Wazowie

Gdyby tak chcieć odpowiedzieć na pytanie, która z dynastii wyrządziła najwięcej szkód: Jagiellonowie, Wazowie czy Sasi, to wybór byłby trudny. Jagiellonowie niszczyli dorobek Polski piastowskiej, za Wazów doszło do unii brzeskiej (1596), której efektem było powstanie Cerkwi unickiej, do wybuchu niekończących się powstań na Ukrainie i konfliktu z Moskwą, a Sasi bez skrupułów dążyli do likwidacji Rzeczpospolitej Iluś Tam Narodów. W przypadku Wazów to głównym winowajcą był Zygmunt III Waza, którego pomnik, a raczej kolumna, stoi na Placu Zamkowym w Warszawie, a którą ufundował jego syn Władysław IV. Panował przez 45 lat, a więc tyle, ile trwał PRL. Największy szkodnik w historii tych ziem. Nie! Nie mam sklerozy, takiej dużej, bo pamiętam jeszcze, że napisałem wcześniej, że największym szkodnikiem nazwałem Piłsudskiego, potem – Napoleona, a teraz nazywam nim Zygmunta III Wazę. A Zamoyski? Czy to schizofrenia? Raczej embarras du choix, jak mawiają Francuzi, czyli kłopot z wyborem, w sytuacji, gdy wybór jest zbyt duży. Czy to będzie ostatni kandydat? Czas pokaże. – A jednak w tym kraju Zulu-Gula najwięksi szkodnicy uważani są za największych bohaterów. I to jest paranoja!

Wikipedia na początku tak pisze o Wazach:

Wazowie (szw. Vasaätten) – dynastia szwedzka panująca w Królestwie Szwecji w latach 1523–1654, w Rzeczypospolitej Obojga Narodów w latach 1587–1668 oraz na Śląsku w księstwie opolsko-raciborskim w latach 1645–1666 i w księstwie nysko-otmuchowskim w latach 1625–1655. Nazwa dynastii pochodzi prawdopodobnie od godła vase (pol. snopek, wiązka rózg, faszyna) znajdującego się w herbie rodu.

Historia dynastii

Dynastia Wazów została założona przez regenta Szwecji Gustawa Wazę, syna szwedzkiego możnowładcy Eryka Johanssona, straconego w 1520 na rozkaz króla duńskiego Chrystiana II. Gustaw I objął tron w 1523.

Jego wnuk – Zygmunt III Waza został wybrany w 1587 na króla Polski, w Szwecji był zwalczany ze względu na wyznanie katolickie i w 1599 pozbawiony korony na rzecz stryja – Karola IX Sudermańskiego. Jednak synowie Zygmunta Władysław IV i Jan II Kazimierz panujący w Polsce używali nadal tytułów królów Szwecji, co było jedną z przyczyn wojen polsko-szwedzkich w XVII wieku.

Linia szwedzka panowała do abdykacji królowej Krystyny (córki Gustawa II Adolfa) w 1654 i wygasła wraz z jej śmiercią 9 kwietnia 1689. Linia polska skończyła się 16 grudnia 1672 na Janie II Kazimierzu (abdykował w 1668).

Zygmunt III Waza

Zygmunt III Waza, szw. Sigismund (ur. 20 czerwca 1566 w Gripsholm, zm. 30 kwietnia 1632 w Warszawie) – król Polski i wielki książę litewski w latach 1587–1632 oraz król Szwecji (panował w latach 1592–1599, zachował tytuł do śmierci w 1632) z dynastii Wazów. W latach 1592–1599 głowa unii polsko-szwedzkiej. Syn króla szwedzkiego Jana III Wazy i królewny polskiej Katarzyny Jagiellonki, po kądzieli wnuk króla Zygmunta Starego i królowej Bony. Ojciec królów polskich Władysława IV i Jana Kazimierza. Za panowania Zygmunta III Rzeczpospolita osiągnęła swój największy obszar.

Rzeczpospolita w czasach unii personalnej polsko-szwedzkiej 1592-1599; źródło: Wikipedia.

Zygmunt III Waza w 1596 doprowadził do zawarcia unii brzeskiej pomiędzy Kościołami katolickim i prawosławnym, której wynikiem było powstanie Kościoła unickiego, podporządkowanego papieżowi. Mimo częściowego zjednoczenia obu Kościołów unia spowodowała, w perspektywie czasu, dodatkowe podziały i waśnie między unitami i prawosławiem.

x

To tyle z Wikipedii. Jednak ciekawsze informacje zawarte są w książce Normana Daviesa Boże igrzysko Wydawnictwo ZNAK, 1999:

W domu panującym Wazów brak było wewnętrznej jedności. Działaniem każdego z czterech synów Gustawa I kierowała całkowicie odmienna osobowość oraz rady wzajemnie ze sobą skłóconych stronników. Eryk XIV był maniakiem o morderczych zapędach; w r. 1568 został usunięty z tronu, a wreszcie otruty. Książę fiński Jan był uczonym i teologiem. Karol, książę sudermański i władca Sztokholmu, był orędownikiem protestanckiej szlachty. Magnus, książę wschodniej Gotlandii, został zamordowany wraz z Erykiem. Książę fiński, który został obrany królem na miejsce Eryka i który w r. 1569 rozpoczął panowanie jako Jan III , został wkrótce przeciągnięty na stronę partii katolickiej. Jego małżonka, siostra Zygmunta Augusta Katarzyna Jagiellonka, była żarliwą katoliczką. Jej posag składał się z majątku matki, Bony Sforzy – zamrożonego wprawdzie w Neapolu, lecz – jak miano nadzieję – możliwego do odzyskania dzięki użyciu wpływów katolickich na papieża i króla Hiszpanii. Z rozkazu Eryka pierwsze cztery lata swego małżeństwa spędziła wraz z mężem w lochach w Gripsholm, gdzie w r. 1566 urodził się ich syn, Sigismund. Wywarła znaczny wpływ na wydarzenia w dziedzinie religii. W r. 1567 Jan III wprowadził z jej inicjatywy nową liturgię ekumeniczną, która łączyła elementy potrydenckiego katolicyzmu ze szwedzkim luteranizmem.; w r. 1578 Possevino (delegat papieski w Sztokholmie – przyp. W.L.) przyjął go w tajemnicy w poczet wyznawców religii katolickiej. Wobec delikatnej, a zarazem trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł, nie dziwi fakt, że starał się umocnić swą pozycję, wykorzystując powiązania z Polską. Nie powiodło mu się w dwóch elekcjach – w latach 1573 i 1575 – natomiast za trzecim razem, w r. 1587, udało mu się doprowadzić do zwycięstwa jego syna i spadkobiercy, Sigismunda. Chociaż potomkowie Jana III Wazy mieli utracić władzę nad Szwecją, utrzymali oni tron Polski i Litwy przez następne 81 lat. Po Zygmuncie III panowali kolejno jego dwaj synowie: Władysław IV (1632-48) i Jan Kazimierz (1648-68).

Elekcja, która odbyła się w r. 1587, łączyła w sobie najgorsze elementy dwóch poprzednich: zakończyła się podwójnym wyborem oraz przyniosła zwycięstwo kandydatowi, którego bardziej obchodziła własna ojczyzna niż interesy Rzeczypospolitej. Doprowadziła do nieustannych starć: wojen domowych – najpierw w Polsce, później w Szwecji – oraz ponawianych i przeciągających się wojen między obydwoma państwami. Kandydaturę Sigismunda popierało w Polsce tak zwane „czarne koło” nazwane tak od barwy żałobnych strojów, jakie nosili po śmierci Batorego. Na czele tego obozu stali Zamoyski oraz biskup Karnkowski, będący w tym czasie prymasem; ich celem było za wszelką cenę doprowadzić do wyeliminowania kandydatów ze strony Habsburgów. (…)

Zygmunt padł ofiarą splotu okoliczności, na które nie miał żadnego wpływu. Jako Szwed z urodzenia i wnuk wielkiego Gustawa Eriksona, miał oczywiście na względzie przede wszystkim swoje szwedzkie dziedzictwo. Jako zagorzały katolik i wychowanek polskich jezuitów rozumiał, że Polska może odegrać istotną rolę w odzyskaniu Europy Północnej dla Rzymu. Jako posłuszny syn swej nieżyjącej już matki, Jagiellonki, posłuchał próśb ciotki, wdowy po Batorym, królowej Anny, która błagała go, aby z myślą o niej objął tron Polski. Wszystkie te interesy okazały się zupełnie nie do pogodzenia. Jeszcze w Szwecji, przed wyjazdem do Gdańska, Zygmunt musiał podpisać Statuty kalmarskie, które zapewniały Kościołowi protestanckiemu i parlamentowi zabezpieczenie przed wszelkimi zmianami, jakie mogłyby nastąpić w wyniku unii personalnej. Po przyjeździe do Polski – mimo głośnych protestów wyrażanych podczas uroczystości w opactwie oliwskim – został zmuszony do zaprzysiężenia paktów konwentów oraz warunków konfederacji warszawskiej. W czasie obrad sejmu koronacyjnego z gniewem słuchał, jak szlachta wprowadzała nową definicję lèse-majesté, która otwarcie dopuszcza wszystkie formy słownej obrazy. Od tego czasu mógł być – i bywał – obrażany bezkarnie. Szczególnie zaś nie podobał mu się ton Zamoyskiego, który nazwał go „naszym niemym diablęciem importowanym ze Szwecji”. Wydawało się, że motywacją wystąpień Zamoyskiego przeciwko Habsburgom oraz inspiracją jego planów zmierzających do jeszcze większego ograniczenia władzy królewskiej stawały się w coraz większym stopniu jego własne prywatne interesy. W r. 1588 Zygmunt musiał podpisać na Litwie trzeci Statut litewski, który wprawdzie pozostawał w bezpośredniej sprzeczności z unią lubelską, lecz stanowił konieczna cenę akceptacji nowego króla przez magnaterię Wielkiego Księstwa. W tej sytuacji nie wydaje się chyba rzeczą zbyt dziwną jego myśl o natychmiastowej abdykacji. W 1589 r. próbował ubić interes z Wiedniem, starając się odsprzedać koronę polską arcyksięciu Ernestowi za sumę 400 000 złotych. W Rewlu spotkał się z ojcem i poinformował go o swoim zamiarze rychłego powrotu do Szwecji. Ale nie mógł uciec. Szlachta szwedzka nie ukrywała, że świetnie sobie bez niego poradzi – zwłaszcza gdy pojął za żonę arcyksiężniczkę habsburską, Annę. Kiedy w r. 1592 zmarł Jan III, Zygmunta czekały w Szwecji takie same upokorzenia, jakich już wcześniej doświadczył w Polsce.

Spór o sukcesję szwedzką wywołał dziesięcioletni kryzys. Gdy Zygmunt przybył do Sztokholmu w asyście jezuitów i spowiedników oraz w towarzystwie nuncjusza papieskiego Germanica Malaspiny, zorientował się, że opozycja zdołała go uprzedzić. Synod biskupów Kościoła szwedzkiego z góry już zdecydował o przyjęciu wyznania augsburskiego i katechizmu luterańskiego oraz postanowił wykląć kalwinizm i zwinglianizm jako herezję. Nie było miejsca dla katolickiego prozelity. (…) W 1599 r. został oficjalnie usunięty z tronu. Książę Karol stopniowo wyeliminował tych spośród szlachty, którzy pozostali lojalni wobec prawowitego króla, i w r. 1604 – przy pomocy parlamentu – zdołał doprowadzić do własnej elekcji. Jako Karol IX stał się w ten sposób założycielem protestanckiej linii Wazów, która wywarła tak wielkie wpływy na życie polityczne siedemnastowiecznej Europy. Tak długa walka doprowadziła do nieuchronnej alienacji wielu spośród polskich poddanych Zygmunta. Bez względu na to, jakie działania polityczne podejmował w kolejnych okresach swego panowania, nieodmiennie uważano go za władcę, który bardziej troszczył się o Szwecję niż o Polskę.

Królestwo Wazów około 1600 roku; Liwonia to historyczna nazwa Łotwy. W czasie unii personalnej ze Szwecją (1592-1599) królestwo to obejmowało Szwecję, Finlandię, Estonię, Łotwę i Rzeczpospolitą. Źródło: angielska Wikipedia.

W sprawach religijnych na ogół unikano tak modnej gdzie indziej przesady. Podobnie jak Batory, Zygmunt III był gorliwym katolikiem i zwolennikiem kontrreformacji. Jan Kazimierz sam nawet wstąpił na pewien czas do zakonu jezuitów i został kardynałem. Katolików faworyzowano na dworze i przy rozdziale urzędów państwowych. Liczne rzesze szlachty powróciły na łono wiary katolickiej. Skarga narzucił główny ton – entuzjazmu, ale nie przymusu. Kwitły sekty wszystkich odcieni, choć w szczegółowych uchwałach sejmu z lat trzydziestych daje się dostrzec nutę nietolerancji. Kalwini, luteranie i Żydzi zachowali swoje przywileje. Wraz z unią brzeską w r. 1596 rozpoczął się okres tarć w łonie społeczności prawosławnej, opanowanych – jeśli nie zakończonych – na mocy kompromisu z r. 1632.

W dziedzinie stosunków społecznych, wielkie fortuny magnackie doszły do szczytu swego rozwoju. Zamoyski, który rozpoczynał karierę jak trybun demokracji szlacheckiej, zdobył pozycje poddanego bardzo potężnego, a zarazem bardzo niewygodnego. Na Litwie równie potężny był Radziwiłł. Potęgę magnatów utrwaliła fala „ordynacji”, które rozpoczęły się w 1589 r. Podobny model powielano we wszystkich niemal prowincjach Rzeczypospolitej. Po śmierci Zamoyskiego w 1605 r. i po rokoszu Zebrzydowskiego z lat 1606-09, do którego podżegały intrygi kanclerza wielkiego koronnego, na scenie politycznej w kraju zapanował spokój. Ale patronat magnacki w coraz większym stopniu zdobywał kontrolę nad sejmem, sejmikami i sądownictwem. Głosy niezależnej szlachty i mieszczaństwa dławiono, jęki chłopstwa – tłumiono. Prawodawstwo społeczne, które w XVI w. przeżywało okres rozkwitu, teraz praktycznie zniknęło.

x

Społeczność żydowska umocniła swoją pozycję w Rzeczypospolitej, osiągając taki poziom zamożności i bezpieczeństwa, jaki już nigdy w przyszłości nie miał się powtórzyć. Zasady i instytucje autonomii żydowskiej ostatecznie się ustaliły. W r. 1580 trybunał w Lublinie został zastąpiony przez „sejm czterech ziem” – najwyższy organ sądowy i ustawodawczy, który miał przetrwać przez blisko 200 lat. Nieco później powstała „rada prowincji” – organ zjednoczonych społeczności Wielkiego Księstwa. W 1592 r. Zygmunt III w całej rozciągłości potwierdził przywileje Żydów. Imigracja i przyrost naturalny zwiększyły liczbę ludności żydowskiej do około 450 tysięcy w r. 1648, czyli do 4,5% ogółu mieszkańców. Żydzi rozszerzyli swą działalność z tradycyjnych dziedzin bankowości i pożyczek na wszelkie formy handlu, rzemiosła i manufaktury. Zapewnili sobie prawo tworzenia własnych cechów, odrzucając w ten sposób monopol dotąd wyłącznie nieżydowskich organizacji. Co zaś najważniejsze, przestali jak dotychczas chować się w miastach i docierali do najdalszych zakątków wiejskich okolic kraju. Pozostając na służbie szlachty, odegrali istotną pionierską rolę w rozwoju obszarów położonych na południowym wschodzie kraju, zwłaszcza na Ukrainie. Sukces ten miał jednak swoje istotne strony ujemne. Już sam wzrost liczebności ludności żydowskiej w niektórych miejscach kraju powodował poważne przeludnienie. Nieprzerwana imigracja wywoływała ogromny protest miejscowych społeczności, które widziały w niej zagrożenie własnej tożsamości. Protest ten zresztą był równie silny ze strony samych Żydów. Jak wskazuje przekład zarządzenia gminy żydowskiej miasta Krakowa z r. 1595, starszyzna robiła wszystko, co tylko było w jej mocy, aby ograniczyć imigrację i nie dopuścić do równouprawnienia nowo przybyłych.

W prowincjach południowych i wschodnich przedsiębiorczy Żydzi zostali włączeni, co było dla nich niekorzystne, w ramy systemu arendy, czyli dzierżawy majątków ziemskich pośrednikom i zarządcom. Był to system odpowiadający interesom wielkich magnatów, mieszkających z dala od swoich majątków ziemskich oraz zubożałej szlachty, której nie chciało się osobiście zarządzać swymi majątkami. Oddając swoje sprawy w ręce dzierżawcy, właściciele mogli uzyskać pożyczkę, zapewnić sobie źródło stałego dochodu przeznaczonego na spłaty oraz odwrócić od siebie gniew chłopów. Dzierżawca natomiast przejmował nie tylko zarząd nad majątkiem w sensie gospodarczym, ale także wszystkie związane z nim feudalne prawa, powinności i jurysdykcję.

Żydowski arendarz stawał się w ten sposób panem życia i śmierci ludności całych okręgów, a ponieważ nie łączyło go z nią nic poza krótkotrwałym i czysto finansowym interesem, nie mógł się oprzeć pokusie obdzierania swych tymczasowych poddanych do gołej skóry. W dobrach szlacheckich powierzał swym krewnym i współwyznawcom nadzór nad młynem, browarem, a zwłaszcza karczmami, gdzie na mocy zwyczaju chłopi mieli obowiązek pić. W dobrach kościelnych pełnił funkcję poborcy wszystkich świadczeń kościelnych i stawał przy drzwiach kościoła, zbierając dziesięciny, opłaty za chrzest niemowląt, śluby i pogrzeby. W majątkach starostów stawał się w gruncie rzeczy pośrednikiem Korony, pobierając myta, podatki i opłaty sądowe i przyozdabiając swe bezwzględne praktyki godnością królewskiego autorytetu. W 1616 r. dużo ponad połowę dóbr koronnych na Ukrainie pozostawało w rękach żydowskich arendarzy. W tym samym czasie książę Konstanty Ostrogski zatrudniał podobno ponad 4000 żydowskich pośredników. Rezultat był oczywisty: społeczność żydowska jako całość ściągała na siebie hańbę, jaka początkowo okrywała tylko jej najbardziej przedsiębiorczych członków, stając się symbolem wyzysku społecznego i gospodarczego. Ich udział w „ciemiężycielskich praktykach szlachecko-żydowskiego przymierza” stał się najważniejszym z powodów, które wywołały straszliwy odwet, jaki miał spaść na Żydów przy kilku okazjach w niedalekiej przyszłości – zwłaszcza w latach 1648-55 i później, w r. 1768. Tymczasem jednak w zasadzie panował spokój. Żydowska nauka osiągnęła wielką głębię. Dzieła takich „olbrzymów halachy”, jak Salomon Luria (1510-73), Mojżesz Isserles (1510-72) czy Mordechaj Jaffe, stały się inspiracją bogatej tradycji talmudycznej, kabalistycznej i popularnej literatury w języku jidysz. Wychowanie i wykształcenie Żydów osiągnęło poziom o wiele wyższy od ogólnego poziomu stanów szlacheckiego i mieszczańskiego.

x

Kozacy zaporoscy nie zostali ujarzmieni. Przeciwnie – rozmnożyli się i urośli w siłę. Mimo ustanowienia przez Batorego rejestru, nadal wypuszczali się na łupieżcze wyprawy – nie tylko na Ukrainę, ale także w głąb Bałkanów i doliny Dunaju. W r. 1589 przepłynęli łodziami Morze Czarne i dokonali spustoszenia wielu miast tureckich. W 1590 r. z inicjatywy sejmu narzucono im obowiązek przyjmowania szlacheckich dowódców z regularnej armii polskiej oraz zabroniono rekrutowania zbiegłych chłopów poddanych, czyli swawolników. W wyniku tego zarządzenia Kozacy szybko przerobili polskich oficerów na własną modłę, wskutek czego ich częste bunty nabrały nowego kolorytu dzięki przywódczym talentom i zawodowemu wykształceniu w dziedzinie wojennego rzemiosła. W latach 1591-93 ataman Kosiński, polski szlachcic z Podlasia,poprowadził oddział liczący około 5000 ludzi na majątki Ostrogskich i Wiśniowieckich na Podolu, co stało się zarzewiem zamieszek chłopskich, które rozszerzyły się, obejmując teren całej Ukrainy. W latach 1595-96 podobną akcję podjął Semen Nalewajko; został on schwytany i okrutnie stracony w Warszawie. Wydarzenia te wskazują, że uprawiana na stepach Ukrainy działalność kolonizacyjna wielkich rodów magnackich spotykała się z protestem, a ukraińscy chłopi, zwabieni na początku obietnicami „słobody” i ziemi, niełatwo przyzwyczajali się do modelu poddaństwa. Nie widać było żadnego dobrego rozwiązania. Nigdy nie udało się ostatecznie ustalić rozmiarów kozackich rejestrów. Kozacy chcieli, aby rejestry obejmowały jak największą ich liczbę. Król zaś, aby uchronić się od kłopotów z ich strony, jednocześnie zapewniając sobie ich usługi na wypadek potrzeby, dążył do zredukowania ich w rejestrach do minimum. Najazdy nie ustawały. (…)

Niepokoje wśród Kozaków były objawem o wiele poważniejszej choroby całych ziem na południowym wschodzie. W okresie ich przyłączenia do Wielkiego Księstwa województwa Ukrainy leżały poza zasięgiem władzy centralnej; po r. 1569 w Koronie nadal pozostawiono je w znacznym stopniu prywatnej administracji kilku potężnych rodów – Koniecpolskich, Wiśniowieckich, Potockich, Kalinowskich, Ostrogskich. Ludności wciąż brak było poczucia pewności i bezpieczeństwa. Izolacja maleńkich oaz ludzkich osad położonych wzdłuż rzadko rozrzuconych po stepie szlaków lub skupionych wokół samotnych ośrodków miejskich czy klasztorów, nieustanne najazdy Kozaków czy Tatarów, waśnie między wielkimi panami, ogromne kontrasty społeczne i gospodarcze między wielkimi właścicielami ziemskimi a zbiegłymi chłopami poddanymi czy wolnymi kolonistami, skomplikowana mieszanka etniczna Rusinów, Polaków, Wołochów i wreszcie – a nie był to bynajmniej czynnik najmniej istotny – pogłębiające się rozłamy religijne między prawosławnymi, unitami, katolikami i Żydami – wszystko to składało się na życie pełne zamętu i przemocy. Była to last frontier Europy – nie mniej prymitywna, ale i nie mniej skuteczna niż jej późniejszy odpowiednik w Ameryce Północnej. W odróżnieniu od amerykańskiego zachodu, polski wschód był wystawiony na interwencję z zewnątrz. Ludność Ukrainy zawzięcie broniła swej niezależności i protestowała przeciwko ingerencji ze strony rządu. Ale skoro aż tak upierała się przy swojej niezawisłości, unicestwiając wszelkie środki zwykłej obrony, znalazły się siły, które miały zaingerować w sposób o wiele bardziej dotkliwy. Tragiczny los Ukrainy w XVII w. stanowił pod tym względem przedsmak losu Rzeczypospolitej w w. XVIII.

x

Związki ze Szwecją niewątpliwie wywarły wpływ największy na politykę zagraniczną, narzucając Rzeczypospolitej kierunki, jakich w innej sytuacji mogłaby była uniknąć. Mimo swej detronizacji w r. 1599 Zygmunt III zachował prawo do tronu szwedzkiego. Roszczenia te ponawiali Wazowie aż do r. 1660. W epoce monarchii był to legalny pretekst do wszczęcia wojen ze Szwecją. Te zaś automatycznie odnowiły dawną rywalizację z Moskwą. Wojny z Moskwą z kolei były ściśle związane z kolejnymi kampaniami wymierzonymi przeciwko Turkom i Tatarom.

x

Myśl, że Rzeczpospolita Polski i Litwy, ze swymi skromnymi siłami wojskowymi i rozlatującym się skarbem, mogła kiedykolwiek rozważać możliwość „okupowania” czy też „ujarzmiania” niezmierzonych obszarów Rosji, jest niedorzeczna. Polscy dowódcy – a zwłaszcza Żółkiewski – stale sprzeciwiali się planom interwencji, a król ustąpił w tym względzie tylko dwa razy, i to na krótko. Polacy mogli sobie na to w ogóle pozwolić tylko dlatego, że nacisk w tym kierunku wywierały na nich wpływowe frakcje moskiewskich bojarów. Nie mieli natomiast żadnych sprecyzowanych planów na przyszłość. Bez względu na to, co o tym myślą współcześni Polacy, którym zależy na zachowaniu szacunku dla samych siebie, nigdy nie było żadnej wojny ani żadnych podbojów porównywalnych z kampanią Napoleona z 1812 r. Operacje polskie nie były niczym więcej jak tylko szeregiem drobnych incydentów, które rozgrywały się na tle wielkiej wojny domowej.

Na początku „smuty” Rzeczpospolita jako taka nie odgrywała w sprawach Moskwy żadnej roli. Pierwszego Dymitra Samozwańca wysterował prywatnie Jerzy Mniszech z Sambora, wojewoda sandomierski. Wyszkolili go polscy jezuici, którzy namówili króla, aby go przyjął na dworze i aby w imię wiary uśmiechał się życzliwie, słuchając przewrotnych planów. Gdy w r. 1605, niby siedemnastowieczny Lambert Simnel1, Dymitr został rzeczywiście ukoronowany w Moskwie jako odnaleziony po długim czasie zaginiony syn Iwana IV, per procura zawarł w Krakowie małżeństwo z Maryną Mniszchówną (1588-1614). Zdaniem Zamoyskiego, była to „komedia warta Plautusa lub Terencjusza”. Jej koniec nastąpił, gdy szczątki zamordowanego samozwańca, stratowane na miazgę przez moskiewskie pospólstwo, zostały wystrzelone na cztery strony świata z działa na placu Czerwonym.

Potem kolejne prywatne konsorcjum polskich i litewskich awanturników, w osobach Aleksandra Lisowskiego, księcia Romana Różyńskiego i starosty uświackiego Jana Sapiehy, przyjęło drugiego Dymitra Samozwańca, „złodzieja z Tuszyna” – Perkina Warbecka2 całej tej historii. To oni doprowadzili owdowiałą Marynę po raz drugi do ołtarza i to ich niezdyscyplinowane poczty wyruszyły z obozu w Tuszynie i rozpoczęły oblężenie Moskwy. Oni też stali się inspiracją pamiętnej tablicy pamiątkowej umieszczonej na murze ławry troicko-siergijewskiej w Zagorsku: „trzy plagi – tyfus, Tatarzy, Polacy”. Tymczasem po koronę carską sięgnął Wasyl Szujski. Dopiero w tym momencie dwór polski zaczął oficjalnie okazywać swoje zainteresowanie. Podczas zamachu w r. 1606 z inicjatywy Szujskiego zmasakrowano w Moskwie około pięciuset Polaków ze stronnictwa Mniszcha. Co gorsza, Szujski zaczynał rozglądać się za możliwością nawiązania przymierza z królem szwedzkim Karolem IX. Zygmunt III odrzucił konstytucyjne subtelności oraz rady sejmu i postanowił wyruszyć – „ku chwale Rzeczypospolitej”. Wyprawa ruszyła jesienią 1609 r. pod dowództwem niechętnie do niej nastawionego Żółkiewskiego. Jednym z jej konkretnych celów było odzyskanie twierdzy smoleńskiej. Rozpoczęło się oblężenie. Ale w lipcu następnego roku, po zaskakującym zwycięstwie Żółkiewskiego w bitwie pod Kłuszynem, gdzie rozgromiono połączone wojska cesarskie i szwedzkie, nastąpiły nieprzewidziane wydarzenia. Szujki został usunięty z tronu na skutek powstania, jakie wybuchło na dworze carskim. Nie napotykając na żaden opór, Polacy ruszyli na Moskwę, gdzie zebrani w stolicy bojarzy poprosili Żółkiewskiego, aby ich obronił przed nieokiełznaną anarchią ścierających się ze sobą frakcji. Na mocy traktatu podpisanego 27 sierpnia bojarzy mieli otrzymać takie same prawa i przywileje jak szlachta polska, syn króla polskiego zaś, książę Władysław, miał zostać ogłoszony carem. Na Kremlu zainstalowano garnizon polski pod dowództwem starosty wieliskiego Aleksandra Gosiewskiego. Wszystko działało na zasadzie improwizacji. Pozbawiony dokładnych instrukcji Żółkiewski nie mógł się dowiedzieć, że król nie pochwala jego rozporządzeń. (…)

Bojarzy porzucili myśl o ochronie ze strony Polski i ruszyła fala powszechnego oporu. Po dwuletnim oblężeniu Smoleńsk poddał się Polakom w czerwcu 1611 r. Ale w Moskwie polskiej załogi Kremla nie udało się uratować, nawet gdy do miasta zbliżyły się wojska Chodkiewicza. Zmuszeni do oddania klejnotów koronnych cara za kawałek chleba, skapitulowali 22 października 1612 r. Połowę wyrżnięto na miejscu. W cztery miesiące później piętnastoletni Michał Fiodorowicz Romanow, założyciel największej rosyjskiej dynastii, został ogłoszony carem. W Polsce skonfederowana armia domagała się wypłacenia zaległego żołdu; żołnierze rozeszli się do domów dopiero w r. 1614, otrzymawszy żołd w wysokości sześciokrotnej wartości podatku gruntowego. Pomniejsza ekspedycja, zorganizowana w latach 1617-18 z prywatnej inicjatywy księcia Władysława, nie osiągnęła nic. Rozejm podpisany 3 stycznia 1619 r. w Dywilinie na czterdzieści i pół roku pozostawiał Smoleńsk, Siewiersk i Czernihów w rękach Rzeczypospolitej, Władysław natomiast zobowiązał się do rezygnacji z roszczeń do tronu carskiego, choć oficjalnie się go nie wyrzekł. W kategoriach strat w ludziach i zmarnowanych nakładów finansowych okres moskiewskiej „smuty” okazał się prawie tak samo smutny dla Rzeczypospolitej jak dla Moskwy.

