Religia naturalna

W poprzednim blogu „Religia” opis dziejów chrześcijaństwa zakończyłem na reformacji, w wyniku której powstał protestantyzm, a z którego wyłaniały się stopniowo nowe wyznania. Dał on też początek zjawisku zwanemu religią naturalną. Religia naturalna to taka religia, w której Bóg obejmuje sobą cały świat i każda cząstka materii jest cząstką Boga. Stoi więc ona w absolutnej opozycji do religii chrześcijańskiej, w której Bóg jest Stwórcą świata widzialnego i niewidzialnego, duchowego, i jest transcendentny (wymykający się zwykłemu ludzkiemu doświadczeniu) wobec niego, a więc jest niematerialny.

Wydaje mi się, że genezę i rozwój religii naturalnej, dobrze opisuje Henryk Rolicki w swojej książce Zmierzch Izraela (1932):

Reformacja głosiła oderwanie religii od hierarchii Kościoła katolickiego i zerwanie z jego autorytetem w rzeczach wiary. Dając swym wyznawcom prawo samodzielnego czytania i komentowania Pisma Świętego, wprowadziła anarchię w „zakres dogmatów” religijnych.

Zarazem twierdziła, że nie tylko teksty Pisma św., lecz i postępy wiedzy naukowej godzą w prawdy, podawane do wierzenia przez Kościół katolicki. Wyłoniły się stąd dwa kierunki, dwie poniekąd metody teologiczne: jedna stała ściśle na gruncie rozumowym, racjonalistycznym i stwierdzała nieuchronny rozbrat i rozdział między wiarą i wiedzą, i dlatego głosiła, że do zbawienia trzeba jedynie tylko wiary, choćby wbrew rozumowi; drugi kierunek o charakterze mistycznym usiłował sobie wyjaśnić tajemnice wiary, a przynajmniej ugruntować w sobie przekonanie o ich prawdziwości, sięgając do kabały żydowskiej.

Pierwszy – wysoko stawiający postęp nauki, a szczególnie nauk matematyczno-przyrodniczych, opierał się na pewnego rodzaju metodzie scholastycznej i komentowaniu Pisma św., przy czym Stary Testament postawiono na równi z Nowym, drugi w zakresie religijnym zwracał się wprost do źródeł żydowskich Starego Testamentu i kabały.

Całą literaturę hebrajską stanowią Tora, czyli Pięcioksiąg Mojżeszowy oraz komentarze do Tory. Największym z tych komentarzy jest Talmud; obok niego istnieje też tajny, mistyczny wykład Biblii, zwany Kabałą.

Pierwszy znalazł swój wyraz przede wszystkim w Kościele augsburskim, drugi w helweckim i rozlicznych sektach angielskich oraz amerykańskich.

Wtedy przyszedł Spinoza i stworzył swój system panteistyczno-materialistyczny, który łączył poniekąd w sobie dwie metody teologiczne, rozumową i mistyczną, filozoficzną i kabalistyczną. Oparcie poglądu na świat na twierdzeniu, że Bóg i materia to jedno, że Bóg obejmuje sobą cały świat materialny, że każda cząstka materii jest cząstką Boga, było z jednej strony potężnym poparciem badań nad materią, czyli przyrodniczych, z drugiej zaś dawało się pogodzić z naukami kabały. Toteż wiemy, że Spinoza był wielbicielem Zoharu (mistyczny komentarz do Tory, Pieśni nad Pieśniami i Księgi Rut, powstały w XIII wieku – przyp. W.L.) i wierzył nawet w mesjańską rolę Sabbataja Cwi.

Tak pomyślany Bóg był w istocie swej niepoznawalny – a raczej mógł być poznawalny tylko przez poznanie materii, przez badanie przyrody. Co więcej – jako niepoznawalny – nie wymagał żadnych dogmatów, które by musiały się dopiero godzić z teoriami nauki, a więc był nader wygodny. Jako niepoznawalny nie wymagał nadto żadnych uczynków, żadnej etyki.

Filozofia Spinozy dała podkład umysłowy pod ideologię lóż wolnomularskich. Skoro Bóg to materia, to i prawa materii, prawa przyrodnicze są poniekąd Boskimi. Wielki Budowniczy, ten Bóg lóż wolnomularskich już w XVIII w. w ruchu filozoficznym jest ubóstwianą Naturą. Rodzą się stąd pojęcia religii, danej człowiekowi przez przyrodę, tzw. religii naturalnej i etyki wrodzonej, tzw. etyki naturalnej. Oczywiście religia ta i etyka, dana każdemu człowiekowi niejako przyrodniczo, jest niezależna od wszelkich wyznań religijnych, a tym bardziej od narodowości czy rasy. Wiązanie religii i etyki z wyznaniem religijnym to „przesąd”. Stąd walka lóż z „przesądami”.

Przeciwieństwem przesądu jest „oświecenie”. „Oświecenie” – to nie tylko otrząśnięcie się z „przesądów”, lecz także uświadomienie sobie głosu natury, tj. poznanie prawd religii naturalnej i etyki naturalnej, czyli znalezienie „światła”. „Światło” zaś promieniuje z lóż. Uznawanie wartości tego „światła”, to hołd złożony „duchowi czasu”, trwanie przy „przesądach” zwie się „wstecznictwem”.

Etyka naturalna jest aspołeczna, bo człowiek z trudem wyrzeka się czegoś na rzecz zbiorowości. Człowiek ma pewne prawa, które mu dała natura, a szczególnie prawo do tego, żeby mógł żyć i działać jak chce, oraz żeby nikogo nie musiał słuchać i przed nikim się nie poniżać i płaszczyć. Stąd prawo do wolności i równości, uznane za „prawo naturalne”.

Społeczność jednak musi istnieć. Jak to pogodzić z prawami naturalnymi? Trzeba się uciec do fikcji, że ludzie kiedyś w prehistorii zawarli ze sobą umowę zbiorową, w której zrzekli się części swej wolności na rzecz zbiorowości. W ten sposób to ograniczenie wolności jednostki na rzecz instytucji społecznej będzie można uważać za zrzeczenie się dobrowolne. Tak powstała teoria „kontraktu społecznego” Rousseau’a, przypominająca bardzo w swej konstrukcji kontrakt Izraela z Jehową. W niej geneza rewolucyjnej „deklaracji praw człowieka i obywatela”.

Tak pojętym prawom naturalnym, tej „religii naturalnej” i „etyce naturalnej” przeciwstawia się szczególnie Kościół katolicki, opierający się o objawione dogmaty religijne, z góry dane, oraz władze świeckie, opierające się na przekonaniu, że „władza od Boga pochodzi”, a więc niechętne wszelkim pomysłom „kontraktu społecznego”.

Rozszerzenie takiej ideologii musiało doprowadzić do ataków na Kościół katolicki, ukoronowanych dopiero w r. 1870 kasatą państwa papieskiego oraz do rozprawy z królami i książętami, która znalazła swój wyraz w rewolucji francuskiej, a później w ruchach wolnościowych 1848 roku.

Papiestwo wcześnie zareagowało na zamiary wolnomularstwa, bo już w r. 1738 ukazuje się bulla Klemensa XII „In eminenti Apostolatus speculo” (W zwierciadle wybitnego Apostolstwa – przyp. W.L.) potępiająca wolnomularstwo.

Panujący dali się natomiast ogarnąć ruchowi tym bardziej, że organizacje wolnomularskie czyniły ich lub ich krewnych swymi protektorami i rzucały im piaskiem w oczy.

Na czele armii sprzymierzonych, idących na pomoc uwięzionemu Ludwikowi XVI, by stłumić rewolucję we Francji, staje przecież nie kto inny jak ks. Ferdynand Brunświcki, protektor „braci azjatyckich” oraz iluminatów Weishaupta, tj. najskrajniejszych związków rewolucyjnych. Nic dziwnego, że stał bezczynnie niemal nad Renem, gdy w Paryżu Ludwika XVI, a potem królową Habsburżankę wleczono na gilotynę.

Propaganda „religii naturalnej” znajdowała grunt niemal wyłącznie w warstwach wykształconych. W warstwach niższych, szczególnie zaś wśród ludu trafiała na odpór. Trzeba było lud specjalnie wychować.

„Dajcie mi na przeciąg wieku wychowanie publiczne, a zmienię świat” mawiał filozof Leibnitz, wybitny różokrzyżowiec. Ku temu celowi posłużyło wypędzenie jezuitów i kasata zakonu, po czym mogła nastąpić w krajach katolickich sekularyzacja dóbr zakonnych i szkolnictwa. Odtąd na wychowaniu położyło rękę wolnomularstwo.

W XIX w. propaganda lóż masońskich wyszła już spod znaku „Wielkiego Budowniczego” i „religii naturalnej”, a potem tzw. deizmu i poszła po linii zdecydowanego ateizmu.

Równolegle z głoszeniem „religii naturalnej” szło propagowanie „etyki naturalnej”, wspólnej dla wszystkich. Ujawniło się to wszędzie. Na polu rządów i dyplomacji w cynizmie, jakim odznaczała się – nawet na tle innych czasów – dyplomacja XVIII w., na tle stosunków społecznych w obaleniu wszelkiego autorytetu, na tle stosunków między ludźmi w zatracie wszelkiej szlachetności (jakbyśmy dziś powiedzieli dżentelmeństwa), na tle stosunków rodzinnych w tolerowaniu jawnych skandali, na tle stosunków seksualnych w zatracie wszelkiej miary.

xxx

Panteizm – pogląd filozoficzno-religijny, będący odmianą monizmu ontologicznego, odrzucający istnienie Boga osobowego, utożsamiający Boga z przyrodą lub głoszący, że Bóg istnieje w przyrodzie immanentnie.

Deizm – kierunek filozoficzny (także stanowisko światopoglądowe) powstały w okresie oświecenia, uznający Boga za stwórcę i prawodawcę ale odrzucający wiarę w bezpośrednie kierowanie światem przez Boga, wiarę w cuda i objawienie.

xxx

W powieści Jana Potockiego Pamiętnik znaleziony w Saragossie (wyd. Vesper 2007) jest fragment odnoszący się do religii naturalnej. Może warto go przytoczyć, bo Potocki żył w czasach oświecenia, a więc w okresie jej tworzenia. Poniżej ten fragment:

Moglibyście zapytać mnie, po co usiłuję was przekonać, iż religia naturalna prowadzi do tego samego celu, co i religia objawiona, bo przecież skoro jestem chrześcijaninem, powinienem wyznawać tę ostatnią i wierzyć w cuda, które stworzyły jej fundament. Pozwólcie zatem, że naprzód oznaczymy różnicę miedzy religią naturalną i objawioną.

Podług teologa Bóg jest twórcą religii chrześcijańskiej, podług filozofa także, ponieważ wszystko, co dzieje się, pochodzi z woli boskiej, ale teolog wspiera się na cudach, które są wyjątkami w ogólnych prawach natury i tym samym nie przypadają do smaku filozofowi. Ten ostatni, jako badacz natury, skłonny jest mniemać, że Bóg, twórca naszej świętej religii, chciał ją ufundować przy pomocy ludzkich środków, nie wyłamując się z powszechnych praw, rządzących światem duchowym i materialnym.

Tutaj różnica nie jest jeszcze tak znaczna, wszelako badacz natury pragnie wprowadzić jeszcze jedno subtelne rozróżnienie. Powiada on do teologa: Ci, którzy widzieli cuda na własne oczy, mogli im z łatwością uwierzyć. Dla ciebie, urodzonego o osiemnaście wieków później (akcja powieści toczy się w XVIII wieku – przyp. W.L.), wiara jest zasługą, a jeżeli wiara jest zasługą, to twoją wiarę można uważać za jednakowo wypróbowaną zarówno w wypadku, jeżeli cuda te rzeczywiste miały miejsce, jak też wówczas, jeżeli to tylko uświęcona tradycja podała je do twojej wiadomości. Skoro zaś wiarę w obu tych razach można uważać za jednakowo wypróbowaną, zasługa również musi być jednaka.

Tu teolog przechodzi do natarcia i mówi do badacza natury: Tobie zaś kto odkrył prawa natury? Skąd wiesz, czy cuda, zamiast być wyjątkami, nie są raczej objawami nieznanych tobie zjawisk? Nie możesz bowiem powiedzieć, że znasz dokładnie prawa natury, do których odwołujesz się od wyroków religii. Promienie twego wzroku podciągnąłeś pod prawa optyki, jakim więc sposobem, wszędzie się przedzierając i o nic nie uderzając, nagle, spotkawszy zwierciadło, wracają, jak gdyby odbiły się o jakieś ciało sprężyste? Dźwięki również się odbijają, a echo jest ich obrazem; z pewnym przybliżeniem stosują się do nich te same prawa, co do promieni świetlnych, chociaż mają raczej charakter modalny, podczas gdy promienie świetlne zdają się nam ciałami. Ty jednak nie wiesz tego, gdyż w gruncie rzeczy nic nie wiesz.

Badacz natury musi przyznać, że nie wie, wszelako dodaje: Jeżeli ja nie jestem w stanie określić cudu, to ty znów, senior teologu, nie masz prawa odrzucać świadectwa Ojców Kościoła (pisarze starochrześcijańscy z I-VII wieku – przyp. W.L.), którzy przyznają, że nasze dogmaty i tajemnice istniały już w religiach przedchrześcijańskich. Ponieważ więc nie weszły do tych poprzednich religii za pomocą objawienia, musisz zatem zbliżyć się do mego zdania i przyznać, że można było sformułować te same dogmaty bez pomocy cudów. Zresztą – mówi badacz – jeżeli chcesz, abym ci otwarcie powiedział, jaki mam pogląd ma pochodzenie chrześcijaństwa, to proszę, posłuchaj: Świątynie starożytnych były po prostu jatkami, bogowie ich bezwstydnymi rozpustnikami, ale w niektórych zgromadzeniach ludzi pobożnych panowały zasady daleko czystsze i składano ofiary mniej odrażające. Filozofowie oznaczali bóstwo imieniem Theos, nie wymieniając ani Jowisza, ani Saturna. Rzym podbijał naówczas ziemię i przypuszczał ją do swoich bezeceństw. Mistrz boski zjawił się w Palestynie, zaczął nauczać miłości bliźniego, pogardy bogactw, zapomnienia krzywd, poddania się woli Ojca, który jest w niebie. Ludzie prości towarzyszyli mu za życia. Po jego śmierci zeszli się z ludźmi oświeceńszymi i wybrali z obrzędów pogańskich to, co najlepiej przystawało do nowej wiary. Nareszcie Ojcowie Kościoła zabłysnęli z kazalnic wymową bez porównania bardziej przekonywującą od tej, jaką dotąd słyszano z mównic. Takim sposobem, za pomocą środków na pozór ludzkich, chrystianizm utworzył się z tego, co było najczystsze w religiach pogan i żydów.

Tak właśnie spełniają się wyroki Opatrzności. Stwórca światów mógł bez wątpienia ognistymi zgłoskami wypisać swoje święte prawa na gwiaździstym niebie, ale nie uczynił tego. Skrył w starożytnych misteriach obrzędy doskonalszej religii, zupełnie tak, jak w żołędzi ukrywa las, który będzie kiedyś ocieniał naszych potomków. My sami, aczkolwiek nie wiemy o tym, żyjemy przecież wśród przyczyn, nad których skutkami potomność będzie się zdumiewać. Dlatego to nazywamy Boga Opatrznością, w przeciwnym bowiem razie nazywalibyśmy Go tylko Potęgą.

xxxxxxxx

W tym wypadku religia naturalna różni się od objawionej tylko tym, że nie jest objawioną tylko stworzoną, czyli różni się genezą i tylko tym.

W tym momencie mógłby ktoś zapytać, po co takie rozważania, po co takie dzielenie włosa na czworo, po co zajmowanie się zagadnieniami, które z punktu widzenia codzienności są wysoce abstrakcyjne? No, ale skoro w XVIII wieku oświecenie przyniosło rozwój kultury laickiej i niezależnego poglądu na świat, a krytyka religii objawionej wiodła do deizmu, a nawet ateizmu, to wypada przybliżyć sobie ten deizm. Wikipedia tak pisze:

„Z przekonań religijnych Dmowski był deistą i przez całe życie pozostawał obojętny religijnie, jednak na krótko przed śmiercią nawrócił się i postanowił powrócić na łono Kościoła katolickiego. Na łożu śmierci 30 grudnia 1938 odwiedzili go jego przyjaciel bp Stanisław Łukomski, jego kapelan ksiądz Henryk Kulbat, a także ks. prałat Krysiak z Łomży, który udzielił mu sakramentu namaszczenia chorych.”

A więc ten „patriota”, który wmawiał Polakom, że Polak to katolik, że polską racją stanu jest bycie krajem katolickim, przez całe swoje życie nie był katolikiem tylko deistą.

Powyższa definicja deizmu pochodzi ze Słownika Wyrazów Obcych PWN z 2002 roku. Natomiast ten sam słownik, ale z 1959 roku, podaje bardziej rozbudowaną jego definicję:

„Deizm (od łac. deus bóg) filoz. pogląd, który, uznając Boga za przyczynę świata lub jego pierwszy motor, odrzuca zarazem jego interwencję w bieg zdarzeń i życie ludzkie, a więc m.in. cuda i objawienie. D. rozpowszechniony w filozofii europejskiej XVII-XVIII w. zawierał z reguły negację dogmatów religijnych i uznanie z religii tylko tego, co można rozumowo uzasadnić, nadto zasady tolerancji religijnej, odrzucenie wartości liturgii i organizacji kościelnej, moralność świecką (w Anglii m.in. Toland, Collins, we Francji m.in. Voltaire, Rousseau). D. był w czasach Oświecenia ideologią burżuazji, walczącej z wpływami Kościoła na życie społeczne, wychowanie i naukę.”

Jest różnica? Ci, którzy kiedyś palili książki, dobrze wiedzieli, co czynili. Dziś już nie trzeba palić książek, po prostu usuwa się z internetu niewygodne treści. W tej definicji jest jedna bardzo ważna wskazówka, a mianowicie to, że deizm był w czasach oświecenia ideologią burżuazji, a więc Żydów, bo to oni w większości tworzyli tę burżuazję.

Mamy więc Dmowskiego, który stręczy nam katolicyzm, sam nie będąc katolikiem. Wmawia Polakom, że katolicyzm to polska racja stanu, podczas gdy jest odwrotnie. W sytuacji, gdy państwo polskie znajduje się pomiędzy prawosławnym morzem a protestanckim żywiołem, polską racją stanu byłoby raczej propagowanie deizmu, a już na pewno unikanie określenia „Polak-katolik”. Kim zatem był Dmowski? Skoro deizm był ideologią oświeceniowej burżuazji, czyli Żydów, to wygląda na to, że Dmowski był żydowskim sługusem i realizował ich koncepcję katolickiego państwa polskiego i koncepcję asymilacyjną, która polegała na tym, by z ludności byłej Rusi Kijowskiej robić Polaków. Tak naprawdę to sprowadzała się ona do rozrzedzania polskości. Ta ludność ze wschodu zaakceptowała tylko język polski, a serce dalej pozostawało i pozostaje na Rusi. I kto wie, czy obecnie większość Polaków, to nie są właśnie tacy Polacy.

Rodzi się tyko pytanie – kto był większym szkodnikiem: Piłsudski czy Dmowski? Warto o tych sprawach pamiętać, by zrozumieć, czym była Narodowa Demokracja i kim są ci obecni „narodowcy”, którzy słowami „Polska”, „katolicyzm”, „patriotyzm” wycierają sobie swoje obleśne gęby i drą mordę: Dmowski na Wawel!

Rzygać się chce, jak się na to wszystko patrzy.

Religia

Religia ma duży wpływ, nie tylko na nasze życie osobiste, ale również, a może przede wszystkim, na życie społeczne i na politykę. W naszych realiach dotyczy to religii chrześcijańskiej. Najbardziej brzemienny w skutkach był jej podział na wyznania: katolicyzm, prawosławie, protestantyzm. Skąd on się wziął? Czy był to proces samoistny, czy czyjeś świadome działanie? To pytania, nad którymi warto się zastanowić. Poniższe informacje pochodzą z Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (Geneza i dzieje, Doktryna) i z Wikipedii.

Chrześcijaństwo to monoteistyczna religia objawiona oparta na nauczaniu Jezusa Chrystusa. Zgodnie z najstarszym Credo (wyznanie wiary) z IV wieku n.e. Jezus jest współistotny z Bogiem judaizmu i nosi tytuł – Pan (Kyrios, Adonai), którego to rzeczownika żydzi i zdecydowana większość chrześcijan używają jako zamiennika imienia własnego samego Stwórcy.

Według wiary chrześcijańskiej Bóg objawiał się ludzkości stopniowo w historii Izraela i Kościoła. Proces ten swą pełnię osiągnął w Jezusie Chrystusie. Wraz z judaizmem, chrześcijanie wyznają, że Bóg jest jeden i że jest Stwórcą świata widzialnego i niewidzialnego, duchowego, i jest transcendentny (wymykający się zwykłemu ludzkiemu doświadczeniu) wobec niego.

Przynajmniej od soboru nicejskiego (325) częścią chrześcijańskiej ortodoksji jest wiara, że Jezus Chrystus jest odwiecznym Synem Bożym, równym co do istoty Bogu Ojcu, a zatem Bóg jest jeden w „istocie”, troisty w „osobach” (hipostazach) jako Bóg Ojciec, Syn Boży (Jezus) i Duch Święty.

Duch Święty – w większości religii chrześcijańskich trzecia osoba Trójcy Świętej, równa Ojcu i Synowi w bóstwie, majestacie, substancji i naturze. Nie jest bytem zrodzonym ani stworzonym. Każda z osób Bożych ma tę samą, jedną boską istotę (naturę) i pozostaje we wzajemnej relacji osobowej na zasadzie pochodzeń: Bóg Ojciec stanowi zasadę pochodzenia dla Syna, a razem z nim (wspólnie – łac. filioque – w tradycji zachodniej; przez Syna – łac. per filium – w tradycji wschodniej) dla Ducha Świętego. Tak więc mamy:

  • katolicyzm – filioque (od Boga pochodzi Syn i Duch Święty)
  • prawosławie – per filium (od Boga pochodzi Syn, a od Syna – Duch Święty)

W III wieku n.e. w łonie chrześcijaństwa, w ramach dyskusji chrystologicznych, pojawiła się nauka arianizmu, głosząca, że Jezus Chrystus, Syn Boży, nie jest równy Ojcu i jest mu podporządkowany. Pogląd ten został przez autorytet apostolski Kościoła odrzucony jako herezja już na soborze w Nicei w 325 roku, co zostało zapisane w symbolu nicejskim (nicejskie wyznanie wiary), a następnie potwierdzone przez sobór konstantynopolitański (381) w Nicejsko-konstantynpolitańskim wyznaniu wiary.

Sobór chalcedoński – najstarsze w starożytności zgromadzenie biskupów chrześcijańskich Cesarstwa Rzymskiego, zwołane przez cesarza Marcjana do Chalcedonu w Bitynii (położona nad Morzem Czarnym w północnej Turcji), trwające od 8 do 31 października 451 roku. Zwołanie soboru było związane ze sporem wokół odpowiedzi na pytanie: kim jest Jezus Chrystus? We wschodnich prowincjach Cesarstwa, w pierwszej połowie V wieku, narastała tendencja, aby uznać Jezusa z Nazaretu za Boga. Biskupi Rzymu bronili natomiast pełnego człowieczeństwa Zbawiciela. Znaleźli się oni w ostrym sporze doktrynalnym z biskupami Aleksandrii, przywódcami stronnictwa opowiadającego się za pełną boskością Jezusa z Nazaretu.

Judaizm – religia monoteistyczna, której podstawą jest wiara w jednego Boga (osobowego, niepodzielnego, będącego bytem niematerialnym, bezcielesnym i wiecznym), będącego nie tylko stwórcą świata, ale także jego stałym „nadzorcą” lub „opiekunem”. Bóg ten zawarł z ludem Izraela wieczyste przymierze, obiecując ochronę i pomoc w zamian za podporządkowanie się jego nakazom.

