachowców – szybkie dopędzenie i ostateczne rozbicie tych dwóch armii sowieckich, które się cofały. Zwłaszcza 12-tej armii, tej samej, której los na jesieni 1919 był już raz, zdawało się przesądzony, a która wskutek cichego porozumienia zdołała się uratować z kleszczy.

Lecz oto, dnia 27 kwietnia, gdy zaledwie dwa dni marszu dzielą 3-cią armię polską od Kijowa, zapadła niespodziewana decyzja Naczelnego Wodza, by przerwać pościg i stanąć w miejscu na dziesięć dni… Dało to możność wojskom sowieckim bez przeszkód, stopniowo wycofać się za Dniepr, i przeprowadzić ewakuację etapów. Kijów został przez bolszewików opuszczony. Tej dziwacznej sytuacji na przedpolu nie wytrzymują nerwy nawet najbardziej oddanych swemu „komendantowi” oficerów legionowych. O świcie 7 maja, patrol szwoleżerów wysłany na własną odpowiedzialność dowódcy pułku, dociera do przedmieść miasta, oddaje konie konowodom, wsiada do tramwaju i jedzie nim do śródmieścia. Dla fantazji szwoleżerowie chcieli nawet zapłacić za przejazd konduktorowi, ale nie mieli drobnych… Po południu tegoż 7 maja wkracza do Kijowa kompania I brygady piechoty legionowej.

Dopiero nazajutrz, 8 maja, wódz naczelny, który jest zdania, że bolszewicy powinni bronić Kijowa, wydaje rozkaz natarcia i zdobycie miasta. Zajętego już przez wojska własne.

Operacja kijowska podana jest w oficjalnych komunikatach wojennych z dużym patosem, jako wielkie zwycięstwo oręża polskiego. W Warszawie zapanował nastrój entuzjazmu. Tłumy gromadzą się przed gmachem sejmu. Wychodzi marszałek sejmu Trąmpczyński i wznosi okrzyk: „Niech żyje Piłsudski!” Następnie wygłasza podniosłe przemówienie, w którym mówi o „szlaku Bolesława Chrobrego”, o tym, że „od czasów Chocimia naród polski takiego triumfu oręża nie przeżywał”… W kościele św. Aleksandra odprawione zostaje dziękczynne nabożeństwo z odśpiewaniem „Te Deum”. – Dzień jest po majowemu ciepły, słoneczny. Ukwiecone okna stolicy są przeważnie otwarte, i nawet człapiące po drewnianej kostce dorożkarskie konie uczepione mają przy uzdach niedrogie kwiaty.

Tymczasem wojska polskie zajęły teren prawie nie broniony, zatrzymały się w Kijowie, nie ścigając nieprzyjaciela, i nikt nie wie, co robić dalej. Z całej koncepcji pozostaje jedynie punkt kapitalny: tak długo trzymać wyciągnięte na Ukrainie wojska, aż powstanie i okrzepnie państwowa i militarna siła sojuszniczej Ukrainy. Ale ten punkt programu zawodzi.

Wojska polskie stały tydzień, stały dwa, trzy… A żadna Ukraina nie powstała. I zresztą w tak krótkim czasie powstać nie mogła.

W tej to sytuacji, mimo nie zakończonej jeszcze z braku taboru kolejowego koncentracji, mimo dotkliwych braków w sprzęcie, amunicji i koni, mimo iż 20 procent żołnierzy nie ma butów, towarzysz Tuchaczewski, który objął dowództwo frontu po Gittisie, decyduje się na próbę ofensywy na Białorusi. Bardziej skłoniła go do tego pogłoska, że 1-sza armia polska ma jakoby dokonać uprzedzającego uderzenia na koncentrację witebską.

Dnia 14 maja, 15-ta armia sowiecka z rejonu Lepel – Usza uderza na 1-ą armię polską, a 16-ta armia sowiecka z rejonu Witebsk – Orsza na 4-ta armię polską. Generał Szeptycki zdołał odeprzeć atak i utrzymać pozycje. Natomiast 1-a armia poniosła porażkę i poczęła się cofać.

Wtedy Piłsudski zaczął przerzucać stojące zupełnie bezczynnie na Ukrainie dywizje, na północ. Ale teraz na front ukraiński podchodziła już zwolniona z rosyjskiego frontu po-Denikinowskiego, i ostatecznie przegrupowana 1-sza konna armia Budiennego. Zaniepokojenie w sztabie naczelnego wodza rosło. Rozproszył je Piłsudski autorytatywnym oświadczeniem, iż lekceważy tę siłę, gdyż jak to wykazała praktyka wielkiej wojny, konnica jest bronią przestarzałą i bez większego znaczenia. Tymczasem 1-a konna armia Budiennego stała się głównym taranem uderzeniowym sowieckiej kontrofensywy, która podjęta została 27 maja na uszczuplone wojska polskie na Ukrainie. Wtedy Piłsudski zaczął przerzucać znowu dywizje z północy z powrotem na Ukrainę. I nazwał ten rodzaj strategii: „Grą odwodami”. W istocie odbywała się ta gra w najbardziej niefortunnych warunkach, na przestrzeni około 1.000 kilometrów, w terenie o nie rozbudowanej sieci kolejowej, przy braku taboru, stacji załadunkowych, wyczerpując ludzi i konie. Piłsudski zamierzał teraz najpierw rozbić Budiennego, a później znowu przerzucić wojska na Białoruś. Ale na dalszą „grę odwodami” było już za późno. 10 czerwca wojska polskie opuszczają Kijów.

W rezultacie, wojska polskie utraciwszy w ciągu niespełna dwóch miesięcy: w poległych i zmarłych – 347 oficerów i 7.634 żołnierzy, w rannych – 456 oficerów i 20.098 żołnierzy, a w jeńcach – 320 oficerów i 35.060 żołnierzy, odrzucone zostały na linie wyjściową „Wyprawy Kijowskiej”.

W dniu 4 lipca 1920 roku północny front polski przedstawiał się tak:

Na odcinku od Dźwiny do górnej Berezyny stała 1-sza armia generała Zegadłowicza. Wzdłuż średniej Berezyny – 4-ta armia generała Szeptyckiego. Odcinek w rejonie Ptycza do Prypeci zajmowała Grupa Poleska płk. Sikorskiego.

Wojska rozciągnięte były w cienką linię kordonową. Z fachowego punktu widzenia trudno ją było nazwać „linią obronną”, raczej „linią osłony”. Każda z poszczególnych dywizji zajmowała kilkadziesiąt kilometrów odległości proste, bez odwodów, bez rezerw, i w żadnym punkcie nie była zdolna do stawienia oporu większym siłom, ani do przeciwnatarcia. Na ten dziwoląg strategiczny wielokrotnie próbowali uprzednio zwracać uwagę naczelnego dowództwa zarówno wojskowi fachowcy, jak w końcu wpływowi w państwie ludzie cywilni, gdyż rzucał się on w oczy nawet laikom. Wprawdzie system rozciągniętych linii frontów stosowany był podczas wielkiej wojny, ale linia polska nie stanowiła powtórzenia tamtego wzoru, lecz raczej była jego odwróceniem, gdyż nie posiadała w przybliżeniu ani tych sił, ani tych środków. Wszelkie próby interwencji w naczelnym dowództwie nie odnosiły jednak skutku, gdyż Józef Piłsudski nie znosił, by ktokolwiek wtrącał się do jego decyzji. Kordonowe ugrupowanie wojsk utrzymane zostało w dalszym ciągu, mimo niekorzystnej strategicznej koniunktury ogólnej po klęsce Denikina, i po przerzuceniu wszystkich sił bolszewickich na front polski, mimo alarmujących informacji, że koncentracja sowiecka odbywa się właśnie na północy.

O świcie 4 lipca, Tuchczewski, dowódca północno-zachodniego frontu, rzucił na cienki kordon polski cztery armie i jedną samodzielną grupę wojsk.

Już w godzinach porannych pierwszego dnia ofensywy front polski został przełamany jednocześnie w kilku miejscach. Dało się to z łatwością osiągnąć przez koncentrację na poszczególnych odcinkach grup uderzeniowych. Wojska polskie, zaskoczone gwałtownym uderzeniem, nie rozporządzając rezerwami dla wykonania kontrmanewru, rozpoczęły odwrót prawie na całej linii. Miejscami przeistoczył się on w odwrót bezładny, a gdzieniegdzie w ucieczkę. Sytuacja z miejsca poczęła przybierać obrót katastrofalny.

xxxxxxxx

Już niejednokrotnie pisałem na tym blogu, że wszystkie wojny to ustawki, łącznie z tą, która obecnie trwa na Ukrainie. Piłsudski zatrzymał się przed Kijowem. Później było podobnie.

Drugie uderzenie z 22 września, po odparciu wojsk bolszewickich spod Warszawy, całkowicie rozbija bolszewików na przestrzeni całego frontu i rozpędza ich armie. Ta operacja, nazwana bitwą niemeńską przesądziła o losach wojny. Generał Weygand, już na podstawie oceny bitwy warszawskiej, stwierdził 21 sierpnia w wywiadzie dla paryskiej gazety:

Jeżeli wojskowe kierownictwo polskie zechce w pełni i zupełności wyzyskać odniesione zwycięstwo, jestem absolutnie pewny, że armia bolszewicka przestanie wkrótce odgrywać jakąkolwiek rolę.

No właśnie! Jeśli zechce w pełni i zupełności wyzyskać. Tereny na północ od Prypeci, na całej Białorusi, były ogołocone z przeciwnika. Droga na Moskwę stała otworem. I ta 900-tysięczna armia stoi. Nie pierwszy zresztą raz w tej wojnie, dziwnej wojnie.

W dniu 21 września zbiera się w Moskwie na tajnej konferencji kilku członków CK partii. Są tam m.in. Lenin, Trocki, Stalin. W jej wyniku zapada uchwała o utworzeniu nowego „Południowego Frontu”, skierowanego wyłącznie przeciwko wojskom generała Wrangla, liczącym około 40 tysięcy żołnierzy. Na drugi dzień po tym postanowieniu, 22 września, czyli w dniu rozpoczęcia „niemeńskiej” ofensywy polskiej, Lenin przemawia na IX Konferencji RKP (bolszewików) i proponuje zawarcie pokoju z Polską. W rezultacie uchwalono rezolucję o konkretnych warunkach zawarcia pokoju, które osobiście sporządza i redaguje Lenin.

Klęska na froncie polskim nie zmieniła decyzji zapadłych na tajnej konferencji z dnia 21 września o skierowaniu wszystkich sił przeciwko Wranglowi. Z trudem udaje się ściągnąć z fińskiej i estońskiej granicy 6-tą armię czerwoną. Ale armia ta nie zostaje rozwinięta na Białorusi jako ostatnia zapora, zamykająca drogę na Moskwę. Przechodzi, niezatrzymywana, przed frontem polskim i kieruje się na front krymski. A tam napierał, powstrzymywany ostatkiem sił, Wrangel. Przed prawie milionowym wojskiem polskim droga na stolicę rewolucji wolna. Tylko ruszyć!

Dnia 8 października wojska polskie dotarły o 16 wiorst na zachód od Mińska. Władze bolszewickie uciekły z miasta. Mińsk pozostawiony sam sobie, leży przez kilka dni na ziemi niczyjej. A wojska polskie stoją, nie posuwają się naprzód, jakby zamieniły się w słup soli. Bolszewicy wracają. Ludzie głupieją. Lenin mówi o klęsce w wojnie z Polską, a wszystkie siły kieruje przeciwko Wranglowi. I deklaruje: „Zwycięstwo nad Wranglem jest obecnie naszym głównym i podstawowym celem”… O co w tym wszystkim chodzi? Polska dysponuje siłą dwudziestokrotnie większą niż Wrangel.

12 października został zawarty rozejm wojskowy i wstępny traktat pokojowy pomiędzy Polską i bolszewikami. W dniu 16 listopada 4-ta armia czerwona, ta rozbita pod Ciechanowem i później powtórnie pod Grodnem, ta armia wkracza do Teodozji. 18-go zajęła Jałtę. Niedobitki armii Wrangla i cywile, zapakowani na statki, odpływali do Konstantynopola.

W tekście powyżej, kursywą, napisałem, że mamy dwie interpretacje rzeczywistości. Tę z PRL-owskiej WEP, według której rewolucja bolszewicka na Ukrainie dokonała się przy akceptacji, przynajmniej biernej, ludności ukraińskiej. Druga, z Wikipedii, że rewolucja ta została narzucona narodowi ukraińskiemu siłą. Być może odpowiedzi trzeba szukać w tzw. wyprawie kijowskiej. Ludność radzieckiej Ukrainy okazała całkowitą obojętność dla pomysłu państwa ukraińskiego, wspieranego przez Polaków. Ktoś może powiedzieć, że to mogła być obawa przed bolszewickim rewanżyzmem, ale nie było jej w przypadku protestów przeciw kolektywizacji gospodarstw rolnych, narzuconej przez władzę radziecką, co skończyło się wielkim głodem na Ukrainie w latach 1932-33.

Tak się jakoś dziwnie składa, że te protesty przeciw kolektywizacji pojawiają się po powstaniu pewnej organizacji. Na Kongresie Ukraińskich Nacjonalistów w Wiedniu w 1929 roku powstaje Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Znowu Wiedeń! Parafrazując więc słowa rzymskiego senatora (w końcu łączą nas, wszystkich “Europejczyków”, antyczne korzenie) Marka Porcjusza Katona, wypadało by, z polskiego punktu widzenia, powiedzieć: A poza tym sądzę, że Wiedeń trzeba zniszczyć. W oryginale chodziło o Kartaginę. Tak zawsze Katon kończył swoje przemówienie. Według Dmytro Doncowa (twórcy ukraińskiej koncepcji nacjonalizmu, przyjętej w latach 30. XX wieku przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów za podstawę ideologiczną działalności politycznej) głównym wrogiem Ukrainy miała być Rosja, niezależnie od jej formy ustrojowej, kraj o skrajnie odmiennej od Europy cywilizacji. Doncow przypisywał Ukrainie rolę obrońcy Europy przed Rosją i jej nieuchronnym imperializmem, powracającym pod różną nazwą i w różnej postaci (stawiał carat na tej samej płaszczyźnie, co bolszewizm). A więc już nie Polska, tylko Ukraina stawała się, wedle Doncowa, przedmurzem Europy. Pomysł mało oryginalny, ale wywodzący się z tego samego źródła.

Mamy więc konkretną ideologię, stworzoną przez Żyda Doncowa, która jest skierowana przeciwko Rosji, zarówno tej carskiej, jak i bolszewickiej. Siłą rewolucyjną nie jest, jak w przypadku krajów uprzemysłowionych, klasa robotnicza, tylko chłopi ukraińscy. Skoro więc chłopi są siłą rewolucyjną, to ich likwidacja, poprzez kolektywizację, stanowi likwidację tej siły i wszelkie nadzieje na niepodległą Ukrainę stają się mrzonką.

W podsumowaniu poprzedniego blogu napisałem, że państwo “polskie” realizuje ideologię ukraińskiego Żyda, ale jest to ideologia, którą w pełni zaakceptowała OUN, a więc wychodzi na to, że państwo “polskie” realizuje ideologię OUN, czyli ideologię UPA. I żadne zaklęcia typu, że bez wolnej Ukrainy nie ma wolnej Polski, tego nie zmienią.

Galicja

W poprzednim blogu wspomniałem o tym, że nikt w Polsce nie patrzy na powstania kozackie w XVII wieku na Ukrainie, jak na konflikt religijny, co nie do końca jest prawdą, bo Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) pisze:

Źródłem wielkich konfliktów stała się kościelna unia brzeska 1596, której celem było podporządkowanie kościoła prawosławnego w Rzeczypospolitej papiestwu, a także uniezależnienie go od wszelkich wpływów zewnętrznych (Konstantynopola, a przede wszystkim Moskwy). Rozpoczęła się zaciekła walka między oficjalnym kościołem unickim (unici), a zdelegalizowanym, ale istniejącym de facto, kościołem prawosławnym. Do walki tej zostało rychło wciągnięte całe społeczeństwo ukraińskie, a przede wszystkim Kozaczyzna. Konflikty religijne połączyły się z narodowymi i społecznymi i zaciążyły zdecydowanie nad życiem Ukrainy w 1 połowie XVII wieku, a szczytowy wyraz znalazły w powstaniach kozackich. W 1620 została przywrócona, bez wiedzy i zgody Polski, prawosławna metropolia kijowska, a fakt ten uznał po swym wyborze Władysław IV (1635). Sankcjonowało to rozbicie społeczeństwa ruskiego.

xxx

Unia brzeska jest kontynuacją reformacji na wschodzie, bo tak jak celem reformacji na zachodzie było rozbicie jedności katolicyzmu, tak celem tej unii było rozbicie jedności prawosławia. I to jego rozbicie na terenie Rzeczypospolitej sankcjonuje jej szwedzki król Władysław IV. Utrwalenie tego podziału następuje po rozbiorach Rzeczypospolitej, a konkretnie po pierwszym rozbiorze w 1772 roku.

Rozbiory Rzeczypospolitej; źródło: Wikipedia.

Ziemie, które przypadły Austrii po I rozbiorze, to właśnie Galicja. Granica pomiędzy zaborem rosyjskim a austriackim przebiegała wzdłuż rzeki Zbrucz, będącej dopływem Dniestru, płynącej – podobnie jak inne dopływy tej rzeki w tym rejonie – dokładnie z północy na południe.

Galicja na tle współczesnej mapy Europy; źródło: Wikipedia.

Na powyższej mapie widać wyraźnie, że ukraińska Galicja, to niewielka część obszaru współczesnej Ukrainy, ale stała się tym, co niektórzy określają mianem ukraińskiego Piemontu. Od Piemontu zaczął się proces jednoczenia Włoch i w tym wypadku połączono północne Włochy z południowymi, czyli dwa różne rejony o całkiem odmiennej historii i rozwoju gospodarczym.

Po rozbiorach Rzeczypospolitej Obojga Narodów ziemie Ukrainy dostały się pod panowanie Rosji i Austrii. I o tym, co działo się pod austriackim zaborem – czyli tak naprawdę niemieckim, bo Austriacy to też Niemcy – WEP pisze tak:

Panowanie Austrii na ziemiach zach. ukr. odznaczało się początkowo dość liberalną polityką w sprawach kulturalnych; rząd austriacki popierał kościół unicki (1649 unię przeprowadzono także na Rusi Zakarpackiej) i wyzyskiwał ruch ukr. przeciw szlachcie polskiej i węgierskiej. Mimo to w Galicji, obejmującej zarówno ziemie z przewagą ludności polskiej, jak ukraińskiej, element polski utrzymywał przewagę w życiu ekonomicznym i kulturalnym. Wzrósł wyzysk i ucisk chłopów. Wybuchały bunty chłopskie, szczególnie na Bukowinie 1843-44. Rewolucja 1848 odbiła się szerokim echem na ziemiach ukraińskich, zwłaszcza na Rusi Zakarpackiej.

Podczas Wiosny Ludów nastąpiło m.in. ożywienie ukraińskiego ruchu narodowego. 2 V 1848 powstała we Lwowie Hołowna Rada Ruska, która zdołała skupić wokół siebie przedstawicieli wszystkich warstw społeczeństwa ukraińskiego w Galicji; działalność jej znalazła również oddźwięk na Rusi Zakarpackiej. Rada Wystąpiła do rządu austriackiego z szeregiem żądań o charakterze społeczno-kulturalnym (wprowadzenie języka ukraińskiego do szkół, zrównanie w prawach duchowieństwa unickiego z łacińskim i inne), najważniejszym jednak postulatem było żądanie rozdziału Galicji Wschodniej na dwa odrębne okręgi administracyjne: ukraiński i polski. Po stłumieniu rewolucji rząd nie dotrzymał obietnic (z wyjątkiem udzielenia pewnych koncesji w dziedzinie kultury). Rozwój (po 1861) autonomii Galicji z przekazaniem administracji i szkolnictwa całej Galicji w ręce polskich konserwatystów był sprzeczny z ukraińskimi żądaniami i zapoczątkował okres nowych konfliktów narodowych.

W 70-90-tych latach XIX wieku w związku z ogólną liberalizacją stosunków w monarchii austro-węgierskiej, ożywiło się znacznie w Galicji życie kulturalne i polityczne; Lwów stał się m.in. ośrodkiem ukraińskiego ruchu oświatowego, kulturalnego i naukowego; zaczęły wychodzić pisma ukraińskie („Weczernyci”, „Nywa”, „Prawda”, „Bat’kiwszczyna”), 1868 powstało towarzystwo oświatowe Proswita. Ważnym wydarzeniem było utworzenie 1873 zasłużonego dla kultury ukraińskiej Towarzystwa Naukowego im. Szewczenki we Lwowie; 1890 powstała na polskim uniwersytecie we Lwowie Katedra Historii Europy Półudniowo-Wschodniej, którą otrzymał (1894) M. Hruszewśky (mason – przyp. W.L.). Natomiast Ukraińcy w granicach Węgier pozbawieni byli możliwości rozwoju kulturalnego.

W życiu politycznym Ukraińców zarysowały się trzy orientacje: ugodowa wobec Polaków, nacjonalistyczna (w pewnej mierze proaustriacka) i moskalofilska. W 1890 powstała Ukraińsko-Ruska Partia Radykalna, w której główną rolę odgrywali I. Franko i Mychajło Pawłyk ( Iwan Franko i stąd Iwano-Frankowsk, czyli Stanisławów – przyp. W.L.); głosili oni wspólnotę interesów ukraińskich i polskich mas ludowych w walce z ziemiaństwem i burżuazją; grupa lewicowa tej partii stała się trzonem Ukraińskiej Socjaldemokratycznej Partii (S. Wityk, O. Terlecki i in.). W 1899 powstała Partia Nacjonalno-Demokratyczna, która głosiła hasło połączenia wszystkich ziem ukraińskich i utworzenia autonomicznej Ukrainy w ramach monarchii austro-węgierskiej. Zaktywizowali się w tym czasie chłopi ukraińscy: wielkie strajki rolne, skierowane przede wszystkim przeciwko polskim właścicielom ziemskim, objęły całą Galicję Wschodnią (1902). Sytuacja polityczna stawała się coraz bardziej napięta; w 1908 zginął z rąk zamachowca ukraińskiego M. Siczynśkiego namiestnik Galicji hrabia A. Potocki.