Wieczysty pokój, zawarty 14 czerwca 1634 r. nad rzeką Polanowka w pobliżu Smoleńska, potwierdzał wszystkie postanowienia terytorialne uzgodnione w Dywilinie. Władysław IV, teraz już dzięki elekcji utwierdzony w swoim polskim dziedzictwie , z przyjemnością przyjął sumę 20 tysięcy rubli w zamian za rezygnację z roszczeń do tronu moskiewskiego.

„Wieczność” trwała jednakże zaledwie przez dwadzieścia lat. W 1654 r. Moskwa zrobiła decydujący krok na drodze do zemsty. Zachęcony ciągłymi niepokojami na Ukrainie, car Aleksy Michajłowicz utorował sobie drogę, biorąc w opiekę zaporoskich Kozaków. Potem uderzył i ponawiał ataki przez następne dwadzieścia sezonów. W czasie tej wojny Moskale wykazali ową wspaniałą wytrzymałość, która jest jedną z cech, jakie znaczą ich dzieje. Mimo krótkiej przerwy w latach 1657-58, spowodowanej działaniami podejmowanymi przez Szwedów, nie wypuszczali Rzeczypospolitej z dławiącego uścisku, obejmując podwójnym chwytem Litwę i Ukrainę. Na mocy rozejmu w Andruszowie, podpisanego 3 stycznia 1667 r., odwrócili postanowienia z r. 1634, przejmując kontrolę nad Kijowem i całą lewobrzeżną Ukrainą. Te nowe warunki nie zostały potwierdzone aż do następnego „wieczystego pokoju” z r. 1686, przez Rzeczpospolitą zaś zostały ratyfikowane dopiero w r. 1710. Ale praktycznie rzecz biorąc, Ukraina popadła w zależność od Moskwy. Odwieczne pretensje księstwa moskiewskiego do statusu „imperium rosyjskiego” szybko nabierały uzasadnienia w rzeczywistości.

xxx

Wazowie panowali przez 81 lat i skończyło się to rozbiorem Rzeczypospolitej, no bo jak inaczej nazwać utratę Ukrainy zadnieprzańskiej i Inflant? W tym czasie wydarzyło się bardzo wiele i negatywne konsekwencje tego są odczuwane do dziś.

Unia brzeska. W 1414 roku powstała druga, oprócz Moskwy, metropolia w Kijowie. W 1589 utworzony został niezależny patriarchat w Moskwie. Było więc oczywiste, że Moskwa roztoczy opiekę nad prawosławnymi w Rzeczypospolitej, w której wówczas prawosławie było dominującym wyznaniem: Czyja religia, tego władza. Oznaczało to, że to Rosja będzie rządzić na znacznych obszarach Rzeczypospolitej. Dlatego wymyślono nowe wyznanie, zgodnie z regułą: Czyja władza, tego religia. A to oznaczało permanentny konflikt z Rosją. Po zaborach odwróciła ona skutki tej unii, ale ta część, która trafiła do Austrii, pozostała unicka, bo cieszyła się poparciem cesarzowej Austrii Marii Teresy. I stąd mamy to ukraińskie „Drang nach Europa”. A to Zygmunt III Waza zatwierdził tę unię.

Żydzi. W 1592 r. Zygmunt III w całej rozciągłości potwierdził przywileje Żydów. Imigracja i przyrost naturalny zwiększyły liczbę ludności żydowskiej do około 450 tysięcy w r. 1648, czyli do 4,5% ogółu mieszkańców. O ile za czasów Polski piastowskiej liczba Żydów była stosunkowo niewielka. Szacowano ją na około 20-30 tysięcy, to skokowy wzrost nastąpił za czasów Rzeczypospolitej. Trend ten, zapoczątkowany przez Zygmunta III, trwał przez cały okres istnienia tego państwa. Żydzi zdominowali nie tylko wszystkie dziedziny życia gospodarczego, ale bujnie rozwijała się ich nauka i kultura. Poziom ich wykształcenia był znacznie wyższy niż szlachty i mieszczan. Podporządkowali więc sobie to państwo i stąd kultura żydowska promieniowała na cały świat. Trudno więc dziwić się, że tęsknią za dawną Rzeczpospolitą i twierdzę, że dążą do jej odtworzenia i po to jest właśnie wojna na Ukrainie. Rozbiór tego państwa już się dokonał. Teraz czas na III RP i jej rozbiór, a potem połączenie z pozostałością po Ukrainie. Później dojdzie zachodnia Białoruś i kraje bałtyckie.

Ukraina. To jedna wielka mistyfikacja. Nie ma chyba na świecie kraju, którego historię tak zafałszowano. Wykreowano tam mnóstwo konfliktów, których skutki ciągną się do dziś. W 1590 r. z inicjatywy sejmu narzucono im obowiązek przyjmowania szlacheckich dowódców z regularnej armii polskiej oraz zabroniono rekrutowania zbiegłych chłopów poddanych, czyli swawolników. W wyniku tego zarządzenia Kozacy szybko przerobili polskich oficerów na własną modłę, wskutek czego ich częste bunty nabrały nowego kolorytu dzięki przywódczym talentom i zawodowemu wykształceniu w dziedzinie wojennego rzemiosła. Tak napisał Davies. Ale przecież ci oficerowie byli prawdopodobnie rusińskimi bojarami przerobionymi na polskich szlachciców. Zaczęło się od unii horodelskiej z 1413 roku, na mocy której 47 rodów bojarów litewskich i rusińskich zaadoptowało 47 herbów szlachty polskiej i w ten sposób ci bojarzy stali się polskimi szlachcicami. Do tego dochodzi fakt, że na krótko przed unią lubelską (1569) do Korony zostały włączone województwa: podlaskie, wołyńskie, czernihowskie i kijowskie. Siłą rzeczy nie mogło być tam Polaków, w momencie, gdy wybuchło powstanie Kosińskiego. Tak więc I RP wykształciła Rusinów na polskich oficerów, którzy wszczynali powstania na Ukrainie przeciwko tej I RP. To samo powtórzono w II RP, gdy na koszt tego państwa utworzono na Wołyniu oddziały paramilitarne. Wyszkolono i uzbrojono ludzi. I to z tych oddziałów powstała UPA. O tym w blogu Eksperyment wołyński. Obecnie mamy na Ukrainie to samo, co za I RP: Żydzi i czerń.

Konflikt z Moskwą. To była jedna wielka hucpa, jakieś prywatne intrygi magnatów, którzy nie mieli zgody sejmu Rzeczypospolitej. Ale skoro to zrobili, to co to było za państwo? Zaczęło się od tego, że wojska Rzeczypospolitej oblegały Smoleńsk, bo każdy król elekcyjny składał obietnicę, że będzie dążył do odzyskania ziem, które przed unią utraciło Wielkie Księstwo Litewskie. W czasie tego oblężenia i walk o władzę na Kremlu zbuntowani bojarzy zaprosili Polaków na Kreml i obiecywali koronę królowi polskiemu. Później wycofali się z tego i polska załoga musiał opuścić Moskwę, a jej połowa została wymordowana. Wygląda więc na to, że była to typowa, prowokacja ze strony Rosjan. Konsekwencje są takie, że do dziś przeciętny Rosjanin jest przekonany, że Polacy chcieli podbić Rosję, ale nie wie, że ci Polacy pojawili się tam na zaproszenie. To było działanie oficjalne państwa zwanego Rzeczpospolitą, a wcześniejsze czy późniejsze wyprawy były czysto prywatnymi przedsięwzięciami różnych awanturników, wykorzystujących bezkrólewie na Kremlu.

Jak zatem podsumować rządy Wazów? Trudno powiedzieć czy były one gorsze od rządów Jagiellonów i Sasów. Cała ta unia, w wyniku której powstała Rzeczpospolita Iluś Tam Narodów, to jakiś koszmarny projekt, jakiś socjotechniczny eksperyment, laboratorium, w którym testowano różne procesy społeczne, a laboranci w nim zatrudnieni wykonywali tylko polecenia jego twórców. Gdy prześledzi się dalsze losy tych ziem pomiędzy Niemcami a Rosją, to nieodparcie nasuwa się przekonanie, że ten eksperyment nadal trwa. Najwięcej tracą na nim rdzenni mieszkańcy tych ziem, którym przypadło najniższe miejsce na drabinie społecznej państw powstających tu i znikających.

  1. Lambert Simnel (ok. 1475-1535), uzurpator i pretendent do korony angielskiej, syn stolarza z Oxfordu; narzędzie w rękach zwolenników linii książąt Yorku w spiskach po zwycięstwie Henryka VII. Przejawiał podobno niezwykłe podobieństwo do Edwarda IV; być może został podstawiony jako jeden z “książąt z Wieży” (przyp. tłum.). ↩︎
  2. Perkin Warbeck, tzw. Piotruś (ok. 1474-99), pretendent do tronu angielskiego, syn marynarza. W Irlandii podawał się za zamordowanego syna Edwarda IV; popierany przez Małgorzatę burgundzką; w Szkocji poślubił księżniczkę krwi. Występując jako Ryszard IV, wkroczył do Anglii, gdzie został pobity (1498), ujęty i powieszony (przyp. tłum.). ↩︎

Wolna elekcja

Historię państwa, które nazywa się Polską, można podzielić na kilka okresów. Na początku była Polska Piastów, czyli właściwe państwo polskie. Później nastąpił okres unii personalnej z Litwą, co oznaczało, że Litwin Jagiełło był jednocześnie królem Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego. To w tym okresie nastąpiło wprowadzenie w Koronie standardów WKL, czyli zaburzenie równowagi stanów, przejawiające się m.in zmarginalizowaniem mieszczaństwa i niewolnictwem chłopów. Unia realna z 1569 roku to powstanie nowego państwa, czyli Rzeczypospolitej Iluś Tam Narodów (RITN). Ustrój tego państwa był wyjątkowy, jedyny taki w ówczesnej Europie. Była to demokracja szlachecka, co oznaczało, że każdy szlachcic mógł brać udział w wyborach króla. Nazywało się to elekcją viritim. Ten ustrój trwał do końca RITN, czyli do rozbiorów tego śmiesznego tworu. Co było później, to każdy wie. Jednak konsekwencje istnienia RITN trwają do dziś. Warto więc bliżej przyjrzeć się temu zjawisku, jakim była wolna elekcja. Wytłuszczenia W.L.

Hasło „elekcja” w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1962-1970) jest, moim zdaniem, bardzo dobrze i kompleksowo opracowane, więc warto je zacytować.

Elekcja (łac. electio „wybór”), powołanie dostojników świeckich, duchownych i monarchów w drodze obioru. Była praktykowana zarówno w cesarstwie rzymskim i bizantyńskim (wybór cesarza przez senat i aklamacja przez wojsko i lud), jak i monarchiach europejskich w średniowieczu. W państwie niemieckim pierwsza elekcja miała miejsce w 911 roku po wygaśnięciu dynastii karolińskiej (Konrad 911-919). Za desygnacją Konrada w podobny sposób wstąpił na tron Henryk Ptasznik oraz (936) jego syn Otton, od 962 roku cesarz rzymski. Odtąd korona niemiecka pozostała już elekcyjna, choć do wielkiego bezkrólewia w XIII wieku wybór dokonywany przez wyższych członków hierarchii feudalnej ograniczał się do krewnych zmarłego cesarza, a prawa synów cesarskich do następstwa nigdy nie kwestionowano. Po wielkim bezkrólewiu korona niemiecka stała się w pełni elekcyjna, a wyboru monarchy dokonywała niewielka grupa najpotężniejszych książąt Rzeszy, zwanych elektorami (Kurfürsten); praktykę tę usankcjonowała Złota Bulla cesarza Karola IV. Od XV wieku cesarzami byli obierani przedstawiciele dynastii Habsburgów, często vivente imperatore (wybór na tron cesarski – przyp. W.L.), ale formalną elekcję utrzymano aż do likwidacji cesarstwa rzymskiego narodu niemieckiego w 1806 roku (wojny napoleońskie – przyp. W.L.). Również we Francji po wygaśnięciu Karolingów (987) wielcy wasale korony dokonali elekcji Hugona Kapeta. Kapetyngowie przeprowadzali jednak z reguły wybór i koronację swych synów vivente rege i torowali w ten sposób drogę dziedziczności tronu, która zapanowała już bez żadnych ograniczeń od śmierci Filipa II Augusta (1223). W państwach anglosaskich elekcji króla dokonywała rada starszych (witenagemot); po podboju Anglii przez Wilhelma Zdobywcę (1066) przyjęła się zasada dziedziczności tronu przez potomków męskich króla.

W Polsce feudalizacja stosunków społecznych i wzrost znaczenia możnowładztwa doprowadziły od polowy XI wieku obok zasady dziedziczności, do powoływania na tron w razie braku potomka męskiego (albo zastosowania prawa oporu) – innego przedstawiciela dynastii Piastów, od końca XIII wieku również spośród krewnych po kądzieli, a nawet obcych ożenionych z Piastównami. Przewaga jednej z zasad w różnych dzielnicach była zależna od konkretnych warunków społeczno-politycznych. Elekcyjność tronu występowała najczęściej w dzielnicy krakowsko-sandomierskiej. Zależnie od sposobu obierania rozróżniano elekcje solenne, czyli formalne, dokonywane na wiecu feudalnym, i elekcje faktyczne, w których o wyborze decydowało zbrojne poparcie większości feudałów. Elekcyjność uwypuklała publiczny charakter władzy książęcej, podczas gdy dziedziczność wydobywała jej elementy patrymonialne. Równocześnie elekcyjność tronu sprzyjała łączeniu w ręku jednego władcy dwu lub więcej dzielnic, co w konsekwencji ułatwiało proces zjednoczenia państwa. Po krótkotrwałym wzmocnieniu władzy królewskiej za Kazimierza Wielkiego, możnowładztwo, zainteresowane w unii z Węgrami, powołało na tron Ludwika Węgierskiego (1370-82). Po śmierci Ludwika tron przyznano jego córce Jadwidze. Wybór Jagiełły potwierdzono na elekcji w 1386 roku. Przekazanie tronu po śmierci Jagiełły jednemu z jego synów (Władysławowi III) nie było wprowadzeniem zasad dziedziczności: wybór władcy spoza dynastii Jagiellonów doprowadziłby do zerwania unii z Litwą. Podobny charakter (elekcja vivente rege) miał wybór w 1529 Zygmunta Augusta jeszcze za życia jego ojca.

Fragment obrazu Bernarda Bellotto Elekcja Stanisława Augusta przedstawiający elekcję Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1764 roku na Woli, widoczna szopa senatorska, koło rycerskie z chorągwiami województw; źródło: Wikipedia.

Sposób elekcji nie został za Jagiellonów wyraźnie określony. Wyboru króla dokonywano zgodnie z dotychczasową praktyką. Zasady elekcji wykształciły się podczas bezkrólewia 1572-73. Zwoływane już w okresie jagiellońskim zjazdy przedelekcyjne przekształciły się w sejm konwokacyjny, mający zapewnić bezpieczeństwo kraju na czas bezkrólewia i przygotować elekcję. Dla utrzymania ładu wewnętrznego w państwie szlachta zawiązywała konfederacje zwane kapturami. Miejsce elekcji nie było początkowo ustalone (np. Kraków, Piotrków). Elekcja Walezego odbyła się w Warszawie po stronie praskiej pod wsią Kamień. Dopiero od 1736 roku ustalono „miejsce electionis między Wolą y Warszawą…” Na elekcję zjeżdżała szlachta województwami, czasami tylko delegaci wybrani na sejmikach ziemskich. Sejm obradował w polu. Wokół „szopy”, w której radził senat z prymasem, ustawiała się „kołem” szlachta-elektorzy pod chorągwiami województw, na koniach i zbrojnie. Koło otoczone było okopem. Obrady prowadził prymas, udzielając głosu przedstawicielom obcych państw, zachwalającym zalety swego kandydata. W czasie głosowania senatorowie rozchodzili się do swoich województw, w szopie zostawał tylko prymas, który po głosowaniu ogłaszał wybór elekta. Sejm kończył obrady po wystawieniu dyplomu elekcji i ustaleniu daty koronacji. Zwyciężyła też ostatecznie zasada udziału w elekcji całej szlachty, czyli elekcja viritim. W wieku XVII i XVIII wolna elekcja tronu stała się dominująca cechą ustroju, w myśl zasady, że wolny szlachcic może słuchać tylko wolnego króla, którego sam wybrał. Warunkiem objęcia władzy przez elekta było zaprzysiężenie paktów i przywilejów generalnych, które od elektora Walezjusza stały się aktami prawnymi (artykuły henrykowskie, pacta conventa).

Umocnienie zasady elekcji wniosły kardynalne prawa i uchwały sejmu 1775, przewidujące, że królem może być obrany tylko szlachcic polski, a jego synowie i wnukowie nie mogą bezpośrednio dziedziczyć tronu. Dopiero Konstytucja 3 maja ograniczyła zasadę elekcji do elekcji dynastii. Przewidywała ona powołanie po śmierci Stanisława Augusta, dynastii saskiej.

x

Z kolei Wikipedia tak opisuje wolną elekcję:

Wolna elekcja – wybór monarchy nieprzestrzegający zasad sukcesji dynastycznej. W Rzeczypospolitej Obojga Narodów przybyła na pole elekcyjne w trybie pospolitego ruszenia, szlachta głosowała województwami w obecności posłów, którzy zanosili jej głosy do Senatu: wybór króla ogłaszał marszałek, mianował natomiast prymas Polski. Senatorowie wiedli najważniejszą rolę w ustalaniu ostatecznych wyników wolnej elekcji.

Pierwsza wolna elekcja w Polsce odbyła się w roku 1573 we wsi Kamion pod Warszawą, rok po bezpotomnej śmierci ostatniego z Jagiellonów – Zygmunta II Augusta. Później ustalono stałe miejsce, w którym odbywała się elekcja – była to wieś Wola pod Warszawą. Jednak w 1733 roku na polach wsi Kamion odbyła się jeszcze jedna elekcja, w trakcie której na króla wybrano Augusta III Sasa.

Monarchia polska, elekcyjna od 1572 roku, za panowania królów z dynastii Wazów nabrała charakteru monarchii dziedziczno-elekcyjnej. Od zawarcia unii lubelskiej (1569) każdy nowo koronowany król Polski zostawał władcą Litwy z urzędu i nigdy nie był podnoszony na Wielkie Księstwo Litewskie.

Rys historyczny

Pierwsza udokumentowana elekcja na tron Polski odbyła się w roku 1386, a osobą która została wybrana na władcę ówczesnego państwa polskiego był Władysław Jagiełło. Król Zygmunt I Stary wydał dwa statuty w latach 1530 i 1538, którymi ustanowił raz na zawsze elekcję viritim. Na elekcję mógł przybyć każdy kto by chciał (unusquisque qui vellet) a elekcja ma być wolna (electio Regis libera). Ostatni król z dynastii Jagiellonów – Zygmunt II August zmarł 7 lipca 1572 roku. Otwierało to nowy okres w dziejach monarchii w Rzeczypospolitej – w Polsce nastało bezkrólewie.

Wygaśnięcie rodu Jagiellonów i związany z tym kryzys dynastyczny stał się testem trwałości państwa szlacheckiego. Obawiano się, że przedłużający się okres braku monarchy może źle wpłynąć na całą Rzeczpospolitą, a może nawet doprowadzić do jej upadku. Choć wielu możnych liczyło się z możliwością wygaśnięcia dynastii, nie istniały żadne ustalone metody postępowania w takiej sytuacji. Bezkrólewie stało się jednak rzeczywistością. W tej sytuacji szlachta podjęła próbę rozwiązania problemu bezkrólewia. Chodziło nie tylko o rozważenie kandydatów na nowego władcę, ale też o ustalenie sposobu jego wyboru, a także stworzenie takich mechanizmów, które gwarantowałyby, że nowy król nie naruszy zasad „złotej wolności”. Szlachta musiała przygotować umowę, dzięki której nie utraciłaby swoich wielkich przywilejów, a przy okazji zdołałaby zyskać pewne dodatkowe korzyści. Chodziło także o ochronę osiągnięć Rzeczypospolitej Obojga Narodów, takich jak tolerancja wyznaniowa, a także zabezpieczenie kraju na wypadek samowolnych decyzji króla czy konieczności prowadzenia wojny. W końcu jednak, pomimo lekkich sporów między szlachtą, magnatami i duchowieństwem, znaleziono porozumienie. Postanowiono, że do czasu wyboru następnego króla będą obowiązywać następujące ustalenia:

  • Osobą sprawującą naczelną władzę będzie na czas bezkrólewia prymas Jakub Uchański (tzw. interrex),
  • Konfederacje (kaptury) szlacheckie przejmą władzę w terenie (np. w województwach),
  • Pokój religijny na terenie kraju zapewni tzw. konfederacja warszawska, uchwalona na początku 1573 roku.

Lecz najważniejszym wynikiem tego porozumienia między szlachtą było ustalenie, iż wybór na króla będzie się odbywał przez elekcję, której ostateczną formę ustalono na sejmie konwokacyjnym w 1573. Wybory miały być powszechne w obrębie stanu szlacheckiego (viritim, czyli „mąż w męża”). Inicjatorami pomysłu elekcji w systemie viritim była szlachta małopolska, a dokładniej: wojewoda sandomierski Piotr Zborowski, wojewoda krakowski Jan Firlej oraz kasztelan lubelski Stanisław Słupecki. Mieli oni „swojego człowieka” w sejmie – był to Jan Zamoyski (który został później wielkim kanclerzem koronnym i hetmanem), który ze wszystkich sił próbował przeforsować ten system elekcji. I rzeczywiście mu się udało, dzięki poparciu tego pomysłu także przez duchowieństwo, które było zaniepokojone dużą liczbą protestantów zasiadających w senacie.

Od tej pory wybieranie monarchy nazywało się wolną elekcją, i w istocie była ona wolna, mógł w niej uczestniczyć każdy szlachcic, a nie tak jak w przeszłości tylko członkowie sejmu.

Pierwsza wolna elekcja zgromadziła rekordowo dużo szlachty (40–50 tys.), na następne nie przyjeżdżało już tak wielu głosujących. Na drugiej wolnej elekcji, która odbyła się w 1575 r. w porównaniu do pierwszej stawiło się tylko 12 tys. osób (z Prus Królewskich przybyły zaledwie 2 osoby). Na elekcję 1668 przybyło pieszo aż 2 tysiące Mazurów – biednej szlachty mazowieckiej nie stać było na konie, a do Warszawy mieli blisko.

Wolna elekcja była systemem, który osłabiał władzę króla. Stawała się powodem do kłótni między głosującymi województwami (spory o kandydatów do tronu), a przede wszystkim dawała możliwość ingerowania obcym dynastiom w sprawy państwa polsko-litewskiego. Projekt reformy elekcji w 1589 został odrzucony, podobnie choć z innych przyczyn kolejny w latach 1661–1662.

Konstytucja 3 maja z uwagi na doznane klęski bezkrólewiów peryodycznie rząd wywracających wprowadzała tron elekcyjnym przez familie, uznając elektora saskiego Fryderyka Augusta za następcę Poniatowskiego, wobec braku męskich potomków elektora następcą miał być jego zięć za zgodą stanów zgromadzonych, córce jego dobrany (…) zachowując przy narodzie prawo, żadnej preskrypcyi podpadać nie mogące, wybrania do tronu drugiego domu po wygaśnieniu pierwszego (art. VII), co 25 lat miano rozważać poprawki do Konstytucji (art. VI).

x

Norman Davies w książce Boże igrzysko ZNAK, 1999 pisze:

Elekcja królewska była w Polsce wydarzeniem dość szczególnym. Teoretycznie każdy szlachcic Rzeczypospolitej miał prawo wziąć w niej udział, w praktyce do Warszawy zjeżdżało się od dziesięciu do piętnastu tysięcy. Przyjeżdżali konno na pole elekcyjne na Woli pod Warszawą, formując zwarte szeregi wokół pawilonów swoich prowincji. Każdy szlachcic i katolik – czy to obywatel polski, czy cudzoziemiec – miał prawo zgłosić swoją kandydaturę. Każda prowincja omawiała sprawę wcześniej na własnym sejmiku ziemskim i na ogół przyjeżdżano do Warszawy z dość wyrobionym zdaniem w sprawie kandydatur. Jednakże proces, dzięki któremu ta zgraja uzbrojonych jeźdźców ostatecznie osiągała jednomyślną decyzję, wybierając jednego spośród dziesiątków kandydatów i jedną spośród dziesiątków opinii, można opisać jedynie jako akt zbiorowej intuicji. Na początku dnia zwolennicy każdego z głównych kandydatów organizowali kampanię dla zapewnienia mu należytej reklamy. Od pawilonu do pawilonu krążyły delegacje, badając ogólne nastroje, werbując stronników, składając we własnych pawilonach raporty, na podstawie których decydowano, jak dalej postępować. Przez cały czas po polu elekcyjnym krążył konno marszałek wielki koronny, ponaglając niezdecydowanych do złożenia głosów na kandydatów mających największe szanse na zwycięstwo, błagając przegrywające stronnictwa, aby przestały upierać się bez potrzeby, schlebiając im i namawiając, aby się pogodziły i głosowały na wspólnego kandydata. Jeśli mu się udało, zanim nadszedł wieczór, głośno ogłaszano nazwisko oczekiwanego zwycięzcy; poszczególne prowincje jedna po drugiej dołączały się do tych okrzyków, które stopniowo zmieniały się w potężny ryk, aż wreszcie, podnosząc w górę szable, szlachta Rzeczypospolitej obwoływła swego króla. Równie często jednak akt intuicji nie przynosił jednomyślności. Na porządku dziennym były sceny nieopisanego zamętu, rozstrzygające spory bójki i prywatne potyczki. O elekcji z roku 1764, podczas której zabito zaledwie trzynastu elektorów, mówiono, że przebiegła nadzwyczaj spokojnie. Przy kilku okazjach – w latach 1575, 1587, 1697 i 1733 – sporów nie udało się rozstrzygnąć na polu elekcyjnym. W takich przypadkach następowała podwójna elekcja: wybierano dwóch „zaakceptowanych” elektów, z których każdy był zdecydowany przeforsować własną kandydaturę na drodze rozpoczynającej się w ten sposób wojny domowej.

x

Mamy tu więc sprzeczne lub nieprecyzyjne informacje, dotyczącego tego, kiedy podjęto decyzję o tym, że wybór króla miał się odbywać się na zasadzie elekcji viritim. Wikipedia podaje, że taką decyzję podjął Zygmunt Stary, wydając dwa statuty w latach 1530 i 1538. A więc było to ponad 30 lat przed zawarciem unii realnej pomiędzy Królestwem Polskim a Wielkim Księstwem Litewskim. Inne źródła mówią o tym, że ostateczną formę elekcji ustalono na sejmie konwokacyjnym w 1573 roku. Najczęściej takie informacje podawane są w formie bezosobowej, czyli nie wiemy i pewnie nigdy się nie dowiemy, kto tak naprawdę zaprojektował ustrój tego nowego państwa. Drugą informacją, która może szokować, a przynajmniej wydaje się niezrozumiała, to fakt, że kandydować na króla mógł obcokrajowiec, który był szlachcicem i katolikiem. Efektem tego było to, że RITN najdłużej była rządzona przez obce dynastie Wazów i Sasów. A wcześniej też byli obcy, czyli Jagiellonowie.

Wydaje się, że ten twór, RITN, był wielkim eksperymentem. Stworzono państwo wielonarodowe, czyli tzw. multi-kulti; zastąpiono (jezuici) stary, rdzenny naród nowym, który stworzono poza obszarem osiedlenia tego pierwotnego; wprowadzono nową ordynację wyborczą, czyli demokrację, jeszcze tylko w ograniczonym zakresie, ale wypracowano w niej mechanizmy manipulowania wyborcami i korumpowania kandydatów. O tym w szczegółach w blogu Sztadlani.

