Feudalna I RP

W swoich blogach często podkreślam swój negatywny stosunek do I Rzeczypospolitej i w niej upatruję źródła tego wszelkiego zła, które do dziś trapi Polskę. Przyczyną tego zła był feudalny ustrój I RP, która rozwijała się w odwrotnym kierunku niż Europa zachodnia, w której już od czasu krucjat słabnął feudalizm i zaczęły tworzyć się nowoczesne społeczeństwa. W Polsce ustrój feudalny i niewolnictwo chłopów trwało aż do połowy XIX wieku. A więc dopiero jakby wczoraj, w porównaniu z Europą zachodnią, skończył się w Polsce feudalizm i niewolnictwo. To bardzo krótki okres na wykształcenie się nowego społeczeństwa, które i tak zostało pozbawione tej szansy ze względu na nietrwałe granice i przesiedlenia ludności. Jak mi powiedział kolega, bywały we Włoszech, w jednym z miast zobaczył aptekę, która istnieje w tym samym miejscu nieprzerwanie od XIII wieku. Trwałość i niezmienność są jednymi z tych niezbędnych czynników, które decydują o kształcie i rozwoju państw i społeczeństw.

Jednym ze źródeł, które dostarczają prawdziwej wiedzy o tym, czym była I RP, jest książka Władysława Łozińskiego Życie polskie w dawnych wiekach. Po raz pierwszy została ona wydana we Lwowie w 1907 roku. Kolejne wydania pojawiały się w latach 1911 (Lwów), 1921, 1927, 1930, 1934, 1937, 1958 i 1964. Ja mam egzemplarz wydany w 1964 roku. Później wydawano ją jeszcze w latach 1974, 1978, 1989, 2006, 2015. Książka ta jest dostępna na Allegro, a więc nie jest to jakiś unikat, ale jej treść nie przebiła się do powszechnej świadomości. Inna sprawa, że ludzi czytających książki jest coraz mniej.

Wybrałem z tej książki pewne fragmenty, które charakteryzują tych feudałów i ogólnie szlachtę i, jak sądzę, ułatwiają zrozumienie tej polskiej rzeczywistości, którą kiedyś satyryk Tadeusz Ross określił mianem kraju Zulu-Gula. Brzemię tego feudalnego tworu, jakim była I RP, do dziś ciąży na charakterze i mentalności wielu ludzi mieszkających w państwie zwanym jeszcze Polską.

»Przed wiekiem XVI murował tylko grodotwórczy osadnik niemiecki, pierwszy organizator, fortyfikator i rzemieślnik miast głównych na polskiej ziemi. Nie tylko w XV, ale jeszcze w XVI i XVII wieku budują się z drzewa nawet wielkopańskie rezydencje, nawet obronne zamki. Tę przewagę, albo raczej tę wyłączność architektury drewnianej w Polsce, oddaje dobrze słownik starych aktów i zapisków, w którym architectus oznacza zawsze tylko cieślę; architekt zaś w dzisiejszym znaczeniu tego słowa nosi nazwę murator albo lapicida, jakby wyraźna wskazówka, że budowniczym polskim par excellence był cieśla. Polska zaczęła się gęściej murować dopiero w XVI wieku, którego ostatnie dziesięciolecie wraz z pierwszą połową XVII wieku jest porą najbardziej ożywionego budowniczego ruchu. Nawet główne miasta ozdabiają się dopiero w tym czasie wspanialszymi dziełami kościelnej i świeckiej architektury, a wszystkie niemal głośne i mniej głośne zamki, dochowane dotąd w całości lub ruinie, siedziby możnowładczych rodów, powstały w XVI lub XVII wieku.

Wszystkie zamki budowane w ciągu XVI i w pierwszej połowie XVII wieku były obronne, a podzielić się dadzą na dwa typy, tj. zamki ściśle zwarte, w których obronność była głównym celem, a pomieszkanie jako takie miało znaczenie drugorzędne, i na zamki, które łączyły równorzędnie oba te cele i były nie tylko silnymi warowniami, ale zarazem stanowiły wielkopańskie rezydencje, pełne komnat i sal reprezentacyjnych. Jako wzór pierwszego typu służyć nam może zamek Herburtów pod Dobromilem, który przeznaczony był wyłącznie na pomieszczenie załogi w czasie niebezpieczeństwa, podczas gdy sam jego właściciel miał osobną rezydencję w znacznej odległości; jako wzór drugiego typu uważać można Krasiczyn Krasickich, Baranów Leszczyńskich lub Laszki Mniszchów. Zamki i zameczki pierwszego typu zazwyczaj ubogie bywały pod względem architektonicznym. Zbudowane ze skromnego materiału, z cegły i dzikiego kamienia, nie miały najczęściej ani zewnątrz, ani wewnątrz nic, co by wymagało talentu architekta i dłoni artysty; zamki drugiego typu były wspaniałymi dziełami nie tylko fortyfikacyjnej, ale i architektonicznej sztuki. Obwarowane według najlepszych wzorów ówczesnych mistrzów fortecznej inżynierii, były zarazem świetnymi pałacami, bogatymi w cios, marmur, alabaster, dekoracyjne rzeźby, a niekiedy w polichromiczne lub sgraffitowe ozdoby malarskie, jakich ślady zachowały się w niektórych aż do naszych czasów, jak np. w Krasiczynie i Krzyżtoporze.

Zamki i pałace polskie, budowane prawie wyłącznie przez Włochów, górowały architekturą nad niemieckimi – Jerzy Ossoliński w diariuszu podróży swojej do Ratyzbony (1636) pogardliwie mówi o pałacach panów rakuskich, „że wszystkie te fabryki bardziej na austerie albo na staroświeckie klasztory wyglądają aniżeli na pałace”. Toteż do zbudowania każdego takiego zamku polskiego potrzeba było ogromnego kapitału, do jego konserwacji ogromnej fortuny – wzniesiony raz nadmiernym wysiłkiem pożerał stale wielkie sumy, najczęściej też niósł za sobą ruinę i sam ulegał ruinie. Nie tyle jednak upadek fortun i nie tyle burze wojenne poniszczyły wielkopańskie nasze zamki, co niedbalstwo i zaniechanie najtańszych choćby i najskromniejszych środków konserwacji. Ileż to zamków polskich obrócił w ruinę nie Tatar, nie Szwed, nie Kozak, ale deszcz wpadający do środka przez dach dziurawy – patrzył na to już hetman Żółkiewski, który polecając w swoim testamencie „opatrować zamek, żeby się nie psował”, dodaje: „Wszak nie trzeba nic dalej, jeno żeby nie ciekło, a jeśli się gdzie dachówka zepsuje, o inszą nie trudno”. Zamki w Olesku, w Przemyślu, już w XVII wieku były ruinami.

Klęski publiczne i katastrofy wojenne, które od połowy XVII wieku przez długi okres lat nieprzerwanym szeregiem nawiedzały Polskę, robiąc z niej niejako jedno wielkie pobojowisko, wstrzymały ruch budowniczy. Dopiero w ostatnich dziesiątkach lat XVII wieku zaczyna się Polska murować dalej, ale teraz w nadziei spokojniejszych czasów zamiast warownych zamków powstają pałace i wspaniałe otwarte rezydencje. Prym co do czasu i świetności bierze pałac zbudowany przez króla Jana III w Wilanowie.

W porze ostatnich lat XVII wieku aż do ostatnich XVIII powstają te świetne sielskie rezydencje, które wyglądają na polskiej ziemi, pod jej szarym niebem i wśród mizernego otoczenia dworków szlacheckich krytych słomą i lepianek chłopskich, jak gdyby je magiczna różdżka przeniosła powietrzem już gotowe wprost z ojczyzny duków włoskich i markizów francuskich – powstają rozkoszne wille i pałace, jak Arkadia i Nieborów Radziwiłłów, Białystok i Choroszcza Branickich, Jabłonna i Korsuń Poniatowskich, Klemensów Zamoyskich, Lachowce Jabłonowskich, Poryck Czackich, Puławy i Wołczyn Czartoryskich, Rydzyna Sułkowskich, Słonim i Siedlce Ogińskich, Tulczyn i Zofiówka Potockich, Werki Massalskich itd. Jak wszystkie wspanialsze zamki obronne, tak i te pałace i wille stworzyła dłoń cudzoziemca: Locci, Belotti, Solari, Chiaveri, Fontana, Louis, Folino, Quarengi, Merlini, Schlüter, Pöppelmann – oto imiona głównych architektów ostatniej pory – z Polaków nieco tylko jeden Gucewicz, autor pałacu w Werkach.

Zamki polskie w XVI i XVII wieku miały urządzenia wewnętrzne równie bogate i pyszne, jak wyniosłe i dumne były ich fasady, baszty i wieże. Zbytek wszakże, jaki się roztaczał w ich salach i komnatach, był jeszcze niedawny w Polsce, zrodził się dopiero na schyłku XVI, a wybujał do niezwykłych rozmiarów w XVII i XVIII wieku. Bardzo było skromne i poważne przedtem urządzenie domów szlacheckich, senatorskich, a nawet czasowych pozastołecznych siedzib królewskich. Dopiero później bogatsza szlachta idzie z magnatami, magnaci z monarchami w zawody; niektóre zamki widocznie wzorują się na zamku wawelskim, a ich wewnętrzna dekoracja jest naśladownictwem komnat monarszych. Fantazja artysty i bogactwo materiału składają się na to architektoniczne i ornamentacyjne ustrojenie sal i pokojów. Marmur, złoto, cyprys, heban, różane drzewo, a znacznie później mahoń, złotogłów, jedwab i szpalerowe tkaniny flamandzkie i włoskie służą za materiał dekoracyjny.

Co nas w urządzeniu zamków uderza, to fakt, że podczas gdy pod architektonicznym względem mają wyłącznie lub przeważnie piętno włoskie, to dekoracja ich wewnętrzna, a głównie sprzęty, srebra i galanterie są pochodzenia niemieckiego lub flamandzkiego. Ossolińscy posługują się niemieckim malarzem Justem Ammanem, zamek Sieniawskich w Brzeżanach dekoruje sztukaturami i rzeźbami wrocławianin Pfister, podhoreckie sale i komnaty ozdabia pędzlem Jan de Baan, a w warszawskim pałacu Kazanowskich zastaje Jarzemski „holendrowe malarze w szerokich pludrach”, jak malują obrazy. Gdańsk był pośrednikiem między polskimi amatorami zbytku a twórcami niemieckich rękodzieł artystycznych; Wrocław, Norymberga i Augsburg, z którymi kupiectwo naszych stolic utrzymywało ciągłe relacje, miały zawsze bardzo wydatne pole zbytu w Polsce. Mimo dwóch Francuzek na tronie polskim w XVII wieku nie traci u nas przewagi artystyczny przemysł niemiecki, dopiero z końcem XVIII wieku wypiera go z pałaców zwycięsko smak i artystyczna produkcja Francji.

Porą najświetniejszego rozwoju wyższej sztuki ozdobnego pejzażowego ogrodnictwa, porą, z której się datują najsłynniejsze kreacje tego rodzaju, są ostatnie dziesiątki lat XVIII wieku, szczytem zaś zbytku i wielkopańskiej fantazji jest Zofiówka Szczęsnego Potockiego, stworzona podobno kosztem piętnastu milionów, opiewana przez Trembeckiego i Delille’a, sławiona jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku jako la merveille de l’Ukraine (cud Ukrainy – przyp. W. L.) – owoc posępnej raczej melancholii aniżeli poetycznej wyobraźni, tragiczna sielanka, smutny kwiat, rzucony na grób własnych iluzyj. Te wszystkie rozkoszne parki i pałace z drugiej połowy XVIII wieku, te wszystkie rezydencje wyliczone przez nas poprzednio: Białystok, Łabuń, Słonim, Jabłonów, Wołczyn, Puławy i tyle innych, to już świat całkiem nowy, całkiem obcy, świat prawie improwizowany, odcięty od przeszłości, odcięty od społeczeństwa, odcięty nawet od domowych tradycyj tych ludzi, którzy go stworzyli. Już i te wspaniałe zamki magnackie, które powstały w ostatnich latach XVI i w pierwszej połowie XVII wieku, nie wyrastały z siły, z kulturalnego gruntu społeczeństwa, nie wiązały się organicznie ze swoim światem, ale przecież o tyle były mu bliższe i o tyle pożyteczne, o ile były zarazem obronne, o ile miały dwie racje bytu: praktyczną potrzeby i etyczną służby. Zbytkiem były owe bogate, złotem i srebrem nabijane zbroje szlachty polskiej, bo dość było na samym żelazie, ale w tych zbrojach bito się przecież i zwyciężano; zbytkiem była wspaniałość zamków magnackich, bo dość im było na samych basztach i wałach, ale te zamki stawiły przecież opór najeźdźcom i wytrzymywały oblężenia. O wielkopańskich siedzibach XVIII wieku i tego powiedzieć nie można. Były niejako celem same sobie; nie było najczęściej między nimi a ich panami wewnętrznej relacji smaku, szczerze odczuwanej estetycznej czy też cywilizacyjnej potrzeby i prawdziwego ukontentowania. Gdyby ten zbytek, niekiedy tak lekkomyślny i gorszący, był kwiatem ze swojskiego, nad miarę żyznego gruntu, gdyby wypływał z wyrafinowanej sztuki życia, jak np. we współczesnej Francji, ze szczerego, głębokiego amatorstwa, gdyby ta elegancja zewnętrzna łączyła się była z elegancją umysłów lub gdyby była nareszcie schyłkowym patologicznym objawem, tak zrozumiałym w narodach bardzo starej kultury i bardzo bogatych środków, ale już przeżytych i przekwitłych – miałoby to wszystko pewne uzasadnienie i pewną logikę społeczną. Ale w narodzie młodym, ubogim, surowym jeszcze i mało oświeconym był to tylko kontrast szyderczy, a dlatego bolesny, że zbiegł się z najtragiczniejszą dobą naszych dziejów.

Po tym wszystkim, co wiemy o rezydencjach magnackich ubiegłych wieków, łatwo sobie wyobrazić, co kosztowało ich utrzymanie w całym ruchu i wymaganej świetności reprezentacji. Fortuny magnackie bywały olbrzymie – ks. Karol Radziwiłł (Panie Kochanku) obok 16 miast posiadał 583 wsie w samych królewszczyznach, a oprócz tego ogromny majątek osobisty, rodzinny; Szczęsny Potocki wraz z królewszczyzną trzy miliony morgów ziemi, a w nich jeden milion ornej, uprawianej – intratę roczną hetmana Branickiego szacowano na pół miliona złotych, a przecież nie wystarczały dochody i uciekano się do zaciągania długów.

Najznaczniejszą część olbrzymich wydatków, jakich wymagało utrzymanie rezydencji magnackiej, pochłaniała służba. Już sama wielkość i obronność zamku wymagały licznej służby zbrojnej; zbytek i zamiłowanie świetności reprezentacyjnej podwajały lub potrajały tę liczbę, niebezpieczeństwa publiczne, trwogi tatarskie, zajazdy i prywatne wojny możnowładców doprowadziły ją do rozmiarów, rzec można, nieprawdopodobnych. Służba wielkopańska miała swoje stopnie hierarchiczne, a dzieliła się na szlachecką i nieszlachecką. Uboga szlachta dostarczała zazwyczaj kontyngentu zbrojnej czeladzi i tzw. służby rękodajnej. Sługa rękodajny – manu stipulatus – stąd brał swoją nazwę, że podaniem ręki ślubował dotrzymanie warunków i terminu swojej ugody służbowej; był to niejako sługa za kontraktem, mógł pozywać i być pozwany w razie jego niedotrzymania.

Szukać protekcji u wielkiego pana-możnowładcy, oddać na jego usługi głos, szablę i sumienie, gardłować za jego przekonaniem, choćby się miało własne wprost przeciwne, podzielać jego sympatie, okazywać mu wszędzie i zawsze służalczą czołobitność, a za to wyzyskiwać, ile się tylko da, jego wpływ, jego piwnicę i jego worek – nazywano trzymaniem się klamki pańskiej. Z czasem klamka pańska stała się jakby rodzajem społecznej instytucji, albo raczej jakby jakimś stałym uprawnionym zawodem, do którego się przygotować i o który starać się należy. Ale ta klamka pańska, tak niestety obca znaczeniu jakiejś zacnej patriarchalności i braterskości szlacheckiej, którym ją ustroiła fałszywa, choć tradycyjna legenda, była wprawdzie źródłem i walnym środkiem krescytywy (kariera, wzrost znaczenia, poprawa bytu – przyp. W. L.), ale też i upodlenia zarazem; co gorsza, śmiało powiedzieć można, była jedną z klątw społecznego i publicznego życia dawnej Polski, szkołą korupcji i magnatów, i szlachty, akademią krzykactwa, warcholstwa i serwilizmu zarazem, fabryką pasożytów i próżniaków, źródłem najszkodliwszych niekiedy fakcyj (fakcja daw. a) stronnictwo, partia, koteria. b) spisek, zmowa – przyp. W. L.) i ruiną politycznego sumienia. Ona to też przyczyniła się głównie do megalomanii, która niejednego magnata polskiego zrobiła tragikomiczną postacią.

Olbrzymi koszt, łożony na zbyteczną służbę, niczym był wobec zwyczaju trzymania milicji dworskich. W XVI wieku żołnierz prywatny był potrzebą nie zawsze publiczną, bo niestety zbyt często fakcyjną i osobistą; z biegiem czasów staje się coraz bardziej tylko paradą. Pierwotnie wojska prywatne składały się głównie z ubogiej szlachty zagonowej i z poddanych chłopów, których ćwiczono i ubierano na sposób niemiecki – agrestes, habitu vero Germani – później, zwłaszcza od czasu bezkrólewi po śmierci Zygmunta Augusta i po ucieczce Henryka Walezego aż w głąb XVII wieku, poczęli możnowładcy polscy robić tzw. zaciągi, tj. werbować na Węgrzech i Wołoszy żołdactwo najemne. Kiedy w czasie bezkrólewia po zgonie ostatniego Jagiellończyka wojewoda sieradzki Łaski toczy prywatną wojnę z wojewodą krakowskim Zborowskim, sprowadza sobie węgierskich hajduków; przed elekcją Stefana Batorego gromadzi starosta Mężyk w Stężycy 1 600 najemnego węgierskiego żołnierza. Tych werbowanych na Węgrzech, a osobliwie w Siedmiogrodzie i Słowacji najemników zwano pospolicie sabatami, i odtąd nie masz magnata, zwłaszcza na Rusi, który by ich nie miał na swoim zamku. Rokosz Zebrzydowskiego, wyprawy Mniszchowskie do Moskwy, awanturnicze wojny staczane przez panów polskich, Mohiłowych zięciów, o hospodarstwo wołoskie, prywatne wojny między Diabłem Stadnickim a Łukaszem Opalińskim, między Herburtem Szczęsnym a Stadnickimi z Leska itd. były epoką największego wzmożenia się tych band najemnych, tych bezkarnych, łupieżczych, na pół dzikich sabatów, trzymanych na żołdzie magnackim. Sapiehowie, Stadniccy, Ligęzowie, Krasiccy, Herburtowie, Potoccy, Jazłowieccy utrzymywali w tych czasach całe korpusy takiego żołdactwa, ze swoją własną i całych ziem ruiną. Obok Węgrów i Słowaków spotykało się w tych najemnych szeregach także rozhultajonych lisowczyków, Tatarów, tzw. Czeremisów, czyli Lipków litewskich, Szkotów, Niemców, nawet Cyganów. Niektórzy możnowładcy miewali po kilka tysięcy najemnego żołdactwa; stałe kadry w spokojniejszych nawet czasach wynosiły po kilkaset pieszego i konnego żołnierza. Stanisław Lubomirski miał zawsze 200 dragonii niemieckiej i 400 Węgrów na swoim dworze. Jeszcze w XVIII wieku każdy prawie zamożniejszy szlachcic miewa po kilkunastu albo przynajmniej po kilku ułanów lub kozaków, za to liczba magnatów, utrzymujących stale wojska nadworne, szczupleje bardzo, chociaż nie brak i w tych czasach dworów z ogromną stosunkowo siłą zbrojną; w Nieświeżu np. w r. 1792 była artyleria, chorągiew ordynacka, dragonia, lejbkompania i sześć kompanii piechoty po niemiecku zorganizowanej, razem około 6 000 żołnierza.

Gdzie jednak armia bywała improwizowana, tam oczywiście nie brakło także improwizowanych wodzów, regimentarzy, rotmistrzów. W czasie zamieszek domowych, jak np. podczas rokoszu Zebrzydowskiego, w awanturniczych wyprawach do Moskwy i do Wołoszczyzny, w każdej dorywczej ruchawce, czy to w niej chodziło o lokalny odpór Tatarom lub opryszkom, czy też o starościńską egzekucję mota nobilitate (przy dobraniu okolicznej szlachty – przyp. W. L.), na zajazdach i wojnach prywatnych, każdy, czy to pan czy szlachcic, zaciągnąwszy kupę luźnego żołnierza lub zgraję sabatów, uważał się za hetmana lub regimentarza, a już przynajmniej za rotmistrza, jeździł na czele swojej czeladzi z buławą lub buzdyganem w ręku, a nawet ci, którzy i takiego nie mieli pretekstu, nawet ci, którzy otrzymawszy królewski list przypowiedni na sformowanie roty, nigdy jej nie przyprowadzili do obozu, kazali się malować z tymi oznakami wojskowego dostojeństwa.

Zamki i rezydencje wielkopańskie rozpadały się w gruzy; tylko mała ich cząstka zachowała się do naszych czasów w całości i ze śladami pierwotnego splendoru. Na gruzach ich urosła legendarna tradycja, poetyczniejsza i chlubniejsza od prawdy. Miały one momenta zasłużonej sławy, epizody dobrze spełnionej misji patriotycznej i cywilizacyjnej, ale wpływ dodatni, jaki wywierały na społeczeństwo ubiegłych wieków, pożytek, jaki mu niosły, nie odpowiadał olbrzymim kapitałom, jakie w nich leżały, świetności materialnej, do jakiej się wznosiły, brzemieniu w końcu, jakim przygniatały lud ubogi, przyczyniający się znojem i groszem do ich blasku. I Rzplitę kosztowały więcej, niż dla niej były warte. O ile warowne, wstrzymywały do pewnego stopnia zagony najeźdźców i dawały schronienie uboższej szlachcie i najbliższym przynajmniej gromadkom bezbronnego ludu; o ile były tylko rezydencjami, zastępowały poniekąd miasta, bo w każdym wielkim dworze był ksiądz, lekarz, aptekarz i rzemieślnik. Dawały ubogiej szlachcie chleb łatwy, ale nie uczyły pracy; były może akademią ogłady, ale bardziej jeszcze szkołą serwilizmu i zuchwalstwa. Wpływu społecznego w kulturalnym znaczeniu i w pełniejszej mierze mieć nie mogły, raz dlatego, że ich stosunkowo było mało, po wtóre, że między nimi a całym ich otoczeniem otwierała się przepaść, której wypełnić jedna strona nie chciała lub nie umiała, a druga nie mogła.«

Podwaliny ustroju I Rzeczypospolitej zostały stworzone jeszcze za czasów zjednoczonego Królestwa Polskiego (1320-1386). Jego istotą była słaba władza królewska, uniemożliwiająca monarsze dowolne dysponowanie ziemiami, które mu podlegały. Demokracja szlachecka miała być tym, co ograniczało króla. Za ostatnich dwóch Piastów władza królewska uległa wzmocnieniu, ale już za panowania Ludwika Węgierskiego i polsko-węgierskiej unii personalnej wydatnie osłabła. Po powstaniu unii realnej polsko-litewskiej i śmierci ostatniego Jagiellona podstawową zasadą ustrojową Rzeczpospolitej Obojga Narodów stała się również wolna elekcja i liberum veto.

Wielkie Księstwo Litewskie powstało po rozbiciu dzielnicowym na Rusi i podporządkowaniu południowej części jej księstw Litwie. W Polsce początkowo silna władza królewska zapewne ograniczyła trochę władzę polskiego możnowładztwa, natomiast na Litwie księstwa ruskie miały większą autonomię i były większe, przynajmniej pod względem obszaru. I tym chyba należy tłumaczyć potęgę i przewagę nad polskimi tych litewskich i rusińskich magnatów, którzy po przejściu na katolicyzm stali się „Polakami”. I to oni nadali ton „kulturowy” temu tworowi zwanemu I RP, który to twór trudno było nazwać państwem. Była to karykatura państwa doprowadzona do absurdu. Powstanie Chmielnickiego tłumi feudał Wiśniowiecki, który dysponuje wojskiem daleko liczniejszym od króla i to on decyduje, jak prowadzić walkę, a król tylko przygląda się. Do tego dochodzą jeszcze prywatne wojny, możliwe dzięki posiadaniu prywatnych wojsk. Nazywanie tego tworu państwem i do tego jeszcze mocarstwem zakrawa na kpiny. Państwo, które dopuszcza istnienie na swoim terytorium wojsk innych niż własne nie jest państwem.

Czym zatem była I RP? Chyba jakimś wielkim eksperymentem, przeprowadzonym przez tych, którzy od początku parają się tego typu doświadczeniami na żywych organizmach społecznych i państwowych. Niestety negatywne skutki tych zabiegów odczuwamy do dziś.

Korona Królestwa Polskiego

W poprzednim blogu pisałem o tym, że państwo polskie skończyło się w 1385 roku wraz z powstaniem unii personalnej polsko-litewskiej. Jednak i wcześniej z tym państwem bywało różnie, choć trzeba przyznać, że przynajmniej niektórzy Piastowie starali się dbać o polski interes. Pewne rzeczy łatwiej będzie zrozumieć, jeśli uświadomimy sobie, czym było to państwo. Jego wczesne dzieje dzieli się na pewne okresy:

  • państwo dawnych Piastów (966-1138)
  • rozbicie dzielnicowe (1138-1320)
  • zjednoczone Królestwo Polskie (1320-1386)
  • Korona Królestwa Polskiego w latach 1386-1795, od 1569 część Rzeczypospolitej
  • Rzeczpospolita Obojga Narodów (RON) – Korona Królestwa Polskiego (KKP) i Wielkie Księstwo Litewskie (WKL) w latach 1569-1795

Tak więc nawet, jeśli ktoś nie chce zaakceptować, czy nie uznaje tego, że państwo polskie skończyło się w 1385 czy 1386 roku, to musi uznać, że skończyło się ono w 1569 roku, bo Korona Królestwa Polskiego nie była już samodzielnym bytem, tylko częścią składową Rzeczypospolitej, a to nie to samo.

Rozbicie dzielnicowe

Ważnym okresem w dziejach Polski był okres rozbicia dzielnicowego, tym bardziej ważnym, że trwał 182 lata, podczas gdy Rzeczpospolita Obojga Narodów – 226, a więc tylko o 44 lata dłużej. O rozbiciu dzielnicowym nie wiemy prawie nic, a RON jest gloryfikowana na wszelkie sposoby i odwoływanie się do jej tradycji jest powszechne.

Dlaczego Bolesław Krzywousty podzielił Polskę i czy rzeczywiście takie były jego intencje? Któż więc mógł się do tego przyczynić? To właśnie w czasie rozbicia dzielnicowego pojawił się przywilej dla Żydów wielkopolskich księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego w postaci tzw. Statutu kaliskiego (1264). Rozbicie dzielnicowe w średniowieczu w Europie wystąpiło również m.in. na Rusi, na Węgrzech i w Niemczech.

Próbę zjednoczenia podjęli książęta śląscy Henryk Brodaty i Henryk Pobożny. Zajęli oni Wielkopolskę, ziemię krakowską i ziemię lubuską. Jednak najazd tatarski w 1241 roku i klęska pod Legnicą, gdzie zginął Henryk Pobożny, spowodowała rozpad tej monarchii.

Rozbicie dzielnicowe miało miejsce w krajach Europy wschodniej i środkowej. I ten rejon doświadcza najazdów tatarskich. Można sobie zadać pytanie dlaczego tylko ten rejon? Dlaczego Tatarzy, odnosząc zdecydowane zwycięstwo pod Legnicą, nie ruszyli dalej na zachód? Czyżby Europa zachodnia była pod ochroną? A jeśli tak, to pod czyją? Bolszewicy też zatrzymali się w 1920 roku pod Warszawą. Hitler bardzo łagodnie potraktował podbitą Europę zachodnią i jej ludność, w porównaniu do tego, co robił we wschodniej Europie.

W XIII wieku podzielone państwo traciło na znaczeniu na arenie międzynarodowej – część ziem zajęli Brandenburczycy i Krzyżacy. W 1295 roku na króla Polski koronował się książę wielkopolski Przemysł II, ale w następnym roku został zamordowany. W 1300 roku król czeski Wacław II koronował się na króla Polski, zmuszając księcia Władysława Łokietka do emigracji z kraju. Łokietek wrócił w 1304 roku. Rok później zmarł Wacław II, a po nim koronę polską objął Wacław III, który został zamordowany w 1306 roku. Po jego śmierci Czesi opuścili Polskę a rządy w Krakowie objął Władysław Łokietek. Rządził też na Pomorzu Gdańskim, które w 1308 roku zajęli Brandenburczycy. Łokietek poprosił o pomoc Krzyżaków, którzy po wygnaniu najeźdźców włączyli Pomorze do swojego państwa. W 1311 roku stłumił bunt krakowskiego wójta Alberta. W 1314 roku zajął Wielkopolskę. Po opanowaniu dwóch najważniejszych dzielnic został koronowany w 1320 roku w Krakowie. Poza granicami znajdowały się księstwa śląskie, stopniowo uzależniane od Królestwa Czeskiego. Nie udało się przyłączyć utraconego w XII wieku Pomorza Zachodniego. Niezależne pozostały księstwa mazowieckie zainteresowane ziemiami ruskimi. – I tak powstało Zjednoczone Królestwo Polskie.

Zjednoczone Królestwo Polskie

Zjednoczone Królestwo Polskie, inaczej odrodzone Królestwo Polskie – państwo polskie w okresie od 20 stycznia 1320 roku do 4 marca 1386 roku, czyli za panowania dwóch ostatnich Piastów (Łokietka i Kazimierza Wielkiego) i Andegawenów. Tak je definiuje Wikipedia.

Królestwo Polskie za panowania dynastii węgierskiej (wraz z lennami); źródło: Wikipedia.

Formą sprawowania władzy była monarchia stanowa (władza dwóch stanów: rycerstwa i duchowieństwa), która zastąpiła monarchię patrymonialną (państwo to własność monarchy). Głową państwa był król, który rządził krajem za pomocą rozwiniętej administracji państwowej. Lata 1320-1370 to okres zwiększania się władzy królewskiej, lecz lata 1370-1386 to okres pomniejszania jej na rzecz szlachty. Ten drugi okres, to okres tzw. unii personalnej polsko-węgierskiej. A więc już od tego momentu można mówić o końcu państwa polskiego.

Za panowania Kazimierza Wielkiego (1333-1370) powstała koncepcja Korony Królestwa Polskiego, która odbierała władcy prawo swobodnego dysponowania ziemiami państwa, tj. dzielenia Królestwa między synów i nadawania jego ziem innym państwom. Społeczeństwo dzieliło się wówczas na szlachtę, mieszczaństwo, chłopów, duchowieństwo i Żydów.

W latach 1320-1386 Polska prowadziła początkowo wojny z zakonem krzyżackim, a następnie przede wszystkim spory dyplomatyczne z Krzyżakami i Luksemburgami. Ci ostatni zasiedli na tronach Czech (1310), Brandenburgii (1373-1415), Węgier (1387) oraz Rzeszy jako królowie Niemiec i cesarze rzymscy (od 1308 do 1437). Po Luksemburgach schedę przejęli Habsburgowie. W efekcie działań Kazimierza Wielkiego i jego doradców w 1335 roku Luksemburgowie otrzymali Śląsk i zrzekli się, w zamian za 20 000 kop groszy praskich, praw do tytułu króla Polski. Wikipedia nie pisze, co to za doradcy, ale w przypadku Kazimierza Wielkiego, to chyba nietrudno domyślić się.

W latach 1310-1335 Jan Luksemburczyk był uznawany na arenie międzynarodowej za króla Polski. Władysław Łokietek i Kazimierz Wielki nosili tytuł króla krakowskiego. Dopiero w 1335 roku Jan sprzedał Kazimierzowi prawa do korony polskiej. Tym samym rządzący w Krakowie Piast został uznany przez społeczność międzynarodową za króla Polski. Działania prowadzone przez niego w kolejnych latach pozwoliły na zakończenie sporu z Krzyżakami i zawarcie pokoju kaliskiego (1343), a następnie na ekspansję na Ruś Halicko-Włodzimierską.

A więc Kazimierz „Wielki” za nic nie warty gest uznania go za króla Polski zrzekł się Śląska, a później zakończył spór z Krzyżakami, oddając im praktycznie Pomorze Gdańskie.

Po śmierci Kazimierza Wielkiego (1370) tron polski objął Ludwik Węgierski z dynastii Andegawenów (gałąź Kapetyngów) – dynastii rządzącej Węgrami od 1308 do 1382 roku. Jego ojcem był Karol Robert, a matką Elżbieta Łokietkówna, córka króla Polski Władysława I Łokietka i siostra Kazimierza III Wielkiego. Na mocy układu między Węgrami a Polską, dynastia andegaweńska miała prawo przejąć tron polski w wypadku śmierci króla Kazimierza Wielkiego, gdyby ten nie zostawił dziedzica płci męskiej. Po jego śmierci (5 listopada 1370), Ludwik przybył do Krakowa i 17 listopada w katedrze wawelskiej został koronowany na króla Polski. Zawiązano wówczas unię personalną pomiędzy obu królestwami. Ludwik nie miał męskiego dziedzica. O ile na Węgrzech nie było to problemem, to w Polsce – tak, gdyż nie dziedziczyło się po kądzieli. W zamian za sukcesję swoich córek do tronu polskiego w dniu 17 września 1374 roku Ludwik wydał dla szlachty polskiej przywilej koszycki.

