Przełom września i października to czas „Lalek”, tej serialowej i tej kinowej. Ukazało się już na YouTube komentarzy co niemiara, ale żadnego z nich nie wysłuchałem. Powód jest bardzo prosty: główny wątek nie interesuje mnie. To, co w „Lalce” interesuje mnie najbardziej, to wątek żydowski, a zwłaszcza to, co mówi Szlangbaum, ale też zastanawia mnie czy wybór takiego nazwiska był przypadkowy, czy nie. Die Schlange to po niemiecku kolejka, wąż; to słownikowe tłumaczenie. Maria Kuncewiczowa w powieści Cudzoziemka cytuje fragment jednej z pieśni Schumanna Ich grolle nicht (Nie gniewam się): Und sah die Schlang’, die dir am Herzen frisst (I widziałam żmiję, która kąsa cię w serce). Mamy tu więc bardziej emocjonalną konotację tego słowa. Czy Prus tłumaczył sobie nazwisko „Szlangbaum” jako żmijowe drzewo i świadomie tak nazwał jedną z postaci swojej powieści?
Ten krótki fragment zawiera informację na temat tego, jak ustawia się licytację. Ale czy nie tak samo odbywa się to w większej skali? Czy organizowanie demonstracji, strajków, zamieszek, burd itp. – czy to nie dzieje się na tej samej zasadzie, czyli na opłaceniu odpowiedniej ilości ludzi, którzy za odpowiednim wynagrodzeniem zrobią wszystko, czego się od nich zażąda? Czy na podobnej zasadzie, tylko na o wiele większą skalę, nie były i nie są organizowane wszelkie rewolucje i wojny? Jedno ze zdań wypowiedziane przez Szlangbauma w tym krótkim dialogu brzmi: To oni zrobią panu takie licytacje, że ten dom może pójść za 150 tysięcy rubli i nikt nie zmiarkuje, jaki jest interes. I to jest właśnie cała kwintesencja żydowskich geszeftów finansowych, politycznych i innych: i nikt nie zmiarkuje, jaki to interes. Niby przypadkowi, obcy sobie ludzie, nie mający ze sobą nic wspólnego, zjawią się na tej licytacji, a wszyscy będą działać pod dyktando anonimowej osoby. Czyż nie tak działa system partyjny, czyż nie tak działa wolny rynek, na którym firmy udają, że konkurują ze sobą?
Mamy więc informację, że główny licytujący dostał 15 rubli, paru Żydków po 5 rubli i dystyngowana dama, której zarobku Szlangbaum nie ujawnił. Jaka była wartość 1 rubla w tamtym czasie? Sztuczna inteligencja pisze:
W czasach akcji „Lalki” Bolesława Prusa (koniec lat 70. XIX wieku, głównie rok 1878) jeden rubel papierowy miał wartość około 370–390 dzisiejszych złotych, jeśli przeliczymy go bezpośrednio na wartość kruszcu (ówczesny rubel odpowiadał ok. 0,7–0,75 grama czystego złota).
Ekonomiści i historycy podkreślają jednak, że proste przeliczenie na współczesną walutę bywa mylące. Aby lepiej zrozumieć rzeczywistą siłę nabywczą jednego rubla, warto zestawić go z ówczesnymi cenami i zarobkami opisanymi w powieści oraz dokumentach z epoki:
Co można było kupić za 1 rubla?
- Syty posiłek: Śniadanie Ignacego Rzeckiego (śledzie, flaki oraz alkohol – anyżówka i porter) kosztowało mniej niż 1 rubel.
- Ubrania i tekstylia: Metr surowego jedwabiu na suknię kosztował 1 rubel.
- Codzienne przedmioty: Portmonetka kosztowała 3 ruble, a porządne kalosze 2,5 rubla.
