Dzikie Pola

Dziś pewnie już mało kto kojarzy, że tereny, na których trwa na Ukrainie wojna, to Dzikie Pola. Dzikie Pola to historyczna nazwa Zaporoża. To właśnie głównie tam toczyła się akcja powieści Henryka Sienkiewicza Ogniem i Mieczem. Dzikie Pola ciągnęły się od Donbasu do Odessy. A Donbas (Donieckij kamiennougolnyj bassjejn) to Donieckie Zagłębie Węglowe. Leży ono w północno-wschodniej części Dzikich Pól. Nie przypadkiem więc klub piłkarski z Doniecka nazywa się Szachtar (Górnik) Donieck.

Mapa Ukrainy z zaznaczonym obszarem Donbasu; źródło: Wikipedia.

Ta część Ukrainy, którą zajęli Rosjanie, to jej najbardziej uprzemysłowiona część. Również większość bogactw naturalnych tam się znajduje. Bez tego rejonu Ukraina praktycznie nic nie znaczy, zwłaszcza że jej najżyźniejsze gleby, czyli czarnoziemy, są w rekach obcych spółek. Innymi słowy, ani przemysł, ani rolnictwo nie należy do Ukraińców i do państwa ukraińskiego. Dlatego węgiel z Polski jedzie na Ukrainę. Jeśli ludność tych terenów opowie się w zbliżających się (23-27 września) referendach za przyłączeniem do Rosji, to będzie to oznaczać rozbiór Ukrainy.

By zrozumieć ten konflikt, a szczególnie racje strony rosyjskiej, to warto poznać najnowszą historię tego rejonu. Wikipedia tak m.in. pisze:

»Historia przemysłowego Donbasu zaczęła się latem 1869 r., gdy walijski potentat John Hughes  z czterema synami, setką inżynierów, metalurgów, górników i budowlańców przybył z częściami maszyn parowych i dwoma wielkimi piecami na teren dzisiejszego miasta Donieck, gdzie po ośmiu miesiącach pierwszy wielki piec wytopił surówkę, a po roku gotowe były pierwsze szyny, z których w roku kolejnym ułożono pierwszą w Donbasie 120-kilometrową linię Konstantynówka – Juzowka – Elenówka. Linia ta dała połączenie z magistralą Moskwa – Krym, a ta z całą siecią kolejową. W 1880 roku rozpoczęła się trwająca dwie dekady „donbaska gorączka węglowa” ściągająca do regionu kapitał, technologie i specjalistów z całego świata. Największe miasta w tym czasie to Nikopol i Mariupol, a zakłady to stocznia w Nikołajewie, Belgijskie Zakłady Metalurgiczne „Unia” w Makijewce, niemieckie stalownie i huty w Kramatorsku, brytyjsko-francuskie Enakievo Steel Works w Jenakijewie, rosyjskie huty w Ałczewsku i Iłowajsku, niemiecka Fabryka Parowozów Hartmana w Ługańsku, tramwajów i obrabiarek w Charkowie, belgijskie Towarzystwo Akcyjne Przemysłu Szklarskiego i Chemicznego w Konstantynówce. W czerwcu 1892 roku z powodu epidemii cholery wybuchł pierwszy wielki bunt górników, który zamienił się w pogrom żydowski. Według spisu z 1897 r. w Doniecku mieszkali: Ukraińcy (52,4 proc.), Rosjanie (28,7 proc.), Grecy (6,4 proc.), Niemcy (4,2 proc.), Żydzi (2,9 proc.), Tatarzy (2,1 proc.), Białorusini (0,8 proc.), Polacy (0,4 proc.), uważający się za osobną grupę etniczną Kozacy dońscy (0,3 proc.), Belgowie i Francuzi (0,1 proc.).«

John Hughes (1814-1889) – walijski przemysłowiec, założyciel Doniecka. Uczył się zawodu i zdobywał doświadczenie przy ojcu, inżynierze w różnych firmach. Opracował i opatentował wiele rozwiązań z dziedziny płyt stosowanych do opancerzania. Jego osiągnięcia sprawiły, że otrzymał ofertę z firmy Millwall Iron and Shipbuilding Works, w której został członkiem zarządu, a później został jej dyrektorem. Firma ta zdobyła międzynarodowe uznanie dzięki wyrobom pozwalającym opancerzać drewniane okręty brytyjskiej marynarki wojennej. Dzięki jego osiągnięciom firma zdobyła zamówienia rosyjskiego rządu na umocnienie twierdzy w Kronsztadzie na Bałtyku.

W 1869 roku Hughes założył w Londynie przedsiębiorstwo New Russia Company, które w kwietniu tego samego roku zawarło kontrakt z rosyjskim rządem. Otrzymał od władz carskich koncesję na wydobycie węgla i rudy żelaza w Donbasie w zamian za zbudowanie w tym rejonie okręgu przemysłowego z hutą i stalownią produkującą szyny kolejowe.

Hughes wyruszył do Rosji na ośmiu statkach załadowanych wyposażeniem i zabierając ze sobą licznych pracowników z Walii. Wjeżdżając zabrał ze sobą żonę i ośmioro dzieci. Po dotarciu w lecie 1869 roku do Taganrogu rozpoczął działalność we wsi nazwanej Hughesoffką, a potem Juzowką od zruszczonej formy jego nazwiska. W osadzie zbudowano na wzór osiedli walijskich szpital, szkoły, łaźnie, straż pożarną, kościół anglikański i herbaciarnie.

Po ponad pół roku Hughes uruchomił pierwszy wielki piec, a po roku rozpoczął produkcję szyn, z których ułożono tory łączące tę miejscowość z linii kolejową z Moskwy na Krym. Zmarł 29 czerwca 1889 r. w Sankt Petersburgu podczas służbowej podróży. Zarządzanie firmą przejęło jego czterech żyjących synów. W 1917 roku miejscowość Juzowka otrzymała prawa miejskie, a w 1924 roku zmieniono jej nazwę na Stalino, zaś w 1961 roku na Donieck.

Takie informacje o nim zamieszcza Wikipedia, a angielska m.in. pisze:

W 1868 roku firma Millwall Iron Works Company otrzymała zamówienie od Cesarskiego Rządu Rosyjskiego na umocnienie fortecy morskiej budowanej w Kronsztadzie nad Morzem Bałtyckim. Hughes przyjął koncesję od cesarskiego rządu Rosji na rozwój hut w regionie, a w 1869 nabył kawałek ziemi na północ od Morza Azowskiego od rosyjskiego męża stanu Siergieja Koczubeja (syna Wiktora Koczubeja). Założył „New Russia Company Ltd.” w celu pozyskania kapitału, a latem 1870 r., w wieku 55 lat, przeniósł się do Rosji.

O Wiktorze Koczubeju Wikipedia pisze:

Wiktor Pawłowicz Koczubej (1768-1834) – hrabia 1799, książę 1831, rosyjski dyplomata i działacz państwowy, wolnomularz. W latach 1792-1797 w dyplomacji, emisariusz (poseł) Rosji w Turcji. Od 1798 wicekanclerz,a w latach 1801-1802 kierujący Kolegium Spraw Zagranicznych. Stronnik umiarkowanych reform. Był współpracownikiem cara Aleksandra I. W latach 1801-1803 uczestniczył w pracach Komitetu Tajnego. W latach 1802-1807 i 1819-1823 minister Spraw Wewnętrznych. Po dojściu do rządów Mikołaja I w 1825 roku wyznaczony na szefa tajnych komitetów, utworzonych w celu przygotowania projektów reform państwowych. Od 1827 do 1834 przewodniczący Rady Ministrów i Komitetu Ministrów Imperium Rosyjskiego.

Natomiast informacje o jego synu są tylko w Wikipedii rosyjskiej, która m.in. pisze:

„Siergiej Wiktorowicz Koczubej (1820-1880), książę 1831, radca stanu, marszałek guberni połtawskiej, ze szlacheckiego rodu Koczubejów.

Najmłodszy syn szefa rządu Wiktora Pawłowicza Koczubeja i Marii Wasilijewnej Wasilczikowej. Urodzony w Petersburgu, ochrzczony 20 grudnia 1820 r. w cerkwi Symeona na Mochowej w obecności kupca Fedosia Trifonowicza Szewikowa.

W 1841 ukończył Wydział Fizyki i Matematyki Uniwersytetu w Petersburgu. Służąc na Kaukazie i Zakaukaziu zajmował się zagospodarowaniem złóż węgla. Później urzędnik do zadań specjalnych w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Siergiej Wiktorowicz był jednym z pierwszych członków Petersburskiego Cesarskiego Klubu Jachtowego. Na swoim jachcie w latach 1849-1850 podróżował po Europie od Kronsztadu po Morze Czarne.

Wraz z bratem Michaiłem organizował spółki akcyjne. Rząd Imperium Rosyjskiego zawarł porozumienie z księciem, zgodnie z którym zobowiązał się zbudować fabrykę do produkcji szyn kolejowych na południu Rosji, ale w 1869 r. Siergiej Wiktorowicz sprzedał koncesję Janowi Hughesowi za 24 000 funtów. Według jednej wersji otrzymał 980 udziałów za łączną kwotę 240 tys. rubli i został mianowany honorowym dyrektorem Towarzystwa Noworosyjskiego.”

Z podanych powyżej informacji nietrudno domyślić się, kto tak naprawdę uprzemysławiał tę Noworosję, a właściwie za czyje pieniądze. Widać też wyraźnie jak masoni, a więc i Żydzi, przenikali do struktur rosyjskiej władzy. A przecież Rosja nie była wyjątkiem. Tak działo się wszędzie i tak też jest obecnie.

Wspomniałem na początku, że jeśli te tereny zostaną przyłączone do Rosji, to będzie to oznaczać rozbiór Ukrainy. Cały ten wschodni, uprzemysłowiony rejon utrzymywał resztę kraju. Bez niego nie będzie w stanie normalnie funkcjonować. To może oznaczać, że dla wielu ludzi nie będzie pracy i perspektyw na przyszłość. To z kolei może skutkować kolejną falą emigrantów, którzy napłyną do Polski.

Co więc stanie się z Ukrainą? Może z części środkowej powstanie nowe państwo, a część zachodnia zostanie przyłączona do Polski? A może cała zachodnia i środkowa Ukraina zostanie przyłączona do Polski, a jej ziemie poniemieckie zostaną przyłączone do Niemiec. Trudno tu przewidzieć, jak sprawy się potoczą. Jedno jest pewne, że sprawy idą w bardzo złym dla Polski kierunku.

Kiedy powstawał Związek Radziecki, to bolszewicy postanowili włączyć do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej te ziemie, o które teraz toczy się spór, pomimo że ludność tam mieszkająca chciała przyłączenia do Rosyjskiej Republiki Radzieckiej. Ktoś, kto podjął taką decyzję, doskonale wiedział, że z czasem stanie się to źródłem konfliktu, że będą kłótnie, że będzie wojna. I tak się stało.

Podobnie było w przypadku Polski. Po I wojnie światowej mogła powstać Polska z ziem etnicznie polskich, czyli Mazowsza, Wielkopolski, Małopolski i Pomorza. Tak się nie stało. Ktoś tak zrobił celowo, by powstało państwo wielonarodowe skonfliktowane ze wszystkimi swoimi sąsiadami. Druga szansa była po II wojnie światowej i znowu mogło powstać takie państwo. Ale nie! Za dobrze by było! Przyłączono ziemie poniemieckie, co z założenia wykluczało dobre stosunki z Niemcami. Jakby tego było mało, to z tych ziem wypędzono Niemców i przesiedlono na nie mniejszości z Kresów, najwięcej z Ukrainy. I skutek jest taki, że ta mniejszość w połączeniu z nowymi przesiedleńcami stanowi w tej chwili prawdopodobnie najliczniejszą narodowość w tym kraju, zwanym dla niepoznaki Polską, bo przecież mieszkają też w niej Białorusini, Litwini, Niemcy, Żydzi i kto tam jeszcze! Wszystko to spuścizna Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a właściwie Rzeczypospolitej Wielu Narodów.

Mieszanie narodów, skłócanie ich ze sobą, wywoływanie protestów społecznych, strajków, konfliktów i wojen, to specjalność jednej nacji, która robi to od początku swojego rozproszenia po całym świecie i będzie tak robić do końca swoich dni.

Przełom w Charkowie

W dniu 15 września pojawiła się na portalu ZeroHedge analiza Pepe Escobara, dotycząca wycofania się Rosjan z rejonu Charkowa: Escobar: The Kharkov Game-Changer – Escobar: Przełom w Charkowie (https://www.zerohedge.com/geopolitical/escobar-kharkov-game-changer). Poniżej jej treść:

»Wojen nie wygrywają operacje psychologiczne. Zapytajcie o to nazistowskie Niemcy.

Oglądanie mediów NATOstanu w Charkowie było błędem, to natrętne „uderzenie młota, które ogłuszy Putina”, „Rosjanie mają kłopoty” i tego typu różne głupoty.

Fakty:

  • Siły rosyjskie wycofały się z terytorium Charkowa na lewy brzeg rzeki Oskol, gdzie się obecnie okopały.
  • Linia Charków-Donieck-Ługańsk wydaje się być stabilna.
  • Krasny Liman jest zagrożony, oblegany przez przeważające siły ukraińskie, ale broni się.

Nikt – nawet Maria Zacharowa, współczesny żeński odpowiednik Hermesa, posłańca bogów – nie wie, co planuje, w tym przypadku i we wszystkich innych, Rosyjski Sztab Generalny (RSG). Jeśli mówią, że wiedzą, to kłamią.

W obecnej sytuacji można z dużą dozą pewności wnioskować, że linia – Światogorsk-Krasny Liman-Jampol-Belogorówka – może wytrzymać wystarczająco długo z ich obecnymi garnizonami, dopóki nowe siły rosyjskie nie będą w stanie wkroczyć i zmusić Ukraińców do wycofania się z powrotem poza linię Siewierodoniecka.

Rozpętało się piekło. Dlaczego w Charkowie doszło do tego, do czego doszło? Republiki ludowe i Rosja nigdy nie miały wystarczającej liczby ludzi do obrony 1000-kilometrowej linii frontu. Zauważył to cały wywiad NATO i wykorzystano to.

W tym terenie nie było rosyjskich sił zbrojnych, tylko Rosgwardia, a ta nie jest wyszkolona do walki z regularnym wojskiem. Kijów zaatakował z przewagą około 5 do 1. Siły alianckie wycofały się, aby uniknąć okrążenia. Nie ma strat wojsk rosyjskich, ponieważ w tym regionie nie było wojsk rosyjskich.

Prawdopodobnie jest to zdarzenie jednostkowe. Kierowane przez NATO siły kijowskie po prostu nie będą w stanie powtórzyć tego nigdzie w Donbasie, w Chersoniu czy w Mariupolu. Wszystkie te tereny są chronione przez silne, regularne jednostki armii rosyjskiej.

Jest oczywiste, że jeśli Ukraińcy pozostaną w pobliżu Charkowa i Izium, to zostaną zmiażdżeni przez potężną rosyjską artylerię. Analityk wojskowy Konstantin Sivkov twierdzi, że „większość gotowych do walki formacji Sił Zbrojnych Ukrainy jest teraz uziemiona (…) udało nam się zwabić je na otwartą przestrzeń i teraz systematycznie je niszczymy”.

Kierowane przez NATO siły ukraińskie, przepełnione najemnikami NATO, poświęciły 6 miesięcy na gromadzenie sprzętu i przygotowanie wyszkolonych żołnierzy dokładnie na tę akcję w Charkowie – pakując ich do ogromnej maszynki do mięsa. Bardzo trudno będzie utrzymać linię montażową, która dostarczy w dużej ilości pierwszorzędnych produktów, aby ponownie wykonać coś podobnego.

Kolejne dni pokażą, czy Charków i Izium to wynik większych nacisków NATO, bowiem nastroje w kontrolowanej przez NATO UE zbliżają się do Desperation Row (utwór muzyczny, którego wykonawczą jest Voodoo Coyote – przyp. W. L.). Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ta kontrofensywa oznacza wejście NATO do wojny na dobre. Coraz trudniej ukryć obecność „doradców” i najemników z całego świata.

Dekomunizacja jako de-energetyzacja

Specjalna Operacja Wojskowa (SOW) koncepcyjnie nie polega na podboju terytorium per se: jest to lub była jak dotąd ochrona Rosjan na zajętych terytoriach, a więc demilitaryzacja i denazyfikacja.

Ta koncepcja może zostać zmodyfikowana. I stąd właśnie dywagacje na temat mobilizacji w Rosji. Jednak może nie dojść nawet do częściowej mobilizacji: potrzebne są rezerwy, aby odpowiednio umożliwić siłom sojuszniczym osłonę tyłów/obrony. Zatwardziali bojownicy z kontyngentu Kadyrowa nadal będą atakować.

Nie można zaprzeczyć, że wojska rosyjskie utraciły strategicznie ważny węzeł w Izium. Bez tego całkowite wyzwolenie Donbasu staje się znacznie trudniejsze.

Jednak dla wspólnych działań Zachodu, dla którego bardziej liczą się pozory, to operacje psychologiczne są znacznie ważniejsze niż małe sukcesy militarne: stąd cała ta radość z tego, że Ukraina jest w stanie wypędzić Rosjan z całego Charkowa w zaledwie cztery dni – podczas gdy mieli 6 miesięcy na wyzwolenie Donbasu, a nie zrobili tego.

Tak więc na całym Zachodzie panuje przekonanie – gorączkowo podsycane przez ekspertów od operacji psychologicznych – że rosyjska armia została uderzona „młotem” i prawie nie podniesie się.

Charków przyszedł na czas, ponieważ Generał Zima jest tuż za rogiem; kwestia ukraińska już ciążyła z powodu zmęczenia opinii publicznej; a maszyna propagandowa potrzebowała doładowania, by uzasadnić kolejne wielomiliardowe wydatki na zbrojenia.

Jednak Charków zmusił Moskwę do zwiększenia wskaźnika bólu. Stało się tak dzięki kilku dobrze umiejscowionym panom Kindżał (Ch-47M2 Kindżał, hiperdźwiękowy samolot i rakieta – przyp. W. L.), którzy opuścili Morze Czarne i Morze Kaspijskie, aby sprezentować swoje wizytówki największym elektrowniom cieplnym w północno-wschodniej i środkowej Ukrainie (większość infrastruktury energetycznej znajduje się na południowym wschodzie).