Okres jego rządów to zarazem początek supremacji szlachty, obdarzonej przywilejami, w życiu politycznym kraju. Po śmierci Ludwika (1382) nastąpił okres najdłuższego w historii bezkrólewia. Ostatecznie królową Polski 16 października 1384 roku została córka Ludwika – Jadwiga Andegaweńska. W 1386 roku poślubiła księcia litewskiego Jagiełłę, który 4 marca 1386 roku został koronowany na króla Polski.

Korona Królestwa Polskiego

Korona Królestwa Polskiego, w skrócie Korona Polska lub Królestwo Polskie, potocznie Korona

  • 1. powstała pod koniec XIV wieku koncepcja państwa polskiego jako czynnika nadrzędnego wobec władzy królów Polski, początkowo dziedzicznych (Andegawenowie), a następnie wybieranych (od Władysława II Jagiełły do Stanisława Augusta Poniatowskiego);
  • 2. nazwa państwa polskiego w latach 1386-1569, pozostającego w unii z Litwą, a później, w latach 1569-1795 nazwa jednego z dwóch równoprawnych członów Rzeczypospolitej Obojga Narodów;
  • 3. określenie całości obszaru ziem wchodzących w skład Królestwa Polskiego na podstawie dziedzictwa i prawnej sukcesji.

Publiczno-prawne pojęcie Korony Królestwa na określenie suwerennego państwa wraz ze swoimi prawami i historycznym terytorium, w przeciwieństwie do państwa będącego tylko dziedziczną własnością poszczególnych królów, narodziło się w XIII wieku we Francji. W Polsce koncepcja Korony Królestwa Polskiego pojawiła się w okresie Zjednoczonego Królestwa Polskiego, gdy po wygaśnięciu dynastii Piastów władzę królewską odziedziczyli po nich Andegawenowie (1370).

Tak to opisuje Wikipedia. Wypada więc sprawdzić, co też ona pisze na ten temat o Francji.

Za czasów panowania Kapetyngów postępował proces wzmacniania władzy królewskiej i scalania ziem francuskich. Król Filip II August jako pierwszy w 1190, a oficjalnie od 1204 roku tytułował się „Królem Francji”, w miejsce dotychczasowego „króla Franków”. Kapetyngowie przeprowadzili także inne liczne reformy administracyjne i ustrojowe. Między innymi w roku 1302 utworzyli Stany Generalne. Proces scalania ziem francuskich kontynuowali Walezjusze, którzy w 1328 roku, po wygaśnięciu głównej linii Kapetyngów, zasiedli na tronie Francji. Na przełomie XV i XVI wieku w zjednoczonej i scentralizowanej Francji władza królewska zaczęła przybierać formę absolutyzmu. Główni konkurenci monarchii, wielcy feudałowie, utracili dotychczasowe znaczenie, ponieważ miasta, w których pojawiły się formy produkcji wczesnokapitalistycznej, były sojusznikami monarchii.

Z kolei w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN, W-wa 1964, można przeczytać:

Jednocząca się monarchia francuska nie podważała podstaw ekonomicznych ustroju feudalnego, chciała się jednak pozbyć wielkich feudałów jako konkurentów do władzy i w tym celu podnosiła polityczne znaczenie mieszczaństwa. Wzrastało ono już przez fakt obsadzania mieszczanami ważnych urzędów; dalszym krokiem było przekształcenie przez Filipa IV Pięknego tradycyjnych zjazdów wasali królewskich w Stany Generalne (1302), w których obok duchowieństwa i szlachty zasiadali przedstawiciele „stanu trzeciego”, w praktyce – miast. Systematycznie malała liczba chłopów przywiązanych do gruntu (serfs), którzy już od czasów krucjat wykupywali się z tej formy zależności; świadczenia w naturze i robocizna ustępowały czynszom pieniężnym. Zmieniona struktura społeczna Francji sprzyjała rozwojowi władzy królewskiej. Poparty przez Stany Filip IV Piękny odparł interwencję papieża Bonifacego VIII w sprawy wewnętrzne Francji, a następnie królowie francuscy zyskali wpływ na papiestwo w okresie tzw. niewoli awiniońskiej.

Dalej z Wikipedii możemy dowiedzieć się, że:

Idea Korony Królestwa Polskiego, której symbolem były insygnia koronacyjne, została uznana za wiodącą zasadę ustrojową polskiej monarchii stanowej. Umożliwiła zachowanie ciągłości państwa polskiego i niepodzielności jego terytorium. Utożsamiała z państwem „panów polskich”, a następnie ogół ziemiaństwa, co stworzyło fundamenty pod ustrój republikański Rzeczypospolitej i demokrację szlachecką.

Mamy więc taką sytuację, że na zachodzie Europy, w tym wypadku we Francji, tworzy się nowoczesne państwo z silną władzą centralną i zanikiem feudalizmu i związanego z nim niewolnictwa, a w Polsce mamy proces dokładnie odwrotny: wzmocnienie feudalizmu i niewolnictwa oraz osłabienie władzy centralnej, czyli królewskiej. Maria Dąbrowska w „Rozdrożu – studium na temat zagadnień wiejskich” zacytowała Świętochowskiego: „W wieku XVIII lud wiejski marzył o przywróceniu mu praw z XIV wieku!” Kto o tym decydował, że te dwie części Europy poddane zostały zupełnie odmiennym procesom dziejowym?

Pod koniec XV wieku zaczęła się kształtować ideologia suwerenności Korony i dążenie do zniesienia zwierzchnictwa cesarstwa i papiestwa. W 1555 roku sejm piotrkowski zrzucił zależność od papieży (od zjazdu w Sulejowie w roku 1318 papieże byli suwerenami Królestwa Polskiego). Za czasów ostatnich Jagiellonów przyjęto również zasadę suwerenności królów Polski od cesarzy (Niemiec – przyp. W. L.), czego symbolem było zamknięcie korony Chrobrego złotymi kabłąkami i globem z krzyżem.

Z tego wniosek jest taki, że państwo polskie, w takiej czy innej formie, było zależne od papieży i cesarzy niemieckich. Cesarz to tytuł nadrzędny w stosunku do króla. I proces uniezależniania się rozpoczął się od czasu sejmu piotrkowskiego w 1555 roku. Czy to tak przypadkiem te trzy piątki w dacie? Można więc powiedzieć, że do tego czasu państwo polskie było w ówczesnej unii europejskiej tak samo od niej zależne, jak i obecne państwo „polskie”. Uniezależnienie się od papieża i cesarza oznaczało wyjście z tej unii, czyli taki renesansowy polexit. On był niezbędny, by doszło do unii realnej z Litwą. Dokładnie tak, jak obecnie: unia realna z Ukrainą będzie możliwa dopiero po wyjściu Polski z unii. I coraz głośniej o tym wróble ćwierkają.

Jednoczenie ziem koronnych

Początkowo terytorium Korony Królestwa Polskiego tworzyły ziemie zjednoczonego Królestwa Polskiego oraz Ruś Czerwona, którą dołączono w 1387 roku. Po śmierci Jadwigi Jagiełło kontynuował jednoczenie ziem Korony i przyłączył do niej ziemię wieluńską (1391), ziemię dobrzyńską (1411) i Podole (1432), które wcześniej było lennem. W wyniku wojny trzynastoletniej w 1466 roku do Korony włączono Prusy Królewskie, czyli utracone Pomorze Gdańskie i ziemię chełmińską, a także Warmię, która zachowała autonomię.

Po śmierci ostatnich Piastów mazowieckich w 1526 roku w skład Korony weszło Mazowsze. W roku 1564 król Zygmunt August, ostatni wielki książę litewski, zrzekł się na rzecz KKP praw do sukcesji w Wielkim Księstwie Litewskim. W roku 1569 na sejmie w Lublinie jako prawny spadkobierca dziedzictwa Giedymina przekazał Koronie ruskie ziemie ziemie będące w dyspozycji WKL. W tym samym roku Zygmunt August inkorporował również do Korony jako lenno Księstwo Kurlandii i Semigalii.

Źródło: Wikipedia.

Ostateczny kształt na wschodzie KKP uzyskała w 1634 roku po zawarciu pokoju z Moskwą. Wszyscy królowie elekcyjni zaprzysięgali strzec niepodzielności terytorium Korony i Litwy oraz odzyskać utracone terytoria.

Demokracja szlachecka

Demokracja szlachecka – system panujący w XV i XVI wieku w Królestwie Polskim, a następnie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W założeniu gwarantował masom szlacheckim prawo głosowania i decydowania o sprawach państwa, a także miał być przykładem tolerancji i formalnej równości w łonie samego stanu szlacheckiego.

Szlachta zbierała się na sejmikach ziemskich, wybierając przedstawicieli, którzy mieli reprezentować daną ziemię (powiat itp.) na sejmie walnym. Otrzymywali tzw. instrukcje sejmikowe, w których określano, jak powinni głosować w sprawach istotnych z punktu widzenia szlachty danej ziemi. Po zakończeniu sejmu walnego ponownie zbierały się sejmiki, a posłowie zdawali relacje z obrad (sejmiki relacyjne). Za początek demokracji szlacheckiej przyjmuje się – co do zasady – rok 1454, w którym sejmiki szlacheckie na mocy przywilejów nieszawskich uzyskały szerokie kompetencje w sprawach ogólnopaństwowych.

Główne cechy demokracji szlacheckiej to:

  • wolna elekcja
  • sejmy i sejmiki szlacheckie
  • senat
  • przywileje szlacheckie

Statuty nieszawskie 1454 (lub przywileje nieszawskie) – przywileje wydane w listopadzie i grudniu 1454 przez króla Kazimierza IV Jagiellończyka, w czasie wojny trzynastoletniej, dla szlachty poszczególnych ziem Polski.

Statuty nieszawskie sankcjonowały dotychczasowe swobody szlachty, wprowadzały nowe oraz ingerowały w swobodę decyzji króla. Odzwierciedlały antagonizm małopolsko-wielkopolski i różnice w szczegółowych rozwiązaniach prawnych w tych dzielnicach. Najważniejsze było postanowienie redakcji wielkopolskiej, iż król nie może ustanawiać nowych praw, zwoływać pospolitego ruszenia i nakładać podatków nadzwyczajnych bez odwołania się do sejmików ziemskich (postanowienie to pominięto w tekście dla Małopolski i Rusi).

Statuty nieszawskie powtórzone i rozszerzone w przywileju piotrkowskim 1496, należały, obok przywileju koszyckiego 1374 i konstytucji nihil novi 1505, do najważniejszych pomników prawa sprzyjających powstaniu w Polsce demokracji szlacheckiej.

Nihil novi (łac. nic nowego) – potoczna nazwa konstytucji sejmowej z 1505 roku poważnie ograniczającej kompetencje prawodawcze monarchy I Rzeczypospolitej. Pełna formuła łacińska brzmiała Nihil novi […] sine communi Consiliorum et Nuntiorum Terresterium consensu” (nic nowego bez zgody Panów Rady i posłów ziemskich).

Tak to przedstawia Wikipedia. A Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (1932) pisze i cytuje Izaaka Lewina:

»Opór Polaków paraliżuje się szerzeniem demoralizacji wewnętrznej, obezwładnianiem sejmów, jako organów opinii publicznej, przekupywaniem sejmików i posłów sejmowych. Żydostwo w tym zakresie odznacza się aktywnością gorączkową. Sejmiki – jak wiadomo – opatrywały posłów na Sejm instrukcjami, które miały dla nich charakter wiążący.

„Otóż wiedzieli o tym dobrze żydzi polscy, że instrukcje poselskie ważyły mocno na sali obrad sejmowych. Wiedzieli, że gdyby w instrukcji zalecono jakąś krzywdę, np. zwiększenie pogłównego lub coś podobnego, było by później ominięcie klęski bardzo trudne, a przede wszystkim bardzo kosztowne. Wiedzieli dalej, że każdy poseł może odegrać ważną rolę i że należy wytężyć wszystkie siły, aby na Sejm pojechali deputaci dobrze dla żydów usposobieni. Wszczynali tedy energiczne starania w tym kierunku i brali w ten sposób czynny udział w wyborach sejmowych… nie tylko poszczególne gminy dbały o uwzględnienie ich lokalnych interesów w instrukcjach, ale i żydostwo, jako całość, zdawało sobie sprawę z wielkiego znaczenia aktu wyborczego.” – Izaak Lewin, Udział żydów w wyborach sejmowych w dawnej Polsce, studium zamieszczone w Miesięczniku żydowskim, styczeń 1932.

Całe żydostwo polskie w swych organach samorządowych nakładało na swych współwyznawców specjalne świadczenia, by zebrać pieniądze na fundusz wyborczy.

„Oto najważniejsza pozycja w funduszu wyborczym żydów Polski przedrozbiorowej: podarunki. Droga ta zresztą była jedyną, która wiodła do celu. Jeżeli się chciało istotnie przychylnie usposobić dla jakiejś sprawy posłów, czy innych dygnitarzy w dawnej Polsce, to najłatwiej i najniezawodniej było to można uskutecznić podarunkami. Ten argument przemawiał do przekonania, był więc stale w użyciu i wykazywał tendencję do ciągłego wzrostu na wadze i pojemności… prócz prezentów pochłaniały wielkie sumy pieniężne dary dla uczestników sejmiku.” – Lewin.

I tak „rozrzucano wtedy na sejmikach ogromne sumy pieniężne na prawo i lewo. Staroszlacheckie apetyty nie dawały się bowiem łatwo zaspokoić… Doszło bowiem do tego, że rozpowszechniło się w Polsce mniemanie: Kto o żydach dobrze mówi, jest już przekupiony; kto na nich wygaduje, chce nim dopiero zostać.” – Lewin.

Przekupstwa dokonywane przez żydów były pieczołowicie zorganizowane. Władze autonomiczne żydowskie nie pozwalały tutaj swym współwyznawcom na żadną partyzantkę. Do dokonywania przekupstw żydowskie zjazdy samorządowe (sejm żydowski ziem koronnych i litewskich) powoływały specjalnych urzędników, tzw. sztadlanów.

„Poza kwestią, kto brał pieniądze żydowskie podczas wyborów w dawnej Polsce, należy do naszego tematu i odwrotna strona zagadnienia: kto te pieniądze dawał, a raczej kto je do właściwych adresatów doprowadzał? Otóż to było zadaniem – sztadlanów. Niepodobna mówić o stosunkach polsko-żydowskich w dawnej Rzeczypospolitej, a pominąć sztadlanów. Byli oni z jednej strony pomostem, przez który przedostawały się dezyderaty żydowskie na zewnątrz, z drugiej zaś komunikowali żydom, co ich czeka ze strony włodarzy państwa. Byli tymi, którzy w imieniu żydów nawiązywali kontakt z najrozmaitszymi czynnikami polskimi… po największej części sztadlan był zawodowym syndykiem. Interwencje w dawnej Polsce wymagały nie lada sprytu, wytrzymałości i rutyny; dlatego skuteczniej podjąć się ich mogły osoby, które stale utrzymywały kontakt z urzędnikami i dygnitarzami.” – Lewin.

Sztadlani byli specjalnymi aktami mianowani przez władze autonomiczne żydowskie i kontraktowo opłacani za swe czynności. „Wszystkie wydatki były skrupulatnie notowane.” – Lewin. A więc istniała nawet buchalteria tych przekupstw.

„W każdym razie koszta zarówno interwencji, jak i utrzymania sztadlanów były ogromne. Powstaje więc kwestia: Czy się to opłacało? Czy interwencje były przynajmniej skuteczne? Zapiski w księdze protokołów litewskich świadczą, że działalność sztadlanów była bardzo rozgałęziona, wobec czego koszta te rozkładały się przynajmniej na wiele spraw. Głównie zajmowali się uregulowaniem pogłównego i innych podatków. Zazwyczaj ich to mocno absorbowało. Mieli jednak zadanie przeprowadzenia niektórych spraw na sejmie, które wkraczają już bezpośrednio w funkcje ustawodawcze… Pieniądze związkowe nie szły wówczas na marne.” – Lewin.

Sądzę, że pytanie, czy żydzi wpływali na politykę Rzeczypospolitej w okresie jej upadku w kierunku dla siebie pożądanym, staje się w świetle tych przytoczeń – pytaniem zbytecznym.

Zrywanie sejmów w epoce saskiej, które doszło do zupełnego zatamowania ich działalności, było niewątpliwie rezultatem krańcowej demoralizacji, szerzonej po mistrzowsku od wieku przez sztadlanów żydowskich. W tej atmosferze stają się zrozumiałe „sejmy nieme” i sejmy zatwierdzające rozbiory, a postacie Rejtanów i Wybickich nabierają tragicznej wyrazistości.«

Jak więc, po zacytowaniu Izaaka Lewina, odnieść się do tego, co pisze Wikipedia? – Idea Korony Królestwa Polskiego została uznana za wiodącą zasadę ustrojową polskiej monarchii stanowej. Umożliwiła zachowanie ciągłości państwa polskiego i niepodzielności jego terytorium. Utożsamiała z państwem „panów polskich”, a następnie ogół ziemiaństwa, co stworzyło fundamenty pod ustrój republikański Rzeczypospolitej i demokrację szlachecką.

A więc podwaliny ustroju RON stworzono jeszcze w okresie KKP. Tam na wschodzie było WKL z jego bezkresnymi ziemiami i feudalnym ustrojem. Dla szlachty, dla której podstawą egzystencji była ziemia i tania, niewolnicza siła robocza, perspektywa połączenia się z takim państwem musiała być pociągająca.

Koncepcja Korony Królestwa Polskiego, to koncepcja, która odbierała władcy prawo swobodnego dysponowania ziemiami państwa, tj. dzielenia Królestwa między synów i nadawania jego ziem innym państwom. To też koncepcja państwa polskiego jako czynnika nadrzędnego wobec władzy królów Polski. Innymi słowy była to koncepcja, która miała zapobiec rozbiciu dzielnicowemu i utracie ziem na korzyść sąsiednich państw. Niby idea szczytna, tylko czy rozbicie dzielnicowe było czymś, co było intencją Bolesława Krzywoustego, czy może ktoś jego wolę nieco zmodyfikował? Tego nie dowiemy się, ale to, co zaproponowano, było wpadnięciem z deszczu pod rynnę. I dlaczego taki ustrój powstał tylko w Polsce, pomimo że nie tylko ona doświadczyła rozbicia dzielnicowego?

Purim

Purim, Purym – nazwa pochodzi od akadyjskiego (chaldejskiego) „pur”, co oznacza los, przeznaczenie, Święto Losów (losowania). To radosne święto żydowskie, które powstało w gminach żydowskich wschodniej diaspory w połowie II wieku p.n.e. Święto to upamiętnia biblijną historię opisaną w Księdze Estery. Historia ta miała miejsce prawdopodobnie w połowie V w. p.n.e. – wyswobodzenie Żydów z rąk Hamana, dążącego do ich zgładzenia w całej Persji. Haman miał wyznaczyć termin zagłady Żydów poprzez losowanie, a Estera doprowadziła do uwolnienia swego narodu z opresji i wymierzenia kary prześladowcom. Święto to obchodzone jest w ostatnią pełnię Księżyca przed wiosenną równonocą (luty/marzec). Purim jest jednym z dwóch świąt żydowskich (obok Chanuki) ustanowionych przez rabinów, a niewymienionych w Torze.

Historia zawarta w Księdze Estery opowiada o Hamanie, który był wysokim rangą wezyrem lub pierwszym ministrem króla Medów i Persów Kserksesa I (w Biblii występuje pod imieniem Aswerus, które jest łacińską transkrypcją hebrajskiej formy Achaszwerosz), o samym Achaszweroszu, królowej Esterze (Hadassa) i jej przybranym ojcu Mardocheuszu (Mordechaj). Żyd Mardocheusz wbrew poleceniom króla nie oddawał pokłonu Hamanowi (z powodów religijnych), dlatego Haman postanowił skazać na zagładę wszystkich Żydów. Los wskazał na 13 lub 14 dzień adar (szósty miesiąc w żydowskim kalendarzu) jako datę zagłady. Dowiedziawszy się o tym planie Estera rozpoczęła post i modlitwy, a gdy skończyła, poprosiła króla o wyprawienie uczty, na którą byłby zaproszony tylko Haman. Na uczcie przedstawiła Hamana jako osobę, która nastaje na nią i jej lud, po czym zwróciła się do króla z prośbą o łaskę, a na samego Hamana padło królewskie oskarżenie o próbę gwałtu na Esterze. W konsekwencji Hamana i jego dziesięciu synów powieszono, zaś w całej Persji Żydzi zabili 75 000 ludzi.

Tak to opisuje Wikipedia, ale nie informuje, że pierwszą żoną Kserksesa była królowa Waszti, a Esterka stała się żoną i królową po oddaleniu królowej Waszti.

Na stronie Żydowskiego Instytutu Historycznego można w artykule Purim, czyli Święto Losów (https://www.jhi.pl/artykuly/purim-czyli-swieto-losow,456) m. in. przeczytać:

»Święto rozpoczyna się od czytania w synagodze Megilat Ester, czyli Zwoju Estery, opisującego losy Żydów suzkich (Suza to jedna ze stolic Persji – przyp. W. L.), intrygę Hamana, dzielność Estery i Mordechaja. Ma on tradycyjną formę pergaminowego zwoju przechowywanego w ozdobnym, metalowym lub drewnianym pojemniku — jako jedyna z ksiąg Starego Testamentu może być bogato zdobiony. Ręcznie wykonane iluminacje wykorzystują tradycyjne motywy dekoracyjne, jak girlandy z kwiatów i kiście winogron, a często przedstawiają także sceny i postacie z opowieści. W trakcie czytania zgromadzeni w synagodze za wszelką cenę starają się zagłuszyć imię Hamana — hałasują, gwiżdżą, klaszczą i tupią, uderzają w kołatki, a wszystko to w myśl zasady, że imiona niegodziwców powinny zostać wymazane.

Po nabożeństwie rozpoczynają się przyjęcia, spotkania przyjaciół, w trakcie których oprócz wszelkich świątecznych potraw i przysmaków podaje się też alkohol. Tradycja wręcz nakazuje pić do momentu, kiedy człowiek przestaje odróżniać zło od dobra (po hebrajsku ad delo jada, „aż nie będzie się wiedziało”), czyli słowa: „niech będzie błogosławiony Mordechaj” zaczną się mylić z „niech przeklęty będzie Haman”. Ma to wielorakie znaczenie. Przede wszystkim powinno przypominać, że ocalenie Żydów dokonało się podczas królewskiej uczty. Niektórzy komentatorzy podkreślają drugie, mistyczne znaczenie ad delo jada, jako osiągnięcie stanu, w którym pojęcia zła i dobra tracą swoje znaczenie, mieszają się i tworzą harmonijną całość.

Takie zalecenia spowodowały, że Purim stało się najradośniejszym świętem o charakterze powszechnego karnawału. Tego dnia wolno łamać nawet najsurowszy zakaz przebierania się mężczyzn w suknie, a kobiet w stroje mężczyzn, dzięki czemu tradycyjnie w Purim urządza się bale przebierańców, maskarady, na ulicach tworzą się rozbawione i roztańczone korowody, a w domach organizuje się hucznie obchodzone spotkania towarzyskie.«

Na to święto wypada spojrzeć w szerszym kontekście historycznym, na pozycję Persji w ówczesnym świecie i na samego króla Kserksesa. Wszystko to działo się w najpotężniejszym wówczas państwie na świecie.

Rozwój Terytorialny Imperium Achemenidów; źródło: Wikipedia.

Achemenidzi – dynastia panująca w Persji w latach 550-330 p.n.e. Szczyt potęgi przypada na czasy Dariusza I Wielkiego i jego syna Kserksesa I. Wówczas Iran osiągnął największe rozmiary, rozciągając się od Azji Mniejszej i Egiptu aż po Indie. Ostatnim władcą dynastii był Dariusz III (336-330) pokonany przez Aleksandra Macedońskiego.

Cyrus II Wielki (550-529) w ciągu kilkunastu lat stworzył największe imperium, jakie dotychczas istniało. Jego panowanie wyróżniało się umiarkowaniem (m.in. w wysokości nakładanych danin) oraz poszanowaniem zwyczajów, praw i kultury podbitych ludów. Jego syn Kambyzes kontynuował dzieło ojca. W 525 p.n.e. podbił Egipt, a następnie wyruszył do Nubii (północno-wschodnia Afryka). Musiał jednak zawrócić, gdy w Persji pojawił się samozwańczy władca imieniem Smerdis. Podczas powrotu Kambyzes zmarł w tajemniczych okolicznościach w 522 p.n.e. Jego miejsce zajął Dariusz, który podbił ziemie nad Indusem, a następnie skierował się do Europy. W 513 roku zaatakował Trację. Wrócił do Persji, ale zostawił w Europie cześć armii, by dokończyła jej podboju.

W 499 p.n.e. wybuchł bunt w greckich miastach Anatolii. Jego zdławienie zajęło 5 lat. Buntownikom pomocy udzieliły miasta greckie Eretria i Ateny. Dariusz postanowił ukarać je i wysłał armię do Grecji. Niestety przegrał bitwę pod Maratonem (490 p.n.e.). Postanowił wysłać drugą, silniejszą armię, ale zamiary te przerwała jego śmierć w 486 roku. Syn Dariusza, Kserkses I, postanowił dokończyć dzieło ojca. W 480 roku jego armia wyruszyła przez Trację i Macedonię do Grecji. W bitwie pod Salaminą (480) i Platejami (479) zwyciężyli mniej liczni, ale lepiej uzbrojeni Grecy. I na tym zakończyły się perskie zamiary podboju Grecji.

Klęska w wojnie z Grekami nie tworzyła żadnego zagrożenia dla perskiego imperium. Było ono wciąż najbogatszym i najpotężniejszym państwem starożytnego świata i nawet wyzwolenie przez Ateny wielu greckich miast w Anatolii nie zmieniło tego stanu. Grecy byli zbyt słabi, by wyruszyć na podbój rozległego imperium, i mogli co najwyżej szarpać jego zachodni kraniec.

W 465 r. p.n.e. w niejasnych okolicznościach zginął Kserkses. Jego miejsce zajął syn Dariusz, który zginął z ręki swego brata Artakserksesa I. W 448 roku perski król zakończył wojnę z Grekami, godząc się na niepodległość miast greckich w Anatolii. Kontrolę nad tymi miastami odzyskali Persowie w 404 roku, gdy Sparta zwyciężyła Ateny. Sukces ten przyćmiła jednak utrata Egiptu, który zbuntował się.

Państwo Achemenidów przetrwało jeszcze ponad 70 lat, głównie dzięki wojnom pomiędzy greckimi miastami. Gdy jednak król Macedonii Filip II podbił Grecję w 336 roku, to zaczął przygotowania do podboju Persji. Po śmierci Filipa II w 336 r. p.n.e., jego zamiary kontynuował syn Aleksander. Dwa lata później wyruszył na wschód i w kilka lat podbił całe imperium.

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela z 1932 roku pisze:

»Zdobycie Babilonu przez Cyrusa perskiego (539 przed Chr.) otwiera żydom możność powrotu do Palestyny. W chwili wejścia nowego zwycięzcy w mury Babilonu cały lud, jak za skinieniem różdżki czarodziejskiej , odwraca się od bóstw pogańskich i wraca do Jehowy. Niewielu jednak godzi się z myślą powrotu do ojczyzny. Za długo już pozostają w Babilonie i zbyt im było dobrze. Niejeden z nich jest potomkiem osiedleńców dobrowolnych, którzy przybyli do Babilonu już kilka wieków przedtem. Emigracja żydowska do Babilonu poczęła się już od VIII w. przed Chr. w celach handlowych i za czasów świetności królestwa judzkiego szczycił się Izrael prorokami, którzy głosili swe nauki w murach Niniwy i Babilonu.

Powrót do Palestyny obejmuje więc szczupłą garść ochotników. Reszta finansuje. Kolonizacja dawnej ojczyzny natrafia na osobliwe trudności. Musi rugować ludność miejscową z jej siedzib i dbać o to, by koloniści nie zlali się w jedno z autochtonami. Pomaga im Cyrus i wydaje rozkaz, by miejscowe plemiona ustąpiły izraelitom miejsca.

Ledwo czterdzieści tysięcy żydów wraca do Palestyny. Cyrus mianuje wielkorządcą żyda Zerubabela. I tu okazuje się, że żydzi byli przedtem w Palestynie tylko wierzchnią warstwą ludności. Oto bowiem kolonizatorzy wszędzie spotykają się z nienawiścią; przyszli znowu w roli panów, odbierają ziemię i ludność miejscową spychają do roli swych sług. Odbudowują świątynię Salomona przy poważnym zasiłku z perskiego skarbca.

Powrót do Palestyny przypomina żywo warunki, wśród których dzisiaj dokonuje się jej kolonizacja. Deklaracja Cyrusa i deklaracja Balfoura, wielkorządca perski Zerubabel i wielkorządca brytyjski sir Herbert Samuel, postawa ludności tubylczej i dzisiejsza postawa Arabów. Finansowanie przez Babilon i finansowanie przez Nowy Jork. Nawet zbrojne napady na kolonistów. Zdesperowani samarytanie zdobywają Jerozolimę, burzą świeżo odbudowane miasto i protekcja dworu perskiego musi kolonistów ratować z opresji.«

Dalej pisze:

»Oto w wyniku reform Nehemiasza powstaje „najwyższa rada”, składająca się z 71 członków. Większość tego zgromadzenia stanowią „mędrcy”. Z instytucji tej później wyłania się Sanhedryn, jako symbol wewnętrznej jedności żydostwa.

W tym stadium „krzepnięcia” zastaje Izraelitów najazd Aleksandra Macedońskiego. Rozgromienie sprzyjającej żydom Persji nie przeszkadza im witać czule nowego zwycięzcę. Triumfator otrzymuje w Jerozolimie od arcykapłana ochocze przyrzeczenie, że każde dziecko izraelskie, urodzone w roku jego wejścia do Jerozolimy, otrzyma na imię Aleksander. Toteż zjednany władca zwraca swój gniew przeciw Samarytanom.

„Ponieważ nie mogło ujść wiadomości jego, że są wrogami Judejczyków, darzył względami tych ostatnich, by tamtym dać uczuć swoją niełaskę”. – Henryk Graetz, Historia Żydów.

I tak pierwsze zetknięcie się oficjalne judaizmu z hellenizmem było przyjazne. Zdobywca Azji, rozgromiciel królestwa perskiego, nie zapałał gniewem do pupilów perskiego królestwa. A ścigany rzez Aleksandra Dariusz mógł się zastanawiać w swej smutnej drodze, czemu wdzięczność Judejczyków za „deklarację Cyrusa” nie przetrwała nawet o godzinę świetności perskiego królestwa. Nie wiedział nieszczęsny, ze przodek jego, ów wspaniały Cyrus, był w oczach Izraela nie dobrotliwym władcą, ale tylko marnym „narzędziem Jehowy”.«

W następnym rozdziale Rolicki pisze:

»Po rozpadnięciu się państwa Aleksandra Wielkiego na Macedonię, Egipt i Syrię, Palestyna dostała się pod władzę Egiptu. Jest to okres, w którym po raz pierwszy w całej pełni hellenizm spotyka się z judaizmem twarzą w twarz.

Na dworze Ptolemeuszów w Aleksandrii żydzi są nader mile widziani i są powiernikami królów, nie omijają ich urzędy państwowe i inne korzyści. Okres panowania egipskiego (323-201 przed Chr.) zaznacza się mniej więcej powierzchowną hellenizacją Palestyny, a nawet samej Jerozolimy. Ton życiu duchowemu żydostwa nadają teraz niewidzialne wpływy skupień emigracyjnych. Właściwie już od śmierci Nehemiasza podnieta dla podtrzymania Erec Izrael (siedziby narodowej) płynie z Babilonu. Jest to znany nam kierunek „ogrodzenia”. Drugie potężne skupienie żydowskie wytwarza się w Aleksandrii. Przedstawia ono kierunek hellenistyczny, a więc mniej lub więcej pozornej asymilacji do cywilizacji greckiej.

Jerozolima jest miejscem, gdzie oba te kierunki toczą ze sobą walkę.

Hellenizm jest widoczny z daleka, a judaizm nurtuje pod spodem. Hellenizm niesie ze sobą równouprawnienie obywatelskie z ludnością macedońską egipskiego państwa; w Aleksandrii Ptolomeusze równają ludność żydowską w prawach z ludnością panującą. Stąd rozchodzą się żydzi po innych miastach Egiptu i uzyskują większość w nadbrzeżnych miastach Cyrenajki (dzisiejszy Trypolis).

W państwie syryjskim, pod którego władzą znalazł się Babilon, żydzi również otrzymują pełnię praw obywatelskich; z Babilonu rozchodzą się do miast założonych przez dynastię Seleucydów i dają początek m.in. wielkiemu żydowskiemu skupieniu w Antiochii.

Wśród żydów kwitnie dobrobyt a handel nie jest im nowiną. Już Salomon dorobił się bogactw na handlu. Udało mu się bowiem wziąć na siebie funkcję pośrednika w handlu końmi między hodującym je Egiptem a państwami azjatyckimi. W państwie izraelskim (tzw. państwie dziesięciu pokoleń) majętni trudnili się lichwą, a szczególnie lichwą zbożową. „W latach głodowych otwierali swe spichrze, sprzedawali żywność – przy czym używali fałszywej miary i wagi – a gdy biedacy nie mogli zwrócić pożyczki, zabierali im dzieci.” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Obecnie te zdolności w świecie helleńskim znalazły szerokie zastosowanie. W Egipcie, a później w Syrii, żydzi dzierżawili cła i „łupili ludność ze skóry”. Charakterystyczną postacią staje się siostrzeniec arcykapłana Oniasza, Józef. Z nadzwyczajną surowością egzekwował podatki. „W Gazie i Scytopolis, których grecka ludność ośmieliła się stawić mu opór i obrzuciła go obelgami, kazał ściąć najprzedniejszych i najbogatszych obywateli.” – Henryk Graetz, Historia żydów.

Z tych rabunków spadł na Judeę deszcz złota. Na poborców brał sobie Józef samych Judejczyków. Z Syrii pozostały „same kości”, a za te bogactwa lud izraelski opływał w dostatki. Dosłownie pomyślność finansową zawdzięczała Palestyna Józefowi, który łupił bezlitośnie skórę z Greków na rzecz swego plemienia.

