Nazi-Argentinien?

Wskoczyło mi ostatnio na YouTube krótkie, 7-minutowe video, zatytułowane: Dlaczego nie ma Czarnych w Argentynie?, poświęcone historii czarnych w Argentynie. Nie jest to, jak sądzę, historia powszechnie znana, więc warto ją sobie przybliżyć. Ten filmik jest po francusku. Pod nim zamieszczam moje amatorskie tłumaczenie.

Kiedy myśli się o Argentynie, myśli się o tangu, Lionelu Messim, o Buenos Aires, myśli się o Maradonie, o matté (yerba mate – przyp. W.L.), o niebiesko-białej fladze, ale prawie nigdy nie myśli się o czarnej społeczności. I nie jest to przypadek. Obecnie mniej niż 1% Argentyńczyków przyznaje się do swoich afrykańskich korzeni. Na ulicach Buenos Aires, w podręcznikach do historii czy na ekranach telewizorów – czarne twarze są prawie nieobecne, tak jakby ta społeczność nigdy nie istniała, jakby nigdy nie liczyła się. A jednak był taki czas, gdy stanowiła ona około 1/3 całej ludności Buenos Aires. Byli żołnierzami, pracowali w portach, obecni w życiu kulturalnym i ekonomicznym kraju. A zatem, co się stało? Skąd takie zniknięcie? Dlaczego populacja tak wszechobecna musiała stać się niewidoczna?

Porozmawiajmy więc o pewnym wymazaniu. Nie o wymazaniu nagłym, brutalnym, spektakularnym, ale o wymazaniu rozciągniętym w czasie, metodycznym, cichym. Porozmawiajmy o czarnych Argentyny i o tym, jak cały kraj pokusił się o wymazanie ich ze swojej pamięci.

W XVII i XVIII wieku Argentyna była częścią hiszpańskiego imperium kolonialnego. I tak, jak w każdym imperium kolonialnym, byli tam niewolnicy. Dziesiątki tysięcy Afrykańczyków siłą wywożono z Angoli, Beninu czy Senegalu, a następnie sprzedawano na nadbrzeżach portu w Buenos Aires. W tamtym czasie miasto to nie było jeszcze centrum kulturalnym, którym stało się później. Była to placówka handlowa, pełna przemytników, krów, skór i ludzi.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, że w Argentynie nie było niewolnictwa, ono było, ale słabo udokumentowane, ale liczby nie kłamią. Na początku XIX wieku co trzeci mieszkaniec Buenos Aires był czarnym lub metysem. Kobiety z afrykańskimi korzeniami były kucharkami, praczkami i opiekunkami dzieci w białych rodzinach. Mężczyźni służyli w wojsku lub pracowali na plantacjach na północnym zachodzie. Ale czarni są nie tylko siłą roboczą, tworzą wspólnoty kultywujące swoje tradycje, swoje języki, swoje rytuały, muzykę. Mają swoje kościoły, swoje bractwa religijne, swoje święta i ta obecność odciska swoje piętno na kulturze argentyńskiej. Innymi słowy, czarni nie są jakimś nic nie znaczącym dodatkiem do historii Argentyny, ale ich historia zaledwie rozpoczęta, została wymazana.

W XIX wieku Argentyna wkracza w nową erę. Walczy o swoją niepodległość, tworzy własną armię i zaczątki narodu, ale nie tworzy tego dla wszystkich. Wprost przeciwnie, czyni się to ze szkodą dla niektórych. Pierwszymi wśród nich są przedstawiciele czarnej rasy. Od pierwszych dni wolności czarni mężczyźni są masowo powoływani do wojska. Obiecuje się im wolność w zamian za ich krew, ale to czego im się nie mówi, to to, że często będą wysyłani na pierwszą linię, bez broni, bez uformowania w oddziały i nie ma temu końca.

