Kto winien?

Wszyscy wiemy, jak zaczęła się II wojna światowa i jak Francja i Anglia „wywiązały się” ze swoich sojuszniczych zobowiązań wobec Polski. Dlaczego tak się stało i kto był winien? To wszystko tłumaczył Winston Churchill w swojej książce Druga wojna światowa (polskie wydanie 1994-96). Warto, jak sądzę, zapoznać się z jego argumentacją, bo w polityce pewne zasady i postępowanie silniejszych wobec słabszych jest niezmienne i wypada o tym pamiętać, zwłaszcza dziś, gdy toczy się wojna na Ukrainie, a Polska występuje tu w roli słabszego, wasala Stanów Zjednoczonych, które, gdy zajdzie taka potrzeba, poświęcą go w imię własnych interesów. Poniżej wybrane fragmenty z dzieła Churchilla z rozdziału Polska pokonana:

Świat nie posiadał się ze zdziwienia, gdy po miażdżącym ataku Hitlera na Polskę i wypowiedzeniu Niemcom wojny przez Francję i Wielką Brytanię zapanowała długa i dręcząca cisza. Pan Chamberlain w prywatnym liście (opublikowanym przez jego biografa) tę fazę określił mianem „Nierealnej Wojny”, a ja – w uznaniu trafności tych słów – przyjąłem je za tytuł tej księgi. Wojska francuskie nie zaatakowały Niemiec. Po przeprowadzeniu mobilizacji trwały one w bezruchu na całej długości frontu. Niemcy nie rozpoczęli żadnych działań powietrznych (z wyjątkiem rozpoznawczych) przeciwko Wielkiej Brytanii; to samo dotyczyło zresztą Francji. Rząd francuski poprosił nas o powstrzymanie się od ataków lotniczych na Niemcy, gdyż mogłoby to, jego zdaniem, sprowokować akcję odwetową przeciwko francuskim fabrykom zbrojeniowym, które nie miały odpowiedniej ochrony. Działania nasze ograniczyły się do zrzucenia ulotek w celu zwrócenia uwagi na etyczno-moralne konsekwencje ich poczynań. Ten etap wojny na morzu i w powietrzu stanowił dla wszystkich prawdziwe zaskoczenie. Francja i Wielka Brytania z niewzruszonym spokojem obserwowały, jak cała potęga niemieckiej maszyny w ciągu kilku tygodni niszczy i podporządkowuje sobie Polskę. Doprawdy Hitler nie miał na co narzekać.

Liczebnością i sprzętem armia polska nie mogła się równać ze swoim przeciwnikiem, na domiar złego przyjęta przez nią taktyka pozostawiała wiele do życzenia. Oddziały polskie zostały rozciągnięte wzdłuż linii granicznej.

Dopisek wydawcy: Wprowadzenie większości sił wojskowych od razu do bitwy granicznej, w razie ataku niemieckiego, miało stanowić dowód uznania przez Polskę zagrożenia jej niepodległości (gwarancje miały obowiązywać, gdyby była zagrożona niepodległość Polski, a nie jej integralność terytorialna w przypadku zajęcia części terytorium państwa, np. Korytarza – przyp. W.L.) i tym samym zmuszenia Wielkiej Brytanii i Francji do natychmiastowego wypełnienia zobowiązań sojuszniczych wobec Rzeczypospolitej. Dopiero niespodziewana, szybka kapitulacja Francji w czerwcu 1940 roku wykazała niesłuszność formułowanych na Zachodzie krytycznych opinii o walce Polaków we wrześniu 1939 przeciwko agresji niemieckiej.

Nie istniała żadna centralna rezerwa, Polacy reagujący dumnie i wyniośle na niemieckie zakusy terytorialne obawiali się jednocześnie, że jeśli zdecydują się na zmobilizowanie swoich sił przeciwko rosnącym masom nieprzyjaciela i uczynią to odpowiednio wcześnie, zostanie im to poczytane za prowokację.

Dopisek wydawcy: Polska ogłosiła mobilizację powszechną 29 sierpnia 1939 (mobilizacja częściowa, imienna już trwała). Niestety, postawa sojuszników – brytyjskiego i francuskiego – opóźniła jej realizację. Wskutek interwencji W. Brytanii i Francji wykonanie dekretu o mobilizacji odroczono do 30 sierpnia (plakaty informujące o mobilizacji już pojawiły się w miejscach publicznych). W Paryżu i Londynie łudzono się, że wojna nie była jeszcze nieunikniona, nie chciano więc „prowokować” Hitlera.

30 dywizji, czyli tylko dwie trzecie ich armii czynnej, byłoby gotowych lub prawie gotowych na przyjęcie pierwszego ciosu. Jednakże tempo wydarzeń, jak również błyskawiczne działania niemieckich sił powietrznych uniemożliwiły reszcie zajęcie pozycji wyjściowych w odpowiednim czasie, tak że w rezultacie wzięły one udział dopiero w końcowych zmaganiach. Tak więc 30 polskich dywizji, nie posiadających żadnego zaplecza, musiało stawić czoło prawie 60 dywizjom wroga rozciągniętym na długiej linii.

Teraz przyszła kolej na Sowietów. Do głosu doszło to, co teraz nazywają oni „demokracją”. 17 września rosyjskie wojska przelały się przez wschodnią granicę Polski, praktycznie nie bronioną i ruszyły na zachód szerokim frontem. 18 września zajęły Wilno, a następnie spotkały się ze swymi niemieckimi wspólnikami w Brześciu Litewskim. Tutaj, w czasie poprzedniej wojny, bolszewicy – łamiąc wszystkie najuroczystsze porozumienia z zachodnimi aliantami – podpisali separatystyczny pokój z cesarskimi Niemcami, uginając się pod ich surowymi warunkami.

Wojska sowieckie kontynuowały ofensywę aż do linii ustalonej z Hitlerem, a 29 września nastąpiło oficjalne podpisanie traktatu rosyjsko-niemieckiego, który sankcjonował rozbiór Polski. W dalszym ciągu wierzyłem niezachwianie w istnienie głębokiej, nieprzejednanej sprzeczności między Rosją a Niemcami i cały czas chwytałem się nadziei, ze bieg wydarzeń sprawi, iż Sowieci przejdą na naszą stronę. W związku z tym postanowiłem nie dawać wyrazu oburzeniu wywołanemu bezwzględną, brutalną polityką Sowietów; oburzeniu, które dało się wyczuć w całym Gabinecie Wojennym. Nigdy nie miałem w stosunku do nich żadnych złudzeń. Wiedziałem, że nie uznają żadnych zasad moralnych i myślą wyłącznie o własnych interesach. Lecz przynajmniej niczego nie byli nam winni. W czasie śmiertelnych zmagań uczucia takie jak gniew należy opanować i podporządkować je nadrzędnemu celowi, którym jest pokonanie głównego nieprzyjaciela. Postanowiłem znaleźć najlepsze wytłumaczenie dla ich odrażającego zachowania. W związku z tym w piśmie sporządzonym dla Gabinetu Wojennego w dniu 25 września, użyłem niezwykle spokojnych i wyważonych słów.

xxxxxxxx

W rozdziale Front we Francji Churchill pisze:

Trudno wprost ocenić przewagę, jaką rząd nie skrępowany żadnymi traktatami ani zobowiązaniami posiada nad państwami, które rozpoczynają działania wojenne w momencie, gdy zbrodniarz wymierza pierwszy cios i dopiero wówczas zaczynają opracowywać plany działania. Jest ona doprawdy ogromna. Z drugiej jednak strony, jeżeli agresor nie odniesie całkowitego i ostatecznego zwycięstwa, musi brać pod uwagę to, że pewnego dnia dojdzie do rozliczenia. Hitler, którego nic nie było w stanie powstrzymać (z wyjątkiem przeważających sił przeciwnika), mógł uderzyć w dowolnym miejscu i o dowolnym czasie; w przeciwieństwie do niego obydwa państwa zachodnie nie mogły pogwałcić neutralności Belgii. Pozostawało im tylko czekać, aż Belgowie sami poproszą o pomoc, a było niemal pewnym, że uczynią to, gdy będzie już za późno. Oczywiście, gdyby polityka Wielkiej Brytanii i Francji w ciągu ostatnich pięciu lat poprzedzających wybuch wojny była odważna, zdecydowana, zgodna z ustaleniami traktatowymi i zatwierdzona przez Ligę Narodów, niewykluczone, że Belgia przyłączyłaby się do swoich dawnych sprzymierzeńców i pozwoliłaby na stworzenie wspólnego frontu. Odbyłoby się to z korzyścią dla wspólnego bezpieczeństwa i być może pozwoliłoby uniknąć wielu katastrof, które nas czekały.

W okresie niepewności i ugłaskiwania agresora Belgia zdecydowała się na neutralność, dumnie utwierdzając się w przekonaniu, że zdoła utrzymać niemieckiego najeźdźcę na swej ufortyfikowanej granicy do czasu, aż wojska brytyjskie i francuskie przyjdą jej w sukurs.

Mapa Belgii; źródło: Wikipedia.

Żadnej innej granicy nie poświęcono nigdy tyle uwagi, co granicy biegnącej przez Niderlandy, pomiędzy Francją a Niemcami. Wszyscy generałowie i wszystkie akademie wojskowe badają niestrudzenie, w świetle ostatniej kampanii, każdy skrawek gruntu w tym rejonie, każde wzniesienie i każdą drogę wodną. W tym okresie istniały dwie linie, do których sprzymierzeni mogli się zbliżyć, gdyby Belgia została zaatakowana przez Niemcy, a oni zdecydowali się przyjść jej z pomocą, lub które mogli zająć zgodnie ze szczegółowo opracowanym i ściśle tajnym planem (rzecz jasna tylko i wyłącznie na prośbę Belgów). Pierwszą z tych linii była tzw. linia Scheldt (linia Skaldy – przyp. W.L.). Można ją było osiągnąć po niedługim marszu od granicy francuskiej i nie wiązało się to z żadnym większym ryzykiem. W najgorszym wypadku moglibyśmy ją utrzymać jako „fałszywy front”. W najlepszym – rozbudowalibyśmy ją, gdyby wymagał tego rozwój wydarzeń. Druga linia była znacznie ambitniejsza. Biegła wzdłuż Mozy przez Givet, Dinant, Namur i Louvain do Antwerpii. Gdyby aliantom udało się zająć tę linię i utrzymać ją w ciężkich walkach, zablokowałoby to w dużym stopniu prawy cios atakującego nieprzyjaciela, a gdyby jego wojsko okazało się słabsze, starcie stałoby się doskonałym wstępem do wkroczenia na terytorium Niemiec i opanowania kluczowego ośrodka niemieckiej produkcji zbrojeniowej w Zagłębiu Ruhry.

Ponieważ ofensywa przez terytorium Belgii bez zgody Belgii była wykluczona ze względu na zasady międzynarodowej moralności, pozostawała jedynie droga od granicy francusko-niemieckiej. Atak, który zgodnie z planem miał pójść na wschód wzdłuż Renu oraz na północ i południe do Strasburga, skierował się w stronę Szwarcwaldu, który, podobnie jak Ardeny, uważany był w owym czasie za nie najlepsze miejsce do działań ofensywnych. Jednakże istniał jeszcze problem ofensywy z frontu Strasburg-Metz, na północny wschód w kierunku Palatynatu. W wyniku takiej ofensywy, której prawe skrzydło biegłoby wzdłuż Renu, udałoby się prawdopodobnie zdobyć kontrolę nad tą rzeką, aż do najdalej na północ wysuniętych punktów jak Koblencja czy Kolonia. Tym samym wkroczylibyśmy na obszar nadający się do prowadzenia działań bojowych. Wszystkie te możliwości wraz z ich rozlicznymi wariantami, były od wielu lat częścią gier wojennych na uczelniach sztabowych Europy Zachodniej. Tutaj jednak pojawiła się linia Zygfryda z jej potężnymi betonowymi bunkrami wspierającymi się wzajemnie i otoczonymi ogromną ilością drutu kolczastego – przeszkoda, której we wrześniu 1939 bynajmniej nie można było lekceważyć. Najwcześniejszą datą, gdy Francuzi mogliby przypuścić poważny atak był koniec trzeciego tygodnia września. Lecz do tej pory kampania polska dobiegła końca. W połowie października na froncie zachodnim Niemcy posiadali 70 dywizji. Krótkotrwała przewaga liczebna Francuzów stawała się przeszłością. Francuska ofensywa z granicy wschodniej ogołociłaby znacznie dla nich istotniejszy front północny. Nawet gdyby wojska francuskie odniosły początkowo sukces, mniej więcej po miesiącu miałyby ogromne trudności z utrzymaniem owoców swoich podbojów na wschodzie i byłyby całkowicie wystawione na niemieckie kontruderzenie na północy.

Oto właśnie odpowiedź na pytanie: „Dlaczego pozostawaliśmy biernymi obserwatorami do czasu, aż Polska została zniszczona?” Ta bitwa została przegrana kilka lat wcześniej. Szansa zwycięstwa istniała w r. 1938, kiedy Czechosłowacja była państwem niepodległym. W r. 1936 nie natrafilibyśmy na żaden poważniejszy opór. A w r. 1933 zwykły reskrypt z Genewy wystarczyłby, żeby Niemcy zastosowały się do przedstawionych im żądań. Nie można obwiniać tylko generała Gamelina, że w r. 1939 nie przyjął ryzyka, które niepomiernie wzrosło od czasu ostatniego kryzysu, kiedy to ani rząd francuski, ani brytyjski nie zdecydowały się na przedsięwzięcie konkretnych kroków.

xxxxxxxx

Tak więc wszystkiemu była winna Belgia, która upierała się przy swojej neutralności, a Francja i Wielka Brytania nie mogły pogwałcić tej neutralności i nie zamierzały zaatakować Niemiec od strony Belgii i Holandii i to w sytuacji, gdy większość niemieckich dywizji znajdowała się na froncie wschodnim.

Trudno wprost ocenić przewagę, jaką rząd nie skrępowany żadnymi traktatami ani zobowiązaniami posiada nad państwami, które rozpoczynają działania wojenne w momencie, gdy zbrodniarz wymierza pierwszy cios i dopiero wówczas zaczynają opracowywać plany działania. – pisze Churchill. Neutralność Belgii to oczywiście te traktaty i zobowiązania, ale gwarancje dla Polski to już nie były traktaty i zobowiązania. Trudno chyba sobie wyobrazić większą obłudę. Ale to tylko pokazuje, że dla Zachodu państwa Europy środkowej i wschodniej to państwa niższej kategorii, które można wykorzystywać instrumentalnie i poświęcać je bez skrupułów, jeśli zajdzie taka potrzeba. Francja poprosiła Wielką Brytanię, by ta nie bombardowała celów w Niemczech w obawie odwetu. A Polska? A co tam Polska! Niech ginie! Inna sprawa, że ta neutralność Belgii to był tylko pretekst, by nic nie robić. Przecież po napaści Hitlera na Polskę tylko ktoś bardzo naiwny mógł wierzyć, że Hitler będzie respektował jakieś traktaty czy umowy międzynarodowe.

Tutaj jednak pojawiła się linia Zygfryda z jej potężnymi betonowymi bunkrami wspierającymi się wzajemnie i otoczonymi ogromną ilością drutu kolczastego – przeszkoda, której we wrześniu 1939 bynajmniej nie można było lekceważyć. – Skoro były trudności nie do pokonania, to rodzi się pytanie: to po co były te gwarancje? Takiego pytania Churchill sobie nie zadał, a więc tym bardziej nie mógł na nie odpowiedzieć. W końcu stwierdził, że Francja mogła ruszyć dopiero w trzecim tygodniu września, ale w tym czasie Polska była już pokonana. No była, ale gdyby nie agresja Związku Radzieckiego 17 września, to jeszcze nie byłaby pokonana. Więc jego cały wywód, to jedna wielka obłuda i zakłamanie. Churchill to była wyjątkowa kanalia.

Jest rzeczą oczywistą, że gdyby Francja, mająca przewagę nad Niemcami w wojskach lądowych, a Anglia ze swoim lotnictwem, skoordynowały swoje działania i zaatakowały Niemcy zaraz po wypowiedzeniu im wojny 3 września, to ta wojna skończyłaby się szybciej, niż zaczęła. Ale tak nie mogło być, a nasze oskarżenia wobec tych krajów i ich polityków są niesłuszne. Taka postawa świadczyła tylko o tym, że te państwa i ich politycy wykonywali polecenia swoich nieznanych przełożonych. Przecież ci ludzie nie byli idiotami i doskonale zdawali sobie sprawę z tego, co należało czynić. Podobnie Hitler. On też wiedział, że może zaatakować Polskę i że nikt jej nie pomoże. II wojna światowa, tak jak wszelkie wojny i konflikty, była od początku do końca wyreżyserowana. To samo zresztą dzieje się obecnie na Ukrainie. Ta wojna również toczy się według ściśle określonego planu, którego my oczywiście nie znamy.

Nie można obwiniać tylko generała Gamelina , że w r. 1939 nie przyjął ryzyka, które niepomiernie wzrosło od czasu ostatniego kryzysu, kiedy to ani rząd francuski, ani brytyjski nie zdecydowały się na przedsięwzięcie konkretnych kroków. – A więc nie było winnego. Generał Gamelin nie podjął zdecydowanych kroków, bo nie podjął ich rząd francuski, do którego należała władza zwierzchnia nad armią, bo chyba Francja nie była wtedy dyktaturą wojskową. Rząd belgijski twardo obstawał, wbrew zdrowemu rozsądkowi, za neutralnością. Biernym pozostał też rząd angielski. Nie było więc nikogo, kto miałby odmienne zdanie i głośno je artykułował. Wszyscy, jak na komendę, postępowali zgodnie z interesem Hitlera. Najwyraźniej instrukcje płynęły z góry.

Dziś znowu sytuacja się powtarza i Anglosasi, żydowska pałka do dyscyplinowania pozostałych narodów, świadomie wpychają Polskę do wojny i znowu traktują ją jak instrument, narzędzie, które po wykorzystaniu nadaje się tylko do wyrzucenia. Takie wnioski płyną z historii i dlatego tak się ją zniekształca, zakłamuje, a naszych dawnych i obecnych „sojuszników” i ich postawę wobec Polski w czasie II wojny światowej – wybiela.

Podział Niemiec

Zjednoczenie Niemiec doprowadziło do dwóch wojen światowych. Im bliżej było końca II wojny światowej, tym częściej zastanawiano się nad tym, jak ma wyglądać świat powojenny, a w nim – Niemcy. O tym pisał również w swoim dziele Druga wojna światowa Winston S. Churchill. Poniżej wybrane fragmenty:

Problem okupacji Niemiec przez głównych aliantów rozpatrywano od dawna. Latem 1943 roku utworzony przeze mnie komitet rządowy, kierowany przez pana Attlee, po konsultacji z szefami sztabu, zalecił okupację całego obszaru Niemiec, jeśli chcemy doprowadzić do efektywnego ich rozbrojenia. Zalecił również podział kraju na trzy mniej więcej równe części, z Brytyjczykami na północnym zachodzie, Amerykanami na południu i południowym zachodzie oraz Rosjanami na wschodzie. Berlin miał być oddzielną wspólną strefą, okupowaną przez wszystkich sojuszników. Te zalecenia zostały zatwierdzone i przekazane Europejskiej Komisji Doradczej, w skład której wchodzili wówczas ambasador rosyjski Gusiew, ambasador amerykański pan Winant i z naszej strony sir Wiliam Strang z Foreign Office.

Tak więc najpierw Niemców solidnie dozbroili Amerykanie i Anglicy, o czym w blogu „Zwycięzcy tracą rozsądek”, a teraz ci sami Amerykanie i Anglicy zastanawiali się nad ich skutecznym rozbrojeniem. I komitet rządowy, utworzony przez Churchilla i kierowany przez Attlee, składu którego nie znamy, po konsultacji z szefami sztabu, zalecił okupację całego obszaru Niemiec. Zalecenia zostały zatwierdzone (przez kogo?) i przekazane Europejskiej Komisji Doradczej. Innymi słowy, prawdziwi decydenci byli ukryci.

W tym czasie przedmiot rozważań wydawał się być czysto teoretycznym. Nikt nie potrafił przewidzieć, kiedy i jak nastąpi koniec wojny. Armie niemieckie nadal okupowały olbrzymie obszary europejskiej części Związku Radzieckiego. Jeszcze rok dzielił nas od momentu postawienia przez brytyjskich i amerykańskich żołnierzy stopy w zachodniej Europie i blisko dwa lata od wkroczenia do Niemiec. Propozycja Europejskiej Komisji Doradczej (a więc to już była propozycja EKD – przyp. W.L.) nie wydawała się na tyle pilną, aby dyskutować ją w Gabinecie Wojennym. Jak wiele podobnych godnych pochwały planów na przyszłość, opracowanych z ogromnym wysiłkiem, spoczęła na półce, podczas gdy wojna toczyła się swoim torem. W tych czasach panowała powszechna opinia, że Rosjanie nie zechcą kontynuować wojny po odzyskaniu swego terytorium i że naówczas zachodni sojusznicy będą musieli dołożyć wielkich starań, aby przekonać ją do utrzymania wysiłku wojennego na stałym poziomie. Dlatego też kwestia sowieckiej strefy okupacyjnej w Niemczech nie była dla nas zagadnieniem priorytetowym i nie stanowiła przedmiotu dyskusji angielsko-amerykańskich. Nie podejmowano też jej podczas konferencji w Teheranie.

Kiedy spotkaliśmy się w Kairze w listopadzie 1943 r. w drodze powrotnej z Teheranu, amerykańscy szefowie sztabu poruszyli ten temat, ale z własnej inicjatywy, a nie na żądanie Rosjan. Strefa okupacyjna pozostała więc kwestią czysto akademicką, traktowaną jako coś, co było zbyt dobre, by mogło być prawdziwe. Powiedziano mi jednak, że prezydent Roosevelt chciałby zamienić strefy brytyjską i amerykańską. Wynikało to z chęci zapewnienia siłom amerykańskim bezpośredniego kontaktu z portami morskimi, aby ich linie komunikacyjne biegły bezpośrednio do morza i nie musiały przechodzić przez Francję. To zagadnienie wiązało się z mnóstwem problemów technicznych i miało wpływ na wiele szczegółowych planów, z operacją „Overlord” (operacja związana m.in. z lądowaniem wojsk w Normandii 6 czerwca 1944 roku – przyp. W.L.) włącznie. W Kairze nie powzięto żadnych decyzji, ale później zagadnienie to stało się przedmiotem długiej korespondencji między mną a Prezydentem. Sztab brytyjski uważał pierwotny plan za lepszy, a poza tym wprowadzenie tej zmiany wiązałoby się z wieloma komplikacjami. Odniosłem również wrażenie, że amerykańscy koledzy naszych szefów sztabu raczej podzielają ich poglądy na tę sprawę. Na konferencji w Quebecu we wrześniu 1944 roku osiągnęliśmy ostateczne porozumienie odnośnie podziału stref.

W książce zamieszczono mapkę stref okupacyjnych uzgodnionych w Quebecu we wrześniu 1944 roku. Strefa amerykańska i brytyjska obejmowały obszar byłego RFN-u. Przy czym obszar w okolicy Bremy z dostępem do morza należał do strefy amerykańskiej. Strefa radziecka obejmowała obszar byłej NRD i dalej na wschód do granicy niemiecko-polskiej z 1937 roku.

Strefy okupacyjne. Po środku, na różowo, zaznaczony obszar, z którego Anglicy i Amerykanie wycofali się w lipcu 1945 roku. Tzw. Ziemie Odzyskane stanowiły pierwotnie część radzieckiej strefy okupacyjnej. Źródło: Wikipedia.

Prezydent, najwidoczniej przekonany przez swych wojskowych, siadywał z wielką mapą rozłożoną na kolanach. Pewnego popołudnia w obecności większości sztabowców, uzgodnił ustnie ze mną, że dotychczasowy układ zostaje utrzymany, pod warunkiem, iż Stany Zjednoczone otrzymają bezpośredni dostęp do morza w strefie brytyjskiej. Brema i przyległe do niej Bremerhaven wydawały się wystarczające na potrzeby amerykańskie i zgodziliśmy się, że przejdą one pod ich kontrolę. Podjęte decyzje ilustruje załączona mapa. Uważaliśmy, że jest zbyt wcześnie, aby rozmawiać o francuskiej strefie w Niemczech, a nikt nie wspominał o strefie rosyjskiej.

W Jałcie, w lutym 1945 roku, plan z Quebecu został przyjęty bez większych dyskusji jako robocza wersja do niezakończonych negocjacji odnośnie przyszłej wschodniej granicy Niemiec. Odłożono go do czasu rokowań nad traktatem pokojowym. Armie sowieckie w tym dokładnie momencie przekraczały swoje przedwojenne granice i życzyliśmy im wszelkich sukcesów. Zaproponowaliśmy natomiast porozumienie odnośnie stref okupacyjnych w Austrii. Stalin, po pewnych perswazjach, zgodził się na moją propozycję, aby wydzielić Francuzom część ze strefy brytyjskiej i amerykańskiej, co wiązało się również z miejscem dla nich w Sojuszniczej Komisji Kontrolnej. Wszyscy rozumieli, że uzgodnienia dotyczące stref okupacyjnych nie mogą zakłócać operacji wojskowych. Berlin, Pragę i Wiedeń mógł zdobyć ten, kto doszedłby do nich pierwszy. Żegnaliśmy się na Krymie nie tylko jako sojusznicy, ale i przyjaciele, stojący w obliczu wciąż jeszcze potężnego wroga, z którym nasze armie prowadziły zaciekłe i nieustanne walki.

Dwa miesiące, które minęły od tego czasu, przyniosły gwałtowne zmiany sięgające aż do korzeni wszystkich zjawisk. Niemcy Hitlera były pogrążone, a on sam stał na krawędzi zguby.

Rosjanie walczyli już w Berlinie. Wiedeń i większość Austrii znalazły się w ich rekach. Cały kontekst stosunków między zachodnimi sojusznikami a Rosją stał się płynny. Wszystkie problemy przyszłości stały się nie rozstrzygnięte. Triumfujący Kreml zdążył już złamać i odsunąć na bok porozumienia zawarte między nami w Jałcie. Nowe niebezpieczeństwa, przypuszczalnie tak samo straszne, jak te, które właśnie udało się pokonać, wyrastały przed podzielonym i umęczonym światem.

A więc zakończenie jednego konfliktu musi zrodzić nowy konflikt, gdyż bez niego, zgodnie z dialektyką heglowską, nie ma rozwoju i postępu. Muszą być ścierające się ze sobą „teza” i „antyteza”, dwie przeciwstawne idee, które w trakcie tego starcia tworzą nową jakość, czyli „syntezę”. W okresie międzywojennym świat był wielobiegunowy, po II wojnie światowej stał się dwubiegunowy: USA – ZSRR. Po 1989 roku stał się jednobiegunowy: USA. Po kryzysie z 2007 roku w Ameryce staje się znów wielobiegunowy, choć z powoli zaznaczającą się przewagą Chin. Czyli nic nowego. Wszystko już było.

Moje zaniepokojenie tym wiele mówiącym rozwojem wypadków było widoczne już przed śmiercią Prezydenta. On sam, jak można wnioskować z wymienionej korespondencji, był pełen obaw i zdenerwowania, o czym świadczy chociażby opisana w jednym z poprzednich rozdziałów wymiana depesz z Mołotowem, dotycząca incydentu w Bernie. Pomimo zwycięskiego marszu armii Eisenhowera, prezydent Truman w drugiej połowie kwietnia stanął w obliczu groźnego kryzysu. Od pewnego czasu ze wszystkich sił starałem się uzmysłowić rządowi Stanów Zjednoczonych, jak wielkie zmiany zachodzą w sferach politycznej i wojskowej. Nasze zachodnie armie wkrótce znajdą się poza granicami stref okupacyjnych, ściskając Niemców między nami a zbliżającymi się ze wschodu Rosjanami.

12 czerwca prezydent odpowiedział na moją depeszę z 4 czerwca stwierdzając, że trójstronne porozumienie o okupacji Niemiec zostało zatwierdzone przez prezydenta Roosevelta „po długich rozważaniach i szczegółowych dyskusjach” ze mną i w związku z tym nie jest możliwe odwlekanie wycofywania wojsk amerykańskich ze strefy sowieckiej w celu wywarcia nacisku na osiągnięcie porozumienia w innych sprawach. Sojusznicza Komisja Kontrolna nie może rozpocząć działalności, zanim te wojska nie zostaną wycofane. Również zarząd wojskowy, pełniony przez naczelnego dowódcę wojsk sojuszniczych, winien być zakończony i bez zwłoki podzielony między między Eisenhowera i Montgomery’ego. Pisał dalej, że zdaniem jego doradców opóźnienie wycofywania wojsk aż do naszego spotkania w lipcu spowoduje pogorszenie się stosunków z Sowietami i wobec tego proponował wysłanie depeszy do Stalina.

1 lipca armie Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii rozpoczęły wycofywanie się do przeznaczonych dla nich stref. Towarzyszyły im tłumy uciekinierów. Rosja Sowiecka usadowiła się w sercu Europy. Rozpoczął się etap groźny w skutkach dla całej ludzkości.

Do sprawy Polski powróciliśmy na piątym posiedzeniu, 21 lipca. Delegacja sowiecka chciała, aby zachodnia granica Polski biegła na zachód od Świnoujścia do Odry, z pozostawieniem Szczecina po polskiej stronie, następnie Odrą do ujścia Nysy Zachodniej (Łużyckiej – przyp. W.L.) i wzdłuż niej do granicy z Czechosłowacją.

Truman przypomniał, że zgodziliśmy się podzielić Niemcy na cztery strefy okupacyjne, bazując na granicach z 1937 roku. Brytyjczycy i Amerykanie cofnęli swoje wojska do nowych stref, ale jak widać rząd sowiecki przydzielił Polakom własną strefę, nie konsultując tego z nami. Strefę tę należy jednak przyjmować za część Niemiec, gdyż inaczej nie można będzie policzyć reparacji i rozstrzygnąć innych kwestii niemieckich. Stalin sprzeciwił się tezie, że dał Polakom ich własną strefę okupacyjną. Stwierdził, że rząd sowiecki nie mógł ich powstrzymać. Niemiecka ludność wycofała się na zachód razem ze swoim wojskiem. Pozostali tylko Polacy. Armia sowiecka potrzebowała ludzi do administrowania terenami na tyłach. Nie jest przygotowana do jednoczesnego prowadzenia walk, oczyszczania terytorium i tworzenia własnej administracji. Zdecydowano więc, aby to zadanie powierzyć Polakom.

- Powinniśmy trzymać się stref, które uzgodniliśmy w Jałcie - powiedział prezydent. - Jeśli odstąpimy od tego, reparacje i inne kwestie będą bardzo trudne do załatwienia.
- Nie martwmy się o reparacje - odrzekł Stalin.
- Stany Zjednoczone nie zamierzają ich brać - stwierdził Truman - ale chciałyby jednak uniknąć konieczności dopłacania jakichkolwiek sum.
- W Jałcie nie ustaliliśmy niczego definitywnego w kwestii zachodniej granicy Polski - kontynuował Stalin. - Nikt z nas nie ma więc żadnych zobowiązań.

