Niewolnictwo

Niewolnictwo było zjawiskiem powszechnym we wszystkich epokach, ale obecnie kojarzy się ono nam, bo tak wmawiają nam rządzący, z niewolnictwem Murzynów, czyli rasy czarnej, a rasę białą obarcza się wszelką odpowiedzialnością za ten stan i uprzywilejowuje, w ramach zadośćuczynienia, tych „pokrzywdzonych” przez białych. Czy tak rzeczywiście było, że to tylko biali są odpowiedzialni za ten stan? Bardzo możliwe, ale nie tylko oni. Może zatem warto bliżej przyjrzeć się temu zagadnieniu.

W Wikipedii można m.in. przeczytać:

Pochodzenie niewolników

Niewolnicy rekrutowali się spośród jeńców wojennych, dzieci sprzedanych w niewolę przez rodziców, niewypłacalnych dłużników, osób porwanych w celu sprzedaży w niewolę (np. przez piratów), skazanych na niewolę itd. Także dzieci rodzące się z niewolników stanowiły z reguły pożytki z rzeczy i jako takie też były niewolnikami (po łac. nazywano je verna). Początkowo niewolnictwo było stanem mogącym ulec zmianie. W niektórych kulturach słowa „robotnik” oraz „niewolnik” brzmią niemal identycznie. W późniejszym okresie utarł się obraz niewolnika jako przedstawiciela mniejszości rasowej i/lub członka najniższej warstwy społecznej.

Niewolnictwo a inne formy zależności

Najważniejszą cechą wyróżniającą system niewolniczy od innych stosunków zależności (np. poddaństwa osobistego chłopów) był fakt, że niewolnik był zawsze rzeczą także z punktu widzenia państwa. Niewolnik – jako rzecz – nie posiadał żadnych obowiązków wobec państwa, zaś np. poddany chłop pańszczyźniany, znajdujący się w identycznej sytuacji faktycznej (obowiązek świadczenia przymusowej, nieodpłatnej pracy na rzecz pana) oraz bardzo zbliżonej sytuacji prawnej (możliwość sprzedaży, a nawet – w niektórych krajach i pewnych okresach historycznych, np. średniowiecznej Japonii czy przedrozbiorowej Polsce – zabicia przez pana), z punktu widzenia prawa był jednak także poddanym władcy kraju i jako taki podlegał (lub z prawnego punktu widzenia mógł podlegać) pewnym obowiązkom, jak np. płacenie podatków czy służba wojskowa. Według Jana Sowy istotną różnicą między niewolnictwem a pańszczyzną jest to, że w niewolnictwie ludźmi handlowano indywidualnie, a w przypadku pańszczyzny zazwyczaj handel prowadzono hurtowo, sprzedając całe wsie wraz z przypisanymi do nich chłopskimi rodzinami. Nie wszędzie było to jednak regułą, a w odniesieniu do poddanych pańszczyźnianych, niebędących chłopami, często w Rosji sprzedawano ich indywidualnie, bądź pojedynczymi rodzinami.

Niewolnictwo w Afryce

Niewolnictwo było praktykowane w Afryce, Europie, Azji oraz obu Amerykach na długo przed rozwinięciem się handlu transatlantyckiego. Czarnoskórzy niewolnicy byli transportowani do Europy nim Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę. Afrykański handel niewolnikami dostarczał ludzi nie tylko do Europy, ale też na Bliski Wschód, zaś w krajach arabskich niewolnicy z Afryki byli znacznie liczniejsi niż na kontynencie europejskim.

Znaczny odsetek niewolników przybyłych do Europy stanowili jeńcy z afrykańskich wojen plemiennych. Zdarzały się również przypadki bogacenia się mieszkańców zachodniej Afryki na zniewalaniu i sprzedawaniu przedstawicieli innych społeczności. Praktyki te rozwinęły się między innymi w dorzeczu Nigru, gdzie organizowano liczne targi niewolników. Stamtąd niewolników transportowano na wybrzeże i sprzedawano w portach Europejczykom w zamian za broń, ubrania, alkohol i inne dobra.