W przededniu wybuchu I wojny światowej naród ukraiński znajdował się w trudnym położeniu politycznym. Rosja carska dążyła do zjednoczenia wszystkich ziem ukraińskich w swych granicach i zarazem do likwidacji wszelkiej odrębności politycznej, kulturalnej i językowej Ukraińców. Austria usiłowała wykorzystać nacjonalizm ukraiński przeciw Rosji z myślą o stworzeniu w przyszłości państwa buforowego. Między Ukraińcami i Polakami w Galicji narastały coraz większe i nie dające się załagodzić konflikty. Samo społeczeństwo ukraińskie po obu stronach granicy było rozbite politycznie (nacjonaliści, moskalofile, socjaliści).

xxx

Pisze więc Encyklopedia, że między Ukraińcami a Polakami narastały coraz większe i nie dające się załagodzić konflikty, jednak nie precyzuje, co to za konflikty i dlaczego nie dały się załagodzić. Pewne wyjaśnienie można znaleźć w Pamiętnikach Ignacego Daszyńskiego, Książka i Wiedza, 1957. Poniżej wybrane fragmenty:

Rok 1908 był pierwszym rokiem działania powszechnego głosowania w dziedzinie politycznego życia Austrii. Osiem milionów wyborców wszystkich narodów zaczęło wywierać spotęgowany wpływ na sprawy państwa. Zmienił się radykalnie skład ciała prawodawczego. Na widowni parlamentarnej zjawiły się potężne zastępy przedstawicieli drobnomieszczan, chłopów i robotników, przerzedziły się szeregi dotychczasowych „urodzonych” prawodawców, przedstawicieli szlachty i bogatego mieszczaństwa. Pierwszy „Parlament ludowy” był ogromnym skokiem ku demokracji, a zarazem ku żądaniu praw narodowych. Po raz pierwszy w arystokratycznej Austrii został chłop czeski, były feldfebel z orkiestry wojskowej pan Praszek, ministrem „rodakiem”, a jako „równowartość narodowa” Niemców został ministrem niemieckim chłop, pan Peschka! 87 socjalistów zaczęło swą pracę w Izbie, pracę olbrzymią, gorliwą, pełną wiedzy i talentu. Minął też na zawsze okres mego osamotnienia w ciele prawodawczym. Sześciu nas, polskich socjalistów, rozdzieliło między siebie pracę parlamentarną.

Tymczasem zbliżało się rozwiązanie tragedii namiestnikowskiej we Lwowie. Dnia 12 kwietnia hrabia Andrzej Potocki padł od kuli Mirosława Siczyńskiego w swoim biurze w namiestnictwie.

Aby zrozumieć znaczenie tego politycznego mordu, należy cofnąć się wstecz o rok przeszło. Pod wpływem potężnej agitacji socjalistów za reformą prawa wyborczego padł strach na klasę posiadającą i na sfery rządowe w Galicji. Namiestnik zaczął gorączkowo szukać ubezpieczenia przed czerwonym potopem… W tym położeniu narzuciła się mu partia narodowo-demokratyczna, obiecująca przy pomocy rządu pokonać socjalistów. Namiestnik zgodził się na tę politykę: osiemnastu narodowych demokratów – z panami Głąbińskim i Germannem na czele, weszło do Parlamentu. Pan Głąbiński został prezesem Koła. Socjalistów wybrano tylko sześciu. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane. „Królewską” myślą narodowej demokracji było nadto rozbicie jedności narodowej Ukraińców. Dokonano tej szatańskiej zaiste roboty przez silne, bezwzględne, rządowe i endeckie poparcie partii moskalofilów. Partia ta, w Galicji kultywowana starannie przez carat za pomocą „toczącego się rubla”, miała na swoim czele agentów rosyjskich, a próbowała się oprzeć na najbardziej reakcyjnych sferach narodu ukraińskiego. W pismach swoich wprowadzała język rosyjski, upstrzony ukrainizmami, celem spopularyzowania go w masach, a zasadniczą jej tezą była negacja narodu ukraińskiego i jedność duchowa i plemienna z Rosjanami. Okrutny eksperyment, dokonywany na żywym ciele ukraińskiego narodu głoszącego w Galicji swoją odrębność od Rosjan, wylągł się w mózgach szowinistów polskich, którzy od czasu rewolucji szukali zbliżenia się do Rosji i zamykali oczy na szaleństwo tej antypolskiej, antyukraińskiej i antyaustriackiej polityki. Zrodziła go szalona zaiste nienawiść do Ukraińców, u których wyhodowano w rezultacie taką samą nienawiść do Polaków. Ci patrioci narodowo-demokratyczni, którzy szli kornie do progów władzy petersburskiej, przynosili jej w darze rozbicie i zatrucie sąsiada-niewolnika.

Pan Dmowski wynalazł wobec Ukraińców ciekawą, chociaż barbarzyńską teorię, że trzeba ich tak srodze gnębić, aby albo się wynarodowili, albo zahartowali w walce i stali się narodem. W praktyce ograniczało się to do gnębienia. Na polityce polskiej mściła się ta zoologiczna nienawiść między Polakami a Ukraińcami, bo Ukraińcy zagrożeni w swojej jedności narodowej, wydawani na łup „obrusitielej’ – kanalii pracującej za ruble – zwrócili się z całą siłą do Wiednia i tam wytaczali swoje żale, a w kraju doprowadzili do zupełnego rozbicia Sejmu lwowskiego. O ugodzie jakiejś między Polakami a nimi nie można było odtąd mówić.

Hrabia Andrzej Potocki zrozumiał swój grzech i błąd. Zaczął hamować rozpęd szaleństwa endeckiego. Przy wyborach do Sejmu w zimie 1908 roku namiestnik zmienił dotychczasową taktykę: nie chciał już popierać narodowych demokratów. Ale nie zdążył uspokoić Ukraińców. Młody ukraiński fanatyk Siczyński zabił go w urzędzie.

xxx

Obraz nakreślony przez Daszyńskiego wydaje się być przerysowanym, ale jeśli weźmie się pod uwagę, że była to polityczna gra wszystkich stron, to oddaje on chyba ówczesną atmosferę. Po prostu był to fragment większego procesu, mającego na celu skłócenie narodu polskiego i ukraińskiego, czy może raczej rusińskiego. Byli w to zaangażowani politycy wszystkich stron, czyli przede wszystkim politycy austriaccy, bo to oni rządzili, oraz polscy i ukraińscy, którzy prawdopodobnie w większości byli masonami, jak choćby Dmowski czy Hruszewski. Przecież to rząd austriacki nie chciał uwzględnić podstawowego postulatu Ukraińców z okresu Wiosny Ludów, czyli podziału Galicji na dwa autonomiczne okręgi: polski i ukraiński. To rząd austriacki popierał greko-katolików, czyli rozbijał jedność wyznaniową Rusinów czy Ukraińców. Tworzył w ten sposób wśród nich skrzydło proaustriackie, przeciwne moskalofilskiemu. I tak zaczęło rodzić się ukraińskie germanofilstwo. I w końcu nadszedł czas na stworzenie ideologii. Jej twórcą był Dmytro Doncow. Wikipedia tak ją opisuje:

Według Dmytro Doncowa (twórcy ukraińskiej koncepcji nacjonalizmu, przyjętej w latach 30. XX wieku przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów za podstawę ideologiczną działalności politycznej) głównym wrogiem Ukrainy miała być Rosja, niezależnie od jej formy ustrojowej, kraj o skrajnie odmiennej od Europy cywilizacji. Doncow przypisywał Ukrainie rolę obrońcy Europy przed Rosją i jej nieuchronnym imperializmem, powracającym pod różną nazwą i w różnej postaci (stawiał carat na tej samej płaszczyźnie, co bolszewizm). W odczycie wygłoszonym we Lwowie na II Wszechukraińskim Zjeździe Studentów w lipcu 1913 roku Doncow zaprezentował zarys programu opartego na zwróceniu się ku Europie Zachodniej i zerwaniu związków z Rosją, którą uznał za jednoznacznie nieprzychylną niepodległości Ukrainy. Pogląd ten rozwijał w wydanej w 1921 roku w Wiedniu pracy Podstawy naszej polityki. Doncow przedstawił w niej propozycję polsko–ukraińskiej wspólnoty interesów, skierowanej przeciwko Rosji gotów był nawet do rezygnacji z ubiegania się o włączenie Galicji i Wołynia w skład przyszłego państwa ukraińskiego, uznając, iż niepodległość jest ważniejsza niż zjednoczenie wszystkich ziem ukraińskich.

Doncow zapowiadał zmierzch idei, „którym cześć oddawał wiek XIX”, i proponował nowe, oparte na bezwzględnym poświęceniu organizacji i „żelaznej sile entuzjazmu”. Podkreślał, że taka postawa grupy niezłomnych jednostek wystarczy, by zdobyć niepodległe państwo, zaś w przypadku braku podjęcia stosownych działań Ukraina nigdy się nie odrodzi – zgodnie z doktryną walki narodów jej miejsce zajmie ktoś inny. Dlatego w ideologii nacjonalizmu ukraińskiego ważną rolę odgrywało promowanie odpowiednich wzorców osobowych – głównie postaci związanych z ruchem kozackim, walczących w XVII i XVIII w. z Moskwą i Polską,np. Bohdana Chmielnickiego, Iwana Mazepy, Iwana Gonty i Maksyma Żeleźniaka.

xxx

Nadchodzi I wojna światowa i rewolucja październikowa. WEP tak opisuje ten czas:

Podczas I wojny światowej 1915-1917 Ukraina była terenem walk wojsk rosyjskich z wojskami niemieckimi i austro-węgierskimi. W marcu 1917 roku, podobnie jak w całym imperium rosyjskim, również na Ukrainie dokonała się rewolucja lutowa; powstawały rady delegatów robotniczych, chłopskich i żołnierskich; władzę cywilną – za zgodą rosyjskiego Rządu Tymczasowego – pełniła Ukraińska Centralna Rada (UCR, utworzona w marcu, przewodniczący M. Hruszewski, premier W. Wynnyczenko).

W UCR stopniowo potęgowały się, zrazu wątłe, tendencje autonomiczne, które po rewolucji październikowej przerodziły się w separatyzm. W okresie między rewolucją lutową i październikową na całej Ukrainie nasilał się proces radykalizacji mas. W listopadzie 1917 UCR ogłosiła deklarację niepodległości Ukrainy i proklamowała Ukraińską Republikę Ludową. 16 XII 1917 Rada Komisarzy Ludowych Rosji radzieckiej uznała niepodległość Ukrainy. W grudniu rewolucyjna część uczestników I Ogólnoukraińskiego Zjazdu Rad (w Kijowie) przeciwstawiła się UCR i 24 XII 1917 w Charkowie sformowała rząd Ukrainy radzieckiej; Rosja radziecka poparła rewolucyjny rząd ukraiński. Do lutego 1918 rządy UCR na Ukrainie zostały faktycznie obalone; 8 II 1918 do Kijowa wkroczyły wojska rewolucyjne. 9 II przedstawiciele UCR podpisali w Brześciu traktat pokojowy z Niemcami (m.in. oddawał Ukrainie Chełmszczyznę). W tymże miesiącu wojska niemieckie i austro-węgierskie pod pozorem pomocy UCR wkroczyły na Ukrainę.

Obszar okupowany przez państwa centralne po traktacie brzeskim: źródło: Wikipedia.

28 IV okupacyjne władze niemieckie rozwiązały UCR, a 29 IV na hetmana Ukrainy przeforsowały generała P. P. Skoropadskiego, całkowicie im uległego. Po zawarciu w lutym przez Rosję radziecką brzeskiego traktatu pokojowego, została utworzona (na konferencji 19-20 IV 1918) Komunistyczna Partia (bolszewików) Ukrainy – KP(b)U; przywódcami jej byli m.in.: Mykoła Skrypnik, Włas Czubar, W. Zatonśky, Wasyl Szachraj, S. Kosior, Ł.M. Kaganowicz, P.P. Postyszew. W listopadzie 1918 wybuchło na Ukrainie powstanie ogólnonarodowe. 14 XI w Białej Cerkwi (koło Kijowa – przyp. W.L.) część działaczy UCR utworzyła Dyrektoriat (przewodniczący W. Wynnyczenko, następnie S. Petlura), politycznie nawiązujący do działalności UCR. W tym czasie w mieście Sudź powołano robotniczo-chłopski rząd Ukrainy, który 29 XI 1918 proklamował obalenie hetmana Skoropadskiego i ustanowienie władzy radzieckiej. Na południu (rejon Hulaj-Pola) rozwijał działalność wśród powstańców ataman (bat’ko) N. Machno, przywódca oddziałów będących pod wpływami anarchistów.

W listopadzie 1918 w Galicji Wschodniej została utworzona nacjonalistyczna Zachodnioukraińska Republika Ludowa (ZURL); władze ZRUL uznały Dyrektoriat i udzielały mu poparcia. Główny wysiłek ZRUL koncentrował się na walce z Polską (m.in. 1-22 XI 1918 trwały walki polsko-ukraińskie o Lwów); w lipcu 1919 wojska polskie zajęły Galicję Wschodnią, która faktycznie znalazła się w granicach Polski. Zamieszkała w większości przez Ukraińców północna Bukowina (poprzednio wchodziła w skład Austro-Węgier) w listopadzie 1918 została włączona do Rumunii; w końcu 1918 wojska czechosłowackie zajęły Ukrainę Zakarpacką (poprzednio również należała do Austro-Węgier, 1938-45 – do Węgier).

We wrześniu 1919, w walkach z kontrrewolucyjnymi wojskami generała A.I. Denikina oddziały Dyrektoriatu, w skład których weszła armia ZRUL, poniosły porażkę, a następnie zostały wyparte przez armię radziecką w trakcie jej ofensywy przeciwko Denikinowi; kontrrewolucja rosyjska nie uznawała odrębnego istnienia narodu ukraińskiego. Wybrzeża Morza Czarnego i Krym zajmowały brytyjskie, francuskie i włoskie wojska interwencyjne oraz kontrrewolucyjna armia generała Denikina, z którą ściśle współdziałały kozackie siły generała P.N. Krasnowa. Na ich zapleczu rozwijał się radziecki ruch partyzancki (centralny ośrodek w Odessie). 10 III 1919 ogólnoukraiński zjazd rad uchwalił pierwszą ukraińską konstytucję radziecką; przeprowadzono nacjonalizację przemysłu, banków i inne reformy społeczne.

Po walkach z wojskami generała Denikina (poł. 1919 – pocz. 1920) Ukraina znalazła się pod władzą radziecką. 21-22 IV Petlura w imieniu Dyrektoriatu zawarł porozumienie z Polską w kwestii wspólnej akcji zbrojnej przeciw Rosji radzieckiej; wojska Dyrektoriatu uczestniczyły w zainicjowanej przez Piłsudskiego tzw. wyprawie kijowskiej 1920; ryski traktat pokojowy, zawarty w marcu 1921 między Polską a Rosją i Ukrainą radziecką, przyznał Polsce ziemie zachodnioukraińskie. Władza radziecka zwyciężyła ostatecznie na całej Ukrainie po rozgromieniu wojsk generała P.N. Wrangla (w końcu 1920 roku).

Podczas II wojny światowej Ukraina była 1941-44 okupowana przez hitlerowskie Niemcy. Niemcy w prowokacyjnych celach (walka ukraińskich nacjonalistów z Polakami) popierali nacjonalistyczny ruch ukraiński (tworzenie ukraińskich oddziałów wojskowych, policyjnych i SS, dostarczanie uzbrojenia i umundurowania ukraińskim bandom nacjonalistycznym, działającym zwłaszcza na zachodzie Ukrainy).

xxxxxxxx

Mamy więc do czynienia z taką sytuacją, że pierwszy podział dokonuje się na tle wyznaniowym: prawosławni – unici. I on staje się główną przyczyną powstań kozackich na Ukrainie. Jednak społeczeństwo tych ziem, które nazywamy Ukrainą nie jest jednolite. Tworzą je Rusini i Kozacy. Społeczności te nie są narodami. Rusini z racji wyznawanego prawosławia raczej skłaniają się ku Rosji, a Kozacy to społeczność bardziej koczownicza, nawykła raczej do wojennego trybu życia, niż osiadłego i oferująca swoje usługi tym, którzy im więcej zapłacą.

Drugi, bardzo wyraźny podział, dokonuje się po rozbiorach Rzeczypospolitej. Wtedy to ziemie, które weszły w skład I zaboru austriackiego, stały się zupełnie inną częścią ziem ukraińskich. Greko-katolicyzm rozwija się tu w sposób nieskrępowany, a i sam rząd austriacki jest bardziej tolerancyjny. Toteż gdy nadchodzi wiek XIX, wiek nacjonalizmów, to właśnie w tej części następuje rozwój ukraińskiego nacjonalizmu. To tu pojawia się Dmytro Doncow ze swoją doktryną.

W sytuacji, gdy nie ma żadnej tradycji, nie ma się do czego odwołać, tworzy Doncow ideologię opartą na całkowitym podporządkowaniu organizacji i na żelaznej sile entuzjazmu. Dlatego promowano odpowiednie wzorce osobowe, czyli Kozaków, przywódców powstań kozackich przeciwko Rzeczypospolitej i Rosji. Później, gdy niewielki fragment Ukrainy trafił w obręb wpływów austriackich, czyli niemieckich, pojawiło się wśród Ukraińców zjawisko germanofilstwa. W czasie I wojny światowej liczyli Ukraińcy na to, że Niemcy i Austriacy pomogą im utworzyć własne państwo. Gdy tak się nie stało, swoje sympatie przenieśli na Hitlera, który im obiecywał utworzenie Wielkiej Ukrainy. Tak się rozkochali w nazistowskiej symbolice, że pozostało im to do dziś.

Wielu ludzi w Polsce oburza się na to, że Ukraińcy tak obnoszą się z tymi symbolami, że obok flagi ukraińskiej często pojawia się flaga czerwono-czarna, czyli banderowska. Ale przecież czerwień i czerń symbolizują anarchizm. Filozofia kozacka z kolei, to „budem wojowaty”, a więc bardzo pokrewna anarchizmowi. Cała tradycja i „kultura” ukraińska, to powstania kozackie i ich bohaterowie oraz ideologia nazistowska i jej ukraińscy wyznawcy. Jeśli to się zabierze Ukraińcom, to zabierze się im ich tożsamość – innej nie mają. Tak to wygląda. Sztuczny język i sztuczny naród, który można wykorzystać na różne sposoby. I to się dzieje teraz w „Polsce”.

Gdy rozpadł się Związek Radziecki i powstało państwo ukraińskie, o które niby tak bardzo zabiegali Ukraińcy, to wydawało się, że powinni byli być zadowoleni. W końcu spełniły się ich marzenia. Minęło jednak kilkanaście lat i okazało się, że marzenia o własnym państwie już się im znudziły i chcieli wejść do unii europejskiej, czyli ograniczyć własną państwowość na rzecz ponadnarodowej wspólnoty. No bo przecież z racji tego, że część ziem ukraińskich należała do Austrii, to oni też są częścią Europy. Jednak nie wszyscy na Ukrainie tak myśleli i znowu nastąpił podział i konflikt, który przerodził się w wojnę. Czy zatem cel, jakim było stworzenie własnego państwa, nie był prawdziwym celem, tylko zastępczym? A tak naprawdę, to chodzi tylko o to, by był konflikt, który całkowicie zmieni sytuację we wschodniej Europie.

Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy – tak podobno twierdził Piłsudski, a Brzeziński dodawał, że bez Ukrainy Rosja przestaje być imperium. Nie są to jakieś oryginalne myśli, tylko inaczej sformułowana koncepcja Dmytro Doncowa, który w lipcu 1913 roku zaprezentował zarys programu opartego na zwróceniu się ku Europie Zachodniej i zerwaniu związków z Rosją, którą uznał za jednoznacznie nieprzychylną niepodległości Ukrainy. Pogląd ten rozwinął w wydanej w 1921 roku w Wiedniu pracy Podstawy naszej polityki. Doncow przedstawił w niej propozycję polsko–ukraińskiej wspólnoty interesów, skierowanej przeciwko Rosji. „Podstawy naszej polityki” – czyli polityki ukraińskiej. I to właśnie ta „wspólnota interesów” jest podstawą polityki obecnego państwa „polskiego”. Skoro ideologia jakiegoś ukraińskiego Żyda jest podstawą polityki tego państwa, to znaczy, że realizuje ono interes ukraiński, a skoro tak, to znaczy to, że w praktyce jest to państwo ukraińskie. I ten stan dominacji Wschodu nad ziemiami polskimi utrzymuje się niezmiennie od unii lubelskiej.

Jedno, co zadziwia, to to, z jaką łatwością i bezwarunkowo chcą Ukraińcy służyć Niemcom. Dla nich gotowi są zrobić wszystko. Urodzeni niewolnicy. To bardzo niebezpieczne dla Polaków narzędzie w ręku Niemców, a może również i Rosjan.

Irlandia

Kiedyś Donald Tusk obiecywał w swojej kampanii wyborczej „drugą Irlandię” w Polsce. Najpierw była „druga Polska”, potem była „druga Japonia”, no i jeszcze miał być „drugi Budapeszt” w Warszawie. Plany, jak widać, były ambitne, a skończyło się na… drugiej Ukrainie, z czego zdecydowana większość ludzi nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Taka to rzeczywistość wschodniej Europy. To, że obecne państwo, leżące pomiędzy Odrą i Bugiem, jest państwem ukraińskim – w którym wyznawcy prawosławia stają się powoli większością, a zapewne staną się nią po kolejnej fali z Ukrainy i z Białorusi – prawdopodobnie doprowadzi do napięć pomiędzy ludnością katolicką (już niedługo mniejszością) i prawosławną (już niedługo większością). Czy zatem można będzie doszukiwać się analogi z konfliktem irlandzko-angielskim na terenie Irlandii Północnej w latach 1968-1998?

Przeciętny Polak pewnie niewiele wie o Irlandii, poza tym że obecnie wielu Polaków tam mieszka i pracuje. Być może niektórzy czytali lub próbowali (jak piszący te słowa) przeczytać powieść Ulisses James’a Joyce’a, której akcja rozgrywa się w Dublinie w ciągu jednego dnia 16 czerwca 1904 roku. Powieść ta ze względu na bardzo hermetyczny język została przetłumaczona tylko na kilka języków. O konflikcie z lat 1968-1998 pewnie niewielu już pamięta i może właśnie dlatego warto o nim przypomnieć.

