Zabory

Jak zapewne wszyscy wiedzą pod koniec XVIII wieku Rzeczpospolita została podzielona pomiędzy trzech zaborców. Co innego, gdy jedno państwo zostaje wchłonięte przez inne, a co innego, gdy zostaje podzielone pomiędzy trzy państwa. Czechy cały czas były częścią monarchii habsburskiej. Dziś to państwo jest daleko bardziej poważane na arenie międzynarodowej, niż państwo polskie, które jest raczej parodią państwa. No bo jeżeli Komendant Główny Policji bawi się granatnikiem w pomieszczeniu zamkniętym, to znaczy, że ma on mentalność kilkuletniego dziecka, a takiego kilkuletniego dziecka nie można przecież ukarać. I ten osobnik, o mentalności kilkuletniego dziecka, nadal pozostaje tym komendantem. To właśnie kraj Zulu-Gula.

Z trzech różnych części, które przez 123 lata należały do różnych państw, różnych pod względem rozwoju cywilizacyjnego i gospodarczego, nie da się stworzyć niczego normalnego. A ja, jako kabalista, czyli ktoś, kto przypisuje magiczną moc pewnym liczbom, zastanawiam się, czy liczba 123 jest w tym wypadku przypadkowa.

Parę tygodni temu zrobiło się głośno wokół wypowiedzi zmarłego aktora Jerzego Stuhra, który deklarował się jako obywatel Mitteleuropy. Znane są też jego i jego syna negatywne opinie na temat Polski i Polaków. Skąd to się wzięło? Do poszczególnych części byłej Rzeczypospolitej napływały rzesze obywateli państw zaborczych. To oni zajmowali najważniejsze i najlepiej płatne stanowiska w administracji i innych instytucjach oraz organizacjach państw zaborczych. Żyli tu jak pączki w maśle. To zapewne dotyczyło również przodków Jerzego Stuhra, którzy przybyli do Krakowa z Austrii lub Niemiec. Jednak z nastaniem II RP dla tych ludzi ta sielanka skończyła się, bo pojawili się ci, którzy tę nową Polskę „wywalczyli” i to teraz oni chcieli żyć jak pączki w maśle. Bardzo możliwie, że przodkowie Stuhra zostali odsunięci od synekur i stąd jego, a pewnie i wielu innych, narzekanie czy wręcz szkalowanie Polski i Polaków. Kłótnie zaczęły się już, zanim powstała II RP.

Z inicjatywy stronnictw galicyjskich, które utworzyły w 1914 roku Naczelny Komitet Narodowy (NKN), powstały w armii austriackiej Legiony Polskie. I Brygadą Legionów dowodził Piłsudski, II – m.in. Haller, III – m.in. Roja. Zawiązkiem Legionów Polskich była organizacja „Strzelec”, utworzona we Lwowie i Krakowie, m.in. przez Piłsudskiego. Z inicjatywy Komitetu Narodowego Polskiego (KNP) powstał w armii rosyjskiej w końcu 1914 roku Legion puławski, wcielony w 1915 roku do Brygady (później dywizji) Strzelców Polskich, od sierpnia 1917 roku w składzie I Korpusu Polskiego.

A więc zarysował się tu podział: jedni z Rosją, drudzy – z państwami centralnymi. Jednak wśród tych drugich też doszło do rozłamu. O tym pisała w swoim Dzienniku Maria Dąbrowska – Dzienniki 1914-1965, Polska Akademia Nauk, Wydział I Nauk Społecznych, Komitet Nauk o Literaturze, Warszawa 2009. Jest to wersja bez opracowania edytorskiego wydana w nakładzie 300 egzemplarzy. Jest to pełna, nieocenzurowana wersja tych Dzienników. Poniżej fragment z 1916 roku, ale jak można domyślić się, w późniejszym okresie uzupełniała ten wpis.

x

Już pod samym Lublinem wyminął nas odkryty samochód, w którym zobaczyłam dwie znajome sobie postacie: pułkownika Władysława Sikorskiego i dr Stanisława Kota. Jechali najwidoczniej do Lublina w celu stworzenia lub (jeżeli już istniały) wzmocnienia tam placówek Departamentu Wojskowego, tak jak ja jechałam w związku z projektowaną rozbudową placówki Pierwszej Brygady. Zabawiło mnie żałosne porównanie mojej skromnej osoby i podróży z tą wspaniałą jazdą dwu tak poczesnych osobistości.