Handel trójkątny

Schemat przedstawiający handel trójkątny w epoce nowożytnej; Semhur – praca własna; źródło: Wikipedia.

Transport niewolników stał się jednym z najważniejszych części handlu trójkątnego, który rozwinął się u początków epoki nowożytnej. Żeglarze podróżowali po Atlantyku na podstawie utartego schematu. Najpierw przewozili z Europy do zachodniej Afryki różnego rodzaju materiały przetworzone, takie jak broń, alkohol, ceramika i narzędzia. Towary te sprzedawali następnie mieszkańcom Czarnego Lądu, w zamian zdobywając od nich niewolników. Ci byli transportowani do Ameryki i zatrudniani na plantacjach, skąd do Europy przewożono między innymi bawełnę, cukier, tytoń, melasę i rum. Czarnoskórzy niewolnicy stanowili w tym systemie istotną rolę jako czynnik skłaniający handlarzy podróżujących na kontynent amerykański do odwiedzenia po drodze Afryki. Według wielu opracowań niewolnicy byli głównym powodem, dla którego handel trójkątny zaistniał.

Pozyskiwanie niewolników w Afryce

Europejczycy pozyskiwali niewolników w Afryce, lecz rzadko czynili to bezpośrednio. Do czasu upowszechnienia się chininy, zazwyczaj nie zapuszczali się w głąb kontynentu z obawy przed chorobami tropikalnymi i oporem ze strony rdzennych mieszkańców. Dlatego też od samego początku istotną rolę w handlu niewolnikami odgrywała ludność tubylcza. Niewolnicy pochodzili najczęściej z plemion sąsiadujących z tymi, które współpracowały z europejskimi handlarzami. Byli to przede wszystkim jeńcy wojenni oraz ofiary porwań. Zdarzały się także przypadki sprzedawania schwytanych przestępców. Niektórzy władcy afrykańscy odmawiali jednak Europejczykom sprzedawania przestępców lub jeńców wojennych. Jednym z nich był żyjący w XIX wieku król Jaja z Opobo.

Główne regiony pozyskiwania niewolników w Afryce w XVI-XIX wieku; źródło: Wikipedia.

Pozyskiwanie niewolników nie przybierało takiej samej skali we wszystkich regionach Afryki Zachodniej. Handel niewolnikami koncentrował się na ośmiu obszarach, z których w latach 1650–1900 wywieziono około 10,24 mln niewolników. Były to:

  • Senegal i Gambia – 4,8%
  • Górna Gwinea – 4,1%
  • Wybrzeże Pieprzowe – 1,8%
  • Złote Wybrzeże – 10,4%
  • Zatoka Beninu – 20,2%
  • Zatoka Bonny – 14,6%
  • Kotlina Konga i Angola – 39,4%
  • Mozambik i Madagaskar – 4,7%

Punkty docelowe

Niewolnicy przetransportowani do Ameryki byli wykorzystywani w posiadłościach wszystkich europejskich państw kolonialnych. Największą rolę odgrywali w koloniach portugalskich (Brazylia) oraz brytyjskich i francuskich posiadłościach na Karaibach (głównie przy uprawie trzciny cukrowej). Pierwsze transporty niewolników dotarły jednak w 1502 roku na hiszpańską Hispaniolę (obecnie Haiti). W 1513 roku pierwsi niewolnicy dotarli na Kubę, w 1518 roku na Jamajkę, zaś w 1526 roku – do Hondurasu, Gwatemali oraz na obszar przyszłych Stanów Zjednoczonych.

x

Żeby jednak zrozumieć istotę tego zjawiska zwanego niewolnictwem w Afryce, wypada, choćby powierzchownie, poznać historię tego kontynentu. W Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1962-70) jest ona dosyć obszernie przedstawiona, czego nie ma w Wikipedii. Poniżej jej fragment dotyczący okresu od VII wieku do początku XIX wieku.

