Niemcy zjednoczone

Niemcy – jako państwo znajdujące się w samym środku Europy, z racji tego położenia – wpływało i wpływa na jej losy. Trudno zrozumieć jej historię bez znajomości historii Niemiec, ale też trudno zrozumieć bez tego jej teraźniejszość. Cechą charakterystyczną Niemiec w całej ich historii było to, że wschodnia granica tego państwa, jeśli tak je można było nazywać, była zmienna, w odróżnieniu od zachodniej, która była i jest stabilna. Drugą cechą charakterystyczną było to, że zachodnia część składała się z wielu małych księstw czy państw, a wschodnia, to monarcha Habsburgów i Prusy, które rywalizowały ze sobą o dominację na całym obszarze I Rzeszy. Jeśli więc wschodnia granica Niemiec jest zmienna, na co wskazują jej dzieje i zmieniała się w wyniku wojen, to czy tym razem będzie inaczej? Wprawdzie Niemcy nie są bezpośrednio zaangażowane w wojnę na Ukrainie, ale w sytuacji, gdy Ameryka oficjalnie wycofuje się z Europy, to o jej powojennym kształcie będą decydować Niemcy i Rosja. Dla Polski będzie to oznaczało utratę ziem zachodnich. Informacje zawarte poniżej pochodzą z Wikipedii.

Wojna trzydziestoletnia (1618-1648) zakończyła wojny religijne w Rzeszy, która pozostała jednak podzielona na wiele małych państw. W XVIII wieku było ich około 1800. Od 1740 roku spory pomiędzy austriacką monarchią Habsburgów oraz Prusami zdominowały niemiecką historię. Od 1618 roku Elektorat Brandenburgii (jako część Świętego Cesarstwa Rzymskiego) i Księstwo Pruskie (do 1657 lenno Królestwa Polskiego, następnie suwerenne państwo) były połączone unią personalną, związek ten określany jest nazwą Brandenburgia-Prusy.

Brandenburgia-Prusy; źródło: Wikipedia.

16 listopada 1700 cesarz Leopold I (Habsburg) podpisał tzw. „traktat koronny”, zgodnie z którym zezwolił Fryderykowi I na podniesienie Prus Książęcych do rangi królestwa w zamian za udzielenie pomocy w wojnie o sukcesję hiszpańską. Królestwo powstało 18 stycznia 1701, w momencie koronacji elektora brandenburskiego i księcia Prus Fryderyka I na „króla w Prusach” z rezydencją królewską w Berlinie. Nie mógł on przyjąć tytułu króla Prus (gdyż ich część leżała w Królestwie Polskim), ani „króla Brandenburgii” (gdyż Brandenburgia formalnie pozostawała częścią Świętego Cesarstwa Rzymskiego). Koronacja miała miejsce w Królewcu, który był tradycyjną stolicą dotychczasowego Księstwa Pruskiego.

Prusy

Królestwo Prus (niem. Königreich Preußen) – historyczne państwo rządzone przez dynastię Hohenzollernów, powstałe w 1701 roku w wyniku koronacji Fryderyka III na „króla w Prusach”. W latach 1815–1866 państwo członkowskie Związku Niemieckiego, w latach 1866–1871 Związku Północnoniemieckiego, w latach 1871–1918 Cesarstwa Niemieckiego. Król Prus był jednocześnie cesarzem niemieckim, a Prusy w Cesarstwie miały pozycję hegemoniczną.

W maju 1715 roku Królestwo Prus dołączyło do III wojny północnej, stając po stronie Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Danii, Saksonii, Rosji i Hanoweru. Fryderyk I osobiście prowadził swoją 30-tysięczną armię podczas oblężenia Stralsundu, choć rzeczywiste dowództwo nad wojskiem powierzył Leopoldowi I, księciu Anhaltu-Dessau. W wyniku pokoju w Nystad Prusy uzyskały wschodnią część Pomorza Szwedzkiego ze Szczecinem oraz wyspami Wolin i Uznam.

W 1740 roku, po objęciu władzy w państwie przez Fryderyka II wojska pruskie wkroczyły na Śląsk, będący częścią Monarchii Habsburskiej, wywołując tym samym wybuch I wojny śląskiej. Na mocy pokoju wrocławskiego i traktatu berlińskiego Prusy zajęły większość ziem Śląska, poza księstwami cieszyńskim i opawskim, a także częścią księstwa karniowskiego.

Wojna siedmioletnia rozpoczęła się 29 sierpnia 1756 wtargnięciem wojsk pruskich pod wodzą Fryderyka II Wielkiego, do Saksonii. Przeciwko Prusom wystąpiła Austria, chcąc odzyskać Śląsk (tzw. III wojna śląska). W 1757 Rosja przystąpiła do wojny – po stronie Austrii i Francji przeciwko Prusom, zajmując Królewiec i ogłaszając przyłączenie Prus (Wschodnich) do Rosji. W sierpniu 1759 w bitwie pod Kunowicami oddziały pruskie zostały pokonane przez koalicję rosyjsko-austriacką. W październiku 1760 roku Berlin był przez kilka dni okupowany przez Austriaków i Rosjan.

W 1758 roku Prusy Wschodnie znalazły się pod okupacją rosyjską, która trwała do roku 1762. Śmierć carycy w 1762 roku, nazywana „cudem domu brandenburskiego”, spowodowała jednak przywrócenie władzy Hohenzollernów i podpisanie pokoju w Hubertusburgu w 1763 roku, przypieczętowującego włączenie znacznej części Śląska do Królestwa Prus.

Prusy uczestniczyły w roku 1772 roku w I rozbiorze Polski, w wyniku którego uzyskały 36 000 km², a także obszar województw: chełmińskiego, malborskiego, pomorskiego oraz części inowrocławskiego i kaliskiego. Fryderyk II przyjął wówczas tytuł króla Prus (niem. König von Preussen).

27 sierpnia 1791 król Prus wraz z cesarzem Leopoldem II Habsburgiem wydał deklarację z Pillnitz, wzywając siły europejskie do przywrócenia monarchii absolutnej we Francji. Pomimo że sama deklaracja miała charakter przede wszystkim symboliczny, to we Francji była odczytywana jako zagrożenie dla rewolucji i doprowadziła do jeszcze większej radykalizacji w środowisku rewolucjonistów. 20 kwietnia 1792 Francja wypowiedziała wojnę Austrii, a Prusy stanęły po stronie Habsburgów. We wrześniu 1792 roku została powstrzymana ofensywa wojsk Pruskich w bitwie pod Valmy. W 1795 Prusy wycofały się z wojny, podpisując z Francją traktat pokojowy w Bazylei.

Źródło: Wikipedia (autor: Tournasol7).

W 1793 roku Prusy wzięły udział w drugim rozbiorze Polski, uzyskując 58 000 km², obejmujących obszar województw: poznańskiego, gnieźnieńskiego, kaliskiego, sieradzkiego, inowrocławskiego, brzeskokujawskiego, płockiego, a także części mazowieckiego i rawskiego oraz ziemi dobrzyńskiej, Gdańska i Torunia. W roku 1795 Prusy w wyniku trzeciego rozbioru Polski uzyskały 43 000 km², zajmując część Mazowsza (z Warszawą) i Litwy oraz Podlasie.

Związek Reński

Związek Reński, Konfederacja Reńska (fr. États confédérés du Rhin, niem. Rheinbund) – konfederacja państw niemieckich, zależnych od I Cesarstwa Francuskiego, istniejąca w latach 1806–1813.

Związek Reński w 1812 roku, w okresie swojego największego zasięgu; źródło: Wikipedia.

Utworzenie Związku Reńskiego było rezultatem zwycięskiej dla Napoleona wojny z Austrią i Rosją w 1805 r., zakończonej podpisaniem pokoju w Preszburgu (obecnie Bratysława). Na jego mocy największą stratą Austrii było pozbawienie przodownictwa w Rzeszy. Jej miejsce zajęła Francja. Władcy niemieccy, pod naciskiem Napoleona, postanowili wystąpić ze Świętego Cesarstwa Rzymskiego i zawiązać konfederację pod jego protektoratem. W ramach Związku przeprowadzono likwidację drobnych państw niemieckich i włączenie ich do większych terytoriów (mediatyzacja); objęła ona przede wszystkim terytoria kościelne i tzw. wolnych rycerzy Rzeszy. Państwa wchodzące w skład Związku formalnie zachowały suwerenność – mogły prowadzić politykę zagraniczną, ale faktycznie pozostawały pod przemożnym wpływem Napoleona. Związek Reński pozostawał w sojuszu wojskowym z Cesarstwem Francji. Był on zobowiązany do wystawienia na czas wojny 63-tysięcznego wojska. W zamian Napoleon miał wystawić, w razie konfliktu zagrażającego państwom skonfederowanym, 200-tysięczny korpus.

Związek Niemiecki

Związek Niemiecki (niem. Deutscher Bund) – konfederacja państw niemieckich i wolnych miast, utworzona podczas kongresu wiedeńskiego na mocy aktu z dnia 8 czerwca 1815 roku, służąca wspólnemu zorganizowaniu gospodarek tych państw. Związek upadł w 1866 roku, w wyniku rywalizacji między Cesarstwem Austrii i Królestwem Prus (tzw. Deutscher Dualismus), działań wojennych, Wiosny Ludów oraz niemożności dojścia wielu państw-członków do porozumienia.

Związek Niemiecki w 1820 roku; główne kraje Cesarstwo Austrii (na żółto) i Królestwo Prus (na niebiesko) nie były całkowicie w granicach Związku (czerwoną linią); źródło: Wikipedia. Na tej mapce wyraźnie widać, jakie znaczenie ma dla Niemców granica polsko-niemiecka z 1937 roku.

Na kongresie wiedeńskim cesarz Austrii nie odzyskał tytułu cesarza rzymskiego. Wielka Brytania zaakceptowała Związek Niemiecki jako przeciwwagę dla agresywnej polityki Francji i Rosji. Związek miał zastąpić rozwiązane w 1806 r. Święte Cesarstwo Rzymskie. W jego skład wchodziło początkowo 35 państw (księstwa, królestwa i Cesarstwo Austriackie) i 4 wolne miasta: Brema, Hamburg, Frankfurt nad Menem i Lubeka. Z racji posiadania ziem na terytorium Związku Niemieckiego członkami Związku były też Wielka Brytania (Hanower, do 1837), Holandia (Luksemburg, do 1867) i Dania (Holsztyn, do 1864). Zachodnia część Wielkiego Księstwa Luksemburga została w 1839 przyłączona do Belgii. Prezydentem Związku zostawał każdorazowo cesarz Austrii.

Wojna prusko-austriacka

Wojna prusko-austriacka (niem. Deutscher Krieg, Preußisch-Deutscher Krieg, czes. Prusko-rakouská válka) – konflikt zbrojny pomiędzy Królestwem Prus, Królestwem Włoch i kilkoma państwami-członkami Związku Niemieckiego, a Cesarstwem Austriackim, Saksonią, Królestwem Hanoweru, Królestwem Bawarii oraz kilkoma państwami-członkami Związku Niemieckiego, w dniach od 16 czerwca do 23 sierpnia 1866.

Podłoże

Między Prusami a Austrią od dawna trwała rywalizacja o przewodnictwo w utworzonym w 1815 r. Związku Niemieckim. Od władców obu państw oczekiwano, że przeprowadzą polityczną unifikację Niemiec i przekształcą Związek w federacyjne państwo ogólnoniemieckie. O ile większość władców niemieckich i arystokracja feudalna tradycyjnie popierały Habsburgów, depozytariuszy tradycji Świętego Cesarstwa Rzymskiego, o tyle niemiecka burżuazja i intelektualiści wiązali swe nadzieje z Hohenzollernami i rządem pruskim, bardziej dynamicznym od austriackiego. Od 1834 większość państw niemieckich łączył także Niemiecki Związek Celny, zorganizowany przez Prusy, który zapewniał sprawniejszą współpracę gospodarczą i stanowił pruską przeciwwagę dla wpływów austriackich. Od 1862 funkcję premiera Królestwa Prus pełnił Otto von Bismarck, otwarcie kontestujący dominację austriacką i konsekwentnie dążący do zjednoczenia Niemiec pod przewodnictwem pruskim. Po wojnie z Danią (1864 r.), Cesarstwo Austrii zyskało oddalone od jej granic Księstwo Holsztynu, natomiast Prusy Księstwo Szlezwiku. Spowodowało to konflikt, który wykorzystał Otto von Bismarck i w 1866 r. rozpoczął działania wojenne (choć pierwszy krok należał do Austrii, bo na jej żądanie Bundestag – powołując się na artykuł 19. Aktu Związkowego Kongresu Wiedeńskiego o „ochronie wewnętrznego bezpieczeństwa Niemiec i zagrożonych praw jego członków” – uchwalił 11 kwietnia 1866 r. mobilizację związkowych sił zbrojnych, oczywiście poza oddziałami pruskimi). Z uwagi na ten akt – formalnie i w znacznym stopniu faktycznie – była to wojna prusko-niemiecka, jednakże jej główną treścią była rywalizacja pomiędzy dwiema głównymi potęgami, stąd tradycyjna nazwa konfliktu w historiografii. Wcześniej, dzięki działaniom dyplomacji, Bismarck zapewnił sobie neutralność Rosji i Francji oraz wsparcie Włoch, którym obiecał pomoc w uzyskaniu należącej do Austriaków Wenecji.

Zakończenie wojny

Wojna zakończyła się pokojem w Pradze podpisanym 23 sierpnia 1866, który obowiązywał Prusy i Austrię. 10 października 1866 zawarty został układ pokojowy pomiędzy Włochami a Austrią. Na jego mocy Prusy przejęły Holsztyn wraz z ostatecznym włączeniem Szlezwiku, który od 1864 znajdował się pod administracją pruską. Ponadto Prusy anektowały niektóre państwa niemieckie, które wystąpiły przeciwko nim. Były to: Królestwo Hanoweru, Księstwo Nassau, Elektorat Hesji i Wolne Miasto Frankfurt. W wyniku tych zmian granic terytorium państwa pruskiego stanowiło teraz zwartą, geograficzną całość. Wbrew sugestiom króla Wilhelma I Hohenzollerna i pruskiej generalicji, Bismarck zrezygnował z odbierania Austrii terytoriów takich jak Czechy lub Austria właściwa i z ewentualnej aneksji Saksonii. Uznał, że w przyszłości Austria może stać się sojusznikiem zjednoczonych pod pruskim przewodnictwem Niemiec. Ponadto dzięki staraniom Bismarcka, sojusznicze Włochy uzyskały Wenecję. Najważniejszym skutkiem wojny było jednak wycofanie się Austrii z polityki niemieckiej (rozwiązanie Związku Niemieckiego i utworzenie Związku Północnoniemieckiego, oba wydarzenia w 1866 r.), co umożliwiło w 1871 r. zakończenie jednoczenia Niemiec pod przewodnictwem Królestwa Prus i powołanie Cesarstwa Niemieckiego.

Związek Północnoniemiecki

Związek Północnoniemiecki (niem. Norddeutscher Bund) – początkowo sojusz wojskowy części państw niemieckich, zawiązany 18 sierpnia 1866 r. w ramach procesu zjednoczenia Niemiec pod przywództwem Prus, w miejsce Związku Niemieckiego rozwiązanego po wojnie austriacko-pruskiej, przekształcony 1 lipca 1867 r. w państwo federalne, podniesione następnie w 1871 r. do rangi Cesarstwa Niemieckiego. Był to najwcześniejszy podmiot prawa międzynarodowego, z którym współczesne Niemcy zachowują ciągłość prawną, a zarazem pierwsze niemieckie państwo narodowe, w którego skład Prusy weszły jako całość, zatem włączając w to również Prusy Wschodnie oraz zabór pruski podzielonej Polski, toteż nasiliła się zarówno germanizacja tych terenów, jak i opór Polaków przeciwko niej.

Związek Północnoniemiecki (1866-1871); źródło: Wikipedia.

Do Związku Północnoniemieckiego weszły 22 państwa niemieckie położone na północ od linii Menu oraz Królestwo Prus wraz z jego częściami nienależącymi do uprzednio istniejących Świętego Cesarstwa Rzymskiego i Związku Niemieckiego: Prowincją Prusy, Wielkim Księstwem Poznańskim oraz wchodzącymi w skład Prowincji Pomorze terytorium dawnego starostwa drahimskiego.

Do Związku nie weszły: Cesarstwo Austrii, Bawaria, Wirtembergia, Badenia, część Hesji, Luksemburg, Liechtenstein, oraz kantony szwajcarskiej Alemanii.

W 1867 r. Reichstag uchwalił nową konstytucję opracowaną przez Ottona von Bismarcka (kanclerz Związku), była ona wstępem do zjednoczenia Niemiec pod egidą Prus. Związek istniał do 1871 r.

Cesarstwo Niemieckie

Źródło: Wikipedia.

Po pokonaniu przez Związek Północnoniemiecki Francji podczas wojny w 1870 r., 18 stycznia 1871 r. w okupowanym Wersalu proklamowano w Galerii Zwierciadlanej pałacu wersalskiego Cesarstwo Niemieckie, które połączyło wszystkie państewka niemieckie poza Austrią, Luksemburgiem, Liechtensteinem oraz kantonami szwajcarskiej Alemanii. Prusy, które zajmowały ok. 2/3 powierzchni nowego państwa, zdominowały je. Pruscy królowie z dynastii Hohenzollernów przybrali tytuł cesarski, a Berlin stał się jego stolicą. W kolejnych latach dzięki polityce zagranicznej Bismarck jako kanclerz Niemiec pod rozkazami cesarza zapewnił państwu silną pozycję na arenie międzynarodowej poprzez luźne trzymanie się przymierzy, odosabnianie Francji w sprawach dyplomatycznych i unikanie wojen.

x

W Geografii Powszechnej PWN (1962-67) w rozdziale poświęconym Niemcom zawarty jest syntetyczny zarys historii Niemiec autorstwa Jerzego Kowalewskiego, którego fragment warto przytoczyć, ponieważ zawiera on informacje, których brak w Wikipedii (wytłuszczenia W.L.):

W roku 1618 elektor brandenburski otrzymał od Polski jako lenno ziemie zakonu krzyżackiego (Prusy Książęce – sekularyzowane w 1525 r.). W czasie wojny polsko-szwedzkiej Fryderyk Wilhelm uzyskał zrzeczenie się przez Polskę zwierzchnictwa nad Prusami Książęcymi (1657r.). Elektor Fryderyk III koronował się w 1701 r. na króla Prus, zaś Fryderyk II (1740-86) powiększył terytorium Prus o oderwany od Austrii Śląsk. Prusy stały się znaczną potęgą polityczną i militarną. W trzech rozbiorach Polski (1772-95) Prusy zagarnęły ok. 150 tys. km² ziem polskich. Poważną siłą stała się również Austria, która w pierwszym i trzecim rozbiorze Polski zagarnęła ok. 130 tys. km² ziem polskich, a w ciągu XVII i XVIII w. w wojnach z Turcją uzyskała znaczne nabytki na Węgrzech.

Austria i Prusy wystąpiły zbrojnie przeciw rewolucji francuskiej, poniosły szereg ciężkich klęsk w wojnach prowadzonych z rewolucyjną Francją i Napoleonem. W wyniku tych klęsk Francja zajęła terytoria na lewym brzegu Renu, zniesione zostały prawie wszystkie niemieckie państwa kościelne i wiele mniejszych państewek świeckich, przestało istnieć Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego (1806 r.) i utworzony został pod protektoratem Napoleona Związek Reński, który z biegiem czasu objął nie tylko państwa południowoniemieckie, lecz również północno-zachodnio-niemieckie. Na mocy traktatu pokojowego w Tylży (1807 r.) Prusy straciły znaczną część swoich terytoriów, a z części zagarniętych przez nie ziem polskich utworzono Księstwo Warszawskie, rozszerzone następnie na część ziem zagarniętych przez Austrię. Klęski poniesione w walce z Francją skłoniły Prusy do przeprowadzenia szeregu reform wewnętrznych i rozbudziły w kraju ruch przeciw Napoleonowi. W toku wyprawy Napoleona na Rosję wojska pruskie, które uczestniczyły w tej wyprawie, przeszły na stronę Rosji i brały następnie udział w rozbiciu armii Napoleona.

Na kongresie wiedeńskim (1814-15) utworzono związek 39 państw niemieckich, w którym dominowała Austria, ale który był terenem stałej rywalizacji Austrii i Prus. Rywalizacja ta nie przeszkadzała wspólnej walce Austrii i Prus z tendencjami liberalno-burżuazyjnymi, które przybierały na sile w krajach niemieckich w miarę rozwoju kapitalizmu i wzrostu świadomości narodowej. Część burżuazji niemieckiej rozwijała plany utworzenia jednolitego państwa niemieckiego w oparciu o Prusy, które w 1834 r. utworzyły Niemiecki Związek Celny i utorowały w ten sposób drogę szybszemu rozwojowi gospodarki kapitalistycznej. Część burżuazji, zwłaszcza w krajach południowych, zmierzała do zjednoczenia kraju pod przewodnictwem Austrii. Obok ruchów liberalno-burżuazyjnych rozwijały się również ruchy demokratyczne, ze swymi żądaniami zaczęła występować również klasa robotnicza (powstanie tkaczy śląskich w 1844 r.). W roku 1847 Marks i Engels założyli Związek Komunistów.

Rewolucja 1848-49 r. nie osiągnęła swego głównego celu, jakim było utworzenie jednolitego demokratycznego państwa niemieckiego. Po pierwszych zwycięstwach ludu w Wiedniu, Berlinie i innych miastach burżuazja zawarła ugodę z klasami rządzącymi dla walki z ruchem demokratycznym i robotniczym oraz z ruchami wyzwoleńczymi na ziemiach polskich. Zgromadzenie Narodowe we Frankfurcie i utworzony przez nie rząd centralny nie zdobyły realnej władzy. Klęska powstania w Wiedniu stała się sygnałem do wystąpienia sił kontrrewolucyjnych również w Prusach i w innych krajach i do zduszenia rewolucji. Z pomocą caratu rząd austriacki stłumił rewolucję na Węgrzech. W oparciu o Rosję Austria uniemożliwiła nawet podjęte przez Prusy próby zreformowania Związku Niemieckiego (1850 r.).

Klęska rewolucji nie mogła jednak powstrzymać tendencji do zjednoczenia Niemiec. Dzieło zjednoczenia podjął rząd pruski, a mianowany w 1862 r. szefem tego rządu Otto von Bismarck realizował je poprzez politykę „żelaza i krwi”. Pomógłszy rządowi carskiemu w walce z powstaniem styczniowym w Polsce, zapewnił sobie poparcie Rosji przeciw Austrii. Po rozbiciu Danii w wojnie o Szlezwik-Holsztyn (1864 r.) rozgromił Austrię(1866 r.) i zmusił ją do uznania prawa Prus do stworzenia nowego Związku Niemieckiego, już bez udziału Austrii. Zwycięskie Prusy włączyły w swoje granice szereg nowych ziem niemieckich i utworzyły w 1867 r. pod swoją hegemonią Związek Północnoniemiecki. Bawaria, Badenia, Wirtembergia i Hesja-Darmsztadt nie weszły w skład związku, ale połączyły się z Prusami tajnym przymierzem wojskowym. Po rozbiciu Francji (1870-71) również państwa południowoniemieckie weszły w skład proklamowanego 18.I.1871 r. cesarstwa niemieckiego, które zaanektowało Alzację i Lotaryngię.

x

Jak widać historia Niemiec jest bardzo zawiła i zagadkowa. W 1273 roku królem został Rudolf I Habsburg. Od 1438 na tronie niemieckim na stałe zasiadła dynastia Habsburgów, wywodząca się z Górnej Alzacji. W XIII wieku przejęli oni Austrię i Styrię po wymarłym rodzie Babenbergów. Dzięki układom z Jagiellonami zdobyli na stałe trony czeski i węgierski. W 1415 Hohenzollernowie, wywodzący się ze Szwabii, otrzymują od cesarza Brandenburgię. W XVII wieku wzrasta potęga Prus.

Jak to się stało? W roku 1618 elektor brandenburski otrzymał od Polski jako lenno ziemie zakonu krzyżackiego (Prusy Książęce – sekularyzowane w 1525 r.). W czasie wojny polsko-szwedzkiej Fryderyk Wilhelm uzyskał zrzeczenie się przez Polskę zwierzchnictwa nad Prusami Książęcymi (1657r.). – Tak pisał cytowany wyżej Jerzy Kowalewski. Wypadałoby uściślić. To była Rzeczpospolita, a nie Polska. Pierwsza decyzja w 1618 roku, to panowanie Zygmunta III Wazy, a druga w 1657 roku, to – Jana Kazimierza, obaj Wazowie, czyli Szwedzi. Był to czas potopu szwedzkiego i rosyjskiego (zajęcie ziem byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego), a więc państwo w zasadzie nie istniało.

Habsburgowie próbują doprowadzić do likwidacji państwa pruskiego (wojna siedmioletnia 1756-1763). W 1757 Rosja przystępuje do wojny po stronie Austrii, czyli Habsburgów, przeciwko Prusom. Zajmuje Królewiec i ogłasza przyłączenie Prus Wschodnich do Rosji. Rosjanie zajęli tereny od Królewca po Berlin, zagrażając w 1762 roku istnieniu państwa pruskiego. Wtedy umiera caryca Elżbieta Piotrowna – śmiertelny wróg króla pruskiego, a jej następca Piotr III, który uwielbiał Fryderyka II Wielkiego, nakazał natychmiastowy odwrót armii rosyjskiej, a nawet przekazał część swojej armii Fryderykowi (tzw. cud domu brandenburskiego). Piotr III został zamordowany po paru miesiącach panowania, a jego miejsce zajęła Katarzyna II, która uznała, że ani zwycięstwo, ani upadek Prus, nie są w interesie Rosji i postanowiła wycofać się z wojny. To skutkuje podpisaniem pokoju w 1763 roku i Prusy zajmują Śląsk, a więc stają się jeszcze silniejsze. Tak więc rosnąca potęga Prus, to nie wynik jakich szczególnych predyspozycji ich władców (Fryderyk II Wielki), tylko efekt opisanych wyżej decyzji królów Rzeczypospolitej i carów Rosji, co w przypadku Rosji nie dziwi. Dynastia Romanowów była bardziej niemiecka niż rosyjska. Tym bardziej więc nie dziwi, że w czasie kampanii napoleońskiej w Rosji, wojska pruskie zdradziły Napoleona i przeszły na stronę rosyjską.

O ile większość władców niemieckich i arystokracja feudalna tradycyjnie popierały Habsburgów, depozytariuszy tradycji Świętego Cesarstwa Rzymskiego, o tyle niemiecka burżuazja i intelektualiści wiązali swe nadzieje z Hohenzollernami i rządem pruskim, bardziej dynamicznym od austriackiego.

Tak m.in. Wikipedia tłumaczy źródło sporu, który doprowadził do wojny niemiecko-austriackiej w 1866 roku i w konsekwencji do powstania Cesarstwa Niemieckiego. Ta burżuazja niemiecka i intelektualiści to po prostu Żydzi. Czasy się zmieniały i arystokracja feudalna, nawet jeśli wśród niej było dużo Żydów, musiała ustąpić. A później te Cesarstwo – które nie powstałoby, gdyby nie postawa Rosji – napadło na tę Rosję w 1914 roku. Ale jakie to ma znaczenie? Przecież w wojnach i tak giną tylko narody rdzenne.

Wygląda więc na to, że pierwszym kluczowym momentem w historii Niemiec był rok 1657. Rzeczpospolita, będąc pod okupacją rosyjską i szwedzką, zrzeka się zwierzchnictwa nad Prusami Książęcymi. Drugim – był tzw. cud domu brandenburskiego. Czy zatem współczesne Niemcy, które powstały w wyniku zdominowania I Rzeszy przez Prusy, istnieją dzięki cudom brandenburskim? Dlaczego nie? Skoro był „cud nad Wisłą”? Rosjanie wycofali się spod Berlina w 1759 roku, pomimo że mogli go zdobyć. Podobnie bolszewicy pod Warszawą w 1920 roku. W obu przypadkach nie było cudu, wszystko odbyło się zgodnie z wcześniej ustalonym planem.

x

Dziś prezydent Ameryki mówi: America first! „Polski” prezydent i „polski” rząd mówią: Ukraine first! Czy też dostaną jakieś posiadłości ziemskie we Francji czy w innym bezpiecznym kraju jak Jan Kazimierz? Czy tak jak on działają w interesie Prus?

Wojna trzydziestoletnia

Wojna trzydziestoletnia, o której zapewne każdy, kto interesuje się historią i polityką, słyszał. Jednak w szczegółach, jak sądzę, mało kto się orientuje, bo wojna ta nie toczyła się na polskich ziemiach, choć zaczęła się blisko, bo w Pradze. Warto więc sobie przybliżyć to jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach nowożytnej Europy. Wikipedia tak m.in. pisze:

Wojna trzydziestoletnia (łac. Bellum tricennale) – europejski konflikt trwający od 23 maja 1618 do 24 października 1648 pomiędzy protestanckimi państwami Świętego Cesarstwa Rzymskiego (I Rzeszy) wspieranymi przez inne państwa europejskie (takie jak Szwecja, Dania, Republika Zjednoczonych Prowincji [obecna Holandia – przyp. W.L.], Francja), a katolicką dynastią Habsburgów. Mimo że wojnę zainicjowały przyczyny natury religijnej, na jej długotrwałość wpłynęło m.in. dążenie mocarstw europejskich (nie tylko protestanckich) do osłabienia potęgi Habsburgów.

Święte Cesarstwo Rzymskie w 1648 roku; źródło: Wikipedia.

W historiografii konflikt ten dzielony jest na cztery fazy (okresy):

  • 1618–1623 – okres wojny czesko-palatynackiej,
  • 1623–1630 – duński okres wojny,
  • 1630–1636 – szwedzki okres wojny,
  • 1636–1648 – francusko-szwedzki okres wojny.

W wojnie tej, pośrednio lub bezpośrednio, uczestniczyły niemal wszystkie państwa europejskie. Stronę katolicką reprezentowały państwa podległe Habsburgom (Austria i Hiszpania), niektóre księstwa I Rzeszy (m.in. Bawaria, niemieckie księstwa biskupie, m.in.: arcybiskupstwo Kolonii, arcybiskupstwo Moguncji oraz arcybiskupstwo Trewiru). Oficjalnie swojego wsparcia katolikom nie udzieliła Rzeczpospolita Obojga Narodów, jednak polskie oddziały lisowczyków (8–10 tys. żołnierzy) uczestniczyły w konflikcie za zgodą króla Zygmunta III Wazy.

Po stronie protestanckich państw Rzeszy (m.in. Czech – w tym Śląska, Palatynatu, Brandenburgii, Saksonii, księstw meklemburskich) stanęła Dania (do 1629 roku), Siedmiogród, Szwecja i katolicka Francja.

Wojna nie zakończyła się zupełnym zwycięstwem strony protestanckiej. Jej głównymi skutkami, oprócz zapewnienia częściowej wolności wyznania na terenie Rzeszy, było osłabienie dynastii Habsburgów, wzmocnienie pozycji Francji i Szwecji oraz uznanie niepodległości Zjednoczonych Prowincji Niderlandów. Z drugiej strony Habsburgowie przeprowadzili rekatolicyzację Czech i umocnili swoją pozycję w tym państwie. Wojnę zakończył pokój westfalski podpisany w 1648 roku.

Geneza wojny

Mimo pokoju w Augsburgu zawartego w 1555, katoliccy Habsburgowie dążyli do powstrzymania postępów reformacji w Niemczech, jak również do umocnienia władzy cesarskiej i politycznej jedności Rzeszy oraz wspierali wysiłki kontrreformacyjne Kościoła i swych katolickich wasali. Protestanci, w odpowiedzi na akty naruszania prawa, jakich kilkakrotnie dopuścili się cesarze, powołali w 1608 roku tzw. Unię Protestancką (zwaną też Unią Ewangelicką), która miała reprezentować ich interesy w sejmie Rzeszy. Pretekstem do jej zawiązania były wydarzenia związane ze sprawą miasta Donauwörth. Unii przewodził palatyn reński, Fryderyk V. Protestanci zaczęli szukać sprzymierzeńców w państwach wrogo nastawionych do potężnego rodu Habsburgów.

Sprawa miasta Donauwörth w Bawarii

O mieście Donauwörth zrobiło się głośno w roku 1607. Miasto to należało do miast Rzeszy, w których gwarantem tolerancji religijnej był sam cesarz (ponadto w miastach Rzeszy nie obowiązywała zasada cuius regio, eius religio). Zdecydowana większość mieszkańców była wyznania luterańskiego i rada miasta prowadziła wrogą politykę wobec mniejszości katolickiej. W święto Bożego Ciała protestanci napadli na katolików biorących udział w procesji związanej z tym świętem, zniszczyli monstrancję, podarli sztandary. Cesarz Rudolf II nakazał władcy Bawarii – Maksymilianowi Wittelsbachowi zająć się sprawą, ale jego komisarze zostali przepędzeni z Donauwörth. W wyniku tego zdarzenia Rudolf II wydał na miasto dekret o banicji (1607), a wykonawcą tego dekretu został Maksymilian. Miasto zostało zdobyte i podporządkowane katolickiemu władcy Bawarii. Zostali tam wprowadzeni jezuici, którzy w ciągu 20 lat spowodowali rekatolizację miasteczka. Sprawa tego miasta miała wielkie znaczenie, to właśnie po tych wydarzeniach powstała Unia Protestancka – jedna ze stron w nadchodzącej wojnie trzydziestoletniej.