Czy to wszystko było złe? Złe, bo doprowadziło do tego, do czego doprowadziło. A przecież mogłoby być inaczej, a skoro nie było inaczej, to znaczy, że ktoś chciał, by tak było, by powstało państwo, które stało się pośmiewiskiem Europy i do dzisiaj tak jest. Mogłoby być inaczej, bo państwo wielonarodowe i rządzone przez obcych nie musi być anarchią. Rosja jest państwem wielonarodowym, które przez wieki było rządzone przez obcych, a mimo to było to i jest to zupełnie inne państwo niż RITN. Związek Radziecki miał obcych „królów” – Stalina, Chruszczowa i nie zaszkodziło to temu państwu. Co więc, a raczej, kto decyduje o tym, że w jednych państwach jest bałagan a w innych – porządek. Za czasów Związku Radzieckiego banderowcy siedzieli jak mysz pod miotłą, a po 1990 roku zostali wybudzeni z hibernacji i dokazują. Ten, kto ich uaktywnił, mógłby ich w ciągu jednego dnia zgasić, gdyby tak chciał.

Wszystko to działo się w epoce renesansu i reformacji. Jeśli jednak królem, według przygotowywanej ordynacji, mógł zostać tylko szlachcic i katolik, to znaczy, że reformacja w Polsce nie mogła zwyciężyć. Polska i nowe państwo powstałe w wyniku unii miało być katolickim, bo protestantyzm był zbyt podobny do prawosławia. W obu przypadkach kler podlegał władzom świeckim. Konfrontacja protestantyzmu z prawosławiem nie byłaby tak „efektowna”, jak w przypadku katolicyzmu.

Jaką rolę odegrała w tym królowa Bona, która przybyła do Polski w 1517 roku, w którym Luter rozpoczął reformację? Zapewne przyciągnęła ze sobą członków różnych tajnych związków. W Wikipedii można o niej m.in. przeczytać:

„W 1527, w wyniku upadku z konia, królowa przedwcześnie urodziła swego drugiego syna Olbrachta, który zmarł w dniu narodzin. Po tym wydarzeniu królowa nie mogła mieć więcej dzieci. Bona, chcąc zapewnić ciągłość dynastii Jagiellonów na tronie polskim, postanowiła zmusić szlachtę i magnatów do koronacji jedynego syna, małoletniego Zygmunta Augusta. Najpierw, po długich układach i rozdaniu wielu stanowisk i intratnych beneficjów, szlachta Wielkiego Księstwa Litewskiego oddała mu tron wielkoksiążęcy (ok. 1527–1528). Następnie w 1530 roku koronowano Zygmunta II Augusta na króla Polski. Wywołało to ogromny sprzeciw panów polskich, co doprowadziło do uchwalenia ustawy, że następna koronacja odbędzie się dopiero po śmierci Zygmunta Augusta i to za zgodą całej braci szlacheckiej.”

Mamy tu więc znowu do czynienia z formą bezosobową: „co doprowadziło do uchwalenia ustawy”. Panowie polscy sprzeciwili się, ale do koronacji doszło, co dowodzi tego, że nie byli oni tacy wszechmocni, że jednak jakieś inne siły zadecydowały, że doszło do tej przedwczesnej koronacji, a później do zmiany sposobu wybierania króla. Trudno w takiej sytuacji, gdy ciągle natrafia się na formę bezosobową, nie podejrzewać, że jednak jakieś zakulisowe działania nieznanych osób kierują sprawami tego świata.

Westerplatte

Coraz bardziej przekonuję się do tego, że nic na świecie nie dzieje się normalnie. Mam tu oczywiście na myśli wszelkiego rodzaju konflikty, szczególnie te zbrojne, czyli wojny, choć nie tylko one są reżyserowane. Przykładem takiego wyreżyserowanego starcia była obrona Westerplatte. W naszej historii urosła ona do rangi symbolu. Już we wrześniu 1939 roku Gałczyński napisał słynny wiersz o żołnierzach z Westerplatte, którzy czwórkami do nieba szli. Nie było tak źle, bo były zaledwie cztery takie czwórki. Straty ludzkie po obu stronach nie były duże. Rodzi się jednak pytanie: po co to wszystko było? Jak zwykle w takich wypadkach, trzeba zacząć od początku, czyli od historii.

Wolne Miasto Gdańsk istniało w latach 1907-1814. Powstało na mocy traktatu tylżyckiego, a po klęsce Napoleona weszło ono w skład Prus. Po raz drugi istniało ono w latach 1920-1939. Powstało ono na mocy traktatu wersalskiego i pozostawało pod ochroną Ligi Narodów.


Wolne Miasto Gdańsk (fr. Ville libre de Dantzig) – autonomiczne terytorium, obejmujące miasto Gdańsk i okolice, istniejące w latach 1807–1814. Wolne Miasto Gdańsk znajdowało się pod protektoratem Prus i Saksonii, choć faktyczny protektorat sprawowała nad nim Francja. O jego utworzeniu zdecydował podpisany 9 lipca 1807 r. pokój w Tylży. Powstanie Wolnego Miasta poprzedziło długotrwałe oblężenie Gdańska przez wojska napoleońskie. W 1813 miasto zostało ponownie oblężone, tym razem przez wojska pruskie i rosyjskie. Niemal roczne oblężenie miasta doprowadziło do ogromnych strat. 2 stycznia 1814 Francuzi poddali miasto, co de facto oznaczało koniec istnienia wolnego miasta. Na kongresie wiedeńskim w 1815 zdecydowano o likwidacji Wolnego Miasta Gdańska. – Zdjęcie i tekst – Wikipedia.


Wolne Miasto Gdańsk (niem. Freie Stadt Danzig) – istniejące w okresie międzywojennym autonomiczne miasto-państwo, pod ochroną Ligi Narodów. Jego powstanie było wynikiem przegranej Cesarstwa Niemieckiego w I wojnie światowej i jednym z rozstrzygnięć traktatu wersalskiego (1919) w kwestii ustalenia granicy polsko-niemieckiej. Utworzenie Wolnego Miasta Gdańska było kompromisem, który nie zadowolił ani Polaków, ani Niemców. Pomimo nazwy terytorium, Wolne Miasto Gdańsk nie było ściśle rozumianym miastem-państwem, gdyż oprócz Gdańska położone były tam także inne ośrodki miejskie: Nowy Dwór Gdański, Nowy Staw, Oliwa (po 1926 włączona do Gdańska), Sopot (który stał się po 1920 samodzielnym powiatem miejskim), a ponadto niebędący jeszcze wówczas miastem Pruszcz Gdański. – Zdjęcie i tekst – Wikipedia.

Z powyższych zdjęć wynika, że Westerplatte było częścią Wolnego Miasta Gdańska i nie łączyło się z terytorium Polski. O ile w początkowym okresie istnienia państwa polskiego mogło ono mieć dla niego znaczenie, to później utrzymywanie tego skrawka terytorium wydaje się zastanawiające. W 1934 roku Gdynia była największym portem na Bałtyku pod względem wielkości przeładunków, a także najnowocześniejszym portem w Europie. Gdańsk już nie był potrzebny.

O Westerplatte Wikipedia tak m.in. pisze:

Westerplatte – uformowany w latach 1845–1847 półwysep (wcześniej wyspa) w Gdańsku, przy ujściu Martwej Wisły do Zatoki Gdańskiej. W latach 1926–1939 eksklawa Rzeczypospolitej Polskiej wewnątrz terytorium Wolnego Miasta Gdańska, symbol wybuchu II wojny światowej. W okresie międzywojennym na terenie Westerplatte funkcjonowała Wojskowa Składnica Tranzytowa, której obrona we wrześniu 1939 stała się symbolicznym początkiem II wojny światowej oraz polskiego oporu przeciw agresji III Rzeszy. Miejsca związane z polem bitwy o Westerplatte zostały wpisane 1 września 2003 na listę Pomników historii.

Westerplatte położone jest w północno-wschodniej części Gdańska, na Wyspie Portowej. Jest to niezamieszkany, zalesiony półwysep pomiędzy Zatoką Gdańską i zakolem Martwej Wisły, tzw. Zakrętem Pięciu Gwizdków. Szerokość półwyspu waha się od ok. 200 do ok. 500 metrów, długość wynosi ok. 2 kilometrów.

Nazwa Westerplatte (dawniej West Platte) pochodzi z języka niemieckiego. West to „zachodnia”, a platte – „płyta” (w znaczeniu: „wyspa”). Westerplatte oznacza więc „zachodnią wyspę”. Zgodnie z nazwą Westerplatte w XIX wieku było jeszcze wyspą, a określenie „zachodnia” służyło do odróżnienia wyspy od istniejącej wtedy również Ost Platte („wyspy wschodniej”), która z czasem połączyła się z lądem. Nazwę zachowano, gdyż stała się symbolem walki o wolność.

14 marca 1924 Rada Ligi Narodów przyznała Polsce teren na półwyspie Westerplatte, u ujścia kanału portowego do morza, naprzeciw przedmieścia Nowy Port. 31 października 1925 obszar na terenie Wolnego Miasta Gdańska na półwyspie Westerplatte został przekazany w bezterminowe i bezpłatne użytkowanie Polsce.

7 grudnia 1925 Liga Narodów przyznała Polsce prawo do utrzymania straży wojskowej na Westerplatte. Już 18 stycznia 1926 o godz. 14.00 przybył na trałowcu ORP Mewa pierwszy oddział i rozpoczął pełnienie służby wartowniczej. W latach 1926–1939 na terenie półwyspu funkcjonowała Wojskowa Składnica Tranzytowa.

Zatoka Pięciu Gwizdków (w kółku) na planie z 1734 roku. 1 – Kanał Portowy, 2 – stare ujście Wisły, 3 – Westerplatte (jeszcze jako wyspa), 4 – Twierdza Wisłoujście. Źródło: Wikipedia.

Sytuacja na Westerplatte pod koniec sierpnia i rankiem 1 września

18 sierpnia pancernik „Schleswig-Holstein” wypłynął z Kilonii, opuszczając terytorium III Rzeszy 23 sierpnia (po krótkich postojach w Zatoce Strand i Świnoujściu), wpływając do Gdańska 25 sierpnia z „wizytą kurtuazyjną”, zacumował w kanale portowym 150 m od Westerplatte, jednak w rzeczywistości pancernik miał rozkaz tam być w momencie wybuchu wojny w dniu 26 sierpnia. Z powodu przesunięcia daty ataku na Polskę z 26 sierpnia na 1 września (w rezultacie podpisania przez Wielką Brytanię i Polskę umowy o układzie sojuszy w dniu 25 sierpnia 1939 roku i także z powodu poinformowania Hitlera, iż Włochy wahały się co do wypełnienia zobowiązań w ramach paktu stalowego), pancernik był zmuszony pozostać tam przez kolejne sześć dni, zanim hasło „Fiske” zostało wysłane i zajęcie Gdańska mogło się rozpocząć.

Źródło: Wikipedia.

W dniu 26 sierpnia kmdr Gustav Kleikamp przesunął „Schleswiga-Holsteina” w górę kanału pomiędzy Gdańskiem a Westerplatte. Major Henryk Sucharski postawił swój garnizon w stan najwyższej gotowości. W nocy z 31 sierpnia na 1 września żołnierze polscy broniący Westerplatte czuwali – na stanowiskach znajdowała się ⅓ załogi. Reszta spała, gotowa do akcji w przeciągu kilku minut od ogłoszenia alarmu. Tymczasem ok. 400 m od polskiej placówki, przy twierdzy Wisłoujście, pod osłoną nocy zeszła na ląd z pokładu „Schleswiga-Holsteina” kompania szturmowa Kriegsmarine. Potężne działa pancernika były wymierzone w Westerplatte. Dowódca okrętu kmdr Kleikamp znał datę ataku – 1 września, godz. 4:45. Wyokrętowani żołnierze zajęli pozycje wyjściowe do ataku przy murze okalającym składnicę od południowego wschodu. Niemieccy saperzy w kilku miejscach podłożyli ładunki wybuchowe, aby tuż przed rozpoczęciem ataku wykonać wyłomy w ogrodzeniu.

Około godz. 4:00 „Schleswig-Holstein” podniósł cumy i przemieścił się do Zakrętu Pięciu Gwizdków, skąd miał lepsze pole ostrzału. O godz. 4:43 w dzienniku pokładowym zapisano: „Okręt idzie do ataku na Westerplatte”.

Siły polskie

Załoga Westerplatte przed 1939 rokiem składała się z 2 oficerów, 20 podoficerów i 66 żołnierzy (zatrudniono także ok. 20 pracowników cywilnych, m.in. obsługujących elektrownię, urządzenia kolejowe, portowe i magazyny). Wiosną i latem 1939 roku zwiększono stan załogi. We wrześniu 1939 roku składnicy strzegło 182 żołnierzy, w tym 5 oficerów i lekarz (inne źródła podają 205–210 żołnierzy, w tym ponad 70 podoficerów). Z drugiej strony Bogusław Kubisz określa siły polskie na Westerplatte w dniu 31 sierpnia 1939 roku na 205–225 ludzi, w tym 6 oficerów i 30 pracowników kontraktowych (w większości byłych wojskowych, którzy zostali zmobilizowani i wzięli potem udział w obronie). Załoga placówki uzbrojona była w broń ciężką – 4 moździerze 81 mm, 2 działka przeciwpancerne 37 mm i działo piechoty 75 mm. W wyposażeniu obrońców znajdowało się także 18 ckm, 17 rkm i 8 lkm. Żołnierze dysponowali ok. 160 karabinami, ok. 40 pistoletami i około tysiącem granatów.

Siły niemieckie

Okrętami Kriegsmarine biorącymi udział w ostrzeliwaniu Westerplatte były pancernik „Schleswig-Holstein” (dowódca kmdr Gustav Kleikamp) oraz torpedowce T-196 i trałowiec Von der Gronen (dawny M-107).

Wojska lądowe Niemców biorące udział w bitwie o Westerplatte składały się z 3. Kompanii Morskiej „Stoßtrupp” (niem. 3. Marine-Stoßtrupp-Kompanie), pod dowództwem por. Wilhelma Henningsena, mającej 229 żołnierzy, zaokrętowanych na pancerniku „Schleswig-Holstein” (była to elitarna kompania piechoty morskiej, później zmieniono jej nazwę na 531. Batalion Artylerii Morskiej, niem. Marine-Artillerie-Abteilung 531), plutonu pionierów z Dessau-Roßlau, samodzielnego batalionu moździerzy (niem. Haubitzen-Abteilung), jednostki obrony wybrzeża należącej do policji gdańskiej (niem. Küstenschutz der Danziger Polizei), jednego pułku Ordnungspolizei oraz lokalnych oddziałów milicji SS (SS-„Heimwehr Danzig”, składającej się z 1500 żołnierzy, dowodzonej przez generalleutnanta Friedricha Eberhardta), w tym oddziału SS Wachsturmbann „Eimann” (już jako część formującej się 3. Dywizji Pancernej SS „Totenkopf”). W szturmie na Westerplatte brały udział także inne mniejsze niemieckie oddziały. Całkowite dowództwo nad atakiem na Westerplatte spoczywało w rękach kmdr. Gustava Kleikampa, znajdującego się na pancerniku „Schleswig-Holstein”.

Niemieckie wojska lądowe były też wyposażone w dużą liczbę ciężkich samochodów pancernych ADGZ, 65 dział artyleryjskich (20 mm działa przeciwlotnicze FlaK 30, 37 mm armaty przeciwpancerne PaK 36, 105 mm lekkie haubice polowe Feldhaubitze18 oraz 211 mm ciężkie haubice holowane Mörser 18), ponad 100 karabinów maszynowych oraz nieznaną liczbę średnich moździerzy i miotaczy ognia Flammenwerfer 35.

Niemieckie wojska lądowo-morskie w szturmie na Westerplatte wspierały także dwa dywizjony Luftwaffe, a były to StG 2 „Immelmann” i 4.(St)/TrGr 186, które to posiadały od 40 do 60 bombowców nurkujących Ju 87 Stuka oraz 7 innych samolotów (Heinkel He 51 i Junkers Ju 52).

Bilans

Straty niemieckie w bitwie o Westerplatte według oryginalnych szacunków polskich wynoszą ok. 300 zabitych i 700–1000 rannych, jednak według nowszych danych wynoszą one około 30–50 zabitych i co najmniej 120 rannych, wobec ok. 15 poległych i ok. 50 rannych po stronie polskiej. Krzysztof Komorowski podaje 50 zabitych i 150 rannych po stronie niemieckiej.

x

Mamy więc wszystkie fakty niezbędne do wyciągnięcia wniosku, podobnego do tych, które pojawiały się w innych blogach, a mianowicie takich, że ta rzeczywistość, w której żyjemy to jakieś wariatkowo. Westerplatte to skrawek ziemi, półwysep, o długości dwóch kilometrów i szerokości poniżej 500 metrów. Tylko w jednym miejscu ta szerokość ma 500 metrów. W związku z tym na podstawie bardzo „skomplikowanej” rachuby, zwanej „pi razy drzwi” wychodzi, że powierzchnia Westerplatte to mniej niż 1 kilometr kwadratowy. Jak napisała Wikipedia, była to eksklawa, czyli terytorium w obrębie Wolnego Miasta Gdańska i nie połączone z terytorium państwa polskiego.

Podstawowe pytanie brzmi zatem: czy to terytorium miało jakieś znaczenie strategiczne dla obronności państwa zwanego II RP? Dnia 1 września Niemcy zaatakowali z trzech stron: od zachodu, od południa i z północy, czyli od strony Prus. Jaki więc sens miała obrona tego nic nie znaczącego skrawka ziemi w sytuacji, gdy Niemcy mieli druzgocącą przewagę? A jeśli jakiś miała to wypada zadać kolejne pytanie: A gdzie był ORP Orzeł – torpedowy okręt podwodny? A ORP Błyskawica – niszczyciel, kontrtorpedowiec? A były też i inne. Przecież w ostrzeliwaniu Westerplatte brały też udział dwa niemieckie torpedowce. Pochowały się gdzieś, a później wypłynęły i służyły aliantom. Zawsze w interesie innych. I obecnie interes Ukrainy jest ważniejszy niż państwa zwanego Polską.

Cały problem zaczął się jeszcze w okresie wojny trzynastoletniej (1454-1466). Związek Pruski zwrócił się do króla polskiego o przyłączenie Prus do Korony. Doszło więc do wojny, która nie zakończyła się zwycięstwem żadnej ze stron. W otoczeniu króla Kazimierza IV (Jagiellona) przewagę zyskiwał pogląd, że inkorporacja całego państwa pruskiego przekracza możliwości Korony, która składała się wówczas z Wielkopolski i Małopolski, a wpływy Związku Pruskiego we wschodniej części kraju były znacznie słabsze niż na Pomorzu. I tak powstał ten słynny Korytarz, który stał się takim problemem przed wybuchem drugiej wojny światowej. Postanowienia II pokoju toruńskiego z 1466 roku odbiły się czkawką w 1939 roku. Królestwo Polskie nic na tym nie zyskało, bo Gdańsk został niezależnym portem i nie mogło ono czerpać zysków z handlu. O tym więcej w blogu Prusy.

Tak więc w 1466 roku Korona była zbyt słaba, by przyłączyć do siebie całe Prusy, a sto lat później już nie była taka słaba. Stać ją było na przyłączenie Mazowsza, Podlasia i całej południowej części Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dziś Polska jest również „potężna”, bo stać ją na włączenie się do wojny na Ukrainie przeciw mocarstwu.

Po co więc była ta cała hucpa z obroną Westerplatte? Żeby podtrzymać i utrwalić mit Polaka walczącego w beznadziejnych i bezsensownych bitwach i wmawiać potomnym, że to bohaterstwo? Po co ten coroczny cyrk, jaki odstawiają władze tego śmiesznego państwa na Westerplatte 1 września o 4.45?

Syberia

Wygląda na to, że podstawą tworzenia imperiów był handel. Tak było w przypadku imperium brytyjskiego. Kampania Wschodnioindyjska rządziła Indiami, czyli perłą Korony Brytyjskiej. Podobnie było w przypadku imperium rosyjskiego. Po zjednoczeniu ziem ruskich, czyli po powstaniu Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, priorytetem w polityce zagranicznej było opanowanie wschodnich dróg handlowych: drogi wołżańskiej, która wiązała Rosję przez Morze Kaspijskie z rynkami Persji, drogi kamskiej, wiodącej przez Ural do bogatej w futra Syberii i drogi karawanowej przez stepy do miast handlowych Azji Środkowej (Buchara i Chiwa). Najważniejszy był kierunek syberyjski. Syberia to początkowo były futra, później jednak bogactwa naturalne. Już na samym Uralu, jak się mówi, jest pod ziemią cała tablica Mendelejewa. Jednak z Syberią i Dalekim Wschodem wiąże się ciekawy fakt, a mianowicie rosyjska kolonizacja zachodnich wybrzeży Ameryki Północnej.

Wikipedia o kolonizacji Syberii i Dalekiego Wschodu pisze m.in. tak:

Rosyjska kolonizacja Azji

To kolonizacja znacznych obszarów Azji Północnej (Syberia), Środkowej i Kaukazu przebiegająca w okresie od XV do XX wieku. Kolonizacja ta miała odmienny przebieg od większości ekspansji kolonialnych innych państw europejskich i polegała w znacznej mierze na bezpośrednim wcielaniu opanowanych obszarów do państwa rosyjskiego. Wyjątkiem były tu m.in. niektóre kraje kaukaskie i środkowoazjatyckie, którym przez długi okres przysługiwały pewne atrybuty państwowości.

Rosyjska kolonizacja Azji została rozpoczęta przez Republikę Nowogrodzką de facto już w XI wieku i była kontynuowana przez Wielkie Księstwo Moskiewskie (1328–1547), Carstwo Rosyjskie (1547–1721) i Imperium Rosyjskie (1721–1917).

W VI w. zasiedlona przez ludy pochodzenia tureckiego. W połowie XIII w. w składzie imperium mongolskiego Czyngis-chana. Od XI w. zwierzchnictwo nad północno-zachodnią częścią Syberii (tzw. Jugrą) przejął Nowogród Wielki, a od 1478 Moskwa. Po upadku Złotej Ordy, w XV w. na południowym zachodzie, powstał Chanat Syberyjski.

Rosyjską ekspansję zapoczątkował w 1552 podbój Chanatu Kazańskiego. Kolonizację terenów nad rzeką Kamą prowadzili na mocy przywileju carskiego z roku 1558 Stroganowowie, rosyjski ród kupiecki, który zmonopolizował handel z ziemiami na wschód od Uralu. Dzięki zwolnieniom podatkowym, Stroganowowie wystawili armię złożoną między innymi z Kozaków i Baszkirów.

Z inicjatywy Stroganowów 1 IX 1581 wyruszyła ekspedycja Kozaków pod wodzą Jermaka Timofiejewicza. W skład oddziału liczącego 800 ludzi, wchodziło około 500 kozaków oraz najemnicy z Europy. W bitwie na Przylądku Czuwaskim rozbili oni siły Chanatu Syberyjskiego i w październiku 1582 dotarli nad Irtysz, otwierając tym samym, drogę dalszej ekspansji rosyjskiej. Walki z chanem Kuczumem trwały jednak nadal. W ich toku, w 1585 zginął w jednej z potyczek Jermak, zaś resztki jego ekspedycji wycofały się z ziem chanatu. W następnym roku, władze carskie wysłały jednak za Ural strzelców, nie chcąc tracić panowania nad cennymi gospodarczo ziemiami. Ostatecznie Kuczum został pokonany w roku 1589, w bitwie u ujścia rzeki Irmenki do Obu.

Od Tiumenia rozpoczął się planowy podbój i kolonizacja ziem zauralskich, powstały pierwsze miasta rosyjskie: Tiumeń (1586), Tobolsk (1587), Tara (1594), Tomsk (1604). Już w roku 1619 kolonizacja sięgnęła Jeniseju, w 1631 Angary (Bracka) na południu i Leny na wschodzie. W 1639 roku, wyprawa kozaka Iwana Moskwitina osiągnęła Udę. W następnym roku, dotarła ona do północnych wybrzeży Oceanu Spokojnego.

x

Trudno wyobrazić sobie podbój Syberii bez Stroganowów, więc wypada przybliżyć sobie ten ród. Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1962-1970) tak o nim pisze:

„Stroganowowie, ród kupców i przemysłowców rosyjskich; w XVI wieku S. otrzymali od rządu ogromne obszary gruntu w ziemi permskiej; gramota carska 1574 nadała im ziemie za Uralem (ponad milion dziesięcin) i zezwoliła na budowę grodów warownych i osadzanie w nich najemnej załogi. S. wykorzystując siły zbrojne, zajmowali ziemie ludów syberyjskich i osadzali na nich chłopów rosyjskich; rozwijali rolnictwo, zakładali warzelnie soli i eksploatowali bogactwa naturalne. Stała groźba ze strony chanatu syberyjskiego zmusiła Siemiona i Nikitę S. do przedsięwzięcia na własny koszt wyprawy na chanat oddziału najemnych Kozaków pod wodzą Jermaka Timofiejewicza 1581-85, od której rozpoczął się podbój Syberii przez państwo moskiewskie. S. niejednokrotnie pożyczali rządowi pieniądze na cele wojenne; w XVIII wieku otrzymali tytuł baronów, następnie hrabiów; w XIX wieku spokrewnili się z domem panującym.”

Nie da się ukryć, że Stroganowowie byli Żydami i to oni kolonizowali Syberię i Daleki Wschód. Konsekwencją tego Drang nach Osten było dotarcie do Alaski. Wikipedia tak to opisuje:

Kolonizacja Ameryki Północnej

Rosyjska kolonizacja Ameryki Północnej – kolonizacja północno-zachodnich terytoriów Ameryki Północnej przez Imperium Rosyjskie w drugiej połowie XVIII i w XIX wieku. Kolonizacja ta objęła swym zasięgiem: Alaskę, Aleuty, Archipelag Aleksandra oraz wybrzeża dzisiejszych stanów i prowincji: Kolumbii Brytyjskiej, Waszyngtonu, Oregonu i Kalifornii. Najdalej na południe wysuniętą stanicą rosyjską był Fort Ross w środkowej Kalifornii. Szacuje się, że ten ogromny obszar (ok. 1 518 800 km kw.) zamieszkiwało zaledwie ok. 2500 Rosjan i ok. 60 000 rdzennych Amerykanów i Eskimosów.

Alaska w 1867 roku; źródło: Wikipedia.

Eksploracja Ameryki

Cieśnina Beringa była przez długi czas ogniwem łączącym Amerykę Północną i Syberię. Właśnie przez nią Rosjanie kierowali swoją ekspansję na ten kontynent. Jako pierwszy na rosyjski nazwę Ameryki przetłumaczył w 1530 roku mnich Maksym Grek, jednak pierwsi Kozacy dotarli do Alaski zapewne już w czasach Iwana IV Groźnego. Pierwsze kontakty Rosji z Nowym Światem to połowa XVII wieku, kiedy to urzędnicy carscy osiągnęli wybrzeże Pacyfiku. Jako pierwszy cieśninę oddzielającą Azję od Ameryki przepłynął w 1648 r. Siemion Dieżniow.

Jako pierwszy ląd amerykański z cesarskiego rozkazu eksplorował Vitus Bering (duński kapitan w służbie Rosji), który w 1725 r. udał się na Kamczatkę, gdzie zbudował okręty, na których wypłynął w poszukiwaniu wybrzeży Ameryki. W 1741 r. Aleksiej Czyrikow w trakcie wyprawy na Alaskę stracił większość załogi w walkach z tubylcami, z trudem uratował statek i powrócił na Kamczatkę. W 1748 roku V. Bering i Aleksiej Czyrikow dotarli morzem z Kamczatki na Alaskę (okolice Ziemi Księcia Walii i Gór Świętego Eliasza). W efekcie tych wypraw kupcy rosyjscy zaczęli dostarczać skóry z Wysp Aleuckich (gdzie doszło do walk z miejscowymi Aleutami) oraz z wybrzeży Alaski (lata 40. XVIII w.).

W 1768 r. cesarz Wszechrusi Katarzyna II wysłała na Alaskę ekspedycję zbrojną pod dowództwem Piotra Krienicyna, a Alasce i Wyspom Aleuckim nadano status terenów przejętych w dzierżawę na okres dziewięćdziesięciu dziewięciu lat, by uniknąć określania ich mianem kolonii.

Początki kolonizacji

W 1784 roku Grigorij Szelichow, syberyjski handlarz skórami, założył Port Trzech Świętych, pierwszą stałą osadę na wyspie Kodiak. Osada ta stała się ośrodkiem rosyjskiej kolonizacji, jednak wkrótce Szelichow uznał ją za zbyt małą i założył nową o nazwie Sławorossija. Szelichow był też założycielem Zjednoczonej Amerykańskiej Kompanii, z której powstała Kompania Rosyjsko-Amerykańska. W 1794 na Kodiaku rozpoczęła swoją działalność misja Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, która w ciągu kolejnych dekad powołała sieć parafii na terenie Alaski. Rosyjska eksploracja Ameryki prowadzona była na całym obszarze Alaski, rosyjskie ekspedycje wyparły Anglików z części terenów, a po ich zajęciu skierowana została wzdłuż wybrzeża, aż do pogranicza z hiszpańską Kalifornią. W 1799 roku Rosyjsko-Amerykańska Kompania Handlowa w wyniku rozporządzenia Cesarza Wszechrusi Pawła I stała się monopolistą w handlu na tym terenie, a Aleksander Baranow został jej dyrektorem generalnym. N.P. Riezanow, kolejny dyrektor generalny Rosyjsko-Amerykańskiej Kompanii, próbował wejść w porozumienie z hiszpańskim gubernatorem Kalifornii w celu zapewnienia odpowiedniego zaopatrzenia kolonii.