Połowa Ukrainy nagle straciła prąd i wodę. Stanęły pociągi. Jeśli Moskwa zdecyduje się na jednoczesne zniszczenie wszystkich głównych ukraińskich podstacji, wystarczy kilka pocisków, aby całkowicie rozbić ukraińską sieć energetyczną – nadając „dekomunizacji” nowe znaczenie: de-energetyzacja (odłączenie energii).

Według ekspertyzy „jeśli transformatory 110-330 kV zostaną uszkodzone, to prawie nigdy nie będzie można ich uruchomić (…) A jeśli stanie się to przynajmniej na pięciu podstacjach jednocześnie, to wszystko jest kaput. Wieczna epoka kamienna.”

Marat Baszirow, reprezentujący rosyjski rząd ujął to bardziej obrazowo: „Ukraina pogrąża się w XIX wieku. Bez systemu energetycznego nie będzie armii ukraińskiej. Faktem jest, że na wojnę przybył Generał Volt, a za nim Generał Moroz.”

I w ten sposób możemy w końcu rozpocząć „prawdziwą wojnę” – jak w znanym żarcie Putina, że „nawet jeszcze niczego nie zaczęliśmy”.

Ostateczna odpowiedź nadejdzie z RSG w ciągu najbliższych kilku dni.

RSG może opowiedzieć się za poważnym uderzeniem strategicznym gdzie indziej – taka zmiana scenariusza na gorszy (dla NATO).

Może zdecydować się na wysłanie większej liczby żołnierzy na linię frontu (bez częściowej mobilizacji).

A przede wszystkim może poszerzyć zakres SOW – doprowadzić do całkowitego zniszczenia ukraińskiej infrastruktury transportowo-energetycznej, od pól gazowych po elektrociepłownie, podstacje i wyłączanie elektrowni jądrowych.

Cóż, zawsze może to być mieszanka wszystkich powyższych: rosyjska wersja Shock and Awe – generująca bezprecedensową katastrofę społeczno-gospodarczą. To już zostało zasugerowane przez Moskwę: w każdej chwili i w ciągu kilku godzin możecie wrócić do epoki kamienia (moja kursywa). Wasze miasta powitają Generała Zimę bez ogrzewania, z zamarzającą wodą, przerwami w dostawie prądu i brakiem łączności.

Operacja antyterrorystyczna

Wszystkie oczy zwrócone są na to, czy „centra decyzyjne” – jak to w Kijowie – mogą wkrótce odwiedzić Kindżały. To by oznaczało, że Moskwa ma już dość. Przynajmniej ci opowiadający się za rozwiązaniami siłowymi. Ale jeszcze chyba nie teraz, ponieważ dla dyplomatycznie usposobionego Putina prawdziwa gra kręci się wokół dostaw gazu do UE, tej zabawki w rękach amerykańskiej polityki zagranicznej.

Putin z pewnością zdaje sobie sprawę, że atmosfera na zajętych obszarach jest napięta. Odmawia nawet częściowej mobilizacji. Doskonałym wskaźnikiem tego, co może wydarzyć się zimą, będą referenda na terytoriach wyzwolonych. Datą graniczną jest 4 listopada – Dzień Jedności Narodowej, wprowadzony w 2004 roku w miejsce obchodów rewolucji październikowej (istniał on już w czasach imperialnych).

Po przyłączeniu tych terytoriów do Rosji każda ukraińska kontrofensywa kwalifikowałaby się jako akt wojny przeciwko regionom włączonym do Federacji Rosyjskiej. Każdy wie, co to oznacza.

Teraz może się okazać, że kiedy cały Zachód toczy wojnę – hybrydową i kinetyczną, począwszy od niezliczonych danych wywiadowczych po dane satelitarne i hordy najemników – przeciwko tobie, a ty nalegasz na przeprowadzenie mgliście zdefiniowanej Specjalnej Operacji Wojskowej (SOW), to możesz być narażony na kilka nieprzyjemnych niespodzianek. W takiej sytuacji status SOW może się zmienić: z pewnością stanie się ona operacją antyterrorystyczną.

To jest wojna o wszystko. To jest sprawa życia lub śmierci. Amerykański cel geopolityczny/geoekonomiczny, mówiąc wprost, to zniszczenie jedności Rosji, narzucenie zmiany reżimu i splądrowanie wszystkich tych ogromnych zasobów naturalnych. Ukraińcy są niczym innym jak mięsem armatnim: w powtarzającej się historii są współczesnymi odpowiednikami piramidy czaszek, którą Timur zacementował w 120 wieżach, gdy zrównał Bagdad z ziemią w 1401 roku.

Jeśli w końcu opadną wszelkie maski i RSG zacznie działać bardziej zdecydowanie, to nastąpi zakończenie SOW i rozpocznie się wojna.«

Dzięki tej analizie możemy zorientować się, o co chodzi w tej akcji wycofania się Rosjan z Charkowa, bo śledząc polskojęzyczne media można dojść do wniosku, że Rosja już bliska klęski. PRL-owska propaganda nawet do pięt nie dorasta obecnej.

Analiza ta jest rzeczowa i raczej bezstronna, tak mi się przynajmniej wydaje, natomiast wnioski są w mojej ocenie błędne. Zanim jednak przejdę do ich krytyki, to wypada przybliżyć osobę Pepe Escobara.

Pepe Escobar, jak pisze Wikipedia, to brazylijski publicysta. Stały felietonista czasopisma Asia Times Online, komentator i analityk telewizji RT (Russia Today – przyp. W. L.). Współpracownik Al-Dżaziry i portalu The Real News, także wielu stacji radiowych w internecie. Mieszka i pracuje w Londynie, Paryżu, Mediolanie, Los Angeles, Waszyngtonie, Bangkoku i Hongkongu. Od 1990 roku koncentruje swoją aktywność dziennikarską (reportaże, felietony, korespondencje) na terenie Azji Środkowej oraz Bliskiego Wschodu, ze szczególnym uwzględnieniem problematyki współczesnego Afganistanu.

To jest wojna o wszystko. To jest sprawa życia lub śmierci. Amerykański cel geopolityczny/geoekonomiczny, mówiąc wprost, to zniszczenie jedności Rosji, narzucenie zmiany reżimu i splądrowanie wszystkich tych ogromnych zasobów naturalnych. Ukraińcy są niczym innym jak mięsem armatnim…

Taki jest wniosek Pepe Escobara. Nie wiem, czy tak myśli naprawdę, czy może nie może napisać inaczej. Nie pierwszy to jego artykuł na temat wojny na Ukrainie, ale w żadnym z nich nie wspomniał o największym powojennym przesiedleniu ludności w Europie, o przesiedleniu milionów Ukraińców do Polski. To nie mięso armatnie. Mięsem armatnim są tylko walczący na froncie, a to tylko ułamek ukraińskiej populacji. Czy taki światowy publicysta, z którego usług korzysta tyle światowych mediów, nie wie o tym? To chyba niemożliwe. A skoro tak, to chyba im wszystkim, tym światowym mediom i tym światowym dziennikarzom, nie wolno o tym mówić. Jak by powiedział Józef Mackiewicz? – Ale o tym nie trzeba głośno mówić.

Zniszczenie jedności Rosji, to innymi słowy jej rozczłonkowanie. Pomysł nie nowy, bo już Hitler chciał rozczłonkowania Rosji, zwanej wtedy Związkiem Radzieckim. Tak bardzo chciał jej rozczłonkowania, że – mając pod koniec lipca 1941 roku tylko 300 km do Moskwy i wolną do niej drogę – zawrócił wojska na Ukrainę, by powrócić z nimi pod Moskwę na początku października, gdy zaczęły się ulewne deszcze, trwające 3 tygodnie, a później, na początku grudnia – trzaskające mrozy. I tak skończyło się rozczłonkowywanie Rosji.

Po co Amerykanie mieliby rozczłonkowywać Rosję? Wszak to właśnie oni, a ściślej ujmując amerykańscy Żydzi, uprzemysłowili Związek Radziecki i w ten sposób stworzyli jego potęgę i całkowicie nad nim zapanowali. Po co im była potrzebna ta potęga? Ano po to, by Związek Radziecki mógł walczyć z Hitlerem, który był również tworem amerykańskich Żydów, jak równy z równym. I po to, by po wojnie Związek Radziecki, jeszcze silniejszy, mógł walczyć z Ameryką, jak równy z równym, na wszystkich kontynentach. Nie jest więc w interesie Ameryki zniszczenie jedności Rosji i przejęcie kontroli nad jej bogactwami naturalnymi, jak chce Escobar, bo ona i tak ma nad nimi kontrolę.

Idea rozczłonkowania Rosji objawiła się w postaci ruchu zwanego prometeizmem. Prometeizm (w sensie politycznym), pisze Wikipedia, to ruch polityczny i intelektualny w Europie w okresie międzywojennym (1921-1939), skierowany politycznie przeciwko ZSRR, mający na celu zdobycie niepodległości przez państwa, którym w latach 1921-1939 narzucono siłą system radziecki i w efekcie prowadzący do rozpadu ZSRR. Ruch prometejski koordynował i wspierał materialnie działanie niektórych rządów emigracyjnych i organizacji niepodległościowych narodów podbitych przez Rosję Sowiecką w latach 1918-1621.

Ruch prometejski powstał w znacznej mierze dzięki działaniom Rządu Ukraińskiej Republiki Ludowej na Emigracji w Warszawie i Paryżu. Kontynuacją koncepcji prometejskiej był w dużym stopniu Antybolszewicki Blok Narodów.

Początki ABN sięgają końca 1943 roku, kiedy to w dniach 21-22 listopada w rejonie Równego na okupowanych przez III Rzeszę ziemiach polskich odbyła się z inicjatywy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów konspiracyjna konferencja przedstawicieli 13 narodów nierosyjskich z europejskiego i azjatyckiego obszaru ZSRR. Uzgodniono wówczas koncepcję powołania antykomunistycznej platformy współpracy różnych narodów zamieszkujących Związek Radziecki. Jej celem było doprowadzenie do obalenia władzy komunistycznej w ZSRR i jego podziału na państwa narodowe. Antybolszewicki Blok Narodów został rozwiązany w 1996 roku po zrealizowaniu swoich celów.

O jakie więc rozczłonkowanie czy zniszczenie jedności Rosji chodzi? Związek Radziecki rozpadł się i państwa, które chciały być niepodległe, stały się nimi. Inna sprawa, to dlaczego zapragnęły jej dopiero, gdy powstał Związek Radziecki? Przecież bolszewicy, którzy dokonali zamachu stanu, przejęli tylko to, co wchodziło w skład Rosji carskiej. Żadnego państwa nie podbili. Czy wcześniej, za czasów carskich, nie pragnęły one tej niepodległości?

Imperium Rosyjskie w czasie największego rozwoju terytorialnego w 1866 roku; źródło Wikipedia.

A Ukraina? Dostała to, czego chciała – niepodległość. I dalej źle. Teraz chce do unii, która powoli rozpada się. No bo czymże jest otwarcie polsko-ukraińskiej granicy, będącej częścią granicy zewnętrznej unii, jak nie jej rozpadem? To początek jej końca, przynajmniej w tej formie.

To, o czym nie chcą pisać światowe media i światowi dziennikarze, to tworzenie nowego państwa polsko-ukraińskiego, chociaż bardziej ukraińskiego niż polskiego, na terenie Polski. To początek odtwarzania I Rzeczypospolitej – tego żydowskiego raju. To zapewne będzie oznaczało pewne ustępstwa ze strony Rosji w zamian za inne korzyści. Jedną z nich będzie odzyskanie tej części Ukrainy, którą Związek Radziecki włączył do radzieckiej Republiki Ukraińskiej. Być może również utracone państwa Azji środkowej wrócą do Rosji. Czy te konflikty i wojny, które tam wybuchają, nie będą pretekstem do większego zaangażowania się jej w tym rejonie, a więc i do odbudowania swojej pozycji?

Wszyscy, którzy choć trochę interesują się polityką i historią wiedzą, jak powstały Stany Zjednoczone i za czyje pieniądze. A jak było w przypadku Rosji? Rosyjska kolonizacja Azji, a konkretnie Azji Północnej, Środkowej i Kaukazu, miała miejsce w okresie od XV do XX wieku. Polegała ona na bezpośrednim wcielaniu opanowanych obszarów do państwa rosyjskiego. Kolonizacja ta została zapoczątkowana przez Republikę Nowogrodzką (1136-1478) i była kontynuowana przez Wielkie Księstwo Moskiewskie (1328-1547), Carstwo Rosyjskie (1547-1721) i Imperium Rosyjskie (1721-1917).

Po upadku Złotej Ordy (państwo mongolskie w zachodniej części imperium Czyngis-chana) w XV wieku na południowym zachodzie powstał Chanat Syberyjski. Rosyjską ekspansję zapoczątkował w 1552 roku podbój Chanatu Kazańskiego. Kolonizację terenów nad Kamą prowadzili na mocy przywileju carskiego z roku 1558 Stroganowowie, rosyjski ród kupiecki, który zmonopolizował handel z ziemiami na wschód od Uralu. Dzięki zwolnieniom podatkowym, Stroganowowie wystawili armię złożoną między innymi z Kozaków i Baszkirów. – Tak to opisuje Wikipedia. Nie ma jednak wątpliwości, że Stroganowowie byli Żydami. O nich samych pisze ona:

„Stroganowowie – ród kupców i przemysłowców rosyjskich. W XVI wieku Stroganowowie otrzymali od rządu ogromne obszary gruntu w ziemi permskiej. Gramota carska w 1574 nadała im ziemie za Uralem (ponad milion dziesięcin [dziesięcina to 1,09 ha – przyp. W. L.]) i zezwoliła na budowę grodów warownych i osadzenie w nich najemnej załogi. Stroganowowie, wykorzystując siły zbrojne, zajmowali ziemie ludów syberyjskich i osadzali w nich chłopów rosyjskich. Rozwijali rolnictwo, zakładali warzelnie soli i eksploatowali bogactwa naturalne. Stała groźba ze strony Chanatu Syberyjskiego zmusiła Siemiona i Nikitę Stroganowów do przedsięwzięcia na własny koszt wyprawy na chanat oddziałów najemnych Kozaków pod wodzą Jermaka Timofijewicza (1581-1585), od której rozpoczął się podbój Syberii przez Rosję. Stroganowowie niejednokrotnie pożyczali rządowi pieniądze na cele wojenne. W XVIII wieku otrzymali tytuł baronów, następnie hrabiów. W XIX wieku spokrewnili się z domem panującym.”

Wikipedia wykorzystała informację z Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN z 1968 roku. Być może więc dlatego jest tu mowa o rządzie, a nie o carach. Tak więc kolonizacja Syberii przebiegała podobnie jak kolonizacja Ameryki: najpierw przedsięwzięcia prywatne, rugowanie tubylców z ziemi, a następnie wkraczało państwo. I w obu przypadkach ta sama nacja wiodła prym w tych procesach i dlatego do dziś oba państwa są jej podporządkowane. Zmieniają się państwa albo przynajmniej ich nazwy, zmieniają się władcy, a ona zawsze na posterunku.

Straszą nas tym, że po Ukrainie przyjdzie kolej na Polskę. Tylko po co Rosja miałaby atakować Polskę, skoro ona nawet nie chce zajmować całej Ukrainy, tylko jej wschodnią cześć łącznie z Krymem. Cała Europa i tak jest zależna od rosyjskich surowców, a jej status imperium wynika z zajmowanego obszaru i wpływów w Azji, co widać na załączonej powyżej mapce. Nawet bez państw Azji środkowej jest to największe pod względem powierzchni państwo na świecie.

Kultura żydowska

Żyjemy w czasach dominacji cywilizacji żydowskiej, a ściślej jej kultury. Cywilizacja według Feliksa Konecznego, to metoda ustroju życia zbiorowego. Dzieje, religie i inne czynniki kulturowe Żydów nazywa Koneczny cywilizacją żydowską. Jest to według niego cywilizacja sakralna. Te czynniki kulturowe to struktura społeczna, język, religia i kultura.

Wojciech Klag w swoim opracowaniu Obraz cywilizacji żydowskiej (podstawowe założenia teorii Feliksa Konecznego), Racjonalia nr 6/2016 (https://czasopisma.upjp2.edu.pl/racjonalia/article/view/2148) pisze:

»Z punktu widzenia Izraela obok języka i religii bardzo istotna jest ekonomia żydowska jako składnik konstytuujący metodę życia zbiorowego Żydów. Według autora Cywilizacji żydowskiej Żydzi od czasów starożytnych pogardzali pracą fizyczną, a w szczególności rolnictwem. Rzadko też trudnili się rzemiosłem – takie zachowanie Izraelitów wynikało z koczowniczego trybu życia. W czasie golusa (wypędzenie Żydów i ich pobyt na obczyźnie – przyp. W. L.) Izraelici odeszli od społecznego modelu opartego o ród, nastąpiła emancypacja rodziny, w której potomkowie Mojżesza zaczęli zajmować się handlem. Było to o tyle pionierskie, że w państwach chrześcijańskich głównym fundamentem ekonomii było oparcie się na własności nieruchomej, np. szewc miał swój dom, w którym świadczył usługi, Żydzi natomiast opierali się na własnościach ruchomych, a przemieszczali się z miejsca na miejsce, handlując. Izraelici też jako pierwsi wprowadzili system bankowy, udzielając kredytów na procent (lichwa). Dzięki polityce kredytowej szybko zdominowali rynek. Lichwą obciążani byli kredytobiorcy nieżydowscy (według autora lichwa w społeczności żydowskiej była zakazana, Tora [Pięcioksiąg Mojżesza – przyp. W. L.] na nią nie pozwalała, była stosowana tylko w rzadkich przypadkach). Badacz cywilizacji także uważa, że system kapitalistyczny, istniejący w Europie już wiele lat, został wprowadzony przez Żydów. Koneczny jest przekonany, że zarówno judaizm, jak i liberalizm są mocno związane z systemem ekonomii kapitalistycznej.

Autor, rozważając relację zachodzącą między cywilizacją a kulturą, skłania się do uznania paradygmatu francuskiego, według którego cywilizacja stoi wyżej od kultury, w opozycji do paradygmatu niemieckiego, który twierdził odwrotnie. Dla Konecznego kultura jest elementem cywilizacji. Autor Cywilizacji żydowskiej stawia kontrowersyjną tezę, że „kulturami cywilizacji żydowskiej będą […] socjalizm (ale nie bolszewizm) oraz narodowy socjalizm (lecz już nie bizantyński faszyzm)”. Wiąże się to z mesjanistycznym oraz apriorycznym charakterem cywilizacji żydowskiej, czego najlepszym przykładem jest cytat:

„Nie zrozumiemy Żydów, póki nie zapoznamy się z ich marzeniami syjonistyczno mesjanicznymi […]. Hans Kohn np. przyznaje w swojej książce Die politische Idee des Judentumns, że socjalizm jest środkiem do mesjanistycznych celów żydowskich […]. Socjalizm jest w ich oczach nowoczesną ewolucją Starego Testamentu. To zapatrywanie podziela większość inteligencji żydowskiej i w tym ich siła. Dlatego Żydzi są socjalistami […].”