- Rozrywka i prestiż: Roczna prenumerata gazety „Kuryer Codzienny” kosztowała kilka rubli, a bilet do teatru w Warszawie od kilkudziesięciu kopiejek do kilku rubli (1 rubel = 100 kopiejek).
x
Można więc powiedzieć, w pewnym uproszczeniu, że wydatek na ustawioną licytację to kilkanaście tysięcy złotych, może ponad dwadzieścia tysięcy. A kim był Szlangbaum? Sztuczna inteligencja pisze:
Stary Szlangbaum to epizodyczny bohater powieści „Lalka” Bolesława Prusa, żydowski tradycjonalista, kupiec, kantorzysta i lichwiarz.
- Kim był: Ojciec Henryka Szlangbauma, prowadził „Kantor wekslu i loterii” przy ulicy Elektoralnej w Warszawie.
- Wygląd i charakter: Prus przedstawił go jako stereotypowego, bogatego i religijnego Żyda-tradycjonalistę z siwą brodą.
- Pasja: Był wielkim entuzjastą i twórcą szarad oraz rebusów (szaradzistą).
- Stosunek do syna: Miał napięte relacje z synem Henrykiem, ponieważ ten próbował się asymilować, odrzucał tradycję i nie przyznawał się do żydowskości (stary Szlangbaum uważał go za „mechesa”).
x
Wypada jeszcze zapytać sztuczną inteligencję o to, kim był Wokulski. I tak ona pisze na ten temat:
Stanisław Wokulski, główny bohater powieści Lalka Bolesława Prusa, był z pochodzenia Polakiem i wywodził się ze zubożałej rodziny szlacheckiej (jego ojciec Piotr Wokulski nieustannie procesował się o odzyskanie dawnego majątku i szlachectwa).
Oto najważniejsze fakty dotyczące jego korzeni i statusu społecznego:
- Szlachecki rodowód: Choć rodzina Wokulskich straciła majątek, Stanisław formalnie należał do warstwy szlacheckiej. Z tego powodu w młodości musiał ciężko pracować na swoje utrzymanie i edukację (m.in. jako kelner w winiarni Hopfera).
- Kontekst narodowy: Wokulski był głęboko zakorzeniony w polskiej tradycji patriotycznej. Jako młody człowiek wziął udział w powstaniu styczniowym (1863 rok), za co został zesłany na Syberię do Irkucka.
- Pozycja społeczna: Ze względu na swoją działalność handlową, gigantyczny majątek zdobyty w Rosji oraz wejście w świat wielkiego biznesu, w realiach XIX-wiecznej Warszawy Wokulski był traktowany przez arystokrację jako mieszczanin (kupiec). Dla ówczesnych elitarnych sfer jego szlacheckie pochodzenie miało mniejsze znaczenie niż fakt, że „skalał się” pracą i handlem.
x
A sam Aleksander Głowacki? Pseudonim literacki zaczerpnął od nazwy rodowego herbu Prus I, a więc wywodził się z pruskiej szlachty. Jako młody chłopak wziął udział w powstaniu styczniowym. Dostał się do rosyjskiej niewoli. Jednak ze względu na młody wiek oraz dzięki wstawiennictwu ciotki, jak pisze Wikipedia, pozwolono mu wrócić do Lublina. Dzięki wstawiennictwu, czyli dzięki łapówce, ale tego przecież Wikipedia nie mogła napisać.
Czy jednak było tak, że XIX-wieczna, zubożała szlachta gardziła żydowskim mieszczaństwem? Wprost przeciwnie, ochoczo wchodziła z nim w związki. Korzyść była obopólna: jedni chronili się przed bankructwem, drudzy stawali się arystokracją.
W blogu Generał pisałem:
Wywodził się z rodziny szlacheckiej i ziemiańskiej herbu Ślepowron. Ród wywodzi się z pogranicza Mazowsza i Podlasia. Korzeniami sięga przełomu XV i XVI wieku. Gniazdem rodowym przodków był majątek Jaruzele, a później m.in. Ruś Stara – Sokoły wraz z przyległościami.