Rozbrat pomiędzy dwoma wyżej wymienionymi, jakby dziś powiedziano, ośrodkami dyspozycji polskiego działania politycznego (Departament Wojs. i Pierwsza Bryg.) stawał się coraz głębszy, co dla mnie i dla Mariana (mąż Dąbrowskiej, piłsudczyk – przyp. W.L.) osobiście było bardzo bolesne, gdyż widzieliśmy pewne racje i pewne błędy z obu stron – jednak racje nie chciały się zejść, a błędy nie chciały się do siebie przyznać.

Po zajęciu przez Państwa Centralne całego zaboru rosyjskiego polityka Piłsudskiego zyskała znacznie mocniejsze podstawy, gdyż większość nadającej ton życiu duchowemu inteligencji warszawskiej i warszawskich polityków sprzyjała daleko bardziej Komendantowi niż galicyjskiemu N.K.N-owi – czuła się w klimacie Pierwszej Brygady, z której głównymi postaciami była już dawniej zżyta – bardziej swojo.

Zarysowujące się na tym tle różnice – pominąwszy liczne szczegóły oraz grające, niestety, dużą rolę uprzedzenia dzielnicowe – przedstawiały się mniej więcej w następujący sposób. Stanowisko Piłsudskiego przy zachowaniu minimum nieuniknionej ze względów strategicznych zależności od państw centralnych było nieprzejednane w sprawie bezpośredniego dążenia do zupełnej niepodległości. W związku z tym i w wyniku załamywania się Rosji, Piłsudski uważał za konieczne natychmiastowe podjęcie przygotowań do walki także i z Niemcami, w którym to celu wstrzymał werbunek do umundurowanych i walczących na froncie szeregów, a natomiast organizował przez swych ludzi tajną Polską Organizację Wojskową, znaną pod skrótem P.O.W.

N.K.N-iści ze swej strony, nie wyrzekając się oczywiście postulatu zupełnej niepodległości, sądzili, że zmuszeni będziemy w sposób nieunikniony przejść przez okres niepodległości ograniczonej w postaci jakiejś szeroko autonomicznej czy federacyjnej łączności z Austrią. Do tego stosując bieżącą politykę, uważali, że ani na chwilę nie wolno rezygnować z werbunku do Legionów (których tworzyła się już 3-cia brygada), będących najpoważniejszym atutem w przyszłej rozgrywce o stopień naszej samodzielności. Niezależnie zaś od tego twierdzili, (i mieli w tym słuszność) że nie powinniśmy rozprzęgać raz ustanowionych szeregów, które jako kadry polskiego wojska okażą się w przełomowej chwili nagląco potrzebne bez względu na wynik wojny, a więc także i na wypadek zwycięstwa Anglii i Francji. N.K.N-iści rozumieli też naturalnie grozę niemiecką, ale jako przeciwwagę tego niebezpieczeństwa widzieli tylko wygrywanie antagonizmów austriacko-pruskich.

Tak to wyglądało w mniej więcej czystej postaci, bo co tam pod spodem, to jak zwykle w polityce – różne rzeczy się działy.