Przełomowym dla losów Afryki Północnej wydarzeniem okazał się najazd Arabów z końcem I połowy VII w.; do końca VII w. Arabowie opanowali całą Afrykę Północną sięgając po Sudan i Nigerię aż do Zatoki Gwinejskiej; wzdłuż wschodnich wybrzeży Afryki dotarli aż po Zanzibar, zakładając po drodze miasta i faktorie: Mombasa, Kilwa, Mogadiszu. Arabowie trudnili się wywozem kości słoniowej, handlem niewolnikami, szczególnie poszukiwanymi na rynkach Bliskiego Wschodu. W ciągu następnych wieków stan polityczny tych obszarów, włączonych pierwotnie do Kalifatu Damasceńskiego (później Bagdadzkiego), ulegał wielokrotnym zmianom. W 868 oderwał się od Bagdadu Egipt, w którym kolejno zmieniały się panujące dynastie Tulunidów, Fatymidów, Ajjubidów. Państwo Almorawidów (XI w.), później Almohadów (XII w.) w Afryce Północno-Zachodniej rozpadło się w XIII w. na szereg państewek osłabionych ciągłymi walkami sekt religijnych. Równocześnie władzę w Egipcie objęli Mamelucy, których państwo istniało do 1517; na początku XVI w. cały obszar Afryki Północnej dostał się pod zwierzchnictwo sułtanów tureckich. W ciągu tych stuleci utrwalił się w całej Afryce Północnej islam, a wraz z nim język i kultura arabska, asymilując nieprzerwanie elementy chamicko-berberyjskie. Okres ten stworzył podwaliny pod stan istniejący do czasów obecnych.

Ludy Afryki zwrotnikowej (na południe od Sahary) żyły do XV w. w zupełnym odosobnieniu. Dzieje tych ludów znamy częściowo z kronik miejscowych (od X w.) oraz z relacji podróżników i odkrywców począwszy od XV w. Najbardziej ucywilizowane były ludy sudańskie. Na przełomie III/IV w. n.e. powstało tu państwo Ghana, rozciągające się między górnym Nigrem a rzekami Baule i Senegal. W IX w. państwo to osiągnęło najwyższy rozkwit. Państwo Mali istniejące między XI i XVII w. utrzymywało ożywione kontakty handlowe z Afryką Północną. Panowanie Mansa Musy (1312-37) stanowiło najbardziej pomyślny okres państwa Mali. W XV w. na czoło wysunęło się istniejące od X w. państwo Songhaj. Miasta Timbuktu i Gao (stolica Songhaj) stanowiły w tym czasie duże ośrodki życia gospodarczego i kulturalnego (muzułmański uniwersytet Sankore od 1087 w Timbuktu). W okolicy jeziora Czad istniało od około VIII w. państwo Kanem (od XIV w. Bornu). W północnej Nigerii powstały w XVI w. państewka zislamizowanych ludów Hausa (Gobir, Kano, Daura, Zaria i in.). Na terenie dzisiejszej zachodniej Nigerii utworzyło się w połowie XII w. państwo Benin, które rozwinęło wysoką i oryginalną kulturę. Państwa Joruba (od początku XVI w.), Aszanti (od XVII w. na terenie obecnej Ghany) oraz Dahomej (od XVII w.) przetrwały do XIX wieku.

W Afryce Środkowej istniało z końcem XV w. państwo Kongo, a bardziej na południe – państwo Angola. W południowo-wschodniej części Konga uformowało się w XV w. państwo plemion Baluba (przetrwało do XVII w.), na południe od niego państwo Bakuba (XIV-XVI w.). W opisach podróżników europejskich XVI-XIX w. znajduje się wiele wiadomości o ustroju, organizacji armii, systemie podatkowym tych państw. W Rodezji (Zimbabwe – przyp. W.L.) Południowej istniało prawdopodobnie od XI w. potężne państwo Monomotapa. W rejonie wielkich jezior istniały w XVII w. państwa Buganda, Ruanda, Urundi.