Tło historyczne

Święte Cesarstwo Rzymskie w XVII wieku stanowiło konglomerat kilkuset księstw, hrabstw, biskupstw i miast. Było także zróżnicowane pod względem religijnym oraz etnicznym. W Królestwie Czeskim, Saksonii, na Śląsku i księstwach północnych dominowały wyznania protestanckie, zaś Bawaria, Austria i liczne inne (zwłaszcza południowe) księstwa były katolickie. Księstwa protestanckie zrzeszone były w Unii Ewangelickiej, którą kierował elektor-hrabia Palatynatu, a państwa katolickie stworzyły w 1609 roku Ligę Katolicką, pod przewodnictwem Maksymiliana I, księcia Bawarii.

Panujący w Rzeszy cesarze z dynastii Habsburgów wierni byli ortodoksji katolickiej i w ramach polityki kontrreformacji prześladowali protestantów. Z kolei w państwach protestanckich dochodziło do prześladowania katolików. Tymczasem obrona wolności religijnej stała się dla ich poddanych, podobnie jak dla książąt Rzeszy, pretekstem do poszerzania zakresu swobód i ograniczania cesarskiej kontroli. Na tym tle doszło w 1609 do potwierdzenia zupełnej wolności religijnej w Czechach przez cesarza Rudolfa II (tzw. List majestatyczny). Nowy cesarz Maciej nie dotrzymywał wolności i dlatego w Pradze 23 maja 1618 doszło do sporu i ostrego konfliktu w zamku królewskim na Hradczanach, w wyniku którego protestanccy delegaci czescy wyrzucili przez okno katolickich przedstawicieli cesarskich (defenestracja praska). Stało się to bezpośrednią przyczyną wojny pomiędzy stanami czeskimi a nowo wybranym królem Ferdynandem II, która następnie rozprzestrzeniła się na całą Rzeszę i stała się wojną między Unią Protestancką a Ligą Katolicką.

Źródło: Wikipedia.

x

Jak widać na powyższej ilustracji, wojna trzydziestoletnia toczyła się na terenie Niemiec. Z zewnątrz interweniowały Dania, Szwecja i Francja. A więc to Niemcy zostały zniszczone w wyniku tej wojny, a nie cała Europa. W dalszej części Wikipedia bardzo szczegółowo opisuje przebieg tej wojny i w tych szczegółach giną gdzieś najważniejsze kwestie. W związku z tym przytaczam poniżej opis tej wojny z Encyklopedii Powszechnej Wydawnictwa Gutenberga (1929-38):

Trzydziestoletnia wojna, wojna domowa na tle religijnym w latach 1618-48; brały w niej udział również państwa ościenne, na skutek czego przybrała ona rozmiary wojny europejskiej. Oprócz spraw wyznaniowych należy przyczyn wojny trzydziestoletniej szukać w politycznym układzie sił w Niemczech na początku XVII wieku. Pokój augsburski 1555 nie zdołał doprowadzić do istotnej pacyfikacji między katolikami a protestantami; jedni i drudzy przygotowywali się do walnej rozprawy, co stało się już tylko kwestią krótkiego czasu z chwilą zawiązania w 1608 roku przez protestantów „Unii”, obejmującej wszystkie księstwa protestanckie prócz Saksonii, a przez katolików w 1609 roku „Ligi” pod wodzą Maksymiliana księcia bawarskiego. Złamanie praw i przywilejów, nadanych protestantom czeskim przez Rudolfa II spowodowało tzw. defenestrację, tj. wyrzucenie przez okno delegatów cesarskich, co było początkiem I okresu.

Okres czeski (1618-20)

Czesi wybrali królem Fryderyka V., palatyna (odpowiednik wojewody – przyp. W.L.) reńskiego, lecz zostali pobici w 1620 na Białej Górze, a tym samym wydani odtąd w następnych wiekach na łup germanizacji. Cesarz Ferdynand II., chcąc zgnębić zupełnie przeciwników, odebrał Fryderykowi V. prawo elektorskie i chciał pozbawić go Palatynatu.

Okres palatyński (1621-24)

Palatynat zajęły zwycięskie wojska cesarskie pod wodzą Tillyego, po pobiciu Fryderyka i jego protestanckich sprzymierzeńców. Pobitym protestantom pospieszył na pomoc Chrystian IV., król duński.

Okres duński (1624-30)

Chrystian IV. pobity przez Tillyego i Wallensteina zmuszony został do zawarcia pokoju w Lubece 12 maja 1629 roku. Wojska cesarskie zwyciężyły również członków „Unii”, opanowały sytuację w całych Niemczech, a triumfujący cesarz wydał w 1629 edykt restytucyjny, w którym nakazał protestantom zwrócić wszystkie dobra kościelne, sekularyzowane po 1552 roku. Książęta „Ligi” w obawie przed niezwykłą potęgą cesarza, spowodowali ustąpienie Wallensteina. Niemal zupełnie pokonani protestanci sprowadzili w 1630 na pomoc króla szwedzkiego Gustawa Adolfa.

Okres szwedzki (1630-36)

Sprowadzenie króla szwedzkiego zdecydowanie odwróciło sytuację. Gustaw Adolf w przymierzu z Sasami pobił w 1631 Tillyego pod Breitenfeld, Sasi zajęli Czechy. Cesarz powołał ponownie Wallensteina, który wyparł Sasów z Czech, lecz pod Lützen pobity został w 1632 przez Gustawa Adolfa, który tu zginął. Kanclerz szwedzki Oxenstierna, pragnąc odnieść jak największe korzyści dla Szwecji, zorganizował w 1632 związek w Heilbronn, obejmujący Frankonię, Szwabię i Nadrenię; sam Wallenstein w porozumieniu ze Szwedami zamyślał o zdradzie, lecz zginął w 1634 zamordowany. Gdy jednak cesarz zwyciężył wojska szwedzko-protestanckie Horna i Bernarda Weimarskiego pod Nördlingen w 1634, zawarła Saksonia w 1635 pokój odrębny, do którego przyłączyły się Brandenburgia i inne księstwa północne. Wypalającą się pożogę wojenną podsyciła pomoc francuska.

Okres szwedzko-francuski (1636-48)

Na czele sił francuskich (uzyskanych na podstawie układu Saint-Germain-en-Laye z 1635 roku) pobił Bernard Weimarski wojska cesarskie nad Renem w 1638; feldmarszałek szwedzki Torstenson zwyciężył w 1642 pod Breitenfeld, w 1645 pod Jankowem i zagroził Wiedniowi; Francuzi zwyciężali w Bawarii, a miary niepowodzeń dopełniło zajęcie w 1648 Pragi przez szwedzkiego wodza Königsmarka. Wówczas cesarz zmuszony widział się zawrzeć w 1648 pokój zwany westfalskim. Trzydziestoletnia wojna prócz poważnych strat terytorialnych, zrujnowała Niemcy gospodarczo, osłabiła doszczętnie władzę cesarską, spowodowała niemal zupełną niezawisłość książąt, którzy obcych władców uznawali za swych suwerenów.

x

Wikipedia tak podsumowuje zakończenie tej wojny:

Pokój westfalski – wielostronny traktat pokojowy kończący wojnę trzydziestoletnią (1618–1648), zawarty 24 października 1648 pomiędzy Świętym Cesarstwem Rzymskim a Królestwem Francji (małoletniego Ludwika XIV zastępował w rządach pierwszy minister, kardynał Jules Mazarin) i jej sojusznikami w Münster oraz między Habsburgami a Szwecją w Osnabrücku. Jeden z najbardziej znaczących traktatów międzynarodowych w historii nowożytnej Europy.

Skutki

  • Pokój westfalski w 1648 był wielkim zwycięstwem Francji w jej wielowiekowej rywalizacji z dynastią Habsburgów. Król francuski stał się gwarantem pokoju, a więc także stanu ustrojowego w Cesarstwie, gwarantem słabości władzy cesarskiej (podobnie, w XVIII w. car Rosji będzie gwarantem słabości władzy królewskiej w Rzeczypospolitej Obojga Narodów).
  • Pokój westfalski umacniał niemiecki partykularyzm polityczny i dodatkowo osłabiał cesarski autorytet, o którego wzmocnienie zabiegali Habsburgowie.
  • Ostateczne fiasko walki Habsburgów z niemieckim protestantyzmem. Po 1648 w zasadzie nie będą już wybuchały wojny religijne.
  • Habsburgowie hiszpańscy musieli ostatecznie przyzwolić na istnienie protestanckich, wolnych i niepodległych Niderlandów Północnych. W II połowie XVII w. głównym wrogiem Holandii stanie się Francja, a Hiszpania będzie nawet holenderskim sprzymierzeńcem.
  • Widząc upadek swoich planów, Habsburgowie główną uwagę skupili na budowie scentralizowanego państwa absolutnego oraz zdecydowanej walce z reformacją w Austrii, Czechach i na Węgrzech.
  • Francja uzyskała Alzację, krainę germańskojęzyczną (dialekt alemański). Alzacja, Lotaryngia i Kraj Saary będą przedmiotem sporów francusko-niemieckich aż do 1957 r.
  • Wzrosło znaczenie elektorów saskiego i brandenburskiego, których pozycja na arenie międzynarodowej będzie się odtąd umacniać. Mimo anulowania pokoju praskiego Wettynowie zachowali Łużyce uzyskane w 1635, a Hohenzollernowie przejęli Pomorze Tylne. Będą teraz dążyć do połączenia go z posiadłościami w Prusach.
  • Pomimo podziału Palatynatu katolicy zachowali większość głosów w Kurii Elektorów Rzeszy, co gwarantowało Habsburgom sukcesję tronu niemieckiego i cesarskiego.

Znaczenie wojny trzydziestoletniej i pokoju westfalskiego

  • Zwycięstwo monarchii absolutnych: największym zwycięzcą okazała się Francja. Upadła monarchia stanowa w Czechach. Rozpoczął się proces budowy monarchii absolutnych w Niemczech.
  • Prawo wszystkich państw niemieckich do własnej polityki zagranicznej. Rzesza staje się luźnym związkiem państw.
  • Dowód na nietrwałość pokoju augsburskiego, który wprowadzał wzajemną tolerancję tylko pomiędzy katolikami a luteranami, pomijał kalwinistów.
  • Koniec wielkich konfliktów religijnych i trwały pluralizm religijny w Rzeszy.
  • Wzrost znaczenia armii zawodowych.

x

Z tego, co zostało zacytowane z Encyklopedii Gutenberga, można wywnioskować, że w początkowym okresie tej wojny przewagę uzyskała strona katolicka. I w tym momencie dochodzi do odsunięcia Wallensteina – jednego z dwóch głównodowodzących po stronie katolickiej. Tłumaczono to w ten sposób, że książęta „Ligi” obawiali się wzrostu potęgi cesarza. Można więc tu zapytać: czy wojnę prowadzi się po to, by ją wygrać, czy w jakimś innym celu? W końcowej fazie tej wojny strona protestancka zdobywa przewagę i zagraża Wiedniowi. I tu znowu strona przeważająca nie chce zwyciężyć, tylko dochodzi do zawarcia pokoju. W sumie więc można powiedzieć, że stan powstały po zakończeniu tej wojny niewiele różnił się od stanu przedwojennego. Rzesza, jak była rozbita na wiele księstw i księstewek, tak i pozostała taką. Pozostał też podział na katolików i protestantów. Jedno tylko zmieniło się. Po tej wonie nie było już w Rzeszy wojen religijnych. Można więc wysnuć z tego wniosek, że różnice na tle religijnym były tylko pretekstem, zasłoną dymną, no bo skoro po stronie protestanckiej walczyła katolicka Francja, to wszystko to nie trzyma się kupy. Na tym tle łatwiej zrozumieć, dlaczego reformacja wybuchła w Rzeszy. Wiele księstw i księstewek, czyli rozdrobnienie, ułatwiało zasianie fermentu w różnych jej częściach, w przeciwieństwie do silnej władzy Habsburgów w jej południowo-wschodniej części. A jeśli takich warunków zabrakło, to łączyło się państwo katolickie z prawosławnym, czyli Koronę z Wielkim księstwem Litewskim i konflikt gotowy.

O co więc chodziło w tej wojnie? – O zniszczenie gospodarki i depopulację. Ale taka sytuacja, to okazja do odbudowy i zastąpienia tych wymordowanych innymi. I o to chodziło. Odbudował ten, kto miał kapitał i zastąpił tych, których pozbyto się, ale zapewne nie pozbyto się ich nazwisk.

Straty ludzkie w Rzeszy na skutek wojny; źródło: Wikipedia.

W sumie więc wojna trzydziestoletnie umożliwiła Żydom zdobycie dominującej pozycji w Rzeszy. Na mniejszą skalę schemat ten zastosowali oni podczas potopu szwedzkiego, który zniszczył Koronę. Odkąd pojawili się Żydzi w Palestynie, odtąd trwają tam nieprzerwanie wojny. I wcale nie jest tak, że Żydzi wyniosą się stamtąd, bo grozi im jakieś niebezpieczeństwo. Nie grozi im żadne niebezpieczeństwo, bo to oni je stwarzają narodom rdzennym. Nie wyniosą się, bo oni muszą wzniecać wojny na całym świecie, bo tylko taki stan zapewnia im ich dominację nad pozostałymi narodami, które wykrwawiają się w nich.

Przedmurze

Obecnie położenie Polski w Europie określane jest jako strefa zgniotu lub mówi się, że jest ona zderzakiem strategicznym, miejscem, w którym ścierają się interesy Zachodu i Wschodu. W przeszłości używano innego określenia. Norman Davies w książce Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK, 1999 pisał:

Dla każdego okresu na przestrzeni dziejów od r. 1000 do 1939 można przytoczyć wypowiedzi będące dowodem przeświadczenia, że Polska była, jest i zawsze będzie najdalej wysuniętą placówką zachodniej cywilizacji. W wiekach najwcześniejszych widziano w niej obrońcę okopów oddzielających od pruskich i litewskich pogan, w okresie nowożytnym – zaporę broniącą dostępu islamowi i moskiewskim schizmatykom, w w. XX – straż szańców wzniesionych na linii frontu walczącego komunizmu. We wszystkich okresach dziejów przeznaczone Polsce „miejsce w Europie” – podobnie jak miejsce sąsiednich Węgier – było zupełnie jasno określone: antemurale, przedmurze.

Pojęcie antemurale zawsze cieszyło się szczególnym upodobaniem ze strony pisarzy katolickich, a ostatnio przyjął je także watykański Instytut Historii Polski, używając jako tytułu swego znakomitego czasopisma. Łączy się je często z dwoma innymi sloganami – Polonia semper fidelis (Polska zawsze wierna) oraz Polska „przystanią tolerancji”. W ten sposób rzymscy apologeci stwarzali wrażenie, że Polska była w stanie powstrzymać napór pogaństwa, po pierwsze dlatego, że była krajem jednolicie katolickim, po drugie zaś – ponieważ jej cudowna tolerancja nie stwarzała powodów do prowadzenia walk religijnych wewnątrz kraju ani do ingerencji z zewnątrz. Zarówno forma, jak i treść uchwały konfederacji warszawskiej z 28 stycznia 1573 r. były istotnie czymś wyjątkowym jak na warunki panujące w tym czasie w innych częściach Europy; miały one decydować o zasadach życia religijnego w Rzeczypospolitej przez następne dwieście lat:

Uchwała ta zawierała jednak w sobie dowód pewnej subtelnej sprzeczności. Jeśli katolicka Rzeczpospolita istotnie była „przystanią tolerancji”, to mogło się tak stać jedynie dzięki obecności w niej licznych dissidentes; jeśli jednak społeczność innowierców była tak duża, że aż trzeba ją było tolerować, to Rzeczpospolita nie mogła być jednolicie katolicka. Niełatwo podać dokładna miarę katolicyzmu Polski oraz jej tolerancji.

Krótka wyprawa poznawcza w przeszłość religijną Polski jest zatem wycieczką pełną niespodzianek. Z jednej strony obserwuje się bowiem nieprzerwaną obecność Kościoła rzymskokatolickiego, którego początki sięgają najdalszych początków pisanych dziejów i którego supremacji zagrażały jedynie przemijające niebezpieczeństwa; z drugiej strony zaś – bezustanne dowody istnienia licznych odmian religijnego nonkonformizmu, sekciarstwa, schizmy i herezji.

x

Davies prezentuje również dane dotyczące wyznań religijnych w Rzeczypospolitej. Tak więc katolicy stanowili mniejszość w stosunku do pozostałych wyznań. W 1772 roku wyglądało to tak:

  • katolicy 43%
  • unici 33%
  • prawosławni 10%
  • judaizm 9%
  • protestanci 4%
  • Ormianie, muzułmanie 1%

Pisze on, że zarówno forma, jak i treść uchwały konfederacji warszawskiej z 28 stycznia 1573 r. były istotnie czymś wyjątkowym jak na warunki panujące w tym czasie w innych częściach Europy. Nie było to nic wyjątkowego w tym sensie, że był to pragmatyzm wynikający z faktu, że w 1569 roku doszło do unii polsko-litewskiej. W Wielkim Księstwie Litewskim prawosławie było dominujące i stąd takie a nie inne uchwały tej konfederacji. Konsekwencją tej unii była też unia brzeska z 1596 roku, w wyniku której nastąpił rozłam w Cerkwi, a którego skutki trwają do dziś, choćby w postaci wojny na Ukrainie.

W dalszej części Davies pisze (wytłuszczenia W.L.):

Najwięcej problemów stwarzała sytuacja społeczności prawosławnej. Na terenie Polski ludność prawosławna zamieszkiwała obszary położone na północnych obrzeżach Karpat, sięgające na zachodzie po Sanok i Krosno. Na Rusi Czerwonej, przyłączonej do Polski w 1340 r., oraz w Wielkim Księstwie Litewskim stanowiła ona element dominujący. W zjednoczonej Rzeczypospolitej prawosławni stanowili około 40% ogólnej liczby mieszkańców. Należeli do prastarych prawosławnych diecezji kijowskiej i nowogrodzkiej.

Nie było im jednak dane żyć w spokoju, a największe niepokoje były skutkiem tarć wewnętrznych. Od r. 1453, kiedy to patriarchat Konstantynopola dostał się w ręce Turków otomańskich, padali oni bez przerwy ofiarą sprzecznych interesów rozmaitych ugrupowań politycznych. Z jednej strony moskiewscy carowie usiłowali ich objąć swymi roszczeniami do sprawowania powszechnego patronatu, z drugiej zaś – hierarchia rzymska wiązała z nimi swe nadzieje na zakończenie schizmy. Wynikiem był nieustający konflikt. W XVI w., po krótkotrwałym flircie z Rzymem za czasów kardynała metropolity Izydora i jego następców, metropolici kijowscy ponownie przyjęli zwierzchnictwo Konstantynopola. Próby, jakie legat papieski Antoni Possevino podejmował w latach 1581-83 w celu ponownego ustalenia zwierzchnictwa Rzymu nad Kościołem wschodnim, zakończyły się porażką.

W 1589 r. car Fiodor, działając w porozumieniu z patriarchą konstantynopolitańskim Jeremiaszem, utworzył odrębny patriarchat moskiewski, którego duszpasterskie roszczenia sięgały daleko poza granice państwa moskiewskiego. Prawosławni magnaci Rzeczypospolitej, przyzwyczajeni do sprawowania kontroli zarówno nad rozdziałem kościelnych beneficjów, jak i nad dobrami kościelnymi, poczuli się zagrożeni ze wszystkich stron. Zwłaszcza książę Konstanty Wasyl Ostrogski (zm. 1608), wojewoda kijowski, którego akademia teologiczna w Ostrogu odegrała istotną rolę w odrodzeniu życia prawosławnego i wydała pierwszą drukowaną Biblię w języku staro-cerkiewno-słowiańskim, nie miał ochoty podporządkować się Rzymowi, ani Konstantynopolowi, ani Moskwie. Jak większość jego współwyznawców, chciał, aby go pozostawiono w spokoju. Uzyskał poparcie księcia Andrieja Kurbskiego, który w r. 1567 osiadł na Wołyniu i zajął się, między innymi, działalnością dewocyjną. Ale naciski ze strony biskupów prawosławnych nie ustawały. Niezadowoleni z podatków, jakich domagał się Konstantynopol, a także z autonomii przyznanej świeckim bractwom religijnym, w obawie przed działalnością patriarchy moskiewskiego, który systematycznie podkopywał ich autorytety, sprzymierzyli się ze swymi kolegami w Rzymie.

Pod przywództwem swego metropolity Michała Rahozy, biskupa łuckiego, Cyryla Terleckiego oraz Hipacego Pocieja, uprzednio kasztelana brzeskiego, a w owym czasie biskupa włodzimierskiego, skierowali petycję do papieża. Była to wyrażona w imieniu wszystkich wiernych prośba o przyjęcie ich do Kościoła rzymskiego. 23 grudnia 1595 papież Klemens VIII uczcił fakt zadośćuczynienia tej prośbie uroczystą mszą odprawioną w Bazylice Świętego Piotra. Tymczasem w kraju nastał opór. Gdy 8 października 1596 r. zebrał się w Brześciu połączony synod dwóch prowincji prawosławnych, biskupi nie byli już jednomyślni. Rahoza odczytał bullę papieską ogłaszającą koniec schizmy i poprowadził procesję do rzymskokatolickiego kościoła pod wezwaniem Błogosławionej Maryi Panny. Następnie przyjął delegację duchowieństwa katolickiego w kościele prawosławnym pod wezwaniem św. Mikołaja, gdzie też wysłuchał radosnego kazania Piotra Skargi, jezuity i spowiednika królewskiego. Natomiast biskupi orientacji przeciwnej zabrali się w domu prywatnym w innym punkcie miasta. Książę Ostrogski przybył wraz z armią księży, zakonników i żołnierzy akurat na czas, aby móc posłyszeć, jak archimandryci Ławry Peczerskiej, Pińska i Supraśla przyłączają swe głosy do głosów posłów z Konstantynopola, przeklinając tych, którzy „zdradzili Matkę naszą, Kościół grecki”. Dzień zakończył się wzajemnymi ekskomunikami. Z punktu widzenia Rzymu, synod w Brześciu dokonał potwierdzenia aktu zjednoczenia. Z punktu widzenia Kościoła prawosławnego w Moskwie i Konstantynopolu, był to akt rozbicia jedności.

Kłopoty natury religijnej łączyły się z problemami społecznymi i politycznymi. Kozacy naddnieprzańscy nie uznali unii brzeskiej. Bunt Nalewajki w r. 1596 był pierwszym z wielu powstań, które szukały usprawiedliwienia w konieczności obrony wiary prawosławnej przed działalnością wywrotową katolików. Nalewajkę, którego stracono w Warszawie jako zdrajcę politycznego, na Ukrainie czczono jako męczennika, który oddał życie w obronie religii.

Tak więc rozłam wśród ludności prawosławnej utrzymał się. Ta część duchowieństwa, która opowiedziała się za unią, zachowała obrządek słowiański, odrębną hierarchię oraz prawo do zawierania małżeństwa, równocześnie jednak przyjęli oni katolicką doktrynę o Eucharystii, zwierzchnictwo papieża oraz dyscyplinę kurii rzymskiej. Członków tego „Kościoła greckokatolickiego z obrządkiem słowiańskim” zwano w Rzeczypospolitej unitami. W oczach Konstantynopola byli schizmatykami, w oczach Moskwy zaś – zdrajcami. Tych natomiast, którzy się od unii odcięli, nazywano w Polsce dyzunitami – należeli oni do „Kościoła prawosławnego z obrządkiem słowiańskim” i wraz z protestantami można by ich uznać za dissidentes in religione. Przez niemal 40 lat odmawiano im jakiegokolwiek oficjalnego uznania.

Wrzenie wśród wyznawców religii prawosławnej, sprowokowane przez unię, nie ustawało. Gorzkie uczucia zrodzone w tym okresie walki religijnej wpłynęły niewątpliwie na zaostrzenie konfliktu politycznego w nadchodzących latach. Unici zwalczali dyzunitów, przy czym i jedni, i drudzy walczyli jednocześnie o zachowanie własnej niezależności od instytucji Kościoła katolickiego. Sytuacje ich odmalował w żywych barwach Melecjusz Smotrycki w pochodzącym z 1610 r. dziele Threnos, to jest Lament Wschodniej Cerkwie. Na początku konfliktu w prowincjach południowo-wschodnich stoczono szereg regularnych bitew – były to tak zwane „wojny diaków”, podczas których duchowni uniccy i dyzuniccy walczyli ze sobą o kontrolę nad beneficjami i dobrami Kościoła prawosławnego. W prowincjach północno-wschodnich analogiczny konflikt osiągnął szczyt z chwilą zamordowania unickiego biskupa połockiego, Józefata Kuncewicza. Arcybiskup Kuncewicz nie był człowiekiem miłującym pokój i brał udział we wszelkiego rodzaju akcjach podejmowanych przeciwko ludności prawosławnej – w tym także w najwstrętniejszej z wszystkich drobnych szykan, jaką była odmowa wydania chłopom prawosławnym zezwolenia na chowanie zmarłych w poświęconej ziemi. Jego śmierć wywołała gwałtowne oburzenie w Rzymie, ale w jego własnej diecezji przyjęta została z uczuciem pewnej ulgi. Poruszenie i gniew wywołała także kategoryczna odmowa Zygmunta III w sprawie zatwierdzenia nominacji na biskupów, dokonanych przez patriarchę jerozolimskiego – Teofanesa. Żale i pretensje w związku z tym incydentem stały się w 1620 r. zarzewiem niepokoju wśród Kozaków.

Z czasem jednak wywiązała się walka w sprawach bardziej zasadniczych. Kościoły unicki i prawosławny, straciwszy nadzieję na zlikwidowanie dzielących je przepaści, rozpoczęły prace nad umocnieniem swych odrębnych tożsamości oraz formułowaniem własnych doktryn. Jeśli chodzi o Kościół prawosławny, ważną rolę w tym procesie odegrał Piotr Mohyła (1596-1647), prawosławny metropolita kijowski. Pochodził z Mołdawii i należał do rodziny książęcej, której burzliwe losy były ściśle związane z działalnością kanclerza Zamoyskiego na Bałkanach. Zarówno jego stryj Jeremi, jak i stryjeczny brat Konstanty, ojciec Symeon oraz starszy brat Michał pretendowali w różnych okresach do tytułu hospodara, a także do tronu bądź Mołdawii, bądź Wołoszczyzny. On samo jako młody człowiek służył w polskim wojsku, zaś w r. 1621 walczył z Chodkiewiczem pod Chocimiem. W 1627 wstąpił do klasztoru, Ławry Peczerskiej w Kijowie, i w pięć lat później pojawił się na arenie wydarzeń jako metropolita i nieubłagany przeciwnik unii. Po założeniu w 1632 r. własnej akademii, szybko przekształcił ją w przodujący ośrodek teologii prawosławnej, pierwszą wyższą instytucję naukową w świecie Słowian Wschodnich, skutecznie rywalizującą z miejscowym kolegium jezuickim. Jego sprawie znacznie dopomogła klęska unitów w walce o przyznanie pełnych praw politycznych. Wbrew postanowieniom zawartej początkowo umowy, biskupów unickich nigdy nie dopuszczono do grona senatorów Rzeczypospolitej. Unickie duchowieństwo i szlachtę traktowano jako drugorzędnych katolików, co stawiało ich w obliczu stałego kryzysu sumienia. Ich szeregi z wolna kurczyły się, zarówno z powodu przyłączenia się unitów do głównego nurtu katolicyzmu, jak i przechodzenia na religię prawosławną. W połowie XVII w. odrodzenie w łonie Kościoła prawosławnego dorównywało już sukcesom reformacji katolickiej. W 1633 r., po trzydziestu siedmiu latach prześladowań, hierarchia prawosławna oficjalnie odzyskała swoją dawną pozycję.

Nadchodziły jednak kolejne polityczne niepokoje. Gdy tylko Kościół prawosławny umocnił swe pozycje przeciwko atakom unitów i zdobył prawo do tolerancji ze strony Rzeczypospolitej, natychmiast zaczął odczuwać wpływ prądów idących z Moskwy, która starała się przemodelować tradycyjne praktyki prawosławne i przekształcić prawosławie w religię państwową państwa moskiewskiego. W połowie XVII w. stary Kościół grecko-prawosławny z obrządkiem słowiańskim znalazł się o krok od przekształcenia w rosyjski Kościół prawosławny. W 1648 r. wybuch wojen kozackich odciął najdalej wysunięte na wschód prowincje Rzeczypospolitej od reszty kraju. W 1654 r., gdy Kozacy Chmielnickiego uznali zwierzchnictwo cara, a zatem także pośrednio zwierzchnictwo patriarchy moskiewskiego nad prawosławną ludnością zamieszkującą obszary ich rozległych podbojów, patriarcha Nikon przeprowadzał właśnie reformę liturgii. W 1662 r. wojska cara okupowały Kijów. Wreszcie w r. 1667, kiedy na mocy rozejmu w Andruszowie władza nad całą lewobrzeżną Ukrainą na stałe przeszła w ręce Moskwy, car Aleksy zwalczał właśnie Nikona – nie odrzucając jednak jego reform – oraz podporządkował Kościół prawosławny władzy państwowej. W ten sposób wyznawcy religii prawosławnej zostali zmuszeni do wyboru między poddaniem się nowej liturgii Nikona i nowej dyscyplinie Rosji a zachowaniem dawnych wierzeń i przyjęciem narzuconego im przez Moskwę piętna schizmatyków. W rezultacie nastąpiła wielka schizma, czyli raskoł, która pociągnęła za sobą długotrwałe skutki. Starowiercy przenosili się oczywiście na tereny przygraniczne, gdzie carska policja nie mogła ich łatwo dosięgnąć. Gdy w r. 1667 przyjęto nową linię demarkacyjną, w miejsce dwóch założonych od początku ośrodków starowierców – w miejscowościach Starodub i Wietka na północ od Kijowa – pojawiły się nowe, wysunięte dalej na zachód. Natomiast te wspólnoty prawosławne na terenie Rzeczypospolitej, które przyjęły reformy oraz towarzyszącą im dyscyplinę moskiewską, stopniowo przesunęły się na pozycję, na której fakt wyznawania prawosławia był równoznaczny z prawdopodobieństwem wcześniejszego lub późniejszego wcielenia do imperium rosyjskiego.

Rozbicie Kościoła prawosławnego znalazło odbicie w losach wielkich rodów, z których wiele straciło wszelkie poczucie trwałej lojalności wobec tej czy innej religii. Sam książę Ostrogski był żonaty z katoliczką, panną Tarnowską. Jego spadkobierca, książę Janusz, był katolikiem i prawa do swych rodzinnych dóbr zapisał rycerzom maltańskim. Dwóch spośród jego trzech synów było katolikami, trzeci zaś wyznawcą religii prawosławnej; jedna z dwóch córek poślubiła kalwińskiego hetmana litewskiego Krzysztofa Radziwiłła, zwanego Piorunem, druga zaś – Jana Kiszkę, najzamożniejszego arianina w Wielkim Księstwie. Przedstawiciele głównych linii rodów Radziwiłłów, Chodkiewiczów,Sapiehów i Paców przeszli na protestantyzm. Natomiast Sanguszkowie, Czartoryscy, Czetwertyńscy i Ogińscy przeszli z wyznania prawosławnego na katolicyzm. W dziejach wielu rodzin prawosławnych przyjęcie kalwinizmu w XVI w. stało się krokiem na drodze ku nawróceniu się na katolicyzm w w. XVII.

x

Wszystko zaczyna się od Powieści minionych lat z 1143 roku, historii wschodnich Słowian. Jest to najsłynniejszy zabytek ruskiego piśmiennictwa, który wiąże powstanie ich państwa z Waregami: „I zaczęli się rządzić sami, i nie było wśród nich prawdy, i klan stanął przeciw klanowi, i mieli spory, i zaczęli walczyć ze sobą. I powiedzieli sobie: szukamy księcia, który by nami rządził i sprawiedliwie sądził. I przeprawili się przez morze do Waregów do Rusi (…). Powiedzieli: nasza ziemia jest wielka i obfita, ale nie ma w niej porządku, chodź panować nad nami. I wybrano trzech braci (…). Najstarszy – Ruryk siedział w Nowogrodzie, a drugi – Sineus na Biełoozierze, a trzeci – Truvor w Izborsku. I od tych nazwano ziemie ruską”.

Tak więc Słowianie wschodni nie stworzyli sami swego państwa. Jedynymi Słowianami, którzy to potrafili zrobić, byli Polacy i Czesi. Polacy zostali zdominowani przez Słowian wschodnich, a Czesi przez Niemców. To jest podstawowa informacja niezbędna do zrozumienia dzisiejszej rzeczywistości i tego, dlaczego polskie „elity” polityczne mają taką fobię na punkcie Rosji. Zawsze kłótnie w rodzinie wyzwalają najwięcej emocji i nienawiści.

Powstało potężne państwo zwane Rusią Kijowską. Z jakichś powodów nastąpił w XI wieku jej rozpad dzielnicowy. Podobnie było w Polsce Piastów. Początkowo przewagę zdobył Aleksander Newski, który uzyskał od chana zwierzchnictwo nad wszystkimi księstwami ruskimi. Po jego śmierci zaczęła się walka o sukcesję po nim. Zwycięsko z niej wyszło niewielkie Księstwo Moskiewskie. Na tronie zasiadał tu Daniel, najmłodszy syn Aleksandra, założyciel moskiewskiej linii Rurykowiczów.