Bardzo zabawne, że obok N.K.N-istów i Pierwszobrygadowców istniała jeszcze i garść polityków, która lekceważąc Austrię, realne widoki samodzielnego bytowania widziała dla Polski tylko w ścisłym na przyszłość sojuszu, a na obecną chwilę we współpracy z Niemcami. Przywodził tej garstce już wtedy na tym punkcie wręcz obłąkany Władysław Studnicki. Ze strony niemieckiej występował jako pośrednik m.in. późniejszy za okupacji kurator Uniwersytetu Warszawskiego, zniemczony Polak, hr. Hutten-Czapski. Jeśli dodamy, że bierny i zaniedbany politycznie ogół polski, wiedziony trafnym instynktem stronił od nowych okupantów, ale za to żywił tylko mgliste nadzieje na zjednoczenie ziem polskich pod bliżej nieokreślonym przewodnictwem Rosji, będziemy mieli niewesoły obraz prawie zupełnego braku samoistnej polityki polskiej, która by w oparciu przede wszystkim o własny naród chciała przyszłość budować. W tym układzie rzeczy jedynym istotnym przedstawicielem samodzielnej polityki polskiej, tworzonej w najtrudniejszych warunkach, była tylko garść ówczesnych Piłsudczyków. Jak się z tego zadania wywiązali, to inna rzecz, ale że je podjęli, to trzeba raz na zawsze podkreślić i zapamiętać, gdyż późniejsze błędy i grzechy przez tzw. „ludzi Piłsudskiego” popełniane, tak dalece zasłoniły tę ich pierwotną niewątpliwą zasługę, że gotowiśmy jej już nigdy – jak wielu innych prawd historii – spod gruzów nie wygrzebać.

Jeśli w Warszawie wszystko, co nie było moskalofilskie lub obałamucone przez odezwę Wielkiego Księcia, stanęło raczej po stronie Piłsudskiego niż N.K.N-u, tym bardziej można to powiedzieć o Lublinie. Lublin był poza Kielcami jedynym miastem, do którego po wycofaniu się Moskali wkroczyli nie Niemcy ani Austriacy, lecz właśnie Pierwsza Brygada. Widok polskich ułanów, zawsze podniecający naszą ulicę, wywołał podniesienie się temperatury uczuć patriotycznych, którym dosyć skutecznie starano się nie dać ostygnąć. Nadto znaczna i ruchliwa duchowo część inteligencji lubelskiej była przeważnie już od wielu lat w łączności z wielu obecnie uzbrojonymi współpracownikami Piłsudskiego, znając ich bądź z PPS bądź z chłopskiego ruchu Zaraniarskiego ze Związku Walki Czynnej itp. Nic też dziwnego, że usposobienie Lublina kazało się gorąco patriotyczne i na ogół gorąco „pierwszobrygadowe”. Przy czym słowa „Pierwsza Brygada” oznaczały zawsze myśl o Polsce nie tylko niepodległej, ale demokratycznej, ludowej. Tak jak Piotrków stał się chcąc nie chcąc ośrodkiem promieniowania Departamentu Wojsk. N.K.N., tak Lublin stał się na jakiś czas stolicą „roboty Piłsudskiego”, a wpływy N.K.N. pozostały tam zawsze dosyć znikome. Piłsudski odkomenderował wtedy do pracy politycznej sporą ilość swoich wojskowych, oczywiście prawie wyłącznie tych, którzy bądź z tradycji swojego życia, bądź z wykształcenia czy upodobania byli politykami lub społecznikami, a na front poszli tylko, by spłacić tzw. „daninę krwi”, czy tam wykazać gotowość oddania życia w ofierze, wreszcie, jakby powiedzieć – dla fasonu. Podkreślam ten fakt, ponieważ w uważaniu późniejszych „sanacyjnych” rządów Piłsudskiego za wojskowe było sporo nieporozumienia. Tzw. „rządy pułkowników” nie były w gruncie rzeczy rządami wojskowych, gdyż ci pułkownicy przeważnie ani wykształcenia wojskowego, ani typowej kariery wojskowej za sobą nie mieli. Były to rządy uwojskowionych wskutek okoliczności i ogólnej mody polityków, może złych i niemądrych, może nawet w końcu niemoralnych, ale polityków nieraz niemal od dziecka – przy tym ludzi, którzy byli cywilami śród wojskowych, a wojskowymi, szerzącymi „obyczaje kordegardy” – śród cywilów, i właściwie w końcu sami dobrze nie wiedzieli po jakim świecie chodzą.