Judaizm biblijny kształtował się od II tysiąclecia p.n.e., do 70 roku n.e. tj. do czasu zburzenia świątyni jerozolimskiej przez Rzymian. W tym samym roku uległ głębokiej reorientacji, po której obecnie stanowi religię narodową Żydów. Jest też pierwszą religią abrahamową. Z judaizmu biblijnego wywodzi się chrześcijaństwo.

xxx

Geneza i dzieje

Chrześcijaństwo zaczęło się kształtować w początkach naszej ery w gminach żydowskich na obszarze cesarstwa rzymskiego. Według danych literatury wczesnochrześcijańskiej (ewangelia), jego założycielem był Jezus Chrystus, gromadzący wokół siebie uczniów (apostołowie) w Palestynie za panowania cesarza Tyberiusza ok. 30 roku n.e. W połowie I wieku najznaczniejszymi skupiskami chrześcijan były Jerozolima i inne miejscowości palestyńskie oraz Antiochia; już wówczas w chrześcijaństwie występowały różne kierunki: gdy chrześcijanie palestyńscy uważali się wciąż za jedną z sekt żydowskich, głoszących ideę mesjańską i akcentowali swą wierność prawu mojżeszowemu, to organizowane przez Pawła Apostoła gminy w świecie rzymsko-hellenistycznym składały się już w większości z nawróconych „pogan”, odrzucających zwyczaje żydowskie; zburzenie Jerozolimy w 70 roku n.e. i klęska powstań żydowskich przeciw Rzymowi zadały cios pierwszemu z tych kierunków; straciło aktualność oczekiwanie mesjasza, mającego być politycznym przywódcą i wybawicielem „narodu wybranego”, zwyciężyło uniwersalistyczne pojmowanie mesjasza jako wyzwoliciela całej ludzkości.

Chrześcijaństwo, łącząc elementy judaizmu i misteriów hellenistycznych, zaczęło się szerzyć coraz bardziej w środowiskach nieżydowskich, głównie we wschodnich prowincjach cesarstwa rzymskiego, gdzie kryzys ustroju niewolniczego zaznaczał się najsilniej: nowa religia stanowiła tam wyraz protestu i bezsilności mas wobec nienawistnych porządków ekonomiczno-społecznych, na których straży stał cesarski Rzym. Spośród licznych przyczyn zwycięstwa chrześcijaństwa nad konkurencyjnymi religiami uniwersalistycznymi (np. nad mitraizmem, z którego zresztą wiele przyjęto) najważniejsza to – przystępność i humanizm idei cierpiącego Boga-Człowieka, prostego i zwykłego w przeciwieństwie do wyniosłych i pełnych dystansu bogów innych religii, prostota kultu oraz fakt odzwierciedlania przez chrześcijaństwo w najlepszy sposób synkretycznych dążeń epoki; w przeciwieństwie do innych religii chrześcijaństwo nie nosiło tak wyraźnego piętna lokalnego pochodzenia. W pierwotnym chrześcijaństwie występowały liczne sprzeczności m.in. społeczne między główną bazą socjalną nowej religii – biedotą, interpretującą mesjanizm demokratycznie i czasem rewolucyjnie, a warstwami wyższymi nastawionymi lojalistycznie i konformistycznie.

Opozycyjna postawa wyznawców chrześcijaństwa wobec panującego ustroju społecznego wywoływała prześladowania chrześcijan, wybuchające spontanicznie lub z nakazu niektórych cesarzy rzymskich; pretekstem do nich była negacja przez chrześcijaństwo oficjalnej religii rzymskiej oraz kultu cesarzy, co uznawano za nielojalność polityczną.

W miarę rozwoju nowej religii – wzrostu ilości wyznawców oraz terytorialnego (około 180 roku), chrześcijaństwo było już znane na całym obszarze śródziemnomorskim – uległa komplikacji doktryna i jej wykładnia, oraz kult i organizacja gmin. Doktryna precyzowała się coraz bardziej w ogniu walki różnych interpretacji tez wiary, szczególnie w konflikcie z gnostycyzmem.

xxx

Gnostycyzm (z stgr. γνωστικός gnostikos „dotyczący wiedzy, służący poznaniu wiedzy istnienia wszechrzeczy”) – doktryny i ruchy religijne powstające na wschodzie cesarstwa rzymskiego od I w. p.n.e. do II w., gł. w Syrii i Egipcie, dualistyczne, łączące chrześcijaństwo z pogańskimi (grecko-egipskimi) wierzeniami religijnymi. Gnostykami nazywano tych, którzy nie zadowalając się prostą, naiwną wiarą, dążyli do poznania (γνώσις = wiedza), zrozumienia i pogłębienia swojej wiary.

Antytrynitaryzm (gr. anty + łac. trinitas – przeciw Trójcy) – nurt doktrynalny występujący w wielu różnych wyznaniach chrześcijańskich, nieuznający doktryny o Trójcy Świętej i nieuznający boskości Jezusa Chrystusa. Zapoczątkowany został w I wieku n.e. Głównym założeniem antytrynitaryzmu jest wiara w Boga w jednej osobie w postaci, w jakiej ich zdaniem występował u pierwszych chrześcijan, a wcześniej w judaizmie. W tym zakresie występują różnice z wyznawcami dogmatu o Trójcy Świętej.

Arianizm – doktryna teologiczna Ariusza (zm. 336), prezbitera Kościoła w Aleksandrii w Egipcie, odrzucająca dogmat Trójcy Świętej i wpisująca się w nurt antytrynitaryzmu, powstała w kontekście sporów o rozumienie chrześcijańskiego monoteizmu. Ariusz, wykształcony w szkole antiocheńskiej, uznawał pochodzenie Syna od Boga Ojca na zasadzie stworzenia/zrodzenia. Doktryna uznana przez Kościół katolicki za herezję.

xxx

W końcu I wieku została spisana tradycja i przekazy o życiu Jezusa i pierwszych gmin, których część ujęto (ok. 200) w kanon Nowego Testamentu, pozostałe zaś uznano za apokryfy. Rozwijała się też obrzędowość, początkowo skromna, później nawiązująca do liturgii synagogalnej i misteryjnej. Również i w organizacji chrześcijaństwa zachodziły poważne zmiany w ciągu II wieku n.e.: wyemancypowanie z gmin żydowskich diaspory – gminy wczesnochrześcijańskie tworzyły początkowo organizację kierowaną przez wędrownych apostołów, charyzmatyków typu Pawła z Tarsu, a opartą na zasadach wewnętrznego demokratyzmu; na skutek jednak rozwoju gmin i wzrostu zadań administracyjnych dość szybko powstała instytucja lokalnych zarządców (episkopoi – nadzorcy) gmin, biskupów, pochodzących najczęściej z warstw wyższych.

W wyniku konfliktu między lokalną administracją (biskupami) a wędrownymi apostołami zwycięstwo przypadło tym pierwszym. Pociągnęło to za sobą ważkie konsekwencje organizacyjne i doktrynalne zarówno w sensie konieczności dostosowania tez nowej religii do aktualnych porządków społecznych (a więc i stępienia ostrza społecznego pierwotnego chrześcijaństwa), jak i szybkiej unifikacji wierzeń w system i ich zdogmatyzowania. Walnie przyczyniły się do tego także zjazdy biskupów, zrazu lokalne (synody), później coraz to ogólniejsze (sobory). Nastąpiła recepcja pojęcia kapłaństwa, wprowadzono rozróżnienie między klerem a ludem, zaczęła powstawać hierarchia kościelna, a w niej wysunęli się na czoło biskupi wielkich miast – patriarchowie Rzymu, Aleksandrii i Antiochii, od IV wieku także Konstantynopola; szczególny autorytet zdobywali biskupi stołecznego Rzymu.

W ten sposób wczesne chrześcijaństwo organizowało się na przełomie II i III wieku w kościół. Przemiany te, a w szczególności przesuniecie akcentów egalitarystycznych doktryny na płaszczyznę perspektywy pośmiertnych losów ludzi, połączone z nakazem godzenia się z wolą bożą i posłuszeństwo władzy, umożliwiły pogodzenie chrześcijaństwa z państwem. Dla cesarstwa rzymskiego chrześcijaństwo stawało się nawet atrakcyjne ze względu na swój uniwersalizm.

Źródło: Wikipedia.

Edykt tolerancyjny Konstantyna Wielkiego i Licyniusza (313), a w kilkadziesiąt lat później uznanie chrześcijaństwa przez Teodozjusza Wielkiego za religię panującą w cesarstwie rzymskim (380) ułatwiło i przyspieszyło zarówno hierarchizację kościoła, który stał się instytucją państwową, jak i dogmatyzację wierzeń (sobory w Nicei 325 i w Konstantynopolu 381); odstępstwo od chrześcijaństwa oraz herezja stawały się zdradą stanu, dzięki czemu oficjalny kościół mógł na terenie cesarstwa zakończyć zwycięsko spór teologiczny z Ariuszem. Inną formą protestu przeciw wzrostowi bogactwa kościoła i wiązania się go z państwem, jaką stało się na przełomie III i IV wieku ascetyczne pustelnictwo oraz zakony, zdołał kościół opanować i porządkować swej hierarchii. Poza granicami cesarstwa chrześcijaństwo rozszerzało się u schyłku starożytności na Wschodzie (Persja, Armenia, Etiopia) oraz wśród Germanów, którzy jednak w większości przyjmowali je w IV-V wieku w ariańskiej interpretacji.

Na obszarach cesarstwa podział państwa w 395 roku stworzył warunki do rywalizacji o prymat w kościele pomiędzy Rzymem i Konstantynopolem; pozycję zwierzchników chrześcijaństwa zapewnili sobie biskupi rzymscy, od schyłku V wieku zatrzymując wyłącznie dla siebie tytuł papieża, czyli ojca świętego, ale Wschód niełatwo się z tym godził i już na przełomie V i VI wieku następowały w kościele pierwsze, krótkotrwałe jeszcze schizmy; narastanie wzajemnej nieufności, spory doktrynalne i różnice liturgiczne pogłębiały w następnych wiekach rozdźwięk między chrześcijaństwem zachodnim a wschodnim, aż doprowadziły do trwałej już schizmy kościoła wschodniego w 1054 roku (ortodoksyjny, prawosławny kościół).

W Europie Zachodniej rozbicie chrześcijaństwa zostało zażegnane, odkąd za przykładem Franków (kat. od VI wieku) Germanowie porzucili w ciągu VI i VII wieku arianizm; w następnych wiekach chrześcijaństwo wspierane przez państwo Karolingów i odnowione cesarstwo zachodnie rozprzestrzeniło się kolejno na obszar dzisiejszych Niemiec (VIII-IX wiek) i Skandynawii (IX-XI wiek); Słowiańszczyzna uległa w ciągu IX-XI wieku wpływom chrześcijaństwa idącym częściowo z Zachodu (Czechy, Polska), częściowo z Bizancjum (Bułgaria, Ruś); straty poniosło chrześcijaństwo wskutek inwazji islamu w Syrii, Egipcie i całej północnej Afryce (VII wiek), a następnie na Półwyspie Pirenejskim (VIII wiek).

Średniowiecze, zwłaszcza od czasu krucjat, stało się epoką panowania w całej prawie Europie chrześcijańskiego poglądu na świat, co przejawiało się nie tylko w podporządkowaniu kościołowi nauki, twórczości literackiej i artystycznej oraz życia publicznego, lecz także w mentalności powszechnej; w doktrynie chrześcijańskiej szukały sankcji zarówno rozkwitający feudalizm i władza monarsza, jak ludowe ruchy antyfeudalne.

Dopiero kryzys feudalizmu, datujący się od schyłku XIV wieku, spowodował większy ferment w chrześcijaństwie: antykościelna opozycja Wiklefa i Husa stała się zapowiedzią reformacji, która w XVI wieku rozbiła trwale jedność zachodniego chrześcijaństwa, prowadząc do powstania kościołów ewangelickich i kościoła anglikańskiego, przeciwstawiających się nie tylko organizacyjnie, ale przede wszystkim doktrynalnie kościołowi rzymsko-katolickiemu i jego tradycji, będącej dla katolików na równi z Biblią źródłem wiary.

Dla chrześcijaństwa wschodniego stał się ciosem u schyłku średniowiecza podbój cesarstwa bizantyjskiego przez muzułmańskich Turków osmańskich (upadek Konstantynopola 1453); odtąd tylko w Rosji prawosławie utrzymywało się (do 1917) jako religia państwowa i dopiero w XIX wieku stawało się także w wyzwalających się spod tureckiego panowania państw bałkańskich. (Grecja, Rumunia, Serbia, Czarnogóra, Bułgaria). Za to odkrycia geograficzne XV i XVI wieku otworzyły chrześcijaństwu drogę do nowych kontynentów, zwłaszcza do Ameryki; kolonizowana przez Hiszpanów i Portugalczyków Ameryka Południowa stała się katolicka, w Ameryce Północnej od XVIII wieku osiedlali się protestanci angielscy, w Kanadzie także katolicy francuscy.

Postęp reformacji w Europie Zachodniej zahamowała kontrreformacja, jednocześnie jednak uchwały soboru trydenckiego (1545-63) uniemożliwiły porozumienie między katolikami i protestantami, a wojny religijne XVI i XVII wieku przypieczętowały rozbicie wyznaniowe i osłabiły autorytet wszystkich wszystkich kościołów chrześcijańskich. Postępowało przy tym dalsze rozbicie chrześcijaństwa; z protestantyzmu, który podważył prawo kościoła do nieomylnej interpretacji Biblii, wyłaniały się odtąd wciąż nowe wyznania (w XVI wieku anabaptyści, mennonici, antytrynitarze; w XVII wieku remonstranci, baptyści, kwakrzy; w XVIII wieku metodyści), mające tendencję do dalszego dzielenia się na wiele pomniejszych denominacji; w katolicyzmie występowały jeszcze w okresie potrydenckim tendencje do tworzenia kościołów narodowych (gallikanizm), toczyły się walki między jezuitami i jansenistami; opozycja przeciw reformom patriarchy Nikona w rosyjskim kościele prawosławnym doprowadziła do oddzielenia się starowierów i wielu innych sekt, obejmowanych wspólną nazwą raskolników.

W XVIII wieku oświecenie przyniosło rozwój kultury laickiej i niezależnego poglądu na świat; krytyka religii objawionej wiodła do deizmu, a nawet ateizmu; prądy te najsilniej doszły do głosu we Francji, zwłaszcza w latach Wielkiej Rewolucji.

xxx

Doktryna

Współcześnie większość chrześcijan, w tej liczbie główne wyznania chrześcijańskie (katolicki kościół, ortodoksyjny czyli prawosławny kościół, ewangelickie kościoły i wyznania, ewangelicko-augsburski kościół, ewangelicko-reformowany kościół, anglikański kościół), przyjmują zasady ujęte zwięźle w trzech symbolach wiary, w tzw. Credo Apostolskim, w Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskim i w Symbolu Wiary św. Atanazego. W świetle zawartych tam sformułowań chrześcijaństwo jest teizmem uznającym Boga jedynego co do natury, a troistego w osobach (Trójca Święta).

Bóg w pojęciu chrześcijańskim jest bytem osobowym niezmiennym, wiecznym i transcendentnym, całkowicie oddzielonym od świata i przewyższającym go nieskończenie pełnią doskonałości; Bóg jest twórcą całego wszechświata i utrzymuje go w istnieniu i działaniu, nadając biegowi zjawisk w przyrodzie i historii ludzkiej ogólną orientację; chrześcijanin ma wobec Boga stałe poczucie szacunku, pokory i adoracji oraz świadomość całkowitej zależności. Zgodnie z doktryną chrześcijańską, Bóg stwarzając człowieka jako istotę złożoną z ciała i nieśmiertelnej duszy, przeznaczył go do wiecznej szczęśliwości, lecz ten utraci łaskę bożą przez pierworodny grzech; w celu uwolnienia ludzkości od jego skutków nastąpiło wcielenie Syna Bożego, drugiej osoby Trójcy Świętej, który jako Jezus urodzony z Marii-Dziewicy (Matka Boska) – Bóg-Człowiek żył wśród palestyńskich Żydów w pierwszych trzydziestu kilku latach n.e., nauczał i czynił cuda, wreszcie poniósł męczeńską śmierć na krzyżu (stąd krzyż jest symbolem wszystkich chrześcijan), po czym złożony do grobu trzeciego dnia zmartwychwstał i wstąpił do nieba, czyli połączył się z Bogiem-Ojcem.

Przez swoje cierpienie i śmierć Jezus dokonał aktu odkupienia, oddając za ludzi swe życie; ofiara ta, stanowiąc godne Boga wyrównanie zła, uczyniła z człowieka nowe stworzenie i umożliwiła mu zjednoczenie się z Bogiem, czyli zbawienie duszy. Drogę człowieka do zbawienia nakreślił Jezus w swych naukach zapisanych później w czterech ewangeliach, a uczniom swoim zesłał w 50 dni po swoim zmartwychwstaniu Ducha świętego, trzecią osobę Trójcy Świętej, który ich umocnił w wierze i jest obecny w „kościele powszechnym”, czyli społeczności wiernych (pojęcie kościoła w różnych wyznaniach chrześcijańskich jest rozmaicie pojmowane). Jezus zapowiedział powtórne przyjście na ziemię w dniu sądu ostatecznego, kiedy nastąpi wskrzeszenie umarłych i przydzielenie każdemu wiekuistej nagrody lub kary, na którą zasłużył; wybrani wejdą wówczas do Królestwa Bożego, odrzuconych czeka potępienie wieczne.

Eschatologia gra szczególną rolę w doktrynie chrześcijańskiej. Celem życia chrześcijan ma być osiągnięcie zbawienia. Skażona przez grzech pierworodny natura ludzka sprawia, że człowiek wielokrotnie powtarza swój upadek i nie jest w stanie zapewnić sobie samodzielnie zbawienia; do zbawienia potrzebna mu jest łaska boża. Nauka o łasce bożej i drogach jej uzyskania przez wiernych jest jednak przedmiotem sporów doktrynalnych między poszczególnymi odłamami chrześcijaństwa (m.in. odgrywa tu rolę spór o predestynację); akcentuje się głównie konieczność wiary, adoracji Boga, przestrzegania prawa bożego zawartego w dekalogu, a streszczającego się w nakazie miłości Boga i bliźniego, pokornego zgadzania się z wolą bożą; wiąże się z tym interpretacja cierpienia nie tylko jako konsekwencji grzechu, ale też jako narzędzia oczyszczenia i odkupienia. Większość wyznań chrześcijańskich uznaje też konieczność pośrednictwa kościoła między człowiekiem a Bogiem, polegającego głównie na udzielaniu sakramentów, które mają przywrócić człowiekowi łaskę bożą.

xxxxxxxx

To, co zwraca uwagę, to fakt, że judaizm jest niezmienny od początku swego powstania, natomiast chrześcijaństwo, które się z niego wywodzi, bardzo szybko podlega ewolucji, czyli szybko następuje odejście od podstawowych założeń. Trudno się temu dziwić. Jeśli chrześcijaństwo wywodzi się z judaizmu, to znaczy, że to Żydzi są jego twórcami. Jednak nie mogło tak być, by ten Bóg chrześcijański był takim samym Bogiem, jak Bóg żydowski. Musiał być Bogiem dla wszystkich. Zbyt duże byłoby podobieństwo. Stąd konieczność doprecyzowania doktryny chrześcijańskiej, co nastąpiło stosunkowo szybko, bo już w 325 roku.

Mamy więc w judaizmie wiarę w jednego Boga osobowego, niepodzielnego – a w chrześcijaństwie w Boga jednego w istocie i troistego w osobach (Trójca Święta). Judaizm to jeden Bóg i jeden naród, a chrześcijaństwo, to Bóg troisty w osobach i wielonarodowy, czyli uniwersalny. Judaizm: 1=1, chrześcijaństwo: 1=3. Kto ma rację, a kto się myli? Ta troistość stwarza pole do odmiennych interpretacji, a więc również do sporów, czy wręcz kłótni, a nawet nienawiści. A spory te prowadzą do rozłamów, czyli schizm. I tak dochodzi do schizmy wschodniej w 1054 roku, a później do schizmy zachodniej, czyli reformacji w 1517 roku. Kłótnie – tak naprawdę o bzdety. I te bzdety decydują o tym, że narody europejskie stają się sobie wrogie, prowadzą ze sobą wyniszczające wojny religijne. Największa nienawiść panuje pomiędzy wyznawcami tej samej religii, ale różnych wyznań. Nic nie wyzwala takich emocji jak wiara. Brak jedności to słabość i o to właśnie chodziło twórcom wyznań w obrębie chrześcijaństwa, czyli Żydom.

Wszystko zaczęło się od Rzymu, bo tam powstawały pierwsze gminy chrześcijańskie. W cytowanej wyżej WEP można przeczytać takie zdanie: Starania cesarzy o unifikację państwa występowały także w tendencji rozwijania kultu cesarza i Rzymu, który jednak nie mógł rywalizować skutecznie z szerzeniem się kultów wschodnich, wśród których od II wieku coraz większą rolę zaczęło odgrywać pozostające w konflikcie z państwowością rzymską chrześcijaństwo. Ten konflikt polegał na tym, że ustrojem Rzymu było niewolnictwo, a chrześcijaństwo w swoim początkowym stadium było bardziej ruchem rewolucyjnym i społecznym, niż religijnym.

Trudno nie zauważyć, że pomiędzy upadkiem Rzymu a uznaniem chrześcijaństwa za religię w nim panującą, zachodzi pewien związek. W 380 roku staje się ono religią panującą, a podział imperium na część zachodnią i wschodnią, czyli Bizancjum, dokonuje się w 395 roku – początek końca? Później w części zachodniej zaczyna dominować arianizm, a we wschodniej katolicyzm. Jeszcze później to wszystko się odwraca i w części zachodniej zaczyna dominować katolicyzm, a część wschodnia staje się powoli prawosławna. I ten podział ukształtował Europę taką, jaką znamy ją dziś: część zachodnia – katolicka i protestancka, część wschodnia – prawosławna. Tak dają o sobie znać antyczne korzenie Europy. Chrystianizacja Słowian postępuje z dwóch stron: od zachodu i od wschodu. W ten sposób Czechy i Polska stają się katolickie, a Ruś – prawosławna. Po upadku Konstantynopola prawosławie pozostało religią państwową tylko w Rosji i zapewne stąd jej aspiracje do roli przywódczej w całym prawosławiu i do skupiania wokół siebie ziem ruskich. Tak więc na granicy pomiędzy Polską a Rusią doszło do zetknięcia się katolicyzmu z prawosławiem i powstała strefa zgniotu – idealne miejsce do generowania wszelkiego rodzaju konfliktów religijnych i politycznych.

Nic tak nie wyzwala emocji, jak różnice na tle wyznaniowym. Cała historia tego regionu od unii lubelskiej (1569) jest tego dowodem. Unia brzeska z 1596 roku była kontynuacją reformacji, ale w wydaniu wschodnim: podział prawosławia na prawosławie właściwe i prawosławie unickie. I tak naprawdę, to bez tego podziału obecna wojna na Ukrainie prawdopodobnie nie byłaby możliwa. Nienawiść jaką darzą siebie nawzajem obie zwaśnione strony nie byłaby tak wielka, gdyby nie różnice na tle wyznaniowym.

Czy będzie więc dużym nadużyciem stwierdzenie, że religia chrześcijańska i różnice wyznaniowe w jej obrębie są źródłem wszelkiego zła, jakie dzieje się wśród chrześcijańskich społeczności? Ten, kto tego dokonał, dokładnie wiedział, czego chciał. Chciał skłócić wszystkich ze wszystkimi, bo tak łatwiej nimi rządzić, kontrolować ich i w końcu podporządkowywać ich sobie.