Jednak jak zwraca uwagę krakowski profesor, „przyczyn lewicowego, socjalistycznego myślenia należy szukać na wielu płaszczyznach: świadomościowej, kulturowej, ekonomicznej, politycznej itp. Zwracają na to uwagę niektórzy myśliciele proweniencji liberalnej, np. Ludwig von Mises”. Hipotezę, którą postawił filozof krakowski, podzielali też inni wybitni filozofowie XX wieku. Arnold Toynbee twierdzi, że „Marks obrał sobie za bóstwo, zamiast Jahwe, boginię o imieniu «konieczność dziejowa», za swój lud wybrany zamiast Żydów wewnętrzny proletariat świata zachodniego, zaś za królestwo mesjańskie dyktaturę proletariatu, ale znamienne rysy żydowskiej apokaliptyki przebijają wyraźnie pod tym wytartym przebraniem”. Podobnie twierdził Bertrand Russell, który pisze:

„By zrozumieć Marksa psychologicznie, należy posłużyć się następującym słownikiem: Jahwe –materializm dialektyczny, mesjasz – Marks, naród wybrany – proletariat, Kościół – partia komunistyczna, ponowne przyjście – rewolucja, piekło – kara dla kapitalistów, tysiącletnie Królestwo Boże na ziemi – światowa wspólnota komunistyczna.”

Wspólne elementy, których doszukują się inni wybitni myśliciele, zdają się częściowo potwierdzać hipotezę postawioną przez Konecznego.«

W podsumowaniu autor m.in. pisze:

„Po zbadaniu religii żydowskich Koneczny dochodzi do wniosku, że tak naprawdę jedynym paradygmatem łączącym religie żydowskie jest prawo, które jest zawarte w świętej księdze żydowskiej Torze. Tak więc autor Praw dziejowych dopatruje się istnienia kilku religii żydowskich, które różnią się interpretacją uznawanych ksiąg, wraz z komentarzami talmudycznymi prawa zawartego w Torze. Jedność pośród Izraelitów panuje co do uznawania Tory oraz mesjańskiej roli narodu wybranego, który został wywyższony ponad inne nacje przez samego Boga. Z tym przekonaniem wiązał się mesjanizm narodu żydowskiego. To przewartościowanie ludów i wybranie jednego z nich przez Boga umocniło wiarę w misję dziejową Żydów. Mesjanizm zakłada uwolnienie od brzemienia grzechu, władzę Boga nad ludem oraz dążenie do komplementarnego bytu ludzkiego. Żydzi poprzez oparcie się na Torze pielęgnują swoje wybraństwo.

Żydzi już od czasów starożytnych pogardzali pracą fizyczną, ich zainteresowania ukierunkowały się na handel. Jako pierwsi w starożytności wprowadzili pożyczki pieniężne na procent (lichwa). Według badacza dzisiejszy system kapitalistyczny ma swoje źródło właśnie w cywilizacji żydowskiej.”

Pisze więc autor, pewnie za Konecznym, że ich zainteresowania ukierunkowały się na handel. To nie tak było, że Żydzi zainteresowali się handlem, bo to zajęcie lekkie, łatwe i przyjemne, a przy tym przynoszące szybkie i ogromne zyski. Najpierw było rozproszenie. To jest podstawowy warunek, by zaistniał handel taki, jakim znamy go dziś. Rozproszyli się wśród różnych narodów po całym ówczesnym świecie i, utrzymując ze sobą kontakty, doskonale wiedzieli, co wytwarzają lub czego nie wytwarzają poszczególne nacje i w ten sposób dostarczali towary z miejsc, gdzie ich było w nadmiarze do miejsc, gdzie ich brakowało. Oczywiście taki handel nie mógł być handlem wymiennym. Do tego niezbędny był uniwersalny środek wymiany, czyli pieniądz. A wraz z nim pojawiła się lichwa, czyli pożyczanie pieniędzy na procent, by handel mógł się rozwijać. I tak to trwa do dziś. Handel i pieniądz są nadal pod ich całkowitą kontrolą. W blogu „Mistyka finansów” pisałem:

»Dariusz Przywieczerski ukończył Szkołę Główną Planowania i Statystyki (SGPiS) w Warszawie. Po studiach pracował w Centrali Handlu Zagranicznego Paged, w której był zastępcą dyrektora. Od 1974 roku pracował w Komitecie Centralnym PZPR. W 1980 roku został radcą handlowym ambasady PRL-u w Nairobi. Zarabiał pieniądze na dostawach kawy i herbaty do sąsiedniej Ugandy. Po powrocie do kraju w 1985 roku został dyrektorem firmy Universal, eksportera sprzętu AGD. Firma Universal powstała w wyniku prywatyzacji dawnej Centrali Handlu Zagranicznego (CHZ) „Universal”.

Radca handlowy ambasady PRL-u zarabia na handlu kawą i herbatą pomiędzy Kenią i Ugandą. Zapewne wykorzystuje fakt, że jest dyplomatą i może przekraczać granicę bez kontroli celnej. Ale do tego, by uprawiać taki proceder, potrzebne są jeszcze dwie strony. Ta, która po stronie kenijskiej skupuje tę kawę i druga po stronie ugandyjskiej, która ją kupuje i zapewne ma sieć dystrybucji, by ją sprzedać. Nietrudno domyślić się, któż to może być, ale też nietrudno domyślić się, kogo obie strony mogą dopuścić do tak lukratywnego interesu. Żydzi są wszędzie i wszędzie kontrolują obrót towarem.«

Bez rozproszenia Żydzi nie byliby tym, kim są, ale to było jeszcze za mało. Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisze:

»Mojżesz Mendelssohn (ur. 1729, zm. 1786), żyd niemiecki, zapoznał się dzięki polskiemu żydowi Izraelowi Lewi Zamość z pismami drugiego Mojżesza, Mojżesza Majmuniego (Majmonidesa) (ur. 1135 w Kordobie – przyp. W. L.), teoretyka i obrońcy metody pozornego przyjmowania innej wiary. Atoli zmienione warunki, rozluźnienie chrześcijaństwa przez wolnomularstwo, umożliwiały już żydom dążenie do wejścia w życie społeczeństw aryjskich bez przyjmowania chrztu, bez maski pozornej religii.

Jedynym warunkiem społeczeństw aryjskich będzie – osądził Mendelssohn – uznanie się za wiernego poddanego danego państwa, za wiernego członka danego narodu. A więc zamiast pozornej religii, pozorna asymilacja. Dzięki wynalezieniu tej metody wprowadzania w błąd gojów Mendelssohn stał się „wielki” i zjednał sobie wśród żydostwa miano „trzeciego Mojżesza”.«

Według internetowego słownika języka polskiego cywilizacja to: 1. stan rozwoju społeczeństwa w danym okresie historycznym, uwarunkowany stopniem opanowania przyrody przez człowieka; 2. ogół dóbr materialnych, środków i umiejętności osiągnięty przez określone społeczeństwo w danej epoce historycznej.

Natomiast kultura to materialna i umysłowa działalność społeczeństw oraz jej wytwory.

Mały Słownik Języka Polskiego PWN, Warszawa 1968 podaje takie definicje:

Cywilizacja – stan rozwoju społeczeństwa ludzkiego w danym okresie historycznym, ze szczególnym uwzględnieniem kultury materialnej, przeciwstawny stanowi dzikości i barbarzyństwa.

Kultura – całokształt dorobku ludzkości, wytworzonego w ogólnym rozwoju historycznym lub w jego określonej epoce: K. antyczna, grecka, rzymska. K. ludowa, socjalistyczna, narodowa. K. materialna, umysłowa, duchowa.

W mojej ocenie definicja kultury słownika z 1968 roku jest najbliższa temu, co ja nazwałem kulturą żydowską. W jej skład wchodzą m.in. te elementy:

  • religia, której fundamentem jest wybraństwo i mesjanizm narodu żydowskiego
  • rozproszenie
  • asymilacja
  • kontrola handlu na poziomie lokalnym i globalnym
  • kontrola finansów: wyłączność na emisję pieniądza i jego oprocentowanie

Wszystkie wymienione powyżej elementy oddziałują praktycznie na każdego człowieka, poza oczywiście społecznościami, które nie znają pieniądza, takimi jak Indianie amazońscy czy Aborygeni.

Zapewne większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że żyje w tej kulturze. Wszystkie wojny w przeszłości i obecne służą tylko i wyłącznie realizacji celów żydowskiego mesjanizmu. Dzięki rozproszeniu i asymilacji nie wiedzą oni, że wiele osób, z którymi się stykają, to Żydzi. Nie wiedzą, że wszyscy producenci są zależni od Żydów, bo to oni kontrolują całą sieć handlową. Nie są też w stanie wyobrazić sobie, że można funkcjonować, że gospodarki mogą rozwijać się w warunkach nieoprocentowanego pieniądza. W blogu „Lichwa” pisałem:

„Czy mogło by być inaczej? Wyobraźmy sobie sytuację, w której na rynku mamy stałą ilość pieniądza. I te pieniądze, to są pieniądze tych, którzy zdeponowali je w banku i do tego kredyty są nieoprocentowane. Można pójść, że tak powiem, w kosmos i drukować bez ograniczeń i wtedy mamy to, co mamy. A co się stanie, gdy pójdziemy w odwrotnym kierunku? W miarę, gdy na rynku przybywa dóbr i usług, a pieniądza nie możemy wykreować z niczego, to jego wartość rośnie. Za jednostkę możemy kupić więcej. Oznacza to, że za 1 grosz moglibyśmy coś kupić, np. bochenek chleba. Gdyby już grosz był dużo warty, to można by stworzyć nową jednostkę niższego rzędu. Dlaczego nie! Przecież jeszcze do 15 lutego 1971 roku funt brytyjski dzielił się na 20 szylingów i 240 pensów. Wtedy Anglia przeszła na system dziesiętny i zostały tylko pensy. A więc nie zabrakłoby pieniędzy do wymiany dóbr i usług. Wszystko jest możliwe. Samochód zamiast 60 000 zł, mógłby kosztować 60 zł, a może nawet 6 zł. A dziś za jednego Bitcoina możemy kupić takie trzy samochody.

Gdyby tak było, że na rynku jest stała ilość pieniądza to ci, którzy złożyli pieniądze w banku nie otrzymywaliby oprocentowania. Ich pieniądze zyskiwałyby na wartości w miarę upływu czasu i rozwoju gospodarki. Dodatkowo mogliby czerpać zyski z inwestycji poczynionych za ich pieniądze przez firmy, które chciałyby się rozwijać. Z tym oczywiście wiązałoby się ryzyko, bo inwestycje mogłyby być nietrafione. I nie jest to moja fantazja. W tym kierunku zmierza bankowość islamska. Jest coś takiego, gdyby ktoś nie wiedział.

Z tego powyższego wywodu wynika, że przy stałej ilości pieniądza bogacą się wszyscy, nawet ci najmniej zarabiający i nie zostają okradani poprzez inflację. Natomiast nie byłoby miejsca w takiej rzeczywistości dla giełdy i całego tego towarzystwa wzajemnej adoracji, które kręci się wokół niej i tych kredytów bez pokrycia w realnym pieniądzu. Nawet nie trzeba wielkiej wyobraźni, by stwierdzić, że takie rozwiązanie w znacznym stopniu, jeśli nie całkowicie, zlikwidowałoby biedę. Wystarczy spojrzeć na Bitcoina, którego zaprojektowano na określoną ilość i nie więcej. Dziś, tj. 14 maja 2021 roku, jego jednostka jest warta 188 233,42 zł. W listopadzie 2015 roku jego kurs to 1300 zł. Jeszcze na początku września 2020 roku jego kurs wynosił około 40 000 zł. To pokazuje jak dużo jest na rynku pustego pieniądza. To między innymi dlatego nie mamy hiperinflacji, bo ten pieniądz nie dociera do wszystkich, tylko do nielicznych i znajduje ujście w kryptowalutach i nie tylko w nich.

Bitcoin to jest waluta niematerialna. Tak naprawdę to nie wiadomo, kto i po co ją stworzył. Być może jest to pewien eksperyment. Być może kiedyś dojdzie do jego krachu czy gwałtownej utraty jego wartości, by, według mnie, skompromitować ideę pieniądza o stałej ilości na rynku. Wszak przy pieniądzach kombinują ciągle ci sami.”

Pieniądz kreowany bez ograniczeń i oprocentowany, to władza i potęga. Przy stałej ilości pieniądza na rynku nie ma miejsca na korupcję i wszelkiego rodzaju finansowe malwersacje, nie ma też miejsca na inflację, czyli okradanie ludzi w białych rękawiczkach. To dlatego Żydzi stworzyli naukę zwaną ekonomią i mnóstwo teorii traktujących o rynkach finansowych, wolnym rynku, konkurencji, giełdzie itp. Wszystko po to, by wmówić gojom, że inaczej nie można, że świat nie rozwijałby się bez oprocentowanego kredytu. I uwierzyli. Dziś prawie nikt nie potrafi sobie wyobrazić, że może być inaczej. A tak naprawdę oprocentowany kredyt i kreacja pieniądza bez ograniczeń, będąca źródłem inflacji, są po to, by okradać i zubażać gojów, zgodnie z żydowską maksymą: Gazet kusy muter, co znaczy: grabić gojim jest dozwolone. I to jest właśnie kultura żydowska w najczystszej postaci i jej istota.

Gdyby nie było oprocentowanego kredytu, czyli lichwy, gdyby na rynku była stała ilość pieniądza, to świat wyglądałby zupełnie inaczej. Nie wiemy i nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić tego świata, ale chyba jednego możemy być pewni – nie było by wojen, bo nie było by chętnych na pożyczanie na nie pieniędzy. Wojna jest działaniem destrukcyjnym, więc nie było by szans na zwrócenie pieniądza o tej samej nominalnie wielkości, ale o większej sile nabywczej ze względu na poczynione inwestycje. Większa ilość dóbr na rynku, przy stałej ilości pieniądza, powoduje wzrost jego siły nabywczej. Odwrotny proces, czyli drukowanie pieniądza na cele nieprodukcyjne, czy destrukcyjne, jak choćby wojna, to spadek jego siły nabywczej. Tym, którzy go drukują, nigdy go nie zabraknie i spadek siły nabywczej pieniądza im nie szkodzi. Szkodzi tym, którzy go nie drukują. – Oto cała tajemnica wiary… żydowskiej.

Archipelag Polskości

W dniu 8 września Biuletyn Stowarzyszenia Marszu Niepodległości przysłał mi maila. Tym razem jednak nie Robert Bąkiewicz pod nim się podpisał, ale Stowarzyszenie Patriotyzm i Wolność, które zaprasza na wydarzenie Archipelag Polskości, które będzie miało miejsce 24 września w Warszawie. Poniżej treść tego maila:

Stowarzyszenie Patriotyzm i Wolność zaprasza na wydarzenie Archipelag Polskości.

Szczególnie zachęcamy wszelkiego rodzaju organizacje społeczne (stowarzyszenia i fundacje oraz prowadzące działalność w innych formułach) do zbiorowego uczestnictwa w Archipelagu Polskości poprzez co najmniej wystawienia własnego stanowiska/stoiska z emblematami i materiałami danej organizacji, a najlepiej także wystąpienie własnego podmiotu w postaci 10/15-minutowej autoprezentacji na scenie towarzyszącej, podczas kiedy można opisać, pokazać czy ilustrować charakterystykę własnych koncepcji i działań. W tej sprawie należy kontaktować się z sekretariatem Stowarzyszenia Patriotyzm i Wolność: telefonicznie lub mailowo.

Organizacje społeczne mają bardzo mało okazji do wspólnych spotkań, które mogą nie tylko owocować nowymi kontaktami, ale również współpracą. Im więcej organizacji będzie działać wspólnie, tym ich głos będzie bardziej słyszalny. Pragniemy również stworzyć sieć pomocową dla organizacji, wiemy i rozumiemy problemy z jakimi borykają się organizacje. Chcemy wyjść im naprzeciw, jednak do tego potrzebujemy wspólnych spotkań. Archipelag Polskości jest właśnie taką okazją do zapoznania się, podzielenia się doświadczeniem, ale przede wszystkim wspólnie spędzonym czasem.

Kongres Archipelag Polskości jest nie tylko dla przedstawicieli organizacji pozarządowych, ale również dla osób chcących poznać koloryt polskich organizacji i ich dorobek. Archipelag Polskości jest planowany jako doroczne i rozrastające się wydarzenie społeczno-kulturalne. Jego wizja docelowa to zgromadzenie bez mała wszystkich środowisk i organizacji, dla których patriotyzm i wolność są podstawami światopoglądu i działania. Chodzi o połączenie całego archipelagu dążeń historycznych i rekonstrukcyjnych, kulturowych i religijnych, artystycznych i muzycznych, krajoznawczych i etnograficznych, ideowych i wydawniczych, wychowawczych i edukacyjnych czy gospodarczych i samopomocowych. Poszczególne podmioty kultywujące określony rys polskości powinny się wzajemnie inspirować i zapładniać, aby archipelag stawał się pełnią i jednością, w których odzwierciedla się cały blask polskości. Wspólna przestrzeń oraz prezentacje czy stoiska tworzące poszczególne „wyspy” archipelagu mają dawać uczestnikowi paletę zbieżnych wrażliwości dążących ku fundamentalnej jedności. Archipelag Polskości ma na (dalekosiężnym) celu jednoczenie Polaków wokół wspólnych idei i zadań.

Raz jeszcze przypominamy, iż jak archipelag składa się z *wysp*, tak chcemy ukazywać, że nasza*polskość* również. Poprzez Archipelag Polskości pragniemy stworzyć przestrzeń do debaty społecznej i publicznej. W debacie tej będą brać udział przedstawiciele organizacji pozarządowych ogólnopolskich i tych lokalnych, a także przedstawiciele instytucji czy samorządowcy. Proponujemy organizacjom społecznym nie tylko możliwość miejsca na stoisko wystawowe, ale również limitowany czas, w którym mogą zaprezentować się na scenie Archipelagu Polskości.