W 1325 roku metropolita Piotr przeniósł siedzibę metropolitów z Włodzimierza do Moskwy. Syn Daniela Iwan Kalita pokonał w 1328 roku przy pomocy Tatarów najgroźniejszego z rywali do tronu włodzimierskiego, księcia twerskiego Aleksandra i w tym samym roku zyskał panowanie we Włodzimierzu. W 1328 roku Kalita przeniósł stolicę swego państwa z Włodzimierza do rodzimej Moskwy, dając początek Wielkiemu Księstwu Moskiewskiemu. Nadal jednak władcy moskiewscy (do końca XIV wieku) najpierw obejmowali władzę we Włodzimierzu i tytułowali się najprzód wielkimi książętami włodzimierskimi.

Wnuk Kality Dymitr Doński w bitwie na Kulikowym Polu (1380) pokonał Tatarów, co stało się początkiem upadku Złotej Ordy na Rusi. Wraz z osłabieniem pozycji Tatarów znaczenia nabrały zjednoczeniowe dążenia książąt moskiewskich. Na przeszkodzie ich realizacji stanęło Wielkie Księstwo Litewskie (pozostające od 1386 roku w unii personalnej z Polską), pod którego wpływami znalazły się dawne zachodnie ziemie Rusi Kijowskiej.

Tak więc w Wielkim Księstwie Moskiewskim rządzili twardą ręką Rurykowicze, a w Wielkim Księstwie Litewskim każdy książę był panem we własnym księstwie. Stąd mamy powiedzenie: musi to na Rusi, a w Polsce – jak kto chce. Tyle że to nie była Polska, tylko nadal WKL, które tę Polskę zdominowało i rządziło się swoimi prastarymi prawami, czyli anarchią. To był i nadal jest stan naturalny dla Słowian wschodnich, gdy nie czują nad sobą bata.

Pierwszy kontakt Polski ze Wschodem miał miejsce za panowania Kazimierza Wielkiego. W 1340 roku do Korony została przyłączona Ruś Czerwona. Jakiś książę ruski obiecał Kazimierzowi Wielkiemu, że ten otrzyma po nim w spadku tę ziemię, jeśli umrze on bezpotomnie. I tak się stało. W czasie trwania unii personalnej z Litwą, w 1413 roku na mocy unii horodelskiej, 47 rodów bojarów litewskich i ruskich zaadoptowało 47 herbów szlachty polskiej i tym samym stali się oni oficjalnie polskimi panami w WKL. W rok później, w 1414 roku, powstaje metropolia w Kijowie. I tym sposobem mamy dwie metropolie: jedną w Moskwie, drugą w Kijowie. Można to uznać za początek rozłamu w prawosławiu i początek konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

Unia personalna z Litwą to nie tylko okres dostosowywania Korony do „standardów” WKL, ale to także proces tworzenia nowych elit polskich. Bojarzy litewscy i rusińscy przechodzą na katolicyzm, uczą się języka polskiego. I gdy dochodzi do unii realnej w 1569 roku, na wschodzie są już one gotowe do nowej roli. Jednak połączenie dwóch tak różnych organizmów rodzi problemy. Największym z nich jest oczywiście religia, a raczej wyznanie. Prawie cale WKL to prawosławie, do rządów duszami prawosławnych rości sobie pretensje Moskwa – czyja religia, tego władza. Należało więc to zmienić i stąd unia brzeska, której celem było stworzenie nowej religii czy wyznania, tak by ludność nowo powstałego państwa nie była bardziej lojalna wobec wrogiego państwa.

I tu zaczynają się schody. Mamy wschodnich Słowian, którzy są katolikami już od dawna i oni stoją najwyżej w hierarchii. Niżej są unici, a najniżej prawosławni, przynajmniej na początku. Ci którzy są katolikami, są posłami i senatorami w „polskim” sejmie. Posłowie i senatorowie z ziem byłego WKL stanowią w nim większość. Natomiast biskupów unickich nigdy nie dopuszczono do grona senatorów. Nietrudno domyślić się, kto stał za podjęciem takiej decyzji. W sumie więc różni Słowianie wschodni kłócili się pomiędzy sobą w „państwie” zwanym Rzeczpospolitą, a wszystkiemu byli winni Polacy katolicy. Jednym słowem: cygan ukradł, a kowala powiesili.

Wbrew pozorom nic nie zmieniło się od tamtego czasu. W XV i XVI wieku nastąpiła podmiana elit. Polskie zastąpiono wschodnimi Słowianami. W XIX wieku wyprodukowano tam na masową skalę nowych Polaków. Dziś polskie społeczeństwo to mozaika różnych narodowości z dominującym elementem wschodnim. Nie można oczywiście zapominać o tym, że nad tym wszystkim snuło się i snuje się widmo judaizmu. Warto o tym wszystkim pamiętać, zwłaszcza gdy chce się zrozumieć to, co dzieje się na Ukrainie i zachowanie „polskiego” rządu w tej kwestii.

Burzenie cerkwi

W 1990 roku nakładem wydawnictwa Czytelnik ukazała się książka Teksty Stanisława Cata-Mackiewicza. Została wydana w niewielkim nakładzie 5000 egzemplarzy. Wybrał, opracował oraz wstępem poprzedził Jerzy Jaruzelski. Były to teksty napisane przez Cata-Mackiewicza w okresie 1922-1949. Był on piłsudczykiem, ogarniętym ideą mocarstwowej Polski, apologetą Jagiellonów itd. Z tego, co przeczytałem, to wyłonił się mi obraz kompletnego świra, co w sumie nie dziwi, bo ludzie z terenów byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego cierpią na jakąś dziwną przypadłość całkowitego oderwania się od rzeczywistości i antyrosyjską fobię. Jak już wcześniej napisałem, jedynym – w mojej ocenie – normalnym człowiekiem z tamtych terenów był jego brat Józef Mackiewicz, krytyk Piłsudskiego i jego polityki. Uważał on, że na ziemiach byłego WKL powinno było powstać po I wojnie oddzielne państwo, a to z tego względu, że Korona i WKL to były zupełnie odmienne byty państwowe z ludnością różniącą się diametralnie pod względem mentalnym. Tak się nie stało i cały ten psychiatryk wszedł w obręb II RP, a po II wojnie światowej został przeniesiony na ziemie poniemieckie. I stąd mamy taki kraj Zulu-Gula.

Jest jednak jeden tekst Cata-Mackiewicza, który warto zacytować w całości. To Dzieci na semaforach i zwrotnicach. Redakcja zamieściła takie wyjaśnienie:

Artykuł skonfiskowany w „Słowie” z 31 VII 1938. Opublikowany po 50 latach, w „Kwartalniku Historii Prasy Polskiej” nr XXVII/3 z 1988 r. Autor wyboru otrzymał oryginalny maszynopis artykułu, z poprawkami i własnoręcznym podpisem „Cat”, w listopadzie 1985 od p. Jerzego Roszczyckiego z Warszawy. Dziadek p. Roszczyckiego był w 1938 r. sekretarzem Świętego Synodu Prawosławnego w Warszawie i znał osobiście Mackiewicza, który, po konfiskacie, przysłał mu tekst.

Cat-Mackiewicz pisał:

W miesiącu czerwcu i lipcu br. na terenie wschodnich powiatów woj. lubelskiego na rozkaz władz administracyjnych zburzono 114 cerkwi prawosławnych i domów modlitwy1. W niektórych wypadkach do burzenia przez władze administracyjne używani byli więźniowie-kryminaliści.
Między innymi zburzono w Szczebrzeszynie w powiecie zamojskim cerkiew założoną w r. 1194 w wieku XII2.
Zburzono w Białej Podlaskiej cerkiew zbudowaną w r. 1929 według planów zatwierdzonych przez województwo w miejscowości Kijowiec zbudowaną przez prawosławnych w r. 1936, w Kodniu również w 1936, w Kostomłotach rok temu w 1937, w powiecie biłgorajskim zburzono 5 cerkwi zbudowanych pomiędzy rokiem 1932 a 1938, podobnie w powiecie chełmskim, tomaszowskim, włodawskim, zamojskim. Cerkwie te nigdy nie były kościołami łacińskimi, ani cerkwiami unickimi, wzniosła je ludność prawosławna już w niepodległej Polsce z ofiar pomiędzy sobą uzbieranych. Niektóre z tych cerkwi były bardzo ubogie. Obok akcji burzenia cerkwi szereg popów zostało ukaranych grzywną lub aresztem za odprawianie nabożeństw, w jednym cytowanym przez posła Barana3 w interpelacji wypadku zastosowano do popa uniwersalny środek na dolegliwości państwowe, mianowicie groźbę wywiezienia do Berezy.
Piszący te słowa jest w posiadaniu szeregu dokumentów, listów i opisów, w jaki sposób odbyło się burzenie na oczach ludności prawosławnej jej świątyń. Ludziom, którzy wyrośli w epoce bliskiej tej, kiedy Moskale stosowali odbieranie naszych kościołów i kary na naszych księży, będzie przykro, do tego stopnia obecne obrazki swoją brutalnością i bezwzględnością wobec cudzych uczuć religijnych przypominają tamte czasy.
Ciśnie się na usta pytanie: Po co to było potrzebne? Cerkiew prawosławna, niegdyś ultralojalna wobec cesarzy rosyjskich i narzędzie rusyfikacji na naszych ziemiach, po wybuchu rewolucji straciła wszelkie oparcie. Ta część hierarchii prawosławnej, która znalazła się w Polsce, nie miała oparcia nawet u swoich parafian, ponieważ ci mówili po ukraińsku, rusku, białorusku, popi mówili po rosyjsku. Wobec tego cerkiew uzależniła się od aparatu państwowego i stała się ultralojalna. To samo da się opowiedzieć o mniejszości rosyjskiej, która stała się całkowicie lojalną mniejszością, czego oczywiście o mniejszości ukraińskiej powiedzieć nie można.
Ponieważ w Polsce zamieszkuje 3 762 500 prawosławnych (trzy miliony siedemset sześćdziesiąt dwa i pół tysiąca)4 więc ten fakt, że Cerkiew i jej hierarchowie nie mając podtrzymania od bolszewików, nie mając oparcia u Ukraińców, czy separatystów białoruskich, uzależniała się coraz bardziej od naszych rządów było dla nas faktem pomyślnym i trzeba było upaść na głowę, aby się pozbawić tego atutu przez ukrainizację względnie białorutenizację tej Cerkwi.
Jednak tośmy zrobili.
Jakie są teraz skutki ostatniego wyczynu rozumu państwowego.
Oto po zburzeniu 114 cerkwi:
1) Metropolita Dionizy5, ten ultralojalny metropolita Dionizy wydał z innymi archijerejami prawosławnymi list, który uległ konfiskacie. Trzeba było istotnie kunsztu, aby takiego zdecydowanego ugodowca jak Dionizy pchnąć do roli biskupa Krasińskiego czy Hryniewieckiego6.
2) Ukraińcy i Rosjanie – którzy dotychczas byli między sobą na noże – pogodzili się i idą razem w obronie Cerkwi prawosławnej – wołając głośno o jej prześladowaniu. Niech sobie kto chce z publicystów polskich napisze, że to oskarżenie o prześladowanie jest niesłuszne – ja tego nie napiszę!
3) W roli obrońcy pokrzywdzonego prawosławia wystąpił w sejmie ukraiński nacjonalista dr Baran. Atut prawosławia został nam odebrany, wzięli do rąk go Ukraińcy.
4) W prasie rumuńskiej, niemieckiej, emigracyjnej rosyjskiej burzenie cerkwi odbiło się głośnym echem, a tej prasy skonfiskować nie można – można u nas zakazać pisania o burzeniu cerkwi, tak jak zakazywało się „dla dobra śledztwa” pisania o Bieganku7, ale z tego nic nie wyjdzie, tak jak Bieganki się nie złapało przez zakazy pisania. To wszystko jest tłuczeniem termometrów wskazujących gorączkę, jeszcze jedno zajęcie dla dzieci.
Istotnie porównanie z dziećmi nasuwa się przez cały czas pisania tego artykułu. Widziałem dzieci, które na szynach kolejowych ustawiały piramidkę z kamieni. Czy to były bardzo złe, bardzo zepsute dzieci? Nie – były to po prostu dzieci. Ale strach pomyśleć, co by one mogły poczynić, gdyby się dostały do semaforów, do zwrotnic, jaką spowodowałyby katastrofę. Otóż takie burzenie świątyń prawosławnych to polityka dzieci, które dostały się do semaforów i zwrotnic.
Dzieci te działają w dobrych intencjach. Wiedzą to, co wie każdy, że byłoby dobrze, aby trzy miliony prawosławnych przyjęły rzymski katolicyzm, bo się ich lepiej zwiąże z Polską. Ale, jak to dzieci, zabierają się do tego w sposób naiwny i niszczycielski, chcąc naprawić psują, niszczą, rozbijają. Nie przez złe serce, o nie!
Do wszystkich naszych kłopotów narodowościowych, społecznych, gospodarczych, to burzenie cerkwi dodaje nam jeszcze kwestię religijną. Potrzeba to nam jak dziura w moście!
Inteligentny stolarz nie robi mebli z mokrych desek. W sprawach asymilacji narodowej, religijnej trzeba umieć czekać. Nie nawraca się nikogo metodą burzenia świątyń. Przeciwnie, oddaje się tamtemu wyznaniu wielką usługę, roznieca płomień żarliwości.
A poza tym trzeba pamiętać, że stoimy oko w oko z Bolszewią, gdzie prawosławie jest strasznie prześladowane. Stosując wobec prawosławia politykę tolerancji zyskujemy sobie sympatię tamtej poniewieranej ludności. Gdyby ci, którzy te zarządzenia o burzeniu cerkwi wydają, znali historię, to by wiedzieli, że i Rosja, i Francja otaczały kościoły chrześcijańskie w Turcji swą opieką, a to ze względów politycznych. Pamiętam taki wypadek. Zbudowano dwa mosty przez graniczną rzekę – jeden most zbudowały władze kolejowe sowieckie, a drugi nasze. Sowietnicy zaprosili naszych kolejowców na otwarcie mostu, była też na tym otwarciu ludność pograniczna. Potem nastąpiło otwarcie mostu, poświęcił most ksiądz, potem poświęcił go pop. Ludność – w tych okolicach prawosławna - patrzyła i otwierała gęby ze zdziwienia. U nich popy w łachmanach, żebrzą po kryjomu, u nich cerkwie poburzone lub zamknięte, a tu pop święci most i władze sowieckie musiały na to patrzeć nieruchomo. O! – to była prawdziwa propaganda, to była myśl mocarstwowa, to było przygotowanie do odebrania naszych ziem dziedzicznych, na których mieszka ludność katolicka i prawosławna pospołu. Pamiętam, jak cieszyłem się, gdy usłyszałem, że most sowiecki się załamał i ludność mówiła: „A co, jak bez Boga budowali”.
Burzenie świątyń prawosławnych to jeszcze jeden dowód, że rządzą nami ludzie niedorośli do rządzenia, którzy zmarnują mocarstwowe możliwości Polski.

W 988 roku za czasów Włodzimierza Wielkiego Ruś Kijowska przyjęła chrzest w obrządku wschodnim. Początkowo stolicą metropolii był Kijów. Od 1054 roku trwał rozpad dzielnicowy Rusi Kijowskiej. Stolicą metropolii stał się od 1309 roku Włodzimierz, a od 1328 roku Moskwa. W 1414 roku utworzono drugą metropolię w Kijowie. W miarę wzrostu potęgi Księstwa Moskiewskiego następowało jego stopniowe uniezależnianie się od Konstantynopola. W 1589 roku został utworzony niezależny patriarchat w Moskwie. Słowianie wschodni, kłótliwi i skłonni do anarchii, szczególnie ci z południowo zachodniej części byłej Rusi Kijowskiej, nie chcą poddać się dyktatowi Moskwy. W 1596 roku dochodzi do unii brzeskiej, co oznacza, że ci Słowianie wolą uznać zwierzchnictwo papieża. I tak dochodzi do powstania kościoła greko-katolickiego w obrządku wschodnim. Wykreowano konflikt, który trwa do dziś, a ostatnim jego „owocem” jest wojna na Ukrainie.

Unia brzeska skutkuje tym, że cały obszar Wielkiego Księstwa Litewskiego w obrębie Rzeczypospolitej, poza Litwą, dostaje się pod panowanie cerkwi unickiej. Po rozbiorach Rzeczypospolitej Rosja stopniowo przywraca prawosławie w myśl zasady: czyja władza, tego religia. Ostatnim bastionem unitów jest Chełmszczyzna. Dopiero w roku 1875 udaje się tam przywrócić prawosławie.

Po I wojnie światowej, w latach dwudziestych, zostają zburzone w Warszawie dwie największe cerkwie. Trwa odwracanie skutków intensywnej rusyfikacji Królestwa w latach 1831-1914. Ten fakt zburzenia tych dwóch największych cerkwi oraz zamiana pozostałych cerkwi na kościoły w największych miastach byłego Królestwa jakoś nie oburza prawosławnych, ale to burzenie cerkwi na Chełmszczyźnie – już tak. Jaka to różnica?

Sobór Aleksandra Newskiego na placu Saskim w Warszawie; źródło: Wikipedia.

W latach 1928-38 przeprowadzany został w województwie wołyńskim, w którym odsetek ludności polskiej we wschodnich województwach był najmniejszy, tzw. eksperyment wołyński. Miał on ostatecznie doprowadzić do autonomii tego województwa, a w przyszłości miało ono być podstawą do stworzenia niezależnego państwa ukraińskiego. Jednak w końcowym okresie władze II RP dokonują wolty i w 1937 roku rozpoczyna się akcja przymusowych konwersji lokalnych społeczności na katolicyzm. To dzieje się głównie w dwóch powiatach zachodnich, graniczących z województwem lubelskim, a konkretnie z Chełmszczyzną. Do 1939 roku „nawrócono” na Wołyniu około 10 tys. osób. Jednocześnie od maja do lipca 1938 roku dochodzi do burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie. Czy to była zemsta Ukraińców na Rosjanach za wcześniejszą akcję caratu? Osobami odpowiedzialnymi za przeprowadzenie tej akcji byli sanacyjni oficerowie: Gustaw Paszkiewicz, Brunon Olbrycht, Marian Turkowski. Ci oficerowie zostali w PRL-u oficerami Ludowego Wojska Polskiego.

W wyniku eksperymentu wołyńskiego powstały na Wołyniu oddziały paramilitarne, wyszkolone i wyposażone przez władze sanacyjne. To one przekształciły się w UPA, która oficjalnie powstała w grudniu 1942 roku, a w lipcu 1943 roku mieliśmy rzeź wołyńską. Czy była ona uzasadnieniem i reakcją na wcześniejsze wyburzanie cerkwi na Chełmszczyźnie i zemstą na ludziach, którzy zostali przekonwertowani na katolicyzm? Kim zatem byli ci ludzie, których mordowano na Wołyniu? Czy byli Polakami, czy tą przekonwertowaną ludnością. Nie wiadomo, ile osób tam zamordowano. Dziś mówi się o 100 tysiącach, a jeszcze inni, których ponosi fantazja – o 500 tysiącach. A czy ktoś się zastanawiał, co to znaczy 100 tysięcy osób. Ile osób musiałoby kopać groby, nawet płytkie? Ile czasu by to zajęło? A może ich nie zakopywano? Bolszewicy w Katyniu mieli czas i mnóstwo więźniów do roboty. A może tych ludzi nie grzebano? Jeśli domy i wszelkie zabudowania spalono, to może również zagoniono tam ludzi, tak jak w Jedwabnem. Gdyby tak było, to już nie trzeba tłumaczyć, dlaczego Ukraińcy nie chcą zgodzić się na ekshumację.

A co by było, gdyby nie doszło do unii polsko-litewskiej? Albo inaczej: co by było, gdyby po I wojnie światowej powstała Polska taka jak za Łokietka? Zjednoczone Królestwo Polskie składało się tylko z Wielkopolski i Małopolski. To było naprawdę małe państwo, które nie graniczyło z Księstwem Moskiewskim i nie miało z nim kwestii spornych. Gdyby powstało takie państwo, to Niemcy nie mogłyby upomnieć się o Korytarz, a Związek Radziecki nie mógłby zaatakować pod pretekstem ochrony ludności prawosławnej. Ateistyczny Związek Radziecki upomniał się o prawosławne mniejszości. Nie byłoby Katynia, Wołynia, burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie, konwertowania na katolicyzm. Jakby powiedział Kononowicz – nie byłoby niczego. Nie byłoby niczego z tych wymienionych wyżej zdarzeń. Że Polska nie miałaby dostępu do morza? A ile państw nie ma dostępu do morza i sobie radzi? Że nie byłaby mocarstwem? A kiedy była? Czy dla zwykłego, szarego obywatela ma to jakieś znaczenie? Jak mieszka w bogatym i dobrze zarządzanym państwie, to może sobie pojechać nad jakiekolwiek morze, nad jakie chce. I właśnie dlatego nazwałem Cata-Mackiewicza świrem. Mnie nie interesuje Wschód i wschodni Słowianie. Jeśli mają coś do siebie, to niech załatwiają to między sobą. Nie będę umierać za Kijów!

  1. “Słowo” było pierwszym pismem polskim, na ile udało się stwierdzić, które próbowało zaprotestować; do tego czasu pisały jedynie na ten temat: wydawane po rosyjsku pismo Kościoła Prawosławnego “Słowo”! oraz ukraińskie “Diło”, organ Ukraińskiego Nacjonalno-Demokratycznego Objednania (UNDO). Historycy podają, dość zgodnie, że rozebrano 127 obiektów (91 cerkwi, 10 kapilc, 26 domów modlitwy). Akcja została podjęta na polecenie władz wojskowych, zwłaszcza Dowództwa Okręgu Korpusu II w Lublinie (gen. Mieczysław Smorawiński). Mackiewicz zapewne wiedział o tym. Obszernie i źródłowo o sprawie: Piotr Stawecki, Następcy Komendanta. Wojsko a polityka wewnętrzna w II Rzeczypospolitej w latach 1935-1939 (Warszawa 1969) oraz Mirosława Papierzyńska-Turek, Między tradycją a rzeczywistością. Państwo i Kościół Prawosławny w Polsce w latach 1918-1939 (Warszawa 1986). ↩︎
  2. Cerkwi tej w końcu nie rozebrano dzięki stanowczej postawie miejscowej inteligencji i kleru katolickiego. ↩︎
  3. Stefan Baran – doktor praw, adwokat, dyrektor Ukraińskiego Banku Spółdzielczego w Tarnopolu, członek władz naczelnych UNDO, poseł z województwa tarnopolskiego. Złożył w Sejmie dwie interpelacje w sprawie Chełmszczyzny – 6 i 21 lipca 1938. Mackiewicz czerpał z nich dane. ↩︎
  4. Autor podaje wyniki spisu z 1931 r. Prawosławie, po Kościele rzymskokatolickim, było drugim, pod względem liczby, wyznaniem w II RP (rzym.-kat. 64,8%, prawosławne 11,8%, grek.-kat. 10,4%, mojżeszowe 9,8%, ewangelickie 2,6%, inne 0,6%). ↩︎
  5. Dionizy – właściwe nazwisko Konstantyn Nikołajewicz Waledyński. Prawosławny Metropolita Warszawy i całej Polski (1923), przedtem biskup chełmski. Prowadził wykłady z teologii na Uniwersytecie Warszawskim (1925-1939). Zasłużony dla autokefalii Kościoła prawosławnego w Polsce, wprowadzonej w 1924. W listopadzie 1938 r. przyczynił się do ustabilizowania stosunków z władzami (dekret Prezydenta RP regulujący stosunki z Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym w Polsce). W 1948 r. złożony z urzędu decyzją władz PRL. ↩︎
  6. Adam Stanisław Krasiński – biskup kamieniecki; przeciwnik Stanisława Augusta, jeden z przywódców Konfederacji Barskiej; później zwolennik reform i Konstytucji 3 Maja. Kwestia niejasna. Być może autorowi chodzi o Kajetana Hryniewieckiego, wojewodę lubelskiego, głośnego opozycjonistę, w końcu jednak pogodzonego z królem,lecz dalej krytyka Konstytucji. ↩︎
  7. Wojciech Bieganek zginął od przedwczesnego wybuchu bomby, podczas próby – jakoby – zamachu na płk. Adama Koca, szefa OZN, w Świdrach Małych pod Warszawą 18 lipca 1937. Incydent do dzisiaj nie wyjaśniony; nie wykluczona prowokacja policyjna. W każdym razie administracji nie na rękę były niezależne dociekania prasy; stąd konfiskaty. ↩︎

Poniatowski

Ostatnie lata istnienia Rzeczypospolitej Iluś Tam Narodów to panowanie Stanisława Augusta Poniatowskiego herbu Ciołek, czyli jednego z tych 47 herbów szlachty polskiej zaadoptowanych przez 47 rodów bojarów litewskich i rusińskich w 1413 roku na mocy unii horodelskiej. I taki to był „Piast”. Wettinowie doprowadzili do tego, że RITN stała się protektoratem Rosji, co oznaczało, że nic bez jej zgody nie mogło się dziać. Sejm praktycznie został zlikwidowany. Jego niektóre funkcje przejęły sejmiki, wojsko zredukowane do minimum, a emisja pieniądza ograniczona, co oznaczało zastój gospodarczy. Wybór króla Norman Davies opisał tak:

„Droga Poniatowskiego istotnie nieźle została przetarta. Pole elekcyjne otoczono rosyjskimi żołnierzami oraz dworakami Czartoryskich. 6 września 1764 r. ci spośród szlachty Rzeczypospolitej, którzy już wcześniej nie opuścili z oburzeniem pola elekcyjnego, jednobrzmiącym okrzykiem ogłosili wybór swego nowego króla. Jak zauważył sam zwycięzca, była to najmniej kłopotliwa elekcja w dziejach Rzeczypospolitej.”

Można więc w tym momencie zadać sobie pytanie: czy tak wybrany król mógł, jak to się mówi, urwać się w pewnym momencie z rosyjskiego łańcucha? Chyba tylko naiwny mógłby w to uwierzyć. A drugie pytanie to: dlaczego część szlachty z oburzeniem opuściła pole elekcyjne? Przecież mogła zostać i głosować przeciw, skoro była taka oburzona. Wygląda więc na to, że i ona była krótko trzymana.

Norman Davies w książce Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK, 1999 pisze m.in. tak:

Rozbiór Polski, którego dokonano w trzech etapach w latach 1772, 1793 i 1795, był wydarzeniem bezprecedensowym w nowożytnych dziejach Europy. Chociaż zwycięskie mocarstwa z zasady pozbawiały pokonanych rywali posiadłości terytorialnych, a także nie sprzeciwiały się podziałowi łupów w Indiach, Ameryce czy Afryce, nie zdarzył się przypadek, aby rozmyślnie i z zimną krwią unicestwiły jedno z historycznych państw Europy. Polskę poddano politycznej wiwisekcji przez okaleczenie, amputację i wreszcie całkowite rozczłonkowanie, jako jedyne usprawiedliwienie podając, że pacjent niezbyt dobrze się czuł. Agonia Rzeczypospolitej zbiegła się w czasie z okresem panowania jej ostatniego króla, Stanisława Augusta Poniatowskiego (1732-98).

Żartownisie z epoki oświecenia ostrzyli swój dowcip na nieszczęściach Rzeczypospolitej. Fryderyk II, król pruski, protestant i jeden z najbardziej wścibskich sąsiadów Polski, pisał chełpliwie” „spożyjemy (…) jedna hostię – Polskę, i jeżeli nie zbawi to naszych dusz, to na pewno będzie z wielką korzyścią dla naszych państw”. Voltaire wymyślił słynny bon mot: „Jeden Polak – to sam urok, dwóch Polaków – awantura, trzech Polaków – o, to już Sprawa Polska”. Ich publiczność chichotała elegancko, wierząc, że Polska w ten czy inny sposób zasłużyła na swój los. Kanclerz rosyjski, Michał Woroncow, powiedział w 1763 r., że Polska jest bezustannie pogrążona w chaosie i że dopóki zachowa swój obecny ustrój, nie będzie zasługiwała na to, aby ją uznać za jedno z mocarstw Europy.

Nie da się oczywiście zaprzeczyć, że przypinana Polsce etykieta „Rzeczypospolitej Anarchii” nie była z gruntu bezzasadna. Przez blisko 50 lat, licząc od Sejmu Niemego 1717 r., politycy byli zupełnie bezsilni w kwestii naprawy wielu z jej poważnych dolegliwości. Państwo wciąż jeszcze było Rzeczpospolitą dwojga narodów, gdzie ścieranie się sprzecznych interesów obu części składowych – Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego – skutecznie utrudniało wszelkie próby reform. Monarchia była nadal monarchią elekcyjną – zabawką w rękach międzynarodowej dyplomacji. Działalność sejmu nadal paraliżowało liberum veto. Konstytucja nadal dopuszczała zawiązywanie konfederacji. Mimo 11 milionów ludności oraz obszaru wynoszącego 730 380 kilometrów kwadratowych – czyli większego niż obszar Francji lub Hiszpanii – wciąż jeszcze brak było centralnego skarbu, a szeregi armii królewskiej praktycznie liczyły nie więcej niż 12 000 ludzi. „Złota wolność”, którą większość szlacheckich obywateli nauczyła się uważać za chlubę swojej Rzeczypospolitej, straciła swe znaczenie w kraju, w którym dziewięć dziesiątych ludności żyło w ubóstwie i niewolo i gdzie z zasady wszystkie sprawy załatwiano obietnicami francuskiego złota lub groźba rosyjskiego przymusu. Przez blisko 50 lat Rzeczpospolitą traktowano jak rosyjski protektorat i rządzono w niej metodami, które w życiu cywilnym uznano by za normalne gangsterstwo. Dopóki rosyjscy gangsterzy dostawali swoją dolę, a polscy naiwniacy i frajerzy przyjmowali ich opiekę, panował spokój. Ale gdy tylko podopieczni próbowali zrzucić sobie z karku niepożądanych opiekunów, nieuchronnie zaczynały się kłopoty.

Trudnych do pojęcia wydarzeń okresu rozbiorów zupełnie nie da się we właściwy sposób zrozumieć, jeśli się sobie nie uprzytomni, że wewnętrzne kłopoty Polski systematycznie podsycali jej potężniejsi sąsiedzi. Rosja już od ponad wieku miesza się w wewnętrzne sprawy państwa. To Piotr I nalegał, aby mianowano go „opiekunem” prawosławnej mniejszości, i on uknuł skuteczną intrygę zmierzającą do osadzenia dynastii Wettinów na polskim tronie; on też wreszcie zmusił Sejm Niemy do zatwierdzenia ograniczeń skarbu, wojska i reform – restrykcji, które miały przyczynić do sparaliżowania życia publicznego. Nie tylko Rosja, ale także Szwecja, Prusy, Francja i Austria używały Polski jako pola bitwy, na którym można było tanim kosztem rozwiązywać własne spory. Mówiąc po prostu, słabość Polski znakomicie odpowiadała celom jej sąsiadów. Według ówczesnego frazesu, Polska była „karczmą Europy”. Co więcej, gdy tylko Polacy próbowali podjąć jakiekolwiek kroki w kierunku zaprowadzenia porządku w swoim domu zarówno Rosja, jak i Prusy podejmowały własne kroki, aby upewnić się, że nic się nie zmieni. W r. 1764, gdy sejm konwokacyjny powołał komisję finansową dla wprowadzenia powszechnego systemu ceł na wzór innych państw nowożytnych, Fryderyk pruski zainstalował w Marienwerder (Kwidzynie) komorę celną i baterię dział, z których bombardował i terroryzował polskie statki dla wymuszenia cła, dopóki nie zrezygnowano z wszelkich nowych propozycji. W tym samym roku Rosjanie zorganizowali najnowszą ze swych ekspedycji wojskowych, której zadaniem było dopilnowanie, aby nadchodząca elekcja królewska przebiegła zgodnie z planem. Jeżeli w okresie, który miał teraz nastąpić, Polacy istotnie sami przyczynili się do katastrofy, to raczej dlatego, że desperacko próbowali wyzwolić się z anarchii, niż dlatego, że rzekomo pragnęli się w niej tarzać. Dla wszystkich powinno być jasne, że despoci z Petersburga i Berlina, którzy własnym poddanym odmawiali większości swobód obywatelskich, nigdy nie mogliby stać się prawdziwymi orędownikami jakiejkolwiek prawdziwej „złotej wolności” w Polsce.

x

Chociaż zwycięskie mocarstwa z zasady pozbawiały pokonanych rywali posiadłości terytorialnych, a także nie sprzeciwiały się podziałowi łupów w Indiach, Ameryce czy Afryce, nie zdarzył się przypadek, aby rozmyślnie i z zimną krwią unicestwiły jedno z historycznych państw Europy.

Czy rzeczywiście było to jedno z historycznych państw Europy? Rzeczpospolita nie była państwem, a jeśli już, to raczej quasi-państwem. Dalej Davies pisze:

Przez blisko 50 lat, licząc od Sejmu Niemego 1717 r., politycy byli zupełnie bezsilni w kwestii naprawy wielu z jej poważnych dolegliwości. Państwo wciąż jeszcze było Rzeczpospolitą dwojga narodów, gdzie ścieranie się sprzecznych interesów obu części składowych – Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego – skutecznie utrudniało wszelkie próby reform.