Dla porządku wypada wyjaśnić pewne pojęcia. Anglia to Anglia, Wielka Brytania to Anglia, Szkocja i Walia, a Zjednoczone Królestwo to Wielka Brytania i Irlandia Północna.

Informacje do tego blogu pochodzą z angielskiej Wikipedii.

Historię Irlandii angielska Wikipedia dzieli na następujące okresy:

  • okres prehistoryczny
  • Irlandia celtycka
  • późna starożytność i wczesne średniowiecze (800-1169)
  • normański i angielski najazd (1169-1536)
  • Królestwo Irlandii (1542-1801)
  • unia z Wielką Brytanią (1801-1922)
  • podział na Irlandię Południową i Irlandię Północną (grudzień 1921)
  • Irlandia Południowa opuszcza Zjednoczone Królestwo i staje się całkowicie niepodległym państwem, czyli Irlandią (grudzień 1922)

Emigracja z Wielkiej Brytanii do Irlandii, na mniejszą skalę, miała już miejsce w XII wieku, po inwazji anglo-normańskiej, tworząc niewielką anglo-normandzką, angielską, walijską i flamandzką społeczność w Irlandii, podległą królowi Anglii. W XV wieku angielska dominacja skurczyła się do obszaru zwanego The English Pale (część Irlandii pod władzą brytyjską; jedno ze znaczeń słowa pale to ogrodzony teren, ogrodzony obszar). Jednak w okresie Tudorów (1485-1603) kultura i język irlandzki odzyskały większość terytorium utraconego początkowo na rzecz Anglo-Normanów: „nawet w Pale, wszyscy zwykli ludzie… w większości są irlandzkiego pochodzenia, irlandzkiego zwyczaju i języka irlandzkiego”. Na wyższym poziomie społecznym istniały małżeństwa mieszane między gaelicką arystokracją irlandzką a lordami anglo-normańskimi. W różnym stopniu w Pale, a zwłaszcza poza nim, „staroangielscy” zintegrowali się ze społeczeństwem irlandzkim. Edmund Spenser napisał o starych Anglikach: „są ostrzej karani i dyscyplinowani… ponieważ są bardziej uparci i nieposłuszni prawu i rządowi niż Irlandczycy”. Angielski dyskurs na temat Irlandii w dużej mierze postrzegał gaelickich Irlandczyków spoza Pale jako dzikusów i porównywał ich w 1580 roku z rdzennymi Amerykanami.

Granice w Irlandii w 1450 roku przed okresem plantacji; źródło: angielska Wikipedia.

Plantacje

Według Webster’s Encyclopedic Dictionary of the English Language słowo plantation w sensie historycznym oznacza: 1 – the settling of a colony or new country; 2 – a colony or settlement. A więc oznacza ono zasiedlenie, osadnictwo lub kolonię, siedlisko.

Tzw. plantacje w XVI i XVII-wiecznej Irlandii wiązały się z konfiskatą ziemi należącej do Irlandczyków przez Koronę Angielską i jej kolonizacją przez osadników z Wielkiej Brytanii. Korona postrzegała plantacje jako sposób kontrolowania, anglicyzowania i „ucywilizowania” gaelickiej Irlandii. Główne plantacje tworzyły się od lat pięćdziesiątych XVI wieku do lat dwudziestych XVII wieku, z których największą była plantacja Ulsteru. Plantacje doprowadziły do powstania wielu miast, ogromnych zmian demograficznych, kulturowych i ekonomicznych, zmian własności ziemskiej i zmian krajobrazu, a także do wielowiekowych konfliktów etnicznych i wyznaniowych. Miały one miejsce przed i podczas najwcześniejszej angielskiej kolonizacji obu Ameryk, a grupa znana jako West Country Men była zaangażowana zarówno w kolonizację irlandzką, jak i amerykańską.

Plantacja Ulsteru

Przed wojną dziewięcioletnią w latach 90. XVI wieku Ulster był najbardziej irlandzko-gaelicką częścią Irlandii i jedyną prowincją, która była całkowicie poza kontrolą Anglii. Wojna z lat 1594-1603 zakończyła się kapitulacją irlandzkich lordów O’Neill’a i O’Donnell’a, ale był to także niezwykle kosztowny i upokarzający epizod dla rządu angielskiego w Irlandii. Na krótką metę wojna nie osiągnęła zakładanych celów, a łagodne warunki kapitulacji, przyznane rebeliantom, przywróciły im znaczną część ich dawnej ziemi, ale zgodnie z prawem angielskim.

Mapa Irlandii około 1600 roku w czasie wojny dziewięcioletniej; ziemie zajęte przez Anglików – kolor niebieski; ziemie zajęte przez irlandzkich powstańców – kolor czerwony; szary – oficjalnie neutralne; źródło: angielska Wikipedia.

Gdy jednak Hugh O’Neill i inni zbuntowani hrabiowie opuścili Irlandię w czasie tak zwanego „Odlotu hrabiów” z 1607 r., aby szukać pomocy w Hiszpanii w celu wywołania kolejnego buntu, lord Arthur Chichester skorzystał z okazji, by skolonizować prowincję i skonfiskował ziemie O’Neilla, O’Donnella i ich zwolenników. Początkowo Chichester planował dość skromną plantację, w tym duże dotacje dla urodzonych w Irlandii lordów, którzy stanęli po stronie Anglików podczas wojny. Jednak w 1608 r. bunt Cahira O’Doherty’ego w Donegal przerwał realizację tego planu. O’Doherty był byłym sojusznikiem Anglików, który uważał, że nie został sprawiedliwie wynagrodzony za swoją rolę w wojnie. Bunt został szybko stłumiony, a O’Doherty zabity, ale te wydarzenia dały Chichesterowi uzasadnienie do wywłaszczenia wszystkich pierwotnych właścicieli ziemskich w prowincji.

W 1603 roku szkocki król Jakub VI został również królem Anglii jako Jakub I i zjednoczył te dwa królestwa. Został także królem Irlandii, która podlegała wówczas Koronie Angielskiej. Plantacja Ulsteru została mu przekazana jako wspólne „brytyjskie”, czyli angielskie i szkockie przedsięwzięcie mające na celu pacyfikację i cywilizację Ulsteru. Uzgodniono [kto?], że co najmniej połowa osadników będzie Szkotami. Sześć hrabstw utworzyło oficjalną plantację Ulsteru.

Plantacje do 1620 roku; źródło: angielska Wikipedia.

Za panowania Cromwella usunięto tych rdzennych właścicieli ziemskich, którzy przeżyli plantację Ulsteru. W Munster i Leinster masowa konfiskata ziemi należącej do katolików, po podboju Irlandii przez Cromwella, oznaczała, że angielscy protestanci nabyli prawie wszystkie posiadłości ziemskie na tych terenach. Ponadto, jako że Irlandia była częścią Imperium Brytyjskiego, około 12 000 Irlandczyków zostało sprzedanych jako niewolnicy do kolonii na Karaibach i w Ameryce Północnej (a więc angielska Wikipedia przyznaje pośrednio, że było coś takiego jak białe niewolnictwo – przyp. W.L.). Kolejne 34 000 irlandzkich katolików wyjechało na kontynent, głównie do katolickich krajów Francji lub Hiszpanii.

xxxxxxxx

Przełom XVI i XVII wieku to w całej Europie okres wojen religijnych, które nie ominęły Irlandii. Nie ominęły one też Rzeczypospolitej. Po unii brzeskiej (1596) powstania kozackie, szczególnie powstanie Chmielnickiego, to wojna religijna – prawosławno-unicka, choć u nas unika się takiego określenia, a Kozacy byli obrońcami prawosławia.

Za panowania Cromwella Ulster, najbardziej irlandzka część Irlandii, staje się protestancki. Można więc bez przesady powiedzieć, że Ulster to takie irlandzkie Kosowo. I mamy gotowy konflikt religijny. Nie ma takiego konfliktu w przypadku Anglii i Szkocji, które tworzą unię, bo jest to unia protestancka. Natomiast gdy powstaje unia katolicko-prawosławna, jak w przypadku Rzeczypospolitej, to niemal od razu dochodzi do kłótni. Podobnie było w przypadku Irlandii. Tu był konflikt katolicko-protestancki. Tak więc, czy to się komu podoba, czy – nie, to różnice na tle wyznaniowym zawsze prowadzą do konfliktu. Co to oznacza w przypadku „Polski”? Osiedlenie na jej terytorium milionów prawosławnych musi, prędzej czy później, doprowadzić do konfliktów na tle wyznaniowym, zwłaszcza że ci prawosławni mają więcej praw niż pozostali, tak jak w Irlandii Północnej, w której protestanci dominowali nad katolikami.

xxxxxxxx

Irlandia Północna

Irlandia Północna powstała w wyniku podziału na mocy ustawy Parlamentu Zjednoczonego Królestwa z 1920 roku. I do 1972 roku była samorządną jurysdykcją z własnym parlamentem i premierem. Irlandia Północna, jako część Wielkiej Brytanii, nie była neutralna podczas drugiej wojny światowej, a Belfast doznał czterech nalotów bombowych w 1941 r. Pobór do wojska nie został rozszerzony na Irlandię Północną i mniej więcej tyle samo zgłosiło się na ochotnika z Irlandii Północnej, co ochotników z Republiki Irlandii.

Mapa polityczna Irlandii; źródło: angielska Wikipedia.

Chociaż w Irlandii Północnej nie doszło do wojny domowej, to w dziesięcioleciach następujących po podziale zdarzały się sporadyczne epizody przemocy między społecznościami. Nacjonaliści, głównie katolicy, chcieli zjednoczyć Irlandię jako niezależną republikę, podczas gdy unioniści, głównie protestanci, chcieli, aby Irlandia Północna pozostała w Wielkiej Brytanii. Społeczności protestanckie i katolickie w Irlandii Północnej głosowały w dużej mierze zgodnie z zasadami wyznaniowymi, co oznacza, że rząd Irlandii Północnej (wybierany od 1929 r. w okręgach jednomandatowych) był kontrolowany przez Ulster Unionist Party. Z biegiem czasu mniejszość katolicka czuła się coraz bardziej wyobcowana z powodu dyskryminacji przy ubieganiu się o pracę i przy przydzielaniu mieszkań.

Pod koniec lat 60-tych rozpoczęły się masowe protesty katolików w obronie praw obywatelskich, którym często towarzyszyły protestanckie kontrdemonstracje. Reakcja rządu była postrzegana jako stronnicza na korzyść unionistów. Wraz ze wzrostem niepokojów i przemocy między społecznościami prawo przestało być egzekwowane. Rząd Irlandii Północnej zwrócił się do armii brytyjskiej, by pomogła policji w ochronie ludności protestanckiej. W 1969 roku paramilitarna Tymczasowa IRA, która opowiadała się za utworzeniem zjednoczonej Irlandii, wyłoniła się w wyniku podziału Irlandzkiej Armii Republikańskiej i rozpoczęła kampanię przeciwko tak zwanej „brytyjskiej okupacji sześciu hrabstw”.

Inne grupy, zarówno unioniści, jak i nacjonaliści, brały udział w demonstracjach i rozpoczął się okres znany jako „the Troubles” (Kłopoty). Konflikt miał podłoże polityczne i nacjonalistyczne z historycznym podtekstem. Miał również wymiar etniczny lub wyznaniowy, ale pomimo używania terminów „protestancki” i „katolicki” w odniesieniu do obu stron, nie był to konflikt religijny. Kluczową kwestią był status Irlandii Północnej. Unioniści i lojaliści, którzy z powodów historycznych byli w większości protestantami z Ulsteru, chcieli, aby Irlandia Północna pozostała w Wielkiej Brytanii. Irlandzcy nacjonaliści i republikanie, którzy byli w większości irlandzkimi katolikami, chcieli, aby Irlandia Północna opuściła Wielką Brytanię i dołączyła do zjednoczonej Irlandii.

Konflikt

Konflikt rozpoczął się podczas kampanii Stowarzyszenia Praw Obywatelskich Irlandii Północnej mającej na celu położenie kresu dyskryminacji mniejszości katolickiej/nacjonalistycznej przez protestancki rząd i władze lokalne. Rząd próbował stłumić protesty. Policja, Royal Ulster Constabulary (RUC), była w przeważającej mierze protestancka i znana z brutalnego zachowania się. Kampania spotkała się również z gwałtownym sprzeciwem lojalistów z Ulsteru, którzy wierzyli, że jest to front republikański. Rosnące napięcia doprowadziły do zamieszek w sierpniu 1969 roku i rozmieszczenia wojsk brytyjskich, co stało się najdłuższą operacją armii brytyjskiej. Na niektórych obszarach zbudowano „mury pokoju”, aby oddzielić dwie społeczności. Niektórzy katolicy początkowo witali armię brytyjską jako siłę bardziej neutralną niż RUC, ale wkrótce zaczęli postrzegać ją jako wrogą i stronniczą, szczególnie po Krwawej Niedzieli w 1972 roku.

Głównymi uczestnikami „Kłopotów” były republikańskie organizacje paramilitarne, takie jak Tymczasowa Irlandzka Armia Republikańska (IRA) i Irlandzka Armia Wyzwolenia Narodowego (INLA); lojalistyczne organizacje paramilitarne, takie jak Ulster Volunteer Force (UVF) i Ulster Defence Association (UDA); brytyjskie państwowe siły bezpieczeństwa, takie jak armia brytyjska i RUC; działacze polityczni. Mniejszą rolę odegrały siły bezpieczeństwa Republiki Irlandii. Republikanie przeprowadzili kampanię partyzancką przeciwko siłom brytyjskim, a także bombardowania celów infrastrukturalnych, handlowych i politycznych. Lojaliści w odwecie zaatakowali republikanów/nacjonalistów i społeczność katolicką. Czasami dochodziło do aktów przemocy na tle religijnym, a także waśni wewnątrz i między grupami paramilitarnymi. Brytyjskie siły bezpieczeństwa podjęły działania policyjne, głównie przeciwko republikanom. Zdarzały się przypadki zmowy między brytyjskimi siłami państwowymi a lojalistycznymi organizacjami paramilitarnymi. „Kłopoty” obejmowały również liczne zamieszki, masowe protesty i akty obywatelskiego nieposłuszeństwa oraz doprowadziły do wzrostu segregacji i tworzenia tymczasowych stref zakazu ruchu.

24 sierpnia 1968 roku Ruch na Rzecz Praw Obywatelskich zorganizował swój pierwszy marsz z Coalisland do Dungannon. W następnym roku odbyło się znacznie więcej marszów. Lojaliści (zwłaszcza członkowie UPV) zaatakowali niektóre z nich i zorganizowali kontrdemonstracje w celu zakazania tych marszów. Ze względu na brak reakcji ze strony policji, nacjonaliści postrzegali RUC, która była prawie w całości protestancka, jako wspierająca lojalistów i pozwalająca na ataki. W dniu 5 października 1968 roku rząd Irlandii Północnej zakazał marszu na rzecz praw obywatelskich w Derry. Kiedy maszerujący przeciwstawili się zakazowi, funkcjonariusze RUC otoczyli maszerujących i pobili ich. Rannych zostało ponad 100 osób, w tym wielu polityków nacjonalistycznych. Incydent został sfilmowany przez telewizyjne ekipy informacyjne i pokazany na całym świecie. Wywołało to oburzenie wśród katolików i nacjonalistów, wywołując dwudniowe zamieszki w Derry między nacjonalistami a RUC.

Kilka dni później w Belfaście powstała studencka grupa praw obywatelskich – Demokracja Ludowa. Pod koniec listopada O’Neill obiecał ruchowi na rzecz praw obywatelskich pewne ustępstwa, ale nacjonaliści uznali je za zbyt małe, a lojaliści za zbyt duże. 1 stycznia 1969 roku Demokracja Ludowa rozpoczęła czterodniowy marsz z Belfastu do Derry, które było wielokrotnie nękane i atakowane przez lojalistów. Na moście Burntollet maszerujący zostali zaatakowani przez około 200 lojalistów, w tym kilku policjantów po służbie, uzbrojonych w żelazne pręty, cegły i butelki. Kiedy marsz dotarł do Derry City, został ponownie zaatakowany. Uczestnicy marszu twierdzili, że policja nie zrobiła nic, aby ich chronić, a niektórzy funkcjonariusze pomagali napastnikom. Tej nocy funkcjonariusze RUC wpadli w szał w rejonie Bogside w Derry, atakowali katolickie domy, grozili mieszkańcom i rzucali obelgi na tle religijnym. Następnie mieszkańcy odgrodzili Bogside barykadami, aby powstrzymać policję, tworząc „Free Derry”, które przez krótki czas było strefą zakazaną dla sił bezpieczeństwa.

W marcu i kwietniu 1969 r. lojaliści zbombardowali instalacje wodne i elektryczne w Irlandii Północnej, obwiniając za nie nieaktywną w tym czasie IRA i część osób z ruchu na rzecz praw obywatelskich. Niektóre ataki pozbawiły znaczną część Belfastu prądu i wody. Lojaliści mieli nadzieję, że zamachy bombowe zmuszą O’Neilla do rezygnacji i położą kres wszelkim ustępstwom na rzecz nacjonalistów. Między 30 marca a 26 kwietnia doszło do sześciu zamachów bombowych, za które obwiniano IRA, a brytyjscy żołnierze zostali wysłani do ochrony tych instalacji. Poparcie unionistów dla O’Neilla osłabło i 28 kwietnia złożył rezygnację z funkcji premiera.

W ciągu kolejnych trzech dekad konfliktu zginęło ponad 3600 osób. Z powodu niepokojów społecznych podczas „Kłopotów”, rząd brytyjski zawiesił w 1972 roku rządy lokalne i narzucił swoje. Było kilka nieudanych prób politycznego zakończenia „Kłopotów”, takich jak porozumienie z Sunningdale z 1973 r. W 1998 r., po zawieszeniu broni przez Tymczasową IRA i rozmowach wielostronnych, porozumienie wielkopiątkowe (10 kwietnia) zostało zawarte jako traktat między rządami Wielkiej Brytanii i Irlandii.

Treść porozumienia (formalnie zwanego porozumieniem z Belfastu) została później zatwierdzona w referendach w obu częściach Irlandii. Umowa przywróciła samorząd Irlandii Północnej na podstawie podziału regionalnej władzy wykonawczej, złożonej z przedstawicieli głównych partii w nowym Zgromadzeniu Irlandii Północnej, zapewniając tym samym ochronę interesów obu stron. Władzę sprawują wspólnie premier i wicepremier, wywodzący się z partii unionistów i nacjonalistów. W 1994 roku, po zawieszeniu broni przez Tymczasową IRA, przemoc znacznie spadła. W 2005 roku Tymczasowa IRA ogłosiła koniec swojej kampanii zbrojnej, a niezależna komisja nadzorowała rozbrojenie jej oraz innych nacjonalistycznych i związkowych organizacji paramilitarnych.

xxxxxxxx

Powierzchnia Irlandii Północnej to 14 130 km2., a liczba ludności to około 1,9 mln. Irlandia to 70 237 km2 i 5,2 mln ludności. W stosunku do całej wyspy powierzchnia Irlandii Północnej to jej szósta część. Według spisu z 2021 roku 42,3% ludności Irlandii Północnej to katolicy, 37,3% to protestanci, 1,3% inne wyznania, a 17,4% nie identyfikowało się z żadną religią bądź żadnej nie zadeklarowało. Takie informacje podaje polska Wikipedia. Z kolei Rzeczpospolita w swojej publikacji z dnia 22.09.2022 (https://www.rp.pl/spoleczenstwo/art37100751-irlandia-polnocna-blizej-oderwania-sie-od-wielkiej-brytanii-wazna-zmiana) pisze, że gdy w 1921 roku powstawała Irlandia Północna, to jej ludność stanowili w dwóch trzecich protestanci, w jednej trzeciej katolicy. Dane ze spisu powszechnego z 2021 roku mówią, że teraz w Irlandii Północnej 47,5% mieszkańców to osoby identyfikujące się jako katolicy lub wychowane w tej wierze. W przypadku protestantów odsetek ten wyniósł 43,5%.

Trudno powiedzieć, jaki był odsetek protestantów i katolików w końcu lat 60-chych, gdy zaczęły się te tzw. “Kłopoty”. Być może wówczas katolicy stanowili około 40-45% populacji Irlandii Północnej. A może nigdy tak nie było, że protestanci stanowili tam większość, tylko poprawność polityczna nakazywała, by takie informacje rozpowszechniać, by usprawiedliwić dyskryminację katolików. W każdym razie wykorzystywano wtedy, jak pisze angielska Wikipedia, tzw. gerrymandering. Gdyby przewaga protestantów była tak duża, jak utrzymywano, to czy trzeba było by stosować takie szwindle? Polska Wikipedia tak charakteryzuje ten proceder:

Gerrymandering – manipulowanie przebiegiem granic okręgów wyborczych, najczęściej w celu uzyskania korzystnego wyniku przez partię mającą wpływ na kształtowanie ordynacji wyborczej. Jest to także szczególne pole badawcze geografii wyborczej, poświęcone systematycznym studiom nad wpływem ukształtowania okręgów wyborczych na wyniki głosowania i dokumentowaniem przypadków nadużyć w tym zakresie.

Nazwa pochodzi od słowa „gerrymander”, którym w języku angielskim przyjęto nazywać okręgi wyborcze o dziwnych kształtach stworzone w wyniku takich manipulacji. Termin ten powstał przez połączenie nazwiska Elbridge’a Gerry’ego (amerykańskiego polityka z Partii Demokratyczno-Republikańskiej, 1744–1814) ze słowem salamandra (ang. salamander – przyp. W.L.). To właśnie zwierzę miało przypominać kształt jednego z okręgów, który Gerry, jako gubernator stanu Massachusetts, wykreślił na mapie wyborczej tak, aby zwiększyć szanse wyborcze kandydatów wystawionych przez jego partię.

Gerrymandering spełnia prawidłowo swoją funkcję w przypadku występowania okręgów jednomandatowych. Główna strategia bazuje na tworzeniu dwóch rodzajów okręgów. Okręgi wygrywające powinny być jak najmniejsze oraz ich poparcie dla danej partii powinno być na poziomie lekko przekraczającym wymagany próg do zwycięstwa. Możliwie duże okręgi przegrywające powinny zawierać jak najmniejszą część sympatyków danej partii.

xxx

Gdy się spojrzy na zdjęcie obok, to rodzi się pytanie: o co w tym wszystkim chodziło? W tym samym czasie, gdy zaczynano kolonizować Amerykę, ci sami ludzie, grupa West Country Men, czyni to samo w stosunku do Irlandii, a konkretnie w stosunku do jej północno-wschodniej prowincji. Tam ziemi w bród, z której nie trzeba wysiedlać Indian, a tu ziemi tyle co kot napłakał i przeciwnik daleko bardziej wymagający. Przecież ta ziemia nie była szczególnie urodzajna, a teren częściowo górzysty. Jedyne sensowne wytłumaczenie to takie, że chodziło tylko i wyłącznie o wykreowanie konfliktu pomiędzy katolikami a protestantami, skłócenie ich. Po to przecież była reformacja.