Jeremi

Jak wyglądałaby polityka w tej części Europy, gdyby nie było religii chrześcijańskiej i jej podziału na wyznania: katolickie, prawosławne i protestanckie? Połączenie w jeden organizm Królestwa Polskiego z katolicyzmem, jako wyznaniem panującym, z Wielkim Księstwem Litewskim, w którym dominowało prawosławie – musiało doprowadzić do konfliktów i doprowadziło, ale takie były intencje twórców tego pomysłu. Różnice na tle religijnym i wyznaniowym wyzwalają w ludziach najgorsze instynkty.

Zaczęło się od tego, że w 1413 roku zawarto akt unii w Horodle (unia horodelska), który wprowadził instytucję odrębnego wielkiego księcia na Litwie, wspólne sejmy i zjazdy polsko-litewskie. W celu powiązania feudałów litewskich z polskimi, 47 rodzin możnowładców i szlachty polskiej przyjęło do swych herbów 47 rodzin panów i bojarów litewskich. – Tak informuje Wikipedia, ale w innym miejscu pisze, że bojarzy, to zbiorowa nazwa przedstawicieli klasy panującej na Rusi Kijowskiej, zajmującej drugą, po książętach, dominującą pozycję w rządzie. To wyższa szlachta feudalna, magnaci i wielcy właściciele ziemscy. Tak więc ktoś, kto legitymował się polskim herbem, wcale nie musiał być Polakiem. I takim „Polakiem” był Jeremi Wiśniowiecki.

Zmierzam tak opłotkami do głównego wątku, ale ten wstęp był konieczny, by zrozumieć istotę problemu, który powstał w wyniku unii lubelskiej i trwa do dziś. W wyniku tej unii południowa część WKL, czyli Wołyń, Kijowszczyzna, województwo podlaskie i bracławskie, zostały włączone do Korony. I tym sposobem powstało wspólne państwo polsko-ukraińskie, które weszło w unię z północną częścią WKL. Wisi u mnie w pokoju „Mapa Polski za panowania Stanisława Augusta w 1772 roku wydana nakładem S. Orgelbranda synów w Warszawie 1887 roku do dzieła Starożytna Polska”. Na tej mapie ziemie od Śląska po Kijów oznaczone są jako województwo małopolskie. A więc już wtedy Żydzi robili ludziom wodę z mózgu i nazywali Polską to, co powinni byli nazywać Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Nazywali to, co nie było Polską – Polską, a tych, którzy nie byli Polakami – Polakami. I teraz do rzeczy!

Na kanale „Musisz to wiedzieć” (1655) Maciej Maciak w 29:18 mówi:

My też prowokujemy. Znaczy nie my, to w naszym imieniu Prawo i Sprawiedliwość – i Kościół też prowokuje. Proszę Państwa, Jeremi Wiśniowiecki – młot na Kozaków, tak go żartobliwie nazywają. No! To morderca, który w dawnych czasach mordował Kozaków. Ukraińcy to dokładnie pamiętają i generalnie też temat Jaremy powinien być przez nas zagrzebany. Bo powtarzam, nie mamy żadnych szans z tym rządem i przy pomocy Amerykanów nie mamy żadnych szans z Ukraińcami, gdy dojdzie do jakichś rozrachunków. Obym nie wykrakał!

No i właśnie w takim podnoszeniu atmosfery Prawo i Sprawiedliwość bryluje i Kościół katolicki w Polsce. Tu rękami misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w 2021 roku zrobili jubel ku czci Jeremiego Wiśniowieckiego – uroczystość na Świętym Krzyżu. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele władzy polskiej. Słowo nawet prezydenta RP Andrzeja Dudy, który objął patronatem honorowym wydarzenie. Odświeżyli tam kryptę Wiśniowieckiego. Proszę Państwa, te rzeczy powinny być zakopane. To na pewno wkurza Ukraińców i jak my będziemy podtrzymywać te niechlubne dzieje z historii Polski, no to oni będą podtrzymywali swoje i ta nienawiść będzie rosła, a może skończyć się to wojną.

Tak że ewidentnie widać, że, z jednej strony Prawo i Sprawiedliwość pomaga sprowadzać nacjonalistów ukraińskich, pomaga też, otrzymują pieniądze z naszych podatków na różnego rodzaju akcje, np. pomocy dla batalionu Azow. Z jednej strony, czyli PiS, ściąga nam nacjonalistów i pomaga nacjonalistom, a z drugiej strony urządza prowokacje przeciwko nacjonalistom, którzy to ukraińscy nacjonaliści nienawidzą Jeremiego Wiśniowieckiego i stąd mamy ten kołchoz w Polsce. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja.

xxxxxxxx

Uroczystość odbyła się w sierpniu 2021 roku, a więc prawie dwa lata temu. Omawiany artykuł to Jeremi Wiśniowiecki – uroczystość na Świętym Krzyżu (https://www.swietykrzyz.pl/aktualnosci/1731). Poniżej jego treść:

Średniowieczną polską pieśnią i najstarszym zachowanym wraz z melodią polskim tekstem poetyckim – Bogurodzica, rozpoczęły się na Świętym Krzyżu obchody 370. rocznicy śmierci Jeremiego Wiśniowieckiego, herbu Korybut, księcia na Wiśniowcu, dowódcy wojsk koronnych, wojewody ruskiego, starosty przemyskiego i nowotarskiego, ojciec króla Polski Michała Korybuta Wiśniowieckiego, który zmarł nagle, w niedzielę, 20 sierpnia 1651 r. w obozie wojsk koronnych pod Pawołoczą na Ukrainie.

Eucharystii sprawowanej w intencji księcia Jeremiego Wiśnickiego, przewodniczył i kazanie wygłosił prowincjał Polskiej Prowincji Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, o. prof. UAM dr hab. Paweł Zając OMI.

W słowach powitania, na początku Eucharystii, wszystkich zgromadzonych na liturgii przywitał o. superior Marian Puchała OMI. Pośród wielu pielgrzymów nawiedzających świętokrzyskie sanktuarium znaleźli się przedstawiciele Rządu, parlamentarzyści, przedstawiciele wojska, policji, straży pożarnej, pracownicy świata mediów, nauki, kultury a także przewodnicy świętokrzyscy. Po słowach powitania, zostało odczytane także słowo Prezydenta RP, Pana Andrzeja Dudy, który objął patronat honorowy nad dzisiejszym wydarzeniem.

Liturgię uświetniła obecność Chorągwi Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej pod dowództwem Kasztelana Karola Burego.

Po Eucharystii uczestnicy liturgii wraz z Chorągwią Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej przeszli do krypt pod świętokrzyską bazyliką, aby odprawić stosowne modlitwy w intencji zmarłego księcia Jeremiego.

Po zakończonej celebracji liturgicznej na błoniach świętokrzyskich odbyły się pokazy musztry paradnej, turniej husarski. Obecni byli także przedstawiciele okolicznych gmin, wojska. Wspólnie przeżyty piknik był okazją do zapoznania się z osobą księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, pochowanego przed laty na Świętym Krzyżu, przez jego żonę, księżną Gryzeldę Konstancję z Zamoyskich Wiśniowiecką, która przewiozła trumnę z doczesnymi szczątkami księcia na Święty Krzyż i złożyła w grobowcu rodziny Oleśnickich.

O godz. 14.00, w murach siedziby wystawy przyrodniczej Świętokrzyskiego Parku Narodowego, prof. dr hab. Krzysztof Bracha (Instytut Historii UJK Kielce), poprowadził panel naukowy poświęcony osobie księcia Wiśniowieckiego. W wykładach udział wzięło ponad 70 osób. Prelegentami byli: prof. dr hab. Waldemar Kowalski (Instytut Historii UJK Kielce), prof. dr hab. Dariusz Kupisz (Instytut Historii UMCS Lublin) oraz dr Tomasz Ossowski.

xxxxxxxx

Wikipedia tak m.in. pisze o Wiśniowieckim:

Jeremi Michał Korybut Wiśniowiecki (ukr. Єремі́я-Миха́йло Корибут-Вишневе́цький, zwany Jaremą lub Młotem na Kozaków) herbu Korybut (ur. 17 sierpnia 1612 w Łubniach, zm. 20 sierpnia 1651 w obozie pod Pawołoczą) – książę na Wiśniowcu, Łubniach i Chorolu, dowódca wojsk koronnych, wojewoda ruski od 1646, starosta przemyski, starosta przasnyski w 1649 roku, starosta nowotarski, hadziacki, kaniowski. (…) Wychowywany był przez swego stryja Konstantego Wiśniowieckiego. Kształcił się w kolegium jezuitów we Lwowie, po którego ukończeniu przeszedł z prawosławia na katolicyzm.

Ojciec króla polskiego Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Syn Michała Wiśniowieckiego, starosty owruckiego i córki hospodara mołdawskiego Jeremiasza – Rainy Mohylanki. Pierwotnie wyznawca prawosławia, przeszedł na katolicyzm.

Dziedzic wielkich dóbr w województwie ruskim, wołyńskim i przede wszystkim kompleksu dóbr łubniańskich w województwie kijowskim na Zadnieprzu. Intensywnie kolonizował Zadnieprze. Posiadał własną armię, której liczebność wahała się od 2000 do 6000 żołnierzy.

Wiśniowiecki zmarł w czasie kampanii wojennej w niedzielę 20 sierpnia 1651 roku w Pawołoczy. Młody wiek i śmierć po nagłej, tygodniowej chorobie (maligna) wzbudziły podejrzenia o otrucie, ale sekcja zwłok tego nie potwierdziła. Wiśniowiecki chciał być pochowany w rodzinnym Wiśniowcu, tamtejszy kościół był jednak zniszczony, wobec tego pochowano go w krypcie klasztoru na Świętym Krzyżu.

W 1936 roku, kiedy opactwo przejęli oblaci, postanowili otworzyć Kryptę Oleśnickich, gdzie pierwotnie spoczywał książę. Ponieważ jednak nie dysponowano żadnymi dokumentami pochówku, uznano za zwłoki Jeremiego ciało, spoczywające w centralnie położonej trumnie. Już w okresie międzywojennym ich autentyczność podważał biograf magnata, Władysław Tomkiewicz, który argumentował, że ciało spłonęło w czasie pożaru w 1777 roku. Badania sądowo-lekarskie z 1980 wykazały, że zwłoki należały do innej osoby, wyższej od księcia i zmarłej w bardziej podeszłym wieku niż Wiśniowiecki. Nie znaleziono też śladów autopsji, wykonanej w XVII wieku; prawdopodobnie jednak osoba ta żyła w tym samym okresie historycznym.

Jeremi Wiśniowiecki przeszedł z prawosławia na katolicyzm w obrządku łacińskim w 1632 wbrew wyraźnemu zakazowi (klątwie), jaki uczyniła mu za życia matka Raina Wiśniowiecka (bliska krewna św. Piotra Mohyły, prawosławnego metropolity kijowskiego).

xxxxxxxx

Tak więc proces rozmywania polskości zaczął się od unii horodelskiej w 1413 roku. Niemal z dnia na dzień litewskie i rusińskie rody stawały się pradawną, bo herbową, szlachtą polską. Temu towarzyszyła zmiana wyznania, czyli przejście z prawosławia na katolicyzm. W późniejszym okresie pojawili się nowi „Polacy”, czyli Żydzi, którzy przyjmowali chrzest. Oni z tej racji też zasilali górne warstwy polskiego społeczeństwa. Paradoksalnie więc katolicyzm wcale nie stawał się ostoją polskości, tylko ją rozmywał. Im bardziej ją rozmywał, tym bardziej Żydzi krzyczeli, że polskość to katolicyzm, a Polak to katolik.

To nie był proces samoistny, tylko zaplanowana akcja, by polskość kojarzyła się z katolicyzmem. W 1763 roku osiedlono na Górnym Śląsku 61 tysięcy Niemców, a przez następne 40 lat około 110 tysięcy. Akcja osiedleńcza to był niewątpliwie proces zmierzający do zmiany stanu etnicznego tego regionu. W 1810 roku wydano zakaz używania języka polskiego w nabożeństwach odprawianych w kościołach ewangelickich. Z tego faktu można wysnuć wniosek, że spora część ludności polskiej była wyznania protestanckiego, bo gdyby to było zjawisko marginalne, to nie odprawiano by tych nabożeństw w języku polskim. Dążono więc do schematu: Polak – katolik, Niemiec – protestant.

Gdyby nie osiągnięto tego stanu, to uprawianie polityki trochę skomplikowało by się w tej części Europy, bo skoro Polak mógłby być protestantem, to stosunek Niemca do niego byłby inny, niż do Polaka katolika. Podobnie w przypadku prawosławnych, których stosunek do protestantów jest daleko bardziej przychylny niż do katolików. A tak mamy prosty schemat, który już wcześniej przetestowano na Ukrainie. Jeremi Wiśniowiecki to polski pan, bo katolik, który gnębił lud ukraiński. Na tym można było zbudować konflikt i szerzyć nienawiść Ukraińców do Polaków, za coś, co nie było ich dziełem, tylko dziełem ich rodaka, jeśli można użyć w tym wypadku takiego określenia.

Nie ma więc racji Maciak, gdy mówi, że temat Jeremy powinien być zagrzebany. Nie! Nie powinien być zagrzebany, tylko powinien być ukazany we właściwym świetle, czyli zgodnie z prawdą: Jeremi Wiśniowiecki był Rusinem, potężnym feudałem, który tłumił powstanie we własnych dobrach, które nadał mu król Rzeczypospolitej, który był Szwedem. Wikipedia pisze:

Wiśniowiecki odziedziczył dobra ziemskie na Wołyniu i Ukrainie, które powiększył za swojego życia. Przeprowadził także udane zasiedlenie słabo zaludnionych ziem na lewobrzeżnej Ukrainie, osadzając na tych ziemiach wielokrotnie więcej osadników niż przodkowie. (…) Dodatkowo w lutym 1648 roku Wiśniowiecki otrzymał od króla Władysława IV obszary wokół porohów dnieprzańskich, na których znajdowała się główna siedziba kozaków. Przez długi czas nie był intensywnie zainteresowany sprawami publicznymi i angażował się w nie głównie w przypadku bezpośredniego zagrożenia swoich interesów.

W innym miejscu ta sama Wikipedia pisze:

Dopiero 4 lutego udało się Chmielnickiemu ostatecznie nakłonić Kozaków zaporoskich do wzięcia udziału w spisku. Niewykluczone, że okłamał ich, iż działa z polecenia króla. Natychmiast po przejęciu dowództwa nakazał zniszczyć wszystkie czółna zdolne do żeglugi po Dnieprze, a także zagarnął znajdujące się tam zapasy żywności. W dniach 5–9 lutego toczyły się drobne utarczki powstańców z siłami pułkowników: Wadowskiego i Krzeczowskiego. Chmielnicki próbował, na razie bezskutecznie, nakłonić służących pod ich rozkazami Kozaków do przejścia na jego stronę. Drobne starcia zakończyły się 9 lutego, kiedy obaj pułkownicy wycofali swoje siły do Kryłowa.

xxxxxxxx

Dziwna jest ta zbieżność dat. W lutym 1648 roku Szwed Władysław IV nadaje Wiśniowieckiemu ziemie, na których znajdowała się główna siedziba Kozaków i w lutym tego roku zaczyna Chmielnicki powstanie. Czy na pewno nie działał z polecenia króla Szweda? Zbieżność tych dat każe wątpić. Jest jeszcze inna zbieżność. Wikipedia tak pisze:

„Chmielnicki uczył się w kolegium jezuitów we Lwowie, założonym przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego w 1608 roku, gdzie ukończył klasy gramatyki, poetyki i retoryki. Naukom tym zawdzięczał swoją znajomość w mowie i w piśmie polskiego i łaciny. Stopień tej znajomości także pozostaje w literaturze przedmiotu dyskusyjny. Mimo pobytu w kolegium jezuickim zachował prawosławie. Według pewnych niesprawdzonych przekazów kształcił się również w Krakowie, ale nie ma na ten temat żadnych bliższych danych.”

A więc zarówno Wiśniowiecki, jak i Chmielnicki, byli Rusinami, którzy kształcili się w kolegium jezuickim we Lwowie. Czy można zatem dziwić się temu, o czym pisał Sienkiewicz w powieści Ogniem i mieczem:

„Rozbójniczy ruch Zaporoża i ludowe powstanie ukraińskiej czerni potrzebowały jakichś wyższych haseł niż rzeź i rozbój, niż walka z pańszczyzną i z magnackimi latyfundiami. Zrozumiał to Chmielnicki i korzystając z tlejących rozdrażnień, z obopólnych nadużyć i ucisków, jakich nigdy w onych surowych czasach nie brakło, socjalną walkę zamienił w religijną, rozniecił fanatyzm ludowy i zaraz w początkach przepaść między oboma obozami wykopał – przepaść, którą nie pergaminy i układy, ale krew tylko mogła wypełnić.”

Mamy więc dwóch Rusinów, prawosławnych, którzy kształcili się w kolegium jezuickim we Lwowie. Kim są ci jezuici? W blogu „Peru” pisałem:

„Tupac Amaru II (Jose Gabriel Condorcanqui y Noguera) 1741-1781 – przywódca zakończonego klęską indiańskiego powstania przeciwko Hiszpanom w 1780 roku w Peru. Potomek inkaskiego przywódcy Tupaca Amaru urodził się w Tincie w prowincji Cuzco. Otrzymał jezuickie wychowanie w szkole w San Francisco de Borja. Studiował na uniwersytecie w Limie. Tutaj też kontynuował studia u jezuitów, co znacząco wpłynęło na jego wiarę. Był bogatym plantatorem koki, przedsiębiorcą przewozowym, właścicielem kopalni kruszców i licznych stad bydła. Swoje interesy prowadził w Limie i Buenos Aires.”

Bardzo podejrzani są ci jezuici. Fidel Castro kształcił się w jezuickich szkołach w Santiago de Cuba. Dolores Ibarruri – La Pasionaria, należała do jezuickiej wspólnoty czcicieli Serca Chrystusowego. Jezuitą jest obecny papież Franciszek.

Wychodzi więc na to, że powstanie na Ukrainie w 1648 roku było dziełem prawosławnego Rusina, a które to powstanie pacyfikował inny Rusin, też początkowo prawosławny, który przeszedł na katolicyzm, a wszystko to nie było by prawdopodobnie możliwe bez udziału szwedzkiego króla Rzeczypospolitej Władysława IV. I obecnie całą winą ukraińska czerń, i nie tyko ona, obarcza Polaków, którzy nie mieli już wtedy żadnej mocy sprawczej, bo ta Rzeczpospolita była zdominowana przez takich jak Jeremi Wiśniowiecki.

A teraz „polskie” władze i jacyś oblaci (znowu ten katolicki kler!) urządzają, jak to określił Maciak, jubel wokół truchła, które nie jest truchłem Wiśniowieckiego. Jeśli to nie jest psychiatryk, to co to jest?

Wbrew temu, co się powszechnie uważa, katolicyzm i Kościół katolicki, nie jest dla Polaków tym, co decyduje o ich tożsamości. Wprost przeciwnie! Jest źródłem ich nieszczęścia. Niestety Żydom udało się wmówić Polakom zupełnie coś odwrotnego. A przecież katolikiem może być każdy, nie tylko Polak. I takich Polaków-katolików jest w Polsce najwięcej. Generał zakonu jezuitów w okresie 1652-1664, Goswin Nickel, twierdził, że miłość ojczyzny jest „zarazą i najpewniejszą śmiercią miłości chrześcijańskiej”. A więc miłość ojczyzny, innymi słowy patriotyzm, stoi w sprzeczności z chrześcijaństwem, czyli również katolicyzmem.

Prawda czasu, prawda ekranu

Według filozofii Hegla, żeby był rozwój, to potrzebny jest konflikt, a do konfliktu potrzebne są przynajmniej dwie strony. Przekładając to na nasze realia, potrzebna jest strona proukraińska i prorosyjska. Proukraiński jest cały rząd i wszystkie istniejące partie. Prorosyjskie są dwa nowe ugrupowania, czyli ruchy. Są to Ruch Dobrobytu i Pokoju (RDiP) i Polski Ruch Antywojenny (PRA). W dniu 16 maja pojawił się na kanale „Musisz to wiedzieć” kolejny (1653) odcinek, w którym prowadzący ustosunkowuje się do agresji radzieckiej na Polskę, a raczej na II Rzeczpospolitą, i do Katynia. W filmie mówi o tym od 17-tej do 36-tej minuty. Poniżej ta wypowiedź, choć nie dosłowna.

Akcja 9 maja upamiętniająca ofiary, jakie poniosła Armia Czerwona i Wojsko Polskie w trakcie działań związanych z wyzwalaniem Polski spod okupacji hitlerowskiej. Akcja, jak wiecie Państwo, udała się. Była to największa do tej pory akcja ogólnopolska. W dzisiejszych czasach największa, nikt takiej nie zorganizował. Ruch Dobrobytu i Pokoju, w sposób kulturalny, niekolidujący z interesem innych obywateli, elegancko złożyliśmy kwiaty, zapaliliśmy znicze, wiązanki z napisami na szarfach od RDiP: Dziękujemy za pokój i prosimy o pokój.

No i miałem taki zarzut: Maciak! A 17-ty września, jak Rosjanie na nas napadli, to co powiesz? Gryzłem się kilka dni z odpowiedzią na to pytanie. I dziś mnie zainspirowała jedna osoba, nasza koleżanka z RDiP, która właśnie spotyka się z takimi zarzutami o agresji Rosjan!!! na Polskę w 1939 roku. Cały czas podkreślam, to jest bardzo ważne, to jest bardzo istotne! Rosja wtedy nie istniała, wtedy istniał Związek Radziecki, który obalił Rosję.

Kierując się odpowiedzią na to pytanie, oddaję pytanie: A kto, tak naprawdę, napadł na nas we wrześniu 1939 roku? Na Polskę 1 września napadła III Rzesza Hitlera i Słowacja. 50 tys. żołnierzy słowackich wjechało o 5-tej rano do Polski i walczyło z Polakami. I to rzeczywiście była napaść. Czy dziś jest jakieś „halo”, że Słowacja, nasz sojusznik z NATO, z unii europejskiej, nas napadła? Stwierdzam, że to nie ma żadnego znaczenia, że Słowacja była państwem satelickim III Rzeszy. Ale nie napadł na nas Związek Radziecki. Był układ Ribbentrop-Mołotow. Gruzin, Stalin, powiedzmy, że się tak umówił przez swojego ministra spraw zagranicznych, ale tego nie zrobił. Związek Radziecki, zgodnie z tą umową, nie napadł. Napadła na nas III Rzesza i Słowacja. Stalin nie wywiązał się z obietnicy, miał to w nosie.

14 września prezydent Polski, czyli pan Mościcki, wraz z rządem, czyli tymi wszystkimi, co to „Polacy nie znają pojęcia pokoju za wszelką cenę”, już 14 września byli na granicy polsko-rumuńskiej w Kutach. Rząd opuścił Polskę 14 września. Zostajemy my, tu w Polsce, z armią niemiecką i słowacką, bez rządu, bez prezydenta, bez naczelnego dowództwa. Nie ma państwowości w tym momencie.

Zapomniałem dodać, że we wrześniu napadł na nas jeszcze jeden naród – Ukraińcy. Napadli na nas Niemcy, Słowacy i Ukraińcy. Z tym, że Ukraińcy, jak Słowacy, napadli na nas z namowy Niemców. Aczkolwiek akcję prowadził pan Canaris, a później okazało się, ze pan Canaris był agentem brytyjskim. Może już wtedy miał instrukcję, by zorganizować napad Ukraińcami na Polaków, jak to jest opisane na Wikipedii kampanii wrześniowej.

xxxxxxxx

W tym momencie Maciak zaczyna cytować Wikipedię. Poniżej oryginalny tekst zatytułowany Dywersja OUN:

W sierpniu 1939 roku Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Abwehra opracowały plan antypolskiego powstania w województwach RP zamieszkałych przez ludność ukraińską. Jednak z uwagi na postanowienia zawartego później paktu Ribbentrop-Mołotow Niemcy zdecydowali o niewykorzystywaniu oddziałów ukraińskich w planowanej wojnie. Dopiero 12 września 1939 w związku z bezczynnością Sowietów, Niemcy rozpoczęli realizację planu awaryjnego na wypadek niewywiązania się ZSRR z zobowiązań. Hitler wydał warunkową zgodę na wzniecenie ukraińskiego powstania, a 15 września potwierdził ją szef Abwehry Canaris. Przewodniczący OUN Andrij Melnyk rozpoczął ustalanie składu rządu przyszłego zachodnioukraińskiego państwa. 17 września 1939 roku w związku z agresją sowiecką Canaris rozkazał definitywnie przerwać te przygotowania. W związku z tym, że nie do wszystkich członków OUN dotarła ta informacja, przystąpili oni do działań według wcześniej ustalonego planu. Do wystąpień często przyłączała się ukraińska ludność cywilna.