Zgodziliśmy się, że nowa Polska ma przesunąć swoją zachodnią granicę do linii Odry. Różnica pomiędzy mną a Stalinem polegała tylko na tym, jak daleko ta linia ma sięgać. Słowa „linia Odry” zostały użyte w Teheranie. Nie było to precyzyjnie określone, ale delegacja brytyjska wytyczyła linię, którą mogliby rozpatrzyć szczegółowo ministrowie spraw zagranicznych. Wskazałem, że użyłem słów „linia Odry” jako generalną wytyczną i że nie może być ona sprecyzowana bez mapy.

xxxxxxxx

Kończąc swoje dzieło, Churchill napisał:

Nie biorę odpowiedzialności – poza tym, co zostało tu opisane – za wyniki osiągnięte w Poczdamie. W czasie trwania konferencji zdecydowałem, aby rozbieżności, których nie dało się usunąć przy okrągłym stole ani na codziennych zebraniach ministrów spraw zagranicznych, pozostawić nie załatwione. W konsekwencji ogromny zestaw spraw, co do których brak było porozumienia, spiętrzył się na półkach. Zamierzałem, jeśli zostałbym wybrany, tak jak się wszyscy spodziewali, prowadzić spór z rządem sowieckim na temat tych wszystkich kwestii. Na przykład, zarówno ja, jak i pan Eden nigdy nie zgodzilibyśmy się, aby polsko-niemiecka granica biegła wzdłuż Nysy Zachodniej. Linia Odry i Nysy Wschodniej (Kłodzkiej – przyp. W.L.) została już uznana jako rekompensata dla Polski za ziemie utracone za linią Curzona, ale zagrabienie przez rosyjskie armie terytoriów do, a nawet poza Zachodnią Nysę, nigdy nie było i nigdy nie zostałoby zaakceptowane przez rząd, na którego czele bym stał. Uważałem to nie tylko za punkt honoru, ale i potężny czynnik praktyczny, kształtujący życie dodatkowych 3 milionów przesiedleńców. Pozostało jeszcze wiele innych punktów, w których należało przeciwstawić się rządowi sowieckiemu, a także i Polakom, którzy połknąwszy olbrzymi szmat niemieckiego terytorium, stali się, w sposób oczywisty, marionetkami Rosji. Wszystkie te negocjacje zostały przerwane w połowie i doprowadzone do przedwczesnego zakończenia wskutek wyniku wyborów powszechnych. Mówiąc to nie zamierzam obciążać ministrów nowego rządu, zmuszonych podejmować decyzje bez żadnego poważniejszego przygotowania, którzy oczywiście nie znali mojego zamysłu doprowadzenia do konfrontacji pod koniec konferencji i – gdyby okazało się to niezbędne – prędzej do publicznego zerwania aliansów niż wyrażenia zgody na przekazanie Polakom obszarów za Odrą i Nysą.

Naprawdę trudno uwierzyć w to, że Churchill tak na poważnie traktował spór pomiędzy nim a Stalinem o to, czy granica Polski będzie przebiegała wzdłuż linii Odry i Nysy Kłodzkiej, czy wzdłuż linii Odry i Nysy Łużyckiej. Gdyby przebiegała wzdłuż linii Odry i Nysy Kłodzkiej, to nawet cały Dolny Śląsk nie znalazłby się w obrębie Niemiec. A reszta? Ziemie północno-zachodnie i Prusy Wschodnie pozostawałyby w Polsce. I jeszcze to, że Polacy sami sobie wzięli część radzieckiej strefy okupacyjnej i Stalin czuł się bezradny. Wszystko to był teatr, który miał przygotować opinię publiczną na to, że tworzy się nowy konflikt, że dotychczasowa koalicja rozpada się, że wszystkiemu są winni źli Sowieci.

Trzeba jednak zauważyć, że właściwym momentem do działania w tych sprawach był czas, tak jak to wyjaśniłem we wcześniejszych rozdziałach, kiedy wojska potężnych sojuszników stały naprzeciw siebie w polu, zanim Amerykanie i w mniejszym zakresie Brytyjczycy dokonali odwrotu, na obszarze o długości 400 mil i szerokości sięgającej w niektórych miejscach 120 mil. W ten sposób oddaliśmy Rosjanom samo serce i wielki obszar Niemiec. W tamtym okresie chciałem rozstrzygnąć sprawy, zanim dokonamy tego odwrotu na wielką skalę i kiedy jeszcze sojusznicy zachodni mieli w polu wielkie armie. Zdaniem Amerykanów byliśmy zobowiązani do powrotu na ustaloną granice stref, podczas gdy ja usilnie utrzymywałem, że ta granica może być potwierdzona tylko wtedy, kiedy zyskamy pewność, że cały front od północy do południa jest ustalony zgodnie z wytycznymi i w duchu naszych poprzednich uzgodnień. Niestety nie mogłem zdobyć poparcia Amerykanów dla tego pomysłu i Rosjanie, popychając przed sobą Polaków, posunęli się naprzód, wypierając Niemców i zagarniając jednocześnie źródła żywności tam leżące. Przypuszczalnie dałoby się to jeszcze naprawić w Poczdamie, ale rozpad brytyjskiego rządu narodowego i moje zejście ze sceny w chwili, gdy miałem jeszcze wiele wpływów i władzy, przesądziło o niemożności osiągnięcia zadowalających rozwiązań.

xxxxxxxx

Właściwie to nie bardzo wiadomo, z jakiego powodu nastąpiło takie oziębienie stosunków pomiędzy aliantami. Dlaczego Rosjanie zaczęli okazywać wrogość wobec aliantów zachodnich, a ci stali się jakby spolegliwi? Chyba nie ideologia? Jeśli już, to powinno być odwrotnie. To przecież Amerykanie stworzyli Związek Radziecki, a później, w czasie wojny, wysyłali tam konwoje z bronią. Bez tej pomocy Związek Radziecki nie byłby w stanie oprzeć się Hitlerowi, którego III Rzesza zaistniała tylko i wyłącznie dzięki pomocy finansowej Ameryki. W pewnym momencie Churchill napisał, że gwarancją skutecznego rozbrojenia Niemiec jest stworzenie stref okupacyjnych. A może lepszą gwarancją byłoby ich niedozbrajanie w okresie międzywojennym?

Strefy okupacyjne niczego nie zagwarantowały. Więcej! Umożliwiły powstanie dwóch wrogich sobie bloków, którym przewodziły z jednej strony Stany Zjednoczone, a z drugiej – Związek Radziecki. I zamiast prawdziwego pokoju mieliśmy zimną wojnę, a później wyścig zbrojeń. Stany Zjednoczone i Związek Radziecki, nie mogąc walczyć bezpośrednio ze sobą ze względu na posiadanie broni atomowej, prowadziły ze sobą wojny na terenie innych państw, jak choćby w Wietnamie czy Afganistanie. Później „Imperium Zła” upadło i Europa Środkowa znalazła się w strefie wpływów Stanów Zjednoczonych. I wydawało się, że już będzie bezpiecznie, aż tu nagle Ukraina zapragnęła być w unii i w NATO. I tak doszło do wojny na Ukrainie i Stany Zjednoczone dozbrajają teraz Ukrainę. Ciągle tylko Stany Zjednoczone dozbrajają różne państwa. Któż jest więc tym „Imperium Zła”? Któż tak wywija tymi Stanami Zjednoczonymi, że tak terroryzują one cały świat? Czy na kolejnym etapie rozwoju będzie tak, że terroryzowanie zbrojeniami zostanie zastąpione terroryzowaniem gospodarczym? I czy ten ktoś zacznie w przyszłości wywijać Chinami tak, jak teraz wywija Stanami Zjednoczonymi? Potęga militarna Stanów Zjednoczonych była i jest większa niż kilku innych największych państw łącznie. Czy fabryka świata, jaką stają się powoli Chiny, będzie mogła być użyta do szantażu czy terroru gospodarczego? Czas pokaże.

Nie tylko Niemcy zostały podzielone na strefy okupacyjne, Austria również. I podobnie jak w przypadku Niemiec były 4 strefy okupacyjne.

Podział Austrii na 4 strefy okupacyjne w latach 1945-1955; źródło: Wikipedia.

I dopiero teraz staje się jasne, dlaczego powstanie w Budapeszcie wybuchło w 1956 roku. 15 maja 1955 roku został podpisany Traktat państwowy w sprawie odbudowy niezawisłej demokratycznej Austrii przez ministrów spraw zagranicznych ZSRR, Wielkiej Brytanii, USA, Francji i Austrii. To spowodowało neutralność tego państwa. Armia Radziecka wycofała się z terytorium Austrii. Węgrzy, podpuszczani przez propagandę z radia Głos Ameryki czy Wolna Europa, liczyli na to, że i oni mogą wyrwać się spod radzieckiej okupacji i stać się krajem neutralnym.

12 września 1990 roku w Moskwie został podpisany Traktat o ostatecznym uregulowaniu w odniesieniu do Niemiec, zwany także Traktatem dwa plus cztery. Punkt drugi tego Traktatu brzmi: Obecne granice są ostateczne, tzn. Niemcy zrzekają się roszczeń wobec innych państw, a granica na Odrze i Nysie Łużyckiej zostanie potwierdzona przez zjednoczone Niemcy w wiążącym prawnie traktacie z Polską.

14 listopada 1990 roku podpisano Polsko-Niemiecki traktat graniczny. Jest to umowa pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec dotycząca uznania granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Polska ratyfikowała ją 26 listopada 1991 roku, zaś Niemcy 16 grudnia 1991 roku.

Artykuł 2 tego Traktatu brzmi: Umawiające się strony oświadczają, że istniejąca między nimi granica jest nienaruszalna teraz i w przyszłości, oraz zobowiązują się wzajemnie do bezwzględnego poszanowania ich suwerenności i integralności terytorialnej.

Artykuł 3 brzmi: Umawiające się strony oświadczają, że nie mają wobec siebie żadnych roszczeń terytorialnych i że roszczeń takich nie będą wysuwać również w przyszłości.

Traktaty i umowy są dobre, ale obowiązują one tylko stronę słabszą. Strona silniejsza czy mocarstwo, jak chce to przestrzega postanowień takich umów, a jak nie chce, to nie przestrzega. Postanowień traktatu wersalskiego o demilitaryzacji Niemiec nie przestrzegały Stany Zjednoczone. I nikt im nie podskoczył. Wojna na Ukrainie kiedyś się skończy i wtedy mocarstwa zrobią to, co zechcą. Polska za swoje zaangażowanie na Ukrainie może zostać uznana za głównego winowajcę, no bo przecież udostępniła Amerykanom swoje terytorium do przerzutu broni na Ukrainę, co spowodowało wydłużenie konfliktu i ogromne straty ludzkie i materialne. Brzmi idiotycznie? A jak Stalin powiedział, że to Polacy wzięli sobie część radzieckiej strefy okupacyjnej i on nic na to nie mógł poradzić, to nie brzmiało to idiotycznie? I za takie działanie, za karę, może zostać ona pozbawiona swoich ziem zachodnich, czyli poniemieckich. W międzynarodowej prasie zostanie to odpowiednio naświetlone i wszyscy uznają, że tak rzeczywiście było.

Niemcy

Niemcy to państwo, które zajmuje centralne miejsce na kontynencie europejskim. I z tej racji oddziałuje ono w sensie kulturowym, gospodarczym i politycznym na wszystkie pozostałe państwa w Europie. Po upadku Imperium Rzymskiego to właśnie Niemcy stały się tym państwem, które rościło sobie prawa do rządzenia Europą. I dziś Niemcy znowu zdominowały Europę. I tak jak „mówimy – partia, a w domyśle – Lenin”, tak również mówimy – unia europejska, a w domyśle – Niemcy. Warto więc poznać bliżej historię Niemiec, bo to ułatwi zrozumienie otaczającej nas rzeczywistości. Skupiłem się na I Rzeszy, nie tylko dlatego, że wiedza o Cesarstwie Niemieckim i III Rzeszy jest bardziej znana, ale też dlatego, że o Republice Weimarskiej i o III Rzeszy jest sporo informacji w moich blogach o Hitlerze. Poniższe informacje zaczerpnąłem z Wikipedii.

Historię Niemiec dzieli się na kilka okresów:

  • Święte Cesarstwo Rzymskie (962-1806) – I Rzesza
  • Związek Niemiecki 1814-1866)
  • Cesarstwo Niemieckie (1871-1914) – II Rzesza
  • Republika Weimarska (1918-1933)
  • III Rzesza (1933-1945)
  • Niemcy Wschodnie i Niemcy Zachodnie – (1949-1990)
  • Republika Federalna Niemiec (1990 – ?)

Święte Cesarstwo Rzymskie

25 grudnia 800 r., król Franków Karol Wielki został ukoronowany cesarzem i stworzył Imperium Karolińskie, które zostało podzielone w 843 r., na podstawie traktatu w Verdun. Święte Cesarstwo Rzymskie powstało ze wschodniej części podzielonego obszaru. Jego terytorium rozciągało się od rzeki Eider na północy do wybrzeży Morza Śródziemnego na południu. Podczas panowania władców z dynastii Ludolfingów w latach 919–1024, kilka ważniejszych księstw zostało połączonych, a król niemiecki został ukoronowany na cesarza rzymskiego w 962 r. Święte Cesarstwo Rzymskie wchłonęło północną Italię i Burgundię podczas rządów dynastii salickiej (1024–1125), lecz cesarze utracili znaczną część swojej potęgi podczas sporu o inwestyturę.

Święte Cesarstwo Rzymskie (łac. Sacrum Imperium Romanum; niem. Heiliges Römisches Reich), potocznie: Pierwsza Rzesza Niemiecka, I Rzesza (niem. Erstes Reich) lub Stara Rzesza (niem. Altes Reich) – określenie obszaru pod panowaniem cesarza rzymskiego stanowiącego kontynuację cesarstwa zachodniorzymskiego, odwołujące się zarówno do idei, jak i kształtu politycznego średniowiecznej i wczesnonowożytnej Europy. Składało się formalnie z rdzenia, którym było Królestwo Niemieckie, oraz z równoprawnych mu formalnie Królestwa Włoch (de facto do 1648) i Królestwa Burgundii (od 1032, de facto do 1378). Składało się z kilku, kilkudziesięciu, a następnie ostatecznie ponad stu niepodległych państw i państewek, uznających symboliczną zwierzchność Cesarza. Stanowiło salicką ideę zjednoczonej Europy Środkowej w ramach Germanii, Galii, Italii i Sklawenii, która stała się zalążkiem współczesnej idei Unii Europejskiej.

W znaczeniu historycznym, określenie „Święte Cesarstwo Rzymskie” oznaczać miało instytucjonalną oraz ideową ciągłość pomiędzy chrześcijańskim cesarstwem rzymskim schyłkowej starożytności a godnością cesarską udzieloną przez papieża: najpierw Karolingom – królom Franków, a potem władcom Niemiec, Ludolfingom. W piśmiennictwie niemieckim określenie „Święte Cesarstwo” pojawiło się w 1157, a „Święte Cesarstwo Rzymskie” w 1254 roku. Król niemiecki miał być jednocześnie królem Italii (jako następca Ostrogotów i Longobardów) i uniwersalnym cesarzem rzymskim dla łacińskiego Zachodu, rówieśnikiem i odpowiednikiem cesarza bizantyńskiego dla greckiego Wschodu. Dopiero w 1441 pojawiła się nieoficjalna nazwa Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego (łac. Sacrum Imperium Romanum Nationis Germanicæ; niem. Heiliges Römisches Reich Deutscher Nation), która wyrażała niemieckie ambicje narodowe i podkreślała immanentną przynależność godności cesarskiej do monarchów wybieranych przez kraje niemieckie zgodnie z ich prawami. Nazwa ta przetrwała także w historiografii jako popularne określenie „Rzeszy Niemieckiej” późnego średniowiecza i okresu XVI–XVIII wieku, jednak w aktach prawnych Cesarstwa pojawiła się tylko raz i, co należy podkreślić, nigdy nie funkcjonowała jako urzędowa nazwa jakiegokolwiek państwa.

Cesarstwo „Ottonów” (919-1024)

Charakterystyczne dla władzy „Ottonów” było uzależnienie papieży od cesarza, co w praktyce oznaczało desygnowanie przez niego kandydatów do tronu papieskiego. Interweniując dwukrotnie na rzecz papieża (w 951 i 961 roku) w ogarniętej politycznym chaosem Italii Otton I koronował się w Mediolanie na króla Longobardów, po czym upomniał się o koronę cesarską. Ten kluczowy moment, będący restauracją starożytnego Rzymu oraz imperium Karola Wielkiego, odbył się 2 lutego 962, gdy Otton I Wielki został koronowany w Rzymie przez papieża Jana XII na cesarza rzymskiego. Ogromnym sukcesem polityki tego cesarza, poza koronacją, był ożenek syna Ottona II z księżniczką bizantyńską Teofano. Przeprowadzona za życia ojca koronacja Ottona II zapewniała ciągłość godności cesarskiej w dynastii saskiej, zaś ślub z Teofano oznaczał uznanie tytułu cesarskiego królów niemieckich przez Konstantynopol.

Ambicją Ottona I Wielkiego oraz jego następców, Ottona II i Ottona III, było, jak wyżej wspomniano, podporządkowanie sobie całego chrześcijańskiego (łacińskiego) świata w ramach uniwersalistycznego cesarstwa. Najbliższy realizacji tego planu był Otton III. Wychowany w kulcie tradycji saskiej, karolińskiej i bizantyńskiej, świadomie nawiązujący do legendy Karola Wielkiego, zamierzał stworzyć imperium złożone z równouprawnionych chrześcijańskich królestw: Italii, Galii, Germanii oraz Słowiańszczyzny (władcą tej ostatniej miał być najprawdopodobniej Bolesław Chrobry), nad którymi panowałby rezydujący w Rzymie cesarz. Nieoczekiwana śmierć Ottona III w 1002 roku pogrzebała idee zjednoczeniowe. Odtąd cesarstwo rzymskie utożsamiać się będzie coraz bardziej z królestwem niemieckim.

Dynastia salicka (1024-1125)

Okres dynastii salickiej, czyli książąt frankońskich, przyniósł kolejne umocnienie cesarstwa. Cesarze ingerowali w sprawy sąsiednich państw słowiańskich, utrzymali mocną pozycję we Włoszech. Jednocześnie władzy cesarskiej zagroził konflikt z papieżami, którzy wyrwali się spod cesarskiej kurateli. Cesarze musieli iść na kompromis w kwestii inwestytury biskupów, jednak obronili się przed próbą uzależnienia Niemiec od papiestwa.

Panowanie dwóch pierwszych władców z tej dynastii to apogeum potęgi Świętego Cesarstwa Rzymskiego, w skład którego wchodziły: Królestwo Niemiec (od 962), Królestwo Włoch (od 962), Królestwo Czech (od 962), Królestwo Burgundii (od 1034). Zwierzchnictwo cesarza rzymskiego uznawały w tym czasie przejściowo Polska, Węgry, Chorwacja, Dania, Neapol. Ponadto członkowie dynastii salickiej panowali w Lotaryngii, Karyntii, Bawarii i Dolnej Lotaryngii.

Dynastia Hohenstaufów (1079-1254)

Święte Cesarstwo Rzymskie i Królestwo Sycylii pod rządami Hohenstaufów; źródło: Wikipedia.

Za panowania Hohenstaufów (1079–1254), a więc książąt szwabskich, cesarze kontynuowali aktywną politykę ekspansji w myśli idei uniwersalistycznych, co ostatecznie kosztowało ich osłabienie realnej władzy w samych Niemczech i Włoszech. Konrad III, Fryderyk I Barbarossa oraz Fryderyk II brali udział w ruchu krucjatowym. Za panowania Henryka VI cesarstwo osiągnęło szczyt wpływów politycznych poza swoimi granicami (lennami stały się przejściowo Anglia i Cypr). Koszty ekspansji poza cesarstwo, jak i ambicje wasali skutkowały wytworzeniem się silnej opozycji wewnętrznej, która zmusiła cesarzy do przekazania wielu kompetencji monarszych książętom. Doprowadziło to do uzależnienia większości decyzji cesarza od zgody książąt, wyrażanej na Sejmie Rzeszy, oraz do zezwolenia na podziały patrymonialne w księstwach, co szybko zaowocowało atomizacją polityczną Rzeszy, która po pewnym czasie gromadziła około 300 państewek wasalnych (o różnym statusie). Wojna Fryderyka II i Konrada IV z opozycją oraz wygaśnięcie dynastii doprowadziły do wielkiego bezkrólewia i związanego z nim chaosu politycznego w Rzeszy.

Wielkie bezkrólewie

Wielkie bezkrólewie – okres w dziejach Niemiec od 1250 (śmierć cesarza Fryderyka II) lub 1254 (śmierć króla Konrada IV) do 1273 r. (wybór na króla Rudolfa I Habsburga). Wbrew nazwie wielkie bezkrólewie nie oznaczało wakatu na tronie niemieckim, tylko okres największego osłabienia władzy królewskiej w Świętym Cesarstwie Rzymskim.

Wielkie bezkrólewie umocniło rozdrobnienie polityczne Rzeszy Niemieckiej i zachwiało cesarskim autorytetem, który od tej pory musiał liczyć się z potęgą najsilniejszych wasali Cesarstwa. Pod rządami Habsburgów – Rudolfa I i Albrechta I – Niemcy odetchnęły, aby w XIV wieku znów pogrążyć się w wojnach domowych między rywalizującymi o koronę dynastiami Habsburgów z Austrii, Wittelsbachów z Bawarii i Luksemburgów. Jednocześnie po raz pierwszy doszło wtedy do unii Niemiec z Czechami i Węgrami, a Hohenzollernowie rozpoczęli swoją karierę, otrzymując w 1415 od cesarza Brandenburgię.

Habsburgowie na tronie

W 1438 r. na tronie niemieckim na stałe zasiadła dynastia Habsburgów, hrabiów z Górnej Alzacji, którzy w XIII wieku, dzięki zręcznej polityce Rudolfa I, przejęli Austrię i Styrię po wymarłym rodzie Babenbergów. W XVI wieku reformacja doprowadziła do długoletnich wojen religijnych w Niemczech, ponieważ katoliccy cesarze uważali się za namiestników Chrystusa winnych „walczyć z herezjami”, natomiast książęta obok sporów teologicznych i walki o wolność wyznania dostrzegli okazję do osłabienia zwierzchności cesarskiej. Dzięki układom z Jagiellonami Habsburgowie przejęli w 1526 na stałe trony czeski i węgierski. Unia personalna Niemiec, Czech i Węgier utrzymała się aż do kresu Świętego Cesarstwa Rzymskiego, jako że niemal każdorazowo elektorzy Rzeszy oraz szlachta czeska i węgierska wybierały tych samych władców (w XVII wieku Habsburgom udało się wprowadzić dziedziczność tronu w Czechach i na Węgrzech, natomiast podobne próby w Niemczech zawsze okazywały się bezskuteczne).

W XVII i XVIII wieku państwa niemieckie weszły na drogę absolutyzmu, jednocześnie Rzesza jako całość stała się jedynie związkiem państw zdolnych do wspólnego działania tylko w chwilach silnego zagrożenia zewnętrznego (wojny z Turcją osmańską, Francją Ludwika XIV). W epoce nowożytnej Cesarstwo straciło wpływy na zewnątrz, za to obce mocarstwa utrwaliły swoje wpływy w wewnętrznych sprawach niemieckich (Francja, Rosja, Szwecja). W XVIII wieku stało się jasne, że reorganizacja polityczna Niemiec w kierunku większej spoistości będzie hamowana przez mocarstwa europejskie, gdyż wzmocniłaby za bardzo siłę Habsburgów, którzy u schyłku wieku XVII odebrali Turkom całe Węgry (pokój karłowicki) i zachwiałaby równowagą sił w Europie. Międzynarodowy wymiar wydarzeń w Niemczech umocnił się, gdy elektorowie saski i hanowerski uzyskali trony królewskie poza Rzeszą, odpowiednio w Polsce i Wielkiej Brytanii. W tym samym stuleciu wyrosła także potęga Prus Hohenzollernów, którym to przypadnie rola zjednoczyciela Niemiec w 1871, ponad pół wieku po rozwiązaniu Świętego Cesarstwa. Habsburgowie próbowali doprowadzić do likwidacji państwa pruskiego (wojna siedmioletnia) w porozumieniu z Rosją i Saksonią, jednak ostatecznie Rosjanie zmienili front i od tej pory Prusy stały się, zgodnie z zamierzeniem mocarstw ościennych, przeciwwagą dla Austrii w Rzeszy i Europie. Gdy cesarz Józef II starał się przeprowadzić pewne zmiany i przyłączyć do Austrii Bawarię (w zamian za oddanie dziedzicowi Wittelsbachów Belgii), spotkał się z oporem właśnie Prus, a potem koalicji książąt pod ich przewodem (Liga Książęca powstała w 1785).

Upadek Świętego Cesarstwa Rzymskiego

Przez cały XVI i XVII wiek Francja popierała tendencje odśrodkowe w Rzeszy. Na przełomie wieku XVII i XVIII trzej potężni elektorzy cesarscy zostali królami na terytoriach poza granicami Rzeszy, co znacznie wzmocniło ich pozycję. Elektor hanowerski Jerzy I odziedziczył Wielką Brytanię, elektor saski Fryderyk August I został wybrany królem w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a elektor brandenburski Fryderyk III przybrał sobie tytuł królewski jako władca Prus.

Święte Cesarstwo Rzymskie w 1648 roku; źródło: Wikipedia.

W II połowie XVIII wieku cesarz Józef II Habsburg próbował odnowić autorytet cesarski w Rzeszy, a także powiększyć terytoria bezpośrednio podlegające cesarzowi, poprzez aneksję Bawarii. W 1777 wywołało to wojnę o sukcesję bawarską między Habsburgami a Prusami i Józef musiał z tych planów zrezygnować. W 1785 pod wodzą króla pruskiego Fryderyka II powstał Związek Książęcy (Fürstenbund), konfederacja książąt przeciw próbom ograniczenia ich praw.

W 1803 r. Rzesza Niemiecka znalazła się pod hegemonią Napoleona Bonaparte. 11 sierpnia 1804, wobec fiaska prób uzyskania od książąt Rzeszy dziedziczności tytułu cesarza rzymskiego, Franciszek II Habsburg przyjął dziedziczny tytuł cesarza Austrii, jako Franciszek I. W ten sposób formalnie powstało Cesarstwo Austrii, obejmujące wszystkie dziedziczne posiadłości Habsburgów. Była to również odpowiedź na przyjęcie przez Napoleona tytułu cesarza Francuzów. Przez niecałe dwa lata Franciszek był nazywany „cesarzem Niemiec i Austrii” lub podwójnym cesarzem.

W 1805 r. władcy Bawarii i Wirtembergii, pod protektoratem Napoleona, przyjęli tytuły królewskie, a cesarz rzymski Franciszek II Habsburg musiał zadowolić się deklaracją, że kraje te nie opuszczają w ten sposób Rzeszy. Po klęsce w bitwie pod Austerlitz Franciszek II został przymuszony przez Francuzów do zrzeczenia się godności cesarza rzymskiego i króla niemieckiego (abdykował 6 sierpnia 1806) oraz do zwolnienia swoich wasali ze zobowiązań wobec Cesarstwa.

Państwa Niemieckie w 1812 r. po upadku Świętego Cesarstwa Rzymskiego (Związek Reński), poza Austrią i Prusami; źródło: Wikipedia.

12 lipca 1806 większość państw niemieckich utworzyła Związek Reński (1806-1813), którego Napoleon został oficjalnym protektorem (poza związkiem zostały tylko Austria, Prusy, Brunszwik i Hesja-Kassel). Dzięki temu Napoleon mógł, jako władca Francji i hegemon Niemiec, kreować się na dziedzica dawnego państwa Franków. W ten sposób, po ponad ośmiu wiekach, Święte Cesarstwo Rzymskie przestało istnieć.

Monarchia elekcyjna

Niemcy, a co za tym idzie Cesarstwo, były początkowo związkiem kilku księstw plemiennych (Szwabia, Saksonia, Frankonia, Turyngia, Bawaria). Książęta oraz sam król byli wybierani przez wiece plemienne. Kiedy władza monarsza okrzepła w okresie Ludolfingów i dynastii salickiej, król-cesarz sam mianował książąt, jednak godność królewska i cesarska była nadal elekcyjna. Wiec w swoim wyborze kierował się zdaniem samych książąt, więc z czasem prawa elekcyjne zostały w praktyce zastrzeżone dla nich. Początkowo utarła się reguła, że króla należy wybierać spośród członków rodu jego poprzednika, co umożliwiało praktyczne dziedziczenie tronu. Rzeczywiście, dynastie Ludolfingów, salicka i Hohenstaufów były ze sobą spokrewnione. Dopiero erozja autorytetu monarszego za panowania tej ostatniej dynastii podkopała ową regułę. W początkach okresu Wielkiego Bezkrólewia (1250-1273) wykrystalizowała się grupa najpotężniejszych książąt, którzy w praktyce decydowali o obsadzie tronu. W 1356 cesarz Karol IV Luksemburski nadał temu stanowi kształt formalny w tzw. Złotej Bulli. Grono elektorów tworzyli odtąd: król Czech (wasal króla Niemiec; już w XII w. Fryderyk I Barbarossa i Fryderyk II nadawali władcom czeskim prawa elektorskie) jako cześnik, palatyn Renu jako stolnik Cesarstwa, margrabia Brandenburgii jako komornik Cesarstwa, książę saski jako marszałek Cesarstwa, arcybiskup Moguncji jako arcykanclerz Niemiec, arcybiskup Kolonii jako arcykanclerz Italii oraz arcybiskup Trewiru jako arcykanclerz Burgundii. W średniowieczu papieże częstokroć uzurpowali sobie prawo do wyznaczania osoby cesarza, ponieważ tradycyjnie przysługiwała im rola kapłanów namaszczających i koronujących cesarzy. W 1338 podczas zjazdu w Rhense elektorzy wydali deklarację, w której stwierdzali, że wybrany przez nich król niemiecki jest automatycznie predestynowany do objęcia tronu i nie wymaga niczyjej zgody dla tego aktu.

W okresie nowożytnym skład kolegium elektorskiego poszerzył się. W 1623, po buncie palatyna Renu w czasie wojny trzydziestoletniej, cesarz Ferdynand II Habsburg przeniósł prawa elektorskie na krewnego palatyna, księcia Bawarii. Jednakże w 1648 cesarz musiał przywrócić uprawnienia elektorskie palatynowi reńskiemu, gdyż był to warunek pokoju westfalskiego z Francją i Szwecją. Zarówno Bawaria, jak i Palatynat pozostały elektoratami. W 1692 cesarz Leopold I obdarzył tytułem elektorskim książęta Brunszwiku (Hanoweru). W 1708 akt ten potwierdził Józef I.

Władza monarsza

Władza królewska, początkowo silna, skazana była na erozję z uwagi na elekcyjność tronu, a więc zależność władcy od własnych wasali, dysponentów korony. Hohenstaufowie pozyskiwali środki na kampanie wojenne, sprzedając rozmaite prawa i przywileje królewskie.

