Limoges

To, co wydarzyło się w sobotę 17 października w Limoges, to nie żadne protesty, to zwyczajne barbarzyństwo. Kto za tym stoi i komu to służy? Jeśli ktoś protestuje, bo mu poziom życia obniżył się, to niszczenie dorobku pokoleń nie poprawi sytuacji materialnej protestujących, wprost przeciwnie. O co więc w tym wszystkim chodzi? Poniżej tłumaczenie tego, co powiedziano w tym krótkim video: Ratusz w Limoges w płomieniach: co tak naprawdę zdarzyło się. “To odpowiednik katedry Notre-Dame”

Ten płonący budynek to ratusz miasta Limoges. Został on podpalony przez jakichś ludzi pod koniec protestów w dniu 17 października. To stary budynek z XIX wieku. Podpalono go pod wieczór. Denis Carreaux, dziennikarz, mówi: „Kiedy przyjechałem kilka minut później, ogień zajął już dach.” Pomimo interwencji strażaków, dach szybko stanął w płomieniach, a dzwonnica wkrótce potem runęła. „Widząc budynek ratusza w płomieniach, szybko zdałem sobie sprawę, że dzieje się coś poważnego; jako dziennikarz, ale również jako rodowity mieszkaniec Limoges – to moje miasto i dla mnie ten ratusz jest tym, czym dla Paryżan katedra Notre-Dame. Są dwa wyróżniające się budynki w mieście, to dworzec kolejowy i ratusz. Do tego drugiego mieszkańcy miasta są bardzo przywiązani.”

Na chwilę obecną, urząd mera sugeruje atak dokonany z premedytacją, a mer Guillaume Guérin skarży się, że policja miała, wcześniej tego dnia, ustąpić protestującym z powodu braku wyposażenia i środków. Według niego ustąpienie to było tym, co pozwoliło napastnikom dostać się do budynku. „Drzwi zostały otwarte siłą przy użyciu 200 kilogramowego taranu. Nie można przynieść takiego taranu w plecaku. Tak więc byli to ludzie, którzy wcześniej zaplanowali swoją akcję i znali rozkład pomieszczeń. Wiedzieli dokładnie, które drzwi wyłamać, jak poruszać się po wnętrzu budynku i gdzie pójść, będąc już w nim.”

Według mera śluby odbywały się po południu, co oznaczało, że ludzie nadal byli w budynku w momencie wdarcia się protestujących i w trakcie pożaru. „Nie wiem dokładnie, ile było tam osób, ale było ich wiele, chociaż było to w sobotę po południu. Był strażnik, któremu grożono śmiercią, byli radni. Spotkałem osobiście jednego z nich, który był w swoim biurze i kazano mu zamknąć się w nim. Było ryzyko, że zostanie w nim uwięziony, więc wyszedł, zebrał paru ludzi i udało im się wyjść, nie spotykając napastników. Zdawali sobie sprawę, że ich życie jest w niebezpieczeństwie. Grożono im śmiercią, a radnym powiedziano: zabijemy was.”

Następnego ranka ogień opanowano, ale budynek został w dużym stopniu zniszczony, pozostała tylko fasada historycznej jego części i nowsza, tylna część. „Widziałem tego ranka, jak przyjechali pracownicy ratusza i płakali, widząc ten urząd, który od lat był ich miejscem pracy i wiedząc, że już nie wrócą do swoich biur i że ich rzeczy osobiste zostały zniszczone.”

Pozostaje do ustalenia, co dalej i co stanie się z pracownikami, ale też i z mieszkańcami. „Jak to wszystko zorganizować w ciągu najbliższych godzin, dni, tygodni i miesięcy, tak by urząd mógł wykonywać swoje zadania.” Żądania mera, Guillaume Guérin, są bardzo proste. Chce on, by urząd został odbudowany na tych samych zasadach co Notre-Dame de Paris. Zagroził również, że zrezygnuje razem ze wszystkimi pracownikami, jeśli nie zostanie mu przyznane potężne wsparcie finansowe: Żądam specjalnego planu dla Limoges i milionów dla miasta i tyle. W przeciwnym razie nie wiem, co wspólnie zrobimy. Wczoraj państwo pozostawiło oficerów swojej policji na pastwę dzikich hord.