Flaga Kompanii Rosyjsko-Amerykańskiej; źródło: Wikipedia. Flaga ta jest podobna do rosyjskiej, wzorowanej na holenderskiej: pomarańczowo-biało-niebieskiej. Górny pas w rosyjskiej przesunięto na dół.

W 1799 r. Baranow założył miasto, które na cześć archanioła Michała nazwano Michajłowsk i które stało się stolicą rosyjskich kolonii. Miasto zniszczone przez miejscowych w 1802 r. Baranow rozpoczął odbudowywać w roku 1804 i nazwał je Nowoarchangielsk (później Sitka). W 1808 roku miasto zostało nową stolicą Kompanii. Od 1812 r. (Napoleon w Moskwie – przyp. W.L.) Baranow budował w pobliżu San Francisco twierdzę Fort Russ, która została ukończona dwa lata później. Fort pełnił ważną rolę zaopatrzeniową dla rosyjskich kolonii w Ameryce, jednak z czasem opustoszał i w roku 1841 sprzedano go szwajcarskiemu emigrantowi Johnowi Sutterowi, który wkrótce rozpoczął na tym terenie wydobycie złota.

Handel kolonii

W 1834 roku ks. Iwan Wieniaminow przy współpracy Iwana Pankowa opublikował katechizm dla Aleutów. W roku 1848 sobór św. Michała Archanioła w Sitce stał się siedzibą biskupa Kuryli, Kamczatki i Wysp Aleuckich. Miejscami osadnictwa Rosjan w Ameryce Północnej były oprócz Alaski także: Kolumbia Brytyjska, obecne stany Waszyngton i Oregon.

Rosjanie przybywali do Nowego Świata z tych samych powodów, dla których osiedlali się na Syberii, czyli po skóry (w tym przypadku były to skóry wydr). Wkrótce po przybyciu kupców pojawili się misjonarze w celu nawracania miejscowych niechrześcijan. Rosja zakładała swoje bazy także na Hawajach i w Kalifornii, aby w ten sposób ułatwić handel skórami. Na Alasce warunki były trudniejsze niż te na Syberii, głównie z powodu braku żywności, co było spowodowane odległościami od rosyjskich baz zaopatrzeniowych. Dokuczliwy był także zimny i wilgotny klimat. Dawały się także we znaki miejscowe plemiona, dobrze uzbrojone i często wrogie wobec przybyszy. A ponadto występowała nieustępliwa rywalizacja Anglików i Amerykanów.

Zmniejszenie zaangażowania w Ameryce

Po zakończeniu wojen napoleońskich i zwiększeniu zaangażowania Rosji w Europie rosyjska ekspansja w Ameryce uległa osłabieniu, ograniczono środki finansowe, zrezygnowano z ochrony wybrzeży przez Marynarkę Wojenną Cesarstwa Rosyjskiego i odwołano Aleksandra Baranowa, a jego następcy nie mieli zdolności niezbędnych dla zarządzania prowincją. Zmniejszenie rosyjskiego zaangażowania i powierzanie kierowania kolonią niekompetentnym zarządcom zachęciło ościenne mocarstwa do wywierania presji na rosyjską Amerykę, prowadząc najazdy na rosyjskie ziemie.

Relacje z innymi imperiami kolonialnymi

Rosjanie próbowali wyłączyć obecność innych krajów w rejonie północnego Pacyfiku, ale czasami zdarzały się próby łagodzenia konfliktów. W 1824 i 1825 r. rząd rosyjski zawarł odrębne traktaty ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki i Wielką Brytanią, które ustaliły granice stref wpływów oraz regulacje handlowe.

Wymuszony przez Wielką Brytanię i USA traktat zmusił Rosję do zrzeczenia się roszczeń do rozszerzania swojego terytorium w Ameryce i zgody na dziesięcioletni połów ryb u wybrzeży Alaski przez Amerykanów. W kolejnych latach Rosjanie kupowali przychylność Amerykanów poprzez kolejne ustępstwa, a jednocześnie amerykańskie jednostki handlowe i wojenne wpływały na rosyjskie wody także na azjatyckim brzegu, gdzie dopuszczały się grabieży nadbrzeżnych miejscowości.

Bezpośredni handel pomiędzy Rosyjsko-Amerykańską Kompanią Handlową a kupcami amerykańskimi czy brytyjskimi stał się normą i miał coraz większe znaczenie, zdarzały się nawet wypadki przewozu rosyjskich skór przez amerykańskie statki aż do Kantonu. W roku 1839 Rosyjsko-Amerykańska Kompania Handlowa zawarła porozumienie ze swoim największym rywalem, Kompanią Zatoki Hudsońskiej. Handel rozwijał się również wewnątrz terytoriów kolonii, kiedy to Rosyjsko-Amerykańska Kompania rozszerzyła system transportu rzecznego i zaczęła współpracować z miejscowymi rosyjskimi traperami wewnątrz Alaski.

Sojusz amerykańsko-rosyjski

W połowie XIX w. Rosja i USA stały się sojusznikami, chroniącymi się wzajemnie przed presją mocarstw europejskich. W okresie wojny krymskiej Stany Zjednoczone jako jedyny sojusznik Rosji wystąpiły 19 maja 1854 z ofertą zakupu za 7,6 mln dolarów Alaski, na której odkrywano kolejne surowce naturalne. W Rosji poważnie rozważano sprzedaż posiadłości USA, by uniknąć w ten sposób zagarnięcia ich przez Wielką Brytanię, której flota operowała w tym rejonie. W najwyższych rosyjskich kręgach opcję sprzedaży rozważano od 1857 r., gdy zaproponował ją wielki książę Konstanty Nikołajewicz. W 1859 roku Waszyngton zażądał udostępnienia Alaski dla amerykańskiego przemysłu, gdyż odkrywano tam kolejne złoża surowców. Sprzedaży kolonii nie rekomendowała grupa inspektorów wysłana na wyjazd rewizyjny w 1861 roku. W 1863 roku rosyjska eskadra przypłynęła do Nowego Jorku i zapobiegła spodziewanemu bombardowaniu miasta przez flotę brytyjską, która miała rozpocząć brytyjską interwencję w amerykańską wojnę domową, zaś w 1866 r. amerykańska eskadra przybyła z wizytą do Rosji.

Sprzedaż Alaski

Zakup Alaski przez USA 28 grudnia 1866 roku budził kontrowersje zarówno w Rosji, jak i w Stanach Zjednoczonych. Wielu Amerykanów pytało jakie korzyści mogą mieć oni z tej lodowej pustyni. Inni natomiast ruszyli tam, aby odkrywać jej nieznane bogactwa. W końcu XIX w. okazało się jakim błędem była jej sprzedaż przez Rosjan (Alaska została sprzedana za 7,2 mln dolarów). Pokłady złota (zob: gorączka złota) oraz ropa naftowa całkowicie zmieniły jej oblicze. Oficjalne przekazanie terytorium nastąpiło 18 października 1867 roku, ale ratyfikacja umowy przez Kongres stała się możliwa dopiero dzięki licznym łapówkom wręczanym przez rosyjskiego ambasadora.

Spuścizna handlu futrami ciągnęła się również po sprzedaży Alaski Stanom Zjednoczonym. Monopol na handel skórami zagwarantowano wówczas Alaskańskiej Kompanii Handlowej (Alaska Commercial Company). Teren jej działania obejmował wyspy Przybyłowa na morzu Beringa, zajmowała się ona polowaniami na foki. Wraz ze sprzedażą Alaski opuścili ją również cesarscy urzędnicy, którzy nie widzieli tam dla siebie przyszłości, pozostali jednak rosyjscy traperzy, a śladem po nich jest pewna liczba ludności prawosławnej żyjąca na Alasce do dziś.

x

Historia podboju Alaski i zachodniego wybrzeża Ameryki, to historia zderzenia się dwóch imperiów: brytyjskiego i rosyjskiego. W związku z tym dochodzi tu do ciekawych manewrów. W 1768 roku nadano (kto?) Alasce i Wyspom Aleuckim status terenów przejętych w dzierżawę na okres 99 lat. To działo się za rządów Katarzyny II. Czy dlatego, by móc później dokonać jej sprzedaży? W przypadku kolonii czy przyłączenia tego terenu do Rosji, jak to się działo na Syberii i Dalekim Wschodzie, byłoby to niezręczne i kłopotliwe wizerunkowo. Wszystko to dzieje się w okresie, gdy Stany Zjednoczone są jeszcze kolonią. Dopiero w 1776 roku stają się oficjalnie niezależne od Wielkiej Brytanii.

W 1799 roku Rosyjsko-Amerykańska Kompania Handlowa, w wyniku rozporządzenia Cesarza Wszechrusi Pawła I, staje się monopolistą w handlu na tym terenie. Po wojnach napoleońskich zaangażowanie Rosji w Ameryce zmniejsza się. W 1824 i 1825 roku rząd rosyjski zawarł odrębne traktaty ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią, które ustaliły granice sfer wpływów oraz regulacje handlowe. W 1839 roku Rosyjsko-Amerykańska Kompania Handlowa zawarła porozumienie ze swoim największym rywalem Kompanią Zatoki Hudsońskiej.

W okresie wojny krymskiej w 1854 roku Stany Zjednoczone, jako jedyny sojusznik Rosji, wystąpiły z propozycją zakupu Alaski. Do transakcji doszło 28 grudnia 1866 roku. Przekazanie terytorium nastąpiło 18 października 1867 roku.

Gdy więc dochodzi do zderzenia imperiów, to nie dochodzi do walki pomiędzy nimi. Imperium rosyjskie, o którym się u nas mówi, że nigdy się nie zatrzyma, zatrzymało się. Co więc je skłoniło do takiego kroku w sytuacji, gdy imperium brytyjskie walczyło ze swoją kolonią? Zachowanie takie jest bardzo podobne do zachowania kompanii handlowych, które też nie walczyły ze sobą, tylko ustalały strefy wpływów. Nie było tam zatem miejsca na tzw. wolny rynek.

Takie zachowania imperiów i kompanii handlowych można wytłumaczyć tylko w jeden logiczny i najprostszy sposób, a więc najbliższy prawdzie. I jedne i drugie należą do jednej i tej samej nacji. Na Alasce nie mogło dojść do starcia, bo wówczas Rosja podbiłaby Amerykę i powstałoby jedno imperium światowe. W takiej sytuacji wszelkie konflikty ustałyby, co jest niezgodne z podstawową zasadą tej nacji, wedle której rozwój może odbywać się tylko poprzez konflikt, a do niego potrzebne są co najmniej dwie strony. Prawdę mówiąc nie chodzi tu o rozwój, tylko o to, by skłócać narody rdzenne i w ten sposób osłabiać je, tak by nie zagroziły panowaniu narodu wybranego. Mamy więc dwa imperia. Jedno morskie, drugie – lądowe. I tak walczą one ze sobą na niby: kruk krukowi oka nie wykole. Ten sam scenariusz jest obecnie realizowany na Ukrainie. Narody rdzenne tracą tam swoją ludność i demontowane są dwa państwa: Ukraina i Polska.

Rosja

Stosunek społeczeństwa polskiego do Rosji jest, jak podejrzewam ambiwalentny. Jedni odnoszą się z lekceważeniem, inni – z estymą. W pierwszym wypadku będzie to zapewne dotyczyć ludzi z ukraińskimi korzeniami, w drugim – z rosyjskimi i białoruskimi. Żeby jednak Rosję bardziej zrozumieć, warto przyjrzeć się jej historii, nawet w sposób ogólnikowy. Do tego skłoniła mnie końcowa refleksja Leszka Sykulskiego w jednym z jego ostatnich podkastów geopolitycznych. Poniżej jej zapis.

“Jest dzisiaj chichotem historii, że Polska, granicząc z Federacją Rosyjską, ma zaledwie jeden podręcznik czy jedną syntezę do historii Rosji autorstwa Polaka po prostu, którego właśnie autorem jest Polak. To jest niewyobrażalne jak nienawiść dzisiaj zdominowała środowiska akademickie, środowiska dziennikarskie, środowiska polityczne. Brak jakiejkolwiek racjonalnej refleksji, a tylko kierowanie się bardzo prymitywnymi emocjami, no niestety prowadzi do katastrofy, co widać doskonale na przykładzie stosunków polsko-ukraińskich.”

Widać czy słychać jak Leszek Sykulski zapowietrzył się, gdy zorientował się, że jak wymieni nazwisko tego Polaka, który napisał tę jedyną historię Rosji, to będzie jeszcze większy chichot, bo napisał ją… Bazylow, Ludwik Bazylow. Historia Rosji jego autorstwa ukazała się w 1969 roku. Urodził się w 1915 roku we Lwowie i tam ukończył studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Po wojnie pracował początkowo na Uniwersytecie Wrocławskim, a później na Uniwersytecie Warszawskim. Zmarł w 1985 roku. Jest też autorem książki Syberia (1975), w której napisał, że Stroganowowie, którzy kolonizowali Syberię, byli wzbogaconymi chłopami. Miał jak widać poczucie humoru, ale taki był klimat PRL-u, o którym ludzie w nim mieszkający mówili, że to najweselszy barak w obozie socjalistycznym. Syberia to oddzielny temat, z którym wiąże się rosyjska kolonizacja Alaski i zachodnich wybrzeży Ameryki Północnej. I o tym w następnym blogu. Wszystkie poniższe informacje pochodzą z Wikipedii.

x

Początki

Pierwszymi historycznymi władcami ruskimi byli prawdopodobnie Waregowie (m.in. Ruryk i Oleg Mądry), którzy zgodnie z istniejącymi przekazami przybyli na ziemie ruskie w IX wieku. Przybycie Ruryka do Nowogrodu Wielkiego w 862 roku uważa się za symboliczny początek historii Rosji. Ruryk zdołał skupić pod swymi rządami część Waregów, plemion wschodniosłowiańskich (Słowienie, Krywicze i Połoczanie) oraz plemion ugrofińskich (Czudź, Weś, Meria, Muroma i Mieszczera) i stworzył fundamenty państwa ruskiego, tzw. Rusi Nowogrodzkiej. Ruryk był także założycielem dynastii Rurykowiczów, która sprawowała rządy w Rosji do 1598 roku.

Waregowie Ruryka przybywają do Starej Ładogi (Północna Rosja – przyp. W.L.). Obraz Wiktora Wasniecowa z ok. 1913 roku. Źródło: Wikipedia.

Z czasem część drużyny Ruryka (m.in. Askold i Dir) oddzieliła się od niego i udała się w dół Dniepru, opanowując podległe Chazarom państwo Polan z ich największym grodem Kijowem. Wyprawa następcy Ruryka, księcia nowogrodzkiego Olega Mądrego na Kijów (882) doprowadziła do zjednoczenia północnych i południowych księstw ruskich oraz powstania Rusi Kijowskiej. Była ona początkowo luźnym związkiem księstw, które do 2. połowy X wieku zachowały szeroką autonomię. Oleg z przyczyn geopolitycznych przeniósł swą siedzibę z Nowogrodu Wielkiego do Kijowa, jednakże do końca XII wieku Nowogród pozostawał największym miastem ruskim. Książęta kijowscy Oleg (panujący do 912 lub 922) i Igor Rurykowicz (panujący w latach 912/922–945) podpisali z Bizancjum układy handlowe, zapewniając krajowi zyskowny handel.

Rządząca w latach 945–957 księżna Olga scentralizowała państwo i stworzyła podstawy trwałego porządku administracyjnego. Kolejny władca, syn Olgi, Światosław I podejmował odległe wyprawy wojenne, docierając na Krym, Kaukaz i na Bałkany. Światosław toczył m.in. liczne wojny z Chazarami, doprowadzając ok. 969 r. do ostatecznego upadku Kaganatu Chazarskiego. Ożeniony z siostrą cesarza bizantyjskiego Anną książę Włodzimierz I w 988 roku przyjął chrzest i uczynił z chrześcijaństwa wschodniego rytu oficjalną religię państwową.

Panujący w latach 1019–1054 Jarosław Mądry umocnił pozycję Cerkwi prawosławnej na Rusi. Ustanowione przez niego zasady dziedziczenia tronu książęcego w oparciu o regułę senioratu nie zapobiegły rozbiciu jedności politycznej kraju.

Rozbicie dzielnicowe Rusi

W XI wieku Ruś Kijowska podzieliła się na konkurujące ze sobą dzielnice. Na północy powstała Republika Nowogrodzka, na północnym zachodzie Księstwo połockie, na południowym zachodzie Księstwo wołyńskie. W centralnej części powstały księstwa: Kijowskie, Turowskie i Smoleńskie, na północnym wschodzie księstwa rostowskie i muromskie, na południowym wschodzie: czernihowskie, perejasławskie i tmutarakańskie. Z czasem podział ten uległ jeszcze większemu rozdrobnieniu, przy czym książęta, którym udało się zawładnąć Kijowem byli w hierarchii feudalnej wyżej postawieni od pozostałych książąt i posługiwali się tytułem wielkiego księcia. W przeciągu lat 1054–1224 na Rusi wydzielono 64 księstwa, 293 książąt usiłowało zasiąść na tronie, a ich polityka doprowadziła do wybuchu 83 wojen domowych. Władcy księstw czernihowskiego, halicko-wołyńskiego i włodzimierskiego podjęli próby scalania ziem ruskich pod swoimi berłami.

W 1169 roku książę włodzimierski Andrzej Bogolubski opanował Kijów, uzyskując tym samym tytuł wielkiego księcia. Odmiennie od większości swoich poprzedników, nie przeniósł do tego miasta swej stolicy, lecz po opanowaniu Kijowa osadzał tam podległych sobie książąt. Centrum swego państwa pozostawił Włodzimierz, który odtąd stał się stolicą wielkiego księstwa i przejął dominującą rolę Kijowa.

Podboje tatarskie i litewskie

W latach 1237–1240 Złota Orda tatarska pod wodzą Batu-chana podbiła wszystkie ziemie ruskie z wyjątkiem księstw Połockiego i Pińskiego. Tatarzy nie przejęli bezpośrednich rządów w podbitych księstwach, zadowolili się każdorazowym zatwierdzaniem kandydata do tronu książęcego we Włodzimierzu, który z kolei pełnił funkcje zwierzchnie nad resztą książąt i miał prawo zwracania się o pomoc do chana. W 1299 roku podczas wojny pomiędzy chanami złotoordyjskimi Toktą i Nogajem metropolita Maksym przeniósł swą siedzibę z Kijowa do Włodzimierza, w wyniku czego miasto to stało się zarówno głównym ośrodkiem politycznym, jak i religijnym Rusi.

Korzystając z rozbicia dzielnicowego i osłabienia Rusi walkami z Tatarami, Litwa, w latach 1240–1392 podbiła większość zachodnich księstw ruskich, a samo państwo litewskie szybko uległo rutenizacji. Jako pierwsze zostały podbite i przyłączone do Litwy ziemie dzisiejszej Białorusi – księstwa Połockie i Pińskie. Po klęsce poniesionej przez Księstwo Kijowskie w bitwie z wojskami litewskimi nad Irpieniem (1320) Kijowszczyzna stała się zależna od Litwy, a w 1362 roku bezpośrednio do niej wcielona. Z inicjatywy książąt litewskich Rurykowicze kijowscy zostali pozbawieni władzy, po czym emigrowali do Riazania. W wyniku wojny polsko-litewskiej (1340–1392) zostało zlikwidowane Księstwo halicko-wołyńskie, a jego terytorium rozdzielone pomiędzy Polskę i Litwę.

Wielkie Księstwo Moskiewskie (1263-1547)

W okresie panowania tatarskiego i litewskiej ekspansji wodzem dużej rangi i zręcznym politykiem okazał się książę nowogrodzki Aleksander Newski. W 1240 roku pokonał Szwedów (bitwa nad Newą), w 1242 roku inflancką gałąź zakonu krzyżackiego (bitwa na jeziorze Pejpus) i w 1245 roku rozbił wojska litewskie. W 1252 roku otrzymał od chana Sartaka tron włodzimierski, a wraz z nim zwierzchnictwo nad wszystkimi księstwami ruskimi.

Z walk o sukcesję po Aleksandrze Newskim zwycięsko wyszło niewielkie wówczas Księstwo Moskiewskie, w którym od 1263 roku zasiadał na tronie najmłodszy syn Aleksandra, Daniel, założyciel moskiewskiej linii Rurykowiczów.

W 1325 roku metropolita Piotr przeniósł siedzibę metropolitów z Włodzimierza do Moskwy. Syn Daniela Iwan I Kalita pokonał w 1328 roku przy pomocy Tatarów najgroźniejszego z rywali do tronu włodzimierskiego, księcia twerskiego Aleksandra i w tym samym roku zyskał panowanie we Włodzimierzu. W 1328 roku Kalita przeniósł stolicę swego państwa z Włodzimierza do rodzimej Moskwy, dając początek Wielkiemu Księstwu Moskiewskiemu. Nadal jednak władcy moskiewscy (do końca XIV wieku) najpierw obejmowali władzę we Włodzimierzu i tytułowali się najprzód wielkimi książętami włodzimierskimi.

Wnuk Kality Dymitr Doński w bitwie na Kulikowym Polu (1380) pokonał Tatarów, co stało się początkiem upadku Złotej Ordy na Rusi. Wraz z osłabieniem pozycji Tatarów znaczenia nabrały zjednoczeniowe dążenia książąt moskiewskich. Na przeszkodzie ich realizacji stanęła rozwijająca się potęga Wielkiego Księstwa Litewskiego (pozostającego od 1386 roku w unii personalnej z Polską), pod którego wpływami znalazły się dawne zachodnie ziemie Rusi Kijowskiej.

Zjednoczenie ziem ruskich

W 1462 roku tron moskiewski objął Iwan III Srogi, który w znacznej mierze zjednoczył kraj, wcielając do rządzonego przez siebie państwa: Jarosław (1463), Rostów (1474), Nowogród Wielki (1478) i Twer (1485). Korzystając z rozkładu Złotej Ordy, Iwan III wstrzymał całkowicie wypłacanie daniny i odparłszy tatarskie ataki odwetowe (1472 i 1480), ostatecznie uwolnił ziemie ruskie spod panowania Tatarów. W okresie tym nastąpiła również unifikacja prawa na Rusi.

Po upadku Konstantynopola (1453) Moskwa zyskała na znaczeniu jako spadkobierczyni Bizancjum, co podkreślić miało małżeństwo Iwana III z Zofią Paleolog (1472), bratanicą ostatniego cesarza bizantyńskiego Konstantyna XI Dragazesa, a także przejęcie bizantyjskiego dwugłowego orła jako herbu państwa oraz bizantyjskiego ceremoniału dworskiego. Aspiracje księstwa moskiewskiego sformułowano w tezie o Moskwie jako „trzecim Rzymie”. W 1478 roku Iwan III jako pierwszy władca posłużył się oficjalnie tytułem „cara całej Rusi”. Syn Iwana III, Wasyl III dokończył dzieło jednoczenia kraju, przyłączając do swego państwa: Psków (1510), Smoleńsk (1514) i Riazań (1521). Wielkie Księstwo Moskiewskie stało się wówczas jedynym niepodległym państwem ruskim, gdyż zachodnie księstwa ruskie zostały wcześniej wcielone do Litwy, Polski i w mniejszym stopniu innych krajów.

Rozwój Rosji w 1500, 1600 i 1700 roku. Źródło: Wikipedia.

Carstwo Rosyjskie (1547-1721)

Obejmowało tereny od wschodniej Europy poprzez północną część Azji po Ocean Spokojny. Pod względem powierzchniowym było największym państwem na kontynencie europejskim i jednym z największych na świecie. Carstwo Rosyjskie było kontynuacją Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, istniejącego w latach 1263–1547. W 1547 odbyła się koronacja wielkiego księcia moskiewskiego Iwana IV Groźnego na „cara Wszechrusi”, co dało początek Carstwu Rosyjskiemu. W 1721 Piotr I przyjął tytuł cesarza-imperatora, dając tym samym początek Imperium Rosyjskiemu. Carowie rosyjscy nadal jednak używali aż do ustanowienia w 1917 Republiki Rosyjskiej tytułów wielkich książąt moskiewskich, kijowskich, włodzimierskich, nowogrodzkich i tym podobnych.

Po śmierci Iwana IV (1548) regentem w imieniu niezdolnego jeszcze do sprawowania rządów Fiodora I został szwagier cara, Borys Godunow, który po śmierci Fiodora (1598) sam koronował się na cara. W 1589 roku metropolita Jow został staraniem Borysa Godunowa wybrany na pierwszego patriarchę Moskwy i całej Rusi i zatwierdzony na to stanowisko przez patriarchę Konstantynopola, Jeremiasza II, co doprowadziło do uniezależnienia się ruskiej Cerkwi prawosławnej. Rządy Borysa Godunowa nie zdołały odtworzyć zrujnowanej gospodarki kraju. Po jego śmierci (1605) zjawiska kryzysowe nasiliły się, wybuchła wojna domowa, nastał okres tak zwanej wielkiej smuty. Panujący szybko zmieniali się na tronie, kraj najeżdżany był często przez obce wojska – między innymi w 1610 roku wojska polskie Władysława IV Wazy zajęły i okupowały do 1612 roku Moskwę. Okres walki o władzę zakończył w 1613 roku wybór na tron carski Michała I, założyciela dynastii Romanowów.

Imperium Rosyjskie

Imperium Rosyjskie, oficjalna nazwa polska: Cesarstwo Rosyjskie (ros. Российская империя, przed reformą ortografii: Россійская Имперія) – oficjalna nazwa Rosji w latach 1721–1917. Imperium Rosyjskie u szczytu swej potęgi w 1866 roku zajmowało powierzchnię 23 700 000 km² i było trzecim pod względem wielkości państwem w historii ludzkości, po imperium brytyjskim i Wielkim Ułusie Mongolskim. Faktyczną stolicą Imperium Rosyjskiego był przez niemal cały okres jego istnienia Petersburg, choć z prawnego punktu widzenia stolicą pozostawała Moskwa, pozostająca do 1812 roku największym miastem Rosji i miejscem koronacji carów. Dwór przeniesiono do Moskwy w 1728 roku, ale dwa lata później powrócił on do Petersburga (1730). Imperium było sukcesorem Carstwa Rosyjskiego. Upadło na skutek dwóch rewolucji w 1917 roku.

Mocarstwo euroazjatyckie

Nazwa Imperium Rosyjskie została ustanowiona po zwycięstwie Rosji w wojnie północnej 1700–1721, w związku z przyjęciem 1721 przez Piotra I Wielkiego tytułu cesarza (imperatora); używana do rewolucji lutowej 1917 roku (do abdykacji Mikołaja II).

Śmierć Piotra Wielkiego w roku 1725 doprowadziła do starć pomiędzy przedstawicielami starej arystokracji a osobami zawdzięczającymi swój awans bezpośrednio poparciu Piotra I, jak Aleksandr Mienszykow. Efektem zwycięstwa Mienszykowa był wybór na cesarzową Katarzyny I, żony Piotra. Po jej śmierci w roku 1727 tron cesarski objął mający wtedy dwanaście lat Piotr II Romanow.

Pomimo wewnętrznego osłabienia po śmierci Piotra Wielkiego, Rosja zachowała dominację w Europie Wschodniej, a także aktywnie włączała się do europejskich konfliktów takich jak Wojna o sukcesję polską czy Wojna o sukcesję austriacką. W wojnie siedmioletniej udało jej się w zasadzie pokonać Prusy, mimo to nagła śmierć carycy Elżbiety i wstąpienie na tron jej siostrzeńca Piotra III spowodowało nagłe wycofanie się Rosji z wojny i powrót do status quo ante bellum, a nawet zawarcie przymierza z Prusami, co nie pozostało bez wpływu na osłabienie międzynarodowej pozycji Rosji.

Dopiero panująca w latach 1762–1796 Katarzyna II wywindowała Rosję na pozycję wielkiego mocarstwa. Zwycięskie wojny z Turkami (1768–1774, 1787–1792) otworzyły szeroki dostęp do Morza Czarnego, w 1783 Rosja anektowała Chanat Krymski. Kontynuując politykę sojuszu z Prusami narzuciła Rzeczypospolitej protektorat w 1768 i odegrała decydującą rolę w rozbiorach (1772, 1793, 1795) anektowała jej wschodnie ziemie, likwidując wraz z Prusami i Austrią państwo polskie.

Imperium światowe

Panujący w latach 1796–1801 syn Katarzyny II Paweł I kontynuował politykę ekspansji, anektując w 1801 Gruzję. W 1799 rozpoczęła się rosyjska kolonizacja Alaski i Rosja stała się „imperium trzech kontynentów”. Aleksander I, który w wyniku rewolucji pałacowej przejął władzę po niepopularnym wśród szlachty ojcu, dzięki pokonaniu Wielkiej Armii Napoleona pod Moskwą (1812) zapewnił Rosji dominującą pozycję na kontynencie europejskim. Poszerzył granice kraju o Wielkie Księstwo Finlandii (1809), Besarabię (1812), Dagestan i Azerbejdżan (1813).