W 1220 i 1232 r. Fryderyk II Hohenstauf, w obliczu buntu własnego syna i następcy tronu, był zmuszony wydać szerokie przywileje najpierw dla wasali duchownych, potem także świeckich. W aktach tych przekazywał większość podstawowych uprawnień królewskich (regali, czy też regaliów) w ręce książąt. Odtąd książęta mogli samodzielnie decydować o większości spraw wewnętrznych w swoich księstwach i prowadzić własną politykę. Za każdym razem, kiedy król-cesarz występował z inicjatywą polityczną dla całych Niemiec, musiał otrzymywać na to zgodę książąt zgromadzonych na Sejmie Cesarstwa. Zasada, iż właściwie każdą decyzję cesarza musi zatwierdzić Sejm, utrwaliła się w czasach zamętu Wielkiego Bezkrólewia. W 1356 Złota Bulla Karola IV jeszcze bardziej rozdrobniła prerogatywy monarsze, nadając elektorom prawo majestatu, przez co byli traktowani jak królowie, a ich księstwa stały się niepodzielne. Ponadto ludność księstw elektorskich traciła prawo apelacji do cesarza, a sami elektorowie mogli zawetować każdą decyzję cesarską, jeszcze zanim trafiła pod obrady Sejmu.

W XVI i XVII w. doszło do kolejnych ograniczeń władzy królewsko-cesarskiej. W połowie XVI w. książęta sprzeciwili się pobieraniu przez cesarza stałych podatków bez ich zgody; odtąd cesarz zbierał podatki tylko w miastach cesarskich, od rycerzy cesarskich (wasali niebędących książętami) oraz od Żydów. W 1570, kiedy wobec zagrożenia tureckiego Maksymilian II Habsburg usiłował przeprowadzić reformę systemu obronnego Rzeszy, Sejm odebrał cesarzowi najwyższą władzę w sprawach wojskowych. W 1644 Ferdynand III Habsburg, licząc na poparcie swoich wasali w trakcie rokowań pokojowych z Francją i Szwecją, zezwolił książętom na zawieranie własnych przymierzy, wypowiadanie wojen i zawieranie pokoju. Akt ten potwierdził potem pokój westfalski w 1648. Za panowania Ferdynanda III w 1653 Sejm zakazał cesarzowi nadawania nowym podmiotom politycznym praw stanu Rzeszy bez zgody odpowiedniej kurii sejmowej (elektorów, książąt).

Organy Rzeszy

Organem ustawodawczym był Sejm Rzeszy. Jego struktura ukształtowała się ostatecznie w 1489. Dzielił się on na trzy kurie, które obradowały osobno i których zbiorowy głos traktowano jako jeden. Były to: kuria elektorów, kuria książąt (w jej skład wchodzili wszyscy wasale cesarza: książęta, hrabiowie, biskupi) oraz kuria miast, która aż do 1582 dysponowała jedynie głosem doradczym. Prawa do zasiadania w Sejmie nie mieli hrabiowie obdarzeni tymi tytułami przez książąt ani miasta przez nich założone. W 1663 postanowiono, że Sejm, złożony z reprezentantów cesarza, książąt i miast, będzie obradował bez przerwy w Ratyzbonie jako tak zwana deputacja Rzeszy.

Związek Niemiecki

Na kongresie wiedeńskim cesarz Austrii nie odzyskał tytułu cesarza rzymskiego. Wielka Brytania zaakceptowała Związek Niemiecki jako przeciwwagę dla agresywnej polityki Francji i Rosji. Związek miał zastąpić rozwiązane w 1806 r. Święte Cesarstwo Rzymskie. W jego skład wchodziło początkowo 35 państw (księstwa, królestwa i Cesarstwo Austriackie) i 4 wolne miasta: Brema, Hamburg, Frankfurt nad Menem i Lubeka. Z racji posiadania ziem na terytorium Związku Niemieckiego członkami Związku były też Wielka Brytania (Hanower, do 1837), Holandia (Luksemburg, do 1867) i Dania (Holsztyn, do 1864). Zachodnia część Wielkiego Księstwa Luksemburga została w 1839 przyłączona do Belgii. Prezydentem Związku zostawał każdorazowo cesarz Austrii.

Związek Niemiecki w 1820 roku, główne kraje Cesarstwo Austrii (na żółto) i Królestwo Prus (na niebiesko) nie były całkowicie w granicach Związku (czerwona lina); źródło: Wikipedia.

Związek Niemiecki został rozwiązany 23 sierpnia 1866, po wojnie prusko-austriackiej o Holsztyn (wygranej przez zmodernizowaną armię pruską), na mocy pokoju praskiego. Najważniejszym skutkiem wojny było wycofanie się Austrii z polityki niemieckiej. Był to jeden z etapów jednoczenia Niemiec. Od 1866 r. wzrosła rola Prus, które po wygranej w 1871 r. wojnie z Francją zjednoczyły Niemcy.

Cesarstwo Niemieckie

Konflikt pomiędzy królem Prus Wilhelmem I Hohenzollernem i coraz bardziej liberalnym parlamentem wybuchł w związku z reformami wojskowymi w 1862 r. Król mianował nowego kanclerza, Otto von Bismarcka. Doprowadził on do wojny z Danią w 1864 r. Pruskie zwycięstwo w wojnie z Austrią w 1866 r. umożliwiło utworzenie Związku Północnoniemieckiego (Norddeutscher Bund) i wykluczenia Austrii, dotąd jednego z państw niemieckich, z federacji. Po pokonaniu przez Prusy Francji podczas wojny w 1870 r., w 1871 r. proklamowano Cesarstwo Niemieckie w Wersalu, które połączyło wszystkie państewka niemieckie poza Austrią.

Mapa Cesarstwa Niemieckiego; źródło: Wikipedia.

Prusy, które zajmowały ok. 2/3 powierzchni nowego państwa, zdominowały je. Pruscy królowie z dynastii Hohenzollernów przybrali tytuł cesarski, a Berlin stał się jego stolicą. W kolejnych latach dzięki polityce zagranicznej Bismarck jako kanclerz Niemiec pod rozkazami cesarza zapewnił państwu silną pozycję na arenie międzynarodowej poprzez fałszowanie przymierzy, odosabnianie Francji w sprawach dyplomatycznych i unikanie wojen. Za panowania Wilhelma II Hohenzollerna Niemcy zaczęły stawać się państwem imperialistycznym, co prowadziło do konfliktów z sąsiednimi państwami. W rezultacie konferencji berlińskiej w 1884 r. Niemcy zażądały przyznania wielu kolonii, np. Niemieckiej Afryki Wschodniej, Niemieckiej Afryki Południowo-Zachodniej, Togo oraz Kamerunu. Większość przymierzy, do których dawniej przystąpiły Niemcy, nie zostało odnowionych, a w nowych wykluczono państwo.

xxxxxxxx

A więc I Rzesza była monarchią elekcyjną, w której kolegium elektorskie wybierało króla. To trochę tak, jak obecnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie prezydenta wybiera Kolegium Elektorów Stanów Zjednoczonych. Czyżby inspiracja szła z Niemiec?

Wydawać by się mogło, że takie państwo, stworzone z wielu księstw, księstewek i państewek wasalnych, nie powinno było utrzymać się przez tyle stuleci. A jednak! Jak to było możliwe? Inne państwa doświadczały rozbicia dzielnicowego i upadały bądź traciły część swego terytorium. Zapewne było wiele czynników, które o tym decydowały. I pewnie nie dowiemy się, dlaczego tak było. Pozostają tylko spekulacje i domysły. Być może jednym z tych czynników było centralne położenie na kontynencie i brak wrogów. Może były jeszcze jakieś inne siły, które powodowały, że tych wrogów nie było, a jeśli byli, to za słabi, by zagrozić.

W 1526 roku Habsburgowie, dzięki układom z Jagiellonami przejmują trony czeski i węgierski. W ten sposób powstała unia personalna Niemiec, Czech i Węgier. Trochę to dziwne. Potężna dynastia Jagiellonów, która szuka pomocy w małym Królestwie Polskim osłabia się niejako na własne życzenie. A przecież w konfrontacji z rosnącą potęgą Moskwy każda pomoc się liczyła. W ten sposób Jagiellonowie kierują się na wschód i wkrótce, bo w 1569 roku, powstaje nowe państwo, którego zachodnia granica przez ponad 200 lat jest oazą spokoju. Ta unia to gwarancja, że to nowe państwo nie upomni się o Śląsk i Pomorze Zachodnie.

W XVII i XVIII wieku państwa niemieckie weszły na drogę absolutyzmu. Rzesza stała się związkiem państw zdolnych do wspólnego działania w chwilach silnego zagrożenia zewnętrznego – wojny z Turcją osmańską i Francją Ludwika XIV. Czyli Sobieski – nie mając w tym żadnego interesu, bo Turcy nie zagrażali Rzeczypospolitej – pobiegł pod Wiedeń bronić I Rzeszy. A skoro ta Rzesza potrzebowała pomocy, to znaczy, że nie było tak, jak pisze Wikipedia, że sama potrafiła się obronić. Bardzo możliwe, że Francja – najpotężniejsze i najludniejsze wówczas państwo w Europie, powstrzymywana przez jakieś nieznane siły – nie wykorzystała okazji do osłabienia Rzeszy.

I Cesarstwo Francuskie w 1812 roku; źródło: Wikipedia.

Co się nie udawało innym przez wieki, jakimś dziwnym trafem, udało się Napoleonowi. Podbił on Europę kontynentalną, a więc i I Rzeszę, z której 12 lipca 1806 roku utworzył Związek Reński, ale do którego to Związku nie włączył Austrii, którą pokonał pod Austerlitz 2 grudnia 1805 roku i Prus, które pokonał pod Jeną i Auerstedt 14 października 1806 roku. Czy dlatego, że oba państwa, jeszcze jako części składowe Rzeszy, brały wcześniej udział w rozbiorach Rzeczypospolitej i jej terytoria automatycznie znalazłyby się w obrębie Związku Reńskiego?

Po kongresie wiedeńskim powstaje Związek Niemiecki, który rozpada się po wojnie prusko-austriackiej w 1866 roku. Do wojny dochodzi, jak pisze Wikipedia, z powodu sporu o Holsztyn. Co najmniej dziwne, bo po co Austrii duński Holsztyn, skoro znalazł się on w obrębie Związku Niemieckiego, którego prezydentem był cesarz Austrii? Chyba jedynym wytłumaczeniem było to, że Austria miała się stać oddzielnym państwem. Tylko po co? Przecież była sojusznikiem Prus w I wojnie światowej. Chyba tylko po to, by mógł po niej nastąpić rozpad Austro-Węgier i mogły powstać nowe państwa: Austria i Czechosłowacja. A po co one? Chyba tylko po to, by przed II wojną światową Hitler mógł dokonać aneksji Austrii i Czech, czyli państw, które przed 1866 rokiem były częścią Związku Niemieckiego, a jeszcze wcześniej częścią I Rzeszy.

A po co po II wojnie światowej przyznano Polsce tzw. Ziemie Odzyskane, czyli poniemieckie. Chyba tylko po to, by Niemcy mogły je kiedyś odebrać. Zjednoczenie Niemiec i brak uregulowania kwestii prawnej tych ziem doprowadzi do ich odzyskania przez Niemcy. To tylko kwestia czasu. W polityce zawsze musi być jakiś ruch, jakieś zmiany. Jedne państwa powstają, drugie znikają. A wszystko to w wyniku wojen. I właśnie m.in. po to jest ta wojna na Ukrainie.

Republika Nowogrodzka

W średniowieczu istniała w Republice Nowogrodzkiej forma demokracji zwana demokracją feudalną lub bojarską, jak to określają Rosjanie. Istniała przez ponad 300 lat, a więc dłużej niż Rzeczpospolita Obojga Narodów. Obojga, czyli Rusinów i Litwinów, bo to ich interesy próbowała realizować. Trwała ona od 1569 do 1795 roku, czyli 226 lat. Republika Nowogrodzka trwała 342 lata, a więc o 116 lat dłużej. Można powiedzieć, że ustroje obu tworów miały ze sobą coś wspólnego, bo RON też była demokracją feudalną, ale zwano ją dla niepoznaki demokracją szlachecką. To ma bardziej pozytywny wydźwięk. Może więc warto bliżej przyjrzeć się Republice Nowogrodzkiej Może więc warto bliżej przyjrzeć się Republice Nowogrodzkiej – państwu, które trwało dłużej niż RON i było od niej większe pod względem obszaru. Wikipedia pisze:

Republika Nowogrodzka, Rzeczpospolita Nowogrodzka – średniowieczne państwo ruskie istniejące w latach 1136–1478, położone pomiędzy Morzem Bałtyckim a Syberią. Powstało na skutek usamodzielnienia się Księstwa Nowogrodzkiego w czasie rozbicia dzielnicowego Rusi. W państwie o ustroju feudalnym rozwinęła się z czasem specyficzna forma demokracji.

Położenie Republiki Nowogrodzkiej; źródło: Wikipedia.

W wyniku rozdrobnienia Rusi Kijowskiej zapoczątkowanego śmiercią Jarosława Mądrego (1054), północna jej część – Księstwo Nowogrodzkie, uzyskało niezawisłość. Stolicą księstwa był największy ruski gród – Nowogród Wielki, z którym powiązane są początki państwowości ruskiej. W państwie tym szybko rozwinęła się specyficzna demokracja: zgromadzenie obywateli miasta (wiec), kupców i bojarów, wybierało najemnego władcę – księcia (mogło go też usunąć). Stąd też państwo to jest nazywane potocznie przez Rosjan Republiką Bojarską. Bojarzy i kupcy mieli znaczący wpływ na decyzje wiecu. Wybuchały też okresowo bunty spowodowane konfliktami społecznymi (1136, 1207, 1215, 1228).

Rządy Aleksandra Newskiego

Po klęsce sił rusko-połowieckich w bitwie nad Kałką (1223) Batu-chan podbił wszystkie państwa ruskie z wyjątkiem księstw połockiego, pińskiego oraz Republiki Nowogrodzkiej, która jednak zmuszona była uznać zwierzchność Mongołów i opłacać aż do końca swego istnienia trybut. Tatarzy nie przejęli bezpośrednich rządów w podbitych księstwach, zadowolili się każdorazowym zatwierdzaniem kandydata do tronu w każdym z nich.

W okresie panowania mongolskiego wodzem dużej rangi i zręcznym politykiem okazał się książę nowogrodzki Aleksander Newski z rodu Rurykowiczów. W 1236 został wybrany na księcia Nowogrodu. W tym czasie na zachodzie coraz większe zagrożenie stwarzał Zakon kawalerów mieczowych, a z północy zaczęli zagrażać Szwedzi. Aleksander Newski pokonał Szwedów w bitwie nad Newą (1240), stąd wziął się jego przydomek. W 1242 r. na zamarzniętym jeziorze Pejpus zwyciężył wojska Zakonu kawalerów mieczowych i zdobył Psków, co zapobiegło ekspansji Zakonu na ziemie ruskie. Następnie pokonał najeżdżające Nowogród wojska litewskie.

Będąc doskonałym dyplomatą, jednocześnie zawierał z Tatarami okresowe porozumienia. W 1249 r. otrzymał jarłyk na tytuł księcia kijowskiego, a w 1252 r. – wielkiego księcia włodzimierskiego. W 1257 r. odbył wraz z Tatarami ekspedycję karną do Nowogrodu, powstrzymującego się z wypłatą danin. Począwszy od 1259 r. Republika Nowogrodzka stała się częścią tzw. „iga mongolsko-tatarskiego”, systemu feudalnych zobowiązań i zależności ziem ruskich względem siebie oraz Złotej Ordy.

Tak to opisuje Wikipedia. Inaczej rozkłada akcenty Ryszard Kapuściński w swoim zbiorze reportaży Imperium (2001):

„Nowogród był w średniowieczu słynnym miastem, czymś w rodzaju Florencji czy Amsterdamu północy – dynamicznym skupiskiem handlu i rzemiosł, kwitnącym wiekami ośrodkiem wszelkich sztuk, zwłaszcza architektury sakralnej i malarstwa ikon. Istniał tu unikalny ustrój polityczny. Przez 400 lat (XI-XV wiek) Nowogród był rodzajem niezależnej samorządnej republiki feudalnej, w której najwyższą władzą był wiec ludności miejskiej i okolicznego wolnego chłopstwa. Ludność wybierała księcia, który sprawował w jej imieniu rządy i mógł być w każdej chwili odwołany. Jak na te czasy i na tę część świata były to zwyczaje niebywałe. Symbolem wolności i samodzielności tego miasta-państwa był wielki dzwon, którym zwoływano mieszkańców na wiec. Toteż kiedy Iwan III moskiewski podbił ostatecznie Nowogród w 1478 roku i nakazał ów dzwon usunąć, oznaczało to, że miasto utraciło swoją niezależność. Są historycy, którzy uważają, że był to jeden z tych dziejowych momentów, które rozstrzygnęły o kierunku, w jakim poszła Moskwa i Rosja. Nowogród był miastem demokratycznym, ludowładczym, otwartym na świat, utrzymującym kontakty z całą Europą. Moskwa była ekspansywna, przesiąknięta wpływami mongolskimi, wroga wobec Europy, wchodząca już z wolna w mroczną epokę Iwana Groźnego. Gdyby więc Rosja poszła drogą nowogrodzką, mogłaby stać się innym państwem niż to, na którego czele stanęła Moskwa. Ale stało się inaczej.”

Wielka Encyklopedia Powszechna PWN (1966) pod hasłem „Nowogród Wielki”, opierając się na radzieckich opracowaniach z lat 50-tych i 60-tych, opisuje dosyć obszernie zjawisko, jakim była Republika Nowogrodzka. Poniżej fragmenty:

Położony po obu stronach rzeki Wołchow, połączony mostem, na którym odbywały się wiece, z rozległym zespołem miejskim z kremlem arcybiskupim w centrum, grodem-rezydencją książęcą oraz kilkoma klasztorami poza obrębem murów, z licznymi przystaniami i faktoriami kupców cudzoziemskich, liczył już na początku XI wieku ok. 15 tysięcy mieszkańców, ich liczba w XIV-XV wieku sięgała 70-80 tysięcy. Nowogród Wielki stanowił ośrodek miejski o wyjątkowej koncentracji właścicieli ziemskich, którzy stąd zarządzali swymi dobrami, pośrednio lub bezpośrednio uczestnicząc w handlu, przede wszystkim produktami swych włości; kilkadziesiąt rodzin bojarskich skupiało w swoim ręku ponad połowę zagospodarowanej ziemi. Ważną rolę odgrywało kupiectwo, nastawione na handel dalekosiężny, pośredniczące w wymianie towarowej pomiędzy Europą Wschodnią a Północno-Zachodnią. Było ono ściśle powiązane z miastami hanzeatyckimi, skąd sprowadzano sukna, sól, metale i broń, ałun, konie, wina, śledzie, itp. Znaczną rolę odgrywali drobni handlarze, głównie wędrowni kramarze, skupujący i sprowadzający z odległych terenów towary eksportowe (futra, skóry, wosk, len, konopie). Wyraźnie rysował się też proces przenikania zamożnego mieszczaństwa do klasy feudalnych właścicieli ziemi. Liczna ludność rzemieślnicza produkowała na chłonny rynek miejski, zaspokajała potrzeby wsi nowogrodzkiej, pracowała też na eksport do krajów Europy Zachodniej (garbarstwo, wyprawianie futer i wstępna obróbka surowców – lnu, konopi, wosku i in.), zaopatrywała myśliwskie ludy Północy w różne wyroby żelazne. Pokaźną warstwę ludności miejskiej N.W. tworzyli różnego autoramentu luźni ludzie, stanowiący klientelę bojarów i kupców nowogrodzkich. Im głównie zawdzięczał N.W. skolonizowanie olbrzymiego terytorium. Supremacja polityczna w stosunku do rozległego zaplecza, ekspansja kolonizatorska realizowana przez możnych, ale angażująca zastępy szeregowych Nowogrodzian, wpływała na układ sił i specyfikę ustrojową N.W.

Ustrój tego miasta stanowił swoistą formę demokracji feudalnej. Najwyższym organem władzy był wiec – zgromadzenie całej wolnej ludności miejskiej i wiejskiej, na którym reprezentowana też była ludność innych ośrodków miejskich ziemi nowogrodzkiej. W praktyce władza republiki należała do bojarskiej rady panów pod przewodnictwem wybieranego przez wiec arcybiskupa. Wiec również zapraszał księcia i mógł go, co się często zdarzało, usunąć. Rola książąt sprowadzała się do funkcji naczelnego dowódcy (przy czym jego drużyna nie miała prawa przebywać w mieście) i niektórych kompetencji sądowych. Politykę księcia kontrolował wiec i wybrany przezeń posadnik. Prawa i obowiązki księcia określała za każdym razem zawierana z nim umowa (najstarsza zachowana z księciem twerskim Jarosławem z 1264 roku). Rywalizacja między książętami ruskimi o tron nowogrodzki, tradycyjne związki N.W. z innymi ziemiami Rusi rosnącą więzią gospodarczą, znajdowały odbicie w walce różnych orientacji politycznych w łonie klasy panującej N.W. o udział w rządach i podział zysków. Odwoływały się one w tej walce do szerokich rzesz społeczeństwa nowogrodzkiego w pewnym stopniu mających udział w korzyściach z eksploatacji terenów podbitych. Niekiedy, jak np. w 1418 roku, ścieranie się orientacji politycznych przeradzało się w walki o charakterze klasowym, które w latach 1421 i 1446-47 przybrały postać powstań ludowych.

Rozmach życia politycznego i gospodarczego sprzyjał rozkwitowi kultury (bogate dziejopisarstwo od XI w., architektura, rzeźba, malarstwo).

Samodzielność polityczna N.W. była możliwa w warunkach rozdrobnienia feudalnego, zaczęła jednak maleć w miarę jego przezwyciężania. W XIII wieku w N.W. zarysowała się przewaga wpływów książąt suzdalskich (potem włodzimierskich) na politykę wewnętrzną. Próby zachowania pewnej równowagi przez zapraszanie książąt z innych dzielnic częstokroć zawodziły. Przez presję gospodarczą w postaci odcięcia dowozu zboża książęta włodzimierscy zapewniali przewagę w rządach swojemu stronnictwu; między innymi przez dłuższy czas księciem nowogrodzkim był Aleksander Newski, kilkakrotnie zapraszany i usuwany. Za jego czasów udało się N.W. zwycięsko odeprzeć ekspansję szwedzką (nad rzeką Newą w 1240 roku) i krzyżacką (na Lodowym Pobojowisku w 1242 roku), co umocniło handlową i polityczną rolę N.W. wobec sąsiadów.

W XIV wieku trzy ośrodki aspirujące do roli jednoczyciela ziem ruskich (Moskwa, Twer i Wilno) konkurowały o wpływy w N.W. Utrzymywał on jednak względną niezależność dzięki okupom i zmianom orientacji. Gdy przewaga Księstwa Moskiewskiego okazała się oczywista, warstwa rządząca podjęła próbę ratowania samodzielności N.W. przez zawarcie traktatu z Kazimierzem Jagiellończykiem 1470, który respektując tradycyjny układ sił w N.W., miał mu zapewnić ochronę przed Księstwem Moskiewskim. Trwale jednak związki gospodarcze, religijne i narodowościowe, których wyrazicielem stała się opozycja promoskiewska, oraz klęska zadana oddziałom nowogrodzkim w 1471 roku przez wojska moskiewskie przesądziły sprawę. W 1478 roku Iwan III położył kres niezawisłości N.W., a dla zapobieżenia dalszym próbom separatystycznym uwięził i zmusił do rezygnacji arcybiskupa, ściął 150 przywódców i w latach osiemdziesiątych wysiedlił ponad 10 tysięcy rodzin gł. bojarskich i kupieckich, sprowadzając na ich miejsce ludność z Rusi Zaleskiej. N.W. i wszystkie należące doń ziemie weszły w skład państwa moskiewskiego. N.W. zachował swoje znaczenie gospodarcze w XVI w., do czasów zniszczenia w 1570 roku przez opriczników Iwana Groźnego, upatrującego w N.W. jednego z głównych wrogów swej władzy.

xxxxxxxx

Przedstawiłem trzy opisy Republiki Nowogrodzkiej: Wikipedii, Kapuścińskiego i Wielkiej Encyklopedii Powszechnej. Kapuścińskiego jest bardzo ogólnikowy, co wynika z natury reportażu. Tu nie ma miejsca na jakąś drobiazgową analizę. Niemniej jednak wspomina o rozwoju kultury i sztuki w republice, jako czynniku wyróżniającym ją na tle pozostałych księstw feudalnych. Wikipedia natomiast informuje o obecności Mongołów, o czym nie wspomina Wielka Encyklopedia Powszechna, której opis jest najpełniejszy i pozwala na wyobrażenie sobie, czym była ta republika.

WEP używa określenia „handel dalekosiężny”, nie chcąc użyć określenia „handel międzynarodowy”, co niemal od razu kojarzy się z Żydami. A to wskazuje, że ta warstwa kupiecka w tej republice, to byli właśnie Żydzi. Zresztą wszędzie tak było. Wspomina ona też o innej warstwie w tej republice: „Pokaźną warstwę ludności miejskiej N.W. tworzyli różnego autoramentu luźni ludzie, stanowiący klientelę bojarów i kupców nowogrodzkich. Im głównie zawdzięczał N.W. skolonizowanie olbrzymiego terytorium”. A więc byli to ludzie, którzy pełnili w Republice Nowogrodzkiej funkcję zbliżoną do tej, która przypadła w udziale konkwistadorom hiszpańskim. I pewnie tak jak ci konkwistadorzy, tak i on byli w większości Żydami. I to oni zapoczątkowali podbój Syberii.

„Supremacja polityczna w stosunku do rozległego zaplecza, ekspansja kolonizatorska realizowana przez możnych, ale angażująca zastępy szeregowych Nowogrodzian, wpływała na układ sił i specyfikę ustrojową N.W.” – Tak to ładnie zostało ujęte, ale w praktyce oznaczało to niewolnictwo dla pozostałej części ludności.

„Ustrój tego miasta stanowił swoistą formę demokracji feudalnej. Najwyższym organem władzy był wiec – zgromadzenie całej wolnej ludności miejskiej i wiejskiej, na którym reprezentowana też była ludność innych ośrodków miejskich ziemi nowogrodzkiej. W praktyce władza republiki należała do bojarskiej rady panów pod przewodnictwem wybieranego przez wiec arcybiskupa.” – Czyli zupełnie tak samo, jak obecnie w „Polsce”. Można by więc naszą obecną demokrację nazwać feudalną. Zamiast wiecu mamy wybory, zamiast rady bojarskiej – rząd, zamiast arcybiskupa – prezydenta.

Aleksander Newski był kimś w rodzaju dzisiejszego kontraktora. Podpisywał umowy i zobowiązywał się do wykonania zadania. „Będąc doskonałym dyplomatą, jednocześnie zawierał z Tatarami okresowe porozumienia. W 1249 r. otrzymał jarłyk na tytuł księcia kijowskiego, a w 1252 r. – wielkiego księcia włodzimierskiego. W 1257 r. odbył wraz z Tatarami ekspedycję karną do Nowogrodu, powstrzymującego się z wypłatą danin.” A więc do tego Nowogrodu, dla którego wcześniej pokonał Szwedów (1240) i wojska Zakonu (1242).

„Toteż kiedy Iwan III moskiewski podbił ostatecznie Nowogród w 1478 roku i nakazał ów dzwon usunąć, oznaczało to, że miasto utraciło swoją niezależność. Są historycy, którzy uważają, że był to jeden z tych dziejowych momentów, które rozstrzygnęły o kierunku, w jakim poszła Moskwa i Rosja. Nowogród był miastem demokratycznym, ludowładczym, otwartym na świat, utrzymującym kontakty z całą Europą. Moskwa była ekspansywna, przesiąknięta wpływami mongolskimi, wroga wobec Europy, wchodząca już z wolna w mroczną epokę Iwana Groźnego.”

Tak to interpretuje Kapuściński, ale nie chciał on zauważyć, że podbicie Nowogrodu nastąpiło dopiero w momencie wycofania się Mongołów. Wprawdzie Wikipedia pisze, że Republika Nowogrodzka zachowała niezależność, „jednak zmuszona była uznać zwierzchność Mongołów i opłacać aż do końca swego istnienia trybut”. Innymi słowy musiała płacić Mongołom podatki, co w praktyce oznacza zależność. Mongołowie nie ingerowali w sprawy podbitych państw. Ograniczali się do wyznaczenia księcia i pobierali podatki. W 1257 Aleksander newski odbył wraz z Tatarami ekspedycję karną do Nowogrodu, powstrzymującego się z wypłatą danin. Począwszy od 1259 r. Republika Nowogrodzka stała się częścią tzw. „iga mongolsko-tatarskiego”, systemu feudalnych zobowiązań i zależności ziem ruskich względem siebie oraz Złotej Ordy. Nie ingerowali oni w sprawy ustrojowe danego państwa, co widać na przykładzie Republiki Nowogrodzkiej. Zrobił to dopiero Iwan III po wycofaniu się Mongołów. Czy można zatem mówić, że Moskwa była przesiąknięta wpływami mongolskimi? Przecież Mongołowie od 1223 roku do 1478 roku, czyli przez 255 lat pozwalali na istnienie tej republiki. To dłużej niż istniała RON.

„W 1478 roku Iwan III położył kres niezawisłości N.W., a dla zapobieżenia dalszym próbom separatystycznym uwięził i zmusił do rezygnacji arcybiskupa, ściął 150 przywódców i w latach osiemdziesiątych wysiedlił ponad 10 tysięcy rodzin gł. bojarskich i kupieckich, sprowadzając na ich miejsce ludność z Rusi Zaleskiej.”

Jak widać na powyższym przykładzie wysiedlenia i przesiedlenia, to nie XX-wieczny wynalazek. Jest to skuteczny sposób na podporządkowanie sobie podbitego państwa i zneutralizowanie lokalnego społeczeństwa poprzez zastrzyk obcej ludności. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę Stalin, przesiedlając na ziemie poniemieckie mniejszości kresowe, co dla nich oznaczało przesiedlenie na Zachód. I w tym też celu przesiedlono po 24 lutego 2022 roku miliony Ukraińców do Polski. W ten sposób zmarginalizowano ludność, której władza nie jest pewna. Nowi przybysze, których uprzywilejowano w stosunku do ludności miejscowej, będą jej całkowicie posłuszni. Wiedział o tym nie tylko Stalin, również Iwan III.

Podsumowując, można powiedzieć, że demokracja bojarska niczym się nie różniła od naszej obecnej demokracji: „W praktyce władza republiki należała do bojarskiej rady panów pod przewodnictwem wybieranego przez wiec arcybiskupa”. Czyli wiecujący mogli tylko wybrać władzę i na tym kończyła się ich rola. Dokładnie tak samo jest obecnie.