„Są miasta, które są jakoś opuszczone, porzucone; dla mera Limoges to oczywiste, to nie podlega dyskusji i w każdym razie, biorąc pod uwagę skalę ataku, od którego ucierpiało, musi nastąpić mobilizacja państwa wokół Limoges.”

x

Departamanet Haute-Vienne,w któym znajduje się miasto Limoges; autor: TUBS; źródło: Wikipedia.
Ratusz w Limoges w 2006 roku; autor: Aratar, źródło: Wikipedia.

x

Limoges to stare miasto. Za panowania Merowingów i Karolingów jedno z głównych miast Akwitanii i ośrodek sztuki złotniczej. Od XI wieku jeden z największych ośrodków emalierstwa w Europie; sztuka emalierska niemal zanikła podczas wojen religijnych. Dzięki odkryciu kaolinu w pobliżu miasta, powstały w drugiej połowie XVIII wieku manufaktury porcelany i tym sposobem Limoges stało się później słynnym francuskim ośrodkiem jej produkcji.

x

Gdy usłyszałem słowa tego dziennikarza: Tak więc byli to ludzie, którzy wcześniej zaplanowali swoją akcję i znali rozkład pomieszczeń. Wiedzieli dokładnie, które drzwi wyłamać, jak poruszać się po wnętrzu budynku i gdzie pójść, będąc już w nim, to od razu przypomniał mi się fragment z książki Stefana Zweiga Maria Antonina Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1990. Tak autor opisał wtargnięcie tłumów do Wersalu:

Dawna władza, a więc królestwo i jego obrońcy – arystokraci, poszła spać – lecz rewolucja jest młoda, ma gorącą nieopanowaną krew, nie potrzebuje spoczynku i niecierpliwie wyczekuje dnia i czynu. Wokół ognisk obozowych, rozpalonych pośrodku ulic, gromadzą się żołnierze paryskiego buntu, którzy nie znaleźli noclegu; nikt nie może wytłumaczyć, czemu właściwie przebywają jeszcze w Wersalu, zamiast leżeć we własnych łóżkach; przecież król posłusznie przyrzekł i obiecał wszystko. Ale niespokojny ten tłum trzymany jest w napięciu czyjąś niewidzialną wolą. Tam i z powrotem od drzwi snują się w ciemnościach postacie, dające potajemne rozkazy, a z rana o piątej, gdy pałac pogrążony jeszcze we śnie i mroku, pod wodzą doświadczonej ręki zakradają się poszczególne gromady okólną drogą przez podwórze kaplicy aż pod okna pałacu. Czego chcą? Kto dowodzi tymi ciemnymi postaciami, kto je popycha do celu na razie trudnego do rozpoznania, ale już bez wątpienia dobrze rozważonego? Podżegacze kryją się w cieniu; książę d’Orléans i brat królewski, hrabia de Provence, wiedzą dobrze, czemu woleli nocy tej nie przebywać w pałacu, u boku prawowitego władcy… I nagle w głębokiej ciszy pada strzał, jeden z owych prowokujących strzałów, potrzebnych zawsze do wywołania uplanowanego starcia. Natychmiast zbiegają się zewsząd setki i tysiące powstańców, uzbrojonych w dzidy, motyki i strzelby, całe pułki kobiet i mężczyzn przebranych za kobiety. Napad ma wyznaczony kierunek prosty: do komnat królowej! Jakim sposobem rybaczki paryskie i przekupki, które nigdy dotąd nie przestąpiły progów Wersalu, znajdują od razu i tak zadziwiająco pewnie właściwe przejścia w niezmierzonym pałacu, wśród mnóstwa schodów i setek pokojów? Z gwałtownym naporem fala kobiet i przebranych mężczyzn płynie schodami wiodącymi do apartamentów Marii Antoniny. Paru gwardzistów stara się zagrodzić wejście; dwaj zostają bestialsko zrzuceni w dół i zamordowani, a brodaty wielki mężczyzna odrąbuje u stóp schodów obydwom trupom głowy, które w kilka minut później, ociekające krwią, kołyszą się na olbrzymich pikach.