Rosyjska kolonizacja Ameryki Północnej

Rosyjska kolonizacja Ameryki Północnej – kolonizacja północno-zachodnich terytoriów Ameryki Północnej przez Imperium Rosyjskie w drugiej połowie XVIII i w XIX wieku. Kolonizacja ta objęła swym zasięgiem: Alaskę, Aleuty, Archipelag Aleksandra oraz wybrzeża dzisiejszych stanów i prowincji: Kolumbii Brytyjskiej, Waszyngtonu, Oregonu i Kalifornii. Najdalej na południe wysuniętą stanicą rosyjską był Fort Ross w środkowej Kalifornii. Szacuje się, że ten ogromny obszar (ok. 1 518 800 km kw.) zamieszkiwało zaledwie ok. 2500 Rosjan i ok. 60 000 rdzennych Amerykanów i Eskimosów.

x

Gdyby chcieć w jednym zdaniu przedstawić historię Rosji to brzmiałoby ono tak: Dynastia Rurykowiczów to walka o zjednoczenie ziem ruskich, a dynastia Romanowów to budowa imperium. Chronologicznie wyglądało to tak:

  • 862-1598 – Rurykowicze
  • 1598-1613 – okres walk o władzę, tzw. wielka smuta
  • 1613-1762 – Romanowowie
  • 1762-1917 – Dom Holstein-Gottrop-Romanow

Przybycie Ruryka do Nowogrodu Wielkiego w 862 roku uważa się za symboliczny początek Rosji. Skupił on pod swoimi rządami część Waregów, plemion wschodniosłowiańskich i ugrofińskich. W 882 roku następuje zjednoczenie południowych i północnych księstw ruskich, czyli powstaje Ruś Kijowska. W 988 roku Włodzimierz I przyjmuje chrzest. W XI wieku dochodzi do rozbicia dzielnicowego. Książęta, którym udało się zawładnąć Kijowem, stali najwyżej w hierarchii feudalnej. W latach 1054-1224 istnieją na Rusi 64 księstwa, a 293 książąt usiłowało zasiąść na tronie. Władcy księstwa czernihowskiego, halicko-wołyńskiego i włodzimierskiego podjęli próby scalenia ziem ruskich pod swoimi berłami. W 1169 roku książę włodzimierski ( z Włodzimierza położonego pod Moskwą, a nie z Włodzimierza Wołyńskiego) Andrzej Bogolubski opanował Kijów, uzyskując tym samym tytuł wielkiego księcia. Jednak to Włodzimierz przejął rolę Kijowa i stał się stolicą wielkiego księstwa. – Tak to opisuje Wikipedia, natomiast Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga (1929-1938) początek dziejów Rosji przedstawia tak:

»Państwo ruskie zawdzięcza swe powstanie Normanom. Osiadłe pomiędzy Dnieprem, Wołgą, Dźwiną, Niemnem i Bugiem plemiona trudniące się rolnictwem, pszczelarstwem, myślistwem, rybołówstwem i handlem, niezdolne do stworzenia silniejszej więzi państwowej, wezwały Normanów, zwanych na Wschodzie Waregami, by objęli nad nimi panowanie. W 862 przybył Ruryk z normańskiego pokolenia Rusów wraz z braćmi Sineusem i Truworem i osiedlili się w okolicy dzisiejszego Nowogrodu. Po śmierci braci Ruryk zjednoczył w swym ręku ich posiadłości i ugruntował w ten sposób byt państwa ruskiego. Dwaj jego rycerze Askold i Dir zajęli Kijów, gdzie następca Ruryka przeniósł stolicę. Nowe państwo waregsko-ruskie rozwijało się wśród walk z cesarstwem wschodnim, Chazarami, Bułgarami i Pieczyngami; Kijów stał się ważnym ośrodkiem handlowym. Włodzimierz św. przyjął w 988 chrzest w wyznaniu wschodnim, przez co wprowadził swe państwo w krąg kultury bizantyńskiej. Jarosław Mądry zorganizował kościół, podniósł miasta i handel i porządkował prawo („Russkaja Prawda”). Po jego śmierci państwo rozpadło się na szereg dzielnic, których książęta prowadzili pomiędzy sobą niszczące wojny. Ustanowiony seniorem wielki książę kijowski nie był w stanie utrzymać swego autorytetu. W 1169 roku książę suzdalski, Andrzej Bogolubski, protoplasta późniejszych książąt moskiewskich, spalił Kijów, a godność wielkoksiążęcą przeniósł na Suzdal (okolice Moskwy – przyp. W.L.).«

Z tego opisu wyłania się obraz Słowian wschodnich jako niezdolnych do stworzenia organizacji o szerszym zasięgu, a którą nazywa się państwem. Gdyby więc nie Normanowie, to nie powstałaby Rosja. Najprawdopodobniej w końcu zdali oni sobie z tego sprawę, że z ludźmi o tej mentalności nie da się zbudować państwa i odwołali się do metod radykalnych. Temu służyła oprycznina, która polegała na wydzieleniu znacznej części państwa moskiewskiego spod władzy bojarów i poddaniu jej bezpośredniej władzy cara oraz terrorowi jego gwardzistów zwanych opricznikami.

Iwan Groźny (klęczy z nożem) drwi z przywódcy bojarów Iwana Fiodorowa posadzonego na tronie w carskim przebraniu. Za chwilę Iwan zadźga nożem Fiodorowa. Obraz Mikołaja Newrewa. Źródło: Wikipedia.

Tak więc ziemie ruskie zostały zjednoczone, ale w skład tego zjednoczonego państwa nie weszły księstwa południowo-zachodnie, podbite przez maleńką Litwę. Jak to się stało, że opierały się one Moskwie, a uległy takiemu nic nie znaczącemu państwu, jeśli tak można nazwać ten twór? Czy przypadkiem nie wchodziła tam w grę interwencja Zakonu Krzyżackiego, którego ziemie graniczyły z Litwą? W praktyce więc księstwa te nadal tkwiły w rozbiciu dzielnicowym, ale nazywano je zrazu Wielkim Księstwem Litewskim, a później Rzeczpospolitą. Wygląda więc na to, że Słowian wschodnich trzeba trzymać krótko za mordę, bo inaczej zrobią z państwa burdel, jak to się stało w przypadku Rzeczypospolitej.

Po epoce feudalnej nastały monarchie, które były czynnikiem państwowotwórczym i narodowotwórczym, w myśl znanej zasady: Ein Volk, ein Reich, ein Führer. Tyle że w tym wypadku kolejność powinna być odwrotna: Ein Führer, ein Reich, ein Volk. Silna władza królewska była potrzebna, by stworzyć scentralizowane państwo, a wraz z nim kształtował się naród. Wschodni Słowianie nie mieli w sobie tego, co pozwoliłoby im stworzyć takie państwo. Zrobili to Waregowie i oni stworzyli naród rosyjski. Na terenach, które nie poddały się zjednoczeniu, a więc w Wielkim Księstwie Litewskim, pozostającym nadal bez silnej władzy centralnej w ustroju feudalnym, nie ukształtowały się narody. Jedynie Słowianie zachodni, czyli Czesi i Polacy, stworzyli swoje państwa i powstały narody polski i czeski. Jednak naród polski został zmarginalizowany przez Słowian wschodnich, a później zniszczony przez potomków Waregów, a naród czeski został zdominowany przez Niemców.

Tak więc Słowianie wschodni nie potrafili samodzielnie stworzyć własnej państwowości, natomiast Słowianie zachodni byli do tego zdolni. Wydaje się zatem, że powoływanie się na jedność Słowian nie do końca jest uzasadnione. To są różnice na poziomie mentalności. Owszem, Słowianie wschodni, jako jednostki, mogą i są często ludźmi uzdolnionymi czy wręcz wybitnymi. Dorobek Rosjan w kulturze, nauce czy sporcie jest imponujący, ale to nie te wybitne jednostki decydowały o tym, że powstało potężne państwo rosyjskie. O tym decydował jakiś inny czynnik. Oni sami zdawali sobie z tego sprawę i chyba dlatego poprosili o pomoc Waregów.

Imperium rosyjskie powstawało w tym samym czasie, w którym powstawało imperium brytyjskie. I przetrwało ono do dnia dzisiejszego, podobnie jak brytyjskie, te jednak w zmienionym kształcie. Jeśli komuś się wydaje, że uwolnienie się spod „opieki” Ameryki coś zmieni, to się mocno myli. Imperia nigdy nie traktują mniejszych państw jak partnerów. To również dotyczy Rosji, to jest imperium, a nie jakiś słowiański kraj. Waregowie zorganizowali to państwo. Zaczęli od północy, czyli o terenów i klimatu, które były im bliskie. Później kolonizacja szła w kierunku wschodnim na obszary północnej Syberii. Historia Rosji to nie tylko jej europejska historia. To również, a może przede wszystkim, historia Syberii, jej podboju. Bez niej Rosja nie byłaby imperium, ale o tym w następnym blogu.

x

Aktualizacja z dnia 24 września 2024 roku:

Powieść minionych lat z 1143 roku, historia wschodnich Słowian, najsłynniejszy zabytek ruskiego piśmiennictwa, wiąże powstanie ich państwa z Waregami: “i zaczęli rządzić się sami, i nie było wśród nich prawdy, i klan stanął przeciw klanowi, i mieli spory, i zaczęli walczyć ze sobą. I powiedzieli sobie: szukamy księcia, który by nami rządził i sprawiedliwie sądził. I przeprawili się przez morze do Waregów, do Rusi (…). Powiedzieli: nasza ziemia jest wielka i obfita, ale nie ma w niej porządku, chodź panować nad nami. I wybrano trzech braci (…). Najstarszy Ruryk siedział w Nowogrodzie, a drugi Sineus na Biełoozierze, a trzeci Truvor w Izborsku. I od tych nazwano ziemię ruską.”

Miasta I RP

Tak nas uczono i nadal tak się uczy, że unia polsko-litewska to akt, na którym skorzystały obie strony i że powstało potężne państwo, którego obawiali się jego sąsiedzi. Oczywiście jest to nieprawda. Ten akt spowodował to, że Polska, czyli Korona, cofnęła się cywilizacyjnie pod każdym względem. To prawda, że było to państwo zależne od cesarzy niemieckich, od papieża i miało też przeciwko sobie potężny zakon i dlatego Piastom tak trudno było walczyć o utracone ziemie. Jednak nadal leżało ono w Europie, wprawdzie na jej peryferiach, ale jednak w Europie. I tak jakoś dziwnie się stało, że ten potężny zakon uległ dzikiemu Litwinowi, gdy ten został był królem Polski. Wiadomo było, że ten dzikus nie upomni się o utracone ziemie piastowskie, a poza tym planowano już reformację, więc rola tego zakonu kończyła się. Czy to jednak Wschód odpowiadał za degradację Korony? Wydaje się, że był za słaby, że był tylko narzędziem, a decydował ktoś inny. Upadek polskich miast zdaje się tego dowodzić. Bardzo dobrze opisuje to Jan Stanisław Bystroń w książce Dzieje obyczajów w dawnej Polsce PIW 1976. Poniżej wybrany fragment.

x

Stara to rzecz, że gdy jedna warstwa społeczna uzyskuje przywileje, zawsze dziać się to musi czyimś kosztem. Szlachta rozszerzała coraz bardziej swe uprawnienia, zagarniała dla siebie coraz to nowe dziedziny gospodarcze; równocześnie ograniczano prawa włościan i mieszczan, poddawano wieś w niewolę, powodowano upadek miast. Wystarczy uświadomić sobie tę głęboką różnicę, jaka zachodzi w stanie miast w szesnastym i osiemnastym wieku: zrazu mamy do czynienia z miastami wcale znacznymi, mogącymi się równać z niejednym miastem zagranicznym, z mieszczaństwem żyjącym w dobrobycie, czasem zamożnym, o wcale wysokiej stopie wymagań życiowych; patrycjat miejski jest warstwą ambitną, wykształconą, biorącą żywy udział w życiu kulturalnym społeczeństwa. Wiek osiemnasty daje nam, poza stolicą, która rozwija się w cieniu dworu królewskiego, obraz upadku i nędzy miast; miast tych jest nominalnie dużo, ale są one niewielkie, często wyludnione, czasem w ruinie stojące, utrzymujące się najczęściej z przejazdu i postoju podróżnych, poza tym dostarczające prostego towaru dla okolicy; mieszczanie, o niskim poziomie życiowym i kulturalnym, mało aktywni gospodarczo, często żyjący z pracy na roli (chłoporobotnicy? – przyp. W.L.), nie mają innych ambicyj poza podkreślaniem swej wyższości nad włościanami i żadnej roli w życiu publicznym nie odgrywają; dopiero w drugiej połowie osiemnastego wieku za przykładem Warszawy ożywiają się nieco mieszkańcy większych miast i przyłączają do akcji reformy społecznej.

Polityka stanowa szlachty powoduje upadek miast; szlachcic był wolny od podatków, nie płacił cła przy wywozie towarów za granicę, skoro deklarował je jako proprii laboris (wyrób własny – przyp. W.L.), był chroniony przez ustawodawstwo wojewodzińskie, które pilnowało taryf towarowych; co więcej miał możność rozbijać jedność administracyjną i gospodarczą miasta przez jurydyki (część miasta wyjęta spod prawa miejskiego). Szlachta nie poprzestawała na tym; niezależnie od ograniczania gospodarczej aktywności mieszczan prowadzono przeciwko nim kampanię stałej niechęci. Lekceważono miasta, śmiano się z mieszczan, nazywano ich łykami i zamsikami, narzekano na ich zdzierstwo, przypisywano im drożyznę, patrzono z niechęcią na zamożniejszych kupców, wytykano im zbytki, skoro tylko ktoś wystawniej się ubierał lub hojniej gości podejmował. Wiedziano, że za granicą, w Rzeszy niemieckiej, we Flandrii i Francji, są miasta bogate i mieszczanie w dobrobycie żyją, ale stan ten był raczej argumentem za ograniczeniem miast. Przecież człowiek tak rozsądny i jasno myślący jak Jan Zamoyski na sejmie elekcyjnym w r. 1575 wyraźnie stwierdza, że rozwój miast związany jest z krzywdą szlachty, mówiąc o zagranicy:

„Kwitną tam wsi i miasta, bo stan miejski ma wielkie prawa. Ale ponieważ owa świetność przychodzi z krzywdą szlacheckiej wolności, wolę jej wcale nie mieć niż mieć za taką cenę. Nie podług rękodzielnych wyrobów, nie podług murów i obszernych budowli, czego i nam nie brak, sądzi się o szczęściu ludzi, ale podług ich wolności, cnót i dobrych obyczajów.”

Szlachta więc niszczyła miasta, i to niszczyła świadomie; uważano, że wzbogacony mieszczanin jest zbytecznym konkurentem szlachcica, chciano, by pomiędzy szlachtą a plebejami był jak największy dystans.

Nie można się więc dziwić, że zamożniejsi mieszczanie starali się o przejście w ten czy inny sposób w szeregi szlacheckie. Cóż mogło im dać miasto, prócz możności dalszego pomnażania majątku, i to dość problematycznej wobec polityki gospodarczej szlachty; ale nawet i majątku tego nie mogli spokojnie używać, narażeni wciąż na przytyki, zaczepki i szykany ze strony szlachty.

Przechodzili więc do osiadłej szlachty bogaci mieszczanie, jak krakowscy Bonarowie, Betmanowie, lwowscy Korniaktowie, greccy kupcy; kto kupił dobra ziemskie, często od nich nowe nazwisko brał, jak Cyrusowie – Sobolewscy, Langowie – Niegoszowscy. Ale nie było trzeba koniecznie majątku, aby wejść w szeregi herbowej braci; kto miał nieco przedsiębiorczości i odwagi, próbował szczęścia, zazwyczaj z powodzeniem. Liber chamorum tylu wymienia „miejskich synków”, i to nie tylko z większych miast, że odnosimy wrażenie, jakoby każdy, kto tylko chciał, mógł wejść w społeczeństwo szlacheckie. Ale też ubożało mieszczaństwo, skoro element bardziej ambitny, bardziej aktywny, tworzący elitę miejską, tak licznie opuszczał miasto i szukał szczęścia w innym stanie. Stosunki te trwają aż do końca osiemnastego wieku; pragnieniem każdego mieszczanina jest zostać szlachcicem. Jedni uzyskują formalnie dyplomy, drudzy tylko podają się za szlachtę i ostatecznie z czasem także i formalne prawa uzyskują, inni znów przynajmniej nazwisko szlacheckie z końcówką -ski przybierają i wyglądem zewnętrznym szlachtę naśladują. Epoka reform jest bardzo liberalna w tym względzie; ciągle czytamy w Voluminach o nowych nobilitacjach mieszczan, a także o formalnym uznawaniu samozwańców. Konstytucja z r. 1775 stwierdzając, że istnieją obywatele, którzy „choć nie są szlachtą rodowitą polską, przecież za nią są powszechnie wzięci”, i wyrażając „litość nad takowymi ludźmi przyzwoitą”, dozwala nadać im tytuły szlacheckie diplomatibus secretis (tajne paszporty), a więc bez publicznego ogłoszenia, do „zakłócenia okazje uchylając”.

U schyłku istnienia Rzeczypospolitej droga do szlachectwa stoi otworem dla zamożniejszego i inteligentniejszego mieszczaństwa. Uchwalono, że król nadaje diplomata nobilitatis (dyplomy szlacheckie) mieszczanom, którzy w służbie rządowej uzyskali stopień regenta, w wojsku zaś rangę kapitana; dyplomy te otrzymywano za okazaniem patentu, nawet bez opłaty stemplowej. Kto pełnił przez dwa lata służbę publiczną, kto był właścicielem wsi, opłacającej podatek w pewnej wysokości, miał prawo do starania się o nobilitację; wreszcie nobilitowano także i mieszczan nie mających innych tytułów prócz posiadania dziedzicznej posesji w mieście, a więc domu.

Obok samolubnej polityki szlacheckiej inny jeszcze czynnik wpływa coraz istotniej na losy mieszczan: konkurencja ze strony ludności żydowskiej.

Ustawodawstwo określało ściśle zakres uprawnień gospodarczych ludności żydowskiej, ale najwidoczniej nie bardzo było ono przestrzegane, skoro ciągle się powtarza rozmaite zakazy, a miasta starają się wciąż o pomoc władz w walce z Żydami. Żydzi tymczasem zdobywają coraz to nowe pozycje. Klęski, które ponoszą dzielnice żydowskie w czasie wojen szwedzkich i kozackich, zmuszają ludność żydowską do osiedlania się w mieście chrześcijańskim; wynajmują tu oni domy, nawet je kupują, i tak powoli, wbrew prawu, ustalają się coraz silniej w samym mieście, prowadzą handel, wykonują rękodzieła. Równocześnie też następują próby osiedlania się w miastach, które miały dawne przywileje de non tolerandis Judaeis, nie dopuszczające Żydów; wszystko to miało być prowizoryczne, ale kto już raz w mieście chrześcijańskim osiadł, nie opuszczał go tak łatwo. Zaczynały się rozruchy antyżydowskie, miasta uzyskiwały dekrety nakazujące rugować Żydów; częściowo je wykonywano, ale nie zawsze i nie wszędzie. Pilnowano też, by Żydzi nie trudnili się rękodziełem i nie tworzyli konkurencji cechom, by nie uprawiali handlu obnośnego itd., ale ciągłe skargi na ten temat pozwalają przypuszczać, iż w rzeczywistości ludność żydowska zakazów tych nie przestrzegała i stawała się coraz groźniejszym współzawodnikiem chrześcijan. Oto np. opis inwazji żydowskiej w Lublinie z połowy XVIII wieku, wyrażony w uchwale miejskiej:

… uważając ultimam cladem (ostatnie nieszczęście) tego miasta przez mnóstwo Żydów, w tym mieście będących, po placach, dworach, dworkach, kamienicach, domach różnych, budach, piwnicach kramiki trzymających… a tak ci Żydzi… handel prawem zakazany wiodą, szynki różnych trunków, nawet i wina prowadzą, piwo robią… chleby różne pieką… w rzemiosłach i kunsztach cechom przeszkadzają, słowem, wszystkie sposoby do życia katolikom odbierają. Niegdyś populosa civitas (ludne miasto), teraz ledwie trzecia część zubożałego pospólstwa nam została, a na Przedmieściu Krakowskim sami Żydzi z trunkami w kamienicach pod bokiem kościoła szabasy publicznie odprawują… mając siano na strychach, zgubą miastu przez pożar grożą… Cechy złotników, cyrulików, krawców, kuśnierzy, piekarzy, kotlarzy, safianików (garbarzy) i insze upadły… Towary różne wożą i sprzedają, nawet już i dziedzicznymi prawami niektórzy na miejskich gruntach przeciw prawu osiadają…

Postanowiono więc wysiedlić Żydów z miasta, co istotnie po kilku latach przy asyście wojskowej wykonano; wysiedleni przenieśli się na przedmieścia, a wraz z nimi sklepy i warsztaty. Miasta broniły się więc przeciwko supremacji ludności żydowskiej środkami czasem bardzo zdecydowanymi, choć rzadko skutecznymi; bezskuteczność tych rugów okazywała się zwłaszcza tam, gdzie istniały jurydyki i gdzie pod władzą duchowną czy szlachecką gęsto osiadali Żydzi, wobec których władze miejskie były bezsilne.

Tak więc stopniowo ludność żydowska rozszerza się poza granice dawnej dzielnicy żydowskiej, zaczyna obejmować coraz to nowe działy wytwórczości czy handlu, zastrzeżone dawniej dla chrześcijan, i zwyciężając w walce konkurencyjnej staje się w większości miast najpoważniejszym elementem gospodarczym.

Ale prócz wewnętrznego rozwoju stosunków, który coraz to niekorzystniej kształtował sytuację mieszczan, spadały jeszcze na miasta klęski zewnętrzne, nie przewidziane, które niszczyły jego dorobek, często tak do szczętu, że niektóre miasta już z upadku się nie podnosiły. Były to klęski elementarne, przede wszystkim pożary, które gwałtownie się szerzyły w drewnianych czy półdrewnianych skupieniach, była to jednak przede wszystkim wojna. A wojen przeszło dość przez Rzeczpospolitą; nie było tak spokojnego kąta w całym pastwie, do którego by groza wojny nie doszła; w połowie siedemnastego wieku, w czasie potopu szwedzkiego, padły miasta na ogromnej przestrzeni, i od tego czasu zazwyczaj liczy się upadek życia miejskiego.

Ale nie tylko wojska nieprzyjacielskie były groźne dla miast; wojska Rzeczypospolitej były również poważnym ciężarem. Żołnierz nie pobierał strawy z pułku, lecz z żołdu winien był płacić sam za swe utrzymanie; tymczasem skarb był najczęściej pusty i żołd wypłacano bardzo nieregularnie; cóż więc miał żołnierz robić? Brał co mu dano, a gdy nie chciano mu nic dać, brał gwałtem, a gdy raz się przyzwyczaił do rabunku, rabował już nie z potrzeby, ale dla chciwości czy fantazji. Działo się tak nie tylko w czasie wojny; w okresach zupełnego spokoju żołnierz, nie opłacony lub do grabieży przyzwyczajony, był klęską.

Bywały istotnie przykłady, że mieszczanie, zrujnowani przez ciągłe postoje, opuszczali swe domostwa, pozostawiając je na łasce Boskiej i żołnierskiej. Obrona była niemożliwa; tworzyli co prawda mieszczanie rodzaj armii ochotniczej, i broni zawsze w ratuszu i w cechach było dość dużo, ale wiedziano, że wojska w razie oporu szturmem zdobędą miasto.

Ciężar kwaterunków spadał przede wszystkim na miasta, skoro wsie szlacheckie zostały z nich zwolnione; jedyną pociechą był niski stan liczebny wojsk Rzeczypospolitej. Ale za to ciągle przechodziły przez kraj wojska obce, czy to nieprzyjacielskie, czy zaprzyjaźnione: szwedzkie, saskie, rosyjskie; zdzierstwa rabunki, gwałty były na porządku dziennym. Nie można się więc dziwić, że miasta znajdowały się w bardzo ciężkiej sytuacji.

Pełno też w pamiętnikach cudzoziemców, zwiedzających Polskę, opisów nędzy miast. Jeszcze w Wielkopolsce, w województwie krakowskim, na Pomorzu miasta te przedstawiały się lepiej i zarówno wyglądem zewnętrznym, jak i społeczną strukturą bardziej były do miast zachodniej Europy zbliżone, ale już na Mazowszu miasta te przedstawiały widok godny politowania; cóż dopiero na rozległych ziemiach litewskich i ruskich.

Tak np. orszak francuski, jadący wraz z Marią Ludwiką do Warszawy, dziwił się ubóstwu i zaniedbaniu miasteczek. Przejeżdżano przez Mławę, Ciechanów i Nowe Miasto. Wspomniane trzy miejsca – pisze Laboureur – chociaż imię miast w Polsce mają, uchodziłyby we Francji za wioski; nie są one opasane murem ani fosą, domy ich w małej liczbie są rozrzucone, źle stawiane i niewygodne. Nędza mieszkańców wzbudza politowanie, większość źle odziana, prawie wszyscy chodzą boso; w izbach mieszczą się gołe dzieci wraz z psami, prosiętami i drobiem.

Narzekali i swoi; w poważniejszej publicystyce osiemnastego wieku skargi na smutny stan miast są powszechne.

„Jaka w nich budynków ruina – pisze król Leszczyński w Głosie wolnym – jaka nieludzkość obywatelów, jaka indigencja (przyznawanie obcym obywatelstwa, szlachectwa) mieszkańców, jaka incapacitas (ubezwłasnowolnienie) rzemieślników, jaka insufficencja (niedostatek) towarów, jaki na ostatek przy wielkim niedostatku nierząd in politia! (w polityce)”.

Śmiali się satyrycy; przysłowiowym został opis Krasickiego w pierwszych strofach Monachomachii:

W mieście, ponieważ zbiór pustek tak zowiem,
W godnym siedlisku i chłopa, i Żyda,
W mieście (gród, ziemstwo trzymało albowiem
Stare zamczysko, pustoty ohyda)
Były trzy karczmy, bram cztery ułomki,
Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki.

x

Ignacy Błażej Franciszek Krasicki herbu Rogala (ur. 3 lutego 1735 w Dubiecku, zm. 14 marca 1801 w Berlinie) – biskup warmiński od 1767, arcybiskup gnieźnieński od 1795, książę sambijski, hrabia Świętego Cesarstwa Rzymskiego, prezydent Trybunału Głównego Koronnego w Lublinie w 1765, proboszcz przemyski, kustosz kapituły katedralnej lwowskiej w 1765 roku, poeta, prozaik, publicysta i encyklopedysta, kawaler maltański zaszczycony Krzyżem Devotionis, mianowany biskupem tytularnym Verinopolis w 1766 roku. Prymas Polski od 1795 r. aż do śmierci. Jeden z głównych przedstawicieli polskiego oświecenia. Nazywany „księciem poetów polskich”. Ignacy Krasicki pochodził z rodziny magnackiej. W latach 1743-1750 uczył się w kolegium jezuickim we Lwowie.

Monachomachia, czyli Wojna mnichów (z gr. monachos – mnich, machia – walka) – poemat heroikomiczny o wojnie mnichów autorstwa Ignacego Krasickiego. Wydany po raz pierwszy anonimowo w roku 1778 w Lipsku, wywołał oburzenie hierarchii kościelnej i uznanie u twórców epoki oświecenia.

Tematem utworu jest walka pomiędzy mnichami dwóch zakonów: karmelitów i dominikanów. Monachomachia wywołała skandal – występowała przeciw zakonom, zasobnemu życiu duchownych, próżniactwu i zacofaniu. Stanowi utrzymaną w duchu oświecenia krytykę wad społecznych, obecnych również w Kościele, czego Krasicki nigdy nie ukrywał. – Wikipedia.

Mamy więc w tym wypadku do czynienia z encyklopedystą, czyli masonem, który wyśmiewa stan, za który, z racji stanowiska, sam po części odpowiada. Kościół zawsze był zażydzony i kontrolowany przez tę nację. Nic się nie zmieniło.

Bystroń przytacza fragment mowy Zamoyskiego na sejmie elekcyjnym z 1575 roku. Jednak nie próbuje on w niej nawet tłumaczyć swego stanowiska wobec mieszczan i nie uzasadnia dlaczego uważa on, że dominująca pozycja szlachty w nowym państwie jest najważniejsza. Skoro nie potrafił czy nie mógł tego wytłumaczyć, to znaczy, że wykonywał polecenia swoich nieznanych przełożonych.

Nigdy nie zrozumiemy, dlaczego tak się stało, jeśli nie uwzględnimy tego, co tak naprawdę wydarzyło się w tym czasie. Od momentu powstania unii polsko-litewskiej następuje stopniowy i narastający z czasem napływ ludności żydowskiej do tego nowego państwa, czyli Rzeczypospolitej. Nadawało się ono idealnie do tego osadnictwa. Wielkie Księstwo Litewskie tworzyły społeczności nie w pełni wykształcone w sensie narodowościowym i społecznym. Zneutralizowanie Korony, niewygodnej dla Rzeszy niemieckiej, nastąpiło poprzez połączenie jej z WKL. Jeśli doda się do tego fakt, że królami w tym państwie przeważnie byli obcy, to stanie się jasne, dlaczego realizowało ono interes tych, którzy zaczęli się w nim osiedlać.