Grecja

Kiedy czyta się podręczniki historyczne lub książki, to najczęściej opisują one powstanie nowych państw jako wynik powstań czy wojen narodowowyzwoleńczych, które wybuchają spontanicznie. Żadne z nich nie wyjaśniają, skąd się biorą ci powstańcy, skąd mają pieniądze i broń. A przecież bez broni i pieniędzy nie sposób walczyć. Bardzo ciekawym przypadkiem tego zagadnienia jest sposób, w jaki Grecy wywalczyli sobie niepodległość na początku XIX wieku w 1822 roku. Artur Bojarski w książce Navarino 1827 (Bellona, 2007) zamieszcza pewne informacje, które ułatwiają odpowiedzi na postawione pytania. Pisze on m.in.:

„Turcy osmańscy podbili Półwysep Bałkański w XIV wieku, w ciągu dwustu lat stopniowo opanowując tereny byłego cesarstwa bizantyjskiego, z wyjątkiem niewielkich greckich terytoriów pozostających pod władzą Wenecjan. Egipt i północne wybrzeża Afryki zostały przyłączone do państwa otomańskiego już w pierwszej połowie XV wieku. Na tle posiadłości tureckich w Afryce, Bałkany stanowiły prawdziwą mozaikę narodowościową i religijną; zarządzanie tymi terytoriami było prawdziwą zmorą dla centralnych władz w Stambule. W XIX wieku władze ottomańskie nadal rządziły imperium w tradycyjny sposób, właściwy państwom orientalnym. Porta ottomańska (rząd osmański) była przez osobiste układy silnie powiązana z lokalnymi satrapami, takimi jak Ali Pasza w Epirze czy Muhamed Ali w Egipcie, sprawującymi w imieniu sułtana władzę na podbitych terytoriach. Na najniższym szczeblu drabiny społecznej znajdowali się muzułmańscy chłopi i chrześcijańscy poddani, finansowo utrzymujący państwo przez system płaconych przez siebie podatków i haraczy.

Poważny problem dla władzy tureckiej stanowił separatyzm albańskich bejów, rządzących swymi ziemiami pod teoretycznym zwierzchnictwem sułtana. W drugim dziesięcioleciu XIX wieku na terytoriach greckich władzę stopniowo przejmował albański muzulmanin Ali Pasza, zwany Lwem z Janiny, który panował nad greckimi ziemiami do 1822 roku. Rządził posługując się starymi osmańskimi metodami, polegającymi na wyróżnianiu pewnych elit społecznych, które mógł później, niemal jak suwerenny książę, wykorzystywać w swojej niezależnej wobec Stambułu polityce. Ali Pasza opierał się na wielkich posiadaczach ziemskich, greckich przedsiębiorcach handlowych oraz dowódcach oddziałów paramilitarnych, zwanych armatolami.

Skoro opierał się na wielkich posiadaczach ziemskich i przedsiębiorcach handlowych, to znaczy, że był od nich zależny finansowo. A stąd już łatwo wywnioskować, od kogo tak naprawdę był zależny i komu podlegały te oddziały paramilitarne.

Słabość floty osmańskiej i anarchia u greckich wybrzeży sprawiła, że rozwijał się tu na wielką skalę proceder piracki. Wewnątrz lądu, dokąd uciekali chłopi z wybrzeża, źródło anarchii stanowili różnego rodzaju zbiegowie, wyrzutki, awanturnicy i rozbójnicy, zwani kleftami. Ci młodzi ludzie uciekali w góry, by uniknąć aresztowania przez władze tureckie, a ich bandy liczyły do kilkudziesięciu członków. Ali Pasza często udzielał amnestii przywódcom band kleftów – kapitanosom, a następnie werbował ich do swojej służby, by położyli kres rozbojom w górach. Armatolowie stali się za panowania Alego w latach dwudziestych XIX wieku elitą władzy na ziemiach greckich. Istnienie tych paramilitarnych oddziałów, kontrolowanych przez Greków, umożliwiło powstanie greckich oddziałów partyzanckich. Po wybuchu powstania oddziały te stały się podstawą greckich sił zbrojnych walczących przeciw tureckiemu okupantowi.

Mam więc taką sytuację, że teoretycznie podległy sułtanowi albański muzułmanin – Ali Pasza, tworzy oddziały paramilitarne, które podlegają Grekom i które będą walczyć przeciwko władzy sułtana.

Cios zadany ottomańskiej władzy w Grecji został jednak wymierzony z zewnątrz. Pod ideologicznym wpływem rewolucji francuskiej i liberalnych powstań w Hiszpanii i Neapolu wykształceni na zachodzie Europy oraz w Rosji Grecy założyli elitarny ruch na rzecz wyzwolenia Grecji – Filiki Eteria.

Pod ideologicznym wpływem rewolucji francuskiej i liberalnych powstań w Hiszpanii i Neapolu – po nitce do kłębka.

W wyniku wojen rosyjsko-tureckich drugiej połowy XVIII wieku Rosja wyparła Turków osmańskich z Krymu i północnego wybrzeża Morza Czarnego. Rosyjska władczyni Katarzyna II nadała nowo założonym miastom bizantyjskie nazwy (Eupatoria, Sewastopol czy Odessa) oraz zaoferowała przybywającym tam Grekom dużą niezależność finansową i treny do osadnictwa. Wielu Greków skorzystało z tej oferty.

W 1814 roku trzech kupców – Athanasios Tsakalof, Emmanuel Xanthos i Nikolaos Skoufas – założyło w Odessie partię Filiki Eteria (dosłownie: Przyjacielskie Stowarzyszenie). Wiadomość o stowarzyszeniu rozprzestrzeniła się szybko na wszystkich ziemiach greckich i organizacja ta zaczęła zbierać fundusze na ewentualną walkę zbrojną o niepodległość. W tym czasie rosła pozycja bogatych greckich rodów w Konstantynopolu – fanariotów. Wkrótce zdominowali oni polityczną scenę społeczności greckiej w tym mieście i również rozpoczęli przygotowania do przyszłej walki zbrojnej. Najwybitniejszymi przedstawicielami tej partii byli Aleksandros Mawrokordatos i Aleksandros Ipsilantis.”

Natomiast Wikipedia tak opisuje Filiki Eteria:

„Filiki Eteria (dosłownie „Stowarzyszenie Przyjaciół”) – tajne greckie stowarzyszenie działające na początku XIX wieku na rzecz wyzwolenia Greków spod panowania tureckiego. Nieodwracalnie zapoczątkowało proces rozpadu imperium osmańskiego.

Filiki Eteria była jedną z licznie powstających od końca XVIII wieku heterii – tajnych stowarzyszeń. Heteria to nazwa, którą określano w starożytnej Grecji nieformalne stowarzyszenia arystokratyczne, a w Grecji nowożytnej stowarzyszenia naukowe, gospodarcze lub polityczne. Filiki Eteria została powołana w 1814 roku w rosyjskiej wówczas Odessie. Rosję postrzegano jako sojusznika greckich walk wyzwoleńczych, m.in. z uwagi na wspólne wyznanie, częste przenikanie się żywiołów greckiego i rosyjskiego i częste wojny rosyjsko-tureckie. Odessę zasiedlała liczna, dwujęzyczna ludność autochtoniczna greckiego pochodzenia i osiedlała się tu także nowa, grecka imigracja z Imperium Otomańskiego. Grecy zamieszkiwali wtedy większość wybrzeży Morza Czarnego, większą część północno-wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego i niemal wszystkie wyspy. Znaczące w swych krajach greckie społeczności pozostawały w bliskich wzajemnych kontaktach. Filiki Eteria została założona przez trzech średniozamożnych kupców i w pierwszym okresie rozwijała się dzięki atrakcyjności wolnościowej idei, bez przywództwa, gdyż nieujawnianie osób przywódców tłumaczono konspiracją. Przy szybkim wzroście zaprzysiężonych członków, w Rosji na czoło wysunął się Aleksander Ipsilantis (pochodzący z rodziny Greków fanariockich generał carski, syn hospodara Mołdawii Konstantyna Ipsilanti, zmuszonego do emigracji do Rosji). W Grecji najważniejszym animatorem spisku stał się grecko-prawosławny duchowny Grigirios Dikeos, szerzej znany jako Papaflessas. Jako Archimandryta, Papaflessas bez przeszkód, a początkowo także bez wzbudzania podejrzeń podróżował osobiście lub słał licznych duchownych między klasztorami i znaczącymi rezydencjami Peloponezu, synchronizując kolejne centra spisku.

W marcu 1821 roku wybuchło w Grecji powstanie zorganizowane przez Filiki Eterię. W jego początkowym okresie rzeczywiste kierownictwo objął Papaflessas. Wkrótce dostał się do Grecji książę Dimitris Ipsilantis, brat Aleksandrosa, oficer rosyjski wykształcony także na Zachodzie. Ipsilantisowi kilkukrotnie powierzano następnie zwierzchnie dowództwo wojskowe, choć raczej honorowe, niż rzeczywiste. W owym okresie rzeczywiste kierownictwo wojskowe raczej wypływało z narad samodzielnych ekonomicznie dowódców polowych, niż było jednoosobowe.”

Z tego opisu z Wikipedii można wywnioskować, że ci rozproszeni po wybrzeżach i wyspach Grecy, to po prostu greccy Żydzi, podobnie zapewne jak ci kupcy, którzy założyli stowarzyszenie. I nawet ci greccy wojskowi z Rosji nie byli dopuszczani do faktycznego kierowania powstaniem. Bardzo podobnie jak w Polsce, gdzie powstania wywoływali Żydzi.

Walki w Grecji trwały już 6 lat i praktycznie powstanie zakończyło się klęską Greków. Bojarski pisze:

»W czerwcu 1827 roku twierdza poddała się Turkom na korzystnych dla obrońców warunkach. Wojsko greckie mogło wyjść z bronią i innym sprzętem, a ludności cywilnej miasta pozwolono zabrać swoje osobiste rzeczy.

Tak zakończyła się ostatnia wielka epopeja greckiego powstania. Pogrom wojsk greckich i perspektywa klęski powstania sprawiły, że zapadła decyzja o podjęciu przez mocarstwa ofensywy dyplomatycznej. Sumienie europejskich rządów poruszył także fakt, że Ateny – stara kolebka europejskiej cywilizacji – wpadły w ręce tureckich barbarzyńców. Od upadku Akropolu interwencja mocarstw zachodnich i Rosji była tylko kwestią czasu.

6 lipca 1827 roku zostało zawarte w Londynie przymierze angielsko-francusko-rosyjskie tzw. Triplealliance.

Zgodnie z układem Wielka Brytania, Francja i Rosja, proponując swoją mediacje, zażądały od Turcji zawieszenia broni i rozpoczęcia rokowań z Grekami. Oficjalnie artykuły konwencji londyńskiej potwierdzały wolę mocarstw, by Grecja uzyskała autonomię w ramach państwa tureckiego. Grecy mieli otrzymać prawo kupna ziemi tureckiej, ale musieli uznać zwierzchnictwo Porty, której mieli płacić roczną daninę. W konwencji znalazł się także tajny artykuł, zaproponowany przez stronę rosyjską, mówiący o tym, że jeśli Turcy odrzucą żądania sprzymierzonych, to ci „przeprowadzą uspokojenie południowego Bałkanu, w imię ładu i spokoju, uczuć humanitarnych i religijnych oraz narażonych swoich interesów handlowych (korsarstwo i zamykanie cieśnin), siłą zbrojną”. Tajny układ rozumiano jednak jako ostateczność – żaden z sygnatariuszy (szczególnie Anglicy) nie chciał go na serio zastosować. W dniu 16 sierpnia 1827 roku posłowie mocarstw sprzymierzonych przedstawili Turcji ustalenia konwencji londyńskiej. Porta pewna swej siły, nie przyjęła propozycji sprzymierzonych do wiadomości. W dniu 31 sierpnia sułtan jeszcze raz oficjalnie odrzuci deklarację angielsko-rosyjsko-francuską, mówiąc, że Porta nigdy nie zgodzi się na mediację mocarstw na korzyść Greków i będzie broniła swych spraw własnymi siłami. Ambasadorowie mocarstw sprzymierzonych wydali więc kolejną notę, informująca o skutkach tej decyzji. Poinformowali mianowicie, że nie zrywając przyjacielskich stosunków z rządem Turcji, zmuszą wojska otomańskie do zaprzestania wrogich działań w stosunku do Grecji. Odpowiedź była jeszcze bardziej kategoryczna niż poprzednio.

Przed koalicjantami stanęła perspektywa zastosowania w praktyce tajnego artykułu konwencji londyńskiej. W Europie wyrażano entuzjazm i ulgę, że w końcu cywilizowane państwa Europy postanowiły nie patrzeć bezczynnie na grecki dramat. Prawie wszystkie gazety europejskie donosiły na pierwszych stronach, że mocarstwa postanowiły zatamować rozlanie krwi greckiej i wyprawią wspólną flotę, która zbierze się na Morzu Śródziemnym. Gazety angielskie dowodziły, że: „Usiłowania sułtana w opieraniu się potężnym mocarstwom będą bezskuteczne…”. Z drugiej jednak strony prasa brytyjska spekulowała, iż „… rząd turecki przychyli się do żądania mocarstw sprzymierzonych”. Akcentowano także pokojowy charakter misji, dowodząc, ze „celem mocarstw sprzymierzonych nie jest prowadzenie wojny, ale owszem jej odwrócenie”. Formalnie droga do interwencji była już otwarta (zgoda rządów) i mocarstwa trójprzymierza rozpoczęły przygotowania do przeprowadzenia operacji pokojowej w celu rozdzielenia walczących stron i zaprowadzenia pokoju na południowym cyplu Półwyspu Bałkańskiego.

W dniu 7 września 1827 roku admirał Codrington otrzymał z Londynu rozkaz, aby nie dopuścić okrętów muzułmańskich do Grecji, na co było już jednak za późno. Olbrzymia flotylla turecko-egipska przecięła spokojnie Morze Śródziemne i zawinęła do zatoki Navarino u południowo-zachodnich wybrzeży Peloponezu, dokąd przybiły również okręty angielskie. Wkrótce do blokujących muzułmańską flotę okrętów wojennych Codringtona dołączyła eskadra francuska De Rigniego i okręty rosyjskie admirała Heldena. Codrington, jako już dowódca połączonych flot, nie miał dobrego zdania o swoich kolegach. Admirał Heiden był według Codringtona „zwyklym oficerem marynarki i robił to, czego od niego wymagano, de Rigny popierał Egipt i nienawidził Greków, a jego postępowanie w dużej mierze było uzależnione od faktu, że wśród kadry oficerskiej we flocie egipskiej służyło wielu francuskich najemników”. Codrington doskonale pamiętał niedawne czasy wojen napoleońskich, wiedział także, że nienawiść między Rosjanami i Francuzami utrzymywała się jeszcze dwanaście lat po wielkich wojnach. Być może dlatego też brytyjski admirał umieścił swoje okręty pośrodku, aby rozdzieliły eskadry rosyjską i francuską. Obawy, że dojdzie między nimi do wymiany ognia, okazały się później na szczęście zupełnie bezpodstawne.

Mapa Zatoki Navarino; źródło: angielska Wikipedia.

Zatoka Navarino to wymarzone miejsce na port i przystań dla statków płynących wzdłuż zachodnich wybrzeży Peloponezu. Ten naturalny port szerokości około pięciu kilometrów osłaniany jest od częstych w tym rejonie sztormów przez dwie wyspy: małą Pylos i dużą Sfakterię. Wejścia do portu broniły potężne forty, pamiętające czasy panowania weneckiego: Stare i Nowe Navarino, usytuowane z obu stron wejścia do zatoki.

To doskonałe miejsce na koncentrację floty było świadkiem jednej z najsłynniejszych bitew starożytności. W czasie wojny peloponezkiej między Atenami a Spartą flota ateńska okrążyła i wzięła do niewolo oddział Spartan obozujących na Sfakterii. To, że świetni, walczący zawsze do końca, żołnierze spartańscy poddali się wrogom, było dla ówczesnych obserwatorów czymś wcześniej niespotykanym. Jak się okazało, wydarzenie na zatoce Navarino, które nastąpiło 2252 lata później, również zaskoczyło świat.«

Cóż tam takiego się stało? Jasno i precyzyjnie opisuje to Mała Encyklopedia Wojskowa, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1970.

„Navarino, obecnie Pilos, zatoka na pd.-zach. wybrzeżu Peloponezu, w Grecji, osłonięta od strony morza wyspą Sfakterią.

20 X 1827 bitwa morska podczas greckiej wojny wyzwoleńczej 1821-29. Flota ang.-franc.-ros.-gr. (12 okrętów liniowych, 11 fregat i 8 mniejszych jednostek z 1275 działami; dca wiceadm. Codrington) miała wykonać demonstrację w celu zmuszenia Turków do zawieszenia broni z powstańcami gr. Podległe Codringtonowi jednostki bez walki wpłynęły do zatoki i zakotwiczyły w środku półksiężyca utworzonego przez jednostki tur.-egip. (3 okręty liniowe, 16 fregat, liczne mniejsze jednostki z 2250 działami). Z niewyjaśnionej przyczyny (zapewne prowokacyjne zabicie franc. parlamentariusza) flota Codringtona rozpoczęła ogień. Flota tur.-egip. poniosła druzgocącą klęskę, straciła 1 okręt liniowy, 12 fregat, 22 korwety, 25 mniejszych jednostek i 4000 ludzi. Straty Codringtona: 182 zabitych i 445 rannych.”

Walki na lądzie toczyły się jeszcze przez dwa lata, ale ta bitwa miała decydujący wpływ na odzyskanie przez Grecję niepodległości. Trudno tak naprawdę zrozumieć jak mogło dojść do tak wielkich strat po stronie turecko-egipskiej i tak małych po stronie mocarstw europejskich. Nie chce mi się wierzyć, że Turcy i Egipcjanie byli tak nieporadni, zwłaszcza, że wśród Egipcjan byli francuscy oficerowie najemnicy. Mieli oni prawie dwa razy więcej dział niż koalicja europejska. Poza tym u wejścia do zatoki, od strony osłaniającej ją wyspy i z drugiej strony, na lądzie, Turcy również mieli działa, których mogli użyć w trakcie walki, czyli zaatakować przeciwnika od tyłu. Jeśli tak się nie stało, to jedyne wytłumaczenie, to zwyczajna ustawka lub sabotaż, że strony dowództwa tureckiego. Z drugiej strony w bitwie pod Synopą w 1853 roku pomiędzy flotą rosyjską a osmańską podczas wojny krymskiej, Turcy ponieśli ogromne straty, a Rosjanie wyszli prawie bez szwanku. Być może flota turecka służyła tylko do przewozu armii lądowej. A jeśli tak, to po co podejmowała walkę z góry skazaną na porażkę?

W końcowej części książki autor pisze:

»W konsekwencji uznano, że konferencja państw w sprawie Grecji odbędzie się w Londynie. Tam też, pod wpływem Brytyjczyków, mocarstwa określiły terytorium nowego państwa greckiego w węższych niż wcześniej projektowano granicach (obawiano się kontroli finansowej Petersburga nad greckim rządem).

Linia graniczna według poprzednich ustaleń międzynarodowych miała przebiegać przez góry od zatoki Wolos na wschodzie do zatoki Arta na zachodzie. Po konferencji granica miała być przesunięta na południe. Na wschodzie zaczynała się w Zeitouni, trochę na północ od Termopili, i biegła przez kraj w kierunku Vrachori aż do rzeki Aspropotamos, aby połączyć się z morzem na zachód od Missolungi. Włączone zostały zatem z państwa greckiego m.in. Akarnania i Tesalia, które Grecy ostatnio zdobyli.

Te istotne ustalenia przeprowadzono w Londynie bez konsultacji ze stroną grecką, a nawet bez porozumienia z nią. Mimo to Zgromadzenie Narodowe Greków wydało dekret godzący się na to rozwiązanie. Pod wpływem ambasadora brytyjskiego „reprezentanci narodu greckiego” postanowili nie przekazywać prezydentowi uprawnień do udziału w negocjacjach; wymuszono także na nim, aby zgodził się na wprowadzenie w życie ustaleń z Londynu. Prezydent grecki Kapodistrias nie został zaproszony do żadnych negocjacji ani nawet nie był poinformowany o przebiegu rozmów w sprawach jego kraju. Grecja walcząca prawie dziesięć lat z okrutnym wrogiem i ciesząca się sympatią całego cywilizowanego świata została utworzona przez mocarstwa jako – cytując „The Annual Register” – „rzecz do przekształcania dla własnej przyjemności”.

Oręż rosyjski, wywalczywszy sobie drogę do Stambułu, okazał się bezradny wobec zdecydowanego sprzeciwu brytyjskiej dyplomacji. Politycy z Downing Street strzegli wpływów angielskich nad Bosforem, ale powrót do status quo na Bałkanach sprzed wojny rosyjsko-tureckiej (1828-1829) nie był już możliwy. Rywalizacja rosyjsko-brytyjska w tym zapalnym rejonie Europy będzie miała swoje apogeum w czasie wojny krymskiej i wojny domowej w Grecji w latach czterdziestych XIX wieku. Proces kształtowania nowożytnego państwa greckiego znajdzie swój epilog w traktacie londyńskim zawartym 3 lutego 1830 roku, kiedy to mocarstwa zgodziły się w końcu przyznać niepodległej Grecji Peloponez, środkową Grecję, cześć Tesalii i kilka wysp archipelagu greckiego.«

Jak widać na przykładzie Grecji,wielkie mocarstwa traktują małe państwa i narody instrumentalnie, nie licząc się zupełnie z ich zdaniem. W XIX wieku wielcy tego świata uznali, że na tym etapie rozwoju potrzebne są im państwa narodowe i zaczęli je tworzyć poprzez dezintegrację niektórych imperiów, jak choćby osmańskiego, austriackiego, czy hiszpańskiego w Ameryce Łacińskiej. Powstanie nowych państw poprzedzały oczywiście powstania narodowe i wojny narodowowyzwoleńcze. Wszystko to niby spontaniczne, ale dlaczego akurat mniej więcej w tym samym czasie? Trend ten jeszcze przeciągnął się na okres po I wojnie światowej, gdy powstała II RP. Oczywiście ona też powstała z woli wielkich mocarstw, a nie dlatego, że Polacy sobie to państwo wywalczyli, jak się nam wmawia. Te państwa powstawały najczęściej tak, by od razu rodzić konflikty i w tym wypadku II RP jest wzorcowym przykładem tego, jak stworzyć państwo, by było w nim jak najwięcej konfliktów narodowościowych. W przypadku Grecji też było chyba nie do końca tak, jakby sobie tego Grecy życzyli, skoro w latach czterdziestych XIX wieku, a więc w zaledwie 10 lat po zdobyciu niepodległości, wybucha tam wojna domowa. Dziś, gdy państwa narodowe spełniły swoją rolę, są one likwidowane poprzez tworzenie państw wielonarodowych.

My obecnie w Polsce doświadczamy na własnej skórze, jak instrumentalnie Amerykanie traktują Polskę. Zrobili sobie z niej zaplecze logistyczne do prowadzenia wojny na Ukrainie, a jak uznają za stosowne, to zmuszą Polaków do walki w nieswojej sprawie.

Kryzys przysięgowy

Jak zwykle w listopadzie nie da się uniknąć tematyki związanej z odzyskaniem niepodległości. To, czy święto to powinno obchodzić się w taki czy inny dzień, jest sprawą drugorzędną. Ważniejsze są inne. Warto wracać do tamtych wydarzeń, bo powtórka, jak mawiali Rzymianie, jest matką nauki. Czasem jednak przy tej powtórce może pojawić się jakieś skojarzenie, którego wcześniej nie było, a które wiele wyjaśnia z tamtych wydarzeń, wydarzeń wcześniejszych niż sam moment ogłoszenia niepodległości. Skojarzenie to pojawiło mi się po przeczytaniu fragmentu Dziennika Marii Dąbrowskiej z 1916 roku, a dotyczyło tzw. kryzysu przysięgowego i wycofania Legionów z frontu. Czy ktoś z tych ludzi, którzy wezmą udział w różnych marszach z okazji Święta Niepodległości, które to marsze są według mnie zwyczajną paranoją, czy ktoś z nich słyszał o tym kryzysie przysięgowym i jego konsekwencjach? Podejrzewam, że większość z pozostałych również o nim nie słyszała. Warto więc temat przybliżyć, szczególnie w takim momencie. Poniżej fragment wspomnianego Dziennika:

„Już pod samym Lublinem wyminął nas odkryty samochód, w którym zobaczyłam dwie znajome postacie: pułkownika Władysława Sikorskiego i dr Stanisława Kota. Jechali najwidoczniej do Lublina w celu stworzenia lub (jeżeli istniały) wzmocnienia tam placówek Departamentu Wojskowego, tak jak ja jechałam w związku z projektowaną rozbudową placówki Pierwszej Brygady. Zabawiło mnie żałośnie porównanie mojej skromnej osoby i podróży z tą wspaniałą jazdą dwu tak poczesnych osobistości.

Rozbrat między dwoma wyżej wymienionymi, jakby dziś powiedziano, ośrodkami dyspozycji polskiego działania politycznego (Departament Wojs. i Pierwsza Bryg.) stawał się coraz głębszy, co dla mnie i dla Mariana osobiście było bardzo bolesne, gdyż widzieliśmy pewne racje i pewne błędy z obu stron – jednak racje nie chciały się zejść, a błędy nie chciały się do siebie przyznać.

Po zajęciu przez Państwa Centralne całego zaboru rosyjskiego, polityka Piłsudskiego zyskała znacznie mocniejsze podstawy, gdyż większość nadającej ton życiu duchowemu inteligencji warszawskiej i warszawskich polityków sprzyjała daleko bardziej Komendantowi niż galicyjskiemu N.K.N.-owi (Naczelny Komitet Narodowy – przyp. W. L.) – czuła się w klimacie Pierwszej Brygady, z której głównymi postaciami była już dawniej zżyta – bardziej swojo.

Zarysowujące się na tym tle różnice – pominąwszy liczne szczegóły oraz grające, niestety, dużą rolę uprzedzenia dzielnicowe – przedstawiały się mniej więcej w następujący sposób. Stanowisko Piłsudskiego przy zachowaniu minimum nieuniknionej ze względów strategicznych zależności od państw centralnych było nieprzejednane w sprawie bezpośredniego dążenia do zupełnej niepodległości. W związku z tym i w wyniku załamywania się Rosji, Piłsudski uważał za konieczne natychmiastowe podjęcie przygotowań do walki także i z Niemcami, w którym to celu wstrzymał werbunek do umundurowanych i walczących na froncie szeregów, a natomiast organizował przez swych ludzi tajną Polską Organizację Wojskową, znaną pod skrótem P.O.W.

N.K.N.-iści ze swej strony, nie wyrzekając się oczywiście zupełnej niepodległości, sądzili, że zmuszeni będziemy w sposób nieunikniony przejść przez okres niepodległości ograniczonej w postaci jakiejś szeroko autonomicznej czy federacyjnej łączności z Austrią. Do tego stosując bieżącą politykę, uważali, że ani na chwilę nie wolno rezygnować z werbunku do Legionów (których tworzyła się już 3-cia brygada), będących najpoważniejszym atutem w przyszłej rozgrywce o stopień naszej samodzielności. Niezależnie zaś od tego twierdzili, (i mieli w tym słuszność) że nie powinniśmy rozprzęgać raz ustanowionych szeregów, które jako kadry polskiego wojska okażą się w przełomowej chwili nagląco potrzebne bez względu na wynik wojny, a więc także i na wypadek zwycięstwa Anglii i Francji. N.K.N.-iści rozumieli też naturalnie grozę niemiecką, ale jako przeciwwagę tego niebezpieczeństwa widzieli tylko wygrywanie antagonizmów austryacko-pruskich.”

I dalej:

„Wracając do spraw listopadowych, mnie i moich znajomych znacznie więcej od aktu 5-go listopada obchodził nowy ciężki kryzys we frontowych oddziałach Legionów. Piłsudski był już w otwartym zatargu z wojskowymi władzami austryackimi, oficerów zwalniał masowo do podziemnej roboty wojskowej, a i sam niebawem podał się do dymisji. Dowództwo nad wszystkimi oddziałami Legionów objął z ramienia wojskowości austryackiej gen. Szeptycki (później pod koniec wojny gen-gub. lubelski na miejsce v. Cucka), którego brać żołnierska przywitała okrzykami: – „Oddaj Dziadka!” (tak nazywano w wojsku Piłsudskiego). Szeptycki uchodził za przyzwoitego człowieka. Nie wiem czy on, czy inne czynniki dokazały tego, co jedynie pozostawało w tych dramatycznych okolicznościach do zrobienia – mianowicie wycofania Legionów z frontu. Miały pójść na zimowe leże do Baranowicz i Pułtuska, a więc na teren okupacji niemieckiej dotychczas dla nich niedostępny. Oficerowie Piłsudskiego, przeszli ten kryzys tak ciężko, że jeden z nich, obiecujący uczony geolog, Albin Fleszar, odebrał sobie życie za pomocą japońskiego harakiri.”

Tu jest bardzo ważna informacja, na którą wcześniej nie zwróciłem uwagi, bo nie wiedziałem wtedy tego, co teraz wiem. Pod koniec 1916 roku Legiony zostały wycofane z frontu, z jego południowego skrzydła, gdzie walczyły po stronie Austriaków. Zostały przerzucone na północ na niemiecką stronę. Nie przypadkiem. Od 1917 do 1921 istniała Ukraińska Republika Ludowa. Najwyraźniej były tam zbędne. A jak dalsze wypadki pokazały – Niemcom również.

Akt 5 listopada 1916 roku – obietnica powstania Królestwa Polskiego. 15 stycznia 1917 roku powstaje Tymczasowa Rada Stanu, powołana przez niemieckie i austro-węgierskie władze okupacyjne. Po kryzysie przysięgowym w dniu 25 lipca 1917 roku TRS wybrała Radę Regencyjną, która 11 listopada 1918 roku przekazała Piłsudskiemu władzę nad wojskiem, a 14 listopada całość władzy zwierzchniej, po czym rozwiązała się. Tak więc, czy to się komu podoba, czy – nie, to państwo polskie zaczynają tworzyć niemieckie i austriackie władze okupacyjne. Mitem jest więc, że Polacy sami sobie wywalczyli niepodległość. I nie zrobił też tego Piłsudski ze swoimi Legionami.

5 listopada 1916 roku w wyniku konferencji w Pszczynie władze niemieckie i austro-węgierskie wydały proklamację z podpisami swych generalnych gubernatorów von Beselera i Kuka, zawierającą obietnicę powstania Królestwa Polskiego, pozostającego w niesprecyzowanej „łączności z obu sprzymierzonymi mocarstwami”. W akcie tym nie określono granic przyszłej monarchii, a jej status wyrażało słowo „samodzielne”, zamiast – „niepodległe”. Dokument zawierał też sformułowania dotyczące polskiej armii.

Po bitwie pod Kościuchnówką (4-6 lipca 1916), w której I Brygada Legionów Polskich walcząca po stronie Austro-Węgier zapobiegła przerwaniu frontu przez wojska rosyjskie, generał Erich Ludendorff, generalny kwatermistrz Armii Cesarstwa Niemieckiego, napisał list do władz w Berlinie, postulując utworzenie zależnego od Niemiec państwa polskiego i zbudowanie polskiej armii. Jego zdaniem mogło to dać Niemcom zwycięstwo na froncie wschodnim.