Za to, gdy w walkach między państwem syryjskim a Egiptem, szala zaczęła się przechylać na na rzecz Seleucydów, nie kto inny, jak synowie Józefa zapomnieli o wdzięczności dla domu Ptolomeuszów, któremu cała Judea winna była bogactwo i zawiązali stronnictwo Seleucydów. Zaraz potem w r. 202 Judea przeszła pod panowanie syryjskie, zaś około r. 200 sam król Antioch zajął Jerozolimę, witany przez Wysoką Radę.

Antioch nadał żydom różne swobody i prawa obywatelskie. W Azji Mniejszej popierał kolonizację żydowską i od czasów Antiocha datują swe powstanie skupienia żydowskie w Efezie, Sardesie i Pergamonie. Hellenizacja, czyli asymilacja żydów czyniła znaczne postępy.«

To, co zwróciło moją uwagę, to pewna zbieżność czasowa wydarzeń. Imperium perskie zaczyna słabnąc od momentu pojawienia się Estery u boku Kserksesa, który zresztą umiera w niewyjaśnionych okolicznościach w 465 roku p.n.e. Ale już wcześniej, jak pisze Rolicki, Żydzi zdobyli sobie szczególne względy władców perskich. Tak więc o losach tego imperium to oni decydowali. Czyżby zatem to oni pozwolili mu się rozwinąć, a później „pozwolili” mu upaść.

Jak to się stało, że takie potężne imperium nie mogło sobie poradzić z Grecją, a mała Macedonia, ni stąd ni zowąd, podbija Grecję i wyrusza na jego podbój i pokonuje je. Tym bardziej, że ta Macedonia była częścią tego imperium, a Dariusz zostawił tam część swojej armii. Co się tam z nią stało? O tym Wikipedia nie wspomina, nawet nie pisze o tym, że Macedonia była częścią tego imperium. Natomiast wzmiankuje o tym Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, 1965. Pisze ona, że na przełomie VI i V wieku p.n.e. Macedonia była podporządkowana Persji.

Rolicki wspomina o tym, że emigracja żydowska do Babilonu rozpoczęła się już w VIII wieku p.n.e. A skoro tak, to wypada sobie zadać pytanie, czy tylko tam, czy może również w innych kierunkach? Jeśli podstawą całej tej żydowskiej filozofii było rozproszenie po całym świecie, to prawdopodobnie byli oni też w Grecji i Macedonii, zanim nastąpiło pełniejsze zetknięcie się hellenizmu z judaizmem w Aleksandrii.

W 499 roku p.n.e. wybucha bunt w greckich miastach Anatolii. Na jakim tle i co było jego przyczyną? O tym też Wikipedia nie pisze, ale chyba nietrudno domyślić się, kto mógł to zrobić. Taka V kolumna w imperium perskim, która rozsadzała je od środka. Znane są nam te praktyki z późniejszych czasów i wiemy, kto to robił. A skoro to robił wtedy, to i wcześniej mógł to robić. Któż inny miał i ma takie doświadczenie we wzniecaniu tego typu zamieszek.

Wojny, jak pokazuje historia imperium perskiego, służą przede wszystkim zmianie układu sił w rejonie, w którym się toczą, zmianom terytorialnym w tym rejonie bądź powstaniu nowych państw. To też będzie dotyczyć rejonu, w którym toczy się wojna Rosji z Ukrainą. Do wywołania kryzysu czy zresetowania gospodarki wojna nie jest potrzebna. Największy dotychczasowy kryzys gospodarczy, ten z 1929 roku, nie był wynikiem wojny, tylko wynikiem odpowiednich operacji finansowych, dokonywanych przez mistrzów spekulacji i właścicieli pieniądza.

Zmiany terytorialne już się dokonały. Rosja wchłonęła południowo-wschodnią część Ukrainy. Ale na tym się nie skończy. Przesiedlenie na teren Polski kilku milionów Ukraińców nie jest przypadkowe. Wielu z nich trafiło na tzw. ziemie poniemieckie, na które po II wojnie światowej przesiedlano mniejszości z Kresów. Najwięcej zapewne Ukraińców, którym karty przesiedleńca drukowano w języku polskim i ukraińskim. Oznacza to, że na tych ziemiach poniemieckich mniejszości narodowe stanowią zdecydowaną większość.

Jeśli Rosja już odzyskała to, co chciała, a Niemcy wykazują wyjątkową wstrzemięźliwość w tym konflikcie, to może to znaczyć, że i one zechcą upiec własną pieczeń na tym ogniu. Skoro Rosjanie przeprowadzili referenda w separatystycznych republikach, to Niemcy również mogą zaproponować ich przeprowadzenie na ziemiach, z których nigdy nie zrezygnowali. Te mniejszości, mając do wyboru mieszkanie w Polsce czy w Niemczech, zapewne wybiorą Niemcy i w ten sposób w majestacie prawa Polska zostanie rozebrana, a światowa opinia publiczna zaakceptuje to i uzna za rzecz normalną. Reszta Polski zostanie połączona z tą częścią Ukrainy, które wielcy tego świata zechcą jej zostawić. Pewnie w następnej kolejności dojdzie do połączenia z Białorusią, a może nawet jakaś unia z Litwą, Łotwą i Estonią. Kiedy to może nastąpić? Majdan w Kijowie zaczął się w 2014 roku, a wojna wybuchła w 2022 roku, a więc 8 lat. Być może i przed nami jest taka perspektywa – 8 do 10 lat.

Wygląda na to, że powojenne przesiedlenia mniejszości narodowych z polskich Kresów na ziemie poniemieckie były dokonane świadomie z myślą, że kiedyś one wrócą do Niemiec. Osiedlenie tam Polaków uniemożliwiłoby ten zamiar. Któż myślał tak dalekowzrocznie? Tylko ten, kto miał wielowiekowe doświadczenie, sięgające czasów imperium perskiego, a może jeszcze wcześniejszych. Ktoś, kto był wprawiony w snuciu wszelkiego rodzaju intryg, wywoływaniu buntów i wojen, w kreowaniu wielkich wodzów i ich marginalizowaniu, w tworzeniu wielkich imperiów i ich likwidowaniu. Tylko jedna jest taka nacja.

Prusy

W poprzednim blogu pisałem o tym, że unia realna pomiędzy Polską i Litwą, czyli unia lubelska, nie była w polskim interesie. A czy unia personalna, czyli wszystkie te wcześniejsze unie z Litwą, była w polskim interesie? I w tym wypadku również nie można uznać, że był wspólny interes, wspólne zagrożenie. Wybór Jagiełły na króla oznaczał bezsensowne wciągnięcie Polski do wojny z zakonem, bo w tamtym czasie, przed jego wyborem, obie strony, czyli Polska i zakon krzyżacki, doszły do porozumienia i uznały, że dalsze prowadzenie wojen nie ma sensu. Natomiast Krzyżacy zagrażali Litwie, bo chcieli połączyć ziemie zakonne w Prusach z Inflantami, rozdzielone Żmudzią, tak by południowe i wschodnie wybrzeże Bałtyku należało wyłącznie do nich. A więc bitwa pod Grunwaldem (1410) nie była w interesie Polski tylko Litwy. Unię Polski z Litwą można uznać za koniec państwa polskiego, bo od tego momentu państwo to zaczyna dbać o interesy obcych, a nie o interesy polskie. I tak jest do dziś. Państwo polskie jest polskim tylko z nazwy.

Na te wydarzenia, na upadek zakonu, trzeba patrzeć w trochę szerszym kontekście. Już od XIII wieku rozwija się we Włoszech prąd humanizmu, nawiązujący ideologicznie do spuścizny świata starożytnego. Upadek Konstantynopola w 1453 roku i ucieczka uczonych bizantyjskich do Włoch, podsyca ten prąd dzięki odkryciu rękopisów starożytnych. Humanizm staje się ruchem propagującym indywidualizm, a więc nastawiającym jednostkę niechętnie do jakichkolwiek więzów karności społecznej czy religijnej.

Ośrodkami humanizmu były akademie, czyli związki osób, interesujących się starożytnością. I tak słynna akademia platońska we Florencji zajmowała się Platonem i usiłowała jego poglądy stosować do dogmatów chrześcijaństwa. Sekundowały jej akademia rzymska lub wenecka. Akademia rzymska nigdy nie odbywała jawnych zebrań, lecz zawsze pod osłoną jakiejś uroczystości czy biesiady, a inne bardzo liczne włoskie akademie ukrywały się także, by uniknąć odpowiedzialności za wolnomyślne poglądy. W ten sposób organizacje te nabrały charakteru związków tajnych, a członkowie ich posługiwali się pseudonimami łacińskimi lub greckimi.

Ruch humanistyczny doprowadził do konfliktu pomiędzy wiarą i wiedzą. Wykazując, że postępy wiedzy godzą w dogmatykę katolicką, osłabił autorytet Kościoła i starał się zepchnąć religię na teren pozarozumowy. Powoli stawał na gruncie wolności myślenia w zakresie religijnym, dając podstawy umysłowe reformacji.

Te wydarzenia miały wpływ na kondycję zakonu krzyżackiego, na stopniowe ograniczanie jego potencjału i znaczenia politycznego. To nie Jagiełło pokonał ostatecznie zakon, ale Związek Pruski, który wywołał powstanie i który sfinansował wojnę trzynastoletnią. Od 1453 roku mieściła się w Toruniu siedziba powołanej w tymże roku Tajnej Rady, stałej reprezentacji Związku Pruskiego, składającej się z 8-10 przedstawicieli rycerstwa i wielkich miast. No właśnie! Tajnej Rady!

Prusy

Prusy (niem. Preußen, łac. Borussia) – niejednoznaczny termin, odnoszący się kolejno do kilku państw stworzonych na historycznych terenach Prus w okresie od 1226 do 1947 roku. Tak to definiuje Wikipedia, z której korzystam.

Pierwszym państwem na terenie Prus było państwo zakonu krzyżackiego. W 1226 roku Konrad I mazowiecki sprowadził Krzyżaków na ziemię chełmińską, z której zakon dokonywał podboju Prusów. Przez następne 200 lat Krzyżacy kolonizowali Prusy i budowali swoje państwo. Na mocy postanowień II pokoju toruńskiego (1466) zakon oddał Polsce Pomorze, ziemię chełmińską i Warmię, został lennikiem Polski i przeniósł stolicę pruską z Malborka do Królewca. I tak powstały Prusy Królewskie. Pozostałe pod władzą krzyżacką ziemie określano jako Prusy Zakonne. Po sekularyzacji zakonu w 1525 roku zmieniono nazwę na Prusy Książęce. Używano też nazwy Księstwo Pruskie. Od 1701 roku Królestwo Prus.

Położenie państwa krzyżackiego; źródło: Wikipedia.

Państwo zakonne (1226-1525) obejmowało głównie ziemie Prusów, a po przejęciu zakonu kawalerów mieczowych także Inflanty (Łotwę i Estonię). Przez cały czas istnienia państwa zakon podlegał bezpośrednio papiestwu, a jako zbrojne ramię – Świętemu Cesarstwu Rzymskiemu (Pierwsza Rzesza Niemiecka). Wielki mistrz uznawał nad sobą władzę cesarzy, bo był zaliczony w poczet książąt Rzeszy.

Od 1230 do 1249 roku zakon, dzięki stale napływającemu wsparciu i posiłkom przysyłanym przez Fryderyka II, zdołał całkowicie zająć i spacyfikować dawne tereny Prusów aż do rzeki Pasłęki (Pomezania). Strategia walki Krzyżaków polegała na stopniowym eliminowaniu rozproszonych gniazd oporu Prusów i umacnianiu dopiero co zdobytej władzy poprzez budowanie fortyfikacji i w oparciu o nie terroryzowanie miejscowej ludności.

Podbijanie Pomezanii spowodowało wybuch I powstania Prusów (1242), które zakończyło się ich klęską. Zmusiło ich to do podpisania w 1249 roku układu w Dzierzgoniu. Prusowie uznali władzę zwierzchnią zakonu i przenieśli się zgodnie z jego postanowieniami za Pasłękę. Świeżo zdobyte tereny zostały skolonizowane przez chłopów sprowadzonych z Mazowsza, Czech i Niemiec.

Krainy historyczne dawnych Prus; źródło: Wikipedia.

Drugi etap podboju Prusów zaczął się rok później, kiedy to zakon podjął kampanię zdobycia Dolnych Prus i Sambii, co było możliwe dzięki wsparciu króla Czech Ottokara II. Na cześć tego króla główna siedziba zakonu w Dolnych Prusach i Sambii została nazwana Królewcem.

W 1260 roku wybuchło dobrze zorganizowane II powstanie Prusów pod wodzą Herkusa Monte, które zakończyło się niemal sukcesem, jednak ponowne szybkie wsparcie cesarza rzymskiego oraz sprawdzona strategia budowania twierdz i stosowanie terroru spowodowało, że w 1283 roku powstanie upadło. Przywódca został pojmany i powieszony, a sami Prusowie wycięci w pień lub zamienieni w niewolników. W trakcie walk powstała na terenie Prus świetnie zorganizowana sieć zamków i twierdz, wokół których zaczęły powstawać rolniczo-leśne latyfundia zarządzane przez rycerzy zakonnych.

Ekspansja na ziemie litewskie

Już w trakcie zmagań z Prusami dochodziło do starć wojsk zakonnych i litewskich. Po stłumieniu powstania pruskiego nastąpiła eskalacja konfliktu. W latach 1283-1325 Krzyżacy 75 razy wtargnęli na Żmudź, Litwę i Ruś Czarną. Litwini odpowiedzieli 44 atakami na ziemie zakonu w Prusach i Inflantach. W wyniku konfliktu pogranicze żmudzkie uległo wyludnieniu, ale nie udało się Krzyżakom zdobyć Żmudzi.

Ekspansja na ziemie polskie

W 1308 roku książę Władysław Łokietek wezwał na pomoc Krzyżaków w celu odparcia ataku Brandenburczyków na Pomorze Gdańskie. Ci pomocy udzielili, ale Pomorza i Gdańska nie opuścili. Po wymordowaniu polskiej załogi i rzezi w mieście zajęli także kolejne miasta pomorskie i odkupili od Brandenburczyków prawa do Pomorza. W związku z tym Łokietek w 1319 roku interweniował u papieża. Proces w sprawie zagarnięcia Pomorza odbył się w Brześciu i Inowrocławiu i zakończył się 10 lutego 1321 roku wynikiem, który nakazywał zakonowi krzyżackiemu zwrot Pomorza i zapłatę 30.000 grzywien. Krzyżacy złożyli apelację i sprawa uległa zawieszeniu.

Wkrótce zakon sprzymierzył się z księciem Janem Luksemburskim (król Czech) oraz władcą Meklemburgii i w 1327 roku zaatakował Kujawy i Wielkopolskę. W 1331 roku stoczono nierozstrzygniętą bitwę pod Płowcami, która mimo że nie zmusiła zakonu do oddania Pomorza, obaliła mit o niezwyciężonych Krzyżakach. Jednak zakon nadal próbował atakować te tereny metodą wojen podjazdowych, ale działania Kazimierza Wielkiego w czasie zjazdu w Wyszehradzie w 1335 roku, rozbijające ich sojusz z Czechami, skłoniły zakon do podpisania pokoju w Kaliszu w 1343 roku. Zwrócił on Kujawy i ziemię dobrzyńską, zaś warunkowo, jako jałmużnę, zatrzymał Pomorze, ziemię chełmińską i michałowską. Pomimo trzech kolejnych wyroków sądu papieskiego, nakazujących zwrot Pomorza, zakon nigdy nie oddał dobrowolnie zasądzonej ziemi.

Ostatecznie Królestwo Polskie zgodziło się na rozdzielenie Polski i Pomorza, jednakże strona krzyżacka zmuszona została do uznania Kazimierza III Wielkiego i jego następców za fundatorów i donatorów Zakonu na terenie Pomorza i ziemi chełmińskiej. Pozwoliło to na utrzymanie zasady prawnej zwierzchnictwa, wynikającej z nadań Konrada Mazowieckiego na rzecz walczącego z poganami zakonu. Uznanie przez zakon honorowego zwierzchnictwa króla polskiego nad spornymi ziemiami umożliwiło Kazimierzowi III Wielkiemu wystąpienie w 1357 r. wobec papieża z argumentem o przynależności tych ziem do archidiecezji gnieźnieńskiej i Królestwa Polskiego, a w 1364 r. o zwolnienie ze wszystkich zawartych pod groźbą wojny przysiąg niesprawiedliwych dla Królestwa Polskiego.

Polityka zakonu w XIV wieku

W połowie XIV wieku Polska i zakon krzyżacki nie były zainteresowane wznawianiem konfliktu, co przywódcy obu państw, król Polski Kazimierz III Wielki i wielki mistrz Zakonu Winrych von Kniprode, potwierdzili na zjeździe w 1366 roku w Malborku. Głównym celem państwa zakonu krzyżackiego było zajęcie południowo-wschodniego wybrzeża Bałtyku i uzyskanie lądowego połączenia pomiędzy dwoma częściami państwa – Prusami i Inflantami. W tym celu Krzyżacy naciskali zbrojnie na rozdzielającą je litewską Żmudź, wykorzystując zaangażowanie Litwy na południu i wschodzie. W 1348 roku Krzyżacy odnieśli decydujące zwycięstwo nad koalicją litewsko-ruską w bitwie nad rzeką Strawą. Polityka bałtycka Krzyżaków w XIV wieku wpisywała się w szerszy kontekst opanowania wybrzeży Bałtyku przez wywodzące się z Niemiec związki kupieckie i zakonne.

Bitwa nad rzeką Strawą

Bitwa nad Strawą – bitwa pomiędzy Wielkim Księstwem Litewskim a zakonem krzyżackim, która miała miejsce 2 lutego 1348 roku nad rzeką Strawą na Litwie. Bitwa okazała się klęską wojsk litewskich.

Zimą 1348 roku oddziały krzyżackie i sojusznicze w liczbie około 4000 zbrojnych pod dowództwem komtura Winrycha von Kniprode wkroczyły na teren Litwy właściwej. Po przekroczeniu Niemna napotkały idące im naprzeciw wojska litewskie w liczbie około 9000 ludzi. Do starcia doszło nad rzeką Strawą, dopływem Niemna, mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Kownem a Trokami. Pomimo przewagi liczebnej, zaangażowania nad Strawą wszystkich swoich sił oraz posiłków z ziem ruskich, Litwini ponieśli klęskę i zostali rozgromieni przez oddziały Winrycha von Kniprode.

Straty strony litewskiej wyniosły około 6000 zabitych, czyli 2/3 całego stanu wojska. Śmierć w bitwie ponieśli m. in. książęta Narymunt i Monwid. Natomiast wojska krzyżackie straciły tylko 60 ludzi, w tym 8 rycerzy zakonnych. Olgierd i Kiejstut zdołali ujść z pola. Po tej porażce Kiejstut w 1348/1349 zwrócił się do króla polskiego Kazimierza z prośbą o pośrednictwo i poparcie w sprawie przyjęcia chrztu przez Litwę, do czego jednak nie doszło.

Natomiast dla państwa krzyżackiego zwycięstwo nad Strawą oznaczało początek względnego spokoju i rozwoju gospodarczego w Prusach. Zaczęto akcję osiedleńczą w pustoszonych wcześniej regionach i tworzenie nowych miast (np. Olsztyn).

Historycy uważają, że bitwa nad Strawą miała charakter przełomowy. Henryk Łowiański podnosi, że od tego momentu Litwa nie mogła w otwartym polu stawić Krzyżakom czoła o własnych siłach. W latach 1300-1315 Krzyżacy byli skutecznie odpierani przez wojska litewskie pod wodzą Witenesa, a później przez Giedymina. Potem jednak siła litewskiego oporu słabła i Litwini nie byli w stanie odpowiadać na wciąż organizowane reizy (zbrojne wyprawy o charakterze łupieżczym) krzyżackie. Nieudaną próbą odwrócenia skutków klęski nad Strawą był najazd Litwinów na Prusy w 1370 roku i bitwa pod Rudawą (na terenie Sambii), która również okazała się klęską. Przełom nastąpił po zawarciu unii z Polską.

Następstwa unii polsko-litewskiej

Konflikt polsko-krzyżacki odnowił się w wyniku zawarcia przez Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie unii personalnej w Krewie w 1385 roku, która skutkowała chrztem Litwy i objęciem tronu w Krakowie przez litewskiego księcia Jagiełłę. Chrzest ostatniego pogańskiego państwa w Europie wschodniej zachwiał ideologiczną podstawą rozwoju państwa zakonu krzyżackiego, a wzmocnione sojuszem Polska i Litwa zaczęły dążyć do rewindykacji zajętych przez Krzyżaków ziem – Pomorza, ziemi chełmińskiej (Polska) i Żmudzi (Litwa).

Państwo zakonu krzyżackiego; źródło: Wikipedia.

Ponadto od 1397 roku zakon krzyżacki wraz z niemiecką Hanzą zmuszony był mierzyć się z presją rewindykacyjną państw nordyckich, które po zwycięstwie Danii w wojnie Małgorzaty I (władczyni Danii, Norwegii i Szwecji) z Albrechtem Meklemburskim zawarły antyniemiecką unię kalmarską (Dania, Norwegia, Szwecja). W 1408 roku po 10-letnim konflikcie Malbork musiał zwrócić Danii wyspę Gotlandię, zdobytą w 1402 roku, w reakcji na unię kalmarską, aby w konflikcie z Polską i Litwą nie być zmuszonym do wojny na dwa fronty – przeciwko unii polsko-litewskiej i unii kalmarskiej.

Pokój toruński (1411)

Wskutek ciągłych walk podjazdowych na Kujawach i Litwie, prowadzonych przez zakon, Jagiełło zdecydował się na rozpoczęcie wielkiej wojny (1409-1411), której kulminacyjnym momentem była bitwa pod Grunwaldem, a jej uwieńczeniem pokój w Toruniu w 1411 roku. Pokój ten został, mimo zwycięskiej kampanii wojskowej, wymuszony na Jagielle ogólną sytuacją polityczną Polski, gdyż w obronie zakonu stanęła koalicja władców z dynastii Luksemburskiej – Jana, ks. Zgorzeleckiego, Wacława, Króla Czech oraz Króla Węgier Zygmunta. Pokój ten nie przyznał Polsce Pomorza Gdańskiego ani ziemi chełmińskiej, ale Litwa odzyskała Żmudź, co skutkowało ponownym podziałem na dwa osobne obszary – państwo pruskie nad Wisłą i Pregołą i państwo inflanckie nad Dźwiną i Narwą. Zakon zaczął od tego momentu tracić na sile, a jego sytuacja ekonomiczna pogorszyła się na skutek blokady wymiany handlowej, którą zastosowała strona polsko-litewska.

Dobijanie Zakonu

Pokój toruński z 1411 roku był chyba tylko pokojem z nazwy. Wkrótce doszło do wielu wojen pomiędzy unią polsko-litewską a państwem zakonu krzyżackiego: wojna głodowa (1414), Wyprawa odwrotowa (1419), wojna golubska (1422) i wojna polsko-krzyżacka, tzw. nieszawska (1431-1435).

Pod koniec panowania Władysława Jagiełły przeprowadzona została w 1433 roku wyprawa polska, wspierana przez husytów, na Nową Marchię i Pomorze Gdańskie. Jednak decydującą była klęska koalicyjnych wojsk inflancko-rusko-tatarskich z armią litewsko-polską w bitwie pod Wiłkomierzem nad Świętą (Szeszupą) w 1435 roku, w której zginęło całe przywództwo wojskowo-polityczne państwa inflanckiego. Skłoniło to zakon do zawarcia traktatu pokojowego. Zgodnie z postanowieniami Pokoju Wieczystego w Brześciu Kujawskim z 31 grudnia 1435 roku przywództwo zakonu zgodziło się nie ingerować nigdy więcej w wewnętrzne sprawy Litwy i Polski, a ponadto oddać zagraniczną politykę zakonną pod kontrolę stanów pruskich. W konsekwencji mieszczanie i średnia szlachta państwa zakonu krzyżackiego uzyskali prawo wypowiedzenia posłuszeństwa mistrzowi zakonu krzyżackiego, jeżeli ten złamie postanowienia pokoju w Brześciu Kujawskim. Umożliwiło to powstanie zorganizowanej opozycji miast i szlachty pruskiej przeciwko zakonowi krzyżackiemu.

Związek Pruski

Po pokoju brzeskim w 1435 roku wcześniejszy konflikt stanów pruskich z zakonem zaczął się zaogniać. Zaczęły się także niesnaski między różnymi frakcjami Krzyżaków, w które zaczęły wtrącać się stany, chcące powołać do życia stałą organizację służącą reprezentacji ich praw i interesów. Podstawą aktu erekcyjnego Związku stał się koncept przygotowany przez Radę Starego Miasta Toruń. 14 marca 1440 roku pod aktem związkowym przycisnęło pieczęcie 53 przedstawicieli szlachty, 7 miast hanzeatyckich (Chełmno, Stare Miasto Toruń, Nowe Miasto Toruń, Elbląg, Gdańsk, Braniewo, Stare Miasto Królewiec, Knipawa – jedno z trzech miast wchodzących w skład Królewca) oraz 12 mniejszych miast. W ciągu lata do Związku przystąpiły prawie wszystkie miasta i znaczna część szlachty. Od 1453 roku w Toruniu mieściła się siedziba powołanej w tymże roku Tajnej Rady, stałej reprezentacji Związku Pruskiego, składającej się z 8-10 przedstawicieli rycerstwa i wielkich miast. Największym oparciem Związku była Ziemia chełmińska, Gdańsk, Toruń i teren dawnej Pomezanii.

Wojna trzynastoletnia (1454-1466)

W dniu 4 lutego 1454 roku Tajna Rada wysłała z Torunia do Malborka poselstwo z listem, w którym formalnie wypowiedziała posłuszeństwo wielkiemu mistrzowi krzyżackiemu. Akt ten, który opieczętował Hans von Baysen, jako reprezentant rycerstwa pruskiego, oraz Stare Miasto Toruń, jako reprezentant miast pruskich, dotarł przez posłańca toruńskiego do rąk wielkiego mistrza rano 6 lutego. Tego samego dnia, zapoczątkowane atakiem na zamek krzyżacki w Toruniu, wybuchło powstanie przeciw Krzyżakom. W tym samym miesiącu gdańszczanie zaatakowali Wielki Młyn i 11 lutego opanowali zamek krzyżacki, który następnie zniszczyli. Po upływie miesiąca Krzyżacy kontrolowali już tylko Malbork, Sztum i Chojnice. Wkrótce do Krakowa udał się z poselstwem Hans von Baysen, który w imieniu Związku Pruskiego zwrócił się do króla Kazimierza Jagiellończyka o przyłączenie Prus do Polski. W dniu 21 lutego 1454 roku Baysen został przyjęty na posiedzeniu rady koronnej i wygłosił mowę z prośbą o inkorporację. Rada przegłosowała prośbę i król się do niej przychylił. Następnego dnia król wypowiedział Zakonowi wojnę. Akt inkorporacji wystawiony 6 marca 1454 roku oznaczał równocześnie początek wojny trzynastoletniej, finansowanej głównie przez Związek Pruski (pół miliona dukatów), króla Kazimierza (pół miliona dukatów), społeczeństwo Królestwa Polskiego (pół miliona dukatów). W maju król Polski odebrał hołd w Toruniu od ziemi chełmińskiej, 11 czerwca w Elblągu od Gdańska i m. in. Elbląga oraz trzech biskupów pruskich. W Królewcu hołd odebrał Jan z Koniecpola.

II pokój toruński (1466)

Królestwo Polskie było wyczerpane długotrwałą i kosztowną wojną, szlachta niechętnie zgadzała się na dalsze finansowanie wojska. Wyczerpanie sił obydwu stron w połowie 1466 roku pogłębiła epidemia, szczególnie groźna w miastach, co skutkowało przyjęciem poglądu o niecelowości prowadzenia kolejnych kosztownych i trudnych oblężeń. W otoczeniu króla Kazimierza IV przewagę zyskiwał pogląd, że inkorporacja całego państwa zakonnego przekracza możliwości Królestwa Polskiego, a wpływy Związku Pruskiego we wschodniej części kraju były znacznie słabsze niż na Pomorzu. Przesądziło to o decyzji ograniczenia polskich żądań terytorialnych do Pomorza, Powiśla, kontrolowanej przez Szumborskiego ziemi chełmińskiej i kontrolowanej przez biskupa Pawła Legendorfa Warmii.

Państwo zakonu krzyżackiego w 1466 roku; źródło: Wikipedia.

Na mocy postanowień pokoju toruńskiego zakon krzyżacki oddał Polsce Pomorze Gdańskie, ziemię chełmińską i michałowską, a także Warmię i stolicę Malbork, które nazwano Prusami Królewskimi, a pozostałe podległe Krzyżakom ziemie określano odtąd jako Prusy Zakonne, które były lennem króla Polski. Nową stolicą państwa został Królewiec.

Wyjątkowy status Gdańska

Na skutek uzyskanych w trakcie wojny przywilejów i czasowego zablokowania drogi handlowej przez Elbląg polski handel morski skoncentrował się w Gdańsku. Miasto zachowało prawo wyłącznego handlowego pośrednictwa z 1442 roku, rozszerzając przywileje o prawo kontrolowania żeglugi i pobierania podatków. Władza Polski nad ujściem Wisły pozostała poważnie ograniczona. Zyski Gdańska czerpane z wyłącznego pośrednictwa w handlu umożliwiły miastu rozwój, dzięki któremu stał się największym i najbogatszym miastem Polski, zachowującym wielokulturowość i daleko idącą niezależność.

Rozpad państwa zakonu krzyżackiego

Pomimo formalnej inkorporacji do Korony Królestwa Polskiego na zasadach lenna ziem pozostawionych we władztwie terytorialnym wielkich mistrzów – Prus Zakonnych – władztwu Krzyżaków pozostawiono daleko idącą niezależność. Król Polski zobowiązał się nie ingerować w wybór kolejnych wielkich mistrzów, chociaż narzucił warunek przyjmowania do Zakonu także Polaków. Pomimo nieprecyzyjnych zapisów pokoju dotyczących stopnia podległości Koronie, Zakon zmuszony został do rezygnacji z samodzielnej polityki zagranicznej i udzielania Koronie pomocy zbrojnej.

Warunki te przypieczętowały rozpad Zakonu Krzyżackiego na odrębnie rozwijające się dzielnice, tj. Prusy Królewskie i Prusy Zakonne. Celem Prus Zakonnych na kolejne lata pozostało dążenie do odwetu na Koronie i uchylenie postanowień II pokoju toruńskiego. Inflanty zostały osamotnione. Czynniki kierujące byłym państwem inflanckim, nie mogącym liczyć na pomoc ze strony pobitych Prus Krzyżackich, rozpoczęły politykę zbliżenia do Unii Jagiellońskiej celem zawarcia sojuszu obronnego przeciwko Moskwie.

Upadek państwa zakonnego w Prusach

Od 1501 roku wielcy mistrzowie krzyżaccy odmawiali hołdu lennego władcom Polski, co stało się powodem wojny polsko-krzyżackiej 1519-1521. Po przegranej wojnie, zmuszony przez koneksje rodzinne oraz dla zachowania pokoju wewnętrznego, wielki mistrz zakonu Albrecht Hohenzollern przeszedł na luteranizm, co położyło kres istnieniu państwa zakonnego. Państwo zarządzane przez Albrechta, mimo że dość silne militarnie, znalazło się w próżni politycznej, co wykorzystał król polski Zygmunt I Stary i zmusił go do hołdu lennego w 1525 roku, jako wieczystego lennika Królestwa Polskiego. W wyniku tego aktu Prusy Zakonne zostały przekształcone, jako lenno Polski, w Księstwo Pruskie, które stało się państwem świeckim, zwanym także Prusami Książęcymi.

Podział Prus na Prusy Królewskie i Prusy Książęce; źródło: Wikipedia.

Patrząc na powyższą mapkę, można powiedzieć: I tak powstał ten słynny Korytarz, który 500 lat później był jednym z pretekstów do rozpoczęcia przez III Rzeszę wojny przeciwko II RP. Idąc dalej tym tokiem myślenia można sobie zadać pytanie: Po co po II wojnie światowej podzielono Prusy na część polską i radziecką, a obecnie rosyjską?

Wnioski

Pierwsze, co mnie zdziwiło to fakt, że Łokietek do obrony Pomorza przed Brandenburczykami zaprosił Krzyżaków. Przecież nie mógł nie wiedzieć, jakie tego będą skutki. A czy Konrad I mazowiecki tak sam z siebie podjął decyzję o ich sprowadzeniu? Kto więc tym wszystkim kierował i jaki miał cel? Bo nie sądzę, by obaj byli tacy naiwni. Czy oni też już byli na usługach starszych i mądrzejszych?

Kluczowym momentem jest wybór Jagiełły na króla Polski. Kto podjął decyzję o jego wyborze? Gdzieś czytałem, że to panowie małopolscy. Ale czy rzeczywiście oni? Jeśli litewscy magnaci, sprzeciwiający się powstaniu unii lubelskiej, czyli połączeniu Polski i Litwy w jedno państwo, nie dali rady, to ktoś, kto podjął taką decyzję, musiał być potężniejszy od nich. Może więc był ktoś potężniejszy od panów małopolskich, kto zadecydował o wyborze Jagiełły na króla Polski i ten ktoś faktycznie decydował o polityce obu państw, a Jagiełło był tylko marionetką, podobnie jak obecni prezydenci i premierzy. Zapewne więc to w interesie tego kogoś była unia polsko-litewska.

Po bitwie pod Grunwaldem Polska nie zyskuje nic, a Litwa odzyskuje Żmudź. Super interes! I to jest jedna z najważniejszych dat w historii Polski, a tak po prawdzie, to Polacy powinni się jej wstydzić. Taka jest potęga edukacji, która jest w rękach Żydów. Dziś niektórzy oburzają się, że na Polach Grunwaldzkich powiewa ukraińska flaga. No i dobrze. Powinna tam jeszcze powiewać flaga litewska, a polska powinna zostać usunięta. Obie nacje powinny jeszcze wywiesić swoje flagi nad Strawą. Teraz już rozumiem skąd to zafascynowanie Ukraińców Niemcami. Jeśli w bitwie nad Strawą stracili 6000 ludzi, a Niemcy tylko 60, to budzi respekt.