Do zobaczenia! Stowarzyszenie Patriotyzm i Wolność

W trakcie tego Wydarzenia odbędą się dwie debaty. Pierwsza z nich to Rok 2022 Rokiem Romantyzmu Polskiego. Głosy naprowadzające to:

  • Mariusz Bechta (Templum Novum): Kanonada narodowego romantyzmu.
  • Jan Engelgard (Myśl Polska): Dlaczego pozytywizm jest lepszy od romantyzmu?
  • Krzysztof Koehler (Instytut Książki): Dlaczego staropolszczyzna jest lepsza od romantyzmu?
  • Artur Zawisza (Fundacja Patriotyzm i Wolność): Romantyzm polski jako synthesis polonitatis.

Druga debata to Wyspy organizacji społecznych tworzące archipelag polskości.

Takimi to pierdołami będą zajmować się ci „patrioci” w momencie, gdy do Polski napływają miliony obcych, gdy ukrainizacja języka polskiego postępuje w zastraszającym tempie, gdy tworzenie nowego państwa polsko-ukraińskiego trwa w najlepsze. Zorganizowanie takiego cyrku kosztuje. A kto to finansuje? No kto?

Tak dla porządku – archipelag to grupa wysp położonych blisko siebie, najczęściej o wspólnej genezie i podobnej budowie geologicznej. Nazwa wywodzi się z greckiego archḗ – początek i pḗlagos – morze.

Idea nie jest nowa. Próbę wyjaśnienia tego zjawiska można znaleźć tu: https://oees.pl/magazyny/wyspy-i-archipelagi/. Poniżej fragment:

„Dzięki mediom społecznościowym i innym formom globalnej komunikacji nowo powstające wspólnoty wypracowują wspólny światopogląd. Trwa nieustanna wymiana: nie tylko przepływ towarów i migracje ludzi, ale przede wszystkim transfer myśli, eksport i import idei, koncepcji, kultur oraz zasad. Tak powstają współczesne wyspy – oddolne inicjatywy budowane na wartościach wytwarzanych lokalnie, ale też będących elementami większej, regionalnej (krajowej lub międzynarodowej) wymiany informacji, wrażeń oraz wartości.

Wyspy, jeśli tylko nawiązują i utrzymują ze sobą kontakt, tworzą archipelagi. Archipelagi wartości. Pomiędzy wyspami dochodzi do przepływu wiedzy, wzajemnej inspiracji, a czasem – do znacznie bardziej skomplikowanych procesów społecznych, prowadzących do tworzenia się zaawansowanej sieci, społeczności, plemienia lub grupy skupionej wokół określonego zestawu wartości wspólnych.

Znane z dotychczasowego świata sieci formalne – czy to korporacyjne, czy państwowe – instytucje, ich placówki, oddziały, przedstawicielstwa, sklepy, urzędy i przystanki zaczynają dziś konkurować z archipelagami, a więc z sieciami wysp – instytucjami nowej generacji. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy archipelagi eksplodowały wokół nas.

Najciekawsze wydają się dziś archipelagi wartości tworzące się wokół licznych NGO, które wykorzystują prezentowane wartości do zdobywania funduszy (mikrogranty, crowdfunding). Takim archipelagiem jest choćby Greenpeace – utrzymywany przez swoją społeczność, zdolny do skutecznego działania nawet w ekstremalnie trudnych warunkach, w dowolnym miejscu na świecie.

Archipelagi – mniej lub bardziej trwałe – mogą się także tworzyć wokół znanych ludzi. Dawne grupy oklaskujących fanów przeradzają się w mikrospołeczności zdolne do prowadzenia skomplikowanych operacji. Moim ulubionym przykładem takiego archipelagu jest zbudowana wokół Jurka Owsiaka spo­łeczność Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Czymś w rodzaju archipelagu stał się – przynajmniej na jakiś czas – francuski ruch En Marche!, który wyniósł do władzy prezydenta Macrona.”

Z powyższego cytatu wynika, że tak powstają współczesne wyspy – oddolne inicjatywy budowane na wartościach wytwarzanych lokalnie, ale też będących elementami większej, regionalnej (krajowej lub międzynarodowej) wymiany informacji, wrażeń oraz wartości. A z treści przekazu Stowarzyszenia Patriotyzm i Wolność wynika, że jest odwrotnie, że Archipelag Polskości powstaje odgórnie.

Tak na zdrowy rozum, to nie ma takiej możliwości, by powstawały jakieś ruchy oddolne i jednoczyły się, bo ilu ludzi, tyle pomysłów. Zawsze musi być ktoś, kto tym kieruje i kto wie, do czego dąży. I zawsze muszą być pieniądze. A skąd? Może wszyscy Żydzi, bo to są ich pomysły, składają się na te inicjatywy. Teodor Jeske-Choiński w książce Historia Żydów w Polsce (1919) pisał:

»Kiedy wojenne sądy Francji wzięły za kołnierz Dreyfusa, płynęły do Paryża z całej kuli ziemskiej potoki złota. Ratować rozkazali wodzowie Judy zagrożonego hańbą współwyznawcę, hańba bowiem jego mogłaby zaszkodzić politykom żydowskim we Francji. Najuboższy sklepikarz płacił bez oporu narzucony mu przez kahał haracz. Jakiś handlarz wyszogrodzki przyznał mi się w owym czasie, że płaci miesięcznie trzy ruble na jakiegoś Dreyfusa, pytając, co to za jeden ten Dreyfus i co on takiego zrobił, iż potrzeba aż tyle pieniędzy, żeby go wydostać z rąk „gojów”. Nie wiedział biedaczysko nawet, o co właściwie chodzi, a mimo to był posłusznym bez rezonowania.«

Większość dobrze prosperujących firm, zarówno tych w skali globalnej jak i lokalnej, należy do Żydów, więc zapewne nie mają problemów, by jakąś niewielką część swoich dochodów przeznaczać na cele nie związane bezpośrednio z działalnością gospodarczą. Stworzenie czegoś takiego jak Archipelag Polskości wymaga zaangażowania wielu ludzi, a więc również pieniędzy. No bo jeśli, pragniemy również stworzyć sieć pomocową dla organizacji, wiemy i rozumiemy problemy z jakimi borykają się organizacje, to ta pomoc po części będzie zapewne finansowa, a po części organizacyjna. W ten sposób przejmuje się kontrolę nad całymi tzw. środowiskami patriotycznymi i nie tylko patriotycznymi – nad wszystkimi.

Żydzi zawsze wykorzystywali zdobycze techniki do komunikowania się i przekazywania informacji, umożliwiających podejmowanie właściwych decyzji. Kiedyś Prus w jednej ze swoich nowel, w Placówce czy Anielce, opisał jak wykorzystywali do tego celu pociągi towarowe. Umieszczali po jednym z wagonów takiego pociągu list, który docierał do adresata szybciej niż dochodziły na prowincję jakieś gazety, jeśli w ogóle tam trafiały i szybciej niż informacja rozchodziła się z ust do ust. Dziś wykorzystują internet i media społecznościowe, które należą do nich, do tworzenia takich inicjatyw, jak wyżej opisana.

Działają też oni z dużym wyprzedzeniem. Można zapytać: dlaczego dopiero teraz wyszli z taką inicjatywą? Teraz, gdy do Polski napłynęły miliony Ukraińców. Zapewne chcą wybadać jak liczne jest środowisko patriotyczne w Polsce, by podjąć działania adekwatne do stanu faktycznego.

2 czerwca na kanale eMisjaTV został wyemitowany wywiad z właścicielem łódzkiej kamienicy i jednocześnie znajdującego się w niej sklepu. Chodziło o artykuł jaki zamieściła Gazeta Wyborcza w związku z muralem znajdującym się na tej kamienicy. Mural powstał ponad dwa lata temu. Jego intencją była chęć przypomnienia o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu. Gazeta Wyborcza zarzuciła właścicielowi sianie nienawiści pomiędzy narodami polskim i ukraińskim. Dlaczego zrobiła to dopiero po ponad dwóch latach od jego powstania, gdy pojawili się w Polsce Ukraińcy? A czy właściciel kamienicy już dwa lata wcześniej wiedział, że do Polski napłyną „uchodźcy” z Ukrainy? I czy właściciel sklepu i łódzkiej kamienicy może być Polakiem? Może i tak, ale prawdopodobieństwo, że nim jest, jest znikome.

Gdy w połowie lat 80-tych PRL powoli chylił się ku upadkowi, to przeciętny człowiek nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego, że idą zmiany i to diametralne, że kończy się narodowy socjalizm PRL-u, w którym był tylko jeden naród, jedno państwo i jedna partia, ale Żydzi wiedzieli.

W 1984 roku w czasopiśmie „Nurt” ukazał się artykuł, w którym jego autor Jerzy Tomaszewski oskarżył Armię Krajową o mordowanie ukraińskich cywilów. Wówczas środowisko kombatantów 27. Wołyńskiej Dywizji AK przystąpiło do zbierania relacji świadków na temat wydarzeń z okresu 1943-1944. Efektem zainicjowanych wtedy prac dokumentalnych były publikacje Władysława Siemaszko oraz jego córki Ewy Siemaszko dotyczące zbrodni popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach na Wołyniu.

Gdy Jan Tomasz Gross opublikował swoją książkę Sąsiedzi, to ze strony polskiej pojawiły się głosy, że jest niewiarygodna, bo opiera się na zeznaniach świadków, składanych po wielu latach. W sytuacji, gdy wielu innych świadków już nie żyje, weryfikacja tych zeznań jest niemożliwa. Taki właśnie zarzut sformułował pod adresem pracy Siemaszków Grzegorz Mazur. Zwraca uwagę podobieństwo obu książek. W obu przypadkach oparto się na zeznaniach świadków, ale nie – złożonych bezpośrednio po wydarzeniach, tylko po wielu latach później. I w obu przypadkach książki zostały napisane nie przez historyków zawodowych, tylko przez amatorów. To oczywiście samo w sobie nie jest wadą, ale uwagę zwraca ten sam schemat, co skłania do wniosku, że inspiracja wyszła z tego samego źródła. Tym bardziej zwraca na to uwagę schemat zdziczałych Polaków i bezbronnych Żydów w jednym przypadku i zdziczałych Ukraińców i bezbronnych Polaków – w drugim. I jakby jeszcze brakowało analogii, to nie ma zgody na ekshumację w Jedwabnem i na Wołyniu. A skoro tak, to oznacza to, że jest coś do ukrycia, co podważyłoby obowiązującą w obu przypadkach narrację.

Oczywiście w każdej mistyfikacji musi być ziarno prawdy. Tak jest w przypadku holokaustu. Żydzi ginęli w obozach zagłady, ale nie w takich ilościach, jak wmawia nam żydowska propaganda. Podobnie może być w przypadku rzezi wołyńskiej. Cześć z ofiar to mogła być ludność polska, ale znacznie większą część mogła stanowić ludność rusińska. To, co wiemy, to to, że ludność polska na Wołyniu stanowiła 15% całej zamieszkałej tam ludności. Wiemy też, że akcja mordowania tej ludności rozpoczęła się jednocześnie w 99 miejscowościach i wioskach. Kto tam zamieszkiwał było zapewne wiadome lokalnej administracji. Czy ta dokumentacja dostała się w ręce wycofujących się Niemców, czy może przejęła to nadciągająca Armia Czerwona? Tego nie wiemy i nie dowiemy się, ale z niej moglibyśmy się dowiedzieć prawdy. Wiemy też, że Siemaszkowie nie korzystali z niemieckich i rosyjskich archiwów. Wszystko to jest więc bardzo dziwne i zagadkowe.

Skłócanie narodów to żydowska specjalność, a nie ma do tego lepszego narzędzia, w przypadku Polaków i Ukraińców, niż rzeź wołyńska. A co by się stało, gdyby okazało się, że to nie Polaków tam mordowano? W grudniu 1937 na Wołyniu rozpoczęto akcję przymusowych konwersji lokalnych społeczności na rzymski katolicyzm. W 1938 roku rząd sanacyjny przeprowadził akcję burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie. Odpowiedzialni za to trzej oficerowie sanacyjni zostali po wojnie oficerami LWP. Kim byli, że spotkało ich takie wyróżnienie?

Kto tak uprawia politykę? Przecież polski rząd nie zachowywałby się w ten sposób. Tego typu działania, to są ewidentnie działania zamierzone na skłócanie i sianie nienawiści pomiędzy narodami polskim i tzw. ukraińskim. Czy i taki jest zamiar tych, którzy tworzą Archipelag Polskości i jednocześnie sprowadzają miliony Ukraińców do Polski?

Cele

Niejednokrotnie podkreślałem w swoich blogach, że wszelkie wojny i konflikty są wywoływane sztucznie i służą tylko interesom jednej nacji. Dowodów bezpośrednich na to nie ma, ale pewne fakty i sposób uprawiania polityki przez mocarstwa może skłaniać do takich wniosków. Na portalu ZeroHedge pojawił się 7 września artykuł What Is America’s Goal For The Ukraine War? Answer: We Don’t Have One – Jaki jest cel Ameryki na wojnie na Ukrainie? Odpowiedź: nie mamy żadnego (https://www.zerohedge.com/geopolitical/what-americas-goal-ukraine-war-answer-we-dont-have-one). Jego autorem jest Daniel Davis. Zastanawia się on w nim, czy Ameryka ma cel lub strategię w wojnie na Ukrainie? Pisze on m.in.:

»W piątek sekretarz skarbu Janet Yellen ogłosiła, że G7 zgodziło się na ustalenie maksymalnej ceny na rosyjską ropę. Celem tych zabiegów jest ustalenie globalnej ceny tuż powyżej kosztu wydobycia, aby Moskwa nie osiągnęła zysku na sprzedaży ropy, ale na tyle wysoką, by nie przestała jej wydobywać. Obecny globalny popyt nie może być zaspokojony bez prawie dziewięciu milionów baryłek ropy dziennie dostarczanych przez Rosję, a gdyby Putin nagle wstrzymał wydobycie, to wynikający z tego szok podażowy mógłby spowodować, że cena ropy wzrosłaby drastycznie.

Celem ograniczenia, jak twierdzi Yellen, byłoby „zadanie poważnego ciosu rosyjskim finansom a także ograniczenie zdolności Rosji do prowadzenia niesprowokowanej wojny na Ukrainie oraz przyspieszenie kryzysu rosyjskiej gospodarki”. Zobaczymy, czy G7 będzie w stanie zrealizować swoje zamiary i opracować oraz wdrożyć ogólnoświatowy system limitów cenowych. Jednak wraz z innymi działaniami sponsorowanymi lub wspieranymi przez rząd Stanów Zjednoczonych, nie jest pewne, do czego tak naprawdę dąży Waszyngton.

7 lutego, około trzy tygodnie przed tym, jak Putin wydał rozkaz inwazji rosyjskiej armii na jej słabszego sąsiada, prezydent Biden zagroził „wprowadzeniem najsurowszych sankcji, jakie kiedykolwiek nałożono”, gdyby Rosja zdecydowała się na atak. Cztery dni później doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan wyjaśnił, że prezydent Biden „wierzy, że sankcje mają na celu odstraszenie. A żeby działały, żeby odstraszyć, muszą być ustawione w taki sposób, że jeśli Putin uderzy, to wtedy je odczuje”.

Jednak po tym, jak Putin nie przestraszył się sankcji, Biden skorygował uzasadnienie, twierdząc, że w rzeczywistości „nikt nie spodziewał się, że sankcje zadziałają”. Zamiast tego, kontynuował, sankcje miały na celu pokazanie zachodniego „rozwiązania”, które z czasem Putin poważnie odczuje. Nawet biorąc pod uwagę to nowe twierdzenie o uzasadnieniu sankcji, nie wyjaśnił, do czego miałoby doprowadzić to „rozwiązanie”.

Do tej pory żaden z czołowych przywódców Ameryki nie sprecyzował, w jaki sposób wsparcie dla Kijowa ma przynieść oczekiwane rezultaty. Nikt nie określił, jak ma wyglądać „osłabiona” Rosja, ani skąd będziemy wiedzieć, kiedy ten cel zostanie osiągnięty, ani nawet, dlaczego osłabienie Rosji jest żywotnym interesem USA, dla którego warto podjąć ogromne ryzyko. To nie są pytania akademickie, to są pytania podstawowe. Oto dlaczego:

Jeszcze przed wybuchem wojny Stany Zjednoczone nie miały wizji stanu końcowego, który chcą osiągnąć. Na przykład, jeśli celem Bidena przed 24 lutego było naprawdę powstrzymanie Rosji od rozpoczęcia wojny, powinno być jasne, ponad wszelką wątpliwość, że sama groźba sankcji nie wystarczy, aby przekonać Putina od powstrzymania się od inwazji.

Waszyngton musiałby być bardzo zaangażowany dyplomatycznie zarówno w Kijowie, jak i w Moskwie, aby wykorzystać całą potęgę USA do znalezienia sposobu do uniknięcia wojny. Nie ma dowodów na to, że USA podjęły jakikolwiek poważny wysiłek dyplomatyczny w celu zapobieżenia wojnie. Bez jasno wyartykułowanego celu nie było niczego, co wskazywałoby różnym działom Administracji, jak osiągnąć pożądany rezultat. Wynik był przewidywalny: niepowodzenie tego typu polityki.

Praktycznie jedynym celem wyrażonym przez któregokolwiek członka zespołu bezpieczeństwa narodowego Bidena od początku wojny było wspomniane wcześniej pragnienie Austina, by zobaczyć Rosję „osłabioną”. Ale jeśli Biały Dom nie wie, jak wygląda osłabiona Rosja, to skąd będzie kiedykolwiek wiedział, czy jego działania przybliżają Amerykę do tego celu? I w tym miejscu dokładnie jesteśmy.

Na Ukrainę już wiele razy wysyłano wielomiliardowe wsparcie, w tym trochę nowoczesnego i przestarzałego sprzętu, ale nie jest to spójne wyposażenie wojskowe, zapewniające ukraińskiemu wojsku skuteczne działanie. Biały Dom wprowadza wiele sankcji przeciwko Rosji, ale nie ma jasnego celu, po co je wprowadza.

Ponieważ nie wiemy, co chcemy osiągnąć, nikt nie może powiedzieć Amerykanom, ile będzie kosztował ten wysiłek, jak długo to potrwa, a nawet jak będzie wyglądał sukces. Jeśli brzmi to znajomo, to powinno tak brzmieć: jest to w zasadzie ta sama bezcelowa, niekompetentna polityka zagraniczna, którą Stany Zjednoczone prowadzą od dziesięcioleci.