x

Jest takie powiedzenie: robić dobrą minę do zlej gry. Chyba w żadnej innej dziedzinie nie ma ono takiego zastosowania, jak w polityce. Generalnie ludziom, którzy zaangażowani są w politykę, chodzi o zdobycie władzy i związanych z nią przywilejów. Żeby jednak nie było tak przyziemnie, to trzeba uzbroić się w jakąś ideologię czy koncepcję polityczną. Gdy rozpoczęła się I wojna światowa, to było wiadomo, że wybuchła po to, by po niej nastąpiły zmiany, czyli żeby powstały nowe państwa. Tak więc ci, którzy służyli zaborcom, zapewne w dużym stopniu spolszczeni Austriacy i Rosjanie z Królestwa Polskiego, mieli swoje koncepcje nowego państwa. Wraz ze zniknięciem zaborców znikały też synekury, które ci zaborcy stworzyli. Rozpoczęła się więc walka o to, kto będzie rządził w nowym państwie i komu przypadną w udziale nowe konfitury. Jak ktoś się przyzwyczaił do wygodnego życia, to trudno mu się pogodzić ze zmianami i odstawieniem na boczny tor.

„Austriacy” wymyślili więc, że najlepszym rozwiązaniem będzie federacja nowego państwa z Austrią, bo tylko wtedy oni zachowają swoje synekury i jeszcze dojdą te z obszaru pozostałych zaborów. Podobnie myśleli „Rosjanie”. Natomiast towarzysze z PPS-u, czyli Piłsudski i jemu podobne szemrane towarzystwo, nie mieli nic do stracenia. Oni mogli tylko zyskać, ale pod warunkiem, że powstanie niepodległe państwo polskie, bo tylko wtedy te towarzystwa wzajemnej adoracji z zaboru austriackiego i Królestwa, czyli zaboru rosyjskiego, mogłyby zostać wyeliminowane pod pretekstem tego, że to tylko oni, czyli piłsudczycy, podjęli walkę o niepodległą Polskę. I tak się stało. II RP to było prywatne poletko piłsudczyków. We wrześniu 1939 roku pokazali oni, ile był wart ich patriotyzm: wykonali zlecone zadanie, Stalin zapewnił im alibi i mieli pretekst, by spierd….. za granicę.

Jeśli dodamy, że bierny i zaniedbany politycznie ogół polski, wiedziony trafnym instynktem stronił od nowych okupantów, ale za to żywił tylko mgliste nadzieje na zjednoczenie ziem polskich pod bliżej nieokreślonym przewodnictwem Rosji…

No właśnie! Został jeszcze ten lud polski, który dobrze pamiętał czasy pańszczyźniane, czyli niewolnictwa i pamiętał, że to car dał im wolność – to w tym wypadku trudno się dziwić takiej postawie. Chłopi instynktownie czuli, że ta niepodległa Polska, która miała być Polską ludową, nie będzie ich Polską i szybko, za sprawą Piłsudskiego, stała się Polską pańską, ziemiańską.

Mamy zatem w Polsce nadal do czynienia z zaszłościami z okresu zaborów, przypadek Stuhra, i okresu walki o to, kto w tej nowej Polsce, czyli II RP, wygra. Najwyraźniej pamięć potomków zaborców nadal jest żywa, a oni raczej okupują wyższe szczeble drabiny społecznej w obecnej Polsce, stąd często ich protekcjonalny stosunek do reszty społeczeństwa. Mamy też ludzi z korzeniami z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, jak choćby Miłosz, który nienawidził Polski i Polaków, nie bardzo wiadomo z jakiego powodu. Podobnym przypadkiem jest Olga Tokarczuk, ukraińska Żydówka. Mamy również masę ludzi z byłego WKL, która wywodzi się z niewykształconych pod względem językowym i narodowościowym społeczności. Oni oficjalnie często deklarują się jako Polacy, równie często – jako mniejszości narodowe, ale i jedni i drudzy, gdzieś tam w podświadomości pamiętają o swoich korzeniach i mają kompleksy na punkcie Polaków (tylko, których Polaków?) i to też objawia się jakąś fobią podobną do tej u Miłosza, Tokarczuk i innych. Wygląda na to, że Polska to taki wielki szpital dla psychicznie chorych, w którym psychiatrami są Żydzi, dokonujący eksperymentów na swoich pacjentach. Większość w tym kraju udaje kogoś, kim nie jest i ma tego świadomość, nawet jeśli jest to tylko świadomość podprogowa.