I jeszcze ten Matejko ze swoimi kiczowatymi obrazami: Bitwa pod Grunwaldem, Hołd pruski, Unia lubelska, Batory pod Pskowem itp. Kiczowatymi, bo przekaz jest fałszywy. Może pod względem artystycznym są dobre, ale to w tym wypadku nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że wtłacza się nam te obrazy niemal od dziecka i są one głęboko zakorzenione w polskiej świadomości jako świadectwo potęgi i mocarstwowości. Nic bardziej błędnego!

Zakon likwidowano stopniowo poprzez jego osłabianie i pozbawianie go autorytetu i powagi. Jednym z etapów tej polityki był pokój w Brześciu Kujawskim z 31 grudnia 1435. Na jego mocy zakon zgodził się oddać zagraniczną politykę zakonną pod kontrolę stanów pruskich. Tak działała reformacja, która oficjalnie objawiła się demonstracją Lutra w 1517 roku. W marcu 1440 roku zostaje „zarejestrowany“ Związek Pruski. W 1454 roku związek ten wznieca powstanie w Prusach i zwraca się do króla Polski o przyłączenie Prus do Polski. Rada koronna przegłosowała prośbę i król się do niej przychylił. Następnego dnia wypowiedział on Zakonowi wojnę. Akt inkorporacji wystawiony 6 marca 1454 roku oznaczał równocześnie początek wojny trzynastoletniej. Trudno uwierzyć w to, że to wszystko działo się tak spontanicznie, ale jakiś pretekst do wojny musiał być. A wojna była po to, by dalej osłabiać zakon.

Wojna oczywiście nie zakończyła się zwycięstwem żadnej z walczących stron, bo nie o to w niej chodziło, by zakon wygrał, bo wtedy wzmocniłby się, a on miał się osłabiać. Nie mogła też wygrać strona polska, bo to oznaczało by wchłonięcie całych Prus, a nie o to chodziło. W otoczeniu króla Kazimierza IV przewagę zyskiwał pogląd, że inkorporacja całego państwa zakonnego przekracza możliwości Królestwa Polskiego, a wpływy Związku Pruskiego we wschodniej części kraju były znacznie słabsze niż na Pomorzu. Przesądziło to o decyzji ograniczenia polskich żądań terytorialnych do Pomorza, Powiśla, ziemi chełmińskiej i Warmii. A cóż to było za otoczenie, które uważało, że zajęcie całych Prus przekracza możliwości Królestwa?

Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Gdańsk nie został włączony do Polski, tylko stał się praktycznie miastem niezależnym od niej, a Królewiec pozostał w Prusach Zakonnych, to zyski z przyłączenia Pomorza Gdańskiego były żadne. Co po tych ziemiach bez portu? Turystyka nie istniała wtedy. W przyszłości stało się to powodem wielu problemów. I o to właśnie chodziło. Odwrotne rozwiązanie, czyli przyłączenie Prus Zakonnych do Polski, a pozostawienie państwu zakonnemu Pomorza Gdańskiego, byłoby dla Polski o wiele bezpieczniejsze. Tak więc wyszła Polska na wojnie trzynastoletniej i II pokoju toruńskim, jak Zabłocki na mydle.

Hołd pruski (1525) był kolejnym i ostatnim etapem likwidacji państwa zakonu krzyżackiego. Powstało świeckie państwo Prusy Książęce. Po wojnach szwedzkich (1655-1660) staje się ono niezależne od Rzeczypospolitej. Inflanty też od niej odpadają. Takie to „mocarstwo“. Ale gdyby starsi i mądrzejsi chcieli, żeby ona była mocarstwem, to byłaby nim, ale oni tego nie chcieli. Chcieli zrobić z niej pośmiewisko Europy i zrobili.

W czasie wojen krzyżowych ze zdaniem i decyzjami papieży liczyli się wszyscy, ale już na początku XIV wieku, gdy Łokietek interweniował u papieża, Krzyżacy olali go. Dopóki chodziło o legitymizację grabieży ziemi przez zakony biorące udział w krucjatach, to decyzje papieży były święte i nikt nie ośmielił się ich podważać, a później, gdy ziemia już została rozdzielona, to przestały być takimi świętymi.

Pisze Wikipedia, że w otoczeniu króla Kazimierza IV przewagę zyskiwał pogląd, że inkorporacja całego państwa zakonnego przekracza możliwości Królestwa Polskiego, cytując pracę Krzysztofa Baczkowskiego Dzieje Polski późnośredniowiecznej (1370–1506), t. 3, Kraków: Fogra, 1999 (Wielka historia Polski). Ale co to było za otoczenie? O tym Henryk Rolicki w swojej książce z 1932 roku Zmierzch Izraela:

Zdecydowanym przyjacielem żydów jest Włoch Filip Buonacorsi znany – obyczajem członków tajnych związków humanistycznych pod swym pseudonimem organizacyjnym Kallimach. Brat królewski, kardynał Fryderyk skarży się, że król ne patrzy na to, co się koło niego dzieje i słucha tylko rad Kallimachowych – Majer Bałaban, Historia i literatura żydowska. Istotnie Kazimierz Jagiellończyk słucha z ciekawością rozmów Włocha z uczonymi żydami i powierza mu wychowanie swych synów. W stosunku do Rzymu król postępuje lekceważąco: sprzyja husytom czeskim, a nie chce słuchać papieża nawet w sprawach nominacji biskupich.

„Znakomitym dowodem, jak wówczas lekceważono u nas powagę Rzymu, jest następujące wydarzenie: w r. 1460 król Kazimierz Jagiellończyk nadał Gruszczyńskiemu biskupstwo krakowskie, którym papież rozporządził przedtem na rzecz Sienińskiego. Spowodowało to gwałtowny spór o przewagę władzy królewskiej nad jurysdykcją papieską. Król zabronił ogłoszenia „breve“ i rzuconej nań przez papieża klątwy, odwołał się do sądu przyszłego soboru i skazał Sienińskiego na wygnanie. Dziekan, proboszcz i kilku kanoników krakowskich, którzy uparcie stali po stronie papieża zostali na rozkaz króla wypędzeni z miasta. Kazimierz zniósł sądy duchowne, a gdy kilku księży odważyło się na otwarcie tychże sądów wbrew rozkazowi królewskiemu, zostali również wygnani.“ – Walerian Krasiński, Historical sketch of the rise, progress and decline of the Reformation in Poland, Londyn 1838.

Teraz już chyba nie ma wątpliwości, co to za otoczenie króla zdecydowało o tym, by nie przyłączać do Królestwa Polskiego całych Prus. Można tylko pogratulować dalekowzroczności. Dokładnie to samo zrobili bolszewicy włączając ziemie Noworosji do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej, a później Chruszczow, przyłączając do niej Krym. To samo, w znaczeniu, że takie decyzje będą w przyszłości źródłem konfliktów i wojen: raz dzielimy bezsensownie, raz łączymy bezsensownie. I cały czas ta sama nacja kieruje tymi marionetkami, która sama wystawia je do władzy. Tak było kiedyś i tak jest dziś. I to prawdopodobnie ona zdecydowała o wyborze Jagiełły na króla Polski i o unii personalnej, czyniąc z Polski jedno wielkie laboratorium, jakim pozostaje ona do dziś. I dlatego mamy taki kraj Zulu-Gula.

WKL

Obszar pomiędzy Niemcami a Rosją, to taki dziwny rejon państw, które od wieków poddaje się różnym eksperymentom. W największym stopniu dotyczy to Polski. Wydaje się, że eksperyment z Polską zaczął się od unii polsko-litewskiej, czyli unii Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem Litewskim. A skąd się wzięło WKL? Jak to się stało, że mała Litwa podbiła i podporządkowała sobie tyle księstw ruskich? Początkowo obszar ten zajmowało Wielkie Księstwo Kijowskie, zwane też Rusią Kijowską. Po najazdach mongolskich księstwa południowe utraciły niepodległość, a później zostały podbite przez Litwę. Z północnej części wyewoluowało Wielkie Księstwo Moskiewskie.

Wielkie Księstwo Kijowskie, Ruś Kijowska – średniowieczne państwo feudalne w Europie Wschodniej, rządzone przez dynastię Rurykowiczów pochodzenia wareskiego, oparte na plemionach wschodniosłowiańskich, z których w późniejszym okresie powstały narody rosyjski, ukraiński i białoruski. Tak oczywiście pisze Wikipedia, z której zasobów korzystam.

Ruś Kijowska przeżywała okres świetności za rządów Włodzimierza Wielkiego (960-1015), za którego panowania dokonał się chrzest Rusi w roku 988, i Jarosława Mądrego (978-1054). Od połowy XII wieku Ruś Kijowska uległa osłabieniu wskutek sporów wewnętrznych (rozbicie dzielnicowe), a także z powodu kryzysu gospodarczego wywołanego upadkiem szlaku handlowego północ-południe („od Waregów do Greków”), co było efektem utworzenia Cesarstwa Łacińskiego w wyniku czwartej wyprawy krzyżowej (1202-1204) i powstania szlaków handlowych wschód-zachód nad Morzem Śródziemnym.

Księstwa Rusi Kijowskiej po śmierci Jarosława Mądrego w 1054 roku; źródło: Wikipedia.

W 1240 roku na skutek najazdu mongolskiego większość księstw ruskich utraciła niezależność polityczną na rzecz Złotej Ordy. Jedynie księstwa Połockie i Pińskie oraz Republika Nowogrodzka ją zachowały. Moment ten jest uważany za koniec Rusi Kijowskiej.

Korzystając z rozbicia dzielnicowego i osłabienia Rusi walkami z Tatarami, Litwa w latach 1240-1392 podbiła większość zachodnich księstw ruskich, a samo państwo litewskie szybko uległo zruszczeniu. Jako pierwsze zostały podbite i przyłączone do Litwy ziemie dzisiejszej Białorusi – księstwa Połockie i Pińskie. Po klęsce poniesionej przez Księstwo Kijowskie w bitwie z wojskami litewskimi nad Irpieniem (1320) Kijowszczyzna stała się zależna od Litwy, a w 1362 roku bezpośrednio do niej włączona. Podbój Kijowszczyzny przez Litwę oznaczał gwałtowne zerwanie jej dotychczasowych więzi z Rusią Północno-Wschodnią. Z inicjatywy książąt litewskich Rurykowicze zostali pozbawieni władzy w Kijowie, po czym wyemigrowali do Briańska, a następnie do Riazania. W wyniku wojny polsko-litewskiej (1340-1392) zostało zlikwidowane księstwo halicko-wołyńskie, a jego terytorium rozdzielone pomiędzy Polskę i Litwę.

Wielkie Księstwo Litewskie – państwo powstałe w wyniku zjednoczenia przez Mendoga plemiennych księstw litewskich w roku 1240. Od 1316 do 1569 pod rządami dziedzicznych wielkich książąt litewskich z dynastii Giedyminowiczów ( i jej bocznej linii – Jagiellonów). Od 1385 w unii z Polską. W latach 1569-1795 jeden z dwóch równoprawnych członków Rzeczypospolitej Obojga Narodów. WKL obejmowało obszar dzisiejszej Litwy i Białorusi, a w okresie największego zasięgu terytorialnego (XIV-XVI wiek) również środkowej i częściowo wschodniej i południowej Ukrainy, zachodnich kresów Rosji, Podlasia oraz skrawków Mołdawii.

Wielkie Księstwo Litewskie w XIII-XV wieku; źródło: Wikipedia.

Około 1240 roku jeden z plemiennych litewskich władców, Mendog, podporządkował pozostałych kunigasów (książąt) na terenie Litwy właściwej i utworzył małe, ale szybko rozwijające się państwo ze stolicą w Nowogródku.

Litwa, konkurując z Wielkim Księstwem Moskiewskim, jednoczyła księstwa ruskie pod swoim zwierzchnictwem. W 1320 roku Giedymin zawarł sojusz z księciem twerskim. Wykorzystując osłabienie księstw ruskich, swój protektorat Litwa narzuciła Smoleńskowi (przed 1326), Pskowowi (1322), Księstwu Halicko-Wołyńskiemu (ok. 1320-1324) oraz Kijowowi (1325). Lokalni książęta (kniaziowie) zachowywali swoją władzę, ale podlegali wielkiemu księciu. W pewnym momencie granica WKL zbliżyła się do Moskwy na około 130 km. Litwini dwukrotnie oblegali Kreml w latach 1368 i 1370.

W połowie XIV wieku Księstwo składało się z Litwy etnicznej (około 80 000 km2, czyli około 10% terytorium kraju) oraz ziem ruskich (księstwo kijowskie, czernihowskie, siewierskie, wołyńskie i podolskie – 90% powierzchni kraju). Litwa etniczna liczyła około 300 000 mieszkańców, ziemie ruskie około 1 700 000 mieszkańców.

Giedymin miał siedmiu synów. Dwaj z nich, Kiejstut i Olgierd, ostatecznie podporządkowali sobie braci i ustanowili wspólne rządy na Litwie. Kiejstut był ojcem Witolda, a Olgierd – Jagiełły.

W Polsce przyjął się nie do końca zgodny z rzeczywistością pogląd, że w XIV wieku Litwa była już jedynym niechrześcijańskim państwem w Europie. Fakt ten mieli wykorzystać sąsiadujący z Wielkim Księstwem Krzyżacy jako pretekst do napaści na to państwo. Litwini wchodzili także w konflikty z Koroną, ale nie przybierały one tak dużych rozmiarów. Napaści Krzyżaków stały się na tyle uciążliwe, że władający Litwą Jagiełło postanowił przyjąć za pośrednictwem Polski chrzest. Królową była wówczas niepełnoletnia Jadwiga Andegaweńska. Oba państwa miały wspólny interes – ich wrogiem był zakon krzyżacki. Na zjeździe w Krewie (niedaleko Wilna) podjęto decyzję o chrzcie Litwy i małżeństwie Jadwigi z Jagiełłą (na chrzcie przyjął on imię Władysław). Doszło do tego, że Jagiełło władał oboma państwami jako król Polski i wielki książę Litwy. Korona Polska i WKL zawarły unię personalną (unia w Krewie w 1385 roku). Oba państwa były połączone panowaniem jednego władcy, ale zachowały odrębność. Zastrzeżenie było takie, że państwa te nie mogą znaleźć się pod panowaniem różnych władców.

Powyższy, powszechnie przyjęty w Polsce, pogląd na chrystianizację Litwy jest nie do końca zgodny z rzeczywistością z uwagi na fakt, iż absolutna większość ziem wchodzących w skład Wielkiego Księstwa była ziemiami ruskimi, które zostały schrystianizowane w 988 roku w obrządku prawosławnym, wraz z przyjęciem chrztu przez Ruś Kijowską. Wielkie Księstwo Litewskie za panowania Jagiełły było państwem pogańskim jedynie na ziemiach rdzennie litewskich, które stanowiły około 10% powierzchni państwa. Sam Jagiełło został po urodzeniu ochrzczony, przez swoją matkę – ruską księżniczkę Juliannę, w Kościele prawosławnym. Jagiełło był już więc chrześcijaninem, gdy w wieku dorosłym ponownie przyjął chrzest w Kościele katolickim.

Witold bezskutecznie próbował rozbić Złotą Ordę, ponosząc klęskę w bitwie nad Worsklą (lewy dopływ Dniepru, ok. 100 km na zachód od Charkowa) 12 lub 16 sierpnia 1399 roku. Bitwa ta to jedna z największych bitew średniowiecznej Europy. Stronami konfliktu były wojska WKL i jego ówczesnych sprzymierzeńców pod wodzą wielkiego księcia Witolda, wspierające Tochtamysza próbującego powrócić na tron Złotej Ordy. Witold i Tochtamysz byli wspierani przez wojska krzyżackie, polskie i mołdawskie. Drugą stroną konfliktu były wojska tatarskie Złotej Ordy dowodzone przez Edygeja (władca Złotej Ordy w latach 1400-1412).

Ziemie ruskie pod koniec XIV wieku; źródło: Wikipedia. Na północy widoczne jest Wielkie Księstwo Moskiewskie, po jego zachodniej, wschodniej i północnej stronie – Republika Nowogrodzka, od południa Złota Orda i od południowego-zachodu WKL.

Witold, udzielając pomocy Tochtamyszowi, liczył na korzyści terytorialne dla Litwy i zawarcie w przyszłości sojuszu z Ordą przeciw Księstwu Moskiewskiemu, co czyniłoby z WKL niekwestionowanego lidera na całej Rusi. Klęska Złotej Ordy mogła doprowadzić do uzależnienia Księstwa Moskiewskiego od dynastii Jagiellonów.

W 1401 roku stryjeczny brat Jagiełły, Witold, podpisał akt unii wileńsko-radomskiej, uzyskując tym samym dla siebie tytuł wielkiego księcia Litwy. Jagiełło został jednak księciem zwierzchnikiem WKL i to on był wodzem naczelnym sił polsko-litewskich w bitwie pod Grunwaldem (1410).

Z tych informacji, które dostarcza Wikipedia wyłania się pewien dość klarowny obraz. Do unii wileńsko-radomskiej dochodzi po klęsce nad Worsklą. Ciekawe jest również to, że tam walczyli Krzyżacy, a 11 lat później byli już wrogami. Któż to tak żonglował tymi wszystkimi wojskami? Komu była potrzebna ta unia polsko-litewska? Bo na pewno nie Polsce! Polskim interesem było zabieganie o odzyskanie Śląska, na którym dominowała ludność polska, a nie pchanie się na wschód, gdzie tej ludności nie było. A zaczął ten irracjonalny pęd już Kazimierz Wielki, który podbił Ruś Halicką i Podole. Po co i w czyim imieniu?

Tak jak chrzest Polski, to było jej wejście do Europy, tak unia z Litwą była jej wyjściem z Europy i uwikłaniem się w wojny z Moskwą. To nie był polski interes, to był interes Litwy, która, korzystając z podporządkowania księstw ruskich Złotej Ordzie, podbiła południowe księstwa ruskie, tworząc w ten sposób Wielkie Księstwo Litewskie. Dalsze jej parcie na wschód załamało się wskutek osłabnięcia Złotej Ordy, a tym samym wzmocnienia się księstw ruskich. Potrzebny był jej pomocnik, pomocnik, który będzie walczył w imię interesów litewskich, a nie własnych. Paranoja. Bajką jest więc wmawianie, że unia polsko-litewska powstała w celu obrony przed zakonem krzyżackim, a później w celu obrony przed Moskwą. Skoro Litwa zabrała ziemie ruskie, to musiała liczyć się z tym, że prędzej czy później ktoś się o nie upomni, a zakon krzyżacki po reformacji (1517) przestał być zagrożeniem. Unia lubelska to rok 1569.

Wielkie Księstwo Litewskie (ciemny czerwony) w ramach Rzeczypospolitej ok. 1635; źródło: Wikipedia.

W 1569 roku za panowania Zygmunta Augusta (1520-1572), na sejmie w Lublinie doszło do zawarcia unii realnej między oboma państwami. Bezskutecznie sprzeciwiała się temu część litewskich magnatów. Postanowienia unii lubelskiej były m.in. następujące:

  • wspólny władca wybierany przez oba narody w wolnej elekcji
  • wspólny sejm walny
  • wspólna polityka zagraniczna
  • odrębne wojsko, prawo, sądy i urzędy
  • do Korony przyłączono południowe województwa Wielkiego Księstwa Litewskiego (ziemie dzisiejszej Ukrainy)
  • do Korony wcielono Prusy Królewskie

Zawarcie nowej unii walnie przyspieszyły wydarzenia międzynarodowe. Okazało się bowiem, że WKL nie było w stanie samodzielnie prowadzić wojny z Rosją Iwana IV Groźnego. Trwająca od 1558 roku wojna litewsko-rosyjska ukazała słabość państwa litewskiego, które z trudem znosiło ciosy wojsk moskiewskich. W ciągu 7 lat sojusznicza Polska wystawiła 300 rot (oddział wojskowy od 100 do 200 żołnierzy, najczęściej piechoty) wojsk kosztem 2 milionów złotych, co zyskało jej na Litwie kolejnych zwolenników ścisłego związku obu państw. Dodatkowo ciężar wojny ponosiła głównie szlachta litewska, stanowiąca pospolite ruszenie, i domagająca się z tego tytułu, wzorem jej koronnej odpowiedniczki, większego wpływu na rządy w państwie. Przeciwni zawarciu nowej unii byli tylko magnaci litewscy, którzy mogli najwięcej stracić na skutek powstania nowego związku. I stracili południowe województwa. Trudno więc im się dziwić. Ale kto tak zdecydował? To musiał być ktoś potężniejszy od magnatów litewskich. I najpewniej ten ktoś decydował o powstaniu tej unii, o jej ustroju, czyli wolnej elekcji króla i liberum veto.

Podstawowe zasady i elementy ustroju Rzeczypospolitej określano od 1573 roku mianem złotej wolności. Składały się na nie:

  • nietykalność osobista
  • wolna elekcja monarchy przez ogół szlachty
  • sejm
  • pacta conventa
  • wolność wyznawanej religii
  • rokosz – prawo szlachty do buntu przeciwko królowi, gdy ten złamie prawo lub naruszy zagwarantowane przywileje
  • liberum veto – prawo każdego pojedynczego deputowanego do sprzeciwienia się decyzji większości na sejmie
  • konfederacja – prawo do tworzenia lokalnych lub ogólnopaństwowych związków szlachty w celu osiągnięcia określonych celów politycznych

Tak opisuje ustrój Rzeczypospolitej Wikipedia, ale nie pisze, kto stworzył ten ustrój. Sam przecież nie stworzył się. Zygmunt August zmarł w 1572 roku. To był idealny moment. Już była unia i skończyła się dynastia.

Obszar Rzeczypospolitej po unii lubelskiej na tle granic państw współczesnych. 1 – Korona, 2 – Prusy, 3 – Wielkie Księstwo Litewskie, 4 – Inflanty, 5 – Kurlandia; lenno Korony i Litwy. Źródło: Wikipedia.

Jak widać na załączonej powyżej mapce, obecna sytuacja bliźniaczo przypomina tę z okresu unii lubelskiej. Ta unia skutkowała tym, że zniesiono granicę pomiędzy Koroną a południowymi województwami WKL, czyli tym, co dziś nazywa się Ukrainą. I dziś też już nie ma granicy pomiędzy Polską a Ukrainą. Wtedy, jeszcze Królestwo Polskie, zaczęło pomagać Litwie w jej wojnie z Księstwem Moskiewskim, działając zupełnie bezsensownie, bo Moskwa nie zagrażała Polsce. Moskwa dążyła tylko do odebrania Litwie tego, co ona jej wcześniej zabrała, czyli księstw Rusi Kijowskiej. Dziś Polska pomaga Ukrainie, nie mając w tym żadnego interesu, bo Rosja nie ma roszczeń terytorialnych wobec Polski.

Polityka Moskwy od czasów Iwana Groźnego jest przejrzysta i prosta: zjednoczyć wszystkie ziemie ruskie. I ona obowiązuje do dziś. Nawet jeśli któreś z nich nie należą do Rosji, to i tak w jej pojęciu mają status szczególny. Stąd pojęcie bliskiej zagranicy, które obejmuje Białoruś i Ukrainę. Rosja nigdy nie zgodzi się na to, żeby ktoś inny tam rządził. Granica, której Rosja nie przekroczy, to obecna wschodnia granica Polski, ale też jest to historyczna zachodnia granica Rusi Kijowskiej. Rosja swoje zapędy imperialne skierowała na wschód. Nawet po rozbiorach Rzeczypospolitej wydzieliła Królestwo Polskie. Jeśli je zlikwidowała, to z powodu powstań, które wywoływali Żydzi. A później, gdy bolszewicy szli na zachód, to też meli w planach stworzenie Polski z jej ziem etnicznych. Wprawdzie takie państwo byłoby całkowicie od nich zależne, tak jak PRL, ale byłoby. Pomiędzy Niemcami a Rosją nie ma miejsca na całkowicie niezależne małe państwa i żadne sojusze i układy tego nie zmienią. Tylko ktoś wyjątkowo naiwny, albo działający z premedytacją przekonuje, że może być inaczej. Natomiast panslawizm, idea zjednoczenia wszystkich Słowian, jest wymysłem żydowskim i rosyjskich masonów z XIX wieku, jeszcze z czasów przedrewolucyjnych. A to, że Ameryką i Rosją żądzą Żydzi, którzy kazali obu państwom walczyć ze sobą na Ukrainie, to już inna para kaloszy. Tak samo jak kazali Polsce pomagać Litwie w XVI wieku w jej wojnie z Moskwą i w tym celu stworzyli unię polsko-litweską i ustrój tego wspólnego państwa.

Zakony

Każdy pretekst, by wywołać wojnę, podporządkować sobie jakieś państwo czy naród, jest dobry. Obecnie jest nim obrona demokracji. To jest standardowy argument, jaki wykorzystują Amerykanie. Kiedyś takim pretekstem było nawracanie niewiernych na wiarę chrześcijańską. W tym przypadku najlepszym przykładem do zilustrowania tego zjawiska są średniowieczne zakony rycerskie z okresu krucjat. Ich historia jest bardzo ciekawa i skłania do refleksji, tym bardziej, że wywarły one wielki wpływ na historię ludzkości. Te zakony to joannici, templariusze i Krzyżacy. Zakonów było wiele, ale te, jakimś dziwnym trafem, stały się potężne, niczym dzisiejsze ponadnarodowe korporacje. Też miały swoje liczne „przedstawicielstwa” w wielu krajach i też były zwalniane z podatków, czyli wtedy – dziesięciny i były obdarowywane licznymi nadaniami ziemskimi. W tamtych czasach ziemia to wielki skarb, podstawa gospodarki. A wszystko to pod pretekstem obrony wiary chrześcijańskiej.

Jak zwykle w takich wypadkach, korzystam z Wikipedii, która, pomimo wielu wad, jest jednak źródłem ciekawych informacji.

Wyprawy krzyżowe były organizowane w latach 1095-1291, czyli od synodu w Clermont do zdobycia Akki przez Mameluków. Głównym celem pierwszych wypraw było odzyskanie Ziemi Świętej, a zwłaszcza Jerozolimy. Po 1291 roku ruch krzyżowy zaczął zamierać.

Oficjalnie deklarowanym przez papieża celem wypraw krzyżowych było odbicie Jerozolimy, w której znajdowały się ważne dla chrześcijan miejsca kultu. W rzeczywistości w momencie rozpoczęcia krucjat Jerozolima była w rękach władców muzułmańskich od ponad 400 lat, a Islam i chrześcijaństwo współistniały w mieście we względnym pokoju. Europejscy pielgrzymi odwiedzający Jerozolimę wspominali o tym, że czyniono im pewne trudności, nie były to jednak liczne czy poważne skargi.

Według Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1965) istotną rolę w podjęciu idei krucjat odegrały miasta włoskie zaniepokojone przerwaniem szlaków handlowych przez Turków (gł. Genua, Piza, Wenecja), które pragnęły przy pomocy Zachodu złamać hegemonię handlu bizantyjskiego. Osłabienie Bizancjum w wieloletniej wojnie z Turkami, wewnętrzne waśnie tureckich emiratów rokowały powodzenie wyprawie. Uczestnicy krucjat, krzyżowcy, przez muzułmanów zwani frankami, korzystali ze specjalnych przywilejów. Poza odpustami, kościół zapewniał im opiekę nad pozostałymi w kraju rodzinami i majątkiem, a w razie zadłużenia obiecywał moratorium w spłacie zobowiązań.

Joannici

Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana, z Jerozolimy, z Rodos i z Malty; pot. Szpitalnicy, joannici, kawalerowie maltańscy.

Zakon powstał jeszcze przed I krucjatą, jego początki sięgają nieformalnego bractwa zawiązanego przy szpitalu św. Jana Chrzciciela. Został on założony przez mieszczan z włoskiego małego państwa Amalfi w 1070 roku. W czasie I krucjaty szpital okazał się bardzo przydatną instytucją; istniejące przy nim bractwo przekształciło się w zakon rycerski, który w 1113 roku został oficjalnie uznany przez papieża Paschalisa II. W odróżnieniu od Krzyżaków, zakon joannitów, podobnie jak templariuszy, miał od początku charakter międzynarodowy i przyjmowano do niego wszystkich szlachetnie urodzonych rycerzy katolickich, bez względu na ich narodowość.

Władcy Królestwa Jerozolimskiego, powstałego na bazie sukcesów pierwszej krucjaty, nałożyli na joannitów, dla odciążenia jednostek liniowych, obowiązek strzeżenia bezpieczeństwa wewnętrznego w nowym państwie. Joannici rozpoczęli w tym czasie budowę całej sieci warowni i zamków na terenie Palestyny.; wśród nich była ogromna warownia-szpital Margat, która stała się później oficjalną siedzibą zakonu. W 1144 roku Rajmund II, hrabia Trypolisu (państwo założone przez krzyżowców na terenie obecnego Libanu podczas I wyprawy), oddał szpitalikom zamek Krak de Chevaliers. Zakon uzyskał w tym czasie szereg przywilejów i dóbr w całej chrześcijańskiej Europie, w której powstała sieć jego komandorii.

Domy zakonu joannitów ok. 1300 roku; źródło: Wikipedia.

Komandoria, również komturia, to podstawowa jednostka administracyjno-terytorialno-wojskowa zakonów rycerskich, obejmująca zamek wraz z przylegającymi do niego dobrami ziemskimi. Jeśli zamiast zakon rycerski powiemy – wojsko, a zamiast komandoria – jednostka wojskowa, to wszystko stanie się bardziej zrozumiałe.

Po zdobyciu Akki przez Mameluków i upadku Królestwa Jerozolimskiego w 1291 roku, zakon przeniósł się razem z templariuszami na Cypr. Po likwidacji zakonu templariuszy papież przekazał większość dóbr i ziem joannitom. Jednak nie wszystkie posiadłości udało się im przejąć. Nagły wzrost potęgi umożliwił joannitom zorganizowanie najazdu na wyspę Rodos, będącą formalnie podległą Bizancjum. Joannici zajęli i spacyfikowali całą wyspę i utworzyli na jej terenie sprawnie zarządzane państwo zakonne. Przyjęli też wówczas nazwę Kawalerów Rodyjskich. Rycerze przesiedli się z koni na okręty, a ich państwo stało się szybko potęgą morską, kontrolującą handel we wschodniej części Morza Śródziemnego; jego obecność była czynnikiem sprzyjającym wzrostowi zamożności włoskich miast-państw, zwłaszcza Wenecji.

Kontrola handlu morskiego przez zakon stała w sprzeczności z interesami Imperium Osmańskiego, które podejmowało ciągłe ataki na Rodos. Czwarta próba zdobycia wyspy, podjęta w 1522 roku przez wojska Sulejmana Wspaniałego, powidła się. Po sześciu miesiącach oblężenia, w dniu 22 grudnia 1522 roku, wielki mistrz Filip de Villiers de l’Ilse Adam został zmuszony do kapitulacji. Przez siedem lat zakon tułał się po różnych portach Morza Śródziemnego, aż wreszcie cesarz Karol V (król Hiszpanii) w 1530 roku pozwolił Kawalerom Rodyjskim osiedlić się na Malcie, gdzie zbudowali port, szpital i warownię, z której ponownie nękali okręty osmańskie. Wtedy też przyjęli używaną do dziś nazwę Kawalerów Maltańskich.

Zakon stworzył na Malcie państwo zakonne równie świetnie zorganizowane, jak wcześniejsze na Rodos. To późniejsze przetrwało do roku 1798, kiedy to flota Napoleona, kierująca się do Egiptu, zajęła wyspę bez większego oporu, przekształcając ją w zamorską prowincję Francji. Na skutek wojen napoleońskich w Europie zakon utracił większość swoich komandorii.

Templariusze

Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona (łac. Fratres Militiae Templi, Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonis), czyli templariuszy, powstał w 1118 roku (albo – jak sądzi część historyków – w 1119 lub dopiero w 1120 roku), kiedy rycerz z Szampanii Hugo de Payens i jego towarzysze: Godfryd de Saint-Omer, Godfryd d’Eygorande, Nicolas de Neuvic, Jean d’Ussel, Jean de Meymac i Pierre d’Orlean – złożyli przed patriarchą Jerozolimy śluby ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i walki za wiarę według reguły cysterskiej. Rycerze-zakonnicy zobowiązali się bronić pielgrzymów i chronić szlaki pielgrzymkowe. W 1120 roku otrzymali od króla Jerozolimy Baldwina II stojący na wzgórzu świątynnym, przebudowany na kościół, meczet Al-Aksa oraz część wznoszącego się w pobliżu jego pałacu, który stał się ich kwaterą. W 1129 roku na synodzie w Troyes templariusze ukonstytuowali się jako zakon. Jego nazwa pochodzi od łacińskiego słowa templum – świątynia, od ich siedziby w pobliżu dawnej świątyni Salomona w Jerozolimie. Pieczęć zakonu przedstawiała dwóch rycerzy dosiadających jednego wierzchowca, co symbolizowało pokorę i ubóstwo.

Struktura zakonu

Na czele Zakonu stał wielki mistrz, którego większością głosów wybierało kolegium złożone z trzynastu elektorów: ośmiu rycerzy, czterech serwientów i jednego kapelana. Wielkim mistrzem mógł zostać wyłącznie brat po ślubach zakonnych.

W sprawach ważnych mistrz podejmował decyzje radząc się kapituły, w skład której wchodzili: seneszal (najwyższy rangą dostojnik świecki w państwie Franków, a później we Francji), marszałek, szatny, komandor Królestwa Jerozolimskiego, komandor Grodu Jeruzalem, komandor Akki, komandor Trypolisu i komandor Antiochii. Zastępcą wielkiego mistrza był seneszal. Członkowie zakonu dzielili się na cztery grupy: braci-rycerzy, braci służebnych – serwientów, kapelanów oraz służbę i rzemieślników.

Domy zakonów templariuszy w Europie ok. 1300 roku; źródło: Wikipedia.