Jeśli było to państwo dwóch narodów, to używanie określenia „Rzeczpospolita Anarchii” jest zwyczajnym nadużyciem i zafałszowaniem obrazu historii. Bo jeśli jeden naród zabiega o swoje interesy – choć w tym wypadku należałoby powiedzieć, że to feudałowie czy bojarzy litewscy i rusińscy bronili swoich interesów – to nazywanie tego anarchią jest lekką przesadą. I jak w ogóle cokolwiek naprawiać, jeśli były to różne państwa? Postanowienia unii lubelskiej według Wikipedii to m.in.:

  • wspólny władca i wspólny sejm
  • wspólna polityka obronna i zagraniczna
  • odrębne urzędy centralne, tytuły i dostojeństwa z zakresem kompetencji identycznym w obu krajach
  • jednakowa moneta bita osobno w każdym państwie
  • odrębne wojsko polskie i litewskie
  • odrębne języki urzędowe (na Litwie język ruski)
  • zachowano w mocy wszystkie dotychczasowe prawa i przywileje obowiązujące w obu państwach, jak również odrębne sądownictwo i prawo sądowe

Mamy więc tu do czynienia z dwoma państwami, choć używanie tego terminu w stosunku do Litwy jest pewnym nadużyciem, bo WKL było raczej luźnym związkiem księstw, w którym nie było typowej dla państw silnej władzy centralnej i sprawnej administracji. Takim państwem było Królestwo Polskie nazywane również Koroną. I to właśnie ono było tym historycznym państwem, które zostało zlikwidowane przez Jagiellonów w trakcie ich rządów w okresie unii personalnej w latach 1385-1569.

Monarchia była nadal monarchią elekcyjną – zabawką w rękach międzynarodowej dyplomacji. Działalność sejmu nadal paraliżowało liberum veto. Konstytucja nadal dopuszczała zawiązywanie konfederacji.

Nie wiadomo kto stworzył ustrój Rzeczypospolitej. Wiadomo tylko, że na mocy dwóch statutów z 1530 i 1538 roku Zygmunt Stary zatwierdził, że wybór króla po śmierci jego syna, Zygmunta Augusta, miał się odbywać na zasadzie wolnej elekcji. Powstał więc ustrój, który całkowicie sparaliżował działanie obu państw w ramach jednej unii. To oczywiście znakomicie ułatwiło ingerowanie obcych mocarstw w sprawy tworu zwanego Rzeczpospolitą, ale też ułatwiało potężnym bojarom rusińskim i litewskim prowadzenie własnej polityki i układanie się z obcymi mocarstwami, czego wynikiem były stronnictwa ruskie, pruskie i francuskie, a wcześniej również szwedzkie.

„W czasie wojny domowej na Litwie (zwanej też wojną sapieżyńską) w 1700 Kazimierz Jan Sapieha stanął na czele rodu Sapiehów w ich walce o utrzymanie uprzywilejowanej pozycji w Wielkim Księstwie. 18 listopada 1700 został pokonany w bitwie pod Olkienikami przez szlachtę litewską, dowodzoną przez Michała Serwacego Wiśniowieckiego. W styczniu 1702 roku podpisał akt pacyfikacji Wielkiego Księstwa Litewskiego. W 1705 roku potwierdził pacta conventa Stanisława Leszczyńskiego. W 1708 roku oddał buławę swojemu bratankowi Janowi Sapieże. W czasie wojny północnej wraz z całym swoim rodem należał do stronnictwa proszwedzkiego.

Według niechętnej Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu opinii niektórych współczesnych jego ojciec Stanisław miał być w rzeczywistości nieślubnym synem hetmana wielkiego litewskiego Kazimierza Jana Sapiehy i pewnej Żydówki, a adoptował go Franciszek Poniatowski, żonaty z Heleną Niewiarowską (Jerzy Łojek Dzieje zdrajcy. Stanisław Szczęsny Potocki Wydawnictwo Śląsk, Katowice, 1988). Trzeba pamiętać jednak, że pomówienia tego typu należały do kanonu publicystki politycznej okresu staropolskiego i nie należy przywiązywać do nich zbyt dużej wagi.” – Wikipedia.

To Piotr I nalegał, aby mianowano go „opiekunem” prawosławnej mniejszości, i on uknuł skuteczną intrygę zmierzającą do osadzenia dynastii Wettinów na polskim tronie; on też wreszcie zmusił Sejm Niemy do zatwierdzenia ograniczeń skarbu, wojska i reform – restrykcji, które miały przyczynić do sparaliżowania życia publicznego.

No właśnie! Unia spowodowała, że w granicach Rzeczypospolitej więcej było prawosławnych niż katolików, a zgodnie z zasadą, że czyja religia, tego władza, to władza Rosji nad znacznym obszarem tego quasi-państwa stała się faktem. I na kogo on tak nalegał? Znowu ta forma bezosobowa, czyli to jacyś jego nieznani przełożeni wyznaczyli go na opiekuna tej ludności. I to pewnie oni wymusili takie, a nie inne zachowanie Sejmu Niemego.

Nie tylko Rosja, ale także Szwecja, Prusy, Francja i Austria używały Polski jako pola bitwy, na którym można było tanim kosztem rozwiązywać własne spory. Mówiąc po prostu, słabość Polski znakomicie odpowiadała celom jej sąsiadów.

Jakie to były własne spory, które te państwa rozwiązywały na terytorium Rzeczypospolitej? O tym Davies nie wspomina, ale w dalszej części pisze tak (wytłuszczenia W.L.):

Polityka ekspansji Rosji wobec Europy Wschodniej – a zwłaszcza wobec Polski, realizowana była w dwóch formach. Z jednej strony, ugrupowanie militarystyczne otwarcie opowiadało się za bezpośrednimi aneksjami. Wyznawcy tej polityki uważali, że interesom Rosji najlepiej służy zajmowanie przy każdej nadarzającej się okazji terytorium należącego do jej sąsiadów. Prezes admiralicji i prezydent Kolegium Wojennego Zachar Czernyszew jasno wyraził ten pogląd, gdy – podczas posiedzenia rady zwołanej przez nową carycę Katarzynę dla omówienia problemów, jakie wyłoniły się w związku ze śmiercią króla Polski – zaproponował inwazję na polskie Inflanty oraz na tereny województw połockiego, witebskiego i mścisławskiego. Miał niewątpliwie poparcie tych, którzy w poprzednich latach – gdy wojska rosyjskie znalazły się w Berlinie – namawiali ówczesną cesarzową Elżbietę do rozbioru zuchwałego królestwa pruskiego. Politycy natomiast wykazywali większą ostrożność. Panin – główny doradca Katarzyny w sprawach zagranicznych – trzymał się starszych i bardziej zakonspirowanych reguł rosyjskiej gry, która polegała na rozbrojeniu rywali obietnicami zapewnienia im ochrony: ofiara nie była łapczywie pożerana, lecz zjadana powoli i spokojnie – kawałek po kawałku. (…) Według planu Panina, Rzeczpospolita miała nadal pełnić funkcję placówki Rosji w Europie – podporządkowanego jej protektoratu, który ciągłymi manipulacjami można było minimalnym kosztem utrzymać w stałej zależności. Na początku Katarzyna bez wątpienia przychylała się do tych zamiarów; jedną z istotnych tendencji politycznych okresu rozbiorów jest stopniowe przechodzenie władczyni Rosji od polityki natychmiastowej konsumpcji do polityki powolnego przeżuwania.

Poglądy Prus były nieco odmienne. W porównaniu z Rosją było to państwo małe, a godna podziwu skuteczność działania nie zawsze chroniła je przed skutkami nienasyconych ambicji. Zajęcie Śląska w r. 1740 zainicjowało dwudziestoletni okres wojen, które omal nie zakończyły się unicestwieniem samego podżegacza. W r. 1762, gdy skarb był pusty, a Berlin okupowany przez wojska rosyjskie, Prusy uratowała tylko nagła śmierć cesarzowej Elżbiety, po której w samą porę tron objął Piotr III – gorący zwolennik Fryderyka. Prusy były w gruncie rzeczy beztroskim międzynarodowym pasożytem. Trzykrotnie w latach 1656, 1720 i 1733 – uczestniczyły w nieudanych planach rozbioru Rzeczypospolitej. W r. 1752, w swoim Testamencie politycznym, Fryderyk przyrównał polskiego sąsiada do „karczocha gotowego do zjedzenia, listek po listku”. „Królestwo w Prusach” nie posiadało jeszcze bowiem skonsolidowanej bazy terytorialnej. Posiadłości Hohenzollernów były rozproszone w Europie Północnej w postaci nie powiązanych ze sobą terytorialnie zlepków poszczególnych ziem. Dwie największe części składowe – Brandenburgia i Prusy (Wschodnie) Książęce, wciąż jeszcze przedzielał szeroki pas należących do Polski Prus (Zachodnich) Królewskich, w których Fryderyk widział pierwszy listek swojego karczocha. Po kryzysie z r. 1762 jego polityka nie nabrała żadnych przejawów skruchy, stała się natomiast bardziej ostrożna. Gangsterstwo uprawiane samotnie okazało się zbyt ryzykowne. Teraz Fryderykowi zależało na stworzeniu gangu.

Trzeciemu sąsiadowi Rzeczypospolitej – Austrii – brak było zarówno dynamizmu Prus, jak i naturalnych zasobów Rosji. Wyczerpani wojną siedmioletnią Austriacy dysponowali terenem aż zbyt rozległym, aby zapewnić pole do działania swojej rozlatującej się administracji. Nie mieli żadnych planów ekspansji. Górska granica w Karpatach, oddzielająca Austrię od Polski i w ogóle od północnej Europy, ciągnęła się nieprzerwanie – poza jedną wąską szczeliną Spiszu. Austriacy byli przynajmniej katolikami jak Polacy; wciąż jeszcze pamiętali legendarny rok 1683, kiedy to Sobieski przełamał oblężenie Wiednia. Nienawidzili Prus i bali się Rosji. Wydawało się rzeczą nie do pomyślenia, że mogliby dołączyć do napastników, którzy szykowali atak na Polskę. A jednak to zrobili.

No właśnie! Nie mieli żadnego powodu, a mimo to zrobili to. Davies nie wyjaśnia, dlaczego to zrobili. Wydaje się, że najprostszym wytłumaczeniem jest to, że ktoś ich do tego zmusił. Kto? I po co? By odwrócić uwagę od prawdziwych motywów.

Rok 1767 był rokiem, w którym nadszedł nadir „polskiej anarchii”; wtedy też wyraźnie zaznaczyły się zgubne prowokacje Rosjan. Najpierw zawiązały się dwie zbrojne konfederacje dysydentów – konfederacja protestantów w Toruniu i konfederacja prawosławnych w Słucku. Ocenę stopnia religijnej motywacji obu tych wydarzeń umożliwia fakt, że konfederację w Toruniu zawiązał pewien rosyjski oficer; rozpoczął on swoją działalność od zaaresztowania wszystkich – z zarządem miejskim włącznie – którzy sprzeciwiali się woli cesarzowej. Następnie w Radomiu powstał ruch o charakterze poważniejszym, który stopniowo przerodził się w „konfederację generalną” obejmując cały kraj. Niektórzy spośród członków tej konfederacji – na przykład Radziwiłłowie na Litwie – zmierzali do detronizacji króla. Inni próbowali po prostu udaremnić wysuwany przez niego program reform. Jeszcze inni myśleli, że ratują Kościół. Wszystkimi manipulowano. Przy tej okazji Repninowi nie tylko udawało się reżyserować posunięcia zarówno opozycji, jak i króla; zdołał wręcz namówić Stanisława Augusta, aby przyłączył się do konfederatów. W październiku odkrył karty. Zaaranżowawszy nadzwyczajne posiedzenie sejmu, szybciutko zaaresztował czterech czołowych przywódców opozycji i zakutych w łańcuchy wysłał ich do Kaługi. Po czym mianowani przez Repnina ludzie zawiesili sejm na rzecz specjalnej komisji, która zabrała się do wydania tak zwanych „praw kardynalnych”, mających na celu przedłużenie władzy anarchii. Utwierdzono monopol szlachty na prawa polityczne. Utrzymano liberum veto. Elekcje królewskie miały być „wolne”. Krótko mówiąc, „złota wolność” objawiała się jako oczywiste mydlenie oczu. Jedyną osobą uprawnioną do wprowadzenia zmian była cesarzowa Rosji. Przywrócono system z r. 1717.

Tu już niczego nie trzeba komentować. Davies napisał wprost, czym była ta „polska anarchia”.

W r. 1768 reperkusje brutalności Rosjan wobec Rzeczypospolitej nabrały gwałtownego rozmachu. 29 lutego zebrane w Barze konsorcjum rozczarowanej szlachty zawiązało pod wodzą marszałków Michała Krasińskiego i Józefa Puławskiego nową konfederację, z udziałem członków rodu Potockich, Sapiehów i Krasińskich. Rozpoczęli wojnę, której Rosjanie nie byli w stanie stłumić przez blisko cztery lata. Stworzyli takie ideały i rozbudzili takie wątpliwości wobec podstawowych pryncypiów, jakich nie znano od dziesiątków lat; one to właśnie miały stać się punktem wyjścia dla współczesnego nacjonalizmu polskiego. Jednocześnie zaś sprowokowali gwałtowne skutki uboczne, które całkowicie wymknęły się spod ich kontroli. Na Ukrainie siły konfederatów zaatakowała od tyłu tak zwana koliszczyzna – powstanie chłopów i Kozaków, które krwawo rozprawiło się ze szlachtą, Żydami i duchowieństwem. Powstanie na krótko odwróciło uwagę wojsk rosyjskich i królewskich, które wspólnie wyruszyły przeciwko konfederatom. W Humaniu (Umań) doprowadziło ono do masakry, której rozmiary przeszły do legendy. Około dwudziestu tysięcy ludności katolickiej i żydowskiej zapędzono do kościołów i synagog i z zimna krwią wymordowano.

Stworzyli takie ideały i rozbudzili takie wątpliwości wobec podstawowych pryncypiów, jakich nie znano od dziesiątków lat; one to właśnie miały stać się punktem wyjścia dla współczesnego nacjonalizmu polskiego.

„Celem konfederacji było zniesienie ustaw narzuconych przez Rosję, zwłaszcza zapewniających równouprawnienie innowiercom. Przez niektórych historyków uważana jest za pierwsze polskie powstanie narodowe. Ogólną nazwą konfederacji barskiej określa się 66 lokalnych konfederacji Korony i Litwy. Przedstawiciele tych 66 cząstkowych związków tworzyli zorganizowany pod koniec października 1769 naczelny organ władzy zwany Generalnością.

24 lutego 1768 Rzeczpospolita podpisała z Rosją traktat wieczystej przyjaźni, mocą którego stawała się protektoratem rosyjskim. Katarzyna II gwarantowała nienaruszalność granic i ustroju wewnętrznego tego państwa.26 lutego uchwalono prawa kardynalne, wpisując równouprawnienie innowierców jako nienaruszalne prawo Rzeczypospolitej.” – Wikipedia.

Tym punktem wyjścia dla polskiego nacjonalizmu miał być więc katolicyzm.

Konflikt rysował się bardzo wyraźnie. Głównymi protagonistami byli z jednej strony carowa Rosji, która starała się zachować status quo, z drugiej zaś polscy reformatorzy, którzy domagali się zmian. Carowa mogła liczyć na stałe poparcie ze strony czołowych polskich magnatów, których przywileje zobowiązała się utrzymać, dysydentów religijnych, których oburzenie stale podsycała, polskiej armii, którą dowodzili magnaci, polskiego Kościoła, którego biskupi pozostawali na rosyjskim żołdzie, oraz większości członków polskiego sejmu, w którym roiło się od przekupionych magnatów i rosyjskich agentów. Reformatorzy natomiast mogli liczyć jedynie na okresowe poparcie ze strony niezdecydowanego króla i garstki szlachty, która stanowiła opozycję wobec podstawowej opozycji magnackiej, na sporadyczne zainteresowanie ze strony zagranicznych przeciwników Rosji – Francji, Szwecji czy Turcji – na mniejszość sejmową oraz na rodzące się w całym kraju uczucie patriotyzmu. Siły były więc od samego początku bardzo nierówne. Ugrupowanie rosyjskie nie cieszyło się wprawdzie powszechnym poparciem, ale miało za sobą prawo, liczebną przewagę, zawodową armię oraz jednolitą politykę, którą kierował Petersburg. Reformatorzy mieli niewiele poza własnym rozumem, umiejętnością improwizacji oraz poczuciem moralnej wyższości własnych dążeń i celów.

Skoro reformatorzy mieli niewiele, to po co wszczynali powstanie? Może nie mieli rozumu, a może, co bardziej prawdopodobne, również wykonywali polecenia carowej lub swoich nieznanych przełożonych. Konsekwencją konfederacji barskiej był pierwszy rozbiór Rzeczypospolitej w 1772 roku.

(…) W ciągu czterech lat od r. 1788 do 1792 zwolennicy reform w sejmie znieśli wszystkie ograniczenia, które przyczyniały się do zniewolenia Rzeczypospolitej. Czyniąc to, podważali podstawy rosyjskiego protektoratu w Polsce i dokonali przewrotu w systemie, który panował od czasu nieszczęsnego układu z 1717 r. Było oczywiste, że rząd rosyjski oraz polska klientela Rosji będą interweniować przy pierwszej nadarzającej się okazji – tak też się istotnie stało. W ten sposób podjęta przez króla naiwna próba nawiązania autentycznego przymierza z Rosją dała początek Sejmowi Czteroletniemu; Sejm Czteroletni – Konstytucji 3 maja; Konstytucja – konfederacji targowickiej; konfederacja – wojnie rosyjsko-polskiej w r. 1792; wojna – drugiemu rozbiorowi w r. 1793; drugi rozbiór – powstaniu narodowemu Kościuszki w r. 1794; powstanie wreszcie – trzeciemu rozbiorowi i ostatecznej zagładzie państwa. W sytuacji, w której najmniejsze nawet posunięcie mogło sprowokować nieobliczalne konsekwencje, jedyną szansą przetrwania dla Rzeczypospolitej było trwanie w absolutnym bezruchu. Tymczasem, robiąc jeden malutki niewinny krok, król strącił lawinę, której narastający impet wpędził cały kraj w totalną katastrofę.

Trwanie w absolutnym bezruchu nie dostarczyłoby pretekstu do rozbiorów. A więc ci, którzy doprowadzali do tych ruchów, nie byli żadnymi patriotami, tylko takimi samymi cynikami jak pozostali, których nazwano zdrajcami.

Dla każdego, kto nie był pozbawiony poczucia rzeczywistości, było rzeczą jasną, że działalność Sejmu Czteroletniego, zapoczątkowana w październiku 1788 r. łączyła się z poważnym ryzykiem rosyjskiej interwencji. W odróżnieniu od wszystkich swoich poprzedników, sejm ten odmówił rozwiązania się po upływie zwyczajowych sześciu tygodni, przekształcając się w legalną konfederację, zdecydowaną kontynuować rozpoczęte dzieło, dopóki nie zostaną podjęte istotne uchwały prawne. Pod przewodnictwem energicznego marszałka, Stanisława Małachowskiego (1736-1809), wysunął szereg projektów i utworzył liczne komisje w celu odzyskania niepodległości narodowej oraz zapewnienia rozwoju gospodarki. Korzystając z tego, że Rosja zajęta była kryzysem we Francji oraz wojną turecką, zdołał wysunąć żądania idące o wiele dalej, niż to byłoby możliwe w normalnej sytuacji. W grudniu 1789 r. był świadkiem demonstracji zorganizowanej przez przedstawicieli 141 miast, którzy w czarnych strojach przemaszerowali przed nim na znak protestu przeciwko wyłączaniu ich z życia politycznego kraju. W r. 1790 rozpisano nowe wybory i doszedł nowy komplet posłów, aby przyspieszyć przebieg prac. Wreszcie, 3 maja 1791 r., stał się sceną starannie przygotowanego coup d’etat. „Stronnictwo patriotyczne” Kołłątaja, działając w porozumieniu z Małachowskim i za wiedzą króla, wybrało dzień, w którym dwie trzecie posłów było nieobecnych z powodu ferii świątecznych (Wielkanoc przypadała na 24 kwietnia – przyp. W.L.). Przygotowany w tajemnicy projekt ustawy odczytano przed na wpół pustą salą. Głosy protestu w sprawie quorum uciszono. Króla namówiono do złożenia podpisu.

W oczach carskiej biurokracji sejm oczywiście beznadziejnie się skompromitował. Jego kontakty z francuskim Zgromadzeniem Narodowym uznano za dowód istnienia międzynarodowej konspiracji rewolucyjnej. Trzeba więc było go zdławić, razem z wszystkimi jego dokonaniami. Zadaniu temu mieli przewodzić główni polscy najemnicy carycy Katarzyny – Stanisław Szczęsny Potocki, dwóch bezrobotnych hetmanów – Franciszek Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski, oraz bracia Kossakowscy. Oni to właśnie zebrali się zimą w Petersburgu i zsynchronizowawszy własne plany z zamiarami swych rosyjskich mecenasów, 27 kwietnia 1792 r. podpisali akt konfederacji, która miała na celu obalenie polskiego sejmu i polskiej Konstytucji. Dla zachowania form, fakt istnienia aktu ukryli aż do czasu, gdy przedostali się na południowo-wschodnie kresy Polski, do miasteczka Targowica na Ukrainie. Tam też, 14 maja, oficjalnie rozwinęli sztandary; zaledwie cztery dni później przyłączyły się do nich rosyjskie wojska. Nadchodziła próba sił, do której szykowali się Kościuszko i Poniatowski.

x

Wszystko to, co powyżej zostało opisane, było dziełem wielkich feudałów litewskich i rusińskich, z których zrobiono magnatów polskich. Dlaczego Wielkie Księstwo Litewskie, które było luźnym związkiem księstw feudalnych, nie zostało wchłonięte przez Wielkie Księstwo Moskiewskie? Czy postąpiono tak świadomie? Połączono je z małym Królestwem Polskim, wydawałoby się, że wbrew wszelkiej logice. A jednak był w tym jakiś plan. Słowianie wschodni są kłótliwi, wredni, zawistni, skłonni do anarchii. Jeśli nie stało się tak w Rosji, to tylko dlatego, że rządzili nimi Waregowie, czyli dawni Szwedzi. Dzieje unii polsko-litewskiej, to tak naprawdę dzieje podmiany narodów. Naród polski zastąpiono Słowianami wschodnimi. Zaczęło się od unii horodelskiej w 1413 roku, później, po 1569 roku, wkroczyli do akcji Jezuici, którzy przeciągali prawosławnych na katolicyzm. Wojna za Szwecją zniszczyła Koronę, czyli ludność rdzennie polską i jej dobytek. Całe WKL zajęła Rosja. W praktyce całe terytorium Rzeczypospolitej zostało zajęte przez Szwecję i Rosję, a mimo to oba państwa wycofały się. Z jakichś powodów było jeszcze za wcześnie na rozbiór. Później, za Sasów, Rzeczpospolita staje się protektoratem Rosji. Za Poniatowskiego sytuacja już dojrzewa do rozbiorów. Dlaczego jednak wypadło na Rzeczpospolitą? W 1762 roku wojska rosyjskie stacjonują w Berlinie, a Prusy są słabym rozczłonkowanym państwem. Dlaczego więc Rosja, mająca ponoć zapędy imperialne i sięgająca w tamtym czasie już do Oceanu Spokojnego, nie „połknęła” Prus? Dlaczego prawie tysiącletnia Rzesza, będąca zlepkiem mniejszych czy większych księstw, przez cały czas swego istnienia nie została zaatakowana przez Rosję czy Francję, będącą w XVII wieku najpotężniejszym państwem w Europie? Napoleon też jej krzywdy nie zrobił. Dlaczego uwzięto się na Rzeczpospolitą?

Dlaczego Rosja „podzieliła się” Rzeczpospolitą z Prusami i Austrią w sytuacji, gdy cały ten twór, który trudno nazwać państwem, był jej protektoratem? Skąd taki altruizm? Wydaje się, że odpowiedź przyniosła przyszłość. Wojny napoleońskie skutkują powstaniem Księstwa Warszawskiego, które powstało chyba tylko po to, by po kongresie wiedeńskim Rosja mogła je zająć, oddając Prusom Wielkopolskę, która była wówczas najludniejszą dzielnicą ziem polskich, i Austrii Kraków z przyległościami. W ten sposób na rdzennie polskich ziemiach mogło dojść do intensywnej germanizacji i podobnie intensywnej rusyfikacji w Królestwie Polskim, co skutkowało też wymianą administracji na rosyjską, budową cerkwi i związanym z tym prawosławnym osadnictwem. W tym samym czasie na terenie zaboru rosyjskiego, czyli terenie byłego WKL rozpoczęto intensywną polonizację. Szczególnie wyróżnił tu się bojar Czartoryski, który, w oparciu o Uniwersytet Wileński, stworzył w Wilnie i okolicach szereg polskich szkół. I tak doszło do podmiany narodów. Polaków z ziem polskich zastąpiono wschodniosłowiańskimi „Polakami”. I do tego właśnie były potrzebne rozbiory, by Niemcy i Rosjanie mogli zmarginalizować Polaków z ziem polskich i w efekcie umożliwić dominację „Polaków” ze wschodu. A Austria była im potrzebna jako alibi.

Gdy więc po latach odrodziła się Rzeczpospolita II Iluś Tam Narodów, to nie mogła ona powstać bez Kresów, czyli byłego WKL. Ale jak to zrobić? Tu z pomocą przyszli bolszewicy. Wyruszyli na podbój Europy w sytuacji, gdy biali jeszcze nie zostali pokonani. Doszli do Warszawy, a później zawrócili. Piłsudski, pomimo że miał wolną drogę na Moskwę, zatrzymał się tam, gdzie miał się zatrzymać, by stworzyć pretekst do włączenia tych ziem do nowo tworzonego państwa, no bo przecież na tych ziemiach stworzono nowych „Polaków”. I co? Teraz cała wielowiekowa robota miła pójść na nic. Tak być nie mogło. Po II wojnie światowej sytuacja trochę skomplikowała się i mogło tak się stać, że całe to towarzystwo pozostałoby za Bugiem. Ale od czego były przesiedlenia. Niemców wygnano za Odrę, a na ich miejsce sprowadzono „Polaków”. Minęło parędziesiąt lat i może niektórzy z tych „Polaków” poczuli się Polakami. Trzeba było zatem zwiększyć stężenie procentowe wschodnich Słowian w Rzeczypospolitej III Iluś Tam Narodów. I tak ileś tam milionów Ukraińców przesiedlono do III RP.

Ileż zatem wysiłku kosztowało zarówno „patriotów” jak i „zdrajców”, by doprowadzić do rozbiorów. Dwie trzecie Sejmu było stronnikami Rosji, ale jakoś nie zdążyli na obrady, bo gdyby zdążyli, to musieliby zagłosować przeciw przyjęciu Konstytucji 3 maja, a to oznaczałoby, że nie byłoby Targowicy, a więc i pretekstu do II rozbioru, no i okazałoby się, że „cały misterny plan w pi..”. A na to nie można było pozwolić. Marszałek Sejmu Stanisław Małachowski zarządził obrady pomimo braku quorum i tym samym skazał Rzeczpospolitą na II rozbiór. Ale jest uznawany za wielkiego patriotę.

I po co to wszystko było? Pomiędzy Niemcami a Rosją stworzono strefę permanentnego chaosu, konfliktogenną. To stwarza możliwość wywoływania tu konfliktów niemal na zawołanie. Tylko Słowianie wschodni, których nie trzyma się na smyczy, tak jak w Rosji, dają taką gwarancję. I mamy tego dowód na Ukrainie, ale też i w Polsce, gdzie rząd oddał wszystko Ukrainie i rozbroił się całkowicie na jej rzecz, prawdopodobnie na polecenie Stanów Zjednoczonych. Czyż nie przypomina to sytuacji Rzeczypospolitej za czasów rosyjskiego protektoratu, gdy została ona całkowicie rozbrojona za sprawą Rosji?

Wettinowie

Panowanie Jagiellonów to dostosowywanie Królestwa Polskiego do standardów Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli feudalizm, niewolnictwo chłopów i skarlałe mieszczaństwo. Wazowie to unia brzeska, masowy napływ Żydów na tereny Rzeczypospolitej, powstania na Ukrainie i bezpośredni konflikt z Moskwą. Wettinowie, to sojusz z Moskwą, czyli całkowite podporządkowanie Rzeczypospolitej Rosji. Wtedy po raz pierwszy doszło do ścisłej współpracy Niemiec i Rosji, tak zgubnej dla Rzeczypospolitej i jej późniejszych odsłon. A obecnie „rząd polski” odbudowuje Pałac Saski. Czy po zakończeniu wojny na Ukrainie „Wettinowie” znowu będą dogadywać się z „Piotrem I” i dobudują jeszcze sobór św. Aleksandra Newskiego?

Zdjęcie lotnicze pałacu i okolic z ok. 1919 roku; widoczny sobór św. Aleksandra Newskiego; źródło: Wikipedia.

O tym, jak doszło do wyboru Fryderyka Augusta Wikipedia pisze tak:

Elekcję Augusta II sfinansowały domy bankowe Issachara Berenda Lehmanna i Samsona Wertheimera. August II wykorzystał jednak bierność Francuza, ruszając na Wawel i zjednując sobie po drodze coraz liczniejszą rzeszę szlachty. Opór napotkał dopiero u wrót Krakowa, gdzie wstępu odmówił mu starosta Franciszek Wielopolski – stronnik Contiego. Hojne obdarowanie starosty i jego małżonki rozwiązało ten problem, wnet jednak pojawił się następny. Ustawy sejmowe stanowiły, iż ceremonię koronacji przeprowadzić można było tylko przy użyciu insygniów przechowywanych w wawelskim skarbcu. Drzwi do skarbca zamknięte były na osiem zamków, do których osobne klucze miało siedmiu senatorów Rzeczypospolitej i jednocześnie wojewodów – krakowski, poznański, kaliski, wileński, trocki i sandomierski, kasztelan krakowski – oraz podskarbi koronny. Jako że sześciu z nich opowiadało się po stronie Contiego, drzwi nie można było otworzyć, ich wyważenie zaś poczytano by za świętokradztwo. Ostatecznie insygnia wyniesiono przez wybitą w murze dziurę, pozostawiając drzwi w stanie nienaruszonym. 15 września 1697 elektor zaprzysiągł pacta conventa i został – wobec odmowy dokonania koronacji przez prymasa Radziejowskiego – koronowany na króla Polski przez biskupa kujawskiego Stanisława Dąmbskiego w katedrze krakowskiej.

O sukcesie Wettyna zdecydowały: szybkie wkroczenie do Rzeczypospolitej, jego wcześniejsze przejście na katolicyzm, przekupienie części szlachty na sejmie elekcyjnym i sprzeciw cara Rosji Piotra I przeciwko kandydaturze francuskiego księcia Conti. Nad granicę litewską ściągnięto korpus wojsk rosyjskich kniazia Michaiła Grigoriewicza Romodanowskiego, którego obecność miała wymusić rezygnację z kandydatury francuskiej.

Conti we wrześniu 1697 r. przypłynął na czele eskadry 6 okrętów francuskich dowodzonych przez Jeana Barta na redę portu w Gdańsku. 9 listopada atak wojsk wiernych Augustowi II zmusił księcia Conti do opuszczenia jego kwatery w Oliwie i ostatecznego wycofania się z Rzeczypospolitej.

Początek panowania w Rzeczypospolitej Obojga Narodów

W 1698 roku August II odbył tajną konferencję z Piotrem I w Rawie Ruskiej, gdzie omówiono plan wspólnej wojny zaczepnej przeciwko Szwecji. Król Polski rozpoczął z carem rosyjskim negocjacje traktatu o pomocy wzajemnej w razie buntu poddanych. 24 marca 1698 roku zawarł przymierze odporne z królem Danii Chrystianem V, gdzie obie strony zobowiązały się do wystawienia 8000 żołnierzy ku wzajemnej pomocy. Po śmierci Chrystiana V, August II Mocny zawarł 25 września 1699 roku sojusz zaczepno-odporny przeciw Szwecji z królem Danii Fryderykiem IV Oldenburgiem. 11 listopada 1699 roku zawarł sojusz zaczepno-odporny przeciw Szwecji z carem Piotrem I.

W czerwcu tego roku spotkał się w Jańsborku z elektorem brandenburskim Fryderykiem III Hohenzollernem, gdzie zezwolił mu na tymczasową okupację pruską Elbląga, w zamian za 150 tys. talarów. Pod koniec grudnia 1698 roku potwierdził zawarty dzięki mediacji wojsk saskich rozejm pomiędzy zbuntowaną szlachtą litewską, żądającą koekwacji – zrównania prawa litewskiego i polskiego a wszechwładnym na Litwie rodem Sapiehów.

Doprowadził do faktycznego rozwiązania wojsk Rzeczypospolitej. W oddziałach znajdowali się starcy, brakowało uzbrojenia i koni (na jeden pułk kawaleryjski przypadał jeden koń). W Polsce stacjonowała armia saska, utrzymująca porządek w kraju.

x

Norman Davies w książce Boże Igrzysko Wydawnictwo ZNAK, 1999 pisze:

Okres sześćdziesięciu sześciu lat (1697-1763), które dzielą panowanie Jana Sobieskiego od panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, uważa się często za najbardziej żałosny i upokarzający w dziejach Polski. Nieszczęścia, jakie spotkały Polskę w tym czasie, wyjaśnia się na ogół jej podporządkowaniem obcym interesom zagranicznych władców. Właśnie ten okres miał na myśli Thomas Carlyle, opisując Polskę jako „pięknie fosforyzującą kupę próchna”.