Ci nowi osadnicy czuli się w tym państwie bezkarni. Prawo ich nie dotyczyło. Stan szlachecki dlatego był otwarty na nowych braci, by to właśnie Żydzi mogli go zasilać bez problemu. Podejrzewam, że łatwość wejścia do niego była tym spowodowana, a dla innych ta droga była zamknięta. Mieszczan zwalczano po to, by zrobić miejsce Żydom. I tak z czasem przybywało ich, a miejscowa ludność była spychana w niebyt.

Pisze Bystroń, że całkowity upadek miast i mieszczaństwa datuje się od potopu szwedzkiego, a więc jest to tylko potwierdzenie tego, o czym wcześniej pisałem, że głównym celem potopu było zniszczenie Korony. Szwedzi niszczyli zamki, czyli magnaterię i miasta, czyli mieszczaństwo. Po co oni to robili? Przecież wycofali się z Korony. Najwyraźniej król szwedzki działał na rozkaz swoich nieznanych przełożonych, działał w interesie ludności żydowskiej, która tu osiedlała się. To prawda, że ta ludność też ucierpiała, ale miała ona możliwości odbudowania swojej pozycji z racji dostępu do kapitału. Rdzenna ludność polska – nie miała. O tym skąd brała się przewaga Żydów w handlu pisałem w blogu Handel . Na wojnach wszyscy tracą, tylko jedna nacja zyskuje. Nic się pod tym względem nie zmieniło.

Rzeczpospolita powstała w wyniku unii polsko-litewskiej to był żydowski projekt, mający na celu stworzenie Żydom miejsca do masowego osadnictwa, zdominowania tego państwa i dokonywania w nim różnych socjologicznych eksperymentów. I nadal to trwa. Wciąganie Polski do wojny na Ukrainie jest tego dowodem.

City of Moscow

Pewnie każdy słyszał o City of London, ale czy ktoś słyszał o City of Moscow? Owszem określenie to funkcjonuje czasem w znaczeniu „Miasto Moskwa”. Ja jednak używam go węższym znaczeniu, w jakim używa się do Londynu określenia „City of London”. W ten sposób mogę zadać pytanie: co łączy City o London z City of Moscow? – Pożar. Pożar Londynu – 1666, pożar Moskwy – 1812. A co wspólnego mają oba te pożary? Oba wybuchły 2 września i trwały do 6 września. Czy zatem był to przypadek. O pożarze Londynu pisałem w blogu Pożar 1666 roku. Na początek wypada zapoznać się z tym, co pisze o obu pożarach Wikipedia.

Pożar Moskwy

Pożar Moskwy (ros. Московский пожар) – pożar, który trwał od 2 do 6 września (14–18 września) 1812 podczas okupacji Moskwy przez wojska francuskie. Armia Imperium Rosyjskiego opuściła miasto po bitwie pod Borodino. Pożar objął praktycznie cały Biały Gród i Ziemny Gród oraz znaczne obszary na obrzeżu miasta, niszcząc ¾ zabudowy.

Chronologia wydarzeń

  • 31 sierpnia / 12 września – cofająca się armia rosyjska rozbiła obóz w Filach. Trwała ewakuacja oraz żywiołowa ucieczka ludności cywilnej.
  • 1 września / 13 września – rada wojenna w Filach akceptuje decyzję generała feldmarszałka Kutuzowa o opuszczeniu Moskwy bez walki.
  • 2 września / 14 września – armia rosyjska wyruszyła na wschód wraz z tłumami uchodźców. W ślad za nimi do Moskwy wkroczyła awangarda Wielkiej Armii pod dowództwem marszałka Murata, która zajęła Kreml. Wieczorem do miasta wkroczyły główne siły wojsk cesarza Napoleona I. Według źródeł rosyjskich, tego dnia wybuchły pierwsze pożary.
  • 3 września / 15 września – w godzinach porannych Napoleon I przy dźwiękach Marsylianki wkroczył na czele gwardii na Kreml. Pożar ogarnął cały Kitaj-gorod pod murami Kremla.
  • 4 września / 16 września – rano Napoleon I opuścił Kreml i zamieszkał w Pałacu Pietrowskim. Świta Napoleona I przejechała przez płonący Arbat do rzeki Moskwy.
  • 6 września / 18 września – po zniszczeniu trzech czwartych miasta, pożar powoli wygasał. Napoleon I powrócił na Kreml.
  • 12 września / 24 września – z wyroku trybunału francuskiego rozstrzelano pierwszych podpalaczy.
  • 6–7 października / 18–19 października – armia francuska opuściła Moskwę.

Przyczyny pożaru

Istnieje wiele wersji powstania pożaru – celowe podpalenie opuszczonego miasta na rozkaz gubernatora Fiodora Rostopczyna, podpalenie przez rosyjskich dywersantów oraz działania francuskich okupantów. Pożary wybuchały w wielu miejscach, możliwe, że wszystkie wersje były uzasadnione.

Skutki pożaru

Według szacunków, pożar pochłonął:

  • 6496 z 9151 budynków mieszkalnych (w tym 6584 drewnianych i 2567 murowanych),
  • 8251 sklepów, magazynów i tym podobnych,
  • 122 z 329 świątyń (nie uwzględniając rabunków).

W ogniu zginęły 2 tysiące rannych żołnierzy rosyjskich, pozostawionych w mieście przez wycofujące się oddziały. Spłonął Uniwersytet, biblioteka Buturlina, teatry Pietrowski i Arbacki. Liczba ludności Moskwy zmniejszyła się z 270 do 215 tysięcy. Moskwa straciła znaczną część historycznych budowli, zwłaszcza drewnianych. Jednocześnie ruina całych dzielnic pozwoliła na modernizację urbanistyki miasta.

Mapa Moskwy (wydanie 1813) – kolorem czerwonym zaznaczono dzielnice zniszczone przez pożar; źródło: Wikipedia.

Pożar Londynu

Wielki pożar Londynu (ang. Great Fire of London) – pożar w centralnym Londynie trwający od niedzieli 2 września do czwartku 6 września 1666 roku, obejmujący głównie średniowieczną dzielnicę City of London otaczaną przez zbudowany jeszcze w czasach rzymskich mur londyński, a następnie rozprzestrzeniający się na zachód. Oficjalna liczba ofiar katastrofy jest relatywnie nieduża, chociaż część historyków kwestionuje to przekonanie.

Pożar rozpoczął się w niedzielę 2 września niedługo po północy w piekarni na ulicy Pudding Lane, szybko się rozprzestrzeniając. Użycie skutecznych metod przeciwpożarowych w postaci tworzenia pasów przeciwpożarowych poprzez usunięcie struktur stojących na drodze ognia zostało znacząco opóźnione ze względu na niezdecydowanie ówczesnego lorda majora Londynu, sir Thomasa Bloodwortha. Wyburzenie większych budynków zarządzono dopiero w niedzielę w nocy, jednak do tego czasu wiatr zamienił już pożar w burzę ogniową, wobec której zastosowanie takich środków było już nieskuteczne; w poniedziałek pożoga rozprzestrzeniła się na północ, w kierunku centrum City. Szybko pojawiły się podejrzenia, jakoby za podpaleniem stali obcokrajowcy, a ludzie pozbawieni domów swój gniew skupili na Francuzach i Holendrach, z którymi Anglia toczyła wówczas II wojnę angielsko-holenderską; znaczna liczba imigrantów z tych krajów stała się ofiarami ulicznej przemocy. We wtorek pożar opanował niemal całe City, niszcząc katedrę św. Pawła, i przeskoczył na drugą stronę rzeki Fleet, zagrażając dworowi Karola II Stuarta przy Whitehall. Równocześnie prowadzone były skoordynowane działania przeciwpożarowe, jednak za kluczowe czynniki ugaszenia pożaru uznaje się zelżenie silnego wschodniego wiatru oraz użycie przez garnizon z Tower of London prochu czarnego do tworzenia pasów przeciwpożarowych, co powstrzymało rozprzestrzenianie się ognia w kierunku wschodnim.

Po opanowaniu żywiołu Londyn stanął przed olbrzymimi problemami ekonomicznymi i społecznymi. Król Karol II zalecał, żeby opuścić miasto i osiedlić się gdzieś indziej, obawiając się, że niezadowoleni mieszkańcy mogą wzniecić przeciwko niemu powstanie. Zaproponowano różne – niekiedy radykalne – plany odbudowy miasta. Ostatecznie Londyn odbudowano na planie średniowiecznym, a zastosowany wtedy układ ulic przetrwał do XXI wieku.

Środkowy Londyn w 1666 roku. Spalony obszar zaznaczony na różowo. Pudding Lane na niebiesko. Źródło: Wikipedia.

x

Wikipedia szeroko rozpisuje się o pożarze Londynu, a na temat pożaru Moskwy tylko tyle, ile zacytowałem. Również Lew Tołstoj w swojej powieści Wojna i pokój niewiele pisze o tym pożarze. Jednak opisuje dziwne zachowanie Napoleona po wkroczeniu do Moskwy. Może tu jest jakaś wskazówka. Pisze on tak:

Napoleon wkracza do Moskwy po wspaniałym zwycięstwie de la Moskova; zwycięstwo jest niewątpliwe, gdyż pole walki pozostało przy Francuzach. Rosjanie cofają się i oddają stolicę. Moskwa pełna żywności, broni, amunicji i niezliczonych bogactw – w rękach Napoleona. Wojsko rosyjskie, dwa razy słabsze niż francuskie, w ciągu miesiąca nie czyni ani jednej próby natarcia. Położenie Napoleona – najświetniejsze. Do tego, aby z dwukrotnie większymi siłami runąć na resztki rosyjskiej armii i zniszczyć ją; do tego, żeby zawrzeć korzystny pokój albo, na wypadek odmowy, zrobić manewr zagrażający Petersburgowi; do tego, żeby nawet w wypadku niepowodzenia wrócić do Smoleńska albo Wilna lub pozostać w Moskwie; do tego, słowem, żeby utrzymać to wspaniałe położenie, w jakim znajdowało się wówczas wojsko francuskie, wydawałoby się, nie trzeba szczególnego geniuszu. Do tego trzeba było zrobić najprostszą i najłatwiejszą rzecz: nie pozwolić wojsku, aby grabiło, przygotować zimową odzież, której wystarczyłoby w Moskwie dla całej armii, i we właściwy sposób zmagazynować prowiant znajdujący cię w Moskwie, który mógł wystarczyć dłużej niż na pół roku (według danych historyków francuskich) dla całego wojska. Napoleon, ten geniusz nad geniuszami, władca armii, jak twierdzą historycy, nic takiego nie zrobił.

Nie tylko nic takiego nie zrobił, lecz gorzej, użył całej swej władzy na to, aby ze wszystkich znanych mu dróg działania wybrać taką, która była najgłupsza i najbardziej zgubna. Ze wszystkiego, co mógł Napoleon uczynić: zimować w Moskwie, iść na Petersburg, iść na Niżnij Nowgorod, cofać się, iść bardziej na północ albo na południe tą drogą, którą poszedł później Kutuzow, słowem, o jakimkolwiek by wyjściu pomyśleć – nic bardziej głupiego i zgubniejszego niż to, co przedsięwziął Napoleon, tj. pozostać w Moskwie do października, pozwalając wojsku grabić miasto; potem wahając się, zostawić garnizon w Moskwie, wyjść z niej, zbliżyć się do Kutuzowa, nie wydać bitwy, pójść na prawo, dojść do Małojarosławca, znowu nie próbując się przebić, pójść nie tą drogą, którą szedł Kutuzow, lecz wrócić na Możajsk spustoszoną drogą smoleńską – nic głupszego i bardziej zgubnego dla wojska nie można było wymyślić, jak to potwierdziły następstwa. Niech najbardziej umiejętni strategowie – zakładając, że Napoleon chciał zgubić swą armię – pokażą jakąś inną kolejność działania, która by tak niechybnie i niezależnie od wszystkiego, co przedsięwzięły wojska rosyjskie, tak całkowicie zniszczyła całą armię francuską, jak to zrobił Napoleon!

Genialny Napoleon zrobił to. Ale powiedzieć, że Napoleon dlatego zniszczył swą armię, że tego chciał, albo dlatego, że był bardzo głupi, byłoby również tak samo niesłuszne, jak twierdzenie, że Napoleon doprowadził swe wojska pod Moskwę dlatego, że chciał, i dlatego, że był bardzo mądry i genialny.

W pierwszym i drugim wypadku osobiste jego działanie, nie mające większego znaczenia niż osobiste działanie każdego żołnierza, było tylko zgodne z tymi prawami, według których dokonywało się zjawisko.

Zupełnie fałszywie (tylko dlatego, że skutki nie usprawiedliwiły działania Napoleona) przedstawiają nam historycy, że siły Napoleona osłabły w Moskwie. Zupełnie tak samo jak poprzednio, jak później, w roku trzynastym, Napoleon zużył całą swą umiejętność i siły, żeby uczynić wszystko, co mógł najlepszego dla siebie i dla swej armii. Działanie Napoleona w tym czasie jest nie mniej zadziwiające niż w Egipcie, we Włoszech, w Austrii i Prusach. Nie wiemy ściśle, w jakim stopniu geniusz Napoleona przejawił się w Egipcie, gdzie czterdzieści wieków patrzyło na jego wielkość, ponieważ wszystkie te wielkie zwycięstwa przedstawiają nam tylko Francuzi. Nie możemy należycie ocenić jego geniuszu w Austrii i Prusach, gdyż dane o jego tam działaniu musimy czerpać ze źródeł francuskich i niemieckich; a niepojęte przejście do niewoli korpusów bez bitwy i poddawanie się twierdz bez oblężenia musiały skłaniać Niemców do uznania jego geniuszu, jedynego usprawiedliwienia takiej wojny, którą prowadzono w Niemczech. Ale my, chwała Bogu, nie mamy potrzeby uznawania jego geniuszu, aby ukryć swój wstyd. Zapłaciliśmy za to, żeby mieć prawo patrzeć na sprawę prosto i prawdziwie, i nie wyrzekniemy się tego prawa.

Jego działanie w Moskwie jest równie zdumiewające i genialne, jak wszędzie. Rozkazy za rozkazami i plany za planami sypią się od czasu zajęcia Moskwy aż do wyjścia z niej. Nieobecność mieszkańców, brak delegacji i pożar miasta nie zaniepokoiły go. Nie spuszcza z oka ani dobra swej armii, ani działań nieprzyjaciela, ani pomyślności narodów Rosji, ani kierownictwa sprawami Paryża, ani dyplomatycznych rozmyślań o przyszłych warunkach pokoju.

x

Ale powiedzieć, że Napoleon dlatego zniszczył swą armię, że tego chciał, albo dlatego, że był bardzo głupi, byłoby również tak samo niesłuszne, jak twierdzenie, że Napoleon doprowadził swe wojska pod Moskwę dlatego, że chciał, i dlatego, że był bardzo mądry i genialny. W pierwszym i drugim wypadku osobiste jego działanie, nie mające większego znaczenia niż osobiste działanie każdego żołnierza, było tylko zgodne z tymi prawami, według których dokonywało się zjawisko.

Tak więc dla Tołstoja wszystko dokonuje się zgodnie z pewnymi prawami, na które ludzie nie mają wpływu, tylko jakieś fatum decyduje. Pożar w Moskwie wybuchł w momencie wkroczenia do niej Napoleona i nie zrobił on nic, by przeciwdziałać temu. Podobnie biernie zachowały się władze Londynu. To tak, jakby w obu wypadkach czekano, aż pożar ogarnie pożądany obszar. Wiemy, co to jest City of London i kto tam rządzi. Ten stan wytworzył się dzięki temu, że w 1666 roku doszło do pożaru. Wiadomo, że doszczętne zniszczenie centrum miasta będzie wymagało odbudowy. Taki stan całkowicie zmienia stosunki własnościowe i gospodarcze w najważniejszym mieście w państwie, czyli w stolicy, gdzie ma swoją siedzibę rząd. Pożar Londynu miał miejsce w kilkanaście lat po tym jak Cromwell pozwolił Żydom na powrót do Anglii. Londyn najwyraźniej został przeznaczony na stolicę Imperium, które Żydzi już wtedy budowali. Przeciwwagę miała stanowić Moskwa, która miała stać się w przyszłości siedzibą światowego komunizmu. Nie powinno więc dziwić, że była to dziwna wojna, która bardziej zasługuje na miano drôle de guerre, niż ta w wykonaniu Francuzów w 1939 roku.

Jakoś tak dziwnie się składa, że po tej wojnie pojawili się dekabryści. Wikipedia tak o nich pisze:

„Dekabryści – grupa rosyjskich spiskowców/rewolucjonistów ze sfer szlacheckich działająca w latach 20. XIX wieku. Nazwa wywodzi się od daty wybuchu antycarskiego powstania – 26 grudnia 1825 (14 grudnia według kalendarza juliańskiego) – po rosyjsku grudzień to dekabr.

Dekabryści wywodzili się z rodzin arystokratycznych (spośród 289 ukaranych za udział w spisku 22 było synami generałów, 10 synami pułkowników, 13 synami senatorów, 7 − gubernatorów, 2 − ministrów, a jeden synem członka Rady Państwa), uzyskali dobre wykształcenie, służyli w elitarnych pułkach armii rosyjskiej, znali język francuski, a niekiedy także inne języki obce. Wśród uczestników ruchu było wielu wolnomularzy. W większości byli wojskowymi i brali udział w wojnie obronnej z Napoleonem. Część z nich służyła w zachodniej Europie, m.in. stacjonowała w okupowanej Francji. Doświadczenia te i poczynione obserwacje miały wpływ na poglądy i program wielu dekabrystów, którzy byli entuzjastami francuskiego oświecenia i rewolucji francuskiej.”

Pożar Moskwy spełnił tę samą funkcję jak pożar Londynu – oczyścił centrum miasta i zrobił miejsce dla nowych przybyszy, którzy do dziś kontrolują Rosję, podobnie jak kraje anglosaskie. To był pierwszy krok. Drugim było pojawienie się dekabrystów, których zadaniem było osłabianie władzy carskiej. W konsekwencji doszło do rewolucji październikowej. Dawna stolica była już wtedy gotowa, by stać się stolicą światowego komunizmu. Po latach Związek Radziecki rozpadł się, ale Moskwa nic nie straciła na swoim znaczeniu. Rozpadu Rosji nie ma w planie wielkich tego świata, przynajmniej w dającej się przewidzieć perspektywie. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza w kontekście wojny na Ukrainie, bo jej celem jest coś innego niż osłabienie Rosji czy jej rozczłonkowanie.

Wszystkie te dziwne zachowania Napoleona, jego pójście, wbrew zdrowemu rozsądkowi, na Moskwę, a nie na Petersburg, również rosyjska taktyka spalonej ziemi i unikanie walki; wszystko to i wiele innych niezrozumiałych decyzji po obu stronach miało służyć tylko jednemu celowi – ukryciu prawdziwego zamiaru, jakim od początku było spalenie Moskwy. Nigdy nikomu nie udało się pokonać Rosji czy Związku Radzieckiego. Napoleon miał dojść do Moskwy i doszedł, ale nie pokonał Rosji, bo tego nie było w scenariuszu. Hitler miał nie dojść do Moskwy i nie doszedł i nie pokonał Związku Radzieckiego, bo taki był scenariusz. I nie był to efekt działania jakiegoś fatum, tylko konkretnych ludzi, których tożsamości nigdy nie poznamy.

Rok 1812 c.d.

W blogu Rok 1812 zastanawiałem się na tym, dlaczego Napoleon skierował się na Moskwę, a nie na Petersburg. Jeśli oficjalnym powodem wojny była chęć pokonania Rosji za to, że złamała blokadę Anglii, to najprościej byłoby dokonać jego blokady. Do Petersburga było bliżej niż do Moskwy, a poza tym wojska napoleońskie mogłyby poruszać się wzdłuż wybrzeża Bałtyku, co znacznie utrudniłoby prowadzenie przez Rosjan wojny partyzanckiej. Blokada Petersburga oznaczałby też ruinę gospodarczą Rosji, bo cała jej wymiana handlowa odbywała się przez ten właśnie port. Pisząc ten blog nie wiedziałem, dlaczego tak się stało. Teraz, wydaje mi się, że już wiem, ale o tym w kolejnym blogu. W tym chciałbym skupić się na tym, jak Tołstoj opisał rok 1812 w swojej powieści Wojna i pokój. Jest to oczywiście powieść wielowątkowa, ale najwięcej miejsca zajmuje w niej wątek wojny 1812 roku. Gdyby nie Wielka wojna ojczyźniana, to zapewne ta wojna zapisałaby się najtrwalej w świadomości Rosjan. Jednak dla świata, według mnie, tamta wojna była ważniejsza. W następnym blogu to uzasadnię.

Wikipedia tak zaczyna opis tej powieści:

W pierwotnym zamyśle Tołstoja powieść miała być szkicem opisującym podłoże powstania dekabrystów. Następnie zdecydował się on ją rozszerzyć i opisać trzy newralgiczne punkty rosyjskiej historii XIX wieku: wojny napoleońskie, powstanie dekabrystów i wojnę krymską. W trakcie pisania jednak pisarz odszedł od właściwego tematu utworu i skupił się jedynie na opisie wojen napoleońskich (w których uczestniczyła większość dekabrystów). Końcowy efekt przyniósł kilka uzupełniających się wątków, będących uzasadnieniem poglądów historiozoficznych Tołstoja.

„Wojna i pokój” to jedno z najobszerniejszych dzieł w literaturze rosyjskiej. Ogromna liczba bohaterów i wątków skutkuje obfitością znaczeń. Nawet pobieżna analiza dzieła wymaga omówienia kilku z nich:

Ukazanie idei fatalizmu historycznego. Tołstoj był przekonany, że historią rządzi fatum, ślepy los, który nie jest zależny od jakichkolwiek ludzkich działań. Wykonawcami owego fatum są nie, jak powszechnie uważano, genialne jednostki (jak np. Napoleon), ale „masy”, czyli narody. Prawdziwie dobrym władcą jest zatem ten, który potrafi zintegrować się ze społeczeństwem i razem z nim wypełnić dziejową misję. Idąc dalej tym tokiem myślowym Tołstoj dochodzi do wniosku, że władca dziedziczny (car) jest wywyższony ponad władcę wybieralnego (Napoleon), gdyż jego władza jest związana z owym fatum, w przeciwieństwie do władcy, którego władza pochodzi z nadania ludzi buntujących się przeciwko zrządzeniom losu.

Pozostałe wątki to według Wikipedii:

  • ukazanie jedności narodu rosyjskiego w chwili zagrożenia, zwłaszcza jedności chłopstwa i szlachty,
  • zwycięstwo idei „Wojny sprawiedliwej” (wojny obronnej z 1812 roku) i klęska w wojnie zaborczej, ekspansywnej (wojna krymska),
  • ukazanie idealnego modelu rosyjskiej rodziny (patriarchatu);

Temu pierwszemu wątkowi Tołstoj poświęcił najwięcej uwagi i wypada tę ideę fatalizmu historycznego według niego przybliżyć. Poniżej wybrane fragmenty:

Przedmiotem historii jest życie narodów i ludzkości. Ująć bezpośrednio i ogarnąć słowami – opisać życie nie tylko ludzkości, ale jednego narodu, wydaje się niemożliwe.

Starożytni historycy używali prostego sposobu, żeby opisać i uchwycić wydające się nieuchwytnym – życie narodu. Opisywali działalność osób rządzących narodem, i ta działalność utożsamiała się dla nich z działalnością całego narodu.

Na pytanie, jakim sposobem jednostki według swej woli zmuszały narody do działania i co kierowało wolą tych jednostek, historycy odpowiadali: na pierwsze pytanie – uznaniem woli bóstwa, podporządkowującego narody woli jednej wybranej jednostki, a na drugie pytanie – uznaniem tegoż bóstwa, które kieruje wolą człowieka wybranego do osiągnięcia wyznaczonego celu.

Starożytni rozwiązywali te zagadnienia wiarą w bezpośredni udział bóstwa w sprawach ludzkości. Historia nowożytna w teorii swej odrzuciła oba te założenia.

Wydawałoby się, że odrzuciwszy wiarę starożytnych w zależność ludzi od bóstwa i w określony cel, do którego prowadzone są narody, historia nowożytna powinna by była badać nie przejawy władzy, lecz przyczyny, które ją formowały. Lecz tego nie uczyniła. Odrzuciwszy w teorii poglądy starożytnych, kieruje się nimi w praktyce.

Zamiast ludzi obdarzonych boską władzą, którymi bezpośrednio kieruje wola bóstwa, historia nowożytna wysunęła albo bohaterów obdarzonych niezwykłymi, nadludzkimi zdolnościami, albo po prostu ludzi o najróżnorodniejszych właściwościach, od monarchów do dziennikarzy, kierujących masami. Zamiast dawnych, miłych bóstwu dążeń narodów: żydowskiego, greckiego, rzymskiego, które starożytnym wydawały się celami ruchu ludzkości, historia nowożytna wysunęła swoje cele – szczęście Francuzów, Niemców, Anglików, a w najogólniejszej abstrakcji – dobro cywilizacji całej ludzkości, przez którą rozumie się zwykle narody zajmujące maleńki północno-zachodni kącik wielkiego lądu.

Historia nowożytna odrzuciła dawne wierzenia, nie dając na ich miejsce nowych zasad, a logika dziejów zmusiła historyków, którzy rzekomo odrzucili boską władzę cesarzy i fatum starożytnych, by nową drogą doszli do tego samego: do uznania, że 1) narodami kierują jednostki i 2) że istnieje określony cel, do którego dążą narody i ludzkość.

We wszystkich pracach najnowszych historyków, od Gibbona do Buckle’a, mimo ich pozornych różnic i pozornie nowych poglądów, widać w osnowie te dwie stare, nie do uniknięcia zasady.

Po pierwsze, historyk opisuje działalność jednostek, według jego zdania, kierujących ludzkością: jeden zalicza do nich tylko monarchów, wodzów, ministrów; drugi prócz monarchów – mówców, uczonych, reformatorów, filozofów, poetów. Po drugie, cel, do którego zmierza ludzkość, jest znany historykowi: dla jednego tym celem jest wielkość rzymskiego, hiszpańskiego, francuskiego państwa; dla innego – to wolność, równość, cywilizacja określonego rodzaju w maleńkim zakątku świata, nazywanym Europą.

W roku 1789 w Paryżu zaczyna się ferment; rośnie, rozlewa się i przejawia się w ruchu narodów z Zachodu na Wschód. Kilkakroć ruch ten kieruje się na Wschód, ściera się z ruchem przeciwnym – ze Wschodu na Zachód; w roku 1812 dochodzi do krańcowego punktu – Moskwy, i z symetrią, godną uwagi, następuje ruch przeciwny: ze Wschodu na Zachód, zupełnie jak w pierwszym wypadku, pociągając za sobą narody pośrednie. Przeciwstawny ruch dochodzi do punktu wyjścia na Zachodzie do Paryża – i zanika.

W tym dwudziestoletnim okresie ogromnej liczby pól nie zaorano, domy spalono, handel zmienia kierunek; miliony ludzi ubożeje, wzbogaca się, przesiedla, a miliony ludzi, chrześcijan, uznających miłość bliźniego, zabijają się wzajemnie.

Co to wszystko znaczy? Czym to zostało spowodowane? Co zmusiło tych ludzi, by palili domy i zabijali podobnych sobie? Jakie są przyczyny tych wydarzeń? Jaka siła kazała tym ludziom postępować w taki sposób? Oto mimowolne, prostoduszne i najbardziej uzasadnione pytania, które stawia sobie człowiek natknąwszy się na pomniki i podania o ruchu minionego okresu.

O rozwiązanie tych zagadnień zwracamy się do nauki historii, której celem jest samowiedza narodów i ludzkości.

Gdyby historia kierowała się poglądami starożytnych, powiedziałaby: bóstwo, nagradzając albo karząc swój naród, dało Napoleonowi władzę i kierowało jego wolą, aby osiągnąć swe boskie cele. Odpowiedź byłaby pełna i zrozumiała. Można było wierzyć lub nie w boskie przeznaczenie Napoleona; kto wierzył w niego, ten wszystko by zrozumiał w historii tego okresu i nie mogłoby być żadnej sprzeczności.

Ale historia nowożytna nie może w ten sposób odpowiadać. Nauka nie uznaje poglądów starożytnych o bezpośrednim mieszaniu się bóstwa w sprawy ludzkie i dlatego winna odpowiedzieć inaczej.