Historia

19 marca 1128 roku templariusze otrzymali nadanie z rąk Teresy, królowej Portugalii, która oddała im zamek w Soure nad rzeką Mondego, strzegący południowej granicy królestwa przed Maurami. Także w tym roku Hugo de Payens założył prowincję angielską ze Starą Świątynią w Holborn jako ośrodkiem, a Godfryd z Saint-Omer, syn kasztelana z Saint-Omer uzyskał darowiznę na rzecz zakonu od Wilhelma Clitona, hrabiego Flandrii. W następnych latach templariusze pozyskali kolejnych hojnych sponsorów i współbraci. 14 lipca 1130 roku ślub zakonny złożył Rajmund Berengar III, hrabia Barcelony i Prowansji, ofiarowując templariuszom zamek Granena na granicy marchii saraceńskiej, zaś Alfons, król Portugalii, obdarzył templariuszy nadaniem puszczy Cara pozostającej w rękach Saracenów; po wyzwoleniu regionu rycerze założyli Coimbrę, Ega i Rodin, które podlegały papieżowi bez pośrednictwa biskupów, a w 1131 roku podczas oblężenia Burgos Alfons I, król Aragonii, pozostawił templariuszom w testamencie jedną trzecią swego królestwa. Jednak po jego śmierci w 1134 roku poddani unieważnili testament dzielący królestwo pomiędzy zakony rycerskie i przekazali królestwo don Ramirowi, bratu Alfonsa, biskupowi Burgos. W walkach o sukcesję, które wybuchły po unieważnieniu testamentu, templariusze nie wzięli udziału. Kolejne nadania otrzymali w 1132 roku, uzyskując zamek Barbara od Ermengauda, hrabiego Urgell (powiat w Katalonii), a w 1134 roku twierdzę saraceńską Calatrava, zaś w kwietniu tego roku hrabia Barcelony Rajmund Berengar IV przyrzekł templariuszom pomoc w obronie Graneny.

24 maja 1136 roku zmarł Hugo de Payens, pierwszy mistrz templariuszy, jego następcą został wybrany Robert de Craon z Andegawenii, który uzyskał od papieży szereg bulli potwierdzających przywileje dla zakonu i stanowiących podstawę ich działalności. 29 marca 1139 roku papież Innocenty II wydał bullę Omne Datum Optimum będącą podstawą przywilejów templariuszy: wprowadził do zakonu braci kapelanów, wyłączył templariuszy spod władzy kościelnej (poza papieską) i powierzył mistrzowi oraz kapitule pełną odpowiedzialność za władzę w Zakonie, wyłączył spod opłaty dziesięcin, upoważnił do budowy kaplic i kościołów wyłączonych spod jurysdykcji biskupów. Bulla Milites Templi z 1144 roku nadała templariuszom prawo do kwestowania raz do roku w każdym kościele, nawet w okolicach obłożonych interdyktem (zakaz odprawiania obrzędów religijnych na danym terenie); w tymże roku templariusze przyjęli do swego grona będącego w agonii i obłożonego klątwą Godfryda z Mandeville, hrabiego Essex, co umożliwiło jego pochowanie w ziemi poświęconej i stanowiło wyraz ich szczególnego przywileju. W 1145 roku kolejna bulla Militia Dei powiadomiła biskupów o prawie templariuszy do budowy kaplic, a w 1147 roku papież Eugeniusz III nadał templariuszom godło czerwonego krzyża na białych habitach (miał być symbolem permanentnej krucjaty zakonu przeciw niewiernym) podczas obrad kapituły generalnej zakonu w Paryżu. Wszystkie te przywileje uszczuplające dochody duchowieństwa i wyłączające templariuszy spod jurysdykcji biskupiej spowodowały narastanie niechęci kleru do zakonu.

Nowe bractwo wypełniło lukę w wewnętrznej organizacji Królestwa Jerozolimy. Początkowo spełniało tylko rolę policji, patrolując drogi i zwalczając opór ludności miejscowej – muzułmańskiej i chrześcijańskiej. Odciążało w ten sposób szczupłe siły wojskowe królestwa od zajmowania się sprawami bezpieczeństwa wewnętrznego w okupowanym kraju. Dlatego szybko zyskało uznanie, popularność i cieszyło się poparciem króla i możnych. Również duchowieństwo przyjęło z zadowoleniem powstanie rycerskiego bractwa.

Wraz z upadkiem Królestwa Jerozolimskiego w 1291 roku, pozbawieni siedziby templariusze przenieśli się na Cypr, a następnie do Francji. Liczebność zakonu w różnych okresach była różna, jednak tuż przed upadkiem wynosiła ok. 4500 ludzi, z czego 1000 to najwyżej postawieni w hierarchii bracia-rycerze, pozostali to bracia służebni, rzemieślnicy i kapelani-duchowni. Z tej liczby 2000 przebywało we Francji, a 2500 poza nią.

Wojsko

Początkowo templariusze byli tylko strażnikami szlaków pielgrzymkowych, by następnie wraz ze swoim liczebnym wzrostem stać się jedną z ważniejszych stron militarnych w Outremer. Ten fakt był m.in. przyczyną opracowania nowej Reguły w języku francuskim, która szczegółowo omawiała również militarne aspekty życia zakonnego. Z bronią w ręku musieli służyć wszyscy bracia i serwienci. Militarny charakter działalności templariuszy kazał im wznosić na Wschodzie obronne fortece, również na terenie miast, które powierzono im w obronę.

Bliski Wschód około 1135 roku; źródło: Wikipedia.

Outremer (z francuskiego outre-mer – dosłownie “Zamorze”) – określenie używane w średniowieczu na oznaczenie terenów zajętych przez krzyżowców w wyniku I wyprawy krzyżowej. Był to pas nadbrzeżny od Małej Armenii na północy do Gazy na południu. Składał się z czterech państw: Hrabstwa Edessy, Księstwa Antiochii, Hrabstwa Trypolisu i Królestwa Jerozolimskiego.

Upadek zakonu

Ulegając naciskom króla Francji, rzekomo zadłużonego u templariuszy, papież Klemens V na Soborze w Vienne zawiesił zakon bullą „Vox in exscelso” wydaną 3 kwietnia 1312 roku, równocześnie uniewinniając go od zarzutów o herezję. Tymczasem 18 marca 1314 roku w Paryżu, potwierdzenie podejrzeń o świętokradztwo, czary, rozpustę, spiskowanie z Saracenami – przyprawiło o śmierć na stosie wielkiego mistrza Jakuba de Molay i 54 innych dostojników zakonu. W konsekwencji dobra templariuszy zostały przekazane joannitom, ale ich część została przejęta przez innych władców.

Templariusze a masoneria

Niektóre z organizacji wolnomularskich uważają się za spadkobierców tradycji zakonu templariuszy. Część lóż masońskich przyjęła nazwy „Rycerzy Świątyni”, niektóre posługują się też flagami templariuszy, a podczas spotkań przebierają się za nich.

Informacja o templariuszach w Wikipedii jest bardzo rozbudowana, ale brak w niej czegoś bardzo istotnego, o czym pisze Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1968:

Templariusze, łac. Fratres Militiae Templi, Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonis, zakon rycerski założony 1118 przez rycerzy z Szampanii, początkowo jako bractwo dla ochrony pielgrzymów przybywających do Jerozolimy. Od siedziby w pobliżu dawnej świątyni (templum) Salomona bractwo nazwano templariuszami. Przyjęta przez t. reguła cysterska (1128 zatwierdzona przez papieża Honoriusza II) stała się wzorem dla większości zakonów rycerskich. Rycerze zakonni nosili białe płaszcze z czerwonym krzyżem. Głównym zadaniem t. była walka z muzułmanami. Liczne nadania oraz prowadzone operacje finansowe (duże ośrodki bankowe w Paryżu i Londynie) pozwoliły t. zgromadzić wielkie bogactwa zarówno w Palestynie, jak i w krajach Europy (gdzie t. mieli swoje domy zakonne). Zapewniało im to ogromne wpływy na słabych królów jerozolimskich i na wielu władców europejskich (t. pełnili często funkcje podskarbich i administratorów majątków królewskich), zadłużonych u templariuszy. Po upadku Królestwa Jerozolimskiego wielki mistrz templariuszy przeniósł się do Francji. Król francuski Filip IV Piękny, pragnąc uwolnić się od długów, uwięził 13 X 1307 wszystkich członków zakonu we Francji zagarnął ich bogactwa. Oskarżeni o znieważenie krzyża, rozpustę, a nawet stosunki z Saracenami, nie przyznali się (mimo tortur) do zarzucanych win, a jednak 54 przywódców zakonu, m.in. wielkiego mistrza Jakuba de Molaya, wyrokiem inkwizycji spalono na stosie. Pod naciskiem Filipa papież Klemens V rozwiązał w 1312 zakon. Majątki templariuszy formalnie przyznano joannitom (np. w Niemczech), we Francji zostały w dużej mierze zagarnięte przez króla.

Encyklopedia podała źródła: M. Lobet Histoire mysterieuse et tragique des Templiers, Liege 1943; J. Charpentier L’Ordre des Templiers, Paris 1962.

Krzyżacy

Zakon krzyżacki, zakon niemiecki, Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie – jeden z trzech największych, obok joannitów i templariuszy, chrześcijańskich zakonów rycerskich, które powstały na fali krucjat w XI i XII wieku. Sprowadzony w 1226 roku na Mazowsze przez Konrada mazowieckiego, by zapewnić obronę posiadłości piastowskich przed Prusami, dokonał ich podboju i chrystianizacji, opanował militarnie obszary późniejszych Prus Wschodnich oraz dzisiejszej Łotwy i Estonii.

Początki

Początki zakonu krzyżackiego to okres III krucjaty (1189-1192) i oblężenia Akki, w trakcie którego rycerze krzyżowi pochodzenia niemieckiego założyli przy szpitalu zorganizowanym przez mieszczan z Bremy i Lubeki nieformalne stowarzyszenie, które miało opiekować się rannymi i chorymi Niemcami. Spowodowane to było tym, że wcześniejsze zakony templariuszy i joannitów, mimo że powinny opiekować się wszystkimi krzyżowcami, w pierwszej kolejności troszczyły się o swoich krajan. Książę szwabski Fryderyk V przekazał owemu stowarzyszeniu niemiecki szpital przeniesiony z Jerozolimy do Akki, wymuszając jednocześnie na jego członkach złożenie ślubów czystości. Szpital miał oficjalną nazwę Szpitala Najświętszej Marii Panny przy Domu Niemieckim w Jerozolimie i od jego nazwy powstała też nazwa bractwa szpitalnego, gdy w 1191 roku papież Klemens III oficjalnie zatwierdził jego istnienie. Po zdobyciu Akki papież przyznał bractwu dobra wokół tego miasta i instytucja ta zaczęła szybko powiększać swoje szeregi.

Cesarz rzymski (tytuł nadawany władcom niemieckim przez papieża) Henryk VI Hohenstauf postanowił wykorzystać bractwo do swoich celów i nadał mu kolejne ziemie w południowych Włoszech w 1197 roku, a były to szpitale w Barletcie i Palermo. Wyjednał także u papieża Celestyna III przyznanie bractwu statusu pełnego zakonu rycerskiego, co nastąpiło ok. 1198 roku. Poza przyznaniem nowego statusu papież zwolnił dodatkowo ziemie zakonne od dziesięciny.

Henryk VI Hohenstauf – król Niemiec w latach 1190-1197, król Sycylii w latach 1194-1197. Jeden z najpotężniejszych władców w historii Niemiec. To królestwo Sycylii to obszar Sycylii i południowych Włoch.

Wzór dla zakonu krzyżackiego stanowiły wcześniej istniejące zakony joannitów i templariuszy, gromadzące rycerzy z zachodniej i południowej Europy, mające ogromne bogactwa i znaczenie polityczne. Biały płaszcz przekreślony czarnym krzyżem stał się znamieniem wyróżniającym niemieckich rycerzy-mnichów. Po śmierci Henryka VI i niepowodzeniach krucjaty, zakon zaczął przeżywać kryzys.

Początkowy rozpęd zakonowi nadał czwarty z kolei mistrz zakonu Herman von Salza, który drogą cierpliwych działań dyplomatycznych wyjednał u papieży i cesarzy kolejne przywileje i dobra na terenie Włoch, Niemiec i Palestyny, dzięki czemu zakon stał się prawdziwą potęgą ekonomiczną i polityczną, znacznie wyprzedzając joannitów i i templariuszy. Dzięki nadaniom cesarza Fryderyka II zakon posiadał liczne dobra na Sycylii, posiadłości w Brindisi, Bari, Barletcie, Palermo. W 1212 roku król Armenii podarował zakonowi twierdzę Amudain. W 1219 roku w trakcie V wyprawy krzyżowej zakonnicy mieli znaczący udział w oblężeniu Damietty. Sława ich czynów spowodowała wiele nadań w Europie. Konwenty (klasztory) zakonu powstały przy posiadłościach w Wenecji, Parmie, Padwie, Bolonii, Friuli. Duże donacje otrzymał zakon w Hesji, Turyngii, Nadrenii i Frankonii. W 1228 roku zakon rozpoczął budowę zamku Montfort, a w 1229 otrzymał szpitale w Jerozolimie. Oprócz licznych nadań w Akce, Antiochii, Sydonie, Trypolisie, Jafie zakon otrzymał też baronię Sydon. Wielki mistrz zyskał też szczególną przychylność Honoriusza III, który nadał krzyżakom 113 przywilejów.

Domy zakonu krzyżackiego w Europie oraz państwo zakonne w Prusach i Inflantach około 1300 roku; źródło: Wikipedia.

Dla Hermanna von Salza było to jednak za mało. Jego ambicją było stworzenie niezależnego państwa zakonnego. Zdawał sobie sprawę, że zdobycze na terenie Palestyny są nietrwałe i starał się znaleźć zakonowi nowe lokum. Najpierw był to południowo-wschodni Siedmiogród, gdzie król węgierski Andrzej II zaprosił zakon dla obrony swoich wschodnich rubieży przed koczowniczymi plemionami Kumanów. W 1212 (lub 1211) roku król nadał im ziemię Borsa w formie uposażenia (beneficjum). Krzyżacy budowali tam zamki oraz sprowadzali niemieckich osadników. Jeden z nich nazwali Marienburg (dziś Feldioara w Rumunii). W 1224 r. Krzyżacy podjęli próbę uwolnienia się spod zależności lennej od króla Węgier i przekazania dzierżawionych dóbr – jako lenno – papiestwu. W 1225 r. zostali za to wygnani przez króla, którego poparł episkopat węgierski.

Działalność na ziemi chełmińskiej, michałowskiej i w Prusach

Na początku XIII wieku, w latach 1222-1223 książęta: Władysław Odonic (Wielkopolska), Konrad I mazowiecki, Mściwój I (książę gdański), Leszek biały (książę krakowski) i Henryk Brodaty (książę śląski) prowadzili siłową akcję chrystianizacyjną na terenach Prus. Akcję prowadził też opat cystersów w Łeknie i zakon rycerski braci dobrzyńskich, powołany w tym celu przez księcia Konrada. Akcje nie przyniosły jednak spodziewanych efektów. Wielkie zaangażowanie w siłową chrystianizację Prus książąt polskich – Konrada mazowieckiego i Henryka Brodatego, inspirowane było przez papieża Honoriusza II, który chciał założyć w Prusach państwo kościelne. Cel ten chciał osiągnąć z pomocą cystersów i księcia gdańskiego Świętopełka, popierając go w jego dążeniach do uniezależnienia się od Polski.

W 1226 roku Konrad mazowiecki zaprosił, za namową Jadwigi Śląskiej, zakon na swoje ziemie, przyznając mu w dzierżawę ziemię chełmińską oraz ziemię michałowską. Pomimo tego Konrad zachował całość swoich prerogatyw książęcych. Ziemia chełmińska i michałowska miała stanowić dla zakonu bazę do rozpoczęcia walk z plemionami Prusów, które zagrażały północnym rubieżom Mazowsza. Jednocześnie zakon, jako wykrystalizowana już organizacja rycerska niezależna od biskupa pruskiego Chrystiana, stanowił dla tego ostatniego poważną konkurencję. Późniejsze porozumienia Chrystiana z Krzyżakami nie oznaczały poddania się tych ostatnich jego woli. Wręcz przeciwnie, zakon z pomocą zwłaszcza legata papieskiego Wilhelma z Modeny podważał stanowisko biskupa pruskiego, aż w końcu udało mu się przejąć kontrolę nad misją w Prusach, Chrystianowi pozostawiając tylko jedno z trzech biskupstw utworzonych na terenie Prus, które miał sobie wybrać (czego nie zdążył już zrobić, gdyż nagle zmarł).

W 1234 r. współpracę Konrada mazowieckiego z Krzyżakami zakłócił poważnie najazd zaproszonego przez nich do walki z Prusami margrabiego Miśni Henryka, który napadł na stolicę księstwa mazowieckiego Płock i spalił tamtejszą katedrę. Postawiło to w bardzo niekorzystnym położeniu zakon, który po wcieleniu braci dobrzyńskich nieopatrznie przejął bez zgody Konrada przekazaną tym ostatnim ziemię dobrzyńską. Zaostrzyło to reakcję Konrada, który odebrał zakonowi wszystkie nadane ziemie. Dlatego Krzyżacy postarali się u cesarza Fryderyka II, aby wydał im w 1235 roku tzw. „Złotą bullę” (antydatowaną na 1226 r.), która potwierdzała nadanie Krzyżakom ziemi chełmińskiej oraz michałowskiej, jednak nie jako lenna Konrada mazowieckiego, ale jako suwerennych właścicieli dzielnicy. Złota bulla dostarczyła argumentów legatowi papieskiemu, które pozwoliły na obronę zakonu w sporze z Konradem mazowieckim. Dzięki temu udało się legatowi papieskiemu – Wilhelmowi z Modeny doprowadzić w dniu 19 października 1235 r. do zawarcia ugody Konrada z władzami zakonu. Zgodnie z jej treścią Konrad powtórnie przekazał krzyżakom ziemię chełmińską, michałowską i okręg nieszawski, natomiast zakon zwrócił Konradowi ziemię dobrzyńską.

Oprócz napływu kolejnych braci, zakon uzyskał także wsparcie papieża – wyprawy przeciw Prusom zyskały rangę krucjat, w których brali udział także polscy książęta. W 1235 roku do Krzyżaków przyłączyli się bracia dobrzyńscy, a w 1237 roku niemiecki Zakon Kawalerów Mieczowych w Inflantach (Łotwa i Estonia) zawarł z nimi sojusz polityczno-militarny, będący unią tych dwóch zakonów.

Złota bulla z Rimini – dokument wydany w 1226 roku przez cesarza Fryderyka II w Rimini, w którym cesarz sam siebie uznał za władcę całego chrześcijańskiego świata, przy okazji nadając zakonowi krzyżackiemu na wieczne posiadanie wszystkie zdobyte przez zakon ziemie, nawet należące do Królestwa Polskiego.

W akcie tym datowanym na 26 marca 1226 Fryderyk II, uznając siebie za seniora zarówno zakonu krzyżackiego, jak i Polski, a jednocześnie nadrzędnego władcę chrześcijańskiej Europy, nadał Krzyżakom prawa do wszystkich ziem, jakie zdobędą podczas misji w Prusach. Wydanie Złotej bulli było rezultatem zabiegów Hermana von Salza, wielkiego mistrza krzyżackiego, zasłużonego współpracownika i przyjaciela cesarza. Stała się ona dla Krzyżaków podstawą żądań uznania legalności ich podbojów także w późniejszych wiekach.

Upadek państwa zakonnego w Prusach

Od 1501 roku wielscy mistrzowie krzyżaccy odmawiali składania hołdu lennego władcom Polski, co stało się powodem wojny polsko-krzyżackiej 1519-1521. Po przegranej wojnie, zmuszony przez koneksje rodzinne oraz dla zachowania pokoju wewnętrznego, wielki mistrz zakonu Albrecht Hohenzollern przeszedł na luteranizm, co położyło kres istnienia państwa zakonnego. Państwo zarządzane przez Albrechta, mimo że dość silne militarnie, znalazło się w próżni politycznej, co wykorzystał jego wuj, król polski Zygmunt I Stary i zmusił go do hołdu lennego w 1525 roku, jako wieczystego lennika Królestwa Polskiego.

Wnioski

Jeśli spojrzy się na powyżej zamieszczoną mapę Bliskiego Wschodu z około 1135 roku, to widać na niej wyraźnie, że to Królestwo Jerozolimskie praktycznie z każdej strony otoczone było przez państwa muzułmańskie. Utrzymanie takiego tworu na dłuższą metę byłoby bardzo kosztowne, choć możliwe, jak pokazuje przykład Izraela. Jednak państwo to przetrwało tylko 200 lat. Tyle czasu najwyraźniej było niezbędne, by stworzyć w Europie nową rzeczywistość.

Jeśli spojrzy się na rozmieszczenie w Europie domów tych zakonów, to widać, że pokrywało się ono z chrześcijańską Europą. Bo tylko tam można było postępować według reguły: Roma locuta, causa finita – Rzym orzekł, sprawa skończona (św. Augustyn). Tak więc wszystkie kraje chrześcijańskie podlegały prawu papieskiemu, a każdy monarcha musiał słuchać papieża, czyli prawo papieskie ponad prawem monarchii, tak jak obecnie prawo unijne stoi ponad prawem poszczególnych państw unii, a bardziej brutalnie, to – prawo krzyżackie ponad prawem poszczególnych państw unii. Skoro papież orzekł, że zakon krzyżacki może sobie przywłaszczyć nawet ziemie Królestwa Polskiego, to tak miało być i władcy polscy, którzy przyjęli chrzest musieli podporządkować się papieskim decyzjom. Nie było wyjścia. Takie to były konsekwencje wejścia do Europy. Dziś, gdy ponownie weszliśmy do niej, sytuacja wydaje się być bliźniaczo podobna. Dlaczego ten świat jest taki do znudzenia powtarzalny? Ale tylko dla tych, którzy uważają, że historia to nie jest oderwanie się od rzeczywistości, to tkwienie w niej, tyko trochę przesunięte w czasie.

Mógł więc papież wszystko i pod pretekstem, że ci rycerze-zakonnicy walczą i giną w obronie wiary chrześcijańskiej, sowicie ich wynagradzał, udzielając im licznych przywilejów, zwolnień od podatków, hojnie obdarowując ich ziemią. Skoro tylko te trzy zakony tak urosły w siłę, to znaczy, że tyko one cieszyły się takimi szczególnymi względami. A dlaczego akurat te?

Zakon joannitów powstał jeszcze przed I krucjatą, jego początki sięgają nieformalnego bractwa zawiązanego przy szpitalu św. Jana Chrzciciela. Został on założony przez mieszczan z włoskiego małego państwa Amalfi w 1070 roku. Księstwo Amalfi funkcjonowało w latach 958-1137. Pierwotnie było częścią Księstwa Neapolu. Kupcy z księstwa dominowali w handlu śródziemnomorskim w IX i X wieku. Posiadali oni liczne przywileje handlowe w takich miastach jak Konstantynopol, Antiochia, miasta Sycylii, Egiptu, Tunisu i Hiszpanii. Byli głównymi dostawcami towarów dla papieży.

Ta krótka charakterystyka wystarczy, by zorientować się, kto tak naprawdę krył się za tymi kupcami czy mieszczanami, którzy zawiązali nieformalne bractwo. Nieformalne? A może tajne?

Początki zakonu krzyżackiego to okres III krucjaty (1189-1192) i oblężenia Akki, w trakcie którego rycerze krzyżowi pochodzenia niemieckiego założyli przy szpitalu zorganizowanym przez mieszczan z Bremy i Lubeki nieformalne stowarzyszenie, które miało opiekować się rannymi i chorymi Niemcami.

A więc mamy w przypadku założenia zakonu krzyżackiego podobną sytuację, jak w przypadku joannitów. Nieformalne stowarzyszenie mieszczan z Bremy i Lubeki daje początek zakonowi krzyżackiemu. W obu przypadkach do tych nieformalnych stowarzyszeń czy bractw dołączają rycerze-zakonnicy, którzy niejako firmują te przedsięwzięcia, dostarczają alibi, że to wszystko w szlachetnej sprawie obrony wiary chrześcijańskiej.

W przypadku templariuszy mamy zgoła odmienną sytuację. Tu nie ma mowy o żadnej nieformalnej grupie czy podobnym stowarzyszeniu lub bractwie. Nie ma anonimowości, nazwiska są znane. Rycerz z Szampanii Hugo de Payens i jego towarzysze: Godfryd de Saint-Omer, Godfryd d’Eygorande, Nicolas de Neuvic, Jean d’Ussel, Jean de Meymac i Pierre d’Orlean – złożyli przed patriarchą Jerozolimy śluby ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i walki za wiarę według reguły cysterskiej. Druga różnica pomiędzy templariuszami a zakonem joannitów czy krzyżackim jest taka, że zakon templariuszy został rozwiązany przez papieża, a wielkiego mistrza i 54 dostojników zakonu spalono na stosie.

Dlaczego tak się stało? Tego nie wie nikt. Posądzić o herezję, świętokradztwo czy rozpustę można każdego niewygodnego i zawsze. Tak samo, jak jeszcze nie tak dawno temu, posądzano o odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne. Trudny do wytłumaczenia jest też przypadek władcy, który, chcąc pozbyć się długów, niszczy swojego wierzyciela. To jedyny chyba w skali świata przypadek, że władcy ciąży dług. Wszyscy oni byli zadłużeni i wcale im to nie przeszkadzało i nie przeszkadzało też ich wierzycielom.

A skoro tak, skoro obie przyczyny wydają się być naciągane, to jaki może być prawdziwy powód likwidacji zakonu i jego 55 najważniejszych dostojników? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. PRL-owska Wielka Encyklopedia Powszechna podała prawdziwy powód, pisząc:

Głównym zadaniem t. była walka z muzułmanami. Liczne nadania oraz prowadzone operacje finansowe (duże ośrodki bankowe w Paryżu i Londynie) pozwoliły t. zgromadzić wielkie bogactwa zarówno w Palestynie, jak i w krajach Europy (gdzie t. mieli swoje domy zakonne). Zapewniało im to ogromne wpływy na słabych królów jerozolimskich i na wielu władców europejskich (t. pełnili często funkcje podskarbich i administratorów majątków królewskich), zadłużonych u templariuszy.

No!!! Takie rzeczy są nie do wybaczenia! Banki w Paryżu i Londynie, funkcje podskarbich i administratorów majątków królewskich, czyli uzależnienie od siebie władców – to ma być domeną tylko jednej nacji i tylko jej.

Okres krucjat zbiega się z okresem powstania najpiękniejszych, najpotężniejszych katedr gotyckich. One miały wzbudzać wśród wiernych podziw i strach. Miały ich przekonać, że Kościół jest niewyobrażalną potęgą, skoro potrafi wznosić takie imponujące budowle. A strach to posłuszeństwo i akceptacja. Wiele z tych katedr znajduje się we Francji, czemu trudno się dziwić, wszak Francja to najstarsza córa Kościoła. Te katedry to dzieło templariuszy. I dopiero teraz zrozumiemy dlaczego to właśnie we Francji spalono tyle kościołów, łącznie z tą najsłynniejszą katedrą Notre Dame. Żydzi do dziś nienawidzą tych, którzy poznali ich tajemnice i ośmielili się wykorzystać je na własną korzyść. Tamtych spalili na stosie, a ich dzieła, świadectwa ich geniuszu, też palą. I pomyśleć, że dokonali tego rycerze z Szampanii, która przeciętnemu człowiekowi, jeśli w ogóle z czymś się kojarzy, to z winami musującymi zwanymi szampanami.

Historia tych zakonów świadczy o tym, że Kościół, chrześcijaństwo i papieże byli tylko narzędziem, którym posługiwali się Żydzi do realizacji swoich celów. Krucjaty były po to, by chronić ich interesy, a obrona wiary chrześcijańskiej, to tylko pretekst, zasłona dymna dla naiwnych. Gdy interesy zostały zabezpieczone, krucjaty skończyły się, a 200 lat później zakony zostały zmarginalizowane przez reformację. Co ciekawe stało się to w tym samym czasie. W przypadku joannitów było to 22 grudnia 1522 roku. Czy tak przypadkiem taka data? W przypadku Krzyżaków było to 10 kwietnia 1525 roku, kiedy to wuj, Zygmunt Stary, odebrał hołd od swojego siostrzeńca Albrechta Hohenzollerna. Nie bez znaczenia jest również fakt, że tym samym czasie (1492) odkryto Amerykę i handel śródziemnomorski został zmarginalizowany, a włoskie miasta straciły na znaczeniu.

To wszystko nie zmienia faktu, że, przez cały czas swego istnienia w rozkwicie, zakony zgromadziły niewyobrażalne bogactwo, które przecież nie rozpłynęło się wraz z ich upadkiem, który nastąpił nagle, tak jakby ktoś to zaplanował. Pieniądze odpłynęły w inne miejsca. Kto jest właścicielem tych fortun? Podobno to właśnie te stare rody nadal rządzą światem, a Rotszyldowie przy nich to tylko ubodzy krewni.

Książki

Książki, w odróżnieniu od internetu, raz napisane, pozostają niezmienne. Nie dotyczą ich żadne aktualizacje, nie można ich skasować. Pozostają świadectwem czasów, w których zostały wydane, ale też czasem ich treść bywała sprzeczna z obowiązującą ideologią i systemem wartości. Dlatego tak często je palono. Problem jednak polegał na tym, że książka raz wydana rozchodzi się wśród czytającej publiczności i nie sposób dotrzeć do wszystkich wydrukowanych egzemplarzy, zwłaszcza że może ona zmienić właściciela i to nie jeden raz.

Mam wydanie Trylogii z 1956 roku, a w nim słowo wstępne Dalekie i bliskie sienkiewiczowskiej Trylogii, którego autorem jest Samuel Sandler. Imię i nazwisko nie pozostawia wątpliwości co do jego nacji. Wydał ją Państwowy Instytut Wydawniczy. Pisze on m.in.:

»Podstawowy problem Ogniem i mieczem – tego nie powinny przesłonić wszystkie uroki tej powieści, których jest naprawdę bardzo wiele – tkwi w tym, że pisarz dał tu obraz wojny wyzwoleńczej najzupełniej fałszywie oświetlający jej rzeczywisty charakter, podłoże, a częściowo i przebieg. Ukazał ją nie z pozycji interesów uciskanych mas, lecz z pozycji ciemiężycieli. Bo uważnie czytając Ogniem i mieczem można nawet znaleźć przytoczone i podobne wzmianki o sytuacji mas chłopskich, o ich okrutnej niewoli, o ich dążeniu do wyzwolenia, o ich ofiarności i bohaterstwie, ale są to tylko wzmianki; w całej powieści dominuje wrogość do ludu ukraińskiego, szlachecka pogarda dla „czerni”, najczęściej widzianej w oparach wódki, w rozbestwieniu i ogarniętej paniką, tchórzliwym strachem przed rycerzami-obrońcami szlacheckiej Rzeczypospolitej. Nieugiętych obrońców ludu, np. Chmielnickiego i Bohuna, przedstawia pisarz jako mścicieli swych osobistych niepowodzeń romansowych; warchoła, uosobienie magnackiej prywaty, Jeremiego Wiśniowieckiego, jednego z najciemniejszych przedstawicieli magnaterii siedemnastowiecznej, okrutnego ciemiężyciela i wyzyskiwacza ludu, który swoje „państwo wiśniowieckie” przeciwstawiał Polsce – jako bohaterskiego i nieugiętego obrońcę ojczyzny; zmagania ludu ukraińskiego o wolność – jako rozpasane dążenie do rzezi i rozboju, do „swawoli dzikiej”; obronę panowania „królewiąt” kresowych nad ludem, dążenie do spotęgowania jego ucisku społecznego, narodowego i wyznaniowego – jako walkę o ocalenie ojczyzny; to, co ją pogrążało w upadek, to, co stanowiło najistotniejszą zaporę jej postępu, rozwoju – jako patriotyczną walkę w obronie zagrożonego kraju.

Takie jest pojmowanie w powieści tego wielkiego w dziejach narodu ukraińskiego wydarzenia, wielkiej wojny wyzwoleńczej podejmowanej po tylu krwawych klęskach, bojach przez Bohdana Chmielnickiego. Zaciemniono jej źródła, fałszywie przedstawiono w niej siły przeciwstawne, nie ukazano jej rzeczywistych motywów. To paczy sens tej „powieści z lat dawnych”, pozbawia ją tego, co jest dla tej powieści najistotniejsze: prawdy dziejowej, a bez niej, jak to nie bez złośliwości, ale słusznie powiedział Bolesław Prus: „nie ma powieści historycznej; jest tylko historia zajścia Skrzetuskiego z Bohunem wymalowana na tle zanadto obszernym”.

Czy takie były intencje pisarza? Oczywiście, nie. „Powieść historyczna – pisał Sienkiewicz we wspomnianej już rozprawie – nie tylko nie potrzebuje być poniewieraniem prawdy dziejowej, ale może być jej objaśnieniem i dopełnieniem”. Sienkiewicz miał takie ambicje twórcze i z wyjątkową sumiennością badał źródła do opisywanej epoki, sięgał do oryginalnych dokumentów, do ich opracowań, do syntetycznych i szczegółowych prac historycznych. O pierwszej swojej powieści historycznej pisał w liście prywatnym w czasie jej tworzenia: „powiem o niej to tylko, żem grunt pod nią przygotował z całą sumiennością, ani jednego nazwiska nie zaczerpnąłem nawet w fantazji. Staram się też koloryt epoki oddać wiernie…” Ale to wszystko nie wystarczyło. Nie wystarczyła bowiem nawet najsumienniejsza wierność szczegółu, gdy zabrakło właściwego oświetlenia najbardziej zasadniczego konfliktu epoki. Przedstawił go Sienkiewicz z pozycji reakcyjnych, tak jak pojmowały go najbardziej wsteczne obozy ideowe klas panujących, najbardziej reakcyjne koła historyków. Zaważyły tu nacjonalistyczne przekonania pisarza, które prawie wszechwładnie zapanowały w dziele. I one decydują o zasadniczym skrzywieniu powieści, o tym, że szkielet jej – jak to określił Prus – jest zupełnie fałszywy. Sienkiewicz zawarł w tym dziele właściwie apologię panowania magnackiego na Ukrainie, a to, co zamierzał zawrzeć, co było jego intencją wypowiedzianą wprost i za pośrednictwem środków artystycznych, pokazał w postaci skrzywionej, właściwie najzupełniej wypaczającej jego intencje. Jego Skrzetuski „czuł się dumnym, że jest synem tej Rzeczypospolitej zwycięskiej, potężnej, o której bramy wszelka złość, wszelki zamach, wszelkie ciosy tak rozbijają się i kruszą jako moce piekielne o bramy nieba. Czuł się dumny jako szlachcic-patriota, że w zwątpieniu został pokrzepion, a w wierze nie zwiedzion”. Ma to być sugestywny wyraz patriotyzmu siedemnastowiecznego, ale przecież w konfrontacji z rzeczywistym charakterem dziejów jest to wyraz wierności wobec panowania magnackiego, które tak złowrogo ciążyło na losie i ukraińskiego chłopa, i na losie samej Polski.