Przedstawiciele saskiego domu panującego Wettinów trafili na tron polski wbrew wszelkim oczekiwaniom. Podczas elekcji królewskiej w czerwcu 1697 r. kandydat Austrii, syn zmarłego króla Jakub Sobieski, został zmuszony do wycofania swej kandydatury z powodu braku gotówki. Francuz, książę de Conti, choć ogłoszony królem przez prymasa i wspierany przez większość wyborców, nie był w stanie skorzystać z osiągniętego w sensie technicznym zwycięstwa. Główną nagrodę wziął w końcu elektor saski Fryderyk August – kandydat, który wyłonił się w ostatniej chwili. Skutek ten osiągnięto dzięki przekupstwu, groźbami i zręcznemu wyczuciu chwili. Gdy zwolennicy cieszących się większym poparciem kandydatów starli się ze sobą w walce, agent saski, hrabia Fleming, złożył doskonale obliczoną w czasie obietnicę, że jego pan nawróci się na katolicyzm, po czym – zastawiwszy w Wiedniu rodowe klejnoty Wettinów – rozdzielił uzyskaną w ten sposób gotówkę między elektorów. W porozumieniu z Nikitinem, rosyjskim ministrem rezydentem, który wygłosił po polsku płomienną perorę, zdołał rozbić pole elekcyjne na dwa przeciwstawne obozy i namówić biskupa kujawskiego do proklamacji wyboru Sasa. Była to elekcja podwójna, przypominająca elekcję z r. 1575 czy 1587. W czasie krótkiej wojny domowej, która nastąpiła w jej wyniku, sascy i rosyjscy najeźdźcy wzięli zdecydowanie górę nad stronnictwem francuskim. We wrześniu, gdy Fryderyk August był już dawno zaprzysiężonym i ukoronowanym w Krakowie królem Augustem II, książę de Conti wciąż jeszcze płynął po Bałtyku w stronę Gdańska. Skoro już jednak zadecydowano o wynikach elekcji, unia personalna Polski i Litwy z Saksonią otworzyła przed obiema stronami korzystne perspektywy. Obie czuły się zagrożone przez wspólnego sąsiada – Prusy, których ambicje terytorialne można było teraz skutecznie ukrócić. Obie strony czuły potrzebę niesienia sobie wzajemnie pomocy w niebezpiecznym świecie Europy Północnej: armie pruska, szwedzka i rosyjska były o wiele potężniejsze niż ich własne wojska. Obie przewidywały też zapewne – co zresztą okazało się słuszne – że niełatwo będzie się utrzymać każdej z osobna, jeżeli nie będą trzymać się razem. Ponieważ Rzeczpospolita Polski i Litwy była z nich dwóch większa, jej szlachta miała wszelkie powody, aby przypuszczać że uda się jej ochronić własne interesy. Pod względem ustrojowym mogła mieć nadzieję, że króla cudzoziemca uda się kontrolować w większym stopniu, niż byłoby to możliwe w przypadku króla Polaka – można było oczekiwać po nim bezstronności lub przynajmniej obojętności w rozstrzyganiu morderczych sporów w kwestiach polityki wewnętrznej. Dokładnie z tego samego powodu, i w tym samym czasie, parlament angielski o objęcie tronu poprosił najpierw Holendra, a potem dynastię hanowerską, zamiast wrócić do swoich własnych Stuartów. Walące się państwa dynastyczne były zjawiskiem częstym w osiemnastowiecznej Europie i nie istnieje nic, co można przyjąć a priori jako wyjaśnienie faktu, że niektóre z nich takie jak „Anglia-plus-Walia/Irlandia/Szkocja/Hanower”, prosperowały, podczas gdy inne – takie jak „Polska-plus-Litwa/Kurlandia/Saksonia”, ledwo kuśtykały.

Pominąwszy wszystkie te względy, sam August Mocny był postacią otwierającą interesujące perspektywy. Jako książę Saksonii, Miśni i Łużyc dysponował własnymi środkami utrzymania. Jako elektor cesarstwa rzymskiego miał szerokie wpływy w świecie, nie miał przy tym nieograniczonej władzy. Jako głównodowodzący armii cesarskich w kampaniach Świętej Ligi cieszył się uznaną sławą wojskową. Jako ojciec około trzystu dzieci – w tym słynnego Maurycego de Saxe (Saskiego), marszałka Francji (1696-1750) – nie wzbudzał cienia wątpliwości co do swej męskości. Wyglądał na godnego następcę wielkiego Sobieskiego.

Jednakże w odróżnieniu od plemników Augusta Mocnego – jego polityczne przedsięwzięcia rzadko osiągały zamierzony cel. W dziedzinie spraw zagranicznych, jego prywatne przymierze z Rosją, które stało się po raz pierwszy przedmiotem dyskusji podczas wizyty Piotra I w Rzeczypospolitej w r. 1698, a które w r. 1699 zostało przypieczętowane traktatem preobrażeńskim, okazało się fatalne w skutkach. W r. 1704 król stanął w Rzeczypospolitej w obliczu rywala, wyniesionego na tron i ukoronowanego przez jego przeciwników, w r. 1706 zaś wypędzono go z Drezna. Los ponownie się do niego uśmiechnął niemal wyłącznie za sprawą łaski rosyjskiego protektora, w którego interesie August roztrwonił swoje dziedzictwo i od którego był od tej pory całkowicie zależny. W międzyczasie ofiarował Hohenzollernom wspaniałą okazję założenia „królestwa w Prusach” i przesunięcia punktu ciężkości sił w Niemczech w kierunku Berlina. (…)

x

Wielka wojna północna (1700-21), która stała się wyrazem dążeń Rosji do pokonania Szwecji w walce o władzę, rozpoczęła się z przyczyn, które miały zaledwie przypadkowy związek ze sprawami Polski i Litwy. Układ Augusta z Rosją, zawarty wyłącznie z pozycji elektora saskiego, nie dotyczył Rzeczypospolitej. Motywem jego najazdu na szwedzkie Inflanty w r. 1700 była głównie chęć odniesienia osobistych korzyści. Rzeczpospolita została wciągnięta w tę wojnę niejako wbrew własnej woli i stała się jedną z jej głównych ofiar. Jest oczywiście prawdą, że obecność zwycięskiej armii saskiej w Rydze mogła była uczynić wiele dla przywrócenia władzy królewskiej na Litwie, która praktycznie oderwała się od Polski wskutek trwających całe dziesięciolecia walk między wielkimi magnatami. Z tego też powodu najsilniejsza na Litwie frakcja zwolenników rodu Sapiehów pospieszyła wesprzeć Szwedów przeciwko sasko-rosyjskiej koalicji. Ale August nigdy nie zdobył sobie takiej pozycji, z której mógłby narzucić jakąkolwiek konsekwentną politykę, a jego wrogowie w Rzeczypospolitej, aby usprawiedliwić własny opór, systematycznie wyolbrzymiali zagrożenie ze strony jego saskiej straży. W dalszym biegu wydarzeń początkowa porażka Augusta w drodze na Rygę zapoczątkowała nieprzerwaną zabawę w kotka i myszkę wzdłuż i wszerz jego saskich i polskich włości. W r. 1700, uratowawszy Rygę, król szwedzki Karol XII zajął należące do Rzeczypospolitej księstwo Kurlandii. W 1702 r. ruszył przez Rzeczpospolitą z północy na południe, zajmując Wilno, Warszawę i Kraków. Pokonawszy polską kawalerię w jednej regularnej bitwie stoczonej pod Kliszowem 19 lipca 1702 r., odkrył, że wojska Augusta ruszyły w przeciwnym kierunku okrężną drogą na Pomorze. W r. 1703 sejm podjął uchwałę o powiększeniu sił militarnych Rzeczypospolitej; wszelkie oczekiwania zniweczyło jednak kolejne zwycięstwo Szwedów pod Pułtuskiem oraz wybuch powstania Paleja na Ukrainie. W r. 1704 przeciwko Augustowi wystąpiła w Rzeczypospolitej popierana przez Szwedów konfederacja warszawska, która wysunęła własnego kandydata do tronu w osobie wielkopolskiego magnata, Stanisława Leszczyńskiego (1677-1766). Prosaska konfederacja sandomierska pokładała wielkie nadzieje w pomocy ze strony Rosjan. August zrobił unik przed Szwedami, wycofując się do Lwowa, a następnie raz jeszcze ruszając w kierunku Warszawy. W r. 1706 Karol XII postanowił położyć ostateczny kres zabawie, wkraczając w głąb Saksonii. Na mocy traktatu zawartego w Altranstädt August zobowiązał się między innymi do zrzeczenia się tronu polskiego na rzecz Leszczyńskiego; dopiero potem dowiedział się, że Rosjanom i konfederatom sandomierskim udało się tymczasem odwrócić losy wojny dzięki zwycięstwu odniesionemu nad pomocniczymi wojskami szwedzkimi w bitwie pod Kaliszem.

Po siedmiu kampaniach stało się oczywiste, że bez najazdu na Rosję nie da się uzyskać zadowalającego rozwiązania. Po rocznych przygotowaniach Karol XII wyruszył zatem na wschód, wychodząc z Grodna w styczniu 1708 i pozostawiając Leszczyńskiego i generała Krassau, aby strzegli jego baz wypadowych na terenie Rzeczypospolitej. W kampanii z lat 1708-09, która doprowadziła do epokowego zwycięstwa Rosjan w bitwie pod Połtawą, wybitną rolę odegrali chłopi polscy, którzy w walkach podjazdowych nękali szwedzkie kolumny, jak i konfederaci sandomierscy, którzy nie dopuścili, aby do obleganych Szwedów dotarły posiłki. Połtawa położyła kres stronnictwu szwedzkiemu w Rzeczypospolitej. Leszczyńskiego i Krassau przepędzono do Szczecina. Konfederacja warszawska została rozwiązana. W r. 1709 August tryumfalnie powrócił do kraju. Monarchia saska została odbudowana.

Kłopoty Rzeczypospolitej trwały jednak nadal. Ponowne wprowadzenie do kraju straży saskiej oraz jej brutalne poczynania na nowo rozpaliły animozje w narodzie, który nauczono myśleć, że wszystkie cudzoziemskie oddziały wojskowe są narzędziami tyranii króla. W listopadzie 1715 r. szlachta raz jeszcze dała wyraz wspólnocie własnych interesów, zawiązując konfederację w Tarnogrodzie, gdzie przysiężono sobie popędzić Sasów razem z całym ich kramem. Przez pewien czas wydawało się, że konfederacja zwycięży. Utraciwszy Poznań, August był zmuszony do wycofania się w kierunku Saksonii, gdy sytuacja nabrała nagle wymiarów bezlitosnej rzeczywistości: pojawiła się armia rosyjska. Car, zirytowany utarczkami swych saskich i polskich klientów, nie owijając w bawełnę zagroził, że potrząśnie nimi tak mocno, że stukną się nawzajem głowami. Zaoferował swoją kandydaturę do roli arbitra w sporze, biorąc w ten sposób mocno i na stałe sprawy polskie we własne ręce. Po siedemnastu latach wyniszczających działań wojennych posiniaczona Rzeczpospolita była wyczerpana i rozdarta wewnętrznymi podziałami. Tak przedstawiało się tło słynnego Sejmu Niemego z r. 1717.

x

Polityka Piotra Wielkiego wobec Polski i Litwy nabrała dojrzałych kształtów w okresie dwudziestolecia wojny północnej. Stadium pierwsze polegające na uzależnieniu od Rosji jej saskiego klienta, zakończyło się w ciągu pięciu czy sześciu lat od chwili jego elekcji. Realizacja stadium drugiego – polegającego na przekształceniu militarnej hegemonii Rosji w trwały układ polityczny – zajęła nieco więcej czasu. W latach 1706-07, gdy August porzucił tron, Piotr spędził w Polsce długie miesiące, szukając głowy, którą można by osadzić na szyi zgilotynowanej Rzeczypospolitej. Mieszkając w ulubionych pałacach Sobieskiego w Żółkwi, Jaworowie i Wilanowie, dobierając i gromadząc ogromne ilości zagrabionych skarbów, które następnie wywożono do Rosji, prowadził długie pertraktacje z konfederatami sandomierskimi. Wstrząsnęło nim to, czego się dowiedział. Polscy „republikanie” oczekiwali, że będą sobie poczynać z carem jak z równym sobie. Byli to ludzie, którzy nie słuchali rozkazów i nie brali łapówek. Jeden z magnatów odmówił przyjęcia oferowanej mu korony twierdząc, że nie będzie „błaznem żadnego cara”. Inni na kosztowne podarunki cara odpowiadali jeszcze cenniejszymi darami. Po tych doświadczeniach Piotr dobrze zrozumiał, z kim i z czym miał do czynienia. (Właśnie w tym okresie po raz pierwszy pojawił się w dokumentach rosyjskich termin „polska anarchia”). Car musiał utrzymać Polskę i Litwę siłą – co przekraczało nawet możliwości Rosji – albo zaprząc do pracy Wettinów w taki sposób, aby oni sami, ani polska szlachta nie byli w stanie odrzucić narzucanych im układów. Szansą stała się dla niego wojna konfederacji tarnogrodzkiej. Podczas rokowań prowadzonych w Warszawie w 1716 r. dyplomaci cara zdołali przekonać króla, aby na stałe wycofał wojska saskie z terytorium Rzeczypospolitej. Przedstawiciele sejmu zobowiązali się jednocześnie do ustalenia stałego limitu wysokości finansów Rzeczypospolitej oraz liczebności jej wojsk. Ze swojej strony car zobowiązał się do zagwarantowania zawartego układu w formie pisemnej konstytucji. W ten sposób zarówno szlachta, jak i król zostali pozbawieni środków, którymi mogliby sobie nawzajem zagrozić. Nie było zwykłym zbiegiem okoliczności, że zostali również pozbawieni środków wszelkiego oporu wobec ingerencji cara w ich sprawy – odtąd mógł on zupełnie legalnie, i kiedy tylko zechciał, wtrącać się w sprawy Polski. Warunki te – uzgodnione z góry – miały zostać przedstawione sejmowi, który zaprzysiężono, aby je przyjął bez dyskusji i protestów. Operację, która trwała mniej niż jeden dzień, zakończono 1 lutego 1717. Sejm Niemy, otoczony przez oddziały rosyjskiego wojska, swym podpisem na długo zaprzepaścił wolność Polski; nie podniósł się ani jeden głos sprzeciwu.

x

Wydarzenia wielkiej wojny północnej wyznaczają zatem początek współczesnej historii politycznej Polski. Supremacja Rosji, ustanowiona po raz pierwszy w r. 1717, przetrwała w takiej czy innej formie do dnia dzisiejszego (książka ukończona w 1981 roku – przyp. W.L.). Czasami prawa rosyjskiego protektoratu egzekwowano, manipulując posunięciami autonomicznego, lecz zależnego państwa polskiego – działo się tak na przestrzeni całego niemal XVIII w. – kiedy indziej zaś wcielając rozległe partie ziem polskich w granice obszaru imperium rosyjskiego. Czasami Rosja egzekwowała je sama, a czasami przy współpracy swych niemieckich lub austriackich wspólników. Ale w ciągu 260 lat zdarzały się jedynie krótkie okresy interludium, zwłaszcza na przestrzeni 24 lat między 1915 a 1939. Co więcej, podczas gdy inni „protektorzy” Polski pojawiali się i znikali, Rosjanie wciąż nie odchodzą. W tej sytuacji życie polityczne szybko przybrało inny charakter. Postawy polityczne kształtowały się nie tyle w zależności od potrzeb Polski, co – w coraz większym stopniu – w zależności od żądań Rosji. Polityczne frakcje tworzyły się i rozpadały nie tylko w zależności od poparcia ze strony społeczeństwa w Polsce, ale głównie w zależności o tego, czy spływała na nie łaska czy niełaska Petersburga. Warstwy polityczne w Polsce, przerażone urzeczywistnieniem się planów Rosji zmierzających do podporządkowania ich sobie, łatwo przerzucały się od skrajnej obojętności do desperackiego buntu, broniąc tych przywilejów, które jeszcze udało się im zachować, z agresywnością, która – jak się wydaje – nieodmiennie prowokowała nieszczęście. Na krótszą metę – praktycznie rzecz biorąc na resztę epoki saskiej – ustalenie się rosyjskiego protektoratu przemieniło politykę Polski w niezgłębioną otchłań korupcji i paraliżu. Na dłuższą metę natomiast stało się niesłabnącym bodźcem do rozwoju współczesnej świadomości narodowej.

x

Dla Rzeczypospolitej skutki były natychmiastowe i doniosłe. Kampanie wielkiej wojny północnej, które rozgrywały się przeważnie na terytorium Polski i Litwy, zniszczyły kraj i rozbiły szlachtę na wrogie sobie zbrojne obozy. Gospodarka była zrujnowana. (…) Sejm raz po raz zrywano; utrudniano zarządzanie; Rzeczpospolita była bezbronna. W zamian za odwołanie nie istniejących planów króla dotyczących rzekomego przewrotu oraz gwarancję swych wątpliwych przywilejów szlachta musiała się zgodzić na to, aby na organizację jej skarbu i armii nałożono kolosalne ograniczenia. Obywatele Rzeczypospolitej nie mieli odtąd prawa podejmować bez pozwolenia cara reform w swoim własnym państwie. Wyładowując nagromadzoną gorycz na swym nieszkodliwym saskim władcy, Polacy wzięli sobie na kark protektora, którego samowładcze pretensje były dla wszystkich całkiem oczywiste. Tak wielkie było rozczarowanie Augusta II polskim królestwem, że dwukrotnie – w r. 1721, a powtórnie w r. 1723 – otwarcie mówił o wystawieniu go na licytację.

Sam w sobie związek z Saksonią nie był zatem szkodliwy dla Polski. Wina Wettinów polegała na tym, że sami dość wcześnie wpadli w ręce Rosji. W rezultacie nie tylko nie umocnili pozycji Polski na arenie europejskiej, ale za ich przyczyną Rzeczpospolita została doprowadzona jak na sznurku do rosyjskiego obozu; posłużyli więc jako narzędzie do narzucenia więzów politycznych, z których Polakom już nigdy nie udało się całkowicie wyswobodzić.

Bezsilność króla oraz upadek sejmu pozostawiły rządy w kraju całkowicie w rękach magnatów. Zarządzanie sejmikami ziemskimi, trybunałami, armią i hierarchią kościelną dostało się walkowerem nielicznej oligarchii wielkich magnatów, którzy zmonopolizowali wszystkie wysokie urzędy państwowe i z saskim rezydentem pertraktowali jak z równym sobie. Każdy z członków oligarchii rządził we własnych włościach jak udzielny książę własnego „państewka” – państwa w państwie. Utrzymywał własną klientelę, złożoną ze szlachty, która broniła jego interesów na sejmikach i w sądach i która tworzyła jego prywatną armię. Zawierał własne przymierza – zarówno w obrębie kraju, jak i poza jego granicami – wybierając jedną z kilku różnych „orientacji” – rosyjską, francuską, pruską lun austriacką – zależnie od tego, co dyktowały mu osobiste inklinacje i stan własnych finansów. Poczynając od początku XVIII w., potęga magnatów zaczęła gwałtownie wzrastać. Życie polityczne sprowadziło się do walk, zmiennych kolei losu i kaprysów kilku wielkich rodzin; niektóre rody – Radziwiłłowie, Lubomirscy, Sapiehowie, Potoccy, Wiśniowieccy czy Czetwertyńscy – znane były od bardzo dawna; inne – jak Sułkowscy, Jabłonowscy, Poniatowscy, Tarłowie, Czartoryscy, Sieniawscy, Ogińscy, Denhoffowie czy Braniccy – byli w porównaniu z nimi parweniuszami.

x

Zubożenie Rzeczypospolitej znalazło najwyraźniejsze odbicie w katastrofalnym upadku jej sił zbrojnych. Poczynając od r. 1717, komput (stan liczebny wojska – przyp. W.L.) został na czas nie określony ustalony na 24 000-18 000 dla Korony i 6000 dla Wielkiego Księstwa. Z powodu włączenia w tę liczbę nadmiernie rozrośniętego personelu administracyjnego, nominalny komput był w gruncie rzeczy ograniczony do niecałych 20 000 żołnierzy. Co więcej, armię pozbawiono centralnych subwencji: na Sejmie Niemym uchwalono na jej rzecz podatki z dóbr kościelnych, królewskich i szlacheckich. Każdy regiment był odtąd odpowiedzialny za zapewnienie sobie środków utrzymania i niechętnie oddalał się od okolic konkretnego starostwa, od którego zależały jego losy. (…)

Powagę sytuacji zwiększał fakt, że upadek militarny Polski i Litwy zbiegł się w czasie z zakrojoną na szeroką skalę militaryzacją państw sąsiednich. W chwili objęcia tronu przez Wettinów armia Rzeczypospolitej liczebnie mniej więcej dorównywała armiom jej potencjalnych przeciwników: przy 36 000 zaciężnych, przewyższała wojska zarówno zarówno Prus, jak i Szwecji, tylko nieznacznie ustępując kontyngentom Rosji czy Austrii. W r. 1702 pod Kliszowem, a następnie w r. 1705 pod Warszawą została dwukrotnie pokonana przez ustępujące jej liczebnie siły wroga. Potem walczące ze sobą konfederacje wyczerpały jej siły, a postanowienia Sejmu Niemego trwale ją okaleczyły. Na przestrzeni dwudziestu lat wszystkie formacje znalazły się daleko w tyle za sąsiadami: w epoce saskiej dysproporcja stosunku liczebności sił zbrojnych Rzeczypospolitej do liczebności armii jej sąsiadów wzrosła do 1:11 dla Prus, dla Austrii 1:17 i 1:28 dla Rosji. Ogromne rzesze zubożałej drobnej szlachty, stanowiące rezerwy siły ludzkiej dla celów militarnych, które nie miały sobie równych w całej Europie, wolały służyć na magnackich dworach niż w pułkach armii państwa. Pierwsze próby stworzenia przemysłu zbrojeniowego i zapewnienia szkolenia wojskowego na miarę rozwoju technicznego epoki podejmowano nie z inicjatywy Rzeczypospolitej jako państwa, lecz z prywatnej inicjatywy Radziwiłłów czy Branickich. Polsce i Litwie nie brakowało żołnierzy. Był to dziwaczny paradoks; niemniej jednak najbardziej zmilitaryzowane społeczeństwo w Europie nie było sobie w stanie zapewnić obrony. Na tę godną pożałowania sytuację oczy świata zwróciły się po raz pierwszy podczas wojny o polską sukcesję.

Śmierć Augusta II w r. 1733 spowodowała ponowne zaostrzenie tych samych konfliktów, które rozdarły królestwo Wettinów na początku ich polskiej kariery. W samej Saksonii tron objął jedyny syn Augusta z prawego łoża, również Fryderyk August – nie było żadnych sprzeciwów. Natomiast w Polsce zaczęły się kłopoty. Podczas elekcji, która odbyła się w Warszawie 12 września 1733 r., sukces odniósł ponownie kandydat francuski – Stanisław Leszczyński. Jego zwycięstwo stało się zarzewiem kolejnej wojny o zasięgu międzynarodowym. Rosja i Austria opowiedziały się za sukcesją Wettinów i armia rosyjska wkroczyła na obszar Rzeczypospolitej, aby jej tę decyzję narzucić. Po blisko trzech latach walk rozbito wszelką opozycję. Interwencja ze strony Francji ograniczyła się do pośredniej akcji przeciwko Austrii, podjętej w Lotaryngii i Sabaudii. Elekcję powtórzono w październiku pod osłoną rosyjskich bagnetów i starannie dobrany elektorat proklamował wybór Sasa, Augusta III. Skonfederowaną armię królewską zmuszono do wycofania się z Warszawy. W styczniu 1734 r. zainscenizowano w Krakowie koronację. Gdański, który odmówił poddania się, został oblężony i w maju dostał się w ręce Rosjan. (…)

x

Następne trzydzieści lat panowania Augusta III nie obfitowało w wydarzenia. Poglądy drugiego elektora-króla przyrównywano do budyniu: miękkie, słodkie, bezwładne. Nie miał żadnej prawdziwej władzy i nie miał też ochoty sprawdzać, czy ją ma, czy nie. Objęcie tronu Rzeczypospolitej zawdzięczał armii rosyjskiej, a później nie zrobił żadnego wysiłku, aby ją odprawić. Rosjanie przychodzili i odchodzili, kiedy i jak im się podobało. Wszelki czynny udział w sprawach Polski oddał w ręce ministrów, zwłaszcza hrabiego Heinricha Brühla (1700-63), który zdobył w Warszawie pozycję niemal dyktatora. W latach 1740-42) nie uczynił żadnego kroku, aby zapobiec pruskiemu podbojowi austriackiego Śląska, który wżynał się podłużnym klinem między jego saskie i polskie włości. Podczas wybuchłej później wojny o sukcesję austriacką (1742-48) oraz wojny siedmioletniej (1756-63) prowadził politykę obliczoną wyłącznie na interesy Saksonii i tylko w jej imieniu, Rzeczpospolitą traktując jak dojną krowę, która dostarczała środków na dworskie zbytki i wydatki wojenne. Nie był w stanie zapobiec ekscesom, jakich dopuszczały się rosyjskie wojska wędrujące przez Rzeczpospolitą w kierunku Prus i Pomorza, czy też wojska Fryderyka Wielkiego, który w latach 1762-63 nałożył na północne prowincje Rzeczypospolitej przymusowe kontrybucje, jako środek do podreperowania zbankrutowanego skarbu pruskiego. Aby ułatwić sobie rozboje i grabieże, Prusy zalewały Rzeczpospolitą fałszywymi i bezwartościowymi imitacjami polskich jednostek monetarnych. Zawieszeniu uległa działalność większości instytucji systemu centralnego zarządzania. Zadania sejmu przekazano sejmikom ziemskim. Magnaci – zwłaszcza cieszący się poparciem Rosjan Czartoryscy i mający powiązania z Francją Potoccy – rządzili jak udzielni władcy w swoich prywatnych imperiach i paraliżowali wszelkie próby zjednoczenia się dla jakichkolwiek wspólnych celów. Trybunały zostały sterroryzowane. Maleńka armia królewska nie opuszczała koszar ze strachu przed jakąkolwiek akcją. Gospodarka uległa stagnacji. Miasta kurczyły się. Klasa mieszczan przestała niemal istnieć. Chłopi tyrali bez żadnej nadziei na poprawę swego losu. Kwitła ciemnota, mnożyło się ubóstwo, podczas gdy Warszawa tańczyła na nie kończących się arystokratycznych balach, gdzie liczyły się wyłącznie rozmiary latyfundium partnera. Wspaniale rozwijała się sztuka operowa i teatralna. Zakładano przepiękne parki, wznoszono wspaniałe pałace, powstawała muzyka najwyższej klasy. Wszystkie gałęzie sztuki znajdowały licznych mecenasów. Niektórzy komentatorzy uważali, że „choroba polska” jest o wiele mniej niebezpieczna niż wojny i gwałty, które zżerały sąsiednie kraje; inni porównywali ją do Sodomy i Gomory. Popularne powiedzonko brzmiało: „Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa!” Prowadzone w połowie XVIII w. wojny, które ostatecznie przyniosły zarówno Rosji, jak i Prusom status większych mocarstw europejskich, ujawniły jednocześnie żałosną niemoc Rzeczypospolitej Polski i Litwy. W czasie wojny o sukcesję polską siły zbrojne Polski nie odegrały żadnej niezależnej roli – wszystkie główne kampanie stoczyła nad Renem, w Lombardii i w południowych Włoszech koalicja francuska i austriacka. (…)

Śmierć Augusta III w dniu 5 października 1763 r. położyła naturalny kres czasom saskim w dziejach Rzeczypospolitej. Problem ewentualnego wyboru jego syna, Fryderyka Chirstiana, w ogóle nie powstał. Tym razem Rosjanie mieli swoje własne plany. Katarzynie II bardzo zależało na zreformowaniu polskiego protektoratu podług własnych wyobrażeń. Musiała w tym względzie współzawodniczyć z polskimi reformatorami, a gdyby zdecydowała się nie ustąpić – sprowokować wybuch konfliktu. Tak więc, po trzydziestu latach sennej sklerozy, politycznym organizmem Rzeczypospolitej miały wstrząsnąć gwałtowne konwulsje. Wielu z tych, którzy przeżyli epokę rozbiorów, z pewnością z nutką żalu wspominało dawne dobre saskie czasy.

xxx

„Elekcję Augusta II sfinansowały domy bankowe Issachara Berenda Lehmanna i Samsona Wertheimera.” – A więc Wikipedia pisze otwarcie, kto sfinansował elekcję króla Augusta II. Ale też sposób, w jaki została ona przeprowadzona, to jakiś kabaret: wybijanie dziury w murze skarbca, by nie naruszyć drzwi. Można by zadać sobie pytanie, czy cokolwiek, co działo się w tamtym okresie, działo się na zasadzie gry sił, czy – potęgi pieniądza? Raczej to drugie. Więcej o tym w blogu Sztadlani.

W latach 1706-07 po raz pierwszy pojawia się w rosyjskich dokumentach określenie „polska anarchia”. Jak widać Rosjanie „zapomnieli” o swojej historii, o najstarszym zabytku ruskiego piśmiennictwa, historii wschodnich Słowian, o Powieści minionych lat z 1143 roku:

„i zaczęli rządzić się sami, i nie było wśród nich prawdy, i klan stanął przeciw klanowi, i mieli spory, i zaczęli walczyć ze sobą. I powiedzieli sobie: szukamy księcia, który by nami rządził i sprawiedliwie sądził. I przeprawili się przez morze do Waregów, do Rusi (…). Powiedzieli: nasza ziemia jest wielka i obfita, ale nie ma w niej porządku, chodź panować nad nami. I wybrano trzech braci (…). Najstarszy Ruryk siedział w Nowogrodzie, a drugi Sineus na Biełoozierze, a trzeci Truvor w Izborsku. I od tych nazwano ziemię ruską.”

Waregowie zjednoczyli ziemie ruskie i powstało Wielkie Księstwo Moskiewskie. Nie obejmowało jednak ono południowo-zachodnich księstw, które weszły w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego, a w nim – hulaj dusza! cara nie ma! Nie miał kto wziąć za mordę i trzymać krótko, jak w Księstwie Moskiewskim. To warcholstwo, kłótliwość, skłonność do nieposłuszeństwa, pijaństwo, brak zdolności organizacyjnych, a więc cechy Słowian wschodnich, zostały przypisane Polakom, choć oni nie mieli z tym nic wspólnego. Podmiana narodu zaczęła się od unii horodelskiej w 1413 roku, na mocy której 47 rodów rusińskich i litewskich bojarów zaadoptowało 47 herbów szlachty polskiej, a pewnie również wielu zaadoptowało polskie nazwiska. Po unii lubelskiej z 1569 roku wielkie rody z WKL przejęły nowe państwo, czyli Rzeczpospolitą. Czy ten fakt miał wpływ na politykę Rosji wobec państwa, które było zdominowane przez Słowian wschodnich, którzy nie chcieli się zjednoczyć z pozostałymi Słowianami wschodnimi? Według mnie miał i nadal ma. Sądzę, że Rosjanie, Białorusini i Ukraińcy, jako wschodni Słowianie, którzy nigdy nie stworzyli własnego państwa, w odróżnieniu od Słowian zachodnich, czyli Czechów i Polaków, mają gdzieś głęboko w podświadomości zakorzeniony kompleks niższości, właśnie z tego powodu. To, że teraz mogą ośmieszać Polaków, podszywając się pod nich, pozwala im stłumić te kompleksy. Ale jak w przypadku narkotyku, tak i w tym wypadku następuje uzależnienie i kolejne dawki są niezbędne. To „jesteśmy sługami narodu ukraińskiego” czy ostentacyjne lekceważenie przez Zełeńskiego III RP, to tylko przykłady tych kompleksów. Również lekceważące wypowiedzi Rosjan o Polakach mają to samo podłoże. Ale tymi muzykami, którzy grają na tych emocjach i kompleksach są oczywiście przedstawiciele narodu wybranego. Są w tym mistrzami i tego nie można im odmówić.

W kampanii z lat 1708-09, która doprowadziła do epokowego zwycięstwa Rosjan w bitwie pod Połtawą, wybitną rolę odegrali chłopi polscy… – Tu Davies przesadził. Połtawa leży około 300 km na wschód od Kijowa. Tam nigdy żadnych polskich chłopów nie było. Jednak narracja jest zawsze i wszędzie taka sama: na wschodzie byli i są Polacy.

W 1716 roku dyplomaci carscy przekonali króla, by na stałe wycofał wojska saskie z terytorium Rzeczypospolitej. Przedstawiciele sejmu zobowiązali się jednocześnie do ustalenia stałego limitu wysokości finansów Rzeczypospolitej oraz liczebności jej wojska. Sejm Niemy z 1717 roku przyjął te warunki. Można powiedzieć, że w tym momencie państwo to zostało całkowicie sparaliżowane, bo bez pieniędzy i wojska żadne państwo nic nie wskóra.

W latach 1762-63 Fryderyk Wielki nakłada na północne prowincje Rzeczypospolitej przymusowe kontrybucje, co tylko dowodzi, że państwo to było już fikcją. Do tego doszło jeszcze to, że te same Prusy zalewały Rzeczpospolitą fałszywymi pieniędzmi, rujnując jej gospodarkę. Tylko czy to robiły Prusy? Przecież monopol na emisję pieniądza wszędzie, a więc i w Prusach, mieli Żydzi. I to zapewne oni podrzucali rządowi pruskiemu te fałszywe pieniądze.