Źródło zdjęcia: Wikipedia.

Feliksa Eger w książce Historia towarzystw tajnych (1904) pisze:

Za czasów Jakuba I, Cromwella i Wilhelma III wydziedziczano i przesiedlano gwałtem właścicieli irlandzkich do innych części kraju. Posiadacze dzisiejsi są po wielkiej części potomkami dawnych przywłaszczycieli, różniących się od krajowców religią, językiem, pojęciami, pragnieniami; nic więc dziwnego, że nawet po dwóch wiekach zlać się z ogółem narodu nie mogą.

W roku 1794 w chwili kiedy nieszczęśliwa Irlandia odzyskiwała trochę życia narodowego, protestanci fanatycy utworzyli stowarzyszenia tajne podobne do masońskiego, dla zwalczania katolików i utrzymania praw domu hanowerskiego, których nawet w owym czasie nikt zaprzeczać nie myślał. Założyciel stowarzyszenia tego zwanego Orangemen Tomasz Wilson był wolnomularzem; zorganizował je też na wzór związków masońskich. (…) Oranżyści wzniecali wielokrotnie zamieszki w Irlandii i Anglii, a gwałtowna opozycja stawiana przez nich wszelkim postanowieniom liberalnego rządu angielskiego, niemało się przyczyniła dp podtrzymania zaburzeń w kraju i niechęci Irlandczyków, upoważniając niejako tym samym towarzystwa tajne do ciągłego działania.

xxx

Od momentu powstania Irlandii Północnej na początku lat 20-tych do końca lat 60-tych, a więc przez ponad 40 lat, nie było większych protestów czy zamieszek. Dopiero w 1968 roku zaczyna się coś zmieniać. Dlaczego przez tyle lat był spokój i nagle wszystko się zmieniło. Konflikt trwał ponad 30 lat. I przez ten czas nie potrafiono porozumieć się. I nagle okazało się, że można. Trudno stwierdzić, jakie były powody tego, że konflikt ten wygaszono, podobnie jak trudno powiedzieć, jakie były powody jego wzniecenia. Tu nic nie dzieje się przypadkowo i spontanicznie.

Jednak historia tego konfliktu powinna być dla nas ostrzeżeniem. W Irlandii Północnej wystąpiły dwa zjawiska: marsze i terroryzm. W Polsce już mamy marsze, a terroryzmu jeszcze nie ma, ale jego widmo snuje się już nad Polską. Na jej terytorium przebywa już wiele milionów Ukraińców, z których wielu ma broń. Skąd ta broń?

Kiedy ja byłem w wojsku, to na czas pełnienia służby wartowniczej otrzymywałem ostrą amunicję, z której po zakończeniu służby musiałem się rozliczyć, co do sztuki. Nie było takiej opcji, że mogłem sobie schować do kieszeni jeden czy dwa naboje. Odpowiedzialność była po obu stronach: wydającego i przyjmującego. A po ćwiczeniach ze strzelania – z każdej łuski. I tak to działa w warunkach pokojowych. W przypadku wojny lub konfliktu zbrojnego taka procedura jest zapewne zachowana, ale tylko do pewnego momentu. Ostatnia ręka, która przyjmuje broń i amunicję też jest kryta, bo ona wydaje tę broń i amunicję na front. A tam już nie ma możliwości rozliczenia się, bo żołnierze giną, są brani do niewoli lub są uznani za zaginionych, a sprzęt ulega zniszczeniu lub teoretycznie ulega zniszczeniu, a faktycznie zostaje przekazany komu innemu. Pozornie panuje tam chaos, ale kto ma wiedzieć, co dzieje się z tą bronią, to wie, ale wytłumaczenie jest. I takim to sposobem broń ta trafia do terrorystów, którzy też pełnią służbę, tylko innego rodzaju, a ich przełożeni nie są znani.

Mamy więc w niby własnym państwie tysiące, jak nie więcej, uzbrojonych Ukraińców, którzy w Płocku w centrum miasta, w parku, urządzili sobie strzelnicę i strzelają do tarcz. Mamy więc państwo typu: ch.., d… i kamieni kupa. I mamy też marsze, które są organizowane od wielu lat i stały się już tradycją. Tyle już ich było i nic się nie działo. To jednak nie znaczy, że nie może się dziać. Jeśli Polacy zaczną organizować marsze w proteście przeciw uprzywilejowaniu Ukraińców, to oni mogą zacząć organizować kontrmarsze, a oni mają broń. A policja, w której jest zatrudnianych coraz więcej Ukraińców, jak się zachowa w takim przypadku? Czy tak jak protestancka policja w Irlandii Północnej?

Czy może zatem tak się stać, że będzie tak, jak obiecywał Donald Tusk w swojej kampanii wyborczej, że będzie w Polsce druga Irlandia, tyle że druga Irlandia Północna? Czas pokaże.

Religia naturalna

W poprzednim blogu „Religia” opis dziejów chrześcijaństwa zakończyłem na reformacji, w wyniku której powstał protestantyzm, a z którego wyłaniały się stopniowo nowe wyznania. Dał on też początek zjawisku zwanemu religią naturalną. Religia naturalna to taka religia, w której Bóg obejmuje sobą cały świat i każda cząstka materii jest cząstką Boga. Stoi więc ona w absolutnej opozycji do religii chrześcijańskiej, w której Bóg jest Stwórcą świata widzialnego i niewidzialnego, duchowego, i jest transcendentny (wymykający się zwykłemu ludzkiemu doświadczeniu) wobec niego, a więc jest niematerialny.

Wydaje mi się, że genezę i rozwój religii naturalnej, dobrze opisuje Henryk Rolicki w swojej książce Zmierzch Izraela (1932):

Reformacja głosiła oderwanie religii od hierarchii Kościoła katolickiego i zerwanie z jego autorytetem w rzeczach wiary. Dając swym wyznawcom prawo samodzielnego czytania i komentowania Pisma Świętego, wprowadziła anarchię w „zakres dogmatów” religijnych.

Zarazem twierdziła, że nie tylko teksty Pisma św., lecz i postępy wiedzy naukowej godzą w prawdy, podawane do wierzenia przez Kościół katolicki. Wyłoniły się stąd dwa kierunki, dwie poniekąd metody teologiczne: jedna stała ściśle na gruncie rozumowym, racjonalistycznym i stwierdzała nieuchronny rozbrat i rozdział między wiarą i wiedzą, i dlatego głosiła, że do zbawienia trzeba jedynie tylko wiary, choćby wbrew rozumowi; drugi kierunek o charakterze mistycznym usiłował sobie wyjaśnić tajemnice wiary, a przynajmniej ugruntować w sobie przekonanie o ich prawdziwości, sięgając do kabały żydowskiej.

Pierwszy – wysoko stawiający postęp nauki, a szczególnie nauk matematyczno-przyrodniczych, opierał się na pewnego rodzaju metodzie scholastycznej i komentowaniu Pisma św., przy czym Stary Testament postawiono na równi z Nowym, drugi w zakresie religijnym zwracał się wprost do źródeł żydowskich Starego Testamentu i kabały.

Całą literaturę hebrajską stanowią Tora, czyli Pięcioksiąg Mojżeszowy oraz komentarze do Tory. Największym z tych komentarzy jest Talmud; obok niego istnieje też tajny, mistyczny wykład Biblii, zwany Kabałą.

Pierwszy znalazł swój wyraz przede wszystkim w Kościele augsburskim, drugi w helweckim i rozlicznych sektach angielskich oraz amerykańskich.

Wtedy przyszedł Spinoza i stworzył swój system panteistyczno-materialistyczny, który łączył poniekąd w sobie dwie metody teologiczne, rozumową i mistyczną, filozoficzną i kabalistyczną. Oparcie poglądu na świat na twierdzeniu, że Bóg i materia to jedno, że Bóg obejmuje sobą cały świat materialny, że każda cząstka materii jest cząstką Boga, było z jednej strony potężnym poparciem badań nad materią, czyli przyrodniczych, z drugiej zaś dawało się pogodzić z naukami kabały. Toteż wiemy, że Spinoza był wielbicielem Zoharu (mistyczny komentarz do Tory, Pieśni nad Pieśniami i Księgi Rut, powstały w XIII wieku – przyp. W.L.) i wierzył nawet w mesjańską rolę Sabbataja Cwi.

Tak pomyślany Bóg był w istocie swej niepoznawalny – a raczej mógł być poznawalny tylko przez poznanie materii, przez badanie przyrody. Co więcej – jako niepoznawalny – nie wymagał żadnych dogmatów, które by musiały się dopiero godzić z teoriami nauki, a więc był nader wygodny. Jako niepoznawalny nie wymagał nadto żadnych uczynków, żadnej etyki.

Filozofia Spinozy dała podkład umysłowy pod ideologię lóż wolnomularskich. Skoro Bóg to materia, to i prawa materii, prawa przyrodnicze są poniekąd Boskimi. Wielki Budowniczy, ten Bóg lóż wolnomularskich już w XVIII w. w ruchu filozoficznym jest ubóstwianą Naturą. Rodzą się stąd pojęcia religii, danej człowiekowi przez przyrodę, tzw. religii naturalnej i etyki wrodzonej, tzw. etyki naturalnej. Oczywiście religia ta i etyka, dana każdemu człowiekowi niejako przyrodniczo, jest niezależna od wszelkich wyznań religijnych, a tym bardziej od narodowości czy rasy. Wiązanie religii i etyki z wyznaniem religijnym to „przesąd”. Stąd walka lóż z „przesądami”.

Przeciwieństwem przesądu jest „oświecenie”. „Oświecenie” – to nie tylko otrząśnięcie się z „przesądów”, lecz także uświadomienie sobie głosu natury, tj. poznanie prawd religii naturalnej i etyki naturalnej, czyli znalezienie „światła”. „Światło” zaś promieniuje z lóż. Uznawanie wartości tego „światła”, to hołd złożony „duchowi czasu”, trwanie przy „przesądach” zwie się „wstecznictwem”.

Etyka naturalna jest aspołeczna, bo człowiek z trudem wyrzeka się czegoś na rzecz zbiorowości. Człowiek ma pewne prawa, które mu dała natura, a szczególnie prawo do tego, żeby mógł żyć i działać jak chce, oraz żeby nikogo nie musiał słuchać i przed nikim się nie poniżać i płaszczyć. Stąd prawo do wolności i równości, uznane za „prawo naturalne”.

Społeczność jednak musi istnieć. Jak to pogodzić z prawami naturalnymi? Trzeba się uciec do fikcji, że ludzie kiedyś w prehistorii zawarli ze sobą umowę zbiorową, w której zrzekli się części swej wolności na rzecz zbiorowości. W ten sposób to ograniczenie wolności jednostki na rzecz instytucji społecznej będzie można uważać za zrzeczenie się dobrowolne. Tak powstała teoria „kontraktu społecznego” Rousseau’a, przypominająca bardzo w swej konstrukcji kontrakt Izraela z Jehową. W niej geneza rewolucyjnej „deklaracji praw człowieka i obywatela”.

Tak pojętym prawom naturalnym, tej „religii naturalnej” i „etyce naturalnej” przeciwstawia się szczególnie Kościół katolicki, opierający się o objawione dogmaty religijne, z góry dane, oraz władze świeckie, opierające się na przekonaniu, że „władza od Boga pochodzi”, a więc niechętne wszelkim pomysłom „kontraktu społecznego”.

Rozszerzenie takiej ideologii musiało doprowadzić do ataków na Kościół katolicki, ukoronowanych dopiero w r. 1870 kasatą państwa papieskiego oraz do rozprawy z królami i książętami, która znalazła swój wyraz w rewolucji francuskiej, a później w ruchach wolnościowych 1848 roku.

Papiestwo wcześnie zareagowało na zamiary wolnomularstwa, bo już w r. 1738 ukazuje się bulla Klemensa XII „In eminenti Apostolatus speculo” (W zwierciadle wybitnego Apostolstwa – przyp. W.L.) potępiająca wolnomularstwo.

Panujący dali się natomiast ogarnąć ruchowi tym bardziej, że organizacje wolnomularskie czyniły ich lub ich krewnych swymi protektorami i rzucały im piaskiem w oczy.

Na czele armii sprzymierzonych, idących na pomoc uwięzionemu Ludwikowi XVI, by stłumić rewolucję we Francji, staje przecież nie kto inny jak ks. Ferdynand Brunświcki, protektor „braci azjatyckich” oraz iluminatów Weishaupta, tj. najskrajniejszych związków rewolucyjnych. Nic dziwnego, że stał bezczynnie niemal nad Renem, gdy w Paryżu Ludwika XVI, a potem królową Habsburżankę wleczono na gilotynę.

Propaganda „religii naturalnej” znajdowała grunt niemal wyłącznie w warstwach wykształconych. W warstwach niższych, szczególnie zaś wśród ludu trafiała na odpór. Trzeba było lud specjalnie wychować.

„Dajcie mi na przeciąg wieku wychowanie publiczne, a zmienię świat” mawiał filozof Leibnitz, wybitny różokrzyżowiec. Ku temu celowi posłużyło wypędzenie jezuitów i kasata zakonu, po czym mogła nastąpić w krajach katolickich sekularyzacja dóbr zakonnych i szkolnictwa. Odtąd na wychowaniu położyło rękę wolnomularstwo.

W XIX w. propaganda lóż masońskich wyszła już spod znaku „Wielkiego Budowniczego” i „religii naturalnej”, a potem tzw. deizmu i poszła po linii zdecydowanego ateizmu.

Równolegle z głoszeniem „religii naturalnej” szło propagowanie „etyki naturalnej”, wspólnej dla wszystkich. Ujawniło się to wszędzie. Na polu rządów i dyplomacji w cynizmie, jakim odznaczała się – nawet na tle innych czasów – dyplomacja XVIII w., na tle stosunków społecznych w obaleniu wszelkiego autorytetu, na tle stosunków między ludźmi w zatracie wszelkiej szlachetności (jakbyśmy dziś powiedzieli dżentelmeństwa), na tle stosunków rodzinnych w tolerowaniu jawnych skandali, na tle stosunków seksualnych w zatracie wszelkiej miary.

xxx

Panteizm – pogląd filozoficzno-religijny, będący odmianą monizmu ontologicznego, odrzucający istnienie Boga osobowego, utożsamiający Boga z przyrodą lub głoszący, że Bóg istnieje w przyrodzie immanentnie.

Deizm – kierunek filozoficzny (także stanowisko światopoglądowe) powstały w okresie oświecenia, uznający Boga za stwórcę i prawodawcę ale odrzucający wiarę w bezpośrednie kierowanie światem przez Boga, wiarę w cuda i objawienie.

xxx

W powieści Jana Potockiego Pamiętnik znaleziony w Saragossie (wyd. Vesper 2007) jest fragment odnoszący się do religii naturalnej. Może warto go przytoczyć, bo Potocki żył w czasach oświecenia, a więc w okresie jej tworzenia. Poniżej ten fragment:

Moglibyście zapytać mnie, po co usiłuję was przekonać, iż religia naturalna prowadzi do tego samego celu, co i religia objawiona, bo przecież skoro jestem chrześcijaninem, powinienem wyznawać tę ostatnią i wierzyć w cuda, które stworzyły jej fundament. Pozwólcie zatem, że naprzód oznaczymy różnicę miedzy religią naturalną i objawioną.

Podług teologa Bóg jest twórcą religii chrześcijańskiej, podług filozofa także, ponieważ wszystko, co dzieje się, pochodzi z woli boskiej, ale teolog wspiera się na cudach, które są wyjątkami w ogólnych prawach natury i tym samym nie przypadają do smaku filozofowi. Ten ostatni, jako badacz natury, skłonny jest mniemać, że Bóg, twórca naszej świętej religii, chciał ją ufundować przy pomocy ludzkich środków, nie wyłamując się z powszechnych praw, rządzących światem duchowym i materialnym.

Tutaj różnica nie jest jeszcze tak znaczna, wszelako badacz natury pragnie wprowadzić jeszcze jedno subtelne rozróżnienie. Powiada on do teologa: Ci, którzy widzieli cuda na własne oczy, mogli im z łatwością uwierzyć. Dla ciebie, urodzonego o osiemnaście wieków później (akcja powieści toczy się w XVIII wieku – przyp. W.L.), wiara jest zasługą, a jeżeli wiara jest zasługą, to twoją wiarę można uważać za jednakowo wypróbowaną zarówno w wypadku, jeżeli cuda te rzeczywiste miały miejsce, jak też wówczas, jeżeli to tylko uświęcona tradycja podała je do twojej wiadomości. Skoro zaś wiarę w obu tych razach można uważać za jednakowo wypróbowaną, zasługa również musi być jednaka.

Tu teolog przechodzi do natarcia i mówi do badacza natury: Tobie zaś kto odkrył prawa natury? Skąd wiesz, czy cuda, zamiast być wyjątkami, nie są raczej objawami nieznanych tobie zjawisk? Nie możesz bowiem powiedzieć, że znasz dokładnie prawa natury, do których odwołujesz się od wyroków religii. Promienie twego wzroku podciągnąłeś pod prawa optyki, jakim więc sposobem, wszędzie się przedzierając i o nic nie uderzając, nagle, spotkawszy zwierciadło, wracają, jak gdyby odbiły się o jakieś ciało sprężyste? Dźwięki również się odbijają, a echo jest ich obrazem; z pewnym przybliżeniem stosują się do nich te same prawa, co do promieni świetlnych, chociaż mają raczej charakter modalny, podczas gdy promienie świetlne zdają się nam ciałami. Ty jednak nie wiesz tego, gdyż w gruncie rzeczy nic nie wiesz.

Badacz natury musi przyznać, że nie wie, wszelako dodaje: Jeżeli ja nie jestem w stanie określić cudu, to ty znów, senior teologu, nie masz prawa odrzucać świadectwa Ojców Kościoła (pisarze starochrześcijańscy z I-VII wieku – przyp. W.L.), którzy przyznają, że nasze dogmaty i tajemnice istniały już w religiach przedchrześcijańskich. Ponieważ więc nie weszły do tych poprzednich religii za pomocą objawienia, musisz zatem zbliżyć się do mego zdania i przyznać, że można było sformułować te same dogmaty bez pomocy cudów. Zresztą – mówi badacz – jeżeli chcesz, abym ci otwarcie powiedział, jaki mam pogląd ma pochodzenie chrześcijaństwa, to proszę, posłuchaj: Świątynie starożytnych były po prostu jatkami, bogowie ich bezwstydnymi rozpustnikami, ale w niektórych zgromadzeniach ludzi pobożnych panowały zasady daleko czystsze i składano ofiary mniej odrażające. Filozofowie oznaczali bóstwo imieniem Theos, nie wymieniając ani Jowisza, ani Saturna. Rzym podbijał naówczas ziemię i przypuszczał ją do swoich bezeceństw. Mistrz boski zjawił się w Palestynie, zaczął nauczać miłości bliźniego, pogardy bogactw, zapomnienia krzywd, poddania się woli Ojca, który jest w niebie. Ludzie prości towarzyszyli mu za życia. Po jego śmierci zeszli się z ludźmi oświeceńszymi i wybrali z obrzędów pogańskich to, co najlepiej przystawało do nowej wiary. Nareszcie Ojcowie Kościoła zabłysnęli z kazalnic wymową bez porównania bardziej przekonywującą od tej, jaką dotąd słyszano z mównic. Takim sposobem, za pomocą środków na pozór ludzkich, chrystianizm utworzył się z tego, co było najczystsze w religiach pogan i żydów.

Tak właśnie spełniają się wyroki Opatrzności. Stwórca światów mógł bez wątpienia ognistymi zgłoskami wypisać swoje święte prawa na gwiaździstym niebie, ale nie uczynił tego. Skrył w starożytnych misteriach obrzędy doskonalszej religii, zupełnie tak, jak w żołędzi ukrywa las, który będzie kiedyś ocieniał naszych potomków. My sami, aczkolwiek nie wiemy o tym, żyjemy przecież wśród przyczyn, nad których skutkami potomność będzie się zdumiewać. Dlatego to nazywamy Boga Opatrznością, w przeciwnym bowiem razie nazywalibyśmy Go tylko Potęgą.

xxxxxxxx

W tym wypadku religia naturalna różni się od objawionej tylko tym, że nie jest objawioną tylko stworzoną, czyli różni się genezą i tylko tym.

W tym momencie mógłby ktoś zapytać, po co takie rozważania, po co takie dzielenie włosa na czworo, po co zajmowanie się zagadnieniami, które z punktu widzenia codzienności są wysoce abstrakcyjne? No, ale skoro w XVIII wieku oświecenie przyniosło rozwój kultury laickiej i niezależnego poglądu na świat, a krytyka religii objawionej wiodła do deizmu, a nawet ateizmu, to wypada przybliżyć sobie ten deizm. Wikipedia tak pisze:

„Z przekonań religijnych Dmowski był deistą i przez całe życie pozostawał obojętny religijnie, jednak na krótko przed śmiercią nawrócił się i postanowił powrócić na łono Kościoła katolickiego. Na łożu śmierci 30 grudnia 1938 odwiedzili go jego przyjaciel bp Stanisław Łukomski, jego kapelan ksiądz Henryk Kulbat, a także ks. prałat Krysiak z Łomży, który udzielił mu sakramentu namaszczenia chorych.”

A więc ten „patriota”, który wmawiał Polakom, że Polak to katolik, że polską racją stanu jest bycie krajem katolickim, przez całe swoje życie nie był katolikiem tylko deistą.

Powyższa definicja deizmu pochodzi ze Słownika Wyrazów Obcych PWN z 2002 roku. Natomiast ten sam słownik, ale z 1959 roku, podaje bardziej rozbudowaną jego definicję:

„Deizm (od łac. deus bóg) filoz. pogląd, który, uznając Boga za przyczynę świata lub jego pierwszy motor, odrzuca zarazem jego interwencję w bieg zdarzeń i życie ludzkie, a więc m.in. cuda i objawienie. D. rozpowszechniony w filozofii europejskiej XVII-XVIII w. zawierał z reguły negację dogmatów religijnych i uznanie z religii tylko tego, co można rozumowo uzasadnić, nadto zasady tolerancji religijnej, odrzucenie wartości liturgii i organizacji kościelnej, moralność świecką (w Anglii m.in. Toland, Collins, we Francji m.in. Voltaire, Rousseau). D. był w czasach Oświecenia ideologią burżuazji, walczącej z wpływami Kościoła na życie społeczne, wychowanie i naukę.”