Kilkadziesiąt lat później wybucha wojna z Paragwajem, zwana wojną trzech aliantów (Argentyna, Brazylia i Urugwaj przeciwko Paragwajowi – przyp. W.L.). Krwawy, brutalny konflikt trwający od 1865 do 1870 roku. I znowu bataliony afro-argentyńskie idą na pierwszy ogień. Śmiertelność w nich jest porażająca. Od tego momentu do końca XIX wieku obserwatorzy już zauważają, że czarni praktycznie zniknęli z Buenos Aires. To był dopiero pierwszy etap. W roku 1871 wybuchła w Buenos Aires epidemia żółtej febry. Dotknęła ona w szczególności najbiedniejsze dzielnice, a więc ludność murzyńską, potomków niewolników, pozbawioną wszelkiej pomocy ze strony władz. W tym przypadku to nie wojna, ale choroba ich dziesiątkowała.

Ale to, co trzeba zrozumieć, to to, że to zniknięcie nie było przypadkowe. Ono wpisuje się w pewną ideologię – to Argentyna nowoczesna, europejska, biała. Z końcem XIX wieku kraj otwiera szeroko drzwi milionom emigrantów z Włoch, Hiszpanii, Niemiec czy Szwajcarii. Są zachęcani, doceniani, osiedlani w miastach i jednocześnie dyskretnie wymazuje się czarnych z przestrzeni publicznej. W 1887 roku rasa czarna zostaje oficjalnie usunięta z rejestrów ludności. Ostatni Afro-Argentyńczycy są zaliczani do trzech ras: białych, metysów i trigueňo (ciemnoskóry – przyp. W.L.). A zatem, jeśli jakaś populacja nie figuruje w statystykach, więc nie istnieje. Argentyna tworzy wizerunek samej siebie jako państwa bez przeszłości afrykańskiej, zwraca się ku Europie, uważa się za kraj bardziej biały niż Brazylia, bardziej cywilizowany niż sąsiedzi. I taki obraz będzie kultywowany przez ponad wiek.

Kiedy populacja fizycznie znika, można wierzyć, że pamięć pozostaje, ale w Argentynie jest zupełnie odwrotnie. Po wojnach, epidemii, zafałszowanej strukturze etnicznej ludności – pozostała jeszcze kultura czarnych, którą trzeba spróbować wymazać: szkoły, bractwa, obecność w przestrzeni publicznej. Czarnych już nie ma w gazetach, teatrach, w książkach i podręcznikach historycznych, a jednak są wszędzie: tango – jego rytmy pochodzą od perkusji afrykańskich, na których grali w biednych dzielnicach Buenos Aires wyzwoleni niewolnicy. Ale o tym nigdy nie mówi się, nie uczy się o tym w szkołach. Mówi się, że tango pochodzi od europejskich imigrantów z przedmieść, wymazuje się czarnych, którzy tam żyli. I nie dotyczy to tylko muzyki, także zmienionych nazw miejscowości, ulic, dzielnic. Dzielnica San Telmo, jedna z najstarszych dzielnic Buenos Aires, była centrum życia społeczności afrykańskiej. Słowo „quilombo”, oznaczające obecnie nieporządek, historycznie oznaczało wspólnoty tworzone przez zbiegłych w epoce kolonialnej niewolników, ale kto o tym pamięta. – Nie było to nieumyślne zapomnienie, ale pamięć zduszona, pogrzebana. To tak, jak poznać tę przeszłość, ten obraz, który burzy wizerunek, który Argentyna sama sobie stworzyła.

Niektórzy jednak przypominają sobie. Całe rodziny przekazywały potajemnie swoje zwyczaje: tańce, słowa, przepisy. Potomkowie Afro-Argentyńczyków zachowali w swoich szufladach fotografie, dokumenty, historie, którymi nikt nie interesował się. Przez dziesięciolecia historia Afro-Argentyny została zmarginalizowana, niewidoczna w książkach, ignorowana przez media i polityków. Obecnie jednak wszystko zaczyna się zmieniać. W 2010 roku, po raz pierwszy od ponad wieku, argentyńska administracja zadaje proste pytanie: czy uważacie, że macie afrykańskie korzenie? Dziesiątki tysięcy osób odpowiedziało – tak. Niektórzy z dumą, inni ze względu na rodzinne pamiątki, jeszcze inni z chęci zrehabilitowania się za wcześniejszą postawę odżegnywania się od swoich korzeni. To początek powrotu do swojej prawdziwej tożsamości, spóźniony, ale ważny.