Historia nowożytna odpowiadając na te pytania mówi: chcecie wiedzieć, co znaczy ten ruch, skąd wypłynął i jaka siła dokonała tych wydarzeń? Posłuchajcie:

x

Ludwik XIV był człowiekiem bardzo dumnym i pewnym siebie; miał takie a takie kochanki i takich a takich ministrów i głupio rządził Francją. Następcy Ludwika również byli ludźmi słabymi i źle rządzili Francją. I oni mieli takich a takich faworytów i takie a takie kochanki. Prócz tego pewni ludzie pisali w tym czasie książki. W końcu XVIII stulecia Paryż skupił około dwudziestu ludzi, którzy zaczęli mówić, że wszyscy ludzie są równi i wolni. Z tego powodu ludzie w całej Francji zaczęli się wzajemnie wyrzynać i topić (Wandea – przyp. W.L.). Ludzie ci zabili króla i wielu innych. W tym samym czasie był we Francji człowiek genialny – Napoleon, który wszędzie wszystkich zwyciężał, czyli zabijał dużo ludzi, dlatego że był bardzo genialny. Pojechał zabijać dla czegoś tam Afrykańczyków i tak znakomicie ich zabijał, i taki był przebiegły i mądry, że przyjechawszy do Francji nakazał, by mu się wszyscy podporządkowali. I wszyscy uznali w nim władcę. Zrobiwszy się cesarzem, znowu poszedł zabijać ludzi we Włoszech, Austrii i Prusach. I tam dużo pozabijał. A w Rosji był cesarz Aleksander, który postanowił przywrócić porządek w Europie i dlatego wojował z Napoleonem. Ale w roku 1807 nagle zawarł z nim przyjaźń, a w roku 1811 znowu się rozeszli i znowu zaczęli zabijać dużo ludzi. Napoleon przywiódł do Rosji sześćset tysięcy żołnierzy i zawojował Moskwę; a później śpiesznie uciekł z Moskwy i wtedy cesarz Aleksander za radą Steina (minister pruski wypędzony przez Napoleona, w latach 1809-12 przebywał w Rosji – przyp. W.L.) i innych zjednoczył Europę do pospolitego ruszenia przeciw burzycielowi pokoju. Wszyscy sojusznicy Napoleona zrobili się od razu jego wrogami i to pospolite ruszenie poszło przeciw Napoleonowi, który zebrał nowe siły. Sprzymierzeńcy zwyciężyli Napoleona, zajęli Paryż; zmusili Napoleona do zrzeczenia się tronu i zesłali go na wyspę Elbę, nie pozbawiając go tytułu cesarza i okazując mu wszelki szacunek, mimo że przed pięciu laty i w rok później wszyscy uważali go za zbója poza prawem. A panować zaczął Ludwik XVIII, z którego dotychczas i Francuzi, i sprzymierzeńcy śmiali się tylko. Zaś Napoleon, lejąc łzy przed starą gwardią, zrzekł się tronu i pojechał na wygnanie. Potem doświadczeni mężowie stanu i dyplomaci (zwłaszcza Talleyrand, który zdążył wcześniej niż inni zająć miejsce w pewnym fotelu i tym rozszerzył granice Francji) rozmawiali w Wiedniu i uszczęśliwiali albo unieszczęśliwiali tymi rozmowami narody. Wtem dyplomaci i monarchowie omal się nie pokłócili i już gotowi byli rozkazać znowu swym wojskom zabijać się wzajemnie; ale tymczasem Napoleon z batalionem wojska przybył do Francji i Francuzi, nienawidzący go, natychmiast mu się podporządkowali. Ale sprzymierzeni monarchowie rozgniewali się o to i znowu ruszyli wojować z Francuzami. Genialnego Napoleona zwyciężyli i wywieźli na Wyspę Św. Heleny, nagle uznawszy go za zbója. I tam wygnaniec, rozłączony z miłymi sercu ludźmi i z ukochaną przez niego Francją, umierał na skale powolną śmiercią i przekazał swe wielkie czyny potomnym. A w Europie zapanowała reakcja i wszyscy panujący zaczęli znowu krzywdzić swoje ludy.

x

Na próżno byście pomyśleli, że to drwina, karykatura opisów historycznych. Przeciwnie, to najbardziej delikatny wyraz tych sprzecznych odpowiedzi, które nie odpowiadają na pytania, które daje nam cała historia, począwszy od pamiętników i dziejów poszczególnych państw do historii powszechnej i nowego rodzaju historii kultury tego czasu.

Jeżeli celem historii jest opisanie ruchu ludzkości i narodów, to niezbędna jest odpowiedź na pierwsze pytanie: jaka siła porusza narodami, inaczej wszystko inne będzie niezrozumiałe. Na to pytanie historia nowożytna z zakłopotaniem odpowiada albo to, że Napoleon był bardzo genialny, albo to, że Ludwik XIV był bardzo dumny, albo jeszcze to, że tacy to pisarze napisali takie to książki.

Historia jakby sądziła, że siła ta rozumie się sama przez się i wszystkim jest znana. A jednak mimo wszelkie wysiłki, by tę nową siłę przedstawić jako znaną, ten, kto przeczyta wiele dzieł historycznych, mimo woli zwątpi, aby ta nowa siła, tak różnie rozumiana przez samych historyków, była wszystkim znana.

x

W miarę, jak coraz bardziej zagłębiałem się w tę powieść, sposób rozumowania i wnioskowania Tołstoja stawał się on dla mnie coraz mniej zrozumiały. Być może wynikało to z tego, że sam sposób prowadzenia tej wojny przez obie strony był co najmniej dziwny. O bitwie pod Borodinem pisze on tak:

Bitwa pod Borodinem z następującym po niej zajęciu Moskwy i ucieczką Francuzów bez nowych bitew – jest jednym z najbardziej pouczających zjawisk w historii. (…)

Ale nagle w roku 1812 Francuzi odnieśli zwycięstwo pod Moskwą, Moskwę wzięto, po czym, bez nowych bitew, przestała istnieć nie Rosja, lecz – sześciusettysięczna armia, a potem napoleońska Francja. Nie można naciągać faktów do zasad historii i mówić, że pole bitwy pod Borodinem pozostało w ręku Rosjan i że po wzięciu Moskwy były bitwy, które zniszczyły armię Napoleona.

Po zwycięstwie Francuzów pod Borodinem nie było ani jednej bitwy nie tylko generalnej, ale w jakimkolwiek stopniu znacznej, i armia francuska przestała istnieć. Co to znaczy? Gdyby to był przykład z historii Chin, moglibyśmy powiedzieć, że to nie jest zjawisko historyczne (wykręt historyków, gdy jakieś zjawisko nie pasuje do ich zasad); gdyby sprawa dotyczyła niewielkiego starcia, w którym by brały udział małe ilości wojsk, moglibyśmy przyjąć to zjawisko jako wyjątek; ale wydarzenie to działo się na oczach naszych ojców, dla których rozstrzygało się zagadnienie życia lub śmierci ojczyzny i była to wojna największa ze wszystkich znanych wojen…

Okres kampanii 1812 roku od bitwy pod Borodinem do wygnania Francuzów dowiódł, że wygranie bitwy nie tylko nie może być przyczyną podboju, ale nie jest nawet stałym jego objawem; dowiódł też, że siłą decydującą o losie narodów nie są zdobywcy, nawet nie armie i bitwy, lecz coś innego. (…)

Szermierzem, żądającym walki według zasad sztuki szermierczej – byli Francuzi, jego przeciwnikiem, który rzucił szpadę, a chwycił dębczaka, byli Rosjanie; ludźmi, którzy usiłowali wyjaśnić wszystko według zasad fechtunku – historycy, którzy pisali o tym wydarzeniu.

Od chwili spalenia Smoleńska rozpoczęła się wojna niepodobna do żadnej z wojen poprzednich, które znamy z opowiadań. Palenie miast i wsi, cofanie się po bitwach, uderzenie pod Borodinem i znowu wycofanie się, pożar Moskwy, wyłapywanie maruderów, przejmowanie transportów, wojna partyzancka – wszystko to było odstępstwem od zasad.

x

W dalszej części wraca Tołstoj do bitwy pod Borodinem i pisze:

Dlaczego to wojsko rosyjskie, które słabsze liczebnie od Francuzów, wydało bitwę pod Borodinem, dlaczego to wojsko, okrążające Francuzów z trzech stron, aby ich wziąć do niewoli, nie osiągnęło swego celu? Czyżby tak wielką przewagę nad nami mieli Francuzi, że okrążywszy ich przeważającymi siłami, nie mogliśmy ich pobić? Jak się to mogło stać?

Historia (ta, którą nazywa się tym słowem) odpowiadając na te pytania mówi, że stało się to dlatego, iż Kutuzow i Tormasow, i Czyczagow, i tamten, i ów nie wykonali takich a takich manewrów.

Ale dlaczego nie dokonali tych wszystkich manewrów? Dlaczego, jeżeli z ich winy nie osiągnięto zamierzonego celu, nie oddano ich pod sąd i nie stracono? Ale jeżeli nawet przyjąć, że winę za niepowodzenie Rosjan ponosi Kutuzow i Czyczagow itp., to i tak nie można zrozumieć, dlaczego i w tych warunkach, w jakich znajdowały się wojska rosyjskie pod Krasnem i nad Berezyną (w obu wypadkach Rosjanie mieli przewagę sił), nie wzięto do niewoli francuskiego wojska z marszałkami, królami i cesarzem, jeżeli to było celem Rosjan?

Tłumaczenie tego dziwnego zjawiska (jak to czynią rosyjscy historycy wojen) tym, że Kutuzow przeszkodził natarciu, nie ma podstaw, dlatego, że wiemy, iż wola Kutuzowa nie mogła wstrzymać wojsk od ataku pod Wiaźmą i pod Tarutinem.

Dlaczego to rosyjskie wojsko, które będąc słabsze, zwyciężyło pod Borodinem w bitwie z nieprzyjacielem będącym w pełni sił, teraz pod Krasnem i nad Berezyną, mając przewagę, zostało zwyciężone przez zdezorganizowane tłumy Francuzów?

x

W tym fragmencie Tołstoj pisze , że rosyjskie wojsko było słabsze, ale zwyciężyło pod Borodinem, a we wcześniejszym cytacie pisał, że po zwycięstwie Francuzów pod Borodinem nie było żadnej znaczącej bitwy i armia francuska przestała istnieć. Trudno to zrozumieć, jak i jego wywody dotyczące całej kampanii 1812 roku. Coraz trudniej było mi podążać za jego tokiem myślenia. W końcowej części powieści konkluduje:

Siły życia przyrody pozostają poza nami i nie uświadamiamy sobie ich, lecz nazywamy te siły ciążeniem, inercją, elektrycznością, siłą witalną itd., ale siłę życia człowieka uświadamiamy sobie i nazywamy ją wolnością. (…)

Podobnie jak nieokreślona istota siły poruszającej ciała niebieskie, nieokreślona istota siły ciepła, elektryczności albo siły łączenia się pierwiastków czy siły witalnej stanowią treść astronomii, fizyki, chemii, botaniki, zoologii itd. – tak istota siły wolności stanowi treść historii. (…)

(…) Gdy Newton sformułował prawo ciążenia, nie powiedział, że Słońce lub Ziemia posiadają właściwości przyciągania; powiedział, że każde ciało, od największego do najmniejszego, ma jakby właściwości przyciągania się wzajemnego, tj. pozostawiając na boku zagadnienie o przyczynę ruchu ciał, wyraził właściwość wspólną wszystkim ciałom od nieskończenie wielkich do nieskończenie małych. Tak samo czynią nauki przyrodnicze: pozostawiając na uboczu zagadnienie przyczyny, poszukują praw. Historia postępuje tak samo. I jeżeli przedmiotem jej ma być badanie ruchów narodów i ludzkości, a nie opisywanie epizodów z życia ludzi, to powinna, odsunąwszy pojęcie przyczyn, wykrywać prawa wspólne wszystkim równym i nierozerwalnie ze sobą związanym, nieskończenie małym elementom wolności.

xxx

Te nieskończenie małe elementy wolności to poszczególni ludzie. Wychodząc więc z założenia, że te nieskończenie małe elementy wolności mogą mieć wpływ na bieg historii, to faktycznie znalezienie przyczyny, czyli tego, kto podejmuje decyzje jest niemożliwe. To jak szukanie igły w stogu siana. A więc, skoro sprawca nie może być znaleziony, to szukamy praw rządzących historią. Tak chyba można odczytać przekaz Tołstoja.

W blogu Czechosłowacja ’68 pisałem o tym, co tam chciano ukryć: inwazja potężnych sił Układu Warszawskiego, nieproporcjonalna do zagrożenia, którego nie było. Tym odwracano uwagę od prawdziwej operacji. Tołstoj też chciał coś ukryć, odwrócić uwagę czy może ktoś mu kazał, by tak pisał. Te cytaty zamieściłem po to, by pokazać, jak można pominąć to, co było najważniejsze w tej kampanii, po co była wyprawa na Moskwę. Napoleon ze swego zadania wywiązał się znakomicie. Niby o wszystkim jest mowa: o wojnie partyzanckiej, o paleniu miast i wsi i w końcu o spaleniu Moskwy, o dziwnym zachowaniu Napoleona. Tyle że winowajcą u Tołstoja jest to fatum, ślepy los. O tym, kto był faktycznym sprawcą tej wojny i jaki miał w niej interes, to w następnym blogu.

Monte Cassino

18 maja minęła okrągła 80-ta rocznica bitwy pod Monte Cassino. Prawie niezauważona w mediach głównego nurtu. Jeśli jednak bitwa ta zachowała się jakoś w ogólnej świadomości, to pewnie za sprawą pieśni Czerwone maki na Monte Cassino wydanej na płycie w 1964 roku i mitu, że to Polacy zdobyli klasztor na Monte Cassino oraz Melchiora Wańkowicza, który zaraz po wojnie wydał swą najbardziej znaną książkę Bitwa o Monte Cassino. Wańkowicz pieczętował się herbem Wańkowicz, odmianą herbu Lis, który był jednym z 47 herbów adoptowanych przez bojarów litewskich na mocy unii horodelskiej z 1413 roku. Burzę wywołał były europoseł PiS Marek Migalski, który na portalu X napisał:

Jak co roku przypominam: Polacy nie zdobyli Monte Cassino. Atakowali go kilka razy. Nieskutecznie. Jak inni alianci. Weszli na opuszczone przez Niemców wzgórze, na którym zastali kilkudziesięciu rannych i niezdolnych do ewakuacji żołnierzy Wermachtu. Reszta to legenda.

Trudno mu odmówić racji. Warto chyba jednak bliżej zapoznać się z całą tą operacją, choćby po to, by nie ulegać mitom. Wikipedia tak m.in. pisze:

Bitwa o Monte Cassino (zwana także bitwą o Rzym) – w rzeczywistości cztery bitwy stoczone przez wojska alianckie z Niemcami, które miały miejsce w 1944 roku w rejonie klasztoru na Monte Cassino. Bitwa ta uznawana jest za jedną z najbardziej zaciętych w czasie II wojny światowej. Brytyjski historyk Matthew Parker napisał: Bitwa o Cassino – największa lądowa bitwa w Europie – była najcięższą i najkrwawszą z walk zachodnich aliantów z niemieckim Wehrmachtem na wszystkich frontach drugiej wojny światowej. Po stronie niemieckiej wielu porównywało ją niepochlebnie ze Stalingradem.

Po udanych lądowaniach aliantów w Kalabrii, Tarencie i Salerno na początku września 1943 roku, i po kapitulacji Włoch w tym samym miesiącu, siły niemieckie zaczęły się powoli wycofywać w kierunku północnym. Sprawnie dowodzone wojska niemieckie, opierając się na dwóch improwizowanych liniach obrony, prowadziły działania opóźniające ofensywę aliancką, przygotowując w tym czasie linię Gustawa – silnie ufortyfikowany i trudny do zdobycia pas umocnień obronnych przebiegający w najwęższym miejscu Półwyspu Apenińskiego. Feldmarszałek Luftwaffe Albert Kesselring, któremu 6 listopada 1943 roku powierzono dowodzenie wszystkimi siłami niemieckimi we Włoszech, obiecał Hitlerowi utrzymanie tej linii przez przynajmniej sześć miesięcy.

Również próba ominięcia Monte Cassino poprzez desant pod Anzio (miasto na wybrzeżu, niedaleko Rzymu – przyp. W.L.) nie przyniosła spodziewanych rezultatów – aliantom udało się łatwo utworzyć 22 stycznia 1944 roku przyczółek, ale nie potrafili wykorzystać momentu zaskoczenia. Niemcy w krótkim czasie zdołali ściągnąć znaczne siły (14 Armia, dowódca generaloberst Eberhard von Mackensen) i zatrzymać Amerykanów i Brytyjczyków, którzy nie osiągnęli wyznaczonych celów i okrążenie wojsk niemieckich nie powiodło się. Przed zepchnięciem wojsk sprzymierzonych do morza ocaliły je ciężkie bombardowania lotnicze i działa artylerii okrętowej wstrzymującej niemieckie kontruderzenia. W tej sytuacji dowództwo alianckie postanowiło wznowić ataki na linię Gustawa, usiłując sforsować nurt rwącej rzeki Rapido i zdobyć leżące na drodze nr 6 niewielkie miasto Cassino.

Monte Cassino jest twierdzą, którą zdobyć usiłowało wiele narodów; jest twierdzą słynną na cały świat. Jeśli odmówię, korpus zostanie skierowany do doliny Liri, gdzie atak także przyniesie ciężkie straty, ale w dłuższym czasie (…). Jeśli zdobędziemy Monte Cassino, a zdobyć je musimy, wyniesiemy sprawę polską – tak obecnie sponiewieraną – w samo centrum uwagi świata. – Władysław Anders.

Ze względu na udział wielu sprzymierzonych narodów bitwa ta jest uważana za „Bitwę narodów II wojny światowej”, opartą na podobieństwie bitwy pod Lipskiem w 1813.

Ta najcięższa spośród batalii, jakie stoczyli alianci zachodni przeciwko Niemcom w całej wojnie, była rezultatem strategicznego i taktycznego bałaganu. Dowódcy alianccy starali się dowieść, że walki na linii Gustawa odciągnęły elitarne niemieckie jednostki i najlepszych generałów od lądowania w Normandii, które nastąpiło w dzień po wkroczeniu gen. Clarka do Rzymu. W rzeczywistości stało się dokładnie na odwrót: dla dokonania lądowania w południowej Francji, co nastąpiło 15 sierpnia 1944 roku, amerykańska 5 Armia musiała oddać swe najlepsze dywizje, tracąc wiele ze swej siły uderzeniowej i szans na szybkie dotarcie do Wiednia.

Bitwa o Monte Cassino trwała blisko pięć miesięcy, tyle też czasu straciły wojska alianckie, które dopiero w pierwszych dniach czerwca 1944 roku wkroczyły do Rzymu, a do granicy włosko-austriackiej dotarły na początku maja 1945 roku. Były to niezwykle krwawe i bezlitosne zmagania. W czasie całej kampanii włoskiej, która trwała od 3 września 1943 do 2 maja 1945 roku, alianci stracili blisko 312 tys., a Niemcy około 435 tys. zabitych i rannych, czyli łącznie dla obu stron średnio 1233 ludzi każdego dnia. Walki na linii Gustawa były najbardziej zacięte: Niemcy, Włosi, Amerykanie, Francuzi, Brytyjczycy, Hindusi, Nowozelandczycy, Maorysi, Polacy, Kanadyjczycy i Południowi Afrykanie stracili około 200 tys. żołnierzy w ciągu 129 dni.

Straty samego tylko 2 Korpusu Polskiego wyniosły 923 zabitych, 2931 rannych, 345 zaginionych (291 po bitwie wróciło do szeregów), w tym wielu oficerów.

To tyle z Wikipedii. Z kolei Mała Encyklopedia Wojskowa (Wydawnictwo MON, 1970) tak podsumowuje tę bitwę:

Bitwa pod Monte Casino toczyła się na drugorzędnym teatrze działań i zwycięstwo sprzymierzonych, okupione dużymi stratami, nie miało istotnego wpływu na dalszy przebieg i zakończenie wojny w Europie. Żołnierz polski przelewając krew pod Monte Cassino wierzył, że tędy prowadzi droga do Polski.

Włochy w okresie międzywojennym (1924-1941); źródło: Wikipedia. Monte Cassino znajduje się mniej więcej w połowie drogi między Neapolem a Rzymem, ale bliżej Neapolu.

Warto jednak chyba zapoznać się z opisem tej operacji przedstawionej przez Winstona Churchilla w jego monumentalnym dziele Druga wojna światowa (polskie wydanie 1994-1996). Poniżej wybrane fragmenty:

Drugie poważne natarcie na Monte Casino rozpoczęło się 15 lutego od zbombardowania klasztoru.

Wzgórze, na którym wznosił się klasztor, umożliwiło kontrolę miejsca, w którym łączyły się rzeki Rapido i Liri stanowiąc kluczowy punkt oporu całej niemieckiej obrony. Już teraz wiedzieliśmy, że jest to potężna, silnie broniona przeszkoda. Jej strome zbocza, znajdujące się pod obstrzałem, wieńczyła słynna budowla, która w czasie poprzednich wojen była wielokrotnie plądrowana, rujnowana i odbudowywana. Istniały więc spory, czy należy ją niszczyć po raz kolejny. W samym klasztorze nie było oddziałów niemieckich, lecz nieprzyjacielskie umocnienia trudno było odróżnić od właściwego klasztoru. Dominował on nad całym polem bitewnym i generał Freyberg, dowódca korpusu odpowiedzialny za tę operację, pragnął go najpierw potężnie zbombardować z powietrza, zanim wysłałby do ataku swoją piechotę. Generał Mark Clark z pewną niechęcią zwrócił się w tej sprawie do generała Alexandra, który przejął na siebie odpowiedzialność. Tak więc 14 lutego, po ostrzeżeniu zakonników, na klasztor zrzucono 450 ton bomb, powodując ogromne zniszczenia. Gdy jednak dym się rozproszył okazało się, że zewnętrzne mury i główna brama pozostały nietknięte, a więc efekt nie był zadowalający. Teraz Niemcy mogli do woli wykorzystać powstałe ruiny, co umożliwiło im lepszą obronę aniżeli wtedy, gdy budowla była nie uszkodzona.

Przeprowadzenie ataku przypadło w udziale 4 dywizji hinduskiej, która niedawno zluzowała Amerykanów na wzniesieniu na północ od klasztoru. Przez dwie kolejne noce na próżno usiłowała zająć pagórek leżący pomiędzy ich pozycją a wzgórzem klasztornym. Nocą 18 lutego podjęła trzecią próbę. Walka była rozpaczliwa i wszyscy nasi ludzie, którzy dotarli do pagórka zostali zabici. Później, tej samej nocy, jedna brygada minęła pagórek i ruszyła bezpośrednio w kierunku klasztoru, by natknąć się na zamaskowany parów, gęsto zaminowany i otoczony linią karabinów maszynowych. Tutaj żołnierze nasi ponieśli ciężkie straty i zostali zatrzymani. W czasie gdy trwała ta zacięta walka, na wzniesieniach ponad ich głowami, dywizja nowozelandzka przekroczyła rzekę Rapido, tuż poniżej miasta Cassino. Lecz nim zdążyła zabezpieczyć przyczółek, nastąpił kontratak czołgów i musiała się wycofać. Tak więc bezpośredni atak na Monte Cassino zakończył się niepowodzeniem.

Na początku marca, z powodu niekorzystnej pogody, działania ustały. „Napoleoński” piąty żywioł – błoto – unieruchomił obydwie strony. Nie byliśmy w stanie przełamać głównego frontu w rejonie Cassino, a Niemcom nie udawało się zepchnąć nas w Anzio w kierunku morza. Jeżeli chodzi o liczby, to między obiema stronami walczącymi nie było wielkich różnic. My dysponowaliśmy 20 dywizjami we Włoszech, lecz zarówno Amerykanie, jak i Francuzi ponieśli ciężkie straty. Nieprzyjaciel miał 18 lub 19 dywizji na południe od Rzymu i kolejne 5 w północnych Włoszech, ale one także były zmęczone.

Nie było większych nadziei na wyrwanie się z przyczółka w Anzio oraz żadnych szans na połączenie naszych dwóch sił, dopóki front w Cassino nie był przerwany. Tak więc pierwszym celem stało się prawdziwe wzmocnienie przyczółka, zluzowanie i uzupełnienie oddziałów oraz dosłanie zapasów, by żołnierze mogli wytrwać oblężenie, a następnie dokonać wypadu. Czasu było niewiele, ponieważ w połowie miesiąca znaczna liczba barek desantowych miała opuścić rejon Morza Śródziemnego w ramach przygotowań do operacji „Overlord” (lądowanie w Normandii – przyp. W.L.). Bardzo dobrze, że data ich wysłania została przesunięta, lecz dalsza zwłoka nie była już możliwą. Marynarka wojenna zdobyła się na nadludzki wysiłek i osiągnęła wyniki godne podziwu. W poprzednich dniach wyładunek dzienny wynosił 3 tysiące ton; w pierwszych dniach maja zwiększył się dwukrotnie. Obserwowałem ten proces z ogromną uwagą.

x

Chociaż kwestia Anzio już przestała nas niepokoić, kampania we Włoszech nadal nieznośnie się ciągnęła. Żywiliśmy nadzieję, że do tego czasu Niemcy zostaną zepchnięci na północ od Rzymu, co uwolniłoby znaczną część naszych wojsk, pozwalając im wziąć udział w desancie na wybrzeżu Riwiery, wspierającym główną inwazję przez Kanał. Operacja ta, określana kryptonimem „Anvil” została ustalona w Teheranie. Wkrótce miała się ona stać przyczyną sporów pomiędzy nami a naszymi amerykańskimi sprzymierzeńcami. Kampania we Włoszech rozpoczęła się na długo przed powstaniem tej kwestii i sprawą najpilniejszą było obecne przerwanie impasu na froncie w rejonie Cassino. Przygotowania do trzeciej bitwy o Monte Cassino rozpoczęły się wkrótce po lutowej klęsce, lecz wskutek nie sprzyjającej pogody działania mogły zostać wznowione dopiero 15 marca.

Tym razem główny cel stanowiło miasto Cassino. Po ciężkim bombardowaniu, w czasie którego zrzucono niemal 1000 ton bomb i wystrzelono 1200 ton pocisków, nasza piechota ruszyła naprzód. „Zdawało się nieprawdopodobne – donosił Alexander – by po tak potwornym bombardowaniu ktokolwiek ostał się przy życiu”. A jednak. 1 niemiecka dywizja spadochronowa, chyba najtwardsi rębacze w całej swojej armii, walczyli wśród stosów kamieni z Nowozelandczykami i Hindusami. Z zapadnięciem zmroku większa część miasta znajdowała się w naszych rękach. 4 dywizja hinduska, schodząca od strony północnej, również czyniła postępy i następnego dnia pokonała dwie trzecie drogi prowadzącej na wzgórze klasztorne. Wtedy szala bitwy przechyliła się na naszą niekorzyść. Nasze czołgi nie były w stanie pokonać ogromnych wyrw powstałych w wyniku bombardowania i podążać w ślad za nacierającą piechotą. Dopiero po dwóch dniach mogły udzielić jakiejkolwiek pomocy. Tymczasem nieprzyjacielowi udało się przemycić posiłki. Rozpętała się burza i lunął rzęsisty deszcz. Nasze ataki znów zaczęły odnosić skutek, lecz nie udało się nam powtórzyć pierwszego sukcesu, a nieprzyjaciel nie dawał się pokonać w tej przepychance.

Zastanawiałem się dlaczego nie przeprowadziliśmy ataku na skrzydłach, aby wyprzeć wroga z pozycji, które już dwukrotnie okazały się niezwykle trudnymi.

Premier do generała Alexandra, 20 marca 1944

Chciałbym, aby mi Pan wyjaśnił, dlaczego cały czas uderzacie w przejście przy wzgórzu klasztornym, na froncie długości 2-3 mil. Chyba pięć lub sześć dywizji zostało poharatanych wchodząc w te szczęki. Oczywiście nie znam terenu ani dokładnych warunków bitewnych, lecz przyglądając się temu z pewnej odległości zachodzę w głowę, dlaczego, skoro nieprzyjaciel może się utrzymać i dominuje w tym punkcie, nie atakujecie na skrzydłach. Trudno mi pojąć, że ten najsilniej broniony punkt stanowi jedyną drogę naprzód lub też dlaczego, skoro jest najbardziej nasycony (w sensie wojskowym) nie można uderzyć z jednej lub drugiej flanki. Pokładam w Panu ogromne zaufanie i poprę Pana we wszystkim, lecz proszę o wyjaśnienie, dlaczego ruchy oskrzydlające są niemożliwe.

Jego odpowiedź była przejrzysta i przekonująca. Opis ten, sporządzony na gorąco, będzie z pewnością niezwykle cenny dla historyka zajmującego się sprawami wojskowymi.