Jest różnica? Ci, którzy kiedyś palili książki, dobrze wiedzieli, co czynili. Dziś już nie trzeba palić książek, po prostu usuwa się z internetu niewygodne treści. W tej definicji jest jedna bardzo ważna wskazówka, a mianowicie to, że deizm był w czasach oświecenia ideologią burżuazji, a więc Żydów, bo to oni w większości tworzyli tę burżuazję.

Mamy więc Dmowskiego, który stręczy nam katolicyzm, sam nie będąc katolikiem. Wmawia Polakom, że katolicyzm to polska racja stanu, podczas gdy jest odwrotnie. W sytuacji, gdy państwo polskie znajduje się pomiędzy prawosławnym morzem a protestanckim żywiołem, polską racją stanu byłoby raczej propagowanie deizmu, a już na pewno unikanie określenia „Polak-katolik”. Kim zatem był Dmowski? Skoro deizm był ideologią oświeceniowej burżuazji, czyli Żydów, to wygląda na to, że Dmowski był żydowskim sługusem i realizował ich koncepcję katolickiego państwa polskiego i koncepcję asymilacyjną, która polegała na tym, by z ludności byłej Rusi Kijowskiej robić Polaków. Tak naprawdę to sprowadzała się ona do rozrzedzania polskości. Ta ludność ze wschodu zaakceptowała tylko język polski, a serce dalej pozostawało i pozostaje na Rusi. I kto wie, czy obecnie większość Polaków, to nie są właśnie tacy Polacy.

Rodzi się tyko pytanie – kto był większym szkodnikiem: Piłsudski czy Dmowski? Warto o tych sprawach pamiętać, by zrozumieć, czym była Narodowa Demokracja i kim są ci obecni „narodowcy”, którzy słowami „Polska”, „katolicyzm”, „patriotyzm” wycierają sobie swoje obleśne gęby i drą mordę: Dmowski na Wawel!

Rzygać się chce, jak się na to wszystko patrzy.

Religia

Religia ma duży wpływ, nie tylko na nasze życie osobiste, ale również, a może przede wszystkim, na życie społeczne i na politykę. W naszych realiach dotyczy to religii chrześcijańskiej. Najbardziej brzemienny w skutkach był jej podział na wyznania: katolicyzm, prawosławie, protestantyzm. Skąd on się wziął? Czy był to proces samoistny, czy czyjeś świadome działanie? To pytania, nad którymi warto się zastanowić. Poniższe informacje pochodzą z Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (Geneza i dzieje, Doktryna) i z Wikipedii.

Chrześcijaństwo to monoteistyczna religia objawiona oparta na nauczaniu Jezusa Chrystusa. Zgodnie z najstarszym Credo (wyznanie wiary) z IV wieku n.e. Jezus jest współistotny z Bogiem judaizmu i nosi tytuł – Pan (Kyrios, Adonai), którego to rzeczownika żydzi i zdecydowana większość chrześcijan używają jako zamiennika imienia własnego samego Stwórcy.

Według wiary chrześcijańskiej Bóg objawiał się ludzkości stopniowo w historii Izraela i Kościoła. Proces ten swą pełnię osiągnął w Jezusie Chrystusie. Wraz z judaizmem, chrześcijanie wyznają, że Bóg jest jeden i że jest Stwórcą świata widzialnego i niewidzialnego, duchowego, i jest transcendentny (wymykający się zwykłemu ludzkiemu doświadczeniu) wobec niego.

Przynajmniej od soboru nicejskiego (325) częścią chrześcijańskiej ortodoksji jest wiara, że Jezus Chrystus jest odwiecznym Synem Bożym, równym co do istoty Bogu Ojcu, a zatem Bóg jest jeden w „istocie”, troisty w „osobach” (hipostazach) jako Bóg Ojciec, Syn Boży (Jezus) i Duch Święty.

Duch Święty – w większości religii chrześcijańskich trzecia osoba Trójcy Świętej, równa Ojcu i Synowi w bóstwie, majestacie, substancji i naturze. Nie jest bytem zrodzonym ani stworzonym. Każda z osób Bożych ma tę samą, jedną boską istotę (naturę) i pozostaje we wzajemnej relacji osobowej na zasadzie pochodzeń: Bóg Ojciec stanowi zasadę pochodzenia dla Syna, a razem z nim (wspólnie – łac. filioque – w tradycji zachodniej; przez Syna – łac. per filium – w tradycji wschodniej) dla Ducha Świętego. Tak więc mamy:

  • katolicyzm – filioque (od Boga pochodzi Syn i Duch Święty)
  • prawosławie – per filium (od Boga pochodzi Syn, a od Syna – Duch Święty)

W III wieku n.e. w łonie chrześcijaństwa, w ramach dyskusji chrystologicznych, pojawiła się nauka arianizmu, głosząca, że Jezus Chrystus, Syn Boży, nie jest równy Ojcu i jest mu podporządkowany. Pogląd ten został przez autorytet apostolski Kościoła odrzucony jako herezja już na soborze w Nicei w 325 roku, co zostało zapisane w symbolu nicejskim (nicejskie wyznanie wiary), a następnie potwierdzone przez sobór konstantynopolitański (381) w Nicejsko-konstantynpolitańskim wyznaniu wiary.

Sobór chalcedoński – najstarsze w starożytności zgromadzenie biskupów chrześcijańskich Cesarstwa Rzymskiego, zwołane przez cesarza Marcjana do Chalcedonu w Bitynii (położona nad Morzem Czarnym w północnej Turcji), trwające od 8 do 31 października 451 roku. Zwołanie soboru było związane ze sporem wokół odpowiedzi na pytanie: kim jest Jezus Chrystus? We wschodnich prowincjach Cesarstwa, w pierwszej połowie V wieku, narastała tendencja, aby uznać Jezusa z Nazaretu za Boga. Biskupi Rzymu bronili natomiast pełnego człowieczeństwa Zbawiciela. Znaleźli się oni w ostrym sporze doktrynalnym z biskupami Aleksandrii, przywódcami stronnictwa opowiadającego się za pełną boskością Jezusa z Nazaretu.

Judaizm – religia monoteistyczna, której podstawą jest wiara w jednego Boga (osobowego, niepodzielnego, będącego bytem niematerialnym, bezcielesnym i wiecznym), będącego nie tylko stwórcą świata, ale także jego stałym „nadzorcą” lub „opiekunem”. Bóg ten zawarł z ludem Izraela wieczyste przymierze, obiecując ochronę i pomoc w zamian za podporządkowanie się jego nakazom.

Judaizm biblijny kształtował się od II tysiąclecia p.n.e., do 70 roku n.e. tj. do czasu zburzenia świątyni jerozolimskiej przez Rzymian. W tym samym roku uległ głębokiej reorientacji, po której obecnie stanowi religię narodową Żydów. Jest też pierwszą religią abrahamową. Z judaizmu biblijnego wywodzi się chrześcijaństwo.

xxx

Geneza i dzieje

Chrześcijaństwo zaczęło się kształtować w początkach naszej ery w gminach żydowskich na obszarze cesarstwa rzymskiego. Według danych literatury wczesnochrześcijańskiej (ewangelia), jego założycielem był Jezus Chrystus, gromadzący wokół siebie uczniów (apostołowie) w Palestynie za panowania cesarza Tyberiusza ok. 30 roku n.e. W połowie I wieku najznaczniejszymi skupiskami chrześcijan były Jerozolima i inne miejscowości palestyńskie oraz Antiochia; już wówczas w chrześcijaństwie występowały różne kierunki: gdy chrześcijanie palestyńscy uważali się wciąż za jedną z sekt żydowskich, głoszących ideę mesjańską i akcentowali swą wierność prawu mojżeszowemu, to organizowane przez Pawła Apostoła gminy w świecie rzymsko-hellenistycznym składały się już w większości z nawróconych „pogan”, odrzucających zwyczaje żydowskie; zburzenie Jerozolimy w 70 roku n.e. i klęska powstań żydowskich przeciw Rzymowi zadały cios pierwszemu z tych kierunków; straciło aktualność oczekiwanie mesjasza, mającego być politycznym przywódcą i wybawicielem „narodu wybranego”, zwyciężyło uniwersalistyczne pojmowanie mesjasza jako wyzwoliciela całej ludzkości.

Chrześcijaństwo, łącząc elementy judaizmu i misteriów hellenistycznych, zaczęło się szerzyć coraz bardziej w środowiskach nieżydowskich, głównie we wschodnich prowincjach cesarstwa rzymskiego, gdzie kryzys ustroju niewolniczego zaznaczał się najsilniej: nowa religia stanowiła tam wyraz protestu i bezsilności mas wobec nienawistnych porządków ekonomiczno-społecznych, na których straży stał cesarski Rzym. Spośród licznych przyczyn zwycięstwa chrześcijaństwa nad konkurencyjnymi religiami uniwersalistycznymi (np. nad mitraizmem, z którego zresztą wiele przyjęto) najważniejsza to – przystępność i humanizm idei cierpiącego Boga-Człowieka, prostego i zwykłego w przeciwieństwie do wyniosłych i pełnych dystansu bogów innych religii, prostota kultu oraz fakt odzwierciedlania przez chrześcijaństwo w najlepszy sposób synkretycznych dążeń epoki; w przeciwieństwie do innych religii chrześcijaństwo nie nosiło tak wyraźnego piętna lokalnego pochodzenia. W pierwotnym chrześcijaństwie występowały liczne sprzeczności m.in. społeczne między główną bazą socjalną nowej religii – biedotą, interpretującą mesjanizm demokratycznie i czasem rewolucyjnie, a warstwami wyższymi nastawionymi lojalistycznie i konformistycznie.

Opozycyjna postawa wyznawców chrześcijaństwa wobec panującego ustroju społecznego wywoływała prześladowania chrześcijan, wybuchające spontanicznie lub z nakazu niektórych cesarzy rzymskich; pretekstem do nich była negacja przez chrześcijaństwo oficjalnej religii rzymskiej oraz kultu cesarzy, co uznawano za nielojalność polityczną.

W miarę rozwoju nowej religii – wzrostu ilości wyznawców oraz terytorialnego (około 180 roku), chrześcijaństwo było już znane na całym obszarze śródziemnomorskim – uległa komplikacji doktryna i jej wykładnia, oraz kult i organizacja gmin. Doktryna precyzowała się coraz bardziej w ogniu walki różnych interpretacji tez wiary, szczególnie w konflikcie z gnostycyzmem.

xxx

Gnostycyzm (z stgr. γνωστικός gnostikos „dotyczący wiedzy, służący poznaniu wiedzy istnienia wszechrzeczy”) – doktryny i ruchy religijne powstające na wschodzie cesarstwa rzymskiego od I w. p.n.e. do II w., gł. w Syrii i Egipcie, dualistyczne, łączące chrześcijaństwo z pogańskimi (grecko-egipskimi) wierzeniami religijnymi. Gnostykami nazywano tych, którzy nie zadowalając się prostą, naiwną wiarą, dążyli do poznania (γνώσις = wiedza), zrozumienia i pogłębienia swojej wiary.

Antytrynitaryzm (gr. anty + łac. trinitas – przeciw Trójcy) – nurt doktrynalny występujący w wielu różnych wyznaniach chrześcijańskich, nieuznający doktryny o Trójcy Świętej i nieuznający boskości Jezusa Chrystusa. Zapoczątkowany został w I wieku n.e. Głównym założeniem antytrynitaryzmu jest wiara w Boga w jednej osobie w postaci, w jakiej ich zdaniem występował u pierwszych chrześcijan, a wcześniej w judaizmie. W tym zakresie występują różnice z wyznawcami dogmatu o Trójcy Świętej.

Arianizm – doktryna teologiczna Ariusza (zm. 336), prezbitera Kościoła w Aleksandrii w Egipcie, odrzucająca dogmat Trójcy Świętej i wpisująca się w nurt antytrynitaryzmu, powstała w kontekście sporów o rozumienie chrześcijańskiego monoteizmu. Ariusz, wykształcony w szkole antiocheńskiej, uznawał pochodzenie Syna od Boga Ojca na zasadzie stworzenia/zrodzenia. Doktryna uznana przez Kościół katolicki za herezję.

xxx

W końcu I wieku została spisana tradycja i przekazy o życiu Jezusa i pierwszych gmin, których część ujęto (ok. 200) w kanon Nowego Testamentu, pozostałe zaś uznano za apokryfy. Rozwijała się też obrzędowość, początkowo skromna, później nawiązująca do liturgii synagogalnej i misteryjnej. Również i w organizacji chrześcijaństwa zachodziły poważne zmiany w ciągu II wieku n.e.: wyemancypowanie z gmin żydowskich diaspory – gminy wczesnochrześcijańskie tworzyły początkowo organizację kierowaną przez wędrownych apostołów, charyzmatyków typu Pawła z Tarsu, a opartą na zasadach wewnętrznego demokratyzmu; na skutek jednak rozwoju gmin i wzrostu zadań administracyjnych dość szybko powstała instytucja lokalnych zarządców (episkopoi – nadzorcy) gmin, biskupów, pochodzących najczęściej z warstw wyższych.

W wyniku konfliktu między lokalną administracją (biskupami) a wędrownymi apostołami zwycięstwo przypadło tym pierwszym. Pociągnęło to za sobą ważkie konsekwencje organizacyjne i doktrynalne zarówno w sensie konieczności dostosowania tez nowej religii do aktualnych porządków społecznych (a więc i stępienia ostrza społecznego pierwotnego chrześcijaństwa), jak i szybkiej unifikacji wierzeń w system i ich zdogmatyzowania. Walnie przyczyniły się do tego także zjazdy biskupów, zrazu lokalne (synody), później coraz to ogólniejsze (sobory). Nastąpiła recepcja pojęcia kapłaństwa, wprowadzono rozróżnienie między klerem a ludem, zaczęła powstawać hierarchia kościelna, a w niej wysunęli się na czoło biskupi wielkich miast – patriarchowie Rzymu, Aleksandrii i Antiochii, od IV wieku także Konstantynopola; szczególny autorytet zdobywali biskupi stołecznego Rzymu.

W ten sposób wczesne chrześcijaństwo organizowało się na przełomie II i III wieku w kościół. Przemiany te, a w szczególności przesuniecie akcentów egalitarystycznych doktryny na płaszczyznę perspektywy pośmiertnych losów ludzi, połączone z nakazem godzenia się z wolą bożą i posłuszeństwo władzy, umożliwiły pogodzenie chrześcijaństwa z państwem. Dla cesarstwa rzymskiego chrześcijaństwo stawało się nawet atrakcyjne ze względu na swój uniwersalizm.

Źródło: Wikipedia.

Edykt tolerancyjny Konstantyna Wielkiego i Licyniusza (313), a w kilkadziesiąt lat później uznanie chrześcijaństwa przez Teodozjusza Wielkiego za religię panującą w cesarstwie rzymskim (380) ułatwiło i przyspieszyło zarówno hierarchizację kościoła, który stał się instytucją państwową, jak i dogmatyzację wierzeń (sobory w Nicei 325 i w Konstantynopolu 381); odstępstwo od chrześcijaństwa oraz herezja stawały się zdradą stanu, dzięki czemu oficjalny kościół mógł na terenie cesarstwa zakończyć zwycięsko spór teologiczny z Ariuszem. Inną formą protestu przeciw wzrostowi bogactwa kościoła i wiązania się go z państwem, jaką stało się na przełomie III i IV wieku ascetyczne pustelnictwo oraz zakony, zdołał kościół opanować i porządkować swej hierarchii. Poza granicami cesarstwa chrześcijaństwo rozszerzało się u schyłku starożytności na Wschodzie (Persja, Armenia, Etiopia) oraz wśród Germanów, którzy jednak w większości przyjmowali je w IV-V wieku w ariańskiej interpretacji.

Na obszarach cesarstwa podział państwa w 395 roku stworzył warunki do rywalizacji o prymat w kościele pomiędzy Rzymem i Konstantynopolem; pozycję zwierzchników chrześcijaństwa zapewnili sobie biskupi rzymscy, od schyłku V wieku zatrzymując wyłącznie dla siebie tytuł papieża, czyli ojca świętego, ale Wschód niełatwo się z tym godził i już na przełomie V i VI wieku następowały w kościele pierwsze, krótkotrwałe jeszcze schizmy; narastanie wzajemnej nieufności, spory doktrynalne i różnice liturgiczne pogłębiały w następnych wiekach rozdźwięk między chrześcijaństwem zachodnim a wschodnim, aż doprowadziły do trwałej już schizmy kościoła wschodniego w 1054 roku (ortodoksyjny, prawosławny kościół).

W Europie Zachodniej rozbicie chrześcijaństwa zostało zażegnane, odkąd za przykładem Franków (kat. od VI wieku) Germanowie porzucili w ciągu VI i VII wieku arianizm; w następnych wiekach chrześcijaństwo wspierane przez państwo Karolingów i odnowione cesarstwo zachodnie rozprzestrzeniło się kolejno na obszar dzisiejszych Niemiec (VIII-IX wiek) i Skandynawii (IX-XI wiek); Słowiańszczyzna uległa w ciągu IX-XI wieku wpływom chrześcijaństwa idącym częściowo z Zachodu (Czechy, Polska), częściowo z Bizancjum (Bułgaria, Ruś); straty poniosło chrześcijaństwo wskutek inwazji islamu w Syrii, Egipcie i całej północnej Afryce (VII wiek), a następnie na Półwyspie Pirenejskim (VIII wiek).

Średniowiecze, zwłaszcza od czasu krucjat, stało się epoką panowania w całej prawie Europie chrześcijańskiego poglądu na świat, co przejawiało się nie tylko w podporządkowaniu kościołowi nauki, twórczości literackiej i artystycznej oraz życia publicznego, lecz także w mentalności powszechnej; w doktrynie chrześcijańskiej szukały sankcji zarówno rozkwitający feudalizm i władza monarsza, jak ludowe ruchy antyfeudalne.

Dopiero kryzys feudalizmu, datujący się od schyłku XIV wieku, spowodował większy ferment w chrześcijaństwie: antykościelna opozycja Wiklefa i Husa stała się zapowiedzią reformacji, która w XVI wieku rozbiła trwale jedność zachodniego chrześcijaństwa, prowadząc do powstania kościołów ewangelickich i kościoła anglikańskiego, przeciwstawiających się nie tylko organizacyjnie, ale przede wszystkim doktrynalnie kościołowi rzymsko-katolickiemu i jego tradycji, będącej dla katolików na równi z Biblią źródłem wiary.

Dla chrześcijaństwa wschodniego stał się ciosem u schyłku średniowiecza podbój cesarstwa bizantyjskiego przez muzułmańskich Turków osmańskich (upadek Konstantynopola 1453); odtąd tylko w Rosji prawosławie utrzymywało się (do 1917) jako religia państwowa i dopiero w XIX wieku stawało się także w wyzwalających się spod tureckiego panowania państw bałkańskich. (Grecja, Rumunia, Serbia, Czarnogóra, Bułgaria). Za to odkrycia geograficzne XV i XVI wieku otworzyły chrześcijaństwu drogę do nowych kontynentów, zwłaszcza do Ameryki; kolonizowana przez Hiszpanów i Portugalczyków Ameryka Południowa stała się katolicka, w Ameryce Północnej od XVIII wieku osiedlali się protestanci angielscy, w Kanadzie także katolicy francuscy.

Postęp reformacji w Europie Zachodniej zahamowała kontrreformacja, jednocześnie jednak uchwały soboru trydenckiego (1545-63) uniemożliwiły porozumienie między katolikami i protestantami, a wojny religijne XVI i XVII wieku przypieczętowały rozbicie wyznaniowe i osłabiły autorytet wszystkich wszystkich kościołów chrześcijańskich. Postępowało przy tym dalsze rozbicie chrześcijaństwa; z protestantyzmu, który podważył prawo kościoła do nieomylnej interpretacji Biblii, wyłaniały się odtąd wciąż nowe wyznania (w XVI wieku anabaptyści, mennonici, antytrynitarze; w XVII wieku remonstranci, baptyści, kwakrzy; w XVIII wieku metodyści), mające tendencję do dalszego dzielenia się na wiele pomniejszych denominacji; w katolicyzmie występowały jeszcze w okresie potrydenckim tendencje do tworzenia kościołów narodowych (gallikanizm), toczyły się walki między jezuitami i jansenistami; opozycja przeciw reformom patriarchy Nikona w rosyjskim kościele prawosławnym doprowadziła do oddzielenia się starowierów i wielu innych sekt, obejmowanych wspólną nazwą raskolników.

W XVIII wieku oświecenie przyniosło rozwój kultury laickiej i niezależnego poglądu na świat; krytyka religii objawionej wiodła do deizmu, a nawet ateizmu; prądy te najsilniej doszły do głosu we Francji, zwłaszcza w latach Wielkiej Rewolucji.

xxx

Doktryna

Współcześnie większość chrześcijan, w tej liczbie główne wyznania chrześcijańskie (katolicki kościół, ortodoksyjny czyli prawosławny kościół, ewangelickie kościoły i wyznania, ewangelicko-augsburski kościół, ewangelicko-reformowany kościół, anglikański kościół), przyjmują zasady ujęte zwięźle w trzech symbolach wiary, w tzw. Credo Apostolskim, w Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskim i w Symbolu Wiary św. Atanazego. W świetle zawartych tam sformułowań chrześcijaństwo jest teizmem uznającym Boga jedynego co do natury, a troistego w osobach (Trójca Święta).