Odkrycia geograficzne dokonane w końcu XV w. przez Portugalczyków (opłynięcie Afryki i dotarcie do Indii), odkrycie Ameryki, a w związku z tym postępujący rozwój gospodarki plantacyjnej i eksploatacji amerykańskich złóż złota spowodowały ogromne zapotrzebowanie na tanią siłę roboczą, Murzynów, których pierwszy transport w 1441 został przywieziony przez Portugalczyków do Lizbony. W ślady Portugalczyków poszły Anglia, Francja i Holandia. Wzdłuż zachodnich wybrzeży Afryki państwa te zakładały punkty obronne i faktorie, które służyły do masowego wywozu Murzynów.

Z Europejczyków pierwsi pojawili się w Afryce Zachodniej (1482) Portugalczycy. Wylądowali 1484 u ujścia rzeki Kongo i wtargnęli na terytorium Konga. Władca tego państwa, Nzinga-a-Nkuwu przyjął chrześcijaństwo. Krwawe podboje, masowy wywóz niewolników spowodowały (XVI w.) powstanie ludności pod wodzą Mbuli Matadisa i wypędzenie Portugalczyków, którzy uderzyli na Angolę, przekształcając ją w swoją kolonię. Wschodnie wybrzeże Afryki już od X w. było skolonizowane przez Arabów. W 1618 roku Anglicy założyli w Gambii pierwszy fort i umocnili się na Złotym Wybrzeżu; 1637 osiedlili się tu również Holendrzy, a u ujścia Senegalu Francuzi.

Na wschodnim wybrzeżu Afryki Portugalczycy pojawili się po raz pierwszy 1498. Po półwiekowej walce przeniknęli oni w głąb lądu na południe od rzeki Ruwuma i w basenie Zambezi napotkali zdecydowany opór państwa (związku plemiennego) Monomotapa. W 1560 udało się wprawdzie narzucić chrześcijaństwo wodzowi plemion Monomotapa, lecz kraj opanowali Portugalczycy dopiero z końcem XVI w. dzięki separatyzmowi wodzów plemiennych i rozsadzeniu państwa Monomotapa od wewnątrz. Powstała tu kolonia portugalska Mozambik, przekształcona w bazę wywozu niewolników. W 1652 roku holenderska kompania wschodnio-indyjska założyła na południu Afryki kolonię Kapsztad, wycinając tubylcze plemiona Buszmenów. Do XVIII w. osadnicy holenderscy, Burowie, zajęli całą południową prowincję, a 1778 Fernando Po i Annobón. W tym okresie wschodnie wybrzeża Afryki stanowiły najbogatszy rezerwat niewolników. W XV-XIX w. wywieziono z Afryki kilkanaście mln Murzynów. Łączna ilość wraz zabitymi i zmarłymi w czasie transportu sięgała kilkudziesięciu milionów ludzi. W 2 połowie XVIII w. wywożono rocznie 60-100 tys. osób.

x

Do pełniejszego obrazu Afryki wypada jeszcze zacytować wybrane fragmenty z książki Siódma minęła, ósma przemija… Paul Herrmann, PIW 1967:

Chłonność rynku europejskiego na towary eksportowane ze Wschodu i Afryki była oczywiście o wiele większa aniżeli popyt Wschodu i Afryki na towary europejskie, wskutek czego handel wymienny musiałby po krótkim czasie ustać. Nie pozostawało więc nic innego, jak płacić za import wschodni szlachetnymi metalami. To doprowadziło, podobnie jak tysiąc lat wcześniej za Dioklecjana, do silnego odpływu złota z Europy. W ciągu XIV i XV wieku doszło wreszcie do tego, że górnictwo złota i srebra Starego Świata nie mogło uzupełnić odpływu pieniądza wynikającego z handlu ze Wschodem. Sami tylko kupcy weneccy wywozili w tym czasie do Aleksandrii corocznie olbrzymią sumę trzystu tysięcy dukatów w złocie. Wskutek tego wartość złota w Europie wzrosła podwójnie w porównaniu z wartością pszenicy. Co to oznaczało dla szerokich warstw chłopów, rękodzielników i wyrobników, ukazują dane niemieckiego mineraloga i geografa Heinricha Quiringa; w owym czasie górnik w kopalniach złota w Złotym Stoku w górach kłodzkich musiał przepracować pięćdziesiąt dniówek, by zarobić jednego dukata. – Europa zaczęła zwracać coraz baczniejszą uwagę na Afrykę.