Tak więc nacjonalistyczne wypaczenia eliminowały w Ogniem i mieczem patriotyczne tendencje pisarza. W żadnej bodaj innej powieści Sienkiewicza nie ma takiej rozbieżności intencji i pisarskich rezultatów. Stara to prawda, że gdy się patrzy na dzieje swojej ojczyzny nie z perspektywy interesów mas ludowych – bo między dążeniami ludu ukraińskiego a dobrze zrozumianymi interesami Polski nie było rozbieżności (rozumieli to najlepsi przedstawiciele sił postępowych i demokratycznych naszego kraju, np. Lelewel, Krępowiecki [neofita, zwierzchnik węglarstwa polskiego – przyp. W.L.]) – ale z perspektywy klas panujących, z perspektywy nacjonalizmu, miłość ojczyzny nie jest niczym innym, jak miłością przywileju klasowego, wiernością sprawie przemocy i ucisku własnego ludu i innych narodów. Chcąc tego czy nie chcąc, taką właśnie perspektywę widzenia wojny mas chłopskich i kozackich przeciwko Rzeczypospolitej szlacheckiej zawarł Sienkiewicz w Ogniem i mieczem. I to jest najważniejszy problem ideowo-artystyczny tej powieści. To też było głównym przedmiotem uwielbień, jakimi reakcyjna krytyka literacka, przedstawiciele wstecznych obozów ideologicznych darzyli tę powieść.«

Takie to świadectwo epoki sprzed 66 lat. Jedno stwierdzenie, ale mówi wiele:

Ale to wszystko nie wystarczyło. Nie wystarczyła bowiem nawet najsumienniejsza wierność szczegółu, gdy zabrakło właściwego oświetlenia najbardziej zasadniczego konfliktu epoki.

Jednym słowem, bez właściwego oświetlenia konfliktu cały jego opis, nawet najbardziej sumienny, nie warty funta kłaków. Choć z drugiej strony, to czy obecny przekaz tego, co dzieje się na Ukrainie, pozbawiony jest właściwego oświetlenia?

Drugie stwierdzenie dowodzi, że w polityce pewne stany są bardziej trwałe niż nam się wydaje:

bo między dążeniami ludu ukraińskiego a dobrze zrozumianymi interesami Polski nie było rozbieżności (rozumieli to najlepsi przedstawiciele sił postępowych i demokratycznych naszego kraju, np. Lelewel, Krępowiecki)

Tu komentarz jest chyba zbyteczny. Taka jest narracja obecnego rządu i wszelkich mediów.

Czy to się komuś podoba, czy – nie, powieść historyczna Ogniem i mieczem staje się znowu aktualna. Tylko czy nie znajdzie się na indeksie ksiąg zakazanych? Skoro już nie można, przynajmniej oficjalnie, mówić „na Ukrainie”, bo to „razi” Ukraińców, to stąd już tylko jeden krok do stanowiska, że ta powieść przedstawia Ukraińców w niewłaściwym świetle. Wszystko to możliwe w Polin-ukro. Jeśli jeszcze się tak nie stało, to tylko dlatego, że obecnie nikt nie czyta książek, a już na pewno nie czyta Ogniem i mieczem. Poniżej parę cytatów z tej powieści, by każdy sam mógł ocenić na ile to, co opisał Sienkiewicz, jest nadal aktualne i czy był stronniczy w swojej ocenie, jak chciał Samuel Sandler.

Ale zanim te cytaty, to należy się pewne wyjaśnienie. Dzikie Pola to pas ciągnący się, w kierunku południowy zachód – północny wschód, od dolnego Dniestru i wybrzeża Morza Czarnego do dorzecza dolnego Bohu i dorzecza dolnego Dniepru. Od południowego-wschodu graniczyły one z Chanatem Krymskim. Na północny-zachód od Dzikich Pól rozciągało się Naddnieprze, kraina leżąca po obu stronach Dniepru. Prawy jego brzeg nazywano ruskim, a lewy – tatarskim.

Naddnieprze, źródło: Wikipedia. Na prostym odcinku Dniepru, płynącym dokładnie z północy na południe występują tzw. porohy, czyli poprzeczne progi skalne.

Wikipedia tak opisuje Dzikie Pola:

“W chwili unii Litwy z Polską (1569) Ruś ukrainna przedstawiała step, pozbawiony osiadłej ludności rolniczej. Były to obszary, o których posiadaniu zdecydować miało zaludnienie ich i zagospodarowanie. Starostowie zamków królewskich – Kijowa, Białej Cerkwi, Kaniowa, Czerkas itd. przyjmowali włóczęgów różnego pochodzenia zarówno chłopów, jak i szlachtę, osadzali ich w stepach i używali do walki z najazdami tatarskimi.

Późniejsi osadnicy padali ofiarą najazdów wielu wojsk, których szlak wypadał tą drogą. Swą zwyczajową nazwę zawdzięczają licznym uchodźcom, którzy ciągnęli tu zarówno z zaludnionych ziem Rzeczypospolitej i Carstwa Rosyjskiego, innych regionów i państw. Było wśród nich wielu chłopów zbiegających przed zaostrzeniem pańszczyzny i innych obciążeń na rzecz szlacheckich właścicieli ziemskich, oraz ludzi niewolnych, uciekających przed prześladowaniami, a także pospolitych przestępców. Powodem, dla którego tu przybywali, był praktyczny brak jakiejkolwiek władzy i kontroli na terenie Dzikich Pól. Z nich to właśnie wykształciła się Kozaczyzna.

Na Dzikich Polach rozgrywa się większość akcji powieści Henryka Sienkiewicza Ogniem i mieczem.”

»W kilka dni później poczet naszego namiestnika (Skrzetuski – przyp. W.L.) posuwał się raźno w stronę Łubniów. Po przeprawie przez Dniepr (na pewnym odcinku Dniepr był granicą pomiędzy Dzikimi Polami a Chanatem Krymskim, w tym miejscu, gdzie było bliżej do Krymu – przyp. W.L.) szli szeroką drogą stepową, która łączyła Czehryn z Łubniami idąc na Żuki, Semi-Mogiły i Chorol. Drugi taki gościniec wiódł ze stolicy książęcej do Kijowa. Za dawniejszych czasów, przed rozprawą hetmana Żółkiewskiego pod Sołonicą, dróg tych nie było wcale. Do Kijowa jechało się z Łubniów stepem i puszczą; do Czehryna była droga wodna – z powrotem zaś jeżdżono na Chorol. W ogóle zaś owe naddnieprzańskie państwo – stara ziemia połowiecka – była pustynią mało co więcej od Dzikich Pól zamieszkaną, przez Tatarów często zwiedzaną, dla watah zaporoskich otwartą.

Dziwna to była ziemia, na wpół uśpiona, ale nosząca ślady dawniejszego życia ludzkiego. Wszędzie pełno popieliszcz po jakichś przedwiecznych grodach; same Łubnie i Chorol były z takich popieliszcz podniesione; wszędzie pełno mogił nowszych i starszych, porosłych już borem. I tu, jak na Dzikich Polach, nocami wstawały duchy i upiory, a starzy Zaporożcy opowiadali sobie przy ognisku dziwy o tym, co się czasami działo w owych głębinach leśnych, z których dochodziły wycia nie wiadomo jakich zwierząt, krzyki półludzkie, półzwierzęce, gwary straszne, jakoby bitew lub łowów. Pod wodami odzywały się dzwony potopionych miast. Ziemia była mało gościnna i mało dostępna, miejscami zbyt rozmiękła, miejscami cierpiąca na brak wód, spalona, sucha a do mieszkania niebezpieczna, osadników bowiem, gdy się jako tako osiedlili i zagospodarowali, ścierały napady tatarskie. Odwiedzali ją tylko często Zaporożcy dla ogonów bobrowych, dla zwierza i ryby, w czasie bowiem pokoju większa część Niżowców rozłaziła się z Siczy na łowy, czyli, jak mówiono, na „przemysł” po wszystkich rzekach, jarach, lasach i komyszach, bobrując w miejscach, o których istnieniu nawet mało kto wiedział.

Jednakże i życie osiadłe próbowało uwiązać się do tych ziem jak roślina, która próbuje, gdzie może, chwycić się gruntu korzonkami i raz w raz wyrywana, gdzie może, odrasta.

Powstawały na pustkach grody, osady, kolonie, słobody i futory. Ziemia była miejscami żyzna, a nęciła swoboda. Ale wtedy dopiero zakwitło życie, gdy ziemie te przeszły w ręce kniaziów Wiśniowieckich. Kniaź Michał po ożenieniu się z Mohylanką począł starowniej urządzać swoje zadnieprzańskie państwo; ściągał ludzi, osadzał pustki, zapewniał swobody do lat trzydziestu, budował monastery i wprowadzał swoje prawo książęce. Nawet taki osadnik, który przymknął do tych ziem nie wiadomo kiedy i sądził, że siedzi na własnym gruncie, chętnie schodził do roli kniaziowego czynszownika, gdyż za ów czynsz szedł pod potężną książęcą opiekę, która go ochraniała, broniła od Tatarów i od gorszych nieraz od Tatarów Niżowców. Ale prawdziwe życie zakwitło pod żelazną ręką młodego księcia Jeremiego. Za Czehrynem zaraz zaczynało się jego państwo, a kończyło się het! aż pod Konotopem i Romnami. Nie stanowiło ono całej kniaziowskiej fortuny, bo od województwa sandomierskiego począwszy ziemie jego leżały w województwach wołyńskim, ruskim, kijowskim, ale naddnieprzańskie państwo było okiem w głowie zwycięzcy spod Putywla.«

Z tego opisu wynika, że Wiśniowiecki był klasycznym feudałem. Ustrój feudalny powstał w Europie po rozpadzie Imperium Rzymskiego. Charakteryzował się tym, że gdy zabrakło suwerena w postaci państwa, to możni panowie przejmowali jego funkcje na obszarach im podległym. Był charakterystyczny dla rejonów wiejskich. Po X wieku powoli zanikał w Europie zachodniej, głównie na skutek rozwoju miast. W Europie wschodniej, w Rzeczpospolitej, przetrwał do drugiej połowy XIX wieku.

Posiadłości magnaterii polskiej w XVI–XVII wieku. Widoczne zaznaczone na czerwono ogromne zadnieprzańskie posiadłości Wiśniowieckich (rys. Maciej Mathiasrex Szczepańczyk i Halibutt , na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana); źródło: histmag.org.

Na powyższej mapce widać jak na dłoni, czym była Rzeczpospolita. Ziemie byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego to obszar, na którym praktycznie nie istniało państwo takie, jakie wówczas dominowało w Europie, czyli monarchia absolutna. To był ustrój feudalny, ale nawet największy feudał nie mógł przeciwstawić się potężnym państwom. Mógł jednak przeciwstawić się państwu słabemu, jakim była Rzeczpospolita. A Rzeczpospolita była słabym państwem, bo taki ustrój wymyślili jej Żydzi. Kolos na glinianych nogach – taka była ta Rzeczpospolita.

Dalej Sienkiewicz pisze:

„Na całej Ukrainie i Zadnieprzu poczęły zrywać się jakieś szumy, jakoby zwiastuny burzy bliskiej; jakieś dziwne wieści przelatywały od sioła do sioła, od futoru do futoru, na kształt owych roślin, które jesienią wiatr po stepach żenie, a które lud perekotypolem zowie. W miastach szeptano sobie o jakiejś wielkiej wojnie, lubo nikt nie wiedział, kto i przeciwko komu ma wojować. Coś zapowiadało się wszelako.

Tym ciężej, tym duszniej było, że nikt nie umiał niebezpieczeństwa wskazać. Wszelako między oznakami złej wróżby dwie szczególnie zdawały się wskazywać, że istotnie coś zagraża. Oto naprzód niesłychane mnóstwo dziadów lirników zjawiło się po wszystkich wsiach i miastach, a były między nimi jakieś postacie obce, nikomu nie znane, o których szeptano sobie, że to są dziady fałszywe. Ci, włócząc się wszędzie, zapowiadali tajemniczo, iż dzień sądu i gniewu bożego się zbliża. Po wtóre Niżowcy poczęli pić na umór.”

Poniżej drastyczny opis

»Panu Skrzetuskiemu nie było danym widzieć bitwy, gdyż wraz z taborem został w Korsuniu. Zachar umieścił go w rynku, w domu pana Zabokrzyckiego, którego czerń poprzednio powiesiła – i postawił straż z niedobitków Mirhorodzkiego kurzenia, bo tłuszcza ciągle rabowała domy i mordowała każdego, kto się jej wydał Lachem. Przez wybite okna widział pan Skrzetuski gromady pijanych chłopów, krwawych, z pozawijanymi rękawami u koszul, włóczących się od domu do domu, od sklepu do sklepu i przeszukujących wszystkie kąty, strychy, poddasza; od czasu do czasu wrzask straszliwy oznajmiał, że znaleziono szlachcica, Żyda, mężczyznę, kobietę lub dziecię. Wyciągano ofiarę na rynek i pastwiono się nad nią w sposób najstraszliwszy. Tłuszcza biła się ze sobą o resztki ciał, obmazywała sobie z rozkoszą krwią twarze i piersi, okręcała szyje dymiącymi jeszcze trzewiami. Chłopi chwytali małe Żydzięta za nogi i rozdzierali wśród szalonego śmiechu tłumów. Rzucano się i na domy otoczone strażą, w których zamknięci byli znakomitsi jeńcy, zostawieni przy życiu dlatego, że spodziewano się po nich znacznego okupu. Wówczas Zaporożcy lub Tatarzy stojący na straży odpierali tum, grzmocąc po łbach napastników drzewcami od pik, łukami lub batami z byczej skóry. Tak było przy domu pana Skrzetuskiego. Zachar kazał ćwiczyć chłopstwo bez miłosierdzia, a Mirhorodcy spełniali z rozkoszą rozkaz. Niżowi bowiem przyjmowali chętnie w czasie buntów pomoc czerni, ale pogardzali nią bez porównania więcej od szlachty. Przecie niepróżno zwali się: „szlachetnie urodzonymi Kozakami!” Sam Chmielnicki darowywał potem niejednokrotnie znaczną ilość czerni Tatarom, którzy gnali ją do Krymu i stamtąd sprzedawali do Turcji i Azji Mniejszej.

Tłum więc szalał na rynku i dochodził do tak dzikiego opętania, że w końcu począł się wzajemnie mordować. Dzień zapadał. Zapalono całą jedną stronę rynku, cerkiew i dom parocha. Szczęściem wiatr zawiewał ogień ku polu i przeszkadzał szerzeniu się pożaru. Ale łuna olbrzymia oświecała rynek tak jasno jak promienie słoneczne. Zrobiło się gorąco nie do wytrzymania.«

Przypomina Wołyń? A więc mamy sekwencję: powstanie Chmielnickiego, rzeź humańska, rzeź wołyńska. Co jest w genach tych ludzi, jeśli w ogóle można ich nazwać ludźmi?

Nagle w trawach, trzcinach, szuwarach i zaroślach przybrzeżnych, naokoło całej łachy, rozległy się dziwne, a bardzo liczne głosy wołające:
- Pugu! Pugu!
Cisza...
- Pugu! Pugu!
I znowu nastało milczenie, jak gdyby owe głosy wołające na brzegach oczekiwały na odpowiedź.
Ale odpowiedzi nie było. Wołania zabrzmiały po raz trzeci, ale szybsze i niecierpliwsze:
- Pugu! Pugu!
Wówczas od strony statków rozległ się wśród mgły głos Krzeczowskiego:
- A kto taki?
- Kozak z ługu!
Semenom ukrytym na bajdakach serca zabiły niespokojnie. W ten sposób Zaporożcy porozumiewali się z sobą na zimowiskach, w ten sposób w czasie wojen zapraszali na rozmowę braci Kozaków rejestrowych i grodowych, między którymi bywało wielu należących sekretnie do bractwa. 

Do jakiego bractwa i kto nim kierował, to chyba nietrudno domyślić się. A jak bractwo sekretne w tamtym czasie, to wiadomo, że do wywoływania powstań chłopskich.

„Płonęły miasta, wsie, kościoły, dwory, lasy. Ludzie przestali mówić, jeno jęczeli albo wyli jak psy. Życie straciło wartość. Tysiące ginęły bez echa, bez wspomnienia. A z tych wszystkich klęsk, mordów, jęków, dymów i pożarów podnosił się tylko jeden człowiek coraz wyżej i wyżej, olbrzymiał coraz straszliwiej, zaciemniał już niemal światło dzienne, rzucał cień od morza do morza.

Był to Bohdan Chmielnicki.

Dwieście tysięcy ludzi zbrojnych i upojonych zwycięstwy stało teraz gotowych na jego skinienie. Czerń powstawała wszędzie; Kozacy grodowi łączyli się z nim po wszystkich miastach. Kraj od Prypeci do krańców pustyń był w ogniu. Powstanie szerzyło się w województwach: ruskim, podolskim, wołyńskim, bracławskim, kijowskim i czernihowskim. Potęga hetmana rosła co dzień. Nigdy Rzeczpospolita nie wystawiła przeciw najstraszniejszemu wrogowi połowy tych sił, którymi on teraz rozporządzał. Równych nie miał w gotowości i cesarz niemiecki. Burza przeszła wszelkie oczekiwania. Sam hetman początkowo nie rozeznawał własnej potęgi i nie rozumiał, jak wyrósł już wysoko.”

Czyli sam hetman nie orientował się na początku, jaką siłą dysponuje, a skoro tak, to znaczy, że to nie on tę siłę zorganizował. A stąd już tylko krok do wniosku, że kierowali nim, a właściwie całym powstaniem, jego nieznani przełożeni. Firmował je swoim nazwiskiem, tak jak Balcerowicz – Plan Balcerowicza.

„My z Połonnego. Starszy Krzywonos oblegał zamek i miasto; jeśli twoja szabla nad jego karkiem nie zawiśnie, tedy zginiemy wszyscy.

Na to książę: O Połonnem ja wiem, iż się tam siła ludu schroniła, ale jak mnie doniesiono, najwięcej Rusinów. Zasługa to wasza przed Bogiem, iż zamiast połączyć się z buntem, opór mu dajecie, przy matce stawając, jednak boję się zdrady jakowej od was, takiej, jak w Niemirowie doznałem.

Na to posłańcy poczęli przysięgać na wszystkie świętości niebieskie, że jako zbawiciela, tak księcia wyczekują, i myśl zdrady w głowie im nawet nie postała. Jakoż i szczerze mówili. Krzywonos bowiem, obległszy ich w pięćdziesiąt tysięcy ludu, poprzysiągł im zgubę dlatego właśnie, że będąc Rusinami nie chcieli się z buntem łączyć.”

Tak więc podział na Rusinów i Kozaków istnieje na Ukrainie od początku.

„I wojna leżała w sile rzeczy. Rozbójniczy ruch Zaporoża i ludowe powstanie ukraińskiej czerni potrzebowały jakichś wyższych haseł niż rzeź i rozbój, niż walka z pańszczyzną i z magnackimi latyfundiami. Zrozumiał to dobrze Chmielnicki i korzystając z tlejących rozdrażnień, z obopólnych nadużyć i ucisków, jakich nigdy w onych surowych czasach nie brakło, socjalną walkę zamienił w religijną, rozniecił fanatyzm ludowy i zaraz w początkach przepaść między oboma obozami wykopał – przepaść, którą nie pergaminy i układy, ale krew tylko mogła wypełnić.”

Jakoś tak dziwnie Samuel Sandler jednym tylko słowem wspomniał o wojnie religijnej.

„Toczyły się tedy wypadki siłą rzeczy ku wojnie – i nawet ludzie prości, instynktem tylko wiedzeni, odgadywali, że nie może być inaczej, a w całej Rzeczypospolitej coraz więcej oczu zwracało się na Jeremiego, który od początku wojnę na śmierć i życie ogłosił. W cieniu tej olbrzymiej postaci nikli coraz bardziej kanclerz i wojewoda bracławski, i regimentarze, a między nimi potężny książę Dominik, głównym mianowany wodzem. Nikła ich powaga, znaczenie i malała karność dla władzy, którą piastowali. Kazano wojsku i szlachcie ściągać ku Lwowu, a potem ku Glinianom, jakoż i szły coraz większe zastępy. Ściągała się kwarta, za nią ziemianie pobliższych województw, ale zaraz nowe wypadki poczęły grozić powadze Rzeczypospolitej. Otóż nie tylko mniej karne chorągwie pospolitego ruszenia, nie tylko prywatne, ale i regularne kwarciane, stanąwszy na miejscu zboru, wypowiadały posłuszeństwo regimentarzom i wbrew rozkazom ruszały do Zbaraża, aby oddać się pod rozkazy Jeremiego. Tak naprawdę uczyniły województwa kijowskie i bracławskie, których szlachta już przedtem w znacznej części pod Jeremim służyła., za nimi poszły ruskie, lubelskie, za nimi wojska koronne – i już nietrudno było powiedzieć, że wszystkie inne pójdą ich śladem.

Pominięty i zapomniany umyślnie Jeremi siłą rzeczy stawał się hetmanem i naczelnym wodzem całej potęgi Rzeczypospolitej. Szlachta i wojsko oddane mu duszą i ciałem czekało tylko jego skinienia. Władza, wojna, pokój, przyszłość Rzeczypospolitej spoczęły w jego ręku.

I rósł jeszcze z każdym dniem, bo każdego dnia nowe waliły do niego chorągwie, i tak zolbrzymiał, że cień jego począł padać nie tylko na kanclerza i regimentarza, ale na senat, na Warszawę i całą Rzeczpospolitą.”

No i jak tu nie twierdzić, że ta Rzeczpospolita była karykaturą państwa?

„Nie! Rzeczpospolita wojen się nie lęka i nie wojny ją zgubią! Ale czemuż to wobec takich zwycięstw, takiej utajonej siły, takiej sławy, ona, która pogromiła Krzyżaków i Turków… taka jest słaba i niedołężna, że przed jednym Kozakiem przyklękła? że sąsiedzi rwą jej granice, że wyśmiewają ją narody, że głosu jej nikt nie słucha, o gniew jej nie dba, a wszyscy zgubę przewidują?

Ach! to właśnie duma i ambicja magnatów, to czyny na własną rękę, to samowola tego przyczyną. Wróg najgorszy to nie Chmielnicki, ale nieład wewnętrzny, ale swawola szlachty, ale szczupłość i niekarność wojska, burzliwość sejmów, niesnaski, rozterki, zamęt, niedołęstwo, prywata i niekarność – niekarność przede wszystkim. Drzewo gnije i próchnieje od środka. Rychło czekać, jak pierwsza burza je zwali – ale parrycyda (z łac. parricida: zdrajca, wróg ojczyzny – przyp. W.L.) ten, kto do takiej roboty ręce przykłada, przeklęty ten, kto przykład daje, przeklęty on i dzieci jego do dziesiątego pokolenia!!…”

Wybrałem tylko niektóre fragmenty z tej powieści, by pokazać, że ocena Prusa jest bezpodstawna, nie mówiąc już o ocenie Sandlera, który zresztą przyznał, że Sienkiewicz sumiennie przebadał dokumenty z epoki i właśnie dzięki temu mamy, jak sądzę, dosyć wierny obraz powstania Chmielnickiego. Czytając tę powieść nie odniosłem wrażenia, że autor jest stronniczy.

Jeszcze do niedawna można by powiedzieć, że to powieść historyczna i tyko tyle. Jednak obecnie, gdy trwa na Ukrainie wojna i do Polski napływają masy Ukraińców, z których część jest Rusinami, a część – Kozakami, staje się ona nadzwyczaj aktualna. Jak ktoś nie wie, z której strony grozi nam niebezpieczeństwo, to z tej powieści dowie się, bo oficjalna propaganda przedstawia nam Ukraińców jako jeden naród, naszych braci, pokrewnych nam kulturowo. No, to w tym wypadku wypadało by zapytać: którzy Ukraińcy są naszymi braćmi?

Kto wie? Może za jakiś czas, gdy powstanie Polin-ukro, powieść ta może być zakazana lub mocno okrojona z niewygodnych dla oficjalnej propagandy fragmentów. Habent sua fata libelli, taką maksymę ukuli Rzymianie, co oznacza, że książki mają swój los. Jedne zostają spalone, inne ocenzurowane lub wpisane na indeks ksiąg zakazanych. Jaki los spotka Ogniem i mieczem?

Hiszpańska wojna domowa

Tak mi zależało na tym, żeby tym razem nie było nic o Ukrainie, bo ciągle o niej piszę, więc chciałem się oderwać od tej rzeczywistości, żeby było inaczej, tak jak kiedyś śpiewał Jerzy Połomski: Gdzieś Hiszpania za górami, A tu zima, karnawał jest z nami, Raz się żyje, zakręćmy walczyka ten raz, Hiszpański walczyk w sam raz. Hiszpański walczyk był krwawy. Nie zawsze musi on takim być, ale często bywa bardzo nieprzyjemny, o czym przekonali się piłkarze Manchester City, gdy w niewiele ponad minutę, na parę minut przed końcem meczu, Real zniwelował ich dwubramkową przewagę, a później, w dogrywce, strzelił jeszcze trzecią i tym samym awansował do finału Ligi Mistrzów.

Analogia z Ukrainą polega nie tylko na tym, że w Hiszpanii walczył Związek Radziecki z III Rzeszą, a na Ukrainie walczy Rosja z NATO i nie na tym, że Hiszpania, jakby na uboczu Europy, podobnie jak Ukraina, ale też na tym, że motywem przewodnim w obu wypadkach był i jest anarchizm. Wikipedia cytuje m.in. rosyjskiego autora: Александр Шубин – Анархистский социальный эксперимент. Украина и Испания 1917-1939 гг., Moskwa 1998, rozdz. IX, par. 3. – Aleksander Szubin – Anarchistyczny eksperyment społeczny. Ukraina i Hiszpania 1917-1939, Moskwa 1998, rozdz. IX ust. 3.

Ukraińska Republika Ludowa to lata 1917-1921. Nestor Machno był anarchistą i terrorystą, podobnie jak „nasz batko Bandera”. I ci sami, którzy stworzyli hiszpański anarchizm i wykorzystali go w tej sztucznie wyreżyserowanej wojnie, ci sami stworzyli kozacki anarchizm i wykorzystują go w trwającej obecnie na Ukrainie wojnie.

Hiszpańska wojna domowa, jak pisze Wikipedia, to wojna pomiędzy rządem Republiki Hiszpańskiej powstałym w wyniku koalicji Frontu Ludowego i wspierającymi go liberałami, republikanami, socjalistami, Baskami, Katalończykami, komunistami i anarchistami, a prawicową opozycją nacjonalistów, faszystów, monarchistów i konserwatystów. Toczyła się ona w latach 1936-1939. Mocarstwa europejskie traktowały ją jako poligon do testowania nowych rodzajów broni w warunkach bojowych.

Obie strony miały wsparcie z zagranicy. Nacjonalistom pomagały oddziały wojskowe z Włoch i Niemiec, siłom rządowym – ochotnicy z Brygad Międzynarodowych, zorganizowanych przez Komintern, Brazylia, Francja, ZSRR i Meksyk. W 1939 roku wojna ta zakończyła się zwycięstwem nacjonalistów. W jej wyniku zginęło około 500 tys. osób, a około 300 tys. wyemigrowało.

Tło konfliktu

W roku 1873 powstała Pierwsza Republika Hiszpańska. Jednak już rok później doszło do restauracji monarchii. 29 grudnia 1874 roku monarchista, generał Arsenito Martines Campos, opowiedział się za przywróceniem na tron monarchii Burbonów w osobie Alfonsa Burbona, syna królowej Izabeli II. Rząd Sagasty nie sprzeciwiał się temu. Dlaczego poszło tak łatwo? Benito Perez Galdos, jeden z najwybitniejszych pisarzy hiszpańskich, tak opisywał klimat parlamentu Pierwszej Republiki:

„Posiedzenia Kortezów bardzo mnie interesowały i większość wieczorów spędzałem na trybunie prasowej, rozbawiony spektaklem niemożliwego do opisania zamieszania, które wywoływali ojcowie Ojczyzny. Niepohamowany indywidualizm, przypływ i odpływ opinii, od najbardziej rozsądnych do najbardziej ekstrawaganckich, zgubna spontaniczność tylu mówców doprowadzała widza do szaleństwa i uniemożliwiała konkretne działania. Dnie i noce mijały, a Kortezy nadal nie zdecydowały, jak powinno się mianować ministrów: czy ministrowie powinni być wybierani pojedynczo, głosami poszczególnych deputowanych, czy też byłoby bardziej słusznie upoważnić Figuerasa lub Pi do przedstawienia składu nowego rządu. Proponowano i odrzucano wszelkie propozycje. To była dziecinada, która bawiłaby nas, gdyby nie to, że nas wielce smuciła.”

Podstawą rządów restauracji stał się kompromis pomiędzy bogatym mieszczaństwem a posiadaczami ziemskimi, który zapewnił Hiszpanii na półwiecze względny spokój. Powstały pierwsze partie polityczne, w tym Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE). Początek XX wieku to okres, w którym ścierali się ze sobą konserwatyści i liberałowie. Receptą miały być rządy silnej ręki i dyktatorskie. W 1923 roku doszło do wojskowego przewrotu, w wyniku którego władzę przejął Miguel Primo de Rivera, który utworzył juntę wojskową. Władzę w jego imieniu sprawowała Hiszpańska Unia Patriotyczna. Jego rządy były stosunkowo liberalne i zyskały poparcie partii lewicowych. Jednak w miarę upływu czasu poparcie to malało. De Rivera zrezygnował z urzędu w styczniu 1930 roku i zastąpił go generał Damaso Berenguer, a następnie admirał Juan Bautista Aznar-Cabañas. Rządzili oni za pomocą dekretów. Ze względu na małe poparcie monarchii, król Alfons XIII Burbon ustąpił ze stanowiska i ustanowił w kraju system republikański. W kwietniu 1931 roku odbyły się wybory samorządowe, które wygrali socjaliści i liberalni republikanie. Zwycięstwo sił republikańskich doprowadziło do wyjazdu z kraju Alfonsa XIII i dymisji junty Aznara. To dało początek Drugiej Republice Hiszpańskiej.

II Republika

Monarchę zastąpił prezydent Niceto Alcala-Zamora z Partii Liberalnej. Przeprowadził on reformy dotyczące polityki rolnej, sekularyzację państwa (prawo do rozwodu). To nie podobało się radykalnej prawicy, która domagała się powrotu monarchii. Doszło do nieudanego zamachu stanu generała Jose Sanjurjo w 1932 roku. Pomimo prób torpedowania reform poparcie dla ugrupowań republikańskich rosło. W wyborach z czerwca 1931 roku zdecydowaną większość zdobyli republikanie i socjaliści. W tym samym roku wprowadzono nową liberalną i demokratyczną konstytucję. Na względną stabilizację tego okresu nie wpłynął nawet Wielki Kryzys. Rząd wykorzystał ten czas do wdrożenia reformy wprowadzającej m.in. ośmiogodzinny dzień pracy i do dofinansowania rolnictwa.

Stopniowe reformy nie spodobały się Iberyjskiej Federacji Anarchistycznej (CNT), która organizowała strajki tłumione przez policję i Gwardię Cywilną, działające na rozkaz rządu centrolewicowego. W październiku 1931 roku premierem rządu mniejszościowego został Manuel Azaña. Wybory parlamentarne w 1933 roku wygrała z niewielką przewagą Hiszpańska Konfederacja Prawicy Autonomicznej (CEDA), jednak koalicję utworzyły mające zdecydowaną większość ugrupowania centrum i centrolewicy. Wysoki wynik prawicy był dla rządu o tyle niepokojący, iż konfederacja deklarowała wprost zamiar zniesienia ustroju republikańskiego i budowy w jego miejsce – totalitarnego.

Rok później miała miejsce rewolucja w Asturii 1934, której powodem był sprzeciw wobec wejścia prawicy z CEDA do rządu centrolewicy. Już wcześniej doszło do radykalizacji grup politycznych, szczególnie tych prawicowych. Rok przed wydarzeniami w Asturii powstała Falange Española, która w 1934 roku połączyła się z niewielką radykalną partią – Junta Ofensywy Narodowo-Syndykalistycznej i przyjęła jej program: opowiadała się za stosowaniem przemocy jako narzędzia walki politycznej i jawnie okazywała sympatię dla Mussoliniego i Hitlera, a nawet – ZSRR, ze względu na totalitaryzm, który promował. Była ona finansowana przez rząd Włoch. Bojówki falangi ścierały się z organizacjami lewicy i organizowały ataki na społeczność żydowską.

16 lutego 1936 roku odbyła się pierwsza tura wyborów (druga – 1 marca), w których Front Ludowy (koalicja wyborcza – socjaliści, komuniści, republikanie) zdobył większość 34,3% poparcia przy 71,4% frekwencji. Nowy rząd postanowił prowadzić politykę reform. Głównymi postulatami była amnestia dla więźniów politycznych, ulga podatkowa na prowincji, zwiększenie ilości przyznawanych kredytów rolnych, reforma rolnictwa oraz rozwój robót publicznych. Jednak naczelnym celem powstania Frontu był sprzeciw wobec polityki prawicy, która od 1933 roku stała się bardziej radykalna i coraz bardziej skłaniała się ku faszyzmowi i totalitaryzmowi. Głównym rywalem Frontu była prawicowa partia CEDA.