Dziadek Wojciecha, również Wojciech, brał udział w powstaniu styczniowym, za co został zesłany na Syberię na 8 lat. Po powrocie do Polski, poślubił Helenę z domu Filipkowską, która wniosła mu duży posag. Dzięki temu małżeństwo mogło kształcić liczne potomstwo. Ojciec Wojciecha, Władysław, był siódmym z ośmiorga dzieci Wojciecha i Heleny. Ukończył Akademię Rolniczą w czeskim Taborze. Wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920. Mimo że należała mu się część dóbr rodzinnych, pracował jako administrator majątków ziemiańskich (faktor – przyp. W.L.). Ciesząc się opinią dobrego fachowca, trafił do Kurowa, położonego 17 km na wschód od Puław, gdzie poznał Wandę z Zarembów z pobliskiej Dąbrowy Wielkiej, absolwentkę Szkoły Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach. Ich ślub miał miejsce 19 września 1922. Wojciech urodził się 6 lipca 1923 o godz. 21 w Kurowie. Pierwsze imię otrzymał po dziadku – powstańcu. W 1928 małżeństwu urodziła się jeszcze córka Teresa.
x
Prus brał udział w powstaniu styczniowym, Wokulski również, dziadek Wojciecha Jaruzelskiego także. Mamy więc tu do czynienia ze stuprocentowymi patriotami. Później tacy pojawili się w legionach Piłsudskiego, potem w powstaniu warszawskim, a później w Solidarności. Zawsze na pierwszym miejscu w walce o Polskę. I co z tej walki wynikało? Nic. Bo skoro po pewnym czasie trzeba było znowu walczyć o tę Polskę, to znaczy, że zrywy były nieskuteczne; nieskuteczne dla idei państwa polskiego, ale skuteczne dla uczestników tych zrywów, bo zapewniały one im synekury w nowym układzie politycznym. Wystarczy przyjrzeć się bliżej życiorysom wielu uczestników i uczestniczek powstania warszawskiego, którzy w PRL-u robili kariery i otrzymywali lukratywne stanowiska. Oczywiście nie wszyscy. Byli tacy naiwni patrioci, którzy trafiali do esbeckich więzień i często z nich już nie wychodzili. No, ale jak ktoś się daje nabierać na patriotyzm, nie wiedząc, o co toczy się gra, to sam sobie winien. Monopol na patriotyzm w tym kraju Zulu-Gula mają Żydzi – na patriotyzm, który przynosi wymierne korzyści. Dla reszty jest to idea dla naiwnych, którzy są narzędziem w ręku tych, którzy wiedzą, po co są patriotami.
Wokulski, szlachcic, robił interesy ze Szlangbaumem, tak jak wcześniej każdy szlachcic miał swego faktora, czyli Żyda, który kierował jego majątkiem i jego interesami. A skoro szlachta miała żydowskie korzenie, o czy pisałem w jednym z blogów, to czy Wokulski również? A Prus?
dzień dobry,
bardzo dobry tekst. Ja pomyślałem o perypetiach Wokulskiego pod kątem tzw. rytuału “upodlenia”, który to każdy “wybrany” do pewnych zadań społeczności musi przejść. Być może praca w winiarni była tym rytuałem? Być może sam ślub już uchodzil za swego rodzaju wejście do “klubu” (patrz np. wszystkie żony “polskich” prezydentów).
Są to jedynie domysły z pogranicza rytualnej magii, ale o nich pomyslałem po lekturze Pana tekstu.
pozdrawiam
LikeLike
Witam Pana,
być może w blogach “Witam na moim blogu” i “Dlaczego blog” nie wyjaśniłem zbyt jasno, ale zadaniem tego bloga nie jest próba przekonywania innych do moich poglądów, tylko skłonienie ich do własnych refleksji i skojarzeń, które wcale nie muszą być zgodne z moimi. Miło mi, że ten blog chyba spełnił swoje zadanie w Pana przypadku.
Pozdrawiam
LikeLike