Już z początkiem XIV wieku podejmowano liczne podróże wzdłuż wschodnich i zachodnich wybrzeży Afryki. Nie przyczyniły się one jednak do lepszego poznania Czarnego Lądu. Gdyby nie owa pokusa, jaką wywierało złoto, prawdopodobnie wcale by ich nie odbywano, gdyż bezwodne wybrzeża Afryki Północnej były zbyt niegościnne.

Nie należy jednak wyciągać stąd wniosku, że Afryka północna była obszarem zupełnie nieznanym i nigdy nie odwiedzanym. Przeciwnie, podobnie jak Syberia i Azja środkowa należała ona w średniowieczu do obszarów, przez które ciągle przechodziły karawany i które były dostępne także dla białych podróżników i kupców. Nie wiedzielibyśmy nic o tym, gdyby nie zachował się przypadkowo prywatny list nie znanego zresztą bliżej kupca florentyńskiego Benedetto Dei z lat sześćdziesiątych XV wieku, w którym wspomina on jakby mimochodem, że około 1470 roku odbył podróż do Timbuktu, „miasta w państwie Berberyjczyków”. Jest to tym bardziej zdumiewające, że dopiero czterysta lat później wspomina się znowu o podróży Europejczyka do Timbuktu, „królowej Sahary”, a mianowicie, gdy w 1828 r. przybył tam podróżnik francuski René Caillé. Do tej pory wielkie miasto na pustyni, cel karawan, było dla giaurów równie niedostępne jak Mekka. Ale za czasów Benedetta Dei trudności te nie istniały. Florentyńczyk nie sądzi widocznie, by podróż jego była czymś nadzwyczajnym. W każdym razie nie skłoniły go do niej jakieś zainteresowania geograficzne. Zamiast opisać, jak i jaką drogą udało mu się przebyć piaszczyste morze Sahary, opowiada, że w Timbuktu sprzedaje się grube sukno lombardzkie, i rozwodzi się szeroko o swoich sukcesach. Dezynwoltura, z jaką mówi o swym rzeczywiście wielkim wyczynie podróżniczym, świadczy, że Timbuktu było za jego czasów znanym i częstym celem wypraw karawanowych i nie warto mu poświęcać zbyt wiele słów. Wydaje się też pewne, że ruch przyjezdnych był w Afryce mimo wszelkich przeszkód i trudności o wiele większy, a dalekie podróże o wiele częstsze, aniżeli przypuszczamy.

Benedetto Dei był kupcem, którego kraj i ludzie niewiele obchodzili, interesowała go tylko możność zbytu towarów. Ale dwadzieścia lat przed nim, około roku 1450, przebywał na Saharze człowiek całkiem innego pokroju: rzeczoznawca bankowy i prospektor Antonio Malfante z Genui. Nie dojechał on, co prawda, do Timbuktu, lecz tylko do oaz Tuatu. Tam dowiedział się już, czego chciał, a mianowicie, że na Saharze nie ma złota i że karawany arabskie przywożące złoto do wybrzeży północnoafrykańskich przybywają z bardzo odległych okolic Afryki południowej.

Malfante nie podróżował w swoich interesach, lecz z polecenia genueńskiego domu bankowo-handlowego Centurionów, posiadającego oddziały w Genui, W Kaffie na Krymie, na Majorce, w Lizbonie, Rouen, Antwerpii, Brugii i Bristolu. Interesy tego banku, znanego powszechnie w połowie XV wieku, ucierpiały znacznie na skutek gwałtownego odpływu metali szlachetnych z Europy na Wschód, a także wskutek licznych zburzeń politycznych, które przyniósł wiek XV – wojny stuletniej między Francją a Anglią, częstych zamieszek w Niemczech i upadku cesarstwa wschodniorzymskiego, zakończonego zdobyciem Konstantynopola przez Turków w 1453 roku.