x

O co w tym wszystkim chodzi? Po co spalono ratusz w Limoges? Być może dowiemy się o tym po latach, jeśli sami będziemy w stanie skojarzyć pewne fakty i wyciągnąć z tego jakieś wnioski, choć wcale nie musi to być łatwe. Bo czy ktoś w 1980 roku wiedział, po co powstała „Solidarność”? – poza wtajemniczonymi oczywiście. Idea piękna – socjalizm z ludzką twarzą. Ci ludzie, w tamtym czasie, nie chcieli żadnego kapitalizmu i wolnego rynku. Dlaczego? Trzeba cofnąć się do 1945 roku. Powstała wtedy Polska Ludowa. Kraj leżał w gruzach, trzeba było go odbudować. Jak to zrobić, jak wzbudzić w ludziach, umęczonych wojną, motywację? Polska pańska nie mogłaby tego zrobić, ale Polska ludowa jak najbardziej. Przekonano ludzi, że to ich państwo, państwo robotników i chłopów. I ci ludzie uwierzyli w to, pamiętali przecież Polskę sanacyjną, która nie była ich Polską. Oddali wszystkie swoje siły, uwierzyli, że odbudowują kraj dla siebie. I odbudowali. Pracowali za „miskę ryżu”.

Gdy już Polska urosła w siłę, a ludziom żyło się nieco lepiej, w każdym razie pojawiła się jakaś stabilizacja po wojennych przejściach, to komuś zaczęło się nie podobać. Przyszedł czerwiec 1976 i wypadki radomskie. W Radomiu podpalono budynek Komitetu Wojewódzkiego partii, tak jak w Limoges podpalono ratusz. Cztery lata później doszło do ostatecznego rozwiązania, czyli wykorzystania robotników do osiągnięcia zamierzonych celów. W tamtym czasie ludzie nie chcieli kapitalizmu, bo pamiętali Polskę sanacyjną, która dla większości z nich nie była ich Polską. Jak zatem przekonać ich, że socjalizm jest niereformowalny? Ekstremalne żądania oszołomów z „Solidarności”, którzy byli agentami komunistów, doprowadziły do wprowadzenia stanu wojennego. Stan ten wprowadzono bezprawnie, bo w tamtym czasie obradował sejm i to tylko on mógł go wprowadzić. Jaruzelski złamał obowiązujące prawo.

Co by było, gdyby nie wprowadzono tego stanu? Pewnie Polska, po korektach wypaczonego socjalizmu, rosłaby w siłę a ludziom żyłoby się dostatniej, choć zapewne nie tak jak na Zachodzie, ale nikt wtedy nie marzył o zachodnich standardach. Co zatem należało zrobić, by obrzydzić ludziom socjalizm? Trzeba było pozbyć się „Solidarności” – i po to był stan wojenny – i doprowadzić socjalizm metodami administracyjnymi do bankructwa. I tym były lata 80-te i tym zajął się Jaruzelski w Polsce. Doprowadzono ten socjalizm do bankructwa w całej Europie wschodniej i w Związku Radzieckim, ale jakimś dziwnym trafem ten sam socjalizm w Chinach miał się dobrze.

Lata 80-te, po wprowadzeniu stanu wojennego, tak obrzydziły ludziom socjalizm, że w czerwcu 1989 roku zagłosowali za kapitalizmem, a kapitalizm to prywatyzacja, czyli zalegalizowana kradzież. Cały majątek wypracowany przez chłopów i robotników PRL-u przeszedł w ręce nie wiadomo czyje. Gdyby nie stan wojenny, to cała operacja przejęcia majątku wypracowanego przez innych nie mogłaby się udać. A tak ci, którzy sami ten majątek wypracowali, sami strzelili sobie w stopę, jak powiedziałby klasyk. Inna sprawa, że zupełnie byli nieświadomi tego stanu, podobnie jak piszący te słowa. Dopiero po latach, jak spojrzy się na to „z lotu ptaka”, wszystko zaczyna się układać w logiczną całość.

Leave a Reply