Jakby tego było mało, to „Melodia Pierwszej Brygady wykazuje jednak najwięcej podobieństw z warstwą melodyczną marsza Tęsknota za ojczyzną (Тоска по родине) autorstwa Rosjanina Jakuba Josifowicza Bogorada (1879–1941). Marsz został skomponowany w 1904 r. i zdobył ogromną popularność w czasie wojny rosyjsko-japońskiej (1904–1905)”. Więcej tu.

Twórcy oficjalnego hymnu piłsudczyków zapożyczyli melodię od Rosjan, których oficjalnie nienawidzili i z którymi walczyli. Czy zrobili to z rozmysłem? A może raczej współpracowali z nimi? Przebieg wojny 1920 roku jakby to potwierdzał.

10 thoughts on “Zabory

  1. Obecnie w Polsce jest wysyp ,, resortowych dzieci,, . To oni piastują ważne stanowiska w naszej Ojczyżnie. Piłsudskiego uważa się za bohatera. Według mnie nie zasługuje na to. Miłosz natomiast nie przyznawał się do polskości. Określał siebie jako Bałt a do tego komuch.

    Like

    • “Miłosz natomiast nie przyznawał się do polskości. Określał siebie jako Bałt a do tego komuch.” – No dobrze, ale co mu Polska czy Polacy zrobili, że tak Polski i Polaków nienawidził? A może Bałt, to tak jak Litwin, stan umysłu?

      Like

  2. Właśnie że tego nie rozumie. Polska ich wszystkich przygarnęła, karmiła a tu taka wdzięczność. Litwini tez nie są lepsi. Wiadomym jest jak traktowani są tam Polacy ,gorzej niż na Białorusi. Odwieczny problem tam maja nasi rodacy. Stuhra również zaliczali do wybitnych osobowości. Nie jest to prawdą. Wykreowany został. Żadnych ,wybitnych ról nie zagrał. . ,, Wodzirej,, ,,Seksmisja,, i kilka innych pokazały jakie to były mało znaczące role. Agnieszka Holland powiedziała prawdę na jego pogrzebie, że miał plebejską twarz. Co niektórzy mieli jej to za złe. I ten nekrolog od rodziny ,który zamieścili w prasie. Min. Inteligent. To mnie najbardziej zszokowało.

    Like

    • Na Kresach, czyli w Wielkim Księstwie Litewskim nie było Polaków. O tym pisałem w blogu “Zrozumieć Polskę”. Najpierw podmieniono szlachtę. Na mocy unii horodelskiej w 1413 roku 47 rodów bojarów litewskich i rusińskich adoptowało herby 47 rodów szlachty polskiej. I tak bojarzy stali się Polakami. I w XIX wieku ci “Polacy”, tacy jak Czartoryski, zaczęli organizować polskie szkoły w Wilnie i okolicach i zaczęli uczyć Litwinów po polsku. Stąd to duże skupisko “Polaków” w Wilnie i okolicy, szczególnie na południowym zachodzie od tego miasta. A poza tym nie ma “Polaków” w innych częściach Litwy. Największa nienawiść rodzi się wtedy, gdy swoi zdradzą. Mnie ci “Polacy” na Litwie obchodzą tyle, co zeszłoroczny śnieg, podobnie jak inni “Polacy” na Kresach.