Na krótszą metę – praktycznie rzecz biorąc na resztę epoki saskiej – ustalenie się rosyjskiego protektoratu przemieniło politykę Polski w niezgłębioną otchłań korupcji i paraliżu. Na dłuższą metę natomiast stało się niesłabnącym bodźcem do rozwoju współczesnej świadomości narodowej. – Tak pisze Davies.

Ustalenie się rosyjskiego protektoratu przemieniało politykę Polski w niezgłębioną otchłań korupcji i paraliżu. To była polityka Rzeczypospolitej, a nie Polski. A w tej Rzeczypospolitej dominowali wschodni Słowianie. Kto kogo korumpował? O tym Davies nie wspomina, ale jest to zabieg świadomy. Taka narracja obowiązywała wcześniej, jego książka ukazała się w1981roku, i obowiązuje dziś.

Według niego ten niesłabnący bodziec do rozwoju współczesnej świadomości narodowej, czego nie dopowiedział, to niekończący się konflikt z Rosją. A ta świadomość to powstanie kościuszkowskie, listopadowe, styczniowe i warszawskie. Obecnie doszła nam nowa odsłona tej paranoi, czyli bezwarunkowe wspieranie Ukrainy. A więc najpierw ktoś, wiadomo kto, zmusza szantażem czy łapówkami do tego, by rządzący zlikwidowali własne państwo, a później, tymi samymi metodami, każe im, już jako patriotom, walczyć o jego odzyskanie.

Tak jakoś ustalili nieznani przełożeni, że strefa pomiędzy Rosją i Niemcami, ma być miejscem kreowania przeróżnych konfliktów. Powstanie państwa, w którym ścierali się prawosławni, katolicy i unici, stało się źródłem niekończących się konfliktów. Do tego doszło jeszcze stworzenie na wschodzie w XIX wieku przez jezuitów nowego narodu polskiego. Jeśli do tej menażerii dodamy jeszcze Żydów, Niemców i kolorowych, to mamy dziś pięknie fosforyzującą kupę g…. Oczywiście w innych państwach, takich jak Ameryka, Kanada, Wielka Brytania i innych, da się tę kupę utrzymać w ryzach, ale nie tu. Dlaczego unia na Wyspach Brytyjskich mogła działać sprawnie, a tu – nie? Ktoś jednak o tym decydował. Kto?

Wazowie

Gdyby tak chcieć odpowiedzieć na pytanie, która z dynastii wyrządziła najwięcej szkód: Jagiellonowie, Wazowie czy Sasi, to wybór byłby trudny. Jagiellonowie niszczyli dorobek Polski piastowskiej, za Wazów doszło do unii brzeskiej (1596), której efektem było powstanie Cerkwi unickiej, do wybuchu niekończących się powstań na Ukrainie i konfliktu z Moskwą, a Sasi bez skrupułów dążyli do likwidacji Rzeczpospolitej Iluś Tam Narodów. W przypadku Wazów to głównym winowajcą był Zygmunt III Waza, którego pomnik, a raczej kolumna, stoi na Placu Zamkowym w Warszawie, a którą ufundował jego syn Władysław IV. Panował przez 45 lat, a więc tyle, ile trwał PRL. Największy szkodnik w historii tych ziem. Nie! Nie mam sklerozy, takiej dużej, bo pamiętam jeszcze, że napisałem wcześniej, że największym szkodnikiem nazwałem Piłsudskiego, potem – Napoleona, a teraz nazywam nim Zygmunta III Wazę. A Zamoyski? Czy to schizofrenia? Raczej embarras du choix, jak mawiają Francuzi, czyli kłopot z wyborem, w sytuacji, gdy wybór jest zbyt duży. Czy to będzie ostatni kandydat? Czas pokaże. – A jednak w tym kraju Zulu-Gula najwięksi szkodnicy uważani są za największych bohaterów. I to jest paranoja!

Wikipedia na początku tak pisze o Wazach:

Wazowie (szw. Vasaätten) – dynastia szwedzka panująca w Królestwie Szwecji w latach 1523–1654, w Rzeczypospolitej Obojga Narodów w latach 1587–1668 oraz na Śląsku w księstwie opolsko-raciborskim w latach 1645–1666 i w księstwie nysko-otmuchowskim w latach 1625–1655. Nazwa dynastii pochodzi prawdopodobnie od godła vase (pol. snopek, wiązka rózg, faszyna) znajdującego się w herbie rodu.

Historia dynastii

Dynastia Wazów została założona przez regenta Szwecji Gustawa Wazę, syna szwedzkiego możnowładcy Eryka Johanssona, straconego w 1520 na rozkaz króla duńskiego Chrystiana II. Gustaw I objął tron w 1523.

Jego wnuk – Zygmunt III Waza został wybrany w 1587 na króla Polski, w Szwecji był zwalczany ze względu na wyznanie katolickie i w 1599 pozbawiony korony na rzecz stryja – Karola IX Sudermańskiego. Jednak synowie Zygmunta Władysław IV i Jan II Kazimierz panujący w Polsce używali nadal tytułów królów Szwecji, co było jedną z przyczyn wojen polsko-szwedzkich w XVII wieku.

Linia szwedzka panowała do abdykacji królowej Krystyny (córki Gustawa II Adolfa) w 1654 i wygasła wraz z jej śmiercią 9 kwietnia 1689. Linia polska skończyła się 16 grudnia 1672 na Janie II Kazimierzu (abdykował w 1668).

Zygmunt III Waza

Zygmunt III Waza, szw. Sigismund (ur. 20 czerwca 1566 w Gripsholm, zm. 30 kwietnia 1632 w Warszawie) – król Polski i wielki książę litewski w latach 1587–1632 oraz król Szwecji (panował w latach 1592–1599, zachował tytuł do śmierci w 1632) z dynastii Wazów. W latach 1592–1599 głowa unii polsko-szwedzkiej. Syn króla szwedzkiego Jana III Wazy i królewny polskiej Katarzyny Jagiellonki, po kądzieli wnuk króla Zygmunta Starego i królowej Bony. Ojciec królów polskich Władysława IV i Jana Kazimierza. Za panowania Zygmunta III Rzeczpospolita osiągnęła swój największy obszar.

Rzeczpospolita w czasach unii personalnej polsko-szwedzkiej 1592-1599; źródło: Wikipedia.

Zygmunt III Waza w 1596 doprowadził do zawarcia unii brzeskiej pomiędzy Kościołami katolickim i prawosławnym, której wynikiem było powstanie Kościoła unickiego, podporządkowanego papieżowi. Mimo częściowego zjednoczenia obu Kościołów unia spowodowała, w perspektywie czasu, dodatkowe podziały i waśnie między unitami i prawosławiem.

x

To tyle z Wikipedii. Jednak ciekawsze informacje zawarte są w książce Normana Daviesa Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK, 1999:

W domu panującym Wazów brak było wewnętrznej jedności. Działaniem każdego z czterech synów Gustawa I kierowała całkowicie odmienna osobowość oraz rady wzajemnie ze sobą skłóconych stronników. Eryk XIV był maniakiem o morderczych zapędach; w r. 1568 został usunięty z tronu, a wreszcie otruty. Książę fiński Jan był uczonym i teologiem. Karol, książę sudermański i władca Sztokholmu, był orędownikiem protestanckiej szlachty. Magnus, książę wschodniej Gotlandii, został zamordowany wraz z Erykiem. Książę fiński, który został obrany królem na miejsce Eryka i który w r. 1569 rozpoczął panowanie jako Jan III , został wkrótce przeciągnięty na stronę partii katolickiej. Jego małżonka, siostra Zygmunta Augusta Katarzyna Jagiellonka, była żarliwą katoliczką. Jej posag składał się z majątku matki, Bony Sforzy – zamrożonego wprawdzie w Neapolu, lecz – jak miano nadzieję – możliwego do odzyskania dzięki użyciu wpływów katolickich na papieża i króla Hiszpanii. Z rozkazu Eryka pierwsze cztery lata swego małżeństwa spędziła wraz z mężem w lochach w Gripsholm, gdzie w r. 1566 urodził się ich syn, Sigismund. Wywarła znaczny wpływ na wydarzenia w dziedzinie religii. W r. 1567 Jan III wprowadził z jej inicjatywy nową liturgię ekumeniczną, która łączyła elementy potrydenckiego katolicyzmu ze szwedzkim luteranizmem.; w r. 1578 Possevino (delegat papieski w Sztokholmie – przyp. W.L.) przyjął go w tajemnicy w poczet wyznawców religii katolickiej. Wobec delikatnej, a zarazem trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł, nie dziwi fakt, że starał się umocnić swą pozycję, wykorzystując powiązania z Polską. Nie powiodło mu się w dwóch elekcjach – w latach 1573 i 1575 – natomiast za trzecim razem, w r. 1587, udało mu się doprowadzić do zwycięstwa jego syna i spadkobiercy, Sigismunda. Chociaż potomkowie Jana III Wazy mieli utracić władzę nad Szwecją, utrzymali oni tron Polski i Litwy przez następne 81 lat. Po Zygmuncie III panowali kolejno jego dwaj synowie: Władysław IV (1632-48) i Jan Kazimierz (1648-68).

Elekcja, która odbyła się w r. 1587, łączyła w sobie najgorsze elementy dwóch poprzednich: zakończyła się podwójnym wyborem oraz przyniosła zwycięstwo kandydatowi, którego bardziej obchodziła własna ojczyzna niż interesy Rzeczypospolitej. Doprowadziła do nieustannych starć: wojen domowych – najpierw w Polsce, później w Szwecji – oraz ponawianych i przeciągających się wojen między obydwoma państwami. Kandydaturę Sigismunda popierało w Polsce tak zwane „czarne koło” nazwane tak od barwy żałobnych strojów, jakie nosili po śmierci Batorego. Na czele tego obozu stali Zamoyski oraz biskup Karnkowski, będący w tym czasie prymasem; ich celem było za wszelką cenę doprowadzić do wyeliminowania kandydatów ze strony Habsburgów. (…)

Zygmunt padł ofiarą splotu okoliczności, na które nie miał żadnego wpływu. Jako Szwed z urodzenia i wnuk wielkiego Gustawa Eriksona, miał oczywiście na względzie przede wszystkim swoje szwedzkie dziedzictwo. Jako zagorzały katolik i wychowanek polskich jezuitów rozumiał, że Polska może odegrać istotną rolę w odzyskaniu Europy Północnej dla Rzymu. Jako posłuszny syn swej nieżyjącej już matki, Jagiellonki, posłuchał próśb ciotki, wdowy po Batorym, królowej Anny, która błagała go, aby z myślą o niej objął tron Polski. Wszystkie te interesy okazały się zupełnie nie do pogodzenia. Jeszcze w Szwecji, przed wyjazdem do Gdańska, Zygmunt musiał podpisać Statuty kalmarskie, które zapewniały Kościołowi protestanckiemu i parlamentowi zabezpieczenie przed wszelkimi zmianami, jakie mogłyby nastąpić w wyniku unii personalnej. Po przyjeździe do Polski – mimo głośnych protestów wyrażanych podczas uroczystości w opactwie oliwskim – został zmuszony do zaprzysiężenia paktów konwentów oraz warunków konfederacji warszawskiej. W czasie obrad sejmu koronacyjnego z gniewem słuchał, jak szlachta wprowadzała nową definicję lèse-majesté, która otwarcie dopuszcza wszystkie formy słownej obrazy. Od tego czasu mógł być – i bywał – obrażany bezkarnie. Szczególnie zaś nie podobał mu się ton Zamoyskiego, który nazwał go „naszym niemym diablęciem importowanym ze Szwecji”. Wydawało się, że motywacją wystąpień Zamoyskiego przeciwko Habsburgom oraz inspiracją jego planów zmierzających do jeszcze większego ograniczenia władzy królewskiej stawały się w coraz większym stopniu jego własne prywatne interesy. W r. 1588 Zygmunt musiał podpisać na Litwie trzeci Statut litewski, który wprawdzie pozostawał w bezpośredniej sprzeczności z unią lubelską, lecz stanowił konieczna cenę akceptacji nowego króla przez magnaterię Wielkiego Księstwa. W tej sytuacji nie wydaje się chyba rzeczą zbyt dziwną jego myśl o natychmiastowej abdykacji. W 1589 r. próbował ubić interes z Wiedniem, starając się odsprzedać koronę polską arcyksięciu Ernestowi za sumę 400 000 złotych. W Rewlu spotkał się z ojcem i poinformował go o swoim zamiarze rychłego powrotu do Szwecji. Ale nie mógł uciec. Szlachta szwedzka nie ukrywała, że świetnie sobie bez niego poradzi – zwłaszcza gdy pojął za żonę arcyksiężniczkę habsburską, Annę. Kiedy w r. 1592 zmarł Jan III, Zygmunta czekały w Szwecji takie same upokorzenia, jakich już wcześniej doświadczył w Polsce.

Spór o sukcesję szwedzką wywołał dziesięcioletni kryzys. Gdy Zygmunt przybył do Sztokholmu w asyście jezuitów i spowiedników oraz w towarzystwie nuncjusza papieskiego Germanica Malaspiny, zorientował się, że opozycja zdołała go uprzedzić. Synod biskupów Kościoła szwedzkiego z góry już zdecydował o przyjęciu wyznania augsburskiego i katechizmu luterańskiego oraz postanowił wykląć kalwinizm i zwinglianizm jako herezję. Nie było miejsca dla katolickiego prozelity. (…) W 1599 r. został oficjalnie usunięty z tronu. Książę Karol stopniowo wyeliminował tych spośród szlachty, którzy pozostali lojalni wobec prawowitego króla, i w r. 1604 – przy pomocy parlamentu – zdołał doprowadzić do własnej elekcji. Jako Karol IX stał się w ten sposób założycielem protestanckiej linii Wazów, która wywarła tak wielkie wpływy na życie polityczne siedemnastowiecznej Europy. Tak długa walka doprowadziła do nieuchronnej alienacji wielu spośród polskich poddanych Zygmunta. Bez względu na to, jakie działania polityczne podejmował w kolejnych okresach swego panowania, nieodmiennie uważano go za władcę, który bardziej troszczył się o Szwecję niż o Polskę.

Królestwo Wazów około 1600 roku; Liwonia to historyczna nazwa Łotwy. W czasie unii personalnej ze Szwecją (1592-1599) królestwo to obejmowało Szwecję, Finlandię, Estonię, Łotwę i Rzeczpospolitą. Źródło: angielska Wikipedia.

W sprawach religijnych na ogół unikano tak modnej gdzie indziej przesady. Podobnie jak Batory, Zygmunt III był gorliwym katolikiem i zwolennikiem kontrreformacji. Jan Kazimierz sam nawet wstąpił na pewien czas do zakonu jezuitów i został kardynałem. Katolików faworyzowano na dworze i przy rozdziale urzędów państwowych. Liczne rzesze szlachty powróciły na łono wiary katolickiej. Skarga narzucił główny ton – entuzjazmu, ale nie przymusu. Kwitły sekty wszystkich odcieni, choć w szczegółowych uchwałach sejmu z lat trzydziestych daje się dostrzec nutę nietolerancji. Kalwini, luteranie i Żydzi zachowali swoje przywileje. Wraz z unią brzeską w r. 1596 rozpoczął się okres tarć w łonie społeczności prawosławnej, opanowanych – jeśli nie zakończonych – na mocy kompromisu z r. 1632.

W dziedzinie stosunków społecznych, wielkie fortuny magnackie doszły do szczytu swego rozwoju. Zamoyski, który rozpoczynał karierę jak trybun demokracji szlacheckiej, zdobył pozycje poddanego bardzo potężnego, a zarazem bardzo niewygodnego. Na Litwie równie potężny był Radziwiłł. Potęgę magnatów utrwaliła fala „ordynacji”, które rozpoczęły się w 1589 r. Podobny model powielano we wszystkich niemal prowincjach Rzeczypospolitej. Po śmierci Zamoyskiego w 1605 r. i po rokoszu Zebrzydowskiego z lat 1606-09, do którego podżegały intrygi kanclerza wielkiego koronnego, na scenie politycznej w kraju zapanował spokój. Ale patronat magnacki w coraz większym stopniu zdobywał kontrolę nad sejmem, sejmikami i sądownictwem. Głosy niezależnej szlachty i mieszczaństwa dławiono, jęki chłopstwa – tłumiono. Prawodawstwo społeczne, które w XVI w. przeżywało okres rozkwitu, teraz praktycznie zniknęło.

x

Społeczność żydowska umocniła swoją pozycję w Rzeczypospolitej, osiągając taki poziom zamożności i bezpieczeństwa, jaki już nigdy w przyszłości nie miał się powtórzyć. Zasady i instytucje autonomii żydowskiej ostatecznie się ustaliły. W r. 1580 trybunał w Lublinie został zastąpiony przez „sejm czterech ziem” – najwyższy organ sądowy i ustawodawczy, który miał przetrwać przez blisko 200 lat. Nieco później powstała „rada prowincji” – organ zjednoczonych społeczności Wielkiego Księstwa. W 1592 r. Zygmunt III w całej rozciągłości potwierdził przywileje Żydów. Imigracja i przyrost naturalny zwiększyły liczbę ludności żydowskiej do około 450 tysięcy w r. 1648, czyli do 4,5% ogółu mieszkańców. Żydzi rozszerzyli swą działalność z tradycyjnych dziedzin bankowości i pożyczek na wszelkie formy handlu, rzemiosła i manufaktury. Zapewnili sobie prawo tworzenia własnych cechów, odrzucając w ten sposób monopol dotąd wyłącznie nieżydowskich organizacji. Co zaś najważniejsze, przestali jak dotychczas chować się w miastach i docierali do najdalszych zakątków wiejskich okolic kraju. Pozostając na służbie szlachty, odegrali istotną pionierską rolę w rozwoju obszarów położonych na południowym wschodzie kraju, zwłaszcza na Ukrainie. Sukces ten miał jednak swoje istotne strony ujemne. Już sam wzrost liczebności ludności żydowskiej w niektórych miejscach kraju powodował poważne przeludnienie. Nieprzerwana imigracja wywoływała ogromny protest miejscowych społeczności, które widziały w niej zagrożenie własnej tożsamości. Protest ten zresztą był równie silny ze strony samych Żydów. Jak wskazuje przekład zarządzenia gminy żydowskiej miasta Krakowa z r. 1595, starszyzna robiła wszystko, co tylko było w jej mocy, aby ograniczyć imigrację i nie dopuścić do równouprawnienia nowo przybyłych.

W prowincjach południowych i wschodnich przedsiębiorczy Żydzi zostali włączeni, co było dla nich niekorzystne, w ramy systemu arendy, czyli dzierżawy majątków ziemskich pośrednikom i zarządcom. Był to system odpowiadający interesom wielkich magnatów, mieszkających z dala od swoich majątków ziemskich oraz zubożałej szlachty, której nie chciało się osobiście zarządzać swymi majątkami. Oddając swoje sprawy w ręce dzierżawcy, właściciele mogli uzyskać pożyczkę, zapewnić sobie źródło stałego dochodu przeznaczonego na spłaty oraz odwrócić od siebie gniew chłopów. Dzierżawca natomiast przejmował nie tylko zarząd nad majątkiem w sensie gospodarczym, ale także wszystkie związane z nim feudalne prawa, powinności i jurysdykcję.

Żydowski arendarz stawał się w ten sposób panem życia i śmierci ludności całych okręgów, a ponieważ nie łączyło go z nią nic poza krótkotrwałym i czysto finansowym interesem, nie mógł się oprzeć pokusie obdzierania swych tymczasowych poddanych do gołej skóry. W dobrach szlacheckich powierzał swym krewnym i współwyznawcom nadzór nad młynem, browarem, a zwłaszcza karczmami, gdzie na mocy zwyczaju chłopi mieli obowiązek pić. W dobrach kościelnych pełnił funkcję poborcy wszystkich świadczeń kościelnych i stawał przy drzwiach kościoła, zbierając dziesięciny, opłaty za chrzest niemowląt, śluby i pogrzeby. W majątkach starostów stawał się w gruncie rzeczy pośrednikiem Korony, pobierając myta, podatki i opłaty sądowe i przyozdabiając swe bezwzględne praktyki godnością królewskiego autorytetu. W 1616 r. dużo ponad połowę dóbr koronnych na Ukrainie pozostawało w rękach żydowskich arendarzy. W tym samym czasie książę Konstanty Ostrogski zatrudniał podobno ponad 4000 żydowskich pośredników. Rezultat był oczywisty: społeczność żydowska jako całość ściągała na siebie hańbę, jaka początkowo okrywała tylko jej najbardziej przedsiębiorczych członków, stając się symbolem wyzysku społecznego i gospodarczego. Ich udział w „ciemiężycielskich praktykach szlachecko-żydowskiego przymierza” stał się najważniejszym z powodów, które wywołały straszliwy odwet, jaki miał spaść na Żydów przy kilku okazjach w niedalekiej przyszłości – zwłaszcza w latach 1648-55 i później, w r. 1768. Tymczasem jednak w zasadzie panował spokój. Żydowska nauka osiągnęła wielką głębię. Dzieła takich „olbrzymów halachy”, jak Salomon Luria (1510-73), Mojżesz Isserles (1510-72) czy Mordechaj Jaffe, stały się inspiracją bogatej tradycji talmudycznej, kabalistycznej i popularnej literatury w języku jidysz. Wychowanie i wykształcenie Żydów osiągnęło poziom o wiele wyższy od ogólnego poziomu stanów szlacheckiego i mieszczańskiego.

x

Kozacy zaporoscy nie zostali ujarzmieni. Przeciwnie – rozmnożyli się i urośli w siłę. Mimo ustanowienia przez Batorego rejestru, nadal wypuszczali się na łupieżcze wyprawy – nie tylko na Ukrainę, ale także w głąb Bałkanów i doliny Dunaju. W r. 1589 przepłynęli łodziami Morze Czarne i dokonali spustoszenia wielu miast tureckich. W 1590 r. z inicjatywy sejmu narzucono im obowiązek przyjmowania szlacheckich dowódców z regularnej armii polskiej oraz zabroniono rekrutowania zbiegłych chłopów poddanych, czyli swawolników. W wyniku tego zarządzenia Kozacy szybko przerobili polskich oficerów na własną modłę, wskutek czego ich częste bunty nabrały nowego kolorytu dzięki przywódczym talentom i zawodowemu wykształceniu w dziedzinie wojennego rzemiosła. W latach 1591-93 ataman Kosiński, polski szlachcic z Podlasia,poprowadził oddział liczący około 5000 ludzi na majątki Ostrogskich i Wiśniowieckich na Podolu, co stało się zarzewiem zamieszek chłopskich, które rozszerzyły się, obejmując teren całej Ukrainy. W latach 1595-96 podobną akcję podjął Semen Nalewajko; został on schwytany i okrutnie stracony w Warszawie. Wydarzenia te wskazują, że uprawiana na stepach Ukrainy działalność kolonizacyjna wielkich rodów magnackich spotykała się z protestem, a ukraińscy chłopi, zwabieni na początku obietnicami „słobody” i ziemi, niełatwo przyzwyczajali się do modelu poddaństwa. Nie widać było żadnego dobrego rozwiązania. Nigdy nie udało się ostatecznie ustalić rozmiarów kozackich rejestrów. Kozacy chcieli, aby rejestry obejmowały jak największą ich liczbę. Król zaś, aby uchronić się od kłopotów z ich strony, jednocześnie zapewniając sobie ich usługi na wypadek potrzeby, dążył do zredukowania ich w rejestrach do minimum. Najazdy nie ustawały. (…)

Niepokoje wśród Kozaków były objawem o wiele poważniejszej choroby całych ziem na południowym wschodzie. W okresie ich przyłączenia do Wielkiego Księstwa województwa Ukrainy leżały poza zasięgiem władzy centralnej; po r. 1569 w Koronie nadal pozostawiono je w znacznym stopniu prywatnej administracji kilku potężnych rodów – Koniecpolskich, Wiśniowieckich, Potockich, Kalinowskich, Ostrogskich. Ludności wciąż brak było poczucia pewności i bezpieczeństwa. Izolacja maleńkich oaz ludzkich osad położonych wzdłuż rzadko rozrzuconych po stepie szlaków lub skupionych wokół samotnych ośrodków miejskich czy klasztorów, nieustanne najazdy Kozaków czy Tatarów, waśnie między wielkimi panami, ogromne kontrasty społeczne i gospodarcze między wielkimi właścicielami ziemskimi a zbiegłymi chłopami poddanymi czy wolnymi kolonistami, skomplikowana mieszanka etniczna Rusinów, Polaków, Wołochów i wreszcie – a nie był to bynajmniej czynnik najmniej istotny – pogłębiające się rozłamy religijne między prawosławnymi, unitami, katolikami i Żydami – wszystko to składało się na życie pełne zamętu i przemocy. Była to last frontier Europy – nie mniej prymitywna, ale i nie mniej skuteczna niż jej późniejszy odpowiednik w Ameryce Północnej. W odróżnieniu od amerykańskiego zachodu, polski wschód był wystawiony na interwencję z zewnątrz. Ludność Ukrainy zawzięcie broniła swej niezależności i protestowała przeciwko ingerencji ze strony rządu. Ale skoro aż tak upierała się przy swojej niezawisłości, unicestwiając wszelkie środki zwykłej obrony, znalazły się siły, które miały zaingerować w sposób o wiele bardziej dotkliwy. Tragiczny los Ukrainy w XVII w. stanowił pod tym względem przedsmak losu Rzeczypospolitej w w. XVIII.

x

Związki ze Szwecją niewątpliwie wywarły wpływ największy na politykę zagraniczną, narzucając Rzeczypospolitej kierunki, jakich w innej sytuacji mogłaby była uniknąć. Mimo swej detronizacji w r. 1599 Zygmunt III zachował prawo do tronu szwedzkiego. Roszczenia te ponawiali Wazowie aż do r. 1660. W epoce monarchii był to legalny pretekst do wszczęcia wojen ze Szwecją. Te zaś automatycznie odnowiły dawną rywalizację z Moskwą. Wojny z Moskwą z kolei były ściśle związane z kolejnymi kampaniami wymierzonymi przeciwko Turkom i Tatarom.

x

Myśl, że Rzeczpospolita Polski i Litwy, ze swymi skromnymi siłami wojskowymi i rozlatującym się skarbem, mogła kiedykolwiek rozważać możliwość „okupowania” czy też „ujarzmiania” niezmierzonych obszarów Rosji, jest niedorzeczna. Polscy dowódcy – a zwłaszcza Żółkiewski – stale sprzeciwiali się planom interwencji, a król ustąpił w tym względzie tylko dwa razy, i to na krótko. Polacy mogli sobie na to w ogóle pozwolić tylko dlatego, że nacisk w tym kierunku wywierały na nich wpływowe frakcje moskiewskich bojarów. Nie mieli natomiast żadnych sprecyzowanych planów na przyszłość. Bez względu na to, co o tym myślą współcześni Polacy, którym zależy na zachowaniu szacunku dla samych siebie, nigdy nie było żadnej wojny ani żadnych podbojów porównywalnych z kampanią Napoleona z 1812 r. Operacje polskie nie były niczym więcej jak tylko szeregiem drobnych incydentów, które rozgrywały się na tle wielkiej wojny domowej.

Na początku „smuty” Rzeczpospolita jako taka nie odgrywała w sprawach Moskwy żadnej roli. Pierwszego Dymitra Samozwańca wysterował prywatnie Jerzy Mniszech z Sambora, wojewoda sandomierski. Wyszkolili go polscy jezuici, którzy namówili króla, aby go przyjął na dworze i aby w imię wiary uśmiechał się życzliwie, słuchając przewrotnych planów. Gdy w r. 1605, niby siedemnastowieczny Lambert Simnel1, Dymitr został rzeczywiście ukoronowany w Moskwie jako odnaleziony po długim czasie zaginiony syn Iwana IV, per procura zawarł w Krakowie małżeństwo z Maryną Mniszchówną (1588-1614). Zdaniem Zamoyskiego, była to „komedia warta Plautusa lub Terencjusza”. Jej koniec nastąpił, gdy szczątki zamordowanego samozwańca, stratowane na miazgę przez moskiewskie pospólstwo, zostały wystrzelone na cztery strony świata z działa na placu Czerwonym.

Potem kolejne prywatne konsorcjum polskich i litewskich awanturników, w osobach Aleksandra Lisowskiego, księcia Romana Różyńskiego i starosty uświackiego Jana Sapiehy, przyjęło drugiego Dymitra Samozwańca, „złodzieja z Tuszyna” – Perkina Warbecka2 całej tej historii. To oni doprowadzili owdowiałą Marynę po raz drugi do ołtarza i to ich niezdyscyplinowane poczty wyruszyły z obozu w Tuszynie i rozpoczęły oblężenie Moskwy. Oni też stali się inspiracją pamiętnej tablicy pamiątkowej umieszczonej na murze ławry troicko-siergijewskiej w Zagorsku: „trzy plagi – tyfus, Tatarzy, Polacy”. Tymczasem po koronę carską sięgnął Wasyl Szujski. Dopiero w tym momencie dwór polski zaczął oficjalnie okazywać swoje zainteresowanie. Podczas zamachu w r. 1606 z inicjatywy Szujskiego zmasakrowano w Moskwie około pięciuset Polaków ze stronnictwa Mniszcha. Co gorsza, Szujski zaczynał rozglądać się za możliwością nawiązania przymierza z królem szwedzkim Karolem IX. Zygmunt III odrzucił konstytucyjne subtelności oraz rady sejmu i postanowił wyruszyć – „ku chwale Rzeczypospolitej”. Wyprawa ruszyła jesienią 1609 r. pod dowództwem niechętnie do niej nastawionego Żółkiewskiego. Jednym z jej konkretnych celów było odzyskanie twierdzy smoleńskiej. Rozpoczęło się oblężenie. Ale w lipcu następnego roku, po zaskakującym zwycięstwie Żółkiewskiego w bitwie pod Kłuszynem, gdzie rozgromiono połączone wojska cesarskie i szwedzkie, nastąpiły nieprzewidziane wydarzenia. Szujki został usunięty z tronu na skutek powstania, jakie wybuchło na dworze carskim. Nie napotykając na żaden opór, Polacy ruszyli na Moskwę, gdzie zebrani w stolicy bojarzy poprosili Żółkiewskiego, aby ich obronił przed nieokiełznaną anarchią ścierających się ze sobą frakcji. Na mocy traktatu podpisanego 27 sierpnia bojarzy mieli otrzymać takie same prawa i przywileje jak szlachta polska, syn króla polskiego zaś, książę Władysław, miał zostać ogłoszony carem. Na Kremlu zainstalowano garnizon polski pod dowództwem starosty wieliskiego Aleksandra Gosiewskiego. Wszystko działało na zasadzie improwizacji. Pozbawiony dokładnych instrukcji Żółkiewski nie mógł się dowiedzieć, że król nie pochwala jego rozporządzeń. (…)

Bojarzy porzucili myśl o ochronie ze strony Polski i ruszyła fala powszechnego oporu. Po dwuletnim oblężeniu Smoleńsk poddał się Polakom w czerwcu 1611 r. Ale w Moskwie polskiej załogi Kremla nie udało się uratować, nawet gdy do miasta zbliżyły się wojska Chodkiewicza. Zmuszeni do oddania klejnotów koronnych cara za kawałek chleba, skapitulowali 22 października 1612 r. Połowę wyrżnięto na miejscu. W cztery miesiące później piętnastoletni Michał Fiodorowicz Romanow, założyciel największej rosyjskiej dynastii, został ogłoszony carem. W Polsce skonfederowana armia domagała się wypłacenia zaległego żołdu; żołnierze rozeszli się do domów dopiero w r. 1614, otrzymawszy żołd w wysokości sześciokrotnej wartości podatku gruntowego. Pomniejsza ekspedycja, zorganizowana w latach 1617-18 z prywatnej inicjatywy księcia Władysława, nie osiągnęła nic. Rozejm podpisany 3 stycznia 1619 r. w Dywilinie na czterdzieści i pół roku pozostawiał Smoleńsk, Siewiersk i Czernihów w rękach Rzeczypospolitej, Władysław natomiast zobowiązał się do rezygnacji z roszczeń do tronu carskiego, choć oficjalnie się go nie wyrzekł. W kategoriach strat w ludziach i zmarnowanych nakładów finansowych okres moskiewskiej „smuty” okazał się prawie tak samo smutny dla Rzeczypospolitej jak dla Moskwy.

Wieczysty pokój, zawarty 14 czerwca 1634 r. nad rzeką Polanowka w pobliżu Smoleńska, potwierdzał wszystkie postanowienia terytorialne uzgodnione w Dywilinie. Władysław IV, teraz już dzięki elekcji utwierdzony w swoim polskim dziedzictwie , z przyjemnością przyjął sumę 20 tysięcy rubli w zamian za rezygnację z roszczeń do tronu moskiewskiego.

„Wieczność” trwała jednakże zaledwie przez dwadzieścia lat. W 1654 r. Moskwa zrobiła decydujący krok na drodze do zemsty. Zachęcony ciągłymi niepokojami na Ukrainie, car Aleksy Michajłowicz utorował sobie drogę, biorąc w opiekę zaporoskich Kozaków. Potem uderzył i ponawiał ataki przez następne dwadzieścia sezonów. W czasie tej wojny Moskale wykazali ową wspaniałą wytrzymałość, która jest jedną z cech, jakie znaczą ich dzieje. Mimo krótkiej przerwy w latach 1657-58, spowodowanej działaniami podejmowanymi przez Szwedów, nie wypuszczali Rzeczypospolitej z dławiącego uścisku, obejmując podwójnym chwytem Litwę i Ukrainę. Na mocy rozejmu w Andruszowie, podpisanego 3 stycznia 1667 r., odwrócili postanowienia z r. 1634, przejmując kontrolę nad Kijowem i całą lewobrzeżną Ukrainą. Te nowe warunki nie zostały potwierdzone aż do następnego „wieczystego pokoju” z r. 1686, przez Rzeczpospolitą zaś zostały ratyfikowane dopiero w r. 1710. Ale praktycznie rzecz biorąc, Ukraina popadła w zależność od Moskwy. Odwieczne pretensje księstwa moskiewskiego do statusu „imperium rosyjskiego” szybko nabierały uzasadnienia w rzeczywistości.

xxx

Wazowie panowali przez 81 lat i skończyło się to rozbiorem Rzeczypospolitej, no bo jak inaczej nazwać utratę Ukrainy zadnieprzańskiej i Inflant? W tym czasie wydarzyło się bardzo wiele i negatywne konsekwencje tego są odczuwane do dziś.