  • Toczyliśmy wieloletnią wojnę w Afganistanie, której cele nigdy nie zostały sprecyzowane; nikt u władzy nawet nie określił, jak będzie wyglądał sukces, a zatem nie odniesiono żadnego zwycięstwa;
  • Rozpoczęliśmy wojnę w Iraku w 2003 roku, która prawie zakończyła się w 2011 roku, by powrócić tam ponownie w 2014 roku. Żaden prezydent nie zawracał sobie głowy wyznaczeniem osiągalnego celu wojskowego, ani nawet stwierdzeniem, co Armia ma osiągnąć, aby Amerykanie wiedzieli, kiedy operacja mogłaby się pomyślnie zakończyć. I tak to trwa do dnia dzisiejszego, ani sukcesu, ani zakończenia wojny.
  • Tak samo było w przypadku naszych działań w Syrii, Libii, Somalii, Nigrze i wielu innych miejscach w Afryce: rząd nie sprecyzował żadnych celów wojskowych, których osiągnięcie przyniosłoby korzyść naszemu krajowi i zasygnalizowało zakończenie misji.

Koszty wszystkich tych niepowodzeń dla Stanów Zjednoczonych były ogromne, a teraz tworzymy nową misję bez jasnego celu i bez możliwego do zidentyfikowania stanu końcowego. Wojna rosyjsko-ukraińska trwa już pół roku. Niebezpieczeństwo nie polega na tym, że za sześć lat nadal będziemy próbować odgadnąć cele administracji, choć ten smutny wniosek jest całkowicie możliwy, ale na tym, że ta wojna może pewnego dnia rozlać się poza granice Ukrainy i wciągnąć nas w konflikt, w którym nigdy nie powinniśmy uczestniczyć i na którym nigdy nie skorzystamy.«

Jak więc widać, autor artykułu wyraźnie daje do zrozumienia, że Ameryka nie ma jasno sprecyzowanego celu w wojnie na Ukrainie. Mało tego! Dodaje, że podobna sytuacja miała miejsce w Afganistanie oraz ma miejsce w obecnie trwających wojnach, m.in. w Syrii. Daniel Davis nie próbuje jednak wyjaśnić, jakie są tego przyczyny i czy rzeczywiście w tych amerykańskich działaniach brak celu. To, że władze nie potrafią czy nie chcą podać prawdziwego celu, nie oznacza, że go nie ma, bo idąc dalej tropem autora, wypadałoby zadać sobie pytanie, czy nie mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją w Wietnamie i jeszcze wcześniej w Korei?

Cel oczywiście jest – i zawsze ten sam. Stany Zjednoczone, jako projekt masoński, od początku powstania służą narodowi wybranemu jako narzędzie do terroryzowania reszty świata, do skłócania narodów, do siania wśród nich nienawiści i do wzajemnego wyniszczania się w wojnach i konfliktach zbrojnych, sprowokowanych przez ten twór. W blogu „Novus ordo” pisałem:

Dalekowzroczni założyciele Stanów Zjednoczonych spojrzeli zarówno w przeszłość, jak i w przyszłość, zdając sobie sprawę z tego, że ich działania będą miały długotrwałe konsekwencje dla przyszłych pokoleń.

W styczniu 1776 roku Thomas Paine zainspirował Kolonie wizją nowej ery amerykańskiej. W Common Sense napisał: „Sprawa Ameryki jest w dużej mierze sprawą całej ludzkości… To nie jest sprawa dnia, roku czy wieku; potomność jest praktycznie zaangażowana w to wyzwanie i w mniejszym lub większym stopniu odczuje skutki naszego obecnego działania, które będą trwały nawet do końca świata (even to the end of time)”.

Ile trzeba wysiłku, by ten cel ukryć? Wszelkie media są w to zaangażowane, tysiące analityków, ekspertów od geopolityki, historyków, socjologów i kto tam jeszcze – wszyscy oni tłumaczą nam „zawiłości” polityki międzynarodowej. Świat zmierza w kierunku wielobiegunowości, mówią nam, jakby to było czymś nowym. Tak przecież było, gdy Imperium Brytyjskie (jednobiegunowość) chyliło się ku upadkowi. To czas I i II wojny światowej. Później przyszła dwubiegunowość, a po niej znowu jednobiegunowość. A teraz ma wrócić wielobiegunowość. I co z tego? Cały czas na wierzchu ta sama nacja: Alles für Juden.

Afganizacja Ukrainy

Wojna na Ukrainie przedłuża się i nic na to nie wskazuje, by miała się szybko skończyć. O tym świadczy sposób prowadzenia działań i zachowanie obu stron. Wygląda na to, jakby chodziło o to, by zginęło jak najwięcej Ukraińców o patriotycznej i nazistowskiej orientacji. Ciekawą analizę tej wojny prezentuje Pepe Escobar w artykule, który pojawił się na portalu ZeroHedge: Escobar: Ukraine – Somewhere Between Afghanization And Syrianization – Escobar: Ukraina – gdzieś pomiędzy afganizacją a syrianizacją (https://www.zerohedge.com/geopolitical/escobar-ukraine-somewhere-between-afghanization-and-syrianization). Poniżej jego treść:

»Ukraina jest skończona jako naród – żadna ze stron nie odpuści w tej wojnie. Pytanie tylko, czy będzie to finał w stylu afgańskim czy syryjskim…

Rok po szokującym upokorzeniu Amerykanów w Kabulu – i na progu kolejnego poważnego ataku w Donbasie – istnieją powody, by sądzić, że Moskwa obawia się Waszyngtonu, który zechce zrewanżować się w formie „afganizacji” Ukrainy.

Ponieważ nie widać końca dostaw zachodniej broni i środków finansowych, napływających do Kijowa, należy uznać, że wojna na Ukrainie prawdopodobnie przekształci się w kolejny niekończący się konflikt. Podobnie jak afgański dżihad w latach 80-tych, który wykorzystywał uzbrojonych i finansowanych przez Stany Zjednoczone partyzantów, by wciągnąć Rosję w głąb – sojusznicy Ukrainy wykorzystają te sprawdzone w wojnie metody do prowadzenia długotrwałej batalii, która może rozprzestrzenić się na przygraniczne terytorium Rosji.

Jednak ta amerykańska próba kryptoafganizacji w najlepszym razie przyspieszy to, co rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu określa jako „zadanie” Specjalnej Operacji Wojskowej (SOW) na Ukrainie, co oznacza, że dla Moskwy najważniejsza jest teraz Odessa.

Nie musiało do tego dojść, ale od niedawnego zamachu na Darię Duginę u bram Moskwy, stało się jasne, że pole bitwy na Ukrainie zaczyna podlegać procesowi „syrianizacji”.

Podobnie jak zagraniczna wojna zastępcza w Syrii w ostatniej dekadzie, linie frontu wokół znaczących ukraińskich miast z grubsza się ustabilizowały. Przegrywając na większych polach bitew, Kijów coraz częściej stosował taktykę terrorystyczną.

Żadna ze stron nie była w stanie całkowicie opanować ogromnego teatru wojennego. Tak więc armia rosyjska zdecydowała się na utrzymanie minimalnych sił na polu walki – w przeciwieństwie do strategii, którą stosowała w Afganistanie w latach 80. XX wieku.

Przypomnijmy kilka faktów z Syrii: Palmyra została wyzwolona w marcu 2016 r., następnie stracona i odzyskana w 2017 r. Aleppo zostało wyzwolone dopiero w grudniu 2016 r. Deir Ezzor we wrześniu 2017 r. Kawałek północnej Hamy w grudniu i styczniu 2018 r. Przedmieścia Damaszku wiosną 2018 roku. Idlib oraz ponad 25 procent terytorium Syrii – wciąż nie są wyzwolone. To wiele mówi o sposobie prowadzenia tej wojny.

Dowództwo rosyjskie nigdy nie podjęło decyzji o przerwaniu dostaw zachodniej broni dostarczanej z różnych stron do Kijowa. Inna sprawa, to metodyczne niszczenie tej broni na terytorium Ukrainy – z dużym powodzeniem. To samo dotyczy rozbijania sieci najemników.

Moskwa doskonale zdaje sobie sprawę, że wszelkie negocjacje z tymi, którzy pociągają za sznurki w Waszyngtonie, i dyktują wszelkie warunki marionetkom w Brukseli i Kijowie, są daremne. Walka w Donbasie i poza nim jest prowadzona przez ludzi wyjątkowo zdeterminowanych.

Tak więc wojna będzie trwała, niszcząc to, co zostało z Ukrainy, tak jak zniszczyła większą część Syrii. Różnica polega na tym, że gospodarczo, znacznie bardziej niż w Syrii, to, co zostało z Ukrainy, stanie się ruiną. Tylko terytorium pod kontrolą Rosji zostanie odbudowane, w tym znaczna część ukraińskiej infrastruktury przemysłowej.

To, co pozostało, reszta Ukrainy, i tak już zostało rozkradzione, ponieważ Monsanto, Cargill i Dupont przejęły już 17 milionów hektarów pierwszorzędnej, żyznej ziemi uprawnej, ponad połowę tego, co Ukraina nadal posiada. W praktyce posiadaczami tej ziemi są BlackRock, Blackstone i Vanguard – najważniejsi udziałowcy agrobiznesu, posiadający wszelkie grunty, które naprawdę mają znaczenie na niesuwerennej Ukrainie.

Wybiegając w przyszłość, do końca roku Rosjanie spróbują odciąć Kijów od dostaw broni NATO. Gdy to się stanie, Anglo-Amerykanie w końcu przeniosą marionetkowy reżym do Lwowa. A kijowski terroryzm, prowadzony przez wyznawców Bandery, nadal będzie „nową normalnością” w stolicy.

Podwójna gra Kazachów

Jak na razie, to nie ma wątpliwości, że nie jest to zwykła wojna polegająca na podboju terytoriów. Jest to z pewnością część Wojny o Korytarze Gospodarcze, ponieważ Stany Zjednoczone nie szczędzą wysiłków, by sabotować i niszczyć liczne kanały komunikacyjne w projektach integracyjnych Eurazji, niezależnie od tego, czy są one prowadzone przez Chiny (Inicjatywa Jedwabnego Szlaku), czy przez Rosję (Euroazjatycka Unia Gospodarcza – EUG).

Tak jak wojna zastępcza w Syrii zmieniła sytuację polityczną w Azji Zachodniej (np. Erdogan ocieplający stosunki z Asadem), tak wojna na Ukrainie, jako konflikt lokalny, jest wojną o rekonfigurację obecnego porządku światowego, w którym Europa staje się ofiarą lokalnego konfliktu. W skali globalnej oznacza to powstanie wielobiegunowości.

Wojna zastępcza w Syrii trwa już dekadę i jeszcze się nie skończyła. To samo może się stać z wojną zastępczą na Ukrainie. W obecnej sytuacji Rosja zajęła obszar, który w przybliżeniu odpowiada obszarowi Węgier i Słowacji. To wciąż jest dalekie od wypełnienia „zadania” – i musi trwać, dopóki Rosja nie zajmie całej ziemi aż do Dniepru i Odessy, łącząc ją z separatystyczną Republiką Naddniestrza.

To bardzo pouczające widzieć, jak ważni euroazjatyccy gracze reagują na takie geopolityczne zawirowania, a to prowadzi nas do Kazachstanu i Turcji.

Telegram Rybar (ponad 640 tys. obserwujących) i grupa hakerów Beregini ujawniły w śledztwie, że Kazachstan sprzedawał broń Ukrainie, co oznacza de facto zdradę swoich rosyjskich sojuszników w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Należy również wziąć pod uwagę fakt, że Kazachstan jest także częścią Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO) i EUG, dwóch euroazjatyckich ośrodków, dążących do stworzenia wielobiegunowego porządku światowego.

W wyniku skandalu Kazachstan został zmuszony do oficjalnego ogłoszenia wstrzymania eksportu wszelkiej broni do końca 2023 roku. Zaczęło się od ujawnienia przez hakerów, w jaki sposób Technoexport, kazachska firma, sprzedawała Kijowowi, za pośrednictwem jordańskich pośredników, transportery uzbrojone, systemy przeciwpancerne i amunicję na zlecenie Wielkiej Brytanii. Samą transakcję nadzorował brytyjski attaché wojskowy w stolicy Kazachstanu Nur-Sułtanie.

Nur-Sułtan, zgodnie z przewidywaniami, próbował odeprzeć zarzuty, argumentując, że Technoexport nie wnosił o licencje eksportowe. To jednak okazało się nieprawdą. Zespół Rybar odkrył, że Technoexport wykorzystał do tego celu jordańską firmę Blue Water Supplies, ale sprawiedliwości stało się zadość. Wszystkie dokumenty kontraktowe znalazły się w komputerach ukraińskiego wywiadu. Ponadto hakerzy dowiedzieli się o kolejnej umowie z Kazspetsexport, za pośrednictwem bułgarskiego kupca, na sprzedaż kazachskich Su-27, turbin samolotowych i śmigłowców Mi-24. Miały one zostać dostarczone do USA, ale ich ostatecznym celem była Ukraina.

Wisienką na tym środkowoazjatyckim torcie jest to, że Kazachstan również sprzedaje znaczne ilości rosyjskiej, a nie kazachskiej ropy, do Kijowa. Wydaje się więc, że Nur-Sultan, być może nieoficjalnie, w jakiś sposób przyczynia się do „afganizacji” wojny na Ukrainie. Nie potwierdzają tego oczywiście żadne przecieki dyplomatyczne, ale można się założyć, że Putin miał kilka rzeczy do powiedzenia na ten temat prezydentowi Kassymowi-Jomartowi Tokajewowi na ich niedawnym, serdecznym spotkaniu.

Balansowanie Sułtana

Turcja jest o wiele bardziej złożonym przypadkiem. Ankara nie jest członkiem SCO, OUBZ ani EUG. Nadal zabezpiecza swoje interesy, kalkulując, na jakich warunkach dołączyć do integrujących się państw Eurazji, ale nie przeszkadza jej to, by za pomocą kilku sztuczek Moskwa mogła uniknąć konsekwencji zachodnich sankcji i embarga.

Tureckie firmy, praktycznie wszystkie powiązane z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem i jego Partią Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), zarabiają mnóstwo pieniędzy i rozkoszują się swoją nową rolą hurtowni na skrzyżowaniu dróg między Rosją a Zachodem. W Stambule mówią otwarcie, że to, czego Rosja nie może kupić od Niemiec czy Francji, kupuje „od nas”. I faktycznie kilka firm z UE jest w to zamieszanych.

Balansowanie Ankary jest słodkie jak dobra baklawa. Otrzymuje ona wsparcie gospodarcze od bardzo ważnego partnera w samym środku niekończącego się, bardzo poważnego tureckiego kryzysu gospodarczego. Zgadzają się niemal we wszystkim: rosyjski gaz, systemy rakietowe S-400, budowa przez Rosjan elektrowni atomowej, turystyka (Stambuł jest zapchany rosyjskimi turystami), tureckie owoce i warzywa.

Ankara i Moskwa wykorzystują zasady solidnej podręcznikowej geopolityki. Grają w to otwarcie, w świetle reflektorów. To nie znaczy, że są sojusznikami. To tylko pragmatyczny biznes między państwami. I tak przykładowo, stosunki gospodarcze mogą złagodzić napięcia w sferze polityki i odwrotnie.

Oczywiście działające wspólnie państwa Zachodu zupełnie zapomniały, jak działają normalne relacje pomiędzy państwami. To jest żałosne. Turcja jest traktowana przez Zachód jak zdrajca, tak samo jak Chiny.

Oczywiście Erdogan też musi grać pod publiczkę, więc co jakiś czas mówi, że Kijów powinien odzyskać Krym. W końcu jego firmy robią interesy także z Ukrainą – drony Bayraktar i nie tylko. – A potem będzie prozelityzm: Krym jest już teoretycznie gotowy na tureckie wpływy, na którym Ankara może propagować ideę panislamizmu, a przede wszystkim panturkizmu, wykorzystując historyczne relacje między półwyspem a Imperium Osmańskim.

Czy Moskwa się martwi? Nie za bardzo. Jeśli chodzi o te Bayraktary TB2 sprzedane Kijowowi, to będą one nadal bezlitośnie obracane w pył. Żadnych urazów, to tylko interesy.«

Napisałem na wstępie, że jest to ciekawa analiza, bo dostarcza informacji, które wyjaśniają, o co tak naprawdę chodzi w tej wojnie. Ukraińcy są cynicznie wykorzystywani jako mięso armatnie, zmuszani do walki w wojnie, której wynik jest z góry wiadomy, podobnie jak to było z Polakami w kampanii wrześniowej. Ukraina jako państwo już nie istnieje.

Wszystkie najżyźniejsze ziemie należą do firm BlackRock, Blackstone i Vanguard, a więc do firm, które mają nie tylko największe udziały w agrobiznesie, ale w każdym biznesie. Kto jest właścicielem tych firm, tego my nie wiemy, ale nietrudno domyślić się, że Żydzi. Czy jest to zatem wojna o korytarze gospodarcze, jak pisze autor? Jeśli wszystko należy do jednej nacji, to nie ma znaczenia, czy górą jest Ameryka czy Eurazja. Nie ma znaczenia, czy transport odbywa się drogą morską czy lądową, jeśli kanały dystrybucji również kontroluje ta sama nacja.

Adolf Nowaczyński w książce Mocarstwo anonimowe (1921) cytuje szkic O kahale (1870) nawróconego rosyjskiego Żyda Brafmanna. Poniżej jego fragment:

„Wszystkie państwa, wszyscy prawie panujący zadłużyli się u żydów po uszy i są od nich zależni. Giełda reguluje te wszystkie długi. Odraczamy terminy ich płatności, udzielamy nowych pożyczek dla rządów, abyśmy coraz silniej trzymali je w swych rękach. Lecz nie tylko sami panujący; musimy uzależnić od siebie: prezydentów rzeczypospolitych, ministeria, parlamenty; wszystko to powinno nam się poddać, powinno ulegać naszej władzy jeszcze bardziej niż dzisiaj, zupełnie absolutnie, bezwzględnie, bezapelacyjnie. Powinniśmy ująć w swe ręce – rzecz oczywista – wszystko to, co nam się jeszcze wymyka, a więc resztę kapitału, wszystkie koleje żelazne, całą żeglugę, wszystką ziemię, lasy, bogactwa mineralne, resztę fabryk. Musimy kierować dowolnie dochodami skarbów państwowych, budżetami wszystkich krajów, nie wypuszczając ze swych rąk ceł i podatków.”