Tymczasowa Rada Stanu, ustanowiona przez niemieckie i austro-węgierskie władze okupacyjne w Królestwie Polskim, powstała w styczniu 1917 roku. Została ona utworzona na podstawie rozporządzeń generalnych gubernatorów warszawskiego i lubelskiego z 6 grudnia 1916 roku. Inauguracja TRS odbyła się 14 stycznia 1917 roku na Zamku Królewskim w Warszawie, gdzie generalni gubernatorowie warszawski i lubelski wręczyli członkom dekrety nominacyjne. Na drugim posiedzeniu Rady, w dniu 17 stycznia, wybrano wydział wykonawczy, w skład którego wchodziło 9 osób, w tym Józef Piłsudski (Referat Wojny).

Tymczasowa Rada Stanu uchwaliła 3 lipca 1917 roku projekt tymczasowej organizacji polskich naczelnych władz państwowych, w którym zarezerwowała dla siebie uprawnienie do powołania regenta. W dniu 25 lipca, po kryzysie przysięgowym, TRS wybrała Radę Regencyjną w osobach Aleksandra Kakowskiego, Zdzisława Lubomirskiego i Wacława Niemojowskiego, a następnie złożyła na jej ręce swój mandat. W tym składzie Rada nie uzyskała akceptacji państw okupacyjnych. Ostatecznie w skald Rady Regencyjnej weszli Aleksander Kakowski, Zdzisław Lubomirski i Józef Ostrowski. 3 stycznia 1918 roku Rada wydała dekret o tymczasowej organizacji Władz Naczelnych w Królestwie Polskim.

Tak więc o składzie Rady Regencyjnej decydowali Niemcy, co jest o tyle istotne, że ta Rada przekaże 14 listopada władzę Piłsudskiemu. Istotny był też ten kryzys przysięgowy. Był on związany z odmową złożenia przysięgi na wierność Królestwu Polskiemu i dotrzymanie braterstwa broni wojskom Niemiec i Austro-Węgier do końca wojny przez żołnierzy Legionów Polskich (głównie I i III Brygady). Miał on miejsce 9 i 11 lipca 1917 roku. Piłsudski, mający największe wpływy w Legionach, zalecił legionistom, by nie składali przysięgi. Większość żołnierzy I i III Brygady demonstracyjnie uchyliła się od niej 9 lipca 1917 roku. Przysięgę złożyła tylko większość żołnierzy II Brygady, od samego początku słabo związanych z Piłsudskim (jej dowódcą był Józef Haller). Żołnierze ci zasilili „Polnische Wehrmacht”, nazwany tymczasem Polskim Korpusem Posiłkowym pod niemieckim dowództwem i rekrutowanym z poboru.

Legioniści, którzy odmówili złożenia przysięgi zostali internowani w dwóch obozach: żołnierze w obozie w Szczypiornie (tam grali w piłkę ręczną i stąd jej nazwa „szczypiorniak”), zaś oficerowie w Beniaminowie. W nocy z 21 na 22 lipca 1917 roku Józef Piłsudski i Kazimierz Sosnkowski zostali aresztowani. Po krótkim pobycie w kilku więzieniach Piłsudskiego przewieziono do Magdeburga, gdzie przebywał w ścisłej izolacji w twierdzy wojskowej. Dopiero w sierpniu 1918 roku umieszczono wraz z nim Sosnkowskiego.

To są informacje z Wikipedii, a więc powszechnie dostępne, gdyby komuś chciało się w niej poszperać. Widać wyraźnie, że motorem tych wszelkich działań destrukcyjnych był Piłsudski, ale on tylko wykonywał rozkazy Niemców. To był figurant, wykreowany przez swoich nieznanych przełożonych na bohatera narodowego i twórcę odrodzonego państwa, prawdopodobnie poziomem intelektualnym zbliżonym do poziomu Jarosława Kaczyńskiego, dla którego jest Piłsudski wzorem.

Tak więc pod koniec 1916 roku Legiony zostają wycofane z frontu, ale jeszcze wcześniej, jak pisze Dąbrowska, Piłsudski wstrzymuje werbunek do umundurowanych i walczących na froncie szeregów, a organizuje przez swoich ludzi tajną Polską Organizację Wojskową (POW). Skąd miał pieniądze i dlaczego Austriacy tolerowali, wbrew własnemu interesowi, tego typu działanie. Pewnie jakaś siła wyższa tak zarządziła.

Głównym reprezentantem nacjonalizmu ukraińskiego w XX w. była Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), powstała w 1929 roku w Wiedniu z połączenia kilku mniejszych organizacji, przede wszystkim Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, utworzonej w 1920 roku. Według Grzegorza Motyki, historyka, nazwa organizacji nieprzypadkowo nawiązywała do nazwy Polskiej Organizacji Wojskowej, a członkowie UWO odwoływali się do polskich doświadczeń z okresu walk o niepodległość. A skoro nieprzypadkowo, to prawdopodobnie ci sami ludzie tworzyli obie organizacje. Wychodzi więc na to, że to Piłsudski lub jego ludzie utworzyli Ukraińską Organizację Wojskową.

Wątki się mnożą i przeplatają, gra jest coraz bardziej misterna, a jej cele niezrozumiałe dla ówczesnych obserwatorów, tak jak dla nas niezrozumiałe i nieznane są cele obecnej wojny na Ukrainie. W tamtym czasie, ci którzy reżyserowali ówczesne wydarzenia, uznali, że wówczas wojsko polskie było zbędne i mogło tylko przeszkodzić w realizacji zamierzonych celów. Ale jak się go pozbyć? Tu z pomocą przyszedł Piłsudski i wywołany przez niego tzw. kryzys przysięgowy. Skoro żołnierze odmówili złożenia przysięgi, to nie pozostało nic innego, jak ich internować w obozach do czasu, gdy staną się potrzebni, to znaczy do 1920 roku. Ten kryzys to niby miała być manifestacja patriotyzmu.

W tamtym czasie, w latach 1916-1918, silne i regularne wojsko polskie na froncie wschodnim było tak samo niewygodne Niemcom, jak w czasie II wojny światowej niezależne od Stalina polskie wojsko walczące na froncie wschodnim. Gdyby istniało to silne wojsko polskie na froncie wschodnim, to nie byłoby możliwe jego osłabienie w wyniku rewolucji bolszewickiej w Berlinie 7 listopada 1918 roku, bo wprawdzie wojsko niemieckie uległoby rozsypce, co się stało, ale zostałoby wojsko polskie. To wojsko niekoniecznie musiałoby stać tak daleko na wschodzie. Mogłoby cofnąć się do linii Curzona i strzec innych granic i być bardzo przydatnym w czasie plebiscytów na Śląsku i na Mazurach, np. zapobiec najazdowi Niemców z Niemiec zachodnich na czas głosowania. Tak się nie stało, bo w tym czasie było zajęte walką z bolszewikami i dopiero na tę wojnę zostało użyte. Polskie ziemie pozbawione ochrony, a wojsko polskie walczy o to, by mogło dojść do mordu katyńskiego i rzezi wołyńskiej. (Ta interpretacja jest błędna, bo nie uwzględniała istnienia Ober-Ostu; właściwa jest w blogu Analogie – uwaga z dnia 20.03.25).

Warto jeszcze zapoznać się z tym, co pisze o Piłsudskim Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, W-wa 1966. A pisze m.in.:

Po wybuchu I wojny światowej skierował na Kielce (zajęte 12 VIII 1914) tzw. kadrową kampanię strzelców („kadrówka”) i – bez powodzenia – przygotowywał grunt do powstania ludności Królestwa Polskiego przeciw Rosji; z jego inspiracji powstała w tym czasie Polska Organizacja Narodowa, przeciwstawiająca się Naczelnemu Komitetowi Narodowemu w Galicji; nieudana próba odegrania samodzielnej roli politycznej skłoniła Piłsudskiego do podporządkowania się NKN-owi i rozwijania działalności w ramach Legionów Polskich; został komendantem I Brygady Legionów. W tym czasie zaczęła się kształtować legenda wokół jego osoby jako przywódcy walk niepodległościowych. Zaistniałe wówczas konflikty z Komendą Legionów (gł. z szefem sztabu kpt. W. Zagórskim i szefem Departamentu Wojskowego NKN mjr W. Sikorskim) oraz orientacja na współpracę głównie z Niemcami, a nie z Austrią, skłoniły Piłsudskiego pod koniec września 1916 do opuszczenia Legionów. Po akcie 5 listopada 1916 został członkiem Tymczasowej Rady Stanu oraz szefem jej departamentu wojskowego; 1917 przeszedł do opozycji wobec TRS i okupacyjnych władz niemieckich (domagał się utworzenia rządu polskiego) i zainicjował rozbudowę Polskiej Organizacji Wojskowej (utworzonej w sierpniu 1914 w celu prowadzenia dywersji na tyłach wojsk rosyjskich), kierując tym razem jej działalność przeciw Niemcom; jego politykę realizował Konwent Organizacji A; aresztowany przez Niemców 22 VII 1917, w związku z tzw. kryzysem przysięgowym w Legionach (lipiec 1917) został osadzony wraz z K. Sosnkowskim w twierdzy magdeburskiej, po zwolnieniu 10 XI 1918 przybył do Warszawy, gdzie następnego dnia Rada Regencyjna przekazała mu władzę wojskową, a 14 XI – władzę zwierzchnią nad krajem;

Encyklopedia wspomina o Organizacji A. – w związku z tym wypada zapoznać się z tym, co i o niej pisze:

ORGANIZACJA A, utworzona w połowie 1917 roku tajna grupa skupiająca działaczy mających duże wpływy w PPS, PSL – „Wyzwolenie”, PSL – „Piast”, Stronnictwie Niezawisłości Narodowej i Zjednoczeniu Stronnictw Demokratycznych i realizujących linię polityczną J. Piłsudskiego; odpowiednikiem wśród prawicy miała być Organizacja B. Na czele O.A. Stał Konwent; działalnością O.A. kierował, po aresztowaniu Piłsudskiego, J. Moraczewski (przewodniczący), E. Rydz-Śmigły (sprawy wojskowe) i L. Wasilewski (sekretarz); Konwent dysponował POW; 1919 O.A. znana była jako Związek Wolności.

Tu już nic nie trzeba dodawać. Tu jest po prostu opis tajnej organizacji, ale też można z tego faktu wyciągnąć wniosek, że skoro Piłsudski, za pośrednictwem swoich tajnych współpracowników, miał pod kontrolą partie polityczne, to i on był odpowiedzialny za to szerzenie się partyjniactwa i anarchię sejmową, z którymi to zjawiskami „walczył” i w tym celu dokonał zamachu stanu. Bardzo nie lubił on Polski i Polaków. Znane jest jego powiedzenie, że dla Polaków można jeszcze coś zrobić, z Polakami – nic. Wyjątkowo cyniczne bydle.

Wypada jeszcze przytoczyć, co m.in. ta encyklopedia pisze o POW:

„Polska Organizacja Wojskowa (POW), tajna organizacja powstała z inicjatywy J. Piłsudskiego w sierpniu 1914 w Warszawie, wkrótce po wybuchu I wojny światowej, ze zjednoczenia oddziałów wojskowych Związku Strzeleckiego i Polskich Drużyn Strzeleckich; działała w Królestwie Polskim, potem również w Galicji, na Ukrainie i w Rosji. POW prowadziła na tyłach wojsk rosyjskich wywiad i akcje dywersyjne; po zajęciu 1915 Królestwa Polskiego przez wojska niemieckie i austriackie, część członków POW wstąpiła do I Brygady Legionów Polskich; w połowie 1916 POW liczyła ok. 5 tys., wiosną 1917 ok. 13 tys. osób. Jeszcze pod koniec 1915, po odrzuceniu przez okupacyjne władze niemieckie i austriackie postulatu niezależności Legionów Polskich, Piłsudski wstrzymał dopływ członków POW do Legionów oraz wydał polecenie intensywnego szkolenia ich w półlegalnych szkołach i na kursach wojskowych. Akcjom podejmowanym przez POW patronował Centralny Komitet Narodowy, utworzony w grudniu 1915 z inicjatywy Piłsudskiego przez reprezentantów lewicy aktywistycznej (aktywiści). W dniu 17 I 1917 POW podporządkowała się Tymczasowej Radzie Stanu, lecz w czerwcu tegoż roku odmówiła jej dalszego poparcia, motywując to faktem, iż TRS ogłosiła werbunek do wojska nie wyłoniwszy uprzednio rządu; organizowany w lipcu tzw. kryzys przysięgowy w Legionach Polskich doprowadził do ich rozbicia, a POW przeszła ponownie do działalności konspiracyjnej, podporządkowana faktycznie kierownictwu Organizacji A. POW uczestniczyła w przejmowaniu władzy od Austriaków w Galicji, stanowiła siłę zbrojną rządu ludowego utworzonego 6/7 XI 1918 w Lublinie i brała udział (listopad) w rozbrajaniu Niemców na terenie Królestwa Polskiego. W grudniu 1918 została wcielona do Wojska Polskiego.

W lutym 1918 została utworzona w Poznaniu przez Wincentego Wierzejewskiego odrębna POW zaboru pruskiego, na którą oddziaływała również Narodowa Demokracja; POW zaboru pruskiego wysunęła hasło oderwania Wielkopolski od Niemiec, a jej członkowie wzięli udział w powstaniu wielkopolskim.

19 II 1919 (ładna data, taka przypadkowa? – przyp. W. L.) została utworzona POW Górnego Śląska; stanowiła ona główną siłę zbrojną podczas powstań śląskich.”

Widać więc wyraźnie, że w pewnym okresie POW robiła wszystko, by wojsko polskie zbyt wcześnie nie weszło do walki. Właściwy moment nadszedł w grudniu 1918, gdy, po listopadowej rewolucji, niemieccy żołnierze na wschodnim froncie masowo dezerterowali i wracali do domów. Natomiast filie poznańska i śląska, czyli tajne organizacje, wywołały powstanie wielkopolskie i powstania śląskie.

Gdybym opisał na jakimś forum internetowym, jak działał system partyjny u progu II RP i rolę Piłsudskiego w destabilizowaniu prac sejmu i poszczególnych partii, to zapewne wielu skomentowałoby to jako teorię spiskową, ale tak to opisała PRL-owska Wielka Encyklopedia Powszechna, a przynajmniej takie wnioski nasuwają się po przeczytaniu tego opisu. Przyznam, że mnie samemu trudno w to uwierzyć, że w tym świecie wszystko jest wyreżyserowane, że wojny są zaplanowane, że system partyjny i demokracja są fikcją, że historia jest totalnie zakłamana, ale im więcej czasu poświęcam na analizę tych zjawisk, tym bardziej wszystko zaczyna się układać w logiczną całość. Najśmieszniejsze jest w tym wszystkim to, że często wcale nie trzeba mieć dostępu do jakichś tajnych archiwów. Wystarczy tylko skojarzyć pewne fakty, których nikt nie ukrywa i nie kwestionuje. Tak mało i tak dużo zarazem.

W niektórych środowiskach toczą się spory o to, kiedy powinno być obchodzone święto niepodległości. Czy 11 listopada, czy może 28 czerwca, gdy podpisano traktat wersalski? Są to spory jałowe, bo II RP to było jedno wielkie masońskie gnojowisko, które wciągnęło Polaków do wojny z daleko silniejszym przeciwnikiem, wojny, której nie można było wygrać, wojny, która unicestwiła dopiero co rodzącą się polską inteligencję i umocniła i tak już dominującą pozycję Żydów w Polsce. Naprawdę nie ma powodów, by pojawienie się II RP na mapie świata traktować jako odzyskanie przez Polaków własnego państwa. Tak przecież nie było.

Feudalna I RP

W swoich blogach często podkreślam swój negatywny stosunek do I Rzeczypospolitej i w niej upatruję źródła tego wszelkiego zła, które do dziś trapi Polskę. Przyczyną tego zła był feudalny ustrój I RP, która rozwijała się w odwrotnym kierunku niż Europa zachodnia, w której już od czasu krucjat słabnął feudalizm i zaczęły tworzyć się nowoczesne społeczeństwa. W Polsce ustrój feudalny i niewolnictwo chłopów trwało aż do połowy XIX wieku. A więc dopiero jakby wczoraj, w porównaniu z Europą zachodnią, skończył się w Polsce feudalizm i niewolnictwo. To bardzo krótki okres na wykształcenie się nowego społeczeństwa, które i tak zostało pozbawione tej szansy ze względu na nietrwałe granice i przesiedlenia ludności. Jak mi powiedział kolega, bywały we Włoszech, w jednym z miast zobaczył aptekę, która istnieje w tym samym miejscu nieprzerwanie od XIII wieku. Trwałość i niezmienność są jednymi z tych niezbędnych czynników, które decydują o kształcie i rozwoju państw i społeczeństw.

Jednym ze źródeł, które dostarczają prawdziwej wiedzy o tym, czym była I RP, jest książka Władysława Łozińskiego Życie polskie w dawnych wiekach. Po raz pierwszy została ona wydana we Lwowie w 1907 roku. Kolejne wydania pojawiały się w latach 1911 (Lwów), 1921, 1927, 1930, 1934, 1937, 1958 i 1964. Ja mam egzemplarz wydany w 1964 roku. Później wydawano ją jeszcze w latach 1974, 1978, 1989, 2006, 2015. Książka ta jest dostępna na Allegro, a więc nie jest to jakiś unikat, ale jej treść nie przebiła się do powszechnej świadomości. Inna sprawa, że ludzi czytających książki jest coraz mniej.

Wybrałem z tej książki pewne fragmenty, które charakteryzują tych feudałów i ogólnie szlachtę i, jak sądzę, ułatwiają zrozumienie tej polskiej rzeczywistości, którą kiedyś satyryk Tadeusz Ross określił mianem kraju Zulu-Gula. Brzemię tego feudalnego tworu, jakim była I RP, do dziś ciąży na charakterze i mentalności wielu ludzi mieszkających w państwie zwanym jeszcze Polską.

»Przed wiekiem XVI murował tylko grodotwórczy osadnik niemiecki, pierwszy organizator, fortyfikator i rzemieślnik miast głównych na polskiej ziemi. Nie tylko w XV, ale jeszcze w XVI i XVII wieku budują się z drzewa nawet wielkopańskie rezydencje, nawet obronne zamki. Tę przewagę, albo raczej tę wyłączność architektury drewnianej w Polsce, oddaje dobrze słownik starych aktów i zapisków, w którym architectus oznacza zawsze tylko cieślę; architekt zaś w dzisiejszym znaczeniu tego słowa nosi nazwę murator albo lapicida, jakby wyraźna wskazówka, że budowniczym polskim par excellence był cieśla. Polska zaczęła się gęściej murować dopiero w XVI wieku, którego ostatnie dziesięciolecie wraz z pierwszą połową XVII wieku jest porą najbardziej ożywionego budowniczego ruchu. Nawet główne miasta ozdabiają się dopiero w tym czasie wspanialszymi dziełami kościelnej i świeckiej architektury, a wszystkie niemal głośne i mniej głośne zamki, dochowane dotąd w całości lub ruinie, siedziby możnowładczych rodów, powstały w XVI lub XVII wieku.

Wszystkie zamki budowane w ciągu XVI i w pierwszej połowie XVII wieku były obronne, a podzielić się dadzą na dwa typy, tj. zamki ściśle zwarte, w których obronność była głównym celem, a pomieszkanie jako takie miało znaczenie drugorzędne, i na zamki, które łączyły równorzędnie oba te cele i były nie tylko silnymi warowniami, ale zarazem stanowiły wielkopańskie rezydencje, pełne komnat i sal reprezentacyjnych. Jako wzór pierwszego typu służyć nam może zamek Herburtów pod Dobromilem, który przeznaczony był wyłącznie na pomieszczenie załogi w czasie niebezpieczeństwa, podczas gdy sam jego właściciel miał osobną rezydencję w znacznej odległości; jako wzór drugiego typu uważać można Krasiczyn Krasickich, Baranów Leszczyńskich lub Laszki Mniszchów. Zamki i zameczki pierwszego typu zazwyczaj ubogie bywały pod względem architektonicznym. Zbudowane ze skromnego materiału, z cegły i dzikiego kamienia, nie miały najczęściej ani zewnątrz, ani wewnątrz nic, co by wymagało talentu architekta i dłoni artysty; zamki drugiego typu były wspaniałymi dziełami nie tylko fortyfikacyjnej, ale i architektonicznej sztuki. Obwarowane według najlepszych wzorów ówczesnych mistrzów fortecznej inżynierii, były zarazem świetnymi pałacami, bogatymi w cios, marmur, alabaster, dekoracyjne rzeźby, a niekiedy w polichromiczne lub sgraffitowe ozdoby malarskie, jakich ślady zachowały się w niektórych aż do naszych czasów, jak np. w Krasiczynie i Krzyżtoporze.

Zamki i pałace polskie, budowane prawie wyłącznie przez Włochów, górowały architekturą nad niemieckimi – Jerzy Ossoliński w diariuszu podróży swojej do Ratyzbony (1636) pogardliwie mówi o pałacach panów rakuskich, „że wszystkie te fabryki bardziej na austerie albo na staroświeckie klasztory wyglądają aniżeli na pałace”. Toteż do zbudowania każdego takiego zamku polskiego potrzeba było ogromnego kapitału, do jego konserwacji ogromnej fortuny – wzniesiony raz nadmiernym wysiłkiem pożerał stale wielkie sumy, najczęściej też niósł za sobą ruinę i sam ulegał ruinie. Nie tyle jednak upadek fortun i nie tyle burze wojenne poniszczyły wielkopańskie nasze zamki, co niedbalstwo i zaniechanie najtańszych choćby i najskromniejszych środków konserwacji. Ileż to zamków polskich obrócił w ruinę nie Tatar, nie Szwed, nie Kozak, ale deszcz wpadający do środka przez dach dziurawy – patrzył na to już hetman Żółkiewski, który polecając w swoim testamencie „opatrować zamek, żeby się nie psował”, dodaje: „Wszak nie trzeba nic dalej, jeno żeby nie ciekło, a jeśli się gdzie dachówka zepsuje, o inszą nie trudno”. Zamki w Olesku, w Przemyślu, już w XVII wieku były ruinami.

Klęski publiczne i katastrofy wojenne, które od połowy XVII wieku przez długi okres lat nieprzerwanym szeregiem nawiedzały Polskę, robiąc z niej niejako jedno wielkie pobojowisko, wstrzymały ruch budowniczy. Dopiero w ostatnich dziesiątkach lat XVII wieku zaczyna się Polska murować dalej, ale teraz w nadziei spokojniejszych czasów zamiast warownych zamków powstają pałace i wspaniałe otwarte rezydencje. Prym co do czasu i świetności bierze pałac zbudowany przez króla Jana III w Wilanowie.

W porze ostatnich lat XVII wieku aż do ostatnich XVIII powstają te świetne sielskie rezydencje, które wyglądają na polskiej ziemi, pod jej szarym niebem i wśród mizernego otoczenia dworków szlacheckich krytych słomą i lepianek chłopskich, jak gdyby je magiczna różdżka przeniosła powietrzem już gotowe wprost z ojczyzny duków włoskich i markizów francuskich – powstają rozkoszne wille i pałace, jak Arkadia i Nieborów Radziwiłłów, Białystok i Choroszcza Branickich, Jabłonna i Korsuń Poniatowskich, Klemensów Zamoyskich, Lachowce Jabłonowskich, Poryck Czackich, Puławy i Wołczyn Czartoryskich, Rydzyna Sułkowskich, Słonim i Siedlce Ogińskich, Tulczyn i Zofiówka Potockich, Werki Massalskich itd. Jak wszystkie wspanialsze zamki obronne, tak i te pałace i wille stworzyła dłoń cudzoziemca: Locci, Belotti, Solari, Chiaveri, Fontana, Louis, Folino, Quarengi, Merlini, Schlüter, Pöppelmann – oto imiona głównych architektów ostatniej pory – z Polaków nieco tylko jeden Gucewicz, autor pałacu w Werkach.

Zamki polskie w XVI i XVII wieku miały urządzenia wewnętrzne równie bogate i pyszne, jak wyniosłe i dumne były ich fasady, baszty i wieże. Zbytek wszakże, jaki się roztaczał w ich salach i komnatach, był jeszcze niedawny w Polsce, zrodził się dopiero na schyłku XVI, a wybujał do niezwykłych rozmiarów w XVII i XVIII wieku. Bardzo było skromne i poważne przedtem urządzenie domów szlacheckich, senatorskich, a nawet czasowych pozastołecznych siedzib królewskich. Dopiero później bogatsza szlachta idzie z magnatami, magnaci z monarchami w zawody; niektóre zamki widocznie wzorują się na zamku wawelskim, a ich wewnętrzna dekoracja jest naśladownictwem komnat monarszych. Fantazja artysty i bogactwo materiału składają się na to architektoniczne i ornamentacyjne ustrojenie sal i pokojów. Marmur, złoto, cyprys, heban, różane drzewo, a znacznie później mahoń, złotogłów, jedwab i szpalerowe tkaniny flamandzkie i włoskie służą za materiał dekoracyjny.

Co nas w urządzeniu zamków uderza, to fakt, że podczas gdy pod architektonicznym względem mają wyłącznie lub przeważnie piętno włoskie, to dekoracja ich wewnętrzna, a głównie sprzęty, srebra i galanterie są pochodzenia niemieckiego lub flamandzkiego. Ossolińscy posługują się niemieckim malarzem Justem Ammanem, zamek Sieniawskich w Brzeżanach dekoruje sztukaturami i rzeźbami wrocławianin Pfister, podhoreckie sale i komnaty ozdabia pędzlem Jan de Baan, a w warszawskim pałacu Kazanowskich zastaje Jarzemski „holendrowe malarze w szerokich pludrach”, jak malują obrazy. Gdańsk był pośrednikiem między polskimi amatorami zbytku a twórcami niemieckich rękodzieł artystycznych; Wrocław, Norymberga i Augsburg, z którymi kupiectwo naszych stolic utrzymywało ciągłe relacje, miały zawsze bardzo wydatne pole zbytu w Polsce. Mimo dwóch Francuzek na tronie polskim w XVII wieku nie traci u nas przewagi artystyczny przemysł niemiecki, dopiero z końcem XVIII wieku wypiera go z pałaców zwycięsko smak i artystyczna produkcja Francji.

Porą najświetniejszego rozwoju wyższej sztuki ozdobnego pejzażowego ogrodnictwa, porą, z której się datują najsłynniejsze kreacje tego rodzaju, są ostatnie dziesiątki lat XVIII wieku, szczytem zaś zbytku i wielkopańskiej fantazji jest Zofiówka Szczęsnego Potockiego, stworzona podobno kosztem piętnastu milionów, opiewana przez Trembeckiego i Delille’a, sławiona jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku jako la merveille de l’Ukraine (cud Ukrainy – przyp. W. L.) – owoc posępnej raczej melancholii aniżeli poetycznej wyobraźni, tragiczna sielanka, smutny kwiat, rzucony na grób własnych iluzyj. Te wszystkie rozkoszne parki i pałace z drugiej połowy XVIII wieku, te wszystkie rezydencje wyliczone przez nas poprzednio: Białystok, Łabuń, Słonim, Jabłonów, Wołczyn, Puławy i tyle innych, to już świat całkiem nowy, całkiem obcy, świat prawie improwizowany, odcięty od przeszłości, odcięty od społeczeństwa, odcięty nawet od domowych tradycyj tych ludzi, którzy go stworzyli. Już i te wspaniałe zamki magnackie, które powstały w ostatnich latach XVI i w pierwszej połowie XVII wieku, nie wyrastały z siły, z kulturalnego gruntu społeczeństwa, nie wiązały się organicznie ze swoim światem, ale przecież o tyle były mu bliższe i o tyle pożyteczne, o ile były zarazem obronne, o ile miały dwie racje bytu: praktyczną potrzeby i etyczną służby. Zbytkiem były owe bogate, złotem i srebrem nabijane zbroje szlachty polskiej, bo dość było na samym żelazie, ale w tych zbrojach bito się przecież i zwyciężano; zbytkiem była wspaniałość zamków magnackich, bo dość im było na samych basztach i wałach, ale te zamki stawiły przecież opór najeźdźcom i wytrzymywały oblężenia. O wielkopańskich siedzibach XVIII wieku i tego powiedzieć nie można. Były niejako celem same sobie; nie było najczęściej między nimi a ich panami wewnętrznej relacji smaku, szczerze odczuwanej estetycznej czy też cywilizacyjnej potrzeby i prawdziwego ukontentowania. Gdyby ten zbytek, niekiedy tak lekkomyślny i gorszący, był kwiatem ze swojskiego, nad miarę żyznego gruntu, gdyby wypływał z wyrafinowanej sztuki życia, jak np. we współczesnej Francji, ze szczerego, głębokiego amatorstwa, gdyby ta elegancja zewnętrzna łączyła się była z elegancją umysłów lub gdyby była nareszcie schyłkowym patologicznym objawem, tak zrozumiałym w narodach bardzo starej kultury i bardzo bogatych środków, ale już przeżytych i przekwitłych – miałoby to wszystko pewne uzasadnienie i pewną logikę społeczną. Ale w narodzie młodym, ubogim, surowym jeszcze i mało oświeconym był to tylko kontrast szyderczy, a dlatego bolesny, że zbiegł się z najtragiczniejszą dobą naszych dziejów.

Po tym wszystkim, co wiemy o rezydencjach magnackich ubiegłych wieków, łatwo sobie wyobrazić, co kosztowało ich utrzymanie w całym ruchu i wymaganej świetności reprezentacji. Fortuny magnackie bywały olbrzymie – ks. Karol Radziwiłł (Panie Kochanku) obok 16 miast posiadał 583 wsie w samych królewszczyznach, a oprócz tego ogromny majątek osobisty, rodzinny; Szczęsny Potocki wraz z królewszczyzną trzy miliony morgów ziemi, a w nich jeden milion ornej, uprawianej – intratę roczną hetmana Branickiego szacowano na pół miliona złotych, a przecież nie wystarczały dochody i uciekano się do zaciągania długów.

Najznaczniejszą część olbrzymich wydatków, jakich wymagało utrzymanie rezydencji magnackiej, pochłaniała służba. Już sama wielkość i obronność zamku wymagały licznej służby zbrojnej; zbytek i zamiłowanie świetności reprezentacyjnej podwajały lub potrajały tę liczbę, niebezpieczeństwa publiczne, trwogi tatarskie, zajazdy i prywatne wojny możnowładców doprowadziły ją do rozmiarów, rzec można, nieprawdopodobnych. Służba wielkopańska miała swoje stopnie hierarchiczne, a dzieliła się na szlachecką i nieszlachecką. Uboga szlachta dostarczała zazwyczaj kontyngentu zbrojnej czeladzi i tzw. służby rękodajnej. Sługa rękodajny – manu stipulatus – stąd brał swoją nazwę, że podaniem ręki ślubował dotrzymanie warunków i terminu swojej ugody służbowej; był to niejako sługa za kontraktem, mógł pozywać i być pozwany w razie jego niedotrzymania.