Unia brzeska. W 1414 roku powstała druga, oprócz Moskwy, metropolia w Kijowie. W 1589 utworzony został niezależny patriarchat w Moskwie. Było więc oczywiste, że Moskwa roztoczy opiekę nad prawosławnymi w Rzeczypospolitej, w której wówczas prawosławie było dominującym wyznaniem: Czyja religia, tego władza. Oznaczało to, że to Rosja będzie rządzić na znacznych obszarach Rzeczypospolitej. Dlatego wymyślono nowe wyznanie, zgodnie z regułą: Czyja władza, tego religia. A to oznaczało permanentny konflikt z Rosją. Po zaborach odwróciła ona skutki tej unii, ale ta część, która trafiła do Austrii, pozostała unicka, bo cieszyła się poparciem cesarzowej Austrii Marii Teresy. I stąd mamy to ukraińskie „Drang nach Europa”. A to Zygmunt III Waza zatwierdził tę unię.

Żydzi. W 1592 r. Zygmunt III w całej rozciągłości potwierdził przywileje Żydów. Imigracja i przyrost naturalny zwiększyły liczbę ludności żydowskiej do około 450 tysięcy w r. 1648, czyli do 4,5% ogółu mieszkańców. O ile za czasów Polski piastowskiej liczba Żydów była stosunkowo niewielka. Szacowano ją na około 20-30 tysięcy, to skokowy wzrost nastąpił za czasów Rzeczypospolitej. Trend ten, zapoczątkowany przez Zygmunta III, trwał przez cały okres istnienia tego państwa. Żydzi zdominowali nie tylko wszystkie dziedziny życia gospodarczego, ale bujnie rozwijała się ich nauka i kultura. Poziom ich wykształcenia był znacznie wyższy niż szlachty i mieszczan. Podporządkowali więc sobie to państwo i stąd kultura żydowska promieniowała na cały świat. Trudno więc dziwić się, że tęsknią za dawną Rzeczpospolitą i twierdzę, że dążą do jej odtworzenia i po to jest właśnie wojna na Ukrainie. Rozbiór tego państwa już się dokonał. Teraz czas na III RP i jej rozbiór, a potem połączenie z pozostałością po Ukrainie. Później dojdzie zachodnia Białoruś i kraje bałtyckie.

Ukraina. To jedna wielka mistyfikacja. Nie ma chyba na świecie kraju, którego historię tak zafałszowano. Wykreowano tam mnóstwo konfliktów, których skutki ciągną się do dziś. W 1590 r. z inicjatywy sejmu narzucono im obowiązek przyjmowania szlacheckich dowódców z regularnej armii polskiej oraz zabroniono rekrutowania zbiegłych chłopów poddanych, czyli swawolników. W wyniku tego zarządzenia Kozacy szybko przerobili polskich oficerów na własną modłę, wskutek czego ich częste bunty nabrały nowego kolorytu dzięki przywódczym talentom i zawodowemu wykształceniu w dziedzinie wojennego rzemiosła. Tak napisał Davies. Ale przecież ci oficerowie byli prawdopodobnie rusińskimi bojarami przerobionymi na polskich szlachciców. Zaczęło się od unii horodelskiej z 1413 roku, na mocy której 47 rodów bojarów litewskich i rusińskich zaadoptowało 47 herbów szlachty polskiej i w ten sposób ci bojarzy stali się polskimi szlachcicami. Do tego dochodzi fakt, że na krótko przed unią lubelską (1569) do Korony zostały włączone województwa: podlaskie, wołyńskie, czernihowskie i kijowskie. Siłą rzeczy nie mogło być tam Polaków, w momencie, gdy wybuchło powstanie Kosińskiego. Tak więc I RP wykształciła Rusinów na polskich oficerów, którzy wszczynali powstania na Ukrainie przeciwko tej I RP. To samo powtórzono w II RP, gdy na koszt tego państwa utworzono na Wołyniu oddziały paramilitarne. Wyszkolono i uzbrojono ludzi. I to z tych oddziałów powstała UPA. O tym w blogu Eksperyment wołyński. Obecnie mamy na Ukrainie to samo, co za I RP: Żydzi i czerń.

Konflikt z Moskwą. To była jedna wielka hucpa, jakieś prywatne intrygi magnatów, którzy nie mieli zgody sejmu Rzeczypospolitej. Ale skoro to zrobili, to co to było za państwo? Zaczęło się od tego, że wojska Rzeczypospolitej oblegały Smoleńsk, bo każdy król elekcyjny składał obietnicę, że będzie dążył do odzyskania ziem, które przed unią utraciło Wielkie Księstwo Litewskie. W czasie tego oblężenia i walk o władzę na Kremlu zbuntowani bojarzy zaprosili Polaków na Kreml i obiecywali koronę królowi polskiemu. Później wycofali się z tego i polska załoga musiał opuścić Moskwę, a jej połowa została wymordowana. Wygląda więc na to, że była to typowa, prowokacja ze strony Rosjan. Konsekwencje są takie, że do dziś przeciętny Rosjanin jest przekonany, że Polacy chcieli podbić Rosję, ale nie wie, że ci Polacy pojawili się tam na zaproszenie. To było działanie oficjalne państwa zwanego Rzeczpospolitą, a wcześniejsze czy późniejsze wyprawy były czysto prywatnymi przedsięwzięciami różnych awanturników, wykorzystujących bezkrólewie na Kremlu.

Jak zatem podsumować rządy Wazów? Trudno powiedzieć czy były one gorsze od rządów Jagiellonów i Sasów. Cała ta unia, w wyniku której powstała Rzeczpospolita Iluś Tam Narodów, to jakiś koszmarny projekt, jakiś socjotechniczny eksperyment, laboratorium, w którym testowano różne procesy społeczne, a laboranci w nim zatrudnieni wykonywali tylko polecenia jego twórców. Gdy prześledzi się dalsze losy tych ziem pomiędzy Niemcami a Rosją, to nieodparcie nasuwa się przekonanie, że ten eksperyment nadal trwa. Najwięcej tracą na nim rdzenni mieszkańcy tych ziem, którym przypadło najniższe miejsce na drabinie społecznej państw powstających tu i znikających.

  1. Lambert Simnel (ok. 1475-1535), uzurpator i pretendent do korony angielskiej, syn stolarza z Oxfordu; narzędzie w rękach zwolenników linii książąt Yorku w spiskach po zwycięstwie Henryka VII. Przejawiał podobno niezwykłe podobieństwo do Edwarda IV; być może został podstawiony jako jeden z “książąt z Wieży” (przyp. tłum.). ↩︎
  2. Perkin Warbeck, tzw. Piotruś (ok. 1474-99), pretendent do tronu angielskiego, syn marynarza. W Irlandii podawał się za zamordowanego syna Edwarda IV; popierany przez Małgorzatę burgundzką; w Szkocji poślubił księżniczkę krwi. Występując jako Ryszard IV, wkroczył do Anglii, gdzie został pobity (1498), ujęty i powieszony (przyp. tłum.). ↩︎

Wolna elekcja

Historię państwa, które nazywa się Polską, można podzielić na kilka okresów. Na początku była Polska Piastów, czyli właściwe państwo polskie. Później nastąpił okres unii personalnej z Litwą, co oznaczało, że Litwin Jagiełło był jednocześnie królem Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego. To w tym okresie nastąpiło wprowadzenie w Koronie standardów WKL, czyli zaburzenie równowagi stanów, przejawiające się m.in zmarginalizowaniem mieszczaństwa i niewolnictwem chłopów. Unia realna z 1569 roku to powstanie nowego państwa, czyli Rzeczypospolitej Iluś Tam Narodów (RITN). Ustrój tego państwa był wyjątkowy, jedyny taki w ówczesnej Europie. Była to demokracja szlachecka, co oznaczało, że każdy szlachcic mógł brać udział w wyborach króla. Nazywało się to elekcją viritim. Ten ustrój trwał do końca RITN, czyli do rozbiorów tego śmiesznego tworu. Co było później, to każdy wie. Jednak konsekwencje istnienia RITN trwają do dziś. Warto więc bliżej przyjrzeć się temu zjawisku, jakim była wolna elekcja. Wytłuszczenia W.L.

Hasło „elekcja” w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1962-1970) jest, moim zdaniem, bardzo dobrze i kompleksowo opracowane, więc warto je zacytować.

Elekcja (łac. electio „wybór”), powołanie dostojników świeckich, duchownych i monarchów w drodze obioru. Była praktykowana zarówno w cesarstwie rzymskim i bizantyńskim (wybór cesarza przez senat i aklamacja przez wojsko i lud), jak i monarchiach europejskich w średniowieczu. W państwie niemieckim pierwsza elekcja miała miejsce w 911 roku po wygaśnięciu dynastii karolińskiej (Konrad 911-919). Za desygnacją Konrada w podobny sposób wstąpił na tron Henryk Ptasznik oraz (936) jego syn Otton, od 962 roku cesarz rzymski. Odtąd korona niemiecka pozostała już elekcyjna, choć do wielkiego bezkrólewia w XIII wieku wybór dokonywany przez wyższych członków hierarchii feudalnej ograniczał się do krewnych zmarłego cesarza, a prawa synów cesarskich do następstwa nigdy nie kwestionowano. Po wielkim bezkrólewiu korona niemiecka stała się w pełni elekcyjna, a wyboru monarchy dokonywała niewielka grupa najpotężniejszych książąt Rzeszy, zwanych elektorami (Kurfürsten); praktykę tę usankcjonowała Złota Bulla cesarza Karola IV. Od XV wieku cesarzami byli obierani przedstawiciele dynastii Habsburgów, często vivente imperatore (wybór na tron cesarski – przyp. W.L.), ale formalną elekcję utrzymano aż do likwidacji cesarstwa rzymskiego narodu niemieckiego w 1806 roku (wojny napoleońskie – przyp. W.L.). Również we Francji po wygaśnięciu Karolingów (987) wielcy wasale korony dokonali elekcji Hugona Kapeta. Kapetyngowie przeprowadzali jednak z reguły wybór i koronację swych synów vivente rege i torowali w ten sposób drogę dziedziczności tronu, która zapanowała już bez żadnych ograniczeń od śmierci Filipa II Augusta (1223). W państwach anglosaskich elekcji króla dokonywała rada starszych (witenagemot); po podboju Anglii przez Wilhelma Zdobywcę (1066) przyjęła się zasada dziedziczności tronu przez potomków męskich króla.

W Polsce feudalizacja stosunków społecznych i wzrost znaczenia możnowładztwa doprowadziły od polowy XI wieku obok zasady dziedziczności, do powoływania na tron w razie braku potomka męskiego (albo zastosowania prawa oporu) – innego przedstawiciela dynastii Piastów, od końca XIII wieku również spośród krewnych po kądzieli, a nawet obcych ożenionych z Piastównami. Przewaga jednej z zasad w różnych dzielnicach była zależna od konkretnych warunków społeczno-politycznych. Elekcyjność tronu występowała najczęściej w dzielnicy krakowsko-sandomierskiej. Zależnie od sposobu obierania rozróżniano elekcje solenne, czyli formalne, dokonywane na wiecu feudalnym, i elekcje faktyczne, w których o wyborze decydowało zbrojne poparcie większości feudałów. Elekcyjność uwypuklała publiczny charakter władzy książęcej, podczas gdy dziedziczność wydobywała jej elementy patrymonialne. Równocześnie elekcyjność tronu sprzyjała łączeniu w ręku jednego władcy dwu lub więcej dzielnic, co w konsekwencji ułatwiało proces zjednoczenia państwa. Po krótkotrwałym wzmocnieniu władzy królewskiej za Kazimierza Wielkiego, możnowładztwo, zainteresowane w unii z Węgrami, powołało na tron Ludwika Węgierskiego (1370-82). Po śmierci Ludwika tron przyznano jego córce Jadwidze. Wybór Jagiełły potwierdzono na elekcji w 1386 roku. Przekazanie tronu po śmierci Jagiełły jednemu z jego synów (Władysławowi III) nie było wprowadzeniem zasad dziedziczności: wybór władcy spoza dynastii Jagiellonów doprowadziłby do zerwania unii z Litwą. Podobny charakter (elekcja vivente rege) miał wybór w 1529 Zygmunta Augusta jeszcze za życia jego ojca.

Fragment obrazu Bernarda Bellotto Elekcja Stanisława Augusta przedstawiający elekcję Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1764 roku na Woli, widoczna szopa senatorska, koło rycerskie z chorągwiami województw; źródło: Wikipedia.

Sposób elekcji nie został za Jagiellonów wyraźnie określony. Wyboru króla dokonywano zgodnie z dotychczasową praktyką. Zasady elekcji wykształciły się podczas bezkrólewia 1572-73. Zwoływane już w okresie jagiellońskim zjazdy przedelekcyjne przekształciły się w sejm konwokacyjny, mający zapewnić bezpieczeństwo kraju na czas bezkrólewia i przygotować elekcję. Dla utrzymania ładu wewnętrznego w państwie szlachta zawiązywała konfederacje zwane kapturami. Miejsce elekcji nie było początkowo ustalone (np. Kraków, Piotrków). Elekcja Walezego odbyła się w Warszawie po stronie praskiej pod wsią Kamień. Dopiero od 1736 roku ustalono „miejsce electionis między Wolą y Warszawą…” Na elekcję zjeżdżała szlachta województwami, czasami tylko delegaci wybrani na sejmikach ziemskich. Sejm obradował w polu. Wokół „szopy”, w której radził senat z prymasem, ustawiała się „kołem” szlachta-elektorzy pod chorągwiami województw, na koniach i zbrojnie. Koło otoczone było okopem. Obrady prowadził prymas, udzielając głosu przedstawicielom obcych państw, zachwalającym zalety swego kandydata. W czasie głosowania senatorowie rozchodzili się do swoich województw, w szopie zostawał tylko prymas, który po głosowaniu ogłaszał wybór elekta. Sejm kończył obrady po wystawieniu dyplomu elekcji i ustaleniu daty koronacji. Zwyciężyła też ostatecznie zasada udziału w elekcji całej szlachty, czyli elekcja viritim. W wieku XVII i XVIII wolna elekcja tronu stała się dominująca cechą ustroju, w myśl zasady, że wolny szlachcic może słuchać tylko wolnego króla, którego sam wybrał. Warunkiem objęcia władzy przez elekta było zaprzysiężenie paktów i przywilejów generalnych, które od elektora Walezjusza stały się aktami prawnymi (artykuły henrykowskie, pacta conventa).

Umocnienie zasady elekcji wniosły kardynalne prawa i uchwały sejmu 1775, przewidujące, że królem może być obrany tylko szlachcic polski, a jego synowie i wnukowie nie mogą bezpośrednio dziedziczyć tronu. Dopiero Konstytucja 3 maja ograniczyła zasadę elekcji do elekcji dynastii. Przewidywała ona powołanie po śmierci Stanisława Augusta, dynastii saskiej.

x

Z kolei Wikipedia tak opisuje wolną elekcję:

Wolna elekcja – wybór monarchy nieprzestrzegający zasad sukcesji dynastycznej. W Rzeczypospolitej Obojga Narodów przybyła na pole elekcyjne w trybie pospolitego ruszenia, szlachta głosowała województwami w obecności posłów, którzy zanosili jej głosy do Senatu: wybór króla ogłaszał marszałek, mianował natomiast prymas Polski. Senatorowie wiedli najważniejszą rolę w ustalaniu ostatecznych wyników wolnej elekcji.

Pierwsza wolna elekcja w Polsce odbyła się w roku 1573 we wsi Kamion pod Warszawą, rok po bezpotomnej śmierci ostatniego z Jagiellonów – Zygmunta II Augusta. Później ustalono stałe miejsce, w którym odbywała się elekcja – była to wieś Wola pod Warszawą. Jednak w 1733 roku na polach wsi Kamion odbyła się jeszcze jedna elekcja, w trakcie której na króla wybrano Augusta III Sasa.

Monarchia polska, elekcyjna od 1572 roku, za panowania królów z dynastii Wazów nabrała charakteru monarchii dziedziczno-elekcyjnej. Od zawarcia unii lubelskiej (1569) każdy nowo koronowany król Polski zostawał władcą Litwy z urzędu i nigdy nie był podnoszony na Wielkie Księstwo Litewskie.

Rys historyczny

Pierwsza udokumentowana elekcja na tron Polski odbyła się w roku 1386, a osobą która została wybrana na władcę ówczesnego państwa polskiego był Władysław Jagiełło. Król Zygmunt I Stary wydał dwa statuty w latach 1530 i 1538, którymi ustanowił raz na zawsze elekcję viritim. Na elekcję mógł przybyć każdy kto by chciał (unusquisque qui vellet) a elekcja ma być wolna (electio Regis libera). Ostatni król z dynastii Jagiellonów – Zygmunt II August zmarł 7 lipca 1572 roku. Otwierało to nowy okres w dziejach monarchii w Rzeczypospolitej – w Polsce nastało bezkrólewie.

Wygaśnięcie rodu Jagiellonów i związany z tym kryzys dynastyczny stał się testem trwałości państwa szlacheckiego. Obawiano się, że przedłużający się okres braku monarchy może źle wpłynąć na całą Rzeczpospolitą, a może nawet doprowadzić do jej upadku. Choć wielu możnych liczyło się z możliwością wygaśnięcia dynastii, nie istniały żadne ustalone metody postępowania w takiej sytuacji. Bezkrólewie stało się jednak rzeczywistością. W tej sytuacji szlachta podjęła próbę rozwiązania problemu bezkrólewia. Chodziło nie tylko o rozważenie kandydatów na nowego władcę, ale też o ustalenie sposobu jego wyboru, a także stworzenie takich mechanizmów, które gwarantowałyby, że nowy król nie naruszy zasad „złotej wolności”. Szlachta musiała przygotować umowę, dzięki której nie utraciłaby swoich wielkich przywilejów, a przy okazji zdołałaby zyskać pewne dodatkowe korzyści. Chodziło także o ochronę osiągnięć Rzeczypospolitej Obojga Narodów, takich jak tolerancja wyznaniowa, a także zabezpieczenie kraju na wypadek samowolnych decyzji króla czy konieczności prowadzenia wojny. W końcu jednak, pomimo lekkich sporów między szlachtą, magnatami i duchowieństwem, znaleziono porozumienie. Postanowiono, że do czasu wyboru następnego króla będą obowiązywać następujące ustalenia:

  • Osobą sprawującą naczelną władzę będzie na czas bezkrólewia prymas Jakub Uchański (tzw. interrex),
  • Konfederacje (kaptury) szlacheckie przejmą władzę w terenie (np. w województwach),
  • Pokój religijny na terenie kraju zapewni tzw. konfederacja warszawska, uchwalona na początku 1573 roku.

Lecz najważniejszym wynikiem tego porozumienia między szlachtą było ustalenie, iż wybór na króla będzie się odbywał przez elekcję, której ostateczną formę ustalono na sejmie konwokacyjnym w 1573. Wybory miały być powszechne w obrębie stanu szlacheckiego (viritim, czyli „mąż w męża”). Inicjatorami pomysłu elekcji w systemie viritim była szlachta małopolska, a dokładniej: wojewoda sandomierski Piotr Zborowski, wojewoda krakowski Jan Firlej oraz kasztelan lubelski Stanisław Słupecki. Mieli oni „swojego człowieka” w sejmie – był to Jan Zamoyski (który został później wielkim kanclerzem koronnym i hetmanem), który ze wszystkich sił próbował przeforsować ten system elekcji. I rzeczywiście mu się udało, dzięki poparciu tego pomysłu także przez duchowieństwo, które było zaniepokojone dużą liczbą protestantów zasiadających w senacie.

Od tej pory wybieranie monarchy nazywało się wolną elekcją, i w istocie była ona wolna, mógł w niej uczestniczyć każdy szlachcic, a nie tak jak w przeszłości tylko członkowie sejmu.

Pierwsza wolna elekcja zgromadziła rekordowo dużo szlachty (40–50 tys.), na następne nie przyjeżdżało już tak wielu głosujących. Na drugiej wolnej elekcji, która odbyła się w 1575 r. w porównaniu do pierwszej stawiło się tylko 12 tys. osób (z Prus Królewskich przybyły zaledwie 2 osoby). Na elekcję 1668 przybyło pieszo aż 2 tysiące Mazurów – biednej szlachty mazowieckiej nie stać było na konie, a do Warszawy mieli blisko.

Wolna elekcja była systemem, który osłabiał władzę króla. Stawała się powodem do kłótni między głosującymi województwami (spory o kandydatów do tronu), a przede wszystkim dawała możliwość ingerowania obcym dynastiom w sprawy państwa polsko-litewskiego. Projekt reformy elekcji w 1589 został odrzucony, podobnie choć z innych przyczyn kolejny w latach 1661–1662.

Konstytucja 3 maja z uwagi na doznane klęski bezkrólewiów peryodycznie rząd wywracających wprowadzała tron elekcyjnym przez familie, uznając elektora saskiego Fryderyka Augusta za następcę Poniatowskiego, wobec braku męskich potomków elektora następcą miał być jego zięć za zgodą stanów zgromadzonych, córce jego dobrany (…) zachowując przy narodzie prawo, żadnej preskrypcyi podpadać nie mogące, wybrania do tronu drugiego domu po wygaśnieniu pierwszego (art. VII), co 25 lat miano rozważać poprawki do Konstytucji (art. VI).

x

Norman Davies w książce Boże igrzysko ZNAK, 1999 pisze:

Elekcja królewska była w Polsce wydarzeniem dość szczególnym. Teoretycznie każdy szlachcic Rzeczypospolitej miał prawo wziąć w niej udział, w praktyce do Warszawy zjeżdżało się od dziesięciu do piętnastu tysięcy. Przyjeżdżali konno na pole elekcyjne na Woli pod Warszawą, formując zwarte szeregi wokół pawilonów swoich prowincji. Każdy szlachcic i katolik – czy to obywatel polski, czy cudzoziemiec – miał prawo zgłosić swoją kandydaturę. Każda prowincja omawiała sprawę wcześniej na własnym sejmiku ziemskim i na ogół przyjeżdżano do Warszawy z dość wyrobionym zdaniem w sprawie kandydatur. Jednakże proces, dzięki któremu ta zgraja uzbrojonych jeźdźców ostatecznie osiągała jednomyślną decyzję, wybierając jednego spośród dziesiątków kandydatów i jedną spośród dziesiątków opinii, można opisać jedynie jako akt zbiorowej intuicji. Na początku dnia zwolennicy każdego z głównych kandydatów organizowali kampanię dla zapewnienia mu należytej reklamy. Od pawilonu do pawilonu krążyły delegacje, badając ogólne nastroje, werbując stronników, składając we własnych pawilonach raporty, na podstawie których decydowano, jak dalej postępować. Przez cały czas po polu elekcyjnym krążył konno marszałek wielki koronny, ponaglając niezdecydowanych do złożenia głosów na kandydatów mających największe szanse na zwycięstwo, błagając przegrywające stronnictwa, aby przestały upierać się bez potrzeby, schlebiając im i namawiając, aby się pogodziły i głosowały na wspólnego kandydata. Jeśli mu się udało, zanim nadszedł wieczór, głośno ogłaszano nazwisko oczekiwanego zwycięzcy; poszczególne prowincje jedna po drugiej dołączały się do tych okrzyków, które stopniowo zmieniały się w potężny ryk, aż wreszcie, podnosząc w górę szable, szlachta Rzeczypospolitej obwoływła swego króla. Równie często jednak akt intuicji nie przynosił jednomyślności. Na porządku dziennym były sceny nieopisanego zamętu, rozstrzygające spory bójki i prywatne potyczki. O elekcji z roku 1764, podczas której zabito zaledwie trzynastu elektorów, mówiono, że przebiegła nadzwyczaj spokojnie. Przy kilku okazjach – w latach 1575, 1587, 1697 i 1733 – sporów nie udało się rozstrzygnąć na polu elekcyjnym. W takich przypadkach następowała podwójna elekcja: wybierano dwóch „zaakceptowanych” elektów, z których każdy był zdecydowany przeforsować własną kandydaturę na drodze rozpoczynającej się w ten sposób wojny domowej.

x

Mamy tu więc sprzeczne lub nieprecyzyjne informacje, dotyczącego tego, kiedy podjęto decyzję o tym, że wybór króla miał się odbywać się na zasadzie elekcji viritim. Wikipedia podaje, że taką decyzję podjął Zygmunt Stary, wydając dwa statuty w latach 1530 i 1538. A więc było to ponad 30 lat przed zawarciem unii realnej pomiędzy Królestwem Polskim a Wielkim Księstwem Litewskim. Inne źródła mówią o tym, że ostateczną formę elekcji ustalono na sejmie konwokacyjnym w 1573 roku. Najczęściej takie informacje podawane są w formie bezosobowej, czyli nie wiemy i pewnie nigdy się nie dowiemy, kto tak naprawdę zaprojektował ustrój tego nowego państwa. Drugą informacją, która może szokować, a przynajmniej wydaje się niezrozumiała, to fakt, że kandydować na króla mógł obcokrajowiec, który był szlachcicem i katolikiem. Efektem tego było to, że RITN najdłużej była rządzona przez obce dynastie Wazów i Sasów. A wcześniej też byli obcy, czyli Jagiellonowie.

Wydaje się, że ten twór, RITN, był wielkim eksperymentem. Stworzono państwo wielonarodowe, czyli tzw. multi-kulti; zastąpiono (jezuici) stary, rdzenny naród nowym, który stworzono poza obszarem osiedlenia tego pierwotnego; wprowadzono nową ordynację wyborczą, czyli demokrację, jeszcze tylko w ograniczonym zakresie, ale wypracowano w niej mechanizmy manipulowania wyborcami i korumpowania kandydatów. O tym w szczegółach w blogu Sztadlani.

Czy to wszystko było złe? Złe, bo doprowadziło do tego, do czego doprowadziło. A przecież mogłoby być inaczej, a skoro nie było inaczej, to znaczy, że ktoś chciał, by tak było, by powstało państwo, które stało się pośmiewiskiem Europy i do dzisiaj tak jest. Mogłoby być inaczej, bo państwo wielonarodowe i rządzone przez obcych nie musi być anarchią. Rosja jest państwem wielonarodowym, które przez wieki było rządzone przez obcych, a mimo to było to i jest to zupełnie inne państwo niż RITN. Związek Radziecki miał obcych „królów” – Stalina, Chruszczowa i nie zaszkodziło to temu państwu. Co więc, a raczej, kto decyduje o tym, że w jednych państwach jest bałagan a w innych – porządek. Za czasów Związku Radzieckiego banderowcy siedzieli jak mysz pod miotłą, a po 1990 roku zostali wybudzeni z hibernacji i dokazują. Ten, kto ich uaktywnił, mógłby ich w ciągu jednego dnia zgasić, gdyby tak chciał.

Wszystko to działo się w epoce renesansu i reformacji. Jeśli jednak królem, według przygotowywanej ordynacji, mógł zostać tylko szlachcic i katolik, to znaczy, że reformacja w Polsce nie mogła zwyciężyć. Polska i nowe państwo powstałe w wyniku unii miało być katolickim, bo protestantyzm był zbyt podobny do prawosławia. W obu przypadkach kler podlegał władzom świeckim. Konfrontacja protestantyzmu z prawosławiem nie byłaby tak „efektowna”, jak w przypadku katolicyzmu.

Jaką rolę odegrała w tym królowa Bona, która przybyła do Polski w 1517 roku, w którym Luter rozpoczął reformację? Zapewne przyciągnęła ze sobą członków różnych tajnych związków. W Wikipedii można o niej m.in. przeczytać:

„W 1527, w wyniku upadku z konia, królowa przedwcześnie urodziła swego drugiego syna Olbrachta, który zmarł w dniu narodzin. Po tym wydarzeniu królowa nie mogła mieć więcej dzieci. Bona, chcąc zapewnić ciągłość dynastii Jagiellonów na tronie polskim, postanowiła zmusić szlachtę i magnatów do koronacji jedynego syna, małoletniego Zygmunta Augusta. Najpierw, po długich układach i rozdaniu wielu stanowisk i intratnych beneficjów, szlachta Wielkiego Księstwa Litewskiego oddała mu tron wielkoksiążęcy (ok. 1527–1528). Następnie w 1530 roku koronowano Zygmunta II Augusta na króla Polski. Wywołało to ogromny sprzeciw panów polskich, co doprowadziło do uchwalenia ustawy, że następna koronacja odbędzie się dopiero po śmierci Zygmunta Augusta i to za zgodą całej braci szlacheckiej.”

Mamy tu więc znowu do czynienia z formą bezosobową: „co doprowadziło do uchwalenia ustawy”. Panowie polscy sprzeciwili się, ale do koronacji doszło, co dowodzi tego, że nie byli oni tacy wszechmocni, że jednak jakieś inne siły zadecydowały, że doszło do tej przedwczesnej koronacji, a później do zmiany sposobu wybierania króla. Trudno w takiej sytuacji, gdy ciągle natrafia się na formę bezosobową, nie podejrzewać, że jednak jakieś zakulisowe działania nieznanych osób kierują sprawami tego świata.

Westerplatte

Coraz bardziej przekonuję się do tego, że nic na świecie nie dzieje się normalnie. Mam tu oczywiście na myśli wszelkiego rodzaju konflikty, szczególnie te zbrojne, czyli wojny, choć nie tylko one są reżyserowane. Przykładem takiego wyreżyserowanego starcia była obrona Westerplatte. W naszej historii urosła ona do rangi symbolu. Już we wrześniu 1939 roku Gałczyński napisał słynny wiersz o żołnierzach z Westerplatte, którzy czwórkami do nieba szli. Nie było tak źle, bo były zaledwie cztery takie czwórki. Straty ludzkie po obu stronach nie były duże. Rodzi się jednak pytanie: po co to wszystko było? Jak zwykle w takich wypadkach, trzeba zacząć od początku, czyli od historii.

Wolne Miasto Gdańsk istniało w latach 1907-1814. Powstało na mocy traktatu tylżyckiego, a po klęsce Napoleona weszło ono w skład Prus. Po raz drugi istniało ono w latach 1920-1939. Powstało ono na mocy traktatu wersalskiego i pozostawało pod ochroną Ligi Narodów.


Wolne Miasto Gdańsk (fr. Ville libre de Dantzig) – autonomiczne terytorium, obejmujące miasto Gdańsk i okolice, istniejące w latach 1807–1814. Wolne Miasto Gdańsk znajdowało się pod protektoratem Prus i Saksonii, choć faktyczny protektorat sprawowała nad nim Francja. O jego utworzeniu zdecydował podpisany 9 lipca 1807 r. pokój w Tylży. Powstanie Wolnego Miasta poprzedziło długotrwałe oblężenie Gdańska przez wojska napoleońskie. W 1813 miasto zostało ponownie oblężone, tym razem przez wojska pruskie i rosyjskie. Niemal roczne oblężenie miasta doprowadziło do ogromnych strat. 2 stycznia 1814 Francuzi poddali miasto, co de facto oznaczało koniec istnienia wolnego miasta. Na kongresie wiedeńskim w 1815 zdecydowano o likwidacji Wolnego Miasta Gdańska. – Zdjęcie i tekst – Wikipedia.


Wolne Miasto Gdańsk (niem. Freie Stadt Danzig) – istniejące w okresie międzywojennym autonomiczne miasto-państwo, pod ochroną Ligi Narodów. Jego powstanie było wynikiem przegranej Cesarstwa Niemieckiego w I wojnie światowej i jednym z rozstrzygnięć traktatu wersalskiego (1919) w kwestii ustalenia granicy polsko-niemieckiej. Utworzenie Wolnego Miasta Gdańska było kompromisem, który nie zadowolił ani Polaków, ani Niemców. Pomimo nazwy terytorium, Wolne Miasto Gdańsk nie było ściśle rozumianym miastem-państwem, gdyż oprócz Gdańska położone były tam także inne ośrodki miejskie: Nowy Dwór Gdański, Nowy Staw, Oliwa (po 1926 włączona do Gdańska), Sopot (który stał się po 1920 samodzielnym powiatem miejskim), a ponadto niebędący jeszcze wówczas miastem Pruszcz Gdański. – Zdjęcie i tekst – Wikipedia.

Z powyższych zdjęć wynika, że Westerplatte było częścią Wolnego Miasta Gdańska i nie łączyło się z terytorium Polski. O ile w początkowym okresie istnienia państwa polskiego mogło ono mieć dla niego znaczenie, to później utrzymywanie tego skrawka terytorium wydaje się zastanawiające. W 1934 roku Gdynia była największym portem na Bałtyku pod względem wielkości przeładunków, a także najnowocześniejszym portem w Europie. Gdańsk już nie był potrzebny.