W południowo-wschodnich powiatach Polski po 12 września dochodziło do dywersji, napadów oraz niszczenia umocnień, a także instalacji wojskowych przez grupy nacjonalistów ukraińskich. Jedna z największych tego typu akcji dywersyjnych, tłumionych w miarę możliwości wojskowych przez siły Wojska Polskiego, miała miejsce w nocy z 12 na 13 września 1939. Wtedy to, po opuszczeniu Stryja przez Wojsko Polskie, grupy specjalne OUN oraz wypuszczony z więzienia miejscowy margines społeczny podjęły próbę zbrojnego opanowania miasta. Do podobnych wydarzeń doszło w innych powiatach zmieszanych narodowościowo (polsko-ukraińskich). Dywersje miały miejsce m.in. w Podhorcach, Borysławiu, Truskawcu, Mraźnicy, Żukotynie, Uryczu, w okolicach Mikołajowa i Żydaczowa. Niejednokrotnie celem OUN było przejęcie władzy w poszczególnych miejscowościach przed wkroczeniem wojsk sowieckich lub niemieckich. Dochodziło także do rozbrajania polskich żołnierzy oraz potyczek z przemieszczającymi się oddziałami Wojska Polskiego i policji. Polskie Siły Zbrojne w Drugiej Wojnie Światowej określają te wydarzenia jako ruchawkę ukraińską na Podkarpaciu.

xxxxxxxx

Dalej Maciak komentuje cytowany tekst:

Hitler wydał warunkową zgodę na wzniecenie ukraińskiego powstania, a 15 września potwierdził ją szef Abwehry Canaris. Przewodniczący OUN Andrij Melnyk rozpoczął ustalanie składu rządu przyszłego zachodnioukraińskiego państwa. 17 września 1939 roku w związku z agresją sowiecką… – proszę państwa, słowo agresja, to jest konkretne słowo. Jak pies ujada na kogoś, zachowuje się agresywnie, ale jeśli będzie w swoisty sposób szczekał i machał ogonem, no to już będzie akt przyjazny. Agresja to jest konkretna sytuacja, stwarzanie zagrożenia lub bicie kogoś itd. Nie było agresji, armia radziecka weszła na te tereny wschodniej Polski. Agresja to trochę naciągane. Zraz to dotłumaczę. Ale przyznajcie Państwo, ciekawa historia. Trzy kraje na nas napadły, trzy narody na nas napadły: niemiecki, słowacki i ukraiński.

…w związku z sowiecką agresją Canaris rozkazał definitywnie przerwać te przygotowania. Czyli Canaris powiedział psu: Spokój Burek! – Do Melnyka i jego bandytów. Siad! – Wydał rozkaz.

W związku z tym, że nie do wszystkich członków OUN dotarła ta informacja, przystąpili oni do działań według wcześniej ustalonego planu. – Proszę Państwa, 12-tego wdrażają plan, 17-tego – siad Burek! Czyli przez 5 dni rezali. Później Canaris mówi: Burek siadł! A część Burków cały czas gryzie polskiego pana.

Do wystąpień często przyłączała się ukraińska ludność cywilna. – Czyli OUN zorganizowane przez Melnyka i Canarisa też zyskuje zwykłych Ukraińców do tego powstania, „powstania”. Piękna nazwa „powstanie”, ładnie się powstanie kojarzy: powstanie z kolan, tak?

W południowo-wschodnich powiatach Polski po 12 września – tak, czyli po tym rozkazie Canarisa, bo Stalin się ociąga, dochodziło do dywersji, napadów oraz niszczenia umocnień, a także instalacji wojskowych przez grupy nacjonalistów ukraińskich. Jedna z największych tego typu akcji dywersyjnych, tłumionych w miarę możliwości wojskowych przez siły Wojska Polskiego, i tym żołnierzom należy się ewentualnie chwała, miała miejsce w nocy z 12 na 13 września 1939. Od razu! W pierwszy dzień akcji: Burek bierz go!

Wtedy to, po opuszczeniu Stryja przez Wojsko Polskie, grupy specjalne OUN oraz wypuszczony z więzienia miejscowy margines społeczny… Jak to, jak to?! Na terenach jeszcze nie ma Niemców, a ktoś wypuszcza z więzień margines społeczny. Może potrzeba by tutaj polskiego rządu na emigracji zapytać? A!!! Już ich nie ma. To pomników może będziemy pytać? …podjęły próbę zbrojnego opanowania miasta.

Do podobnych wydarzeń doszło w innych powiatach zmieszanych narodowościowo (polsko-ukraińskich). Dywersje miały miejsce m.in. w Podhorcach, Borysławiu, Truskawcu, Mraźnicy, Żukotynie, Uryczu, w okolicach Mikołajowa i Żydaczowa. Między innymi. Proszę Państwa, potężna akcja była. Ukraińcy napadli na Polskę od wschodu. O tym się nie mówi. Mówi się o agresji sowieckiej. Zaraz Państwo to zrozumiecie, że to agresja nie była. Ja to wszystko udowodnię. Na razie przytoczę tylko pewne szczegóły, które za moment połączę w całość. Agresja była ukraińska, słowacka i niemiecka, rozpatrując to narodowościowo.

Niejednokrotnie celem OUN było przejęcie władzy w poszczególnych miejscowościach przed wkroczeniem wojsk sowieckich lub niemieckich. Dochodziło także do rozbrajania polskich żołnierzy oraz potyczek z przemieszczającymi się oddziałami Wojska Polskiego i policji. Publikacja Polskie Siły Zbrojne w Drugiej Wojnie Światowej określają te wydarzenia jako ruchawkę ukraińską na Podkarpaciu. – Ruchawka, no proszę Państwa, tu mamy agresję, a tu mamy ruchawkę. Agresja i ruchawka, konkretne działania zbrojne – ruchawka, a tu – agresja.

No to sięgam po książkę wywiad, zeznanie Klimkowskiego Byłem adiutantem generała Andersa. Trudno spotkać tę książkę. Posłuchajcie państwo świadectwa świadka z tamtego czasu:

Wiedzieliśmy już, że Armia Czerwona weszła w granice Rzeczypospolitej. Dochodziły do nas słuchy, że nasze oddziały były przez nią rozbrajane i puszczane wolno. – Przez Armię Czerwoną, nie – Rosjan, nie było wtedy Rosjan. W nocy z 29 na 30 września, czyli dość późno, już dawno po opuszczeniu nas przez władze polskie, bohatersko nas opuściły, po modlitwie i odśpiewaniu Roty, brawo! Tu się nic nie zmieniło do naszych czasów, pożegnaliśmy się serdecznie. Moment był podniosły, lecz smutny i bolesny. Oczywiście. Udaliśmy się każdy w swoją stronę. Wiedzieliśmy, że działania bojowe w masie się już dla nas w kraju zakończyły. Niemniej wszyscy zdawali sobie dokładnie sprawę, że to jeszcze nie koniec, że wojna jeszcze trwa i nasz obowiązek nie został jeszcze wypełniony. To są zeznania polskiego oficera. I jakoś przeżył. Z kilkoma ułanami skierowałem się na Sokal. A stamtąd do Lwowa. Po drodze spotykaliśmy wojska radzieckie. Pewnie agresywne, tak? Nie zatrzymywano nas, szliśmy więc dalej spokojnie. Spotykaliśmy po drodze grupki podobne do naszej. Czasem łączyliśmy się, czasem wymienialiśmy tylko rady i spostrzeżenia. Miejscowa ludność ukraińska byłą bardzo wrogo do nas nastawiona. No nie ma się co dziwić, ruchawka trwała. Tej należało unikać. Tylko obecności Czerwonej Armii można było zawdzięczać, że w tym czasie nie doszło do większych pogromów, czy masowej rzezi Polaków.

Proszę Państwa, jeszcze raz: Tylko obecności Czerwonej Armii można było zawdzięczać, że w tym czasie nie doszło do większych pogromów, czy masowej rzezi Polaków.

Ja mam pytanie w związku z tym do nas. Chciałbym przez to pytanie uruchomić logikę. Powstanie warszawskie: Stalin czeka na linii Wisły przed Warszawą i pozwala się wykrwawić powstańcom. Nie pomogli nam. Nie pomogli, że nie doszli do Warszawy, tak? Żeby ocalić ludność rezaną m.in. przez Ukraińców. Nie pomogli nam, bo nie weszli. A w 1939 roku, kiedy agent brytyjskiego wywiadu, Canaris, zaczyna ruchawkę ukraińską i Stalin, żeby ochronić tę ludność, w tym ludność polską, to źle. Tam źle, że wszedł, tu źle, że nie wszedł. Proszę Państwa, czysta logika, ja tu nie osądzam, ale, gdyby Stalin nie wszedł na te tereny, to jak się Państwu wydaje, jak skończyłaby się ta ruchawka ukraińska dla nas Polaków na wschodzie Polski?

Mam pytanie, bo później nastąpił okres okupacji hitlerowskiej na polskich ziemiach i „okupacji sowieckiej” na wschodnich polskich ziemiach. Na części hitlerowskiej, Generalne Gubernatorstwo, trwają łapanki, rozstrzeliwania, wywózki do obozów koncentracyjnych i pracy przymusowej. A my, teoretycznie, jesteśmy w tej części zajętej przez Związek Radziecki. Jesteśmy np. mieszkańcami Białegostoku albo Łomży, bo te tereny Armia Czerwona też przejęła, no Lublina, Zamościa itd. To zastanówmy się, tu nie ma rozstrzeliwań, wywózek itd., a informacje do nas dochodzą, co tam w Generalnej Guberni. Gdzie wolelibyśmy być? Sami sobie odpowiedzcie, gdzie wolelibyśmy być?

Później z planem „Barbarossa”, ataku na Związek Radziecki w 1941 roku 21 czerwca, przepraszam, że się tak wymądrzam, to się wszystko zmieniło, tak? Łącznie z tym, że miejscowość Jedwabne pod Łomżą w pierwszym dniu planu „Barbarossa” ma wymordowaną ludność żydowską. Prawie dwa lata ludność normalnie funkcjonuje – polska, żydowska, ukraińska – bo Armia Czerwona pilnuje banderowców, żeby ruchawki nie było, białoruska. Normalnie sobie jakoś tam funkcjonujemy. Wszystko się kończy z planem „Barbarossa”, Blitzkriegu – wojny błyskawicznej na terytorium Związku Radzieckiego, choć niektórzy idioci powiedzieliby – Rosji. W pierwszym dniu, 22 czerwca 41 roku nagle mamy mord w Jedwabnem, a wcześniej jakoś nikt nie morduje. Prosiłbym Państwa, by się nad tym zastanowić, kto tak naprawdę nas napadł, a kto tak naprawdę nas uratował?

Jeżeli chodzi o Katyń: A Katyń panie Maciak, to co pan nie zauważyłeś? Tak, było to pytanie, pamiętam! A kim był Beria? Ten, który kazał wymordować tych Polaków? Tam z wszystkimi przeprowadzali sowieci rozmowy. Ja wyobrażam sobie tak nafaszerowanych nienawiścią Polaków, którzy na takim przesłuchaniu w stylu: niech mi pan powie, kim pan jest w życiu? Czy nie jest pan obszarnikiem, kapitalistą? Jak pan traktuje klasę robotniczą? Ja wyobrażam sobie takiego nafaszerowanego nienawiścią do Związku Radzieckiego Polaka, który mówi: co ty mi tu pachołku bolszewicki będziesz takie pytania zadawał?! Komuś nerwy puszczają. Proszę państwa, miliony Polaków jednak normalnie żyło. Przecież w Katyniu nie zamordowano 100 tys. Polaków. Było tam kilkanaście tysięcy oficerów i z tego, co zapisy historii tłumaczą, dali pretekst Berii, jak się potem okazało agentowi brytyjskiego wywiadu, do zamordowania niektórych z nas, Polaków.

Chciałbym, żebyśmy to zrozumieli: Canaris agent brytyjskiego wywiadu daje rozkaz i organizuje rzeź Polaków, napad na Polskę Ukraińców i Beria, agent brytyjski, jak się potem okazało. No, proszę państwa, Chruszczow po Stalinie zostaje pierwszym sekretarzem w Związku Radzieckim i wsadza Berię do ciupy, osądza go i zabija, jako agenta obcego wywiadu.

Po co ja to wszystko mówię? Ja to wszystko mówię po to, by nie wyciągać wniosków z historii i się nie zacietrzewiać, dopóki brytyjskie archiwa dla Polaków nie będą odtajnione. Bo może się okazać, że niczyja wina z tego całego zamieszania, jak Wall Street i Wielkiej Brytanii, która była papciem Wall Street już wtedy i tyle.

Nie było napaści, nikt do nikogo nie strzelał, a poza tym dowództwo wydało rozkaz, żeby nie bić się z Sowietami, czyli dało prawo do wjazdu. Proszę Państwa, nie ma rządu, wyjechał, kraj został bez rządu, nawet nie ma z kim negocjować itd., a ostatnie rozkazy mówią: nie walczyć z Sowietami. Proszę Państwa, nie było żadnej agresji. To wszystko było umówione. I najważniejsze, i najważniejsze! Jest wielce prawdopodobne, że Stalin w ogóle by nie wjechał do Polski w 39-tym roku, gdyby agent brytyjskiego wywiadu Canaris nie spowodował ruchawki, czyli zagrożenia i faktycznej śmierci obywateli rosyjskiego, białoruskiego, polskiego narodu, narodów. I Stalin dlatego wjechał. Nie sprawdzimy już tego. Ale, de facto, wjazd Armii Czerwonej zapobiegł rzezi też wielu Polaków. To są fakty.

xxxxxxxx

O ruchu RDiP pisałem już wcześniej i to nie przypadkiem. Otóż uważam, że jest to zupełnie nowe zjawisko na polskiej scenie politycznej. Ruch ten działa zupełnie inaczej, niż pozostałe nowe czy stare partie i ugrupowania. Realizuje on starą i sprawdzoną zasadę leninowską, że najważniejsze są kadry. I ten Ruch ma te kadry w całej Polsce. Swojej siły dowiódł akcją, jaką zorganizował 9 maja. W całej Polsce członkowie Ruchu złożyli kwiaty pod pomnikami poświęconymi poległym na terenie Polski żołnierzom Armii Czerwonej i zamieścili zdjęcia w mediach społecznościowych. Trudno sobie wyobrazić, by Rosjanie tego nie zauważyli. Że Ruch ten ma konkretny program i wie, do czego dąży świadczą napisy na szarfach złożonych pod pomnikami wiązanek: Dziękujemy za pokój i prosimy o pokój.

Nie da się ukryć, że jest to nawiązanie do słynnego orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich, w którym pojawiają się słowa: przebaczamy i prosimy o wybaczenie. 18 listopada 1965 roku podczas obrad II soboru watykańskiego orędzie to podpisało 34 polskich biskupów, m.in. kardynał Stefan Wyszyński i Karol Wojtyła. Orędzie to jest uważane za jeden z najważniejszych etapów pojednania polsko-niemieckiego. W tym wypadku RDiP ustawia się w roli tego, który chce zainicjować pojednanie polsko-rosyjskie. To jest zupełnie inny rodzaj działania, niż jakieś pochody i wymachiwanie flagą narodową, którą już chyba tylko na tych pochodach można zobaczyć.

Jednak w tym pojednaniu, czy może raczej próbie pojednania, nie można opierać się na zniekształcaniu historii. Każdy, kto się interesuje polityką i historią wie, kto rządził Związkiem Radzieckim i kto rządzi Rosją. Jednak agresja jest agresją, a dywersja dywersją. Mały Słownik Języka Polskiego PWN (1968) tak definiuje te słowa:

Agresja – zbrojna napaść jednego państwa na drugie.

Dywersja – 1. działanie wojenne mające na celu odwrócenie uwagi nieprzyjaciela, odciągnięcie albo osłabienie jego siły; 2. wroga działalność uprawiana wewnątrz państwa w celu osłabienia jego obronności, sił gospodarczych albo kulturalnych.

Nie ulega więc wątpliwości, że Związek Radziecki napadł na II Rzeczpospolitą, bo przecież wojska radzieckie były uzbrojone. Nie ulega też wątpliwości, że Ukraińcy nie napadli na II RP, tylko dokonywali aktów dywersji, zgodnie z drugim znaczeniem podanej wyżej definicji słowa „dywersja”.

Maciak cytuje tekst Dywersja OUN, będący fragmentem opisu kampanii wrześniowej, ale nie sięga już do rozwinięcia tego tematu w artykule Dywersja OUN w 1939 roku, a tam można m.in. przeczytać:

Od 12 września miały jednak miejsce nieskoordynowane, w większości z łatwością tłumione przez wojsko i policję, akcje dywersyjne uzbrojonych bojówek OUN na terenie województw południowo-wschodnich RP (pierwsze w nocy z 12/13 września w Stryju). Ich eskalacja nastąpiła w chaosie po wkroczeniu Armii Czerwonej.

6 września 1939 1 batalion Lwowskiej Brygady Obrony Narodowej został przerzucony do Mikołajowa, skąd powiadomiono o ukraińskich rozruchach. Miasto udekorowane było ukraińskimi flagami, które mieszkańcy zdjęli po przybyciu wojska. Rozruchów nie stwierdzono, więc batalion w tym samym dniu powrócił do Lwowa. 10 września w Mikołajowie i 10 okolicznych wsiach rozbrojono polską policję i rozpoczęto mobilizację Ukraińców.

Po 10 września 1939 roku, kiedy sytuacja Wojska Polskiego stała się niekorzystna, nastawienie OUN uległo zmianie, doszło do licznych ukraińskich dezercji i dywersji, ruch ten nie przybrał jednak formy masowej. Wpływ na to miała również ewakuacja polskiej administracji i Policji Państwowej. W takich warunkach ludność ukraińska zaczęła organizować własne oddziały porządkowe.

Kolejne nasilenie wystąpień dywersyjnych nastąpiło po 17 września 1939, głównie na Wołyniu i południowym Polesiu, ale również w województwach tarnopolskim i stanisławowskim. W powiatach brzeżańskim i podhajeckim doszło nawet do „niewielkiego powstania”.

xxxxxxxx

Jak więc można wnioskować z powyższego cytatu, z tym porządkiem po 17-tym września bywało różnie. Natomiast Stalin, jeśli ociągał się z wejściem do II RP, to nie dlatego, że nie chciał wypełnić warunków układu Ribbentrop-Mołotow, tylko dlatego, że obawiał się wojny na dwa fronty, tj. uderzenia Japonii. W momencie, gdy już był pewny, że do tego nie dojdzie, przystąpił do działania. O tym też pisze Wikipedia.

Jeśli chodzi o powstanie warszawskie, to wybuchło ono, przynajmniej oficjalnie, by zdobyć władzę w Warszawie, co było sprzeczne z interesem Stalina, który wiózł do Warszawy swój własny rząd i ci, którzy podjęli decyzję o wybuchu powstania, dobrze o tym wiedzieli. Trudno więc mieć do niego pretensje, że zaczekał na właściwy moment. Tylko człowiek ograniczony na umyśle mógłby mieć o to pretensje do Stalina.

Jesteśmy mieszkańcami Białegostoku albo Łomży – mówi Maciak. No to jeszcze zależy, jakimi mieszkańcami, bo jeśli jesteśmy Żydami albo prawosławnymi, to włos nam z głowy nie spada, ale, jeśli jesteśmy polską inteligencją z tego obszaru, to mamy zagwarantowaną bezpłatną wycieczkę do Kazachstanu, zorganizowaną nam przez znane w tamtym czasie biuro podróży NKWD. Nie słyszał Maciak o tym? To skąd się tam wzięli Polacy? Ich potomkowie do dziś nie mogą wrócić do „Polski”. Nie ma dla nich w niej miejsca. Oni pewnie nawet nie wiedzą, że tej Polski, o której oni myślą, już dawno nie ma.

Akcję w Jedwabnem zorganizowano w jedynym możliwym momencie, gdy Sowieci uciekli, a naziści jeszcze nie dotarli. W ten sposób jedni i drudzy mieli alibi. A jeśli nie oni, to oczywiście Polacy. I dlatego stało się to właśnie już pierwszego dnia.

Co do Katynia, to trudno to skomentować, bo Maciak nie precyzuje, co to był za pretekst, który tak zdenerwował Berię? A to, o czy wspomniał, o tym nafaszerowaniu nienawiścią do Związku Radzieckiego Polaka, to jakaś farsa. Tak się nie zachowują ludzie, którzy mają świadomość swego losu. Tam, wśród tych oficerów, panowało przygnębienie i rezygnacja. Dostali rozkaz, by nie walczyć z Sowietami i za to dostali kulę w łeb. Gdyby walczyli, to pewnie też zginęliby, ale chyba raczej taką śmierć woleliby. Ale to nie angielscy agenci zabijali w Katyniu. O tym, kto rządził w Związku Radzieckim i kto rządzi w Rosji i w Stanach Zjednoczonych, to każdy wie. Jak widać pojawiła się nowa taktyka: całą winą obarczać Anglików, bo utajnili archiwa i w ten sposób nikomu niczego nie można udowodnić, więc wszelkie debaty historyczne nie mają sensu.

Jakżeż trzeba było się nagimnastykować, by dokonać takiej intelektualnej ekwilibrystyki, by udowodnić, że Związek Radziecki nie napadł na Polskę 17 września 1939 roku! Przypomniało mi się, jak jeszcze w PRL-u, na zajęciach w studium wojskowym oficer polityczny tłumaczył, dlaczego Związek Radziecki zajął wschodnie tereny II RP. Otóż, był to manewr wojskowy, polegający na przesunięciu zachodniej granicy ZSRR o 300 km na zachód. Dzięki temu Hitler nie doszedł do Moskwy, bo zabrakło mu właśnie tych trzystu kilometrów. Nie powiedział tego, a ja wtedy też nie widziałem, że o 300 km od Moskwy, to był Hitler już pod koniec lipca 1941 roku. I w tym momencie skierował wojsko na Ukrainę, tłumacząc to tym, że surowce są ważniejsze, niż zdobycie stolicy komunizmu. Jednak później zdanie zmienił i wrócił z tym wojskiem pod Moskwę pod koniec września. A od początku października zaczęły padać bez przerwy, tygodniami, ulewne deszcze, a na początku grudnia przyszły trzaskające mrozy. Hitler bardzo się starał, by nie zdobyć Moskwy i to mu się udało. Ale niedobra mówić prawda, niedobra!

Wcale nie trzeba sięgać do brytyjskich archiwów, by poznać prawdę. Nie było by tych wszystkich nieszczęść na wschodzie, gdyby ktoś nie postanowił po I wojnie światowej przyłączyć ziem polskich do byłych ziem Rusi Kijowskiej. To dwa różne organizmy, dwa różne wyznania. Zrobił to jednak celowo, bo wiedział, że z tego będą same problemy. Dziś poszedł o krok dalej i przesiedlił na ziemie polskie miliony prawosławnej ludności, która będzie teraz mieszkać wśród ludności katolickiej. Czy to znaczy, że Tusk, obiecując swego czasu swoim wyborcom drugą Irlandię, miał na myśli Irlandię Północną, w której od 1968 do 1998 roku trwała wojna domowa pomiędzy katolikami a protestantami? Czas pokaże.