(…) Malfante pozostawił nam żywy opis swej podróży w formie listu do przyjaciela Giovanni Marioni.

„(…) Tuat składa się z osiemnastu osad obwiedzionych murem i rządzonych oligarchicznie. Naczelnik każdej osady broni – słusznie czy niesłusznie – podległej mu miejscowości; albowiem choć wszystkie graniczą ze sobą, każda stara się zdobyć największe znaczenie. A skoro tylko przybędzie tu jakiś podróżny, to jeden z naczelników osad zostaje jego protektorem i opiekuje się nim z narażeniem własnego życia. Wskutek tego kupcy są tu zupełnie bezpieczni, powiedziałbym nawet, że o wiele bezpieczniejsi niż w królestwach Tlemcen i Tunisu.

Jestem chrześcijaninem, ale mimo to nie słyszałem od nikogo złego słowa, a mieszkańcy mówią, że jeszcze nigdy nie widzieli tutaj chrześcijanina. Prawda, z początku, skoro tylko przybyłem, odczuwałem jako natręctwo, że wszyscy chcieli mnie widzieć i wołali zdumieni: Ten chrześcijanin ma twarz dokładnie taką samą jak my! Sądzili mianowicie, że chrześcijanie mają twarze zniekształcone. Prędko jednak zaspokoili swą ciekawość i teraz sam wszędzie chodzę i nikt nie odezwie się do mnie złym słowem.

Jest tu dużo Żydów. Powodzi im się dobrze, gdyż podlegają rozmaitym naczelnikom osad, a każdy z tych urzędników ujmuje się za swymi protegowanymi. Żydzi mają tu więc spokojne życie. Handel znajduje się w ich rękach i wielu z nich cieszy się pełnym zaufaniem.

Osada, w której przebywam, jest ośrodkiem handlu w kraju Maurów; przybywają tu kupcy ze swymi towarami. Przywożą złoto, które sprzedają ludziom przybywającym z wybrzeża. Nazywa się ta miejscowość De Amamento (Tamentit) i jest tu wiele bogatych ludzi. Szerokie warstwy ludności są jednak bardzo ubogie, ponieważ nie można tu nic siać ani zbierać poza daktylami, które stanowią główne pożywienie ludności. Mięso jest tylko z kastrowanych wielbłądów. Należy do rzadkości, ale jest wyborne w smaku.(…)

Ludzie tutejsi sąsiadują, o ile dobrze słyszałem, z Indami. Kupcy indyjscy przybywają tutaj i porozumiewają się z mieszkańcami przy pomocy tłumaczy. Ci Indowie są chrześcijanami i czcicielami krzyża.

Nieraz pytałem, gdzie ludzie znajdują i zbierają złoto. Mój protektor odpowiedział: Byłem przez czternaście lat u Murzynów i nasłuchałem się najrozmaitszych rzeczy. Ale nigdy nie spotkałem człowieka, który by z całą pewnością powiedział: tak je widziałem, albo tak się je znajduje i zbiera. Dlatego myślę, że przybywa ono z daleka, ze ściśle określonego obszaru. Powiedział też, że był w okolicach, gdzie srebro jest tyle warte co złoto…”

Jak widzimy, autor listu miał oczy otwarte na wszystko, co go w tym obcym świecie otaczało. Dowiedział się niebawem, że na Saharze nie wydobywa się złota, jest też dla niego jasne, dlaczego znaczna część środkowoafrykańskich zapasów złota tutaj właśnie gromadzi się. Znajduje się tu mianowicie sól, której brak daje się dotkliwie we znaki na szerokich obszarach Afryki tropikalnej; tutaj nabywa się ją w zamian za złoto. A złoto pochodzi z dalekiego i nieosiągalnego południa; nie ma go ani na Saharze, ani na wybrzeżu śródziemnomorskim.