Generał Alexander do Premiera, 20 marca 1944

Oto odpowiedź na Pański telegram z 20 marca. Na całej długości głównego frontu od Adriatyku do południowego wybrzeża, jedynie dolina Liri, prowadząca bezpośrednio do Rzymu, stanowi odpowiedni teren do wykorzystania naszej przewagi w artylerii i broni pancernej. Tak zwana droga nr 6 jest jedynym szlakiem, oprócz dróżek wytyczonych przez wozy, idącym z gór, gdzie obecnie się znajdujemy, do doliny Liri za rzeką Rapido. To wyjście na równy teren blokuje masyw Monte Cassino, na szczycie którego znajduje się klasztor. Podejmowano liczne próby okrążenia wzgórza klasztornego od północy, lecz wszystkie te ataki zakończyły się niepowodzeniem z uwagi na głębokie parowy, skaliste skarpy i granie górskie pozwalające jedynie na działania niewielkich grup piechoty wspieranych przez tragarzy, wykorzystujących w niewielkim stopniu muły i to tylko tam, gdzie przy ogromnych trudnościach udało się nam stworzyć kilka ścieżek dla mułów. (…)

Bombardowanie tak straszliwie zniszczyło wszystkie drogi i przejazdy w mieście Cassino, że niemożliwe stało się użycie czołgów lub jakichkolwiek innych wozów bojowych. Zawziętość tych niemieckich spadochroniarzy jest naprawdę godna podziwu, biorąc pod uwagę, że mają oni przeciw sobie całość śródziemnomorskich sił powietrznych oraz ogień większości naszych 800 dział, skoncentrowany w stopniu dotąd niespotykanym i trwający prawie sześć godzin. Szczerze wątpię czy istnieje na świecie jakikolwiek inny oddział, który zniósłby to wszystko, a potem jeszcze walczył z taką dzikością, jak oni. Spotykam się jutro z Freybergiem i innymi dowódcami, aby przedyskutować całą sprawę. (…)

Walki w ruinach miasta Cassino trwały aż do 23 marca, z częstymi atakami i kontratakami. Nowozelandczycy i Hindusi nie byli w stanie osiągnąć nic więcej. Mieliśmy w rękach znaczną część miasta, lecz Gurkhowie musieli się wycofać ze swojego stanowiska wysoko na wzgórzu klasztornym, ponieważ z uwagi na stromość stoku zapasów nie można im było przekazywać nawet drogą powietrzną.

x

W odpowiedzi na moją prośbę generał Wilson przekazał mi informacje dotyczące liczby ofiar korpusu nowozelandzkiego w tej bitwie. Wynosiły one: 2 dywizja nowozelandzka 1050, 4 dywizja hinduska – Brytyjczycy 401, Hindusi 759, 78 dywizja brytyjska 190; razem – 2400.

Była to wysoka cena za, jak się mogło wydawać, niewielką zdobycz. Udało się nam jednakże utworzyć silny przyczółek w Cassino, nad rzeką Rapido, który, wraz z głębokim wybrzuszeniem powstałym w wyniku styczniowego uderzenia 10 korpusu przez dolny bieg Garigliano okazał się niezwykle cenny w chwili ostatecznej, pomyślnej dla nas bitwy. Tutaj, oraz na przyczółku Anzio, unieruchomiliśmy prawie 20 dobrych dywizji niemieckich, z których wiele wróg mógł wykorzystać w czasie działań we Francji. (…)

Oznaczało to, że rejon śródziemnomorski mógł wspomóc inwazję przez kanał na początku czerwca jedynie walkami toczonymi na południe od Rzymu. Amerykańscy szefowie sztabu nadal nalegali na przeprowadzenie desantu wspomagającego w południowej Francji i przez kilka tygodni trwały między nami spory, jakie rozkazy powinien otrzymać generał Wilson.

x

Rankiem 11 maja Alexander i ja wymieniliśmy telegramy. Wielka ofensywa rozpoczęła się tej właśnie nocy o 11.00, kiedy cała nasza artyleria, 2000 dział, otworzyła gwałtowny ogień, o świcie wsparty z całą mocą przez lotnictwo taktyczne. Na północ od miasta Cassino polski korpus usiłował otoczyć klasztor na wzgórzach, które były świadkiem tylu poprzednich niepowodzeń, lecz został wstrzymany i zepchnięty w dół. 13 korpus brytyjski na czele z 4 dywizją brytyjską i 8 dywizją hinduską utworzył małe przyczółki nad rzeką Rapido, lecz aby je utrzymać, musiał stoczyć ciężki bój. Na froncie 5 armii Francuzi wkrótce zbliżyli się do Monte Faito, lecz na skrzydle morskim 2 korpus amerykański napotkał silny opór i musiał walczyć o każdą piędź ziemi. Po 36 godzinach zażartych walk wróg zaczął słabnąć. (…)

Pomimo klęski swojego skierowanego ku morzu skrzydła, na północ od rzeki Liri nieprzyjaciel bronił się desperacko, wykorzystując elementy linii Gustawa. Lecz krok po kroku i te grupy były eliminowane. 15 maja 13 korpus doszedł do drogi Cassino-Pignataro, a generał Leese sprowadził korpus kanadyjski, by wykorzystać ten sukces. Następnego dnia 78 dywizja przebiła się przez linie obronne nieprzyjaciela w uderzeniu na północny zachód i dotarła do drogi nr 6, a 17 maja Polacy rozpoczęli natarcie na północ od klasztoru. Tym razem odnieśli sukces, zajmując wzniesienia położone na północny zachód od klasztoru, z których rozciągał się widok na szosę.

Rankiem 18 maja 4 dywizja brytyjska ostatecznie oczyściła miasto Cassino, a Polacy triumfalnie zatknęli nad ruinami klasztoru swą biało-czerwoną flagę. Ogromnie wyróżnili się podczas tych swoich pierwszych poważnych walk we Włoszech. Nieco później, pod dowództwem walecznego generała Andersa, mieli zdobyć liczne laury podczas długiej ofensywy w kierunku rzeki Pad.

xxx

Tak więc z powyższego opisu wynika, że polscy żołnierze byli tylko niewielką częścią większej całości. W atakach na Monte Cassino brały udział 5 Armia amerykańska i 8 Armia brytyjska. W skład tej ostatniej wchodził 2 Korpus Polski przybyły na front włoski z Egiptu. W maju 1944 roku rozpoczęła się czwarta bitwa o przełamanie linii Gustawa, tzw. bitwa o Rzym, w której wziął udział 2 Korpus. Był on zatem jednym z wielu trybików tej machiny, która starała się pokonać Niemców i do tego wszedł on do walki już w końcowym jej etapie. Po co więc stworzono ten mit? Czy dlatego, że 80% żołnierzy tego korpusu pochodziło z Kresów?

Jeśli zdobędziemy Monte Cassino, a zdobyć je musimy, wyniesiemy sprawę polską – tak obecnie sponiewieraną – w samo centrum uwagi świata. – Tak powiedział Anders. Bardzo to współbrzmi z retoryką tych, którzy wywołali powstanie warszawskie w niecałe trzy miesiące po Monte Cassino. Jaki był efekt tego wynoszenia sprawy polskiej w samo centrum uwagi świata, to wiemy. Anders wykonywał rozkazy tych samych, którzy rozkazywali dowódcom powstania warszawskiego. Skoro 2 Korpus był częścią 8 Armii brytyjskiej, to podlegał dowództwu brytyjskiemu. Anders sumiennie wykonywał te rozkazy i dlatego Churchill tak ciepło się o nim wypowiedział. Oprócz flagi polskiej kazał Anders także zatknąć na ruinach klasztoru flagę brytyjską. Sikorski już takim nie był i dlatego musiał zginąć.

W Wikipedii można przeczytać, że ojciec Andersa, Albert Anders (1863-1942), pracował jako administrator majątków ziemskich. Matką była Elżbieta, z domu Tauchert. Oboje byli wyznania ewangelickiego. A więc Żydzi niemieccy. Administrator majtków ziemskich, czyli szlacheckich, to faktor, czyli Żyd.

Wojsko polskie tworzone w Związku Radzieckim podlegało Sikorskiemu i nie było zależne od Stalina. W związku z tym nie mogło walczyć u boku Armii Czerwonej, wyzwalającej ziemie polskie, bo wówczas Stalin nie mógłby podporządkować sobie państwa, które powstałoby po wyzwoleniu. Do tego dochodził jeszcze fakt, że większość żołnierzy tego wojska pochodziła z terenów byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dla tych żołnierzy to była ich ojczyzna. Dlatego trzeba było pozbyć się go. I stąd ewakuacja do Iranu. I w ten sposób wojsko to stało się zależne od Anglosasów. I była to też gwarancja, że do Polski ono nie dojdzie. Wojsko polskie, tworzone przez Stalina, stało się automatycznie zależne od niego i było częścią Armii Czerwonej, tak jak 2 Korpus Polski był częścią 8 Armii brytyjskiej. Słusznie więc pytał Jerzy Putrament: A na ch.. nam polskie wojsko, skoro mamy Armię Czerwoną? Wygląda jednak na to, że pozory trzeba było zachować. Było więc na zachodzie wojsko polskie zależne od Anglosasów, a na wschodzie od Związku Radzieckiego. I jedno i drugie nie walczyło o interesy Polaków. Nie mogło też walczyć o niepodległą Polskę, bo co innego ustalili Anglosasi ze Stalinem. Dlatego ocena obu tych wojsk i ich czynów zbrojnych powinna być chłodna i wyważona. I tak też należy oceniać bitwę pod Monte Cassino. Jak mawiali starożytni, a konkretnie Tacyt: Sine ira et studio – Bez gniewu i zapału; bezstronnie, obiektywnie.

Zagadka c.d.

17 września 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła na wschodnie tereny II RP, czyli obszar, który był kiedyś częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego, a jeszcze wcześniej – częścią Rusi Kijowskiej. Argumentowano to tym, że Państwo Polskie przestało istnieć, a prawosławna ludność tych terenów pozostała bezbronna. Jednak armia ta zajęła również obszar województwa podlaskiego i łomżyńskiego, na którym ludności prawosławnej nie było. Konsekwencją tego były masowe wywózki ludności polskiej z tego terenu do Kazachstanu.

W dzienniku Rzeczpospolita nr 23 z dnia 27-28 stycznia 2001 roku ukazał się artykuł Przemilczana kolaboracja Tomasza Strzembosza (ur. 1930). Autor był w owym czasie historykiem, profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Instytutu Studiów Politycznych PAN. Od blisko dwudziestu lat zajmował się historią polskiej konspiracji na ziemiach północno-wschodnich Rzeczypospolitej pod okupacją sowiecką. Pisał książkę na ten temat. To bardzo obszerny artykuł. Powstał on w okresie, gdy toczyła się burzliwa dyskusja na temat książki Jana T. Grossa Sąsiedzi, dotyczącej mordu na Żydach dokonanego w lipcu 1941 roku w miasteczku Jedwabne koło Łomży. Poniżej wybrane fragmenty tego artykułu.

Ogólne przerażenie

Zanim dokona się oceny postaw i zachowań różnych grup społecznych i narodowych na ziemiach zajętych przez Robotniczo-Chłopską Armię Czerwoną (RKKA), należy przypomnieć podstawowe fakty, bo bez poznania ówczesnej rzeczywistości nie jest możliwe zrozumienie ludzi tam zamieszkałych czy przeniesionych „falą” wojennej nawałnicy.

Wkroczeniu Niemców na Podlasie towarzyszyło ogólne przerażenie miejscowej ludności, która wojska niemieckie przyjęła z łatwo dostrzegalną wrogością. Wspierała spychane na wschód jednostki Wojska Polskiego, a w wypadku niezmobilizowanych rezerwistów i młodzieży przedpoborowej, w sporej liczbie wyruszyła na wschód, by znaleźć oddział, który zechciałby ich przyjąć i uzbroić. Stąd też pewna liczba mężczyzn z tego regionu (w tym niezmobilizowani) wzięła udział w walkach o Grodno i w rejonie Sopoćkiń – tym razem przeciwko Armii Czerwonej.

Ludność Podlasia wsparła ponadto powstające tutaj, zwłaszcza po bitwie pod Andrzejowem 18. DP WP, oddziały partyzanckie, działające do połowy października m.in. w rejonie Czerwonego Boru i Bagien Biebrzańskich, co uchroniło je od zniszczenia. Jej postawa antyniemiecka była jednolita i zdecydowana.

Okres, po wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie wschodnie RP, można podzielić na trzy podokresy. Pierwszy, nazwany przez prof. Ryszarda Szawłowskiego (i nie tylko jego!), wojną polsko-sowiecką, trwał dwa tygodnie, do pierwszych dni października 1939 roku, kiedy zakończył się zorganizowany opór większych jednostek WP, choć poszczególne pododdziały prowadziły akcję, już o charakterze partyzanckim. Drugi, to opanowywanie terenu, połączone z realizacją „rewolucji” społecznej – politycznej i ekonomicznej, z góry zaplanowanej i realizowanej przy pomocy wojska i służb specjalnych. Dlatego nazywam ją „rewolucją na postronku”. W tym też czasie miały miejsce pierwsze aresztowania. Okres ten kończy się w listopadzie 1939 roku wcieleniem ziem północno-wschodnich RP do Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, a południowo-wschodnich do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej.

Faktycznie przedłużył się on o dalsze dwa miesiące, kiedy sowiecki system administracyjny (republika, obłast’, rejon) został ostatecznie wprowadzony na obszarach anektowanych. Trzeci podokres, początki 1940 roku – czerwiec 1941 roku, charakteryzuje się z jednej strony unifikacją z ekonomiczno-społecznym systemem ZSRR (forsowanie kołchozów, umacnianie sowchozów, dokończenie procesu nacjonalizacji przemysłu, handlu, systemu bankowego itp.), a z drugiej – gwałtownym nasileniem represji, zwłaszcza w pierwsze połowie 1940 roku, w postaci masowych aresztowań i wywózek (deportacji), które na obszarze tzw. Zachodniej Białorusi trwały do końca i objęły około 150 000 osób. Na tym ostatnim zjawisku pragnę się dłużej zatrzymać, było to bowiem – z czego niewielu zdaje sobie sprawę – działanie na podstawie odpowiedzialności zbiorowej.

Czas wywózek

Pierwsza wywózka, z 9/10.02.1940 roku objęła osadników wojskowych i cywilnych oraz leśników wraz z rodzinami. Druga z 13.04.1940 ogarnęła tych, których członkowie rodzin (głowy domu, bracia, synowie) byli ujęci jako żołnierze WP, policjanci itp., uciekli za granicę lub ukrywali się bądź zostali aresztowani jako konspiratorzy lub „wrogowie ludu” czy tzw. element społecznie niebezpieczny (SOE). Trzecia z 29.06.1940 roku, dotykająca zwłaszcza miast, objęła tzw. bieżeńców, w tym wielu Żydów, głównie tych, którzy zarejestrowali się, że chcą wrócić pod okupację niemiecką. Fakt ten częściowo obala mit o radosnym witaniu Armii Czerwonej przez polskich Żydów wyłącznie ze strachu przed Niemcami. Ostatnia, rozpoczęta na Wileńszczyźnie (zagarniętej wraz z likwidacją Republiki Litewskiej w czerwcu 1940 roku) 14.06.1941 roku, na ziemiach białoruskiej republiki zaczęła się 20 czerwca i została przerwana w momencie niemieckiej agresji.

Wszystkie, jak widzimy, były aktami przemocy podjętymi na podstawie zasady odpowiedzialności zbiorowej. Za ojca, który był żołnierzem, odpowiadała cała rodzina, za brata, który był uciekinierem – jego najbliżsi, za zawód leśnika – ci, którzy z nim mieszkali. Uderzano w „gniazdo”. Natomiast np. w Warszawie Niemcy za akcję zbrojną na ulicy rozstrzeliwali mieszkańców domu niczym nie powiązanych z bojowcami, więźniów z Pawiaka, albo mieszkańców wsi, w pobliżu której wysadzono pociąg wojskowy. Ta odpowiedzialność zbiorowa obejmowała dzieci, kobiety i starców. Właśnie najsłabsi najczęściej płacili życiem w drodze na i na tułaczce – na Syberii czy w „głodnych stepach” Kazachstanu.

Zdrada w dniach klęski

Kto był realizatorem terroru? NKWD, a w pierwszym okresie także RKKA, której podlegały „czekistowskie grupy operacyjne”, idące za wojskiem dla „oczyszczenia terenu”, podobnie jak Einsatzgruppen za Wehrmachtem. A milicja? Mało kto wie, że w latach 1939-1941 mieliśmy tu do czynienia z trzema odmiennymi rodzajami milicji.

Pierwszy rodzaj – to powstające różne „czerwone gwardie” i „czerwone milicje”, składające się z ludzi miejscowych, uzbrojonych w kije, obrzyny, siekiery i rewolwery, choć czasem nawet w broń maszynową, które wspierały RKKA w jej „marszu wyzwoleńczym” oraz realizowały „gniew klasowy”, uciskanych przez „pańską Polskę” grup społecznych. Ujawniały się one z reguły zaraz po 17.09.1939 roku (lub nawet już tego dnia, co jest wiele mówiące) i działały najczęściej bardzo krwawo, nie tylko na zapleczu Wojska Polskiego, lecz także po wejściu Armii Czerwonej, która dawała miejscowym „elementom rewolucyjnym” kilka dni „wolnizny” na załatwienie porachunków i wywarcie zemsty klasowej.

Później miejsce tych „milicji” zajmują Gwardia Robotnicza, utworzona na zajętych terenach zgodnie z rozkazem dowódcy Frontu Białoruskiego z 16.09.1939 roku, oraz Milicja Obywatelska, budowana w myśl takiegoż rozkazu z 21.09.1939 roku. Z kolei po wcieleniu „Zachodniej Białorusi” w skład BSRS, zostały one zastąpione przez związaną ściśle z NKWD Robotniczo-Chłopską Milicję (RKM), złożoną początkowo z samych przybyszów (tzw. wostoczników), a później nasycaną miejscowymi.

Ludność polska, pomijając niewielką grupę komunistów w miastach i jeszcze mniejszą na wsi, przyjęła agresję ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki podobnie jak agresję niemiecką. Są na to tysiące różnorodnych świadectw. Udział polskich chłopów w tzw. sielsowietach (radach miejskich, gminnych) nie jest tu wyznacznikiem niczego, bo były to ciała o charakterze dekoracyjnym. Istotne były komitety wykonawcze, a jeszcze ważniejszy kontrolujący je aparat partyjny i policyjny.

Natomiast ludność żydowska, w tym zwłaszcza młodzież oraz miejska biedota, wzięła masowy udział w powitaniu wkraczającego wojska i w zaprowadzaniu nowych porządków, w tym także z bronią w ręku. Na to też są tysiące świadectw: polskich, żydowskich i sowieckich, są raporty komendanta głównego ZWZ gen. Stefana Grota-Roweckiego, jest raport emisariusza Jana Karskiego, są relacje spisywane już w czasie wojny i po latach. Mówią o tym zresztą także prace Jana T. Grossa, który – powołując się przede wszystkim na polskie relacje, których tysiące znajdują się w zbiorach Instytutu Hoovera w USA – doszedł do wniosków, które wyraził jasno i bezdyskusyjnie.

Armię sowiecką witano z entuzjazmem nie tylko na terenach zajętych uprzednio przez Wehrmacht; także na Kresach, tam, gdzie on nigdy nie dotarł. Więcej, w dużej części właśnie z Żydów składały się owe „gwardie” i „milicje” powstające jak grzyby po deszczu natychmiast po sowieckiej agresji. I nie tylko. Żydzi podejmowali akty rewolty przeciwko państwu polskiemu, zajmując miejscowości, tworząc tam komitety rewolucyjne, aresztując i rozstrzeliwując przedstawicieli polskiej władzy państwowej, atakując mniejsze lub nawet całkiem duże (jak w Grodnie) oddziały WP.

Nowe porządki w urzędach

Druga kwestia to współpraca z organami represji, przede wszystkim NKWD. Najpierw podejmowały ją „milicje”, „czerwone gwardie” i komitety rewolucyjne, później owe gwardie robotnicze i milicje obywatelskie. W miastach składały się one głównie z polskich Żydów. Później, gdy sytuację opanowała RKM, Żydzi – jak mówią sowieckie dokumenty – stanowili w nich sporą nadreprezentację. Polscy Żydzi w cywilnych ubraniach, z czerwonymi opaskami na ramionach i uzbrojeni w karabiny biorą też licznie udział w aresztowaniach i wywózkach. To było najdrastyczniejsze, ale dla społeczeństwa polskiego rażący był także fakt wielkiej liczby Żydów we wszystkich urzędach i instytucjach sowieckich. Zwłaszcza że to Polacy dominowali tu przed wojną!

20.09.1940 roku, na naradzie w Mińsku, stolicy BSRS, naczelnik Miejskiego Oddziału NKWD w Łomży stwierdził: „U nas utarła się taka praktyka. Poparli nas Żydzi i tylko ich wciąż było widać. Zapanowała też moda, że każdy kierownik instytucji i przedsiębiorstwa chwalił się tym, że u niego nie pracuje ani jeden Polak. Wielu z nas Polaków po prostu się bało”. (…)

Niemcy uratowali setki mieszkańców

Oprócz znanego prof. Grossowi zbioru z Instytutu Hoovera i niezależnie od uzyskanych przeze mnie niegdyś relacji, są inne jeszcze świadectwa zachowania się Żydów z Jedwabnego w latach 1939-1941. Danuta i Aleksander Wroniszewscy w reportażu „Aby żyć” (zamieszczonym w „Kontaktach” z 19.07.1988 roku) odnotowali relację mieszkańca Jedwabnego: „Pamiętam jak wywozili Polaków do transportu na Sybir, na każdej furmance siedział Żyd z karabinem. Matki, żony, dzieci klękały przed wozami, błagały o litość. Ostatni raz dwudziestego czerwca 41 roku”.

Czy polscy mieszkańcy Jedwabnego i wsi okolicznych witali Niemców z entuzjazmem i jako zbawców? Tak! Witali! Jeżeli ktoś wyciąga mnie z płonącego domu, w którym mogę się spalić za chwilę, rzucę mu się na szyję i będę dziękował. Choćbym jutro miał uznać go za kolejnego śmiertelnego wroga. Niemcy uratowali bowiem wówczas setki mieszkańców wsi okolicznych (a może i Jedwabnego?), kryjących się od kilku dni w zbożu i w krzakach nad Biebrzą. Uratowali od wywiezienia na śmierć, gdzieś na pustynię kazachską czy do syberyjskiej tajgi. A wtedy już dobrze wiedziano, co znaczy taki wywóz: docierały wszak listy i inne sygnały ze specposiołków. Nadto równolegle z wywózką przeprowadzano, często nie odróżnianą przez historyków, akcję aresztowań ludzi podejrzanych, kończącą się łagrem lub więzieniem. Wieloletnim, śmiertelnym.

Nie dziwmy się więc ich radości ani owym „bandom”, jak je określa Andrzej Żbikowski, że atakowały opuszczające tę ziemię grupy żołnierzy sowieckich. Swoich do wczoraj ciemiężycieli, reprezentantów jednego z najokrutniejszych systemów, jakie wydała ludzkość.

Dzień przeokropny dla Polaków

Niedawno ogłoszono bardzo specyficzne, lecz zarazem wiarygodne źródło „Kronikę panien benedyktynek opactwa Świętej Trójcy w Łomży (1939 – 1954)”, sporządzoną przez s. Alojzę Piesiewiczównę (Łomża 1995). Zacytujmy jej fragmenty dotyczące dni 20 – 22.06.1941 roku:

„20 czerwiec. Uroczystość Serca Pana Jezusa. Dzień przeokropny dla Polaków pod zaborem sowieckim. Masowe wywożenie do Rosji. Od wczesnego rana ciągnęły przez miasto wozy z całymi rodzinami polskimi na stację koleją. Wywożono bogatsze rodziny polskie, rodziny narodowców, patriotów polskich, inteligencję, rodziny uwięzionych w sowieckich więzieniach, trudno się było nawet zorientować jaką kategorię ludzi deportowano. Płacz, jęk i rozpacz okropna w duszach polskich. Żydzi za to i Sowieci tryumfują. Nie da się opisać co przeżywają Polacy. Stan beznadziejny. A Żydzi i Sowieci cieszą się głośno i odgrażają, że niedługo wszystkich Polaków wywiozą. I można się było tego spodziewać, gdyż cały dzień 20 czerwca i następny 21 czerwca wieźli ludzi bez przerwy na stację. (…) I na prawdę Bóg wejrzał na nasze łzy i krew.

22 czerwiec. Bardzo wczesnym rankiem dał się słyszeć warkot samolotów i od czasu do czasu huk rozrywających się bomb nad miastem. (…) Kilka bomb niemieckich spadło na ważniejsze placówki sowieckie. Zrobił się niesłychany popłoch wśród Sowietów. Zaczęli bezładnie uciekać. Polacy cieszyli się bardzo. Każdy huk rozrywającej się bomby napełniał dusze niewypowiedzianą radością. Za kilka godzin nie było w mieście ani jednego Sowieta, Żydzi pochowali się gdzieś po suterenach i piwnicach. Przed południem więźniowie opuścili cele. Ludzie na ulicach rzucali się sobie w ramiona i z radości płakali. Sowieci cofali się bez broni, ani jednym strzałem nie odpowiedzieli następującym Niemcom.

Wieczorem tego dnia w Łomży nie było ani jednego Sowieta. Sytuacja była jednak nie wyjaśniona – Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli. Następnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w mieście. Ludność cywilna rzuciła się na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie składy, bazy i sklepy sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszło kilku Niemców do miasta – ludność odetchnęła”.

W tych dniach nie mogło być innej reakcji. W parę tygodni później ZWZ odtwarzał poszarpane przez Sowietów sieci konspiracyjne, masowo zabierano broń porzuconą przez uciekających, wykorzystywano czas „bezkrólewia” na przygotowanie się do walki z kolejnym okupantem. Są na to równie liczne świadectwa, jak na fakty rabunku, odwetu i pogromów. Rzeczywistość – jak zwykle – jest bardziej skomplikowana, niż umiemy to sobie wyobrazić.

x

Gdy w 1989 roku powstała III RP, niektórzy upomnieli się o potomków Polaków wywiezionych do Kazachstanu po 17 września 1939 roku. Jednak nowe państwo nie znalazło dla nich miejsca. Dla wszystkich innych to miejsce się znalazło, tylko nie dla nich. Jak była tego przyczyna? Czyżby posiadali jakąś wiedzę, która nawet dziś jest niewygodna dla rządzących? Co na to PiS, który odwołuje się do tradycji piłsudczykowskich? Przecież wywożono głównie ludzi związanych z ówczesną władzą sanacyjną? Piłsudczycy zawłaszczyli sobie II RP i zapewne nie działo się to bez szkody dla wielu środowisk, które również chciały coś z tego tortu uszczknąć, a być może zostały usunięte z zajmowanych już stanowisk. Czy motyw zemsty wchodził tu w grę? Czy miało to związek z tym, co się wydarzyło 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem w tej słynnej stodole? A więc w niecałe trzy tygodnie po tym, jak Sowieci opuścili miasto. To są pytania, na które trudno znaleźć odpowiedź, bo jak podsumował to autor cytowanego tekstu: rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, niż umiemy to sobie wyobrazić.

Dlaczego po miesiącu (28 września) Stalin oddał Hitlerowi wschodnie Mazowsze, Lubelszczyznę i powiat suwalski, a w zamian dostał tylko skrawek Wileńszczyzny, powiat łomżyński z miejscowością Jedwabne i powiat grajewski? Zastanawiałem się nad tym w blogu Zagadka i w nim są zamieszczone stosowne mapy.

Nie wiemy, kto przejął ziemię i majątek po wywiezionych. O tym autor nie wspomina. Ktoś przecież musiał się tym „zaopiekować”. Autor pisze: w dużej części właśnie z Żydów składały się owe „gwardie” i „milicje” powstające jak grzyby po deszczu natychmiast po sowieckiej agresji. I nie tylko. Składały się one również z ludności prawosławnej, która, przynajmniej w części, współpracowała z Żydami. Czy w takim razie zaopiekowano się „tylko” ziemią i majątkiem, czy może też nazwiskami? Jeśli nie wiemy, kto się zaopiekował tym wszystkim, to trudno nam będzie znaleźć odpowiedź na pytanie: jaki był cel tego wszystkiego? Czyżby był to kolejny etap instalowania obcych jako rdzennych Polaków? Ciekawe więc może być, jakie mają korzenie ludzie znaczący dziś coś na Podlasiu. Jednym z nich jest polityk Krzysztof Tołwiński (1968). Wikipedia nie podaje żadnych informacji o jego rodzicach. Pisze tylko, że ukończył technikum leśne w Białowieży, a od 1989 roku zaczął prowadzić gospodarstwo rolne liczące obecnie około 40 hektarów i nastawione na produkcję mleka, ale nie informuje, gdzie ono się znajduje. O jego życiu prywatnym pisze, że pochodzi z rodziny pieczętującej się herbem Ogończyk, ma żonę i sześcioro dzieci. I tyle. Herb Ogończyk to jeden z tych 47 herbów adoptowanych przez bojarów litewskich na mocy unii horodelskiej z 1413 roku.

Na uwagę zasługuje też fakt, że Sowieci, wycofując się, porzucali broń. Czy rzeczywiście ją porzucali, czy może raczej przekazywali? Autor wspomina o tym, że w końcu trafiała ona w ręce ZWZ, czyli późniejszej AK. Trochę to przypomina wycofywanie się Amerykanów z Afganistanu. Oni też tam zostawili broń. Tak więc najpierw Armia Czerwona, wkraczając, uzbroiła Żydów, a wycofując się – partyzantów. Chyba po to, by mieli czym walczyć z Niemcami. A Żydzi też mieli swoje bandy.

Dużo się mówi, w zależności od tego, kto rządzi, o Katyniu i Wołyniu. O Jedwabnem mówi się bez względu na opcję, ale na temat wywózek do Kazachstanu jakoś tak cicho, również bez względu na opcję. Z jakichś powodów jest to temat bardzo niewygodny. Najwidoczniej jest coś do ukrycia.