Klocki Lego

Jest takie chińskie przysłowie, które mówi, że jeden rysunek jest więcej wart, niż 1000 słów. I zapewne jest w tym dużo racji. No to jedziemy z tymi rysunkami!

Poprzedni blog zakończyłem zdaniem, że Żydzi bawią się Polską i Ukrainą, jak klockami Lego. Jednak bardziej pasuje to do Polski, a może raczej do I Rzeczypospolitej i tego, co nastąpiło po niej, bo jej widmo nadal snuje się nad tymi ziemiami. To taki żydowski twór, domek z kart, który zaczął się rozpadać już niecałe 100 lat po jego utworzeniu, w czasie wojen szwedzkich, czyli tzw. potopu szwedzkiego. Wtedy jednak nie doszło do likwidacji tego tworu.

Królestwo Polskie

Królestwo Polskie za panowania Kazimierza III Wielkiego 1333-1370); źródło: Wikipedia.

Unia lubelska

Rzeczpospolita po unii lubelskiej w 1569 roku; źródło: Wikipedia.

Potop

Okupacja Rzeczypospolitej przez Szwecję i Rosję w listopadzie 1655 roku; źródło: Wikipedia.

Rozbiory

Dopiero ponad 100 lat później doszło do trzech rozbiorów Rzeczypospolitej. Nie wiem dlaczego cały czas mówi się o rozbiorach Polski, skoro rozbierano I Rzeczpospolitą.

Podział Rzeczypospolitej w 1772, 1793 i 1795; źródło: Wikipedia.

Widać wyraźnie, że granica pomiędzy zaborami pruskim i austriackim a rosyjskim przebiega do pewnego momentu wzdłuż linii Curzona. A więc Rosja w obu przypadkach zabrała tylko ziemie dawnej Rusi Kijowskiej. Z ziem drugiego i trzeciego zaboru pruskiego i drugiego austriackiego (1795) utworzono Księstwo Warszawskie.

Księstwo Warszawskie

Księstwo Warszawskie (fr. Duché de Varsovie, niem. Herzogtum Warschau) – istniejące w latach 1807–1815 państwo polskie związane unią personalną z Królestwem Saksonii. Formalnie niepodległe, z własną konstytucją, Sejmem, Senatem, rządem i armią oraz suwerennym władcą, którym był król saski. Faktycznie terytorium zależne od Cesarstwa Francuskiego podporządkowane Napoleonowi Bonaparte jako cesarzowi Francuzów i protektorowi Związku Reńskiego, w skład którego wchodziło Królestwo Saksonii. Utworzone w 1807 roku na mocy traktatu w Tylży z części ziem zaboru pruskiego. W 1809 w wyniku wojny z Austrią powiększone o część ziem zaboru austriackiego. W czerwcu 1812 roku przekształcone formalnie przez Konfederację Generalną (skonfederowany Sejm) w Królestwo Polskie. Od lutego 1813 roku okupowane przez armię rosyjską. Na kongresie wiedeńskim w 1815 roku podzielone między Rosję, Prusy i Austrię, a z większości jego terytorium utworzono podległe Rosji Królestwo Polskie (kongresowe). – Wikipedia.

Ziemie polskie pod zaborami; źródło: Wikipedia.

Jak widać na powyższej mapce, okręg białostocki do 1807 roku należał do Prus. W wyniku postanowień traktatu w Tylży został on włączony do Rosji.

Księstwo Warszawskie przed wojną z Austrią 1807-1809; źródło: Wikipedia.
Księstwo Warszawskie po wojnie z Austrią; źródło: Wikipedia. Zostało ono powiększone o ziemie, które Austria uzyskała po III rozbiorze Rzeczypospolitej w 1795 roku.

Konfederacja Generalna Królestwa Polskiego (1812-1813)

Konfederacja Generalna Królestwa Polskiego – skonfederowany nadzwyczajny Sejm Księstwa Warszawskiego, który w czerwcu 1812 roku formalnie przekształcił Księstwo Warszawskie w Królestwo Polskie i proklamował przyłączenie do niego „ziem zabranych”. Konfederacja Generalna była odpowiedzią na rozpoczęcie przez Napoleona wojny z Rosją, oficjalnie zwanej drugą wojną polską. W lipcu 1812 roku formalnie przejęła ziemie litewsko-ruskie dawnej Rzeczypospolitej. W wyniku przegranej wojsk Napoleona oraz okupacji Księstwa Warszawskiego przez wojska rosyjskie (1813) działania Konfederacji w praktyce przestały obowiązywać.

Uchwałę w sprawie konfederacji podjęto 28 czerwca 1812 r. Tuż przed odczytaniem aktu konfederacji minister skarbu Tadeusz Matuszewicz miał powiedzieć: Powstanie więc Polska, co mówię? Jest już Polska, a raczej nigdy ona być nie przestała.

Plan jej powstania wysunął Napoleon Bonaparte jeszcze 31 maja tegoż roku w Poznaniu po konsultacjach z Tadeuszem Matuszewiczem. Realizując to porozumienie, król Saksonii i książę warszawski Fryderyk August I dekretem z dnia 26 maja zrzekł się wszystkich swych kompetencji, z wyłączeniem zmian w sądownictwie oraz prawa do nominacji i zawieszania ministrów, na rzecz Rady Ministrów Księstwa Warszawskiego. W założeniach przywrócenie Królestwa Polskiego miało wspomóc siły koalicjantów w czasie wojny z Rosją. Wielka Armia, wkraczając na ziemie zabrane, występowała tym samym jako wyzwolicielka Polaków. – Wikipedia.

Źródło: Wikipedia.

Kongres wiedeński

Ziemie polskie po kongresie wiedeńskim w 1815 roku; źródło:Wikipedia.

Przedyskutowanie sprawy polskiej nie było głównym celem, dla którego we wrześniu 1814 roku zebrał się kongres wiedeński. Z Polski nie zaproszono nikogo. Ale jak jeszcze nieraz później, waśnie między mocarstwami uczyniły z rozwiązania spraw polskich zasadniczą przeszkodę na drodze do porozumienia. Brytyjski sekretarz stanu, Robert Castlereagh, podniósł kwestię niepodległości Polski jako sposób na ukrócenie ambicji swoich partnerów w trzeciej koalicji. Jego memoriał w sprawie Polski z 23 października sugerował trzy różne rozwiązania. Pierwsze przewidywało utworzenie niepodległego państwa polskiego w granicach z 1772 roku; drugie – powrót do sytuacji z 1791 roku, włącznie z Konstytucją 3 maja; trzecie wreszcie – nowy podział Księstwa Warszawskiego wzdłuż linii Wisły. Aleksandrowi I żadne z tych rozwiązań nie wydawało się równie atrakcyjne, jak plan przygotowany wspólnie z Berlinem, w myśl którego Rosja zabrałaby całe Księstwo Warszawskie, gdyby Prusom zezwolono na zabranie całej Saksonii. W styczniu 1815 roku rozmowy utknęły w martwym punkcie. Talleyrand zaproponował nowe przymierze między Brytanią, Francją i Austrią jako przeciwwagę dla połączenia sił Rosji i Prus. Na chwilę w powietrzu zwisła groźba ponownego wybuchu wojny, ale wiadomości o ucieczce Napoleona z Elby przywróciły dyplomatom zdrowy rozsądek. Ponownie utworzono wspólny front. W sprawie polskiej mocarstwa postanowiły przyjąć kompromis. Prusy zadowoliły się Poznaniem i zachodnim pograniczem Księstwa Warszawskiego, zabierając jedynie połowę Saksonii, wraz z Gdańskiem, szwedzkim Pomorzem i kilkoma księstwami Nadrenii, dorzuconymi do równego rachunku. Austria zrezygnowała z roszczeń do Nowej (zachodniej) Galicji, uzyskała natomiast Tarnopol i zatrzymała Galicję „właściwą”. Kraków miał być Wolnym Miastem pod połączonym protektoratem mocarstw. Cesarstwo rosyjskie miało wynieść pewne korzyści z niewielkiej korektury granicy w pobliżu Białegostoku, car zaś przyjmował koronę nowego i niepodległego „Królestwa Polskiego”. Zatwierdzający te postanowienia traktat został podpisany przez trzy mocarstwa rozbiorowe 3 maja 1815 roku. W dniu 9 czerwca, na tydzień przed bitwą pod Waterloo, podpisano właściwy traktat wiedeński. Faktycznie – chociaż nie nominalnie – dokonał się piąty rozbiór Polski. – Norman Davies Boże igrzysko (1999).

Republika Polska

Republika Polska w połowie listopada 1918 roku; źródło: Wikipedia.

II Rzeczpospolita

Źródło: Wikipedia.

17 września 1939

Źródło: Wikipedia.

Polska Rzeczpospolita Ludowa

Podział administracyjny Polski w dniu 22 sierpnia 1944 roku; źródło: Wikipedia.

xxxxxxxx

Jak widać z powyższych „rysunków” ziemie polskie są chyba wyjątkowym miejscem na świecie ze względu na ciągle zmiany: łączenie z ziemiami, które z Polską nie miały nic wspólnego i nie było to w interesie Polski. Unia lubelska stała się źródłem kłopotów Polaków i zmarginalizowania ich w tym związku z obcym kulturowo żywiołem. Dziś „Polska” jest już państwem, w którym żywioł wschodni dominuje i to on decyduje o kierunku polityki tego państwa, która jest całkowicie skoncentrowana na kierunku wschodnim. I tak to trwa od tej feralnej unii lubelskiej.

To, co daje się zauważyć z tych „rysunków”, to fakt, że Rosja nie dążyła do zajęcia ziem polskich, tylko do odzyskania historycznych ziem Rusi Kijowskiej. Jednak w sytuacji, gdy była zaatakowana od strony zachodniej, to zajmowała ziemie polskie. Tak było w czasie wojen napoleońskich, gdy wojska rosyjskie dotarły do Łaby, a więc zajęły również ziemie Księstwa Warszawskiego. Tak samo zachował się Związek Radziecki zaatakowany przez Hitlera. Wówczas wojska radzieckie dotarły do Berlina, a więc zajęły ziemie polskie.

Obecnie nie wygląda na to, by Rosja została zaatakowana od strony zachodniej, co oznacza, że nie wkroczy na ziemie polskie, które już raczej są ziemiami ukraińskimi. Ale czy to nie oznacza, że niebezpieczeństwo przyjdzie z zachodu i będzie skutkowało utratą tzw. Ziem Odzyskanych? Historia tych ziem dowodzi, że jest to miejsce, w którym wielkie mocarstwa rozgrywają swoje interesy i robią z tym państwem, co im się żywnie podoba. Niemcy nazywają je złośliwie państwem sezonowym lub państwem na kółkach, ale przecież to nie Polacy są temu winni. Tak się historia ułożyła, a raczej ułożyli ją ci, którzy ją układają.

Nie ulega wątpliwości, że wkrótce znowu nastąpi tu zburzenie tej dotychczasowej układanki z klocków Lego i złożenie ich w nową kompozycję. W takim położeniu, pomiędzy Niemcami a Rosją, nie ma miejsca na jakąkolwiek stabilizację, która jest niezbędna, by powstało dobrze zorganizowane państwo i bogate społeczeństwo.

Przegląd prasy

W dniu 9 maja ukazał się na kanale „Myśl Polska” cotygodniowy przegląd polskiej prasy. Dwaj komentujący, Jan Engelgard i Przemysław Piasta, omawiali co ciekawsze artykuły. Na początku Jan Engelgard cytuje zamieszczony w tygodniku „Przegląd” artykuł Marka Czarkowskiego Wasi i nasi oligarchowie. Czy ukraińscy miliarderzy, którzy zdecydują się osiąść w Polsce, zmienią swoje obyczaje? Poniżej fragment ich wypowiedzi.

J.E. Ja tylko wspomnę o Ihorze Kołomojskim, który wykreował Wołodymyra Zełeńskiego, a potem musiał uciekać oskarżony o korupcję. To są elity ukraińskiej władzy. Dlatego że, jak słusznie autor pisze, że jeśli w Rosji prezydent Włodymir Putin decyduje o tym, kto zostanie bogaczem, to na Ukrainie bogacze decydowali o tym, kto zostanie prezydentem.

No i teraz jest pytanie, gdzie są ci wszyscy oligarchowie, którzy trzęśli Ukrainą przez ostatnie kilkadziesiąt lat i właśnie dowiadujemy się z tego artykułu, że w zasadzie na terenie Ukrainy przebywa tylko jeden – Rinat Ahmetow, który był pierwszym oligarchą, który zareagował na apel prezydenta Zełeńskiego i wrócił do kraju. Ale był to przypadek jednostkowy, natomiast pozostali wybrali znacznie bezpieczniejsze miejsce, tzn. południe Francji, czyli Lazurowe Wybrzeże.

I tutaj autor podaje, że dziennikarz „Ukraińskiej Prawdy” Myhajło Tkacz przeanalizował, gdzie oni siedzą i nazwał ten artykuł, zatytułował go następująco: Batalion Monaco. „Ukraińska Prawda” znalazła uchodźców na Lazurowym Wybrzeżu. Oczywiście to szydercza nazwa. Batalion Monaco nie istnieje w sensie militarnym, natomiast chodzi o wszystkich oligarchów, którzy skupili się nad Morzem Śródziemnym. O kogo chodzi? Bracia Ihor i Hrihoryj Surhisowie, miliarderzy i właściciele klubu Dynamo Kijów. Przypomnę, Surhis był jednym ze współorganizatorów z Polską Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2012 roku. Milioner Wadym Stolar znany biznesmen, Wadym Jermołajew, Ihor Abramowycz, miliarder i polityk, deputowany do Rady Najwyższej, a także Ołeksander Jarosławski, prezes charkowskiego klubu piłkarskiego Metalist, Konstantyn Żewago, jeden z najbogatszych Ukraińców, czy Serhij Lewoczkin, były szef administracji prezydenta Wiktora Janukowycza. Potem pojawiły się jeszcze inne artykuły. Tak powstały kolejne bataliony: Monaco 2 i Wiedeń, czyli w Wiedniu też są. Ale konkluzja jest taka, że na razie są oni jakby w ukryciu, bo na emigracji, którą wybrali. Natomiast autor kończy swój artykuł tak: Szybko pojawi się pytanie, czy ci nowi ludzie będą chcieli rozwijać swoje kariery nad Dnieprem, czy nad Wisłą? Musimy pogodzić się z tym, że nie będzie powrotu do sytuacji sprzed 24 lutego 2022 roku, gdy między naszym krajem a Ukrainą była granica. Problemy sąsiadów już są, a w przyszłości będą jeszcze w większym stopniu naszymi problemami. A ukraińscy oligarchowie staną się polskimi oligarchami.

Ja przypuszczam, że jeszcze na długo przed wojną związki niektórych tych oligarchów, my niestety nie wiemy proszę Państwa, tutaj z polskim światem politycznym, również były dosyć zażyłe. Przypomnę, że jeden z ukraińskich oligarchów, Pińczuk, finansował Aleksandra Kwaśniewskiego, a ile jest rzeczy, o których nie wiemy. No więc, moim zdaniem jest to bardo ważny artykuł i ma jednoznaczną wymowę, przestrzegającą przed takim rozwojem wypadków. To tyle.

P.P. I bardzo słusznie, że przestrzegającą przed takim rozwojem wypadków. W ogóle powinniśmy się strzec różnych zakulisowych rozwojów wypadków w tym obszarze. Ja nie spodziewam się, aby ukraińscy oligarchowie zmienili swoje obyczaje. Skoro nie zmienili sobie tych obyczajów, mieszkając gdzieś na południu Europy, to nie zmienią ich także w Polsce. Zresztą nie widzę powodu, dla którego mieliby w ogóle w Polsce mieszkać. W końcu są miejsca w Europie i na świecie, gdzie klimat jest bardziej przyjazny, infrastruktura na bardzo wysokim poziomie. Tam są po prostu dobre warunki do życia, jeśli ma się oczywiście odpowiednie zaplecze materialne.

Natomiast, gdybyśmy mieli zastosować analogie historyczne, które bywają od czasu do czasu fałszywe, to wchłonięcie ziem ruskich po unii lubelskiej przez Koronę doprowadziło do zaburzenia struktury społecznej i majątkowej w Koronie, a nie – do poprawy struktury społecznej i majątkowej na terenie ziem ruskich do Korony inkorporowanych.

W związku z tym powyższym, szanowni Państwo, przechodzimy do tematu z tygodnika „Do Rzeczy” i temat, który poruszę dziś jako pilny, to temat sarmackiego sojuszu z artykułu Jana Fiedorczuka pod tytułem Tajemnica sarmackiego sojuszu. Cóż to za zwierzę ten sojusz sarmacki? Zaraz się dowiemy, cytuję:

»Polskie władze zapowiadają zawarcie z Ukrainą „sarmackich paktów”, które staną się fundamentem przyszłego sojuszu obu państw. Problem w tym, że rządzący skrzętnie skrywają przed opinią publiczną, na czym tenże sojusz ma dokładnie polegać. Co „sarmacki pakt” ma oferować Polsce, a jakie sprowadzi na nas zagrożenia?«

Otóż to – co ma oferować, a jakie sprowadzi zagrożenia? Co to w ogóle ma być? Wiemy, że gdzieś dzwoni, ale nie wiemy, w którym kościele, dlatego że sprawa jest owiana tajemnicą. To znaczy, że rządzący, raz na jakiś czas, puszczają takie balony próbne, puszczają w opinię publiczną informacje, że jakieś rozmowy się toczą, że jakaś gra trwa, jakieś projekty są przygotowywane, ale nie wiemy przez kogo te rozmowy się toczą, nie wiemy w czyim imieniu, nie wiemy jakie projekty są przygotowywane i nie wiemy, w którym kierunku idą. No, to bardzo niepokojące, jako że zdaje się, że mówimy o materii dość żywotnej dla funkcjonowania nas jako państwa i nas jako narodu. No bo jeśli ktoś szykuje nam państwo wielonarodowe, no to zdaje się, że naród jako suweren w tym państwie powinien jednak mieć coś do powiedzenia. To nie jest tak, że Prawo i Sprawiedliwość z mandatu do sprawowania władzy w Polsce dostało mandat do zrobienia z Polską, co im się żywnie podoba. Oni dostali mandat do rządzenia państwem, rządzenia gospodarką, rządzenia sprawami wewnętrznymi, zagranicznymi, a nie do likwidacji tego państwa. Nikt ich do tego nie upoważniał i do tego prawa nie mają. Szanowni Państwo, nie wiemy tak naprawdę i autor dzieli się tą niewiedzą z nami, są różne przecieki, np. Jakub Kumoch swego czasu powiedział, że te sarmackie pakty, ten układ polsko-ukraiński ma być wzorowany na układzie francusko-niemieckim z 1963 roku. No, jest to jakaś informacja, ale czy możemy się do tej informacji na serio odnieść? Delikatnie rzecz ujmując, nie jestem pewny. Autor, Jan Fiedorczuk, słusznie wskazuje na konkretne zagrożenia. Ja tutaj Państwu zacytuję obszerny fragment:

„Z lakonicznych wypowiedzi polskich polityków wynika, że sojusz z Ukrainą ma opierać się na filarze militarnym i gospodarczym. W pierwszej perspektywie ma być on wycelowany w Rosję. Silny sojusz polsko-ukraiński może rozdawać karty w Europie Środkowo-Wschodniej i trwale wypchnąć Rosję do Azji i wtedy Rosja przestanie być brana pod uwagę w grze europejskiej. To strategiczny cel polskiego państwa – stwierdził w zeszłym roku wiceminister Mariusz Chorała. Nawet jeśli takiemu sojuszowi patronowałyby Stany Zjednoczone z Wielką Brytanią, to ryzyko wplątania Polski, która działałaby niejako obok NATO, w wojnę zwiększyło by się radykalnie. Deklarowanie sojuszy wszak nie oznacza jedynie czerpania profitów, ale niesie ze sobą poważne ryzyko i zobowiązania.”

Szanowni Państwo! Tak, zgadzam się tutaj z autorem. To jest poważne ryzyko, to są poważne zobowiązania. Tylko nie jest tak, że możemy sobie, ot tak, przejść do porządku dziennego nad tym, że rządzący szykują nam tu pod stołem jakieś porozumienie z Ukrainą. To jest w tej chwili jedno z najpoważniejszych zagrożeń, jakie stoi przed naszym państwem w krótkiej i średniej perspektywie.

J.E. Ja przypomnę, przecież mówiliśmy o tym, że w roku 1919 i 1920 już przerabialiśmy to. Tajne układy z Ukrainą Petlury prowadził Piłsudski poza wiedzą opinii publicznej i skończyło się nieomal likwidacją państwa polskiego w wyniku wojny 1920 roku. Nie mówię, że historia powtarza się tak samo, ale kolega tu wspomniał o I Rzeczpospolitej. Mamy tu mapę z tyłu. Teoretycznie robi imponujące wrażenie, ale większość historyków twierdzi, że te kresy wschodnie tak daleko wysunięte i ten ruski mir. I tutaj mam taką propozycję, żeby stosować ten ruski mir obosiecznie. Ruski mir to jest nazwa, której używają Rosjanie, mając na myśli rosyjski świat w sensie kulturowym. Ale ruski mir interpretowany jest u nas jako, no nazwijmy to, cywilizacyjny chaos i bardach. I otóż stwierdzam, ze Ukraina jest częścią ruskiego miru z tymi wszystkimi negatywnymi cechami tego, nawet w dwójnasób, niż w Rosji. Więc próba stworzenia jakiegoś superpaństwa może zakończyć się dla nas tragicznie. Dlatego będziemy śledzić tę sprawę, a nawet alarmować.

P.P. A nawet powiem krok więcej. Ukraina nie tylko jest częścią ruskiego miru, ale stanowi udaną kompilację najgorszych, że tak powiem, cech cywilizacji łacińskiej, niesionej w tamte rejony przez Polskę i cywilizacji turańskiej, niesionej w tamte rejony świata przez Rosję, a wcześniej przez Ruś. Także, tak naprawdę, Ukraina ze względu na swą faktyczną dwukulturowość, stała się nośnikiem najgorszych cech Zachodu i Wschodu i te najgorsze cechy w kreatywny sposób rozwijała. To jest przerażające. Dziś obserwujemy, co się z tym państwem dzieje, jakie realne prawa mają tam obywatele, jak realnie wygląda tam wolność słowa, jak realnie tam wygląda wolność gospodarcza i tak dalej i tak dalej. To jest coś dla człowieka Zachodu, takiego jak ja, wręcz niewyobrażalne.

J.E. No ale niektórzy w imię, i tutaj musimy postawić kropkę nad „i”, wojny z Rosją są gotowi nawet zamordować współczesne państwo polskie. Byle tylko dla tego mirażu.

xxxxxxxx

Wygląda na to, że polskie społeczeństwo jest powoli przygotowywane do nowej sytuacji, w jakiej się znalazło, a które w swojej masie zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Zarówno komentujący, jak i autorzy cytowanych artykułów, zdają się nie widzieć słonia w składzie porcelany. Polska jest dziś faktycznie bardziej Ukrainą, niż Polską. Świadczy o tym uprzywilejowanie obywateli Ukrainy względem obywateli Polski i podporządkowanie interesów państwa polskiego interesom upadłego państwa ukraińskiego To jest jakiś koszmar, ewenement na skalę światową, że obywatele obcego państwa, niebędący obywatelami państwa, w którym przebywają, mają większe prawa niż obywatele tego państwa. Określenie „kraj Zulu-Gula” w tym wypadku zupełnie nie odzwierciedla stanu faktycznego.

Jednak Marek Czarkowski w tygodniku „Przegląd” pisze wyraźnie, że nie będzie powrotu do sytuacji sprzed 24 lutego 2022, gdy pomiędzy Polską a Ukrainą była granica. A skoro nie ma tej granicy, to mamy już do czynienia ze wspólnym państwem. Ale nie wspomina o tym, że ta granica, nieistniejąca już, to granica zewnętrzna unii. Kto więc zaakceptował taki stan? Kto otworzył tę granicę? Najwyraźniej decyzje zapadały gdzieś bardzo wysoko, ponad oficjalnymi władzami unii, a i państwa członkowskie nie miały w tym wypadku nic do gadania. Oznacza to, że gdzieś wysoko zadecydowano, że w tej części Europy nastąpią radykalne zmiany, nawet narażając unię na śmieszność.