Na skutek obowiązującej w Hiszpanii skomplikowanej procedury wyborczej liczba głosów, a szczególnie proporcjonalny podział miejsc w Kortezach, był przedmiotem sporów. Ostatecznie po drugiej turze wyborów Front Ludowy uzyskał 278 miejsc, partie centrowe (w czasie wojny część z nich poparła rząd republikański, część nacjonalistów) 55 miejsc, prawica 194 miejsca. Powołany przez większość parlamentarną rząd rozpoczął funkcjonowanie 10 maja. W jego skład weszli niemal wyłącznie umiarkowani działacze Lewicy republikańskiej Manuela Azañi. Ministrem spraw wewnętrznych został liberał, ale socjaliści i komuniści kontrolowali policję i żandarmerię republikańską.

Już następnego dnia po wyborach lewicowi rewolucjoniści zaczęli otwierać więzienia i uwalniać swoich współtowarzyszy. Również skrajna prawica zaczęła stosować terror w stosunku do swoich przeciwników politycznych. Doszło do starć pomiędzy anarchistami a falangistami. 13 kwietnia działacze prawicowej falangi zabili sędziego, który skazał na 30 lat więzienia działacza falangi oskarżonego o zabójstwo sprzedawcy gazet o profilu socjalistycznym. To wydarzenie przyjmuje się za początek „zemst” ze strony organizacji lewicowych i prawicowych. W okresie do wybuchu wojny domowej w atakach z przyczyn politycznych zginęło 330 osób a 1511 zostało rannych. 16 czerwca, podczas ostatniego przed wakacyjną przerwą posiedzenia parlamentu, liderzy prawicowej opozycji parlamentarnej, monarchiści Calvo Sotelo i Gil Robles (CEDA), gwałtownie zaatakowali rząd republikański, zarzucając mu brak kontroli nad sytuacją w kraju. Gil Robles odczytał listę:

„160 spalonych kościołów, 269 (głównie) politycznych morderstw, 1287 napadów, 69 zniszczonych lokali partii politycznych, 113 „strajków generalnych”, 228 „strajków częściowych”, 10 splądrowanych redakcji gazet. W konkluzji stwierdził: Kraj może istnieć jako monarchia, czy republika, w systemie prezydenckim czy parlamentarnym, w komunizmie lub faszyzmie, lecz nie może istnieć w anarchii.”

Domagali się zaprowadzenia porządku. Według rządu za sytuację odpowiedzialna była prawica, która uciekała się do przemocy na ulicach. Jak się później okazało, było to ostatnie posiedzenie parlamentu przed wybuchem wojny domowej.

6 lipca aresztowano przywódce Falangi Jose Antonio Primo de Rivera, którego później skazano na śmierć. Było to związane z oskarżeniami o zamachy dokonywane przez członków jego ugrupowania. 12 lipca Jose Catillo, porucznik Gwardii Szturmowej, członek Partii Socjalistycznej, został zamordowany w Madrycie przez bojówkę falangi. Dzień później, w nocy z 12 na 13 lipca, przywódca monarchistów Calvo Sotelo został uprowadzony i zamordowany strzałem w tył głowy przez grupę policjantów Gwardii Szturmowej i cywilnych bojówkarzy, którymi dowodził kapitan Gwardii Cywilnej Fernando Condes, przy braku reakcji przydzielonej ochrony policyjnej. Szef opozycji parlamentarnej Gil Robles, nieobecny w domu, uniknął równoległego skrytobójstwa. Następnego dnia oskarżył on publicznie rząd o inspirowanie mordu. Zabójstwo lidera prawicowej opozycji było iskrą przyspieszająca wybuch buntu żołnierzy z hiszpańskiego garnizonu w Melilli (północne Maroko) i trzyletniej wojny domowej. Na czele powstania stali gen. dywizji Francisco Franco – komendant wojskowy Wysp Kanaryjskich, gen. Emilio Mola – dowódca brygady w Nawarze i przebywający na emigracji w Portugalii po nieudanej próbie zamachu stanu w 1932 roku gen. Jose Sanjurjo. To wydarzenie miało dla strony nacjonalistycznej także znaczenie propagandowe. Zamordowanie przez służby mundurowe Calvo Sotelo zmieniło nastawienie wielu ludzi do ugrupowań nacjonalistycznych.

W połowie lipca 1936 roku gen. Mola rozesłał zaszyfrowany telegram do zaufanych oficerów (spiskowców), w którym zawarł zasadniczy plan rebelii. W protektoracie marokańskim Legia Cudzoziemska i Regulares (jednostki sformowane z miejscowej ludności i hiszpańskich oficerów), wchodzący w skład tzw. „Armii Afrykańskiej”, mieli zbuntować się 18 lipca o piątej rano. Następnego dnia miały się zbuntować garnizony na kontynencie. Różnica dnia miała pozwolić na opanowanie protektoratu i przerzucenie sił „Armii Afrykańskiej” do kontynentalnej Hiszpanii. Miejsce rebelii nie było przypadkowe. Maroko od zwycięstwa Hiszpanii w wojnie z Rifenami (plemiona berberyjskie zamieszkujące góry Rif w Maroku) i zagarnięciu terytorium Rifu w 1926 roku znajdowało się pod jurysdykcją wojskową. Przed południem 17 lipca w marokańskim mieście Melilla został odkryty plan rebelii przewidzianej na następny dzień, jednak dowodzący miastem gen. Romarales, lojalny wobec republiki, nie potrafił zdecydować się na żadne działania. Spiskowcy na czele z pułkownikiem Segui’nem zareagowali błyskawicznie. W mieście pojawiły się oddziały Legii i Regulares, zbuntowała się również Gwardia Szturmowa. Miasto zostało zdobyte, a pułkownik natychmiast przesłał telegram do dowódców pozostałych miast garnizonowych w protektoracie. Wszystkie tamtejsze oddziały również przystąpiły do buntu. Sukces był błyskawiczny. W Ceucie pułkownik Yagüe zgniótł opór robotników i milicji robotniczej w zaledwie dwie godziny.

Powstańcy szybko opanowali Maroko, gdzie na czele zbuntowanych wojsk (115 tys. żołnierzy zgrupowanych w 8 dywizjach) stanął gen. Franco, a także większość północy kraju z wyjątkiem Kraju Basków i Asturii. Początkowo rząd republikański odmówił wydania broni organizacjom robotniczym i związkom zawodowym, które się tego domagały. 18 lipca odbyła się w Madrycie wielotysięczna demonstracja domagająca się od rządu zdecydowanych działań przeciwko buntowi. 19 lipca rząd wydał decyzję o otworzeniu arsenałów i wydaniu broni. W początkowym okresie udało się rządowi utrzymać pod kontrolą większość terytorium kraju, gdzie próby puczu, jak w Madrycie, Barcelonie, Walencji czy Maladze zostały szybko stłumione. Niemal natychmiast po przeprowadzeniu wojskowego puczu doszło do wybuchu rewolucji. Zrewoltowani mieszkańcy przystąpili do samoorganizacji i zbrojnej walki z puczystami.

Tak to opisuje Wikipedia. Jednak dziwnie to wygląda: dowodzący miastem gen. Romarales, lojalny wobec republiki, nie potrafił zdecydować się na żadne działania. Nie potrafił, czy może miał takie instrukcje. Przecież nie o to chodziło, by zdusić rebelię w zarodku, tylko o to, by doszło do wojny, by polała się krew i w konsekwencji, by wojna ta doprowadziła do wielkich strat materialnych. To jest podstawowy cel tych, którzy to wszystko reżyserują. Nie przypadkiem więc to właśnie spośród nich wywodzą się najlepsi reżyserzy filmowi.

18 lipca odbyła się w Madrycie wielotysięczna demonstracja domagająca się od rządu zdecydowanych działań przeciwko buntowi. Rebelia miała wybuchnąć 18 lipca w Maroku, a już tego samego dnia w Madrycie wiedziano o niej i zorganizowano wielotysięczną manifestację. Tacy byli zdolni.

19 lipca rząd wydał decyzję o otworzeniu arsenałów i wydaniu broni. Trochę inaczej przedstawia to angielska Wikipedia w artykule o hiszpańskim anarchizmie:

»Rząd republikański zareagował na groźbę powstania wojskowego z niezwykłą nieśmiałością i bezczynnością. CNT ostrzegło Madryt przed powstaniem w Maroku kilka miesięcy wcześniej, a nawet podało dokładną datę i godzinę: o 5-tej rano 19 lipca, o której dowiedziało się dzięki imponującemu aparatowi szpiegowskiemu. Jednak Front Ludowy nic nie zrobił i odmówił wydania broni CNT. Zmęczeni błaganiem o broń i odmową, bojownicy CNT napadli na arsenał i rozdali związkom broń. Bojówki postawiono w stan pogotowia na kilka dni przed planowanym powstaniem.

Powstanie zostało faktycznie przesunięte o dwa dni, na 17 lipca, i zostało stłumione na obszarach silnie bronionych przez bojowników anarchistycznych, takich jak Barcelona. Niektóre anarchistyczne twierdze, takie jak Saragossa, upadły, ku wielkiemu rozczarowaniu mieszkańców Katalonii; było to prawdopodobnie spowodowane faktem, że powiedziano im, że według Madrytu „nie ma powodu do paniki”, a zatem nie przygotowali się. Rząd nadal upierał się przy swoim, twierdząc nawet, że siły „nacjonalistyczne” zostały zmiażdżone w miejscach, w których ich nie było. To w dużej mierze dzięki waleczności ze strony związków, zarówno anarchistycznych jak i komunistycznych, siły rebelianckie nie od razu wygrały tę wojnę.

Anarchistyczne bojówki były same w sobie niezwykle libertariańskie, szczególnie na początku wojny, zanim zostały częściowo wchłonięte przez regularną armię. Nie mieli systemu rang, hierarchii, salutów, a ci, zwani „dowódcami”, byli wybierani przez żołnierzy.«

Skąd się wziął anarchizm w Hiszpanii? To samo źródło pisze:

„Najwcześniejszą udaną próbę spopularyzowania anarchizmu wśród hiszpańskich mas podjął włoski rewolucjonista, Giuseppe Fanelli. Zwolennik ruchu Młode Włochy, podczas rewolucji włoskiej porzucił karierę, by wziąć udział w Risorgimento (zjednoczenie Włoch – przyp. W.L.) pod dowództwem Giuseppe Garibaldiego i Giuseppe Mazziniego. Po powstaniu zjednoczonego Królestwa Włoch w 1861, Fanelli, zanim spotkał Bakunina i został anarchistą, został wybrany do włoskiego parlamentu jako członek skrajnie lewicowej koalicji Mazziniego.

Po Chwalebnej Rewolucji (1868, obalenie królowej Izabeli II – przyp. W.L.) i rozpoczęciu Sexenio Democrático (okres 6 lat od 1868 do 1874 roku – przyp. W.L.) w 1868 roku, nowy Rząd Tymczasowy ogłosił prawo do wolności zrzeszania się, pozwalając hiszpańskim robotnikom legalnie organizować się. Bakunin wykorzystał to jako okazję do sponsorowania Fanelli’ego, który udał się do Hiszpanii w celu rekrutacji członków Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników (IWA), międzynarodowej organizacji ( I Międzynarodówka – przyp. W.L.), która miała na celu zjednoczenie grup pracujących na rzecz klasy robotniczej. Przybywając do Barcelony ze skromnym budżetem, Fanelli spotkał się i pożyczył pieniądze od Élie Reclusa (francuski anarchista – przyp. W.L.), aby sfinansować podróż do Madrytu, gdzie spotkał się z właścicielem federalnej gazety republikańskiej La Igualdad i skontaktował się z grupą radykalnych robotników.

24 stycznia 1869 r. Fanelli po raz ostatni spotkał się z robotnikami-anarchistami z Madrytu, którzy zadeklarowali utworzenie madryckiej sekcji IWA. Fanelli powiedział, że opuszcza Hiszpanię, aby tamtejsi anarchiści mogli rozwijać się samodzielnie i tworzyć organizację „w oparciu o własny system wartości”, aby zachować spontaniczność, pluralizm i indywidualność w ruchu robotniczym. Anarchiści sekcji madryckiej zaczęli następnie rozpowszechniać swoje idee, organizując spotkania, wygłaszając przemówienia i publikując swoją gazetę La Solidaridad (Solidarność – przyp. W.L.). Do 1870 r. madrycki oddział Międzynarodówki zyskał około 2000 członków.

Anarchizm wkrótce zakorzenił się w całej Hiszpanii, we wsiach i miastach oraz w dziesiątkach niezależnych organizacji. Wiele wiejskich pueblo miało już anarchistyczną strukturę, zanim idee „anarchistyczne” rozpowszechniły się. W lutym 1870 roku madrycka sekcja IWA opublikowała w La Solidaridad wezwanie do wszystkich sekcji hiszpańskich o zwołanie ogólnokrajowego kongresu robotniczego, który ostatecznie miał się odbyć w Barcelonie.”

Zbigniew Krasnowski (Tadeusz Gluziński) w książce Socjalizm, komunizm, anarchizm (1936) w rozdziale Anarchizm, jako konieczny wyraz walki żydostwa z pozostałą rodziną narodów pisze:

„Walcząc z każdą władzą narodów rdzennych, czyli walcząc z przymusowym regulatorem życia społecznego, żydostwo musi rozszerzyć propagandę idei wolności do granic ostatecznych, które wyrażają się w negacji wszelkiej władzy, czyli w anarchizmie.

Anarchizm jest zatem dla żywiołu żydowskiego koniecznym wyrazem jego walki z pozostałą rodziną narodów.

Anarchizm w życiu społeczeństwa żydowskiego jest prądem umysłowym zupełnie naturalnym, bo sprzyjającym rozwojowi żywiołu żydowskiego w warunkach rozproszenia. Tym się tłumaczy, że wśród żydostwa anarchista jest takim samym zasłużonym działaczem jak każdy inny, np. syjonista.”

W przypadku Hiszpanii CNT (Iberyjska Federacja Anarchistyczna), czyli lewica i Falanga Hiszpańska, czyli prawica – obie były organizacjami anarchistycznymi, których flagi miały te same czerwono-czarne barwy. Podobnie jest w przypadku ukraińskich nacjonalistów. Anarchizm powoli wlewa się do „Polski”, w której Ukraińcy są ponad prawem. Mogą robić, co chcą, a i tak nic złego im się nie stanie.

Iberyjska Federacja Anarchistyczna (FAI) i Krajowa Konfederacja Pracy (CNT). FAI prowadziła walkę zbrojną, napadała na banki, skąd brała fundusze na działalność. Źródło zdjęcia: Wikipedia.

Manifest Falangi głosił doktrynę mocarstwowej Hiszpanii, planował wprowadzenie totalitarnego państwa. Falanga opowiadała się za stosowaniem przemocy w walce politycznej. Źródło zdjęcia: Wikipedia.

Kim więc był generał Francisco Franco i komu służył? Czy tym samym, którym służyli hiszpańscy anarchiści i hiszpańska lewica? Czy hiszpańska wojna domowa była zemstą Żydów za ich wygnanie z Hiszpanii w 1492 roku?

Demokracja to szatański wymysł. Wykorzystując ten instrument ustrojowy, można zrobić wszystko i być bezkarnym. Można destabilizować państwa, ich gospodarki, całkowicie zaburzyć ludziom ich systemy wartości. Rządzący w takim systemie mogą zrobić wszystko i nie ma nawet możliwości przeciwstawienia się temu. W Polsce podmieniają społeczeństwo, sprowadzają miliony obcych ludzi, państwo polskie zmieniają na ukraińskie i nikt nawet nie mówi, że tego nie było w programie wyborczym obecnie rządzących. I co? Za karę wybiorą innych? I co z tego? Mleko się rozlało i nie ma możliwości powrotu do sytuacji sprzed 24 lutego. W Hiszpanii skłócili naród, zginęło niepotrzebnie mnóstwo ludzi i zniszczony kraj, ale długo pracowali nad tym, by rozpowszechnić anarchizm wśród ludu. Tak działa demokracja.

Rzeź humańska

Dziś 3 maja. To nasze, hucznie obchodzone po 1989 roku święto, a tu jakoś cicho. Na Interii nic, na Wirtualnej Polsce nic, na Onet też nic. Dalej nie szukałem. Znaczy to, że już żyjemy na zachodniej Ukrainie, choć z drugiej strony, pojawiły się na ulicach biało-czerwone flagi. Jakoś tak się dziwnie składa, że ten zestaw barw bardziej mi odpowiada niż niebiesko-żółty. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że przed Ukrainą, w naszej rzeczywistości, nie da się uciec, a poznawanie wroga to podstawa przetrwania dla tych, którzy chcą przetrwać.

Rzeź humańska jest raczej mało znanym epizodem w historii Polski i być może nie warto by było do niej wracać, gdyby nie fakt, że jej główni sprawcy są bohaterami na Ukrainie i stawia się im pomniki. Wobec faktu przebywania na terenie Polski kilku milionów Ukraińców, wypada przybliżyć sobie tamte wypadki. Może dzięki ich znajomości łatwiej będzie zrozumieć to, co stało się na Wołyniu, bo okrucieństwo w obu wypadkach było podobne.

Zaporoże znajdowało się pomiędzy południowo-wschodnimi kresami Wielkiego Księstwa Litewskiego a granicą Kaganatu Krymskiego Tatarów, wywodzących się z Azji. Byli oni największymi wrogami Kozaków. Do Europy dotarli wraz Mongołami. Batu-chan, wnuk Czyngis-chana, podbija około 1236 roku Ruś Kijowską i powstaje Złota Orda – niezależne królestwo Tatarów. Jego następcy rządzili tym państwem do połowy XV wieku. Po tym okresie następuje jego rozpad na na trzy różne kaganaty: krymski, astrachański i kazański. Natomiast wschodnio-słowiański ośrodek władzy przesuwa się stopniowo z Kijowa do Moskwy. I tak powstaje Wielkie Księstwo Moskiewskie, kończące mongolską dominację na tym terenie. Ponieważ natura nie znosi próżni, gdy jedno państwo chyliło się ku upadkowi, a drugie dopiero rosło w siłę, na ziemi, w pewnym sensie, niczyjej powstała społeczność kozacka, która nie podlegała żadnej władzy zwierzchniej. Tak się ukształtowała i taką pozostała do dziś.

W XVI wieku Rzeczpospolita i Kozacy mieli ten sam cel. I jedni i drudzy chcieli podbić Tatarów krymskich. Szlachta wynajmowała Kozaków do obrony jej południowo-wschodnich granic. Byli to tzw. Kozacy rejestrowi i byli opłacani jako wojsko najemne. Ale było też sporo Kozaków nierejestrowych, którzy zdobywali środki do życia w sposób niekontrolowany. Od czasu do czasu najeżdżali Tatarów krymskich, co zakłócało relacje Rzeczpospolitej z Imperium Osmańskim. Szlachta chciała z nich zrobić chłopów, a Kozacy nie chcieli nimi być. Ten opór stawał się często przyczyną powstań kozackich. W sumie było ich dziewięć. Od pierwszego powstania Kosińskiego (1591-1593) do ostatniego – Paleja (1702-1704).

Były też trzy powstania kozackie na terenie Rosji. Ostatnie – Pugaczowa (1773-1775). Po nim caryca Katarzyna II zlikwidowała Sicz Zaporoską. Ziemie Zaporoża nadano szlachcie rosyjskiej, wywodzącej się po części z rodzin kozackich.

Kozacy niby zniknęli, ale jakby nie do końca. Pojawili się ich następcy – hajdamacy. Dali o sobie znać w 1734, w 1750 i w 1768 roku jako sprawcy największej i najbardziej krwawej rebelii – koliszczyzny. Później zrywy hajdamaków zdarzały się rzadziej i nie były tak gwałtowne jak wcześniej.

Kim byli hajdamacy i co to takiego koliszczyzna, Wikipedia opisuje to tak:

Hajdamacy

Hajdamacy (z tur. hajdmak – rabować, grabić, ścigać, pędzić) – uczestnicy zbrojnych napadów rozbójniczych na terytorium Ukrainy Prawobrzeżnej w Rzeczypospolitej Obojga Narodów w XVIII wieku. Wywodzili się ze zbiegłego ukraińskiego chłopstwa, zubożałych mieszczan, Kozaków zaporoskich. Łączyła ich wspólna profesja. Na co dzień działali w luźnych grupach trudniących się rozbojem i napadami.

Tworzyli niezorganizowane grupy (na czele większych „oddziałów” rozbójników stał ataman), które napadały w celach rabunkowych na miasteczka, dwory i klasztory, posiadłości dzierżawców i bogatych chłopów, w wielu wypadkach mordując polską szlachtę, księży rzymskokatolickich i unickich, żydowskich karczmarzy i lichwiarzy. Hajdamacy mieli dobre stosunki z chłopami, a to że ich nie atakowali przysparzało im popularności. To powodowało, że chłopi często z nimi współpracowali dostarczając im schronienia i informacji. Hajdamacy dokonywali swoich wypraw łupieżczych organizując się głównie na Zaporożu, skąd przechodzili na Kijowszczyznę i tutaj pozyskiwali miejscową czerń. Taktyka napadów opierała się na wypracowanych przez wieki metodach stepowego rozbójnictwa. W bezpiecznym miejscu Kozacy zakładali tzw. „kosz” (obóz), skąd wypuszczano zagony w celach rabunkowych. Po zakończeniu grabieży wycofywano się zazwyczaj w rozproszeniu, wykorzystując znakomitą znajomość terenu, co pozwalało unikać ewentualnych walk na otwartym polu.

Przyjmuje się, że ofiarą ich padło w czasie koliszczyzny (1768) ponad 100 tys. osób. Nieliczne oddziały polskie na Naddniestrzu oraz prywatne armie magnatów nie dawały sobie rady, tak że wzywano parę razy na pomoc armię Imperium Rosyjskiego. Po zwycięstwach nad hajdamakami byli oni surowo karani za swoją działalność, często okaleczani lub skazywani na na karę śmierci.

Koliszczyzna

Koliszczyzna – powstanie chłopskie pod przywództwem Maksyma Żeleźniaka i Iwana Gonty skierowane głównie przeciwko szlachcie polskiej oraz ludności żydowskiej i duchowieństwu. Trwało od czerwca do lipca 1768 roku na Ukrainie prawobrzeżnej i przejawiało się masowymi pogromami Polaków, Żydów, duchowieństwa rzymskokatolickiego i unickiego, z których to pogromów największe rozmiary osiągnęła rzeź humańska. Powstanie zostało stłumione przez wojska rosyjskie i polskie. Liczbę ofiar koliszczyzny szacuje się na 100 000 do 200 000 zamordowanych.

Słowo „koliszczyzna” ma różne znaczenie, m.in. pochodzi ono od okrzyku „Koli! Koli!” (Kłuj), który miał być słyszany podczas mordów. Oznaczało też ono na Naddnieprzu rzeźników wyspecjalizowanych w zabijaniu świń.

Bezpośrednim inicjatorem buntu był Maksym Żeleźniak, poddany rosyjski, który wzywał do antypolskich wystąpień, powołując się przy tym na fikcyjny ukaz Katarzyny II, tzw. Złotą Hramotę, w którym caryca miała nakazywać wypędzenie z Ukrainy prawobrzeżnej polskiej szlachty, Żydów oraz kapłanów unickich. Żeleźniak sformował swój pierwszy większy oddział w Chłodnym Jarze w pobliżu Monasteru Motronińskiego, którego przełożonym był Melchizedek (Znaczko-Jaworski). Wkrótce zaczęli dołączać do niego inni przybywający z Siczy Kozacy zaporoscy, a następnie, już po wyruszeniu z obozu, miejscowi chłopi ruscy.

Co działo się w Humaniu? Dobrze jest to ujęte w artykule Zanim zapłonął Wołyń… Rzeź humańska, czyli bestialski mord Polaków i Żydów na Ukrainie. Artykuł pochodzi ze strony Historia Wprost.pl. Poniżej fragment.

x

Pod koniec czerwca 1768 roku zbrojne watahy dotarły pod leżące nad rzeką Umanką miasto Humań, należące do Franciszka Salezego Potockiego, wojewody kijowskiego. Miejscowość była dobrze ufortyfikowana, wzmocniona nową palisadą i trzema bastionami. Obronny charakter miasta wiązał się przede wszystkim z jego rolą centrum handlowego. Przywileje dla mieszczan i okolicznych chłopów czyniły z niego ważny ośrodek gospodarczy, skłaniający do osiedlania się i zapewniający trwały rozwój. Autorzy „Słownika geograficznego Królestwa Polskiego…” pisali później, że o ile jeszcze w XVII wieku Humań przynosił około 30 000 zł dochodu, o tyle w XVIII wieku były to już miliony. Żyła złota w dobrach Potockiego wymagała jednak silnej obrony. Zapewniać ją miał ponad 100 osobowy garnizon wzmocniony pułkiem milicji kozackiej złożonym z blisko 2 tys. żołnierzy. Do dyspozycji obrońców miało być również ponad 30 armat. Nie można się więc dziwić, że uciekając przed koliszczyzną, miejscowa szlachta i Żydzi chroniła się mieście nad Umanką. Wszyscy byli pewni, że Humań da odpór oddziałom hajdamackim. Zapomniano przy tym o przysłowiu, że walczyć Kozakami przeciw Kozakom, to jak orać wilkiem.

Kiedy hajdamacy zbliżyli się do Sokołówki – wsi położonej o kilka kilometrów od Humania – Kozacy stacjonujący w mieście rozpoczęli przygotowania do obrony. Na ich cele stał Iwan Gonta – syn ruskiego chłopa – zaufany żołnierz Potockiego. Jeszcze w trakcie przygotowań do dowódcy kozackiego doszły plotki, że komendant miasta – Rafał Despot Mładanowicz – ukrył przed nim listy Franciszka Salezego, w których właściciel obiecał Goncie dwie wioski w zamian za skuteczną obronę miasta. Iwan potraktował to jako osobistą zniewagę. Nie zważając na dotychczasowe zaufanie Potockiego rozpoczął negocjacje z Żeleźniakiem sugerując możliwość przejścia Kozaków na stronę buntowników. 21 czerwca dobito targu – Gonta wraz z całym pułkiem przeszedł na stronę hajdamacką kierując armaty przeciw bezbronnemu miastu.

Mładanowicz próbował dać opór, zdawał sobie jednak sprawę z beznadziejnego położenia obrońców. Rozpoczęto rozmowy pokojowe. W zamian za oddanie miasta buntownikom obrońcy i mieszkańcy mieli odejść wolno. Komendant zgodził się na warunki otwierając przez hajdamakami bramy. Żeleźniak i Gonta nie zamierzali respektować umowy. Zbrojne bandy wpadły do miasta rozpoczynając krwawą rzeź przerażonych mieszkańców i chroniącej się w Humaniu szlachty. Zbombardowano także tutejszą synagogę, w której zgromadzili się lokalni Żydzi. Tysiące zginęło pod jej gruzami. Jak pisali świadkowie, krew wylewać się miała przez próg świątyni. Tych którzy uniknęli śmierci łapano i obcinano uszy i ręce. Wymordowano także księży katolickich i unickich. W pień wycięto także kilkuset uczniów szkoły bazyliańskiej. Brutalna masakra trwała cały dzień.

Według późniejszych szacunków w Humaniu zamordować miano nawet 20 tys. ludzi. Sam Żeleźniak twierdził w czasie przesłuchania, że było ich nie więcej jak 2 tys. Być może w swoich szacunkach nie uwzględnił ludności żydowskiej, której liczebność szacować można na 5-7 tys. Z pewnością ofiarą okrutnej rzezi padło więc około 10 tys. ludzi.

x

26 czerwca 2018 roku w tygodniku Polityka ukazał się artykuł 250 lat po rzezi w Humaniu. Poniżej fragmenty:

Latem 1768 r. Humań na Ukrainie był samotną wyspą pośród powstańczego morza. W ostatnich dniach czerwca należące do rodziny Potockich miasto przypominało twierdzę i przytulisko zarazem. Schronili się tam uciekinierzy przed falą buntu wywołaną w południowo-wschodnich województwach Rzeczpospolitej przez Maksyma Żeleźniaka. Humań miał stosunkowo liczną załogę złożoną głównie z kozaków dworskich, ale Żeleźniak zdołał przeciągnąć na swoją stronę ich dowódcę Iwana Gontę. Wraz z tą zdradą prysła ostatnia nadzieja obrońców. Miasto postanowiło skapitulować.

Rankiem 21 czerwca na spotkanie Kozaków wyszli z chlebem i solą najbardziej szanowani obywatele w otoczeniu miejscowych urzędników. Zgromadzeni pod Humaniem chłopi nie czekali jednak na ich zaproszenie. Wdzierając się za mury, dali początek trwającej dwa dni rzezi. Żydom obcinano ręce i uszy, wyciągano ich z piwnic i domów. Polskich szlachciców przywiązywano do pala, bito, kłuto spisami, by na koniec dobić nożem lub wystrzałem z broni palnej. Uczniowie ze szkoły bazylianów byli torturowani. Sceną największych zbrodni stały się miejscowe świątynie. Nie mogąc sforsować drzwi synagogi, Kozacy podciągnęli na miejsce armaty i ostrzelali ją ze wszystkich stron. Wyniesione stamtąd zwoje Tory chłopi rozłożyli na ulicach i jeździli po nich końmi. Uciekające w panice rodziny szlacheckie chowały się po piwnicach, rowach, zaroślach, skąd były wywlekane, pędzone i gromadzone na placu targowym, by tam dokonać żywota.

Przed niesławnym 1768 r. hajdamacy pojawiali się i znikali, ale nie stanowili problemu natury politycznej. Na miano przełomu zasługuje moment przyjęcia przez nich haseł obrony prawosławia i usunięcia polskiej szlachty z tamtych ziem. Stało się tak za sprawą dwóch splecionych ze sobą wydarzeń. Pierwszym była bezpardonowa rywalizacja, jaką na Rusi toczyły Kościoły prawosławny oraz grekokatolicki. Wschodni katolicy, zwani unitami, byli w drugiej połowie XVIII w. prawdziwą potęgą. Pod względem liczby parafii stanowili największą w Rzeczpospolitej wspólnotę wyznaniową, większą nawet od rzymskiego katolicyzmu. Bez wątpienia byli czynnikiem modernizującym: budowali nowe szkoły, publikowali wiele książek. Ich sukces oznaczał dla prawosławia śmiertelne zagrożenie. Unici reprezentowali nie tylko międzyreligijny kompromis, ale również szansę na wyrwanie się poza granice ruskiego miru. Występowali tym samym w imieniu nowej, prężnej kultury ruskiej, stanowiącej alternatywną wobec Moskwy drogę ratunku przed polonizacją.

Hasła wzywające do walki z unitami głosiło wielu prawosławnych duchownych. Jednym z najbardziej wpływowych i charyzmatycznych był ihumen monasteru motronińskiego Melchizedek Znaczko-Jaworski, mianowany przez moskiewskiego patriarchę namiestnikiem Cerkwi na Prawobrzeżnej Ukrainie. Jego kazania piętnujące duchowieństwo i wiernych Kościoła unickiego jako zdrajców padły na podatny grunt za sprawą zawiązanej w marcu 1768 r. konfederacji barskiej. Garnąca się pod ich sztandary szlachta katolicka obrała sobie za cel powstańczą walkę przeciwko wpływom Rosji. Opierając się na hasłach obrony Kościoła katolickiego i rozprawy ze zdrajcami ojczyzny, wzbudzili wielki niepokój wśród Rusinów. Po ziemiach ukrainnych lotem błyskawicy rozniosły się pogłoski o okrucieństwach konfederatów i nawracaniu miejscowych siłą, co jeszcze mocniej zaogniło stosunki w kresowym kotle. Wymowna była skarga, jaką na konfederatów wnieśli mieszczanie z Kaniowa: „Po całej Ukrainie czynili różne niepokoje i okrucieństwa, więc takimi nieprzystojnymi uczynkami dali podstawy hajdamactwu”.

W tej właśnie atmosferze wiosną 1768 r., na czele licznej partii hajdamaków, Maksym Żeleźniak, były mnich monasteru motronińskiego, przeprawił się z „rosyjskiej” na „polską” stronę Dniepru. Jego marsz znaczyły krwawe rozprawy z Polakami i Żydami. Podlegli mu ludzie mieli odczytywać chłopom „Złotą Hramotę”, czyli pismo przysłane im rzekomo przez carycę Katarzynę II, w którym nakazywała im „wyczyszczenie pszenicy z kąkolu”, czyli oczyszczenie ziem ukraińskich z Lachów, Żydów i duchowieństwa unickiego. W rzeczywistości kancelaria imperatorowej żadnego dokumentu nie wystawiła, ale powtarzające się w relacjach świadków i literaturze wzmianki o tym dokumencie pozwalają sądzić, że jakieś pismo – najpewniej sfałszowane – rzeczywiście w rękach Żeleźniaka się znalazło.

Wszędzie tam, gdzie pojawiał się Żeleźniak, chłopi porzucali pracę, zbroili się w spisy, siekiery i noże, ruszając na dwory i karczmy. Wyrąbywano też dworskie lasy. Czerkasy zostały zdobyte i ograbione. Następnie Żeleźniak pomaszerował ze swym oddziałem na Korsuń i Bohusław. Powoli posuwał się w kierunku Humania, pod którego murami stanął 20 czerwca 1768 r. Kilka dni po masakrze w mieście proklamowano Hetmanat, co było nawiązaniem do powstania Chmielnickiego i żądania autonomicznej władzy Kozaków nad ziemiami naddnieprzańskimi. Żeleźniak został hetmanem, a Gonta głównodowodzącym wojsk. Skasowano pańszczyznę oraz stan szlachecki, ogłoszono powszechną równość.