Widać wyraźnie, że wojna ta jest sztucznie wywołana, tak jak wszystkie poprzednie i obecne. Gdyby cały świat chciał nałożyć sankcje na Rosję i konsekwentnie je utrzymywać, to znacznie osłabiłby Rosję, ale może jeszcze więcej zaszkodziłby sobie. Jest to zbyt wielkie państwo, zbyt wiele bogactw posiada, by z nim walczyć. O tym dobrze wiedzą ci, którzy tym wszystkim kierują. Jednak zbyt wiele państw nie chce sobie szkodzić i ograniczać handel z Rosją, a te, które to robią, to w większości udają, że robią i drogą okrężną nadal z nią handlują. Tylko kraje słabe, wasalne, takie jak Polska, próbują je utrzymać, ale w ten sposób nie szkodzą Rosji tylko sobie. Wszystko wskazuje na to, że takie zadanie wyznaczyli jej wielcy tego świata, bo nikt o zdrowych zmysłach nie szkodzi sobie dobrowolnie.

O co więc w tej wojnie chodzi? W wojnie, w której każda ze stron zachowuje się tak, jakby chciała, by trwała ona jak najdłużej. Widać, że teren jest „oczyszczany”. Z jednej strony mamy wielomilionową emigrację do Polski, z drugiej – świadome wysyłanie żołnierzy ukraińskich na pewną śmierć.

Sytuacja, w której Polska sąsiaduje z państwem upadłym i angażuje się w pomoc finansową i wojskową dla niego, nie wróży niczego dobrego. W praktyce będzie to oznaczać, że i Polska stanie się bankrutem, bo jej zadłużenie przerośnie jakiekolwiek możliwości jego obsługi, nie mówiąc o jego spłacie. Rząd „polski” doskonale zdaje sobie z tego sprawę i świadomie do tego dąży. Nie można też wykluczyć, że działania terrorystyczne przeniosą się na teren Polski, zwłaszcza że taka organizacja (tzw. kamraci) jest również tworzona na jej terenie. Może się więc okazać za jakiś czas, że oba państwa będą przeznaczone do likwidacji. I być może z części jednego i drugiego powstanie nowe państwo, które będzie początkiem odtwarzania tzw. I Rzeczypospolitej.

A tymczasem pojawiają się nowe zagrożenia z powodu napływu tak wielkiej ilości ludzi z państwa, które pod każdym względem jest słabiej rozwinięte. Łódzki sanepid ujawnił informację, że w ostatnim czasie kilkunastokrotnie wzrosła ilość osób zakażonych wirusem HIV. Zapewne podobna sytuacja jest w innych dużych miastach. Pojawiają się również nowe rodzaje przestępstw, nowe sposoby włamań, których w Polsce od dawna nie było. A to dopiero początek.

Za naszą granicą z Ukrainą, która to granica praktycznie nie istnieje, dzieją się rzeczy, które diametralnie zmienią oba państwa. Ci Ukraińcy, którzy tu przyjechali, już stąd nie wyjadą, a to oznacza radykalną zmianę stosunków narodowościowych. Dla Polaków, w dłuższej perspektywie, oznacza to pogorszenie ich statusu w tym państwie, sprowadzenie ich do roli obywateli trzeciej kategorii. Obawiam się jednak, że większość z nich jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, mimo że żydowsko-ukraińskie władze tego państwa wcale nie kryją swoich zamiarów i ich działania są nad wyraz czytelne.

Więzień c.d.

W poniedziałek 29 sierpnia pojawiła się na Interii informacja o zatrzymaniu przez policję Wojciecha Olszańskiego. Pojawiła się ona nie tylko na Interii, ale na wielu głównych portalach informacyjnych. Prawie że była to informacja dnia. W artykule Prorosyjski streamer Wojciech O., pseudonim “Jaszczur”, zatrzymany przez policję (https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-prorosyjski-streamer-wojciech-o-pseudonim-jaszczur-zatrzyman,nId,6250998) Interia pisze:

»Policja zatrzymała 62-letniego Wojciecha O., znanego w sieci prorosyjskiego streamera, antysemitę i antyszczepionkowca. Z kolei Sąd Rejonowy w Ostródzie nie uwzględnił wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie mężczyzny.

O zatrzymaniu Wojciecha O. w “jednym z lokali gastronomicznych” poinformował Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Informację tę potwierdziła Polskiej Agencji Prasowej ostródzka policja. Do zatrzymania doszło w niedzielę po południu w okolicach Grunwaldu

LIDER PROROSYJSKICH FASZYSTÓW WOJCIECH OLSZAŃSKI ZATRZYMANY

Uzbrojona jednostka policji zatrzymała Wojciecha Olszańskiego. Lider prorosyjskich faszystów został wyciągnięty z gospody, gdzie naradzał się i prowadził spotkanie liderów bojówek faszystowskich z całego kraju.

Przedstawiono mu zarzut publicznego nawoływania do waśni na tle narodowościowym i znieważenia członków narodu żydowskiego z powodu przynależności narodowościowej – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Elblągu Sławomir Karmowski.

Do takich publicznych wypowiedzi Wojciecha O. miało dojść podczas odbywającego się w miniony weekend na Polach Grunwaldzkich tzw. zlotu Kamractwa. Rzecznik prokuratury przekazał, że podczas przesłuchania podejrzany nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.

Sąd nie uwzględnił wniosku o areszt

Ponieważ jest to dochodzenie, zarzuty przedstawiła policja, a akta sprawy trafiły w poniedziałek do Prokuratury Rejonowej w Ostródzie, która po zapoznaniu się z nimi wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące.

Sąd nie uwzględnił tego wniosku i zastosował wobec Wojciecha O. dozór policji. Postanowienie jest nieprawomocne i prokuratura prawdopodobnie będzie składać zażalenie.

Prorosyjski antysemita

Wojciech O., posługujący się pseudonimami “Jaszczur” i “Aleksander Jabłonowski”, z zawodu jest aktorem. Występował w teatrze i filmach pełnometrażowych m.in. w “Quo Vadis”. 

“Jaszczur” głosi w sieci poparcie dla Rosji Władimira Putina i białoruskiego reżimu Alaksandra Łukaszenki, przekonywał, że pandemia koronawirusa nie istnieje, jest również antyszczepionkowcem, antysemitą, a za największego wroga Polski uważa Stany Zjednoczone.

Miał grozić śmiercią posłom i dziennikarzom

To nie pierwsze kłopoty Wojciecha O. z prawem. Przed bydgoskim sądem odpowiada za grożenie śmiercią posłom i dziennikarzom domagającym się obowiązkowych szczepień przeciw COVID-19. 

Niezależnie O. usłyszał również zarzuty dotyczące napaści, czy publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych. 11 listopada 2021 r. uczestniczył w spaleniu Statutu Kaliskiego – przywileju tolerancyjnego dla Żydów, wydanego przez księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego w 1264 r.«

Jak wspomniałem na początku, informacja ta pojawiła się w wielu ogólnopolskich serwisach informacyjnych, co skłania do wniosku, że trwa lansowanie Wojciecha Olszańskiego i jego środowiska. Przed spaleniem Statutu kaliskiego prawie nikt o nim nie słyszał, a teraz jego zatrzymanie staje się niemal wydarzeniem dnia. Taka darmowa reklama. Tylko człowiek systemu, udający antysystemowca, może być nią obdarowany.

Interia nazywa Olszańskiego prorosyjskim faszystą i jest on faktycznie prorosyjski, ale jest również wyznawcą idei panslawizmu, a więc idei sprzecznej z ideą narodową, którą propaguje, bo idea narodowa polega na ochronie tożsamości własnego narodu, a więc tego wszystkiego, co go odróżnia od innych narodów. Popularyzuje on również postać Bolesława Piaseckiego, jednego z twórców Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”. Jest również apologetą PRL-u, co akurat nie dziwi, bo ustrój PRL-u to narodowy socjalizm.

Czy Olszański jest faszystą? Nie! Jest narodowym socjalistą. Faszyzm najkrócej można scharakteryzować tak, jak zrobił to sam Mussolini: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Z kolei nazizm, czyli narodowy socjalizm, odwołuje się do narodu i wiary w rasowe posłannictwo narodu niemieckiego. Tak więc w faszyzmie mamy do czynienia z kultem państwa, w nazizmie – z kultem narodu. I to właśnie z tym kultem mamy do czynienia w przypadku Olszańskiego.

Adolf Hitler przemawiający podczas wiecu w 1933 roku w Norymberdze; źródło: Wikipedia.

W ostatnią niedzielę sierpnia miał miejsce na Polach Grunwaldzkich parteitag, czyli zjazd partii tzw. kamratów. Jego przebieg można obejrzeć na kanale Centrum Edukacyjne Polska. W swojej symbolice, rekwizytach, organizacji przypomina on te nazistowskie parteitagi z Norymbergi, oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji, ale jest wódz, który przemawia do zgromadzonych na świeżym powietrzu członków partii i jest tak samo ekspresyjny, jak ten, na którym się wzoruje. W końcu jest aktorem i nawet, według mnie, bardzo dobrym aktorem.

Wśród tych kamratów dominuje też wilcza symbolika i wilcze ich zawycia, które imitują wycie wilków. Dziwne, bo to kojarzy się raczej z Ukraińcami i ich zwyczajami. Adolf Nowaczyński w książce Mocarstwo anonimowe (1921) cytuje Czesława J. Słobodę (Z korespondencji w filosemickiej „Gazecie Polskiej”. Rok 1919):

„Dodać do tego zespolenie się dusz ukraińskich i żydowskich w nienawiści do Polaków. Żydzi buczaccy, wyrażając swe sympatie Ukraińcom, zbierają 20 milionów w złocie na prowadzenie walki z Polakami. W sokole polskim urządzają syjoniści demonstracyjne mityngi, kończące się okrzykiem Nieder mit den Polen, hoch Ukraina (Precz z Polakami, górą Ukraina). Stowarzyszenia żydowskie kulturalne na kresach wykluczają język polski.”

Olszański jest również radykalnie antysemicki, co może wzbudzać, jak w wielu tego typu przypadkach, podejrzenia co do autentyczności tego antysemityzmu, bo może być zupełnie odwrotnie. We wspomnianej wyżej książce Nowaczyński cytuje też Adama Skierskiego, który w 1919 roku pisał:

»Otóż jest faktem, że żydzi, w krajach „diaspory” wkręcili się do wszystkich organizacji społecznych i politycznych, które mogą dążyć do jakiejkolwiek akcji. Wystarczy powiedzieć, że są nawet żydzi… antysemici! A są nimi po to, aby kontrolować i kanalizować ruch, zasadniczo skierowany przeciwko sobie. Natomiast nieżydzi tj. „goje”, nie są przyjmowani do żadnej organizacji żydowskiej. Kiedy żydzi codziennie zmieniają religię i „nawracają” się na katolicyzm, odwrotny proces jest dla katolika praktycznie niemożliwy.

W rezultacie żydzi posiadają kompletne informacje o wszystkich organizacjach nie-żydowskich, ale goje wiedzą o organizacjach żydowskich to tylko, co żydzi sami chcą podać do ich wiadomości. Łatwo jest zrozumieć skutki takiego stanu rzeczy w polityce. Wszelka akcja polityczna, aby mieć szanse powodzenia, musi się opierać na głębokiej znajomości wszystkich czynników politycznych, działających na danym terenie. Otóż, niestety, mało spotyka się polityków w społeczeństwach nie-żydowskich, którzy zdają sobie sprawę z tego, że w ciągu XIX wieku żydzi, dzięki swej emancypacji, stali się poważnym czynnikiem politycznym we wszystkich krajach „diaspory” i są dziś prawdziwym „Mocarstwem Anonimowym”. A jednak prawie zawsze nie są brani w rachubę, jako czynnik polityczny. Nic więc dziwnego, że rachuby te często swych autorów zawodzą!«

Olszański, pomimo że tworzy organizację paramilitarną z ciągotkami do terroryzmu, chce stworzyć partię polityczną i wziąć udział w wyborach. Chce zdobyć władzę na drodze demokratycznej, tak samo jak Hitler. Ja chciałbym tylko przypomnieć, że NSDAP w wyborach nigdy nie przekroczyła 37%. To był jej najlepszy wynik. Jeśli więc Hitler doszedł do władzy, to na zasadzie gierek ówczesnej elity politycznej Niemiec, która liczyła na to, że będzie on całkowicie uzależnioną od niej marionetką. Stało się jednak inaczej. A może raczej stało się tak, jak to zostało wyreżyserowane. A jaki scenariusz napisano Olszańskiemu? Pewnie za jakiś czas się przekonamy.

Wrzesień

1 września kojarzy się nie tylko z rozpoczęciem nowego roku szkolnego, ale również z agresją niemiecką na Polskę w 1939 roku. I jak co roku pojawiają się w tym czasie różnego rodzaju artykuły prasowe, internetowe, programy telewizyjne, jakieś uroczystości itp. Ja otrzymałem maila od Stowarzyszenia Marszu Niepodległości, pod którym podpisał się Robert Bąkiewicz. Pisze on m.in.:

„83 lata temu we wczesnych godzinach rannych 1 września 1939 r. bez wypowiedzenia wojny Niemcy zaatakowały nasz kraj, dając początek wyjątkowemu w swej brutalności konfliktowi, który przerodził się w kolejną wojnę światową. Osamotniona i opuszczona przez sojuszników Polska, walcząca od 17 września z jeszcze drugim napastnikiem, opierała się nawale do początku października. Mimo przegranej kampanii, władze Rzeczypospolitej nigdy nie podpisały aktu kapitulacji. Walkę kontynuowały odtworzone za granicą jednostki Wojska Polskiego i stale rosnące szeregi organizacji podziemnych.”

Dlaczego napisał „we wczesnych godzinach rannych”, a nie o 4.45? Czyżby przypominanie o dokładnej dacie rozpoczęcia agresji było niewygodne? O tej samej godzinie czasu polskiego, czyli o 5.45 ukraińskiego, Rosja zaatakowała Ukrainę i tak jak Niemcy zaatakowali Polskę z trzech stron, tak i Rosjanie weszli na Ukrainę z trzech stron.

Władze Rzeczypospolitej nie podpisały aktu kapitulacji, bo uciekły za granicę, a poza tym, gdyby go podpisały, to nie było by partyzantki walczącej z Niemcami w interesie Anglii i Związku Radzieckiego. Jedyne podbite państwo, które tak bardzo zaangażowało się w walkę z Niemcami i jedyne, które doświadczyło takich zmian terytorialnych i masowych przesiedleń po zakończeniu tej wojny. Dziś jest Polska jedynym takim państwem w Europie, które tak bardzo angażuje się w wojnę na Ukrainie. Czy skala zmian jej dotyczących, po zakończeniu tej wojny, będzie podobna to tych dokonanych po II wojnie światowej? Przesiedlenia już mamy.

W dalszej części pisze on:

„Od samego początku stało się jasne, że agresor prowadził wojnę z pogwałceniem konwencji międzynarodowych i zupełną pogardą dla prawa. Praktyki niemieckie w kampanii wrześniowej były złowieszczą zapowiedzią losu, jaki przeznaczono ludności podbijanych ziem. Było to w pełni zgodne z ostatnim przed atakiem rozkazem Adolfa Hitlera, w którym znalazły się jego słowa ”Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni, nasza przewaga daje nam wszystkie prawa”. Jako ich rozwinięcie można potraktować cytat z tajnej instrukcji dla niemieckich mediów masowych z 24 października 1939 roku: „Dla wszystkich w Niemczech, aż do ostatniej dziewki od krów, musi się stać jasne, że polskość równa się podczłowieczeństwu. Polacy, Żydzi i Cyganie znajdują się na tym samym szczeblu ludzkiej niepełnowartościowości. Gdyby tego rodzaju tenor zniknął z niemieckiej prasy, a wobec polactwa znalazła zastosowanie zasada tolerancji, to w ciągu niewielu lat zostalibyśmy przez polactwo rasowo podminowani, co dla niemczyzny stanowiłoby niezwykle duże niebezpieczeństwo. Nie ma więc powodu, aby publikować głębsze rozważania i artykuły o braku kultury w Polsce i o polskim podczłowieczeństwie. Wystarczy, jeśli taki lejtmotyw będzie pobrzmiewać w sposób hasłowy i pojawiać się incydentalnie w postaci pojęć «polska gospodarka», «polski upadek» i podobnych. Należy to czynić tak długo, aż każdy obywatel Niemiec będzie miał zakodowane w podświadomości, że każdego Polaka – obojętne czy to robotnika rolnego czy intelektualistę – należy traktować jak robactwo”.”

To, co zwróciło moją uwagę w tym fragmencie, to słowo „polactwo”. A więc Ziemkiewicz nie był oryginalny. A może nawet zaczerpnął z tego samego źródła. Instrukcja dla niemieckich mediów, to klasyczna nazistowska propaganda mająca na celu wzbudzenie nienawiści Niemców do Polaków i Polaków do Niemców. Kto tymi mediami kierował i był odpowiedzialny za ich propagandę, tego chyba nie muszę dodawać. Skłócanie narodów i podżeganie do wzajemnej nienawiści, to zawsze była i jest żydowska specjalność.

Dalej pisze:

„Spośród strat, jakie poniosła Polska w okresie wojny, najbardziej bolesne były straty ludzkie, oceniane na ok. 6 mln obywateli. Bezpośrednie działania militarne i jeszcze bardziej okupacja doprowadziły do niepowetowanych ubytków. Wskaźnik zniszczeń na 1 mieszkańca był w Polsce najwyższy na świecie. Polityka rabunkowa przyczyniła się do ogromnej eksploatacji krajowych zasobów, dochodu społecznego i majątku narodowego. Do tej pory nie została ostatecznie załatwiona sprawa zwrotu zagrabionych i zniszczonych w czasie wojny dzieł sztuki i dóbr kultury. Przez wiele lat oba państwa niemieckie (RFN i NRD) stanowczo odmawiały jakichkolwiek rozmów na temat odszkodowań indywidualnych dla poszkodowanych obywateli, pomimo tego, że uregulowano roszczenia obywateli państw zachodnioeuropejskich i Izraela. Przemilczana została odpowiedzialność za planowe zniszczenie Warszawy i wielu innych miejscowości oraz za krzywdy i utratę mienia ofiar przymusowych wysiedleń. Pomimo partyjnych zmian u steru władzy kolejne gabinety w Berlinie akceptują słowa wieloletniego rzecznika rządu Steffana Seiberta, który we wrześniu 2017 r. oznajmił, że „Nie ma absolutnie żadnego powodu, aby rząd federalny wątpił w skuteczność zrzeczenia się reparacji z 1953 r. zgodnie z prawem międzynarodowym”. Chodzi tu o zrzeczenie się reparacji wojennych polskich komunistów wobec NRD. Nawet gdyby uznać ten akt nie w pełni suwerennego państwa pod kuratelą sowiecką za mający moc prawną, nie dotyczy to RFN, z którą ówczesna Polska nie utrzymywała stosunków dyplomatycznych.