Z kolei Przemysław Piasta wyraźnie powiedział: Oni dostali mandat do rządzenia państwem, rządzenia gospodarką, rządzenia sprawami wewnętrznymi, zagranicznymi, a nie do likwidacji tego państwa. Czyżby więc coś wiedział i tylko przypadkiem wygadał się, czy może to nie był przypadek?

Panowie z „Myśli Polskiej” zdają się nie zauważać faktu, że po unii lubelskiej przestało istnieć państwo polskie, zwane Koroną Królestwa Polskiego, a powstał twór zwany Rzeczpospolitą, składający się ze wspólnego państwa polsko-rusińskiego (ukraińskiego) dalej nazywanego dla zmyły Koroną i unii tego państwa z Litwą. Ten twór był wielonarodowy i ta tzw. Korona też byłą państwem wielonarodowym. Ten stan przetrwał do rozbiorów. Tzw. II RP była państwem wielonarodowym i takim samym państwem był PRL, ze względu na przesiedlenie na ziemie poniemieckie mniejszości z Kresów. III RP również była takim państwem.

Nie ma więc racji Przemysław Piasta, gdy mówi: No bo jeśli ktoś szykuje nam państwo wielonarodowe, no to zdaje się, że naród jako suweren w tym państwie powinien jednak mieć coś do powiedzenia. Otóż nikt nam takiego państwa nie szykuje, bo to państwo jest państwem wielonarodowym od unii lubelskiej, a tym bardziej jest nim po przesiedleniach po 24 lutego 2022 roku.

No ale niektórzy w imię wojny z Rosją są gotowi nawet zamordować współczesne państwo polskie. – mówi Jan Engelgard. Tak jest przecież od unii lubelskiej, gdy Korona została wciągnięta do wojny z Moskwą, z którą wcześniej nie graniczyła i nie miała sporów terytorialnych. Nie liczył się polski interes, czyli Śląsk, na którym ludność polska stanowiła większość mieszkańców. Liczył się tylko ruski (ukraiński) i litewski interes obrony ziem dawnej Rusi Kijowskiej, z których powstało Wielkie Księstwo Litewskie, przed zakusami Moskwy, która rościła sobie prawo do tych ziem. I do dzisiaj tak jest, bo dla Rosji tzw. bliska zagranica to właśnie ziemie byłego WKL.

Jeśli wiec ktoś nie rozumie polityki „polskiego” rządu, to musi sobie uświadomić, że od unii lubelskiej dominuje na tych ziemiach żywioł ukraiński, którego interes jest taki sam, jak tych, którzy zdominowali I Rzeczpospolitą i wykorzystali ją do realizacji swoich interesów. Ten, kto tak naprawdę stworzył ten twór, dobrze wiedział, że będzie to twór, który będzie bez końca generował konflikty. Po to go właśnie stworzył. Ale kto to był? Tego chyba nietrudno się domyślić. Żydzi ukraińscy i polscy bawią się Polską i Ukrainą, jak klockami Lego.

Szwajcaria

Szwajcaria kojarzy się przeciętnemu człowiekowi przeważnie z zegarkami i bankami. Być może niektórym jeszcze z referendami. I pewnie na tym ta wiedza kończy się. Natomiast jej historia i rozwój są już raczej mało znane, a już na pewno mało kto wie, że uprzemysłowienie Szwajcarii przebiegało podobnie jak Szwecji. Podobnie jak Szwecja, Szwajcaria stała się państwem neutralnym i to w tym samym czasie – po wojnach napoleońskich. Neutralność Szwajcarii zagwarantował kongres wiedeński, a więc wielcy tego świata. Szwajcaria była częścią Imperium Rzymskiego, czyli części, z której powstała lepiej rozwinięta część Europy – Europa Zachodnia, a Szwecja – nie. Może więc te same siły decydowały, od pewnego momentu, o kierunku rozwoju obu państw, tak różnych pod względem warunków naturalnych, pod względem położenia w Europie, o odmiennej historii i różnych ustrojach państwowych. I to wszystko nie przeszkadzało, by oba państwa, zaczynając mniej więcej w tym samym czasie, osiągnęły podobny stopień rozwoju gospodarczego i społecznego. Jak zwykle wypada zacząć od historii. Wikipedia pisze:

W czasach starożytnych obszary obecnej Szwajcarii były zamieszkane przez Retów i Celtów. Na przełomie II i I wieku p.n.e. w dolinie rzeki Aare osiedliło się celtyckie plemię Helwetów. W 58 roku p.n.e. Helwetia została włączona do Galii. W połowie V wieku południowo-zachodnie terytorium współczesnej Szwajcarii znalazło się pod panowaniem Burgundów, a północno-wschodnie – Alemanów. W latach 534–535 Helwetia została zajęta przez państwo Franków. W IX wieku podzielona pomiędzy Królestwem Burgundii a Niemcami. Od lat 1032–1034 w całości przeszła pod władzę cesarzy. W XI–XIII wieku na obszarze Szwajcarii nastąpił rozwój lokalnych świeckich i duchownych struktur władzy. W drugiej połowie XIII wieku w południowo-zachodniej Szwajcarii panowała dynastia hrabiów sabaudzkich, a na północnym wschodzie Habsburgowie.

Związek Szwajcarski

Początki tworzenia państwa Szwajcarskiego sięgają XIII wieku. W 1291 roku prakantony Uri, Schwyz i Unterwalden zawarły Akt Konfederacji Szwajcarskiej, który przyczynił się do powstania Związku Szwajcarskiego. Akt z 1291 między leśnymi kantonami stanowił sojusz obronny w przypadku agresji zewnętrznej.

Akt Konfederacji Szwajcarskiej (inaczej Karta Federalna z 1291) – sojusz obronny, podpisany 1 sierpnia 1291 przez przedstawicieli trzech kantonów leśnych, który stał się podstawą państwa szwajcarskiego.

W XIII wieku najważniejszym rodem w Szwajcarii stali się Habsburgowie. Rudolf z Habsburga przeniósł wprawdzie siedzibę rodu do Wiednia, ale nadal rozbudowywał swoją władzę na obszarze ziem szwajcarskich. Działania te wywoływały konflikty z wolnymi chłopami zrzeszonymi w kantonach leśnych Uri, Schwyz i Unterwalden. Tuż po śmierci Rudolfa z Habsburga (połowa lipca 1291) trzy kantony postanowiły zawrzeć traktat, do podpisania którego doszło w pierwszym dniu następnego miesiąca.

Pakt nosił charakter obronny. Jego uczestnicy zobowiązywali się do pomocy zbrojnej w razie agresji, a także nietolerowania wójtów oraz urzędników niewybranych spośród miejscowej ludności, czyli narzuconych przez Habsburgów. Zakazano także wzajemnych napadów na siebie i podpaleń. Spory miały rozstrzygać sądy starszych.

Traktat powołujący do życia Konfederację Szwajcarską podpisali: rycerz Werner z Attinghausen (od 1291 dożywotni starosta z Uri), syn rycerza z Uri Arnold de Silingen, Konrad Ablberg, Rudolf Stauflacher, Konrad Hunn, trzech wolnych chłopów z Uri, którzy posiadali duże posiadłości ziemskie, Konrad Erstfeld (wyzwolony chłop i równocześnie nowobogacki) oraz Burkard Schupfer (pierwszy starosta Uri).

Działania, polegające na wewnętrznej konsolidacji terytorialnej i toczenie walk z cesarstwem, miały na celu uniezależnienie od Habsburgów. Te dążenia znalazły swoje odzwierciedlenie w legendach o przysiędze na Rutli, Wilhelmie Tellu i Winkelriedzie. Przez cały XIV wiek Szwajcarzy prowadzili wojny z Habsburgami, zwyciężając w następujących bitwach:

  • 1315 – pod Morgarten
  • 1386 – pod Sempach
  • 1388 – pod Nafels

Skutkiem zwycięstw stało się utrwalenie niezależności politycznej Szwajcarów. W latach 1332–1353 do Związku Szwajcarskiego przystąpiły następujące kantony: Berno, Glarus, Lucerna, Zug, Zurych. W 1499 Związek Szwajcarski został uznany przez cesarstwo. W latach 1501–1513 związek został poszerzony o kantony: Appenzell, Bazylea, Gryzonia (jako sprzymierzeniec), Szafuza. W latach 1500–1515 na skutek udziału w wojnach włoskich do Związku Szwajcarskiego przyłączone zostały m.in.: Locarno, Lugano, Valtellina nad Adygą (do 1797 roku). Ekspansja terytorialna Szwajcarii została zakończona w roku 1515 wskutek przegranej bitwy pod Marignano, w której zwyciężyła koalicja Republiki Weneckiej i Francji.

Reformacja

W XVI wieku Szwajcaria stała się jednym z centrów reformacji. Uldrich Zwingli i Jan Kalwin prowadzili swoją działalność w miastach, będących siedzibą władz lokalnych. Wojny religijne doprowadziły w 1531 roku do podziału wyznaniowego Szwajcarii. W 1648 roku niepodległość Szwajcarii została potwierdzona przez pokój westfalski. W drugiej połowie XVII wieku Szwajcaria przygarnęła hugenockich uciekinierów z Francji, wskutek czego odnotowała wzrost gospodarczy, bowiem Hugenoci trudnili się przeważnie rzemiosłem.

Rewolucja francuska

Brak scentralizowanej władzy wywołał w XVIII wieku kryzys polityczny i społeczny. Władzę sprawowali bogaci mieszczanie i szlachta, co stało się główną przyczyną buntów reszty społeczeństwa. Pod wpływem nastrojów w sąsiedniej Francji w Szwajcarii dochodziło do powstania zrzeszeń o poglądach rewolucyjnych. W 1798 roku działacze liberalno-lewicowi w porozumieniu z rządem francuskim doprowadzili do wybuchu powstania w Vaud. Na skutek działań zbrojnych tzw. Stara Konfederacja Szwajcarska została zastąpiona nowym państwem o nazwie Republika Helwecka. Kryzys wewnętrzny ułatwił Francuzom interwencję w sprawy Szwajcarii. Napoleon Bonaparte narzucił jej nową konstytucję zwaną Aktem Mediacyjnym, która uzależniała Szwajcarów od Francji i wymusiła na nich udział w wojnach napoleońskich po stronie Napoleona. Niekorzystna dla Szwajcarii sytuacja polityczna spowodowała nasilenie w społeczeństwie nastrojów antyfrancuskich.

Neutralność

18 listopada 1813 roku rząd Szwajcarii ogłosił neutralność. 20 maja 1815 roku kongres wiedeński został jej gwarantem. W 1817 roku Szwajcaria przystąpiła do Świętego Przymierza, co spowodowało umocnienie się strony konserwatywnej. Spory pomiędzy katolikami a protestantami z jednej strony oraz pomiędzy liberałami a klerykałami z drugiej przyczyniły się do wybuchu wojny domowej 1847 roku, w której zwyciężyła strona radykalna. W 1848 roku została przyjęta nowa demokratyczna konstytucja, na mocy której związek państw stał się państwem związkowym (od 1874 roku republika federacyjna) ze stolicą w Bernie.

Na przełomie XIX i XX wieku w Szwajcarii nastąpił prężny rozwój gospodarki. W strukturze przemysłu dominowały drobne przedsiębiorstwa. Rozwinęła się bankowość, turystyka zagraniczna, podniosła się stopa życiowa mieszkańców. Ponieważ Szwajcaria miała status państwa neutralnego, została dogodnym miejscem dla emigrantów politycznych (m.in. polscy wychodźcy popowstaniowi, polscy emigranci-socjaliści) oraz miejscem schronienia dla rewolucjonistów rosyjskich. Uczelnie szwajcarskie przyciągały młodzież polską z trzech zaborów. W końcu XIX wieku Szwajcaria zaczęła tworzyć swój system obronny, Redutę Centralną.

xxxxxxxx

Pisze Wikipedia, że z powodu neutralności Szwajcarii, stała się ona dogodnym miejscem dla emigrantów politycznych i rewolucjonistów rosyjskich. Ale przynajmniej w przypadku rewolucjonistów rosyjskich bliżej było do neutralnej Szwecji. Chyba raczej decydowała bliskość banków i centralne położenie w Europie. Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1968) pisze:

Jako kraj swobód demokratycznych Szwajcaria stała się w XIX wieku ośrodkiem konspiracji, schronieniem politycznych emigrantów, centrum rewolucjonistów europejskich. Spośród wychodźców różnej narodowości znaczny procent stanowili Polacy, których pierwsza fala napłynęła do Szwajcarii po upadku powstania listopadowego; część z nich, pod wpływem działającego m.in. w Szwajcarii G. Mazziniego, założyła w 1834 roku w Bernie organizację Młoda Polska. Po 1863 roku Szwajcaria stała się centrum rosyjskiej emigracji (tzw. młoda emigracja), międzynarodowego ruchu anarchistycznego (Międzynarodowy Alians Demokracji Socjalistycznej) oraz jednym z ośrodków I Międzynarodówki. W 1863 roku powstał a Genewie Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża.

U schyłku lat 70-tych XIX wieku i po 1880 do Szwajcarii napłynęła nowa fala uchodźców politycznych, przedstawicieli krajowej młodzieży socjalistycznej, m.in. L. Waryński, S. Mendelson. M. Jankowska-Mendelson, K. Dłuski, ze starszego pokolenia B. Limanowski; skupili się oni wokół założonego w 1879 roku w Genewie miesięcznika „Równość”. Po 1878 roku, w związku z wydaniem w Niemczech ustaw przeciwko socjalistom, do Zurychu przeniosło się kierownictwo niemieckiej socjaldemokracji. Szwajcaria stała się też wówczas głównym ośrodkiem rosyjskiej postępowej emigracji; 1895-1917 przebywał tu kilkakrotnie W.I. Lenin; od 1903 ukazywała się w Genewie redagowana przez niego „Iskra”; tu miały m.in. miejsce kongresy II Międzynarodówki.

Specyficzny rozwój przemysłu szwajcarskiego (m.in. przewaga drobnych przedsiębiorstw) zdecydował, iż szwajcarski ruch robotniczy pozostawał w tyle za innymi krajami Europy Zachodniej.

xxxxxxxx

No właśnie! Specyficzny rozwój przemysłu szwajcarskiego. Na czym polegała ta specyfika? O tym pisze Rondo Cameron w swojej książce Historia gospodarcza świata (1996):

W Szwajcarii w pierwszej połowie XIX wieku lub nawet wcześniej występowały już pewne istotne czynniki – zwłaszcza wysoki odsetek osób umiejących czytać i pisać – które odegrały istotną rolę w szybkim uprzemysłowieniu po 1850 roku, ale struktura gospodarcza kraju była głównie strukturą przedprzemysłową. W 1850 roku podstawowym zajęciem ponad 57% ludności zawodowo czynnej było rolnictwo, tylko mniej niż 4% pracowało w fabrykach. Ogromna większość robotników przemysłowych pracowała w domu lub w małych warsztatach, gdzie nie było żadnych maszyn. Szwajcaria właściwie nie weszła jeszcze w epokę kolei – łączna długość pierwszych linii nie sięgała 30 km. I co najważniejsze – kraj nie miał niezbędnej dla rozwoju gospodarczego struktury instytucjonalnej. Przed 1850 rokiem nie było w Szwajcarii ani jednolitych ceł (w przeciwieństwie do Niemiec, które miały Zollverein, nie mając centralnego rządu), ani efektywnej unii walutowej, ani scentralizowanego systemu pocztowego, ani jednolitych wag i miar.

Będąc krajem o niewielkim obszarze i niezbyt licznej ludności, Szwajcaria nie miała też większych konwencjonalnych bogactw naturalnych – poza energią wód i drewnem. Praktycznie biorąc nie miała węgla. 25% terytorium stanowią góry – tereny nie dajce się uprawiać i w istocie nie nadające się do zamieszkania. Mimo tych przeszkód Szwajcarzy osiągnęli na początku XX wieku stopę życiową jedną z najwyższych w Europie, a w ostatniej ćwiartce XX wieku, najwyższą na świecie. Jak tego dokonali?

Liczba ludności wzrosła z niespełna 2 mln w pierwszych latach XIX wieku do prawie 4 mln w roku 1914. Średnia stopa przyrostu była więc nieco niższa od brytyjskiej, belgijskiej i niemieckiej, ale znacznie wyższa od francuskiej. Gęstość zaludnienia była niższa niż w każdym z tych czterech krajów, ale w dużej mierze tłumaczy to ukształtowanie terenu. Ze względu na niedobór ziemi uprawnej Szwajcarzy od dawna łączyli rękodzieło domowe z gospodarką rolną i mleczarstwem. Wykorzystywali przy tym głównie surowce importowane, a pod koniec XIX wieku importowali także żywność. Tak więc Szwajcaria, podobnie ja Belgia i w większym nawet stopniu niż Wielka Brytania, uzależniona była od rynków międzynarodowych.

Jej sukcesy na tych rynkach były rezultatem niezwykłego – a może wręcz wyjątkowego – połączenia zaawansowanej techniki z gałęziami przemysłu o dużych nakładach pracy. Dzięki temu połączeniu powstawały produkty wysokiej jakości, drogie o wysokim stopniu wartości dodanej – na przykład tradycyjne szwajcarskie zegarki i zegary, wymyślne tekstylia, precyzyjne wyspecjalizowane maszyny, wyborne sery i wyroby czekoladowe. Warto podkreślić, że gałęzie o dużych nakładach pracy były przede wszystkim gałęziami wymagającymi dużego nakładu pracy wykwalifikowanej. Jeśli wydaje się to paradoksalne, to rozwiązaniem tego paradoksu był wysoki w większości kantonów odsetek ludzi umiejących pisać i czytać (występujący z powodów nie związanych z ekonomią) i istniejący w kraju rozbudowany system przyuczania do rzemiosła. Dzięki temu kraj rozporządzał wykwalifikowanymi, łatwo się przystosowującymi do zmiany warunków robotnikami, gotowymi pracować za względnie niskie wynagrodzenie. Do tego należy dodać działalność, cieszącego się uzasadnioną sławą, założonego w 1851 roku Szwajcarskiego Instytutu Techniki, dostarczającego wyszkolonych pracowników umysłowych i znajdującego pomysłowe rozwiązania trudnych problemów technicznych występujących pod koniec XIX wieku.

Szwajcaria miała w XVIII wieku duży przemysł bawełniany – największy po angielskim – ale jego podstawą byłą praca ręczna wykonywana obok innego zajęcia. W ostatnim dziesięcioleciu XVIII wieku konkurencja bardziej zaawansowanego przemysłu brytyjskiego doprowadziła do całkowitego upadku szwajcarskiego przędzalnictwa bawełny. Po wzlotach i upadkach w okresie napoleońskim i tuż po nim szwajcarski przemysł bawełniany odżył i nawet zaczął prosperować. Miał dość niezwykły zestaw technik: zmechanizowane przędzalnie (wykorzystujące na ogól nie parę, lecz energię wód) z tanią siłą roboczą w postaci kobiet i dzieci oraz rękodzielnicze tkactwo. Ręczni tkacze byli w Szwajcarii jeszcze długo po całkowitym zniknięciu ze sceny ich brytyjskich odpowiedników. Było to możliwe, gdyż szwajcarscy tkacze skupili się na produkcji tkanin wysokiej jakości – także haftowanych – i ponieważ udoskonalano ręczne krosna, wprowadzając do nich elementy wynalezionej na początku stulecia dla przemysłu jedwabniczego maszyny Jacquarda. W końcu nastąpiła też mechanizacja tkactwa, ale nadal specjalizowało się ono w tkaninach wysokiej jakości. W 1900 roku ręczne krosna były już rzadkością.

W sumie przez cały wiek XIX w szwajcarskim eksporcie dominowały tekstylia i wyroby z nimi związane. Ich wartość w cenach bieżących wzrosła z około 150mln franków w latach trzydziestych XIX wieku do ponad 600 mln franków w 1912-1913. Jednak udział tekstyliów w całości szwajcarskiego eksportu spadł w tym czasie z około trzech czwartych do nieco poniżej połowy.

Kosztem tekstyliów wzrósł udział w eksporcie produktów zarówno niektórych gałęzi tradycyjnych, jak i gałęzi nowych, powstałych w toku procesu uprzemysłowienia. W przeddzień pierwszej wojny światowej były to (w kolejności odpowiadającej ich znaczeniu): maszyny i wyspecjalizowane wyroby metalowe, żywność i napoje, zegary i zegarki, chemikalia i medykamenty. Nie mając złóż ani węgla, ani rud żelaza, Szwajcaria rozsądnie nie podejmowała prób rozwijania hutnictwa żelaza (niewielkie huty wytapiające surówkę na węglu drzewnym w górach Jury zniknęły w pierwszej połowie XIX wieku), ale opierając się na imporcie surowców, rozwinęła liczący się przemysł przetwarzania metali. Rozpoczął on działalność w latach dwudziestych XIX wieku od produkcji maszyn dla przędzalń bawełny. Zważywszy na rolę energii spadku wód w gospodarce kraju, nie powinno dziwić, że rozszerzając swą działalność, objął nią produkcję kół wodnych, turbin, trybów, pomp, zaworów i mnóstwa innych specjalistycznych wyrobów o wysokiej wartości dodanej. U zarania wieku elektryczności przemysł ten szybko zabrał się za produkcję maszyn elektrycznych. W istocie szwajcarscy inżynierowie wnieśli do tego nowego przemysłu wiele ważnych wynalazków, zwłaszcza w dziedzinie elektrowni wodnych. Żywym świadectwem rozwoju tej gałęzi jest spadek zużycia węgla per capita po roku 1900, związany głównie z elektryfikacją kolei.

W latach 1859-1860, po odkryciu sztucznych barwników, dwie małe firmy rozpoczęły ich produkcję w Bazylei, by zaopatrywać miejscowe fabryki wstążek. Potem dołączyły do nich dwie inne firmy. Charakterystyczne, że choć wszystkie cztery rozpoczęły od zaopatrywania miejscowego przemysłu, wkrótce przekonały się, że nie mogą konkurować z firmami niemieckimi w dostawach standardowych masowych barwników i w rezultacie zaczęły się specjalizować w wyrobach bardziej wyszukanych i droższych, w których produkcji wkrótce zdobyły światowy monopol. Przed końcem XIX wieku sprzedawały już ponad 90% produkcji poza Szwajcarią. Opracowały też dzięki własnym badaniom, najrozmaitsze specyfiki farmaceutyczne. Na początku XX wieku na przemysł ten, zatrudniający mniej niż 10 000 robotników, przypadało 5% całego szwajcarskiego eksportu. Wartość eksportu wyrobów tej gałęzi w przeliczeniu na jednego pracownika przekraczała 7500 franków i była dwukrotnie wyższa niż w przemyśle zegarmistrzowskim i czterokrotnie wyższa niż w przemyśle włókienniczym. W skali światowej przemysł ten zajmował drugie miejsce po niemieckim i choć produkował tylko jedną piątą tego, co ten ostatni, równało się to produkcji całej reszty świata.

Powstanie kolei chyba nie przekształciło żadnego innego kraju Europy tak radykalnie, jak Szwajcarii, ale – paradoksalnie – w żadnym innym kraju koleje nie przynosiły tak małych zysków. Inwestorzy szwajcarscy najwyraźniej przewidzieli przynajmniej to drugie zjawisko, bo bardzo niechętnie lokowali swoje pieniądze w kolejach szwajcarskich, woląc od nich amerykańskie, a swe własne pozostawiając głównie kapitalistom zagranicznym (zwłaszcza Francuzom). Budowa kolei rozpoczęła się na serio w latach pięćdziesiątych XIX wieku. W 1882 roku zakończono budowę pierwszego alpejskiego tunelu – tunelu św. Gotharda. W latach dziewięćdziesiątych XIX wieku większość szwajcarskich linii kolejowych znalazła się, w wyniku wysokich kosztów budowy i eksploatacji oraz małego natężenia ruchu, na skraju bankructwa. W 1898 roku rząd szwajcarski odkupił koleje od ich (głównie zagranicznych) właścicieli za ułamek ich rzeczywistej wartości. Wkrótce potem rozpoczął ich elektryfikację.