Bóg w pojęciu chrześcijańskim jest bytem osobowym niezmiennym, wiecznym i transcendentnym, całkowicie oddzielonym od świata i przewyższającym go nieskończenie pełnią doskonałości; Bóg jest twórcą całego wszechświata i utrzymuje go w istnieniu i działaniu, nadając biegowi zjawisk w przyrodzie i historii ludzkiej ogólną orientację; chrześcijanin ma wobec Boga stałe poczucie szacunku, pokory i adoracji oraz świadomość całkowitej zależności. Zgodnie z doktryną chrześcijańską, Bóg stwarzając człowieka jako istotę złożoną z ciała i nieśmiertelnej duszy, przeznaczył go do wiecznej szczęśliwości, lecz ten utraci łaskę bożą przez pierworodny grzech; w celu uwolnienia ludzkości od jego skutków nastąpiło wcielenie Syna Bożego, drugiej osoby Trójcy Świętej, który jako Jezus urodzony z Marii-Dziewicy (Matka Boska) – Bóg-Człowiek żył wśród palestyńskich Żydów w pierwszych trzydziestu kilku latach n.e., nauczał i czynił cuda, wreszcie poniósł męczeńską śmierć na krzyżu (stąd krzyż jest symbolem wszystkich chrześcijan), po czym złożony do grobu trzeciego dnia zmartwychwstał i wstąpił do nieba, czyli połączył się z Bogiem-Ojcem.

Przez swoje cierpienie i śmierć Jezus dokonał aktu odkupienia, oddając za ludzi swe życie; ofiara ta, stanowiąc godne Boga wyrównanie zła, uczyniła z człowieka nowe stworzenie i umożliwiła mu zjednoczenie się z Bogiem, czyli zbawienie duszy. Drogę człowieka do zbawienia nakreślił Jezus w swych naukach zapisanych później w czterech ewangeliach, a uczniom swoim zesłał w 50 dni po swoim zmartwychwstaniu Ducha świętego, trzecią osobę Trójcy Świętej, który ich umocnił w wierze i jest obecny w „kościele powszechnym”, czyli społeczności wiernych (pojęcie kościoła w różnych wyznaniach chrześcijańskich jest rozmaicie pojmowane). Jezus zapowiedział powtórne przyjście na ziemię w dniu sądu ostatecznego, kiedy nastąpi wskrzeszenie umarłych i przydzielenie każdemu wiekuistej nagrody lub kary, na którą zasłużył; wybrani wejdą wówczas do Królestwa Bożego, odrzuconych czeka potępienie wieczne.

Eschatologia gra szczególną rolę w doktrynie chrześcijańskiej. Celem życia chrześcijan ma być osiągnięcie zbawienia. Skażona przez grzech pierworodny natura ludzka sprawia, że człowiek wielokrotnie powtarza swój upadek i nie jest w stanie zapewnić sobie samodzielnie zbawienia; do zbawienia potrzebna mu jest łaska boża. Nauka o łasce bożej i drogach jej uzyskania przez wiernych jest jednak przedmiotem sporów doktrynalnych między poszczególnymi odłamami chrześcijaństwa (m.in. odgrywa tu rolę spór o predestynację); akcentuje się głównie konieczność wiary, adoracji Boga, przestrzegania prawa bożego zawartego w dekalogu, a streszczającego się w nakazie miłości Boga i bliźniego, pokornego zgadzania się z wolą bożą; wiąże się z tym interpretacja cierpienia nie tylko jako konsekwencji grzechu, ale też jako narzędzia oczyszczenia i odkupienia. Większość wyznań chrześcijańskich uznaje też konieczność pośrednictwa kościoła między człowiekiem a Bogiem, polegającego głównie na udzielaniu sakramentów, które mają przywrócić człowiekowi łaskę bożą.

xxxxxxxx

To, co zwraca uwagę, to fakt, że judaizm jest niezmienny od początku swego powstania, natomiast chrześcijaństwo, które się z niego wywodzi, bardzo szybko podlega ewolucji, czyli szybko następuje odejście od podstawowych założeń. Trudno się temu dziwić. Jeśli chrześcijaństwo wywodzi się z judaizmu, to znaczy, że to Żydzi są jego twórcami. Jednak nie mogło tak być, by ten Bóg chrześcijański był takim samym Bogiem, jak Bóg żydowski. Musiał być Bogiem dla wszystkich. Zbyt duże byłoby podobieństwo. Stąd konieczność doprecyzowania doktryny chrześcijańskiej, co nastąpiło stosunkowo szybko, bo już w 325 roku.

Mamy więc w judaizmie wiarę w jednego Boga osobowego, niepodzielnego – a w chrześcijaństwie w Boga jednego w istocie i troistego w osobach (Trójca Święta). Judaizm to jeden Bóg i jeden naród, a chrześcijaństwo, to Bóg troisty w osobach i wielonarodowy, czyli uniwersalny. Judaizm: 1=1, chrześcijaństwo: 1=3. Kto ma rację, a kto się myli? Ta troistość stwarza pole do odmiennych interpretacji, a więc również do sporów, czy wręcz kłótni, a nawet nienawiści. A spory te prowadzą do rozłamów, czyli schizm. I tak dochodzi do schizmy wschodniej w 1054 roku, a później do schizmy zachodniej, czyli reformacji w 1517 roku. Kłótnie – tak naprawdę o bzdety. I te bzdety decydują o tym, że narody europejskie stają się sobie wrogie, prowadzą ze sobą wyniszczające wojny religijne. Największa nienawiść panuje pomiędzy wyznawcami tej samej religii, ale różnych wyznań. Nic nie wyzwala takich emocji jak wiara. Brak jedności to słabość i o to właśnie chodziło twórcom wyznań w obrębie chrześcijaństwa, czyli Żydom.

Wszystko zaczęło się od Rzymu, bo tam powstawały pierwsze gminy chrześcijańskie. W cytowanej wyżej WEP można przeczytać takie zdanie: Starania cesarzy o unifikację państwa występowały także w tendencji rozwijania kultu cesarza i Rzymu, który jednak nie mógł rywalizować skutecznie z szerzeniem się kultów wschodnich, wśród których od II wieku coraz większą rolę zaczęło odgrywać pozostające w konflikcie z państwowością rzymską chrześcijaństwo. Ten konflikt polegał na tym, że ustrojem Rzymu było niewolnictwo, a chrześcijaństwo w swoim początkowym stadium było bardziej ruchem rewolucyjnym i społecznym, niż religijnym.

Trudno nie zauważyć, że pomiędzy upadkiem Rzymu a uznaniem chrześcijaństwa za religię w nim panującą, zachodzi pewien związek. W 380 roku staje się ono religią panującą, a podział imperium na część zachodnią i wschodnią, czyli Bizancjum, dokonuje się w 395 roku – początek końca? Później w części zachodniej zaczyna dominować arianizm, a we wschodniej katolicyzm. Jeszcze później to wszystko się odwraca i w części zachodniej zaczyna dominować katolicyzm, a część wschodnia staje się powoli prawosławna. I ten podział ukształtował Europę taką, jaką znamy ją dziś: część zachodnia – katolicka i protestancka, część wschodnia – prawosławna. Tak dają o sobie znać antyczne korzenie Europy. Chrystianizacja Słowian postępuje z dwóch stron: od zachodu i od wschodu. W ten sposób Czechy i Polska stają się katolickie, a Ruś – prawosławna. Po upadku Konstantynopola prawosławie pozostało religią państwową tylko w Rosji i zapewne stąd jej aspiracje do roli przywódczej w całym prawosławiu i do skupiania wokół siebie ziem ruskich. Tak więc na granicy pomiędzy Polską a Rusią doszło do zetknięcia się katolicyzmu z prawosławiem i powstała strefa zgniotu – idealne miejsce do generowania wszelkiego rodzaju konfliktów religijnych i politycznych.

Nic tak nie wyzwala emocji, jak różnice na tle wyznaniowym. Cała historia tego regionu od unii lubelskiej (1569) jest tego dowodem. Unia brzeska z 1596 roku była kontynuacją reformacji, ale w wydaniu wschodnim: podział prawosławia na prawosławie właściwe i prawosławie unickie. I tak naprawdę, to bez tego podziału obecna wojna na Ukrainie prawdopodobnie nie byłaby możliwa. Nienawiść jaką darzą siebie nawzajem obie zwaśnione strony nie byłaby tak wielka, gdyby nie różnice na tle wyznaniowym.

Czy będzie więc dużym nadużyciem stwierdzenie, że religia chrześcijańska i różnice wyznaniowe w jej obrębie są źródłem wszelkiego zła, jakie dzieje się wśród chrześcijańskich społeczności? Ten, kto tego dokonał, dokładnie wiedział, czego chciał. Chciał skłócić wszystkich ze wszystkimi, bo tak łatwiej nimi rządzić, kontrolować ich i w końcu podporządkowywać ich sobie.

Jeremi

Jak wyglądałaby polityka w tej części Europy, gdyby nie było religii chrześcijańskiej i jej podziału na wyznania: katolickie, prawosławne i protestanckie? Połączenie w jeden organizm Królestwa Polskiego z katolicyzmem, jako wyznaniem panującym, z Wielkim Księstwem Litewskim, w którym dominowało prawosławie – musiało doprowadzić do konfliktów i doprowadziło, ale takie były intencje twórców tego pomysłu. Różnice na tle religijnym i wyznaniowym wyzwalają w ludziach najgorsze instynkty.

Zaczęło się od tego, że w 1413 roku zawarto akt unii w Horodle (unia horodelska), który wprowadził instytucję odrębnego wielkiego księcia na Litwie, wspólne sejmy i zjazdy polsko-litewskie. W celu powiązania feudałów litewskich z polskimi, 47 rodzin możnowładców i szlachty polskiej przyjęło do swych herbów 47 rodzin panów i bojarów litewskich. – Tak informuje Wikipedia, ale w innym miejscu pisze, że bojarzy, to zbiorowa nazwa przedstawicieli klasy panującej na Rusi Kijowskiej, zajmującej drugą, po książętach, dominującą pozycję w rządzie. To wyższa szlachta feudalna, magnaci i wielcy właściciele ziemscy. Tak więc ktoś, kto legitymował się polskim herbem, wcale nie musiał być Polakiem. I takim „Polakiem” był Jeremi Wiśniowiecki.

Zmierzam tak opłotkami do głównego wątku, ale ten wstęp był konieczny, by zrozumieć istotę problemu, który powstał w wyniku unii lubelskiej i trwa do dziś. W wyniku tej unii południowa część WKL, czyli Wołyń, Kijowszczyzna, województwo podlaskie i bracławskie, zostały włączone do Korony. I tym sposobem powstało wspólne państwo polsko-ukraińskie, które weszło w unię z północną częścią WKL. Wisi u mnie w pokoju „Mapa Polski za panowania Stanisława Augusta w 1772 roku wydana nakładem S. Orgelbranda synów w Warszawie 1887 roku do dzieła Starożytna Polska”. Na tej mapie ziemie od Śląska po Kijów oznaczone są jako województwo małopolskie. A więc już wtedy Żydzi robili ludziom wodę z mózgu i nazywali Polską to, co powinni byli nazywać Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Nazywali to, co nie było Polską – Polską, a tych, którzy nie byli Polakami – Polakami. I teraz do rzeczy!

Na kanale „Musisz to wiedzieć” (1655) Maciej Maciak w 29:18 mówi:

My też prowokujemy. Znaczy nie my, to w naszym imieniu Prawo i Sprawiedliwość – i Kościół też prowokuje. Proszę Państwa, Jeremi Wiśniowiecki – młot na Kozaków, tak go żartobliwie nazywają. No! To morderca, który w dawnych czasach mordował Kozaków. Ukraińcy to dokładnie pamiętają i generalnie też temat Jaremy powinien być przez nas zagrzebany. Bo powtarzam, nie mamy żadnych szans z tym rządem i przy pomocy Amerykanów nie mamy żadnych szans z Ukraińcami, gdy dojdzie do jakichś rozrachunków. Obym nie wykrakał!

No i właśnie w takim podnoszeniu atmosfery Prawo i Sprawiedliwość bryluje i Kościół katolicki w Polsce. Tu rękami misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w 2021 roku zrobili jubel ku czci Jeremiego Wiśniowieckiego – uroczystość na Świętym Krzyżu. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele władzy polskiej. Słowo nawet prezydenta RP Andrzeja Dudy, który objął patronatem honorowym wydarzenie. Odświeżyli tam kryptę Wiśniowieckiego. Proszę Państwa, te rzeczy powinny być zakopane. To na pewno wkurza Ukraińców i jak my będziemy podtrzymywać te niechlubne dzieje z historii Polski, no to oni będą podtrzymywali swoje i ta nienawiść będzie rosła, a może skończyć się to wojną.

Tak że ewidentnie widać, że, z jednej strony Prawo i Sprawiedliwość pomaga sprowadzać nacjonalistów ukraińskich, pomaga też, otrzymują pieniądze z naszych podatków na różnego rodzaju akcje, np. pomocy dla batalionu Azow. Z jednej strony, czyli PiS, ściąga nam nacjonalistów i pomaga nacjonalistom, a z drugiej strony urządza prowokacje przeciwko nacjonalistom, którzy to ukraińscy nacjonaliści nienawidzą Jeremiego Wiśniowieckiego i stąd mamy ten kołchoz w Polsce. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja.

xxxxxxxx

Uroczystość odbyła się w sierpniu 2021 roku, a więc prawie dwa lata temu. Omawiany artykuł to Jeremi Wiśniowiecki – uroczystość na Świętym Krzyżu (https://www.swietykrzyz.pl/aktualnosci/1731). Poniżej jego treść:

Średniowieczną polską pieśnią i najstarszym zachowanym wraz z melodią polskim tekstem poetyckim – Bogurodzica, rozpoczęły się na Świętym Krzyżu obchody 370. rocznicy śmierci Jeremiego Wiśniowieckiego, herbu Korybut, księcia na Wiśniowcu, dowódcy wojsk koronnych, wojewody ruskiego, starosty przemyskiego i nowotarskiego, ojciec króla Polski Michała Korybuta Wiśniowieckiego, który zmarł nagle, w niedzielę, 20 sierpnia 1651 r. w obozie wojsk koronnych pod Pawołoczą na Ukrainie.

Eucharystii sprawowanej w intencji księcia Jeremiego Wiśnickiego, przewodniczył i kazanie wygłosił prowincjał Polskiej Prowincji Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, o. prof. UAM dr hab. Paweł Zając OMI.

W słowach powitania, na początku Eucharystii, wszystkich zgromadzonych na liturgii przywitał o. superior Marian Puchała OMI. Pośród wielu pielgrzymów nawiedzających świętokrzyskie sanktuarium znaleźli się przedstawiciele Rządu, parlamentarzyści, przedstawiciele wojska, policji, straży pożarnej, pracownicy świata mediów, nauki, kultury a także przewodnicy świętokrzyscy. Po słowach powitania, zostało odczytane także słowo Prezydenta RP, Pana Andrzeja Dudy, który objął patronat honorowy nad dzisiejszym wydarzeniem.

Liturgię uświetniła obecność Chorągwi Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej pod dowództwem Kasztelana Karola Burego.

Po Eucharystii uczestnicy liturgii wraz z Chorągwią Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej przeszli do krypt pod świętokrzyską bazyliką, aby odprawić stosowne modlitwy w intencji zmarłego księcia Jeremiego.

Po zakończonej celebracji liturgicznej na błoniach świętokrzyskich odbyły się pokazy musztry paradnej, turniej husarski. Obecni byli także przedstawiciele okolicznych gmin, wojska. Wspólnie przeżyty piknik był okazją do zapoznania się z osobą księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, pochowanego przed laty na Świętym Krzyżu, przez jego żonę, księżną Gryzeldę Konstancję z Zamoyskich Wiśniowiecką, która przewiozła trumnę z doczesnymi szczątkami księcia na Święty Krzyż i złożyła w grobowcu rodziny Oleśnickich.

O godz. 14.00, w murach siedziby wystawy przyrodniczej Świętokrzyskiego Parku Narodowego, prof. dr hab. Krzysztof Bracha (Instytut Historii UJK Kielce), poprowadził panel naukowy poświęcony osobie księcia Wiśniowieckiego. W wykładach udział wzięło ponad 70 osób. Prelegentami byli: prof. dr hab. Waldemar Kowalski (Instytut Historii UJK Kielce), prof. dr hab. Dariusz Kupisz (Instytut Historii UMCS Lublin) oraz dr Tomasz Ossowski.

xxxxxxxx

Wikipedia tak m.in. pisze o Wiśniowieckim:

Jeremi Michał Korybut Wiśniowiecki (ukr. Єремі́я-Миха́йло Корибут-Вишневе́цький, zwany Jaremą lub Młotem na Kozaków) herbu Korybut (ur. 17 sierpnia 1612 w Łubniach, zm. 20 sierpnia 1651 w obozie pod Pawołoczą) – książę na Wiśniowcu, Łubniach i Chorolu, dowódca wojsk koronnych, wojewoda ruski od 1646, starosta przemyski, starosta przasnyski w 1649 roku, starosta nowotarski, hadziacki, kaniowski. (…) Wychowywany był przez swego stryja Konstantego Wiśniowieckiego. Kształcił się w kolegium jezuitów we Lwowie, po którego ukończeniu przeszedł z prawosławia na katolicyzm.

Ojciec króla polskiego Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Syn Michała Wiśniowieckiego, starosty owruckiego i córki hospodara mołdawskiego Jeremiasza – Rainy Mohylanki. Pierwotnie wyznawca prawosławia, przeszedł na katolicyzm.

Dziedzic wielkich dóbr w województwie ruskim, wołyńskim i przede wszystkim kompleksu dóbr łubniańskich w województwie kijowskim na Zadnieprzu. Intensywnie kolonizował Zadnieprze. Posiadał własną armię, której liczebność wahała się od 2000 do 6000 żołnierzy.

Wiśniowiecki zmarł w czasie kampanii wojennej w niedzielę 20 sierpnia 1651 roku w Pawołoczy. Młody wiek i śmierć po nagłej, tygodniowej chorobie (maligna) wzbudziły podejrzenia o otrucie, ale sekcja zwłok tego nie potwierdziła. Wiśniowiecki chciał być pochowany w rodzinnym Wiśniowcu, tamtejszy kościół był jednak zniszczony, wobec tego pochowano go w krypcie klasztoru na Świętym Krzyżu.

W 1936 roku, kiedy opactwo przejęli oblaci, postanowili otworzyć Kryptę Oleśnickich, gdzie pierwotnie spoczywał książę. Ponieważ jednak nie dysponowano żadnymi dokumentami pochówku, uznano za zwłoki Jeremiego ciało, spoczywające w centralnie położonej trumnie. Już w okresie międzywojennym ich autentyczność podważał biograf magnata, Władysław Tomkiewicz, który argumentował, że ciało spłonęło w czasie pożaru w 1777 roku. Badania sądowo-lekarskie z 1980 wykazały, że zwłoki należały do innej osoby, wyższej od księcia i zmarłej w bardziej podeszłym wieku niż Wiśniowiecki. Nie znaleziono też śladów autopsji, wykonanej w XVII wieku; prawdopodobnie jednak osoba ta żyła w tym samym okresie historycznym.

Jeremi Wiśniowiecki przeszedł z prawosławia na katolicyzm w obrządku łacińskim w 1632 wbrew wyraźnemu zakazowi (klątwie), jaki uczyniła mu za życia matka Raina Wiśniowiecka (bliska krewna św. Piotra Mohyły, prawosławnego metropolity kijowskiego).

xxxxxxxx

Tak więc proces rozmywania polskości zaczął się od unii horodelskiej w 1413 roku. Niemal z dnia na dzień litewskie i rusińskie rody stawały się pradawną, bo herbową, szlachtą polską. Temu towarzyszyła zmiana wyznania, czyli przejście z prawosławia na katolicyzm. W późniejszym okresie pojawili się nowi „Polacy”, czyli Żydzi, którzy przyjmowali chrzest. Oni z tej racji też zasilali górne warstwy polskiego społeczeństwa. Paradoksalnie więc katolicyzm wcale nie stawał się ostoją polskości, tylko ją rozmywał. Im bardziej ją rozmywał, tym bardziej Żydzi krzyczeli, że polskość to katolicyzm, a Polak to katolik.

To nie był proces samoistny, tylko zaplanowana akcja, by polskość kojarzyła się z katolicyzmem. W 1763 roku osiedlono na Górnym Śląsku 61 tysięcy Niemców, a przez następne 40 lat około 110 tysięcy. Akcja osiedleńcza to był niewątpliwie proces zmierzający do zmiany stanu etnicznego tego regionu. W 1810 roku wydano zakaz używania języka polskiego w nabożeństwach odprawianych w kościołach ewangelickich. Z tego faktu można wysnuć wniosek, że spora część ludności polskiej była wyznania protestanckiego, bo gdyby to było zjawisko marginalne, to nie odprawiano by tych nabożeństw w języku polskim. Dążono więc do schematu: Polak – katolik, Niemiec – protestant.

Gdyby nie osiągnięto tego stanu, to uprawianie polityki trochę skomplikowało by się w tej części Europy, bo skoro Polak mógłby być protestantem, to stosunek Niemca do niego byłby inny, niż do Polaka katolika. Podobnie w przypadku prawosławnych, których stosunek do protestantów jest daleko bardziej przychylny niż do katolików. A tak mamy prosty schemat, który już wcześniej przetestowano na Ukrainie. Jeremi Wiśniowiecki to polski pan, bo katolik, który gnębił lud ukraiński. Na tym można było zbudować konflikt i szerzyć nienawiść Ukraińców do Polaków, za coś, co nie było ich dziełem, tylko dziełem ich rodaka, jeśli można użyć w tym wypadku takiego określenia.

Nie ma więc racji Maciak, gdy mówi, że temat Jeremy powinien być zagrzebany. Nie! Nie powinien być zagrzebany, tylko powinien być ukazany we właściwym świetle, czyli zgodnie z prawdą: Jeremi Wiśniowiecki był Rusinem, potężnym feudałem, który tłumił powstanie we własnych dobrach, które nadał mu król Rzeczypospolitej, który był Szwedem. Wikipedia pisze:

Wiśniowiecki odziedziczył dobra ziemskie na Wołyniu i Ukrainie, które powiększył za swojego życia. Przeprowadził także udane zasiedlenie słabo zaludnionych ziem na lewobrzeżnej Ukrainie, osadzając na tych ziemiach wielokrotnie więcej osadników niż przodkowie. (…) Dodatkowo w lutym 1648 roku Wiśniowiecki otrzymał od króla Władysława IV obszary wokół porohów dnieprzańskich, na których znajdowała się główna siedziba kozaków. Przez długi czas nie był intensywnie zainteresowany sprawami publicznymi i angażował się w nie głównie w przypadku bezpośredniego zagrożenia swoich interesów.