Wspólnoty Arfo-Argentyńczyków organizują się, jednoczą się, manifestują, tworzą stowarzyszenia. Żądają, żeby uczono ich ich historii, żeby mogli obchodzić swoje święta, żeby zadośćuczyniono niesprawiedliwościom. Artyści, naukowcy, wojskowi zabierają głos, dumnie opowiadają o swoich korzeniach, również o cierpieniach. Przypominają, że czarna Argentyna nie jest tylko minioną historią, jest żywa – tu i teraz. Ale to nie wszystko. Na początku lat 90-tych przybyła nowa fala migrantów z Afryki Zachodniej, głównie z Senegalu, przywracając krajobrazowi wielkich miast, takich jak Buenos Aires, Rosario czy La Plata, czarną twarz. Ale to nie takie proste. Te czarne społeczności stawiają czoła rasizmowi, odrzuceniu, niepewności. Spojrzenie białej Argentyny na tych Afro-Argentyńczyków przybiera często odcień egzotyki, nieufności czy ignorancji, ale podziały powoli zanikają. Historia czarnych w Argentynie trafia do podręczników szkolnych, muzea zaczynają organizować wystawy, a młodzi gorliwie afiszują się jako Afro-Argentyńczycy. Rewindykacje historyczne to coś więcej, niż kwestia tożsamości. To sposób, w jaki mówi się, że byliśmy tu, jesteśmy tu i zasługujemy na to, by być widzialnymi.

x

Autor tego krótkiego video przedstawił mało znany fakt z historii Argentyny, ale ograniczył się tylko do prezentacji problemu, nie próbując tego skomentować, może nie mógł, a może nie chciał, trudno powiedzieć. Mnie jednak nasuwają się pewne pytania i wątpliwości. Najprostsza jest tu kwestia tanga. Gdzieś kiedyś przeczytałem, że Astor Piazzola całkowicie je zmienił, czym podobno naraził się wielu Argentyńczykom. Było więc tango czarnych, a później europejskie, czyli te, które znamy.

To, co jednak mnie zastanowiło, to fakt, że ta czarna społeczność miała swoje szkoły, kościoły, bractwa religijne itp. Wygląda więc na to, że była ona dobrze zorganizowana – zorganizowana na wzór społeczności protestanckich. Czy to mogło być możliwe w warunkach niewolnictwa? Według mnie – nie. Oczywiście, jak w każdej społeczności, tak i w tej, byli tacy, którym powodziło się lepiej, innym – gorzej. Dlaczego więc uwzięto się tak, by tę społeczność, stosunkowo nieliczną w skali całego państwa, zepchnąć w niebyt? Taki wizerunek czarnych nie pasował do ogólnie malowanego ich obrazu jako niewolników. Ale przede wszystkim, gdyby pozostawiono tę czarną społeczność w spokoju, to mogłoby się okazać, że ona doskonale sobie radzi w „białym” państwie i nie mógłby być użyty argument, że wszystkie „białe” państwa gnębiły czarnych i nie można by obarczać całej białej rasy za dyskryminowanie czarnych, bo „biała” Argentyna byłaby wyjątkiem psującym cały ten misternie ułożony plan, a raczej ideologię, że wszyscy biali gnębią czarnych. Dlatego państwo argentyńskie zrobiło wszystko, co było w jego mocy, by tę społeczność zepchnąć w niebyt. Czy konferencja berlińska z lat 1884-85 nie wpisuje się w ten schemat? Na niej Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Portugalia, Hiszpania i Belgia, która powstała zaledwie 50 lat wcześniej, podzieliły między siebie Afrykę. Co za zgodność, żadnych wojen pomiędzy tymi państwami! A obecnie odwrotnie – trwa niszczenie białych i faworyzowanie czarnych. I kto cały czas pociąga za te sznurki? Kto decyduje o tym, że raz można załatwić sprawy pokojowo, a innym razem, że wojna jest konieczna? Kto pisze takie scenariusze i tak daleko sięga w przyszłość? I jak to wszystko skoordynowane w czasie i przestrzeni!

Leave a comment