Tendencje, jakie pojawiły się w drugiej połowie XIX wieku, trwały również w wieku XX: względny spadek znaczenia rolnictwa, wzrost roli przemysłu i (nawet w jeszcze większym stopniu) usług, stała zależność od popytu międzynarodowego, zwłaszcza (od lat siedemdziesiątych XIX wieku) popytu na usługi turystyczne i na (od pierwszej wojny światowej) usługi finansowe. W latach sześćdziesiątych wieku XX około 40% dochodów z eksportu przypadało na maszyny i produkty metalurgii, 20% na chemikalia i medykamenty, 15% na zegary i zegarki, 12% na tekstylia i 5% na żywność i napoje.

xxxxxxxx

Pomiędzy warunkami i rozwojem Szwecji a Szwajcarii występują pewne różnice;

  • Szwajcaria to ośrodek finansowy i miejsce pobytu uchodźców politycznych, Szwecja – nie,
  • Szwecja ma dostęp do morzą, Szwajcaria – nie,
  • Szwecja leży na uboczu Europy, Szwajcaria – w centrum,
  • Szwajcaria była częścią Imperium Rzymskiego, Szwecja – nie,
  • Szwajcaria to państwo związkowe, związek różnych kantonów; Szwecja to monarchia.

Te różnice nie przeszkadzały jednak w tym, by od pewnego momentu rozwój obu państw przebiegał niemal identycznie:

  • w obu państwach postawiono na powszechną edukację,
  • w obu państwach ludność początkowo rolnicza zajmowała się także rzemiosłem, jak w Szwajcarii, lub łączyła pracę na roli z pracą w niewielkich fabrykach zlokalizowanych na terenach wiejskich – jak w Szwecji,
  • w obu państwach produkcja przemysłowa była nastawiona na produkty niszowe, wymagające specjalistycznej wiedzy i o wysokiej wartości dodanej,
  • w obu państwach produkcja była całkowicie uzależniona od eksportu.

I tu dochodzimy do istoty problemu. W cytowanym powyżej fragmencie autor nie wspomina o tym, by Szwajcarzy stworzyli własną sieć handlową, podobnie jak nie wspomniał o tym, opisując przypadek Szwecji. A więc oba państwa korzystały z istniejącej już sieci handlowej, czyli żydowskiej. Bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że cały handel światowy jest w rękach Żydów. O tym bardzo boleśnie przekonał się swego czasu Henry Ford, który początkowo próbował z nimi walczyć. W związku z tym oni przestali przyjmować samochody Forda do swoich salonów. I Ford musiał posypać głowę popiołem, przeprosił Żydów i samochody wróciły do salonów. Konkluzja jest więc taka, że ten kto ma handel, ten rządzi produkcją. Ani Szwajcaria, ani Szwecja nie byłyby tym, czym są, gdyby Żydzi nie udostępnili im swojej sieci handlowej. Z tym oczywiście nie było problemów, bo oba państwa są protestanckie, a Żydzi faworyzują wszystkie państwa protestanckie, szczególnie kosztem katolickich. A już szczególnie kalwińską Szwajcarię, bo kalwinizm jest najbliższy judaizmowi. Może dlatego właśnie uczynili Szwajcarię siedzibą wielu banków, a zwłaszcza tego najważniejszego, banku wszystkich banków, czyli Banku Rozrachunków Międzynarodowych.

Willem Middelkoop w książce Wielki Reset; Walki ze złotem i koniec systemu finansowego (2016) pisze:

Prezesów Europejskiego Banku Centralnego i Systemu Rezerwy Federalnej nadal mogą rozliczać parlamentarzyści i kongresmeni, ale nie ma żadnej formy demokratycznej kontroli nad procesem decyzyjnym w Banku Rozrachunków Międzynarodowych. Posiedzenia utrzymuje się w tajemnicy przed światem zewnętrznym. Nawet ministrowie finansów muszą się domyślać, jakie decyzje podejmują bankowcy zbierający się w Bazylei. Ci sami bankierzy, którzy doprowadzili nasz światowy system finansowy na skraj rozpadu, decydują – poza sceną i nie odpowiadając przed nikim – o reformach systemu bankowego koniecznych do tego, aby nie dopuścić do kolejnego kryzysu kredytowego. Wygląda na to, że mało się zmieniło od bankructwa banku Lehman Brothers.

Dyrektorzy Banku Rozrachunków Międzynarodowych do tej pory mają status dyplomatów i nie można przeciwko nim prowadzić postępowań karnych nawet po zakończeniu ich urzędowania. W dowolnym momencie mogą się ponadto przenieść z rodzinami do neutralnej Szwajcarii.

xxxxxxxx

W końcowej części cytatu Rondo Cameron pisze o tym, że koleje radykalnie przekształciły Szwajcarię, ale że były one deficytowe ze względu na duże koszty budowy i mały ruch, to znalazły się na skraju bankructwa. W związku z tym rząd szwajcarski odkupił w 1898 roku koleje od zagranicznych właścicieli, głównie francuskich, za ułamek ich rzeczywistej wartości. Innymi słowy napisał, że zagraniczne korporacje sprzedały rządowi szwajcarskiemu swoje udziały w kolejach za ułamek ich rzeczywistej wartości. A więc dokładnie odwrotnie niż w Polsce, gdzie rząd sprzedawał przedsiębiorstwa państwowe za ułamek ich rzeczywistej wartości zagranicznym korporacjom. Co ciekawe te zagraniczne korporacje sprzedały swoje udziały w momencie, gdy rósł popyt na usługi turystyczne w Szwajcarii, a więc również na usługi kolei.

Tak więc francuski kapitał sfinansował rządowi szwajcarskiemu budowę linii kolejowych. Ale czy stracił? Nie! W tym czasie ten sam francuski kapitał inwestował w budowę kolei w Rosji i w Królestwie Polskim. W tym wypadku zapewne nie był tak hojny, jak w przypadku Szwajcarii. Mówiąc wprost, biedne państwa Europy wschodniej sfinansowały budowę kolei i tunelów w Szwajcarii. Warto o tym pamiętać, gdy dziś ogląda się, chociażby w internecie, te eleganckie, czyściutkie szwajcarskie pociągi, mknące wśród nieskażonej przyrody, wypełnione turystami podziwiającymi alpejskie krajobrazy.

A czy Polska mogłaby tak się rozwijać, jak Szwecja czy Szwajcaria? Istniał w PRL-u Instytut Sadownictwa w Skierniewicach, w którym profesor Pieniążek dopracował się wielu odmian jabłek i niskopiennych roślin owocowych. Nic więc nie stało na przeszkodzie, by zamiast wysyłać na wschód surowy produkt, zacząć produkować soki owocowe i dosłownie zalać nimi świat. To w naturalny sposób wymusiło by rozwój przemysłu przetwórczego, a więc również wszelkiego rodzaju maszyn i urządzeń niezbędnych do produkcji soków, rozwój niektórych dziedzin przemysłu chemicznego, a w końcu również sprzedaż specjalistycznych maszyn wykorzystywanych w przemyśle przetwórczym. A takich niszowych branż w polskim rolnictwie znalazło by się wiele. Do tego, by tak się stało niezbędne byłyby następujące warunki:

  • dostęp do kapitału (bez niego ani Szwecja, ani Szwajcaria nie stworzyłyby swojego przemysłu)
  • dostęp do rynków zbytu
  • stabilność granic
  • stabilność polityczna
  • dojrzałe, ukształtowane i wykształcone społeczeństwo, będące wynikiem niezmiennej polityki gospodarczej, niezmienności granic i braku przesiedleń

W Polsce nie brakowało i nie brakuje ludzi, którzy byliby w stanie stworzyć te nisze, o których wspomniałem. Niestety rola, jaką Polsce wyznaczyli Żydzi, jest zupełnie inna od tej, którą wyznaczyli Szwecji czy Szwajcarii.

Szwecja

Kraje skandynawskie to, w sensie ustrojowym i gospodarczym, pewien ewenement w skali świata. Jak to się stało, że osiągnęły tak wysoki stopień rozwoju gospodarczego i socjalnego. Jeszcze w połowie XIX wieku panowała tam bieda i, choć to może zabrzmi dziwnie, przeludnienie, które złagodziła emigracja do Ameryki. Warto, jak sądzę, przyjrzeć się bliżej tym krajom, a właściwie Szwecji, która dominowała na tym terenie.

Wypada zacząć od ogólnego zarysu historycznego. Wikipedia m.in. pisze:

Szwecja początkowo podzielona była na wiele luźno powiązanych ze sobą obszarów, zwykle ze wspólnym władcą, ale różnymi prawami dzielnicowymi. W okresie średniowiecza kraj został zjednoczony i schrystianizowany, pojawiła się administracja centralna. Od 1397 aż do 1. połowy XVI wieku Szwecja wchodziła w skład unii kalmarskiej, często jednak rządzona była przez własnego króla lub namiestnika. Na XVII wiek przypada okres mocarstwowości szwedzkiej i jej największego zasięgu terytorialnego. Większość jednak zdobytych obszarów została utracona w XVIII wieku. Finlandia oraz Pomorze odpadły od Szwecji na pocz. XIX wieku. W 1814 Szwecja zawarła unię personalną z Norwegią, rozwiązaną w 1905. Od 1814 Szwecja nie prowadziła żadnej wojny, zachowując konsekwentnie neutralność w toczących się wokół niej konfliktach.

W XI i XII wieku Szwecja powoli stawała się zjednoczonym chrześcijańskim królestwem, do którego później należała również Finlandia. Nawrócenie z wierzeń nordyckich na chrześcijaństwo było skomplikowane i stopniowe, a czasami nawet pełne przemocy, czego przykładem może być spalenie świątyni w Uppsali. Najwcześniejszy religijny wpływ na ten region miała Anglia z powodu kontaktów Skandynawów i Sasów w Danelagh oraz irlandzcy misjonarze. Niemieckie wpływy były początkowo mniej widoczne, pomimo prób misjonarskich św. Oskara, jednak stopniowo stały się dominujące na tym obszarze, zwłaszcza po inwazji Normanów na Anglię w 1066 roku. Mimo zażyłych relacji z ruską szlachtą, nie ma dowodów na wpływy kościoła prawosławnego, prawdopodobnie z powodu bariery językowej.

W XII wieku w Szwecji nadal trwał proces jednoczenia państwa i walki dwóch dynastii – Erykidów i Swerkerydów, które zakończyły się, gdy trzecia dynastia połączyła się z Erykidami i razem zapoczątkowali dynastię Folklungów. W ten sposób po stuleciu wojen domowych wyłoniła się nowa rodzina królewska, która wzmocniła władzę monarchy odbierając ją szlachcie w zamian za przywileje takie, jak zwolnienie z podatków w zamian za służbę wojskową. Dynastia Folklungów stopniowo przekształciła Szwecję w silne państwo, a król Magnus Eriksson rządził również Norwegią i Skanią. Po epidemii czarnej śmierci unia personalna była znacznie osłabiona, a Skania została przejęta przez Duńczyków. W Szwecji nie wykształcił się system feudalny, a chłopi szwedzcy nigdy nie byli traktowani jak poddaństwo.

Po epidemii czarnej śmierci i długoletnich walkach o władzę, duńska królowa Małgorzata I zjednoczyła Szwecję, Danię i Norwegię w unii kalmarskiej 20 lipca 1397 roku, za zgodą szwedzkiej szlachty. Rosnące napięcie pomiędzy zjednoczonymi krajami stopniowo doprowadziło do otwartego konfliktu pomiędzy Szwecją i Danią w XV wieku.

W XVI wieku Gustaw I Waza walczył o niepodległość Szwecji poprzez odrzucenie możliwości odnowienia unii kalmarskiej. Równocześnie zerwał kontakty z papiestwem i wprowadził do Szwecji luteranizm.

W 1538 i 1558 przeprowadzone zostały reformy podatkowe, skomplikowane podatki nałożone na niezależnych rolników zostały uproszczone i ustandaryzowane w całym regionie; ocena należności podatkowych była zależna od możliwości zapłaty. Wzrosły królewskie wpływy z podatków, ale przede wszystkim nowy system był postrzegany jako bardziej sprawiedliwy i dopuszczalny. Wojna z Lubeką w 1535 roku spowodowała wydalenie kupców hanzeatyckich, którzy wcześniej mieli monopol na handel międzynarodowy. Szwedzka gospodarka szybko rosła, a w 1544 roku Gustaw kontrolował 60% ziem uprawnych w kraju. Szwecja posiadała jedną z najnowocześniejszych armii w Europie, wspieraną przez wyrafinowany system podatkowy i urzędy państwowe. Gustaw ogłosił się założycielem dynastii Wazów, która miała dziedziczyć szwedzki tron. Rządzili oni Szwecją w latach 1523–1654 i Rzecząpospolitą w latach 1587–1668 (w latach 1592–1599 istniała unia polsko-szwedzka pod rządami Zygmunta III Wazy).

Od 1561, kiedy włączyła do swojego terytorium całą Estonię, a zwłaszcza w XVII wieku, od panowania Gustawa II Adolfa (1611–1632), do Karola X Gustawa (1654–1660), Szwecja toczyła walka o dominację w rejonie Morza Bałtyckiego (dominium Maris Baltici). Chcąc uczynić z Bałtyku morze wewnętrzne, Szwedzi prowadzili wojny z Danią, Polską i Rosją oraz w latach 1630–1648 brali udział w wojnie trzydziestoletniej, która doprowadziła do uzyskania przez Szwecję zdobyczy terytorialnych oraz mocarstwowej pozycji.

Po klęsce Karola XII w wojnie północnej (1700–1721) doszło do utraty większości zdobyczy (głównie na rzecz Rosji) oraz utraty rangi mocarstwa. Po śmierci Karola w 1718 nastała tak zwana era wolności (1718–1772), czyli okres rozkwitu parlamentaryzmu, przy jednoczesnym zmniejszeniu politycznych wpływów tronu. W pierwszej połowie tej epoki dwie frakcje; „partia kapeluszy” (zwolennicy sojuszu z Francją) i „partia czapek” (stronnictwo prorosyjskie) rywalizowały o władzę i wpływy. Ważnym wydarzeniem było zniesienie cenzury w Szwecji (1766). Era wolności dobiegła końca, gdy Gustaw III odnowił władzę absolutną drogą zamachu stanu.

W 1805 Szwecja dołączyła do III koalicji antyfrancuskiej. Działania wojenne szwedzka armia prowadziła na terytorium Pomorza, ale nie odniosła żadnych sukcesów. W 1808 roku, wskutek lekkomyślnej polityki króla Gustawa IV Adolfa Szwecja zerwała rozejm z Francją oraz wplątała się w wojnę z Danią i Rosją. Konsekwencją tego była utrata Finlandii na rzecz Rosji. W 1809, po obaleniu króla Gustawa Adolfa, parlament uchwalił pierwszą w dziejach Szwecji konstytucję. W 1812 nowy król Karol XIV Jan Bernadotte doprowadził do zbliżenia z Rosją. Wojska szwedzkie wzięły udział w walkach przeciwko Napoleonowi. Największym jednak sukcesem nowego króla było, po zwycięskiej wojnie z Danią, przyłączenie Norwegii do Szwecji. Przyłączenie to nie miało charakteru inkorporacji, ale unii personalnej dwóch równorzędnych krajów. W 1866 wprowadzono reformę parlamentu, który znosił podział na stany. Reforma ta uczyniła Szwecję krajem liberalnym. Druga połowa XIX wieku to czasy wzrostu znaczenia przemysłu i masowej urbanizacji, która przekształciła Szwecję z kraju rolniczego w kraj uprzemysłowiony.

Zmiany ustrojowe rozpoczęte już w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku, takie jak reforma parlamentu (1866), powstanie nowoczesnych partii, wprowadzenie rządów parlamentarnych, powszechne prawo wyborcze (1919) uczyniły ze Szwecji liberalne i nowoczesne państwo. W 1905 od Szwecji odłączyła się Norwegia, kładąc kres długoletniej unii. Szwecja zachowała neutralność podczas I i II wojny światowej, co uchroniło ją od zniszczeń i kosztów wojennych oraz wzmocniło jej gospodarkę. Od lat trzydziestych władzę sprawowali głównie socjaldemokraci z partii SAP (Szwedzka Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza). Ich rządy przyniosły liczne reformy socjalne, przeprowadzone w duchu progresywizmu [1]. W latach 1950–1970 nastąpiła rozbudowa państwa opiekuńczego, związana z szybkim rozwojem gospodarczym. Głową państwa jest Karol XVI Gustaw.

[1] – Progresywizm ma związek z racjonalistyczną koncepcją rozwoju społeczeństwa, czyli przekonaniem, że postęp można osiągnąć w życiu społecznym za pomocą środków politycznych i edukacji. XX-wieczna historia Szwecji może być przykładem zastosowania koncepcji progresywistycznych do planowania i przeprowadzania reform socjalnych. Nowożytnymi, filozoficznymi przejawami progresywizmu były koncepcje historiozoficzne Hegla i Marksa ze względu na obecność w nich kategorii konieczności dziejowej.

xxxxxxxx

W artykule Historia gospodarcza Szwecji Wikipedia pisze:

1790-1815 – rewolucja agrarna i gospodarka protoindustrialna

W latach 1790-1815 Szwecja doświadczyła dwóch równoczesnych ruchów w gospodarce. Pierwszym z nich była rewolucja agrarna obejmująca większe posiadłości rolne. Korona przekazała wówczas obszary rolne prywatnym rolnikom, zaczęto uprawiać nowe rośliny, powstał nowy sprzęt rolniczy i rozpoczęła się komercjalizacja rolnictwa. Drugą tendencją tego okresu była protoindustrializacja, która obejmowała obszary wiejskie i założone na nich niewielkie ośrodki przemysłowe. Mieszkający tam rolnicy zamieniali zimą pracę na roli na pracę produkcyjną w fabrykach. Doprowadziło to do wzrostu gospodarczego, który wpłynął na dużą część społeczeństwa i zapoczątkował rewolucję konsumpcyjną w 1820 roku. Zmiany te stały się również przyczyną wzrostu demograficznego.

1815-1850 – rewolucja przemysłowa, specjalizacja regionalna i zmiany instytucjonalne

W okresie pomiędzy 1815 a 1850 rokiem ośrodki protoindustrialne przekształciły się w bardziej wyspecjalizowane i większe fabryki. Czas ten naznaczony był również wzrostem specjalizacji regionalnej w górnictwie na obszarze Bergslagen, przemysłu włókienniczego w Sjuhäradsbygden i leśnictwa w Norrland. W roku 1842 wprowadzono kilka istotnych zmian instytucjonalnych, takich jak bezpłatne i obowiązkowe szkolnictwo publiczne (pierwsze takie na świecie), zniesienie monopolu państwa na handel w rzemiośle – systemu cechowego – w 1846 roku oraz prawo dotyczące spółek akcyjnych wprowadzone w 1848 roku.

1850-1890 – wzrost eksportu, kolej i start inwestycji

W okresie 1850-1890 Szwecja doświadczyła istnej eksplozji w sektorze eksportu. Głównymi towarami były rośliny rolne, drewno i stal. Istotne zmiany instytucjonalne, które dokonały się w tym okresie to zniesienie większości ceł i innych przeszkód w wolnym handlu w latach pięćdziesiątych XIX wieku oraz wprowadzenie normy złota w 1873 roku, co ustaliło w Szwecji stały parytet złota dla korony szwedzkiej. Owe zmiany przyczyniły się do ekspansji wolnego handlu.

W tym okresie współczynnik inwestycji (inwestycje/PKB) w Szwecji wzrósł z 5% do 10%, co znane jest pod nazwą szwedzkiego startu inwestycji. Wówczas miał miejsce rozwój nowoczesnej gospodarki w Szwecji, który przyczynił się do wzrostu PKB o ok. 2%. Czas ten obfitował w wielkie inwestycje w obszarze infrastruktury, głównie sieci kolejowej, które to inwestycje finansowane były częściowo przez rząd, częściowo przez prywatne przedsiębiorstwa.

1890-1930 – druga rewolucja przemysłowa

W latach 1890-1930 doszło do drugiej rewolucji przemysłowej w Szwecji. W tym okresie rozwijały się nowe gałęzie przemysłu, skupione przede wszystkim na rynku wewnętrznym: inżynieria mechaniczna, energetyka, papiernictwo i włókiennictwo. Do gwałtownej ekspansji tych obszarów przyczynił się dobrze działający rynek kapitału podwyższonego ryzyka: Sztokholmska Giełda Papierów Wartościowych założona w 1866 roku, Szwedzki Bank Narodowy (założony w 1668 roku był pierwszym bankiem centralnym na świecie) otrzymał w 1866 roku wyłączne prawo do wydawania banknotów szwedzkich oraz status kredytodawcy ostatniej instancji, co ułatwiło zakładanie mniejszych niezależnych komercyjnych banków prywatnych. Posunięcie to zaowocowało gwałtownym wzrostem liczby banków prywatnych oraz przyczyniło się do zwiększenia liczby kredytobiorców. Prywatne banki zaczęły udzielać kredytów na uruchomienie działalności gospodarczej z kapitałem akcyjnym w formie zabezpieczenia. Jeśli spółka rozwijała się i dawała dobre prognozy na przyszłość, akcje były sprzedawane na rynku papierów wartościowych, co umożliwiało bankom pożyczenie pieniędzy nowym przedsiębiorstwom. Gwałtowna ekspansja kredytów przyczyniła się do załamania bankowości w 1907 roku oraz kryzysu na rynku nieruchomości.

Import ogromnych sum obcego kapitału potrzebnego do sfinansowania industrializacji w okresie 60 lat od 1850 do 1910 roku sprawił, że Szwecja znalazła się w światowej czołówce krajów-dłużników przed rokiem 1910. Sytuacja ta gwałtownie zmieniła się w kolejnej dekadzie. W 1914 roku wybuchła I wojna światowa i międzynarodowe zapotrzebowanie na strategiczne produkty, takie jak stal używana w przemyśle zbrojeniowym, gwałtownie wzrosło. Walczące narody narzuciły na siebie mnóstwo restrykcyjnych ograniczeń handlowych, Szwecja zaś, jako kraj neutralny, pozostawała poza kręgiem krajów objętych tymi ograniczeniami. Szwecja znalazła się zatem w uprzywilejowanej pozycji w stosunku do innych krajów Europy pod względem rozwoju gospodarczego. Działo się to pomimo fali inflacji, bezrobocia i potrzeby gospodarczej odnowy. Kraje prowadzące wojnę, takie jak Wielka Brytania, na masową skalę skłaniały się ku drukowaniu nowych pieniędzy, aby sfinansować narastające podczas wojny potrzeby. Prowadziło to do inflacji i wzrostu cen produktów importowanych ze Szwecji. Masowy transfer obcych pieniędzy jako zapłata za szwedzki eksport w czasie wojny sprawił, że kraj ten, niedawno jeszcze jeden z największych dłużników na świecie, urósł po wojnie do rangi wierzyciela.

xxxxxxxx

Rondo Cameron w swojej książce Historia gospodarcza świata (1996) w rozdziale Holandia i Skandynawia m.in. pisze:

W latach 1870-1913 Szwecja miała najwyższe w Europie tempo wzrostu produkcji per capita: 2,3%. Druga była Dania (2,1%). Norwegia (1,4%) miała mniej więcej takie samo tempo jak Francja. Dla Holandii brak danych porównywalnych, ale z innych danych wynika, że i ona miała wysokie tempo wzrostu.