      Like

  3. Już Roman Dmowski pisał, że na dłuższą metę polskość na Kresach jest nie do utrzymania. Co do Wielkiego Księstwa Litewskiego, to zanim na jego terenie zjawili się Litwacy, nie było tam nie tylko Polaków – nie było też Litwinów. Jeszcze w czasach, gdy agenci cesarza niem. wyskrobywali watażkę jednego z najmniej licznych plemion żmudzińskich (wszyscy to Żmudzią nazywali, o żadnej „Litwie” nikt nie mówił na co dzień) spod jakiegoś wykrotu spróchniałego, w jedynej wyleniałej wilczej skórze na grzbiecie, aby zeń zrobić króla polskiego – nie było tam zupełnie nic, ani „Wielkiego” ani małego księstwa, bo księstwo – to przede wszystkim administracja. Zwyczajem epoki, Polacy przydali Jagielle litanię fikcyjnych tytułów, bo nie wypadało, iżby taki przybłęda brał rękę polskiej królowej… NB te wszystkie wiecznie zwaśnione ze sobą plemiona, nazywano jeszcze długo potem Żmudzinami, a w czasach koronacji Wład. Jagiełły, nikt chyba za ludzi ich nie uważał, z Polakami na czele. Historia tych ziem jest wyjątkowo zakłamana, zawikłana i – niewdzięczna.

    Liked by 1 person

    • “Historia tych ziem jest wyjątkowo zakłamana, zawikłana i – niewdzięczna.” – Z pańskiego komentarza wynika, że jeszcze bardziej, niż ja to opisuję. Dziękuję za to uzupełnienie.

      Like

      • Jak niewiarygodna była to przepaść cywilizacyjna – m. tzw. „Litwą” w czasach króla polskiego Jagiełły a Polską, dowiadujemy się wybornie z intercyzy ślubnej tegoż Jagiełły. Przyszły król zobowiązuje się tam np. do brania kąpieli raz na tydzień („…czeba, czy nie czeba !” – dodałby przedwojenny żyd polski), osobnej kąpieli, ilekroć będzie chciał wejść do komory królowej, do nierzucania za siebie 3-ch patyczków czy innych żołędzi w drodze do kościoła (celem odczynienia uroku), a jak już wejdzie do wnętrza kościoła (nie zaś – wjedzie karetą !) – do tego, że będzie siadał w krześle, nie na podłodze (sic). Intercyza ta przechowywana jest w zbiorach biblioteki hr.hr. Załuskich, ale choć Pan hrabia już dawno zapisał ją w darze Narodowi Polskiemu, do dziś mieści się ona w Petersburgu, ponieważ kolejne kamaryle warszawskie odmawiają b e z p ł a t n e g o przyjęcia z w r o t u tych zbiorów, najpierw od Sowietów (Gorbaczow), następnie od Rosji (Jelcyn) i wreszcie – od Federacji Rosyjskiej…

        Liked by 1 person

      • Ja w swoich blogach używałem czasem określenia “jagiellońska dzicz”, ale było to raczej efektem intuicji, niż wiedzy, ale z tego, co Pan pisze, to intuicja mnie nie zawiodła. To, że warszawskie kamaryle odmawiają przyjęcia zwrotu tych zbiorów, wynika z tego, że one często maja korzenie kresowe, a poza tym mogłoby się okazać, że ci bojarzy litewscy i rusińscy, którzy stali się polską szlachtą, to taka sama dzicz, jak Jagiełło. Tego zresztą można się dowiedzieć pośrednio z książki Karola Zbyszewskiego “Niemcewicz od przodu i tyłu”. I może właśnie dlatego Polska jest traktowana przez Europę jako dziki kraj, w odróżnieniu od Czech.