Szukać protekcji u wielkiego pana-możnowładcy, oddać na jego usługi głos, szablę i sumienie, gardłować za jego przekonaniem, choćby się miało własne wprost przeciwne, podzielać jego sympatie, okazywać mu wszędzie i zawsze służalczą czołobitność, a za to wyzyskiwać, ile się tylko da, jego wpływ, jego piwnicę i jego worek – nazywano trzymaniem się klamki pańskiej. Z czasem klamka pańska stała się jakby rodzajem społecznej instytucji, albo raczej jakby jakimś stałym uprawnionym zawodem, do którego się przygotować i o który starać się należy. Ale ta klamka pańska, tak niestety obca znaczeniu jakiejś zacnej patriarchalności i braterskości szlacheckiej, którym ją ustroiła fałszywa, choć tradycyjna legenda, była wprawdzie źródłem i walnym środkiem krescytywy (kariera, wzrost znaczenia, poprawa bytu – przyp. W. L.), ale też i upodlenia zarazem; co gorsza, śmiało powiedzieć można, była jedną z klątw społecznego i publicznego życia dawnej Polski, szkołą korupcji i magnatów, i szlachty, akademią krzykactwa, warcholstwa i serwilizmu zarazem, fabryką pasożytów i próżniaków, źródłem najszkodliwszych niekiedy fakcyj (fakcja daw. a) stronnictwo, partia, koteria. b) spisek, zmowa – przyp. W. L.) i ruiną politycznego sumienia. Ona to też przyczyniła się głównie do megalomanii, która niejednego magnata polskiego zrobiła tragikomiczną postacią.

Olbrzymi koszt, łożony na zbyteczną służbę, niczym był wobec zwyczaju trzymania milicji dworskich. W XVI wieku żołnierz prywatny był potrzebą nie zawsze publiczną, bo niestety zbyt często fakcyjną i osobistą; z biegiem czasów staje się coraz bardziej tylko paradą. Pierwotnie wojska prywatne składały się głównie z ubogiej szlachty zagonowej i z poddanych chłopów, których ćwiczono i ubierano na sposób niemiecki – agrestes, habitu vero Germani – później, zwłaszcza od czasu bezkrólewi po śmierci Zygmunta Augusta i po ucieczce Henryka Walezego aż w głąb XVII wieku, poczęli możnowładcy polscy robić tzw. zaciągi, tj. werbować na Węgrzech i Wołoszy żołdactwo najemne. Kiedy w czasie bezkrólewia po zgonie ostatniego Jagiellończyka wojewoda sieradzki Łaski toczy prywatną wojnę z wojewodą krakowskim Zborowskim, sprowadza sobie węgierskich hajduków; przed elekcją Stefana Batorego gromadzi starosta Mężyk w Stężycy 1 600 najemnego węgierskiego żołnierza. Tych werbowanych na Węgrzech, a osobliwie w Siedmiogrodzie i Słowacji najemników zwano pospolicie sabatami, i odtąd nie masz magnata, zwłaszcza na Rusi, który by ich nie miał na swoim zamku. Rokosz Zebrzydowskiego, wyprawy Mniszchowskie do Moskwy, awanturnicze wojny staczane przez panów polskich, Mohiłowych zięciów, o hospodarstwo wołoskie, prywatne wojny między Diabłem Stadnickim a Łukaszem Opalińskim, między Herburtem Szczęsnym a Stadnickimi z Leska itd. były epoką największego wzmożenia się tych band najemnych, tych bezkarnych, łupieżczych, na pół dzikich sabatów, trzymanych na żołdzie magnackim. Sapiehowie, Stadniccy, Ligęzowie, Krasiccy, Herburtowie, Potoccy, Jazłowieccy utrzymywali w tych czasach całe korpusy takiego żołdactwa, ze swoją własną i całych ziem ruiną. Obok Węgrów i Słowaków spotykało się w tych najemnych szeregach także rozhultajonych lisowczyków, Tatarów, tzw. Czeremisów, czyli Lipków litewskich, Szkotów, Niemców, nawet Cyganów. Niektórzy możnowładcy miewali po kilka tysięcy najemnego żołdactwa; stałe kadry w spokojniejszych nawet czasach wynosiły po kilkaset pieszego i konnego żołnierza. Stanisław Lubomirski miał zawsze 200 dragonii niemieckiej i 400 Węgrów na swoim dworze. Jeszcze w XVIII wieku każdy prawie zamożniejszy szlachcic miewa po kilkunastu albo przynajmniej po kilku ułanów lub kozaków, za to liczba magnatów, utrzymujących stale wojska nadworne, szczupleje bardzo, chociaż nie brak i w tych czasach dworów z ogromną stosunkowo siłą zbrojną; w Nieświeżu np. w r. 1792 była artyleria, chorągiew ordynacka, dragonia, lejbkompania i sześć kompanii piechoty po niemiecku zorganizowanej, razem około 6 000 żołnierza.

Gdzie jednak armia bywała improwizowana, tam oczywiście nie brakło także improwizowanych wodzów, regimentarzy, rotmistrzów. W czasie zamieszek domowych, jak np. podczas rokoszu Zebrzydowskiego, w awanturniczych wyprawach do Moskwy i do Wołoszczyzny, w każdej dorywczej ruchawce, czy to w niej chodziło o lokalny odpór Tatarom lub opryszkom, czy też o starościńską egzekucję mota nobilitate (przy dobraniu okolicznej szlachty – przyp. W. L.), na zajazdach i wojnach prywatnych, każdy, czy to pan czy szlachcic, zaciągnąwszy kupę luźnego żołnierza lub zgraję sabatów, uważał się za hetmana lub regimentarza, a już przynajmniej za rotmistrza, jeździł na czele swojej czeladzi z buławą lub buzdyganem w ręku, a nawet ci, którzy i takiego nie mieli pretekstu, nawet ci, którzy otrzymawszy królewski list przypowiedni na sformowanie roty, nigdy jej nie przyprowadzili do obozu, kazali się malować z tymi oznakami wojskowego dostojeństwa.

Zamki i rezydencje wielkopańskie rozpadały się w gruzy; tylko mała ich cząstka zachowała się do naszych czasów w całości i ze śladami pierwotnego splendoru. Na gruzach ich urosła legendarna tradycja, poetyczniejsza i chlubniejsza od prawdy. Miały one momenta zasłużonej sławy, epizody dobrze spełnionej misji patriotycznej i cywilizacyjnej, ale wpływ dodatni, jaki wywierały na społeczeństwo ubiegłych wieków, pożytek, jaki mu niosły, nie odpowiadał olbrzymim kapitałom, jakie w nich leżały, świetności materialnej, do jakiej się wznosiły, brzemieniu w końcu, jakim przygniatały lud ubogi, przyczyniający się znojem i groszem do ich blasku. I Rzplitę kosztowały więcej, niż dla niej były warte. O ile warowne, wstrzymywały do pewnego stopnia zagony najeźdźców i dawały schronienie uboższej szlachcie i najbliższym przynajmniej gromadkom bezbronnego ludu; o ile były tylko rezydencjami, zastępowały poniekąd miasta, bo w każdym wielkim dworze był ksiądz, lekarz, aptekarz i rzemieślnik. Dawały ubogiej szlachcie chleb łatwy, ale nie uczyły pracy; były może akademią ogłady, ale bardziej jeszcze szkołą serwilizmu i zuchwalstwa. Wpływu społecznego w kulturalnym znaczeniu i w pełniejszej mierze mieć nie mogły, raz dlatego, że ich stosunkowo było mało, po wtóre, że między nimi a całym ich otoczeniem otwierała się przepaść, której wypełnić jedna strona nie chciała lub nie umiała, a druga nie mogła.«

Podwaliny ustroju I Rzeczypospolitej zostały stworzone jeszcze za czasów zjednoczonego Królestwa Polskiego (1320-1386). Jego istotą była słaba władza królewska, uniemożliwiająca monarsze dowolne dysponowanie ziemiami, które mu podlegały. Demokracja szlachecka miała być tym, co ograniczało króla. Za ostatnich dwóch Piastów władza królewska uległa wzmocnieniu, ale już za panowania Ludwika Węgierskiego i polsko-węgierskiej unii personalnej wydatnie osłabła. Po powstaniu unii realnej polsko-litewskiej i śmierci ostatniego Jagiellona podstawową zasadą ustrojową Rzeczpospolitej Obojga Narodów stała się również wolna elekcja i liberum veto.

Wielkie Księstwo Litewskie powstało po rozbiciu dzielnicowym na Rusi i podporządkowaniu południowej części jej księstw Litwie. W Polsce początkowo silna władza królewska zapewne ograniczyła trochę władzę polskiego możnowładztwa, natomiast na Litwie księstwa ruskie miały większą autonomię i były większe, przynajmniej pod względem obszaru. I tym chyba należy tłumaczyć potęgę i przewagę nad polskimi tych litewskich i rusińskich magnatów, którzy po przejściu na katolicyzm stali się „Polakami”. I to oni nadali ton „kulturowy” temu tworowi zwanemu I RP, który to twór trudno było nazwać państwem. Była to karykatura państwa doprowadzona do absurdu. Powstanie Chmielnickiego tłumi feudał Wiśniowiecki, który dysponuje wojskiem daleko liczniejszym od króla i to on decyduje, jak prowadzić walkę, a król tylko przygląda się. Do tego dochodzą jeszcze prywatne wojny, możliwe dzięki posiadaniu prywatnych wojsk. Nazywanie tego tworu państwem i do tego jeszcze mocarstwem zakrawa na kpiny. Państwo, które dopuszcza istnienie na swoim terytorium wojsk innych niż własne nie jest państwem.

Czym zatem była I RP? Chyba jakimś wielkim eksperymentem, przeprowadzonym przez tych, którzy od początku parają się tego typu doświadczeniami na żywych organizmach społecznych i państwowych. Niestety negatywne skutki tych zabiegów odczuwamy do dziś.

Korona Królestwa Polskiego

W poprzednim blogu pisałem o tym, że państwo polskie skończyło się w 1385 roku wraz z powstaniem unii personalnej polsko-litewskiej. Jednak i wcześniej z tym państwem bywało różnie, choć trzeba przyznać, że przynajmniej niektórzy Piastowie starali się dbać o polski interes. Pewne rzeczy łatwiej będzie zrozumieć, jeśli uświadomimy sobie, czym było to państwo. Jego wczesne dzieje dzieli się na pewne okresy:

  • państwo dawnych Piastów (966-1138)
  • rozbicie dzielnicowe (1138-1320)
  • zjednoczone Królestwo Polskie (1320-1386)
  • Korona Królestwa Polskiego w latach 1386-1795, od 1569 część Rzeczypospolitej
  • Rzeczpospolita Obojga Narodów (RON) – Korona Królestwa Polskiego (KKP) i Wielkie Księstwo Litewskie (WKL) w latach 1569-1795

Tak więc nawet, jeśli ktoś nie chce zaakceptować, czy nie uznaje tego, że państwo polskie skończyło się w 1385 czy 1386 roku, to musi uznać, że skończyło się ono w 1569 roku, bo Korona Królestwa Polskiego nie była już samodzielnym bytem, tylko częścią składową Rzeczypospolitej, a to nie to samo.

Rozbicie dzielnicowe

Ważnym okresem w dziejach Polski był okres rozbicia dzielnicowego, tym bardziej ważnym, że trwał 182 lata, podczas gdy Rzeczpospolita Obojga Narodów – 226, a więc tylko o 44 lata dłużej. O rozbiciu dzielnicowym nie wiemy prawie nic, a RON jest gloryfikowana na wszelkie sposoby i odwoływanie się do jej tradycji jest powszechne.

Dlaczego Bolesław Krzywousty podzielił Polskę i czy rzeczywiście takie były jego intencje? Któż więc mógł się do tego przyczynić? To właśnie w czasie rozbicia dzielnicowego pojawił się przywilej dla Żydów wielkopolskich księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego w postaci tzw. Statutu kaliskiego (1264). Rozbicie dzielnicowe w średniowieczu w Europie wystąpiło również m.in. na Rusi, na Węgrzech i w Niemczech.

Próbę zjednoczenia podjęli książęta śląscy Henryk Brodaty i Henryk Pobożny. Zajęli oni Wielkopolskę, ziemię krakowską i ziemię lubuską. Jednak najazd tatarski w 1241 roku i klęska pod Legnicą, gdzie zginął Henryk Pobożny, spowodowała rozpad tej monarchii.

Rozbicie dzielnicowe miało miejsce w krajach Europy wschodniej i środkowej. I ten rejon doświadcza najazdów tatarskich. Można sobie zadać pytanie dlaczego tylko ten rejon? Dlaczego Tatarzy, odnosząc zdecydowane zwycięstwo pod Legnicą, nie ruszyli dalej na zachód? Czyżby Europa zachodnia była pod ochroną? A jeśli tak, to pod czyją? Bolszewicy też zatrzymali się w 1920 roku pod Warszawą. Hitler bardzo łagodnie potraktował podbitą Europę zachodnią i jej ludność, w porównaniu do tego, co robił we wschodniej Europie.

W XIII wieku podzielone państwo traciło na znaczeniu na arenie międzynarodowej – część ziem zajęli Brandenburczycy i Krzyżacy. W 1295 roku na króla Polski koronował się książę wielkopolski Przemysł II, ale w następnym roku został zamordowany. W 1300 roku król czeski Wacław II koronował się na króla Polski, zmuszając księcia Władysława Łokietka do emigracji z kraju. Łokietek wrócił w 1304 roku. Rok później zmarł Wacław II, a po nim koronę polską objął Wacław III, który został zamordowany w 1306 roku. Po jego śmierci Czesi opuścili Polskę a rządy w Krakowie objął Władysław Łokietek. Rządził też na Pomorzu Gdańskim, które w 1308 roku zajęli Brandenburczycy. Łokietek poprosił o pomoc Krzyżaków, którzy po wygnaniu najeźdźców włączyli Pomorze do swojego państwa. W 1311 roku stłumił bunt krakowskiego wójta Alberta. W 1314 roku zajął Wielkopolskę. Po opanowaniu dwóch najważniejszych dzielnic został koronowany w 1320 roku w Krakowie. Poza granicami znajdowały się księstwa śląskie, stopniowo uzależniane od Królestwa Czeskiego. Nie udało się przyłączyć utraconego w XII wieku Pomorza Zachodniego. Niezależne pozostały księstwa mazowieckie zainteresowane ziemiami ruskimi. – I tak powstało Zjednoczone Królestwo Polskie.

Zjednoczone Królestwo Polskie

Zjednoczone Królestwo Polskie, inaczej odrodzone Królestwo Polskie – państwo polskie w okresie od 20 stycznia 1320 roku do 4 marca 1386 roku, czyli za panowania dwóch ostatnich Piastów (Łokietka i Kazimierza Wielkiego) i Andegawenów. Tak je definiuje Wikipedia.

Królestwo Polskie za panowania dynastii węgierskiej (wraz z lennami); źródło: Wikipedia.

Formą sprawowania władzy była monarchia stanowa (władza dwóch stanów: rycerstwa i duchowieństwa), która zastąpiła monarchię patrymonialną (państwo to własność monarchy). Głową państwa był król, który rządził krajem za pomocą rozwiniętej administracji państwowej. Lata 1320-1370 to okres zwiększania się władzy królewskiej, lecz lata 1370-1386 to okres pomniejszania jej na rzecz szlachty. Ten drugi okres, to okres tzw. unii personalnej polsko-węgierskiej. A więc już od tego momentu można mówić o końcu państwa polskiego.

Za panowania Kazimierza Wielkiego (1333-1370) powstała koncepcja Korony Królestwa Polskiego, która odbierała władcy prawo swobodnego dysponowania ziemiami państwa, tj. dzielenia Królestwa między synów i nadawania jego ziem innym państwom. Społeczeństwo dzieliło się wówczas na szlachtę, mieszczaństwo, chłopów, duchowieństwo i Żydów.

W latach 1320-1386 Polska prowadziła początkowo wojny z zakonem krzyżackim, a następnie przede wszystkim spory dyplomatyczne z Krzyżakami i Luksemburgami. Ci ostatni zasiedli na tronach Czech (1310), Brandenburgii (1373-1415), Węgier (1387) oraz Rzeszy jako królowie Niemiec i cesarze rzymscy (od 1308 do 1437). Po Luksemburgach schedę przejęli Habsburgowie. W efekcie działań Kazimierza Wielkiego i jego doradców w 1335 roku Luksemburgowie otrzymali Śląsk i zrzekli się, w zamian za 20 000 kop groszy praskich, praw do tytułu króla Polski. Wikipedia nie pisze, co to za doradcy, ale w przypadku Kazimierza Wielkiego, to chyba nietrudno domyślić się.

W latach 1310-1335 Jan Luksemburczyk był uznawany na arenie międzynarodowej za króla Polski. Władysław Łokietek i Kazimierz Wielki nosili tytuł króla krakowskiego. Dopiero w 1335 roku Jan sprzedał Kazimierzowi prawa do korony polskiej. Tym samym rządzący w Krakowie Piast został uznany przez społeczność międzynarodową za króla Polski. Działania prowadzone przez niego w kolejnych latach pozwoliły na zakończenie sporu z Krzyżakami i zawarcie pokoju kaliskiego (1343), a następnie na ekspansję na Ruś Halicko-Włodzimierską.

A więc Kazimierz „Wielki” za nic nie warty gest uznania go za króla Polski zrzekł się Śląska, a później zakończył spór z Krzyżakami, oddając im praktycznie Pomorze Gdańskie.

Po śmierci Kazimierza Wielkiego (1370) tron polski objął Ludwik Węgierski z dynastii Andegawenów (gałąź Kapetyngów) – dynastii rządzącej Węgrami od 1308 do 1382 roku. Jego ojcem był Karol Robert, a matką Elżbieta Łokietkówna, córka króla Polski Władysława I Łokietka i siostra Kazimierza III Wielkiego. Na mocy układu między Węgrami a Polską, dynastia andegaweńska miała prawo przejąć tron polski w wypadku śmierci króla Kazimierza Wielkiego, gdyby ten nie zostawił dziedzica płci męskiej. Po jego śmierci (5 listopada 1370), Ludwik przybył do Krakowa i 17 listopada w katedrze wawelskiej został koronowany na króla Polski. Zawiązano wówczas unię personalną pomiędzy obu królestwami. Ludwik nie miał męskiego dziedzica. O ile na Węgrzech nie było to problemem, to w Polsce – tak, gdyż nie dziedziczyło się po kądzieli. W zamian za sukcesję swoich córek do tronu polskiego w dniu 17 września 1374 roku Ludwik wydał dla szlachty polskiej przywilej koszycki.

Okres jego rządów to zarazem początek supremacji szlachty, obdarzonej przywilejami, w życiu politycznym kraju. Po śmierci Ludwika (1382) nastąpił okres najdłuższego w historii bezkrólewia. Ostatecznie królową Polski 16 października 1384 roku została córka Ludwika – Jadwiga Andegaweńska. W 1386 roku poślubiła księcia litewskiego Jagiełłę, który 4 marca 1386 roku został koronowany na króla Polski.

Korona Królestwa Polskiego

Korona Królestwa Polskiego, w skrócie Korona Polska lub Królestwo Polskie, potocznie Korona

  • 1. powstała pod koniec XIV wieku koncepcja państwa polskiego jako czynnika nadrzędnego wobec władzy królów Polski, początkowo dziedzicznych (Andegawenowie), a następnie wybieranych (od Władysława II Jagiełły do Stanisława Augusta Poniatowskiego);
  • 2. nazwa państwa polskiego w latach 1386-1569, pozostającego w unii z Litwą, a później, w latach 1569-1795 nazwa jednego z dwóch równoprawnych członów Rzeczypospolitej Obojga Narodów;
  • 3. określenie całości obszaru ziem wchodzących w skład Królestwa Polskiego na podstawie dziedzictwa i prawnej sukcesji.

Publiczno-prawne pojęcie Korony Królestwa na określenie suwerennego państwa wraz ze swoimi prawami i historycznym terytorium, w przeciwieństwie do państwa będącego tylko dziedziczną własnością poszczególnych królów, narodziło się w XIII wieku we Francji. W Polsce koncepcja Korony Królestwa Polskiego pojawiła się w okresie Zjednoczonego Królestwa Polskiego, gdy po wygaśnięciu dynastii Piastów władzę królewską odziedziczyli po nich Andegawenowie (1370).

Tak to opisuje Wikipedia. Wypada więc sprawdzić, co też ona pisze na ten temat o Francji.

Za czasów panowania Kapetyngów postępował proces wzmacniania władzy królewskiej i scalania ziem francuskich. Król Filip II August jako pierwszy w 1190, a oficjalnie od 1204 roku tytułował się „Królem Francji”, w miejsce dotychczasowego „króla Franków”. Kapetyngowie przeprowadzili także inne liczne reformy administracyjne i ustrojowe. Między innymi w roku 1302 utworzyli Stany Generalne. Proces scalania ziem francuskich kontynuowali Walezjusze, którzy w 1328 roku, po wygaśnięciu głównej linii Kapetyngów, zasiedli na tronie Francji. Na przełomie XV i XVI wieku w zjednoczonej i scentralizowanej Francji władza królewska zaczęła przybierać formę absolutyzmu. Główni konkurenci monarchii, wielcy feudałowie, utracili dotychczasowe znaczenie, ponieważ miasta, w których pojawiły się formy produkcji wczesnokapitalistycznej, były sojusznikami monarchii.

Z kolei w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN, W-wa 1964, można przeczytać:

Jednocząca się monarchia francuska nie podważała podstaw ekonomicznych ustroju feudalnego, chciała się jednak pozbyć wielkich feudałów jako konkurentów do władzy i w tym celu podnosiła polityczne znaczenie mieszczaństwa. Wzrastało ono już przez fakt obsadzania mieszczanami ważnych urzędów; dalszym krokiem było przekształcenie przez Filipa IV Pięknego tradycyjnych zjazdów wasali królewskich w Stany Generalne (1302), w których obok duchowieństwa i szlachty zasiadali przedstawiciele „stanu trzeciego”, w praktyce – miast. Systematycznie malała liczba chłopów przywiązanych do gruntu (serfs), którzy już od czasów krucjat wykupywali się z tej formy zależności; świadczenia w naturze i robocizna ustępowały czynszom pieniężnym. Zmieniona struktura społeczna Francji sprzyjała rozwojowi władzy królewskiej. Poparty przez Stany Filip IV Piękny odparł interwencję papieża Bonifacego VIII w sprawy wewnętrzne Francji, a następnie królowie francuscy zyskali wpływ na papiestwo w okresie tzw. niewoli awiniońskiej.

Dalej z Wikipedii możemy dowiedzieć się, że:

Idea Korony Królestwa Polskiego, której symbolem były insygnia koronacyjne, została uznana za wiodącą zasadę ustrojową polskiej monarchii stanowej. Umożliwiła zachowanie ciągłości państwa polskiego i niepodzielności jego terytorium. Utożsamiała z państwem „panów polskich”, a następnie ogół ziemiaństwa, co stworzyło fundamenty pod ustrój republikański Rzeczypospolitej i demokrację szlachecką.

Mamy więc taką sytuację, że na zachodzie Europy, w tym wypadku we Francji, tworzy się nowoczesne państwo z silną władzą centralną i zanikiem feudalizmu i związanego z nim niewolnictwa, a w Polsce mamy proces dokładnie odwrotny: wzmocnienie feudalizmu i niewolnictwa oraz osłabienie władzy centralnej, czyli królewskiej. Maria Dąbrowska w „Rozdrożu – studium na temat zagadnień wiejskich” zacytowała Świętochowskiego: „W wieku XVIII lud wiejski marzył o przywróceniu mu praw z XIV wieku!” Kto o tym decydował, że te dwie części Europy poddane zostały zupełnie odmiennym procesom dziejowym?

Pod koniec XV wieku zaczęła się kształtować ideologia suwerenności Korony i dążenie do zniesienia zwierzchnictwa cesarstwa i papiestwa. W 1555 roku sejm piotrkowski zrzucił zależność od papieży (od zjazdu w Sulejowie w roku 1318 papieże byli suwerenami Królestwa Polskiego). Za czasów ostatnich Jagiellonów przyjęto również zasadę suwerenności królów Polski od cesarzy (Niemiec – przyp. W. L.), czego symbolem było zamknięcie korony Chrobrego złotymi kabłąkami i globem z krzyżem.

Z tego wniosek jest taki, że państwo polskie, w takiej czy innej formie, było zależne od papieży i cesarzy niemieckich. Cesarz to tytuł nadrzędny w stosunku do króla. I proces uniezależniania się rozpoczął się od czasu sejmu piotrkowskiego w 1555 roku. Czy to tak przypadkiem te trzy piątki w dacie? Można więc powiedzieć, że do tego czasu państwo polskie było w ówczesnej unii europejskiej tak samo od niej zależne, jak i obecne państwo „polskie”. Uniezależnienie się od papieża i cesarza oznaczało wyjście z tej unii, czyli taki renesansowy polexit. On był niezbędny, by doszło do unii realnej z Litwą. Dokładnie tak, jak obecnie: unia realna z Ukrainą będzie możliwa dopiero po wyjściu Polski z unii. I coraz głośniej o tym wróble ćwierkają.

Jednoczenie ziem koronnych

Początkowo terytorium Korony Królestwa Polskiego tworzyły ziemie zjednoczonego Królestwa Polskiego oraz Ruś Czerwona, którą dołączono w 1387 roku. Po śmierci Jadwigi Jagiełło kontynuował jednoczenie ziem Korony i przyłączył do niej ziemię wieluńską (1391), ziemię dobrzyńską (1411) i Podole (1432), które wcześniej było lennem. W wyniku wojny trzynastoletniej w 1466 roku do Korony włączono Prusy Królewskie, czyli utracone Pomorze Gdańskie i ziemię chełmińską, a także Warmię, która zachowała autonomię.

Po śmierci ostatnich Piastów mazowieckich w 1526 roku w skład Korony weszło Mazowsze. W roku 1564 król Zygmunt August, ostatni wielki książę litewski, zrzekł się na rzecz KKP praw do sukcesji w Wielkim Księstwie Litewskim. W roku 1569 na sejmie w Lublinie jako prawny spadkobierca dziedzictwa Giedymina przekazał Koronie ruskie ziemie ziemie będące w dyspozycji WKL. W tym samym roku Zygmunt August inkorporował również do Korony jako lenno Księstwo Kurlandii i Semigalii.

Źródło: Wikipedia.

Ostateczny kształt na wschodzie KKP uzyskała w 1634 roku po zawarciu pokoju z Moskwą. Wszyscy królowie elekcyjni zaprzysięgali strzec niepodzielności terytorium Korony i Litwy oraz odzyskać utracone terytoria.

Demokracja szlachecka

Demokracja szlachecka – system panujący w XV i XVI wieku w Królestwie Polskim, a następnie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W założeniu gwarantował masom szlacheckim prawo głosowania i decydowania o sprawach państwa, a także miał być przykładem tolerancji i formalnej równości w łonie samego stanu szlacheckiego.

Szlachta zbierała się na sejmikach ziemskich, wybierając przedstawicieli, którzy mieli reprezentować daną ziemię (powiat itp.) na sejmie walnym. Otrzymywali tzw. instrukcje sejmikowe, w których określano, jak powinni głosować w sprawach istotnych z punktu widzenia szlachty danej ziemi. Po zakończeniu sejmu walnego ponownie zbierały się sejmiki, a posłowie zdawali relacje z obrad (sejmiki relacyjne). Za początek demokracji szlacheckiej przyjmuje się – co do zasady – rok 1454, w którym sejmiki szlacheckie na mocy przywilejów nieszawskich uzyskały szerokie kompetencje w sprawach ogólnopaństwowych.

Główne cechy demokracji szlacheckiej to:

  • wolna elekcja
  • sejmy i sejmiki szlacheckie
  • senat
  • przywileje szlacheckie

Statuty nieszawskie 1454 (lub przywileje nieszawskie) – przywileje wydane w listopadzie i grudniu 1454 przez króla Kazimierza IV Jagiellończyka, w czasie wojny trzynastoletniej, dla szlachty poszczególnych ziem Polski.

Statuty nieszawskie sankcjonowały dotychczasowe swobody szlachty, wprowadzały nowe oraz ingerowały w swobodę decyzji króla. Odzwierciedlały antagonizm małopolsko-wielkopolski i różnice w szczegółowych rozwiązaniach prawnych w tych dzielnicach. Najważniejsze było postanowienie redakcji wielkopolskiej, iż król nie może ustanawiać nowych praw, zwoływać pospolitego ruszenia i nakładać podatków nadzwyczajnych bez odwołania się do sejmików ziemskich (postanowienie to pominięto w tekście dla Małopolski i Rusi).

Statuty nieszawskie powtórzone i rozszerzone w przywileju piotrkowskim 1496, należały, obok przywileju koszyckiego 1374 i konstytucji nihil novi 1505, do najważniejszych pomników prawa sprzyjających powstaniu w Polsce demokracji szlacheckiej.

Nihil novi (łac. nic nowego) – potoczna nazwa konstytucji sejmowej z 1505 roku poważnie ograniczającej kompetencje prawodawcze monarchy I Rzeczypospolitej. Pełna formuła łacińska brzmiała Nihil novi […] sine communi Consiliorum et Nuntiorum Terresterium consensu” (nic nowego bez zgody Panów Rady i posłów ziemskich).

Tak to przedstawia Wikipedia. A Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisze i cytuje Izaaka Lewina:

»Opór Polaków paraliżuje się szerzeniem demoralizacji wewnętrznej, obezwładnianiem sejmów, jako organów opinii publicznej, przekupywaniem sejmików i posłów sejmowych. Żydostwo w tym zakresie odznacza się aktywnością gorączkową. Sejmiki – jak wiadomo – opatrywały posłów na Sejm instrukcjami, które miały dla nich charakter wiążący.

„Otóż wiedzieli o tym dobrze żydzi polscy, że instrukcje poselskie ważyły mocno na sali obrad sejmowych. Wiedzieli, że gdyby w instrukcji zalecono jakąś krzywdę, np. zwiększenie pogłównego lub coś podobnego, było by później ominięcie klęski bardzo trudne, a przede wszystkim bardzo kosztowne. Wiedzieli dalej, że każdy poseł może odegrać ważną rolę i że należy wytężyć wszystkie siły, aby na Sejm pojechali deputaci dobrze dla żydów usposobieni. Wszczynali tedy energiczne starania w tym kierunku i brali w ten sposób czynny udział w wyborach sejmowych… nie tylko poszczególne gminy dbały o uwzględnienie ich lokalnych interesów w instrukcjach, ale i żydostwo, jako całość, zdawało sobie sprawę z wielkiego znaczenia aktu wyborczego.” – Izaak Lewin, Udział żydów w wyborach sejmowych w dawnej Polsce, studium zamieszczone w Miesięczniku żydowskim, styczeń 1932.

Całe żydostwo polskie w swych organach samorządowych nakładało na swych współwyznawców specjalne świadczenia, by zebrać pieniądze na fundusz wyborczy.

„Oto najważniejsza pozycja w funduszu wyborczym żydów Polski przedrozbiorowej: podarunki. Droga ta zresztą była jedyną, która wiodła do celu. Jeżeli się chciało istotnie przychylnie usposobić dla jakiejś sprawy posłów, czy innych dygnitarzy w dawnej Polsce, to najłatwiej i najniezawodniej było to można uskutecznić podarunkami. Ten argument przemawiał do przekonania, był więc stale w użyciu i wykazywał tendencję do ciągłego wzrostu na wadze i pojemności… prócz prezentów pochłaniały wielkie sumy pieniężne dary dla uczestników sejmiku.” – Lewin.