Jak co roku, w rocznicę rozpętania II wojny światowej, Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, Roty Marszu Niepodległości oraz Straż Narodowa organizują pikietę pod ambasadą Republiki Federalnej Niemiec, na którą serdecznie Państwa zapraszam. Nasze zgromadzenie ma za zadanie nagłaśniać wciąż nieuregulowany temat niemieckiej odpowiedzialności i konieczność wypłaty reparacji wojennych dla Polski. Jest to szczególnie ważne w tym momencie dziejowym, gdy podejmowane są próby odwrócenia roli katów i ofiar oraz wykrzywienia prawdy historycznej. W czwartek 1 września spotkamy się o godz. 18.00 na ul. Jazdów 12/2.”

Można oczywiście domagać się od Niemiec odszkodowania za straty poniesione podczas II wojny światowej, ale trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że Niemcy mogą odbić piłeczkę i zażądać odszkodowania za ziemie utracone na wschodzie na rzecz Polski. A poza tym, jeśli słabszy będzie domagał się od silniejszego, to może się tylko domagać. Jest więc to postawa typowo antypolska, zaprogramowana na jątrzenie w relacjach polsko-niemieckich. Jest to tym bardziej groźnie, że „polski rząd” naraził się Rosji poprzez popierane Ukrainy. Taka postawa tych „narodowców” i „rządu polskiego”, to prowokowanie drugiego układu Ribbentrop-Mołotow. I jakoś dziwnie ci „narodowcy” nie widzą słonia w składzie porcelany, czyli milionów Ukraińców w Polsce i wyraźnego już dążenia „rządu polskiego” do zastępowania Polaków Ukraińcami, do zbudowania nowego społeczeństwa, w którym Polacy będą zupełnym marginesem.

Zatem każda rocznica jest dobra, by jątrzyć. A powinna to być okazja do pewnej refleksji nad tym, co się wtedy zdarzyło i dlaczego tak się zdarzyło. Można oczywiście snuć różnego rodzaju dywagacje na temat błędów rządu, dyplomacji i generalicji, ale to droga donikąd, fałszywy trop. Nie było żadnych błędów, wszystko realizowano zgodnie z instrukcjami nieznanych przełożonych. Mówiąc wprost – robiono wszystko, by tę wojnę przegrać.

Polska ogłosiła mobilizację powszechną 30 sierpnia, ale pod naciskiem sojuszników odwołała ją i ogłosiła ponownie 31 sierpnia. Odroczenie mobilizacji spowodowało trudny do opanowania chaos: 1 września oddziały osiągnęły zaledwie 70% gotowości bojowej.

Gdy się spojrzy na przedwojenną granicę polsko-niemiecką, to rzuca się w oczy jej wyjątkowo niekorzystny dla Polski przebieg. Umożliwiał on zaatakowanie Polski z trzech stron: od zachodu, północy i południa. Jeśli dodamy do tego przewagę militarną i gospodarczą Niemiec, to jedyną rozsądną decyzją było by niepodejmowanie jakiejkolwiek walki z Niemcami, czyli poddanie się.

Ktoś może powiedzieć, że rząd miał gwarancje Anglii i Francji, że na wypadek niemieckiego ataku kraje te pomogą i zaatakują Niemcy od tyłu i dlatego podjął decyzję o zbrojnym oporze. Skąd rząd mógł wiedzieć, że nie zaatakują? Ano stąd, że w takich układach silniejszy tylko mówi, że pomoże. Mógł też wiedzieć i wiedział, że rok wcześniej, gdy Niemcy zajęły Czechy, Czechosłowacja miała gwarancje Francji i Związku Radzieckiego, z tym że Związek Radziecki zastrzegł, że pomoże, gdy Francja pierwsza zaatakuje Niemcy. Francja tego nie zrobiła, to i Związek Radziecki miał wymówkę. I tak „wśród serdecznych przyjaciół (Francja, Związek Radziecki) psy zająca (Czechosłowację) zjadły”.

4 października 1938 roku wiceminister spraw zagranicznych ZSRR mówi francuskiemu ambasadorowi w Moskwie, że nie widzi innego wyjścia, aniżeli czwarty rozbiór Polski, a w niecałe dwa miesiące później rząd radziecki potwierdza ważność paktu o nieagresji z 1932 roku. Podobnie wypowiada się 2 czerwca 1939 roku ambasador radziecki w Polsce. Tak działa układanie się z potężniejszymi.

W kwietniu 1939 roku sztaby francuski i angielski ustaliły, że los Polski będzie zależał nie od wyników początkowych zmagań, lecz od ostatecznego rezultatu wojny. W sierpniu 1939 roku, w czasie pertraktacji w Moskwie, francuscy sojusznicy zgodzili się na wkroczenie na terytorium Polski Armii Czerwonej. A czemu mieli się nie zgodzić? Zgodzili się wcześniej na zajęcie Czech i Moraw przez Hitlera. Byli konsekwentni.

W 1939 roku Władysław Studnicki, niemający zaplecza politycznego, napisał broszurę pt. „Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej”, która krytykowała ewentualne zawarcie paktu sojuszniczego z Wielką Brytanią. Argumentował, że Londyn zamierza wciągnąć ZSRR do koalicji, za co Anglia może „zapłacić” mu wschodnimi województwami Polski. Broszura ta, wydana jeszcze w czerwcu 1939 roku, została skonfiskowana przez rząd polski. Słuszność tez postawionych przez Studnickiego odnośnie polsko-brytyjskiego sojuszu potwierdził jednak rozwój późniejszych wydarzeń.

W trakcie kampanii wrześniowej też nie popełniono żadnych błędów. Dowództwo wojskowe, zdominowane przez masonów, tak prowadziło działania, by odnosić klęski, nawet tam, gdzie była szansa na zwycięstwo, jak np. w bitwie nad Bzurą.

Po zamachu majowym w 1926 roku była już inna Polska. W administracji państwowej, w dyplomacji i w wojsku pojawiają się ludzie Piłsudskiego. Wielu z nich to masoni. Czy można zatem dziwić się, że zachowywali się tak, jak się zachowywali. Bliżej im było do masonerii i jej celów niż do państwa i narodu polskiego. To musiało „zaowocować” w tym tragicznym wrześniu.

Takich przykładów, że ta wojna, i nie tylko ta, miała już wcześniej przygotowany scenariusz, jest więcej na blogach 1 września i 17 września. Po co więc są te wojny? Rabbi Reiehhorn, w mowie wygłoszonej w Pradze w 1869 roku nad trumną rabina ben Jehudy, powiedział: Pchać będziemy chrześcijan do wojen, wyzyskując ich pychę i ich głupotę. Wyginą i zostawią miejsca wolne dla naszych.

Warto o tym wiedzieć z okazji zbliżającej się rocznicy agresji niemieckiej na Polskę, ale też warto wiedzieć, że obecnie trwająca wojna na Ukrainie również ma z góry przygotowany scenariusz i zmiany po niej mogą być równie brzemienne w skutkach, jak te, których dokonano po II wojnie światowej.

Bolesław Piasecki

Niektóre środowiska, jak to skupione wokół kanału internetowego Centrum Edukacyjne Polska i Wojciecha Olszańskiego, Ukraińca i przebierańca, udającego polskiego patriotę, a także wokół tygodnika Myśl Polska o orientacji narodowo-demokratycznej – popularyzują osobę Bolesława Piaseckiego jako wzór patriotyzmu i realizmu politycznego zarazem. W związku z tym wypadało by przybliżyć sobie tę postać. Poniższe informacje pochodzą z Wikipedii.

Bolesław Piasecki (1915-1979) – polski polityk nacjonalistyczny, prawnik i publicysta. W latach 1935-39 przywódca Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”, więzień polityczny w Berezie Kartuskiej, oficer Wojska Polskiego. W okresie II wojny światowej twórca Konfederacji Narodu (później scalonej z AK). Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia „Pax”. W latach 1971-1979 członek Rady Państwa PRL. Poseł na Sejm PRL IV, V, VI i VII kadencji.

Urodził się w rodzinie urzędniczej jako syn Ludomira i Pelagii z domu Kotnowskiej. Jego ojciec był agronomem. Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim w 1935 roku. Był jednym z założycieli Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”, głoszącego poglądy antykomunistyczne i antysemickie.

Obóz Narodowo-Radykalny

Obóz Narodowo-Radykalny to ugrupowanie o charakterze faszystowskim, założone 14 kwietnia 1934 roku przez młodzieżowych działaczy Obozu Wielkiej Polski, rozwiązane 10 lipca 1934 roku przez władze sanacyjne. Później działało nielegalnie. W 1935 roku rozpadło się na RNR „Falanga” i ONR „ABC”. Nazwy te są umowne i zostały nadane frakcjom przez historyków od nazw pism, wokół których koncentrowało się życie intelektualne tych dwóch frakcji – dziennika „ABC” i czasopisma „Falanga”.

Falanga – symbol używany przez polskich nacjonalistów, głównie przez środowiska związane z ruchem narodowo-radykalnym, będący stylizowanym wizerunkiem ręki trzymającej miecz. Źródło: Wikipedia.

Powstanie ONR było rezultatem rozłamu w warszawskim okręgu Stronnictwa Narodowego. Jego przyczyną był konflikt pomiędzy grupą działaczy wywodzących się z Ruchu Młodych Obozu Wielkiej Polski, umownie grupa ta jest określana jako „młodzi”, a przywódcami Stronnictwa Narodowego, umownie określanymi jako „starzy”.

Różnice wynikały z odmiennej koncepcji zdobycia władzy. „Starzy” opowiadali się za strategią legalnego zdobycia władzy, a „młodzi” dążyli do obalenia sanacji przemocą, drogą tzw. „rewolucji narodowej”. „Młodzi”, po dojściu do władzy Hitlera, byli zafascynowani hitleryzmem. Pismo Awangarda Państwa Narodowego (redagowane przez młodych narodowców z Poznania) jasno stwierdza, że hitleryzm wywarł decydujący wpływ na poglądy członków ONR. Gdy w Warszawie pojawiły się ulotki: „Hitler – endek dwa bratanki”, pismo ONR „Sztafeta” chwaliło akcję jako „dobrą robotę propagandową”. W tym samym piśmie 7 czerwca 1934 roku napisano o państwie Hitlera: „Cieszymy się, że znalazł się w Europie wielki kraj, który wymierzył żydom cios tak potężny”.

ONR „ABC” to była grupa skupiona wokół Henryka Rossmana, a RNR „Falanga” wokół Bolesława Piaseckiego. Falanga była organizacją nielegalną, co powoduje trudności w ustaleniu liczby członków. Szacuje się, że w okresie największej aktywności mogło należeć do niej około 5000 osób. Według oficjalnych danych w czerwcu 1938 roku do organizacji należało 607 członków. O liczebności sympatyków można także wnioskować na podstawie danych o dystrybucji głównego pisma Falangi. W lutym 1938 roku sprzedaż wynosiła 4500 egzemplarzy na terenie Warszawy i okolic oraz 25.000 na terenie całego kraju.

Działalność terrorystyczna

RNR posiadał zorganizowaną bojówkę, która nosiła nazwę Narodowa Organizacja Bojowa „Życie i Śmierć dla Narodu”. Początkowa nazywała się ona „Oddział Bojowy z Mieczem”. Bojówka występowała ostro przeciwko Żydom. Jej działalność polegała na demolowaniu żydowskich sklepów, lokali i mieszkań. Szczególne nasilenie działalności terrorystycznej przypada na okres wiosny i lata 1937. Wtedy właśnie Falanga zaatakowała pochód pierwszomajowy Bundu. Zginęło jedno dziecko, a kilka osób zostało rannych. Dokonano też kilku ataków bombowych na siedziby Związku Nauczycielstwa Polskiego. W jednym z nich, w Łodzi, zginęła jedna osoba a cztery zostały ranne. 1 maja 1938 roku RNR podłożył bombę na placu Muranowskim w Warszawie. Dwie osoby zostały ranne. Tego samego dnia we Lwowie członkowie Falangi rzucili petardy na pochód 1-majowy. 40 osób zostało rannych, z czego 7 ciężko. – To tylko niektóre z wyczynów RNR. Ruch ten cieszył się poparciem niektórych kręgów polskiego ziemiaństwa, które w części finansowało jego działalność.

Ideologia

RNR w zakresie organizacji, części ideologii i form zewnętrznych (elementy kultu wodza, salut rzymski, stylistyka symbolów partyjnych itp.) wyraźnie nawiązywał do faszystowskich wzorów włoskich i niemieckich. Również w Hiszpanii działała partia o podobnym profilu i o nazwie Falanga. Program organizacji został opublikowany w 1937 roku.

Falanga otwarcie opowiadała się totalitaryzmem i przeciwko demokracji. Państwo miało być zorganizowane hierarchicznie, w którym każda jednostka podlega zwierzchnikowi, a na czele państwa znajduje się wódz. Program Falangi postulował budowę katolickiego Państwa Narodu Polskiego. Państwo to miało być zarządzane przez Organizację Polityczną Narodu, która miała ogrywać rolę monopartii. Wszystkie inne miały być zlikwidowane. Partia ta miała także kontrolować życie gospodarcze.

Falanga proponowała wprowadzenie gospodarki planowej, którą zarządzać miała Polityczna Organizacja Narodu za pośrednictwem swoich sekcji zawodowych. Była to forma korporacjonizmu. Państwo miało prowadzić działalność gospodarczą, udzielać kredytów, a także decydować o cenach towarów. Postulowano także upaństwowienie każdego przedsiębiorstwa, w którym decydującym źródłem dochodu nie jest praca właściciela.

Antysemityzm Falangi polegał na przekonaniu, że Żydzi są największymi wrogami narodu polskiego. Wszystkie negatywne zdaniem Falangi zjawiska, takie jak demokracja, komunizm czy kapitalizm, były wiązane z Żydami. Propaganda Falangi szczególnie mocno propagowała tezę, że komunizm jest spiskiem żydowskim, którego celem jest zdobycie władzy nad światem.

Specyficzną cechą ideologii Falangi, jako ugrupowania nacjonalistycznego, było uznawanie polskości słowiańskich mniejszości narodowych np. Ukraińców, Białorusinów czy Litwinów. Postulowano asymilację tych mniejszości i walkę z jednostkami wrogimi Polsce. Odmawiano mniejszościom prawa do budowy własnego państwa, nie uznawano tych mniejszości za odrębne od narodu polskiego. Tak to opisuje Wikipedia. Ja określiłbym to jako polslawizm, czyli taką skromniejszą odmianę panslawizmu.

Lata wojny i okupacji

W kampanii wrześniowej Piasecki walczył jako porucznik broni pancernych. Po niej aresztowany przez Gestapo i więziony do kwietnia 1940 roku. Z więzienia został zwolniony po interwencji jednej z wpływowych rodzin włoskich. Po włączeniu się w pracę konspiracyjną założył organizację pod nazwą Konfederacja Narodu. Był także dowódcą Uderzeniowych Batalionów Kadrowych, które do maja 1943 stoczyły 32 potyczki z Niemcami, a po ich scaleniu w 1943 z Armią Krajową, był w stopniu porucznika dowódcą III batalionu 77 Pułku Piechoty AK, walczącego na Nowogródczyźnie. Uniknął internowania w czasie akcji „Burza”. Po powrocie do centralnej Polski kontynuował działalność konspiracyjną, tym razem przeciwko Polskiemu Komitetowi Wyzwolenia Narodowego. W listopadzie 1944 aresztowany przez władze wojskowe i uwięziony w Lublinie. Kilkakrotnie przesłuchiwany przez gen. Iwana Sierowa. W liście do niego zadeklarował wsparcie dla reform społecznych wprowadzanych przez nowe władze, reformy rolnej i nacjonalizacji przemysłu oraz zgłosił chęć wyprowadzenia ludzi z podziemia zbrojnego. Opisał także swoją drogę życiową, działalność antysanacyjną, obóz w Berezie, aresztowanie przez Gestapo, konspirację i antyhitlerowską partyzantkę. W tym samym czasie przedstawił władzom państwowym memoriał, który zawierał główne tezy powstającego środowiska „Dziś i Jutro”. W lipcu został zwolniony z więzienia.

„Dziś i Jutro”

Dziś i Jutro – katolicki tygodnik społeczny, czasopismo wydawane w Polsce od 25 listopada 1945 roku do 1956 roku przez grupę katolików popierających działania władzy komunistycznej.

Inicjatorem pomysłu był Bolesław Piasecki, który uzyskał akceptację Władysława Gomułki na uruchomienie pisma i utworzenie wokół niego środowiska ludzi pragnących współtworzyć nową polską rzeczywistość. 17 sierpnia 1945 roku Piasecki otrzymał oficjalną zgodę władz komunistycznych na wydawanie tygodnika „Dziś i Jutro”. Dotacje na rzecz gazety przekazali: Jerzy Hagmajer (3000 dolarów), Bolesław Piasecki (1000 dolarów) i prymas Hlond (500 dolarów). Wiedząc, że zgromadzone środki finansowe wystarczą zaledwie na kilka miesięcy, B. Piasecki przystąpił do budowy zaplecza gospodarczego. Na bazie firm „Inco” i „Veritas” utworzył wielobranżowe przedsiębiorstwo ZZG (skrót ten oznacza Zjednoczone Zespoły Gospodarcze). W ZZG znalazło zatrudnienie wielu byłych oficerów i żołnierzy Armii Krajowej. Ze środowiska skupionego wokół tego czasopisma wywodzi się większość późniejszych działaczy „Pax”.

Stowarzyszenie „Pax”

W grudniu 1944 roku Bolesław Piasecki nawiązał współpracę z NKWD i w ten sposób stał się częścią establishmentu komunistycznych władz. Stowarzyszenie „Pax” zostało utworzone w 1947 roku przez Piaseckiego i innych działaczy przedwojennego Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”. Zrzeszało on katolików współpracujących z władzami komunistycznymi. Tworzyło ono ruch „księży patriotów”, atakowało Episkopat Polski za „dążenie do przywrócenia kapitalizmu”, popierało uwięzienie Stefana Wyszyńskiego. Stowarzyszenie posiadało prawie monopol na wydawanie „katolickiej” prasy. Prym wśród niej wiódł dziennik „Słowo Powszechne”. Miało też ono własne wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Pax”.