W innym miejscu ta sama Wikipedia pisze:

Dopiero 4 lutego udało się Chmielnickiemu ostatecznie nakłonić Kozaków zaporoskich do wzięcia udziału w spisku. Niewykluczone, że okłamał ich, iż działa z polecenia króla. Natychmiast po przejęciu dowództwa nakazał zniszczyć wszystkie czółna zdolne do żeglugi po Dnieprze, a także zagarnął znajdujące się tam zapasy żywności. W dniach 5–9 lutego toczyły się drobne utarczki powstańców z siłami pułkowników: Wadowskiego i Krzeczowskiego. Chmielnicki próbował, na razie bezskutecznie, nakłonić służących pod ich rozkazami Kozaków do przejścia na jego stronę. Drobne starcia zakończyły się 9 lutego, kiedy obaj pułkownicy wycofali swoje siły do Kryłowa.

xxxxxxxx

Dziwna jest ta zbieżność dat. W lutym 1648 roku Szwed Władysław IV nadaje Wiśniowieckiemu ziemie, na których znajdowała się główna siedziba Kozaków i w lutym tego roku zaczyna Chmielnicki powstanie. Czy na pewno nie działał z polecenia króla Szweda? Zbieżność tych dat każe wątpić. Jest jeszcze inna zbieżność. Wikipedia tak pisze:

„Chmielnicki uczył się w kolegium jezuitów we Lwowie, założonym przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego w 1608 roku, gdzie ukończył klasy gramatyki, poetyki i retoryki. Naukom tym zawdzięczał swoją znajomość w mowie i w piśmie polskiego i łaciny. Stopień tej znajomości także pozostaje w literaturze przedmiotu dyskusyjny. Mimo pobytu w kolegium jezuickim zachował prawosławie. Według pewnych niesprawdzonych przekazów kształcił się również w Krakowie, ale nie ma na ten temat żadnych bliższych danych.”

A więc zarówno Wiśniowiecki, jak i Chmielnicki, byli Rusinami, którzy kształcili się w kolegium jezuickim we Lwowie. Czy można zatem dziwić się temu, o czym pisał Sienkiewicz w powieści Ogniem i mieczem:

„Rozbójniczy ruch Zaporoża i ludowe powstanie ukraińskiej czerni potrzebowały jakichś wyższych haseł niż rzeź i rozbój, niż walka z pańszczyzną i z magnackimi latyfundiami. Zrozumiał to Chmielnicki i korzystając z tlejących rozdrażnień, z obopólnych nadużyć i ucisków, jakich nigdy w onych surowych czasach nie brakło, socjalną walkę zamienił w religijną, rozniecił fanatyzm ludowy i zaraz w początkach przepaść między oboma obozami wykopał – przepaść, którą nie pergaminy i układy, ale krew tylko mogła wypełnić.”

Mamy więc dwóch Rusinów, prawosławnych, którzy kształcili się w kolegium jezuickim we Lwowie. Kim są ci jezuici? W blogu „Peru” pisałem:

„Tupac Amaru II (Jose Gabriel Condorcanqui y Noguera) 1741-1781 – przywódca zakończonego klęską indiańskiego powstania przeciwko Hiszpanom w 1780 roku w Peru. Potomek inkaskiego przywódcy Tupaca Amaru urodził się w Tincie w prowincji Cuzco. Otrzymał jezuickie wychowanie w szkole w San Francisco de Borja. Studiował na uniwersytecie w Limie. Tutaj też kontynuował studia u jezuitów, co znacząco wpłynęło na jego wiarę. Był bogatym plantatorem koki, przedsiębiorcą przewozowym, właścicielem kopalni kruszców i licznych stad bydła. Swoje interesy prowadził w Limie i Buenos Aires.”

Bardzo podejrzani są ci jezuici. Fidel Castro kształcił się w jezuickich szkołach w Santiago de Cuba. Dolores Ibarruri – La Pasionaria, należała do jezuickiej wspólnoty czcicieli Serca Chrystusowego. Jezuitą jest obecny papież Franciszek.

Wychodzi więc na to, że powstanie na Ukrainie w 1648 roku było dziełem prawosławnego Rusina, a które to powstanie pacyfikował inny Rusin, też początkowo prawosławny, który przeszedł na katolicyzm, a wszystko to nie było by prawdopodobnie możliwe bez udziału szwedzkiego króla Rzeczypospolitej Władysława IV. I obecnie całą winą ukraińska czerń, i nie tyko ona, obarcza Polaków, którzy nie mieli już wtedy żadnej mocy sprawczej, bo ta Rzeczpospolita była zdominowana przez takich jak Jeremi Wiśniowiecki.

A teraz „polskie” władze i jacyś oblaci (znowu ten katolicki kler!) urządzają, jak to określił Maciak, jubel wokół truchła, które nie jest truchłem Wiśniowieckiego. Jeśli to nie jest psychiatryk, to co to jest?

Wbrew temu, co się powszechnie uważa, katolicyzm i Kościół katolicki, nie jest dla Polaków tym, co decyduje o ich tożsamości. Wprost przeciwnie! Jest źródłem ich nieszczęścia. Niestety Żydom udało się wmówić Polakom zupełnie coś odwrotnego. A przecież katolikiem może być każdy, nie tylko Polak. I takich Polaków-katolików jest w Polsce najwięcej. Generał zakonu jezuitów w okresie 1652-1664, Goswin Nickel, twierdził, że miłość ojczyzny jest „zarazą i najpewniejszą śmiercią miłości chrześcijańskiej”. A więc miłość ojczyzny, innymi słowy patriotyzm, stoi w sprzeczności z chrześcijaństwem, czyli również katolicyzmem.

Prawda czasu, prawda ekranu

Według filozofii Hegla, żeby był rozwój, to potrzebny jest konflikt, a do konfliktu potrzebne są przynajmniej dwie strony. Przekładając to na nasze realia, potrzebna jest strona proukraińska i prorosyjska. Proukraiński jest cały rząd i wszystkie istniejące partie. Prorosyjskie są dwa nowe ugrupowania, czyli ruchy. Są to Ruch Dobrobytu i Pokoju (RDiP) i Polski Ruch Antywojenny (PRA). W dniu 16 maja pojawił się na kanale „Musisz to wiedzieć” kolejny (1653) odcinek, w którym prowadzący ustosunkowuje się do agresji radzieckiej na Polskę, a raczej na II Rzeczpospolitą, i do Katynia. W filmie mówi o tym od 17-tej do 36-tej minuty. Poniżej ta wypowiedź, choć nie dosłowna.

Akcja 9 maja upamiętniająca ofiary, jakie poniosła Armia Czerwona i Wojsko Polskie w trakcie działań związanych z wyzwalaniem Polski spod okupacji hitlerowskiej. Akcja, jak wiecie Państwo, udała się. Była to największa do tej pory akcja ogólnopolska. W dzisiejszych czasach największa, nikt takiej nie zorganizował. Ruch Dobrobytu i Pokoju, w sposób kulturalny, niekolidujący z interesem innych obywateli, elegancko złożyliśmy kwiaty, zapaliliśmy znicze, wiązanki z napisami na szarfach od RDiP: Dziękujemy za pokój i prosimy o pokój.

No i miałem taki zarzut: Maciak! A 17-ty września, jak Rosjanie na nas napadli, to co powiesz? Gryzłem się kilka dni z odpowiedzią na to pytanie. I dziś mnie zainspirowała jedna osoba, nasza koleżanka z RDiP, która właśnie spotyka się z takimi zarzutami o agresji Rosjan!!! na Polskę w 1939 roku. Cały czas podkreślam, to jest bardzo ważne, to jest bardzo istotne! Rosja wtedy nie istniała, wtedy istniał Związek Radziecki, który obalił Rosję.

Kierując się odpowiedzią na to pytanie, oddaję pytanie: A kto, tak naprawdę, napadł na nas we wrześniu 1939 roku? Na Polskę 1 września napadła III Rzesza Hitlera i Słowacja. 50 tys. żołnierzy słowackich wjechało o 5-tej rano do Polski i walczyło z Polakami. I to rzeczywiście była napaść. Czy dziś jest jakieś „halo”, że Słowacja, nasz sojusznik z NATO, z unii europejskiej, nas napadła? Stwierdzam, że to nie ma żadnego znaczenia, że Słowacja była państwem satelickim III Rzeszy. Ale nie napadł na nas Związek Radziecki. Był układ Ribbentrop-Mołotow. Gruzin, Stalin, powiedzmy, że się tak umówił przez swojego ministra spraw zagranicznych, ale tego nie zrobił. Związek Radziecki, zgodnie z tą umową, nie napadł. Napadła na nas III Rzesza i Słowacja. Stalin nie wywiązał się z obietnicy, miał to w nosie.

14 września prezydent Polski, czyli pan Mościcki, wraz z rządem, czyli tymi wszystkimi, co to „Polacy nie znają pojęcia pokoju za wszelką cenę”, już 14 września byli na granicy polsko-rumuńskiej w Kutach. Rząd opuścił Polskę 14 września. Zostajemy my, tu w Polsce, z armią niemiecką i słowacką, bez rządu, bez prezydenta, bez naczelnego dowództwa. Nie ma państwowości w tym momencie.

Zapomniałem dodać, że we wrześniu napadł na nas jeszcze jeden naród – Ukraińcy. Napadli na nas Niemcy, Słowacy i Ukraińcy. Z tym, że Ukraińcy, jak Słowacy, napadli na nas z namowy Niemców. Aczkolwiek akcję prowadził pan Canaris, a później okazało się, ze pan Canaris był agentem brytyjskim. Może już wtedy miał instrukcję, by zorganizować napad Ukraińcami na Polaków, jak to jest opisane na Wikipedii kampanii wrześniowej.

xxxxxxxx

W tym momencie Maciak zaczyna cytować Wikipedię. Poniżej oryginalny tekst zatytułowany Dywersja OUN:

W sierpniu 1939 roku Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Abwehra opracowały plan antypolskiego powstania w województwach RP zamieszkałych przez ludność ukraińską. Jednak z uwagi na postanowienia zawartego później paktu Ribbentrop-Mołotow Niemcy zdecydowali o niewykorzystywaniu oddziałów ukraińskich w planowanej wojnie. Dopiero 12 września 1939 w związku z bezczynnością Sowietów, Niemcy rozpoczęli realizację planu awaryjnego na wypadek niewywiązania się ZSRR z zobowiązań. Hitler wydał warunkową zgodę na wzniecenie ukraińskiego powstania, a 15 września potwierdził ją szef Abwehry Canaris. Przewodniczący OUN Andrij Melnyk rozpoczął ustalanie składu rządu przyszłego zachodnioukraińskiego państwa. 17 września 1939 roku w związku z agresją sowiecką Canaris rozkazał definitywnie przerwać te przygotowania. W związku z tym, że nie do wszystkich członków OUN dotarła ta informacja, przystąpili oni do działań według wcześniej ustalonego planu. Do wystąpień często przyłączała się ukraińska ludność cywilna.

W południowo-wschodnich powiatach Polski po 12 września dochodziło do dywersji, napadów oraz niszczenia umocnień, a także instalacji wojskowych przez grupy nacjonalistów ukraińskich. Jedna z największych tego typu akcji dywersyjnych, tłumionych w miarę możliwości wojskowych przez siły Wojska Polskiego, miała miejsce w nocy z 12 na 13 września 1939. Wtedy to, po opuszczeniu Stryja przez Wojsko Polskie, grupy specjalne OUN oraz wypuszczony z więzienia miejscowy margines społeczny podjęły próbę zbrojnego opanowania miasta. Do podobnych wydarzeń doszło w innych powiatach zmieszanych narodowościowo (polsko-ukraińskich). Dywersje miały miejsce m.in. w Podhorcach, Borysławiu, Truskawcu, Mraźnicy, Żukotynie, Uryczu, w okolicach Mikołajowa i Żydaczowa. Niejednokrotnie celem OUN było przejęcie władzy w poszczególnych miejscowościach przed wkroczeniem wojsk sowieckich lub niemieckich. Dochodziło także do rozbrajania polskich żołnierzy oraz potyczek z przemieszczającymi się oddziałami Wojska Polskiego i policji. Polskie Siły Zbrojne w Drugiej Wojnie Światowej określają te wydarzenia jako ruchawkę ukraińską na Podkarpaciu.

xxxxxxxx

Dalej Maciak komentuje cytowany tekst:

Hitler wydał warunkową zgodę na wzniecenie ukraińskiego powstania, a 15 września potwierdził ją szef Abwehry Canaris. Przewodniczący OUN Andrij Melnyk rozpoczął ustalanie składu rządu przyszłego zachodnioukraińskiego państwa. 17 września 1939 roku w związku z agresją sowiecką… – proszę państwa, słowo agresja, to jest konkretne słowo. Jak pies ujada na kogoś, zachowuje się agresywnie, ale jeśli będzie w swoisty sposób szczekał i machał ogonem, no to już będzie akt przyjazny. Agresja to jest konkretna sytuacja, stwarzanie zagrożenia lub bicie kogoś itd. Nie było agresji, armia radziecka weszła na te tereny wschodniej Polski. Agresja to trochę naciągane. Zraz to dotłumaczę. Ale przyznajcie Państwo, ciekawa historia. Trzy kraje na nas napadły, trzy narody na nas napadły: niemiecki, słowacki i ukraiński.

…w związku z sowiecką agresją Canaris rozkazał definitywnie przerwać te przygotowania. Czyli Canaris powiedział psu: Spokój Burek! – Do Melnyka i jego bandytów. Siad! – Wydał rozkaz.

W związku z tym, że nie do wszystkich członków OUN dotarła ta informacja, przystąpili oni do działań według wcześniej ustalonego planu. – Proszę Państwa, 12-tego wdrażają plan, 17-tego – siad Burek! Czyli przez 5 dni rezali. Później Canaris mówi: Burek siadł! A część Burków cały czas gryzie polskiego pana.

Do wystąpień często przyłączała się ukraińska ludność cywilna. – Czyli OUN zorganizowane przez Melnyka i Canarisa też zyskuje zwykłych Ukraińców do tego powstania, „powstania”. Piękna nazwa „powstanie”, ładnie się powstanie kojarzy: powstanie z kolan, tak?

W południowo-wschodnich powiatach Polski po 12 września – tak, czyli po tym rozkazie Canarisa, bo Stalin się ociąga, dochodziło do dywersji, napadów oraz niszczenia umocnień, a także instalacji wojskowych przez grupy nacjonalistów ukraińskich. Jedna z największych tego typu akcji dywersyjnych, tłumionych w miarę możliwości wojskowych przez siły Wojska Polskiego, i tym żołnierzom należy się ewentualnie chwała, miała miejsce w nocy z 12 na 13 września 1939. Od razu! W pierwszy dzień akcji: Burek bierz go!

Wtedy to, po opuszczeniu Stryja przez Wojsko Polskie, grupy specjalne OUN oraz wypuszczony z więzienia miejscowy margines społeczny… Jak to, jak to?! Na terenach jeszcze nie ma Niemców, a ktoś wypuszcza z więzień margines społeczny. Może potrzeba by tutaj polskiego rządu na emigracji zapytać? A!!! Już ich nie ma. To pomników może będziemy pytać? …podjęły próbę zbrojnego opanowania miasta.

Do podobnych wydarzeń doszło w innych powiatach zmieszanych narodowościowo (polsko-ukraińskich). Dywersje miały miejsce m.in. w Podhorcach, Borysławiu, Truskawcu, Mraźnicy, Żukotynie, Uryczu, w okolicach Mikołajowa i Żydaczowa. Między innymi. Proszę Państwa, potężna akcja była. Ukraińcy napadli na Polskę od wschodu. O tym się nie mówi. Mówi się o agresji sowieckiej. Zaraz Państwo to zrozumiecie, że to agresja nie była. Ja to wszystko udowodnię. Na razie przytoczę tylko pewne szczegóły, które za moment połączę w całość. Agresja była ukraińska, słowacka i niemiecka, rozpatrując to narodowościowo.

Niejednokrotnie celem OUN było przejęcie władzy w poszczególnych miejscowościach przed wkroczeniem wojsk sowieckich lub niemieckich. Dochodziło także do rozbrajania polskich żołnierzy oraz potyczek z przemieszczającymi się oddziałami Wojska Polskiego i policji. Publikacja Polskie Siły Zbrojne w Drugiej Wojnie Światowej określają te wydarzenia jako ruchawkę ukraińską na Podkarpaciu. – Ruchawka, no proszę Państwa, tu mamy agresję, a tu mamy ruchawkę. Agresja i ruchawka, konkretne działania zbrojne – ruchawka, a tu – agresja.

No to sięgam po książkę wywiad, zeznanie Klimkowskiego Byłem adiutantem generała Andersa. Trudno spotkać tę książkę. Posłuchajcie państwo świadectwa świadka z tamtego czasu:

Wiedzieliśmy już, że Armia Czerwona weszła w granice Rzeczypospolitej. Dochodziły do nas słuchy, że nasze oddziały były przez nią rozbrajane i puszczane wolno. – Przez Armię Czerwoną, nie – Rosjan, nie było wtedy Rosjan. W nocy z 29 na 30 września, czyli dość późno, już dawno po opuszczeniu nas przez władze polskie, bohatersko nas opuściły, po modlitwie i odśpiewaniu Roty, brawo! Tu się nic nie zmieniło do naszych czasów, pożegnaliśmy się serdecznie. Moment był podniosły, lecz smutny i bolesny. Oczywiście. Udaliśmy się każdy w swoją stronę. Wiedzieliśmy, że działania bojowe w masie się już dla nas w kraju zakończyły. Niemniej wszyscy zdawali sobie dokładnie sprawę, że to jeszcze nie koniec, że wojna jeszcze trwa i nasz obowiązek nie został jeszcze wypełniony. To są zeznania polskiego oficera. I jakoś przeżył. Z kilkoma ułanami skierowałem się na Sokal. A stamtąd do Lwowa. Po drodze spotykaliśmy wojska radzieckie. Pewnie agresywne, tak? Nie zatrzymywano nas, szliśmy więc dalej spokojnie. Spotykaliśmy po drodze grupki podobne do naszej. Czasem łączyliśmy się, czasem wymienialiśmy tylko rady i spostrzeżenia. Miejscowa ludność ukraińska byłą bardzo wrogo do nas nastawiona. No nie ma się co dziwić, ruchawka trwała. Tej należało unikać. Tylko obecności Czerwonej Armii można było zawdzięczać, że w tym czasie nie doszło do większych pogromów, czy masowej rzezi Polaków.

Proszę Państwa, jeszcze raz: Tylko obecności Czerwonej Armii można było zawdzięczać, że w tym czasie nie doszło do większych pogromów, czy masowej rzezi Polaków.

Ja mam pytanie w związku z tym do nas. Chciałbym przez to pytanie uruchomić logikę. Powstanie warszawskie: Stalin czeka na linii Wisły przed Warszawą i pozwala się wykrwawić powstańcom. Nie pomogli nam. Nie pomogli, że nie doszli do Warszawy, tak? Żeby ocalić ludność rezaną m.in. przez Ukraińców. Nie pomogli nam, bo nie weszli. A w 1939 roku, kiedy agent brytyjskiego wywiadu, Canaris, zaczyna ruchawkę ukraińską i Stalin, żeby ochronić tę ludność, w tym ludność polską, to źle. Tam źle, że wszedł, tu źle, że nie wszedł. Proszę Państwa, czysta logika, ja tu nie osądzam, ale, gdyby Stalin nie wszedł na te tereny, to jak się Państwu wydaje, jak skończyłaby się ta ruchawka ukraińska dla nas Polaków na wschodzie Polski?

Mam pytanie, bo później nastąpił okres okupacji hitlerowskiej na polskich ziemiach i „okupacji sowieckiej” na wschodnich polskich ziemiach. Na części hitlerowskiej, Generalne Gubernatorstwo, trwają łapanki, rozstrzeliwania, wywózki do obozów koncentracyjnych i pracy przymusowej. A my, teoretycznie, jesteśmy w tej części zajętej przez Związek Radziecki. Jesteśmy np. mieszkańcami Białegostoku albo Łomży, bo te tereny Armia Czerwona też przejęła, no Lublina, Zamościa itd. To zastanówmy się, tu nie ma rozstrzeliwań, wywózek itd., a informacje do nas dochodzą, co tam w Generalnej Guberni. Gdzie wolelibyśmy być? Sami sobie odpowiedzcie, gdzie wolelibyśmy być?

Później z planem „Barbarossa”, ataku na Związek Radziecki w 1941 roku 21 czerwca, przepraszam, że się tak wymądrzam, to się wszystko zmieniło, tak? Łącznie z tym, że miejscowość Jedwabne pod Łomżą w pierwszym dniu planu „Barbarossa” ma wymordowaną ludność żydowską. Prawie dwa lata ludność normalnie funkcjonuje – polska, żydowska, ukraińska – bo Armia Czerwona pilnuje banderowców, żeby ruchawki nie było, białoruska. Normalnie sobie jakoś tam funkcjonujemy. Wszystko się kończy z planem „Barbarossa”, Blitzkriegu – wojny błyskawicznej na terytorium Związku Radzieckiego, choć niektórzy idioci powiedzieliby – Rosji. W pierwszym dniu, 22 czerwca 41 roku nagle mamy mord w Jedwabnem, a wcześniej jakoś nikt nie morduje. Prosiłbym Państwa, by się nad tym zastanowić, kto tak naprawdę nas napadł, a kto tak naprawdę nas uratował?

Jeżeli chodzi o Katyń: A Katyń panie Maciak, to co pan nie zauważyłeś? Tak, było to pytanie, pamiętam! A kim był Beria? Ten, który kazał wymordować tych Polaków? Tam z wszystkimi przeprowadzali sowieci rozmowy. Ja wyobrażam sobie tak nafaszerowanych nienawiścią Polaków, którzy na takim przesłuchaniu w stylu: niech mi pan powie, kim pan jest w życiu? Czy nie jest pan obszarnikiem, kapitalistą? Jak pan traktuje klasę robotniczą? Ja wyobrażam sobie takiego nafaszerowanego nienawiścią do Związku Radzieckiego Polaka, który mówi: co ty mi tu pachołku bolszewicki będziesz takie pytania zadawał?! Komuś nerwy puszczają. Proszę państwa, miliony Polaków jednak normalnie żyło. Przecież w Katyniu nie zamordowano 100 tys. Polaków. Było tam kilkanaście tysięcy oficerów i z tego, co zapisy historii tłumaczą, dali pretekst Berii, jak się potem okazało agentowi brytyjskiego wywiadu, do zamordowania niektórych z nas, Polaków.