Rzeź humańska spowodowała w Rzeczpospolitej prawdziwy wstrząs. Szok nie był jednak efektem wielkiej liczby ofiar czy szczególnego okrucieństwa sprawców. Przerażenie spowodowały wieści o szlachcicach zmasakrowanych rękami chłopów. Strach przed żywiołem rewolucji społecznej potęgował fakt, że należąca do Rzeczpospolitej prawobrzeżna Ukraina była w zasadzie bezbronna. Podstawową siłą zbrojną, jaką dysponowali tamtejsi magnaci, byli nadworni Kozacy, ale ci, idąc za przykładem Gonty, masowo przechodzili na stronę buntowników. Nie mogąc liczyć na regularne wojska, które zajęte były utarczkami z konfederatami barskimi, szlachta pokładała swe nadzieje w… wojsku rosyjskim.

Powstała tym samym paradoksalna sytuacja; na polsko-rosyjskim pograniczu funkcjonowały dwa rebelianckie ośrodki – konfederacja barska oraz hajdamaczyzna – które, choć cele miały inne, to Warszawa i Petersburg zwalczały je solidarnie „ponad podziałami”. W tamtych wydarzeniach można także dostrzec zapowiedź zjawiska, jakie prof. Daniel Beauvois nazwał trójkątem ukraińskim, w którym już po upadku Rzeczpospolitej szlachta kresowa współpracowała z caratem ze strachu przez miejscowym ludem.

Z punktu widzenia polskiej świadomości historycznej hajdamaczyzna stała się słowem kluczem, które przywodzi wyobrażenia o dzikim buncie jeszcze bardziej dzikiego ludu. Wymienianie Humania w tym samym zdaniu co zbrodni wołyńskiej czyni z hajdamaczyzny poprzedniczkę UPA. Pojęciowa zbitka „ukraińskie okrucieństwo” weszła do powszechnego użycia, budząc ten sam ciąg skojarzeń, co np. „islamski terroryzm”. Hajdamaczyzna odgrywa także istotną rolę w tworzeniu specyficznie polskiego, romantycznego obrazu Kresów. Zlała się ona w jedno ze stworzonym przez Henryka Sienkiewicza mitem Ukrainy jako ziemi przeklętej, leżącej poza granicami normalnego świata, obszaru bezpardonowej walki dobra ze złem. Tak rozumiane Kresy były ziemią nadmiaru – zbyt wielkich obszarów, zbyt szalonych namiętności i czynów zbyt okrutnych, by objąć je rozumem. Budowane na bazie literatury legendy sprawiły, że Polacy zaczęli utożsamiać Ukrainę z krajem żądnej krwi czerni i pozbawionych ludzkich cech rezunów.

x

Powstanie zostało stłumione przy zgodnej współpracy wojsk koronnych i rosyjskich. Gontę i innych zamieszkujących Prawobrzeże wydano Branickiemu. Gonta po torturach został stracony. Żeleźniaka i głównie Kozaków zaporoskich z Lewobrzeża (poddanych rosyjskich) Rosjanie pozostawili własnemu sądownictwu. Żeleźniak został zesłany na Syberię do Nerczyńska.

Czym było to powstanie? Co do tego opinie historyków są podzielone i nie ma jednoznacznej oceny. Wikipedia przytacza opinie wielu z nich.

Józef Szujski podkreślał znaczenie ruskiego fanatyzmu religijnego i inspirację rosyjską. Franciszek Rawita-Gawroński podkreślał historyczne uprzedzenia i wrogość chłopów ruskich do Polaków i katolicyzmu, które zostały sztucznie stworzone w czasach kozackich, głównie w XVII wieku. To twierdzenie popiera współcześnie Karol Mazur.

Tadeusz Korzon zacytował opinię Stanisława Augusta o genezie koliszczyzny, uzupełniając ją:

Fanatyzm grecki i niewolniczy walczy ogniem i mieczem z fanatyzmem katolickim i szlacheckim… To pewna, że bez konfederacyi Barskiej nie byłoby tego nowego nieszczęścia. Poprawiwszy ostatnie zdanie, czyli raczej, dodawszy do niego dwa wyrazy: bez hasła religijnego w konfederacyi Barskiej, otrzymamy najtrafniejszą i z najpoważniejszego źródła pochodząca wskazówkę do zrozumienia stanu umysłów i przyczyn klęski Humańskiej. W szczegółach sprawa ta modyfikuje się o tyle, że wezwanie do krwawego dzieła wyszło zza Dniepru, spoza granicy rosyjskiej, moralnym zaś sprawcą jego był Melchizek-Znaczko Jaworski.

Władysław Konopczyński w swojej pracy Konfederacja barska pisze:

Cel bojowy został osiągnięty: potęga humańska Franciszka Salezego Potockiego, miasta i włości Jabłonowskich, Lubomirskich, Mniszcha legły w perzynie, tak iż konfederaci żadnego z nich zasiłku w pieniądzach ani w ludziach nie dostaną.

Władysław Serczyk w swojej monografii koliszczyzny (wyd. 1968) uważał, że starsza historiografia polska w jednostronny sposób ujmowała to wydarzenie. Jego zdaniem do prób reinterpretacji tego wydarzenia doszło w historiografii dwudziestowiecznej, w której uznano koliszczyznę za powstanie chłopskie o podłożu narodowym, społecznym i wyznaniowym.

W mojej ocenie najtrafniejszą genezę koliszczyzny przedstawił Tadeusz Korzon w poprawionej przez siebie opinii Stanisława Augusta: Fanatyzm grecki i niewolniczy walczy ogniem i mieczem z fanatyzmem katolickim i szlacheckim… To pewna, że bez hasła religijnego w konfederacji Barskiej nie byłoby tego nowego nieszczęścia.

Nie wiem dlaczego nikt nie chciał tego nazwać wprost. Przecież to była wojna religijna. Nic nie wywołuje takich emocji, takiej nienawiści, jak antagonizmy wyznaniowe. Tylko w ten sposób można było pobudzić prostych ludzi, zasiać w nich nienawiść, wyzwolić nadzwyczajną energię. A że stanowiła ona tylko narzędzie do likwidacji konfederacji barskiej, a może bardziej narzędzie do zniszczenia tych, którzy mogli jej znacząco pomóc, to inna para kaloszy. Ci ludzie zostali wykorzystani i nawet nie domyślali się w jakim celu. Ironią losu jest to, że dziś w tym samym miejscu, potomkowie tamtych rezunów, też są wykorzystywani do celów, których nawet nie domyślają się. I nie domyślają się, że też podzielą losy Gonty i Żeleźniaka. Do takich wniosków te wytatuowane w nazistowskie symbole kreatury nie są w stanie dojść.

A dlaczego konfederaci zachowywali się tak, jak się zachowywali i szermowali hasłami, które jawnie prowokowały miejscową ludność? Bo kierowali nimi masoni. W polityce nigdy nic nie dzieje się przypadkiem. Tak było kiedyś i tak jest obecnie. I zawsze rządzą ci sami. I zawsze we wszystkich konfliktach chodzi o to samo, o niszczenie i osłabianie narodów rdzennych, bo tylko wtedy można nad nimi dominować. To oni wywoływali powstania chłopskie w średniowiecznej Europie i to samo zrobili 300 lat później na Ukrainie. I teraz też oni wywołali tę wojnę na Ukrainie.

Unia lubelska

To, co się obecnie dzieje, czyli wielomilionowa emigracja Ukraińców do Polski, nie byłaby możliwa, gdyby nie unia lubelska. A skoro jej skutki są tak dalekosiężne, to wypada zastanowić się, jak do niej doszło. Jak to się stało, że potężne państwo, zwące się Wielkim Księstwem Litewskim, sięgającym niemalże od morza do morza, uległo i zaakceptowało związek z Koroną, państwem chyba ze trzy razy mniejszym pod względem obszaru, i przyjęło jego ustrój państwowy, czyli demokrację szlachecką? Przede wszystkim trzeba pamiętać, że czas tworzenia się unii polsko-litewskiej, to czas reformacji. Koniec XIV i początek XV wieku, to czas Jana Husa i skrajnych sekt panoszących się po Europie. Spalono go na stosie 6 lipca 1415 roku podczas soboru w Konstancji. 100 lat później, w 1517 roku, objawił się Marcin Luter. Polskie elity polityczne, odpowiedzialne za powstanie unii, były wyznania kalwińskiego, a więc tego najbliższego judaizmowi.

W 1370 roku umiera bezpotomnie Kazimierz Wielki. Sukcesję po nim przejmuje Ludwik Węgierski. Jego ojcem był Karol Robert z rodu Andegawenów (Francja) a matką Elżbieta Łokietkówna, córka Władysława Łokietka i siostra Kazimierza Wielkiego. Ludwik Węgierski był królem Węgier w latach 1342-1382 i królem Polski w latach 1370-1382. W latach 1370-1382 Polska i Węgry złączone były unią personalną, tak jak później z Litwą za Władysława Jagiełły. Kłopot polegał na tym, że Ludwik Węgierski nie miał synów tylko córki. Na Węgrzech nie było to problemem, ale w Polsce – tak. W zamian za zgodę na sukcesję swoich córek do tronu polskiego w dniu 17 września 1374 roku wydał on dla szlachty polskiej przywilej koszycki, który zawiera wiele korzystnych dla niej praw. Dzięki niemu uzyskuje również ona wpływ na wybór następcy tronu. I już wkrótce korzysta z tego prawa. Gdy córka Ludwika – Jadwiga obejmuje tron polski, jej kandydatem na męża jest Wilhelm Habsburg. Jego kandydaturę popiera książę opolski Władysław Opolczyk, jednak krakowscy panowie są innego zdania. Chcą związać Polskę z Litwą i wybierają Jagiełłę.

Ludwik Węgierski wytyczył pewien szlak: w zamian za sukcesję swojej córki do polskiego tronu nadał przywileje szlachcie. Podobnie postąpił Jagiełło, który chciał zapewnić sukcesję swojemu synowi. I nie był on ostatnim z polskich królów, którzy w zamian za własne, doraźne korzyści wzmacniali wpływy magnaterii, kryjącej się pod ogólnym pojęciem szlachty.

Droga do unii lubelskiej była długa i kręta:

  • unia w Krewie z 1385 roku; na mocy tego aktu wielki książę litewski Jagiełło zobowiązał się po ślubie z Jadwigą i objęciu tronu polskiego wprowadzić na Litwie chrześcijaństwo w obrządku łacińskim oraz przyłączyć ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego do Polski. Zasada inkorporacji napotkała zdecydowany opór Litwinów i dynastii jagiellońskiej.
  • unia wileńsko-radomska z 1401 roku; oddała ona rządy na Litwie Witoldowi jako samodzielnemu władcy, przy czym pozostawał on wobec Jagiełły w stosunku zbliżonym do lennego. Witold zobowiązał się do niezawierania żadnych układów z Zakonem Krzyżackim bez zgody Jagiełły. Stan ten miał trwać do śmierci Witolda, po czym władza na Litwie miała wrócić do Jagiełły jak najwyższego księcia Litwy.
  • unia horodelska z 1413 roku; wprowadziła ona instytucję odrębnego wielkiego księcia na Litwie, wspólne sejmy i zjazdy polsko-litewskie. W celu powiązania feudałów litewskich z polskimi, 47 rodzin możnowładców i szlachty polskiej przyjęło do swych herbów 47 rodzin panów i bojarów litewskich. Jednocześnie unia horodelska miała charakter przywileju ziemskiego dla panów i bojarów litewskich, którzy uzyskali prawa dziedziczenia dóbr ojczystych i dysponowania nimi. Wprowadzono również na wzór polski urzędy wojewodów i kasztelanów. Po 1422 roku tj. po zlikwidowaniu niebezpieczeństwa krzyżackiego unia zachwiała się.
  • unia grodzieńska z 1432 roku; potwierdzona w 1434 roku. Przywracała ona konieczność zatwierdzania wyboru wielkiego księcia Litwy przez króla i panów polskich. Po okresie całkowitego zerwania unii (1440-1447) związek Polski z Litwą przekształcił się w unię personalną: jedyną więzią stała się osoba panującego.
  • unia wileńska z 1499 roku; po śmierci Kazimierza Jagiellończyka (1492) ponownie zerwana została unia personalna, a trony polski i litewski objęli dwaj bracia Jan Olbracht i Aleksander. Nowy akt unii mający charakter sojuszu obu państw zawarto w Wilnie w 1499 roku. Polacy i Litwini zobowiązali się wybierać panujących za obopólną zgodą i służyć sobie pomocą i radą.
  • unia mielnicka z 1501 roku; Akt został zatwierdzony przez Aleksandra w 1501 roku w Mielniku, nie wszedł jednak w życie, gdyż nie został zaakceptowany przez litewską radę hospodarską. Postarali się o to Jagiellonowie, gdyż ograniczał ich prawa dziedziczne do Wielkiego Księstwa Litewskiego.

W Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN 1962-70 można przeczytać:

„Zacieśnienie związku państwowego między Polską a Litwą następowało w XVI wieku głównie dzięki przejmowaniu przez Litwę instytucji ustrojowych polskich i powstaniu na Litwie stanu szlacheckiego dążącego do uzyskania praw szlachty polskiej. Od połowy XVI wieku ze strony polskiej coraz bardziej stanowczo w programie ruchu egzekucyjnego wysuwano żądanie zawarcia unii z Litwą. Na Litwie unii przeciwne było możnowładztwo litewskie. Napotkało ono jednak opozycję szlachty domagającej się unii, która miała jej przynieść zrównanie ze szlachtą polską. Niebezpieczeństwo rozpadnięcia się unii po wygaśnięciu Jagiellonów, obawa przed utratą ziem ruskich i wspólnie z Polską prowadzona walka o Inflanty wpłynęła na osłabienie opozycji wielkich feudałów litewskich, którzy zaczęli szukać oparcia w Polsce przeciw wrogom zewnętrznym.

Na sejmie w 1564 roku Zygmunt August przelał swe prawa dziedziczne do Litwy na Koronę. Do zawarcia unii doszło dopiero na sejmie w 1569 roku w Lublinie (unia lubelska). Opór możnowładców, którzy opuścili nawet Lublin, został złamany przez akt inkorporacji do Polski Wołynia, Ukrainy Kijowskiej, Podola Bracławskiego i Podlasia. Uszczuplone Wielkie Księstwo Litewskie nie mogło egzystować bez oparcia o Polskę i panowie litewscy zgodzili się na unię. Aktem z 1 lipca 1569 roku Wielkie Księstwo Litewskie połączone z Polską unią realną na zasadzie równości, przy zachowaniu odrębnych urzędów centralnych, skarbu i wojska. W powstałym państwie polsko-litewskim wspólna była osoba monarchy i sejm. Moneta była bita osobno na Litwie i w Koronie. Polacy i Litwini mogli nabywać od siebie nawzajem dobra ziemskie i swobodnie przesiedlać się na terenie całego państwa. Wielkie Księstwo Litewskie zachowało odrębność prawa sądowego. Odrębność prawno-państwową Litwy i Korony zniosła Konstytucja 3 maja 1791 roku, łącząca je w jeden organizm państwowy.”

Z kolei Władysław Konopczyński w pracy Dzieje Polski nowożytnej pisze:

»Nowy statut przyjęty na długim sejmie wileńskim w 1565-1566 r. określił władzę sejmu litewskiego w duchu polskiego nihil novi. 30 grudnia 1565 r. wprowadzono sejmiki gospodarskie i poselskie; na podstawie powiatów zaprowadzono sądownictwo ziemskie, grodzkie i podkomorskie, któremu nadal podlegali także senatorowie i urzędnicy. Przez utworzenie nowych województw i kasztelanii upodobniono radę do senatu koronnego. Odtąd już i na Litwie, jeżeli pominąć osobną kategorię bojarów służebnych tudzież niejednakowe obowiązki w pospolitym ruszeniu, stał się szlachcic na zagrodzie równym wojewodzie.

Rokowania

Najgorętszym pragnieniem polskich unionistów było wspólne z Litwinami sejmowanie, dlatego już od 1542 r. delegacja polska z udziałem Reja naciskała Starego Zygmunta, by litewskich panów rady i posłów ziemskich sprowadził na sejm koronny; później w 1544 r. liczne grono dostojników jeździło z biskupem Maciejowskim do Brześcia, inni delegaci w 1551 r. do Wilna, dlatego też odbyto szereg sejmików nie w Piotrkowie, ale bliżej Wielkiego Księstwa: 1554 r. w Lublinie, 1556 i 1563/64 w Warszawie, 1564 w Parczewie, 1566 znów w Lublinie. Wszelkie jednak wzmianki o powrocie do pierwotnej koncepcji, tj. do inkorporacji Litwy w jedno państwo, odrzucał senat litewski a limine (od razu, z miejsca – przyp. W.L.). Żądano za dużo i zbyt jawnie wyciągano ręce po puste przestrzenie na Rusi, które wielmoże tamtejsi uważali za swój teren ekspansji. Aż tu we wrześniu 1562 r. stało się przeczuwane przez Radziwiłłów nieszczęście: „Spokojny dotychczas, cierpliwy, znoszący ciężary wojny gmin szlachecki szał jakiś ogarnął”. Grożono panom gwałtem fizycznym. Sejm obozowy pod Witebskiem w imieniu szlachty litewskiej wystosował do Zygmunta petycję, streszczającą cały późniejszy program zespolenia: wspólna elekcja, choćby za życia króla, wspólny sejm, jednakowe urządzenia, wspólna obrona – przy zachowaniu jednak odrębności państwowej Litwy. Sam król, zaskoczony tą manifestacją i pogróżkami gminu, zachował się odpornie, a posłów rycerstwa litewskiego przybyłych na sejm egzekucyjny nie dopuścił do obrad.

Dopiero pod wrażeniem upadku Połocka Litwini urzędownie wysłali na sejm warszawski delegację z 28 obywateli różnych stanów, nie wyłączając mieszczan. Teraz Zygmunt podzielał stanowisko polskie i przez swych emisariuszy agitował po powiatach za unią, tylko chciał, aby przedstawiciele stron „w zgodzie i miłości rozmawiali”. Nie znając pewnie dawniejszych aktów, wzięto za podstawę unię mielnicką, którą jednak rozmaicie tłumaczono. Padniewski, Marcin Zborowski, Ossoliński, Siennicki wywodzili z niej wspólność sejmu i ministeriów, Litwini, przez usta Radziwiłła Czarnego (bo inni mówić nie śmieli), pragnęli unii jak najluźniejszej. Król przelał na Koronę dziedziczne prawa Jagiellonów do Litwy, ale i to poświęcenie zatarło się w pamięci, gdy wieść o zwycięstwie nad Ułą dodała animuszu Radziwiłłom. Spisano w recesie (13 marca 1564 roku) punkty uzgodnione, jednak i od nich zaczęła znów odstępować Litwa. Trzeba było zaczynać znów od sejmu litewskiego, jako od tego czynnika, w którym głos rycerstwa musiał prędzej czy póxniej zagłuszyć nieustępliwe veto panów. Otóż na ten skutek wypadało jeszcze czekać 4 lata. Daremnie w Bielsku spisano w obecności koroniarzy kompromisowe punkta „ku dokończeniu unii”: nie zatwierdził ich sejm parczewski, obesłany tylko przez 4 pańskich delegatów. I śmierć kanclerza Radziwiłła (28 maja 1565 r.) nie od razu podziałała, skoro jego miejsce na czele oligarchów separatystów zajął Rudy hetman. Nie zrażając się jednak „niewdzięcznością” Litwy, żołnierz polski niósł dalej krew na obronę Inflant i Witebszczyzny (ogółem 300 rot kosztem 2 000 000 złotych w ciągu 7 lat), co widząc, także żołnierz-pospolitak litewski zanosił dalej z obozów prośby o sejm wspólny z Koroną polską w czym przodowało zwłaszcza rycerstwo podlaskie i wołyńskie. Dodawała uporu jednym i drugim uchwalona w Koronie egzekucja; onieśmielała separatystów fatalnie zmarnowana, bo bez dostatecznej pomocy polskiej podjęta wyprawa radoszkowicka, która się obróciła w sejm obozowy. Zaś poza świadomością polityków działały na rzecz Polski wszystkie te urządzenia i zasady, których recepcję zanotowaliśmy wyżej w okresie od 1564 do 1568 r.

Sejm lubelski 1568/1569

Gdy już nie można było w żaden sposób odmówić wspólnych obrad z Koroną bez narażenia się na niełaskę króla, oligarchowie litewscy postanowili z przygotowawczego zjazdu w Wołyniu przybyć do Lublina całym sejmem, ale na czele karnego zastępu klientów. Z Radziwiłłem ramię w ramię szli teraz: jego dawny rywal Jan Chodkiewicz, starosta żmudzki, Ostafi Wołłowicz, podkanclerzy i Mikołaj Naruszewicz, podskarbi. Brakło chorego biskupa Waleriana Protaszewicza. Przez styczeń i luty 1569 r. spierały się delegacje w obliczu posłów, którym magnaci unię jak mogli „ganili, odwodzili, mierzili”. Zaniechano dla dogodzenia Litwie dawnych „spisów”, zaczęto od projektów nowych. Biskup Padniewski posuwał się w ustępstwach aż do pozostawienia Litwie osobnego rządu i osobnego sejmu, tylko nad obroną i elekcją miałyby narody radzić społem. Skorygowali ten wniosek posłowie koronni w duchu petycji witebskiej, dodając z taktycznych względów zastrzeżenie, że egzekucja nie będzie rozciągnięta na Litwę. Strona przeciwna, zamiast wdzięcznie przyjąć ten punkt, uparła się przy pierwotnym wniosku Padniewskiego: „związek wzajemny miał się ograniczyć do unii personalnej i przymierza przeciw zewnętrznym wrogom”. Na to jednym głosem ozwały się ławy polskie: egzekwować dawne spisy! Król, dogadzając unionistom, kazał Litwie zasiąść wśród Polaków w jednej sali. Tu, nagle, w nocy na 1 marca cały sejm Wielkiego Księstwa odjechał do Wilna; tylko Wołłowicz i Naruszewicz zostali w Lublinie w roli obserwatorów. Zaobserwowali wkrótce rzeczy niepokojące.

W ciągu wiosny wyszły z kancelarii koronnej przywileje o wcieleniu do Korony najpierw Podlasia (5 marca), potem Wołynia (27 maja) i Kijowszczyzny (6 czerwca). Każdej z tych dzielnic zawarowano żądane odrębności, prerogatywy, swobody językowe. Co najwięcej zabolało magnatów litewskich, to gotowość, z jaką posłowie tych dzielnic zajęli miejsca wśród koroniarzy. Jednostki sarkały; kilku dygnitarzom odebrano urzędy, za to ogół radował się zupełnym wreszcie równouprawnieniem z wolną Polską i masowo przysięgał na wierność królowi. Tak postawiwszy na swoim, unioniści, w imię dalszej harmonii, uchwalili nowy projekt unii z pozostałą Litwą, gdzie zostawiono jej odrębność państwową. Upadły serca w Wilnie; wszak państwo najżyźniejszych krain nie mogłoby się bez Polski utrzymać. Większość przysłała Chodkiewicza na ostateczne pertraktacje. Jeszcze zaapelowano do litewskich wyborców, po czym senat z nowym doborem posłów zjechał na powrót do Lublina. Spisano pakt dwustronny z nawiązaniem do skryptu Aleksandra, król bowiem uczył, że „wielkich rzeczy, które na wieki trwać mają” nie godzi się przeprowadzać siłą; 28 czerwca pod auspicjami króla, dostrajając się do jego przepięknej mowy, stwierdzili Padniewski i Chodkiewicz obustronną dobrowolną zgodę na nowy wiecznotrwały związek „wolnych z wolnymi, równych z równymi”. W dzień św. Piotra i Pawła Zygmunt August, dźwignąwszy się radością z ciężkiej choroby, sam śpiewał w kościele zamkowym Te Deum. 1 lipca zaprzysiężono unię lubelską.«

O co więc tak naprawdę chodziło w tej unii? O obronę przed wspólnym wrogiem? Jeśli prześledzi się te wszystkie unie, to nie ma w nich nic, co zwiększało by bezpieczeństwo przed wrogiem zewnętrznym. Jest natomiast wiele o dążeniach do stworzenia jednego organizmu państwowego, stworzenia takich samych instytucji państwowych i ujednolicenia prawa.

Norman Davies w książce Boże igrzysko pisze:

„Strategiczne bezpieczeństwo kraju nie było zbyt poważnie zagrożone. Na północy trzy królestwa Skandynawii na zmianę rzucały się sobie w ramiona, to wiodły ze sobą zajadłe spory. Na wschodzie imperium mongolskie rozpadło się na poszczególne ordy. Nowogród był pokojowo nastawioną republiką handlową. Księstwa rosyjskie – pskowskie, twerskie, moskiewskie, riazańskie i wiackie – były małe, a ponadto nie żyły ze sobą w zgodzie. Na południu Luksemburgowie w Czechach stanowili skuteczną przeciwwagę dla ambicji swoich węgierskich kolegów. Turków całkowicie absorbowały wydarzenia na Bałkanach. Nawet po upadku Konstantynopola w 1453 roku nie zdradzali oni żadnych zamiarów przekroczenia Dniestru. Na zachodzie cesarstwo chyliło się ku upadkowi, padłszy ofiarą swych własnych księstw składowych. Francja i Anglia toczyły wojnę stuletnią. Hiszpania wciąż jeszcze była zajęta walką o odzyskanie utraconych terytoriów. Włochy wprawdzie wspaniale się rozwijały, ale osłabiało je rozbicie. Była to epoka, w której nie istniały wielkie mocarstwa. Aż do czasu rozwoju potęgi Moskwy, Habsburgów i państwa otomańskiego pod koniec XV wieku, Europa Środkowa żyła w stanie ciągłego zamętu, nie istniały tu jednak żadne ośrodki poważnego zagrożenia.

Jedynym naprawdę uciążliwym i przewlekłym problemem był Zakon Krzyżacki. Spory trwały bez końca – o prawo składu miast leżących nad Wisłą, o warunki prawne osadnictwa, o kolonistów na ziemiach litewskich. W 1398 roku wielski mistrz odebrał Gotlandię jej pirackim władcom, w 1402 roku zajął brandenburską Nową Marchię, w roku 1404 zaś – Żmudź. Nadszedł czas porachunków. Po roku 1386 przyjęcie przez Litwę chrześcijaństwa pozbawiło Zakon Krzyżacki jego podstawowej raison d’être (racji bytu – przyp. W.L.). Nie miał on jednak najmniejszego zamiaru zwijać interesu. Mimo że Krzyżacy zostali pozbawieni dopływu sił z nowo połączonego państwa Polski i Litwy, dysponowali oni wielkimi rezerwami wojskowymi, umiejętnościami technicznymi oraz poparciem dyplomatycznym z zewnątrz. Bronili swych zdobyczy z zajadłą determinacją. Dwie poważne wojny – wielka wojna w latach 1409-22 oraz wojna trzynastoletnia w latach 1454-66 – nieco tylko poskromiły pychę Zakonu i ograniczyły zajmowane przez niego terytoria. W latach trzydziestych XV wieku w ramach koalicji polskich możnowładców z czeskimi taborytami zorganizowano szereg wypraw, które dotarły do wybrzeży Morza Bałtyckiego. Wreszcie w latach 1519-21 sprawy przybrały taki obrót, że wydawało się, iż kolejna poważniejsza wojna doprowadzi do ostatecznego starcia na śmierć i życie; wtedy, w roku 1525, Zakon został nagle zsekularyzowany i rozwiązany. Jednym pociągnięciem reformacja osiągnęła to, czego Polska i Litwa nie zdołały osiągnąć przez ponad półtora wieku.

Na przestrzeni zaledwie kilku miesięcy oddziały katolickiego Zakonu Krzyżackiego zostały zdziesiątkowane wskutek masowego przechodzenia rycerstwa na luteranizm. Armia wielkiego mistrza stopniała. Aby zachować środki egzystencji, ubłagał on w 1525 roku Zygmunta, by obrócił Prusy w zeświecczone ziemie lenne Królestwa Polskiego i przyjął jego kandydaturę jako ich dziedzicznego księcia. Pierwszy akt hołdu pruskiego odbył się 10 kwietnia 1525 roku na rynku krakowskim. Odtąd Albrecht von Hohenzollern miał pozostać lojalnym poddanym Polski oraz aktywnym uczestnikiem życia politycznego w kraju.

Mimo kłopotów z Zakonem Krzyżackim, państwa Jagiellonów kontynuowały ekspansję w innych kierunkach. Litwini nadal posuwali się na południe i na wschód. Mimo porażki poniesionej w bitwie nad Worsklą, Witold dotarł do ujścia Dniepru. W 1403 roku przejął panowanie nad wschodnią częścią Podola. Polacy natomiast wkroczyli na Podole od zachodu, w 1430 roku zakładając w Kamieńcu województwo podolskie. Tak więc wiek XV był świadkiem nie tylko cichej ekspansji Polski i Litwy, ale konkurencji między obydwoma krajami, ponieważ ekspansja odbywała się w tym samym kierunku.

W tym okresie państwo Jagiellonów przejęło misjonarską rolę Zakonu Krzyżackiego. W 1387 roku prosto z uroczystości ślubnych w Krakowie, Władysław Jagiełło udał się do Wilna, gdzie ogłosił zniesienie kultu pogańskich bogów. Wycięto święte gaje dębowe, zagaszono wieczny ogień, powywracano posągi Perkuna. Vilnius przemianowano na Wilno. Założono biskupstwo wileńskie, które uzyskało liczne przywileje. Tym spośród litewskich bojarów, którzy przyjęli nową wiarę, zaoferowano wolność osobistą. W 1415 roku, podczas soboru w Konstancji, gdzie szczegółowo omówiono spór między Polską a Zakonem Krzyżackim, dotyczący metod działalności misjonarskiej, zadanie nawrócenia Litwy na katolicyzm oficjalnie powierzono metropolii polskiej.”

Jaki więc był prawdziwy cel unii polso-litewskiej? Dlaczego panowie krakowscy chcieli związać Polskę z Litwą, a nie z Habsburgami? Polscy możnowładcy, jak pisze Davies, w ramach koalicji z czeskimi taborytami, zorganizowali w latach 30-tych XV wieku szereg wypraw, które dotarły do Morza Bałtyckiego. Po co one tam dotarły? Tego Davies nie wyjaśnia. Chyba nie po to, by wylegiwać się na bałtyckich plażach. Może chodziło o Zakon Krzyżacki. W każdym razie była to ciekawa koalicja, bo taboryci byli jedną z najskrajniejszych sekt. Głosili, że sam Bóg ma panować nad ludźmi, a ludowi należy oddać władzę na ziemi. Domagali się zburzenia kościołów i zniesienia władzy monarchicznej, ceł i podatków i na prawie cztery wieki przed rewolucją francuską głosili hasła równości. Znieśli u siebie również własność prywatną i wprowadzili wspólność kobiet, proklamując likwidację rodziny. Była to sekta jawnie komunistyczna.

„Sejm obozowy pod Witebskiem w imieniu szlachty litewskiej wystosował do Zygmunta petycję, streszczającą cały późniejszy program zespolenia: wspólna elekcja, choćby za życia króla, wspólny sejm, jednakowe urządzenia, wspólna obrona – przy zachowaniu jednak odrębności państwowej Litwy.”

W 1562 roku jakiś sejm obozowy wysmażył petycję, w której była mowa o elekcji króla. Skąd taki pomysł w warunkach polowych, które nie sprzyjają raczej rodzeniu się twórczej myśli, pomijając już fakt, że o elekcji króla nikt wtedy nie słyszał. Takie rzeczy zdarzały się w przeszłości, ale to było w dawnych czasach w wizygockiej Hiszpanii. A skąd mógł wiedzieć o takim sposobie wybierania króla litewski szlachcic? Tylko od tych, którzy wtedy tam byli i o tym decydowali.

Litwini nie chcieli unii z Polską, bo, jak pisze Davies, miał miejsce konflikt interesów, czyli zainteresowanie tym samym obszarem, czyli południowo-wschodnimi kresami WKL, które obejmowało obszar wcześniejszej Rusi Kijowskiej. Siły stojące ponad Polakami i Litwinami zdecydowały, że to Koronie przypadnie w udziale ten rejon.

„Jednym pociągnięciem reformacja osiągnęła to, czego Polska i Litwa nie zdołały osiągnąć przez ponad półtora wieku.”

No właśnie! Takie wielkie zwycięstwo pod Grunwaldem, a Zakon nie padł. Jagiełło oblegał Malbork i oblegał i nic z tego nie wyszło. Widocznie „wieki zwycięzca” miał inne wytyczne od swoich nieznanych przełożonych. A później rycerstwo zaczęło przechodzić na luteranizm i Zakon padł. Tak samo z siebie zaczęło przechodzić na luteranizm? A dzisiaj „wielki” geopolityk Sykulski, wykreowany przez nieznanych przełożonych, przeprowadza wywiad z ambasadorem rosyjskim w Warszawie i wygłasza tezy, będące w sprzeczności z dotychczas obowiązującą narracją. Tak sam z siebie?

„Mimo kłopotów z Zakonem Krzyżackim, państwa Jagiellonów kontynuowały ekspansję w innych kierunkach.”

Wydaje się to nielogiczne, ale tylko wtedy, gdy założymy, że rządzą ci, którzy są na świeczniku. Nic bardziej mylnego. Jagiellonowie realizowali zupełnie inną politykę i inne cele przyświecały tym działaniom niż interes podległych im państw. Zetknięcie katolicyzmu z prawosławiem, ludami tatarskimi i tureckimi, to niekończący się konflikt. I po to była cała ta ekspansja na wschód. A kto zyskuje na wszelkiego rodzaju wojnach, powstaniach i zamieszkach?

„W tym okresie państwo Jagiellonów przejęło misjonarską rolę Zakonu Krzyżackiego.”

Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. A nam się wmawia, że hołd pruski to takie ważne wydarzenie w dziejach Polski, potwierdzające jej mocarstwowość. Nic bardziej mylnego, ale ten, kto pisze historię, ten rządzi teraźniejszością i stanem umysłów. Prawda zawsze była i jest ciekawa, ale jakże niewygodna dla rządzących. Tak było zawsze i tak jest obecnie.