Po 1989 roku Stowarzyszenie straciło na znaczeniu i przestało prowadzić działalność polityczną. Od 1993 roku jego kontynuacją jest Stowarzyszenie „Civitas Christiana”. W 1997 roku zostało ono oficjalnie uznane przez Kościół katolicki w Polsce za organizację katolicką i zmieniło nazwę na Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana”.

W Polsce Ludowej

Bezpośrednio po wojnie współpracował Piasecki z UB. Nadano mu pseudonim „Tatar”. Brał udział w operacji rozpracowania środowiska polskiej emigracji politycznej w Londynie. Według raportów pułkownik Julii Brystygierowej, poprzez tę współpracę chciał wzmocnić swoją pozycję wobec władzy. W 1953 roku drogi polskiego Kościoła katolickiego i Piaseckiego rozeszły się, po tym jak próbował on przekonać kardynała Stefana Wyszyńskiego, by uznał on prawo PZPR-u do typowania kandydatów na stanowiska biskupie.

Piasecki sceptycznie odnosił się do politycznej odwilży w 1956 roku. W tym samym roku poparł proradziecką i stalinowską frakcję natolińczyków w walce o władzę z puławianami, którzy według niego byli zdominowani przez Żydów. Od 1956 roku był posłem na Sejm PRL IV, V, VI i VII kadencji. W latach 1971-199 był członkiem Rady Państwa. W marcu 1968 roku wraz z całym „Paksem” popierał antyinteligencką i antysemicką nagonkę zorganizowaną przez frakcję Mieczysława Moczara.

Bolesław Piasecki zmarł po ciężkiej chorobie 1 stycznia 1979 roku. Na wiadomość o jego śmierci, kardynał Stefan Wyszyński, prymas Polski, odprawił mszę św. i upoważnił ks. Stefana Piotrowskiego, by podczas pogrzebu powiadomił o tym wiernych. W dniu 4 stycznia trumna z jego zwłokami została wystawiona w Pałacu Prymasowskim w Warszawie. Uroczystości pogrzebowe odbyły się tego samego dnia na cmentarzu na Powązkach w Warszawie.

I co z tego wynika?

Bolesław Piasecki musiał być jakąś wyjątkowa osobą. Aresztowany przez Gestapo, zostaje zwolniony po interwencji wpływowej włoskiej rodziny. Uniknął internowania w czasie akcji „Burza”, a przecież tam na Litwie masowo wywożono akowców do obozów. W jaki sposób zjednał sobie komunistów? Ledwie go wypuścili, a on znowu „walczył” przeciwko nim. I znowu go uwięzili, a później wypuścili i w nagrodę pozwolili mu wydawać tygodnik katolicki. Mało tego! Pozwolili mu, a może po prostu podarowali dwie firmy: Inco i Veritas, które stały się zaczątkiem wielkiego przedsiębiorstwa wielobranżowego. Dzięki temu był jednym z najbogatszych Polaków czasów, w których żył w PRL-u. I to wszystko w czasie, gdy komuniści niszczyli polską spółdzielczość – tzw. bitwa o handel. Właśnie ona na tym polegała. Nie na niszczeniu drobnego handlu, jak się powszechnie uważa, tylko na przejmowaniu przez państwo spółdzielni produkcyjnych i handlowych. I na tak oczyszczonym rynku pozwala się Piaseckiemu prowadzić prywatne przedsiębiorstwa.

Stowarzyszenie „Pax”, kierowane przez Piaseckiego, poparło aresztowanie kardynała Wyszyńskiego, a sam Piasecki nakłaniał Wyszyńskiego, by uznał on prawo PZPR-u do typowania kandydatów na stanowiska biskupie. A po śmierci Piaseckiego Wyszyński odprawia mszę świętą i każe to jeszcze rozgłosić. Cyrk! To kim był Wyszyński i jaką mu rolę wyznaczyli do odegrania jego nieznani przełożeni?

Ruch narodowy, jak już pisałem poprzednio, to fałszywa flaga. Jest tak samo zażydzony, jak przed wojną. W sensie ideologicznym jest zbliżony do nacjonalizmu ukraińskiego, tylko posługuje się inną symboliką. Państwo miało być zarządzane przez Organizację Polityczną Narodu, która miała ogrywać rolę monopartii. Natomiast Kongres Ukraińskich Nacjonalistów w 1929 roku w swojej uchwale założył wprowadzenie prawicowego ustroju totalitarnego w odzyskanym państwie, w którym niepodzielną władzę sprawować będzie jeden ruch polityczny z wodzem narodu i elitą. Mówi o tym punkt 16 Uchwały I Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów, zgodnie z którym w narodzie ukraińskim nie ma miejsca na demokrację – rządzić ma nim ponadpartyjna, niedopuszczająca do powstania jakiejkolwiek partii politycznej, obejmująca cały naród ukraiński, monokratyczna Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Jest to tzw. ukraiński nacjonalizm integralny. Wygląda na to, że to ci sami fachmani tworzyli ideologie nacjonalistyczne dla obu narodów i nie tylko dla nich.

Jak już kiedyś wspomniałem, ustrój PRL-u to narodowy socjalizm: jeden naród, jedno państwo, jedna partia. W takim ustroju Piasecki musiał dobrze się czuć, bo był on ideologicznie bardzo zbliżony do tego, co on proponował przed wojną. Natomiast w sensie materialnym czuł się znacznie lepiej niż przed wojną. Ale nie przeszkadzało mu to, że przed wojną proponował upaństwowienie każdego przedsiębiorstwa, w którym decydującym źródłem dochodu nie jest praca właściciela. A przecież w tak wielkiej firmie jak ZZG decydującym źródłem dochodu nie była jego praca.

Rodzi się zatem pytanie: po co władcy PRL-u pozwolili na powstanie takiego dziwoląga, na tle rzeczywistości PRL-u, jak Stowarzyszenie „Pax”? Czy chodziło o hibernację innego dziwoląga, zwanego RNR „Falanga” i w odpowiednim momencie przywrócenie go do życia? Dotację na rzecz powstającej gazety „Dziś i Jutro” w wysokości 3000 dolarów przekazał w 1945 roku Jerzy Hagmajer, a na kanale Centrum Edukacyjne Polska (u Żydów zawsze musi być nazwa „Polska” odmieniana na wszelkie sposoby, tak m.in. się ich poznaje) często występuje Marcin Hagmajer. Czy zbieżność nazwisk przypadkowa? Wątpię.

A sam Piasecki? W momencie wybuchu wojny miał 24 lata i pomimo tak młodego wieku i braku doświadczenia powierzano mu dowódcze stanowiska w wojsku i partyzantce. Ktoś go najwyraźniej prowadził i przygotowywał do wykonywania zadań, które mu później powierzano. Nie była to osoba przypadkowa. – Jak to było pod Troją? Strzeżcie się Greków, gdy przynoszą dary. Strzeżcie się tych, którzy krzyczą – Polska.

Polskość

W poprzednim blogu wspomniałem o cytacie Tuska, że „polskość to nienormalność”. Sam Tusk, zapytany kiedyś na jednym ze spotkań z wyborcami, powiedział, że to cytat z listu Józefa Piłsudskiego, że „polskość wydaje mu się czasami nienormalnością”. Powołał się również na swój artykuł, w którym wyjaśniał, dlaczego uważa polskość za nienormalność. Poniżej pełny jego tekst.

Donald Tusk Polak rozłamany, miesięcznik „ZNAK”, listopad 1987:

»Polskość jako zadany temat… Wydawałoby się: tylko usiąść i pisać. A tu pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa?

Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń?

Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje bark brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię; i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę; Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza, stajemy się normalniejsi.

Jest jakiś tragiczny rozziew w polskości – między wyobrażeniem a spełnieniem, planem a realizacją. Jest ona etosem pechowców, etosem przegranych i zarazem niepogodzonych ze swą przegraną. Wolność jest w nim wartością najwyższą -[—-] [wycięte przez cenzurę – Ustawa z dnia 31 VII 1981 r. o kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt 6 (Dz. U. nr 20 poz. 99, zm.: 1983 Dz. U. nr 44 poz. 204)] porywa się na czyny wielkie z mizernym zwykle skutkiem. Polskość w rzeczy samej jest nieadekwatną do ponurej rzeczywistości projekcją naszych zbiorowych kompleksów. Piękniejsza od Polski jest ucieczką od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem.

Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami. I trudno, by było inaczej. „Czym jest nasze życie? – pisał Andrzej Bobkowski w Szkicach piórkiem (ile w nich trafnych uwag o polskości!). – Nawijaniem na kawałek tekturki krótkich kawałków nitki bez możności powiązania ich ze sobą. Gdzie mam szukać metryki urodzenia mojego dziadka? Gdzie odnaleźć ślad prababki? Do czego przyczepić cofającą się wstecz myśl? Do niczego – do opowiadań, prawie do legend tego kraju, który wynajął sobie w Europie pokój przechodni i przez dziesięć wieków usiłuje urządzić się w nim z wszelkimi wygodami i ze złudzeniem pokoju z osobnym wejściem, wyczerpując całą swą energię w kłótniach i walkach z przechodzącymi. Jak myśleć o urządzeniu tego pokoju ładnymi meblami, bibelotami, serwantkami, gdy błocą ciągłe podłogę, rozbijają i obtłukują przedmioty? To nie jest życie, to ciągła tymczasowość życia motyla i dlatego w charakterze naszym jest może tyle cech przypominających tego owada. Jakim cudem mamy być mrówkami?…”

Gdy spisuję te luźne uwagi, czuję w każdym momencie, że coś umyka, że z wielkim trudem formułuję nawet banalne myśli. Refleksja zniekształcona jest nastrojem, emocją, a i te są zmienne. Bo choć polskość wywołuje skojarzenia kreślone przez historię, jest ona także przecież dzianiem się, jest niepewnym spojrzeniem w przyszłość. I szarpię się między goryczą i wzruszeniem, dumą i zażenowaniem. Wtedy sądzę — tak po polsku, patetycznie – że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem.«

Tak zdefiniowana przez Tuska polskość jest nienormalnością, ale nienormalnością czyją? Grupy ludzi, którzy poprzez swoje postępowanie tworzyli taki wizerunek Polaka, czy tych, którzy nam wmawiają, że tak jest? Jedni i drudzy to margines. Można by go więc zapytać, a co ma z tym wspólnego jego i nie tylko jego współczesny wyborca? To, o czym on pisał, to historia, na którą obecnie żyjący Polacy nie mieli żadnego wpływu. Nie mieli też wpływu ich przodkowie, bo obecne polskie społeczeństwo ma w dużym stopniu chłopskie korzenie. A to, że karmi się nas w programach szkolnych, w literaturze, w filmach, w sztuce tym wystruganym z patyka obrazem Polaka, to inna sprawa. Wszystkie te „polskie” powstania wywoływali Żydzi, ale o tym ani Tusk, ani nikt inny nie odważy się powiedzieć, bo wie, czym to grozi. Nikt też nie powie, jaki procent społeczeństwa brał udział w tych powstaniach. Jeśli w powstaniu warszawskim wzięło udział 40 czy 50 tys. powstańców, to jaki to był procent ówczesnego społeczeństwa? Tak więc prawie wszyscy warszawiacy byli przeciwko powstaniu, a nam się robi z tego tradycję narodową i gloryfikuje wariatów. A wmawianie współczesnym Polakom, że są nienormalni albo przynajmniej, że wywodzą się z nienormalnego narodu, to żydowska specjalność. W ich rękach jest cała propaganda, mogą więc pisać i mówić wszystko, co im ślina na język przyniesie, bezpośrednio lub przez swoich usłużnych szabesgojów.

Jednak zdefiniowanie polskości wcale nie jest takie proste. W okresie I RP szlachta, która uważała się za naród, twierdziła, że wywodzi się od Sarmatów. Może więc sarmackość to nienormalność? Chłopi nie byli wówczas narodem, bo byli niewolnikami. Gdy więc w drugiej połowie XIX wieku warstwa szlachecka straciła na znaczeniu, nie tyko z powodu powstań, ale też ze względu na pojawienie się w Europie taniego zboża z Ameryki, to pojawił się problem – zabrakło narodu polskiego (tego szlacheckiego), który można by było obarczyć winą za wszelkie zło. Trzeba było go stworzyć od nowa. Ale z kogo? Inteligencją polską byli już Żydzi, mieszczaństwo to Niemcy i Żydzi, pozostali więc tylko chłopi. I wymyślili Żydzi ruch narodowy.

Twórcami ideologii narodowej byli Zygmunt Balicki i Jan Ludwik Popławski, obaj Żydzi. Wzięli sobie do pomocy Dmowskiego, który napisał parę książek, w których opisał, czym jest ruch narodowy, jakie ma cele i do czego dąży. Te książki były chyba pisane na zamówienie, bo jest w nich, w moim odczuciu, jakaś sztuczność, tak jakby były pisane na siłę. Ich styl mocno kontrastuje z tym, w jakim pisał Dmowski pod koniec życia, jak choćby w Przewrocie popowstaniowym.

Ideologia Narodowej Demokracji tworzyła się pod wpływem pozytywizmu i początkowo miała charakter agnostyczny. Katolicyzm szanowano jako „instytucję narodową”, ale podporządkowywano interesowi narodowemu (koncepcja „etyki narodowej” Zygmunta Balickiego). Stopniowo postępowało jednak zbliżanie endecji do katolicyzmu, czego zwieńczeniem była publikacja R. Dmowskiego Kościół, Naród i Państwo, w której stwierdził, że „Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę”. – Wikipedia.

Mamy więc tu drugą definicję polskości, tym razem w wykonaniu Dmowskiego: Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Definicja polskości zapewne stworzona na żydowskie zamówienie, bo katolicyzm, to jedyne, co łączyło chłopów. Dmowski całe życie był deistą, dopiero na krótko przed śmiercią przyjął chrzest. Doskonała definicja, która wpisywała się w ideologię endecji, w której doktryna asymilacyjna odgrywała niebagatelną rolę. Chodzi oczywiście o asymilację ludności kresowej, która to asymilacja była rozumiana jako przejście na katolicyzm. Tak więc każdy, kto przeszedł na katolicyzm, stawał się Polakiem. Czuć tu na kilometr żydowskie macki. Czyż można sobie wyobrazić lepsze narzędzie do rozwadniania narodu?

Skoro Dmowski nie był katolikiem, to pewnie nie mógł znać powiedzenia generała zakonu jezuitów Goswina Nickela (1652-1664), że miłość ojczyzny jest „zarazą i najpewniejszą śmiercią miłości chrześcijańskiej”. Tak więc łączenie katolicyzmu z ideologią narodową, to jak łączenie wody z ogniem. Ale jakie to wygodne narzędzie do robienia ludziom wody z mózgu: nasz chrześcijański obowiązek, miłość bliźniego – każą nam pomagać uchodźcom, przyjmować ich do domu, nawet jeśli są oni naszymi wrogami. Ruch narodowy to fałszywa flaga.

Po 1989 roku środowiska endeckie starały się odbudować Stronnictwo Narodowe. Część działała także w Zgromadzeniu Chrześcijańsko-Narodowym. Formalnym spadkobiercą emigracyjnego SN było Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne, które w 2001 roku zostało przerejestrowane na Ligę Polskich Rodzin. Oprócz LPR organizacjami odwołującymi się do idei Narodowej Demokracji są aktualnie Ruch Narodowy (wraz z Młodzieżą Wszechpolską) oraz Obóz Narodowo-Radykalny.

W maju 2016 roku działacze i posłowie związani z ruchem Kukiz ’15 oraz publicysta Rafał Ziemkiewicz założyli Stowarzyszenie „Endecja”, które miało odwoływać się do tradycji Narodowej Demokracji. Celem „Endecji” miało być promowanie idei Romana Dmowskiego oraz konsolidowanie środowisk narodowych.

Wydaje się więc, że zdefiniowanie polskości nie jest takie proste. Nie jest nią odwoływanie się Tuska do tradycji szlacheckiej i powstańczej, bo współcześni Polacy niewiele z nią mają wspólnego. Nie jest nią również odwoływanie się do katolicyzmu, bo katolikiem może być każdy. Jedno wszakże wydaje się pewne, że polskość według Tuska i narodowców, to nienormalność. Kim zatem są Polacy i czy polskość można zdefiniować?

W mojej ocenie Polacy, w swojej masie, są potomkami chłopów z Wielkopolski, Małopolski, Mazowsza i pewnie jakichś enklaw kresowych. Jakiś niewielki procent mogą stanowić potomkowie szlachty, przedwojennej inteligencji i mieszczaństwa. I ci Polacy to jest tylko część obecnego społeczeństwa polskiego. Nie mają więc Polacy jakiejś wyrazistej tożsamości i dlatego trzeba było zaserwować im jakąś tożsamość zastępczą w postaci tradycji szlacheckiej, powstań i katolicyzmu. A ten katolicyzm narzucono Polakom siłą. Wcale tak nie było, że zawsze wszyscy Polacy byli katolikami. Na Górnym Śląsku wielu było protestantami. W 1810 roku wydano zakaz używania języka polskiego w nabożeństwach odprawianych w kościołach ewangelickich. Z tego faktu można wysnuć wniosek, że spora część ludności polskiej była wyznania protestanckiego, bo gdyby to było zjawisko marginalne, to nie odprawiano by tych nabożeństw w języku polskim. Dążono więc do schematu: Polak – katolik, Niemiec – protestant. Ktoś więc projektował tak, by wszyscy Polacy byli katolikami, co niemal automatycznie antagonizowało ich z protestantami i prawosławnymi.

Wszelkie ideologie, w tym narodowe, są dziełem Żydów i mają na celu skłócanie narodów. Idea Wielkiej Polski i idea Wielkiej Ukrainy są sprzeczne ze sobą i rodzą konflikty i nienawiść. Czy może być bardziej idiotyczna ideologia dla państwa, które powstało po 123 latach jako państwo słabe z wieloma mniejszościami? Albo dla państwa, które jest pod względem obszaru największym w Europie i jeszcze mu mało, choć nie poradziło sobie z tym, co miało?

Czy zatem polskość to nienormalność? A jeśli tak, to może Polacy są nienormalni? Nie! Są normalni. Nigdy masowo nie brali udziału w żydowskich hucpach, zwanych powstaniami. Wiara jest natomiast rzeczą prywatną każdego człowieka. Jeśli więc ktoś ją ostentacyjnie manifestuje, to wypada zadać sobie pytanie, czy to nie jest przypadkiem zasymilowany Żyd?