I tak „rozrzucano wtedy na sejmikach ogromne sumy pieniężne na prawo i lewo. Staroszlacheckie apetyty nie dawały się bowiem łatwo zaspokoić… Doszło bowiem do tego, że rozpowszechniło się w Polsce mniemanie: Kto o żydach dobrze mówi, jest już przekupiony; kto na nich wygaduje, chce nim dopiero zostać.” – Lewin.

Przekupstwa dokonywane przez żydów były pieczołowicie zorganizowane. Władze autonomiczne żydowskie nie pozwalały tutaj swym współwyznawcom na żadną partyzantkę. Do dokonywania przekupstw żydowskie zjazdy samorządowe (sejm żydowski ziem koronnych i litewskich) powoływały specjalnych urzędników, tzw. sztadlanów.

„Poza kwestią, kto brał pieniądze żydowskie podczas wyborów w dawnej Polsce, należy do naszego tematu i odwrotna strona zagadnienia: kto te pieniądze dawał, a raczej kto je do właściwych adresatów doprowadzał? Otóż to było zadaniem – sztadlanów. Niepodobna mówić o stosunkach polsko-żydowskich w dawnej Rzeczypospolitej, a pominąć sztadlanów. Byli oni z jednej strony pomostem, przez który przedostawały się dezyderaty żydowskie na zewnątrz, z drugiej zaś komunikowali żydom, co ich czeka ze strony włodarzy państwa. Byli tymi, którzy w imieniu żydów nawiązywali kontakt z najrozmaitszymi czynnikami polskimi… po największej części sztadlan był zawodowym syndykiem. Interwencje w dawnej Polsce wymagały nie lada sprytu, wytrzymałości i rutyny; dlatego skuteczniej podjąć się ich mogły osoby, które stale utrzymywały kontakt z urzędnikami i dygnitarzami.” – Lewin.

Sztadlani byli specjalnymi aktami mianowani przez władze autonomiczne żydowskie i kontraktowo opłacani za swe czynności. „Wszystkie wydatki były skrupulatnie notowane.” – Lewin. A więc istniała nawet buchalteria tych przekupstw.

„W każdym razie koszta zarówno interwencji, jak i utrzymania sztadlanów były ogromne. Powstaje więc kwestia: Czy się to opłacało? Czy interwencje były przynajmniej skuteczne? Zapiski w księdze protokołów litewskich świadczą, że działalność sztadlanów była bardzo rozgałęziona, wobec czego koszta te rozkładały się przynajmniej na wiele spraw. Głównie zajmowali się uregulowaniem pogłównego i innych podatków. Zazwyczaj ich to mocno absorbowało. Mieli jednak zadanie przeprowadzenia niektórych spraw na sejmie, które wkraczają już bezpośrednio w funkcje ustawodawcze… Pieniądze związkowe nie szły wówczas na marne.” – Lewin.

Sądzę, że pytanie, czy żydzi wpływali na politykę Rzeczypospolitej w okresie jej upadku w kierunku dla siebie pożądanym, staje się w świetle tych przytoczeń – pytaniem zbytecznym.

Zrywanie sejmów w epoce saskiej, które doszło do zupełnego zatamowania ich działalności, było niewątpliwie rezultatem krańcowej demoralizacji, szerzonej po mistrzowsku od wieku przez sztadlanów żydowskich. W tej atmosferze stają się zrozumiałe „sejmy nieme” i sejmy zatwierdzające rozbiory, a postacie Rejtanów i Wybickich nabierają tragicznej wyrazistości.«

Jak więc, po zacytowaniu Izaaka Lewina, odnieść się do tego, co pisze Wikipedia? – Idea Korony Królestwa Polskiego została uznana za wiodącą zasadę ustrojową polskiej monarchii stanowej. Umożliwiła zachowanie ciągłości państwa polskiego i niepodzielności jego terytorium. Utożsamiała z państwem „panów polskich”, a następnie ogół ziemiaństwa, co stworzyło fundamenty pod ustrój republikański Rzeczypospolitej i demokrację szlachecką.

A więc podwaliny ustroju RON stworzono jeszcze w okresie KKP. Tam na wschodzie było WKL z jego bezkresnymi ziemiami i feudalnym ustrojem. Dla szlachty, dla której podstawą egzystencji była ziemia i tania, niewolnicza siła robocza, perspektywa połączenia się z takim państwem musiała być pociągająca.

Koncepcja Korony Królestwa Polskiego, to koncepcja, która odbierała władcy prawo swobodnego dysponowania ziemiami państwa, tj. dzielenia Królestwa między synów i nadawania jego ziem innym państwom. To też koncepcja państwa polskiego jako czynnika nadrzędnego wobec władzy królów Polski. Innymi słowy była to koncepcja, która miała zapobiec rozbiciu dzielnicowemu i utracie ziem na korzyść sąsiednich państw. Niby idea szczytna, tylko czy rozbicie dzielnicowe było czymś, co było intencją Bolesława Krzywoustego, czy może ktoś jego wolę nieco zmodyfikował? Tego nie dowiemy się, ale to, co zaproponowano, było wpadnięciem z deszczu pod rynnę. I dlaczego taki ustrój powstał tylko w Polsce, pomimo że nie tylko ona doświadczyła rozbicia dzielnicowego?

Purim

Purim, Purym – nazwa pochodzi od akadyjskiego (chaldejskiego) „pur”, co oznacza los, przeznaczenie, Święto Losów (losowania). To radosne święto żydowskie, które powstało w gminach żydowskich wschodniej diaspory w połowie II wieku p.n.e. Święto to upamiętnia biblijną historię opisaną w Księdze Estery. Historia ta miała miejsce prawdopodobnie w połowie V w. p.n.e. – wyswobodzenie Żydów z rąk Hamana, dążącego do ich zgładzenia w całej Persji. Haman miał wyznaczyć termin zagłady Żydów poprzez losowanie, a Estera doprowadziła do uwolnienia swego narodu z opresji i wymierzenia kary prześladowcom. Święto to obchodzone jest w ostatnią pełnię Księżyca przed wiosenną równonocą (luty/marzec). Purim jest jednym z dwóch świąt żydowskich (obok Chanuki) ustanowionych przez rabinów, a niewymienionych w Torze.

Historia zawarta w Księdze Estery opowiada o Hamanie, który był wysokim rangą wezyrem lub pierwszym ministrem króla Medów i Persów Kserksesa I (w Biblii występuje pod imieniem Aswerus, które jest łacińską transkrypcją hebrajskiej formy Achaszwerosz), o samym Achaszweroszu, królowej Esterze (Hadassa) i jej przybranym ojcu Mardocheuszu (Mordechaj). Żyd Mardocheusz wbrew poleceniom króla nie oddawał pokłonu Hamanowi (z powodów religijnych), dlatego Haman postanowił skazać na zagładę wszystkich Żydów. Los wskazał na 13 lub 14 dzień adar (szósty miesiąc w żydowskim kalendarzu) jako datę zagłady. Dowiedziawszy się o tym planie Estera rozpoczęła post i modlitwy, a gdy skończyła, poprosiła króla o wyprawienie uczty, na którą byłby zaproszony tylko Haman. Na uczcie przedstawiła Hamana jako osobę, która nastaje na nią i jej lud, po czym zwróciła się do króla z prośbą o łaskę, a na samego Hamana padło królewskie oskarżenie o próbę gwałtu na Esterze. W konsekwencji Hamana i jego dziesięciu synów powieszono, zaś w całej Persji Żydzi zabili 75 000 ludzi.

Tak to opisuje Wikipedia, ale nie informuje, że pierwszą żoną Kserksesa była królowa Waszti, a Esterka stała się żoną i królową po oddaleniu królowej Waszti.

Na stronie Żydowskiego Instytutu Historycznego można w artykule Purim, czyli Święto Losów (https://www.jhi.pl/artykuly/purim-czyli-swieto-losow,456) m. in. przeczytać:

»Święto rozpoczyna się od czytania w synagodze Megilat Ester, czyli Zwoju Estery, opisującego losy Żydów suzkich (Suza to jedna ze stolic Persji – przyp. W. L.), intrygę Hamana, dzielność Estery i Mordechaja. Ma on tradycyjną formę pergaminowego zwoju przechowywanego w ozdobnym, metalowym lub drewnianym pojemniku — jako jedyna z ksiąg Starego Testamentu może być bogato zdobiony. Ręcznie wykonane iluminacje wykorzystują tradycyjne motywy dekoracyjne, jak girlandy z kwiatów i kiście winogron, a często przedstawiają także sceny i postacie z opowieści. W trakcie czytania zgromadzeni w synagodze za wszelką cenę starają się zagłuszyć imię Hamana — hałasują, gwiżdżą, klaszczą i tupią, uderzają w kołatki, a wszystko to w myśl zasady, że imiona niegodziwców powinny zostać wymazane.

Po nabożeństwie rozpoczynają się przyjęcia, spotkania przyjaciół, w trakcie których oprócz wszelkich świątecznych potraw i przysmaków podaje się też alkohol. Tradycja wręcz nakazuje pić do momentu, kiedy człowiek przestaje odróżniać zło od dobra (po hebrajsku ad delo jada, „aż nie będzie się wiedziało”), czyli słowa: „niech będzie błogosławiony Mordechaj” zaczną się mylić z „niech przeklęty będzie Haman”. Ma to wielorakie znaczenie. Przede wszystkim powinno przypominać, że ocalenie Żydów dokonało się podczas królewskiej uczty. Niektórzy komentatorzy podkreślają drugie, mistyczne znaczenie ad delo jada, jako osiągnięcie stanu, w którym pojęcia zła i dobra tracą swoje znaczenie, mieszają się i tworzą harmonijną całość.

Takie zalecenia spowodowały, że Purim stało się najradośniejszym świętem o charakterze powszechnego karnawału. Tego dnia wolno łamać nawet najsurowszy zakaz przebierania się mężczyzn w suknie, a kobiet w stroje mężczyzn, dzięki czemu tradycyjnie w Purim urządza się bale przebierańców, maskarady, na ulicach tworzą się rozbawione i roztańczone korowody, a w domach organizuje się hucznie obchodzone spotkania towarzyskie.«

Na to święto wypada spojrzeć w szerszym kontekście historycznym, na pozycję Persji w ówczesnym świecie i na samego króla Kserksesa. Wszystko to działo się w najpotężniejszym wówczas państwie na świecie.

Rozwój Terytorialny Imperium Achemenidów; źródło: Wikipedia.

Achemenidzi – dynastia panująca w Persji w latach 550-330 p.n.e. Szczyt potęgi przypada na czasy Dariusza I Wielkiego i jego syna Kserksesa I. Wówczas Iran osiągnął największe rozmiary, rozciągając się od Azji Mniejszej i Egiptu aż po Indie. Ostatnim władcą dynastii był Dariusz III (336-330) pokonany przez Aleksandra Macedońskiego.

Cyrus II Wielki (550-529) w ciągu kilkunastu lat stworzył największe imperium, jakie dotychczas istniało. Jego panowanie wyróżniało się umiarkowaniem (m.in. w wysokości nakładanych danin) oraz poszanowaniem zwyczajów, praw i kultury podbitych ludów. Jego syn Kambyzes kontynuował dzieło ojca. W 525 p.n.e. podbił Egipt, a następnie wyruszył do Nubii (północno-wschodnia Afryka). Musiał jednak zawrócić, gdy w Persji pojawił się samozwańczy władca imieniem Smerdis. Podczas powrotu Kambyzes zmarł w tajemniczych okolicznościach w 522 p.n.e. Jego miejsce zajął Dariusz, który podbił ziemie nad Indusem, a następnie skierował się do Europy. W 513 roku zaatakował Trację. Wrócił do Persji, ale zostawił w Europie cześć armii, by dokończyła jej podboju.

W 499 p.n.e. wybuchł bunt w greckich miastach Anatolii. Jego zdławienie zajęło 5 lat. Buntownikom pomocy udzieliły miasta greckie Eretria i Ateny. Dariusz postanowił ukarać je i wysłał armię do Grecji. Niestety przegrał bitwę pod Maratonem (490 p.n.e.). Postanowił wysłać drugą, silniejszą armię, ale zamiary te przerwała jego śmierć w 486 roku. Syn Dariusza, Kserkses I, postanowił dokończyć dzieło ojca. W 480 roku jego armia wyruszyła przez Trację i Macedonię do Grecji. W bitwie pod Salaminą (480) i Platejami (479) zwyciężyli mniej liczni, ale lepiej uzbrojeni Grecy. I na tym zakończyły się perskie zamiary podboju Grecji.

Klęska w wojnie z Grekami nie tworzyła żadnego zagrożenia dla perskiego imperium. Było ono wciąż najbogatszym i najpotężniejszym państwem starożytnego świata i nawet wyzwolenie przez Ateny wielu greckich miast w Anatolii nie zmieniło tego stanu. Grecy byli zbyt słabi, by wyruszyć na podbój rozległego imperium, i mogli co najwyżej szarpać jego zachodni kraniec.

W 465 r. p.n.e. w niejasnych okolicznościach zginął Kserkses. Jego miejsce zajął syn Dariusz, który zginął z ręki swego brata Artakserksesa I. W 448 roku perski król zakończył wojnę z Grekami, godząc się na niepodległość miast greckich w Anatolii. Kontrolę nad tymi miastami odzyskali Persowie w 404 roku, gdy Sparta zwyciężyła Ateny. Sukces ten przyćmiła jednak utrata Egiptu, który zbuntował się.

Państwo Achemenidów przetrwało jeszcze ponad 70 lat, głównie dzięki wojnom pomiędzy greckimi miastami. Gdy jednak król Macedonii Filip II podbił Grecję w 336 roku, to zaczął przygotowania do podboju Persji. Po śmierci Filipa II w 336 r. p.n.e., jego zamiary kontynuował syn Aleksander. Dwa lata później wyruszył na wschód i w kilka lat podbił całe imperium.

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela z 1932 roku pisze:

»Zdobycie Babilonu przez Cyrusa perskiego (539 przed Chr.) otwiera żydom możność powrotu do Palestyny. W chwili wejścia nowego zwycięzcy w mury Babilonu cały lud, jak za skinieniem różdżki czarodziejskiej , odwraca się od bóstw pogańskich i wraca do Jehowy. Niewielu jednak godzi się z myślą powrotu do ojczyzny. Za długo już pozostają w Babilonie i zbyt im było dobrze. Niejeden z nich jest potomkiem osiedleńców dobrowolnych, którzy przybyli do Babilonu już kilka wieków przedtem. Emigracja żydowska do Babilonu poczęła się już od VIII w. przed Chr. w celach handlowych i za czasów świetności królestwa judzkiego szczycił się Izrael prorokami, którzy głosili swe nauki w murach Niniwy i Babilonu.

Powrót do Palestyny obejmuje więc szczupłą garść ochotników. Reszta finansuje. Kolonizacja dawnej ojczyzny natrafia na osobliwe trudności. Musi rugować ludność miejscową z jej siedzib i dbać o to, by koloniści nie zlali się w jedno z autochtonami. Pomaga im Cyrus i wydaje rozkaz, by miejscowe plemiona ustąpiły izraelitom miejsca.

Ledwo czterdzieści tysięcy żydów wraca do Palestyny. Cyrus mianuje wielkorządcą żyda Zerubabela. I tu okazuje się, że żydzi byli przedtem w Palestynie tylko wierzchnią warstwą ludności. Oto bowiem kolonizatorzy wszędzie spotykają się z nienawiścią; przyszli znowu w roli panów, odbierają ziemię i ludność miejscową spychają do roli swych sług. Odbudowują świątynię Salomona przy poważnym zasiłku z perskiego skarbca.

Powrót do Palestyny przypomina żywo warunki, wśród których dzisiaj dokonuje się jej kolonizacja. Deklaracja Cyrusa i deklaracja Balfoura, wielkorządca perski Zerubabel i wielkorządca brytyjski sir Herbert Samuel, postawa ludności tubylczej i dzisiejsza postawa Arabów. Finansowanie przez Babilon i finansowanie przez Nowy Jork. Nawet zbrojne napady na kolonistów. Zdesperowani samarytanie zdobywają Jerozolimę, burzą świeżo odbudowane miasto i protekcja dworu perskiego musi kolonistów ratować z opresji.«

Dalej pisze:

»Oto w wyniku reform Nehemiasza powstaje „najwyższa rada”, składająca się z 71 członków. Większość tego zgromadzenia stanowią „mędrcy”. Z instytucji tej później wyłania się Sanhedryn, jako symbol wewnętrznej jedności żydostwa.

W tym stadium „krzepnięcia” zastaje Izraelitów najazd Aleksandra Macedońskiego. Rozgromienie sprzyjającej żydom Persji nie przeszkadza im witać czule nowego zwycięzcę. Triumfator otrzymuje w Jerozolimie od arcykapłana ochocze przyrzeczenie, że każde dziecko izraelskie, urodzone w roku jego wejścia do Jerozolimy, otrzyma na imię Aleksander. Toteż zjednany władca zwraca swój gniew przeciw Samarytanom.

„Ponieważ nie mogło ujść wiadomości jego, że są wrogami Judejczyków, darzył względami tych ostatnich, by tamtym dać uczuć swoją niełaskę”. – Henryk Graetz, Historia Żydów.

I tak pierwsze zetknięcie się oficjalne judaizmu z hellenizmem było przyjazne. Zdobywca Azji, rozgromiciel królestwa perskiego, nie zapałał gniewem do pupilów perskiego królestwa. A ścigany rzez Aleksandra Dariusz mógł się zastanawiać w swej smutnej drodze, czemu wdzięczność Judejczyków za „deklarację Cyrusa” nie przetrwała nawet o godzinę świetności perskiego królestwa. Nie wiedział nieszczęsny, ze przodek jego, ów wspaniały Cyrus, był w oczach Izraela nie dobrotliwym władcą, ale tylko marnym „narzędziem Jehowy”.«

W następnym rozdziale Rolicki pisze:

»Po rozpadnięciu się państwa Aleksandra Wielkiego na Macedonię, Egipt i Syrię, Palestyna dostała się pod władzę Egiptu. Jest to okres, w którym po raz pierwszy w całej pełni hellenizm spotyka się z judaizmem twarzą w twarz.

Na dworze Ptolemeuszów w Aleksandrii żydzi są nader mile widziani i są powiernikami królów, nie omijają ich urzędy państwowe i inne korzyści. Okres panowania egipskiego (323-201 przed Chr.) zaznacza się mniej więcej powierzchowną hellenizacją Palestyny, a nawet samej Jerozolimy. Ton życiu duchowemu żydostwa nadają teraz niewidzialne wpływy skupień emigracyjnych. Właściwie już od śmierci Nehemiasza podnieta dla podtrzymania Erec Izrael (siedziby narodowej) płynie z Babilonu. Jest to znany nam kierunek „ogrodzenia”. Drugie potężne skupienie żydowskie wytwarza się w Aleksandrii. Przedstawia ono kierunek hellenistyczny, a więc mniej lub więcej pozornej asymilacji do cywilizacji greckiej.

Jerozolima jest miejscem, gdzie oba te kierunki toczą ze sobą walkę.

Hellenizm jest widoczny z daleka, a judaizm nurtuje pod spodem. Hellenizm niesie ze sobą równouprawnienie obywatelskie z ludnością macedońską egipskiego państwa; w Aleksandrii Ptolomeusze równają ludność żydowską w prawach z ludnością panującą. Stąd rozchodzą się żydzi po innych miastach Egiptu i uzyskują większość w nadbrzeżnych miastach Cyrenajki (dzisiejszy Trypolis).

W państwie syryjskim, pod którego władzą znalazł się Babilon, żydzi również otrzymują pełnię praw obywatelskich; z Babilonu rozchodzą się do miast założonych przez dynastię Seleucydów i dają początek m.in. wielkiemu żydowskiemu skupieniu w Antiochii.

Wśród żydów kwitnie dobrobyt a handel nie jest im nowiną. Już Salomon dorobił się bogactw na handlu. Udało mu się bowiem wziąć na siebie funkcję pośrednika w handlu końmi między hodującym je Egiptem a państwami azjatyckimi. W państwie izraelskim (tzw. państwie dziesięciu pokoleń) majętni trudnili się lichwą, a szczególnie lichwą zbożową. „W latach głodowych otwierali swe spichrze, sprzedawali żywność – przy czym używali fałszywej miary i wagi – a gdy biedacy nie mogli zwrócić pożyczki, zabierali im dzieci.” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Obecnie te zdolności w świecie helleńskim znalazły szerokie zastosowanie. W Egipcie, a później w Syrii, żydzi dzierżawili cła i „łupili ludność ze skóry”. Charakterystyczną postacią staje się siostrzeniec arcykapłana Oniasza, Józef. Z nadzwyczajną surowością egzekwował podatki. „W Gazie i Scytopolis, których grecka ludność ośmieliła się stawić mu opór i obrzuciła go obelgami, kazał ściąć najprzedniejszych i najbogatszych obywateli.” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Z tych rabunków spadł na Judeę deszcz złota. Na poborców brał sobie Józef samych Judejczyków. Z Syrii pozostały „same kości”, a za te bogactwa lud izraelski opływał w dostatki. Dosłownie pomyślność finansową zawdzięczała Palestyna Józefowi, który łupił bezlitośnie skórę z Greków na rzecz swego plemienia.

Za to, gdy w walkach między państwem syryjskim a Egiptem, szala zaczęła się przechylać na na rzecz Seleucydów, nie kto inny, jak synowie Józefa zapomnieli o wdzięczności dla domu Ptolomeuszów, któremu cała Judea winna była bogactwo i zawiązali stronnictwo Seleucydów. Zaraz potem w r. 202 Judea przeszła pod panowanie syryjskie, zaś około r. 200 sam król Antioch zajął Jerozolimę, witany przez Wysoką Radę.

Antioch nadał żydom różne swobody i prawa obywatelskie. W Azji Mniejszej popierał kolonizację żydowską i od czasów Antiocha datują swe powstanie skupienia żydowskie w Efezie, Sardesie i Pergamonie. Hellenizacja, czyli asymilacja żydów czyniła znaczne postępy.«

To, co zwróciło moją uwagę, to pewna zbieżność czasowa wydarzeń. Imperium perskie zaczyna słabnąc od momentu pojawienia się Estery u boku Kserksesa, który zresztą umiera w niewyjaśnionych okolicznościach w 465 roku p.n.e. Ale już wcześniej, jak pisze Rolicki, Żydzi zdobyli sobie szczególne względy władców perskich. Tak więc o losach tego imperium to oni decydowali. Czyżby zatem to oni pozwolili mu się rozwinąć, a później „pozwolili” mu upaść.

Jak to się stało, że takie potężne imperium nie mogło sobie poradzić z Grecją, a mała Macedonia, ni stąd ni zowąd, podbija Grecję i wyrusza na jego podbój i pokonuje je. Tym bardziej, że ta Macedonia była częścią tego imperium, a Dariusz zostawił tam część swojej armii. Co się tam z nią stało? O tym Wikipedia nie wspomina, nawet nie pisze o tym, że Macedonia była częścią tego imperium. Natomiast wzmiankuje o tym Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, 1965. Pisze ona, że na przełomie VI i V wieku p.n.e. Macedonia była podporządkowana Persji.

Rolicki wspomina o tym, że emigracja żydowska do Babilonu rozpoczęła się już w VIII wieku p.n.e. A skoro tak, to wypada sobie zadać pytanie, czy tylko tam, czy może również w innych kierunkach? Jeśli podstawą całej tej żydowskiej filozofii było rozproszenie po całym świecie, to prawdopodobnie byli oni też w Grecji i Macedonii, zanim nastąpiło pełniejsze zetknięcie się hellenizmu z judaizmem w Aleksandrii.

W 499 roku p.n.e. wybucha bunt w greckich miastach Anatolii. Na jakim tle i co było jego przyczyną? O tym też Wikipedia nie pisze, ale chyba nietrudno domyślić się, kto mógł to zrobić. Taka V kolumna w imperium perskim, która rozsadzała je od środka. Znane są nam te praktyki z późniejszych czasów i wiemy, kto to robił. A skoro to robił wtedy, to i wcześniej mógł to robić. Któż inny miał i ma takie doświadczenie we wzniecaniu tego typu zamieszek.

Wojny, jak pokazuje historia imperium perskiego, służą przede wszystkim zmianie układu sił w rejonie, w którym się toczą, zmianom terytorialnym w tym rejonie bądź powstaniu nowych państw. To też będzie dotyczyć rejonu, w którym toczy się wojna Rosji z Ukrainą. Do wywołania kryzysu czy zresetowania gospodarki wojna nie jest potrzebna. Największy dotychczasowy kryzys gospodarczy, ten z 1929 roku, nie był wynikiem wojny, tylko wynikiem odpowiednich operacji finansowych, dokonywanych przez mistrzów spekulacji i właścicieli pieniądza.

Zmiany terytorialne już się dokonały. Rosja wchłonęła południowo-wschodnią część Ukrainy. Ale na tym się nie skończy. Przesiedlenie na teren Polski kilku milionów Ukraińców nie jest przypadkowe. Wielu z nich trafiło na tzw. ziemie poniemieckie, na które po II wojnie światowej przesiedlano mniejszości z Kresów. Najwięcej zapewne Ukraińców, którym karty przesiedleńca drukowano w języku polskim i ukraińskim. Oznacza to, że na tych ziemiach poniemieckich mniejszości narodowe stanowią zdecydowaną większość.

Jeśli Rosja już odzyskała to, co chciała, a Niemcy wykazują wyjątkową wstrzemięźliwość w tym konflikcie, to może to znaczyć, że i one zechcą upiec własną pieczeń na tym ogniu. Skoro Rosjanie przeprowadzili referenda w separatystycznych republikach, to Niemcy również mogą zaproponować ich przeprowadzenie na ziemiach, z których nigdy nie zrezygnowali. Te mniejszości, mając do wyboru mieszkanie w Polsce czy w Niemczech, zapewne wybiorą Niemcy i w ten sposób w majestacie prawa Polska zostanie rozebrana, a światowa opinia publiczna zaakceptuje to i uzna za rzecz normalną. Reszta Polski zostanie połączona z tą częścią Ukrainy, które wielcy tego świata zechcą jej zostawić. Pewnie w następnej kolejności dojdzie do połączenia z Białorusią, a może nawet jakaś unia z Litwą, Łotwą i Estonią. Kiedy to może nastąpić? Majdan w Kijowie zaczął się w 2014 roku, a wojna wybuchła w 2022 roku, a więc 8 lat. Być może i przed nami jest taka perspektywa – 8 do 10 lat.

Wygląda na to, że powojenne przesiedlenia mniejszości narodowych z polskich Kresów na ziemie poniemieckie były dokonane świadomie z myślą, że kiedyś one wrócą do Niemiec. Osiedlenie tam Polaków uniemożliwiłoby ten zamiar. Któż myślał tak dalekowzrocznie? Tylko ten, kto miał wielowiekowe doświadczenie, sięgające czasów imperium perskiego, a może jeszcze wcześniejszych. Ktoś, kto był wprawiony w snuciu wszelkiego rodzaju intryg, wywoływaniu buntów i wojen, w kreowaniu wielkich wodzów i ich marginalizowaniu, w tworzeniu wielkich imperiów i ich likwidowaniu. Tylko jedna jest taka nacja.

Prusy

W poprzednim blogu pisałem o tym, że unia realna pomiędzy Polską i Litwą, czyli unia lubelska, nie była w polskim interesie. A czy unia personalna, czyli wszystkie te wcześniejsze unie z Litwą, była w polskim interesie? I w tym wypadku również nie można uznać, że był wspólny interes, wspólne zagrożenie. Wybór Jagiełły na króla oznaczał bezsensowne wciągnięcie Polski do wojny z zakonem, bo w tamtym czasie, przed jego wyborem, obie strony, czyli Polska i zakon krzyżacki, doszły do porozumienia i uznały, że dalsze prowadzenie wojen nie ma sensu. Natomiast Krzyżacy zagrażali Litwie, bo chcieli połączyć ziemie zakonne w Prusach z Inflantami, rozdzielone Żmudzią, tak by południowe i wschodnie wybrzeże Bałtyku należało wyłącznie do nich. A więc bitwa pod Grunwaldem (1410) nie była w interesie Polski tylko Litwy. Unię Polski z Litwą można uznać za koniec państwa polskiego, bo od tego momentu państwo to zaczyna dbać o interesy obcych, a nie o interesy polskie. I tak jest do dziś. Państwo polskie jest polskim tylko z nazwy.

Na te wydarzenia, na upadek zakonu, trzeba patrzeć w trochę szerszym kontekście. Już od XIII wieku rozwija się we Włoszech prąd humanizmu, nawiązujący ideologicznie do spuścizny świata starożytnego. Upadek Konstantynopola w 1453 roku i ucieczka uczonych bizantyjskich do Włoch, podsyca ten prąd dzięki odkryciu rękopisów starożytnych. Humanizm staje się ruchem propagującym indywidualizm, a więc nastawiającym jednostkę niechętnie do jakichkolwiek więzów karności społecznej czy religijnej.

Ośrodkami humanizmu były akademie, czyli związki osób, interesujących się starożytnością. I tak słynna akademia platońska we Florencji zajmowała się Platonem i usiłowała jego poglądy stosować do dogmatów chrześcijaństwa. Sekundowały jej akademia rzymska lub wenecka. Akademia rzymska nigdy nie odbywała jawnych zebrań, lecz zawsze pod osłoną jakiejś uroczystości czy biesiady, a inne bardzo liczne włoskie akademie ukrywały się także, by uniknąć odpowiedzialności za wolnomyślne poglądy. W ten sposób organizacje te nabrały charakteru związków tajnych, a członkowie ich posługiwali się pseudonimami łacińskimi lub greckimi.

Ruch humanistyczny doprowadził do konfliktu pomiędzy wiarą i wiedzą. Wykazując, że postępy wiedzy godzą w dogmatykę katolicką, osłabił autorytet Kościoła i starał się zepchnąć religię na teren pozarozumowy. Powoli stawał na gruncie wolności myślenia w zakresie religijnym, dając podstawy umysłowe reformacji.

Te wydarzenia miały wpływ na kondycję zakonu krzyżackiego, na stopniowe ograniczanie jego potencjału i znaczenia politycznego. To nie Jagiełło pokonał ostatecznie zakon, ale Związek Pruski, który wywołał powstanie i który sfinansował wojnę trzynastoletnią. Od 1453 roku mieściła się w Toruniu siedziba powołanej w tymże roku Tajnej Rady, stałej reprezentacji Związku Pruskiego, składającej się z 8-10 przedstawicieli rycerstwa i wielkich miast. No właśnie! Tajnej Rady!

Prusy

Prusy (niem. Preußen, łac. Borussia) – niejednoznaczny termin, odnoszący się kolejno do kilku państw stworzonych na historycznych terenach Prus w okresie od 1226 do 1947 roku. Tak to definiuje Wikipedia, z której korzystam.

Pierwszym państwem na terenie Prus było państwo zakonu krzyżackiego. W 1226 roku Konrad I mazowiecki sprowadził Krzyżaków na ziemię chełmińską, z której zakon dokonywał podboju Prusów. Przez następne 200 lat Krzyżacy kolonizowali Prusy i budowali swoje państwo. Na mocy postanowień II pokoju toruńskiego (1466) zakon oddał Polsce Pomorze, ziemię chełmińską i Warmię, został lennikiem Polski i przeniósł stolicę pruską z Malborka do Królewca. I tak powstały Prusy Królewskie. Pozostałe pod władzą krzyżacką ziemie określano jako Prusy Zakonne. Po sekularyzacji zakonu w 1525 roku zmieniono nazwę na Prusy Książęce. Używano też nazwy Księstwo Pruskie. Od 1701 roku Królestwo Prus.