Chciałbym, żebyśmy to zrozumieli: Canaris agent brytyjskiego wywiadu daje rozkaz i organizuje rzeź Polaków, napad na Polskę Ukraińców i Beria, agent brytyjski, jak się potem okazało. No, proszę państwa, Chruszczow po Stalinie zostaje pierwszym sekretarzem w Związku Radzieckim i wsadza Berię do ciupy, osądza go i zabija, jako agenta obcego wywiadu.

Po co ja to wszystko mówię? Ja to wszystko mówię po to, by nie wyciągać wniosków z historii i się nie zacietrzewiać, dopóki brytyjskie archiwa dla Polaków nie będą odtajnione. Bo może się okazać, że niczyja wina z tego całego zamieszania, jak Wall Street i Wielkiej Brytanii, która była papciem Wall Street już wtedy i tyle.

Nie było napaści, nikt do nikogo nie strzelał, a poza tym dowództwo wydało rozkaz, żeby nie bić się z Sowietami, czyli dało prawo do wjazdu. Proszę Państwa, nie ma rządu, wyjechał, kraj został bez rządu, nawet nie ma z kim negocjować itd., a ostatnie rozkazy mówią: nie walczyć z Sowietami. Proszę Państwa, nie było żadnej agresji. To wszystko było umówione. I najważniejsze, i najważniejsze! Jest wielce prawdopodobne, że Stalin w ogóle by nie wjechał do Polski w 39-tym roku, gdyby agent brytyjskiego wywiadu Canaris nie spowodował ruchawki, czyli zagrożenia i faktycznej śmierci obywateli rosyjskiego, białoruskiego, polskiego narodu, narodów. I Stalin dlatego wjechał. Nie sprawdzimy już tego. Ale, de facto, wjazd Armii Czerwonej zapobiegł rzezi też wielu Polaków. To są fakty.

xxxxxxxx

O ruchu RDiP pisałem już wcześniej i to nie przypadkiem. Otóż uważam, że jest to zupełnie nowe zjawisko na polskiej scenie politycznej. Ruch ten działa zupełnie inaczej, niż pozostałe nowe czy stare partie i ugrupowania. Realizuje on starą i sprawdzoną zasadę leninowską, że najważniejsze są kadry. I ten Ruch ma te kadry w całej Polsce. Swojej siły dowiódł akcją, jaką zorganizował 9 maja. W całej Polsce członkowie Ruchu złożyli kwiaty pod pomnikami poświęconymi poległym na terenie Polski żołnierzom Armii Czerwonej i zamieścili zdjęcia w mediach społecznościowych. Trudno sobie wyobrazić, by Rosjanie tego nie zauważyli. Że Ruch ten ma konkretny program i wie, do czego dąży świadczą napisy na szarfach złożonych pod pomnikami wiązanek: Dziękujemy za pokój i prosimy o pokój.

Nie da się ukryć, że jest to nawiązanie do słynnego orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich, w którym pojawiają się słowa: przebaczamy i prosimy o wybaczenie. 18 listopada 1965 roku podczas obrad II soboru watykańskiego orędzie to podpisało 34 polskich biskupów, m.in. kardynał Stefan Wyszyński i Karol Wojtyła. Orędzie to jest uważane za jeden z najważniejszych etapów pojednania polsko-niemieckiego. W tym wypadku RDiP ustawia się w roli tego, który chce zainicjować pojednanie polsko-rosyjskie. To jest zupełnie inny rodzaj działania, niż jakieś pochody i wymachiwanie flagą narodową, którą już chyba tylko na tych pochodach można zobaczyć.

Jednak w tym pojednaniu, czy może raczej próbie pojednania, nie można opierać się na zniekształcaniu historii. Każdy, kto się interesuje polityką i historią wie, kto rządził Związkiem Radzieckim i kto rządzi Rosją. Jednak agresja jest agresją, a dywersja dywersją. Mały Słownik Języka Polskiego PWN (1968) tak definiuje te słowa:

Agresja – zbrojna napaść jednego państwa na drugie.

Dywersja – 1. działanie wojenne mające na celu odwrócenie uwagi nieprzyjaciela, odciągnięcie albo osłabienie jego siły; 2. wroga działalność uprawiana wewnątrz państwa w celu osłabienia jego obronności, sił gospodarczych albo kulturalnych.

Nie ulega więc wątpliwości, że Związek Radziecki napadł na II Rzeczpospolitą, bo przecież wojska radzieckie były uzbrojone. Nie ulega też wątpliwości, że Ukraińcy nie napadli na II RP, tylko dokonywali aktów dywersji, zgodnie z drugim znaczeniem podanej wyżej definicji słowa „dywersja”.

Maciak cytuje tekst Dywersja OUN, będący fragmentem opisu kampanii wrześniowej, ale nie sięga już do rozwinięcia tego tematu w artykule Dywersja OUN w 1939 roku, a tam można m.in. przeczytać:

Od 12 września miały jednak miejsce nieskoordynowane, w większości z łatwością tłumione przez wojsko i policję, akcje dywersyjne uzbrojonych bojówek OUN na terenie województw południowo-wschodnich RP (pierwsze w nocy z 12/13 września w Stryju). Ich eskalacja nastąpiła w chaosie po wkroczeniu Armii Czerwonej.

6 września 1939 1 batalion Lwowskiej Brygady Obrony Narodowej został przerzucony do Mikołajowa, skąd powiadomiono o ukraińskich rozruchach. Miasto udekorowane było ukraińskimi flagami, które mieszkańcy zdjęli po przybyciu wojska. Rozruchów nie stwierdzono, więc batalion w tym samym dniu powrócił do Lwowa. 10 września w Mikołajowie i 10 okolicznych wsiach rozbrojono polską policję i rozpoczęto mobilizację Ukraińców.

Po 10 września 1939 roku, kiedy sytuacja Wojska Polskiego stała się niekorzystna, nastawienie OUN uległo zmianie, doszło do licznych ukraińskich dezercji i dywersji, ruch ten nie przybrał jednak formy masowej. Wpływ na to miała również ewakuacja polskiej administracji i Policji Państwowej. W takich warunkach ludność ukraińska zaczęła organizować własne oddziały porządkowe.

Kolejne nasilenie wystąpień dywersyjnych nastąpiło po 17 września 1939, głównie na Wołyniu i południowym Polesiu, ale również w województwach tarnopolskim i stanisławowskim. W powiatach brzeżańskim i podhajeckim doszło nawet do „niewielkiego powstania”.

xxxxxxxx

Jak więc można wnioskować z powyższego cytatu, z tym porządkiem po 17-tym września bywało różnie. Natomiast Stalin, jeśli ociągał się z wejściem do II RP, to nie dlatego, że nie chciał wypełnić warunków układu Ribbentrop-Mołotow, tylko dlatego, że obawiał się wojny na dwa fronty, tj. uderzenia Japonii. W momencie, gdy już był pewny, że do tego nie dojdzie, przystąpił do działania. O tym też pisze Wikipedia.

Jeśli chodzi o powstanie warszawskie, to wybuchło ono, przynajmniej oficjalnie, by zdobyć władzę w Warszawie, co było sprzeczne z interesem Stalina, który wiózł do Warszawy swój własny rząd i ci, którzy podjęli decyzję o wybuchu powstania, dobrze o tym wiedzieli. Trudno więc mieć do niego pretensje, że zaczekał na właściwy moment. Tylko człowiek ograniczony na umyśle mógłby mieć o to pretensje do Stalina.

Jesteśmy mieszkańcami Białegostoku albo Łomży – mówi Maciak. No to jeszcze zależy, jakimi mieszkańcami, bo jeśli jesteśmy Żydami albo prawosławnymi, to włos nam z głowy nie spada, ale, jeśli jesteśmy polską inteligencją z tego obszaru, to mamy zagwarantowaną bezpłatną wycieczkę do Kazachstanu, zorganizowaną nam przez znane w tamtym czasie biuro podróży NKWD. Nie słyszał Maciak o tym? To skąd się tam wzięli Polacy? Ich potomkowie do dziś nie mogą wrócić do „Polski”. Nie ma dla nich w niej miejsca. Oni pewnie nawet nie wiedzą, że tej Polski, o której oni myślą, już dawno nie ma.

Akcję w Jedwabnem zorganizowano w jedynym możliwym momencie, gdy Sowieci uciekli, a naziści jeszcze nie dotarli. W ten sposób jedni i drudzy mieli alibi. A jeśli nie oni, to oczywiście Polacy. I dlatego stało się to właśnie już pierwszego dnia.

Co do Katynia, to trudno to skomentować, bo Maciak nie precyzuje, co to był za pretekst, który tak zdenerwował Berię? A to, o czy wspomniał, o tym nafaszerowaniu nienawiścią do Związku Radzieckiego Polaka, to jakaś farsa. Tak się nie zachowują ludzie, którzy mają świadomość swego losu. Tam, wśród tych oficerów, panowało przygnębienie i rezygnacja. Dostali rozkaz, by nie walczyć z Sowietami i za to dostali kulę w łeb. Gdyby walczyli, to pewnie też zginęliby, ale chyba raczej taką śmierć woleliby. Ale to nie angielscy agenci zabijali w Katyniu. O tym, kto rządził w Związku Radzieckim i kto rządzi w Rosji i w Stanach Zjednoczonych, to każdy wie. Jak widać pojawiła się nowa taktyka: całą winą obarczać Anglików, bo utajnili archiwa i w ten sposób nikomu niczego nie można udowodnić, więc wszelkie debaty historyczne nie mają sensu.

Jakżeż trzeba było się nagimnastykować, by dokonać takiej intelektualnej ekwilibrystyki, by udowodnić, że Związek Radziecki nie napadł na Polskę 17 września 1939 roku! Przypomniało mi się, jak jeszcze w PRL-u, na zajęciach w studium wojskowym oficer polityczny tłumaczył, dlaczego Związek Radziecki zajął wschodnie tereny II RP. Otóż, był to manewr wojskowy, polegający na przesunięciu zachodniej granicy ZSRR o 300 km na zachód. Dzięki temu Hitler nie doszedł do Moskwy, bo zabrakło mu właśnie tych trzystu kilometrów. Nie powiedział tego, a ja wtedy też nie widziałem, że o 300 km od Moskwy, to był Hitler już pod koniec lipca 1941 roku. I w tym momencie skierował wojsko na Ukrainę, tłumacząc to tym, że surowce są ważniejsze, niż zdobycie stolicy komunizmu. Jednak później zdanie zmienił i wrócił z tym wojskiem pod Moskwę pod koniec września. A od początku października zaczęły padać bez przerwy, tygodniami, ulewne deszcze, a na początku grudnia przyszły trzaskające mrozy. Hitler bardzo się starał, by nie zdobyć Moskwy i to mu się udało. Ale niedobra mówić prawda, niedobra!

Wcale nie trzeba sięgać do brytyjskich archiwów, by poznać prawdę. Nie było by tych wszystkich nieszczęść na wschodzie, gdyby ktoś nie postanowił po I wojnie światowej przyłączyć ziem polskich do byłych ziem Rusi Kijowskiej. To dwa różne organizmy, dwa różne wyznania. Zrobił to jednak celowo, bo wiedział, że z tego będą same problemy. Dziś poszedł o krok dalej i przesiedlił na ziemie polskie miliony prawosławnej ludności, która będzie teraz mieszkać wśród ludności katolickiej. Czy to znaczy, że Tusk, obiecując swego czasu swoim wyborcom drugą Irlandię, miał na myśli Irlandię Północną, w której od 1968 do 1998 roku trwała wojna domowa pomiędzy katolikami a protestantami? Czas pokaże.

Klocki Lego

Jest takie chińskie przysłowie, które mówi, że jeden rysunek jest więcej wart, niż 1000 słów. I zapewne jest w tym dużo racji. No to jedziemy z tymi rysunkami!

Poprzedni blog zakończyłem zdaniem, że Żydzi bawią się Polską i Ukrainą, jak klockami Lego. Jednak bardziej pasuje to do Polski, a może raczej do I Rzeczypospolitej i tego, co nastąpiło po niej, bo jej widmo nadal snuje się nad tymi ziemiami. To taki żydowski twór, domek z kart, który zaczął się rozpadać już niecałe 100 lat po jego utworzeniu, w czasie wojen szwedzkich, czyli tzw. potopu szwedzkiego. Wtedy jednak nie doszło do likwidacji tego tworu.

Królestwo Polskie

Królestwo Polskie za panowania Kazimierza III Wielkiego 1333-1370); źródło: Wikipedia.

Unia lubelska

Rzeczpospolita po unii lubelskiej w 1569 roku; źródło: Wikipedia.

Potop

Okupacja Rzeczypospolitej przez Szwecję i Rosję w listopadzie 1655 roku; źródło: Wikipedia.

Rozbiory

Dopiero ponad 100 lat później doszło do trzech rozbiorów Rzeczypospolitej. Nie wiem dlaczego cały czas mówi się o rozbiorach Polski, skoro rozbierano I Rzeczpospolitą.

Podział Rzeczypospolitej w 1772, 1793 i 1795; źródło: Wikipedia.

Widać wyraźnie, że granica pomiędzy zaborami pruskim i austriackim a rosyjskim przebiega do pewnego momentu wzdłuż linii Curzona. A więc Rosja w obu przypadkach zabrała tylko ziemie dawnej Rusi Kijowskiej. Z ziem drugiego i trzeciego zaboru pruskiego i drugiego austriackiego (1795) utworzono Księstwo Warszawskie.

Księstwo Warszawskie

Księstwo Warszawskie (fr. Duché de Varsovie, niem. Herzogtum Warschau) – istniejące w latach 1807–1815 państwo polskie związane unią personalną z Królestwem Saksonii. Formalnie niepodległe, z własną konstytucją, Sejmem, Senatem, rządem i armią oraz suwerennym władcą, którym był król saski. Faktycznie terytorium zależne od Cesarstwa Francuskiego podporządkowane Napoleonowi Bonaparte jako cesarzowi Francuzów i protektorowi Związku Reńskiego, w skład którego wchodziło Królestwo Saksonii. Utworzone w 1807 roku na mocy traktatu w Tylży z części ziem zaboru pruskiego. W 1809 w wyniku wojny z Austrią powiększone o część ziem zaboru austriackiego. W czerwcu 1812 roku przekształcone formalnie przez Konfederację Generalną (skonfederowany Sejm) w Królestwo Polskie. Od lutego 1813 roku okupowane przez armię rosyjską. Na kongresie wiedeńskim w 1815 roku podzielone między Rosję, Prusy i Austrię, a z większości jego terytorium utworzono podległe Rosji Królestwo Polskie (kongresowe). – Wikipedia.

Ziemie polskie pod zaborami; źródło: Wikipedia.

Jak widać na powyższej mapce, okręg białostocki do 1807 roku należał do Prus. W wyniku postanowień traktatu w Tylży został on włączony do Rosji.

Księstwo Warszawskie przed wojną z Austrią 1807-1809; źródło: Wikipedia.
Księstwo Warszawskie po wojnie z Austrią; źródło: Wikipedia. Zostało ono powiększone o ziemie, które Austria uzyskała po III rozbiorze Rzeczypospolitej w 1795 roku.

Konfederacja Generalna Królestwa Polskiego (1812-1813)

Konfederacja Generalna Królestwa Polskiego – skonfederowany nadzwyczajny Sejm Księstwa Warszawskiego, który w czerwcu 1812 roku formalnie przekształcił Księstwo Warszawskie w Królestwo Polskie i proklamował przyłączenie do niego „ziem zabranych”. Konfederacja Generalna była odpowiedzią na rozpoczęcie przez Napoleona wojny z Rosją, oficjalnie zwanej drugą wojną polską. W lipcu 1812 roku formalnie przejęła ziemie litewsko-ruskie dawnej Rzeczypospolitej. W wyniku przegranej wojsk Napoleona oraz okupacji Księstwa Warszawskiego przez wojska rosyjskie (1813) działania Konfederacji w praktyce przestały obowiązywać.

Uchwałę w sprawie konfederacji podjęto 28 czerwca 1812 r. Tuż przed odczytaniem aktu konfederacji minister skarbu Tadeusz Matuszewicz miał powiedzieć: Powstanie więc Polska, co mówię? Jest już Polska, a raczej nigdy ona być nie przestała.

Plan jej powstania wysunął Napoleon Bonaparte jeszcze 31 maja tegoż roku w Poznaniu po konsultacjach z Tadeuszem Matuszewiczem. Realizując to porozumienie, król Saksonii i książę warszawski Fryderyk August I dekretem z dnia 26 maja zrzekł się wszystkich swych kompetencji, z wyłączeniem zmian w sądownictwie oraz prawa do nominacji i zawieszania ministrów, na rzecz Rady Ministrów Księstwa Warszawskiego. W założeniach przywrócenie Królestwa Polskiego miało wspomóc siły koalicjantów w czasie wojny z Rosją. Wielka Armia, wkraczając na ziemie zabrane, występowała tym samym jako wyzwolicielka Polaków. – Wikipedia.

Źródło: Wikipedia.

Kongres wiedeński

Ziemie polskie po kongresie wiedeńskim w 1815 roku; źródło:Wikipedia.

Przedyskutowanie sprawy polskiej nie było głównym celem, dla którego we wrześniu 1814 roku zebrał się kongres wiedeński. Z Polski nie zaproszono nikogo. Ale jak jeszcze nieraz później, waśnie między mocarstwami uczyniły z rozwiązania spraw polskich zasadniczą przeszkodę na drodze do porozumienia. Brytyjski sekretarz stanu, Robert Castlereagh, podniósł kwestię niepodległości Polski jako sposób na ukrócenie ambicji swoich partnerów w trzeciej koalicji. Jego memoriał w sprawie Polski z 23 października sugerował trzy różne rozwiązania. Pierwsze przewidywało utworzenie niepodległego państwa polskiego w granicach z 1772 roku; drugie – powrót do sytuacji z 1791 roku, włącznie z Konstytucją 3 maja; trzecie wreszcie – nowy podział Księstwa Warszawskiego wzdłuż linii Wisły. Aleksandrowi I żadne z tych rozwiązań nie wydawało się równie atrakcyjne, jak plan przygotowany wspólnie z Berlinem, w myśl którego Rosja zabrałaby całe Księstwo Warszawskie, gdyby Prusom zezwolono na zabranie całej Saksonii. W styczniu 1815 roku rozmowy utknęły w martwym punkcie. Talleyrand zaproponował nowe przymierze między Brytanią, Francją i Austrią jako przeciwwagę dla połączenia sił Rosji i Prus. Na chwilę w powietrzu zwisła groźba ponownego wybuchu wojny, ale wiadomości o ucieczce Napoleona z Elby przywróciły dyplomatom zdrowy rozsądek. Ponownie utworzono wspólny front. W sprawie polskiej mocarstwa postanowiły przyjąć kompromis. Prusy zadowoliły się Poznaniem i zachodnim pograniczem Księstwa Warszawskiego, zabierając jedynie połowę Saksonii, wraz z Gdańskiem, szwedzkim Pomorzem i kilkoma księstwami Nadrenii, dorzuconymi do równego rachunku. Austria zrezygnowała z roszczeń do Nowej (zachodniej) Galicji, uzyskała natomiast Tarnopol i zatrzymała Galicję „właściwą”. Kraków miał być Wolnym Miastem pod połączonym protektoratem mocarstw. Cesarstwo rosyjskie miało wynieść pewne korzyści z niewielkiej korektury granicy w pobliżu Białegostoku, car zaś przyjmował koronę nowego i niepodległego „Królestwa Polskiego”. Zatwierdzający te postanowienia traktat został podpisany przez trzy mocarstwa rozbiorowe 3 maja 1815 roku. W dniu 9 czerwca, na tydzień przed bitwą pod Waterloo, podpisano właściwy traktat wiedeński. Faktycznie – chociaż nie nominalnie – dokonał się piąty rozbiór Polski. – Norman Davies Boże igrzysko (1999).

Republika Polska

Republika Polska w połowie listopada 1918 roku; źródło: Wikipedia.

II Rzeczpospolita

Źródło: Wikipedia.

17 września 1939

Źródło: Wikipedia.

Polska Rzeczpospolita Ludowa

Podział administracyjny Polski w dniu 22 sierpnia 1944 roku; źródło: Wikipedia.

xxxxxxxx

Jak widać z powyższych „rysunków” ziemie polskie są chyba wyjątkowym miejscem na świecie ze względu na ciągle zmiany: łączenie z ziemiami, które z Polską nie miały nic wspólnego i nie było to w interesie Polski. Unia lubelska stała się źródłem kłopotów Polaków i zmarginalizowania ich w tym związku z obcym kulturowo żywiołem. Dziś „Polska” jest już państwem, w którym żywioł wschodni dominuje i to on decyduje o kierunku polityki tego państwa, która jest całkowicie skoncentrowana na kierunku wschodnim. I tak to trwa od tej feralnej unii lubelskiej.

To, co daje się zauważyć z tych „rysunków”, to fakt, że Rosja nie dążyła do zajęcia ziem polskich, tylko do odzyskania historycznych ziem Rusi Kijowskiej. Jednak w sytuacji, gdy była zaatakowana od strony zachodniej, to zajmowała ziemie polskie. Tak było w czasie wojen napoleońskich, gdy wojska rosyjskie dotarły do Łaby, a więc zajęły również ziemie Księstwa Warszawskiego. Tak samo zachował się Związek Radziecki zaatakowany przez Hitlera. Wówczas wojska radzieckie dotarły do Berlina, a więc zajęły ziemie polskie.

Obecnie nie wygląda na to, by Rosja została zaatakowana od strony zachodniej, co oznacza, że nie wkroczy na ziemie polskie, które już raczej są ziemiami ukraińskimi. Ale czy to nie oznacza, że niebezpieczeństwo przyjdzie z zachodu i będzie skutkowało utratą tzw. Ziem Odzyskanych? Historia tych ziem dowodzi, że jest to miejsce, w którym wielkie mocarstwa rozgrywają swoje interesy i robią z tym państwem, co im się żywnie podoba. Niemcy nazywają je złośliwie państwem sezonowym lub państwem na kółkach, ale przecież to nie Polacy są temu winni. Tak się historia ułożyła, a raczej ułożyli ją ci, którzy ją układają.

Nie ulega wątpliwości, że wkrótce znowu nastąpi tu zburzenie tej dotychczasowej układanki z klocków Lego i złożenie ich w nową kompozycję. W takim położeniu, pomiędzy Niemcami a Rosją, nie ma miejsca na jakąkolwiek stabilizację, która jest niezbędna, by powstało dobrze zorganizowane państwo i bogate społeczeństwo.