Informacje, które Malfante przywiózł Centurionom, nie były zatem zbyt pomyślne. Wynikało z nich, że handel złotem znajdował się w mocnych rękach. Malfante nie spotkał się wprawdzie z objawami wrogości, mimo że był chrześcijaninem i Europejczykiem – co zresztą wydaje się zdumiewające – ale uświadomił sobie jasno, że Arabowie, zainteresowani w handlu złotem, będą strzegli zazdrośnie swych praw i że ewentualne założenie w Tuacie filii firmy Centurionów nie miałoby sensu. Jego uwaga, że rzeką przepływającą przez Timbuktu można by dotrzeć do Egiptu, została niewątpliwie oceniona w Europie jako potwierdzenie wiadomości pochodzących jeszcze z czasów starożytnych. Malfante sam był w każdym razie głęboko o tym przekonany. Nie wiadomo, czy wzmianka o kupcach indyjskich w oazach Tuatu odnosi się rzeczywiście do Indów, czy też np. do Abisyńczyków. Ale obecność kupców indyjskich w Tuacie nie jest wykluczona. Timbuktu utrzymywało w XIV i XV wieku ożywione stosunki handlowe z Egiptem i Azją Mniejszą, więc wspomniani przez Malfantego handlarze mogli być w rzeczy samej kupcami indyjskimi.

x

Z powyższych cytatów wyłania się obraz znacznie bardziej zagmatwany, niż nam się przedstawia. Przede wszystkim Afryka, zanim pojawili się tam Europejczycy, była opanowana przez Arabów, ale chyba nie tylko, bo przecież Żydzi byli tam pod opieką pomniejszych czy większych władców i opanowali też handel. Czy zatem Arabowie byli tylko czymś w rodzaju zasłony dymnej, mającej na celu ukrycie właściwych władców Afryki, którzy mieli monopol na obrót złotem, bo tylko oni wiedzieli, gdzie ono znajduje się w Afryce? A ten, kto miał monopol na emisję pieniądza, czyli w tamtym czasie na pozyskiwanie złota, ten rządził.

Afryka przed epoką kolonialną nie była tak prymitywnym kontynentem, jak się nam wmawia. Było tam wiele państw, mniejszych czy większych, które były dobrze zorganizowane. Jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że Europejczycy nie zapuszczali się w głąb kontynentu w celu pozyskiwania niewolników, to znaczy, że to miejscowi władcy dostarczali niewolników. – No właśnie! Czy to byli niewolnicy? Po części zapewne tak, ale w tym miejscu wypada sobie zadać pytanie: czy było tam aż tylu niewolników, przestępców, więźniów itp., by zorganizować ich tak masowy exodus? Wydaje się to mało prawdopodobne. Jeśli, jak podaje WEP, rocznie wywożono od 60 do 100 tys. osób, to oznacza to, że dziennie – od około 160 do około 270 osób. Ilu musiało być ludzi, którzy zajmowali się „polowaniami” na tych, których zamierzano wywieźć? I jak te osoby przewożono? Jak liczne musiałyby być załogi statków, którymi je transportowano? Bo przecież więźniów i niewolników trzeba było pilnować, bo byli to ludzie zdesperowani, nie mający nic do stracenia. Na te pytania odpowiedzi nie znajdziemy, pozostaje więc tylko spekulacja i domysły.

A może było zupełnie inaczej? Może niewolnicy stanowili tylko niewielką część tej ludności, może większością byli ludzie, których zachęcano do wyjazdu, obiecując im lepsze życie w Nowym Świecie. Czy nie było to tak, jak w przypadku XIX-wiecznej emigracji ubogiej ludności z Europy wschodniej do Ameryki i Brazylii? Agenci-naganiacze otrzymywali wynagrodzenie za każdą przekonaną do emigracji osobę. A jak to było w Australii? Tam też początkowo zsyłano przestępców.

Mało znana historia czarnej ludności Argentyny, o której w poprzednim blogu, może świadczyć o tym, że większość czarnej ludności Afryki wyemigrowała dobrowolnie, zachęcana przez lokalnych władców obietnicą lepszego życia w Nowym Świecie, a ci, którzy organizowali ten proceder, dobrze na tym zarabiali. A kto to wszystko finansował? – Ten, kto miał złoto, musiał to wszystko finansować.

Leave a comment