Położenie państwa krzyżackiego; źródło: Wikipedia.

Państwo zakonne (1226-1525) obejmowało głównie ziemie Prusów, a po przejęciu zakonu kawalerów mieczowych także Inflanty (Łotwę i Estonię). Przez cały czas istnienia państwa zakon podlegał bezpośrednio papiestwu, a jako zbrojne ramię – Świętemu Cesarstwu Rzymskiemu (Pierwsza Rzesza Niemiecka). Wielki mistrz uznawał nad sobą władzę cesarzy, bo był zaliczony w poczet książąt Rzeszy.

Od 1230 do 1249 roku zakon, dzięki stale napływającemu wsparciu i posiłkom przysyłanym przez Fryderyka II, zdołał całkowicie zająć i spacyfikować dawne tereny Prusów aż do rzeki Pasłęki (Pomezania). Strategia walki Krzyżaków polegała na stopniowym eliminowaniu rozproszonych gniazd oporu Prusów i umacnianiu dopiero co zdobytej władzy poprzez budowanie fortyfikacji i w oparciu o nie terroryzowanie miejscowej ludności.

Podbijanie Pomezanii spowodowało wybuch I powstania Prusów (1242), które zakończyło się ich klęską. Zmusiło ich to do podpisania w 1249 roku układu w Dzierzgoniu. Prusowie uznali władzę zwierzchnią zakonu i przenieśli się zgodnie z jego postanowieniami za Pasłękę. Świeżo zdobyte tereny zostały skolonizowane przez chłopów sprowadzonych z Mazowsza, Czech i Niemiec.

Krainy historyczne dawnych Prus; źródło: Wikipedia.

Drugi etap podboju Prusów zaczął się rok później, kiedy to zakon podjął kampanię zdobycia Dolnych Prus i Sambii, co było możliwe dzięki wsparciu króla Czech Ottokara II. Na cześć tego króla główna siedziba zakonu w Dolnych Prusach i Sambii została nazwana Królewcem.

W 1260 roku wybuchło dobrze zorganizowane II powstanie Prusów pod wodzą Herkusa Monte, które zakończyło się niemal sukcesem, jednak ponowne szybkie wsparcie cesarza rzymskiego oraz sprawdzona strategia budowania twierdz i stosowanie terroru spowodowało, że w 1283 roku powstanie upadło. Przywódca został pojmany i powieszony, a sami Prusowie wycięci w pień lub zamienieni w niewolników. W trakcie walk powstała na terenie Prus świetnie zorganizowana sieć zamków i twierdz, wokół których zaczęły powstawać rolniczo-leśne latyfundia zarządzane przez rycerzy zakonnych.

Ekspansja na ziemie litewskie

Już w trakcie zmagań z Prusami dochodziło do starć wojsk zakonnych i litewskich. Po stłumieniu powstania pruskiego nastąpiła eskalacja konfliktu. W latach 1283-1325 Krzyżacy 75 razy wtargnęli na Żmudź, Litwę i Ruś Czarną. Litwini odpowiedzieli 44 atakami na ziemie zakonu w Prusach i Inflantach. W wyniku konfliktu pogranicze żmudzkie uległo wyludnieniu, ale nie udało się Krzyżakom zdobyć Żmudzi.

Ekspansja na ziemie polskie

W 1308 roku książę Władysław Łokietek wezwał na pomoc Krzyżaków w celu odparcia ataku Brandenburczyków na Pomorze Gdańskie. Ci pomocy udzielili, ale Pomorza i Gdańska nie opuścili. Po wymordowaniu polskiej załogi i rzezi w mieście zajęli także kolejne miasta pomorskie i odkupili od Brandenburczyków prawa do Pomorza. W związku z tym Łokietek w 1319 roku interweniował u papieża. Proces w sprawie zagarnięcia Pomorza odbył się w Brześciu i Inowrocławiu i zakończył się 10 lutego 1321 roku wynikiem, który nakazywał zakonowi krzyżackiemu zwrot Pomorza i zapłatę 30.000 grzywien. Krzyżacy złożyli apelację i sprawa uległa zawieszeniu.

Wkrótce zakon sprzymierzył się z księciem Janem Luksemburskim (król Czech) oraz władcą Meklemburgii i w 1327 roku zaatakował Kujawy i Wielkopolskę. W 1331 roku stoczono nierozstrzygniętą bitwę pod Płowcami, która mimo że nie zmusiła zakonu do oddania Pomorza, obaliła mit o niezwyciężonych Krzyżakach. Jednak zakon nadal próbował atakować te tereny metodą wojen podjazdowych, ale działania Kazimierza Wielkiego w czasie zjazdu w Wyszehradzie w 1335 roku, rozbijające ich sojusz z Czechami, skłoniły zakon do podpisania pokoju w Kaliszu w 1343 roku. Zwrócił on Kujawy i ziemię dobrzyńską, zaś warunkowo, jako jałmużnę, zatrzymał Pomorze, ziemię chełmińską i michałowską. Pomimo trzech kolejnych wyroków sądu papieskiego, nakazujących zwrot Pomorza, zakon nigdy nie oddał dobrowolnie zasądzonej ziemi.

Ostatecznie Królestwo Polskie zgodziło się na rozdzielenie Polski i Pomorza, jednakże strona krzyżacka zmuszona została do uznania Kazimierza III Wielkiego i jego następców za fundatorów i donatorów Zakonu na terenie Pomorza i ziemi chełmińskiej. Pozwoliło to na utrzymanie zasady prawnej zwierzchnictwa, wynikającej z nadań Konrada Mazowieckiego na rzecz walczącego z poganami zakonu. Uznanie przez zakon honorowego zwierzchnictwa króla polskiego nad spornymi ziemiami umożliwiło Kazimierzowi III Wielkiemu wystąpienie w 1357 r. wobec papieża z argumentem o przynależności tych ziem do archidiecezji gnieźnieńskiej i Królestwa Polskiego, a w 1364 r. o zwolnienie ze wszystkich zawartych pod groźbą wojny przysiąg niesprawiedliwych dla Królestwa Polskiego.

Polityka zakonu w XIV wieku

W połowie XIV wieku Polska i zakon krzyżacki nie były zainteresowane wznawianiem konfliktu, co przywódcy obu państw, król Polski Kazimierz III Wielki i wielki mistrz Zakonu Winrych von Kniprode, potwierdzili na zjeździe w 1366 roku w Malborku. Głównym celem państwa zakonu krzyżackiego było zajęcie południowo-wschodniego wybrzeża Bałtyku i uzyskanie lądowego połączenia pomiędzy dwoma częściami państwa – Prusami i Inflantami. W tym celu Krzyżacy naciskali zbrojnie na rozdzielającą je litewską Żmudź, wykorzystując zaangażowanie Litwy na południu i wschodzie. W 1348 roku Krzyżacy odnieśli decydujące zwycięstwo nad koalicją litewsko-ruską w bitwie nad rzeką Strawą. Polityka bałtycka Krzyżaków w XIV wieku wpisywała się w szerszy kontekst opanowania wybrzeży Bałtyku przez wywodzące się z Niemiec związki kupieckie i zakonne.

Bitwa nad rzeką Strawą

Bitwa nad Strawą – bitwa pomiędzy Wielkim Księstwem Litewskim a zakonem krzyżackim, która miała miejsce 2 lutego 1348 roku nad rzeką Strawą na Litwie. Bitwa okazała się klęską wojsk litewskich.

Zimą 1348 roku oddziały krzyżackie i sojusznicze w liczbie około 4000 zbrojnych pod dowództwem komtura Winrycha von Kniprode wkroczyły na teren Litwy właściwej. Po przekroczeniu Niemna napotkały idące im naprzeciw wojska litewskie w liczbie około 9000 ludzi. Do starcia doszło nad rzeką Strawą, dopływem Niemna, mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Kownem a Trokami. Pomimo przewagi liczebnej, zaangażowania nad Strawą wszystkich swoich sił oraz posiłków z ziem ruskich, Litwini ponieśli klęskę i zostali rozgromieni przez oddziały Winrycha von Kniprode.

Straty strony litewskiej wyniosły około 6000 zabitych, czyli 2/3 całego stanu wojska. Śmierć w bitwie ponieśli m. in. książęta Narymunt i Monwid. Natomiast wojska krzyżackie straciły tylko 60 ludzi, w tym 8 rycerzy zakonnych. Olgierd i Kiejstut zdołali ujść z pola. Po tej porażce Kiejstut w 1348/1349 zwrócił się do króla polskiego Kazimierza z prośbą o pośrednictwo i poparcie w sprawie przyjęcia chrztu przez Litwę, do czego jednak nie doszło.

Natomiast dla państwa krzyżackiego zwycięstwo nad Strawą oznaczało początek względnego spokoju i rozwoju gospodarczego w Prusach. Zaczęto akcję osiedleńczą w pustoszonych wcześniej regionach i tworzenie nowych miast (np. Olsztyn).

Historycy uważają, że bitwa nad Strawą miała charakter przełomowy. Henryk Łowiański podnosi, że od tego momentu Litwa nie mogła w otwartym polu stawić Krzyżakom czoła o własnych siłach. W latach 1300-1315 Krzyżacy byli skutecznie odpierani przez wojska litewskie pod wodzą Witenesa, a później przez Giedymina. Potem jednak siła litewskiego oporu słabła i Litwini nie byli w stanie odpowiadać na wciąż organizowane reizy (zbrojne wyprawy o charakterze łupieżczym) krzyżackie. Nieudaną próbą odwrócenia skutków klęski nad Strawą był najazd Litwinów na Prusy w 1370 roku i bitwa pod Rudawą (na terenie Sambii), która również okazała się klęską. Przełom nastąpił po zawarciu unii z Polską.

Następstwa unii polsko-litewskiej

Konflikt polsko-krzyżacki odnowił się w wyniku zawarcia przez Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie unii personalnej w Krewie w 1385 roku, która skutkowała chrztem Litwy i objęciem tronu w Krakowie przez litewskiego księcia Jagiełłę. Chrzest ostatniego pogańskiego państwa w Europie wschodniej zachwiał ideologiczną podstawą rozwoju państwa zakonu krzyżackiego, a wzmocnione sojuszem Polska i Litwa zaczęły dążyć do rewindykacji zajętych przez Krzyżaków ziem – Pomorza, ziemi chełmińskiej (Polska) i Żmudzi (Litwa).

Państwo zakonu krzyżackiego; źródło: Wikipedia.

Ponadto od 1397 roku zakon krzyżacki wraz z niemiecką Hanzą zmuszony był mierzyć się z presją rewindykacyjną państw nordyckich, które po zwycięstwie Danii w wojnie Małgorzaty I (władczyni Danii, Norwegii i Szwecji) z Albrechtem Meklemburskim zawarły antyniemiecką unię kalmarską (Dania, Norwegia, Szwecja). W 1408 roku po 10-letnim konflikcie Malbork musiał zwrócić Danii wyspę Gotlandię, zdobytą w 1402 roku, w reakcji na unię kalmarską, aby w konflikcie z Polską i Litwą nie być zmuszonym do wojny na dwa fronty – przeciwko unii polsko-litewskiej i unii kalmarskiej.

Pokój toruński (1411)

Wskutek ciągłych walk podjazdowych na Kujawach i Litwie, prowadzonych przez zakon, Jagiełło zdecydował się na rozpoczęcie wielkiej wojny (1409-1411), której kulminacyjnym momentem była bitwa pod Grunwaldem, a jej uwieńczeniem pokój w Toruniu w 1411 roku. Pokój ten został, mimo zwycięskiej kampanii wojskowej, wymuszony na Jagielle ogólną sytuacją polityczną Polski, gdyż w obronie zakonu stanęła koalicja władców z dynastii Luksemburskiej – Jana, ks. Zgorzeleckiego, Wacława, Króla Czech oraz Króla Węgier Zygmunta. Pokój ten nie przyznał Polsce Pomorza Gdańskiego ani ziemi chełmińskiej, ale Litwa odzyskała Żmudź, co skutkowało ponownym podziałem na dwa osobne obszary – państwo pruskie nad Wisłą i Pregołą i państwo inflanckie nad Dźwiną i Narwą. Zakon zaczął od tego momentu tracić na sile, a jego sytuacja ekonomiczna pogorszyła się na skutek blokady wymiany handlowej, którą zastosowała strona polsko-litewska.

Dobijanie Zakonu

Pokój toruński z 1411 roku był chyba tylko pokojem z nazwy. Wkrótce doszło do wielu wojen pomiędzy unią polsko-litewską a państwem zakonu krzyżackiego: wojna głodowa (1414), Wyprawa odwrotowa (1419), wojna golubska (1422) i wojna polsko-krzyżacka, tzw. nieszawska (1431-1435).

Pod koniec panowania Władysława Jagiełły przeprowadzona została w 1433 roku wyprawa polska, wspierana przez husytów, na Nową Marchię i Pomorze Gdańskie. Jednak decydującą była klęska koalicyjnych wojsk inflancko-rusko-tatarskich z armią litewsko-polską w bitwie pod Wiłkomierzem nad Świętą (Szeszupą) w 1435 roku, w której zginęło całe przywództwo wojskowo-polityczne państwa inflanckiego. Skłoniło to zakon do zawarcia traktatu pokojowego. Zgodnie z postanowieniami Pokoju Wieczystego w Brześciu Kujawskim z 31 grudnia 1435 roku przywództwo zakonu zgodziło się nie ingerować nigdy więcej w wewnętrzne sprawy Litwy i Polski, a ponadto oddać zagraniczną politykę zakonną pod kontrolę stanów pruskich. W konsekwencji mieszczanie i średnia szlachta państwa zakonu krzyżackiego uzyskali prawo wypowiedzenia posłuszeństwa mistrzowi zakonu krzyżackiego, jeżeli ten złamie postanowienia pokoju w Brześciu Kujawskim. Umożliwiło to powstanie zorganizowanej opozycji miast i szlachty pruskiej przeciwko zakonowi krzyżackiemu.

Związek Pruski

Po pokoju brzeskim w 1435 roku wcześniejszy konflikt stanów pruskich z zakonem zaczął się zaogniać. Zaczęły się także niesnaski między różnymi frakcjami Krzyżaków, w które zaczęły wtrącać się stany, chcące powołać do życia stałą organizację służącą reprezentacji ich praw i interesów. Podstawą aktu erekcyjnego Związku stał się koncept przygotowany przez Radę Starego Miasta Toruń. 14 marca 1440 roku pod aktem związkowym przycisnęło pieczęcie 53 przedstawicieli szlachty, 7 miast hanzeatyckich (Chełmno, Stare Miasto Toruń, Nowe Miasto Toruń, Elbląg, Gdańsk, Braniewo, Stare Miasto Królewiec, Knipawa – jedno z trzech miast wchodzących w skład Królewca) oraz 12 mniejszych miast. W ciągu lata do Związku przystąpiły prawie wszystkie miasta i znaczna część szlachty. Od 1453 roku w Toruniu mieściła się siedziba powołanej w tymże roku Tajnej Rady, stałej reprezentacji Związku Pruskiego, składającej się z 8-10 przedstawicieli rycerstwa i wielkich miast. Największym oparciem Związku była Ziemia chełmińska, Gdańsk, Toruń i teren dawnej Pomezanii.

Wojna trzynastoletnia (1454-1466)

W dniu 4 lutego 1454 roku Tajna Rada wysłała z Torunia do Malborka poselstwo z listem, w którym formalnie wypowiedziała posłuszeństwo wielkiemu mistrzowi krzyżackiemu. Akt ten, który opieczętował Hans von Baysen, jako reprezentant rycerstwa pruskiego, oraz Stare Miasto Toruń, jako reprezentant miast pruskich, dotarł przez posłańca toruńskiego do rąk wielkiego mistrza rano 6 lutego. Tego samego dnia, zapoczątkowane atakiem na zamek krzyżacki w Toruniu, wybuchło powstanie przeciw Krzyżakom. W tym samym miesiącu gdańszczanie zaatakowali Wielki Młyn i 11 lutego opanowali zamek krzyżacki, który następnie zniszczyli. Po upływie miesiąca Krzyżacy kontrolowali już tylko Malbork, Sztum i Chojnice. Wkrótce do Krakowa udał się z poselstwem Hans von Baysen, który w imieniu Związku Pruskiego zwrócił się do króla Kazimierza Jagiellończyka o przyłączenie Prus do Polski. W dniu 21 lutego 1454 roku Baysen został przyjęty na posiedzeniu rady koronnej i wygłosił mowę z prośbą o inkorporację. Rada przegłosowała prośbę i król się do niej przychylił. Następnego dnia król wypowiedział Zakonowi wojnę. Akt inkorporacji wystawiony 6 marca 1454 roku oznaczał równocześnie początek wojny trzynastoletniej, finansowanej głównie przez Związek Pruski (pół miliona dukatów), króla Kazimierza (pół miliona dukatów), społeczeństwo Królestwa Polskiego (pół miliona dukatów). W maju król Polski odebrał hołd w Toruniu od ziemi chełmińskiej, 11 czerwca w Elblągu od Gdańska i m. in. Elbląga oraz trzech biskupów pruskich. W Królewcu hołd odebrał Jan z Koniecpola.

II pokój toruński (1466)

Królestwo Polskie było wyczerpane długotrwałą i kosztowną wojną, szlachta niechętnie zgadzała się na dalsze finansowanie wojska. Wyczerpanie sił obydwu stron w połowie 1466 roku pogłębiła epidemia, szczególnie groźna w miastach, co skutkowało przyjęciem poglądu o niecelowości prowadzenia kolejnych kosztownych i trudnych oblężeń. W otoczeniu króla Kazimierza IV przewagę zyskiwał pogląd, że inkorporacja całego państwa zakonnego przekracza możliwości Królestwa Polskiego, a wpływy Związku Pruskiego we wschodniej części kraju były znacznie słabsze niż na Pomorzu. Przesądziło to o decyzji ograniczenia polskich żądań terytorialnych do Pomorza, Powiśla, kontrolowanej przez Szumborskiego ziemi chełmińskiej i kontrolowanej przez biskupa Pawła Legendorfa Warmii.

Państwo zakonu krzyżackiego w 1466 roku; źródło: Wikipedia.

Na mocy postanowień pokoju toruńskiego zakon krzyżacki oddał Polsce Pomorze Gdańskie, ziemię chełmińską i michałowską, a także Warmię i stolicę Malbork, które nazwano Prusami Królewskimi, a pozostałe podległe Krzyżakom ziemie określano odtąd jako Prusy Zakonne, które były lennem króla Polski. Nową stolicą państwa został Królewiec.

Wyjątkowy status Gdańska

Na skutek uzyskanych w trakcie wojny przywilejów i czasowego zablokowania drogi handlowej przez Elbląg polski handel morski skoncentrował się w Gdańsku. Miasto zachowało prawo wyłącznego handlowego pośrednictwa z 1442 roku, rozszerzając przywileje o prawo kontrolowania żeglugi i pobierania podatków. Władza Polski nad ujściem Wisły pozostała poważnie ograniczona. Zyski Gdańska czerpane z wyłącznego pośrednictwa w handlu umożliwiły miastu rozwój, dzięki któremu stał się największym i najbogatszym miastem Polski, zachowującym wielokulturowość i daleko idącą niezależność.

Rozpad państwa zakonu krzyżackiego

Pomimo formalnej inkorporacji do Korony Królestwa Polskiego na zasadach lenna ziem pozostawionych we władztwie terytorialnym wielkich mistrzów – Prus Zakonnych – władztwu Krzyżaków pozostawiono daleko idącą niezależność. Król Polski zobowiązał się nie ingerować w wybór kolejnych wielkich mistrzów, chociaż narzucił warunek przyjmowania do Zakonu także Polaków. Pomimo nieprecyzyjnych zapisów pokoju dotyczących stopnia podległości Koronie, Zakon zmuszony został do rezygnacji z samodzielnej polityki zagranicznej i udzielania Koronie pomocy zbrojnej.

Warunki te przypieczętowały rozpad Zakonu Krzyżackiego na odrębnie rozwijające się dzielnice, tj. Prusy Królewskie i Prusy Zakonne. Celem Prus Zakonnych na kolejne lata pozostało dążenie do odwetu na Koronie i uchylenie postanowień II pokoju toruńskiego. Inflanty zostały osamotnione. Czynniki kierujące byłym państwem inflanckim, nie mogącym liczyć na pomoc ze strony pobitych Prus Krzyżackich, rozpoczęły politykę zbliżenia do Unii Jagiellońskiej celem zawarcia sojuszu obronnego przeciwko Moskwie.

Upadek państwa zakonnego w Prusach

Od 1501 roku wielcy mistrzowie krzyżaccy odmawiali hołdu lennego władcom Polski, co stało się powodem wojny polsko-krzyżackiej 1519-1521. Po przegranej wojnie, zmuszony przez koneksje rodzinne oraz dla zachowania pokoju wewnętrznego, wielki mistrz zakonu Albrecht Hohenzollern przeszedł na luteranizm, co położyło kres istnieniu państwa zakonnego. Państwo zarządzane przez Albrechta, mimo że dość silne militarnie, znalazło się w próżni politycznej, co wykorzystał król polski Zygmunt I Stary i zmusił go do hołdu lennego w 1525 roku, jako wieczystego lennika Królestwa Polskiego. W wyniku tego aktu Prusy Zakonne zostały przekształcone, jako lenno Polski, w Księstwo Pruskie, które stało się państwem świeckim, zwanym także Prusami Książęcymi.

Podział Prus na Prusy Królewskie i Prusy Książęce; źródło: Wikipedia.

Patrząc na powyższą mapkę, można powiedzieć: I tak powstał ten słynny Korytarz, który 500 lat później był jednym z pretekstów do rozpoczęcia przez III Rzeszę wojny przeciwko II RP. Idąc dalej tym tokiem myślenia można sobie zadać pytanie: Po co po II wojnie światowej podzielono Prusy na część polską i radziecką, a obecnie rosyjską?

Wnioski

Pierwsze, co mnie zdziwiło to fakt, że Łokietek do obrony Pomorza przed Brandenburczykami zaprosił Krzyżaków. Przecież nie mógł nie wiedzieć, jakie tego będą skutki. A czy Konrad I mazowiecki tak sam z siebie podjął decyzję o ich sprowadzeniu? Kto więc tym wszystkim kierował i jaki miał cel? Bo nie sądzę, by obaj byli tacy naiwni. Czy oni też już byli na usługach starszych i mądrzejszych?

Kluczowym momentem jest wybór Jagiełły na króla Polski. Kto podjął decyzję o jego wyborze? Gdzieś czytałem, że to panowie małopolscy. Ale czy rzeczywiście oni? Jeśli litewscy magnaci, sprzeciwiający się powstaniu unii lubelskiej, czyli połączeniu Polski i Litwy w jedno państwo, nie dali rady, to ktoś, kto podjął taką decyzję, musiał być potężniejszy od nich. Może więc był ktoś potężniejszy od panów małopolskich, kto zadecydował o wyborze Jagiełły na króla Polski i ten ktoś faktycznie decydował o polityce obu państw, a Jagiełło był tylko marionetką, podobnie jak obecni prezydenci i premierzy. Zapewne więc to w interesie tego kogoś była unia polsko-litewska.

Po bitwie pod Grunwaldem Polska nie zyskuje nic, a Litwa odzyskuje Żmudź. Super interes! I to jest jedna z najważniejszych dat w historii Polski, a tak po prawdzie, to Polacy powinni się jej wstydzić. Taka jest potęga edukacji, która jest w rękach Żydów. Dziś niektórzy oburzają się, że na Polach Grunwaldzkich powiewa ukraińska flaga. No i dobrze. Powinna tam jeszcze powiewać flaga litewska, a polska powinna zostać usunięta. Obie nacje powinny jeszcze wywiesić swoje flagi nad Strawą. Teraz już rozumiem skąd to zafascynowanie Ukraińców Niemcami. Jeśli w bitwie nad Strawą stracili 6000 ludzi, a Niemcy tylko 60, to budzi respekt.

I jeszcze ten Matejko ze swoimi kiczowatymi obrazami: Bitwa pod Grunwaldem, Hołd pruski, Unia lubelska, Batory pod Pskowem itp. Kiczowatymi, bo przekaz jest fałszywy. Może pod względem artystycznym są dobre, ale to w tym wypadku nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że wtłacza się nam te obrazy niemal od dziecka i są one głęboko zakorzenione w polskiej świadomości jako świadectwo potęgi i mocarstwowości. Nic bardziej błędnego!

Zakon likwidowano stopniowo poprzez jego osłabianie i pozbawianie go autorytetu i powagi. Jednym z etapów tej polityki był pokój w Brześciu Kujawskim z 31 grudnia 1435. Na jego mocy zakon zgodził się oddać zagraniczną politykę zakonną pod kontrolę stanów pruskich. Tak działała reformacja, która oficjalnie objawiła się demonstracją Lutra w 1517 roku. W marcu 1440 roku zostaje „zarejestrowany“ Związek Pruski. W 1454 roku związek ten wznieca powstanie w Prusach i zwraca się do króla Polski o przyłączenie Prus do Polski. Rada koronna przegłosowała prośbę i król się do niej przychylił. Następnego dnia wypowiedział on Zakonowi wojnę. Akt inkorporacji wystawiony 6 marca 1454 roku oznaczał równocześnie początek wojny trzynastoletniej. Trudno uwierzyć w to, że to wszystko działo się tak spontanicznie, ale jakiś pretekst do wojny musiał być. A wojna była po to, by dalej osłabiać zakon.

Wojna oczywiście nie zakończyła się zwycięstwem żadnej z walczących stron, bo nie o to w niej chodziło, by zakon wygrał, bo wtedy wzmocniłby się, a on miał się osłabiać. Nie mogła też wygrać strona polska, bo to oznaczało by wchłonięcie całych Prus, a nie o to chodziło. W otoczeniu króla Kazimierza IV przewagę zyskiwał pogląd, że inkorporacja całego państwa zakonnego przekracza możliwości Królestwa Polskiego, a wpływy Związku Pruskiego we wschodniej części kraju były znacznie słabsze niż na Pomorzu. Przesądziło to o decyzji ograniczenia polskich żądań terytorialnych do Pomorza, Powiśla, ziemi chełmińskiej i Warmii. A cóż to było za otoczenie, które uważało, że zajęcie całych Prus przekracza możliwości Królestwa?

Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Gdańsk nie został włączony do Polski, tylko stał się praktycznie miastem niezależnym od niej, a Królewiec pozostał w Prusach Zakonnych, to zyski z przyłączenia Pomorza Gdańskiego były żadne. Co po tych ziemiach bez portu? Turystyka nie istniała wtedy. W przyszłości stało się to powodem wielu problemów. I o to właśnie chodziło. Odwrotne rozwiązanie, czyli przyłączenie Prus Zakonnych do Polski, a pozostawienie państwu zakonnemu Pomorza Gdańskiego, byłoby dla Polski o wiele bezpieczniejsze. Tak więc wyszła Polska na wojnie trzynastoletniej i II pokoju toruńskim, jak Zabłocki na mydle.

Hołd pruski (1525) był kolejnym i ostatnim etapem likwidacji państwa zakonu krzyżackiego. Powstało świeckie państwo Prusy Książęce. Po wojnach szwedzkich (1655-1660) staje się ono niezależne od Rzeczypospolitej. Inflanty też od niej odpadają. Takie to „mocarstwo“. Ale gdyby starsi i mądrzejsi chcieli, żeby ona była mocarstwem, to byłaby nim, ale oni tego nie chcieli. Chcieli zrobić z niej pośmiewisko Europy i zrobili.

W czasie wojen krzyżowych ze zdaniem i decyzjami papieży liczyli się wszyscy, ale już na początku XIV wieku, gdy Łokietek interweniował u papieża, Krzyżacy olali go. Dopóki chodziło o legitymizację grabieży ziemi przez zakony biorące udział w krucjatach, to decyzje papieży były święte i nikt nie ośmielił się ich podważać, a później, gdy ziemia już została rozdzielona, to przestały być takimi świętymi.

Pisze Wikipedia, że w otoczeniu króla Kazimierza IV przewagę zyskiwał pogląd, że inkorporacja całego państwa zakonnego przekracza możliwości Królestwa Polskiego, cytując pracę Krzysztofa Baczkowskiego Dzieje Polski późnośredniowiecznej (1370–1506), t. 3, Kraków: Fogra, 1999 (Wielka historia Polski). Ale co to było za otoczenie? O tym Henryk Rolicki w swojej książce z 1932 roku Zmierzch Izraela:

Zdecydowanym przyjacielem żydów jest Włoch Filip Buonacorsi znany – obyczajem członków tajnych związków humanistycznych pod swym pseudonimem organizacyjnym Kallimach. Brat królewski, kardynał Fryderyk skarży się, że król ne patrzy na to, co się koło niego dzieje i słucha tylko rad Kallimachowych – Majer Bałaban, Historia i literatura żydowska. Istotnie Kazimierz Jagiellończyk słucha z ciekawością rozmów Włocha z uczonymi żydami i powierza mu wychowanie swych synów. W stosunku do Rzymu król postępuje lekceważąco: sprzyja husytom czeskim, a nie chce słuchać papieża nawet w sprawach nominacji biskupich.

„Znakomitym dowodem, jak wówczas lekceważono u nas powagę Rzymu, jest następujące wydarzenie: w r. 1460 król Kazimierz Jagiellończyk nadał Gruszczyńskiemu biskupstwo krakowskie, którym papież rozporządził przedtem na rzecz Sienińskiego. Spowodowało to gwałtowny spór o przewagę władzy królewskiej nad jurysdykcją papieską. Król zabronił ogłoszenia „breve“ i rzuconej nań przez papieża klątwy, odwołał się do sądu przyszłego soboru i skazał Sienińskiego na wygnanie. Dziekan, proboszcz i kilku kanoników krakowskich, którzy uparcie stali po stronie papieża zostali na rozkaz króla wypędzeni z miasta. Kazimierz zniósł sądy duchowne, a gdy kilku księży odważyło się na otwarcie tychże sądów wbrew rozkazowi królewskiemu, zostali również wygnani.“ – Walerian Krasiński, Historical sketch of the rise, progress and decline of the Reformation in Poland, Londyn 1838.

Teraz już chyba nie ma wątpliwości, co to za otoczenie króla zdecydowało o tym, by nie przyłączać do Królestwa Polskiego całych Prus. Można tylko pogratulować dalekowzroczności. Dokładnie to samo zrobili bolszewicy włączając ziemie Noworosji do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej, a później Chruszczow, przyłączając do niej Krym. To samo, w znaczeniu, że takie decyzje będą w przyszłości źródłem konfliktów i wojen: raz dzielimy bezsensownie, raz łączymy bezsensownie. I cały czas ta sama nacja kieruje tymi marionetkami, która sama wystawia je do władzy. Tak było kiedyś i tak jest dziś. I to prawdopodobnie ona zdecydowała o wyborze Jagiełły na króla Polski i o unii personalnej, czyniąc z Polski jedno wielkie laboratorium, jakim pozostaje ona do dziś. I dlatego mamy taki kraj Zulu-Gula.