        Like

  4. Mnie się to raczej łączy z polskim zakłamaniem. Ale może to Pan ma rację… W tej Bibliotece są ponoć jeszcze lepsze „kwiatki”, np. o powstańcach listopadowych i styczniowych. Bodajże Jelcyn, z góry już przewidując odmowę Warszawy przyjęcia tych zbiorów, zaproponował, że na koszt państwa rosyjskiego część ucyfrowi, a część zmikrofilmuje, i – kopie prześle do Warszawy. Ale rząd polski odmówił przyjęcia nawet kopii. Przed II Wojną prym wiodła, w „prostowaniu” dziejów ojczystych, Sanacja, i tam było faktycznie, jeśli nie na poziomie koligacyj, to sentymentalnie – ogromne przywiązanie do Kresów, i kresowej polskości. Co do Litwy, to największe chyba pomieszanie/skomplikowanie w dziejach kresowych Polaków nastąpiło w w. XIX – fin de siecle – i w dwudziestoleciu. Tam się faktycznie wykształciła mieszanka unikalna i zjawiskowa: tylu dziwaków, ekscentryków i ludzi wybitnych rzadko wydały inne polskie ziemie. Ale zarazem, często w jakiś sposób jakby skrzywionych. Niekoniecznie in minus: dziś mówi się wręcz o oddzielnej cywilizacji polskiego Lwowa, który był rzeczywiście unikatem w skali świata, nie do powtórzenia gdziekolwiek i kiedykolwiek. Moja śp. Babcia, zmarła w wieku 116 lat (kilka lat temu zaledwie), która znała Lwów jeszcze sprzed I Wojny, opowiadała mi, jak najczęściej ówcześni Polacy nazywali to miasto: „Miasto jak ze snu”, albo „Miasto-Sen”. Ale to temat osobny.

    Mimo, że ród mój wywodzi się częściowo z Kresów, nie uważam, iżby istniała możliwość czy sens – powrotu Polski na te ziemie. Nawet do Lwowa. Tam już od dawna płyną zupełnie inne rzeki… Nie ma już tamtych ludzi, nie ma t a k i c h Polaków (na całym świecie, może za wyj. odległych od Europy części Rosji, ale oni nie wrócą…) – takich już „nie robią”. Gdybyśmy, teraz np., korzystając z zawieruchy na Ukrainie, przyłączyli Lwów do Polski, to w parę tygodni Polaków spychano by tam z chodników na jezdnię, a w parę miesięcy nie byłoby w całym obwodzie jednego drzewa, na którym by choć jeden Lach nie wisiał.

    Like

    • Prawda zawsze była niewygodna, więc trudno się dziwić postawie polskich decydentów. Nasza historia jest wyjątkowo zafałszowana i dlatego próba wyciągania wniosków w oparciu o dostępne informacje, to balansowanie na linie. Nawet jeśli dedukowanie jest poprawne, to często właśnie z tego powodu, wniosek może być błędny. Zdaję sobie z tego sprawę.

      Kresy to specyficzny rejon. Józef Mackiewicz zauważył tę specyfikę. Od Bałtyku po Morze Czarne, w tym pasie, lud mówił w innym języku niż elity. Ludność ta nie wykształciła w pełni swojego języka i świadomości narodowej. Stąd teren ten był łatwy do polonizowania i nawracania na katolicyzm, co czynili jezuici. Jakoś tak dziwnie złożyło się, że zakon jezuitów skasowano w całej Europie, ale nie pod zaborem rosyjskim. Tam mogli oni rozwijać polskie szkolnictwo, szczególnie w Wilnie i okolicach. W Galicji również było więcej swobód i stąd może ten fenomen Lwowa. Natomiast w Królestwie Polskim w tym samym czasie trwała intensywna rusyfikacja, a w pruskim – germanizacja. I w ten sposób Kresy stały się głównym ośrodkiem polskości. Według mnie był to proces zaplanowany i konsekwentnie realizowany, by Polska była wiecznie skłócona z Rosją.

      Jednym z celów obecnej wojny jest, według mnie, połączenie zachodniej Ukrainy z centralną i wschodnią Polską. Większość ludzi w Polsce nie zdaje sobie sprawy z tego, że wspólne państwo polsko-ukraińskie istniało przez cały okres trwania I RP. Na krótko przed unią w 1569 roku wydzielono południową część Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli obszar obecnej Ukrainy, i przyłączono go do Korony i to wspólne państwo nadal nazywano Koroną. Tak więc obecna Polska jest całkowicie zdominowana przez wschodni żywioł, który nienawidzi Rosji. W jego interesie nie jest więc sprowadzanie zbiorów z biblioteki Załuskich.

      Like

Leave a comment