O Westerplatte Wikipedia tak m.in. pisze:

Westerplatte – uformowany w latach 1845–1847 półwysep (wcześniej wyspa) w Gdańsku, przy ujściu Martwej Wisły do Zatoki Gdańskiej. W latach 1926–1939 eksklawa Rzeczypospolitej Polskiej wewnątrz terytorium Wolnego Miasta Gdańska, symbol wybuchu II wojny światowej. W okresie międzywojennym na terenie Westerplatte funkcjonowała Wojskowa Składnica Tranzytowa, której obrona we wrześniu 1939 stała się symbolicznym początkiem II wojny światowej oraz polskiego oporu przeciw agresji III Rzeszy. Miejsca związane z polem bitwy o Westerplatte zostały wpisane 1 września 2003 na listę Pomników historii.

Westerplatte położone jest w północno-wschodniej części Gdańska, na Wyspie Portowej. Jest to niezamieszkany, zalesiony półwysep pomiędzy Zatoką Gdańską i zakolem Martwej Wisły, tzw. Zakrętem Pięciu Gwizdków. Szerokość półwyspu waha się od ok. 200 do ok. 500 metrów, długość wynosi ok. 2 kilometrów.

Nazwa Westerplatte (dawniej West Platte) pochodzi z języka niemieckiego. West to „zachodnia”, a platte – „płyta” (w znaczeniu: „wyspa”). Westerplatte oznacza więc „zachodnią wyspę”. Zgodnie z nazwą Westerplatte w XIX wieku było jeszcze wyspą, a określenie „zachodnia” służyło do odróżnienia wyspy od istniejącej wtedy również Ost Platte („wyspy wschodniej”), która z czasem połączyła się z lądem. Nazwę zachowano, gdyż stała się symbolem walki o wolność.

14 marca 1924 Rada Ligi Narodów przyznała Polsce teren na półwyspie Westerplatte, u ujścia kanału portowego do morza, naprzeciw przedmieścia Nowy Port. 31 października 1925 obszar na terenie Wolnego Miasta Gdańska na półwyspie Westerplatte został przekazany w bezterminowe i bezpłatne użytkowanie Polsce.

7 grudnia 1925 Liga Narodów przyznała Polsce prawo do utrzymania straży wojskowej na Westerplatte. Już 18 stycznia 1926 o godz. 14.00 przybył na trałowcu ORP Mewa pierwszy oddział i rozpoczął pełnienie służby wartowniczej. W latach 1926–1939 na terenie półwyspu funkcjonowała Wojskowa Składnica Tranzytowa.

Zatoka Pięciu Gwizdków (w kółku) na planie z 1734 roku. 1 – Kanał Portowy, 2 – stare ujście Wisły, 3 – Westerplatte (jeszcze jako wyspa), 4 – Twierdza Wisłoujście. Źródło: Wikipedia.

Sytuacja na Westerplatte pod koniec sierpnia i rankiem 1 września

18 sierpnia pancernik „Schleswig-Holstein” wypłynął z Kilonii, opuszczając terytorium III Rzeszy 23 sierpnia (po krótkich postojach w Zatoce Strand i Świnoujściu), wpływając do Gdańska 25 sierpnia z „wizytą kurtuazyjną”, zacumował w kanale portowym 150 m od Westerplatte, jednak w rzeczywistości pancernik miał rozkaz tam być w momencie wybuchu wojny w dniu 26 sierpnia. Z powodu przesunięcia daty ataku na Polskę z 26 sierpnia na 1 września (w rezultacie podpisania przez Wielką Brytanię i Polskę umowy o układzie sojuszy w dniu 25 sierpnia 1939 roku i także z powodu poinformowania Hitlera, iż Włochy wahały się co do wypełnienia zobowiązań w ramach paktu stalowego), pancernik był zmuszony pozostać tam przez kolejne sześć dni, zanim hasło „Fiske” zostało wysłane i zajęcie Gdańska mogło się rozpocząć.

Źródło: Wikipedia.

W dniu 26 sierpnia kmdr Gustav Kleikamp przesunął „Schleswiga-Holsteina” w górę kanału pomiędzy Gdańskiem a Westerplatte. Major Henryk Sucharski postawił swój garnizon w stan najwyższej gotowości. W nocy z 31 sierpnia na 1 września żołnierze polscy broniący Westerplatte czuwali – na stanowiskach znajdowała się ⅓ załogi. Reszta spała, gotowa do akcji w przeciągu kilku minut od ogłoszenia alarmu. Tymczasem ok. 400 m od polskiej placówki, przy twierdzy Wisłoujście, pod osłoną nocy zeszła na ląd z pokładu „Schleswiga-Holsteina” kompania szturmowa Kriegsmarine. Potężne działa pancernika były wymierzone w Westerplatte. Dowódca okrętu kmdr Kleikamp znał datę ataku – 1 września, godz. 4:45. Wyokrętowani żołnierze zajęli pozycje wyjściowe do ataku przy murze okalającym składnicę od południowego wschodu. Niemieccy saperzy w kilku miejscach podłożyli ładunki wybuchowe, aby tuż przed rozpoczęciem ataku wykonać wyłomy w ogrodzeniu.

Około godz. 4:00 „Schleswig-Holstein” podniósł cumy i przemieścił się do Zakrętu Pięciu Gwizdków, skąd miał lepsze pole ostrzału. O godz. 4:43 w dzienniku pokładowym zapisano: „Okręt idzie do ataku na Westerplatte”.

Siły polskie

Załoga Westerplatte przed 1939 rokiem składała się z 2 oficerów, 20 podoficerów i 66 żołnierzy (zatrudniono także ok. 20 pracowników cywilnych, m.in. obsługujących elektrownię, urządzenia kolejowe, portowe i magazyny). Wiosną i latem 1939 roku zwiększono stan załogi. We wrześniu 1939 roku składnicy strzegło 182 żołnierzy, w tym 5 oficerów i lekarz (inne źródła podają 205–210 żołnierzy, w tym ponad 70 podoficerów). Z drugiej strony Bogusław Kubisz określa siły polskie na Westerplatte w dniu 31 sierpnia 1939 roku na 205–225 ludzi, w tym 6 oficerów i 30 pracowników kontraktowych (w większości byłych wojskowych, którzy zostali zmobilizowani i wzięli potem udział w obronie). Załoga placówki uzbrojona była w broń ciężką – 4 moździerze 81 mm, 2 działka przeciwpancerne 37 mm i działo piechoty 75 mm. W wyposażeniu obrońców znajdowało się także 18 ckm, 17 rkm i 8 lkm. Żołnierze dysponowali ok. 160 karabinami, ok. 40 pistoletami i około tysiącem granatów.

Siły niemieckie

Okrętami Kriegsmarine biorącymi udział w ostrzeliwaniu Westerplatte były pancernik „Schleswig-Holstein” (dowódca kmdr Gustav Kleikamp) oraz torpedowce T-196 i trałowiec Von der Gronen (dawny M-107).

Wojska lądowe Niemców biorące udział w bitwie o Westerplatte składały się z 3. Kompanii Morskiej „Stoßtrupp” (niem. 3. Marine-Stoßtrupp-Kompanie), pod dowództwem por. Wilhelma Henningsena, mającej 229 żołnierzy, zaokrętowanych na pancerniku „Schleswig-Holstein” (była to elitarna kompania piechoty morskiej, później zmieniono jej nazwę na 531. Batalion Artylerii Morskiej, niem. Marine-Artillerie-Abteilung 531), plutonu pionierów z Dessau-Roßlau, samodzielnego batalionu moździerzy (niem. Haubitzen-Abteilung), jednostki obrony wybrzeża należącej do policji gdańskiej (niem. Küstenschutz der Danziger Polizei), jednego pułku Ordnungspolizei oraz lokalnych oddziałów milicji SS (SS-„Heimwehr Danzig”, składającej się z 1500 żołnierzy, dowodzonej przez generalleutnanta Friedricha Eberhardta), w tym oddziału SS Wachsturmbann „Eimann” (już jako część formującej się 3. Dywizji Pancernej SS „Totenkopf”). W szturmie na Westerplatte brały udział także inne mniejsze niemieckie oddziały. Całkowite dowództwo nad atakiem na Westerplatte spoczywało w rękach kmdr. Gustava Kleikampa, znajdującego się na pancerniku „Schleswig-Holstein”.

Niemieckie wojska lądowe były też wyposażone w dużą liczbę ciężkich samochodów pancernych ADGZ, 65 dział artyleryjskich (20 mm działa przeciwlotnicze FlaK 30, 37 mm armaty przeciwpancerne PaK 36, 105 mm lekkie haubice polowe Feldhaubitze18 oraz 211 mm ciężkie haubice holowane Mörser 18), ponad 100 karabinów maszynowych oraz nieznaną liczbę średnich moździerzy i miotaczy ognia Flammenwerfer 35.

Niemieckie wojska lądowo-morskie w szturmie na Westerplatte wspierały także dwa dywizjony Luftwaffe, a były to StG 2 „Immelmann” i 4.(St)/TrGr 186, które to posiadały od 40 do 60 bombowców nurkujących Ju 87 Stuka oraz 7 innych samolotów (Heinkel He 51 i Junkers Ju 52).

Bilans

Straty niemieckie w bitwie o Westerplatte według oryginalnych szacunków polskich wynoszą ok. 300 zabitych i 700–1000 rannych, jednak według nowszych danych wynoszą one około 30–50 zabitych i co najmniej 120 rannych, wobec ok. 15 poległych i ok. 50 rannych po stronie polskiej. Krzysztof Komorowski podaje 50 zabitych i 150 rannych po stronie niemieckiej.

x

Mamy więc wszystkie fakty niezbędne do wyciągnięcia wniosku, podobnego do tych, które pojawiały się w innych blogach, a mianowicie takich, że ta rzeczywistość, w której żyjemy to jakieś wariatkowo. Westerplatte to skrawek ziemi, półwysep, o długości dwóch kilometrów i szerokości poniżej 500 metrów. Tylko w jednym miejscu ta szerokość ma 500 metrów. W związku z tym na podstawie bardzo „skomplikowanej” rachuby, zwanej „pi razy drzwi” wychodzi, że powierzchnia Westerplatte to mniej niż 1 kilometr kwadratowy. Jak napisała Wikipedia, była to eksklawa, czyli terytorium w obrębie Wolnego Miasta Gdańska i nie połączone z terytorium państwa polskiego.

Podstawowe pytanie brzmi zatem: czy to terytorium miało jakieś znaczenie strategiczne dla obronności państwa zwanego II RP? Dnia 1 września Niemcy zaatakowali z trzech stron: od zachodu, od południa i z północy, czyli od strony Prus. Jaki więc sens miała obrona tego nic nie znaczącego skrawka ziemi w sytuacji, gdy Niemcy mieli druzgocącą przewagę? A jeśli jakiś miała to wypada zadać kolejne pytanie: A gdzie był ORP Orzeł – torpedowy okręt podwodny? A ORP Błyskawica – niszczyciel, kontrtorpedowiec? A były też i inne. Przecież w ostrzeliwaniu Westerplatte brały też udział dwa niemieckie torpedowce. Pochowały się gdzieś, a później wypłynęły i służyły aliantom. Zawsze w interesie innych. I obecnie interes Ukrainy jest ważniejszy niż państwa zwanego Polską.

Cały problem zaczął się jeszcze w okresie wojny trzynastoletniej (1454-1466). Związek Pruski zwrócił się do króla polskiego o przyłączenie Prus do Korony. Doszło więc do wojny, która nie zakończyła się zwycięstwem żadnej ze stron. W otoczeniu króla Kazimierza IV (Jagiellona) przewagę zyskiwał pogląd, że inkorporacja całego państwa pruskiego przekracza możliwości Korony, która składała się wówczas z Wielkopolski i Małopolski, a wpływy Związku Pruskiego we wschodniej części kraju były znacznie słabsze niż na Pomorzu. I tak powstał ten słynny Korytarz, który stał się takim problemem przed wybuchem drugiej wojny światowej. Postanowienia II pokoju toruńskiego z 1466 roku odbiły się czkawką w 1939 roku. Królestwo Polskie nic na tym nie zyskało, bo Gdańsk został niezależnym portem i nie mogło ono czerpać zysków z handlu. O tym więcej w blogu Prusy.

Tak więc w 1466 roku Korona była zbyt słaba, by przyłączyć do siebie całe Prusy, a sto lat później już nie była taka słaba. Stać ją było na przyłączenie Mazowsza, Podlasia i całej południowej części Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dziś Polska jest również „potężna”, bo stać ją na włączenie się do wojny na Ukrainie przeciw mocarstwu.

Po co więc była ta cała hucpa z obroną Westerplatte? Żeby podtrzymać i utrwalić mit Polaka walczącego w beznadziejnych i bezsensownych bitwach i wmawiać potomnym, że to bohaterstwo? Po co ten coroczny cyrk, jaki odstawiają władze tego śmiesznego państwa na Westerplatte 1 września o 4.45?

Syberia

Wygląda na to, że podstawą tworzenia imperiów był handel. Tak było w przypadku imperium brytyjskiego. Kampania Wschodnioindyjska rządziła Indiami, czyli perłą Korony Brytyjskiej. Podobnie było w przypadku imperium rosyjskiego. Po zjednoczeniu ziem ruskich, czyli po powstaniu Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, priorytetem w polityce zagranicznej było opanowanie wschodnich dróg handlowych: drogi wołżańskiej, która wiązała Rosję przez Morze Kaspijskie z rynkami Persji, drogi kamskiej, wiodącej przez Ural do bogatej w futra Syberii i drogi karawanowej przez stepy do miast handlowych Azji Środkowej (Buchara i Chiwa). Najważniejszy był kierunek syberyjski. Syberia to początkowo były futra, później jednak bogactwa naturalne. Już na samym Uralu, jak się mówi, jest pod ziemią cała tablica Mendelejewa. Jednak z Syberią i Dalekim Wschodem wiąże się ciekawy fakt, a mianowicie rosyjska kolonizacja zachodnich wybrzeży Ameryki Północnej.

Wikipedia o kolonizacji Syberii i Dalekiego Wschodu pisze m.in. tak:

Rosyjska kolonizacja Azji

To kolonizacja znacznych obszarów Azji Północnej (Syberia), Środkowej i Kaukazu przebiegająca w okresie od XV do XX wieku. Kolonizacja ta miała odmienny przebieg od większości ekspansji kolonialnych innych państw europejskich i polegała w znacznej mierze na bezpośrednim wcielaniu opanowanych obszarów do państwa rosyjskiego. Wyjątkiem były tu m.in. niektóre kraje kaukaskie i środkowoazjatyckie, którym przez długi okres przysługiwały pewne atrybuty państwowości.

Rosyjska kolonizacja Azji została rozpoczęta przez Republikę Nowogrodzką de facto już w XI wieku i była kontynuowana przez Wielkie Księstwo Moskiewskie (1328–1547), Carstwo Rosyjskie (1547–1721) i Imperium Rosyjskie (1721–1917).

W VI w. zasiedlona przez ludy pochodzenia tureckiego. W połowie XIII w. w składzie imperium mongolskiego Czyngis-chana. Od XI w. zwierzchnictwo nad północno-zachodnią częścią Syberii (tzw. Jugrą) przejął Nowogród Wielki, a od 1478 Moskwa. Po upadku Złotej Ordy, w XV w. na południowym zachodzie, powstał Chanat Syberyjski.

Rosyjską ekspansję zapoczątkował w 1552 podbój Chanatu Kazańskiego. Kolonizację terenów nad rzeką Kamą prowadzili na mocy przywileju carskiego z roku 1558 Stroganowowie, rosyjski ród kupiecki, który zmonopolizował handel z ziemiami na wschód od Uralu. Dzięki zwolnieniom podatkowym, Stroganowowie wystawili armię złożoną między innymi z Kozaków i Baszkirów.

Z inicjatywy Stroganowów 1 IX 1581 wyruszyła ekspedycja Kozaków pod wodzą Jermaka Timofiejewicza. W skład oddziału liczącego 800 ludzi, wchodziło około 500 kozaków oraz najemnicy z Europy. W bitwie na Przylądku Czuwaskim rozbili oni siły Chanatu Syberyjskiego i w październiku 1582 dotarli nad Irtysz, otwierając tym samym, drogę dalszej ekspansji rosyjskiej. Walki z chanem Kuczumem trwały jednak nadal. W ich toku, w 1585 zginął w jednej z potyczek Jermak, zaś resztki jego ekspedycji wycofały się z ziem chanatu. W następnym roku, władze carskie wysłały jednak za Ural strzelców, nie chcąc tracić panowania nad cennymi gospodarczo ziemiami. Ostatecznie Kuczum został pokonany w roku 1589, w bitwie u ujścia rzeki Irmenki do Obu.

Od Tiumenia rozpoczął się planowy podbój i kolonizacja ziem zauralskich, powstały pierwsze miasta rosyjskie: Tiumeń (1586), Tobolsk (1587), Tara (1594), Tomsk (1604). Już w roku 1619 kolonizacja sięgnęła Jeniseju, w 1631 Angary (Bracka) na południu i Leny na wschodzie. W 1639 roku, wyprawa kozaka Iwana Moskwitina osiągnęła Udę. W następnym roku, dotarła ona do północnych wybrzeży Oceanu Spokojnego.

x

Trudno wyobrazić sobie podbój Syberii bez Stroganowów, więc wypada przybliżyć sobie ten ród. Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) tak o nim pisze:

„Stroganowowie, ród kupców i przemysłowców rosyjskich; w XVI wieku S. otrzymali od rządu ogromne obszary gruntu w ziemi permskiej; gramota carska 1574 nadała im ziemie za Uralem (ponad milion dziesięcin) i zezwoliła na budowę grodów warownych i osadzanie w nich najemnej załogi. S. wykorzystując siły zbrojne, zajmowali ziemie ludów syberyjskich i osadzali na nich chłopów rosyjskich; rozwijali rolnictwo, zakładali warzelnie soli i eksploatowali bogactwa naturalne. Stała groźba ze strony chanatu syberyjskiego zmusiła Siemiona i Nikitę S. do przedsięwzięcia na własny koszt wyprawy na chanat oddziału najemnych Kozaków pod wodzą Jermaka Timofiejewicza 1581-85, od której rozpoczął się podbój Syberii przez państwo moskiewskie. S. niejednokrotnie pożyczali rządowi pieniądze na cele wojenne; w XVIII wieku otrzymali tytuł baronów, następnie hrabiów; w XIX wieku spokrewnili się z domem panującym.”

Nie da się ukryć, że Stroganowowie byli Żydami i to oni kolonizowali Syberię i Daleki Wschód. Konsekwencją tego Drang nach Osten było dotarcie do Alaski. Wikipedia tak to opisuje:

Kolonizacja Ameryki Północnej

Rosyjska kolonizacja Ameryki Północnej – kolonizacja północno-zachodnich terytoriów Ameryki Północnej przez Imperium Rosyjskie w drugiej połowie XVIII i w XIX wieku. Kolonizacja ta objęła swym zasięgiem: Alaskę, Aleuty, Archipelag Aleksandra oraz wybrzeża dzisiejszych stanów i prowincji: Kolumbii Brytyjskiej, Waszyngtonu, Oregonu i Kalifornii. Najdalej na południe wysuniętą stanicą rosyjską był Fort Ross w środkowej Kalifornii. Szacuje się, że ten ogromny obszar (ok. 1 518 800 km kw.) zamieszkiwało zaledwie ok. 2500 Rosjan i ok. 60 000 rdzennych Amerykanów i Eskimosów.

Alaska w 1867 roku; źródło: Wikipedia.

Eksploracja Ameryki

Cieśnina Beringa była przez długi czas ogniwem łączącym Amerykę Północną i Syberię. Właśnie przez nią Rosjanie kierowali swoją ekspansję na ten kontynent. Jako pierwszy na rosyjski nazwę Ameryki przetłumaczył w 1530 roku mnich Maksym Grek, jednak pierwsi Kozacy dotarli do Alaski zapewne już w czasach Iwana IV Groźnego. Pierwsze kontakty Rosji z Nowym Światem to połowa XVII wieku, kiedy to urzędnicy carscy osiągnęli wybrzeże Pacyfiku. Jako pierwszy cieśninę oddzielającą Azję od Ameryki przepłynął w 1648 r. Siemion Dieżniow.

Jako pierwszy ląd amerykański z cesarskiego rozkazu eksplorował Vitus Bering (duński kapitan w służbie Rosji), który w 1725 r. udał się na Kamczatkę, gdzie zbudował okręty, na których wypłynął w poszukiwaniu wybrzeży Ameryki. W 1741 r. Aleksiej Czyrikow w trakcie wyprawy na Alaskę stracił większość załogi w walkach z tubylcami, z trudem uratował statek i powrócił na Kamczatkę. W 1748 roku V. Bering i Aleksiej Czyrikow dotarli morzem z Kamczatki na Alaskę (okolice Ziemi Księcia Walii i Gór Świętego Eliasza). W efekcie tych wypraw kupcy rosyjscy zaczęli dostarczać skóry z Wysp Aleuckich (gdzie doszło do walk z miejscowymi Aleutami) oraz z wybrzeży Alaski (lata 40. XVIII w.).

W 1768 r. cesarz Wszechrusi Katarzyna II wysłała na Alaskę ekspedycję zbrojną pod dowództwem Piotra Krienicyna, a Alasce i Wyspom Aleuckim nadano status terenów przejętych w dzierżawę na okres dziewięćdziesięciu dziewięciu lat, by uniknąć określania ich mianem kolonii.

Początki kolonizacji

W 1784 roku Grigorij Szelichow, syberyjski handlarz skórami, założył Port Trzech Świętych, pierwszą stałą osadę na wyspie Kodiak. Osada ta stała się ośrodkiem rosyjskiej kolonizacji, jednak wkrótce Szelichow uznał ją za zbyt małą i założył nową o nazwie Sławorossija. Szelichow był też założycielem Zjednoczonej Amerykańskiej Kompanii, z której powstała Kompania Rosyjsko-Amerykańska. W 1794 na Kodiaku rozpoczęła swoją działalność misja Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, która w ciągu kolejnych dekad powołała sieć parafii na terenie Alaski. Rosyjska eksploracja Ameryki prowadzona była na całym obszarze Alaski, rosyjskie ekspedycje wyparły Anglików z części terenów, a po ich zajęciu skierowana została wzdłuż wybrzeża, aż do pogranicza z hiszpańską Kalifornią. W 1799 roku Rosyjsko-Amerykańska Kompania Handlowa w wyniku rozporządzenia Cesarza Wszechrusi Pawła I stała się monopolistą w handlu na tym terenie, a Aleksander Baranow został jej dyrektorem generalnym. N.P. Riezanow, kolejny dyrektor generalny Rosyjsko-Amerykańskiej Kompanii, próbował wejść w porozumienie z hiszpańskim gubernatorem Kalifornii w celu zapewnienia odpowiedniego zaopatrzenia kolonii.

Flaga Kompanii Rosyjsko-Amerykańskiej; źródło: Wikipedia. Flaga ta jest podobna do rosyjskiej, wzorowanej na holenderskiej: pomarańczowo-biało-niebieskiej. Górny pas w rosyjskiej przesunięto na dół.

W 1799 r. Baranow założył miasto, które na cześć archanioła Michała nazwano Michajłowsk i które stało się stolicą rosyjskich kolonii. Miasto zniszczone przez miejscowych w 1802 r. Baranow rozpoczął odbudowywać w roku 1804 i nazwał je Nowoarchangielsk (później Sitka). W 1808 roku miasto zostało nową stolicą Kompanii. Od 1812 r. (Napoleon w Moskwie – przyp. W.L.) Baranow budował w pobliżu San Francisco twierdzę Fort Russ, która została ukończona dwa lata później. Fort pełnił ważną rolę zaopatrzeniową dla rosyjskich kolonii w Ameryce, jednak z czasem opustoszał i w roku 1841 sprzedano go szwajcarskiemu emigrantowi Johnowi Sutterowi, który wkrótce rozpoczął na tym terenie wydobycie złota.

Handel kolonii

W 1834 roku ks. Iwan Wieniaminow przy współpracy Iwana Pankowa opublikował katechizm dla Aleutów. W roku 1848 sobór św. Michała Archanioła w Sitce stał się siedzibą biskupa Kuryli, Kamczatki i Wysp Aleuckich. Miejscami osadnictwa Rosjan w Ameryce Północnej były oprócz Alaski także: Kolumbia Brytyjska, obecne stany Waszyngton i Oregon.

Rosjanie przybywali do Nowego Świata z tych samych powodów, dla których osiedlali się na Syberii, czyli po skóry (w tym przypadku były to skóry wydr). Wkrótce po przybyciu kupców pojawili się misjonarze w celu nawracania miejscowych niechrześcijan. Rosja zakładała swoje bazy także na Hawajach i w Kalifornii, aby w ten sposób ułatwić handel skórami. Na Alasce warunki były trudniejsze niż te na Syberii, głównie z powodu braku żywności, co było spowodowane odległościami od rosyjskich baz zaopatrzeniowych. Dokuczliwy był także zimny i wilgotny klimat. Dawały się także we znaki miejscowe plemiona, dobrze uzbrojone i często wrogie wobec przybyszy. A ponadto występowała nieustępliwa rywalizacja Anglików i Amerykanów.

Zmniejszenie zaangażowania w Ameryce

Po zakończeniu wojen napoleońskich i zwiększeniu zaangażowania Rosji w Europie rosyjska ekspansja w Ameryce uległa osłabieniu, ograniczono środki finansowe, zrezygnowano z ochrony wybrzeży przez Marynarkę Wojenną Cesarstwa Rosyjskiego i odwołano Aleksandra Baranowa, a jego następcy nie mieli zdolności niezbędnych dla zarządzania prowincją. Zmniejszenie rosyjskiego zaangażowania i powierzanie kierowania kolonią niekompetentnym zarządcom zachęciło ościenne mocarstwa do wywierania presji na rosyjską Amerykę, prowadząc najazdy na rosyjskie ziemie.

Relacje z innymi imperiami kolonialnymi

Rosjanie próbowali wyłączyć obecność innych krajów w rejonie północnego Pacyfiku, ale czasami zdarzały się próby łagodzenia konfliktów. W 1824 i 1825 r. rząd rosyjski zawarł odrębne traktaty ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki i Wielką Brytanią, które ustaliły granice stref wpływów oraz regulacje handlowe.

Wymuszony przez Wielką Brytanię i USA traktat zmusił Rosję do zrzeczenia się roszczeń do rozszerzania swojego terytorium w Ameryce i zgody na dziesięcioletni połów ryb u wybrzeży Alaski przez Amerykanów. W kolejnych latach Rosjanie kupowali przychylność Amerykanów poprzez kolejne ustępstwa, a jednocześnie amerykańskie jednostki handlowe i wojenne wpływały na rosyjskie wody także na azjatyckim brzegu, gdzie dopuszczały się grabieży nadbrzeżnych miejscowości.

Bezpośredni handel pomiędzy Rosyjsko-Amerykańską Kompanią Handlową a kupcami amerykańskimi czy brytyjskimi stał się normą i miał coraz większe znaczenie, zdarzały się nawet wypadki przewozu rosyjskich skór przez amerykańskie statki aż do Kantonu. W roku 1839 Rosyjsko-Amerykańska Kompania Handlowa zawarła porozumienie ze swoim największym rywalem, Kompanią Zatoki Hudsońskiej. Handel rozwijał się również wewnątrz terytoriów kolonii, kiedy to Rosyjsko-Amerykańska Kompania rozszerzyła system transportu rzecznego i zaczęła współpracować z miejscowymi rosyjskimi traperami wewnątrz Alaski.

Sojusz amerykańsko-rosyjski

W połowie XIX w. Rosja i USA stały się sojusznikami, chroniącymi się wzajemnie przed presją mocarstw europejskich. W okresie wojny krymskiej Stany Zjednoczone jako jedyny sojusznik Rosji wystąpiły 19 maja 1854 z ofertą zakupu za 7,6 mln dolarów Alaski, na której odkrywano kolejne surowce naturalne. W Rosji poważnie rozważano sprzedaż posiadłości USA, by uniknąć w ten sposób zagarnięcia ich przez Wielką Brytanię, której flota operowała w tym rejonie. W najwyższych rosyjskich kręgach opcję sprzedaży rozważano od 1857 r., gdy zaproponował ją wielki książę Konstanty Nikołajewicz. W 1859 roku Waszyngton zażądał udostępnienia Alaski dla amerykańskiego przemysłu, gdyż odkrywano tam kolejne złoża surowców. Sprzedaży kolonii nie rekomendowała grupa inspektorów wysłana na wyjazd rewizyjny w 1861 roku. W 1863 roku rosyjska eskadra przypłynęła do Nowego Jorku i zapobiegła spodziewanemu bombardowaniu miasta przez flotę brytyjską, która miała rozpocząć brytyjską interwencję w amerykańską wojnę domową, zaś w 1866 r. amerykańska eskadra przybyła z wizytą do Rosji.

Sprzedaż Alaski

Zakup Alaski przez USA 28 grudnia 1866 roku budził kontrowersje zarówno w Rosji, jak i w Stanach Zjednoczonych. Wielu Amerykanów pytało jakie korzyści mogą mieć oni z tej lodowej pustyni. Inni natomiast ruszyli tam, aby odkrywać jej nieznane bogactwa. W końcu XIX w. okazało się jakim błędem była jej sprzedaż przez Rosjan (Alaska została sprzedana za 7,2 mln dolarów). Pokłady złota (zob: gorączka złota) oraz ropa naftowa całkowicie zmieniły jej oblicze. Oficjalne przekazanie terytorium nastąpiło 18 października 1867 roku, ale ratyfikacja umowy przez Kongres stała się możliwa dopiero dzięki licznym łapówkom wręczanym przez rosyjskiego ambasadora.

Spuścizna handlu futrami ciągnęła się również po sprzedaży Alaski Stanom Zjednoczonym. Monopol na handel skórami zagwarantowano wówczas Alaskańskiej Kompanii Handlowej (Alaska Commercial Company). Teren jej działania obejmował wyspy Przybyłowa na morzu Beringa, zajmowała się ona polowaniami na foki. Wraz ze sprzedażą Alaski opuścili ją również cesarscy urzędnicy, którzy nie widzieli tam dla siebie przyszłości, pozostali jednak rosyjscy traperzy, a śladem po nich jest pewna liczba ludności prawosławnej żyjąca na Alasce do dziś.

x

Historia podboju Alaski i zachodniego wybrzeża Ameryki, to historia zderzenia się dwóch imperiów: brytyjskiego i rosyjskiego. W związku z tym dochodzi tu do ciekawych manewrów. W 1768 roku nadano (kto?) Alasce i Wyspom Aleuckim status terenów przejętych w dzierżawę na okres 99 lat. To działo się za rządów Katarzyny II. Czy dlatego, by móc później dokonać jej sprzedaży? W przypadku kolonii czy przyłączenia tego terenu do Rosji, jak to się działo na Syberii i Dalekim Wschodzie, byłoby to niezręczne i kłopotliwe wizerunkowo. Wszystko to dzieje się w okresie, gdy Stany Zjednoczone są jeszcze kolonią. Dopiero w 1776 roku stają się oficjalnie niezależne od Wielkiej Brytanii.

W 1799 roku Rosyjsko-Amerykańska Kompania Handlowa, w wyniku rozporządzenia Cesarza Wszechrusi Pawła I, staje się monopolistą w handlu na tym terenie. Po wojnach napoleońskich zaangażowanie Rosji w Ameryce zmniejsza się. W 1824 i 1825 roku rząd rosyjski zawarł odrębne traktaty ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią, które ustaliły granice sfer wpływów oraz regulacje handlowe. W 1839 roku Rosyjsko-Amerykańska Kompania Handlowa zawarła porozumienie ze swoim największym rywalem Kompanią Zatoki Hudsońskiej.

W okresie wojny krymskiej w 1854 roku Stany Zjednoczone, jako jedyny sojusznik Rosji, wystąpiły z propozycją zakupu Alaski. Do transakcji doszło 28 grudnia 1866 roku. Przekazanie terytorium nastąpiło 18 października 1867 roku.

Gdy więc dochodzi do zderzenia imperiów, to nie dochodzi do walki pomiędzy nimi. Imperium rosyjskie, o którym się u nas mówi, że nigdy się nie zatrzyma, zatrzymało się. Co więc je skłoniło do takiego kroku w sytuacji, gdy imperium brytyjskie walczyło ze swoją kolonią? Zachowanie takie jest bardzo podobne do zachowania kompanii handlowych, które też nie walczyły ze sobą, tylko ustalały strefy wpływów. Nie było tam zatem miejsca na tzw. wolny rynek.

Takie zachowania imperiów i kompanii handlowych można wytłumaczyć tylko w jeden logiczny i najprostszy sposób, a więc najbliższy prawdzie. I jedne i drugie należą do jednej i tej samej nacji. Na Alasce nie mogło dojść do starcia, bo wówczas Rosja podbiłaby Amerykę i powstałoby jedno imperium światowe. W takiej sytuacji wszelkie konflikty ustałyby, co jest niezgodne z podstawową zasadą tej nacji, wedle której rozwój może odbywać się tylko poprzez konflikt, a do niego potrzebne są co najmniej dwie strony. Prawdę mówiąc nie chodzi tu o rozwój, tylko o to, by skłócać narody rdzenne i w ten sposób osłabiać je, tak by nie zagroziły panowaniu narodu wybranego. Mamy więc dwa imperia. Jedno morskie, drugie – lądowe. I tak walczą one ze sobą na niby: kruk krukowi oka nie wykole. Ten sam scenariusz jest obecnie realizowany na Ukrainie. Narody rdzenne tracą tam swoją ludność i demontowane są dwa państwa: Ukraina i Polska.