Chcąc scharakteryzować społeczeństwa tych krajów od strony kapitału ludzkiego, możemy stwierdzić, że te cztery kraje były w niego wyposażone bardzo bogato. I w 1850 roku, i w 1914 roku kraje skandynawskie miały najwyższy procent ludności piśmiennej w Europie i na świecie, a Holandia miała pod tym względem poziom wyższy od średniego poziomu europejskiego. Stanowiło to bezcenną pomoc w znajdowaniu przez gospodarkę narodową każdego z tych czterech krajów odpowiadającej jej niszy w nieustannie się zmieniających nurtach gospodarki międzynarodowej.

Instytucje polityczne tych czterech krajów nie stanowiły istotniejszych barier w uprzemysłowieniu czy w ogóle w rozwoju gospodarczym. Były one dobrze rządzone, bez większej korupcji i bez wznoszenia imponujących budowli państwowych, chociaż rządy wszystkich tych krajów udzieliły pewnej pomocy kolejom, a w Szwecji, podobnie jak w Belgii, główne linie kolejowe zbudowało państwo. Będąc małymi krajami uzależnionymi od rynków zagranicznych, trzymały się głównie liberalnej polityki handlowej, chociaż w Szwecji rozwinął się jednak ruch protekcjonistyczny. W Danii i Szwecji – których struktura agrarna najbardziej przypominała stosunki z czasów ancien régime’u – od końca XVIII wieku do połowy XIX wieku stopniowo przeprowadzano reformę rolną. Dała ona w rezultacie całkowitą likwidację resztek poddaństwa chłopów i stworzyła nową klasę niezależnych chłopów-włwaścicieli o wyraźnej orientacji prorynkowej.

Kluczowym czynnikiem sukcesów omawianych krajów (obok wysokiego odsetka ludzi umiejących czytać i pisać) – podobnie jak to było w Szwajcarii, ale nie w innych państwach późno się uprzemysławiających – była ich zdolność dostosowywania się do międzynarodowego podziału pracy, określonego przez kraje wcześniej uprzemysłowione, i do wynajdywania odpowiadających tej czwórce dziedzin specjalizacji na rynkach międzynarodowych. Oznaczało to oczywiście duże uzależnienie się od międzynarodowego handlu, z jego notorycznymi fluktuacjami; ale także wysokie dochody tych czynników produkcji, które miały szczęście dobrze się ulokować w okresach prosperity.

Chociaż kraje te weszły na wielką skalę na rynek światowy w połowie XIX wieku, eksportując surowce i lekko przetworzone dobra konsumpcyjne, na początku XX wieku wszystkie już miały pewne nowoczesne zakłady przemysłowe. Nazywano to „uprzemysłowieniem w górę rzeki” – kraj eksportujący niegdyś surowce zaczyna je przetwarzać i eksportować w formie półproduktów i wyrobów gotowych. Świetnym przykładem jest tu szwedzki i norweski handel drewnem. Na początku eksportowano je w postaci kłód, ciętych na deski dopiero w kraju importującym (Wielka Brytania); w latach czterdziestych XIX wieku szwedzcy przedsiębiorcy wybudowali napędzane siłą wody (później silnikami parowymi) tartaki, by produkować tarcicę w Szwecji. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX wieku wprowadzono produkcję papieru ze ścieru drzewnego. Najpierw był proces mechaniczny, potem chemiczny (ten ostatni był wynalazkiem szwedzkim) – przez całą resztę XIX wieku szybko wzrastała produkcja ścieru. Ponad połowę tej produkcji eksportowano – głównie do Wielkiej Brytanii i Niemiec – ale coraz większą ilość ścieru zużywano też w samej Szwecji, eksportując papier o wyższej niż ścier wartości dodanej. Podobny wzorzec wystąpił w hutnictwie żelaza. Chociaż szwedzkie żelazo wytapiane z użyciem węgla drzewnego nie mogło konkurować z żelazem wytapianym przy użyciu koksu czy ze stalą besemerowską, dzięki swej wysokiej jakości było cennym surowcem przy wytwarzaniu takich produktów jak łożyska kulkowe, w których kraj ten się wyspecjalizował (i nadal specjalizuje).

xxxxxxxx

Z kolei Tomasz Pawłuszko w pracy Droga państw nordyckich z peryferii do centrum gospodarki światowej (2015) m.in. pisał:

„Szwecja była jednym z pierwszych państw, w których wprowadzono powszechne szkolnictwo. Było to w 1842 roku. Celem była całkowita likwidacja analfabetyzmu w okresie jednego pokolenia. Jedną ze specjalizacji szwedzkiej edukacji stały się studia politechniczne, w szczególności te poświęcone sektorom perspektywicznym z punktu widzenia szwedzkiego eksportu. W XIX wieku wielu inżynierów nie mogło znaleźć pracy w raczkującym szwedzkim przemyśle. Wyjściem była emigracja. Inżynierowie ci zdobywali doświadczenie w USA lub zakładali własne firmy i wracali do Szwecji. Obok papieru i stali cechą szwedzkiego potencjału po 1880 roku stała się wyspecjalizowana wiedza techniczna i produkty inżynieryjne.

Niespotykana dotąd dynamika wzrostu ludności w Szwecji sprawiła, że jedna czwarta populacji szwedzkiej (1,2 mln osób) zdecydowało się emigrować do USA w latach 1850-1910. Zaskakujący jest komentarz jednego ze skandynawskich uczonych w tej kwestii – stwierdził on, że dzięki ogromnej emigracji (dziś temat jednoznacznie interpretowany negatywnie) wielkość ludności Szwecji odpowiadała wydajności szwedzkiego przemysłu, a osoby, które zostały w kraju – zyskały większy dostęp do ziemi i kapitału. Co więcej, kraj miał dzięki temu uniknąć problemów związanych z biedą na wsi i masowym bezrobociem (podobny problem występował na ziemiach polskich w XIX wieku w Galicji).”

xxxxxxxx

Nie wiem, jak obecnie jest w Szwecji ze względu na obecność muzułmanów i innych imigrantów, ale po II wojnie światowej ukształtował się jej obraz jako kraju bardzo bogatego i z bardzo rozbudowanym systemem socjalnym. Dlaczego tak się stało, że w Szwecji, czy ogólnie w krajach skandynawskich, było to możliwe, a w innych już nie tak bardzo, albo wcale. Pewnie dlatego, że były wysokie podatki a firmy państwowe i prywatne płaciły je. Nie było czegoś takiego jak w Polsce, że gospodarkę prawie całkowicie sprywatyzowano, a firmy te, czyli w większości międzynarodowe, tych podatków nie płacą. Dlaczego więc w Szwecji płacą? Czy dlatego, że są szwedzkie? A może nie są już szwedzkie, ale nadal płacą. Może ktoś tak zdecydował, że w Szwecji tak właśnie ma być.

Podobnie mają się rzeczy z edukacją. Ktoś zdecydował, że w ciągu jednego pokolenia ma być zlikwidowany analfabetyzm i że kształcenie ma być praktyczne, przeważnie techniczne i ma być nastawione na wykorzystanie rodzimych warunków naturalnych i bogactw naturalnych. Natomiast produkcja ma być nastawiona na wykorzystywanie nisz na rynkach światowych, a nie na konkurowanie z tym, co już na nich działa. Ktoś też udostępnił swoją sieć handlową dla tych niszowych produktów. A może nawet wcześniej poinformował, czego brakuje na rynku. Ktoś tak zdecydował, ale nie wiemy kto, bo wszystkie informacje podawane są w formie bezosobowej: zdecydowano.

Kraje skandynawskie, a więc i Szwecja, leżą na uboczu. Liczba ludności niewielka. Niewielka ilość ziemi nadającej się do uprawy spowodowała zapewne, że w Szwecji nie było wielkich feudałów, a co za tym idzie, chłopi byli praktycznie ludźmi wolnymi. W Królestwie Polskim też chłopi byli przeważnie wolnymi ludźmi. Dopiero po unii z Litwą – gdy nowy twór, zwany Rzeczpospolitą, zdominowali potężni feudałowie z Wielkiego Księstwa Litewskiego – niewolnictwo chłopów powróciło.

Takie położenie Szwecji i innych krajów skandynawskich, prawie jak na wyspie, sprzyjało budowaniu czegoś stabilnego, bo nawet jak Szwecja prowadziła wojny, to nie na swoim terenie, a jak się stała neutralna, to tym bardziej była bezpieczna. Nie było tam migracji ludności z innych krajów, a więc było możliwe zbudowanie stabilnego społeczeństwa z określonym systemem wartości i jednorodnego pod względem religijnym. I może dlatego musiała być protestancka, bo tylko kraje protestanckie mogą być bogate, oczywiście poza Liberią, w której 80% społeczeństwa, to protestanci. Tylko, kto o tym wie?

Już w 1544 król szwedzki Gustaw kontrolował 60% ziemi uprawnej w kraju, a później doszło do rewolucji agrarnej (1790-1815), polegającej na tym, że większe posiadłości rolne Korona przekazała rolnikom. Innymi słowy, król rozdał chłopom kontrolowaną przez siebie ziemię. A więc nie było tak, jak w innych krajach, że rycerstwo otrzymywało ziemię od króla za zasługi w wyprawach wojennych. Ci rolnicy byli nie tylko rolnikami, ale też znajdowali na zimę zatrudnienie w niewielkich ośrodkach przemysłowych, budowanych na terenach wiejskich. I one stopniowo ewoluowały w większe i bardziej wyspecjalizowane fabryki.

Po wojnie północnej (1700-1721) Szwecja przestała być mocarstwem, a po wojnach napoleońskich stała się krajem neutralnym i od tego momentu datuje się rozwój gospodarczy tego kraju. Dzieje się tak bez względu na to, czy państwem rządzi monarcha absolutny czy system parlamentarny. Szwedzki model gospodarczy ma wiele wspólnego z ustrojem komunistycznym, a właściwie to chyba jest komunizmem [1]. Świadczy o tym:

  • rewolucja agrarna, czyli że większe posiadłości rolne przekazano rolnikom, czyli po prostu reforma rolna zrobiona z sensem, a nie tak jak w PRL-u: rolnikom ochłapy, a reszta PGR-y,
  • powszechny i bezpłatny system edukacji,
  • reformy socjalne przeprowadzone w duchu progresywizmu
  • udział wszystkich grup społecznych w budowaniu dobrobytu całego społeczeństwa, czyli wysokie podatki, a najwyższe od najbogatszych; taka urawniłowka na sposób szwedzki,
  • wysokie świadczenia socjalne będące konsekwencją wysokich podatków.

A więc komuna może działać dwojako: wszystkim dać, mniej więcej po równo, lub wszystkim zabrać. W Szwecji wszystkim dawano. Prawdopodobnie tak samo jest we wszystkich krajach skandynawskich. Być może również na Islandii. A zaczęło się bardzo wcześnie, bo w latach 1538 i 1558, gdy przeprowadzono reformy podatkowe. Skomplikowane podatki nałożone na niezależnych rolników zostały uproszczone i ujednolicone w całym regionie; ocena należności podatkowych była zależna od możliwości zapłaty. A więc zaczęto realizować część zasady społeczeństwa komunistycznego: Od każdego według jego możliwości, każdemu według jego potrzeb. Drugą część tej zasady realizowano poprzez system rozbudowanych świadczeń socjalnych. Co ciekawe, to po wprowadzeniu pierwszej części tej zasady, królewskie wpływy z podatków wzrosły. Wygląda więc na to, że ludzie chętnie płacą podatki, gdy widzą, że wracają one do nich w postaci różnego rodzaju świadczeń. Jeśli państwo jest przyjazne obywatelowi, to i obywatel jest przyjazny państwu.

Czy można zatem wysnuć wniosek, że ktoś dokonał tam pewnego eksperymentu? Ktoś, kto dokonuje różnego rodzaju eksperymentów na różnych narodach, ale już zupełnie innego rodzaju, niż w Szwecji? A obecnie, gdy eksperyment udał się i skutki jego działania zostały poznane, to być może postanowił go zakończyć, sprowadzając tam masy ludzi, którzy w żaden sposób nie pasują do społeczeństw skandynawskich?

[1] – Być może stwierdzenie, że ustrój szwedzki to komunizm jest zbyt daleko idącym uproszczeniem, bo ustrój ten dąży do zniesienia wszelkiej własności prywatnej, a takich zamiarów w Szwecji nie było. Ja jednak upierałbym się, że jest to ta lepsza wersja komunizmu, o której nam nie mówiono. Jeśli jednak nie komunizm, to co? To wychodzi, że to faszyzm. Zgodnie z definicją faszyzmu Mussoliniego, faszyzm to: wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu. I tak jest w Szwecji. Państwo decyduje o wszystkim. I to jest, czy było (nie wiem jak jest teraz) dobre, przyjazne obywatelowi państwo. I efekt jest taki, że w Szwecji były trzy rewolucje: jedna agrarna i dwie przemysłowe. I tylko takie rewolucje tam były.

Marsz PRA

W dniu 1 maja Polski Ruch Antywojenny zorganizował w Warszawie marsz antywojenny. Przebieg tego marszu transmitował kanał eMisjaTv. Trasa marszu wiodła od Krzyża Traugutta na Plac Zamkowy. Dlaczego akurat od tego Krzyża? Kim był Traugutt, to wiadomo. I kojarzy się on z powstaniem styczniowym. A powstanie styczniowe to najbardziej tragiczne w skutkach powstanie, w wyniku którego Żydzi zdominowali polskie społeczeństwo i stali się jego inteligencją. To oni wywołali to powstanie. Czy zatem ma to być informacja dla wtajemniczonych, że to Żydzi kontrolują PRA?

Dla mnie wszelkie marsze organizowane w Polsce kojarzą się mi z żydowskim powiedzeniem: Wasze ulice, nasze kamienice. I ci, którzy dają się w to wciągnąć, nie grzeszą inteligencją. Przykro to mówić, ale skutki powstania styczniowego nadal dają znać o sobie. Warto chyba zadać sobie pytanie: Co jest ważniejsze? Czy to, że wojsko polskie zacznie walczyć na Ukrainie, czy to, że następuje konsekwentna podmiana polskiego społeczeństwa ukraińskim? Nadawanie numerów PESEL obywatelom Ukrainy, 5000 zł dla przedszkola, które przyjmie ukraińskie dziecko, 5000 zł dla uczelni, która przyjmie studenta ukraińskiego, polskie emerytury dla Ukraińców, nawet jeśli nie mieszkają w Polsce. To wszystko i jeszcze wiele innych przywilejów dla obywateli Ukrainy, to proces łączenia dwóch państw w jedno.

Wejście Polski do wojny ma tylko usprawiedliwić i przyspieszyć ten proces. Tego nie da się odwrócić, ani temu zapobiec. Zbyt potężne siły są w to zaangażowane i bardzo dawno napisano taki scenariusz. Na nic zdadzą się protesty i krzyki. A na tym marszu skandowano hasła: To nie nasza wojna! Ponad podziałami! Polak w Polsce gospodarzem! Tak dla pokoju, nie dla wojny! Budapeszt myśli, Warszawa szczuje! Jesteśmy sługami narodu polskiego! Duda, Kaczyński na front ukraiński! – To tylko niektóre z nich. Mateusz Piskorski wykrzyczał: Europa bez NATO, to Europa bez wojen! Jankesi precz z Europy!

Ja osobiście jestem nastawiony bardzo sceptycznie do tego typu imprez, zwanych marszami, a to z tego względu, że kiedyś miałem okazję uczestniczyć w jednym z nich i z bliska przyjrzeć się temu zjawisku. Było to w 2008 roku i był to Marsz JOW, czyli Stowarzyszenia na Rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Marsz ten zaczynał się na Placu Zamkowym, a kończył pod sejmem. Ale nikt z posłów, którzy byli w tym czasie w sejmie bądź w hotelu sejmowym nie wyszedł do uczestników marszu, by odebrać od nich ich postulaty, a sejm odgradzał od nich kordon policji. I takie to było maszerowanie. Pokrzyczeli sobie: Zdrowo, zdrowo! Jednomandatowo! Później zjedli obiad i rozjechali się.

Ideą tego Ruchu była chęć zmiany ordynacji wyborczej tak, by wybory do sejmu odbywały się w okręgach jednomandatowych, a nie – wielomandatowych. Taka zmiana miałaby, według twórców tego Ruchu, uzdrowić polską scenę polityczną i wprowadzić do polityki nowych, niezależnych posłów. Tych marszów, rok rocznie chodzonych, było chyba kilkanaście, a skończyło się tak, że przystąpił do Ruchu Kukiz, Ukrainiec, i potraktował go jako odskocznię do własnej kariery politycznej. A okręgów jednomandatowych jak nie było, tak nie ma. Inna sprawa, że one i tak niczego nie zmieniłyby.

Tego typu marsze są tylko po to, by wypromować ich liderów, by zaistnieli w polityce i w świadomości wyborców. W przypadku marszu PRA chodzi o wypromowanie Leszka Sykulskiego i Sebastiana Pitonia i być może jeszcze innych osób, jak choćby Lucyna Kulińska, która z tym swoim warkoczem przypomina „piękną Julię” – Tymoszenko, jakby ktoś nie wiedział, o kogo chodzi. Polska scena polityczna zmienia się. PiS i Platforma Obywatelska swoją rolę już spełniły i teraz czas na nowe twarze i prawdopodobnie nowe partie.

Wszystkie „polskie” powstania kończyły się klęską, a te „zwycięskie” były zwycięskie, bo miały takimi być. Niemcy cesarskie skapitulowały w momencie, gdy wojska niemieckie stały kilkadziesiąt kilometrów od Paryża i daleko na wschodzie. Ktoś wysoko postanowił, że Niemcy mają skapitulować, a Polacy mają zwyciężyć w powstaniu wielkopolskim.

Wszelkie protesty robotnicze w PRL-u nie poprawiały sytuacji robotników. Inspirowane przez władzę, służyły do tego, by wymienić ludzi u steru i tym sposobem dać ludziom nadzieję na lepsze jutro. A gdy dany układ się wyczerpał i lepiej nie było, to znowu wywoływano protesty, zmieniano władzę i pojawiała się nowa nadzieja. Taki samograj.

Pojawia się więc zasadnicze pytanie: Skoro te wszelkie powstania, protesty, strajki, demonstracje, marsze nie skutkują, to po co dalej brnąć w tę ślepą uliczkę? Po to, bo to władze je organizują, by w ten sposób stwarzać ludziom iluzję, że mają na coś wpływ i tym sposobem rozładowywać napięcia społeczne.

Jeszcze o Konstytucji

Dziś mamy kolejną rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Na portalu Onet ukazał się artykuł Konstytucja 3 maja. Wszystko, co powinieneś wiedzieć

3 maja 1791 r. uchwalona została ustawa rządowa, która przeszła do historii. Konstytucja 3 maja była drugą na świecie, a pierwszą w Europie, spisaną konstytucją. Zmieniła ustrój państwa na monarchię konstytucyjną oraz ograniczyła demokrację szlachecką. Jakie były okoliczności i konsekwencje uchwalenia Konstytucji 3 maja? Zobacz najważniejsze informacje na naszej infografice (https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/konstytucja-3-maja-wszystko-co-powinienes-wiedziec/xsxw0k,79cfc278).

Onet informuje o najważniejszych zapisach Konstytucji:

  • W pierwszych zdaniach dokumentu podkreślano jedność państwa, czego wyrazem miał być jeden rząd, skarb i armia.
  • Artykuł pierwszy potwierdzał dominującą rolę religii katolickiej.
  • W drugim zaakcentowano pozycję szlachty, gwarantując jej przyznane dawniej przywileje.
  • Artykuł czwarty utrzymywał poddaństwo chłopów wobec szlachty, przyjmując jednak włościan „pod opiekę prawa i rządu krajowego”.
  • Ustanowienie trójpodziału władzy.
  • Władze ustawodawczą miał stanowić dwuizbowy parlament składający się z z Sejmu i Senatu.
  • Funkcję wykonawczą miał stanowić król i odpowiedzialny przed sejmem rząd.
  • Rolę sądowniczą w państwie powierzono niezależnym trybunałom.
  • Wprowadzono tron dziedziczny, likwidując wolną elekcję.
  • Ostatni artykuł poświęcono „sile zbrojnej narodowej”, której celem miała być obrona suwerenności kraju.

Jak zwykle w takich przypadkach, diabeł tkwi w szczegółach. A więc do czasu uchwalenia Konstytucji nie było jednego państwa, bo nie było jednego rządu, jednego skarbu i jednej armii. A przecież w normalnym państwie powinno być tak: jeden rząd, jeden skarb, jedna armia. To była unia. Dlaczego więc cały czas nazywano tę unię Rzeczpospolitą, a nawet Polską? I te dwa oddzielne byty miały jeden sejm i senat. Czy można sobie wyobrazić coś bardziej idiotycznego? Można! Jedno państwo bezwarunkowo pomaga drugiemu finansowo i materialnie w wojnie z mocarstwem, nie żądając w zamian nic. A więc jest postęp, ale też widmo I RP unosi się nad tym nieszczęśliwym krajem, widmo czegoś bardzo irracjonalnego.

W blogu „Konstytucja 3 maja c.d.” z dnia 2 maja 2021 pisałem:

Tekst Konstytucji jest dostępny na stronie sejmowej, więc każdy zainteresowany może zapoznać się z nim. Możemy w nim m.in. wyczytać, że dynastią panującą miała być dynastia saska. Chłopi nadal w praktyce pozostawali niewolnikami, natomiast wszyscy przybywający i ci powracający mogli cieszyć się pełną wolnością. Ponad 70% narodu zostało potraktowane gorzej niż obcy. I jeszcze to idiotyczne uzasadnienie, że dla zamknięcia na zawsze wpływów mocarstw zagranicznych, elektor saski w Polsce królować będzie.

„(…) Stanowimy przeto, iż po życiu, jakiego nam dobroć Boska pozwoli, elektor dzisiejszy Saski w Polsce królować będzie. Dynastja przyszłych królów polskich zacznie się na osobie Fryderyka Augusta, dzisiejszego elektora Saskiego, którego sukcesorem de lumbis (legalnie zrodzonym, z prawego łoża) z płci męskiej tron Polski przeznaczamy. Najstarszy syn króla panującego po ojcu na tron następować ma. Gdyby zaś dzisiejszy elektor Saski nie miał potomstwa płci męskiej, tedy mąż przez elektora, za zgodą stanów zgromadzonych córce jego dobrany, zaczynać ma linią następstwa płci męskiej do tronu Polskiego. Dla czego Marię Augustę Nepomucenę, córkę elektora, za infantkę Polską deklarujemy, zachowując przy narodzie prawo, żadnej preskrypcji (ograniczeniu) podpadać nie mogące, wybrania do tronu drugiego domu po wygaśnięciu pierwszego.”

Konstytucja 3 maja nie weszła w życie, ale jedno jej prawo obowiązuje w obecnej „Polsce”: chcąc jak najskuteczniej zachęcić pomnożenie ludności krajowej, ogłaszamy wolność zupełną dla wszystkich ludzi, tak nowo przybywających, jak i tych, którzy by, pierwej z kraju oddaliwszy się, teraz do ojczyzny powrócić chcieli, tak dalece, iż każdy człowiek do państw Rzeczypospolitej nowo z którejkolwiek strony przybyły lub powracający, jak tylko stanie nogą na ziemi Polskiej, wolnym jest zupełnie użyć przemysłu swojego, jak i gdzie chce, wolny jest czynić umowy na osiadłość, robociznę lub czynsze, jak i dopóki się umówi, wolny jest osiadać w mieście lub na wsiach, wolny jest mieszkać w Polsce lub do kraju, do którego zechce, powrócić, uczyniwszy zadosyć obowiązkom, które dobrowolnie na siebie przyjął.

Ci nowo przybyli mieli mieć więcej praw od ponad 70% ludzi zamieszkujących ten kraj. Mieli wolność, której tamci nie mieli. Dziś nowo przybyli też są uprzywilejowani w stosunku do wielu tu mieszkających. To taki kamyczek do ogródka tych, którzy w to „święto narodowe” wywieszają flagi narodowe.